Lena · Jenisej · Kołyma
Język turecki na 62 równoleżniku i epos na dziesiątki tysięcy wersów
Sacha mówią mową spokrewnioną z turecką i hodują konie tam, gdzie zima spada poniżej minus sześćdziesięciu stopni; ich epos wykonuje jedna osoba przez kilka nocy, zmieniając głos dla każdej postaci. Obok, w tajdze, mieszkają Ewenkowie — lud rozsiany na obszarze większym niż Europa, od którego pochodzi słowo używane dziś na całym świecie — oraz Jukagirzy, mówiący językiem bez wykazanych krewnych, którego dziewczęta zapisywały wiadomości znakami na korze brzozowej.
Reszta działu
Pozostałe strony i działy sąsiednie — klikalne
Materiał o ludach północy rozłożony jest na pięć stron nazwanych od obszarów. Saamowie mają własne miejsce w dziale o ludach ugrofińskich, Inuici — w dziale o Arktyce; obie strony są tu podlinkowane i nie powtarzamy ich materiału.
Ludy Arktyki
Siedem rodzin językowych, trzy różne bębny, zorza i stulecie strat.
Otwórz dział◆Jamał i ObNieńcy, Chantowie i Nganasanie
Sanie, których się nie rozpakowuje, lud spod ziemi i gaz w poprzek szlaku.
Otwórz dział◆Skrajny wschódCzukotka i Kamczatka
Bęben w każdym namiocie, kruk-oszust i cieśnina zamknięta na czterdzieści lat.
Otwórz dział◆Za cieśninąAlaska i Aleuty
Pęcherze wracające pod lód, maski w Paryżu i most językowy przez ocean.
Otwórz dział◆Sąsiedni działArktyka: Inuici
Imię jako linia, angakkuq, Ta pod wodą, tuurngait i osiem osób z 1475 roku — cała strona inuicka.
Otwórz dział◆PrzeglądSyberia i Mongolia
Spis ludów i piętra świata w jednym miejscu — warstwa przeglądowa nad tym, co tu opisujemy szerzej.
Otwórz dział◆Tam są SaamowieLudy ugrofińskie
Noaidi, bęben, sejta, jojk i procesy — Saamowie mają tam trzy pełne sekcje, więc tu ich nie powtarzamy.
Otwórz dział◆Dalej na południeLudy obu Ameryk
Reszta kontynentu, na który prowadzi most z tej strony cieśniny.
Otwórz działSacha
Konie w zmarzlinie, ajyy i abaasy, olonkho i powitanie słońca
Cały układ przywieziony ze stepu cztery tysiące kilometrów na północ i tam przystosowany: koń, kumys, uniesione ku słońcu dłonie — a do tego własny obraz świata, własny epos i przysłowie stawiające kowala obok tego, kto prowadzi obrzędy.
Język turecki na 62 równoleżniku i konie w wiecznej zmarzlinie
Zapis z tamtych czasówNajwiększy lud tubylczy Syberii mówi językiem spokrewnionym z tureckim i hoduje bydło tam, gdzie bywa minus sześćdziesiąt.
Czytaj dalejNa czym to stoiBlisko pół miliona osób; język rodziny tureckiej; przybycie ze stepów południowych między XIII a XV wiekiem; hodowla bydła i koni na obszarze o najniższych zanotowanych temperaturach zamieszkanych miejsc; konie zimujące pod gołym niebem i wygrzebujące paszę spod śniegu; słownictwo i obrzęd zachowujące ślad stepowy.
- Datowanie przybycia mieści się w przedziale kilkuset lat i opiera się na porównaniach językowych, wykopaliskach i późniejszej tradycji. Udział ludności zastanej w ukształtowaniu dzisiejszych Sacha jest przedmiotem sporu.
Sacha, zwani też Jakutami, liczą blisko pół miliona osób i są najliczniejszym ludem tubylczym Syberii. Ich język należy do rodziny tureckiej — tej samej co turecki, kazachski i uzbecki — co znaczy, że ich przodkowie przyszli tu ze stepów na południu, najprawdopodobniej między trzynastym a piętnastym wiekiem.
Przynieśli ze sobą coś, co na tej szerokości nie miało prawa się udać: hodowlę bydła i koni. Jakucja ma najniższe zanotowane temperatury zamieszkanych miejsc na świecie, poniżej minus sześćdziesięciu stopni, a mimo to wypasa się tu konie o gęstej sierści, zdolne zimować pod gołym niebem i wygrzebywać paszę spod śniegu.
Przeniesienie kompletnego stylu życia w zupełnie odmienne warunki i jego dostosowanie jest przykładem unikalnym dla tego ludu. Zachowane pozostałości stepowego dziedzictwa widoczne są w kalendarzu, obrzędach i słownictwie: kumys, koń oraz przysięga na broń funkcjonują w realiach tajgi i zmarzliny.
Widać z tego wyraźnie, jak daleko potrafi zawędrować cały układ kulturowy związany z jednym zwierzęciem. Koń przywiózł tu ze stepu swoje święto, ofiarę i miejsce w wyobrażeniach o zaświatach — a Sacha do dziś liczą pokrewieństwo, majątek i status w kategoriach, które wyrosły cztery tysiące kilometrów na południe.
Ajyy w górze, abaasy w dole i świat podzielony na trzy piętra
Zebrane z ustIstoty górne dają życie, dolne zabierają. Nie są to jednak dobro i zło — są to dwie strony jednego rachunku.
Czytaj dalejNa czym to stoiTrójpiętrowy obraz świata z istotami górnymi, światem ludzi i istotami dolnymi; postać białego pana-stwórcy na czele górnych, przywoływana rzadko; opisy istot dolnych jako niepełnych, o jednej ręce, nodze i oku; podział pracy obrzędowej z osobnymi nazwami zależnie od tego, z którą stroną się pracuje.
- Zapisy pochodzą od badaczy i duchownych od XVIII wieku i porządkują materiał wedle obcych wzorców. Przekładanie podziału górne–dolne na dobro i zło jest nałożeniem obcej kategorii.
Wyobrażenie świata u Sacha jest trzypiętrowe: świat górny z istotami nazywanymi ajyy, świat średni zamieszkany przez ludzi i zwierzęta oraz świat dolny z istotami nazywanymi abaasy. Na czele górnych stoi postać określana jako biały pan-stwórca, do której zwraca się w sprawach największych i rzadko.
Abaasy odpowiadają za choroby, obłęd, nieszczęśliwe wypadki i śmierć. Opisywane są jako istoty z jedną ręką, nogą i okiem — niepełne, jakby składające się tylko z połowy. Interesujący jest fakt, że te braki w ciele symbolizują przynależność do innej strony, a nie są wyrazem ułomności.
Rzecz wymaga tego samego zastrzeżenia co przy Czukczach. Nie jest to podział na dobro i zło: abaasy nie kuszą i nie karzą za grzech, tylko biorą, bo taka jest ich natura, a ofiara dla nich jest spłatą, nie zdradą. Osoba prowadząca obrzęd bywała nazywana białą albo czarną zależnie od tego, z którą stroną pracuje, a nie od tego, czy jest dobra.
Ten dwupodział pracy obrzędowej jest u Sacha wyraźniejszy niż gdziekolwiek indziej w tym dziale i ma własne nazwy. Ludzie zwracali się do jednych przy narodzinach, weselu i prośbie o powodzenie, do drugich przy chorobie i przy odwracaniu nieszczęścia — i nie widzieli w tym sprzeczności, tak jak nie widzi jej ktoś, kto idzie raz do notariusza, a raz do komornika.
Olonkho: epos na dziesiątki tysięcy wersów, wykonywany przez jedną osobę przez noce
Zapis po fakcieJeden wykonawca odgrywa wszystkie postacie, zmieniając głos, i ciągnie opowieść przez kilka nocy z rzędu.
Czytaj dalejNa czym to stoiUtwory liczące od kilku do kilkudziesięciu tysięcy wersów; jeden wykonawca odgrywający wszystkie postacie zmianą barwy głosu, z partiami recytowanymi i śpiewanymi; wykonanie jednego utworu zajmujące kilka nocy; składanie tekstu z gotowych formuł, przez co wykonania nie są identyczne; wpis na listę dziedzictwa w 2005 roku, szkoły i konkursy.
- Liczba wykonawców w XX wieku i skala zaniku podawane są szacunkowo. Dzisiejsze wykonania są w znacznej części skrócone i przystosowane do sceny.
Olonkho to jakucki epos bohaterski lub zbiór takich eposów, w których poszczególne utwory liczą od kilku do kilkudziesięciu tysięcy wersów. Opowiadają one o średniowiecznym bohaterze walczącym z istotami ze świata dolnego, przeżywającym porwanie, pojedynek, zaświaty i powrót do swojego świata.
Wykonanie stanowi istotny aspekt tego eposu i właśnie ono czyni go wyjątkowym. Jeden artysta odgrywa wszystkie postacie, zmieniając barwę głosu: utworu bohatera różni się od utworu kobiety oraz utworu istoty z niższego świata, której głos może być charczący i wydobywany krtaniowo. Partie narracyjne są recytowane, wypowiedzi postaci — śpiewane. Przedstawienie jednego utworu zajmuje kilka nocy.
Przekaz był ustny i szedł przez naśladowanie mistrza; wykonawca nie uczył się tekstu na pamięć w naszym rozumieniu, lecz składał go za każdym razem z gotowych formuł i obrazów, jak śpiewacy epiccy w innych częściach świata. Dlatego dwa wykonania tego samego utworu nigdy nie są identyczne.
W dwudziestym wieku liczba wykonawców spadła niemal do zera, a pod koniec stulecia zaczęto zapisywać i odtwarzać. W dwa tysiące piątym roku wpisano olonkho na listę dziedzictwa, powstały szkoły i konkursy. Atlas odnotowuje to jako rzecz uratowaną w ostatniej chwili i przez to nieuchronnie zmienioną: to, co było nocnym wykonaniem w zimowej izbie, jest dziś także przedmiotem nauczania i występu.
Ysyach: powitanie słońca o świcie, kumys i taniec w kole do rana
Zapis po fakcieNajważniejsze święto roku, w przesilenie letnie: błogosławieństwo, kumys, taniec w kole przez całą jasną noc.
Czytaj dalejNa czym to stoiObchody w okolicach przesilenia letniego; błogosławieństwo i skrapianie kumysem ognia, ziemi i uczestników; kumys pity z rzeźbionych naczyń przekazywanych z rąk do rąk; taniec w kole z prowadzącym i odpowiadającymi, ciągnący się do wschodu słońca; zawody siłowe i wyścigi konne; dzisiejsze obchody gromadzące dziesiątki tysięcy osób.
- Dzisiejsza postać święta jest w znacznej mierze ukształtowana przez XX-wieczne przekształcenie w świeckie święto ludowe. Które elementy są dawne, a które dodane przy tej przebudowie, bywa sporne.
Ysyach obchodzi się w okolicach przesilenia letniego, gdy noc na tej szerokości praktycznie nie zapada. Zaczyna się od błogosławieństwa wygłaszanego przez wyznaczoną osobę i od skropienia kumysem — sfermentowanym mlekiem klaczy — ognia, ziemi i uczestników. Kumys pije się z rzeźbionych naczyń przekazywanych z rąk do rąk.
W trakcie święta rdzeniem obchodów jest taniec w kręgu, który prowadzi osoba inicjująca, a pozostali uczestnicy na to odpowiadają. Tańce ciągną się godzinami, dawniej wypełniając całą jasną noc aż do powitania wschodzącego słońca z uniesionymi rękoma. Uroczystościom towarzyszą także zawody siłowe i sprawnościowe, takie jak skoki, zapasy oraz wyścigi konne.
Święto o stepowym rodowodzie obejmuje tradycje z Azji Środkowej: kumys, konie, uniesione dłonie do słońca i zawody sportowe. Te praktyki przywędrowały na północ wraz z ludnością, pokonując ponad cztery tysiące kilometrów, by dostosować się do krótkiego lata i jasnych nocy.
W dwudziestym wieku obchody ograniczano, a potem przekształcono w świeckie święto ludowe. Dziś odbywają się na wielką skalę — największe gromadzą dziesiątki tysięcy ludzi — i łączą w sobie obrzęd, widowisko i zjazd rodzinny. Jest to jedno z nielicznych świąt w tym dziale, którego ciągłości nie trzeba odtwarzać, bo nigdy nie została przerwana całkowicie.
Kowal i szaman są z jednego gniazda, a strój waży trzydzieści kilogramów
Zebrane z ustPrzysłowie stawia obu na równi. Strój obrzędowy obwieszony żelazem bywa cięższy od pancerza.
Czytaj dalejNa czym to stoiPrzysłowie stawiające kowala i prowadzącego obrzędy w jednym rzędzie; zachowane stroje obwieszone kutymi zawieszkami: tarczami, rurkami, figurkami ptaków i zwierząt, wyobrażeniami kości; waga strojów idąca od kilku kilogramów po ponad trzydzieści przy najcięższych; dokładanie zawieszek przez lata; zapłata dla kowala i ograniczenia obowiązujące go przy robocie.
- Wagi i zestawy zawieszek znane są z egzemplarzy muzealnych, które trafiły tam w większości przez konfiskaty. Nie wiadomo, na ile są typowe dla całości praktyki.
W Jakucji powtarzano przysłowie, stawiające kowala i osobę prowadzącą obrzędy w jednym rzędzie, a niekiedy nawet wyżej. Uzasadniano to bezpośrednio: obaj zajmowali się ogniem i przemianą materii, wykonywali czynności, których zwykły człowiek nie potrafił, i wobec obu należało zachować ostrożność.
Widać to w przedmiocie. Zachowane stroje obrzędowe są obwieszone kutymi z żelaza zawieszkami: tarczami, rurkami, figurkami ptaków i zwierząt, wyobrażeniami kości. Waga takiego stroju idzie od kilku kilogramów po kilkadziesiąt, a najcięższe zapisane egzemplarze przekraczają trzydzieści; żelazo pełni w nim rolę podwójną — brzmi przy ruchu i ochrania, bo istotom dolnym żelazo ma szkodzić.
Strój nie powstawał od razu. Zawieszki dokładano przez lata, po kolejnych sprawach, więc przedmiot rósł razem z doświadczeniem właściciela, a ciężar był zapisem przebytej drogi. Kowal, który go wykuwał, brał za to zapłatę i sam podlegał ograniczeniom przy robocie.
W różnych kulturach rzemiosło i obrzęd bywają jednym zawodem, nie dwiema oddzielnymi dziedzinami. Widoczne jest to u ludów Afryki Zachodniej, gdzie kowal stanowi osobną kastę, jak i w europejskich opowieściach o kowalu, który potrafi przechytrzyć diabła. Kto panuje nad ogniem i metalem, budzi zarówno szacunek, jak i lęk.
Wieczna zmarzlina oddaje zmarłych, a dziś trzeba pytać ich potomków
Zapis z tamtych czasówGrób w zmarzlinie zachowuje ubranie, skórę i włosy. Dziś badania prowadzi się za zgodą wspólnot i z ponownym pochówkiem.
Czytaj dalejNa czym to stoiPochówki w wiecznej zmarzlinie z zachowanym ubraniem, skórą, włosami, zawartością naczyń i drewnianym wyposażeniem; broń i uprząż w grobach mężczyzn, składanie konia lub jego części; powtarzalny układ ciała, kierunek głowy i trumny z wydrążonego pnia; uzgodnienia ze wspólnotami, udział ich przedstawicieli przy otwarciu grobu i ponowny pochówek po badaniu.
- Praktyka uzgodnień i ponownego pochówku nie jest jednolita i zależy od stanowiska oraz od prowadzącej instytucji. Datowanie części pochówków opiera się na wyposażeniu, nie na oznaczeniu bezwzględnym.
Pochówki w wiecznej zmarzlinie zachowują ubrania, skórę, włosy, zawartość naczyń oraz drewniane części wyposażenia, które gdzie indziej uległyby rozpadowi. Dzięki temu z grobów jakuckich sprzed kilkuset lat poznajemy krój odzieży, sposób szycia, ozdoby oraz resztki pokarmu przy zmarłym.
Wyposażenie mówi o wierzeniach wprost. W grobach mężczyzn bywa broń i uprząż, przy części pochówków składano konia albo jego części, a układ ciała, kierunek głowy i rodzaj trumny z wydrążonego pnia powtarzają się na tyle, że dają się porównywać między stanowiskami.
Rzeczą nową jest sposób prowadzenia tych badań. Od początku dwudziestego pierwszego wieku wykopaliska na takich stanowiskach prowadzi się na podstawie uzgodnień ze wspólnotami, z udziałem ich przedstawicieli przy otwarciu grobu, a szczątki po zbadaniu składa się z powrotem, niekiedy z osobnym obrzędem.
Atlas odnotowuje to jako zmianę zasadniczą i wartą nazwania. Przez dwa stulecia grób tubylczy był w praktyce materiałem, a jego zawartość trafiała do zbiorów bez pytania kogokolwiek o zdanie. Dziś w kilku krajach — także tutaj — pytanie się zadaje, a odpowiedź bywa odmowna i jest respektowana.
Tajga wschodnia
Skąd wzięło się słowo, jeźdźcy na reniferach i pismo, którego nie umiemy nazwać
Kilkadziesiąt tysięcy ludzi rozsianych po tajdze dało nazwę zjawisku opisywanemu nią dziś na całym świecie. Obok — mowa bez krewnych i kilkanaście rysunków na korze, o których nie wiadomo, czy są pismem.
Słowo „szaman” jest ewenkijskie i objechało świat w XVII wieku
Zapis po fakcieNazwa jednej roli u jednego ludu syberyjskiego stała się etykietą przyklejaną ludziom na wszystkich kontynentach.
Czytaj dalejNa czym to stoiPochodzenie słowa z języka ewenkijskiego, rodziny tunguskiej; przejęcie przez rosyjski w XVII wieku i przejście do niemieckiego, francuskiego i angielskiego w XVIII przez opisy podróży; późniejsze stosowanie jako określenia zbiorczego do ról w kulturach całego świata; odmienne nazwy miejscowe w poszczególnych tradycjach.
- Dalsza etymologia samego słowa w ewenkijskim jest sporna; wskazywano zapożyczenie z języków indoirańskich za pośrednictwem buddyjskim, co nie zostało wykazane. Pewna jest droga przez rosyjski do języków europejskich.
Termin powszechnie używany dziś na całym globie wywodzi się z języka ewenkijskiego, będącego częścią rodziny języków tunguskich. Oznaczał on wówczas osobę, która pełniła specyficzną funkcję wewnątrz określonej społeczności. Rosjanie natknęli się na to słowo i włączyli je do swojej mowy, skąd poprzez relacje z podróży dotarło ono do języków niemieckiego, francuskiego oraz angielskiego.
W Europie to słowo, znane jako Nazwa, zyskało ogromną popularność, obejmując swoim znaczeniem osoby zajmujące się leczeniem, wróżeniem lub kontaktem z istotami nadprzyrodzonymi w różnorodnych kulturach: na kontynentach amerykańskich, w Afryce, Azji Południowo-Wschodniej oraz Oceanii. W ten sposób powstało pojęcie zbiorcze, które objęło setki odmiennych ról społecznych.
Koszt tej operacji jest znaczny i atlas musi go określić. Nazwanie wszystkiego jednym słowem sugeruje jednolitość zjawiska, które takie nie jest. Rola u Ewenków, rola u Inuitów, role u ludów amazońskich i Saamów różnią się metodami powoływania, przebiegiem, obowiązkami oraz pozycją w społeczności. Głównie wspólna jest etykieta, jaką im przypięli przybysze z zewnątrz.
W tym dziale używamy nazw miejscowych, takich jak angakkuq u Inuitów, noaidi u Saamów i oyuun u Sacha, gdzie tylko jest to możliwe. To nie jest udziwnienie ani ozdoba; jest to jedyny sposób, by nie przekazać czytelnikowi czegoś nieprawdziwego poprzez sam wybór słowa.
Ewenkowie: lud rozsiany na obszarze większym niż Europa
Zapis z tamtych czasówKilkadziesiąt tysięcy osób na obszarze kilku milionów kilometrów kwadratowych — i jedyny lud, który na reniferach jeździ wierzchem.
Czytaj dalejNa czym to stoiObszar od Jeniseju po wybrzeże Morza Ochockiego oraz północne Chiny i Mongolię przy liczebności kilkudziesięciu tysięcy osób; jazda wierzchem na reniferze z siodłem przesuniętym na łopatki; wyobrażenie świata jako rzeki o trzech biegach; budowanie z żerdzi i pali wyobrażenia drogi, przez które się przechodzi przy obrzędach.
- Grupy określane wspólną nazwą różnią się między sobą mową i obyczajem na tyle, że jednolity opis jest uproszczeniem. Liczebność po stronie rosyjskiej i chińskiej liczona jest wedle odmiennych kryteriów.
Ewenkowie zamieszkują tereny rozległe od Jeniseju do wybrzeża Morza Ochockiego i dalej na południe, obejmujące północne Chiny oraz Mongolię. Obszar ten jest większy niż Europa, lecz przy liczebności wynoszącej kilkadziesiąt tysięcy osób cechuje go skrajnie rzadkie zaludnienie, co jest konsekwencją łowieckiego stylu życia w tajdze.
Wyróżnia ich sposób używania renifera. Gdzie indziej zaprzęga się go do sań; Ewenkowie jeżdżą na nim WIERZCHEM, z siodłem przesuniętym na łopatki, bo grzbiet renifera nie uniósłby ciężaru w miejscu, w którym siedzi się na koniu. Jest to rozwiązanie rzadkie i praktycznie ograniczone do tego kręgu.
W wyobrażeniach ewenkijskich powraca obraz świata jako rzeki: górny bieg to świat górny, środkowy — ludzki, dolny — kraina zmarłych. Podróż obrzędowa jest podróżą z prądem albo pod prąd, a przy wielu obrzędach buduje się z żerdzi i pali wyobrażenie takiej drogi, przez które się przechodzi.
Od tego ludu pochodzi słowo, które obiegło świat — i to jest w tym wszystkim najbardziej uderzające. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi rozsianych po tajdze dało nazwę zjawisku, które dziś opisuje się nią na całym świecie, w tym w miejscach, gdzie o Ewenkach nikt nigdy nie słyszał.
Jukagirzy: język bez krewnych i listy miłosne rysowane na korze
Zapis z tamtych czasówMowa niespokrewniona z żadną inną, dziś przy kilkudziesięciu osobach — i osobny system znaków używany przez dziewczęta.
Czytaj dalejNa czym to stoiKilkaset osób i kilkadziesiąt mówiących językiem bez wykazanego pokrewieństwa; kilkanaście zapisanych i opublikowanych rysunków na korze brzozowej; powtarzalny zestaw znaków: pionowe rozszerzające się figury oznaczające osoby, linie i kreskowanie oznaczające uczucia, rozstania i obecność kogoś trzeciego; używanie ich przez dziewczęta do przekazywania wiadomości.
- Charakter tych znaków — pismo, ustalony zbiór symboli czy rysunek czytelny tylko w danej sytuacji — nie został rozstrzygnięty. Zapisy pochodzą z przełomu XIX i XX wieku i są nieliczne.
Jukagirzy zamieszkiwali rozległy obszar północno-wschodniej Syberii, a dziś jest ich kilkaset, z językiem w rękach kilkudziesięciu osób. Mowa ta nie ma wykazanego pokrewieństwa z żadną inną rodziną — wskazywano na związki z uralską, ale nie zostało to rozstrzygnięte — więc jest w tej części świata przypadkiem odosobnionym.
Najbardziej zdumiewający jest osobny system znaków używany przez dziewczęta jukagirskie do przekazywania wiadomości na korze brzozowej rówieśnikom. Rysowały one pionowe, rozszerzające się figury oznaczające osoby oraz linie i kreskowanie między nimi, wyrażając uczucia, rozstania, tęsknotę i obecność osoby trzeciej. Zapisano i opublikowano kilkanaście takich rysunków.
Debata na temat tego, czym są te symbole, nie została rozstrzygnięta. Jedni widzą w nich potencjalną formę pisma, inni uznają za zestaw znaków bez związku z mową. Jeszcze inni interpretują je jako rysunki dostępne tylko dla osób wtajemniczonych w konkretny kontekst sytuacyjny. Jedno jest pewne: znaki te są powtarzalne i można je odczytać.
Dla działu o Malcie i Palestynie przypadek jukagirski ma istotne odniesienie. Granica między rysunkiem a pismem nie jest wyraźna, a ten przykład doskonale to obrazuje: mamy zbiór znaków do przekazywania treści, używany przez określoną grupę wiekową i płeć w jednej sprawie — i nie wiadomo, czy zakwalifikować go jako rysunek, czy zapis.