Akropol · agora · Pireus
Miasto, w którym pokazywano dowody rzeczowe na spór bogów
Na Akropolu stała studnia ze słoną wodą i ślad w skale objaśniany jako odcisk trójzębu, a obok rosła oliwka, która ten spór rozstrzygnęła. Węża strażnika karmiono co miesiąc ciastem, a rok, w którym go nie zjadł, przesądził o ewakuacji miasta. Dwie dziewczynki znosiły nocą ukrytymi schodami coś, czego nie wolno im było obejrzeć. A jednej nocy w czterysta piętnastym roku potłuczono w mieście wszystkie hermy naraz.
Dokąd stąd
Inne warstwy tego samego terenu
Dziewięć stron tej warstwy ma swój spis na górze i na dole tej strony. Tu stoi to, co mieli obok: kalendarz obrzędu, oś czasu, sąsiad na zachodzie i strona mezopotamska.
Grecja: od Minojczyków po 1453
Czterdzieści trzy karty ułożone w czas — epoka brązu, polis, bóstwa, hellenizm, Bizancjum i koniec.
Otwórz dział◆Obrzęd i kalendarzGrecja i Rzym
Sto pięćdziesiąt kart: czterdzieści siedem świąt, siedemnaście wyroczni, misteria, magia i kult państwowy.
Otwórz dział◆Sąsiad na zachodzieEtruskowie
Ci, którzy przejęli greckich bogów najwcześniej i przekazali ich dalej Rzymowi.
Otwórz działAkropol
Oliwka i solanka, świątynia o krzywym planie, wąż i ciasto
Trzy karty o tym, że świętość należy tu do MIEJSCA i do starego przedmiotu, a nie do budynku.
Spór o miasto rozstrzygnięty drzewem — a dowody pokazywano zwiedzającym
Zapis po fakciePosejdon uderzył w skałę i wytrysnęła słona woda. Atena zasadziła oliwkę. Obie rzeczy stały na Akropolu i można je było obejrzeć.
Czytaj dalejNa czym to stoiOpowieść o sporze rozstrzygniętym na korzyść oliwki; studnia o słonawej wodzie i ślady w skale objaśniane jako odcisk trójzębu, pokazywane w budowli na Akropolu; drzewo oliwne uznawane za tamto, rosnące obok; relacja o spaleniu drzewa podczas najazdu perskiego i o pędzie wypuszczonym nazajutrz; ołtarz Posejdona w tym samym budynku i połączenie jego kultu z kultem miejscowego herosa.
- Opowieść znamy z zapisów o kilka stuleci późniejszych od domniemanych wydarzeń. Relacja o pędzie wypuszczonym nazajutrz pochodzi od autora piszącego kilkadziesiąt lat po najeździe.
Opowieść głosi, że o opiekę nad miastem spierały się dwa bóstwa. Posejdon uderzył trójzębem w skałę Akropolu i wytrysnęła z niej słona woda; Atena zaś sprawiła, że na tym terenie nie wyrosło drzewo oliwne. Rozstrzygnięcie zapadło na korzyść drzewa, gdyż dostarcza ono owoców, oliwy oraz drewna, podczas gdy woda morska w obrębie miasta jest niepotrzebna.
Rzecz, którą trzeba tu podkreślić, jest inna niż sama fabuła. Oba przedmioty sporu POKAZYWANO: w budowli na Akropolu znajdowała się studnia o słonawej wodzie oraz ślady w skale objaśniane jako odcisk trójzębu, a obok rosło drzewo oliwne uznawane za tamto. Przyjezdnym pokazywano więc dowody rzeczowe, a nie opowieść.
Drzewo ma przy tym własną historię. Gdy w czasie najazdu perskiego Akropol spalono, oliwka spłonęła razem z resztą — i według relacji następnego dnia wypuściła pęd długi na łokieć. Dla mieszkańców, którzy właśnie stracili miasto, była to zapowiedź, że odbudowa się uda; dla nas jest to dobry przykład, jak szybko wydarzenie przyrodnicze staje się znakiem.
Przegrany nie został przy tym wyproszony. Posejdon miał na Akropolu własny ołtarz w tym samym budynku co ślad jego trójzębu, a jego imię łączono z imieniem miejscowego herosa w jeden kult. Miasto greckie nie wybierało jednego opiekuna kosztem drugiego — wybierało pierwszeństwo, a resztę zostawiało na miejscu.
Świątynia o krzywym planie, bo nie wolno było ruszyć tego, co już stało
Rzecz z ziemi albo z epokiTrzy poziomy, cztery wejścia, żadnej osi. Budowla omija grób, ślad trójzębu, źródło i drzewo — wszystko w jednym miejscu.
Czytaj dalejNa czym to stoiBudowla bez jednej osi i jednego poziomu, z czterema wejściami z trzech stron i gankiem wspartym na sześciu figurach kobiecych; skupienie w jednym miejscu śladu w skale, studni ze słoną wodą, grobu dawnego króla, miejsca wiązanego z wężem i świętej oliwki; stary drewniany wizerunek Ateny uznawany za niewykonany ludzką ręką jako główny przedmiot kultu; coroczne tkanie dla niego nowej szaty.
- Przypisanie poszczególnych pomieszczeń konkretnym kultom jest sporne i opiera się na późniejszych opisach. Wygląd drewnianego wizerunku nie jest znany — nie zachował się ani on, ani jego wiarygodne przedstawienie.
Budowla na północnej krawędzi Akropolu nie pasuje do żadnego znanego greckiego porządku architektonicznego. Nie posiada ona jednej osi ani pojedynczego poziomu: części stoją na różnych wysokościach, wejścia są cztery i prowadzą z trzech stron, a południową ścianę podpiera ganek z sześcioma figurami kobiecymi, które zastępują kolumny.
Przyczyna architektonicznego odchylenia nie jest artystyczna. W tym szczególnym miejscu nagromadziły się rzeczy, które nie mogły zostać przeniesione ani zabudowane: ślad na skale uważany za odcisk dawnego trójzębu, studnia ze świętą słoną wodą, grób dawnego króla-przodka, miejsce powiązane z wężem oraz otaczana czcią święta oliwka tuż obok. Budowniczowie musieli objąć te elementy jednym dachem i nie naruszyć żadnego z nich.
W świątyni znajdował się najistotniejszy przedmiot kultu miasta, którym nie był wielki posąg ze złota i kości słoniowej z sąsiedniej świątyni. Był nim stary drewniany wizerunek Ateny, o jakim mówiono, że spadł z nieba i nie został wykonany ludzkimi rękami. Co roku tkano dla niego nową szatę, a w czasie ewakuacji miasta to jego zabrano stamtąd.
Z tego wynika pouczający wniosek na temat całej religii greckiej: świętość przynależy do MIEJSCA i do pradawnego przedmiotu, nie do samego budynku ani dzieła sztuki. Świątynię można zastąpić nową i jeszcze okazalszą; jednakże skały ze śladem oraz wizerunkowi, który jak mówiono spadł z nieba, odtworzyć się nie da.
Wąż, któremu co miesiąc stawiano ciasto — i rok, w którym go nie zjadł
Zapis po fakcieNa Akropolu trzymano węża uchodzącego za strażnika miasta. Gdy odmówił jedzenia, uznano, że bogini wyszła, i wywieziono ludność.
Czytaj dalejNa czym to stoiWąż utrzymywany w zabudowaniach Akropolu i uznawany za strażnika miejsca; comiesięczne ciasto miodowe i odczytywanie jego zjedzenia jako znaku; relacja o nietkniętym cieście przed najazdem perskim i o wniosku, że bogini opuściła miasto; ewakuacja ludności na wyspy i statki; związek węża z ziemią, przodkami i uzdrawianiem w sanktuariach.
- Relacja o nietkniętym cieście pochodzi od autora piszącego kilkadziesiąt lat po wydarzeniach i służy tam objaśnieniu decyzji politycznej. Udział tego znaku w rzeczywistej decyzji o ewakuacji nie da się sprawdzić.
W zabudowaniach Akropolu utrzymywano węża, którego uważano za strażnika miejsca i wiązano z postacią pierwszego króla, urodzonego z ziemi i przedstawianego niekiedy z wężowym dołem ciała. Co miesiąc stawiano mu ciasto miodowe, a to, czy je zjadał, odczytywano jako znak.
Według relacji o najeździe perskim ciasto pozostało raz nietknięte. Wyciągnięto z tego wniosek, że bogini opuściła miasto, i była to jedna z rzeczy, które przeważyły przy decyzji o ewakuacji ludności na wyspy i statki. Miasto opuszczono, Akropol spalono, a flota wygrała bitwę kilka tygodni później.
Wąż, w religii greckiej związany z przodkami i uzdrawianiem, nie pełni roli czysto dekoracyjnej ani nie jest przesądem przyczepionym do polityki. Jest on zwierzęciem symbolizującym ziemię, które zamieszkuje sanktuaria uzdrowicielskie, oplata wizerunki herosów i wyłania się ze szczelin łączących świat zaświatów ze światem żywych.
Nieobecność węża nie oznaczała, że nie był on strażnikiem miejsca. Znak nietkniętego ciasta nie wskazywał na decyzję, lecz na niepokojące okoliczności. To ludzie na zgromadzeniu podejmowali decyzje o ewakuacji mieszkańców miasta, a znak dostarczał im oparcia: opuszczenie rodzinnych stron stawało się łatwiejsze, gdy można było sądzić, że wcześniej je opuściła jego patronka.
Miasto i jego pochodzenie
Złote cykady, nocny obrzęd dziewczynek i uchwała o cudzej bogini
Kto ma prawo do tej ziemi, czego nie wolno oglądać i na jakich warunkach wpuszcza się do miasta obce bóstwo.
Złote cykady we włosach: dowód, że nie przyszliśmy znikąd
Zapis po fakcieAteńczycy twierdzili, że wyrośli z własnej ziemi, i nosili w kokach złote owady, które też z niej wychodzą.
Czytaj dalejNa czym to stoiTwierdzenie o powstaniu Ateńczyków z ziemi Attyki, w odróżnieniu od sąsiadów przyznających się do przybycia; opowieść o królu zrodzonym z gleby i wychowanym przez Atenę; złote spinki w kształcie cykad noszone we włosach przez starszych mężczyzn; wyprowadzanie z autochtonii praw do ziemi i uzasadnienia przepisów o obywatelstwie wymagających ateńskich rodziców z obu stron.
- Twierdzenie o autochtonii jest deklaracją polityczną z V wieku p.n.e., a nie zapisem dawniejszej tradycji; jego wcześniejszy zasięg nie jest znany.
Ateńczycy utrzymywali, że nie przybyli do Attyki, lecz zrodzili się z jej ziemi – w odróżnieniu od sąsiadów, którzy przyznawali się do przybycia skądinąd. To twierdzenie miało swoją postać obrzędową w opowieści o królu zrodzonym wprost z gleby i wychowanym przez Atenę, oraz codzienną: starsi mężczyźni nosili we włosach złote spinki w kształcie cykad, owadów wychodzących z ziemi.
W polityce znaczyło to konkretnie. Z autochtonii wyprowadzano prawo do ziemi mocniejsze niż cudze, wyższość nad sąsiadami i uzasadnienie surowych przepisów o obywatelstwie: od połowy piątego wieku obywatelem był tylko ten, kto miał ateńskich rodziców z obu stron. Opowieść o pochodzeniu przekładała się na to, kto mógł mieć dom i głos.
Ten mit jest przykładem wykorzystania opowieści jako twierdzenia o prawie. Nie służy on tłumaczeniu świata ani nie jest naiwną wiarą w dosłowne wyrośnięcie ludzi z gleby; został wypowiedziany w jedynym języku, za pomocą którego takie twierdzenia były wtedy nie do podważenia.
Warto zwrócić uwagę, kogo ta historia pomija w swoim przekazie. Gdy pierwszy człowiek pojawił się na świecie bez matki, a został wychowany przez niezamężną boginię, to rodowód miasta nie zawiera żadnej kobiety – i dokładnie tak funkcjonuje reszta ateńskich opowieści o początku, w których udział kobiet jest marginalizowany lub karany.
Dwie dziewczynki niosą nocą coś, czego nie wolno im obejrzeć
Zapis po fakcieDostają na głowę zakryty kosz, schodzą ukrytymi schodami, zostawiają go i wracają z innym. Nie wiedzą, co niosły.
Czytaj dalejNa czym to stoiWybór dwóch dziewczynek w wieku od siedmiu do jedenastu lat na roczną służbę przy świątyni; udział w rozpoczęciu tkania szaty dla bogini; nocne przeniesienie zakrytego ciężaru ukrytym przejściem w skale na teren ogrodu poniżej i powrót z innym przedmiotem; odkopane na północnym zboczu Akropolu schody i wyjście zgodne z opisem; nieznajomość zawartości już w starożytności.
- Przebieg obrzędu znamy głównie z jednego późnego opisu. Zawartość niesionych przedmiotów nie była znana autorom starożytnym i pozostaje przedmiotem domysłów.
Dwie dziewczynki w wieku od siedmiu do jedenastu lat wybierano na rok do służby przy świątyni na Akropolu. Mieszkały w jej pobliżu, brały udział w rozpoczęciu tkania szaty dla bogini, a na koniec służby wykonywały obrzęd, o którym wiemy najwięcej z jednego późnego opisu.
Przebieg jest taki: kapłanka dawała im coś zapakowanego i zakrytego, czego ani ona, ani one nie oglądały. Dziewczynki niosły to na głowach, schodziły ukrytym przejściem w skale na teren ogrodu poniżej, zostawiały ciężar, brały stamtąd inny zakryty przedmiot i wracały tą samą drogą. Na tym służba się kończyła i były zwalniane.
Na północnym zboczu Akropolu odkopano schody prowadzące do wyjścia w skale, które jest zgodne z dawnym przejściem zmierzającym ku ogrodowi. Stanowi to rzadki przypadek, gdzie obrzęd opisany w tekstach można powiązać z faktycznym terenem.
Czego niosły, nie wiedziano już w starożytności i nie wiadomo dziś. Domysły idą w stronę wizerunków, ciasta w kształcie węża albo przedmiotów związanych z opowieścią o dziecku w koszu, którego zakazano oglądać. Rzecz jest jednak sama w sobie pouczająca: tajemnica bywała tu prawdziwa i po obu stronach — ukryta także przed tym, kto ją wykonuje.
Uchwała zgromadzenia przyznaje Trakom prawo do własnej bogini
Zapis po fakcieObce bóstwo wchodziło do miasta na podstawie decyzji, w której zapisywano, komu wolno kupić ziemię pod sanktuarium.
Czytaj dalejNa czym to stoiUchwały zgromadzenia przyznające przybyszom prawo nabycia gruntu pod sanktuarium i odprawiania własnych obrzędów, w tym kupcom z Cypru i Trakom mieszkającym w porcie; święto obchodzone dwiema odrębnymi procesjami, miejską i tracką, w jednym dniu; sprowadzenie bóstwa uzdrowicielskiego z Peloponezu i upamiętnienie jego przybycia osobnym świętem; przyznawanie nowemu bóstwu miejsca, kapłana i dnia w kalendarzu; ściganie obrzędów prowadzonych prywatnie, bez zgody i za opłatą.
- Zachowane uchwały są nieliczne i dotyczą pojedynczych przypadków, więc nie dają pełnego obrazu praktyki. Motywy sprowadzenia poszczególnych kultów bywają w źródłach podawane rozbieżnie.
Ateny przyjmowały bóstwa spoza miasta, ale nie działo się to samo z siebie: wymagało uchwały zgromadzenia. Zachowały się decyzje przyznające przybyszom prawo nabycia gruntu pod sanktuarium i odprawiania własnych obrzędów — między innymi kupcom z Cypru na sanktuarium ich bogini i mieszkającym w porcie Trakom na kult bogini, której święto obchodzono potem z dwiema procesjami, osobną miejską i osobną tracką, w jednym dniu.
Podobnie sprowadzono bóstwo uzdrowicielskie z sanktuariów w Peloponezie: przywieziono jego kult do miasta w czasie, gdy pamiętano jeszcze wielką zarazę, a przybycie upamiętniono osobnym świętem. Nowe bóstwo dostawało w mieście miejsce, kapłana i dzień w kalendarzu, czyli wchodziło do porządku, zamiast go zastępować.
Wynika z tego obraz religii, w której nie ma pytania o prawdziwość. Nikt nie rozstrzygał, czy cudze bóstwo istnieje; rozstrzygano, czy wpuścić jego kult w obręb miasta, na jakich warunkach i kto ma za niego odpowiadać. Była to decyzja administracyjna, podejmowana tak samo jak decyzja o murach albo o porcie.
Granica między bóstwami obcymi była wyraźna i nie była taka, jak można by się spodziewać. Obce bóstwo można było czcić jedynie za zgodą miasta; nikomu nie wolno było prowadzić obrzędów dla obcych bogów prywatnie i bez zgody, szczególnie nocą i za opłatą. Nie kwestionowano obcości bóstw, lecz karano za wyjęcie rytuału spod kontroli wspólnoty.
Gdy religia trafia do sądu
Noc herm i to, czym naprawdę była bezbożność
Dwie karty o tym, że religia i polityka nie były w tym mieście osobnymi dziedzinami.
Jednej nocy w mieście potłuczono wszystkie hermy naraz
Rzecz z ziemi albo z epokiKamienne słupy z głową i fallusem stały przy każdych drzwiach. Rano po tej nocy prawie wszystkie były okaleczone.
Czytaj dalejNa czym to stoiCzworokątne słupy kamienne z głową brodatego boga i wyrzeźbionym członkiem, stojące przy wejściach do domów, na rogatkach, przy drogach i granicach działek; okaleczenie niemal wszystkich herm w mieście w jedną noc przed wypłynięciem wyprawy w 415 roku p.n.e.; śledztwo, nagrody za doniesienia, dziesiątki aresztowań, wyroki śmierci i ucieczki; równoległe oskarżenia o przedrzeźnianie misteriów w domach prywatnych; wezwanie dowódcy wyprawy na sąd i jego przejście na stronę przeciwnika.
- Sprawcy nie zostali ustaleni w sposób pewny ani wtedy, ani później; relacje pochodzą od stron zainteresowanych wynikiem procesów. Związek przyczynowy między okaleczeniem herm a klęską wyprawy jest zestawieniem następstwa, nie wykazaną zależnością.
Hermy to czworokątne słupy kamienne zwieńczone głową brodatego boga, z wyrzeźbionym po środku wysokości członkiem. Stały przy wejściach do domów, na rogatkach, przy drogach i na granicach działek; mijało się je codziennie, a dotknięcie przynosiło pomyślność. Nie były osobliwością ani żartem — były wyposażeniem miasta tak zwykłym jak dziś latarnie.
Nocą przed wypłynięciem wielkiej wyprawy wojennej niemal wszystkie hermy w mieście zostały okaleczone: odbito im twarze i członki. Skala robi wrażenie, bo wymagała wielu rąk i uzgodnienia, a wykonano ją w jedną noc w mieście pełnym ludzi.
Wybuchła panika, jakiej miasto dawno nie widziało. Powołano śledztwo, wyznaczono nagrody za doniesienia, aresztowano dziesiątki osób, część stracono, część uciekła; przy okazji wyszły na jaw oskarżenia o przedrzeźnianie misteriów w domach prywatnych. Dowódca wyprawy został wezwany do powrotu na sąd, uciekł do przeciwnika i przeszedł na jego stronę, a wyprawa skończyła się klęską, po której państwo już się nie podniosło.
Według Atlasu, ten incydent stanowi najmocniejszy przykład na to, jak religia i polityka w tym mieście przenikały się nawzajem. Atak na przedmioty kultu godził w bezpieczeństwo wyprawy wojskowej, a oskarżenie o brak szacunku dla bogów służyło jako broń w dziale zmaganiach o władzę, okazując się skutecznym narzędziem bez względu na swoją prawdziwość.
O co dokładnie sądzono w procesach o bezbożność
Zapis po fakcieNie o poglądy na bogów, lecz o czyny wobec kultu: nieuznawanie bóstw miasta i wprowadzanie nowych.
Czytaj dalejNa czym to stoiOskarżenie o bezbożność obejmujące nieuznawanie bóstw miasta, wprowadzanie nowych, znieważenie przedmiotów kultu oraz wyjawienie albo przedrzeźnienie misteriów; brak wyznania wiary, ksiąg świętych i duchowieństwa orzekającego o treści wierzeń; skazanie filozofa za twierdzenie o naturze słońca; wyrok śmierci wobec nauczyciela oskarżonego o niewiarę w bogów miasta i psucie młodzieży; procesy przeciw prowadzącym obrzędy obcych bóstw bez zgody zgromadzenia; równoczesna swoboda wyśmiewania bogów w komediach wystawianych podczas świąt.
- Przebieg i podstawy poszczególnych procesów znamy z relacji stronniczych, pisanych po fakcie przez uczniów albo przeciwników oskarżonych. Liczba takich procesów była niewielka i nie da się z nich wyprowadzić stałej polityki miasta.
W Atenach istniało oskarżenie o bezbożność i kończyło się wyrokami do kary śmierci włącznie. Warto jednak wiedzieć, czego dotyczyło, bo bywa opisywane jako karanie za przekonania, a takie nie było: zarzut dotyczył czynów — nieuznawania bóstw, które uznaje miasto, wprowadzania nowych bóstw, znieważenia przedmiotów kultu, wyjawienia albo przedrzeźnienia misteriów.
Miasto nie miało wyznania wiary, ksiąg świętych ani duchowieństwa, które orzekałoby, w co należy wierzyć. Miało natomiast kalendarz świąt, ofiary składane wspólnie i miejsca, do których należało chodzić. Bezbożność nie polegała więc na błędnym myśleniu, tylko na uchyleniu się od tego, co robi wspólnota, albo na naruszeniu tego, co wspólne.
Procesy wytaczano jednak przy okazji sporów o władzę i tam, gdzie zawodziły inne zarzuty. Skazano filozofa za twierdzenie, że słońce jest rozżarzoną bryłą, a nie bóstwem; skazano na śmierć nauczyciela oskarżonego o niewiarę w bogów miasta i o psucie młodzieży; toczyły się też procesy przeciw kobietom prowadzącym obrzędy obcych bóstw bez zgody zgromadzenia.
Najciekawsze jest przy tym, jak szeroka była tolerancja w drugą stronę. O bogów można było w tym mieście żartować ze sceny, i to ostro — komedie wystawiane na święcie ku czci bóstwa przedstawiały bogów jako tchórzy i głupców, a nikogo za to nie ścigano, bo odbywało się to wewnątrz obrzędu, nie przeciw niemu.