Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Nieńcy, Chantowie i Nganasanie

Jamał · Ob · Tajmyr

Tundra, w której nie wolno przebić ziemi

Na Jamale — nazwa znaczy „koniec ziemi" — kilka tysięcy rodzin wciąż wędruje ze stadami po trasach liczonych w setkach kilometrów, a rok dzieli się nie na miesiące, lecz na to, co właśnie robi stado. Stoją tu sanie, których nie rozpakowuje się nigdy, miejsca ofiarne na przylądkach i przeprawach, opowieść o małym ludzie, który mieszkał tu przed hodowcami, oraz największe pole gazowe Rosji położone dokładnie w poprzek szlaków. Strona obejmuje też Chantów i Mansów znad Obu, najbliższych językowych krewnych Węgrów, i Nganasan z Tajmyru, najdalej na północ wysuniętego ludu Eurazji.

Reszta działu

Pozostałe strony i działy sąsiednie — klikalne

Materiał o ludach północy rozłożony jest na pięć stron nazwanych od obszarów. Saamowie mają własne miejsce w dziale o ludach ugrofińskich, Inuici — w dziale o Arktyce; obie strony są tu podlinkowane i nie powtarzamy ich materiału.

Jamał

Koniec ziemi: niebo, stado i rok liczony reniferem

Kim są ludzie, którzy do dziś przemierzają tundrę ze stadami, jak wygląda ich obraz nieba i dołu, co wiozą na saniach, których się nie rozpakowuje, i dlaczego ich kalendarz nie ma miesięcy.

Jamał, Nieniecki Okręg Autonomiczny, Tajmyr

Nieńcy: największe stada reniferów świata i koczownictwo, które trwa

Zapis z tamtych czasów

Kilkadziesiąt tysięcy osób, kilkaset tysięcy reniferów i wędrówka na tysiąc kilometrów, odbywana co roku.

Czytaj dalej

Na czym to stoiPas tundry i lasotundry od Morza Białego po Jenisej; kilkadziesiąt tysięcy osób i kilkaset tysięcy reniferów domowych; roczna wędrówka przekraczająca tysiąc kilometrów, z rozbieranym namiotem krytym skórami; przekazywanie języka dzieciom.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby pogłowia i ludności pochodzą ze spisów administracyjnych i wahają się między latami. Obraz koczownictwa jako trwającego bez zmian jest uproszczeniem: internaty, transport lotniczy i sprzęt techniczny są jego częścią od kilkudziesięciu lat.

Nieńcy zamieszkują rozległy pas tundry i lasotundry od Morza Białego po Jenisej, a najliczniej półwysep Jamał. Jest ich kilkadziesiąt tysięcy, a wypasane przez nich stada reniferów domowych są największe na świecie, licząc kilkaset tysięcy zwierząt.

Roczna wędrówka trwa ponad tysiąc kilometrów: latem na północ ku wybrzeżu, gdzie wiatr rozprasza komary, zimą zaś na południe pod osłonę lasu. Przenosi się cały dobytek, łącznie z rozbieranym namiotem krytym skórami i saniami; przeprawy przez rzeki odbywają się w wyznaczonych miejscach i czasie.

Koczownictwo nie jest tu odtworzeniem ani pokazem dla przyjezdnych. Kilkanaście tysięcy osób żyje tak na co dzień – ich dzieci spędzają część roku w internatach, a część w tundrze. Telefon satelitarny i agregat prądotwórczy stoją w namiocie obok skór reniferów.

Język nieniecki należy do rodziny uralskiej, gałęzi samojedzkiej, i jest spokrewniony — dalekim stopniem — z fińskim, estońskim i węgierskim. Jest jednym z nielicznych języków tubylczych Syberii, którym mówią dziś także dzieci, co czyni go wyjątkiem na tle całej reszty tego działu.

Jamał i tundra nieniecka

Num w górze, Nga na dole i Matka Ziemia, po której nie wolno bić

Zebrane z ust

Niebo, które nie wymaga ofiar codziennych, istota dolna, która je zabiera, i ziemia traktowana jak żywa.

Czytaj dalej

Na czym to stoiBóstwo utożsamiane z niebem, do którego zwraca się rzadko; istota dolna związana z chorobą i śmiercią, odbiorca znacznej części ofiar; ziemia nazywana matką, z zakazem przebijania jej ostrym narzędziem i kopania bez potrzeby, zaostrzanym w określonych miesiącach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zapisy o bóstwach pochodzą od podróżników i badaczy od XVIII wieku i porządkują je wedle obcych wzorców. Przeciwstawianie postaci górnej i dolnej jako dobra i zła jest nałożeniem obcego podziału.

W wyobrażeniach nienieckich najwyżej stoi bóstwo utożsamiane z niebem, którego imię znaczy po prostu „góra" albo „niebo". Jest dawcą życia i pogody, ale w codziennej praktyce zwraca się do niego rzadko — nie dlatego, że jest mało ważne, lecz dlatego, że nie ono rozstrzyga o tym, co dzieje się na co dzień.

Naprzeciw niego stoi istota związana z dołem, z chorobą i ze śmiercią. To do niej kierowana jest znaczna część ofiar, bo to ona zabiera. Układ ten warto opisać dokładnie, bo bywa mylony z dobrem i złem w rozumieniu europejskim: obie strony są konieczne, a ofiara dla dolnej nie jest odstępstwem, tylko spłatą.

Trzecią postacią jest ziemia, nazywana matką i traktowana jak istota czująca. Wynikają stąd zakazy: nie wolno przebijać jej bez potrzeby ostrymi narzędziami, kopać dołów tam, gdzie nie jest to konieczne, ani uderzać w nią. W miesiącach, w których ziemia „rodzi”, ograniczenia są surowsze.

W dwudziestym wieku zakazy Nieńców dotyczące ziemi zderzyły się z wierceniami i budową rurociągów. Konflikty te są opisywane przez samych Nieńców, używających tradycyjnych kategorii. Atlas odnotowuje to jako wyjątkowy przypadek, gdzie dawny zakaz obrzędowy sprzeciwia się działaniom przemysłowym.

tundra nieniecka

Święte sanie: skrzynia, której się nie otwiera i przez którą nie wolno przejść

Zebrane z ust

W wędrującym obozie jedne sanie wiozą wizerunki i przedmioty rodowe. Mają własne miejsce i własne zakazy.

Czytaj dalej

Na czym to stoiOsobne sanie w wędrującym gospodarstwie, wiozące zawiniątka z wizerunkami, tkaniny, monety i przedmioty odziedziczone; stałe miejsce w zaprzęgu i w obozie; zakaz przechodzenia przez nie i przekraczania dyszla; ograniczenia dostępu; rzadkie otwieranie i uzupełnianie zawartości.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Szczegóły reguł różnią się między rodami i obszarami. Opisy pochodzą w części od badaczy, którym pokazano tylko to, co uznano za możliwe do pokazania.

W każdym wędrującym gospodarstwie jedne sanie wyróżniają się przeznaczeniem: wiozą zawiniątka z wizerunkami, kawałki tkanin, monety, przedmioty odziedziczone i dary złożone przez poprzednie pokolenia. Nie służą do przewożenia niczego innego i mają w zaprzęgu oraz w obozie stałe, wyznaczone miejsce.

Obowiązują wokół nich ścisłe reguły przestrzenne. Nie wolno przez nie przechodzić ani przekraczać ich dyszla, a kobietom w określonych okresach nie wolno się do nich zbliżać. Otwiera się je rzadko, przy sprawach ważnych, a zawartość uzupełnia się, nie wymienia.

Świętość wędrujących społeczności jest PRZEWOŹNA. W miejscach stałego pobytu świętość tkwi w nieruchomości — są to świątynie, gaje czy kamienie. Jednakże ludy migrujące kilkadziesiąt razy do roku potrzebują świętości przenośnej: przedmiotów na kołach lub płozach, które przetrwają przeprawy przez rzeki.

Atlas widzi w tym najczystszy przykład tezy powtarzanej przy Palestynie i przy wygnaniu babilońskim: sposób życia rozstrzyga o postaci wiary. Ludzie osiadli budują świątynię, koczownicy pakują ją na sanie, a wygnańcy przenoszą ją do księgi. Treść bywa podobna, forma jest podyktowana przez to, czy się zostaje, czy idzie dalej.

Jamał i tundra samojedzka

Rok liczony reniferem: miesiąc cielenia, miesiąc komarów, miesiąc rykowiska

Zebrane z ust

Nazwy miesięcy nie opisują pogody ani gwiazd, tylko to, co w danym czasie robi stado.

Czytaj dalej

Na czym to stoiNazwy okresów roku odsyłające do stanu stada i wędrówki: cielenie, czas komarów i gzów z przepędem ku wybrzeżu, rykowisko, czas zaprzęgu, długa ciemność; zakazy związane z okresami, w tym cisza w czasie cielenia i osobne czynności przy przeprawach; kolejność i odkładane części przy jesiennym uboju; nieprzydatność doby jako miary przy słońcu niezachodzącym latem i niewschodzącym zimą; zderzenie tego podziału z rokiem szkolnym i podatkowym w XX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nazwy i liczba okresów różnią się między grupami i między zapisami, a część zestawień porządkuje je na siłę w dwanaście miesięcy wedle obcego wzorca.

Rok nieniecki jest dzielony według cyklu stadnego, a nie ruchu słońca. Nazwy okresów odsyłają do tego, co dzieje się ze zwierzętami i wędrówką: czas cielenia wiosną, sezon komarów i gzów, kiedy stado trzeba pognać na wybrzeże podczas wiatru, pora rykowiska jesienią oraz okres zaprzęgu i długiej ciemności.

Podział ten jest zarazem rozkładem pracy i rozkładem zakazów. W okresie cielenia nie wolno hałasować ani przepędzać stada; przy przeprawie przez rzekę obowiązują osobne czynności; jesienny ubój ma swoją kolejność i swoje części odkładane na bok. Kalendarz obrzędowy nie jest więc czymś dołożonym do gospodarki, tylko jej wewnętrznym porządkiem.

Dzień i noc są tu ograniczonymi jednostkami czasu. Latem słońce nie zachodzi tygodniami, zimą nie wschodzi wcale, przez co doba traci na wyrazistości. W zamian za to ludzie mierzą upływ czasu odległościami między obozowiskami i stanem stad zwierząt, skupiając się na zmianach otoczenia, a nie stałości.

W dwudziestym wieku doszło do kolizji dwóch porządków czasowych: szkoła z internatem, etatowa praca i rok podatkowy zachwiały tradycyjnym cyklem życia pasterskiego. Dziecko zabierane we wrześniu i oddawane w czerwcu nie mogło uczestniczyć w okresach nauki pracy ze stadem, co najskuteczniej przerwało przekazywanie umiejętności, a nie sam zakaz języka.

Miejsca i ofiara

Czaszki na żerdziach, dary na drzewach i lud, który cofnął się pod ziemię

Miejsce ofiarne leży tam, gdzie rozstrzyga się los wędrówki: na przylądku, przy przeprawie, na granicy obszaru. A w opowieściach o tym, kto był tu przed hodowcami, pod przekazem leży warstwa, którą da się wykopać.

Jamał i wybrzeże

Sihirtia: mały lud spod ziemi, który był tu przed Nieńcami

Zebrane z ust

Niewielcy, białoocy, wychodzą nocą i cofają się w ziemię. Nieńcy mówią o nich jako o poprzednikach, nie o potworach.

Czytaj dalej

Na czym to stoiPrzekaz o niewysokich ludziach o jasnych oczach mieszkających w kopcach, wychodzących nocą albo we mgle i chowających się pod ziemię; przypisywane im niewidzialne zwierzęta i srebro; przedstawianie ich jako poprzednich gospodarzy ziemi, nie jako istot szkodzących; zakończenia opowieści małżeństwem albo darem; stanowiska archeologiczne z półziemiankami, śladami obróbki metalu i przedmiotami z importu, starsze od nienieckiego osadnictwa na tym obszarze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Związek przekazu z konkretną ludnością archeologiczną nie został wykazany. Zapisy pochodzą od zbieraczy od XIX wieku i różnią się co do wyglądu, siedzib i zachowania sihirtia.

W opowieściach nienieckich powraca lud nazywany sihirtia: niewysocy ludzie o jasnych oczach, którzy mieszkają w kopcach i pagórkach, wychodzą nocą albo we mgle i chowają się pod ziemię, gdy ktoś nadejdzie. Hodują podobno zwierzęta, których nikt nie widzi, i mają srebro.

Rzeczą godną uwagi jest ich miejsce w przekazie. Nie są to istoty szkodzące ani nie należą do świata dolnego — są przedstawiani jako POPRZEDNI GOSPODARZE tej ziemi, którzy usunęli się, gdy przyszli hodowcy reniferów. Spotkanie z nimi bywa niebezpieczne, ale bywa też korzystne: w kilku opowieściach kończy się małżeństwem albo darem.

Na tym samym obszarze leżą stanowiska archeologiczne starsze od nienieckiego osadnictwa, z półziemiankami wkopanymi w grunt, śladami obróbki metalu i przedmiotami przywożonymi z daleka. Miejscowy przekaz przypisuje je właśnie sihirtia, a badacze zestawiają je z ludnością wybrzeża poprzedzającą przyjście hodowców.

Czy jest to pamięć o rzeczywistych poprzednikach, czy objaśnienie dorobione do widocznych w terenie kopców, nie zostało rozstrzygnięte i prawdopodobnie rozstrzygnąć się nie da. Dla atlasu ważne jest co innego: opowieść o małym ludzie spod ziemi, który ustąpił przybyszom, powraca od Irlandii po Islandię i po Jamał — a tutaj ma pod sobą warstwę, którą da się wykopać.

Jamał, wybrzeże, przeprawy rzeczne

Czaszki reniferów na żerdziach i drzewa obwieszone darami

Zebrane z ust

Miejsca ofiarne leżą tam, gdzie rozstrzyga się los wędrówki: na przylądkach, przy przeprawach, na granicach obszarów.

Czytaj dalej

Na czym to stoiŻerdzie z czaszkami reniferów, stosy rogów narastające przez pokolenia, drzewa obwieszone tkaninami i monetami; skupienie miejsc przy przeprawach, na przylądkach i na granicach obszarów rodowych; warstwy z monetami pozwalające datować kolejne fazy użytkowania, bez przerwy w XX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie monetami wskazuje moment złożenia daru, nie wiek całego miejsca. Część stanowisk badano powierzchniowo, więc głębsze warstwy mogą być starsze, niż wynika ze znalezisk.

Na terenie nienieckim funkcjonują charakterystyczne miejsca rytualne: żerdzie zwieńczone czaszkami reniferów, stosy rogów narastające przez pokolenia, drzewa obwieszone fragmentami tkanin, monetami i drobnymi przedmiotami. Część z nich usytuowana jest na wyspach i przylądkach, część przy przeprawach rzecznych, a niektóre na granicach między obszarami rodowymi.

Lokalizacja tych miejsc nie jest przypadkowa; wskazuje na ich przeznaczenie. Gromadzą się tam, gdzie podróż może się nie powieść: przy przeprawach przez rzeki, na przełęczach lub przy wejściu na cudzy obszar. Składane ofiary są tu opłatą za przejście, a nie modlitwą o dobrostan w ogóle.

Niektóre miejsca są bardzo stare i mają warstwy sięgające setek lat, co dało się zmierzyć przy badaniach. Stosy rogów narastają przez pokolenia, a monety pozwalają datować kolejne fazy — najstarsze bywają przedrewolucyjne, najmłodsze są dzisiejsze, co dowodzi ciągłości użytkowania przez cały wiek dwudziesty, mimo zakazów.

To ostatnie jest w atlasie ważne. Państwo radzieckie zwalczało te praktyki, a mimo to warstwa monet nie ma przerwy. Ciągłość da się tu pokazać nie z opowieści, lecz z rachunku: po prostu widać, co i kiedy dołożono.

tundra nieniecka

Ofiara z renifera: zabicie bez rozlewu krwi na ziemię

Zebrane z ust

Zwierzę zabija się przez uduszenie albo ciosem w kark, krew zbiera się i pije, mięso dzieli wedle stałych zasad.

Czytaj dalej

Na czym to stoiDobór zwierzęcia wedle maści i wieku; zabicie przez uduszenie arkanami albo cios w kark, bez wylewania krwi na ziemię; zbieranie i picie krwi; spożywanie mięsa surowego na miejscu; ustalone zasady podziału wedle pokrewieństwa i udziału; wyniesienie czaszki i rogów na żerdź lub stos ofiarny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Szczegóły przebiegu różnią się między rodami i okazjami. Opisy pochodzą w części od obserwatorów z zewnątrz i mogą oddawać przebieg pokazany gościowi, a nie zwykły.

Ofiara ze zwierzęcia odbywa się w ważnych sprawach: przy chorobie, przed wielką wędrówką, przy zawieraniu przymierza między rodzinami lub przy prośbie skierowanej do konkretnego miejsca. Zwierzę wybiera się według maści i wieku, a wybór ten może zostać wskazany przez osobę prowadzącą obrzęd.

Sposób zabicia jest ustalony i różni się od zwykłego uboju. Zwierzę dusi się arkanami albo zabija ciosem w kark, tak by krew nie trafiła na ziemię — wedle zakazu, krwi nie oddaje się bez powodu. Krew zbiera się do naczynia i pije, a mięso spożywa się na miejscu, świeże i surowe.

Podział mięsa ofiarnego stanowi osobną część rytuału, podlegając stałym zasadom. Określają one, która część trafia do kogo, biorąc pod uwagę pokrewieństwo, wiek i udział w ceremonii. Czaszkę i rogi renifera wystawia się na żerdzi lub stosie w miejscu ofiarnym, przez co obrzęd kończy się w krajobrazie, nie zaś w obozowisku.

Warto zauważyć, że nic tu się nie marnuje i że wszystko ma adresata. Krew, mięso, skóra, czaszka i rogi idą każde w swoje miejsce — do ludzi, do ziemi, do miejsca ofiarnego. Ofiara nie jest tu zniszczeniem dobra, tylko jego rozdzieleniem między wszystkich uczestników, także tych niewidzialnych.

Ob i Tajmyr

Najbliżsi krewni Węgrów i najdalej na północ wysunięty lud Eurazji

Dwa ludy znad Obu mówią najbliższymi krewnymi języka węgierskiego, a na Tajmyrze kilkaset osób zdołało nagrać własne obrzędy tuż przed tym, jak odeszli ci, którzy je znali.

dorzecze Obu i Irtyszu

Chantowie i Mansowie: najbliżsi żyjący krewni języka węgierskiego

Zapis z tamtych czasów

Dwa ludy znad Obu mówią językami, które są najbliższe węgierskiemu. Od Budapesztu dzieli je cztery tysiące kilometrów.

Czytaj dalej

Na czym to stoiJęzyki chantyjski i mansyjski tworzące z węgierskim osobną gałąź rodziny uralskiej; rozejście się mów datowane na około 2500 lat wstecz; pokrewieństwo widoczne w budowie gramatycznej i w słownictwie podstawowym; około trzydziestu tysięcy osób, przy znacznie mniejszej liczbie mówiących.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie rozejścia się języków opiera się na porównaniach językowych i mieści się w szerokim przedziale. Pokrewieństwo językowe nie dowodzi ciągłości kulturowej ani wspólnoty wierzeń.

Nad rzekami Obem i Irtyszem mieszkają dwa ludy, których języki razem z węgierskim tworzą osobną gałąź rodziny uralskiej. Nie jest to luźne pokrewieństwo: są to najbliżsi żyjący krewni języka węgierskiego, a rozejście się tych mów kładzie się na około dwa i pół tysiąca lat wstecz.

Wniosek jest taki, że przodkowie dzisiejszych Węgrów wywędrowali z tego samego regionu leśnej Syberii, a następnie przemierzając stepy dotarli na zachód, aby osiąść ostatecznie nad Dunajem. To pokrewieństwo przejawia się w budowie gramatycznej oraz w zasobie podstawowego słownictwa, obejmującego również terminologię łowiecką i określenia stopnia pokrewieństwa.

Dla atlasu jest to znakomity przykład na to, jak język umie zachować więź przez odległość, której nie przenoszą inne elementy kultury. Węgrzy, będący katolikami od stuleci, mają za najbliższych językowych krewnych ludzi polujących nad rzeką Obem i obchodzących uroczystość niedźwiedzia. Wspólna pozostała jedynie gramatyka, nie wiara ani sposób życia.

Obu ludów jest dziś razem około trzydziestu tysięcy, ale językiem mówi znacznie mniejsza część. Obszar ich zamieszkania pokrywa się z największymi w Rosji złożami ropy, co przez pół wieku przesądziło o wszystkim: o osadnictwie napływowym, o drogach, o rurociągach i o miejscach, do których nie da się już dojść.

Półwysep Tajmyr

Nganasanie: najdalej na północ wysunięty lud Eurazji i ostatni obrzęd nagrany na taśmę

Zapis z tamtych czasów

Kilkaset osób na skraju kontynentu. Ostatnie wielkie obrzędy zdążono nagrać, zanim odeszli ci, którzy je znali.

Czytaj dalej

Na czym to stoiKilkaset osób na Półwyspie Tajmyr; język rodziny uralskiej, gałęzi samojedzkiej, z garstką mówiących; doroczny obrzęd czystego namiotu na przełomie zimy i wiosny, przy powrocie słońca, trwający kilka dni; nagrania dźwiękowe i filmowe pełnych przebiegów z lat siedemdziesiątych XX wieku wraz z objaśnieniami wykonawców; śmierć ostatniego z wielkich wykonawców na początku lat osiemdziesiątych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Część nagranych wykonań zorganizowano na prośbę nagrywających, w czasie, gdy praktyka już zanikała. Zapis jest przez to zarazem świadectwem i rekonstrukcją.

Nganasanie, zamieszkujący najdalszą północ Eurazji na Półwyspie Tajmyr, stanowią dziś niewielką społeczność liczącą kilkaset osób. Ich język, należący do rodziny uralskiej i gałęzi samojedzkiej, ma obecnie jedynie garstkę mówiących, w większości w podeszłym wieku.

Najważniejszym obrzędem dorocznym było postawienie i okrążenie czystego namiotu na przełomie zimy i wiosny, przy powrocie słońca po nocy polarnej. Ceremonia trwała kilka dni, a jej celem było zapewnienie pomyślności przez cały nadchodzący rok. Odprawiano też obrzędy w przypadku choroby, narodzin i migracji.

W latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku zdołano nagrać i sfilmować pełne przebiegi tych obrzędów, razem ze śpiewem i z objaśnieniami wykonawców. Ostatni z wielkich wykonawców zmarł na początku lat osiemdziesiątych. Materiał ten jest dziś jednym z najlepszych zapisów obrzędowości syberyjskiej, jakie w ogóle istnieją.

Warto wspomnieć, jak powstał ten materiał. Nagrywano go w momencie, gdy praktyka zaczynała zanikać, a niektóre wykonania zorganizowano na prośbę nagrywających. Jest to zatem pierwszorzędny zapis, ale i odtworzenie rytuałów na zamówienie — oba te fakty musimy mieć w pamięci.

Chrzest i wiertło

Rok 1712 i rurociąg w poprzek szlaku

Dwie daty, między którymi mieści się cała nowsza historia tego obszaru: wyprawa niszcząca miejsca kultu i wydobycie gazu, które przecięło szlaki wędrówek w dziesiątkach miejsc.

zachodnia Syberia

1712: chrzest nakazany rozkazem, wizerunki palone na miejscu

Zapis z tamtych czasów

Wyprawa misyjna z ramienia władcy objeżdżała osady, chrzciła zbiorowo i paliła wizerunki. Zapisano liczby.

Czytaj dalej

Na czym to stoiRozkaz władcy z początku XVIII wieku i wyprawa misyjna z eskortą wojskową; zapisane liczby ochrzczonych, zniszczonych wizerunków i zbudowanych cerkwi; zwolnienia z daniny i dary z sukna i mąki jako zachęta; kary za odmowę; późniejsze opisy równoległego używania ikony i zawiniątka z wizerunkiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby pochodzą ze sprawozdań składanych przez wykonawców rozkazu, którzy mieli interes w wykazaniu skuteczności. Należy je czytać jako dane o przebiegu akcji, nie o rzeczywistej zmianie wierzeń.

Na początku osiemnastego wieku władca rosyjski wydał rozkaz nakazujący nawrócenie ludności zachodniej Syberii, a wykonanie powierzono wyprawie kierowanej przez duchownego, wyposażonej w eskortę wojskową. Wyprawa objeżdżała osady rok po roku, chrzciła zbiorowo i niszczyła miejsca ofiarne oraz wizerunki.

Przepraszam za niedopatrzenie. Oto wersja uwzględniająca wszystkie wymagane elementy: Rejestrowano liczbę ochrzczonych, spalonych wizerunków oraz zbudowanych cerkwi. Zastosowano zachęty materialne, takie jak zwolnienie z daniny na kilka lat i dary z sukna i mąki, a także kary za odmowę uczestnictwa w tych procedurach. Był to proces administracyjny i starannie policzony, podobnie jak inne czynności urzędowe.

Skutek był podwójny i dobrze widoczny w późniejszych źródłach. Formalna przynależność zmieniła się szybko i trwale; praktyka — nie. Przez następne dwa stulecia podróżnicy i duchowni opisują to samo: ikonę w kącie domu i zawiniątko z wizerunkiem w saniach albo w lesie, używane naprzemiennie, zależnie od sprawy.

Atlas nazywa ten układ podwójną przynależnością i opisuje go na czterech kontynentach. Nigdzie jednak nie jest on tak dobrze policzony jak tutaj: mamy rejestr chrztów z jednej strony i opisy używanych dalej miejsc ofiarnych z drugiej, sporządzone przez tę samą instytucję.

Jamał

Dziś: rurociąg w poprzek szlaku i wąglik z rozmarzniętej ziemi

Zapis z tamtych czasów

Największe pola gazowe Rosji leżą na szlakach wędrówek. W 2016 roku rozmarzająca ziemia uwolniła zarazę sprzed dziesięcioleci.

Czytaj dalej

Na czym to stoiRurociągi, drogi i linia kolejowa przecinające szlaki wędrówek od lat siedemdziesiątych; uzgadniane przejścia i terminy przepędu; wcześniejsza epidemia wąglika na tym obszarze i pochówek padłych zwierząt w zmarzlinie; nawrót zarazy latem 2016 po wyjątkowo ciepłych tygodniach, z padnięciem kilku tysięcy reniferów, hospitalizacjami i jednym zgonem; wojskowe wygaszanie ogniska, szczepienia i ograniczenie pogłowia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Związek nawrotu zarazy z ociepleniem jest wskazywany i dobrze udokumentowany w tym przypadku, ale nie każde uwolnienie patogenu ze zmarzliny daje się tak jednoznacznie przypisać. Liczby padłych zwierząt pochodzą z danych administracyjnych. Data wcześniejszej epidemii podawana jest rozbieżnie — wskazuje się zarówno lata dwudzieste, jak i czterdzieste XX wieku — dlatego nie podajemy roku.

Od lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku Jamał jest głównym obszarem wydobycia gazu w Rosji. Przez tundrę poprowadzono rurociągi, drogi i linię kolejową, przerywając szlaki wędrówek stad reniferów w dziesiątkach miejsc. Wypracowano przejścia dla zwierząt oraz porozumienia z hodowcami, ale przepustowość i terminy przepędu podlegają teraz uzgodnieniom, a nie samej pogodzie.

Kilkadziesiąt lat wcześniej przez ten obszar przeszła epidemia wąglika, a padłe zwierzęta pogrzebano w wiecznej zmarzlinie. Latem dwa tysiące szesnastego roku, po wyjątkowo ciepłych tygodniach, warstwa czynna zmarzliny sięgnęła głębiej niż zwykle i zaraza wróciła: padło kilka tysięcy reniferów, kilkadziesiąt osób trafiło do szpitala, jedna zmarła.

Odpowiedzią było wojskowe wygaszanie ogniska, szczepienia stad i przymusowe ograniczenie pogłowia na części obszaru. Zdarzenie to jest dziś podawane jako jeden z pierwszych udokumentowanych przypadków, w których ocieplenie uwolniło chorobę zamkniętą w zmarzlinie na dziesięciolecia.

Dla tego działu liczy się jedno: żadne z opisanych wyżej elementów — święte sanie, zakaz przebijania ziemi, miejsca ofiarne przy przeprawach — nie jest tu ani zabytkiem, ani wspomnieniem. To sposób życia, który dziś zderza się z wiertłami, rurociągami i rozmarzającą ziemią, formułując w tym starciu własne argumenty.