Atlas · Afryka
MadagaskarPrzypłynęli z Borneo. Zostali przodkami, z którymi się tańczy
Ludzie, którzy zasiedlili Madagaskar, przypłynęli z Borneo — siedem tysięcy kilometrów przez otwarty ocean, w czasach, gdy Europa nie wypływała poza zasięg wzroku lądu. Ich język jest austronezyjski i najbliżej spokrewniony z mową z dorzecza Barito, a nie z żadnym językiem Afryki. Przywieźli ryż, łódź z przeciwwagą, bambusową cytrę i porządek, w którym czas jest rozłożony po stronach świata. Potem doszły bydło i słowa z wybrzeża afrykańskiego, pismo arabskie od kupców i misje od dziewiętnastego wieku.
Najdalsza przeprawa morska pradziejów. Nikt jej nie opisał.
Ta sama liczba, co w geomancji arabskiej — i ta sama droga.
Jeden język w odmianach, zupełnie różne sposoby życia.
Nielotny, wyginął w kilkaset lat po zasiedleniu wyspy.
Królowa przyjęła chrzest i kazała spalić talizmany królestwa.
Podpis działu
Rzut domu: czas rozłożony w przestrzeni
Rzut domu, a w nim rozłożony czas. Każda ściana, narożnik i kąt mają przypisany miesiąc, los i przeznaczenie użytkowe — gdzie się śpi, gdzie stawia się to, co święte, którędy wynosi się zmarłego. Kliknij miejsce, żeby zobaczyć, co mu przypisano i dlaczego.
Przypisania różnią się między Merina, Betsileo i Sakalava, a bywają też rodzinne. Pokazujemy miejsca i ich role — część wspólną i dobrze poświadczoną.
Kto tu mieszka
Ludy Madagaskaru
Osiemnaście grup uznawanych urzędowo, mówiących jednym językiem w odmianach, ale żyjących zupełnie inaczej: ryżownicy z wyżyny, pasterze zebu z suchego południa, rybacy z zachodniego wybrzeża i jedyna grupa, która od stuleci pisze — pismem arabskim.
Merina
Ryżownicy wyżyny i królestwo, które zjednoczyło wyspę.
Czytaj dalejMerina zamieszkują wyżynę wokół Antananarywy i to oni zbudowali w osiemnastym i dziewiętnastym wieku państwo, które podporządkowało sobie większość wyspy. Ich gospodarka opiera się na ryżu uprawianym na tarasach zalewowych.
Ich religia opiera się na razana, czyli przodkach, i na vintana, czyli rozkładzie losów w czasie i przestrzeni. Zanahary, byt najwyższy, jest odległy — znowu ten sam podział, który opisaliśmy u Zulu, Kikuju i Czagga.
Grobowiec jest u Merina budowlą trwalszą i droższą niż dom. To nie jest przesada retoryczna: rodzina mieszka w domu z gliny i buduje grobowiec z kamienia, bo dom służy jednemu pokoleniu, a grobowiec wszystkim następnym.
Betsileo
Mistrzowie tarasów ryżowych i rozbudowanych obrzędów pogrzebowych.
Czytaj dalejBetsileo mieszkają na południe od Merina i uchodzą za najlepszych budowniczych tarasów ryżowych na wyspie — ich stoki są wycięte w schody na całą wysokość zbocza.
Obrzędy pogrzebowe mają u nich przebieg szczególnie rozbudowany, z wielodniowym czuwaniem, walkami byków i famadihaną powtarzaną regularnie. Nakład na pogrzeb bywa większy niż roczny dochód rodziny i jest to wydatek uznawany za oczywisty.
Zostali podbici przez Merina na początku dziewiętnastego wieku, ale zachowali odrębność obrzędową. Ta różnica między jednością polityczną a odrębnością obrzędową wraca na wyspie wszędzie.
Sakalava
Pasterze i żeglarze zachodu. Tromba: dawni królowie wchodzą w żywych.
Czytaj dalejSakalava zajmują szeroki pas zachodniego wybrzeża i zbudowali tam dwa królestwa, które przez długi czas skutecznie opierały się Merina. Żyją z bydła, handlu i morza.
Ich najbardziej wyrazistą instytucją jest tromba: duchy dawnych władców wchodzą w żyjących ludzi i przemawiają przez nich. Medium bywa kobietą, a wypowiedź ducha ma wagę w sprawach rodu i wspólnoty.
Jest to instytucja pokrewna svikiro u Shona i mandwa w Bugandzie — duch dawnego władcy, medium, wypowiedź o wadze publicznej. Trzy niezależne obszary, to samo rozwiązanie; piszemy o tym porównawczo przy Afryce Wschodniej i Południowej.
Antandroy i Mahafaly
Zebu, kolczaste zarośla i rzeźbione słupy nad grobem.
Czytaj dalejPołudnie wyspy jest suche i porośnięte kolczastym lasem, w którym większość roślin występuje wyłącznie tutaj. Antandroy — „ludzie cierni" — i Mahafaly żyją tam z zebu i z niewielkich upraw.
Grobowce Mahafaly są prostokątnymi kamiennymi skrzyniami, na których stawia się aloalo: rzeźbione słupy z drewna, zwieńczone figurami ptaków, zebu albo scen z życia zmarłego. Liczba rogów zebu złożonych na grobie mówi, ile zwierząt zabito na stypę.
Zebu jest tu miarą majątku, przedmiotem ofiary i treścią sporu. Kradzież bydła bywa u Antandroy elementem dojrzewania i jest opisywana podobnie jak wyprawy Maasai — jako odzyskiwanie, nie jako przestępstwo.
Antaimoro
Jedyni, którzy piszą — pismem arabskim, od kilkuset lat.
Czytaj dalejAntaimoro wywodzą swoje rody uczone od przybyszów zza morza i są jedyną grupą na wyspie z ciągłą tradycją piśmienną. Zapisują malgaski pismem arabskim, a zbiór tych tekstów nosi nazwę sorabe, czyli „wielkie pismo".
Rękopisy sorabe zawierają rachuby kalendarzowe, wykładnie sikidy, genealogie, przepisy lecznicze i formuły ochronne. Papier wyrabiano na miejscu z kory, a umiejętność pisania była zastrzeżona dla określonych rodów.
Ich znawcy — ombiasy — byli zapraszani na dwory innych grup jako rachmistrze i wróżbici, w tym na dwór Merina. Piśmienność dawała im pozycję daleko poza własnym terytorium.
Vezo
Nie lud, tylko sposób życia: „ci, którzy wiosłują".
Czytaj dalejVezo to rybacy i żeglarze zachodniego wybrzeża, pływający łodziami z przeciwwagą — tym samym typem, który przypłynął tu z Azji Południowo-Wschodniej i który do dziś buduje się na miejscu.
Sami określają się nie przez pochodzenie, lecz przez czynność: vezo znaczy mniej więcej „ci, którzy wiosłują". Kto przestaje łowić i zaczyna uprawiać ziemię, przestaje być Vezo — przynależność jest więc sposobem życia, nie rodowodem.
To jest cenne rozróżnienie dla całego tego atlasu. Tożsamość definiowana przez czynność, a nie przez pochodzenie, podważa samo pojęcie plemienia, którym administracje kolonialne opisywały ten kontynent — a przykład pochodzi od samych zainteresowanych.
Vazimba
Pierwsi mieszkańcy — czy raczej to, co się o nich mówi.
Czytaj dalejVazimba to w malgaskich opowieściach ludzie, którzy zamieszkiwali wyspę przed przybyciem obecnych mieszkańców. Opisywani bywają jako niscy, mieszkający przy wodzie i znikający w niej.
Czy stoi za tym rzeczywista wcześniejsza ludność, pozostaje sporne. Nie ma jednoznacznych śladów zasiedlenia przed pierwszym tysiącleciem naszej ery, choć pojedyncze znaleziska bywają datowane wcześniej i budzą spór.
Niezależnie od tego, Vazimba są obecni obrzędowo: miejsca uznawane za ich groby otacza się szacunkiem, składa się przy nich dary i obowiązują tam zakazy. Opowieść o poprzednikach działa więc niezależnie od tego, czy poprzednicy istnieli.
Przodkowie
Razana i famadihana
Zmarły nie odchodzi i nie przestaje być stroną w sprawach rodziny. Co kilka lat wyjmuje się go z grobowca, owija w nowy całun i tańczy się z nim — a to jest święto radosne, nie żałobne, i mylenie tych dwóch rzeczy jest najczęstszą pomyłką w opisach.
Razana
Nie wspomnienie: ktoś, kto ma zdanie i potrafi je wyegzekwować.
Czytaj dalejRazana to zmarli przodkowie rodu i są w malgaskim porządku stroną czynną: mają zdanie, oczekują uznania i reagują na zaniedbanie chorobą, niepowodzeniem albo suszą. Sprawy bieżące prowadzi się z nimi, nie z bytem najwyższym.
Zanahary, byt najwyższy, jest odległy i nie zajmuje się drobiazgami. Ten podział ról wraca w tym atlasie w niemal każdym dziale afrykańskim — u Zulu, Kikuju, Czagga, Sotho — i nigdzie nie jest oznaką zapomnienia o bogu, tylko ustrojem.
Ziemia przodków nosi nazwę tanindrazana i jest zarazem słowem oznaczającym ojczyznę. Kto pyta Malgasza, skąd jest, pyta w praktyce, gdzie leży jego grobowiec rodzinny — a to bywa inne miejsce niż to, w którym mieszka.
Grobowiec
Dom służy jednemu pokoleniu, grobowiec wszystkim następnym.
Czytaj dalejGrobowiec rodzinny buduje się z kamienia, betonu albo cegły, podczas gdy dom bywa z gliny i drewna. Nakład na grobowiec przewyższa nakład na mieszkanie i nie jest to uznawane za przesadę, tylko za właściwą kolejność wydatków.
Rozumowanie jest proste i konsekwentne: w domu mieszka jedno pokolenie, w grobowcu leżą wszystkie. Inwestycja idzie tam, gdzie trwałość ma znaczenie.
Wnętrze jest wielokomorowe, z półkami, na których układa się zawinięte ciała. Grobowiec otwiera się wielokrotnie — przy każdym kolejnym pogrzebie i przy każdej famadihanie — więc nie jest miejscem zamkniętym raz na zawsze.
Famadihana
Wyjęcie zmarłego, nowy całun i taniec. Święto radosne, nie żałobne.
Czytaj dalejCo kilka lat rodzina otwiera grobowiec, wyjmuje zawinięte ciała przodków, owija je w nowe jedwabne całuny i obnosi wokół grobowca przy muzyce, tańcząc. Potem układa je z powrotem i zamyka grobowiec do następnego razu.
Obrzęd jest wesoły: gra muzyka, pije się, rozmawia z przodkiem, przedstawia mu nowo narodzonych i opowiada, co się wydarzyło. Rodzina zjeżdża się z całego kraju, a koszt bywa większy niż koszt wesela.
Termin wyznacza mpanandro, bo musi wypaść w dniu pomyślnym i w porze suchej. Nie odprawia się famadihany wszędzie — jest przede wszystkim zwyczajem wyżyny, u Merina i Betsileo, a wiele grup wybrzeża nie zna jej wcale.
Obraz „tańca z trupami" pojawia się w opisach zagranicznych i w materiałach turystycznych i jest krzywdzący dokładnie przez to, co pomija: że jest to spotkanie rodzinne, w którym zmarły jest gościem, a nie rekwizytem. Piszemy o tym tak, jak opisują to uczestnicy.
Lamba mena
Jedwab tkany na miejscu; stary całun nie jest wyrzucany.
Czytaj dalejZmarłego owija się w lamba mena — jedwabny całun tkany na wyspie. Nazwa znaczy „czerwona tkanina", choć w praktyce barwa bywa naturalna albo kremowa; nazwa opisuje raczej rangę niż kolor.
Przy famadihanie stary całun zastępuje się nowym, a to jest właśnie treść obrzędu: przodek dostaje rzecz nową i kosztowną, a rodzina pokazuje, że o nim pamięta. Liczba całunów bywa liczona i pamiętana.
Jedwab pochodzi od miejscowego gatunku motyla i tkanina wyrabiana jest sposobem przekazywanym w rodzinach tkaczek. Lamba w wersji codziennej jest zwykłym okryciem noszonym na co dzień — ta sama tkanina służy więc żywym i zmarłym, w innej jakości.
Tromba
Medium mówi jego głosem, a wypowiedź ma wagę publiczną.
Czytaj dalejTromba to duch zmarłego władcy albo znaczącej osoby, wchodzący w żyjącego człowieka. Medium przemawia wtedy jego głosem, używa jego zwrotów i żąda rzeczy, które lubił za życia.
Obrzęd odbywa się przy muzyce i przy zgromadzeniu, a wypowiedź ducha traktowana jest jako stanowisko o wadze publicznej — w sprawach rodu, ziemi i zwierzchnictwa. Najsilniej rozwinięty jest u Sakalava.
Jest to instytucja pokrewna svikiro u Shona i mandwa w Bugandzie: duch dawnego władcy, medium, wypowiedź publiczna. Trzy obszary bez wspólnej drogi przekazu, to samo rozwiązanie — i dlatego opisujemy je obok siebie, a nie jako zapożyczenie.
Wróżenie
Sikidy: szesnaście figur z nasion
Szesnaście figur układanych z nasion, czytanych z parzystości. Ta sama matematyka, co w geomancji arabskiej i w ditaoli Sotho — tylko że tutaj droga przekazu jest znana i da się ją wskazać palcem.
Sikidy
Szesnaście figur, każda z nazwą i wykładnią. Czytane z parzystości.
Czytaj dalejWróżbita — mpisikidy albo ombiasy — bierze garść nasion i rozkłada je na macie, odejmując po dwa, aż w każdym rzędzie zostanie jedno albo dwa. Cztery takie rzędy tworzą jedną figurę, a cztery pozycje dwustanowe dają szesnaście możliwych figur.
Z pierwszych czterech kolumn, zwanych matkami, wylicza się kolejne — córki — przez działanie na parzystości. Powstaje tablica kilkunastu figur, a wykładnia wynika z tego, która figura stanęła w którym miejscu.
Miejsca mają przypisane dziedziny: życie, majątek, wrogowie, kobieta, dziecko, podróż, zmarli. Odczytanie polega na zestawieniu figury z miejscem, nie na odczytaniu samej figury — i tym sikidy różni się od zwykłego losowania.
Skąd przyszło
Tutaj drogę przekazu WIDAĆ — i to jest różnica wobec ditaoli.
Czytaj dalejSikidy należy do tej samej rodziny co geomancja arabska: szesnaście figur z czterech pozycji dwustanowych, tablica wyliczana z figur wyjściowych, miejsca o przypisanych dziedzinach. Zgodność jest zbyt dokładna, żeby była przypadkiem.
Drogę przekazu da się tu wskazać: przez kupców z wybrzeża suahilijskiego, tych samych, o których piszemy w dziale o Afryce Wschodniej. Ślad widać w samych nazwach figur — część z nich wywodzi się z arabskiego, przekształconego malgaską wymową.
Warto zestawić to z ditaolą Sotho-Tswana. Tam mamy tę samą matematykę i ŻADNEJ poświadczonej drogi przekazu, więc mówimy „nie wiemy". Tutaj droga jest poświadczona, więc mówimy „wiemy i oto ślad". Opisywanie obu przypadków tak samo byłoby nieuczciwe wobec jednego z nich.
Rachunek w sikidy
Kolumny córek wylicza się z matek — i wynik da się sprawdzić.
Czytaj dalejWyliczanie kolumn pochodnych z wyjściowych jest działaniem arytmetycznym na parzystości i przebiega według reguł, których wróżbita nie może zmienić. Dwie osoby wychodzące z tych samych czterech matek muszą dojść do tej samej tablicy.
Wynika stąd rzecz ciekawa: część tablicy jest sprawdzalna. W wykładni sikidy istnieją figury, które muszą się pojawić, jeśli rachunek jest poprawny, i mpisikidy sprawdza tym samym, czy się nie pomylił.
Ta cecha przyciągnęła uwagę badaczy zajmujących się matematyką w kulturach pozaeuropejskich. Sikidy bywa dziś podawany jako przykład algorytmu przekazywanego ustnie i wykonywanego ręcznie przez stulecia bez zapisu — a u Antaimoro także z zapisem, w sorabe.
Ombiasy
Wróży, robi ody, wyznacza dni, leczy. Jedna osoba, cztery umiejętności.
Czytaj dalejOmbiasy to znawca rzeczy skutecznych: rozkłada sikidy, sporządza ody, doradza w sprawach fady, leczy i bywa wzywany do wyznaczenia dnia. W jednej osobie łączą się umiejętności, które gdzie indziej bywają rozdzielone.
Na dworze Merina ombiasy zajmowali stanowiska urzędowe i byli sprowadzani z innych części wyspy, zwłaszcza od Antaimoro, ze względu na ich piśmienność. Władca bez własnego ombiasy był w gorszej pozycji niż sąsiad, który go miał.
Rozróżnia się przy tym tych, którzy działają na pożytek, od tych, którzy szkodzą — mpamosavy. To jest to samo rozróżnienie, co nganga i kindoki nad Kongiem, sangoma i umthakathi u Zulu, mundu mugo i murogi u Kikuju. Wraca tak regularnie, że w tym atlasie jest regułą.
Zakazy
Fady: zakaz, który obowiązuje ciebie
Zakaz, który obowiązuje ciebie, twój ród albo to miejsce — i nikogo poza tym. Nie ma jednej listy dla wszystkich Malgaszy i właśnie to jest w tym systemie najważniejsze.
Fady
Nie ma jednej listy dla wszystkich. I to jest w tym najważniejsze.
Czytaj dalejFady to zakaz: pokarmowy, dzienny, miejscowy albo dotyczący czynności. Może zabraniać jedzenia wieprzowiny, pracy w określony dzień, wskazywania palcem grobowca, wejścia na konkretne wzgórze albo wymówienia pewnego słowa.
Rzecz w tym, że fady jest przypisane: do osoby, do rodu, do miejsca albo do czasu. To, co zakazane tobie, może być dozwolone sąsiadowi z tej samej wsi, i nikt nie widzi w tym niekonsekwencji.
Dlatego nie istnieje i nie może istnieć lista malgaskich zakazów. Pytanie „czy Malgasze jedzą wieprzowinę" nie ma odpowiedzi — odpowiedź brzmi: zależy, kto i gdzie. To jest system rozproszony z założenia.
Skąd się bierze
Najczęściej z historii rodu — i wtedy jest zarazem pamięcią.
Czytaj dalejFady bywa nadane przez przodka, wynikać z wydarzenia w dziejach rodu albo być związane z miejscem. Zakaz jedzenia określonego zwierzęcia często wiąże się z opowieścią o tym, że kiedyś uratowało ono przodka.
Z tego wynika, że fady przechowuje historię: żeby wiedzieć, czego ci nie wolno, musisz znać opowieść o swoim rodzie. Zakaz jest więc zarazem zobowiązaniem pamięciowym.
Bywa też nabywane: przez wtajemniczenie, przez chorobę, przez wejście w rolę. Kto zostaje ombiasy albo medium, dostaje zakazy związane z tą rolą i obowiązują go, dopóki ją pełni.
Złamanie i naprawa
Skutek przychodzi sam, a naprawia się go obrzędem, nie pokutą.
Czytaj dalejZłamanie fady nie jest przestępstwem, za które ktoś wymierza karę. Jest rozstrojeniem, którego skutki przychodzą same: choroba, niepowodzenie, kłopot w rodzie.
Naprawa polega na oczyszczeniu i na obrzędzie, czasem na ofierze, czasem na przeprosinach złożonych przodkom przez ombiasy. Nie ma tu pojęcia grzechu ani winy moralnej w europejskim rozumieniu.
Ten sam sposób myślenia opisaliśmy przy safuu u Oromo: naruszenie właściwego porządku daje skutki samo z siebie i naprawia się je obrzędem, a nie karą. To jest jedno z częstszych nieporozumień w opisach misyjnych, które czytały te systemy jako moralność.
Fady dzisiaj
Chroni lasy i blokuje drogi. Bywa argumentem w sądzie.
Czytaj dalejFady obowiązuje współcześnie i bywa uwzględniane w praktyce: pracownik może odmówić pracy w dniu dla siebie zakazanym, a zakaz wejścia na określony teren bywa respektowany przez instytucje.
Fady miejscowe chroniły i chronią lasy, jeziora i gatunki — zakaz polowania na dany gatunek albo wstępu do świętego gaju bywa skuteczniejszy niż przepis państwowy. Ochrona przyrody na wyspie korzysta z tego świadomie.
Bywa też przedmiotem sporu, gdy zderza się z inwestycją, drogą albo kopalnią. Wtedy pytanie brzmi, czyje fady obowiązuje i kto ma prawo je znieść — a odpowiedź nie jest oczywista, bo w tym systemie nie ma instancji, która znosi zakazy.
Przedmioty mocy
Ody i sampy
Przedmiot, który działa, bo włożono w niego to, co ma działać. Królestwo Merina miało ich dwanaście na szczeblu państwowym — dopóki jedna królowa nie kazała ich spalić, a druga nie zrobiła tego samego z misjonarzami.
Ody
Róg, tykwa albo zawiniątko ze składnikami. Działa zawartość, nie kształt.
Czytaj dalejOdy to przedmiot sporządzony po to, żeby działał: róg zebu, tykwa, drewniane zawiniątko albo woreczek, wypełniony składnikami dobranymi przez ombiasy — korzeniami, ziemią z określonego miejsca, paciorkami, fragmentami roślin.
Działa zawartość, nie kształt. Pusty pojemnik jest pojemnikiem, a nie ody, i sami Malgasze mówią o nim wtedy właśnie tak. To jest dokładnie ta sama konstrukcja, co nkisi nad Kongiem — i dlatego oba działy odsyłają do siebie.
Ody bywają ochronne, lecznicze, sprzyjające powodzeniu albo miłości. Bywają też takie, które mają szkodzić — i wtedy mówi się o nich inaczej, bo rozróżnienie między działaniem dozwolonym a zakazanym jest tu, jak wszędzie w tym atlasie, wyraźne.
Sampy
Dwanaście talizmanów królestwa, z imionami, strażnikami i ziemią.
Czytaj dalejSampy to ody o randze publicznej: opiekowały się nie rodziną, lecz całym ludem albo państwem. Królestwo Merina miało dwanaście takich przedmiotów, każdy z własnym imieniem, własnymi strażnikami, własnym uposażeniem i własnymi zakazami.
Sampy wynoszono przy sprawach państwowych: przy wojnie, przy zarazie, przy suszy i przy objęciu tronu. Ich strażnicy mieli pozycję urzędową, a lekceważenie sampy traktowano jako wykroczenie przeciw państwu.
Jest to ten sam pomysł, co balubaale w Bugandzie: sprawa religijna wpisana w ustrój, z etatem i uposażeniem. I ten sam skutek: gdy zmienia się państwo, instytucja upada szybko, bo traci tego, kto się do niej zwracał.
Spalenie sampy
Królowa przyjmuje chrzest i każe spalić talizmany królestwa publicznie.
Czytaj dalejW 1869 roku panująca królowa Ranavalona II przyjęła chrzest i wkrótce potem kazała publicznie spalić sampy. Przedmioty, które przez pokolenia były opiekunami państwa, zniszczono na oczach zgromadzonych.
Decyzja była polityczna tak samo jak religijna: chrześcijaństwo stało się religią dworu, a wraz z nim przyszły szkoły, druk i sojusz z Brytyjczykami. Spalenie sampy było ogłoszeniem, że dawny porządek się skończył.
Cztery dekady wcześniej Ranavalona I poszła dokładnie w przeciwną stronę: wygnała misjonarzy, zakazała chrześcijaństwa i prześladowała wyznawców. Ta sama dynastia, dwie przeciwne decyzje, obie podjęte z tego samego powodu — kto ma nad krajem władzę.
Ody rodzinne przetrwały i przetrwały do dziś. Zniszczyć dało się instytucję państwową, bo miała adres i strażników; przedmiot leżący w chacie nie miał ani jednego, ani drugiego.
Co zostało
Ponad połowa wyspy to chrześcijanie. Famadihana odprawia się dalej.
Czytaj dalejDziś większość mieszkańców wyspy określa się jako chrześcijan, a obok tego uczestniczy w famadihanie, konsultuje ombiasy i przestrzega fady. Kościoły zajmują wobec tego stanowiska rozmaite: od potępienia po uznanie obrzędów pogrzebowych za sprawę rodzinną.
Sami uczestnicy na ogół nie widzą tu sprzeczności, a zapytani tłumaczą, że jedno dotyczy zbawienia, a drugie rodziny. To jest dokładnie ta sama odpowiedź, którą słyszy się u Oromo o gadaa i na wybrzeżu suahilijskim o mila.
Opisywanie tego jako niepełnego nawrócenia albo pogaństwa w przebraniu jest przyjęciem stanowiska jednej ze stron sporu i nazwaniem go opisem. My odnotowujemy, że spór istnieje i że przebiega także wewnątrz kościołów wyspy.
Skąd przypłynęli
Przeprawa: dwa rodowody
Co przypłynęło z Borneo, a co przyszło z Afryki: ryż, łódź z przeciwwagą, cytra bambusowa i słownictwo kontra zebu, sorgo i warstwa bantu. Dwa rodowody, które da się rozdzielić do dziś.
Język
Najbliższy krewny malgaskiego mówi się na Borneo, siedem tysięcy km stąd.
Czytaj dalejMalgaski jest językiem austronezyjskim i należy do tej samej rodziny co malajski, tagalski, hawajski i maoryski. Jego najbliższym krewnym jest mowa z dorzecza Barito na południowym Borneo — nie żaden język afrykański.
To nie jest wniosek z podobieństwa kilku słów, tylko z budowy: zgadza się szyk, system przedrostków i rdzenie słownictwa podstawowego. Liczebniki, części ciała i zaimki są austronezyjskie.
Warstwa bantu w słownictwie jest realna i dotyczy przede wszystkim hodowli i pojęć przyniesionych z wybrzeża. Ale jest to warstwa na austronezyjskim rdzeniu, a nie odwrotnie — tak samo jak arabska warstwa w suahili leży na rdzeniu bantu.
Kiedy i jak
Największa przeprawa morska pradziejów, a nikt jej nie opisał.
Czytaj dalejZasiedlenie wyspy przypada na pierwsze tysiąclecie naszej ery — datowania i badania wskazują na okres między piątym a dziesiątym stuleciem, z możliwymi wcześniejszymi kontaktami. Nie ma zgody co do dokładnej daty i nie udajemy, że jest.
Nie zachował się żaden opis tej przeprawy: ani zapis uczestników, ani relacja z zewnątrz. Wiemy o niej wyłącznie z języka, z roślin, z narzędzi i z genetyki — czyli z tego, co przywieziono, a nie z tego, co powiedziano.
Jest to jedna z najdalszych przepraw morskich przed epoką nowożytną i jedyna, która zaludniła wielką wyspę na drugim końcu oceanu. Dla porównania: to mniej więcej odległość z Lizbony do Nowego Jorku, tyle że pokonana tysiąc lat wcześniej.
Co przypłynęło z Azji
Rzeczy, bez których Madagaskar wyglądałby inaczej niż wygląda.
Czytaj dalejZ Azji Południowo-Wschodniej przyszły: ryż i sposób jego uprawy na tarasach zalewowych, banan i taro, łódź z przeciwwagą — lakana — budowana na wyspie do dziś, oraz valiha, bambusowa cytra rurowa.
Przyszedł też porządek przestrzenny: rozkład domu wedle stron świata i wiązanie losu z czasem i kierunkiem. Vintana ma odpowiedniki w Azji Południowo-Wschodniej wyraźniejsze niż gdziekolwiek w Afryce.
Valiha jest dziś uznawana za narodowy instrument Madagaskaru i grana jako muzyka afrykańska. Jej budowa — struny wycięte z samej ściany bambusowej rury i podniesione na podstawkach — jest typem austronezyjskim, spotykanym od Filipin po Indonezję.
Co przyszło z Afryki
Druga warstwa, dobrze widoczna i nie mniej ważna.
Czytaj dalejZ wybrzeża afrykańskiego przyszły: zebu, czyli bydło garbate, które stało się miarą majątku i głównym zwierzęciem ofiarnym, sorgo, część słownictwa hodowlanego i — przede wszystkim — ludzie.
Badania genetyczne wskazują na mieszane pochodzenie: linie austronezyjskie i bantu, przy czym udział jednych i drugich zmienia się między grupami i między wybrzeżem a wyżyną. Nie ma „czystej" ludności ani po jednej, ani po drugiej stronie.
Kontakt trwał przez cały okres istnienia wyspy jako zamieszkanej: ludzie, towary i słowa szły w obie strony razem z monsunem, tym samym, o którym piszemy w dziale o Afryce Wschodniej. Madagaskar nie był odcięty; był jednym z portów tego samego systemu wiatrów.
Dwa rodowody, które widać
Zwykle po tysiącu lat składniki znikają. Tutaj zostały czytelne.
Czytaj dalejPrzy Zanzibarze pisaliśmy, że po dwustu latach nie da się już powiedzieć, która część kultury jest czyja, i że to jest właśnie znak wymieszania. Na Madagaskarze jest inaczej i warto powiedzieć, dlaczego.
Język pozostał austronezyjski w całości swojej budowy, bo przybysze byli tu pierwsi i to oni nadali ramę. Bydło pozostało afrykańskie, bo przyszło później i weszło w gotowy porządek jako nowy element, a nie jako nowa gramatyka.
Wymieszanie jest więc głębokie w ludziach i w gospodarce, a płytkie w strukturze języka. To pokazuje coś ogólniejszego: różne warstwy kultury mieszają się w różnym tempie, a gramatyka jest najtwardsza ze wszystkich.
Jak to przetrwało
Sorabe, kabary i aloalo
Jedna grupa zapisuje malgaski pismem arabskim od kilkuset lat i nazywa to sorabe — wielkie pismo. Reszta wyspy przechowywała przeszłość w mowie, w rzeźbionych słupach nagrobnych i w kształcie samego grobowca.
Sorabe
Wielkie pismo. Papier z kory, rody uczone, kilkaset lat ciągłości.
Czytaj dalejAntaimoro zapisują malgaski pismem arabskim od kilkuset lat, a zbiór tych tekstów nosi nazwę sorabe — „wielkie pismo". Papier wyrabiano na miejscu z kory drzewa, a umiejętność pisania była zastrzeżona dla określonych rodów.
Rękopisy zawierają rachuby kalendarzowe, wykładnie sikidy, genealogie, przepisy lecznicze i formuły ochronne. Nie są to teksty religijne w sensie muzułmańskim — pismo przyszło od kupców, treść została miejscowa.
To jest rzadki przypadek pisma przejętego bez religii, która je przyniosła. Przy zwoju etiopskim i przy hirizi na wybrzeżu opisywaliśmy przejęcie jednego razem z drugim; tutaj rozeszły się i warto to odnotować.
Kabary i ohabolana
Przemówienie ma budowę, kolejność i przysłowia zamiast argumentów.
Czytaj dalejKabary to przemówienie odprawiane przy ważnych okazjach: przy zaręczynach, pogrzebie, sporze, famadihanie. Ma ustaloną budowę, otwarcie, prośbę o pozwolenie i zamknięcie, a mówiący zwraca się do zgromadzonych przez pośrednika.
Podstawowym środkiem są ohabolana — przysłowia. Dobry mówca prowadzi sprawę przez ich dobór, a nie przez wywód; przytoczenie właściwego przysłowia we właściwym miejscu bywa argumentem rozstrzygającym.
Mówienie wprost uchodzi w tym porządku za nieudolne i niegrzeczne. Rzecz trudną mówi się okrężnie i jest to umiejętność, której się uczy — podobnie jak aluzyjnego tekstu taarabu na wybrzeżu suahilijskim, o którym piszemy przy Zanzibarze.
Aloalo
Rzeźbione drewno z całą biografią zmarłego u góry.
Czytaj dalejAloalo to rzeźbione słupy stawiane na grobowcach na południu wyspy, u Mahafaly i Sakalava. Trzon bywa pokryty geometrycznym rytem, a zwieńczenie przedstawia scenę: ptaka, zebu, łódź, czasem samolot albo samochód.
Zwieńczenie mówi o zmarłym: czym się zajmował, co osiągnął, czym podróżował. Nowoczesne przedmioty w tych rzeźbach nie są zepsuciem tradycji, tylko jej działaniem zgodnym z przeznaczeniem — słup ma opowiedzieć konkretne życie.
Na tym samym grobowcu składa się rogi zebu zabitych na stypę. Ich liczba jest widoczna z daleka i czytelna dla każdego przechodnia, więc grobowiec podaje dwie informacje naraz: kim był zmarły i ile rodzinę kosztowało pożegnanie.
Czego już nie ma
Wyspa straciła całą wielką faunę w ciągu kilkuset lat od zasiedlenia.
Czytaj dalejPrzed przybyciem ludzi żyły tu ptaki słoniowe — nielotne, wysokie na trzy metry — lemury wielkości goryla, olbrzymie żółwie lądowe i karłowate hipopotamy. Wszystkie wyginęły w ciągu kilkuset lat po zasiedleniu.
Udział człowieka jest przedmiotem sporu co do wagi: polowanie, wypalanie, wprowadzenie zebu i zmiana klimatu działały równocześnie i badacze różnią się w ocenie proporcji. Zbieżność czasowa z zasiedleniem jest jednak wyraźna.
Ślady zostały w opowieściach. Skorupy jaj ptaka słoniowego znajdowano na wyspie jeszcze w dziewiętnastym wieku, a przekazy o wielkim ptaku i o „lemurze wielkim jak człowiek" krążyły długo po tym, jak zwierzęta zniknęły.
Co stąd wyszło
Echa: rafia, valiha i przeprawa przez Atlantyk
Bambusowa cytra, która przypłynęła z Azji, gra dziś jako instrument afrykański. Wyspa oddała światu też słowo, którego wszyscy używają nie wiedząc, skąd jest.
Malgasze za oceanem
Z tej wyspy wywożono ludzi — także przez Atlantyk.
Czytaj dalejZ Madagaskaru wywożono ludzi na Maskareny — Reunion i Mauritius — gdzie stanowili znaczną część ludności niewolniczej, oraz na Przylądek Dobrej Nadziei. Szlak działał od siedemnastego wieku.
Część trafiła dalej: malgascy niewolnicy są poświadczeni w koloniach Ameryki Północnej, przywożeni statkami, które opływały Przylądek. Jest to szlak rzadko wymieniany przy handlu atlantyckim, bo prowadził w drugą stronę wokół Afryki.
To jest łącznik między filarem afrykańskim a amerykańskim, o którym piszemy osobno przy Ameryce Północnej. Odnotowujemy go tutaj, bo strona wyjściowa jest tutaj — i bo pokazuje, że mapa handlu ludźmi nie dzieli się czysto na atlantycką i oceaniczną.
Słowa, które poszły dalej
Nazwa palmy i włókna weszła do połowy języków świata.
Czytaj dalejRafia to malgaska nazwa palmy i wyrabianego z niej włókna. Weszła do francuskiego, angielskiego i dalej, a dziś oznacza materiał używany w ogrodnictwie i rękodziele na wszystkich kontynentach.
Sama nazwa wyspy jest natomiast pomyłką europejską. Nie pochodzi z żadnego języka miejscowego; najprawdopodobniej wzięła się z zapisu podróżnika, który usłyszał nazwę miasta na wybrzeżu afrykańskim i przypisał ją wyspie.
Mieszkańcy nazywają się Malagasy i tak też nazywa się język. Nazwa wyspy pozostała europejska i przyjęła się także na miejscu — co jest zwyczajnym losem nazw nadanych z zewnątrz i warto o tym wiedzieć, mówiąc „Madagaskar".
Valiha w świecie
Bambusowa cytra rurowa, dziś narodowy instrument wyspy.
Czytaj dalejValiha to cytra rurowa: struny biegną wzdłuż bambusowej rury i pierwotnie wycinane były z jej własnej ściany, podniesione na małych podstawkach. Dziś używa się strun z drutu hamulcowego rowerów.
Typ instrumentu jest austronezyjski i spotykany od Filipin po Indonezję. Na Madagaskarze stał się instrumentem narodowym i bywa przedstawiany w świecie jako instrument afrykański — co jest nieścisłe geograficznie, a ścisłe kulturowo.
Gra się na niej przy tromba i przy obrzędach wezwania, a także na estradzie. To ta sama dwoistość, którą opisaliśmy przy mbira w Zimbabwe: instrument obrzędowy i koncertowy naraz, w rękach tych samych ludzi.
Wanilia i zebu
Wyspa daje światu wanilię, a sobie zostawia bydło.
Czytaj dalejMadagaskar jest największym producentem wanilii na świecie, a jej uprawa wymaga ręcznego zapylania każdego kwiatu, bo owad zapylający nie występuje tu naturalnie. Jest to praca sezonowa i żmudna, a cena podlega gwałtownym wahaniom.
Zebu natomiast prawie nie wychodzi z wyspy i nie jest hodowane na sprzedaż w pierwszej kolejności. Jest miarą majątku, przedmiotem ofiary i treścią sporu — czyli pełni rolę bliższą temu, co u Maasai, niż temu, co w gospodarce towarowej.
Ta różnica tłumaczy rzecz, która przyjezdnym wydaje się niezrozumiała: rodzina uboga w pieniądzu bywa bogata w zebu i nie sprzedaje ich, żeby poprawić sobie warunki. Zwierzęta nie są tam oszczędnościami, tylko pozycją.
Sprawdzamy
Czego nie było
Dziewięć zdań o Madagaskarze, które powtarza się najczęściej — w tym dwa, które biorą się stąd, że wyspa leży przy Afryce, a ludzie przypłynęli z Azji.
„Że Malgasze to po prostu Afrykanie”
Nieprawda. Wyspa leży przy Afryce, ludzie przypłynęli z Azji. Stąd większość pomyłek.
Czytaj dalejMadagaskar zalicza się geograficznie i politycznie do Afryki, a jego mieszkańcy są w znacznej części potomkami przybyszów z Azji Południowo-Wschodniej. Język jest austronezyjski w całej swojej budowie.
Nie znaczy to, że Malgasze „nie są Afrykanami" — znaczy, że pochodzenie ludności tej wyspy jest mieszane i że jedna z dwóch głównych składowych przyszła z drugiego końca oceanu. Obie są prawdziwe naraz.
Prawie każde nieporozumienie o Madagaskarze da się wyprowadzić z pomijania tej drugiej składowej: stąd zdziwienie ryżem, stąd nierozpoznanie valihy, stąd szukanie afrykańskich odpowiedników vintany, których nie ma.
„Że famadihana to kult śmierci”
Nieprawda. Uczestnicy tańczą, piją i przedstawiają przodkowi wnuki.
Czytaj dalejFamadihana bywa opisywana jako taniec z trupami i przedstawiana jako makabryczna. Uczestnicy opisują ją inaczej: jako spotkanie rodzinne, na które przodek zostaje zaproszony i na którym dostaje nowe ubranie.
Panuje tam nastrój wesela: gra muzyka, je się i pije, opowiada się zmarłemu, co się wydarzyło, przedstawia nowo narodzonych. Płacz przy famadihanie uchodzi za niestosowny.
Obraz makabryczny bierze się z opisu z zewnątrz, który patrzy na ciało, a nie na spotkanie. Przyjęcie tego opisu za swój byłoby tym samym błędem, który prostujemy przy Wielkim Zimbabwe — uznaniem cudzej reakcji za opis rzeczy.
„Że sikidy to miejscowa osobliwość”
Nieprawda. Ta sama rodzina, co figury arabskie — i widać to w nazwach.
Czytaj dalejSikidy bywa przedstawiane jako egzotyczna miejscowa wróżba. Jest to pełnoprawna geomancja: szesnaście figur z czterech pozycji dwustanowych, tablica wyliczana arytmetycznie, miejsca o przypisanych dziedzinach.
Droga przekazu jest poświadczona i biegła przez kupców z wybrzeża suahilijskiego; ślad widać w nazwach figur, wywodzących się z arabskiego. To nie jest domysł — to jest dowód językowy.
Warto przy okazji zauważyć rzecz odwrotną: ditaola Sotho-Tswana ma tę samą matematykę i żadnej poświadczonej drogi. Uczciwość polega na tym, żeby nie opisywać obu przypadków tak samo, choć tak samo wyglądają.
„Że fady to przesądy”
Nieprawda. Zakaz przechowuje historię rodu — i chroni lasy skuteczniej niż ustawa.
Czytaj dalejFady bywa zbywane jako przesąd. Tymczasem jest systemem o wyraźnej budowie: zakazy są przypisane do osób, rodów, miejsc i czasów, a nie powszechne, i wynikają najczęściej z opowieści o dziejach rodu.
Ma to skutek praktyczny: żeby wiedzieć, czego ci nie wolno, musisz znać historię swojej rodziny. Zakaz jest więc nośnikiem pamięci, a nie tylko ograniczeniem.
Ma też skutek przyrodniczy: fady chroniące gaje, jeziora i gatunki bywają przestrzegane skuteczniej niż przepisy państwowe, i ochrona przyrody na wyspie korzysta z tego świadomie. Nazwanie tego przesądem nie opisuje ani budowy, ani skutków.
„Że lemury są święte”
Nieprawda. W jednej dolinie chronione zakazem, w sąsiedniej jedzone.
Czytaj dalejPowtarza się, że Malgasze uważają lemury za święte. Prawda jest bardziej szczegółowa: niektóre gatunki objęte są fady w niektórych okolicach, a w innych poluje się na nie bez oporów.
Najlepiej znany przykład to indri, otoczony zakazem w części swojego zasięgu i wiązany z opowieścią o wspólnym pochodzeniu z ludźmi. Ale zakaz jest miejscowy — bo fady zawsze jest miejscowe.
To jest dobra ilustracja ogólnej reguły tego działu: zdania zaczynające się od „Malgasze wierzą, że" są prawie zawsze zbyt szerokie. Właściwa forma brzmi „w tej okolicy obowiązuje zakaz".
„Że nazwa wyspy jest miejscowa”
Nieprawda. Nie pochodzi z żadnego języka wyspy. Mieszkańcy to Malagasy.
Czytaj dalejNazwa „Madagaskar" nie pochodzi z żadnego języka wyspy. Najprawdopodobniej wzięła się z relacji podróżnika, który usłyszał nazwę miasta na wybrzeżu afrykańskim i odniósł ją do wyspy, a zapis przyjął się na mapach.
Mieszkańcy nazywają siebie Malagasy i tak samo nazywa się język. Nazwa nadana z zewnątrz przyjęła się z czasem także na miejscu i jest dziś używana bez zastrzeżeń.
Odnotowujemy to nie po to, żeby ją zmieniać, lecz dlatego, że to samo zdarzyło się w tym atlasie wielokrotnie: „Buszmeni", „falasza", „Berberowie". Warto wiedzieć, które nazwy są własne, a które nadane.
„Że wyspa była dziewicza i taka została”
Nieprawda. Ptaki słoniowe i lemury wielkości goryla zniknęły po zasiedleniu.
Czytaj dalejMadagaskar bywa przedstawiany jako ostoja przyrody nietkniętej. Wyspa straciła jednak całą wielką faunę w ciągu kilkuset lat po zasiedleniu: ptaki słoniowe, lemury wielkości goryla, olbrzymie żółwie i karłowate hipopotamy.
Waga poszczególnych przyczyn jest sporna — polowanie, wypalanie, bydło i zmiana klimatu działały równocześnie — ale zbieżność czasowa z przybyciem ludzi jest wyraźna i nie jest kwestionowana.
Mówimy o tym w dziale o wierzeniach, bo ślad został właśnie w nich: przekazy o wielkim ptaku i o lemurze wielkim jak człowiek krążyły jeszcze długo po tym, jak zwierzęta zniknęły.
„Że Vazimba to na pewno wcześniejszy lud”
Nieprawda. Opowieść o poprzednikach działa niezależnie od tego, czy poprzednicy byli.
Czytaj dalejVazimba są w opowieściach mieszkańcami wyspy sprzed przybycia obecnych. Czy stoi za tym rzeczywista wcześniejsza ludność, pozostaje nierozstrzygnięte: brakuje jednoznacznych śladów wcześniejszego zasiedlenia.
Bywa też tak, że mianem Vazimba określa się przodków z czasów na tyle dawnych, że nie da się ich już umieścić w rodowodzie — czyli granicę pamięci, a nie osobny lud.
Niezależnie od rozstrzygnięcia, miejsca uznawane za groby Vazimba są otaczane szacunkiem, składa się przy nich dary i obowiązują zakazy. Obrzęd działa więc niezależnie od historii — i to jest obserwacja, którą warto zabrać z tego działu dalej.
„Że chrześcijaństwo wyparło dawne wierzenia”
Nieprawda. Większość wyspy to chrześcijanie. Famadihana odprawia się dalej.
Czytaj dalejPonad połowa mieszkańców określa się jako chrześcijanie, a obok tego uczestniczy w famadihanie, przestrzega fady i konsultuje ombiasy. Nie jest to rzadki wyjątek, tylko sytuacja typowa.
Sami uczestnicy tłumaczą, że jedno dotyczy zbawienia, a drugie rodziny — i ta sama odpowiedź pada u Oromo o gadaa oraz na wybrzeżu suahilijskim o mila. Trzy różne miejsca, jedno rozwiązanie.
Kościoły wyspy zajmują wobec tego stanowiska rozmaite, od potępienia po uznanie obrzędów pogrzebowych za sprawę rodzinną. Spór przebiega więc wewnątrz chrześcijaństwa malgaskiego i tak go opisujemy — nie rozstrzygając.