Czukotka · Kamczatka · Cieśnina Beringa
Skrajny północny wschód: dwie gospodarki, jeden lud
Na tym samym obszarze jedni pasą renifery w tundrze, drudzy polują na wieloryby z brzegu, a mowa mają wspólną. Bęben bywa tu sprzętem rodzinnym, na którym gra ojciec albo matka, a nie wyłącznym narzędziem specjalisty. Stoi tu poświadczona rola osoby zmieniającej płeć obrzędowo, kruk, który wykradł światło i jest przy tym błaznem, oraz cieśnina, przez którą tytoń dotarł na Alaskę przed europejskimi statkami — i którą w dwudziestym wieku zamknięto na czterdzieści lat w poprzek jednego ludu.
Reszta działu
Pozostałe strony i działy sąsiednie — klikalne
Materiał o ludach północy rozłożony jest na pięć stron nazwanych od obszarów. Saamowie mają własne miejsce w dziale o ludach ugrofińskich, Inuici — w dziale o Arktyce; obie strony są tu podlinkowane i nie powtarzamy ich materiału.
Ludy Arktyki
Siedem rodzin językowych, trzy różne bębny, zorza i stulecie strat.
Otwórz dział◆Jamał i ObNieńcy, Chantowie i Nganasanie
Sanie, których się nie rozpakowuje, lud spod ziemi i gaz w poprzek szlaku.
Otwórz dział◆Lena i tajgaJakucja i tajga
Konie w zmarzlinie, epos na kilka nocy i słowo, które objechało świat.
Otwórz dział◆Za cieśninąAlaska i Aleuty
Pęcherze wracające pod lód, maski w Paryżu i most językowy przez ocean.
Otwórz dział◆Sąsiedni działArktyka: Inuici
Imię jako linia, angakkuq, Ta pod wodą, tuurngait i osiem osób z 1475 roku — cała strona inuicka.
Otwórz dział◆PrzeglądSyberia i Mongolia
Spis ludów i piętra świata w jednym miejscu — warstwa przeglądowa nad tym, co tu opisujemy szerzej.
Otwórz dział◆Tam są SaamowieLudy ugrofińskie
Noaidi, bęben, sejta, jojk i procesy — Saamowie mają tam trzy pełne sekcje, więc tu ich nie powtarzamy.
Otwórz dział◆Dalej na południeLudy obu Ameryk
Reszta kontynentu, na który prowadzi most z tej strony cieśniny.
Otwórz działCzukotka
Tundra i brzeg, istoty, które biorą, i rola zmieniająca płeć
Dwie gospodarki pod jedną mową, istoty sprowadzające chorobę bez żadnej umowy o duszę i poświadczona rola, której w Europie nie ma odpowiednika.
Jedyny lud Syberii, którego nie pokonano: układ z 1778 roku
Zapis z tamtych czasówPo kilkudziesięciu latach walk Rosja odstąpiła od podboju i zawarła układ na warunkach czukockich.
Czytaj dalejNa czym to stoiKampanie wojskowe z lat 1727–1778 zakończone porażką strony rosyjskiej i śmiercią dowodzącego; układ z 1778 roku czyniący daninę dobrowolną i opierający stosunki na jarmarkach wymiennych; nominalny zarząd przez kolejne sto lat; podział ludu na hodowców reniferów i osiadłych myśliwych morskich; język rodziny czukocko-kamczackiej.
- Zakres faktycznej niezależności po 1778 roku bywa przedstawiany rozbieżnie przez piśmiennictwo rosyjskie i późniejsze. Pewne jest odstąpienie od podboju zbrojnego i dobrowolność daniny.
W osiemnastym wieku Rosja starała się podporządkować sobie Czukotkę w podobny sposób jak resztę Syberii: poprzez kampanię wojskową i zbieranie daniny w postaci futer. Ta kilkudziesięcioletnia próba przyniosła ciężkie straty obu stronom i zakończyła się porażką Rosjan — podczas jednej z bitew poległ dowódca rosyjskich sił wyprawowych.
W tysiąc siedemset siedemdziesiątym ósmym roku zawarto układ, którego warunki są w dziejach podboju Syberii wyjątkowe: danina stała się dobrowolna, wojsko wycofano, a stosunki oparto na wymianie handlowej prowadzonej na dorocznych jarmarkach. Formalnie obszar uznawano za podległy, faktycznie zarząd był nominalny jeszcze przez sto lat.
Skutki unikalnych ustaleń widoczne są w dalszych losach tego ludu. W odróżnieniu od zachodniej Syberii, nie było tu przymusowego nawracania na dużą skalę ani zbiorowych aktów niszczenia miejsc świętych. Misja dotarła późno i napotkała ograniczenia w swoich działaniach. Zmiany, które przyniosły te czasy, nie miały charakteru religijnego, lecz państwowego.
Sami Czukcze dzielą się na dwie grupy o odmiennym sposobie życia: hodowców reniferów wędrujących w głębi lądu oraz osiadłych myśliwych morskich z wybrzeża, polujących na morsy i wieloryby. Obie grupy posługują się językiem czukocko-kamczackim, nienależącym do żadnej innej rodziny języków, i wzajemnie wymieniają się produktami tak, że bez siebie nie mogłyby przetrwać.
Ke’let: to, co zjada od środka, i co trzeba zjeść pierwsze
Zebrane z ustChoroba to nie stan ciała, tylko istota, która je pożera. Leczenie polega na tym, żeby ją odebrać albo pochłonąć.
Czytaj dalejNa czym to stoiZapisy z przełomu XIX i XX wieku sporządzane na miejscu; określenie zbiorcze istot pożerających chorego od środka; obrzędy z wysysaniem, wyciąganiem przedmiotu i walką przy zgaszonym ogniu, z głosami dochodzącymi z kilku stron izby; przechodzenie tych samych istot w rolę pomocników po ich pokonaniu.
- Przekład tych pojęć słowami „duch" i „demon" nakłada obce rozróżnienie na dobre i złe. W źródłach czukockich podział przebiega inaczej: wedle tego, kto kogo opanował.
Wyobrażenia czukockie o chorobie i nieszczęściu skupiają się wokół istot nazywanych zbiorczo ke’let. Nie są to duchy zmarłych ani bóstwa; są to byty głodne, które zjadają ludzi — dosłownie, od środka, kęs po kęsie. Chory nie jest więc kimś, kogo organizm zawiódł, lecz kimś, kto jest w tej chwili pożerany.
Zapisy o obrzędach Czukczów ujawniają, że leczenie polega na konfrontacji z ke'let. W rytuałach tych nie usuwa się bezpośrednio objawów; zamiast tego prowadzący spiera się z istotą, odbierając jej zdobycz, przekupując ją, podstawiając coś w zamian lub pochłaniając samą istotę. Opisy mówią o wysysaniu i wyciąganiu przedmiotów z ciała chorego, a także o walkach toczonych w ciemności przy zgaszonym ogniu, gdzie obecni słyszą głosy z kilku stron izby naraz.
Ke’let bywają też pomocnikami. Ten, kto raz je pokonał albo z nimi się ułożył, dysponuje nimi później przy kolejnych sprawach, więc granica między istotą wrogą a pomocną przebiega przez to, kto kogo ujarzmił, a nie przez naturę samej istoty.
Trzeba to powiedzieć wprost, bo inaczej cały ten obraz bywa czytany po europejsku. Nie ma tu podziału na dobre i złe duchy, jest podział na te, które właśnie jedzą, i te, które ktoś już opanował. Podobny układ atlas opisuje przy tuurngait inuickich i przy abaasy jakuckich, i za każdym razem jest to samo nieporozumienie w przekładzie.
Zmiana roli płciowej na polecenie istot: opisana krok po kroku
Zebrane z ustOsoba przechodziła kolejne stopnie: mowę, ubiór, zajęcia, wreszcie małżeństwo. Polecenie przychodziło w chorobie.
Czytaj dalejNa czym to stoiSzczegółowe zapisy z przełomu XIX i XX wieku sporządzone na miejscu; polecenie otrzymywane podczas choroby lub doznania, z odmową uchodzącą za śmiertelnie niebezpieczną; wyliczone stopnie zmiany: mowa i uczesanie, ubiór, zajęcia, u części małżeństwo z mężczyzną uznawane przez wspólnotę; przypisywana tym osobom szczególna moc obrzędowa.
- Zapisy pochodzą od badaczy z zewnątrz, choć sporządzanych na miejscu i w języku czukockim. Liczebność zjawiska nie jest znana, a jego dzisiejsza obecność nie została zbadana.
W zapiskach Czukczów szczegółowo opisano zjawisko bez bliźniaczych odpowiedników w innych atlasach. Osoba — najczęściej młody mężczyzna — otrzymywała polecenie zmiany płciowej tożsamości podczas ciężkiej choroby lub doznania, a odmowa uchodziła za śmiertelnie niebezpieczną. Zapisy dokumentują ten proces.
Zmiana miała stopnie i zapisy wyliczają je po kolei. Najpierw zmieniał się sposób mówienia i uczesanie. Potem ubiór. Potem zajęcia: przechodzenie do prac wykonywanych przez kobiety, z porzuceniem polowania. Na końcu, u części osób, zawarcie małżeństwa z mężczyzną, uznawanego przez wspólnotę na równi z innymi.
Osoby te uchodziły za szczególnie mocne w sprawach obrzędowych — potężniejsze od zwykłych praktyków — ponieważ stały między dwiema rolami i przez to miały dostęp do obu. Wspólnota traktowała ich pozycję jako wymagającą i niełatwą, nie postrzegając jej jako wybór ani przywilej.
Odnotowujemy to zjawisko takim, jakie jest w źródłach, powstrzymując się od dodawania współczesnych koncepcji i angażowania tych osób w dzisiejsze debaty. Była to ustalona, stopniowa i społecznie uznana struktura, która nie posiadała żadnych innych nazw, przebiegów czy uzasadnień poza tymi, które zostały opisane — wystarczało to do jej opisania.
Obrzęd i opowieść
Bęben w każdym namiocie, święto wieloryba i kruk, który wykradł światło
Tu obrzęd nie jest zastrzeżony dla wtajemniczonych: bęben stoi w domu i gra na nim rodzina. A postać, która stworzyła świat, jest w tych samych opowieściach oszustem i pośmiewiskiem.
Bęben nie należy do wtajemniczonego, tylko do domu
Zebrane z ustW każdym namiocie wisiał bęben i uderzał w niego, kto chciał. Wróżba nie była tu zawodem.
Czytaj dalejNa czym to stoiBęben należący do gospodarstwa i wiszący w namiocie, używany przez domowników; okrągła rama, bardzo cienki naciąg, uderzanie cienką pałeczką w ramę lub przy niej; użycie zarówno obrzędowe, jak i do zabawy; wróżba domowa przez zawieszenie przedmiotu na rzemyku i przez ciągnięcie głowy zabitego zwierzęcia.
- Powszechność użycia bębna bywa w opracowaniach zawyżana albo zaniżana zależnie od tego, którą grupę — hodowców czy myśliwych morskich — opisywano. Zapisy dotyczą głównie przełomu XIX i XX wieku.
W odróżnieniu od licznych tradycji opisanych w atlasie, bęben u Czukczów nie był zarezerwowany wyłącznie dla osób wtajemniczonych. Umieszczony w namiocie, stanowił część gospodarstwa domowego; w jego membranę mogli uderzać na przemian gospodarz, gospodyni oraz najstarsze dziecko, zależnie od potrzeby lub ochoty. Zapisy historyczne wspominają o wieczorach, podczas których mieszkańcy namiotu kolejno brali bęben do rąk.
Bęben ma tu okrągłą ramę i bardzo cienki naciąg, a uderza się cienką pałeczką w ramę albo tuż przy niej, nie w środek jak w Europie. Dźwięk jest przez to wysoki i suchy, a nie dudniący. W tej samej okolicy używa się go zarówno do spraw obrzędowych, jak i do zabawy.
Wróżba domowa nie wymagała specjalisty; polegała na zawieszeniu przedmiotu na rzemyku i zadawaniu pytań, których odpowiedzią był jego ruch lub nagłe obciążenie. Inną metodą było ciągnięcie głowy zabitego zwierzęcia — jeśli szła ciężko, odpowiedź była negatywna. Takie praktyki odnotowywano jako czynności codzienne w zapisach etnograficznych.
Dla atlasu jest to ważne rozróżnienie: gdzie wróżba stanowi zajęcie specjalistów, jej zakazanie jest łatwe — wystarczy zabronić tym osobom praktykowania. Natomiast tam, gdzie każdy wykonuje wróżby we własnym namiocie, zakaz nie ma adresata, co utrudnia jego egzekwowanie. To tłumaczy, dlaczego praktyki czukockie związane z wróżeniem przetrwały kampanie dwudziestego wieku lepiej niż te oparte na wyznaczonej roli specjalistów.
Odesłanie wieloryba i jesienna ofiara ze stada
Zebrane z ustMyśliwi morscy odsyłali zabitego wieloryba obrzędem; hodowcy reniferów mieli własne święto jesienne.
Czytaj dalejNa czym to stoiPowitanie zabitego wieloryba jak gościa, wyniesienie wyznaczonej części z powrotem ku morzu, podział mięsa między wszystkie domy osady; jesienny obrzęd hodowców przy uboju stada, ze znakami kreślonymi krwią i wynoszeniem części zwierząt w krajobraz; tłumaczenie braku połowu urazą, a nie przypadkiem.
- Zakres dzisiejszego odprawiania różni się między osadami, a część obrzędów wykonywana jest w postaci skróconej albo pokazowej. Opisy szczegółowe pochodzą z przełomu XIX i XX wieku.
U osiadłych myśliwych morskich najważniejszy obrzęd roku wiązał się z wielorybem. Zabite zwierzę witano jak gościa, jego głowę albo wyznaczoną część wynoszono z powrotem ku morzu, a mięso dzielono wedle ustalonych zasad między wszystkie domy osady, także te, które w polowaniu nie brały udziału.
Brak połowu tłumaczono przekonaniem, które atlas objaśnia przy niedźwiedziu nad Obem i zwierzynie u Inuitów: zwierzę dało się zabić dobrowolnie i wróci, jeśli potraktowane właściwie. Niepewność wyjaśniano nie jako pech, lecz urazę — coś, ktoś źle uczynił.
U hodowców reniferów odpowiednikiem było święto jesienne, przy jesiennym uboju: wyznaczano zwierzęta, odprawiano obrzęd przy stadzie, kreślono znaki krwią na twarzach i na saniach, a części zwierząt wynoszono w krajobraz. Obie grupy odprawiały więc rzecz podobną w innej materii — jedna wobec morza, druga wobec stada.
Podział mięsa jest tu częścią obrzędu, a nie następstwem. Wspólnota, w której głód bywa realny, ma obrzęd, który wymusza rozdzielenie zdobyczy poza własny dom — i to jest zapewne jego najtrwalszy, całkiem doczesny skutek, niezależnie od tego, co uczestnicy o nim sądzą.
Kruk, który stworzył świat i zaraz go ośmieszył
Zebrane z ustStwórca i błazen w jednej postaci: robi ziemię, a potem kradnie, kłamie i wychodzi na głupca.
Czytaj dalejNa czym to stoiZapisy opowieści od XVIII wieku u Koriaków i Itelmenów; ta sama postać występująca jako stwórca światła i ziemi oraz jako złodziej i oszust w kolejnych opowieściach; występowanie postaci o tych samych cechach od Kamczatki po wybrzeże Kolumbii Brytyjskiej.
- Przyczyna rozległej zbieżności — wspólne dziedzictwo sprzed przejścia przez Beringię czy późniejszy obieg opowieści przez cieśninę — nie została wykazana. Obie możliwości są zgodne z materiałem.
Kruk jest centralną postacią w mitologii Koriaków i Itelmenów. Wydobywa lub wykrada światło, tworzy podstawy ziemi oraz uczy ludzi rozniecania ognia i połowu. Niemniej jednak, ten sam Kruk w kolejnych opowieściach kradnie pożywienie, oszukuje żonę, udaje martwego, by zdobyć zapasy, przebiera się za kobietę i pada ofiarą manipulacji ze strony swoich dzieci.
Dla czytelnika przywykłego do europejskiego podziału jest to zgrzyt: stwórca nie powinien być pośmiewiskiem. Tymczasem tu jedno nie przeszkadza drugiemu, bo obie rzeczy mówią o tej samej właściwości — o nieprzewidywalności. Ten, kto zrobił świat z niczego, jest z natury kimś, kto robi rzeczy nieoczekiwane, a to bywa dobre albo katastrofalne.
Postać Kruka o samych charakterystycznych cechach rozciąga się szerokim pasem: od Kamczatki przez Czukotkę, Cieśninę Beringa, Alaskę aż po wybrzeże Kolumbii Brytyjskiej. Atlas odnotowuje tę jedną z najrozleglejszych zbieżności mitycznych na świecie osobno w dziale o Ameryce Północnej.
Zbieżność nie została jednak wyjaśniona rozstrzygająco i trzeba to powiedzieć. Tłumaczy się ją wspólnym dziedzictwem ludności, która przeszła przez Beringię, albo późniejszym obiegiem opowieści przez cieśninę — a te dwie możliwości nie wykluczają się i żadnej z nich nie da się na razie wykazać.
Kamczatka i cieśnina
Itelmeni i towar, który obiegł świat w drugą stronę
Na południu mieszka lud o mowie spokrewnionej z czukocką, ale o zupełnie innym sposobie życia. A przez cieśninę szedł handel, który wyprzedził europejskie statki o całe pokolenia.
Itelmeni: opis z 1755 roku i język, który został przy kilkudziesięciu osobach
Zapis po fakcieMamy o nich obszerny opis sprzed zapaści, sporządzony na miejscu. Z ludu pozostały nazwy i kilkadziesiąt osób mówiących.
Czytaj dalejNa czym to stoiObszerny opis z połowy XVIII wieku sporządzony na miejscu przez uczestnika wyprawy badawczej, obejmujący obyczaj, kalendarz, obrzędy i opowieści; odnotowane doroczne oczyszczenie przed zimą, obrzędy przy budowie ziemianki i zakazy pokarmowe; kilka tysięcy osób przyznających się dziś do pochodzenia i kilkadziesiąt mówiących językiem; nauczanie szkolne i odtwarzanie obrzędów.
- Opis z XVIII wieku sporządził obserwator z zewnątrz i porządkował go wedle własnych kategorii. Dzisiejsze odtwarzanie obrzędów opiera się w znacznej części na tym właśnie zapisie, co czyni je rekonstrukcją, a nie przekazem ciągłym.
Itelmeni zamieszkiwali Kamczatkę przed przybyciem Rosjan i są jednym z nielicznych ludów Syberii, o których mamy obszerny opis sprzed załamania: sporządzony w połowie osiemnastego wieku przez uczestnika wyprawy badawczej, który spędził tam kilka lat, nauczył się mowy i spisał obyczaj, kalendarz, obrzędy i opowieści.
Opis ten notuje doroczne oczyszczenie przed zimą, obrzędy przy budowie ziemianki, zakazy pokarmowe oraz rozbudowany zespół opowieści o Kruku. Dzięki temu mamy tu rzadkość: obraz sprzed katastrofy, a nie wyłącznie zapisy z czasu, gdy było już po wszystkim.
W ciągu stulecia nastąpiła katastrofa, na którą złożyły się trzy przyczyny: powstania oraz ich tłumienie, epidemie zawleczone z zewnątrz i przymusowe przesiedlenia prowadzące do mieszania ludności. Do dwudziestego wieku przetrwała niewielka liczba ludności, znacząco zruszczonej.
Dziś do itelmeńskiego pochodzenia przyznaje się kilka tysięcy osób; językiem posługuje się zaledwie kilkadziesiąt z nich, głównie w podeszłym wieku. Trwa nauczanie dorocznych obrzędów i odtwarzanie ich cyklicznych wersji w szkolnym środowisku, lecz atlas jednoznacznie stwierdza: takie odtworzenie nie jest ciągłością ani jej nie udaje.
Tytoń doszedł na Alaskę przez Syberię, zanim przypłynęli tam Europejczycy
Zapis po fakcieTowar europejski obiegł świat w drugą stronę: przez Rosję i Czukotkę na Alaskę, wyprzedzając statki.
Czytaj dalejNa czym to stoiDroga tytoniu z Europy przez Rosję i Syberię na Czukotkę i dalej na Alaskę, przed przybyciem tam statków europejskich; wymiana żelaza, paciorków szklanych, naczyń metalowych i tkanin na futra, kość morsową i wyroby ze skór; doroczne jarmarki w ustalonym czasie, z zawieszeniem wrogości.
- Dokładne daty dotarcia poszczególnych towarów na Alaskę drogą syberyjską nie są ustalone. Pewny jest sam kierunek i to, że wyprzedził on kontakt morski.
Tytoń, roślina trafiła do Europy w szesnastym wieku i rozprzestrzeniła się na wschód przez Rosję, docierając do Syberii, Czukotki oraz Alaski poprzez system wymiany na dorocznych jarmarkach i przeprawy przez cieśninę. Roślina ta dotarła na Alaskę przed przybyciem europejskich statków.
Nie był w tym osamotniony. Tą samą drogą szły na wschód żelazo, paciorki szklane, naczynia metalowe i tkaniny, a w przeciwną stronę futra, kość morsowa i wyroby ze skór. Wymiana odbywała się na ustalonych jarmarkach, w ustalonym czasie, przy zawieszeniu wrogości między stronami.
Skutek jest dla archeologii kłopotliwy i warto to powiedzieć. Przedmiot europejski znaleziony w warstwie alaskańskiej nie dowodzi obecności Europejczyków — mógł przejść przez kilkanaście rąk przez Syberię i cieśninę. Datowanie kontaktu wedle pierwszych znalezisk obcych wyrobów bywa przez to zawodne.
To pouczające przypomnienie dla atlasu uwidacznia się w egipskich amuletach odnalezionych w punickich grobach oraz maltańskich zębach rekina sprzedawanych w Europie: towary często podróżują dalej i szybciej niż ludzie czy wiara. Obecność przedmiotów nie świadczy o obecności ich twórców.
Wiek dwudziesty
Granica przez środek ludu i kampania przeciw obrzędowi
Dwie rzeczy zrobione tu przez państwo w ciągu jednego pokolenia: zamknięcie cieśniny w poprzek rodzin i systematyczne usuwanie osób prowadzących obrzędy.
Jeden lud, dwa państwa i czterdzieści lat zamkniętej cieśniny
Zapis z tamtych czasówRodziny po obu stronach Cieśniny Beringa odcięto od siebie na czterdzieści lat. Mówią tym samym językiem.
Czytaj dalejNa czym to stoiTa sama mowa jupicka po obu stronach cieśniny; wcześniejsza wymiana, małżeństwa i wspólne święta przez cieśninę; szczelne zamknięcie granicy w 1948 roku i rozdzielenie rodzin; odmienna polityka po obu stronach; przelot z Alaski na Czukotkę w 1988 roku i spotkania krewnych po czterdziestu latach; ograniczone wznowienie ruchu.
- Skala rozdzielonych rodzin nie jest policzona. Zakres dzisiejszych kontaktów zmienia się wraz ze stosunkami między państwami i bywa okresowo zawieszany.
Po obu stronach Cieśniny Beringa mieszkają Jupikowie mówiący tym samym językiem: na czukockim wybrzeżu i na wyspie należącej do Alaski. Przed dwudziestym wiekiem cieśnina nie była granicą, lecz szlakiem — przepływano ją łodziami skórzanymi, żeniono się przez nią, handlowano i uczestniczono nawzajem w świętach.
W tysiąc dziewięćset czterdziestym ósmym roku granicę zamknięto szczelnie na dziesięciolecia. Rodziny rozdzielono z dnia na dzień, kontakt urwał się całkowicie, a po obu stronach prowadzono osobną politykę wobec tej samej ludności: przesiedlenia i likwidację osad po stronie radzieckiej, szkoły i gospodarkę pieniężną po amerykańskiej.
W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym roku odbył się przelot nazwany później rozcięciem lodu: samolot z Alaski wylądował na Czukotce z delegacją, w której byli krewni ludzi mieszkających po drugiej stronie. Część spotkała się po czterdziestu latach. Ruch wznowiono, choć pozostał ograniczony i zależny od stosunków między państwami.
Na granicach świata, gdzie jedna linia dzieli ludzi i ich język, różnice pojawiają się nawet po czterdziestu latach oddzielenia. Mimo że mowa pozostaje wspólna dla obu stron, życie i obyczaje ewoluują w różnych kierunkach, kształtowane przez lata osobnego bytu.
Lata trzydzieste: bębny do protokołu, ludzie do obozu
Zapis z tamtych czasówPraktykę uznano za oszustwo i wyzysk. Odbierano przyrządy, sądzono, zsyłano, a dzieci zabierano do internatów.
Czytaj dalejNa czym to stoiKampania prowadzona od lat dwudziestych XX wieku, z oskarżeniem o wyzysk i żerowanie na ciemnocie; odbieranie i spisywanie bębnów, ubiorów i zawiniątek, przekazywanych do muzeów albo niszczonych; postępowania kończące się grzywnami, zesłaniem i wyrokami obozowymi; przymusowe osiedlanie, łączenie osad i szkoły z internatem z zakazem mowy miejscowej.
- Liczby osób skazanych i zmarłych nie są ustalone i podawane bywają rozbieżnie. Ocena skuteczności kampanii różni się zależnie od ludu i od tego, na czym opierała się tam praktyka.
Od lat dwudziestych dwudziestego wieku państwo radzieckie prowadziło na Syberii kampanię przeciw miejscowym praktykom obrzędowym. Podstawą oskarżenia nie była wiara sama w sobie, lecz to, że praktykujący miał uchodzić za wyzyskiwacza żerującego na ciemnocie. Odbierano przyrządy — bębny, ubiory, zawiniątka — spisywano je i przekazywano do muzeów albo niszczono.
Postępowania sądowe kończyły się grzywnami, zesłaniem i wyrokami obozowymi; część oskarżonych zginęła. Równolegle prowadzono przymusowe osiedlanie koczowników, łączenie osad i zabieranie dzieci do szkół z internatem, gdzie mowa miejscowa była zakazana. To ostatnie okazało się najskuteczniejsze, bo uderzało w przekaz, nie w praktyka.
Wpływ radzieckich działań na praktyki rytualne Syberii był zróżnicowany. Gdzie obrzędy opierały się na wyznaczonych rolach i przedmiotach, jak u ludów zachodniej Syberii, nastąpił dotkliwy upadek. Natomiast w przypadku Czukczów, gdzie wróżenie było domową czynnością, zachowało się więcej tradycji, ponieważ nie miał kto odebrać bębnów.
Trzeba dodać rzecz, która komplikuje obraz i którą atlas odnotowuje: część przedmiotów zabranych wtedy do muzeów przetrwała właśnie dlatego, że je zabrano. Gdyby zostały w użyciu, zużyłyby się i rozpadły. Dziś są podstawą odtwarzania i przedmiotem roszczeń o zwrot — dokładnie jak bębny saamskie.