Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Rumunia — dni pożyczone

Europa · kraj po kraju

Rumunia — dni pożyczone i mowa łacińska pisana cyrylicą

Rumunia jest miejscem mieszania sama w sobie, zanim jeszcze zacznie się wyliczać obyczaje: mowa romańska w otoczeniu prawosławnym, a przez trzy stulecia zapisywana cyrylicą. Ten dział zaczyna się od wróżby, którą robi się tam do dziś w pierwszych dniach marca, i przez nią dochodzi do bractwa tanecznego z przysięgą, do dwóch różnych powrotów zmarłego i do powieści, która zabrała stąd imię, a zostawiła całą resztę.

Podpis działu

Dwanaście dni pożyczonych: wybierasz jeden i nie zmieniasz

Pierwsze dni marca są pożyczone. Wybiera się jeden z nich — raz, przed czasem, bez poprawki — a pogoda tego dnia ma powiedzieć, jaki będzie cały rok wybierającego. Kliknij dzień, żeby przeczytać, jak się go czyta i skąd się to wzięło.

Skąd to się bierze

Staruszka, dziewięć kożuchów i reguła, która czyni z tego wróżbę

skąd się biorą te dni

Staruszka i dziewięć kożuchów

Wyszła w góry w marcu z owcami i zrzucała kożuch za kożuchem, bo robiło się coraz cieplej. Potem przyszedł mróz.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZapisy opowieści i rachuby dni z dziewiętnastego i dwudziestego wieku, zgodne co do liczby kożuchów.

Opowieść ma postać stałą. Stara kobieta wychodzi na pastwisko na początku marca, ubrana w dziewięć kożuchów. Każdego dnia robi się cieplej, więc zrzuca jeden. Gdy została bez ostatniego, wróciła zima i zamarzła razem ze stadem.

Cała rachuba dni bierze się z tej liczby: dziewięć kożuchów to dziewięć dni. Tam, gdzie liczy się dwanaście, przyjmuje się, że część kożuchów miała podszewkę albo że doliczono dni powrotu.

Warto powiedzieć wprost, czego o tej postaci nie wiemy. Zapisy opowieści są późne, głównie dziewiętnastowieczne, i nie ma podstaw, żeby przedstawiać ją jako zachowane w całości bóstwo przedchrześcijańskie. To, co pewne, to funkcja: tłumaczy zmienną pogodę marca i dostarcza narzędzia do wróżby.

reguła wróżby

Wybiera się raz

Dzień trzeba wybrać przed pierwszym marca i nie wolno go zmienić po fakcie. Na tym polega różnica wobec horoskopu.

Czytaj dalej

Skąd wiemyReguła wyboru przed terminem notowana zgodnie w relacjach współczesnych i dawniejszych.

Zasada jest prosta i to ona czyni z tego wróżbę, a nie przepowiednię ogólną. Dzień wybiera się wcześniej, mówi się o tym komuś, i po fakcie nie wolno zmienić wyboru na taki, który lepiej wypadł.

Rzecz działa więc odwrotnie niż rubryka z gazety, gdzie tekst dopasowuje się do czytelnika. Tutaj czytelnik zobowiązuje się z góry, a odczyt może być niekorzystny i nie ma odwołania.

Ta sama reguła — zobowiązanie przed wynikiem — wraca w wielu wróżbach opisanych w innych działach. Jest to zresztą jedyny znany sposób, żeby wróżba mogła cokolwiek powiedzieć: wynik musi być zdolny wypaść źle.

1 marca

Mărţişor

Czerwono-biały sznurek noszony przez cały marzec, a potem zawieszany na kwitnącym drzewie.

Czytaj dalej

Skąd wiemyPraktyka bieżąca, wpis na listę dziedzictwa niematerialnego jako zwyczaj wielonarodowy.

Pierwszego marca wręcza się skręcony sznurek z czerwonej i białej nici, często z drobną zawieszką. Nosi się go przypiętego przez cały miesiąc, a zdejmuje wtedy, gdy zobaczy się pierwsze kwitnące drzewo, i zawiesza na jego gałęzi.

Dwie barwy czyta się jako parę przeciwieństw: zima i wiosna, mróz i słońce. Zawieszenie na drzewie zamyka rzecz tak samo jak wyprowadzenie kukły poza wieś w innych obrzędach wiosennych — to, co się nosiło, nie wraca do domu.

Zwyczaj jest żywy, powszechny i wpisany na listę dziedzictwa niematerialnego wspólnie z kilkoma krajami sąsiednimi. Nie jest walentynkami i nie ma związku z zalotami: daje się go matkom, nauczycielkom i koleżankom.

Bractwo

Przysięga na dziewięć dni, a potem taniec, który leczy

Bractwo taneczne, które składa przysięgę przed chorągwią i przez dziewięć dni nie podlega zwykłym regułom. Tańczy po to, żeby leczyć. Wciąż istnieje.

Przysięga przed chorągwią

Bractwo zawiązuje się na czas obrzędu i rozwiązuje po nim. Wiąże je przysięga złożona przed drzewcem z ziołami.

Czytaj dalej
Czaszawiązanie przed Zielonymi Świątkami, rozwiązanie po dziewięciu dniach
Miejscepoza wsią, przy wodzie albo na rozstajach, bez świadków spoza bractwa
Kto prowadzistarszy bractwa; osobno stoi milczący z drewnianą szablą
Słowoprzysięga wypowiadana nad drzewcem; treści nie powtarza się poza bractwem
Gestzłożenie rąk na drzewcu, następnie skok i pierwszy krok tańca
Przedmiotdrzewce z przywiązanym czosnkiem i piołunem, dzwonki u nóg, drewniana szabla
Darbrak; bractwo nie przyjmuje zapłaty za samo zawiązanie

Skąd wiemyOpisy obrzędu z dwudziestego wieku i relacje bieżące; przysięga i zioła na drzewcu powtarzają się zgodnie.

Bractwo istnieje tylko przez czas obrzędu. Zawiązuje się je przysięgą złożoną przed drzewcem, na którym przywiązano czosnek i piołun, i rozwiązuje po dziewięciu dniach. Poza tym okresem nie ma bractwa, są poszczególni mężczyźni.

W składzie jest postać osobna: milczący, z drewnianą szablą i zakrytą twarzą, który nie odzywa się przez cały czas trwania. Jego rola jest odwrotna do reszty — nie tańczy razem, tylko pilnuje granicy obrzędu.

Przez te dni obowiązują zakazy: nie wolno spać w domu, przechodzić przez pewne miejsca ani rozmawiać o tym, co się robi. To jest ten sam kształt, co w innych bractwach obrzędowych Europy: czas, w którym zwykłe reguły są zawieszone, ma własne reguły twardsze.

Taniec, który leczy

Bractwo tańczy nad chorym. Rozpoznanie brzmi: został wzięty przez te, które chodzą w tym tygodniu.

Czytaj dalej
Czasw ciągu dziewięciu dni po Zielonych Świątkach
Miejscepodwórze chorego albo miejsce, w którym zachorował
Kto prowadzicałe bractwo; chory leży, nie uczestniczy
Słowookrzyki rytmiczne w trakcie tańca, bez formuły odmawianej nad chorym
Gesttaniec wokół leżącego, przeskakiwanie nad nim, na końcu uderzenie drewnianą szablą o ziemię
Przedmiotgarnek rozbijany na końcu, czosnek dawany choremu do zjedzenia, dzwonki
Darprzyjmowany dopiero po zabiegu i nieumawiany z góry

Skąd wiemyOpisy zabiegu zgodne w relacjach z różnych okolic; rozbicie naczynia i czosnek występują powszechnie.

Dolegliwość, którą się tu zajmowano, tłumaczono jako skutek naruszenia zakazów obowiązujących w tygodniu po Zielonych Świątkach. Objawy opisywano jako bezwład, drętwienie albo utratę mowy.

Zabieg jest zbiorowy i głośny, co odróżnia go od wszystkiego, co opisujemy w działach sąsiednich. Tam leczy jedna osoba szeptem; tutaj leczy grupa tańcem, hałasem dzwonków i przeskakiwaniem nad leżącym.

Na końcu rozbija się garnek, a chory ma zjeść czosnek z drzewca. Rozbicie naczynia zamyka zabieg tak samo, jak wylanie wody poza obejście zamyka zabieg podlaski: to, co zdjęte, musi zostać zniszczone albo wyprowadzone.

Co z tego zostało

Tradycja żywa i wpisana na listę dziedzictwa, a jednocześnie w dużej części przeniesiona na scenę.

Czytaj dalej
Czasdziś: występy przez cały rok, obrzęd w swoim terminie
Miejscescena i festiwal obok wsi
Kto prowadzizespoły, w części wywodzące się z dawnych bractw
Słowozachowane okrzyki; przysięgi w wersji scenicznej nie ma
Gesttaniec zachowany w całości, bo to on jest przedmiotem przekazu
Przedmiotdrzewce i dzwonki jako rekwizyt
Darhonorarium za występ — czyli dokładnie to, czego obrzęd zabraniał

Skąd wiemyWpis na listę dziedzictwa niematerialnego i bieżąca praktyka festiwalowa.

Rzecz jest wpisana na listę dziedzictwa niematerialnego i to zapewniło jej przetrwanie, ale przetrwanie w dwóch postaciach naraz. Jedna to obrzęd w swoim terminie, z przysięgą i zakazami. Druga to widowisko, które można zamówić w dowolnym miesiącu.

Mówimy o tym wprost, bo różnica jest istotna i łatwa do przeoczenia: to, co widzi się na festiwalu, jest tańcem z obrzędu, a nie obrzędem. Brakuje w tym przysięgi, terminu i chorego.

Nie jest to zarzut wobec zespołów. Jest to informacja potrzebna każdemu, kto chciałby po tym filmie napisać, że obrzęd wygląda tak, jak wyglądał.

Dwa powroty

Strigoi i moroi — rozpoznanie decyduje o wszystkim

Zmarły może wrócić na dwa sposoby, a rozpoznanie, który to, decyduje o wszystkim: o oględzinach, o zabiegu i o tym, czy sprawa dotyczy rodziny, czy całej wsi.

wraca ciało

Strigoi

Powrót cielesny: sprawa dotyczy grobu, oględzin i całej wsi.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy oględzin i oznak; wyjaśnienia procesów pośmiertnych znane z medycyny sądowej.

W przekazach rumuńskich strigoi to zmarły, którego powrót ma postać cielesną i którego szuka się w grobie. Podejrzenie pada zwykle po serii zgonów albo chorób w jednej rodzinie, a rozstrzygnięciem miały być oględziny zwłok.

Przypisywane oznaki — brak rozkładu, zmiana ułożenia, krew w jamie ciała — mają dziś wyjaśnienia sądowo-lekarskie, bo tak właśnie zachowują się ciała w części warunków pochówku. To nie znaczy, że praktyka była udawana: znaczy, że ludzie widzieli rzecz prawdziwą i tłumaczyli ją jedyną dostępną teorią.

Istnieje też strigoi żywy, czyli człowiek, któremu przypisuje się taką zdolność za życia, najczęściej z powodu okoliczności narodzin. Jest to kategoria całkiem inna i lepiej ich nie mieszać.

wraca to, co niecielesne

Moroi

Powrót bez ciała: sprawa domowa, rozstrzygana w obrębie rodziny.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZapisy rozróżnienia i zapisy jego zacierania; oba stany rzeczy poświadczone.

Moroi opisuje się jako powrót niecielesny, dotykający najbliższych i objawiający się we śnie, w duszeniu albo w słabnięciu dziecka. Grób pozostaje przy tym nienaruszony i nikt go nie otwiera.

Granica między obiema nazwami nie jest wszędzie ta sama i w części okolic używa się ich zamiennie. Podajemy rozróżnienie tam, gdzie jest wyraźne, i mówimy, że bywa zatarte — bo udawanie precyzji byłoby tu fałszem.

Różnica ma jednak skutek praktyczny, i to on jest w tym dziale najważniejszy: jedno rozpoznanie prowadzi na cmentarz i angażuje wieś, drugie zostaje w izbie.

przy pogrzebie

Co robiono, żeby nie wrócił

Najwięcej zabiegów przypada nie po powrocie, lecz przed nim — w czasie pogrzebu.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy obrzędów pogrzebowych; motyw przymusu liczenia notowany na dużym obszarze.

Zabiegi zapobiegawcze wykonywano przy pogrzebie i one są w zapisach najliczniejsze: czuwanie bez pozostawiania ciała samego, pilnowanie, żeby nie przeszło pod nim zwierzę, kładzenie przedmiotów do trumny, sypanie ziaren.

Sypanie ziaren wraca w całej Europie Środkowej i Wschodniej i opiera się na tej samej zasadzie: powracający ma obowiązek policzyć wszystko, co policzalne, więc zajmie się tym do świtu. Przymus liczenia jest tu słabością, którą się wykorzystuje.

Zwraca uwagę proporcja. Ogromna większość praktyk dotyczy zapobiegania; oględziny grobu są ostatecznością i zdarzały się rzadko w stosunku do liczby zgonów.

okoliczności narodzin

Po czym rozpoznawano za życia

Czepiec, siódme dziecko tej samej płci, narodziny w oznaczonym dniu — czyli rzeczy, na które nikt nie ma wpływu.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZapisy o cechach przypisywanych od urodzenia i o ich trwałości w opinii wsi.

Cechy wskazujące na strigoi żywego dotyczą okoliczności przyjścia na świat: urodzenia w błonie płodowej, kolejności wśród rodzeństwa, dnia narodzin. Żadna z nich nie jest czynem ani wyborem.

To odróżnia tę kategorię od oskarżenia o czary, które zarzuca działanie. Tutaj przypisuje się właściwość, z którą człowiek nic nie może zrobić, i to jest znacznie trudniejsza sytuacja dla oskarżonego.

W praktyce wiejskiej taka opinia bywała obciążeniem na całe życie, także wtedy, gdy nikt nie zarzucał konkretnej szkody. Wystarczyło, że była pamiętana.

Cztery daty

Co robi się w roku poza tym, co przewiduje kalendarz

Cztery daty, które w Rumunii robią coś, czego kalendarz kościelny nie przewiduje, a mimo to mieszczą się w nim co do dnia.

24 lutego

Dragobete

Dzień młodych, wyjście po pierwsze kwiaty, umowa na rok — nie walentynki i starsze od nich w tym kraju.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy obyczaju z zapisów etnograficznych.

Dzień, w którym młodzi wychodzili razem do lasu po pierwsze kwiaty, a wracali parami. Zawierana wtedy umowa obowiązywała do następnego roku i miała postać publiczną: wiedziała o niej wieś.

Zwyczaj bywa dziś przedstawiany jako rumuński odpowiednik walentynek, co przekręca go w jednym miejscu. Chodziło nie o wyznanie uczuć, tylko o zawiązanie pary na oznaczony czas, z terminem i ze świadkami.

24 czerwca

Sânziene

Przesilenie: wianki rzucane na dach, zioła zbierane o świcie, noc, w której zioła są najmocniejsze.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy zbioru ziół i wróżby z wianka.

Wokół dwudziestego czwartego czerwca zbierano zioła uważane wtedy za najskuteczniejsze, plotło się z nich wianki i rzucało na dach domu. Sposób upadku wianka odczytywano jako wróżbę, przede wszystkim o zamążpójściu i o długości życia.

Zioła zebrane tej nocy przechowywano przez rok i używano w zabiegach leczniczych. To ta sama zasada, co w innych miejscach Europy: istnieje jedna noc, w której materiał nabiera mocy, i zapas robi się wtedy.

Nazwa święta pokrywa się z nazwą roślin zbieranych tego dnia, co bywa podawane jako dowód dawności. Ostrożniej jest powiedzieć, że pokrywają się nazwy, a kierunek zapożyczenia nie jest przesądzony.

30 listopada

Noc świętego Andrzeja

Czosnek w oknach, wilki w opowieściach i wróżby o zamążpójściu — w Rumunii to noc obronna.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy praktyk ochronnych i wróżebnych związanych z tą nocą.

Wieczór poprzedzający trzydziesty listopada uchodził za czas, w którym granica jest cienka. Smarowano czosnkiem futryny i okna, nie zostawiano otwartych drzwi, a w opowieściach tej nocy wilki mówią ludzkim głosem.

Równolegle prowadzono wróżby o zamążpójściu, głównie dziewczęce, oparte na obserwacji przedmiotów zostawionych na noc. Połączenie obrony i wróżby w jedną noc jest tu charakterystyczne: to samo rozluźnienie granicy, które grozi, jednocześnie pozwala zobaczyć.

Ten sam wieczór jest w krajach sąsiednich przede wszystkim wieczorem wróżb, bez tak rozbudowanej warstwy obronnej. Różnica rozkłada się więc po granicach, a nie po epokach.

Zielone Świątki i tydzień po nich

Rusalii

Tydzień, w którym bractwo taneczne działa, a reszcie wsi część prac jest zabroniona.

Czytaj dalej

Skąd wiemyOpisy zakazów tygodnia i związku z obrzędem bractwa.

Tydzień po Zielonych Świątkach obwarowany był zakazami: nie podejmowano części prac polowych, nie spano w polu, unikano określonych miejsc. Naruszenie tłumaczyło zachorowanie, którym zajmowało się bractwo taneczne.

Układ jest w tym dziale wzorcowy: zakaz, naruszenie, rozpoznanie i wyspecjalizowana grupa, która to naprawia. Cztery elementy, z których każdy da się opisać osobno, a które działają tylko razem.

Nazwa tygodnia jest wspólna z tradycją wschodniosłowiańską, a treść po części inna. Wspólnota nazwy bez pełnej wspólnoty treści jest zresztą w tym dziale regułą, nie wyjątkiem.

Mieszanie

Mowa romańska, obrządek wschodni, pismo cyrylickie

Mowa łacińska pisana literami greckiego pochodzenia, w kraju obrządku wschodniego. To nie jest ciekawostka na marginesie — to jest opis tego kraju.

cały kraj

Mowa romańska na wschodzie

Jedyny kraj o mowie wywodzącej się z łaciny i o obrządku wschodnim naraz.

Czytaj dalej

Skąd wiemyPrzynależność językowa i skład słownictwa religijnego, ustalone w językoznawstwie.

Rumuński należy do języków romańskich, czyli wywodzi się z łaciny, podobnie jak włoski, hiszpański czy francuski. Otoczenie językowe stanowią jednak od stuleci języki słowiańskie i węgierski, a otoczenie wyznaniowe jest wschodnie.

Skutkiem jest sytuacja bez odpowiednika w Europie: słownictwo religijne w dużej części słowiańskie, gramatyka i trzon słownictwa łacińskie, obrządek grecki. Te trzy rzeczy nie układają się w żadną spójną całość i właśnie dlatego są opisem tego kraju.

Dla naszego działu ma to skutek konkretny. Nazwy obrzędów i postaci przychodzą tu z dwóch stron naraz, a wspólnota nazwy nie oznacza wspólnoty treści. Mówimy o tym przy każdym haśle, gdzie to widać.

druk i rękopis

Po rumuńsku, cyrylicą

Przez trzy stulecia mowę romańską zapisywano tu literami pochodzenia greckiego.

Czytaj dalej

Skąd wiemyZabytki piśmiennictwa i akty wprowadzające alfabet łaciński.

Od szesnastego wieku do połowy dziewiętnastego teksty rumuńskie zapisywano cyrylicą. Nie były to teksty słowiańskie zapisane po słowiańsku: to był język romański w piśmie, które przyszło razem z obrządkiem.

W tym dziale jest to odpowiednik sytuacji, którą opisujemy przy Tatarach Rzeczypospolitej, gdzie mowę słowiańską zapisywano alfabetem arabskim. Oba przypadki pokazują tę samą rzecz: pismo idzie za wyznaniem, a nie za językiem.

Przejście na alfabet łaciński dokonało się stopniowo, przez kilkadziesiąt lat i przez alfabet przejściowy, w którym litery obu systemów stały obok siebie. Zakończono je urzędowo w latach sześćdziesiątych dziewiętnastego wieku.

w słownictwie

Skąd biorą się nazwy obrzędów

Część z łaciny, część ze słowiańszczyzny, część nie wiadomo skąd — i to ostatnie też trzeba powiedzieć.

Czytaj dalej

Skąd wiemyStan badań etymologicznych, w tym przypadki nierozstrzygnięte.

Nazewnictwo obrzędowe jest w rumuńskim mieszane. Część nazw ma rodowód łaciński, część przyszła wraz z obrządkiem ze słowiańszczyzny, a o pochodzeniu części do dziś się spiera.

W opracowaniach popularnych ta trzecia grupa bywa wciągana do jednej z dwóch pierwszych, w zależności od tego, co komu odpowiada. My ją zostawiamy osobno i nazywamy nierozstrzygniętą, bo tak jest.

Ma to znaczenie dla całego działu. Jeśli przyjąć, że każda nazwa musi pochodzić z jednej strony, to każdy obrzęd staje się dowodem w sporze o to, kim Rumuni są. To jest spór, którego nie prowadzimy.

Transylwania

Siedmiogród: trzy wyznania w jednej wsi

Prawosławni, katolicy, protestanci i unici obok siebie — a przy tym trzy języki.

Czytaj dalej

Skąd wiemyStruktura wyznaniowa Siedmiogrodu i akty uznające wyznania.

W Siedmiogrodzie obok siebie żyły wspólnoty prawosławne, katolickie, luterańskie, kalwińskie i unickie, mówiące po rumuńsku, węgiersku i niemiecku. W jednej wsi potrafiły stać dwa albo trzy domy modlitwy różnych wyznań.

Skutkiem był porządek prawny wcześniejszy niż podobne rozwiązania na zachodzie Europy: uznanie kilku wyznań za dopuszczalne obok siebie na tym samym terenie. Nie oznaczało to równości wszystkich, bo poza uznanymi pozostawały inne, w tym większość prawosławna.

Dla obyczaju znaczyło to codzienne sąsiedztwo różnych kalendarzy świątecznych. Data tego samego święta potrafiła różnić się o kilkanaście dni w obrębie jednej doliny.

Licznik

Pięć liczb

Pięć liczb, w tym jedna, która pokazuje, ile trwało pisanie po rumuńsku cyrylicą.

1862

Rok, w którym alfabet łaciński stał się urzędowy

Przejście trwało kilkadziesiąt lat i szło przez alfabet przejściowy, w którym oba systemy stały obok siebie.

300

Lat pisania po rumuńsku cyrylicą

Mowa romańska w piśmie, które przyszło razem z obrządkiem wschodnim.

9

Kożuchy i dni

Dziewięć zrzuconych kożuchów to dziewięć dni pożyczonych na początku marca.

2008

Rok wpisu bractwa na listę dziedzictwa

Zapewniło to przetrwanie, ale w dwóch postaciach naraz: obrzędu i widowiska.

1897

Rok wydania powieści, która zabrała stąd imię

Wzięła nazwisko i okolicę, a zostawiła cały rumuński materiał.

Sprawdzamy

Czego nie było

Sześć zdań o rumuńskich wierzeniach, które powtarza się wszędzie, a które przy sprawdzeniu nie wytrzymują.

Tak się mówi

„Dracula to rumuński wampir ludowy”

Nieprawda. Powieść z 1897 roku wzięła imię i okolicę, a postać złożyła z czego innego.

Czytaj dalej

A było takZmarły z własnej wsi, sprawa rodzinna i sąsiedzka, rozstrzygana przy pogrzebie albo przy grobie.

Autor powieści zaczerpnął nazwisko od piętnastowiecznego władcy i umieścił akcję w Transylwanii, której nigdy nie odwiedził. Cechy samej postaci — arystokrata, zamek, uwodzenie, podróż do Anglii — nie pochodzą z rumuńskiego materiału.

Rumuński powracający jest kimś zupełnie innym: to własny zmarły, szkodzący swojej rodzinie i sąsiadom, którym zajmuje się wieś, a nie łowca przybywający z zewnątrz. Nie ma zamku, nie ma uwodzenia i nie ma pojedynku z uczonymi.

Skutek jest taki, że materiał prawdziwy jest dziś trudniejszy do opowiedzenia niż wymyślony, bo czytelnik ma gotowy obraz. Dlatego to hasło stoi w dziale osobno.

Tak się mówi

„Wład Palownik uchodził w Rumunii za potwora”

Nieprawda. W tamtejszej tradycji figuruje przede wszystkim jako surowy władca, a nie jako istota nadprzyrodzona.

Czytaj dalej

A było takPostać historyczna, w tamtejszej tradycji władca surowy; związku z powracającymi zmarłymi brak przed końcem dziewiętnastego wieku.

W rumuńskiej pamięci historycznej postać ta funkcjonuje jako władca surowy i skuteczny, w opowieściach ludowych karzący przede wszystkim złodziei i nieuczciwych. Obraz okrutnika w znacznej mierze pochodzi z druków obcych, powstałych za jego życia i wrogich mu politycznie.

Nie chodzi o to, żeby go wybielać: okrucieństwo tych rządów jest poświadczone i nie zamierzamy go pomniejszać. Chodzi o to, że nikt tam nie łączył go z powracającymi zmarłymi, dopóki nie zrobiła tego powieść.

Tak się mówi

„Căluşari to zespół folklorystyczny”

Nieprawda. Zespoły istnieją i są dobre, ale obrzęd to co innego: przysięga, termin i chory.

Czytaj dalej

A było takBractwo zawiązywane przysięgą na dziewięć dni, z funkcją leczniczą; zespół sceniczny przenosi z tego wyłącznie taniec.

To, co pokazuje się na scenie, jest tańcem wyjętym z obrzędu. Sam obrzęd wymaga przysięgi złożonej przed drzewcem, dziewięciu dni obowiązywania zakazów, terminu w kalendarzu i osoby, którą się leczy.

Różnica nie jest formalna. Na festiwalu nie ma milczącego z szablą w jego właściwej roli, nie ma rozbicia naczynia nad chorym i nie ma zakazu przyjmowania umówionej zapłaty — bo honorarium za występ jest właśnie umówione z góry.

Tak się mówi

„Rumuni to Słowianie mówiący dziwnym językiem”

Nieprawda. Język jest romański, czyli z tej samej rodziny co włoski i hiszpański.

Czytaj dalej

A było takJęzyk romański w otoczeniu słowiańskim i węgierskim, z obrządkiem wschodnim i dawnym pismem cyrylickim.

Rumuński wywodzi się z łaciny i należy do rodziny romańskiej. Zapożyczenia słowiańskie są liczne, zwłaszcza w słownictwie religijnym i administracyjnym, ale gramatyka i trzon słownictwa są romańskie.

Pomyłka bierze się najczęściej z tego, że kraj leży wśród sąsiadów słowiańskich i ma obrządek wschodni, a przez trzy stulecia pisał cyrylicą. Wszystkie te trzy rzeczy są prawdziwe i żadna nie zmienia przynależności języka.

Tak się mówi

„Mărţişor to rumuńskie walentynki”

Nieprawda. Nie ma związku z zalotami. Daje się go matkom, nauczycielkom i koleżankom.

Czytaj dalej

A było takZwyczaj powitania wiosny, wręczany bez znaczenia miłosnego; dzień zalotów wypada osobno, w lutym.

Sznurek pierwszomarcowy wręcza się kobietom i dziewczętom w kręgu rodzinnym, szkolnym i sąsiedzkim, bez znaczenia miłosnego. Dzień zalotów w tym kalendarzu jest inny i przypada w lutym.

Pomylenie obu rzeczy jest łatwe, bo dzieli je pięć dni, a oba zwyczaje są dziś handlowe. Skutek jest jednak taki, że starszy i powszechniejszy obyczaj traci swoją treść: parę przeciwieństw, zimę i wiosnę, splecione w jednym sznurku.

Tak się mówi

„Baba Dochia to zachowane pogańskie bóstwo”

Nieprawda. Zapisy tej opowieści są późne. Można pokazać jej funkcję, nie można wykazać ciągłości.

Czytaj dalej

A było takPostać opowieści poświadczonej od dziewiętnastego wieku, o jasnej funkcji kalendarzowej i wróżebnej; rodowód nierozstrzygnięty.

Postać ta bywa przedstawiana jako przedchrześcijańskie bóstwo, które przetrwało w nienaruszonej postaci. Materiał tego nie unosi: zapisy opowieści pochodzą głównie z dziewiętnastego wieku, a próby wiązania jej imienia z konkretnymi postaciami starożytnymi są sporne.

To, co da się powiedzieć uczciwie, jest ciekawsze od domysłu. Opowieść tłumaczy realne zjawisko pogodowe, dostarcza rachuby dni i podtrzymuje wróżbę, którą wykonuje się do dziś. Funkcja jest udokumentowana; rodowód nie.