Ameryka Południowa · stożek południowy
Trzy słupy, jeden kształt, trzy zakończenia
Trzy społeczności z południowego krańca kontynentu i trzy różne stany rzeczy dzisiaj. Jedna praktyka stoi i ma swoich ludzi. Druga jest drogą, po której się idzie i nigdy nie dochodzi — i tak ma być. Trzecia została przerwana przemocą, a to nie jest to samo, co wygaśnięcie. Rysunek pokazuje te trzy stany jednym kształtem, żeby nie dało się ich pomylić.
Podpis działu
Stoi, bez szczytu, ucięty
Trzy słupy, jeden kształt, trzy różne zakończenia. Kliknij słup, żeby zobaczyć, co znaczy jego szczyt — bo właśnie szczyt niesie tu całą treść.
Mapuche
Praktyka, która nie jest przeszłością
Cztery rzeczy z praktyki, która nie jest przeszłością: ma dziś swoje osoby, swoje terminy i swoje spory z państwami.
Machi
Najczęściej kobieta, rozpoznana przez chorobę albo sen. Rola jawna i uznawana przez sąsiadów.
Czytaj dalejSkąd wiemyTryb rozpoznawania roli opisywany zgodnie i obserwowany współcześnie; słup przy domu jako znak jawny.
Machi zajmuje się leczeniem, rozstrzyganiem spraw i prowadzeniem obrzędów. Rola przychodzi przez zdarzenie — chorobę, sen, powtarzające się znaki — a nie przez wybór ani przez szkołę.
Jest to ten sam układ, który opisaliśmy w kilku innych działach: wybiera zdarzenie, a wspólnota je potwierdza. Wraca w miejscach oddalonych od siebie i nie ma śladu, żeby przeszedł z jednego do drugiego; najprostszym wyjaśnieniem jest to, że wszędzie rozwiązuje ten sam problem — skąd wiadomo, że ktoś naprawdę nim jest.
Przy domu machi stoi rewe i to po nim poznaje się, kto tu mieszka.
Ngillatun
Obrzęd wspólnoty, wielodniowy, na otwartym polu. Zbiera się na niego cała okolica.
Czytaj dalejSkąd wiemyObrzęd odprawiany współcześnie na stałych placach, z udziałem sąsiadujących społeczności.
Ngillatun odprawia się na wyznaczonym placu, przez kilka dni, z udziałem całej społeczności i sąsiednich. Jest w nim modlitwa, taniec w kole, wspólny posiłek i ofiara.
Rzecz istotna dla porównań z innymi działami: to jest obrzęd ZGROMADZENIA. Nie usługa dla pojedynczego klienta, tylko coś, co bez zebranych ludzi nie istnieje.
Terminy wiążą się z rokiem rolniczym i z sytuacją — susza, zaraza, potrzeba. Nie jest to widowisko i nie odprawia się go dla przyjezdnych.
Kultrung
Bęben machi, malowany podziałem na cztery. Przedmiot osobisty, nie instrument do kupienia.
Czytaj dalejSkąd wiemyZwiązanie przedmiotu z konkretną osobą i powtarzalność podziału na cztery przy zmiennych szczegółach.
Płaski bęben o skórze malowanej liniami dzielącymi powierzchnię na cztery części. Podział ten wiąże się z porządkiem stron i pięter świata, a szczegóły bywają różne u różnych osób.
Bęben należy do konkretnej machi, tak jak rewe. Nie jest przedmiotem wymiennym i nie przechodzi swobodnie z rąk do rąk.
Wracamy tu do reguły opisanej w innych działach: ważne jest to, co w przedmiot włożono i z kim jest związany, a nie to, jak wygląda z zewnątrz.
To jest sprawa bieżąca
Mapuche to kilkaset tysięcy ludzi, spór o ziemię trwa, a język jest przedmiotem starań o odzyskanie.
Czytaj dalejSkąd wiemyDane spisowe o deklarowanej przynależności i o liczbie mówiących; toczące się postępowania o ziemię.
Społeczność liczy setki tysięcy osób po obu stronach Andów i nie jest zjawiskiem historycznym. Trwają spory o ziemię z państwami i przedsiębiorstwami, z wyrokami, protestami i ofiarami.
Język mapudungun ma dziś znacznie mniej mówiących niż osób uznających się za Mapuche, i prowadzone są starania o jego odzyskanie — szkoły, zapisy, nauczanie dzieci.
Piszemy o tym w dziale o praktyce duchowej, bo opisywanie czyjegoś obrzędu z pominięciem tego, co się z tymi ludźmi dzieje teraz, robi z żywej sprawy eksponat.
Guaraní
Słowo bywa osobą, a cel bywa drogą
Cztery rzeczy, z których dwie są dla europejskiego czytelnika najtrudniejsze: że słowo bywa osobą, a cel bywa drogą.
Ñamandu
Ten, który jest na początku. Opowieść o początku zaczyna się nie od świata, tylko od słowa.
Czytaj dalejSkąd wiemyOdrębny rejestr mowy obrzędowej, poświadczony jako odrębny od języka codziennego.
W mowie obrzędowej początek nie jest opisem powstawania rzeczy, tylko powstawania mowy. Najpierw pojawia się słowo, a dopiero z niego reszta.
Dla czytelnika przyzwyczajonego do opowieści o ulepieniu albo o rozdzieleniu wód jest to zaskakująca kolejność — i warto przy niej zostać chwilę dłużej, zamiast szukać znajomego odpowiednika.
Mowa ta jest przy tym mową obrzędową, odrębną od codziennej. To osobny rejestr języka, a nie zbiór opowiastek.
Słowo jest duszą
To, co u nas nazwano by duszą, jest tam nazywane słowem — i przychodzi razem z imieniem.
Czytaj dalejSkąd wiemySpójność całego układu pojęć wokół jednego słowa: imię, mowa i to, co człowieka stanowi.
Człowiek dostaje słowo, które go stanowi, a wraz z nim imię. Nie jest to imię nadane po namyśle rodziców, tylko rozpoznane — ktoś ma powiedzieć, jakie ono jest.
Z tego wynika wiele rzeczy praktycznych: wymawianie imienia, jego zmiana i to, co się z człowiekiem dzieje, gdy słowo go opuszcza. Cały układ trzyma się razem i nie da się z niego wyjąć samej metafory.
Dlatego tłumaczenie tego słowem „dusza” jest wygodne i mylące zarazem. Wygodne, bo od razu coś podpowiada; mylące, bo podpowiada nie to.
Ziemia bez zła
Miejsce, ku któremu się idzie. Wędrówki w tej sprawie były rzeczywiste i bywały bardzo dalekie.
Czytaj dalejSkąd wiemyPoświadczone wędrówki całych grup oraz obecność tego motywu w mowie obrzędowej do dziś.
Przez stulecia podejmowano w tej sprawie prawdziwe wędrówki — całymi grupami, na duże odległości, także w stronę wybrzeża. To nie jest wyłącznie obraz w opowieści.
Zarazem nie jest to cel, który się osiąga i odhacza. Bycie w drodze jest treścią, a nie etapem przed czymś innym — i dlatego na rysunku ten słup nie ma szczytu.
Europejskie skojarzenie z rajem albo z ziemią obiecaną trzeba tu odłożyć. Tamte są miejscami, do których się dociera.
Język, który wygrał
Guaraní jest w Paragwaju językiem urzędowym i mówi nim większość kraju — w Amerykach ewenement.
Czytaj dalejSkąd wiemyStatus urzędowy języka i dane o powszechności jego użycia w kraju.
Paragwaj jest jedynym krajem obu Ameryk, w którym język rdzenny ma status urzędowy i jest w powszechnym użyciu, także wśród osób nieuznających się za rdzenne.
To nie znaczy, że wszystko jest w porządku: społeczności rdzenne mówiące tym językiem bywają w trudnej sytuacji, a powszechność języka nie przekłada się na ich położenie.
Wymieniamy to jednak, bo jest wyjątkiem od reguły, którą widać wszędzie indziej w tym filarze — i wyjątki mówią o regule więcej niż kolejne jej potwierdzenia.
Selk'nam
Obrzęd, którego się nie odprawia — i to, skąd o nim wiemy
Cztery rzeczy o obrzędzie, którego już się nie odprawia — i o tym, w jaki sposób o nim wiemy. Sposób jest tu częścią sprawy.
Czym był hain
Długie wtajemniczenie młodych mężczyzn, w osobnej chacie, z rolami odgrywanymi przez dorosłych.
Czytaj dalejSkąd wiemyOpisy i zdjęcia z pierwszej połowy dwudziestego wieku, sporządzone na miejscu; sam sposób ich powstania jest osobną sprawą.
Obrzęd trwał tygodniami albo dłużej i odbywał się w budowanej na tę okazję chacie. Dorośli występowali w rolach postaci, z ciałami pomalowanymi w wyraziste układy pasów i kropek.
Wtajemniczanym ujawniano w jego trakcie rzecz, która zmieniała sens wszystkiego, co widzieli wcześniej. Taki układ — nauka przez ujawnienie tego, co dotąd było brane dosłownie — wraca w wielu miejscach świata.
Odprawienie wymagało wielu ludzi naraz i długiego czasu. To wyjaśnia, dlaczego obrzęd zniknął, gdy tych ludzi zabrakło, choć pojedyncze elementy wiedzy trwały dłużej.
Malowanie ciała
Pasy, kropki i pola na całym ciele, różne dla różnych postaci. Najbardziej rozpoznawalna rzecz — i najczęściej wyrwana z kontekstu.
Czytaj dalejA było takUkład rozpoznawczy przypisany do ról w konkretnym obrzędzie, a nie ozdoba ani wzór do wykorzystania.
Układy pasów i kropek były przypisane do konkretnych postaci obrzędu i pełniły rolę rozpoznawczą. Do tego dochodziły nakrycia głowy i maski.
Te zdjęcia krążą dziś w internecie, w reklamie i na koszulkach, prawie zawsze bez podpisu i bez jednego zdania o tym, kto i kiedy je zrobił.
Wymieniamy to jako osobną pozycję, bo jest to najczęstszy sposób, w jaki ktokolwiek styka się dziś z tą sprawą — i najczęstszy sposób, w jaki styka się z nią fałszywie.
Zdjęcia z czasu niszczenia
Powstały wtedy, gdy tych ludzi już zabijano. To, że w ogóle je mamy, jest częścią tej samej historii.
Czytaj dalejSkąd wiemyDatowanie samych materiałów: powstały równolegle z rozbiciem społeczności, nie przed nim.
Materiał zdjęciowy i opisowy zbierano wtedy, gdy społeczność była już rozbita, a jej ziemię zajęto pod hodowlę owiec. Część obrzędów odprawiono na prośbę osób, które je dokumentowały.
To znaczy, że nasze źródło i przyczyna zniszczenia są ze sobą splecione. Nie unieważnia to zapisu, ale każe pytać przy każdym szczególe, czyje to jest zdanie i w jakich okolicznościach powstało.
Nie ma tu wygodnej wersji. Albo korzysta się z tego materiału z tą świadomością, albo nie wie się nic.
Co zostało
Potomkowie są, uznają się za Selk'nam i zabiegają o uznanie. Obrzędu nie odprawia się.
Czytaj dalejSkąd wiemyOrganizacje potomków i toczące się postępowania o uznanie; jednoczesny brak odprawiania obrzędu.
Osoby uznające się za Selk'nam żyją dziś w Chile i w Argentynie, mają organizacje i prowadzą starania o formalne uznanie. Nie jest to społeczność, która zniknęła bez śladu.
Zarazem hain nie jest odprawiany, a język stracił mówiących. Rozróżnienie jest tu konieczne i piszemy je wprost: obrzęd i lud to dwie różne rzeczy i nie zniknęły w ten sam sposób.
Dlatego na rysunku stoi kikut, a nie puste miejsce. Kikut mówi, że coś było i zostało ucięte — i że został z tego pień.
Istoty
Pięć rzeczy z trzech porządków
Pięć rzeczy z trzech porządków. Jedna z nich to postać grzmotu, której imię misjonarze wzięli na Boga — i dziś tak mówi cały Paragwaj.
Ngen — właściciele miejsc
Rzeka, las, skała i wiatr mają swoich właścicieli. Prosi się ich o zgodę przed wzięciem i przed wejściem.
Czytaj dalejSkąd wiemyPowtarzalność pojęcia gospodarza miejsca w mowie mapudungun; powoływanie się na konkretne miejsca w postępowaniach sądowych dotyczących inwestycji.
Słowo oznacza właściciela albo gospodarza i odnosi się do istot związanych z konkretnym miejscem lub żywiołem: tej rzeki, tego lasu, tego kamienia. Nie jest to jeden byt ani panteon, tylko zbiór gospodarzy.
Przed ścięciem drzewa, wzięciem wody albo wejściem na teren prosi się o zgodę i zostawia drobną ofiarę. Ta sama konstrukcja działa w Amazonii pod inną nazwą i w Andach pod jeszcze inną — i za każdym razem porządkuje branie z przyrody.
Ma to dziś skutek prawny. W sporach o elektrownie wodne i wycinkę strona Mapuche powołuje się na te miejsca imiennie, wskazując konkretne odcinki rzek i konkretne zagajniki. Sądy chilijskie i argentyńskie kilkakrotnie to uwzględniły.
Warto zauważyć, czego tu nie ma: świątyni, kapłaństwa i obowiązkowego kalendarza. Jest gospodarz miejsca i człowiek, który chce z tego miejsca coś wziąć — i cała rzecz rozgrywa się między nimi.
Dwa węże i potop
Jeden podnosił wodę, drugi podnosił ziemię. Stąd wzgórza — i stąd nazwa miejsc, w których odprawia się obrzęd.
Czytaj dalejSkąd wiemyPowtarzalność opowieści o dwóch wężach w przekazie mapuche i przypisanie jej do konkretnych wzniesień, na których odprawia się obrzędy.
Opowieść mówi o dwóch wężach: jednym z wody, który podnosił morze, i drugim z ziemi, który podnosił góry, żeby ludzie mogli się schronić. Walka trwała, aż woda opadła, a wzniesienia zostały.
Wzgórza noszące nazwę tego drugiego węża są konkretnymi miejscami w terenie i na nich odprawia się obrzędy. Opowieść jest więc znowu zarazem mapą: tłumaczy krajobraz i wyznacza, gdzie się zbierać.
Motyw potopu z ratunkiem na wzniesieniu wraca w wielu miejscach świata i bywa używany jako dowód wspólnego źródła. Nie jest. Ludzie mieszkający przy morzu i w górach mają powody, żeby opowiadać taką historię niezależnie od siebie.
Warto natomiast zauważyć tutejszy szczegół: ratunkiem nie jest łódź ani wybraniec, tylko ZIEMIA, która sama się podnosi. To jest rozwiązanie miejscowe i mówi coś o tym, komu się tu ufa.
Tupã i słowo, które przejęto
Był postacią grzmotu. Misjonarze użyli jego imienia na Boga — i dziś tak brzmi w paragwajskiej mowie codziennej.
Czytaj dalejA było takPostać grzmotu z dawnego porządku, której imię przejęto w katechizmach na oznaczenie Boga chrześcijańskiego i w tym znaczeniu weszło do mowy codziennej.
W dawnym porządku była to postać związana z grzmotem i błyskawicą, jedna z kilku, i nie stała na szczycie żadnej hierarchii — hierarchii tam po prostu nie było w naszym sensie.
Tłumacząc katechizm, zakonnicy potrzebowali słowa na Boga i wybrali to. Dziś w paragwajskiej guaraní jest to zwykłe słowo na Boga chrześcijańskiego, używane w kościele, w prasie i w mowie codziennej przez cały kraj.
Jest to ten sam mechanizm, co przy andyjskim słowie przerobionym na diabła: nie zmieniono wiary ludzi, tylko wartość słowa. Tyle że tutaj poszło w drugą stronę — postać podniesiono, a nie strącono.
Skutek jest trwały i nieodwracalny. Nie da się już używać tego słowa w dawnym znaczeniu, bo dla kilku milionów osób znaczy ono co innego. Przekład bywa zmianą na zawsze.
Piękne słowa
Osobny rejestr mowy, używany w pieśni i modlitwie. Nie jest to język tajny — jest to mowa staranniejsza.
Czytaj dalejSkąd wiemyIstnienie odrębnego rejestru mowy używanego w pieśni i modlitwie, różniącego się słownictwem i rytmem; jego dzisiejsze nauczanie i status języka w Paragwaju.
Obok mowy codziennej istnieje rejestr używany w pieśni, przemowie i modlitwie, nazywany mową piękną albo wielką. Różni się słownictwem, rytmem i obrazowaniem; wypowiadanie go jest umiejętnością, której się uczy.
Ponieważ w tym porządku słowo jest tym, czym u nas byłaby dusza, mowa staranna nie jest ozdobą. Jest właściwym sposobem obchodzenia się z rzeczą, która stanowi człowieka — a mówienie byle jak jest zaniedbaniem.
Zapisy tego rejestru robione w XX wieku należą do najpiękniejszych tekstów, jakie z Ameryki Południowej mamy. Nie cytujemy ich tutaj, bo nie cytujemy niczego, ale odnotowujemy, że istnieją i że są dostępne.
Rejestr ten jest dziś w użyciu i bywa nauczany. Guaraní jest w Paragwaju językiem urzędowym, więc jest to jeden z bardzo nielicznych przypadków w Amerykach, gdzie mowa obrzędowa ma zaplecze instytucjonalne.
Ten, który jest, i ten, który nie ma imienia
Najwyższa postać nie miała wizerunku, świątyni ani obrzędu. Wymawianie jej imienia bywało unikane.
Czytaj dalejA było takPostać najwyższa bez wizerunku, miejsca kultu i obrzędu — znana niemal wyłącznie z jednego zapisu sporządzonego na początku XX wieku.
Zapisy z początku XX wieku opisują postać najwyższą, do której nie kierowano obrzędów, której nie przedstawiano i której imienia raczej nie wymawiano. Nie było kapłaństwa ani miejsca kultu.
Modlitwa, jeśli się odbywała, była krótka i osobista: kilka słów przy chorobie albo przy śmierci. Nie było przy tym ofiar ani pośredników. Jest to porządek skrajnie oszczędny i nieodpowiadający niczemu w naszych kategoriach.
Trzeba przy tym powiedzieć rzecz niewygodną. Nasze zapisy pochodzą w większości od jednego zakonnego badacza z początku XX wieku, pracującego wtedy, gdy tych ludzi już zabijano — i nie mamy niezależnej kontroli tego obrazu.
Dlatego w tym miejscu piszemy ostrożniej niż gdzie indziej. Obraz jest spójny i szczegółowy, ale pochodzi z jednego źródła, powstałego w ostatniej chwili i przez człowieka z własnymi kategoriami.
Miejsca
Pole bez ścian i wyspa, na której zamknięto misję
Cztery miejsca. Jedno jest polem bez ścian i bez dachu, a jedno wyspą, na której misję zamknięto, bo nie było już kogo na niej trzymać.
Pole obrzędowe
Stały plac za wsią z wkopanym słupem. Nie jest to świątynia, bo nie ma ścian ani dachu — ale jest to miejsce stałe.
Czytaj dalejSkąd wiemyStałość i dziedziczenie pól obrzędowych oraz ich rola dowodowa w sporach o grunty; wielodniowy przebieg obrzędu gromadzącego całą okolicę.
Wspólnoty Mapuche mają wyznaczone pole, na którym odbywa się wielodniowy obrzęd zbiorowy. Stoi tam wkopany słup ze stopniami, a wokół ustawia się szałasy rodzin przybywających z okolicy.
Pole jest miejscem stałym i dziedziczonym, a nie wybieranym za każdym razem. To rozróżnienie ma dziś znaczenie prawne: przy sporach o grunty pole obrzędowe bywa dowodem ciągłego użytkowania terenu.
Obrzęd trwa kilka dni i gromadzi całą okolicę: rodziny zjeżdżają się z kilku wsi naraz. Wymaga przygotowań na cały rok naprzód: żywności, zwierząt, napoju.
Uderzające jest, że porządek obywa się bez budynku. Tam, gdzie nie ma świątyni, nie ma czego rozebrać — i to jest jeden z powodów, dla których ta praktyka przetrwała, mimo że próbowano ją zakazywać.
Trzydzieści miast zakonnych
Osady po kilka tysięcy mieszkańców, z warsztatami, drukarnią i orkiestrą. Po wypędzeniu zakonu rozpadły się w kilkanaście lat.
Czytaj dalejSkąd wiemyLiczba osad i mieszkańców w szczytowym okresie; działanie drukarni składającej książki po guaraní i milicji odpierającej najazdy; wypędzenie zakonu w 1767 roku i późniejszy rozpad osad.
Od początku XVII wieku zakonnicy zakładali nad rzekami osady dla ludności Guaraní. Powstało ich około trzydziestu, a łączna liczba mieszkańców przekraczała w szczytowym okresie sto tysięcy.
Były to ośrodki niezwykłe: z kamienną architekturą, warsztatami rzeźbiarskimi, drukarnią składającą książki po guaraní, orkiestrami i własną milicją, która odparła najazdy łowców niewolników. Podatki płacono koronie, a ziemię uprawiano wspólnie.
W 1767 roku zakon wypędzono z posiadłości hiszpańskich. Osady przekazano urzędnikom i innym zgromadzeniom; w ciągu kilkunastu lat opustoszały, a mieszkańcy rozeszli się do lasu, do miast i na roboty.
Ocena tego przedsięwzięcia jest sporna do dziś i obie strony sporu mają argumenty. Była to ochrona przed niewolnictwem i była to instytucja przymusu, w której nie wolno było wyjść. Podajemy oba zdania, bo oba są prawdziwe.
Jaskinia rąk
Na ścianie odbito ponad osiemset dłoni, sprawdzając kolejnymi warstwami przez tysiące lat. Prawie wszystkie to lewe ręce.
Czytaj dalejSkąd wiemyLiczba odbitych dłoni i przewaga rąk lewych; datowanie najstarszych warstw na około dziewięć tysięcy lat; zachowane ślady rozcierania barwników.
W wąwozie na patagońskim stepie w niszy skalnej odbito ponad osiemset sylwetek dłoni, rozdmuchując barwnik wokół przyłożonej ręki. Najstarsze datowania sięgają około dziewięciu tysięcy lat, a warstwy powstawały przez kilka tysiącleci.
Prawie wszystkie odbite dłonie to ręce lewe — co znaczy, że rurkę z barwnikiem trzymano prawą. Jest to obserwacja drobna i mówiąca dużo: pokazuje czynność, a nie tylko jej wynik.
Obok dłoni są sceny polowania na guanako, zwierzęta i układy geometryczne. Wszystko namalowano barwnikami mineralnymi rozcieranymi na miejscu — ślady tego rozcierania też się zachowały.
Miejsce należy do najstarszych świadectw obecności ludzi w południowej części kontynentu. Nie wiemy, co te odbicia znaczyły, i nie udajemy, że wiemy — ale wiemy, że robiono to przez tysiące lat, w tym samym miejscu.
Wyspa, na którą ich wywieziono
Misję na wyspie zamknięto po dwudziestu latach, bo nie było już kogo na niej trzymać.
Czytaj dalejSkąd wiemyZachowane księgi misji z imionami, datami przyjęcia i zgonu; zamknięcie placówki w 1912 roku wobec braku osób, dla których była prowadzona.
Pod koniec XIX wieku, gdy zajmowano Ziemię Ognistą pod hodowlę owiec, część Selk'nam i ludzi z sąsiednich grup wywieziono na wyspę, gdzie zakon prowadził misję. Miała chronić przed zabijaniem na stałym lądzie.
Na wyspie panowały warunki, w których choroby płucne rozchodziły się natychmiast. Przez misję przeszło kilkuset ludzi; zmarła zdecydowana większość. Zachowały się księgi z imionami, datami przyjęcia i datami zgonu.
Misję zamknięto w 1912 roku. Powodem nie była zmiana polityki ani protest — po prostu skończyli się ludzie, dla których była prowadzona.
To jest ta część historii, którą najtrudniej opowiedzieć, bo nie ma w niej ani jednej strony wyraźnie złej. Byli tacy, którzy płacili za zabijanie, i byli tacy, którzy chcieli ratować. Skutek obu działań był ten sam.
Rzemiosła
Cztery rzeczy, które się tu robi
Cztery rzeczy, które się tu robi. Jedna z nich to gra, która kończyła spory zamiast walki — i właśnie dlatego ją zakazywano.
Machitún
Obrzęd leczniczy przy domu chorego, z bębnem, gałęziami i całą rodziną obecną. Trwa całą noc.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzebieg obrzędu z udziałem rodziny i wskazaniem przyczyny; działanie w Chile placówek publicznych łączących obie formy opieki na podstawie odrębnych ustaleń.
Obrzęd leczniczy odbywa się przy domu chorego, w obecności rodziny i sąsiadów. Prowadząca gra na bębnie, śpiewa, używa gałęzi określonych drzew i wody, a rozpoznanie podaje na końcu — wraz ze wskazaniem przyczyny.
Przyczyna bywa wskazana jako cudze działanie, zaniedbanie wobec gospodarza miejsca albo zwykła choroba, którą trzeba leczyć u lekarza. To ostatnie zdarza się często i bywa mówione wprost.
Obecność rodziny jest częścią zabiegu, a nie widownią. Leczenie dotyczy relacji, a nie samego ciała, więc potrzebni są ci, których te relacje obejmują — i oni też coś w trakcie robią.
W Chile działa dziś kilka szpitali publicznych, w których obok oddziałów zwykłych przyjmuje osoba prowadząca ten rodzaj leczenia, a pacjent może skorzystać z obu. Rozwiązanie jest rzadkie i było przedmiotem osobnych ustaleń.
Bęben jako mapa
Skórę dzieli się na cztery pola i maluje. Podział nie jest ozdobą — to jest plan świata w czterech częściach.
Czytaj dalejSkąd wiemyStały podział malowanej skóry na cztery pola z punktem centralnym; osobisty charakter przedmiotu i jego wykonanie przy ustanowieniu osoby.
Skóra bębna jest malowana podziałem na cztery pola, z liniami biegnącymi przez środek, a w polach umieszcza się znaki. Układ powtarza podział świata na cztery strony, z punktem centralnym w miejscu przecięcia.
Do wnętrza wkłada się drobiazgi: kamyki, ziarna, monety — dobierane osobiście. Bęben jest przedmiotem jednej osoby, wykonywanym przy jej ustanowieniu, i bywa chowany razem z nią.
Instrument jest więc zarazem przyrządem, mapą i rzeczą osobistą. Nie kupuje się go i nie sprzedaje; egzemplarze w sklepach z pamiątkami są wyrobem dla turystów i nie mają z tym związku.
Ten sam układ — cztery pola i środek — wraca w całych Amerykach: w rogach mezoamerykańskiego ołtarza, w ćwiartkach ceque wokół Cuzco, w czterech górach Diné. Podajemy to jako powtórzenie układu w trzech odległych od siebie miejscach, nie jako regułę obu kontynentów — częstości takich rozwiązań nikt nie mierzył.
Palin
Gra kijami, w której chodzi o rozstrzygnięcie sporu między wspólnotami. Zakazana w XVIII wieku właśnie dlatego.
Czytaj dalejSkąd wiemyUżycie gry do godzenia sporów i zawierania sojuszy; kolonialne zakazy z XVIII wieku i podawane w nich uzasadnienia; dzisiejsze rozgrywki.
Gra polega na przepychaniu kijami niewielkiej piłki przez linię przeciwnika, na długim pasie ziemi, w drużynach reprezentujących wspólnoty. Poprzedza ją ustalenie zasad i stawki, a następuje po niej uczta.
Rozgrywano ją przy zawieraniu sojuszy, przy godzeniu sporów i przy okazji świąt. Spór, który mógł skończyć się walką, kończył się wtedy meczem — co jest tym samym rozwiązaniem, które opisujemy przy grze w piłkę na Wschodzie Ameryki Północnej.
Władze kolonialne zakazywały gry w XVIII wieku, podając jako powód pijaństwo i zbiegowiska — i tyle, i tylko tyle, wiemy z samych zapisów zakazu. Że szło również o samo zgromadzenie, bo mecz ściągał w jedno miejsce ludzi z kilku wspólnot naraz, jest naszym odczytaniem tych dokumentów, a nie ich treścią; podajemy je jako odczytanie i nie robimy z niego motywu potwierdzonego.
Gra jest dziś odprawiana i ma swoje rozgrywki, także szkolne. Wróciła po przerwie, podobnie jak kilka innych rzeczy opisywanych w tym dziale — i tak to podajemy, nie udając nieprzerwanej ciągłości.
Wędrówka, której nie da się skończyć
Grupy ruszały na wschód, ku ziemi bez zła, i szły setki kilometrów. Ostatnie takie wędrówki odnotowano w XX wieku.
Czytaj dalejSkąd wiemyUdokumentowane wyprawy grup w stronę wybrzeża prowadzone przez osoby ogłaszające znajomość drogi, odnotowane jeszcze w XX wieku.
W przekazie Guaraní istnieje miejsce wolne od zła, choroby i śmierci, leżące zwykle na wschodzie, za morzem. Nie jest to zaświat, do którego idzie się po śmierci — jest to miejsce, do którego można wyruszyć za życia.
Wędrówki w tej sprawie były rzeczywiste. Grupy opuszczały wsie i szły w stronę wybrzeża, czasem przez setki kilometrów, prowadzone przez osoby, które ogłaszały, że znają drogę. Odnotowano takie wyprawy jeszcze w XX wieku.
Ponieważ drogi nie da się przejść do końca, treścią rzeczy jest sama droga, a nie przybycie. To odróżnia to miejsce od raju i nie warto ich do siebie przykładać, mimo że w opisach popularnych robi się to stale.
Nasz rysunek w tym dziale mówi to jednym kształtem: stopnie biegną poza górną krawędź kadru. Ziemia bez zła jest kierunkiem, a nie punktem docelowym — i tak jest narysowana.
Pogranicze
Co zostało po miastach zakonnych
Cztery rzeczy z pogranicza. W jednej z nich instytucja przymusu zostawiła po sobie narzędzia, którymi ludzie posługują się dziś we własnej sprawie.
Figura wycięta przez Guaraní
Według przekazu wyrzeźbił ją człowiek, który ukrył się przed napastnikami za drzewem i ślubował. Dziś pielgrzymuje tam pół miliona ludzi.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzekaz o pochodzeniu figury umieszczający w roli twórcy rzeźbiarza Guaraní; skala dorocznej pielgrzymki i dwujęzyczność liturgii.
Przekaz o początku najważniejszego sanktuarium Paragwaju mówi o rzeźbiarzu Guaraní, który uciekając przed wrogą grupą ukrył się za drzewem i obiecał wyciąć z niego figurę, jeśli ujdzie z życiem.
Niezależnie od tego, ile w tym historii, rzecz jest znacząca sama przez się: opowieść założycielska najważniejszego miejsca kultu w kraju umieszcza w roli twórcy człowieka miejscowego, a nie przybysza.
Ósmego grudnia do sanktuarium przybywa kilkaset tysięcy pielgrzymów, w tym znaczna część pieszo, z odległości kilkudziesięciu kilometrów. Jest to największe doroczne zgromadzenie w kraju.
W Paragwaju modlitwa odbywa się po guaraní i po hiszpańsku, a przeważająca większość mieszkańców mówi obydwoma językami. Jest to jedyny kraj obu Ameryk, w którym język rdzenny ma taką pozycję — także w kościele.
Co zostało po miastach zakonnych
Zostały ruiny, rzeźba, muzyka i język. Partytury napisane w tych osadach grywa się dziś na estradach świata.
Czytaj dalejSkąd wiemyZachowane ruiny osad i rzeźba z ich warsztatów; rękopisy muzyczne odnalezione w archiwach kościelnych; powstałe tam słowniki i gramatyki ustalające zapis języka.
Po rozpadzie osad zakonnych pozostały kamienne ruiny kilku z nich, dziś wpisane na listę światowego dziedzictwa, oraz ogromny zasób rzeźby drewnianej wykonanej rękami miejscowymi w warsztatach tych miast.
Pozostała też muzyka. W archiwach kościelnych Ameryki Południowej odnaleziono w XX wieku setki rękopisów: msze, opery i utwory instrumentalne pisane w osadach i wykonywane przez tamtejsze orkiestry. Grywa się je dziś na estradach.
Najtrwalsze okazało się jednak piśmiennictwo w języku guaraní: słowniki, gramatyki i teksty religijne, które ustaliły zapis tego języka. Bez nich dzisiejszy status urzędowy byłby trudny do osiągnięcia.
Jest to więc przypadek, w którym instytucja przymusu zostawiła po sobie narzędzia, którymi ludzie posługują się do dziś we własnej sprawie. Ocena całości pozostaje sporna i nie zamierzamy jej zamykać.
Katolicy, ewangelicy i pole obrzędowe
We wsiach Mapuche działają dziś trzy rzeczy naraz, a wspólnoty ewangelickie rosną najszybciej.
Czytaj dalejA było takWspółistnienie i konkurencja trzech porządków — katolickiego, ewangelickiego i dawnego — w tych samych wsiach, z podziałem przebiegającym przez rodziny.
W wielu wsiach działają obok siebie parafia katolicka, zbór ewangelicki i pole obrzędowe. Podział przebiega przez rodziny, a wspólnoty ewangelickie rosną w ostatnich dziesięcioleciach najszybciej.
Stosunek do dawnego obrzędu bywa różny: część zborów wymaga jego porzucenia, część nie stawia sprawy ostro. Bywa więc, że ta sama osoba chodzi na nabożeństwo i uczestniczy w obrzędzie, a bywa, że musi wybrać.
Odnotowujemy to, bo obraz wspólnoty rdzennej jako jednolitej pod względem wiary jest fałszywy wszędzie, gdzie sprawdzaliśmy. Te wspólnoty dzielą się i spierają tak samo jak wszystkie inne.
Warto też zauważyć, że dawny obrzęd nie ma tu nic do stracenia w sensie instytucjonalnym: nie ma budynku, majątku ani duchowieństwa. Konkurencja odbywa się o ludzi, a nie o parafie.
Lud uznany ustawą za istniejący
Chile wpisało Selk'nam na listę ludów rdzennych w 2023 roku. Do tego czasu prawo mówiło o nich w czasie przeszłym.
Czytaj dalejSkąd wiemyBrak Selk'nam w ustawie o ludach rdzennych z 1993 roku i ich dopisanie do niej w 2023; toczący się spór o kryteria przynależności.
Przez cały XX wiek powtarzano, że Selk'nam wymarli. Potomkowie istnieli, mieli nazwiska i pamięć rodzinną, ale prawo ich nie widziało: ustawa o ludach rdzennych z 1993 roku ich nie wymieniała.
W 2023 roku parlament chilijski dopisał ich do tej listy. Zmiana jest prawna i nie wskrzesza obrzędu — dotyczy tego, czy ludzie mogą we własnym kraju powiedzieć urzędowo, kim są.
Sprawa ma też stronę sporną, o której trzeba powiedzieć. Kryteria przynależności są przedmiotem dyskusji, a część środowisk kwestionuje ciągłość niektórych deklaracji. Nie rozstrzygamy tego i nie jest to nasza rola.
Odnotowujemy natomiast samą zmianę statusu, bo jest ona faktem prawnym o dacie. Zdanie „ten lud wymarł” przestało być w Chile zdaniem urzędowym w 2023 roku.
Ściganie
Ludobójstwo, w którym istniał cennik
Cztery rzeczy. Jedna z nich to ludobójstwo, w którym istniał cennik — płacono za dowód zabicia człowieka.
Dwie wojny z dwóch stron gór
Chile i Argentyna zajęły obszar Mapuche jednocześnie, z dwóch kierunków. Nazwy obu wypraw są do dziś sporne.
Czytaj dalejSkąd wiemyDaty i przebieg obu kampanii; skala utraconego obszaru i sposób rozdysponowania ziemi; toczący się spór o nazewnictwo obu wypraw.
Do lat sześćdziesiątych XIX wieku obszar na południe od rzeki Biobío pozostawał poza kontrolą obu państw, na podstawie układów zawartych jeszcze z koroną hiszpańską. Mapuche prowadzili własną politykę i handel.
W latach 1861–1883 Chile prowadziło kampanię nazwaną przez siebie pacyfikacją, a Argentyna od 1878 roku wyprawę nazwaną podbojem pustyni. Obie zakończyły się zajęciem terenu, rozdaniem ziemi osadnikom i osadzeniem ludności w rezerwatach.
Ludność straciła około dziewięćdziesięciu pięciu procent użytkowanego wcześniej obszaru. Pozostawiono jej rozproszone działki, zbyt małe, żeby prowadzić hodowlę w dotychczasowy sposób — co rozbiło również porządek obrzędowy oparty na wspólnym polu.
Nazwy obu kampanii są przedmiotem sporu w obu krajach. Słowo „pustynia” opisywało teren zamieszkany, a „pacyfikacja” — wojnę. Nazwa bywa pierwszym miejscem, w którym zapisuje się wersję zwycięzcy.
Nagrody za zabijanie
Płacono za dowód zabicia człowieka. Ziemię zajmowano pod owce, a hodowla i ludzie nie mogli istnieć obok siebie.
Czytaj dalejSkąd wiemyZachowane zapisy o wypłatach nagród i relacje świadków; przebieg spadku liczebności w ciągu około trzydziestu lat.
Po zajęciu Ziemi Ognistej pod hodowlę owiec doszło do zderzenia nie do pogodzenia: Selk'nam polowali na guanako, a na ogrodzonym pastwisku zamiast guanako była owca. Zabijanie owiec traktowano jak kradzież.
Spółki hodowlane i osoby prywatne wypłacały nagrody za zabicie, żądając dowodu. Zachowały się relacje, zapisy o wypłatach i zeznania. Jest to jedno z niewielu ludobójstw, w którym istniał cennik.
Do zabijania doszły choroby i wywożenie dzieci do służby. W ciągu trzydziestu lat liczebność spadła z kilku tysięcy do kilkudziesięciu osób. Obrzęd wymagający wielu ludzi naraz przestał być wykonalny.
Piszemy „byli zabijani”, a nie „wymarli”, bo drugie zdanie jest czasownikiem bez sprawcy. Jest to najważniejsza poprawka językowa w całym tym dziale i stosujemy ją konsekwentnie.
Ostatnie odprawienia
Obrzęd wymagał kilkudziesięciu dorosłych na tygodnie. Ostatnie znane odprawienia przypadają na lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku.
Czytaj dalejSkąd wiemyWymagania organizacyjne obrzędu; datowanie ostatnich znanych odprawień na lata dwudzieste i trzydzieste XX wieku; okoliczności powstania zachowanych fotografii.
Wtajemniczenie młodych mężczyzn wymagało osobnej chaty, kilkudziesięciu dorosłych odgrywających role przez tygodnie i zapasów żywności na ten czas. Była to rzecz kosztowna w ludziach i w czasie.
Gdy liczebność spadła poniżej pewnego progu, obrzęd stał się fizycznie niewykonalny — nie z powodu zakazu, tylko z powodu braku uczestników. Ostatnie znane odprawienia odnotowano w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku.
Z tego okresu pochodzą fotografie, które są dziś najbardziej rozpoznawalnym obrazem tej kultury: postacie w malowanych ciałach i stożkowych maskach. Powstały wtedy, gdy tych ludzi już zabijano, i to jest część tej samej historii.
Zdjęcia bywają dziś używane w modzie i w reklamie, zwykle bez żadnego kontekstu. Odnotowujemy to bez komentarza moralnego: czytelnik, który wie, kiedy i w jakich okolicznościach powstały, oceni to sam.
Ustawa antyterrorystyczna wobec obrzędu
W Chile stosowano wobec Mapuche przepisy antyterrorystyczne. Sąd międzyamerykański uznał to w 2014 roku za naruszenie.
Czytaj dalejSkąd wiemyStosowanie przepisów antyterrorystycznych w sprawach dotyczących sporów o ziemię; orzeczenie Międzyamerykańskiego Trybunału Praw Człowieka z 2014 roku.
W sporach o ziemię i o inwestycje leśne władze chilijskie stosowały wobec działaczy Mapuche przepisy antyterrorystyczne, dopuszczające świadków anonimowych, dłuższe zatrzymania i surowsze kary.
W 2014 roku Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka orzekł, że w kilku takich sprawach doszło do naruszenia prawa do rzetelnego procesu i do dyskryminacji ze względu na pochodzenie, i nakazał uchylenie wyroków.
Wśród osób objętych tymi postępowaniami były także osoby pełniące funkcje obrzędowe. Ich zatrzymanie oznaczało wstrzymanie obrzędów we wspólnocie, bo rola ta nie jest zastępowalna.
Umieszczamy to w dziale o wierze, bo to jest dzisiejsza postać tego samego zjawiska, które opisujemy w częściach historycznych. Zmieniły się przepisy i nazwy, a mechanizm jest ten sam: uderzenie w osobę, przez którą idzie przekaz.
Uczciwie
Cztery rzeczy, z których żadna nie jest dawna
Cztery rzeczy, bez których byłoby to opowiadanie o dawnych ludach. Żadna z nich nie jest dawna.
To było ludobójstwo
Zajęcie ziemi pod owce, nagrody za zabijanie, wywożenie dzieci. Nazywamy to po imieniu.
Czytaj dalejSkąd wiemyZapisy o wypłacanych nagrodach, o przymusowym umieszczaniu dzieci w zakładach i o zajmowaniu ziemi pod hodowlę.
W drugiej połowie dziewiętnastego wieku ziemie Selk'nam zajęto pod hodowlę owiec. Wypłacano nagrody za zabijanie, wywożono dzieci do zakładów, a choroby dopełniły reszty w ciągu dwóch pokoleń.
Zdanie „lud wymarł” opisuje skutek tak, jakby nie miał przyczyny ani sprawcy. Piszemy więc, co się stało i kto to robił, zamiast wybierać czasownik, który nikogo nie wskazuje.
Bez tego wszystko inne w tej sekcji byłoby opowieścią o zniknięciu, a nie o zniszczeniu.
Nie piszemy o ludach dawnych
Dwie z trzech opisanych tu społeczności są dziś liczne, a ich sprawy są bieżące.
Czytaj dalejSkąd wiemyDane spisowe o liczebności i bieżące postępowania; status urzędowy języka guaraní.
Mapuche to setki tysięcy osób i trwający spór o ziemię. Guaraní to język urzędowy Paragwaju i społeczności w czterech krajach. Używanie wobec nich czasu przeszłego jest błędem rzeczowym, a nie stylistycznym.
Czas przeszły ma przy tym wygodny skutek uboczny: rzecz zamknięta nie wymaga zajmowania stanowiska. Dlatego pilnujemy go szczególnie.
Tam, gdzie coś naprawdę się skończyło — jak hain — piszemy to wprost i podajemy, kiedy.
Trzy społeczności, nie jedna
Mapuche, Guaraní i Selk'nam nie są ze sobą spokrewnieni i dzieli ich tysiące kilometrów.
Czytaj dalejSkąd wiemyPrzynależność języków do różnych, niespokrewnionych rodzin; odległości między obszarami.
Ich języki należą do różnych rodzin, a między obszarami są tysiące kilometrów i zupełnie różne warunki. Zestawiamy ich tutaj z powodu geografii i dlatego, że tak stało w zleceniu.
Zestawienie nie jest twierdzeniem o pokrewieństwie. Jeśli coś ich łączy, to raczej to, co spotkało ich z zewnątrz, niż to, co mieli wspólnego wcześniej.
Podobieństwa, które w tym dziale wskazujemy — na przykład rola rozpoznawana przez chorobę — opisujemy jako powtórzenie, nigdy jako pochodzenie.
Obrzęd i lud to nie to samo
Hain nie jest odprawiany. Potomkowie Selk'nam są i mówią o sobie sami.
Czytaj dalejSkąd wiemyJednoczesność dwóch stanów: brak odprawiania obrzędu i działające organizacje potomków.
Mieszanie tych dwóch rzeczy prowadzi do dwóch przeciwnych błędów naraz: albo do zdania, że nikogo nie ma, albo do zdania, że nic się nie stało.
Prawdziwe jest jedno i drugie osobno: obrzędu się nie odprawia, a ludzie są, mają organizacje i zabiegają o uznanie.
Rysunek oddaje to kikutem. Pusty rysunek mówiłby, że nic tu nie było; kikut mówi, że było, zostało przerwane — i że został pień.
Licznik
Ziemia, język, ludzie i prawo — dziesięć liczb
Dziesięć liczb, które mierzą świat, a nie naszą tezę.
Tyle niespokrewnionych rodzin językowych w tym dziale
Mapudungun, guaraní i selk'nam nie są ze sobą spokrewnione. Zestawia je geografia, nie pokrewieństwo.
Czytaj dalejLiczba dotyczy wyłącznie trzech społeczności opisanych na tej stronie: mapudungun po obu stronach Andów, guaraní w Paragwaju i w dorzeczu Parany, selk'nam na Ziemi Ognistej. Nie jest to rachunek rodzin językowych całego południa kontynentu — tych było więcej i nie podejmujemy się ich tu liczyć.
Pokrewieństwo języków ustala się przez regularne odpowiedniki w słownictwie i w gramatyce, a nie przez podobne brzmienie pojedynczych słów. Między tymi trzema takich odpowiedników nie wykazano, co znaczy tyle, że dowodu nie ma — a nie że dawne pokrewieństwo zostało wykluczone.
Rozróżnienie ma skutek dla całej strony: skoro nie widać wspólnego przodka, powtórzeń w wierzeniach nie da się tłumaczyć odziedziczeniem po nim. Zostają dwie inne drogi, sąsiedztwo i niezależne dojście do tego samego rozwiązania, a która z nich zadziałała w danym przypadku, trzeba rozstrzygać osobno.
Status języka guaraní w Paragwaju
Jedyny język rdzenny obu Ameryk w takim położeniu — i w powszechnym użyciu poza społecznościami rdzennymi.
Czytaj dalejRubryka mierzy stan prawny, a nie liczbę mówiących: konstytucja Paragwaju z 1992 roku wymienia guaraní obok hiszpańskiego jako język urzędowy państwa, nie zaś jako język regionalny czy objęty ochroną.
Rzadkie jest przy tym nie samo uznanie — status urzędowy językom rdzennym nadały także inne państwa regionu — lecz to, czego prawo już nie zapisuje: guaraní mówi w Paragwaju na co dzień również większość osób nieuznających się za rdzenne, co wiadomo z deklaracji składanych w kolejnych spisach powszechnych.
Zapis w konstytucji nie mówi jednak nic o tym, ile przekazu obrzędowego w tym języku przetrwało ani jak powodzi się społecznościom, dla których jest on językiem własnym; o tym jest karta „Język, który wygrał”. Skąd się ten stan wziął, widać częściowo w karcie o miastach zakonnych — to tam ustalono zapis guaraní i tam zaczęto w nim drukować.
Tyle trwało rozbicie społeczności Selk'nam
Od zajęcia ziemi pod owce do ostatnich znanych odprawień hain. To nie było wygaśnięcie.
Czytaj dalejDwa pokolenia to odstęp między dwiema datowanymi rzeczami, a nie szacunek z oka: zajmowaniem Ziemi Ognistej pod hodowlę owiec i wypłatami nagród od lat osiemdziesiątych XIX wieku oraz ostatnimi znanymi odprawieniami hain w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Między jednym a drugim mieści się około pół wieku.
Liczba mierzy tempo rozbicia, nie długość trwania tej społeczności — o tym, jak długo mieszkano na Ziemi Ognistej przed przybyciem hodowców, ta rubryka nie mówi nic. Nie mierzy też końca ludzi: osoby uznające się za Selk'nam żyją w Chile i w Argentynie, a w 2023 roku zostały wymienione w chilijskiej ustawie.
Podajemy ją dlatego, że tempo jest tu argumentem: pół wieku wyklucza wyjaśnienie przez powolne zanikanie i każe wskazać, co się w tym czasie działo. Przebieg opisują karty „Nagrody za zabijanie” i „Ostatnie odprawienia” w sekcji Ściganie.
Tyle osób uznaje się dziś za Mapuche
Po obu stronach Andów. Znacznie więcej niż osób mówiących językiem mapudungun.
Czytaj dalejWielkość bierze się z deklaracji składanych w spisach powszechnych po obu stronach Andów, w Chile i w Argentynie. Podajemy ją w rzędzie wielkości, a nie jako jedną sumę, bo oba państwa pytają inaczej i liczą w innych latach, więc złożenie ich wyników dawałoby dokładność, której te dane nie mają.
Mierzy ona przynależność deklarowaną, czyli odpowiedź na pytanie o to, kim ktoś jest, a nie znajomość języka, mieszkanie we wspólnocie ani wpis do jakiegokolwiek rejestru. Mówiących mapudungun jest znacznie mniej niż deklarujących się jako Mapuche i właśnie to rozejście dwóch liczb jest tu rzeczą istotną.
Skutek jest bezpośredni: jeżeli tożsamość mierzyć liczbą mówiących, wyjdzie społeczność zanikająca; jeżeli deklaracją — liczna i prowadząca spór o ziemię. Obie liczby są prawdziwe i mierzą co innego, a wybór jednej z nich bywa już zajęciem stanowiska.
Odprawień hain od stu lat
Obrzęd wymagał wielu ludzi naraz i długiego czasu. Gdy zabrakło ludzi, zabrakło obrzędu.
Czytaj dalejZero znaczy tutaj: nie jest nam znane żadne odprawienie hain po latach trzydziestych XX wieku. Jest to brak w zapisie, a nie dowód, że nigdzie i nigdy nie odprawiono niczego w ukryciu — takiego dowodu nie da się przeprowadzić i nie udajemy, że go mamy.
Brak ma przy tym przyczynę rzeczową, a nie prawną: hain nie został przez nikogo zakazany — zabrakło ludzi, którzy mogliby go odprawić. Ilu ich było potrzeba i w jakim czasie ubyli, wylicza karta „Ostatnie odprawienia” w sekcji Ściganie; ta rubryka zapisuje wyłącznie skutek.
Zero stoi wyłącznie przy odprawieniach i przy niczym więcej. Ludzi liczymy w tym rzędzie osobno, przy dacie wpisania Selk'nam do chilijskiej ustawy, bo pusta rubryka obrzędu i żyjący potomkowie to dwa różne pomiary — i dopiero razem dają obraz, który się zgadza.
Miast zakonnych nad rzekami
Z kamienną architekturą, warsztatami, drukarnią po guaraní i orkiestrami. Po 1767 roku opustoszały w kilkanaście lat.
Czytaj dalejLiczba jest zaokrąglona i taka ma zostać: osady zakładano, łączono i przenoszono przez półtora stulecia, więc stan z roku 1630 i stan z roku 1750 nie są tą samą trzydziestką. Podanie jednej dokładnej cyfry wymagałoby wybrania jednego roku i przemilczenia tego wyboru.
Rachunek obejmuje osady jednego zgromadzenia w jednym dorzeczu, na pograniczu dzisiejszego Paragwaju, Argentyny i Brazylii. Nie jest to liczba wszystkich misji Ameryki Południowej ani wszystkich miejsc, w których zakonnicy pracowali wśród Guaraní.
Czym te miasta były, co w nich robiono i co zostało po wypędzeniu zakonu w 1767 roku, opisuje karta „Trzydzieści miast zakonnych” w sekcji Miejsca. Tutaj liczy się sama skala: trzydzieści ośrodków to nie kilka placówek, tylko sieć obejmująca dorzecze.
Tyle obszaru stracili Mapuche
W ciągu dwudziestu lat, w wyniku dwóch kampanii prowadzonych jednocześnie z dwóch stron gór.
Czytaj dalejProcent odnosi się do powierzchni użytkowanej przed obiema kampaniami, a nie do liczby ludzi ani do udziału w terytorium któregokolwiek z dwóch państw. Porównuje się tu zasięg sprzed 1861 roku z tym, co pozostawiono w postaci rozproszonych działek po zakończeniu obu kampanii w latach osiemdziesiątych XIX wieku.
Stąd „około”: obszar sprzed obu wojen nie był niczyim katastrem, tylko terenem użytkowania — wypasu, zbierania, sezonowych przejść — a taki zasięg mierzy się z grubsza. Dokładność do jednego procenta byłaby tu udawana.
Wielkość mierzy stratę ziemi, nie stratę praktyki, choć jedno pociągnęło drugie: obrzęd zbiorowy potrzebuje wspólnego pola, a pola tej wielkości na rozdanych działkach nie ma. Przebieg obu kampanii i spór o ich nazwy opisuje karta „Dwie wojny z dwóch stron gór” w sekcji Ściganie.
Odbitych dłoni na ścianie w Patagonii
Prawie wszystkie lewe — bo rurkę z barwnikiem trzymano prawą ręką.
Czytaj dalejOsiemset z górą to liczba odbić policzonych na ścianach jednej niszy w patagońskim wąwozie, a nie liczba ludzi. Jedna osoba mogła zostawić kilka śladów, a warstwy nakładały się przez kilka tysiącleci, więc rachunek dotyczy znaków na skale i tylko ich.
Słowo „ponad” bierze się stąd, że odbicia zachodzą na siebie i część starszych jest przykryta młodszymi; przy takim układzie policzyć da się to, co widać, a nie to, co powstało. Najstarsze warstwy datowane są na około dziewięć tysięcy lat.
Liczba nie mierzy niczego z treści: co te odbicia znaczyły, nie wiadomo, i w tej rubryce tego nie rozstrzygamy. Samo miejsce, przewagę rąk lewych i sąsiadujące sceny polowania opisuje karta „Jaskinia rąk” w sekcji Miejsca.
Rok, w którym prawo przestało mówić o nich w czasie przeszłym
Chile dopisało Selk'nam do listy ludów rdzennych. Ustawa z 1993 roku ich nie wymieniała.
Czytaj dalejData odnosi się do zmiany w chilijskim prawie: ustawa o ludach rdzennych z 1993 roku nie wymieniała Selk'nam, a w 2023 roku parlament dopisał ich do jej listy. Mierzy więc moment, od którego państwo przestało traktować tę sprawę jako zamkniętą.
Rok dotyczy jednego kraju i jednego aktu prawnego. Nie mówi nic o Argentynie, po której stronie granicy również mieszkają potomkowie, ani o tym, kto i na jakich zasadach zostanie uznany — kryteria przynależności są przedmiotem sporu, którego tu nie rozstrzygamy.
Zmiana jest prawna i tyle znaczy: nie wskrzesza obrzędu i nie przywraca języka. Rozstrzyga to, czy człowiek może urzędowo powiedzieć, kim jest, a przez trzydzieści lat od poprzedniej ustawy nie mógł; szerzej pisze o tym karta „Lud uznany ustawą za istniejący”.
Rok orzeczenia o przepisach antyterrorystycznych
Trybunał uznał naruszenie prawa do rzetelnego procesu i dyskryminację ze względu na pochodzenie.
Czytaj dalejData wskazuje wyrok sądu ponadpaństwowego, a nie zmianę chilijskiego prawa: orzekał Międzyamerykański Trybunał Praw Człowieka, którego rozstrzygnięcia wiążą państwo uznające jego właściwość. Rubryka mierzy zatem moment, w którym sąd spoza kraju rozstrzygnął sprawę na niekorzyść państwa, a nie moment uchylenia samych przepisów.
Rok mierzy rozstrzygnięcie, a nie koniec sprawy: orzeczenie dotyczyło konkretnych postępowań i konkretnych osób, nie zaś samego istnienia tych przepisów, i nie przesądza o tym, co dzieje się w sporach o ziemię później. W liczniku stoi dlatego, że jest faktem z datą i z rozstrzygnięciem, a nie oceną.
Dlaczego ta data trafia do działu o wierze, wyjaśnia karta „Ustawa antyterrorystyczna wobec obrzędu” w sekcji Ściganie: wśród osób objętych postępowaniami były takie, które pełnią funkcje obrzędowe, a tej roli nie przejmuje kto inny.
Sprawdzamy
Czego nie było
Pięć zdań, które krążą jako oczywistości, a nie są prawdziwe.
Selk'nam wymarli
Czasownik bez sprawcy. Byli zabijani, a ich dzieci wywożono — a potomkowie są i mówią o sobie sami.
Czytaj dalejA było takSpołeczność rozbita przemocą w ciągu dwóch pokoleń, z żyjącymi potomkami i bez odprawianego obrzędu.
Słowo „wymarli” opisuje skutek tak, jakby nie miał przyczyny. Przyczyna była: zajęcie ziemi pod owce, nagrody za zabijanie, przymusowe umieszczanie dzieci w zakładach i choroby.
Do tego dochodzi druga nieścisłość: osoby uznające się za Selk'nam żyją dziś, mają organizacje i zabiegają o uznanie. To obrzędu się nie odprawia, nie ludzi nie ma.
Ziemia bez zła to guaraní odpowiednik raju
Raj jest miejscem, do którego się dociera. Tutaj treścią jest droga, a nie przybycie.
Czytaj dalejA było takKierunek, w którym się idzie, a nie miejsce, do którego się dochodzi.
Wędrówki w tej sprawie były rzeczywiste i bardzo dalekie, ale bycie w drodze nie jest etapem przed czymś innym — jest tym, o co chodzi.
Dlatego na rysunku ten słup nie ma szczytu: stopnie wychodzą poza kadr, bo domknięcie ich byłoby fałszem.
Rewe to totem
To słup ze stopniami, po których się wchodzi, związany z konkretną osobą. Nie znak rodu.
Czytaj dalejA było takSłup ze stopniami, należący do konkretnej machi i stawiany, gdy obejmuje ona swoją rolę.
Stopnie są po to, żeby po nich wejść — wejście jest częścią obrzędu. Słup stawia się, gdy konkretna osoba obejmuje swoją rolę, i z nią jest związany.
Słowo „totem” przynosi ze sobą zupełnie inny układ pojęć, zbudowany na materiale z innego kontynentu, i tutaj tylko przeszkadza.
Mapuche to temat historyczny
Setki tysięcy osób, trwający spór o ziemię, starania o odzyskanie języka. Sprawa bieżąca.
Czytaj dalejA było takSpołeczność licząca setki tysięcy osób po obu stronach Andów, z bieżącymi sprawami.
Postępowania o ziemię toczą się teraz, z wyrokami, protestami i ofiarami. Język ma dziś znacznie mniej mówiących niż osób uznających się za Mapuche i trwają starania o jego odzyskanie.
Czas przeszły ma wygodny skutek uboczny: rzecz zamknięta nie wymaga zajmowania stanowiska.
Te trzy ludy to jedna kultura południa
Trzy niespokrewnione rodziny językowe i tysiące kilometrów między obszarami.
Czytaj dalejA było takTrzy odrębne społeczności zestawione przez geografię, o niespokrewnionych językach.
Zestawiamy je z powodu geografii, a nie pokrewieństwa, i piszemy to wprost. Jeśli coś je łączy, to raczej to, co spotkało je z zewnątrz.
Podobieństwa, które wskazujemy — na przykład rola rozpoznawana przez chorobę — opisujemy jako powtórzenie, nigdy jako pochodzenie.