Alaska · Aleuty · wnętrze lądu
Pęcherze pod pułapem, maski na jedną noc i most językowy przez ocean
W zachodniej Alasce pęcherze upolowanych zwierząt wisiały rok w domu obrzędowym, a potem wracały pod lód, żeby zwierzę przyszło znowu. Maski robione na jedno wykonanie miały być zniszczone, lecz zamiast tego trafiły do paryskich pracowni i odmieniły tamtejsze malarstwo. Na Aleutach łowca nosił daszek z giętego drewna, po którego zdobieniu widać było z daleka, ile zwierząt zabił — a w czterdziestym drugim roku wywieziono stąd wszystkich i wróciło mniej, niż wyjechało. We wnętrzu lądu mówi się językami, których najbliżsi krewni siedzą w Arizonie, i być może nad Jenisejem.
Reszta działu
Pozostałe strony i działy sąsiednie — klikalne
Materiał o ludach północy rozłożony jest na pięć stron nazwanych od obszarów. Saamowie mają własne miejsce w dziale o ludach ugrofińskich, Inuici — w dziale o Arktyce; obie strony są tu podlinkowane i nie powtarzamy ich materiału.
Ludy Arktyki
Siedem rodzin językowych, trzy różne bębny, zorza i stulecie strat.
Otwórz dział◆Jamał i ObNieńcy, Chantowie i Nganasanie
Sanie, których się nie rozpakowuje, lud spod ziemi i gaz w poprzek szlaku.
Otwórz dział◆Skrajny wschódCzukotka i Kamczatka
Bęben w każdym namiocie, kruk-oszust i cieśnina zamknięta na czterdzieści lat.
Otwórz dział◆Lena i tajgaJakucja i tajga
Konie w zmarzlinie, epos na kilka nocy i słowo, które objechało świat.
Otwórz dział◆Sąsiedni działArktyka: Inuici
Imię jako linia, angakkuq, Ta pod wodą, tuurngait i osiem osób z 1475 roku — cała strona inuicka.
Otwórz dział◆PrzeglądSyberia i Mongolia
Spis ludów i piętra świata w jednym miejscu — warstwa przeglądowa nad tym, co tu opisujemy szerzej.
Otwórz dział◆Tam są SaamowieLudy ugrofińskie
Noaidi, bęben, sejta, jojk i procesy — Saamowie mają tam trzy pełne sekcje, więc tu ich nie powtarzamy.
Otwórz dział◆Dalej na południeLudy obu Ameryk
Reszta kontynentu, na który prowadzi most z tej strony cieśniny.
Otwórz działWybrzeże północne i delta
Załoga, święto posłańca, pęcherze i maski
Cztery karty o tym, jak wygląda umowa między łowcą a zwierzyną i jak wygląda zjazd, na który zaprasza się wsie oddalone o setki kilometrów — oraz co się stało z przedmiotami, które miały nie przetrwać ani jednej nocy.
Załoga, krawędź lodu i łódź szyta ze skóry morsa
Zebrane z ustWiosenny połów na krawędzi lodu żywi wieś przez miesiące i organizuje jej cały rok obrzędowy.
Czytaj dalejNa czym to stoiZałoga skupiona wokół właściciela łodzi, który wyposaża wyprawę i karmi ludzi przez sezon; zimowe szycie pokrycia łodzi ze skór morsa wykonywane przez kobiety; wycinanie ścieżki w lodzie, obóz na krawędzi i wielotygodniowe oczekiwanie przy zachowaniu ciszy; wiosenne święto z rozdaniem zapasów i podrzucaniem na napiętej skórze; dzisiejsze limity połowowe uzgadniane co roku i liczone w pojedynczych sztukach na wieś.
- Przebieg połowu różni się między wsiami i zmieniał się w XX wieku wraz z wprowadzeniem limitów. Wielkość limitów i samą ich zasadę ustala się w negocjacjach, których strony podają rozbieżne szacunki liczebności zwierząt.
Załoga skupiona wokół umialika przeprowadza polowania na wieloryby u Iñupiatów. Umialik, jako właściciel łodzi pokrytej skórą morsa, wyposaża wyprawę i karmi jej członków przez sezon. Wiosną, gdy zwierzęta przemieszczają się wzdłuż wybrzeża, załoga poluje na krawędzi lodu.
Sam połów jest ostatnim ogniwem długiego przygotowania. Zimą szyje się nowe pokrycie łodzi ze skór morsa, a robotą tą zajmują się kobiety i to one decydują o jakości, od której zależy życie załogi. Wiosną wycina się w lodzie ścieżkę do otwartej wody, rozbija obóz na krawędzi i czeka, niekiedy tygodniami, w ciszy — przy wielorybie nie wolno hałasować.
Sezon zamyka święto, na którym rozdaje się resztę zapasów i podrzuca ludzi na napiętej skórze — stąd znany obraz podrzucanej osoby, który w oderwaniu od reszty wygląda na zabawę, a jest ostatnim aktem rozliczenia połowów. Zdobycz dzieli się wedle porządku ustalonego z góry, a nie wedle zasługi; skąd bierze się ta zasada, opisuje osobno dział o Inuitach.
Umialik zyskuje na tym nie majątek, lecz prawo do rozdawania, a z rozdawania bierze się w takim miejscu pozycja. Dzisiejsze połowy mieszczą się w limitach uzgadnianych co roku i liczą się w pojedynczych sztukach na wieś, a spory o te limity toczą się na forach międzynarodowych, gdzie argument o wyżywieniu zderza się z argumentem o ochronie gatunku.
Święto posłańca: zaproszenie niesione przez pół wybrzeża, wznowione w 1988
Zapis po fakcieZimowy zjazd handlowo-obrzędowy, na który posłaniec zwoływał odległe wsie. Zanikł, po czym wrócił po kilkudziesięciu latach.
Czytaj dalejNa czym to stoiZimowy zjazd zwoływany przez wysłanego posłańca, z przyjazdami na setki kilometrów; wymiana darów i towarów, tańce z bębnami, zawody, uzgodnienia między rodami i partnerstwa handlowe obowiązujące latami; przenoszenie żelaza i wyrobów azjatyckich przez cieśninę; ustanie obchodów w początkach XX wieku; wznowienie w 1988 roku na podstawie relacji starszych i zapisów, z udziałem zespołów zza cieśniny.
- Dawny przebieg znany jest z nielicznych XIX-wiecznych opisów i z późniejszej pamięci. Zakres, w jakim dzisiejsze obchody odtwarzają dawne, jest przedmiotem świadomych wyborów organizatorów, nie ustalenia.
Kivgiq było zimowym zjazdem, na który jedna wieś zapraszała drugą przez wysłanego posłańca — stąd nazwa. Przyjezdni pokonywali niekiedy setki kilometrów. Na miejscu odbywała się wymiana darów i towarów, tańce z bębnami, zawody i uzgodnienia między rodami, w tym małżeństwa i partnerstwa handlowe.
Zjazd stanowił równocześnie targ, sejmik i spektakl. Przekazywano przez niego żelazo oraz wyroby z Azji transportowane przez cieśninę, skóry z głębi lądu i tłuszcze z wybrzeża. Zawarte podczas takich spotkań partnerstwa handlowe obowiązywały latami, umożliwiając gościnność po drugiej stronie.
Obchody ustały w początkach dwudziestego wieku pod naciskiem misji i wskutek wyludnienia po epidemiach. Wznowiono je w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym roku z inicjatywy władz miejscowych, na podstawie relacji starszych i zapisów, i od tego czasu odbywają się co kilka lat, gromadząc zespoły z całej północy, a także zza cieśniny.
Atlas przedstawia w tym dziale powtarzający się motyw: przerwaną ciągłość, którą zszywa się świadomie i dzięki staraniom samych zainteresowanych. Dzisiejsze Kivgiq nie jest tym samym co dawniej — odbywa się w hali, ma zaplanowany program i nagłośnienie — ale to ci, dla których wydarzenie miało znaczenie, starają się je przywrócić na podstawie wspomnień swoich dziadków.
Pęcherze wiszą rok pod pułapem, a potem wracają pod lód
Zebrane z ustW pęcherzu upolowanego zwierzęcia mieszka to, co w nim najważniejsze. Trzyma się go rok, a potem odsyła do wody.
Czytaj dalejNa czym to stoiZachowywanie, suszenie i przechowywanie pęcherzy zwierząt morskich zdobytych przez cały rok; zawieszanie ich zimą w domu obrzędowym, nadmuchanych i pomalowanych; kilkudniowe obchody ze śpiewem, tańcem, karmieniem pęcherzy i wymianą darów; spuszczenie pęcherzy przez przerębel w ostatnim dniu; odpowiedniki u Nieńców, ludów Amuru i Ajnów.
- Obchody ustały w większości wsi w pierwszej połowie XX wieku i bywają dziś wznawiane w postaci skróconej. Opis składa relacje z kilku wsi, których przebieg różnił się w szczegółach.
U Yup'ików z zachodniej Alaski pęcherz upolowanego zwierzęcia morskiego traktowano jako siedzibę tego, co pozwala mu wrócić. Pęcherze fok i innych zwierząt zdobytych przez cały rok zachowywano, suszono i przechowywano, a zimą zawieszano je w domu obrzędowym, nadmuchane i pomalowane.
Przez kilka dni trwały wtedy obchody: śpiewy, tańce, karmienie zawieszonych pęcherzy, sprzątanie i wymiana darów. Zwierzętom okazywano gościnę — dokładnie taką, jaką okazuje się przybyszowi, którego chce się jeszcze zobaczyć. W ostatnim dniu pęcherze zdejmowano, niesiono na lód i spuszczano przez przerębel do wody.
Informacja jest jasna i nie potrzebuje rozwinięcia teorii. Zwierzę nie umiera na stałe — może powrócić, jeżeli zostanie odpowiednio przyjęte w domu oraz odesłane tam, skąd przyszło, co jest kluczowe dla następnego sezonu łowieckiego. Łowy opierają się na porozumieniu, nie na jednostronnym wykorzystywaniu.
Po drugiej stronie Arktyki praktykowano u Nieńców rytuał związany z reniferem, podczas gdy ludy Amuru obchodziły święto niedźwiedzia. Ajnowie odsyłali niedźwiedzie. Mimo różnic w zwierzętach, przedmiotach i ceremoniach, wszystkie te grupy zgadzały się co do konieczności oddania części zdobyczy dla zapewnienia pomyślnych łowów.
Maski robione na jedną noc, które trafiły do paryskich pracowni
Zapis z tamtych czasówPo obrzędzie miały być zniszczone. Zamiast tego pojechały do Europy i odmieniły tamtejsze malarstwo.
Czytaj dalejNa czym to stoiMaski wykonywane na jedno wykonanie i po nim niszczone lub porzucane; forma z przekrzywioną albo rozciętą twarzą, kręgiem oznaczającym przejście, doczepionymi dłońmi bez kciuka, piórami i figurkami zwierząt na obręczach; przedstawianie zdarzenia z opowieści lub widzenia, nie postaci; skup przez handlarzy i misjonarzy od końca XIX wieku; duże partie na rynku nowojorskim i paryskim w latach trzydziestych i czterdziestych; dzisiejsze wyjazdy rzeźbiarzy do muzeów.
- Wpływ tych przedmiotów na malarstwo europejskie jest opisywany w różnym zakresie, od bezpośredniego po atmosferyczny, i nie da się go zmierzyć. Pewne jest, że maski znajdowały się w obiegu artystycznym tamtych lat.
Yup'ickie maski tworzono na konkretne wykonanie, kierując się wskazówkami osoby prowadzącej obrzęd. Po ceremonii niszczono je lub pozostawiano na zewnątrz, nie przeznaczając do dalszego przechowywania; były jednorazowym narzędziem jak deklamowany tekst czy ślad na śniegu.
Forma jest niepodobna do niczego innego: twarz przekrzywiona albo rozcięta, otoczona kręgiem oznaczającym przejście między światami, z doczepionymi dłońmi bez kciuka, piórami i drewnianymi figurkami zwierząt na obręczach. Maska pokazuje zwykle konkretne zdarzenie z opowieści albo z widzenia, nie postać.
Od końca dziewiętnastego wieku maski skupowali handlarze i misjonarze, a w latach trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku duże partie tych masek trafiły na rynek nowojorski i paryski. Kupowali je tam artyści szukający formy poza tradycją europejską; kilka z nich wisiało w pracowniach ludzi, których nazwiska zna dziś każdy podręcznik malarstwa.
Rachunek ma dwie strony i atlas wypisuje obie. Maski ocalały dlatego, że je wywieziono — i wywieziono je dlatego, że przestano ich robić, bo obrzęd tłumiono. Dziś rzeźbiarze z delty jeżdżą oglądać je do muzeów w Nowym Jorku i Berlinie, żeby nauczyć się rzemiosła własnych pradziadków z przedmiotów, które ci pradziadkowie kazali zniszczyć.
Aleuty i Zatoka Alaski
Daszek z jednej deski, zarząd kompanii i rok 1942
Technika dopracowana do granicy możliwości materiału, dwa porządki prowadzone w jednym domu bez poczucia sprzeczności — i wywózka, po której kilku wsi nie odbudowano do dziś.
Daszek z giętego drewna: kto ile zdobył, widać z odległości
Zapis po fakcieNakrycie głowy łowcy było zarazem osłoną przed odblaskiem, znakiem rangi i rzeczą wartą tyle, co łódź.
Czytaj dalejNa czym to stoiNakrycia głowy z jednej deski wyginanej na parze i zszywanej ścięgnem, od daszka po pełny stożek; malowanie jasnymi barwami, zdobienia z płytek kości morsa i wąsów lwa morskiego sterczących na kilkadziesiąt centymetrów; osłona przed odblaskiem od wody; liczba wąsów oznaczająca liczbę zabitych lwów morskich; czapka stożkowa zastrzeżona dla najwyższych rangą i wyceniana na równi z łodzią; kajaki kryte skórą z pokryciem szytym z jelit.
- Znaczenie poszczególnych zdobień odtwarzane jest z XVIII- i XIX-wiecznych opisów oraz z egzemplarzy muzealnych i bywa niepewne. Wyceny podawane przez ówczesnych handlarzy służyły celom transakcyjnym.
Łowcy z Aleutów nosili na morzu nakrycia głowy wykonane z jednej deski wyginanej na parze i zszywanej z tyłu ścięgnem: od prostego daszka po pełny stożek. Malowano je jasnymi barwami, w pasy i zawijasy, i zdobiono płytkami z kości morsa oraz wąsami lwa morskiego, sterczącymi po bokach niekiedy na kilkadziesiąt centymetrów.
Te nakrycia głowy noszone na morzu miały kilka zastosowań: daszek osłaniał oczy przed odblaskiem wody, forma przypominająca pysk zwierzęcia pomagała w podejściu do zdobyczy, a liczba wąsów lwa morskiego po bokach wskazywała na ilość zabitych przez łowcę zwierząt, co jednocześnie było odznaczeniem noszonym na głowie.
Czapka stożkowa przysługiwała tylko najwyższym rangą i bywała wyceniana na równi z łodzią albo z kilkoma niewolnikami. Wykonanie zajmowało tygodnie, a umiejętność gięcia drewna bez pęknięcia przechodziła w niewielu rodzinach.
Kajak wykonany ze skóry, smukły i dwuosobowy, z osobnym pokryciem uszytym z jelit — nieprzemakalny i jednocześnie przewiewny — stanowi świadectwo techniki doprowadzonej do kresu możliwości materiału. Żaden element nie był ozdobą, lecz odpowiadał na konkretne wyzwania stawiane przez zimne wody oceanu i przekazywał informację o tożsamości podróżnika.
Ikona i maska w jednym domu: Alutiiq pod zarządem rosyjskim
Zapis z tamtych czasówPrzymusowe polowanie na wydry, prawosławie i dawny obrzęd, które nie wyparły się nawzajem.
Czytaj dalejNa czym to stoiOsada na Kodiaku pod koniec XVIII wieku i zarząd kompanii handlującej futrem wydry morskiej; wielotygodniowe wyprawy łowieckie oddalone o setki i tysiące kilometrów, rodziny pozostawiane jako zakładnicy powrotu; wielkie straty ludnościowe w pierwszych dziesięcioleciach; tłumaczenia modlitw, alfabet i szkoły powstałe przy prawosławiu; trwanie zimowych obchodów z maskami przez cały XIX wiek; sprzedaż Alaski w 1867 roku.
- Skala spadku liczby ludności podawana jest w szerokich widełkach i opiera się na spisach kompanii, prowadzonych dla celów podatkowych. Rola duchownych w ograniczaniu nadużyć bywa przedstawiana rozbieżnie.
Wraz z osadą założoną na Kodiaku pod koniec osiemnastego wieku ludność Alutiiq znalazła się pod zarządem kompanii handlującej futrem wydry morskiej. Mężczyzn zabierano na wielotygodniowe wyprawy łowieckie, niekiedy o tysiąc kilometrów od domu, a rodziny zostawały jako zakładnicy powrotu. Straty ludnościowe w pierwszych dziesięcioleciach były ogromne — choroby, wypadki i głód w wioskach pozbawionych łowców.
Razem z kompanią przyszło prawosławie, które przyjęło się szeroko i szybko, między innymi dlatego, że część duchownych występowała przeciw nadużyciom kompanii i zapisywała miejscową mowę. Powstały tłumaczenia modlitw, alfabet i szkoły; do dziś w wielu wsiach cerkiew jest najstarszym budynkiem i miejscem zjazdu.
Dawne obrzędy nie zanikły przez cały dziewiętnasty wiek. Zimowe obchody z maskami i śpiewem odbywały się regularnie, a wiedza o świętych miejscach, zakazach łowieckich i istotach z opowieści była przekazywana z pokolenia na pokolenie. Ludzie potrafili prowadzić dwa porządki równolegle, nie dostrzegając w nich sprzeczności — tak jak w Safed, na Malcie i wielu innych miejscach tego atlasu.
Po sprzedaży Alaski w tysiąc osiemset sześćdziesiątym siódmym roku, surowsze władze wprowadziły ostrzejszą politykę językową. Prawosławie, mimo strat w ludności i tradycjach, utrzymało się jako ważny element kulturowy, a cerkiewny kalendarz stopił się z cyklem łowieckim do tego stopnia, że dziś trudno jest rozróżnić te dwie warstwy.
Ewakuacja, po której wróciło mniej ludzi niż wyjechało
Zapis z tamtych czasówMieszkańców wywieziono z wysp do opuszczonych obozów. Zmarło około jednej dziesiątej. Ich domy i cerkwie ograbiono w międzyczasie.
Czytaj dalejNa czym to stoiWywiezienie mieszkańców kilku wysp w głąb Alaski w 1942 roku i umieszczenie w opuszczonych zakładach przetwórstwa ryb oraz wyludnionych osadach bez bieżącej wody; śmierć około jednej dziesiątej wywiezionych, w większości dzieci i osób starszych; zakaz powrotu na część wysp i wsie nieodbudowane do dziś; ograbienie domów i cerkwi, utrata ikon, ksiąg i przedmiotów obrzędowych; zadośćuczynienie pieniężne i oficjalne przeprosiny w 1988 roku.
- Liczba zmarłych podawana jest w widełkach zależnie od tego, czy liczy się zgony w obozach, czy także w pierwszych latach po powrocie. Zakres grabieży rekonstruowany jest z późniejszych roszczeń, nie z zapisów bieżących.
W tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku, po walkach na zachodnich Aleutach, mieszkańców kilku wysp — Unangax — wywieziono do Alaski. Umieszczono ich w opuszczonych zakładach przetwórstwa ryb i wyludnionych osadach na południowym wschodzie: bez bieżącej wody, bez odpowiednich domów, w klimacie i otoczeniu obcym ludziom z bezdrzewnych wysp.
W obozach zmarło około jednej dziesiątej wywiezionych, w większości dzieci i osoby starsze, na choroby płuc i zakażenia. Przetrzymywano ich do końca wojny, a części nie pozwolono wrócić na własne wyspy nigdy — kilku wsi nie odbudowano i pozostały puste do dziś.
W tym okresie domy, sprzęty i cerkwie zostały ograbione przez stacjonujące na wyspach wojska, przypadkowych przybyszów oraz niszczycielskie pożary. Zniszczeniu uległy ikony, księgi i przedmioty obrzędowe liczące dwieście lat, zaś to, co ocalało, rozproszyło się w rękach prywatnych i powoli wraca do dziś.
W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym roku przyznano zadośćuczynienie pieniężne i wydano oficjalne przeprosiny. Atlas odnotowuje to nie dlatego, że rachunek został zamknięty — nie został — lecz dlatego, że bywa to jedyny moment, w którym państwo nazywa własne działanie po imieniu, a w tym dziale takich momentów jest niewiele.
Wnętrze lądu i rachunek
Krewni z Arizony, most przez ocean i prawo z 1990 roku
Nawahowie i Apacze mówią językami z tej samej rodziny co ludy wnętrza Alaski. Jedyna propozycja mostu językowego między Starym a Nowym Światem dotyczy właśnie tych okolic. A na końcu: ustawa, po której muzea musiały zacząć oddawać.
Nawahowie i Apacze są językowymi krewnymi wnętrza Alaski
Ułożone po fakcieTa sama rodzina językowa rozciąga się od tajgi subarktycznej po pustynie Arizony.
Czytaj dalejNa czym to stoiJęzyki atabaskijskie we wnętrzu Alaski i północno-zachodniej Kanadzie, w dziesiątkach społeczności żyjących z łowiectwa na łosia i karibu oraz rybołówstwa; przynależność języków Nawahów i Apaczów do tej samej rodziny mimo oddalenia o kilka tysięcy kilometrów; pokrewieństwo wykazane porównaniem słownictwa i budowy gramatycznej; szacowanie rozejścia się na około tysiąc lat wstecz; wspólne motywy wyjścia z niższych światów, postaci oszusta i znaczenia kierunków.
- Data i trasa wędrówki na południe są przedmiotem sporu i opierają się na porównaniach językowych oraz nielicznych znaleziskach. Odpowiedniości w wyobrażeniach bywają wskazywane szeroko i nie wszystkie są równie mocne.
Języki atabaskijskie zajmują wnętrze Alaski i znaczną część północno-zachodniej Kanady: mówi się nimi w dorzeczu Yukonu, nad jeziorami i w górach, w dziesiątkach odrębnych społeczności utrzymujących się z łowiectwa na łosia i karibu oraz z rybołówstwa.
Rzeczą zaskakującą jest ich zasięg południowy. Do tej samej rodziny należą języki Nawahów i Apaczów z pustynnego południowego zachodu Ameryki Północnej, oddalonego o kilka tysięcy kilometrów. Pokrewieństwo jest wykazane porównaniem słownictwa i budowy gramatycznej i nie budzi sporu; sporna pozostaje data i droga wędrówki, szacowana zwykle na około tysiąc lat wstecz.
Wyobrażenia, podróżując wraz z językiem, ewoluowały. Motyw stworzenia poprzez wyjście z niższych światów, postać oszusta i psa-towarzysza oraz znaczenie kierunków i barw — te elementy są wspólne dla obu stron. U Nawahów, po przybyciu na południe, wyobrażenia te zintegrowały się z nowo przyjętymi praktykami pasterskimi i tkackimi.
W tym atlasie znajduje się najlepszy przykład na przenikanie języków wraz z ludźmi na ogromne odległości. W ciągu tysiąca lat mowa przetrwała podróż z syberyjskich lasów do pustynnego południa, umożliwiając dziś odtworzenie tej wędrówki bez utraty tożsamości językowej.
Jedyny most językowy między Starym a Nowym Światem, i wciąż niepewny
Ułożone po fakcieGarstka mówiących nad Jenisejem i cała rodzina w Ameryce — propozycja związku, która jako jedyna wytrzymała sprawdzenie.
Czytaj dalejNa czym to stoiKetowie nad środkowym Jenisejem: kilkaset osób, garstka mówiących, język bez pokrewieństwa z rodzinami syberyjskimi; opracowanie z 2008 roku wskazujące na pokrewieństwo z rodziną atabaskijską; zestawione odpowiedniości w budowie czasownika, w przedrostkach i w słownictwie podstawowym; brak innej propozycji związku Starego i Nowego Świata na tym poziomie szczegółowości.
- Związek nie został wykazany ponad wątpliwość. Zarzut zasadniczy dotyczy dystansu czasowego rzędu kilkunastu tysięcy lat, po którym metody porównawcze tracą rozdzielczość, i niewielkiej liczby zestawień.
Nad środkowym Jenisejem mieszkają Ketowie: kilkaset osób, z językiem w rękach garstki mówiących. Ich mowa nie przypomina niczego w Syberii — nie jest ani uralska, ani turecka, ani tunguska — i przez półtora stulecia uchodziła za odosobnioną.
W dwa tysiące ósmym roku ogłoszono opracowanie wskazujące na pokrewieństwo tej rodziny z atabaskijską w Ameryce Północnej. Zestawiono odpowiedniości w budowie czasownika, w przedrostkach i w słownictwie podstawowym — czyli w tej warstwie, która najrzadziej podlega zapożyczeniu — i zaproponowano nazwę obejmującą obie strony.
Propozycja związku między rodziną języków Starego Świata a Nowego Świata jest wyjątkowa. Jako jedyna doczekała się szczegółowego opracowania i poważnej dyskusji, zamiast zostać natychmiast odrzuconą. Jeśli okazałaby się prawdziwa, wskazywałoby to na głębszy kontakt przez Beringię niż cokolwiek innego udokumentowanego do tej pory.
Trzeba jednak powiedzieć wyraźnie, na czym rzecz stoi. Nie została wykazana ponad wątpliwość: część badających uznaje odpowiedniości za przekonujące, część za zbyt nieliczne wobec dystansu czasowego rzędu kilkunastu tysięcy lat, po którym pokrewieństwo przestaje być wykrywalne metodami porównawczymi. Atlas podaje to jako propozycję o mocnej podstawie, nie jako ustalenie.
Prawo z 1990 roku, po którym muzea musiały zacząć oddawać
Zapis z tamtych czasówSzczątki i przedmioty obrzędowe wracają do wspólnot, które o nie wystąpią. Rachunek liczy się w dziesiątkach tysięcy.
Czytaj dalejNa czym to stoiWywożenie szczątków i przedmiotów obrzędowych do zbiorów muzealnych i uczelnianych przez półtora stulecia; zgromadzone szczątki liczone w dziesiątkach tysięcy osób; ustawa z 1990 roku nakładająca na instytucje korzystające ze środków publicznych obowiązek spisu, powiadomienia wspólnot i wydania na żądanie szczątków, przedmiotów grobowych i obrzędowych; niepełne spisy i opisywanie części zbiorów jako pochodzenia nieustalonego; ponowne pochówki w obrzędach układanych na nowo.
- Liczby posiadanych i zwróconych szczątków podawane są w sprawozdawczości o zmiennej rzetelności i różnią się między zestawieniami. Tempo zwrotów zależy od instytucji i bywa przedmiotem sporu sądowego.
Przez półtora stulecia szczątki ludzkie i przedmioty obrzędowe wywożono z Alaski i z całej Ameryki Północnej do zbiorów muzealnych i uczelnianych. Wybierano z grobów, kupowano od pośredników, zabierano z opustoszałych po epidemiach wsi. Zgromadzone w ten sposób szczątki liczy się w dziesiątkach tysięcy osób.
Ustawa uchwalona w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym roku odwróciła ciężar dowodu. Instytucje otrzymujące pieniądze publiczne musiały spisać, co posiadają, powiadomić wspólnoty i wydać na żądanie szczątki, przedmioty grobowe, przedmioty o przeznaczeniu obrzędowym oraz rzeczy o znaczeniu dla całej wspólnoty, których pojedyncza osoba nie mogła zbyć skutecznie.
Wykonanie idzie wolno i nierówno. Spisy bywały niepełne, część zbiorów opisano jako pochodzenia nieustalonego, co wstrzymywało zwrot na lata, a szczątki wydane wracają do ziemi w obrzędach układanych na nowo, bo ci, którzy je pierwotnie chowali, nie zostawili instrukcji na taki wypadek.
Atlas zamyka tym Arktykę amerykańską nieprzypadkowo. Cała ta część świata jest znana nauce w takim stopniu, w jakim została wywieziona — bębny, maski, pęcherze, czapki i ciała. Zwrot jest więc nie tylko sprawiedliwością; jest też zmianą tego, kto ma prawo decydować o znaczeniu tych rzeczy.