Atlas wierzeń słowiańskich
SłowianieNie ma słowiańskiej Eddy — i to jest pierwsza rzecz, którą trzeba powiedzieć
Wierzenia Słowian zachodnich, wschodnich i południowych: bogowie, duchy, baśnie i obrzędy codziennego życia. Wybierz region albo temat, żeby poznać dawne tradycje, ich przemiany i ślady zachowane do dziś.
5 spośród 23 haseł opiera się na przekazach powstałych w czasie istnienia opisywanego zjawiska. Pozostałe pochodzą z późniejszego folkloru lub rekonstrukcji; przy każdym haśle podano stopień poświadczenia.
Jak czytać świadectwa
Karb poświadczenia
Świątynię w Radogoszczy opisał ktoś, kto żył wtedy, gdy ona jeszcze stała. Południcę znamy z rozmowy spisanej na wsi tysiąc lat po chrzcie, a część bóstw istnieje wyłącznie jako domysł wyciągnięty z porównania języków — i to nie jest ta sama wiedza. Dlatego każde hasło w dziale ma przypisany jeden z czterech stopni.
Wybierz stopień poświadczenia, aby wyróżnić odpowiadające mu hasła. Kliknij ponownie, aby wyłączyć filtr.
Gdzie i kiedy
Skąd wzięły się trzy Słowiańszczyzny
Dziesięć klatek od roku 500 do 1500. Obrysy pokazują władzę polityczną i są przybliżone; linia brzegowa, rzeki i jeziora mają dzisiejszy przebieg i służą orientacji. Miejsca kultu i ośrodki kościelne pojawiają się w tych klatkach, dla których mamy świadectwa. Przesuń suwak i wybierz punkt, żeby przeczytać, co o nim wiadomo i skąd.
Mapa wczytuje się przy podejściu do tej sekcji.
Kto to właściwie jest
Podział Słowian: zachód, wschód, południe
Spór o kolebkę toczył się dwieście lat, aż we wrześniu 2025 roku kopalne DNA dało pomiar zamiast argumentu: między VI a VIII wiekiem wymieniło się od wschodnich Niemiec po północne Bałkany ponad osiemdziesiąt procent puli genowej. Trzy gałęzie rozeszły się bez niczyjego dekretu — jeden wyraz zaczął brzmieć gród, gorod i grad. A Polanie jako nazwa plemienia nie stoją w żadnym ówczesnym źródle.

Wisła czy Dniepr — dwieście lat sporu o kolebkę
RekonstrukcjaSpór o kolebkę Słowian toczył się dwieście lat między Wisłą a Dnieprem; kopalne DNA z 2025 roku przechyliło szalę na wschód.
Czytaj dalejSzkoła autochtoniczna wywodziła Słowian z dorzecza Odry i Wisły, wiążąc ich z kulturą łużycką (ok. 1300–400 p.n.e.) i przeworską (III w. p.n.e. – V w. n.e.), czyli z ludnością siedzącą tu od epoki brązu. Szkoła allochtoniczna umieszczała kolebkę między Prypecią a środkowym Dnieprem i datowała przybycie nad Wisłę na VI wiek, powołując się na przerwę osadniczą po zaniku kultury przeworskiej w V wieku.
Argument językowy: prasłowiański nie ma rodzimej nazwy buka (wyraz przejęty z germańskiego) ani własnego słownictwa morskiego, ma za to rozbudowane nazewnictwo bagien, jezior i ryb słodkowodnych, co kieruje ku strefie leśnej i lasostepowej z dala od morza.
Argument hydronimiczny: nazwy największych rzek dzisiejszej Polski — Wisła, Odra, Warta, Noteć, Drwęca — nie dają się bezspornie wyprowadzić ze słowiańszczyzny, podczas gdy drobne cieki noszą nazwy przejrzyście słowiańskie, co wskazuje na późne przejęcie krajobrazu.
Badanie kopalnego DNA ogłoszone we wrześniu 2025 roku objęło 555 osobników, w tym 359 pochówków z kontekstów wczesnosłowiańskich, ze wschodnich Niemiec, Polski, Ukrainy i północnych Bałkanów. Wynik pomiaru: na obszarze wschodnich Niemiec, Polski i północnych Bałkanów ponad 80 procent puli genowej wymieniło się między VI a VIII wiekiem, a we wschodnich Niemczech, po upadku królestwa Turyngów, udział przybyszów ze wschodu przekroczył 85 procent.
Sygnał pochodzenia wskazuje pas od południowej Białorusi po środkową Ukrainę, w szerszym ujęciu między Dniestrem a Donem — mniej więcej tam, gdzie kolebkę umieszczała szkoła allochtoniczna. To samo badanie pokazało, że ekspansja nie była jednorodna: obok przybyszów pozostawały grupy miejscowe, a wzorce pokrewieństwa w cmentarzyskach różnią się region od regionu.
Zmierzone udziały wymiany puli genowej wyniosły około 82 procent na północno-zachodnich Bałkanach, 83 procent we wschodnich Niemczech, 93 procent na obszarze Polski i północno-zachodniej Ukrainy oraz 65 procent w dorzeczu Wołgi i Oki. Wyniki ogłoszono 3 września 2025 roku i jest to jak dotąd największe badanie kopalnego DNA dotyczące tego obszaru.
Obszarem najlepiej tłumaczącym pochodzenie przybyszów jest, według modelu przestrzennego, południe Białorusi i północ Ukrainy. Badanie nie wykazało przewagi żadnej płci w domieszce, co przemawia za ruchem całych rodzin, a nie drużyn wojowników; we wschodnich Niemczech zmiana pochodzenia idzie w parze ze wzrostem pokrewieństwa wewnątrz i między cmentarzyskami oraz z patrylokalnością.
Samo badanie zastrzega, że materiału genetycznego jest mało, ponieważ we wczesnej fazie osadnictwa słowiańskiego panowało ciałopalenie, a spalone szczątki nie dają się badać. To ograniczenie wynika z obrzędu pogrzebowego, a nie z niedbałości pomiaru.
- Wymiana puli genowej nie jest tym samym co wymiana ludzi w każdej wsi: mierzy się pochodzenie pochowanych, a pochówki wczesnosłowiańskie są rzadkie, bo przeważała kremacja nieostawiająca materiału do badań.
- Moment dotarcia nad Wisłę wciąż nie ma punktu zerowego: najwcześniejsze pewne osady słowiańskie w Polsce datuje się na VI–VII wiek metodą radiowęglową, ale dendrochronologia daje mocne daty dopiero od VIII wieku.
- Autochtonizm i allochtonizm miały w XX wieku ciężar polityczny — pierwszy legitymizował powojenne granice Polski, drugi bywał używany przeciw nim — i argument rzeczowy mieszał się z interesem państwowym.
Skąd to wiadomopomiary kopalnego DNA z 2025 roku, materiał z wykopalisk osadowych, rekonstrukcja językowa i analiza nazw wodnych

Wenedowie i słowo „Słowianin”
Zapis z tamtych czasówZanim padło słowo Sklawenowie, autorzy rzymscy pisali o Wenedach nad Wisłą; związek jednych z drugimi pozostaje sporny.
Czytaj dalejPliniusz Starszy w encyklopedii przyrodniczej ukończonej około 77 roku wymienia Wenedów wśród ludów zamieszkujących okolice Wisły, obok Sarmatów, Skirów i Hirrów. Tacyt w opisie Germanii z 98 roku waha się, czy Wenetów zaliczyć do Germanów, czy do Sarmatów, i rozstrzyga na rzecz Germanów, ponieważ budują domy, noszą tarcze i poruszają się pieszo, a nie konno.
Mapa świata Ptolemeusza, powstała około 150 roku, umieszcza Wenedów wzdłuż Zatoki Weneckiej, czyli południowego Bałtyku, i zalicza ich do największych ludów Sarmacji Europejskiej. Jordanes, piszący w Konstantynopolu w 551 roku, jako pierwszy stawia znak równości między nazwami: jeden lud Wenetów dzieli się według niego na Sklawenów i Antów, przy czym Sklawenowie siedzą od jeziora Mursiańskiego po Dniestr i na północ aż po Wisłę, Antowie zaś między Dniestrem a Dnieprem.
Nazwa własna brzmiała *slověne i wywodzi się najpewniej od „słowa”, czyli od mówiących zrozumiale — w opozycji do Niemców, których nazwa znaczy dosłownie „niemi”; wyprowadzenie od „sławy” wymagałoby formy, której źródła nie znają. Grecka forma Sklabenoi, z wstawnym k ułatwiającym wymowę, dała łacińskie sclavus, a z niego wyszło w X–XI wieku europejskie słowo na niewolnika — ślad masowego handlu ludźmi z pogranicza słowiańskiego.
Rzymska nazwa przeżyła lud, do którego pierwotnie się odnosiła: Niemcy do dziś mówią o Słowianach połabskich Wenden, a Serbowie łużyccy noszą w niemczyźnie miano Sorben i Wenden. Na Tabuli Peutingerowskiej stoją dwa osobne zapisy: „Venadi Sarmatae” w pasie ku wybrzeżu bałtyckiemu i „Venedi” nad dolnym Dunajem — różne formy w różnych miejscach mapy.
Przeciw wyprowadzeniu nazwy od „słowa” przemawia budowa wyrazu: przyrostek -ěninъ tworzy w prasłowiańskim nazwy mieszkańców od nazw miejscowych, nie od rzeczowników pospolitych, stąd druga poważna hipoteza — od nazwy wodnej lub miejscowej z rdzeniem *slov-, jak w nazwach Sławutycz i Słowiańsk.
Obie wzmianki o Wenedach — u Pliniusza i u Tacyta — są jednozdaniowe. Średniowieczne łacińskie sclavus w znaczeniu „niewolnik” jest poświadczone od IX–X wieku i upowszechnia się w X–XI; wyprowadzenie od Sklabenoi jest przeważające, ale nie jednogłośne.
- Nie ma dowodu, że Wenedowie Pliniusza i Tacyta mówili po słowiańsku; to nazwa nadana z zewnątrz mieszkańcom ziem zza limesu, którą dopiero Jordanes po czterystu latach przykleił do Słowian.
- Jezioro Mursiańskie z opisu Jordanesa nie zostało jednoznacznie zlokalizowane — wskazywano okolice Osijeku nad Drawą, jezioro Nezyderskie i rozlewiska dolnego Dunaju, a od tej lokalizacji zależy cały zachodni kraniec zasięgu Sklawenów.
- Etymologia od „sławy” trzyma się w kulturze popularnej i w imionach dwuczłonowych, lecz nie ma oparcia w budowie wyrazu.
Skąd to wiadomorzymskie dzieła geograficzne i przyrodnicze I–II wieku, mapa drogowa późnego cesarstwa, gocka historia z 551 roku

Sklawenowie i Antowie: relacja z drugiej strony Dunaju
Zapis z tamtych czasówBizantyjczycy VI wieku opisali Słowian jako wroga zza Dunaju: bez jednego władcy, bez zbroi, groźnego w lesie i w wodzie.
Czytaj dalejProkopiusz z Cezarei w księgach o wojnach, pisanych w latach pięćdziesiątych VI wieku, podaje, że Sklawenowie i Antowie mówią jednym językiem, mają ten sam wygląd i te same obyczaje, a rządzą się zgromadzeniem ogółu, nie jedynowładztwem. Ten sam autor zapisuje, że czczą jednego boga, twórcę błyskawicy i pana wszystkiego, i składają mu w ofierze woły; to najstarsze świadectwo o wierze Słowian, starsze o blisko pięć stuleci od czegokolwiek zapisanego o ziemiach polskich.
Podręcznik wojskowy zwany Strategikonem, powstały na przełomie VI i VII wieku, radzi uderzać na Słowian zimą, gdy śnieg zdradza tropy, a bezlistne drzewa nie dają osłony, i opisuje ich umiejętność oddychania przez wydrążoną trzcinę pod wodą. Ten sam podręcznik zaznacza, że Słowianie nie znoszą władzy jednego człowieka i żyją w waśni między sobą, i proponuje przekupywać jednych przeciw drugim zamiast walczyć ze wszystkimi naraz.
Pierwsze najazdy przez Dunaj datowane są na lata dwudzieste VI wieku, za Justyna I i Justyniana; od połowy stulecia Słowianie zaczynają zimować na ziemi cesarstwa, zamiast wracać za rzekę z łupem. W 626 roku wojska awarskie i słowiańskie oblegały Konstantynopol, a słowiańskie czółna jednopienne, zwane w źródłach monoksylami, zostały rozbite na wodach Złotego Rogu.
Antowie znikają ze źródeł po 602 roku, kiedy chan awarski wysłał przeciw nim wyprawę odwetową opisaną przez Teofilakta Symokattę; sama nazwa trwała jeszcze w tytulaturze cesarskiej do lat siedemdziesiątych VII wieku. Kronika Fredegara notuje pod latami 623–624 kupca frankijskiego imieniem Samo, który stanął na czele Słowian zbuntowanych przeciw Awarom, rządził trzydzieści pięć lat i w 631 roku pobił króla Dagoberta pod Wogastisburgiem.
Epitet Anticus występuje w tytulaturze cesarskiej ostatni raz w 612 roku — dziesięć lat po wyprawie Apsicha, po czym nazwa znika zupełnie. Bitwa z Dagobertem pod Wogastisburgiem datowana jest na 631 albo 632 rok; Fredegar umieszcza objęcie władzy przez Sama w czterdziestym roku panowania Chlotara II, czyli w 623 lub 624.
Zimowanie na ziemi cesarstwa Prokopiusz odnotowuje przy wydarzeniach lat 550–551. Świadectwo Prokopiusza o wierze Słowian jest starsze od czegokolwiek zapisanego o ziemiach polskich o blisko pięć stuleci — pierwszy opis kultu z naszej strony to Thietmar z lat 1012–1018.
- Bizantyjczycy pisali o wrogu, którego znali z pola bitwy i z targu niewolników; ich obraz słowiańskiej wspólnoty bez króla może być literacką figurą barbarzyńcy, a nie opisem ustroju.
- Nie wiadomo, czy Sklawenowie i Antowie to dwie części jednego ludu, dwa związki polityczne, czy dwie nazwy nadane z zewnątrz grupom o odmiennym pochodzeniu, które dopiero na Dunaju zaczęły mówić jednym językiem.
- Położenie Wogastisburga nie zostało ustalone — wskazywano kilkanaście punktów w Czechach, Bawarii i Frankonii, żadnego z potwierdzeniem wykopaliskowym.
Skąd to wiadomobizantyjska historia wojen z połowy VI wieku, bizantyjski podręcznik wojskowy, historia i kronika frankijska VII wieku

Ziemianka, garnek i popiół od Pragi po Korczak
RekonstrukcjaNajuboższa kultura wczesnego średniowiecza: ziemianka z piecem w rogu, garnek lepiony ręcznie, ciałopalenie — i pół Europy zasięgu.
Czytaj dalejDwuczłonowa nazwa pochodzi od dwóch stanowisk: osad odkrytych w granicach Pragi oraz osady Korczak nad Teterewem w obwodzie żytomierskim na Ukrainie, od której nazywa się wschodnią część zasięgu. Datowanie mieści się między przełomem V i VI wieku a VII wiekiem, przy czym warstwy najstarsze leżą na wschodzie zasięgu, a najmłodsze na zachodzie — kierunek jest zgodny z kierunkiem ekspansji znanym ze źródeł pisanych.
Charakterystyczny dom to półziemianka o boku około czterech metrów, z piecem kamiennym lub glinianym w narożniku i dachem wspartym na słupach; ten sam typ powtarza się od Dniepru po Łabę praktycznie bez zmian. Ceramika to garnek lepiony ręcznie, bez koła garncarskiego, o esowatym profilu, bez ornamentu i bez wypału w piecu garncarskim — technologicznie uboższy od naczyń kultury przeworskiej, po której kultura praska zajęła teren.
Obrządek pogrzebowy to ciałopalenie z popielnicą lub bez, w płaskich jamach albo pod niskimi kurhanami; groby są tak ubogie w wyposażenie, że przez dziesięciolecia po prostu ich nie rozpoznawano w terenie. Na ziemiach polskich do tego kręgu należą między innymi osada obronna na wyspie w Szeligach pod Płockiem oraz osada i miejsce kultu na wzgórzu Haćki na Podlasiu, oba stanowiska datowane na VI–VII wiek.
Zasięg obejmuje Czechy, Morawy, Słowację, południową i środkową Polskę, Wołyń, Naddniestrze oraz tereny na południe od Dunaju aż po dzisiejszą Rumunię — jeden zestaw form na obszarze wielkości połowy kontynentu. Wschodnio-zachodni kierunek następstwa warstw jest modelem opartym na zgodności z przekazami pisanymi, a nie niezależnym pomiarem — chronologie regionalne różnią się przecież o stulecie. Wiązanie kultury praskiej ze Sklawenami, a penkowskiej z Antami, to domysł oparty na zgodności zasięgów, nie ustalenie źródłowe.
- Garnek poświadcza garnek, nie język: przypisanie kultury praskiej Słowianom opiera się na zbieżności zasięgu z późniejszymi ziemiami słowiańskimi i na wzmiankach pisanych, a nie na samym materiale.
- Ubóstwo formy utrudnia datowanie wewnętrzne — naczynie z 550 i z 650 roku wygląda niemal tak samo, a metalu nadającego się do datowania niemal nie ma, przez co chronologie regionalne bywają rozbieżne o sto lat.
- Trwa spór, czy jednolitość tej ceramiki oznacza jeden lud w ruchu, czy prostą technologię przejmowaną przez grupy różnego pochodzenia wraz z nowym sposobem gospodarowania.
Skąd to wiadomomateriał z wykopalisk osadowych i cmentarzysk ciałopalnych, datowanie radiowęglowe i stratygrafia

Penkowka, Kołoczyn i skarby srebra znad Dniepru
RekonstrukcjaNa wschód od kultury praskiej leżą dwie inne: penkowska, wiązana z Antami i ze srebrem, oraz leśna kołoczyńska.
Czytaj dalejKultura penkowska nosi nazwę od stanowiska Penkiwka nad Dnieprem, w strefie zalanej zbiornikiem krzemieńczuckim, przebadanego ratowniczo przed zatopieniem w latach pięćdziesiątych XX wieku. Zasięg ciągnie się od Naddniestrza i Prutu po Dniepr i dorzecze Dońca, a datowanie obejmuje VI i VII wiek — dokładnie ten czas i to miejsce, w którym źródła bizantyjskie umieszczają Antów.
Garnek penkowski ma profil ostrzejszy, dwustożkowaty, z największą wydętością mniej więcej w połowie wysokości, co odróżnia go od zaokrąglonego, esowatego garnka praskiego. Do tego kręgu należą skarby srebra i brązu typu martynowskiego, zawierające zapinki palczaste, okucia pasa oraz figurki ludzi i koni — inwentarz nieporównanie bogatszy niż wszystko, co daje kultura praska.
Kultura kołoczyńska, nazwana od stanowiska nad Dnieprem, zajmowała strefę leśną górnego Dniepru i Desny w V–VII wieku i bywa wiązana raczej z pograniczem bałtyjsko-słowiańskim niż z samymi Słowianami. Ipoteszti-Czindeszti to zespół wołoski (Muntenia i Oltenia); odpowiednikiem dla Mołdawii i Bukowiny jest zespół Costişa-Botoszana-Hansca.
Stanowisko eponimiczne kultury kołoczyńskiej leży nad Dnieprem w obwodzie homelskim na Białorusi; Penkiwka leży w obwodzie czerkaskim.
- Równanie „penkowska to Antowie” jest wnioskiem z nakładania się map, a nie ze znaleziska podpisanego nazwą ludu; żaden przedmiot z tego kręgu nie nosi napisu.
- Skarby martynowskie zawierają wyroby wykonane w warsztatach naddunajskich i stepowych, więc świadczą o kontaktach, łupie i darze, niekoniecznie o tożsamości tych, którzy je zakopali.
- Przynależność kultury kołoczyńskiej pozostaje otwarta — bywa czytana jako bałtyjska, słowiańska albo mieszana, a od tego zależy północna granica wczesnej słowiańszczyzny.
Skąd to wiadomomateriał wykopaliskowy z osad i skarbów wschodnioeuropejskich, zestawiony z geografią źródeł bizantyjskich

Sukow i Dziedzice — kultura, której może nie być
RekonstrukcjaNazwana od Sukowa w Meklemburgii i Dziedzic pod Policami; jedni widzą osobną kulturę, drudzy zachodni odłam praskiej.
Czytaj dalejNazwa łączy dwa stanowiska: Sukow koło Teterowa w Meklemburgii oraz Dziedzice w pobliżu Polic na Pomorzu Zachodnim, oba z materiałem datowanym na VI–VII wiek. Zasięg obejmuje Pomorze, ziemię lubuską, Wielkopolskę, Brandenburgię i Meklemburgię, czyli pas między dolną Łabą a dolną Wisłą — teren, na którym później siedzą Obodryci, Wieleci i Pomorzanie.
Ceramika jest jeszcze uboższa niż praska: garnki jajowate, grubościenne, bez ornamentu, słabo wypalone i nierówne w ściankach, przez co bywały mylone z naczyniami pradziejowymi i błędnie datowane. Budownictwo różni się od praskiego: przeważają chaty naziemne i płytkie zagłębienia bez kamiennego pieca w narożniku, co przy tej samej chronologii oznacza odmienną tradycję mieszkania, a nie tylko odmienny garnek.
Cmentarzysk praktycznie się nie zna — dla całego obszaru brakuje pewnych pochówków z VI–VII wieku, co należy do najdotkliwszych luk w obrazie wczesnej słowiańszczyzny na północy. Chronologię ustawia się dwojako: albo jako równoległą do praskiej, albo jako wcześniejszą, z osadnictwem obecnym w Wielkopolsce jeszcze przed napływem ludności praskiej przypadającym na lata 500–530.
Datowanie napływu ludności praskiej na lata około 500–530 to jedna z propozycji, nie chronologia uzgodniona; inne ujęcia przesuwają początek o pokolenie lub dwa. Cały zespół sukowsko-dziedzicki definiuje się na wąskiej podstawie: dwa niewielkie stanowiska eponimiczne i ceramika tak niecharakterystyczna, że mylono ją z naczyniami pradziejowymi.
- Spór o rangę jest realny i nierozstrzygnięty: jedni traktują zespół sukowsko-dziedzicki jako osobną kulturę archeologiczną, drudzy jako zubożały, północno-zachodni wariant kultury praskiej.
- Ceramika jest tak niecharakterystyczna, że datowanie pojedynczej osady bez radiowęgla albo dendrochronologii bywa niemożliwe, a przesunięcie o stulecie zmienia cały obraz zasiedlenia dorzecza dolnej Odry.
- Brak cmentarzysk oznacza brak materiału kostnego, a więc i brak badań genetycznych dla tego obszaru; pytanie o skład ludności północnego zachodu pozostaje bez odpowiedzi z laboratorium.
Skąd to wiadomomateriał osadowy z Meklemburgii, Brandenburgii i Pomorza, datowanie radiowęglowe i dendrochronologiczne

Gród, gorod i grad — jedno słowo, trzy drogi
RekonstrukcjaTrzy gałęzie rozeszły się nie dekretem, lecz zmianą głoski: ten sam prasłowiański wyraz dał gród, gorod i grad.
Czytaj dalejPrasłowiańskie *gordъ rozwinęło się trojako: na zachodzie w „gród” przez samą przestawkę głosek, na wschodzie w „gorod” przez pełnogłos, na południu w „grad” przez przestawkę ze wzdłużeniem samogłoski — jedna zmiana dzieli słowiańszczyznę na trzy części. Druga linia podziału to los prasłowiańskich połączeń *tj i *dj: polskie c i dz (świeca, miedza), czeskie c i z, wschodniosłowiańskie cz i ż (swiecza), bułgarskie szt i żd (sweszt), serbsko-chorwackie ć i đ.
Połączenia *dl i *tl przetrwały wyłącznie na zachodzie: polskie „mydło” i „radło” wobec wschodniego „myło” i południowego „milo”. Najstarszy zapisany język słowiański to staro-cerkiewno-słowiański, ułożony od 863 roku na potrzeby misji morawskiej na podstawie mowy okolic Sołunia — i zrozumiały wtedy od Moraw po Bałkany, co dowodzi, że rozejście było jeszcze świeże.
W środek słowiańszczyzny wbito klin niesłowiański: Węgrzy zajęli Kotlinę Panońską w latach 895–900 i trwale oddzielili Słowian zachodnich od południowych, przerywając pas ciągłego osadnictwa między Morawami a Karyntią. Grupa zachodnia dzieli się dalej na lechicką (polski, kaszubski, wymarły połabski), łużycką i czesko-słowacką; jedną z granic wewnętrznych jest przejście prasłowiańskiego *g w h, które objęło czeski, słowacki i górnołużycki, a ominęło lechitów.
Samogłoski nosowe zachowały się wśród żywych języków słowiańskich wyłącznie w polskim i kaszubskim; ślady utrzymały się w peryferyjnych gwarach macedońskich (kosturskich, sołuńskich) i w części gwar karynckich. W zabytkach staro-cerkiewno-słowiańskich znaki nosówek są jeszcze regularnie pisane w X i XI wieku, a refleksy nosowe w gwarach bułgarsko-macedońskich trwają dłużej — zanik nie skończył się jednym stuleciem.
Zachowanie *dl i *tl na zachodzie ma wyjątki: ślady tych połączeń są też w staronowogrodzkim i w części gwar słoweńskich oraz kajkawskich. Zrozumiałość staro-cerkiewno-słowiańskiego od Moraw po Bałkany wnioskuje się z zasięgu, w jakim tych tekstów używano — to przesłanka, nie dowód.
- Rozpad wspólnoty językowej nie ma jednej daty: zmiany, które ją rozbiły, rozłożyły się na VIII–XI wiek i biegły w różnych kierunkach z różną szybkością.
- Podział na trzy gałęzie jest wygodną klasyfikacją, ale cechy przecinają się w poprzek — słoweński zachował nosówki jak polski, słowacki dzieli szereg cech z południem, a granice na mapie są grubsze niż w rzeczywistości.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy rozejście językowe wyprzedziło polityczne, czy odwrotnie; obie zmiany zachodziły w tych samych stuleciach i wzajemnie się wzmacniały.
Skąd to wiadomoporównanie języków żywych i wymarłych, najstarsze zabytki głagolickie i cyrylickie IX–XI wieku

Geograf Bawarski: spis grodów zza Łaby
Zapis z tamtych czasówKaroliński wykaz ludów na północ od Dunaju wymienia kilkadziesiąt plemion z liczbą grodów — najstarsza lista plemion polskich.
Czytaj dalejTekst nosi tytuł opisowy — wykaz grodów i krain po północnej stronie Dunaju; miano „Geograf Bawarski” nadano dopiero w czasach nowożytnych, autor pozostaje anonimowy. Zachował się w jednym rękopisie z Reichenau nad Jeziorem Bodeńskim, odnalezionym w 1772 roku.
Datowanie jest sporne: tradycyjnie wiązano powstanie z Ratyzboną i latami 844–845, nowsze odczytania przesuwają całość albo drugą część ku końcowi IX i początkowi X wieku. Lista podaje przy większości nazw liczbę grodów: Wieleci dziewięćdziesiąt pięć, Obodryci pięćdziesiąt trzy, Serbowie pięćdziesiąt, Milczanie trzydzieści, Łużyczanie trzydzieści, Dziadoszanie dwadzieścia, Opolanie dwadzieścia, Ślężanie piętnaście, Golęszyce pięć.
Wiślanie figurują bez liczby grodów, w sąsiedztwie zapisu o Węgrach i tuż przed Ślężanami; obecność Węgrów w spisie jest jednym z mocniejszych argumentów za późniejszym datowaniem tej części. Zagadkowa pozycja Lendizi z dziewięćdziesięcioma ośmioma grodami bywa łączona z Lędzianami znad Sanu i Wieprza, od których poszły węgierska, litewska i ruska nazwa Polski — Lengyel, Lenkija, Lachy.
Drugiej najstarszej wzmianki o Wiślanach dostarcza Żywot Metodego, spisany wkrótce po 885 roku: mowa tam o potężnym pogańskim księciu siedzącym na Wiśle, który urągał chrześcijanom i został ostrzeżony, że lepiej przyjmie chrzest dobrowolnie niż w niewoli. Pierwodruk wykazu ogłosił w 1772 roku hrabia Louis-Gabriel du Buat-Nançay, rezydent francuski w Monachium.
Obok Ratyzbony jako miejsce powstania wskazywano także Fuldę — spór o miejsce idzie w parze ze sporem o datę.
- Liczby grodów są nieweryfikowalne i najpewniej nie pochodzą z żadnego pomiaru — dziewięćdziesiąt osiem grodów Lendiziów nie ma pokrycia w archeologii jakiegokolwiek regionu tej wielkości.
- Znaczna część nazw z drugiej połowy listy nie daje się przypisać żadnemu znanemu ludowi; propozycje odczytań liczy się w dziesiątkach i żadna nie zyskała powszechnej zgody.
- Nieobecność Mazowszan, Polan i Pomorzan bywa czytana raz jako dowód, że tych wspólnot jeszcze nie było, raz jako granica wiedzy informatora, który znał wyłącznie pas przygraniczny.
Skąd to wiadomokaroliński wykaz administracyjno-wywiadowczy zachowany w jednym rękopisie z IX wieku, żywot misyjny z końca IX wieku

Ibrahim ibn Jakub, murowana Praga i trzy tysiące pancernych
Zapis z tamtych czasówPodróżnicy z kalifatu opisali Słowian z zewnątrz, bez interesu misyjnego — z cenami, odległościami i imionami władców.
Czytaj dalejIbrahim ibn Jakub, żydowski kupiec i dyplomata z Al-Andalus, odbył podróż na dwór Ottona I około 965–966 roku i dotarł do Pragi, ziem czeskich oraz państwa obodrzyckiego. Jego relacja nie zachowała się w oryginale — znamy ją z obszernych wypisów w dziele geograficznym al-Bakriego, spisanym w Kordobie około 1066–1068 roku, a więc sto lat po podróży.
Zapisał, że kraj Mieszka jest największy wśród krajów słowiańskich, obfituje w żywność, mięso, miód i ryby, a władca utrzymuje trzy tysiące pancernych, którym płaci żołd, kupuje konie i wyprawia dzieci. Dał najstarszy opis Pragi jako targu murowanego z kamienia i wapna, dokąd Rusowie i Słowianie przywożą towar, a z krajów tureckich przychodzą muzułmanie, Żydzi i Turcy z pieniądzem; handlowano tam niewolnikami, cyną i futrami.
O Nakonie, władcy Obodrytów, napisał, że wojsko wchodzi do jego kraju tylko z największym trudem, ponieważ cała ta ziemia jest bagnem, gąszczem i błotem. Ibn Rusta w zbiorze wiadomości spisanym około 903–913 roku opisał Słowian wschodnich: napój z miodu, instrumenty strunowe, palenie zmarłych z wdową na stosie oraz coroczny obrzęd nad naczyniem z prosem.
Al-Masudi w dziele geograficzno-historycznym z lat czterdziestych X wieku wymienił kilka ludów słowiańskich, w tym Walinanów i Walitabów, których próbuje się identyfikować z Wolinianami i Wieletami. Pewny jest pobyt Ibrahima na dworze Ottona I i w ziemiach obodrzyckich; czy dotarł osobiście do Pragi, pozostaje przedmiotem sporu — opis targu mógł pochodzić z relacji zasłyszanych.
Dzieło al-Bakriego to „Księga dróg i królestw”, ukończona około 1068 roku; to jedyna droga, którą znamy tekst Ibrahima. W tej samej relacji pada najstarsza znana wzmianka o Krakowie z nazwy.
- Autorzy arabscy pisali dla odbiorcy w kalifacie i podawali liczebność wojsk oraz odległości z drugiej i trzeciej ręki; trzy tysiące pancernych Mieszka to liczba efektowna i nie do sprawdzenia.
- Relację Ibrahima znamy przez późniejszą kompilację, więc każde zdanie przeszło przez rękę redaktora oddalonego o sto lat i dwa tysiące kilometrów, a część tekstu bywa przypisywana innym podróżnikom.
- Identyfikacje ludów u al-Masudiego opierają się na brzmieniu nazw zapisanych alfabetem arabskim bez samogłosek, więc pozostają domysłem, a nie odczytaniem.
Skąd to wiadomoarabskojęzyczne dzieła geograficzne X wieku, zachowane w kompilacjach z XI wieku

Wiślanie, Ślężanie, Mazowszanie i zagadka Polan
Zapis z tamtych czasówCztery z tych nazw stoją w źródłach IX–XI wieku; nazwa Polanie jako plemienia nie stoi w żadnym z nich.
Czytaj dalejWiślanie znani są z dwóch wzmianek IX wieku — z wykazu karolińskiego i z Żywotu Metodego spisanego po 885 roku — obie dotyczą jednego pokolenia, po czym nazwa znika ze źródeł na zawsze. Ślężanie, Dziadoszanie, Opolanie i Golęszyce figurują w wykazie karolińskim, a Ślężanie, Trzebowianie, Bobrzanie, Dziadoszanie i Milczanie wracają w dokumencie praskim z 1086 roku, opisującym granice biskupstwa nadane rzekomo w 973 roku.
Nazwa Ślężan wiąże się z rzeką Ślęzą i górą Ślężą, na której szczycie i na sąsiednich wzniesieniach stoją kamienne rzeźby oraz wały kultowe starsze od Słowian, użytkowane jeszcze we wczesnym średniowieczu. Dokument Dagome iudex, sporządzony około 991 roku i znany wyłącznie z regestu w zbiorze prawa kanonicznego z lat osiemdziesiątych XI wieku, opisuje państwo Mieszka nie przez plemiona, lecz przez granice: Kraków, Odrę, Milsko, Prusy, Ruś i długie morze.
Mazowszanie nie pojawiają się w żadnym spisie IX wieku; nazwa kraju wchodzi do źródeł dopiero w XI–XII wieku, przy opisie buntu Miecława po 1037 roku i późniejszych podziałów dzielnicowych. Polanie jako nazwa plemienia nie występują w żadnym źródle wczesnym: źródła znają kraj — Polonia — i władcę tytułowanego księciem Polski, a nazwa kraju upowszechnia się po zjeździe gnieźnieńskim w 1000 roku.
Najstarsza wzmianka o Pomorzanach jest o pokolenie starsza od Galla: Zemuzil dux Bomeranorum w rocznikach niederaltaichskich pod rokiem 1046, przy zjeździe u Henryka III w Merseburgu. Wały kultowe na Ślęży są przedsłowiańskie, natomiast datowanie kamiennych rzeźb pozostaje sporne — przypisywano je kulturze łużyckiej, okresowi lateńskiemu i wczesnemu średniowieczu.
- Nazwa „Polanie” została dobudowana przez nowożytne piśmiennictwo do nazwy kraju, przez analogię do ruskich Polan znad Dniepru; w źródłach IX–XI wieku po prostu jej nie ma, choć w podręcznikach funkcjonuje jak fakt.
- Dokument praski z 1086 roku bywa uznawany za interpolowany albo wprost podrobiony w partii wyliczającej ludy, więc jego lista plemion ma wartość dyskusyjną i nie może samodzielnie datować niczego na 973 rok.
- Zniknięcie Wiślan po IX wieku dopuszcza kilka odczytań: podbój morawski lub czeski, wchłonięcie przez państwo Piastów, rozpad wspólnoty albo zwykłą ciszę źródeł nad krajem, do którego nikt wtedy nie jechał.
- Granice plemienne rysowane dziś na mapach opierają się na skupiskach grodzisk i na późniejszych podziałach kościelnych, nie na żadnym zapisie z epoki, który by je wytyczał.
Skąd to wiadomowykaz karoliński IX wieku, żywot misyjny, regest papieski, dokument cesarski z XI wieku, kroniki i żywoty XII wieku

Połabie: Obodryci, Wieleci, Ranowie, Drzewianie, Serbowie
Zapis z tamtych czasówNajlepiej opisana i najgorzej potraktowana część Słowiańszczyzny: kroniki pisali tu wrogowie, biskupi i zdobywcy.
Czytaj dalejSerbowie pojawiają się w kronice Fredegara pod 631 rokiem, gdy ich książę Derwan odłączył się od zwierzchności Franków i przystał do państwa Samona; z ich potomków wywodzą się dzisiejsi Serbołużyczanie w Saksonii i Brandenburgii. Obodryci wchodzą do roczników frankijskich w 789 roku jako sojusznicy Karola Wielkiego w wyprawie przeciw Wieletom; ich główny gród, Mikilinbor, dał nazwę całej Meklemburgii.
Wieleci, zwani później Lucicami, nie mieli jednego władcy — decyzje zapadały na wiecu, a spory rozstrzygano losem i wróżbą z konia; związek tworzyły cztery ludy: Redarowie, Dołężanie, Czrezpienianie i Chyżanie. Biskup merseburski Thietmar, spisujący kronikę w latach 1012–1018, opisał świątynię w Radogoszczy w kraju Redarów: budowlę o trzech rogach i dwojgu wrotach, wzniesioną z drewna na rogach zwierząt, z posągiem boga Swarożyca i imionami wyrytymi na figurach.
Ranowie z wyspy Rugii mieli w Arkonie świątynię Świętowita z czterogłowym posągiem i białym koniem wróżebnym; gród padł 15 czerwca 1168 roku pod ciosami wojsk Waldemara I, a najobszerniejszy opis świątyni zostawił duński kronikarz Sakson. Drzewianie połabscy przetrwali najdłużej ze wszystkich: ich mowa, ostatni żywy język połabski, zgasła w okolicach Lüchow i Wustrow — ostatnia osoba mówiąca zmarła 3 października 1756 roku — a zapisali ją miejscowi pastorzy i jeden piśmienny chłop.
Krucjata połabska ogłoszona w 1147 roku, równolegle z drugą wyprawą krzyżową, uczyniła z podboju sąsiadów przedsięwzięcie odpustowe, a kolonizacja niemiecka XII i XIII wieku dokończyła to, czego nie zdołała wojna. Thietmar opisuje Radogoszcz jako gród trójrożny z trojgiem wrót: dwoje dostępne dla przybywających, trzecie, mniejsze, zwrócone na wschód ku jezioru; świątynia stała wewnątrz, wzniesiona z drewna na podwalinie z rogów zwierzęcych, a posągi bóstw miały wyryte imiona i nosiły hełmy oraz zbroje.
Ostatnią osobą mówiącą po połabsku od urodzenia była Emerentz Schultze, zmarła 3 października 1756 roku; osoba władająca szczątkami tej mowy zmarła jeszcze w 1825 roku. Głównym zapisem języka jest „Vocabularium Venedicum” Christiana Henniga von Jessen z lat 1679–1719, obok zapisków miejscowego chłopa; z całości znanych jest około dwóch i pół tysiąca słów.
- Kroniki opisujące Połabian pisali ich przeciwnicy: biskupi, kronikarze dworów cesarskich i duńscy zdobywcy, dla których pogaństwo sąsiada było uzasadnieniem wojny, daniny i zaboru ziemi.
- Położenia Radogoszczy nie ustalono — wskazywano okolice jeziora Tollense, ale żadne wykopalisko nie dało świątyni odpowiadającej opisowi z kroniki.
- Podział Luciców na cztery ludy pochodzi z kronik niemieckich XI i XII wieku i mógł upraszczać układ zmienny w czasie; sami Lucicowie nie zostawili żadnego zapisu o sobie.
Skąd to wiadomokroniki i roczniki frankijskie, niemieckie i duńskie VII–XII wieku, zapisy językowe XVII i XVIII wieku

Drewlanie, Wiatycze, Krywicze i reszta latopisu
Zapis po chrzcieListę plemion wschodnich znamy z jednej kroniki spisanej około 1113 roku — o świecie starszym od niej o dwieście lat.
Czytaj dalejPowieść minionych lat, złożona w Kijowie około 1113 roku, wylicza kilkanaście wspólnot: Polan, Drewlan, Dregowiczów, Krywiczów, Radymiczów, Wiatyczów, Siewierzan, Uliczów, Tywerców, Dulebów, Bużan, Wołynian, Połoczan i Słowian ilmeńskich. Latopis wyprowadza Radymiczów i Wiatyczów od Lachów, od braci Radzima osiadłego nad Sożą i Wiatka nad Oką; to najstarsza próba wytłumaczenia nazw plemiennych przez legendę o przodku dającym imię.
Ten sam tekst przeciwstawia obyczajnych Polan pozostałym: Drewlanom, Radymiczom, Wiatyczom, Siewierzanom i Krywiczom zarzuca życie w lasach na zwierzęcą modłę, porywanie żon na igrzyskach między wsiami i palenie zmarłych. Drewlanie zabili w 945 roku księcia Igora, który wrócił po powtórną daninę; zemsta Olgi i spalenie Iskorostenia, opisane pod 946 rokiem, to jeden z najobszerniej rozbudowanych epizodów całego latopisu.
Wiatycze nad Oką płacili daninę Chazarom, zostali zmuszeni do posłuszeństwa przez Światosława w latach 964–966, buntowali się jeszcze na przełomie XI i XII wieku i najdłużej ze wszystkich opierali się władzy kijowskiej. Krywicze zajmowali górne dorzecza Dźwiny, Dniepru i Wołgi, z ośrodkami w Połocku, Smoleńsku i Izborsku; wiąże się z nimi kulturę kurhanów długich z VI–IX wieku, rozpoznawaną po wydłużonych nasypach ziemnych.
Radymicze zostali pobici nad rzeką Pieszczaną w 984 roku przez wojewodę Włodzimierza noszącego przezwisko Wilczy Ogon, co latopis kwituje przyśpiewką, że Radymicze przed wilczym ogonem uciekają.
- Latopis powstał dwieście lat po opisywanych podziałach, w interesie dynastii kijowskiej, i porządkuje przeszłość tak, by Polanie wypadli najlepiej; jego etnografia jest argumentem, a nie protokołem.
- Wywód Radymiczów i Wiatyczów od Lachów bywa czytany jako pamięć o migracji z zachodu albo jako uczona konstrukcja kronikarza szukającego porządku w nazwach; archeologia nie daje rozstrzygnięcia.
- Nazwy plemion wschodnich mają różną naturę — jedne topograficzne (Polanie od pól, Drewlanie od lasu, Dregowicze od bagna), inne odojcowskie — co sugeruje, że część to określenia nadane z zewnątrz, a nie nazwy własne.
Skąd to wiadomoruski latopis z początku XII wieku, zestawiony z kurhanami, grodziskami i zasięgami typów ozdób

Chorwaci, Serbowie i Chorutanie: Słowianie na Bałkanach
Zapis po chrzcieBizantyjski cesarz wyjaśnił przybycie Chorwatów i Serbów za Herakliusza — trzysta lat po fakcie i w celu politycznym.
Czytaj dalejSłowianie zajmują Bałkany w ciągu dwóch pokoleń: oblężenia Tesaloniki od lat osiemdziesiątych VI wieku, upadek Salony około 614 roku i wspólne z Awarami oblężenie Konstantynopola w 626 roku. Traktat O zarządzaniu państwem, spisany przez cesarza Konstantyna VII dla syna około 948–952 roku, opowiada w rozdziale trzydziestym i następnych, że Chorwaci i Serbowie przybyli za panowania Herakliusza, czyli między 610 a 641 rokiem, na wezwanie cesarza i przeciw Awarom.
Tekst wskazuje krainy, z których mieli przyjść — Białą Chorwację i Białą Serbię za Węgrami i Bawarią oraz ziemię zwaną Bojki — a proponowane lokalizacje rozciągają się od Małopolski i Śląska po Czechy i Łużyce. Chorutanie, czyli Karantanie z ziem dzisiejszej Karyntii i Styrii, uznali zwierzchność Bawarii około 745 roku; ich chrystianizację opisuje memoriał o nawróceniu Bawarów i Karantanów spisany w Salzburgu w 870 roku, wymieniający książąt Boruta, Gorazda i Chotimira.
Bułgarzy Asparucha przekroczyli Dunaj w 680 roku i podporządkowali sobie miejscowe związki słowiańskie, w tym Siedem Rodów i Siewierców; po dwóch stuleciach turecki lud zwycięzców przejął język podbitych. Nazwy Serbów i Chorwatów powtarzają się na dwóch krańcach Słowiańszczyzny: Serbowie nad Łabą i Serbowie nad Driną, Chorwaci w Dalmacji i Chorwaci wymienieni w dokumencie praskim z 1086 roku — samo powtórzenie jest faktem źródłowym, nie legendą.
Chrystianizacja południa poszła dwiema drogami: Morawy i Panonia od 863 roku w obrządku słowiańskim z misji Konstantyna i Metodego, Chorwacja zaś od strony Rzymu i łaciny, co rozdzieliło Słowian trwałej niż język. Data upadku Salony jest sporna: datę 614 przyjęto dopiero w czasach nowożytnych, a nowsze datowanie przesuwa zniszczenie i opuszczenie miasta na drugą ćwierć VII wieku.
Oblężenia Tesaloniki znamy z „Cudów św. Demetriusza” — zbioru hagiograficznego spisywanego w kilku warstwach, w którym cud jest celem opowiadania, a najazd tłem.
- Relacja cesarza powstała trzysta lat po opisywanym przesiedleniu i służyła wykazaniu, że Chorwaci i Serbowie siedzą na Bałkanach z nadania cesarskiego, a zatem pozostają poddanymi Konstantynopola.
- Powtórzenie nazw Serb i Chorwat na północy i południu tłumaczono migracją, wspólnym pochodzeniem od irańskojęzycznych grup stepowych albo zbieżnością przypadkową; żadne z wyjaśnień nie ma dowodu rozstrzygającego.
- Biała Chorwacja pozostaje nieumiejscowiona, a każda z proponowanych lokalizacji bywała w XIX i XX wieku wprzęgana w spory narodowe o pierwszeństwo na spornych ziemiach.
Skąd to wiadomobizantyjski traktat polityczny z połowy X wieku, salzburski memoriał z 870 roku, bizantyjskie zbiory cudów i kroniki VII wieku

Źródło, którego brakowało — i które dorobiono
RekonstrukcjaCała wczesna Słowiańszczyzna znana jest z obcego pióra — i właśnie w to puste miejsce wstawiano przez dwa stulecia rzekome świadectwa własne.
Czytaj dalejTa sekcja ogląda Słowian wyłącznie cudzymi oczami: rzymski geograf, bizantyjski oficer, karoliński urzędnik z listą grodów, kupiec z kalifatu, kijowski mnich piszący dwieście lat po fakcie. Zapisu zrobionego wtedy i o sobie nie ma, a podróbki celowały dokładnie w ten brakujący głos — obiecywały rodzimą kronikę o początkach, rodzime pismo sprzed chrztu, rodzimy zabytek poetycki z IX wieku.
Skutki zostały w tej samej dziedzinie. Najstarszą listę plemion daje IX wiek, pierwszą kronikę pisaną na miejscu XII, a podrobiona kronika cofnęła początki o tysiąclecia przed Mieszka i z niej żyje dzisiejsza Wielka Lechia. Księga Welesa po 1991 roku weszła do obiegu popularnego i do części podręczników w krajach wschodniosłowiańskich, gdzie stoi przy latopisowym spisie plemion jak drugi świadek. Skąd się wzięły i kto je zrobił, mówi osobna sekcja o podróbkach.
- Granica między podróbką a uczoną konstrukcją nie jest tu ostra: falsyfikat da się zdemaskować i opatrzyć datą, natomiast nazwa plemienna dobudowana przy biurku do nazwy kraju wchodzi do podręczników bez skandalu i trzyma się mocniej niż niejedna podróbka.
- Podejrzenie o fałszerstwo nie omija też źródeł średniowiecznych: dokument praski z 1086 roku bywa uznawany za interpolowany albo wprost podrobiony w partii wyliczającej ludy, więc lista plemion i lista falsyfikatów częściowo na siebie zachodzą.
Skąd to wiadomoobce świadectwa IX–XII wieku zestawione z nowożytnymi drukami podającymi się za dawne i z ich dzisiejszym obiegiem popularnym
Co tu było wcześniej
Ślady pradawnych kultur na tych ziemiach
Bumerang wycięty z ciosu mamuta przeleżał w Jaskini Obłazowej nad Białką czterdzieści tysięcy lat, a pod Ostrowcem wydrążono około czterech tysięcy szybów po krzemień pasiasty. Pamięć o tych ludziach urwała się doszczętnie, więc ich ślady nazwano po swojemu: wały grodzisk szwedzkimi szańcami, a w Kopcu Krakusa do dziś widzi się grób, choć komory grobowej nigdy w nim nie znaleziono.

Jaskinie: bumerang, wisiorek i brak malowideł
Zapis z tamtych czasówNajstarsze wytwory rąk ludzkich z ziem polskich leżą w jaskiniach Jury i Podhala, lecz żadnego malowidła ściennego nie znaleziono tu do dziś.
Czytaj dalejW Jaskini Obłazowej nad Białką odkryto w 1985 roku kompletny bumerang wycięty z ciosu mamuta, dłuższy niż 70 cm, a datowanie ogłoszone w 2025 roku umieściło go w przedziale 42 290–39 280 lat temu. Bumerang leżał w celowo ułożonym skupisku razem z kością ludzkiego kciuka, ozdobami i czerwoną ochrą, czyli w układzie, który zwykle odczytuje się jako ślad obrzędu, a nie jako porzucony sprzęt myśliwski.
W Jaskini Stajnia pod Mirowem znaleziono w 2010 roku wisiorek z kości mamuta o wymiarach 4,5 na 2,5 cm i grubości 3,7 mm, zdobiony co najmniej pięćdziesięcioma nakłuciami; jego wiek oceniono na około 41 500 lat. Z Jaskini Maszyckiej pod Ojcowem pochodzi 63 kości dziesięciorga ludzi sprzed 18 000 lat, a na 43 z nich rozpoznano ślady rozczłonkowania i rozbijania kości długich dla szpiku, co wskazuje na kanibalizm, nie na pochówek.
Na ziemiach polskich nie udokumentowano dotąd ani jednego pewnego malowidła paleolitycznego, więc cała najstarsza sztuka z tego obszaru to przedmioty przenośne: ozdoby, ryte kości i barwniki mineralne. Najbliższym wschodnim odpowiednikiem malowanej jaskini jest Kamienna Mohyła nad Mołoczną koło Melitopola, gdzie na powierzchni około 3000 metrów kwadratowych piaskowcowe bloki sięgające 12 m wysokości kryją blisko 43 groty pokryte rytami; badania zaczęto tam w 1890 roku, a rezerwat powołano w 1954.
Jaskinia Obłazowa była odwiedzana wielokrotnie, najpierw przez neandertalczyków między mniej więcej setnym a czterdziestym tysiącleciem przed teraźniejszością, a dopiero potem przez człowieka współczesnego. Pierwszeństwo jaskiń Jury i Podhala dotyczy wytworów zdobionych, bo same narzędzia kamienne z tych ziem są o setki tysięcy lat starsze.
Wisiorek ze Stajni: płytka z kości mamuta o długości 4,5 cm i grubości 3,7 mm, zdobiona ponad pięćdziesięcioma nakłuciami; wiek około 41 500 lat. Maszycka: 63 kości należące do co najmniej dziesięciorga ludzi, datowane na około 18 000 lat (wynik kalibrowany; dawniej podawano 14 520 lat niekalibrowanych i szesnaścioro osobników).
Bumerang ma 72 cm długości. Bezpośrednia próba datowania samego bumerangu zawiodła przez środki konserwujące użyte po wydobyciu, dlatego wiek ustalono z kości ludzkiej i zwierzęcych z tej samej warstwy.
- Bumerang z Obłazowej ma dwa konkurencyjne wieki — starsze oznaczenia wskazywały około 30 tysięcy lat, nowe ponad 40 tysięcy — a różnica bierze się stąd, że datowano nie sam cios, lecz materiał z tej samej warstwy.
- Obrzędowy charakter depozytu z Obłazowej jest odczytem układu przedmiotów, a nie zapisem rytuału.
- Wiek rytów z Kamiennej Mohyły rozciąga się od górnego paleolitu po średniowiecze i trwa spór, czy najstarsze są mezolityczne, czy neolityczne; osobno krąży pseudonaukowe twierdzenie, jakoby były to najstarsze pismo świata.
Skąd to wiadomosprawozdania wykopaliskowe oraz datowania laboratoryjne: radiowęglowe, mikroskopia trójwymiarowa śladów na kościach

Wietrzychowice: grobowiec na 115 metrów, dwoje pochowanych
Zapis z tamtych czasówZiemne grobowce kujawskie z IV tysiąclecia p.n.e. mierzą do 115 metrów i kryją zwykle jeden pochówek, więc nasyp był znakiem, nie tylko mogiłą.
Czytaj dalejGrobowiec kujawski to długi, zwężający się ku tyłowi nasyp ziemny obwiedziony u podstawy głazami narzutowymi, bez komory grobowej, czym różni się od megalitów zachodnioeuropejskich. Budowała je ludność kultury pucharów lejkowatych w IV tysiącleciu p.n.e., czyli mniej więcej pięć i pół tysiąca lat temu.
W Wietrzychowicach pod Izbicą Kujawską zachowało się pięć grobowców, a najdłuższy z nich mierzy 115 metrów i krył szczątki dwóch osób. Stosunek nakładu pracy do liczby pochowanych jest rażąco nierówny: pod stumetrowym nasypem leżała zwykle jedna osoba, co czyni z grobowca trwały znak własności ziemi i pamięci rodu.
Oba stanowiska objęto parkami kulturowymi, a w obiegu turystycznym funkcjonują pod nazwą polskich piramid, ukutą dopiero w XX wieku. Głazy czołowe największych grobowców ważą po kilka ton i pochodzą z okolicznych pól, na które przyniósł je lodowiec. Pod nasypem składano najczęściej jedną osobę, rzadziej dwie — także pod najdłuższym, stupiętnastometrowym grobowcem w Wietrzychowicach. Nazwa polskie piramidy jest nowożytnym przezwiskiem turystycznym, bez umocowania w materiale.
- Nie wiadomo, ile grobowców zniszczono: w XIX i XX wieku rozbierano je na kamień pod drogi i fundamenty oraz rozorywano, więc dzisiejsza liczba jest resztką nieznanej całości.
- Interpretacja pochowanych jako przywódców opiera się na samej skali nasypu, a nie na wyposażeniu grobu, które bywa ubogie.
- Nazwa polskie piramidy jest nowożytnym chwytem i niczego nie mówi o funkcji ani o pochodzeniu budowli.
Skąd to wiadomodokumentacja wykopaliskowa parków kulturowych i katalogi stanowisk neolitycznych

Krzemionki i krzemień pasiasty
Zapis z tamtych czasówW Krzemionkach pod Ostrowcem wydrążono około czterech tysięcy szybów po krzemień pasiasty; kopalnia działała od IV do II tysiąclecia p.n.e.
Czytaj dalejKopalnie pracowały między IV a II tysiącleciem p.n.e., czyli od młodszej epoki kamienia po wczesną epokę brązu. Wydobywano krzemień pasiasty, surowiec o charakterystycznych warstwach, z którego gładzono siekiery rozchodzące się promieniście nawet na kilkaset kilometrów od kopalni, do około 660 km.
Stanowisko wpisano na listę światowego dziedzictwa w lipcu 2019 roku, podczas 43. sesji komitetu obradującej w Baku, jako szesnasty polski wpis. Wpis obejmuje nie tylko Krzemionki, lecz cały region górniczy z polami w Borowni i Koryciźnie oraz z osadą górniczą na wzgórzu Gawroniec.
Kopalnie odkryto ponownie w 1922 roku przy okazji prac geologicznych, po czterech tysiącach lat zapomnienia, kiedy po dawnym górnictwie zostały już tylko lejki w lesie. Górnicy pracowali kilofami z rogu jelenia przy świetle łuczywa, a ślady sadzy i rysunki węglem na ścianach chodników przetrwały do dziś.
Rozpoznano i udokumentowano ponad 2700 szybów, a szacunki dla całego regionu górniczego objętego wpisem mówią o blisko czterech tysiącach. Szyby sięgały przeciętnie 5–6 metrów, najgłębsze do 9 metrów w głąb wapienia. Obszar wpisany na listę światowego dziedzictwa liczy około 350 hektarów i obejmuje kilka pól górniczych, nie jedno.
- Nie wiadomo, czy krzemień pasiasty ceniono za samą użyteczność, czy także za wygląd, choć zasięg rozrzutu siekier i ich nieużywane ostrza wskazują raczej na wartość prestiżową.
- Szacunki wydobycia opierają się na ekstrapolacji z niewielkiej liczby przebadanych szybów.
- Od 2020 roku stanowisku zagrażają plany wydobycia wapienia w bezpośrednim sąsiedztwie, co stawia pod znakiem zapytania utrzymanie statusu światowego dziedzictwa.
Skąd to wiadomodokumentacja rezerwatu archeologicznego i uzasadnienie wpisu na listę światowego dziedzictwa

Biskupin: sto pięć domów i drewno z zimy 738/737 p.n.e.
Zapis z tamtych czasówOsadę na półwyspie jeziora Biskupińskiego zbudowano z drewna ściętego w latach 747–722 p.n.e.; sto pięć domów stało wzdłuż jedenastu ulic.
Czytaj dalejDrewno użyte do budowy grodu ścinano między 747 a 722 rokiem p.n.e., a ponad połowę pni położono po wyrębie z jednej zimy, zimy 738/737 p.n.e. Wewnątrz obwarowań stało około 105 jednakowych domów o powierzchni rzędu 80 metrów kwadratowych, ustawionych wzdłuż jedenastu równoległych ulic wyłożonych drewnem, szerokich na mniej więcej 2,5 metra.
Wał ze skrzyń wypełnionych ziemią i kamieniami mierzył 640 metrów długości, około 3 metrów szerokości i 3 do 4 metrów wysokości, a od strony jeziora chronił go falochron z ukośnie wbitych pali. Gród zajmował niecałe 1,3 hektara na półwyspie o powierzchni około 2 hektarów i był zamieszkany przez mniej więcej 150 lat, zanim podniesienie się wód jeziora zmusiło ludzi do odejścia.
Osadę odkryto w 1933 roku, gdy opadła woda odsłoniła sterczące pale, a regularne wykopaliska ruszyły rok później. Kultura łużycka, do której gród należy, trwała od mniej więcej XIV wieku p.n.e. po V wiek p.n.e. i obejmowała ogromny obszar od Łużyc po Wołyń. Po 1945 roku Biskupin służył z kolei tezie o prasłowiańskim charakterze grodu, choć kultura łużycka nie daje podstaw do przypisania jej jakiemukolwiek znanemu z nazwy ludowi.
Stanowisko badała niemiecka formacja naukowa podległa SS: rozpoznanie w 1939 roku, systematyczne prace w latach 1940–1942, wieś przemianowano na Urstätt. Liczba domów podawana bywa jako 105 albo 106, zależnie od zaliczenia obiektów zachowanych szczątkowo.
Dawniej podawano rok 748 p.n.e. jako datę ścięcia połowy drewna; nowsze oznaczenia dendrochronologiczne dały przedział 747–722 p.n.e. ze szczytem w zimie 738/737.
- W obiegu popularnym jako datę budowy podaje się rok 748 p.n.e., co jest przesunięciem wobec oznaczenia dendrochronologicznego 738/737 p.n.e.
- Liczba 800–1000 mieszkańców to szacunek wyprowadzony z liczby i wielkości domów, nie wynik spisu jakiegokolwiek rodzaju.
- Rekonstrukcja bram, dachów i wysokości wału była kilkakrotnie zmieniana, bo drewno zachowało się tylko do wysokości kilkudziesięciu centymetrów.
- Przypisanie kultury łużyckiej Słowianom albo Germanom to spór ideologiczny z XIX i XX wieku, a nie wniosek z materiału.
Skąd to wiadomodatowanie dendrochronologiczne drewna oraz sprawozdania z wykopalisk prowadzonych od 1934 roku

Celtowie na Śląsku i w Małopolsce
Zapis z tamtych czasówCeltowie siedzieli na Śląsku od około 400 roku p.n.e. i zostawili po sobie najstarszą monetę bitą na ziemiach polskich oraz koło garncarskie.
Czytaj dalejOsadnictwo celtyckie pojawiło się na Śląsku około 400 roku p.n.e., przede wszystkim na żyznym Płaskowyżu Głubczyckim i u podnóża Ślęży, a w Małopolsce mniej więcej od 270 roku p.n.e., w rejonie Tyńca, Podłęża i Pełczysk. Największym znanym ośrodkiem jest Nowa Cerekwia pod Głubczycami, czynna od IV do II wieku p.n.e. i opuszczona około 100 roku p.n.e.
Monety celtyckie są najstarszym pieniądzem bitym na ziemiach polskich; wcześniej obieg opierał się wyłącznie na wymianie towarowej. Wraz z Celtami weszły tu koło garncarskie, żarna rotacyjne, wytop szkła na bransolety i paciorki oraz udoskonalone kowalstwo, czyli technologie, które przetrwały odejście samych przybyszów.
Obecność celtycka gaśnie na przełomie er, gdy ludność i jej wytwory zostają wchłonięte przez rozrastającą się kulturę przeworską. Nowa Cerekwia dała największy z ziem polskich zbiór monet celtyckich, w tym egzemplarze złote; podawane liczby wahają się od kilkudziesięciu po ponad sto, zależnie od stanu badań, więc jednej pewnej liczby dziś podać nie sposób.
- Nie jest pewne, czy w Nowej Cerekwi bito monety na miejscu, czy tylko je gromadzono i przetapiano.
- Pochodzenie nazwy Śląska bywa wywodzone od plemienia Silingów, od rzeki Ślęzy albo od słowa oznaczającego wilgoć, i żadna wersja nie ma rozstrzygającego dowodu.
- Część wyrobów uznawanych za ślad osadnictwa celtyckiego w Małopolsce może być importem, a nie dowodem obecności ludzi.
Skąd to wiadomomateriał z wykopalisk osadowych, znaleziska numizmatyczne i analizy technologiczne ceramiki oraz szkła

Żelazo spod Łysicy i miecze gięte przed pogrzebem
Zapis z tamtych czasówKultura przeworska trwała od III wieku p.n.e. po V wiek n.e.; jej hutnicy wytopili żelazo w setkach tysięcy pieców pod Górami Świętokrzyskimi.
Czytaj dalejKultura obejmowała Śląsk, Wielkopolskę, Mazowsze, Podlasie i część Małopolski, a jej czas liczy się od III albo II wieku p.n.e. do V wieku n.e. Zmarłych palono, a szczątki składano w jamach częściej niż w popielnicach; do grobów mężczyzn wkładano broń, ostrogi, nożyce i brzytwy, do grobów kobiet zapinki i przęśliki.
Miecze i groty niszczono przed złożeniem do grobu — gięto je i łamano — co jest jedną z najlepiej widocznych cech obrządku tej ludności. W Górach Świętokrzyskich, wokół dzisiejszej Nowej Słupi, działał ośrodek hutniczy, z którego pochodzi 60 do 70 procent żelaznych wyrobów całej kultury przeworskiej.
Piece dymarskie ustawiano tam w regularnych rzędach, po kilkanaście i więcej w jednej kotlince, a szacunki mówią o setkach tysięcy palenisk na obszarze rzędu ośmiuset kilometrów kwadratowych. Ludność przeworską utożsamia się najczęściej z Wandalami albo ze związkiem Lugiów, wymienianym przez autorów antycznych.
Kultura gaśnie w starszej części okresu wędrówek ludów, w V wieku, a po niej ziemie te na długo ubożeją w znaleziska. Nazwa pochodzi od ciałopalnego cmentarzyska we wsi Gać pod Przeworskiem, którego materiał ogłoszono w 1909 roku; określenie kultura przeworska przyjęło się dopiero w latach trzydziestych XX wieku. Największe przebadane cmentarzysko tej kultury, w Mokrej, dało 470 grobów i około 3500 zabytków w dziesięciu sezonach badań zakończonych w 2004 roku.
- Liczba pieców i wielkość produkcji żelaza są ekstrapolacją z niewielkiej przebadanej próby i bywają podawane w rozrzucie od kilkuset tysięcy do ponad pół miliona.
- Nie wiadomo, czy żelazo świętokrzyskie szło na eksport poza granice kultury, czy zaspokajało wyłącznie potrzeby miejscowe.
- Utożsamienie z Wandalami opiera się na dopasowaniu zasięgu znalezisk do nazw z tekstów rzymskich, a nie na żadnym napisie z tych ziem.
Skąd to wiadomocmentarzyska i osady badane wykopaliskowo, stanowiska hutnicze oraz nazwy plemienne z geografii antycznej

Goci, kręgi kamienne w Odrach i groby bez broni
Zapis po chrzcieKultura wielbarska nie kładła broni do grobów, sypała kurhany i układała kręgi kamienne; z Gotami wiąże ją tekst spisany dopiero w 551 roku.
Czytaj dalejNazwa kultury pochodzi od cmentarzyska odkrytego w 1873 roku w Wielbarku pod Malborkiem, gdzie rozpoznano ponad trzy tysiące grobów z okresu od połowy I do połowy V wieku n.e. Najbardziej uderzającą cechą tych cmentarzysk jest brak broni w wyposażeniu grobowym, co ostro odróżnia ludność wielbarską od sąsiadującej z nią przeworskiej.
Na cmentarzysku w Odrach nad Wdą zachowało się dziesięć kręgów kamiennych i 29 kurhanów, a w trakcie badań zlokalizowano 606 pochówków na obszarze bliskim 17 hektarów; od 1958 roku obejmuje je rezerwat o powierzchni 16,91 hektara. Nad Bugiem, w okolicach Hrubieszowa, wykształciła się grupa masłomęcka z osadami w Masłomęczu i Gródku, datowana na III i IV wiek, wyróżniająca się birytualizmem i grobami cząstkowymi, w których szczątki dzielono między pochówki.
Historyk Jordanes w dziele ukończonym w 551 roku każe Gotom wyruszyć z wyspy Skandzy pod wodzą Beriga i wylądować w krainie zwanej Gothiscandza, i to ten przekaz stoi za utożsamieniem kultury wielbarskiej z Gotami. W Węsiorach na Kaszubach zachowały się trzy kręgi kamienne i część czwartego oraz dwadzieścia kurhanów; największy krąg ma 26 metrów średnicy, a głazy sięgają 1,5 metra wysokości.
W Grzybnicy pod Koszalinem kręgów jest pięć. Hipotezę, że kamienie w Odrach wyznaczają punkty wschodu i zachodu Słońca w przesileniach, postawiono w 1914 roku; w 1992 roku wykazano, że ukształtowanie terenu praktycznie wyklucza takie obserwacje, a zaobserwowana zgodność może być przypadkiem. Osadnictwo wielbarskie przesuwa się na południowy wschód, ku Bugowi i Wołyniowi, w II wieku i na przełomie II oraz III wieku.
- Nie wiadomo, czy kręgi kamienne były miejscami zgromadzeń, czy wyłącznie elementem cmentarza; oba odczyty opierają się na analogiach skandynawskich.
- Hipoteza, że kamienie w Odrach tworzą kalendarz astronomiczny, ogłoszona w latach sześćdziesiątych XX wieku, nie wytrzymała sprawdzenia, bo między dużą liczbą głazów łatwo wyznaczyć dowolne azymuty.
- Równanie kultura wielbarska równa się Goci opiera się na tekście spisanym około trzystu lat po opisywanej wędrówce, przez autora piszącego na zamówienie dworu i budującego dawność rodu.
Skąd to wiadomocmentarzyska badane wykopaliskowo oraz późna historiografia gocka z VI wieku

Rzym, bursztyn i skarby monet
Zapis z tamtych czasówRzym sięgał tu po bursztyn: wyprawa z czasów Nerona przebyła 600 mil od Karnuntum, a pod Hrubieszowem znaleziono ponad 1750 denarów.
Czytaj dalejPliniusz Starszy opisał w Historii naturalnej, w księdze trzydziestej siódmej, wyprawę rzymskiego ekwity wysłanego po bursztyn przez organizatora igrzysk gladiatorskich Nerona, a więc w latach sześćdziesiątych I wieku. Według tego opisu wybrzeże, z którego wożono bursztyn, leżało 600 mil od Karnuntum w Panonii, czyli mniej więcej 900 kilometrów, a przywieziony ładunek wystarczył, by bursztynem obwiesić siatki i podium areny.
Jedna z odnóg szlaku biegła od Karnuntum przez Brno i Bramę Morawską, dalej przez okolice Kalisza, Żnina, Bydgoszczy i Świecia ku ujściu Wisły. Na początku XX wieku we wrocławskich Partynicach odkryto skład około półtorej tony bursztynu z I wieku p.n.e., dziś przechowywany w tamtejszym muzeum archeologicznym.
Ptolemeusz w Geografii z II wieku wymienia na tym szlaku miejscowość Kalisia, co bywa uznawane za najstarszą wzmiankę o polskiej miejscowości. W 2019 roku pod Cichoborzem koło Hrubieszowa znaleziono skarb ponad 1750 denarów od Wespazjana po Septymiusza Sewera, ważący około 5,5 kilograma srebra — największe takie znalezisko na ziemiach polskich od pół wieku.
Prócz monet docierały tu naczynia brązowe, szkło i ceramika terra sigillata, a wymiana trwała najintensywniej w III wieku i zamarła po połowie IV. Ostatnie znane poselstwo Estów wiozące bursztyn do władcy Ostrogotów Teodoryka odnotowano pod rokiem 525. 600 mil rzymskich to liczba podana przez Pliniusza, a nie wynik pomiaru — przelicznik na kilometry jest nasz, nie starożytny. List Kasjodora o poselstwie Estów nie jest datowany dzienną datą; rok 525 to przybliżenie z przedziału około 523–526.
- Utożsamienie Kalisii z dzisiejszym Kaliszem jest prawdopodobne, ale nierozstrzygnięte; współrzędne Ptolemeusza są zbyt niedokładne, by je zweryfikować.
- Nie wiadomo, czy denary napływały jako zapłata za bursztyn, żelazo i niewolników, czy raczej jako żołd i trybuty, a wiele skarbów zakopano dopiero w III–V wieku, długo po wybiciu monet.
- Przebieg szlaku bursztynowego rekonstruuje się z rozrzutu znalezisk, nie z drogowskazów czy itinerariów, więc pojedyncze odcinki bywają sporne.
Skąd to wiadomorzymska literatura przyrodnicza i geograficzna z I–II wieku, dokumentacja skarbów monet i importów

Ślęża: wały, rzeźby i zapis kronikarza
Zapis po chrzcieŚlęża nosi kamienne wały i rzeźby nieznanego wieku; kronikarz z Merseburga zapisał pod 1017 rokiem, że górę czczono obrzędami pogańskimi.
Czytaj dalejŚlęża wznosi się na 717,5 metra i góruje nad równiną, a na jej szczycie oraz na sąsiedniej Raduni zachowały się układane na sucho kamienne wały szerokie miejscami na około 12 metrów. Na zboczach i w okolicy stoją rzeźby z granitu nazywane niedźwiedziem, mnichem, panną z rybą i grzybem, a część z nich nosi wyryty znak ukośnego krzyża.
Thietmar, biskup Merseburga żyjący w latach 975–1018, zapisał w swojej kronice przy relacji z wyprawy Henryka II przeciw Bolesławowi Chrobremu, że góra zwana mons Silensis cieszyła się wielkim szacunkiem mieszkańców z powodu swego ogromu i odprawianych na niej pogańskich obrzędów.
Thietmar był stroną w konflikcie: pisał z obozu cesarskiego, walczącego wtedy z Bolesławem Chrobrym, i pogaństwo sąsiadów było dla niego argumentem, nie tylko obserwacją. Początki kultu na górze wiąże się z epoką brązu i wczesną epoką żelaza, a jego kres z X i XI wiekiem.
Rzeźby przestawiano w czasach nowożytnych, więc ich pierwotne rozmieszczenie i związek z wałami pozostają nieznane. Thietmar pisze o obrzędach w czasie przeszłym, z czego bywa wyprowadzany wniosek, że praktyka wygasła przed 1017 rokiem; jest to jednak odczyt formy gramatycznej w tekście łacińskim, a nie świadectwo o przerwaniu kultu. Wśród rzeźb ze Ślęży wymienia się także dzika, a niedźwiedź występuje w dwóch egzemplarzach.
- Celtyckie pochodzenie rzeźb jest hipotezą opartą na podobieństwie form, a nie na datowaniu.
- Wiek kamiennych wałów nie został rozstrzygnięty: bywają wiązane z kulturą łużycką, bywają też uznawane za wcześniejsze lub późniejsze konstrukcje wielokrotnie przebudowywane.
- Nie wiadomo, czy Thietmar opisywał kult żywy za swojego życia, czy pamięć o nim, ani jakiemu bóstwu miałby być poświęcony — żadne imię nie pada.
Skąd to wiadomokronika niemieckiego biskupa z początku XI wieku oraz badania powierzchniowe i wykopaliskowe na masywie

Wenetowie nad Wisłą: nazwa jest, języka nie znamy
RekonstrukcjaAntyczni autorzy wymieniają nad Wisłą Wenetów, ale zrównanie ich ze Słowianami jest wnioskiem z porównań, nie świadectwem z epoki.
Czytaj dalejPliniusz Starszy około 77 roku n.e. wymienia Wenedów wśród ludów siedzących nad Wisłą, obok Sarmatów, Skirów i Hirrów. Tacyt w Germanii z 98 roku waha się, czy zaliczyć Wenetów do Germanów, czy do Sarmatów, i rozstrzyga na rzecz tych pierwszych, bo budują domy, noszą tarcze i poruszają się pieszo, a nie na wozach i koniach.
Ptolemeusz w Geografii z II wieku umieszcza Wenedów nad Zatoką Wenedyjską, czyli nad dzisiejszą Zatoką Gdańską, i zalicza ich do największych ludów Sarmacji. Jordanes w dziele z 551 roku wywodzi z jednego pnia trzy nazwy: Wenetów, Antów i Sklawenów, i dopiero ten tekst pozwala połączyć starą nazwę z ludami znanymi jako słowiańskie.
Prokopiusz w połowie VI wieku pisze o Sklawenach i Antach, którzy wcześniej mieli nosić wspólne miano Sporoi, i opisuje ich ustrój jako pozbawiony jedynowładztwa. Nazwy kultur archeologicznych — przeworska, wielbarska, łużycka — są wytworem klasyfikacji z XIX i XX wieku, tworzonym od nazw stanowisk, i nikt tak siebie nie nazywał.
Zestawienie zasięgu kultury archeologicznej z etnonimem z tekstu antycznego jest zabiegiem porównawczym: naczynia i zapinki nie przechowują języka, jakim mówili ich właściciele. Sama NAZWA Wenetów jest poświadczona współcześnie, w I i II wieku; rekonstrukcją jest dopiero utożsamienie jej nosicieli ze Słowianami.
- Nie ma dowodu językowego, że Wenetowie z I i II wieku mówili po słowiańsku; nazwa mogła obejmować zbiorczo różne ludy pogranicza.
- Ubóstwo znalezisk z V i VI wieku bywa czytane raz jako wymiana ludności, raz jako ciągłość osadnicza przy załamaniu gospodarki, i spór ten nie jest rozstrzygnięty.
- Rekonstrukcje wyprowadzane z porównań indoeuropejskich bywają podawane jako fakty o dawnych Słowianach, choć są wnioskiem z podobieństwa, nie świadectwem.
Skąd to wiadomogeografia i etnografia antyczna z I–II wieku oraz historiografia z VI wieku, zestawiane z mapami znalezisk

Kamienie piorunowe i strzałki gromowe
FolklorSkamieniałe belemnity i neolityczne siekierki brano za zastygłe pioruny; kładziono je na parapecie przed burzą i ucierano na lekarstwo.
Czytaj dalejSkamieniałe rostrum belemnita, czyli szczątek morskiego głowonoga sprzed milionów lat, nazywano w polszczyźnie ludowej strzałką piorunową, piorunkiem, czarcim palcem i paznokciem złego. Wierzono, że kamień taki to piorun, który zastygł po uderzeniu i wszedł w ziemię, skąd po latach wychodzi na powierzchnię.
Na Mazurach kładziono je w czasie burzy na parapetach i pod strzechą, aby odwrócić uderzenie od domu. W lecznictwie ludowym stosowano je starte lub zanurzane w wodzie na ból krzyża, ciężki poród oraz bóle brzucha i głowy. Ten sam status nadawano gładzonym siekierkom kamiennym i krzemiennym, wyorywanym na polach, a więc narzędziom sprzed czterech i pięciu tysięcy lat, których pochodzenia nikt już nie pamiętał.
Na dawnych ziemiach pruskich znaleziska tego rodzaju wiązano z Perkunasem, bałtyjskim panem burzy. Wierzenia te zapisywano jeszcze w XIX wieku, a w niektórych okolicach przetrwały do XX. Perkunas jest bogiem bałtyjskim, a Prusowie ludem bałtyjskim, nie słowiańskim; wierzenie jest tu sąsiedzkie, nie wspólne.
- Łączenie tych praktyk wprost z przedchrześcijańskim kultem Peruna jest domysłem: zapisy pochodzą z ostatnich dwustu lat i mówią o piorunie jako zjawisku, nie o bogu.
- Nazwa iskra Perunowa krąży głównie w popularnych przekazach i nie ma równie pewnego umocowania w zapisie terenowym co strzałka czy czarci palec.
- Nie wiadomo, czy przypisanie mocy siekierkom neolitycznym i belemnitom ma wspólny korzeń, czy jest zbieżnością dwóch osobnych wyobrażeń o zastygłym piorunie.
Skąd to wiadomozapisy etnograficzne i zbiory podań z XIX i XX wieku oraz muzealne kolekcje amuletów

Mogiły olbrzymów i szwedzkie szańce
FolklorKurhany nazywano grobami olbrzymów, a wały grodzisk szwedzkimi szańcami; Kopiec Krakusa ma 16 metrów i nie krył żadnego pochówku.
Czytaj dalejNiemiecka nazwa Hünengrab, czyli grób olbrzyma, obejmowała na Pomorzu i Kujawach megality sprzed pięciu tysięcy lat, których budowniczych nikt już nie pamiętał. Wały dawnych grodzisk nazywano w wielu okolicach szwedzkimi szańcami albo szwedzkimi górami i wiązano z najazdem połowy XVII wieku, choć są od niego starsze o setki lub tysiące lat.
Kopiec Krakusa w Krakowie ma 16 metrów wysokości, 57 metrów średnicy u podstawy i objętość 19 100 metrów sześciennych. Wykopaliska prowadzone w latach 1934–1937 wydobyły z dolnej partii nasypu brązową ozdobną skuwkę typu awarskiego datowaną na VII lub VIII wiek, a spod darni na szczycie czeski denar Bolesława II z lat 972–999.
Kronika spisana na przełomie XII i XIII wieku wiąże kopiec z pogrzebem Kraka, a sąsiedni kopiec z Wandą, i to ona ufundowała trwałe nazwy obu nasypów. Przy Kopcu Krakusa odprawiano wiosenny obrzęd Rękawki, przypadający we wtorek po Wielkanocy, w którym z góry zrzucano jedzenie ubogim.
Kurhany i grobowce rozkopywano w poszukiwaniu skarbów przez całe stulecia, co zniszczyło znaczną część stanowisk zanim ktokolwiek je opisał. Wykopaliska wydobyły z nasypu brązowe okucie typu awarskiego z VII lub VIII wieku oraz, spod darni na szczycie, czeski denar Bolesława II.
W nasypie natrafiono na szkielet dziecka i palenisko, natomiast nie znaleziono komory grobowej ani pochówku głównego, więc nie wiadomo, czy kopiec w ogóle był grobem. Datowanie kopca na przedział od końca VIII do połowy X wieku opiera się na zabytkach z nasypu, a nie na datowaniu samej ziemi.
- Wiek Kopca Krakusa mieści się w szerokim przedziale od końca VIII do połowy X wieku, a pochówku pod nim nie znaleziono, więc nie wiadomo, czy w ogóle był grobem.
- Nie rozstrzygnięto, czy Rękawka jest resztką obrzędu przedchrześcijańskiego, czy nowożytnym jarmarkiem dorobionym do legendy.
- Opowieść o Kraku i Wandzie jest konstrukcją literacką z XIII wieku, a nie zapisem pamięci o pochowanych tam ludziach.
Skąd to wiadomonazewnictwo terenowe i podania zapisywane od XIX wieku, zestawione z wynikami wykopalisk na kopcach

Zapadłe miasta, zatopione dzwony, skarby
FolklorZapadłe karczmy i zatopione dzwony to osobne, powtarzalne wątki bajki ludowej, a zapisy sięgają 1843 roku i wiążą się z realnymi jeziorami.
Czytaj dalejW polskiej bajce ludowej zapadnięcie tworzy dwa osobne, powtarzalne wątki: zatopione dzwony oraz zapadłą karczmę. Powodem kary bywa taniec w wielkim poście, bluźnierstwo w kościele, praca w święto, odmowa jałmżny żebrakowi albo zabójstwo, a kara spada natychmiast i na całą osadę.
Z zapadłego kościoła słychać dzwony, najczęściej o północy lub w Wielkanoc, a wydobyć je ma zdołać tylko człowiek czystego serca. Opowieści przywiązywano do konkretnych jezior, zapadlisk i wzgórz, a rzeczywiste zapadliska krasowe i podtopienia notowano na ziemiach polskich od co najmniej XV wieku.
Skarby ukryte w kurhanach miały zdradzać się ognikiem palącym się w noc świętojańską i żądać ofiary od tego, kto po nie sięgnie, co bywało usprawiedliwieniem nieudanych rozkopywań. Najgęstsza sieć przekazów obejmuje Mazowsze, Pomorze i Poznańskie, a wielką falę zapisów terenowych przeprowadzono w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX wieku.
- Nie ma dowodu na przedchrześcijański rodowód tych wątków: cała konstrukcja kary, od postu po świętokradztwo, jest chrześcijańska.
- Zdarza się, że pod opowieścią leży realna osada — w jeziorach kryją się osady nawodne z epoki brązu — ale związek przyczynowy między pamięcią a stanowiskiem bywa niemożliwy do wykazania.
- Zapisy pochodzą z ostatnich dwustu lat i oddziela je od pogaństwa tysiąc lat chrześcijaństwa, więc nie są świadectwem dawnych wierzeń, tylko późnego sposobu tłumaczenia krajobrazu.
Skąd to wiadomozbiory podań terenowych oraz zapisy bajki ludowej z XIX i XX wieku

Ślad, którego nikt nie wykopał
Zapis z tamtych czasówPodróbki są wymowne: mają runy, imiona i wizerunki bogów. Prawdziwe znaleziska z tych ziem milczą, za to mają warstwę i zapisane miejsce — i to ono rozstrzyga, co wolno z nich wyczytać.
Czytaj dalejPrawdziwy ślad rozstrzyga się nie tym, co na nim widać, lecz tym, skąd go wyjęto: bumerang z Obłazowej datują kości z tej samej warstwy, kopiec Krakusa — okucie z nasypu i denar spod darni, gród na Pałukach — słoje ściętych pni. Podrobiony zabytek wchodzi do obiegu odwrotnie, bo przychodzi gotowy i wymowny, z runami oraz imieniem boga na wierzchu, a zamiast metryki wykopu ma opowieść o tym, gdzie rzekomo leżał.
Skutek został tu na trwałe. Kamienie z Mikorzyna leżą dziś w krakowskim muzeum, opisane jako falsyfikaty, a ryciny prillwickich figurek wciąż krążą w popularnych wydawnictwach i wchodzą w rolę zabytków wykopanych z ziemi, więc czytelnik przywyka, że słowiańska starożytność bywa podpisana imieniem boga. Przy takim wzorcu prawdziwe ślady wyglądają ubogo: kopiec bez pochówku, kręgi bez nazwy, góra czczona obrzędami, przy której żadne imię nie pada. Skąd się te przedmioty wzięły, mówi osobna sekcja o podróbkach.
- Braku zapisu o miejscu znalezienia nie da się już odrobić: posąg wydobyty ze Zbrucza w sierpniu 1848 roku bywa datowany raz na IX–X wiek, raz na XI stulecie, a raz na pierwszą połowę XIX wieku, i sporu nikt nie zamknął, bo nikt wtedy nie opisał, gdzie dokładnie w korycie rzeki stał.
- Odróżnienie podróbki od zabytku po prostu spornego bywa trudne, a sam brak metryki wykopu nie jest jeszcze dowodem, że przedmiot dorobiono.
Skąd to wiadomozbiory muzealne, w których podrobione przedmioty leżą dziś opisane jako falsyfikaty, oraz dokumentacja miejsca i warstwy znalezienia — tam, gdzie w ogóle powstała
Życie codzienne
Jak mieszkali: półziemianka, gród, wieś
Dom z szóstego wieku to kwadratowy wkop i piec z kamieni w rogu; półziemianka z Wyciąża pod Krakowem mierzyła u podłogi 19,3 metra kwadratowego. Pod progami i podłogami takich domów leży kilkadziesiąt końskich czaszek, a w Dziekanowicach nad Lednicą złożono całego konia. Biskupin, ten z wycieczek szkolnych, nie ma z tym nic wspólnego: jest łużycki i o kilkanaście stuleci starszy od pierwszych świadectw o Słowianach.

Półziemianka z piecem w narożniku
Zapis z tamtych czasówKwadratowy wkop o boku trzech do czterech metrów i piec z kamieni wstawiony w narożnik — po tym poznaje się dom z VI wieku.
Czytaj dalejRzut domu jest zbliżony do kwadratu o boku od 2,5 do 4,5 m, co daje wnętrze rzędu ośmiu do dwudziestu metrów kwadratowych; półziemianka z Wyciąża w Krakowie-Nowej Hucie mierzyła u poziomu podłogi 4 na 4,7 m, czyli około 19,3 m². Piec stoi w jednym z narożników, najczęściej północnym albo północno-zachodnim, i bywa układany z kamieni bez zaprawy lub drążony w bryle gliny; zajmuje mniej więcej metr kwadratowy powierzchni.
Naczynia towarzyszące tym domom lepiono ręcznie, bez koła garncarskiego, w kształcie jajowatym i niemal bez ornamentu — od czeskich stanowisk, rozpoznanych jako pierwsze, nazwano je ceramiką praską. Forma trwa od V do VII wieku i ciągnie się pasem od Dniestru i Prypeci po Czechy, Morawy, Małopolskę i Śląsk, wszędzie w tym samym rozwiązaniu: wkop, cztery narożniki, piec w jednym z nich.
Wzdłuż ścian zachowują się ślady słupów oraz plecionki oblepianej gliną, więc nie każdy taki dom był zrębowy, choć rekonstrukcje w skansenach pokazują zwykle wyłącznie zrąb. Zachowana głębokość wkopu mieści się najczęściej między trzydziestoma centymetrami a metrem.
Forma wykształca się w ciągu VI wieku i trwa do VII; datowanie najstarszych obiektów jeszcze na wiek V pozostaje przedmiotem sporu i nie należy go podawać jako ustalenia. Czas potrzebny na postawienie domu znamy wyłącznie z rekonstrukcji doświadczalnych, a każda próba daje inny wynik; jednej liczby tygodni podać się zatem nie da.
- Nie wiadomo, czy w półziemiankach mieszkano cały rok, czy tylko zimowano, a braku palenisk zewnętrznych nie da się rozstrzygnąć jednoznacznie.
- Wszystkie podawane głębokości są zaniżone o nieznaną wartość, bo mierzymy je od dzisiejszej powierzchni warstwy, a nie od dawnego poziomu gruntu.
- Odczytanie pieca w narożniku jako znaku rodziny małej wynika z powierzchni domu i z porównań, nie ze świadectwa o tym, kto w nim spał.
Skąd to wiadomosprawozdania z wykopalisk osad wczesnosłowiańskich w Polsce południowej, Czechach i na Ukrainie; datowanie ceramiką i metodą radiowęglową

Chata naziemna i wieniec zrębu
Zapis z tamtych czasówNa północy Słowiańszczyzny stawiano chaty wprost na gruncie, w wieńcu belek; mokre podłoże Wolina i Nowogrodu zachowało samo drewno.
Czytaj dalejW strefie nadbałtyckiej i połabskiej przeważają budynki naziemne z paleniskiem na klepisku, a głębokich wkopów typu południowego jest tam nieporównanie mniej niż nad Prypecią. Mokre, beztlenowe podłoże Wolina, Szczecina, Gdańska, Opola i Nowogrodu Wielkiego zachowało całe belki, dzięki czemu znamy sposoby wiązania węgłów i układania podwalin, a nie tylko ciemne plamy po ścianach.
W Nowogrodzie Wielkim drewniane nawierzchnie ulic tworzą ciąg nawarstwień od X wieku po XV. Najstarsze drewno Starej Ładogi nad Wołchowem datowano dendrochronologicznie na 753 rok.
Chata zrębowa nie ma fundamentu: wieniec belek spoczywa na kamieniach narożnych albo wprost na ziemi, więc po pożarze zostaje sam prostokąt spalenizny bez czytelnego wkopu. Dachy kryto słomą i trzciną, a dym uchodził otworem pod kalenicą; komin wchodzi do chłopskiej chaty na ziemiach polskich dopiero w czasach nowożytnych.
W Wolinie i Szczecinie domy mierzą najczęściej od czterech na cztery do pięciu na pięć metrów i stoją na wąskich parcelach przy ulicach wyłożonych dranicami. Kolejne nawierzchnie ulic nowogrodzkich układano średnio co dwadzieścia kilka lat, a zabudowa dzieliła się na ogrodzone dziedzińce z domami w ich wnętrzu; ciasne stawianie domów ścianą przy ścianie jest natomiast regułą w Wolinie i Gdańsku.
Najstarszy horyzont Starej Ładogi jest kulturowo mieszany, z wyraźnym udziałem przybyszów ze Skandynawii, więc data 753 wyznacza początek tej osady, a nie początek słowiańskiego budownictwa na północy.
- Podział na ziemiankowe południe i naziemną północ jest uproszczeniem, ponieważ w obu strefach występują oba rozwiązania — różne są proporcje, nie repertuar.
- Dendrochronologia datuje ścięcie drzewa, a nie postawienie domu; belka mogła leżeć sezon w składzie albo zostać wyjęta ze starszej budowli i użyta powtórnie.
Skąd to wiadomodokumentacja wykopalisk miejskich i grodowych z warstw mokrych; analizy dendrochronologiczne drewna budowlanego

Prokopiusz, Strategikon i Ibn Rusta o chatach
Zapis z tamtych czasówProkopiusz około 550 roku, bizantyński Strategikon około 600 i Ibn Rusta na początku X wieku piszą o chatach, dołach i zapasach w ziemi.
Czytaj dalejProkopiusz z Cezarei w opisie wojen gockich, powstałym około 550 roku, notuje, że Sklawenowie i Antowie mieszkają w nędznych chatach rozrzuconych daleko od siebie i często przenoszą się na nowe miejsce. Bizantyński podręcznik wojskowy zwany Strategikonem, spisany na przełomie VI i VII wieku, każe szukać Słowian w lasach, nad rzekami i mokradłami, a ich domostwa opisuje jako zaopatrzone w kilka wyjść, z dobytkiem ukrywanym w ziemi.
Perski uczony Ibn Rusta w pierwszych latach X wieku opisuje zimowanie w dole przykrytym drewnem, do którego wchodzi cała rodzina z zapasem chleba, drewna i kamieni, rozpalając ogień wewnątrz. Relacja Ibrahima ibn Jakuba z lat 965–966, najbogatsza w szczegóły budowlane, nie zachowała się samodzielnie: znamy ją z wypisów jedenastowiecznego geografa al-Bakriego z al-Andalus.
Żywoty Ottona z Bambergu, opisujące wyprawy do Pyrzyc, Szczecina i Wolina w latach 1124–1125 oraz 1128, spisano dopiero po dwóch i trzech dziesięcioleciach, gdy świadkowie dobiegali kresu. Każdy z tych przekazów jest głosem obcego, a Strategikon powstał wprost po to, by Słowian pokonać, więc jego szczegóły służą zasadzce, nie zrozumieniu.
Ubóstwo chat opisane przez Prokopiusza jest zarazem chwytem literackim: grecka i rzymska etnografia od stuleci pokazywała barbarzyńcę przez marne mieszkanie, więc zdanie to niesie tyleż obserwacji, co konwencji gatunku. Autorstwo Strategikonu pozostaje nierozstrzygnięte; przypisanie podręcznika cesarzowi Maurycjuszowi jest domysłem, dlatego ostrożniej mówi się o Pseudo-Maurycym.
- Ibn Rusta nie był nad Dnieprem ani nad Wołchowem; jego opis to kompilacja cudzych wiadomości spisana w bibliotece.
- Zimowanie w dole może opisywać zwyczaj sezonowy, którego archeologia nie odróżni od domu zamieszkanego przez cały rok.
- Prokopiusz pisze o Słowianach w ruchu wojennym nad dolnym Dunajem, a nie o osiadłych wsiach w głębi ich ziem.
Skąd to wiadomokroniki i traktaty bizantyjskie VI–VII wieku, arabskie i perskie opisy geograficzne IX–XI wieku, łacińskie żywoty misjonarzy XII wieku

Kilkanaście chat nad wodą i ani jednego płotu
Zapis z tamtych czasówKilka do kilkunastu chat nad wodą, jamy zasobowe i żadnego płotu dokoła — tak wygląda osada z VI–VIII wieku, na przykład w Szeligach.
Czytaj dalejTypowa osada z VI–VIII wieku liczy od kilku do kilkunastu domów, lecz nie wszystkie stały równocześnie, bo zabudowa przesuwała się po terasie przez pokolenia i zostawiała wkopy nakładające się na siebie. Domy trzymają się wody: siadają na terasie nadzalewowej rzeki albo strumienia, na glebach lekkich, które radło bierze bez trudu.
Obok chat kopano jamy zasobowe o gruszkowatym przekroju, a także wolno stojące paleniska i piece drążone w skarpie, używane wspólnie przez kilka gospodarstw. Zespół osadniczy w Szeligach pod Płockiem, badany szerzej od 1959 roku, łączy niewielkie grodzisko na cyplu doliny Słupianki z osadami u jego podnóża i datowany jest na VI–VII wiek.
Granicy osady zwykle nic nie wyznacza i rozpoznaje się ją po tym, że urywają się jamy i ułamki naczyń; ogrodzenia pojedynczych zagród zdarzają się, więc brak płotu jest regułą, a nie prawidłem. Cmentarzysk przy domach zwykle nie ma, ponieważ ciała palono, a przepalone szczątki składano w płaskich grobach popielnicowych i jamowych — takie cmentarzyska są znane, tyle że nieliczne i trudne do uchwycenia w wykopie.
Datowanie zespołu w Szeligach bywa przesuwane w głąb VII i VIII wieku, a charakter stanowiska pozostaje sporny, więc jest to przykład dyskutowany, nie punkt odniesienia.
- Liczby mieszkańców wylicza się z powierzchni domów pomnożonej przez przyjęty wskaźnik, więc są to szacunki oparte na założeniu, nie dane.
- Datowanie samą ceramiką praską ma rozdzielczość pokoleniową, co uniemożliwia stwierdzenie, ile domów stało w tym samym roku.
- Brak obwarowań bywa czytany jako dowód pokojowego życia, choć równie dobrze świadczy o ucieczce w las jako sposobie obrony, o czym pisze Strategikon.
Skąd to wiadomowykopaliska na stanowiskach osadniczych i badania ratownicze na trasach budów; analizy planigrafii jam i domów

Wał z bali i ziemi w Gieczu, Gnieźnie i na Lednicy
Zapis z tamtych czasówIbrahim ibn Jakub w 965 roku opisał budowę grodu krok po kroku; dendrochronologia dodała daty: Giecz, Gniezno około 940, Lednica 963.
Czytaj dalejIbrahim ibn Jakub, podróżujący w latach 965–966, opisuje budowę grodu po kolei: wybór łąki obfitej w wodę i zarośla, wytyczenie koła albo czworoboku, wykopanie rowu, usypanie wału z ziemi wzmocnionej drewnem oraz bramę z mostem.
Wał stawiano w trzech głównych technikach: przekładkowej, zwanej też rusztową, gdzie warstwy bierwion przekłada się ziemią; hakowej, gdzie hakami z konarów wiąże się belki, by nie rozjeżdżały się na boki; oraz skrzyniowej, zwanej izbicową, gdzie puste skrzynie z bali wypełnia się ziemią i kamieniami.
Stok wału oblepiano gliną, co chroniło konstrukcję przed ogniem i przed wypłukiwaniem ziemi z lica. Datowanie dendrochronologiczne najstarszej fazy wału w Gieczu wskazuje lata sześćdziesiąte IX wieku, gród w Gnieźnie powstał około 940 roku, a wały Ostrowa Lednickiego sypano w latach trzydziestych i czterdziestych X wieku.
Drewno mostów wiodących na Ostrów Lednicki ścięto w latach 963 i 964, co jest najostrzejszą datą, jaką dysponuje archeologia wczesnopiastowska. Wał o obwodzie kilkuset metrów pochłaniał tysiące pni dębowych, a wyrąb pod jeden gród liczy się w dziesiątkach hektarów lasu; jest to oszacowanie z kubatury konstrukcji, nie pomiar.
Obwarowania znane są na długo przed budową państwa, a najczęściej przywoływanym przykładem są Szeligi pod Płockiem; datowanie i charakter tego stanowiska pozostają jednak sporne, więc jest to poszlaka, nie dowód. Opisu budowy grodu nie znamy zresztą z pierwszej ręki: przetrwał wyłącznie w cudzym wypisie.
Daty 963 i 964 dotyczą drewna mostów, a nie budowy samego grodu.
- Pierwszeństwo Giecza przed Gnieznem opiera się na niewielkiej liczbie próbek drewna i bywa podważane.
- Ibn Jakub oglądał prawdopodobnie grody połabskie, więc przenoszenie jego opisu wprost na Wielkopolskę jest dopowiedzeniem.
- Nie wiadomo, ilu ludzi mieszkało w grodzie na stałe ani jaka część okolicznej ludności mieściła się w nim podczas najazdu.
Skąd to wiadomorelacja arabska z X wieku znana z przekazu XI-wiecznego; przekroje przez wały z wykopalisk i datowanie dendrochronologiczne konstrukcji

Biskupin nie jest słowiański
Zapis z tamtych czasówDrewno biskupińskiego wału ścięto zimą 738 roku p.n.e.; osada jest łużycka, a jej słowiańskość to spór polityczny lat trzydziestych.
Czytaj dalejOsada należy do kultury łużyckiej, trwającej od środkowej epoki brązu po wczesną epokę żelaza, a przynależności etnicznej tej kultury nie da się ustalić. Stanowisko odsłoniło się w 1933 roku przy niskim stanie wody jeziora, a od 1934 roku prowadzono na nim wykopaliska o skali wtedy w Europie wyjątkowej.
Zabudowę tworzyło około stu domów o zbliżonych wymiarach, ustawionych w rzędach przy poprzecznych ulicach wyłożonych balami. W latach trzydziestych XX wieku Biskupin przedstawiano jako dowód prasłowiańskiego osadnictwa, w sporze z niemiecką tezą o germańskim pierwszeństwie na tych ziemiach; obie strony używały wykopaliska jako argumentu politycznego.
W latach okupacji badania przejęła niemiecka instytucja podległa SS i prowadziła je pod kątem germańskiej genealogii osady, niszcząc część konstrukcji. Dzisiejsze chaty w skansenie są rekonstrukcjami opartymi na hipotezach o wysokości i kształcie dachu, a nie na zachowanych ścianach.
Drewno na gród ścinano w latach 747–722 przed naszą erą, a ponad połowę pni zwalono jednej zimy, z przełomu 748 i 747 roku; to ta zima bywa podawana skrótowo jako data założenia osady. Od tej daty do pierwszych świadectw o Słowianach upływa kilkanaście stuleci.
Wał skrzyniowy obiegał osadę na długości blisko 450 metrów, a od strony jeziora osłaniał ją falochron z tysięcy ukośnie wbitych pali; dokładne liczby metrów podaje się rozmaicie, zależnie od tego, czy mierzy się samo lico, czy całą konstrukcję.
- Rekonstrukcje domów zmieniano kilkakrotnie, bo z zachowanych belek nie wynika ani wysokość ściany, ani spadek dachu.
- Nie ma zgody, czy była to stała osada, czy schronienie używane okresowo, a liczba mieszkańców pozostaje szacunkiem.
- Przypisywanie kulturze łużyckiej jakiegokolwiek języka — prasłowiańskiego, iliryjskiego czy pragermańskiego — nie zostało wykazane żadnym dowodem, tylko domysłem.
Skąd to wiadomodatowanie dendrochronologiczne drewna z wału i domów; prasa i publicystyka naukowa lat trzydziestych XX wieku jako świadectwo sporu

Okolnica, owalnica, ulicówka
Zapis po chrzcieOkolnica, owalnica i ulicówka to formy planowe z XII i XIII wieku, nie dziedzictwo pogańskiej wsi; typologia pochodzi z map nowożytnych.
Czytaj dalejNazwy te opisują trzy układy: zabudowę wokół zamkniętego placu, zabudowę wokół wrzecionowatego nawsia oraz dwa rzędy zagród po bokach drogi; sama typologia powstała w nowożytnej geografii osadnictwa i opiera się na mapach katastralnych z XVIII i XIX wieku. W powiecie Lüchow-Dannenberg, na dawnej ziemi Drzewian połabskich, zachowało się ponad osiemdziesiąt okolnic — największe takie skupisko w Europie.
Datowanie tych wsi przyjmuje się od około 1150 roku, a głównym argumentem jest zupełny brak ceramiki słowiańskiej na ich stanowiskach: powstały już w czasie wielkiej akcji osadniczej XII i XIII wieku. Na ziemiach polskich regularna ulicówka i owalnica pojawiają się w fali lokacji od XIII wieku, gdy wieś wytyczano miarą, dzielono na łany i spisywano w dokumencie.
Wczesnosłowiańska osada nie ma planu: chaty stoją luźno, bez wspólnego placu i bez ulicy, co widać w rozrzucie wkopów na stanowiskach z VI–VIII wieku. Okolnicę bywa mylona z okołem, czyli podgrodziem objętym wałem — to dwie różne rzeczy, jedna z porządku wsi, druga z porządku obronnego.
- Utożsamienie okolnicy ze Słowiańszczyzną pogańską jest dziewiętnastowiecznym domysłem, który wraca do dziś w przewodnikach i opisach szlaków turystycznych.
- Ludność okolnic w Wendlandzie rzeczywiście była słowiańska i mówiła po połabsku jeszcze w XVIII wieku — słowiańscy byli mieszkańcy, nie forma wsi.
- Dla niektórych układów dopuszcza się starsze, przedlokacyjne zawiązki, lecz żadnego nie wykazano wykopaliskowo dla okresu pogańskiego.
Skąd to wiadomomapy katastralne XVIII–XIX wieku, wykopaliska w obrębie wsi Wendlandu, analiza rozrzutu ceramiki

Wypalony las, ugór, żyto od X wieku
Zapis z tamtych czasówOd uprawy żarowej przez ugór do trójpolówki w XIII wieku; w niemal każdej badanej osadzie króluje proso, a żyto rośnie w siłę w X wieku.
Czytaj dalejNajstarszym sposobem uprawy jest żarowy: wypalony las daje popiół i dwa albo trzy dobre plony, po czym pole porzuca się na kilkanaście lat, aż odrośnie. Dwupolówka, czyli przemienne obsiewanie jednego pola i pozostawianie drugiego ugorem, wypiera uprawę żarową wraz ze wzrostem zaludnienia, bo lasu do wypalenia ubywa.
Trójpolówka pojawia się na ziemiach polskich w drugiej połowie XIII wieku, a upowszechnia dopiero w XIV; wsie wczesnego średniowiecza jej nie znały. Żyto ozime zyskuje przewagę w X wieku, bo znosi mróz i wilgoć lepiej niż pszenica, i to ono daje chleb późniejszej wsi.
Uprawiano ponadto pszenicę, w starszych fazach oplewioną, jęczmień i owies, a z roślin ogrodowych bób, groch, len i konopie. Podstawowe narzędzia to radło z żelazną radlicą, sierp o zakrzywionym ostrzu i brona; pług z odkładnicą, odwracający skibę, wchodzi w użycie później.
Proso należy do zbóż znajdowanych najczęściej i pojawia się w większości przebadanych osad, lecz o tym, co rosło na polu, decydowały w różnych okolicach także żyto, pszenica i jęczmień, w zmiennych proporcjach. Duże zwęglone zapasy prosa, z ziarnem w plewkach i z gotową kaszą, znamy z grodów wielkopolskich, w tym z Ostrowa Lednickiego; określenia „największy" nie należy używać, dopóki nikt nie zestawił tych zbiorów miarą.
- Przewaga prosa w znaleziskach bierze się po części z tego, że najlepiej przetrwało zwęglenie, więc obraz archeobotaniczny jest przekrzywiony na korzyść tego, co ocalało z pożaru.
- Moment przejścia od uprawy żarowej do ugorowej jest regionalny i nieostry; w okolicach lesistych żarowa trwała dłużej niż w dolinach.
- Podawane wydajności plonów są przeliczeniami z danych późnośredniowiecznych, nie pomiarami z wczesnego średniowiecza.
Skąd to wiadomoanalizy archeobotaniczne zwęglonych ziarniaków z osad i grodów, badania pyłkowe torfowisk, znaleziska narzędzi żelaznych

Chlew, sieć i barć
Zapis z tamtych czasówŚwinia i bydło w kościach, tysiące ości w Wolinie i Gdańsku, miód i wosk w książęcych nadaniach od XII wieku — tak liczono bogactwo.
Czytaj dalejW zbiorach kości ze zachodniosłowiańskich osad przeważają świnia i bydło, owca i koza uzupełniają stado, a koń pojawia się jako mięso rzadko i wyjątkowo. Rybołówstwo poświadczają gliniane i kamienne ciężarki sieci, haczyki, ościenie i resztki jazów; w warstwach Wolina i Gdańska kości ryb liczy się w tysiącach, a jesiotr należy do gatunków najczęściej rozpoznawanych.
Miód i wosk są od XII i XIII wieku stałą pozycją książęcych nadań: dokument oddaje klasztorowi barcie wraz z prawem wchodu do lasu, co czyni z pszczół przedmiot prawa. Barć to dziupla wydrążona w żywym drzewie, często kilkanaście metrów nad ziemią, znakowana ciosnem rodziny — znak własności, a nie znak religijny, choć bywa tak przedstawiany.
Zwierzęta trzymano przy domach na wybiegach, a gnojowisko zostawia w warstwie ciemny, tłusty ślad bogaty w fosfor, czytelny w analizie chemicznej gruntu. Relacja arabska z lat 965–966 mówi, że kraj Mieszka obfituje w żywność, mięso i miód; ostatni człon tego wyliczenia tłumaczono raz jako „rolę orną", raz jako „rybę", a rozbieżność ta pozostaje nierozstrzygnięta. Jest to najstarsza ocena gospodarcza tych ziem spisana przez kogoś z zewnątrz.
- Udział łowiectwa w mięsie szacuje się zwykle na kilka procent, lecz wynik zależy od stanowiska i od tego, czy liczy się kości, czy masę mięsną.
- Prawo bartne spisano dopiero w czasach nowożytnych, więc dawniejsze zwyczaje odtwarza się z krótkich wzmianek w nadaniach.
- Częstość jesiotra w warstwach portowych może odzwierciedlać handel i daninę, nie codzienne jedzenie mieszkańców.
Skąd to wiadomoanalizy archeozoologiczne zbiorów kostnych, znaleziska sprzętu rybackiego, dokumenty nadań książęcych XII–XIII wieku

Sierpień od sierpa, październik od paździerzy
RekonstrukcjaSierpień od sierpa, październik od paździerzy lnu: nazwy miesięcy niosą rytm prac, ale zapisano je dopiero w XV wieku.
Czytaj dalejSłowiańskie nazwy miesięcy opisują pracę i przyrodę: sierpień bierze nazwę od sierpa i żniw, październik od paździerzy oddzielanych przy międleniu lnu, listopad od opadających liści, grudzień od zamarzniętych grud na drodze. Najstarsze polskie zapisy tych nazw pochodzą z rękopisów XV wieku, czyli z czasu odległego od chrztu o blisko pięćset lat.
Rok gospodarczy dzielił się na orkę i siew jary wiosną, sianokosy i żniwa latem, siew ozimy oraz ubój jesienią, a zimę zostawiał na obróbkę lnu, drewna i skór. Sezonowość widać w kościach: wiek świń w chwili uboju wskazuje jesień i wczesną zimę jako czas największego bicia zwierząt, kiedy ubywa paszy.
Naczynie z Romaszek nad rzeką Roś, znalezione w 1899 roku i należące do kultury czerniachowskiej z IV wieku, bywa odczytywane jako kalendarz prac i świąt; odczyt ten zaproponowano dopiero w drugiej połowie XX wieku. Kultura czerniachowska była wieloetniczna i wcześniejsza od pierwszych pewnych świadectw o Słowianach, więc znaki z Romaszek nie dowodzą słowiańskiego roku obrzędowego.
- Z nazw miesięcy wynika rytm prac, a nie kalendarz religijny; dopisywanie do nich świąt jest domysłem opartym na etnografii XIX wieku.
- Odczytanie znaków na naczyniach czerniachowskich jako kalendarza nie znajduje potwierdzenia w żadnym tekście ani w drugim, niezależnym znalezisku.
- Podział roku odtwarzamy z przyrody i z późniejszych źródeł gospodarczych, bo żaden przekaz wczesnośredniowieczny nie opisuje słowiańskiego roku pracy po kolei.
Skąd to wiadomosłownictwo kalendarzowe języków słowiańskich i jego najstarsze zapisy, analizy wieku ubijanych zwierząt, znaleziska ceramiki kultury czerniachowskiej

Piec, próg i kąt naprzeciw
FolklorPiec w rogu i kąt naprzeciwko niego znamy z chat XIX-wiecznych; od półziemianki dzieli je tysiąc lat i chrzest.
Czytaj dalejW chacie wschodniosłowiańskiej opisanej w XIX wieku piec stoi w jednym narożniku, a po przekątnej znajduje się kąt zwany krasnym albo pokuciem, z ikonami i miejscem dla gościa; układ ten powtarza się w tysiącach zapisów z różnych guberni. Zapiecek i podpiecek są w tych zapisach siedzibą ducha domowego, karmionego okruchami i resztką z wieczerzy; polski materiał zna go pod nazwami domownika i uboża.
Próg traktowano jako granicę domu: nie podawano przez niego ręki, nie siadano na nim, a pannę młodą przenoszono przez niego na rękach — zwyczaje spisane w XIX i XX wieku. Wzajemne położenie pieca i wejścia w półziemiankach z VI i VII wieku bywa takie samo jak w chacie dziewiętnastowiecznej: ogień w rogu, wejście po przeciwnej stronie.
Sama nazwa krasnego kąta odsyła do ikony, czyli do przedmiotu chrześcijańskiego, więc to, co w nim najlepiej poświadczone, jest młodsze od chrztu o stulecia.
- Zgodność układu nie dowodzi ciągłości wierzeń, bo ten sam układ wymusza ciepło, dym i ciasnota wnętrza o powierzchni kilkunastu metrów.
- Średniowiecze zostawiło o piecu ledwie wzmiankę: podręcznik dla spowiedników, którego redakcję kładzie się na lata 1236–1250, a zachowany odpis dopiero na XIV wiek, zabrania wylewać cokolwiek za piec i notuje garnki zakopywane w kątach izby, a czasem i za piecem, na cześć opiekunów domu. O kulcie pieca w dzisiejszym rozumieniu nie mówi natomiast nic, a reszta obrazu pochodzi z etnografii nowożytnej, oddzielonej od pogaństwa tysiącem lat.
- Wejścia do półziemianek rzadko są czytelne, bo próg leżał wyżej niż zachowany strop wkopu, więc kierunek wejścia bywa domniemany, nie zmierzony.
Skąd to wiadomozbiory etnograficzne i kwestionariusze terenowe XIX i XX wieku; plany domów z wykopalisk jako materiał porównawczy

Co zakopywano pod progiem
Zapis z tamtych czasówKilkadziesiąt końskich czaszek pod podłogami i progami z ziem polskich, od końca VIII do XIII wieku; w Dziekanowicach cały koń.
Czytaj dalejZ ziem polskich znanych jest kilkadziesiąt znalezisk czytanych jako ofiary zakładzinowe, z czasu od końca VIII do XIII wieku. Najczęstszym darem jest czaszka konia albo jej fragment, składana pod podłogą, przy progu lub za węgłem; takie znaleziska pochodzą z Gdańska, Wolina, Poznania i Ostrowa Lednickiego, a czaszki turów znaleziono w narożnikach chaty w Nakle nad Notecią z XII wieku i pod ścianą domu gdańskiego z XIII. Szczątki ludzkie trafiają się w tym materiale pojedynczo i nie układają się w żadną regułę — czaszka w podwalinie domu z VIII wieku w Santoku, niemowlę spod domu gdańskiego z przełomu XII i XIII stulecia, dziecko spod poznańskiego domostwa z X wieku — a opisy rozchodzą się nawet co do samego miejsca złożenia: raz jest to podwalina, raz podłoga przy środkowym legarze, raz próg.
W osadzie w Dziekanowicach nad jeziorem Lednica odkryto pochówek całego konia, a nie samej głowy. Koń trafiał na stół rzadko, za to nieustannie występuje w obrzędzie — ta sprzeczność między kuchnią a kultem jest sama w sobie argumentem za znaczeniem zwierzęcia.
Depozyty spod progów znane są także z terenów chrześcijańskich i z wnętrz świątyń, co pokazuje, że zwyczaj przeszedł chrzest; w obiegu popularnym krąży kilka takich przykładów powtarzanych bez sprawdzenia, więc liczy się ten, który ma nazwę stanowiska i rozpoznaną warstwę.
Pochówek konia z Dziekanowic nad Lednicą znany jest z kontekstu warstwy osadniczej, a nie ze znaleziska przypadkowego.
- Odróżnienie ofiary od odpadu bywa niemożliwe: czaszka pod podłogą mogła trafić tam z warstwy śmieci użytej do zasypania wkopu.
- Datujemy warstwę, a nie sam akt złożenia daru, więc chronologia depozytów jest o tyle pewna, o ile pewna jest stratygrafia.
- Żadne źródło pisane nie mówi, komu składano czaszkę konia spod progu, więc adresata tej ofiary dopisuje się z porównań, nie ze świadectwa. Najwięcej o domowych depozytach mówi średniowieczny podręcznik dla spowiedników, a ten wylicza nie końskie czaszki, lecz garnki zakopywane w kątach izby.
Skąd to wiadomoraporty z wykopalisk miejskich i grodowych, analizy archeozoologiczne szczątków spod poziomów użytkowych

Laska obnoszona po chatach
Zapis z tamtych czasówThietmar w latach 1012–1018 opisał laskę z żelazną obręczą obnoszoną po chatach; jego Hennil nie jest imieniem boga.
Czytaj dalejKronika Thietmara z Merseburga, spisywana w latach 1012–1018, opisuje słowiański zwyczaj obnoszenia po domach laski zakończonej ręką, która trzyma żelazną obręcz. Laskę niósł wiejski pasterz, stawiał ją wieczorem w chacie gospodarza i wzywał ją po imieniu do czuwania nad domem i dobytkiem.
Zapisane przez kronikarza słowo Hennil nowożytni pisarze uznali za imię słowiańskiego boga domowego, choć w samym tekście jest to raczej wezwanie albo nazwa przedmiotu. Thietmar był biskupem Merseburga i przeciwnikiem politycznym Słowian połabskich, a jego opisy służyły uzasadnieniu wojny oraz misji, co każe czytać je z poprawką na interes autora.
Mimo stronniczości jest to świadectwo współczesne: pisał, gdy kult jeszcze trwał, o sąsiadach oddalonych o kilka dni drogi. Ten sam kronikarz opisał świątynię Redarów w Radogoszczy jako budowlę drewnianą, której podwaliny tworzyły rogi zwierząt, stojącą w obrębie grodu o trzech bramach, w wielkim i nietykalnym lesie, z wizerunkami bóstw i wyrytymi przy nich imionami.
Radogoszcz z kroniki merseburskiej i Retra znana z późniejszego opisu hamburskiego to dwa odrębne przekazy; ich utożsamienie jest domysłem, a łączenie szczegółów z obu daje świątynię, której nie opisał żaden świadek.
- Znaczenie słowa Hennil pozostaje niewyjaśnione i nie należy dopisywać go do listy słowiańskich bóstw.
- Radogoszczy nie zlokalizowano z pewnością mimo poszukiwań prowadzonych od XIX wieku, więc opisu świątyni nie da się skonfrontować z wykopaliskiem.
- Nie wiadomo, czy obrzęd z laską był powszechny, czy dotyczył jednej okolicy, którą kronikarz znał z opowieści.
Skąd to wiadomokronika łacińska biskupa Rzeszy z początku XI wieku, pisana w czasie trwania opisywanego kultu

Porządek domu dopisany do przeszłości
Zapis po chrzciePrawdziwe świadectwa o domu są skąpe i cudze, podrobione — obszerne i swojskie; to one ustawiły wyobrażenie słowiańskiej chaty.
Czytaj dalejWspółczesne świadectwa o słowiańskim domu są skąpe i pisane ręką obcych: nędzna chata porzucana co kilka lat, dół przykryty na zimę drewnem, wnętrze na kilkanaście metrów kwadratowych. Podrobione teksty dawały coś wprost odwrotnego — dawne prawo i porządek domu, z sądem nad sprawami rodziny sprawowanym przez kobietę, czyli rodzaj szczegółu, którego z pogańskiego stulecia nikt nie zapisał. Sąd Libuszy z czeskiego rękopisu opowiada ten porządek tak gładko, jakby ktoś przy nim siedział.
Zostało po tej sprawie coś, co dotyczy już nie fałszerzy, lecz samego wyobrażenia chaty. Obraz słowiańskiego domu krążący w wydawnictwach popularnych, na ilustracjach i w opowieściach o dawnej wsi składa się po części z tego, co wyjęto z ziemi, a po części z dziewiętnastowiecznej fikcji o rodzie rządzącym się własnym prawem — i obu tych strumieni nikt już nie rozdzieli. Kto te teksty zrobił i jak je zdemaskowano, opowiada osobna sekcja o fałszerstwach.
- Nie da się dziś odsiać, ile wyobrażeń o słowiańskiej chacie w kulturze popularnej pochodzi ze źródeł, a ile z podrobionych świadectw.
Skąd to wiadomodziewiętnastowieczne druki i ryciny podejmujące wątek dawnego domu i dawnego prawa; dzisiejsze wydawnictwa popularne, przewodniki i ilustracje powtarzające ten obraz
Osiem imion
Bogowie — i gdzie każdy jest poświadczony
Te same imiona wracają w dziale po kilka razy, bo Perun z ruskiej przysięgi, Perun z góry nad Splitem i Perun z rachuby porównawczej to trzy różne rodzaje wiedzy. Każde imię omówiono osobno: kim było bóstwo i gdzie je rzeczywiście poświadczono. Jednego panteonu te osiem imion nie tworzy, bo mają cztery adresy: czterech postawiono obok siebie na kijowskim wzgórzu i strącono po ośmiu latach, jednego zna wyłącznie formuła przysięgi, dwóch czczono w nadbałtyckich grodach o pół tysiąca kilometrów dalej, a jednego — sam wtręt tłumacza. Przy większości zostaje puste miejsce, a puste miejsce jest tu informacją: pokazuje, gdzie kończy się świadectwo, a zaczyna dopisek.

Perun
◈Ruś w zapisie X–XII wieku; Bałkany, Połabie i Polska tylko w mowie i w nazwach Zapis z tamtych czasówTrzy strony Słowiańszczyzny znają to imię, ale w dokumencie zapisał je tylko wschód; na resztę został szczyt nad Adriatykiem i połabska nazwa czwartku.
Czytaj dalejPan burzy i poręczyciel przysięgi: strona ruska wiązała się jego imieniem i własną bronią w umowach z Bizancjum, a kto przysięgę złamał, miał zginąć od własnego oręża. Jemu jednemu latopis dał wygląd — srebrną głowę i złoty wąs — i jego posąg kazał w 988 roku wlec końskim ogonem ze wzgórza do Dniepru.
Poza Rusią imię trzyma się już tylko w mowie i w ziemi: w Peryniu pod Nowogrodem, w górze Perun nad Žrnovnicą koło Splitu, w połabskiej nazwie czwartku i w polskim piorunie. Pozostałe świadectwa z Rusi obejmują między innymi dęby ze szczękami dzika wydobyte z rzek.
Miejsce poświadczeniaumowy Rusi z Bizancjum, latopis ruski, dęby wydobyte z Desny i Dniepru, nazwy terenowe od Nowogrodu po Dalmację

Weles
◈Ruś, przysięgi X wieku; Czechy w zapisach od około 1400 roku Zapis z tamtych czasówBóg bydła, czyli majątku: jedyne ruskie bóstwo, któremu źródło przypisuje zakres władzy wprost, zamiast zostawiać to domysłowi czytelnika.
Czytaj dalejWymieniany obok Peruna w przysięgach z 907 i 971 roku, z określeniem boga bydła, a bydło znaczyło wtedy majątek i przedmiot daniny; wśród sześciu posągów postawionych w Kijowie w 980 roku jego wizerunku nie było. Dwunastowieczny poemat nazywa za to wnukiem Welesa pieśniarza Bojana, wiążąc imię z wieszczeniem, a nie z oborą.
W Czechach to samo imię przetrwało jako wyzwisko, którym w zapisach od około 1400 roku odsyłano natręta za morze, na Bałkanach zostało nazwą miasta nad Wardarem i kilku wsi, przy których nikt nie zapisał żadnego obrzędu. Ruski materiał obejmuje rostowskiego kamiennego bożka i nowogrodzką ulicę Wołosową.
Miejsce poświadczeniaumowy Rusi z Bizancjum, latopis ruski, żywot świętego, czeski utwór z około 1400 roku i czeski przekład biblijny z 1561 roku

Świętowit
◈Rugia; opis spisany na początku XIII wieku, czterdzieści lat po zburzeniu świątyni Zapis po chrzcieBóg jednej wyspy: nie ma ani jednego zapisu, żeby czczono go nad Wisłą albo nad Dnieprem, choć dziś stawia się go na czele wspólnego panteonu.
Czytaj dalejCzterogłowy pan Arkony, z rogiem wróżebnym w prawej dłoni i białym koniem, którego wolno było dosiadać wyłącznie kapłanowi; ten sam kapłan raz w roku zamiatał wewnętrzną izbę i wstrzymywał przy tym oddech, żeby nie tchnąć w obecności bóstwa. Cały ten opis spisano po stronie zwycięzców, jakieś czterdzieści lat po tym, jak świątynię zburzono w 1168 roku.
Na opis tego kultu składają się: budynek o jednym wejściu i podwójnym obwodzie, w którym zamiast ścian wisiały kobierce, moneta płacona corocznie od każdej głowy, trzecia część łupu, trzystu konnych utrzymywanych przy świątyni oraz obrzęd z rogiem wina i miodowym kołaczem po żniwach.
Miejsce poświadczeniaduńska kronika z początku XIII wieku, kronika misyjna z lat 1167–1172, wykopaliska na przylądku arkońskim

Trzygłów
◈Szczecin i Wolin, misje z lat 1124–1128 Zapis z tamtych czasówOczy i usta posągu zakryto złotem, żeby bóg nie patrzył na ludzkie grzechy — tak tłumaczyli to kapłani przybyszom, którzy przyszli go obalić.
Czytaj dalejBóstwo pomorskich miast, znane z żywotów biskupa, którego misja szła je obalić: trzy głowy miały odpowiadać władzy nad niebem, ziemią i podziemiem, a złota przepaska na oczach i ustach — niechęci do patrzenia na ludzkie grzechy. Posrebrzane głowy zdjęte ze szczecińskiego posągu biskup posłał do Rzymu, a złoty wizerunek z Wolina kapłani zdążyli wywieźć i ukryć w dziupli wielkiego drzewa.
Z przekazów o Połabiu i Pomorzu znamy opis obu posągów, wróżbę z czarnego konia prowadzonego nad dziewięcioma włóczniami, powrót Szczecina do pogaństwa oraz drugą wyprawę z 1128 roku. Relacje te są hagiograficzne, a obalenie posągu stanowi kulminację opowieści.
Miejsce poświadczeniatrzy żywoty biskupa misjonarza, spisane od dwudziestu do trzydziestu pięciu lat po wydarzeniach

Swaróg
◈Ruś i Bułgaria, przekaz pisany X–XV wieku Zapis po chrzcieCała wiedza o nim mieści się w jednej glosie tłumacza: pod greckiego boga kowali podstawiono słowiańskie imię, i na tym koniec.
Czytaj dalejImienia nie ma ani na kijowskiej liście z 980 roku, ani w żadnej przysiędze: zna je wyłącznie wtręt w słowiańskim przekładzie bizantyjskiej kroniki, gdzie Hefajstos dostaje imię Swaróg, a jego syn Helios imię Dażbóg. Z tego jednego zdania wyrósł cały późniejszy obraz boga ognia, kowala i ojca bogów.
W przypadku ruskiego Swaroga pozostaje pytanie, skąd wziął się ten wtręt, czy powstał w Bułgarii, czy dopisano go na Rusi oraz co można powiedzieć o rdzeniu samego imienia; połabskiego Swarożyca z Radogoszczy, poświadczonego wtedy, gdy kult jeszcze działał, opisano osobno w sekcji o Połabiu i Pomorzu.
Miejsce poświadczeniawtręt w słowiańskim przekładzie bizantyjskiej kroniki znany z ruskich odpisów; osobno kronika biskupia opisująca Radogoszcz

Dażbóg
◈Ruś, spis z 980 roku i poemat z końca XII wieku Zapis po chrzcieJedyne bóstwo, od którego cały lud wywodził swój ród: dwunastowieczny poemat dwa razy nazywa Rusinów jego wnukami.
Czytaj dalejTrzecie imię z sześciu postawionych w Kijowie w 980 roku, w samym latopisie bez jednego słowa objaśnienia. Drugi człon znaczy zarazem bóstwo i przydział, dolę, a pierwszy odpowiada czasownikowi dawać, więc całość czyta się raczej jako dawcę działu niż po prostu jako słońce; słońce dokłada dopiero glosa tłumacza, w której ojcem Dażboga zostaje Swaróg.
Poza spisem i poematem nie ma o nim ani obrzędu, ani zakazu, ani jednego zdania opowieści — piątce imion spod Kijowa latopis nie przypisał ani wyglądu, ani zakresu władzy. Nie wiadomo jednak, co znaczy nazwanie całej Rusi jego wnukiem ani czy serbski Dabog z podań zapisanych w XIX wieku ma z tym imieniem coś wspólnego.
Miejsce poświadczenialatopis ruski ze spisem z 980 roku, wtręt przekładowy pod 1114 rokiem, poemat o wyprawie Igora

Mokosz
◈Ruś, od spisu z 980 roku po poradniki spowiednicze XVI wieku Zapis po chrzcieJedyna kobieta wśród kijowskich posągów i jedyne z tych imion, o które pytano na spowiedzi jeszcze pół tysiąca lat po ich obaleniu.
Czytaj dalejZamyka kijowski spis z 980 roku i jest w nim jedynym imieniem rodzaju żeńskiego. Ruskie kazania wracają do niej w sąsiedztwie spraw domowych i kobiecej roboty, rdzeń imienia zestawia się albo z mokrością, albo z przędzeniem, a nazwy terenowe z tym samym rdzeniem znane są od Czech po Dalmację i ta rozpiętość przemawia za dawnością imienia.
Do ruskiego materiału należą pytania spowiednicze z XVI wieku, zakaz pracy w piątek przeniesiony później na świętą Paraskiewę, przekazy o północnej Mokuszy strzygącej nocą owce i przędącej len oraz zastrzeżenie, że pod tym mianem mogła kryć się znachorka, a nie bogini. Żaden ruski tekst nie nazywa jej matką ziemią.
Miejsce poświadczenialatopis ruski, ruskie kazania i poradniki spowiednicze, nazwy terenowe w Czechach, Polsce, na Połabiu i w Dalmacji

Strzybóg
◈Ruś, spis z 980 roku; nazwy terenowe w zapisach XV–XVI wieku Zapis po chrzcieTu najuczciwiej zostaje puste miejsce: jedno zdanie o wiatrach nazwanych jego wnukami i garść nazw terenowych to cały dorobek.
Czytaj dalejCzwarty na kijowskiej liście, bez objaśnienia. Domenę wiatru przypisuje mu jedno zdanie poematu z końca XII wieku, w którym wiatry wiejące od morza nazwano jego wnukami; pierwszy człon imienia objaśnia się dwojako — od czasownika o znaczeniu rozpościerać i rozsiewać albo jako pożyczkę z irańskiego.
Rdzeń wraca w nazwach miejscowych na Rusi i w Polsce, aż po wieś Strzyboga pod Skierniewicami, ale w zapisach o kilka stuleci późniejszych od samej listy. Wygląd, miejsce w hierarchii i obrzędy przypisano mu dopiero w znacznie późniejszych przekazach.
Miejsce poświadczenialatopis ruski, poemat o wyprawie Igora, nazwy terenowe Rusi i Polski
Połabie i Pomorze
Bogowie zachodu: jedyne świątynie, jakie znamy
Do wewnętrznej izby w Arkonie kapłan wchodził raz w roku, żeby ją zamieść, i wstrzymywał przy tym oddech, by nie tchnąć przy bóstwie. Trzygłowowi w Szczecinie zasłonięto złotem oczy i usta, żeby nie patrzył na ludzkie grzechy. Wiemy o tym z kronik spisanych po tym, jak Duńczycy porąbali czterogłowy posąg i spalili gród w 1168 roku.

Świętowit z Arkony
Zapis po chrzcieCzterogłowy posąg w drewnianej kącinie na przylądku Rugii: jedyna słowiańska świątynia opisana od progu po skarbiec.
Czytaj dalejArkona leżała na cyplu północnej Rugii, z trzech stron odciętym morzem, od strony lądu zamkniętym wałem, którego wysokość Saxo Gramatyk podaje na pięćdziesiąt łokci — dołem usypanym z ziemi, górą zbudowanym z drewna. Posąg przewyższał wzrostem człowieka i miał cztery głowy na czterech szyjach zwrócone w cztery strony; w prawej dłoni trzymał róg wykonany z kilku kruszców, a obok wisiał miecz o srebrzonej rękojeści i pochwie.
Kącina stała wewnątrz grodu jako budynek z jednym wejściem i podwójnym obwodem: zewnętrzną ścianą pod dachem barwionym na czerwono oraz wewnętrznym czworobokiem czterech słupów, między którymi zamiast ścian wisiały kobierce. Do wewnętrznej izby wchodził wyłącznie kapłan, i to raz w roku, żeby ją zamieść; wstrzymywał wtedy oddech i wybiegał do drzwi, aby nie tchnąć w obecności bóstwa.
Przy posągu przechowywano siodło, uzdę i chorągiew, którą kronika nazywa Stanicą; Ranowie przypisywali jej moc większą niż rozkazowi księcia. Szczegółowy opis budowli i wizerunku zawdzięczamy dopiero czternastej księdze Gesta Danorum, spisanej między rokiem 1200 a 1219, a więc mniej więcej czterdzieści lat po tym, jak kąciny już nie było.
Kronika Helmolda z Bozowa powstawała w dwóch częściach: pierwsza doprowadza opowieść do roku 1168, druga pisana była po 1172 i sięga 1171, więc obejmuje także zdobycie Arkony; zdanie o kapłanie znaczącym u Ranów więcej niż król należy do partii wcześniejszej.
Materiał o Ranach powtarza jeszcze Knýtlinga saga, spisana około połowy XIII wieku; nie jest to jednak świadectwo niezależne, bo saga i kronika duńska czerpały najpewniej ze wspólnego, niezachowanego przekazu.
Świadkowie nie są przy tym równi. Kronikarz misyjny pisał, gdy Arkona jeszcze stała, kronikarz duński mniej więcej czterdzieści lat po jej upadku i z drugiej ręki, a żywoty biskupa misjonarza powstały od kilkunastu do trzydziestu pięciu lat po opisywanych wyprawach — najmocniejszy jest więc zapis najwcześniejszy, nie ten najbarwniejszy.
- Cały opis wnętrza stoi na jednym tekście, którego patronem był biskup dowodzący szturmem na Arkonę; nie ma go z czym zestawić.
- Nie rozstrzygnięto, czy imię znaczy tyle co „święty, mocny pan", czy — jak chciała tradycja korbejska powtórzona przez Helmolda — wyrosło z kultu świętego Wita; za pierwszym czytaniem przemawia to, że człon -wit wraca w imionach Rugiewita, Jarowita i Porewita.
- Miejsce kąciny w znacznej części osunęło się do morza, a żadnej odsłoniętej tam konstrukcji nie udało się potwierdzić jako fundamentu świątyni.
Skąd to wiadomoDuńska kronika dynastyczna z początku XIII wieku oparta na relacji uczestników wyprawy, uzupełniona kroniką misyjną z lat 1167–1172 oraz wykopaliskami na przylądku

Róg w dłoni posągu i kołacz na wzrost człowieka
Zapis po chrzciePo żniwach kapłan wróżył z poziomu wina w rogu bóstwa i chował się za miodowym kołaczem wielkości człowieka.
Czytaj dalejŚwięto wypadało raz do roku, po sprzęcie plonów, i ściągało do Arkony ludność całej wyspy wraz z ofiarami składanymi przez okoliczne ludy. Kapłan wyjmował posągowi róg z ręki i oglądał, ile ubyło z napoju nalanego przed rokiem: niski poziom zapowiadał nieurodzaj, pełny — rok dostatni, a z tej obserwacji układano przepowiednię na najbliższe miesiące.
Stary napój wylewano pod stopy posągu, róg napełniano winem na nowo i wkładano bóstwu z powrotem w dłoń. Na środek wynoszono okrągły kołacz na miodzie, wysoki niemal na wzrost człowieka; kapłan stawał za nim i pytał zebranych, czy go widzą. Kiedy odpowiadali, że widzą, wypowiadał życzenie, aby za rok nie było go zza placka widać — była to prośba o obfitszy plon, a nie o własne zniknięcie.
Obrzęd zamykała uczta, na której opróżnienie naczynia do dna miało charakter powinności, a nie swobodnego picia. Całość znamy z jednego opisu w Gesta Danorum, spisanego po zniszczeniu ośrodka.
- Źródło nie podaje miesiąca ani dnia, mówi tylko o porze po zbiorach, więc każde umieszczenie tego święta w kalendarzu jest domysłem.
- Nie wiadomo, czy w rogu było sprowadzane wino, czy kronikarz nazwał winem miód pitny.
- Zwyczaj chowania się za wielkim plackiem zapisano także w folklorze wschodniosłowiańskim XIX wieku, lecz taki zapis dzieli od Arkony siedemset lat i sam z siebie niczego nie potwierdza.
Skąd to wiadomoJeden rozdział duńskiej kroniki z początku XIII wieku; brak jakiegokolwiek niezależnego świadectwa

Wróżba z konia nad włóczniami
Zapis z tamtych czasówKonia przeprowadzano nad włóczniami w Arkonie, Szczecinie i Radogoszczy — trzy niezależne relacje o tym samym obrzędzie.
Czytaj dalejW Arkonie bóstwo miało własnego białego konia, którego wolno było dosiadać wyłącznie kapłanowi; wierzono, że bóg wyjeżdża na nim nocą, bo bywał rano spocony i zabłocony mimo zamkniętej stajni. Przed wyprawą wbijano w ziemię trzy pary włóczni skrzyżowanych ostrzami, rozstawione w równych odstępach, a kapłan przeprowadzał konia nad nimi trzykrotnie.
Pomyślną odpowiedź dawało przejście rozpoczęte prawą nogą; zawadzenie lub wysunięcie lewej kazało wyprawę odwołać. W Szczecinie ten sam zabieg wykonywano koniem czarnym, prowadzonym nad dziewięcioma włóczniami rozłożonymi na ziemi, a złym znakiem było dotknięcie drzewca kopytem.
Sto lat wcześniej biskup Merseburga zapisał w kronice z lat 1012–1018 wróżbę z konia prowadzonego w Radogoszczy nad skrzyżowanymi ostrzami, obok wróżby z losów rzucanych na ziemię. Trzy zapisy dzieli około dwustu lat i trzy odrębne ośrodki, a zgadzają się co do rdzenia obrzędu: koń, ostrza broni i nogi zwierzęcia jako odpowiedź bóstwa. Wróżbę stosowano przed wojną i przed dalekim wypadem łupieżczym, a nie w dowolnym momencie roku.
- Barwa konia i liczba włóczni różnią się między relacjami, więc albo obrzęd miał odmiany lokalne, albo kronikarze dopowiadali szczegół według własnego wyobrażenia.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy zbieżność bierze się ze wspólnego obyczaju, czy z tego, że późniejsi autorzy czytali wcześniejszych i powtarzali ich obraz.
- Kości i czaszki koni znajdowane na stanowiskach, między innymi we wnętrzu budowli w Groß Raden, świadczą o zabijaniu zwierząt, lecz nie o wróżbie, bo to inna czynność.
Skąd to wiadomoKronika biskupia z lat 1012–1018, żywoty misjonarza z połowy XII wieku i kronika duńska z początku XIII wieku — trzy niezależne od siebie teksty

Moneta od każdej głowy i trzecia część łupu
Zapis po chrzcieMoneta rocznie od każdej głowy, trzecia część łupu i trzystu konnych: świątynia Rugian była też instytucją majątkową.
Czytaj dalejKażdy mieszkaniec Rugii, mężczyzna i kobieta, oddawał świątyni w Arkonie raz do roku jedną monetę. Bóstwu przypadała trzecia część łupów zdobytych przez Ranów, a obowiązek obejmował całą wspólnotę, nie tylko drużynę książęcą. Przy świątyni utrzymywano trzystu konnych, którzy wszystko, co zdobyli, składali w ręce kapłana.
Kupcy przybijający do wyspy musieli najpierw złożyć daninę, zanim wolno im było otworzyć handel. W Szczecinie do kąciny odkładano dziesiątą część zdobyczy wojennej, a w skarbcu trzymano naczynia złote i srebrne oraz okute rogi turze, służące i do picia, i jako trąby.
Naczynia ze skarbca wychodziły z ukrycia tylko na święta i uczty wspólnoty, poza tym pozostawały zamknięte pod strażą kapłanów. Świeżo wzniesioną kącinę w Chockowie, spaloną podczas misji w 1128 roku, żywot biskupa wycenia na trzysta grzywien srebra. Po zdobyciu Arkony w 1168 roku skarbiec świątynny zabrali zwycięzcy, a budynek i posąg poszły z dymem.
Liczby dotyczące Arkony — moneta od osoby, trzecia część łupu i trzystu konnych — znamy wyłącznie z kroniki duńskiej spisanej po zburzeniu świątyni; dane szczecińskie i wycena kąciny w Chockowie pochodzą z żywotów biskupa, a nie z rachunków.
- Wysokość daniny znamy z jednego źródła i nie mamy jak zestawić jej z liczbą mieszkańców wyspy, bo tej nie zna nikt.
- Nie wiadomo, czy trzystu konnych to oddział rzeczywisty, czy liczba obrzędowa użyta dla wrażenia.
- Relacje o bogactwie kącin pisali ci, którzy je zabrali albo obalili, a im większy skarb, tym większe zwycięstwo.
Skąd to wiadomoKronika misyjna z XII wieku, żywoty biskupa misjonarza oraz duńska kronika z początku XIII wieku

Trzygłów ze Szczecina i Wolina
Zapis z tamtych czasówTrójgłowy posąg ze Szczecina miał złotą przepaskę na oczach i ustach, a złoty odpowiednik z Wolina ukryto w dziupli.
Czytaj dalejKult poświadczają trzy żywoty Ottona z Bambergu: anonimowy z klasztoru w Prüfening (powstały do 1146), Ebona (1151) i Herborda (około 1158–1159); opisują wydarzenia pierwszej misji z lat 1124–1125 i drugiej z 1128 roku. Posąg w Szczecinie miał trzy głowy, a oczy i usta zakrywała mu złota przepaska; kapłani tłumaczyli, że bóg włada trzema królestwami — niebem, ziemią i podziemiem — a zasłona sprawia, że nie widzi ludzkich grzechów.
Główna z kącin szczecińskich stała na środkowym ze wzgórz i była pokryta rzeźbą oraz malowidłami ludzi i zwierząt w barwach, których nie zmywał deszcz ani śnieg. W Wolinie posąg był złoty; kapłani wywieźli go przed misjonarzami i oddali pod opiekę wdowie z małej wsi, a ta ukryła figurę w pniu wielkiego drzewa z otworem, przez który składano ofiary.
W Szczecinie czczono też potężny dąb ze źródłem u korzeni; mieszczanie prosili, żeby go nie ścinać, obiecując, że przestaną go czcić. W Wolinie pokazywano słup z wbitą włócznią, którą podawano za oszczep Juliusza Cezara, i od jego imienia wywodzono nazwę miasta.
Po powrocie do pogaństwa około 1127 roku Szczecin odbudował kąciny, co wymusiło drugą wyprawę misyjną w roku następnym. Posrebrzane głowy zdjęte z posągu Trzygłowa w Szczecinie biskup posłał do Rzymu jako dowód obalenia kultu; przekazy różnią się co do tego, czy poszły wszystkie trzy, czy jedna. Złoty wizerunek ukryty w dziupli odzyskał później wysłannik biskupa imieniem Herman, razem z siodłem przypisywanym bóstwu.
Imię trwa dziś w nazwach, ale bez poświadczenia kultu: wieś Trzygłów pod Gryficami na Pomorzu oraz najwyższa góra Słowenii, Triglav. Żadne średniowieczne źródło nie wiąże tych miejsc z bóstwem, a trzy głowy bywają po prostu opisem kształtu — nazwa terenowa mówi o tym, co ktoś widział, nie o tym, komu się kłaniał, i dopóki nie stanie przy niej zapis, jest poszlaką, a nie świadectwem.
- Liczba kątyn w Szczecinie różni się w źródłach: anonimowy żywot mówi o dwóch bogato zdobionych, Herbord o czterech.
- Nie wiadomo, czy Trzygłów to imię własne bóstwa, czy określenie posągu o trzech głowach, które przeszło potem na boga.
- Żywoty są pochwałą biskupa, więc wielkość obalonego bałwochwalstwa działa na korzyść bohatera opowieści — bogactwo kąciny i wymowa kapłanów mogły pod piórem urosnąć.
- Włócznia Juliusza Cezara to uczona etymologia XII-wieczna, dorobiona do nazwy miasta, a nie ślad pogańskiego kultu.
Skąd to wiadomoTrzy żywoty biskupa misjonarza spisane od dwudziestu do trzydziestu pięciu lat po wydarzeniach, oparte na relacjach uczestników wypraw

Rugiewit, Porewit i Porenut w Karenzy
Zapis po chrzcieW Karenzy stały trzy kąciny: Rugiewit o siedmiu twarzach i ośmiu mieczach, pięciotwarzowy Porewit i Porenut z twarzą na piersi.
Czytaj dalejPo upadku Arkony w 1168 roku Duńczycy podeszli pod gród Karenza, w którym stały trzy osobne kąciny; mieszkańcy wydali je bez walki. Posąg Rugiewita wycięto z dębu: miał siedem twarzy pod jedną czaszką, siedem mieczy w pochwach u pasa i ósmy, dobyty, w prawej dłoni.
Figura była tak wysoka, że biskup dowodzący wyprawą, stanąwszy na palcach, ledwie sięgał toporem jej brody; pod wargami posągu gnieździły się jaskółki, a pierś była zabrudzona ich odchodami. Porewit miał pięć twarzy i żadnej broni, Porenut zaś cztery twarze oraz piątą na piersi, której czoła dotykał jedną ręką, a brody drugą.
Wszystkie trzy wizerunki obwiązano powrozami, wywleczono z kącin, porąbano i spalono, a drewnem palono pod kotłami w obozie. Te trzy imiona wracają jeszcze raz w Knýtlinga saga, w postaciach zniekształconych, ale nie jest to świadectwo niezależne od duńskiej kroniki.
- Położenie Karenzy nie jest pewne; wskazuje się okolice dzisiejszego Garz na Rugii, lecz bez rozstrzygającego stanowiska.
- Człon -wit każe zestawiać te imiona ze Świętowitem, ale nie wiadomo, czy byli to osobni bogowie, czy lokalne postacie jednego kultu rozpisane na trzy budynki.
- Szczegół z jaskółkami i odchodami służy w kronice ośmieszeniu kultu; nie znaczy to, że został zmyślony, znaczy jednak, że wybrano go celowo.
- Ponieważ opis mamy z jednego tekstu powstałego około czterdzieści lat po zdarzeniu, liczby twarzy i mieczy pozostają nieweryfikowalne.
Skąd to wiadomoCzternasta księga duńskiej kroniki z początku XIII wieku, oparta na relacji dowódcy wyprawy

Swarożyc i Radogoszcz
Zapis z tamtych czasówGród o trzech bramach, chram na fundamencie z rogów i Swarożyc na czele — opisany, gdy działał, i nigdy nieodnaleziony.
Czytaj dalejBiskup Merseburga opisał w kronice spisywanej w latach 1012–1018 gród Radogoszcz w kraju Redarów: trójkątny, z trzema bramami, otoczony świętym lasem, a od wschodu schodzący ku jezioru. Wewnątrz stał jeden chram zbudowany z drewna i spoczywający na fundamencie z rogów dzikich zwierząt, a ściany zewnętrzne pokrywały rzeźbione wizerunki bogów i bogiń.
W środku ustawiono posągi w hełmach i zbrojach, każdy z wyrytym imieniem, a pierwszy z nich nosił imię Swarożyc i odbierał cześć szczególną. W chramie przechowywano chorągwie wynoszone wyłącznie na wojnę i niesione wtedy pieszo, co wiązało kult bezpośrednio z wyprawą zbrojną.
Kronikarz zanotował zasadę, że ile w tej krainie okręgów, tyle świątyń — kult był więc rozpisany na strukturę plemienną, a nie skupiony w jednym miejscu. Imię Zuarasiz pada również w liście z 1008 roku, w którym misjonarz wyrzuca cesarzowi Henrykowi II przymierze z Lucicami i pyta, co ma wspólnego ten demon ze świętym Maurycym.
Adam z Bremy, piszący około 1073–1076, opisał ten sam ośrodek pod nazwą Retra: dziewięć bram, jezioro dokoła, drewniany most i cztery dni drogi od Hamburga, a bóstwo nazwał Redigastem. W 1068 roku biskup Halberstadt zdobył Retrę i wrócił do Saksonii na zabranym stamtąd świętym koniu; dwa lata wcześniej, 10 listopada 1066, złożono tam w ofierze głowę pojmanego biskupa Meklemburgii.
- Radogoszcz to nazwa grodu, a „Radogost" jako imię boga bierze się najpewniej z pomyłki kronikarza z Bremy, powtórzonej potem przez Helmolda.
- Liczba bram u obu autorów się nie zgadza — trzy wobec dziewięciu — co znaczy, że przynajmniej jeden z nich grodu nie widział i pisał ze słyszenia.
- Lokalizacji szuka się od XVIII wieku w okolicach jeziora Tollense i w głębi Meklemburgii, lecz żadne stanowisko nie zostało potwierdzone jako Radogoszcz.
- Zestawianie Swarożyca ze wschodniosłowiańskim Swarogiem z zapisu kijowskiego jest porównaniem imion, a nie świadectwem wspólnego kultu.
Skąd to wiadomoKronika biskupia z lat 1012–1018, list misyjny z 1008 roku i dzieło kanonika bremeńskiego z lat siedemdziesiątych XI wieku

Jarowit z Wołogoszczy i Hobolina
Zapis z tamtych czasówZłota tarcza w Wołogoszczy, której nie wolno było ruszyć poza wojną, i święto z chorągwiami w Hobolinie.
Czytaj dalejJarowita czczono w Wołogoszczy nad Pianą i w Hobolinie nad Hawelą; obie sceny pochodzą z drugiej wyprawy misyjnej Ottona z Bambergu, datowanej na kwiecień 1127 albo na rok 1128 — rachuba nie jest ustalona. W kącinie w Wołogoszczy wisiała wielka złota tarcza bóstwa, której w czasie pokoju nie wolno było zdjąć ze ściany ani dotknąć nikomu poza kapłanem.
Żywot Ebona opisuje, że towarzyszący biskupowi duchowny zdjął tarczę i wyszedł z nią do zgromadzonych, a ci padli na twarz, biorąc go za samego boga. W Hobolinie misjonarze trafili na święto, podczas którego obnoszono chorągwie wokół grodu, i nie zostali wpuszczeni do miasta.
Łaciński tekst kaznodziejski związany z Wołogoszczą objaśnia imię Gerovit jako tego, którego po łacinie nazywa się Marsem. Imię wiąże się z rdzeniem „jar" — wiosna, jurność, gwałtowna siła. Ten sam rdzeń niosą polskie imiona Jarosław i Jaromir, w których znaczy tyle co ostry, jary i wczesny; wywodzenie ich od bóstwa z Wołogoszczy jest domysłem, a nie ustaleniem, bo przymiotnik ten opisuje równie dobrze młode zboże i wczesną wiosnę.
Duchownego, który zdjął tarczę, żywot nazywa imieniem Dytryk; co do reakcji zgromadzonych przekazy się rozchodzą — mówi się i o pokłonie, i o ucieczce w popłochu przed rzekomym bogiem.
- Utożsamienie z Marsem to interpretatio Romana, czyli przekład na pojęcie znane autorowi, a nie opis rzeczywistej roli bóstwa u Słowian.
- Nie wiadomo, czy Jarowit z Wołogoszczy i Jarowit z Hobolina to jeden kult, czy dwa ośrodki o zbieżnej nazwie.
- Scena z tarczą jest zbudowana jak anegdota o łatwowierności pogan; za pewny wypada uznać sam przedmiot wiszący w świątyni, nie reakcję tłumu.
Skąd to wiadomoDwa żywoty biskupa misjonarza z lat 1151 i około 1158–1159 oraz łaciński tekst kaznodziejski z XII wieku

Czarnobog i dorobiony do niego Białobóg
Zapis po chrzcieJedno zdanie kroniki z XII wieku o złym bogu przy biesiadnej czarze; Białobóg to dopisek nowożytny, nie źródło.
Czytaj dalejJedyne średniowieczne świadectwo to fragment kroniki Helmolda z Bozowa z lat około 1167–1172: na ucztach Słowianie podają wokół czarę i wypowiadają nad nią słowa w imię boga dobrego i złego. Kronikarz dodaje, że złego boga nazywają w swoim języku diabłem albo Czarnobogiem, ponieważ sprawia nieszczęście.
Imienia boga dobrego kronika nie podaje, a Białobóg nie występuje w żadnym źródle średniowiecznym. Białobóg pojawia się dopiero w kompilacjach nowożytnych: około 1530 roku u kronikarza z Pirny, w 1538 w kronice pomorskiej jako „Bialbug" i w 1550 w kosmografii wydanej w Bazylei obok „Zernebucka".
Łużyckie góry Czorneboh i Bieleboh noszą te nazwy dopiero od czasów nowożytnych, kiedy para bogów była już rozpowszechniona w drukowanych kompilacjach, więc toponim nie dowodzi dawnego kultu, tylko mody na niego. Zapis dotyczy gestu przy piciu, nie świątyni, posągu ani kapłana, co odróżnia go od poświadczeń z Arkony, Szczecina czy Radogoszczy.
- Nie wiadomo, czy „czarny bóg" to imię bóstwa, czy zwrot o złym losie, który kronikarz wziął za imię własne.
- Dualizm dobra i zła w tak czystej postaci jest podejrzanie chrześcijański; autor mógł ubrać zasłyszany zwyczaj w ramę, którą znał z własnej teologii.
- Białobóg jest konstrukcją XVI-wieczną, zbudowaną przez symetrię do Czarnoboga, i nie należy do panteonu poświadczonego — mimo że od dwustu lat wraca w popularnych zestawieniach jako pełnoprawny bóg.
Skąd to wiadomoJedno zdanie kroniki misyjnej z XII wieku plus nowożytne kompilacje z lat 1530, 1538 i 1550

Zniszczenie Arkony w 1168 roku
Zapis z tamtych czasówW czerwcu 1168 Duńczycy spalili Arkonę, porąbali posąg i zabrali skarbiec, a Rugia przeszła pod biskupstwo w Roskilde.
Czytaj dalejWyprawę poprowadzili król duński Waldemar I i biskup Roskilde Absalon, a udział w niej wzięli także książęta pomorscy Kazimierz i Bogusław; oblężenie zakończyło się w czerwcu 1168 roku. Gród padł, kiedy spłonęły drewniane wieże i częstokoły na koronie wału, a obrońcy skapitulowali bez rozstrzygającej bitwy.
Posąg obalono, obwiązano powrozami, wywleczono przez bramę do obozu, porąbano na części i spalono, a drewnem palono pod kotłami. Skarbiec świątynny zabrali zwycięzcy, Ranów ochrzczono, nakazano im zwrot chrześcijańskich jeńców i uposażenie kościoła ziemią. Zaraz potem poddała się Karenza z trzema kącinami, które również spalono.
W 1169 roku bulla papieża Aleksandra III podporządkowała Rugię biskupstwu w Roskilde, co domknęło sprawę od strony kościelnej. Flota duńska wylądowała pod Arkoną 19 maja 1168 roku, oblężenie trwało około czterech tygodni, a upadek grodu umieszcza się zwykle 15 czerwca — w dniu świętego Wita; dnia tego nie podaje sama kronika, lecz tradycja i roczniki duńskie; bywa też podawany 12 czerwca. Po klęsce książęta Ranów, Tesław i Jaromar, stali się lennikami Danii; Jaromar I objął rządy samodzielne dopiero około 1170 roku.
- Rok 1168 wobec 1169 pozostaje kwestią rachuby lat, a nie nowego świadectwa: duńskie roczniki liczyły początek roku inaczej niż kronika opisująca wyprawę, więc obie daty odsyłają do tego samego zdarzenia.
- Wszystko, co wiemy o przebiegu szturmu i o tym, co zastano w świątyni, pochodzi wyłącznie od strony zwycięskiej.
- Nie wiadomo, jak długo po 1168 roku utrzymywały się dawne praktyki, bo z drugiej strony nie zachował się żaden głos.
- Przekaz o cudownych zjawiskach przy obaleniu posągu należy do konwencji opowieści o triumfie wiary i nie da się go sprawdzić.
Skąd to wiadomoDuńska kronika dynastyczna, kronika misyjna pisana równolegle do wydarzeń oraz dokument papieski z 1169 roku

Prowe, Siwa i Podaga: bogowie bez posągu
Zapis z tamtych czasówPoza Rugią bóg bywał bez posągu: gaj Prowego pod Starogardem miał bramę, kapłana i poniedziałkowy wiec z sądami.
Czytaj dalejKronika Helmolda z Bozowa wylicza bogów ziem obodryckich i wagryjskich: Prowe w krainie starogardzkiej, Siwę u Połabian, Podagę u mieszkańców Płoni. Prowe nie miał ani posągu, ani budynku — miał gaj dębowy pod Starogardem, ogrodzony płotem z dwiema bramami. Wstęp do gaju mieli tylko kapłan, składający ofiarę oraz człowiek szukający schronienia przed śmiercią, co czyniło z tego miejsca również azyl.
W poniedziałki zbierał się w gaju wiec całej krainy: przychodzili książę, kapłan i lud, a rozstrzygano tam sprawy sądowe — kult i sąd dzieliły jedno miejsce i jeden dzień. Autor kroniki brał udział w wycięciu tego gaju około 1156 roku podczas objazdu z biskupem, co czyni ten opis rzadkim świadectwem z pierwszej ręki.
Ten sam tekst zawiera zdanie o bogu nad bogami w niebie, który zajmuje się wyłącznie sprawami niebieskimi, a pozostali bogowie mają pochodzić z jego krwi i być tym możniejsi, im bliżej niego stoją. Podaga miał w Płoni wizerunek w świątyni; o Siwie, wymienionej jako bogini, kronikarz nie podaje nic poza imieniem i nazwą ludu.
W tej samej wyliczance kronikarz wymienia obok Prowego, Siwy i Podagi także boga ziemi obodryckiej — cała lista to kilka imion bez opisu obrzędu.
- Zdanie o bogu nad bogami może być teologią samego kronikarza, bo nie ma go w żadnej innej relacji o Słowianach zachodnich.
- Imię Prowe bywa czytane także jako Prone i wiązane albo z Perunem, albo z prawem sądzonym w gaju; rozstrzygnięcia brak.
- Siwa i Podaga to imiona bez opisu kultu, a właśnie na takich jednowyrazowych zapisach wyrosły potem nowożytne panteony dorabiające bóstwom biografie.
Skąd to wiadomoKronika misyjna z lat 1167–1172, w części opartej na własnym udziale autora w wyprawie z 1156 roku

Kto to pisał i po co
Zapis z tamtych czasówWszystko, co wiemy, napisali misjonarze, krzyżowcy i biskupi wrogiego obozu — i mimo to da się z tego coś wyciągnąć.
Czytaj dalejNie zachował się ani jeden tekst napisany przez wyznawcę tych bogów; każdy opis wyszedł spod pióra duchownego z obozu, który ten kult zwalczał. List rozesłany z Magdeburga w 1108 roku wzywa rycerstwo do wyprawy i opisuje bóstwo imieniem Pripegala, któremu poganie mieli składać w ofierze głowy chrześcijan — to odezwa werbunkowa, nie opis religii.
Kronika z lat 1012–1018 powstała na dworze biskupim wrogim Lucicom, którzy byli wtedy sojusznikami cesarza w wojnie z Polską, a jej autor otwarcie potępia przymierze z poganami. Żywoty Ottona z Bambergu, spisane do 1146, w 1151 i około 1158–1159 roku, są hagiografiami: im większe obalone bałwochwalstwo, tym większy święty.
Gesta Danorum pisano między rokiem 1200 a 1219 na zamówienie dworu i tego samego biskupa, który osobiście dowodził zniszczeniem Arkony. Imiona bogów bywają w tych tekstach przekładane na rzymskie, jak Mars za Jarowita, co mówi więcej o wykształceniu autora niż o roli bóstwa.
Mimo to teksty bywają zbieżne tam, gdzie autorzy się nie znali: koń i włócznie w Radogoszczy, Szczecinie i Arkonie, danina z łupu w Szczecinie i na Rugii, kapłan silniejszy od księcia u Ranów i u Redarów. Liczba dwudziestu dwóch tysięcy stu pięćdziesięciu sześciu ochrzczonych to suma przypisywana całej misji pomorskiej, a nie jednemu miastu; obok niej podaje się około siedmiu tysięcy ochrzczonych w Pyrzycach w ciągu dwudziestu dni — obie pochodzą z pochwały biskupa, nie z rejestru.
List z 1108 roku wyszedł z otoczenia arcybiskupa magdeburskiego; imienia Pripegala nie udaje się objaśnić na gruncie słowiańskim i wygląda ono raczej na twór autora odezwy niż na zasłyszaną nazwę bóstwa.
- Nie ma sposobu oddzielenia opisu od propagandy innego niż porównanie niezależnych relacji, a takich par jest zaledwie kilka.
- Tam, gdzie źródło jest jedno — Karenza, obrzęd z kołaczem, zasłona na oczach Trzygłowa — krytyka potrafi tylko nazwać ryzyko, nie usunąć go.
- Milczenie kronik o czymś nie dowodzi, że tego nie było: notowano to, co weszło w drogę misji albo wojsku, a nie to, co działo się w domach.
- Opowieść korbejska o tym, że Świętowit wziął się z kultu świętego Wita, wygląda na uzasadnienie roszczeń do Rugii sformułowane w XII wieku i pokazuje, jak źródło potrafi tworzyć fakt religijny na zamówienie polityczne.
Skąd to wiadomoSame teksty źródłowe z lat 1008–1219: listy wzywające do wyprawy, kroniki biskupie, żywoty misjonarzy i kronika dworska

Deski z twarzami z Groß Raden i figurka z Wolina
RekonstrukcjaDeski z twarzami w Groß Raden, dwugłowy dąb z Fischerinsel, cisowa figurka 9,3 cm z Wolina — rzeczy pewne, sens sporny.
Czytaj dalejW Groß Raden w Meklemburgii odsłonięto budowlę o wymiarach około siedmiu na jedenaście metrów, otoczoną podwójną ścianą z pionowych desek zakończonych ludzkimi twarzami, a w jej wnętrzu znaleziono liczne czaszki końskie. Na Fischerinsel na jeziorze Tollense wydobyto w 1969 roku dwie dębowe figury: dwugłową męską o wysokości 178 centymetrów i żeńską o wysokości 157 centymetrów.
W Wolinie, 30 sierpnia 1973 roku, w warstwie datowanej na drugą połowę IX wieku znaleziono cisową figurkę o czterech twarzach i wysokości 9,3 centymetra; zachowała się i jest dziś pokazywana w Wolinie. Na przylądku arkońskim wał i rów powstały w pierwszej połowie IX wieku, a konstrukcję uznaną w 1921 roku za fundament chramu późniejsze badania z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych rozpoznały jako element wału odgradzającego teren święty.
Klif pod Arkoną osuwa się do Bałtyku rok po roku, więc znaczna część powierzchni grodu, w tym prawdopodobne miejsce kąciny, znajduje się już pod wodą i nie zostanie przebadana. Woliński posążek wydobyto na tamtejszym Starym Mieście, z czternastej warstwy szóstego wykopu: leżał wewnątrz domu mieszkalnego, wśród wiórów, mierzwy i gospodarczych odpadków ze smołą. Dzień znaleziska zapisano w wykopaliskowym inwentarzu zabytków z 1973 roku, spisywanym przy samym wykopie, a drukiem rzecz ogłoszono dwa lata później; obiegowe zestawienia przesuwają odkrycie na rok 1974, lecz za tą wersją nie stoi nic poza powtarzaniem.
Osadę w Groß Raden badano w latach 1973–1980; deskową budowlę wiąże się z młodszą fazą osady, a rozpiętość proponowanych datowań sięga od IX do końca X wieku. Dębowe figury z Fischerinsel datuje się rozmaicie — na XI–XII albo na XII–XIII wiek.
- Żaden z tych obiektów nie ma napisu ani innego świadectwa wiążącego go z konkretnym imieniem; nazwa „Świętowit woliński" jest umowna i nadana współcześnie, nie wzięta z dawnego zapisu. Spór idzie zresztą dalej niż samo imię: płaski trzonek wolińskiej figurki bywa zestawiany z kamiennymi osełkami znanymi z północy i wtedy cała rzecz wędruje do kręgu skandynawskiego, a w odpowiedzi pada, że o przynależności rozstrzyga czterotwarzowe zwieńczenie, nie kształt uchwytu.
- Sama identyfikacja budowli w Groß Raden jako świątyni bywa kwestionowana — mógł to być budynek gospodarczy albo zgromadzeniowy przy grodzie. Ten sam zarzut dosięga wolińskiej budowli sąsiadującej z miejscem znaleziska figurki: odkrywcy wzięli ją za kącinę, a dziś bywa czytana jako zwykły dom mieszkalny z końca IX wieku.
- Figurę dwugłową z Fischerinsel podaje się nieraz za Lela i Polela, choć ta para bogów nie istnieje w żadnym źródle i jest wymysłem nowożytnym.
- Czaszki końskie dowodzą zabijania koni, lecz nie rozstrzygają, czy chodziło o ofiarę, o wróżbę, czy o ucztę.
Skąd to wiadomoWykopaliska i datowanie drewna, wykopaliskowy inwentarz zabytków spisany przy wolińskim wykopie w 1973 roku, zbiory muzealne w Wolinie i Meklemburgii, prace na tych stanowiskach prowadzone od 1921 roku

Twarze i imiona dopisane bogom Połabia
RekonstrukcjaPołabie i Pomorze mają w kronikach imiona bogów i opisy posągów — i właśnie dlatego dorabiano tu najchętniej: obcą twarz do znanego imienia, obce imię do wykopanego drewna.
Czytaj dalejZ całej Słowiańszczyzny to właśnie Połabie i Pomorze kronikarze opisali po imieniu, więc i dorabiać dało się tu najłatwiej. Imiona wypisane na podrobionych brązach — Radegast, Świętowit, Czarnobóg — są dokładnie tymi, które stoją w kronikach, a cały zbiór ogłoszono jako wyposażenie świątyni w Radogoszczy, ośrodka opisanego od środka i nigdy nieodnalezionego. Skutek trwa do dziś: gdy popularna książka pokazuje boga Redarów albo Ranów, pokazuje najczęściej rycinę odlewu, a nie posąg z kąciny.
Drugą drogą wchodziły same imiona. Do Czarnoboga dorobiono przez symetrię Białoboga, a Lel i Polel, wyprowadzeni z pieśniowego refrenu, przywarli do dębowej dwugłowej figury z wyspy na jeziorze Tollense, choć drewno nie nosi żadnego napisu i łączy je z tą parą sama liczba głów. Dzisiejsze zestawienia bogów połabskich stawiają więc w jednym szeregu imię ze świadectwa i imię z druku, a rozróżnić je pozwala dopiero karb poświadczenia. Skąd te figurki i te imiona się wzięły, opowiada osobna sekcja o fałszerstwach.
- Granica między fałszerstwem a nieporozumieniem nie jest tu ostra: Radogost wzięty z nazwy grodu i Trzygłów wzięty z liczby głów posągu to pomyłki uczonych, a nie oszustwo — dla listy bogów skutek wychodzi jednak taki sam.
- Nie da się rozdzielić, ile z popularnego wyobrażenia o wnętrzu Radogoszczy pochodzi ze zdania kroniki o posągach w hełmach i z wyrytymi imionami, a ile z rycin ogłoszonych jako sprzęt tej właśnie świątyni.
Skąd to wiadomoZestawienie imion poświadczonych w kronikach XI–XII wieku z imionami i wizerunkami bogów połabskich, które weszły do obiegu dopiero z nowożytnych druków i z podrobionych przedmiotów
Ruś
Bogowie wschodu: sześć posągów i jeden spis
W 980 roku na wzgórzu za dworem w Kijowie stanęło sześć posągów; osiem lat później Peruna wleczono za koniem do Dniepru i odpychano drągami, aż minął porohy. Wołosa, boga bydła, wśród tej szóstki nie było, choć na niego przysięgano w traktatach z Bizancjum. O Mokosz pytano kobiety na spowiedzi jeszcze pięćset lat później.

Sześć posągów Włodzimierza, rok 980
Zapis po chrzcieSześć wyliczonych imion na wzgórzu nad Dnieprem, postawionych w 980 i obalonych w 988 — jedyna taka lista na Rusi.
Czytaj dalejPod rokiem 980 latopis ruski notuje, że Włodzimierz postawił na wzgórzu za dworem w Kijowie posągi sześciu bóstw wymienionych w kolejności: Peruna, Chorsa, Dażboga, Strzyboga, Simargła i Mokoszy. Peruna opisano jako drewnianego, z głową ze srebra i wąsem ze złota, natomiast pozostałej piątce latopis nie przypisał ani wyglądu, ani zakresu władzy, ani jednego zdania opowieści.
Ta sama relacja podaje, że w tym samym 980 roku Dobrynia, wuj księcia, postawił posąg nad Wołchowem w Nowogrodzie — przedsięwzięcie było więc ogólnoruskie, nie kijowskie. Latopis powstał w monasterze Pieczerskim około 1113 roku, sto trzydzieści lat po wydarzeniu, a najstarsze rękopisy z tą listą to kodeks z 1377 roku i kodeks z około 1425 roku, czyli zapis o niemal cztery i pół wieku młodszy od posągów.
Na liście nie ma Welesa, nie ma Swaroga i nie ma Roda, choć wszystkie trzy imiona są na Rusi poświadczone gdzie indziej — spis z 980 roku jest zatem doborem, a nie inwentarzem wierzeń. Kult przy tych posągach trwał osiem lat, bo pod rokiem 988 ten sam latopis opisuje ich rozbiórkę i chrzest Kijowa.
Rękopisy tej listy nie są zresztą zgodne nawet w brzmieniu imion, a najdalej rozchodzą się przy Simargle, którego pierwszą sylabę każdy z nich oddaje inaczej.
Latopis nie mówi, czyj posąg postawił Dobrynia w Nowogrodzie — imię Peruna dokłada w tym miejscu dopiero tradycja nowogrodzka i nazwa wyspy Peryń. Wyliczanie bogów obalanych przez władcę jest w piśmiennictwie chrześcijańskim schematem gatunkowym, więc sam kształt listy — imiona bez jednego zdania treści — może być formą literacką, a nie spisem inwentarzowym.
- Nie wiadomo, czy sześć posągów stało jednocześnie w jednym miejscu, czy latopisarz zebrał w jedno zdanie bóstwa czczone w różnych punktach miasta i w różnym czasie.
- Wykopaliska na Starokijowskiej Górze z lat 1907–1908 odsłoniły obiekt odczytany jako pogańskie miejsce ofiarne, ale nie zostały po nich ani rysunki, ani zdjęcia i identyfikacja do dziś nie została rozstrzygnięta.
- Sam dobór szóstki tłumaczy się trzema sposobami naraz — jako odbicie wielojęzycznego składu drużyny, jako program polityczny i jako konstrukcję literacką mnicha — a żadnego z nich nie da się na tekście sprawdzić.
Skąd to wiadomoruski latopis z początku XII wieku zachowany w kodeksach z 1377 i około 1425 roku; wykopaliska kijowskie z lat 1907–1908

Traktaty z Bizancjum i przysięga na Peruna
Zapis z tamtych czasówTrzy umowy z Cesarstwem — 907, 945 i 971 — pokazują pogański kult Rusi w działaniu, a nie w opisie mnicha.
Czytaj dalejPod rokiem 907 latopis przytacza formułę, w której Ruś przysięga własną bronią oraz Perunem, swoim bogiem, i Wołosem, bogiem bydła. Umowa Igora, datowana na 944 albo 945 rok, dzieli przysięgających na dwie grupy: ochrzczeni składają przysięgę w kijowskiej cerkwi proroka Eliasza, nieochrzczeni na wzgórzu przy posągu Peruna, kładąc przed nim tarcze, obnażone miecze i obręcze.
Wzmianka o cerkwi Eliasza w dokumencie z lat czterdziestych X wieku to najstarszy ślad zorganizowanej gminy chrześcijańskiej w Kijowie, czterdzieści lat przed chrztem państwa; tekst nazywa ją soborową, co bywa czytane jako znak, że nie była w mieście jedyna. Umowa Świętosława z cesarzem Janem Tzimiskesem, zawarta w 971 roku po wojnie nad Dunajem, zamyka się klątwą: łamiący ma być przeklęty przez boga, w którego Ruś wierzy, przez Peruna i przez Wołosa, boga bydła.
Przysięga wiąże bóstwo z konkretną sankcją — utratą ochrony własnej broni i klątwą — i jest jedynym ruskim materiałem pokazującym, do czego bóg był praktycznie używany.
Teksty umów są dokumentami dyplomatycznymi z X wieku, sporządzonymi po grecku i po słowiańsku. Umów rusko-bizantyjskich zachowało się pięć: 907, 911, 944, 971 i 1043; imiona pogańskich bogów padają przy pokoju Olega, w umowie Igora i w klątwie Świętosława, a tekst z 1043 roku jest już w całości chrześcijański.
Osobnej umowy z 907 roku najpewniej nie było: jej opis wygląda na konstrukcję latopisarza skracającą tekst z 911 roku, więc dokumentalne oparcie przysięgi Olega na Peruna i Wołosa daje umowa z 911, a nie opowieść pod 907. Umowa Igora wymienia samego Peruna, bez Wołosa; Wołos stoi obok Peruna w przysiędze Olega i w klątwie z 971 roku.
Greckie oryginały nie zachowały się w ogóle — znamy wyłącznie słowiański przekład wpisany do latopisu w XII wieku, a informacja o dwóch egzemplarzach pochodzi z samego tekstu umowy, nie z niezależnego świadectwa.
- Trzy teksty, w których padają imiona bogów, nie są jednakowo pewne — najmocniej stoi klątwa z 971 roku, najsłabiej opowieść pod 907.
- Rozpowszechnione zdanie, że drużyna przysięgała na Peruna, a kupcy na Wołosa, nie stoi w żadnym z tych tekstów — to domysł dobudowany później do wygodnego podziału ról.
- Nie wiadomo, czy imię Wołos w formule oznacza to samo bóstwo co Weles z zabytków późniejszych, czy tylko brzmi podobnie.
Skąd to wiadomoteksty umów rusko-bizantyjskich wpisane do latopisu ruskiego

Perun
Zapis z tamtych czasówJedyne bóstwo Rusi, którego imię stoi w dokumencie dyplomatycznym z X wieku, i jedyne z opisanym wyglądem posągu.
Czytaj dalejPosąg z 980 roku miał srebrną głowę i złoty wąs, a jest to jedyny opis wyglądu jakiegokolwiek ruskiego wizerunku bóstwa w całym latopisie. Pod rokiem 983, po wyprawie na Jaćwież, starszyzna kijowska rzuciła los na chłopca i dziewczynę; padł na syna Warega chrześcijanina, ojciec odmówił wydania dziecka i obaj zginęli — to jedyna ruska relacja o ofierze z człowieka złożonej temu kultowi.
W 988 roku posąg przywiązano do końskiego ogona i wleczono drogą zwaną Boryczowym Zwozem do rzeki, dwunastu ludzi biło go po drodze kijami, po czym zepchnięto go w nurt Dniepru i odpychano drągami, aż minął porohy. Miejsce, w którym wiatr wyrzucił kłodę na brzeg, otrzymało nazwę Perunowej mielizny — nazwa terenowa utrwalona przez samo wydarzenie i zapisana przez latopisarza.
Rdzeń imienia trwa w toponimii od Perynia pod Nowogrodem po nazwy południowosłowiańskie, a w polskim piorunie siedzi ten sam wyraz co w imieniu bóstwa. Imię Peruna stoi w formułach przysięgi przy pokoju Olega (opowieść pod 907, dokumentalnie umowa z 911), w umowie Igora z 944 i w klątwie Świętosława z 971 roku, co czyni go jedynym bóstwem Rusi poświadczonym wtedy, gdy jego kult jeszcze działał.
Z rzek wydobyto dwa dęby: w 1909 roku pień z Desny, osiem kilometrów od jej ujścia, z czterema szczękami młodych dzików wbitymi w kwadrat, a w 1975 roku pień z Dniepru poniżej ujścia Desny, z dziewięcioma szczękami w kwadracie o boku trzydziestu czterech centymetrów, z opalonym spodem i datowaniem radiowęglowym na około połowę VIII wieku.
Relacja o losowaniu z 983 roku nie wymienia żadnego imienia bóstwa — mówi o bożkach w liczbie mnogiej, więc przypisanie tej ofiary właśnie Perunowi jest domysłem. Jedyny opis obrzędu Rusi spisany współcześnie i przez obcego — dziesiątowieczne dzieło cesarskie o zarządzaniu państwem — mówi o ofiarach składanych przy ogromnym dębie na wyspie za porohami, ale nie podaje imienia żadnego boga.
Sam latopisarz objaśnia bicie posągu kijami: robiono to nie dlatego, że drewno czuje, lecz na pohańbienie demona — to zdanie zdradza, że mamy kazanie, nie protokół zdarzenia.
- Nie wiadomo, czy Perun był bogiem naczelnym całej Słowiańszczyzny, czy bogiem drużyny książęcej wyniesionym przez Włodzimierza ponad innych na osiem lat.
- Przypisanie dębów z kłami dzika akurat Perunowi jest wnioskiem z porównania obrzędowego, nie odczytaniem podpisu — drewno nie niesie żadnego imienia.
- Opis obalenia posągu jest utworem mnicha i powtarza schemat znany z chrześcijańskich relacji o niszczeniu bożków, więc szczegóły mogą być konwencją gatunku, a nie protokołem zdarzenia.
Skąd to wiadomoumowy rusko-bizantyjskie, latopis ruski, znaleziska rzeczne z Dniepru i Desny, nazwy terenowe

Weles–Wołos, bóg bydła spoza listy z 980 roku
Zapis z tamtych czasówBóg, którego nie postawiono na wzgórzu w 980, a mimo to przysięgano na niego w umowach z 907 i 971 roku.
Czytaj dalejFormuły z 907 i 971 roku nazywają go Wołosem i dodają określenie „bóg bydła" — to jedyne ruskie źródło, które przypisuje jakiemukolwiek bóstwu zakres działania wprost, a nie przez domysł. Wśród sześciu posągów z 980 roku Wołosa nie ma, choć Włodzimierz stawiał je dziewięć lat po umowie Świętosława, w której jego imię padło zaraz obok Peruna.
Bydło było na Rusi X wieku miarą majątku i przedmiotem danin, więc bóg bydła jest zarazem bogiem mienia i tego, co przysięgą się zabezpiecza — stąd dobór patronów umowy. Dwunastowieczny utwór o wyprawie Igora nazywa pieśniarza Bojana wnukiem Welesa, wiążąc to imię z poezją i wieszczeniem, a nie z oborą.
Żywot Abrahama z Rostowa opowiada o kamiennym bożku Welesa w czudzkim końcu Rostowa, rozbitym laską otrzymaną w widzeniu. W Nowogrodzie ten sam rdzeń nosi ulica Wołosowa, przy której stanęła cerkiew świętego Własa.
W ruskich kazaniach przeciw pogaństwu Wołosa nie ma: wyliczają one Peruna, Chorsa, Mokosz, wiły, rodzanice i upiory, a imię Welesa pojawia się poza nimi — w dwunastowiecznym apokryfie o wędrówce Bogurodzicy po mękach, obok Trojana, Chorsa i Peruna. Późniejszy żywot Włodzimierza dopisuje to, czego nie ma w latopisie: każe wrzucić do Poczajny także posąg Wołosa, zwanego bogiem bydła — to ślad porządkowania przekazu przez późniejszych pisarzy, nie świadectwo z X wieku.
Formuła z Wołosem pod 907 rokiem pochodzi z opowieści latopisu, a dokumentalnie stoi za nią umowa z 911 roku. Żywot Abrahama z Rostowa znamy w redakcjach piętnastowiecznych, a wydarzenia, które opisuje, tradycja umieszcza kilka stuleci wcześniej.
- Nie rozstrzygnięto, czy Wołos z umów i Weles z zabytków późniejszych to jedno imię w dwóch postaciach głosowych, czy dwa zbiegające się brzmienia o różnym rodowodzie.
- Obraz Welesa jako przeciwnika Peruna, boga dołu naprzeciw boga góry, opiera się na porównaniach z innymi tradycjami i nie ma oparcia w żadnym ruskim tekście.
- Kamienny bożek z Rostowa znany jest wyłącznie z żywota świętego, czyli z gatunku, w którym obalenie bożka jest obowiązkowym epizodem, więc jego istnienie nie jest pewne.
Skąd to wiadomoumowy rusko-bizantyjskie, ruskie kazania przeciw pogaństwu, żywot świętego, nazwy ulic i wezwania cerkwi w Nowogrodzie

Chors
Zapis po chrzcieImię z listy 980 roku o irańskim rdzeniu, którego żaden ruski tekst nie objaśnił ani jednym słowem funkcji.
Czytaj dalejChors stoi w latopisie zaraz po Perunie, przed Dażbogiem, i nie towarzyszy mu ani jedno słowo o tym, czym zawiadywał. Dwunastowieczny utwór o wyprawie Igora mówi o księciu Wsiesławie, że przed pianiem kogutów przebiegał drogę wielkiego Chorsa — obraz nocnej wędrówki przecinającej trasę słońca.
Najczęściej wywodzi się je od irańskiego określenia słońca, tego samego, które w nowoperskim brzmi chorszid.
Zaproponowano też wywody rodzime, między innymi od rdzenia oznaczającego coś chudego i malejącego, co pasowałoby do ubywającego księżyca, ale żaden nie zyskał przewagi. Popularne wiązanie Chorsa z chorowodem, czyli tanecznym kołem, jest etymologią ludową z XIX wieku i nie utrzymuje się w analizie.
Imię wraca w kazaniach i apokryfach, ale rozpiętość czasowa jest większa: wędrówka Bogurodzicy po mękach to przekaz dwunastowieczny, a rozmowa trzech świętych z imieniem Chorsa znana jest z odpisów szesnastowiecznych; zawsze w wyliczeniu zakazanych bogów, nigdy w opowieści.
W rozmowie trzech świętych Perun nazwany jest greckim starcem, a Chors Żydem — te późne wyliczenia są literacką zbieraniną przepisywaczy, nie zapisem żywego kultu. Brak spójnika między Chorsem a Dażbogiem jest w kodeksie z 1377 roku; kodeks z około 1425 roku spójnik ma, więc pomysł jednego dwuczłonowego bóstwa wisi na jednym rękopisie.
Zarzut głosowy wobec wywodu irańskiego brzmi ściśle: perskiemu š odpowiadałoby słowiańskie š, więc oczekiwalibyśmy postaci przez sz, a nie przez s, i nie ma czym objaśnić jeru w zakończeniu.
- Nie wiadomo, czy Chors był słońcem, czy księżycem; oba odczytania wiszą na jednym zdaniu poematu, którego sens jest sporny.
- Nie ma zgody, czy imię przyszło z prehistorycznych kontaktów stepowych, czy dopiero w X wieku wraz z ludźmi Wschodu obecnymi w Kijowie.
- Część rękopisów zapisuje Chorsa i Dażboga bez spójnika, co bywa czytane jako jedno dwuczłonowe imię jednego bóstwa, a nie dwa oddzielne.
Skąd to wiadomolatopis ruski, dwunastowieczny poemat, ruskie kazania i apokryfy; analiza językowa imienia

Dażbog i wtręt z 1114 roku
Zapis po chrzcieJedyne ruskie zdanie wiążące to bóstwo z ojcem i ze słońcem to glosa w przekładzie bizantyjskiej kroniki.
Czytaj dalejDażbog jest w spisie z 980 roku trzeci i, jak cała piątka poza Perunem, pozostaje bez jednego słowa objaśnienia. Pod rokiem 1114 dwa rękopisy latopisu — kodeks z około 1425 roku i spokrewniony z nim odpis — wpisują fragment przekładu kroniki bizantyjskiego dziejopisa z VI wieku, w której bogowie greccy występują jako dawni królowie Egiptu.
W tym fragmencie Hefajstos otrzymuje glosę Swaróg, a jego syn Helios glosę Dażbog; z tego jednego miejsca, i tylko z niego, bierze się całe ruskie ojcostwo Swaroga nad Dażbogiem. Przekład owej kroniki powstał w Bułgarii, więc glosa niekoniecznie świadczy o wierzeniach ruskich, a raczej o tym, jakich imion użył południowosłowiański tłumacz szukający odpowiedników.
Poemat o wyprawie Igora dwukrotnie nazywa Ruś wnukiem Dażboga, czyniąc z bóstwa przodka wspólnoty, a nie tylko siłę przyrody. Drugi człon imienia, bog, znaczy w słowiańskim zarazem bóstwo i przydział, dolę, a pierwszy odpowiada czasownikowi dawać, więc całość czyta się jako dawcę działu.
Swaroga nie ma ani na liście z 980 roku, ani w żadnej formule przysięgi — cały ruski materiał o nim to owa glosa oraz wzmianki o ogniu nazywanym jego synem. Sam rdzeń imienia bywa zestawiany ze słowami o znaczeniu żaru i jasności, proponowano jednak i inne wywody, żadnego nie rozstrzygnięto, a i stary rdzeń nie dowodzi jeszcze, że komukolwiek składano pod tym imieniem ofiarę.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy Swaróg był na Rusi czczony, czy tylko znany tłumaczom jako gotowy odpowiednik greckiego boga kowalskiego.
- Serbskie podania o Dabogu, panu podziemi i srebra, zapisano dopiero w XIX wieku i nie wiadomo, czy to ten sam rdzeń, czy zbieg brzmień.
- Jeżeli człon bog jest zapożyczeniem irańskim, imię Dażbog byłoby hybrydą rodzimego czasownika i obcego rzeczownika, co czyni takie złożenie mało prawdopodobnym.
Skąd to wiadomolatopis ruski, przekład kroniki bizantyjskiej wpisany pod 1114 rokiem, dwunastowieczny poemat

Strzybog
Zapis po chrzcieCzwarte imię z listy: jedna metafora o wiatrach w poemacie z XII wieku i garść nazw miejscowych na Rusi i w Polsce.
Czytaj dalejW spisie z 980 roku Strzybog stoi po Dażbogu i, jak wszyscy poza Perunem, bez żadnego objaśnienia. Poemat o wyprawie Igora nazywa wiatry wnukami Strzyboga, gdy opisuje, jak wieją od morza strzałami na wojsko — to jedyne zdanie w całym ruskim piśmiennictwie, które przypisuje mu jakąkolwiek domenę.
Imię niesie ten sam człon bog co Dażbog, czyli człon znaczący zarazem bóstwo i dolę, co wskazuje raczej na parę pojęć niż na parę spokrewnionych postaci. Pierwszy człon objaśnia się dwojako: od czasownika o znaczeniu rozpościerać i rozsiewać albo jako zapożyczenie irańskiego wyrażenia o pięknym bogu.
Wystąpienie tego samego rdzenia po obu stronach Słowiańszczyzny jest jedynym argumentem za tym, że nie było to bóstwo wprowadzone doraźnie do Kijowa w 980 roku. Poza listą, jednym zdaniem poematu i nazwami miejscowymi nie zachowało się o nim nic: ani obrzęd, ani zakaz w kazaniu, ani wyobrażenie plastyczne.
Rdzeń wraca w nazwach terenowych, ale w zapisach późnych: posiadłości ziemi nowogrodzkiej z tym rdzeniem notują księgi katastralne XV–XVI wieku, a wieś Strzyboga pod Skierniewicami znana jest z dokumentów późnośredniowiecznych — żaden z tych zapisów nie jest współczesny listy z 980 roku.
- Wiatry jako wnuki Strzyboga mogą być figurą poetycką autora poematu, a nie zapisem żywego wierzenia.
- Irański wywód pierwszego członu jest sporny i stoi albo upada razem z całą hipotezą o warstwie irańskiej.
- Nazwy miejscowe z tym rdzeniem bywają wyprowadzane od imienia osobowego, nie od bóstwa, i rozstrzygnięcia w tej sprawie nie ma.
Skąd to wiadomolatopis ruski, dwunastowieczny poemat, nazwy terenowe Rusi i Polski

Simargł, czyli Sim i Rgł
Zapis po chrzcieImię zapisane w kodeksach na trzy sposoby, a w dwunastowiecznym kazaniu rozbite na dwóch osobnych bogów.
Czytaj dalejDwunastowieczne kazanie przeciw pogaństwu wylicza nie jedno bóstwo, lecz dwa — Sima i Rgła — co znaczy, że już wtedy imię było przepisującym nieznane i rozpadało się w ich rękach. Panujący wywód prowadzi je od irańskiego Simurga, a zaproponowano go w 1933 roku wraz z odczytaniem tej istoty jako skrzydlatego stworzenia z psim pyskiem, opiekuna roślin.
Na ruskich bransoletach z XII wieku widnieją skrzydlate psy z kłami i pazurami, w których widziano wizerunki Simargła, ale ten sam motyw występuje w zachodnioeuropejskiej sztuce romańskiej, więc dowodem nie jest. Poza listą z 980 roku i wyliczeniami w kazaniach nie ma o tej postaci ani zdania treści: żadnej funkcji, żadnego obrzędu, żadnego święta.
Simargł jest jedynym imieniem z szóstki, przy którym nie wiadomo nawet, ilu bogów dotyczy. Postaci rękopiśmienne różnią się samogłoską pierwszej sylaby: kodeks z 1377 roku ma Si-, kodeks z około 1425 roku Sě-, radziwiłłowski Se-, latopis nowogrodzki pierwszy zapis rozsypany jeszcze mocniej, a jeden z późnych latopisów rozcina imię na dwa człony.
Zarzut wobec wywodu irańskiego trzeba postawić ostrożniej: ptak Saēna i średnioperski Senmurw, starsze postaci tego samego Simurga, siedzą w swoich źródłach na drzewie wszystkich nasion, więc związek z roślinami istnieje; sporne jest, czy wolno z tego zrobić „opiekuna zasiewów", i skąd miałoby się wziąć końcowe ‑ł ruskiej postaci.
Bywa i wywód zupełnie inny: „Sim i Rgł" z kazania zestawia się z parą bożków wymienionych w słowiańskim przekładzie Czwartej Księgi Królewskiej, co znaczyłoby, że kaznodzieja nie rozłamał ruskiego imienia, lecz podstawił w jego miejsce imiona biblijne.
- Nie wiadomo, czy w 980 roku postawiono jeden posąg, czy dwa — rozbicie imienia w kazaniu dopuszcza obie możliwości.
- Nie ma zgody, czy imię przyszło ze stepowego sąsiedztwa w odległej przeszłości, czy wraz z ludźmi z kręgu irańskiego obecnymi w X-wiecznym Kijowie.
- Odczytanie skrzydlatych psów ze srebrnych bransolet jako Simargła jest interpretacją ikonograficzną bez żadnego podpisu przy wizerunku.
Skąd to wiadomotrzy kodeksy latopisu, dwunastowieczne kazanie przeciw pogaństwu, ruskie wyroby złotnicze XII wieku

Mokosz
Zapis po chrzcieJedyna kobieta w spisie z 980 roku i jedyne z tych imion, o które pytano kobiety na spowiedzi jeszcze w XVI wieku.
Czytaj dalejMokosz zamyka spis z 980 roku i jest w nim jedynym imieniem rodzaju żeńskiego. Ruskie kazania przeciw pogaństwu z XI–XIV wieku wymieniają ją wielokrotnie, zwykle obok wił i obok modłów do ognia w suszarniach zboża, a więc w kontekście domowym i kobiecym. Na ruskiej Północy zapisano w XIX wieku wierzenie w istotę domową zwaną Mokuszą albo Mokyszą: wysoką, z wielką głową i długimi ramionami, strzygącą nocą owce i przędącą len.
Z przędzeniem wiąże ją zakaz pracy w piątek, przeniesiony później na świętą Paraskiewę Piatnicę, a sam rdzeń imienia zestawia się albo z mokrością, albo z przędzeniem.
Żaden ruski tekst nie nazywa jej boginią ziemi ani matką ziemią — te określenia dopisano znacznie później, na podstawie porównań z innymi tradycjami. Pytanie, czy kobieta nie chodziła do Mokuszy, stoi w szesnastowiecznym poradniku spowiednika i jest najdłużej utrzymującym się śladem którejkolwiek postaci z listy Włodzimierza — pół tysiąca lat po obaleniu posągów.
Przy tym samym zapisie podnosi się zastrzeżenie, że „Mokusza" mogła już wtedy znaczyć wiedźmę albo znachorkę, a nie boginię. Nazwy terenowe z tym rdzeniem znane są daleko poza Rusią — czeski Mokošín notowany od XI wieku, chorwacka Mokošica, polski Mokoszyn, a na ziemiach połabsko-łużyckich zapis z 1091 roku — i ta rozpiętość przemawia za dawnością imienia. Wywód imienia od przędzenia opiera się na zestawieniu z litewskim czasownikiem o znaczeniu „pleść", a nie na żadnym zapisie ruskim.
- Nie wiadomo, czy północna Mokusza z zapisów XIX wieku jest zdegradowaną boginią, czy odrębną postacią, do której przylgnęło podobne brzmienie.
- Utożsamienie Mokoszy z Paraskiewą Piatnicą opiera się na zbieżności zakazów i dni tygodnia, nie na żadnym tekście, który by je łączył.
- Wywód imienia od źródła fińskiego bywa podnoszony i nie został rozstrzygnięty.
Skąd to wiadomolatopis ruski, ruskie kazania i pouczenia spowiednicze, zapisy etnograficzne z ruskiej Północy

Chors, Simargł i słowo bóg ze stepu
RekonstrukcjaDwa imiona z sześciu nie mają słowiańskiej etymologii, a i sam rzeczownik bóg bywa wywodzony ze stepowego wschodu.
Czytaj dalejChors i Simargł to jedyne dwa imiona z listy 980 roku, które nie dają się objaśnić po słowiańsku i dla których wskazuje się źródło irańskie. Chorsa wywodzi się od irańskiego określenia słońca, znanego w postaci średnioperskiej chwarszed i nowoperskiej chorszid, sięgającego awestyjskiego wyrażenia o promieniejącym słońcu.
Simargła wywodzi się od Simurga, czyli od średnioperskiego Senmurwa i awestyjskiego ptaka Saena, a bierze się pod uwagę także pośrednictwo scytyjsko-sarmackie. Słowiański rzeczownik bog, tkwiący w imionach Dażboga i Strzyboga, zestawia się z irańskim baga, które znaczy zarazem boga i przydział, dolę; gdyby wywód był trafny, zapożyczono nie imię, lecz samo pojęcie bóstwa jako rozdzielającego.
Kontakt, który miałby to umożliwić, to wielowiekowe sąsiedztwo Słowian ze Scytami, Sarmatami i Alanami na stepie pontyjskim przed ekspansją słowiańską. Drugi możliwy kanał jest znacznie późniejszy i znacznie lepiej udokumentowany: w X-wiecznym Kijowie i w drużynie książęcej byli ludzie z kręgu alańskiego i chazarskiego, a państwo Włodzimierza stykało się z nimi na co dzień.
Przeciw irańskiemu wywodowi obu imion wysuwa się szczegółowe zarzuty głosowe — krótkiej samogłoski w Chorsie nie tłumaczy irańskie nagłosowe hwa-, a końcowe ‑ł w Simargle nie wynika regularnie z żadnej postaci irańskiej.
- Nie istnieje żadne świadectwo mówiące wprost o przejęciu bóstwa od sąsiadów; cała warstwa irańska jest wnioskiem z brzmienia imion i niczym więcej.
- Zapożyczenie rzeczownika bog jest kwestionowane, bo równie dobrze może to być wyraz rodzimy o tym samym praindoeuropejskim rodowodzie, bez pośrednictwa irańskiego.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy te dwa bóstwa czcił ogół ludności, czy tylko obcojęzyczna część drużyny, którą Włodzimierz chciał związać z Kijowem, wpisując jej bogów na wspólną listę.
Skąd to wiadomoanaliza porównawcza imion i historia kontaktów stepowych; skład ludności i drużyny X-wiecznego Kijowa

Co przejęli święci
FolklorGrzmot przeszedł na Eliasza, bydło na Własa, piątek i przędza na Paraskiewę — dowodem jest zbieżność funkcji, nie tekst.
Czytaj dalejProrok Eliasz, jeżdżący po niebie ognistym wozem, przejął grzmot; jego kijowska cerkiew stała w mieście jeszcze przed chrztem państwa. Święty Włas, patron bydła, stanął tam, gdzie stał Wołos: w Nowogrodzie jego cerkiew wznosi się przy ulicy Wołosowej, a drewnianą odnotowano pod 1184 rokiem, murowaną zaś wzniesiono w 1407 roku.
Paraskiewa Piatnica przejęła piątek, zakaz przędzenia i opiekę nad kobiecą robotą, a jej murowaną cerkiew postawili kupcy na nowogrodzkim Targu w 1207 roku. Nazwy terenowe trzymają imiona mocniej niż teksty, a rdzeń Peruna idzie przez pół Słowiańszczyzny: Peryń pod Nowogrodem, Perunowa mielizna nad Dnieprem, Pieruny w Nowogrodzkiem, Pierunino i Pierunowo w Twerskiem, Pierunow pod Połockiem, Perúnov hrb na Słowacji, Perunowa Góra pod Żółkwią, a w Polsce Piorunów, Piorunówek i Piorunka; do tego Wołosowo i Strzyboga.
W XIX wieku zapisywano w Rosji zwyczaj zostawiania na ścierniu garści niezżętych kłosów zwanej brodą — w części zapisów brodą Wołosa, w części brodą Eliasza albo świętego Mikołaja, co pokazuje samą podmianę w działaniu. Kazania z XI–XIV wieku potępiają nie posągi, lecz modlitwy do ognia w suszarni, uczty dla rodzanic i ofiary dla wił — kult publiczny upadł wraz z posągami w 988 roku, domowy trwał stulecia.
Sam model „dwuwiary", w którym pod chrześcijańską warstwą trwa nietknięte pogaństwo, jest konstrukcją nowożytną; średniowieczny kaznodzieja piętnował nie przetrwałą religię, lecz obrzędy, które sam nazywał po pogańsku.
- Przejęcie cech przez świętych jest wnioskiem z podobieństwa funkcji; żadne średniowieczne źródło nie mówi wprost, że Eliasz zajął miejsce Peruna.
- Zbieżność Włas–Wołos może być zbieżnością brzmień wzmocnioną tym, że ten święty i tak był w Bizancjum patronem zwierząt, niezależnie od Rusi.
- Zwyczaje zapisane w XIX wieku dzieli od pogaństwa dziewięćset lat chrześcijaństwa i nie da się ustalić, co w nich jest ciągłością, a co dorobkiem późniejszych stuleci.
Skąd to wiadomolatopis i umowy, wezwania oraz daty budowy cerkwi nowogrodzkich, ruskie kazania, zapisy etnograficzne XIX wieku

Peryń — krąg z ośmioma płatkami nad Wołchowem
RekonstrukcjaKrąg o średnicy dwudziestu jeden metrów z ośmioma płatkami, odsłonięty w latach 1951–1952 i do dziś sporny.
Czytaj dalejLatopis notuje pod 980 rokiem, że Dobrynia postawił posąg nad Wołchowem i że nowogrodzianie składali mu ofiary jak bogu; przy chrzcie miasta, około 989–990 roku, posąg strącono do rzeki. Miejsce nosi nazwę Peryń — imię bóstwa zachowane w nazwie wyspy u źródła Wołchowa, kilka kilometrów na południe od Nowogrodu.
W każdym rozszerzeniu znaleziono skupiska węgla drzewnego po ogniach, a pośrodku platformy jamę po słupie z resztkami spróchniałego drewna. Interpretacja tego układu jako świątyni Peruna nigdy nie została uzgodniona: te same rowy bywają czytane jako ślad kurhanu, czyli obiektu grobowego, a nie kultowego.
Sławne zdanie, że Putiata chrzcił Nowogród mieczem, a Dobrynia ogniem, nie pochodzi z żadnego zachowanego latopisu, lecz z tak zwanego latopisu Joachimowego, znanego wyłącznie z osiemnastowiecznego omówienia historyka, który twierdził, że dostał rękopis w 1748 roku; rękopisu nigdy nie odnaleziono.
Na Rusi nie znaleziono dotąd budynku świątynnego porównywalnego z połabskimi, a same źródła ruskie świątyń nie opisują — mówią o posągach stojących pod gołym niebem. Kopano tam w 1933 i 1948 roku, a rozstrzygające badania prowadzono w latach 1951–1953: odsłonięto okrągłą platformę o średnicy dwudziestu jeden metrów, otoczoną rowem głębokim na około metr, z ośmioma łukowatymi wypustkami układającymi się w ośmiopłatkową rozetę.
Ustawienie płatków ku stronom świata pochodzi z rekonstrukcji rysunkowej, a nie z pomiaru wykonanego na stanowisku. W rowie znajdowano obok węgli także ceramikę i osełkę, a na tym samym cyplu działał później monastyr — warstwa nie jest czysta i to osłabia każde odczytanie obiektu.
- Identyfikacja kręgu jako sanktuarium opiera się na nazwie miejsca i na zbieżności z zapisem latopisu, nie na znalezisku, które by ją potwierdzało.
- Nie znaleziono posągu ani jego fragmentu — jest jama i spróchniałe drewno, nie wizerunek.
- Nie pomaga tu kijowskie stanowisko z lat 1907–1908, w którym widziano miejsce ofiarne Włodzimierza — i tam sprawy nie da się zamknąć.
Skąd to wiadomolatopisy nowogrodzkie, wykopaliska na Peryniu i w Kijowie, nazwa terenowa wyspy

Bóstwa dopisane po fakcie
RekonstrukcjaLel, Polel, Łado, Kupało i Zimcerla pochodzą z kronik i słowników z lat 1455–1804, nie z pogańskiej Rusi.
Czytaj dalejLatopis gustyński, znany z rękopisu z 1670 roku, dołożył do autentycznych Peruna i Wołosa postaci Pochwista, Łada, Kupała i Kolady, objaśniając Kupała jako boga obfitości na wzór Cerery. Kijowski Synopsis z 1674 roku powtórzył Łada jako boga małżeństwa, któremu ofiary składali wybierający się do ślubu, i w tej postaci imię weszło do całego późniejszego piśmiennictwa.
Łado, Kupało i Kolada nie mają żadnego poświadczenia we wcześniejszych źródłach wschodniosłowiańskich: to refreny pieśni i nazwy obrzędów wzięte przez kompilatorów za imiona osób. Moskiewska Abewega z 1786 roku, słownik dawnych wierzeń ruskich, oraz wydana w 1804 roku rozprawa o dawnej religii Słowian rozbudowały ten zestaw o Znicza, Zimcerlę i dalsze postaci, których nie ma w żadnym średniowiecznym zapisie.
Rod i rodzanice to przypadek odwrotny — występują w autentycznych ruskich kazaniach z XI–XIV wieku, gdzie potępia się urządzane dla nich uczty z chlebem, serem i miodem, ale wyniesienie Roda do rangi boga naczelnego jest domysłem XX-wiecznym, nie treścią tych kazań.
Roczniki Jana Długosza, pisane od 1455 roku, jako pierwsze zestawiły polski panteon z rzymskim: Jesza jako Jowisz, Łada jako Mars, Dziewanna jako Diana, Marzanna jako Ceres. Lela i Polela u Długosza nie ma — dołożyła ich kronika z 1519 roku, biorąc refren pieśni za parę imion.
Marzanna i Dziewanna jako boginie pochodzą z tych samych piętnastowiecznych Roczników, nie z romantyzmu; w starszych zapisach marzanna jest obrzędową kukłą, a dziewanna nazwą rośliny. Cały ten materiał dotyczy Polski, nie Rusi — na ruski grunt te imiona wchodzą dopiero przez siedemnastowieczne kompilacje kijowskie.
Do panteonu Rusi dopisuje się też postaci wzięte skądinąd: Jaryło znany jest z zapisów obrzędowych XVIII–XIX wieku, Świętowit był bóstwem połabskim z Rugii, Czarnobóg pochodzi z dwunastowiecznej kroniki niemieckiej o Słowianach połabskich, a Białobóg jest nowożytnym dorobieniem pary do niego.
- Część imion z tej grupy mogła istnieć jako nazwy postaci obrzędowych albo duchów, choć nie jako bóstwa; nie da się tego ani wykazać, ani wykluczyć.
- Nie zawsze wiadomo, czy kompilator zmyślał świadomie, czy porządkował posiadany materiał według rzymskiego wzorca, który sam narzucał mu postacie.
- Przy Ładzie trwa spór, czy w ogóle istniał rdzeń o znaczeniu zgody i ładu, na którym dałoby się postawić jakąkolwiek postać.
Skąd to wiadomokroniki z XV–XVII wieku, nowożytne słowniki i rozprawy mitologiczne, ruskie kazania przeciw pogaństwu

Co podróbki dopisały bogom Rusi
RekonstrukcjaPięć imion bez jednego zdania treści to luka, którą dorobiony materiał wypełnił obrazem i opowieścią — i stąd pochodzi dzisiejszy popularny panteon Rusi.
Czytaj dalejRuski panteon zachował się jako sześć imion, przy których stoi jeden opis wyglądu i ani jedno zdanie o tym, czym zawiadywała pozostała piątka. Popularny obraz tych bogów jest tymczasem gęsty i uporządkowany: Weles ma własną księgę i miejsce w systemie pięter świata, Simargł ma ustaloną podobiznę, a każdemu imieniu przypisano żywioł i zakres władzy. Nic z tego nie stoi ani w latopisie, ani w umowach z Bizancjum, a cały ten dostatek szczegółu przyszedł do panteonu Rusi z zewnątrz.
Dorobiony materiał wszedł dokładnie tam, gdzie źródła milczą, bo tylko tam nie miał z czym się zderzyć. Ryciny brązowych posążków z Meklemburgii krążą jako podobizny Peruna i Welesa, a czterolicowy kamień ze Zbrucza czyta się jako grupowy portret szóstki z 980 roku i rozdaje jego postaciom imiona z latopisu, choć sam nie niesie żadnego podpisu. Skąd te przedmioty się wzięły i kto je zrobił, mówi osobna sekcja o podróbkach.
- Datacja kamienia ze Zbrucza pozostaje otwarta, a proponowane dla niego czasy powstania rozchodzą się od IX–X wieku, przez stulecie już po chrzcie Rusi, aż po pierwszą połowę XIX wieku; dopóki sprawa stoi otworem, nie wolno z tych czterech twarzy wnosić niczego o wierzeniach wschodniosłowiańskich.
- Połowa tego, co wiadomo o Chorsie, Dażbogu, Strzybogu i Welesie, pochodzi z jednego dwunastowiecznego poematu, którego autentyczność bywała podważana; dziś czyta się go jako zabytek z końca XII wieku, ale rękopis spłonął w 1812 roku i samego przedmiotu sprawdzić się już nie da.
Skąd to wiadomolatopis ruski i umowy z Bizancjum jako miara tego, co naprawdę zapisano; nowożytne ryciny i wydania popularne; dyskusja nad datowaniem kamienia ze Zbrucza
Bałkany
Bogowie południa: jedno zdanie z szóstego wieku
Około 551 roku Prokopiusz zapisał, że Sklawenowie czczą jednego boga, twórcę błyskawicy, i składają mu w ofierze bydło. Imienia nie podał — i po nim nie podał go już nikt. Chrzest przyszedł tu dwieście lat przed połabskim, więc zamiast opisu świątyń zostały trzy szczyty pod Splitem, rydwan świętego Eliasza i dodole: dziecko okryte zielenią, polewane wodą o deszcz.

Prokopiusz: jeden bóg i ofiary z bydła
Zapis z tamtych czasówJedyne świadectwo z czasów, gdy rzecz żyła: bóg błyskawicy, ofiary z bydła, kult rzek i nimf – i ani jednego imienia.
Czytaj dalejOpis powstał około 550-551 roku w bizantyjskiej historii wojen Prokopiusza z Cezarei, w księdze siódmej, rozdziale czternastym, poświęconym Sklawenom i Antom. Prokopiusz podaje, że uznają jednego boga, twórcę błyskawicy, za pana wszystkiego i składają mu w ofierze bydło oraz inne zwierzęta.
Tego boga nie nazywa po imieniu: imię Perun nie pada w tym miejscu ani razu, choć od dwustu lat bywa tam dopisywane. Wedle tej samej relacji Sklawenowie nie uznają przeznaczenia i nie przypisują mu władzy nad ludźmi, ale w chorobie albo przed bitwą ślubują bogu ofiarę i po ocaleniu ją wypełniają.
Ten sam rozdział wymienia kult rzek, nimf i innych duchów, którym również składa się ofiary i przy których wróży się z przebiegu ofiary. Rzecz dotyczy ludów atakujących cesarstwo znad dolnego Dunaju od lat trzydziestych VI wieku, a nie ludności już osiadłej w głębi Bałkanów.
Prokopiusz zaznacza, że Sklawenowie i Antowie mówią jednym językiem i dawniej nosili wspólną nazwę, więc jego opis jest świadectwem o całej wczesnej Słowiańszczyźnie, nie wyłącznie o południu. Ten sam rozdział podaje, że Sklawenowie i Antowie nie są rządzeni przez jednego człowieka, lecz od dawna żyją w rozproszonej władzy ludu i wspólnie rozstrzygają swoje sprawy – to samo źródło daje więc powód, dla którego nie ma po nich ani świątyni fundowanej przez władcę, ani jego posągu.
Dawna wspólna nazwa, którą Prokopiusz przypisuje obu ludom, brzmi u niego Sporoi; to jego własne wyjaśnienie etymologiczne, nie nazwa poświadczona skądinąd, więc warto podać ją jako słowo kronikarza, a nie jako samonazwę.
- Czy „jeden bóg" to wierny obraz wiary, czy grecka konwencja opisu barbarzyńców, sprowadzająca cudzy kult do jednej postaci.
- Czy wolno przenosić relację o ludach naddunajskich z połowy VI wieku na mieszkańców Bałkanów po dwustu latach osiedlenia i sąsiedztwa z Bizancjum.
- Utożsamienie gromowładcy z Perunem jest wnioskiem z późniejszych źródeł ruskich i z nazw terenowych, nie z tego tekstu.
- Zdanie o nieuznawaniu przeznaczenia zderza się z bałkańskim folklorem trzech prządek losu u kolebki, więc albo obraz Prokopiusza jest niepełny, albo wiara zmieniła się później.
Skąd to wiadomobizantyjska historia wojen z połowy VI wieku, pisana przez człowieka towarzyszącego kampaniom cesarskim

Ochrzczeni, nim ktokolwiek spisał imiona bogów
Zapis po chrzcieChrzest przyszedł na Bałkany dwieście-trzysta lat przed połabskim, więc nikt nie zdążył opisać tutejszych świątyń ani imion.
Czytaj dalejKaryntię chrzczono od połowy VIII wieku; opis tej misji spisany w Salzburgu w latach siedemdziesiątych IX wieku wylicza książąt, duchownych, fundacje i kolejne bunty przeciw nowej wierze, lecz nie nazywa ani jednego bóstwa i nie opisuje ani jednej świątyni. Chorwacki książę Branimir otrzymał w 879 roku list papieża Jana VIII, a więc już jako władca chrześcijański – to korespondencja dyplomatyczna, nie relacja o poganach.
O chrzcie Serbów za cesarza Bazylego I (867-886) wiadomo z bizantyjskiego traktatu o zarządzaniu państwem, spisanego około 950 roku, czyli z dystansu trzech pokoleń. Na Połabiu misje zastały kult w pełnej sile: kronika biskupa Thietmara, pisana w latach 1012-1018, opisuje świątynię w Radogoszczy, wyprawy Ottona z Bambergu w 1124 i 1128 roku dotarły do Szczecina i Wolina, relacja Saksona o zburzeniu Arkony dotyczy roku 1168, a kronika Helmolda powstała około 1170 roku.
Różnica w czasie wynosi od dwustu do trzystu lat: kiedy na północy spisywano imiona bogów i wygląd posągów, na południu od dawna stały katedry i działały szkoły piśmiennicze. Skutkiem jest asymetria nie do usunięcia: zachód ma naocznych świadków kultu, wschód ma traktaty i kroniki, południe ma jedno zdanie sprzed osiedlenia oraz folklor zapisany po 1800 roku.
Bułgaria przyjęła chrzest w 864 roku, a bunt bojarów – datowany na lato 865, czasem na 866 – zakończył się egzekucją pięćdziesięciu dwóch przywódców wraz z całymi ich rodzinami. Traktat bizantyjski, z którego znamy chrzest Serbów, spisano dla następcy tronu jako poradnik polityczny, nie jako relację o wierze; o dawnym kulcie nie mówi w nim ani jedno zdanie. Taka jest miara tej luki.
- Nie wiadomo, czy brak opisów świątyń znaczy, że Słowianie południowi ich nie stawiali, czy tylko tyle, że nie miał ich kto opisać.
- Autorzy bizantyjscy pisali o Słowianach przede wszystkim jako o problemie wojskowym, więc ich milczenie o kulcie bywa wyborem tematu, a nie brakiem przedmiotu.
- Tłumaczenie ubóstwa źródeł rozproszeniem osadnictwa i brakiem władzy zdolnej ufundować świątynię pozostaje hipotezą, nie ustaleniem.
Skąd to wiadomodaty chrztu z kronik, listów papieskich i traktatu bizantyjskiego, zestawione z opisami misji połabskich

Pismo powstało tu jako narzędzie chrztu
Zapis z tamtych czasówNajstarsze słowiańskie piśmiennictwo powstało po to, by zwalczać pogaństwo, więc notuje czynność i karę, nigdy imię boga.
Czytaj dalejSobór w Trullo w 692 roku zakazał kanonem sześćdziesiątym drugim kalend, wotów i brumaliów, zgromadzenia pierwszego marca, publicznych tańców kobiet, masek komicznych, satyrowych i tragicznych oraz wzywania imienia Bakchusa przy tłoczeniu wina. Artykuł pierwszy tego kodeksu uderza w ofiarę: wieś, w której składano ofiary albo przysięgano po pogańsku, miała wraz z majątkiem swoich panów przejść na własność cerkwi.
Wszystkie te teksty mówią o dawnej wierze wyłącznie w trybie zakazu: wymieniają czynność, termin i karę, nigdy zaś imię bóstwa ani treść wyobrażenia. Mowa przeciw heretykom, spisana w Bułgarii około 969-972 roku przeciw bogomiłom, pokazuje, że sto lat po chrzcie spór toczył się już z herezją chrześcijańską, a nie z dawnym kultem.
Jesienią 866 roku papież Mikołaj I odpowiedział władcy Bułgarów w stu sześciu rozdziałach, dotykając wróżb, amuletów, kamieni leczniczych, obrzędów pogrzebowych i współżycia ochrzczonych z nieochrzczonymi sąsiadami; poselstwo wyruszyło w sierpniu, odpowiedź nosi datę trzynastego listopada.
Zakon sudnyj ljudem, najstarszy zachowany kodeks słowiański z IX wieku, przerobiony z bizantyjskiej Eklogi, liczy w krótszej wersji trzydzieści dwa artykuły. Misja morawska ruszyła w 863 roku, a jej uczniowie przyszli do Bułgarii w 886, zakładając szkoły piśmiennicze w Ochrydzie i przy dworze – najpierw w Pliskce, a od 893 roku w nowej stolicy, Presławiu.
Autorstwo kodeksu jest sporne: przypisuje się go Metodemu, bywa wiązany z Cyrylem, a samo jego powstanie umieszcza się niekiedy dopiero w Bułgarii – żadnego z tych imion nie da się podać jako pewnego.
- Kanony bizantyjskie kopiowano blokami, więc zakaz brumaliów w słowiańskim rękopisie nie dowodzi, że brumalia obchodzono w tej okolicy.
- Artykuł pierwszy kodeksu bywa czytany jako świadectwo żywych ofiar albo jako martwa formuła przejęta z greckiego wzoru wraz z resztą przekładu.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy praktyki opisane w papieskich odpowiedziach z 866 roku są słowiańskie, protobułgarskie, czy późnoantyczne bałkańskie.
Skąd to wiadomokanon soborowy, papieskie responsa, kodeks prawa i mowa polemiczna – wszystko spisane, gdy rzecz jeszcze trwała

Święty Eliasz Gromowładny
FolklorGromowładny święty z ognistym rydwanem i świętem 20 lipca; że zastąpił Peruna, wynika z funkcji, a nie z zapisu.
Czytaj dalejŚwięto przypada 20 lipca, a u trzymających się starego kalendarza 2 sierpnia, czyli dokładnie w środku sezonu letnich burz. Ludowe wyjaśnienie grzmotu brzmi wszędzie tak samo: to turkot kół ognistego rydwanu świętego, jadącego po niebie. Przydomek Gromovnik towarzyszy imieniu Ilija w pieśniach i w wezwaniach cerkwi, a kaplice pod tym wezwaniem stawiano na szczytach i graniach.
Ilinden, czyli dzień Eliasza 2 sierpnia, dał nazwę powstaniu z 1903 roku w Macedonii – miara tego, jak mocno ta data siedzi w kalendarzu ludowym. W albańskich zamówieniach o deszcz wzywa się jednym tchem słońce, bóstwo nieba i Iliję, więc gromowładny Eliasz nie jest wyłączną własnością Słowian.
Eliaszowi przypisuje się władzę nad chmurą gradową: to jego strzała ma trafiać demona, który grad sprowadza. Dwudziesty lipca i drugi sierpnia to ten sam dzień liczony dwoma kalendarzami, a nie dwa święta – warto to powiedzieć wprost, bo w popularnym obiegu mnożą się z tego dwa terminy i dwie postacie.
- Następstwo po gromowładcy jest wnioskiem z funkcji i z położenia kaplic na szczytach; nie istnieje zapis mówiący, że jedno zastąpiło drugie.
- Eliasz gromowładny występuje także w folklorze greckim, rumuńskim i albańskim, więc może być dziedzictwem wschodniochrześcijańskim wspólnym całym Bałkanom.
- Biblijny Eliasz sam sprowadza ogień z nieba i odjeżdża ognistym wozem, więc rydwan nie wymaga pogańskiego pierwowzoru.
Skąd to wiadomokalendarz cerkiewny, wezwania świątyń oraz pieśni i opisy obrzędu z XIX i XX wieku

Dodole i peperuda, dziecko w zieleni polewane wodą
FolklorDziecko okryte zielenią, polewane wodą, obchodzi wieś o deszcz; najstarszy opis 1714, najstarszy zakaz 1765.
Czytaj dalejNazwy układają się w dwa gniazda: dodola, dudula i dudule na zachodzie oraz peperuda, preperuna, perperuna i papaluga na wschodzie i południu. Grecka księga prawna wydana w Bukareszcie w 1765 roku zakazuje paparudy, powołując się wprost na sześćdziesiąty drugi kanon soboru z 692 roku – dowód, że kościelny aparat widział w niej resztkę rzymskich kalend.
Serbskie zapisy pieśni dodolskich pochodzą z 1841 roku, a najstarszą macedońską pieśń tego typu zanotowano w okolicach Strugi w 1861 roku. Przebieg obrzędu jest wszędzie ten sam: dziecko w wieku dziesięciu do piętnastu lat, okryte gałęziami bzu, powojnika, paproci, lipy, dębu lub buka, obchodzi domy, gospodarze polewają je wodą, ono otrząsa się i skrapia zebranych, a w zamian dostaje chleb, jajka i ser.
W wersji albańskiej pieśń wzywa naraz słońce, bóstwo nieba i Iliję – trzy adresy w jednym zamówieniu. Pod koniec XIX wieku obrzęd dogorywał: w Istrii uznano go za niemal wygasły w latach 1889-1895, na wyspie Krk w 1896 roku, a w południowo-zachodniej Istrii zapisano jeszcze resztki w 1916 roku.
Najstarszy znany opis to obraz Mołdawii pisany od 1714 roku przez hospodara Dymitra Kantemira, ogłoszony po niemiecku w czasopiśmie w 1769 roku i osobną książką w 1771; obrzęd nosi tam nazwę papaluga. Bułgarska historia spisana w 1792 roku przez mnicha z Gabrowa jako pierwsza wiąże nazwę peperud z imieniem Peruna; jest to jednak zestawienie uczonego kompilatora czerpiącego z zachodnich wyliczanek bogów, a nie zapis tego, co mówili śpiewający.
Najczęściej przywoływana etymologia wywodzi nazwę po prostu od motyla: bułgarskie peperuda znaczy motyl, a motylowi przypisywano w wierzeniach moc sprowadzania deszczu. Drugie wyprowadzenie widzi w nazwie podwojony rdzeń per- w znaczeniu uderzać, bić – ten sam, który tkwi w imieniu gromowładcy; to właśnie na nim opiera się cała konstrukcja Perperuny i to jego słabość rozstrzyga o jej wartości.
W opisach terenowych rolę obnoszonego dziecka pełni najczęściej dziewczynka, nierzadko sierota albo dziecko romskie – dobór osoby jest częścią obrzędu, nie przypadkiem zapisu.
- Perperuna jako bogini deszczu i żona gromowładcy to konstrukcja wyprowadzona wyłącznie z brzmienia nazwy, bez jednego świadectwa kultu.
- Konkurencyjne wyprowadzenia nazwy prowadzą do przepiórki, do czasownika oznaczającego skrapianie i do gorącego popiołu polewanego wodą.
- Obrzęd praktykowali Słowianie, Albańczycy, Grecy, Arumuni i Rumuni, więc kierunek zapożyczenia jest nierozstrzygalny.
- Podciągnięcie obrzędu pod kanon o kalendach w 1765 roku może być trafną diagnozą albo wygodą sądu szukającego gotowego przepisu.
Skąd to wiadomoopis krajoznawczy z XVIII wieku, kościelno-prawny zakaz z 1765 roku, zbiory pieśni i opisy terenowe z XIX i początku XX wieku

Wiły, samowiły i samodiwy
Zapis po chrzcieNazwa poświadczona w XIII wieku, złożenia w XVI, a cały wizerunek dopiero w pieśniach zapisywanych po 1800 roku.
Czytaj dalejZłożenia samovila i samodiva są wyraźnie młodsze: notują je serbskie kodeksy dopiero od XVI wieku. Zapisy ludowe dzielą je na trzy rodzaje: leśne, wodne i obłoczne, przy czym te ostatnie sprowadzają burzę i grad. W epice serbskiej i chorwackiej wiła bywa posiostrą bohatera; Marko Kraljević, postać oparta na władcy poległym w 1395 roku, ma za posiostrę wiłę Rawijojlę.
Wiły karzą za podpatrzenie ich tańca, za zbudowanie czegoś na ich miejscu albo za napicie się z ich źródła: strzelają, oślepiają, odbierają mowę. Między VI a XIII wiekiem jedynym ogniwem pozostaje zdanie Prokopiusza o kulcie rzek i nimf; siedemset lat dzielących te dwa zapisy nie ma żadnego wypełnienia.
Nazwa wiła pojawia się w rękopisie starobułgarskim z XIII wieku, wiązanym z czasami cara Konstantyna Asena (1257-1277), oraz w głagolskim lekcjonarzu z Dalmacji – to najstarsze poświadczenia południowosłowiańskie. Poza południem nazwa również jest zapisana, tyle że z datą chwiejną: wymieniają wiły ruskie pouczenia przeciw pogaństwu, których odpisy pochodzą z końca XIV wieku i z czasów późniejszych, a powstanie pierwowzoru wyznaczano rozmaicie, od wieku XI aż po XIV. Za wspólnym, a nie bałkańskim rodowodem samego wyrazu przemawia raczej polszczyzna, w której wiła znaczyła błazna, głupca i szaleńca, a zwrot wiły robić — szaleć; wspólny jest zatem wyraz, nie postać z pieśni. Jedno z tych pouczeń liczy wiły na trzydzieści sióstr, inne podaje trzy dziewiątki, czyli dwadzieścia siedem — to ta sama liczba, którą dziś przypisuje się zwykle bereginiom, choć w rękopisie albo stoi wprost przy wiłach, albo obejmuje całe wyliczenie, w którym wiły idą obok Mokoszy.
Imię wiły posiostry Marka wywodzi się najpewniej od imienia archanioła Rafała – to miara tego, jak późna i jak chrześcijańska jest warstwa, z której znamy te postacie. Do wyprowadzeń nazwy dolicza się też wiatr: cerkiewnosłowiańskie słowo oznaczające wicher i dalsze porównania z indoeuropejskim rdzeniem wiatru.
- Czy wiła to ciągłość po nimfach z opisu z połowy VI wieku, czy nazwa późniejsza, przyłożona do wyobrażeń wspólnych całym Bałkanom.
- Etymologia pozostaje nierozstrzygnięta: wywodzi się ją od wicia albo od wichru.
- Obraz wiły znamy niemal wyłącznie z pieśni zapisywanych od początku XIX wieku, a pieśń epicka rządzi się własnymi prawami i sama tworzy postacie.
- Bułgarska samodiwa bywa opisywana dokładnie tak jak grecka nereida, co może być pożyczką sąsiedzką, a nie wspólnym dziedzictwem.
Skąd to wiadomośredniowieczne rękopisy z XIII i XVI wieku dla samej nazwy; pieśni epickie i zapisy terenowe z XIX wieku dla całej reszty

Zmij obrońca i ala niszczycielka
FolklorNa Bałkanach smok broni pól przed gradem, a niszczy je ala; sam ten podział znany jest tylko z zapisów po 1800 roku.
Czytaj dalejAla, w Bułgarii hala, to demon niepogody: sprowadza gradobicie zdolne wybić zboże i połamać drzewa, a we wschodniej Bułgarii raczej wichury i trąby powietrzne. Opisy jej postaci są ze sobą sprzeczne: wiatr, kruk, trójgłowy wąż, smoczyca z ogonem jak miecz, koński łeb na wężowym cielsku albo coś zupełnie niewidzialnego dla oka.
Zmij stoi po stronie wsi: bije się z alą w chmurach i odpędza grad od pól, co odwraca zachodnie wyobrażenie smoka jako wroga wspólnoty. Przydomek Zmij nosił człowiek z krwi i kości – serbski despota Vuk Grgurević, zwany Zmajem Ognistym Wilkiem, zmarł w 1485 roku.
W pieśniach bułgarskich zmij bywa kochankiem dziewczyny, która potem usycha; ten wątek ma osobną nazwę i osobny zestaw zaklęć ochronnych. Trzecia bałkańska nazwa smoka, azdaja, przyszła z perskiego przez turecki i oznacza potwora bez żadnej funkcji obronnej. Wątek zmija odwiedzającego dziewczynę ma w zapisach własną, ustaloną nazwę i własny zestaw ziół i zabiegów odpędzających – to jedyny fragment tego zespołu wierzeń zapisany na tyle gęsto, że widać w nim procedurę, a nie samą opowieść.
- Nie wiadomo, co w tym układzie jest słowiańskie, a co ogólnobałkańskie: podobny podział na obrońcę chmur i ich niszczyciela znają Grecy i Albańczycy.
- Ala bywa też wyjaśniana po prostu jako uosobienie chmury gradowej, bez żadnego rodowodu mitologicznego.
- Wszystkie zapisy pochodzą z XIX i XX wieku; żadne średniowieczne źródło południowosłowiańskie nie opisuje walki zmija z alą.
Skąd to wiadomozapisy wierzeń, zamówień i pieśni z XIX i XX wieku, plus przydomek władcy z XV wieku

Rusalia, kukerzy i słowo wampir z akt z 1732 roku
Zapis po chrzcieRusalia z rzymskiego święta róż, maski pod zakazem z 692 roku, a słowo wampir wyszło w świat z akt z 1732 roku.
Czytaj dalejW północnej Bułgarii i południowej Rumunii ta sama grupa taneczno-lecznicza nosi dwie nazwy, rusalską i rumuńską, w jednej i tej samej, dawniej dwujęzycznej ludności. Zimowe i zapustne pochody w maskach, kukerzy i surwakarze, trafiają dokładnie w zakaz masek komicznych, satyrowych i tragicznych sformułowany w 692 roku.
Panowanie osmańskie zaczyna się ciągiem klęsk: Maryca 1371, Kosowo 1389, upadek Tyrnowa 1393, Nikopol 1396, podbój Bośni 1463. Święto Hidrellez, obchodzone 6 maja, zlewa muzułmańskich Chidra i Eliasza w jedną postać i pokrywa się co do dnia z chrześcijańskim Đurđevdanem.
Odwiedzanie grobowców świętych mężów przez wyznawców obu religii było na Bałkanach zjawiskiem pospolitym, a nie osobliwością pogranicza. Słowo wampir weszło do języków Europy z austriackich akt urzędowych z północnej Serbii: sprawa z 1725 roku, druga z lat 1731-1732, protokół oględzin z 1732 roku i fala druków niemieckich oraz angielskich w latach trzydziestych XVIII wieku.
Rusalia, obchodzone przy Zesłaniu Ducha, biorą nazwę od rzymskiego święta róż, które nie miało jednej daty: obchodzono je głównie w maju, a poszczególne terminy rozsypują się aż po połowę lipca. Same święta różane fundowane przez prywatne stowarzyszenia i kolegia poświadcza co najmniej czterdzieści jeden inskrypcji łacińskich i szesnaście greckich – liczby te dotyczą tej jednej kategorii zapisów, nie całości poświadczeń.
- Granicy między warstwą bizantyjską a przedchrześcijańską w samym obrzędzie wyznaczyć się nie da: ten sam korowód bywa czytany jako rzymski, tracki albo słowiański.
- Nie wiadomo, czy kukerzy to nieprzerwana ciągłość od rzymskich kalend, czy nowożytne odtworzenie karnawału na modłę sąsiadów.
- Wspólne sanktuaria bywają czytane jako dowód rzeczywistego synkretyzmu albo jako praktyka doraźna, pozbawiona treści doktrynalnej.
Skąd to wiadomoinskrypcje rzymskie, kanony soborowe, kronikarskie daty podboju i osiemnastowieczne akta wojskowe Habsburgów

Jeździec Tracki, trzy prządki i Tangra spod Madary
RekonstrukcjaSłowianie weszli w VI-VII wieku na ziemię z własnym tysiącletnim kultem; co przejęli, widać w obrzędzie, nie w imionach.
Czytaj dalejPrzybysze zastali ludność trako-iliryjską i zromanizowaną, z kultem Jeźdźca Trackiego poświadczonym tysiącami wotywnych płytek z czasów rzymskich. Bałkański folklor zna trzy prządki losu przychodzące do kolebki trzeciej nocy po urodzeniu – wyobrażenie wprost sprzeczne ze zdaniem z połowy VI wieku, że Słowianie nie uznają przeznaczenia.
Sąsiedztwo albańskie i wołoskie zostawiło ślad w słownictwie pasterskim i w nazwach demonów, ale nie w żadnym imieniu bóstwa. Osobną i całkiem nie słowiańską warstwą jest kult protobułgarski: zniszczona grecka inskrypcja spod Madary z czasów chana Omurtaga (814-831) wspomina ofiarę złożoną bogu Tangrze, czczonemu pod tym imieniem przez ludy turkijskie.
Na całym południu nie wykopano dotąd świątyni z posągiem, któremu źródło przypisywałoby imię – inaczej niż na Połabiu i Rugii, gdzie opis i miejsce dają się zestawić. Słowiańskie najazdy na Bałkany notowane są od lat trzydziestych VI wieku, a wielkie oblężenia Salonik przypadają na koniec VI wieku i na lata 617-618.
Po chrzcie w 864 roku czworokątne budowle w Pliskce, Presławiu i Madarze, uznawane za pogańskie sanktuaria, ustąpiły miejsca kościołom – jedną z nich przebudowano wprost na świątynię chrześcijańską; wielka bazylika w Pliskce, długa na sto dwa i pół metra, stanęła około 875 roku.
- Ciągłość tracka jest nie do udowodnienia: między III a XII wiekiem brakuje ogniwa łączącego obrzęd rzymski z zapisem nowożytnym.
- Kamień z Madary jest zniszczony, a odczyt imienia Tangry uchodzi za prawdopodobny, nie za pewny.
- Sporne pozostaje, czy czworokątne budowle w Pliskce były świątyniami, czy częścią założenia pałacowego.
- Trzy prządki losu mają odpowiedniki greckie i rzymskie, więc ich obecność nie rozstrzyga, czy Słowianie przynieśli je ze sobą, czy zastali na miejscu.
Skąd to wiadomoinskrypcje i reliefy rzymskie, grecka inskrypcja z IX wieku, wykopaliska stolic bułgarskich, zapisy obrzędu z XIX wieku

Perun na mapie pod Splitem
RekonstrukcjaTrzy szczyty pod Splitem noszą rdzeń Perun; to najtwardszy południowy ślad imienia i najsłabszy rodzaj dowodu.
Czytaj dalejNa krawędzi prehistorycznego, półkolistego wału na tym grzbiecie postawiono w XIII wieku albo nieco wcześniej kościół świętego Jerzego. W tym samym terenie leży głaz zwany Zmijskim kamieniem, a nazwy z rdzeniami Mokosz i Weles występują osobno: Mokošica pod Dubrownikiem, Velesovo w Słowenii.
Od 1996 roku stosuje się metodę szukania w krajobrazie trójkątów wiążących trzy takie rdzenie; w samej Chorwacji naliczono dwanaście takich układów. Kąty w tych trójkątach wypadają w okolicach dwudziestu trzech stopni, co zestawia się z różnicą deklinacji Słońca między przesileniem a równonocą, wynoszącą 23 stopnie i 27 minut.
Ze Žrnovnicy pochodzi kamienny relief z jeźdźcem, datowany bywa na VIII-IX wiek i odczytywany jako gromowładca zwyciężający przeciwnika o wężowej naturze. Nad ujściem rzeki Žrnovnicy pod Splitem leży wzniesienie noszące nazwę Perun, a w jego sąsiedztwie kilka punktów z tym samym rdzeniem; najwyższy punkt masywu to Križ na wysokości pięciuset trzydziestu trzech metrów.
Kapliczka świętego Jerzego stoi po zachodniej stronie, nad kamieniołomem w Žrnovnicy, na wysokości czterystu czterdziestu jeden metrów – to jedyny punkt z tego terenu, którego wysokość potwierdza mapa wysokościowa.
Kąt dwudziestu trzech stopni i dwudziestu siedmiu minut to różnica deklinacji Słońca między przesileniem a równonocą liczona według wartości dawnej; dziś nachylenie osi wynosi około dwudziestu trzech stopni i dwudziestu sześciu minut, więc zbieżność mierzy się z wielkością, która sama się zmienia.
- Nazwa może pochodzić od pospolitego wyrazu oznaczającego piorun i opisywać miejsce, w które bije, bez śladu kultu.
- Datowanie reliefu ze Žrnovnicy i jego odczyt są niepewne; bywa widziany jako wizerunek władcy z czasów karolińskich.
- Trójkąty da się wykreślić z dostatecznie dużego zbioru punktów przypadkowo, a metoda nie ma sprawdzianu odrzucającego przypadek.
- Kościół świętego Jerzego na szczycie bywa brany za dowód zamiany kultu, choć wezwania tego świętego stawiano na wzniesieniach w całej Europie, także tam, gdzie Słowian nigdy nie było.
Skąd to wiadomonazwy terenowe i mapa wysokościowa, kamienny relief o spornym datowaniu, zabudowa sakralna szczytu

Swarog i Dażbog z glosy tłumacza, car Trojan
Zapis po chrzcieSwarog i Dażbog trafili na listę bogów z glosy w bułgarskim przekładzie kroniki, a nie z opisu żywego kultu.
Czytaj dalejGrecka kronika powszechna z VI wieku, która sprowadziła olimpijskich bogów do roli dawnych królów egipskich, została przełożona na słowiański w Bułgarii w X wieku. W tym przekładzie tkwi glosa podstawiająca Swaroga pod Hefajstosa, a Dażboga pod Słońce, czyli pod jego syna i następcę – to jedyne miejsce, z którego oba imiona w ogóle znamy w takiej parze.
Glosa trafiła następnie do kroniki ruskiej pod rokiem 1114 i przetrwała w odpisie zwanym Kodeksem Hypackim, więc południowy przekład zasilił wschodnią listę bogów. W serbskich podaniach zapisanych w XIX wieku pojawia się Dabog albo Dajbog jako władca panujący na ziemi i przeciwstawiony Bogu w niebie: imię to samo, rola całkiem inna.
Serbskie podanie o carze Trojanie z kozimi uszami, jeżdżącym tylko nocą i ginącym od słońca, zestawia się z pamięcią o cesarzu Trajanie (98-117) i o szlaku jego imienia przez Bałkany. Poza tymi glosami żadne południowosłowiańskie źródło średniowieczne nie podaje imienia własnego bóstwa – ani jednego.
Odpis, w którym glosa przetrwała, powstał około 1425 roku, a więc trzysta lat po zapisie, pod którym ją umieszczono – i to on jest jedynym nośnikiem tej pary imion na wschodzie. Glosa jest wtrętem tłumacza w tekst o egipskich królach, a nie zdaniem o kulcie: nie mówi, że komukolwiek składano ofiary, tylko podstawia słowiańskie imię pod grecką postać.
- Sporne pozostaje, czy glosa o Swarogu powstała w Bułgarii, czy dopisał ją na Rusi kopista; od tego zależy, czy południe w ogóle znało to imię.
- Nie wiadomo, czy Dabog z podań serbskich to dziedzictwo po Dażbogu, czy wtórne odczytanie zwrotu modlitewnego.
- Trojana tłumaczy się na trzy sposoby: jako bóstwo o trojakiej naturze, jako zniekształconą pamięć o cesarzu i jako postać przejętą z greckiej opowieści o królu z oślimi uszami.
Skąd to wiadomoglosy w słowiańskim przekładzie kroniki bizantyjskiej, odpisy ruskie z XV wieku, podania zapisane w XIX wieku

Veda Slovena i inne wymysły
Zapis po chrzcieDwa tomy z 1874 i 1881 roku z Wisznu w słowiańskiej pieśni i sto lat wiary w bogomilskie nagrobki – wymysły z datą.
Czytaj dalejVeda Slovena to dwa tomy rzekomych pieśni pomackich: pierwszy wydany w Belgradzie w 1874, drugi w Petersburgu w 1881 roku, razem blisko dwadzieścia cztery tysiące wersów. Pieśni te opowiadają o wędrówce Słowian z Indii i wymieniają Wisznu, Śiwę i Agniego obok Orfeusza, Atlasa, Filipa i Aleksandra; ułożył je nauczyciel z macedońskiej wsi, a zbieracz ogłosił jako zapis terenowy.
Teza postawiona w 1875 roku przez brytyjskiego podróżnika, jakoby stećci były nagrobkami bogomiłów, utrzymała się blisko sto lat jako obowiązujący pogląd i służyła polityce tożsamościowej po zajęciu Bośni w 1878 roku.
Stećci – około sześćdziesięciu tysięcy w Bośni i Hercegowinie, 4400 w Chorwacji, 3500 w Czarnogórze i 2100 w Serbii, na ponad 3300 stanowiskach, z okresu od XII do początku XVI wieku – stawiali katolicy, prawosławni i wierni Kościoła bośniackiego jednakowo; w 2016 roku wpisano na listę światowego dziedzictwa dwadzieścia osiem nekropolii.
Trójgłowego Trigława opisano przy misjach z 1124 i 1128 roku w Szczecinie i Wolinie; przeniesienie tego imienia na słoweńską górę Triglav, wysoką na 2864 metry, nie ma żadnej średniowiecznej podstawy. Do tej samej rodziny należą czeskie rękopisy podrzucone w 1817 i 1818 roku, figurki z Prillwitz ujawnione w XVIII wieku i Księga Welesa ogłoszona drukiem od marca 1957 do maja 1959 roku – żadne z nich nie dotyczy południa, a wszystkie zasilają popularne listy bóstw także tam.
Zarzut fałszerstwa podniesiono niemal natychmiast po pierwszym tomie, już w latach siedemdziesiątych XIX wieku, i do końca stulecia opinia o fabrykacie przeważyła; w 1968 roku sprawę zamknięto, wykazując, że ani śpiewacy, ani pieśni nigdy nie istnieli.
Wywodzenie Vidovdanu, obchodzonego 28 czerwca i związanego z bitwą kosowską z 1389 roku, od imienia Świętowita to pomysł XIX-wieczny, z czasów romantyzmu; sam Świętowit poświadczony jest wyłącznie dla Rugii – w opisie zburzenia Arkony w 1168 roku i we wcześniejszej kronice połabskiej – a więc o dwa tysiące kilometrów od Kosowa.
- Nie da się wykluczyć, że w sfabrykowanym zbiorze z 1874 roku wykorzystano pojedyncze prawdziwe motywy pieśniowe; nie czyni to jednak całości źródłem.
- Spór o Vidovdan trwa: związku ze Świętowitem broni się do dziś, choć nie istnieje dokument starszy niż XIX wiek.
- W przypadku stećaków sporne pozostaje znaczenie samych rytów – postaci z uniesioną dłonią, kół, półksiężyców – a nie odrzucona już przynależność bogomilska.
Skąd to wiadomowydawnictwa z XIX wieku, inwentarze zabytków, opisy misji z XII wieku

Rdzeń Perun od Dalmacji po Ruś, treba i żerca
RekonstrukcjaWspólne są obrządek, rdzeń Perun i słownictwo kultu; wspólny jest też brak – nigdzie nie zapisano całego mitu.
Czytaj dalejWspólny jest rdzeń Perun w nazwach terenowych od Dalmacji po Ruś, z tą różnicą, że imię bóstwa zapisano wprost tylko na wschodzie, w tekstach traktatów Rusi z Bizancjum z X wieku. Wspólne jest słownictwo kultu utrwalone w cerkiewnej słowiańszczyźnie: bóg, święty, treba, żerca – warstwa starsza niż rozejście się dialektów.
Wspólne są zimowe pochody kolędnicze i wiosenne obrzędy o deszcz, tyle że ich zasięg wykracza daleko poza Słowiańszczyznę i obejmuje Greków, Albańczyków i Rumunów. Wspólny jest wreszcie brak: ani na południu, ani na wschodzie nikt nie zapisał opowieści o bogach w całości; jedyne fabuły mamy z Połabia i Rugii, spisane przez obcych duchownych w XII wieku.
Osobne jest natomiast całe zaplecze bałkańskie – rusalia, demon gradowy, kult świętych źródeł i szczytów – którego odpowiedników nie ma ani na Rusi, ani na Połabiu. Wspólny jest obrządek pogrzebowy: ciałopalenie z popielnicami, porzucone po chrzcie na rzecz pochówku szkieletowego – z tym że na Bałkanach jego ślady rozkładają się bardzo nierówno, bo cmentarzysk ciałopalnych dostarczyła głównie Bułgaria, a w części zachodniej jest ich tyle co nic.
Wschód ma imię zapisane w traktacie, północ ma posąg opisany przez świadka, południe nie ma ani jednego, ani drugiego – i żadna z tych trzech dziur nie zasypuje dwóch pozostałych.
- Wspólnota słownictwa dowodzi wspólnego dziedzictwa językowego, nie wspólnego panteonu ani wspólnego obrzędu.
- Porównanie z Rusią i Połabiem bywa używane do wypełniania luk na południu, co zamienia brak wiedzy w obraz pozornie kompletny – to najczęstszy błąd popularnych wyobrażeń o południu.
- Ciałopalenie znały w regionie także ludy niesłowiańskie, więc sam obrządek nie wystarcza do rozpoznania, kto w grobie leży.
Skąd to wiadomomateriał cmentarzysk, nazwy terenowe, słownictwo cerkiewnosłowiańskie, zestawienie z korpusem ruskim i połabskim
Porównanie
Co się pokrywa, a co jest osobne
Wspólne imię jest jedno: Perun, i to na południu nie w zapisie, lecz w nazwie na mapie. Siedem wyrazów obrzędowych, wśród nich bóg, święty i żertwa, wraca we wszystkich trzech stronach i mówi więcej niż listy bóstw. Tyle że wspólne słowo dowodzi wspólnego słowa, a nie wspólnego obrzędu; na ten trzeba daty, miejsca i świadka.

Perun — jedyne imię wspólne trzem obszarom
Zapis z tamtych czasówJedyne bóstwo, którego ślad da się wskazać u Słowian wschodnich, zachodnich i południowych — choć w każdym miejscu innej jakości.
Czytaj dalejTraktaty Rusi z Bizancjum, wpisane w latopis pod latami 907, 945 i 971, każą drużynie przysięgać na broń i na Peruna; tekst z 971 roku uchodzi za przekład autentycznego dokumentu kancelaryjnego. W 980 roku Włodzimierz postawił w Kijowie posągi, a na czele Peruna z głową ze srebra i wąsem ze złota; w 988 roku kazał ten sam posąg zwlec ze wzgórza i wrzucić do Dniepru.
Bizantyjski autor z połowy VI wieku, opisując Sklawenów i Antów, notuje, że za pana wszystkiego mają twórcę błyskawicy i składają mu w ofierze bydło, a czczą też rzeki i nimfy — imienia bóstwa nie podaje. Połabszczyzna zachowała nazwę czwartku utworzoną od gromowładcy; zapisano ją w słownikach spisywanych na początku XVIII wieku, gdy język połabski dogorywał, a wymarł około 1750 roku.
Bałtyjskie Perkūnas i łotewskie Pērkons dowodzą, że sam wyraz jest starszy od podziału Słowian, ale nie mówią nic o tym, co robiono pod konkretnym wzgórzem i w którym roku. Saski duchowny Helmold, piszący około 1170 roku, umieszcza w Starogardzie w Wagrii boga Prove czczonego w gaju dębowym ogrodzonym płotem z dwiema bramami i bez żadnego posągu.
Na południu imię trwa wyłącznie w terenie: góra Perun nad Žrnovnicą koło Splitu, Perun pod Vareš w Bośni, Perunac, Perunika, Perunovac. Dwa średniowieczne dokumenty dalmatyńskie — o kupnie winnicy i o osadzie tej nazwy — datuje się na około 1090 i 1178 rok.
Bizantyjski świadek ma imię: to Prokopiusz z Cezarei, a rzecz stoi w jego dziele o wojnie z Gotami. Przysięga z 945 roku każe drużynie stawać na wzgórzu, gdzie stał Perun — to jedyne miejsce w traktatach, które wskazuje konkretny punkt w Kijowie.
- Traktat z 907 roku bywa uznawany za konstrukcję kompilatora, a latopis, w którym siedzą wszystkie trzy teksty, złożono dopiero około 1113 roku.
- Nazwy typu Perunac mogą pochodzić od pospolitego wyrazu oznaczającego piorun albo od imienia właściciela gruntu, nie od kultu.
- Prove z kroniki Helmolda bywa czytany jako Perun, jako wyraz oznaczający prawo i jako błąd kopisty; żadne z odczytań nie zostało rozstrzygnięte.
- Autor bizantyjski nie podaje imienia; przypisanie mu Peruna jest wnioskiem czytelnika, nie zapisem świadka.
- Osobno traktuje się pary nazw Peruna i Welesa leżące naprzeciw siebie w krajobrazie Bałkanów: bierze się je za ślad świętej topografii, lecz to wniosek z porównań, a nie zapis w źródle.
Skąd to wiadomotraktaty państwowe wpisane w latopis ruski, relacja bizantyjska z VI wieku, kronika saska z XII wieku, słownik gasnącego języka połabskiego, dokumenty dalmatyńskie i nazwy terenowe

Weles i Wołos — jedno imię, trzy różne rzeczy
Zapis po chrzcieNa Rusi bóg przysięgi i bydła, w Czechach przekleństwo na diabła, na południu wyłącznie nazwa miasta i wsi.
Czytaj dalejWołosa nie ma na kijowskiej liście posągów z 980 roku — zestaw postawiony przez Włodzimierza i formuła przysięgi to dwa różne zbiory imion, co osłabia obraz jednego panteonu. Ruskie kazania przeciw poganom, datowane rozmaicie od XI do XIV wieku, wyliczają Wołosa wśród bóstw porzuconych, a opowieść o chrzcie każe jego posągowi trafić do rzeki Poczajny.
Czeski utwór Tkadleček, spisany około 1400 roku, stawia imię obok czarta i zmoka jako wyzwisko, a czeski przekład Księgi Syracha z 1561 roku odsyła natręta za morze do Welesa; te same czeskie teksty religijne XV i XVI wieku mówią o welesowych grzechach, więc imię weszło u sąsiadów nie tylko w wyzwisko, ale i w przymiotnik. Na Bałkanach zostały same nazwy: miasto Veles nad Wardarem, Velesnica nad Dunajem, Velestovo w Czarnogórze, Volosko w Chorwacji — żadnej nie towarzyszy opis obrzędu.
Opiekę nad bydłem przejął w kulcie ludowym święty Własjusz, po polsku Błażej, którego imię brzmi podobnie; to zbieżność dźwięku, a nie wykazana ciągłość. Imię pada w latopisie dwa razy, w obu formułach przysięgi: pod rokiem 907 i pod rokiem 971, za każdym razem obok Peruna i z określeniem boga bydła. Sporna jest tu nie obecność imienia, lecz wiarygodność samej przysięgi z 907 roku.
Ruskie źródła znają formę Wołosъ, a Veles pojawia się dopiero w czeszczyźnie i w nazwach bałkańskich; zrównanie obu form jest dobrze uzasadnionym domysłem, nie zapisem. Obie formy bywają też trzymane osobno, a Wołos wiązany z imieniem świętego, nie z rdzeniem czeskiego wyzwiska.
- Czechy przyjęły chrzest w latach osiemdziesiątych IX wieku, a czeskie zapisy imienia dzieli od tego ponad czterysta lat; wtedy mogło już znaczyć tyle, co diabeł.
- Nazwy typu Veles wyprowadza się także od wyrazu oznaczającego wielkość albo od imienia osobowego, co unieważnia je jako dowód kultu.
- Rostowski posąg Wołosa znany jest wyłącznie z żywota spisanego długo po zdarzeniu i bywa uznawany za dodatek hagiografa.
- Tak samo dwuznaczna jest pomorska Wołogoszcz, dzisiejszy Wolgast: bywa wywodzona od imienia Wołosa, ale równie dobrze może pochodzić od imienia osobowego Wolegost.
Skąd to wiadomotraktat wpisany w latopis, ruskie kazania przeciw poganom, czeska literatura przełomu XIV i XV wieku oraz przekład biblijny z 1561 roku, nazwy miejscowe na Bałkanach

Mokosz — jedyna bogini z kijowskiej listy 980 roku
Zapis po chrzcieJedyna bogini na liście kijowskiej z 980 roku; poza Rusią zostały po niej wyłącznie nazwy wzgórz i wsi.
Czytaj dalejNa liście posągów z 980 roku Mokosz jest jedynym imieniem żeńskim; samą liczbę bóstw podaje się jako pięć albo sześć, bo w rękopisie brakuje spójnika między Chorsem a Dażbogiem. Ruskie kazania przeciw poganom wymieniają ją obok wił, Roda i rodzanic oraz Peruna i Chorsa; ich datowanie waha się od XI do XIV wieku.
Na północy Rosji jeszcze pod koniec XIX wieku zapisywano w powiecie czerepowieckim i w guberni ołonieckiej wiarę w Mokuszę strzygącą owce i przędącą nocą — to już duch domowy, nie bogini państwowa. Zachodnie nazwy terenowe: czeski Mokošín poświadczony od XI wieku, Mobschatz pod Dreznem w zapisie z 1091 roku, połabskie Muuks z 1310 roku, polski Mokoszyn i Mąkoszyn, a obok nich zapisywane dawniej Mokossko.
Na południu jest tylko Mokošica pod Dubrownikiem, bez jednego zdania o obrzędzie. Wszystkie te nazwy da się wyprowadzić również od rdzenia oznaczającego wilgoć i mokradło, więc każda działa jako poszlaka, nie jako świadectwo.
W XVI wieku poradniki spowiednicze kazały pytać kobiety, czy chodziły do Mokoszy; starsza odmiana pytania przewidywała dwa lata pokuty, późniejsza trzy, z pokłonami. Nie jest jednak pewne, o kogo pytano: w tym samym typie tekstów tak zapisana Mokusza bywa rozumiana jako wiejska znachorka, do której się chodzi, a nie jako bogini, której się składa ofiarę.
Dwa zachodnie zapisy przeszły przez rękę niemieckiego pisarza: Mobschatz stoi w dokumencie w postaci Mococize, a połabskie Muuks notowano w okolicy Stralsundu — zniekształcenie dokłada jeszcze jeden stopień niepewności do wywodu od imienia bogini.
- Nie wiadomo, czy imię kijowskie i czeska nazwa wzgórza mają wspólne źródło, czy tylko wspólny rdzeń.
- Rozbieżne datowanie kazań przesuwa wartość świadectwa o trzysta lat.
- Powiązanie z przędzeniem i z kobiecym rzemiosłem znane jest wyłącznie z folkloru nowożytnego, nie ze źródła średniowiecznego.
Skąd to wiadomolatopis ruski, ruskie kazania przeciw poganom, XVI-wieczne poradniki spowiednicze, zapisy etnograficzne z północnej Rosji, dokumenty i nazwy terenowe w Czechach, Polsce, Połabiu i Dalmacji

Swarożyc i Swaróg — dwa końce jednego imienia
Zapis z tamtych czasówImię poświadczone na dwóch krańcach: u Redarów przez naocznych świadków, na Rusi przez glosę do greckiej kroniki.
Czytaj dalejList Brunona z Kwerfurtu do króla Henryka II z 1008 roku wymienia Zuarasiz jako diabła czczonego przez Wieletów i wyrzuca władcy sojusz z poganami zawarty przeciw chrześcijańskiej Polsce. Thietmar, biskup merseburski, pisał kronikę w latach 1012–1018 i opisał Radogoszcz Redarów: warownię o trzech bramach, drewnianą świątynię wspartą na rogach zwierząt, posągi w hełmach i zbrojach z wyrytymi imionami, a wśród nich pierwszego Swarożyca.
W Radogoszczy przechowywano chorągwie wynoszone tylko na wojnę, a rozstrzygnięcia brano z losów i z konia prowadzonego nad włóczniami. Ruski przekład kroniki greckiej, wpisany w latopis pod rokiem 1114, tłumaczy Hefajstosa jako Swaroga, a jego syna Heliosa jako Dażboga, czyniąc kowala ojcem słońca.
Południe nie zna tego imienia w żadnej postaci: ani w dokumencie, ani w pewnej nazwie terenowej. Ruskie kazania przeciw poganom zarzucają wiernym, że modlą się do ognia, nazywając go Swarożycem — to drugie, niezależne od glosy poświadczenie tego imienia na wschodzie i jedyne miejsce, w którym wiąże się je z konkretną czynnością obrzędową, a nie z wywodem uczonego tłumacza.
Pół wieku po Thietmarze niemieccy kronikarze zapisali imię tego bóstwa jako Radogost, czyli tak, jak Thietmar nazywał gród, nie boga. Powstało bóstwo, którego nie zna żaden wcześniejszy zapis, a które przez stulecia uchodziło za autentyczne — błąd zrobiony w tym samym pokoleniu, nie w epoce romantyzmu.
Thietmar wprost wiąże z tym miejscem los całego związku plemiennego, nie jednego grodu: to w Radogoszczy rozstrzygano o wojnie i brano przed nią znaki, tam też wracano z łupem, więc świątynia jest u niego instytucją polityczną, a nie tylko budynkiem.
- Nie wiadomo, czy połabski Swarożyc i ruski Swaróg to ta sama postać, czy dwie różne o wspólnym rdzeniu.
- Glosa ruska jest wtrętem tłumacza i bywa datowana na XII lub XIII wiek, a nie na rok 1114, pod którym stoi.
- Thietmar pisał o wrogach cesarstwa, a jego opis świątyni bywa podejrzewany o wzorowanie się na książkowych wyobrażeniach pogaństwa antycznego.
- Położenie Radogoszczy nie jest ustalone — żadnego stanowiska nie uznano za pewne.
Skąd to wiadomolist misjonarza do króla, kronika biskupa saskiego pisana za życia kultu, glosa w ruskim przekładzie kroniki bizantyjskiej

Dlaczego świątynie stoją tylko na zachodzie
Zapis z tamtych czasówBudynki kultowe, kapłani i skarbiec znamy wyłącznie z pasa nadbałtyckiego, opisanego przez wrogów między 1008 a 1168 rokiem.
Czytaj dalejW Szczecinie stały, wedle żywotu spisanego około 1158 roku, cztery kontyny; w głównej posąg Trzygłowa miał oczy i usta przesłonięte złotem, a kapłani tłumaczyli, że bóg nie chce patrzeć na ludzkie winy. Otton z Bambergu przyszedł na Pomorze dwa razy, w latach 1124–1125 i 1128, a jego trzy żywoty powstały do 1146, w 1151 i około 1158 roku, czyli w jednym pokoleniu po zdarzeniach.
Arkona na Rugii padła w 1168 roku przed wojskiem Waldemara I; opis czterogłowego Świętowita, rogu wróżebnego i trzystu jeźdźców utrzymywanych z trzeciej części łupów spisał kronikarz duński na przełomie XII i XIII wieku, dodając, że każdy mieszkaniec wyspy płacił świątyni doroczną monetę i że z tych samych dochodów żył kapłan, ważniejszy u niego od księcia Rugian.
W pobliskiej Karencji stały trzy świątynie — Rugiewita o siedmiu twarzach, Porewita i Porenuta — a żadne z tych imion nie pojawia się poza wyspą.
Osada w Groß Raden w Meklemburgii, odkryta w latach siedemdziesiątych XX wieku, dała budynek o ścianach z pionowych desek zakończonych rzeźbionymi głowami — pierwszy materialny odpowiednik tych opisów. Zachód miał dwa wieki więcej czasu: Polska przyjęła chrzest w 966, Ruś w 988, a Rugia dopiero w 1168 roku, więc pogaństwo połabskie dojrzewało w stanie ciągłej wojny z chrześcijańskim sąsiadem i zbudowało sobie instytucje.
W Szczecinie trzymano czarnego konia tuczonego na koszt świątyni, którego przed wyprawą przeprowadzano nad włóczniami rozłożonymi na ziemi; dotknięcie drzewca znaczyło zły znak. Wolin nie miał konia — tam pokazywano włócznię, którą wiązano z Juliuszem Cezarem, co samo w sobie pokazuje, jak chętnie miejscowa opowieść sięgała po rzymski rodowód.
Wróżba z konia powtarza się w trzech różnych ośrodkach zachodnich i u trzech różnych autorów: w Radogoszczy u Thietmara, w Szczecinie u Herborda, w Arkonie u kronikarza duńskiego — z tą różnicą, że koń Świętowita był biały, a w Radogoszczy barwy nie podano. To najmocniej poświadczony obrzęd całego pasa nadbałtyckiego, a rozbieżność szczegółu przemawia za trzema odrębnymi obrzędami, nie za jednym wzorem przepisanym z książki.
- Wszystkie opisy wyszły spod pióra ludzi, którzy przyszli te świątynie zburzyć albo usprawiedliwić ich zburzenie.
- Nie wiadomo, czy świątynia jest starą formą słowiańską, czy odpowiedzią na kościół chrześcijański, wymyśloną między X a XII wiekiem.
- Liczby podawane przez kronikarza duńskiego, w tym trzystu jeźdźców, nie mają potwierdzenia w wykopalisku.
Skąd to wiadomokronika saska, żywoty biskupa-misjonarza, kronika duńska o wyprawie na Rugię, wykopaliska w Meklemburgii i na Rugii

Wschód pod gołym niebem, południe w milczeniu
Zapis po chrzcieNa Rusi posągi stały na wzgórzu pod gołym niebem, a na Bałkanach nie zapisano ani jednego imienia bóstwa.
Czytaj dalejLatopis stawia posągi Włodzimierza na wzgórzu za dworem, na otwartym powietrzu; żadne ruskie źródło nie opisuje budynku kultowego z dachem, ołtarzem i kapłanem na etacie. Wykopaliska z 1908 roku na Górze Starokijowskiej odsłoniły kamienne założenie uznane za podstawę ołtarza, ale jego związek z rokiem 980 pozostaje sporny.
Wykopaliska z lat 1951–1952 w Peryni pod Nowogrodem dały koliste założenie z rowem o wypustkach; jedni widzą w nim świątynię pod niebem, drudzy grupę kurhanów. Bułgaria przyjęła chrzest w 864 roku, misja morawska ruszyła w 863, Serbia ochrzciła się w latach siedemdziesiątych IX wieku — na Bałkanach nie było już komu opisywać pogaństwa, kiedy zaczęto tam pisać po słowiańsku.
Południowosłowiańskie pogaństwo znamy więc wyłącznie z nazw terenowych, z zakazów kościelnych i z folkloru zapisanego tysiąc lat później. Posąg ze Zbrucza, wyłowiony z rzeki w sierpniu 1848 roku pod Liczkowcami koło Husiatyna, mierzy dziś 2,57 metra i od maja 1851 roku stoi w Krakowie; nie jest to jednak wysokość pierwotna, bo dolna część słupa, ułamana najpewniej przy wydobyciu, została w dnie rzeki. Od lat dziewięćdziesiątych XX wieku dawna metryka zabytku bywa podważana.
Po stronie dawnej metryki przemawiają wykopaliska z lat osiemdziesiątych XX wieku: wskazano prawdopodobne pierwotne miejsce posągu na górze Bohit i stwierdzono na powierzchni ślady czerwonego barwnika. Spór pozostaje otwarty: żadna ze stron nie przedstawiła dowodu rozstrzygającego.
- Brak świątyń na wschodzie może być brakiem źródeł, a nie brakiem budynków.
- Autentyczność posągu ze Zbrucza nie została rozstrzygnięta.
- Datowanie Peryni opiera się na interpretacji układu rowów, a nie na znalezisku z napisem albo z monetą.
Skąd to wiadomolatopis ruski, wykopaliska w Kijowie i w Nowogrodzie, posąg ze Zbrucza przechowywany w Krakowie, daty chrztu władców bałkańskich

Bóg, święty, żertwa, trzeba — słowa starsze od chrztu
RekonstrukcjaSiedem wyrazów obrzędowych wspólnych trzem grupom; każdy mówi o języku sprzed rozejścia, żaden sam z siebie o obrzędzie.
Czytaj dalejBóg i święty są wspólne wszystkim trzem obszarom, a przy tym rozchodzą się w pokrewieństwie: pierwszy nie ma odpowiednika w mowie Bałtów i zestawia się dopiero z irańskim baga o znaczeniu udziału, drugi ma bałtyjski dokładny co do głoski — i właśnie ta nierówność, a nie sam fakt wspólnoty, coś tu mówi, bo pełny wywód obu wyrazów stoi w dziale o języku.
Żertwa i żerca wywodzą się z czasownika oznaczającego składanie ofiary i sławienie; w polszczyźnie żertwa nie jest wyrazem odziedziczonym, lecz późniejszą pożyczką z języka cerkiewnego. Trzeba znaczyło pierwotnie obrzęd i ofiarę: ruskie kazania mówią o trebach kładzionych wiłom i Mokoszy, a w polskim i czeskim ten sam wyraz osunął się do znaczenia konieczności.
Wiedźma jest utworzona od czasownika wiedzieć, tak samo jak wiedza, a południowa vještica od wyrazu oznaczającego biegłość — ten sam pomysł powtórzony dwa razy, niekoniecznie ta sama instytucja. Czar i czarownik mają krewnych w litewskim kerai oraz w irańskim wyrazie oznaczającym środek działania.
Mir znaczy naraz pokój, gromadę i świat, a na Rusi mirem nazywano wiejską wspólnotę jeszcze w XIX wieku. Nie ma wspólnego wyrazu na świątynię: łacińskie źródła pomorskie piszą contina, język cerkiewny ma kapiszcze od kapi, czyli wizerunku, a chram to rodzimy słowiański wyraz oznaczający po prostu budynek — ten sam, który dał rosyjskie choromy — dopiero w użyciu kościelnym zawężony do domu bożego. Wspólne było więc słowo na budynek, nie na budynek kultu.
- Nie wiadomo, czy wyraz bóg jest pożyczką irańską, czy dziedzictwem wspólnym obu rodzinom; rozstrzygnięcie zależy od chronologii jednego z dawnych praw głosowych bałtosłowiańskich.
- Z tego, że wyraz jest wspólny, nie wynika, że wspólna była rzecz, którą nazywał — wspólne bywa też zapożyczenie.
- Brak wspólnego wyrazu na świątynię bywa czytany jako dowód braku świątyń, choć może znaczyć tylko tyle, że każda grupa nazwała budynek po swojemu.
Skąd to wiadomoporównanie języków słowiańskich, bałtyjskich i irańskich, najstarsze przekłady cerkiewne, ruskie kazania przeciw poganom, łacińskie żywoty pomorskie

Cerkiew, ksiądz, kolęda, rusałka — wyrazy przyniesione
Zapis po chrzcieMisja z 863 roku wzięła pogańskie wyrazy na własny użytek, a obok nich weszły pożyczki z łaciny, greki i germańszczyzny.
Czytaj dalejPrzekład ksiąg na język słowiański, zaczęty przy misji morawskiej w 863 roku, oddał greckie hagios przez święty, a theos przez bóg — od tej chwili oba wyrazy noszą treść chrześcijańską i nie da się jej z nich wyjąć. Cerkiew pochodzi z greckiego kyriakon przez pośrednictwo germańskie, kościół z łacińskiego castellum przez czeszczyznę, ksiądz z germańskiego kuningaz oznaczającego władcę, post z germańskiego, a chrzest od imienia Chrystusa.
Rusałka nie jest wyrazem rodzimym: stoi za nią rzymskie święto róż, rosalia, przejęte na Bałkanach i stamtąd rozniesione; kościelne zakazy wymieniają rusalia jako obrzęd, nie jako istotę. Polskie ofiara przyszło z łaciny przez czeszczyznę i wyparło rodzimą żertwę, co pokazuje kierunek wpływu z południowego zachodu.
Kolęda to łacińskie calendae, nazwa pierwszego dnia miesiąca; ani to imię bóstwa, ani wyraz rodzimy. Najbardziej swojsko brzmiące postacie folkloru mają więc często metrykę łacińską albo grecką, a najbardziej kościelne wyrazy — pogańską.
- Nie da się ustalić, ile pogańskiej treści przetrwało w wyrazach bóg i święty pod nowym znaczeniem.
- Droga rusaliów z Bałkanów na północ nie jest opisana w żadnym dokumencie; odtwarza się ją z rozmieszczenia wyrazu i z zakazów kościelnych.
Skąd to wiadomonajstarsze przekłady cerkiewne, kościelne zakazy obrzędów, porównanie pożyczek łacińskich, greckich i germańskich

Chors i Simargł tylko w Kijowie, Rugiewit tylko na Rugii
Zapis po chrzcieChors i Simargł tylko w Kijowie, imiona na -wit tylko nad Bałtykiem, Rod i rodzanice tylko w ruskich kazaniach.
Czytaj dalejChors i Simargł, dwa imiona z listy 980 roku, są irańskie z pochodzenia i nie pojawiają się nigdzie poza Rusią; kijowski zestaw wygląda na dobraną kolekcję władcy budującego państwo, a nie na dziedzictwo wspólne. Pripegala z listu biskupów magdeburskich z 1108 roku, wzywającego rycerstwo na wyprawę przeciw Słowianom, pojawia się raz i nigdy więcej; ten sam list opowiada o głowach chrześcijan składanych bóstwu.
Czarnobóg znany jest z jednego zdania kroniki saskiej sprzed około 1170 roku, o pucharze obnoszonym przy uczcie w imię boga dobrego i złego; Białoboga nie ma w żadnym źródle średniowiecznym, dorobiono go później przez symetrię. Wspólne bywają nie bogowie, lecz istoty niższe, choć i tu potrzeba ostrożności: wiły z ruskich kazań noszą to samo imię, co bałkańskie vile, tyle że na wschodzie zostały wyłącznie w księgach i do wiejskich opowieści nie weszły, a wyraz oznaczający zmarłego i zaświat stoi i w polskim, i w czeskim, i w ruskim latopisie pod rokiem 1092, w opowieści o umarłych nękających Połock.
Imiona zakończone na -wit trzymają się północnego zachodu, ale pas ten sięga dalej niż sama Rugia: Świętowit, Rugiewit i Porewit na Rugii, Jarowit w Wołogoszczy nad Pianą i — wiosną 1127 roku, gdy miasto przystrojono chorągwiami na jego cześć — w Hobolinie nad Hawelą, w głębi lądu. Poza ziemiami połabskimi nie zna ich żadne źródło.
Rod nie ma odpowiednika ani na zachodzie, ani na południu i zostaje imieniem wyłącznie ruskim. Z rodzanicami jest inaczej: bałkańskie rojenice i sudjenice to ta sama klasa istot rozdzielających los przy narodzinach, więc akurat ta para należy do wspólnoty istot niższych, nie do listy osobności.
- Nie wiadomo, czy Chorsa i Simargła czczono w Kijowie naprawdę, czy wpisano ich na listę z powodów politycznych, dla drużyny o mieszanym pochodzeniu.
- Wzmianki jednorazowe, takie jak Pripegala czy Czarnobóg, mogą być nieporozumieniem obcego autora albo jego konstrukcją.
- Wiły w kazaniach ruskich bywają uznawane za zapożyczenie z południa, nie za dziedzictwo wspólne, i rozstrzygnięcia nie ma: za pożyczką przemawia brak wiły we wschodnim folklorze, za wspólnym zasobem — dawne polskie znaczenie wyrazu wiła, czyli szaleniec.
Skąd to wiadomolatopis ruski, ruskie kazania przeciw poganom, kronika duńska o Rugii, kronika saska, list biskupi wzywający do wyprawy

Bóstwa dorobione przez kronikarzy
Zapis po chrzcieJesza, Łada, Nija, Dziewanna, Lel i Polel to nie bogowie, tylko refreny pieśni i rzymskie wzory wzięte za imiona.
Czytaj dalejStatuty synodalne poznańskie z około 1420 roku zakazują klaskania i pieśni z wołaniem Lado, Yleli, Yassa i Tya, śpiewanych w Zielone Świątki; w pokrewnym zbiorze statutów prowincjonalnych z tych samych lat czwarte imię zapisano jako Nya. Roczniki Jana Długosza, pisane od 1455 do 1480 roku, czyli pół tysiąclecia po chrzcie Polski, rozdzieliły te wołania na wzorze rzymskim: Jesza jako Jowisz, Łada jako Mars, Dzydzilelya jako Wenus, Nija jako Pluton, Dziewanna jako Diana, Marzyana jako Ceres, do tego Pogoda i Żywie.
Lel i Polel trafili do panteonu jeszcze później, w kronikach XVI wieku, i powstali z wołania lelum polelum. Kronika czeska z 1541 roku dopisała do dziejów swojego kraju bóstwa, których nie zna żadne starsze źródło, i przez trzysta lat cytowano je jako autentyczne.
Marzanna i Dziewanna są poświadczone jako zwyczaj i jako nazwa rośliny, nie jako obiekt kultu; topienie kukły opisują dopiero późne zakazy kościelne. Najstarszy zapis tych imion jest o pokolenie wcześniejszy od statutów: kazania Łukasza z Wielkiego Koźmina, spisane mniej więcej między 1405 a 1412 rokiem, wymieniają Ładę, Jassę i Niję — i wprost nazywają je imionami bożków czczonych w Polsce.
Znaczy to, że utożsamienie obrzędowego wołania z imieniem bóstwa zrobił duchowny średniowieczny, a nie dopiero kronikarz XV wieku. Zakazy mówią jednak wyłącznie o śpiewaniu, klaskaniu i tańcach: ani jedno źródło nie opisuje ołtarza, ofiary ani świątyni tak nazwanej postaci, więc świadectwo dotyczy pieśni, nie kultu.
Kupało jako bóg i Kolada jako postać pojawiają się w tym samym miejscu: w latopisie skompilowanym po 1623 roku i znanym z odpisu sporządzonego w monasterze hustyńskim w 1670 roku, wyliczającym ruskie bożki. Nazwa święta Kupały wiąże się z kąpielą i z Janem Chrzcicielem, a kolęda to łacińskie calendae — oba bóstwa są więc wstecznym wnioskiem z nazwy obrzędu, wyciągniętym w XVII wieku, nie w XIX.
XIX-wieczni zbieracze folkloru tych postaci nie wymyślili — przepisali je z siedemnastowiecznej kompilacji i puścili w obieg jako świadectwo pogaństwa.
- Nie da się wykluczyć, że któryś z refrenów naprawdę kryje dawne imię; nie da się też tego wykazać, bo brakuje jakiegokolwiek zdania o czczeniu tak nazwanej postaci.
- Łada bywa broniona jako bóstwo, a dowodem mają być pieśni wschodniosłowiańskie; cały argument opiera się na podobieństwie brzmienia.
Skąd to wiadomostatuty synodalne, kroniki polskie i czeskie XV–XVII wieku, latopis kompilowany w XVII wieku, zbiory folkloru z XIX wieku

Wspólny panteon dosypany tam, gdzie było pusto
Zapis po chrzciePodróbki trafiały dokładnie w luki poświadczenia — i dopiero dzięki nim bóstwa słowiańskie układają się w jeden komplet wspólny wschodowi, zachodowi i południu.
Czytaj dalejWyroby trafiały zawsze w to samo: w puste pole. Południe nie zostawiło ani jednego imienia bóstwa, czeszczyzna zna Welesa tylko jako wyzwisko, a połabskie imiona stoją w kronikach bez jednego przedmiotu na potwierdzenie — i właśnie tam pojawiły się figurki z runicznymi imionami, czeskie imiona bogów dopisane na marginesie słownika i deseczki z ciągłą opowieścią o wierze wschodu. Każda dostawa łatała inny brak, a razem złożyły obraz, którego źródła nigdy nie dały: jednej religii wspólnej całej Słowiańszczyźnie.
Najlepiej widać to po języku Księgi Welesa, który miesza formy z różnych stuleci i z różnych gałęzi słowiańszczyzny — żaden dawny zabytek tak nie mówi, bo dawny pisarz władał mową jednego miejsca, nie słowiańszczyzną w ogóle. Wspólnoty, której w latopisach i w nazwach wzgórz szukamy po ziarnku, wyrób podaje od razu i w całości, dlatego popularne zestawienia bogów do dziś stawiają obok Peruna imiona wyjęte z figurek i z deseczek. Skąd te rzeczy się wzięły i czyją są robotą, opowiada osobna sekcja o podróbkach.
- Nie każde imię z popularnej listy pochodzi z wyrobu: stoją tam obok siebie postacie naprawdę zapisane, choć tylko w jednym zakątku Słowiańszczyzny, i takie, za którymi nie stoi żaden zapis — lista nie odróżnia jednych od drugich.
- Rozpoznanie wyrobu nie cofa jego skutków: część wywodu o wspólnej wierze Słowian powstała wtedy, gdy te dostawy uchodziły za źródła, i nie zawsze da się dziś wskazać, które zdanie z nich wyrosło.
Skąd to wiadomopopularne listy bóstw słowiańskich, w których wyroby stoją obok zapisów, porównanie języka fabrykatu z językiem dawnych zabytków, mapa luk w poświadczeniu wschodu, zachodu i południa

Kapłan Arkony, wołchwowie znad Wołgi
Zapis po chrzcieNa Rugii kapłan znaczył więcej niż książę, na Rusi wołchwowie wzniecali bunty, na południu nie ma ani jednej takiej postaci.
Czytaj dalejKronika duńska przedstawia kapłana Arkony jako osobę ważniejszą od księcia Rugian. Latopis ruski notuje pod rokiem 1024 wystąpienie wołchwów w ziemi suzdalskiej podczas głodu, a pod rokiem 1071 ich wystąpienia nad Wołgą i w Nowogrodzie, gdzie książę zabił wołchwa toporem.
Cerkiewny wyraz żerca, czyli składający ofiarę, żyje w językach wschodniosłowiańskich i w przekładach, ale nie stoi przy żadnym opisie konkretnego obrzędu odprawionego w konkretnym miejscu. Południe nie zostawiło ani jednego imienia kapłana, ani jednego opisu obrzędu spisanego przed chrztem.
Wróżby państwowe opisano wyłącznie na zachodzie: prócz konia prowadzonego nad włóczniami rzucano tam losy przed wyprawą, a w Arkonie napełniano róg na znak urodzaju.
Trzy relacje o koniu pochodzą od trzech różnych autorów i z trzech różnych ośrodków, więc wróżba przed wyprawą była na zachodzie stałym urządzeniem, a nie jednorazowym pomysłem jednego grodu.
- Wołchwowie z latopisu bywają czytani jako przywódcy głodnego ludu, a nie jako kapłani dawnej religii.
- Nie wiadomo, czy zachodni kapłan to dawna instytucja słowiańska, czy urząd ukształtowany dopiero w starciu z Kościołem.
- Brak wzmianek o kapłanach na Rusi i na Bałkanach może wynikać z milczenia źródeł, nie z braku takich ludzi.
Skąd to wiadomokronika duńska o Rugii, latopis ruski pod konkretnymi latami, żywoty pomorskie, kronika saska

Wspólne słowo to jeszcze nie wspólny obrzęd
RekonstrukcjaWspólne słowo dowodzi wspólnego słowa; żeby dowieść wspólnego obrzędu, trzeba daty, miejsca i świadka.
Czytaj dalejWspólny wyraz bywa wspólną pożyczką: bóg jest ten sam u wszystkich Słowian, a najbliższy odpowiednik ma w irańskim, nie w bałtyjskim, więc wspólnota słowa dowodzi tu wspólnego sąsiedztwa, nie wspólnej wiary. Nazwa terenowa nie jest świadectwem: wzgórze zwane Perun może wziąć nazwę od pospolitego pioruna albo od właściciela noszącego takie imię.
Odtworzone indoeuropejskie imię gromowładcy tłumaczy dzieje wyrazu i tłumaczy bałtyjskiego Perkūnasa, lecz nie mówi, komu i kiedy składano bydło pod konkretnym drzewem. Folklor zapisany w XIX wieku dzieli od pogaństwa od ośmiuset do tysiąca lat chrześcijaństwa; zapisuje wieś XIX-wieczną, a nie wiek dziewiąty.
Źródło wrogie przesadza z zawodu: list wzywający do wyprawy w 1108 roku opowiada o głowach składanych bóstwu, a kronika duńska opisuje Arkonę dla władcy, który właśnie ją złupił. Symetria jest narzędziem fałszerza: z Czarnoboga zrobiono Białoboga, z wołania lelum polelum dwóch braci, a z kilku imion kijowskich pełny panteon na wzór rzymski.
Twarde zostaje to, co ma datę, miejsce i świadka: przysięgi ruskie z X wieku, świątynie połabskie między 1008 a 1168 rokiem, zakazy kościelne z podanym rokiem i stanowiska z warstwą datowaną.
To samo imię potrafi znaczyć trzy różne rzeczy: bóg bydła w ruskiej przysiędze z 971 roku, wyzwisko obok czarta w czeskim tekście z początku XV wieku, nazwa miasta nad Wardarem. Co więcej, brzmienia też nie są identyczne — Ruś zapisuje Wołosa, czeszczyzna Velesa — więc nawet punkt wyjścia, jedność imienia, jest tu domysłem, a nie danymi.
- Granica między ostrożnym porównaniem a domysłem nie jest ostra; te same dane bywają czytane jako wspólne dziedzictwo albo jako zbieg okoliczności.
- Odrzucając wszystko, co nie ma daty, otrzymuje się obraz uboższy od rzeczywistości — to też jest błąd, tylko w drugą stronę.
Skąd to wiadomozestawienie datowanych źródeł pisanych z porównaniem językowym, nazwami terenowymi i materiałem wykopaliskowym
Warstwa najbogatsza i najmylniejsza
Duchy i istoty
Leszemu zostawiano chleb z solą na pniaku, gospodarzowi łaźni trzecią kolejkę wody, a zmarłym w świąteczną noc całą łaźnię: gorącą wodę, brzozową miotłę i czystą koszulę, a rano szukano w popiele śladu stopy. Jedni biorą opłatę za wstęp na swoje, drudzy nie mają swojego wcale — rusałka, utopiec i upiór to ludzie, którym śmierć przyszła nie w porę, a nie osobny gatunek stworzeń. Reguła jest prosta i twarda: komu się płaci, kto wraca, czego te istoty pilnują i kiedy sprawcą okazuje się ktoś swój. Poszczególne postacie mają własne nazwy regionalne i różne daty pierwszych zapisów.

Kasza dla ducha domu, chleb dla pana lasu
FolklorGospodarz nie modlił się do ducha domu i niczego mu nie ślubował: obowiązki miały obie strony i obie mogły je złamać, a zerwany układ kosztował.
Co z tym nie jest jasneGospodarz nie modlił się do ducha domu i niczego mu nie ślubował: obowiązki miały obie strony i obie mogły je złamać, a zerwany układ kosztował.
Czego tu nie wolno przeoczyć
Przy tej warstwie nie ma świątyni, kapłana ani dnia w kalendarzu, jest za to codzienna wymiana. Duchowi domu zostawia się jedzenie przy piecu albo pod progiem, panu lasu chleb z solą lub pierwszy łup na pniaku przy wejściu w bór, gospodarzowi łaźni trzecią kolejkę wody i mydło; w zamian bydło ma się chować, droga ma się znaleźć, a dom ma stać. To nie modlitwa, tylko opłata i powinność po obu stronach.
Układ daje się złamać z każdej strony i obie o tym wiedzą. Zaniedbany duch domu trzaska naczyniami, plecie koniom grzywy w kołtuny i gniecie śpiących, a gospodarz przenoszący się pod nowy dach zaprasza go wprost i zabiera dla niego żar ze starego pieca. Wypowiedzenie takiej umowy nie jest odstępstwem od wiary, lecz zerwaniem układu, i skutki ma gospodarskie, nie duchowe.
Najostrzej widać to przy duchu, który przynosi cudze: ziarno z sąsiedzkiego spichlerza, mleko od cudzej krowy, monety. Chowańca się wysiaduje pod pachą z jaja czarnej kury, kupuje albo dziedziczy, a potem karmi kaszą na mleku, w wyznaczonym miejscu i o wyznaczonej porze; pozbyć się go prawie nie sposób, bo głodzony mści się na inwentarzu, a przy śmierci gospodarza upomina się o swoje. Stąd opowieści o takim słudze bywają przestrogą przed majątkiem, który przyszedł za prędko.
Skąd się ta umowa wzięła, rozstrzygnięcia nie ma. Za pokrewieństwem z opieką nad zmarłymi przemawia miejsce — piec i próg, czyli tam, gdzie zostawiano jadło zmarłym, choć nie tam, gdzie ich grzebano — oraz to, że w części przekazów duch domu jest po prostu pierwszym gospodarzem tego domostwa; jest to jednak wniosek z podobieństwa, a nie zapis.
Najstarszy zapis tej wymiany nie dotyczy zresztą żadnej istoty z imieniem, tylko samych zmarłych. Staroruskie kazania przeciw dwuwierze potępiają palenie dla nich łaźni w świąteczną noc: zostawiano gorącą wodę, brzozową miotłę i czystą koszulę, czyli to, co należy się gościowi, a rano oglądano popiół, szukając śladu stopy. Zapis wyprzedza materiał gwarowy o kilka stuleci i pokazuje regułę w czystej postaci — gościna, nie nabożeństwo.

Ci, którym śmierć przyszła nie w porę
Zapis po chrzcieRusałka, utopiec i upiór nie są osobnym gatunkiem stworzeń: to sąsiedzi, których śmierć zastała przed weselem, bez chrztu albo bez pogrzebu.
Co z tym nie jest jasneRusałka, utopiec i upiór nie są osobnym gatunkiem stworzeń: to sąsiedzi, których śmierć zastała przed weselem, bez chrztu albo bez pogrzebu.
Czego tu nie wolno przeoczyć
Najgroźniejsze istoty tej warstwy mają ludzki życiorys. Rusałkami zostają dziewczęta zmarłe przed zamążpójściem i dzieci zmarłe bez chrztu, utopcem ten, kto został w wodzie bez spowiedzi i bez grobu, upiorem samobójca, zmarły nagle albo pochowany byle jak. Klucz jest wszędzie ten sam i nie jest nim rodzaj stworzenia, tylko śmierć, która przyszła za wcześnie albo nie tak, jak trzeba.
Dlatego lęk dotyczy nie tyle lasu i wody, ile porządku pogrzebu. Kto nie przeszedł tam, gdzie przechodzą wszyscy, zostaje po tej stronie i trzyma się miejsca swojej śmierci albo swojego obejścia; stąd bierze się cały zestaw zabiegów przy trumnie — kamień pod brodę, ostrze w poprzek szyi, ciało złożone twarzą do ziemi, mak wsypany po to, żeby zmarły miał co liczyć.
Samo kryterium jest przy tym chrześcijańskie do szpiku, bo brak chrztu, spowiedzi i pogrzebu to kategorie kościelne, choć obawa przed miejscem czyjejś śmierci jest od nich starsza. Średniowieczny zapis ma z tego tłumu niewiele postaci: nawie, o których ruska kronika pisze pod rokiem 1092, oraz upiora, którego imię nosi pisarz podpisany w 1047 roku; reszta weszła na papier dopiero z dziewiętnastowieczną ankietą.
Sam wyraz nawie należy do najstarszej warstwy tego słownictwa i ma odpowiedniki w kilku językach słowiańskich, musiał więc istnieć, zanim się one rozeszły. Dowodzi to jednak wspólnego słowa, a nie wspólnego obrzędu: co robiono ze zmarłym, który wracał, wiadomo dopiero z zapisów o setki lat późniejszych, a te są już na wskroś chrześcijańskie.

Pan wody bierze swoje, utopiec szuka towarzystwa
FolklorW tej samej rzece siedzą dwie postacie i robią co innego: jedna pobiera opłatę za wstęp na swoje, druga sama kiedyś utonęła i ciągnie za sobą następnych.
Co z tym nie jest jasneW tej samej rzece siedzą dwie postacie i robią co innego: jedna pobiera opłatę za wstęp na swoje, druga sama kiedyś utonęła i ciągnie za sobą następnych.
Czego tu nie wolno przeoczyć
Pan wody jest właścicielem. Siedzi w młynówce, pod jazem i w wirze, żąda swojego — w części przekazów jednego utopionego na rok, a dopóki go nie dostanie, woda ma być niespokojna — i pilnuje wstępu na własne: nie wchodzi się do niej w południe ani po zmroku, a w niektórych opowieściach nie ratuje się tonącego, bo pan wody weźmie ratującego w zamian.
Utopiec nie ma na własność niczego. Jest tym, kto w tej wodzie został, trzyma się swojego stawu albo brodu, gasi światła, myli drogę idącemu nad wodą po zmroku i wciąga następnych nie dla zapłaty, lecz dla towarzystwa; bywa przy tym przekupiony i bywa pomocny, czego od właściciela żywiołu nikt się nie spodziewa. Zapisy obie postacie mieszają, ale role mają różne: pierwszy pobiera daninę, drugi szuka kogoś takiego jak on.
Ta sama para rozchodzi się w innych żywiołach. Gospodarz lasu wydziela myśliwemu zdobycz i karze za wejście bez daru, a na południu wiła z gór, źródeł i polan leczy rany, doradza bohaterowi i bierze go za brata, dopóki nikt nie wydepcze kręgu, w którym tańczyła, ani nie napije się z jej źródła bez pozwolenia; zabłąkany w tym samym lesie nie ma nic i szuka wyjścia.

Południe, połóg i tydzień, w którym nie wolno prząść
FolklorTe istoty pilnują nie ludzi, lecz zakazów: nie pracuj w polu w samo południe, nie wchodź do wody po pewnym dniu lata, nie przędź w tygodniu zmarłych.
Co z tym nie jest jasneTe istoty pilnują nie ludzi, lecz zakazów: nie pracuj w polu w samo południe, nie wchodź do wody po pewnym dniu lata, nie przędź w tygodniu zmarłych.
Czego tu nie wolno przeoczyć
Każda z tych postaci stoi przy jakiejś linii. Południca pilnuje godziny: przychodzi w samo południe, pyta o len i o przędzenie, a karze tego, kto odpowie źle albo urwie rozmowę — zawrotem głowy, bólem karku, odebraną mową, obłędem. Boginka pilnuje granicy domu w chwili, gdy ta jest najsłabsza, czyli w połogu, zanim matka z dzieckiem wrócą do kościoła. Pan wody pilnuje daty, po której woda jest już zimna.
Zakazy są przy tym rozsądne i dają się przeczytać wprost. W upalne południe nie pracuje się w polu, nie śpi na słońcu i nie zostawia dziecka na miedzy, po świętach letnich nie wchodzi się do rzeki, a przy położnicy nie zostaje się samemu ani w dzień, ani w nocy, nie wynosi się ognia z izby i nie wymawia imienia dziecka przed chrztem. Wyobrażenie niczego tu nie tłumaczy — ono pilnuje reguły, a postać z sierpem pamięta się dłużej niż przestrogę.
Terminy tych zakazów wyznacza kalendarz kościelny, choć obawa jest od niego starsza: kąpiel otwiera i zamyka święto letnie, a tydzień, w którym nie wolno prząść, prać ani kąpać się samotnie, przypada po Zesłaniu Ducha Świętego. Południca jest przy tym jedyną z tych postaci z zapisem średniowiecznym — polszczyzna notuje jej nazwę już w 1472 roku, długo przed pierwszym opisem tego, jak miałaby wyglądać i co robić.

Dusi sąsiadka, a chmurę ciągnie chłop z tej samej wsi
FolklorW części przekazów zmora nie jest wcale istotą, tylko żywym człowiekiem, który dusi, nie wiedząc o tym — zło ma wtedy adres we wsi, a nie w lesie.
Co z tym nie jest jasneW części przekazów zmora nie jest wcale istotą, tylko żywym człowiekiem, który dusi, nie wiedząc o tym — zło ma wtedy adres we wsi, a nie w lesie.
Czego tu nie wolno przeoczyć
Zmora bywa w zapisach osobnym stworzeniem, ale bywa też kimś z sąsiedztwa: kobietą o zrośniętych brwiach, dzieckiem urodzonym z zębami, człowiekiem, który dusi nocą wbrew własnej woli i rano nic o tym nie wie. Ranę zadaną zmorze po ciemku miano nazajutrz zobaczyć na twarzy sąsiadki, a oskarżenie budowano dokładnie tak samo jak przy czarownicy.
Podobnie jest z tym, kto prowadzi chmurę: płanetnikiem zostaje żywy chłop ze wsi, porywany w obłok i wracający wycieńczony, którego karmiono, żeby grad poszedł na cudze pole. Swój jest też gospodarz chowańca, bo jego dostatek tłumaczy się cudzą stratą. Wyjaśnienie nieszczęścia zostaje w ten sposób wewnątrz gromady i ma twarz, którą każdy zna z imienia.
Cena takiego wyjaśnienia jest wysoka, bo pada na konkretną osobę. Pod samym duszeniem leży zjawisko znane na całym świecie i niezależne od wiary — świadomość wraca wcześniej niż władza nad ciałem — a przekaz daje mu miejscową postać i miejscowy adres. Postać ta nosiła w gwarach wiele nazw, poświadczonych w różnym czasie.
Pełny podział
Demonologia według miejsca i funkcji
Po polsku zapisano przed reformacją cztery z tych imion: ubożę i skrzatków z kazań, południcę i latawca z glosy z 1472 roku. Domowik, leszy i płanetnik wchodzą na papier dopiero z dziewiętnastowieczną ankietą. Najciemniejszy jest odmieniec: dziecko z wadą wrodzoną wynoszono na gnojowisko i bito trzema rózgami, żeby boginka zabrała swoje, a oddała cudze. Dla każdej istoty można wskazać obszar występowania i datę pierwszego zapisu.

Najstarsze wzmianki: kościelne wykazy zakazanych praktyk
Zapis po chrzcieŚląski podręcznik spowiednika, gnieźnieńska postylla i ruskie kazania wyznaczają granicę tego, co o demonach da się poświadczyć przed 1500 rokiem.
Czytaj dalejNajobszerniejszy środkowoeuropejski spis praktyk magicznych to trzynastowieczna "Summa de confessionis discretione", podręcznik dla spowiedników z księgozbioru cystersów w Rudach pod Raciborzem; rękopis liczy 148 kart po 31 wierszy, a magii dotyczą rozdziały VIII–X księgi trzeciej.
Brat Rudolf, autor tej sumy, wylicza obnoszenie noworodka wokół ogniska, zajęcze uszy i krecie łapy kładzione do kołyski, spalenie błony płodowej, jajko wrzucane do pierwszej kąpieli, lanie ołowiu dla zbadania losu oraz wróżenie z ognia; z istot nazywa po imieniu jedynie "leśną babę, którą zwiemy fauną".
Polskie kazania z XV wieku zawierają glosy przeciw tym, którzy zostawiają resztki jedzenia demonom zwanym ubożę — to najstarszy polski zapis obrzędu skierowanego do ducha domowego.
Postylla Łukasza z Wielkiego Koźmina, rektora uniwersytetu krakowskiego zmarłego po 28 czerwca 1412 roku, powstała między 1405 a 1412 i zapisuje pogańskie wołania przy wiosennych tańcach; rękopis przechowywany jest w Gnieźnie, a rozpoznano go dopiero w 1979 roku, dzięki czemu polski spis wyprzedził o dwa pokolenia pierwszą księgę roczników Jana Długosza, pisaną około 1455 roku.
Staroruskie kazania przeciw dwuwierze — "Słowo pewnego chrystolubca" i "Słowo świętego Grzegorza" — zachowały się w nierównej liczbie odpisów: pierwszego znanych jest około osiemnastu, drugiego zaledwie cztery, a najstarsze z nich to koniec XIV i wiek XV, przy czym datowanie samych tekstów rozciąga się od wieku XI aż po XIV; to stamtąd, i tylko stamtąd, znamy upiory, bereginie, wiły oraz modlenie się ogniowi pod owinem.
Czeski homiliarz opatowicki z połowy XII wieku zawiera 133 kazania i czeskie glosy z XIII wieku, a wśród nich przygany dla pogaństwa utrzymującego się w Czechach. Czego w tych spisach nie ma: ani domowika, ani leszego, ani płanetnika, ani rusałki jako postaci wychodzącej z wody, ani dziwożony — wszystkie te imiona wchodzą do zapisów dopiero z XIX-wieczną etnografią.
Rękopis sumy zaginął w 1945 roku, a odzyskano go w 1958. Datowanie tekstu waha się między XIII a początkiem XIV wieku, a autorstwo między cystersem z Rud pod Raciborzem a Rudolfem z Biberach; miano najstarszego środkowoeuropejskiego spisu chwieje się razem z tymi wątpliwościami.
Zapis gnieznienski wymienia z imienia Lado, Jassa, Quia i Nija przy wiosennych tancach; te same cztery imiona wracają potem przy nowożytnych fałszerstwach.
- Spisy pisali duchowni po to, żeby zwalczać, więc nazywają rzeczy z zewnątrz i po łacinie; "faunus", "lares familiares" czy "Ephialtes" to szuflady klasyczne, do których wpychano miejscowe wyobrażenia.
- Listy w kazaniach ruskich powtarzają się niemal dosłownie, co każe pytać, ile z nich to obserwacja własna, a ile przepisanie poprzednika — część wyliczeń wygląda na przejętą z tekstów południowosłowiańskich.
- Datowanie "Słowa pewnego chrystolubca" rozpięte jest między wiekiem XI a XIV, a rękopisy są o kilka stuleci młodsze od domniemanego oryginału.
Skąd to wiadomośredniowieczne podręczniki spowiednicze, zbiory kazań i homiliarze

Ubożę, skrzatkowie i kłobuk z Warmii
Zapis po chrzcieUbożę z XV-wiecznych kazań i skrzatkowie z glosy około 1500 roku to jedyne polskie demony domowe poświadczone przed reformacją.
Czytaj dalejZa najstarszą polską nazwę ducha opiekuńczego uchodzi ubożę, notowane w kazaniowych glosach XV wieku wraz z obrzędem: nie myje się misek w Wielki Czwartek, żeby duchy miały co jeść, i zostawia się im resztki obiadu w czwartek. Około 1500 roku łacińskie "lares familiares" oddano po polsku jako "skrzatkowie", z dopiskiem, że pospólstwo zwie je "mali ludzie"; sam skrzat i uproszczony krzat zapisane są już w XV wieku, a nazwa jest pożyczką ze staro-wysoko-niemieckiego scrat, scrato.
Wierszowana "Officina ferraria" z 1612 roku opisuje ubożęta kujące boso, w samych koszulach, w śląskiej kuźnicy; kuźnik nazwiskiem Kot miał im z litości dać szaty w nagrodę za pracę. Bożę notowane jest w polszczyźnie od XVI wieku, bożątko od XVII, inkluz od XVI, a skarbnik i skarbek od XVII wieku — przy czym skarbnik był początkowo złym duchem nad kruszcami i dopiero na przełomie XIX i XX wieku stał się pomocnikiem górnika.
Kłobuk jest demonem południowej Warmii, słabiej znanym Mazurom i Ślązakom: przybiera postać mokrej kury, kaczki, gęsi, sroki, wrony lub kota, wymaga osobnej izby pomalowanej na czarno na końcu strychu, a porzucony zamienia zniesione dobra w spleśniałe plewy. Kłobuka zdobywa się, wabiąc go jedzeniem albo zakopując poroniony płód pod progiem domu, skąd po siedmiu dniach — w innych przekazach po siedmiu latach — ma wyjść gotowa istota; mimo tego rodowodu nie utożsamiano go z diabłem, choć bał się znaku krzyża.
Wschodni odpowiednik nosi nazwy damawik, chatnik, domowik, domowoj died, dobrochot i żyrowik, mieszka za piecem, w zapiecku, u progu, na strychu i w czerwonym kącie, a przy przeprowadzce zaprasza się go słowami i przenosi mu żar ze starego pieca, kładąc monetę i pierwszy chleb w podpolu.
Ubożę wywodzi się dwojako: od rdzenia oznaczającego dostatek, a więc duszek dostatku, i od jego zaprzeczenia, a więc duszek niedoli; rozstrzygnięcia nie ma. Kłobuk i wschodni domowik nie mają żadnego zapisu średniowiecznego — to materiał XIX i XX wieku, a więc inny stopień pewności niż ubożę i skrzatkowie. Wersja o siedmiu dniach i wersja o siedmiu latach pochodzą z różnych zapisów gwarowych, nie z jednego wierzenia.
- Nie wiadomo, czy ubożę to zbiorowa nazwa dusz zmarłych przodków, czy osobna klasa duchów; sam wyraz zbudowany jest na zaprzeczeniu rdzenia oznaczającego obfitość, co ciągnie znaczenie ku "duchom niedoli".
- Skrzat przyszedł razem z nazwą z niemieckiego, więc wyobrażenie iskier i światełek mnożących bogactwo może być zapożyczeniem, nie warstwą rodzimą.
- Słowa "domowoj" nie poświadcza żaden tekst średniowieczny; postać znamy wyłącznie z zapisów XIX i XX wieku, a cofanie jej w pogaństwo jest domysłem.
Skąd to wiadomoglosy i kazania staropolskie, drukowane postylle XVI i XVII wieku, poemat hutniczy z 1612 roku, dawne zapisy leksykalne i gwarowe

Owinnik w suszarni, bannik w łaźni
FolklorŁaźnia, owin i gumno miały własnych gospodarzy, którym składano czarną kurę i koguta; postacie znane są z zapisów XIX-wiecznych.
Czytaj dalejOwinnik, zwany też gumiennikiem, mieszka w suszarni snopów i na klepisku, ale nigdy nie wchodzi do izby, bo ta należy do domowika — podział kompetencji jest w zapisach konsekwentny. Wyobrażano go jako ogromnego czarnego kota wielkości psa podwórzowego o oczach jak węgle; w guberni smoleńskiej przybierał postać barana, w kostromskiej — trupa.
Ofiara dla owinnika to kogut ścięty w progu suszarni, którego krwią skrapiano cztery kąty, oraz pieróg zostawiony w wejściu; egzekwował zakaz suszenia snopów przy silnym wietrze i w święta, zwłaszcza w Podwyższenie Krzyża i Pokrow. Bannik siedzi w łaźni za kamienką albo pod ławą i przypisuje mu się każde nieszczęście w łaźni: oparzenie wrzątkiem, rzucanie kamieniami w piecu, łomotanie w ściany.
Bannikowi zostawia się trzecią lub czwartą kolejkę mycia, a w cebrzyku wodę, mydło oraz chleb żytni z gruboziarnistą solą; ofiarę z nieoskubanej czarnej kury zakopywano pod progiem, najchętniej w Wielki Czwartek. Żeńskim odpowiednikiem bannika jest obdiericha, kudłata baba; z łaźnią wiązały się też wróżby panien, które o północy podchodziły do uchylonych drzwi, by po dotknięciu poznać majętność przyszłego męża.
Średniowieczne ślady kultu w budynku gospodarczym są dwa i oba stoją w staroruskich kazaniach przeciw dwuwierze: przygana za modlenie się ogniowi pod owinem oraz potępienie łaźni palonej dla zmarłych w świąteczną noc. Zostawiano im gorącą wodę, brzozową miotłę i czystą koszulę, czyli to, co należy się gościowi, a rano szukano w popiele śladu stopy — spodziewano się dowodu obecności, nie gestu pamięci. Zapisy te wyprzedzają materiał gwarowy o kilka stuleci, ale postaci nie nazywają: ani bannika, ani owinnika.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy owinnik jest starym duchem ognia, czy późną wykładnią pożarów suszarni, które niszczyły całe zagrody; taką genezę sugeruje jego wyjątkowa złośliwość w zapisach.
- Żadne średniowieczne źródło nie podaje imion tych istot; mamy obrzęd bez imienia w XI–XIV wieku i imię bez średniowiecznego obrzędu w wieku XIX.
- Podział na domowika, owinnika, gumiennika, dworowego i bannika bywa w gwarach płynny — ten sam duch przechodzi z budynku do budynku i zmienia nazwę.
Skąd to wiadomoXIX- i XX-wieczne zbiory etnograficzne z guberni północnoruskich; jedno zdanie w staroruskim kazaniu przeciw dwuwierze

Pole: południca i przypołudnica
FolklorNazwę notuje polszczyzna od 1472 roku, ale postać kobiety w bieli tnącej sierpem w żytach opisano dopiero w XIX wieku.
Czytaj dalejPolskie zapisy nazwy sięgają 1472 roku, co czyni południcę jedną z nielicznych istot polnych mających średniowieczne poświadczenie leksykalne. Zasięg wierzenia obejmuje Łużyce z odrębnym nazewnictwem, Czechy i Słowację z formą polednice, Polskę z południcą, przypołudnicą, żytnią babą i babą o żelaznych zębach, oraz ruską Północ — gubernie archangielską, ołoniecką, nowogrodzką i jarosławską, Ural i Syberię.
U Słowian południowych postaci brak; pojawia się tylko marginalnie u Słoweńców, co odwraca zwykły kierunek zapożyczeń i czyni z południcy zjawisko północne. Wyobrażano ją jako młodą kobietę albo starą babę owiniętą w białe płótno, z rozpuszczonymi włosami, z sierpem lub nożycami, pojawiającą się w samo południe i przybierającą postać wirującego słupa kurzu przed burzą.
Funkcja jest porządkowa: pilnuje przerwy w pracy, karze udarem, bólem karku i obłędem tego, kto został w życie w południe, a dzieciom albo kradnie je do worka, albo zaśmiewa je na śmierć. W cerkiewnosłowiańskich psałterzach stoi "bies południowy", ale jest to przekład łacińskiego daemonium meridianum z psalmu, przejęty z tradycji śródziemnomorskiej razem z monastycznym obrazem pokusy nachodzącej w samo południe, a nie zapis wiary słowiańskiej.
Na Łużycach nazwa ma dwie postacie: dolnołużycką pśezpołdnicę i górnołużycką pśipołdnicę, obok serpownicy. U Słowian południowych rolę południcy przejmuje wiła, więc brak postaci nie znaczy braku wyobrażenia. Data 1472 to poświadczenie leksykalne z glosy, z tej samej warstwy zapisów, z której pochodzi glosa tłumacząca Ephialtes jako latawca.
Kara, jaką południca wymierza, układa się w listę objawów przegrzania, a zakaz pracy w polu w najgorętszych godzinach letniego dnia jest po prostu rozsądny. Wyobrażenie robi z nim to, czego nie robi sucha przestroga: daje mu twarz, imię i sierp. Przestrogę się zapomina, kobiety w bieli stojącej w życie nie zapomina nikt.
- Nierozstrzygnięte, czy rodzima południca narosła wokół biblijnego demona południa, czy odwrotnie — kościelna formuła przylgnęła do istniejącego wierzenia polnego.
- Nie wiadomo, czy południca i żytnia baba to ta sama postać, czy dwie zlepione w XIX wieku przez zbieraczy porządkujących materiał.
- Średniowieczny zapis z 1472 roku daje nazwę i nic więcej: nie ma przy niej ani opisu, ani obrzędu, więc równie dobrze może być leksykalną kalką jak śladem wiary.
Skąd to wiadomostaropolska glosa XV-wieczna, XIX-wieczne zbiory łużyckie, czeskie, polskie i północnoruskie

Las: leszy, borowy
FolklorSłowo leszy wchodzi do ruskich zamawiań w XVII wieku; umowę z nim zawierał pasterz, płacąc pisanką i chlebem z solą.
Czytaj dalejWyraz "leszy" pojawia się w tekstach zamawiań od XVII wieku, a pierwszy jego wizerunek pochodzi z wieku XVIII; wcześniejsze żywoty świętych opisują demony zachowujące się podobnie, ale ich tak nie nazywają. W tradycji ruskiej naliczono ponad sto nazw zastępczych — lesowik, borowik, leszak, lesnik, leśny gospodarz — a mnogość ta bierze się z zakazu wymawiania właściwego imienia ducha.
Pasterz zawierał z leszym umowę na wiosennego Jerzego i wiosennego Mikołaja, płacąc pisanką, chlebem z solą, a niekiedy obietnicą jednej lub dwóch krów; przez cały sezon obowiązywały go zakazy, między innymi strzyżenia i pożyczania odzieży. Zabłąkany miał zdjąć całe ubranie i włożyć je na lewą stronę, bieliznę wspak, a buty zamienić nogami — to najczęściej notowany sposób zerwania uroku.
Wiara była najsilniejsza na Północy Rosji i w strefie leśnej, słabła na stepie i kurczyła się wraz z wycinaniem lasów, co widać w zapisach z przełomu XIX i XX wieku. W Polsce odpowiednikiem bywa borowy, a Boruta z okolic Łęczycy jest już diabłem dworskim, nie panem lasu; polską warstwę leśną zajmują raczej boginki i dziwożony niż jedna męska postać gospodarza.
Nazwa jest przezroczysta i późna, bo znaczy tyle co leśny, ale typ istoty jest stary i rozległy. Pan zwierzyny, który wydziela myśliwemu zdobycz, żąda szacunku wobec zabitego zwierzęcia i karze za branie ponad miarę, występuje od Syberii po Alpy i należy do najszerzej rozsianych wyobrażeń Eurazji; leszy ma w nim udział, a nie osobny wynalazek.
Zapisy dają mu przy tym rozpoznawalną sylwetkę: rośnie z drzewami i maleje z trawą, a często czegoś mu brakuje — cienia, brwi, jednego buta. Robota jest własnościowa, nie zabójcza: zwodzi z drogi, przestawia znaki i prowadzi w kółko po tym samym uroczysku, ale potrafi też wskazać wyjście, użyczyć zwierzyny i oddać zabłąkane bydło. Wchodzącemu w bór zostawiało się na pniaku chleb z solą albo pierwszy łup, czyli opłatę za wstęp.
- Brak jakiegokolwiek średniowiecznego poświadczenia nazwy sprawia, że cofanie leszego w pogaństwo jest domysłem, nie świadectwem.
- Pasterska umowa z duchem lasu ma odpowiedniki bałtyjskie i fińskie, więc nie wiadomo, czy to warstwa słowiańska, czy wspólna dla całej strefy leśnej.
- Polski borowy i ruski leszy bywają zestawiane jako jedna postać, choć łączy je głównie miejsce, a nie zestaw cech.
Skąd to wiadomoruskie teksty zamawiań od XVII wieku, XVIII-wieczna ikonografia, XIX-wieczne zbiory etnograficzne z guberni północnych

Woda: utopiec, topielica, wodnik
FolklorTopielec ma w polskich zapisach z lat 1884–1929 kilkanaście nazw i jedną regułę: broni się przed nim żelazem i rzeczą święconą.
Czytaj dalejPolskie zapisy podaniowe o topielcu pochodzą z lat 1884, 1885, 1886, 1887, 1892, 1893, 1898, 1903, 1904, 1912 i 1929, a wiara trwała żywa do pierwszych dekad po 1945 roku. Nazwy notowane w gwarach to wasermany, hasermany, topichy, topniki, utopce, płynniki, potopiciele, utopielniki, wodne ludzie i wodne diabły — rozrzut nazewniczy jest większy niż przy jakiejkolwiek innej istocie wodnej.
Utopcem zostawało nieochrzczone niemowlę utopione przez matkę, dziecko boginki, kobieta brzemienna, samobójca, utopiony bez spowiedzi albo człowiek o dwóch duszach, w którego wstąpił zły duch. Bronią przeciw niemu jest żelazo — siekiera, widły, nóż, igła — oraz rzecz poświęcona: szkaplerz, różaniec, stuła, święcone ziele i woda; zapisy zalecają też uderzenie lewą ręką.
Gniazda zapisów to Śląsk oraz okolice Sławkowa, Ropczyc, Strumienia i Pińczowa, a także Mazowsze; na Śląsku utopiec wrósł w lokalną narrację tak mocno, że dorobił się imienia własnego i przypisania do konkretnego miasta. Wodnikowi z młynów i jazów składano ofiary z kozła, konia lub krowy, a kąpieli unikano nocą i przed Kupałą; czeski i morawski hastrman oraz łużycki i śląski waserman noszą nazwę przejętą z niemieckiego.
Jedyny średniowieczny ślad kultu wody u Słowian to przygana w staroruskim kazaniu, gdzie wylicza się składanie ofiar ogniowi, kamieniom, rzekom, źródłom i bereginiom — jest kult, nie ma wodnika.
Ofiary dla wodnika z młynów i jazów znamy z XIX-wiecznych zapisów z pogranicza niemieckiego i czeskiego; nie są śladem obrzędu przedchrześcijańskiego.
Zakazy przy panu wody obejmują nie tylko porę dnia, ale cały sezon: przed Kupałą wody nie ruszano wcale, a po pewnym dniu późnego lata kąpiel ustawała ponownie — tłumaczono to bądź wystygnięciem wody, bądź tym, że wypoczywał już w niej jeleń, a daty i uzasadnienia różnią się między okolicami. Pan wody żąda w części przekazów swojego co roku, jednego utopionego, a dopóki go nie dostanie, woda ma być niespokojna; najdalej sięga notowany miejscami zakaz ratowania tonącego, bo kto wyciąga cudze, oddaje siebie.
Sam pan wody bywa w opisach starcem z zieloną brodą, bywa dzieckiem, bywa zwierzęciem, a siedzibę ma tam, gdzie woda pracuje: w młynówce, pod jazem i w wirze. Stąd bierze się zła sława młynów i podejrzenie ciążące na młynarzach, o których mówiono, że mają z nim stosunki osobne i nie całkiem czyste.
- Nazwy waserman i hasterman zdradzają wpływ niemiecki, więc nie wiadomo, ile w polskim wodniku jest wyobrażenia rodzimego, a ile przyswojonego z zachodniego sąsiedztwa.
- Na Kujawach słowem "wodnik" nazywano płanetnika, czyli istotę powietrzną — ta sama nazwa oznacza w dwóch regionach dwie różne rzeczy, co psuje każdą prostą klasyfikację.
- Wyprowadzanie utopca z duszy samobójcy jest wykładnią już chrześcijańską; nie sposób sprawdzić, co było pod spodem.
Skąd to wiadomopolskie zbiory podań i materiałów gwarowych z lat 1874–1929; jedno zdanie w staroruskim kazaniu przeciw dwuwierze

Woda: rusałki, wiły, bereginie
Zapis po chrzcieRusalia to rzymskie święto róż ku czci zmarłych; wiły znają ruskie kazania, ale nie zna ich wschodniosłowiańska wieś.
Czytaj dalejNazwę rusałki wywodzi się od rusaliów, czyli rzymskiego święta róż ku czci zmarłych, przeszczepionego przez Bałkany; konkurencyjne wyprowadzenia od "rusła" i od nazw rzek nie mają poparcia w obrzędzie. Tydzień rusalny przypada od Semika do Dnia Ducha, czyli tuż po Zielonych Świątkach; wtedy rusałki miały wychodzić z wody w pola i lasy, a wyraz "русалки" notuje ruski tekst z lat siedemdziesiątych XV wieku.
Rusałkami zostawały dusze dzieci zmarłych bez chrztu, dziewcząt zmarłych przed zamążpójściem oraz ludzi urodzonych albo zmarłych w tygodniu rusalnym — klucz jest zawsze ten sam: śmierć nie na czas. Obraz różni się regionalnie w sposób nie do pogodzenia: na Północy Rosji to brzydkie, kudłate kobiety, na Ukrainie i na południu piękne dziewczęta, stąd nazwy mawka, nawka i łoskotucha na Ukrainie, wodianica i kupałka na Białorusi, wodianicha, chitka i szutowka na Północy.
Wiły wymieniane są w staroruskich kazaniach przeciw dwuwierze, i to nie samym imieniem: jedno z tych kazań notuje, że prostaczkowie biorą je za boginie, kładą im ofiary i rżną dla nich kury. We wschodniosłowiańskim folklorze ich mimo to nie ma, a najstarsze odpisy kazań pochodzą dopiero z końca XIV wieku — jest to więc postać książkowa, przechodząca z listy do listy, a nie zapis wiejskiej pamięci. Bułgarskie zapisy notują wiły od XIII wieku — w nazwach miejscowych i wśród praktyk potępianych z ambony — a żywa wiara w nie utrzymała się u Serbów, Chorwatów i Bułgarów; wiły wiązano z dziewczętami zmarłymi bez chrztu, przypisywano im sprowadzanie gradu i ostrzeganie przed nim.
Bereginie pojawiają się w dwóch staroruskich kazaniach: raz w wyliczeniu obok ognia, kamieni, rzek i źródeł, raz obok upiorów jako najstarsza rzekomo warstwa kultu. Liczby sióstr nie stawia przy bereginiach wprost żaden staroruski tekst: jedno z pouczeń przeciw pogaństwu liczy trzydzieści sióstr i odnosi tę liczbę do wił, którymi kończy szereg bogów, a inne podaje trzy dziewiątki, czyli dwadzieścia siedem, i tam zaimek zamyka dopiero cały ciąg — Peruna i Chorsa, wiły z Mokoszą, upiory i bereginie — więc liczba przylgnęła do bereginii przede wszystkim dlatego, że stoją w nim ostatnie. Dwudziestu dziewięciu nie podaje żaden znany odpis.
Wcześnie poświadczona jest nazwa święta, rusaliów; rusałka jako postać wchodzi do zapisów dopiero w XVIII wieku. Dwadzieścia siedem znaczy w tych rękopisach trzy dziewiątki, bo tak liczono, zanim rachunek dziesiątkowy wyparł dziewiątkowy, a trzydzieści to ta sama wielość przeliczona dziesiątkami. Formuła trzyma się do dziś w bajce, w której wyprawa idzie za trzy dziewiątki ziem do trzydziestego królestwa, znaczy więc mnogość okrągłą, a nie policzoną gromadę — i tym właśnie różni się od dwunastu sióstr-chorób, które apokryf wylicza z imienia.
W tygodniu rusalnym obowiązywały zakazy bardzo konkretne: nie prząść, nie prać i nie kąpać się samotnie, bo woda i pole należały wtedy do kogo innego. Na gałęziach drzew wieszano wówczas płótno i koszule — nie na ozdobę, lecz jako dar dla tych, którym niczego nie da się już podać do ręki. Spotkanego wtedy człowieka rusałki miały wciągać w taniec na miedzy i załaskotać na śmierć, o czym mówi wprost ukraińska nazwa łoskotucha; ten sam zakaz pracy przy lnie wraca w pytaniach, jakie w polu zadaje południca.
- Wyprowadzenie rusałki od rzymskich rosaliów bywa kwestionowane, bo trudno wskazać drogę i czas przejęcia święta przez Słowian wschodnich.
- Nie wiadomo, czy wiły w kazaniach ruskich to zapis miejscowej wiary, czy element przejęty z południowosłowiańskich wzorów razem z całą formułą wyliczenia; za drugą możliwością przemawia brak wiły w późniejszych zapisach ludowych ze wschodu, ale przesądzić się tego nie da.
- Bereginie w źródłach są postaciami drugorzędnymi, wspomnianymi kilkoma słowami; każde zdanie o ich wyglądzie, funkcji i opiece nad domem jest dopisane później. Nie jest też pewne, czy należy do nich liczba sióstr.
Skąd to wiadomostaroruskie kazania przeciw dwuwierze, ruski tekst z lat 1470–1480, bułgarskie źródła od XIII wieku, XIX-wieczne zbiory ukraińskie i białoruskie

Powietrze: płanetnik, chmurnik, obłocznik
FolklorChmurnik prowadzi chmury po niebie, a bywa nim żywy człowiek ze wsi; wszystkie zapisy pochodzą z lat 1893–1902.
Czytaj dalejNazwa płanetnik pochodzi od słowa "płaneta", oznaczającego w gwarach chmurę burzową; starsze i rodzime nazwy tej samej istoty to chmurnik i obłocznik. Zapisy, na których opiera się cała wiedza o płanetniku, pochodzą z lat 1893, 1895, 1898 i 1902, z Przysietnicy na Pogórzu i Lachowic w Beskidzie Żywieckim; wcześniejszych brak.
Robota płanetnika polega na przeciąganiu chmur linami i własnymi barkami, napełnianiu ich deszczem lub gradem i opróżnianiu nad wybranym miejscem — jest to wyobrażenie pracy, nie władzy nad żywiołem. Płanetnikiem bywa żywy człowiek ze wsi, porywany w chmurę i wracający wycieńczony; wsie karmiły takich ludzi, bo gościnność miała odwrócić grad od własnych pól.
Pole chroniono, wkopując na miedzy gałązki leszczyny, lipy i palmy wielkanocnej oraz zakopując ewangelię, a chmurę odpędzano biciem w dzwony kościelne albo, gdy świątyni nie było w pobliżu, dzwonkami loretańskimi. Na Kujawach tę samą postać nazywano wodnikiem, a w Wielkopolsce mówiono o wodnych babach; południowosłowiańskim odpowiednikiem jest zduhacz.
Wierzenie notowano w zbiorach ludoznawczych także przed ostatnią dekadą XIX wieku, a zapisu sprzed tego stulecia nie ma żadnego. Kościół inaczej traktował dwie rzeczy: wiarę w ludzi władających burzą potępiał już we wczesnym średniowieczu, a dzwonienie poświęconym dzwonem przeciw chmurze dopuszczał.
- Nie istnieje żaden zapis nazwy płanetnik sprzed XIX wieku, więc jego "pogańskość" jest wyłącznie domysłem porównawczym.
- Postać miesza dwie rzeczy: demona powietrznego i człowieka o szczególnym darze, a zapisy nie rozstrzygają, która wersja jest starsza.
- Bicie w dzwony przeciw gradowi to praktyka ogólnoeuropejska, potępiana przez Kościół już we wczesnym średniowieczu, więc trudno uznać ją za świadectwo słowiańskiej warstwy wierzeniowej.
Skąd to wiadomopolskie zbiory podań wierzeniowych i materiały gwarowe z lat 1893–1902

Nawie w Połocku, rok 1092
Zapis po chrzciePod rokiem 1092 kronika ruska notuje w Połocku nocny tętent niewidzialnych zmarłych i śmierć każdego, kto wyszedł z domu.
Czytaj dalejPod rokiem 1092 ruska kronika zapisuje, że w Połocku nocą słychać było tętent i bieganie po ulicach, a kto wyszedł z domu, dostawał niewidzialną ranę i umierał; sprawcami są nazwani nawie, czyli zmarli. Ten sam zapis podaje, że rzecz zaczęła się w Drucku, gdzie na niebie ukazał się wielki krąg — kronikarz wiąże więc zjawisko niebieskie z zarazą i z umarłymi w jednym ciągu przyczynowym.
W jednym z odpisów kroniki zdanie brzmi, że zmarli pożerają Połoczan, w innym że ich biją; chwiejność między umarłymi a biesami tkwi w samym tekście, nie została dołożona później. Prasłowiański rdzeń *navь znaczy trup, zmarły, i przetrwał w staroczeskim jako określenie zaświatów oraz w ukraińskich nazwach mawka i nawka, którymi określa się dusze dzieci zmarłych bez chrztu.
Bułgarski folklor zna dwanaście nawi wysysających krew z położnic — liczba dwanaście łączy je z apokryficznymi demonami chorób, nie z żadną rodzimą kosmologią. Triada Jawia–Prawia–Nawia, powtarzana dziś jako "słowiańska kosmologia", nie występuje w żadnym źródle; pochodzi wprost z fałszerstwa przepisywanego od 1925 roku i ogłoszonego w latach 1957–1959.
Kronika notuje zdarzenie około dwudziestu lat po nim i robi to ręką mnicha, więc jest to relacja bliska, ale nie świadectwo naoczne.
- Nie sposób rozstrzygnąć, czy nawie z 1092 roku to zmarli przodkowie, czy demony zarazy — kronikarz używa obu kategorii wymiennie.
- Istnienie "Nawii" jako krainy zmarłych jest rekonstrukcją; w źródłach słowo oznacza trupa i zmarłego, nie miejsce.
- Zapis jest chrześcijański i pochodzi z około dwudziestu lat po zdarzeniu, więc opisuje wiarę ludzi ochrzczonych, a nie pogański system.
Skąd to wiadomoruska kronika z początku XII wieku w kilku odpisach; staroczeskie glosy; XIX-wieczne zapisy ukraińskie i bułgarskie

Zmarli: upiór, strzyga, wieszczy
Zapis po chrzcieImię Upir Lichy nosi pisarz z 1047 roku, a sierp przy szyi znaleziono w ponad dwudziestu XVII-wiecznych grobach w Drawsku nad Notecią.
Czytaj dalejNajstarszy zapis słowa pochodzi z roku 6555, czyli 1047, kiedy nowogrodzki duchowny przepisujący Księgi proroków dla księcia Włodzimierza Jarosławowicza podpisał się imieniem Upir Lichy. Staroruskie kazanie o pogaństwie układa dzieje kultu w kolejność i podaje, że zanim zaczęto składać ofiary Rodowi i rożanicom, kładziono je "upiorom i bereginiom" — to jedyne średniowieczne zdanie wiążące upiory z obrzędem.
Znakami przyszłej strzygi były dwa rzędy zębów, zrośnięte brwi, brak włosów pod pachami, pojedynczy obojczyk, urodzenie w czepku albo z zębami oraz przekonanie o dwóch sercach i dwóch duszach, z których tylko jedna odchodzi po śmierci. Zabiegi przeciw zmarłemu to dekapitacja, ułożenie ciała twarzą do ziemi, przewiązanie oczu, przebicie kołkiem osikowym albo zębem brony, kartka z imieniem Jezus pod językiem i wsypanie maku; zapisy podaniowe pochodzą z lat 1874, 1878, 1887, 1893–1910 i sięgają lat sześćdziesiątych XX wieku.
Gniazda zapisów to Pomorze — Słupsk, Puck, Wejherowo, Kartuzy, Chojnice — oraz okolice Krakowa z Bochnią, Wadowicami i Limanową, a także Lublin i Łańcut. Kaszubski wieszczy rodzi się w czepku; czepek suszono, ucierano na proszek i podawano dziecku w siódmym roku życia, a do trumny wkładano sieć albo mak, żeby miał zajęcie, i wapno z tłuczoną cegłą do ust; ostatecznością było odcięcie głowy łopatą i położenie jej między stopy.
Na cmentarzysku w Drawsku nad Notecią, we wsi pod Krzyżem Wielkopolskim, wykopaliska idą od 2008 roku i rachunek rósł tam z sezonu na sezon: do 2012 roku wydobyto około 285 szkieletów i wydzielono wśród nich sześć pochówków zabezpieczających — w pięciu sierp leżał przy szyi albo na brzuchu, w dwóch pod żuchwę podłożono duży kamień — natomiast po dziewiątym sezonie, zamkniętym w sierpniu 2016 roku, przebadanych grobów z XVII wieku było już mniej więcej siedemset, a pochówków z sierpem lub nożem przy szyi albo w pasie ponad dwadzieścia; w Pniu pod Bydgoszczą, na cmentarzu tego samego stulecia liczącym 101 grobów, odkryto 30 sierpnia 2022 roku kobietę z sierpem na szyi i trójkątną kłódką przy stopie, a w sezonie 2023 dziecko złożone twarzą do ziemi z kłódką pod piętą.
Nazwa strzyga pochodzi od rzymskiej strix, nocnego ptaka-demona pijącego krew; w Polsce słowo utrzymywało się obok wieszczycy do XVIII wieku, po czym ustąpiło upiorowi rozchodzącemu się ze wschodu, a na Bałkanach dało rumuńskiego strigoia.
- Odczytanie imienia Upir Lichy jako słowiańskiego wyrazu bywa podważane: równie dobrze może to być zapis skandynawskiego imienia Öpir, co przesunęłoby najstarsze poświadczenie o stulecia.
- Sierp w grobie nie musi być zabezpieczeniem przed zmarłym — dziś zamiast o pochówkach antywampirycznych mówi się raczej o pochówkach atypowych, bo narzędzie mogło być atrybutem, znakiem statusu albo elementem stroju. Rozbieżne bywają też same rachunki z Drawska: obok liczb rosnących z sezonu na sezon krąży wersja ostrożniejsza, mówiąca o kilkuset grobach i pięciu zmarłych z sierpem, a cmentarzysko datuje się bądź na sam wiek XVII, bądź na XVII i XVIII.
- Nie wiadomo, czy strzyga jest postacią rodzimą, na którą nałożono łacińską nazwę, czy wyobrażeniem przyjętym z Bałkanów wraz z imieniem.
- Głośne "epidemie wampiryczne" — sprawa z 1725 roku we wsi Kisiljevo, śledztwo zakończone raportem "Visum et Repertum" z 1732 roku w Medvedji i cesarski zakaz otwierania grobów z 1755 roku — rozegrały się w Serbii i Banacie pod administracją habsburską, nie w Polsce, i nie wolno ich przenosić na ziemie polskie.
Skąd to wiadomokolofon rękopisu z 1047 roku, staroruskie kazania, polskie zbiory podań z lat 1874–1910, wykopaliska na cmentarzyskach nowożytnych

Latawiec z 1472 roku, mora i dusiołek
FolklorPolska glosa z 1472 roku tłumaczy łacińskie Efialtes słowem latawiec; duszenie we śnie ma kilkanaście nazw gwarowych.
Czytaj dalejW 1472 roku polska glosa oddaje łacińskie "Efialtes", czyli ciężki duszący sen, słowem latawiec — to najstarszy polski zapis wyobrażenia nocnego dusiciela. Od XVI do XVIII wieku latawca i latawicę zaliczano do katalogu istot diabelskich; w postylli wydanej w Krakowie w 1583 roku mowa jest o "ziemnych skrytkach" jako rodzaju diabłów, a traktat z 1595 roku porządkuje sny i czary w podobne rejestry.
Słownik z początku XIX wieku notuje jeszcze "latawiec — duszenie nocne" i stawia obok niego morę, co pokazuje, że obie nazwy długo oznaczały to samo doznanie. Nazwy gwarowe rozchodzą się regionalnie: mora, morus i kikimora, dusiołek, gniotek, gnieciuch i gmocek na południowym wschodzie, siodło i siodlisko na Podhalu, biża i macek na pograniczu polsko-ukraińskim, sotona w Beskidzie Śląskim, wieszczyca w Wielkopolsce.
Zmorę rozpoznawano po zrośniętych czarnych brwiach, mizernej cerze i zapadłych oczach, a ranę zadaną jej nocą miano nazajutrz zobaczyć na twarzy sąsiadki — oskarżenie budowano tak samo jak przy czarownicy. Obrona to zmiana pozycji snu, nóż, siekiera, moneta lub miotła przy łóżku, różaniec i znak krzyża, a także zatkanie dziury, którą zmora weszła, żeby nie mogła wyjść.
Zmora bywa w zapisach żywym człowiekiem działającym bez własnej wiedzy albo pokutującą duszą zmarłego — to nie jedna klasa istot, lecz jedno doznanie z dwiema wykładniami. Glosa z 1472 roku należy do tej samej warstwy co piętnastowieczny rękopis przeciw incubusowi, w którym łacińskie imię demona oddano polskimi słowami latalec i latawiec.
Rdzeń tej nazwy nie został w Słowiańszczyźnie. Ten sam element siedzi w niemieckim Mahr, w angielskim nightmare i w drugim członie francuskiego cauchemar, a wszędzie oznacza jedno: ciężar siadający na piersi śpiącego. Zachodnie słowo na zły sen niesie więc do dziś ten sam rdzeń co polska zmora, z czego jednak nie wynika, kto go komu podał, bo kierunku tej pożyczki nikt dotąd nie rozstrzygnął.
- Łączenie rdzenia mar-/mor- ze słowami "morzyć", "mara" i "mór" jest domysłem etymologicznym, nie świadectwem wierzeniowym.
- Nie da się oddzielić wyobrażenia od opisu porażenia przysennego, które występuje niezależnie od kultury; zmora jest nazwą nadaną doznaniu fizjologicznemu.
- Nazwa mora ma odpowiedniki germańskie i romańskie, więc kierunek zapożyczenia pozostaje otwarty.
Skąd to wiadomostaropolskie glosy z 1472 roku i około 1500, drukowane postylle i traktaty XVI wieku, słowniki XIX-wieczne, polskie zbiory podań

Choroby: dwanaście febr, Krowia Śmierć, morowe powietrze
FolklorDwanaście febr to w apokryfie córki Heroda, a zarazę bydła wyorywano pługiem ciągniętym nocą przez wdowy wokół wsi.
Czytaj dalejFebry, zwane po rusku trzęsawicami i lichoradkami, występują w liczbie siedmiu, dziewięciu, dwunastu albo siedemdziesięciu siedmiu, przy czym wersja najczęstsza mówi o dwunastu córkach Heroda przeklętych za śmierć Jana Chrzciciela. Wariantowe wykładnie tej samej dwunastki czynią z nich córki przeklęte przez Salomona, córki szatana albo dwanaście córek faraona utopionych przez ojca — konstrukcja jest apokryficzna i chrześcijańska, nie pogańska.
Imiona febr są opisami objawu: Triasieja trzęsie, Ogniejea pali, Ledieja ziębi, Łomieja łamie kości, Żołtieja żółci skórę; leczono je połykaniem karteczki z zapisanym imieniem, biciem kijem zdjętym z kurzej grzędy i skrapianiem odrzwi zamówioną wodą w noc sylwestrową.
Zarazę bydła personifikowano jako Krowią Śmierć, wyobrażaną jako czarna krowa, kot albo pies, jako krowi szkielet lub jako stara baba o rękach jak grabie. Obrzęd opachiwania polegał na tym, że kobiety — najczęściej wdowy i panny — w samych koszulach, z rozpuszczonymi włosami, nocą, w tajemnicy przed mężczyznami, zaprzęgały się do pługa i wyorywały bruzdę wokół wsi, waląc w kosy, sierpy, patelnie i blachy piecowe.
Napotkanego w czasie opachiwania kota albo psa zabijano na miejscu, bo wierzono, że w tej postaci ukryła się sama Śmierć; procesję prowadzili ludzie z kadzielnicą i ikoną świętego Własa, patrona bydła. W Polsce rozumienie zarazy jako czegoś, co się przemieszcza i wchodzi do wsi, utrwaliła między innymi instrukcja wydrukowana w Krakowie w 1613 roku, pouczająca, jak się sprawować czasu moru.
Liczbę sióstr, którą staroruskie pouczenia podają raz jako trzydzieści, raz jako trzy dziewiątki, czyli dwadzieścia siedem, przypisuje się dziś bereginiom. Z apokryficznymi siostrami-chorobami łączy te istoty sam nawyk liczenia demonów w siostry, a nie wynik rachunku: febr bywa siedem, dziewięć, dwanaście albo siedemdziesiąt siedem, a ani dwudziestu siedmiu, ani trzydziestu w tych wyliczeniach nie ma. Że demonologia chorobowa przyszła do Słowian razem z piśmiennictwem, widać po imionach febr i po samym apokryfie, nie po tej liczbie. Krowią Śmierć, opachiwanie i zabijanie napotkanego psa lub kota znamy wyłącznie z zapisów XIX-wiecznych; żadne starsze świadectwo tych obrzędów nie notuje.
Apokryf o dwunastu febrach i zamawiania krążyły w rękopisach, więc to warstwa piśmienna, inna niż obrzęd wiejski i inaczej datowana.
- Personifikacja zarazy jako kobiety w bieli, znana w Polsce jako morowa dziewica, ma zapisy dopiero XIX-wieczne; obraz jest zbyt rozpowszechniony w całej Europie, by uznać go za świadectwo słowiańskiej warstwy przedchrześcijańskiej.
- Oranie bruzdy wokół osady ma odpowiedniki antyczne i nie sposób rozstrzygnąć, czy to obrzęd rodzimy, czy przyswojony gest zakreślania granicy.
- Legenda o dwunastu febrach jest apokryfem przejętym razem z amuletami i zamawianiami, więc mówi więcej o drogach piśmiennictwa niż o wierze przedchrześcijańskiej. Pokrewieństwo tej dwunastki z liczbą sióstr z pouczeń przeciw pogaństwu pozostaje domysłem.
Skąd to wiadomoapokryfy i zamawiania w rękopisach ruskich, staroruskie kazania, XIX-wieczne opisy obrzędów wschodniosłowiańskich, polski druk medyczny z 1613 roku

Boginki, mamuny i odmieniec na gnojowisku
FolklorBoginka podmienia noworodka, a odmieńca bito trzema rózgami na gnojowisku — zapisy z lat 1874–1933 z Małopolski.
Czytaj dalejZapisy o boginkach pochodzą z lat 1874, 1881, 1885–1890, 1893, 1896, 1898–1900, 1903, 1905–1907, 1910, 1913 i 1933, a więc obejmują dwa pokolenia zbieraczy i jedną, dość stałą fabułę. Nazwy zmieniają się z regionem: mamuny i mamony w Małopolsce, w Przemyskiem, Sanockiem i Krośnieńskiem oraz na Śląsku, sibiele i siubiele na Mazowszu, dziwożony w Tatrach i Beskidach.
Boginki występują parami, czasem w towarzystwie mężczyzny w rogatej czapce, i podmieniają noworodki, ze szczególnym upodobaniem nieochrzczone, a położnicę potrafią porwać, wlec przez pola i bagna albo wyssać jej mleko. Odmieńca rozpoznawano po wielkiej głowie, wyłupiastych oczach, nieruchomym leżeniu w kołysce, braku mowy i odmowie jedzenia — to opis dziecka z wadą wrodzoną przełożony na język wierzenia.
Odzyskanie własnego dziecka polegało na wyniesieniu odmieńca na miedzę albo na gnojowisko, biciu go trzema tegorocznymi rózgami aż do głośnego krzyku i odwróceniu się tyłem, z formułą nakazującą boginkce odebrać swoje i oddać cudze; ten sam sposób notowano u Krakowiaków i u Hucułów.
Ochrona położnicy i dziecka to czerwona wstążka na rękę na Górnym Śląsku, czerwona czapeczka przeciw światłu księżyca, kwiat dziurawca w oknie, drzwiach i przy kołysce, okadzanie podróżnikiem w Tarnowskiem i Rzeszowskiem, pas ojca położony na łóżku oraz nieodstępowanie kobiety przez mężczyzn.
Nazwa dziwożona pochodzi od słowackiego "divá žena", ma odpowiedniki czeskie, huculskie i łużyckie, a w polszczyźnie literackiej upowszechniła się dopiero po powieści wydanej w 1855 roku pod tym właśnie tytułem — w gwarach częstsze były mamuna, boginka i siubiela.
Podmienione dziecko nie jest pomysłem miejscowym: ten sam wątek, z tą samą fabułą i tym samym zakończeniem, notowano od Irlandii po Bałkany. Wszędzie robi też to samo — tłumaczy chorobę albo wadę wrodzoną noworodka tak, że wina nie pada ani na matkę, ani na ojca, lecz na przybysza spoza domu. Sama obecność wątku u Słowian nie jest więc jeszcze śladem warstwy rodzimej.
Do zestawu ochron dochodzą dwa zakazy, które pilnują nie ciała, lecz granicy domu: przez cały połóg nie wolno było wynosić ognia z izby ani wymawiać imienia dziecka przed chrztem. Pierwszy nie pozwala oddać na zewnątrz tego, co dom trzyma, drugi nie pozwala wydać samego dziecka, dopóki nie ma go pod kim zapisać — imię i ogień idą tu parą.
- Zapisy mieszają trzy warstwy: demona wodnego, leśnego i porodowego, a zbieracze XIX-wieczni scalili je w jedną postać pod jedną nazwą.
- Nie wiadomo, ile w "odmieńcu" jest wierzenia, a ile społecznej obsługi dziecka niepełnosprawnego — obrzęd kończył się realnym biciem realnego dziecka.
- Żadne źródło sprzed XIX wieku nie wymienia boginki ani mamuny z nazwy; średniowieczne przygany mówią ogólnie o kobietach i demonach szkodzących rodzącym.
Skąd to wiadomopolskie i ruskie zbiory podań oraz materiały gwarowe z lat 1874–1933

Awans bereginii i nazwy z druku
RekonstrukcjaBereginia z drugorzędnej wzmianki w kazaniu wyrosła na opiekunkę domowego ogniska, a spis demonów, którym posługujemy się dzisiaj, ułożył druk.
Czytaj dalejBereginie stoją w staroruskich kazaniach na samym końcu wyliczenia i nie dostają tam ani wyglądu, ani zajęcia, a mimo to w XX wieku wyrosły na opiekunki domowego ogniska z rodowodem cofniętym w pogaństwo; w 2001 roku na kijowskim Majdanie stanęła kolumna, a stojącą na niej figurę powszechnie nazywa się Berehynią. Tak wygląda awans w spisie demonów: postać drugorzędna dostaje etat, a z etatu wyrasta cała jej późniejsza historia.
Drugi skutek jest cichszy i sięga dalej, bo dotyczy samych nazw: spisem demonów, którym posługujemy się dzisiaj, rządzi druk. Ubożę przetrwało głównie w zapisach, gdy w żywej mowie już na początku XIX wieku ustępowało latawcowi, plonkowi, podziomkowi, skrzatowi i krasnoludkowi, a nazwa, która trafiła na papier, wygląda później na starszą i ważniejszą od tej, którą naprawdę wołano przy piecu. Skąd wzięły się podróbki dopisane do tego spisu i kto je zrobił, opowiada osobna sekcja o fałszerstwach.
- Odrzucenie dopisku nie załatwia samego wyrazu: bereginia jest realnym słowem realnego tekstu, tyle że nie znaczy tego, co się jej dziś przypisuje, a co znaczyła naprawdę — nie wiadomo.
- Przy kilku nazwach nie da się rozstrzygnąć, czy druk je rozpowszechnił, czy tylko jako pierwszy zapisał to, co i tak mówiono w jednej okolicy; materiał pokazuje, która nazwa wygrała w książkach, a nie która była w domach.
Skąd to wiadomodwa staroruskie kazania przeciw dwuwierze, dawne polskie zapisy leksykalne i gwarowe, XIX-wieczne druki popularne, kolumna postawiona w Kijowie w 2001 roku
Opowieści z ziem
Baśnie i podania regionalne
Spod Wawelu wychodzi w najdawniejszym zapisie nie smok, lecz całożerca, a szewca Skubę dopisano do tej opowieści dopiero w kronice z 1551 roku. Janosika znamy z akt procesu z wiosny 1713 roku, gdzie nie pada ani słowo o rozdawaniu łupu ubogim; szlachetność dorobił mu dziewiętnasty wiek.

Krak i całożerca spod Wawelu
Zapis po chrzcieNajstarszy zapis z około 1200 roku nie zna smoka, lecz całożercę, a szewc Skuba dołącza do opowieści dopiero w kronice z 1551 roku.
Czytaj dalejNajstarszą wersję spisał mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem w łacińskiej Kronice polskiej powstałej na przełomie XII i XIII wieku, a bestię nazwał tam holophagus, czyli całożerca — słowa smok w tym miejscu w ogóle nie ma. Smok wchodzi do opowieści dopiero u kronikarzy późniejszych: u Jana Długosza w Rocznikach pisanych w latach 1455–1480 oraz u Macieja Miechowity w kronice wydanej w 1519 roku.
Podstęp polega na podłożeniu skór bydlęcych wypchanych zapaloną siarką, a u mistrza Wincentego przeprowadzają go dwaj synowie Graka, więc zwycięstwo należy do rodu panującego, nie do miejskiego rzemieślnika. Szewc Skuba pojawia się w kronice drukowanej w 1551 roku, która i samo zdarzenie datuje na rok 700, choć żaden wcześniejszy przekaz takiej daty nie zna.
Wątek wędrowny: zgładzenie potwora przez podanie mu spreparowanej karmy opowiada deuterokanoniczny rozdział Księgi Daniela o Belu i wężu, dostępny każdemu duchownemu piszącemu po łacinie. Lokalne pozostaje przywiązanie opowieści do jaskini w wapiennej skale wawelskiej i do imienia, od którego wyprowadzono nazwę Krakowa.
Kopiec Krakusa ma 16 metrów wysokości, 57 metrów średnicy u podstawy i około 19 100 metrów sześciennych nasypu, a w latach 1934–1937 przekopano go na przeszło połowie powierzchni podstawy. Z wnętrza kopca pochodzi brązowa skuwka typu awarskiego datowana na VII–VIII wiek, a spod samego szczytu czeski denar Bolesława II z lat 972–999, więc nasyp jest o stulecia starszy niż pierwszy zapis podania.
Denar Bolesława II leżał około 50 cm pod darnią przy szczycie, datuje więc warstwę wierzchnią, a nie całość nasypu; skuwkę awarską znaleziono u podstawy wykopu lejowego.
U mistrza Wincentego zwycięstwo nad całożercą kończy się bratobójstwem: młodszy z synów zabija starszego, co jest częścią tej samej opowieści o władzy.
- Datowanie kopca rozciąga się od twierdzenia, że usypano go nie wcześniej niż około 500 roku przed naszą erą, przez przedział od schyłku VI do schyłku VII lub VIII wieku, po ustalenie zamykające nasyp między końcem VIII a połową X wieku; rozstrzygnięcia nie ma.
- Skuwka awarska bywa podważana jako podstawa datowania, ponieważ obecność Awarów pod Krakowem nie została dowiedziona.
- Nie wiadomo, czy imię Krak jest pierwotne wobec nazwy miasta, czy zostało z niej wyprowadzone przez kronikarza szukającego założyciela.
Skąd to wiadomołacińskie kroniki z przełomu XII i XIII wieku oraz z XV i XVI wieku, kroniki drukowane, sprawozdania z wykopalisk na kopcu

Wanda i skok do Wisły
Zapis po chrzcieW najstarszej wersji Wanda nie tonie w rzece; ofiarną śmierć w Wiśle dopisała kronika spisana przed 1296 rokiem.
Czytaj dalejU mistrza Wincentego, około 1200 roku, Wanda dziedziczy po Kraku, a najazd władcy Alemanów rozsypuje się bez bitwy, bo wojsko odmawia walki i pokonany sam zadaje sobie śmierć. Skok do Wisły jako wypełnienie ślubu złożonego wcześniej bogom pojawia się w Kronice wielkopolskiej, powstałej najpewniej przed 1296 rokiem za panowania Przemysła II i doprowadzonej do lat 1271–1273.
Imię niemieckiego zalotnika, Rytygier, dodał dopiero Jan Długosz w XV wieku, prawdopodobnie zapożyczając je z sagi o Dietrichu z Bernu, gdzie podobnie postępuje Osantrix; starsze kroniki mówią wyłącznie o tyranie Lemanów. Kopiec Wandy w podkrakowskiej Mogile mierzy 14 metrów wysokości, od 45 do 50 metrów średnicy u podstawy i 9,5 metra u wierzchołka, a objętość nasypu szacuje się na około 9000 metrów sześciennych.
Kopiec rozkopano jeden jedyny raz, około 1890 roku, i nie było to badanie archeologiczne w dzisiejszym rozumieniu; żadnego pochówku nie stwierdzono. W grudniu 2016 roku po raz pierwszy prześwietlono nasyp georadarem, który wykazał anomalie we wnętrzu, lecz nie grób.
Wieś Mogiła, której nazwa wiąże się z kopcem, występuje w dokumencie z 1222 roku, a więc zapis o miejscu jest starszy niż zapis o utopieniu się Wandy. Autorstwo i datowanie Kroniki wielkopolskiej są nierozstrzygnięte: wskazywano biskupa Bogufała II, kustosza Godzisława Baszkę, a w XX wieku także Janka z Czarnkowa, co przesuwałoby zapis na wiek XIV.
- Datowanie kopca na VII–VIII wiek opiera się na kształcie i położeniu, nie na znalezisku.
- Wywodzenie imienia Wanda od nazwy Wandalów jest konstruktem uczonym czasów nowożytnych, a nie przekazem źródłowym.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy ofiara z władczyni odbija jakąkolwiek praktykę, czy jest chwytem kronikarskim tłumaczącym nazwę kopca i miejscowości.
Skąd to wiadomokroniki łacińskie XII–XV wieku, dokument z 1222 roku, opis dziewiętnastowiecznego rozkopania kopca, badanie georadarowe

Popiel i myszy
Zapis po chrzcieMyszy są już u Galla około 1113 roku, ale Kruszwicę dopisano później, a Mysia Wieża stoi nad Gopłem dopiero od XIV wieku.
Czytaj dalejKronika Galla Anonima, spisana około 1113–1116 roku, zna wygnanego Popiela, drewnianą wieżę i myszy, które go dosięgają, a rzecz umieszcza w Gnieźnie, nie nad Gopłem. Mistrz Wincenty około 1200 roku rozbudował wątek: Pompiliusz II truje na uczcie stryjów i odmawia im pogrzebu, a myszy lęgną się z rozkładających się ciał — dopiero tutaj pojawia się wina, za którą przychodzi kara.
Kruszwicę wskazuje dopiero Kronika wielkopolska, a ceglana Mysia Wieża jest resztką zamku wzniesionego w XIV wieku przez Kazimierza Wielkiego, czyli mniej więcej czterysta lat po rzekomych wydarzeniach. Ten sam wątek opowiadano w Nadrenii o arcybiskupie Moguncji Hattonie II, który wieżę na wyspie pod Bingen odnowił w 968 roku, a w podaniu ginie od myszy podczas głodu roku 970.
U Galla Popiel urządza postrzyżyny dwóch synów i to właśnie z tej uczty odprawiono dwóch przybyszów, więc opowieść o myszach i opowieść o Piaście stanowią jedną całość fabularną. Ginie zaś wygnaniec w wieży na wyspie, której kronikarz nie nazywa; Gniezno pozostaje u niego miejscem uczty, nie śmierci.
Stryjów jest u mistrza Wincentego dwudziestu, a robactwo i myszy dosięgają również żony Pompiliusza oraz dwóch jego synów. Wieża pod Bingen pełniła funkcję komory celnej od 1298 roku, a wyprowadzenie nazwy od Mautturm (wieża celna) jest jednym z proponowanych wyjaśnień. Historyczny Hatton II był arcybiskupem Moguncji w latach 968–970 i nie ma śladu, by zginął inaczej niż śmiercią naturalną.
- Gall nie podaje zbrodni, za którą Popiela dosięgają myszy; motyw winy dopisuje kronikarz o osiemdziesiąt lat późniejszy.
- Kierunek wędrówki wątku między Nadrenią a Polską pozostaje nierozstrzygnięty, bo daty zapisów nie układają się w dowód.
- Nie wiadomo, czy Popiel to imię, przezwisko czy tytuł, ani czy stoi za nim postać historyczna.
Skąd to wiadomokroniki łacińskie XII–XIII wieku, kronika wielkopolska, niemieckie podania nadreńskie, datowanie murów zamku w Kruszwicy

Piast Kołodziej i dwaj wędrowcy
Zapis po chrzcieKronika z około 1113 roku opowiada o postrzyżynach i cudzie gościnności; trzy pokolenia przed Mieszkiem I nie mają innego potwierdzenia.
Czytaj dalejGall Anonim, piszący około 1113–1116 roku, opowiada, że dwaj przybysze odprawieni sprzed dworu Popiela w Gnieźnie trafili do ubogiego kołodzieja, u którego jadło i napitek pomnożyły się cudownie. Obrzędem, przy którym to się dzieje, są postrzyżyny siedmioletniego chłopca, po których syn gospodarza otrzymuje imię Siemowit.
Kronikarz wylicza trzy pokolenia poprzedzające Mieszka I — Siemowita, Lestka i Siemomysła — i jest to jedyna podstawa jakiejkolwiek chronologii dla polskiego IX wieku. Wątek wędrowny: nagrodzona gościnność wobec nierozpoznanych gości to schemat znany z antycznej opowieści o Filemonie i Baucydzie oraz z żywotów świętych, a cud rozmnożenia pokarmu należy do repertuaru hagiograficznego, nie pogańskiego.
Lokalne pozostają rzemiosło kołodzieja, umiejscowienie w Gnieźnie i wyprowadzenie dynastii od chłopa, co odwraca zwykły porządek kronikarskich genealogii. Niezależne kotwice dają wykopaliska: grody w Gnieźnie, Poznaniu i na Ostrowie Lednickim rozbudowano w X wieku, a chrzest Mieszka I przypada na rok 966, natomiast legendarnych przodków archeologia ani nie potwierdza, ani nie obala.
Imię Siemowit nadają chłopcu przybysze podczas obrzędu, więc nadanie imienia jest częścią postrzyżyn, a nie następstwem cudu. Wiek siedmiu lat przy postrzyżynach jest rekonstrukcją słowiańskiego zwyczaju, a nie liczbą podaną w dawnym zapisie.
- Nie wiadomo, czy Siemowit, Lestek i Siemomysł to postacie realne, czy imiona dorobione do wymaganej liczby pokoleń.
- Gall nie nazywa wędrowców misjonarzami ani świętymi, więc utożsamianie ich z konkretnymi postaciami chrześcijańskimi jest domysłem późniejszym.
- Nie da się orzec, czy opisane postrzyżyny odbijają obrzęd pogański, czy zwyczaj już przetworzony przez Kościół.
Skąd to wiadomołacińska kronika z początku XII wieku, wyniki wykopalisk na grodach wielkopolskich

Krok, Libusza i wojna dziewcząt
Zapis po chrzcieU Kosmasa wojna dziewcząt to igrzysko młodych; prawdziwą wojną z imionami bohaterek stała się dopiero w kronice z początku XIV wieku.
Czytaj dalejKosmas, urodzony około 1045 i zmarły 21 października 1125 roku, spisał po łacinie trzyksięgową Chronica Boemorum w latach 1119–1125, doprowadzając opowieść do roku własnej śmierci. U Kosmasa Krok ma trzy córki: Kazi znającą zioła i leczenie, Tetkę zajmującą się obrzędami oraz Libuszę, wieszczkę rozstrzygającą spory.
Przemysł Oracz zostaje odnaleziony przy pługu we wsi Stadice, a wróżba Libuszy o mieście, którego sława sięgnie gwiazd, tłumaczy powstanie Pragi. Wojnę dziewcząt Kosmas opisuje jako zabawę młodych, niemal igrzysko, a dopiero kronika tak zwanego Dalimila z początku XIV wieku czyni z niej regularną wojnę i wprowadza imiona bohaterek.
Opowieść przywiązano do terenu: gród dziewcząt Děvín leży naprzeciw męskiego Wyszehradu, a podpraski wąwóz Divoká Šárka nosi imię z tej właśnie historii. Wątek wędrowny: wspólnota wojujących kobiet to antyczny motyw amazoński, dostępny każdemu kronikarzowi czytającemu po łacinie.
Czeski Przemysł i polski Piast to dwaj założyciele dynastii wzięci spośród prostych ludzi, choć zawód mają różny: Przemysł orze, Piast robi koła. Pokrewieństwo obu legend dynastycznych jest hipotezą porównawczą; nie wykazano ani zależności jednej od drugiej, ani wspólnego pierwowzoru.
- Nie wiadomo, ile Kosmas zaczerpnął z opowieści ustnych, na które sam się powołuje, a ile ułożył z lektur antycznych.
- Imiona Vlasta, Šárka i Ctirad nie mają poświadczenia starszego niż XIV wiek.
- Tłumaczenie wojny dziewcząt jako echa obrzędu przesilenia letniego jest domysłem porównawczym, nie przekazem źródłowym.
Skąd to wiadomołacińska kronika czeska z lat 1119–1125, czeska kronika wierszowana z początku XIV wieku, nazwy miejscowe okolic Pragi

Podania, których nikt nie opowiadał
RekonstrukcjaFałszerstwa nie tylko podrabiały dowody — dorabiały opowieści, a te weszły do repertuaru i bywają dziś opowiadane obok Kraka i Libuszy.
Czytaj dalejPodrobione karty przyniosły nie same fałszywe dowody, lecz gotowe opowieści, a te przyjęły się prędzej niż sprostowania. Sąd Libuszy dołożył czeskiemu cyklowi scenę, w której wieszczka rozsądza spór i ogłasza dawne prawo, a wyglądał przy tym na świadka niezależnego od kroniki, więc przez kilka pokoleń nie dało się odróżnić, co w podaniu o Kroku i Przemyśle napisał kronikarz, a co mu dopisano. Pieśni z drugiego rękopisu stały w czeskich programach szkolnych wśród zabytków staroczeskich do 1893 roku.
Na wschodzie deseczki dały opowieść ciągłą, dzieje przodków spięte w jedną całość tam, gdzie rzeczywisty przekaz jest urywany i sam sobie przeczy, a po 1991 roku weszły do obiegu popularnego i do części tamtejszych podręczników. Podobnie imiona dorobione piórem w kronikach drukowanych — Jesza, Nija, Lel i Polel — rozwinęło piśmiennictwo romantyczne i stamtąd wracają jako bohaterowie dawnych baśni. Skąd się te opowieści wzięły i kto je ułożył, mówi osobna sekcja o fałszerstwach.
- Nie rozstrzygnięto, czy w podrzuconych tekstach tkwią pojedyncze motywy rzeczywistego przekazu ustnego, czy całość ułożono przy biurku; dowód fałszerstwa sam tego nie przesądza.
- Nie da się orzec, ile z dorobionych wątków wróciło potem do opowieści ludowej, bo zapisy terenowe robiono już po ich rozpowszechnieniu w druku.
Skąd to wiadomoczeskie programy szkolne i kanon literacki XIX wieku, piśmiennictwo romantyczne, dzisiejsze popularne zbiory podań słowiańskich, kroniki drukowane XV–XVI wieku

Skarbnik z kopalni
FolklorDuch kopalni ma wiek przemysłu: prawo górnicze z 1528 roku, węgiel od końca XVIII wieku, a zapisy podań dopiero z XIX stulecia.
Czytaj dalejWierzenie żyje tam, gdzie kopano kruszec i węgiel: na Górnym Śląsku duch nosi imię Skarbnik albo Skarbek, a na Śląsku Cieszyńskim bywa Pusteckim. Pokazuje się jako stary brodaty górnik z lampką, lecz przybiera też postać kozła, konia, psa, myszy, żaby, pająka i muchy, a najczęściej daje się poznać samym stukaniem w skale.
Rola jest podwójna: ostrzega przed zawałem, wodą i pożarem, a karze leniwych, chciwych i przeklinających pod ziemią, więc pilnuje porządku w załodze tak samo jak sztygar. Do praktyki należy zostawianie w wyrobisku kawałka chleba albo części posiłku — jest to ofiara odmierzana przy szychcie, nie przypadkowy okruch.
Kotwica przemysłowa jest twarda: rejon Tarnowskich Gór otrzymał prawo górnicze zwane Ordunkiem Gornym w 1528 roku, a akt uzupełniający wydali 31 października 1528 roku książę Jan II Dobry i margrabia Jerzy von Ansbach. Wielkie kopalnie węgla zakładano na Górnym Śląsku dopiero pod koniec XVIII wieku, a podania o skarbniku zapisywano w XIX i XX stuleciu, więc wierzenie ma wiek kopalni, nie wiek pogaństwa.
Wątek wędrowny: ducha kopalni znają górnicy niemieccy, gdzie występuje jako Bergmönch i kobold, oraz kornwalijscy, gdzie zwie się knocker, a ostrzegawcze stukanie jest elementem wspólnym. Lokalne jest imię i jego sens: skarbnik to ten, kto pilnuje skarbu, więc podziemne bogactwo ma właściciela, któremu górnik płaci szacunkiem i milczeniem.
Ordunek Gorny ogłoszono w Opolu 16 i 18 listopada 1528 roku w siedemdziesięciu dwóch artykułach o warunkach pracy i płacy, a poprzedzał go przywilej górniczy z 1526 roku dla Tarnowskich Gór; oba akty spisano dla kopalń srebra i ołowiu, do węgla zaś żaden się nie odnosi.
- Nie istnieje żaden zapis starszy niż XIX wiek, więc wywodzenie skarbnika z dawnego demona podziemi jest domysłem.
- Nie rozstrzygnięto, czy nazwa wyrosła z gwary górniczej, czy została przeniesiona z nazwy urzędu.
- Pokrewieństwo z niemiecką tradycją górniczą jest oczywiste, ale przy dwujęzycznych załogach kierunku zapożyczenia ustalić się nie da.
Skąd to wiadomozbiory podań śląskich z XIX i XX wieku, relacje górnicze, akty prawa górniczego jako kotwica chronologiczna

Utopce śląskie i łużycki wodny mąż
FolklorTen sam demon wody nosi trzy nazwy po dwóch stronach granicy, a zapisy pochodzą z XIX wieku; starszych świadectw nie ma.
Czytaj dalejNa Śląsku demon wody zwie się utopiec, utopek albo wasserman, obok czego chodzą nazwy topielec, topnik i utopnik; w łużyckich wsiach ta sama postać to wodny mąż (wodny muž), a u Czechów vodník lub hastrman. Wygląd powtarza się na całym obszarze: czerwona czapka albo zielony kapelusz, zielone włosy i broda, oślizgła skóra, wielka głowa oraz woda kapiąca z poły płaszcza.
Śląskie utopce są dwuznaczne: potrafią pomóc, poradzić, zaprzyjaźnić się i handlować z gospodarzem, co odróżnia je od czysto złośliwych demonów sąsiednich tradycji. Wywodzono je z dusz topielców i dzieci nienarodzonych, a przy nowiu miały wychodzić na brzeg i zadawać zagadki, przy czym kto próbował oszukać, ten tonął.
Kościół włączył je do własnej demonologii, tłumacząc jako upadłe anioły albo dusze samobójców i zalecając różaniec jako zabezpieczenie. Łużyce dają najgłębsze tło polityczne: Łużyczanie zostali podporządkowani królestwu niemieckiemu w 963 roku, w latach 1002–1031 pozostawali w granicach Polski — pokój w Budziszynie z 1018 roku ten stan potwierdził, nie zakończył — a potem wrócili pod panowanie niemieckie, więc ich podania krążyły w otoczeniu niemieckojęzycznym.
Łużycka opowieść o Krabacie ma pierwowzór historyczny: Johanna Schadowitza, oficera w służbie saskiej rodem z Zagrzebia — stąd przydomek Chorwat, po łużycku Krabat — zmarłego 29 maja 1704 roku w Särchen w wieku osiemdziesięciu lat; sam wątek terminatora u czarnoksiężnika jest wędrowny i znany w całej Europie.
Najstarszy zapis podania o Krabacie to protokół łużyckiego towarzystwa z 1839 roku; obszerniejszy przekaz daje kronika wiejska pisana w latach 1848–1852 i ogłoszona drukiem w 1878.
Motyw dusz pod odwróconymi garnkami jest najlepiej poświadczony w tradycji czeskiej i łużyckiej.
- Nie da się orzec, czy łużycki wodny mąż jest dziedzictwem słowiańskim, czy kalką niemieckiego Wassermanna, bo obie nazwy znaczą dokładnie to samo.
- Zapisy pochodzą niemal wyłącznie z XIX wieku, więc związek z wierzeniami sprzed chrystianizacji pozostaje niewykazany.
- Czerwona czapka i garnki z duszami występują także u niemieckiego Nixa, co uniemożliwia czyste rozdzielenie warstw słowiańskiej i germańskiej.
Skąd to wiadomodziewiętnastowieczne zbiory podań śląskich i łużyckich, słowniki gwarowe, kroniki niemieckie dla tła politycznego

Kaszubskie stolemy
FolklorOlbrzymy tłumaczą krajobraz: głazy, mierzeje i gockie kręgi kamienne z I–III wieku dostają w podaniu jednego sprawcę.
Czytaj dalejStolemy, po kaszubsku Stolemë, to olbrzymy zamieszkujące te ziemie przed ludźmi, a podania dają im rodziny, bo obok stolemów występują stolemki i stolemiątka. Przypisywano im wszystko, czego krajobraz sam nie tłumaczył: wielkie głazy narzutowe, pagórki, piaszczyste półwyspy w jeziorach, mielizny przy brzegu morza oraz kręgi kamienne.
Opowieść o olbrzymce sypiącej groblę przez jezioro Wdzydze tłumaczy powstanie półwyspu Gołubie — fartuch z piaskiem rozdarł się po jednej trzeciej drogi. Kręgi przypisywane stolemom są w rzeczywistości cmentarzyskami Gotów z I–III wieku naszej ery: w Węsiorach zachowały się trzy pełne kręgi i część czwartego oraz około dwudziestu kurhanów, a największy krąg ma 26 metrów średnicy przy kamieniach wysokich na półtora metra.
Największe takie założenie, w Odrach nad Wdą, objęto ochroną 15 września 1958 roku jako rezerwat o powierzchni 16,91 hektara, powiększony w 2020 roku o około 4600 metrów kwadratowych i otoczony wtedy otuliną o powierzchni blisko 50 hektarów. Wątek wędrowny: tłumaczenie megalitów robotą olbrzymów jest wspólne całej północnej Europie, gdzie grobowce nazywa się grobami olbrzymów, a wędruje też opowieść o dziecku olbrzyma, które przynosi w fartuchu oracza z wołami jako zabawkę.
Lokalne jest samo imię stolema oraz sposób, w jaki podania każą olbrzymom odejść: ustępują ludziom i wymierają, zostawiając po sobie wyłącznie kamienie.
Kurhany w Węsiorach mają od 4 do 16 metrów średnicy, a w części kręgów stoją centralne stele — to właśnie te kamienie tłumaczono robotą olbrzymów.
- Pochodzenie słowa stolem nie zostało rozstrzygnięte i bywa wywodzone z zapożyczenia germańskiego.
- Nie wiadomo, czy ludowe wiązanie kręgów z olbrzymami jest dawne, czy powstało dopiero wtedy, gdy zabytki zaczęły ściągać uwagę w XIX wieku.
- Podania zapisywali w XIX i XX wieku ludzie zaangażowani w ruch kaszubski, co mogło wpływać na dobór i kształt treści.
Skąd to wiadomokaszubskie zbiory podań z XIX i XX wieku, dokumentacja archeologiczna cmentarzysk w Węsiorach i Odrach

Janosik z Terchowej i Ondraszek spod Łysej Góry
FolklorObaj zbójnicy są postaciami z akt sądowych: proces w marcu 1713 i śmierć w karczmie 1 kwietnia 1715; szlachetność dopisał wiek XIX.
Czytaj dalejJuraj Jánošík urodził się 25 stycznia 1688 roku w Terchowej, jako piętnastolatek walczył w powstaniu kuruców, potem, mniej więcej od 1708 roku, służył w wojsku cesarskim i pilnował więźniów w Bytczy. W październiku 1710 pomógł uciec więźniowi Tomášowi Uhorčíkowi, a po jego odejściu objął dowództwo bandy w wieku dwudziestu trzech lat, działając w dolinie Wagu.
Schwytany wiosną 1713 roku w Klenovcu, sądzony był 16 i 17 marca 1713 na zamku Vranovo pod Liptowskim Mikułaszem, a wyrok wykonano jeszcze 17 marca: przebito mu bok hakiem i zawieszono na szubienicy. Ondraszek to Ondřej Fuciman, ochrzczony 13 listopada 1680 roku w Janowicach pod Frydkiem, grasujący w Beskidzie Śląsko-Morawskim wokół Łysej Góry, na granicy Śląska Cieszyńskiego i Moraw.
Zginął 1 kwietnia 1715 roku w karczmie w Świadnowie, zabity ciupagą przez kompana, który zgarnął sto florenów nagrody, a ciało poćwiartowano publicznie we Frydku dla odstraszenia. Obrońcami chłopów stali się obaj dopiero w pieśniach i literaturze XIX wieku, podczas gdy akta procesowe mówią o rozbojach, a nie o rozdawaniu łupu ubogim.
Wątek wędrowny: szlachetny rozbójnik odbierający bogatym ma odpowiedniki w angielskim Robin Hoodzie, bałkańskich hajdukach i węgierskich betyarach, a schemat powtarza się co do kolejności, od zdrady kompana po niezwykłą śmierć. Lokalne są rekwizyty i realia: ciupaga, taniec zbójnicki, gospodarka pasterska osadnictwa wołoskiego oraz granica krajów, przez którą uciekano przed pościgiem.
Nagroda wypłacona zabójcy Ondraszka i publiczne poćwiartowanie zwłok były aktem władzy, nie zemstą prywatną, co odbiera legendzie ton męczeński.
- Sposób stracenia Janosika nie jest pewny, bo obok haka źródła dopuszczają zwykłe powieszenie.
- Nie wiadomo, ile z podhalańskiego Janosika jest miejscowe, a ile przeszczepione ze słowackiej tradycji w XIX wieku.
- Podania o zbójnickich skarbach ukrytych w Tatrach nie mają potwierdzenia poza samą opowieścią.
Skąd to wiadomoakta sądowe z 1713 i 1715 roku, metryki parafialne, dziewiętnastowieczne zbiory pieśni i podań górskich

Rycerze śpiący pod Giewontem i Blaníkiem
FolklorWojsko czekające w górze to wątek znany całej Europie, nazwany od niemieckiej góry Kyffhäuser; polskie wersje zapisano dopiero w XIX wieku.
Czytaj dalejOpowieść bywa nazywana od niemieckiej góry Kyffhäuser, a samo śpiące wojsko traktuje się jako osobny wątek. Czeska wersja jest najlepiej datowana: około 1470 roku o wojsku ukrytym w górze mówił kaznodzieja Mikuláš z Vlásenic, w 1799 roku książkę o rycerzach wydał Václav Matěj Kramerius, a w 1813 roku dramat napisał Václav Kliment Klicpera.
Blaník ma 638 metrów wysokości i leży w kraju środkowoczeskim, około dziesięciu kilometrów na południe od Vlašimia, a rycerzom przewodzi patron ziemi czeskiej, święty Wacław. Polska wersja trzyma się Tatr i Giewontu, który ma 1895 metrów wysokości i sylwetkę czytaną jako leżący rycerz, a jedna z jaskiń w masywie nosi nazwę Jaskini Śpiących Rycerzy.
Warunek przebudzenia jest wszędzie ten sam — wojsko wyruszy, gdy krajowi będzie najgorzej — co czyniło z podania narzędzie polityczne, chętnie używane w czasach odrodzenia narodowego. Do wątku należy stały epizod: przypadkowy człowiek, najczęściej kowal albo pasterz, zostaje wprowadzony do wnętrza góry, podkuwa konie i wychodzi po latach w przekonaniu, że minęła jedna noc.
Wątek wędrowny obejmuje Fryderyka Barbarossę w Kyffhäuser i króla Artura w Brytanii, a przypisanie śpiącego władcy konkretnemu bohaterowi bywało zmieniane wraz z potrzebą chwili.
- Polskie zapisy nie sięgają przed XIX wiek, a to, który władca śpi pod Giewontem, zmienia się zależnie od wersji.
- Nie jest pewne, czy czeskie podanie z XV wieku odnosiło się pierwotnie do rzeczywistego zgromadzenia zbrojnych.
- Rozkwit opowieści przypada na wiek XIX, więc warstwy ludowej nie da się czysto oddzielić od literackiej.
Skąd to wiadomoczeskie kazania i druki od XV do XIX wieku, polskie zbiory podań tatrzańskich z XIX wieku

Byliny znad Onegi o dworze w Kijowie
FolklorPieśni o kijowskim dworze śpiewano nad Onegą jeszcze w XIX wieku, ale najstarszy zbiór spisano dopiero w połowie XVIII stulecia.
Czytaj dalejWykonawcy nie mówili byliny, lecz stariny, czyli opowieści o dawnych rzeczach, a samo słowo bylina upowszechniła antologia wydana w 1839 roku. Najstarszy zbiór, około siedemdziesięciu tekstów, zestawił w połowie XVIII wieku śpiewak kozacki na Uralu na zamówienie właściciela zakładów przemysłowych, korzystając z repertuaru górników rejonu permskiego.
Kilkaset bylin z okolic jeziora Onega ogłoszono w latach 1861–1867, a latem 1871 roku zaczęto je zapisywać wprost ze śpiewanego wykonania, co dopiero dało materiał wierny melodii i wersowi. Krąg kijowski gromadzi się wokół księcia Włodzimierza, panującego w latach 980–1015, a pieśni o jego dworze śpiewano na dalekiej północy jeszcze dziewięćset lat później.
Najważniejsi bohaterowie to Ilja Muromiec, Dobrynia Nikicz i Alosza Popowicz, a stałym epizodem jest walka Dobryni ze smokiem nad rzeką. Wątek wędrowny: pojedynek ze smokiem oraz próba sił dwóch bohaterów należą do wspólnego zasobu epiki europejskiej i azjatyckiej.
Lokalne są realia: dwór w Kijowie, step jako strona, z której przychodzi napastnik, oraz przeciwnik nazywany raz Połowcem, raz Tatarem, zależnie od tego, która epoka odcisnęła się w danym wariancie. Byliny przetrwały w Zaonieżu, nad Peczorą i w guberni archangielskiej, a więc tam, gdzie pańszczyzna i nadzór sięgały najsłabiej — choć związek jednego z drugim pozostaje domysłem, nie świadectwem źródłowym.
Ten najstarszy zbiór, nazywany od imienia domniemanego wykonawcy, jako jedyny z tak wczesnych podaje pieśni wraz z melodiami, a kim ta osoba była i jaki miała udział w spisaniu, pozostaje sporne.
- Nie wiadomo, ile realiów X wieku przetrwało dziewięćset lat przekazu ustnego, skoro same nazwy wrogów zmieniały się wraz z historią.
- Związek Ilji Muromca z mnichem czczonym w Ławrze Pieczerskiej jest tradycją, nie ustalonym faktem.
- Droga, którą pieśni o południowym Kijowie trafiły na daleką północ, nie została wyjaśniona.
Skąd to wiadomorękopiśmienny zbiór z połowy XVIII wieku, dziewiętnastowieczne zapisy terenowe znad Onegi, wydania antologii pieśni

Baba Jaga i Kościej Nieśmiertelny
FolklorPierwsza pewna wzmianka o Babie Jadze pochodzi z gramatyki z 1755 roku, a śmierć ukryta w jajku ma odpowiednik egipski sprzed trzech tysięcy lat.
Czytaj dalejPierwsza jednoznaczna wzmianka pisemna o Babie Jadze pojawia się w rosyjskiej gramatyce z 1755 roku, czyli 767 lat po chrzcie Rusi, który przypadł na rok 988. Jej rozpoznawalne atrybuty to obracająca się chata na kurzych nogach, moździerz z tłuczkiem jako środek lotu oraz miotła zacierająca ślad.
W części bajek występuje jako trzy siostry noszące to samo imię, odwiedzane kolejno przez bohatera, co jest typową konstrukcją bajki magicznej, a nie pamięcią o trójcy bóstw. Klasyczne teksty z Babą Jagą, w tym opowieść o Wasylisie, ogłoszono w wielkim zbiorze bajek rosyjskich wydawanym w latach 1855–1863.
Śmierć Kościeja ukryta jest w igle, igła w jajku, jajko w kaczce, kaczka w zającu, a zając w skrzyni zakopanej albo przykutej na wyspie Bujan. Schemat ten powtarza się w bajkach całej Europy, a jego najstarszy znany odpowiednik zapisano na egipskim papirusie z około 1200 roku przed naszą erą, gdzie bohater umieszcza serce na kwiecie cedru.
Pochodzenie imienia Kościej pozostaje nierozstrzygnięte i wiązano je ze słowem kość, z czasownikiem oznaczającym szkodzenie oraz z tureckim określeniem jeńca. Lokalne są szczegóły sceny: chata stoi tyłem do przybysza i obraca się na zawołanie, łaźnia i posiłek poprzedzają rozmowę, a gospodyni najpierw grozi, potem zaś wyposaża bohatera na dalszą drogę.
- Uznawanie Baby Jagi za pozostałość po bogini śmierci nie ma oparcia w żadnym dawnym źródle.
- Wywodzenie chaty na kurzych nogach ze spichlerza na palach albo z konstrukcji grobowej ludów północy jest porównaniem, nie świadectwem.
- Turecka etymologia imienia Kościej i wiązanie go z chanem Konczakiem pozostają hipotezą.
Skąd to wiadomogramatyka z XVIII wieku, wielki zbiór bajek rosyjskich z lat 1855–1863, papirus egipski jako punkt porównania

Żona wmurowana w twierdzę
FolklorPieśń o budowie Skadaru zapisano w 1815 roku, a ten sam wątek opowiadają Albańczycy, Grecy i Rumuni w setkach wariantów.
Czytaj dalejSerbską pieśń o budowie Skadaru zapisano w 1815 roku od starego pieśniarza, Raška z Kolašina, i ogłoszono w drugim zbiorku pieśni serbskich, skąd rozeszła się po Europie w przekładach. Bohaterami są trzej bracia Mrnjavčeviciowie — Vukašin, Jovan Uglješa i Gojko — budujący twierdzę nad Bojaną; wiła żąda życia, więc w mur wchodzi żywa żona najmłodszego z nich.
Wmurowana prosi o zostawienie otworów, przez które mogłaby karmić niemowlę, i ten właśnie szczegół powtarza się w wersjach różnych języków. Dwaj starsi bracia to postacie historyczne: król Vukašin stanął pod Skadarem w czerwcu 1371 roku wraz z synem Markiem, po czym wycofał się na wschód przed nadciągającym wojskiem osmańskim, by w tym samym roku polec nad Maricą.
Wersja albańska umieszcza ofiarę w twierdzy Rozafa nad Szkodrą, grecka na moście w Arcie, a rumuńska przy monastyrze w Curtea de Argeș, wzniesionym w latach 1512–1517 i poświęconym w 1517 roku przez hospodara panującego od 1512 do 1521. Rumuńską balladę o mistrzu Manole ogłoszono drukiem w 1852 roku w pierwszym zbiorze rumuńskiej poezji ludowej.
Wątek ma setki zapisanych wariantów w Serbii, Rumunii, Grecji, Albanii, Gruzji i Armenii, nie jest więc własnością ani jednego narodu, ani samych Słowian. Warstwą słowiańską są w tej opowieści wiła jako istota stawiająca warunek oraz przywiązanie fabuły do konkretnego rodu z XIV wieku.
Gojko, mąż wmurowanej, jest postacią legendarną, więc ofiara przypada małżeństwu, którego w źródłach nie ma.
- Nie wykazano, by w wymienionych budowlach zamurowano człowieka; znane są depozyty zakładzinowe, a nie pochówki ofiarne.
- Kierunek wędrówki wątku między tradycją grecką a słowiańską pozostaje nierozstrzygnięty.
- Historyczni bracia Mrnjavčeviciowie Skadaru nie budowali, więc związek pieśni z ich rodem jest wtórny wobec samej fabuły.
Skąd to wiadomoserbski zbiór pieśni ludowych z początku XIX wieku, rumuński zbiór z 1852 roku, kroniki bałkańskie dla dat historycznych, dokumentacja budowlana monastyru
To, co przetrwało w rękach
Magia i praktyka
Obrzędy doroczne, lecznicze i pogrzebowe łączy sześć reguł, z których każda odpowiada na jedno pytanie o mechanizm: co wiąże i co wypuszcza, gdzie przebiega granica i w którą stronę działa, kto naprawdę rzuca urok, jakiej materii wymagano od rzeczy użytej do zabiegu, komu oddawano rozstrzygnięcie, gdy człowiek nie umiał podjąć go sam, i do czego zwraca się słowo, które ma leczyć. Żadna z tych reguł nie jest słowiańska na wyłączność i właśnie dlatego dają się porównać z cudzymi.

Węzeł, warkocz i otwarty zamek
FolklorZe wszystkich zabiegów tylko ten działa w obie strony: co węzeł zatrzymał, rozwiązanie wypuszcza — i ta odwracalność jest całą jego regułą.
Skąd to wiadomoReguła jest dosłowna aż do prostoty: stan człowieka przekłada się na sznurek, a potem robi się ze sznurkiem to, co ma się stać z człowiekiem. Chorobę zawiązywano na nitce po jednym węźle za każdy dzień, a nitkę zostawiano na krzaku, w dziupli albo na rozstajach, żeby zabrał ją ktoś obcy; brodawki przewiązywano, a sznurek zakopywano, by zgnił razem z nimi.
Drugi biegun tej samej myśli widać przy porodzie i przy konaniu. W izbie rozpuszczano wtedy warkocze, rozwiązywano fartuchy, otwierano skrzynie, kufry i zamki, a niekiedy i drzwiczki pieca — skoro węzeł zatrzymuje, to zatrzymuje wszystko naraz, także to, co ma z ciała wyjść. Czynność i jej odwrotność stoją tu obok siebie w jednym obrzędzie, czego nie da się powiedzieć ani o odsyłaniu choroby, ani o obmyciu.
Wiązanie w złym zamiarze należy do tej samej rodziny i dotyczy najczęściej małżeństwa: zawiązany sznurek ukryty w progu pary młodej miał odebrać jej potomstwo. Wątek wraca w całej Europie, a w aktach sądowych występuje jako osobny zarzut — była to więc szkoda, którą umiano nazwać i o którą umiano oskarżyć, a nie mgliste podejrzenie bez kształtu.
Rzadko się zdarza, żeby taką technikę nazwał wprost tekst święty. Koran wymienia wśród rzeczy, przed którymi szuka się ochrony, tych, którzy dmuchają na węzły — świadectwo starsze od wszystkich zapisów wiejskich i wzięte spoza Europy. Wiązanie nie jest więc ani słowiańskim wynalazkiem, ani śladem po pogaństwie; jest jednym z najszerzej rozsianych pomysłów na to, jak przełożyć stan ciała na rzecz, którą da się wziąć do ręki.

Próg: jedna chwila, dwie strony
FolklorWszystkie zakazy progowe dotyczą jednej chwili — przekroczenia; ta sama linia rozstrzyga, co ma wejść, i to, co nigdy nie ma wrócić.
Skąd to wiadomoPróg jest w tej warstwie miejscem ściśle wymierzonym, a nie ogólną metaforą granicy, i widać to po tym, że zakazy trzymają się jego samego, nie całych drzwi. Nie wolno było na nim siadać, witać się przez niego ani niczego przez niego podawać; przekraczano go prawą nogą. Każdy z tych zakazów przypada na jedną i tę samą chwilę: na moment, w którym coś przechodzi z zewnątrz do środka.
Reguła działa jednak w obie strony i dopiero druga strona ją tłumaczy. Zmarłego wynoszono z domu inaczej, niż wychodzi się zwykle: nogami naprzód, czasem przez inne wyjście, a za trumną wylewano wodę albo przewracano stołek. Wszystkie te gesty służą jednemu — żeby wychodzący nie zapamiętał drogi powrotnej. Ta sama linia, która pilnuje wejścia, pilnuje też, by pewne rzeczy nie miały po czym wrócić.
Stąd bierze się zagęszczenie czynności akurat w tym miejscu, a nie z żadnej osobnej mocy samego drewna. Skoro rozstrzygnięcie zapada na progu, to na progu się chowa, sypie, święci i zakazuje; gdzie indziej te same gesty nie rozstrzygałyby niczego. Materiał wykopaliskowy pokazuje, co naprawdę składano pod progiem, i nie potwierdza opowieści o zmarłych domownikach pod podwaliną.
Granica nie kończy się przy tym na progu i dopiero to pokazuje, jak reguła pracuje. Ta sama myśl wyznacza płot, miedzę i obręb osady: chorobę odnosi się za wieś, kukłę topi poza opłotkami, wodę po obmyciu wylewa tam, gdzie nikt nie chodzi. Próg jest najmniejszym ogniwem tego łańcucha i jedynym, które przechodzi się kilka razy dziennie — dlatego obrósł największą liczbą zakazów.

Słowo mówi do choroby, nie o chorobie
FolklorZamówienie nie opisuje choroby, tylko zwraca się do niej po imieniu, wskazuje jej początek i odsyła ją tam z powrotem, a zamyka warunkiem, którego spełnić się nie da.
Skąd to wiadomoW wiejskich zapisach z dwóch ostatnich stuleci zamówienie różni się od modlitwy kierunkiem, bo prośba idzie w górę, a rozkaz wprost do rzeczy, która szkodzi. Formuła nazywa ją po imieniu, wylicza jej odmiany, żeby żadna nie została poza zasięgiem głosu, i wskazuje, skąd przyszła: z wiatru, z wody, z lasu, z ludzkiego oka. Wskazanie początku daje prawo rozkazu, więc odesłanie prowadzi tam, skąd rzecz wyszła, a gdy początku nie znać — w miejsce wyznaczone przez brak ludzi.
W środku formuły pracę wykonuje opowiadanie o spotkaniu: postać święta zachodzi chorobie drogę, pyta, dokąd zmierza, i zawraca ją tam, skąd przyszła, a wypowiedzenie tamtego zdarzenia ma powtórzyć jego skutek nad tym chorym. Gdzie indziej wystarcza rachunek, bo odliczanie od dziewięciu w dół przez kolejne liczby aż do niczego wyprowadza rzecz z człowieka bez jednego słowa prośby. Zamknięciem bywa warunek niemożliwy: wrócić wolno jej dopiero wtedy, gdy stanie się rzecz, która stać się nie może.
Moc ma nie sam tekst, lecz wypowiedzenie w warunkach, które zapisy powtarzają aż do drobiazgu: przed wschodem słońca albo o zmierzchu, na ubywającym księżycu, w izbie bez świadka, trzykrotnie, na jednym wydechu i z dmuchnięciem na koniec. Unieważnia słowo wszystko, co je otwiera — spisanie na kartce, podsłuchanie przez ciekawego, a nade wszystko cena umówiona z góry. Oddać je wolno raz w życiu, komuś młodszemu i zwykle przeciwnej płci, najczęściej dopiero u własnego schyłku.
Wszystko powyższe stoi w wiejskich zapisach dziewiętnastego i dwudziestego wieku. Warstwa starsza jest cienka, ale niepusta: księgi pokutne łacińskiego Zachodu od jedenastego wieku każą pytać penitenta, czy nad zebranym zielem mówił co innego niż wyznanie wiary i modlitwa pańska, a na brzozowej korze z Nowogrodu zachowały się dwunastowieczne zamowy przeciw gorączce. Pierwsze poświadczają czynność i zakaz, drugie jeden typ formuły; nie ma w nich odliczania w dół, zakazu zapłaty ani reguł przekazu.

Urok rzuca ten, kto chwali
FolklorSzkody nie zadaje tu zła wola, wystarczy podziw: pochwała dziecka albo uwaga o pięknej krowie ściągały nieszczęście same z siebie.
Skąd to wiadomoTeoria jest zaskakująca i konsekwentna, bo szkoda nie wymaga w niej złego zamiaru. Urok rzuca także ten, kto podziwia — pochwała dziecka, zachwyt nad krową, uwaga o urodzaju ściągają nieszczęście same z siebie, bez wiedzy i woli mówiącego. Wynika z tego, że najgroźniejszy bywa gość życzliwy, i że bronić się trzeba dokładnie w chwili, gdy pada dobre słowo.
Obrona ma więc kształt odwrotny do spodziewanego i jest przede wszystkim obroną mówiącego przed samym sobą. Stąd odruch splunięcia zaraz po komplemencie i stąd zwyczaj odpowiadania na pochwałę pomniejszeniem: że dziecko chude, że krowa licha, że urodzaj marny. Nie jest to skromność ani wiejska grzeczność, tylko odwołanie zdania, które właśnie padło i już zaczęło działać.
Druga droga obrony zakłada, że spojrzenia nie da się zatrzymać, więc trzeba mu podstawić inny cel. Czerwona wstążka, koral albo jaskrawy paciorek przy dziecku przyjmują na siebie to, co miało paść na nie; rzecz ma być widoczna wcześniej niż twarz. Tę samą zasadę widać w amuletach w kształcie oka i w zawieszce w kształcie zaciśniętej pięści, noszonej w Hiszpanii i w Portugalii.
Sam zasięg wyobrażenia stawia granicę temu, co wolno z niego wyczytać. Przekonanie o szkodliwym spojrzeniu jest wspólne całemu basenowi Morza Śródziemnego, Bliskiemu Wschodowi i znacznej części Azji, a jego świadectwa sięgają starożytności; zgadzają się przy tym nie tylko skutki, lecz i sposoby ochrony. Polskie odczynianie nie jest więc ani wynalazkiem, ani śladem słowiańskim, tylko miejscową odmianą rzeczy rozległej.

Rzecz, która nie ma jeszcze historii
FolklorWoda, której nikt tego dnia nie czerpał, ogień wykrzesany od zera, płótno utkane w jedną dobę — trzy obce sobie obrzędy stawiają materii ten sam warunek.
Skąd to wiadomoTrzy najlepiej opisane zabiegi przeciw klęsce nie mają ze sobą nic wspólnego w przebiegu, a stawiają dokładnie ten sam warunek. Woda ma być niepoczęta, czyli nabrana ze studni, z której tego dnia jeszcze nikt nie brał; ogień ma być wykrzesany tarciem po wygaszeniu wszystkich palenisk we wsi; płótno ma powstać od zmierzchu do świtu, od runa po gotową tkaninę. Za każdym razem chodzi o rzecz, która nie ma jeszcze żadnego użycia za sobą.
Warunki mają przy tym budowę przeczeń i to jest w całej regule najciekawsze. Woda: nikt jej nie użył, nic nad nią nie powiedziano, nikt jej nie zobaczył w drodze. Ogień: nie z krzesiwa, nie od cudzego płomienia, nie przy jednym tlącym się piecu. Płótno: nie przez dwie doby i nie cudzymi rękami. Skuteczność mierzy się tu tym, czego zabrakło, a nie tym, co dołożono, i dlatego jedno potknięcie unieważnia całość.
Wynika z tego rzecz praktyczna, która tłumaczy większość reszty przepisu. Skoro rzecz ma być bez historii, to całą drogę trzeba przebyć tak, żeby historii nie nabrała: idzie się w milczeniu, nie odpowiada na pozdrowienie, nie ogląda się za siebie, wraca inną drogą, a naczynia nie stawia na ziemi. Nie są to ozdobniki obrzędu ani warunki pobożności, tylko sposób na doniesienie nietkniętego do domu.
Reguła ma cenę, którą widać w zapisach od razu. Zabieg tego rodzaju wiąże całą wieś, bo jeden nieposłuszny piec albo jedna odpowiedź na pozdrowienie unieważnia pracę wszystkich — i dlatego przy żywym ogniu, przy płótnie i przy nocnym opasaniu osady zakazywano wychodzić z chałup. Skuteczność mierzona brakiem domaga się posłuszeństwa mierzonego tak samo: liczy się to, czego nikt nie zrobił.

Buty ku progowi, wosk i łuska cebuli
FolklorWróżba niczego nie zgaduje: wpuszcza w sprawę przypadek i czyta, co z niego wyszło — dlatego pytanie musi być rozstrzygalne, a wieczór wyznaczony.
Skąd to wiadomoRegułę tego zabiegu poznaje się najlepiej po tym, czego wróżba nie robi. Nie pyta o charakter ani o los w ogóle, tylko o rzeczy rozstrzygalne: czy w tym roku wyjdę za mąż, z której strony przyjdzie mąż, jaki będzie urodzaj, czy zima będzie ostra. Każde takie pytanie ma wyznaczony wieczór i wyznaczony sposób, a poza tym terminem nie zadaje się go wcale — i to odróżnia je od zwykłego zamartwiania się.
Technika prawie zawsze polega na wprowadzeniu przypadku i odczytaniu go. Buty przekładane jeden przed drugim ku progowi, żerdzie ciągnięte spod łóżka, ziarno rozsypane przed kurą, wosk lany do wody, psi głos odezwany z ciemności — wszystko to są sposoby zdania się na coś, czego pytający nie kontroluje. Właśnie to odróżnia wróżbę od zgadywania, a zarazem od podjęcia decyzji samemu.
Gałąź gospodarska była ważniejsza od miłosnej, choć dziś pamięta się odwrotnie. Łuska cebuli posypana solą wskazywała, które tygodnie wypadną mokre, a które suche; pierwszy gość w nowym roku rozstrzygał o powodzeniu domu na najbliższe miesiące. Pytanie brzmiało w gruncie rzeczy zawsze tak samo i nie było w nim nic z zabawy: czy przeżyjemy do żniw.
Zadanie pytania rzeczy, która nie mówi, spokrewnia ten zabieg z wróżbą z wątroby w Babilonie, ze strzałami w dawnej Arabii i z figurami kreślonymi na piasku w Maghrebie. Pokrewieństwo jest tu jednak pokrewieństwem czynności, a nie pochodzenia: nikt niczego nikomu nie przekazał, ludzie w różnych miejscach wpadli na to samo — i dlatego z podobieństwa nie wolno wyprowadzać żadnej drogi wędrówki.
Obrzęd jako zabieg
Ceremonie magiczne krok po kroku
Przy pomorze bydła kobiety w samych koszulach zaprzęgały wdowę do sochy i po ciemku opasywały osadę bruzdą, a wszystko żywe, co weszło w krąg, zabijano na miejscu. Przy tej samej zarazie gaszono we wsi każdy ogień co do jednego, bo nowy, wykrzesany tarciem drewna, uchodził za martwy, jeśli gdziekolwiek tlił się jeszcze stary. Wosk nad głową chorego wylewano w polskich wsiach jeszcze w tym stuleciu.

Żywy ogień krzesany na nowo
FolklorPrzy pomorze gaszono wszystkie ognie we wsi i krzesano jeden nowy tarciem drewna; bez tego wygaszenia zabieg uchodził za bezsilny.
Czytaj dalejWarunkiem skuteczności było uprzednie wygaszenie wszystkich palenisk w osadzie co do jednego — ogień wykrzesany przy choćby jednym tlącym się piecu uważano za martwy i nic niewart. Ogień dobywano tarciem drewna o drewno, najczęściej dębu, jesionu, brzozy, jałowca albo osiki, prostym wiertłem lub przyrządem złożonym z kłody, łuku i drewnianego koła zamachowego.
U Serbów zabieg nosi nazwę żywej watry, a samą czynność określa się czasownikiem oznaczającym wydobywanie, wyciąganie ognia z wnętrza drewna. Na wschodzie Słowiańszczyzny nowy ogień krzesano w przeddzień 1 września, dnia Symeona Prowadzącego Lato, albo w noc świętojańską z 23 na 24 czerwca.
Przez dwa ogniska albo przez bramę z płonących bierwion przepędzano bydło, a ludzie przeskakiwali ogień sami; dopiero potem rozdzielano żar do domowych pieców, zapalając wieś na nowo od jednego źródła. W tradycji bułgarskiej drewno na krzesiwo brano z drzewa bliźniaczego, czyli z dwóch pni wyrosłych z jednego korzenia, a przy przyrządzie stawiano mężczyzn będących bliźniętami.
Najstarszy znany zakaz tej czynności zapisano w łacińskim spisie praktyk pogańskich sporządzonym przy soborze zwołanym w państwie Franków w 742 lub 743 roku, gdzie punkt piętnasty wymienia ogień wytarty z drewna i podaje jego saską nazwę nodfyr. Ten sam sposób ratunku przed zarazą opisano w XVIII wieku u górali szkockich i w XIX wieku u ochrzczonych Tatarów, a więc sam w sobie nie świadczy o niczym słowiańskim.
Indiculus superstitionum et paganiarum zachował się w jednym rękopisie spisanym około 800 roku; związek z konkretnym synodem frankijskim — najczęściej z Concilium Germanicum z lat czterdziestych VIII wieku — jest domysłem, a nie adnotacją samego spisu.
Punkt piętnasty tego spisu dotyczy ognia wytartego z drewna i jest najstarszym znanym łacińskim zakazem tej czynności w Europie Zachodniej. Spis potępia praktyki z północnej Galii i z terenów germańskich w ogóle, a nie obrzędy jednego ludu; ze Słowianami nie łączy go nic poza podobieństwem samej czynności.
Dzień Symeona, o którym mowa, to 1 września starego stylu, czyli 14 września według rachuby nowej.
Warto zauważyć, czego ten obrzęd nie robi: nie leczy zwierząt po jednym, tylko przeprowadza całe stado przez granicę — między dwoma ogniskami albo wprost przez dym. Po jednej stronie zostaje zaraza, po drugiej stado ma być już czyste, a kto nie przeszedł, ten nie jest objęty. Przy samej pracy obowiązywało milczenie, a w części zapisów żądano, żeby przy krzesaniu stanęli mężczyźni spokrewnieni. Nowość ognia jest w tym rachunku tym samym warunkiem, co nietkniętość wody.
Zasięg tego zabiegu wychodzi daleko poza Słowiańszczyznę i to on najlepiej tłumaczy, dlaczego początku nie da się wskazać. Ten sam przebieg, z tym samym warunkiem uprzedniego wygaszenia, opisano w Skandynawii, w Niemczech i w Irlandii, a świadectwa ciągną się od wczesnośredniowiecznych zakazów kościelnych po zapisy dziewiętnastowieczne. Rzecz jest europejska, nie słowiańska, i wraca wszędzie tam, gdzie padało bydło.
- Nie istnieje żaden średniowieczny zapis tego obrzędu z ziem słowiańskich — wszystkie szczegółowe opisy pochodzą z XIX i XX wieku.
- Frankijski spis z lat 742–743 dotyczy Sasów i Turyngów, nie Słowian, a bywa przywoływany jako dowód tam, gdzie jest wyłącznie analogią.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy krzesanie nowego ognia przy pomorze jest resztką obrzędu przedchrześcijańskiego, czy chłopskim pomysłem wymyślanym wielokrotnie od nowa w obliczu klęski.
Skąd to wiadomozapisy etnograficzne z XIX i XX wieku z ziem słowiańskich; najstarszy zakaz w łacińskim spisie praktyk pogańskich z lat 742–743 powstałym w państwie Franków

Opasanie wsi bruzdą przeciw pomorowi
FolklorKobiety w samych koszulach, z rozpuszczonymi włosami, zaprzęgały wdowę w sochę i po ciemku opasywały wieś bruzdą przeciw pomorowi bydła.
Czytaj dalejZabieg wykonywano przy padnięciu bydła, które personifikowano jako Krowią Śmierć, a także przy epidemiach cholery, ospy i wąglika u ludzi. Zbierano się w nocy i potajemnie, wyłącznie kobiety, w samych koszulach i z rozpuszczonymi włosami; mężczyznom nie wolno było opuścić chałupy pod groźbą, że zostaną wzięci za wcielenie zarazy.
Wdowie zakładano chomąt bez szlei i zaprzęgano ją do sochy, a bruzdę prowadzono dookoła całej osady tak, by krąg zamknął się bez najmniejszej przerwy. Za pługiem szły kobiety obsypujące świeżą bruzdę piaskiem i czyniące ogłuszający hałas kosami, sierpami i patelniami, żeby wypłoszyć chorobę z obrębu kręgu.
Każde żywe stworzenie napotkane w czasie orki wewnątrz kręgu zabijano na miejscu, uznając je za postać, którą przybrała zaraza. W pieśni towarzyszącej orce wykrzykiwano zdumienie, że dziewki orzą, a baby rozsiewają piasek — odwrócenie zwykłego podziału pracy należało do istoty zabiegu.
Zapisy obrzędu mnożą się w XIX wieku wraz z falami cholery od lat trzydziestych tego stulecia, a udokumentowane wykonania sięgają jeszcze 1893 roku. Obrzęd notowano jeszcze w XX wieku, między innymi w rosyjskich wsiach guberni charkowskiej i na Polesiu białoruskim, a doniesienia o nim wracają przy każdej większej fali epidemii.
Zabijano przede wszystkim kota albo psa, który wybiegł na pochód, ponieważ uważano, że w tym zwierzęciu schroniła się zaraza. Na czele pochodu niesiono ikony — w tradycji rosyjskiej ikonę świętego Własa, opiekuna bydła — oraz kadzidło; obrzęd w zapisanej postaci jest chrześcijański w oprawie, mimo archaicznego rdzenia czynności.
W tradycji białoruskiej odnotowano odmianę wykonywaną w Wielką Sobotę przez dwanaście dziewcząt w białych koszulach. Mężczyznom zakazywano nie tyle wychodzenia, ile patrzenia na obrzęd; przyłapanego dotkliwie karano.
- Krowia Śmierć jest postacią folkloru z ostatnich dwustu lat i nie występuje w żadnym źródle średniowiecznym jako bóstwo ani demon.
- Nakaz zabicia napotkanego człowieka powtarza się w opisach, ale rzeczywistych zabójstw prawie nie da się potwierdzić aktami sądowymi.
- Brak zapisu starszego niż XVIII–XIX wiek sprawia, że wywodzenie obrzędu z pogaństwa jest wnioskiem, a nie świadectwem.
Skąd to wiadomorosyjskie i białoruskie zbiory etnograficzne z XIX i początku XX wieku oraz doniesienia z czasu epidemii cholery

Płótno utkane w jedną dobę
FolklorPłótno utkane od zmierzchu do świtu rękami samych kobiet rozpinano w bramie i przepuszczano pod nim całą wieś razem z dobytkiem.
Czytaj dalejCała robota, od runa po gotową tkaninę, musiała zmieścić się w jednej dobie, między zachodem a wschodem słońca; przekroczenie tej granicy unieważniało zabieg i zaczynano od początku. Do przędzenia dopuszczano tylko kobiety uznane za czyste, najczęściej wdowy i dziewczęta, a w tradycji bułgarskiej wełnę brano czarną.
Gotowe płótno rozpinano w bramie, na rozstaju albo między dwoma drzewami i przeprowadzano pod nim ludzi oraz bydło, po czym tkaninę i wszystkie użyte narzędzia palono. W XIX wieku obrzęd przykryto formą cerkiewną: płótna albo ręcznika nie palono, lecz niesiono do świątyni i wieszano na ikonie.
Ta sama zasada jednej doby rządziła stawianiem świątyń obydennych — drewnianą cerkiew Wszechmiłościwego Zbawiciela w Wołogdzie postawiono 18 października 1654 roku w ciągu jednego dnia, w czasie morowego powietrza. Ikonę do tej cerkwi napisano również w jeden dzień, żeby żaden element zabiegu nie wyszedł poza wyznaczoną dobę.
Na początku XX wieku obrzędy z płótnem obydennym trzymały się najdłużej na Białorusi i notowano je także u Mordwinów, a więc poza samą Słowiańszczyzną. Ikonę Wszechmiłościwego Zbawiciela napisano wprawdzie obyddenie, w ciągu jednego dnia, ale dopiero cztery dni po postawieniu cerkwi; reguła doby wiązała każdą czynność osobno, nie całe przedsięwzięcie.
Data 18 października 1654 roku jest liczona starym stylem i odpowiada 28 października według rachuby nowej. Bułgarskie i szerzej południowosłowiańskie odmiany obrzędu z płótnem jednodobowym notowano w zbiorach z przełomu XIX i XX wieku i różnią się na tyle, że żaden pojedynczy przebieg nie obowiązuje powszechnie.
- Najstarsze poświadczenia zasady jednej doby dotyczą budowli cerkiewnych, więc nie wiadomo, czy reguła jest przedchrześcijańska, czy powstała już wewnątrz kultury chrześcijańskiej.
- Bułgarskie opisy pochodzą ze zbiorów etnograficznych z początku XX wieku i różnią się szczegółami niemal od wsi do wsi.
- Przepuszczanie pod płótnem bywa mylone z zupełnie innym zabiegiem, przeciąganiem chorego przez koszulę albo przez otwór w ziemi.
Skąd to wiadomorosyjskie i białoruskie opisy etnograficzne z XIX i początku XX wieku; miejskie i latopisarskie zapiski o cerkwiach obydennych

Przewoływanie, przedawanie i przepiekanie chorego
FolklorChorego przewoływano innym imieniem, dziecko sprzedawano przez okno za grosz, a wychudłe wsuwano na chlebowej łopacie do wygaszonego, jeszcze ciepłego pieca.
Czytaj dalejChore dziecko przezywano na nowo, żeby choroba szukająca ofiary po imieniu zgubiła trop; nowe imię nadawał obcy albo pierwszy człowiek napotkany na drodze. Przedawanie polegało na podaniu dziecka przez okno, nigdy przez drzwi, i wręczeniu go żebrakowi albo sąsiadce za symboliczną monetę, po czym kupujący oddawał je jako już cudze, a więc nietknięte chorobą rodu.
Przy wyniszczeniu dziecięcym, zwanym na wschodzie psią starością, dziecko owijano w ciasto albo kładziono na chlebowej łopacie i trzykrotnie wsuwano do wygaszonego, jeszcze ciepłego pieca, po czym wynoszono na dwór. Wołanie przez okno albo nad wodą służyło ściągnięciu duszy człowieka przestraszonego: wołający stał po drugiej stronie granicy, czyli progu, okna lub brzegu, i wzywał imię chorego.
Liczba powtórzeń była nieparzysta, najczęściej trzy albo dziewięć, a odpowiadać wolno było wyłącznie jednej osobie i zawsze tej samej. Zabieg wykonywano przed wschodem słońca, a uczestnicy wracali do domu inną drogą niż przyszli, żeby choroba nie odnalazła śladu.
Przewoływanie, przedawanie i przepiekanie występują w zapisach niezależnie od siebie, a łączy je wyłącznie cel — pozbycie się choroby — nie zaś wspólny przebieg ani wspólna okazja. Dwa pierwsze działają podstępem, bo choroba ma zgubić trop albo zastać cudze dziecko; przy przepiekaniu zapisane słowa idą dwiema drogami, jako że w jednych wariantach dialogu pieczoną rzeczą jest choroba, a w innych chleb, czyli samo dziecko, i pada wtedy ostrzeżenie, żeby go nie przepiec.
- Przepiekanie dziecka w piecu poświadczone jest także poza Słowiańszczyzną, między innymi u Niemców, a najstarsze wzmianki o wsadzaniu dziecka do pieca dla zdrowia nie są słowiańskie w ogóle. Zakazują tego anglosaskie księgi pokutne z VIII wieku, przypisywane Bedzie i arcybiskupowi Yorku Egbertowi, przy czym żadnego z tych autorstw nie da się potwierdzić; każą one pokutować kobiecie, która kładzie syna na dachu albo w piecu na gorączkę. O to samo pyta penitenta księga pokutna wpisana do zbioru kanonów biskupa Wormacji Burcharda, powstałego w pierwszej ćwierci XI wieku. Pokuta wypada w tych księgach nierówno — od dwudziestu dni o chlebie i wodzie po rok albo pięć lat — a sam zabieg nie jest znakiem rozpoznawczym tradycji słowiańskiej.
- Tłumaczenie obrzędu jako powtórnych narodzin czyta kształt zabiegu — ciasto, łopatę, piec, trzy wsunięcia — jako obraz łona i porodu, choć takich słów nie wkłada w usta wiejskiej babki żaden zapis; wykonawcy podawali powód prostszy, czyli zdrowie i siłę dziecka. Rozdzielenie obu odczytań nie jest przy tym całkiem czyste, bo pod zabiegiem leży przekonanie, że dziecko wątłe albo przedwczesne nie dojrzało w łonie i trzeba je dopiec, a jeden z zapisanych wariantów dialogu każe piec chleb i nie przepiec.
- Szczegółowe opisy pochodzą z XIX i XX wieku, a najstarsze świadectwo słowiańskie jest od nich starsze zaledwie o pokolenie: urodzony w 1743 roku Gawriił Dzierżawin zapisał o sobie we wspomnieniach spisanych około 1812 roku, ogłoszonych drukiem w 1859 roku i osobnym wydaniem rok później, że jako wątłego noworodka zapiekano go w chlebie, żeby nabrał żywotności. Z okresu przedchrześcijańskiego nie ma o tych zabiegach ani słowa.
Skąd to wiadomozbiory opisów medycyny ludowej z ziem polskich, białoruskich i rosyjskich z XIX i XX wieku, a dla samego przepiekania także świadectwa wcześniejsze: rosyjskie wspomnienie spisane około 1812 roku oraz zachodnie księgi pokutne z VIII i XI wieku

Woda niepoczęta i obmycie
FolklorWodę czerpano przed świtem ze studni, z której tego dnia nikt nie brał, i niesiono ją w milczeniu, nie oglądając się za siebie.
Czytaj dalejNazwa oznacza wodę nietkniętą: nabraną ze źródła lub studni, z których tego dnia jeszcze nikt nie czerpał, przed pierwszym pianiem koguta albo przed wschodem słońca. Po wodę szła jedna osoba, wracała inną drogą niż przyszła, nie odzywała się i nie odpowiadała na pozdrowienie — przerwane milczenie unieważniało zabieg i wodę należało wylać.
W wersjach mocniejszych czerpano z trzech albo dziewięciu różnych studni i mieszano, a naczynia nie wolno było postawić na ziemi aż do powrotu do izby. Wodą obmywano choremu twarz i ręce, zawsze wewnętrzną stroną dłoni i w kierunku od siebie, dawano trzy łyki, a resztę wylewano na zawiasy drzwi, na rozstaj albo pod uschłe drzewo, czyli tam, gdzie nikt nie chodzi.
Wylanej wody nie wolno było przekroczyć ani przejść przez nią, ponieważ uchodziła za nosiciela zdjętej choroby. Wschodniosłowiańskie określenia wody niepitej i wody milczącej notowane są w tych samych zapisach co polska woda niepoczęta, co pokazuje, że chodzi o jeden zabieg pod różnymi nazwami.
Szczegóły zabiegu — kierunek obmycia, liczba studni, liczba łyków, miejsce wylania wody — różnią się między regionami i zapisami; żaden z nich nie obowiązuje w całej Słowiańszczyźnie i każdy pozostaje wariantem, a nie regułą.
Naczynie musiało być nowe albo wyparzone, a wodę czerpano z nurtu, nierzadko pod prąd — warunek dotyczy więc i tego, czym się bierze, i tego, skąd. Sięgano po nią wszędzie tam, gdzie trzeba było coś zmyć albo zacząć od nowa: do obmycia chorego, do gaszenia węgli przy odczynianiu uroku, do pierwszej kąpieli niemowlęcia i do skropienia bydła przy pierwszym wiosennym wypędzie. Zabieg leczniczy jest tu jednym z zastosowań, a nie jedynym.
Obok wody niepoczętej stanęła z czasem woda święcona i przez długi czas używano obu, nierzadko w jednym obrzędzie; zapisy kościelne piętnują mieszanie jednej z drugą, a piętnuje się to, co ludzie robią. Dla gospodyni sprzeczności w tym nie było: jedna woda była czysta, bo nietknięta, druga czysta, bo poświęcona, a obie służyły do tego samego — i to ona rozstrzygała, której użyje.
- W każdym zapisanym przebiegu pojawia się modlitwa albo znak krzyża, więc wydzielenie warstwy przedchrześcijańskiej jest domysłem, a nie ustaleniem.
- Zapisy pochodzą z XIX i XX wieku; nie istnieje średniowieczny opis tego zabiegu z ziem słowiańskich.
- Warunek czerpania przed wschodem słońca bywa w zapisach mylony z osobnym zwyczajem obmywania się w wodzie z nocy świętojańskiej.
Skąd to wiadomoopisy lecznictwa ludowego z ziem polskich, ukraińskich, białoruskich i rosyjskich z XIX i XX wieku

Dziecko przeciągnięte przez rozłupany pień
FolklorChore dziecko przeciągano trzy razy przez rozłupany pień, a drzewo związywano: zrosło się — dziecko zdrowiało, uschło — choroba została w nim.
Czytaj dalejMłody dąb, jesion albo wierzbę rozszczepiano wzdłuż, rozchylano klinami i przeciągano przez szczelinę nagie dziecko, zawsze w tę samą stronę i nieparzystą liczbę razy. Po zabiegu pień związywano łykiem i smarowano gliną, a rozstrzygnięcie odczytywano z drzewa: zrośnięcie znaczyło wyleczenie, uschnięcie — że choroba przeszła w drewno i tam pozostała.
Odmiana zwana zabijaniem choroby w drzewo polegała na nawierceniu otworu na wysokości chorego, włożeniu jego obciętych włosów albo paznokci i zatkaniu otworu kołkiem. Gorączkę przenoszono na zwierzę, pocierając chorego żywą czarną kurą, którą następnie wypuszczano na rozstaju; wierzono, że chorobę weźmie ten, kto ptaka podniesie.
Warunkiem powodzenia było wykonanie zabiegu przed wschodem słońca, w milczeniu i bez oglądania się, a nośnik choroby — kura, nić, szmata z koszuli — musiał opuścić granicę osady. Obwiązywanie drzew przy źródłach szmatami chorego notowano na całej Słowiańszczyźnie, a same ofiary składane przy źródłach, drzewach i na rozstajach potępiał już czeski zbiór łacińskich kazań z przełomu XI i XII wieku, zwany opatowickim.
Homiliarz opatowicki to rękopis z połowy XII wieku, zawierający czeskie glosy datowane na XIII wiek; jego kazanie potępia ofiary składane u źródeł, przy drzewach i na rozstajach. Wyliczenia praktyk potępianych w łacińskich kazaniach tego typu w dużej części powtarzają wzorce późnoantycznych zbiorów kaznodziejskich, więc nie każdy wymieniony w nich zwyczaj musiał być praktykowany w Czechach.
- Średniowieczne zakazy mówią o czci oddawanej źródłom i drzewom, ale nie opisują przenoszenia choroby — zestawienie obu rzeczy jest zabiegiem interpretacyjnym, nie jednym świadectwem.
- Przeciąganie przez rozszczepione drzewo poświadczone jest w całej Europie, także u Germanów i Celtów, więc nie wyróżnia tradycji słowiańskiej.
- Datowanie czeskiego zbioru kazań waha się między końcem XI a XII wiekiem i nie jest ustalone jednoznacznie.
Skąd to wiadomozapisy medycyny ludowej z XIX i XX wieku; pośrednio łacińskie kazania i spisy praktyk potępianych z XI–XII wieku

Gorączka odesłana tam, gdzie kogut nie pieje
Zapis po chrzcieChoroby nie leczono, tylko odsyłano: nazwaną po imieniu i wyliczoną co do odmiany wyprawiano tam, gdzie kogut nie pieje i pies nie szczeka.
Czytaj dalejFormuła miała stały układ: nazwanie choroby, wyliczenie jej odmian, rozkaz opuszczenia ciała wskazanego po imieniu i wyznaczenie miejsca wygnania — pustych borów, suchych lasów, miejsc, gdzie kogut nie pieje i chleba nie pieką. Gorączkę wyliczano jako siedemdziesiąt siedem odmian albo jako dziewięć sióstr, a urok odliczano wspak od dziewięciu do zera, ponieważ choroba miała ubywać razem z liczbą.
Najstarsze zapisane na Rusi zamówienie tego rodzaju to nowogrodzka gramota brzozowa wydobyta na wykopie michajłoarchangielskim i datowana na pierwszą połowę lub środek XIII wieku: modlitwa-zaklęcie przeciw gorączce, wzywająca trzykroć dziewięciu aniołów i archaniołów dla człowieka imieniem Michiej.
Gramota z przełomu XIV i XV wieku niesie tak zwaną legendę sysyniuszową, w której gorączki występują jako rozczochrane kobiety, a broni przed nimi archanioł Sichaił. Najstarszy ruski rękopiśmienny zbiór zamówień, zwany ołonieckim i powstały około lat 1630–1640, zawiera blisko sto dwadzieścia tekstów ruskich oraz około dziesięciu w narzeczach karelsko-wepsyjskich.
Zamawiający nie przyjmował zapłaty w monecie, lecz w chlebie, soli albo płótnie, a formułę wypowiadał na czczo, jednym tchem i nieparzystą liczbę razy. Najstarszym znanym ruskim zapisem zamówienia jest nowogrodzka gramota brzozowa z raskopu troickiego, datowana na lata czterdzieste — początek sześćdziesiątych XII wieku, z trzykrotnie powtórzonym imieniem anioła Sichaiła.
Gramota datowana stratygraficznie na pierwszą połowę lub połowę XIII wieku jest najstarszym zachowanym pełniejszym zamówieniem przeciw gorączce: wzywa trzykroć dziewięciu aniołów i archaniołów dla sługi Bożego Michieja, modlitwami świętej Bogurodzicy. Gramota z raskopu nikitinskiego, datowana na rubież XIV i XV wieku, przedstawia świętego Sysyniusza i Sichaiła na górach synajskich oraz siedem rozczochranych kobiet — uosobienia gorączek.
W legendzie sysyniuszowej gorączek jest najczęściej dwanaście i występują jako córki Heroda; liczby siedem i dziewięć to warianty, a siedemdziesiąt siedem odmian należy do zamówień późnych.
- Najstarsze zapisane zamówienia słowiańskie są w treści bizantyjsko-chrześcijańskie: występują w nich archanioł Sichaił i święty Sysyniusz, a nie żadna postać słowiańskiego panteonu.
- Pogański rdzeń tych tekstów jest rekonstrukcją; formuły z liczeniem wspak poświadczone są dopiero od XIX wieku.
- Nie wiadomo, czy zamówienie zapisane na korze brzozowej wypowiadano także na głos, czy noszono je wyłącznie jako amulet.
Skąd to wiadomonowogrodzkie gramoty brzozowe z XIII–XV wieku, ruskie zbiory rękopiśmienne z XVII wieku, zapisy terenowe z XIX i XX wieku

Odczynianie uroku węglami i woskiem
FolklorDziewięć węgli wrzucanych do wody i wosk wylewany nad głową chorego miały rozstrzygnąć, czy to urok, i pokazać jego przyczynę.
Czytaj dalejWęgle brano z paleniska szczypcami albo ostrzem noża, nigdy gołą ręką, i wrzucano pojedynczo do naczynia z wodą niepoczętą, odliczając wspak od dziewięciu do zera. Odczyt był prosty: węgle, które zasyczały i poszły na dno, potwierdzały urok, pływające wskazywały, że dolegliwość ma inną przyczynę.
Chory wypijał z tej wody trzy łyki, obmywano mu twarz i ręce, a resztę wylewano na zawiasy drzwi albo za próg, czyli poza obręb izby. Wosk topiono w łyżce i wylewano przez ucho naczynia lub przez klamkę do miski z zimną wodą trzymanej nad głową siedzącego chorego, powtarzając czynność trzykrotnie.
Zastygłą bryłę oglądano pod światło i odczytywano z niej przyczynę przestrachu: sylwetkę psa, konia, wozu, ognia albo ludzkiej postaci. Tę samą czynność wykonywaną na cynie albo ołowiu notowano na Ukrainie i Białorusi, a wylewanie wosku zapisywano w polskich wsiach jeszcze w XXI wieku, między innymi na Podkarpaciu i Lubelszczyźnie.
Zapłaty w monecie odmawiano, a podziękowania nie wolno było wypowiedzieć, ponieważ i pieniądz, i słowo dzięki miały odwracać skutek zabiegu. Odczyt węgli nie jest jednolity: w części zapisów znaczenie zatonięcia i pływania jest odwrócone, a rozstrzygnięcie należy do wykonawcy, nie do stałej reguły. Żywotność zabiegu w XXI wieku świadczy o trwałości praktyki ludowej, a nie o ciągłości sięgającej czasów przedchrześcijańskich.
Rozpoznanie miało więcej narzędzi niż węgiel i wosk, a jedno z nich mierzy chorego wprost: obwiązywano go sznurkiem, a sznurek, który po pomiarze okazywał się krótszy, potwierdzał urok tak samo jak zatopiony węgiel. Odczynianie zamykały zaś gesty, których nie notuje się przy żadnym innym zabiegu — twarz wycierano lewą stroną fartucha, a odczyniająca oblizywała choremu czoło.
- Liczenie wspak, liczba dziewięć i lanie wosku należą do wspólnego europejskiego zasobu medycyny ludowej i same w sobie nie mówią nic o pogaństwie Słowian.
- Wszystkie zapisane formuły towarzyszące tym czynnościom wzywają Chrystusa, Matkę Boską albo świętych.
- Relacje o wylewaniu ołowiu bywają mylone z zupełnie innym zabiegiem wróżebnym, wykonywanym w wigilię świętego Andrzeja.
Skąd to wiadomoopisy medycyny ludowej i zapisy terenowe z XIX, XX i XXI wieku z Polski, Ukrainy i Białorusi

Śmierć wyniesiona ze wsi i utopiona w rzece
Zapis po chrzcieSynod praski zakazał w 1366 roku wynoszenia ze wsi kukły zwanej Śmiercią i topienia jej w rzece przy wielkim krzyku.
Czytaj dalejSynod praski z 1366 roku opisał zwyczaj wynoszenia wiosną z osady postaci zwanej Śmiercią, prowadzenia jej ze śpiewem nad rzekę i topienia przy wielkim krzyku. Ten sam synod nakazał kapłanom nie dopuszczać uczestników do sakramentów, dopóki arcybiskup nie wyznaczy im kary, co pokazuje skalę zjawiska lepiej niż jakikolwiek opis.
Zakaz nie poskutkował i został powtórzony przez synod w 1384 roku, tym razem z wyraźnym wskazaniem środkopościa jako terminu wynoszenia kukły ze wsi lub z miasta. W Polsce pierwszy szczegółowy opis zostawił Jan Długosz w rocznikach pisanych w latach 1455–1480: kukły niesione na długiej tyczce topiono w pobliskich bagnach w czwartą niedzielę Wielkiego Postu, zwaną Laetare.
Długosz powiązał ten zwyczaj z 7 marca 965 roku, kiedy według niego Mieszko kazał potłuc i potopić posągi bogów, i uznał wiejski obrzęd za doroczne powtórzenie tamtego zniszczenia. Reguła zabiegu jest jednoznacznie graniczna: kukła musi opuścić obręb osady, nie wolno jej przynieść z powrotem, a uczestnicy wracają biegiem i nie oglądają się za siebie.
Statuty synodu poznańskiego z 1420 roku zakazują odbywania w niedzielę potępianego przez Kościół zwyczaju wynoszenia postaci, którą nazywają śmiercią, i topienia jej — to najstarsze świadectwo obrzędu z ziem polskich, starsze od Roczników Długosza. Chronologia Długosza jest jego własnym wyliczeniem: chrzest Mieszka przypada na rok 966, a powiązanie wiejskiego obrzędu z jednorazowym zniszczeniem posągów to wykładnia kronikarza, nie relacja świadka.
- Czeskie zakazy z 1366 i 1384 roku mówią wyłącznie o postaci zwanej Śmiercią i nie podają żadnego imienia bóstwa.
- Marzanna i Dziewanna jako boginie to konstrukcja Długosza, dorabiającego słowiański odpowiednik panteonu rzymskiego; imiona weszły do powszechnego obiegu dopiero przez naśladowców z XVI wieku.
- Z istnienia obrzędu usuwania kukły nie wynika, że kukła kiedykolwiek przedstawiała bóstwo, ani że obrzęd jest starszy niż XIV wiek.
Skąd to wiadomouchwały synodalne archidiecezji praskiej z 1366 i 1384 roku oraz polska kronika z drugiej połowy XV wieku

Moneta pod węgłem, cień zmierzony nicią
FolklorPod węgłem chowano monetę, chleb i sól, a na Bałkanach wierzono, że budowla bierze życie temu, czyj cień zmierzono nicią.
Czytaj dalejMiejsce pod dom wybierano, patrząc, gdzie położy się bydło, albo zostawiając na noc chleb i ziarno w czterech narożnikach przyszłych ścian; placu przeciętego ścieżką i rozstaju unikano. Pod pierwszą podwalinę albo pod narożny kamień kładziono monetę, kawałek chleba, sól, wełnę i kadzidło — ten sam zestaw powtarza się w zapisach z Polski, Rusi i Bałkanów.
W odmianie krwawej zabijano czarnego koguta i grzebano go pod węgłem, a głowę i nogi zakopywano osobno, żeby ofiara nie mogła stamtąd odejść. Na Bałkanach trwało przekonanie, że budowla domaga się życia: mierzono nicią cień przechodnia i zamurowywano nić, a człowiek, którego cień wzięto, miał umrzeć w ciągu roku i zostać strażnikiem budowli.
Serbska pieśń o budowie Skadru, ogłoszona w zbiorze pieśni ludowych wydanym w 1815 roku, opowiada o wmurowaniu w mury młodej żony jednego z trzech braci budowniczych. Próg traktowano jako granicę domu i obchodzono się z nim ostrożniej niż z resztą izby: nie podawano nad nim ręki ani przedmiotu, nie witano się przez niego, pannę młodą przenoszono, a trumnę wynoszoną z izby trzykrotnie uderzano o próg. Rozpowszechnione tłumaczenie, jakoby brały się one z ciał złożonych pod progiem, jest domysłem bez oparcia w świadectwie, które by to mówiło.
Motyw wmurowania kobiety w mury budowli jest ogólnobałkański i ma odpowiedniki poza Słowiańszczyzną, między innymi w albańskim podaniu o twierdzy Rozafa i w greckiej pieśni o moście; z pieśni serbskiej nie wolno wyprowadzać słowiańskiego rodowodu zwyczaju. Pieśń o budowie Skadru jest utworem epickim, w którym ofiarą zostaje żona najmłodszego z trzech braci budowniczych — to fabuła pieśni, nie protokół obrzędu.
- Nie ma dowodu na rzeczywistą ofiarę z człowieka przy zakładaniu budowli na ziemiach słowiańskich — dysponujemy pieśnią i wierzeniem, nie aktem ani znaleziskiem rozstrzygającym.
- Kości i czaszki zwierząt znajdowane pod narożnikami i podłogami dają się tłumaczyć również inaczej niż ofiarą, na przykład resztkami uczty budowlanej.
- Zwyczaje progowe zapisano dopiero w XIX i XX wieku, choć sam próg jako granica pojawia się w zakazach kościelnych znacznie wcześniej i bez wyjaśnienia: podręcznik dla spowiedników, którego redakcję kładzie się na lata 1236–1250, a zachowany odpis dopiero na XIV wiek, każe rozdeptać na progu jajko pod miotłą przy powrocie z dzieckiem z kościoła i zabrania wchodzić tymi drzwiami, którymi wyniesiono zmarłego. Ten sam tekst wylicza, co w domu zakopywano — garnki w kątach izby, a czasem i za piecem, na cześć opiekunów domu — i o zmarłych pod progiem nie wspomina ani słowem.
Skąd to wiadomozapisy etnograficzne z XIX i XX wieku, południowosłowiańska pieśń epicka ze zbioru z 1815 roku, materiał wykopaliskowy z reliktów budowli

Kłódka w bramie przy pierwszym wygonie
FolklorPierwszy wygon bydła obchodzono kręgiem zamkniętym bez przerwy, z kłódką w bramie, a pasterz nosił przy sobie spisany odpust.
Czytaj dalejPierwszy wiosenny wygon przypadał na dzień świętego Jerzego, 23 kwietnia starego stylu, czyli 6 maja nowego, i na Bałkanach nosi do dziś nazwę Đurđevdan. Bydło wyganiano gałązką wierzbową poświęconą w Niedzielę Palmową, a stado przeprowadzano nad siekierą położoną w bramie albo nad rozbitym jajem.
W przejściu kładziono otwartą kłódkę, którą zamykano na klucz po przejściu ostatniej sztuki, żeby stado trzymało się kupy; klucz wrzucano do wody albo chowano do następnej wiosny. Krąg wokół stada i wokół pola obchodzono zgodnie z ruchem słońca i bez przerwania linii — przerwany krąg unieważniał zabieg i całość trzeba było zaczynać od nowa.
Na Rusi Północnej pasterz nosił przy sobie spisany tekst zwany odpustem, zamykający stado przed wilkiem i przed zbłąkaniem; takie teksty zachowały się w rękopisach od XVII do XIX wieku. Pole obchodzono przed wschodem słońca z chlebem i zapaloną świecą, a na wschodzie także z ikoną i dzwonkiem, idąc wzdłuż miedzy i domykając obwód w punkcie wyjścia.
Zachowane rękopisy pasterskich odpustów pochodzą w przeważającej większości z XVIII i XIX wieku; zapisy starsze są pojedyncze. Wszystkie składniki obchodu w zapisanej postaci są chrześcijańskie w formie: wierzba poświęcona w Niedzielę Palmową, ikona, świeca, dzwonek i modlitewna budowa odpustu.
- Obchód pól wtopił się w chrześcijańskie dni krzyżowe i w procesje parafialne, przez co rozdzielenie warstw jest dziś niemożliwe.
- Data świętego Jerzego jest chrześcijańska, a przypisywanie jej przedchrześcijańskiego święta pasterskiego opiera się wyłącznie na porównaniach.
- Pasterskie odpusty z rękopisów północnoruskich są tekstami chrześcijańskimi w formie modlitwy, mimo że pełnią funkcję zaklęcia.
Skąd to wiadomozapisy etnograficzne z XIX i XX wieku oraz północnoruskie rękopisy z tekstami pasterskimi z XVII–XIX wieku

Wołchwowie nad Wołgą i zboże spod skóry
Zapis z tamtych czasówPrzy głodzie 1071 roku dwaj wołchwowie szli Wołgą i Szeksną, wskazywali kobiety i wycinali im spod skóry zboże oraz ryby.
Czytaj dalejPod rokiem 1024 latopis ruski zapisał, że w ziemi suzdalskiej podczas głodu wołchwowie zabijali starszyznę, twierdząc, że to ona zatrzymuje urodzaj, a porządek przywrócił dopiero przybyły Jarosław. Pod rokiem 1071 ten sam latopis opisał dwóch wołchwów, którzy przy głodzie ruszyli od Jarosławia wzdłuż Wołgi i Szeksny aż po Białe Jezioro, zbierając po drodze około trzystu ludzi.
Zabieg polegał na wskazaniu kobiety jako winnej ukrycia obfitości, nacięciu jej pleców i wyjęciu spod skóry zboża, ryby albo miodu, co miało zwrócić wsi zatrzymany urodzaj. Wołchwów pojmał Jan Wyszaticz, poborca daniny kniazia Świętosława, i kazał ich powiesić na dębie; wcześniej zginął z ich ręki jego duchowny.
Latopis zestawiono w Kijowie około 1113 roku, a relację o roku 1071 spisano od samego Jana Wyszaticza, zmarłego w 1106 roku, więc świadek i spisujący żyli w jednym czasie. Jest to jedyny szczegółowy opis słowiańskiego zabiegu magicznego przeciw głodowi, zapisany przez człowieka znającego uczestnika wydarzeń, a nie przez obcego przybysza.
Opis jest najbardziej szczegółowy spośród znanych, a nie jedyny. Opowieść pod rokiem 1071 nie jest jednolitą relacją, lecz blokiem złożonym z kilku osobnych epizodów o wołchwach, w który latopisarz wplótł własny wykład o pochodzeniu wróżbiarstwa; szczegóły zabiegu są więc elementem opowieści budowanej pod tezę.
Wpis pod rokiem 1024 nie ma za sobą żadnego świadka i dzieli go od zdarzenia niemal dziewięćdziesiąt lat — inaczej niż relacja o roku 1071, spisana od uczestnika.
- Latopisarz jest mnichem wrogim wołchwom i buduje z ich klęski przykład pouczający, więc szczegóły samego zabiegu mogły zostać przerysowane.
- Nie wiadomo, czy wycinanie obfitości było praktyką rozpowszechnioną, czy jednorazowym pomysłem dwóch ludzi w czasie klęski głodu.
- Między wydarzeniami z lat 1024 i 1071 a spisaniem relacji upłynęło od czterdziestu do niemal dziewięćdziesięciu lat.
Skąd to wiadomoruski latopis zestawiony w Kijowie na początku XII wieku, wpisy pod latami 1024 i 1071

Obrzęd ze wsi, bóstwo dopisane przy biurku
RekonstrukcjaCzęść obrzędów powtarzanych dziś jako słowiańskie nie ma żadnego zapisu ze wsi, a te prawdziwe dostały przy biurku patrona, którego nikt przy ogniu ani nad rzeką nie wzywał.
Czytaj dalejWynoszona wiosną za opłotki kukła jest w dawnych zakazach kościelnych po prostu Śmiercią, a ognie nocy czerwcowej płoną w nich bez żadnego patrona; imiona, którymi podpisuje się dziś jedno i drugie, dołożono do gotowego obrzędu przy biurku — z nazwy samego święta albo z refrenu wołanego w pieśni. Podmiana nie jest ozdobna, bo razem z imieniem przestawia się cel zabiegu: czynność graniczna, której sensem było wypchnięcie czegoś poza obręb wsi, bywa odtąd opowiadana jako służba bóstwu.
Drugą część zbioru stanowią obrzędy, których we wsi nikt nie widział: gładkie scenariusze z rozpisanymi rolami i wezwaniem do imiennego boga, wyjęte z ksiąg podanych za dawne świadectwa. Prawdziwy zapis jest urywany i różni się od wsi do wsi, a wypowiadana przy zabiegu formuła wzywa Chrystusa albo świętych. Odrzucenie dopisanego patrona niczego jednak obrzędowi nie ujmuje: ognie i topiona kukła zostają tam, gdzie były, znika tylko ten, komu je przypisano. Skąd wzięły się te księgi, mówi osobna sekcja o podróbkach.
- Zapisy potępiające wiosenne śpiewy i tańce notują wołane w nich imiona, lecz nie mówią, czy kogokolwiek w nich wzywano, czy było to samo brzmienie refrenu.
- Dopisane imiona wróciły na wieś przez książkę i szkołę na tyle dawno, że dziewiętnastowieczni zbieracze zastali je już jako nazwy obrzędów — warstwy zapisanej i dopisanej nie da się dziś czysto rozdzielić.
- Nie każdy obrzęd bez zapisu ze wsi jest wymysłem: brak notatki bywa skutkiem tego, że zbieracz nie dotarł, a nie tego, że rzeczy nie robiono.
Skąd to wiadomośredniowieczne zakazy kościelne i kazania notujące same obrzędy oraz śpiewy przy nich; nowożytne kroniki i druki, z których pochodzą dopisane imiona
Rzeczy, które działały
Przedmioty magiczne i to, co z nich zostało w ziemi
Kaptorgi, blaszane puzderka z ziarnem i okruchami kości, wkładano do grobów jeszcze po połowie XI wieku, a żaden zapis z epoki nie tłumaczy, po co je noszono. W Pniu kobieta pochowana w XVII stuleciu miała sierp ostrzem na szyi i trójkątną kłódkę na paluchu lewej stopy — to praktyka nowożytna, nie relikt pogaństwa. Najgłośniejsze zaś przedmioty kultu, posążki z Prillwitz, wyszły spod ręki złotników.

Kaptorgi — puzderka noszone na szyi
Zapis z tamtych czasówBlaszane puzderka noszone na szyi, z ziarnem, woskiem i okruchami kości w środku; rzecz z epoki, choć nie wiemy, po co ją noszono.
Czytaj dalejKaptorga to płaskie puzderko z blachy, najczęściej srebrnej, rzadziej brązowej albo cynowej, zawieszane na szyi samodzielnie lub jako element kolii; u Słowian rozpowszechnia się od IX wieku, a szczyt przypada na wiek X i XI. Skarb z Łupawy w powiecie słupskim, złożony w XI lub XII wieku, zawierał około stu fragmentów kaptorg i jest największym takim zespołem na Pomorzu.
Ze skarbu z Piasków-Dramina w powiecie kamieńskim, ukrytego w drugiej połowie X wieku, pochodzi około czterdziestu takich przedmiotów; z Pękanina w powiecie sławieńskim dziewięć fragmentów z XI wieku, z Sulina cztery, z Widuchowej trzy, z Wicimic dwa, a z Chełma Drezdeneckiego pięć egzemplarzy trapezowatych.
Zawartość zachowana w kilku egzemplarzach to substancje drobne i nietrwałe: ziarna zbóż, wosk, okruchy kości, resztki tkaniny; te same pojemniczki z czasem mieszczą chrześcijańskie relikwie kontaktowe. Kaptorgi z cmentarzyska w Radomiu, stanowisko 4, grób 62, wykonano z mosiądzu i złożono do ziemi dopiero po połowie XI wieku, a więc w państwie od kilku pokoleń formalnie chrześcijańskim.
Znaleziska koncentrują się na elitarnych nekropolach wczesnopiastowskich — Dziekanowice, Kałdus, Bodzia, Ciepłe, Ostrów Lednicki, Poznań-Śródka — i towarzyszą przede wszystkim pochówkom kobiet z warstwy zamożnej. Z Gdańska znane są egzemplarze cynowe.
Sieradzka kaptorga z pierwszej połowy XIV wieku — a więc o trzysta lat młodsza od pogaństwa — jest skórzana, trapezowata, ze zdobieniem figuralnym; napis bywa czytany jako zaklęcie miłosne, lecz odczytanie nie jest pewne. Kaptorgi wyrabiano nie tylko z blachy — znane są egzemplarze skórzane, a źródła wspominają też o wykonanych z tkaniny, więc „blaszane puzderko" jest skrótem, nie definicją.
Wyróżnia się formy trapezowate i skrzyneczkowate, a podziały na odmiany bywają rozbieżne. Liczby ze skarbów pomorskich to stan dotychczasowych wyliczeń, a nie policzony rejestr wszystkich znalezisk.
- Nazwa jest terminem badawczym, a nie słowem, którym posługiwali się noszący; nie zachował się żaden zapis z epoki tłumaczący przeznaczenie tych puzderek.
- Ziarno i wosk w środku dopuszczają odczytanie ochronne, lecznicze i zapachowe jednocześnie, a materiał między nimi nie rozstrzyga.
- Datowanie skarbów pomorskich opiera się na monetach złożonych razem z ozdobami, więc mówi o chwili ukrycia, nie o czasie wytworzenia ani o długości noszenia.
Skąd to wiadomoMateriał wykopaliskowy: skarby srebrne i wyposażenie grobów szkieletowych, a także zachowane w zbiorach muzealnych egzemplarze wraz z ich zawartością.

Muszle kauri i wisiorek z Oder starszy od Słowian
Zapis z tamtych czasówMuszle z ciepłych mórz trafiały nad Bałtyk jako zawieszki, ale najlepiej opisany polski okaz jest o kilkaset lat starszy od Słowian.
Czytaj dalejNajstaranniej udokumentowany wisiorek z muszli kauri z ziem polskich pochodzi z grobu 127 na cmentarzysku kręgów kamiennych w Odrach i datowany jest na fazę B2/C1, czyli lata około 160–180 naszej ery. Muszlę z Oder opleciono trzema ornamentowanymi taśmami z brązu, skręconymi u góry w uchwyt do zawieszenia na rzemieniu; oprawa jest kosztowniejsza od samej muszli.
Cmentarzysko w Odrach należy do kultury wielbarskiej, a nie do Słowian; przypisywanie tego wisiorka słowiańskiej magii jest przesunięciem o kilkaset lat i o całą inną ludność. W kulturach od Afryki po Indie ta sama muszla bywała naraz ozdobą, środkiem płatniczym i znakiem płodności, więc etykieta „amulet” jest tylko jednym z możliwych odczytań.
We wczesnym średniowieczu muszle kauri wędrują na ziemie słowiańskie tą samą drogą co srebro arabskie, lecz są w materiale nieporównanie rzadsze od paciorków szklanych, bursztynowych i karneolowych. Porcelanki znajdowane w grobach Europy Środkowej to gatunki indopacyficzne i czerwonomorskie (przede wszystkim Monetaria moneta i Monetaria annulus), a nie gatunki śródziemnomorskie — i dopiero to czyni z nich świadectwo wymiany dalekosiężnej.
Granice fazy B2/C1 bywają wyznaczane rozmaicie, więc podane lata trzeba czytać jako przybliżenie, a nie datę roczną.
- Rozdzielenie horyzontu rzymskiego od wczesnośredniowiecznego bywa w zestawieniach popularnych zacierane i ten sam okaz z Oder krąży w internecie jako „amulet słowiański”.
- Muszla w grobie niczego nie dowodzi o wierzeniach: mogła być własnością osobistą, częścią stroju albo zapłatą złożoną zmarłemu.
- Liczba wczesnośredniowiecznych znalezisk kauri z ziem polskich nie została dotąd pewnie policzona, więc nie podajemy jej tu jako faktu.
Skąd to wiadomoMateriał wykopaliskowy z cmentarzysk, a także zachowane okazy muszli wraz z ich oprawą.

Gliniane pisanki i grzechotki
Zapis z tamtych czasówGliniane jaja ze szkliwem i kamykiem w środku, XI–XIII wiek; grzechotały w grobach dzieci, a wciąż nie wiadomo, czy to zabawka, czy obrona.
Czytaj dalejGliniane jaja pokryte szkliwem, z kamykiem albo glinianą kulką w środku, pojawiają się na ziemiach polskich w XI wieku i trwają do XIII; wzór, a często i sam wyrób, przychodzi z warsztatów ruskich — kijowskich i owruckich. W Kruszwicy, gdzie pracownia działała od przełomu X i XI wieku aż po wiek XIII, znaleziono jedenaście pisanek i cztery grzechotki.
Zestawienie znalezisk z grodów i osad — Opole, Wrocław, Giecz, Grotniki, Kałdus — obejmuje około czternastu okazów, a z grobów w Dziekanowicach, Kałdusie i Modlnicy sześć dalszych. Pisanka z Dziekanowic leżała w grobie dziecka w wieku określonym jako infans II, mierzy 4,7 centymetra wysokości przy średnicy 3,3 centymetra i grzechocze do dziś.
Badane chemicznie szkliwa są niskotemperaturowe, wysokoołowiowe i bezalkaliczne; zieleń dawał tlenek miedzi, czerń i brunat tlenek żelaza. Najstarsze pisanki z ziem polskich nie są gliniane, lecz zrobione ze skorupek jaj barwionych po naniesieniu wzoru roztopionym woskiem — pochodzą z grodu na Ostrówku w Opolu i datuje się je na koniec X wieku.
Podane liczby to stan jednego wyliczenia, a nie pełna suma znalezisk z ziem polskich.
- Ta sama rzecz mieści się w trzech odczytaniach naraz — zabawka, przedmiot ochronny i dar grobowy — a materiał nie pozwala wybrać jednego.
- Nie rozstrzygnięto, czy pracownia kruszwicka wytwarzała pisanki, czy tylko szkliwiła inne wyroby, a same jaja są importem ruskim.
- Barwienie jaj znano w cesarstwie rzymskim, więc opolskie skorupki z X wieku nie dowodzą słowiańskiego wynalazku ani słowiańskiego znaczenia obrzędowego.
Skąd to wiadomoMateriał wykopaliskowy z grodów, osad rzemieślniczych i cmentarzysk; analizy składu chemicznego szkliw.

Wrzeciono i przęślik z różowego łupku
Zapis z tamtych czasówKrążek z różowego łupku spod Owrucza nakładany na wrzeciono; szacunkowo od ośmiuset do tysiąca sztuk z ziem polskich, a magię dopisano im dopiero w XIX wieku.
Czytaj dalejPrzęślik to krążek z otworem nakładany na drewniany trzpień wrzeciona; egzemplarze z różowego łupku pirofyllitowego wyrabiano masowo w warsztatach pod Owruczem na dzisiejszej Ukrainie od połowy X do połowy XIII wieku. Z ziem polskich pochodzi szacunkowo od ośmiuset do tysiąca takich przęślików, co czyni je jednym z najliczniejszych ruskich importów w tutejszym materiale.
Przęśliki owruckie docierają do Sandomierza, leżącego na szlaku z Kijowa przez Kraków i Wrocław do Pragi i Ratyzbony, a także na grodziska Wielkopolski i Pomorza. Wrzeciono w zapisach ludowych XIX i XX wieku obrasta zakazami przędzenia w określone dni i wiąże się z postaciami przędącymi ludzki los, lecz te zapisy dzieli od owruckich warsztatów blisko tysiąc lat.
Produkcję owrucką przerywa najazd mongolski w połowie XIII wieku — stąd górna granica datowania. Egzemplarze z ziem polskich rozpoznaje się po surowcu, więc ich liczba jest oszacowaniem, a nie policzonym rejestrem; najgęściej leżą na wschodnich rubieżach, choć z samego Wrocławia naliczono ich z górą osiemdziesiąt.
- Magiczne odczytanie wrzeciona opiera się na folklorze nowożytnym, nie na kontekstach wykopaliskowych; sam przęślik jest przede wszystkim narzędziem pracy.
- Nie rozstrzygnięto, czy przęśliki owruckie krążyły głównie jako towar handlowy, dar czy odważnik, a od tego zależy odczytanie ich obecności w grobach. Niepewna jest i sama liczba, bo o pochodzeniu pojedynczego krążka rozstrzyga dopiero zbadanie skały, a nie barwa: różowe przęśliki z grodziska w Gilowie na Dolnym Śląsku, z wyglądu łudząco podobne, wycięto z zupełnie innego surowca, wydobywanego najpewniej na miejscu.
- Obecność przęślika w grobie kobiety równie dobrze oznacza zawód i pozycję, co jakąkolwiek treść wierzeniową.
Skąd to wiadomoMateriał wykopaliskowy z grodzisk, osad i cmentarzysk; zachowane w zbiorach muzealnych egzemplarze z rozpoznanym surowcem.

Sierp, nóż i kłódka przy zmarłym
Zapis z tamtych czasówSierp ostrzem na szyi i kłódka na paluchu stopy w jednym grobie z XVII wieku w Pniu — praktyka nowożytna, nie relikt pogaństwa.
Czytaj dalejW Pniu w gminie Dąbrowa Chełmińska badania ratownicze objęły około 920 metrów kwadratowych i odsłoniły dwa cmentarzyska: elitarne z X i XI wieku oraz nowożytne z XVII wieku, w którym rozpoznano 101 grobów. W grobie numer 75, odsłoniętym w 2022 roku, młoda kobieta miała sierp ułożony ostrzem na szyi i trójkątną kłódkę założoną na paluch lewej stopy.
W 2023 roku na tym samym cmentarzysku odsłonięto pochówek dziecka złożonego twarzą do ziemi, z kłódką przy stopie. Ostre narzędzia żelazne, przede wszystkim noże i sierpy, trafiają do grobów także na cmentarzyskach wczesnośredniowiecznych z ziem polskich, gdzie bywają czytane jako zabezpieczenie przed powrotem zmarłego.
Horyzont najgłośniejszych znalezisk tego rodzaju to wiek XVII, a więc czas pełnej chrystianizacji i działających parafii — praktyka jest nowożytna, nie pogańska. Ten sam sierp w innych grobach bywa zwykłym wyposażeniem narzędziowym, składanym zmarłemu tak jak nóż, krzesiwo albo osełka.
Cmentarzysko wczesnośredniowieczne w Pniu datuje się na drugą połowę X i początek XI wieku. Odkrycie grobu numer 75 ogłoszono 30 sierpnia 2022 roku. Sierp złożony przy szyi nie jest w Polsce odosobniony — analogiczne pochówki nowożytne znane są między innymi z Drawska nad Notecią, wsi pod Krzyżem Wielkopolskim, gdzie na cmentarzysku liczącym mniej więcej siedemset przebadanych grobów naliczono ich do 2016 roku ponad dwadzieścia, co dodatkowo wzmacnia tezę o nowożytności praktyki; drawski cmentarz datuje się przy tym bądź na sam wiek XVII, bądź szerzej na XVII i XVIII. Wokół grobu z Pnia narosła osobna warstwa medialna — zmarłej nadano imię i pokazano rekonstrukcję twarzy — i nie należy jej mieszać z tym, co rzeczywiście odsłonięto w ziemi.
- Nazwa „pochówek antywampiryczny” jest współczesnym skrótem, spopularyzowanym przez doniesienia prasowe; żadne źródło z epoki nie tłumaczy tych grobów.
- Sierp na szyi da się odczytać jako zabezpieczenie przed powrotem, ale też jako kara pośmiertna albo znak wyłączenia ze wspólnoty.
- Przenoszenie praktyk z XVII-wiecznego Pnia na pogańską Słowiańszczyznę jest skokiem przez siedemset lat i przez zmianę religii.
Skąd to wiadomoBadania ratownicze cmentarzyska, układ odsłoniętych grobów oraz analizy antropologiczne szczątków.

Kamień piorunowy
FolklorSkamielina belemnita i dawna siekierka krzemienna brane za zastygły grom: pod progiem chroniły dom, starte na proszek leczyły.
Czytaj dalejKamieniem piorunowym albo strzałką piorunową nazywano skamieniałe rostrum belemnita, czyli wapienny stożek po wymarłym głowonogu, a także dawne siekierki i groty krzemienne wyorywane z pola. Jeszcze w XIX wieku utrzymywano, że jest to piorun zakrzepły w kamień, który wbija się w ziemię tak głęboko, że wraca na powierzchnię dopiero po siedmiu latach.
Przechowywany pod progiem albo na strychu miał bronić domu przed uderzeniem gromu. Ścierano go na proszek podawany chorym w wodzie albo w mleku, pocierano nim bolące miejsca, a rodzącej podkładano pod kolana dla ulżenia w bólu. Nazwy z sąsiedztwa idą tym samym tropem: czeski hromový kámen, litewska Perkūnkulkė od imienia gromowładcy Perkūna, fińska ukonvaaja.
Polskie określenia ludowe wiążą ten sam przedmiot naraz z niebem i z piekłem — obok „kamienia z nieba” i „bożego palca” notowano „diabli palec”. Rostrum belemnita zbudowane jest z kalcytu — stąd jego trwałość i częstość znalezisk na polach. Obok Perkūnkulkė notowano po litewsku także nazwę Perkūno akmuo.
Wiara w kamienie gromowe była opisywana uczenie już w nowożytnych traktatach o „ceraunia", więc jej zapis w XIX wieku nie jest dowodem nieprzerwanej pamięci pogańskiej, lecz świadectwem wyobrażenia ogólnoeuropejskiego.
- Wszystkie te zapisy pochodzą z ostatnich dwustu lat; nie ma żadnego świadectwa z epoki pogańskiej, które by je potwierdzało.
- Wiara w kamienie gromowe rozciąga się od Skandynawii po Grecję i po Bałtów, więc nie jest słowiańską osobliwością.
- Powiązanie kamienia piorunowego z Perunem jest domysłem młodszym niż same zapisy; w polskich zapisach ludowych imię tego boga w takim kontekście nie występuje.
- Nie wykazano, by średniowieczne narzędzia krzemienne znajdowane w warstwach osadniczych trafiały tam celowo jako amulety, a nie przypadkiem razem z ziemią.
Skąd to wiadomoZbiory pieśni, podań i wierzeń spisywane od XIX wieku, zapisy gwarowych nazw i opisy wiejskich zwyczajów.

Żelazo pod kołyską i podkowa nad progiem
FolklorNóż pod kołyską i podkowa nad drzwiami; ostrze miało działać samą substancją, ale podkowa jest w Europie Środkowej wynalazkiem dopiero X wieku.
Czytaj dalejNóż, sierp albo siekierę kładziono pod kołyskę, pod poduszkę położnicy i pod próg, żeby żelazo odjęło moc istotom, których się bano; zapisy pochodzą z XIX i XX wieku z ziem polskich, ukraińskich, białoruskich i bałkańskich. Podkowę przybijano nad drzwiami ramionami do góry, aby szczęście się nie wysypało, ale w innych okolicach tłumaczono odwrotnie — ramionami w dół, żeby spływało na wchodzącego.
Podkowa nie może być dawnym zwyczajem słowiańskim, ponieważ podkuwanie koni rozpowszechnia się w Europie Środkowej dopiero od X i XI wieku, a sam przedmiot długo pozostaje kosztowny. Wbijanie noża w futrynę albo w stół podczas porodu i przy czuwaniu przy zmarłym notowano na wsi jeszcze w XX wieku.
Archeologia pokazuje drugą stronę tej samej materii: nóż należy do najczęstszych przedmiotów w grobach wczesnośredniowiecznych na ziemiach polskich, choć to samo znalezisko bywa odczytywane po prostu jako narzędzie codzienne. W zapisach ludowych żelazo działa przez samą substancję, bez formuły, bez święcenia i bez kapłana, co wyraźnie odróżnia je od bukietu poświęconego w kościele.
Zwyczaj wieszania podkowy nad drzwiami jest najlepiej poświadczony w Europie Zachodniej, gdzie obrósł własną legendą, a na ziemie polskie przychodzi późno — to argument mocniejszy od samej daty upowszechnienia podkuwania.
Gesty ochronne czyta się z trzech reguł, a nie z listy przedmiotów: ostrze tnie to, co niematerialne, czerwień ściąga na siebie spojrzenie, które miało paść na dziecko, a granica — próg, płot, obejście — jest miejscem, gdzie rozstrzyga się, co wejdzie do środka. Kto zna te trzy reguły, odczyta większość zapisanych gestów bez znajomości miejscowego zwyczaju, i odwrotnie: gest, który się w nich nie mieści, wart jest osobnego sprawdzenia.
- Ochronna moc żelaza jest motywem ogólnoeuropejskim i bliskowschodnim; nic nie wskazuje, by Słowianie mieli tu odrębną, własną tradycję. Nie da się też wskazać, które pojedyncze gesty są rodzime, a które przyszły z zewnątrz — cała ta warstwa krąży po Europie od stuleci i granic jej wędrówki nie sposób wytyczyć.
- Nie da się wykazać ciągłości między nożem złożonym w grobie w X wieku a nożem kładzionym pod kołyskę w wieku XIX.
- Sprzeczne wersje o ustawieniu podkowy pokazują, że objaśnienie dorabiano do zwyczaju, a nie odwrotnie.
Skąd to wiadomoMateriały etnograficzne z terenu wsi polskiej i wschodniosłowiańskiej z XIX i XX wieku; dla noży w grobach — materiał wykopaliskowy z cmentarzysk wczesnośredniowiecznych.

Bylica, piołun i zioła sobótkowe
Zapis po chrzcieZiele rwane przed świtem w wigilię świętego Jana, przepasywane i wieszane w domu; potępiane przez cerkiew od 1505 roku i spisane w zielnikach.
Czytaj dalejLatopis znany jako Kodeks Hipacki notuje pod rokiem 1262 świętowanie nazwane kupalią — to jedno z najstarszych wschodniosłowiańskich wspomnień o tym obrzędzie. W 1505 roku ihumen pskowskiego monasteru Pamfił potępił nocne zabawy w wigilię świętego Jana, a moskiewski zbiór uchwał Stogław z 1551 roku nazwał je hulankami pochodzenia pogańskiego.
Bylicę zrywano przed wschodem słońca w wigilię świętego Jana, przepasywano się nią i zawieszano w izbie, a tym samym zielem owijano przydrożne krzyże, żeby czarownice nie miały do nich przystępu. Bylicę wkładano zmarłemu pod głowę do trumny, aby dusza odeszła spokojnie i nie wracała straszyć.
Obok bylicy w obrzędach ochronnych wymieniano piołun, dziewannę, rutę i szałwię. „Pieśń świętojańska o Sobótce" ukazała się pośmiertnie, w zbiorze „Pieśni" wydanym w Krakowie w 1586 roku; Kochanowski zmarł w 1584.
Herbarz Marcina z Urzędowa również wyszedł pośmiertnie — autor zmarł w 1573 roku, druk ukazał się w 1595. Zalecenie wkładania bylicy do buta na zmęczenie nóg pochodzi z tradycji antycznej przejętej przez nowożytne zielniki, nie ze słowiańskiego obyczaju. Dwie warstwy trzeba tu rozdzielić: zapisy pisane od XIII do XVI wieku oraz szczegóły obrzędowe znane wyłącznie z wiejskich zapisów XIX i XX wieku.
- Kupała nie jest bóstwem: imię jako imię boga pojawia się dopiero w źródłach od XVII wieku, w latopisie hustyńskim, i jest wtórne wobec nazwy święta — to wymysł późnych kronikarzy, powielony potem przez romantyków.
- Dziewanna jako bogini to zmyślenie wprowadzone do dziejopisarstwa polskiego przez Jana Długosza w Rocznikach pisanych od 1455 roku; roślina o tej nazwie istnieje, bogini nie.
- Źródła cerkiewne i kościelne opisują te obrzędy po to, żeby je potępić, więc wyostrzają pogański rys i przemilczają to, co uznawały za zwykłe.
- Świętojański kalendarz obrzędu jest chrześcijański, a to, co pod nim leży, rekonstruuje się z późnych zapisów, nie odczytuje ze źródeł.
Skąd to wiadomoLatopisy ruskie i uchwały soborowe, listy duchownych, staropolskie zielniki i poezja XVI wieku, a dla szczegółów obrzędu — zapisy etnograficzne.

Zioła święcone, wianek i okadzanie
FolklorBukiet święcony 15 sierpnia suszono za obrazem i rzucano na węgle przy chorym, przy bydle i w czasie burzy.
Czytaj dalejObrzęd błogosławieństwa ziół w święto Wniebowzięcia, przypadające 15 sierpnia, figuruje w rytuale rzymskim ogłoszonym w 1614 roku; w Polsce dzień ten nosi nazwę Matki Boskiej Zielnej. Skład bukietu nie był dowolny: wracają w zapisach zboże, len, mięta, piołun, dziurawiec, macierzanka, marchew, cebula i gałązka leszczyny albo jabłko. Poświęcony bukiet suszono i przechowywano przez cały rok za obrazem albo zatknięty pod strzechą, a puszczano go w ruch dopiero w potrzebie.
Garść święconego ziela rzucano na rozżarzone węgle przy chorym człowieku i przy chorym bydlęciu, okadzając izbę i oborę; tę samą garść palono, kiedy nad wsią przechodziła burza. Zioła z bukietu wkładano zmarłemu do trumny, kładziono pod kołyskę i dodawano do pierwszej paszy przy wiosennym wypędzeniu bydła.
Wianki święcone w oktawę Bożego Ciała zawieszano nad drzwiami domu i obory, a liczbę ziół w bukiecie zapisy regionalne ustalały rozmaicie: na siedem, dziewięć albo dwanaście. Ta sama bylica wchodzi i do bukietu święconego w kościele, i do obrzędu sobótkowego, który kościół potępiał — granica między jednym a drugim była w praktyce wiejskiej płynna.
Błogosławieństwo ziół w święto Wniebowzięcia jest poświadczone w Europie Środkowej przed 1614 rokiem; rytuał rzymski ten obrzęd ujednolica, a nie ustanawia.
Zielarstwo obrzędowe różni się od zwykłego leczenia jednym warunkiem: liczy się nie tylko to, jaką roślinę się bierze, ale kiedy i jak się ją zbiera. Zbierano przed wschodem słońca, w rosie i w milczeniu, czasem lewą ręką albo bez użycia żelaza, a wyznaczone dni roku uchodziły za jedyne skuteczne. Ta sama roślina zerwana w innym dniu i w inny sposób uchodziła za bezsilną; zebrana jak trzeba, szła na cały rok — aż po garść dokładaną do pierwszego zasiewu.
Wianek ma własną regułę, wyprowadzoną z samego splotu: zamyka rośliny w krąg bez początku i końca, więc to, co w środku, zostaje odgrodzone. Dlatego wiesza się go nad drzwiami domu i obory, a puszcza na wodę wtedy, gdy rozstrzygnięcie ma zapaść poza domem — ten sam przedmiot raz odgradza, a raz wypuszcza sprawę na zewnątrz.
Przekonanie, że o mocy rośliny rozstrzyga moment zbioru, nie jest przy tym wyłącznie wiejskie. Wraca ono w greckich i rzymskich zielnikach, w pismach arabskich i w łacińskich księgach średniowiecznych, gdzie podaje się nawet godzinę i znak nieba. Wiejska praktyka i uczona księga stoją tu po tej samej stronie i różnią się jednym: pierwsza powołuje się na dzień świętego, druga na planetę.
- To praktyka chrześcijańska w formie, w kalendarzu i w miejscu; nazywanie jej „pogańskim przeżytkiem” jest domysłem, nie ustaleniem.
- Liczby ziół w bukiecie pochodzą z różnych okolic i różnych dziesięcioleci, a bywają podawane jako jedna ogólna reguła.
- Nie da się wykazać, że okadzanie ziołem poprzedza chrystianizację, bo kadzidło i święcone zioła są zarazem elementem liturgii, z którą przyszły. Sam termin też niczego nie przesądza: połowa sierpnia zamyka żniwa i otwiera zbiór ziół, więc dzień broni się rachubą gospodarską i bez żadnego dawnego święta pod spodem.
Skąd to wiadomoNowożytne księgi obrzędów kościelnych oraz zbiory zwyczajów dorocznych i wierzeń wiejskich spisywane od XIX wieku.

Czerwona nić, korale i pas
FolklorCzerwona nitka na rączce niemowlęcia, korale w grobach kobiet i pas jako zamknięcie ciała — trzy sposoby pilnowania tej samej granicy.
Czytaj dalejCzerwoną nitkę albo wstążkę wiązano niemowlęciu na nadgarstku i na szyi lub wplatano w pościel, żeby odwrócić urok; zapisy pochodzą z XIX i XX wieku. Czerwień występuje w tej samej roli od Bałkanów po Ural i dalej na wschód, więc jest motywem znacznie szerszym niż Słowiańszczyzna.
Korale bursztynowe, szklane i karneolowe należą do stałego wyposażenia grobów kobiecych i dziecięcych wczesnego średniowiecza na ziemiach polskich, lecz w grobie nie da się oddzielić ozdoby od ochrony. Bursztyn obrabiano na miejscu, w Gdańsku i w Wolinie, w odróżnieniu od karneolu i kryształu górskiego, które przychodziły szlakiem wschodnim razem ze srebrem arabskim.
Pas traktowano jako zamknięcie ciała: przepasanie miało chronić, a rozpasanie i rozwiązanie wszystkich węzłów w izbie miało ułatwić poród oraz konanie. Przepasywanie się bylicą w wigilię świętego Jana łączy oba porządki naraz — pas i ziele ochronne w jednym geście.
- Paciorki w grobie są równie dobrze majątkiem, strojem i darem pogrzebowym; przypisanie im funkcji amuletu jest interpretacją, nie odczytem.
- Zwyczaj czerwonej nitki przedstawia się dziś jako „starosłowiański”, choć najstarsze zapisy z ziem polskich są XIX-wieczne.
- Rozwiązywanie węzłów przy porodzie notowano także w Europie Zachodniej i w świecie śródziemnomorskim, więc nie jest to cecha rozpoznawcza Słowian.
Skąd to wiadomoZapisy etnograficzne z XIX i XX wieku; dla paciorków i bursztynu — materiał wykopaliskowy z cmentarzysk i ośrodków rzemieślniczych.

Sól, chleb i mak
FolklorSól była naraz drogim towarem i substancją liturgiczną, chleb witał w progu, a mak sypano zmarłemu, żeby liczył ziarna aż do świtu.
Czytaj dalejSól była towarem mierzonym i strzeżonym: kopalnie soli kamiennej w Bochni i Wieliczce są udokumentowane od XIII wieku, a wcześniej sól warzono z solanek, przez co stanowiła miarę wartości i przedmiot daniny. W rycie chrzcielnym kościoła zachodniego kładziono katechumenowi na język szczyptę poświęconej soli; obrzęd ten usunięto dopiero w reformie z 1969 roku, więc przez całe tysiąclecie sól była w Polsce substancją liturgiczną.
Zapisy ludowe utrwaliły zakaz pożyczania soli po zmroku i podawania jej z ręki do ręki, a rozsypanie soli wróżyło kłótnię w domu. Chleb i sól wnoszono do nowego domu przed wszystkim innym, a nowożeńców witano nimi w progu; próg i piec skupiają w tych zapisach najwięcej czynności obrzędowych.
Mak i siemię lniane sypano do trumny albo na drogę powrotu, przy rozumowaniu, że zmarły będzie musiał zliczyć wszystkie ziarna i nie zdąży wrócić przed pianiem koguta. Ziarna zbóż znajdowano w kaptorgach obok wosku i okruchów kości, co jest jednym z niewielu punktów, w których późny zapis o mocy ziarna i materiał wykopaliskowy w ogóle się spotykają.
Warto powiedzieć, dlaczego w progu stają akurat te dwie rzeczy, a nie inne. Chleb włącza przybysza do domu, bo kto z tobą jadł, ten ci nie zaszkodzi — podany bochenek jest umową, nie uprzejmością. Sól zaś sama się nie psuje i zepsucia do siebie nie dopuszcza, więc w całej Europie uchodzi za rzecz dla zła nieprzenikliwą: sypano ją w próg, w kąty izby i do kieszeni temu, kto wychodził z domu.
- Liczenie ziaren przez powracającego zmarłego notowano dopiero w XIX wieku i nie ma świadectwa, by praktykę tę znano w czasach pogańskich.
- Sól ma w tych zapisach status naraz kościelny i domowy, więc rozdzielanie w niej „chrześcijańskiego” od „pogańskiego” jest zabiegiem sztucznym.
- Wyjątkowe znaczenie progu i pieca rekonstruuje się głównie z materiału etnograficznego; ze średniowiecza dotyka obu miejsc podręcznik dla spowiedników, notujący rozdeptane pod miotłą jajko na progu przy powrocie z dzieckiem z kościoła oraz zakaz wylewania czegokolwiek za piec, powodu jednak nie podaje ani dla jednego, ani dla drugiego. Jego redakcję kładzie się na lata 1236–1250, zachowany odpis dopiero na XIV wiek, a rękopis figuruje w XVI-wiecznym spisie ksiąg opactwa w Rudach pod Raciborzem — co jeszcze nie przesądza, że opisane w nim zwyczaje oglądano na ziemiach polskich.
Skąd to wiadomoZapisy zwyczajów i wierzeń wiejskich z XIX i XX wieku, nowożytne księgi obrzędów kościelnych, dokumenty dotyczące żup solnych.

Róg Świętowita i zardzewiała włócznia z Wolina
Zapis po chrzcieRóg z winem, miecz w srebrnej pochwie i siodło białego konia w Arkonie, a w Wolinie zardzewiała włócznia wbita w wysoki słup.
Czytaj dalejDuński kronikarz Saxo opisał w Gesta Danorum zdobycie Arkony na Rugii 15 czerwca 1168 roku oraz wnętrze świątyni Świętowita, zburzonej podczas tej wyprawy. Przy czterogłowym posągu stały wedle tego opisu: róg z kruszcu trzymany w prawej dłoni, wielki miecz w srebrnej pochwie o srebrnej rękojeści oraz siodło, uzda i czaprak białego konia poświęconego bogu.
Róg napełniano winem raz do roku, a z ubytku płynu po dwunastu miesiącach wróżono urodzaj na rok następny. Chorągiew zwana Stanicą, wyróżniająca się barwą i rozmiarem, cieszyła się u Rugian czcią niemal równą tej, którą otaczano wszystkich bogów razem. W Wolinie czczono zardzewiałą włócznię wiązaną z imieniem Juliusza Cezara, wbitą w wysoki drewniany słup; żywoty Ottona z Bambergu podają, że biskup próbował ją wykupić, ofiarowując pięćdziesiąt grzywien srebra, a po odmowie zakazał jej czci.
Otton z Bambergu prowadził misje na Pomorzu w latach 1124–1125 oraz w 1128; jego żywoty spisali trzej autorzy niemieccy — żaden z nich nie był Słowianinem. W Szczecinie stały cztery budynki kultowe, a wróżebnego czarnego konia trzykrotnie prowadzono nad rzędem dziewięciu włóczni rozłożonych na ziemi i odczytywano wynik z tego, czy zwierzę potrąciło drzewca.
Zdobycie Arkony bywa też przesuwane na rok 1169. Saxo pisał Gesta Danorum około roku 1200, a więc ponad trzydzieści lat po zburzeniu Arkony, a tej odległości w czasie nie da się od jego opisu odjąć. Żywoty Ottona powstały po jego śmierci (1139): prüfeningeński około lat czterdziestych XII wieku, Ebona w latach 1151–1159, Herborda w 1159.
- Nazwanie wolińskiej włóczni bronią Juliusza Cezara jest uczoną konstrukcją XII wieku, wiążącą miasto z Rzymem przez zmyśloną nazwę Julin; sami mieszkańcy Wolina najpewniej nie łączyli jej z Cezarem.
- Saxo pisał dla dworu zwycięzców kilkadziesiąt lat po zburzeniu Arkony i na podstawie cudzych relacji, więc szczegóły wnętrza świątyni są wiedzą z drugiej ręki, wrogą i skłonną do wyostrzeń.
- Kwota pięćdziesięciu grzywien pochodzi z żywota świętego — gatunku, który liczby dobiera ku chwale bohatera.
- Nie wiadomo, czy opisane przedmioty były narzędziami wróżby, insygniami władzy czy skarbem świątynnym; ten podział jest nasz, nie ich.
Skąd to wiadomoKroniki i żywoty świętych z XII wieku spisane przez autorów duńskich i niemieckich, opisujące kult, który właśnie niszczono.

Chorągwie, koń i włócznie w Radogoszczy
Zapis z tamtych czasówChorągwie wynoszone wyłącznie na wojnę i koń prowadzony nad ostrzami włóczni — opis spisany, gdy świątynia jeszcze działała.
Czytaj dalejBiskup merseburski Thietmar pisał swoją kronikę w latach 1012–1018, a więc w czasie, gdy kult w Radogoszczy był czynny, a Lucice byli sojusznikiem cesarza w wojnie z Bolesławem Chrobrym. Thietmar opisał gród o trójkątnym zarysie z trzema bramami oraz świątynię z drewna wspartą na rogach zwierząt, z posągami bogów w hełmach i pancerzach, wśród których pierwszym był Swarożyc.
Chorągwie przechowywano wewnątrz świątyni i wynoszono je wyłącznie na wyprawę wojenną, i to niesione przez pieszych, nigdy przez konnych. Wróżbę stawiano najpierw losami, a potem prowadzono konia nad ostrzami włóczni wbitych albo skrzyżowanych na ziemi; sprzeczny wynik obu prób unieważniał przedsięwzięcie.
Adam z Bremy, piszący około 1075 roku, podał dla tego samego ośrodka dziewięć bram zamiast trzech — rozbieżność pokazuje, jak szybko opis przeradza się w legendę. Zimą przełomu 1067 i 1068 roku biskup Halberstadt Burchard spustoszył ziemię Redarów i wrócił do Saksonii, dosiadając świętego konia zabranego ze świątyni; przedmiot kultu stał się wozem triumfu.
Thietmar pisze o trzech bramach, z których dwie były dostępne dla wszystkich, a trzecia, najmniejsza, otwierała się od strony wschodniej ku jezioru. Adam z Bremy i Helmold traktują Redigosta jako imię BOGA, Thietmar zaś jako nazwę miejsca — rozbieżność przekazów sięga głębiej niż liczba bram.
Mimo dwustu lat poszukiwań stanowisko pozostaje nieodnalezione, więc cały obraz Radogoszczy opiera się na dwóch tekstach wrogich kultowi.
- Thietmar był biskupem wrogiego cesarstwa i pisał o poganach, których uważał za odstępców od chrztu, więc jego liczby i imiona bywają porządkowane pod tezę.
- Nazwa ośrodka występuje w dwóch postaciach, Riedegost i Retra, i nie ma zgody, czy chodzi o jedno miejsce.
- Nie wiadomo, czy Swarożyc z tego opisu jest osobnym bóstwem, czy przydomkiem; z jednego zapisu nie da się zbudować panteonu.
- Chorągwie mogły być naraz znakiem wojskowym i przedmiotem kultu, a Thietmara nie interesowało rozróżnienie, które nas dziś zajmuje.
Skąd to wiadomoKronika biskupa Rzeszy spisana w latach 1012–1018 oraz późniejszy o pół wieku opis kanonika bremeńskiego.

Podrobiony wzór słowiańskiego amuletu
RekonstrukcjaRzeczy wykopane milczą o sobie, a podrobiona figurka ma runami wypisane imię boga — i to ona do dziś ilustruje „słowiańskie amulety”.
Czytaj dalejPrzedmiot wyjęty z ziemi milczy o sobie: kaptorga nie ma podpisu, przęślik jest przede wszystkim narzędziem, a paciorek bywa naraz ozdobą i majątkiem — i żadne znalezisko z epoki nie nosi runicznego napisu z imieniem boga. Podrobione posążki dały dokładnie to, czego materiał odmawia: czytelne imię przy figurze i pewność, do czego rzecz służyła. Odtąd wyobrażenie o tym, jak wygląda słowiański amulet, pochodzi z warsztatu fałszerza, nie z wykopu.
Szkoda jest tu przede wszystkim obrazowa, a obraz trzyma się pamięci mocniej niż zdanie. Ryciny owych figurek do dziś ilustrują „słowiańskie amulety” w popularnych wydawnictwach, na okładkach i w internecie, a obok nich rzeczy naprawdę wykopane wypadają ubogo — więc dorabia im się etykietę na miarę podróbki: wisiorek z muszli kauri, o kilkaset lat starszy od słowiańskiej obecności i po prostu nie ich, krąży dziś jako amulet słowiański. Skąd te figurki się wzięły i kto je odlał, opowiada osobna sekcja o podróbkach.
- Zbiór podrobionych posążków nie jest jednorodny: siedzą w nim także przedmioty autentyczne, choć niesłowiańskie, a niekiedy dawny wyrób tylko przerobiono — więc dla samych znalezisk podział na fałszywe i prawdziwe nie jest cięciem czystym.
- Podróbki nie zniknęły po zdemaskowaniu: w popularnych zestawieniach słowiańskich amuletów ich wizerunki stoją obok rzeczy wyjętych z ziemi, a po samej ilustracji czytelnik jednych od drugich nie odróżni.
Skąd to wiadomoZestawienie tego, co wykopano, z tym, co krąży jako jego wizerunek: zbiory muzealne, ryciny w dawnych drukach oraz dzisiejsze ilustracje popularne i internetowe.
Ciało i choroba
Jak się leczyli
Chorobę uważano za rzecz, która weszła z zewnątrz i którą trzeba wyprowadzić: wyparzyć w łaźni, odesłać szeptem tam, gdzie kur nie pieje, albo wbić kołkiem w pień drzewa. Na nowogrodzkiej korze brzozowej z lat 1140–1160 takie zamówienie stoi zapisane. Kołtuna zaś ścinać nie było wolno, bo splot brano za ujście choroby — hodowano w ten sposób wszy roznoszące tyfus.

Choroba jako dług wobec bogów
Zapis z tamtych czasówBizantyjski historyk z około 550 roku zapisał, że Słowianie w chorobie ślubowali bogu ofiarę i po ocaleniu ją składali.
Czytaj dalejProkopiusz z Cezarei, opisując Sklawenów i Antów około 550 roku w dziele o wojnie gockiej, podał, że gdy grozi im śmierć — czy to od choroby, czy na wojnie — ślubują ofiarę bogu, który zsyła gromy, a po ocaleniu ślub wypełniają, uważając, że wykupili sobie życie.
Ten sam autor notuje, że czczą rzeki i nimfy, składają im ofiary i przy tych ofiarach wróżą, co stawia rozpoznanie choroby i obrzęd w jednym zabiegu. Ibn Rusta, piszący między 903 a 913 rokiem, twierdzi, że u opisywanego przez siebie ludu znachorzy mają władzę nad władcą i mogą nakazać ofiarę z kobiety, mężczyzny albo konia; jego encyklopedia zachowała się tylko w części siódmej i w jednym rękopisie.
Helmold, ksiądz z Wagrii piszący kronikę Słowian około 1167–1172 roku, podaje, że przy krążącej biesiadnej czaszy Słowianie połabscy wymieniali boga dobrego i złego, przypisując niepowodzenie temu drugiemu i nazywając go czarnym. Ibn Fadlan, uczestnik poselstwa nad Wołgę w 922 roku, opisał Rusów jako ludzi myjących się kolejno w jednej misie i nazwał ich najbrudniejszymi ze stworzeń — świadectwo z epoki, które przeczy późniejszemu obrazowi ludu czystej łaźni.
Rozdział Ibn Rusty o znachorzach rządzących władcą należy do tradycji tekstowej wspólnej z Gardizim, al-Marwazim i al-Bakrim; wszystkie te opisy wywodzą się z jednej, dziś zaginionej relacji, więc ich zgodność nie jest zgodnością czterech świadków, lecz czterech odpisów.
Prokopiusz pisze o „nimfach” i „demonach”, czyli nazywa cudze bóstwa po grecku; to interpretatio graeca historyka opisującego wrogów cesarstwa, a nie zapis rodzimych imion — u Słowian VI wieku nie znamy z jego tekstu ani jednego imienia bóstwa. Jedyne, co Prokopiusz mówi o chorobie wprost, to że ślub składa się, gdy śmierć stoi blisko; nie podaje ani jednego zabiegu, ziela czy zamówienia, więc z tego świadectwa nie wolno wyprowadzać opisu słowiańskiego leczenia, tylko opis słowiańskiego ślubowania.
- Czy relacja Ibn Rusty dotyczy Słowian, czy Rusów, nie jest rozstrzygnięte; tekst przechowała późniejsza kompilacja i nie pada w nim ani jedno imię własne osoby.
- Prokopiusz pisał o ludach naddunajskich VI wieku i nie ma podstaw, by jego zdanie automatycznie rozciągać na Słowian wschodnich i zachodnich pięć wieków później.
- Helmold był misjonarzem opisującym przeciwników wiary, więc podział na boga dobrego i czarnego może być jego uporządkowaniem, a nie ich.
Skąd to wiadomobizantyjskie dzieło historyczne VI wieku, arabskie opisy geograficzne X wieku, łacińska kronika misyjna XII wieku

Łaźnia była pierwszym lekiem
Zapis z tamtych czasówArabski opis z lat 965–966 i latopis kijowski z około 1113 roku zgodnie pokazują parową łaźnię jako główny słowiański zabieg.
Czytaj dalejIbrahim ibn Jakub, podróżujący po krajach słowiańskich w latach 965–966, opisał drewniany dom uszczelniony mchem, z piecem z kamieni w rogu i otworem u góry, polewany wodą dla wytworzenia pary.
W tym samym opisie para wznoszona wiechciem gałęzi ma otwierać pory i wypędzać z ciała zbytek — to najstarszy zapis, w którym słowiańska łaźnia występuje wprost jako zabieg leczniczy, a nie tylko higieniczny. Arabski autor nazywa ten dom słowem oddającym rodzime „izba”, więc nazwa budynku mieszkalnego i nazwa urządzenia leczniczego są u Słowian X wieku tym samym słowem.
Najstarszy latopis ruski, złożony w Kijowie około 1113 roku, wkłada w usta apostoła Andrzeja zdumienie nad łaźniami Słowian nowogrodzkich: rozgrzanymi do czerwoności, z ługiem, z młodymi brzozowymi rózgami i z oblewaniem zimną wodą na koniec. Ta sama kronika pod rokiem 945 opowiada o spaleniu posłów drewlańskich w łaźni na rozkaz księżnej Olgi; podstęp działa tylko dlatego, że zaproszenie do łaźni było rzeczą całkowicie zwyczajną.
U Rosjan łaźnia pozostała miejscem porodu, obmycia zmarłego, wróżb i zabiegów leczniczych aż do XX wieku, co zapisano w setkach relacji terenowych z guberni północnych. Ibrahim ibn Jakub był Żydem z Tortosy w muzułmańskiej Hiszpanii, piszącym po arabsku, i przybył jako uczestnik poselstwa; jego relacja nie zachowała się samodzielnie, lecz we fragmentach u al-Bakriego z XI wieku, więc znamy ją w cudzym wyborze i cudzym skrócie.
Ustęp latopisu o łaźniach nowogrodzkich włożony jest w usta apostoła Andrzeja i utrzymany w tonie drwiny kijowskiego pisarza z Nowogrodzian; poświadcza więc zwyczaj znany około 1113 roku, ale jako element sporu między dwoma ośrodkami Rusi, nie jako sprawozdanie.
Słowo, którym Ibrahim nazywa łaźnię, odpowiada słowiańskiej izbie, lecz samo to słowo uchodzi za zapożyczenie, więc może ono świadczyć najwyżej o tym, jak budynek nazywali informatorzy podróżnika.
- Które dwie dolegliwości Ibrahim ibn Jakub wymienia jako najczęstsze u Słowian, zależy od przekładu; najczęściej odczytuje się je jako różę i hemoroidy, i żadne z tych odczytań nie jest pewne.
- Opowieść o apostole Andrzeju jest legendą wpisaną do kroniki około 1113 roku, więc poświadcza łaźnię XI–XII wieku, a nie zwyczaje z I wieku.
- U Słowian zachodnich łaźnia parowa zanikła wcześnie i jej dawny zasięg odtwarza się głównie z nazw miejscowych, co jest dowodem słabym.
Skąd to wiadomoarabska relacja z podróży X wieku zachowana w kompilacji XI-wiecznej oraz najstarszy latopis ruski

Zamówienie zapisane na korze
Zapis z tamtych czasówTrzy nowogrodzkie gramoty z kory brzozowej, od lat 1140–1160 do około 1400 roku, to zapisane zamówienia przeciw gorączce.
Czytaj dalejNowogrodzka gramota brzozowa z warstwy datowanej na lata 1140–1160 zawiera zaklęcie z trzykrotnie powtórzonym wezwaniem anioła Sichaiła i trzykrotnym wezwaniem anioła Pańskiego. Inna gramota, datowana na lata 1220–1240 i wydobyta na wykopie michajłoarchangielskim, jest modlitwą-zamówieniem, w której trzykroć dziewięciu aniołów i archaniołów ma uwolnić imiennie wskazanego Micheja od trzęsawicy, czyli od febry.
Rachunek „trzy razy dziewięć” w gramocie z XIII wieku pokazuje, że liczenie dziewiątkami, znane z zamówień spisywanych w XIX wieku, jest w tej roli poświadczone siedemset lat wcześniej. Gramota z wykopu nikitinskiego, datowana na przełom XIV i XV wieku, zachowała fragment tak zwanej legendy Sisiniusza: święty siedzi z Sichaiłem na górze Synaj, anioł niesie lodowe naramienniki i ogniste oręże, a z morza wychodzi siedem kobiet z rozpuszczonymi włosami.
Owe kobiety z morza to w tradycji ruskiej febry-trzęsawice, uważane za córki Heroda; rękopiśmienne zbiory XVII i XVIII wieku wyliczają ich dwanaście, z osobnymi imionami od ognia, lodu, łamania kości, głuchoty i żółci.
Kijowsko-Pieczerski paterykon, złożony z listów spisanych w latach dwudziestych XIII wieku, opisuje mnicha Agapita, zmarłego nie później niż w 1095 roku, który leczył zielem i modlitwą bez zapłaty, uleczył księcia Włodzimierza Monomacha wysłanym do Czernihowa lekiem i przegrał spór z lekarzem ormiańskim tylko pozornie.
Gramota z wykopu michajłoarchangielskiego datowana jest stratygraficznie na pierwszą połowę i połowę XIII wieku, a według innych przesłanek szerzej, na drugą połowę XII – połowę XIII wieku; jej tekst kończy się wezwaniem „modlitwami świętej Bogurodzicy”, co czyni ramę chrześcijańską jawną od pierwszego do ostatniego słowa.
Najwcześniejsza z tych gramot otwiera się chrystogramem i słowem „nika”, czyli formułą „Jezus Chrystus zwycięża”, więc już najstarsze znane zamówienie z Rusi jest zapisane wewnątrz chrześcijańskiej formuły zwycięstwa, a nie obok niej. Legenda o Sysyniuszu i o siedmiu kobietach z morza ma rodowód bizantyjski i wschodniochrześcijański, spokrewniony z opowieściami o demonicy dławiącej niemowlęta; na Ruś przyszła z tekstami przekładanymi, więc jej obecność na korze brzozowej dowodzi obiegu piśmiennictwa, a nie przetrwania pogaństwa.
Formuła „tridiewiat’” znaczy dosłownie trzy razy dziewięć, czyli dwadzieścia siedem, i jest w ruszczyźnie zwrotem stałym; jej powrót w zamówieniach XIX-wiecznych świadczy o ciągłości formuły piśmiennej, nie o liczbie obrzędowej starszej od chrztu.
- Datowanie gramot jest stratygraficzne i oparte na dendrochronologii nowogrodzkich bruków, więc jego dokładność wynosi zwykle trzydzieści do czterdziestu lat.
- Warstwa imion w tych tekstach jest w całości chrześcijańska i z samego zapisu nie da się wyjąć tego, co ewentualnie starsze od chrztu Rusi z 988 roku.
- Opowieść o Agapicie służy chwale klasztoru i budowana jest na przeciwstawieniu mnicha uczonemu cudzoziemcowi, więc jej szczegóły medyczne są podporządkowane wymowie religijnej.
Skąd to wiadomooryginalne zapisy na korze brzozowej z datowanych warstw archeologicznych Nowogrodu oraz ruski zbiór klasztorny XIII wieku

Leczenie ściągane przed sąd
Zapis z tamtych czasówRuskie prawo cerkiewne i polskie statuty synodalne ścigały leczenie zielem i szeptem, zostawiając mimowolnie jego najstarszy opis.
Czytaj dalejRuski ustaw cerkiewny przypisywany księciu Włodzimierzowi wylicza wśród spraw zastrzeżonych dla sądu kościelnego wróżbiarstwo, czarowanie i zielejniczestwo, czyli leczenie oraz trucie zielem; najstarsze odpisy pochodzą z XIII–XIV wieku. Ruskie kazania przeciw pogaństwu, zachowane w odpisach z XIV i XV wieku, gromią nauzy, to jest amulety wiązane na sznurku i zakładane choremu, oraz bieganie do wołchwów zamiast do cerkwi.
Ten sam krąg kazań wypomina ludziom, że robią boga z czosnku i kładą go do wiader i czasz, co jest najstarszą słowiańską wzmianką o obrzędowej randze tej rośliny. Polskie statuty synodalne XV wieku zakazują obrzędów zielonoświątkowych z wołaniem imion, których duchowni nie rozumieli; w zapisie z 1420 roku pojawiają się Łado, Jassa, Ileli i Tya, a kaznodzieja z początku XV wieku wymienia zbliżone wołania w kazaniach.
Anonimowy traktat „Czarownica powołana”, wydany w Poznaniu w 1639 roku, ostrzega sądy przed skazywaniem na podstawie plotki i na podstawie zeznań wymuszonych torturą; procesy o czary wyrastały najczęściej ze sporów o leczenie i o szkodę w bydle. Sejm Rzeczypospolitej w 1776 roku zniósł tortury i procesy o czary; głośna sprawa doruchowska, datowana na 1775 rok, znana jest z opisu wydrukowanego dopiero w 1835 roku i jej przebieg jest poważnie wątpliwy.
Zapisy z polskich zakazów są notatkami i glosami duchownych, którzy tych wołań nie rozumieli i zapisywali je ze słuchu; dlatego różne rękopisy dają różne brzmienia, a każde kolejne odczytanie ujednolicało je na własną modłę. „Czarownica powołana” nie kwestionuje istnienia czarów, lecz drogę dowodową: ostrzega przed skazywaniem na podstawie pomówienia rzuconego przez skazaną i na podstawie zeznań wymuszonych — to głos o procedurze, nie o świecie duchów.
Sprawa doruchowska bywa uznawana w całości za konstrukcję literacką z 1835 roku; dopóki nie ma akt sądowych, nie wolno jej podawać jako ostatniego procesu o czary w Polsce ani przytaczać liczby straconych.
- Ustaw Włodzimierza zachował się wyłącznie w późniejszych redakcjach i jego pierwotny kształt datuje się rozmaicie, od XI do XIII wieku.
- Datowanie ruskich kazań przeciw pogaństwu waha się od lat sześćdziesiątych XI wieku do przełomu XIII i XIV, a oryginały są zaginione; znamy cztery odpisy.
- Imiona z polskich zakazów synodalnych nie mają pewnego objaśnienia i nie wolno na ich podstawie budować bóstw ani bóstw uzdrawiających.
- Źródła te są z założenia wrogie opisywanej praktyce, więc wyliczają to, co gorszyło, a milczą o tym, co duchownym wydawało się niegroźne.
Skąd to wiadomoruskie kodeksy prawa cerkiewnego, kazania przeciw pogaństwu, polskie statuty synodalne i druki prawnicze XVII wieku

Ziele ze wsi trafia do druku
Zapis po chrzcieFalimirz 1534, Marcin z Urzędowa 1595, Syreniusz 1613 — druk lekarski przechował część zielarstwa wsi wraz z jej zamawianiem i czarowaniem.
Czytaj dalejPierwszy zielnik w języku polskim, „O ziołach i o mocy ich” Stefana Falimirza, wyszedł w Krakowie w 1534 roku i liczył około dziewięciuset stron, łącząc opisy roślin z nauką o puszczaniu krwi i o oglądaniu moczu. Marcin z Urzędowa, kanonik sandomierski, pisał swój herbarz w latach 1543–1553, a druk ukazał się dopiero w 1595 roku, ponad dwadzieścia lat po śmierci autora.
Zielnik Szymona Syreńskiego, wydany w Krakowie w 1613 roku w oficynie Bazylego Skalskiego dzięki pieniądzom Anny Wazówny, liczy 1584 strony i opisuje 765 roślin znanych w Europie Środkowej i Południowej. Syreński zapisywał także, do czego ziół używano w czarowaniu i zamawianiu, oznaczając część takich zastosowań jako grzeszne i godne potępienia; dzięki tej niechęci druk lekarski zachował praktykę wiejską, której nikt wtedy nie spisywał życzliwie.
W Moskwie w 1534 roku przełożono z niemieckiego obszerny zbiór zielarski znany jako Wertograd, który przez dwa stulecia był podstawą ruskich leczników przepisywanych ręcznie. Wszystkie te książki mieszają trzy warstwy: antyczną naukę o czterech sokach ciała, farmację arabską i miejscowy zwyczaj, więc żadnej nie wolno czytać jako czystego zapisu wsi słowiańskiej.
Dzieło Falimirza wyszło w formacie czwartki, czcionką gotycką, z ponad pięcioma setkami drzeworytów i w pięciu osobno liczbowanych częściach; w dużej mierze jest przekładem i kompilacją źródeł czeskich i łacińskich, co widać w tym, że kolejne wydania przerabiali inni ludzie, z Marcinem Siennikiem włącznie.
Szymon Syreński, doktor medycyny wykształcony we Włoszech, zmarł w 1611 roku, zanim jego zielnik trafił do sprzedaży; druk ukończono w oficynie Skalskiego w 1612, a karta tytułowa nosi rok 1613 — książka jest więc wydaniem pośmiertnym. Anna Wazówna przeznaczyła na wydanie pieniądze ze sprzedaży własnych klejnotów, co tłumaczy, dlaczego dzieło tej objętości w ogóle wyszło.
Ruski Wertograd jest przekładem niemieckiego zielnika wydanego w Lubece pod koniec XV wieku, a więc podstawą ruskich leczników rękopiśmiennych była przez dwieście lat książka zachodnia, nie zapis miejscowy.
- Ile w zielnikach jest praktyki miejscowej, a ile przekładu z łaciny i niemieckiego, rozstrzyga się roślina po roślinie i dla większości haseł nie jest rozstrzygnięte.
- Autorstwo przy pierwszych drukach polskich bywa umowne, bo książki składano z cudzych kompilacji, a ten sam materiał wracał u kolejnych wydawców.
- Zielnik podaje wskazanie, ale nie podaje dawki możliwej do odtworzenia, więc nie da się z niego wyliczyć, czy dawny lek działał.
Skąd to wiadomoszesnasto- i siedemnastowieczne druki zielarskie polskie oraz ruskie rękopiśmienne lecznik

Kołtuna nie wolno było ściąć
Zapis po chrzcieSplątany kołtun uchodził za ujście choroby z ciała, a jego ścięcie za wyrok śmierci; w istocie był hodowlą wszy.
Czytaj dalejSplątana masa włosów, zlepiona wydzieliną i brudem, zyskała w piśmiennictwie lekarskim Europy łacińską nazwę plica polonica i rozpowszechniła się na ziemiach polskich i litewskich na przełomie XVI i XVII wieku. Od początku XVII wieku kołtun uchodził nie za zaniedbanie, lecz za widoczne ujście choroby ukrytej w organizmie: skoro wyszła we włosy, chory miał być ocalony.
Ścięcie kołtuna groziło według powszechnego przekonania ślepotą, głuchotą, pomieszaniem zmysłów, krwotokiem i śmiercią w drgawkach, więc splot hodowano miesiącami i latami, osłaniając go czapką. Nieliczni, którzy kołtun ścięli i przeżyli bez szkody, składali obcięty splot jako wotum w kościele, żeby wykupić się od zemsty choroby; takie wota zachowały się do XIX wieku.
Kołtun był siedliskiem wszy, a wszawica przenosi tyfus plamisty i gorączkę powrotną, więc zakaz strzyżenia działał wprost przeciw odwszawieniu i przeciw życiu chorego. Przekonanie trwało na wsi do XX wieku, długo po tym, jak medycyna przestała uznawać kołtun za osobną jednostkę chorobową i zaczęła go opisywać jako następstwo pasożytów i braku mycia.
Łacińskie nazwy plica polonica i plica judaica upowszechniły się w piśmiennictwie lekarskim dopiero w XVIII wieku, razem ze zwyczajem wiązania zjawiska z jednym narodem i jednym wyznaniem; sama nazwa jest więc świadectwem cudzego spojrzenia, nie miejscowej choroby.
W XIX-wiecznej Galicji prowadzono urzędowy spis dotkniętych kołtunem i stosowano przymus: odmowę wsparcia dobroczynnego oraz zamykanie drogi do szkół i urzędów; walka z przesądem miała więc wymiar administracyjny i dotykała najuboższych. Już w połowie XIX wieku wykazano, że ani strój, ani pochodzenie nie tłumaczą powstawania splotu, bo zjawisko dotyka tak samo przybyszów — to najstarszy sprawdzalny argument przeciw „polskości” kołtuna. Wota z obciętym splotem znamy przede wszystkim ze zbiorów i opisów XIX-wiecznych, więc poświadczają zwyczaj tego stulecia, a nie dawniejszy.
- Nie wiadomo, czy zwyczaj hodowania splotu jest starszy od XVI wieku, czy narósł dopiero wtedy razem z uczoną nazwą, która nadała mu rangę choroby.
- Część dawnych opisów miesza kołtun z grzybicą i z innymi chorobami skóry głowy, więc liczby ze starych rejestrów szpitalnych są niepewne.
- Skąd wzięło się przypisanie tego zjawiska akurat Polakom, pozostaje sporne: mogło o tym zdecydować piśmiennictwo obce, a nie rzeczywista częstość.
Skąd to wiadomoeuropejskie piśmiennictwo lekarskie od XVI wieku, polskie opisy szpitalne XIX wieku, wota kościelne i zapisy etnograficzne

Kiedy przyszła zaraza
Zapis po chrzcieBruzda sochy wokół wsi o północy, cerkiew postawiona w jeden dzień i bunt przy cudownej ikonie w 1771 roku.
Czytaj dalejObrzęd opachiwania polegał na obwiedzeniu wsi bruzdą sochy o północy: do sochy zaprzęgały się same kobiety, w samych koszulach i z rozpuszczonymi włosami, z sierpami, kosami i pogrzebaczami w rękach, obchodząc osadę trzykrotnie. Prowadziła je zwykle wdowa albo stara powieszczałka, która o północy biła w blachę na znak zbiórki; mężczyznom nie wolno było wyjść z chałup, a napotkanego człowieka lub psa brano za ucieleśnioną zarazę i bito.
18 października 1654 roku mieszkańcy Wołogdy postawili w ciągu jednej doby drewnianą cerkiew Wszechmiłościwego Zbawiciela jako wykup od morowego powietrza i tego samego dnia spisali wspólną uchwałę, by dnia tego nie zapomnieć. Takich cerkwi obydiennych, stawianych od świtu do zmierzchu siłami całego miasta, znamy na Rusi kilkadziesiąt; ten sam pomysł jednodobowej pracy dawał obydienny ręcznik, tkany przez kobiety w ciągu jednej nocy i obnoszony wokół osady.
Podczas moskiewskiej zarazy z lat 1770–1772, gdy u szczytu umierało ponad tysiąc osób dziennie, tłum ściągnięty do cudownej ikony przy Warwarskich Wrotach zbuntował się 15 września 1771 roku, a nazajutrz zabił arcybiskupa Ambrożego, który kazał ikonę usunąć i opieczętować skarbonę.
Przeciw pomorowi bydła krzesano żywy ogień, tarciem drewna o drewno, gasząc wprzódy wszystkie ognie we wsi, i przepędzano stado między dwoma ogniskami albo przez wykopany przesmyk w ziemi. Opis opachiwania pochodzi z zapisów etnograficznych XVIII i XIX wieku, a nie ze świadectw równie dawnych jak daty 1654 i 1771.
Cerkiew obydienna była przedsięwzięciem gminy miejskiej podjętym uchwałą, z udziałem władz i duchowieństwa — to obrzęd chrześcijański i miejski, nie wiejski relikt pogaństwa. Rachunki zmarłych w Moskwie w latach 1770–1772 podawane są w przedziale od kilkudziesięciu tysięcy w górę i żaden nie jest pełny, dlatego liczbę zmarłych wolno podać tylko jako przedział.
- Opachiwanie znamy z zapisów XVIII i XIX wieku; jego przedchrześcijański rodowód jest domysłem, bo nie ma dla niego świadectwa starszego.
- Bruzda wokół wsi nie zatrzymuje dżumy ani cholery, a gromadzenie tłumu przy ikonie i przy jednodniowej budowie skutecznie zarazę rozsiewało; obrzęd i epidemia działały przeciw sobie.
- Liczby ofiar moskiewskich z lat 1770–1772 podawano rozmaicie i żaden rachunek z epoki nie jest pełny, bo zmarłych grzebano poza rejestrami parafialnymi.
Skąd to wiadomoruskie uchwały miejskie XVII wieku, akta po buncie moskiewskim 1771 roku, zapisy etnograficzne XIX wieku

Jak zbudowane jest zamówienie
FolklorZamówienie ma stały szkielet: modlitwa, opowieść o spotkaniu z chorobą, wypędzenie na pustkowie i odliczanie od dziewięciu w dół.
Czytaj dalejZamówienie ma powtarzalny szkielet złożony z czterech części: wejścia z modlitwą, opowieści o spotkaniu świętej postaci z chorobą, rozkazu wyjścia wraz ze wskazaniem drogi, wreszcie zamknięcia z odliczaniem. Droga wypędzenia jest w setkach zapisów ta sama: na suche lasy, na mchy i błota, tam gdzie kur nie pieje i pies nie szczeka, czyli poza obręb świata zamieszkanego.
Rachunek idzie w dół, od dziewięciu do jednego albo do zera, i tyle razy powtarza się formułę; ta sama dziewiątka stoi już w nowogrodzkiej gramocie z lat 1220–1240. Zamawiający zamyka zabieg trzykrotnym dmuchnięciem i splunięciem przez lewe ramię, po czym odsuwa od siebie sprawstwo, przypisując skutek Bogu albo świętym — sam ma być tylko ustami.
Różę zamawiano nad głową chorego, paląc kolejno dziewięć kądziołek lnianych pakuł na naczyniu i za każdym powtórzeniem ujmując jedną; zabieg ma własną nazwę i przetrwał do dziś. Urok rozpoznawano, wrzucając dziewięć węgielków do wody: opadające na dno potwierdzały rzucenie, a chory pił tę wodę, obmywał nią twarz i wycierał się lewą, wewnętrzną stroną koszuli.
Przestrach leczy się wylewaniem wosku: głowę chorego nakrywa się chustą, stawia na niej naczynie z zimną wodą, wlewa do niej roztopiony wosk i odczytuje kształt zastygłej bryły jako źródło lęku. Na Podlasiu szeptuchy, w większości wyznania prawosławnego, odmawiają zamówienia po cerkiewnosłowiańsku i przyjmują chorych do dziś, choć młode pokolenie nie chce tej roli przejmować.
Podział zamówienia na wejście, opowieść, rozkaz i zamknięcie jest siatką opisu wypracowaną później na tekstach już spisanych; wiele zapisanych zamówień nie ma wszystkich czterech części, a kolejność bywa inna.
Szeptuchy podlaskie odmawiają teksty cerkiewne i najczęściej same określają swoją czynność jako modlitwę; opisując je, nie wolno nazywać ich praktyki pogańską, bo temu przeczy zarówno ich własne świadectwo, jak i treść wypowiadanych słów.
Środkowa część robi w tym szkielecie całą pracę i warto powiedzieć dlaczego. Skoro raz ktoś potężny spotkał chorobę na drodze, zapytał ją, dokąd idzie, i odesłał za morze, to wypowiedzenie tamtego zdarzenia tu i teraz ma powtórzyć jego skutek: opowieść nie zdobi formuły, lecz jest jej silnikiem, a wykonawca powtarza nie czyjeś słowa, tylko czyjś czyn. Samą formułę wypowiadano szeptem i na wydechu, bo głos miał wyjść z ciała razem z chorobą.
Sam szkielet — zwrot do choroby, opowieść, rozkaz — nie jest przy tym niczyją własnością i to jest w nim najważniejsze. Tak samo zbudowane są zaklęcia lecznicze zapisane po niemiecku we wczesnym średniowieczu, łacińskie formuły z ksiąg lekarskich i mezopotamskie teksty zaklinające pisane pismem klinowym, starsze od tamtych o całe tysiąclecia. Nie wynika stąd, że jedno wzięło się z drugiego; wynika, że mamy do czynienia z jedną z najtrwalszych form słowa skutecznego, jakie zna nasza część świata.
Przekaz formuły obwarowany był warunkami, które same należą do zabiegu i tłumaczą stan dzisiejszych zbiorów. Nie wolno jej było wypowiedzieć głośno przy postronnych, bo traciła moc; oddawano ją komuś młodszemu i przeciwnej płci, zwykle raz w życiu i pod jego koniec. Dlatego zapisy są tak nierówne: na papier trafiło tyle, ile ktoś zdecydował się zdradzić, a nie tyle, ile umiano.
- Zapisy pochodzą z ostatnich dwustu lat, a imiona w nich są chrześcijańskie; co w tekście starsze od chrztu, jest z samego zapisu nierozstrzygalne.
- Liczba dziewięć i wypędzanie choroby na pustkowie wracają w zamówieniach niemieckich, bałtyjskich i węgierskich, więc nie dowodzą osobnego dziedzictwa słowiańskiego.
- Róża jest zakażeniem paciorkowcowym i wymaga antybiotyku; zamawianie potrafi uspokoić chorego, lecz nie zastępuje leczenia i opóźnienie bywa groźne.
Skąd to wiadomozbiory zamówień spisywane od XIX wieku oraz zapisy terenowe z Podlasia i Polesia

Chorobę się przenosi, nie niszczy
FolklorChorobę traktowano jak rzecz: wbijano ją kołkiem w drzewo, zostawiano na rozstajach, odprowadzano na psa albo kurę.
Czytaj dalejZałożenie tych zabiegów jest jedno: choroba jest rzeczą, którą można wyjąć z człowieka i umieścić gdzie indziej, więc leczenie polega na przeprowadzce, a nie na zniszczeniu. Włosy i obcięte paznokcie chorego wbijano w otwór wywiercony w pniu i zabijano kołkiem; zarastająca rana drzewa miała chorobę zamknąć na stałe.
Dziecko chorowite, z suchotami albo krzywicą, przewlekano przez rozszczepiony pień dębu lub jesionu, po czym pień związywano; zrośnięcie drzewa uznawano za znak wyzdrowienia. Wzrost dziecka mierzono i znaczono nacięciem na futrynie albo we wrotach stodoły, żeby choroba została przy znaku, a dziecko od niej odeszło.
Gorączkę zostawiano na rozstajach razem z monetą, chlebem albo koszulą chorego; kto rzecz podniósł, brał chorobę na siebie, co w opinii wsi było kradzieżą cudzego zdrowia. Chorobę odprowadzano na zwierzę: kurę zakopywaną żywcem pod progiem, psa wypędzanego za wieś, kota obnoszonego wokół łóżka chorego.
Wodę, którą obmyto chorego, wylewano tam, gdzie nikt nie chodzi — na rozstaje, pod płot albo do wody bieżącej, żeby poniosła chorobę w dół rzeki. Zdanie o chorobie jako rzeczy, którą się przenosi, jest późniejszą wykładnią porządkującą rozproszone zabiegi; w zapisach terenowych informatorzy tłumaczyli te czynności rozmaicie albo wcale.
Przy zabiegach z rozstajami i z bielizną chorego wieś traktowała podniesienie takiej rzeczy jako przejęcie choroby, a więc obrzęd zakładał istnienie ofiary — leczenie jednego było w tym rachunku szkodą drugiego.
- Wszystkie te opisy pochodzą z XIX i XX wieku; najstarszym punktem oparcia są średniowieczne wzmianki o amuletach wiązanych, a to bardzo mało.
- Przenoszenie choroby na przedmiot i na drzewo znane jest w całej Europie, więc nie ma podstaw, by uznać je za osobliwość słowiańską.
- Zakopywanie żywych zwierząt oraz pozostawianie bielizny chorego na rozstajach rozsiewa zakażenia zamiast je ograniczać, co przy ospie i durze miało realne skutki.
Skąd to wiadomopolskie, ukraińskie i rosyjskie zapisy etnograficzne XIX i XX wieku

Poród, babka i sześć tygodni
FolklorBabka przy porodzie, rodzenie w łaźni, rozwiązywanie węzłów i sześć tygodni odosobnienia położnicy przed wywodem.
Czytaj dalejPorodu pilnowała babka, u Rosjan zwana powituchą, wybierana nie za wiedzę, lecz za to, że sama rodziła i przeżyła; płacono jej chlebem, płótnem i wódką, nie pieniędzmi. U Rosjan rodzono w łaźni, jedynym miejscu we wsi z gorącą wodą, parą i osobnością; tam babka obmywała matkę i dziecko oraz poprawiała noworodkowi kształt główki.
Przy trudnym porodzie rozwiązywano w chałupie wszystkie węzły, rozplatano warkocz rodzącej, otwierano skrzynie i zamki, a męża posyłano do cerkwi z prośbą o otwarcie carskich wrót — otwarcie w domu i w świątyni miało otworzyć ciało. Położnicę uważano za nieczystą i narażoną: nie wolno jej było wychodzić poza obejście, zostawać samej ani spać po ciemku, a pod poduszkę kładziono nóż albo nożyce jako żelazo odstraszające.
Odosobnienie kończył obrzęd wprowadzenia do świątyni, w Polsce zwany wywodem, po sześciu tygodniach, a w cerkwi po czterdziestu dniach liczonych od porodu. U Słowian wschodnich kobiety odwiedzały babki z kaszą i pieniędzmi 8 stycznia, nazajutrz po Bożym Narodzeniu liczonym według starego kalendarza; było to jedyne w roku święto zawodu.
Umieralność niemowląt w europejskiej Rosji końca XIX wieku sięgała około dwustu sześćdziesięciu do dwustu siedemdziesięciu zgonów na tysiąc urodzeń żywych, a gorączka połogowa zabijała matki w chałupie i w szpitalu tak samo. Dopiero obserwacje prowadzone w wiedeńskim szpitalu w 1847 roku pokazały, że mycie rąk przed badaniem rodzącej zbija śmiertelność połogową kilkakrotnie; babka wiejska nie miała o tym pojęcia ani nie miała mydła.
Wiedeńskie zarządzenie z 1847 roku kazało myć ręce w roztworze wapna chlorowanego przed badaniem rodzącej i zbiło śmiertelność połogową na oddziale z kilkunastu procent do około dwóch; przez następne dziesięciolecia tej wiedzy nie przyjęto, więc przepaść między wsią a szpitalem nie brała się z samego ubóstwa.
Ług z popiołu drzewnego, powszechny w chałupie i w łaźni, myje skutecznie; dawnemu położnictwu brakowało nie środka, lecz powodu, bo nie wiedziano o przenoszeniu zakażenia przez ręce. Liczby umieralności niemowląt pochodzą ze statystyki ziemskiej obejmującej część guberni, więc trzeba je podawać jako rząd wielkości.
- Poród w łaźni poświadczają przede wszystkim zapisy wielkoruskie; jak wyglądało to u Słowian zachodnich, wiadomo znacznie słabiej.
- Statystyki umieralności niemowląt z XIX wieku są niepełne, zwłaszcza dla wsi, i raczej zaniżone niż zawyżone.
- Czy nieczystość położnicy jest przedchrześcijańska, czy przejęta z kościelnego prawa o czterdziestu dniach, nie zostało rozstrzygnięte i oba wyjaśnienia mają oparcie w materiale.
Skąd to wiadomozapisy etnograficzne i statystyka ziemska XIX wieku, księgi liturgiczne o wprowadzeniu położnicy

Dziecko chore albo podmienione
FolklorChore niemowlę bywało uznawane za odmieńca podrzuconego przez boginki albo wsadzane na chlebowej łopacie do wygaszonego, jeszcze ciepłego pieca.
Czytaj dalejPodmianę tłumaczono działaniem boginek, mamun albo dziwożon: miały zabierać zdrowe niemowlę, zostawiając w kołysce odmieńca o wielkiej głowie, cienkich kończynach, wiecznie głodnego i niemilknącego. Ten opis odpowiada wodogłowiu, krzywicy i zespołom wrodzonym; rozpoznanie, że dziecko jest nie swoje, działało jak wyrok wydany na noworodka.
Zalecane środki bywały okrutne: bicie odmieńca na gnoju, wynoszenie go na miedzę o zmierzchu, straszenie rozpalonym żelazem — wszystko po to, by zmusić boginkę do oddania własnego dziecka. Najpilniej chroniono dziecko nieochrzczone: czerwona wstążka na rączce, żelazo pod siennikiem, koszulka włożona na lewą stronę i światło palące się w izbie przez sześć tygodni.
Dziecko słabe i niedorosłe przepiekano: oblepione ciastem kładziono na chlebowej łopacie, przywiązywano i trzykrotnie wsuwano na chwilę do wygaszonego, jeszcze ciepłego pieca, co nazywano leczeniem psiej starości. Zabieg powierzano babce, matce albo najstarszej kobiecie we wsi, nigdy nie wykonywano go w pojedynkę i zawsze towarzyszył mu stały dialog wygłaszany przy piecu. Na pytanie zadawane z zewnątrz, co się piecze, jedne zapisy każą odpowiadać, że psia starość, a formuła wypowiadana nad dzieckiem woła wtedy do choroby, żeby się wypiekła; w innych pada odpowiedź, że piecze się chleb, i dochodzi ostrzeżenie, żeby piec, ale nie przepiec.
Nocny płacz przypisywano nocnicom i płaczkom, zamawiano go nad kołyską, a kołyskę wynoszono na próg lub pod okno; do kąpieli noworodka wrzucano monetę, sól i zioła, a wodę po kąpieli wylewano tam, gdzie nikt nie chodzi. Obrzęd przepiekania w piecu i nazwa „psia starość” poświadczone są najlepiej w zapisach wielkoruskich; dla ziem polskich i Karpat materiał jest uboższy i trzeba go podawać osobno.
Wiara w podmienione dziecko jest ogólnoeuropejska i ma własne nazwy w tradycji niemieckiej, skandynawskiej i celtyckiej, z tymi samymi zaleceniami bicia i straszenia ogniem; słowiańskie boginki to miejscowa postać wątku, nie jego źródło. Dawne opisy „odmieńca” obejmują dzieci z wodogłowiem, ciężkim niedożywieniem i wadami wrodzonymi; rozpoznania te stawiamy dziś z opisu objawów, więc trzeba je podawać jako odczytanie wsteczne, nie jako diagnozę z epoki.
- Krzywica bierze się z niedoboru witaminy D, a organizm wytwarza ją w skórze pod działaniem słońca albo dostaje gotową z tłuszczu rybiego; ten ostatni bywał w medycynie od lat osiemdziesiątych XVIII wieku, a wprost na krzywicę przepisywano go od lat dwudziestych XIX wieku i wtedy też ogłoszono drukiem zalecenie wystawiania chorych dzieci na słońce, natomiast to, że oba sposoby działają przez ten sam składnik, wykazano dopiero w latach dwudziestych XX wieku; piec nie leczy, a poparzenia przy przepiekaniu są odnotowane. Sama psia starość nie była zresztą jedną chorobą: pod tą nazwą zapisywano wychudzenie, zahamowanie wzrostu i wcześniactwo, więc przypisanie jej krzywicy pozostaje odczytaniem wstecznym.
- Nie wiadomo, jak często naprawdę zabijano odmieńca, bo źródła podają zalecenia i opowieści, a rzadko czyn poświadczony sprawą sądową.
- Boginki i mamuny znamy wyłącznie z folkloru ostatnich dwustu lat i nie mają żadnego poświadczenia średniowiecznego.
Skąd to wiadomopolskie i ruskie zapisy wierzeń XIX i XX wieku oraz opisy obrzędu przepiekania z guberni wielkoruskich

Bańki, upust, dziegieć
FolklorBańki suche i cięte, upust krwi u cyrulika, para z brzozowym wiechciem, dziegieć na świerzb i okłady z gliny.
Czytaj dalejBańki suche stawiał we wsi niemal każdy: rozgrzane szkło ciągnęło skórę pleców i zostawiało okrągłe wybroczyny, uznawane za widoczny dowód wyciągniętej choroby. Bańki cięte poprzedzało nacięcie skóry nożykiem albo siekaczką o kilkunastu ostrzach; krew ciągnięta z ranek do szklanki uchodziła za krew zepsutą i usuniętą z ciała.
Puszczanie krwi z żyły należało w mieście do cyrulika i było usługą cechową obok golenia, wyrywania zębów i opatrywania ran, a na wsi robił to owczarz albo kowal. Parę łączono z chłostą brzozowym wiechciem i natychmiastowym oblaniem zimną wodą.
Świerzb i wszawicę smarowano dziegciem pędzonym z kory brzozowej, a rany, pęknięcia skóry i zanokcicę zalewano żywicą sosnową albo smołą. Okłady robiono z gliny, zsiadłego mleka, chleba z pajęczyną, gorącego popiołu w płótnie oraz z tartego chrzanu i gorczycy jako środka ściągającego krew do skóry.
Latopisowy opis pary z rózgą i zimną wodą, zapisany około 1113 roku, oraz opis etnograficzny z XIX wieku dzieli osiem stuleci bez ciągu świadectw; zgodność obrazu wolno nazwać zgodnością, nie ciągłością. Ostrzeżenia o rakotwórczości dotyczą przede wszystkim smoły węglowej; dziegieć brzozowy ograniczono ze względu na zawartość wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych, a nie dlatego, że wykazano mu działanie rakotwórcze u ludzi.
Pajęczyna przykładana na ranę wnosi do niej ziemię, kurz i drobiny z otoczenia; tężec bierze się z zarodników obecnych w glebie i w nawozie, więc zagrożenie niesie zanieczyszczenie opatrunku, a nie sama pajęczyna.
- Bańki nie mają wykazanego działania poza rozgrzaniem i sugestią, a bańki cięte grożą zakażeniem i utratą krwi; wybroczyna nie jest dowodem wyleczenia.
- Upust krwi szkodzi przy niedokrwistości, ale pozostaje dziś uzasadniony w hemochromatozie i czerwienicy prawdziwej, więc zawodziły wskazania, nie sama idea usuwania krwi.
- Dziegieć rzeczywiście zabija świerzbowca i wszy, lecz zawiera związki smoliste uznane za rakotwórcze i jego stosowanie jest obecnie ograniczane.
- Pajęczyna przykładana na ranę wnosi zarodniki tężca i należy do zabiegów jednoznacznie szkodliwych.
Skąd to wiadomozapisy etnograficzne, rachunki i statuty cechów cyrulickich, zachowane narzędzia w zbiorach muzealnych

Czosnek, miód i kora wierzby
FolklorCzosnek, miód i kora wierzby mają działanie dające się dziś wskazać; zamiana antybiotyku na zamówienie zabijała.
Czytaj dalejCzosnek po rozgnieceniu wytwarza allicynę, która w probówce zabija bakterie i grzyby, lecz zjedzony nie osiąga w krwi stężeń leczniczych; dżumy nie leczy, za to nasila działanie leków przeciwkrzepliwych. Miód odciąga wodę z rany, ma niskie pH i uwalnia nadtlenek wodoru, a od 2007 roku miód klasy medycznej jest w Stanach Zjednoczonych dopuszczony jako opatrunek; ten sam miód jest zakazany dla dzieci poniżej pierwszego roku życia, bo zawiera przetrwalniki jadu kiełbasianego, a dawny zwyczaj podawał go noworodkom.
Kora wierzby zawiera salicynę, wyodrębnioną w 1828 roku; z niej wywodzi się kwas acetylosalicylowy zsyntetyzowany w 1897 i sprzedawany od 1899 roku, natomiast odwar z kory działa słabo i powoli. Dziurawiec ma potwierdzone działanie w łagodnej depresji, ale silnie pobudza enzymy wątrobowe i białko wyrzucające leki z komórek; około 2000 roku opisano przypadki odrzucenia przeszczepu u chorych łączących go z cyklosporyną.
Lulek czarny, bieluń dziędzierzawa i pokrzyk wilcza jagoda zawierają alkaloidy tropanowe, z których atropinę wyodrębniono w 1833 roku; działają naprawdę, lecz odstęp między dawką uśmierzającą a śmiertelną jest wąski i zatrucia nasionami bielunia zdarzają się do dziś.
Tatarak, ceniony na żołądek i sypany na podłogę w Zielone Świątki, zawiera beta-azaron uznany za genotoksyczny, dlatego jego zawartość w żywności jest w Unii Europejskiej ograniczona przepisami. Babka lancetowata przykładana na rany zawiera śluzy i aukubinę o działaniu osłaniającym, krwawnik zwęża naczynia i hamuje drobne krwawienia, rumianek działa przeciwzapalnie, a macierzanka i tymianek zawierają tymol o realnym działaniu odkażającym.
Najwięcej zdrowia dawały rzeczy najprostsze — gorąca woda, czysta bielizna, odpoczynek i jedzenie — a najwięcej kosztowała zamiana skutecznego leku na zamówienie, co przy róży, zapaleniu płuc i gorączce połogowej znaczyło śmierć; penicylinę zaczęto wytwarzać na dużą skalę dopiero w latach 1942–1944.
Czosnek bywa wiązany ze zwiększonym ryzykiem krwawienia u osób przyjmujących leki przeciwkrzepliwe, ale dane są niezgodne i nie pozwalają mówić o pewnym działaniu; ostrożność zaleca się przed zabiegami, nie z powodu udowodnionego działania. Wiedza o działaniu tych roślin pochodzi z XIX i XX wieku; dawni użytkownicy nie znali ani składników czynnych, ani dawek, więc zgodność dzisiejszego wyniku z dawnym wskazaniem nie dowodzi, że wieś wiedziała, dlaczego roślina działa.
Dawka salicylanów w odwarze z kory wierzby jest wielokrotnie niższa od dawki leku i bardzo zmienna, więc mówimy o pokrewieństwie surowca i leku, nie o tym samym środku pod dwiema nazwami.
- Dawki ludowe są nieodtwarzalne, bo moc naparu zależy od pory zbioru, sposobu suszenia i użytej części rośliny, a zapis podaje tylko nazwę i wskazanie.
- Skutku rytuału nie da się odróżnić od samoistnego ustąpienia choroby i od efektu oczekiwania, tym bardziej że przekaz zapamiętywał wyleczenia, a milczał o pogrzebach.
- Działanie wyciągu w probówce nie czyni z rośliny leku; między jednym a drugim stoi dawka, wchłanianie i badanie na ludziach, czego tradycja nie robiła i robić nie mogła.
Skąd to wiadomodzisiejsze rozpoznanie składników i działania roślin zestawione z etnograficznym spisem zastosowań

Zioło prawdziwe, patron dorobiony
RekonstrukcjaDziewanna leczy kaszel jako roślina i nigdy nie była boginią, a noc zbierania ziół poświadczona jest lepiej niż bóg, którego jej dorobiono.
Czytaj dalejW leczeniu podróbka rzadko dotyka samego zabiegu — dorabia mu patrona. Dziewanna to roślina od dawna zbierana na kaszel, a bogini tego imienia wyszła z kronikarskich list układanych w XV i XVI wieku na rzymską modłę; nazwa ziela jest starsza i niezależna, więc to pióro zrobiło boginię z zielnego słowa, a nie odwrotnie. Podobnie ma się rzecz ze świętojańskim zbiorem ziół: sam obrzęd poświadczają piętnastowieczne zakazy kościelne, a bóg, któremu dziś się go przypisuje, nie ma poświadczenia żadnego.
Skutek widać dopiero na dzisiejszej półce z poradnikami. Para braci wyprowadzona z pieśniowego refrenu figuruje w nich jako patroni zdrowia, podrzucone w XIX wieku rękopisy wpuściły do piśmiennictwa zmyślone słowiańskie nazwy roślin, a deseczki ogłoszone na emigracji bywają podawane za źródło słowiańskiej medycyny — i na tym wyrosły układane od lat dziewięćdziesiątych systemy „słowiańskiego zdrowia”, sprzedawane jako dziedzictwo. Kto je zrobił i jak weszły do obiegu, opowiada osobna sekcja o fałszerstwach.
- Odrzucenie dorobionego patrona nie znosi obrzędu: świętojański zbiór ziół poświadczają zakazy kościelne z XV wieku, choć bóg, którego dziś się do niego dokłada, nie istniał.
- Kierunek zapożyczenia między zielem a boginią jest wnioskiem, nie zapisem — nazwa rośliny jest starsza, ale żaden tekst nie mówi wprost, że to od niej wzięto imię bóstwa.
- Dorobiony rodowód nie przesądza o samym środku: o tym, czy zioło działa, rozstrzyga jego skład i dawka, nie patron, którego mu dopisano ani odebrano.
Skąd to wiadomopiętnastowieczne zakazy kościelne dotyczące zbierania ziół, dawne piśmiennictwo zielarskie wraz z nazewnictwem roślin, dzisiejsze poradniki i kursy „słowiańskiego zdrowia”
Nad głowami
Niebo, rachuba czasu i wróżenie z pogody
Wielką Niedźwiedzicę nazwano tu wozem, Plejady kwoczką z kurczętami, a Drogę Mleczną gościńcem do Rzymu — niebo służyło do liczenia dni i zgadywania pogody, nie do czytania losu. O wróżeniu z gwiazdy nie wspomina żaden dawny przekaz o Słowianach; wróżono z losów rzucanych na ziemię i z konia. Horoskop z drzewami i zwierzętami dopisano im dopiero w dwudziestym wieku.

Los, koń i róg z winem — nigdy gwiazda
Zapis z tamtych czasówNajstarsze zapisy o słowiańskim wróżeniu mówią o losach, koniu i rogu z winem; o gwiazdach nie wspomina żadne z nich.
Czytaj dalejProkopiusz z Cezarei, opisując około 550 roku Sklawenów i Antów w dziele o wojnach gockich, notuje, że składają ofiary i właśnie z nich odczytują przyszłość, a czczą rzeki i nimfy; o ciałach niebieskich nie pisze ani słowa. Thietmar z Merseburga, kończący kronikę w 1018 roku, opisuje świątynię w Radogoszczy u Redarów, gdzie kapłani rzucali losy, a odpowiedzi szukano też u konia.
Saxo Gramatyk w Gestach Duńczyków, spisanych około 1200 roku, przekazuje, że kapłan Świętowita w Arkonie co roku po żniwach mierzył ubytek wina w rogu trzymanym przez posąg i z niego przepowiadał urodzaj na rok następny. Ten sam opis arkoński wspomina okrągły placek miodowy niemal wzrostu człowieka, za którym kapłan stawał, pytając zebranych, czy go widzą.
Arkona padła pod naporem Waldemara I w 1168 roku, a posąg Świętowita porąbano i spalono; część rachub przesuwa zdobycie o rok. W żadnym z tych przekazów nie pada nazwa gwiazdy, planety ani znaku zodiaku, choć wszyscy czterej autorzy pisali w kulturach, które zodiak znały.
Żywoty Ottona z Bambergu powstały dopiero dwadzieścia do trzydziestu pięciu lat po misjach z lat 1124–1125 i 1128, a ich autorzy spisywali relacje towarzyszy biskupa, nie własne wspomnienia; opisane w nich szczecińskie wróżenie z konia prowadzonego nad włóczniami jest więc świadectwem z drugiej ręki.
Prokopiusz dodaje zdanie, które dla wróżenia z nieba waży najwięcej: Sklawenowie i Antowie nie znają przeznaczenia i nie przyznają mu żadnej władzy nad człowiekiem — a wróżba z gwiazd bez przeznaczenia nie ma o co się zaczepić. Mnich Chrabr, piszący o piśmie słowiańskim na przełomie IX i X wieku, wspomina, że Słowianie, dopóki byli poganami, liczyli i wróżyli nacięciami, czrtami i riezami; to jedyne wczesne słowiańskie zdanie o wróżeniu sprzed chrztu i nie pada w nim ani jedno ciało niebieskie.
Thietmar opisuje w Radogoszczy konia prowadzonego nad dwiema skrzyżowanymi włóczniami wbitymi w ziemię, a Saxo ten sam zabieg przy koniu Świętowita w Arkonie, gdzie zwierzę przechodziło nad rzędami skrzyżowanych ostrzy.
- Prokopiusz i Thietmar pisali o ludziach, z którymi ich państwa wojowały; chęć pokazania barbarzyństwa jest w tych tekstach wyczuwalna i trzeba ją odliczyć od opisu.
- Saxo pisał ponad trzydzieści lat po zniszczeniu Arkony i świadkiem nie był — relacjonuje to, co przynieśli uczestnicy wyprawy albo co znalazł w starszym opisie.
- Milczenie źródeł o gwiazdach nie dowodzi, że nieba nie obserwowano; dowodzi tylko, że nikt tych obserwacji nie zapisał.
Skąd to wiadomokronika bizantyjska z VI w., kronika niemiecka z przełomu XI i XII w., kronika duńska z ok. 1200 r., łacińskie żywoty misjonarza

Komety i zaćmienia w latopisach ruskich
Zapis z tamtych czasówLatopisy ruskie notują komety i zaćmienia tak dokładnie, że da się je dziś przeliczyć, i czytają je jako zapowiedź nieszczęścia.
Czytaj dalejPod rokiem 6573, czyli 1065, Powieść minionych lat zapisuje na zachodzie gwiazdę ogromną, o promieniach jakby krwawych, widoczną przez siedem wieczorów po zachodzie Słońca. Wyprawę Igora Światosławicza na Połowców otwiera zaćmienie Słońca z 1 maja 1185 roku, zapisane i w latopisie ipatijewskim, i w staroruskim poemacie o tej wyprawie; data zgadza się z dzisiejszym obliczeniem.
Latopisarz nie wróży z tych zjawisk pogody ani urodzaju, lecz odczytuje je jako zapowiedź wojny, moru albo śmierci księcia, powtarzając schemat kronik bizantyjskich przełożonych na Ruś wraz z chrześcijaństwem. Ani razu nie pada w tych zapisach nazwa znaku zodiaku, mimo że greckie kroniki, z których czerpano, zodiakiem operują swobodnie.
Kometa Halleya wróciła wiosną 1066 roku, a latopis stawia swoją gwiazdę pod rokiem 1065; zestawienie działa dopiero po przyjęciu rocznego przesunięcia, które bierze się z marcowego początku roku — zgodność jest więc mocna, ale nie jest darmowa. Gwiazda z promieniami krwawymi nie stoi w latopisie samotnie: sąsiadują z nią inne znaki i dziwy zapisane pod tym samym rokiem, więc wpis jest ogniwem ciągu wróżebnego, a nie notatką obserwatora.
Pod rokiem 6599, czyli 1091, latopis podaje zaćmienie z dokładnością do dnia i pory — 21 maja, w drugiej godzinie dnia — i zapisuje, że ze Słońca zostało tyle, co z Księżyca; dokładność daty jest tu mocniejszym argumentem niż domysł o rodzaju zaćmienia.
- Zapiski o znakach bywały dopisywane po wydarzeniu, które miały zapowiadać, więc kolejność „znak, potem nieszczęście" jest w kronice co najmniej równie często chwytem literackim, co obserwacją.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy sposób odczytania znaku jest miejscowy, czy wprost przepisany z przekładu kroniki bizantyjskiej.
- Datacja poematu o wyprawie Igora bywa kwestionowana, więc jako świadectwo mocniejszy jest tu latopis niż utwór poetycki.
Skąd to wiadomolatopisy ruskie z XII–XIII w. i staroruski poemat, zestawione z nowożytnym rachunkiem zaćmień i powrotów komety

Od stworzenia świata do 1 stycznia 1700 roku
Zapis z tamtych czasówRuś liczyła lata od stworzenia świata, a w 1136 roku diakon z Nowogrodu rozpisał ten rachunek aż do ułamków godziny.
Czytaj dalejW 1136 roku Kirik, diakon monasteru Antoniego w Nowogrodzie, mając dwadzieścia sześć lat, ułożył traktat o liczeniu lat — najstarszy wschodniosłowiański tekst rachunkowy. Kirik liczy od stworzenia świata do swojego roku 6644 nie tylko lata, lecz i miesiące, tygodnie, dni oraz godziny, posługując się cyklem księżycowym dziewiętnastoletnim, słonecznym dwudziestoośmioletnim i indykcją piętnastoletnią.
Era bizantyjska, przyjęta na Rusi, kładła stworzenie świata na wrzesień 5509 roku przed naszą erą, a rok zaczynano najpierw od 1 marca, później od 1 września. Ponieważ paschalia doprowadzono tylko do roku 7000, czyli 1492, oczekiwano wtedy końca świata; sobór moskiewski tego roku ułożył tablice na dalszy czas i utrwalił wrześniowy początek roku.
Dekretem z grudnia 7208 roku Piotr I nakazał liczyć lata od narodzenia Chrystusa i po 31 grudnia przejść od razu do 1 stycznia 1700 roku, zostawiając kalendarz juliański bez zmiany. Wielki indykt liczy 532 lata i jest iloczynem samego cyklu księżycowego i słonecznego, dziewiętnastu i dwudziestu ośmiu; po tylu latach tablice paschalne wracają na swoje miejsce, natomiast indykcja piętnastoletnia biegnie obok i w tym okresie się nie domyka.
Godzinę Kirik dzieli przez pięć i powtarza ten podział siedem razy, schodząc do części tak drobnych, że nie miały żadnego zastosowania praktycznego — to rachunek dla samego rachunku.
Reforma gregoriańska nie weszła w Rzeczypospolitej jednym krokiem: Koronę objęła w 1582 roku, gdy opuszczono dziesięć dni między 4 a 15 października, Prusy Królewskie z Gdańskiem opierały się jeszcze kilka lat, a prawosławni poddani trzymali się kalendarza juliańskiego, przez co w jednym państwie liczono czas dwiema rachubami naraz. Rosja przeszła na kalendarz gregoriański dopiero w 1918 roku, z 31 stycznia na 14 lutego.
- Cały ten aparat jest chrześcijański i wyliczony pod datę Wielkanocy, więc niczego o rachubie sprzed chrztu z niego nie wyczytamy.
- O tym, jak liczono lata, zanim przyjęto erę bizantyjską albo łacińską, nie zachował się u Słowian ani jeden zapis.
- Współistnienie stylu marcowego i wrześniowego sprawia, że daty roczne w latopisach bywają przesunięte o rok, co do dziś utrudnia porównywanie źródeł.
Skąd to wiadomostaroruski traktat rachunkowy z 1136 r., postanowienia soborowe, dekrety władców, tablice paschalne

Gromnik, Kolędnik, Łunnik — astrologia, która naprawdę krążyła
Zapis po chrzcieAstrologia, która naprawdę krążyła w rękopisach słowiańskich, to przekłady greckich ksiąg wróżebnych, zakazywane od XI wieku.
Czytaj dalejGromnik wróży z grzmotu: co zapowiada grom w danym miesiącu albo przy Księżycu stojącym w danym znaku — o pogodzie, urodzaju, chorobach i wojnie. Odpisy gromnika przypisywano cesarzowi Herakliuszowi, a wzorem był grecki brontologion; zachowane rękopisy pochodzą z XV i XVI wieku, w większości z terenu serbskiego.
Kolędnik przepowiadał cały rok z tego, w jaki dzień tygodnia wypadło Boże Narodzenie, a Łunnik i „miesiąc okrążający się" wróżyły z faz Księżyca i z pierścieni wokół niego. Tytuły te znamy przede wszystkim z indeksów ksiąg odrzuconych: najstarszy spis trafił na Ruś w Izborniku z 1073 roku, kolejne wpisywano do nomokanonów od XIV wieku.
Szestokryl to żydowskie tablice astronomiczne z XIV wieku, przełożone na Rusi pod koniec wieku XV i potępione razem z nowogrodzką herezją judaizujących. Wszystkie te księgi są przekładami z greki albo z hebrajskiego i żadna nie zawiera słowiańskich imion bóstw ani słowiańskich nazw gwiazd.
Sobór Stogławy w 1551 roku zakazał pod groźbą klątwy między innymi rafli, szestokryła, woronograja i bram Arystotelesowych, a w 1644 roku indeks ksiąg odrzuconych poszedł w Moskwie po raz pierwszy do druku — nie osobno, lecz jako część wydanej wtedy księgi zbiorowej.
Wszystkie te księgi krążyły w obiegu rękopiśmiennym i klasztornym, czyli tam, gdzie umiano czytać po cerkiewnosłowiańsku; o tym, czy cokolwiek z nich docierało do wsi, źródła nie mówią nic.
- Zakaz nie dowodzi, że rzecz była szeroko czytana: indeksy przepisywano machinalnie, razem z tytułami, których na Rusi mogło nigdy nie być.
- Przy części tytułów z indeksów nie zachował się żaden rękopis, więc nie wiadomo, co dokładnie kryły.
- Gromnik wróży z pogody, ale robi to przez zodiak, a więc narzędziem greckim; nie da się z niego wyłuskać warstwy miejscowej.
Skąd to wiadomoindeksy ksiąg odrzuconych, nomokanony, rękopiśmienne księgi wróżebne serbskie i ruskie z XV–XVI w.

Tydzień słowiański: same liczebniki, ani jednej planety
Zapis po chrzcieDni tygodnia mają w słowiańskim same liczebniki i sobotę z szabatu; po tygodniu planetarnym nie ma tu żadnego śladu.
Czytaj dalejNazwy dni w językach słowiańskich są porządkowe: wtorek to drugi, czwartek czwarty, piątek piąty, a środa to po prostu środek. Niedziela znaczy dzień, w którym się nie działa, a poniedziałek to dzień po niedzieli, więc cała siatka jest zaczepiona o dzień święty.
Sobota przyszła z hebrajskiego szabatu przez grekę i jako jedyna nie jest liczebnikiem. Wszystkie te słowa są poświadczone w najstarszych rękopisach starocerkiewnych z X i XI wieku, czyli już w piśmiennictwie chrześcijańskim.
Szereg liczebników zakłada początek tygodnia w poniedziałek. Nazwa środy do tego szeregu nie pasuje, bo środa jest w nim trzecia; „środek” ma sens dopiero przy tygodniu zaczynającym się w niedzielę, gdzie środa wypada dniem czwartym z siedmiu. W jednej siatce nazw zderzyły się dwie rachuby.
Nazwa środy jest kalką wzoru łacińskiego i greckiego, tego samego, który dał niemieckie określenie środka tygodnia; nie wyrosła z miejscowego liczenia dni. Porządkowe nazwy dni nie są słowiańską osobliwością: dokładnie tak samo liczy dni greka kościelna i portugalski, a szereg słowiański jest odwzorowaniem greckiego — brak planet nie świadczy więc o odrębności, tylko o tym, z czyjej ręki tydzień przyszedł.
Języki germańskie i romańskie zachowały tydzień planetarny — romańskie wprost z bogami rzymskimi, germańskie z własnymi bóstwami podstawionymi za rzymskie — a w słowiańskim nie ma po nim ani jednego śladu.
- Brak planet w nazwach dni nie dowodzi, że planet nie obserwowano — dowodzi tylko, że tydzień jako jednostka przyszedł razem z Kościołem.
- Nie wiadomo, czy przed chrztem istniała u Słowian jakakolwiek jednostka siedmiodniowa; żadne świadectwo jej nie potwierdza.
- Zakazy pracy w piątek, znane z ruskich zapisów spowiedniczych i z apokryfu o dwunastu piątkach, są chrześcijańskie i nie dowodzą dawnego rytmu tygodniowego.
Skąd to wiadomonajstarsze rękopisy starocerkiewnosłowiańskie, porównanie z nazwami dni w łacinie i w językach germańskich

Rok liścia, sierpa i paździerzy
Zapis po chrzcieSłowiańskie nazwy miesięcy mówią o lipie, sierpie i paździerzach, a nigdy o Księżycu ani o gwiazdach.
Czytaj dalejPolskie nazwy opisują robotę i roślinę: czerwiec od owada czerwca zbieranego na barwnik, lipiec od kwitnienia lipy, sierpień od sierpa, październik od paździerzy lnu, grudzień od zamarzniętych grud, a luty od dawnego przymiotnika oznaczającego srogi mróz. Ten sam rdzeń bywa przypisany innym miesiącom: chorwacki listopad to październik, a polski listopad to listopad; chorwacki rujan oznacza wrzesień, czeski říjen październik, choć oba pochodzą od rui jeleni.
Staroruskie nazwy z kalendarzy rękopiśmiennych — prosiniec, sieczeń, berezozoł, izok, zariew, ruien, listopad, gruden — układają się w ten sam szereg gospodarski i przyrodniczy. Ani jedna z tych nazw nie odsyła do fazy Księżyca, do gwiazdozbioru ani do bóstwa.
Miesiące są w tych językach przywiązane do stałych dat kalendarza słonecznego przejętego z Rzymu za pośrednictwem Kościoła, a nie do cyklu księżycowego. Słowiańskie nazwy miesięcy utrzymały się w polskim, czeskim, chorwackim, ukraińskim i białoruskim, a częściowo w słoweńskim i łużyckim; rosyjski, bułgarski, macedoński, serbski i słowacki mają dziś nazwy łacińskie.
Języki, które dziś liczą miesiące po łacinie, też miały wcześniej nazwy słowiańskie zapisane w rękopisach — wyparcie ich jest procesem późniejszym, a nie stanem odziedziczonym.
- Rozjazd tych samych nazw między językami pokazuje, że nie mamy odziedziczonego wspólnego kalendarza, tylko późniejsze dopasowanie miejscowych określeń pór roku do dwunastu rzymskich miesięcy.
- Najstarsze zapisy tych nazw pochodzą z ksiąg chrześcijańskich, więc nie da się orzec, jak dawno funkcjonowały w mowie.
- Etymologia kilku nazw, między innymi stycznia i czeskiego února, pozostaje nierozstrzygnięta.
Skąd to wiadomokalendarze w rękopisach cerkiewnych i łacińskich, dawne zapisy nazw miesięcy w językach słowiańskich

Ślęża, budowla z otworami i słowo miesiąc
RekonstrukcjaJedyny twardy ślad rachuby księżycowej to słowo „miesiąc"; obserwatoriów nikt Słowianom nie udowodnił.
Czytaj dalejPrasłowiańskie słowo oznaczające Księżyc jest zarazem nazwą jednostki czasu, czyli miesiąca, i to jedyna twarda przesłanka mówiąca, że czas mierzono Księżycem. Nie zachowało się żadne świadectwo o wstawianiu trzynastego miesiąca, bez czego kalendarz księżycowo-słoneczny rozjeżdża się o jedenaście dni na rok.
Cykl dziewiętnastoletni, który godzi miesiące księżycowe z rokiem słonecznym, pojawia się u Słowian dopiero w chrześcijańskim rachunku Paschy. Thietmar, pisząc około 1017 roku, wymienia górę Ślężę jako czczoną przez okoliczną ludność z powodu przeklętych obrzędów, o obserwacjach nieba jednak nie wspomina.
Wyliczenia, wedle których wały albo rzeźby ze Ślęży celują w punkt wschodu Słońca w przesilenie, są nowożytnymi pomiarami na obiekcie o niepewnej dacie i niepewnym kształcie pierwotnym. Kamienne wały na Ślęży przypisywano kulturze łużyckiej, a więc czasom o kilkanaście stuleci starszym od obecności Słowian na tej górze; przynajmniej część odcinków mogła jednak zostać usypana dopiero we wczesnym średniowieczu, więc żadne wyliczenie oparte na ich przebiegu nie ma pewnej podstawy czasowej.
Al-Masudi, arabski geograf z połowy X wieku, wspomina u Słowian budowlę z otworami w górnej części, przez które śledzono punkty wschodu Słońca; sam u Słowian nigdy nie był, pisał z relacji cudzych i opisu nie da się przypisać do żadnego znanego stanowiska.
Jedyny zapis o przedchrześcijańskim liczeniu u Słowian — nacięcia, czrty i riezy, o których na przełomie IX i X wieku wspomina mnich Chrabr — nie mówi ani o niebie, ani o kalendarzu.
- Opis arabski znany jest z kompilacji, a jego autor u Słowian nie był; bywa uznawany za wędrowny motyw literacki o świątyniach ludów północy.
- Bez datowania warstw nie da się orzec, które elementy założenia na Ślęży są przedsłowiańskie, a które słowiańskie.
- Popularne „kalendarze słowiańskie" z trzynastoma miesiącami są nowożytnymi konstrukcjami i nie opierają się na żadnym zapisie.
Skąd to wiadomoarabski opis geograficzny z X w., kronika niemiecka z XI w., materiał wykopaliskowy ze Śląska, rekonstrukcja językowa

Wóz, Kwoczka, Kosarze — niebo widziane z podwórka
FolklorLudowe nazwy gwiazdozbiorów to wóz, brona, pług, kosa i kwoka z kurczętami — niebo widziane z podwórka.
Czytaj dalejWielką Niedźwiedzicę nazywano po prostu wozem: polski Wielki Wóz, ukraiński Wełykyj Wiz, czeski Velký vůz, a Mała Niedźwiedzica bywała Małym Wozem albo Pasieką. Plejady noszą w polszczyźnie ludowej nazwy z obejścia — Baby, Kurki, Kokoszki, Kwoki — a na Ukrainie Kwoczka, Stożary i Wołosożary.
Pas Oriona to na Ukrainie Kosari, w polskich zapisach gwarowych Kosy albo Kosiarze, a gromada Hiad bywała Czepihami, czyli rączkami pługa. Wszystkie te nazwy pochodzą ze zbiorów gwarowych spisywanych w XIX i XX wieku, a nie z jakiegokolwiek źródła średniowiecznego.
Repertuar obrazów jest rolniczy: wóz, brona, pług, kosa, studnia i kwoka z kurczętami, a nie panteon ani zodiak. Związek między nazwami Wołosożary i Stożary jest sporny: jedni wyprowadzają drugą z pierwszej przez zbliżenie do żerdzi w stogu, inni widzą w niej od początku samą żerdź. Pewne jest tylko to, że obie dotyczą Plejad.
W zbiorach ukraińskich nazwy Borona, Krynycia, Chrest czy Dziewczyna z wiadrami przypisywane bywają Kasjopei, Delfinowi, Łabędziowi i Orłowi, ale przydział wędruje między zapisami i nie układa się w jedną mapę — ten sam obraz w sąsiedniej wsi bywa położony na inny gwiazdozbiór.
- Wyprowadzanie Wołosożarów od imienia Wołosa to domysł etymologiczny z XIX wieku, niepoparty żadnym dawnym zapisem.
- Nazwy w rodzaju Krzyża albo Kosarzy są chrześcijańskie lub neutralne i nie pozwalają wnioskować o niebie sprzed chrztu.
- Ta sama nazwa bywa w różnych wsiach przyłożona do innego gwiazdozbioru, więc mapy „nieba słowiańskiego" są porządkiem narzuconym przez zbieraczy.
Skąd to wiadomozapisy gwarowe i zbiory nazw ludowych z XIX i XX w.

Droga Mleczna: gościniec do Rzymu i znak pogody
FolklorW zapisach ludowych Droga Mleczna prowadzi do Rzymu, Jerozolimy i Częstochowy, a jej polska nazwa jest kalką z łaciny.
Czytaj dalejSama nazwa Droga Mleczna jest w polszczyźnie kalką łacińskiego via lactea i weszła do użycia przez szkołę, a nie przez wieś. Zapisy ludowe dają nazwy pielgrzymie i zaświatowe: gościniec do Rzymu, droga do Jerozolimy, droga częstochowska, droga dusz, wrota do nieba.
W tym samym materiale Droga Mleczna bywa szczeliną w sklepieniu nieba albo drogą, którą dusza idzie na tamten świat. Na Ukrainie utrwaliła się nazwa Czumacki Szlach, wzięta od czumaków jeżdżących po sól na Krym — droga na niebie powtarza tu drogę handlową. Zbiory gwarowe notują również jej rolę użytkową: z jasności i położenia tego pasa wróżono nocą pogodę oraz porę robót polowych.
Wszystkie zapisane nazwy tego pasa są chrześcijańskie albo świeckie: żadna nie prowadzi do siedziby jakiegokolwiek bóstwa. O samym wyobrażeniu drogi dusz to jednak nie rozstrzyga, bo motyw ten znany jest także poza chrześcijaństwem, a nazwa nie mówi, co kryło się pod nią wcześniej.
Czumacki Szlach nie jest nazwą starożytną: czumactwo jest poświadczone dopiero od XVI–XVII wieku, więc niebo dostało tu imię od drogi jeżdżonej w czasach nowożytnych.
- Materiał pochodzi głównie z zapisów z XIX i XX wieku, przede wszystkim z Lubelszczyzny i terenów sąsiednich; jego starszy zasięg jest nieznany.
- Nie wiadomo, czy wyobrażenie drogi dusz jest przedchrześcijańskie, czy wyrosło z kazania o drodze do zbawienia.
- Nazwy pielgrzymie mają dokładne odpowiedniki w całej Europie łacińskiej, więc nie da się wyodrębnić w nich warstwy słowiańskiej.
Skąd to wiadomozbiory nazw i wierzeń gwarowych, kwestionariusze etnograficzne z XIX i XX w.

Wenus: Jutrzenka rano, Wieczornica wieczorem
Zapis po chrzcieWenus ma w słowiańszczyźnie dwie osobne nazwy, poranną i wieczorną, a najstarsza z nich weszła przez przekład Biblii.
Czytaj dalejPolszczyzna ma Jutrzenkę i Zorzę na wschodzie, a Gwiazdę Wieczorną na zachodzie; czeski Jitřenkę i Večernici, serbski Danicę, Zornjaczę i Weczernjaczę, bułgarski Zornicę i Weczernicę. Podział na dwie nazwy jest regularny w całej słowiańszczyźnie i przebiega wszędzie tak samo: jedna gwiazda poranna, druga wieczorna.
Nie zachował się żaden słowiański tekst sprzed uczonej astronomii, który stwierdzałby, że to jedno i to samo ciało niebieskie. Nazwy planet — Marsa, Merkurego, Saturna — wchodzą do języków słowiańskich dopiero z przekładami greckimi i łacińskimi, jako wyrazy obce albo kalki.
W pieśniach i zamówieniach zorza bywa osobą, do której się mówi, ale wszystkie te teksty pochodzą z ostatnich dwustu lat. Dennica jest słowem rodzimym, urobionym od dnia, ale utrwaliło je dopiero pismo: w starocerkiewnym przekładzie Księgi Izajasza oddaje greckie określenie gwiazdy porannej, tej samej, którą łacina nazwała Lucyferem. Biblijny jest więc nie wyraz, lecz jego stały użytek.
W najstarszych przekładach kronik greckich planety noszą imiona bogów greckich przepisane cyrylicą, a nie żadne imiona słowiańskie — gdyby rodzime nazewnictwo planet istniało, tłumacze mieliby po co sięgnąć.
- Dwie nazwy nie dowodzą niewiedzy, bo rozróżnianie zjawiska porannego i wieczornego bywa wygodne nawet wtedy, gdy tożsamość planety jest znana.
- Postać Zorzy z zamówień ludowych bywa podawana za dawną boginię, lecz nie stoi za tym żaden zapis starszy niż XIX wiek.
- Nie wiadomo, czy Dennica jako termin biblijny wyparła starszą nazwę rodzimą, czy ją utrwaliła.
Skąd to wiadomoprzekłady biblijne na język starocerkiewny, dawne nazwy gwiazdy porannej w językach słowiańskich, zapisy zamówień i pieśni ludowych

Nów i pełnia: reguły siewu, strzyżenia i ścinki
FolklorReguły siewu i ścinki wedle nowiu i pełni spisano w XIX wieku, ale te same stoją w rzymskiej agronomii i w drukowanych kalendarzach.
Czytaj dalejZapisy etnograficzne z XIX i XX wieku wiążą z przybywającym Księżycem wszystko, co ma rosnąć: siew roślin plonujących nad ziemią, sadzenie i strzyżenie włosów dla gęstości. Na ubywającym Księżycu siano rośliny korzeniowe, kiszono kapustę, bito świnie i ścinano drewno na budulec, żeby nie próchniało i nie robaczywiało.
Kalendarze z przepisami wedle Księżyca szły na wieś przez całą epokę nowożytną, więc ludowa reguła bywa raczej ich potomkiem niż reliktem pogaństwa. Powitanie nowiu — pokazywanie mu monety, żeby jej przybywało — notowano w wielu regionach, zawsze jako gest domowy, nigdy jako obrzęd kapłański.
Regułę o ścince drewna przy ubywającym Księżycu zapisał już Katon w II wieku przed naszą erą, powtórzyli ją rzymscy pisarze rolniczy I wieku, a stamtąd przeszła do łacińskich kalendarzy gospodarskich późnego średniowiecza — ma więc za sobą osiemnaście stuleci nieprzerwanego przepisywania.
Najstarszym zachowanym drukiem wykonanym w Polsce jest jednokartkowy kalendarz ścienny na rok 1474, wytłoczony pod koniec 1473 roku w krakowskim warsztacie działającym w latach 1473–1477; obok dat podawał dni pomyślne do puszczania krwi, czyli dokładnie ten rodzaj przepisu, który potem odnajdujemy na wsi.
- Nie da się rozstrzygnąć, co w tym zbiorze jest miejscowe, a co przyszło z drukowanych almanachów i łacińskiej agronomii; kierunek zapożyczenia pozostaje dla większości reguł nieustalony.
- Cały materiał dzieli od pogaństwa tysiąc lat i spisali go zbieracze, którzy pytali o to, czego szukali.
- Kościelne potępienia kultu Słońca, Księżyca i gwiazd w ruskich kazaniach są formułami przejętymi z greckich wzorów i nie opisują konkretnych praktyk.
Skąd to wiadomokwestionariusze i zapisy etnograficzne z XIX i XX w., drukowane kalendarze gospodarskie, rzymska literatura rolnicza

Przysłowia pogodowe wiszą na świętych, nie na niebie
FolklorWróżby pogodowe wiszą na dniach świętych i na rymie; reforma z 1582 roku przesunęła daty, a przysłowia zostały bez zmian.
Czytaj dalejSiatka wróżb pogodowych jest przywiązana do dni świętych: Gromnica 2 lutego, Agata 5 lutego, Grzegorz 12 marca, Marcin 11 listopada, Barbara 4 grudnia. Zimni ogrodnicy to Pankracy 12 maja, Serwacy 13 maja i Bonifacy 14 maja, a dzień później przychodzi Zimna Zośka.
Pierwsze duże drukowane zbiory polskich przysłów pochodzą z 1618 i 1632 roku i już wtedy notują wróżby kalendarzowe jako gotowe formuły rymowane. W pamięci trzyma te zdania rym i kalendarz świętych, a nie obserwacja: imię świętego musi pasować do wersu, inaczej przysłowie ginie.
Reforma z 1582 roku usunęła dziesięć dni, więc obserwacja zapisana pod dawną datą juliańską i dzisiejsze wspomnienie tego samego świętego to dwa różne miejsca w roku; dziś kalendarz juliański spóźnia się względem gregoriańskiego o trzynaście dni, a przysłowie przetrwało nietknięte.
Pomiary z ostatniego stulecia pokazują, że majowe ochłodzenie zdarza się w Polsce niemal co roku, ale rzadko wypada dokładnie w dniach Pankracego, Serwacego i Bonifacego — przysłowie trafia w zjawisko istniejące, chybia zaś datę, do której je przywiązano.
Wspomnienie świętego Grzegorza wypadało 12 marca w kalendarzu obowiązującym do 1969 roku i do tej daty przywiązane jest przysłowie; w kalendarzu dzisiejszym ten sam święty ma dzień we wrześniu, co samo w sobie pokazuje, że prognostyk trzyma się nie pogody, lecz kartki z imieniem.
- Niektóre pasy dat mogą odpowiadać realnym prawidłowościom klimatu, ale sprawdzić to wolno dopiero po przeliczeniu na kalendarz, w którym je zapisano; dla większości przysłów nikt tego nie zrobił.
- Przysłowia o tych samych dniach znane są w całej Europie łacińskiej, więc wyodrębnienie warstwy słowiańskiej jest niewykonalne.
- Prognostyki przy Bożym Narodzeniu i Nowym Roku mają wprost swój pisany pierwowzór w przekładanych księgach wróżebnych, więc nie są zapisem wiejskiej obserwacji.
Skąd to wiadomodrukowane zbiory przysłów z XVII w., kalendarze gospodarskie, seria pomiarów meteorologicznych 1881–1980

Pogoda, Żywie, Kupała — bóstwa nieba, których nie było
Zapis po chrzciePogoda, Żywie, Lel i bóg Kupała to wytwory kronikarzy z XV–XVII wieku, zrobione z pospolitych słów i z refrenów pieśni.
Czytaj dalejJan Długosz w rocznikach pisanych między 1455 a 1480 rokiem zestawił polskich bogów z rzymskimi i umieścił wśród nich Pogodę oraz Żywie — imiona urobione z pospolitych słów o ładnej aurze i o życiu. Maciej Miechowita w kronice z 1519 roku dołożył Lela i Polela na wzór Kastora i Polluksa, biorąc ich wprost z refrenu pieśni.
Igumen Pamfil z Pskowa w liście z 1505 roku opisał noc przed dniem Jana Chrzciciela: bębny, tańce i nocne zbieranie ziół — wczesne i wiarygodne świadectwo obrzędu. Bóg Kupało pojawia się dopiero w latopisie gustyńskim z przełomu XVI i XVII wieku, znanym z odpisu sporządzonego w 1670 roku, gdzie nazwano go bogiem obfitości na wzór rzymskiej Cerery.
Kolęda to łacińskie calendae, a zakaz świętowania kalend zapisał już kanon 62 soboru w Konstantynopolu z 692 roku i stamtąd wszedł do słowiańskich nomokanonów — późniejsze potępienia kolady powtarzają więc formułę bizantyjską, a nie opisują miejscowego kultu.
Piętnastowieczne polskie glosy kaznodziejskie notują wykrzyknienia z pieśni — Jasza, Łado, Ileli, Nija — najstarszy zapis, z którego kronikarze zrobili potem panteon. Kupała to słowo rodzime, od kąpania, którym oddano grecki przydomek Jana Chrzciciela, znaczący „zanurzający w wodzie”; graffito w soborze Sofijskim w Nowogrodzie z przełomu XI i XII wieku oraz latopis ipatijewski pod rokiem 1262 mówią o święcie i o nocy kupalnej, nigdy o bogu.
Marzanna jako bogini zimy i Dziewanna jako słowiańska Diana powstały tym samym zabiegiem co Pogoda i Żywie: nazwa obrzędu albo rośliny zamieniona w imię własne. Sam obrzęd wynoszenia i topienia kukły jest przy tym poświadczony zakazami kościelnymi już w XV wieku — wymyślona została bogini, nie zwyczaj.
- Nie da się wykluczyć, że pod refrenem Łado kryje się dawne słowo obrzędowe; wykluczyć da się wyłącznie boginię, bo nikt jej nie opisał przed XV wiekiem.
- Święto nocy świętojańskiej jest poświadczone realnie i wcześnie, więc wymysłem jest bóstwo, a nie obrzęd; mieszanie tych dwóch rzeczy to najczęstszy błąd w tym temacie.
- Długosz mógł korzystać z nieznanego nam dawniejszego zapisu, ale żaden taki zapis się nie zachował, więc jego lista pozostaje świadectwem wyłącznie o XV wieku.
Skąd to wiadomoroczniki i kroniki polskie z XV i XVI w., latopisy ruskie, kanony soborowe, glosy w rękopisach kazań

Zodiak bez metryki i rok naciągnięty na przesilenia
RekonstrukcjaSłowiański zodiak, horoskop z drzewami i rok obrzędowy o czterech punktach słonecznych są wymysłem nowożytnym — żadnego z nich nie zna dawny przekaz o niebie.
Czytaj dalejSłowiański zodiak oraz horoskop z drzewami albo zwierzętami, rozsyłane dziś jako dziedzictwo przodków, nie mają ani jednego źródła sprzed XX wieku; najgłośniejsze wersje są przeróbką tak zwanego horoskopu celtyckiego, ułożonego w tym samym stuleciu. Zdradzają się zresztą same, bo krążą w redakcjach wzajemnie sprzecznych, a daty graniczne znaków różnią się z wydania na wydanie.
Tą samą drogą dorobiono Słowianom rok obrzędowy o czterech punktach słonecznych, dwóch przesileniach i dwóch równonocach, chociaż o obchodach równonocy nie wspomina żaden dawny przekaz. Noc kupalna i kolęda, które nowożytne kalendarze wieszają na przesileniach, trzymają się w rzeczywistości stałych dat kościelnych, 24 czerwca i 25 grudnia, a te z przesileniami się rozjeżdżają — obrzędu nie liczono więc z nieba. Skąd te dopiski się wzięły i kto je zrobił, opowiada osobna sekcja o podróbkach.
- Brak zapisu o obchodach równonocy nie dowodzi, że nikt ich nie odprawiał; dowodzi tylko, że nikt ich nie zapisał.
- Obrzęd wypadający blisko przesilenia nie musi być z przesilenia liczony — bliskość daty sama w sobie nie rozstrzyga sprawy w żadną stronę.
- Część nowożytnych świąt rodzimowierczych nosi nazwy wzięte z autentycznego folkloru, więc w kalendarzu trudniej niż gdzie indziej rozdzielić warstwę zapisaną od dopisanej.
Skąd to wiadomodzisiejsze horoskopy i kalendarze obrzędowe zestawione z dawnymi przekazami o niebie oraz ze stałymi datami kalendarza kościelnego
Kto to robił
Specjaliści — i cztery nieporozumienia
Wołchw, kapłan świątynny, szeptucha i znachor to cztery różne rzeczy z czterech różnych epok. Zestawiane razem tworzą wrażenie nieprzerwanego stanu kapłańskiego, którego nigdy nie było.

Wołchwowie
Zapis z tamtych czasówRuscy specjaliści obrzędowi, znani z kroniki, bo wywoływali bunty przeciw nowej wierze jeszcze w XI wieku.
Co się tu myliRuscy specjaliści obrzędowi, znani z kroniki, bo wywoływali bunty przeciw nowej wierze jeszcze w XI wieku.
Co się tu najczęściej myliJedyni, o których mamy zapis współczesny i nazwę własną. Kronika przedstawia ich jako przeciwników, więc obraz jest stronniczy.
Wołchwowie są jedynymi ludźmi od obrzędu w całej Słowiańszczyźnie, o których mamy zapis z ich własnych czasów i własną nazwę. Kronika ruska wspomina ich dlatego, że w jedenastym wieku stawali na czele wystąpień przeciw nowej wierze i przeciw książęcej władzy, zwłaszcza w latach głodu, gdy obiecywali wskazać winnych nieurodzaju.
Z tych samych opisów wynika, czym się zajmowali poza buntem: przepowiadali, leczyli, rozstrzygali, kto ściągnął nieszczęście, i prowadzili obrzędy gromadzkie. Mieli więc funkcję społeczną, a nie tylko religijną, i to tłumaczy, dlaczego władza traktowała ich jako zagrożenie polityczne.
Trzeba jednak pamiętać, kto to pisał. Kronika powstała w środowisku kościelnym i przedstawia ich jako przeciwników, których racje są z góry fałszywe, a klęska nieuchronna. Mamy więc świadectwo mocne co do istnienia i roli, a stronnicze co do treści: wiemy, że byli i co robili, nie wiemy, w co dokładnie wierzyli ani jakimi słowami to nazywali.

Kapłani Połabia i Pomorza
Zapis z tamtych czasówPrzy świątyniach Połabia i Pomorza działali kapłani z określonymi zadaniami: wróżeniem z konia, doglądaniem skarbca, dorocznym obrzędem.
Co się tu myliPrzy świątyniach Połabia i Pomorza działali kapłani z określonymi zadaniami: wróżeniem z konia, doglądaniem skarbca, dorocznym obrzędem.
Co się tu najczęściej myliTo jedyny obszar Słowiańszczyzny, gdzie poświadczono zorganizowane kapłaństwo i świątynie z budynkiem.
Na Połabiu i Pomorzu istniały świątynie z budynkiem, posągiem i skarbcem, a przy nich kapłani o określonych zadaniach. Opisali to kronikarze niemieccy i duńscy w jedenastym i dwunastym wieku, często jako naoczni świadkowie albo na podstawie relacji uczestników wypraw, więc poświadczenie jest tu nieporównanie lepsze niż w reszcie Słowiańszczyzny.
Obowiązki były konkretne i powtarzalne. Kapłan strzegł skarbca i części łupów należnej bóstwu, prowadził wróżbę z konia przeprowadzanego przez skrzyżowane włócznie, odczytywał z rogu napełnionego winem zapowiedź urodzaju i przewodził dorocznemu świętu z wielkim plackiem. Każda z tych czynności ma ścisły przebieg, a więc mamy tu do czynienia z liturgią, nie z improwizacją.
Dlaczego akurat tam? Najprostsze wyjaśnienie wskazuje na nacisk z zewnątrz. Zorganizowany kult ze świątynią, skarbcem i kalendarzem powstał na granicy z chrześcijańskimi sąsiadami i pełnił rolę polityczną — był przeciwwagą dla ich Kościoła. Jeśli tak, to najlepiej udokumentowana postać religii Słowian jest zarazem jej postacią najpóźniejszą i najmniej typową, a nie pierwotną.

Szeptuchy
FolklorKobiety leczące szeptaną formułą, działające do dziś na Podlasiu, w otoczeniu wyraźnie prawosławnym.
Co się tu myliKobiety leczące szeptaną formułą, działające do dziś na Podlasiu, w otoczeniu wyraźnie prawosławnym.
Co się tu najczęściej myliSzeptucha nie jest kapłanką Peruna ani dziedziczką pogańskiego kapłaństwa. Modli się do świętych, używa ikony i wody święconej, a swoją umiejętność wywodzi od poprzedniczek, nie od dawnej religii.
Szeptuchy leczą formułą wypowiadaną półgłosem nad chorym, zwykle przy świecy, ikonie i wodzie święconej, często w ściśle wyznaczone dni i przed wschodem słońca. Przyjmują u siebie w domu, nie żądają zapłaty, choć przyjmują dar, i odsyłają do lekarza tam, gdzie same nie pomogą.
Praktyka jest żywa do dziś, głównie na Podlasiu, w otoczeniu wyraźnie prawosławnym. Formuły, które wypowiadają, są w większości modlitwami do świętych albo mają tę samą budowę co zamawianie: zwrot, opowiadanie, odesłanie. Przekaz odbywa się ustnie, komuś młodszemu, zwykle raz.
Należy powiedzieć wyraźnie, czym szeptucha nie jest, bo to jedno z najczęstszych nieporozumień. Nie jest kapłanką dawnej religii ani dziedziczką pogańskiego kapłaństwa. Sama wywodzi swój fach od poprzedniczki, nie od przedchrześcijańskiej wiary, a jej świat pojęć jest chrześcijański. Dawna jest tu technika słowa, nie religia.

Znachorzy i zamawiacze
FolklorWiejscy specjaliści od nastawiania kości, ziół, odczyniania i odnajdywania rzeczy — funkcja praktyczna, nie kapłańska.
Co się tu myliWiejscy specjaliści od nastawiania kości, ziół, odczyniania i odnajdywania rzeczy — funkcja praktyczna, nie kapłańska.
Co się tu najczęściej myliIch wiedza była zawodowa i przekazywana ustnie, często pod warunkiem, że przekazuje się ją komuś młodszemu i przeciwnej płci.
Znachor zajmował się rzeczami praktycznymi: nastawiał kości i zwichnięcia, składał zioła, upuszczał krew, odczyniał urok, odnajdywał rzeczy zgubione i skradzione, rozpoznawał, kto zaszkodził bydłu. Brał za to zapłatę i często żył z tego w całości albo w części.
Jego wiedza była zawodowa, a nie objawiona, i tak ją traktowano. Przekazywano ją ustnie i pod warunkami: komuś młodszemu, często przeciwnej płci, nie całą naraz, a niektórych formuł nie wolno było zdradzić przed własną śmiercią. Te warunki nie są ozdobnikiem — ograniczają liczbę konkurentów i utrzymują wartość fachu.
Najważniejsze jest to, że znachor nie stoi w żadnym ciągu kapłańskim. To zawód wiejski, działający w świecie chrześcijańskim, opisany w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, a jego odpowiednik znajdziemy w każdej wsi europejskiej tamtej epoki. Zestawianie go w jednym szeregu z kapłanem świątynnym sprzed tysiąca lat tworzy wrażenie ciągłości, której nigdy nie było.
Między dawnym obrzędem a późniejszą tradycją
Pogańskie echa w polskiej tradycji?
W przypadku ośmiu najczęściej omawianych zwyczajów trzeba rozdzielić trzy warstwy: to, co może sięgać czasów przed chrztem, to, co przyniósł kalendarz kościelny, i to, co ukształtował XIX wiek. Gdy brakuje rozstrzygnięcia, można wskazać, jakiego świadectwa potrzeba, by było ono możliwe. Sam przebieg obrzędów — daty zakazów, technika zabiegu, nazwy regionalne — opisany jest w działach o roku obrzędowym, magii, ceremoniach i przedmiotach; tutaj stoi sam rachunek.

Zaduszki: czynność dawna, imię młode
⌛Zakazy kościelne od średniowiecza; opisy etnograficzne od XVIII i XIX wieku.Zostawianie jedzenia zmarłym jest starsze od chrztu, ale nazwa dziady i cały pamiętany dziś przebieg pochodzą z XIX wieku.
Rozłóż na pięć pytańObrzęd karmienia zmarłych poświadczony na Rusi i w Wielkim Księstwie Litewskim; w polskiej kulturze znany szeroko dzięki dramatowi z XIX wieku.
Zakazy kościelne od średniowiecza; opisy etnograficzne od XVIII i XIX wieku.
Sam zwyczaj zostawiania pokarmu zmarłym jest niemal na pewno przedchrześcijański i ma odpowiedniki w całej Europie.
Kalendarz: obrzęd przywiązano do Zaduszek i Wszystkich Świętych, a modlitwy odmawiane przy nim są chrześcijańskie.
Nie wiadomo, jak wyglądał przed chrztem, kto go prowadził ani czy miał wtedy tę samą datę.
Dawne jest tu jedno: odkładanie zmarłym części tego, co dom wytworzył. Statuty kościelne potępiają stawianie jadła na grobach i uczty przy mogiłach już w XIV wieku, a więc na długo przed pierwszym opisem obrzędu — zakazuje się przecież tego, co ludzie robią. Chrześcijański jest kalendarz: Wszyscy Święci, Zaduszki zaprowadzone w Cluny około 998 roku, modlitwa przy mogile, unickie święcenie grobów. Dziewiętnastowieczne są imię, kolejność i słowa, bo pamiętamy je z dramatu, nie ze wsi.
Przebiegu sprzed chrztu rozstrzygnąć się nie da: brakuje zapisu z czasu, gdy obrzęd jeszcze karano, zamiast go opisywać. Obrzęd obejmował potrawy celowo ulewane na stół i mogiłę, ogień dla dusz, udział wędrownych dziadów jako pośredników oraz kilka terminów w roku według rachuby cerkiewnej. Gospodarski charakter tego karmienia przetrwał aż po świecę na grobie. Rzymskim odpowiednikiem było zanoszenie jedzenia na cmentarz i wpuszczanie do grobu rurki.

Kukła pewna, bogini nie
⌛Pierwsze zapisy XV wiek, opisy szczegółowe XIX wiek, dzisiejsza forma szkolna to XX wiek.Trzy sądy kościelne opisały wynoszenie kukły po to, żeby je zakazać — i w żadnym z nich nie pada imię bogini. Imię przyszło z kroniki.
Rozłóż na pięć pytańZakazy topienia kukły wymieniane w polskich statutach kościelnych od XV wieku; nazwa notowana w kilku wariantach.
Pierwsze zapisy XV wiek, opisy szczegółowe XIX wiek, dzisiejsza forma szkolna to XX wiek.
Obrzęd wynoszenia i niszczenia postaci uosabiającej zimę albo śmierć jest stary i ma odpowiedniki w Czechach, na Słowacji i w Niemczech.
Termin: przywiązany do czwartej niedzieli postu, a duchowieństwo najpierw go zwalczało, potem tolerowało.
Marzanna nie została poświadczona jako bogini w żadnych wiarygodnych źródłach. Być może nigdy jej kult nie istniał, a była jedynie symboliczną kukłą. Brak wystarczających dowodów uniemożliwia uznanie jej za bóstwo słowiańskie.
Dawne jest wyprowadzenie śmierci za opłotki: zakazują go synody praskie z 1366 i 1384 oraz statuty poznańskie z 1420 roku, a mówią wyłącznie o postaci nazywanej śmiercią. Chrześcijański jest termin: czwarta i piąta niedziela postu zależą od Wielkanocy, a data ruchoma nie pokryje się rok po roku ze stałym punktem roku słonecznego. Bogini jest dopisana: imię weszło do obiegu z listy bóstw, którą Jan Długosz zestawił z rzymskim panteonem. Żeby ją uratować, trzeba by wzmianki niezależnej od tej listy, a takiej nie ma.
Obrzęd ma przy tym dwie połowy: najpierw wynosi się śmierć, potem wnosi zieleń — z drogi powrotnej przynoszono zieloną gałąź, a w części okolic nazajutrz szedł po domach gaik. Przebieg obejmował wiecheć konopi ubraną w ludzkie szaty, obnoszenie jej wokół domostw oraz utopienie albo spalenie. Zakazy synodalne dotyczyły wynoszenia śmierci ze wsi i topienia jej w rzece, a zieleń wnoszono jako gaik, maik lub nowe latko.

Noc świętojańska: obrzęd starszy niż nazwa
⌛Zakazy od XV wieku, opisy od XVIII–XIX wieku.Ognie i wianki są pewne, nazwa przyszła od przydomka Jana Chrzciciela, a bóg Kupała jest wnioskiem wyciągniętym z nazwy święta.
Rozłóż na pięć pytańZakazy nocnych zabaw przy ogniu i w wodzie w statutach kościelnych; bogate opisy etnograficzne.
Zakazy od XV wieku, opisy od XVIII–XIX wieku.
Obrzędy przesilenia letniego z ogniem, wodą i ziołami są bardzo prawdopodobnie przedchrześcijańskie.
Wszystko, co w nazwie: sama nazwa pochodzi od imienia Jana Chrzciciela w formie cerkiewnej, a święto przywiązano do jego dnia.
Czy istniało bóstwo Kupała. Najprawdopodobniej nie — to nieporozumienie z nazwy święta, powielane od XVIII wieku.
Dawne są czynności: ogień, obmycie i zioła w krótką noc — zna je cała Europa, a na Rusi zwalczano je już w piśmie z 1505 roku. Każda z nich oczyszcza albo rozstrzyga, żadna nie jest świętowaniem dla samego świętowania. Chrześcijańska jest nazwa, bo przydomek Chrzciciela oddano słowem od zanurzania; chrześcijańska jest i data, bo 23 czerwca wyznacza kalendarz, nie przesilenie, które wypada wcześniej.
Bóg Kupała nie istnieje — wprowadziły go ruskie kompilacje XVII wieku, w tym latopis hustyński, czytając nazwę święta jako imię osoby, a powielili go potem romantycy. Datowane świadectwa obejmują zapis latopisu pod rokiem 1262, pismo pskowskiego ihumena z 1505 roku, sobór moskiewski z 1551 roku i krakowski druk Kochanowskiego z 1586 roku. Odrębne przekazy dotyczą bylicy rwanej przed świtem i jej późniejszego użycia w izbie.

Wieniec żniwny: dwie drogi, żadna wykluczona
⌛Pierwsze wzmianki XVI wiek, rozbudowane opisy XIX wiek.Ostatnia garść zboża ma odpowiedniki od Wysp Brytyjskich po Bałkany, ale polski wieniec od pierwszego zapisu wręcza się panu, nie gromadzie.
Rozłóż na pięć pytańOpisy od XVI wieku, bardzo liczne w XIX; wieniec, ostatnia garść zboża, gospodarz przyjmujący dar.
Pierwsze wzmianki XVI wiek, rozbudowane opisy XIX wiek.
Obrzędy zamykające żniwa, rozpowszechnione w całej Europie, wydają się bardzo dawne. Ostatnia garść zboża jest uznawana za siedzibę mocy plonu i stanowi kluczowy element tych ceremonii.
Poświęcenie wieńca w kościele i termin związany ze świętami maryjnymi.
Czy polska forma wywodzi się z rodzimego obrzędu, czy przyszła jako wzór dworski. Obie drogi są możliwe.
Dawne jest zostawianie ostatniej, nieściętej garści zboża — czynność znana w całej Europie zbożowej, gdzie ostatni snop bywa plecioną postacią zwierzęcia, więc jej rozległość mówi o wieku myśli, a nie o słowiańskim rodowodzie. Chrześcijańskie są poświęcenie wieńca i termin przy świętach maryjnych. Nowożytny jest kształt obchodu: pierwsze polskie wzmianki przypadają na czas folwarku, a dar odbiera zawsze właściciel gruntu.
Regionalnie różniły się nazwy święta i nieściętej kępki, sposób jej wiązania, wicie wieńca oraz przekazywanie go właścicielowi gruntu. W XX wieku obrzęd przeszedł od praktyki wiejskiej do urzędowego widowiska. Zapisy wskazują również, komu oddawano pozostawioną na polu bródkę i dlaczego nie wyrzucano ziaren z wieńca.

Turoń: pewna rola, niepewne znaczenie
⌛Zakazy od średniowiecza, opisy szczegółowe XIX i XX wiek.Zakazy przebierania się za zwierzę są starsze od chrztu Polski, ale nazwa turoń pojawia się dopiero w zapisach dziewiętnastowiecznych.
Rozłóż na pięć pytańZakazy przebierania się za zwierzęta w statutach kościelnych; bogaty materiał etnograficzny z całego kraju.
Zakazy od średniowiecza, opisy szczegółowe XIX i XX wiek.
Obchód domów z życzeniami i z postacią zwierzęcą wygląda na obrzęd noworoczny starszy od chrześcijaństwa, z odpowiednikami w całej Europie.
Treść pieśni, gwiazda, szopka i cały kalendarz od Bożego Narodzenia do Trzech Króli.
Co dokładnie znaczyła postać zwierzęca. Wyjaśnienia o bóstwie płodności są domysłem.
Dawny jest obchód domów z życzeniem i ze zwierzęcą maszkarą: kanon soborowy z 692 roku i starsze od niego kazania galijskie zakazują masek i przebierania się za jelonka na długo przed chrztem Polski. Chrześcijańskie są treść pieśni, gwiazda, szopka i czas obchodu od wigilii do Trzech Króli, a nazwa kolęda przyszła z rzymskiego kalendarza. Dziewiętnastowieczna jest nazwa turoń, choć samo zwierzę wyginęło dwa stulecia wcześniej.
Czym maszkara była, rozstrzygnąć się nie da: zakazy notują, że ktoś chodził w skórze, nie po co. Przebieg obejmował wykonanie maszkary, pokazanie jej śmierci i ocucenia przed gospodarzami oraz zwierzęcy orszak. Kolędowanie łączyło nazwę o trzech znaczeniach, obchód zakazywany w dokumentach i wymianę życzenia na dar.

Wosk przez ucho klucza ma dwieście lat
⌛Pierwsza wzmianka XVI wiek, forma dzisiejsza w dużej mierze XIX-wieczna.Najstarsza polska wzmianka o tych wróżbach ma rok 1557, a technika uchodząca dziś za najdawniejszą rozpowszechniła się dopiero w XIX wieku.
Rozłóż na pięć pytańWróżby w wigilię świętego Andrzeja notowane w Polsce od XVI wieku.
Pierwsza wzmianka XVI wiek, forma dzisiejsza w dużej mierze XIX-wieczna.
Wróżenie o zamążpójściu przy końcu roku gospodarskiego jest praktyką szeroko rozpowszechnioną; sam lany wosk pojawia się późno.
Termin i patron w całości, a pierwotnie były to wróżby dziewcząt w wigilię święta.
Czy w tym miejscu roku istniał jakiś obrzęd przedchrześcijański. Nie ma na to świadectw.
Dawne jest samo pytanie o przyszłość zadawane na przełomie roku — zna je cała Europa, bo koniec listopada zamyka rok liturgiczny i gospodarski naraz. Chrześcijańskie są data i patron. Dziewiętnastowieczne są nazwy andrzejki i katarzynki oraz lanie wosku przez ucho klucza, które rozpowszechniło się wraz z tanim woskiem i z miejskim salonem; z XVI stulecia mamy jedynie wiadomość, że dziewczęta tej nocy wróżą.
Nikt nie wykazał, że istniał tu obrzęd przedchrześcijański, a naturalność terminu nie zastępuje świadectwa. Wróżby dzieliły się na wieczór dziewczęcy i kawalerski, związane z dwiema datami kalendarza. Przypadek wprowadzano między innymi przez ustawianie butów ku progowi, wyciąganie żerdzi spod łóżka i stawianie ziarna przed kurą.

Bukiet z połowy sierpnia: data bez rodowodu
⌛Od średniowiecza, z rozbudowanymi opisami w XIX wieku.Zbieranie ziół w wyznaczonym dniu jest bardzo dawne, ale akurat piętnasty sierpnia broni się kalendarzem żniw, a nie dawnym świętem.
Rozłóż na pięć pytańPoświadczone w Polsce od średniowiecza jako praktyka kościelna z bukietem złożonym z określonych roślin.
Od średniowiecza, z rozbudowanymi opisami w XIX wieku.
Zbieranie ziół w wyznaczonym momencie roku i przypisywanie im wtedy większej mocy jest praktyką bardzo dawną i szeroko znaną.
Sama forma obrzędu: święcenie w kościele, w dniu Wniebowzięcia, przez kapłana.
Czy przed chrztem istniał odpowiednik tego obrzędu w tym samym terminie.
Dawna jest zasada, że roślina zerwana w oznaczonym momencie ma więcej mocy niż ta sama zerwana kiedy indziej — stoi ona w zielnikach greckich, rzymskich i arabskich. Chrześcijańska jest cała forma: święcenie w kościele, w dniu Wniebowzięcia, przez kapłana, ujednolicone rytuałem z 1614 roku. Robi to wszystko jedno: w jednym wyznaczonym dniu gromadzi zapas mocy na cały rok, a sam dzień jest warunkiem skuteczności.
Odpowiednika przedchrzestnego w tym terminie nikt nie wykazał i samą datą wykazać się go nie da, bo połowa sierpnia zamyka żniwa i otwiera zbiór ziół. Poświęconym bukietem przez cały rok okadzano chorego i bydło, garść rzucano na węgle podczas burzy, a zioła wkładano do trumny i pod kołyskę. Zbierano je przed wschodem słońca, w rosie i milczeniu, czasem lewą ręką albo bez użycia żelaza, a następnie splatano w wianek.

Podkowa, sól i czerwień: zasób wspólny
⌛XIX i XX wiek, część praktyk żywa do dziś.Warstwa najlepiej opisana, bo dożyła spisujących — i najmniej słowiańska, bo te same gesty działają od Mezopotamii po Skandynawię.
Rozłóż na pięć pytańBardzo liczne zapisy etnograficzne: podkowa nad drzwiami, czerwona wstążka na wózku, sól, ostry przedmiot pod kołyską.
XIX i XX wiek, część praktyk żywa do dziś.
Zasada, że ostrze, czerwień i próg chronią, jest niemal na pewno bardzo stara i ma odpowiedniki od Mezopotamii po Skandynawię.
Dodane elementy: obrazek, medalik, woda święcona, znak krzyża wykonywany przy tych samych czynnościach.
Które konkretne gesty są rodzime, a które przyszły z zewnątrz. Ta warstwa krąży po całej Europie i granice są nie do wytyczenia.
Dawna jest zasada, nie przedmiot: ostrze, czerwień i granica działają tak samo od Mezopotamii po Skandynawię i od Maghrebu po Ural, często na tych samych rzeczach. Podkowa jest przy tym późna, bo podkuwanie koni rozpowszechnia się w Europie Środkowej dopiero od X i XI wieku. Chrześcijaństwo niczego stąd nie usunęło — dołożyło medalik obok czerwonej wstążki i wodę święconą obok soli, więc warstwy leżą na sobie.
Rozdzielić ich nie ma czym, bo zapisy zaczynają się dopiero w XIX wieku. Pod kołyską kładziono nóż, a nad progiem podkowę, przy czym spierano się o sposób jej ustawienia. Używano również czerwonej nitki, korali i pasa, a także soli, chleba oraz maku rozsypywanego przed istotą zmuszoną do liczenia ziaren. Sam próg traktowano jako granicę.
Pokrewieństwo
Bliskość językowa z ludami indoeuropejskimi
Litewskie ranka i polska ręka to jeden wyraz w dwóch ustach, a przymiotnik święty był w obiegu na długo przed chrztem — nosił go w imieniu morawski Świętopełk, zmarły w 894 roku. Chleb, książę i pieniądz przyszły od Gotów i Germanów, co pokazuje, którą częścią życia zawiadywali wtedy sąsiedzi. Ta sama rachuba obala podróbki: Księga Welesa nie zna rozkładu jerów, przez który musiałby przejść tekst z IX wieku.

Sto, a nie centum — i cztery głoski, które zmieniły s w ch
RekonstrukcjaSłowiańskie sto wobec łacińskiego centum: prasłowiański należy do wschodniej, satemowej połowy rodziny indoeuropejskiej.
Czytaj dalejNazwa podziału bierze się z dwóch słów na setkę: awestyjskiego satəm i łacińskiego centum, w którym c czytano jako k; prasłowiańskie *sъto stoi po stronie wschodniej. Dawne spółgłoski podniebienne *ḱ i *ǵ dały w prasłowiańskim s oraz z, co widać w parach: sьrdьce wobec łacińskiego cor, zima wobec greckiego cheimon, znati wobec łacińskiego noscere.
Prawidło nazywane od czterech głosek r, u, k, i zamieniało *s na ch po tych głoskach — stąd ucho z dawnego *ous-, suchy z *saus-, wierzch z *wr̥s-, pchła z *blus- — i to samo prawidło działa w indoirańskim oraz bałtyjskim. Pismem objęto mowę słowiańską dopiero w 863 roku, gdy Konstantyn zwany Cyrylem i Metody ruszyli na Morawy na zaproszenie Rościsława; najstarsze zabytki to karty kijowskie z X wieku i zapisane alfabetem łacińskim fragmenty fryzyńskie z przełomu X i XI wieku.
W najstarszych tekstach cerkiewnych z IX i X wieku żywe są aoryst i imperfectum, formy czasu przeszłego wspólne z greką i sanskrytem, natomiast greckiego i łacińskiego typu perfectum prasłowiański nie zna. Do początku IX wieku prasłowiański pozostawał uderzająco jednolity na ogromnym obszarze, dlatego wyrazy notowane w Nowogrodzie i nad Adriatykiem dają się odnieść do jednego wzorca.
W najstarszych tekstach cerkiewnych żywe są aoryst i imperfectum, wspólne z greką i sanskrytem, natomiast odziedziczone perfectum syntetyczne prasłowiański zgubił; jego miejsce zajęło perfectum złożone z czasownikiem być i imiesłowem na -l, z którego wyrósł dzisiejszy polski czas przeszły.
Dwa wyrazy z V i VI wieku uchodzą za możliwe najstarsze zapisy mowy słowiańskiej przez obcych: medos w sprawozdaniu z poselstwa do Attyli i strava w opisie jego pogrzebu z 551 roku — przy obu przynależność słowiańska jest sporna i proponowano dla nich wywód gocki.
Prawidło RUKI działa konsekwentnie w indoirańskim i ormiańskim, a w bałtyjskim nierówno i z wyjątkami; ta nierówność jest jednym z argumentów w sporze o kształt wspólnoty bałtosłowiańskiej.
- Podział na satem i kentum nie jest podziałem genealogicznym rodziny, lecz zasięgiem jednej zmiany głosowej; odczytanie zapisów tocharskich i hetyckich zepsuło dawny obraz dwóch równorzędnych połówek.
- Data rozpadu prasłowiańskiego jest sporna: jedni kładą ją na VI wiek, inni dopiero na IX, a spór dotyczy tego, czy jedność mowy trwała jeszcze po rozejściu się plemion.
- Rekonstrukcja to rachunek na formach, nie świadectwo o ludziach; z tego, że wyraz daje się odtworzyć, nie wynika, że nazywana nim rzecz wyglądała u Słowian tak samo jak u Indów.
Skąd to wiadomoporównanie form pokrewnych języków; najstarsze rękopisy cerkiewnosłowiańskie i fragmenty łacińskie; wzmianki o słowach słowiańskich u autorów bizantyjskich i w dziele o Gotach z VI wieku

Litewskie ranka, polska ręka — jeden wyraz
RekonstrukcjaLitewskie ranka i polskie ręka to ten sam wyraz; bałtyjski jest najbliższym krewnym słowiańskiego, choć o kształt tego pokrewieństwa trwa spór.
Czytaj dalejLitewskie ranka przy polskiej ręce, galva przy głowie, liepa przy lipie to nie podobieństwa przypadkowe, lecz jeden wyraz w dwóch ustach, i takich par jest w słownictwie podstawowym kilkaset. Obie gałęzie dzielą ruchomy akcent w odmianie: litewskie galvà w mianowniku wobec gálvą w bierniku i galvomìs w narzędniku liczby mnogiej, a tej huśtawki nie ma żadna inna gałąź indoeuropejska.
Obie zgubiły odziedziczoną nazwę ojca i obie zastąpiły ją czym innym: litewskim tėvas i słowiańskim *otьcь od dziecięcego *at-. Obie przebudowały liczebnik dziewięć tak samo, biorąc d z sąsiedniego dziesięć zamiast oczekiwanego n: litewskie devynì i słowiańskie *devętь.
Obie mają wyraz na świętość z tym samym przyrostkiem: litewskie šventas, łotewskie svēts, staropruskie swents, słowiańskie *svętъ. Staropruski wymarł na początku XVIII wieku i zachował się głównie w trzech katechizmach z lat 1545-1561 oraz w słowniczku elbląskim z około 1400 roku — to jedyne okno na trzecią, zachodnią gałąź bałtyjską.
Obie gałęzie dzielą nie sam ruchomy akcent, bo ten mają też wedyjski i greka, lecz zgodny układ paradygmatów akcentowych i dwie wspólne przebudowy głosowe: wydłużenie samogłoski przed dawną spółgłoską zwartą dźwięczną oraz cofnięcie akcentu na sylabę poprzedzającą — i to one, nie podobieństwa słownikowe, są w tym sporze materiałem dowodowym.
Zgubienie odziedziczonej nazwy ojca jest w obu gałęziach zastąpione czym innym — litewskim tėvas i słowiańskim *otьcь — więc świadczy o zbieżnej stracie, nie o wspólnej innowacji. Hydronimia bałtyjska jest bezsporna w dorzeczu górnego Dniepru, Desny i Oki; jej zasięg na zachód, po dorzecze Wisły, pozostaje przedmiotem sporu i bywa zawężany. Słowniczek elbląski zachował się w odpisie z około 1400 roku, a jego pierwowzór datuje się na koniec XIII lub początek XIV wieku.
- Nie wiadomo, czy istniał jeden prajęzyk bałtosłowiański, czy obie gałęzie długo sąsiadowały i upodobniły się do siebie; oba stanowiska mają dziś zwolenników, choć przewaga jest po stronie wspólnego okresu.
- Sam podział bałtyjskiego na wschodni i zachodni bywa podważany, a niektóre ujęcia widzą w słowiańskim gałąź wyrosłą z wnętrza bałtyjskiego, nie siostrę bałtyjskiego.
- Z bliskości mowy nie wynika bliskość wierzeń: obrzędowość bałtyjska znana jest głównie z zapisów XV i XVI wieku, gdy Słowianie byli chrześcijanami od pokoleń, więc porównanie zestawia rzeczy z różnych stuleci.
Skąd to wiadomoporównanie form litewskich, łotewskich i staropruskich ze słowiańskimi; katechizmy pruskie z XVI wieku i słowniczek elbląski; nazwy wodne dorzecza górnego Dniepru

Perun, Perkūnas, Pardźanja
RekonstrukcjaPerun, bałtyjski Perkūnas i wedyjski Pardźanja: zgodność znaczeń jest uderzająca, zgodność głosek niepełna i sporna.
Czytaj dalejUmowy Rusi z Bizancjum przytoczone w latopisie kijowskim każą poganom przysięgać pod rokiem 945 na Peruna, z odłożeniem tarcz, mieczy i obręczy, a pod rokiem 971 na Peruna i na Wołosa, boga bydła. Pod rokiem 980 ten sam latopis wylicza sześć posągów postawionych w Kijowie przez Włodzimierza: Peruna ze srebrną głową i złotym wąsem, Chorsa, Dażboga, Striboga, Simargła i Mokosz; pod rokiem 988 Peruna wleczono końskim ogonem do Dniepru.
Bałtyjskie imię gromowładcy zapisano po raz pierwszy w 1261 roku, w słowiańskim przekładzie kroniki bizantyjskiej, gdzie glosa objaśnia Perkuna wprost jako grom; rymowana kronika inflancka około 1290 roku zna bożka o tym imieniu. Wedyjski Pardźanja jest bogiem deszczowej chmury i ma w najstarszym zbiorze hymnów własne pieśni, a łotewski Pērkons i staropruski Percunis dopełniają szeregu na północy.
Rdzeń *perkʷu- znaczył dąb, co widać w łacińskim quercus, gockim fairguni o paśmie górskim i staronordyjskim imieniu matki Thora; słowiańskie *dǫbъ nie ma jasnego pokrewieństwa, a stara nazwa dębu w słowiańskim zaginęła. W polszczyźnie imię przeżyło jako rzeczownik pospolity — piorun to uderzenie, nie bóg — i tylko nazwy terenowe, jak Peryń pod Nowogrodem czy góra Perun nad Splitem, trzymają dawne brzmienie w funkcji nazwy własnej.
Prokopiusz, piszący około 550 roku o wojnach z Gotami, podaje, że Sklawenowie i Antowie uważają za jedynego pana twórcę błyskawicy i składają mu w ofierze bydło, ale żadnego imienia nie wymienia. Łotewskie Pērkons jest imieniem gromowładcy, natomiast staropruskie percunis to wyraz pospolity o znaczeniu gromu, zapisany w słowniczku elbląskim; imienia pruskiego bóstwa o tym brzmieniu nie poświadcza żadne źródło współczesne pogaństwu.
Pewnym pierwszym zapisem imienia bałtyjskiego gromowładcy pozostaje glosa z 1261 roku; późniejsze wzmianki inflanckie bywają przywoływane bez sprawdzalnego odesłania, a obfitość źródeł litewskich zaczyna się dopiero w XV i XVI wieku. Wszystkie ruskie świadectwa o Perunie pochodzą z latopisu skompilowanego około 1113 roku i znanego z odpisów z 1377 roku oraz z około 1425 roku; między zdarzeniem z 980 roku a zapisem leży sto trzydzieści lat, a pisze je duchowny, dla którego opisywany kult był bałwochwalstwem.
W imionach osobowych nie ma go wcale: polszczyzna nie zna imienia zbudowanego od Peruna, Welesa, Mokoszy ani Świętowita, podczas gdy u Germanów Thor tkwi w setkach imion w rodzaju Thorbjørn czy Thorvald. Jest to jednak argument z milczenia — u Bałtów jest tak samo, a dwuczłonowe imiona obu obszarów, poświadczone po łacinie od IX do XII wieku, budowano z pojęć sławy, pokoju, wojska i władzy: Mirosław, Włodzimierz, Wojciech. Zwyczaj nazewniczy tłumaczy ten brak równie dobrze jak tabu.
- Zestawienie Peruna z Perkūnasem potyka się o głoskę k, której w formie słowiańskiej nie ma; tłumaczy się to albo innym przyrostkiem od rdzenia *per- o znaczeniu uderzania, albo uproszczeniem grupy, i żadne wyjaśnienie nie jest rozstrzygające.
- Zestawienie z wedyjskim Pardźanją jest głosowo jeszcze słabsze i bywa odrzucane, a zbieżność znaczenia sama z siebie niczego nie dowodzi, bo bogów burzy miewa wiele ludów.
- Świadectwa o Perunie pochodzą wyłącznie z Rusi i z Bałkanów; dla ziem polskich nie ma ani jednego zapisu tego imienia sprzed chrztu, a wywodzenie polskiego kultu Peruna z samego wyrazu piorun jest wnioskiem o jedno piętro za wysokim.
Skąd to wiadomolatopis ruski spisany na początku XII wieku, zawierający teksty umów z X wieku; słowiański przekład kroniki bizantyjskiej z 1261 roku; kronika inflancka; hymny wedyjskie; nazwy terenowe Rusi i Dalmacji

Bóg, bogaty, ubogi, zboże
RekonstrukcjaBóg, bogaty, ubogi i zboże wyrastają z jednego rdzenia o znaczeniu działu; to samo przejście do sensu bóstwa zrobił irański.
Czytaj dalejStaroperskie baga i awestyjskie baγa znaczą pana rozdzielającego dobra, a sanskryckie bhaga to dział i szczęście; słowiańskie *bogъ ma tę samą postać i to samo znaczenie wyjściowe. Dawny sens trzyma się w wyrazach pochodnych: bogaty to ten, kto ma dział, ubogi ten, komu go brak, nieborak ten, komu go nie dano, a polskie zboże i czeskie zboží idą z *sъbožьje, czyli z tego, co się z działu złożyło.
Swarożyc, syn Swaroga, występuje w liście Brunona z Kwerfurtu do cesarza Henryka II z 1008 roku w postaci Zuarasiz, a u Thietmara, biskupa merseburskiego, około 1015 roku jako bóstwo czczone w Radogoszczy u Redarów. Przekład cerkiewny z IX wieku zostawił pogańskie *bogъ na oddanie greckiego theos, a na kyrios wziął *gospodь, dzięki czemu oba wyrazy przedchrześcijańskie weszły do liturgii bez zmiany formy.
Najstarszy zapis Bogurodzicy, dokonany w 1407 roku w Kcyni, otwiera pieśń tym samym wyrazem, co pokazuje, że po czterystu latach chrześcijaństwa słowa na boga nie wymieniono na obce, inaczej niż nazwy kościoła czy księdza.
Swarożyc występuje w liście Brunona z Kwerfurtu z 1008 roku jako Zuarasiz i u Thietmara z Merseburga, piszącego w latach 1012-1018, jako bóstwo grodu Redarów; imię Swaroga pojawia się osobno, w glosie latopisu pod rokiem 1114 objaśniającej greckiego Hefajstosa, a uznanie Swarożyca za jego syna jest wnioskiem z przyrostka -ic, który bywa również przyrostkiem zdrabniającym.
Thietmar pisał o Redarach jako o wrogach cesarstwa i jako duchowny o poganach, więc jego opis Radogoszczy jest świadectwem wrogim; Adam z Bremy, korzystając z niego pół wieku później, zamienił miejscami nazwę grodu i nazwę bóstwa. Złożenie typu Dażbog, z rozkaźnikiem daj przy członie bóg, bywa tłumaczone jako rodzimy sposób tworzenia słów; wywodzenie go z irańskiej modły jest jedną z hipotez, a nie ustaleniem.
Ten sam rdzeń stoi w niebożęciu i w nieboszczyku — zdrobnieniach biedaka pozbawionego działu, z niebem niezwiązanych mimo brzmienia, które dziś podsuwa co innego — a także w zrostach trybu życzącego: bodaj z bog daj, dalibóg z dali Bóg. Imiona Bogusław, Bogdan, Bogumił i Bożydar stoją w polskich dokumentach łacińskich od XII i XIII wieku, lecz żadne nie wskazuje na konkretne bóstwo, tylko na dolę; przy Bogdanie trwa spór, czy to złożenie rodzime, czy kalka greckiego Theodorosa.
- Nie jest rozstrzygnięte, czy *bogъ to pożyczka irańska, czy wyraz odziedziczony, który niezależnie przeszedł tę samą drogę znaczeniową; za pożyczką przemawia dokładna zgodność sensu, przeciw niej rodzimy zestaw wyrazów pochodnych.
- Czarnobóg znany jest tylko z kroniki słowiańskiej spisanej około 1170 roku, a Białoboga nie poświadcza żadne źródło średniowieczne; para przeciwstawnych bogów to domysł dorobiony do jednej wzmianki.
- Ze wspólnoty wyrazu na boga nie wynika wspólnota treści wiary, a Dażbog i Stribog są dla nas samymi imionami: latopis podaje je bez opisu, czym te bóstwa się zajmowały.
Skąd to wiadomoporównanie ze staroperskim i awestyjskim; latopis ruski; list do cesarza z 1008 roku; kronika biskupa merseburskiego; rękopis pieśni z 1407 roku

Święty: słowo starsze niż chrzest
RekonstrukcjaŚwięty łączy słowiańskie svętъ, litewskie šventas i awestyjskie spənta-; wyraz był w użyciu na długo przed chrztem.
Czytaj dalejLitewskie šventas, łotewskie svēts i staropruskie swents odpowiadają słowiańskiemu *svętъ głoska w głoskę, bez żadnego ogniwa pośredniego. Awestyjskie spənta- należy do tego samego gniazda i określa moc wzrastającą, przydawaną bóstwom i dobrym tworom, a nie czystość obyczaju.
Wyraz był w obiegu przed chrztem, o czym świadczą imiona władców: morawski Świętopełk panował w latach 871-894, ruski Świętopełk na przełomie X i XI wieku, kijowski Światosław zmarły w 972 roku, a książęta pomorscy XIII wieku noszą imiona Świętopełka, Świętobora i Świętosława. Nazwa bóstwa z Arkony na Rugii, którego świątynię Duńczycy zburzyli w 1168 roku, zawiera ten sam człon połączony z członem o znaczeniu pana.
Tłumacze z IX wieku wzięli ten pogański przymiotnik na oddanie greckiego hagios i tak zostało we wszystkich językach słowiańskich, co znaczy, że Kościół nie uznał go za skażony. Litewska rzeka Šventoji i liczne polskie nazwy terenowe z członem Święt- pokazują, że przymiotnik przykładano również do miejsc, nie tylko do osób i bóstw.
Nazwa bóstwa z Arkony, którego świątynię Duńczycy zburzyli w czerwcu 1168 roku, zawiera człon święt- połączony z członem -vit, którego znaczenie pozostaje sporne: proponowano "pana", "wojownika" i wywód od czasownika witać. Wywód tego imienia od świętego Wita z Korbei pochodzi z kroniki słowiańskiej saskiego duchownego spisanej około 1170 roku, który powoływał się na "dawne podanie" korbejskie; kronikarz duński z około 1200 roku, opisujący zburzenie Arkony od strony zwycięzców, tej legendy nie powtarza. Świętopełk morawski panował od 870 roku, samodzielnie od 871, do śmierci w 894 roku.
Przesunięcie znaczenia wciągnęło do słownika kościelnego całą rodzinę wyrazową bez śladu obcości: święto, poświęcić, świętokradztwo, nazwę Gór Świętokrzyskich. Ono też uratowało imiona, bo katechizm rzymski ogłoszony po soborze trydenckim w 1566 roku i rytuał rzymski z 1614 kazały nadawać na chrzcie imiona świętych, a Świętosław i Bogusław dawały się odczytać po chrześcijańsku — rdzeń dwuznaczny przeszedł przez to sito bez uszczerbku.
Z pozostałych imion rodzimych ostały się te, które zdążyły dorobić się patrona, i każde ma przy sobie datę: Wacław po czeskim księciu zabitym w 935 albo w 929 roku, bo i tego sporu nie rozstrzygnięto, Stanisław po biskupie zmarłym w 1079 i kanonizowanym w 1253, Władysław po królu węgierskim zmarłym w 1095, Kazimierz po królewiczu zmarłym w 1484. Rodzime brzmienie ocalało tam, gdzie stanęła za nim kartka w kalendarzu.
- Nie da się ustalić, co dokładnie znaczyło *svętъ przed chrztem; odczytanie go jako mocy wzrastającej opiera się na awestyjskim, a więc przenosi treść z jednej kultury na drugą.
- Wywód imienia z Arkony bywa sporny: kronikarz duński spisujący rzecz około 1200 roku, a więc po stronie zwycięzców i burzycieli, wywodził je od świętego Wita z Korbei, co jest etymologią podejrzaną, ale nie do obalenia wprost.
- Poświadczenia imion osobowych mówią o obiegu wyrazu, nie o jego znaczeniu religijnym; imię Świętopełk dowodzi, że słowo istniało, nie zaś w co wierzył noszący je człowiek.
Skąd to wiadomoporównanie form bałtyjskich, słowiańskich i awestyjskich; imiona władców w dokumentach i kronikach IX-XII wieku; kronika duńska z około 1200 roku; nazwy wodne i terenowe

Gość, gospodarz, cudzy
RekonstrukcjaGość i łacińskie hostis to jeden wyraz, a gospodarz i hospes jedno złożenie; na obcego wzięto natomiast wyraz gocki.
Czytaj dalejSłowiańskie *gostь, gockie gasts i łacińskie hostis to jeden wyraz; łacina przesunęła go ku znaczeniu wroga, słowiański i germański zatrzymały przybysza przyjętego pod dach. Łacińskie hospes powstało ze złożenia o znaczeniu pana gości, a słowiańskie *gospodь jest tym samym złożeniem z tych samych dwóch członów; z niego poszły gospodarz, gospoda i cerkiewne Gospodь na oddanie łacińskiego Dominus.
Na obcego wzięto wyraz od obcych: *tuždь, polskie cudzy, pochodzi od gockiego þiuda o znaczeniu ludu. Niemiec to pierwotnie niemy, ten, z którym nie sposób się dogadać; nazwę w postaci Nemitzoi zapisał cesarz Konstantyn Porfirogeneta w traktacie o zarządzaniu państwem, spisanym około 950 roku.
Włoch i Wołoch pochodzą z germańskiego *walhaz, a to od nazwy celtyckiego plemienia Wolków; ta sama wędrówka wyrazu dała angielskie Welsh. Wyraz *orbъ, pierwotnie oznaczający sierotę, dał z jednej strony robotę i robić, z drugiej rab o niewolniku, a łacińskie orbus i greckie orphanos trzymają znaczenie dawne.
Od nazwy Słowian utworzono w łacinie średniowiecznej wyraz sclavus na niewolnika i wszedł on do obrotu handlowego obok starszych określeń, poświadczony w dokumentach od X wieku. Wywód nazwy Niemca od niemego jest ujęciem przeważającym, ale nie jedynym; proponowano także związek z nazwą plemienia Nemetów, a zapis w traktacie cesarskim z około 950 roku poświadcza postać nazwy, nie jej motywację.
Wyprowadzenie łacińskiego sclavus z nazwy Słowian jest ujęciem przeważającym, ma jednak mniejszościową konkurencję wywodzącą wyraz z greckiego czasownika o znaczeniu brania łupu; najstarsze zapisy w tym znaczeniu wskazuje się w X wieku, a bywają one cofane do IX.
- Nie wiadomo, czy prawo gościnności odtwarzane dla dawnych Indoeuropejczyków obowiązywało u Słowian; wspólny jest wyraz, a obyczaj gościnności opisują dopiero relacje o Słowianach z X wieku i późniejsze kroniki.
- Etymologia samej nazwy Słowian pozostaje nierozstrzygnięta: wywody od słowa, od sławy i od nazwy wodnej mają zwolenników, żaden nie ma dowodu.
- Przejście od nazwy ludu do wyrazu na niewolnika bywa przedstawiane jako dowód masowego handlu ludźmi, a jest przede wszystkim faktem językowym o obrocie w basenie śródziemnomorskim.
Skąd to wiadomoporównanie form łacińskich, germańskich i słowiańskich; traktat cesarski z około 950 roku; łacińskie dokumenty handlowe X-XII wieku

Świekra, dziewierz, jątrew — a ojciec zgubiony
RekonstrukcjaSłowiański zgubił indoeuropejską nazwę ojca, ale zachował komplet nazw rodziny męża, a to mówi, kto do kogo się przenosił.
Czytaj dalejMatka, brat, siostra, syn i córka mają odpowiedniki we wszystkich starych gałęziach: sanskryckie mātár-, bhrātar-, svasar-, sūnú- i duhitár- stoją obok łacińskiego mater i frater oraz litewskiego sūnùs i duktė̃. Polskie córka jest zdrobnieniem, a wyraz podstawowy cora wyszedł z użycia w XVI i XVII wieku; jego dawna postać *dъkti odpowiada greckiemu thygatēr i gockiemu dauhtar.
Odziedziczoną nazwę ojca Słowianie i Bałtowie zgubili — mają *otьcь od dziecięcego *at- oraz litewskie tėvas — podczas gdy łacina, greka i gocki trzymają pater, patēr i fadar. Rodzina męża ma komplet osobnych nazw: świekra przy łacińskim socrus, dziewierz o bracie męża przy łacińskim levir, jątrew o żonie brata męża przy łacińskim ianitrices, sncha o żonie syna przy łacińskim nurus.
Nierówność obu zestawów wskazuje na małżeństwo, w którym to żona przenosiła się do domu męża, bo nazwania wymagało jej nowe otoczenie, a nie odwrotnie. Wdowa z dawnego *widhewa ma odpowiedniki w łacińskim vidua, sanskryckim vidhávā i gockim widuwō, natomiast osobnego odziedziczonego wyrazu na wdowca w tym zestawie nie ma.
Rodzina męża ma komplet nazw z odpowiednikami w łacinie i sanskrycie: świekra przy łacińskim socrus, dziewierz o bracie męża przy levir, jątrew o żonie brata męża przy ianitrices, snecha z dawnego *snъxa o żonie syna przy nurus. Strona żony też ma nazwy stare i słowiańskie — teść, teściowa, szurzy o bracie żony, świeść o jej siostrze — ale w większości bez pewnych odpowiedników poza słowiańskim i o niejasnej etymologii. Na tym polega nierówność obu zestawów, nie na braku nazw.
- Wniosek o przenoszeniu się żony do domu męża wyprowadzono ze słownictwa, nie ze świadectwa; potwierdzają go dopiero opisy obyczaju z X wieku, a dla czasów wcześniejszych pozostaje poszlaką.
- Nie wiadomo, dlaczego zniknął indoeuropejski wyraz na ojca; tłumaczenia przez zakaz wymawiania i przez zwykłe wyparcie przez formę pieszczotliwą są równie mało sprawdzalne.
- Słownictwo pokrewieństwa opisuje układ rodzinny sprzed rozpadu wspólnoty, a nie ten, który zastali u Słowian kronikarze X wieku; zrównywanie obu jest skrótem.
Skąd to wiadomoporównanie terminologii pokrewieństwa w językach indoeuropejskich; staropolskie teksty XV-XVII wieku z formą cora; średniowieczne opisy obyczaju małżeńskiego Słowian

Dziewięć od dziesięciu, tysiąc od sąsiadów
RekonstrukcjaSto z s zamiast k, dziewięć z d wziętym od dziesięciu, tysiąc wspólny tylko z bałtyjskim i germańskim.
Czytaj dalejSto z dawnego *ḱm̥tóm ma s tam, gdzie łacina ma k w centum, a greka h w he-katon; ta jedna głoska ustawia słowiański po wschodniej stronie rodziny. Dwa, trzy i cztery odpowiadają łacińskiemu duo, tres, quattuor oraz sanskryckiemu dva, trayas, catvāras bez żadnych niespodzianek, co czyni je najpewniejszym materiałem porównawczym w całym słownictwie.
Dziewięć powinno zaczynać się od n, jak łacińskie novem i sanskryckie nava; d przyszło z sąsiedniego dziesięć, a tę samą podmianę ma litewskie devynì, i jest to jedna z najmocniejszych poszlak wspólnoty bałtosłowiańskiej. Pięć i liczebniki wyższe są w słowiańskim rzeczownikami żeńskimi na -ть, stąd do dziś składnia z dopełniaczem: pięć krów, ale dwie krowy.
Tysiąc łączy się z litewskim tūkstantis i gockim þūsundi, a nie ma odpowiednika w łacinie ani grece, więc jest wyrazem kręgu północnoeuropejskiego — świadectwem sąsiedztwa, nie dziedzictwa całej rodziny. Liczebniki od jedenastu do dziewiętnastu zbudowano po słowiańsku, ze zwrotu jeden na dziesięcie, natomiast litewski użył zupełnie innego wzorca z członem -lika, więc akurat tutaj bałtosłowiańskiej zgodności nie ma. Dwoina, osobna liczba dla pary, dotrwała w polszczyźnie do XV i XVI wieku, a do dziś żyje w słoweńskim i w językach łużyckich.
- Zgodność liczebników bywa brana za dowód bliskiego pokrewieństwa, a dowodem są dopiero wspólne przebudowy, jak d w dziewięciu; same zgodności świadczą tylko o wspólnym pochodzeniu całej rodziny.
- Pochodzenie wyrazu tysiąc nie jest jasne nawet w obrębie kręgu północnego; próby wyprowadzania go od tęgiej setki pozostają domysłem.
- Z liczebników wyciąga się czasem wnioski o rachubie obrzędowej i o świętych liczbach Słowian, a materiał językowy takich wniosków nie unosi.
Skąd to wiadomoporównanie liczebników w językach indoeuropejskich; staropolskie i staroruskie teksty z formami dwoiny; katechizmy i słowniki bałtyjskie

Wilk, niedźwiedź, brzoza, buk
RekonstrukcjaWilk odziedziczony, niedźwiedź omówiony z zakazu, brzoza wspólna całej rodzinie, buk pożyczony od Germanów.
Czytaj dalejWilk z dawnego *wl̥kʷos odpowiada litewskiemu vilkas, sanskryckiemu vŕ̥ka- i gockiemu wulfs, a owca, mysz, wydra i bóbr mają równie proste odpowiedniki w łacinie i sanskrycie. Niedźwiedź nie jest wyrazem odziedziczonym, lecz omówieniem o znaczeniu jedzącego miód; dawna nazwa, widoczna w greckim arktos, łacińskim ursus i hetyckim hartagga, została w słowiańskim i bałtyjskim usunięta, co tłumaczy się zakazem wymawiania imienia zwierzęcia.
Brzoza z dawnego *bherəǵ- jest jedynym drzewem, którego nazwę odtwarza się dla całej rodziny: litewskie béržas, sanskryckie bhūrja-, staroangielskie beorc. Buk nie jest rodzimy, bo wyraz pochodzi z germańskiego *bōkō; ponieważ buk nie rośnie na wschód od linii biegnącej od ujścia Pregoły po dolny Dunaj, wyciągano stąd wniosek o wschodnim położeniu siedzib prasłowiańskich.
Dąb nie ma pewnej etymologii indoeuropejskiej, a stary wyraz na dąb *perkʷu-, zachowany w łacińskim quercus, w słowiańskim zaginął, prawdopodobnie dlatego, że wszedł w imię gromowładcy. Lipa wiąże Słowian z Bałtami: litewskie líepa przy polskiej lipie, i to samo drzewo dało nazwę miesiąca lipca oraz litewskiego liepos.
Jabłko należy do zestawu północnoeuropejskiego — germańskie *aplaz, litewskie óbuolas, staroirlandzkie ubull — a odpowiednika w grece i indoirańskim brak. Brzoza z dawnego *bherəǵ- należy do najpewniej odtwarzanych nazw drzew: litewskie béržas, sanskryckie bhūrja-, staroangielskie beorc; równie pewnie odtwarza się rdzeń *deru- o znaczeniu drzewa i dębu, widoczny w greckim drys, gockim triu i słowiańskim drzewie.
Dawna nazwa niedźwiedzia zachowała się w greckim arktos, łacińskim ursus, sanskryckim ṛkṣa- i walijskim arth; hetyckie hartagga bywa do tego szeregu dołączane, ale odczytanie wyrazu jako nazwy zwierzęcia jest niepewne. Granicę zasięgu buka rysuje się zwykle od ujścia Pregoły po okolice Odessy i dolny Dunaj; sam argument bukowy uchodzi dziś za zawodny.
- Argument bukowy uchodzi dziś za zawodny, bo zasięg buka zmieniał się wraz z klimatem i w okresach cieplejszych sięgał dalej na wschód niż dzisiaj, miejscami po Don.
- Z nazw roślin i zwierząt wyprowadza się siedziby pradawne, ale wyraz potrafi wędrować bez rośliny, a roślina rosnąć bez wyrazu; to metoda poszlakowa, nie dowodowa.
- Wywodzenie kultu niedźwiedzia u Słowian z samego faktu omówienia nazwy jest nadużyciem: zakaz wymawiania imienia bywa u myśliwych zwykłą ostrożnością, a nie świadectwem kultu.
Skąd to wiadomoporównanie nazw zwierząt i drzew w językach indoeuropejskich; dawne zasięgi gatunków drzew

Don i Dniepr, Chors i Simargł
RekonstrukcjaDon, Dniepr, Dniestr i Doniec noszą irański wyraz na rzekę; stamtąd też Chors, Simargł i zapewne sam wyraz bóg.
Czytaj dalejCztery wielkie rzeki obszaru, na którym Słowianie wychodzą na widok źródeł, noszą irański wyraz na rzekę: Don, Doniec, Dniepr i Dniestr. Do zestawu pożyczek irańskich zalicza się najczęściej *bogъ, *divъ o istocie demonicznej, *xata, *toporъ i *sobaka; polskie topór i chata należą do tej listy.
Dwa imiona z kijowskiej listy 980 roku są przejrzyście irańskie: Chors od wyrazu na słońce, żywego w perskim xoršid, oraz Simargł od Sēnmurwa, skrzydlatego psa-ptaka znanego później jako Simurg. Nazwę Antów, którą Jordanes w 551 roku i Prokopiusz około 550 roku dają wschodniej części Słowian, wyprowadza się z irańskiego wyrazu o znaczeniu krańca i pogranicza.
Kontakt trwał kilkanaście stuleci: Herodot w V wieku przed Chrystusem opisuje ludy nad Dniestrem i Bohem, a panowanie irańskojęzycznych Sarmatów na stepie kończy dopiero najazd Hunów po 375 roku. Greckie tabliczki z Tanais u ujścia Donu, z przełomu II i III wieku po Chrystusie, wymieniają imię osobowe Chorouathos, syna człowieka o sarmackim imieniu Sandarz; powiązanie tego imienia z nazwą Chorwatów jest hipotezą wysuwaną na poparcie irańskiego rodowodu nazwy, a nie zapisem nazwy ludu.
Z listy pożyczek irańskich najlepiej trzymają się *bogъ i *divъ, natomiast chata i topór mają etymologie irańskie proponowane, a nie ustalone, i bywają tłumaczone jako wyrazy wędrowne; wschodniosłowiański wyraz na psa, przywoływany w tym zestawie, jest późny i w polszczyźnie nieobecny. Pewny jest irański człon oznaczający rzekę w nazwach Don i Doniec; w nazwach Dniepru i Dniestru odczytanie drugiego członu pozostaje sporne.
- W tej dziedzinie znana jest skłonność do uznawania za irańskie wszystkiego, czego nie da się wyprowadzić z dziedzictwa indoeuropejskiego, a wiele proponowanych etymologii nie znajduje oparcia w rzeczywistych danych ze staro- i średnioirańskiego.
- Wspólnota słownictwa religijnego nie przenosi się na wspólnotę wiary: u Słowian nie ma śladu Ahura Mazdy, nie ma dualizmu awestyjskiego ani kapłańskiego stanu na wzór irański.
- Nie wiadomo, czy Chorwaci i Antowie to ludy irańskie, które się zesłowiańszczyły, czy słowiańskie, które przejęły cudzą nazwę wraz z władzą; oba odczytania mają zwolenników.
- Rozdział Simargła na dwa bóstwa, Sima i Rgła, wracał w odczytaniach latopisu; nie da się rozstrzygnąć tego inaczej niż przez zaufanie do jednego wariantu rękopisu.
Skąd to wiadomoporównanie ze staro- i średnioirańskim; greckie inskrypcje z Tanais; dzieło o Gotach z 551 roku i bizantyjskie opisy Antów; latopis ruski; nazwy wodne dorzecza Donu i Dniepru

Książę, chleb, pieniądz, kupić, szkło
RekonstrukcjaKsiążę, chleb, pieniądz, kupić i szkło przyszły od Gotów i Niemców, a z nimi całe pole władzy, monety i rzemiosła.
Czytaj dalejPrasłowiańskie *kъnędzь pochodzi z germańskiego *kuningaz, a z jednego wyrazu wyszły w polszczyźnie dwa — książę o władcy i ksiądz o kapłanie — przy czym w dokumentach XIV i XV wieku ksiądz oznacza jeszcze księcia. Chleb z gockiego hlaifs to bochen z ciasta na zakwasie pieczony w formie, a więc nazwa techniki, nie ziarna; rodzime pozostały żyto, mąka i piec.
Szkło z gockiego stikls, pierwotnie o kielichu, zachowało w prasłowiańskim samogłoskę wskazującą na postać gocką nietkniętą przegłosem, co pozwala datować pożyczkę na okres gocki, a nie późniejszy. Miecz z gockiego mēkeis, hełm z germańskiego *helmaz, pułk z *fulka-, a kocioł i osioł przez gockie pośrednictwo z łacińskich catillus i asinus: całe pole wojny, sprzętu i handlu przyszło z zewnątrz.
Pożyczki układają się w dwie fale — gocką z II-V wieku i zachodniogermańską po roku 700 — a napływ do wspólnego zasobu ustał wraz z rozpadem prasłowiańskiego na początku IX wieku. Rodzina, orka, liczba i nazwy części ciała zostały rodzime; obce są nazwy władzy, monety i rzemiosła, co mówi, którą częścią życia zawiadywali w tym czasie sąsiedzi.
Cęta z gockiego kintus należy do fali gockiej, natomiast pieniądz ze staro-wysoko-niemieckiego wyrazu na monetę przyszedł później, wraz z falą zachodniogermańską; kupić pochodzi z gockiego kaupōn, to zaś z łacińskiego caupo o karczmarzu i przekupniu. Podział pożyczek na falę gocką i zachodniogermańską jest ujęciem porządkującym opartym na chronologii zmian głosowych, a granice obu fal podaje się w przybliżeniu, nie co do dziesięciolecia.
- Dla kilku wyrazów kierunek pożyczki bywa odwracany i proponuje się drogę ze słowiańskiego do germańskiego; rozstrzyga chronologia zmian głosowych, a ta w szczegółach bywa sporna.
- Wyraz *skotъ, dziś bydło, a w staroruskim także pieniądz, wiąże się z gockim skatts, ale dowód nie jest pewny i kierunek pożyczki pozostaje otwarty.
- Z tego, że nazwa władcy jest pożyczką, nie wynika, że Słowianie nie mieli przedtem władców; wynika tylko, że przejęli obcy tytuł wraz z obcym wzorcem panowania.
Skąd to wiadomoporównanie z gockim, staro-wysoko-niemieckim i staroszwedzkim; datowanie przez chronologię zmian głosowych; staropolskie dokumenty XIV i XV wieku z wyrazem ksiądz o księciu

Kościół, ksiądz, post, ołtarz
RekonstrukcjaKościół przez Czechy od castellum, cerkiew przez Germanów od greki, ksiądz z germańskiego władcy, post z niemieckiego fasto.
Czytaj dalejDwie drogi chrztu dały dwa zestawy słów: z Moraw i Bizancjum od 863 roku oraz z Rzymu przez Czechy i Niemcy, a na ziemie polskie od 966 roku, z biskupstwem w Poznaniu od 968 i arcybiskupstwem w Gnieźnie od 1000 roku. Cerkiew pochodzi z greckiego kyriakon o domu pańskim, ale przyszła ustami germańskimi, przez postać *kirikō; polskie kościół przyszło zupełnie inną drogą, z czeskiego kostel od łacińskiego castellum, bo pierwsze świątynie stawiano w obrębie grodów.
Ksiądz nie jest wyrazem chrześcijańskim, lecz starą pożyczką germańską o władcy, przeniesioną na kapłana wtedy, gdy duchowny stał się osobą stanu panującego. Post pochodzi ze staro-wysoko-niemieckiego fasto, a wraz z wyrazem przyszła sama praktyka wyznaczonych dni bezmięsnych, nieznana wcześniej pod tą nazwą.
Ołtarz z łacińskiego altare przez pośrednictwo czeskie i niemieckie, biskup z greckiego episkopos przez germańskie *biskop, jałmużna z greckiego eleēmosynē przez staro-wysoko-niemieckie alamuosan: greckie słowa docierały nad Wisłę drogą niemiecką, nie grecką.
Pacierz to pierwsze słowo łacińskiej modlitwy Pater noster wzięte za nazwę całości, podobnie jak kolęda z łacińskich calendae i opat z abbas. Część pojęć przełożono zamiast pożyczać: niedziela to dzień, w którym się nie działa, natomiast sobota przyszła jako wyraz obcy, z hebrajskiego szabbat przez grekę i łacinę.
Najstarsze polskie zapisy tego słownictwa mamy w Bulli gnieźnieńskiej z 1136 roku, gdzie utrwalono kilkaset nazw własnych, w Kazaniach świętokrzyskich z przełomu XIII i XIV wieku oraz w zapisie Bogurodzicy z 1407 roku. Wywód polskiego kościoła z czeskiego kostel, a tego z łacińskiej nazwy warowni, jest ujęciem przeważającym, ale nie jedynym; motywacja przez sąsiedztwo grodu jest objaśnieniem dodanym do etymologii, a nie jej częścią.
Krzyż przyszedł z łacińskiego crux, a anioł i ewangelia z greki przez łacinę, przy czym anioł jeszcze przez czeszczyznę; wprost z greki czerpały przekłady cerkiewnosłowiańskie, nie polskie. Pożyczano jednak głównie nazwy instytucji i rzeczy, bo wiara, grzech, modlitwa, duch, niebo, piekło, zbawienie i święty są rodzime albo przełożone słowem rodzimym — i dopiero to czyni z Boga przypadek typowy, a nie wyjątek.
Na diabła Kościół nie musiał zaś nic wymyślać: czart i bies są wyrazami przedchrześcijańskimi, wziętymi w przekładach cerkiewnych z X i XI wieku na oddanie greckich daimon i diabolos, natomiast sam diabeł przyszedł z greki przez łacinę i czeszczyznę. Etymologia czarta jest przy tym mniej pewna niż etymologia biesa; pewne jest tylko to, że oba wyrazy były gotowe, zanim ich do tego użyto.
- Dla postu i dla chrztu spór idzie o to, czy pośrednikiem byli jeszcze Goci, czy dopiero misjonarze z państwa wschodniofrankijskiego; głoski dopuszczają obie drogi.
- Czeskie pośrednictwo dla polskiego słownictwa kościelnego widać w postaci wyrazów, ale dokładne daty przejęcia opierają się na wnioskowaniu z chronologii zmian, nie na zapisach.
- Z wyrazu kościół, sprowadzonego do warowni, wyciąga się czasem wniosek o militarnym charakterze chrystianizacji; wyraz świadczy tylko o tym, gdzie stały pierwsze świątynie.
Skąd to wiadomonajstarsze polskie zabytki językowe z XII-XV wieku; porównanie postaci czeskich, niemieckich, łacińskich i greckich; dokumenty fundacyjne biskupstw

Bogowie wyczytani z refrenu
Zapis po chrzcieJesza, Łada, Nyja i Lel to zawołania z pieśni, wzięte przez kronikarzy XV i XVI wieku za imiona bogów.
Czytaj dalejRoczniki spisywane przez Jana Długosza w latach 1455-1480 podają polski panteon w rzymskiej ramie: Jeszę za Jowisza, Ładę za Marsa, Dzidzilelę za Wenus, Nyję za Plutona, Dziewannę za Dianę, Marzannę za Ceres, a do tego Pogodę i Żywie. Nazwy te pochodzą z zawołań pieśni obrzędowych, znanych z kościelnych zakazów pierwszej połowy XV wieku, gdzie potępia się śpiewy z wołaniem Lado, Yleli, Yassa, Tya podczas świąt wiosennych; zawołanie nie jest jednak imieniem bóstwa.
Lel i Polel nie występują u Długosza wcale — dorobiono ich w XVI wieku z refrenu lelum polelum, a rozwinięto w piśmiennictwie romantycznym XIX wieku, skąd trafili do dzisiejszej wyobraźni. Kupała jako bóg pojawia się dopiero w kronice hustyńskiej z XVII wieku, której autor sam się przyznaje do domysłu; wyraz pochodzi od kąpać i służył do oddania greckiego przydomka Jana Chrzciciela, czyli zanurzającego.
Marzanna występuje w źródłach jako kukła topiona na wiosnę, nie jako bogini; wyraz należy do gniazda ze znaczeniem śmierci i mrzeć, a duchowni notują topienie kukły od XV wieku jako obyczaj pogański do wykorzenienia. Późniejsi kronikarze rozbudowywali listę: dzieło o dwóch Sarmacjach z 1521 roku i kroniki polskie drugiej połowy XVI wieku dopisywały kolejne imiona, kopiując siebie nawzajem i mnożąc bóstwa bez nowych źródeł.
Zawołania pieśni obrzędowych potępia już zbiór kazań z pierwszej dekady XV wieku, a więc pół wieku przed Rocznikami; tę metrykę trzeba podać, bo jest jedynym realnym argumentem za tym, że Długosz nie wymyślił nazw sam. Traktat o dwóch Sarmacjach ukazał się drukiem w 1517 roku i był wznawiany w 1518 i 1521; kolejne kroniki polskie XVI wieku dopisywały imiona, kopiując siebie nawzajem i nie sięgając po nowe źródła.
- Nie wszystko u Długosza musi być zmyśleniem, bo część nazw ma poświadczenie w zakazach wcześniejszych od Roczników; spór idzie o to, czy stoją za nimi bóstwa, czy tylko słowa z pieśni, których znaczenia nikt już wtedy nie rozumiał.
- Dziewanna i Marzanna mają dziś zarówno obrońców, jak i przeciwników autentyczności; rozstrzygnięcia nie będzie bez świadectwa sprzed XV wieku, a takiego nie ma.
- Sam Długosz nie zmyślał dla żartu: układał materiał ludowy na modłę rzymską, bo tak wtedy pisano o dawnej religii; to błąd metody, nie fałszerstwo.
Skąd to wiadomoRoczniki Jana Długosza; statuty synodalne i zbiory kazań z XV wieku; kronika hustyńska z XVII wieku; kroniki polskie XVI wieku

Fałszerz podrabia wygląd, nie prawidła
RekonstrukcjaPodrobiony tekst można postarzyć na oko, lecz nie da się w nim odtworzyć łańcucha zmian głosowych — i po tym właśnie poznaje się wytwór nowożytny.
Czytaj dalejZmiany głosowe działają ślepo i gromadnie, więc tekst podający się za dziewięciowieczny musi mieć jery tam, gdzie każe im stać rachuba, nosówki zachowujące się konsekwentnie i jeden spójny system form czasu przeszłego. Tego fałszerz nie udźwignie: podrabia wygląd dawności — słowa brzmiące staro, litery niepodobne do dzisiejszych — a nie jej prawidła, więc wymyślony archaizm sąsiaduje u niego z formą o pół tysiąca lat młodszą, i właśnie to sąsiedztwo wydaje całą rzecz.
Dla tej dziedziny podróbki stały się probierzem własnej metody: tam, gdzie badanie materiału milczało albo dawało wyniki przeczące sobie nawzajem, rozstrzygała zgodność form z chronologią zmian głosowych. Został po nich także osad w samym języku — zmyślone wyrazy krążą w popularnych opracowaniach jako dawna mowa słowiańska, a napisy udające runy podtrzymują wiarę, że Słowianie mieli własne pismo, zanim w 863 roku ujęto ich mowę w litery. Skąd się wzięły i kto je zrobił, mówi osobna sekcja o fałszerstwach.
- Siła dowodu językowego nie przekłada się na jego siłę przekonywania: rachunek na jerach i nosówkach rozstrzyga sprawę bezspornie, ale wymaga zaufania do metody, której z zewnątrz nie sposób obejrzeć okiem, i dlatego spór o podrobiony tekst bywa ciągnięty długo po rozstrzygnięciu.
- Kusi pytanie, czy w zmyślonym tekście nie osiadło przypadkiem prawdziwe słowo zasłyszane w okolicy; sprawdzić tego nie sposób, bo forma wymyślona i forma podsłuchana wyglądają w takim tekście identycznie, a z falsyfikatu nie wolno wyjmować pojedynczych wyrazów jako świadectwa.
Skąd to wiadomozestawienie form z podrobionych tekstów z chronologią zmian głosowych; najstarsze zapisy mowy słowiańskiej od IX wieku jako miara; dzisiejsze opracowania popularne, w których zmyślone wyrazy i rzekome runy nadal krążą
To mówisz do dziś
Wyrazy i zwroty przeciągnięte z zamierzchłych czasów
Zebrane tu są wyłącznie wyrazy i zwroty, które można usłyszeć dzisiaj: wtorek i czwartek, na psa urok, od siedmiu boleści, czarna godzina, do licha, chleb przeżegnany od spodu przed pierwszym krojeniem. Każdy z nich ma rodowód, o którym mówiący nie myśli, i prawie za każdym razem wypada on młodziej albo bardziej kościelnie, niż podpowiada przeczucie. Wspólnym mianownikiem pozostaje używana do dziś polszczyzna, nie pokrewieństwo językowe ani portrety bóstw.

Tydzień bez bogów
Zapis po chrzcieNiemiecki czwartek należy do Donara, angielska środa do Wodana, a polski wtorek jest po prostu wtóry: u Słowian żaden dzień nie nosi imienia boga.
Czytaj dalejCała rachuba liczy od dnia świątecznego i nie wymienia po drodze żadnej istoty nadprzyrodzonej: poniedziałek idzie po niedzieli, wtorek jest wtóry, czwartek czwarty, piątek piąty, a środa oznacza po prostu środek tygodnia. Sama niedziela pochodzi od zwrotu nie dziełać, czyli nie pracować, i nazywa kościelny zakaz pracy, a nie dawne święto przesileniowe.
Wyraz tydzień powstał ze zrostu ten że dzień, czyli z liczenia od jednego dnia świątecznego do tego samego dnia po siedmiu dobach. Najdalszym gościem w tym kalendarzu jest sobota: przywędrowała z hebrajskiego szabbat przez grecki sábbaton i przez łacinę, zanim osiadła w mowie słowiańskiej, i jako jedyna niczego w tygodniu nie liczy.
Porównanie obnaża różnicę bezlitośnie. Niemiecki Donnerstag niesie gromowładnego Donara, angielskie Wednesday — Wodana, francuskie mardi i jeudi — Marsa i Jowisza, a nazwy słowiańskie nie niosą nikogo. Stoją zresztą w tej postaci już w najstarszych zabytkach staro-cerkiewno-słowiańskich z X i XI wieku, a więc ułożyły się w kręgu misji chrześcijańskiej, nie przed nią.
Wyjątek bywa wskazywany jeden: połabska nazwa czwartku urobiona od Peruna. Notują ją dopiero osiemnastowieczne zapisy niemieckie, powstałe wtedy, gdy mowa połabska dogorywała, a sama nazwa jest kalką niemieckiego Donnerstag — dowodzi więc sąsiedztwa z Niemcami, nie dawnego kalendarza Słowian.
Z liczbowych nazw dni wolno wyciągnąć tylko tyle, kiedy te nazwy powstały: w kręgu misji, jako kalka rachuby kościelnej. Nie wolno wyciągać, w co Słowianie wierzyli wcześniej, bo brak imienia w nazwie dnia nie jest dowodem na brak bóstwa — tak samo jak polski piorun nie jest dowodem na kult Peruna nad Wisłą.
- Nie rozstrzygnięto, czy środa jest kalką niemieckiego Mittwoch, czy niezależnym przełożeniem łacińskiego i greckiego określenia środka tygodnia.
- Podnosi się czasem, że niedziela oznaczała pierwotnie dzień targowy wolny od pracy, ale nie ma na to zapisu starszego niż chrześcijański.
Skąd to wiadomoNajstarsze przekłady cerkiewnosłowiańskie z X–XI wieku, osiemnastowieczne niemieckie zapisy mowy połabskiej, porównanie z nazwami germańskimi i romańskimi.

Miesiące — kalendarz roboty, nie kultu
Zapis po chrzcieJedyne bóstwo w polskim kalendarzu jest rzymskie — Mars ukryty w marcu; reszta nazw mówi o mrozie, lnie, lipie i owadzie na szkarłat.
Czytaj dalejLuty pochodzi od prasłowiańskiego ljutъ, czyli srogi, ostry i zajadły, i nazywa mróz, a nie święto ani postać. Z łaciny wzięto tylko dwie nazwy — marzec od Martiusa, czyli od Marsa, oraz maj od Maiusa — więc jedyne bóstwo obecne w polskim kalendarzu jest rzymskie i przyszło razem z rachubą kościelną.
Czerwiec bierze imię od czerwca polskiego, owada o łacińskiej nazwie Porphyrophora polonica, z którego wyrabiano szkarłatny barwnik; larwy zbierano w szóstym miesiącu, a w XV i XVI wieku barwnik ten należał do głównych towarów wywozowych Polski i Litwy obok zboża, drewna i soli. Najstarsza wzmianka o jego wywozie pochodzi z 1412 roku, a używano go w Europie do połowy XIX wieku, póki nie wyparła go koszenila amerykańska.
Reszta nazw opisuje robotę i pogodę równie dosłownie. Październik nazwano od paździerzy, czyli zdrewniałych odpadków po międleniu lnu i konopi, sierpień od sierpa, lipiec od kwitnienia lipy, wrzesień od wrzosu, a grudzień od zmarzniętych grud na drodze — to kalendarz gospodarski, w którym miesiąc nazywa się od tego, co się w nim robi albo co widać za progiem.
Że opisują przyrodę, a nie ustaloną rachubę kultową, dowodzi rozjazd u sąsiadów: chorwacki listopad to październik, chorwacki lipanj to czerwiec, a srpanj lipiec, czyli o miesiąc wcześniej niż u nas. Czeski wrzesień nazywa się září od czasu rui jeleni, a październik říjen wyrasta z tego samego rdzenia — ten sam zwyczaj nazewniczy daje inny wynik po drugiej stronie granicy.
Metryka tych nazw jest przy tym późna. Komplet polskich nazw miesięcy pochodzi dopiero z XV wieku, z rękopiśmiennych kalendarzy, glos i słowniczków sporządzanych przy tekstach łacińskich; pojedyncze nazwy trafiają się w glosach już w XIV wieku, ale nikt nie zapisał ich wcześniej i nikt nie zapisał ich razem.
- Styczeń nie ma rozstrzygniętej etymologii: wywodzi się go albo od dawnego sieczenia drzewa, albo od stykania się starego i nowego roku.
- W dawnej polszczyźnie nazwa luty bywała odnoszona do stycznia, więc dzisiejsze przypisanie nazw do konkretnych miesięcy jest młodsze niż same nazwy.
- Czeskie září wywodzi się najczęściej od czasu rui, bywa jednak wiązane z czasownikiem o znaczeniu jaśnienia; pewny jest tylko říjen od říje.
Skąd to wiadomoRękopiśmienne kalendarze, glosy i słowniczki z XV–XVI wieku, rachunki i przywileje handlu barwnikiem, porównanie z czeskim, chorwackim i ukraińskim.

Urok, uroczysko i zarzekanie się
FolklorUrok to dosłownie to, co wyrzeczone — z jednego gniazda z wyrokiem, prorokiem i rokiem; uroczysko nie ma przy tym z kultem nic wspólnego.
Czytaj dalejUrok, urzec, przyrzec, zarzekać się, wyrok i prorok wyrastają z jednego czasownika o znaczeniu rzec, więc szkodę sprowadza w tym wyobrażeniu wypowiedziane słowo, a nie spojrzenie. Sam wyraz rok znaczył pierwotnie wyznaczony termin, co zostało w dawnym roku sądowym i w wyroku; dzisiejsze dwanaście miesięcy to przesunięcie późniejsze.
Uroczysko bywa przedstawiane jako miejsce kultu, a jest terenem wyznaczonym ustną umową — najczęściej granicą albo wydzielonym kawałkiem lasu. Skojarzenie z czarami to ludowa etymologia zbudowana na podobieństwie brzmienia do uroku, czyli na tym samym nieporozumieniu, na którym wyrosło niebo w nieboszczyku.
Formuła na psa urok przerzuca szkodę na zwierzę i bywa rozbudowywana w rodzaju na psa urok, na kota smrok; zapisano ją dopiero w dziewiętnastowiecznych zbiorach pieśni i wierzeń wiejskich. Splunięcie trzykrotne przez lewe ramię opiera się z kolei na chrześcijańskim podziale stron, w którym lewa należy do złego, a prawa do anioła stróża — to rachuba katechizmowa, nie pogańska.
Odpukanie w niemalowane drewno zdradza swój wiek samym warunkiem, bo żąda drewna surowego, a więc zakłada świat, w którym sprzęty bywają malowane i lakierowane; ma przy tym dokładne odpowiedniki w niemieckim auf Holz klopfen i angielskim touch wood. Zwrot żeby nie zapeszyć nie może zaś sięgać pogaństwa, ponieważ pech jest pożyczką z niemieckiego Pech, czyli smoły i dziegciu.
Chrześcijański jest podział na stronę złego i stronę anioła stróża, natomiast samo splunięcie jako odczynianie złego znano w świecie grecko-rzymskim na długo przed chrztem. Gest może więc być starszy niż dołączone do niego uzasadnienie; obie warstwy trzeba rozpatrywać osobno.
- Nie zachował się żaden średniowieczny zapis formuły na psa urok, więc jej rzeczywisty wiek pozostaje nieznany.
- Wiara w złe oko jest rozlana po całym basenie Morza Śródziemnego i Bliskim Wschodzie, przez co nie da się orzec, czy u Słowian jest dziedzictwem, czy nabytkiem przyniesionym wraz z chrześcijaństwem.
- Wywód wieku niemalowanego drewna — skoro sprzęty bywają malowane, warunek jest nowożytny — to rozumowanie, a nie zapis: brzmi przekonująco, lecz nie jest datą.
Skąd to wiadomoDziewiętnastowieczne zbiory pieśni i wierzeń ludowych, dawne księgi sądowe z rokiem w znaczeniu terminu, porównania frazeologiczne z niemieckim i angielskim.

Chleb, sól i nóż przy stole
FolklorRozsypana sól wróżyła kłótnię, bo sól była droga i bo poświęconą kładziono przy chrzcie na język — nie dlatego, że zrywała układ z duchami.
Czytaj dalejNakaz krojenia chleba do siebie, a nie od siebie, oraz znaczenie bochenka krzyżem od spodu przed pierwszym cięciem znamy z relacji wiejskich z XIX wieku; wcześniejszych zapisów po prostu nie ma. Chleb upuszczony na ziemię podnosi się i całuje, a okruchów nie zmiata na podłogę — dokładnie tak samo postępowano w całej katolickiej Europie, co osłabia tezę o osobnym dziedzictwie słowiańskim.
Sól była w Polsce dobrem królewskim i towarem drogim: Bochnia otrzymała prawa miejskie w 1253 roku, Wieliczka w 1290, a dochód z żup należał do podstaw skarbu, więc rozsypanie soli oznaczało wymierną stratę. Do wytłumaczenia tego zakazu nie trzeba żadnych niewidzialnych sąsiadów, wystarczy cena towaru i gniew gospodarza.
Drugie tło jest kościelne. W przedsoborowym rycie rzymskim kapłan kładł poświęconą sól na język katechumena podczas chrztu, a praktyka ta jest średniowieczna i trwała aż do reformy obrzędów chrztu w 1969 roku; rozsypanie soli miało więc wymiar profanacji rzeczy poświęconej, a nie zerwania jakiegokolwiek dawnego układu.
Powiedzenie o kłótni po rozsypanej soli zapisano w polszczyźnie dopiero w zbiorach dziewiętnastowiecznych i ma bliźniacze odpowiedniki w niemieckim oraz włoskim. Wcześniejszego zapisu nie odnaleziono, choć polskie zbiory przysłów sięgają XVI wieku, a to milczenie coś waży: szukano dokładnie tam, gdzie takie powiedzenie powinno było stanąć.
- Nie da się wykluczyć, że pod chrześcijańskim uzasadnieniem leży starszy szacunek dla chleba i soli, ale nie ma na to żadnego świadectwa sprzed XIX wieku.
- Nie wiadomo, czy nóż kładziony ostrzem do siebie jest reliktem zwyczaju biesiadnego, czy zwykłą zasadą ostrożności przy wspólnym stole.
Skąd to wiadomoDziewiętnastowieczne opisy wsi i zbiory przysłów, przywileje oraz rachunki żup solnych, przedsoborowe księgi liturgiczne.

Od siedmiu boleści, czarna godzina, szczęść Boże
FolklorFachowiec od siedmiu boleści to drwina z Siedmiu Boleści Maryi — święta, które dekretem z 22 kwietnia 1727 roku rozciągnięto na cały Kościół łaciński.
Czytaj dalejWyrażenie od siedmiu boleści odsyła do Siedmiu Boleści Maryi. Dekretem z 22 kwietnia 1727 roku rozciągnięto to święto na cały Kościół łaciński i wyznaczono na piątek przed Niedzielą Palmową, gdzie utrzymało się do 1960 roku, kiedy zeszło do rangi wspomnienia. Sens dzisiejszego zwrotu jest szyderczy, bo fachowiec od siedmiu boleści to fachowiec żałosny — nabożna formuła obrócona w drwinę, a nie ślad dawnego kultu.
Wrześniowe święto Matki Bożej Bolesnej to sprawa osobna: przyznane serwitom w 1668 roku, wprowadzone do kalendarza powszechnego w 1814, a w 1913 przesunięte z trzeciej niedzieli września na piętnasty dzień miesiąca, nazajutrz po święcie Krzyża. Dwa święta o tej samej treści dają się więc datować co do dnia, a mimo to zwrot uchodzi za odwieczny.
Szczęść Boże, Bóg zapłać i z Bogiem są zbudowane w trybie życzącym dokładnie tak jak bodaj, powstałe ze zrostu bog daj, i tak jak dalibóg z dali Bóg; archaiczna jest tu składnia, nie treść. Zwrot o opętaniu przez złego ducha wywodzi się z języka polskich przekładów Ewangelii, gdzie mowa o duchach nieczystych, a czasownik podstawiony w tym miejscu jest rodzimy i sporo starszy od samego przekładu.
Trzy po trzy nie ma rozstrzygniętej etymologii, a najgłośniejszym jego śladem pozostaje karta tytułowa pamiętników pisanych w latach 1844–1846, ogłoszonych w odcinkach prasowych w 1877 roku i w zbiorze dzieł w 1880. Wilk syty i owca cała jest zaś przysłowiem gospodarskim o rachunku strat, nie formułą ochronną: podobne pary zwierząt służą w przysłowiach całej Europy do tego samego wyliczenia.
Psia krew i psia mać wykorzystują psa jako zwierzę podwórzowe i nieczyste, a przekleństwa z psem są równie pospolite w niemieckim i węgierskim, więc nie wskazują na osobne dziedzictwo słowiańskie. Czarna godzina trzyma się w mowie równie mocno jak tamte, a dawnych poświadczeń nie ma żadnych — i to ona, nie siedem boleści, jest w tym zestawie zagadką.
- Czarna godzina nie ma dawnych poświadczeń i nie wiadomo, czy czerń oznacza tu żałobę, czy zwyczajny niedostatek.
- Wywodzenie zwrotu trzy po trzy z gry w kości albo ze szkolnej łaciny to domysły, których nie potwierdza żaden zapis.
Skąd to wiadomoDekrety i kalendarze liturgiczne, polskie przekłady biblijne, zbiory przysłów, pamiętnikarstwo XIX wieku.

Dziady, nawie i nieboszczyk
FolklorNieboszczyk nie ma w sobie nieba, strzyga przyszła z łaciny, a upiór zrobił karierę w Europie dopiero po roku 1725.
Czytaj dalejDziady znaczą po prostu przodków, a obrzęd karmienia zmarłych pod tą nazwą opisano na ziemiach litewsko-białoruskich w pierwszej połowie XIX wieku; rozgłos dał mu dramat ogłoszony w 1823 roku. Nieboszczyk powstał zaś ze zdrobnienia wyrazu nieboże, czyli biedactwa z gniazda ubogiego, i nie ma w sobie ani nieba, ani duszy — dzisiejsze skojarzenie to ludowa etymologia oparta na samym brzmieniu.
Wschodniosłowiańskie nawь oznaczało zmarłego, stąd Nawski Wielki Dzień, czyli wielkanoc umarłych, oraz ukraińska mawka. W polszczyźnie rdzeń zaginął i dochował się tylko u sąsiadów, za to dziś bywa szeroko używany w piśmiennictwie rodzimowierczym, przez co łatwo wziąć wyraz zupełnie nowy za bardzo stary.
Kościół postawił obok własne wspomnienie zmarłych. Modlitwę za wszystkich wiernych zmarłych wprowadzono w opactwie w Cluny pod koniec X wieku, około 998 roku, i stamtąd rozeszła się po Zachodzie, a polskie Zaduszki wzięły nazwę wprost od mszy za dusze — mamy więc obrzęd stary, lecz nazwę i kalendarz kościelne.
Strzyga jest pożyczką z łacińskich strix i striga, oznaczających nocną ptaszycę i wiedźmę wysysającą dzieci, a przyszła najpewniej drogą bałkańską, nie wprost z ksiąg — w tym samym gnieździe stoi rumuńskie strigoi. Rodzimym dziedzictwem nie jest zatem ani ona, ani to, co dziś uchodzi za jej słowiański rodowód.
Upiór zrobił karierę odwrotną. Sprawy z pogranicza serbsko-austriackiego z 1725 roku oraz z lat 1731–1732, badane przez lekarzy wojskowych i rozdmuchane przez prasę niemiecką, wprowadziły słowiański wyraz do języków Zachodu w latach trzydziestych XVIII wieku; polski upiór i wąpierz są krewnymi serbskiego vampira, lecz na Zachód wyraz poszedł drogą serbską, nie polską.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy dziewiętnastowieczne dziady są ciągiem dawnego karmienia zmarłych, czy zwyczajem ukształtowanym już w chrześcijaństwie wokół Zaduszek.
- Etymologia samego wyrazu upiór pozostaje nierozstrzygnięta, a proponowane wywody nie dają się potwierdzić żadnym dawnym zapisem.
Skąd to wiadomoDziewiętnastowieczne opisy obrzędów ludowych z ziem litewsko-białoruskich, łacińskie księgi liturgiczne, protokoły urzędowe i prasa niemiecka z lat 1725–1732.

Do licha, opętany i wilk z lasu
Zapis po chrzcieDo licha i licho wie omijają nazwanie zła po imieniu — tym samym nawykiem, który kazał nie wywoływać wilka z lasu.
Czytaj dalejLicho wyrasta z rdzenia o znaczeniu nadmierny i nieparzysty, stąd lichy jako marny. W zwrotach do licha i licho wie zła moc jest nazwana omownie, a nie po imieniu, i właśnie na tym polega ich dawność: mówiący nie chce wywołać rzeczy, o której mówi, więc podstawia w jej miejsce wyraz sam z siebie nic nieznaczący.
Ta sama ostrożność stoi za przysłowiem o niewywoływaniu wilka z lasu i za omownym mianem niedźwiedzia, którego wywód należy już do działu o języku. Nawyk widać po skutku, nie po zapisie: nazwa zostaje obejściem, prawdziwe słowo wypada z obiegu, a bywa, że nie wraca do niego nigdy.
Opętać zbudowano na pęcie, czyli na więzach zakładanych bydłu, więc opętany to dosłownie spętany; obłęd i błąd wychodzą natomiast od błądzenia, czyli od chodzenia bez drogi. Wiedźma, wieszczy, wieszczba i znachor stoją z kolei na czasownikach wiedzieć i znać, co pokazuje, że groźna była w tej mowie wiedza, a nie obcowanie z bóstwem.
Zgadza się z tym język zakazów. Piętnastowieczne spisy zakazanych praktyk wymieniają gusła, czary i wróżby jako czynności, a nie jako kult — tak mówi zbiór statutów prowincjalnych z lat 1420–1422 oraz kazania na cały rok spisane w 1423 roku, w których wylicza się to, co ludzie robią, nie to, komu się kłaniają.
- Zakaz wymawiania groźnego imienia jest wnioskiem z formy wyrazu, a nie zapisem zwyczaju: omowne miano świadczy o obchodzeniu nazwy, a samego zakazu nie utrwalił żaden dawny zapis.
- Nie wiadomo, czy licho nazywało przed chrztem jakąkolwiek istotę, czy wyłącznie nadmiar i nieszczęście.
- Z budowy wyrazów wiedźma i znachor nie wynika, czym zajmowali się tak nazwani ludzie; wyraz mówi o tym, co w nich widziano, nie o tym, co robili.
Skąd to wiadomoPolskie statuty synodalne i zbiory kazań z XV wieku, nowożytne zbiory przysłów i zwrotów, porównanie form pokrewnych w językach słowiańskich.
Religia żywa, nie rekonstrukcja przeszłości
Rodzimowierstwo dzisiaj
Pierwsze grupy szukające religii rodzimej zawiązały się w Polsce w latach trzydziestych, wojna je rozproszyła, a po 1989 roku część dzisiejszych wspólnot trafiła do rejestru związków wyznaniowych. Obrzędy odprawiają w gaju, nadają imiona, zaślubiają i grzebią swoich zmarłych. Nieprzerwanego przekazu sprzed chrztu zwykle jednak nie głoszą: linia urwała się na stulecia, a to, co sprawuje się dziś, zbudowano od nowa.

Pierwsze grupy powstały w Polsce w latach trzydziestych dwudziestego wieku, w kręgu inteligencji szukającej rodzimej religii; ruch odrodził się po roku 1989.
Czytaj dalejPierwsze grupy odwołujące się do religii przedchrześcijańskiej powstały w Polsce w latach trzydziestych dwudziestego wieku, w kręgu inteligencji szukającej religii uznanej za rodzimą. Było to środowisko nieliczne, związane z ówczesnymi sporami o tożsamość narodową, i wojna przerwała jego działalność.
Odrodzenie przyszło w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, w formie nieformalnych grup, a po roku 1989 część z nich zarejestrowała się jako związki wyznaniowe. Ciągłość między przedwojennym środowiskiem a dzisiejszym ruchem jest częściowa i opiera się raczej na lekturach niż na nieprzerwanej organizacji.
Ten rodowód warto znać, bo tłumaczy kształt dzisiejszych sporów wewnątrz ruchu. Część grup wywodzi się z tradycji przedwojennej i jej języka, część powstała później z zainteresowania folklorem i archeologią, a to prowadzi do różnych odpowiedzi na pytanie, co właściwie się odtwarza.

Kilka zarejestrowanych związków wyznaniowych i wiele grup nieformalnych, z obrzędami dorocznymi, świętymi gajami i własnymi kapłanami.
Czytaj dalejDziś jest to kilka zarejestrowanych związków wyznaniowych i znacznie więcej grup nieformalnych, różniących się obrzędem i poglądami. Łączy je rok obrzędowy oparty na przesileniach i równonocach, obrzędy w plenerze, często w wyznaczonym gaju, oraz własne obrzędy przejścia: nadanie imienia, zaślubiny, pogrzeb.
Skala jest niewielka — mowa o tysiącach, nie o setkach tysięcy osób. Jest to jednak religia praktykowana, z regularnymi spotkaniami, sporami o obrzęd i własnym piśmiennictwem.
Ważne rozróżnienie na koniec: rekonstrukcja historyczna i obrzęd religijny to dwie różne rzeczy, choć bywają uprawiane przez tych samych ludzi i w tych samych miejscach. Pierwsza pyta, jak było; druga pyta, jak dziś sprawować kult. Mylenie ich krzywdzi obie strony.

Na tych samych źródłach co nauka, na folklorze, na porównaniach z Bałtami i na własnym doświadczeniu obrzędowym — luki wypełnia się świadomie, jako budowanie, nie odtwarzanie.
Czytaj dalejPodstawa jest ta sama co w nauce: kroniki, zapisy zakazów kościelnych, archeologia, językoznawstwo i materiał etnograficzny. Do tego dochodzą porównania z Bałtami, u których dawna religia trwała dłużej i została lepiej opisana, oraz z innymi tradycjami indoeuropejskimi.
Luki uzupełnia się wyborem i część środowisk mówi o tym otwarcie. Skoro nie wiadomo, jak brzmiała modlitwa, trzeba ją ułożyć; skoro nie wiadomo, w jakiej kolejności szły czynności, trzeba kolejność ustalić. Różnica między środowiskami polega na tym, jak wyraźnie ten wybór jest oznaczany.
To rozróżnienie nie jest oceną. Powiedzieć „tak robimy dziś” można zawsze; powiedzieć „tak robiono przed chrztem” wymaga źródła — i temu odróżnieniu służy karb poświadczenia przy każdym haśle.

O to, ile wolno dopisać, o stosunek do rekonstrukcji indoeuropejskiej, o obecność treści narodowych i o wykorzystywanie fałszerstw z XIX wieku.
Czytaj dalejWewnątrz ruchu toczy się kilka trwałych sporów. Pierwszy dotyczy tego, ile wolno dopisać: czy obrzęd ma się ograniczać do tego, co poświadczone, czy można go dopełniać z porównań i z własnego doświadczenia. Drugi — na ile opierać się na rekonstrukcji indoeuropejskiej, która daje spójność, ale oddala od materiału miejscowego.
Trzeci spór jest polityczny i najtrudniejszy. Część środowisk wiąże rodzimowierstwo z treściami narodowymi, część stanowczo się od tego odcina, a osobną sprawą jest używanie słowiańskiej symboliki przez grupy skrajnie prawicowe, które z religią nie mają związku. Większość związków wyznaniowych wypowiadała się przeciw takiemu użyciu.
Te spory wymieniamy, bo bez nich obraz byłby fałszywy w obie strony: pokazywałby ruch jako jednolity, a to nieprawda, albo pozwalałby utożsamić go z jego skrajnościami, co jest równie nieprawdziwe. Żywa wspólnota religijna składa się z ludzi, którzy się między sobą nie zgadzają — to nie jest jej wada, tylko cecha.

Nie jest nieprzerwaną kontynuacją religii sprzed chrztu i sami rodzimowiercy zwykle tego nie twierdzą. Linia przekazu urwała się, a to, co istnieje, zbudowano od nowa.
Czytaj dalejRodzimowierstwo nie jest nieprzerwaną kontynuacją religii sprzed chrztu i sami rodzimowiercy zwykle tego nie twierdzą. Linia przekazu urwała się na wiele stuleci, a to, co przetrwało — obrzędy doroczne, praktyki ochronne, opowieści — przetrwało wewnątrz kultury chrześcijańskiej i z jej językiem.
Nie jest to też zarzut ani pomniejszenie. Współczesne wspólnoty religijne odwołujące się do dawnych tradycji istnieją w wielu krajach, a ich wartość dla wyznawców nie zależy od tego, czy da się wykazać nieprzerwany ciąg. Religia żyje z tego, że jest sprawowana teraz, a nie z metryki.
Rozróżnienie robimy z jednego powodu: ten dział odpowiada na pytanie, co wiadomo o religii Słowian sprzed chrztu. Na to pytanie dzisiejsza praktyka nie jest odpowiedzią — jest odpowiedzią na pytanie inne, równie uprawnione, ale o teraźniejszość.
Czego tutaj nie znajdziesz
Fałszerstwa i bóstwa wymyślone
Brązowe figurki z napisami udającymi runy wypłynęły w Meklemburgii w 1768 roku, dwa rzekomo średniowieczne rękopisy czeskie podrzucono w 1817 i 1818, a kronikę podaną za dzieło z X wieku wydrukowano w Warszawie w 1825. Nic z tego nie wyszło z ziemi: każda z tych rzeczy ma datę powstania, a większość także nazwisko. Najdłużej trzymają się imiona dopisane przy biurku, bo nie ma przy nich czego zważyć ani prześwietlić.

Brązy z rzekomej świątyni w Retrze wypłynęły w 1768 roku i przez ćwierć wieku przybywało ich szybciej, niż da się cokolwiek wykopać. Zbioru nigdy nie policzono, a druk z 1771 roku rozesłał po Europie sześćdziesiąt sześć rycin — i to one, nie brązy, żyją do dziś.
Jak to powstałoZbiór wypłynął w 1768 roku w Nowym Brandenburgu, w domu zadomowionej tam rodziny złotniczej Sponholtzów, i od razu przyszedł z gotową metryką: figurki, naczynia i narzędzia z brązu miał wykopać przodek rodziny w ogrodzie plebanii we wsi Prillwitz, jeszcze pod koniec XVII wieku. Kupcy znaleźli się natychmiast — pierwszą partię, podawaną raz jako trzydzieści pięć, raz jako czterdzieści sześć sztuk, wziął miejscowy lekarz, a dwadzieścia dwie dalsze poszły do książąt Meklemburgii-Strzelic.
Rozgłos dał dopiero druk. W 1771 roku Andreas Gottlieb Masch ogłosił zbiór jako obrzędowe starożytności Obodrytów ze świątyni w Retrze nad jeziorem Tollense, a nadworny malarz z Neustrelitz Daniel Woge dał do tego sześćdziesiąt sześć rycin — rycin, nie przedmiotów, bo część rzeczy pokazano na kilku tablicach. To wydanie, nie same brązy, ustaliło na sto lat wygląd bóstw połabskich, a ten, kto je ogłosił, był ofiarą oszustwa, nie jego sprawcą.
Zbiór miał przy tym osobliwą właściwość: rósł. Latem 1794 roku obejrzał go w Nowym Brandenburgu Jan Potocki i ogłosił rzecz rok później w Hamburgu, a przybyło wtedy od stu dziesięciu do stu osiemnastu dalszych przedmiotów. Obiegowej liczby przeszło stu osiemdziesięciu sztuk nikt nie wziął z inwentarza — składa się na nią suma dwóch opisów i opowieść o kotle z ogrodu, a sam przyrost jest argumentem, bo dokładano dokładnie tyle, ile dawało się sprzedać.
Imiona wypisane runami nosiła niemal każda sztuka: Radegast, Swiatowit, Czarnobóg, Perkunust. Kłopot w tym, że run użyto niezgodnie z jakimkolwiek znanym systemem, a takich napisów nie nosi żaden dawny zabytek słowiański; same imiona bogów stały wtedy w książkach. Trafiły się i figury z lwimi głowami, choć lwów nad Tollense nie widywano — dowód najprostszy z możliwych, że rzecz powstała przy biurku.
Robota wydała warsztat. Odlewy wychodziły z form glinianych, napisy dobijano do gotowych sztuk, a patynę pędzono kwasami, żeby metal wyglądał na wiekowy; wskazywany jest warsztat złotniczy w Nowym Brandenburgu, czyli dokładnie ten dom, w którym brązy się pojawiły, a imiennie Gideon Nathanael Sponholz z pracownikiem — choć i tej atrybucji nikt nie przypieczętował. Skąd wzięto kształt liter, podaje się zaś do dziś na trzy różne sposoby.
Pękało to stopniami i zajęło pół wieku. Pierwsze zastrzeżenia ogłoszono drukiem w 1816 roku, rozprawa odczytana w 1834 odmówiła zbiorowi dawności, dochodzenie sądowe około 1850 wskazało rodzinę złotników, a krytyczna historia całej sprawy wyszła w latach 1854–1855. Zestawienie run z drukowanym opisem Meklemburgii z 1737 roku, wraz z powielonym w nim błędem w imieniu bóstwa, ogłoszono dopiero w 1883 — i żadna z tych dat nie zamyka sprawy sama.
Szkoda idzie przez obraz, nie przez tekst, i dlatego trwa. Ryciny z 1771 roku krążą po dziś dzień w popularnych wydawnictwach, w opracowaniach dla młodzieży i po sieci jako wizerunki dawnych bogów, bez przypisu i bez ostrzeżenia, a imiona z brązów wracają w zestawieniach bóstw jako rzekomy materiał źródłowy. Fałszerz doczekał się przy tym naśladowców: postać z podrobionego kamienia mikorzyńskiego jest niemal kopią ryciny odwzorowującej idol prillwicki.
Same brązy przetrwały i leżą dziś w meklemburskich zbiorach w Schwerinie, opisane jako falsyfikat. Wymysł opatrzony datą nie jest przy tym niczym pustym: to świadectwo pełnowartościowe, tyle że własnej epoki. Prillwitz mówi o gustach lat sześćdziesiątych XVIII wieku i o tęsknocie za pogańską przeszłością, a o Połabianach nie mówi nic.

Miały dać Czechom pogańskich bogów i poezję starszą od niemieckiej. Chemia w 1887 roku wypadła dla nich korzystnie, badania pergaminu przeczą sobie do dziś, a skazał je język, nie nośnik.
Jak to powstałoCzeskie odrodzenie szukało dla siebie poezji dawnej jak niemiecka — jedne przekazy mówią, że starszej, inne, że dorównującej niemieckiej i skandynawskiej — i dostało ją w ciągu czternastu miesięcy. Szesnastego września 1817 roku Václav Hanka ogłosił, że w wieży kościoła świętego Jana Chrzciciela w Dvorze Králové nad Łabą leżały karty z rzekomo średniowiecznymi pieśniami; ostrożniejsze przekazy mówią po prostu o jesieni tego roku, a drukiem rzecz wyszła dopiero w 1819.
W listopadzie 1818 roku praskie muzeum dostało anonimową przesyłkę z tekstem Sądu Libuszy, podawanym za zabytek z dziewiątego wieku i dowód, że dawne czeskie prawo znało sąd sprawowany przez kobietę. Za znalazcę wskazywano Josefa Kovářa, urzędnika z Zelenej Hory pod Nepomukiem, i stamtąd, od czeskiej Zelenej Hory, a nie od miasta nad Odrą, wzięła się myląca dziś nazwa rękopisu zielonogórskiego.
Oba teksty miały podawać przedchrześcijańskie pieśni czeskie i pogańskich bogów, a przy nich dawny obyczaj, prawo i porządek domu; przez kilkadziesiąt lat uchodziły za najstarszy zabytek słowiański. Sąd Libuszy potwierdzał przy okazji opowieść Kosmasa o wieszczce i o oraczu, przez co na kilka pokoleń zmącił ocenę tego, co kronikarz napisał sam, a co mu dopisano później.
Autorstwo przypisuje się Hance i Josefowi Lindzie, lecz nie wiadomo, ilu ludzi trzymało pióro. Dziesięć lat później ta sama ręka sięgnęła po rzecz prawdziwą: w 1827 roku Hanka ogłosił czeskie glosy w słowniku Mater Verborum, którego praski egzemplarz powstał około 1240 roku. Z blisko tysiąca trzystu dzisiejszych objaśnień z dwunastego i trzynastego stulecia pochodzi tylko trzysta trzydzieści dziewięć; resztę — około dziewięciuset pięćdziesięciu, w innych wyliczeniach dziewięciuset — dopisano w wieku dziewiętnastym.
Dopiski nie były przypadkowe. Stanęły w nich imiona zestawione z rzymskimi — Morana przy Hekate, Dziewanna przy Dianie, Lada przy Wenus, w części wyliczeń także Żywie przy Ceres i Vesna — czyli trzon listy, którą w piętnastym wieku ułożył Jan Długosz. Przez kilkadziesiąt lat wyglądało to na dwa świadectwa niezależne od siebie, a było jedno świadectwo i jedna podróbka.
Z tych samych dopisków wyszły nazwy dla mocy podziemnych i zmyślone nazwy roślin, a także czeska Morana jako imię bogini: kto się dziś na nią powołuje, powołuje się na falsyfikat, a nie na dawne słowo. Glosy dały czeskie imiona cytowane przez blisko sto lat jako poświadczenie zachodniosłowiańskiego panteonu i dostarczyły dziewiętnastowiecznej Europie dowodów na bogów i zdobnictwo, których nigdy nie było.
Rozbiórka szła falami: rękopis zielonogórski nazwano publicznie falsyfikatem już w 1824 roku, w 1858 zarzut fałszerstwa postawiła Hance prasa, a on odpowiedział procesem o zniesławienie, w 1877 wykazano nowożytność glos, a w latach 1878–1879 wskazano jego samego jako ich autora. Materiał tymczasem bronił rękopisów: dziewiętnastowieczne próby orzekły, że zabytek zachowuje się jak niewątpliwie dawny, a ogłoszona w 1887 roku ekspertyza chemiczna wypadła dla nich korzystnie.
Kłuł w oczy jeden szczegół z tej samej dziewiętnastowiecznej chemii — błękit pruski w inicjale, barwnik nieznany przed osiemnastym wiekiem. Przesądziły jednak formy językowe niemożliwe w deklarowanej epoce, wsparte argumentem historycznym, i to język, a nie nośnik, wydał wyrok. Spór wybuchł w 1886 roku i toczył się już w gazetach, a w 1893 austriackie ministerstwo oświaty przesunęło oba teksty w programach szkolnych z literatury staroczeskiej do nowszej.
Do samego nośnika wrócono dopiero osiemdziesiąt lat po rozstrzygnięciu językowym. Ekspertyza kryminalistyczna uznała wtedy oba rękopisy za palimpsesty z początku dziewiętnastego wieku, lecz jej wniosków nie zatwierdzono, a nieinwazyjny przegląd z lat 2017–2018 śladu starszego pisma nie znalazł; analizy materiałowe przeczą więc sobie nawzajem, a sam spór ciągnął się przez cztery pokolenia.
Po sześćdziesięciu latach w kanonie literatury narodowej zostały po nich literatura, malarstwo, muzyka i argument polityczny w sporze z kulturą niemiecką; w grę wchodziła nie tylko prawda, lecz i duma, więc strona przegrywająca długo nie przyjmowała wyniku badań. Imiona z dopisanych glos krążą dalej jako czeski panteon i zasilają popularne zestawienia bóstw nawet na południu Słowiańszczyzny, choć żaden z tych fabrykatów nie zna ani zodiaku, ani horoskopu.

Kronika na deseczkach, których nie oglądał nikt poza tym, kto je rzekomo wyniósł, i tym, kto je przepisał: z całego znaleziska został jeden ślad na papierze — raz nazywany fotografią tabliczki, raz odrysem.
Jak to powstałoOpowieść zaczyna się w 1919 roku, gdy Fiodor Izenbek, występujący także pod imieniem Ali, wojskowy armii białej — raz opisywany jako oficer, raz jako pułkownik — miał wynieść ze splądrowanego dworu plik drewnianych deseczek pokrytych pismem. Położenia tego dworu nigdy nie ustalono, a wymiary desek, trzydzieści osiem na dwadzieścia dwa centymetry przy grubości około pięciu milimetrów, znamy wyłącznie z drugiej ręki, jako rozmiar rzekomy, nigdy nie zmierzony.
W połowie lat dwudziestych deseczki trafiły w Brukseli do przepisania w ręce Jurija Miroljubowa, przy czym relacje wahają się między rokiem 1924 a 1925; przepisujący liczył sobie tę pracę na piętnaście lat i żył z tym tekstem aż do śmierci. Gdy Izenbek zmarł w sierpniu 1941 roku w okupowanej Brukseli, deski przepadły, a razem z nimi miały zginąć fotografie i brudnopisy — dowód zniknął dokładnie tam, gdzie dałoby się go sprawdzić.
Na papier rzecz wyszła dopiero po trzydziestu z górą latach. Pierwszą wzmiankę ogłosiło w listopadzie 1953 roku rosyjskie pismo emigracyjne w San Francisco, noszące imię baśniowego ptaka ognistego, a więc postaci z dziewiętnastowiecznej bajki, nie z dawnego zapisu; sam tekst drukowano tam w odcinkach od marca 1957 do maja 1959 roku, podając go za kronikę dawnych Słowian. Rosyjska emigracja szukała wtedy dowodu na starożytność Rusi — i wreszcie go dostała.
Rozstrzygnął język i rozstrzygnął jednoznacznie. Zapisu dokonano zmyślonym alfabetem opartym na cyrylicy, skrzyżowanej z runami skandynawskimi, z literami podwieszonymi pod górną kreską na wzór pisma indyjskiego, a mowa miesza formy noworuskie, ukraińskie i polskie z dorobionymi archaizmami. Brak w niej rozkładu jerów i samogłosek nosowych, przez które tekst z dziewiątego wieku musiałby przejść: fałszerz odtworzył wygląd dawności, a nie jej prawidła.
Materiału nikt nigdy nie dostał do ręki, a przekazy o tym, co po deskach zostało, rozchodzą się: raz mowa o jednej fotografii jednej tabliczki, raz o tym, że owo jedyne zdjęcie przedstawiało odrys na papierze, a nie deskę, raz wprost o tym, że żadnej fotografii nie ma i został sam obrys kreską. Badanie przedmiotu jest zatem niemożliwe z winy tych, którzy tekst ogłosili, a odpis nie ma się do czego przyłożyć.
Sprawa zamknęła się mimo to, bo w 1960 roku podważyła księgę analiza paleograficzna, a rozbiór tekstologiczny z 1990 wskazał mieszaninę warstw językowych i słowa, których tysiąc lat temu nie znał żaden język słowiański. Jeśli opowieść o dawnych bogach brzmi spójnie, szczegółowo i całościowo, jest to raczej powód do ostrożności, bo świadectwa prawdziwe bywają krótkie, urywane i sprzeczne.
Z tej rodziny wytworów wiemy zresztą więcej niż z wierzeń, o których miały świadczyć: znamy daty, tytuły druków i nakłady, a przy większości opowieści zapisanych na wsi nie znamy nawet nazwiska opowiadającego. Emigracja, która potrzebowała dowodu, zostawiła po sobie adres pisma, numery i miesiące — o dawnej Rusi nie mówi to jednak nic.
Po 1991 roku księga weszła do obiegu popularnego i do części podręczników w krajach wschodniosłowiańskich, bywa wydawana i cytowana po polsku, przywołuje się ją nawet jako źródło słowiańskiego lecznictwa i jako zaplecze dla wymyślonego w XX wieku zodiaku, a jej alfabet krąży w obiegu neopogańskim jako rzekomy dowód dawnej słowiańskiej pisowni. Stamtąd, nie z dawnych świadectw, pochodzi triada Jawia–Prawia–Nawia, powtarzana też w skróconej postaci Jaw–Praw–Naw. Deski przepadły, imiona zostały.

Fałszerstwo wykazano w niecały rok po warszawskim druku z 1825 roku, a kronikę powielano jeszcze przez blisko dwa stulecia — rękopis podsunął Niemcewiczowi jeden z dzisiejszych podejrzanych o autorstwo.
Jak to powstałoPolskie pogaństwo zostawiło po sobie cztery imiona — Łado, Jassa, Quia i Nyja — zapisane w krakowskich kazaniach dopiero po roku 1405, przy tańcach i okrzykach, bez jednego opisu obrzędu i bez jednej daty. Dokładnie w tę dziurę weszła kronika podana za dzieło arcybiskupa żyjącego w dziesiątym wieku, a miała ona wszystko, czego brakowało: uporządkowany poczet dawnych bóstw, obrzędy wyliczone po kolei i dzieje bajeczne ciągnące się długo przed Mieszkiem.
Na papier trafiła drogą, którą da się prześledzić tylko od końca. Rękopis przekazał Julianowi Ursynowi Niemcewiczowi generał i literat Franciszek Morawski, a wydrukował go w Warszawie w 1825 roku Hipolit Kownacki; od tej chwili kronika istniała jako druk i jako druk zaczęła pracować. O tym, co było wcześniej, wiadomo tyle, ile powiedzieli ci, którzy rękopis podawali sobie z rąk do rąk.
Autorstwa nie rozstrzygnięto, a tropy prowadzą do dwóch różnych epok. Najstarszy wskazuje Przybysława Dyjamentowskiego, zmarłego w 1774 roku, którego nazwisko chodzi zresztą w dwóch pisowniach, raz z jotą, raz bez niej. Dwa pozostałe mieszczą się tuż przed drukiem: jeden każe widzieć w kronice żart towarzyski ułożony na krótko przed 1825 rokiem, drugi obciąża samego Morawskiego, zmarłego w 1861 roku — czyli człowieka, który rękopis podał dalej.
Rozpoznanie przyszło szybko, bo fałszerstwo wykazano w ciągu roku od druku. Zgubiła kronikę nie luka, lecz nadmiar: podawała imiona, obrzędy i rachubę lat, których nie zna żadne świadectwo z epoki, i porządkowała pogaństwo tak gładko, jak nie porządkuje się niczego, co się naprawdę zapamiętało.
Ma bliskie i dobrze datowane odpowiedniki. Kamienie mikorzyńskie, ogłoszone w latach 1855–1856 jako zabytki runiczne Słowian, oraz deski opublikowane w latach 1957–1959 pełniły tę samą funkcję co druk z 1825 roku: tworzyły zmyślony poczet bóstw. Rękopisy podrzucone w Czechach w 1817 i 1818 roku dopełniają szeregu.
Dowód niczego nie zatrzymał. Kronikę powielano bezrefleksyjnie przez blisko dwa stulecia i po dziś dzień bywa cytowana w piśmiennictwie popularnym, a z jej materiału żyje opowieść o Wielkiej Lechii sięgającej rzekomo tysiącleci przed Mieszkiem. Należy się tu jednak zastrzeżenie, bo opowieść karmi się nie samą kroniką: także Kadłubkiem, sarmatyzmem szlacheckim i publicystyką XX i XXI wieku.
Na tym polega przewaga podróbki pisanej nad przedmiotową. Figurkę można zważyć i obejrzeć technikę odlewu, deskę prześwietlić, a imię i data nie potrzebują żadnego przedmiotu — wystarczy, że ktoś je przepisze, i idą dalej bez przypisu. Skutek okazał się więc trwalszy niż samo fałszerstwo i o wiele trudniejszy do usunięcia niż ono.

Podróbki, które mają nie tylko datę powstania, ale i datę wyroku: pięć ksiąg omskich uznano za materiał ekstremistyczny 30 października 2015 roku, a apelację oddalono 3 lutego 2016.
Jak to powstałoNajstarsza z tej trójki udaje najdawniejszą. Veda Slovena to dwa tomy rzekomych pieśni pomackich, pierwszy wydany w Belgradzie w 1874, drugi w Petersburgu w 1881 roku, razem blisko dwadzieścia cztery tysiące wersów — dokładniej dwadzieścia trzy tysiące osiemset dziewięć — o wędrówce Słowian z Indii, w których Wisznu, Śiwa i Agni stają obok Orfeusza, Atlasa, Filipa i Aleksandra.
Autorstwo rozchodzi się w tej sprawie na dwa nazwiska. Pieśni ułożył Iwan Gołoganow, nauczyciel z macedońskiej wsi obeznany z greką i z Homerem, a ogłosił je jako zapis terenowy zbieracz Stefan Verković i pod jego nazwiskiem oba tomy weszły do obiegu. Zarzut fałszerstwa podniesiono niemal natychmiast po pierwszym tomie, w latach siedemdziesiątych XIX wieku, do końca stulecia opinia o fabrykacie przeważyła, a sprawę zamknięto dopiero w 1968 roku, wykazując, że ani śpiewacy, ani pieśni nigdy nie istnieli.
Wariant wschodni ma metrykę jeszcze ostrzejszą. Krąg Swaroga z szesnastoma czertogami po dwadzieścia jeden do dwudziestu trzech dni wyszedł z inglizmu, ruchu Aleksandra Chiniewicza, którego początek w Omsku datuje się raz na 1991, raz na rejestrację z października 1992 roku; pisma ogłaszano od 1999 roku i wznawiano do 2008, nie mając za sobą ani jednego rękopisu. Jest to mistyfikacja z adresem i nazwiskiem, nie przekaz odziedziczony.
Rachuba wydaje go bez pomocy świadków. Szesnaście czertogów mnoży się w niej przez dziewięć żywiołów w cykl stu czterdziestu czterech lat, a sto osiemdziesiąt takich cykli daje dwadzieścia pięć tysięcy dziewięćset dwadzieścia — liczbę znaną nowożytnej ezoteryce jako wielki rok obiegu nieba. Dochodzi do tego rok o dziewięciu miesiącach po czterdzieści albo czterdzieści jeden dni i doba o szesnastu godzinach: arytmetyka dwudziestowieczna, bez odpowiednika w jakimkolwiek dawnym kalendarzu słowiańskim.
Rękopisy mówią co innego, niż zapowiadają portale. Jedyny zodiak, jaki w nich stoi, to greckie dwanaście znaków przyniesione razem z Gromnikiem i tablicami, a żaden odpis nie podaje nazw rodzimych ani rodzimego podziału roku na znaki. Popularne słowiańskie znaki zodiaku oraz horoskopy z drzewami nie mają ani jednego źródła sprzed XX wieku; te drugie są przeróbką tak zwanego horoskopu celtyckiego, ułożonego w 1948 roku z trzynastu miesięcy księżycowych po dwadzieścia osiem dni, mają więc metrykę własną, nie omską.
Polskie redakcje idą osobnym torem. Wariant zwierzęcy rozpisuje dwanaście stworzeń — wilka, wronę, łasicę, żurawia, rybę, żmija, kreta, jeża, niedźwiedzia, wiewiórkę, łabędzia i dzika — na odcinki zaczynające się dziesiątego dnia miesiąca, czyli na podział nieznany jakiejkolwiek dawnej rachubie; portale, które go publikują, same przyznają, że to współczesna rekonstrukcja z wierzeń ludowych.
Drugi polski wariant przypisuje ludziom bóstwa-patronów, a większość ich imion pochodzi z listy spisanej w Rocznikach Jana Długosza między 1455 a 1480 rokiem, blisko pięć wieków po chrzcie z 966 roku. Kronikarz dopasował tam polskie nazwy do rzymskich — Jeszę do Jowisza, Ładę do Marsa, Dzidzilelę do Wenus, Niję do Plutona, Dziewannę do Diany, Marzannę do Ceres — dokładając Pogodę i Żywię, a część imion biorąc najpewniej z refrenów pieśni obrzędowych.
Astrologii Słowianom dawne podróbki nie dopisały, a dzisiejszy zodiak i tak podpiera się nimi jako zapleczem dawności: figurkami z Prillwitz, ogłoszonymi w 1768 i opisanymi drukiem w 1771 roku, czeskimi rękopisami — królowodworskim z 1817 i zielonogórskim z 1818 — oraz Księgą Welesa, wzmiankowaną w listopadzie 1953 i drukowaną od marca 1957 do maja 1959 w emigracyjnym piśmie w San Francisco, z desek, których nikt poza jednym człowiekiem nigdy nie widział.
Resztę dopisał rynek i sieć. Księga Welesa weszła po 1991 roku do obiegu popularnego i do części podręczników wschodniosłowiańskich, a z niej, nie ze źródeł, pochodzi powtarzana dziś triada Jawia, Prawia i Nawia; układane zaś w Rosji od lat dziewięćdziesiątych systemy słowiańskiej zdrowej i praktyk wedyjskich sprzedaje się jako dziedzictwo. Zapotrzebowanie na dawność tworzy podaż, tyle że nośnikiem nie jest już rycina ani kronika, lecz strona podawana dalej jednym kliknięciem, bez przypisu.

Kiedy w 1877 roku sprawdzono czeskie glosy, które od 1827 potwierdzały polską listę bóstw, okazało się, że to nie dwa świadectwa, lecz jedno — i jedna podróbka.
Jak to powstałoTa podróbka nie ma ciała i nie da się jej prześwietlić, bo zbudowano ją z samych słów. Surowiec był przy tym prawdziwy i bardzo skromny: Łukasz z Wielkiego Koźmina, rektor krakowskiej wszechnicy zmarły po 28 czerwca 1412 roku, gani w kazaniach pisanych około 1405–1412 wołania wykrzykiwane przy wiosennych tańcach, a statuty biskupa poznańskiego Andrzeja Łaskarza z około 1420 roku — zasiadał on na stolicy w latach 1414–1426 — zakazują klaskania i śpiewów z tymi samymi imionami.
Zapisów jest kilka i wszystkie mówią o pieśni, nie o ołtarzu: zbiór statutów prowincjalnych z lat 1420–1422 oraz kazania na cały rok spisane w 1423 powtarzają to samo ostrzeżenie, anonimowa postylla husycka z około 1450 przytacza sam śpiewany okrzyk, a osobna glosa w piętnastowiecznym rękopisie kazań pierwszy raz mówi wprost o trzech bogach Polaków: Ladzie, Nyi i Jassie. Kazania Łukasza rozpoznano dopiero w 1979 roku, więc przez pięć stuleci lista bóstw nie miała przed sobą żadnego znanego świadka.
Panteon z tych okrzyków ułożył Jan Długosz, pisząc Roczniki od 1455 roku do śmierci w 1480 i mieszcząc opis dawnej wiary w księdze pierwszej, zaraz po opisie ziem Królestwa. Każde imię dostało rzymskiego patrona: Jesza jako Jowisz i dawca wszelkiego dobra, Łada jako Mars, Dzidzilela jako Wenus proszona o liczne potomstwo, Nyja jako Pluton i stróż dusz, Dziewanna jako Diana, Marzanna jako Ceres, a obok nich Pogoda i Żywie. Cztery z tych ośmiu imion mają poświadczenie wcześniejsze, cztery nie mają żadnego.
Przejścia, którymi powstają takie imiona, powtarzają się w kilku odmianach i żadne z nich nie było złośliwe: refren pieśni bierze się za imię bożka, nazwa święta za bóstwo, które musiało mu patronować, przymiotnik za nazwę własną, a bóg rzymski dostaje słowiańską odzież na podstawie podobieństwa funkcji. Łada jest przy tym zwykłym słowem pieśniowym o znaczeniu miłej albo małżonki, dziewanna pospolitą rośliną podawaną na kaszel, a kolada łacińskimi calendae.
Granica biegnie więc nie między prawdą a wymysłem, lecz między obrzędem a osobą. Łaskarz nakazał w 1420 roku nie dopuszczać, by w Białą Niedzielę, czwartą niedzielę Wielkiego Postu, wynoszono i topiono w kałuży postać, której ludzie dawali imię śmierci, a Długosz wiąże Marzannę i Dziewannę właśnie z tym obrzędem; graffito wydrapane w nowogrodzkim soborze Sofijskim na przełomie XI i XII wieku oraz latopis ipatijewski pod rokiem 1262 znają zaś noc kupalną, lecz żadnego Kupały.
Drukiem Roczniki ukazały się dopiero w Dobromilu, a nakład zajęto z rozkazu królewskiego; całość po łacinie wyszła w 1711 roku, więc przez półtora stulecia lista chodziła w odpisach i po drodze puchła. Maciej z Miechowa w Chronica Polonorum z 1519 roku dopisał Lela i Polela jako synów Łady utożsamionej z Ledą i zestawił ich z Kastorem i Polluksem, dorzucając Pogwizda; pierwsze wydanie skonfiskowano, ocenzurowane wyszło w 1521, a Kromer powtórzył listę po łacinie w 1555 i Stryjkowski w 1582 dołożył Makosza.
Poza Polską pracował ten sam warsztat. Konrad Bothe w Kronice Sasów, wytłoczonej w Moguncji w 1492 roku, wystawił Flinsa na skale, z płonącą pochodnią i ze lwem na lewym ramieniu, który miał wskrzeszać wiernych, a Václav Hájek z Libočan, kończąc kronikę czeską w 1539 i wydając ją w 1541, dał swoim bóstwom daty roczne: Klimba pod 712, Krasatin pod 775, Krosin pod 891 i 892. Bożka Zelu, zapisanego przez opata Neplacha w Summuli z 1360 roku pod rokiem 894, przesunął pod 734 i dorobił mu ofiarę z włosów i paznokci.
Na Łużycach pastor Abraham Frencel rozmnożył w 1719 roku bogów Serbów z nazw miejscowych i z brzmienia wyrazów, a na wschodzie tę samą robotę wykonały kompilacje kijowskie i moskiewskie. Latopis gustyński, znany z odpisu sporządzonego w 1670 roku przez mnicha tamtejszego monasteru, dołożył do Peruna i Wołosa Pochwista, Łada, Kupałę i Koladę, Synopsis kijowski z 1674 utrwalił Łada jako boga małżeństwa, a moskiewska Abewega z 1786 roku i rozprawa ogłoszona po niemiecku w Getyndze w 1804 dorzuciły Znicza i Zimcerlę.
Rozpoznano tę rodzinę po tym, że sama zaczęła się potwierdzać: Václav Hanka ogłosił w 1827 roku czeskie glosy w prawdziwym słowniku Mater Verborum z około 1240 roku, a stanęły w nich Morana przy Hekate, Dziewanna przy Dianie i Lada przy Wenus, czyli trzon listy Długosza. Nowożytność dopisków wykazano w 1877, ich autora w latach 1878–1879, a dwa świadectwa okazały się jednym. Imię przeżywa przedmiot, bo nie ma czego zdemaskować: od 1969 roku Lela i Polela dokleja się do bezimiennej dwugłowej figury z Fischerinsel.