Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Hiszpania — ten, który pojechał sprawdzić

Europa · kraj po kraju

Hiszpania — ten, który pojechał sprawdzić

Hiszpania jest w tym filarze przypadkiem, w którym najmocniejszy materiał przeczy najbardziej rozpowszechnionej opowieści. To tutaj, po wielkiej panice z 1610 roku, jeden inkwizytor pojechał sprawdzić zeznania na miejscu — i po jego raporcie Hiszpania praktycznie przestała palić za czary, wcześniej niż protestancka Rzesza. Ten sam kraj ma na koncie trybunał, wygnanie moryskow i trzy religie na jednym rynku. Wszystko to jest prawdziwe naraz i dopiero razem coś znaczy.

Podpis działu

Lejek sprawdzania: 1802 zeznania, a na końcu zero

Cztery szczeble sprawdzania z raportu z 1611 roku. Liczby są z niego, nie nasze. Kliknij szczebel, żeby zobaczyć, co na nim odpadło i dlaczego.

Metoda

Cztery rzeczy, które zrobił, a których zwykle nie robiono

Cztery rzeczy, które zrobił człowiek wysłany, żeby potwierdzić zeznania, a który zamiast tego zaczął je sprawdzać.

objazd 1611

Pojechał i sprawdził na miejscu

Zamiast czytać akta w mieście, objechał doliny i przesłuchiwał ludzi tam, gdzie mieszkali.

Czytaj dalej

Skąd wiemyRaport z objazdu i zestawienia sporządzone w jego trakcie.

Objazd trwał miesiącami i objął kilkadziesiąt miejscowości. Przesłuchania prowadzono na miejscu, osobno i bez udziału sąsiadów, co samo w sobie zmieniło treść zeznań.

To jest pierwszy i najprostszy element metody: sprawdzić tam, gdzie rzecz miała się wydarzyć. Wydaje się oczywisty, a w aktach procesów europejskich jest rzadkością.

kto właściwie zeznaje

Rozbił materiał według wieku

Policzył osobno zeznania dzieci i dorosłych — i dopiero wtedy liczba przestała robić wrażenie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZestawienia według wieku zawarte w raporcie.

Sporządzenie zestawienia według wieku było czynnością prostą, a rozstrzygnęło więcej niż wszystkie spory teologiczne toczone wokół tej sprawy. Zebrano ponad tysiąc osiemset zeznań i wyglądało to na materiał przytłaczający — dopóki nie policzono, że blisko tysiąc czterysta z nich złożyły dzieci, w większości poniżej czternastego roku życia.

Ten krok wart jest zapamiętania poza samą sprawą. Wielka liczba przestaje być argumentem, gdy się ją rozbije na części i spyta, z czego się składa.

przesłuchanie osobne

Oddzielił świadków od siebie

Przesłuchiwani razem opowiadali to samo. Przesłuchiwani osobno przestawali się zgadzać.

Czytaj dalej

Skąd wiemyUwagi o różnicy między przesłuchaniem wspólnym a osobnym, zawarte w raporcie.

Kluczowa obserwacja dotyczyła nie treści zeznań, tylko warunków ich składania. Ludzie przesłuchiwani w obecności innych podawali wersję zgodną; przesłuchiwani osobno zaczynali się rozjeżdżać w szczegółach albo wycofywać.

Zgodność zeznań, którą wcześniej traktowano jako dowód mocny, okazała się skutkiem sposobu ich zbierania. Ta sama uwaga stoi u nas przy táltosie i przy katarach: spójność bywa własnością procedury, a nie zdarzenia.

maści, miejsca, ślady

Zbadał rzeczy, a nie tylko słowa

Wziął to, co dawało się zważyć i obejrzeć, i sprawdził osobno. Nic się nie potwierdziło.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpis badanych przedmiotów i miejsc oraz wniosków z tego badania.

Badano wskazywane miejsca zgromadzeń, przekazywane maści i przedmioty. Rzeczy dające się sprawdzić sprawdzono, a te, których sprawdzić się nie dało, odłożono jako nierozstrzygalne, zamiast przyjmować je na wiarę.

Warto podkreślić ostrożność tego kroku, bo bywa on streszczany zbyt śmiało. Nie orzeczono, że coś takiego nie może istnieć; orzeczono, że w tej konkretnej sprawie nie ma niczego, co by to potwierdzało. Różnica między tymi dwoma zdaniami jest w tym dziale zasadnicza.

Panika

Jak to wyglądało i czym się skończyło

Panika z 1610 roku: jak wyglądała, ile objęła i czym się skończyła dla oskarżonych.

1608–1610

Jak zaczęła się panika

Od jednego zeznania, które pociągnęło następne, dokładnie tak jak po drugiej stronie Pirenejów.

Czytaj dalej

Skąd wiemyAkta sprawy i chronologia rozchodzenia się oskarżeń.

Panika zaczęła się od pojedynczego zeznania i rozeszła po dolinach w ciągu dwóch lat, obejmując kolejne wsie. Mechanizm był ten sam, co w paniki opisanej w dziale o procesach: od zeznającego żądano nazwisk, a każde nazwisko otwierało następną sprawę.

Rzecz nie zaczęła się zresztą po hiszpańskiej stronie granicy. Wcześniej przeszła przez sąsiednie doliny po drugiej stronie Pirenejów, gdzie prowadzono ją znacznie krwawiej.

1610

Publiczne ogłoszenie wyroków

Wielkie widowisko z wyrokami; jedenaścioro skazanych na śmierć, w tym pięcioro już nieżyjących.

Czytaj dalej

Skąd wiemyAkta ogłoszenia wyroków i liczba skazanych.

Wyroki ogłoszono publicznie, w obecności wielotysięcznego tłumu. Skazano na śmierć jedenaście osób, z czego pięć zmarło wcześniej w więzieniu i spalono ich wizerunki. Pozostałe kary były łagodniejsze i obejmowały pokutę oraz konfiskaty.

Widowisko miało być zwieńczeniem sprawy i było nim w oczach ówczesnych. To, co nastąpiło potem, jest w tym dziale ważniejsze, bo poszło w przeciwnym kierunku niż wszystko, czego oczekiwano.

1611–1614

Raport i jego skutek

Po objeździe i raporcie trybunał przyjął nowe zasady postępowania, a egzekucje za czary ustały.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZasady postępowania przyjęte po raporcie i brak dalszych egzekucji za czary.

Raport z objazdu trafił do Rady, wywołał spór wewnątrz instytucji i ostatecznie doprowadził do przyjęcia zasad postępowania, które praktycznie uniemożliwiły dalsze skazywanie. Wymagano odtąd dowodu niezależnego od zeznania i zakazano opierania sprawy wyłącznie na wzajemnych wskazaniach.

Skutek jest policzalny: po tej dacie egzekucje za czary w Hiszpanii praktycznie ustają, w czasie gdy w Rzeszy trwa jeszcze najgorsza faza procesów. To jest zdanie, które w tym dziale robi najwięcej i dlatego stoi także w liczniku.

Nie oznacza to, że instytucja przestała działać ani że przestała krzywdzić. Oznacza, że w tej jednej sprawie procedura zadziałała jako hamulec — i że stało się to dzięki temu, iż ktoś pojechał sprawdzić.

bilans

Ile osób zginęło w całej sprawie

Sześcioro spalonych żywcem i pięcioro pośmiertnie, wobec przeszło tysiąca ośmiuset zeznań.

Czytaj dalej

Skąd wiemyBilans skazań w tej sprawie zestawiony z liczbą zebranych zeznań.

Zestawienie tych dwóch liczb jest w tym dziale celowe. Zeznań było przeszło tysiąc osiemset; straconych jedenaście osób, z czego pięć już nie żyło. Proporcja jest inna niż w podobnych panikach po drugiej stronie granicy.

Mówimy to bez pomniejszania: jedenaście osób to jedenaście osób, a konfiskaty i pokuty dotknęły setek. Liczbę podajemy dlatego, że fałszywa liczba jest łatwa do obalenia i pociąga za sobą wszystko inne — ta sama zasada, co przy dziewięciu milionach w dziale o procesach.

Zanim była Hiszpania

Tysiąc lat wierzeń przed pierwszym państwem

Zanim powstało jakiekolwiek państwo o tej nazwie, na tych ziemiach składano ofiary, pisano klątwy i chowano zmarłych przy świetle przez dobre tysiąc lat. Dziewięć warstw, od kultury, której pisma nie umiemy przeczytać, po kodeks karzący za sprowadzanie burzy na cudzą winnicę.

IX–VI w. p.n.e., dolina Gwadalkiwiru

Tartessos — kultura, której pisma nie umiemy przeczytać

Najstarsza wyraźnie opisana kultura półwyspu: metal, własne pismo i sanktuarium, które ktoś celowo spalił, a potem starannie zasypał.

Czytaj dalej

Skąd wiemyStele z pismem południowo-zachodnim, warstwy zasypanego sanktuarium w Cancho Roano oraz ołtarz i inskrypcja dla Astarte ze skarbu z El Carambolo.

Na południowym zachodzie, w dolinie dzisiejszego Gwadalkiwiru, istniała od dziewiątego stulecia przed naszą erą kultura żyjąca ze srebra i miedzi, o której pisali sąsiedzi z całego Morza Śródziemnego. Zostawiła po sobie kamienne stele pokryte pismem zwanym południowo-zachodnim: znaki umiemy odczytać, ale język pod nimi pozostaje nierozpoznany, więc imion bóstw z tych napisów nie potrafimy wydobyć.

Najwięcej o tamtejszym kulcie mówi sanktuarium w Cancho Roano na zachodzie. Budowlę przebudowywano kilkakrotnie, a około czwartego wieku przed naszą erą spalono ją i zasypano — nie w pośpiechu ucieczki, lecz porządkiem, który sam jest obrzędem: naczynia ustawiono, zwierzęta złożono, warstwy przykryto. Świątynię zamknięto tak, jak zamyka się grób.

Drugi ślad jest jeszcze wymowniejszy. W skarbie z El Carambolo pod Sewillą stał ołtarz wycięty w kształcie rozpostartej skóry byka, a wraz z nim znalazła się inskrypcja poświęcona Astarte — bogini fenickiej, przyniesionej z drugiego końca morza. To pierwszy na tej ziemi udokumentowany przypadek tego, co powtórzy się tu jeszcze wiele razy: miejscowa forma kultu przyjmuje przybyłe imię i obie rzeczy żyją dalej razem.

od IX w. p.n.e., wybrzeże południowe

Melkart z Gadiru i bóg, który zmienił imię

W dzisiejszym Kadyksie stała świątynia znana w całym basenie Morza Śródziemnego: wieczny ogień, kapłani boso, żadnego wizerunku boga.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy świątyni u autorów greckich i rzymskich, monety Gadiru z wyobrażeniem Melkarta-Heraklesa i ślady kultu w samym mieście.

Fenicjanie założyli na atlantyckim krańcu półwyspu miasto Gadir, dzisiejszy Kadyks, a w nim świątynię Melkarta — boga miasta Tyr, opiekuna żeglugi i wypraw. Opisy, które do nas dotarły, zgadzają się w kilku szczegółach: palił się tam ogień, którego nie wolno było wygasić, kapłani chodzili boso i w lnie, a w przybytku nie było posągu bóstwa.

Kiedy przyszli Grecy, rozpoznali w nim swojego Heraklesa; kiedy przyszli Rzymianie, nazwali go Herkulesem Gadytańskim i pielgrzymowali tam jak do własnego miejsca świętego. Kult trwał, obrzęd trwał, zmieniło się imię i język modlitwy. Starożytni nazywali taki zabieg tłumaczeniem bogów i traktowali go jako rzecz naturalną.

Ten jeden przykład warto zapamiętać na resztę działu, bo jest wzorcem. Gdy później zobaczymy meczet zamieniony w kościół, święto przesunięte na dzień patrona albo arabskie słowo w ustach chrześcijańskiego rolnika, będziemy patrzeć na ten sam mechanizm, a nie na spisek ani na przetrwanie pogaństwa w ukryciu.

VI–I w. p.n.e., wschód i południe

Iberowie: figurka zamiast siebie

W jaskiniach i na przełęczach zostawiano tysiące małych figurek z brązu. Figurka przedstawia tego, kto ją zostawił — dar zastępuje ciało.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZbiory wotów z sanktuariów w Despeñaperros i Castellar, znaleziska z Elche i z Bazy wraz z zawartością urny.

Na wschodzie i południu półwyspu ludy, które nazywamy Iberami, składały ofiary w miejscach wyznaczonych przez krajobraz: u źródeł, przy przełęczach i w jaskiniach. W sanktuariach w górach Despeñaperros znaleziono tysiące drobnych figurek z brązu, najczęściej wysokich na kilka centymetrów, przedstawiających mężczyzn, kobiety i części ciała.

Sens takiego daru jest czytelny bez znajomości języka. Zostawiam przy bóstwie swój wizerunek, więc zostaję tam, gdy sam odchodzę; zostawiam wizerunek nogi, więc wskazuję, co ma zostać uleczone. Ta sama myśl wróci na tym półwyspie kilkanaście stuleci później w woskowych rękach i nogach zawieszanych przy ołtarzach i w srebrnych blaszkach, które do dziś wiszą w hiszpańskich kościołach.

Do tej samej warstwy należą rzeźby kobiet w bogatych strojach, z Elche i z Bazy. Ta druga okazała się urną: wewnątrz siedzącej postaci złożono szczątki. Posąg nie jest więc portretem ani wyłącznie boginią — jest naczyniem i siedziskiem zmarłej naraz, a to znów mówi o sposobie myślenia więcej niż imiona, których nie znamy.

II w. p.n.e. – I w. n.e., zachód i Meseta

Luzytanie: napis, który wylicza zwierzęta ofiarne

Na wzgórzu Cabeço das Fráguas wykuto listę ofiar z imionami bóstw. To jeden z nielicznych zapisów obrzędu sprzed rzymskiego porządku.

Czytaj dalej

Skąd wiemyInskrypcja z Cabeço das Fráguas oraz łacińskie dedykacje dla bóstw miejscowych z Luzytanii i Gallaecii.

Na zachodzie półwyspu zachował się napis w języku luzytańskim zapisany alfabetem łacińskim, wyliczający, co i komu się składa: owcę Trebopali, świnię Laebowi, krowę Ikkonie, roczną owcę Trebarunie, byka rozpłodowego Rewe. Języka nie znamy dobrze, ale lista zwierząt i przypadki gramatyczne wystarczają, żeby zobaczyć obrzęd.

Najciekawsze jest to, że zestaw zwierząt odpowiada rzymskiej ofierze oczyszczenia pól, składanej ze świni, owcy i byka. Nie znaczy to, że jedno przejęto od drugiego. Znaczy, że mamy przed sobą wspólne dziedzictwo obrzędowe ludów mówiących językami pokrewnymi, zapisane raz po luzytańsku, a raz po łacinie.

Na tym samym obszarze znamy z inskrypcji imiona bóstw, które nie są ani rzymskie, ani greckie: Endowelikus, przy którego sanktuarium proszono o zdrowie i spano w nadziei na sen wieszczy; Atecyna, wiązana ze światem podziemnym; Bandua i Nabia od wód. Rzymianie ich nie usunęli — dopisali im łacińskie dedykacje i postawili obok własnych.

starożytność — czasy nowożytne, Pireneje zachodnie

Waskonowie i słowo, które stąd poszło w świat

Jedyny język półwyspu sprzed Rzymian, który przetrwał. To z jego pól pochodzi wyraz, którym Europa nazwała sabat czarownic.

Czytaj dalej

Skąd wiemyAkwitańskie inskrypcje wotywne z okresu rzymskiego, akta procesu z Logroño z lat 1609–1610 oraz zapisy podań spisane w XIX i XX wieku.

W zachodnich Pirenejach mówiono językiem, który nie ustąpił łacinie i przetrwał do dziś. Z czasów rzymskich znamy z tamtych stron kamienne dedykacje, w których imiona bóstw i ludzi dają się objaśnić przez baskijskie rdzenie — to jedyny przypadek na półwyspie, gdy starożytny napis i żywa mowa spotykają się w jednym słowniku.

Późniejsze podania, spisane głównie w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, mówią o pani gór mieszkającej w jaskiniach szczytów, o wężowym towarzyszu, o lamiach przy strumieniach i o kobietach zwanych czarownicami, które w tych opowieściach są raczej jej orszakiem niż sługami diabła. Zapis jest późny i trzeba to mówić otwarcie, zanim cokolwiek się z niego wyprowadzi.

Jedna rzecz jest natomiast pewna i dotyczy wprost tego działu. Słowo aquelarre, którym języki europejskie nazywają zlot czarownic, pojawia się po raz pierwszy w aktach tej właśnie sprawy z lat 1609–1610 i pochodzi z baskijskiej nazwy miejsca: łąka kozła. Chłopi nazywali tak zwyczajne pastwisko pod wsią. Nazwa pola stała się nazwą zbrodni, a potem weszła do słowników całej Europy.

I–IV w. n.e., cała prowincja

Rzym przywozi technikę: tabliczka z klątwą

Ołowiana blaszka z wydrapaną prośbą, zwinięta, przebita gwoździem i wrzucona do grobu albo studni. Najstarszy przodek pisanego amuletu.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOłowiane tabliczki z klątwami znajdowane w Meridzie i w innych miastach prowincji, wraz z kontekstem grobowym i studziennym.

Razem z rzymskim panowaniem przyszła na półwysep nie tylko architektura świątyń, lecz także drobna technika obrzędowa, dostępna każdemu. Najlepiej widać to na ołowianych tabliczkach: na miękkiej blaszce wydrapywano sprawę, zwijano ją, czasem przebijano gwoździem i składano tam, gdzie według ówczesnego przekonania rzecz szybciej dociera do świata podziemnego — w grobie, w studni, w źródle.

Z Meridy pochodzi tabliczka, na której ktoś oddaje bóstwu skradzioną odzież: wylicza rzeczy, przekazuje złodzieja i prosi o załatwienie sprawy. Wezwana w niej bogini jest miejscowa, procedura rzymska, a język łaciński. Jeden przedmiot mieści więc trzy warstwy naraz i pokazuje, jak wygląda przenikanie w praktyce, a nie w opowieści o przenikaniu.

Ta forma okazała się wyjątkowo trwała. Pismo na małym nośniku, zwinięte i noszone albo ukryte, wraca później na tym samym półwyspie jako arabski amulet pisany i jako chrześcijańska karteczka z imionami świętych. Zmienia się alfabet i adresat prośby; zostaje pomysł, że skuteczne jest zdanie zapisane i schowane.

przełom III i IV w., okolice dzisiejszej Grenady

Elwira: zakaz palenia świec na cmentarzu

Miejscowy synod zabronił palić świece na cmentarzu za dnia. Zakaz jest dowodem, że zwyczaj już istniał i był powszechny.

Czytaj dalej

Skąd wiemyPostanowienia synodu w Elwirze, zachowane w zbiorach kanonów; datowanie sporne i podawane w przedziale.

Na zebraniu biskupów w mieście Elwira, leżącym pod dzisiejszą Grenadą, spisano kilkadziesiąt postanowień porządkujących życie tamtejszych chrześcijan. Jedno z nich zakazuje palenia świec na cmentarzu w ciągu dnia i grozi za to odsunięciem od wspólnoty. Datę uczeni podają rozmaicie, w granicach od około roku trzechsetnego do pierwszych dziesięcioleci po nim, i tę niepewność trzeba zostawić w mocy.

Zakaz jest źródłem mówiącym w dwie strony naraz, i na tym polega jego wartość. Po pierwsze: świece na grobach palono, i to na tyle często, że sprawa trafiła pod obrady. Po drugie: temu, kto je palił, chodziło o coś, co zebranym biskupom wydało się obce — o karmienie zmarłego światłem, a nie o ozdobę nabożeństwa.

Jest to najwcześniejszy pewnie datowany punkt w Europie, w którym da się palcem wskazać świecę jako obrzęd przy grobie. Leży on na tym półwyspie i dlatego wracamy do niego w dziale o kamieniach i świecach: kiedy ktoś pyta, skąd wzięła się świeca zapalana za zmarłego, odpowiedź zaczyna się właśnie tutaj, od zakazu.

385 r., Gallaecia i Trewir

Pryscylian: pierwsza egzekucja za herezję

Biskupa z północnego zachodu oskarżono naraz o fałszywą naukę i o czary. Obie sprawy zrosły się w jeden zarzut — i tak zostało.

Czytaj dalej

Skąd wiemyRelacje kronikarskie o procesie i egzekucji oraz zachowane pisma związane z ruchem i sporem wokół niego.

Pod koniec czwartego stulecia ruch religijny wyrosły na północnym zachodzie półwyspu, surowy i skupiony na ascezie, ściągnął na siebie oskarżenie o błędną naukę. Sprawa przeszła z rąk kościelnych do świeckich i zakończyła się wyrokiem śmierci wykonanym w Trewirze. Jest to pierwszy w dziejach chrześcijaństwa przypadek stracenia człowieka za herezję, a sprzeciwiła się temu część ówczesnych biskupów.

Dla tego działu najważniejszy jest kształt zarzutu, a nie sam wyrok. Obok zarzutu fałszywej nauki postawiono zarzut czarów, i te dwie rzeczy zaczęły od tej pory chodzić razem. Uczony błąd i praktyka magiczna zrosły się w jedno oskarżenie, w którym dowód na jedno miał wystarczać za dowód na drugie.

To zrośnięcie wróci na tym samym półwyspie po tysiącu dwustu latach, gdy trybunał stanie przed pytaniem, czym właściwie jest czarownica: przestępcą, chorym umysłem czy odstępcą od wiary. Różnica nie jest akademicka, bo każda z odpowiedzi prowadzi do innej procedury i do innego wyroku.

VI–VIII w., królestwo ze stolicą w Toledo

Wizygoci: prawo przeciw czyniącym burzę

Kodeks królestwa ma osobny tytuł o czarownikach. Karze ich jako przestępców, nie jako odstępców — i to jest cała różnica.

Czytaj dalej

Skąd wiemyTytuł o czarownikach i trucicielach w kodeksie prawa wizygockiego oraz postanowienia kolejnych synodów w Toledo.

Zanim na półwysep przyszedł islam i długo przed powstaniem trybunału, obowiązywało tu spisane prawo, które o magii mówi wprost. Kodeks królestwa wizygockiego poświęca osobny tytuł tym, którzy sprowadzają burze na cudze winnice, sporządzają trucizny i wywołują zamęt w ludzkich głowach, a także tym, którzy wypytują wróżbitów o los króla.

Kary są dotkliwe i pokazowe: chłosta, ogolenie głowy, obwożenie po wsiach, oddanie w niewolę pokrzywdzonemu. Nigdzie natomiast nie ma mowy o pakcie z diabłem ani o sekcie. Prawo traktuje czarownika jak sprawcę szkody — kogoś, kto zniszczył plon albo otruł człowieka — i pyta o czyn oraz o poszkodowanego.

Przejście od tak rozumianego przestępstwa do herezji, czyli od pytania „co zrobił” do pytania „w co wierzy i z kim się umówił”, jest osią całej późniejszej historii europejskich procesów. Na tym półwyspie widać oba końce tej drogi zapisane w źródłach: kodeks z siódmego stulecia i akta z siedemnastego.

Warstwa pod warstwą

Magia, demony i wiedza tajemna: kto to zapisał i którędy poszło

Skąd wzięła się tutejsza wiedza tajemna, czyim językiem została zapisana i którędy wyszła do reszty Europy. Dziewięć ogniw jednego łańcucha przekazu — od zakazu w prawie muzułmańskim po dwie książki, które zwątpiły w sabat osiemdziesiąt lat przed raportem.

VIII–XV w., al-Andalus

Czego islam zakazał i co mimo to spisano

Prawo muzułmańskie zakazuje czarów bardzo stanowczo. A jednak to właśnie tutaj powstał najważniejszy średniowieczny podręcznik magii gwiezdnej.

Czytaj dalej

Skąd wiemyTraktaty prawne i rozprawy o naukach tajemnych powstające w świecie muzułmańskim oraz zachowane teksty talizmaniczne z al-Andalus.

Zakaz jest w islamie jednoznaczny i wczesny: czary należą do rzeczy zabronionych, a sięganie po nie bywa stawiane blisko odstępstwa. Mimo to nie wszystko, co dziś zmieścilibyśmy w słowie magia, mieściło się w ówczesnym słowie zakazanym, i to rozróżnienie jest kluczem do całej tej sekcji.

Osobno traktowano naukę o własnościach rzeczy: przekonanie, że kamień, zioło czy metal mają działanie wpisane w ich naturę, tak jak magnes ma działanie oczywiste dla każdego. Osobno naukę o gwiazdach, która była rachunkiem i służyła też żegludze oraz kalendarzowi. I osobno naukę o literach i imionach, wywodzoną z rozważań nad tekstem świętym.

Z połączenia tych trzech rzeczy powstaje talizman: przedmiot z określonego materiału, opatrzony znakiem lub napisem, wykonany w wyliczonej chwili. Kto tak go robił, nie uważał się za łamiącego zakaz — uważał się za korzystającego z porządku świata. Na tej granicy, sporną i ruchomej, stała cała uczona magia półwyspu.

XI w. — przekład 1256 r.

Księga napisana tutaj, która nauczyła Europę magii gwiezdnej

Arabski podręcznik talizmanów powstał w al-Andalus. Przetłumaczono go na kastylijski na dworze w 1256 roku, a z kastylijskiego na łacinę.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane rękopisy arabskie, kastylijskie i łacińskie tego samego dzieła wraz z datowanym zapisem o przekładzie na dworze.

W jedenastym stuleciu powstał na tym półwyspie obszerny podręcznik zwany Celem mędrca. Uczy, jak wykonać talizman: z jakiego materiału, z jakim wizerunkiem, przy jakim ustawieniu planet, z jakim okadzeniem i jakimi słowami. Łączy rachunek astronomiczny z recepturą rzemieślniczą i z modlitwą, a robi to systematycznie, księga po księdze.

W roku 1256 przetłumaczono go na dworze kastylijskim najpierw na język kastylijski, a wkrótce potem, już z kastylijskiego, na łacinę. Pod łacińskim tytułem Picatrix rozszedł się po całej Europie i stał się najważniejszym źródłem wiedzy o magii planetarnej dla następnych czterech stuleci.

Warto zapamiętać, że łacińska Europa czytała ten tekst już przefiltrowany. Wersja kastylijska opuściła fragmenty arabskiego oryginału, a łacińska powstała z niej, nie z arabskiego. Znaczna część tego, co w nowożytnej Europie uchodziło za starożytną wiedzę tajemną, przyszła więc przez jeden dwór, jeden język pośredni i jedną decyzję, co pominąć.

XII–XIII w., Toledo

Warsztat tłumaczy: rachunek i zaklęcie z jednej półki

Przez dwa stulecia przekładano tu z arabskiego astronomię, medycynę i optykę. Tym samym kanałem przechodziła magia — i nikt tego nie rozdzielał.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane przekłady z imionami tłumaczy i datami, spisy księgozbiorów oraz późniejsze kopie rozchodzące się po Europie.

Po przejściu Toledo w ręce chrześcijańskie miasto stało się miejscem, w którym z arabskiego, często przez hebrajski lub kastylijski jako język pośredni, przekładano na łacinę to, czego łacińska Europa nie miała: astronomię z tablicami, medycynę, optykę, algebrę, filozofię grecką znaną tam wyłącznie z arabskich przekładów.

Przy jednym stole przekładano jednak także księgi o własnościach kamieni, o obrazach wyrytych na pierścieniach i o wzywaniu duchów planet. Dla ówczesnego uczonego nie były to dwie różne półki. Jedno i drugie opisywało, jak świat jest urządzony i jak się do niego dostać — raz przez obliczenie, raz przez obraz i słowo.

Skutek był podwójny i trwały. Europa dostała narzędzia, którymi później zmierzyła niebo, i dostała słownik, którym przez następne stulecia opisywano rzeczy zakazane. Oba pochodzą z tego samego warsztatu i często z ręki tych samych ludzi.

od XII w., cała łacińska Europa

Czarnoksięska sława Toledo

Pisarze z Nadrenii i Francji powtarzali, że sztuk zakazanych uczy się w Toledo. Miasto, które tłumaczy, zaczyna być podejrzane o to, co tłumaczy.

Czytaj dalej

Skąd wiemyWzmianki o nauce sztuk zakazanych w Toledo w kronikach i zbiorach przykładów z XII i XIII wieku, powtarzane w kolejnych stuleciach.

Od dwunastego stulecia w pismach powstających daleko od półwyspu wraca ten sam motyw: młodzi ludzie jadą do Toledo uczyć się sztuk zakazanych, a wracają stamtąd z umiejętnościami, których lepiej by nie mieli. Powtarzano to na tyle długo, że powstało określenie na samą tę umiejętność: sztuka toledańska.

Nie mamy natomiast żadnej szkoły, która by tego nauczała, ani żadnego spisu jej uczniów. Mamy co innego: miasto, w którym rzeczywiście leżały na stołach księgi o talizmanach, bo właśnie je tłumaczono. Sława poszła więc za księgami, a nie za praktyką, i jest to jeden z czystszych przykładów, jak powstaje reputacja miejsca.

Ta zła sława pomogła księgom się rozejść, czyli podziałała odwrotnie, niż chcieli ostrzegający. Kto szukał wiedzy zakazanej, wiedział już, dokąd napisać i o co prosić, a kopista nie musiał tłumaczyć, czym jest rzecz, którą przepisuje. Plotka o mieście stała się katalogiem.

XIII w., Katalonia i Kastylia

Tutaj spisano kabałę — i stad ją wywieziono

Podstawowe księgi żydowskiej mistyki powstały na tym półwyspie. Po 1492 roku wyjechały razem z ludźmi do Włoch i na wschód.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane rękopisy i wczesne druki tych dzieł oraz drogi ich rozejścia się po roku 1492, dokumentowane przez kolejne ośrodki.

W trzynastym stuleciu w Katalonii działał krąg uczonych rozwijających naukę o boskich przymiotach i o ukrytym znaczeniu tekstu; w tym samym czasie w Kastylii pojawiło się obszerne dzieło, które stało się dla późniejszej kabały księgą podstawową. Osobno rozwijała się droga skupiona na literach imienia i na ćwiczeniu prowadzącym do przemiany umysłu.

Nie jest to margines dziejów półwyspu ani ciekawostka. To tutaj powstał zrąb tradycji, która przez następne stulecia kształtowała myślenie o świecie ukrytym nie tylko u Żydów, lecz także u chrześcijańskich uczonych odrodzenia, którzy sięgnęli po te księgi w przekładach.

Po wygnaniu z roku 1492 ta tradycja wyszła z półwyspu razem z ludźmi: do Włoch, do północnej Afryki, do państwa osmańskiego, i tam rozwijała się dalej. Warstwa, która tu powstała, przestała więc być hiszpańska, choć została spisana po hiszpańskiej stronie — i to jest drugi kierunek przenikania, o którym rzadziej się pamięta.

XV–XVII w., cały kraj

Amulet pisany: ta sama rzecz w dwóch liturgiach

Werset zaszyty w płótnie i noszony przy ciele. Robili to moryskowie po arabsku i chrześcijanie po łacinie — przedmiot jeden, modlitwa inna.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane amulety z tkaniny i papieru, opisy przedmiotów zajętych w postępowaniach oraz kościelne zakazy noszenia pisanych osłon.

W domach moryskich sporządzano małe amulety z kartek zapisanych po arabsku, składanych, zaszywanych w tkaninę i noszonych na ciele albo umieszczanych w progu i w ścianie. Treścią bywały wersety, imiona i układy liter oraz liczb.

Po stronie chrześcijańskiej robiono dokładnie to samo. Karteczka z imionami świętych albo z początkiem jednej z ewangelii, złożona i zaszyta, wisiała na szyi dziecka i żołnierza. Kościół występował przeciw temu wielokrotnie, co znaczy jedno: zwyczaj był uparty i rozpowszechniony.

Całą tę warstwę znamy dziś głównie dlatego, że ścigano ją sądownie. Akta opisują, co konkretnie było w środku, kto to zrobił i ile wziął. To jest źródło ze wszystkimi wadami źródła sądowego: powstało pod przymusem i pod pytaniem, które z góry zakładało odpowiedź. Trzeba z niego korzystać i zarazem o tym pamiętać.

ukryte około 1600 r., odnalezione w 1884 r.

Biblioteka za ścianą kuchni

W aragonskiej wsi obsunęła się ściana i odsłoniła skrytkę z księgami owiniętymi w płótno i obsypanymi solą przeciw wilgoci.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpis odkrycia ogłoszony wkrótce po nim oraz zachowany do dziś zespół rękopisów z tej skrytki.

Latem 1884 roku podczas remontu starego domu w Almonacid de la Sierra w Aragonii ustąpiła ściana kuchni i ukazała schowek pełen księg pisanych pismem arabskim. Zawinięto je w płótno i obłożono bryłami soli, żeby nie doszła do nich wilgoć, a całość schowano w podwieszonym stropie na początku siedemnastego stulecia.

Wśród nich były egzemplarze Koranu, teksty prawne i modlitewne, a także księgi pisane po hiszpańsku, lecz literami arabskimi — bo języka przodków już nie znano, a pisma nie chciano porzucić. To jest najdokładniejszy obraz tego, co naprawdę trzymał w domu morysk, jaki w ogóle mamy.

Najwięcej mówi jednak sposób ukrycia. Księg nie porzucono ani nie spalono, tylko zabezpieczono przed wilgocią i zamurowano. Ktoś, kto to robił, liczył się z powrotem — swoim albo cudzym. Nie wrócił nikt, a skrytka czekała dwie i pół setki lat.

XVI–XVII w., trybunały

Trzy słowa, które rozstrzygały o życiu

Zabobon, guseł i sekta diabelska to były trzy różne zarzuty, trzy procedury i trzy wyroki. Klasyfikacja była ważniejsza od winy.

Czytaj dalej

Skąd wiemyInstrukcje dla sędziów, zestawienia spraw prowadzonych przez poszczególne trybunały oraz zapadające w nich wyroki.

Trybunał rozróżniał rzeczy, które dziś wrzuca się do jednego worka. Guseł to była wiejska i miejska praktyka: zamawianie miłości, odnajdywanie rzeczy zgubionych, leczenie słowem. Zabobon to był błąd rozumu, przypisywanie skutków rzeczom, które ich nie mają. Sekta diabelska to było coś innego: umówienie się z nieprzyjacielem i odstąpienie od wiary.

Różnica nie była słowna. Pierwsze dwa zarzuty kończyły się zwykle pokutą, grzywną, wygnaniem z miasta albo chłostą; trzeci mógł skończyć się stosem. Cały spór o czarownice w tym kraju toczył się więc nie o to, czy coś się działo, lecz o to, do której z trzech przegródek daną sprawę włożyć.

Wynik jest dla wielu czytelników zaskakujący i dlatego stoi tu wprost. Trybunał, który uparcie klasyfikował, zabił za czary znacznie mniej ludzi niż świeckie sądy po drugiej stronie Pirenejów, gdzie tej przegródki nie było i gdzie oskarżenie szło prostą drogą od plotki do wyroku.

1529 i 1530 r., Logroño i Alcalá

Wątpiono tu już osiemdziesiąt lat wcześniej

Dwa traktaty wydrukowane po wcześniejszej panice w Nawarze dowodzą, że większość zeznań to sen, wyobraźnie i oszustwo.

Czytaj dalej

Skąd wiemyDwa traktaty o zabobonach i gusłach wydrukowane w 1529 i 1530 roku oraz okoliczności ich powstania podane w nich samych.

Po panice, która przeszła przez Nawarrę w latach dwudziestych szesnastego wieku, ukazały się jedna po drugiej dwie książki pisane w języku codziennym, a nie po łacinie, i przeznaczone dla zwykłych duchownych. Pierwszą wydrukowano w Logroño na życzenie tamtejszego biskupa, który chciał ją rozesłać po parafiach; drugą rok później w Alcalá.

Obie przyjmują, że diabeł istnieje, i żadna nie jest rozprawą o niedowiarstwie. Obie natomiast tłumaczą cierpliwie, że większość tego, do czego ludzie się przyznają, jest snem, wyobraźeniem, skutkiem maści albo zwykłym oszustwem, i że ksiądz ma to rozróżniać, zanim kogokolwiek oskarży.

Dlatego raport z roku 1611 nie spadł z nieba i nie był pomysłem jednego śmiałego człowieka. Był końcem sporu, który na tym półwyspie toczył się od ośmiu dziesięcioleci, prowadzono go drukiem i w języku zrozumiałym dla proboszcza ze wsi.

Mieszanie

Trzy wyznania na jednym rynku i to, co zostało

Trzy wyznania na jednym rynku, przez kilka stuleci, i to, co po nich zostało w języku, w nazwach i w murze.

miasta półwyspu

Trzy wyznania na jednym rynku

Przez stulecia w tych samych miastach stały meczet, synagoga i kościół, a ludzie handlowali ze sobą codziennie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyStruktura miast, prawo dotyczące wspólnot i warstwa arabska w słownictwie.

W miastach półwyspu przez kilka stuleci współistniały trzy wspólnoty wyznaniowe, z osobnymi dzielnicami, osobnym prawem wewnętrznym i wspólnym rynkiem. Codzienne kontakty handlowe i sąsiedzkie były regułą, nie wyjątkiem.

Trzeba przy tym unikać obu skrajności. Nie było to społeczeństwo równych: obowiązywały ograniczenia, podatki osobne i okresy przemocy. Nie była to też ciągła wojna: przez długie okresy rzecz działała i zostawiła po sobie ślady, których nie da się wytłumaczyć samą wrogością.

Najtrwalszym śladem jest język. Kilka tysięcy słów hiszpańskich pochodzi z arabskiego, w tym słowa codzienne i nazwy miejscowe, i nikt ich dziś nie odczuwa jako obcych.

architektura

Mur, który został po wszystkich

Styl budowania, w którym warsztat muzułmański stawia kościoły chrześcijańskie z cegły i gipsu.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane budowle i technika ich wykonania.

Po zmianie władzy rzemieślnicy zostawali na miejscu i pracowali dalej. Powstał z tego sposób budowania, w którym kościół albo pałac chrześcijański stawia się technikami i zdobnictwem warsztatu muzułmańskiego: cegła, rzeźbiony gips, drewniany strop o wzorze gwiaździstym.

To jest ten sam układ, co przy drewnianych meczetach Podlasia, tylko odwrócony: tam obca treść w miejscowej formie, tutaj miejscowa treść w obcej formie. Oba przypadki pokazują, że rzemiosło przeżywa zmianę władzy.

Odnotujmy też rzecz mniej wygodną. Trwałość formy nie oznaczała trwałości ludzi: warsztat pozostawał, a wspólnota, z której się wywodził, była stopniowo usuwana.

w słownictwie i w nazwach

Co zostało w języku

Tysiące słów z arabskiego, w tym takie, których nikt już nie uważa za obce.

Czytaj dalej

Skąd wiemyWarstwa zapożyczeń arabskich w hiszpańskim, opisana w językoznawstwie.

Warstwa arabska w hiszpańskim obejmuje słownictwo rolnicze, budowlane, administracyjne i wojskowe, a także wielką liczbę nazw miejscowych. Są to słowa używane codziennie i odczuwane jako całkiem swojskie.

Dla tego działu jest to najlepszy dowód mieszania, jaki istnieje, bo nie da się go usunąć decyzją. Wspólnotę można wygnać; słownictwa wygnać nie można.

1492 i po nim

Wygnanie i konwersja

Wybór między wyjazdem a chrztem, a potem podejrzenie ciągnące się przez pokolenia.

Czytaj dalej

Skąd wiemyDecyzja z 1492 roku, statuty czystości krwi i losy języka wygnanych.

Decyzja z końca piętnastego wieku postawiła wspólnotę żydowską przed wyborem między opuszczeniem kraju a przyjęciem chrztu. Część wyjechała, część przyjęła chrzest — i to ta druga grupa stała się przedmiotem podejrzeń na kolejne pokolenia.

Podejrzenie dotyczyło szczerości nawrócenia i było dziedziczone: wprowadzono rozróżnienie oparte na pochodzeniu, a nie na wyznaniu. To jest przejście od kryterium wiary do kryterium krwi i właśnie ono czyni tę sprawę tak ponurą.

Wspólnota, która wyjechała, zabrała ze sobą język używany w Hiszpanii i zachowała go przez stulecia na Bałkanach i w Afryce Północnej.

Druga strona tej dekady

Konwersja pod przymusem, zakaz obyczaju i wygnanie

Konwersja przymusowa, życie pod podejrzeniem i wygnanie. Najtrudniejsza część tego działu i nie da się jej obejść.

1502 i 1526

Chrzest pod przymusem

Ludność muzułmańska zostaje postawiona przed wyborem, który wyborem nie jest.

Czytaj dalej

Skąd wiemyAkty wprowadzające przymusową konwersję i późniejsze zakazy obyczajowe.

Na początku szesnastego wieku ludność muzułmańska kolejnych królestw półwyspu została postawiona przed wyborem między wyjazdem a chrztem. Warunki wyjazdu czyniły go dla większości niemożliwym, więc chrzest przyjęto masowo.

Powstała z tego grupa ochrzczonych, których wiary nikt nie uznawał za prawdziwą i których obyczaj — język, strój, kąpiel, kuchnia — traktowano jako dowód nieszczerości. Podejrzenie dotyczyło więc rzeczy codziennych, nie religijnych.

1567

Zakaz obyczaju

Zakazano języka, stroju, kąpieli i imion. Reakcją było powstanie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyTreść rozporządzenia i przebieg powstania.

Rozporządzenie z drugiej połowy szesnastego wieku zakazało używania języka arabskiego, noszenia dawnego stroju, korzystania z łaźni, zachowywania dawnych imion i obchodzenia świąt. Wyznaczono na dostosowanie krótki termin.

Skutkiem było powstanie w górach, stłumione po kilku latach walk, i przesiedlenie ludności w głąb kraju. To jest moment, w którym sprawa przestaje dotyczyć wiary, a zaczyna dotyczyć przynależności.

1609–1614

Wygnanie

Kilkaset tysięcy osób wysiedlonych w ciągu pięciu lat, w większości urodzonych w Hiszpanii chrześcijan.

Czytaj dalej

Skąd wiemyDecyzja o wygnaniu, szacunki liczby wysiedlonych i skutki gospodarcze.

Decyzję o wygnaniu wykonano w ciągu kilku lat, a objęła ona kilkaset tysięcy osób. W przeważającej części byli to ludzie urodzeni w Hiszpanii, ochrzczeni, mówiący po hiszpańsku, wygnani z powodu pochodzenia.

Skutki gospodarcze były dotkliwe zwłaszcza na wschodzie kraju, gdzie wysiedlenie objęło znaczną część ludności wiejskiej i rolnictwo nawadniane straciło tych, którzy je prowadzili.

Zestawienie dat jest w tym dziale celowe i nie jest efektowne przez przypadek. Wygnanie trwa w tych samych latach, w których trybunał odchodzi od palenia za czary. Ten sam kraj, ta sama dekada, dwie przeciwne rzeczy.

do dziś

Co po nich zostało

Systemy nawadniania, nazwy, uprawy i słowa — rzeczy, których wygnać się nie da.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane systemy nawadniania, nazewnictwo i warstwa zapożyczeń.

Po wysiedlonych zostały systemy nawadniania używane do dziś, nazwy miejscowe, uprawy i technika ich prowadzenia oraz warstwa słownictwa. Zostały też budowle, o których mówimy w sekcji poprzedniej.

Wymieniamy to nie jako pocieszenie, bo pocieszenia tu nie ma, tylko dlatego, że jest to prawda o trwałości rzeczy w porównaniu z nietrwałością decyzji. Ludzi usunięto w pięć lat; tego, co zrobili, nie usunięto wcale.

Skąd to się wzięło

Kamienie i świece: początki, które da się wskazać

Kamień przypisany do znaku i świeca palona za człowieka mają datowane początki i drogę, którą da się wskazać. Siedem kroków od rzymskiej encyklopedii do półki w dzisiejszym sklepie.

I–XIII w., droga tekstu

Kamień leczy, bo tak stoi w księdze

Zdanie „ten kamień działa na to” podróżuje jako TEKST przepisywany, a nie jako doświadczenie powtarzane. Da się prześledzić kopia po kopii.

Czytaj dalej

Skąd wiemyKsięga o kamieniach w rzymskiej encyklopedii przyrodniczej, rozdział o kamieniach i metalach w dziele biskupa Sewilli oraz łacińskie i arabskie zbiory późniejsze.

Rzymska encyklopedia przyrodnicza z pierwszego stulecia zebrała w osobnej księdze wszystko, co wiedziano wtedy o kamieniach, łącznie z ich działaniem na choroby i niebezpieczeństwa. W siódmym stuleciu biskup Sewilli włączył wypisy z niej do wielkiego dzieła o pochodzeniu słów, które przez całe średniowiecze było w Europie księgą podręczną.

Stąd materiał przeszedł do łacińskich zbiorów o kamieniach, pisanych często wierszem, żeby łatwiej było je zapamiętać. Równolegle własne zbiory tworzono po arabsku, sięgając po greckie źródła i po własne obserwacje, a potem te arabskie wróciły na półwysep w przekładzie.

To jest najważniejsze zdanie tej sekcji i warto je przeczytać dwa razy. Twierdzenie o mocy kamienia wędruje przez stulecia dlatego, że kolejni ludzie je PRZEPISUJĄ, a nie dlatego, że kolejni ludzie je SPRAWDZAJĄ. Kiedy dziś w sklepie czytamy, że dany kamień służy na daną rzecz, trzymamy w ręku końcówkę tego łańcucha odpisów.

przekład około 1250 r., dwór kastylijski

Trzysta sześćdziesiąt kamieni i trzysta sześćdziesiąt stopni

Tu po raz pierwszy w języku europejskim zapisano cały system: każdemu stopniowi zodiaku przypisano kamień, planetę i właściwą chwilę.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowany kodeks przekładu z warsztatu dworskiego wraz z jego własną przedmową o pochodzeniu tekstu.

Na dworze kastylijskim przetłumaczono z arabskiego obszerną księgę o kamieniach, ułożoną według nieba: dwanaście znaków zodiaku, po trzydzieści stopni każdy, a do każdego stopnia jeden kamień. Przy kamieniu podano barwę, miejsce znalezienia, planetę, która nim rządzi, i moment, w którym jego działanie jest najsilniejsze.

Jest to pierwszy tak ułożony całościowy system spisany w europejskim języku codziennym, a nie po łacinie ani po arabsku. Przypisanie kamienia do znaku przestało być luźną uwagą wędrującą między zbiorami, a stało się siatką, w której każde miejsce jest zajęte i policzone.

Trzeba jednak od razu powiedzieć, czego to nie znaczy. Dzisiejsze listy kamieni urodzeniowych, po jednym na miesiąc, ułożono dopiero w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, częściowo w interesie handlu jubilerskiego, i nie zgadzają się z tą księgą. Wspólny jest pomysł, że kamień należy do znaku; sam przydział jest młody.

cech od 1410 r., ustawy od 1443 r., Santiago

Gagat spod katedry: amulet na końcu pielgrzymki

Pod największym sanktuarium zachodu działał cech rzeźbiarzy w czarnym kamieniu. Sprzedawali muszlę — i figurkę przeciw złemu oku.

Czytaj dalej

Skąd wiemyUstawy cechowe rzeźbiarzy w gagacie z 1443 roku i późniejsze ich redakcje, a także zachowane wyroby z XIII–XVII wieku.

Gagat, czarny kamień powstający z drewna, wydobywano w Asturii, a obrabiano w Santiago. Rzemieślnicy zorganizowali się w bractwo na początku piętnastego stulecia, a w roku 1443 spisali własne ustawy, w których pilnowali jakości i zastrzegali, że w mieście wolno obrabiać wyłącznie kamień asturyjski.

Pielgrzym kupował tam muszlę, znak przebytej drogi. Kupował też jednak co innego: małą pięść z kciukiem wystawionym między palcami, noszoną przeciw złemu spojrzeniu, zwłaszcza na dziecięcej szyi. Najstarsze zachowane egzemplarze sięgają trzynastego stulecia.

Zestawienie jest tu całą treścią i nie wymaga komentarza moralnego. Pod głównym kościołem pielgrzymkowym łacińskiego zachodu działał cech, który żył z wyrobu przedmiotów ochronnych o geście starszym niż chrześcijaństwo. Nie działo się to w ukryciu ani wbrew miastu — było zawodem z ustawami i z podatkiem.

XVI–XIX w., oba brzegi Atlantyku

Ten sam amulet płynie przez ocean

Figurka, którą noszono w Kastylii, pojawia się potem w Ameryce i w Brazylii. To jeden z niewielu przedmiotów, których drogę da się wskazać palcem.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane amulety po obu stronach oceanu, portrety dziecięce z okresu kolonialnego oraz ciągłość użycia opisywana do czasów dzisiejszych.

Amulet w kształcie zaciśniętej pięści popłynął wraz z osadnikami i duchowieństwem na drugą stronę oceanu. Widać go na portretach dzieci malowanych w koloniach, gdzie wisi na łańcuszku obok medalików i relikwiarzyków, całkiem jawnie i bez poczucia sprzeczności.

Na gruncie amerykańskim przedmiot spotkał się z własnymi tamtejszymi zwyczajami ochronnymi, afrykańskimi i miejscowymi, i w wielu miejscach zrastał się z nimi. Do dziś jest w użyciu w Brazylii i na Karaibach pod miejscowymi nazwami, z tą samą funkcją osłony przed złym spojrzeniem.

Dlatego warto go tu pokazać. Przy większości praktyk możemy mówić najwyżej o podobieństwie i o możliwym pokrewieństwie. Tutaj mamy przedmiot, warsztat, port, statek i portret — czyli ciągłość, którą da się wskazać, a nie tylko założyć.

XVI–XVIII w. — i dziś

Magnes z akt sądowych, który dalej stoi w sklepie

Kamień magnetyczny trzymany w woreczku i „karmiony” opiłkami żelaza. Wraca w procesach przez dwa stulecia, a sprzedaje się go do dziś.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy przedmiotów i praktyk w aktach spraw o gusła z XVI–XVIII wieku po obu stronach oceanu.

W aktach spraw o gusła raz po raz pojawia się ten sam przedmiot: kawałek rudy przyciągającej żelazo, przechowywany w płótnie, okadzany, obmywany, obsypywany opiłkami — co opisywano jako karmienie go. Służył głównie do spraw miłosnych i do powodzenia w pieniądzach.

Rozumowanie było proste i właśnie dlatego mocne: skoro ten kamień na oczach wszystkich przyciąga żelazo, to przyciąga w ogóle. Nie trzeba tu żadnego ducha ani umowy z nieprzyjacielem, wystarczy rzecz widoczna. To jest dokładnie ta nauka o własnościach rzeczy, od której zaczęliśmy sekcję o magii.

Ten wątek prowadzimy do końca, bo jest wyjątkowo czysty. Ten sam kamień, pod tą samą nazwą i w tym samym celu, sprzedawany jest dzisiaj w sklepach z dewocjonaliami i zielańcami po obu stronach Atlantyku. Między zeznaniem z siedemnastego wieku a półką sklepową nie ma tu przerwy, którą trzeba by założić.

od starożytności po czasy nowożytne

Od lampki w grobie do świecy na miarę chorego

Świeca jest zastępnikiem człowieka: pali się za kogoś, tyle ile on, i gaśnie zamiast niego. Stąd zarówno wotum, jak i zarzut.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZakaz synodu w Elwirze, lampki oliwne z grobów prowincji, wota woskowe przy sanktuariach oraz opisy przedmiotów w aktach spraw o gusła.

Najstarsza warstwa to światło przy zmarłym: gliniane lampki oliwne stawiane w grobach na terenie całej prowincji rzymskiej. Pierwszy pewny zapis sprzeciwu wobec tego zwyczaju pochodzi z tego półwyspu — to synod w Elwirze zakazał palenia świec na cmentarzu za dnia, czyli zwyczaj musiał być wtedy pospolity.

Kościół nie usunął tej praktyki, tylko wprowadził ją do własnego porządku: światło stało się znakiem zmartwychwstania, a świeca wielkanocna — najważniejszym z takich znaków. Równolegle trwało użycie prywatne, w którym świeca występuje w zastępstwie człowieka: palono świecę długości chorego albo obwodu jego ciała, składaną przy ołtarzu razem z woskową ręką albo nogą.

Skoro świeca może stać za człowieka w prośbie o zdrowie, to w tym samym rozumowaniu może stać za niego w krzywdzie. Dlatego w aktach spraw o gusła wracają świece palone odwrotnie, wosk przekłuwany igłą i figurki topione przed ogniem. Jest to ta sama myśl — wizerunek działa na pierwowzór — którą widzieliśmy już przy iberyjskich figurkach z brązu, tyle że obrócona przeciw komuś.

podsumowanie sekcji

Co z tego jest hiszpańskie, a co tylko tutaj zapisane

Ani świeca, ani kamień nie są wynalazkiem tego kraju. Wyjątkowy jest kanał zapisu: to stąd ruszyły księgi, cech i akta.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZestawienie źródeł przywołanych w tej sekcji: zbiorów o kamieniach, przekładów dworskich, ustaw cechowych i akt sądowych.

Uczciwa odpowiedź na pytanie o początek brzmi tak: świeca za zmarłego, kamień na chorobę i znak przeciw złemu spojrzeniu są wspólne całemu basenowi Morza Śródziemnego i starsze niż jakiekolwiek państwo na tym półwyspie. Kto obiecuje wskazać jedną kolebkę, sprzedaje pewność, której nie ma.

Co więc jest tutejsze naprawdę? Cztery rzeczy, wszystkie o charakterze zapisu. Księga wiążąca kamienie ze stopniami nieba, przetłumaczona na dworze. Podręcznik talizmanów napisany w al-Andalus i stąd puszczony w świat po łacinie. Cech, który wyrób amuletów obwarował ustawami. I archiwum sądowe, które spisało, co ludzie trzymali w kieszeni.

Dlatego w tym dziale nie mówimy, że coś się tu zaczęło. Mówimy, że to tutaj zostało po raz pierwszy zapisane w sposób, który da się dziś sprawdzić, i że stąd ruszyło dalej. Różnica między jednym a drugim zdaniem jest całą różnicą między rzetelną historią a legendą o pochodzeniu.

Obrzęd, który trwa

Droga jako przejście: wyjście, czas poza porządkiem, powrót ze znakiem

Obrzęd przejścia, który trwa nieprzerwanie od tysiąca lat i ma dziś więcej uczestników niż kiedykolwiek.

trzy fazy

Droga jako obrzęd przejścia

Wyjście, długa droga poza zwykłym porządkiem i powrót ze znakiem — układ ten sam od tysiąca lat.

Czytaj dalej
Czasdowolna pora roku; dawniej rok jubileuszowy przyciągał najwięcej
Miejsceszlak prowadzący przez kilka krajów do jednego punktu na zachodzie
Kto prowadziidący sam; wspólnoty tworzą się i rozpadają po drodze
Słowobrak formuły obowiązkowej; jest za to prośba wpisywana w księgi przy schroniskach
Gestprzejście ostatniego odcinka pieszo, wejście do katedry, w części zwyczajów dotknięcie kolumny
Przedmiotmuszla, kij, poświadczenie zbierane pieczątkami na trasie
Darpozostawienie kamienia przyniesionego z domu w wyznaczonym miejscu na trasie

Skąd wiemyCiągłość praktyki poświadczona od średniowiecza; dane o liczbie idących z ksiąg wydawanych poświadczeń.

Droga ma klasyczny układ obrzędu przejścia: wyjście z domu, długi czas poza zwykłym porządkiem, powrót ze znakiem potwierdzającym przebycie. Znak jest dziś dokumentem zbieranym pieczątkami, a dawniej była nim muszla.

Jest to najdłużej nieprzerwanie praktykowany obrzęd przejścia w tym filarze i jednocześnie jedyny, który ma dziś więcej uczestników niż w przeszłości. Odnotowujemy też, że znaczna część idących deklaruje pobudki niereligijne — co nie zmienia struktury obrzędu, tylko jego uzasadnienie.

Zestawienie z bractwem rumuńskim jest pouczające. Tam obrzęd wymaga grupy, przysięgi i terminu; tutaj wystarczy iść. Odporność na upływ czasu mają te obrzędy, które nie wymagają instytucji.

znak przebycia

Muszla

Zabierana z wybrzeża na końcu trasy jako dowód, że się doszło — dziś kupowana na starcie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyDawna praktyka zabierania muszli na końcu trasy i jej dzisiejsze użycie.

Pierwotnie muszlę zabierano z galicyjskiego wybrzeża, o kilkadziesiąt kilometrów za celem pielgrzymki, i przynoszono do domu jako dowód przebycia drogi — dlatego trafia się ją w średniowiecznych grobach pielgrzymów w całej Europie. Kierunek był zatem odwrotny niż dziś, gdy kupuje się ją na początku i niesie przez całą trasę.

Zmiana ta jest drobna i bardzo wymowna. Znak, który był potwierdzeniem, stał się zapowiedzią. Nie jest to zarzut wobec dzisiejszych idących, tylko przykład tego, jak przedmiot obrzędowy zmienia funkcję, zachowując kształt.

pozostawienie ciężaru

Kamień z domu

Przynosi się kamień z własnej okolicy i zostawia w oznaczonym miejscu na trasie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZwyczaj poświadczony na trasie i widoczny skutek w postaci kopca.

W zwyczaju utrwalonym na jednym z odcinków trasy idący przynosi kamień z własnej okolicy i zostawia go u stóp wysokiego słupa. Powstał z tego przez stulecia wielki kopiec.

Obrzęd jest prosty i czytelny bez żadnego objaśnienia: przynosi się ciężar z domu i zostawia w połowie drogi. Ten sam kształt — wyniesienie czegoś poza własną przestrzeń i pozostawienie tam na zawsze — opisujemy przy wynoszeniu kukły i przy wylewaniu wody po zabiegu.

Licznik

Pięć liczb

Pięć liczb, z których dwie zwykle podaje się bez drugiej.

1611

Rok objazdu i raportu

Po nim trybunał wymaga dowodu niezależnego od zeznania, a egzekucje za czary praktycznie ustają.

Czytaj dalej

Objazd trwał kilka miesięcy i objął doliny po obu stronach przełęczy. Wysłany urzędnik nie przyjechał rozstrzygać, czy czary są w ogóle możliwe — przyjechał ustalić, czy to, co zeznano, da się potwierdzić czymkolwiek poza kolejnym zeznaniem.

Wniosek raportu był węższy, niż się go dziś streszcza, i właśnie dlatego zadziałał. Nie napisano w nim, że takich rzeczy nie ma; napisano, że w tych konkretnych sprawach nic ich nie potwierdza. Twierdzenie ogólne dałoby się odrzucić jako herezję, natomiast wskazanie braku dowodu w aktach było nie do zbicia na gruncie samego sporu.

Skutek okazał się instytucjonalny, a nie światopoglądowy, i to jest w tej liczbie najważniejsze. Trybunał zażądał dowodu niezależnego od zeznania, więc oskarżenie o czary przestało samo siebie napędzać: zeznanie nie wystarczało już do postawienia następnej osoby przed sądem.

1384

Zeznania pochodzące od dzieci

Z przeszło tysiąca ośmiuset zebranych. Rozbicie liczby według wieku rozstrzygnęło sprawę.

Czytaj dalej

Liczba nie mówi, że dzieci kłamały, i nie do tego jest tu potrzebna. Mówi, skąd wzięto materiał: z przeszło tysiąca ośmiuset zeznań większość złożyli nieletni, zwykle po tym, jak usłyszeli od dorosłych, czego się od nich oczekuje.

Rozbicie sumy według wieku było zabiegiem czysto rachunkowym i to ono rozstrzygnęło sprawę. Dopóki zeznania liczono razem, rosnąca liczba wyglądała na rosnący dowód. Po rozdzieleniu widać było, że rośnie jedna grupa i że rośnie dokładnie tam, gdzie ktoś wcześniej pytał.

Ten sam mechanizm opisujemy w dziale o procesach o czary: im więcej przesłuchań, tym więcej nazwisk, ponieważ każde przesłuchanie nazwisk żąda. Lawina bierze się z procedury, a nie z liczby winnych.

0

Przypadki potwierdzone niezależnym dowodem

Miejsca puste, maści bez działania, zeznania niezgodne między sobą. Liczba z raportu, nie nasza teza.

Czytaj dalej

Zero nie jest naszym podsumowaniem, tylko pozycją z raportu. Sprawdzano w nim rzeczy sprawdzalne: czy we wskazanym miejscu ktoś owej nocy był, czy maść robi to, co jej przypisywano, czy dwa zeznania o tym samym zdarzeniu dają się ze sobą pogodzić.

Wskazane miejsca zastawano puste. Maści podawano zwierzętom i ludziom i nie wywoływały skutku, który opisywano. Zeznania o jednej nocy rozchodziły się w szczegółach, których naoczny świadek nie miałby powodu mylić.

Puste ostatnie ogniwo jest tu tym samym chwytem co puste ogniwo łańcucha w dziale o procesach, tylko odwróconym. Tam pokazuje, jak panika rośnie. Tutaj pokazuje, co z niej zostaje po sprawdzeniu.

1609

Rok rozpoczęcia wygnania moryskow

Ta sama dekada, w której trybunał odchodzi od palenia za czary. Dwie przeciwne rzeczy w jednym kraju.

Czytaj dalej

Dekret rozpoczął usuwanie z kraju ludzi ochrzczonych, urodzonych w Hiszpanii i mówiących po hiszpańsku. Podstawą nie był czyn ani wyrok, tylko pochodzenie i podejrzenie, że chrzest przyjętych pokoleń był pozorny.

Wygnanie rozciągnięto na kilka lat i na kolejne królestwa, a szacunki mówią o kilkuset tysiącach osób. Część wróciła i ukrywała się pod zmienionym nazwiskiem, część zginęła w drodze, część osiadła w Afryce Północnej, gdzie po pokoleniu przestano ich uważać za swoich.

Obie liczby tego licznika — ta o odejściu od stosu i ta o wygnaniu — dotyczą jednej dekady i jednego państwa. Żadna nie unieważnia drugiej i dział nie jest obroną tego kraju.

4000

Około tylu słów hiszpańskich pochodzi z arabskiego

Wspólnotę można wygnać. Słownictwa wygnać się nie da.

Czytaj dalej

Szacunek dotyczy warstwy odziedziczonej po ośmiu stuleciach sąsiedztwa i skupia się tam, gdzie sąsiedztwo było codzienne: rolnictwo, nawadnianie, budownictwo, miary, rachunek, nazwy miejscowości i rzek.

Wspólnotę można wygnać dekretem. Słownictwa wygnać się nie da, bo nie należy do nikogo z osobna — siedzi w nazwie studni, kanału i podatku, którymi posługuje się także ten, kto wygania.

To jest zarazem ostrzeżenie przy czytaniu reszty działu. Obecność słowa nie dowodzi obecności wiary: arabska nazwa kanału nie czyni kopiącego go człowieka muzułmaninem, tak jak łacińska nazwa księgi nie czyni czytelnika Rzymianinem.

Sprawdzamy

Czego nie było

Sześć zdań o Hiszpanii, które powtarza się szeroko, a które przy sprawdzeniu nie wytrzymują.

Tak się mówi

„W Hiszpanii palono czarownice najdłużej w Europie”

Nieprawda. Odwrotnie: po 1614 roku praktycznie przestano, gdy w Rzeszy trwała jeszcze najgorsza faza.

Czytaj dalej

A było takEgzekucje za czary praktycznie ustają po 1614 roku, wcześniej niż w Rzeszy; trybunał działa dalej w innych sprawach.

Po raporcie z objazdu trybunał przyjął zasady wymagające dowodu niezależnego od zeznania. Skutkiem było praktyczne ustanie egzekucji za czary w czasie, gdy w krajach niemieckich procesy dopiero osiągały szczyt.

Sprzeczność z powszechnym wyobrażeniem bierze się stąd, że miesza się dwie różne rzeczy: działalność trybunału w ogóle, która trwała długo i była dotkliwa, oraz sprawy o czary, które wygaszono wcześnie.

Tak się mówi

„Inkwizycja hiszpańska zabiła miliony”

Nieprawda. Zachowane akta pozwalają liczyć, a liczby są o rzędy wielkości mniejsze.

Czytaj dalej

A było takKilkaset tysięcy postępowań i kilka tysięcy wyroków śmierci w ciągu trzech i pół stulecia, liczone z zachowanych akt.

Trybunał prowadził szczegółową dokumentację i znaczna jej część się zachowała, co pozwala liczyć sprawy i wyroki. Szacunki oparte na aktach mówią o kilku tysiącach wykonanych wyroków śmierci w ciągu trzech i pół stulecia działania.

Podajemy to bez pomniejszania: kilka tysięcy straconych i kilkaset tysięcy postępowań to ogrom cierpienia, a podejrzenie dziedziczone po przodkach zatruwało życie pokoleniom. Mówimy o liczbach dlatego, że liczba fałszywa jest łatwa do obalenia i pociąga za sobą wszystko inne — ta sama zasada, co przy dziewięciu milionach.

Tak się mówi

„Wygnano obcych przybyszów”

Nieprawda. Wygnano ochrzczonych chrześcijan urodzonych w Hiszpanii i mówiących po hiszpańsku.

Czytaj dalej

A było takWysiedlenie kilkuset tysięcy własnych mieszkańców, ochrzczonych i hiszpańskojęzycznych, na podstawie pochodzenia.

Wysiedleni byli w przeważającej części ludźmi urodzonymi w kraju, ochrzczonymi i posługującymi się hiszpańskim. Podstawą decyzji było pochodzenie, a nie wyznanie ani obywatelstwo.

Przedstawianie tego jako wydalenia obcych odwraca sens wydarzenia. Chodziło właśnie o to, że byli swoi i że uznano to za niewystarczające.

Tak się mówi

„Trzy religie żyły tu w zgodzie”

Nieprawda. Współistniały, i to długo — ale w porządku nierównym, z ograniczeniami i z okresami przemocy.

Czytaj dalej

A było takTrwałe współistnienie w porządku nierównym: ograniczenia prawne i okresowa przemoc obok codziennej wymiany.

Obraz harmonijnego współżycia jest tak samo fałszywy jak obraz ciągłej wojny. Wspólnoty współistniały przez stulecia, handlowały i korzystały ze swojej pracy, a jednocześnie obowiązywały ograniczenia prawne, osobne podatki i okresowe prześladowania.

Prawdziwy i ciekawszy obraz mieści oba te fakty naraz: porządek nierówny, ale trwały, w którym mieszanie działo się mimo prawa, a nie dzięki niemu.

Tak się mówi

„Autor raportu nie wierzył w czary”

Nieprawda. Nie orzekł, że rzeczy takie są niemożliwe. Orzekł, że w tej sprawie nic ich nie potwierdza.

Czytaj dalej

A było takWniosek o braku dowodów w rozpatrywanej sprawie, a nie sąd ogólny o możliwości takich zjawisk.

Streszczanie raportu jako deklaracji niewiary jest wygodne i nieścisłe. Wniosek był węższy i przez to mocniejszy: brak dowodu w konkretnej sprawie, przy jednoczesnym wskazaniu, że zeznania powstają wskutek mówienia i pisania o rzeczy.

Właśnie ta ostrożność zadziałała. Twierdzenie ogólne dałoby się odrzucić jako herezję; wskazanie braku dowodu w aktach było nie do zbicia na gruncie, na którym toczono spór.

Tak się mówi

„Rekonkwista była nieprzerwaną wojną religijną”

Nieprawda. Trwała osiem wieków, a przez większość z nich sojusze przecinały linie wyznaniowe.

Czytaj dalej

A było takOsiem stuleci zmiennych granic, z okresami pokoju i sojuszami przecinającymi podziały wyznaniowe.

Przez osiem stuleci zdarzały się i długie okresy pokoju, i przymierza zawierane w poprzek podziałów religijnych, w tym władców chrześcijańskich z muzułmańskimi przeciw innym chrześcijanom i odwrotnie.

Przedstawianie całości jako jednej wojny wyznaniowej jest konstrukcją znacznie późniejszą niż opisywane wydarzenia i służyła ona celom swojego czasu, a nie opisowi przeszłości.