Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Malta

Atlas · Śródziemnomorze

MaltaNajstarsze wolno stojące budowle kamienne świata — i ani jednego zdania od tych, którzy je postawili

Kiedy w Gizie nie stała jeszcze żadna piramida, a na Salisbury Plain nie ustawiono ani jednego kamienia Stonehenge, na Malcie od kilkuset lat stały już budowle z bloków ważących po kilkanaście ton. To najstarsze wolno stojące budowle kamienne, jakie znamy, i zbudowali je ludzie, po których nie został ani jeden zapis.

3600p.n.e. — pierwsze świątynie 2560p.n.e. — piramida Cheopsa 2500p.n.e. — Stonehenge w kamieniu

Podpis tej strony

Osiem stanowisk z góry i w przekroju

Każde stanowisko ma własny układ i własny stan zachowania. Oglądaj je na osobnych widokach z góry; tam, gdzie nie ma budowli nadziemnej, obraz przechodzi w wyraźnie oznaczoną rekonstrukcję przekrojową. Ġgantija pokazuje dwie świątynie w jednym obwodzie, Mnajdra trzy budowle na tarasie, Tarxien cztery połączone zespoły, a Hypogeum i krąg w Xagħrze schodzą pod ziemię.

Osiem miejsc, osiem historii odkrycia

Stanowiska

Osiem miejsc, z których każde ma własną datę i własny stan zachowania. Część jest odsłonięta i przykryta namiotem chroniącym przed deszczem, część leży pod ziemią i wpuszcza się tam po kilkudziesięciu zwiedzających dziennie, a jedno zostało odkopane w XIX wieku i zasypane na sto lat, zanim wrócono do niego z porządną metodą.

Współczesna wizualizacja stanowiska Ġgantija
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
Gozo, Xagħra

Ġgantija

około 3600–3200 p.n.e.

Najstarszy z zachowanych zespołów i punkt odniesienia dla całej reszty. Dwie świątynie w jednym obwodzie muru.

Czytaj dalej

Ġgantija na Gozo jest kolebką tradycji budowlanej. Dwie świątynie, południowa większa i starsza oraz północna mniejsza i późniejsza, zostały zamknięte we wspólnym murze zewnętrznym z bloków kamienia. Największe z tych bloków mają ponad pięć metrów długości.

Nazwa znaczy tyle co olbrzymka i pochodzi z późniejszego podania, według którego mury postawiła kobieta-olbrzym. To pierwsza rzecz, którą warto zapamiętać przy Malcie: opowieści o tych murach są młodsze od murów o tysiące lat.

Mury zewnętrzne stoją do dziś na wysokość przekraczającą sześć metrów i zbudowano je z twardego wapienia koralowego, podczas gdy wnętrza wyłożono wapieniem globigerynowym — miękkim, łatwym w obróbce i podatnym na wietrzenie. Ten podział powtarza się na całej wyspie i jest decyzją czysto techniczną: twardy kamień tam, gdzie pada deszcz, miękki tam, gdzie trzeba rzeźbić.

Stanowisko oczyszczono w tysiąc osiemset dwudziestym siódmym roku, czyli na długo przed powstaniem metody wykopaliskowej. Usunięto wtedy całe wypełnienie wnętrz, nie zapisując, co w którym miejscu leżało. Straciliśmy przez to warstwy, z których dałoby się dziś odczytać kolejność użytkowania i rodzaj zabiegów — i jest to strata nieodwracalna, o której trzeba mówić przy każdym twierdzeniu o tym, co się tu odbywało.

Co tam znalezionoKamienne kule prawdopodobnie służące do przetaczania bloków, paleniska, kości zwierząt ofiarnych.

Czego tu nie wolno przeoczyćPołudniowa świątynia posiada pięć zaokrąglonych komór, podczas gdy północna ma ich cztery. Ta różnica nie wynika z dwóch odrębnych kultów, lecz zmieniała się w czasie i dotyczyła układu przestrzennego budowli. Wyznania nie były podzielone tą odmiennością.

Współczesna wizualizacja stanowiska Ħaġar Qim
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
południowe wybrzeże Malty

Ħaġar Qim

około 3600–3200 p.n.e.

Zbudowana z miejscowego wapienia globigerynowego, najbardziej narażona na niszczenie i dlatego dziś przykryta zadaszeniem.

Czytaj dalej

Ħaġar Qim wyłamuje się z reguły, ponieważ nie ma czytelnego, jednolitego rzutu: to raczej narastający zespół komór z kilkoma osobnymi wejściami niż jedna symetryczna budowla. Ten charakter wynika z faktu, że największy blok w jej murze przekracza siedem metrów długości.

W jednej z komór jest otwór ustawiony tak, że w okolicach przesilenia letniego promień słońca pada przez niego na płytę wewnątrz. Takich ustawień jest na Malcie kilka i są realne — ale to nie znaczy, że każda dziura w tych murach ma znaczenie astronomiczne.

Budowla stoi wolno, bez osłony wzgórza, i wzniesiono ją niemal w całości z miękkiego wapienia globigerynowego. Skutek widać gołym okiem: powierzchnia bloków jest wyżarta przez sól i wiatr, miejscami do głębokości kilkunastu centymetrów. Od dwa tysiące dziewiątego roku stanowisko przykrywa lekkie zadaszenie ochronne, które zatrzymało dalszy rozpad.

Leży tu największy pojedynczy blok całej wyspy, ważący około dwudziestu ton, a w murze wschodnim wycięto niewielki otwór, przez który o wschodzie słońca w dniu przesilenia letniego pada snop światła na wnętrze. Zbieżność jest zmierzona i nie budzi wątpliwości; sporne pozostaje wyłącznie to, czy była zamierzona, bo przy grubym murze i szerokim otworze trafień przypadkowych bywa więcej, niż się przypuszcza.

Co tam znalezionoKilka figurek o obfitych kształtach, ołtarze z ornamentem spiralnym, kamienna płyta z wyrytą rośliną.

Czego tu nie wolno przeoczyćWapien globigerynowy to miękki materiał, który łatwo ulega kruszeniu. W 2009 roku wybudowano zadaszenie, mające chronić konstrukcję przed rozpuszczeniem się. Chociaż forma budowli bywa krytykowana za swój wygląd, to właśnie ona gwarantuje jej przetrwanie.

Współczesna wizualizacja stanowiska Mnajdra
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
południowe wybrzeże, poniżej Ħaġar Qim

Mnajdra

około 3600–3200 p.n.e.

Trzy budowle różnego wieku na jednym tarasie nad morzem. Dolna ma najlepiej udokumentowane ustawienie słoneczne.

Czytaj dalej

Mnajdra znajduje się kilkaset metrów od Ħaġar Qim, w niższej części terenu. Usytuowano tu trzy świątynie o różnym wieku i rozmiarze, tworzące razem nieforemny wachlarz otwarty na wschód.

W najniższej i najlepiej zachowanej budowli na Malcie, w dniu równonocy promień słońca wchodzi główną osią wprost w jej głąb, a podczas przesilenia pada na krawędzie bocznych płyt. To jedno z niewielu ustawień na Malcie, które można opisać bez żadnych zastrzeżeń — dowód precyzyjnego planowania i znajomości ruchów słońca przez dawnych budowniczych.

Na jednym tarasie nad morzem stoją trzy budowle różnego wieku, zwrócone w różne strony. Najbardziej znana jest dolna, w której ustawienie wejścia i osi wewnętrznej wiąże się z wschodem słońca w dniach równonocy, a światło w dniach przesileń pada na krawędzie dwóch bocznych płyt. Pomiary robiono tu wielokrotnie i są zgodne.

W kwietniu dwa tysiące pierwszego roku stanowisko zostało celowo zniszczone: w ciągu jednej nocy przewrócono i uszkodzono kilkadziesiąt megalitów. Sprawców nie ustalono. Odbudowa zajęła lata, a od tego czasu zespół jest zadaszony i dozorowany — i jest to jedna z niewielu rzeczy na tej stronie, które wydarzyły się za naszej pamięci, a mimo to pozostają niewyjaśnione.

Co tam znalezionoOrnament wykonany techniką drobnych wgłębień, ślady zadaszenia, kamienne progi z otworami na wiązania.

Czego tu nie wolno przeoczyćW 2001 roku stanowisko zostało celowo zniszczone przez wandali, którzy przewrócili kilkadziesiąt bloków. Miejsce to jest obecnie częściowo rekonstrukcją i mówi się o tym otwarcie. Turystom przyciągniętym dawnymi tradycjami regionu przedstawia się ważne świadectwo historyczne i kulturowe, choć niekompletne.

Współczesna wizualizacja stanowiska Tarxien
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
Malta, dzisiejsze przedmieścia Valletty

Tarxien

około 3150–2500 p.n.e.

Najbogatsza w rzeźbę i najpóźniejsza. Stąd pochodzi dolna część posągu, którego cały wzrost oceniano na blisko trzy metry.

Czytaj dalej

Tarxien to cztery budowle połączone w jeden zespół, wzniesione i przebudowywane przez kilkaset lat. Ściany tych konstrukcji pokrywa unikalny ornament, którego nie znajdziemy nigdzie indziej na wyspach. Ozdoby te obejmują spirale, ciągi wgłębień oraz płaskorzeźby zwierząt, w tym stada baranów i świni z prosiętami.

Odnaleziono dolną część wielkiej figury kobiecej, siedzącej lub stojącej, z fałdzistą spódnicą i masywnymi łydkami. Górna część rzeźby nie została nigdy odnaleziona, przez co pozostaje tajemnicą, kogo przedstawiała i jak wyglądała jej twarz. Jedynie zachowane detale pozwalają nam domyślać się, jak mogło brzmieć milczące przesłanie tej zaginionej postaci.

Zespół odkopano w latach tysiąc dziewięćset piętnaście–dziewiętnaście, po tym jak rolnik zgłosił, że pług stale uderza o kamienie. Odsłonięto cztery połączone budowle, a w nich rzeźbiony wystrój, jakiego nie ma nigdzie indziej: pasy spiral wykutych w płaskim reliefie, fryz ze zwierzętami hodowlanymi oraz dolną połowę wielkiej figury w fałdzistej spódnicy.

Oryginalne płyty przeniesiono do muzeum, a na miejscu ustawiono kopie — co warto wiedzieć, oglądając zdjęcia. Kilkaset lat po zaprzestaniu budowania, około dwa tysiące czterysta lat przed naszą erą, w ruinach urządzono cmentarzysko ciałopalne. To samo miejsce, zupełnie inni ludzie i zupełnie inne przeznaczenie — i właśnie ta warstwa jest najlepszym dowodem, że tradycja świątynna się urwała, a nie przekształciła.

Co tam znalezionoOrnament spiralny, płaskorzeźby zwierząt, wielki posąg zachowany od pasa w dół, palenisko z kośćmi zwierząt.

Czego tu nie wolno przeoczyćW miejscu ruin świątyń z późniejszej epoki brązu znajduje się cmentarz ciałopalny. Nowi ludzie, którzy przybyli po kulturze świątynnej, wprowadzili odmienne zwyczaje i praktyki. Przejawem tego jest zupełnie inna forma obrządku pogrzebowego.

Współczesna wizualizacja stanowiska Hypogeum w Ħal Saflieni
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
Paola, pod dzisiejszą zabudową

Hypogeum w Ħal Saflieni

około 4000–2500 p.n.e.

Nie zbudowane, lecz wykute. Trzy poziomy schodzące pod ziemię, z fasadą wyrzeźbioną w skale na wzór świątyni nadziemnej.

Czytaj dalej

W roku 1902 odkryto Hypogeum przypadkiem, podczas kopania studni. Pierwsze prace badawcze prowadzone były w pośpiechu i bez dokumentacji, co spowodowało bezpowrotną utratę części kontekstu. Konstrukcja składa się z trzech poziomów, a najgłębszy z nich znajduje się kilkanaście metrów pod powierzchnią ziemi.

Najbardziej uderzające jest to, że w skale wykuto elementy, które w świątyniach nadziemnych są konstrukcją: ościeża, nadproża, wnęki. Podziemie naśladuje więc budowlę, choć niczego nie musi podpierać — i to jest najmocniejsza przesłanka, że jedno miało coś wspólnego z drugim.

Podziemie wykuto w skale na trzech poziomach, na łącznej powierzchni kilkuset metrów kwadratowych, narzędziami z kamienia i rogu. Najbardziej uderzające jest to, że wnętrze NAŚLADUJE budowle naziemne: wykuto w skale odrzwia, gzymsy i wklęsłe ściany, czyli elementy, które pod ziemią nie mają żadnej funkcji nośnej. Podziemie jest kopią tego, co stało na powierzchni.

Natrafili na nie w tysiąc dziewięćset drugim roku robotnicy kujący cysterny pod nowe domy, a część znalezisk zniknęła, zanim ktokolwiek zdążył je opisać. Ze szczątków oszacowano, że złożono tu ludzi liczonych w tysiącach. Dziś wstęp jest ściśle ograniczony co do liczby osób dziennie, a wilgotność i temperatura są sterowane, bo oddech zwiedzających zaczął niszczyć malowidła z ochry.

Co tam znalezionoSzczątki bardzo licznych pochówków, figurka śpiącej postaci na łożu, ochra na ścianach, ornament malowany spiralnie.

Czego tu nie wolno przeoczyćDawniej szacowano, że liczba pochowanych sięgała tysięcy, opierając się na pośpiesznych pracach z początku XX wieku. Współcześnie te wczesne oceny podaje się w wątpliwość i traktuje ostrożnie ze względu na brak solidnych dowodów, które mogłyby je potwierdzić.

Współczesna wizualizacja stanowiska Krąg w Xagħrze
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
Gozo, obok Ġgantiji

Krąg w Xagħrze

około 3600–2500 p.n.e.

Podziemny cmentarz odkryty w XIX wieku, zasypany i odnaleziony ponownie dopiero pod koniec XX. Bywa nazywany kręgiem Brochtorffa.

Czytaj dalej

Stanowisko archeologiczne, odkryte w latach 30. XIX wieku, zostało opisane powierzchownie i zniknęło na ponad sto lat, znane głównie z akwarel. Dopiero badania pod koniec XX wieku umożliwiły dokładniejsze poznanie tego miejsca.

Na Gozo znajduje się unikalne miejsce pochówku, będące odpowiednikiem Hypogeum: naturalnych jaskiń przekształconych w komory grobowe, otoczonych kamiennym obwodem na powierzchni. Wyróżnia je obecność grup figurek ustawionych razem, co jest rzadkością.

Jest to naturalny system jaskiń zamieniony w miejsce pochówku, użytkowany przez wiele stuleci. Odkopano go w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku, już metodą nowoczesną, z dokumentacją każdej warstwy — dlatego wiemy stąd rzeczy, które przy Ġgantiji bezpowrotnie utracono przy oczyszczaniu w nastym stuleciu.

Kości leżały w większości rozdzielone: ciała składano, czekano, aż tkanki zanikną, a potem przenoszono i sortowano szczątki, gromadząc osobno czaszki i kości długie. Jest to ten sam dwustopniowy sposób postępowania ze zmarłym, który atlas opisuje w Jerychu i w Niderlandach. Stąd pochodzi też figura dwóch postaci na wspólnym siedzisku, o której mówi sekcja o figurkach.

Co tam znalezionoZbiorowe pochówki, grupy figurek, w tym para postaci na wspólnym siedzisku, przedmioty z kości i muszli.

Czego tu nie wolno przeoczyćHistoria tego stanowiska jest ostrzeżeniem: sto lat przerwy między odkryciem a porządnym badaniem oznacza, że część informacji przepadła na zawsze.

Współczesna wizualizacja stanowiska Ta' Ħaġrat
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
Mġarr, Malta

Ta' Ħaġrat

około 3600–3000 p.n.e.

Niewielki zespół, ważny nie rozmiarem, lecz tym, że pokazuje wcześniejszą fazę budowania.

Czytaj dalej

Ta' Ħaġrat jest mały i skromny, przez co rzadko trafia do przewodników. Dla badaczy jest jednak istotny, bo pozwala zobaczyć, jak wyglądało budowanie zanim zespoły rozrosły się do rozmiarów Tarxien.

Znaleziono tu ceramikę, która dała nazwę jednej z faz kultury wyspiarskiej — takie stanowiska są punktami odniesienia dla datowania wszystkich pozostałych.

Zespół jest niewielki i składa się z dwóch przylegających budowli o różnym wieku, z których starsza ma układ trójlistny. Leży wewnątrz dzisiejszej zabudowy wsi, co samo w sobie mówi coś o dziejach wyspy: budowle stały w krajobrazie tak długo, że ludzie po prostu zamieszkali wokół nich.

Znaleziono tu rzecz, która dla całej Malty jest dowodem pierwszorzędnym: KAMIENNY MODEL budowli świątynnej, niewielki, z zaznaczonym wejściem i zadaszeniem. Ponieważ żadna z tych budowli nie zachowała się z dachem, spór o to, czy w ogóle były przekryte, toczy się od stulecia. Model jest najmocniejszą przesłanką, że były — choć i on nie rozstrzyga, czym.

Co tam znalezionoCeramika fazy nazwanej od pobliskiego stanowiska, model budowli z kamienia.

Czego tu nie wolno przeoczyćWpisany na listę światowego dziedzictwa razem z pozostałymi, nie dorównuje im okazałością. To dobra przypominajka o tym, że wartość stanowiska nie jest równa jego wielkości. Najmniej efektowny z nich przypomina, że prawdziwa wartość często tkwi w skromności i autentyczności.

Współczesna wizualizacja stanowiska Skorba
Współczesna wizualizacja układu stanowiska
Mġarr, Malta

Skorba

warstwy od około 5000 p.n.e.

Najważniejsze stanowisko dla samego początku: pod świątynią leżą warstwy osady starszej od wszystkich budowli megalitycznych.

Czytaj dalej

Skorba kryje warstwy osadnicze liczące ponad półtora tysiąca lat, starsze niż najwcześniejsze świątynie. Dzięki tym odkryciom wiadomo, że wyspy były zamieszkane długo przed rozpoczęciem budowania.

Znaleziono tu także pozostałości budynku z figurkami i kośćmi kozich czaszek, interpretowanego jako miejsce obrzędowe starsze od świątyń — ostrożnie, bo materiał jest skromny.

Pod budowlami świątynnymi leżą tu pozostałości wsi STARSZEJ od nich: ściany chat, paleniska, jamy odpadkowe i ceramika. Jest to jedyne miejsce na wyspach, gdzie osadnictwo sprzed epoki świątyń i sama epoka świątyń leżą jedno nad drugim w nienaruszonym porządku.

Dzięki temu układowi wykonano tu w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku ciąg oznaczeń wieku metodą węglową, który dał całej prehistorii maltańskiej jej rachubę czasu. Nazwy dwóch najstarszych faz kulturowych wysp pochodzą wprost od tego stanowiska. Bez niego daty na wszystkich pozostałych kartach byłyby domysłem.

Co tam znalezionoWarstwy osadnicze z wczesnego neolitu, figurki, czaszki kozie, ceramika dwóch nazwanych faz.

Czego tu nie wolno przeoczyćMieszkali tu od dawna i później zaczęli budować. Wyjaśnia to ich pochodzenie oraz moment rozpoczęcia budowy, stanowiąc odpowiedź na niezadane pytanie o ich obecność w tym miejscu.

Najczęściej nadinterpretowane znaleziska świata

Figurki i spór o Boginię

Najsłynniejsze znaleziska to figurki o obfitych kształtach, nazywane w przewodnikach „grubymi damami”. Wokół nich narosła cała opowieść o prehistorycznej religii Bogini — i to jest miejsce, w którym trzeba być najostrożniejszym, bo część tych figurek nie ma żadnych cech płciowych, a te, które je mają, bywają odczytywane różnie.

Śpiąca postać z Hypogeum
Fotografia zabytku lub jego ekspozycji

Śpiąca postać z Hypogeum

Niewielka figurka leżąca na boku na łożu z wyrzeźbionymi nogami. Najbardziej rozpoznawalny przedmiot z całej Malty i jeden z niewielu, których wymowa jest nieoczywista nawet dla sceptyków.

Czytaj dalej

Figurka ma około dwunastu centymetrów i przedstawia postać leżącą na boku, z głową wspartą na ramieniu, na łożu o wyrzeźbionych nogach i plecionym wierzchu. Wykonano ją z gliny, wypalono i pokryto ochrą, a znaleziono w podziemiu w Ħal Saflieni, czyli w miejscu, w którym składano zmarłych.

Objaśnienia są trzy i wszystkie pozostają propozycjami. Pierwsze: to obraz snu obrzędowego, czyli zabiegu polegającego na przespaniu nocy w miejscu świętym po to, by otrzymać sen leczniczy albo wróżebny — praktyki dobrze poświadczonej tysiące lat później w Grecji. Drugie: to obraz śmierci przedstawionej jako sen. Trzecie: to po prostu śpiąca kobieta, bez znaczenia, którego dopatrujemy się my.

Dla atlasu figurka ta jest przypadkiem wzorcowym, dlatego stoi na pierwszym miejscu. Jest piękna, kompletna i sugestywna, a mimo to nie niesie ANI JEDNEJ informacji o tym, co znaczyła — bo nie ma przy niej tekstu, podpisu ani żadnego kontekstu, który by ją objaśniał. Wszystko, co się o niej mówi, dopowiadamy my.

Postacie o obfitych kształtach
Fotografia zabytku lub jego ekspozycji

Postacie o obfitych kształtach

Siedzące i stojące figury z wydatnymi udami i ramionami. Nazywane w przewodnikach damami, choć znaczna ich część nie ma żadnych cech pozwalających rozstrzygnąć płeć.

Czytaj dalej

Znaleziono kilkadziesiąt figur siedzących i stojących o wyraźnie obfitych kształtach, wykonanych z gliny i z miękkiego wapienia, w rozmiarach od kilku centymetrów do niemal metra. Są to przedmioty starannie wykonane, wygładzone, a część nosi ślady barwienia.

Najważniejszy szczegół techniczny umyka w popularnych opisach: wiele z tych figur ma w szyi GNIAZDO, w które wstawiano wykonaną osobno głowę. Głowy dawały się więc wymieniać. Nie wiadomo, czy zmieniano je przy różnych okazjach, czy po prostu wykonywano osobno ze względów warsztatowych — ale sama ta możliwość podważa czytanie każdej figury jako portretu jednej, stałej postaci.

Tuszę tych postaci odczytywano przez cały dwudziesty wiek jako znak płodności, a stąd wyprowadzano wniosek o kulcie bogini-matki. Rozumowanie to nie zostało wykazane i ma słaby punkt w oczywistym miejscu: obfitość ciała równie dobrze może oznaczać dostatek, pozycję albo po prostu przyjętą w warsztacie konwencję przedstawiania.

Wielka figura z Tarxien
Współczesna wizualizacja zachowanego fragmentu

Wielka figura z Tarxien

Zachowana od pasa w dół, w fałdzistej spódnicy. Pierwotną wysokość szacuje się na blisko trzy metry, ale górnej części nigdy nie znaleziono.

Czytaj dalej

Z wielkiej figury ustawionej w jednej z budowli w Tarxien zachowała się dolna połowa: fałdzista spódnica sięgająca łydek, same łydki i stopy spoczywające na płycie. Z zachowanych proporcji szacuje się, że cała postać mogła mierzyć blisko trzy metry, co czyni ją największą znaną rzeźbą tej kultury.

Górna część nie zaginęła w czasach nowożytnych — jej brak jest pradawny, a krawędź złamania nosi ślady wskazujące, że posąg został rozbity jeszcze w starożytności. Czy stało się to przy zawaleniu budowli, czy celowo, nie zostało rozstrzygnięte.

Oryginał stoi w muzeum, a na stanowisku ustawiono kopię, co trzeba wiedzieć, oglądając zdjęcia z Malty. Płeć postaci nie jest zaznaczona żadną cechą — spódnica i tusza nie rozstrzygają niczego — więc określenia „bogini" używa się tu wyłącznie z przyzwyczajenia.

Para na wspólnym siedzisku
Fotografia zabytku lub jego ekspozycji

Para na wspólnym siedzisku

Z kręgu w Xagħrze: dwie postacie obok siebie, wykonane jako jedna całość. Rzadki przykład kompozycji z więcej niż jedną figurą.

Czytaj dalej

Z podziemnego cmentarzyska w Xagħrze pochodzi niewielka figura przedstawiająca dwie postacie siedzące obok siebie na wspólnym siedzisku, wykonane z jednego kawałka wapienia. Jedna z nich trzyma niewielki przedmiot, druga coś w rodzaju naczynia albo drugiej, mniejszej postaci.

Znaleziono ją w warstwie nienaruszonej, podczas wykopalisk prowadzonych już metodą nowoczesną, więc — w odróżnieniu od większości maltańskich figur — znamy jej otoczenie: leżała wśród szczątków ludzkich, w miejscu przeznaczonym dla zmarłych.

Występują też figury o dwóch głowach na jednym tułowiu. Zestawienie obu tych typów każe ostrożnie podchodzić do liczenia figur maltańskich jako wizerunków pojedynczego bóstwa: kultura ta przedstawiała także pary i podwojenia, a co przez to rozumiała, nie wiadomo.

Figury bez cech płciowych
Fotografia zabytku lub jego ekspozycji

Figury bez cech płciowych

Znaczna część znalezisk nie ma piersi ani genitaliów, a bywa opisywana jako żeńska wyłącznie z powodu tuszy. To jedno z głównych zastrzeżeń wobec opowieści o Bogini.

Czytaj dalej

Większość maltańskich figur NIE MA zaznaczonych cech płciowych. Nie mają ich ani te obfite, ani te smukłe; brak jest tu regułą, a nie wyjątkiem, i dotyczy również figur dużych, wykonanych z największym staraniem.

Tam, gdzie płeć bywa zaznaczona, są to pojedyncze przypadki i zdarzają się w obie strony. Nie da się z tego zbudować ani obrazu kultu żeńskiego, ani męskiego — materiał po prostu nie odpowiada na to pytanie.

Warto to zestawić z sąsiednimi kulturami epoki, w których płeć przedstawiano wyraziście i konsekwentnie. Milczenie maltańskich figur w tej sprawie może być świadomym wyborem twórców albo skutkiem konwencji, której nie odczytujemy. Jedno jest pewne: nie jest to przypadek, bo powtarza się w setkach przedmiotów.

Czerwona ochra
Fotografia zabytku lub jego ekspozycji

Czerwona ochra

Ściany Hypogeum i część przedmiotów noszą ślady czerwonego barwnika. Wiązanie czerwieni z krwią i życiem jest w archeologii częste, ale przy Malcie zostaje domysłem.

Czytaj dalej

Czerwoną ochrę — mielony tlenek żelaza — odnajduje się na Malcie w trzech miejscach: na kościach złożonych w grobach, na ścianach i stropach podziemia w Ħal Saflieni oraz na powierzchni części figur. W podziemiu tworzy malowane spirale i plamy, wykonane pędzlem albo palcami.

Użycie ochry przy zmarłych jest rzeczą ogólnoludzką i bardzo starą: poświadczono je w Europie, Afryce, Australii i obu Amerykach, w odstępach dziesiątków tysięcy lat i bez możliwego kontaktu między tymi obszarami. To znaczy, że zbieżność nie dowodzi żadnego wspólnego przekazu.

Objaśnienia proponuje się dwa: barwa krwi, a więc życia, albo po prostu jedyny trwały i dostępny barwnik, który nie blaknie. Rozstrzygnięcia nie ma i mieć nie będzie, bo jedno nie wyklucza drugiego, a materiał nie odróżnia intencji od wygody.

Najbardziej zagadkowa rzecz na tych wyspach

Koleiny: w morze i nad przepaść

Pary rowków wyżłobionych w litej skale, krzyżujące się na płaskowyżach, urywające się nad przepaścią i schodzące pod wodę. Najbardziej zagadkowa rzecz na tych wyspach — i ta, przy której najłatwiej przekroczyć granicę między tym, co zmierzone, a tym, co dopowiedziane.

Misraħ Għar il-Kbir, przy Dingli

Miejsce, w którym krzyżuje się kilkadziesiąt par kolein

datowanie sporne, najczęściej epoka brązu

Na jednym płaskowyżu schodzi się kilkadziesiąt par rowków, przecinając się i nakładając na siebie.

Czytaj dalej

Na wapiennym płaskowyżu w środkowej części wyspy zbiega się kilkadziesiąt par równoległych rowków wyżłobionych w litej skale. Przecinają się pod różnymi kątami, nakładają jedne na drugie, rozwidlają i urywają. Rozstaw między rowkami w parze jest w przybliżeniu stały i wynosi około metra czterdziestu.

Głębokość dochodzi miejscami do kilkudziesięciu centymetrów, a przekrój poprzeczny jest najczęściej klinowy, zwężający się ku dołowi, a nie półkolisty. Jest to obserwacja techniczna o znaczeniu rozstrzygającym: koło zostawia ślad o dnie płaskim albo zaokrąglonym, natomiast płoza ciągnięta po miękkim kamieniu żłobi klin.

Stąd najczęściej przyjmowane objaśnienie: nie są to koleiny od wozów, lecz ślady po saniach albo po wleczonych nosidłach o dwóch płozach, ciągniętych wielokrotnie tą samą trasą. Miejscowy wapień jest miękki, a po deszczu mięknie jeszcze bardziej, więc każde przejście pogłębia bruzdę, którą zrobiło poprzednie.

Krzyżowanie się tras wskazuje na długie użytkowanie i na zmieniające się kierunki, a nie na jeden zaplanowany układ dróg. Co wożono, nie wiadomo: proponuje się kamień z łomów, ziemię wynoszoną na tarasy uprawne oraz płody rolne. Żadnej z tych możliwości nie da się na razie wykazać.

Na czym to stoiKilkadziesiąt par rowków o w przybliżeniu stałym rozstawie, przecinających się i nakładających; przekrój poprzeczny najczęściej klinowy; miejscami głębokość kilkudziesięciu centymetrów.

Czego tu nie wolno przeoczyćKlinowy przekrój przemawia przeciw wozom kołowym i za wleczonymi płozami, ale nie rozstrzyga, co wożono ani kiedy. Rozstaw bywa podawany jako stały — w rzeczywistości waha się między parami.

wybrzeże południowo-wschodnie i klify zachodnie

Koleiny, które wchodzą do morza i urywają się na krawędzi klifu

datowanie sporne

W kilku miejscach rowki schodzą pod wodę i biegną dalej po dnie. W innych urywają się nad przepaścią.

Czytaj dalej

To jest przy koleinach rzecz najbardziej uderzająca i najczęściej przywoływana. W kilku punktach wybrzeża pary rowków dochodzą do linii wody, wchodzą pod nią i dają się śledzić dalej po dnie, na głębokości kilku metrów. W innych miejscach, na klifach zachodnich, biegną prosto ku krawędzi i urywają się nad kilkudziesięciometrową przepaścią.

Objaśnienia są dwa i nie wykluczają się wzajemnie. Pierwsze: poziom Morza Śródziemnego był w epoce brązu niższy niż dziś i podnosił się od tego czasu, więc pas lądu, po którym biegły te trasy, znalazł się pod wodą. Drugie: wybrzeże tych wysp cofa się przez obrywanie się klifów i osuwanie bloków, więc dalszy ciąg trasy po prostu odpadł do morza.

Oba objaśnienia mają oparcie w rzeczach mierzalnych: w krzywych zmian poziomu morza w tym basenie i w obserwowanym do dziś cofaniu się tutejszych klifów, w tym w wielkich obrywach odnotowanych w czasach nowożytnych. Nie trzeba więc ani zatopionej cywilizacji, ani nagłej katastrofy, żeby wyjaśnić, dlaczego droga kończy się w wodzie.

Warto to powiedzieć wprost, bo właśnie na tym szczególe opierają się najdalej idące opowieści o Malcie. Koleiny pod wodą są faktem zmierzonym i widocznym dla każdego, kto tam zanurkuje. Wniosek, że skoro są pod wodą, to musiały je zostawić ludzie sprzed potopu albo mieszkańcy zatopionego lądu, nie wynika z niczego — bo morze podnosi się bez żadnej katastrofy, po prostu powoli.

Na czym to stoiPary rowków schodzące pod wodę i dające się śledzić po dnie na głębokości kilku metrów; rowki urywające się na krawędziach klifów; zmierzone krzywe podnoszenia się poziomu morza w tym basenie; udokumentowane obrywy klifowe.

Czego tu nie wolno przeoczyćObecność kolein pod wodą nie dowodzi ich wielkiej dawności ponad to, co wynika z tempa podnoszenia się morza i cofania klifów. Wyprowadzanie z niej zatopionej cywilizacji nie ma podstawy.

całe wyspy

Dlaczego kolein nie da się datować — i co z tego wynika

spór trwa od XIX wieku

W rowku wykutym w litej skale nie ma czego oznaczyć wiekiem. Zostają poszlaki, i to słabe.

Czytaj dalej

Wiek znaleziska oznacza się dziś najczęściej metodami opartymi na materiale organicznym albo na warstwie, w której rzecz leżała. Koleina jest ubytkiem w litej skale: nie ma w niej węgla do oznaczenia, nie ma warstwy, która by ją przykryła w znanym momencie, i nie ma przedmiotu, który by leżał w niej nienaruszony od czasu powstania.

Poszlaki, jakie się przywołuje, są trzy i każda jest słaba. Pierwsza: w pobliżu części zespołów leżą stanowiska z epoki brązu, więc wiąże się koleiny z nimi — ale sąsiedztwo to nie związek. Druga: niektóre koleiny są przecięte przez grobowce punickie, co dowodzi tylko tyle, że są od nich starsze. Trzecia: rozstaw porównuje się z rozstawem znanych pojazdów, co przy wleczonych płozach niczego nie przesądza.

Dlatego przedział, w jakim się je umieszcza, jest szeroki — od późnego neolitu po okres rzymski — a różni badający kładą je w różnych jego częściach. Możliwe też, i bywa to wskazywane, że nie powstały wszystkie w jednym czasie, lecz przez tysiąclecia, gdy kolejne pokolenia wlekły ładunki tymi samymi wygodnymi trasami.

Dla atlasu jest to karta o samej metodzie i dlatego zamyka tę sekcję. Nie każda rzecz stara daje się datować, a brak daty nie jest zaproszeniem do wypełnienia luki czymkolwiek. Uczciwa odpowiedź brzmi: wiemy, że ktoś to wyżłobił, wiemy najprawdopodobniej czym, nie wiemy kiedy ani po co — i tak to zapisujemy.

Na czym to stoiBrak materiału organicznego w rowkach; przecięcie części kolein przez grobowce punickie, dowodzące jedynie ich wcześniejszości; sąsiedztwo stanowisk z epoki brązu.

Czego tu nie wolno przeoczyćPrzedział datowania jest szeroki i sporny, a koleiny nie muszą pochodzić z jednego okresu. Zestawianie ich z kulturą świątynną jest przyzwyczajeniem, nie ustaleniem.

Około 2500 roku p.n.e. budowanie się urywa

Dlaczego to się skończyło

Około 2500 roku przed naszą erą kultura świątynna urywa się. Nie ma śladów najazdu ani zniszczenia; po prostu przestaje się budować, przestaje się używać starych budowli, a materiał, który pojawia się później, jest inny pod każdym względem. Wyjaśnień jest kilka i żadne nie jest rozstrzygnięte.

Wyjałowienie ziemi

Wyspy są małe i mają cienką glebę; intensywna uprawa przez tysiąc lat mogła doprowadzić do wyczerpania. Przesłanki są pośrednie, głównie z badań osadów.

Czytaj dalej

Wyspy mają razem około trzystu piętnastu kilometrów kwadratowych, cienką warstwę gleby i brak stałych rzek. Uprawa prowadzona bez przerwy przez tysiąc lat, przy rosnącej liczbie ludzi utrzymujących budowniczych, mogła wyczerpać żyzność tak dalece, że wyspy przestały wyżywić własną ludność.

Przesłanki są pośrednie i trzeba to powiedzieć wprost. Pochodzą z rdzeni osadowych, z których odczytuje się zmiany pokrywy roślinnej, oraz z analizy pyłków wskazujących na wycinanie drzew. Żadna z nich nie mierzy plonów i żadna nie podaje daty załamania.

Za tym objaśnieniem przemawia jedna rzecz, której inne nie tłumaczą: budowanie ustaje STOPNIOWO, a nie nagle. Ostatnie budowle są mniej staranne, a naprawy rzadsze — co pasuje do wyczerpywania się środków, nie do jednorazowej klęski.

Zmiana klimatu

W tym samym tysiącleciu w całym basenie Morza Śródziemnego notuje się okresy suszy. Powiązanie jest prawdopodobne, ale nie mamy na Malcie dowodu bezpośredniego.

Czytaj dalej

Około dwa tysiące dwustu lat przed naszą erą całe wschodnie Śródziemnomorze przechodzi okres wyraźnego przesuszenia, poświadczony w rdzeniach osadowych, w naciekach jaskiniowych i w słojach drzew na obszarze od Egiptu po Anatolię. W tym samym stuleciu upadają albo chwieją się tam kolejne ośrodki.

Malta leży w tym pasie i dla wyspy bez rzek każdy spadek opadów jest ciosem podwójnym: brakuje wody do picia i do uprawy naraz. Zbieżność czasowa jest realna i nie należy jej lekceważyć.

Ale zbieżność to nie dowód i tu trzeba zachować szczególną ostrożność. Data przesuszenia i data zaprzestania budowania mieszczą się w tym samym stuleciu, jednak dokładność obu wynosi kilkadziesiąt do stu lat, więc nie da się rozstrzygnąć, co było pierwsze.

Nowi przybysze

Po kulturze świątynnej pojawia się ludność o innej ceramice, innym obrzędzie pogrzebowym i pierwszych wyrobach z metalu. Czy przyszli po upadku, czy go spowodowali, nie wiadomo.

Czytaj dalej

W warstwach następujących po epoce świątyń pojawia się na wyspach wszystko inne naraz: inna ceramika, inny sposób grzebania zmarłych — ciałopalenie zamiast składania w grobowcach — oraz metal, którego wcześniej tu nie było. Nowi mieszkańcy urządzają cmentarzysko wprost w ruinach Tarxien.

Nie znaczy to jednak automatycznie podboju ani wymiany ludności. Zmiana ceramiki i obrządku może oznaczać przybyszów, ale może też oznaczać, że ci sami ludzie przejęli obcy sposób postępowania — a to w dziejach zdarza się nagminnie i atlas pokazuje takie przypadki w kilkunastu miejscach.

Rozstrzygnięcie mogłyby przynieść badania materiału genetycznego z kości, prowadzone w ostatnich latach dla całego Śródziemnomorza. Wyniki dla wysp są jeszcze skąpe i ostrożne, więc dział nie przesądza. Pewne jest to, że po przerwie mieszkają tu ludzie robiący rzeczy inaczej.

Wyczerpanie samego systemu

Budowanie i utrzymanie tych zespołów pochłaniało ogromną pracę niewielkiej społeczności. Część badaczy sądzi, że system zwyczajnie przestał się opłacać tym, którzy go dźwigali.

Czytaj dalej

Czwarte objaśnienie nie potrzebuje ani klęski, ani najeźdźcy. Mówi, że system wyczerpał się sam: budowle rosły, wymagały coraz większego nakładu pracy i coraz większej nadwyżki żywności, a ta nadwyżka na małej wyspie ma twardy sufit.

Przemawia za tym kierunek zmian. Z każdym stuleciem budowle są większe i bardziej wymyślne, a zespoły gęstsze — co znaczy, że współzawodnictwo między nimi rosło. Układ, który wymaga ciągłego przebijania poprzedniego wysiłku, ma wbudowany koniec.

Jest to objaśnienie najtrudniejsze do sprawdzenia, bo nie zostawia własnego śladu: wyczerpanie wygląda w ziemi dokładnie tak samo jak stopniowe zubożenie z każdej innej przyczyny. Wymieniamy je, bo bywa pomijane na rzecz przyczyn bardziej widowiskowych.

Czego NIE widać

Nie ma warstw pożarowych, nie ma śladów rzezi, nie ma zniszczonych budowli. Cokolwiek się stało, nie było to zdobycie wysp.

Czytaj dalej

Ta pozycja jest inna niż cztery poprzednie: nie proponuje przyczyny, tylko wylicza, czego w ziemi NIE MA. A nie ma warstwy pożarowej obejmującej stanowiska, nie ma grotów ani innego uzbrojenia w ilości wskazującej na walkę, nie ma pochówków zbiorowych z obrażeniami zadanymi bronią i nie ma śladów gwałtownego zburzenia budowli.

Brak dowodu nie jest dowodem braku i dział tego nie myli. Możliwe, że najazd był, a nie zostawił śladu; możliwe też, że ślad leży tam, gdzie nikt nie kopał. Odnotowujemy wyłącznie stan materiału.

Rzecz warto jednak postawić, bo obraz gwałtownego końca jest w opowieściach o Malcie stale obecny i bierze się z przyzwyczajenia, nie ze znaleziska. Kultura, która przestaje budować, nie musi zostać zniszczona — może po prostu przestać.

Po kulturze świątynnej przyszło jeszcze osiem warstw

Bóstwa, którym tu składano ofiary

Kultura świątynna nie zostawiła ani jednego imienia boga. Warstwy po niej — owszem: sanktuarium używane przez cztery tysiące lat pod czterema religiami, kamień, który otworzył Europie pismo fenickie, i proces sądowy w Rzymie o obrabowanie tutejszej świątyni.

Marsaxlokk, południowy wschód

Tas-Silġ: jedno miejsce, cztery religie, cztery tysiące lat bez przerwy

od epoki świątyń po VIII wiek n.e.

Świątynia megalityczna, potem sanktuarium Asztarte, potem rzymskiej Junony, potem bazylika chrześcijańska i klasztor. W jednym wykopie.

Czytaj dalej

Na wzgórzu nad zatoką na południowym wschodzie wyspy leży stanowisko, którego warstwy układają się w ciąg bez odpowiednika w tej części Śródziemnomorza. Na dole jest budowla megalityczna z epoki świątyń, czyli z tego samego czasu co Ġgantija i Tarxien. Wyżej leżą warstwy fenickie i punickie, w których to samo miejsce służy sanktuarium bogini nazywanej Asztarte.

Jeszcze wyżej wchodzi Rzym i sanktuarium działa dalej, tyle że bogini nosi teraz imię Junony. Nad tym leżą warstwy późnoantyczne z bazyliką chrześcijańską i zabudowaniami klasztornymi, użytkowanymi jeszcze w ósmym wieku naszej ery. Cztery tysiące lat obrzędu w jednym punkcie, bez porzucenia miejsca.

Rzecz jest w atlasie ważna z powodu, który warto nazwać wprost, bo bywa mylony. Ciągłość MIEJSCA nie dowodzi ciągłości wiary. Nikt tu nie czcił nieprzerwanie tej samej bogini pod zmieniającymi się imionami — kolejne wspólnoty zastawały gotowy, wyrównany plac z murami, wodą i drogą, i robiły z niego użytek po swojemu.

To samo opisujemy w kilkunastu innych miejscach atlasu: na wyżynach w Judzie, w kościołach nad dawnymi źródłami w Bretanii i przy placu świątynnym w Jerozolimie. Miejsce święte jest przede wszystkim MIEJSCEM PRZYGOTOWANYM, a przygotowanie kosztuje tak dużo, że następcy wolą je przejąć niż zaczynać od nowa.

Na czym to stoiWarstwy megalityczne, punickie wota i inskrypcje z imieniem bogini, rzymskie elementy architektoniczne, mury bazyliki i pomieszczeń klasztornych.

Czego tu nie wolno przeoczyćCiągłość użytkowania miejsca jest tu udokumentowana warstwami. Nie wynika z niej jednak żadna ciągłość wierzeń ani przekazywanie kultu z pokolenia na pokolenie — kolejne wspólnoty zastawały przygotowane miejsce i używały go po swojemu.

znalezione na Malcie, dziś w Paryżu i w Valletcie

Dwa kamienie z Malty, dzięki którym odczytano pismo fenickie

II wiek p.n.e., odczytane w 1758

Ten sam tekst zapisano po fenicku i po grecku. Dwujęzyczność pozwoliła rozłożyć na czynniki alfabet, którego nikt nie umiał czytać.

Czytaj dalej

Są to dwa niewielkie marmurowe słupki z drugiego wieku przed naszą erą, wystawione przez dwóch braci jako dar dla boga zwanego panem Tyru. Napis powtórzono na nich dwa razy: w języku fenickim, pismem, którego w osiemnastym wieku nikt już nie umiał odczytać, oraz po grecku, czyli w języku doskonale znanym.

Taki układ nazywa się dwujęzykiem i jest dla odczytywania martwych pism rzeczą bezcenną, bo pozwala przyłożyć znane do nieznanego znak po znaku. W tysiąc siedemset pięćdziesiątym ósmym roku wykonano na ich podstawie odczytanie alfabetu fenickiego — a ponieważ pismem tym posługiwały się porty całego Śródziemnomorza, otworzyło to dostęp do setek inskrypcji od Libanu po Hiszpanię.

Przedmioty te mają też dzieje własne, dobrze pokazujące epokę. Jeden z nich trafił jako dar do Paryża pod koniec osiemnastego wieku i tam pozostał; drugi jest na Malcie. Rozdzielono więc parę, która przez dwa tysiące lat stała razem, i jest to rzecz typowa dla całego obiegu zabytków tamtego stulecia.

Dla atlasu wniosek jest jeden i mocny. Malta, o której cała poprzednia część tej strony mówi, że NIE ZOSTAWIŁA ani jednego zdania pisma, dała Europie klucz do odczytania cudzego pisma. Te same wyspy, dwa i pół tysiąca lat później, w zupełnie innej warstwie kulturowej.

Na czym to stoiDwa marmurowe słupki z napisem powtórzonym po fenicku i po grecku, z formułą daru złożonego przez dwóch braci.

Czego tu nie wolno przeoczyćSłupki nie są maltańskie w sensie kultury świątynnej — pochodzą z warstwy punickiej, młodszej od Tarxien o ponad dwa tysiące lat. Zestawianie ich z megalitami jest błędem chronologicznym, który zdarza się w wydawnictwach popularnych.

Malta jako część prowincji Sycylia

Proces o obrabowanie świątyni: Malta w rzymskich aktach sądowych

70 rok p.n.e.

Rzymski namiestnik stanął przed sądem między innymi za ograbienie tutejszej świątyni bogini. Mowa oskarżycielska zachowała się w całości.

Czytaj dalej

W siedemdziesiątym roku przed naszą erą namiestnik prowincji, do której należały wtedy te wyspy, stanął w Rzymie przed sądem oskarżony o zdzierstwo. Wśród zarzutów znalazło się ograbienie czczonej tu świątyni bogini oraz zagarnięcie wyrobów tkackich z warsztatów działających na wyspie.

Mowa oskarżycielska zachowała się w całości i jest przez to jednym z najwcześniejszych szczegółowych zapisów o tym, co na Malcie stało i co było warte kradzieży. Dowiadujemy się z niej, że świątynia była zasobna, znana i traktowana jako nietykalna, oraz że wyspy miały wytwórczość, która opłacała się wywozić.

Trzeba przy tym pamiętać, czym jest to źródło. Jest to mowa STRONY OSKARŻAJĄCEJ, ułożona po to, by przekonać sąd, więc dobór szczegółów i ich natężenie służą celowi procesowemu. Nie znaczy to, że zarzuty są nieprawdziwe — znaczy, że opis świątyni pochodzi od kogoś, komu zależało, by wyglądała jak najokazalej.

Dla tej strony sprawa jest ważna z osobnego powodu. Pokazuje moment, w którym Malta wchodzi do PISANYCH dziejów cudzą ręką: nie z własnego zapisu, którego nie ma, lecz jako pozycja w rachunku krzywd sporządzonym w Rzymie.

Na czym to stoiZachowana w całości mowa oskarżycielska z procesu, wymieniająca świątynię bogini na wyspie oraz miejscowe wyroby tkackie.

Czego tu nie wolno przeoczyćUtożsamienie świątyni z mowy ze stanowiskiem Tas-Silġ jest szeroko przyjmowane, ale opiera się na zbieżności położenia i rangi, nie na inskrypcji. Nie zostało wykazane ponad wątpliwość.

Rabat, Mdina, Gozo

Groby punickie: egipskie amulety w fenickim pochówku na środku morza

VIII–II wiek p.n.e.

Komory wykute w skale, a w nich przedmioty z trzech różnych kultur naraz. Mieszanina jest tu regułą, nie wyjątkiem.

Czytaj dalej

Po osadnikach z wybrzeża lewantyńskiego i po okresie zależności od Kartaginy zostały na wyspach setki grobów wykutych w miękkiej skale: szyb pionowy, a z niego wejście do jednej lub dwóch komór. Ciała składano nierzadko po spopieleniu, w urnach, wraz z wyposażeniem.

Wyposażenie jest tym, co czyni te groby ciekawymi. Obok naczyń miejscowych i fenickich leżą tam przedmioty egipskie albo wzorowane na egipskich: skarabeusze, figurki karłowatego bóstwa opiekującego się porodem i domem, amulety w kształcie oka. Egipt nigdy tych wysp nie zajmował — te rzeczy przypłynęły jako towar.

Wynika z tego obraz, który warto zapamiętać przy całym Śródziemnomorzu. Przedmiot ochronny podróżuje ŁATWIEJ niż wiara, bo nie wymaga ani wspólnego języka, ani nauki: wystarczy, że kupujący uwierzy, iż działa. Amulet egipski w punickim grobie na Malcie nie dowodzi obecności Egipcjan ani egipskiej religii — dowodzi, że działał handel.

Trzeba też powiedzieć o sprawie najczęściej podnoszonej przy kulturze punickiej, czyli o ofiarach z dzieci. Pochówki niemowląt w naczyniach znane są z kolonii tego kręgu na zachodzie Morza Śródziemnego i spór o ich charakter trwa. Na samej Malcie materiał wykazujący taką praktykę jest znikomy i niejednoznaczny.

Na czym to stoiKomory grobowe wykute w skale, urny z przepalonymi kośćmi, naczynia fenickie i miejscowe, skarabeusze, figurki bóstwa opiekuńczego domu i amulety w kształcie oka.

Czego tu nie wolno przeoczyćObecność przedmiotów egipskich nie dowodzi obecności Egipcjan ani ich religii. Przedmiot ochronny przechodzi przez granice kulturowe jako towar i nie niesie ze sobą nauki, z której wyrósł.

Gozo, zachodni klif

Sanktuarium wykute w klifie nad morzem, z cysterną i niszami

III–I wiek p.n.e.

Punickie miejsce obrzędu wycięte w skale wysoko nad wodą: komora, wykute nisze, zbiornik i wyrównany taras.

Czytaj dalej

Na zachodnim krańcu Gozo, w klifie opadającym ku morzu, wycięto w skale niewielki zespół: prostokątną komorę z wykutymi w ścianach niszami, taras wyrównany przed nią oraz zbiornik na wodę deszczową. Miejsce jest trudno dostępne i widoczne z morza z dużej odległości.

Nisze służyły najprawdopodobniej do ustawiania wotów albo niewielkich wizerunków; znaleziono tu ślady użytkowania z okresu punickiego i rzymskiego. Sam układ — obrzęd nad wodą, z zapasem wody słodkiej i z widokiem na szlak żeglugi — powtarza się w całym basenie Morza Śródziemnego przy sanktuariach związanych z podróżą morską.

Nie wiemy, komu je poświęcono, bo nie zachowała się żadna inskrypcja imienna. Wskazuje się na bóstwa opiekujące się żeglugą, co jest sensowne, ale pozostaje wnioskiem z położenia, a nie ustaleniem z zapisu.

Dla atlasu jest to karta o tym, że wyspa na szlaku żyje szlakiem. Sanktuarium nad przylądkiem nie służy mieszkańcom idącym z wioski — służy tym, którzy przepływają i chcą, żeby przepłynąć się udało. Ta sama zasada tłumaczy trzysta ołtarzy wyłowionych z morza u wybrzeży Niderlandów.

Na czym to stoiKomora wykuta w skale z niszami, wyrównany taras, zbiornik na wodę deszczową, ślady użytkowania punickiego i rzymskiego.

Czego tu nie wolno przeoczyćNie zachowała się żadna inskrypcja imienna, więc przypisanie sanktuarium konkretnemu bóstwu opiekującemu się żeglugą pozostaje wnioskiem z położenia, nie ustaleniem.

Kto tu rządził i co po sobie zostawił

Przenikanie kultur i język

Przez tę skałę bez rzek i bez rud przeszli po kolei wszyscy, którzy rządzili tym morzem. Rozłożyli się nierówno: język ma rdzeń arabski, wiara jest zachodnia, nazwiska są mieszane, a ruch lewostronny został po Brytyjczykach.

całe wyspy

Osiem warstw władzy na skale bez surowców

VIII wiek p.n.e. – 1964

Fenicjanie, Kartagina, Rzym, Bizancjum, Arabowie, Normanowie, zakon rycerski, Brytyjczycy. Każda warstwa coś zostawiła w innym miejscu.

Czytaj dalej

Wyspy nie mają ani metali, ani rzek, ani drewna, a mimo to przechodzili przez nie po kolei wszyscy, którzy rządzili tym morzem. Powód jest jeden i widać go na mapie: leżą w połowie drogi między Sycylią a Afryką, mają głębokie, osłonięte porty naturalne i panują nad cieśniną, przez którą przechodzi żegluga wschód–zachód.

Kolejność jest taka: osadnicy z wybrzeża lewantyńskiego od ósmego wieku przed naszą erą, zależność od Kartaginy, Rzym od końca trzeciej wojny z nią, Bizancjum, panowanie arabskie od dziewiątego wieku, zdobycie normańskie pod koniec jedenastego, zakon rycerski od tysiąc pięćset trzydziestego, Francuzi na dwa lata, Brytyjczycy do tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego czwartego.

Najciekawsze jest to, jak ten zestaw rozłożył się na dzisiejszej kulturze, bo rozłożył się NIERÓWNO. Język ma rdzeń arabski. Wiara jest zachodnia i katolicka. Nazwiska i nazwy miejscowe są w części arabskie, w części sycylijskie, w części włoskie. Prawo i urząd mają warstwę brytyjską, łącznie z ruchem lewostronnym.

To jest dokładnie ten obraz przenikania, o który w całym atlasie chodzi, tyle że w skali jednej wyspy i dlatego widoczny jak na dłoni. Kultura nie wymienia się w całości przy każdej zmianie władzy — wymienia się WARSTWAMI, a każda warstwa ma własne tempo i własną odporność.

Na czym to stoiPorty naturalne, warstwy osadnicze wszystkich wymienionych okresów, nazewnictwo miejscowe o rdzeniach arabskich i romańskich.

Czego tu nie wolno przeoczyćCiągłość osadnicza między poszczególnymi okresami bywa przerywana. Przy przejściu z okresu bizantyńskiego na arabski wskazuje się na możliwe wyludnienie i późniejsze zasiedlenie na nowo, co jest przedmiotem sporu.

całe wyspy

870: przerwa, po której wyspy zaczynają się od nowa

870–1091 i dalej do XIII wieku

Po zdobyciu arabskim pojawia się przerwa osadnicza, a potem zasiedlenie na nowo. Z tego zasiedlenia pochodzi dzisiejszy język.

Czytaj dalej

W osiemset siedemdziesiątym roku wyspy zdobyto z Afryki Północnej. Źródła pisane i materiał wykopaliskowy wskazują zgodnie na coś więcej niż zmianę władzy: na przerwę w osadnictwie, a następnie na zasiedlenie prowadzone od nowa, w drugiej połowie jedenastego wieku, ludnością przybyłą z Sycylii, wtedy również muzułmańskiej.

W tysiąc dziewięćdziesiątym pierwszym roku wyspy przeszły pod władzę normańską, ale ludność muzułmańska mieszkała tu jeszcze przez półtora stulecia, a jej ostateczne usunięcie kładzie się na trzynasty wiek. Przez ten czas na jednej wyspie żyły obok siebie dwie wspólnoty wyznaniowe pod chrześcijańskim panowaniem.

Skutek tej przerwy jest rozstrzygający dla całej dalszej historii i trzeba go postawić wprost: DZISIEJSZY JĘZYK MALTAŃSKI POCHODZI Z TEGO ZASIEDLENIA, a nie z czasów wcześniejszych. Cokolwiek mówiono na tych wyspach w epoce świątyń, w okresie punickim i rzymskim — zostało zastąpione.

Podważa to popularne twierdzenie o nieprzerwanym trwaniu chrześcijaństwa na Malcie od pierwszego wieku po dziś. Chrześcijaństwo tu wróciło i jest bardzo stare, ale ciągłość między wspólnotą z czasów rzymskich a dzisiejszą nie została wykazana i przerwa w źródłach jest wyraźna.

Na czym to stoiŚlady zniszczeń i przerwy osadniczej z IX wieku, warstwy zasiedlenia z drugiej połowy XI wieku, nazewnictwo miejscowe o rdzeniach arabskich w całym kraju.

Czego tu nie wolno przeoczyćZakres i długość przerwy osadniczej są przedmiotem sporu. Nie rozstrzygnięto, czy wyspy zostały wyludnione całkowicie, czy tylko w znacznej części — pewne jest natomiast pochodzenie dzisiejszego języka z zasiedlenia po tej przerwie.

Gozo

Nagrobek dziewczyny z 1174 roku, wykuty pod chrześcijańskim panowaniem

1174, osiemdziesiąt lat po zdobyciu normańskim

Marmurowa płyta z napisem kufickim dla zmarłej muzułmanki — postawiona na wyspie rządzonej już przez chrześcijan.

Czytaj dalej

Zachowała się marmurowa płyta nagrobna z drugiej połowy dwunastego wieku, z długim napisem wykutym pismem kufickim, upamiętniającym młodo zmarłą kobietę i wymieniającym imię jej ojca. Kamień jest wtórnie użytym blokiem rzymskim, na którego odwrocie widnieje starsza dekoracja.

Data jest tu całą rzeczą. Płyta powstała ponad osiemdziesiąt lat PO zdobyciu wysp przez Normanów, czyli pod panowaniem chrześcijańskim — i jest dowodem materialnym na to, że wspólnota muzułmańska nie zniknęła wraz ze zmianą władcy, lecz żyła dalej, grzebała swoich zmarłych i stawiała im staranne, kosztowne nagrobki.

Napis jest przy tym utworem literackim, nie samą metryką: zawiera rozbudowane formuły o przemijaniu i o losie. Świadczy to o obecności na wyspie ludzi piśmiennych w języku arabskim i o warsztacie kamieniarskim umiejącym wykonać kaligrafię.

Dla atlasu jest to karta domykająca poprzednią i chroniąca przed prostym obrazem. Zmiana panowania nie jest wymianą ludności ani wymianą wiary — te trzy rzeczy idą osobno i w różnym tempie, co pokazujemy również przy Hiszpanii, przy Bałkanach i przy Palestynie.

Na czym to stoiMarmurowa płyta nagrobna z rozbudowanym napisem kufickim, wykonana na wtórnie użytym bloku rzymskim.

Czego tu nie wolno przeoczyćOkoliczności znalezienia płyty w XVIII wieku nie są w pełni udokumentowane, a jej pierwotne miejsce ustawienia pozostaje nieustalone. Sam napis i jego data nie budzą wątpliwości.

Birgu, potem Valletta

1530: wyspa oddana zakonowi rycerskiemu za jednego sokoła rocznie

1530–1798

Zakon szpitalników dostał wyspy w lenno. Przez 268 lat rządził tu zakon, a religia była zarazem ustrojem państwa.

Czytaj dalej

Po utracie Rodos zakon rycerski, wywodzący się ze szpitala dla pielgrzymów w Jerozolimie, otrzymał wyspy w lenno od cesarza. Czynsz ustalono symbolicznie: jeden sokół rocznie. Zakon rządził tu przez dwieście sześćdziesiąt osiem lat, do zajęcia wysp przez Francuzów pod koniec osiemnastego wieku.

Był to ustrój, jakiego w Europie prawie nie było: państwo, którego władcą jest wybierany dożywotnio zwierzchnik zakonu, a warstwą rządzącą zakonnicy złożeni z synów szlachty całej Europy, podzieleni na języki wedle kraju pochodzenia. Religia nie była tu jedną z dziedzin życia, lecz podstawą ustroju, wojska, szpitala i sądu naraz.

Dla dziejów wierzeń oznaczało to trzy rzeczy. Napłynęły relikwie i fundacje na skalę nieproporcjonalną do wielkości wysp. Powstała architektura sakralna o rozmachu stołecznym. I sprowadzono tu, o czym mówi osobna sekcja, trybunał inkwizycji, który działał przez dwa i pół stulecia i zostawił archiwum.

Warto zauważyć ciąg, który domyka się tu z dziejami opisanymi w dziale francuskim. Ten sam zakon przejął w czternastym wieku majątek po rozwiązanym zakonie templariuszy — tym samym, który wziął nazwę od kwatery na placu świątynnym w Jerozolimie i który skończył procesem o tajny obrzęd. Jedna linia biegnie z Jerozolimy przez Paryż na Maltę.

Na czym to stoiAkt nadania lenna z czynszem symbolicznym, zabudowa zakonna Birgu i Valletty, szpital, archiwa zakonne.

Czego tu nie wolno przeoczyćObraz rządów zakonu bywa przedstawiany skrajnie — jako złoty wiek albo jako okupacja. Jedno i drugie jest uproszczeniem: położenie ludności miejscowej wobec zakonu zmieniało się przez dwa i pół stulecia i różniło się między miastem a wsią.

Semicki rdzeń, łaciński zapis, katolicka wiara

Język maltański

Tu leży najczystszy w całym atlasie dowód, że przenikanie kultur nie jest mieszanką, tylko układem warstw. Bóg nazywa się Alla, święci mają imiona sycylijskie, mapę da się przeczytać po arabsku, a całość zapisuje się alfabetem łacińskim i tłumaczy na nią akty prawne Unii.

całe wyspy

Język semicki alfabetem łacińskim: katolicy modlący się do Boga zwanego Alla

od XI wieku po dziś

Jedyny semicki język urzędowy Unii Europejskiej. Rdzeń arabski, warstwa sycylijska i włoska, zapis łaciński, wiara katolicka.

Czytaj dalej

Maltański wywodzi się z arabszczyzny sycylijskiej przyniesionej przy zasiedleniu w jedenastym wieku. Jego trzon — liczebniki, części ciała, czasowniki codzienne, budowa słowa oparta na spółgłoskowym rdzeniu — jest semicki, czyli spokrewniony z arabskim i, dalej, z hebrajskim. Na tym trzonie leży gruba warstwa zapożyczeń sycylijskich i włoskich, a od dziewiętnastego wieku także angielskich.

Zapisuje się go alfabetem łacińskim, z własnymi znakami dodatkowymi, w pisowni ustalonej w dwudziestym wieku. Czyni to z niego przypadek jedyny: język semicki, urzędowy w państwie europejskim i w Unii, zapisywany pismem łacińskim i używany przez wspólnotę katolicką.

Najbardziej uderza to w słownictwie religijnym, bo tam widać dwie warstwy naraz. Bóg nazywa się Alla — tym samym słowem, którego używa arabski, w tym muzułmański — a jednocześnie nazwy świąt, sakramentów i urzędów kościelnych są w większości sycylijskie i włoskie. Modlitwa katolicka biegnie więc rdzeniem arabskim po wierzchu ubranym po włosku.

Dla atlasu jest to najczystszy przykład tezy powtarzanej we wszystkich działach: warstwy kulturowe nie nakładają się równo. Wiara przyszła z jednej strony, język z drugiej, pismo z trzeciej, a ludzie używający tego wszystkiego naraz nie widzą w tym żadnej sprzeczności i nie mają powodu widzieć.

Na czym to stoiTrzon słownictwa i budowa gramatyczna semickie, warstwa zapożyczeń sycylijskich, włoskich i angielskich, zapis alfabetem łacińskim z własnymi znakami, pisownia ustalona w XX wieku.

Czego tu nie wolno przeoczyćStopień pokrewieństwa z poszczególnymi odmianami arabskiego bywa przedstawiany rozbieżnie. Nie zmienia to ustalenia podstawowego: rdzeń języka pochodzi z zasiedlenia po IX wieku, a nie z warstw starszych.

całe wyspy

Bóg nazywa się Alla, a święci mają imiona sycylijskie

stan dzisiejszy, warstwy od XI wieku

W jednej modlitwie spotykają się dwie warstwy: semicki rdzeń i włoska oprawa. Nikt nie widzi w tym sprzeczności.

Czytaj dalej

Najlepiej widać to w słownictwie religijnym, bo tam obie warstwy stoją obok siebie w jednym zdaniu. Bóg nazywa się Alla — tym samym słowem, którego używa arabski, w tym arabski muzułmański. Modlitwa, post, dusza i piekło mają rdzenie semickie. Ale nazwy sakramentów, świąt, urzędów kościelnych i większość imion świętych przyszły z sycylijskiego i z włoskiego.

Ten sam podział przebiega przez cały język. Rzeczy stare, codzienne i domowe — części ciała, liczebniki, pokrewieństwo, praca w polu, pogoda — są semickie. Rzeczy przyniesione przez urząd, szkołę, kościół i handel są romańskie, a od dziewiętnastego wieku dochodzi warstwa angielska, głównie w technice i w administracji.

Dla mówiących nie jest to żadna sprzeczność i nie bywa nawet zauważane. Człowiek modlący się do Boga zwanego Alla nie myśli o arabskim, tak jak Polak mówiący „kościół" nie myśli o łacinie ani „chleb" o germańskim sąsiedztwie. Warstwa źródłowa słowa znika z odczucia, gdy słowo jest swoje.

Dla atlasu jest to najczystszy dowód tezy powtarzanej we wszystkich działach: PRZENIKANIE NIE JEST MIESZANKĄ, tylko układem warstw o różnym wieku, z których każda odpowiada za inny obszar życia. Da się je rozdzielić słowo po słowie, a mówiący nie musi o tym wiedzieć, żeby układ działał.

Na czym to stoiSemickie rdzenie w słownictwie codziennym, religijnym rdzeniu i liczebnikach; romańskie nazwy sakramentów, świąt, urzędów i imion świętych; warstwa angielska w technice i administracji.

Czego tu nie wolno przeoczyćPodział na warstwy jest przybliżeniem: część słów przeszła przez kilka języków po drodze, a przypisanie pojedynczych wyrazów bywa sporne. Sam układ warstw nie jest sporny.

całe wyspy

Mapa czytana po arabsku: miasto, przystań, źródło i dolina

nazwy od XI wieku, żywe

Nazwy miejscowości i terenu są w większości semickie. Da się je przetłumaczyć i wychodzi z nich opis krajobrazu.

Czytaj dalej

Nazwy geograficzne wysp dają się w większości odczytać jako słowa pospolite. Stolica dawna nazywa się po prostu miastem, przedmieście pod nią — przedmieściem. Nazwy zaczynające się od członu oznaczającego przystań wskazują zatoki, te od członu oznaczającego źródło — miejsca, gdzie woda wychodzi na powierzchnię, a te od członu oznaczającego dolinę — wąwozy spływowe.

Jest to mapa opisowa, a nie pamiątkowa: nazwy mówią, co w danym miejscu JEST, a nie kogo tam upamiętniono. Dla wyspy bez rzek, gdzie o przeżyciu decydowało źródło i osłonięta zatoka, taki sposób nazywania jest czysto praktyczny i znaczy, że nadali je ludzie tam gospodarujący, a nie urząd z zewnątrz.

Na tę warstwę nałożyły się dwie następne. Nazwy z członem oznaczającym świętego, sycylijskie i włoskie, pojawiają się przy kościołach i fundacjach. Nazwy zakonne i brytyjskie — przy portach, fortyfikacjach i dzielnicach z osiemnastego i dziewiętnastego wieku. Widać więc na mapie kolejność zasiedlania.

Warto zauważyć jedno przy okazji. Najstarsze budowle wysp, te sprzed pięciu i pół tysiąca lat, noszą nazwy z NAJMŁODSZEJ warstwy — nadane po arabsku albo opisowo przez ludzi, którzy przyszli tu tysiące lat później i po prostu nazwali to, co zastali. Nazwa stanowiska nigdy nie jest jego imieniem własnym.

Na czym to stoiNazwy miejscowe dające się odczytać jako słowa pospolite o znaczeniach: miasto, przedmieście, przystań, źródło, dolina; nałożone na nie warstwy nazw sycylijskich, włoskich i brytyjskich.

Czego tu nie wolno przeoczyćNazwy stanowisk megalitycznych pochodzą z warstw o tysiące lat młodszych niż same budowle i nie niosą żadnej informacji o ich pierwotnym przeznaczeniu ani o tym, kogo tam czczono.

całe wyspy

Spór o alfabet i język semicki, który został urzędowym w Unii

pisownia 1924, Unia 2004

Przez stulecie spierano się, czy zapisywać go po arabsku, po włosku, czy po swojemu. Wygrała łacinka z własnymi znakami.

Czytaj dalej

Przez większą część dziejów maltański był mową domową, a pisano po włosku, po łacinie i po arabsku. Kiedy w dziewiętnastym wieku zaczęto go zapisywać na poważnie, wybuchł spór, który trwał dziesięciolecia: jakim pismem, wedle jakiej zasady i czy w ogóle jest to język, czy odmiana arabskiego.

Spór nie był wyłącznie językoznawczy i to warto powiedzieć wprost. Za włoskim stała warstwa wykształcona i kościelna oraz tradycja prawna; za angielskim administracja kolonialna; za maltańskim ci, którzy chcieli, by urząd i szkoła mówiły tym, czym mówi wieś. Wybór pisma był wyborem politycznym.

Rozstrzygnięcie przyszło w tysiąc dziewięćset dwudziestym czwartym roku: przyjęto pisownię opartą na alfabecie łacińskim, z własnymi znakami dodatkowymi oddającymi dźwięki, których łacinka nie ma. Język uzyskał status urzędowy w tysiąc dziewięćset trzydziestym czwartym, a po przystąpieniu kraju do Unii w dwa tysiące czwartym stał się jednym z jej języków urzędowych.

Skutek jest taki, że akty prawne Unii tłumaczy się dziś na język semicki, a tłumacze muszą tworzyć w nim słownictwo prawnicze i techniczne od podstaw. Dla atlasu jest to domknięcie ciągu opisanego na tej stronie: mowa przyniesiona w jedenastym wieku przez osadników z Sycylii jest dziś językiem urzędowym wspólnoty dwudziestu kilku państw.

Na czym to stoiPrzyjęcie pisowni opartej na alfabecie łacińskim z własnymi znakami w 1924 roku; status urzędowy w 1934; wejście do zestawu języków urzędowych Unii w 2004; bieżące tłumaczenia aktów prawnych.

Czego tu nie wolno przeoczyćSpór o zapis i o samodzielność języka miał podłoże polityczne, nie tylko językoznawcze, i bywa przedstawiany jednostronnie przez każdą ze stron dawnego sporu.

Najstarsze budowle świata mają najmłodsze opowieści

Mity, podania i objawienia

Najstarsze budowle świata mają tu najmłodsze opowieści: olbrzymka, która miała je postawić, jest z podania nowożytnego. Za to dwie rzeczy z tej listy mają datę dzienną i świadków — 22 czerwca 1883 i 9 kwietnia 1942 — i na nich widać, jak opowieść powstaje na oczach jednego pokolenia.

Gozo, Ġgantija

Olbrzymka, która nosiła bloki na głowie, karmiąc przy tym dziecko

podanie nowożytne, budowla z ok. 3600 p.n.e.

Podanie mówi, że mury postawiła jedna kobieta-olbrzym. Sama nazwa stanowiska znaczy tyle co „olbrzymia”.

Czytaj dalej

Do najstarszego zespołu świątynnego na Gozo przylega podanie o kobiecie-olbrzymie, która miała wznieść mury sama: nosiła bloki na głowie, a przy tym karmiła niemowlę, żywiąc się wyłącznie bobem i miodem. Od niej wzięła się nazwa stanowiska, znacząca w miejscowej mowie tyle co olbrzymia.

Zwróćmy uwagę, co ta opowieść robi. Nie tłumaczy, komu budowlę poświęcono, ani co się w niej odbywało — tłumaczy wyłącznie JAK PODNIESIONO KAMIENIE. Jest odpowiedzią na pytanie techniczne, zadane przez ludzi, którzy stali pod murem i nie umieli sobie wyobrazić, że postawili go zwykli ludzie.

To samo dzieje się wszędzie tam, gdzie stoją megality. We Francji, w Irlandii, w Anglii i na Kaukazie budowle z kamienia przypisuje się olbrzymom, diabłu albo czarownicy, i zawsze z tego samego powodu: bo ciężar bloku przerasta wyobraźnię patrzącego. Atlas nazywa to podaniem wyjaśniającym.

Najważniejsza jest jednak metryka. Mury mają blisko pięć i pół tysiąca lat, a opowieść o olbrzymce jest nowożytna. Między jednym a drugim nie ma żadnego ogniwa — ludzie, którzy te mury postawili, nie zostawili o nich ani słowa, a wszystko, co się o nich opowiada, dopowiedzieli ci, którzy przyszli tysiące lat później.

Na czym to stoiZapisy podania u zbieraczy folkloru maltańskiego; nazwa stanowiska o znaczeniu „olbrzymia”, używana miejscowo.

Czego tu nie wolno przeoczyćPodanie nie jest przekazem z epoki świątyń i nie mówi nic o jej wierzeniach. Tłumaczy wyłącznie ciężar kamieni i powstało tysiące lat po wzniesieniu murów.

Gozo, nad zatoką Ramla

Grota Kalipso: cudza opowieść przypięta do tutejszego klifu

utożsamienie starożytne, sporne do dziś

Wyspę utożsamia się z tą, na której siedem lat przetrzymywano rozbitka z greckiego poematu. Poemat nie podaje żadnej nazwy.

Czytaj dalej

Nad czerwoną plażą na Gozo znajduje się jaskinia wskazywana jako ta, w której nimfa przetrzymywała przez siedem lat bohatera greckiego poematu. Utożsamienie ma metrykę starożytną — proponowali je już autorzy piszący po grecku i po łacinie — i od stuleci przyciąga na wyspę podróżnych.

Podstawy są przy tym wątłe i warto je wyliczyć. Poemat nie podaje położenia wyspy inaczej niż jako odległą i leżącą pośrodku morza; opis roślinności i źródeł nie zgadza się dobrze z tutejszym krajobrazem; a kandydatów do tego utożsamienia zgłaszano w całym basenie Morza Śródziemnego co najmniej kilkunastu, od Hiszpanii po Adriatyk.

Sama jaskinia jest dziś zamknięta z powodu obsunięć, a to, co oglądają przyjezdni, jest w znacznej części punktem widokowym nad nią. Nie umniejsza to miejsca — umniejsza wyłącznie twierdzenie, że jest to TA jaskinia.

Jest to wzorzec zabiegu, który na Malcie powtarza się nieustannie. Miejsce dawne i nieme przyciąga cudzą opowieść, bo opowieść musi się gdzieś odbyć, a milczące skały nie protestują. Ten sam mechanizm opisujemy przy wiązaniu wysp z Atlantydą i przy koleinach pod wodą.

Na czym to stoiJaskinia nad zatoką na Gozo, dziś zamknięta z powodu obsunięć; starożytne propozycje utożsamienia u autorów greckich i łacińskich.

Czego tu nie wolno przeoczyćPoemat nie podaje nazwy ani położenia wyspy. Utożsamienie nie zostało wykazane, a konkurencyjnych kandydatów w basenie Morza Śródziemnego jest kilkanaście.

wysepka na południe od Malty

Filfla: wieś połknięta przez morze za karę, a potem poligon

podanie ludowe; poligon do 1971

Podanie mówi, że została z wioski zatopionej za grzech. W dwudziestym wieku strzelano do niej z okrętów.

Czytaj dalej

Kilka kilometrów od południowego wybrzeża sterczy z wody niewielka, urwista wysepka. Podanie ludowe tłumaczy jej istnienie tak: stała tam wieś, której mieszkańcy dopuścili się ciężkiego występku, więc morze pochłonęło ją w całości, a wysepka jest tym, co zostało.

Jest to opowieść z rodziny, którą atlas spotyka na wszystkich kontynentach: miejsce niezwykłe w krajobrazie dostaje wyjaśnienie moralne, a kara spada na wspólnotę, nie na jednostkę. Ten sam wzór działa przy zatopionym mieście w Bretanii i przy jeziorach powstałych rzekomo na miejscu wsi w Polsce.

Dwudziesty wiek dopisał do tego ciąg dalszy, który brzmi jak ironia, a jest po prostu faktem. Przez dziesięciolecia wysepka służyła marynarce wojennej za cel ćwiczebny; ostrzeliwano ją i bombardowano do tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego pierwszego roku, kiedy tego zaprzestano.

Dziś jest ścisłym rezerwatem: gniazduje tam kilkadziesiąt tysięcy par ptaków morskich, a wstęp mają wyłącznie badacze. Wysepka, którą podanie kazało uważać za miejsce przeklęte, jest więc dziś jedynym miejscem na tych wyspach, do którego ludziom wchodzić nie wolno — z powodów całkiem świeckich.

Na czym to stoiZapisy podania u zbieraczy; dokumentacja użytkowania wysepki jako celu ćwiczebnego do 1971 roku; dzisiejszy status ścisłego rezerwatu.

Czego tu nie wolno przeoczyćPodanie o zatopionej wsi nie ma oparcia w materiale: na wysepce nie stwierdzono pozostałości osadnictwa. Jest to opowieść wyjaśniająca kształt krajobrazu, nie pamięć o zdarzeniu.

południowe klify

Jaskinia Hasana: porwana dziewczyna i skok z klifu

podanie wiązane ze średniowieczem

Podanie o Saracenie, który ukrył w jaskini porwaną dziewczynę. Kończy się skokiem w morze.

Czytaj dalej

W urwistym klifie na południu wyspy otwiera się jaskinia dostępna wąską półką nad przepaścią. Podanie wiąże ją z człowiekiem imieniem Hasan, który miał tam się ukrywać po porwaniu miejscowej dziewczyny, a osaczony rzucić się z nią albo sam w morze.

Opowieść ta należy do gatunku, który na tych wyspach jest liczny i ma twardą podstawę w dziejach: przez stulecia wybrzeża maltańskie były celem napadów korsarskich, a uprowadzanie ludzi w niewolę było rzeczywistością, nie wyobrażeniem. Wsie budowano w głębi lądu właśnie dlatego, a wieże strażnicze stoją wzdłuż całego brzegu.

Trzeba jednak rozdzielić dwie rzeczy, bo zlewają się nagminnie. Napady i uprowadzenia są udokumentowane aktami, okupami i spisami niewolników po obu stronach morza. Konkretna opowieść o Hasanie i konkretnej dziewczynie nie jest udokumentowana wcale — jest opowieścią przypiętą do widocznego w krajobrazie otworu w skale.

Warto zauważyć, co ta opowieść robi z pamięcią. Zjawisko masowe i długotrwałe, obejmujące tysiące ludzi przez stulecia, zostaje ściśnięte do jednej sceny z jednym imieniem i jedną jaskinią. Tak właśnie pamięć zbiorowa przechowuje rzeczy wielkie: przez pojedynczy obraz, który da się pokazać palcem.

Na czym to stoiJaskinia w klifie z dostępem wąską półką; zapisy podania u zbieraczy; udokumentowane dzieje napadów korsarskich, wież strażniczych i wykupu jeńców.

Czego tu nie wolno przeoczyćNapady korsarskie i uprowadzenia są udokumentowane. Sama opowieść o Hasanie nie jest i nie należy jej czytać jako zapisu konkretnego zdarzenia.

Mosta

Narzeczona z Mosty: porwana w dniu ślubu

wiązane z napadem z 1526 roku

Najbardziej znana maltańska opowieść o porwaniu. Wiąże się ją z konkretnym najazdem i konkretną datą.

Czytaj dalej

Opowieść mówi o dziewczynie porwanej przez korsarzy w dniu własnego ślubu, w czasie napadu na miejscowość w głębi wyspy, i uprowadzonej za morze. W różnych wersjach kończy się odnalezieniem jej po latach, jej śmiercią albo tym, że nigdy nie wróciła.

Wiąże się ją zwykle z najazdem z tysiąc pięćset dwudziestego szóstego roku, a więc z wydarzeniem odnotowanym w źródłach: napady na wnętrze wyspy zdarzały się mimo oddalenia od brzegu, a uprowadzeni trafiali na targi niewolnicze, skąd bywali wykupywani przez zakon i przez rodziny.

Opowieść żyje dziś na kilka sposobów naraz: w pieśni, w widowiskach odgrywanych podczas świąt, w nazwach i w miejscowej tradycji rodzinnej. Jest to więc przekaz nie zamarły, lecz czynny, i przez to zmieniający się — kolejne pokolenia dopisują jej zakończenia wedle własnego smaku.

Dla tej strony liczy się jedno rozróżnienie. Napad i data są poświadczone. Dziewczyna, jej imię i przebieg jej losów — nie. Atlas zapisuje więc tę opowieść jako świadectwo tego, jak wyspa PAMIĘTA stulecia zagrożenia, a nie jako relację z konkretnego dnia.

Na czym to stoiOdnotowane w źródłach napady korsarskie na wnętrze wyspy w XVI wieku; pieśń, widowiska świąteczne i miejscowa tradycja przekazujące opowieść do dziś.

Czego tu nie wolno przeoczyćPoświadczony jest najazd, nie losy konkretnej osoby. Wersje zakończenia różnią się między przekazami, co jest cechą opowieści żywej, a nie zapisu zdarzenia.

Gozo, Għarb

22 czerwca 1883: kobieta usłyszała głos na polu i zawróciła

22 czerwca 1883

Objawienie z dokładną datą i imieniem świadka. Na tym miejscu stoi dziś bazylika, do której przychodzą tysiące.

Czytaj dalej

W czerwcu tysiąc osiemset osiemdziesiątego trzeciego roku wieśniaczka z zachodniego Gozo, przechodząc obok zaniedbanej kaplicy polnej, miała usłyszeć wzywający ją głos. Zawróciła, weszła do środka i tam się modliła. Wkrótce potem podobne doznanie zgłosił jej sąsiad, a w okolicy zaczęto mówić o uzdrowieniach.

Dalszy ciąg jest już całkowicie udokumentowany i rozegrał się szybko. Kaplica stała się celem pielgrzymek, zebrano ofiary, a w latach dwudziestych i trzydziestych dwudziestego wieku postawiono nad nią wielką bazylikę. Wewnątrz wisi do dziś ściana wotów: zdjęcia, kule, gipsy, listy, fotografie okrętów i samolotów.

Jest to przypadek, który atlas ceni szczególnie, bo jest MŁODY. Mamy tu datę dzienną, imię świadka, kolejność zdarzeń i papiery — zamiast przekazu spisanego czterysta lat po fakcie, z jakim mamy do czynienia przy niemal wszystkim innym na tej stronie.

Pozwala to zobaczyć na żywo mechanizm, który przy dawnych sanktuariach zawsze musimy odtwarzać z domysłu: jak z pojedynczego doznania jednej osoby powstaje w ciągu dwóch pokoleń instytucja z budynkiem, kalendarzem, obsługą i ruchem pielgrzymkowym. Ten sam ciąg opisujemy przy objawieniach francuskich z tego samego stulecia.

Na czym to stoiData dzienna, imię świadka, zapisy parafialne, zbiórka i budowa bazyliki w latach 1920–1931, zachowana ściana wotów z przedmiotami i fotografiami.

Czego tu nie wolno przeoczyćDział nie rozstrzyga natury samego doznania. Odnotowuje to, co sprawdzalne: datę, świadków, przebieg i tempo, w jakim wyrosła z tego instytucja.

Mosta

9 kwietnia 1942: bomba przebiła kopułę i nie wybuchła

9 kwietnia 1942

W kościele było kilkuset ludzi. Pocisk przeszedł przez kopułę, uderzył w posadzkę i nie eksplodował.

Czytaj dalej

W kwietniu tysiąc dziewięćset czterdziestego drugiego roku, w czasie nalotu na wyspę, bomba lotnicza przebiła kopułę dużego kościoła w środkowej części Malty, odbiła się od ściany i upadła na posadzkę wśród ludzi zgromadzonych na nabożeństwie. Nie wybuchła. Ładunek usunęli saperzy, a bombę wyrzucono do morza.

Liczba obecnych podawana jest w relacjach rozbieżnie — mówi się o dwustu, trzystu i o większej liczbie — ale sam przebieg jest potwierdzony wieloma niezależnymi świadectwami i zapisami wojskowymi, a w kościele pokazuje się dziś kopię pocisku oraz miejsce przebicia kopuły.

Wyspa była wtedy jednym z najciężej bombardowanych miejsc tej wojny: naloty trwały miesiącami, zniszczono znaczną część zabudowy portowej, a ludność mieszkała w wykutych w skale schronach — w tym, co warto odnotować, w podziemiach wykorzystywanych od prehistorii.

Dla atlasu sprawa jest ciekawa nie jako spór o to, czy zdarzył się cud, bo tego dział nie rozstrzyga. Jest ciekawa jako POWSTAWANIE OPOWIEŚCI NA NASZYCH OCZACH: zdarzenie z datą dzienną, świadkami i dokumentacją wojskową w ciągu jednego pokolenia stało się opowieścią przekazywaną, pokazywaną zwiedzającym i wpisaną w tożsamość miejscowości.

Na czym to stoiZapisy wojskowe i relacje świadków, zachowane miejsce przebicia kopuły, kopia pocisku pokazywana w kościele, dokumentacja nalotów na wyspę.

Czego tu nie wolno przeoczyćLiczba osób obecnych w kościele podawana jest rozbieżnie. Dział nie rozstrzyga, czy niewybuchnięcie ładunku było cudem, czy niesprawnością zapalnika — odnotowuje przebieg i to, jak szybko powstała z niego opowieść.

Czym straszono dzieci i czego pilnowano

Istoty i złe spojrzenie

Demonologia ludowa wysp jest semicka w nazwach i śródziemnomorska w funkcji: strażnik domu w postaci węża, coś, co wciąga dzieci do cysterny, coś, co w nocy oblizuje, złe spojrzenie odsyłane okiem malowanym na dziobie łodzi — i głupiec z opowieści przywieziony wprost z arabskiego.

całe wyspy

Il-Ħares: strażnik domu, który bywa wężem

przekaz zbierany od XIX wieku

Duch przywiązany do domu albo do miejsca, nie do rodziny. Ukazuje się jako wąż i nie wolno go zabić.

Czytaj dalej

W przekazie maltańskim jest istota związana z konkretnym domem, studnią albo polem, a nie z ludźmi, którzy tam mieszkają. Zmienia się właściciel, zmienia się rodzina, a ona zostaje. Sama nazwa znaczy tyle co strażnik albo pilnujący i pochodzi od rdzenia oznaczającego strzeżenie.

Najczęstsza postać, w jakiej się ukazuje, to wąż — zwykle niewielki, pojawiający się w tym samym kącie albo przy tym samym progu. Zabicie go albo wypłoszenie ściąga na dom nieszczęście, więc obowiązuje zakaz i, w części przekazów, obowiązek zostawienia mu jedzenia albo mleka.

Wyobrażenie to nie jest maltańskie w sensie wyłączności — wąż domowy, którego nie wolno tknąć, występuje od Bałkanów przez ziemie słowiańskie po Bliski Wschód, i atlas opisuje go w kilku działach. Wspólna jest zasada: istota pilnuje MIEJSCA, a człowiek jest w tym układzie stroną młodszą i gościem.

Warto zwrócić uwagę na rzecz praktyczną, bo objaśnia trwałość tego przekazu. Wąż w spichlerzu i w domu tępi gryzonie, więc zakaz zabijania go jest zaleceniem gospodarskim ubranym w zakaz obrzędowy. Atlas opisuje ten sam mechanizm przy kwarantannie świętego Huberta w Ardenach: reguła niesie postępowanie sensowne, choć uzasadnia je inaczej.

Na czym to stoiZapisy zbieraczy folkloru maltańskiego z XIX i XX wieku, notujące zakaz zabijania węża domowego i zwyczaj zostawiania mu pokarmu.

Czego tu nie wolno przeoczyćWiek samego wyobrażenia nie jest znany. Zapisy pochodzą z XIX i XX wieku i mówią o tym, co wtedy żyło, a nie o tym, w co wierzono w okresie punickim czy arabskim.

całe wyspy, wszędzie tam, gdzie jest studnia

Il-Belliegħa: to, co siedzi w cysternie i wciąga pochylone dziecko

przekaz zbierany od XIX wieku

Straszono nią dzieci, żeby nie zaglądały do studni. Na wyspie bez rzek każda cysterna jest głęboka i bez cembrowiny.

Czytaj dalej

W przekazie maltańskim w studniach i cysternach mieszka istota chwytająca za włosy albo za ubranie każdego, kto się nad nimi pochyli, i ściągająca go w dół. Nazwa wywodzi się od rdzenia oznaczającego połykanie i jest tego samego pochodzenia co słowa mówiące o przełykaniu.

Straszenie nią dzieci było na tych wyspach zaleceniem praktycznym najwyższej wagi. Malta nie ma stałych rzek ani jezior; woda pochodzi z deszczu zbieranego do cystern wykutych w skale pod domami i placami. Cysterny bywają głębokie na kilka metrów, mają gładkie ściany i często nie mają żadnej obudowy.

Dziecko, które wpadnie do takiego zbiornika, nie ma się czego chwycić i nie da się go usłyszeć spod kamiennej pokrywy. Istota z przekazu jest więc dokładnie tak groźna, jak groźna jest sama cysterna, i to tłumaczy, dlaczego przekaz trzymał się tak mocno i tak długo.

Atlas opisuje w kilkunastu działach ten sam wzorzec: istota zamieszkuje miejsce naprawdę niebezpieczne, a opowieść o niej pełni funkcję ogrodzenia. Wodnik w polskim stawie, białe kobiety nad niderlandzkim bagnem i maltańska istota z cysterny robią jedną rzecz — trzymają dziecko z dala od wody, w której naprawdę można utonąć.

Na czym to stoiZapisy folklorystyczne z XIX i XX wieku, powtarzalne w całym kraju, wiążące istotę wyłącznie ze zbiornikami wody.

Czego tu nie wolno przeoczyćNie należy czytać tego przekazu jako świadectwa dawnego kultu wody. Jest to ostrzeżenie wpisane w opowieść, a funkcja ostrzegawcza tłumaczy jego rozpowszechnienie bez potrzeby zakładania czegokolwiek więcej.

całe wyspy

Kaw Kaw: nocne coś, co wchodzi przez szparę i oblizuje

przekaz zbierany od XIX wieku

Śluzowata istota przychodząca nocą do domów. Nie zabija — dotyka, a dotknięty budzi się chory ze strachu.

Czytaj dalej

Wśród istot straszących dzieci na Malcie jest jedna, której nazwa naśladuje wydawany przez nią dźwięk. Opisy zgadzają się co do kilku cech: przychodzi nocą, wciska się przez szparę pod drzwiami albo przez nieszczelne okno, jest śluzowata i zimna, i nie tyle atakuje, ile dotyka albo liże śpiącego.

Skutkiem dotknięcia nie jest rana, lecz choroba biorąca się z przerażenia — w przekazie mówi się o dziecku, które po takiej nocy gorączkuje i nie chce jeść. Ochroną jest zamknięcie i uszczelnienie domu oraz, w części zapisów, sól albo poświęcona gałązka przy progu.

Istota ta nie ma odpowiednika o tej samej nazwie poza wyspami, ale ma odpowiedniki co do funkcji w całej Europie i poza nią: coś, co przychodzi po ciemku do zamkniętego domu i czego groza polega na dotknięciu, a nie na przemocy. Atlas opisuje tę rodzinę wyobrażeń przy morze słowiańskiej i przy istotach niderlandzkich.

Warto zauważyć, czego w tych opisach NIE MA. Nie ma nauki, nie ma obrzędu, nie ma kapłana ani formuły — jest sama istota i sposób, żeby jej nie wpuścić. To odróżnia demonologię ludową od demonologii uczonej, którą na wyspy przywiozły dopiero podręczniki dla sędziów, o czym mówi sekcja o inkwizycji.

Na czym to stoiZapisy folklorystyczne z XIX i XX wieku; powtarzalny opis nocnego wejścia przez szparę, śluzowatości i dotknięcia.

Czego tu nie wolno przeoczyćWywodzenie tej postaci z konkretnej dawnej religii nie ma podstaw. Opisy są późne, a sama nazwa jest dźwiękonaśladowcza, co utrudnia jakiekolwiek wnioskowanie o jej wieku.

całe wyspy, szczególnie porty rybackie

L-Għajn: złe spojrzenie i oko malowane na dziobie łodzi

poświadczone od nowożytności, żywe dziś

Wiara, że spojrzenie z zazdrością szkodzi. Oko malowane na łodzi ma je odesłać z powrotem.

Czytaj dalej

Na Malcie, jak w całym basenie Morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie, żywa jest wiara, że spojrzenie rzucone z zazdrością albo z nadmiernym podziwem szkodzi temu, na kogo pada — dziecku, zwierzęciu, łodzi, plonom. Nazywa się to po prostu okiem, a ochrona przed tym jest rozbudowana i codzienna.

Najbardziej rozpoznawalnym środkiem zaradczym jest para oczu malowanych na dziobach rybackich łodzi, po obu stronach, tuż nad wodą. Łodzie te są też jaskrawo malowane w pasy, a każda nosi imię. Oko ma odbić spojrzenie, a nie tylko odstraszyć — to obrona odsyłająca, nie tarcza.

W wydawnictwach dla przyjezdnych wiąże się te oczy wprost z Fenicjanami albo z Egiptem i podaje jako przekaz nieprzerwany od starożytności. Ciągłość ta nie została wykazana. Malowanie oczu na dziobach jest praktyką rozsianą po całym Morzu Śródziemnym i poza nim, poświadczoną w różnych miejscach w różnym czasie, a maltańskie łodzie w dzisiejszej postaci są nowożytne.

Nie umniejsza to samej rzeczy i warto to powiedzieć wyraźnie. Wiara w szkodliwe spojrzenie jest tu realna, powszechna i ma własne środki: formuły, sól, czerwoną wstążkę, gesty. Sporne jest wyłącznie to, ile z tego ma trzy tysiące lat, a ile trzysta — i w atlasie rozdzielamy jedno od drugiego zamiast dokładać dawności na oko.

Na czym to stoiMalowane pary oczu na dziobach łodzi rybackich, zapisy zbieraczy o formułach i gestach ochronnych, przedmioty ochronne noszone przy dziecku.

Czego tu nie wolno przeoczyćWywodzenie oczu na łodziach wprost od Fenicjan lub Egipcjan nie zostało wykazane. Dzisiejsza postać tych łodzi i ich malowania jest nowożytna, a sam zwyczaj występuje w wielu miejscach niezależnie.

całe wyspy

Ġaħan: głupiec z maltańskich opowieści, wzięty wprost z arabskiego

postać arabska, na wyspach od średniowiecza

Bohater opowieści, który wykonuje polecenia dosłownie i przez to robi z nich niedorzeczność. Ta sama postać żyje od Maroka po Turcję.

Czytaj dalej

W opowieściach maltańskich występuje stała postać prostaczka, który robi dokładnie to, co mu kazano, a ponieważ rozumie polecenia co do litery, wynik jest zawsze niedorzeczny: pilnuje drzwi, więc zdejmuje je z zawiasów i niesie ze sobą; ma zamknąć zwierzęta, więc zamyka je tak, że giną.

Postać ta nie jest maltańska. Jest to bohater znany pod pokrewnym imieniem w całym świecie arabskim, w Turcji, na Bałkanach i w Persji — bywa tam głupcem, bywa mędrcem udającym głupca, a zbiór przypisywanych mu anegdot liczy setki pozycji i wędruje od wieków między językami.

Dla tej strony jest to najczystszy dowód przenikania, jaki mamy, i mocniejszy niż niejeden wykop. Przedmiot można kupić, budowlę można przejąć od poprzedników — ale ŻART wymaga wspólnego języka i wspólnego obycia. Jeśli ta sama postać śmieszy w Maroku i na Malcie, to znaczy, że przeszła tędy nie tylko władza, lecz i codzienna mowa.

Zestawmy to z resztą tej strony. Wiara na wyspach jest zachodnia i katolicka, święci i święta przyszły z Sycylii i z Włoch, ustrój przez dwa i pół stulecia był zakonny. A opowieść przy stole została arabska — bo opowieści nie podlegają traktatom i nikt ich nie wymienia przy zmianie panującego.

Na czym to stoiZbiory opowieści maltańskich spisywane od XIX wieku; ta sama postać pod pokrewnym imieniem w piśmiennictwie arabskim, tureckim i bałkańskim.

Czego tu nie wolno przeoczyćKierunek i czas przejęcia poszczególnych anegdot nie są ustalone. Pewne jest pokrewieństwo imienia i typu postaci, nie droga każdej opowieści z osobna.

Trybunał, archiwum i wywóz przedmiotów magicznych

Warstwa ezoteryczna

Tu Malta przestaje być tylko miejscem z kamieniami. Trybunał inkwizycji działał na wyspach 237 lat i zostawił archiwum, w którym wierzenia zwykłych ludzi zapisano ICH WŁASNYMI SŁOWAMI. A same wyspy prowadziły wywóz przedmiotów magicznych na całą Europę.

Birgu, pałac inkwizytora

Trybunał inkwizycji działał tu 237 lat — i zostawił archiwum

1561–1798

Osobny sąd wyznaniowy z własnym więzieniem, własnym urzędem i aktami, które przetrwały w komplecie.

Czytaj dalej

W tysiąc pięćset sześćdziesiątym pierwszym roku ustanowiono na wyspach osobny trybunał wyznaniowy, niezależny od zakonu rządzącego wyspami i od biskupa, podlegający wprost Rzymowi. Inkwizytor miał własny pałac z salą sądową i celami, własnych urzędników i własnych donosicieli, a urząd ten działał nieprzerwanie do zajęcia wysp przez Francuzów pod koniec osiemnastego wieku.

Trzy władze na jednej małej wyspie — zakon, biskup i inkwizytor — pozostawały w stałym konflikcie o to, kto kogo sądzi, i konflikt ten jest w aktach widoczny. Dla mieszkańca oznaczało to jednak coś przeciwnego niż terror: istnienie trzech sądów naraz dawało możliwość odwołania i grania jednym przeciw drugiemu.

Rzeczą najważniejszą jest tu ARCHIWUM. Akta trybunału przetrwały niemal w całości, w tysiącach tomów, i są dostępne do badania. Zawierają donosy, protokoły przesłuchań, zeznania świadków, wyroki i zapisy pokut — czyli materiał, jakiego przy wierzeniach ludowych prawie nigdy nie ma.

Wartość tego zbioru polega na jednym. O tym, w co naprawdę wierzyli zwykli ludzie na wyspach w szesnastym, siedemnastym i osiemnastym wieku, wiemy nie z opowieści zebranej dwieście lat później przez zbieracza, lecz Z ICH WŁASNYCH SŁÓW, spisanych przez pisarza sądowego w dniu przesłuchania. Że wymuszonych sytuacją — owszem. Ale współczesnych.

Na czym to stoiPałac inkwizytora z salą sądową i celami, zachowany niemal w komplecie zbiór akt trybunału liczący tysiące tomów.

Czego tu nie wolno przeoczyćAkta powstały w postępowaniu, w którym przesłuchiwany miał interes, by mówić to, czego od niego oczekiwano. Są świadectwem pierwszorzędnym co do tego, o CO oskarżano i jakimi słowami o tym mówiono — nie co do tego, co rzeczywiście robiono.

Birgu i cała wyspa

O co naprawdę toczyły się te sprawy: miłość, zguby i choroba

XVI–XVIII wiek

Nie o pakt z diabłem ani o sabat. O przywrócenie męża, o znalezienie skradzionego i o odczynienie uroku.

Czytaj dalej

Sprawy o magię prowadzone przed tutejszym trybunałem dotyczą w przeważającej części trzech rzeczy. Pierwsza to magia miłosna: sposoby na przywiązanie mężczyzny, odzyskanie męża, rozbicie cudzego związku, wykonywane przy użyciu włosów, paznokci, potu, wosku i formuł. Druga to szukanie rzeczy zgubionych i skradzionych, a przy okazji wskazywanie złodzieja. Trzecia to leczenie i odczynianie uroku.

Uderza, kto stawał przed tym sądem. W znacznej części były to kobiety, często ubogie, świadczące sąsiadkom usługi za jedzenie albo drobne pieniądze. Obok nich pojawiają się jednak także duchowni, żołnierze zakonu, marynarze i niewolnicy — bo wyspa była portem i przez ten port przechodziły praktyki z całego basenu morza.

Kary bywały dotkliwe, ale w tym trybunale zdecydowanie przeważały pokuty, grzywny, wygnanie i publiczne odwołanie nad karą śmierci. Jest to obraz zbieżny z tym, co atlas pokazuje przy Niderlandach i przy Francji: o liczbie straconych decyduje PROCEDURA sądu, a nie stopień wiary w skuteczność czarów.

Z tych akt wyłania się też rzecz, którą warto powiedzieć wprost, bo przeczy obrazowi krążącemu w kulturze popularnej. Nie ma tu sabatu, lotu, zbiorowego kultu diabła ani tajnej sekty. Jest ubogie rzemiosło zaradcze, uprawiane sąsiedzko, w sprawach, w których ludziom naprawdę zależało: w miłości, w pieniądzach i w zdrowiu.

Na czym to stoiProtokoły przesłuchań i wyroków z akt trybunału, wyliczające używane przedmioty, formuły i zapłatę; spisy oskarżonych z ich zajęciem i pozycją.

Czego tu nie wolno przeoczyćRozkład spraw w aktach mówi o tym, co trybunał ŚCIGAŁ i co do niego docierało przez donos — niekoniecznie o rzeczywistej częstości poszczególnych praktyk wśród mieszkańców.

Malta, wywóz na całą Europę

Języki świętego Pawła: skamieniałe zęby rekina wywożone jako odtrutka

średniowiecze – XVIII wiek

Kopalne zęby rekina uznano za skamieniałe języki węży, które miały stracić jad. Oprawiano je w srebro i sprzedawano.

Czytaj dalej

W skałach wysp występują licznie kopalne zęby wielkich rekinów: trójkątne, twarde, o ostrych krawędziach. W średniowieczu i w epoce nowożytnej uznawano je za skamieniałe języki węży i wiązano z opowieścią o rozbiciu okrętu u tych brzegów, po którym miejscowe węże miały utracić jad.

Z tego przekonania wyrosła wytwórczość i wywóz. Zęby oprawiano w srebro, nawlekano na łańcuszki, montowano w drzewcach nakryć stołowych i w oprawach naczyń. Uważano, że pocą się albo zmieniają barwę w obecności trucizny, a zanurzone w napoju odbierają mu szkodliwość — więc kupowały je dwory, gdzie obawa przed otruciem była realna i codzienna.

Przedmioty te odnotowano w spisach zbiorów i skarbców w całej Europie, a na wyspach stały się stałą pozycją wywozu. Dla tej strony jest to rzecz zasadnicza: Malta, która sama nie wytwarzała ani metalu, ani zboża na wywóz, sprzedawała Europie PRZEDMIOTY MAGICZNE — i był to handel poważny, nie margines.

Rzecz ma też drugą stronę, ważną dla dziejów wiedzy. To właśnie przy tych zębach toczył się w siedemnastym wieku spór o naturę skamieniałości: czy są tworami samej skały, czy resztkami zwierząt, które kiedyś żyły. Rozstrzygnięcie na rzecz zwierząt było jednym z kroków, od których zaczyna się nowożytna nauka o dziejach Ziemi.

Na czym to stoiKopalne zęby rekinów w skałach wysp, oprawy srebrne i montaże stołowe zachowane w zbiorach europejskich, wzmianki w spisach skarbców.

Czego tu nie wolno przeoczyćSkuteczność tych przedmiotów wobec trucizny nie została wykazana i dział jej nie przyjmuje. Odnotowujemy wyłącznie zasięg wiary, skalę wywozu i rolę, jaką te znaleziska odegrały w sporze o naturę skamieniałości.

Grota w Rabacie, wywóz na całą Europę

Ziemia maltańska: gliniane krążki z pieczęcią, sprzedawane jako odtrutka

XVI–XVIII wiek

Glinę wybierano, formowano w krążki, stemplowano znakiem zakonu i sprzedawano jako środek przeciw jadowi i zarazie.

Czytaj dalej

Obok zębów kopalnych wyspy wywoziły drugi towar tego rodzaju: białą glinę wybieraną w jednym określonym miejscu, formowaną w małe krążki albo tabliczki i stemplowaną pieczęcią. Stempel był tu rzeczą kluczową, bo poświadczał pochodzenie — bez niego krążek był zwykłą gliną.

Środek ten stosowano wewnętrznie, rozcierając go w winie albo w wodzie, i przypisywano mu działanie przeciw ukąszeniom zwierząt jadowitych, przeciw truciźnie oraz przeciw zarazie. Wchodził do wyposażenia aptek europejskich i figurował w spisach środków leczniczych obok innych glin stemplowanych, sprowadzanych z wysp greckich i z Bliskiego Wschodu.

Obrót był na tyle poważny, że pilnowano wyłączności miejsca wydobycia i samego stempla, a podrabianie zdarzało się i było ścigane. Jest to więc przypadek przedmiotu obrzędowo-leczniczego z KONTROLĄ POCHODZENIA i znakiem towarowym, trzysta lat przed powstaniem tego pojęcia.

Razem z poprzednią sprawą wychodzi z tego jedna rzecz. Wyspa bez surowców, bez rzek i bez zaplecza rolnego zarabiała na tym, że była MIEJSCEM ZNANYM z opowieści — a opowieść dawała się sprzedać w postaci przedmiotu. Ten sam mechanizm opisujemy przy relikwiach wywożonych z Palestyny i przy grimuarach drukowanych we Francji.

Na czym to stoiMiejsce wydobycia gliny, zachowane stemplowane krążki w zbiorach aptecznych i muzealnych, wzmianki w spisach środków leczniczych.

Czego tu nie wolno przeoczyćSkuteczność środka nie została wykazana. Osobną kwestią jest to, że gliny tego rodzaju rzeczywiście wiążą niektóre substancje w przewodzie pokarmowym — co jednak nie potwierdza żadnego z przypisywanych mu wtedy działań.

Rabat

Grota, której ściana miała odrastać, choć wciąż ją odłupywano

tradycja od starożytności, kult poświadczony od XVI wieku

Opowieść o rozbiciu okrętu dała wyspie patrona, grotę i kamień, który pielgrzymi zabierali ze sobą jako lek.

Czytaj dalej

Z opowieści o rozbiciu okrętu u tych brzegów w pierwszym wieku naszej ery wywodzi się cała późniejsza budowa świętości wysp: patron, doroczne święto i miejsce wskazane jako to, w którym rozbitek miał przebywać — grota pod dzisiejszym miastem na wzgórzu.

Wokół groty narosła praktyka dobrze udokumentowana od szesnastego wieku. Pielgrzymi odłupywali ze ścian kawałki kamienia i zabierali je ze sobą, przypisując im działanie przeciw jadowi i chorobie, podobnie jak zębom kopalnym i glinie. Utrzymywano przy tym, że mimo ciągłego odłupywania ściana nie ubywa, lecz odrasta.

Twierdzenie o odrastaniu kamienia jest rzeczą, którą atlas odnotowuje bez rozstrzygania jej po stronie cudu: wykuta w skale komora odwiedzana przez setki lat rzeczywiście zmienia kształt powoli i niepostrzeżenie, a ludzka ocena ubytku w kamieniu jest zawodna. Zapisy o odrastaniu pochodzą od tych, którzy je głosili.

Trzeba na koniec powiedzieć rzecz o ciągłości, bo strona ta jej pilnuje wszędzie. Wydarzenie z pierwszego wieku znamy z jednego tekstu spisanego w tej samej tradycji, a wskazanie konkretnej groty jako miejsca pobytu jest znacznie późniejsze. Między jednym a drugim leży też przerwa osadnicza okresu arabskiego, o której mówi osobna karta.

Na czym to stoiGrota pod miastem na wzgórzu, ślady odłupywania ścian, zapisy pielgrzymie od XVI wieku, oprawy i pojemniki na kruszony kamień w zbiorach.

Czego tu nie wolno przeoczyćWskazanie tej właśnie groty jako miejsca pobytu rozbitka pochodzi z tradycji o wiele późniejszej niż wydarzenie i nie zostało wykazane. Twierdzenie o odrastaniu kamienia pochodzi od strony utrzymującej kult.

Co się tu odprawia — i co z tego jest wróżbą

Obrzędy i rytuały

Pierwsza karta tej sekcji to WRÓŻBA w postaci podręcznikowej, odprawiana do dziś w domach: przed rocznym dzieckiem kładzie się przedmioty i patrzy, po co sięgnie. Dalej idą pojedynek dwóch orkiestr w jednej wsi, pokutnicy w łańcuchach, noc śpiewania w lesie i obrazy zamawiane w podzięce za to, że się nie utonęło.

całe wyspy, w domach

Il-quċċija: przed rocznym dzieckiem kładzie się przedmioty i patrzy, co weźmie

poświadczone od XIX wieku, odprawiane dziś

Obrzęd pierwszych urodzin. Wybór dziecka ma zapowiadać, kim będzie. Wróżba w czystej postaci, żywa do dziś.

Czytaj dalej

W pierwszą rocznicę urodzin dziecka rozkłada się przed nim na podłodze albo na tacy zestaw przedmiotów: monetę, książkę, różaniec, pióro, jajko, nożyczki, młotek, niekiedy kłębek nici albo narzędzie związane z zawodem rodziny. Dziecko sadza się przed nimi i czeka, po co sięgnie pierwsze. To, co weźmie, ma zapowiadać jego przyszłość.

Przypisania są ustalone i powtarzalne: moneta to dostatek, książka nauka, różaniec droga duchowna, pióro urząd albo pisanie, jajko obfitość, nożyczki rzemiosło. Bywa, że zestaw dobiera się inaczej dla chłopca i dla dziewczynki, choć dziś coraz rzadziej. Całość odbywa się przy rodzinie, ze śmiechem, i kończy się poczęstunkiem.

Dla atlasu jest to karta pierwszorzędna i dlatego otwiera sekcję. Mamy tu WRÓŻBĘ w postaci podręcznikowej: pytanie o przyszłość, ustalony zestaw znaków, losowe zdarzenie jako nośnik odpowiedzi i gotowy klucz odczytania. Wszystko, czego atlas szuka w tarocie, w kościach i w fusach, mieści się w tym jednym obrzędzie domowym.

A odprawia się go w kraju katolickim, w rodzinach chodzących do kościoła, obok chrztu i bez cienia poczucia, że jedno przeszkadza drugiemu. Nikt tego nie ukrywa i nikt nie nazywa tego wróżeniem — nazywa się to zabawą przy urodzinach. Ten sam układ opisujemy przy filiżance po kawie w Palestynie: zakaz i praktyka mieszkają w jednym domu.

Na czym to stoiUstalony zestaw przedmiotów i ustalony klucz odczytania; zapisy zbieraczy od XIX wieku; obrzęd odprawiany dziś, także w rodzinach maltańskich za granicą.

Czego tu nie wolno przeoczyćTrafność przepowiedni nie jest przedmiotem rozstrzygnięcia i nie została wykazana. Karta odnotowuje budowę obrzędu i to, że jest żywy — nie jego skuteczność.

każda miejscowość

Festa: dwie orkiestry w jednej wsi, które nie grają razem

w dzisiejszej postaci od XIX wieku

Święto patrona z figurą noszoną ulicami i fajerwerkami. W wielu wsiach dwa rywalizujące kluby i dwaj patroni.

Czytaj dalej

Doroczne święto patrona jest na Malcie wydarzeniem, wobec którego wszystko inne w kalendarzu miejscowości ustępuje. Kościół obwiesza się tkaninami i światłem, ulice ozdabia rzeźbionymi słupami i girlandami, a w kulminacyjnym momencie wynosi się figurę patrona na ramionach i obnosi ulicami przy biciu dzwonów i pokazie sztucznych ogni.

Rzeczą, która czyni to zjawisko wyjątkowym, jest podział. W wielu miejscowościach działają DWA kluby z własnymi orkiestrami, własnymi barwami, własnymi siedzibami i własnym patronem — pierwszym i drugim. Rywalizacja obejmuje wystawność dekoracji, głośność i długość pokazu ogni oraz liczbę uczestników, i bywa zawzięta.

Wytwórnie sztucznych ogni działają przy klubach przez cały rok, a ich wyroby są przedmiotem dumy i porównań. Jest to gałąź rzemiosła utrzymywana wyłącznie przez ten jeden obyczaj, z własnymi mistrzami i własnymi wypadkami.

Dla atlasu jest to przykład czegoś, co opisujemy na wszystkich kontynentach: święto patrona bywa przede wszystkim POJEDYNKIEM WSPÓLNOT, a treść religijna jest ramą, w której ten pojedynek daje się odbyć bez rozlewu krwi. Ta sama zasada rządzi procesjami w Andaluzji i obchodami noworocznymi w Azji Wschodniej.

Na czym to stoiKluby z orkiestrami i własnymi siedzibami, wytwórnie sztucznych ogni działające przy nich, kalendarz świąt patronalnych obejmujący cały rok.

Czego tu nie wolno przeoczyćDzisiejsza postać święta — z orkiestrami, klubami i pokazami ogni — ukształtowała się w XIX wieku. Sam kult patrona jest starszy, ale oprawa, którą się dziś ogląda, nie jest średniowieczna.

kilkanaście miejscowości

Wielki Piątek: figury naturalnej wielkości i bose stopy w łańcuchach

poświadczone od XVII wieku

Procesja z rzeźbionymi grupami figur w skali człowieka. Za nimi idą pokutnicy boso, z zakrytą twarzą, wlokąc łańcuchy.

Czytaj dalej

W Wielki Piątek ulicami kilkunastu miejscowości przechodzą procesje, w których niesie się na ramionach rzeźbione grupy figur naturalnej wielkości, przedstawiające kolejne sceny męki. Każda grupa ma swoich nosicieli, swoją kolejność i swój ciężar liczony w setkach kilogramów.

Obok figur idą uczestnicy przebrani za postacie biblijne oraz — i to jest rzecz dla atlasu najciekawsza — pokutnicy: boso, z twarzą zakrytą kapturem, niosący krzyż albo wlokący za sobą łańcuch przymocowany do kostki. Pokuta bywa podejmowana w intencji, w podzięce za wyzdrowienie albo jako spłata ślubowania.

Anonimowość jest tu regułą, nie ozdobą: kaptur ma sprawić, że nie wiadomo, kto idzie, więc zasługa nie przechodzi na reputację. Odwraca to porządek znany ze święta patrona, gdzie liczy się właśnie widoczność wspólnoty i jej wystawność.

Obyczaj jest poświadczony od siedemnastego wieku i przez cały ten czas bywał przez władze kościelne i świeckie ograniczany — uznawany za nadmiernie widowiskowy albo za niebezpieczny — a mimo to wracał. Atlas opisuje tę samą uporczywość przy procesji tanecznej w Luksemburgu i przy pokutach hiszpańskich.

Na czym to stoiRzeźbione grupy figur naturalnej wielkości noszone na ramionach, ustalony porządek scen, pokutnicy boso z zakrytą twarzą i łańcuchami, zapisy o kolejnych ograniczeniach nakładanych na obyczaj.

Czego tu nie wolno przeoczyćPodejmowanie pokuty jest dobrowolne i anonimowe, więc liczba uczestników nie jest rejestrowana. Dane o skali obyczaju pochodzą z obserwacji, nie ze spisów.

Buskett

L-Imnarja: noc śpiewania w lesie, najstarsze święto ludowe wysp

poświadczone od XVI wieku, trwa

Noc z 28 na 29 czerwca spędza się w jedynym lesie wyspy, śpiewając na przemian pieśni układane na poczekaniu.

Czytaj dalej

Pod koniec czerwca odbywa się w jedynym większym zagajniku wyspy całonocne zgromadzenie: pali się ogniska, je potrawę z królika, pokazuje płody rolne i zwierzęta hodowlane, a przede wszystkim śpiewa. Nazwa święta wywodzi się od oświetlenia, którym niegdyś obwieszano tej nocy budowle.

Śpiew, o który tu chodzi, jest osobną sztuką. Wykonawcy odpowiadają sobie na przemian, układając strofy NA POCZEKANIU, do stałego akompaniamentu gitar, a rzecz polega na tym, by odpowiedzieć trafniej i dowcipniej od poprzednika. Pojedynek bywa długi, a publiczność rozstrzyga go reakcją.

Jest to forma pokrewna pojedynkom śpiewaczym znanym z Sycylii, z Półwyspu Iberyjskiego i z krajów arabskich, i jak one wymaga od wykonawcy nie tyle głosu, ile refleksu i języka. Uczestnicy bywają w podeszłym wieku, a przekaz idzie przez naśladowanie, nie przez zapis.

Święto to było przez stulecia głównym dorocznym zjazdem ludności wiejskiej i pełniło funkcje, których nie widać w nazwie: tu zawierano znajomości, pokazywano córki i synów na wydaniu, porównywano plony i rozstrzygano spory o pierwszeństwo. Atlas opisuje ten sam splot przy odpustach polskich i przy jarmarkach niderlandzkich.

Na czym to stoiCałonocne zgromadzenie w zagajniku z ogniskami, pokazem płodów rolnych i zwierząt; pojedynek śpiewaczy z układaniem strof na poczekaniu przy akompaniamencie gitar; poświadczenia święta od XVI wieku.

Czego tu nie wolno przeoczyćDawniejsze funkcje swatalne i rozjemcze święta znamy z relacji i zapisów zbieraczy, nie z dokumentów urzędowych. Dzisiejsza postać obejmuje też pokaz rolniczy organizowany przez instytucje.

kościoły nadmorskie i sanktuaria

Wota morskie: obraz burzy wieszany w podzięce za to, że się nie utonęło

od XVI wieku po dziś

Ocalały z burzy zamawiał obraz przedstawiający właśnie tę burzę i wieszał go w kościele. Zachowały się setki.

Czytaj dalej

W kościołach nadmorskich i w sanktuariach pielgrzymkowych wiszą obrazy o powtarzalnej budowie: na morzu miota się konkretny statek, z masztem złamanym albo z żaglem w strzępach, a w rogu, wśród chmur, umieszczona jest postać, do której wołano. Bywa dopisana data i nazwa jednostki.

Obrazy te zamawiali ocaleni — armatorzy, kapitanowie, rodziny załóg — jako spłatę ślubowania złożonego w chwili zagrożenia. Malowali je zwykle rzemieślnicy wyspecjalizowani w tej robocie, a cena zależała od wielkości i od liczby przedstawionych szczegółów.

Dla dziejów żeglugi są to źródła zaskakująco dobre: pokazują takielunek, bandery i sposób malowania kadłubów w momencie, dla którego rzadko mamy inne obrazy. Zdarza się, że wot jest jedynym zachowanym wizerunkiem konkretnego statku.

Dla atlasu liczy się jednak co innego. Wot jest DOWODEM ZAWARTEJ UMOWY: ktoś w chwili śmiertelnego strachu coś obiecał, przeżył i obietnicę spłacił publicznie, wieszając rzecz kosztowną tam, gdzie wszyscy ją zobaczą. Ta sama konstrukcja — prośba, ocalenie, jawna spłata — działa przy wotach z blaszek w Palestynie i przy ołtarzach wyłowionych z morza w Niderlandach.

Na czym to stoiSetki zachowanych obrazów wotywnych o powtarzalnej budowie, z datami i nazwami jednostek; warsztaty wyspecjalizowane w tej wytwórczości.

Czego tu nie wolno przeoczyćObrazy przedstawiają zdarzenie z pamięci zamawiającego i po fakcie, więc ich wartość jako zapisu przebiegu katastrofy jest ograniczona. Wiarygodne są natomiast szczegóły techniczne statków.

całe wyspy

Co się nosi i co się mówi, żeby nie zaszkodziło

zbierane od XIX wieku, w części żywe

Sól, czerwona wstążka, gałązka z Niedzieli Palmowej, formuła wypowiadana po pochwaleniu dziecka.

Czytaj dalej

Wokół wiary w szkodliwe spojrzenie, o której mówi osobna karta, narosła cała praktyka zapobiegawcza, i to ona jest tu przedmiotem. Dziecku przypina się czerwoną wstążkę albo drobny przedmiot w kształcie rogu; nad drzwiami zatyka się gałązkę poświęconą w Niedzielę Palmową; przy progu i w rogach izby sypie się sól.

Osobną i najbardziej żywotną częścią jest formuła wypowiadana zaraz po tym, jak ktoś pochwali dziecko, zwierzę albo plon. Pochwała uchodzi tu bowiem za moment niebezpieczny — to ona ściąga spojrzenie — więc chwalący sam dodaje słowa odwracające skutek, a gospodarz odpowiada.

Praktyki te nie były nigdy tajne ani ścigane, bo nie stały w sprzeczności z niczym: odmawia się przy nich modlitwy, używa przedmiotów poświęconych i wzywa świętych. Trybunał inkwizycji, o którym mówi osobna sekcja, ścigał magię ZAMÓWIONĄ u specjalisty i za zapłatą, nie sól sypaną przy własnym progu.

Ta granica jest dla całego atlasu rozstrzygająca i warto ją zapamiętać. To, co robi gospodyni we własnym domu, przy własnym dziecku i za darmo, uchodzi za obyczaj. Dokładnie ta sama czynność wykonana na zamówienie, dla obcej osoby i za pieniądze, staje się magią i trafia przed sąd.

Na czym to stoiPrzedmioty ochronne noszone przy dziecku, gałązka poświęcona zatykana nad wejściem, sól przy progu, ustalone formuły wypowiadane po pochwale; zapisy zbieraczy od XIX wieku.

Czego tu nie wolno przeoczyćSkuteczność tych praktyk nie jest przedmiotem rozstrzygnięcia. Karta opisuje zasięg, formę i to, gdzie przebiegała granica między obyczajem a tym, co ścigano.

Sześć rzeczy do rozdzielenia

Co się tu najczęściej myli

Malta jest jednym z najczęściej naciąganych tematów w popularnej archeologii. Nie ma tu zapisu, więc każdy może wpisać w te mury, co chce — i wpisywano bardzo wiele. Poniżej rozdzielamy to, co wynika z wykopalisk, od tego, co dopisano w XIX i XX wieku.

„Religia Bogini” jest konstrukcją XX-wieczną

Obraz Malty jako ośrodka pokojowego kultu Wielkiej Bogini powstał w drugiej połowie XX wieku i rozszedł się poza archeologię. Opiera się na figurkach, których płeć w większości wypadków jest nierozstrzygalna, i na założeniu, że tusza oznacza płodność. Archeolodzy pracujący na wyspach traktują go dziś jako hipotezę odrzuconą, nie jako ustalenie.

Czytaj dalej

Obraz Malty jako ośrodka pokojowego kultu Wielkiej Bogini ułożono w drugiej połowie dwudziestego wieku i rozszedł się on daleko poza archeologię — do przewodników, do ruchów duchowych i do turystyki. Opiera się na trzech przesłankach: na obfitości kształtów figur, na braku uzbrojenia i na założeniu, że społeczeństwo bez wojny musi być kobiece.

Każda z tych przesłanek ma słaby punkt. Płeć większości figur nie jest zaznaczona; brak uzbrojenia w materiale nie dowodzi braku przemocy; a związek między pokojem a rządami kobiet jest tezą nowożytną, nie obserwacją z wykopalisk.

Dział nie twierdzi przy tym, że kultu żeńskiego tu NIE BYŁO — bo tego również nie da się wykazać. Twierdzi coś węższego i sprawdzalnego: że obraz, który krąży, powstał w dwudziestym wieku, ma znanych autorów i daty, i nie wynika z tego, co wykopano.

Nie wiemy, kto tam wchodził

Nie ma żadnego zapisu ani przedstawienia, które mówiłoby o kapłanach, kapłankach czy hierarchii. Wszystko, co czytasz o „kapłankach Malty”, jest domysłem opartym na analogii z kulturami znacznie późniejszymi i z innych regionów.

Czytaj dalej

Do wnętrz tych budowli prowadzą wąskie przejścia, a niektóre komory są dostępne wyłącznie przez otwory, przez które trzeba się przecisnąć. Z tego układu wyprowadza się zwykle wniosek o istnieniu wyodrębnionej grupy dopuszczonej do środka.

Wniosek jest sensowny, ale pozostaje wnioskiem z rozkładu ścian, a nie ustaleniem. Nie wiemy, kto wchodził, na jakiej podstawie, jak często i czy była to grupa stała. Nie wiemy też, czy podział przebiegał wedle rodu, wieku, płci czy umiejętności.

W kilku miejscach natrafiono na otwory w ścianach, przez które można mówić do sąsiedniej komory, pozostając niewidocznym. Bywa to przedstawiane jako dowód oszustwa kapłańskiego — i jest to nadinterpretacja tego samego rodzaju co poprzednia, tylko odwrócona.

Malta nie jest Atlantydą

Wersje wiążące te budowle z Atlantydą, cywilizacją zaginioną albo obcymi wracają w popularnych opracowaniach od stu lat. Nie mają oparcia w materiale, a same budowle są w pełni wytłumaczalne umiejętnościami ówczesnych mieszkańców wysp.

Czytaj dalej

Wiązanie Malty z Atlantydą pojawia się w wydawnictwach popularnych regularnie i opiera się na tym, że wyspy są stare, kamienne i leżą na Morzu Śródziemnym. Opowieść o Atlantydzie pochodzi z greckiego dialogu filozoficznego z czwartego wieku przed naszą erą i została w nim użyta jako przykład w wywodzie o ustroju państwa.

Między jednym a drugim leży ponad trzy tysiące lat, inny język, inny obszar i inny rodzaj tekstu. Nie ma ani jednego ogniwa pośredniego, a sam dialog nie wspomina o niczym, co dałoby się z Maltą związać.

Sprawa jest w atlasie warta wymienienia nie dlatego, że trzeba ją obalać, lecz dlatego, że pokazuje stały mechanizm: miejsce dawne i milczące przyciąga cudze opowieści. Malta nie mówi nic o sobie, więc mówi się za nią.

Koleiny w skale to osobna zagadka

Pary równoległych rowków wyżłobionych w wapieniu, zwane potocznie torami wozów, bywają wiązane ze świątyniami. Ich datowanie jest niepewne, a część powstała prawdopodobnie znacznie później; ostrożniej trzymać je osobno.

Czytaj dalej

Na wapiennych płaskowyżach wysp biegną pary równoległych rowków wyżłobionych w litej skale, miejscami na głębokość kilkudziesięciu centymetrów. Ciągną się kilometrami, krzyżują, urywają na krawędzi klifu i wchodzą pod poziom morza.

Nie wiadomo ani kto je zrobił, ani kiedy, ani czym. Proponowano płozy wleczone przez zwierzęta, wózki o stałym rozstawie, przesuwanie bloków budowlanych. Datowania nie da się wykonać wprost, bo rowek w skale nie zawiera materiału nadającego się do oznaczenia wieku.

Najważniejsze jest to, co je odróżnia od reszty tej strony: koleiny NIE MUSZĄ mieć nic wspólnego z budowlami świątynnymi i bywają wiązane z okresami znacznie późniejszymi. Zestawianie ich z megalitami jest wygodne, ale nie ma podstawy.

Rezonans Hypogeum bywa przesadzony

Jedna z komór rzeczywiście wzmacnia niskie dźwięki i to zmierzono. Wnioski o celowym projektowaniu akustyki, o wprowadzaniu w trans i o częstotliwościach leczniczych są już dopisane — kształt komory tłumaczy się prościej sposobem wykuwania.

Czytaj dalej

W jednej z komór podziemia w Ħal Saflieni głos o niskiej barwie wywołuje wyraźny pogłos, a pomieszczenie wzmacnia go i rozprowadza po sąsiednich komorach. Zjawisko jest rzeczywiste, zmierzone i wynika z kształtu wykutej przestrzeni oraz z twardości skały.

Na tej podstawie zbudowano jednak twierdzenia znacznie dalej idące: o częstotliwości wywołującej określone stany umysłu i o celowym zaprojektowaniu komory pod takie działanie. Pomiary bywają w tych opisach podawane wybiórczo, a badania nad wpływem dźwięku na pracę mózgu nie wykazały opisywanych skutków.

Rozdzielmy więc dwie rzeczy. Że komora rezonuje — to fakt, który każdy może sprawdzić uchem. Że wykuto ją PO TO, żeby rezonowała, i że służyło to wprowadzaniu w trans — to nie zostało wykazane, a przy przestrzeni wykutej w skale pogłos powstaje sam z siebie.

Nie ma tu żadnego pisma

To najważniejsze zdanie na tej stronie. Cała nasza wiedza pochodzi z murów, kości, ceramiki i figurek. Każde zdanie zaczynające się od „Maltańczycy wierzyli, że…” jest interpretacją, a nie odczytaniem.

Czytaj dalej

Na Malcie nie znaleziono ani jednego znaku, który dałoby się uznać za pismo: żadnej inskrypcji, żadnej tabliczki, żadnego powtarzalnego zestawu znaków. Są spirale, są zwierzęta, są układy dołków — ale nic, co niosłoby mowę.

W tym samym czasie w Mezopotamii prowadzi się rachunkowość świątynną na tabliczkach, a w Egipcie działa pełne pismo. Różnica nie polega na tym, że Malta była zacofana: budowniczowie tych murów potrafili rzeczy, których tamci nie robili. Polega na tym, że pismo rodzi się tam, gdzie trzeba prowadzić rachunki na odległość — a na wyspie wielkości powiatu nie trzeba.

Skutek dla atlasu jest zasadniczy i dlatego ta pozycja zamyka listę. O wszystkich innych tradycjach w tym atlasie wiemy coś z ich własnych słów, choćby przefiltrowanych przez przeciwnika. O Malcie nie wiemy NIC z pierwszej ręki i nie dowiemy się nigdy, chyba że ktoś odkopie tekst — a takiego tekstu najprawdopodobniej nigdy nie było.