Ameryka Środkowa · Majowie
Dwieście sześćdziesiąt: liczba, która wychodzi sama
Liczba 260 nie jest okrągła, nie wynika z Księżyca ani ze Słońca i nikt jej nie wybrał dlatego, że ładnie wygląda. Wychodzi sama, gdy dwa liczniki — trzynaście i dwadzieścia — ruszą razem i idą krok w krok. Rysunek pokazuje to na siatce, po której da się przejść palcem i policzyć. A licznik ten chodzi w wyżynnej Gwatemali do dziś, bez przerwy.
Podpis działu
Trzynaście na dwadzieścia — i linia, która nie pomija ani jednego pola
Trzynaście wierszy, dwadzieścia kolumn, dwieście sześćdziesiąt pól. Linia idzie po skosie, bo oba liczniki przeskakują naraz. Kliknij pole albo przycisk, żeby zobaczyć, jak to działa.
Rachuby
Cztery liczniki, z których każdy liczy co innego
Cztery rachuby czasu, z których każda liczy co innego i żadna nie zastępuje pozostałych. Dopiero razem dają datę.
Tzolk'in
Trzynaście liczb i dwadzieścia nazw idących razem. Rachuba obrzędowa, nie rolnicza.
Czytaj dalejSkąd wiemyZapisy dat w tej rachubie na zabytkach i jej nieprzerwane prowadzenie w wyżynnej Gwatemali.
To ten licznik, który rysunek pokazuje na siatce. Służy do rozpoznawania dni: każdy dzień ma swój charakter, a od tego charakteru zależy, co wypada wtedy robić.
Nie jest rachubą rolniczą i nie ma z porą roku nic wspólnego. Do tego jest osobny licznik.
Nazwa używana dziś jest nowsza od samej rachuby; w różnych językach majańskich występują różne określenia. Wymieniamy to, żeby nie brać nazwy za rzecz.
Haab
Osiemnaście miesięcy po dwadzieścia dni i pięć dni na końcu. Te pięć ma osobny status.
Czytaj dalejSkąd wiemyBudowa rachuby czytelna wprost z zapisów dat: osiemnaście okresów po dwadzieścia plus pięć.
Rachuba roczna: osiemnaście okresów po dwadzieścia dni daje trzysta sześćdziesiąt, a do tego dochodzi pięć dni domykających rok. Razem trzysta sześćdziesiąt pięć.
Te pięć dni jest traktowanych osobno i uchodzi za czas niepewny, w którym lepiej nie zaczynać spraw. Podobne rozwiązanie — resztka roku wydzielona i naznaczona — wraca w wielu rachubach świata.
Nie stosowano przy tym poprawki na ćwiartkę doby, więc rachuba przesuwa się względem pór roku. To nie jest błąd: to inna decyzja niż nasza.
Koło kalendarzowe
Obie rachuby razem powtarzają układ co 18 980 dni, czyli mniej więcej co 52 lata.
Czytaj dalejSkąd wiemyArytmetyka: najmniejsza wspólna wielokrotność 260 i 365 wynosi 18 980 dni.
Data złożona z obu rachub wraca dopiero po najmniejszej wspólnej wielokrotności dwustu sześćdziesięciu i trzystu sześćdziesięciu pięciu, czyli po 18 980 dniach.
To niecałe pięćdziesiąt dwa lata — czyli mniej więcej jedno długie życie. Taki układ ma jednak wadę: sama data złożona nie mówi, o które powtórzenie chodzi.
Dlatego istnieje trzecia rachuba, która tę dwuznaczność usuwa.
Długa Rachuba
Liczy dni od ustalonego początku. Data jest wtedy jednoznaczna i daje się przeliczyć na nasz kalendarz.
Czytaj dalejSkąd wiemyZapisy dat długiej rachuby na datowanych zabytkach, dające ciąg zgodny wewnętrznie.
Zamiast cyklu — prosty licznik dni od wyznaczonego punktu wyjścia, zapisywany w kilku rzędach o różnej wadze. Dzięki temu każda data jest jednoznaczna i nie powtarza się.
To właśnie ta rachuba pozwala dziś przypisywać zabytkom konkretne lata. Przeliczenie na nasz kalendarz opiera się na przyjętym przelicznikiem, wokół którego był spór — dziś zgodność jest szeroka, ale wiedzieć o tym warto.
Rzecz ważna dla sekcji Sprawdzamy: taki licznik nie ma końca, tylko kolejne przewroty rzędów. Tak jak nasz licznik kilometrów.
Istoty
Sześć postaci i jedno pojęcie, od którego trzeba zacząć
Sześć postaci i jedno pojęcie, od którego trzeba zacząć: słowo tłumaczone jako „bóg” znaczy tu raczej „święty” i bywało tytułem władcy.
K'uh — świętość jako właściwość
Słowo tłumaczone jako „bóg” znaczy raczej „święty”. Bywało przydawką władcy, nie tylko imieniem istoty.
Czytaj dalejA było takRdzeń oznaczający świętość jako właściwość, używany także w tytule władcy — a nie odpowiednik greckiego „bóg”.
Rdzeń zapisywany na zabytkach i tłumaczony zwykle jako „bóg” oznacza właściwość: świętość, moc przekraczającą zwykły porządek. Tytuł władcy brzmiał dosłownie „święty pan” i to jest przydawka, a nie stwierdzenie boskości.
Z tego wynika rzecz ważna dla całego działu: pytanie „ilu bogów mieli Majowie” jest źle postawione. Lepsze brzmi: co było uznawane za święte i kto miał do tego dostęp.
Ten sam kłopot wraca w całych Amerykach. Lakockie wakȟáŋ i algonkińskie manitou też nazywają właściwość, a nie osobę, i też bywają tłumaczone przez „duch” albo „bóg”.
Piszemy więc dalej o postaciach, bo są rozpoznawalne i mają imiona — ale zaczynamy od tego, że siatka pojęciowa jest tu inna niż grecka.
Itzamna
Starzec, któremu przypisywano pismo i lecznictwo. Bywa przedstawiany jako istota niebieska o cechach gada i ptaka.
Czytaj dalejSkąd wiemyZestaw cech ikonograficznych powtarzalny na naczyniach i w rzeźbie; zakres spraw przypisywany postaci w zapisach kolonialnych.
Postać stara wiekiem, wiązana z niebem, z porządkiem świata, z pismem i z leczeniem. W przedstawieniach ma zapadnięte policzki i jedno oko oznaczone znakiem, a bywa też ukazywana jako istota łącząca cechy gada z ptasimi.
Przypisanie jej pisma jest znaczące: to postać, przez którą uzasadnia się wiedzę, a nie siłę. W państwie, w którym pismo obsługiwało rachubę i historię dynastii, jest to stanowisko wysokie.
Źródła kolonialne robią z niej odpowiednik najwyższego boga i to jest porządkowanie zrobione po. Zabytki klasyczne nie układają postaci w hierarchię podobną do greckiej.
Trzymamy się więc tego, co widać: zestaw cech, zakres spraw i częstość występowania. Hierarchii nie dorabiamy.
Chaak i czterech Chaaków
Rozszczepia się na czterech, po jednym na stronę świata. Na wyżynie krasowej nie ma rzek — deszcz jest jedyną wodą, która spada.
Czytaj dalejSkąd wiemyPowtarzalność maski o długim nosie na fasadach Puuc; podział na czterech według stron świata; brak rzek powierzchniowych na płycie wapiennej Jukatanu.
Postać deszczu i błyskawicy, z toporem w ręku, rozpoznawalna po długim zakrzywionym nosie. Na fasadach północnego Jukatanu ten sam nos powtarza się setki razy na jednej ścianie.
Rozszczepia się na czterech, przypisanych stronom świata i barwom. To rozwiązanie wraca w całej Mezoameryce i porządkuje nie tylko niebo, ale i pole: rogi milpy odpowiadają rogom świata.
Powód jest fizyczny. Północny Jukatan to płyta wapienna bez rzek powierzchniowych; woda znika pod ziemię i wychodzi tylko w zapadliskach. Deszcz jest jedyną wodą, która przychodzi z góry — i to tłumaczy rangę tej postaci lepiej niż jakikolwiek opis mitu.
Obrzęd o tę wodę — z ołtarzem z żerdzi i chłopcami w rogach naśladującymi żaby — odprawia się na Jukatanie do dziś.
Bóg kukurydzy
Młodzieniec z kolbą zamiast głowy, umierający i wracający. Ludzi ulepiono z ciasta kukurydzianego — tak mówi księga i tak mówi pole.
Czytaj dalejSkąd wiemyPowtarzalny zestaw cech postaci na naczyniach klasycznych i sceny jej wyjścia spod ziemi; opowieść o ulepieniu ludzi z ciasta kukurydzianego w zapisie z XVI wieku.
Najpiękniej przedstawiana postać tej sztuki: młody mężczyzna o głowie w kształcie dojrzewającej kolby, z włosami układającymi się jak znamiona. Sceny na naczyniach pokazują jego śmierć pod ziemią i wyjście na powierzchnię.
To nie jest metafora dorobiona przez nas. Cykl rolniczy — ziarno w ziemi, kiełkowanie, dojrzewanie, zbiór — jest tu opowiedziany jako los osoby, a opowieść o bliźniakach schodzących do podziemia należy do tego samego kręgu.
Opowieść o początku mówi, że ludzi ulepiono z ciasta kukurydzianego, po nieudanych próbach z błotem i z drewnem. Zdanie „jesteśmy z kukurydzy” bywa dziś w Gwatemali używane wprost, w mowie o tożsamości.
Do dziś w wielu wspólnotach obowiązują zasady wobec ziarna: nie rozsypywać, nie deptać, podnieść upuszczone. Trwa to bez żadnej ciągłości instytucjonalnej, samą powtarzalnością domowego nawyku.
Ix Chel — i to, czego o niej nie wiemy
Wyspa Cozumel była celem pielgrzymek kobiet. Dzisiejsze „bogini Księżyca” to w dużej części porządkowanie zrobione w XX wieku.
Czytaj dalejA było takPoświadczony kult związany z porodem i pielgrzymką na wyspę — a nie jednolita „bogini Księżyca” dzisiejszych opracowań popularnych.
Źródła z XVI wieku wymieniają postać żeńską związaną z porodem, lecznictwem i tkaniem, a wyspę u wschodnich brzegów Jukatanu podają jako cel pielgrzymek kobiet, zwłaszcza spodziewających się dziecka.
To jest poświadczone. Znacznie słabiej poświadczone jest połączenie tej postaci z Księżycem i z młodą boginią z naczyń klasycznych — połączenie zrobione w XX wieku i od tego czasu powtarzane jako pewnik.
Rozdzielamy więc dwie rzeczy: istnienie kultu związanego z porodem i pielgrzymką, które jest udokumentowane, oraz dzisiejszy obraz „majańskiej bogini Księżyca”, który jest konstrukcją późniejszą.
To rozróżnienie ma skutek praktyczny. Nazwa bywa dziś używana w ofercie uzdrowiskowej i w duchowości popularnej — i tam jest już czymś zupełnie innym niż to, co czczono na wyspie.
Way — istota towarzysząca
Znak odczytany na naczyniach oznacza istotę związaną z osobą. To samo słowo działa dziś w mowie o przemianie w zwierzę.
Czytaj dalejSkąd wiemyOdczytany znak na naczyniach klasycznych wraz z imionami i przypisaniem właścicieli; ciągłość tego samego rdzenia w językach majańskich używanych dziś.
Na malowanych naczyniach klasycznych powtarza się znak odczytywany jako słowo oznaczające istotę towarzyszącą człowiekowi albo rodowi. Postaciom takim nadaje się imiona i przypisuje właścicieli.
Rzecz jest mocna, bo mamy tu ciągłość między zapisem klasycznym a mową dzisiejszą: to samo słowo działa we współczesnych językach majańskich w opowieściach o przybieraniu postaci zwierzęcej.
To bliski odpowiednik tego, co u Mexików nazywano naguálem, ale nie to samo słowo i nie ten sam język. Powtarza się rozwiązanie, nie nazwa.
Warto zauważyć, że sporo tych istot na naczyniach jest przerażających i nie ma w nich nic z przyjaznego ducha opiekuńczego. To nie są zwierzęta mocy z poradników.
Aluxo'ob
Małe istoty pilnujące pola i lasu. Zostawia się im jedzenie, a przy budowie drogi zdarza się poprosić o zgodę.
Czytaj dalejA było takIstoty związane z miejscem i polem, obsługiwane ofiarą z jedzenia — bez świątyni, kapłaństwa i zapisu.
Na Jukatanie mówi się o małych istotach związanych z polem, z lasem i z miejscem. Bywają pomocne i bywają złośliwe, a stosunki z nimi układa się przez ofiarę z jedzenia i napoju.
Rolnik zakładający milpę zostawia im część; przy pracach budowlanych zdarza się odprawić obrzęd proszący o zgodę na naruszenie miejsca. Mówią o tym nie tylko starsi ludzie i nie tylko na wsi.
Podajemy to w czasie teraźniejszym, bo to jest czas właściwy. Nie jest to przeżytek ani folklor przygotowany dla przyjezdnych, tylko zwykła część życia w części gmin.
Zarazem jest to wiara, która nie ma świątyni, kapłana ani pisma — i dlatego przetrwała trzy stulecia nacisku lepiej niż wszystko, co takie rzeczy miało.
Miejsca
Siedem miejsc i to, co z nich wiadomo
Siedem miejsc i to, co z nich wiadomo. Jedno odkopano w cztery sezony, jedno ułożono na nowo w złej kolejności, a jedno ogląda co roku kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
Tikal
Sześć świątyń wystaje ponad las. Miasto rosło i pustoszało dwa razy, a z drugiego razu już się nie podniosło.
Czytaj dalejSkąd wiemyCiąg dat na stelach z widoczną przerwą w wystawianiu pomników; układ zbiorników i brukowanych zlewni; datowanie opuszczenia ośrodków nizinnych na IX wiek.
Ośrodek zajmował kilkanaście kilometrów kwadratowych, a najwyższa ze świątyń ma ponad sześćdziesiąt metrów. Las zarósł to tak szczelnie, że jeszcze w XIX wieku dojście wymagało wycinania drogi.
Wodę zbierano w sztucznych zbiornikach uszczelnionych i zasilanych z brukowanych placów, które działały jak zlewnia. Miasto na wyżynie krasowej bez rzeki żyło z tego, co spadło z nieba i zostało złapane.
Zapisy na stelach dają ciąg władców i daty, więc historię tego miejsca da się opowiedzieć rok po roku — rzecz w Amerykach rzadka. Widać w niej też przerwę: sto trzydzieści lat bez wystawiania pomników po klęsce zadanej przez sąsiada.
Ośrodek opustoszał w IX wieku wraz z resztą nizin. Przyczyny są przedmiotem sporu i najmocniejsze wskazania dotyczą serii susz, przeludnienia i wojen — przy czym żadne z osobna nie wystarcza.
Grób pod Świątynią Napisów
Schody ukryte pod posadzką odgruzowywano cztery lata. Pod spodem stał sarkofag władcy, który rządził sześćdziesiąt osiem lat.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzebieg odgruzowywania schodów w latach 1949–1952 i zawartość komory; napisy w świątyni podające daty oddalone o tysiące lat.
W 1949 roku zauważono w posadzce świątyni płytę z otworami. Pod nią były zasypane schody. Usuwanie gruzu zajęło cztery sezony i w 1952 roku doprowadziło do komory grobowej z kamiennym sarkofagiem.
Leżał w nim władca, który objął rządy jako dziecko i panował sześćdziesiąt osiem lat, oraz maska z mozaiki z zielonego kamienia. Był to pierwszy dowód, że piramida majańska bywa też grobowcem — wcześniej uważano, że nie bywa.
Płyta nakrywająca sarkofag przedstawia władcę w chwili wejścia w świat podziemny, z drzewem świata nad nim. To właśnie ten kamień bywa pokazywany jako „astronauta w rakiecie” — o czym osobno w sekcji Sprawdzamy.
Napisy w tej samej świątyni podają rachubę sięgającą dat oddalonych o tysiące lat w obie strony. To dobre miejsce, żeby zrozumieć, po co komu licznik bez końca.
Schody pokryte pismem
Najdłuższy zachowany napis majański — i ułożony na nowo w złej kolejności, zanim ktokolwiek umiał go przeczytać.
Czytaj dalejSkąd wiemyOkoło dwóch tysięcy dwustu znaków na stopniach; udokumentowana rekonstrukcja z początku XX wieku wykonana przed odczytaniem pisma.
Schody prowadzące na jedną ze świątyń mają na każdym stopniu rząd znaków: łącznie około dwóch tysięcy dwustu. Jest to najdłuższy zachowany napis tej kultury.
Schody zawaliły się jeszcze w starożytności, a bloki rozsypały. Na początku XX wieku ułożono je z powrotem — ale wtedy pisma nie umiano czytać, więc kolejność ustalono po kształcie i po dopasowaniu krawędzi.
Skutek jest taki, że najdłuższy tekst tej kultury jest dziś częściowo przemieszany i odtwarza się go z fotografii sprzed przebudowy oraz z reguł składni. To jedna z tych strat, których nikt nie chciał.
Morał jest prosty i dotyczy wszystkiego, co robimy z zabytkami: porządkowanie przed zrozumieniem bywa nieodwracalne.
Cenoty
Płyta wapienna nie ma rzek. Woda jest tylko w zapadliskach — i dlatego zapadlisko jest zarazem studnią i wejściem.
Czytaj dalejSkąd wiemyUkład osadnictwa wokół zapadlisk na płycie wapiennej; zawartość mułu w wielkim zapadlisku przy Chichén Itzá; współczesne użycie jaskiń do obrzędu.
Północny Jukatan to wapień, przez który woda przesiąka. Rzek powierzchniowych nie ma, a jedyny dostęp do wody daje zapadnięcie się stropu jaskini. Osadnictwo układa się więc wokół tych punktów i widać to na mapie.
Z tego samego powodu zapadlisko jest miejscem świętym: to otwór w ziemi, przez który wchodzi się do wody i do tego, co pod spodem. Obie funkcje są jedną funkcją, a nie dwiema.
W wielkim zapadlisku przy Chichén Itzá wydobyto z mułu przedmioty ze złota, miedzi, jadeitu i gumy, a także szczątki ludzkie w liczbie kilkudziesięciu, w tym dzieci i dorosłych obu płci. Znaleziska pochodzą z kilku stuleci.
Jaskinie i zapadliska są w użyciu obrzędowym do dziś — ze świecami, kadzidłem i modlitwą, w której imiona chrześcijańskie mieszają się z dawnymi.
Chichén Itzá i cień węża
Cień na schodach w dni równonocy jest prawdziwy. Tłum, który go ogląda, jest zjawiskiem z lat siedemdziesiątych XX wieku.
Czytaj dalejA było takRzeczywiste zjawisko cienia na zrekonstruowanej balustradzie, bez poświadczenia w źródłach z epoki — i zgromadzenia zapoczątkowane w latach siedemdziesiątych XX wieku.
W popołudnia bliskie równonocy narożnik piramidy rzuca na balustradę schodów rząd trójkątów, który układa się w ciało węża schodzącego do kamiennej głowy u dołu. Zjawisko jest rzeczywiste i da się je sfotografować.
Trzy rzeczy trzeba przy tym powiedzieć. Po pierwsze, schody i balustradę zrekonstruowano w XX wieku, więc ostrość efektu zależy częściowo od tej rekonstrukcji. Po drugie, cień pojawia się przez kilka tygodni, nie w jeden dzień. Po trzecie, żaden zapis z epoki tego zjawiska nie opisuje.
Nie znaczy to, że jest przypadkowe: budowla ma dziewięćdziesiąt jeden stopni na każdej z czterech stron, co z platformą daje trzysta sześćdziesiąt pięć, i jest ustawiona pod kątem odbiegającym od stron świata w sposób konsekwentny dla całego ośrodka.
Coroczne zgromadzenia z dziesiątkami tysięcy ludzi zaczęły się w latach siedemdziesiątych XX wieku. To jest obrzęd współczesny i jako taki jest ciekawy — ale nie jest ciągłością.
Malowidła z Bonampak
Trzy komory pokryte malowidłami, odnalezione w 1946. Skończyły z obrazem Majów jako pokojowych astronomów.
Czytaj dalejSkąd wiemyZachowany zespół malowideł odnaleziony w 1946 roku, z podpisanymi scenami bitwy, jeńców i obrzędu.
W niewielkiej budowli w lesie Chiapas zachowały się trzy pomieszczenia pokryte malowidłami od podłogi po sklepienie. Zachowały się, bo wapienny naciek zalał je warstwą, która odcięła powietrze.
Pokazują bitwę, prowadzenie jeńców, dwór, muzykę i obrzęd nakłuwania ciała. Są to sceny konkretne, z osobami podpisanymi znakami, a nie ogólne przedstawienia bóstw.
Przed ich odnalezieniem w 1946 roku popularny był obraz Majów jako ludu astronomów oddanych rachubie i obcych przemocy. Malowidła rozstrzygnęły sprawę jednym zestawem obrazów.
Warto zauważyć, że obraz „pokojowych astronomów” i obraz „krwiożerczych dzikusów” pochodzą od tych samych ludzi w różnych stuleciach i oba służyły czemuś innemu niż opis.
Boiska do gry
Ponad tysiąc trzysta boisk w całej Mezoameryce. Kształt ten sam, zasady różne, znaczenie nie zawsze to samo.
Czytaj dalejSkąd wiemyPonad tysiąc trzysta rozpoznanych boisk o powtarzalnym planie; poświadczone przetwarzanie kauczuku; przedstawienia wiążące grę z ofiarą tylko w części miejsc.
Kamienne boiska o kształcie wydłużonej litery I występują od dzisiejszej Arizony po Nikaraguę; policzono ich ponad tysiąc trzysta. Najstarsze mają ponad trzy tysiące lat.
Gra polegała na utrzymywaniu ciężkiej kauczukowej piłki w ruchu bez użycia rąk; zawodnicy nosili ochraniacze na biodrach. Kauczuk był tu znany i przetwarzany na tysiące lat przed tym, zanim Europa dowiedziała się o jego istnieniu.
Związek gry z ofiarą jest poświadczony w części przedstawień, ale nie wszędzie i nie zawsze. Robienie z tego reguły jest nadużyciem: boisko bywało też po prostu boiskiem, przy targu i przy drodze.
W opowieści o bliźniakach gra jest osią akcji — schodzą do podziemia właśnie dlatego, że hałasują grając. To pokazuje, jak głęboko rzecz siedziała w porządku, a nie obok niego.
Żywe
Rachmistrz dni pracuje dziś
Cztery rzeczy z praktyki, która trwa. Nie rekonstrukcja i nie archeologia — rachmistrze dni pracują dziś, mają uczniów i mają terminy.
Ajq'ij
Osoba prowadząca liczenie i doradzająca na jego podstawie. Pracuje dziś, w wyżynnej Gwatemali.
Czytaj dalejSkąd wiemyPraktyka obserwowana współcześnie, z własną nazwą roli i własnym trybem wchodzenia w nią.
Nazwa znaczy tyle co „ten od dni”. Rachmistrz zna bieżący dzień rachuby, jego charakter i to, co z niego wynika dla pytającego — a pytania są zwykłe: małżeństwo, choroba, spór, podróż.
Do roli wchodzi się przez naukę u kogoś, kto już ją pełni, oraz przez rozpoznanie — często wiązane z dniem urodzenia albo ze zdarzeniem. Wspólnota to potwierdza.
To nie jest występ dla przyjezdnych ani odtworzenie z książek. To praca wykonywana dla sąsiadów.
Nasiona tz'ite
Czerwone nasiona rozkładane w rzędy i liczone po cztery. Odpowiedź daje reszta z dzielenia.
Czytaj dalejSkąd wiemySposób liczenia opisywany zgodnie: grupowanie i odczyt z reszty, nie z wyglądu układu.
Z woreczka bierze się garść nasion, układa je w grupy i liczy — a znaczenie ma to, co zostaje na końcu. Liczenie idzie zwykle po cztery, a reszta wskazuje odpowiedź.
Warto zauważyć, jak bardzo to przypomina afrykańskie wróżenie z parzystości znaków, opisane u nas w kilku działach. Nie twierdzimy żadnego pokrewieństwa — powtarza się rozwiązanie, nie pochodzenie.
Nasiona bywają uzupełniane kryształami i innymi drobiazgami, a cały zestaw jest osobisty, tak jak bęben machi w Andach.
Dzień jako charakter
Dwadzieścia nazw to dwadzieścia usposobień. Człowiek bywa nazywany dniem swojego urodzenia.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzypisania charakterów do nazw dni, powtarzalne w praktyce współczesnej i w zapisach dawnych.
Każda z dwudziestu nazw niesie zestaw skojarzeń: rodzaj spraw, którym sprzyja, rodzaj ostrożności, którą narzuca. Dzień urodzenia bywa traktowany jako coś w rodzaju charakteru i imienia zarazem.
Stąd prosta droga do pytania, które europejski czytelnik zada od razu: czy to jest horoskop. Odpowiedź brzmi: działa podobnie, ale liczy co innego — nie położenie ciał na niebie, tylko miejsce w dwóch licznikach.
To jest zresztą jedyna w naszym serwisie rachuba wróżebna, w której nie ma nieba w ogóle.
Ciągłość, która się sprawdza
Dzisiejsze liczenie zgadza się z datami zapisanymi przed stuleciami. To jest sprawdzian, nie deklaracja.
Czytaj dalejSkąd wiemyZgodność bieżącego liczenia z datami z okresu kolonialnego — sprawdzenie zewnętrzne, niezależne od deklaracji.
Gdyby rachubę kiedyś przerwano i odtworzono z tablic, bardzo trudno byłoby trafić dokładnie w ten sam dzień. Tymczasem liczenie prowadzone dziś zgadza się z zapisami dawnymi.
To jest dowód materialny na ciągłość, a nie czyjeś zapewnienie. W tym serwisie takich dowodów szukamy najbardziej.
Zarazem trzeba oddzielić: ciągła jest rachuba 260 dni. Długa Rachuba na zabytkach to osobna sprawa i jej przeliczenie opiera się na przyjętym przeliczniku.
Rzemiosła
Praktyka żywa — i nie jedna, tylko dwie
Pięć rzeczy z praktyki żywej. Pierwsza z nich mówi, że „wiedza Majów” w liczbie pojedynczej nie istnieje: wyżyna i Jukatan robią co innego.
H-men — druga tradycja, nie ta sama
Na Jukatanie specjalista nazywa się inaczej niż na wyżynie, pracuje inaczej i używa czego innego. To nie jest jedna praktyka majańska.
Czytaj dalejA było takDwie odrębne tradycje praktyki — wyżynna z rachubą 260 dni i jukatańska bez niej — a nie jedna „wiedza Majów”.
Na wyżynie gwatemalskiej pracuje rachmistrz dni, który prowadzi liczenie dwustu sześćdziesięciu dni i z niego doradza. Na Jukatanie działa specjalista o innej nazwie, który rachuby tej w ogóle nie prowadzi.
Ten drugi zajmuje się leczeniem, oczyszczaniem miejsca i obrzędami o deszcz. Używa kryształu, wody, kadzidła i modlitwy, w której imiona chrześcijańskie stoją obok dawnych.
Rozróżnienie jest ważne, bo „wiedza Majów” bywa sprzedawana jako jedna rzecz. Języków majańskich jest kilkadziesiąt, a praktyki różnią się między dolinami, nie mówiąc o różnicy między wyżyną a płytą wapienną.
Obie tradycje są przy tym żywe i obie mają uczniów. Żadna nie jest odtworzeniem z książek.
Ch'a Chaak — proszenie o deszcz
Ołtarz z żerdzi, czterech chłopców w rogach naśladujących żaby, napój z kory i miodu. Odprawia się to w latach suchych.
Czytaj dalejSkąd wiemyZachowany układ obrzędu z ołtarzem i czterema rogami; udokumentowane zakazy napoju obrzędowego wydawane przez władze kościelne.
Obrzęd o deszcz odprawia się na polu. Stawia się ołtarz z żerdzi i liści, w czterech rogach sadza chłopców, którzy naśladują głos żab, a na ołtarzu składa się potrawy z kukurydzy pieczone w ziemi.
Cztery rogi ołtarza odpowiadają czterem stronom i czterem postaciom deszczu. Układ jest ten sam, co w opisie świata: środek i cztery kierunki.
Do obrzędu należy napój z miodu i kory pewnego drzewa, poddany fermentacji. Napój ten był przez władze kościelne zwalczany przez stulecia i zwalczanie to jest udokumentowane lepiej niż sam obrzęd.
Odprawia się go w latach, gdy deszcz się spóźnia. Nie jest to pokaz: bierze w nim udział wieś, która tego deszczu potrzebuje.
Kryształ do patrzenia
Przezroczysty kamień, przez który się patrzy, żeby zobaczyć przyczynę. Ten sam pomysł co obsydianowe lustro — odwrócony.
Czytaj dalejA było takPrzezroczysty kamień do patrzenia jako narzędzie rozpoznania — odwrotność ciemnego lustra, przy tym samym zadaniu.
Jukatański specjalista używa małego przezroczystego kamienia, przez który patrzy przy stawianiu rozpoznania. Kamień znajduje się, a nie kupuje, i uchodzi za związany z tym, kto go znalazł.
Warto zestawić to z obsydianowym lustrem Mexików. Tam patrzy się w ciemną powierzchnię odbijającą, tutaj przez przezroczystą. Problem ten sam — jak zobaczyć to, czego nie widać — a rozwiązania przeciwstawne.
Podobne narzędzia wracają w całym świecie: gładka woda, polerowany kruszec, szkło. Nie twierdzimy pokrewieństwa. Twierdzimy, że ten sam problem bywa rozwiązywany podobnie, bo możliwości jest niewiele.
Kamień bywa przechowywany w płótnie razem z innymi drobiazgami i stanowi zestaw osobisty, przekazywany albo chowany razem z właścicielem.
Hetzmek — pierwsze noszenie na biodrze
Obrzęd w trzecim albo czwartym miesiącu życia, z dziewięcioma przedmiotami wkładanymi dziecku do ręki.
Czytaj dalejSkąd wiemyZachowany przebieg obrzędu z liczbami trzy i cztery oraz dziewięcioma przedmiotami; współwystępowanie z chrztem.
Dziecko po raz pierwszy sadza się okrakiem na biodrze w wieku trzech miesięcy, jeśli jest dziewczynką, i czterech, jeśli chłopcem. Liczby odpowiadają kamieniom paleniska i rogom pola kukurydzy.
W czasie obrzędu wkłada się dziecku do rąk kolejno dziewięć przedmiotów związanych z tym, co ma w życiu robić: narzędzia, ziarno, przybory. Robi to osoba wyznaczona na opiekuna, która pozostaje z dzieckiem w szczególnej relacji.
Obrzęd odprawia się dziś i nie stoi w sprzeczności z chrztem — dziecko zwykle przechodzi oba. To jest przykład zrostu przez dodanie, nie przez podstawienie.
Zwracamy uwagę na liczby trzy i cztery. Wracają w tej kulturze wszędzie: trzy kamienie ogniska, cztery rogi świata. Obrzęd nadaje im postać osobistą.
Obrzęd w jaskini
Jaskinia jest wejściem, nie schronieniem. Świece, kadzidło i modlitwa — a przy wejściu bywa stół z krzyżem.
Czytaj dalejSkąd wiemyWspółwystępowanie w tych samych jaskiniach materiału sprzed wieków i śladów obrzędu współczesnego.
Jaskinie były i są miejscem obrzędu na całym obszarze majańskim. W wielu z nich zachowały się naczynia, paleniska, odciski dłoni i ślady chodzenia sprzed wieków — a obok nich świece i kadzidło z zeszłego miesiąca.
Wykładnia jest spójna z resztą: jaskinia to otwór, przez który wchodzi się pod powierzchnię. Stamtąd przychodzi woda i tam schodzą zmarli, więc tam kieruje się prośbę.
Po podboju obrzęd przeniósł się w jaskinie także z powodu praktycznego: były poza wzrokiem. Część miejsc używanych dziś ma udokumentowaną ciągłość przerywaną, część nieprzerwaną.
Dziś przy wejściu do niejednej takiej jaskini stoi stół z krzyżem, a obrzęd łączy modlitwę katolicką z liczeniem dni. Nikt tego nie uważa za sprzeczność.
Popol Vuh
Księga cytowana częściej, niż czytana
Cztery rzeczy o księdze, którą cytuje się częściej, niż czyta — i o tym, czym ona właściwie jest.
Czym jest Popol Vuh
Zapis w języku k'iche' alfabetem łacińskim, z XVI wieku. Nie jest to zabytek przedkolumbijski.
Czytaj dalejSkąd wiemyDatowanie rękopisu i jego język; zbieżność wątków z ikonografią naczyń starszych o stulecia.
Tekst, który mamy, spisano alfabetem łacińskim już po podboju, a zachowany rękopis jest jeszcze późniejszym odpisem z przekładem. To jest ważne i bywa pomijane.
Nie znaczy to, że treść jest wymyślona wtedy: wiele wątków ma odpowiedniki na naczyniach i płaskorzeźbach o wiele starszych. Znaczy natomiast, że mamy zapis zrobiony w określonej sytuacji i przez określonych ludzi.
Rozróżnienie to jest dokładnie tego samego rodzaju, co przy relacjach o Inkach: mamy dobry zapis, ale zrobiony po.
Bliźniacy
Dwaj bracia schodzą do podziemia, przechodzą próby i wracają. Wątek poświadczony na naczyniach starszych od księgi.
Czytaj dalejSkąd wiemyZgodność scen i postaci między tekstem a ikonografią naczyń o stulecia starszych od zapisu.
Opowieść prowadzi ich przez kolejne próby w świecie podziemnym, z podstępem, śmiercią i powrotem. Postaci i sceny dają się rozpoznać na malowanych naczyniach sprzed stuleci.
To jest najmocniejszy argument za tym, że treść jest starsza od zapisu: mamy dwa niezależne nośniki, a zgadzają się szczegóły, nie tylko ogólny zarys.
Zestawienie z „bohaterem schodzącym do podziemia” z innych stron świata jest kuszące i trzeba przy nim uważać. Podobieństwo układu nie jest dowodem kontaktu.
Gra w piłkę
Boiska stoją w setkach miejsc. Gra bywała rozstrzygnięciem sprawy, nie tylko rozrywką.
Czytaj dalejSkąd wiemySetki zachowanych boisk o powtarzalnym kształcie oraz przedstawienia gry na naczyniach i płaskorzeźbach.
Kamienne boiska o charakterystycznym kształcie litery I występują na całym obszarze i są jednym z najłatwiej rozpoznawalnych zabytków. Zasady rekonstruuje się z przedstawień i z samego kształtu.
Gra bywała wpisana w obrzęd i wiązana z rozstrzyganiem spraw. Część przedstawień łączy ją z ofiarą, ale zakres i częstość tego są sporne i nie należy z tego robić reguły.
W Popol Vuh gra jest osią opowieści o bliźniakach, co pokazuje, jak mocno była wpleciona w porządek, a nie dostawiona obok niego.
Czego w niej nie ma
Nie jest podręcznikiem kalendarza ani zbiorem wróżb. Cytowanie jej jako klucza do rachuby jest nadużyciem.
Czytaj dalejA było takOpowieść o początku i o pochodzeniu rodów; wiedza o rachubie pochodzi z zapisów i z żywej praktyki.
Księga opowiada o początku, o próbach i o pochodzeniu rodów. Nie tłumaczy, jak prowadzić rachubę dni, i nie podaje znaczeń dwudziestu nazw.
Tymczasem bywa cytowana jako źródło dla wszystkiego, co majańskie — najczęściej przez ludzi, którzy jej nie czytali. Wiedza o rachubie pochodzi z zupełnie innych źródeł: z zapisów na zabytkach i z żywej praktyki.
Wskazujemy to, bo sklejanie wszystkiego w jedno źródło jest najczęstszym sposobem, w jaki ten temat bywa psuty.
Zrost
Co zrosło się z chrześcijaństwem i w którym miejscu widać szew
Pięć sposobów, na jakie dawne i nowe zrosło się tutaj. Jeden z nich to krzyż, który stanął po stronie tych, którzy z krzyżem walczyli.
Klasztor na platformie
Największy dziedziniec klasztorny obu Ameryk stoi na przedhiszpańskiej platformie, zbudowany z jej własnego kamienia.
Czytaj dalejSkąd wiemyKlasztor wzniesiony na rozebranej platformie z jej własnego kamienia, przy zachowaniu innych platform tego samego zespołu w tym samym mieście.
W jednym z miast Jukatanu klasztor postawiono wprost na rozebranej platformie świątynnej, używając jej kamienia. Dziedziniec przed kościołem należy do największych na świecie.
W tym samym mieście zachowały się inne platformy tego zespołu, nietknięte, kilkaset metrów dalej. Wybór padł więc nie na wszystkie, tylko na tę jedną — najwyższą i najbardziej widoczną.
Wizerunek Matki Bożej umieszczony w tym kościele stał się celem pielgrzymek i jest nim do dziś. Miejsce było celem pielgrzymek także wcześniej, pod innym wezwaniem.
Nie twierdzimy, że jedno jest przebraniem drugiego. Odnotowujemy, że ludzie chodzili tam przedtem i chodzą potem, a budynek zmienił się w międzyczasie dwa razy.
Mówiący Krzyż
W 1850 roku przy źródle w lesie przemówił krzyż. Powstałe wokół niego państwo utrzymało się pięćdziesiąt lat.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzebieg wojny od 1847 roku, istnienie odrębnego ośrodka władzy do 1901 roku i jego stosunki z sąsiednią kolonią; trwający kult krzyży w tej okolicy.
W trakcie wojny, którą ludność majańska Jukatanu prowadziła przeciw władzom od 1847 roku, w lesie przy źródle pojawił się krzyż wydający polecenia. Wokół niego powstał ośrodek, a przy nim wojsko, kapłaństwo i administracja.
Utworzone w ten sposób państwo kontrolowało wschodnią część półwyspu i utrzymało się do 1901 roku, prowadząc własną politykę, w tym handel z sąsiednią kolonią brytyjską.
Krzyż nie był tu znakiem podporządkowania, tylko narzędziem oporu wobec tych, którzy go przynieśli. To jest przypadek zrostu, którego żaden schemat „podstawienia świętego” nie opisuje.
Kult krzyży w tej okolicy trwa. W kilku wsiach stoją świątynie z krzyżami ubranymi w płótno, z własnymi strażnikami i kalendarzem świąt.
Drewniana postać, która pali i pije
W jednym z miasteczek nad jeziorem stoi figura, której podaje się cygaro i alkohol. Co roku mieszka u kogo innego.
Czytaj dalejA było takPostać powstała po podboju, utrzymywana przez bractwo świeckie i zwalczana przez duchowieństwo — ani święty, ani bóstwo przedhiszpańskie.
Postać z drewna, ubrana w chusty i kapelusz, przechowywana przez bractwo i przenoszona co roku do innego domu. Przychodzącym podaje się jej cygaro i alkohol, a w zamian prosi o rzeczy zwykłe: o zdrowie, o pieniądze, o powrót męża.
Nie jest to ani święty katolicki, ani postać przedhiszpańska. Jest to coś, co powstało po drodze — i co Kościół przez dziesięciolecia zwalczał, a bractwo utrzymało.
Podobne figury działają w kilku miejscowościach i w każdej trochę inaczej; różnią się nawet imiona. Robienie z tego jednej postaci jest uproszczeniem robionym z zewnątrz.
W Wielkim Tygodniu figura ma swoje miejsce w obrzędzie obok procesji katolickiej. Obie rzeczy dzieją się w tym samym tygodniu i w tym samym miasteczku.
Bractwa i drabina urzędów
Wspólnota utrzymuje świętego przez bractwa, a mężczyzna przechodzi przez kolejne urzędy. Kosztuje to majątek i o to chodzi.
Czytaj dalejSkąd wiemyCiąg urzędów wspólnotowych z wydatkiem obowiązkowym po stronie pełniącego; hiszpańskie pochodzenie formy bractwa przy miejscowej funkcji redystrybucyjnej.
W wielu wspólnotach wyżynnych opieka nad wizerunkiem świętego należy do bractwa, a mężczyźni przechodzą przez ciąg urzędów: od najniższego do najwyższego, z przerwami na odpoczynek i odbudowę majątku.
Pełnienie urzędu wiąże się z wydatkiem — na święto, na świece, na poczęstunek dla wsi. Skutkiem jest redystrybucja: kto się dorobił, ten wydaje, a w zamian dostaje pozycję.
Forma jest hiszpańska i przyniesiona; działanie przypomina to, co wiadomo o obowiązkach wobec wspólnoty sprzed podboju. Dlatego instytucja ta przyjęła się tak dobrze i tak długo trwała.
Dziś jest pod naciskiem z dwóch stron: kościołów, które uważają ją za zbyt kosztowną i zbyt świecką, oraz gospodarki pieniężnej, w której wyjazd do pracy wyklucza roczną służbę na miejscu.
Krzyż jako drzewo
Zielony krzyż ubrany w płótno stoi na polu i przy źródle. Drzewo świata było tu osią świata na długo przedtem.
Czytaj dalejA było takKrzyż wstawiony w miejsce, które miało już zajęte znaczenie osi świata — ubierany w tkaninę wbrew zwyczajowi europejskiemu.
Na zabytkach klasycznych powtarza się przedstawienie drzewa jako osi świata, wyrastającego ze środka i łączącego poziomy. Kształt jest krzyżowy, bo drzewo ma pień i gałęzie rozłożone na strony.
Po podboju krzyż chrześcijański wszedł na miejsce, które już miało zajęte znaczenie. W wielu wsiach krzyże stoją na polach, przy źródłach i na rozstajach, malowane na zielono i ubierane w płótno.
Nie każdy zielony krzyż jest śladem dawnej wiary i nie twierdzimy tego. Odnotowujemy zbieżność kształtu i miejsca, którą łatwo sprawdzić w terenie, oraz to, że ubieranie krzyża w tkaninę nie ma źródła europejskiego.
Tu widać różnicę między podstawieniem a nałożeniem. Święty podstawiony pod dawną postać zachowuje jej cechy; znak nałożony na dawne znaczenie zachowuje miejsce.
Ściganie
Kto naprawdę sądził dawną wiarę
Cztery rzeczy o ściganiu dawnej wiary — łącznie z tą, że najcięższe straty ta ludność poniosła nie w XVI wieku, tylko w latach osiemdziesiątych XX.
Maní: przesłuchania i stos ksiąg
Trzy miesiące przesłuchań pod torturą, ponad stu zmarłych, dwadzieścia siedem ksiąg spalonych jednego dnia.
Czytaj dalejSkąd wiemyAkta dochodzenia z 1562 roku i skargi na jego przebieg; liczba ksiąg podana przez prowadzącego we własnym piśmie; późniejsze postępowanie przeciw niemu i jego wynik.
Latem 1562 roku w miasteczku na Jukatanie przeprowadzono dochodzenie w sprawie potajemnego kultu. Przesłuchano tysiące osób, stosując podwieszanie i chłostę; liczba zmarłych w trakcie i wskutek przesłuchań idzie w setki, a szacunki mówią o ponad stu pięćdziesięciu.
Postępowanie zakończył publiczny akt wiary, w którym spalono wizerunki, naczynia obrzędowe i księgi. Liczbę dwudziestu siedmiu ksiąg podaje sam prowadzący, w piśmie napisanym później.
Rzecz przeprowadzono bez uprawnień: zakonnik nie był inkwizytorem, a ludność rdzenna i tak podlegała biskupowi. Sprawa wywołała skargi, sprawcę odwołano do Hiszpanii i postawiono przed sądem kościelnym — który go uniewinnił. Wrócił jako biskup Jukatanu.
Ten sam człowiek napisał opis obyczajów, języka i rachuby półwyspu, w którym podał układ znaków pisma. Trzysta lat później ten właśnie opis okazał się kluczem, od którego zaczęło się odczytywanie tekstów majańskich. Obie rzeczy są prawdziwe i nie znoszą się nawzajem.
Cztery księgi z całej kultury
Z ksiąg majańskich zachowały się cztery: trzy w zbiorach europejskich, czwarta w Meksyku. Żadna nie leży tam, gdzie powstała.
Czytaj dalejSkąd wiemyLiczba zachowanych kodeksów i ich zawartość rachunkowa; materiał kart z łyka figowca powlekanego wapnem.
Zachowane księgi majańskie można policzyć na palcach jednej ręki. Trzy trafiły do zbiorów europejskich w niejasnych okolicznościach w XVIII i XIX wieku; czwarta pojawiła się w XX wieku i jej autentyczność była przez dziesięciolecia podważana, a dziś jest szeroko przyjmowana.
Zawierają tablice rachuby: cykle Wenus, zaćmienia, przepowiednie dla okresów, tabele obrzędowe. Nie zawierają opowieści — te znamy z zapisów sporządzonych po podboju alfabetem łacińskim.
Papier wyrabiano z łyka figowca, powlekano wapnem i malowano, a karty składano w harmonijkę. Materiał jest nietrwały w tym klimacie, więc do strat celowych dochodzą straty naturalne.
Ta liczba jest najkrótszym opisem tego, co się stało. Piśmienna kultura licząca stulecia zostawiła po sobie cztery książki i kilkanaście tysięcy napisów na kamieniu.
Dwieście lat dochodzeń
Po 1571 roku ludność rdzenna nie podlegała inkwizycji. Podlegała osobnemu urzędowi biskupiemu — i to on prowadził sprawy o dawną wiarę.
Czytaj dalejA było takDwa stulecia postępowań urzędu biskupiego z karami cielesnymi i przymusem, powtarzających się w tych samych miejscowościach — zamiast stosów inkwizycji.
Rozporządzenie z 1571 roku wyłączyło ludność rdzenną spod władzy trybunału inkwizycji. Sprawy o dawną wiarę przejął urząd biskupi powołany wyłącznie do niej i działający przez następne dwa stulecia.
Jego akta z Jukatanu opisują obrzędy w jaskiniach, ukryte wizerunki, napój obrzędowy, wróżenie i leczenie. Kary to chłosta, ostrzyżenie, praca przymusowa, wystawienie na widok — nie śmierć.
Powtarzalność jest uderzająca: te same wsie wracają w aktach co pokolenie. Aparat nie likwidował praktyki, tylko okresowo ją karał, a między dochodzeniami życie wracało do swojego.
To jest najważniejsza korekta popularnego obrazu. Nie było stosów inkwizycji dla Indian. Było dwieście lat rutynowego nacisku, wystarczająco skutecznego, żeby zepchnąć obrzęd do jaskini, i za słabego, żeby go usunąć.
Wiek dwudziesty
Najcięższe straty ludność majańska poniosła nie w XVI wieku, tylko w latach osiemdziesiątych XX.
Czytaj dalejSkąd wiemyUstalenia powojennej komisji co do liczby ofiar, liczby zniszczonych wsi i udziału ludności majańskiej wśród ofiar.
Wojna domowa w Gwatemali trwała od 1960 do 1996 roku. Jej najcięższy okres przypadł na początek lat osiemdziesiątych, gdy działania wojska objęły wsie wyżynne.
Powołana po wojnie komisja ustaliła liczbę ponad dwustu tysięcy zabitych i zaginionych oraz zniszczenie kilkuset wsi, przy czym zdecydowana większość ofiar to ludność majańska. W odniesieniu do części obszarów komisja użyła określenia ludobójstwo.
Dla tego działu ma to skutek bezpośredni: rachmistrze dni bywali zabijani, bractwa rozpadały się wraz ze wsiami, a przekaz przerywała nie polemika teologiczna, tylko śmierć osób, które go nieśli.
Piszemy o tym w dziale o wierze, bo bez tego zdanie „praktyka trwa nieprzerwanie” byłoby prawdziwe tylko w połowie. Trwa — i wiadomo, ile kosztowało jej utrzymanie.
Uczciwie
Ani wygładzać, ani robić z tego sensacji
Cztery rzeczy, bez których byłby to obraz wygładzony albo sensacyjny. Ani jedno, ani drugie nie jest opisem.
Rok 2012 był wymysłem
Licznik przewrócił rząd, jak licznik kilometrów. Żaden zapis nie mówi o końcu świata.
Czytaj dalejA było takPrzewrót rzędu w liczniku dni, przewidziany w samej budowie rachuby.
W Długiej Rachubie kolejne rzędy przewracają się tak samo, jak cyfry w liczniku przebiegu. Data z grudnia dwa tysiące dwunastego była przewrotem najwyższego z często zapisywanych rzędów — i niczym więcej.
Znane są zapisy odnoszące się do dat o wiele późniejszych, co samo w sobie przesądza sprawę: ktoś, kto spodziewa się końca, nie planuje rocznic za tysiące lat.
Cała opowieść powstała poza obszarem majańskim i została sprzedana jako majańska. Wymieniamy to, bo dla wielu czytelników jest to jedyna rzecz, jaką o Majach słyszeli.
Majowie nie zniknęli
To miliony ludzi mówiących kilkudziesięcioma językami majańskimi, dziś, w kilku krajach.
Czytaj dalejSkąd wiemyDane o liczbie mówiących językami majańskimi i o liczebności społeczności w kilku krajach.
Upadły ośrodki nizinne w okresie klasycznym i to jest fakt archeologiczny. Ludzie nie zniknęli: przesunęło się osadnictwo i zmieniła organizacja.
Dziś społeczności majańskie liczą miliony osób, a języków majańskich jest kilkadziesiąt i są w użyciu. Do tego dochodzi pamięć wojny domowej w Gwatemali, w której ludność majańska poniosła największe straty — to jest sprawa dwudziestowieczna, nie starożytna.
Dlatego cały ten dział pisany jest w czasie teraźniejszym wszędzie tam, gdzie mowa o praktyce.
Pismo odczytano późno
Przez dziesięciolecia twierdzono, że znaki nie zapisują mowy. Odczyt przyszedł dopiero w drugiej połowie XX wieku.
Czytaj dalejSkąd wiemyDatowanie samego przełomu w odczycie: druga połowa dwudziestego wieku, po odrzuceniu wcześniejszego założenia.
Pismo majańskie zapisuje język: ma znaki dla sylab i dla wyrazów, i da się je czytać na głos. Przez długi czas panowało jednak przekonanie, że to tylko symbole i rachuby.
Przełom przyszedł późno i wymagał odrzucenia tego założenia. Warto o tym pamiętać przy każdym zdaniu typu „tego się nie da odczytać” — bo tak samo mówiono tutaj.
Zestawienie z kipu z naszego działu o Andach nasuwa się samo i jest pouczające w obie strony: tam odczyt liczbowy jest pewny, a reszta sporna, i nikt nie wie, jak się to skończy.
Ofiara i przemoc
Były ofiary z ludzi i były wojny. Piszemy o tym bez sensacji i bez zaprzeczania.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzedstawienia na płaskorzeźbach i naczyniach oraz znaleziska; obie skrajne wersje obrazu są późniejszymi konstrukcjami.
Przedstawienia i znaleziska poświadczają ofiary z ludzi oraz obrzędowe nacinanie ciała, w tym przez osoby z rodów panujących. Poświadczone są też wojny między ośrodkami i losy jeńców.
Obraz Majów jako pokojowych astronomów był popularny i jest fałszywy. Obraz krwiożerczego ludu jest fałszywy tak samo i w dodatku służył usprawiedliwianiu podboju.
Trzymamy się tego, co znaleziono, i podajemy skalę tam, gdzie ją znamy. Tam, gdzie jej nie znamy, mówimy że nie znamy.
Licznik
Jedenaście liczb: rachuba dni, pismo i księgi, wykopaliska, ludzie dziś
Jedenaście liczb, które mierzą świat, a nie naszą tezę. Każdą można otworzyć i zobaczyć, skąd się wzięła.
Dni w rachubie obrzędowej
Iloczyn trzynastu i dwudziestu. Najmniejsza liczba, po której oba liczniki wracają razem do punktu wyjścia.
Czytaj dalejTrzynaście liczb i dwadzieścia nazw idą krok w krok. Para wraca do punktu wyjścia dopiero po iloczynie, bo trzynaście jest liczbą pierwszą, a dwadzieścia przez nie nie dzieli.
Siatka na tej stronie pokazuje to bez ani jednego zdania: linia odwiedza wszystkie 260 pól i nie zostawia ani jednego pustego.
Ten licznik chodzi w wyżynnej Gwatemali bez przerwy i zgadza się z datami zapisanymi przed stuleciami.
Dni do powtórzenia daty złożonej
Najmniejsza wspólna wielokrotność 260 i 365 — czyli niecałe 52 lata. Mniej więcej jedno długie życie.
Czytaj dalejOsiemnaście tysięcy dziewięćset osiemdziesiąt dni to zarazem pięćdziesiąt dwa lata liczone po trzysta sześćdziesiąt pięć dni i siedemdziesiąt trzy pełne obiegi rachuby dwustusześćdziesięciodniowej — ten sam wynik wychodzi z obu stron rachunku i dopiero w tym punkcie oba liczniki stają razem.
To niecałe pięćdziesiąt dwa lata słoneczne — mniej więcej jedno długie życie. U Mexików ten sam okres domykała wiązka lat i gaszenie ogni.
Wada tego układu: sama data złożona nie mówi, o które powtórzenie chodzi. Dlatego istnieje Długa Rachuba.
Dni domykających rok
Po osiemnastu okresach po dwadzieścia dni zostaje pięć. Uchodzą za czas niepewny i mają osobny status.
Czytaj dalejOsiemnaście okresów po dwadzieścia dni daje trzysta sześćdziesiąt. Pięć dni na końcu domyka rok do trzystu sześćdziesięciu pięciu.
Te pięć ma osobny status i uchodzi za czas niepewny, w którym lepiej nie zaczynać spraw.
Podobne rozwiązanie — resztka roku wydzielona i naznaczona — wraca w wielu rachubach świata, od Egiptu po Andy.
Języków majańskich w użyciu
Mówią nimi miliony osób w kilku krajach. To nie jest temat wyłącznie archeologiczny.
Czytaj dalejJęzyków majańskich jest kilkadziesiąt i są w użyciu w Meksyku, Gwatemali, Belize i Hondurasie. Mówią nimi miliony osób.
Różnice między nimi bywają większe niż między polskim a rosyjskim. „Język majański” w liczbie pojedynczej nie istnieje.
Stąd bierze się też różnica praktyk: rachmistrz dni z wyżyny i specjalista z Jukatanu robią co innego, innymi narzędziami.
Kiedy odczytano pismo
Druga połowa dwudziestego wieku — po odrzuceniu założenia, że te znaki nie zapisują mowy.
Czytaj dalejPrzez większą część XX wieku panowało przekonanie, że znaki majańskie nie zapisują mowy, tylko pojęcia i rachuby.
Odczyt ruszył po odrzuceniu tego założenia i po rozpoznaniu, że część znaków zapisuje sylaby. Kluczem okazał się układ znaków podany w XVI-wiecznym opisie półwyspu.
Dziś czyta się większość zachowanych napisów. Warto o tym pamiętać przy każdym zdaniu „tego się nie da odczytać”.
Zachowane księgi majańskie
Tyle zostało z piśmiennej kultury liczącej stulecia. Wszystkie cztery są dziś w Europie i w Meksyku, żadna tam, gdzie powstała.
Czytaj dalejTrzy trafiły do zbiorów europejskich w XVIII i XIX wieku w niejasnych okolicznościach. Czwarta pojawiła się w XX wieku i jej autentyczność była przez dziesięciolecia podważana.
Zawierają tablice: cykle Wenus, zaćmienia, przepowiednie dla okresów. Opowieści w nich nie ma — te znamy z zapisów sporządzonych po podboju.
Do strat celowych dochodzą naturalne: papier z łyka figowca nie trwa w tym klimacie.
Rok przesłuchań w Maní
Trzy miesiące dochodzenia, tysiące przesłuchanych, ponad stu zmarłych i publiczne spalenie ksiąg.
Czytaj dalejDochodzenie prowadził zakonnik bez uprawnień inkwizytora; ludność rdzenna podlegała wtedy biskupowi, nie jemu.
Sprawa wywołała skargi, a prowadzącego odwołano do Hiszpanii i postawiono przed sądem kościelnym. Został uniewinniony i wrócił jako biskup.
Ten sam człowiek napisał opis, w którym podał układ znaków pisma — i trzysta lat później od tego opisu zaczęło się odczytywanie tekstów majańskich.
Znaków na schodach w Copán
Najdłuższy zachowany napis tej kultury — ułożony na nowo w złej kolejności, zanim ktokolwiek umiał go przeczytać.
Czytaj dalejSchody zawaliły się w starożytności, a bloki rozsypały. Rekonstrukcję zrobiono na początku XX wieku, dopasowując kamienie po kształcie.
Skutek: tekst jest dziś częściowo przemieszany i odtwarza się go z fotografii sprzed przebudowy oraz z reguł składni.
Sama liczba dotyczy znaków, a nie bloków ani stopni, i przetrwała dlatego, że dało się ją policzyć na kamieniach, które stoją do dziś. Przepadła za to kolejność — jedyna rzecz, której z przeliczenia odtworzyć się nie da.
Rok odkrycia grobu w Palenque
Schody pod posadzką odgruzowywano cztery sezony. Pod spodem stał sarkofag władcy panującego sześćdziesiąt osiem lat.
Czytaj dalejPłytę z otworami w posadzce zauważono w 1949 roku. Do komory grobowej doszło się w 1952.
Było to pierwsze świadectwo, że piramida majańska bywa również grobowcem — wcześniej uważano, że nie bywa.
Płyta nakrywająca sarkofag bywa dziś pokazywana jako „astronauta w rakiecie”. Przedstawia wejście władcy w świat podziemny, z drzewem świata nad nim.
Boisk do gry w piłkę
Od dzisiejszej Arizony po Nikaraguę. Najstarsze mają ponad trzy tysiące lat.
Czytaj dalejKształt wydłużonej litery I powtarza się na całym obszarze i jest jednym z najłatwiej rozpoznawalnych zabytków Mezoameryki.
Grano ciężką piłką kauczukową bez użycia rąk. Kauczuk przetwarzano tu na tysiące lat przed tym, zanim Europa dowiedziała się o jego istnieniu.
Związek gry z ofiarą jest poświadczony w części miejsc, nie we wszystkich. Robienie z tego reguły jest nadużyciem.
Rok upadku państwa Mówiącego Krzyża
Powstało wokół krzyża, który w 1850 roku zaczął wydawać polecenia. Przetrwało pół wieku.
Czytaj dalejWojna ludności majańskiej Jukatanu przeciw władzom zaczęła się w 1847 roku. Trzy lata później w lesie przy źródle pojawił się krzyż wydający polecenia.
Wokół niego powstał ośrodek z wojskiem, kapłaństwem i administracją, kontrolujący wschodnią część półwyspu i handlujący z sąsiednią kolonią brytyjską.
Krzyż był tu narzędziem oporu wobec tych, którzy go przynieśli. Kult krzyży w tej okolicy trwa do dziś.
Sprawdzamy
Czego nie było
Pięć zdań, które krążą jako oczywistości, a nie są prawdziwe.
Majowie przepowiedzieli koniec świata na 2012
Licznik przewrócił rząd. Znane są zapisy odnoszące się do dat o tysiące lat późniejszych.
Czytaj dalejA było takKolejny przewrót rzędu w liczniku dni — taki sam jak poprzednie i jak te, które przyjdą po nim.
W Długiej Rachubie rzędy przewracają się tak samo jak cyfry w liczniku przebiegu. Grudzień dwa tysiące dwunastego był takim przewrotem i niczym więcej.
Ktoś, kto spodziewa się końca, nie zapisuje rocznic na odległą przyszłość. A takie zapisy istnieją.
Majowie zniknęli
Upadły ośrodki nizinne. Ludzie są: miliony osób i kilkadziesiąt języków w użyciu.
Czytaj dalejA było takUpadek ośrodków nizinnych przy trwaniu społeczności, języków i rachuby dni.
Upadek ośrodków klasycznych jest faktem archeologicznym i dotyczy organizacji, nie ludzi. Osadnictwo się przesunęło.
Dziś rachmistrze dni pracują, języki są w użyciu, a wojna domowa w Gwatemali, w której ludność majańska poniosła największe straty, to sprawa dwudziestowieczna.
Liczba 260 to długość ciąży
To jedno z kilku wyjaśnień i żadne nie jest rozstrzygnięte. Pewna jest natomiast arytmetyka.
Czytaj dalejA było takPewna arytmetyka zazębienia i otwarte pytanie, skąd wzięły się akurat te dwa liczniki.
Krążą wyjaśnienia przez ciążę, przez przejścia Słońca przez zenit i przez okres Wenus. Każde ma słabe punkty i żadne nie zostało wykazane.
Wiadomo natomiast na pewno, skąd bierze się sama liczba: trzynaście i dwadzieścia nie mają wspólnego dzielnika, więc wracają razem dopiero po iloczynie.
Popol Vuh to starożytna księga Majów
Tekst spisano alfabetem łacińskim po podboju. Treść bywa starsza, zapis nie.
Czytaj dalejA było takZapis z szesnastego wieku, alfabetem łacińskim, o treści mającej starsze poświadczenia w ikonografii.
Zachowany rękopis jest jeszcze późniejszym odpisem z przekładem. Wiele wątków ma jednak odpowiedniki na naczyniach o stulecia starszych, więc treść nie powstała wtedy.
Rozróżnienie jest tego samego rodzaju, co przy relacjach o Inkach: dobry zapis, ale zrobiony po. I nie jest to podręcznik rachuby ani zbiór wróżb.
Majowie byli pokojowymi astronomami
Były wojny między ośrodkami i były ofiary z ludzi. Przeciwny obraz jest fałszywy tak samo.
Czytaj dalejA było takOśrodki prowadzące wojny i obrzęd zawierający ofiarę, opisane bez obu skrajnych obrazów.
Przedstawienia i znaleziska poświadczają wojny, losy jeńców oraz ofiary i obrzędowe nacinanie ciała, w tym przez osoby z rodów panujących.
Obraz krwiożerczego ludu jest przy tym fałszywy tak samo — i w dodatku służył usprawiedliwianiu podboju. Trzymamy się tego, co znaleziono.