Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Trakowie

Odrysowie · Getowie · Bessowie · kurhany

Bogowie ludu, który nie zapisał ani jednego ich imienia własnym pismem

Trakowie mieli władców, kopalnie, złotników i grobowce z malowidłami, a nie mieli księgi. Ich bogów znamy z greckich nazw, z rzymskich płyt wotywnych i z przedmiotów włożonych do grobu. To jest religia odczytana z wyposażenia, nie z wyznania wiary — i trzeba o tym pamiętać przy każdym zdaniu.

Panteon

Imiona zapisane wyłącznie przez obcych

V w. p.n.e.

Zalmoksis i posłaniec rzucany na trzy włócznie

Zapis po fakcie

Co cztery lata wybierano człowieka i wysyłano go do boga z wiadomością — przez podrzucenie na groty.

Czytaj dalej

Na czym to stoiOpis Getów w czwartej księdze dzieła Herodota, spisany około czterysta trzydziestego roku p.n.e., czyli około osiemdziesięciu lat po opisywanych wydarzeniach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Zalmoksis był bogiem, człowiekiem ubóstwionym, czy funkcją kapłańską — wszystkie trzy odczytania mają zwolenników.
  • Czy opis obrzędu jest sprawozdaniem, czy grecki autor ułożył go z zasłyszanych strzępów.

Herodot opisuje Getów mieszkających nad dolnym Dunajem jako tych, którzy uważają się za nieśmiertelnych: według nich człowiek nie ginie, tylko odchodzi do Zalmoksisa. Co piąty rok według ich rachuby — czyli co cztery według naszej — wybierali losem jednego mężczyznę i wysyłali go do boga z listą próśb.

Wysłanie wyglądało tak: trzech ludzi trzymało włócznie grotami do góry, a pozostali chwytali wybrańca za ręce i nogi, huśtali i rzucali na te groty. Jeśli zginął, uznawano boga za łaskawego. Jeśli przeżył, obwiniano jego samego jako człowieka złego i wysyłano następnego.

Herodot przytacza też drugą wersję, zasłyszaną od Greków znad Morza Czarnego: że Zalmoksis był niewolnikiem Pitagorasa na Samos, wzbogacił się, wrócił do swoich, zbudował podziemną komnatę, zniknął w niej na trzy lata i wyszedł, gdy już go opłakano. I zaraz dodaje od siebie, że ani w to wierzy, ani nie wierzy, a jego zdaniem Zalmoksis żył na długo przed Pitagorasem.

To ostatnie zdanie warto zapamiętać, bo jest rzadkie. Autor podaje dwie wersje, wskazuje, która od kogo pochodzi, i zaznacza własną niepewność. Większość tego, co wiemy o religii tego terenu, nie ma takiego zabezpieczenia.

430 p.n.e.

Bendis: pierwsza obca bogini wpuszczona do Aten urzędowo

Rzecz z ziemi albo z epoki

Ateny uchwaliły jej kult i sfinansowały święto z wyścigiem pochodni na koniach.

Czytaj dalej

Na czym to stoiUchwały ateńskie i rachunki państwowe na kamieniu; opis święta w tekście Platona; płaskorzeźby wotywne z Pireusu; inskrypcje bractw.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Bendis była jedną boginią, czy grecką nazwą zbiorczą na kilka miejscowych postaci żeńskich.

Około czterysta trzydziestego roku przed naszą erą lud ateński uchwalił wprowadzenie kultu trackiej bogini Bendis, przydzielił teren pod świątynię w Pireusie i ustanowił święto. Był to pierwszy wypadek, gdy obce bóstwo dostało w Atenach kult państwowy uchwałą, a nie po cichu.

Święto opisano na początku najsłynniejszego dialogu Platona: dwa pochody, jeden ateński i jeden tracki, a wieczorem wyścig z pochodniami przekazywanymi z ręki do ręki przez jeźdźców w pędzie. Rzecz uchodziła za nowość i za widowisko.

Dlaczego Ateny to zrobiły, widać z daty. Trwała wojna ze Spartą i Ateny potrzebowały trackiej jazdy oraz przychylności króla Odrysów. Wpuszczenie bogini było posunięciem politycznym — co nie znaczy, że kult był pozorny: bractwa czcicieli Bendis działały w Pireusie jeszcze dwa stulecia później.

Grecy przyrównywali ją do Artemidy i przedstawiali w krótkiej szacie, w czapce ze skóry lisiej i z dwoma oszczepami. Jak nazywali ją i czym była dla samych Traków, nie wiadomo — zapisali to wyłącznie Grecy.

V w. p.n.e. – I w. n.e.

Wyrocznia na górze, gdzie odpowiadał płomień

Zapis po fakcie

Kapłanka wygłaszała przepowiednię jak w Delfach, a znak dawała wysokość płomienia nad ołtarzem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiWzmianka u Herodota o wyroczni Bessów; dwa opisy rzymskie z pierwszego wieku podające sposób wróżenia z płomienia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Położenie wyroczni — kilkanaście propozycji, żadnego rozstrzygnięcia.
  • Czy chodzi o jedno miejsce, czy o kilka kolejnych.

Herodot wspomina, że wysoko w górach należących do Bessów stała wyrocznia Dionizosa, gdzie przepowiednię wygłaszała kapłanka, tak jak w Delfach. Nie była to więc praktyka prosta ani wiejska, tylko instytucja tego samego rodzaju co najsłynniejsza wyrocznia grecka.

Autorzy rzymscy dodają szczegół, którego nie ma u Greków: znak dawał ogień. Gdy na ołtarz wylano wino, płomień strzelający wysoko oznaczał pomyślność. Podają też dwa konkretne wypadki: przepowiednię dla ojca przyszłego cesarza Augusta i drugą, wcześniejszą, dla Aleksandra.

Gdzie ta wyrocznia stała, nie wiadomo. Wskazywano kilkanaście miejsc w Rodopach, w tym Perperikon i Tatuł, ale żadne z nich nie ma napisu ani przedmiotu, który by to rozstrzygał. Wszystkie te wskazania są dopasowaniem tekstu do krajobrazu, nie odwrotnie.

Osobno warto zauważyć, że „Dionizos” jest tu grecką nazwą nałożoną na miejscowego boga. Nie wiadomo, jak go tu nazywano ani czy był jeden. Wiadomo tylko, co robił jego obrzęd: wino, ogień, góra i kobieta mówiąca nie od siebie.

I–III w. n.e.

Sabazjos i brązowe dłonie pokryte znakami

Rzecz z ziemi albo z epoki

Dziesiątki brązowych dłoni z palcami w geście błogosławieństwa, obsadzonych szyszką, wężem i żabą.

Czytaj dalej

Na czym to stoiKilkadziesiąt brązowych dłoni w zbiorach europejskich; wzmianki u autorów greckich i rzymskich; napisy wotywne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Znaczenie przedmiotów na dłoni — brak jakiegokolwiek objaśnienia z epoki.
  • Kogo dotyczyło wydalenie z Rzymu w 139 roku p.n.e. — tekst zachował się w skrócie i jest niejednoznaczny.

Z terenu całego cesarstwa pochodzi kilkadziesiąt brązowych dłoni wielkości naturalnej, z kciukiem, wskazującym i środkowym uniesionymi w geście znanym później z chrześcijańskiego błogosławieństwa. Na dłoniach i wokół nich siedzą drobne figurki: szyszka, wąż, żaba, jaszczurka, waga, dzban, kobieta z dzieckiem.

Dłonie te wiąże się z Sabazjosem — bogiem, którego autorzy greccy raz nazywają frygijskim, raz trackim, i którego utożsamiali to z Dionizosem, to z Zeusem. Kult dotarł do Aten w piątym wieku przed naszą erą i był tam wyśmiewany jako cudzoziemski, hałaśliwy i kobiecy.

Co znaczą te przedmioty na dłoni, nie wiadomo. Nie ma żadnego tekstu, który by je objaśniał. Wszystkie odczytania — że szyszka to płodność, a żaba przemiana — są dopisane przez badaczy nowożytnych na podstawie porównań, a nie znalezione w źródłach.

W Rzymie w sto trzydziestym dziewiątym roku przed naszą erą wydalono z miasta czcicieli tego boga. Zapis o tym wydaleniu, zachowany w późniejszym streszczeniu, jest też jednym z najstarszych rzymskich wzmianek o Żydach — i dlatego spór o to, kogo właściwie wtedy wydalono, toczy się do dziś.

V w. p.n.e.

Gebeleizis i strzały wypuszczane w niebo

Zapis po fakcie

Gdy grzmiało, strzelano z łuków w chmury — i nie jest pewne, czy w groźbie, czy w pomocy.

Czytaj dalej

Na czym to stoiCzwarta księga Herodota; rozbieżności imienia między rękopisami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brzmienie imienia — rękopisy podają kilka wariantów.
  • Czy to inne imię Zalmoksisa, czy osobny bóg — tekst da się czytać na oba sposoby.

Herodot podaje, że część Getów nazywa tego samego boga innym imieniem, które rękopisy oddają na kilka sposobów — najczęściej jako Gebeleizis. Już samo to rozchwianie zapisu jest tu ważne: imię przeszło przez greckie ucho i przez kilkanastu kopistów.

W tym samym miejscu stoi zdanie o obrzędzie: gdy grzmi i błyska, ci ludzie strzelają z łuków w niebo, grożąc bogu. Grecki autor wykłada to jako pogróżkę pod adresem bóstwa i dodaje, że według nich żaden inny bóg poza ich własnym nie istnieje.

Odczytanie tego jako groźby jest jednak greckie, nie tutejsze. Strzelanie w burzę można równie dobrze rozumieć jako pomoc udzielaną własnemu bogu w walce z czymś w chmurze — dokładnie tak, jak dwa i pół tysiąca lat później tłumaczy się tu pomoc dawaną zmejowi w bitwie z tą, która niesie grad.

Nie twierdzę, że to ten sam obrzęd — między jednym a drugim leży dwa tysiące lat i dwie zmiany ludności. Twierdzę tylko, że greckie „grożą bogu” jest już interpretacją i że istnieje inna, równie zgodna z opisem.

IV w. p.n.e. – III w. n.e.

Wielki Bóg z Odessos, który stoi na monetach

Rzecz z ziemi albo z epoki

Bóstwo portowego miasta nad Morzem Czarnym — bite na pieniądzu przez kilkaset lat.

Czytaj dalej

Na czym to stoiMonety miasta bite przez kilka stuleci; napisy wotywne i ślady świątyni; nazwa miejscowa obok greckiego przydomka.

W greckim mieście założonym na wybrzeżu tam, gdzie dziś leży Warna, czczono bóstwo nazywane po prostu Wielkim Bogiem, a w napisach występujące pod miejscowym imieniem Derzelas. Jego wizerunek — brodaty mężczyzna z rogiem obfitości i czarą — bito na monetach tego miasta przez kilka stuleci.

Moneta jest tu źródłem lepszym niż opis literacki i warto wiedzieć dlaczego. Bicie wizerunku na pieniądzu jest decyzją urzędową miasta, powtarzaną przez pokolenia i datowalną. To nie jest czyjaś relacja o cudzej wierze, tylko ślad tego, co miasto samo o sobie ogłaszało.

W tym samym mieście znaleziono świątynię i napisy mówiące o bractwie jego czcicieli. Kult przetrwał tu przejście pod władzę rzymską i był łączony z greckim bogiem podziemia, co przy bóstwie z rogiem obfitości nie jest sprzecznością: bogactwo i śmierć wychodzą z tej samej ziemi.

I–III w. n.e.

Zibelthiurdos: bóg błyskawicy z rzymskich napisów

Rzecz z ziemi albo z epoki

Imię zapisane na kilku ołtarzach, zawsze obok imienia Jowisza — i to zestawienie jest całym opisem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiKilka ołtarzy z dedykacjami łacińskimi zawierającymi to imię.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wszystko poza samym istnieniem imienia i faktem nałożenia.

Na kilku kamiennych ołtarzach z tego terenu wyryto po łacinie dedykację, w której obok imienia najwyższego boga rzymskiego stoi miejscowe imię Zibelthiurdos. Nic poza tym o nim nie wiadomo — nie ma żadnej opowieści, żadnego opisu obrzędu i żadnego wizerunku pewnie z nim wiązanego.

Takie zestawienie dwu imion nazywa się nałożeniem i jest najczęstszym sposobem, w jaki znamy bóstwa ludów podbitych przez Rzym. Dowodzi ono dwóch rzeczy naraz: że miejscowy bóg istniał i że uznano go za odpowiednik rzymskiego — a nie mówi nic o tym, co o nim opowiadano.

Ze zdania „jest odpowiednikiem Jowisza” wolno wyciągnąć tyle, że miał związek z niebem, burzą albo najwyższą władzą — bo na tej podstawie Rzymianie takich nałożeń dokonywali. Wszystko więcej byłoby dopisywaniem.

Kopce

Co leży pod trzema z piętnastu tysięcy

Dolina Róż

Kazanłyk: uczta pogrzebowa na kopule

Rzecz z ziemi albo z epoki

Para trzymająca się za nadgarstki nad stołem, wokół służba i konie — najlepiej zachowane malowidło trackie.

Czytaj dalej

Na czym to stoiGrobowiec zachowany na miejscu, zamknięty dla zwiedzających; malowidło udokumentowane fotograficznie i skopiowane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Treść sceny — uczta pogrzebowa, zaślubiny albo ubóstwienie zmarłego; żadnego napisu przy niej nie ma.

W tysiąc dziewięćset czterdziestym czwartym roku żołnierze kopiący schron pod Kazanłykiem przebili się do wąskiego korytarza zakończonego okrągłą komorą z kopułą. Kopuła była pokryta malowidłem, które przetrwało dwa i pół tysiąca lat, bo komora była szczelnie zasypana.

W środku pasa siedzi para: mężczyzna i kobieta, która trzyma go za nadgarstek. Przed nimi stół z naczyniami, po bokach idą służące z darami, muzykanci i konie prowadzone za uzdę. Nad tym wszystkim biegnie drugi, węższy pas z wyścigiem rydwanów.

Czy to uczta pogrzebowa, pożegnanie, czy scena uznania zmarłego za kogoś więcej niż człowieka — spór trwa od odkrycia. Gest trzymania za nadgarstek znaczył w sztuce greckiej zabranie ze sobą i w tej samej roli występuje w scenach porwania i zaślubin. Tutaj wykonuje go kobieta wobec mężczyzny.

Oryginalnej komory nie można zwiedzać — oddech zwiedzających niszczył farbę. Obok postawiono wierną kopię i to ją oglądają wycieczki. Warto o tym wiedzieć przed wyjazdem.

Sboryanowo

Sweszari: dziesięć kobiet podtrzymujących strop

Rzecz z ziemi albo z epoki

Postacie wykute w ścianie komory, z ramionami uniesionymi ku górze — nic podobnego nie stoi nigdzie indziej.

Czytaj dalej

Na czym to stoiGrobowiec zachowany i dostępny; zespół kilkudziesięciu kopców i osada otoczona murem w tej samej dolinie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sąsiednia osada to miasto wymieniane w źródle greckim — brak napisu na miejscu.

Grobowiec odkryto w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym drugim roku pod jednym z kilkudziesięciu kopców leżących obok siebie. W komorze grobowej stoi dziesięć kobiecych postaci wyciętych w kamiennej ścianie, z ramionami uniesionymi tak, jakby podtrzymywały strop. Ich suknie przechodzą u dołu w liście.

Nad nimi, w półkolistym polu, namalowano scenę: kobieta podaje jeźdźcowi wieniec. Za jeźdźcem idą ludzie z darami. Układ przypomina to, co na płytach wotywnych z całego terenu, tylko wykonane raz, duże i dla jednego człowieka.

Kopiec stoi w zespole kilkudziesięciu innych, obok których leżą pozostałości dużej osady otoczonej murem. Część badaczy łączy to miejsce z miastem Getów wymienianym przez jednego z autorów greckich; nazwa nie została jednak potwierdzona żadnym napisem na miejscu.

Dziesięć postaci ma różne twarze, różne fryzury i różne ułożenie rąk. Nie są więc powtórzeniem jednego wzoru, tylko dziesięcioma osobnymi robotami — co przy wykuwaniu w twardym kamieniu jest decyzją, a nie przypadkiem.

Dolina królów trackich

Brązowa głowa zakopana osobno przy wejściu

Rzecz z ziemi albo z epoki

Portret w brązie, złoty wieniec i hełm z wyrytym imieniem — jeden z niewielu grobów z nazwiskiem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiWyposażenie grobowca i brązowa głowa w muzeum; napis z imieniem na przedmiocie z tego samego zespołu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy to rzeczywiście grób tego władcy — imię stoi na przedmiocie, nie na grobie.
  • Po co zakopano głowę przed wejściem.

W dwa tysiące czwartym roku otwarto kopiec, w którym korytarz długości trzynastu metrów prowadzi do trzech komnat, a ostatnia jest wykuta w jednym bloku kamienia. Leżał tam złoty wieniec z liści dębu, naczynia, rząd koński i nagolenice.

Najważniejsze leżało jednak przed wejściem, zakopane osobno: brązowa głowa mężczyzny w średnim wieku, z bruzdami na czole, wystającą brodą i oczami wykładanymi. Nie jest to typ idealny, tylko twarz konkretnego człowieka — rzecz w sztuce tego terenu wyjątkowa.

Na jednym z przedmiotów wyryto greckimi literami imię Seutes. Dlatego grobowiec przypisuje się władcy Odrysów o tym imieniu, panującemu na przełomie czwartego i trzeciego wieku. Jest to jeden z nielicznych wypadków, w których tracki grób daje się powiązać z osobą znaną z zapisów.

Sam pomysł pochowania głowy osobno, przed wejściem, nie ma dobrego wyjaśnienia. Proponowano, że to element obrzędu ubóstwienia zmarłego albo świadome uszkodzenie wizerunku przy zamykaniu grobu. Obie propozycje są domysłami.

Złoto i srebro

Trzy skarby, wszystkie znalezione przypadkiem

6,164 kg złota

Dziewięć naczyń z cegielni

Rzecz z ziemi albo z epoki

Trzej bracia kopiący glinę natrafili na komplet złotych naczyń obrzędowych z greckimi napisami wagowymi.

Czytaj dalej

Na czym to stoiKomplet w muzeum w Płowdiwie; napisy wagowe na naczyniach wskazujące miarę greckiego miasta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dlaczego zestaw zakopano poza grobem i osadą.

W tysiąc dziewięćset czterdziestym dziewiątym roku trzej bracia kopali glinę na cegielni pod Panagiuriszte i wyjęli z ziemi dziewięć złotych naczyń. Razem ważą nieco ponad sześć kilogramów. Nie było przy nich żadnego grobu ani budowli — leżały zakopane osobno.

Zestaw jest obrzędowy, nie stołowy: amfora, z której wino wychodzi dwoma otworami u dołu, trzy dzbany zakończone głowami kobiet, cztery rytony w kształcie głów zwierząt i płaska czara. Rytonu nie da się postawić — trzeba go trzymać i wypić do dna, i to jest cały sens takiego naczynia.

Na naczyniach wyryto greckimi literami oznaczenia wagi w miarach używanych w mieście nad Hellespontem. Robota jest więc grecka, wykonana na zamówienie. Kto zamówił i dlaczego zakopał, nie wiadomo — zakopywanie kosztowności przed ucieczką jest najprostszym wytłumaczeniem, ale to tylko domysł.

Sceny na naczyniach są greckie: Herakles, Atena, sąd Parysa, oblegający miasto. Nie ma wśród nich ani jednej sceny, o której dałoby się powiedzieć, że opowiada mit tracki. To jest stały kłopot z tym ludem: przedmioty są tutejsze użytkiem, a cudze wszystkim innym.

około 20 kg srebra

Sto sześćdziesiąt pięć naczyń z ogródka

Rzecz z ziemi albo z epoki

Człowiek kopał rów na wodę i wyjął największy zbiór srebra trackiego, jaki znamy.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZbiór w muzeum we Wracy; napisy z imionami władców i nazwami miast wyryte na naczyniach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy to skarbiec władcy, łup wojenny, czy depozyt świątynny — rozstrzygnięcia brak.

Zimą tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego piątego roku mieszkaniec wsi Rogozen kopał rów pod rurę i uderzył łopatą w srebro. Wyjęto wtedy sześćdziesiąt pięć naczyń. Rok później, kilka metrów dalej, znaleziono jeszcze sto. Razem sto sześćdziesiąt pięć sztuk i około dwudziestu kilogramów kruszcu.

Ten zbiór jest ważniejszy od złotego z jednego powodu: ma napisy, które mówią o rzeczach, a nie o wadze. Na naczyniach wyryto imiona władców trackich i nazwy miast. Dzięki temu da się je przypisać do konkretnych ludzi i konkretnych ośrodków, a nie tylko do „Traków w ogóle”.

Naczynia nie są kompletem od jednego złotnika. Różnią się stylem, wagą i czasem powstania nawet o sto lat. Wygląda to na skarbiec składany przez pokolenia z darów i łupów, a nie na zastawę zamówioną razem.

Sto osiem sztuk to płaskie czary z wytłoczonym środkiem. Takie naczynie służy do jednej rzeczy: do wylania płynu na ziemię albo na ołtarz. Przewaga tego kształtu w całym zbiorze mówi więc coś o obrzędzie, nawet jeśli nie mamy ani jednego jego opisu.

12,4 kg złota

Dwanaście kilogramów złota o nieznanym przeznaczeniu

Rzecz z ziemi albo z epoki

Trzynaście przedmiotów z epoki brązu, w tym trzy czarki połączone rurkami — i nikt nie wie, do czego służyły.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZestaw w muzeum w Sofii; datowanie na podstawie stylu i techniki, bez kontekstu wykopaliskowego — znaleziony przypadkiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przeznaczenie zespołu trzech połączonych naczyń.
  • Datowanie — rozpiętość propozycji sięga kilkuset lat, bo nie ma warstwy.

W tysiąc dziewięćset dwudziestym czwartym roku dwaj bracia kopiący winnicę pod Wyłczytrynem wyjęli z ziemi trzynaście złotych przedmiotów ważących razem ponad dwanaście kilogramów. Jest to największe pojedyncze znalezisko złota z epoki brązu na całych Bałkanach.

Zestaw jest starszy od wszystkiego innego w tym dziale o osiemset lat. Składa się z wielkiej czary z uchem, kilku pokryw i — najdziwniejszej rzeczy — zespołu trzech naczynek połączonych ze sobą rurkami, tak że płyn wlany do jednego przechodzi do pozostałych.

Do czego to służyło, nie wiadomo. Proponowano mieszanie wina z wodą i miodem, równe dzielenie napoju między trzech, a także użytek przy przysiędze. Żadnej z tych propozycji nie da się sprawdzić: nie ma ani napisu, ani drugiego takiego przedmiotu, ani opisu w żadnym źródle.

Ważne jest, co ten skarb mówi o dacie. Trzynaście wieków przed naszą erą to czas mykeńskich pałaców po drugiej stronie gór. Na tym terenie nie było wtedy ani pałacu, ani pisma — a było dwanaście kilogramów złota zrobionego przez kogoś, kto umiał lutować rurki.

Miejsca

Wycięte w skale, a nie zbudowane

Rodopy

Perperikon: miasto wycięte w skale

Rzecz z ziemi albo z epoki

Schody, zbiorniki, ołtarze i sale wykute w litej skale na powierzchni kilkunastu hektarów.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZespół wykut w skale, badany od 2000 roku; warstwy od eneolitu po średniowiecze; brak napisów rozstrzygających przeznaczenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy to wyrocznia Dionizosa — hipoteza odkrywcy, bez potwierdzenia w źródłach i znaleziskach.
  • Datowanie większości wycięć — skale nie da się przypisać warstwy.

Na skalistym grzbiecie w Rodopach leży zespół, w którym prawie nic nie jest zbudowane, a prawie wszystko wycięte: schody, korytarze, zbiorniki na wodę, niecki, sale i kilkaset wykutych w skale grobów rozsianych po okolicy. Systematyczne badania trwają tu od dwutysięcznego roku.

Miejsce było używane z przerwami przez sześć tysięcy lat: od eneolitu, przez czasy trackie i rzymskie, po średniowieczną twierdzę i kościół biskupi. Każda z tych warstw przerabiała poprzednią, więc rozdzielenie ich jest trudne, a część wycięć nie daje się datować wcale.

Krąży tu jedno twierdzenie, które warto ostrożnie oddzielić: że to właśnie tutaj stała wyrocznia Dionizosa, o której pisali Herodot i Rzymianie. Jest to hipoteza badacza prowadzącego wykopaliska, przyjęta chętnie przez gazety i przewodniki. Nie ma tu ani jednego napisu, ani jednego przedmiotu, który by ją potwierdzał.

To, co jest pewne, wystarcza jednak za ciekawostkę: wielka okrągła niecka wycięta w skale na szczycie, otoczona wykutymi stopniami, do której spływał płyn. Co w niej robiono i komu, nie wiadomo — ale że robiono, widać w kamieniu.

Sredna Gora

Starosel: kolumnada w środku kopca

Rzecz z ziemi albo z epoki

Okrągła komora otoczona dziesięcioma półkolumnami, ukryta pod usypanym kopcem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiBudowla odkopana i dostępna; ślady wielokrotnego otwierania w kilku budowlach tego typu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Świątynia czy grobowiec — spór dotyczy całej klasy tych budowli.

Pod kopcem o średnicy przekraczającej sto metrów znaleziono w dwutysięcznym roku budowlę obudowaną kamiennym murem z ciosu, ze schodami i z okrągłą komnatą, której ściany obiegają dziesięć półkolumn. Jest to największa budowla tego rodzaju znana z tego terenu.

Ważna jest kolejność robót: najpierw postawiono budowlę w pełni wykończoną, z rzeźbioną dekoracją i posadzką, potem zasypano ją ziemią i usypano kopiec. Wykonano więc staranne wnętrze przeznaczone do tego, żeby zaraz zniknęło z oczu.

Stąd bierze się spór, który dotyczy wszystkich budowli tego typu: czy są to świątynie używane za życia i zasypane po śmierci władcy, czy od początku grobowce, które tylko wyglądają jak świątynie. Część z nich ma ślady wielokrotnego otwierania, co przemawia za pierwszym.

W pobliżu stoi kilkanaście innych kopców, a w jednym z nich znaleziono ścianę wyłożoną płaskorzeźbionymi płytami. Cała okolica była więc czymś w rodzaju okręgu obrzędowego, a nie pojedynczym grobem.

Rodopy

Tatuł: ścięta piramida i sarkofag w skale

Rzecz z ziemi albo z epoki

Ostrośłup wykuty na szczycie skały, a w jego wierzchołku prostokątna nisza na ciało.

Czytaj dalej

Na czym to stoiWycięcia w skale zachowane na miejscu; datowanie wyłącznie przez porównanie z podobnymi obiektami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiek — propozycje rozciągają się na tysiąc lat.
  • Cokolwiek związanego z Orfeuszem — to jest dopisek współczesny, nie źródło.

Na szczycie skalnego wzniesienia wykuto bryłę w kształcie ściętego ostrosłupa, a w jej górnej płaszczyźnie prostokątne zagłębienie wielkości człowieka. Obok biegną wykute schody, rynny odprowadzające płyn i mniejsze niecki.

Całość wygląda na miejsce, w którym coś kładziono i coś wylewano, a rynny prowadzą ku dołowi, nie ku górze. Na tym kończy się to, co da się powiedzieć z samego kamienia. Nie ma tu napisu ani warstwy, która by pozwoliła to datować inaczej niż przez porównanie.

Miejsce bywa przedstawiane jako grób Orfeusza. Nie ma ku temu żadnej podstawy poza położeniem w Rodopach i kształtem niszy. Warto to powiedzieć wprost, bo tabliczka przy wejściu i większość przewodników tego nie robi.

Dokąd stąd

Inne warstwy tego samego terenu

Dziewięć warstw tego działu ma swój spis na górze i na dole strony. Tu stoi to, co leży obok: przegląd słowiański, sąsiad grecki, zwierzchność osmańska i drugi brzeg Dunaju.