Atlas · Afryka
Róg AfrykiGadaa, tabot i zar — trzy porządki, które nauczyły się mieszkać obok siebie
Róg Afryki to jedyny kawałek kontynentu, w którym cesarstwo chrześcijańskie, republikański ustrój pokoleniowy i muzułmańskie bractwa sufickie przez tysiąc lat mieszkały obok siebie, handlowały, wojowały i pożyczały sobie obrzędy. Tutaj ochronny zwój pisze się w języku liturgicznym starszym niż większość europejskich, a ten sam duch bywa wyganiany przez księdza i ugłaskiwany przez kobietę z bębnem, w dwóch domach przy tej samej ulicy.
I ani roku dłużej. Drugiej kadencji nie ma.
Dwanaście po trzydzieści dni i trzynasty, pięciodniowy.
Po soborze w Chalcedonie kościół etiopski poszedł własną drogą.
W Lalibeli. Nie zbudowanych — wyciętych, od dachu w dół.
Dla świeckiego. Mnich pości ponad dwieście pięćdziesiąt.
Podpis działu
Koło gadaa
Oromo zbudowali ustrój, w którym władza jest wypożyczana na osiem lat i nie da się jej przedłużyć. Koło poniżej to pięć stopni, przez które przechodzi każde pokolenie mężczyzn, i moment przekazania, który wypada niezależnie od tego, jak dobrze rządzącemu szło. Kliknij stopień, żeby zobaczyć, co się w nim robi.
Nazwy i liczba stopni różnią się między Borana, Guji, Arsi i Macha. Pokazujemy układ Borana i nie podajemy go jako jedynego.
Kto tu mieszka
Ludy Rogu Afryki
Oromo, Amhara, Tigrajczycy, Somalijczycy, Afarowie, Sidama, Beta Israel i Konso — osiem odpowiedzi na ten sam klimat i tę samą górę. Część z nich mówi językami kuszyckimi, część semickimi, a granica między nimi nie pokrywa się z granicą religii ani z granicą państw.
Oromo
Największy lud Etiopii. Gadaa, Waaqa, qaalluu — i trzy religie naraz.
Czytaj dalejOromo są najliczniejszym ludem Etiopii i jednym z największych w Afryce, a mimo to przez większą część dwudziestego wieku ich język nie miał prawa być językiem szkoły ani urzędu. To tłumaczy, dlaczego tak wiele z tego, co o nich napisano po amharsku i po angielsku, opisuje ich z zewnątrz.
Dzisiaj Oromo są w większości muzułmanami i chrześcijanami, a dawny porządek gadaa trwa obok tych religii, nie zamiast nich. W Borana i wśród Guji zgromadzenia zwołuje się nadal, a święto irreecha nad wodą zbiera setki tysięcy ludzi, z których większość idzie w niedzielę do kościoła albo w piątek do meczetu.
Nie jest to hipokryzja ani niepełne nawrócenie i nie warto tego tak opisywać. Gadaa reguluje pokolenia, prawo i rozjemstwo; nowe religie odpowiadają na pytanie o zbawienie. Te dwa porządki odpowiadają na różne pytania i dlatego się mieszczą.
Amhara
Język państwa i dwór cesarski. Chrześcijaństwo od czwartego wieku.
Czytaj dalejAmharowie dali Etiopii język urzędowy, dynastię i większość cesarzy ostatnich sześciuset lat. Ich chrześcijaństwo jest starsze niż większość europejskich kościołów i nigdy nie przyszło z zewnątrz jako religia zdobywców — Aksum przyjęło je w czwartym wieku własną decyzją władcy.
Kościół etiopski jest kościołem monofizyckim, a ściślej miafizyckim, i rozszedł się z Konstantynopolem i Rzymem po soborze w Chalcedonie w 451 roku. Przez tysiąc pięćset lat rozwijał się osobno i stąd bierze się większość tego, co w nim wygląda dla Europejczyka niezwykle.
Zachował rzeczy, które gdzie indziej wyszły z użycia: szabat obok niedzieli, zakazy pokarmowe bliskie żydowskim, obrzezanie ósmego dnia i tańczących kapłanów z sistrum i laską. Nie są to zapożyczenia od Beta Israel ani ślady „ukrytego judaizmu" — to jest starsza warstwa chrześcijaństwa, która tutaj nie została ścięta.
Tigrajczycy
Ziemia Aksum. Ge’ez jest tu językiem przodka, nie tylko liturgii.
Czytaj dalejNa tej ziemi stało Aksum — państwo, które biło własną monetę, pisało własnym pismem i było w trzecim wieku wymieniane obok Rzymu, Persji i Chin jako jedno z czterech wielkich mocarstw świata. Stele aksumskie, wycięte z jednego bloku granitu, są najwyższymi monolitami, jakie kiedykolwiek postawiono.
Tigrinia wywodzi się z ge’ezu bezpośrednio, więc dla Tigrajczyka język liturgii jest językiem przodka, a nie tylko językiem kościoła. To drobna różnica wobec Amharów i ma wymierne skutki: spór o to, kto jest spadkobiercą Aksum, jest sporem politycznym do dziś.
W skałach Tigraju wykuto kościoły, do których wchodzi się po pionowej ścianie, bez schodów i bez poręczy. Nie są zabytkiem: odprawia się w nich nabożeństwa, a wierni wspinają się tam co niedzielę.
Somalijczycy
Islam od siódmego wieku, bractwa sufickie, groby świętych, prawo xeer.
Czytaj dalejIslam dotarł tu wcześniej niż do większości świata muzułmańskiego poza Arabią — tradycja mówi o towarzyszach Proroka, którzy schronili się w Aksum, a wybrzeże przyjmowało kupców z Arabii od pierwszego stulecia islamu. Nie było tu podboju religijnego; była wymiana morska.
Obok szariatu działa xeer — własne prawo zwyczajowe, ustne, oparte na odpowiedzialności rodu i na wypłacie odszkodowania zamiast kary. Dwa porządki prawne działają równolegle i starszyzna rozsądza, który z nich stosować do której sprawy.
Religijność somalijska była przez wieki suficka i osadzona wokół świętych: Qadiriyya, Ahmadiyya i Salihiyya zakładały osady rolnicze, prowadziły szkoły i pośredniczyły między rodami. Dwudziesty wiek przyniósł tu nurty, które taką religijność uznają za błąd — i to jest spór, który w tej sekcji wraca kilka razy.
Afarowie
Sól, wulkany i jedno z najgorętszych miejsc zamieszkanych na Ziemi.
Czytaj dalejKotlina Danakil ma miejsca leżące sto metrów poniżej poziomu morza i średnią roczną temperaturę przekraczającą trzydzieści cztery stopnie. Afarowie mieszkają tam i zawsze mieszkali, a gospodarka tego miejsca opierała się na jednej rzeczy: na soli wycinanej z dna dawnego morza i wynoszonej w górę na wielbłądach.
Bryły soli — amole — były w Etiopii pieniądzem przez stulecia i miały ustaloną wartość w stosunku do srebra. To jest rzadki przypadek waluty, która topnieje na deszczu, więc pora roku wpływała na kurs.
Afarowie są muzułmanami, a pod islamem leży u nich starsza warstwa: kult przodka rodu, wróżenie z wnętrzności i obrzędy związane z wulkanami, które w tej kotlinie są czynne i widoczne z obozowiska.
Sidama i ludy południa
Fiche Chambalaala — nowy rok liczony przez znawców gwiazd.
Czytaj dalejNa południu Etiopii, wokół jezior Wielkiego Rowu, mieszkają ludy, które nie należą ani do porządku amharskiego, ani do oromskiego: Sidama, Wolajta, Hadija, Kembata, Gedeo. Każdy z nich ma własny język i własny rachunek roku.
Sidama obchodzą Fiche Chambalaala — nowy rok, którego dokładną datę wyznaczają ayaantto, znawcy rachuby gwiezdnej, i ogłaszają ją dopiero na krótko przed świętem. Data nie jest stała w naszym kalendarzu i to jest cecha tego rachunku, nie jego wada.
Konso, dalej na południu, stawiali nad grobami znaczących ludzi rzeźbione słupy — waka — z twarzą zmarłego, jego żonami i pokonanymi przeciwnikami. Tarasy rolne Konso i te słupy są razem wpisane na listę światowego dziedzictwa.
Beta Israel
Judaizm bez Talmudu, z Torą w ge’ezie i własnym kapłaństwem.
Czytaj dalejBeta Israel wyznawali judaizm, którego nie da się opisać jako odłam judaizmu rabinicznego, bo nie przeszedł przez Talmud. Ich świętą księgą była Orit — Tora w języku ge’ez — a obrzędy prowadzili kahenat, kapłani, nie rabini.
Mieli własne posty, własne święta nieznane gdzie indziej i surowe prawo czystości, w tym osobne domy dla kobiet w czasie miesiączki i po porodzie. Sobota była u nich osobą — Sanbat, o której mówi się w rodzaju żeńskim.
Nazwa „falasza", którą określano ich z zewnątrz, znaczy „przybysze, bez ziemi" i była obelgą, nie nazwą własną. Nie używamy jej tutaj poza tym zdaniem — a to zdanie stoi, bo bez niego nie wiadomo, czego nie używać.
W latach 1984 i 1991 zdecydowana większość Beta Israel została przewieziona do Izraela w dwóch operacjach lotniczych. Społeczność w Etiopii praktycznie przestała istnieć, a jej religijność zderzyła się w Izraelu z judaizmem rabinicznym, który jej praktyk nie znał.
Religia Oromo
Waaqa: niebo i bóg w jednym słowie
Waaqa jest niebem i jest bogiem, i w języku Oromo to jedno słowo. Nie ma świątyń, nie ma wizerunku i nie ma kapłana, który by go reprezentował — ma za to drzewo, wodę i poranek, przy których się do niego mówi.
Waaqa
Jeden bóg, bez wizerunku, bez świątyni i bez kapłana, który by go przedstawiał.
Czytaj dalejWaaqa jest niebem i jest bogiem, i w języku Oromo nie są to dwa znaczenia jednego słowa, tylko jedno znaczenie. Kiedy mówi się, że Waaqa spadł, mówi się, że spadł deszcz, i nikt nie odbiera tego jako przenośni.
Nie ma wizerunku, nie ma budynku przeznaczonego wyłącznie dla niego i nie ma człowieka, który by go reprezentował na ziemi. Mówi się do niego pod drzewem, nad wodą i o świcie, zwróconym na wschód, i robi to każdy, kto ma powód.
To jest religia jednego boga, która nie przyszła z Arabii ani z Jerozolimy, i warto to powiedzieć wprost, bo dziewiętnastowieczne opisy uparcie szukały tu wpływu misji. Waaqeffannaa — tak nazywa się dziś ta wiara — jest w Etiopii rejestrowana jako osobne wyznanie.
Ayyaana
Nie duch i nie anioł: sposób, w jaki jedna rzecz jest właśnie tą rzeczą.
Czytaj dalejAyyaana jest pojęciem, które najtrudniej przełożyć, i większość przekładów je psuje. Nie jest to duch mieszkający w przedmiocie ani anioł stróż; jest to raczej sposób, w jaki Waaqa jest obecny w konkretnej rzeczy, dniu albo człowieku — to, przez co ta rzecz jest właśnie nią.
Każdy dzień ma swoją ayyaana i stąd bierze się rachuba, która mówi, co wolno robić którego dnia. Każdy człowiek też ma swoją i to ona jest tym, co u niego wrodzone, a czego sam sobie nie wybrał.
Dlatego „duch" jest tu złym słowem: duch przychodzi i odchodzi, a ayyaana jest tym, czym rzecz jest. Przekładanie tego na „duchy opiekuńcze" zrobiło z porządku myślenia listę istot, których Oromo nigdy nie wyliczali.
Qaalluu
Jedyny urząd, którego nie wybiera się co osiem lat — i dlatego stoi obok władzy.
Czytaj dalejQaalluu jest znawcą obrzędu i pośrednikiem, a jego urząd jest dziedziczny i dożywotni. To czyni go dokładnym przeciwieństwem gadaa, gdzie wszystko trwa osiem lat i nic nie jest dziedziczone.
Ta różnica nie jest niedopatrzeniem, tylko konstrukcją. Qaalluu nie może rządzić, a rządzący nie może być qaalluu; kto trzyma obrzęd, nie trzyma prawa. Rozdzielenie dwóch rodzajów powagi jest wpisane w ustrój.
Do siedziby qaalluu pielgrzymowano — muudaa — przynosząc dary i biorąc błogosławieństwo. Pielgrzymki te zbierały ludzi z odległych obszarów i były jedną z niewielu rzeczy spinających Oromo ponad podziałami rodowymi.
Safuu
Nie zakaz i nie grzech: właściwa odległość między rzeczami.
Czytaj dalejSafuu bywa tłumaczone jako „tabu" i to jest tłumaczenie mylące. Nie chodzi o listę rzeczy zakazanych, tylko o właściwą odległość i właściwe miejsce: między człowiekiem a Waaqą, między starszym a młodszym, między człowiekiem a ziemią.
Naruszenie safuu nie jest przestępstwem, które ktoś ukarze. Jest rozstrojeniem, które samo daje skutki — susza, choroba bydła, spór, który nie daje się zakończyć. Dlatego naprawia się je obrzędem i rozjemstwem, a nie karą.
Obok safuu stoi seera, czyli prawo stanowione przez zgromadzenie, i te dwa pojęcia są rozdzielone. Seera można zmienić na zgromadzeniu co osiem lat; safuu nie podlega głosowaniu.
Irreecha
Największe doroczne zgromadzenie Oromo. Świeża trawa i woda zamiast ofiary.
Czytaj dalej
Irreecha obchodzi się po zakończeniu pory deszczowej, gdy rzeki wracają do brzegów, i jest to dziękczynienie za przetrwanie ciemnych miesięcy. Ludzie idą nad wodę z pękiem świeżej trawy i kwiatów, moczą go i dotykają nim czoła.
Obrzęd jest uderzająco prosty i nie ma w nim ofiary ze zwierzęcia ani ołtarza. Jest woda, trawa, zwrot na wschód i dziękczynienie wypowiadane głośno, każdy za siebie.
Nad jeziorem Hora Arsadi w Bishoftu zbiera się przy tym święcie kilkaset tysięcy ludzi — to jedno z największych dorocznych zgromadzeń religijnych w Afryce. Od lat dziesiątych naszego wieku stało się też manifestacją tożsamości politycznej i bywało miejscem starć.
Bydło i deszcz
Susza jest tu pytaniem religijnym, bo od niej zależy wszystko.
Czytaj dalejBorana żyją z bydła na terenie, gdzie studnia bywa jedynym źródłem wody na kilkadziesiąt kilometrów. Głębokie studnie — tula — kopano ręcznie na dziesiątki metrów, a wodę wyprowadza się z nich łańcuchem ludzi stojących jeden nad drugim i podających naczynia w górę, ze śpiewem trzymającym rytm.
Kto ma prawo do której studni i w jakiej kolejności, rozstrzyga porządek gadaa, nie siła. Studnia ma swojego opiekuna, a kolejność pojenia stad jest ustalona i ogłaszana, bo od niej zależy, czy w suchym roku ktoś straci wszystko.
Dlatego deszcz nie jest w tej religii tematem pobocznym. Zdecydowana większość próśb kierowanych do Waaqi dotyczy wody, a największe święto roku obchodzi się wtedy, gdy woda wróciła.
Etiopia chrześcijańska
Tabot: Arka w każdym kościele
W każdym etiopskim kościele leży deska, bez której budynek nie jest kościołem. Nie wolno jej oglądać, wynosi się ją raz w roku owiniętą w tkaniny, a wierni idą za nią do wody. To jest najbliższa Arce rzecz, jaką ma jakikolwiek żywy obrzęd na świecie.
Czym jest tabot
Nie ozdoba i nie relikwia: przedmiot, który czyni budynek kościołem.
Czytaj dalej
Tabot to deska z drewna albo kamienia, poświęcona i nosząca imię patrona kościoła. Leży w miejscu najświętszym, zasłonięta, i bez niej budynek nie jest kościołem, tylko domem — to ona, a nie mury ani ołtarz, przenosi świętość.
Nie wolno jej oglądać nikomu poza kapłanami, a i oni obchodzą się z nią owiniętą. Kiedy kościół jest przenoszony albo niszczony, ratuje się tabot, a nie budynek, bo budynek da się postawić od nowa.
Przedmiot ten jest rozumiany jako odpowiednik tablic prawa złożonych w Arce Przymierza, nie jako pamiątka po nich. To rozróżnienie jest w praktyce najważniejsze: tabot nie przypomina o tablicach, tylko pełni ich funkcję.
Timkat
Chrzest Pański: procesja z zasłoniętym tabotem i nocne czuwanie nad wodą.
Czytaj dalej
Raz w roku, na święto Chrztu Pańskiego, tabot opuszcza świątynię. Niosą go kapłani na głowie, owinięty w kosztowne tkaniny, pod parasolami, a za nim idzie całe miasto ze śpiewem, bębnami i sistrum.
Procesja zatrzymuje się przy zbiorniku wody, gdzie odbywa się nocne czuwanie, a nad ranem woda zostaje poświęcona i tłum wchodzi do niej albo zostaje nią spryskany. Nazajutrz tabot wraca do kościoła w drugiej procesji.
Timkat jest największym świętem roku w Etiopii i jedynym dniem, kiedy ktokolwiek poza kapłanami widzi tabot — a i wtedy widzi wyłącznie tkaninę, w którą jest owinięty. Tajemnica nie zostaje naruszona, zostaje pokazana.
Arka w Aksum
Kościół etiopski twierdzi, że ma Arkę. Nie pokazuje jej nikomu.
Czytaj dalej
Kościół Najświętszej Marii Panny Syjońskiej w Aksum jest miejscem, w którym według tradycji etiopskiej przechowywana jest Arka Przymierza. Strzeże jej jeden mnich, wyznaczony dożywotnio, który po objęciu urzędu nie opuszcza już terenu kaplicy.
Nikt inny nie ma wstępu — ani cesarz, ani patriarcha, ani żaden badacz. Nie było więc nigdy oględzin i nie ma żadnego opisu z pierwszej ręki, który dałoby się sprawdzić.
Uczciwie: nie da się tego ani potwierdzić, ani obalić, i to jest cała prawda o tej sprawie. Co można powiedzieć na pewno, to że przekonanie o obecności Arki kształtuje etiopską liturgię, architekturę kościelną i rozumienie własnego państwa — i ten skutek jest realny niezależnie od tego, co leży w kaplicy.
Kebra Nagast
Chwała Królów: Salomon, królowa Saby i przeniesienie Arki do Etiopii.
Czytaj dalejKebra Nagast — „Chwała Królów" — spisana w ge’ezie w formie, którą znamy, w czternastym wieku, opowiada o wizycie królowej Saby u Salomona, o ich synu Meneliku i o tym, jak ten syn przeniósł Arkę z Jerozolimy do Etiopii.
Księga nie jest tylko opowieścią. Była podstawą prawną: wywodziła panujący ród od Salomona i czyniła Etiopię nowym Izraelem, a to uzasadniało prawo do tronu. Konstytucja cesarska z 1955 roku nadal wywodziła dynastię od Menelika, syna Salomona i królowej Saby.
Dynastia zwana salomońską objęła tron w 1270 roku, po okresie panowania Zagwe, i Kebra Nagast powstała w tej właśnie postaci wkrótce potem. Księga uzasadniająca zmianę władzy pojawia się tuż po zmianie władzy — i to jest obserwacja, nie zarzut.
Dabtara
Śpiewa w chórze, przepisuje księgi, uczy — i pisze zwoje ochronne.
Czytaj dalejDabtara nie jest kapłanem i nie sprawuje sakramentów. Jest uczonym: przechodzi wieloletnią szkołę, w której uczy się ge’ezu, śpiewu liturgicznego, rachuby kalendarza i przepisywania ksiąg, a potem służy w kościele jako kantor i nauczyciel.
Ta sama szkoła daje mu umiejętności, które kościół oficjalnie potępia: pisanie zwojów ochronnych, dobieranie imion do odpędzania duchów, rachuby wróżebne. Dabtara bywa więc jednocześnie filarem parafii i człowiekiem, do którego idzie się po zmroku.
Sąsiedzi traktują go z mieszaniną szacunku i ostrożności, bo umiejętność pisania zwoju ochronnego jest tą samą umiejętnością, co napisanie zwoju szkodzącego. Ta dwuznaczność jest przypisana do urzędu, nie do konkretnego człowieka.
Lalibela
Nie zbudowane, tylko wycięte ze skały — od dachu w stronę fundamentu.
Czytaj dalej
Kościoły w Lalibeli nie zostały postawione z bloków, tylko wycięte z litej skały: kamieniarze zaczynali od powierzchni ziemi, wycinali rów dookoła bryły, a potem drążyli ją od góry, rzeźbiąc dach, ściany, okna i wnętrze z jednego kawałka.
Nie ma tu więc fundamentów ani spoin, a błąd byłby nie do naprawienia — nie da się dołożyć kamienia tam, gdzie się za dużo odjęło. Jedenaście świątyń powstało w ten sposób na przełomie dwunastego i trzynastego wieku, za panowania Zagwe.
Układ miejscowości odtwarza Jerozolimę: jest tu rzeka nazwana Jordanem, Golgota i Grób. Powstało to po tym, jak Jerozolima stała się dla pielgrzymów niedostępna — zamiast jechać do świętego miasta, wycięto je na miejscu.
Post i szabat
Dwie soboty w tygodniu i posty surowsze niż gdziekolwiek w chrześcijaństwie.
Czytaj dalejWierny kościoła etiopskiego pości ponad sto osiemdziesiąt dni w roku, a mnisi i gorliwi świeccy ponad dwieście pięćdziesiąt. Post oznacza tu powstrzymanie się od wszystkiego, co pochodzi od zwierząt, i od jedzenia przed określoną porą dnia.
Kościół etiopski zachował też szabat obok niedzieli: sobota jest dniem świętym i oba dni obchodzi się jako dni Pańskie. Spór o to trwał wewnątrz kościoła przez stulecia i został rozstrzygnięty na rzecz zachowania obu.
Do tego dochodzą zakazy pokarmowe bliskie prawu żydowskiemu i obrzezanie ósmego dnia. Nie są to zapożyczenia ani „wpływy judaizmu" w potocznym sensie — to jest warstwa wczesnochrześcijańska, która w tym kościele nie została porzucona.
Zwoje ochronne
Zwój długi jak człowiek
Ochronny zwój etiopski ma długość człowieka, dla którego został napisany, i zwija się go tak, żeby zmieścił się w skórzanym futerale na szyję. Pisze go dabtara — człowiek kościoła, a zarazem ktoś, kogo kościół woli nie opisywać zbyt dokładnie.
Zwój na miarę człowieka
Nie kartka i nie księga: pas skóry tak długi, jak wysoki jest właściciel.
Czytaj dalej
Etiopski zwój ochronny pisze się na pasie pergaminu o długości człowieka, dla którego jest przeznaczony. Nie jest to ozdobnik ani przesada — miara ciała jest częścią działania przedmiotu, bo zwój ma chronić właśnie to ciało.
Gotowy zwój zwija się ciasno i wkłada do skórzanego futerału noszonego na szyi albo trzymanego w domu, przy łóżku chorego. Rozwija się go przy odczytywaniu i przy powtarzaniu obrzędu.
Pergamin pochodzi ze skóry zwierzęcia zabitego przy tej okazji, a krew bywa użyta w obrzędzie. To wiąże zwój z konkretną ofiarą i konkretnym dniem, a nie z zapasem materiału kupionym na targu.
Asmat
Ciągi liter i słów, działające dlatego, że są tymi słowami.
Czytaj dalejRdzeniem zwoju są asmat — imiona, ciągi liter i formuły w ge’ezie, po hebrajsku, po grecku i w językach, których nie da się przypisać do żadnej mowy. Nie są przeznaczone do rozumienia i nie tłumaczy się ich wiernemu.
Działanie przypisuje się samemu zapisowi: to, że imię zostało napisane w tym porządku i tą ręką, jest tym, co działa. Dlatego kopiowanie zwoju bez szkoły uchodzi za bezskuteczne albo niebezpieczne.
Ten sam sposób myślenia spotkaliśmy w kabale przy Imionach i w tekstach ochronnych Bliskiego Wschodu. Nie znaczy to, że jedno pochodzi od drugiego — znaczy, że pismo wszędzie tam, gdzie jest rzadkie, bywa traktowane jak narzędzie, a nie tylko zapis.
Oczy i plecionka
Twarze o wielkich oczach i geometryczne sploty — pułapki na to, co przychodzi.
Czytaj dalejNa zwojach rysuje się twarze o nieproporcjonalnie dużych oczach, patrzące wprost, oraz gęste plecionki i labirynty. Twarz ma patrzeć na to, co nadchodzi; plecionka ma je zatrzymać i zaplątać.
Rysunki nie przedstawiają świętych ani aniołów w sensie ikonograficznym i nie są ilustracją do tekstu. Są częścią działania — dlatego bywają umieszczone dokładnie tam, gdzie zwój dotyka ciała.
Motyw oka odpierającego spojrzenie wraca w tej części świata wszędzie: w amuletach Bliskiego Wschodu, w zawieszkach Amazigh i na etiopskim zwoju. Jest to najszerzej rozprzestrzeniony pojedynczy motyw ochronny, jaki znamy.
Ormiański bliźniak
Ten sam pomysł tysiąc kilometrów dalej: modlitwa na długim pasie, zwinięta.
Czytaj dalejOrmiański hmayil jest zwojem modlitewnym pisanym na długim pasie papieru albo pergaminu, zwijanym i noszonym przy sobie albo trzymanym w domu. Zawiera modlitwy, imiona i miniatury, a bywał wykonywany na zamówienie konkretnej osoby.
Podobieństwo do zwoju etiopskiego nie polega na treści — ta jest chrześcijańska po obu stronach, ale osobna — tylko na pomyśle: pismo ma być długie, ciągłe i noszone, a nie oprawione i postawione na półce.
Oba zwyczaje rosną z tego samego pnia: z wczesnochrześcijańskiego Wschodu, gdzie zwój był zwykłą postacią księgi, zanim wyparł go kodeks. Tam, gdzie zwój utrzymał się w użyciu obrzędowym, utrzymał się właśnie w tej roli.
Kto to pisze
Zwój robi się dla imienia i choroby, nie na zapas.
Czytaj dalejZwój pisze dabtara, na zamówienie i dla konkretnej osoby: zna jej imię, jej dolegliwość i to, co jej zdaniem ją spotkało. Dobór imion i rysunków zależy od tej rozmowy.
Nie ma więc zwojów gotowych, czekających na kupca, i nie ma dwóch identycznych. To przedmiot robiony na miarę w dosłownym sensie — od długości po treść.
Kiedy osoba umiera, zwój traci przeznaczenie. Bywa chowany razem z nią albo niszczony; nie dziedziczy się go, bo był związany z tym jednym ciałem i tym jednym imieniem.
Co na to kościół
Oficjalnie zakazane, praktycznie wszechobecne, pisane przez ludzi kościoła.
Czytaj dalejKościół etiopski potępia pisanie zwojów ochronnych i traktuje je jako zabobon albo gorzej. Jednocześnie ludzie, którzy je piszą, kształcili się w szkołach kościelnych i służą w kościołach jako kantorzy.
Wierni na ogół nie widzą tu sprzeczności: idą do kapłana po sakramenty, a do dabtary po zwój, i obie wizyty uważają za zgodne z wiarą. Rozróżnienie, które robi kościół, nie jest rozróżnieniem, które robią oni.
Ten układ nie jest etiopską osobliwością. Ten sam rozdźwięk — uczony religii oficjalnie potępiający amulety i po cichu je wypisujący — opisaliśmy przy Bliskim Wschodzie i przy Amazigh, i jest to raczej reguła niż wyjątek.
Opętanie
Zar: duch, który przyszedł zostać
Zar nie jest chorobą do wyleczenia ani diabłem do wypędzenia. Jest kimś, kto przyszedł i zamierza zostać, więc rozmowa dotyczy warunków: czego chce, co dostanie i jak często. Obrzęd prowadzą przeważnie kobiety i przeważnie dla kobiet.
Czym jest zar
Nie choroba do wyleczenia i nie diabeł do wypędzenia — lokator do ugodzenia.
Czytaj dalej
Zar jest duchem, który wchodzi w człowieka i nie zamierza wyjść. To założenie odróżnia cały ten obrzęd od egzorcyzmu: nie chodzi o usunięcie, tylko o ustalenie warunków, na jakich obie strony będą razem mieszkać.
Objawy, po których się go rozpoznaje, są cielesne i długotrwałe: bezsenność, niepłodność, bóle, których nikt nie umie nazwać, zmiana usposobienia. Dotyczą najczęściej kobiet i najczęściej w położeniu, w którym niewiele mogą zmienić.
Rozpoznanie stawia doświadczona kobieta prowadząca obrzęd, a nie kapłan i nie lekarz. Jej rola jest zarazem diagnostyczna i społeczna: ustala, kto przyszedł, czego chce i czy da się to spełnić.
Obrzęd
Każdy duch ma własną pieśń. Gra się je po kolei, aż jedna zadziała.
Czytaj dalejObrzęd prowadzi się przy bębnach i śpiewie, a każdy duch ma własną pieśń wywoławczą. Gra się je kolejno i patrzy, przy której ciało odpowie — to jest sposób ustalenia, kto przyszedł.
Kiedy duch się odezwie, mówi ustami opętanej i stawia żądania: strój określonego koloru, kadzidło, jedzenie, zwierzę, zakaz pewnych prac. Żądania są konkretne i podlegają negocjacji.
Zawarta ugoda obowiązuje obie strony. Duch przestaje szkodzić, a człowiek regularnie go karmi i obchodzi jego dzień — bywa, że przez resztę życia. Niedotrzymanie umowy sprowadza dolegliwości z powrotem.
Dlaczego kobiety
W domu, w którym kobieta nie decyduje o niczym, żąda duch — i żądanie zostaje spełnione.
Czytaj dalejOgromna większość opętanych i prowadzących obrzęd to kobiety, a badacze zgodnie wskazują na to samo: zar działa tam, gdzie kobieta ma najmniej możliwości powiedzenia czegokolwiek wprost.
Żądanie wypowiedziane przez ducha jest żądaniem, którego mąż i rodzina nie odrzucą, bo odrzucają je nie kobiecie, tylko komuś silniejszemu. Tą drogą przechodzą rzeczy, których zwykłą drogą przepchnąć się nie da: odpoczynek, strój, zakaz pewnych prac, obecność w gronie kobiet.
Nie znaczy to, że uczestniczki udają, i nie tak należy to opisywać. Znaczy to, że obrzęd wykonuje realną pracę społeczną niezależnie od tego, jak wyjaśnia się jego przyczynę — a te dwie sprawy warto trzymać osobno.
Grono zar
Po obrzędzie zostaje krąg kobiet spotykających się regularnie.
Czytaj dalejPo pierwszym obrzędzie kobieta nie wraca po prostu do domu. Wchodzi do grona, które spotyka się regularnie, wspiera się materialnie i obchodzi wspólnie dni swoich duchów — to jest trwała wspólnota, nie jednorazowe leczenie.
Grono ma własną hierarchię, własne wydatki i własne zobowiązania. Przynależność kosztuje — stroje, kadzidła i zwierzęta trzeba kupić — i bywa to poważne obciążenie dla domu.
Z zewnątrz krytykuje się to jako wyzysk, i bywa, że słusznie. Z wewnątrz jest to jedyna sieć wzajemnej pomocy dostępna kobietom, które nie mają żadnej innej — i obie te rzeczy są prawdziwe naraz.
Sudan i Egipt
Zar wyszedł z Etiopii i po drodze zmienił duchy, muzykę i społeczność.
Czytaj dalejZar jest poświadczony w Etiopii najwcześniej i stamtąd rozszedł się na Sudan, Egipt, Półwysep Arabski i wybrzeże Somalii — drogami handlu i drogami niewolniczymi, w dziewiętnastym wieku.
W każdym z tych miejsc obrósł miejscową treścią. W Sudanie duchy przybierają postaci, których źródłem jest kolonialna codzienność: brytyjski oficer, etiopska prostytutka, pasza. W Egipcie zar zrósł się z muzyką na tyle mocno, że dziś częściej bywa spotykany jako muzyka niż jako obrzęd.
Nazwa pozostała wspólna, choć duchy, instrumenty i społeczność są w każdym z tych miejsc inne. To jest dobry przykład na to, jak obrzęd wędruje: przenosi się rama, a wypełnienie powstaje na miejscu.
Saar i mingis
Ta sama rodzina obrzędów na wybrzeżu i w głębi lądu.
Czytaj dalejNa obszarze somalijskim obrzęd nosi nazwę saar, a w niektórych okolicach mingis albo boorane. Przebieg jest pokrewny: bębny, pieśni wywoławcze, trans, żądania ducha i ugoda.
Nurty reformatorskie w islamie somalijskim uznają saar za praktykę zakazaną i zwalczają ją wprost. Utrzymuje się mimo to, przeważnie w gronach kobiecych i poza zasięgiem wzroku uczonych.
To samo napięcie — obrzęd zakazany przez uczonych i uprawiany przez wiernych tej samej religii — widzieliśmy na Bliskim Wschodzie przy bori i przy zarze egipskim. Zakaz nie kończy praktyki; przenosi ją do domu.
Czego tu nie ma
Dwie nazwy, które przyklejono do zaru z zewnątrz i obie są mylące.
Czytaj dalejZar bywa nazywany szamanizmem i jest to pomyłka. Szaman podróżuje do świata duchów z własnej woli i wraca z czymś dla wspólnoty; w zarze duch przychodzi bez zaproszenia, a człowiek nigdzie nie idzie.
Bywa też nazywany egzorcyzmem i to jest pomyłka odwrotna. Egzorcyzm usuwa; zar zatrzymuje i układa się. Obrzęd, który kończy się wypędzeniem, nie jest zarem, choćby wyglądał podobnie.
Rozróżnienia te nie są czepianiem się słów. Od nich zależy, czy opis oddaje to, co uczestnicy robią, czy tylko to, co obserwator rozpoznał jako znajome.
Islam wybrzeża
Święci, bractwa i spór o groby
Na wybrzeżu Somalii islam przyszedł wcześniej niż do większości Afryki i przyszedł drogą morską, nie przez podbój. Zostawił po sobie sieć grobów, do których się jeżdżą — i spór o to, czy wolno tam jeździć, który trwa do dziś i bywa śmiertelny.
Islam przyszedł morzem
Nie podbój, tylko port: kupcy, małżeństwa i miasta na wybrzeżu.
Czytaj dalejNa wybrzeże Rogu Afryki islam dotarł drogą morską, przez porty, a nie na grzbiecie armii. Kupcy z Arabii i Zatoki przypływali z monsunem, zostawali na pół roku do zmiany wiatru, zakładali rodziny i wracali — a część nie wracała.
Zejla i Berbera były muzułmańskimi miastami handlowymi już w pierwszych stuleciach islamu, a Harar w głębi lądu stał się ośrodkiem nauki z własnym murem, własnym dialektem i setką meczetów na niewielkim obszarze.
Dlatego islam nie jest tu religią zdobywców i nie tak się go pamięta. Jest religią portu, drogi i targu — a rody kupieckie wywodzą się w tradycji od przybyszów z Arabii, co jest zarazem pamięcią i tytułem do szacunku.
Bractwa sufickie
Zakładały wsie, szkoły i rozejmy między rodami.
Czytaj dalejReligijność somalijska zorganizowała się wokół bractw sufickich. Qadiriyya jest najstarsza i najszerzej rozpowszechniona; Ahmadiyya i wywodząca się z niej Salihiyya przyszły w dziewiętnastym wieku i były bardziej rygorystyczne.
Bractwa nie były tylko wspólnotami modlitwy. Zakładały osady rolnicze — jamaa — na ziemi niczyjej między terytoriami rodów, prowadziły szkoły koraniczne i pośredniczyły w sporach, bo ich ludzie stali poza układem rodowym i dlatego mogli rozsądzać.
Szejk Uways al-Barawi, zabity w 1909 roku, rozbudował Qadiriyyę na obszarze somalijskim i pisał pieśni religijne w języku somalijskim zamiast wyłącznie po arabsku. To jest ta sama decyzja, którą gdzie indziej podejmowali kaznodzieje ludowi: mówić w języku, którym ludzie myślą.
Groby i wizyta
Grób jako adres: przychodzi się z prośbą, a nie tylko z modlitwą za zmarłego.
Czytaj dalejGrób świętego jest miejscem, do którego się jedzie. Wizyta — siyaara — odbywa się w wyznaczone dni, ma swój porządek, swoje pieśni i swój posiłek, a przychodzi się z prośbami: o dziecko, o zdrowie, o deszcz, o pomyślność w sporze.
Prośbę kieruje się do Boga, a świętego prosi się o wstawiennictwo — tak to tłumaczą uczeni tego nurtu. Rozróżnienie jest istotne, bo właśnie ono jest przedmiotem sporu z nurtami, które wizyty potępiają.
Aw Barkhadle pod Hargejsą, Szejk Isaaq w Mait, groby założycieli rodów — to są miejsca, wokół których układa się nie tylko religia, ale i pamięć genealogiczna. Wizyta u grobu przodka rodu jest zarazem obrzędem i potwierdzeniem, kim się jest.
Spór o groby
Dwudziesty wiek przyniósł tu nurt, który burzy te grobowce.
Czytaj dalejNurty reformatorskie uznają odwiedzanie grobów z prośbą za przypisywanie Bogu wspólników, czyli za najcięższy błąd w islamie. Nie jest to spór teoretyczny: na obszarze somalijskim grobowce świętych bywały w ostatnich dekadach burzone.
Po drugiej stronie stoi tysiąc lat praktyki i cała struktura społeczna, która na niej wyrosła: rozjemstwo bractw, szkoły, sieć osad. Zniszczenie grobu nie usuwa więc wyłącznie miejsca kultu.
Opisujemy ten spór jako spór wewnątrz islamu, bo nim jest. Obie strony powołują się na te same źródła i obie uważają siebie za wierne — a przedstawianie jednej z nich jako „prawdziwego islamu", a drugiej jako „afrykańskiej naleciałości", jest właśnie tym błędem, przed którym ten dział ostrzega.
Xeer
Ród odpowiada za swojego człowieka i ród płaci.
Czytaj dalejXeer jest somalijskim prawem zwyczajowym: ustnym, negocjowanym przez starszyznę i opartym na odpowiedzialności zbiorowej rodu. Za czyn jednego człowieka odpowiada grupa, do której należy, i ona wypłaca odszkodowanie.
Stawki są ustalone i znane: za życie, za ranę, za zniszczone mienie. Celem postępowania nie jest ukaranie sprawcy, tylko przywrócenie równowagi między grupami, żeby nie zaczęła się zemsta rodowa.
Xeer działa obok szariatu, nie zamiast niego, i starszyzna rozstrzyga, który porządek zastosować do której sprawy. Podobny układ dwóch praw obok siebie opisaliśmy przy Amazigh, gdzie prawo zwyczajowe nosi nazwę izerf.
Harar
Czwarte święte miasto islamu — według własnej tradycji.
Czytaj dalej
Harar jest otoczonym murem miastem w górach wschodniej Etiopii, ośrodkiem nauki muzułmańskiej od średniowiecza. Na obszarze mniejszym niż kilometr kwadratowy mieści ponad osiemdziesiąt meczetów i setki grobowców świętych.
Własna tradycja miasta stawia je jako czwarte święte miasto islamu, po Mekce, Medynie i Jerozolimie. Nie jest to uznane powszechnie i podajemy to jako to, czym jest: jako pogląd samego Hararu.
Miasto ma własny język — harari — używany wyłącznie tutaj, własne pismo pochodne od arabskiego i zwyczaj, który przyciąga dziś najwięcej uwagi: karmienie hien, przychodzących pod mury o zmroku i karmionych ręką z patyka.
Wróżenie
Liczba, gwiazda i zwierzę
Wróżenie w Rogu Afryki ma trzy odrębne rodowody: liczbowy z pism arabskich, gwiezdny z ksiąg cesarskich i ten najstarszy, czytany z wnętrzności i z zachowania zwierząt. Wszystkie trzy bywają uprawiane przez tego samego człowieka.
Trzy rodowody
Trzy niezależne sposoby wróżenia, często u jednego człowieka.
Czytaj dalejW Rogu Afryki spotykają się trzy odrębne rodowody wróżebne i warto je rozdzielić, bo popularne opisy zlewają je w jedno. Pierwszy jest liczbowy i przyszedł z pismami arabskimi; drugi gwiezdny, zapisany w księgach cesarskich; trzeci najstarszy — czytany ze zwierzęcia.
Rodowody te nie konkurują ze sobą i bywają uprawiane przez tę samą osobę, do różnych spraw. Dobór metody zależy od pytania, nie od wyznania pytającego.
To samo zaobserwowaliśmy w Sahelu i w Afryce Zachodniej: warstwy wróżebne układają się jedna na drugiej, a nie jedna zamiast drugiej. Najstarsza nie znika, tylko schodzi do spraw domowych i gospodarskich.
Faal
Rachunek z imienia i daty, prowadzony przez znawcę pisma.
Czytaj dalejFaal obejmuje rachunki oparte na wartościach liczbowych liter, na imieniu pytającego i imieniu jego matki, na dniu i godzinie. Prowadzi go ktoś, kto umie czytać i liczyć — w tych okolicach to tożsame z wykształceniem religijnym.
Bliskim krewnym tej rodziny jest geomancja: kreślenie punktów na piasku i odczytywanie figur z parzystości. Piszemy o niej osobno w dziale o geomancji, a tutaj odnotowujemy, że tą samą drogą — przez pisma arabskie — dotarła i tu, i do Sahelu.
Kościół i uczeni muzułmańscy potępiają te rachunki, a prowadzą je ludzie wykształceni w kościele i w szkole koranicznej. Ten sam układ opisaliśmy przy dabtarze i wraca on w tej sekcji jeszcze raz.
Awde Nagast
Etiopska księga rachuby losu: rok, planeta, znak i wróżba dla państwa.
Czytaj dalejAwde Nagast, czyli „Krąg Królów", jest etiopską księgą łączącą rachubę kalendarzową z wróżbą. Przypisuje lata i miesiące planetom i znakom, a z tego wyprowadza przewidywania dotyczące panowania, wojny, urodzaju i zarazy.
Nie jest to horoskop osobisty w naszym rozumieniu i nie stawiano z niej wykresu urodzeniowego. Pytanie brzmiało: jaki będzie rok dla kraju i dla panującego — a więc było pytaniem państwowym.
Księga wywodzi się z materiału greckiego i arabskiego przerobionego na miejscowy rachunek i zapisanego w ge’ezie. Jest to ten sam szlak przekazu, którym astrologia dotarła do Persji i do Indii — a tu dodatkowo przeszła przez kalendarz, który liczy inaczej.
Czytanie ze zwierzęcia
Najstarsza warstwa: odpowiedź odczytana z tego, co zostaje po ofierze.
Czytaj dalejNajstarsza warstwa wróżebna czyta ze zwierzęcia: z układu jelit, z wyglądu żółci i wątroby, ze sposobu, w jaki zwierzę upadło. Jest poświadczona u Oromo, u Afarów i u ludów południa, a więc na obszarach, których nie łączy ani religia, ani język.
Czytanie odbywa się przy okazji ofiary składanej z innego powodu — nie zabija się zwierzęcia po to, żeby wróżyć, tylko odczytuje się z tego, które i tak zostało zabite. To odróżnia tę praktykę od wróżebnego uboju znanego skądinąd.
Ten sam sposób wróżenia znamy z Etrurii i z Mezopotamii, i nie ma między nimi żadnego związku poza jednym: tam, gdzie zwierzę jest najcenniejszą rzeczą, jaką się oddaje, jego wnętrze bywa uznane za miejsce odpowiedzi.
Ptaki i droga
Kto przeszedł drogę, z której strony, i co krzyknęło — wyprawa zawraca.
Czytaj dalejWróżba drogi jest domowa i powszechna: liczy się, kto pierwszy przejdzie ci drogę, z której strony nadleci ptak i jaki wyda głos. Na tej podstawie wyprawa bywała odkładana o dzień.
U Oromo szczególne znaczenie miał określony gatunek ptaka i strona, z której się odezwał; podobne rachuby notowano u Somalijczyków w sprawach wypasu i podróży. Nie wymaga to żadnego specjalisty i dlatego przetrwało najlepiej.
To jest najtrwalsza warstwa wróżebna w całym Rogu Afryki. Ludzie, którzy nie pójdą do wróżbity ani nie zamówią zwoju, nadal zawrócą z drogi, gdy zobaczą zły znak — bo to nie wymaga przyznania się do niczego.
Pismo i czas
Ge’ez, kalendarz i księgi
Ge’ez nie jest niczyim językiem ojczystym od tysiąca lat i mimo to nie umarł, bo nie przestał być językiem liturgii i ksiąg. Kalendarz etiopski ma trzynaście miesięcy i wskazuje inny rok niż nasz — i to nie jest ciekawostka, tylko osobny rachunek czasu od narodzin Chrystusa.
Ge’ez
Nikt nim nie mówi od tysiąca lat i nadal się w nim pisze.
Czytaj dalej
Ge’ez przestał być mową codzienną około tysiąca lat temu i od tego czasu nie ma rodzimych mówców. Mimo to nie umarł: pozostał językiem liturgii, ksiąg, poezji religijnej i uczonych, a nowe teksty pisze się w nim do dziś.
Pismo ge’ez jest sylabiczne — każdy znak zapisuje spółgłoskę z samogłoską, a odmiana samogłoski zmienia kształt znaku. Wyrosło z pisma sabejskiego z południowej Arabii, ale rozwinęło samogłoski samodzielnie, czego pierwowzór nie miał.
Tym pismem zapisuje się dziś amharski, tigrinię i kilka innych języków. To rzadki przypadek: pismo starsze od wszystkich języków, które je dziś używają, i niezapożyczone od żadnej z wielkich cywilizacji sąsiednich.
Kalendarz
Dwanaście miesięcy po trzydzieści dni i trzynasty, pięciodniowy.
Czytaj dalej
Kalendarz etiopski ma dwanaście miesięcy po trzydzieści dni i trzynasty miesiąc liczący pięć dni, a w roku przestępnym sześć. Rok zaczyna się we wrześniu, po porze deszczowej, i to jest rachuba rolnicza, nie dopasowana do rachuby europejskiej.
Wskazuje też inny rok niż nasz — o siedem albo osiem lat mniej, zależnie od miesiąca. Różnica bierze się z innego wyliczenia daty Zwiastowania, przyjętego tu w szóstym wieku i nigdy niezmienionego.
Doba liczona jest od wschodu słońca, nie od północy, więc etiopska „pierwsza godzina" to nasza siódma rano. Na równiku dzień i noc mają po dwanaście godzin przez cały rok, więc ta rachuba jest tam wygodniejsza niż nasza.
Księgi pisane ręcznie
Rękopiśmienna kultura, która nie skończyła się na wynalazku druku.
Czytaj dalejEtiopskie księgi pisano ręcznie na pergaminie długo po tym, jak w Europie zapanował druk, i przepisywanie nie ustało w dwudziestym wieku. Klasztory prowadziły skryptoria, a przepisywacz był zawodem z własną szkołą.
Księga ma drewniane okładki obciągnięte skórą i bywa noszona w futerale na pasie. Format jest podporządkowany temu, że się ją nosi, a nie temu, że stoi na półce.
Barwniki robiono na miejscu, a czerń z sadzy i roślin daje po stuleciach głęboki, matowy ton, który odróżnia te rękopisy od europejskich. Miniatury mają płaską perspektywę i wielkie oczy — ten sam sposób rysowania twarzy, który wraca na zwojach ochronnych.
Zabrane z Magdali
Piętnaście słoni i dwieście mułów potrzebnych do wywiezienia łupu.
Czytaj dalejW 1868 roku brytyjska wyprawa zdobyła twierdzę Magdala i wywiozła z niej bibliotekę cesarską oraz skarbiec kościelny. Do przewiezienia łupu potrzeba było kilkunastu słoni i kilkuset mułów, a część rzeczy sprzedano na licytacji na miejscu.
Setki rękopisów ge’ez, korony, krzyże i tabot trafiły do zbiorów brytyjskich. Sprawa zwrotów toczy się od dziesięcioleci i część przedmiotów wróciła — w tym tabot, którego muzeum nie mogło pokazywać, bo nikomu poza kapłanami nie wolno go oglądać.
Ta ostatnia okoliczność jest sama w sobie argumentem. Przedmiot, którego instytucja przechowująca nie może wystawić, nie pełni w niej żadnej funkcji poza tą jedną: że go tam nie ma tam, gdzie powinien być.
Szkoła kościelna
Cztery stopnie, od liter do rachuby kalendarza i poezji.
Czytaj dalejPełna droga uczonego w kościele etiopskim trwała dwadzieścia lat i prowadziła przez cztery stopnie: naukę liter i czytania, śpiew liturgiczny, poezję qene i wreszcie księgi wraz z rachubą kalendarza.
Qene jest sztuką osobną: krótkim wierszem budowanym tak, żeby miał dwa znaczenia naraz — jawne i ukryte pod nim. Nazywa się to „woskiem i złotem": wosk jest tym, co słychać, złoto tym, co pod spodem.
Uczniowie wędrowali między szkołami, utrzymując się z żebrania, i do dziś nazywa się ich w Etiopii osobnym słowem. Szkoła nie wydawała dyplomu; wydawała umiejętność, którą trzeba było pokazać publicznie.
Co stąd wyszło
Echa: koronacja, kawa i zar
Koronacja jednego człowieka w Addis Abebie w 1930 roku stała się w ciągu dekady podstawą religii na drugiej półkuli. Zar wyszedł z Etiopii do Sudanu i Egiptu, a etiopski kalendarz i etiopskie barwy wróciły z Karaibów jako znak, którego nikt w Addis Abebie nie wymyślił.
Koronacja i Karaiby
Z koronacji w Etiopii powstała na drugiej półkuli religia.
Czytaj dalejDrugiego listopada 1930 roku Ras Tafari Makonnen został koronowany w Addis Abebie jako Hajle Sellasje. Wiadomość obiegła świat, a na Jamajce trafiła na grunt przygotowany przez ruchy, które od lat mówiły o powrocie do Afryki i o afrykańskim królu.
W ciągu kilku lat powstały tam wspólnoty uznające koronowanego cesarza za postać o znaczeniu religijnym. Ruch przyjął od Etiopii barwy, lwa, kalendarz, imiona i sposób czytania Biblii, a wyrósł z warunków jamajskich, nie etiopskich.
Sam Hajle Sellasje nie podzielał tego, co mu przypisywano, i mówił o sobie jako o człowieku i chrześcijaninie. Odwiedził Jamajkę w 1966 roku; tłum, który wyszedł mu na spotkanie, był tak liczny, że samolot długo nie mógł zostać otwarty.
Piszemy o tym w dziale o Afryce, bo tu jest źródło, ale sam ruch należy do części amerykańskiej i tam go opisujemy osobno. Jest to najczystszy przykład tego, co ten atlas pokazuje wielokrotnie: znak wraca z wygnania w postaci, której miejsce pochodzenia nie planowało.
Kawa
Parzenie jest tu obrzędem z porządkiem, kadzidłem i trzema kolejkami.
Czytaj dalejKawowiec pochodzi z lasów południowo-zachodniej Etiopii, z krainy, której nazwa — Kaffa — zostawiła ślad w połowie języków świata. Stamtąd trafił przez Jemen do świata muzułmańskiego, a w siedemnastym wieku do Europy.
W Etiopii parzenie kawy jest obrzędem o ustalonym przebiegu: ziarna praży się przy gościach, miele w moździerzu, zaparza w glinianym dzbanku i podaje trzy kolejki, z których każda ma nazwę. Pali się przy tym kadzidło i rozściela świeżą trawę.
Zaproszenie na kawę jest zaproszeniem na godzinę albo dwie i nie da się go skrócić — wyjście po pierwszej kolejce jest nietaktem. To nie jest napój podawany przy rozmowie; to jest rama, w której rozmowa się odbywa.
W świecie muzułmańskim kawa bywała zakazywana i bywała broniona przez sufich, którzy pili ją, żeby czuwać nocami przy modlitwie. Piszemy o tym w dziale o Bliskim Wschodzie, a tutaj odnotowujemy stronę wyjściową szlaku.
Zar w Egipcie
Obrzęd wyszedł drogami niewolniczymi i osiadł w Kairze.
Czytaj dalejZar dotarł do Sudanu i Egiptu w dziewiętnastym wieku, wzdłuż szlaków handlu ludźmi. Przyniosły go kobiety uprowadzone z Etiopii i z pogranicza, a przyjął się tam, gdzie warunki życia kobiet były podobne.
W Kairze obrzęd zrósł się z osobnym stylem muzycznym, który dziś bywa wykonywany na scenie. Zespoły grające zar występują na festiwalach, a część muzyków wywodzi się z rodzin prowadzących obrzęd od pokoleń.
Zdarza się, że opisuje się to jako upadek obrzędu, i to jest ocena zbyt pochopna. Obrzęd zepchnięty do podziemia przez potępienie religijne i wyprowadzony na scenę przez publiczność przetrwał w postaci, którą miał szansę przetrwać.
Somalijskie słowa w drodze
Te same wiatry niosły towar, słowa i obrzęd — w obie strony.
Czytaj dalejMonsun na Oceanie Indyjskim wieje pół roku w jedną stronę i pół roku w drugą, a to znaczy, że żeglarz musiał zostać w porcie do zmiany wiatru. Ten rytm zbudował całą kulturę wybrzeża: długie postoje, mieszane rodziny, języki z warstwami.
Tą drogą wędrowały nie tylko towary. Suahili na południu, o którym piszemy osobno, jest językiem bantu z warstwą arabską, wyrosłym dokładnie z tego układu — i to samo w mniejszej skali stało się na wybrzeżu somalijskim.
Róg Afryki nie był więc końcem kontynentu, tylko jego bramą morską. Kto patrzy na mapę lądową, widzi peryferie; kto patrzy na mapę wiatrów, widzi skrzyżowanie.
Diaspora
Obrzęd przeniesiony do miasta, w którym nie ma ani grobu, ani lasu.
Czytaj dalejWojny i susze ostatniego półwiecza rozproszyły Somalijczyków i Etiopczyków po świecie: duże skupiska są w Ameryce Północnej, Wielkiej Brytanii i Skandynawii. Religijność przeniosła się razem z nimi, ale nie wszystko dało się przenieść.
Grób świętego zostaje na miejscu i nie ma go czym zastąpić, więc wizyta zmienia się w pamięć o wizycie. Zar odbywa się w mieszkaniach, ciszej, bez bębnów, których sąsiedzi nie zniosą.
Kościół etiopski założył za granicą własne parafie i przeniósł do nich tabot, bo bez niego nie byłoby kościoła. To jest dobra miara tego, czym ten przedmiot jest: parafia w Toronto może nie mieć własnego budynku, ale tabot mieć musi.
Sprawdzamy
Czego nie było
Dziewięć zdań o Rogu Afryki, które powtarza się najczęściej — w tym dwa, które brzmią jak komplement, a są pomyłką, oraz jedno, które sam ten dział mógłby zasugerować, gdyby go nie sprostować.
„Że Etiopia zaczyna się od chrztu”
Nieprawda. Ten dział wchodzi do Etiopii w czwartym wieku. Przedtem też coś tam było.
Czytaj dalejTen dział opisuje Etiopię od przyjęcia chrześcijaństwa w czwartym wieku i to jest wybór porządkujący, a nie twierdzenie o tym, że wcześniej nie było religii. Mówimy o tym wprost, bo inaczej nasz własny brak zacząłby wyglądać na tezę.
Aksum przed Ezaną czciło bóstwa o imionach poświadczonych w inskrypcjach: Astar, Beher, Mahrem. Świątynie z tego okresu zachowały się, a inskrypcje królewskie sprzed konwersji wymieniają te imiona w formułach dziękczynnych.
Przejście nie było nagłe: zachowały się monety tego samego władcy z symbolem księżyca i tarczy słonecznej oraz z krzyżem, bite w odstępie lat. To jest rzadki przypadek, w którym zmianę religii widać w pieniądzu.
„Że Beta Israel to zaginione plemię”
Nieprawda. Legenda o Danie jest opowieścią o pochodzeniu, nie ustaleniem historycznym.
Czytaj dalejBeta Israel wywodzili się we własnej tradycji od plemienia Dana albo od orszaku Menelika i jest to opowieść o pochodzeniu, jak wiele podobnych. Traktowanie jej jako ustalenia historycznego jest pomyłką co do rodzaju tekstu.
Badania nad tą społecznością prowadzą do kilku różnych wniosków i nie ma między nimi zgody. Nie przesądzamy tego sporu i nie musimy: religia Beta Israel jest opisywalna z jej praktyki, a nie z rozstrzygnięcia o pochodzeniu.
Co da się powiedzieć na pewno: był to judaizm, który nie przeszedł przez Talmud, z Torą w ge’ezie, własnym kapłaństwem i świętami nieznanymi gdzie indziej. To czyni go osobnym, a nie niepełnym — i różnica między tymi słowami jest w tej sprawie całą stawką.
„Że Etiopia nigdy nie była pod okupacją”
Nieprawda. Nie została skolonizowana i została zajęta. To dwie różne rzeczy.
Czytaj dalejEtiopia jest zwykle wymieniana jako kraj afrykański, który nie został skolonizowany, i w sensie kolonialnym jest to prawda: pod Aduą w 1896 roku rozbiła armię włoską i zachowała niepodległość, gdy dzielono cały kontynent.
Ale w 1936 roku Włochy napadły ponownie, użyły gazów bojowych i zajęły kraj na pięć lat. Cesarz wyjechał, a okupacja została zakończona dopiero w 1941 roku przy udziale wojsk brytyjskich i etiopskiego ruchu oporu.
Zdanie „nigdy nie skolonizowana" jest więc prawdziwe i niepełne naraz, a sposób, w jaki się je powtarza, zaciera pięć lat, które dla żyjących wtedy ludzi były wszystkim. Mówimy oba zdania, bo dopiero razem są uczciwe.
„Że zar to egzorcyzm”
Nieprawda. Obrzęd, który kończy się wypędzeniem ducha, nie jest zarem.
Czytaj dalejZar bywa opisywany jako egzorcyzm i jest to pomyłka co do celu obrzędu. Egzorcyzm dąży do usunięcia; zar zakłada, że duch zostaje, i zajmuje się warunkami tego pobytu.
Pomyłka nie jest niewinna, bo zmienia obraz uczestniczek. Przy egzorcyzmie są ofiarami, które trzeba uwolnić; w zarze są stronami, które negocjują — a to dokładnie odwraca sens tego, co robią.
W tych samych okolicach istnieje obrzęd wypędzania i prowadzi go kościół albo uczony muzułmański. Są to dwie różne rzeczy, robione przez różnych ludzi, i mylenie ich zaciera wszystko, co ciekawe.
„Że gadaa to demokracja”
Nieprawda. Kadencyjność owszem. Powszechność — nie: kobiety pozostają poza kołem.
Czytaj dalejGadaa bywa nazywane afrykańską demokracją i jest w tym prawda: są wybory, jest kadencja, jest ograniczenie władzy i jest zgromadzenie stanowiące prawo. To rzeczywiście ustrój republikański i nie ma powodu tego pomniejszać.
Ale prawo udziału mają wyłącznie mężczyźni i wyłącznie w takt pokoleniowy, a miejsce w kole zależy od tego, w którym stopniu był ojciec. Kobiety mają własną instytucję — siinqee, laskę i związane z nią prawo do wystąpienia przeciw krzywdzie — i ta instytucja jest osobna, nie jest udziałem w gadaa.
Nazwanie tego demokracją w dzisiejszym znaczeniu jest komplementem, który zniekształca. „Republika pokoleniowa z kadencyjnością i zgromadzeniem prawodawczym" jest dłuższe i opisuje rzecz, która istniała, zamiast rzeczy, którą chcielibyśmy tam zobaczyć.
„Że dabtara to czarownik”
Nieprawda. Ta sama szkoła daje śpiew liturgiczny i umiejętność pisania zwoju.
Czytaj dalejDabtara bywa w opisach nazywany czarownikiem i jest to uproszczenie tego samego rodzaju, co nazwanie nganga czarownikiem nad Kongiem. Dabtara jest przede wszystkim uczonym kościoła: kantorem, przepisywaczem, nauczycielem, rachmistrzem kalendarza.
Pisanie zwojów ochronnych jest częścią jego umiejętności i jest przez kościół potępiane, a przez wiernych zamawiane. To jest napięcie wewnątrz jednej instytucji, nie dwie osobne postacie.
Opis, który zostawia samo pisanie zwojów, gubi dwadzieścia lat szkoły, poezję qene i rachubę kalendarza. Gubi więc to, dlaczego ten człowiek w ogóle umie napisać cokolwiek.
„Że Arka została potwierdzona”
Nieprawda. Brak wglądu działa w obie strony: nie potwierdza i nie obala.
Czytaj dalejPojawiają się doniesienia o potwierdzeniu obecności Arki w Aksum i żadne z nich nie opiera się na oględzinach, bo oględzin nigdy nie było. Do kaplicy nie wchodzi nikt poza wyznaczonym strażnikiem.
Brak dostępu działa symetrycznie i to jest tu najważniejsze: nie pozwala potwierdzić i nie pozwala obalić. Każde zdanie mocniejsze niż „nie wiadomo" jest zdaniem wykraczającym poza to, co ktokolwiek widział.
Piszemy o tym w dziale o wierzeniach, a nie w dziale o archeologii, i to rozstrzyga, co nas tu interesuje. Interesuje nas rola, jaką to przekonanie pełni w etiopskiej liturgii i w rozumieniu własnego państwa — a ta rola jest wymierna.
„Że somalijski islam jest jednolity”
Nieprawda. Bractwa suficke i nurty je zwalczające to ten sam islam w sporze.
Czytaj dalejSomalijski islam bywa przedstawiany jako jednolity, a jest miejscem sporu, który w ostatnich dekadach kosztował życie i zabytki. Bractwa sufickie z kultem świętych i nurty uznające ten kult za błąd stoją naprzeciw siebie.
Przedstawianie jednej strony jako „prawdziwego islamu", a drugiej jako „afrykańskiej naleciałości", jest przyjęciem stanowiska jednej ze stron i nazwaniem go opisem. Obie powołują się na te same źródła.
Opisujemy to jako spór wewnętrzny, bo nim jest, i nie rozstrzygamy go. Rozstrzyganie sporów teologicznych nie jest robotą atlasu wierzeń.
„Że Afryka nie miała własnego pisma”
Nieprawda. Pismo wymyślone na miejscu, starsze niż wszystkie języki, które go dziś używają.
Czytaj dalejZdanie o Afryce bez własnego pisma powtarza się uparcie i Róg Afryki obala je najkrócej. Ge’ez jest pismem rozwiniętym na miejscu, z własnym systemem samogłosek, którego jego południowoarabski pierwowzór nie miał.
Zapisywano nim inskrypcje królewskie od czwartego wieku, a od tego czasu nieprzerwanie księgi. Zapisuje się nim dziś amharski, tigrinię i kilka innych języków — a więc żyje i jest w użyciu, nie jest zabytkiem.
Do tego dochodzą pismo meroickie Nubii, tifinagh Amazigh i pismo nsibidi w Nigerii, o których piszemy w swoich działach. Zdanie o braku pisma nie jest więc uproszczeniem; jest po prostu nieprawdą.