Milet · Efez · Samos · Wielka Grecja
Gdzie zmieniono pytanie i gdzie zaczęto obiecywać zmarłym coś więcej
W Milecie zapytano, z czego rzeczy są zrobione, zamiast pytać, kto je zrobił — i na tym polegał przełom, a nie na odpowiedziach. W Efezie stała świątynia będąca zarazem bankiem, z wizerunkiem obwieszonym kształtami, o których do dziś nie wiadomo, czym są. A w grobach na południu Italii znaleziono złote blaszki z instrukcją dla zmarłego: z którego źródła NIE pić i co dokładnie powiedzieć strażnikom.
Dokąd stąd
Inne warstwy tego samego terenu
Dziewięć stron tej warstwy ma swój spis na górze i na dole tej strony. Tu stoi to, co mieli obok: kalendarz obrzędu, oś czasu, sąsiad na zachodzie i strona mezopotamska.
Grecja: od Minojczyków po 1453
Czterdzieści trzy karty ułożone w czas — epoka brązu, polis, bóstwa, hellenizm, Bizancjum i koniec.
Otwórz dział◆Obrzęd i kalendarzGrecja i Rzym
Sto pięćdziesiąt kart: czterdzieści siedem świąt, siedemnaście wyroczni, misteria, magia i kult państwowy.
Otwórz dział◆Sąsiad na zachodzieEtruskowie
Ci, którzy przejęli greckich bogów najwcześniej i przekazali ich dalej Rzymowi.
Otwórz działBrzeg azjatycki
Zmienione pytanie, wyrocznia rodu, bank ze świątynią i uciekająca bogini
Cztery miasta jońskie, każde z własnym rozwiązaniem tego, co robić z bóstwem i z wiedzą.
W Milecie zmieniono pytanie — i tak zaczęła się filozofia
Zapis po fakcieNie zaprzeczyli bogom. Zapytali, z czego rzeczy są zrobione, zamiast pytać, kto je zrobił.
Czytaj dalejNa czym to stoiMilet jako bogate miasto portowe utrzymujące kolonie nad Morzem Czarnym oraz kontakty z Egiptem i Babilonią; postawienie w VI wieku p.n.e. pytania o tworzywo i regułę zmiany zamiast o sprawcę; odpowiedzi wskazujące wodę, coś nieokreślonego i bezgranicznego oraz powietrze gęstniejące w wodę i ziemię; poprawianie mistrza przez ucznia zamiast powtarzania; zapowiedź zaćmienia słońca, które nastąpiło w czasie bitwy i przerwało walkę; dostępność tablic astronomicznych z tradycji świątynnej Wschodu.
- Poglądy tych ludzi znamy wyłącznie z cytatów i streszczeń u autorów późniejszych, w większości o kilkaset lat. Sposób, w jaki obliczono zaćmienie, nie jest znany, a sama zapowiedź bywa uznawana za późniejszą legendę.
W bogatym mieście portowym na azjatyckim wybrzeżu, utrzymującym kolonie nad Morzem Czarnym i kontakty z Egiptem oraz Babilonią, w szóstym wieku przed naszą erą kilka osób zaczęło stawiać pytania inaczej niż dotychczas. Zamiast pytać o sprawcę burzy, zapytali oni, z czego wszystko jest zbudowane, w co się zamienia i według jakiej reguły to się odbywa.
Odpowiedzi brzmią dziś dziwacznie — że wszystko pochodzi z wody, że z czegoś nieokreślonego i bezgranicznego, że z powietrza, które gęstniejąc staje się wodą i ziemią — ale to nie odpowiedzi są tu przełomem. Przełomem jest to, że po raz pierwszy postawiono pytanie, na które wolno odpowiedzieć źle i którą to odpowiedź wolno zastąpić lepszą. Uczeń pierwszego z nich nie powtórzył mistrza, tylko go poprawił, i dokładnie to jest nowe.
Nie byli przy tym bezbożnikami i nie tak ich odbierano. Jeden z nich zapowiedział zaćmienie słońca, które rzeczywiście nastąpiło w czasie bitwy i przerwało walkę — a wiedzę do tego rachunku miał najpewniej z tablic babilońskich, czyli z tradycji świątynnej. To, co robili, nie było zaprzeczeniem religii, lecz wyjściem poza jej sposób tłumaczenia.
Ważne jest też miejsce. Miasta jońskie leżały na styku ze światem, który miał świątynne archiwa, rachunki astronomiczne i pismo od dwóch tysięcy lat. Pytanie o budowę świata zadano tam, gdzie greckie miasto stykało się z Lidią, Persją i drogą prowadzącą do Mezopotamii — i to sąsiedztwo należy do rzeczy, które ten atlas odnotowuje przy każdej okazji.
Wyrocznia w rękach jednego rodu, w świątyni, której nigdy nie dokończono
Rzecz z ziemi albo z epokiŚwięta droga długa na osiemnaście kilometrów kończy się budowlą bez dachu, wznoszoną przez sześćset lat.
Czytaj dalejNa czym to stoiWyrocznia Apollona przy końcu świętej drogi obstawionej posągami siedzących postaci; dziedziczne prowadzenie jej przez jeden ród i jego przesiedlenie w głąb Azji po wydaniu skarbu; odbudowa od czasów po podbojach Aleksandra, z projektem ponad stu dwudziestu kolumn blisko dwudziestometrowych; sześćset lat budowy bez ukończenia i ryte na ścianach rysunki robocze w skali; brak przejścia na wprost między przedsionkiem a dziedzińcem, wysoki próg i dwa kryte pochyłe korytarze; zachowane w kamieniu zapisy pytań i odpowiedzi w sprawach obrzędowych.
- Relacja o wydaniu skarbu przez ród kapłański pochodzi od autorów niechętnych mu i bywa kwestionowana. Sposób uzyskiwania odpowiedzi w Didymie nie jest znany.
Kilkanaście kilometrów od Miletu, przy końcu świętej drogi obstawionej posągami siedzących postaci, znajdowała się wyrocznia Apollona. Zarządzana była przez jeden ród dziedzicznie aż do czasu, gdy — według relacji — wydali oni Persom skarb świątynny. W konsekwencji ród ten został przesiedlony w głąb Azji, co doprowadziło do upadku sanktuarium na półtora wieku.
Odbudowa wyroczni, rozpoczęta po podbojach Aleksandra, była przedsięwzięciem bez umiaru: świątynia miała mieć ponad sto dwadzieścia kolumn wysokich na blisko dwadzieścia metrów. Budowano ją przez sześćset lat i nigdy nie skończono — do dziś stoi bez dachu, a na jej ścianach zachowały się ryte rysunki robocze w skali, wedle których wykonywano kolumny.
Wnętrze rozwiązano osobliwie: między przedsionkiem a dziedzińcem, na którym stała właściwa świątynka ze źródłem, nie ma przejścia na wprost. Pytający podchodził do wysokiego progu, zza którego odczytywano odpowiedź, a do środka schodziło się dwoma krytymi, pochyłymi korytarzami. Układ ten oddzielał pytającego od miejsca, w którym odpowiedź powstawała.
Zachowały się ryte w kamieniu zapisy pytań i odpowiedzi z Didymy, dotyczące spraw zwykłych — decydowania o odnowieniu kultu, nominacji czy postępowaniu z posągami. Dzięki tym inskrypcjom można wyraźnie dostrzec, że wyrocznia nie była miejscem przepowiadania przyszłości, wbrew powszechnemu mniemaniu o niej, lecz głównie instytucją rozstrzygającą kwestie rytualne.
Artemida z Efezu: to nie są piersi, i nikt nie wie, co to jest
Rzecz z ziemi albo z epokiWizerunek obwieszony dziesiątkami owalnych kształtów. Jajka, piersi, jądra byków albo bursztyny — spór trwa.
Czytaj dalejNa czym to stoiŚwiątynia Artemidy w Efezie jako największa budowla grecka swoich czasów, zaliczona do siedmiu cudów; wizerunek stojący słupowato, z ramionami wyciągniętymi do przodu, w sukni pokrytej rzędami zwierząt i z dziesiątkami owalnych kształtów na torsie; rozbieżne odczytania tych kształtów, w tym bursztynowe ciężarki z otworami znalezione pod najstarszą warstwą świątyni; funkcja depozytowa i kredytowa sanktuarium oraz prawo azylu o zmienianym zasięgu; sprzedaż srebrnych modeli świątynki; podpalenie budowli w 356 roku p.n.e. i uchwalony zakaz wymieniania imienia sprawcy.
- Znaczenie owalnych kształtów na wizerunku nie zostało rozstrzygnięte. Pobudki podpalacza znamy z relacji późniejszych, powstałych mimo uchwalonego zakazu, co każe traktować je ostrożnie.
Świątynia Artemidy w Efezie była największą budowlą grecką swoich czasów i została uznana za jeden z siedmiu cudów świata. Czczona w niej postać nosiła imię Artemida, ale nie przypominała myśliwej w krótkiej szacie znanej w reszcie Grecji: stała wyprostowana jak słup, z ramionami wyciągniętymi do przodu, ubrana w suknię pokrytą rzędami zwierząt, a jej tors obwieszony był dziesiątkami owalnych kształtów.
Właśnie te kształty są przedmiotem sporu od stuleci. Nazywano je piersiami i stąd wzięło się określenie „wielopierśna"; proponowano też jajka, owoce, jądra byków składanych w ofierze oraz bursztynowe ciężarki — a za tą ostatnią możliwością przemawia znalezienie pod najstarszą warstwą świątyni bursztynowych elementów z otworami, ułożonych tak, jakby zwisały z figury.
Sama świątynia była zarazem bankiem. Przechowywano w niej depozyty miast i osób prywatnych, udzielano pożyczek pod zastaw, a teren sanktuarium dawał prawo azylu, którego zasięg wyznaczano i kilkakrotnie zmieniano, bo ściągał przestępców. Do tego dochodziła sprzedaż pamiątek — srebrnych modeli świątynki, o których wspomina także piśmiennictwo wczesnochrześcijańskie przy opisie zamieszek w mieście.
W trzysta pięćdziesiątym szóstym roku przed naszą erą budowlę podpalił człowiek, który — wedle relacji — chciał w ten sposób zapewnić sobie sławę. Miasta jońskie uchwaliły zakaz wymieniania jego imienia, co nie pomogło: imię zapisali autorzy późniejsi i znamy je do dziś, a zakaz stał się przykładem na to, że próba wymazania nazwiska bywa najlepszym sposobem jego utrwalenia.
Raz w roku wizerunek bogini znikał, a znajdowano go przywiązany do wikliny
Zapis po fakcieObrzęd odgrywał kradzież posągu i jego odnalezienie nad brzegiem, w krzakach, obwiązanego gałęziami.
Czytaj dalejNa czym to stoiJedna z największych i najstarszych świątyń greckich na Samos, wznoszona kilkakrotnie; dary z Egiptu, Syrii, Cypru oraz elementy uprzęży ze stepu wydobyte z sanktuarium; doroczny obrzęd zniknięcia wizerunku i odnalezienia go nad brzegiem, w zaroślach, obwiązanego gałęziami wikliny; obmycie, ubranie i odprowadzenie do świątyni; powtarzalność układu utrata–poszukiwanie–odzyskanie w innych obrzędach.
- Objaśnienia obrzędu pochodzą ze źródeł hellenistycznych i późniejszych i są rozbieżne. Pierwotny sens obwiązania wikliną nie jest znany.
Na Samos stała jedna z największych i najstarszych świątyń greckich, poświęcona Herze, wznoszona kilkakrotnie i za każdym razem większa. Z sanktuarium wydobyto dary z całego znanego świata: wyroby egipskie, syryjskie, cypryjskie, a nawet elementy uprzęży ze stepu — jest to jeden z najlepszych dowodów, jak daleko sięgały kontakty greckiego sanktuarium w epoce archaicznej.
Odprawiano tam obrzęd doroczny o osobliwym przebiegu. Wizerunek bogini znikał ze świątyni — wedle miejscowego objaśnienia porywali go piraci albo uciekał sam — a potem odnajdywano go nad brzegiem, w zaroślach, obwiązanego gałęziami wikliny. Następnie obmywano go, ubierano na nowo i odprowadzano do świątyni.
Dwa wyjaśnienia podawano w kontekście wikliny: że miała ona upamiętniać miejsce narodzin bogini lub że tak ją niegdyś spętano, by nie zdołała uciec. Wzorzec wydarzeń – zniknięcie podczas obrzędu, poszukiwanie w obrzędach, odnalezienie, obmycie oraz powrót do świątyni – powtarza się w licznych greckich obrzędach oraz poza granicami Grecji, za każdym razem z tym samym rytmem utraty i odzyskania.
Dla tego działu istotne jest spostrzeżenie, że grecki wizerunek bogini był traktowany jak osoba mogąca uciec, a nie jak zwykły przedmiot. Podobną tendencję obserwujemy przy greckich posągach przywiązywanych łańcuchami, wizerunkach obmywanych i przebieranych oraz tych, które co roku wyprowadzano na spacer. Grecy uważali bóstwa za byty tak realnie zamieszkujące posągi, że musieli liczyć się z ich ewentualnymi zachciankami.
Kolonie i zachód
Ogień z ogniska, wspólnota bez bobu i blaszki z instrukcją
Nowe miasto zaczynało się od żaru przywiezionego z domu — a na zachodzie zaczęto obiecywać zmarłym los osobny.
Kolonia zabierała ze sobą ogień z ogniska macierzystego miasta
Zapis po fakcieNowe miasto zakładano z żaru przywiezionego z wyprawą, a przed wypłynięciem pytano wyroczni, dokąd płynąć.
Czytaj dalejNa czym to stoiZakładanie miast greckich wzdłuż wybrzeży od dzisiejszej Hiszpanii po Krym w VIII–VI wieku p.n.e.; pytanie wyroczni o kierunek i opiekę, wyznaczanie przywódcy wyprawy i przewożenie ognia z publicznego ogniska miasta macierzystego; powtarzanie w nowym mieście kalendarza, imion bóstw, nazw miesięcy i podziału na rody; utrzymywanie zależności obrzędowej i poselstw z darami po ustaniu politycznej; pochówek przywódcy wyprawy na rynku i kult herosa przy jego grobie.
- Udział wyroczni delfickiej w poszczególnych wyprawach znamy z relacji spisanych po fakcie, często przez samych kolonistów albo ich potomków. Zakres tej roli bywa oceniany rozbieżnie.
Przez trzy stulecia Grecy zakładali miasta wzdłuż wybrzeży od dzisiejszej Hiszpanii po Krym, a przy każdym takim przedsięwzięciu powtarzał się ten sam zestaw czynności. Zapytywano wyroczni — najczęściej delfickiej — dokąd płynąć i pod czyją opieką; wyznaczano przywódcę wyprawy; zabierano ogień z publicznego ogniska macierzystego miasta i przewożono go na miejsce, żeby zapalić od niego nowe.
Nowe miasto powtarzało kalendarz i imiona bóstw macierzystego, często także nazwy miesięcy i podział na rody. Nie było to więc zakładanie czegoś nowego, lecz przeniesienie istniejącego porządku; zależność obrzędowa utrzymywała się długo po tym, jak ustawała polityczna, a poselstwa z darami jeździły do miasta macierzystego przez stulecia.
Przywódca wyprawy dostawał po śmierci pochówek i kult. Chowano go zwykle na rynku, w środku miasta — czyli tam, gdzie zwykłego zmarłego chować było nie wolno — i składano mu dary jak herosowi. Dzięki temu nowe miasto dostawało od razu to, czego zwykle nie miało: własnego przodka z grobem, którego można pokazać.
Rola wyroczni w tym procesie jest dobrze poświadczona i warto zobaczyć, na czym polegała. Delfy zbierały wiadomości od wszystkich, którzy tam przychodzili — o brzegach, wodzie, zbożu, sąsiadach — i mogły doradzać na podstawie czegoś, czego nie miał nikt inny: bieżącej wiedzy o całym świecie greckim naraz. Wyrocznia była przy okazji najlepszym zbiorem danych swoich czasów.
Wspólnota, która liczyła gwiazdy i nie jadła bobu
Zapis po fakcieReguły dotyczyły liczb, muzyki, wędrówki dusz i tego, jak wstawać z łóżka. Skończyło się spaleniem domu zebrań.
Czytaj dalejNa czym to stoiWspólnota założona w Krotonie przez przybysza z Samos, łącząca naukę o liczbach i stosunkach muzycznych, obserwację nieba, przepisy dotyczące jedzenia i zachowania oraz naukę o wędrówce dusz; zakaz zabijania i jedzenia zwierząt; zbiór krótkich reguł, w tym zakaz jedzenia bobu, podnoszenia tego, co upadło, mieszania ognia nożem i przekraczania wagi oraz nakaz zacierania odcisku ciała po wstaniu; stopnie wtajemniczenia, wspólny majątek, milczenie nowych i zakaz wynoszenia nauk; wystąpienia przeciw wspólnocie, spalenie domu zebrań w Krotonie i wypędzenia.
- Oddzielenie nauk samego założyciela od dopisanych później nie zostało dokonane; najobszerniejsze relacje pochodzą z czasów rzymskich i przypisują mu cechy cudowne. Sens poszczególnych reguł bywał objaśniany przenośnie już w starożytności.
W południowej Italii powstała wspólnota założona przez przybysza z Samos, łącząca naukę o liczbach i stosunkach muzycznych, obserwację nieba oraz przepisy dotyczące jedzenia i zachowania. Zawierała ona także naukę o wędrówce dusz między ciałami, w tym zwierzęcymi.
Z nauką o wędrówce dusz współistniał zakaz zabijania i jedzenia zwierząt, a także zbiór reguł zachowanych w formie krótkich zdań: nie spożywać bobu, nie podnosić tego, co upadło, nie mieszać ognia nożem, nie przekraczać wagi, wstając ze swojego posłania zwijać pościel i zacierać odcisk ciała. Niektóre z nich interpretowano później przenośnie, inne sprawiają wrażenie zakazów rytualnych w dawnej interpretacji.
Wspólnota miała stopnie wtajemniczenia, wspólny majątek, milczenie obowiązujące nowych przez pierwsze lata i zakaz wynoszenia nauk na zewnątrz. Zajęła też pozycję polityczną w kilku miastach Italii — i to ją zgubiło: doszło do wystąpień przeciw niej, dom zebrań w Krotonie spalono razem z zebranymi, a zwolenników wypędzono z kilku miast naraz.
Rozróżnienie, które trzeba tu zrobić, jest trudne i nie zostało dokonane w pełni: co pochodzi od samego założyciela, a co dopisali późniejsi, zwłaszcza w czasach rzymskich, gdy stał się on postacią cudowną, której przypisywano złote udo i rozmowy ze zwierzętami. Pewne jest, że wspólnota istniała, że miała reguły i że nauka o wędrówce dusz weszła stąd do myśli greckiej na stałe.
Złote blaszki wkładane zmarłym do ręki z instrukcją, z której wody NIE pić
Rzecz z ziemi albo z epokiKilkadziesiąt cienkich płytek z tekstem: co powiedzieć strażnikom i gdzie skręcić. To jedyny grecki przewodnik po zaświatach na piśmie.
Czytaj dalejNa czym to stoiKilkadziesiąt cienkich blaszek złotych, zwiniętych albo złożonych, kładzionych zmarłym do ręki, na piersi albo do ust, znalezionych na południu Italii, na Krecie, w Tesalii i na Sycylii; teksty greckie w kilku odmianach, najstarsze z IV wieku p.n.e.; ostrzeżenie przed źródłem po lewej stronie przy białym cyprysie i polecenie dojścia do wody z jeziora pamięci, przy której stoją strażnicy; formuła o pochodzeniu od ziemi i gwiaździstego nieba oraz prośba o wodę; oświadczenia o przyjściu „od czystych czystej" i zdanie o koźlęciu, które wpadło do mleka; imiona posiadaczy i określenie wtajemniczonego.
- Przynależność blaszek do jednego ruchu religijnego jest sporna, a nazwy nadawane mu w opracowaniach bywają nadużywane. Znaczenie formuł, w tym zdania o koźlęciu i mleku, nie zostało wyjaśnione.
W grobach na południu Italii, na Krecie, w Tesalii i na Sycylii znaleziono kilkadziesiąt cienkich blaszek ze złota, zwiniętych albo złożonych, kładzionych zmarłemu do ręki, na piersi albo do ust. Są na nich krótkie teksty greckie, w kilku odmianach, a najstarsze pochodzą z czwartego wieku przed naszą erą.
Treść jest zdumiewająco praktyczna. Jeden typ ostrzega: po lewej stronie zobaczysz źródło i przy nim biały cyprys — do tego źródła nie podchodź; idź dalej, do wody wypływającej z jeziora pamięci, przy której stoją strażnicy, i powiedz im dokładnie te słowa. Następuje formuła, którą zmarły ma wypowiedzieć: że jest dzieckiem ziemi i gwiaździstego nieba, że zasycha z pragnienia i prosi o wodę.
Inny typ zawiera oświadczenie o przejściu na drugą stronę: „przychodzę od czystych czysta", oraz zdanie, że koźlę wpadło do mleka. Jeszcze inne wymieniają imię posiadacza i słowo oznaczające wtajemniczonego. Razem układa się z tego obraz wspólnot, w których obiecywano zmarłym los inny niż powszechny — nie pył i ciemność dla wszystkich, lecz miejsce osobne dla tych, którzy wiedzą, co powiedzieć.
Znaczenie tych przedmiotów jest trudne do przecenienia, gdyż prawie cała nasza znajomość greckiej religii pochodzi z zewnętrznych źródeł — opisów, wyobrażeń i rachunków świątynnych. Złote blaszki są głosem z wnętrza: tekstem, który ktoś kazał ze sobą pochować, wierząc, że będzie mu potrzebny po śmierci.
Sąsiedztwo wschodnie
Alfabet, waga, zodiak i kolejność pokoleń bogów
Grecka epoka archaiczna nazywana bywa orientalizującą, bo zmienia się wtedy prawie wszystko — i widać, skąd.
Co przyszło ze Wschodu: alfabet, waga, zodiak i kilka opowieści
Zapis po fakcieGrecka epoka archaiczna nazywana bywa orientalizującą, bo zmienia się wtedy prawie wszystko — i widać, skąd.
Czytaj dalejNa czym to stoiPojawienie się w greckiej wytwórczości IX–VI wieku p.n.e. zwierząt fantastycznych, lwów, sfinksów, rozet i palmet, wyrobów z kości słoniowej oraz brązowych kotłów z głowami gryfów, mających odpowiedniki bliskowschodnie; przejęcie alfabetu z pisma fenickiego; zależność jednostek wagi i miar od wzorców bliskowschodnich; babiloński rodowód podziału koła na 360 stopni, rachuby sześćdziesiątkowej i zodiaku; starsza o tysiąc lat wschodnia tradycja wróżenia z wątroby; szczegółowa zbieżność greckiego mitu o następstwie pokoleń bogów z tekstami hetyckimi wywodzonymi od huryckich.
- Drogi i daty przejęcia poszczególnych elementów bywają sporne, a część zbieżności może wynikać z niezależnego rozwoju. Pierwszeństwo wersji wschodniej w micie o następstwie pokoleń opiera się na datowaniu tabliczek, nie na zapisie samego przekazu greckiego.
Między dziewiątym a szóstym wiekiem przed naszą erą w greckiej wytwórczości pojawiają się nagle rzeczy, których wcześniej nie było: zwierzęta fantastyczne na naczyniach, lwy i sfinksy, rozety i palmety, wyroby z kości słoniowej i brązowe kotły z głowami gryfów. Wszystkie mają odpowiedniki na Bliskim Wschodzie, a część przywieziono stamtąd wprost.
Razem z przedmiotami przyszły rzeczy mniej widoczne. Alfabet przejęto z pisma fenickiego; jednostki wagi i system miar wykazują zależność od wzorców bliskowschodnich; podział koła na trzysta sześćdziesiąt stopni, rachuba szesćdziesiątkowa i zodiak mają rodowód babiloński, choć do Grecji weszły później. Weszły też techniki wróżenia — badanie wątroby zwierzęcia ofiarnego ma na Wschodzie tradycję o tysiąc lat starszą.
Najciekawsze są zbieżności w opowieściach. Grecki mit o następstwie pokoleń bogów — dziad obalony przez syna, syn zwyciężony przez wnuka, kastracja pierwszego z nich — nie jest oryginalnym tworem, ma bowiem swój bliski odpowiednik w tekstach hetyckich, które wywodzą się od jeszcze starszych źródeł huryckich. Podobieństwo to jest szczegółowe i obejmuje kolejność zdarzeń.
Nie znaczy to, że religia grecka jest przeróbką wschodniej, i trzeba to powiedzieć wyraźnie. Znaczy tyle, że powstawała w ciągłym kontakcie z sąsiadem starszym i piśmiennym, biorąc od niego to, co się dało wziąć, i przerabiając na swoje. Droga prowadziła przez wybrzeże azjatyckie, Cypr i północną Syrię, a jednym z najlepiej widocznych jej odcinków jest to, co Grecy zrobili z opowieścią o Gilgameszu — co opisuje osobna strona tego działu.