Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Mexica

Ameryka Środkowa · Mexica

Raz na pięćdziesiąt dwa lata gasły wszystkie ognie

Rachuba dni jest tu ta sama co u Majów — dwieście sześćdziesiąt, trzynaście razy dwadzieścia — tylko nazwana innym językiem. Nie powtarzamy jej więc drugi raz; pokazujemy, co się z nią robiło dalej. A robiono rzecz bez odpowiednika: co pięćdziesiąt dwa lata gaszono wszystkie ognie w kraju i zapalano jeden nowy.

Podpis działu

Pięćdziesiąt dwa lata i jedno palenisko

Cztery znaki i trzynaście liczb dają pięćdziesiąt dwa lata. Na końcu wiązki wszystkie paleniska gasną i zostaje jeden ogień. Kliknij, żeby zobaczyć, jak to liczono i co się wtedy działo.

Postacie

Jedenaście postaci i pojęć doliny Meksyku, z których żadne nie jest bogiem w naszym sensie

Jedenaście postaci i pojęć doliny Meksyku, z których żadne nie jest bogiem w sensie, do którego przywykliśmy. Mylenie ich z rzymskim panteonem psuje obraz od pierwszego zdania.

dwoistość

Ometeotl

Nie osoba, tylko zasada pary. Bywa nazywany dwojgiem imion naraz i nie ma świątyń.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOkreślenia w mowie obrzędowej; brak świątyń i ofiar; spór o to, na ile jest to jedna postać.

Mowa o zasadzie podwójnej, opisywanej jako para męsko-żeńska, z której wywodzi się reszta. Nie ma tu kultu z ofiarami ani świątyni, którą dałoby się wskazać.

Trzeba przy tym uczciwie zaznaczyć, że to, jak bardzo była to jedna postać, jest sporne. Część badaczy uważa dzisiejsze ujęcie za porządkowanie wprowadzone znacznie później.

Wracamy więc do reguły, którą stosujemy wszędzie: piszemy, co jest poświadczone, i osobno, co jest uporządkowaniem zrobionym po.

dymiące zwierciadło

Tezcatlipoca

Nazwa znaczy „dymiące zwierciadło”. Obsydianowe lustro było przedmiotem widzenia, nie ozdobą.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZnaczenie samej nazwy oraz zachowane lustra obsydianowe i przedstawienia ich użycia.

Polerowany obsydian daje ciemne odbicie, w którym widać kształty niewyraźnie. Był używany do patrzenia — i stąd nazwa postaci, która jest zarazem imieniem przedmiotu.

To ta sama zasada, którą opisujemy w kilku innych działach: lustro, woda, gładka powierzchnia jako narzędzie widzenia. Powtarza się w miejscach bez kontaktu, bo rozwiązuje ten sam problem.

Postać jest przy tym dwuznaczna: bywa dobroczyńcą i bywa tym, kto rujnuje. Nie ma tu podziału na dobrych i złych, do którego przywykł europejski czytelnik.

pióropierzysty wąż

Quetzalcoatl

Postać dużo starsza od państwa Mexików i obecna w całej okolicy przez ponad tysiąc lat.

Czytaj dalej

A było takTrwały motyw ikonograficzny regionu oraz opowieść o powrocie, której związek z podbojem jest konstrukcją późniejszą.

Wąż pokryty piórami występuje w ikonografii regionu na długo przed powstaniem państwa Mexików i na obszarze znacznie szerszym. To jeden z najtrwalszych motywów tej części świata.

Z postacią wiąże się też opowieść o władcy, który odszedł i ma wrócić. Przypisywanie jej roli w podboju jako gotowej przepowiedni jest jednak późniejszą konstrukcją i traktujemy ją jako taką.

Wymieniamy to osobno, bo jest to jeden z najczęściej powtarzanych „faktów” o podboju — i jeden z najsłabiej poświadczonych.

sobowtór

Nagual

Zwierzę związane z człowiekiem na całe życie. Co się stanie jemu, stanie się i człowiekowi.

Czytaj dalej

Skąd wiemyPrzypisania przez dzień urodzenia i dwa odrębne użycia słowa, poświadczone także współcześnie.

Każdy ma zwierzęcy odpowiednik, przypisany zwykle przez dzień urodzenia. Los obu jest spleciony: rana zwierzęcia bywa raną człowieka.

Słowo bywa też używane dla osoby umiejącej przybrać postać zwierzęcia. Te dwa znaczenia mieszają się i dziś, a w opisach popularnych są zwykle zlewane w jedno.

Warto zauważyć, że wiąże to porządek zwierzęcy z rachubą dni: dzień urodzenia daje charakter, a charakter ma postać. Rachuba, o której mówi cała ta strona, sięga więc dalej niż kalendarz.

bóstwo własne

Huitzilopochtli

Bóstwo jednego ludu — poza państwem Mexików nie znamy jego kultu. Przyszedł z nimi z wędrówki i z nimi upadł.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZasięg kultu ograniczony do Mexików, przy poświadczonym szerokim zasięgu pozostałych postaci; układ świątyni odpowiadający opowieści o Coatepec.

Pozostałe wielkie postacie tego obszaru — Pierzasty Wąż, ten od deszczu, ten od dymiącego zwierciadła — są starsze od państwa Mexików i czczone daleko poza nim. Huitzilopochtli nie. Jest bóstwem jednego ludu, przyniesionym z wędrówki i wyniesionym razem z nim.

Opowieść o jego narodzinach umieszcza rzecz na wzgórzu Coatepec: matka zachodzi w ciążę od pęku piór, starsze rodzeństwo postanawia ją zabić, a on rodzi się zbrojny i rozprawia się z siostrą, zrzucając ją ze wzgórza. Świątynia w stolicy odtwarzała tę scenę w kamieniu: u stóp schodów leżała płyta z posiekaną siostrą.

To rzadki przypadek, w którym da się wskazać polityczną robotę mitu. Lud, który przyszedł na zasiedlone tereny ostatni i najpierw służył innym, dostaje bóstwo zwycięskie od pierwszej chwili życia — i buduje mu świątynię, która tę pierwszą chwilę powtarza.

Po upadku państwa kult zniknął szybciej niż wszystkie inne, bo nie miał oparcia poza tym państwem. Deszcz i Pierzasty Wąż zostały w wierze wiejskiej na stulecia; ten nie.

deszcz

Tlaloc

Dzielił szczyt głównej świątyni z bóstwem własnym Mexików. Dwie kaplice obok siebie, nie jedna.

Czytaj dalej

Skąd wiemyDwie kaplice na szczycie świątyni głównej; rozpoznawalny zestaw cech ikonograficznych o zasięgu ogólnomezoamerykańskim; pochówki dziecięce w depozytach świątynnych.

Świątynia w środku stolicy miała na szczycie dwie kaplice: jedną dla bóstwa ludu, drugą dla tego od deszczu. Nie była to uprzejmość wobec starszego kultu — rolnictwo kukurydziane na tej wysokości zależy od pory deszczowej co do tygodnia, a państwo karmiło setki tysięcy ludzi.

Tlaloc jest starszy od Mexików o ponad tysiąc lat i pod innymi imionami znany całej Mezoameryce. Rozpoznaje się go po obwódkach wokół oczu i po zębach, i ten sam znak działa od Teotihuacán po Jukatan.

Jego sanktuarium górskie leży na szczycie po wschodniej stronie doliny, powyżej czterech tysięcy metrów: kamienny dziedziniec z długą murowaną drogą dojazdową. Chodzi się tam do dziś, choć po co innego.

Do tego kultu należały ofiary z dzieci i nie ma sensu tego owijać. Pochówki przy głównej świątyni to potwierdzają, a opisy wiążą je z porą suchą. Piszemy to tu, a nie w przypisie.

posąg

Coatlicue i los jej wizerunku

Kolosalny posąg odkopano w 1790 roku na głównym placu — i zakopano z powrotem, bo ludzie zaczęli przy nim składać kwiaty.

Czytaj dalej

Skąd wiemyUdokumentowane odkrycie z 1790 roku i kolejne zakopania oraz odkopania posągu na dziedzińcu uniwersytetu.

Postać matki Huitzilopochtliego przedstawia rzeźba wysoka na ponad dwa i pół metra: spódnica z węży, naszyjnik z rąk i serc, zamiast głowy dwa węże zwrócone do siebie. Nie jest to wizerunek osoby, tylko zestaw znaczeń złożony w jedno ciało.

Posąg wykopano przypadkiem podczas prac na głównym placu miasta Meksyk w 1790 roku. Trafił na uniwersytet, gdzie po pewnym czasie kazano go zakopać na dziedzińcu: przychodzili ludzie i zostawiali przy nim kwiaty. Odkopywano go później jeszcze dwa razy.

Ta historia jest ciekawsza niż sama rzeźba, bo pokazuje, że pytanie „czy to już tylko zabytek” bywało w praktyce pytaniem otwartym — i że rozstrzygano je decyzją administracyjną, a nie badaniem.

Dziś stoi w muzeum narodowym. Kwiatów już przy niej nikt nie zostawia, ale przy innych miejscach tej samej doliny owszem.

zaświaty

Mictlan i pies

Dziewięć poziomów, cztery lata drogi i rzeka, przez którą przenosi pies. Nie było tu nagrody ani kary.

Czytaj dalej

A było takPodział zaświatów według rodzaju śmierci, a nie według zasług — i czteroletnia droga zamiast natychmiastowego rozstrzygnięcia.

Kraina zmarłych miała dziewięć poziomów, a droga do jej dna trwała cztery lata i składała się z prób: przejście między zderzającymi się górami, wiatr tnący obsydianem, przeprawa przez rzekę. Na końcu nie było sądu.

O tym, dokąd się idzie, decydował nie sposób życia, lecz RODZAJ ŚMIERCI. Utopieni szli do miejsca związanego z deszczem, poległych i zmarłe w połogu czekało towarzyszenie Słońcu, reszta szła do Mictlan. Europejskiemu czytelnikowi trudno w to uwierzyć, bo znosi całą konstrukcję zasługi.

Przez rzekę przenosił zmarłego pies o rudej sierści — i dlatego psy chowano razem z ludźmi. Rasa bezwłosa z tego obszaru jest nazwana od tej roli i istnieje do dziś.

Cztery lata drogi i rzeka do przebycia tłumaczą też, dlaczego jedzenie i wodę zostawiano zmarłym wielokrotnie, a nie raz. To jest ten element, który przetrwał w listopadowych obrzędach.

trudne

Xipe Totec

Święto wiosenne, w którym kapłan przez dwadzieścia dni nosił skórę ofiary. Nie da się tego opisać ładnie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyPrzedstawienia obrzędu, opisy jego przebiegu oraz rozpoznana świątynia tego kultu poza obszarem Mexików.

Postać nazywana „naszym panem obdartym ze skóry” wiązała się ze wschodem, z wiosną i z odnowieniem roślinności. Obrzęd jej święta polegał na tym, że skórę zabitego nosił przez dwadzieścia dni kapłan, a potem ją składano.

Znaczenie było rolnicze i czytelne w swojej logice: ziarno kukurydzy zrzuca łuskę, ziemia zmienia okrycie. To nie czyni obrzędu mniej okrutnym, ale tłumaczy, dlaczego był to obrzęd wiosenny, a nie wojenny.

Kult jest starszy i szerszy od Mexików. Świątynia poświęcona tej postaci została rozpoznana w stanie Puebla, na terenie ludu mówiącego innym językiem — co przesuwa rzecz poza jedno państwo i jedną stolicę.

Wymieniamy to hasło, bo dział, który opisuje tylko kalendarz i ładne pióra, kłamie przez pominięcie. Tu było i jedno, i drugie, w tym samym mieście i w tym samym roku.

ogień

Pan ognia i turkusu

Postać, bez której nie ma obrzędu z podpisu tego działu. To jego ogień gaszono i zapalano.

Czytaj dalej

Skąd wiemyTożsamość słowa oznaczającego turkus, rok i wiązkę lat; umiejscowienie kultu w palenisku domowym.

Bóstwo ognia i roku łączy dwie rzeczy, które w tym języku są blisko: słowo oznaczające turkus znaczy też rok i coś drogocennego. Wiązka pięćdziesięciu dwóch lat nosi tę samą nazwę co turkus.

Ognisko domowe było jego miejscem, a palenisko w środku domu punktem, w którym ta wielka rachuba dotykała jednej rodziny. Gaszenie ogni nie było więc gestem państwowym wykonywanym gdzieś wysoko, tylko czynnością w każdej kuchni.

Do jego święta należał obrzęd z ogniem, w którym brali udział także ludzie starzy — jedna z niewielu poświadczonych okazji, gdy w obrzędzie zbiorowym pito napój alkoholowy legalnie.

Podpisem tego działu jest wiązka lat i jeden ogień. Ta postać jest tym, przez co obie te rzeczy są jedną rzeczą, a nie dwiema.

matka

Tonantzin

„Nasza matka” — określenie, nie imię. Przylgnęło potem do zupełnie innej postaci i tak zostało.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZnaczenie słowa jako formy zwracania się oraz zapisy duchownych z lat siedemdziesiątych XVI wieku o nazywaniu tym słowem Matki Bożej z Tepeyac.

Słowo znaczy dosłownie „nasza czcigodna matka” i było stosowane do kilku postaci żeńskich, nie do jednej. Bywa tłumaczone jak imię własne, a jest formą zwracania się.

Jedno ze wzgórz na północ od stolicy było miejscem kultu postaci tak nazywanej. To samo wzgórze stało się później najważniejszym miejscem pielgrzymkowym całego kraju, pod innym wezwaniem.

W zapisach z lat siedemdziesiątych XVI wieku duchowni odnotowują z niepokojem, że miejscowi nazywają tamtejszą Matkę Bożą dawnym słowem. Ten zapis jest wcześniejszy niż jakikolwiek zachowany tekst opowieści o objawieniu.

Co z tego wynika i czego nie wynika, rozkładamy w dziale o ludach obu Ameryk. Tu odnotowujemy samo słowo i samo wzgórze, bo należą do tego języka i do tej doliny.

Miejsca

Siedem punktów tej doliny i to, co na nich dziś stoi

Siedem miejsc tej doliny i to, co na nich dzisiaj stoi. Jedno z nich jest dziś parkiem, jedno placem z blokiem mieszkalnym, a jedno zniknęło razem z jeziorem.

stolica

Świątynia Główna

Siedem świątyń jedna w drugiej, rozebrana do fundamentów w 1521 i odnaleziona w 1978 przez elektryków.

Czytaj dalej

Skąd wiemySiedem rozpoznanych faz budowlanych; znalezisko tarczy z lutego 1978 roku u stóp schodów; przeszło dwieście depozytów ofiarnych z materiałem spoza doliny.

Mowa o Templo Mayor — głównej świątyni Tenochtitlán, której dolne warstwy leżą dziś odsłonięte tuż przy katedrze, w śródmieściu miasta Meksyk. Budowli nie przebudowywano — obudowywano: każda kolejna faza zamykała poprzednią w środku jak skorupa, więc wnętrze zachowało etapy starsze. Rozpoznano ich siedem, a najstarsze ściany stoją dziś pod pięcioma następnymi.

Po zdobyciu miasta świątynię rozebrano, a kamień poszedł w mury katedry i domów. Miejsce zabudowano tak dokładnie, że przez cztery stulecia spierano się, gdzie dokładnie stała.

W lutym 1978 roku robotnicy kopiący pod kable natrafili na kamienną tarczę o średnicy przeszło trzech metrów z przedstawieniem Coyolxauhqui, posiekanej siostry Huitzilopochtliego. Leżała u stóp schodów, dokładnie tam, gdzie opowieść o Coatepec każe jej leżeć. Od tego znaleziska ruszyły wykopaliska, które trwają.

Znaleziono przy tym ponad dwieście depozytów ofiarnych: muszle z oceanów po obu stronach, skóry jaguarów, przedmioty starsze o setki lat, wyraźnie zebrane jako zabytki już wtedy. Państwo składało w fundamentach rzeczy z całego swojego zasięgu.

wzgórze

Wzgórze Nowego Ognia

Tu rozniecano ten jeden ogień. Dziś stoi na nim krzyż i co roku odbywa się przedstawienie męki pańskiej.

Czytaj dalej

A było takJeden punkt widoczny z całej doliny — i ta sama widoczność wykorzystana ponownie od 1843 roku przez obrzęd chrześcijański.

Punkt, w którym zapalano nowy ogień po wygaszeniu wszystkich innych, leży na wzgórzu Cerro de la Estrella — w nahuatl Huixachtlan — w południowej części Doliny Meksyku, dziś w dzielnicy Iztapalapa, po drugiej stronie jeziora Texcoco niż stolica Tenochtitlán. Na szczycie zachowały się resztki budowli.

Wybór miejsca nie był dowolny: ze szczytu widać całą dolinę, a z całej doliny widać szczyt. Ogień rozpalony tam był widoczny dla wszystkich, którzy właśnie siedzieli po ciemku — i to jest cała inżynieria tego obrzędu.

Od 1843 roku na tym samym wzgórzu odbywa się co roku wielkotygodniowe przedstawienie męki pańskiej, dziś jedno z największych w kraju. Bierze w nim udział kilkadziesiąt tysięcy osób.

Nie twierdzimy, że jedno wynika z drugiego. Odnotowujemy, że to samo wzniesienie jest od stuleci miejscem, na które raz w roku patrzy cała okolica.

plac

Trzy warstwy na jednym placu

Ruiny, kościół z 1609 i blok mieszkalny z lat sześćdziesiątych stoją wokół jednego placu. Nazwa mówi wprost: plac Trzech Kultur.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowany układ placu z trzema warstwami zabudowy; działalność szkoły przy kościele i powstałe tam zapisy w nahuatl.

Tlatelolco, miasto bliźniacze stolicy na sąsiedniej wyspie, miało największy targ obszaru; opisy mówią o dziesiątkach tysięcy ludzi dziennie. To tam padły ostatnie walki 1521 roku.

Na tym samym placu stoją dziś obok siebie odsłonięte fundamenty przedhiszpańskie, kościół wzniesiony z ich kamienia na początku XVII wieku i bloki osiedla Nonoalco-Tlatelolco z lat sześćdziesiątych XX wieku. Trzy warstwy widać naraz, z jednego miejsca.

Przy kościele działało Colegio de Santa Cruz de Tlatelolco, szkoła, w której synowie miejscowej starszyzny uczyli się łaciny i w której powstała znaczna część zapisów o dawnej wierze — spisanych po nahuatl, przez samych zainteresowanych, pod nadzorem zakonnym.

To jest źródło, z którego czerpie ten dział i wszystkie inne. Warto wiedzieć, że powstało w konkretnym budynku, w konkretnym celu i że cel ten był misyjny.

4120 m n.p.m.

Sanktuarium na szczycie

Kamienny dziedziniec powyżej czterech tysięcy metrów, z drogą procesyjną długą na sto metrów. Jedno z najwyżej położonych miejsc kultu świata.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowany mur i droga procesyjna na szczycie; orientacja osi drogi na wschód Słońca; opisy wspólnych wypraw władców kilku państw doliny.

Na szczycie Monte Tláloc — góry zamykającej Dolinę Meksyku od wschodu, w paśmie Sierra Nevada — stoi prostokątny mur z kamieni suchych, a do niego prowadzi wąska droga między dwoma murami, długa na blisko sto metrów. Nie ma tam ani drzew, ani wody, ani żadnego powodu, żeby budować — poza tym jednym.

Miejsce działało w porze suchej, przed pierwszymi deszczami. Szli tam władcy kilku państw doliny, także tych ze sobą skłóconych, i to jest jedna z niewielu poświadczonych okazji wspólnego obrzędu ponad granicami.

Droga procesyjna jest skierowana tak, że na jej osi wschodzi Słońce w określonych dniach roku. Takich ustawień jest w tej dolinie więcej i nie są przypadkowe.

Dziś na szczyt prowadzi szlak. Mur stoi, dziedziniec jest pusty, a pora deszczowa zaczyna się nadal mniej więcej wtedy co wtedy.

wykute w skale

Świątynia wykuta w górze

Nie zbudowana z bloków, tylko wydrążona w litej skale — rozwiązanie w Mezoameryce wyjątkowe, znane z niewielu miejsc.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane wnętrze wykute w litej skale wraz z wyposażeniem; niedokończone pomieszczenia ze śladami narzędzi.

Nad miasteczkiem Malinalco, na wzgórzu Cerro de los Ídolos, w dzisiejszym stanie Meksyk na południowy zachód od doliny, okrągłe wnętrze o średnicy sześciu metrów wydrążono w skale wraz z całym wyposażeniem: ława biegnąca wokół ściany, rzeźby orła i jaguara, wszystko z tego samego kamienia, z którego zbudowana jest góra.

Wejście ma postać otwartej paszczy. Wchodzi się więc przez nią do środka góry, a nie po schodach na szczyt piramidy — odwrotnie niż w znanych nam budowlach tego obszaru.

Wiąże się to miejsce z obrzędami związanymi z dwoma zakonami wojowników. Budowę przerwał podbój i widać to: część pomieszczeń jest niedokończona, ze śladami narzędzi na ścianach.

Technicznie jest to w tym obszarze robota rzadka. Wykuwanie wnętrza w skale wymaga pracy odwrotnej do murowania: błędu nie da się cofnąć, bo raz zdjętego kamienia nie da się dołożyć.

źródło

Skała z portretami władców

Ze wzgórza szła woda do miasta. Na jego skałach kuto podobizny władców — i skuwano je później.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane ślady kucia i skuwania podobizn władców na skałach wzgórza; przebieg akweduktów zasilających wyspę.

Chapultepec, po nahuatl „wzgórze koników polnych”, leży na zachód od wyspy ze stolicą i miał źródła, z których dwoma akweduktami szła woda pitna do Tenochtitlán. Kontrola tego wzgórza była warunkiem istnienia miasta i po obu stronach każdej wojny o dolinę wiedziano o tym dobrze.

Na skałach wykuto podobizny kolejnych władców w naturalnej wielkości. Większość została w XVI wieku i później skuta; z jednej zachował się zarys, z innych ślady po dłucie.

Skuwanie wizerunku władcy nie jest wandalizmem przypadkowym — to zabieg polityczny o czytelnym adresie. Na tym samym obszarze robiono to również przed podbojem, sąsiad sąsiadowi.

Dziś jest to park miejski w środku kilkunastomilionowego miasta, z zamkiem na szczycie i zoo u podnóża. Źródła wyschły wraz z osuszeniem jezior.

czego nie ma

Jezioro, którego nie ma

Miasto stało na wyspie. Jeziora nie ma od stu lat, a miasto zapada się do dziś, miejscami po pół metra rocznie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyUdokumentowany przebieg osuszania jezior od XVII do XX wieku oraz pomiary osiadania gruntu w mieście.

Tenochtitlán leżało na wyspie jeziora Texcoco, najniższego i najbardziej słonego z pięciu połączonych zbiorników Doliny Meksyku, z groblami zamiast dróg, kanałami zamiast ulic i polami usypanymi na płyciznach. Zaopatrzenie szło łodziami, bo nie było zwierząt pociągowych ani koła w użyciu transportowym.

Po podboju jeziora zaczęto osuszać — najpierw z powodu powodzi, potem konsekwentnie. Prace ciągnęły się od początku XVII wieku do XX. Dno stało się gruntem budowlanym.

Ił jeziorny pod ciężarem miasta i przy wypompowanej wodzie podziemnej zapada się. Katedra, stojąca na gruzie świątyni, osiadła nierównomiernie i musiała być prostowana; niektóre dzielnice obniżają się nadal o kilkadziesiąt centymetrów rocznie.

To jest ta rzadka sytuacja, w której skutek dawnej decyzji widać gołym okiem z ulicy. Nie trzeba wykopalisk — wystarczy spojrzeć na przechylone drzwi.

Czytanie dni

Ta sama rachuba co u Majów, własnymi księgami

Cztery rzeczy z czytania dni — tej samej rachuby co u Majów, prowadzonej tu przez własnych specjalistów i własnymi księgami.

260 dni

Ta sama rachuba, inny język

Tonalpohualli to ten sam licznik, co majański tzolk'in: trzynaście razy dwadzieścia.

Czytaj dalej

Skąd wiemyTożsamość konstrukcji: te same dwa liczniki i ta sama długość cyklu, przy różnych nazwach dni.

Budowa jest identyczna: liczba od jednego do trzynastu i nazwa z dwudziestu, obie przeskakujące naraz. Różnią się nazwy dni i język, nie zasada.

Dlatego nie powtarzamy tu tej samej siatki po raz drugi — stoi w dziale o Majach i można ją tam obejrzeć. Ten dział pokazuje, co się z tą rachubą robiło dalej.

Wspólność rachuby na dużym obszarze jest przy tym faktem mocnym: to nie jest podobieństwo idei, tylko ta sama konstrukcja o tych samych liczbach.

czytający dni

Tonalpouhqui

Specjalista od rachuby, wzywany przy narodzinach, małżeństwie i wyprawie. Pracował z księgą.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy praktyki zawierające także regułę przesuwania obrzędu na dzień korzystniejszy.

Do czytającego dni szło się po nazwę dla dziecka, po termin ślubu, po rozstrzygnięcie, kiedy ruszać. Odczyt brał z rachuby i z ksiąg, które miał przed sobą.

To jest ta sama rola, którą w wyżynnej Gwatemali pełni dziś rachmistrz dni — z tą różnicą, że tam praktyka trwa nieprzerwanie, a tutaj instytucja została rozbita.

Rzecz warta uwagi: jeśli dzień urodzenia wypadał źle, wolno było przesunąć obrzęd nadania imienia na dzień lepszy. Rachuba nie była więc wyrokiem, tylko materiałem do pracy.

kodeksy

Księgi

Składane w harmonijkę karty ze skóry albo z kory. Zachowało się ich bardzo mało i wiadomo dlaczego.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane kodeksy i udokumentowane niszczenie ksiąg po podboju; późniejsze zapisy z udziałem informatorów.

Księgi składano w harmonijkę i malowano obustronnie; służyły do odczytu dni, do rachunków i do spisów. Zachowanych jest garstka, głównie z obszarów sąsiednich.

Powód ich braku nie jest tajemniczy: były niszczone po podboju, celowo i na dużą skalę. To trzeba zapisać wprost, bo inaczej niedostatek źródeł wygląda na przypadek.

Część tego, co wiemy, pochodzi z zapisów sporządzonych już po podboju, przy udziale miejscowych informatorów. Znowu więc: dobry zapis, ale zrobiony po.

człowiek

Dzień daje imię

Imię brało się z dnia urodzenia. Ten sam układ, co u Majów — i u Guaraní, choć inaczej uzasadniony.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZbieżność praktyki nazywania z rachubą dni, wykazana dla obszaru mezoamerykańskiego.

Dziecko dostawało imię z dnia rachuby, a wraz z nim przypisany charakter i zwierzęcy odpowiednik. Imię było więc jednocześnie datą.

Ten sam układ opisaliśmy u Majów. U Guaraní imię też przychodzi z zewnątrz i też stanowi człowieka, ale uzasadnienie jest zupełnie inne — tam jest nim słowo, nie dzień.

Piszemy „powtarza się”, nie „pochodzi od”. Między Majami a Mexikami wspólność rachuby jest wykazana; z Guaraní nie łączy tego nic poza podobnym rozwiązaniem.

Rzemiosła

Wróżenie, leczenie i szkodzenie — trzy role, nie jedna

Wróżenie, leczenie i szkodzenie miały tu osobnych specjalistów i osobne nazwy. Pięć rzeczy, z których trzy działają do dziś.

lecznik

Ticitl

Leczył, przyjmował porody i stawiał rozpoznanie — między innymi rzucając ziarna kukurydzy na wodę.

Czytaj dalej

Skąd wiemyRozróżnienie ról w zapisach w nahuatl; poświadczone sposoby rozpoznania, w tym rzucanie ziaren na wodę; XVI-wieczna księga ziołowa spisana miejscowymi rękami.

Ta rola obejmowała leczenie ciała, prowadzenie porodu i rozpoznawanie przyczyny. Nie była tym samym co czytanie dni ani tym samym co szkodzenie — źródła kolonialne zlewają wszystkie trzy w jedno słowo, a to zaciera podział, który tu istniał.

Rozpoznanie stawiano kilkoma sposobami naraz: przez rzucanie ziaren kukurydzy na powierzchnię wody i czytanie ich układu, przez mierzenie przedramienia chorego, przez oglądanie i wypytywanie. Pierwszy z nich działa do dziś w wielu miejscach kraju.

Zielarstwo tego obszaru było rozbudowane i częściowo zapisane w XVI wieku przez samych zainteresowanych, w księdze ziołowej powstałej w szkole przy kościele w mieście bliźniaczym. Sporo z tych roślin znalazło potem drogę do aptek europejskich.

Poród prowadziła kobieta i do niej należało również mycie noworodka oraz obrzęd nadania imienia. Zmarła w połogu miała los taki jak poległy w bitwie — to nie jest metafora, tylko ten sam kierunek po śmierci.

łaźnia

Temazcal

Niska kopuła, rozgrzane kamienie, para z naparu ziół. Używana przy porodzie i chorobie — i używana nadal.

Czytaj dalej

A było takZabieg leczniczy i połogowy o własnej wykładni, zwalczany przez dwa stulecia i praktykowany do dziś, bez widocznej w zapisach przerwy.

Łaźnia parowa ma postać niskiej kopuły z kamienia albo gliny, do której wchodzi się na czworakach. Kamienie rozgrzewa się od zewnątrz, a parę robi się przez polewanie ich naparem ziołowym.

Była częścią leczenia i połogu, a nie zabiegiem higienicznym. Wejście do niej opisywano w kategoriach powrotu do wnętrza matki, a wyjście jako narodziny — stąd jej rola przy porodach.

Duchowni zwalczali ją, bo wchodzono tam nago i wspólnie, a przy tym odmawiano formuł, których nie rozumiano. Zakazy powtarzano przez dwa stulecia, co samo w sobie mówi, jak skuteczne były.

Dziś stoi w tysiącach miejsc, od wsi po ośrodki dla turystów. W zapisach nie widać przerwy: powtarzane przez dwa stulecia zakazy mówią o łaźni jako o rzeczy bieżącej, a opisy późniejsze zastają ją na wsi w tej samej roli. Zmienił się kontekst i to, kto za nią płaci.

szkodzenie

Ten, kto potrafi zaszkodzić

Osobna rola, nazwana osobnym słowem. To jej bali się sąsiedzi, nie lecznika.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOdrębne słownictwo dla trzech ról w zapisach w nahuatl oraz sposób ich zlewania w jedno w aktach hiszpańskich.

Obok lecznika i czytającego dni istniała trzecia rola: ktoś, kto potrafi wyrządzić szkodę — chorobę, stratę, śmierć. Nazywano to inaczej i traktowano inaczej, a oskarżenie o to bywało śmiertelnie niebezpieczne dla oskarżonego.

Z tą rolą łączyło się przekonanie o przybieraniu postaci zwierzęcej. Słowo oznaczające zwierzęcego odpowiednika człowieka i słowo oznaczające osobę zmieniającą postać są spokrewnione i do dziś bywają mylone także w opracowaniach.

Po podboju to właśnie tę rolę hiszpańskie akta tłumaczyły jako czary — i przez to wszystko inne, co miejscowi robili z ziołami i znakami, trafiało do tej samej rubryki. Lecznik i truciciel wchodzili jednymi drzwiami.

Wiara w szkodzenie nie zniknęła. W wielu okolicach do dziś rozróżnia się tego, kto leczy, i tego, kto szkodzi, a na obie role są tam osobne słowa — czego hiszpańskie akta procesowe nie oddawały, zlewając je w jedno pojęcie czarów.

rośliny

Nasiona, grzyby i zakaz z 1620 roku

Nasiona powoju i grzyby stosowano do pytania o rzeczy nieznane. Święte Oficjum zakazało ich osobnym edyktem.

Czytaj dalej

Skąd wiemyEdykt Świętego Oficjum z 1620 roku zakazujący jednej z roślin wróżebnych; opisy przebiegu obrzędu z prowadzącym, porą i zakazami pokarmowymi.

Dwie rzeczy miały tu rangę narzędzia pytania: nasiona pewnego powoju, roztarte i wypite, oraz grzyby o nazwie znaczącej „ciało bogów”. Stosowano je nie dla przeżycia, lecz dla zadania: znaleźć rzecz, wskazać sprawcę, postawić rozpoznanie.

Obrzęd miał prowadzącego, porę nocną, ciszę i zakazy pokarmowe przed i po. Odpowiedź brał na ogół prowadzący, a nie pytający — to jest rozwiązanie odmienne od dzisiejszego użycia tych samych roślin.

W 1620 roku Święte Oficjum w mieście Meksyk wydało edykt zakazujący używania jednej z takich roślin, uznając to za przesąd i zabobon. Dokument ten jest zarazem dowodem, że praktyka była wtedy powszechna i że władza kościelna widziała w niej przeciwnika.

Grzyby przetrwały w kilku okolicach w użyciu leczniczo-wróżebnym i w takim właśnie użyciu zostały opisane w XX wieku. Zainteresowanie z zewnątrz zmieniło potem tę praktykę bardziej niż trzy stulecia zakazów.

dziś

Oczyszczenie

Pęk ziół, jajko, kadzidło z żywicy. Zabieg wykonywany dziś na targach całego kraju — i zszyty z czterech źródeł.

Czytaj dalej

A było takZabieg złożony z elementów przedhiszpańskich, katolickich i europejskich — datowalnych osobno — a nie nieprzerwana praktyka przedhiszpańska.

Najczęstszy dziś zabieg polega na obmiataniu ciała pękiem ziół albo przetaczaniu po nim surowego jajka, przy okadzaniu żywicą i przy modlitwie. Wykonuje się go na targowiskach, w domach i przy sanktuariach.

Składniki mają różne metryki. Żywica kadzidlana i sam gest obmiatania są przedhiszpańskie i dobrze poświadczone. Modlitwy są katolickie. Jajko pochodzi ze zwierzęcia przywiezionego przez Europejczyków, więc ten element jest z konieczności późniejszy.

Rozpoznania, na które się to stosuje — przestrach, złe spojrzenie, zawiść — też mają mieszane pochodzenie. Złe spojrzenie jest śródziemnomorskie i przyszło z Hiszpanią; przestrach jako choroba duszy ma korzenie miejscowe.

Podajemy ten rozkład, bo zabieg bywa przedstawiany jako „pradawny obrzęd Azteków”. Jest czymś ciekawszym: żywym rzemiosłem złożonym z czterech warstw, z których każdą da się datować osobno.

Zrost

Co zrosło się z chrześcijaństwem i w którym miejscu widać szew

Pięć sposobów, na jakie dawne i nowe zrosło się w tej dolinie — od formy budynku kościelnego po datę w listopadzie.

architektura

Kaplica otwarta

Forma kościelna wymyślona w Meksyku, bo tutejsi ludzie odprawiali obrzędy na dworze. Msza wychodzi na plac.

Czytaj dalej

Skąd wiemyWystępowanie kaplic otwartych wyłącznie w Nowej Hiszpanii, przy braku odpowiednika w Europie; powtarzalny układ dziedzińca z czterema kapliczkami i krzyżem.

W XVI wieku budowano tu kościoły z ołtarzem otwartym na zewnętrzny dziedziniec: prezbiterium pod dachem, a wierni na placu przed nim. Forma ta nie istnieje w Europie i powstała tutaj.

Powód był praktyczny i wynikał z rozpoznania miejscowego zwyczaju: obrzęd odbywał się dotąd na otwartym dziedzińcu u stóp platformy, a nie we wnętrzu. Zamiast zmieniać nawyk, zmieniono budynek.

Dziedzińce takie mają często cztery narożne kapliczki i krzyż pośrodku — układ, który powtarza podział przestrzeni na cztery strony i środek, obecny w tej kulturze wszędzie. Można to nazwać zbiegiem okoliczności; powtarza się jednak w setkach miejsc.

To przykład zrostu innego niż podstawienie świętego pod dawną postać. Tu nie zmienia się treść, tylko naczynie — i robi to strona chrześcijańska, świadomie, dla skuteczności.

kamień

Krzyż z obsydianowym lustrem

Kamienne krzyże z XVI wieku bywają pokryte znakami męki — i mają w środku lustro z obsydianu.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane XVI-wieczne krzyże dziedzińcowe z wpuszczonym krążkiem polerowanego obsydianu w miejscu skrzyżowania ramion.

Na dziedzińcach z tego stulecia stoją krzyże kamienne pokryte przedstawieniami narzędzi męki: gwoździe, korona, drabina, kogut. Rzeźbili je miejscowi kamieniarze, wykształceni na własnej tradycji.

Część z nich ma w miejscu skrzyżowania ramion wpuszczone krążek z polerowanego obsydianu. Ten sam materiał i ten sam kształt służyły wcześniej jako narzędzie patrzenia, a nazwa jednej z wielkich postaci znaczy „dymiące zwierciadło”.

Nie twierdzimy, że kamieniarz robił to przeciw kościołowi. Twierdzimy, że sięgnął po rozwiązanie, które znał — i że powstał przedmiot czytelny na dwa sposoby naraz, zależnie od tego, kto patrzy.

Takich przedmiotów jest sporo i to one są najlepszym materialnym zapisem pierwszego stulecia po podboju. Tekst z tego czasu ma autora i cel; kamień ma tylko wykonawcę.

miejsce

Kościół na platformie

Nie zawsze rozbierano. Czasem stawiano na wierzchu, a platforma zostawała pod spodem i widać ją do dziś.

Czytaj dalej

A było takZabudowa przedhiszpańskich platform nowymi kościołami zamiast ich usunięcia — poświadczona w setkach miejscowości.

W wielu miejscowościach kościół stoi na wzniesieniu o zbyt regularnym kształcie, z kamiennymi krawędziami wychodzącymi spod trawy. To przedhiszpańska platforma świątynna, na której zbudowano nowy budynek zamiast ją usuwać.

Decyzja była oszczędna: gotowy fundament, gotowa dominanta w krajobrazie, gotowe miejsce, do którego ludzie i tak przychodzą. Dla strony miejscowej znaczyło to, że miejsce pozostaje miejscem.

Największy przypadek tego rodzaju leży na wschód od doliny: kaplica na szczycie największej objętościowo budowli przedhiszpańskiej obu Ameryk, dziś wyglądającej jak porośnięte trawą wzgórze.

Piszemy o tym osobno, bo popularny obraz mówi „zburzyli wszystko”. Zburzyli wiele, ale w setkach miejsc zrobili coś innego i te miejsca da się dziś obejść nogami.

listopad

Cztery lata drogi i dwa dni w kalendarzu

Powrót zmarłych ma tu starszy grunt niż data. Droga przez Mictlan trwała cztery lata i wymagała zaopatrzenia.

Czytaj dalej

Skąd wiemyCzteroletnia droga przez zaświaty w zapisach w nahuatl; rozbieżne metryki poszczególnych składników dzisiejszego obrzędu.

Dzisiejszy obrzęd listopadowy jest datowany katolicko — pierwszy i drugi listopada — i ta rama jest europejska bez żadnych wątpliwości. Pod nią leży jednak grunt starszy i konkretny.

Droga zmarłego przez dziewięć poziomów trwała cztery lata i wymagała zaopatrzenia: wody, jedzenia, psa. Zostawianie zmarłemu jedzenia wielokrotnie, a nie raz, wynika z tej właśnie arytmetyki.

Kukurydza, nagietek i żywica kadzidlana są miejscowe. Cukrowa czaszka jest europejska w technologii, a elegancki szkielet w kapeluszu to rysunek z początku XX wieku, który stał się godłem dopiero później.

Dlatego mówimy: ani czysto przedhiszpańskie, ani czysto katolickie. Każdy składnik ma swoją metrykę, a zlepienie ich w jedną „pradawną tradycję” jest robotą dwudziestowieczną.

XX wiek

Taniec przed katedrą

Tancerze w pióropuszach na placu głównym to zjawisko XX-wieczne. Powiedzenie tego nie odbiera im niczego.

Czytaj dalej

A było takBractwa taneczne o rodowodzie kolonialnym, przekształcone w XX wieku w ruch odwołujący się wprost do państwa Mexików.

Grupy tańczące przed katedrą w mieście Meksyk wywodzą się z bractw tanecznych o rodowodzie kolonialnym, związanych z kultem świętych i grających na instrumentach z pancerza pancernika.

Dzisiejsza postać — pióropusz, bęben, nazwa odwołująca się wprost do państwa Mexików — ukształtowała się w XX wieku, w ramach szerszego ruchu odzyskiwania dawnej tożsamości po rewolucji.

Napisanie tego nie jest odebraniem czegokolwiek. Obrzęd nie musi być nieprzerwany, żeby był prawdziwy dla tych, którzy go odprawiają — a udawanie ciągłości, której nie ma, szkodzi sprawie bardziej niż data.

Stosujemy tu tę samą regułę co wszędzie: podajemy, co jest poświadczone jako ciągłe, i osobno, co zostało podjęte na nowo. Obie rzeczy są rzeczywiste, tylko inaczej.

Ściganie

Kto naprawdę sądził dawną wiarę w tej dolinie

Cztery rzeczy o tym, jak ścigano dawną wiarę. Najważniejsza jest ta, że robił to nie trybunał inkwizycji, tylko osobny urząd, którego nazwy dziś nikt nie zna.

1536–1543

Inkwizycja biskupia

Zanim powstało Święte Oficjum, sądził biskup. To w tych latach zapadły wyroki przeciw miejscowym.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZachowane akta postępowań biskupich z lat 1536–1543 i orzeczone w nich kary.

Przed powołaniem trybunału uprawnienia inkwizycyjne sprawował biskup stolicy. W latach 1536–1543 prowadził postępowania, wśród których kilkanaście dotyczyło miejscowych oskarżonych o bałwochwalstwo, ukrywanie wizerunków i wielożeństwo.

Kary były zwykle publiczne i upokarzające, ale nie śmiertelne: chłosta, ostrzyżenie, wystawienie na widok, praca. Jeden wyjątek zaważył na całej późniejszej polityce.

Rzecz warto zestawić z Europą tego samego stulecia. Tam trwały już masowe procesy o czary; tutaj aparat kościelny uznał, że ma do czynienia nie z herezją, lecz z niedouczeniem — i to rozróżnienie miało skutki prawne.

Akta tych spraw są jednym z niewielu źródeł, w których słychać stronę miejscową bezpośrednio, choć przez tłumacza i pod przymusem. Trzeba je czytać z tą świadomością, ale nie wolno ich odrzucać.

1539

Spalenie pana Texcoco

Wnuk władcy, wykształcony w szkole zakonnej, spalony na stosie za mowę przeciw nowej wierze. Sprawa skończyła kariery sędziów.

Czytaj dalej

Skąd wiemyAkta procesu z 1539 roku, reakcja administracji i odwołanie sędziego z uprawnień inkwizycyjnych; rozporządzenie z 1571 roku wyłączające ludność rdzenną.

W 1539 roku skazano na śmierć i spalono na głównym placu miasta Meksyk pana jednego z trzech głównych państw doliny — człowieka ochrzczonego i wykształconego przez zakonników. Zarzutem było nie tyle odprawianie dawnych obrzędów, ile publiczne nauczanie przeciw nowej wierze.

Wyrok wywołał sprzeciw w samej administracji kolonialnej i w Hiszpanii. Uznano, że stracono człowieka świeżo ochrzczonego, który nie mógł być odpowiedzialny jak wierny od pokoleń. Sędzia został z tych uprawnień odwołany.

Ta jedna sprawa jest tłem decyzji, która zapadła trzydzieści dwa lata później: wyłączenia ludności rdzennej spod władzy trybunału. Przyczyna nie była humanitarna — była prawna i wynikała z uznania jej za niezdolną do świadomej herezji.

Skutek był podwójny. Ludność rdzenna nie trafiała przed trybunał, ale trafiała przed sąd biskupi i przed urząd powołany wyłącznie do niej, który działał dłużej i sięgał głębiej w codzienność.

XVI–XVIII w.

Osobny urząd do spraw dawnej wiary

Skoro nie trybunał, to kto? Urząd biskupi powołany wyłącznie dla ludności rdzennej, czynny przez dwieście lat.

Czytaj dalej

A było takOsobny urząd biskupi dla ludności rdzennej, czynny przez dwa stulecia, z karami cielesnymi i przymusem — zamiast postępowań trybunału i stosów.

Po wyłączeniu ludności rdzennej spod trybunału sprawy dawnej wiary przejął osobny urząd biskupi. Działał w każdej diecezji, miał własnych urzędników i własne więzienie, a jego akta są obfitsze niż akta trybunału w sprawach tego rodzaju.

Rozpatrywał donosy o zachowane wizerunki, o obrzędy w jaskiniach i na szczytach, o lecznictwo z modlitwą do niewłaściwego adresata, o pijaństwo obrzędowe. Kary: chłosta, ostrzyżenie, roboty, rzadko zesłanie.

Skuteczność była ograniczona i widać to po powtarzalności spraw: te same miejscowości wracają w aktach przez dziesięciolecia. Urząd nie likwidował praktyki, tylko okresowo ją karał.

To jest najważniejsza korekta popularnego obrazu. Trybunał inkwizycji nie palił Indian na stosach: od 1571 roku ludność rdzenna w ogóle mu nie podlegała, a jedyny znany wyrok śmierci w sprawach dawnej wiary — ten z 1539 roku, opisany obok — wydał przed powstaniem trybunału sąd biskupi i to właśnie ta sprawa zaważyła na późniejszym wyłączeniu. Było za to dwieście lat rutynowego, biurokratycznego nacisku przez urząd, którego nazwy dziś prawie nikt nie zna.

lata 30. XVI w.

Palenie ksiąg

Zbiory z Texcoco spalono na rynku. Z kilkuset kodeksów tego obszaru zostało kilkanaście.

Czytaj dalej

Skąd wiemyUdokumentowane palenie zbiorów w latach trzydziestych XVI wieku oraz liczba zachowanych kodeksów przedhiszpańskich.

Niszczenie ksiąg odbywało się w kilku falach i jest udokumentowane po obu stronach: przez tych, którzy je palili, jako zasługa, i przez miejscowych zapisujących to później jako stratę.

Największy zbiór doliny, gromadzony przez władców jednego z trzech głównych miast, spalono na rynku. Szacunki liczby zniszczonych ksiąg są rozbieżne, ale rząd wielkości nie budzi sporu.

Zachowało się kilkanaście kodeksów przedhiszpańskich z całej Mezoameryki, przy czym z samej doliny nie ma pewnie ani jednego. To, czym dysponujemy, to w większości zapisy powstałe po podboju.

Dlatego przy każdym zdaniu tego działu pytamy, skąd wiemy. Nie z ostrożności retorycznej, tylko dlatego, że przeważająca część materiału powstała po tym, jak materiał wcześniejszy wrzucono w ogień.

Uczciwie

Ani sensacji, ani wybielania

Cztery rzeczy, bez których byłby to obraz sensacyjny albo wybielony. Jedną z nich jest ofiara z ludzi i nie zamierzamy jej ani przemilczeć, ani podać jako widowiska.

bez wygładzania

Ofiara z ludzi

Były i były częścią porządku państwowego. Skala jest sporna, sam fakt nie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyPrzedstawienia, opisy i znaleziska przy głównej świątyni; rozbieżność między liczbami źródeł kolonialnych a materiałem.

Ofiary z ludzi są poświadczone przedstawieniami, opisami i znaleziskami, w tym pochówkami przy głównej świątyni. Były wpisane w kalendarz świąt i w wojnę.

Liczby podawane przez źródła kolonialne bywają ogromne i są przez badaczy uznawane za zawyżone — pisali je ludzie, którym zależało na usprawiedliwieniu podboju. Znaleziska dają skalę mniejszą, ale wciąż znaczną.

Nie wybieramy więc żadnej z wersji na pokaz. Mówimy: fakt jest pewny, skala sporna, a każde źródło ma swój interes. To jest jedyny opis, który daje się utrzymać.

wojna

Podbój nie był starciem dwóch stron

Po stronie najeźdźców walczyły dziesiątki tysięcy miejscowych sojuszników. I zaraza.

Czytaj dalej

Skąd wiemyLiczebność sił sojuszniczych w relacjach obu stron oraz udokumentowany przebieg epidemii.

Państwo Mexików miało na swoim obszarze wielu wrogów, którzy w podboju zobaczyli okazję. Liczebnie to oni stanowili większość sił, które je obaliły.

Drugim czynnikiem była ospa i kolejne zarazy, które w ciągu dziesięcioleci zabiły znaczną część ludności całego obszaru. To nie była przewaga oręża.

Opowieść o garstce, która pokonała imperium, jest przez to fałszywa dwa razy — i w obu miejscach pochlebia tym samym ludziom.

nazwa

To nie byli Aztekowie

Sami nazywali się Mexica. Nazwa „Aztekowie” rozpowszechniła się dopiero w dziewiętnastym wieku.

Czytaj dalej

A było takMexica — nazwa własna; „Aztekowie” to określenie rozpowszechnione w dziewiętnastym wieku.

Słowo odnoszące się do mitycznego miejsca pochodzenia zostało podchwycone przez pisarzy europejskich i utrwaliło się jako nazwa ludu. Sami zainteresowani używali innej.

Zostawiamy obie, bo pod nową nikt tego nie znajdzie, ale kolejność ma znaczenie: najpierw jak nazywali siebie, potem jak nazwano ich później.

Do tego dochodzi rzecz szersza: „Aztekowie” bywa używane dla całego obszaru, na którym żyło wiele odrębnych ludów mówiących różnymi językami.

dzisiaj

Nahuatl jest żywy

Mówi nim ponad milion osób w Meksyku. To nie jest język martwy ani wyłącznie historyczny.

Czytaj dalej

Skąd wiemyDane o liczbie mówiących i o odmianach regionalnych; zapożyczenia obecne w językach europejskich.

Nahuatl ma dziś ponad milion mówiących i własne odmiany regionalne. Jest nauczany, zapisywany i używany w domu.

Wiele słów z niego weszło do polszczyzny przez hiszpański — czekolada, pomidor, awokado — i to jest najkrótszy dowód, że rzecz nie jest zamknięta w muzeum.

Dlatego w tym dziale, tak jak w trzech poprzednich, o praktyce i o ludziach piszemy w czasie teraźniejszym wszędzie, gdzie to prawdziwe.

W liczbach

Osiem liczb — rachuba, ogień, świątynia, język i zakaz

Osiem liczb, które mierzą świat, a nie naszą tezę. Każdą można otworzyć i zobaczyć, skąd się wzięła.

52

Lata w wiązce

Cztery znaki razy trzynaście liczb. Żadne imię roku nie powtarza się wcześniej.

Czytaj dalej

Cztery znaki roku i trzynaście liczb dają pięćdziesiąt dwa różne imiona lat, bo cztery i trzynaście nie mają wspólnego dzielnika większego od jedynki.

Dopiero po pięćdziesiątym drugim roku imię wraca. Wtedy wiązkę się zamyka i zaczyna następną — i wtedy gasną ognie.

Rysunek na tej stronie układa te lata w cztery rzędy po trzynaście i liczy je sam, zamiast podawać liczbę na wiarę.

1

Ogień, od którego zapalano resztę

Rozniecany w jednym wyznaczonym punkcie i rozwożony pochodniami. Wszystkie inne paleniska były wtedy zgaszone.

Czytaj dalej

Wszystkie paleniska w kraju gaszono jednego wieczoru. Nowy ogień rozniecano w jednym wyznaczonym punkcie na wzgórzu widocznym z całej doliny.

Stamtąd rozwożono go pochodniami — najpierw do świątyń, potem do domów. Kolejność zapalania odtwarzała więc porządek państwa.

Do obrzędu należała ofiara z człowieka. Piszemy to przy liczbie, a nie tylko w osobnym haśle.

260

Dni w rachubie — ta sama co u Majów

Trzynaście razy dwadzieścia. Inne nazwy dni, ta sama konstrukcja; siatkę pokazujemy w dziale o Majach.

Czytaj dalej

Trzynaście liczb i dwadzieścia nazw dni, przeskakujących naraz. Konstrukcja identyczna jak majański tzolk'in.

Siatki nie powtarzamy tutaj — stoi w dziale o Majach i tam ją widać w całości.

Wspólność tej rachuby na obszarze wielu języków jest faktem mocnym: to nie podobieństwo idei, tylko ta sama arytmetyka.

ponad milion

Mówiących dziś w nahuatl

Język ma odmiany regionalne, jest nauczany i używany w domu. Nie jest historyczny.

Czytaj dalej

Językiem nahuatl mówi dziś w Meksyku ponad milion osób, w kilkunastu odmianach regionalnych.

Jest nauczany w szkołach dwujęzycznych, zapisywany i używany w domu. Nie jest to język historyczny.

Kilka jego słów weszło do polszczyzny przez hiszpański: czekolada, pomidor, awokado, kojot.

XIX wiek

Kiedy upowszechniła się nazwa „Aztekowie”

Sami nazywali się Mexica. Nowszą nazwę podchwycili pisarze europejscy.

Czytaj dalej

Nazwa wzięła się od Aztlán — miejsca wyjścia, o którym mówią własne przekazy tego ludu. Jako zbiorcze określenie całej kultury weszła w obieg dopiero w europejskim piśmiennictwie pierwszej połowy dziewiętnastego wieku, w opracowaniach geograficznych i historycznych, a stamtąd przeszła do podręczników po obu stronach oceanu.

Datowanie bierze się z porównania druków, nie z jednego dokumentu. W źródłach szesnasto- i siedemnastowiecznych, także kolonialnych, lud ten występuje pod nazwą własną albo pod nazwami swoich miast-państw; nazwy zbiorczej po prostu tam nie ma.

Dlatego liczbą jest tutaj wiek, a nie rok. Nie było ani jednej książki, od której wszystko się zaczęło, ani urzędowego nadania — był czas, w którym słowo upowszechniło się w druku na tyle, że zaczęło wypierać nazwę używaną przez samych zainteresowanych.

7

Świątyń jedna w drugiej

Budowli nie przebudowywano, tylko obudowywano. Najstarsze ściany stoją dziś pod pięcioma następnymi.

Czytaj dalej

Każda kolejna rozbudowa zamykała poprzednią w środku jak skorupa. Dzięki temu wnętrze zachowało etapy starsze, mimo że zewnętrzną warstwę rozebrano po podboju.

Rozpoznano siedem faz. Najstarsza zachowana kaplica ma jeszcze barwny tynk i kamienną figurę na progu.

To rzadka sytuacja: budowla zniszczona i zachowana naraz, w zależności od tego, o którą warstwę pytać.

1978

Rok, w którym znaleziono świątynię

Robotnicy kopiący pod kable natrafili na kamienną tarczę o średnicy przeszło trzech metrów.

Czytaj dalej

Przez cztery stulecia spierano się, gdzie dokładnie stała główna świątynia. Miejsce zabudowano tak szczelnie, że pewności nie było.

W lutym 1978 roku ekipa elektryczna trafiła na płytę z przedstawieniem posiekanej siostry bóstwa — leżącą u stóp schodów, dokładnie tam, gdzie opowieść każe jej leżeć.

Od tego znaleziska ruszyły wykopaliska, które trwają do dziś. Odsłonięto ponad dwieście depozytów ofiarnych.

1620

Rok zakazu rośliny wróżebnej

Święte Oficjum wydało osobny edykt przeciw jednej z roślin używanych do pytania o rzeczy nieznane.

Czytaj dalej

Edykt uznawał jej użycie za przesąd i zabobon, a nie za herezję — to rozróżnienie miało skutki co do kary.

Sam dokument jest dowodem, że praktyka była wtedy powszechna i że władza kościelna widziała w niej przeciwnika wartego osobnego pisma.

Zakaz powtarzano później wielokrotnie, co jest najprostszą miarą jego skuteczności.

Sprawdzamy

Czego nie było

Pięć zdań, które krążą jako oczywistości, a nie są prawdziwe.

Garstka najeźdźców pokonała imperium

Po ich stronie walczyły dziesiątki tysięcy miejscowych sojuszników, a zaraza zrobiła resztę.

Czytaj dalej

A było takKoalicja miejscowych przeciwników państwa Mexików, wsparta przez przybyszów, oraz epidemie.

Państwo Mexików miało na swoim obszarze wielu wrogów, którzy zobaczyli w podboju okazję — i to oni stanowili większość sił, które je obaliły. Sami zresztą o tym przypominali: przez cały wiek szesnasty ich miasta słały do korony pisma z wyliczeniem własnego udziału w wojnie, dopominając się za to zwolnień podatkowych i przywilejów.

Obraz garstki śmiałków pochodzi z relacji samych zdobywców, pisanych po to, żeby uzasadnić nagrodę za służbę. Pomija naraz dwie rzeczy: sojuszników, bez których nie było czym walczyć, i ospę, która w ciągu kilku dziesięcioleci zabrała znaczną część ludności obszaru — razem z tymi, którzy mieli stanąć w miejsce poległych.

Wzięli najeźdźców za powracającego boga

Związek opowieści o powrocie z podbojem jest konstrukcją późniejszą, słabo poświadczoną.

Czytaj dalej

A było takTrwały motyw ikonograficzny i opowieść o powrocie, bez wykazanego związku z przebiegiem podboju.

Sama postać i opowieść o odejściu są dobrze poświadczone i dużo starsze. Ich powiązanie z konkretnymi wydarzeniami podboju pojawia się w zapisach późniejszych i służyło określonej narracji.

To jeden z najczęściej powtarzanych „faktów” o podboju i jeden z najsłabiej ugruntowanych.

Nazywali się Aztekowie

Nazywali się Mexica. Druga nazwa upowszechniła się w dziewiętnastym wieku, w Europie.

Czytaj dalej

A było takMexica jako nazwa własna; „Aztekowie” jako określenie zewnętrzne z dziewiętnastego wieku.

Nazwa własna brzmiała Mexica; mieszkańcy stolicy nazywali się też Tenochca, a sąsiedzi z drugiej wyspy — Tlatelolca. Słowo odnoszące się do mitycznego miejsca wyjścia podchwycili pisarze europejscy i dopiero oni utrwalili je jako nazwę ludu.

Kłopot nie jest wyłącznie nazewniczy. Pod jednym słowem mieści się dziś państwo istniejące od lat dwudziestych piętnastego wieku do 1521 roku, cała ludność mówiąca w nahuatl i sztuka całej doliny — trzy różne zakresy, których pomylenie psuje każde następne zdanie.

Kalendarz aztecki to coś innego niż majański

Rachuba 260 dni jest ta sama: trzynaście razy dwadzieścia. Różnią się nazwy, nie konstrukcja.

Czytaj dalej

A było takTa sama konstrukcja 13 × 20 pod inną nazwą i w innym języku.

Liczba od jednego do trzynastu i nazwa z dwudziestu, obie przeskakujące naraz — identycznie. Wspólność rachuby na dużym obszarze jest faktem mocnym.

Dlatego siatki nie powtarzamy: stoi w dziale o Majach, a tutaj pokazujemy, co z tą rachubą robiono dalej.

Ofiary z ludzi to wymysł zdobywców

Były i są poświadczone materialnie. Sporna jest skala, nie sam fakt.

Czytaj dalej

A było takPraktyka poświadczona materialnie, o skali mniejszej niż podają źródła kolonialne, ale znacznej.

Zaprzeczenie wzięło się z nieufności, która sama w sobie jest uzasadniona: liczby podawane przez zdobywców służyły usprawiedliwieniu wojny, więc odrzucano je razem z faktem. To są jednak dwa osobne twierdzenia i trzeba je rozdzielić.

Sam fakt jest poświadczony materiałem, nie tylko relacją: pochówki ofiarne w depozytach przy głównej świątyni, czaszki z otworami wybitymi po obu stronach, żeby nawlec je na drąg rusztowania, na którym je wystawiano, oraz przedstawienia w rzeźbie i w księgach. Sporny pozostaje rachunek skali, nie istnienie praktyki.