Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Czukotka i Kamczatka

Czukotka · Kamczatka · Cieśnina Beringa

Skrajny północny wschód: dwie gospodarki, jeden lud

Na tym samym obszarze jedni pasą renifery w tundrze, drudzy polują na wieloryby z brzegu, a mowa mają wspólną. Bęben bywa tu sprzętem rodzinnym, na którym gra ojciec albo matka, a nie wyłącznym narzędziem specjalisty. Stoi tu poświadczona rola osoby zmieniającej płeć obrzędowo, kruk, który wykradł światło i jest przy tym błaznem, oraz cieśnina, przez którą tytoń dotarł na Alaskę przed europejskimi statkami — i którą w dwudziestym wieku zamknięto na czterdzieści lat w poprzek jednego ludu.

Reszta działu

Pozostałe strony i działy sąsiednie — klikalne

Materiał o ludach północy rozłożony jest na pięć stron nazwanych od obszarów. Saamowie mają własne miejsce w dziale o ludach ugrofińskich, Inuici — w dziale o Arktyce; obie strony są tu podlinkowane i nie powtarzamy ich materiału.

Czukotka

Tundra i brzeg, istoty, które biorą, i rola zmieniająca płeć

Dwie gospodarki pod jedną mową, istoty sprowadzające chorobę bez żadnej umowy o duszę i poświadczona rola, której w Europie nie ma odpowiednika.

Czukotka

Jedyny lud Syberii, którego nie pokonano: układ z 1778 roku

Zapis z tamtych czasów

Po kilkudziesięciu latach walk Rosja odstąpiła od podboju i zawarła układ na warunkach czukockich.

Czytaj dalej

Na czym to stoiKampanie wojskowe z lat 1727–1778 zakończone porażką strony rosyjskiej i śmiercią dowodzącego; układ z 1778 roku czyniący daninę dobrowolną i opierający stosunki na jarmarkach wymiennych; nominalny zarząd przez kolejne sto lat; podział ludu na hodowców reniferów i osiadłych myśliwych morskich; język rodziny czukocko-kamczackiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zakres faktycznej niezależności po 1778 roku bywa przedstawiany rozbieżnie przez piśmiennictwo rosyjskie i późniejsze. Pewne jest odstąpienie od podboju zbrojnego i dobrowolność daniny.

W osiemnastym wieku Rosja starała się podporządkować sobie Czukotkę w podobny sposób jak resztę Syberii: poprzez kampanię wojskową i zbieranie daniny w postaci futer. Ta kilkudziesięcioletnia próba przyniosła ciężkie straty obu stronom i zakończyła się porażką Rosjan — podczas jednej z bitew poległ dowódca rosyjskich sił wyprawowych.

W tysiąc siedemset siedemdziesiątym ósmym roku zawarto układ, którego warunki są w dziejach podboju Syberii wyjątkowe: danina stała się dobrowolna, wojsko wycofano, a stosunki oparto na wymianie handlowej prowadzonej na dorocznych jarmarkach. Formalnie obszar uznawano za podległy, faktycznie zarząd był nominalny jeszcze przez sto lat.

Skutki unikalnych ustaleń widoczne są w dalszych losach tego ludu. W odróżnieniu od zachodniej Syberii, nie było tu przymusowego nawracania na dużą skalę ani zbiorowych aktów niszczenia miejsc świętych. Misja dotarła późno i napotkała ograniczenia w swoich działaniach. Zmiany, które przyniosły te czasy, nie miały charakteru religijnego, lecz państwowego.

Sami Czukcze dzielą się na dwie grupy o odmiennym sposobie życia: hodowców reniferów wędrujących w głębi lądu oraz osiadłych myśliwych morskich z wybrzeża, polujących na morsy i wieloryby. Obie grupy posługują się językiem czukocko-kamczackim, nienależącym do żadnej innej rodziny języków, i wzajemnie wymieniają się produktami tak, że bez siebie nie mogłyby przetrwać.

Czukotka

Ke’let: to, co zjada od środka, i co trzeba zjeść pierwsze

Zebrane z ust

Choroba to nie stan ciała, tylko istota, która je pożera. Leczenie polega na tym, żeby ją odebrać albo pochłonąć.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy z przełomu XIX i XX wieku sporządzane na miejscu; określenie zbiorcze istot pożerających chorego od środka; obrzędy z wysysaniem, wyciąganiem przedmiotu i walką przy zgaszonym ogniu, z głosami dochodzącymi z kilku stron izby; przechodzenie tych samych istot w rolę pomocników po ich pokonaniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przekład tych pojęć słowami „duch" i „demon" nakłada obce rozróżnienie na dobre i złe. W źródłach czukockich podział przebiega inaczej: wedle tego, kto kogo opanował.

Wyobrażenia czukockie o chorobie i nieszczęściu skupiają się wokół istot nazywanych zbiorczo ke’let. Nie są to duchy zmarłych ani bóstwa; są to byty głodne, które zjadają ludzi — dosłownie, od środka, kęs po kęsie. Chory nie jest więc kimś, kogo organizm zawiódł, lecz kimś, kto jest w tej chwili pożerany.

Zapisy o obrzędach Czukczów ujawniają, że leczenie polega na konfrontacji z ke'let. W rytuałach tych nie usuwa się bezpośrednio objawów; zamiast tego prowadzący spiera się z istotą, odbierając jej zdobycz, przekupując ją, podstawiając coś w zamian lub pochłaniając samą istotę. Opisy mówią o wysysaniu i wyciąganiu przedmiotów z ciała chorego, a także o walkach toczonych w ciemności przy zgaszonym ogniu, gdzie obecni słyszą głosy z kilku stron izby naraz.

Ke’let bywają też pomocnikami. Ten, kto raz je pokonał albo z nimi się ułożył, dysponuje nimi później przy kolejnych sprawach, więc granica między istotą wrogą a pomocną przebiega przez to, kto kogo ujarzmił, a nie przez naturę samej istoty.

Trzeba to powiedzieć wprost, bo inaczej cały ten obraz bywa czytany po europejsku. Nie ma tu podziału na dobre i złe duchy, jest podział na te, które właśnie jedzą, i te, które ktoś już opanował. Podobny układ atlas opisuje przy tuurngait inuickich i przy abaasy jakuckich, i za każdym razem jest to samo nieporozumienie w przekładzie.

Czukotka

Zmiana roli płciowej na polecenie istot: opisana krok po kroku

Zebrane z ust

Osoba przechodziła kolejne stopnie: mowę, ubiór, zajęcia, wreszcie małżeństwo. Polecenie przychodziło w chorobie.

Czytaj dalej

Na czym to stoiSzczegółowe zapisy z przełomu XIX i XX wieku sporządzone na miejscu; polecenie otrzymywane podczas choroby lub doznania, z odmową uchodzącą za śmiertelnie niebezpieczną; wyliczone stopnie zmiany: mowa i uczesanie, ubiór, zajęcia, u części małżeństwo z mężczyzną uznawane przez wspólnotę; przypisywana tym osobom szczególna moc obrzędowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zapisy pochodzą od badaczy z zewnątrz, choć sporządzanych na miejscu i w języku czukockim. Liczebność zjawiska nie jest znana, a jego dzisiejsza obecność nie została zbadana.

W zapiskach Czukczów szczegółowo opisano zjawisko bez bliźniaczych odpowiedników w innych atlasach. Osoba — najczęściej młody mężczyzna — otrzymywała polecenie zmiany płciowej tożsamości podczas ciężkiej choroby lub doznania, a odmowa uchodziła za śmiertelnie niebezpieczną. Zapisy dokumentują ten proces.

Zmiana miała stopnie i zapisy wyliczają je po kolei. Najpierw zmieniał się sposób mówienia i uczesanie. Potem ubiór. Potem zajęcia: przechodzenie do prac wykonywanych przez kobiety, z porzuceniem polowania. Na końcu, u części osób, zawarcie małżeństwa z mężczyzną, uznawanego przez wspólnotę na równi z innymi.

Osoby te uchodziły za szczególnie mocne w sprawach obrzędowych — potężniejsze od zwykłych praktyków — ponieważ stały między dwiema rolami i przez to miały dostęp do obu. Wspólnota traktowała ich pozycję jako wymagającą i niełatwą, nie postrzegając jej jako wybór ani przywilej.

Odnotowujemy to zjawisko takim, jakie jest w źródłach, powstrzymując się od dodawania współczesnych koncepcji i angażowania tych osób w dzisiejsze debaty. Była to ustalona, stopniowa i społecznie uznana struktura, która nie posiadała żadnych innych nazw, przebiegów czy uzasadnień poza tymi, które zostały opisane — wystarczało to do jej opisania.

Obrzęd i opowieść

Bęben w każdym namiocie, święto wieloryba i kruk, który wykradł światło

Tu obrzęd nie jest zastrzeżony dla wtajemniczonych: bęben stoi w domu i gra na nim rodzina. A postać, która stworzyła świat, jest w tych samych opowieściach oszustem i pośmiewiskiem.

Czukotka

Bęben nie należy do wtajemniczonego, tylko do domu

Zebrane z ust

W każdym namiocie wisiał bęben i uderzał w niego, kto chciał. Wróżba nie była tu zawodem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiBęben należący do gospodarstwa i wiszący w namiocie, używany przez domowników; okrągła rama, bardzo cienki naciąg, uderzanie cienką pałeczką w ramę lub przy niej; użycie zarówno obrzędowe, jak i do zabawy; wróżba domowa przez zawieszenie przedmiotu na rzemyku i przez ciągnięcie głowy zabitego zwierzęcia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Powszechność użycia bębna bywa w opracowaniach zawyżana albo zaniżana zależnie od tego, którą grupę — hodowców czy myśliwych morskich — opisywano. Zapisy dotyczą głównie przełomu XIX i XX wieku.

W odróżnieniu od licznych tradycji opisanych w atlasie, bęben u Czukczów nie był zarezerwowany wyłącznie dla osób wtajemniczonych. Umieszczony w namiocie, stanowił część gospodarstwa domowego; w jego membranę mogli uderzać na przemian gospodarz, gospodyni oraz najstarsze dziecko, zależnie od potrzeby lub ochoty. Zapisy historyczne wspominają o wieczorach, podczas których mieszkańcy namiotu kolejno brali bęben do rąk.

Bęben ma tu okrągłą ramę i bardzo cienki naciąg, a uderza się cienką pałeczką w ramę albo tuż przy niej, nie w środek jak w Europie. Dźwięk jest przez to wysoki i suchy, a nie dudniący. W tej samej okolicy używa się go zarówno do spraw obrzędowych, jak i do zabawy.

Wróżba domowa nie wymagała specjalisty; polegała na zawieszeniu przedmiotu na rzemyku i zadawaniu pytań, których odpowiedzią był jego ruch lub nagłe obciążenie. Inną metodą było ciągnięcie głowy zabitego zwierzęcia — jeśli szła ciężko, odpowiedź była negatywna. Takie praktyki odnotowywano jako czynności codzienne w zapisach etnograficznych.

Dla atlasu jest to ważne rozróżnienie: gdzie wróżba stanowi zajęcie specjalistów, jej zakazanie jest łatwe — wystarczy zabronić tym osobom praktykowania. Natomiast tam, gdzie każdy wykonuje wróżby we własnym namiocie, zakaz nie ma adresata, co utrudnia jego egzekwowanie. To tłumaczy, dlaczego praktyki czukockie związane z wróżeniem przetrwały kampanie dwudziestego wieku lepiej niż te oparte na wyznaczonej roli specjalistów.

wybrzeże Czukotki i głąb lądu

Odesłanie wieloryba i jesienna ofiara ze stada

Zebrane z ust

Myśliwi morscy odsyłali zabitego wieloryba obrzędem; hodowcy reniferów mieli własne święto jesienne.

Czytaj dalej

Na czym to stoiPowitanie zabitego wieloryba jak gościa, wyniesienie wyznaczonej części z powrotem ku morzu, podział mięsa między wszystkie domy osady; jesienny obrzęd hodowców przy uboju stada, ze znakami kreślonymi krwią i wynoszeniem części zwierząt w krajobraz; tłumaczenie braku połowu urazą, a nie przypadkiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zakres dzisiejszego odprawiania różni się między osadami, a część obrzędów wykonywana jest w postaci skróconej albo pokazowej. Opisy szczegółowe pochodzą z przełomu XIX i XX wieku.

U osiadłych myśliwych morskich najważniejszy obrzęd roku wiązał się z wielorybem. Zabite zwierzę witano jak gościa, jego głowę albo wyznaczoną część wynoszono z powrotem ku morzu, a mięso dzielono wedle ustalonych zasad między wszystkie domy osady, także te, które w polowaniu nie brały udziału.

Brak połowu tłumaczono przekonaniem, które atlas objaśnia przy niedźwiedziu nad Obem i zwierzynie u Inuitów: zwierzę dało się zabić dobrowolnie i wróci, jeśli potraktowane właściwie. Niepewność wyjaśniano nie jako pech, lecz urazę — coś, ktoś źle uczynił.

U hodowców reniferów odpowiednikiem było święto jesienne, przy jesiennym uboju: wyznaczano zwierzęta, odprawiano obrzęd przy stadzie, kreślono znaki krwią na twarzach i na saniach, a części zwierząt wynoszono w krajobraz. Obie grupy odprawiały więc rzecz podobną w innej materii — jedna wobec morza, druga wobec stada.

Podział mięsa jest tu częścią obrzędu, a nie następstwem. Wspólnota, w której głód bywa realny, ma obrzęd, który wymusza rozdzielenie zdobyczy poza własny dom — i to jest zapewne jego najtrwalszy, całkiem doczesny skutek, niezależnie od tego, co uczestnicy o nim sądzą.

Kamczatka, Koriacy i Itelmeni

Kruk, który stworzył świat i zaraz go ośmieszył

Zebrane z ust

Stwórca i błazen w jednej postaci: robi ziemię, a potem kradnie, kłamie i wychodzi na głupca.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy opowieści od XVIII wieku u Koriaków i Itelmenów; ta sama postać występująca jako stwórca światła i ziemi oraz jako złodziej i oszust w kolejnych opowieściach; występowanie postaci o tych samych cechach od Kamczatki po wybrzeże Kolumbii Brytyjskiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przyczyna rozległej zbieżności — wspólne dziedzictwo sprzed przejścia przez Beringię czy późniejszy obieg opowieści przez cieśninę — nie została wykazana. Obie możliwości są zgodne z materiałem.

Kruk jest centralną postacią w mitologii Koriaków i Itelmenów. Wydobywa lub wykrada światło, tworzy podstawy ziemi oraz uczy ludzi rozniecania ognia i połowu. Niemniej jednak, ten sam Kruk w kolejnych opowieściach kradnie pożywienie, oszukuje żonę, udaje martwego, by zdobyć zapasy, przebiera się za kobietę i pada ofiarą manipulacji ze strony swoich dzieci.

Dla czytelnika przywykłego do europejskiego podziału jest to zgrzyt: stwórca nie powinien być pośmiewiskiem. Tymczasem tu jedno nie przeszkadza drugiemu, bo obie rzeczy mówią o tej samej właściwości — o nieprzewidywalności. Ten, kto zrobił świat z niczego, jest z natury kimś, kto robi rzeczy nieoczekiwane, a to bywa dobre albo katastrofalne.

Postać Kruka o samych charakterystycznych cechach rozciąga się szerokim pasem: od Kamczatki przez Czukotkę, Cieśninę Beringa, Alaskę aż po wybrzeże Kolumbii Brytyjskiej. Atlas odnotowuje tę jedną z najrozleglejszych zbieżności mitycznych na świecie osobno w dziale o Ameryce Północnej.

Zbieżność nie została jednak wyjaśniona rozstrzygająco i trzeba to powiedzieć. Tłumaczy się ją wspólnym dziedzictwem ludności, która przeszła przez Beringię, albo późniejszym obiegiem opowieści przez cieśninę — a te dwie możliwości nie wykluczają się i żadnej z nich nie da się na razie wykazać.

Kamczatka i cieśnina

Itelmeni i towar, który obiegł świat w drugą stronę

Na południu mieszka lud o mowie spokrewnionej z czukocką, ale o zupełnie innym sposobie życia. A przez cieśninę szedł handel, który wyprzedził europejskie statki o całe pokolenia.

Kamczatka

Itelmeni: opis z 1755 roku i język, który został przy kilkudziesięciu osobach

Zapis po fakcie

Mamy o nich obszerny opis sprzed zapaści, sporządzony na miejscu. Z ludu pozostały nazwy i kilkadziesiąt osób mówiących.

Czytaj dalej

Na czym to stoiObszerny opis z połowy XVIII wieku sporządzony na miejscu przez uczestnika wyprawy badawczej, obejmujący obyczaj, kalendarz, obrzędy i opowieści; odnotowane doroczne oczyszczenie przed zimą, obrzędy przy budowie ziemianki i zakazy pokarmowe; kilka tysięcy osób przyznających się dziś do pochodzenia i kilkadziesiąt mówiących językiem; nauczanie szkolne i odtwarzanie obrzędów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Opis z XVIII wieku sporządził obserwator z zewnątrz i porządkował go wedle własnych kategorii. Dzisiejsze odtwarzanie obrzędów opiera się w znacznej części na tym właśnie zapisie, co czyni je rekonstrukcją, a nie przekazem ciągłym.

Itelmeni zamieszkiwali Kamczatkę przed przybyciem Rosjan i są jednym z nielicznych ludów Syberii, o których mamy obszerny opis sprzed załamania: sporządzony w połowie osiemnastego wieku przez uczestnika wyprawy badawczej, który spędził tam kilka lat, nauczył się mowy i spisał obyczaj, kalendarz, obrzędy i opowieści.

Opis ten notuje doroczne oczyszczenie przed zimą, obrzędy przy budowie ziemianki, zakazy pokarmowe oraz rozbudowany zespół opowieści o Kruku. Dzięki temu mamy tu rzadkość: obraz sprzed katastrofy, a nie wyłącznie zapisy z czasu, gdy było już po wszystkim.

W ciągu stulecia nastąpiła katastrofa, na którą złożyły się trzy przyczyny: powstania oraz ich tłumienie, epidemie zawleczone z zewnątrz i przymusowe przesiedlenia prowadzące do mieszania ludności. Do dwudziestego wieku przetrwała niewielka liczba ludności, znacząco zruszczonej.

Dziś do itelmeńskiego pochodzenia przyznaje się kilka tysięcy osób; językiem posługuje się zaledwie kilkadziesiąt z nich, głównie w podeszłym wieku. Trwa nauczanie dorocznych obrzędów i odtwarzanie ich cyklicznych wersji w szkolnym środowisku, lecz atlas jednoznacznie stwierdza: takie odtworzenie nie jest ciągłością ani jej nie udaje.

Cieśnina Beringa

Tytoń doszedł na Alaskę przez Syberię, zanim przypłynęli tam Europejczycy

Zapis po fakcie

Towar europejski obiegł świat w drugą stronę: przez Rosję i Czukotkę na Alaskę, wyprzedzając statki.

Czytaj dalej

Na czym to stoiDroga tytoniu z Europy przez Rosję i Syberię na Czukotkę i dalej na Alaskę, przed przybyciem tam statków europejskich; wymiana żelaza, paciorków szklanych, naczyń metalowych i tkanin na futra, kość morsową i wyroby ze skór; doroczne jarmarki w ustalonym czasie, z zawieszeniem wrogości.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładne daty dotarcia poszczególnych towarów na Alaskę drogą syberyjską nie są ustalone. Pewny jest sam kierunek i to, że wyprzedził on kontakt morski.

Tytoń, roślina trafiła do Europy w szesnastym wieku i rozprzestrzeniła się na wschód przez Rosję, docierając do Syberii, Czukotki oraz Alaski poprzez system wymiany na dorocznych jarmarkach i przeprawy przez cieśninę. Roślina ta dotarła na Alaskę przed przybyciem europejskich statków.

Nie był w tym osamotniony. Tą samą drogą szły na wschód żelazo, paciorki szklane, naczynia metalowe i tkaniny, a w przeciwną stronę futra, kość morsowa i wyroby ze skór. Wymiana odbywała się na ustalonych jarmarkach, w ustalonym czasie, przy zawieszeniu wrogości między stronami.

Skutek jest dla archeologii kłopotliwy i warto to powiedzieć. Przedmiot europejski znaleziony w warstwie alaskańskiej nie dowodzi obecności Europejczyków — mógł przejść przez kilkanaście rąk przez Syberię i cieśninę. Datowanie kontaktu wedle pierwszych znalezisk obcych wyrobów bywa przez to zawodne.

To pouczające przypomnienie dla atlasu uwidacznia się w egipskich amuletach odnalezionych w punickich grobach oraz maltańskich zębach rekina sprzedawanych w Europie: towary często podróżują dalej i szybciej niż ludzie czy wiara. Obecność przedmiotów nie świadczy o obecności ich twórców.

Wiek dwudziesty

Granica przez środek ludu i kampania przeciw obrzędowi

Dwie rzeczy zrobione tu przez państwo w ciągu jednego pokolenia: zamknięcie cieśniny w poprzek rodzin i systematyczne usuwanie osób prowadzących obrzędy.

Czukotka i Wyspa Świętego Wawrzyńca

Jeden lud, dwa państwa i czterdzieści lat zamkniętej cieśniny

Zapis z tamtych czasów

Rodziny po obu stronach Cieśniny Beringa odcięto od siebie na czterdzieści lat. Mówią tym samym językiem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiTa sama mowa jupicka po obu stronach cieśniny; wcześniejsza wymiana, małżeństwa i wspólne święta przez cieśninę; szczelne zamknięcie granicy w 1948 roku i rozdzielenie rodzin; odmienna polityka po obu stronach; przelot z Alaski na Czukotkę w 1988 roku i spotkania krewnych po czterdziestu latach; ograniczone wznowienie ruchu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skala rozdzielonych rodzin nie jest policzona. Zakres dzisiejszych kontaktów zmienia się wraz ze stosunkami między państwami i bywa okresowo zawieszany.

Po obu stronach Cieśniny Beringa mieszkają Jupikowie mówiący tym samym językiem: na czukockim wybrzeżu i na wyspie należącej do Alaski. Przed dwudziestym wiekiem cieśnina nie była granicą, lecz szlakiem — przepływano ją łodziami skórzanymi, żeniono się przez nią, handlowano i uczestniczono nawzajem w świętach.

W tysiąc dziewięćset czterdziestym ósmym roku granicę zamknięto szczelnie na dziesięciolecia. Rodziny rozdzielono z dnia na dzień, kontakt urwał się całkowicie, a po obu stronach prowadzono osobną politykę wobec tej samej ludności: przesiedlenia i likwidację osad po stronie radzieckiej, szkoły i gospodarkę pieniężną po amerykańskiej.

W tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym ósmym roku odbył się przelot nazwany później rozcięciem lodu: samolot z Alaski wylądował na Czukotce z delegacją, w której byli krewni ludzi mieszkających po drugiej stronie. Część spotkała się po czterdziestu latach. Ruch wznowiono, choć pozostał ograniczony i zależny od stosunków między państwami.

Na granicach świata, gdzie jedna linia dzieli ludzi i ich język, różnice pojawiają się nawet po czterdziestu latach oddzielenia. Mimo że mowa pozostaje wspólna dla obu stron, życie i obyczaje ewoluują w różnych kierunkach, kształtowane przez lata osobnego bytu.

cała Syberia

Lata trzydzieste: bębny do protokołu, ludzie do obozu

Zapis z tamtych czasów

Praktykę uznano za oszustwo i wyzysk. Odbierano przyrządy, sądzono, zsyłano, a dzieci zabierano do internatów.

Czytaj dalej

Na czym to stoiKampania prowadzona od lat dwudziestych XX wieku, z oskarżeniem o wyzysk i żerowanie na ciemnocie; odbieranie i spisywanie bębnów, ubiorów i zawiniątek, przekazywanych do muzeów albo niszczonych; postępowania kończące się grzywnami, zesłaniem i wyrokami obozowymi; przymusowe osiedlanie, łączenie osad i szkoły z internatem z zakazem mowy miejscowej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby osób skazanych i zmarłych nie są ustalone i podawane bywają rozbieżnie. Ocena skuteczności kampanii różni się zależnie od ludu i od tego, na czym opierała się tam praktyka.

Od lat dwudziestych dwudziestego wieku państwo radzieckie prowadziło na Syberii kampanię przeciw miejscowym praktykom obrzędowym. Podstawą oskarżenia nie była wiara sama w sobie, lecz to, że praktykujący miał uchodzić za wyzyskiwacza żerującego na ciemnocie. Odbierano przyrządy — bębny, ubiory, zawiniątka — spisywano je i przekazywano do muzeów albo niszczono.

Postępowania sądowe kończyły się grzywnami, zesłaniem i wyrokami obozowymi; część oskarżonych zginęła. Równolegle prowadzono przymusowe osiedlanie koczowników, łączenie osad i zabieranie dzieci do szkół z internatem, gdzie mowa miejscowa była zakazana. To ostatnie okazało się najskuteczniejsze, bo uderzało w przekaz, nie w praktyka.

Wpływ radzieckich działań na praktyki rytualne Syberii był zróżnicowany. Gdzie obrzędy opierały się na wyznaczonych rolach i przedmiotach, jak u ludów zachodniej Syberii, nastąpił dotkliwy upadek. Natomiast w przypadku Czukczów, gdzie wróżenie było domową czynnością, zachowało się więcej tradycji, ponieważ nie miał kto odebrać bębnów.

Trzeba dodać rzecz, która komplikuje obraz i którą atlas odnotowuje: część przedmiotów zabranych wtedy do muzeów przetrwała właśnie dlatego, że je zabrano. Gdyby zostały w użyciu, zużyłyby się i rozpadły. Dziś są podstawą odtwarzania i przedmiotem roszczeń o zwrot — dokładnie jak bębny saamskie.