Czechy, Morawy, Słowacja · dzieje i wierzenia
Czechy, Morawy i Słowacja
Tu ułożono pierwszy alfabet słowiański i stąd go wypędzono. Tu doszło do pierwszego w Europie rozłamu wyznaniowego — sto lat przed Lutrem. Tu bóg burzy przetrwał tysiąc lat w przekleństwie, diabeł z opowieści podpisuje umowę i daje się przechytrzyć, a w międzywojennej Pradze hermetyzm miał statut, składki i własne wydawnictwo.
Dokąd stąd
Działy powiązane — klikalne
Słowianie
Wspólna warstwa językowa i obrzędowa całego obszaru — i to, co z niej da się wykazać, a co dopisano w XIX wieku.
Otwórz dział◆Sąsiad od północyPolska
Ten sam rok obrzędowy po drugiej stronie gór, ten sam wątek o odbieraniu mleka i zupełnie inna droga państwa.
Otwórz dział◆Sąsiad od wschoduRuś
Dokąd trafiła cyrylica po tym, jak wypędzono ją stąd w 885 roku — i co z niej wyrosło.
Otwórz dział◆Kto tu wszedłMadziarowie
Ci, po których najeździe około 906 roku upadły Wielkie Morawy, a Słowacja weszła na tysiąc lat w granice węgierskie.
Otwórz dział◆O co szedł spórChrześcijaństwo
Język liturgii, komunia pod dwiema postaciami, rekatolicyzacja — trzy spory, które ten obszar rozstrzygał jako pierwszy w Europie.
Otwórz dział◆Ciąg dalszyTarot
Dokąd prowadzi to, co praskie towarzystwa hermetyczne wydawały po czesku w latach dwudziestych XX wieku.
Otwórz działPrzed Słowianami
Figurka sprzed 29 tysięcy lat, Bojowie i rzymski napis nad Wagiem
Dzieje tej ziemi nie zaczynają się od Słowian, tylko dwadzieścia dziewięć tysięcy lat wcześniej — a nazwa kraju pochodzi od ludu, który mówił językiem celtyckim i odszedł stąd sześćset lat przed nimi.
Morawy: najstarsza wypalona figurka człowieka na świecie
Zapis z tamtych czasówGlinianą figurkę kobiecą wypalono tu dwadzieścia tysięcy lat przed pierwszym naczyniem ceramicznym. Ogień służył najpierw obrazowi, nie garnkowi.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoObozowiska łowców mamutów na południowych Morawach datowane na około 29 000 lat temu; palenisko z tysiącami wypalonych bryłek gliny i figurką kobiecą bez rysów twarzy; ceramika użytkowa pojawiająca się w Europie około dwudziestu tysięcy lat później; potrójny pochówek z ochrą; zespół z epoki żelaza w jaskini Krasu Morawskiego
- Przeznaczenie figurek kobiecych z tego okresu nie zostało ustalone; określanie ich mianem bóstw jest domysłem.
- Zespół z jaskini w Krasie Morawskim bywa tłumaczony jako miejsce obrzędu albo jako skutek katastrofy i spór ten trwa.
- Datowanie poszczególnych warstw obozowisk jest przybliżone i zmieniało się wraz z metodami.
Pod wzgórzami południowych Moraw leżą obozowiska łowców mamutów sprzed mniej więcej dwudziestu dziewięciu tysięcy lat — jedne z najbogatszych w Europie. Znaleziono tam palenisko z tysiącami wypalonych bryłek gliny, a wśród nich figurki zwierząt i postać kobiecą o mocno zaznaczonych biodrach i piersiach, bez rysów twarzy. Jest to najstarszy znany przedmiot ceramiczny przedstawiający człowieka.
Rachunek jest tu zaskakujący i wart zapamiętania. Ceramika użytkowa — garnek, w którym można gotować — pojawia się w Europie mniej więcej dwadzieścia tysięcy lat PÓŹNIEJ. Ludzie z tego obozowiska umieli więc wypalać glinę i nie użyli tej umiejętności do naczyń. Użyli jej do obrazów. Wypalanie służyło tu obrzędowi albo przedstawieniu, a nie gospodarce, i dopiero po dwudziestu tysiącleciach ktoś wpadł na to drugie zastosowanie.
Z tych samych stanowisk pochodzą pochówki, w tym potrójny — trzy osoby złożone razem, z których jedna miała zniekształcony szkielet, a ułożenie ciał i posypanie ochrą świadczy o obrzędzie, nie o przypadkowym zasypaniu. Nieopodal, na innym stanowisku, odkryto masowe nagromadzenie kości mamutów i ludzki pochówek zbiorowy. To są najstarsze na tym obszarze świadectwa, że ze zmarłym coś robiono.
Osobną warstwą jest Kras Morawski — system jaskiń z przepaścią i podziemną rzeką. W jednej z nich znaleziono zespół z epoki żelaza, z przedmiotami metalowymi, resztkami ognia i szczątkami ludzkimi, tłumaczony raz jako miejsce obrzędu, raz jako skutek zawalenia. Spór o to trwa od odkrycia i nie został rozstrzygnięty — co jest tu uczciwszym zdaniem niż którakolwiek z obu wersji.
Bohemia: nazwa kraju pochodzi od ludu celtyckiego
Zapis z tamtych czasówŁacińska nazwa Czech znaczy „dom Bojów". Boje mówili językiem celtyckim i odeszli stąd na kilkaset lat przed Słowianami.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoNazwa krainy u autorów rzymskich, znacząca dom Bojów, i wywodzące się z niej dzisiejsze nazwy Czech; oppida na wzgórzach z murem o konstrukcji belkowo-kamiennej, liczące dziesiątki hektarów; własna moneta złota i srebra o kształcie miseczkowatym; kamienna głowa z torkwesem z II–I wieku p.n.e.
- Przyczyny i przebieg odejścia Bojów z tego obszaru nie zostały ustalone.
- Zasięg osadnictwa celtyckiego na Morawach i Słowacji bywa wyznaczany rozbieżnie.
- Znaczenie kamiennej głowy z torkwesem nie jest znane; określanie jej wizerunkiem bóstwa albo kapłana jest domysłem.
Autorzy rzymscy nazywają ten obszar krainą, której nazwa znaczy dosłownie „dom Bojów" — i z niej wywodzą się dzisiejsze określenia łacińskie, niemieckie i angielskie na Czechy. Boje byli ludem celtyckim, poświadczonym także w Galii i w północnej Italii. Na tym obszarze mieszkali mniej więcej od IV do I wieku przed naszą erą, a więc odeszli stąd sześćset lat przed przybyciem Słowian.
Zostawili po sobie rzeczy, których nie da się pomylić z niczym innym. Oppida — ufortyfikowane osady na wzgórzach, z murem o konstrukcji z belek, kamienia i gwoździ, z ulicami, warsztatami i dzielnicą rzemieślniczą; największe z nich w Czechach i na Morawach liczyły dziesiątki hektarów. Własną monetę ze złota i srebra, drobną i miseczkowatą, znajdowaną do dziś na polach. Wreszcie rzeźbę: kamienną głowę z torkwesem na szyi i wąsem, z II albo I wieku przed naszą erą, jedno z najlepiej zachowanych przedstawień celtyckich w Europie Środkowej.
Dla dziejów wierzeń ważne jest rozstrzygnięcie negatywne. Nie ma żadnego ciągu między religią Bojów a wierzeniami Słowian na tym obszarze — dzieli je sześćset lat i dwie wymiany ludności. Gdy więc czyta się, że czeski obrzęd doroczny albo któraś góra „ma celtycki rodowód", jest to twierdzenie bez podstawy, tego samego rodzaju co wiązanie Stonehenge z druidami.
Co natomiast zostało naprawdę: nazwa kraju, część nazw rzek, pieniądz znajdowany w ziemi i oppida, które stoją do dziś jako wały porośnięte lasem. To jest dużo — i jest to dokładnie ten rodzaj dziedzictwa, który przechodzi przez wymianę ludności: nazwy i ziemia, nie wiara.
179 rok: rzymska inskrypcja wykuta w skale nad Wagiem
Zapis z tamtych czasówNajdalej na północ wysunięty napis rzymski w tej części Europy wykuli legioniści zimujący na dzisiejszej Słowacji.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoLudy germańskie na tym obszarze od I wieku n.e.; wojna z Rzymem w drugim wieku po obu stronach środkowego Dunaju; inskrypcja z 179 roku wykuta w skale nad Wagiem, najdalej na północ wysunięta w tej części Europy; obozy i budowle murowane na południowej Słowacji i Morawach; szlak bursztynowy znad Bałtyku nad Adriatyk
- Wiedza o religii ludów germańskich na tym obszarze pochodzi głównie z zapisów rzymskich i jest szczątkowa.
- Zakres i trwałość obecności rzymskiej na północ od Dunaju bywa oceniany rozbieżnie.
- Odczytanie liczby żołnierzy w inskrypcji nad Wagiem nie jest jednoznaczne.
Po Bojach weszły na ten obszar ludy germańskie — w Czechach Markomanowie, na Morawach i Słowacji Kwadowie. W pierwszym wieku naszej ery zbudowali tu organizację na tyle silną, że Rzym traktował ją jako partnera i przeciwnika naraz; w drugim wieku doszło do długiej wojny, prowadzonej po obu stronach środkowego Dunaju.
Z tej wojny pochodzi świadectwo szczególne. W 179 roku oddział rzymski zimujący nad Wagiem, na terenie dzisiejszej Słowacji, wykuł w skale pod zamkiem inskrypcję z nazwą miejsca i liczbą żołnierzy. Jest to najdalej wysunięty na północ napis rzymski w tej części Europy i jedyny taki ślad obecności legionu tak głęboko poza granicą. Skała z napisem stoi do dziś.
Obecność rzymska zostawiła więcej, niż się przyjmuje: obozy i budowle murowane na południowej Słowacji i Morawach, drogi, monetę krążącą daleko na północ oraz szlak, którym szedł bursztyn znad Bałtyku nad Adriatyk. Wzdłuż tego szlaku przenosiły się także przedmioty obrzędowe i wzory, co widać w wyposażeniu bogatszych pochówków germańskich z tego okresu.
Dla wierzeń wnioski są ostrożne. O religii Markomanów i Kwadów wiemy niewiele i głównie z zapisów rzymskich, a więc z drugiej ręki; materiał archeologiczny daje pochówki, ofiary składane w wodzie i przedmioty. Podobnie jak przy Bojach, ciągu do wierzeń słowiańskich nie ma — między odejściem tych ludów a przybyciem Słowian leży wędrówka ludów i kolejna wymiana ludności.
Wielkie Morawy
Państwo bez ustalonej stolicy i alfabet ułożony od zera
Pierwsze państwo Słowian zachodnich upadło tak gruntownie, że nie ustalono nawet, gdzie stała jego stolica. Zdążyło jednak w ciągu dwudziestu lat wydać alfabet ułożony od zera dla języka, który pisma nie miał — i wypędzić jego twórców.
Wielkie Morawy: państwo, po którym nie wiemy, gdzie stało
Zapis z tamtych czasówPierwsze państwo Słowian zachodnich upadło około 906 roku tak gruntownie, że nie ustalono nawet położenia jego stolicy.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoWzmianki frankijskie i bizantyjskie z IX wieku; grody w Mikulčicach, Starym Měscie i Nitrze z fundamentami kościołów kamiennych i tysiącami pochówków; upadek po najeździe węgierskim około 906 roku
- Położenie głównej siedziby władców morawskich nie zostało ustalone; spór między stanowiskami morawskimi a hipotezą południową trwa.
- Zasięg terytorialny państwa podawany bywa bardzo rozbieżnie.
- Data i przebieg upadku są znane tylko z pośrednich wzmianek obcych.
W pierwszej połowie IX wieku na Morawach i w zachodniej Słowacji powstaje organizacja państwowa, którą źródła frankijskie i bizantyjskie nazywają Morawami. Ma warownie o wałach drewniano-ziemnych, warsztaty złotnicze, własną warstwę możnych i kontakty od Ratyzbony po Konstantynopol. Wykopano jej grody — w Mikulčicach, w Starym Měscie, w Nitrze — z fundamentami kilkunastu kościołów kamiennych i z tysiącami pochówków.
Upadek około 906 roku, po najeździe węgierskim, był całkowity. Struktura kościelna rozpadła się, elita zniknęła, a ośrodki opustoszały na tyle, że do dziś nie ustalono rozstrzygająco, które stanowisko było główną siedzibą władcy. Bywa nawet stawiana teza, że całe państwo leżało gdzie indziej, niż się przyjmuje. To rzadkość w Europie: państwo dobrze poświadczone w obcych dokumentach i niepewne w geografii.
Dla dziejów wiary ważne jest, co w tym krótkim czasie zdążono zrobić. Chrystianizacja szła najpierw od zachodu, z Bawarii, po łacinie; władca morawski poprosił wtedy Konstantynopol o misję, która nauczałaby w języku zrozumiałym — i to żądanie, poświadczone w źródłach, jest jedną z lepiej udokumentowanych decyzji politycznych tego stulecia. Chodziło nie o pobożność, lecz o uniezależnienie się od kościelnej zwierzchności sąsiada.
Po upadku obszar rozszedł się na trzy strony i już się nie zrósł. Morawy i Czechy weszły w orbitę zachodnią, Słowacja na tysiąc lat w granice węgierskie. Ten rozdział — nie różnica wiary, lecz przynależności państwowej — tłumaczy większość późniejszych różnic między tymi krajami i jest rzeczą, do której ten dział wraca kilka razy.
863: pierwszy alfabet słowiański powstał tutaj
Zapis po fakcieGłagolica została ułożona od zera dla języka, który pisma nie miał. Po dwudziestu latach wygnano stąd jej użytkowników.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPrzybycie misji w 863 roku; zgoda papieska na język słowiański w latach siedemdziesiątych IX wieku i jej cofnięcie; śmierć Metodego w 885 i usunięcie uczniów; głagolica w liturgii chorwackiej miejscami do XX wieku; 5 lipca jako dzień wolny w obu dzisiejszych krajach
- Autorstwo głagolicy przypisuje się starszemu z braci na podstawie źródeł późniejszych o kilkadziesiąt lat.
- Okoliczności cofnięcia zgody papieskiej i wygnania uczniów znamy z relacji stronniczych.
- Miejsce i czas powstania cyrylicy jako pisma odrębnego nie są ustalone dokładnie.
W 863 roku przybywa na Morawy misja z Konstantynopola, która przywozi rzecz bez precedensu: alfabet ułożony celowo dla języka słowiańskiego, wraz z przekładem ksiąg liturgicznych. Głagolica nie jest przeróbką greki — jej znaki są w większości nowe i dobrane do głosek, których grecki nie ma. Jest to jeden z nielicznych w dziejach Europy przypadków pisma zaprojektowanego, a nie przejętego.
Rzecz szła wbrew regule, która wtedy obowiązywała: że nabożeństwo sprawuje się po hebrajsku, grecku albo łacinie. Zgoda papieska na język słowiański została w latach siedemdziesiątych IX wieku wydana, a potem cofnięta. Po śmierci Metodego w 885 roku jego uczniów usunięto z Moraw; część sprzedano w niewolę, część uciekła na południe, do Bułgarii i Chorwacji.
I tam rzecz przeżyła. W Bułgarii z głagolicy rozwinięto pismo prostsze, oparte na greckich literach, nazwane potem cyrylicą — i to ono trafiło na Ruś, a stamtąd na pół kontynentu. Alfabet, którym dziś pisze się od Sofii po Władywostok, wywodzi się z decyzji podjętej na Morawach w 863 roku i stamtąd wypędzonej. W Chorwacji sama głagolica utrzymała się w liturgii miejscami aż do XX wieku.
Na miejscu został ślad kalendarzowy: obaj bracia są dziś patronami Europy, a 5 lipca jest w Czechach i na Słowacji dniem wolnym. Dla działu ważniejsze jest jednak co innego — to jest najczystszy przykład tego, jak decyzja o JĘZYKU obrzędu rozstrzyga o przynależności kulturowej całych obszarów na tysiąc lat naprzód.
Bóstwa
Bóg, który przetrwał w przekleństwie, i ci, których dopisano
O bóstwach tego obszaru nie mamy ani jednego opisu spisanego przez wyznawcę. Mamy cztery rodzaje śladów o różnej wartości, a najmocniejszy z nich jest zaskakujący: imię boga burzy przetrwało tysiąc lat w słowackim przekleństwie, bo nikt nie uważał przekleństw za religię.
Parom: bóg, który przetrwał tysiąc lat w przekleństwie
Zebrane z ustSłowak mówiący „do Paroma!" wywołuje boga burzy, nie wiedząc o tym. Kamienne siekierki nazywano tam strzałami Paroma.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoSłowackie przekleństwa z imieniem Paroma w użyciu do dziś; nazywanie kamiennych siekierek i belemnitów strzałami Paroma, zapisane w XIX i XX wieku; kamienne siekierki znajdowane pod progami i w węgłach budynków; nazwy miejscowe oparte na tym rdzeniu
- Nie ma na tym obszarze żadnego opisu kultu tego bóstwa z czasów, gdy istniał.
- Nazwy miejscowe oparte na tym rdzeniu bywają wywodzone także od imion osobowych i nie dowodzą miejsca kultu.
- Wiek zwyczaju wkładania kamiennych siekierek pod próg nie da się ustalić; poświadczony jest dopiero w XIX wieku.
Perun, bóstwo burzy poświadczone u Słowian wschodnich i południowych, na tym obszarze nie ma ani jednego opisu kultowego. Ma natomiast coś rzadszego: żywą obecność w języku. Słowackie przekleństwa z imieniem Paroma są w użyciu do dziś, a zwroty życzące komuś spotkania z nim należą do najmocniejszych w tym języku. Nikt ich nie odczuwa jako religijnych i właśnie dlatego przetrwały.
Drugi ślad jest przedmiotowy. Znajdowane w ziemi kamienne siekierki z epoki kamienia nazywano na Słowacji i Morawach strzałami Paroma i przypisywano im pochodzenie od pioruna; kładziono je pod próg, w węgieł domu albo do obory, żeby chronić przed uderzeniem. To samo robiono z belemnitami, skamieniałymi muszlami głowonogów o kształcie pocisku. Praktyka jest zapisana w XIX i XX wieku, a same przedmioty znajduje się w kontekstach budowlanych znacznie starszych.
Trzeci ślad siedzi w nazwach. Wzniesienia i wsie o nazwach opartych na tym rdzeniu występują na całym obszarze, podobnie jak nazwy oparte na dębie — drzewie, które w całej Słowiańszczyźnie łączy się z tym bóstwem. Tu trzeba jednak ostrożności: nazwa miejscowa nie dowodzi świątyni, a dąb rósł wszędzie i nazywano od niego wsie bez żadnego związku z kultem.
Rachunek wygląda więc tak. Że bóstwo o tym imieniu było na tym obszarze znane — wynika z języka i z nazw, i jest bardzo prawdopodobne. Jak wyglądał jego kult, kto go sprawował i co przy tym mówiono — nie wiadomo w ogóle, a wszystko, co się o tym czyta, pochodzi z rekonstrukcji robionych od XIX wieku na podstawie materiału z Rusi i Bałkanów.
Co czeskie kroniki naprawdę mówią o dawnych bogach
Zapis po fakcieNajstarsza kronika czeska podaje imiona rzymskie zamiast miejscowych. To nie jest zapis wiary, tylko przekład na cudzy system.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoKronika czeska spisana w latach dwudziestych XII wieku, podająca imiona rzymskie zamiast miejscowych; zakazy kościelne i książęce z XI–XIII wieku dotyczące ofiar przy źródłach, gajach i drzewach oraz obrzędów pogrzebowych; kroniki z XIV wieku i późniejsze, podające imiona bez oparcia w źródłach wcześniejszych
- Imiona rzymskie w najstarszej kronice nie pozwalają odtworzyć miejscowych; każde przypisanie jest domysłem.
- Konkretne imiona bóstw pojawiające się w kronikach późniejszych nie mają potwierdzenia w źródłach wcześniejszych.
- Listy zakazów opisują praktyki, nie wierzenia, i były częściowo przepisywane z wzorców obcych.
Podstawowym źródłem do dawnej wiary Czechów jest kronika spisana w latach dwudziestych XII wieku, czyli mniej więcej dwieście lat po chrzcie kraju. Jej autor był kanonikiem praskim, pisał po łacinie i pisał dla duchowieństwa. Gdy dochodzi do dawnych bóstw, używa imion rzymskich — pojawiają się u niego Jowisz, Mars, Bellona, Ceres — bez podawania nazw miejscowych.
To nie jest niedbałość, tylko ówczesna norma: cudzego boga tłumaczyło się na najbliższego własnego, tak jak Rzymianie robili z bogami Galii i Germanii. Dla nas znaczy to jednak rzecz zasadniczą — z tego zapisu NIE DA SIĘ odczytać, jak miejscowe bóstwa się nazywały ani co robiły. Wiemy tylko, że autor uznał je za porównywalne z rzymskimi bóstwami nieba, wojny i urodzaju.
Drugą warstwą są listy zakazów. Dokumenty kościelne i książęce z XI–XIII wieku zakazują składania ofiar przy źródłach, gajach i drzewach, palenia ogni w określone noce, obrzędów przy pochówkach z tańcem i maskami oraz stawiania jedzenia dla zmarłych. Zakaz jest dowodem, że rzecz się odbywała, i to jest jego cała wartość; nie mówi natomiast, co przy tym myślano.
Trzecią warstwą są kroniki późniejsze, z XIV wieku i dalej, w których pojawiają się już konkretne imiona bóstw. Problem polega na tym, że są one o dwieście do czterystu lat młodsze od poprzednich, a ich autorzy mieli te same źródła co my — plus fantazję. Wszystko, co u nich nowe, jest podejrzane z samej arytmetyki.
Radegast: bóstwo, które przeprowadzono na morawską górę w XIX wieku
Ułożone po fakcieŚredniowieczna wzmianka dotyczy grodu nad Bałtykiem, nie góry na Morawach. Związek z Radhoštěm zbudowano w XIX wieku.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoWzmianki w źródłach niemieckich z XI wieku dotyczące grodu połabskiego nad Bałtykiem; brak jakiegokolwiek zapisu średniowiecznego o sanktuarium na morawskiej górze; posąg ustawiony na szczycie w 1931 roku i figury misjonarzy postawione tam wcześniej
- Czy średniowieczne źródło podaje imię bóstwa, czy nazwę grodu, nie zostało rozstrzygnięte ostatecznie.
- Pochodzenie samej nazwy morawskiej góry jest przedmiotem sporu językowego i nie musi mieć związku z tym imieniem.
- Brak warstwy kultowej na szczycie nie dowodzi, że nigdy jej tam nie było.
Imię Radegast pojawia się w źródłach niemieckich z XI wieku w związku z grodem plemienia połabskiego leżącym nad Bałtykiem, kilkaset kilometrów od Moraw. Już w średniowieczu doszło przy tym do pomieszania: nazwa miejsca została odczytana jako imię bóstwa, a późniejsi autorzy powtarzali to bez sprawdzenia. To jest pierwszy błąd w tym ciągu i ma blisko tysiąc lat.
Drugi błąd jest nowożytny. Morawska góra Radhošť nosi nazwę o podobnym brzmieniu, co w XIX wieku wystarczyło, żeby przypisać jej dawne sanktuarium tego bóstwa. Żaden zapis średniowieczny takiego sanktuarium nie zna, a badania na szczycie nie dały warstwy kultowej sprzed chrystianizacji. Została sama nazwa i skojarzenie.
Trzeci krok jest materialny i ma dokładną datę. Na szczycie postawiono w 1931 roku kamienny posąg przedstawiający bóstwo, a nieco niżej — wcześniej — figury dwóch misjonarzy z 863 roku. Dziś stoją tam obok siebie i są fotografowane jako świadectwo dawnej wiary; jedno i drugie jest dziełem XX wieku, wykonanym przez znanych z nazwiska rzeźbiarzy, w znanym roku.
Rzecz opisano tu w całości celowo, bo pokazuje mechanizm w stanie czystym. Nie ma tu żadnego fałszerstwa ani złej woli — jest pomyłka średniowiecznego pisarza, podobieństwo nazw, potrzeba dawności w wieku odrodzenia narodowego i posąg, który tę potrzebę zaspokoił. Cztery kroki, z których każdy da się wskazać, a razem dają rzecz, w którą wierzy dziś większość odwiedzających.
Które boginie są poświadczone, a które ułożył XIX wiek
Ułożone po fakcieMorena jest w zapisach od średniowiecza jako nazwa kukły. Vesna i Živa weszły do obiegu dopiero w wieku odrodzenia narodowego.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoNazwa kukły w dokumentach zakazujących od XIV i XV wieku; brak jakiegokolwiek średniowiecznego zapisu o bogini o tym imieniu; imiona bóstw wprowadzone do obiegu w piśmiennictwie XIX wieku; dziewiętnastowieczny zbiór pieśni czeskich wykazany jako podrobiony
- Czy nazwa kukły pochodzi od dawnego imienia bóstwa, nie zostało wykazane ani wykluczone.
- Zakres, w jakim dziewiętnastowieczne zbiory pieśni zawierają materiał autentyczny obok podrobionego, bywa oceniany różnie.
Morena — nazwa kukły wynoszonej i topionej na przedwiośniu — pojawia się w dokumentach zakazujących od XIV i XV wieku, a więc jest poświadczona jako nazwa obrzędowa naprawdę dawna. Nie znaczy to jednak, że była imieniem bogini. Zapisy mówią o kukle, o wyniesieniu i o utopieniu; o bóstwie nie mówi żaden. Krok od nazwy kukły do bogini śmierci wykonano dopiero w XIX wieku i wykonano go bez podstawy.
Vesna, uznawana dziś powszechnie za słowiańską boginię wiosny, nie występuje w żadnym źródle średniowiecznym. Jej imię jest po prostu słowem oznaczającym wiosnę w kilku językach słowiańskich, a w postaci bóstwa pojawia się w piśmiennictwie dziewiętnastowiecznym — w tym samym, które budowało narodowe panteony w Czechach, na Słowacji, w Polsce i w Rosji, bo każdy z tych ruchów chciał mieć własny Olimp.
Podobnie rzecz ma się z kilkoma innymi imionami krążącymi dziś w obiegu popularnym. Część z nich wywodzi się z jednego dziewiętnastowiecznego zbioru rzekomo dawnych pieśni czeskich, który w XIX i XX wieku wykazano jako podrobiony — a mimo to jego zawartość weszła do powszechnego wyobrażenia o dawnej wierze i siedzi w nim do dziś. To jest dokładnie ta sama historia co z walijskim zbiorem z 1792 roku.
Stanowisko działu jest tu takie samo jak zawsze i nie jest wrogie. Obrzęd z kukłą jest stary i poświadczony; imię kukły jest stare i poświadczone; bogini o tym imieniu nie jest poświadczona nigdzie. Kto chce dziś czcić Morenę, robi rzecz nową i ma do niej prawo — pod warunkiem że nie podaje jej za tysiącletnią.
Jedzenie dla zmarłych i drzwi zostawione niedomknięte
Zapis z tamtych czasówStawianie pokarmu dla zmarłych zakazywano od XI wieku, a robiono jeszcze w XX. To najdłuższy ciąg w całym tym materiale.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZakazy stawiania pokarmu zmarłym i ucztowania na cmentarzu od XI wieku; te same praktyki opisywane przez zbieraczy w XIX i XX wieku; obyczaj wieczerzy wigilijnej z nakryciem dla nieobecnego i zakazem sprzątania; czynności pogrzebowe zamykające drogę powrotną
- Ciągłość między praktyką zakazywaną w XI wieku a opisaną w XIX nie jest wykazana dokumentami z okresu pomiędzy.
- Pierwotny sens poszczególnych czynności pogrzebowych bywa wyjaśniany rozbieżnie i żadne wyjaśnienie nie zostało wykazane.
Wśród praktyk zakazywanych przez dokumenty kościelne od XI wieku najczęściej powraca jedna: dawanie jedzenia i picia zmarłym. Zakazy wymieniają stawianie potraw na grobach, ucztowanie na cmentarzu i zostawianie porcji w domu. Te same czynności opisują zbieracze obyczajów w XIX i XX wieku, często niemal tymi samymi słowami. Siedemset lat między jednym a drugim zapisem to najdłuższy nieprzerwany ślad w całym materiale tego obszaru.
Wieczerza wigilijna zachowała z tego najwięcej. Nakrycie dla nieobecnego, którego nie wolno ruszyć; potrawy zostawiane na stole przez noc; zakaz sprzątania i zakaz wstawania od stołu; miejsce, na które nikt nie siada. W wersjach słowackich dochodzi do tego wynoszenie części potraw do obory i do sadu, a także rzucanie łyżki pierwszej potrawy w róg izby.
Drugim skupiskiem jest sam pochówek. Zapisy notują zatrzymywanie zegara, zasłanianie luster, otwieranie okna po śmierci, wynoszenie ciała nogami naprzód i tak, żeby nie dotknęło progu, a także wylewanie wody za orszakiem. Wszystko to są czynności o jednym wspólnym sensie — o zamknięciu drogi powrotnej — i wszystkie są wspólne dla całej Europy Środkowej.
Trzeba przy tym powiedzieć rzecz, o której przy takich zbiorach łatwo zapomnieć. Ludzie, którzy to robili, chodzili do kościoła, zamawiali msze za zmarłych i nie widzieli tu żadnej sprzeczności. Rozdzielenie na „wiarę" i „zabobon" jest podziałem urzędowym, wprowadzonym z zewnątrz; w domu, w którym stawiano talerz, żaden taki podział nie istniał.
Mity o początku i końcu
Woda bez brzegu, nurek po ziemię i droga, której ktoś nie przeszedł
Skąd wziął się świat i dokąd idzie się po śmierci. Miejscowa odpowiedź na pierwsze pytanie okazuje się nie być miejscowa: ten sam mit o nurku po ziemię ciągnie się od Syberii przez Ugrofinów i Ruś aż na Bałkany.
Nurek po ziemię: mit, który biegnie od Syberii po Bałkany
Zebrane z ustNa początku jest woda bez brzegu i dwóch. Jeden schodzi na dno po garść ziemi — i z niej rośnie świat.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy karpackie, słowackie i morawskie z XIX i XX wieku o wodzie pierwotnej, dwóch twórcach i nurkowaniu po ziemię; trzykrotna próba i ziemia rosnąca; ziemia ukryta w ustach dająca góry i bagna; odpowiedniki wątku u ludów syberyjskich, ugrofińskich, na Rusi, w Rumunii, w Bułgarii i w Ameryce Północnej
- Nie wiadomo, czy postać drugiego twórcy jest warstwą dawną, czy skutkiem oddziaływania nauk dualistycznych z Bałkanów.
- Zapisy pochodzą z XIX i XX wieku; wcześniejszych wersji z tego obszaru nie ma.
- Rozległe rozmieszczenie wątku tłumaczy się rozbieżnie: przekazem albo niezależnym powstaniem.
W zapisach karpackich, słowackich i morawskich powtarza się opowieść o początku, której budowa jest wszędzie taka sama. Najpierw jest woda bez brzegu i dna, a nad nią dwaj: Bóg i towarzysz, zwykle nazywany diabłem. Świata nie da się zrobić z niczego — potrzebna jest ziemia, a ziemia leży na dnie. Nurkuje po nią ten drugi, nie Bóg, i przynosi garść albo ziarnko, zwykle za trzecim razem, bo dwa pierwsze zejścia się nie udają.
Dalej wszystkie wersje rozchodzą się w ten sam sposób. Przyniesiona ziemia zaczyna rosnąć i staje się lądem. Towarzysz próbuje jednak zachować część dla siebie — chowa ją w ustach albo pod paznokciem — a gdy ląd rośnie i w jego ustach, musi ją wypluć: stąd góry, bagna i kamienie. Świat wychodzi więc z pracy dwóch, z których jeden oszukiwał, i dlatego nie jest gładki.
Rzecz zasadnicza jest w zasięgu. Ten sam wzór — woda pierwotna, dwóch, nurkowanie, trzykrotna próba, ziemia rosnąca, zdrada wspólnika — zapisano u ludów syberyjskich, u Ugrofinów, na Rusi, w Rumunii, w Bułgarii i w Ameryce Północnej. Jest to najprawdopodobniej najszerzej rozsiany mit o powstaniu świata na półkuli północnej, a jego rozmieszczenie idzie w poprzek rodzin językowych i nie pokrywa się z żadną granicą polityczną.
Trzeba uczciwie dodać, co jest w tej sprawie sporne. Wersja z dwoma twórcami, z których jeden psuje dzieło, bywa wyjaśniana wpływem nauk dualistycznych rozchodzących się z Bałkanów w średniowieczu — a więc byłaby warstwą chrześcijańską, nie dawniejszą. Inne ujęcie widzi tu wzór znacznie starszy, przyniesiony z północy i wschodu, na który dualizm został dopiero nałożony. Nie zostało to rozstrzygnięte i prawdopodobnie rozstrzygnąć się nie da.
Zaświaty: woda do przejścia, drzewo do wejścia i dzieci, które utknęły
Zebrane z ustDo zmarłych idzie się przez wodę albo w górę po drzewie. Kto nie przeszedł, zostaje przy żywych — i to jest najgroźniejsza kategoria.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy z XVIII–XX wieku z motywem wody do przejścia, mostu i monet wkładanych do trumny; droga w górę po drzewie albo górze; sad i łąka jako miejsce docelowe; osobne nazwy dla zmarłych, którzy nie przeszli — dzieci bez chrztu, topielców, samobójców, kobiet zmarłych przy porodzie; praktyki pogrzebowe zamykające drogę powrotną
- Uporządkowany obraz zaświatów z piętrami i sądem nie występuje w zapisach z tego obszaru i pochodzi z warstw późniejszych.
- Zapisy pochodzą z XVIII–XX wieku i nie pozwalają ocenić wieku poszczególnych wyobrażeń.
- Nazwy istot powstałych ze zmarłych bez pochówku bywają w sąsiednich regionach używane w różnych znaczeniach.
Obraz zaświatów w tym materiale nie jest jednolity i lepiej tego nie wygładzać. Powtarzają się natomiast trzy elementy. Pierwszym jest WODA jako granica: zmarły musi ją przejść albo przepłynąć, stąd monety wkładane do trumny, most w opowieściach o wędrówce duszy i zakaz oglądania się przy przeprawie. Drugim jest DRZEWO albo góra — droga w górę, po której idą ci, którym się powiodło. Trzecim jest sad albo łąka jako miejsce docelowe, opisywane jako kraina ciepła i zieleni.
Kluczowa jest jednak nie geografia, lecz podział na tych, którzy DOSZLI, i tych, którzy nie. Ci drudzy są w tym przekazie najgroźniejsi i mają osobne nazwy: dzieci zmarłe bez chrztu, samobójcy, topielcy, kobiety zmarłe przy porodzie, ludzie pochowani niewłaściwie albo zabici bez pochówku. Nie są ani tu, ani tam; trzymają się miejsca swojej śmierci, płaczą nocą, wodzą po bezdrożach, a czasem szkodzą.
Z tego podziału wynika prawie cała praktyka pogrzebowa opisana w innych kartach tego działu. Zamykanie drogi powrotnej, wynoszenie ciała nogami naprzód i nie przez próg, zasłanianie luster, wylewanie wody za orszakiem, a przy podejrzeniu najgorszym — zabezpieczanie grobu kamieniem albo obciążeniem. Wszystko to służy jednej rzeczy: dopilnowaniu, żeby zmarły PRZESZEDŁ, i żeby nie wrócił, jeśli nie przeszedł.
Trzeba zaznaczyć, czego tu nie ma, bo to bywa dopisywane. W zapisach z tego obszaru nie występuje rozbudowany, uporządkowany zaświat z piętrami, strażnikami i sądem — taki obraz pochodzi albo z nauki chrześcijańskiej, albo z rekonstrukcji XIX-wiecznych, które budowały słowiańską mitologię na wzór greckiej i skandynawskiej. Materiał zastany jest skromniejszy, mniej spójny i dużo bardziej praktyczny: mówi, co zrobić, a nie jak to jest urządzone.
Legendy i bohaterowie
Wieszczka, oracz, zbójnik z aktami procesu i uczeń czarnoksiężnika
Legenda założycielska nie jest opowieścią o przeszłości, tylko roszczeniem wygłoszonym w teraźniejszości. Gdy kronikarz pisze, że dynastia wzięła się od oracza wskazanego przez wieszczkę, uzasadnia jej prawo do tronu wobec konkurentów, którzy żyją i mają wojsko.
Wieszczka i oracz: legenda, która była roszczeniem do tronu
Zapis po fakcieKobieta widząca przyszłość wskazuje na chłopa przy pługu i czyni go księciem. Spisano to, gdy jego potomkowie potrzebowali uzasadnienia.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoKronika czeska z lat dwudziestych XII wieku, spisana dwieście lat po chrzcie kraju; opowieść o trzech siostrach i o oraczu; przepowiednia o mieście nad rzeką; uwagi kronikarza o niestosowności rządów kobiety; wczesne osadnictwo potwierdzone na wzgórzu nad rzeką
- Historyczność postaci z tej opowieści nie została wykazana i nie jest prawdopodobna w podanej formie.
- Które elementy kronikarz zastał w przekazie ustnym, a które ułożył sam, pozostaje przedmiotem sporu.
- Związek konkretnych miejsc z opowieścią pochodzi z zapisu, nie z materiału archeologicznego.
Najstarsza kronika czeska, spisana w latach dwudziestych XII wieku, opowiada o trzech siostrach obdarzonych osobnymi zdolnościami: jedna znała zioła i leczenie, druga wróżby i czary, trzecia — najmłodsza — widziała przyszłość i sądziła spory. To ona, według opowieści, wskazała na człowieka orzącego pole i uczyniła go swoim mężem oraz władcą, od którego wywodzi się dynastia panująca. Ona też miała przepowiedzieć, że nad rzeką powstanie miasto, którego sława sięgnie gwiazd.
Rzecz trzeba czytać z datą w ręku. Kronikarz pisze dwieście lat po chrzcie kraju, w czasie, gdy dynastia toczy spory o tron i potrzebuje rodowodu starszego niż wszyscy konkurenci. Opowieść o oraczu daje jej dwie rzeczy naraz: początek z woli wyższej, nie z podboju, oraz pochodzenie z ziemi, a więc związek z krajem mocniejszy niż u kogokolwiek przybyłego. Jest to argument prawny ubrany w fabułę.
W samej opowieści siedzi jednak warstwa, której kronikarz raczej nie wymyślił, bo mu nie służyła. Przekazanie władzy PRZEZ KOBIETĘ, sąd sprawowany przez kobietę i wróżbiarstwo jako umiejętność kobiecą to wątki, z którymi autor — duchowny — wyraźnie się zmaga; opisuje je z niechęcią i dopisuje uwagi o tym, jak niestosowne jest rządzenie przez niewiastę. To, co pisarz gani, a mimo to zapisuje, bywa najbliżej materiału zastanego.
Miejsca związane z tą opowieścią — wzgórze nad rzeką z rotundą, skała nad wodą, wieś wskazana jako pole oracza — pokazuje się dziś jako historyczne. Są to miejsca prawdziwe i stare, lecz ich związek z opowieścią pochodzi z kroniki, a nie odwrotnie; archeologia potwierdza tam wczesne osadnictwo i nie potwierdza niczego więcej.
Wojna dziewcząt: gród naprzeciw grodu
Zapis po fakciePo śmierci wieszczki kobiety miały zbudować własny gród i wypowiedzieć wojnę mężczyznom. Kronikarz podaje to jako fakt.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoKronika czeska z XII wieku z opisem grodu kobiet i wojny; odpowiedniki motywu państwa kobiet w tradycjach od Grecji po Kaukaz; nazwa miejscowa nad rzeką oznaczająca dziewczęta
- Historyczność opisanego konfliktu nie została wykazana i jest mało prawdopodobna.
- Nie da się rozstrzygnąć, czy nazwa miejscowa zrodziła opowieść, czy opowieść przylgnęła do nazwy.
Ta sama kronika z XII wieku opowiada, że po śmierci wieszczki kobiety, przywykłe do władzy, nie chciały jej oddać. Zbudowały własny gród naprzeciw książęcego, po drugiej stronie rzeki, obrały wodzankę i przez pewien czas prowadziły wojnę, wygrywając ją podstępem — zapraszając mężczyzn na ucztę i zabijając ich we śnie. Skończyło się szturmem i zdobyciem grodu.
Opowieść ma w Europie odpowiedniki i jest to jej najważniejsza cecha. Motyw państwa kobiet, które trzeba pokonać, żeby porządek wrócił do normy, występuje od Grecji po Kaukaz i wszędzie pełni tę samą rolę: pokazuje świat odwrócony po to, żeby uzasadnić świat obecny. Nie jest to więc zapis pamięci o rzeczywistym konflikcie, tylko figura myślowa o dobrze znanej funkcji.
Z drugiej strony nie należy jej lekceważyć jako zwykłej bajki, bo pojawia się dokładnie tam, gdzie poprzednia opowieść mówiła o władzy kobiecej. Kronikarz najpierw zapisuje, że władza przeszła przez kobietę, a zaraz potem, że kobiety trzeba było siłą od władzy odsunąć. Te dwa człony są jedną konstrukcją: dawniej mogło tak być, dziś tak być nie może. Tak działa uzasadnienie porządku.
Miejsce grodu kobiet wskazuje się dziś nad rzeką, w miejscu o nazwie oznaczającej dziewczęta. Nazwa jest realna i dawna, opowieść jest realna i dawna — związek między nimi jest natomiast tym, co należy do XII wieku, i nie da się wykazać, co było pierwsze.
Koń, który skoczył ze skały, i klątwa rzucona na kopalnię
Zebrane z ustSkazaniec prosi o ostatnią jazdę, a jego koń przeskakuje mur grodu nad rzeką. To opowieść o sporze rolników z górnikami.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoNowożytne zapisy opowieści o skazańcu i koniu; miejsce pochówku pokazywane na dziedzińcu grodu nad rzeką; udokumentowany konflikt między osadami rolniczymi a górniczymi na tym obszarze; zapisy o zakazach i istotach podziemnych z rejonów wydobywczych
- Opowieść znana jest z zapisów nowożytnych; jej wcześniejsze istnienie nie zostało wykazane.
- Wątek skoku konia występuje w kilku tradycjach europejskich i nie jest miejscowy.
Opowieść znana w wersji nowożytnej mówi o rycerzu skazanym przez księcia za zniszczenie kopalni srebra. Przed wykonaniem wyroku prosi o ostatnią przejażdżkę na własnym koniu; koń przesadza mur grodu położonego wysoko nad rzeką i ratuje jeźdźca, a sam ginie z wysiłku i zostaje pochowany na dziedzińcu. Do dziś pokazuje się tam miejsce, gdzie miał leżeć.
Pod fabułą siedzi spór gospodarczy, który jest całkiem realny. Wydobycie srebra i złota niszczyło grunty rolne, zatruwało wodę i zabierało ludzi z pól; konflikt między osadami rolniczymi a górniczymi przewija się przez dokumenty tego obszaru przez stulecia. W opowieści rycerz mówi wprost, że gdy wszyscy pójdą kopać, nie będzie komu orać — i to zdanie jest sensem całej rzeczy.
Wątek konia ratującego skazańca skokiem z wysokości jest szerszy niż Czechy i występuje w kilku tradycjach europejskich. Sam skok jest oczywiście niemożliwy; miejsce, z którego miał nastąpić, leży kilkadziesiąt metrów nad wodą. Nie o wykonalność tu jednak chodzi, tylko o to, że zwierzę jest w tej opowieści stroną — istotą, która płaci własnym życiem za cudze.
Rzecz ma ciąg dalszy w folklorze górniczym tego samego obszaru. Zapisy z rejonów wydobywczych mówią o klątwach rzucanych na żyły kruszcu, o istotach podziemnych ostrzegających przed zawałem i o zakazach — nie gwizdać pod ziemią, nie wchodzić w określone dni, nie wymieniać pewnych słów. Górnictwo jest tu jednym z nielicznych zawodów z własnym, dobrze udokumentowanym zestawem praktyk ochronnych.
Miecz w moście: przedmiot, który ma czekać na godzinę
Zapis po fakcieW filarze mostu ma tkwić zamurowany miecz, który sam wyjdzie, gdy krajowi będzie najgorzej. To ten sam wzór co śpiący rycerze.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoOpowieść rycerska znana z XIV wieku; herb z lwem starszy od opowieści; figura rycerza z lwem stojąca na moście, pochodząca z XIX wieku i zastępująca starszą; brak wzmianki o mieczu w dokumentach budowlanych
- Herb z lwem jest starszy od opowieści i nie pochodzi od niej.
- Obecność jakiegokolwiek przedmiotu w filarze mostu nie ma potwierdzenia w dokumentach budowlanych.
Opowieść z XIV wieku prowadzi rycerza w świat, gdzie ratuje lwa walczącego ze smokiem; zwierzę idzie za nim do końca życia i umiera na jego grobie. Stąd — według tej wersji — lew w herbie kraju. Rycerz zdobywa też miecz, który sam ścina głowy na rozkaz, a po powrocie każe go zamurować w filarze mostu praskiego, żeby wyszedł, gdy krajowi będzie najgorzej.
Herb z lwem jest oczywiście starszy od opowieści i pochodzi z heraldyki europejskiej, nie z przygody w dalekim kraju. Opowieść działa więc odwrotnie, niż twierdzi: nie wyjaśnia pochodzenia znaku, tylko dorabia mu rodowód. Jest to zabieg powszechny i zwykle dobrze widoczny, gdy porówna się datę znaku z datą opowieści.
Ciekawszy jest miecz. Przedmiot ukryty w budowli, czekający na godzinę ostatecznej potrzeby, to dokładnie ten sam wzór co wojsko śpiące w górze — i stoi w tym dziale obok niego celowo. W obu wypadkach ratunek jest już złożony, tylko niedostępny; nie trzeba go zdobywać, trzeba doczekać. Jest to figura pocieszenia typowa dla krajów, które przegrywały.
Na moście stoi dziś figura rycerza z lwem u nogi, a przewodniki wskazują filar, w którym miecz miałby tkwić. Sama figura pochodzi z XIX wieku i zastąpiła starszą, uszkodzoną; o mieczu nie mówi żaden dokument budowlany. Rzecz jest przy tym całkowicie żywa — i to jest jedyny powód, dla którego warto ją opisać rzetelnie zamiast wyśmiać.
Jánošík: akta procesu z 1713 i pas, którego w nich nie ma
Zapis z tamtych czasówCzłowiek jest udokumentowany aktami sądowymi. Magiczny pas, koszula i siekiera dopisały się przez następne sto lat.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoAkta dwóch procesów z zeznaniami, zachowane; urodzenie w 1688 roku i stracenie w marcu 1713; brak w aktach jakichkolwiek elementów nadprzyrodzonych; przedmioty magiczne pojawiające się w przekazie XIX-wiecznym; odpowiedniki tych przedmiotów w tradycji polskiej i rumuńskiej
- Zeznania z akt składane były pod przymusem i nie oddają wiernie przebiegu zdarzeń.
- Moment i droga, którą do postaci dołączono przedmioty magiczne, nie zostały odtworzone w szczegółach.
Juraj Jánošík jest postacią w pełni historyczną i, co rzadkie przy takich bohaterach, dobrze udokumentowaną. Urodzony w 1688 roku, służył w wojsku, potem zbójował w górach przez niespełna dwa lata, został schwytany, osądzony i stracony w marcu 1713 roku. Zachowały się akta obu procesów, z zeznaniami jego i świadków — wiemy więc, kogo napadał, ile zabrał i jak się bronił.
W aktach nie ma niczego nadprzyrodzonego. Nie ma pasa dającego siłę, koszuli chroniącej przed kulą ani siekiery wracającej do ręki. Wszystkie te przedmioty pojawiają się w przekazie późniejszym, a rozkwitają w XIX wieku, gdy postać zbójnika staje się w ruchu odrodzenia narodowego figurą oporu przeciw obcemu panu. Odstęp między aktami a magią wynosi sto kilkadziesiąt lat i da się go prześledzić.
Nie znaczy to, że warstwa magiczna jest bezwartościowa — znaczy tylko, że jest o czym innym. Zbójnicki pas, koszula i siekiera należą do wspólnego zasobu karpackiego, tego samego, który w Polsce i w Rumunii daje podobne przedmioty podobnym bohaterom; wszystkie mają jedną funkcję: uczynić człowieka spoza prawa nietykalnym dla prawa. To jest wyobrażenie o władzy, nie relacja ze zdarzeń.
Interesująca jest jeszcze jedna rzecz, widoczna dopiero przy zestawieniu obu warstw. W aktach Jánošík rabuje kupców i dzieli się łupem ze wspólnikami; w przekazie XIX-wiecznym zabiera bogatym i oddaje biednym. Zmiana nastąpiła wtedy, gdy postać przestała być sprawą kryminalną, a zaczęła być argumentem. Taki sam zwrot widać przy kilkunastu innych bohaterach Europy.
Zbójnicki zasób: pas, koszula, ogień i przysięga
Zebrane z ustTen sam zestaw przedmiotów i obrzędów powtarza się po obu stronach gór, w trzech językach, przy różnych bohaterach.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPowtarzalny zestaw przedmiotów przypisywanych zbójnikom po stronie słowackiej, polskiej i rumuńskiej; zapisy o przysiędze, ogniu i mieszaniu krwi z XIX wieku; akta sądowe wskazujące na tożsamość zbójników i pasterzy; wcześniejsze zapisy chłopskie mówiące o strachu przed napadami
- Zapisy o obrzędach przystąpienia pochodzą w większości z XIX wieku i mogą oddawać stan ówczesny.
- Kierunek rozchodzenia się zasobu wzdłuż Karpat opiera się na podobieństwie, a nie na wykazanym przekazie.
Wokół postaci zbójnickich w całych Karpatach krąży jeden zestaw rzeczy. Pas skórzany noszony na gołym ciele, dający siłę i odporność; koszula uszyta w określonych warunkach, chroniąca przed ostrzem i kulą; siekiera o długim toporzysku, która wraca do ręki albo sama trafia; wreszcie zioło albo kamień pozwalający otwierać zamki. Zestaw powtarza się po stronie słowackiej, polskiej i rumuńskiej, przy różnych bohaterach i w różnych językach.
Obok przedmiotów stoją obrzędy przystąpienia. Zapisy mówią o przysiędze składanej w nocy, o tańcu wokół ognia, o skoku przez ogień i o mieszaniu krwi. Część z nich wygląda na przeniesienie form znanych z obrzędu pasterskiego — bo też zbójnictwo i pasterstwo były na tym obszarze tymi samymi ludźmi w różnych porach roku, co wynika z akt sądowych całkiem wprost.
Rzecz ciekawa jest w geografii. Ten zasób biegnie WZDŁUŻ łuku gór, a nie wzdłuż granic państw czy języków — dokładnie tak samo jak wątek o odbieraniu mleka i jak słownictwo pasterskie. Trzy niezależne zjawiska rysują na mapie tę samą linię, a linia ta jest linią wysokości nad poziomem morza. Jest to jeden z czytelniejszych przykładów w całym atlasie na to, że wierzenia rozchodzą się drogami gospodarki, nie polityki.
Trzeba przy tym dodać rzecz, którą romantyczny obraz zwykle pomija. Zbójnictwo było przestępczością i dotykało głównie ludzi z tych samych wsi: napadano karczmy, plebanie, kupców i zamożniejszych gospodarzy, a ofiary bywały kaleczone. Obraz obrońcy biednych jest tworem XIX wieku, a wcześniejsze zapisy — również te chłopskie — mówią o strachu.
Krabat: pułkownik z nagrobkiem i czarny młyn z opowieści
Ułożone po fakcieCzłowiek jest historyczny, zmarł w 1704 roku i ma grób. Czarny młyn, księga zaklęć i uczniowie zamieniani w kruki doszły później.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoOficer w służbie saskiej pochodzący z ziem chorwackich, obdarowany majątkiem na Łużycach i zmarły w 1704 roku, z zachowanymi aktami i nagrobkiem; brak w aktach jakichkolwiek elementów opowieści; zapisy i wydania łużyckiego przekazu z XIX wieku; odpowiedniki wątku o uczniu czarnoksiężnika w całej Europie
- Nie wykazano, w jaki sposób i przez kogo wątek o uczniu czarnoksiężnika związano z tą konkretną postacią.
- Wiek łużyckiej wersji opowieści przed zapisami z XIX wieku nie jest znany.
- Miejsce wskazywane dziś jako czarny młyn jest odtworzeniem, nie budowlą z epoki.
Łużycka opowieść mówi o chłopcu, który trafia na naukę do młyna nad czarną wodą, gdzie mistrz uczy dwunastu uczniów rzemiosła w dzień, a czarów w nocy, z czarnej księgi. Raz do roku jeden z uczniów musi umrzeć. Uczniowie bywają zamieniani w kruki; wyzwolenie przychodzi, gdy dziewczyna rozpozna ukochanego wśród jednakowych ptaków. Jest to jedna z najlepiej rozbudowanych opowieści o czarnoksięskim terminowaniu w Europie Środkowej.
Pod nią leży osoba całkowicie realna. Był to oficer w służbie saskiej, pochodzący z południa, z ziem chorwackich — stąd zresztą przezwisko, które znaczy po prostu „Chorwat" — obdarowany majątkiem na Łużycach za zasługi wojskowe i zmarły w 1704 roku. Zostawił po sobie akta, majątek i nagrobek. W aktach nie ma ani młyna, ani księgi, ani kruków.
Połączenie jednego z drugim nastąpiło w XIX wieku, gdy zapisywano i wydawano łużycki przekaz ludowy, a postać miejscowego dobrodzieja o egzotycznym przezwisku okazała się wygodnym wieszakiem na wędrowny wątek o uczniu czarnoksiężnika. Sam ten wątek jest znacznie starszy i występuje w całej Europie; jego łużycka wersja jest najbardziej rozwinięta, ale nie najstarsza.
W dziale stoi to jako trzeci przypadek tego samego mechanizmu — po Jánošíku i po golemie. Za każdym razem mamy udokumentowanego człowieka, wędrowny motyw i XIX wiek, w którym jedno przyklejono do drugiego. Kto przeczyta te trzy karty pod rząd, rozpozna czwarty przypadek sam, bez pomocy — i po to one tu stoją.
Korona czeska
Dwa zabójstwa, uniwersytet i głagolica, która wróciła po 462 latach
Chrzest idzie tu nie jedną decyzją, lecz przeciąganiem liny wewnątrz rodu. Zostają po tym dwa zabójstwa, dwóch patronów, najbogatsza prowincja cesarstwa i klasztor, w którym w 1347 roku znów zaczęto pisać pismem wypędzonym stąd w 885.
Dwa zabójstwa, od których zaczyna się czeska świętość
Zapis po fakcieKsiążę zabity przez brata w 935 i biskup zabity przez pogan w 997 — obaj stali się patronami, każdy innego kraju.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZabójstwo księcia w Starej Boleslavi w 935 (albo 929) roku; śmierć biskupa praskiego podczas misji w 997; złożenie ciała w Gnieźnie i zjazd w 1000 roku; listy zakazów kościelnych z XI i XII wieku
- Rok śmierci Wacława podawany bywa jako 929 albo 935 i nie został rozstrzygnięty.
- Relacje o przedchrześcijańskich praktykach pochodzą z list zakazów, nie z opisów, i nie pozwalają odtworzyć obrzędu.
- Motywy zabójstwa w Starej Boleslavi są przedmiotem sporu.
Chrzest Czech idzie inaczej niż w Polsce: nie jako jedna decyzja, lecz jako kilkudziesięcioletnie przeciąganie liny wewnątrz rodu panującego. W 935 roku — data bywa podawana też jako 929 — książę Wacław ginie z ręki brata w Starej Boleslavi. Zabójstwo miało tło polityczne, a nie wyznaniowe, ale kult zmarłego rozwinął się szybko i uczynił z niego patrona ziemi czeskiej; jego wyobrażenie stoi do dziś na głównym placu Pragi, a korona czeska nosi jego imię.
Drugie zabójstwo jest ważne dla całej Europy Środkowej. Biskup praski Wojciech, po kilkakrotnym opuszczeniu diecezji w sporze z możnymi, wyrusza na misję do Prusów i ginie w 997 roku. Ciało wykupuje i składa w Gnieźnie władca polski, a w 1000 roku przy tym grobie odbywa się zjazd, który ustanawia polską metropolię. Święty czeski został więc fundamentem kościelnej samodzielności Polski — co samo w sobie mówi, jak płynne były wtedy przynależności.
W tle obu tych zdarzeń stoi warstwa, o której wiemy mało i ostrożnie. Zapisy z XI i XII wieku wymieniają praktyki, które duchowieństwo zwalczało: ofiary przy źródłach i drzewach, obrzędy przy pochówkach, wróżenie. Są to jednak listy zakazów, a nie opisy, i mówią więcej o tym, czego zakazujący się obawiał, niż o tym, co rzeczywiście robiono.
Rzeczą godną uwagi jest tempo. Między pierwszym chrztem w kręgu książęcym a biskupstwem z własną strukturą mija tu mniej niż stulecie — szybciej niż w Polsce i znacznie szybciej niż na Litwie. Przyczyną jest sąsiedztwo: Czechy graniczą z Rzeszą i cały ten proces odbywa się pod jej bezpośrednim naciskiem.
1348: Praga dostaje uniwersytet i staje się stolicą cesarstwa
Zapis z tamtych czasówPierwszy uniwersytet na północ od Alp i na wschód od Paryża. Sto lat później to właśnie z niego wyszedł rozłam.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZałożenie uniwersytetu w 1348 roku; przeniesienie stolicy cesarstwa i budowa nowego miasta; srebro z Kutnej Hory; kaplica w Karlštejnie z ponad dwustu malowanymi tablicami; początek budowy mostu w 1357; pogrom w Pradze w 1389 roku
- Zwyczaj wyboru daty i godziny rozpoczęcia budowy mostu jest znany z zapisów nowożytnych i nie ma potwierdzenia z epoki.
- Liczba ofiar pogromu z 1389 roku podawana jest szacunkowo.
W 1348 roku w Pradze powstaje uniwersytet — pierwszy w Europie Środkowej — a miasto staje się stolicą cesarstwa i placem budowy: katedra, most kamienny, nowe miasto rozplanowane od zera na ponad trzystu hektarach. Czechy są wtedy najbogatszą prowincją cesarstwa, głównie dzięki srebru z Kutnej Hory, którego kopalnie dostarczają monety krążącej po pół Europie.
Do tej rozbudowy należą rzeczy, które trafiły potem do legendy. Kaplica krzyża w zamku Karlštejn ma ściany pokryte ponad dwustu tablicami malowanymi na drewnie i wykładane półszlachetnym kamieniem; przechowywano tam insygnia cesarskie i relikwie. Na moście praskim, przy budowie zaczętej w 1357 roku, przyjęto datę i godzinę tworzące ciąg nieparzystych liczb — zapis tego zwyczaju pochodzi jednak dopiero z czasów nowożytnych i nie ma potwierdzenia z epoki.
Dla dziejów wiary najważniejszy skutek jest pośredni. Uniwersytet ściągnął ludzi, spory i teksty; sto lat po jego założeniu to właśnie z jego katedry poszła krytyka Kościoła, która doprowadziła do pierwszego w Europie rozłamu wyznaniowego. Tego nie było w planie — ale bez szkoły w mieście stołecznym nie byłoby też husytyzmu.
Warto odnotować jeszcze jeden szczegół. W 1389 roku, w Wielkanoc, doszło w Pradze do pogromu żydowskiej dzielnicy, w którym zginęło kilkaset osób. Miasto, które w opowieściach figuruje jako miejsce spotkania kultur, miało też to — i obie rzeczy są poświadczone tak samo dobrze.
1347: głagolica wraca do Pragi po czterystu sześćdziesięciu latach
Zapis z tamtych czasówCesarz sprowadził mnichów z Chorwacji, żeby w Pradze sprawowano liturgię po słowiańsku — pismem wygnanym stąd w 885 roku.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZałożenie klasztoru w 1347 roku dla benedyktynów sprowadzonych z wybrzeża chorwackiego; zgoda papieska na liturgię słowiańską jako odstępstwo od reguły trzech języków; rękopisy pisane głagolicą, w tym ewangeliarz wywieziony w XVI wieku do Francji i używany przy koronacjach; zniszczenia z 1945 roku
- Zakres rzeczywistego użycia liturgii słowiańskiej w klasztorze w kolejnych stuleciach nie jest w pełni znany.
- Dzieje rękopisu wywiezionego do Francji rekonstruowane są z zapisów niepełnych.
W 1347 roku założono w Pradze klasztor przeznaczony dla benedyktynów sprawujących liturgię w języku słowiańskim, sprowadzonych z wybrzeża chorwackiego, gdzie ta tradycja przetrwała. Pisali i czytali głagolicą — tym samym alfabetem, który ułożono na Morawach w 863 roku i którego użytkowników wygnano stąd po 885. Odstęp wynosi czterysta sześćdziesiąt dwa lata.
Fundacja wymagała zgody papieskiej, którą wydano; było to odstępstwo od reguły ograniczającej liturgię do trzech języków, uzasadnione właśnie dawną tradycją morawską. Cesarz miał w tym interes polityczny — pokazywał ciągłość między własnym państwem a dziedzictwem Wielkich Moraw — co nie zmienia faktu, że przez blisko trzysta lat w Pradze rzeczywiście śpiewano po słowiańsku i przepisywano księgi głagolicą.
Z tego skryptorium wyszły rękopisy, z których część trafiła potem daleko. Jeden z nich, ewangeliarz pisany częściowo głagolicą, został w XVI wieku wywieziony do Francji i przez stulecia służył przy koronacjach jako księga przysięgi, choć nikt na miejscu nie potrafił go już przeczytać. Jest to jeden z osobliwszych losów, jakie spotkały książkę w dziejach Europy.
Klasztor przetrwał zawirowania husyckie, stając się na pewien czas jedynym w Pradze ośrodkiem dopuszczającym komunię pod dwiema postaciami, i działa do dziś, choć w 1945 roku został trafiony bombami i utracił dawne sklepienia. Dla działu ma znaczenie szczególne: zamyka pętlę otwartą kartą o głagolicy i pokazuje, że rzecz raz wypędzona potrafi wrócić — po czterystu sześćdziesięciu latach i z drugiego końca Słowiańszczyzny.
Rozłam i odwet
Kielich, pięć krucjat, Biała Góra i sto pięćdziesiąt lat skutków
Tu odbył się pierwszy w Europie rozłam wyznaniowy — sto lat przed Lutrem — i pierwsza wygrana wojna religijna. Dwieście lat później ten sam kraj przeszedł rekatolicyzację tak gruntowną, że zmieniła skład jego elit i wygląd krajobrazu.
1415: rozłam wyznaniowy sto lat przed Lutrem
Zapis z tamtych czasówSpalenie kaznodziei w Konstancji wywołało wojnę, w której chłopskie wojsko piesze biło pięć krucjat z rzędu.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoSpalenie kaznodziei w Konstancji w 1415 roku; wyrzucenie radnych z okna ratusza w 1419; pięć krucjat ogłaszanych między 1420 a 1431; bitwa pod Lipanami w 1434; ugoda dopuszczająca komunię pod dwiema postaciami w 1436
- Liczebność wojsk i strat po obu stronach podawana jest w źródłach rozbieżnie i zwykle z przesadą.
- Zakres programu radykalnego skrzydła znamy głównie z pism przeciwników.
Spór zaczął się od kazań w praskiej kaplicy i od żądania, żeby świeccy przyjmowali komunię pod dwiema postaciami — stąd kielich jako znak całego ruchu. W 1415 roku główny kaznodzieja został spalony w Konstancji mimo listu żelaznego; wiadomość o tym zmieniła spór teologiczny w powstanie. W 1419 roku wyrzucono radnych z okna praskiego ratusza, co w tym kraju stało się formą politycznego wyrazu powtórzoną jeszcze dwukrotnie.
Wojskowo rzecz jest wyjątkiem w skali epoki. Przeciw rycerstwu pięciu kolejnych krucjat, ogłaszanych między 1420 a 1431 rokiem, stanęło wojsko złożone w większości z chłopów i mieszczan, walczące pieszo, z wozami ustawianymi w ruchomy tabor i z wczesną bronią palną. Wygrało wszystkie pięć. Jest to jeden z nielicznych przypadków w średniowiecznej Europie, gdy formacja nierycerska rozbiła zawodowe rycerstwo w otwartym polu, i to wielokrotnie.
Ruch rozszczepił się szybko. Umiarkowani chcieli czterech punktów i zgody; radykałowie z Tabom głosili równość, znosili urzędy i przez pewien czas oczekiwali końca świata w podanym terminie. Gdy termin minął, ruch zaczął zjadać sam siebie; w 1434 roku pod Lipanami umiarkowani rozbili radykałów, a dwa lata później zawarto ugodę dopuszczającą komunię pod dwiema postaciami w Czechach.
Skutek długofalowy jest taki, że Czechy weszły w XVI wiek jako kraj z kilkoma wyznaniami obok siebie i z pamięcią o wygranej wojnie religijnej. Żaden inny kraj Europy Środkowej nie miał takiego doświadczenia — i to ono tłumaczy, dlaczego reformacja przyjęła się tu bez trudu, a rekatolicyzacja musiała być prowadzona siłą.
1620: dwie godziny bitwy i sto pięćdziesiąt lat skutków
Zapis z tamtych czasówPo przegranej pod Białą Górą kraj wielowyznaniowy stał się w ciągu pokolenia jednowyznaniowy — decyzją, nie przekonaniem.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoWyrzucenie urzędników z okna zamku praskiego w 1618 roku; bitwa pod Białą Górą 8 listopada 1620; stracenie dwudziestu siedmiu przywódców na Rynku Staromiejskim w 1621; nakazy wyjazdu i konfiskaty; akt tolerancyjny z 1781 roku i rejestracja wspólnot utrzymanych w ukryciu
- Skala emigracji po 1620 roku podawana jest bardzo rozbieżnie i zależy od przyjętych kryteriów.
- Udział przymusu i przekonania w rekatolicyzacji jest oceniany różnie.
W 1618 roku, po kolejnym wyrzuceniu urzędników z okna zamku praskiego, wybuchło powstanie stanów czeskich, od którego zaczęła się wojna trzydziestoletnia. Rozstrzygnęło się szybko: 8 listopada 1620 roku pod Białą Górą pod Pragą wojsko stanowe zostało rozbite w bitwie trwającej niewiele ponad godzinę. W następnym roku stracono na Rynku Staromiejskim dwudziestu siedmiu przywódców.
To, co przyszło potem, jest w dziejach Europy Środkowej przypadkiem szczególnie dobrze udokumentowanym. Wydano nakaz opuszczenia kraju przez duchownych innych wyznań, potem przez szlachtę, która nie przeszła na katolicyzm; skonfiskowano i rozdano majątki, sprowadzono nowe rody, a czeski zszedł do roli języka wsi. Szacuje się, że kraj opuściła wtedy znaczna część warstwy wykształconej; liczby podawane są rozbieżnie, kierunek — nie.
W miejsce dawnego porządku wprowadzono barok w wersji bardzo intensywnej: kościoły przebudowane albo postawione od nowa, pielgrzymki, bractwa, kolumny morowe na rynkach, figury na mostach i rozstajach. Do dziś czeski krajobraz jest tym nasycony — i jest to warstwa młodsza, niż wygląda, bo w przeważającej części pochodzi z XVII i XVIII wieku, nie ze średniowiecza.
Rzecz skończyła się aktem z 1781 roku, który dopuścił znowu inne wyznania. Wyszły wtedy na jaw wspólnoty, które przetrwały półtora stulecia bez świątyń i bez duchownych, w domach i w księgach chowanych pod podłogą. Ta ciągłość jest poświadczona dokumentami rejestracji — i jest jedną z lepiej udokumentowanych w Europie historii wiary utrzymanej w ukryciu.
Wygnani stąd bracia założyli misje na trzech kontynentach
Zapis z tamtych czasówWspólnota z Moraw po wygnaniu odtworzyła się w Saksonii w 1722 i wysłała misjonarzy na Grenlandię, Karaiby i do Afryki Południowej.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPowstanie wspólnoty w 1457 roku; przekład całego Pisma na język narodowy i własne drukarnie; usunięcie z kraju po 1620; osiedlenie na ziemi saskiej w 1722 i początek misji od 1732 roku; zapisy misjonarzy z Grenlandii i Afryki Południowej z XVIII wieku
- Ciągłość między wspólnotą z XV wieku a odtworzoną w 1722 roku bywa oceniana różnie: jako nieprzerwana albo jako nawiązanie.
- Liczebność wspólnoty w XVIII wieku podawana jest szacunkowo.
Po wojnach husyckich powstała w 1457 roku wspólnota szukająca trzeciej drogi między katolicyzmem a wojującym radykalizmem: prostej organizacji, nacisku na obyczaj i na szkołę. Wydała jeden z pierwszych przekładów całego Pisma na język narodowy w tej części Europy i prowadziła własne drukarnie. Po 1620 roku została z kraju usunięta razem z resztą.
Rzecz nie skończyła się jednak wtedy. W 1722 roku potomkowie wygnańców z Moraw osiedlili się na ziemi saskiej i odtworzyli wspólnotę, a od 1732 roku zaczęli wysyłać misjonarzy — najpierw na Karaiby, potem na Grenlandię, do Afryki Południowej, Ameryki Północnej i Azji. Jak na liczebność była to skala bez porównania: niewielka wspólnota prowadziła w XVIII wieku misje na trzech kontynentach naraz.
Dla atlasu ma to znaczenie praktyczne, bo ci misjonarze zostawili zapisy. Grenlandzkie i południowoafrykańskie opisy wierzeń miejscowych, spisane przez nich w XVIII wieku, należą do najwcześniejszych, jakie mamy z tych obszarów — i są, jak wszystkie takie zapisy, świadectwem podwójnym: mówią o tym, co widzieli, i o tym, jak patrzyli.
Wspólnota istnieje do dziś na kilku kontynentach, a jej dzisiejsza liczebność jest większa poza Europą niż w Europie — z czego wynika rzecz dla tego działu zasadnicza: wygnanie z Moraw w XVII wieku dało w skutku obecność religijną w Afryce i na Karaibach, którą tam widać do dziś. Przepływy wierzeń rzadko bywają tak dobrze udokumentowane od końca do końca.
Praga tajemna
Alchemicy na żołdzie, zegar-model nieba i hermetyzm ze statutem
Cztery warstwy, z których każda jest prawdziwa osobno: dwór cesarski z rachunkami, zegar będący modelem nieba, getto z synagogą z XIII wieku i towarzystwo hermetyczne ze statutem i drukarnią. Nieprawdziwe jest dopiero ich połączenie w jedną opowieść o mieście tajemnym.
Praga 1583–1611: alchemicy na dworskim żołdzie
Zapis z tamtych czasówCesarz przeniósł stolicę do Pragi i utrzymywał na dworze astrologów, alchemików i budowniczych instrumentów. To jest udokumentowane rachunkami.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPrzeniesienie dworu cesarskiego do Pragi w 1583 roku; pomiary położeń planet prowadzone na tym dworze i wyliczone z nich prawa ruchu; zaproszenie i wyproszenie Anglików w latach osiemdziesiątych XVI wieku; rachunki budowy uliczki przy zamku z początku XVII wieku jako kwater straży; datowanie materiału nieodczytanego rękopisu na początek XV wieku
- Nie wykazano, czy słynny rękopis o nieznanym piśmie zawiera tekst w jakimkolwiek języku, czy jest wytworem bez treści.
- Związek tego rękopisu z praską kolekcją opiera się na jednej relacji.
- Zakres rzeczywistych prac alchemicznych finansowanych przez dwór bywa oceniany rozbieżnie.
Rudolf II przeniósł dwór cesarski do Pragi w 1583 roku i uczynił z niego ośrodek, który nie ma w tamtym stuleciu odpowiednika. Na etacie stali astronomowie prowadzący najdokładniejsze przed teleskopem pomiary położeń planet; z tych właśnie pomiarów wyliczono potem, że orbity nie są kołami. Obok nich pracowali alchemicy, rytownicy, szlifierze kamieni i zbieracze osobliwości — cesarska kolekcja liczyła tysiące przedmiotów.
Rzecz warto ustawić właściwie, bo legenda ją przesłania. Granica między astronomią a astrologią i między chemią a alchemią wtedy NIE ISTNIAŁA: ten sam człowiek liczył efemerydy i stawiał horoskop, ten sam destylował i szukał przemiany metali. Praga nie była więc dworem czarnoksiężników, tylko najlepiej finansowanym warsztatem badawczym epoki — i właśnie dlatego wyszły z niego wyniki, które przetrwały.
Do dworu tego przylgnęły dwie rzeczy, które trzeba rozdzielić. Pierwsza to zaproszenie w latach osiemdziesiątych XVI wieku Anglików twierdzących, że rozmawiają z aniołami przez kryształ; rzecz jest poświadczona i skończyła się wyproszeniem ich z kraju. Druga to uliczka domków przy zamku, pokazywana jako mieszkania alchemików — w rzeczywistości zbudowana na początku XVII wieku dla straży zamkowej, co wynika wprost z rachunków.
Trzeci przedmiot związany z tym dworem jest wciąż nierozstrzygnięty: rękopis pisany nieznanym pismem, z rysunkami roślin, których nie da się przypisać do gatunków, oraz diagramami o niejasnym przeznaczeniu. Datowanie materiału wskazuje początek XV wieku, a jedna z relacji wiąże go z tą właśnie praską kolekcją. Nie odczytano go do dziś i nie wykazano nawet, czy jest w ogóle tekstem w jakimś języku.
Zegar z 1410 roku: co on naprawdę pokazuje
Zapis z tamtych czasówTo nie jest zegar. To model nieba: astrolabium z Słońcem i Księżycem w znakach, trzy rachuby godzin i tarcza kalendarzowa.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoUruchomienie urządzenia w 1410 roku i jego nieprzerwane działanie; górna tarcza jako astrolabium ze wskazówkami Słońca i Księżyca w pierścieniu znaków; trzy równolegle podawane rachuby godzin, w tym godziny nierówne; tarcza kalendarzowa z późniejszej przebudowy; rachunki wymieniające wykonawców i naprawiających
- Autorstwo poszczególnych części urządzenia bywa przypisywane rozbieżnie, bo przebudowywano je wielokrotnie.
- Legenda o oślepieniu twórcy nie ma potwierdzenia dokumentowego i jest znacznie późniejsza od budowy.
Zegar na ratuszu praskim działa od 1410 roku i jest najstarszym czynnym urządzeniem tego rodzaju na świecie. Nazywanie go zegarem jest jednak myleniem funkcji: podawanie godziny jest w nim rzeczą najmniej ważną. Górna tarcza to płaskie astrolabium, czyli rzut sfery niebieskiej na płaszczyznę, z osobnymi wskazówkami dla Słońca i dla Księżyca, poruszającymi się po pierścieniu znaków zodiaku.
Odczytuje się z niego kilka rzeczy naraz. Położenie Słońca w znaku i jego wysokość nad horyzontem; fazę Księżyca, pokazywaną obracającą się kulą pomalowaną do połowy; godziny liczone w trzech układach jednocześnie — współczesnym, staroczeskim liczonym od zachodu Słońca oraz nierównymi godzinami planetarnymi, dzielącymi dzień i noc na dwanaście części niezależnie od pory roku. Ta ostatnia rachuba jest tą samą, na której opiera się astrologia godzinowa.
Dolna tarcza, kalendarzowa, pochodzi z późniejszej przebudowy i obraca się raz na rok, pokazując dzień, miesiąc, znak zodiaku i prace sezonowe. Razem urządzenie jest więc kompletnym modelem świata w takim kształcie, w jakim rozumiano go w XV wieku: niebo obracające się wokół ziemi, czas liczony na kilka sposobów naraz i rok opisany przez to, co się w nim robi w polu.
Legenda o mistrzu oślepionym po ukończeniu dzieła, żeby nie zbudował drugiego takiego gdzie indziej, pojawia się w piśmiennictwie dopiero w XVI wieku i nie ma potwierdzenia w dokumentach. Znamy natomiast z zapisów rachunkowych nazwiska ludzi, którzy zegar wykonali i którzy go potem naprawiali — i wiemy, że żaden z nich nie został oślepiony. Wątek okrutnej ceny za arcydzieło jest wędrowny i przyczepia się w Europie do kilku budowli.
Golem: opowieść młodsza od rabina o trzysta lat
Ułożone po fakcieRabin z praskiego getta to postać historyczna z XVI wieku. Golem przyczepił się do niego dopiero w drukach z XIX.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoSynagoga praska z drugiej połowy XIII wieku, czynna do dziś; stary cmentarz z pochówkami w kilkunastu warstwach; działalność uczonego w Pradze w drugiej połowie XVI wieku; druki wiążące go z golemem z przełomu XVIII i XIX wieku
- Dokładna droga, którą motyw golema związał się z praskim uczonym, nie została odtworzona w szczegółach.
- Wiek najstarszych wersji samego motywu w tradycji żydowskiej jest przedmiotem sporu.
Praskie getto jest jednym z najstarszych zachowanych w Europie: synagoga z drugiej połowy XIII wieku stoi do dziś i jest najstarszą czynną w tej części kontynentu, a na starym cmentarzu, na działce zbyt małej wobec potrzeb, chowano w kilkunastu warstwach jedna na drugiej przez ponad trzysta lat. Uczony, z którym wiąże się opowieść o golemie, jest postacią w pełni historyczną: działał w Pradze w drugiej połowie XVI wieku, zostawił pisma i ma grób na tym cmentarzu.
Wątek ulepionej z gliny figury ożywionej przez wypisanie świętego imienia jest w tradycji żydowskiej starszy i znany z tekstów średniowiecznych — ale bez związku z Pragą i bez związku z tym uczonym. Połączenie jednego z drugim pojawia się w drukach dopiero na przełomie XVIII i XIX wieku, a upowszechnia w XIX i XX, wraz z literaturą i filmem. Odstęp wynosi więc około trzystu lat.
Opowieść w wersji dziś znanej — figura chroniąca getto, wymykająca się spod kontroli, unieruchomiona przez usunięcie jednej litery i złożona na strychu synagogi — ma kształt XIX-wieczny i pełni XIX-wieczną rolę: mówi o bezbronności wobec pogromu i o cenie sięgania po siłę. Jest przez to świadectwem swojego stulecia, a nie szesnastego.
Rozstrzygnięcie jest tu proste i to samo, co przy druidach brytyjskich. Rabin: postać historyczna, poświadczona. Motyw golema: starszy niż Praga, obecny w tekstach. Połączenie obu w jedną opowieść o praskim strychu: XIX wiek, z dającą się wskazać drogą upowszechnienia. Żaden z tych trzech elementów nie unieważnia dwóch pozostałych — trzeba tylko wiedzieć, który jest który.
Dom Fausta: laboratorium, aptekarz i dziura w suficie
Ułożone po fakcieBudynek jest prawdziwy i naprawdę mieściły się w nim pracownie alchemiczne. Faust przyszedł tam trzysta lat później.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoUdokumentowana historia własności budynku od XVI wieku; prace alchemiczne w XVI wieku oraz pracownia chemiczna w XIX; niemiecki rodowód motywu Fausta z XVI wieku, bez związku z Pragą; związanie obu w XIX wieku i utrwalenie przez przewodniki
- Zakres prac alchemicznych prowadzonych w budynku w XVI wieku jest znany tylko ogólnie.
- Droga, którą motyw Fausta związał się z tym konkretnym domem, nie została odtworzona w szczegółach.
Kamienica na placu w południowej części Starego Miasta jest budynkiem realnym, o dobrze udokumentowanej historii własności. W XVI wieku należała do rodziny prowadzącej prace alchemiczne, w XVII i XVIII zmieniała właścicieli, a w XIX mieścił się w niej między innymi warsztat i pracownia chemiczna. Przez większość tego czasu w budynku rzeczywiście destylowano, prażono i mieszano — i to jest rdzeń prawdy w całej sprawie.
Opowieść o Fauście przyczepiła się do niego w XIX wieku, a więc wtedy, gdy postać ta była w Europie Środkowej u szczytu popularności za sprawą teatru lalkowego i literatury. Legenda mówi o studencie, który zamieszkał w pustym domu, znalazł pieniądze i księgę, a po pewnym czasie zniknął przez dziurę w suficie, której nie dało się zamurować. Dziura była pokazywana zwiedzającym.
Rozdzielić trzeba więc trzy rzeczy. Budynek i prowadzone w nim prace chemiczne: udokumentowane. Postać Fausta jako wędrowny motyw literacki o niemieckim rodowodzie z XVI wieku: udokumentowana, ale bez związku z Pragą. Połączenie jednego z drugim: XIX-wieczne, o dającej się wskazać drodze, wzmocnione przez przewodniki i przez dwudziestowieczny ruch turystyczny.
Rzecz postawiono tu obok golema celowo, bo mechanizm jest identyczny. W obu wypadkach mamy realne miejsce, realną dawną praktykę i wędrowny motyw doklejony w XIX wieku. Kto zna jeden przypadek, rozpozna drugi — i to jest właśnie ta umiejętność, do której cały ten dział ma czytelnika doprowadzić.
Praga hebrajska: druk od 1512 i cmentarz w dwunastu warstwach
Zapis z tamtych czasówPierwsza hebrajska drukarnia na północ od Alp ruszyła tu w 1512 roku i działała przez trzy stulecia.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoSynagoga praska z drugiej połowy XIII wieku, czynna do dziś; stary cmentarz z pochówkami w kolejnych warstwach i około dwunastoma tysiącami widocznych nagrobków; hebrajska oficyna drukarska uruchomiona w 1512 roku, działająca blisko trzy stulecia w rękach jednej rodziny; pisma uczonego działającego w Pradze w drugiej połowie XVI wieku
- Liczba pochówków na starym cmentarzu jest szacunkowa; widoczne nagrobki stanowią część całości.
- Datowanie najstarszych faz synagogi bywa podawane rozbieżnie.
Obecność żydowska w Pradze jest poświadczona od wczesnego średniowiecza, a synagoga stojąca do dziś pochodzi z drugiej połowy XIII wieku i jest najstarszą czynną w tej części Europy. Obok niej leży cmentarz, na którym — wobec zakazu powiększania terenu — chowano przez ponad trzysta lat w kolejnych warstwach, jedna na drugiej; widocznych nagrobków jest około dwunastu tysięcy, pochówków znacznie więcej.
Rzeczą o największym znaczeniu jest jednak druk. W 1512 roku ruszyła w Pradze pierwsza hebrajska oficyna na północ od Alp — jedna z najwcześniejszych w Europie — i działała, w rękach kolejnych pokoleń tej samej rodziny drukarskiej, przez blisko trzy stulecia. Wychodziły z niej modlitewniki, komentarze i księgi obyczajowe rozchodzące się po całej Europie Środkowej i Wschodniej. Praga była przez ten czas jednym z głównych ośrodków wydawniczych tej kultury.
W drugiej połowie XVI wieku działał tu uczony, którego pisma o wychowaniu, prawie i etyce mają własną wagę i są przedmiotem studiów do dziś — a do którego dopiero trzysta lat później dopisano opowieść o glinianej figurze. Jego grób na starym cmentarzu jest odwiedzany, a kartki z prośbami kładzione na płycie są praktyką współczesną, nie dawną. Rozdzielenie uczonego od legendy ma w tym dziale osobną kartę.
Warto zaznaczyć, co z tego wynika dla atlasu. Praska tradycja żydowska jest jedyną warstwą „tajemnej Pragi", która ma nieprzerwaną dokumentację od XIII wieku po dziś: budynek, cmentarz, akta gminy, druki z datami i miejscem wydania. Jest przy tym najmniej opowiadana w przewodnikach spośród wszystkich czterech — bo opowieść o glinianym słudze sprzedaje się lepiej niż trzysta lat pracy drukarskiej.
Praga międzywojenna: hermetyzm ze statutem, składką i drukarnią
Zapis z tamtych czasówW latach dwudziestych działało tu zarejestrowane towarzystwo hermetyczne z kursami, wydawnictwem i strukturą stopni. Rozwiązano je po 1948.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZarejestrowane towarzystwo hermetyczne działające w Pradze od lat dwudziestych, ze statutem, składkami, odczytami i kursami korespondencyjnymi; własne wydawnictwo z dziesiątkami tomów po czesku; rozwiązanie stowarzyszeń tego rodzaju po 1948 roku, zamknięcie wydawnictw i wycofanie książek; obieg odpisów maszynowych do 1989 i wznowienia po tej dacie
- Liczba członków i zasięg kursów korespondencyjnych podawane są szacunkowo.
- Zakres obiegu odpisów maszynowych w latach 1948–1989 nie da się ocenić ilościowo.
Po 1918 roku w nowym państwie czechosłowackim, przy swobodzie zrzeszania się i wysokim odsetku czytających, powstał ruch hermetyczny o skali nietypowej dla tej części Europy. Jego głównym ośrodkiem było zarejestrowane towarzystwo działające w Pradze od lat dwudziestych: miało statut, składki, siedzibę, cykl odczytów, kursy korespondencyjne i własne wydawnictwo, które w ciągu kilkunastu lat wydało dziesiątki tomów po czesku — o astrologii, kabale, alchemii i magii obrzędowej.
Rzecz jest ważna, bo przeczy dwóm wyobrażeniom naraz. Pierwszemu, że ezoteryka to zawsze sprawa pojedynczych dziwaków — tu była organizacją z księgowością. Drugiemu, że działo się to wyłącznie w Londynie i w Paryżu — czeski ruch był porównywalnie zorganizowany, a przy tym silnie nastawiony na przekład i przyswajanie, przez co czeski czytelnik miał w latach trzydziestych dostęp do materiału, którego nie było w wielu większych językach.
Zaplecze było mieszczańskie i miejskie: urzędnicy, nauczyciele, lekarze, inżynierowie. W programie stała astrologia liczona rachunkiem, kabała w wersji przejętej z Zachodu, alchemia czytana zarówno dosłownie, jak i jako opis przemiany wewnętrznej, oraz ćwiczenia uwagi i wyobraźni. Nurt ten był przy tym świadomy własnej metryki i zwykle nie twierdził, że kontynuuje dwór Rudolfa — to dopisano mu później.
Koniec przyszedł z zewnątrz i szybko. Po 1948 roku stowarzyszenia tego rodzaju rozwiązano, wydawnictwa zamknięto, część działaczy skazano, a książki wycofano z bibliotek; ruch przeszedł do obiegu prywatnego, gdzie przetrwał w odpisach maszynowych. Po 1989 roku wrócił do druku, a nakłady wznowień pokazują, że odbiorca był przez cały ten czas. Jest to najlepiej udokumentowany rozdział ezoteryki w tej części Europy — i jedyny, który ma akta rejestrowe.
Dlaczego Praga sprzedaje dziś magię, której nie miała
Ułożone po fakcieTrzy realne rzeczy — dwór Rudolfa, getto i literatura XX wieku — zrosły się w jeden obraz miasta magicznego. Zrost jest młody i da się datować.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoDwór cesarski w Pradze w latach 1583–1611 poświadczony rachunkami; synagoga z XIII wieku i stary cmentarz; literatura praska pierwszej połowy XX wieku; rozwój szlaków i muzeów tematycznych po 1989 roku; rachunki budowy uliczki przy zamku jako kwater straży
- Udział poszczególnych autorów i wydawnictw w ukształtowaniu dzisiejszego obrazu miasta nie został prześledzony w całości.
- Granica między przekazem miejscowym a produktem turystycznym bywa przy poszczególnych wątkach nieostra.
Dzisiejszy obraz Pragi jako miasta tajemnego składa się z trzech warstw, z których każda jest realna osobno, a połączenie jest nowe. Pierwsza: dwór cesarski z lat 1583–1611 z astronomami i alchemikami na etacie, poświadczony rachunkami. Druga: getto z synagogą z XIII wieku i cmentarzem, miejsce rzeczywistej i długiej obecności żydowskiej. Trzecia: literatura pierwszej połowy XX wieku, powstała w tym mieście w trzech językach naraz, w której miasto występuje jako labirynt.
Zrost tych trzech warstw w jeden obraz „magicznej Pragi" jest zjawiskiem XX-wiecznym, a jego rozpowszechnienie — końca XX wieku, wraz z otwarciem miasta na ruch turystyczny po 1989 roku. Wtedy pojawiły się szlaki golema, muzea alchemii i uliczka pokazywana jako mieszkania alchemików, choć z rachunków wynika, że zbudowano ją dla straży zamkowej.
Stanowisko tego atlasu jest wobec takich rzeczy stałe i nie jest pogardliwe. Miasto ma prawo opowiadać o sobie; przewodnik nie jest dokumentem. Nasze zadanie kończy się na rozdzieleniu warstw: co jest poświadczone rachunkiem z epoki, co jest opowieścią z podaną datą powstania, a co dopisano dla ruchu turystycznego w ostatnich trzydziestu latach.
Rzecz jest przy tym pouczająca ogólniej. Praga pokazuje mechanizm, który w tym atlasie widać kilkanaście razy: prawdziwe elementy, zestawione w nowej kolejności, dają obraz, którego nigdy nie było — i tym trudniej go podważyć, że każdy składnik z osobna obroni się w źródłach. Sprawdzać trzeba więc nie składniki, lecz połączenie i jego datę.
Słowacja i Karpaty
Tysiąc lat w cudzym państwie i pas obrzędowy wzdłuż gór
Tysiąc lat w cudzym państwie zrobiło ze wsi jedyne miejsce, w którym ten język i ten obrzęd trwały. Przez góry szła przy tym druga fala — pasterska, biegnąca wzdłuż Karpat w poprzek wszystkich granic.
Słowacja: tysiąc lat w cudzym państwie i co z tego wynikło
Zapis z tamtych czasówOd upadku Moraw do 1918 roku obszar ten należał do Węgier. Wieś zachowała swoje, miasta mówiły po niemiecku i węgiersku.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoWłączenie obszaru w granice węgierskie po upadku Wielkich Moraw; osadnictwo niemieckie w miastach górniczych od XIII wieku; zbiory folklorystyczne z XIX wieku; ustalenie języka literackiego na podstawie gwar środkowosłowackich w latach czterdziestych XIX wieku
- Zakres wpływu zbieraczy XIX-wiecznych na kształt zapisanego materiału jest przedmiotem sporu.
- Datowanie warstw wewnątrz obrzędowości pasterskiej nie jest możliwe na podstawie samych zapisów.
Po upadku Wielkich Moraw obszar dzisiejszej Słowacji wszedł w granice państwa węgierskiego i pozostał w nich tysiąc lat. Skutek jest widoczny we wszystkim: w prawie, w podziale administracyjnym, w składzie miast — w których mieszczaństwo było w znacznej części niemieckie, ściągnięte od XIII wieku do górnictwa i handlu, a warstwa urzędnicza węgierska. Ludność wiejska mówiła po słowacku i przez większość tego czasu nie miała ani własnego piśmiennictwa, ani szkolnictwa w swoim języku.
Dla wierzeń oznacza to dwie rzeczy naraz. Po pierwsze, warstwa obrzędowa wsi przetrwała tu wyjątkowo dobrze, bo nie była przedmiotem państwowej polityki — nikt jej nie zwalczał w sposób planowy i nikt jej nie normalizował. Po drugie, zapisano ją późno, dopiero w XIX wieku, przez zbieraczy związanych z ruchem odrodzenia narodowego, którzy mieli własny cel: pokazać, że jest tu osobny naród z osobną kulturą.
Materiał zebrany wtedy jest bardzo bogaty: opowieści o istotach wodnych i leśnych, o wilkołakach i o zmarłych wracających, zamawiania chorób, obrzędy doroczne z paleniem kukły na przedwiośniu i chodzeniem z zielenią, wierzenia pasterskie z gór. Trzeba go jednak czytać z tą poprawką, której wymaga każdy zbiór z XIX wieku: mówi o tym, co wtedy żyło i co zbieracz uznał za warte zapisania.
Ustalenie języka literackiego nastąpiło dopiero w latach czterdziestych XIX wieku, na podstawie gwar środkowosłowackich. To bardzo późno jak na Europę — i jest to jedna z przyczyn, dla których tożsamość religijna i narodowa splotły się tu ciaśniej niż w Czechach, gdzie państwo i piśmiennictwo istniały od średniowiecza.
Karpaty: wołoska fala, która przyniosła tu owce i zamawiania
Zapis z tamtych czasówPasterstwo wołoskie szło grzbietami od Rumunii po Morawy i zostawiło wspólne słownictwo, obrzęd i prawo, którego nie ma w dolinach.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoOsadnictwo pasterskie idące łukiem Karpat od XIV do XVII wieku; wspólne słownictwo pasterskie w językach polskim, słowackim, czeskim i rumuńskim; odrębne prawo osad pasterskich; obrzędy związane z wyjściem na halę i pierwszym udojem
- Skład etniczny i językowy osadnictwa wołoskiego jest przedmiotem sporu; nazwa nie oznacza jednego ludu.
- Rozejście się wątku o odbieraniu mleka wraz z pasterstwem opiera się na podobieństwie, nie na wykazanym przekazie.
Od XIV do XVII wieku wzdłuż łuku Karpat przesuwa się osadnictwo pasterskie idące z południowego wschodu — nazywane wołoskim, choć uczestniczyli w nim ludzie różnych języków. Doszło grzbietami aż na Morawy i na Śląsk. Ślad jest do dziś czytelny w słownictwie: nazwy szałasu, sera, owczych czynności i zwierząt są w Polsce, na Słowacji, w Czechach i w Rumunii zaskakująco zbieżne, bo pochodzą z jednego przepływu.
Razem z gospodarką szedł osobny porządek prawny i obrzędowy. Osady pasterskie miały własne prawo, własnych zwierzchników i rok rozpisany nie według pól, lecz według wypasu: wyjście na halę na wiosnę, mieszanie stad, pierwszy udój, zejście jesienią. Przy każdym z tych momentów zapisano obrzędy — ogień rozniecany w określony sposób, obchodzenie stada, zamawiania chroniące mleko przed odebraniem.
Wątkiem powtarzającym się w całym łuku Karpat jest przekonanie, że mleko można komuś odebrać na odległość — i cały zestaw zabezpieczeń przeciw temu. Występuje on od Rumunii po Morawy w wersjach na tyle podobnych, że jego rozejście się wraz z pasterstwem jest najprostszym wyjaśnieniem; nie jest to jednak wykazane inaczej niż przez samo podobieństwo.
Dla działu jest to karta ważna z powodu ogólniejszego: pokazuje, że granice wierzeń nie muszą pokrywać się z granicami państw ani języków. Ten pas obrzędowy biegnie WZDŁUŻ gór, w poprzek wszystkich granic politycznych, i jest lepiej widoczny na mapie wysokości niż na mapie krajów.
Sąsiedzi i przepływy
Polski chrzest przez Czechy, Łużyczanie, Duch Gór i wróżenie z ręki
Polskie chrześcijaństwo przyszło PRZEZ CZECHY — z czeską księżniczką w 965 roku i z czeskim słownictwem, którego używamy do dziś, nie wiedząc o tym. Słowo „kościół" jest czeskie, tak jak „biskup", „chrzest" i „pacierz".
Polskie chrześcijaństwo przyszło z Czech — i słownictwo razem z nim
Zapis z tamtych czasówMieszko ożenił się z czeską księżniczką i przyjął chrzest rok później. Słowo „kościół" jest czeskie, tak jak „biskup", „chrzest" i „pacierz".
Czytaj dalejSkąd to wiadomoMałżeństwo Mieszka z Dobrawą w 965 roku i chrzest w 966; czeskie pośrednictwo widoczne w przekształceniach głosek w polskich słowach kościół, biskup, chrzest, ołtarz, opat, pacierz; pierwotne wezwanie katedry krakowskiej ku czci świętego Wacława; relacja podróżnika z lat sześćdziesiątych X wieku opisująca Kraków jako należący do Czech; dokument o zasięgu biskupstwa praskiego; śmierć biskupa praskiego w 997 i zjazd w Gnieźnie w 1000 roku
- Miejsce i okoliczności samego chrztu Mieszka nie są znane; źródła podają jedynie datę roczną.
- Zasięg władzy czeskiej nad Krakowem i czas jej trwania są przedmiotem sporu.
- Pierwotne wezwanie katedry krakowskiej rekonstruowane jest ze źródeł późniejszych.
W 965 roku Mieszko poślubił Dobrawę, córkę władcy czeskiego z rodu Przemyślidów, a w roku następnym przyjął chrzest. Nie był to przypadek ani wybór między równorzędnymi drogami: przyjęcie wiary z Czech, a nie wprost z Rzeszy, dawało to samo chrześcijaństwo bez zwierzchnictwa sąsiada, który akurat prowadził wojny na wschód od Łaby. Była to decyzja polityczna o dobrze widocznym celu.
Ślad tej decyzji siedzi w polszczyźnie i jest mocniejszy niż jakikolwiek dokument. Podstawowe słownictwo chrześcijańskie weszło do polskiego PRZEZ CZESKI, co widać po przekształceniach głosek: kościół, biskup, chrzest, ołtarz, opat, pacierz, żegnać, kazanie, poganin. Gdyby wiara przyszła wprost z niemieckiego albo wprost z łaciny, te słowa brzmiałyby dziś inaczej. Każdy Polak mówiący o kościele mówi po czesku i nie ma o tym pojęcia.
Drugi ślad jest na Wawelu. Katedra krakowska nosiła pierwotnie wezwanie świętego Wacława — księcia czeskiego zabitego w X wieku przez brata, patrona ziemi czeskiej. Sam Kraków w drugiej połowie X wieku należał do państwa czeskiego, co poświadcza zarówno relacja podróżnika z lat sześćdziesiątych tego stulecia, jak i późniejszy dokument opisujący zasięg biskupstwa praskiego. Do państwa Piastów wszedł dopiero pod koniec stulecia.
Trzeci ślad jest odwrotny i domyka rachunek. Biskup praski Wojciech, wygnany z własnej diecezji, zginął w 997 roku na misji u Prusów, a jego ciało wykupił i złożył w Gnieźnie władca polski. Przy tym grobie odbył się w 1000 roku zjazd, na którym ustanowiono polską metropolię. Czeski święty stał się więc fundamentem samodzielności polskiego Kościoła — trzydzieści cztery lata po tym, jak polski władca wziął chrzest z rąk czeskich.
Śląsk: ziemia, która przez tysiąc lat zmieniała przynależność
Zapis z tamtych czasówPiastowski, potem czeski przez czterysta lat, potem pruski. Wierzenia z obu stron nakładają się tu warstwami.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPrzynależność Śląska: państwo piastowskie, Korona Czeska od XIV wieku, Prusy od 1742, podziały i przesiedlenia w XX wieku; trójjęzyczne wersje tych samych wątków w jednej okolicy; procesy o czary z pogranicza morawsko-śląskiego; wspólny obszar wydobywczy ze wspólnym słownictwem fachowym i zakazami pod ziemią
- Kierunek przenoszenia wątków między tradycjami po obu stronach granicy nie jest ustalony.
- Zapisy folklorystyczne ze Śląska powstawały w warunkach sporu narodowego i bywają stronnicze.
- Zakres zerwania ciągłości przez przesiedlenia w XX wieku jest różny w różnych częściach obszaru.
Śląsk wchodził w skład państwa piastowskiego, od XIV wieku należał do Korony Czeskiej, w 1742 roku w przeważającej części przeszedł do Prus, a w XX wieku został podzielony i przesunięty raz jeszcze, wraz z ludnością. Żaden inny obszar tej części Europy nie zmieniał przynależności tyle razy — i właśnie dlatego jest dla atlasu ciekawy.
Skutkiem jest nakładanie się warstw, które gdzie indziej stoją osobno. Ten sam wątek o odbieraniu mleka ma tu wersję polską, czeską i niemiecką; obchód doroczny bywa nazywany trzema nazwami w jednej wsi; procesy o czary z pogranicza morawsko-śląskiego dotyczyły ludzi mówiących różnymi językami i sądzonych według różnych porządków prawnych. Sito, którym zwykle rozdziela się tradycje, tutaj przepuszcza wszystko.
Szczególnie dobrze widać to w górnictwie. Śląsk, Kras Morawski i czeskie rejony srebrne tworzyły jeden obszar wydobywczy z wędrującą siłą roboczą, wspólnym słownictwem fachowym i wspólnym zestawem praktyk ochronnych: zakazem gwizdania pod ziemią, świętem górniczym, istotami podziemnymi ostrzegającymi przed zawałem. Kierunek przenoszenia tych wyobrażeń nie jest ustalony i zapewne był obustronny.
Ostrożność, której ten materiał wymaga, jest podwójna. Po pierwsze, zapisy powstawały w XIX i XX wieku w warunkach sporu narodowego, a zbieracze po każdej stronie mieli interes w wykazaniu, że dana rzecz jest ich. Po drugie, wysiedlenia i przesiedlenia w XX wieku zerwały ciągłość tam, gdzie wcześniej trwała. Śląska nie da się więc czytać jako jednego, spójnego obszaru wierzeń — i to jest o nim najprawdziwsze zdanie.
Łużyczanie: lud bez państwa, który przetrwał tysiąc czterysta lat
Zapis z tamtych czasówNajmniejszy naród słowiański, do 1635 roku pod Koroną Czeską, do dziś mówiący dwoma własnymi językami wewnątrz Niemiec.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPrzynależność Łużyc do Korony Czeskiej od XIV wieku do 1635 roku; dwa odrębne języki literackie i dwujęzyczne tablice urzędowe; ptasie wesele 25 stycznia z pieczywem w kształcie gniazd; wielkanocny objazd konny między parafiami poświadczony w dokumentach od XVI wieku; woda wielkanocna czerpana w milczeniu; zdobienie jaj techniką woskową i rytą
- Liczba osób posługujących się oboma językami podawana jest rozbieżnie i opiera się na deklaracjach dobrowolnych.
- Wiek poszczególnych obrzędów przed pierwszymi zapisami nie jest znany.
- Zakres dawnych wpływów czeskich na obrzędowość łużycką nie został zbadany rozstrzygająco.
Na północ od czeskiej granicy, w dzisiejszej Saksonii i Brandenburgii, żyje jedyny lud słowiański, który nigdy nie zbudował własnego państwa, a mimo to trwa od VI wieku. Do działu o Czechach należy z powodu prawnego, nie sentymentalnego: Łużyce wchodziły w skład Korony Czeskiej od XIV wieku aż do 1635 roku, gdy przeszły do Saksonii. Przez trzy stulecia były więc częścią tego samego państwa co Praga i Brno.
Mają dwa odrębne języki literackie — górnołużycki wokół Budziszyna i dolnołużycki wokół Chociebuża — z których drugi jest dziś w stanie ciężkim. Liczbę mówiących szacuje się na kilkadziesiąt tysięcy, przy czym liczby te są niepewne, bo przynależność deklaruje się dobrowolnie. Dwujęzyczne tablice z nazwami miejscowości stoją na tym obszarze jako rzecz urzędowa.
Obrzęd doroczny zachowali w postaci gęstej i dobrze udokumentowanej. Dwudziestego piątego stycznia obchodzi się ptasie wesele: dzieci wystawiają na noc talerzyki i rano znajdują pieczywo w kształcie gniazd i ptaków — podziękowanie od ptaków, które właśnie się żenią. W Wielkanoc odbywa się objazd konny między parafiami, w czarnych surdutach i cylindrach, ze śpiewem; zwyczaj ten jest poświadczony w dokumentach od XVI wieku i odbywa się do dziś. Do tego dochodzi woda wielkanocna czerpana w milczeniu przed wschodem słońca oraz zdobienie jaj techniką woskową i rytą, o własnych, rozpoznawalnych wzorach.
Dla atlasu jest to przypadek graniczny i dlatego pouczający. Pokazuje, że tożsamość religijno-obrzędowa może przetrwać bez państwa, bez armii i bez własnego Kościoła — na samej parafii, szkole i dorocznym kalendarzu. Pokazuje też coś przeciwnego: że taka ciągłość ma koszt, bo trwa dopóty, dopóki starczy ludzi mówiących. Dolnołużycki jest tego miarą najbardziej bezlitosną.
Duch Gór: jedna postać, trzy imiona, trzy języki
Zebrane z ustCzesi mówią Krakonoš, Niemcy Rübezahl, Polacy Liczyrzepa albo Duch Gór. To ta sama postać z tego samego grzbietu.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPrzedstawienie na mapie tego obszaru z drugiej połowy XVI wieku; trzy nazwy postaci w trzech językach, z polską będącą przekładem niemieckiej; zakaz wymawiania imienia; ciągłość obecności postaci po stronie polskiej mimo wymiany ludności po 1945 roku
- Wiek postaci przed pierwszymi przedstawieniami z XVI wieku nie jest znany.
- Pochodzenie nazwy niemieckiej i jej pierwotne znaczenie bywają tłumaczone rozbieżnie.
- Kierunek przekazu między tradycją czeską, niemiecką i polską nie został ustalony.
Na grzbiecie dzielącym Śląsk od Czech mieszka, według przekazu z obu stron, gospodarz gór: zna zioła, zsyła burzę i mgłę, nagradza uczciwych, a karze pysznych i chciwych, zwłaszcza tych, którzy przyszli po bogactwo. Bywa starcem, mnichem, myśliwym albo zwierzęciem. Najstarsze przedstawienie pochodzi z mapy tego obszaru z drugiej połowy XVI wieku, gdzie narysowano go jako postać z rogami i laską.
Trzy imiona są tu rzeczą najciekawszą. Nazwa czeska wiąże go z górami, niemiecka — obraźliwa, której wedle opowieści nie wolno przy nim wymawiać — znaczy dosłownie „liczyrzepa", a polska jest jej przekładem. Nie mamy więc trzech postaci, tylko jedną, o której mówią trzy grupy ludzi żyjące na dwóch zboczach jednego pasma i stykające się na przełęczach, w kopalniach i przy zbieraniu ziół.
Wątek o tym, że imienia nie wolno wymawiać, jest wart uwagi osobnej, bo powtarza się w całym atlasie: tak samo nie nazywano po imieniu istot na Wyspie Man, wzgórzowego ludu w Irlandii ani dzikich kobiet po słowackiej stronie Karpat. Wszędzie działa ta sama reguła — istota, z którą można się spotkać, nie jest bóstwem, do którego się modli, tylko sąsiadem, którego lepiej nie prowokować.
Postać ma dziś drugie życie po obu stronach granicy: występuje w nazwach schronisk, w znakach turystycznych, w wydarzeniach dorocznych i w kulturze dziecięcej. Warto to odnotować bez ironii, bo jest to jeden z nielicznych przypadków, gdy wyobrażenie ludowe przeżyło zmianę ludności — po 1945 roku po stronie polskiej mieszkają tu inni ludzie niż przed wojną, a Duch Gór został.
Wróżenie z ręki: kiedy i z kim weszło do Europy Środkowej
Zapis z tamtych czasówRomowie są tu poświadczeni od XV wieku, a razem z nimi skojarzenie wróżenia z dłoni — skojarzenie, które kosztowało ich sześćset lat prześladowań.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoWzmianki o Romach na tym obszarze od XV wieku; miejskie i kościelne zakazy wróżenia z ręki; akty nakazujące wypędzenie od XVI wieku; polityka przymusowego osiedlania i odbierania dzieci w XVIII wieku; obozy na terenie Czech i Moraw oraz deportacje w czasie drugiej wojny światowej; powojenne przybycie ludności romskiej ze Słowacji
- Wewnętrzna tradycja obrzędowa Romów na tym obszarze jest udokumentowana głównie zapisami zewnętrznymi i niepełnie.
- Liczby ofiar i skala deportacji podawane są w opracowaniach z pewnym rozrzutem.
- Związek chiromancji z tą grupą jest skojarzeniem europejskim z XV wieku, a nie świadectwem pochodzenia samej techniki.
Pierwsze wzmianki o Romach na tym obszarze pochodzą z XV wieku i są niemal jednoczesne z ich pojawieniem się w innych krajach Europy Środkowej. Od początku wiązano z nimi wróżenie z ręki — praktykę, którą źródła miejskie i kościelne odnotowują i zakazują. Warto jednak oddzielić dwie rzeczy: czytanie z dłoni jako technika istniało w Europie niezależnie i było przedmiotem uczonych rozpraw, natomiast jego obraz jako zajęcia wędrownego i cudzego ukształtował się wtedy i utrzymał do dziś.
Skutki tego skojarzenia były dla nich katastrofalne i trwałe. Od XVI wieku wydawano na tym obszarze i w sąsiednich krajach akty nakazujące wypędzenie, w XVIII stuleciu prowadzono politykę przymusowego osiedlania i odbierania dzieci, a w wieku XX doszło do rzeczy najgorszej. W czasie drugiej wojny światowej w obozach na terenie Czech i Moraw oraz w deportacjach zginęła zdecydowana większość miejscowej ludności romskiej; dzisiejsi Romowie w Czechach są w ogromnej części potomkami osób przybyłych po wojnie ze Słowacji.
Dla atlasu istotne jest jedno rozróżnienie, bo dotyczy ono całego naszego przedmiotu. Wróżbiarstwo przypisywane grupie z zewnątrz pełni w społeczeństwie podwójną rolę: jest szukane, płatne i potrzebne, a jednocześnie służy za uzasadnienie pogardy wobec tych, którzy je świadczą. Ta sama osoba, do której szło się po wróżbę, bywała nazajutrz wypędzana z miasta na mocy uchwały rady.
Trzeba też powiedzieć, czego ustalić się nie da. Wewnętrzna tradycja obrzędowa i wróżebna Romów na tym obszarze jest udokumentowana słabo i późno, głównie przez zapisy zewnętrzne, a te opisują to, co pokazywano obcym. Rzetelne zdanie brzmi więc tak: mamy dobrze poświadczoną obecność, dobrze poświadczone prześladowanie i dobrze poświadczone skojarzenie z wróżbą — a bardzo słabo poświadczoną treść ich własnej praktyki.
Miejsca
Drzewo, źródło, pielgrzymka i góra, która coś trzyma
Kult miejsca jest trwalszy od kultu bóstwa. Imię można wymazać w dwa pokolenia, a bóstwo zastąpić świętym; źródła nie da się przenieść, a drzewo rośnie dłużej niż ludzka pamięć. Dlatego to miejsca, nie imiona, są tu poświadczone najmocniej.
Lipa, dąb i źródło: kult, o którym wiemy tylko z zakazów
Zapis z tamtych czasówDokumenty zakazują ofiar przy drzewach i źródłach przez siedemset lat z rzędu. Tak długi ciąg zakazów sam w sobie coś znaczy.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZakazy kościelne dotyczące ofiar przy źródłach, gajach i drzewach, powtarzane od XI wieku po nowożytność; lipa jako drzewo sądów i zgromadzeń gminnych oraz godłowe w obu krajach; źródła z patronem i kaplicą obok źródeł bez żadnej instytucji
- Zakazy opisują praktyki, nie treść wierzeń, i bywały przepisywane z wzorców obcych bez związku z miejscową sytuacją.
- Wiek konkretnych drzew czczonych dziś jako pomniki bywa podawany rozbieżnie.
- Ciągłość kultu przy konkretnych źródłach od czasów przedchrześcijańskich nie została wykazana.
Najlepiej poświadczoną formą dawnego kultu na tym obszarze nie jest żadne bóstwo, lecz MIEJSCE. Dokumenty kościelne od XI wieku po nowożytność raz po raz zakazują składania ofiar przy źródłach, w gajach i pod pojedynczymi drzewami, wieszania darów na gałęziach i urządzania tam zgromadzeń. Powtarzalność tych zakazów przez siedemset lat jest tu argumentem mocniejszym niż jakakolwiek pojedyncza wzmianka o bogu.
Drzewem o szczególnym miejscu jest lipa. Sadzono ją przy domach, na rozstajach, przy kaplicach i na placach wiejskich; pod nią odbywały się sądy i zgromadzenia gminne; jej kwiat był podstawowym lekiem domowym. W obu dzisiejszych krajach jest drzewem o znaczeniu godłowym, a najstarsze okazy, którym przypisuje się po kilkaset lat, bywają otoczone opieką i mają własne nazwy.
Dąb występuje w innej roli — częściej granicznej i przysięgowej niż domowej. Źródła i studnie tworzą natomiast, jak wszędzie w Europie, sieć najgęstszą: część z nich dostała po chrystianizacji patrona i kaplicę, część pozostała miejscem, do którego chodzi się po wodę na oczy albo na rany, bez żadnej instytucji nad tym.
Rzecz warta podkreślenia dla całego atlasu brzmi tak: kult miejsca jest znacznie trwalszy od kultu bóstwa. Bóstwo można zastąpić świętym, a imię wymazać z pamięci w dwa pokolenia. Źródła nie da się przenieść, a drzewo rośnie dłużej niż ludzka pamięć — i dlatego to one, a nie imiona, są na tym obszarze najmocniej poświadczone.
Dokąd się tu chodzi: pięć miejsc i pięć różnych powodów
Zapis z tamtych czasówVelehrad, Hostýn, Šaštín, Levoča i Stará Boleslav — każde z nich zbiera ludzi z innego powodu i każde ma inną metrykę.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoVelehrad z bazyliką na miejscu opactwa z XIII wieku i zjazdem 5 lipca; sanktuaria na wzgórzach morawskich z drogami krzyżowymi; Šaštín z figurą z XVI wieku; doroczne zgromadzenie w Levočy; Stará Boleslav jako najstarszy czeski ośrodek pielgrzymkowy z paladium; kolumny morowe stawiane po zarazach XVII i XVIII wieku
- Ciągłość kultu w miejscach barokowych sanktuariów ze starszymi miejscami kultu jest w większości przypadków nieudowodniona.
- Datowanie i pochodzenie paladium ze Starej Boleslavi nie zostało rozstrzygnięte.
- Liczby pielgrzymów podawane są szacunkowo przez organizatorów.
Velehrad na Morawach jest miejscem pielgrzymki związanej z misją z 863 roku i z pamięcią o liturgii słowiańskiej; bazylika stoi na miejscu opactwa z XIII wieku, a doroczny zjazd 5 lipca gromadzi dziesiątki tysięcy osób. W latach osiemdziesiątych XX wieku zgromadzenie w tym miejscu stało się jednym z większych wystąpień publicznych okresu — co jest przykładem tego, jak miejsce kultu bywa jedynym dostępnym miejscem zgromadzenia.
Svatý Hostýn i Svatý Kopeček to morawskie wzgórza z sanktuariami barokowymi, dobudowanymi do starszych miejsc kultu; oba są związane z pamięcią najazdów i oba mają drogi krzyżowe prowadzone stokiem. Šaštín na zachodniej Słowacji ma sanktuarium z figurą z XVI wieku i jest dziś głównym miejscem pielgrzymkowym tego kraju. Levoča na wschodzie zbiera co roku największe zgromadzenie na Słowacji, z pochodem wchodzącym na górę nad miastem.
Stará Boleslav pod Pragą jest miejscem innego rodzaju — miejscem zabójstwa z X wieku i najstarszym czeskim ośrodkiem pielgrzymkowym, z paladium, czyli metalową płytką z wizerunkiem, uznawaną za opiekuńczą dla kraju. Jego dzieje są ciągiem wywożenia, ukrywania i odzyskiwania w kolejnych wojnach, co samo w sobie jest dobrą ilustracją, czym bywa przedmiot uznany za rękojmię bezpieczeństwa państwa.
Obok tych pięciu istnieje druga, gęstsza sieć: źródła uznawane za lecznicze, kapliczki na rozstajach, kolumny morowe stawiane po zarazach XVII i XVIII wieku, figury na mostach. Ta sieć jest w przeważającej części barokowa, czyli młodsza, niż wygląda — i to jest przy niej najczęstszy błąd. Krajobraz czeski i morawski wygląda na średniowieczny, a jego warstwa sakralna pochodzi w większości z dwóch stuleci po 1620 roku.
Śpiący rycerze w górze: kiedy będzie najgorzej, wyjadą
Zebrane z ustW czeskiej górze Blaník i w kilku szczytach słowackich śpi wojsko, które ma wyjść w chwili ostatecznej. Wątek jest ogólnoeuropejski, tu ma własne szczegóły.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy o uśpionym wojsku w czeskiej górze od XVI wieku i ich rozwój w XIX; rotunda z XII wieku na wzgórzu w środkowych Czechach; kronika z początku XII wieku z opowieścią o początkach; przekazy o poszukiwaczach skarbów w Tatrach z XVI–XVIII wieku
- Wiek wątku o uśpionym wojsku nie jest ustalony; jego dzisiejsza postać w znacznej mierze pochodzi z XIX wieku.
- Opowieść o początkach spisana w kronice z XII wieku jest konstrukcją uczoną i nie ma potwierdzenia w innych źródłach.
Motyw uśpionego wojska czekającego w górze na godzinę największej potrzeby jest znany w całej Europie — od Niemiec po Bałkany — a w Czechach ma postać wyjątkowo dopracowaną. W górze Blaník śpi hufiec, konie stoją przy żłobach, broń leży przygotowana; wyjadą, gdy będzie najgorzej, a przedtem drzewa na szczycie uschną i odrosną. Zapisy tego wątku pojawiają się od XVI wieku i nabierają siły w XIX, gdy rzecz staje się obrazem narodowym.
Obok tej góry stoi druga, o innym znaczeniu: wzgórze Říp w środkowych Czechach, z rotundą z XII wieku, uznawane w opowieści o początkach za miejsce, z którego pierwszy przodek pokazał ziemię swoim ludziom. Opowieść znamy z kroniki z początku XII wieku, czyli z zapisu o kilka stuleci późniejszego niż zdarzenia, o których mówi — i jest ona konstrukcją uczoną, budującą rodowód, a nie zapisem pamięci.
Po stronie słowackiej ten sam wątek wiąże się z kilkoma szczytami, a w Tatrach dochodzi do tego osobna warstwa: opowieści o skarbach w górach, o poszukiwaczach z dalekich stron, którzy znali znaki i zaklęcia, oraz o istotach strzegących żył kruszcu. Zapisy o takich poszukiwaczach pochodzą z XVI–XVIII wieku i mają w tle rzecz realną — wydobycie złota i srebra na tym obszarze.
Co z tego wynika dla całego działu: góra jest tu nie tyle miejscem kultu, ile magazynem — przechowalnią wojska, skarbu albo początku. Nie chodzi się na nią, żeby coś złożyć; ona coś trzyma. To odróżnia ten obszar od greckiego czy andyjskiego, gdzie góra jest adresatem ofiary, i jest różnicą, którą widać w samej budowie opowieści.
Istoty
Wodnik, południca, diabeł z umową i duch wysiadywany z jajka
Nie ma tu bestiariusza z tablicą kompetencji, bo materiał na to nie pozwala — te same nazwy znaczą w sąsiednich dolinach różne rzeczy. Jest sześć postaci o opisie na tyle powtarzalnym, że da się o nich powiedzieć coś więcej niż samo imię.
Vodník w zielonym fraku i południca w białym płótnie
Zebrane z ustCzeski utopiec siedzi przy młynie w zielonym ubraniu i trzyma dusze w garnkach. Południca przychodzi w pole dokładnie w południe.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy o wodniku od XVI wieku, z powtarzalnym opisem stroju i garnków; przekazy o południcy związane z porą dnia i pracą w upale; istoty podziemne poświadczone na obszarach wydobycia srebra i rud od XVI wieku i po stronie saskiej
- Wiek poszczególnych cech wyglądu wodnika nie da się ustalić; utrwalone szczegóły mogą pochodzić z literatury XIX wieku.
- Związek południcy z udarem cieplnym jest wnioskiem, a nie rzeczą wykazaną w zapisach.
- Rodowód istot górniczych bywa wywodzony zarówno z tradycji miejscowej, jak i z przekazu przyniesionego przez górników niemieckich.
Najlepiej opisaną istotą tego obszaru jest wodnik: mieszka w rzece albo stawie, najczęściej przy młynie albo jazie, bywa przedstawiany w zielonym ubraniu, z którego kapie woda, i w czerwonej czapce. Wciąga topielców, a ich dusze trzyma pod wodą w przykrytych garnkach. Zapisy o nim są liczne od XVI wieku, a szczegóły — kolor, czapka, garnki, siedzenie na palu przy jazie — powtarzają się w nich na tyle konsekwentnie, że jest to jedna z najlepiej scharakteryzowanych postaci w folklorze środkowoeuropejskim.
Południca należy do innej rodziny: istot związanych z PORĄ, nie z miejscem. Przychodzi w pole w samo południe, w bieli, i wymaga od napotkanego odpowiedzi na pytania albo pracy ponad siły; kto nie sprosta, traci przytomność albo rozum. Rzecz ma oczywisty związek z udarem cieplnym u żniwiarzy i z nakazem odpoczynku w największym upale — co nie unieważnia postaci, tylko pokazuje, czemu służyła.
Trzecia grupa to istoty gór i lasu: hejkadło odpowiadające na wołanie i sprowadzające z drogi, dzikie kobiety podmieniające dzieci, a w rejonach górniczych — istoty podziemne, opisywane jako małe postacie w strojach górniczych, które ostrzegają przed zawałem albo wskazują żyłę. Te ostatnie są poświadczone na obszarach wydobycia srebra i rud od XVI wieku i mają odpowiedniki po drugiej stronie granicy, w Saksonii.
Wszystkie te zapisy pochodzą w większości z XIX i XX wieku, od zbieraczy, i tak trzeba je traktować: mówią o tym, co wtedy żyło. Zaskakujące jest natomiast, jak wiele z tego żyje dalej — wodnik jest w Czechach postacią rozpoznawalną powszechnie, ma miejsce w kulturze dziecięcej i w dorocznym obyczaju, i w tej roli ma się dobrze także tam, gdzie w spisach nikt już nie podaje wyznania.
Czeski diabeł: urzędnik z umową, którego da się przechytrzyć
Zebrane z ustW tutejszych opowieściach diabeł nie kusi ani nie przeraża — podpisuje umowę, trzyma się jej litery i przegrywa na warunkach.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy opowieści od XVI wieku i zbiory z XIX i XX; powtarzalny opis wyglądu jako karykatury pana; formacje skalne o nazwach z nim związanych z przypisaną opowieścią o upuszczonym kamieniu; obchód 5 grudnia w składzie biskup, anioł i diabeł, żywy w obu krajach
- Zapisy pochodzą w większości z XIX i XX wieku i mówią o stanie ówczesnym.
- Rodowód poszczególnych cech wyglądu nie jest ustalony; część mogła wejść z ikonografii kościelnej, część z literatury.
- Wiek obchodu grudniowego w dzisiejszej formie bywa podawany rozbieżnie.
Diabeł z czeskiego i słowackiego przekazu ludowego jest postacią zupełnie inną niż diabeł z kazania. Nie jest wcieleniem zła ani kusicielem; jest stroną, która przychodzi z konkretną propozycją, spisuje warunki i domaga się ich dotrzymania. Ma przy tym wady, które go gubią: bierze słowa dosłownie, nie umie liczyć czasu i daje się złapać na warunku sformułowanym podstępnie — most zbudowany w zamian za pierwszą duszę, która nim przejdzie, po którym puszcza się koguta.
Wygląd jest w zapisach zaskakująco jednolity: czarny ubiór o kroju pańskim, kulawa noga albo kopyto w bucie, ogon starannie schowany pod poła, czasem kapelusz zakrywający rogi. Nie jest to bestia, tylko ktoś, kto udaje osobę wyżej postawioną i prawie mu się to udaje. Jest to karykatura pana, a nie wizerunek szatana — i stąd bierze się cała jego śmieszność.
Miejsca, z którymi się go wiąże, są konkretne: młyny, karczmy, mosty, skały o dziwnym kształcie, doły wodne i przełęcze. Sporo formacji skalnych w obu krajach nosi nazwy z nim związane i ma przypisaną opowieść o kamieniu, który niósł, a upuścił, bo zapiał kogut. Wzór ten powtarza się w dziesiątkach miejsc i jest jednym z najlepiej rozpowszechnionych w tej części Europy.
Osobną, do dziś żywą formą jest obchód 5 grudnia, w którym chodzą we trójkę: biskup, anioł i diabeł. Diabeł straszy dzieci, grzechocze łańcuchem i grozi workiem, po czym odchodzi z niczym, bo anioł i biskup zawsze wygrywają. Obyczaj jest w Czechach i na Słowacji powszechny także tam, gdzie w spisach nikt nie deklaruje wyznania — i pokazuje, że postać przeszła z religii do repertuaru kulturowego bez utraty siły.
Duch, którego wysiaduje się pod pachą, i umowa, z której nie da się wyjść
Zebrane z ustZ jajka noszonego przez dziewięć dni pod pachą wykluwa się istota nosząca do domu pieniądze. Trudność zaczyna się przy próbie pozbycia się jej.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy o wysiadywaniu jajka przez dziewięć dni i o istocie noszącej dobra; warunek pozbycia się przez sprzedaż poniżej ceny nabycia; związek z ogniem i pojawianie się jako smuga światła; odpowiedniki motywu w tradycji polskiej, węgierskiej, niemieckiej i łotewskiej
- Zapisy pochodzą głównie z XIX i XX wieku; starsze wzmianki są nieliczne.
- Kierunek rozchodzenia się motywu między sąsiednimi tradycjami nie został ustalony.
Najlepiej opisanym duchem domowym tego obszaru jest istota o kilku nazwach, zależnych od regionu, wykluwana z jajka — najczęściej z pierwszego jajka czarnej kury — noszonego przez dziewięć dni pod pachą, bez mycia się i bez modlitwy. Wyklute stworzenie przypomina mokrego kurczaka albo małego smoka i nosi do domu zboże, mleko lub pieniądze, zabierając je sąsiadom.
Cena jest w zapisach zawsze ta sama i zawsze podana wprost. Trzeba je karmić, i to dokładnie tym, czego zażąda; nie wolno przerwać; nie wolno go obrazić. Gospodarz, który zaniedba karmienie, traci dom w pożarze, bo istota ta jest zwykle związana z ogniem i pojawia się jako smuga światła nad dachem. Pozbyć się jej można tylko przez sprzedanie za mniej, niż się ją nabyło — warunek nie do spełnienia w nieskończoność, co jest sensem całej opowieści.
Wzór ten ma dwie rzeczy warte odnotowania. Po pierwsze, jest opowieścią o BOGACTWIE NIE DO WYTŁUMACZENIA: gospodarz, któremu nagle się powiodło, bywał o taką istotę podejrzewany, a opowieść dawała sąsiadom wyjaśnienie, dlaczego jemu poszło, a im nie. Po drugie, każde takie bogactwo jest w niej cudze — nic nie przybywa, tylko przepływa od jednego do drugiego.
Wątek występuje w bardzo podobnej postaci u sąsiadów: w Polsce, na Węgrzech, w Niemczech i na Łotwie, zwykle z tym samym jajkiem, tym samym karmieniem i tym samym kłopotem z pozbyciem się. Jest to jeden z najlepiej rozpowszechnionych motywów Europy Środkowej i wygląda na wspólny zasób pogranicza, a nie na własność którejkolwiek tradycji.
Mora siadająca na piersi i człowiek, który zmienia skórę
Zebrane z ustDuszenie we śnie tłumaczono istotą siadającą na piersi. Zabezpieczenia są tak powtarzalne, że dają się wyliczyć.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy o istocie siadającej na piersi i o sposobach jej złapania; powtarzalny zestaw zabezpieczeń: ostrze pod łóżkiem, odwrócona koszula, sito przy drzwiach, ziarno na progu; dwie odmiany wątku wilkołaczego w zapisach z XVI–XX wieku
- Podobieństwo wyobrażeń o duszeniu we śnie w odległych kulturach nie wymaga przekazu i nie dowodzi pokrewieństwa tradycji.
- Obie odmiany wątku wilkołaczego bywają w zapisach mieszane, co utrudnia ich rozdzielenie.
Mora — nazwa spokrewniona ze słowem oznaczającym koszmar w kilku językach europejskich — to istota siadająca śpiącemu na piersi i odbierająca mu oddech. Zapisy mówią, że bywa siódmą córką, kobietą urodzoną w czepku albo taką, której przy chrzcie coś przeoczono; że wychodzi z ciała przez szparę i wraca tą samą drogą; że można ją złapać, zatykając otwór, przez który weszła.
Zabezpieczenia są w tym materiale najbardziej powtarzalną częścią i tworzą krótki, zamknięty zestaw: nóż albo siekiera pod łóżkiem ostrzem do góry, odwrócona koszula, sito albo przetak zawieszony przy drzwiach — bo nieproszony gość musi policzyć wszystkie dziurki, zanim wejdzie — oraz mak albo ziarno rozsypane na progu, z tego samego powodu. Ten sam zestaw wraca przy innych istotach, co pokazuje, że myślano tu kategorią przeszkody, nie kategorią bóstwa.
Wilkołak występuje w dwóch odmianach, których nie należy mieszać. Pierwsza to człowiek przemieniany wbrew woli, przez cudzy czar albo klątwę — postać raczej nieszczęśliwa niż groźna, którą można odczarować, zarzucając na nią ludzkie odzienie. Druga, rzadsza, to ktoś przemieniający się celowo, zwykle przez przewrót przez pień albo przez założenie pasa ze skóry; ta odmiana zbliża się do wątku zbójnickiego pasa i bywa z nim w zapisach mylona.
Rzecz trzeba zamknąć uwagą metodyczną. Duszenie we śnie jest zjawiskiem dobrze znanym i występującym wszędzie, a wyobrażenie istoty siadającej na piersi pojawia się niezależnie w bardzo wielu kulturach — od Skandynawii po Azję Wschodnią. Nie jest to więc dowód na przekaz między ludami ani na dawność miejscowej tradycji; jest to raczej dowód na to, że ludzie wszędzie opisują to samo doświadczenie podobnym obrazem.
Światła nad mokradłem: dusze tych, którzy przesunęli kamień graniczny
Zebrane z ustBłędne ogniki tłumaczono jako dusze mierniczych, którzy za życia przestawiali granice pól. Kara: świecić i błądzić.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy wiążące błędne ogniki z duszami przesuwających kamienie graniczne; prawna ochrona kamienia granicznego i obyczaj zapamiętywania miejsca przez dzieci; wersja wiążąca światła z dziećmi zmarłymi bez chrztu i formuła nadania imienia; ujednolicone reguły zachowania wobec spotkanego światła
- Zapisy pochodzą z XVIII–XX wieku i nie pozwalają ocenić wieku samego wyobrażenia.
- Fizyczne wyjaśnienia świateł nad mokradłami bywają podawane różnie i żadne nie tłumaczy wszystkich relacji.
Światła widywane nocą nad mokradłami, torfowiskami i starymi cmentarzami mają w tym przekazie kilka wyjaśnień, z których jedno jest szczególnie konsekwentne. Są to dusze ludzi, którzy za życia przesuwali kamienie graniczne między polami — mierniczych, zarządców, chciwych gospodarzy. Kara polega na tym, że muszą teraz świecić i wodzić innych po bezdrożach, dopóki ktoś nie zdejmie z nich tego obowiązku.
Wybór przewinienia nie jest przypadkowy i wiele mówi o tym, co w społeczności wiejskiej uchodziło za występek najcięższy. Kamień graniczny był w gospodarce rolnej rzeczą świętą w sensie najbardziej dosłownym: przy jego zakładaniu bito dzieci, żeby zapamiętały miejsce, a jego przesunięcie karano jako przestępstwo w prawie, nie tylko w opowieści. Kto rusza granicę, rusza cudze życie.
Druga grupa wyjaśnień wiąże te światła z duszami dzieci zmarłych bez chrztu, które nie mogą przejść ani w jedną, ani w drugą stronę. W tej wersji pomagało się im, wypowiadając formułę nadania imienia; po tym światło miało zgasnąć albo odejść. Praktyka ta jest zapisana także gdzie indziej w Europie i należy do najtrwalszych sposobów radzenia sobie z sytuacją, w której instytucja nie przewidziała miejsca dla zmarłego.
Zachowanie wobec takiego światła jest w zapisach ujednolicone: nie wołać, nie iść za nim, nie odpowiadać, a jeśli już się je spotka — zdjąć czapkę i pozdrowić, po czym zawrócić po własnych śladach. Sensem wszystkich tych reguł jest niewchodzenie w rozmowę; jest to ten sam zestaw zachowań co wobec innych istot spotykanych poza obejściem, i ta konsekwencja jest w materiale wyraźna.
Dzikie kobiety: taniec w kręgu i dziecko podmienione w kolebce
Zebrane z ustMieszkają poza obejściem, tańczą w kręgu na łące i podmieniają niemowlęta. Zabezpieczenie to czerwona nitka i nożyczki w kolebce.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZapisy słowackie i morawskie z XVIII–XX wieku; opis odwróconych stóp, tańca w kręgu i śladu na trawie; wątek podmiany niemowlęcia wraz ze sposobami rozpoznania i wymuszenia zwrotu; zabezpieczenia okresu do chrztu: czerwona nitka, żelazo w kolebce, odwrócona odzież
- Wątek podmiany dziecka występuje w całej Europie i nie jest miejscowy.
- Zapisy pochodzą z XVIII–XX wieku i mówią o stanie ówczesnym, nie o dawniejszym.
- Nazwy tych istot oznaczają w sąsiednich regionach nie zawsze to samo.
Istoty żeńskie mieszkające poza ludzkim porządkiem — w skałach, jarach, przy wodzie — występują w przekazie słowackim i morawskim pod kilkoma nazwami i mają wspólny zestaw cech. Są piękne albo odrażające zależnie od chwili, mają długie włosy i dziwne stopy, zwykle odwrócone piętami naprzód; tańczą nocą w kręgu na łące, a trawa w tym miejscu rośnie potem inaczej. Kto wejdzie w krąg, tańczy z nimi aż do wyczerpania.
Najczęstszym wątkiem jest podmiana niemowlęcia. Dziecko zabrane z kolebki zostaje zastąpione własnym dzieckiem istoty — krzykliwym, o dużej głowie, niechcącym rosnąć. Zapisy podają sposoby rozpoznania i całą serię działań mających zmusić do zwrotu, z których część była dla podmienionego dziecka niebezpieczna. Trzeba to powiedzieć wprost: pod tym wątkiem leżą realne dzieci chore albo niepełnosprawne i realne postępowanie wobec nich.
Zabezpieczenia są dobrze udokumentowane i dotyczą okresu do chrztu, uznawanego za najbardziej narażony. Czerwona nitka albo wstążka na rączce, nożyczki lub inne żelazo w kolebce, odwrócona część odzieży, niezostawianie dziecka samego i niewynoszenie go po zmroku. Zestaw jest ten sam co przy innych istotach — żelazo, kolor czerwony, odwrócenie — i znów pokazuje myślenie kategorią przeszkody.
Wątek ma odpowiedniki w całej Europie, od Irlandii po Bałkany, w formie na tyle podobnej, że nie da się go uznać za miejscowy. Wartość materiału słowackiego polega natomiast na czymś innym: jest bardzo gęsty, zapisany stosunkowo późno i przez to zachowuje szczegóły praktyczne — kto, kiedy i co dokładnie robił — których w zapisach dawniejszych zwykle brakuje.
Obrzęd, wróżba, czary
Noc Łucji, ołów przez ucho klucza i pieśń jarmarczna z datą wydania
Prawie wszystkie te techniki są jednorazowe, domowe i bezpłatne. Nie potrzeba do nich specjalisty ani wiedzy tajemnej — potrzeba ołowiu, buta, jabłka i odpowiedniej daty. Tym różnią się od wróżbiarstwa zawodowego, które zajmowało się czym innym.
Co się robiło w domu: zamawianie, próg i pierwsze mleko
Zebrane z ustZamawiania chorób powtarzają tu jeden schemat: choroba jest wypędzana w konkretne miejsce, po konkretnej drodze.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoSetki zapisanych formuł zamawiania o powtarzalnej budowie; przedmioty ochronne zakopywane pod progiem i węgłem; zioła święcone i obchodzenie budynków; wróżby z końca listopada i z Wigilii; chrześcijańskie formuły zamykające zamawiania
- Zapisy pochodzą w większości z XIX i XX wieku i mówią o stanie ówczesnym, nie o dawniejszym.
- Wiek poszczególnych formuł nie da się ustalić; ich powtarzalność świadczy o utrwaleniu, nie o starożytności.
Zamawianie — formuła wypowiadana nad chorym, zwykle szeptem i zwykle przez kobietę — jest na tym obszarze zapisane w setkach wersji. Buduje się prawie zawsze tak samo: wymienia się chorobę po imieniu, nakazuje jej wyjść z ciała, podaje trasę wyjścia i miejsce docelowe, najczęściej puste i dalekie — góra, w której nikt nie mieszka, woda, która nie wraca, las, gdzie kogut nie pieje. Kto zamawia, nie prosi; rozkazuje.
Zabezpieczenia domu są równie powtarzalne. Próg to miejsce graniczne, po którym nie wolno podawać ani przez które nie wolno witać; pod progiem i pod węgłem zakopywano przedmioty ochronne. Nad drzwiami i w oborze wieszano zioła święcone w określone dni, a w Boże Ciało i na przełomie kwietnia i maja obchodzono budynki. Osobny zestaw czynności chronił pierwsze mleko po ocieleniu i pierwszy chleb z nowej mąki — momenty przejścia, uznawane za najbardziej narażone.
Wróżby są w tym zbiorze najliczniejsze przy dwóch datach: przy końcu listopada, gdy lano wosk albo ołów i rzucano butem ku drzwiom, oraz w Wigilię, gdy krojono jabłko w poprzek i czytano z układu gniazd, liczono polana wniesione z podwórza i patrzono w wodę. Zestaw jest niemal ten sam co w Polsce, co jest zrozumiałe: to jeden obszar obrzędowy, przecięty granicą państwową.
Podkreślić trzeba rzecz, którą przy takich zbiorach łatwo przeoczyć. Ci, którzy to robili i zapisywali, w ogromnej większości uważali się za chrześcijan i nie widzieli w tym sprzeczności. Formuły zamawiań powołują się na postacie chrześcijańskie i kończą się modlitwą. Podział na „wiarę" i „zabobon" jest podziałem urzędowym i uczonym, nie podziałem, którym posługiwali się ludzie stosujący te praktyki.
Topienie Marzanny, chodzenie z zielenią i Wielkanoc z rózgą
Zebrane z ustWyniesienie kukły na przedwiośniu jest tu zakazywane w dokumentach od XIV wieku — i odbywa się do dziś.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZakazy synodalne wynoszenia kukły od XIV wieku; opisy obyczaju wielkanocnego z rózgą od średniowiecza; obchody zapustne z maskami, maje, ogniska na przełomie kwietnia i maja, wróżby andrzejkowe; XIX-wieczne wyjaśnienia dopisane przez ruch odrodzenia narodowego
- Przedchrześcijański rodowód topionej kukły i imiona jej nadawane pochodzą z interpretacji XIX-wiecznych, nie z zapisów dawnych.
- Wiek poszczególnych elementów obrzędu wielkanocnego bywa podawany rozbieżnie.
Rok obrzędowy tego obszaru jest bliski polskiemu i pełen elementów, które mają dobre poświadczenie w dokumentach zakazujących. Wynoszenie i topienie kukły przedstawiającej śmierć albo zimę, w czwartą niedzielę postu, jest zakazywane przez synody od XIV wieku — a sam zakaz jest tu najlepszym dowodem, że rzecz się odbywała. Na jej miejsce wnoszono do wsi zieloną gałąź albo drzewko.
Wielkanocny poniedziałek ma w Czechach i na Słowacji postać, która gdzie indziej zanikła: chodzenie chłopców z plecioną rózgą i lekkie uderzanie nią dziewcząt, z formułą życzącą zdrowia przez rok, w zamian za jajko albo wstążkę. Rózga plecie się z wikliny w określonej liczbie prętów, a obyczaj jest opisywany w źródłach od średniowiecza. W tych krajach żyje do dziś na wsi i w małych miastach.
Z pozostałych punktów roku dobrze poświadczone są: obchody z maskami i przebraniami przed postem, stawianie majów na wiosnę, palenie ognisk w noc przed świętem przypadającym na koniec kwietnia, dożynkowe wieńce, wróżby andrzejkowe z ołowiem i z butem, oraz noc w grudniu, gdy obchodziły domy postacie w bieli z zawiązanymi oczami. Każdy z nich ma zapisy i każdy ma warstwę młodszą, niż się przyjmuje.
Jak zawsze w tej części atlasu, dwie rzeczy trzeba oddzielić. Obyczaj poświadczony zakazem z XIV wieku jest stary — to jest fakt dokumentowy. Wyjaśnienie, że przedstawia on pogańską boginię zimy o konkretnym imieniu, pochodzi z XIX wieku i z ruchu odrodzenia narodowego, który potrzebował dawności. Pierwsze zostaje, drugie idzie do przypisu.
Noc świętej Łucji: stołek robiony trzynaście dni
Zebrane z ustStołek zaczynany 13 grudnia i kończony w Wigilię miał pozwolić rozpoznać czarownice w kościele. Kto na nim stanął, musiał potem uciekać.
Czytaj dalejSkąd to wiadomo13 grudnia jako najkrótszy dzień w kalendarzu sprzed reformy; opis stołka wykonywanego przez trzynaście dni bez gwoździa i palonego po użyciu; karteczki z imionami i gałązka wiśni wstawiana do wody; zakaz przędzenia i postać chodząca w bieli z przyborami, w obu wersjach — karzącej i obdarowującej
- Zapisy o stołku i o postaci chodzącej w bieli pochodzą głównie z XVIII–XX wieku; wcześniejsze wzmianki są ogólniejsze.
- Związek daty z dawnym przesileniem jest oczywisty kalendarzowo, lecz przedchrześcijański rodowód poszczególnych praktyk nie został wykazany.
Trzynasty grudnia był przed reformą kalendarza najkrótszym dniem roku i zachował po tym całą wagę przesilenia. Na tym obszarze skupia się wokół niego więcej praktyk niż wokół jakiejkolwiek innej daty. Pierwszą i najbardziej rozbudowaną jest stołek: zaczynano go tego dnia i wykonywano po jednej czynności dziennie, z drewna kilku gatunków, bez użycia gwoździa, tak żeby ostatnie cięcie przypadło na Wigilię.
Użycie było jednorazowe. Stanąwszy na nim podczas pasterki, miało się rozpoznać kobiety szkodzące czarami — po rogach, po odwróconych plecach albo po tym, że stały tyłem do ołtarza. Rzecz miała jednak cenę: rozpoznany rozpoznaje też patrzącego, więc trzeba było natychmiast uciekać do domu, sypiąc za sobą mak albo ziarno, żeby ścigające musiały je zbierać. Po powrocie stołek palono.
Drugą praktyką tej nocy były karteczki. Dziewczyna wypisywała trzynaście imion, co dnia paliła albo wyrzucała jedną nie czytając, a ostatnią — tę, która została na Wigilię — otwierała i czytała imię przyszłego męża. Wersje z orzechami, z kluskami z zapieczonymi karteczkami i z gałązką wiśni wstawianą do wody 13 grudnia, mającą zakwitnąć na Wigilię, należą do tego samego zestawu.
Trzecią warstwą jest sama postać. W obu krajach chodziły tej nocy kobiety w bieli, z zasłoniętą twarzą, z gęsim piórem, nożem albo z przyborami do bielenia; sprawdzały, czy nikt nie przędzie — bo tej nocy przęść nie było wolno — i karały za to. W niektórych regionach postać ta była wprost straszna i miała dzieciom rozcinać brzuch; w innych rozdawała drobne dary. Obie wersje są zapisane i obie są tej samej daty.
Ołów, but i jabłko: co robiono, żeby zobaczyć rok naprzód
Zebrane z ustWróżby skupiają się w dwóch punktach roku i prawie wszystkie pytają o jedno: kto i kiedy.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoDwa skupiska wróżb: koniec listopada oraz Wigilia i noc sylwestrowa; lanie ołowiu lub wosku przez ucho klucza; rzucanie butem przez ramię; krojenie jabłka w poprzek; wyciąganie polan z naręcza; post do pierwszej gwiazdy; miseczki z wodą, chlebem i pierścionkiem
- Zapisy pochodzą w większości z XIX i XX wieku i oddają stan ówczesny.
- Wiek poszczególnych technik nie da się ustalić; ich rozpowszechnienie w Europie Środkowej jest szerokie i wskazuje na wspólny obieg.
Wróżebny zestaw tego obszaru ma dwa skupiska. Pierwsze to koniec listopada, drugie — Wigilia i noc sylwestrowa. W obu wypadkach pytanie jest niemal zawsze to samo: czy wyjdę za mąż, za kogo i kiedy. Reszta — o urodzaj, o zdrowie, o śmierć w domu — zajmuje w zapisach miejsce dużo mniejsze, choć w pojedynczych regionach bywa rozbudowana.
Techniki są policzalne i powtarzalne. Lanie roztopionego ołowiu lub wosku przez ucho klucza do zimnej wody i czytanie z cienia zastygłej bryły. Rzucanie butem przez ramię ku drzwiom: czubek do wyjścia znaczy wyjazd albo zamążpójście. Krojenie jabłka w poprzek i czytanie z układu gniazd — gwiazda wróży dobrze, krzyż źle. Wyciąganie w ciemności polana z naręcza: gładkie znaczy urodę męża, sękate przeciwnie. Liczenie sztachet w płocie parami. Nasłuchiwanie, z której strony zaszczeka pies.
Osobną grupę tworzą wróżby wymagające milczenia albo postu przez cały dzień, po których pojawia się obraz — w wodzie, w lustrze albo we śnie. Należy tu wigilijny post „do pierwszej gwiazdy" z obietnicą zobaczenia złotego prosięcia, a także układanie pod poduszkę przedmiotów mających sprowadzić sen o właściwej osobie. W tym samym zestawie stoi wystawianie miseczek z wodą, chlebem i pierścionkiem i podprowadzanie do nich zwierzęcia albo dziecka.
Rzecz warta uwagi przy całym tym materiale: prawie wszystkie te techniki są jednorazowe, domowe i bezpłatne. Nie potrzeba do nich specjalisty, przedmiotu kupionego ani wiedzy tajemnej — potrzeba ołowiu, buta, jabłka i odpowiedniej daty. Tym różni się wróżba doroczna od wróżbiarstwa zawodowego, które na tym obszarze też istniało, ale zajmowało się czym innym: odnajdywaniem rzeczy, wskazywaniem winnych i leczeniem.
Zapusty, pogrzeb basa i ognie świętojańskie
Zebrane z ustRok obrzędowy ma dwa punkty hałasu: zapusty przed postem i ognie w czerwcu. Oba są dobrze poświadczone i oba żyją.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoObchód zapustny z maskami niedźwiedzia, konia i nowożeńców oraz pogrzeb basu o północy; wpisy na listy dziedzictwa i dokumentacja filmowa od połowy XX wieku; ognie na wzniesieniach, skakanie przez płomień, wianki na wodzie i płonące koło; stawianie maja poświadczone od późnego średniowiecza i spory o maj w aktach sądowych
- Przedchrześcijański rodowód obchodów zapustnych i ogni czerwcowych nie został wykazany; poświadczone są same praktyki.
- Dzisiejsza forma obchodów bywa wynikiem świadomej pielęgnacji od XIX i XX wieku.
Zapusty — okres od Trzech Króli do środy popielcowej — kończą się tu obchodem z maskami i muzyką, przechodzącym od domu do domu, ze zbieraniem słoniny, jajek i wódki. Postacie są powtarzalne: niedźwiedź na łańcuchu, koń lub konik obnoszony przez jedną osobę, kominiarz, baba i lekarz, wreszcie przebrani za nowożeńców. O północy odbywa się pogrzeb basu albo pochowanie instrumentu z lamentem i mową pogrzebową, co oznacza koniec muzyki na czas postu.
W kilku regionach słowackich obchody te wpisano na listę dziedzictwa i są dokumentowane filmowo od połowy XX wieku; to jeden z niewielu elementów tego materiału, przy którym nie trzeba polegać wyłącznie na zapisie słownym. Trzeba jednak pamiętać, że dokumentacja utrwala też stan, który już był przedmiotem świadomej pielęgnacji, a więc nie jest oknem na stulecia wcześniejsze.
Drugim punktem są ognie na przełomie czerwca. Palono je na wzniesieniach, skakano przez płomień parami, puszczano wianki na wodę, a w niektórych miejscach spuszczano ze zbocza płonące koło owinięte słomą. Zbierano wtedy zioła, uznając, że tej jednej nocy mają największą moc, i szukano kwiatu paproci — motyw, który w całej Słowiańszczyźnie ma tę samą postać i tę samą funkcję: obiecuje rzecz niemożliwą.
Trzecim, mniej znanym, jest majenie. Wysoki, okorowany pień z zielonym wierzchołkiem stawiano na placu albo pod oknem dziewczyny, pilnowano go przed ścięciem przez sąsiednią wieś, a po kilku tygodniach ścinano uroczyście. Zwyczaj jest poświadczony od późnego średniowiecza, a jego rywalizacyjna część — nocne wyprawy po cudzy maj — jest opisana w aktach sądowych, bo kończyła się bójkami.
Zioła święcone w trzy daty i to, co z nich robiono
Zebrane z ustTrzy daty w roku dawały ziołom moc: przełom czerwca, sierpniowe święto i Boże Ciało. Potem szły do obory, pod poduszkę i do dymu.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoTrzy daty zbioru i święcenia ziół: przełom czerwca, sierpniowe święto i Boże Ciało; wiązanka dzielona na zasiew, trumnę i okadzanie bydła; okadzanie izby i obory dymem z ziół; gałązka zatykana za obraz albo w strzechę przeciw piorunowi; powtarzalna lista roślin
- Rozdzielenie działania farmakologicznego od przypisania opartego na wyglądzie albo nazwie jest możliwe tylko przy części roślin.
- Zapisy pochodzą głównie z XIX i XX wieku i mówią o stanie ówczesnym.
Zielarstwo domowe jest na tym obszarze dobrze udokumentowane i ma wyraźną strukturę kalendarzową. Trzy daty uchodziły za nadające mocy: noc na przełomie czerwca, sierpniowe święto Matki Bożej Zielnej oraz Boże Ciało, gdy zabierano gałązki z ołtarzy ustawianych na trasie procesji. Zebrane wtedy rośliny suszono i trzymały się przez cały rok jako zapas na osobne potrzeby.
Zastosowania są w zapisach konkretne. Wiązanka święcona w sierpniu wisiała w izbie i szła częściami do kolejnych zadań: garść do pierwszego zasiewu, garść do trumny, garść do okadzania krów przy pierwszym wyjściu na pastwisko. Okadzanie było zresztą podstawową formą użycia — dymem z ziół przechodzono izbę, oborę i chorego, zwłaszcza w noce uznawane za niebezpieczne. Gałązkę z Bożego Ciała zatykano za obraz albo w strzechę przeciw uderzeniu pioruna.
Rośliny wymieniane najczęściej dają się wyliczyć: dziurawiec, bylica, dziewanna, lubczyk, ruta, czosnek, jałowiec i leszczyna. Część z nich ma działanie znane i wykorzystywane do dziś, część weszła do zestawu z powodu wyglądu albo nazwy. Rozdzielenie jednego od drugiego jest tu możliwe tylko przy niektórych pozycjach i nie należy udawać, że jest możliwe przy wszystkich.
Rzecz zasługuje na jedną uwagę porządkującą. To nie była magia w opozycji do medycyny — to BYŁA medycyna, jedyna dostępna przez większość tego okresu na wsi, obudowana kalendarzem, bo kalendarz był jedynym dostępnym sposobem porządkowania czynności powtarzalnych. Lekarz pojawia się we wsi środkowoeuropejskiej powszechnie dopiero w XIX i XX wieku, a apteka jeszcze później.
Rózga z wikliny: obrzęd, którego nikt nie zdołał wytłumaczyć inaczej
Zebrane z ustPoniedziałek wielkanocny z plecioną rózgą i polewaniem wodą trwa tu nieprzerwanie i jest najbardziej żywym obrzędem obu krajów.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoOpisy obyczaju wielkanocnego z rózgą i formułą życzącą zdrowia, poświadczone od średniowiecza; ustalona budowa rózgi z nieparzystej liczby prętów, różna w zależności od regionu; wstążki zbierane w czasie obchodu; przetrwanie obrzędu przez rekatolicyzację i przez lata 1948–1989
- Pierwotny sens obrzędu nie został ustalony; podawane wyjaśnienia są domysłami.
- Wiek konkretnych elementów — liczby prętów, formuł, polewania wodą — bywa podawany rozbieżnie.
Poniedziałek wielkanocny ma w Czechach i na Słowacji postać, która gdzie indziej w Europie zanikła albo nigdy nie była tak rozbudowana. Chłopcy chodzą od domu do domu z rózgą splecioną z wikliny, lekko uderzają nią dziewczęta i wygłaszają formułę życzącą zdrowia i świeżości na cały rok; dostają za to jajko, wstążkę wiązaną na rózdze albo poczęstunek. W wielu regionach do tego dochodzi polewanie wodą.
Rózga ma budowę ustaloną: określona liczba prętów, zwykle nieparzysta, splecionych w jeden warkocz, wykończona wstążkami. W każdym regionie liczba i sposób splotu są nieco inne i traktuje się je jako znak miejsca pochodzenia. Wstążki zbierane w czasie obchodu są liczone i porównywane, bo świadczą o powodzeniu — co czyni z obrzędu także rodzaj publicznego rachunku.
Wyjaśnienia są dwa i żadne nie jest rozstrzygnięte. Pierwsze widzi tu obrzęd przekazania świeżości młodej rośliny człowiekowi, spokrewniony z wnoszeniem zieleni do wsi na przedwiośniu; drugie wskazuje na obrzęd związany z płodnością i zamążpójściem, czemu odpowiada dobór uczestników. Pewne jest tylko to, że obyczaj jest poświadczony od średniowiecza i że przetrwał zarówno rekatolicyzację, jak i cztery dziesięciolecia po 1948 roku.
Rzecz ma dziś drugie życie i wypada to odnotować bez oceniania. Obrzęd bywa krytykowany jako przemocowy wobec kobiet i w części miast zanikł albo zmienił formę na symboliczną; jednocześnie na wsi i w małych miastach trzyma się mocno i jest przedmiotem świadomej dumy. Obie rzeczy dzieją się naraz i obie są faktem — a dział opisuje stan, nie rozstrzyga sporu.
Kalendarz na ścianie: Czesi po słowiańsku, Słowacy po łacinie
Zapis z tamtych czasówCzeski ma dwanaście nazw własnych, opisujących pracę i przyrodę. Słowacki wziął wszystkie z łaciny. Polski jest pośrodku.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoDwanaście czeskich nazw miesięcy o znaczeniu opisowym; komplet nazw łacińskich w słowackim; polski zestaw mieszany; kodyfikacja słowackiego języka literackiego w latach czterdziestych XIX wieku; ta sama nazwa oznaczająca opadanie liści przypisana do listopada w czeskim i polskim, a do października w chorwackim
- Pierwotne przypisanie poszczególnych nazw słowiańskich do konkretnych miesięcy nie zostało ustalone.
- Przyczyny przyjęcia nazw łacińskich w słowackim bywają wyjaśniane rozbieżnie.
Najkrótszy dowód na to, że Czechy i Słowacja rozeszły się kulturowo na długo przed 1993 rokiem, wisi w każdym domu na ścianie. Czeskie nazwy miesięcy są słowiańskie i opisowe: lód, brzoza, dąb, kwiat, sierp, ruja jeleni, opadanie liści. Słowackie są łacińskie w całości, te same co w niemieckim i angielskim. Polskie stoją pośrodku — większość własna, dwie przejęte.
Przyczyna jest instytucjonalna, nie językowa. Czeskie piśmiennictwo w języku narodowym ma ciągłość od średniowiecza i zdążyło utrwalić własne nazewnictwo, zanim zrobiła to administracja. Słowacki język literacki skodyfikowano dopiero w latach czterdziestych XIX wieku, w państwie, którego urzędy, szkoły i kalendarze od stuleci używały nazw międzynarodowych — i tak już zostało. Gdzie własne piśmiennictwo przyszło wcześniej niż urząd, tam przetrwały nazwy rodzime.
Rzecz ma dalszy ciąg, który przy porównaniach bywa pomijany. Te same słowiańskie nazwy siedzą w różnych językach na RÓŻNYCH miesiącach: opadanie liści to po czesku i po polsku listopad, ale po chorwacku ten sam wyraz oznacza październik. Nazwy nie przesunęły się przypadkiem — świadczą o tym, że powstały jako określenia pory roku i pracy, a nie jako pozycje w sztywnej rachubie, i dopiero potem przybito je do kalendarza rzymskiego.
Dla atlasu jest to karta o czymś ogólniejszym niż słownictwo. Kalendarz to nie jest miara czasu — to jest lista tego, co w danym miesiącu wypada robić, a przy dawnym roku obrzędowym także tego, czego robić nie wolno. Język, który nazywa miesiąc sierpem, opisuje żniwo; język, który nazywa go po cesarzu rzymskim, opisuje urząd. Obie rzeczy są prawdziwe i obie coś kosztowały.
Pieśń jarmarczna: cudowność drukowana, datowana i sprzedawana
Zapis z tamtych czasówDziesiątki tysięcy zachowanych druczków o zbrodniach, powodziach, zjawach i cudach. To był prawdziwy kanał obiegu niezwykłości.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoDziesiątki tysięcy zachowanych druczków jarmarcznych w zbiorach czeskich, w większości z datą i miejscem wydania; sprzedaż na targach, odpustach i pielgrzymkach ze śpiewem i płachtą obrazkową; powtarzalny zestaw tematów: zbrodnie, kaźni, klęski, komety, objawienia i powroty zmarłych; kolędy chodzone, życzenia noworoczne wierszem, pieśni odpustowe i lamenty pogrzebowe
- Nakłady poszczególnych druków są znane wyjątkowo; szacunki opierają się na liczbie zachowanych egzemplarzy.
- Rozdzielenie materiału ustnego od tego, który wrócił do obiegu z druku, jest przy wielu zapisach niemożliwe.
Obok przekazu ustnego istniał na tym obszarze kanał znacznie lepiej udokumentowany, bo drukowany: pieśń jarmarczna. Były to cienkie druczki po kilka stron, sprzedawane na targach, odpustach i pielgrzymkach, śpiewane przez wędrownych śpiewaków, którzy wskazywali kijem kolejne sceny na rozwieszonej płachcie z obrazkami. Zachowały się ich w zbiorach czeskich dziesiątki tysięcy, w większości z podaną datą i miejscem wydania.
Treść jest zaskakująco stała przez trzy stulecia i daje się wyliczyć: zbrodnie, zwłaszcza dzieciobójstwa i morderstwa w rodzinie; kaźni i ostatnie słowa skazańców; powodzie, pożary i zarazy; komety i zjawiska na niebie czytane jako ostrzeżenie; objawienia i cuda przy obrazach; wreszcie powroty zmarłych i kary za krzywoprzysięstwo. Każdy numer kończy się zwykle morałem i wskazaniem, czego należy się wystrzegać.
Wartość tego materiału jest dla atlasu wyjątkowa z powodu praktycznego. Folklor zapisany przez zbieraczy w XIX wieku mówi o tym, co wtedy żyło, i nie da się go datować głębiej. Druczek jarmarczny ma DATĘ, MIEJSCE i NAKŁAD — wiadomo więc, że w takim to a takim roku w takim mieście sprzedawano opowieść o zjawie przy młynie, i że ktoś za to płacił. To jest twardy dowód na obieg wyobrażeń, nie domysł.
Obok tego stoi pieśń obrzędowa właściwa: kolędy chodzone od domu do domu, życzenia noworoczne wygłaszane wierszem za poczęstunek, pieśni odpustowe i weselne oraz lamenty pogrzebowe. Część z nich jest zapisana wcześnie, bo trafiła do śpiewników kościelnych, część dopiero w XIX wieku. Granica między jednym a drugim kanałem była zresztą płynna: pieśń jarmarczna przechodziła w ustny obieg i wracała potem do zbieraczy jako „przekaz ludowy" — co jest pułapką, o której przy takich zbiorach trzeba pamiętać.
Procesy
Prawo z 1100 roku, sędzia opłacany od sprawy i protokoły otwierania grobów
O tym, ilu ludzi zginęło, decydowała procedura i to, kto na niej zarabiał. Pokazuje to zestawienie trzech rzeczy: prawa z około 1100 roku, które jedną kategorię istot po prostu unieważniło, sędziego opłacanego od sprawy i urzędowych protokołów otwierania grobów.
Prawo z około 1100 roku: o strzygach, ponieważ nie istnieją
Zapis z tamtych czasówZbiór praw węgierskich orzekł, że jednej kategorii istot nie ma, więc nie wolno ich ścigać — pięćset lat przed falą procesów w Europie.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoZbiór praw państwa węgierskiego z około 1100 roku, rozdzielający istoty uznane za nieistniejące od czynów szkodliwych; słowackie określenia kobiety szkodzącej czarami i kobiety leczącej, obecne w języku do dziś; cechy rozpoznawcze opisywane w zapisach nowożytnych
- Zakres stosowania tego postanowienia w praktyce sądowej nie jest znany.
- Znaczenie obu terminów użytych w zbiorze praw bywa tłumaczone rozbieżnie.
- Cechy rozpoznawcze przypisywane kobietom szkodzącym czarami pochodzą z zapisów znacznie późniejszych.
Zbiór praw wydany w państwie węgierskim około 1100 roku, a więc obejmujący także obszar dzisiejszej Słowacji, zawiera postanowienie rzadkie w skali europejskiej: rozróżnia dwie kategorie i jedną z nich po prostu unieważnia. O istotach określanych jako strzygi orzeka, że skoro takowych nie ma, nie należy prowadzić w ich sprawie żadnego dochodzenia. Osobno natomiast przewiduje karanie tych, którzy szkodzą czarami albo trucizną.
Rozróżnienie jest dokładnie tym, czego zabrakło Europie pięćset lat później. Rozdziela ISTOTĘ nadprzyrodzoną, w której istnienie prawo odmawia wiary, od CZYNU szkodliwego, który ściga jako przestępstwo. Sądy epoki procesów o czary poszły drogą odwrotną — uznały istnienie istoty i na tej podstawie ścigały czyny, których nikt nie mógł popełnić. Skutkiem były tysiące wyroków.
W języku i przekazie ludowym te same nazwy przetrwały jednak długo po prawie. Słowackie określenia oznaczające kobietę szkodzącą czarami pozostają w użyciu do dziś, także jako wyzwisko; przypisywano jej odbieranie mleka krowom, sprowadzanie gradu i choroby, a rozpoznawano po zrośniętych brwiach, po podwójnym rzędzie zębów albo po tym, że nie tonęła. Osobną nazwę miała kobieta lecząca i odczyniająca, uznawana za potrzebną.
Rzecz ma dla działu wartość podwójną. Po pierwsze jest twardym dokumentem z epoki — nie zbiorem z XIX wieku — mówiącym o tym, w co ludzie wierzyli i z czym władza musiała coś zrobić. Po drugie pokazuje, że sceptycyzm wobec istot nadprzyrodzonych nie jest wynalazkiem nowoczesnym; był dostępny w roku 1100 i został zapisany w prawie, a potem porzucony.
Procesy po stronie słowackiej: dwieście lat i jeden dekret
Zapis z tamtych czasówSądy miejskie prowadziły postępowania przez dwieście lat. Skończył je dopiero dekret cesarski z 1768 roku.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoAkta sądów miejskich z Bratysławy, Trnawy, Koszyc, Bańskiej Bystrzycy i mniejszych ośrodków, od XVI do połowy XVIII wieku; nasilenie w drugiej połowie XVII; tryb inkwizycyjny z torturami i wymuszaniem nazwisk wspólników; dekret cesarski z 1768 roku odbierający sądom niższym właściwość
- Łączna liczba postępowań i straceń na tym obszarze nie jest ustalona; akta zachowały się nierówno.
- Częstość stosowania próby wody bywa w opracowaniach zawyżana wobec tego, co wynika z akt.
Na obszarze dzisiejszej Słowacji, wówczas w granicach węgierskich, postępowania o czary prowadziły przede wszystkim sądy miejskie i pańskie. Zachowane akta z Bratysławy, Trnawy, Koszyc, Bańskiej Bystrzycy i mniejszych miast pokazują ciąg trwający od XVI do połowy XVIII wieku, z nasileniem w drugiej połowie XVII. Oskarżenia dotyczą spraw powtarzalnych: odebrania mleka, sprowadzenia gradu, choroby bydła, niemocy męskiej, śmierci dziecka.
Procedura jest w aktach widoczna i ma te same słabe punkty co wszędzie. Dochodzenie prowadzono w trybie inkwizycyjnym, dopuszczano tortury, a zeznania miały zawierać nazwiska wspólników — co zamieniało pojedynczą sprawę w falę. Pojawia się też próba wody, choć rzadziej niż w wyobrażeniu popularnym, oraz oględziny ciała w poszukiwaniu znamion.
Kres nadszedł odgórnie. Dekret cesarski z 1768 roku odebrał sądom niższym prawo prowadzenia takich spraw i nakazał przesyłanie ich do zatwierdzenia wyżej, co w praktyce oznaczało koniec; w tym samym okresie zakazano postępowań przeciw domniemanym powracającym zmarłym. Jest to ten sam ruch administracyjny i ta sama data, co przy sprawach morawskich i śląskich — a oznacza on przesunięcie całej dziedziny spod sądu pod nadzór lekarski.
Wniosek z zestawienia obu stron granicy jest dla działu ważny. Czechy i Morawy miały procesy prowadzone przez sędziów doraźnych i opłacanych od sprawy; Górne Węgry — przez sądy miejskie w zwykłym trybie. Liczby są w obu wypadkach umiarkowane w skali europejskiej, a różnice między miastami większe niż różnice między krajami. O tym, ilu ludzi zginęło, decydowała procedura i to, kto na niej zarabiał.
1678–1696: proces, który zjadł własnego sędziego
Zapis z tamtych czasówZaczęło się od hostii podniesionej z podłogi. Skończyło się około stu straceniami, w tym duchownego, który wystąpił przeciw procesom.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoPostępowania w państwach szumperskim i losińskim w latach 1678–1696; sędzia powołany doraźnie i wynagradzany od postępowania; koszty pokrywane z majątku oskarżonych; spalenie miejscowego dziekana w 1685 roku; cesarskie ograniczenia procesów w połowie XVIII wieku
- Łączna liczba straceń podawana jest w granicach od kilkudziesięciu do ponad stu, zależnie od zakresu liczonych postępowań.
- Udział motywu majątkowego w doborze oskarżonych jest czytelny w aktach, lecz jego skala bywa oceniana różnie.
Na pograniczu morawsko-śląskim, w państwach szumperskim i losińskim, w latach 1678–1696 prowadzono jeden z najlepiej udokumentowanych ciągów procesów o czary w tej części Europy. Punktem wyjścia był drobiazg: kobieta miała podczas nabożeństwa nie połknąć hostii, lecz wynieść ją, jak podejrzewano, do użycia przy krowie. Sprawę oddano powołanemu ad hoc sędziemu, opłacanemu od postępowania.
Mechanizm, który potem ruszył, jest w aktach widoczny krok po kroku i wart uwagi bardziej niż sama liczba ofiar. Sędzia prowadził sprawy w trybie inkwizycyjnym, z użyciem tortur, a każde zeznanie miało zawierać nazwiska wspólników; z jednej sprawy robiły się następne. Ponieważ wynagradzano go od postępowania, a koszty pokrywano z majątku oskarżonych, sprawy przesuwały się z czasem ku ludziom zamożniejszym — co z akt wynika wprost.
Kres nadszedł, gdy w ten ciąg wciągnięto miejscowego dziekana, który wcześniej występował publicznie przeciw procesom. Został oskarżony, poddany torturom i spalony w 1685 roku. To jest rzecz, na którą w tej sprawie warto patrzeć najuważniej: ostrzeżenie o mechanizmie nie zatrzymuje mechanizmu, dopóki ten mechanizm się opłaca — a osoba ostrzegająca bywa kolejną pozycją na liście.
Łącznie stracono w tym ciągu około stu osób. Postępowania wygasły dopiero po interwencji z zewnątrz, a cesarskie ograniczenia procesów o czary w krajach dziedzicznych przyszły w połowie XVIII wieku, wraz z zakazem postępowań wampirycznych. W skali europejskiej liczba nie jest duża, ale dokumentacja jest wyjątkowa: zachowały się akta, rachunki i korespondencja, więc o tej sprawie wiadomo nie tylko, ILU, lecz DLACZEGO.
Lata dwudzieste XVIII wieku: urzędowe protokoły o upiorach
Zapis z tamtych czasówNie opowieści, lecz akta: komisje urzędowe otwierały groby, spisywały stan zwłok i wydawały decyzje.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoProtokoły urzędowych oględzin z XVII i XVIII wieku z pogranicza morawsko-śląskiego i z południa kontynentu; pochówki z kamieniem w ustach, obciążeniem i odcięciem głowy datowane od średniowiecza po XVIII wiek; druki opisujące falę z lat dwudziestych XVIII wieku; cesarski zakaz takich postępowań z 1755 roku
- Przyczyny zjawisk opisywanych w protokołach bywają tłumaczone procesami rozkładu i epidemiami; żadne wyjaśnienie nie zostało wykazane dla wszystkich przypadków.
- Związek konkretnych pochówków zabezpieczonych z konkretnymi sprawami urzędowymi da się wykazać tylko wyjątkowo.
Na pograniczu morawsko-śląskim i dalej na południe kontynentu w XVII i XVIII wieku wielokrotnie wszczynano urzędowe postępowania w sprawie zmarłych podejrzewanych o powracanie i o sprowadzanie śmierci na bliskich. Powstały z tego akta: protokoły oględzin, opisy stanu zwłok, zeznania świadków, decyzje o sposobie postępowania ze szczątkami. To nie są zapisy folklorystyczne — to dokumenty administracji.
Praktyka opisana w tych aktach jest dobrze poświadczona także archeologicznie. Na cmentarzach tego obszaru znajdowano pochówki z kamieniem włożonym w usta, z ciałem obciążonym głazami, ułożonym twarzą w dół albo z odciętą głową złożoną osobno. Datowanie takich pochówków sięga od średniowiecza po XVIII wiek, a ich rozkład geograficzny obejmuje cały pas od Czech i Moraw przez Polskę po Bałkany.
Rzecz miała skutek, o którym rzadko się pamięta: to z tych właśnie postępowań słowo oznaczające powracającego zmarłego weszło do niemczyzny, a stamtąd do reszty Europy Zachodniej. Fala urzędowych spraw z lat dwudziestych XVIII wieku została opisana w drukach i wywołała na zachodzie szeroką dyskusję. Cała późniejsza literatura grozy, a potem film, wyrosły z tego korzenia — z akt, nie z legendy.
W 1755 roku władze cesarskie wydały zakaz takich postępowań, uznając je za zabobon i przenosząc sprawę pod nadzór lekarski. Zakaz nie usunął przekonania — zapisy o zabezpieczaniu grobów pojawiają się jeszcze w XIX wieku — ale zamknął drogę urzędową, którą przez sto lat rzecz szła.
Dziś
Dwa kraje, jedna historia, przeciwne wyniki
Dwa kraje przy jednej granicy, z siedemdziesięciu pięciu latami wspólnego państwa za sobą i tysiącem lat osobnych dziejów przed nim. Mapa wyznaniowa rozjeżdża się tu ostrzej niż gdziekolwiek indziej w Europie.
Dwa kraje, jedna historia, przeciwne wyniki
Zapis z tamtych czasówW czeskim spisie większość nie podaje żadnego wyznania. Na Słowacji, tuż za granicą, deklaracje religijne są jednymi z wyższych w regionie.
Czytaj dalejSkąd to wiadomoWyniki spisów powszechnych w obu krajach; wspólna polityka wobec kościołów w latach 1948–1989; rekatolicyzacja czeska po 1620 i akt tolerancyjny z 1781; rozdzielenie państw 1 stycznia 1993 roku; badania odnotowujące wiarę w zjawiska pozazmysłowe przy niskich deklaracjach wyznaniowych
- Przyczyny rozejścia się obu krajów pod względem deklaracji religijnych są przedmiotem sporu i podawane wyjaśnienia nie zostały rozstrzygnięte.
- Dane spisowe o wyznaniu opierają się na odpowiedzi dobrowolnej i nie są w pełni porównywalne między latami ani między krajami.
Czechy należą dziś do krajów o najniższym poziomie deklaracji religijnych na świecie: w spisach powszechnych większość mieszkańców nie podaje żadnego wyznania, a odsetek deklarujących przynależność do kościołów spada w kolejnych spisach. Na Słowacji, kraju sąsiednim, przez czterdzieści lat objętym tym samym ustrojem i tą samą polityką wobec kościołów, deklaracje religijne utrzymują się na poziomie wielokrotnie wyższym.
Różnicy nie da się wyjaśnić polityką państwa po 1948 roku, bo była wspólna — i to jest rzecz w tym porównaniu najciekawsza. Wskazuje się natomiast na trzy rzeczy wcześniejsze: czeskie doświadczenie rekatolicyzacji narzuconej siłą po 1620 roku, przez które kościół bywał odbierany jako narzędzie obcej władzy; słowacką sytuację odwrotną, gdzie parafia przez tysiąc lat w cudzym państwie była jedyną instytucją własną; oraz różnicę między krajem uprzemysłowionym i miejskim a rolniczym i wiejskim aż po drugą połowę XX wieku.
Rzecz ma ciąg dalszy, o którym w statystykach mówi się rzadziej. Czeska niereligijność nie oznacza braku praktyk: badania odnotowują tam wysokie odsetki osób przyznających się do wiary w rzeczy pozazmysłowe, do wróżb, do amuletów i do medycyny niekonwencjonalnej. Zniknęła instytucja, nie potrzeba — a to jest dokładnie ten rodzaj przesunięcia, który ten atlas opisuje na kilkunastu innych obszarach.
Oba kraje rozeszły się pokojowo z dniem 1 stycznia 1993 roku, po siedemdziesięciu pięciu latach wspólnego państwa i po tysiącu lat osobnych dziejów przed nim. Wspólnej granicy nie zmieniono, języki pozostały wzajemnie zrozumiałe — a mapa wyznaniowa rozjeżdża się dalej i jest dziś jednym z ostrzejszych kontrastów w Europie przy jednej granicy.