Europa · kraj po kraju
Rumunia — dni pożyczone i mowa łacińska pisana cyrylicą
Rumunia jest miejscem mieszania sama w sobie, zanim jeszcze zacznie się wyliczać obyczaje: mowa romańska w otoczeniu prawosławnym, a przez trzy stulecia zapisywana cyrylicą. Ten dział zaczyna się od wróżby, którą robi się tam do dziś w pierwszych dniach marca, i przez nią dochodzi do bractwa tanecznego z przysięgą, do dwóch różnych powrotów zmarłego i do powieści, która zabrała stąd imię, a zostawiła całą resztę.
Podpis działu
Dwanaście dni pożyczonych: wybierasz jeden i nie zmieniasz
Pierwsze dni marca są pożyczone. Wybiera się jeden z nich — raz, przed czasem, bez poprawki — a pogoda tego dnia ma powiedzieć, jaki będzie cały rok wybierającego. Kliknij dzień, żeby przeczytać, jak się go czyta i skąd się to wzięło.
Skąd to się bierze
Staruszka, dziewięć kożuchów i reguła, która czyni z tego wróżbę
Staruszka i dziewięć kożuchów
Wyszła w góry w marcu z owcami i zrzucała kożuch za kożuchem, bo robiło się coraz cieplej. Potem przyszedł mróz.
Czytaj dalejSkąd wiemyZapisy opowieści i rachuby dni z dziewiętnastego i dwudziestego wieku, zgodne co do liczby kożuchów.
Opowieść ma postać stałą. Stara kobieta wychodzi na pastwisko na początku marca, ubrana w dziewięć kożuchów. Każdego dnia robi się cieplej, więc zrzuca jeden. Gdy została bez ostatniego, wróciła zima i zamarzła razem ze stadem.
Cała rachuba dni bierze się z tej liczby: dziewięć kożuchów to dziewięć dni. Tam, gdzie liczy się dwanaście, przyjmuje się, że część kożuchów miała podszewkę albo że doliczono dni powrotu.
Warto powiedzieć wprost, czego o tej postaci nie wiemy. Zapisy opowieści są późne, głównie dziewiętnastowieczne, i nie ma podstaw, żeby przedstawiać ją jako zachowane w całości bóstwo przedchrześcijańskie. To, co pewne, to funkcja: tłumaczy zmienną pogodę marca i dostarcza narzędzia do wróżby.
Wybiera się raz
Dzień trzeba wybrać przed pierwszym marca i nie wolno go zmienić po fakcie. Na tym polega różnica wobec horoskopu.
Czytaj dalejSkąd wiemyReguła wyboru przed terminem notowana zgodnie w relacjach współczesnych i dawniejszych.
Zasada jest prosta i to ona czyni z tego wróżbę, a nie przepowiednię ogólną. Dzień wybiera się wcześniej, mówi się o tym komuś, i po fakcie nie wolno zmienić wyboru na taki, który lepiej wypadł.
Rzecz działa więc odwrotnie niż rubryka z gazety, gdzie tekst dopasowuje się do czytelnika. Tutaj czytelnik zobowiązuje się z góry, a odczyt może być niekorzystny i nie ma odwołania.
Ta sama reguła — zobowiązanie przed wynikiem — wraca w wielu wróżbach opisanych w innych działach. Jest to zresztą jedyny znany sposób, żeby wróżba mogła cokolwiek powiedzieć: wynik musi być zdolny wypaść źle.
Mărţişor
Czerwono-biały sznurek noszony przez cały marzec, a potem zawieszany na kwitnącym drzewie.
Czytaj dalejSkąd wiemyPraktyka bieżąca, wpis na listę dziedzictwa niematerialnego jako zwyczaj wielonarodowy.
Pierwszego marca wręcza się skręcony sznurek z czerwonej i białej nici, często z drobną zawieszką. Nosi się go przypiętego przez cały miesiąc, a zdejmuje wtedy, gdy zobaczy się pierwsze kwitnące drzewo, i zawiesza na jego gałęzi.
Dwie barwy czyta się jako parę przeciwieństw: zima i wiosna, mróz i słońce. Zawieszenie na drzewie zamyka rzecz tak samo jak wyprowadzenie kukły poza wieś w innych obrzędach wiosennych — to, co się nosiło, nie wraca do domu.
Zwyczaj jest żywy, powszechny i wpisany na listę dziedzictwa niematerialnego wspólnie z kilkoma krajami sąsiednimi. Nie jest walentynkami i nie ma związku z zalotami: daje się go matkom, nauczycielkom i koleżankom.
Bractwo
Przysięga na dziewięć dni, a potem taniec, który leczy
Bractwo taneczne, które składa przysięgę przed chorągwią i przez dziewięć dni nie podlega zwykłym regułom. Tańczy po to, żeby leczyć. Wciąż istnieje.
Przysięga przed chorągwią
Bractwo zawiązuje się na czas obrzędu i rozwiązuje po nim. Wiąże je przysięga złożona przed drzewcem z ziołami.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy obrzędu z dwudziestego wieku i relacje bieżące; przysięga i zioła na drzewcu powtarzają się zgodnie.
Bractwo istnieje tylko przez czas obrzędu. Zawiązuje się je przysięgą złożoną przed drzewcem, na którym przywiązano czosnek i piołun, i rozwiązuje po dziewięciu dniach. Poza tym okresem nie ma bractwa, są poszczególni mężczyźni.
W składzie jest postać osobna: milczący, z drewnianą szablą i zakrytą twarzą, który nie odzywa się przez cały czas trwania. Jego rola jest odwrotna do reszty — nie tańczy razem, tylko pilnuje granicy obrzędu.
Przez te dni obowiązują zakazy: nie wolno spać w domu, przechodzić przez pewne miejsca ani rozmawiać o tym, co się robi. To jest ten sam kształt, co w innych bractwach obrzędowych Europy: czas, w którym zwykłe reguły są zawieszone, ma własne reguły twardsze.
Taniec, który leczy
Bractwo tańczy nad chorym. Rozpoznanie brzmi: został wzięty przez te, które chodzą w tym tygodniu.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy zabiegu zgodne w relacjach z różnych okolic; rozbicie naczynia i czosnek występują powszechnie.
Dolegliwość, którą się tu zajmowano, tłumaczono jako skutek naruszenia zakazów obowiązujących w tygodniu po Zielonych Świątkach. Objawy opisywano jako bezwład, drętwienie albo utratę mowy.
Zabieg jest zbiorowy i głośny, co odróżnia go od wszystkiego, co opisujemy w działach sąsiednich. Tam leczy jedna osoba szeptem; tutaj leczy grupa tańcem, hałasem dzwonków i przeskakiwaniem nad leżącym.
Na końcu rozbija się garnek, a chory ma zjeść czosnek z drzewca. Rozbicie naczynia zamyka zabieg tak samo, jak wylanie wody poza obejście zamyka zabieg podlaski: to, co zdjęte, musi zostać zniszczone albo wyprowadzone.
Co z tego zostało
Tradycja żywa i wpisana na listę dziedzictwa, a jednocześnie w dużej części przeniesiona na scenę.
Czytaj dalejSkąd wiemyWpis na listę dziedzictwa niematerialnego i bieżąca praktyka festiwalowa.
Rzecz jest wpisana na listę dziedzictwa niematerialnego i to zapewniło jej przetrwanie, ale przetrwanie w dwóch postaciach naraz. Jedna to obrzęd w swoim terminie, z przysięgą i zakazami. Druga to widowisko, które można zamówić w dowolnym miesiącu.
Mówimy o tym wprost, bo różnica jest istotna i łatwa do przeoczenia: to, co widzi się na festiwalu, jest tańcem z obrzędu, a nie obrzędem. Brakuje w tym przysięgi, terminu i chorego.
Nie jest to zarzut wobec zespołów. Jest to informacja potrzebna każdemu, kto chciałby po tym filmie napisać, że obrzęd wygląda tak, jak wyglądał.
Dwa powroty
Strigoi i moroi — rozpoznanie decyduje o wszystkim
Zmarły może wrócić na dwa sposoby, a rozpoznanie, który to, decyduje o wszystkim: o oględzinach, o zabiegu i o tym, czy sprawa dotyczy rodziny, czy całej wsi.
Strigoi
Powrót cielesny: sprawa dotyczy grobu, oględzin i całej wsi.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy oględzin i oznak; wyjaśnienia procesów pośmiertnych znane z medycyny sądowej.
W przekazach rumuńskich strigoi to zmarły, którego powrót ma postać cielesną i którego szuka się w grobie. Podejrzenie pada zwykle po serii zgonów albo chorób w jednej rodzinie, a rozstrzygnięciem miały być oględziny zwłok.
Przypisywane oznaki — brak rozkładu, zmiana ułożenia, krew w jamie ciała — mają dziś wyjaśnienia sądowo-lekarskie, bo tak właśnie zachowują się ciała w części warunków pochówku. To nie znaczy, że praktyka była udawana: znaczy, że ludzie widzieli rzecz prawdziwą i tłumaczyli ją jedyną dostępną teorią.
Istnieje też strigoi żywy, czyli człowiek, któremu przypisuje się taką zdolność za życia, najczęściej z powodu okoliczności narodzin. Jest to kategoria całkiem inna i lepiej ich nie mieszać.
Moroi
Powrót bez ciała: sprawa domowa, rozstrzygana w obrębie rodziny.
Czytaj dalejSkąd wiemyZapisy rozróżnienia i zapisy jego zacierania; oba stany rzeczy poświadczone.
Moroi opisuje się jako powrót niecielesny, dotykający najbliższych i objawiający się we śnie, w duszeniu albo w słabnięciu dziecka. Grób pozostaje przy tym nienaruszony i nikt go nie otwiera.
Granica między obiema nazwami nie jest wszędzie ta sama i w części okolic używa się ich zamiennie. Podajemy rozróżnienie tam, gdzie jest wyraźne, i mówimy, że bywa zatarte — bo udawanie precyzji byłoby tu fałszem.
Różnica ma jednak skutek praktyczny, i to on jest w tym dziale najważniejszy: jedno rozpoznanie prowadzi na cmentarz i angażuje wieś, drugie zostaje w izbie.
Co robiono, żeby nie wrócił
Najwięcej zabiegów przypada nie po powrocie, lecz przed nim — w czasie pogrzebu.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy obrzędów pogrzebowych; motyw przymusu liczenia notowany na dużym obszarze.
Zabiegi zapobiegawcze wykonywano przy pogrzebie i one są w zapisach najliczniejsze: czuwanie bez pozostawiania ciała samego, pilnowanie, żeby nie przeszło pod nim zwierzę, kładzenie przedmiotów do trumny, sypanie ziaren.
Sypanie ziaren wraca w całej Europie Środkowej i Wschodniej i opiera się na tej samej zasadzie: powracający ma obowiązek policzyć wszystko, co policzalne, więc zajmie się tym do świtu. Przymus liczenia jest tu słabością, którą się wykorzystuje.
Zwraca uwagę proporcja. Ogromna większość praktyk dotyczy zapobiegania; oględziny grobu są ostatecznością i zdarzały się rzadko w stosunku do liczby zgonów.
Po czym rozpoznawano za życia
Czepiec, siódme dziecko tej samej płci, narodziny w oznaczonym dniu — czyli rzeczy, na które nikt nie ma wpływu.
Czytaj dalejSkąd wiemyZapisy o cechach przypisywanych od urodzenia i o ich trwałości w opinii wsi.
Cechy wskazujące na strigoi żywego dotyczą okoliczności przyjścia na świat: urodzenia w błonie płodowej, kolejności wśród rodzeństwa, dnia narodzin. Żadna z nich nie jest czynem ani wyborem.
To odróżnia tę kategorię od oskarżenia o czary, które zarzuca działanie. Tutaj przypisuje się właściwość, z którą człowiek nic nie może zrobić, i to jest znacznie trudniejsza sytuacja dla oskarżonego.
W praktyce wiejskiej taka opinia bywała obciążeniem na całe życie, także wtedy, gdy nikt nie zarzucał konkretnej szkody. Wystarczyło, że była pamiętana.
Cztery daty
Co robi się w roku poza tym, co przewiduje kalendarz
Cztery daty, które w Rumunii robią coś, czego kalendarz kościelny nie przewiduje, a mimo to mieszczą się w nim co do dnia.
Dragobete
Dzień młodych, wyjście po pierwsze kwiaty, umowa na rok — nie walentynki i starsze od nich w tym kraju.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy obyczaju z zapisów etnograficznych.
Dzień, w którym młodzi wychodzili razem do lasu po pierwsze kwiaty, a wracali parami. Zawierana wtedy umowa obowiązywała do następnego roku i miała postać publiczną: wiedziała o niej wieś.
Zwyczaj bywa dziś przedstawiany jako rumuński odpowiednik walentynek, co przekręca go w jednym miejscu. Chodziło nie o wyznanie uczuć, tylko o zawiązanie pary na oznaczony czas, z terminem i ze świadkami.
Sânziene
Przesilenie: wianki rzucane na dach, zioła zbierane o świcie, noc, w której zioła są najmocniejsze.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy zbioru ziół i wróżby z wianka.
Wokół dwudziestego czwartego czerwca zbierano zioła uważane wtedy za najskuteczniejsze, plotło się z nich wianki i rzucało na dach domu. Sposób upadku wianka odczytywano jako wróżbę, przede wszystkim o zamążpójściu i o długości życia.
Zioła zebrane tej nocy przechowywano przez rok i używano w zabiegach leczniczych. To ta sama zasada, co w innych miejscach Europy: istnieje jedna noc, w której materiał nabiera mocy, i zapas robi się wtedy.
Nazwa święta pokrywa się z nazwą roślin zbieranych tego dnia, co bywa podawane jako dowód dawności. Ostrożniej jest powiedzieć, że pokrywają się nazwy, a kierunek zapożyczenia nie jest przesądzony.
Noc świętego Andrzeja
Czosnek w oknach, wilki w opowieściach i wróżby o zamążpójściu — w Rumunii to noc obronna.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy praktyk ochronnych i wróżebnych związanych z tą nocą.
Wieczór poprzedzający trzydziesty listopada uchodził za czas, w którym granica jest cienka. Smarowano czosnkiem futryny i okna, nie zostawiano otwartych drzwi, a w opowieściach tej nocy wilki mówią ludzkim głosem.
Równolegle prowadzono wróżby o zamążpójściu, głównie dziewczęce, oparte na obserwacji przedmiotów zostawionych na noc. Połączenie obrony i wróżby w jedną noc jest tu charakterystyczne: to samo rozluźnienie granicy, które grozi, jednocześnie pozwala zobaczyć.
Ten sam wieczór jest w krajach sąsiednich przede wszystkim wieczorem wróżb, bez tak rozbudowanej warstwy obronnej. Różnica rozkłada się więc po granicach, a nie po epokach.
Rusalii
Tydzień, w którym bractwo taneczne działa, a reszcie wsi część prac jest zabroniona.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy zakazów tygodnia i związku z obrzędem bractwa.
Tydzień po Zielonych Świątkach obwarowany był zakazami: nie podejmowano części prac polowych, nie spano w polu, unikano określonych miejsc. Naruszenie tłumaczyło zachorowanie, którym zajmowało się bractwo taneczne.
Układ jest w tym dziale wzorcowy: zakaz, naruszenie, rozpoznanie i wyspecjalizowana grupa, która to naprawia. Cztery elementy, z których każdy da się opisać osobno, a które działają tylko razem.
Nazwa tygodnia jest wspólna z tradycją wschodniosłowiańską, a treść po części inna. Wspólnota nazwy bez pełnej wspólnoty treści jest zresztą w tym dziale regułą, nie wyjątkiem.
Mieszanie
Mowa romańska, obrządek wschodni, pismo cyrylickie
Mowa łacińska pisana literami greckiego pochodzenia, w kraju obrządku wschodniego. To nie jest ciekawostka na marginesie — to jest opis tego kraju.
Mowa romańska na wschodzie
Jedyny kraj o mowie wywodzącej się z łaciny i o obrządku wschodnim naraz.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzynależność językowa i skład słownictwa religijnego, ustalone w językoznawstwie.
Rumuński należy do języków romańskich, czyli wywodzi się z łaciny, podobnie jak włoski, hiszpański czy francuski. Otoczenie językowe stanowią jednak od stuleci języki słowiańskie i węgierski, a otoczenie wyznaniowe jest wschodnie.
Skutkiem jest sytuacja bez odpowiednika w Europie: słownictwo religijne w dużej części słowiańskie, gramatyka i trzon słownictwa łacińskie, obrządek grecki. Te trzy rzeczy nie układają się w żadną spójną całość i właśnie dlatego są opisem tego kraju.
Dla naszego działu ma to skutek konkretny. Nazwy obrzędów i postaci przychodzą tu z dwóch stron naraz, a wspólnota nazwy nie oznacza wspólnoty treści. Mówimy o tym przy każdym haśle, gdzie to widać.
Po rumuńsku, cyrylicą
Przez trzy stulecia mowę romańską zapisywano tu literami pochodzenia greckiego.
Czytaj dalejSkąd wiemyZabytki piśmiennictwa i akty wprowadzające alfabet łaciński.
Od szesnastego wieku do połowy dziewiętnastego teksty rumuńskie zapisywano cyrylicą. Nie były to teksty słowiańskie zapisane po słowiańsku: to był język romański w piśmie, które przyszło razem z obrządkiem.
W tym dziale jest to odpowiednik sytuacji, którą opisujemy przy Tatarach Rzeczypospolitej, gdzie mowę słowiańską zapisywano alfabetem arabskim. Oba przypadki pokazują tę samą rzecz: pismo idzie za wyznaniem, a nie za językiem.
Przejście na alfabet łaciński dokonało się stopniowo, przez kilkadziesiąt lat i przez alfabet przejściowy, w którym litery obu systemów stały obok siebie. Zakończono je urzędowo w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku.
Skąd biorą się nazwy obrzędów
Część z łaciny, część ze słowiańszczyzny, część nie wiadomo skąd — i to ostatnie też trzeba powiedzieć.
Czytaj dalejSkąd wiemyStan badań etymologicznych, w tym przypadki nierozstrzygnięte.
Nazewnictwo obrzędowe jest w rumuńskim mieszane. Część nazw ma rodowód łaciński, część przyszła wraz z obrządkiem ze słowiańszczyzny, a o pochodzeniu części do dziś się spiera.
W opracowaniach popularnych ta trzecia grupa bywa wciągana do jednej z dwóch pierwszych, w zależności od tego, co komu odpowiada. My ją zostawiamy osobno i nazywamy nierozstrzygniętą, bo tak jest.
Ma to znaczenie dla całego działu. Jeśli przyjąć, że każda nazwa musi pochodzić z jednej strony, to każdy obrzęd staje się dowodem w sporze o to, kim Rumuni są. To jest spór, którego nie prowadzimy.
Siedmiogród: trzy wyznania w jednej wsi
Prawosławni, katolicy, protestanci i unici obok siebie — a przy tym trzy języki.
Czytaj dalejSkąd wiemyStruktura wyznaniowa Siedmiogrodu i akty uznające wyznania.
W Siedmiogrodzie obok siebie żyły wspólnoty prawosławne, katolickie, luterańskie, kalwińskie i unickie, mówiące po rumuńsku, węgiersku i niemiecku. W jednej wsi potrafiły stać dwa albo trzy domy modlitwy różnych wyznań.
Skutkiem był porządek prawny wcześniejszy niż podobne rozwiązania na zachodzie Europy: uznanie kilku wyznań za dopuszczalne obok siebie na tym samym terenie. Nie oznaczało to równości wszystkich, bo poza uznanymi pozostawały inne, w tym większość prawosławna.
Dla obyczaju znaczyło to codzienne sąsiedztwo różnych kalendarzy świątecznych. Data tego samego święta potrafiła różnić się o kilkanaście dni w obrębie jednej doliny.
Licznik
Pięć liczb
Pięć liczb, w tym jedna, która pokazuje, ile trwało pisanie po rumuńsku cyrylicą.
1862
Rok, w którym alfabet łaciński stał się urzędowy
Przejście trwało kilkadziesiąt lat i szło przez alfabet przejściowy, w którym oba systemy stały obok siebie.
300
Lat pisania po rumuńsku cyrylicą
Mowa romańska w piśmie, które przyszło razem z obrządkiem wschodnim.
9
Kożuchy i dni
Dziewięć zrzuconych kożuchów to dziewięć dni pożyczonych na początku marca.
2008
Rok wpisu bractwa na listę dziedzictwa
Zapewniło to przetrwanie, ale w dwóch postaciach naraz: obrzędu i widowiska.
1897
Rok wydania powieści, która zabrała stąd imię
Wzięła nazwisko i okolicę, a zostawiła cały rumuński materiał.
Sprawdzamy
Czego nie było
Sześć zdań o rumuńskich wierzeniach, które powtarza się wszędzie, a które przy sprawdzeniu nie wytrzymują.
„Dracula to rumuński wampir ludowy”
Nieprawda. Powieść z 1897 roku wzięła imię i okolicę, a postać złożyła z czego innego.
Czytaj dalejA było takZmarły z własnej wsi, sprawa rodzinna i sąsiedzka, rozstrzygana przy pogrzebie albo przy grobie.
Autor powieści zaczerpnął nazwisko od piętnastowiecznego władcy i umieścił akcję w Transylwanii, której nigdy nie odwiedził. Cechy samej postaci — arystokrata, zamek, uwodzenie, podróż do Anglii — nie pochodzą z rumuńskiego materiału.
Rumuński powracający jest kimś zupełnie innym: to własny zmarły, szkodzący swojej rodzinie i sąsiadom, którym zajmuje się wieś, a nie łowca przybywający z zewnątrz. Nie ma zamku, nie ma uwodzenia i nie ma pojedynku z uczonymi.
Skutek jest taki, że materiał prawdziwy jest dziś trudniejszy do opowiedzenia niż wymyślony, bo czytelnik ma gotowy obraz. Dlatego to hasło stoi w dziale osobno.
„Wład Palownik uchodził w Rumunii za potwora”
Nieprawda. W tamtejszej tradycji figuruje przede wszystkim jako surowy władca, a nie jako istota nadprzyrodzona.
Czytaj dalejA było takPostać historyczna, w tamtejszej tradycji władca surowy; związku z powracającymi zmarłymi brak przed końcem dziewiętnastego wieku.
W rumuńskiej pamięci historycznej postać ta funkcjonuje jako władca surowy i skuteczny, w opowieściach ludowych karzący przede wszystkim złodziei i nieuczciwych. Obraz okrutnika w znacznej mierze pochodzi z druków obcych, powstałych za jego życia i wrogich mu politycznie.
Nie chodzi o to, żeby go wybielać: okrucieństwo tych rządów jest poświadczone i nie zamierzamy go pomniejszać. Chodzi o to, że nikt tam nie łączył go z powracającymi zmarłymi, dopóki nie zrobiła tego powieść.
„Căluşari to zespół folklorystyczny”
Nieprawda. Zespoły istnieją i są dobre, ale obrzęd to co innego: przysięga, termin i chory.
Czytaj dalejA było takBractwo zawiązywane przysięgą na dziewięć dni, z funkcją leczniczą; zespół sceniczny przenosi z tego wyłącznie taniec.
To, co pokazuje się na scenie, jest tańcem wyjętym z obrzędu. Sam obrzęd wymaga przysięgi złożonej przed drzewcem, dziewięciu dni obowiązywania zakazów, terminu w kalendarzu i osoby, którą się leczy.
Różnica nie jest formalna. Na festiwalu nie ma milczącego z szablą w jego właściwej roli, nie ma rozbicia naczynia nad chorym i nie ma zakazu przyjmowania umówionej zapłaty — bo honorarium za występ jest właśnie umówione z góry.
„Rumuni to Słowianie mówiący dziwnym językiem”
Nieprawda. Język jest romański, czyli z tej samej rodziny co włoski i hiszpański.
Czytaj dalejA było takJęzyk romański w otoczeniu słowiańskim i węgierskim, z obrządkiem wschodnim i dawnym pismem cyrylickim.
Rumuński wywodzi się z łaciny i należy do rodziny romańskiej. Zapożyczenia słowiańskie są liczne, zwłaszcza w słownictwie religijnym i administracyjnym, ale gramatyka i trzon słownictwa są romańskie.
Pomyłka bierze się najczęściej z tego, że kraj leży wśród sąsiadów słowiańskich i ma obrządek wschodni, a przez trzy stulecia pisał cyrylicą. Wszystkie te trzy rzeczy są prawdziwe i żadna nie zmienia przynależności języka.
„Mărţişor to rumuńskie walentynki”
Nieprawda. Nie ma związku z zalotami. Daje się go matkom, nauczycielkom i koleżankom.
Czytaj dalejA było takZwyczaj powitania wiosny, wręczany bez znaczenia miłosnego; dzień zalotów wypada osobno, w lutym.
Sznurek pierwszomarcowy wręcza się kobietom i dziewczętom w kręgu rodzinnym, szkolnym i sąsiedzkim, bez znaczenia miłosnego. Dzień zalotów w tym kalendarzu jest inny i przypada w lutym.
Pomylenie obu rzeczy jest łatwe, bo dzieli je pięć dni, a oba zwyczaje są dziś handlowe. Skutek jest jednak taki, że starszy i powszechniejszy obyczaj traci swoją treść: parę przeciwieństw, zimę i wiosnę, splecione w jednym sznurku.
„Baba Dochia to zachowane pogańskie bóstwo”
Nieprawda. Zapisy tej opowieści są późne. Można pokazać jej funkcję, nie można wykazać ciągłości.
Czytaj dalejA było takPostać opowieści poświadczonej od dziewiętnastego wieku, o jasnej funkcji kalendarzowej i wróżebnej; rodowód nierozstrzygnięty.
Postać ta bywa przedstawiana jako przedchrześcijańskie bóstwo, które przetrwało w nienaruszonej postaci. Materiał tego nie unosi: zapisy opowieści pochodzą głównie z dziewiętnastego wieku, a próby wiązania jej imienia z konkretnymi postaciami starożytnymi są sporne.
To, co da się powiedzieć uczciwie, jest ciekawsze od domysłu. Opowieść tłumaczy realne zjawisko pogodowe, dostarcza rachuby dni i podtrzymuje wróżbę, którą wykonuje się do dziś. Funkcja jest udokumentowana; rodowód nie.