Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Afryka Środkowa

Atlas · Afryka

Afryka ŚrodkowaKongo, Luba, Fang, ludy lasu — i moc, którą się wbija

Nad dolnym Kongiem powstała religia, w której moc jest rzeczą składaną i uzupełnianą, a nie daną raz na zawsze. Specjalista buduje pojemnik, wkłada do niego to, co ma działać, i dopiero wtedy przedmiot zaczyna być kimś, z kim się rozmawia. Do tego kosmogram czterech pór słońca, tablica pamięci Luba, którą czyta się palcami, relikwiarze Fangów pilnujące kości przodków i las Aka i Mbuti, traktowany nie jako miejsce, lecz jako osoba.

1491rok chrztu władcy Konga, z własnej decyzji 4pory słońca w kosmogramie 2osoby przy jednej figurze: rzeźbiarz i nganga

Podpis tej strony

Każdy gwóźdź to jedna sprawa

Figura najeżona żelazem jest najczęściej reprodukowanym przedmiotem z tej części Afryki i najczęściej źle opisywanym. Każdy gwóźdź, klin i ostrze zostało wbite przy osobnej sprawie, w obecności stron, i oznacza ją tak, jak wpis w księdze oznacza zawartą umowę. Kliknij żelazo, żeby zobaczyć, jaka sprawa pod nim stoi.

Kliknij żelazo — obok pojawi się sprawa, przy której je wbito

Dlaczego nie rysujemy konkretnej figury. Każdy nkondi jest osobnym przedmiotem, zrobionym dla konkretnej wspólnoty i obsługiwanym przez konkretnego człowieka; jego żelazo opowiada historię tej jednej okolicy. Narysowanie jednego z nich jako „tego właściwego” byłoby tym samym błędem, przed którym ostrzegamy przy znaku Tinnit w dziale o Imazighen i przy figurach Ifá w Afryce Zachodniej. Pokazujemy mechanizm: żelazo przybywa i nie da się go odjąć.

Od Atlantyku po Wielkie Jeziora

Kto tu mieszka

Obszar od Atlantyku po Wielkie Jeziora i od sawanny po las równikowy. Mieszkają tu ludy, które zbudowały królestwa z dworem i podatkiem, i takie, które świadomie nie zbudowały żadnego — a ich porządek religijny różni się dokładnie tak, jak różnią się ich sposoby życia.

dolne Kongo, Angola, Kabinda

Bakongo

Królestwo z dworem i pismem od piętnastego wieku, i porządek nkisi obok niego.

Czytaj dalej

Bakongo mieszkają po obu stronach ujścia Konga, w państwach, które dziś nazywają się Demokratyczna Republika Konga, Republika Konga i Angola. Ich królestwo istniało od czternastego wieku, miało stolicę, prowincje, podatek i dwór, a od 1491 roku także chrzest: władca przyjął chrzest dobrowolnie i jego następcy pisali listy po portugalsku, z których część zachowała się do dziś.

To jest szczegół, który wywraca potoczny obraz. Nie mamy tu do czynienia z ludem odkrytym przez Europejczyków w dziewiętnastym wieku, tylko z państwem, które przez trzysta lat prowadziło z Europą korespondencję dyplomatyczną i miało własnych duchownych.

Chrześcijaństwo dworskie i porządek nkisi istniały obok siebie przez stulecia i mieszały się ze sobą tak, że w wielu przypadkach nie da się ich rozdzielić. Krzyż wszedł do zestawu znaków i bywa umieszczany na przedmiotach, które z chrześcijaństwem nie mają nic wspólnego.

sawanna na południowy wschód od lasu

Luba

Państwo sawanny z zawodową pamięcią i tablicami do jej przechowywania.

Czytaj dalej

Luba zbudowali na sawannie państwo, którego mocnym punktem była nie armia, lecz sposób przechowywania wiedzy o tym, kto po kim rządził i komu co się należy. Zajmowało się tym stowarzyszenie mbudye, do którego wchodziło się przez wtajemniczenie, a jego członkowie byli w praktyce urzędnikami pamięci.

Świętość władzy była u nich ściśle związana z pewnym rodzajem trudnej wiedzy: król, który nie znał porządku przekazanego przez mbudye, nie był w pełni królem. Dlatego stowarzyszenie miało wpływ, którego żadna zbrojna siła nie równoważyła.

Gabon, Gwinea Równikowa, południowy Kamerun

Fang

Kult przodków bez państwa, relikwiarze i późniejsze bwiti.

Czytaj dalej

Fangowie przyszli na dzisiejsze tereny stosunkowo niedawno, w ciągu ostatnich kilkuset lat, i nigdy nie zbudowali jednego państwa. Porządek trzymał się na rodzie i na przodkach, a instancją odwoławczą nie był król, lecz czaszka dziadka.

Ich rzeźba stała się w dwudziestym wieku jednym z najbardziej wpływowych zbiorów form w sztuce europejskiej, co miało ten skutek uboczny, że opisuje się ją częściej po muzealnemu niż po ludzku. Rzeźba Fangów była częścią urządzenia, a nie samodzielnym dziełem.

las równikowy, dorzecze Ubangi i Ituri

Aka i Mbuti

Ludy lasu, śpiew wielogłosowy i świadoma rezygnacja z hierarchii.

Czytaj dalej

Aka mieszkają w lasach nad Ubangi, Mbuti w Ituri, i mimo dzielącej ich odległości mają wspólne rzeczy, których nie mają ich sąsiedzi zza granicy lasu: brak wodzów, brak dziedziczonej władzy i religię, w której najwyższą instancją jest sam las.

Ich śpiew jest wielogłosowy, budowany na krzyżujących się liniach bez jednego prowadzącego głosu, i uchodzi za jeden z najbardziej złożonych systemów muzycznych na świecie. Nie jest przy tym zapisany i nikt go nikomu nie wykłada — dzieci uczą się go, śpiewając od początku razem z dorosłymi.

Nazwy, którymi określa się te ludy z zewnątrz, bywają obelżywe i pochodzą od sąsiadów albo od Europejczyków. Używamy nazw własnych.

płaskowyż nad Kongiem, powyżej ujścia

Teke

Kowale i figury z brzuchem wypełnianym przez specjalistę.

Czytaj dalej

Teke mieszkają nad Kongiem powyżej wielkich katarakt i dzielą z Bakongo zasadniczy pomysł: rzeźba jest naczyniem. Ich figury mają na brzuchu wyraźnie zaznaczoną, wypukłą masę, w której zamyka się to, co ma działać — u nich jest ona szczególnie duża i czasem zasłania całą postać.

Kowal ma tu, podobnie jak u Tuaregów i u ludów Sahelu, pozycję dwuznaczną i osobną. Umie zamienić rudę w narzędzie, a to jest zamiana rodzaju, nie tylko kształtu.

między Kasai a Sankuru

Kuba

Dwór, portret królewski i tkanina jako miara statusu.

Czytaj dalej

Królestwo Kuba powstało w siedemnastym wieku i zbudowało dwór, na którym rzeźba, tkanina i taniec były częścią porządku państwowego, a nie ozdobą. Zachowały się posągi przedstawiające kolejnych władców, każdy z osobnym znakiem rozpoznawczym u stóp.

Te posągi nie są portretami w europejskim sensie — nie próbują oddać twarzy. Rozpoznaje się po przedmiocie, nie po rysach, i to jest ta sama zasada, którą pokazujemy w atlasie bóstw Indii i na tybetańskich tankach.

Naczynie, nie wizerunek

Czym jest nkisi

Nkisi nie jest bożkiem ani wizerunkiem bóstwa. Jest pojemnikiem: rzeźba, tykwa, muszla, garnek albo zawiniątko, w którym zamknięto składniki mające działać, i w którym zgodzono się osadzić kogoś, kto będzie działał. Bez zawartości figura jest kawałkiem drewna i sami Bakongo mówią o niej wtedy właśnie tak.

pojęcie

Czym jest nkisi

Naczyniem. Rzeźba bez zawartości nie jest jeszcze nkisi.

Czytaj dalej

Słowo `nkisi` obejmuje bardzo różne przedmioty: figury ludzkie i zwierzęce, tykwy, muszle, garnki, rogi, worki i zawiniątka. Wspólne mają to, że każdy z nich coś w sobie mieści i że to, co mieści, jest ważniejsze od tego, jak wygląda z zewnątrz.

Rzeźba wykonana, ale jeszcze niewypełniona, nie działa i nie jest tak nazywana. Staje się nkisi dopiero wtedy, gdy specjalista włoży do niej składniki i przeprowadzi obrzęd, w którym umawia się z kimś, kto ma w niej zamieszkać.

To rozróżnienie ma znaczenie także dla muzeów. Ogromna część figur w europejskich zbiorach została po drodze opróżniona — czasem przez misjonarzy, czasem przez handlarzy, którym zawartość przeszkadzała. Oglądamy więc puste naczynia i opisujemy je jako rzeźby.

zawartość

Bilongo

Składniki, które mają działać: ziemia z grobu, glina, nasiona, pazur, lustro.

Czytaj dalej

Zawartość dobiera się do zadania i nic w niej nie jest przypadkowe. Ziemia z cmentarza wiąże przedmiot ze zmarłymi, biała glina z krainą po drugiej stronie wody, nasiona i pestki odsyłają do wzrostu, pazur albo ząb — do tego, co chwyta.

Część składników działa przez podobieństwo nazwy: bierze się rzecz, której nazwa brzmi jak słowo określające zadanie. Jest to zasada znana też gdzie indziej, ale tu jest wyłożona wprost i specjaliści mówią o niej otwarcie.

Przepis jest wiedzą zawodową i nie jest jawny. Dwie figury wyglądające identycznie mogą mieć zupełnie inną zawartość, a więc być zupełnie innymi przedmiotami.

element

Lustro na brzuchu

Granica, a nie ozdoba. Po drugiej stronie jest kraina zmarłych.

Czytaj dalej

Wiele figur ma na brzuchu albo na czole wtopiony kawałek lustra lub szkła. Nie służy on do patrzenia na siebie: oddziela to, co widoczne, od tego, co zamknięte w środku, i jest rozumiany jako powierzchnia wody, przez którą przechodzi się do zmarłych.

Gdy lustro jest przesłonięte albo zmatowiałe, przedmiot uchodzi za śpiący. Przetarcie bywa częścią obsługi.

Szkło przybyło z Europy, wpisując się w tradycję, która istniała już wcześniej — rolę tego materiału pełniły wówczas połyskujące muszle lub gładkie powierzchnie żywicy. Pomimo zmiany użytych surowców, przeznaczenie przedmiotów zachowało swoją pierwotną formę.

podział

Rodzaje minkisi

Jedne leczą, inne pilnują umów, jeszcze inne strzegą wsi albo pola.

Czytaj dalej

Podział nie jest sztywny i różni się między okolicami, ale pewne rodzaje wracają. Są minkisi domowe, które zajmują się zdrowiem i płodnością; są takie, które pilnują pola albo spichlerza; są wspólnotowe, stojące na skraju wsi i odpowiadające za całość.

Osobną grupę stanowią te, które ścigają — i to do niej należą figury najeżone żelazem. Stanowią mniejszość wśród wszystkich minkisi, choć w zbiorach europejskich jest ich najwięcej, bo były najbardziej efektowne i najchętniej wywożone.

Ten przechył w zbiorach tłumaczy sporą część potocznego obrazu tej religii. Zobaczyliśmy jej najbardziej dramatyczny fragment i uznaliśmy go za całość.

podział pracy

Kto je robi

Rzeźbiarz wykonuje formę, nganga ją napełnia. To dwie osoby i dwie umiejętności.

Czytaj dalej

Rzeźbiarz jest rzemieślnikiem i bywa znany z imienia w okolicy; jego robota kończy się w chwili, gdy figura jest wykonana. Dopiero specjalista od rzeczy działających napełnia ją, zamyka i przeprowadza obrzęd, po którym przedmiot zaczyna być kimś.

Ten podział pracy jest wart uwagi, bo europejskie muzeum opisuje zwykle tylko pierwszą połowę: podaje warsztat, styl i datowanie rzeźby, a milczy o tym, kto ją napełnił i po co. Opisujemy więc zawsze mniej więcej połowę przedmiotu.

praktyka

Obsługa

Przedmiot trzeba karmić, budzić i zagadywać. Zaniedbany przestaje działać.

Czytaj dalej

Relacja z nkisi jest wzajemna i wymaga utrzymania. Przedmiot dostaje jedzenie, napój albo dym, słyszy skierowane do siebie słowa, bywa przenoszony i pokazywany. Zaniedbany traci moc i wtedy się go rozbiera albo porzuca.

Nie ma w tym nic z czczenia w znaczeniu, jakie to słowo ma w religiach pisma. Bliżej temu do umowy o pracę, w której obie strony mają zobowiązania i obie mogą je zerwać.

rodzaj

Nkondi

Ten, który ściga. Od tej nazwy wzięło się słowo opisujące całą grupę figur z żelazem.

Czytaj dalej

Nazwa ta wiąże się z tropieniem oraz pościgiem. Postać zaangażowana w tę misję ma za zadanie ścigać konkretną osobę albo nieznanego sprawcę, a wbite żelazo stanowi zarówno zapis danej sprawy, jak i metodę pobudzenia przedmiotu do działania.

Wbicie boli nie figurę, lecz tego, przeciwko komu sprawa idzie. To jest rozróżnienie, którego brak w popularnych opisach i z którego bierze się cała pomyłka z laleczkami.

Największe figury tego rodzaju należały do wspólnoty, a nie do osoby prywatnej, i stały w miejscu publicznym. Wbijano przy świadkach; sprawa załatwiona potajemnie nie miała wagi.

praktyka

Koniec przedmiotu

Nkisi można rozebrać. Nie jest wieczne i nikt tego nie udaje.

Czytaj dalej

Gdy przedmiot przestaje działać albo gdy sprawy, do których był powołany, się skończyły, rozbiera się go: wyjmuje zawartość, a formę odkłada albo niszczy. Nie ma w tym świętokradztwa i nikt tego nie przeżywa jako straty.

W dziewiętnastym i dwudziestym wieku część takich rozbiórek odbyła się pod naciskiem misji i to jest zupełnie inna historia — tam niszczono cudze rzeczy, a nie swoje. Rozróżnienie między jednym a drugim bywa w opisach zacierane.

Krzyż w kole i linia wody

Cztery pory słońca

Krzyż wpisany w koło, cztery pory słońca i linia wody, która dzieli żywych od zmarłych. Znak jest poświadczony, a jego uporządkowany rysunek jest opracowaniem — i te dwie rzeczy trzeba od siebie oddzielić, bo w popularnym obiegu zlały się w jedno.

układ

Cztery pory słońca

Wschód, południe, zachód, północ — i ludzkie życie ułożone na tym samym kole.

Czytaj dalej

Podstawowy pomysł jest prosty i nie wymaga żadnej ezoteryki: słońce wschodzi, staje wysoko, zachodzi i przechodzi pod ziemią, żeby wzejść znowu. Na ten sam obieg nałożono życie człowieka — narodziny, dojrzałość, śmierć i istnienie po śmierci — a to daje cztery położenia na kole.

Ruch odbywa się w stronę przeciwną do wskazówek zegara i ta wskazówka wraca w opisach niezależnie od siebie. W obrzędach, w tańcu i w sposobie obchodzenia grobu kierunek jest ten sam.

Najważniejsze jest to, czego w tym układzie nie ma: nie ma punktu końcowego. Śmierć jest jednym z czterech położeń, a nie wyjściem z koła.

pojęcie

Kalunga

Linia wody. Dzieli żywych od zmarłych i daje się przekroczyć w obie strony.

Czytaj dalej

Pozioma kreska przecinająca koło jest wodą. Nad nią jest świat żywych, pod nią świat zmarłych — i nie jest to obraz piekła, bo tamta strona jest odbiciem tej, z własnym dniem trwającym wtedy, gdy tu jest noc.

Słowo `kalunga` znaczy zarazem ocean, granicę i wielkość. Ta wieloznaczność nie jest przypadkowa i okazała się w historii straszliwie trafna: ludzi wywożonych przez Atlantyk zabierano dosłownie za kalungę.

Cmentarze bywają zakładane nad wodą albo w miejscach, gdzie woda stoi, a na grobach kładzie się białe muszle i naczynia. Biel jest tu barwą tamtej strony, nie żałoby w europejskim sensie.

forma

Znak krzyża

Krzyż w kole jest poświadczony na przedmiotach i w rytuale — i nie pochodzi od misji.

Czytaj dalej

Krzyżyk ryty na garnkach, na skałach i na przedmiotach mocy występuje tu przed przybyciem Portugalczyków i jest od chrześcijańskiego krzyża niezależny. Potem oba znaki się nałożyły, co utrudnia datowanie, ale nie unieważnia wcześniejszych znalezisk.

Rysuje się go także na ziemi przy składaniu przysięgi: stanięcie na przecięciu ramion i wypowiedzenie słów jest równoznaczne z wzięciem na siebie skutku, jeśli się kłamie.

Taki sam znak znaleziono na naczyniach z plantacji w Karolinie Południowej, robionych rękami ludzi przywiezionych stamtąd. To jeden z najmocniejszych materialnych śladów przeprawy.

nazewnictwo

Cztery słowa

Każde położenie na kole ma własną nazwę i własną porę doby.

Czytaj dalej

Cztery punkty mają nazwy związane ze wschodem, zenitem, zachodem i północą, a każdemu przypisano stan człowieka: poczęcie i narodziny, pełnię sił, śmierć, i trwanie po drugiej stronie przed powrotem.

W różnych okolicach nazwy brzmią różnie i nie warto podawać jednego zestawu jako obowiązującego. Stały jest układ, nie słownictwo.

idea

Powrót

Zmarły wraca do rodu. Dziecko bywa uznane za kogoś, kto już tu był.

Czytaj dalej

Skoro koło się zamyka, to ktoś, kto zszedł pod wodę, po jakimś czasie wraca na drugą stronę — najczęściej do własnego rodu. Noworodka ogląda się więc uważnie i szuka znaków wskazujących, kto wrócił; bywa, że dziecko dostaje imię po tym, kogo w nim rozpoznano.

Nie jest to jednak wędrówka dusz w indyjskim rozumieniu i nie warto tych porządków mieszać. Nie ma tu ani zapłaty za dawne uczynki, ani drabiny wcieleń, ani wyjścia z obiegu jako celu.

ostrożnie

Rysunek a świadectwa

Znak jest poświadczony. Jego schludny, podręcznikowy rysunek to opracowanie dwudziestowieczne.

Czytaj dalej

Trzeba tu rozdzielić dwie rzeczy, bo w popularnym obiegu zlały się w jedną. Poświadczone są: krzyżyk na przedmiotach, kierunek obchodzenia, linia wody, biel jako barwa tamtej strony i cztery pory słońca w opisach mówionych.

Natomiast wykres z podpisanymi ćwiartkami, strzałkami i nazwami, który krąży dziś po internecie, powstał w drugiej połowie dwudziestego wieku jako uporządkowanie tych świadectw. Jest opracowaniem, nie zabytkiem — i ktoś, kto pokazuje go jako starożytny rysunek, mówi nieprawdę.

To rozróżnienie nie odbiera sprawie wagi. Odbiera jej tylko fałszywą metrykę, a zostawia to, co naprawdę wiadomo — i tego jest sporo.

Specjalista, nie czarownik

Kto rozporządza mocą

Nganga jest specjalistą od rzeczy, które działają: składa nkisi, prowadzi jego obsługę, rozstrzyga sprawy i leczy. Nazywanie go czarownikiem jest pomyłką dokładnie odwrotną do prawdy, bo jego robota polega między innymi na występowaniu przeciwko temu, co u nas nazwano by czarami.

zawód

Kim jest nganga

Specjalistą od rzeczy działających. Nie kapłanem i nie czarownikiem.

Czytaj dalej

Nganga składa przedmioty mocy, prowadzi ich obsługę, rozstrzyga sprawy, leczy i wyjaśnia przyczyny nieszczęść. Wchodzi się w to przez naukę u kogoś, kto już to robi, i przez wtajemniczenie; nie jest to funkcja dziedziczona ani nadawana przez władcę.

Nie jest kapłanem, bo nie obsługuje świątyni ani kultu bóstwa. Nie jest czarownikiem, bo działa jawnie, na zamówienie i pod oceną wspólnoty — a jego robota polega między innymi na występowaniu przeciwko tym, którzy działają skrycie.

Słowo przeszło potem przez Atlantyk i zmieniło znaczenie. Na Kubie `nganga` to nie człowiek, lecz kocioł — sam przedmiot. Piszemy o tym w sekcji o echach.

pojęcie

Kindoki

Moc niejawna. Sama w sobie nie jest zła — rozstrzyga to, po czyjej jest stronie.

Czytaj dalej

`Kindoki` to zdolność działania w sposób niewidoczny dla innych. Tłumaczy się ją zwykle jako czary i przez to psuje, bo słowo to jest w polszczyźnie jednoznacznie złe, a tutejsze pojęcie jednoznaczne nie jest.

Ta sama zdolność użyta jawnie i na rzecz wspólnoty jest podstawą pracy wodza i specjalisty. Użyta skrycie i dla siebie jest przestępstwem. Rozstrzyga jawność i kierunek, a nie sama moc.

Człowieka, który używa jej skrycie i ze szkodą, nazywa się `ndoki`. To jest właściwy odpowiednik naszego czarownika — i to przeciwko niemu pracuje nganga.

praktyka

Szukanie przyczyny

Nieszczęście ma sprawcę. Pytanie brzmi „kto", nie „dlaczego".

Czytaj dalej

W tym porządku myślenia poważne nieszczęście — śmierć młodej osoby, bezpłodność, ciąg niepowodzeń — nie jest przypadkiem. Szuka się więc przyczyny osobowej i zwykle znajduje ją w napięciach, które i tak istniały: w zawiści, w niezałatwionym sporze, w krzywdzie sprzed lat.

Warto zauważyć, że taka procedura ma skutek społeczny niezależny od tego, czy ktokolwiek w nią wierzy. Zmusza wspólnotę do przegadania konfliktów, które w innym razie tliłyby się dalej.

Ma też skutek drugi, gorszy, i nie zamierzamy go pomijać. Oskarżenie o skryte szkodzenie bywało wyrokiem, a padało najczęściej na tych, którzy i tak byli najsłabsi — na starych, samotnych i przybyszów.

obrzęd

Próba trucizną

Podejrzany wypijał wywar. Przeżycie było uniewinnieniem.

Czytaj dalej

Przy najcięższych oskarżeniach stosowano próbę: podejrzany pił wywar z kory, a wynik rozstrzygał o winie. Jeśli zwymiotował i przeżył, był oczyszczony; jeśli nie, sprawa uważała się za dowiedzioną.

Nie ma sensu opisywać tego jako barbarzyństwa i przechodzić dalej, bo Europa robiła w tym samym czasie rzeczy tego samego rodzaju. Warto natomiast powiedzieć, jak to działało: dawka i sposób podania zależały od tego, kto podawał, a to znaczy, że wynik bywał ustalany wcześniej.

Władze kolonialne zakazały tej praktyki w dziewiętnastym wieku i to akurat był zakaz, który uratował ludzi. Nie zmienia to niczego w ocenie reszty tego, co przy okazji robiono.

droga

Nauka zawodu

Kilka lat u mistrza, opłata i wtajemniczenie. Wiedza jest własnością.

Czytaj dalej

Kandydat mieszka u specjalisty, nosi mu rzeczy, patrzy i stopniowo dostaje kolejne przepisy. Płaci za to — w kozach, w tkaninie, później w pieniądzu — bo przekazywana wiedza jest majątkiem i traktuje się ją jak majątek.

Na końcu odbywa się wtajemniczenie i kandydat dostaje własny pierwszy przedmiot. Od tej pory odpowiada za skutki tego, co robi, i wspólnota rozlicza go z nich zupełnie serio.

kto

Kobiety w tym zawodzie

Są i były, zwłaszcza przy sprawach płodności i dzieci.

Czytaj dalej

Zawód nie jest zamknięty dla kobiet i w niektórych okolicach specjalistki stanowią większość — szczególnie tam, gdzie chodzi o poczęcie, ciążę i choroby dzieci. Mają własne przedmioty i własne stowarzyszenia.

W europejskich opisach z dziewiętnastego wieku są prawie niewidoczne, bo rozmawiano z mężczyznami i o mężczyznach. Ta luka jest cechą źródeł, nie rzeczywistości.

stan

Dzisiaj

Zawód istnieje, działa w miastach i bywa reklamowany na słupach.

Czytaj dalej

Specjaliści pracują dziś w Kinszasie, Brazzaville i Luandzie, obsługują klientów chrześcijańskich i muzułmańskich, a ogłoszenia ich usług wiszą na słupach obok ofert naprawy telefonów. Część z nich ma własne strony w sieci.

Równocześnie w wielkich miastach działają kościoły, które tę praktykę zwalczają i organizują publiczne palenia przedmiotów. Napięcie między jednym a drugim jest dziś jednym z ważniejszych zjawisk religijnych tej części Afryki i nie zapowiada się na to, żeby miało się szybko rozstrzygnąć.

Fangowie: kosz, kości i straż nad nimi

Przodek jako strona w sprawie

U Fangów przodek nie jest wspomnieniem, tylko stroną w bieżących sprawach rodu. Jego kości leżą w koszu albo skrzynce, a nad nimi stoi rzeźbiona głowa — i to jest jedno z najczęstszych nieporozumień tej sztuki, bo rzeźba nie przedstawia zmarłego, tylko pilnuje tego, co pod nią.

relikwiarz

Byeri

Kosz albo skrzynka z kośćmi przodków rodu, pilnowana przez rzeźbioną głowę.

Czytaj dalej

Kości wybranych zmarłych — zwykle założyciela rodu i kilku kolejnych głów rodziny — przechowuje się w koszu z kory albo w skrzynce, razem z drobiazgami, które do nich należały. Na wierzchu osadza się rzeźbioną głowę albo całą figurę.

Kosz nie stoi na widoku i nie jest ołtarzem w europejskim sensie. Wyjmuje się go przy sprawach ważnych dla całego rodu: przy wtajemniczeniu młodych, przy sporze o dziedzictwo, przed wyprawą i w razie klęski.

Ród, który przenosił się w nowe miejsce, zabierał kosz ze sobą. W ciągu kilkuset lat Fangowie przeszli setki kilometrów i przez cały ten czas przodkowie szli razem z nimi — dosłownie.

przedmiot

Głowa nad koszem

Nie jest portretem zmarłego. Stoi na straży i ma patrzeć.

Czytaj dalej

Rzeźba nie przedstawia konkretnej osoby i nie ma być do nikogo podobna. Jej zadaniem jest czuwać: stąd wielkie, wpuszczane oczy z blachy albo z metalowych krążków, nieproporcjonalnie duża głowa i spokojna, zamknięta twarz.

Bywa natarta olejem palmowym i sadzą, co daje ciemny, tłusty połysk; to nie patyna od czasu, tylko część obsługi. Figura zaniedbana matowieje i uchodzi za mniej skuteczną.

Osobno i bez kosza rzeźba traci połowę sensu, a właśnie tak stoi w większości muzeów. Sama w sobie jest pokrywą.

obrzęd

Wtajemniczenie młodych

Chłopiec zostaje pokazany przodkom i dopiero wtedy staje się członkiem rodu.

Czytaj dalej

Przy przejściu w dorosłość młodym pokazuje się zawartość kosza — to jest moment, w którym dowiadują się, kto dokładnie leży w środku i jak się nazywał. Wcześniej wiedzą, że kosz istnieje, ale nie wolno im do niego zaglądać.

Obrzęd łączy się z odosobnieniem, próbą wytrzymałości i nadaniem nowej pozycji w rodzinie. Kto go nie przeszedł, nie zabiera głosu w sprawach rodu, choćby był dorosły.

religia

Bwiti

Ruch religijny z przełomu wieków: przodkowie, chrześcijaństwo i iboga w jednym porządku.

Czytaj dalej

Bwiti powstało wśród ludów Gabonu w dziewiętnastym wieku i rozszerzyło się wśród Fangów na początku dwudziestego, w okresie, gdy dawny porządek rodowy rozpadał się pod naciskiem administracji kolonialnej i misji. Zbudowało wspólnotę tam, gdzie ród przestawał wystarczać.

W obrzędzie używa się korzenia iboga, rośliny o silnym działaniu na świadomość, a całonocne nabożeństwo z muzyką, tańcem i ogniem prowadzi do spotkania z przodkami. Część gałęzi wplotła w to postacie chrześcijańskie, inne tego nie zrobiły.

Jest to religia ŻYWA i stosunkowo MŁODA, a nie pradawna tajemnica. W Gabonie ma status uznany, własne świątynie i własne spory wewnętrzne — dokładnie tak, jak każda inna działająca religia.

roślina

Iboga

Korzeń o silnym działaniu; poza obrzędem używany dziś w leczeniu uzależnień.

Czytaj dalej

Korzeń rośliny z rodziny toinowatych zawiera substancję o bardzo mocnym działaniu na świadomość i przy większych dawkach wywołuje kilkunastogodzinny stan, w którym uczestnik widzi i słyszy rzeczy, o których potem opowiada jako o spotkaniu.

Poza Afryką badano ją jako środek przerywający uzależnienie od opiatów; wyniki są obiecujące, a substancja jest zarazem niebezpieczna dla serca i zdarzały się zgony. Piszemy o tym, bo ta sprawa krąży dziś po internecie w wersji pozbawionej drugiej połowy.

W Gabonie dostęp do tej substancji jest mocno ograniczony i rygorystycznie kontrolowany podczas wywozu. Nikt, kto prowadzi rytuały, nie zaleca samodzielnego eksperymentowania z tą rośliną.

historia

Co się stało z tą rzeźbą

Wywieziona masowo na początku dwudziestego wieku, odmieniła sztukę europejską.

Czytaj dalej

Figury Fangów trafiły do Paryża i Drezna w pierwszej dekadzie dwudziestego wieku i zrobiły na tamtejszych malarzach wrażenie, którego skutki widać do dziś w całej sztuce zachodniej. Zachwyt dotyczył jednak formy, a nie przedmiotu: patrzono na proporcje i na uproszczenie, a nie na to, czym rzeźba była i po co powstała.

Równolegle trwał wywóz na skalę, której nie da się nazwać inaczej niż rabunkiem, i z tego okresu pochodzi większość zbiorów europejskich. Sprawa zwrotów toczy się dziś i część przedmiotów wróciła.

Nie zamierzamy opowiadać tego jako czystej historii duchowej ani jako czystej historii zbrodni. To są dwie prawdziwe historie o tych samych przedmiotach i obie trzeba znać.

Aka i Mbuti

Las, do którego się mówi

Aka i Mbuti mówią o lesie w drugiej osobie. Nie jest tłem ani zasobem, tylko rodzicem, który daje i który bywa nieuważny — a wtedy trzeba go obudzić. Do budzenia służy śpiew wielogłosowy, jeden z najbardziej złożonych na świecie i przy tym niezapisany nutami.

pojęcie

Las jako osoba

Nie miejsce i nie zasób. Rodzic, który daje i którego trzeba czasem obudzić.

Czytaj dalej

Mbuti mówią o lesie tak, jak mówi się o rodzicu: że daje jedzenie, że chroni, że bywa nieuważny i że można go ucieszyć. Nieszczęście — długi brak zwierzyny, choroba, śmierć — tłumaczy się tym, że las zasnął albo odwrócił uwagę.

Odpowiedzią nie jest ofiara ani błaganie, tylko śpiew. Śpiewa się po to, żeby las usłyszał, że jego dzieci są tutaj i że jest im źle — i to jest cała teologia tego obrzędu, wyłożona bez pośredników.

Warto porównać to z porządkiem sąsiadów zza granicy lasu, u których między człowiekiem a najwyższą instancją stoi zwykle kilka pięter pośredników. Tutaj nie stoi nikt.

obrzęd

Molimo

Trąba i całonocny śpiew po śmierci albo po długim niepowodzeniu.

Czytaj dalej

Molimo to zarazem nazwa obrzędu i nazwa trąby, którą się w nim gra. Trąba bywała drewniana, dziś bywa też z rury metalowej — i to nikomu nie przeszkadza, bo liczy się głos, a nie materiał.

Obrzęd trwa nocami, czasem przez wiele tygodni, i polega na tym, że mężczyźni śpiewają przy ognisku, a trąba odpowiada im z ciemności, naśladując głosy zwierząt i ludzi. Kobiety mają w tym własną, osobną rolę, a w niektórych wersjach obrzędu przerywają go w ustalony sposób.

Nie ma tu kapłana ani prowadzącego. Są ludzie, którzy umieją więcej, ale nikt nie ma władzy nad przebiegiem, i to jest zgodne z całą resztą porządku tych wspólnot.

muzyka

Wielogłos

Kilka niezależnych linii naraz, bez głosu prowadzącego. Uczy się tego przez śpiewanie.

Czytaj dalej

Śpiew Aka budowany jest z kilku linii, które wchodzą w różnych momentach i nie podporządkowują się jednej melodii. Nie ma głosu głównego ani akompaniamentu; całość powstaje z nakładania się partii, z których żadna nie jest ważniejsza.

Nikt tego nie zapisuje i nikt nie prowadzi lekcji. Dzieci śpiewają od początku razem z dorosłymi i uczą się przez wchodzenie w gotową całość, a nie przez ćwiczenie partii osobno.

Ten sposób budowania dźwięku uznano za dziedzictwo niematerialne i jest dziś jednym z najlepiej opisanych systemów muzycznych świata. Opis nie zastępuje jednak nauki: przyjezdni muzycy raczej nie potrafią w to wejść.

praktyka

Umowa ze zwierzyną

Polowanie ma granice i zakazy. Zabicie ponad potrzebę uchodzi za obrazę.

Czytaj dalej

Poluje się siecią, wspólnie i na tyle, ile trzeba; nadmiar jest źle widziany i tłumaczy się to wprost obrazą lasu. Część zwierząt ma zakazy pokarmowe obowiązujące konkretne rodziny, a nie wszystkich.

Zdobycz dzieli się według ustalonego porządku i ten podział jest jedną z niewielu rzeczy sztywnych w tej wspólnocie. Nawet ten, kto był daleko, dostaje swoją część.

stosunki

Wieś i las

Wymiana z rolnikami z granicy lasu trwa od wieków i nie jest symetryczna.

Czytaj dalej

Ludy lasu wymieniają mięso, miód i produkty leśne na żelazo, sól i płody rolne od osiadłych sąsiadów. Układ trwa od stuleci i bywa opisywany jako partnerstwo, choć jest w nim wyraźna nierówność: sąsiedzi uważają się za wyżej stojących i tak też traktują partnerów.

Dzisiejsza sytuacja jest trudna i pogarsza się z powodów, które nie mają nic wspólnego z religią: wycinka, kopalnie i parki narodowe odbierające dostęp do terenów. Wspólnota, której religia opiera się na lesie, traci przedmiot tej religii.

Luba: tablica wielkości dłoni

Państwo przechowywane w paciorkach

Luba przechowywali historię państwa na tablicy wielkości dłoni, pokrytej paciorkami i kołkami. Nie jest to pismo i nie da się jej odczytać bez człowieka, który ją zna — ale nie jest też ozdobą, bo rozstrzygano na jej podstawie spory o tron.

przedmiot

Lukasa

Tablica wielkości dłoni, pokryta paciorkami i kołkami. Czyta się ją palcami.

Czytaj dalej

Lukasa to drewniana tabliczka, zwykle nieco większa od dłoni, z jednej strony wysadzana paciorkami i kołkami, z drugiej pokryta rytym wzorem. Nie ma na niej znaków pisma i nie da się jej odczytać bez człowieka, który zna przekaz.

Układ paciorków odsyła do konkretnych rzeczy: do kolejności władców, do rozmieszczenia dworu, do wędrówki ludu, do porządku wtajemniczenia. Duży paciorek bywa królem, rząd małych — jego ludźmi, linia rytu — drogą albo rzeką.

Recytujący przesuwa po niej palcami i opowiada. Dwóch ludzi z tej samej tablicy opowie nieco inaczej, bo tablica jest podporą pamięci, a nie tekstem — i uczestnicy doskonale zdają sobie z tego sprawę.

stowarzyszenie

Mbudye

Zawodowi ludzie pamięci. Wchodziło się przez wtajemniczenie, nie przez urodzenie.

Czytaj dalej

Mbudye stanowiło organizację skupiającą się na gromadzeniu i przekazywaniu wiedzy o strukturze państwa: kto rządził przed kim, nasze korzenie, zasługi oraz obowiązki, a także na utrzymywaniu porządku w dworskiej hierarchii. Droga do członkostwa prowadziła przez stopniowe wtajemniczenia i etapy nauki.

Ponieważ wiedza była warunkiem panowania, stowarzyszenie miało realną władzę nad władcą. Król, który nie przeszedł ich nauki, mógł siedzieć na stołku, ale nie mógł powoływać się na porządek — a bez tego jego rozstrzygnięcia nie miały wagi.

Był to więc układ, w którym niezależna instytucja trzymała w ręku prawomocność tronu, i to bez wojska. Warto go zestawić z innymi sposobami ograniczania władcy, które pokazujemy w tym atlasie.

opowieść

Skąd się bierze władza

Z obcego przybysza, który przyszedł z lasu i przyniósł inny sposób panowania.

Czytaj dalej

Opowieść założycielska mówi o przybyszu z zewnątrz, okrutnym i nieokrzesanym, i o jego synu, który wprowadził panowanie oparte na porządku, a nie na sile. Władza królewska wywodzi się więc w tej opowieści z napięcia między dwiema postawami, a nie z prostego następstwa.

Opowieść ma funkcję ustrojową: tłumaczy, dlaczego król musi być powściągliwy i dlaczego istnieją instytucje, które go pilnują. Jest konstytucją opowiedzianą jako historia rodzinna.

droga

Trzy stopnie

Kolejne poziomy wiedzy, każdy z własnymi przedmiotami i własnym zakresem.

Czytaj dalej

Wtajemniczenie miało stopnie, a każdy dawał dostęp do innej części przekazu i do innych przedmiotów. Na najwyższym poziomie poznawało się treści, których nie wolno było powtarzać nikomu z zewnątrz.

Stopniowanie miało skutek praktyczny: żaden pojedynczy człowiek nie nosił całości, więc śmierć jednej osoby nie niszczyła przekazu. Jest to ta sama ostrożność, którą widać w innych systemach pamięci bez pisma.

stan

Co z tego zostało

Stowarzyszenie już nie rządzi, tablice są w muzeach, a recytacja nie zaginęła.

Czytaj dalej

Państwo Luba upadło pod koniec dziewiętnastego wieku, a stowarzyszenie straciło funkcję ustrojową. Tablice trafiły do zbiorów w Tervuren, Brukseli i za ocean, gdzie leżą jako przedmioty sztuki.

Sama umiejętność recytowania przekazu nie zniknęła i bywa przekazywana dalej, choć w innym kontekście i bez dawnej wagi. Tablica pozbawiona recytującego jest jednak nieczytelna — i to jest dokładnie ten problem, przed którym stoi każde muzeum trzymające przedmiot pamięci.

Za kalungą

Co przeszło przez ocean

Kongijskie pojęcia przeszły Atlantyk i osiadły na Kubie, w Brazylii i na południu Stanów Zjednoczonych. Jedno z nich zmieniło po drodze znaczenie tak dokładnie, że dziś oznacza przedmiot, a nie człowieka — i to jest najlepszy ślad, jaki mamy, na to, co przeprawa robiła z językiem.

Kuba

Palo na Kubie

Kongijski porządek przeszczepiony w całości; kocioł zamiast figury.

Czytaj dalej

Na Kubie religia wywodząca się z Konga przetrwała pod nazwą Palo i jest do dziś odrębna od jorubskiej Santerii, choć wielu ludzi praktykuje obie. Zamiast rzeźbionej figury głównym przedmiotem jest kocioł z zawartością, złożoną według tej samej zasady co bilongo.

Zawartość dobiera się tak samo: ziemia z cmentarza, patyki, metal, kości. Ta ciągłość jest uderzająca, bo dotyczy nie wierzeń, lecz procedury — a procedura przeżyła przeprawę lepiej niż opowieści.

język

Wędrówka jednego słowa

W Afryce `nganga` to człowiek. Na Kubie to przedmiot.

Czytaj dalej

Nad Kongiem `nganga` oznacza specjalistę — osobę, która składa i obsługuje przedmioty mocy. Na Kubie tym samym słowem nazywa się kocioł, czyli sam przedmiot, a człowieka określa się inaczej.

Ta zmiana nie jest przekręceniem ani błędem. Jest śladem tego, co przeprawa zrobiła ze strukturą: przez ocean przeszły przedmioty i procedury, a zawodowa rola, oparta na latach nauki u mistrza i na uznaniu wspólnoty, przeszła w stanie uszkodzonym.

Jeden przesunięty rzeczownik mówi o tej historii tyle, co niejeden akapit. Dlatego stoi tu osobno.

Ameryka Północna

Znaki w Karolinie

Krzyżyki ryte na dnie naczyń z plantacji. Ten sam znak co nad Kongiem.

Czytaj dalej

Na stanowiskach w Karolinie Południowej i w Wirginii znaleziono naczynia glinianie robione ręcznie przez ludzi przywiezionych z Afryki, a na dnie części z nich wyryto krzyż wpisany w koło albo sam krzyż. Naczynia pochodzą z osiemnastego i dziewiętnastego wieku.

Znaleziono je często przy wodzie — nad rzeką, przy brodzie, w miejscach podmokłych. Zgadza się to z tym, co wiadomo o linii wody jako granicy między światami, i jest jednym z niewielu materialnych świadectw tej ciągłości.

Ostrożność jest tu na miejscu i nie zamierzamy jej ukrywać: pojedynczy krzyżyk może być znakiem garncarza, a nie znakiem kosmicznym. Siłę argumentu daje liczba znalezisk i ich rozmieszczenie, a nie żaden pojedynczy przedmiot.

Ameryka Północna

Groby zdobione naczyniami

Białe muszle, potłuczone naczynia i lustra na mogiłach na południu Stanów.

Czytaj dalej

Zwyczaj kładzenia na grobie ostatnich naczyń zmarłego, muszli i kawałków szkła utrzymał się na południu Stanów Zjednoczonych przez cały dziewiętnasty wiek i miejscami trwa nadal. Naczynia bywają rozbite umyślnie.

Tłumaczenie podawane przez samych mieszkańców zgadza się z kongijskim: rozbicie zwalnia rzecz i pozwala jej przejść razem z właścicielem. Biel i woda wracają w tych opisach niezależnie od siebie.

Brazylia

Brazylia i Angola

Największy strumień szedł z Angoli, a to znaczy: z tego obszaru.

Czytaj dalej

O afrykańskiej Brazylii mówi się najczęściej przez jorubskie Candomblé, ale największa liczba przewiezionych ludzi pochodziła z obszaru Konga i Angoli, nie z Zatoki Gwinejskiej. W tradycjach zwanych Candomblé Angola i w kongadzie widać to wyraźnie.

Także język to pokazuje: wiele słów portugalszczyzny brazylijskiej pochodzi z kimbundu i kikongo, w tym takie, których nikt nie odczuwa jako obce. To jest ślad codzienny i dlatego najtrwalszy.

Pełny dział o Ameryce Południowej przyjdzie osobno; tutaj stawiamy tylko most, tak samo jak w Afryce Zachodniej.

Osiem zdań do odstawienia

Czego tu nie było

Osiem zdań o religiach Afryki Środkowej, które w Europie powtarza się najczęściej. Kilka z nich jest starsze niż nauka o Afryce i wzięło się z rachunków kupieckich, a nie z obserwacji.

kino, gry, okładkiTak się mówi

„Figury z gwoździami to laleczki wudu”

Nieprawda. Gwóźdź nie rani figury ani nikogo przez podobieństwo. Jest wpisem w rejestrze.

Czytaj dalej

To najczęstsza pomyłka dotycząca tej części Afryki i bierze się z połączenia dwóch rzeczy, które nie mają ze sobą nic wspólnego: europejskiej magii ludowej, w której przekłuwa się figurkę na podobieństwo osoby, oraz kongijskiej figury, w którą wbija się żelazo przy zawieraniu umowy.

W europejskim zabiegu figurka PRZEDSTAWIA ofiarę, a ukłucie ma zadziałać przez podobieństwo. Tutaj figura nie przedstawia nikogo i nie jest ofiarą — jest stroną trzecią, świadkiem i wykonawcą, a wbicie jest sposobem zwrócenia się do niej i zapisania sprawy.

Różnica nie jest subtelna. To tak, jakby pomylić podpis na umowie z dźgnięciem nożem, bo w obu przypadkach coś ostrego dotyka powierzchni.

starsze opracowania, słownikiTak się mówi

„Nganga to czarownik”

Nieprawda. Pracuje jawnie i przeciwko temu, co u nas nazwano by czarami.

Czytaj dalej

Kongijski porządek rozróżnia moc używaną jawnie, na rzecz wspólnoty, od mocy używanej skrycie i ze szkodą. Pierwsza jest podstawą pracy specjalisty i wodza, druga jest przestępstwem, a człowieka, który się jej dopuszcza, nazywa się inaczej.

Nazwanie specjalisty czarownikiem zlepia obie te rzeczy w jedno i odbiera całemu systemowi jego główne rozróżnienie moralne. Z porządku, który dzieli działania na dozwolone i zakazane, robi się nierozróżnialna magia.

Dawne słowniki misyjne tłumaczyły `nganga` jako „czarownik" i stąd wzięło się to w polszczyźnie. Słowniki te pisali ludzie, którzy z założenia uważali całą rzecz za zabobon, więc nie mieli powodu szukać rozróżnień.

język potoczny, muzeaTak się mówi

„To są fetysze”

Nieprawda. Słowo pochodzi z portugalskiego `feitiço` i jest kategorią kupców, nie tubylców.

Czytaj dalej

Portugalczycy handlujący na tym wybrzeżu w piętnastym i szesnastym wieku nazywali tak wszystko, co uznali za przedmiot zabobonu, i słowo przyjęło się w całej Europie. Nie odpowiada żadnej miejscowej kategorii i nie da się przetłumaczyć z powrotem.

Kłopot polega na tym, że słowo to zlepia w jedno rzeczy zupełnie różne: przedmiot leczniczy, znak własności, pojemnik mocy i ozdobę. Kto go używa, z góry rezygnuje z rozróżnień, które w tej religii są najważniejsze.

W dziewiętnastym stuleciu pojęcie to zrobiło karierę w europejskiej nauce jako nazwa rzekomo najbardziej archaicznego stadium religii. Ta koncepcja została już dawno obalona, ale słowo pozostało — także we współczesnej polszczyźnie i muzeach.

internet, kursyTak się mówi

„Dikenga to starożytny symbol narodowy”

Nieprawda. Znak jest poświadczony, ale schludny wykres z podpisami to opracowanie z lat sześćdziesiątych.

Czytaj dalej

Poświadczone są krzyżyki na przedmiotach i w ziemi, kierunek obchodzenia, linia wody i cztery pory słońca w opisach mówionych. To sporo i nikt tego nie kwestionuje.

Natomiast gotowy wykres z czterema podpisanymi ćwiartkami, strzałkami i nazwami powstał w drugiej połowie dwudziestego wieku jako uporządkowanie tych świadectw — i dopiero stamtąd trafił do internetu jako rzekomy starożytny rysunek.

Sprostowanie nie unieważnia sprawy, tylko jej metrykę. Nadal mamy poświadczony kosmogram; nie mamy natomiast starożytnego diagramu, który ktoś by narysował w tej postaci przed dwudziestym wiekiem.

skrót szkolnyTak się mówi

„Religia bez pisma, więc bez historii”

Nieprawda. Królowie Konga pisali listy po portugalsku od 1491 roku. Część zachowała się.

Czytaj dalej

Władca Konga przyjął chrzest w 1491 roku, dobrowolnie i po własnej decyzji, a jego następca prowadził korespondencję z Lizboną i z Rzymem. Listy pisane w imieniu królów Konga, w tym skargi na wywożenie poddanych w niewolę, zachowały się w archiwach i są dostępne.

Mamy więc z tego obszaru źródła pisane przez ludzi stąd, o sobie, sprzed pięciuset lat. To nie jest sytuacja religii bez historii, tylko historii, do której nikt nie zaglądał.

Warto zauważyć dodatkowo, że chrześcijaństwo dworskie i porządek nkisi współistniały przez stulecia. Obraz Afryki nawróconej dopiero w dziewiętnastym wieku przez misje jest po prostu fałszywy.

katalogi muzealneTak się mówi

„Sztuka afrykańska jest anonimowa”

Nieprawda. Rzeźbiarze byli znani z imienia w swojej okolicy. Anonimowość zrobiła kolekcja.

Czytaj dalej

W miejscu, gdzie przedmiot powstawał, wszyscy wiedzieli, kto go zrobił, i dobre warsztaty miały renomę sięgającą dalej niż jedna wieś. Zamawiano u konkretnych ludzi i płacono im więcej.

Anonimowość pojawiła się dopiero po drodze: handlarz kupował, nie pytając, a muzeum wpisywało do katalogu lud i region zamiast nazwiska. Po kilku pokoleniach ta luka w dokumentacji zaczęła uchodzić za cechę samej sztuki.

W ostatnich dekadach udało się przypisać część dzieł konkretnym warsztatom, a niekiedy i osobom. Anonimowość okazuje się stanem naszej wiedzy, nie stanem rzeczy.

turystyka duchowaTak się mówi

„Bwiti to pradawna religia dżungli”

Nieprawda. Powstało w dziewiętnastym wieku i wciąż się zmienia.

Czytaj dalej

Bwiti uformowało się wśród ludów Gabonu w dziewiętnastym wieku, a wśród Fangów rozszerzyło się dopiero w dwudziestym. Ma więc mniej więcej tyle lat, co kolej żelazna, i nikt z uczestników nie twierdzi inaczej.

Nazywanie go pradawnym nie jest komplementem, tylko sposobem wyjęcia go z historii. Religia, która powstała w odpowiedzi na rozpad dawnego porządku, traci przy takim opisie to, co ma najciekawsze — bo jej sensem jest właśnie odpowiedź na konkretne wydarzenia.

Osobną sprawą jest dzisiejsza turystyka po iboga, oferowana przyjezdnym za pieniądze. Bywa prowadzona przez ludzi z prawdziwym przygotowaniem i bywa prowadzona przez nikogo takiego, a odróżnienie jednego od drugiego jest z zewnątrz prawie niemożliwe.

domyślne założenieTak się mówi

„To wszystko dawno zniknęło”

Nieprawda. Specjaliści pracują w stolicach i ogłaszają się w sieci. Bwiti ma w Gabonie status uznany.

Czytaj dalej

Nie opisujemy tu religii wymarłych. Przedmioty mocy składa się dzisiaj, w Kinszasie i w Luandzie, dla klientów, którzy chodzą też do kościoła. Bwiti jest w Gabonie religią uznaną, a jego świątynie działają.

Zmieniło się natomiast otoczenie i to jest prawdziwa historia ostatniego stulecia: dawny porządek wiejski osłabł, a na jego miejsce weszły miasto, kościoły zielonoświątkowe i rynek usług. Praktyka przeniosła się razem z ludźmi.

Napięcie między specjalistami a kościołami, które publicznie palą ich przedmioty, jest dziś jednym z ważniejszych zjawisk religijnych tej części świata. Jest też sprawą bieżącą, a nie zamkniętym rozdziałem.