Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Od Osmanów do dziś

Pomacy · Rila · Rupite · Petricz

Pięć wieków prowincji i to, co po nich zostało w spisie ludności

Po tysiąc trzysta dziewięćdziesiątym szóstym roku ta ziemia była przez prawie pół tysiąclecia prowincją państwa muzułmańskiego, a wiara ludowa trwała poza kościołem i często wspólnie z sąsiadem innej wiary. Skutki tego widać do dziś: w spisie ludności, w kalendarzu i w miejscach, do których chodzą jedni i drudzy.

Pod obcą władzą

Co naprawdę przechowały klasztory

Rila · Baczkowo · Trojan

Klasztory: ile w tym prawdy, a ile odrodzeniowej legendy

Rzecz z ziemi albo z epoki

Powtarza się, że klasztory uratowały język — rachunek jest bardziej złożony i ciekawszy.

Czytaj dalej

Na czym to stoiDaty odbudowy klasztorów; druki bułgarskie wydawane poza granicami; kroniki klasztorne; zapisy kościelne potępiające praktyki wiejskie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rola klasztorów w przechowaniu języka — obraz szkolny jest mocniejszy niż materiał.

Opowieść znana ze szkoły brzmi tak: przez pięć wieków klasztory były jedynym miejscem, gdzie przechowano język, pismo i pamięć. Jest w tym prawda, ale wygląda inaczej, niż się ją opowiada.

Po pierwsze, znaczna część klasztorów została po podboju opuszczona albo zniszczona, a odbudowa przypada dopiero na osiemnasty i dziewiętnasty wiek — czyli już na czas odrodzenia, nie na wieki wcześniejsze. Najsłynniejszy z nich, w górach Rila, spłonął w tysiąc osiemset trzydziestym trzecim roku i to, co dziś się ogląda, postawiono po tej dacie. Ze starszej budowli została jedna wieża z czternastego wieku.

Po drugie, piśmiennictwo nie zamarło wcale: przepisywano księgi, pisano kroniki klasztorne i drukowano — tyle że poza granicami, w Wenecji i w Siedmiogrodzie. Książka, która ruszyła odrodzenie, powstała na Górze Atos, a więc w ogóle poza tym krajem.

Po trzecie i najważniejsze: wiara ludowa, o której jest większość tego działu, trwała nie w klasztorze, tylko we wsi, przy źródle, przy drzewie i przy grobie. Część tych praktyk klasztor zwalczał.

Obok siebie

Miejsca i dni wspólne dwu wiarom

Deliorman · Rodopy · wybrzeże

Miejsca, do których chodzili jedni i drudzy

Rzecz z ziemi albo z epoki

Chrześcijanie przy grobach derwiszy, muzułmanie przy świętych źródłach — poświadczone, nie domniemane.

Czytaj dalej

Na czym to stoiOpisy podróżników; potępienia duchownych obu stron; zachowane grobowce i źródła odwiedzane do dziś; wspólna nazwa ofiary.

Przez wieki współżycia powstał tu układ, który trudno opisać według granic wyznań. Do grobowców świętych mężów muzułmańskich w Deliormanie przychodzili chrześcijanie, zwłaszcza kobiety, z prośbą o dziecko i o zdrowie. Do źródeł i kaplic uznanych za święte przez chrześcijan przychodzili muzułmanie.

Nie było to zjawisko ukrywane. Opisywali je zarówno podróżnicy, jak i duchowni obu stron — ci ostatni z potępieniem, co jest najlepszym dowodem, że rzecz się działa. Ofiara ze zwierzęcia składana przy takim miejscu nosiła tę samą nazwę po obu stronach.

Kalendarz też się nakładał. Szósty maja jest u chrześcijan dniem świętego Jerzego, a u muzułmanów początkiem lata związanym z postacią nieśmiertelnego wędrowca. W obu wypadkach jest to dzień pierwszego wygonu bydła, ofiary z jagnięcia i wróżb o urodzaju — obchodzony tego samego dnia, często w tej samej wsi.

Osobną warstwą są bractwa derwiszy, które osiadły tu wcześnie i których stosunek do prawa religijnego był swobodny. Ich domy zakonne bywały zajazdem, kuchnią i szpitalem naraz, otwartym dla każdego. O nich szerzej w dziale o Osmanach — tu ważny jest skutek: granica przebiegała inaczej, niż dziś się zakłada.

pod Petriczem

Rupite: cerkiew, której nie chciano poświęcić

Rzecz z ziemi albo z epoki

Świątynia postawiona za pieniądze jasnowidzącej, z malowidłami, których cerkiew nie uznała.

Czytaj dalej

Na czym to stoiBudowla i malowidła na miejscu; stanowisko władz cerkiewnych; frekwencja odwiedzających.

W Rupite, na zboczu wygasłego wulkanu, gdzie biją gorące źródła, stoi cerkiew wzniesiona w tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym czwartym roku z funduszy zebranych przez najsłynniejszą jasnowidzącą tego kraju i według jej wskazań.

Malowidła wykonał współczesny malarz w sposób odbiegający od kanonu: postacie mają rysy osób żyjących, układ scen jest własny. Cerkiew odmówiła poświęcenia budowli i spór trwał latami. Ludzie przyjeżdżają tam mimo to — i przyjeżdżają do dziś, w liczbie liczącej się w dziesiątkach tysięcy rocznie.

To miejsce jest dobrym podsumowaniem całego działu, bo łączy trzy rzeczy, które w nim wracają: gorące źródło uznane za mające moc, postać pośredniczką między ludźmi a tym, co niewidzialne, oraz instytucję kościelną, która nie akceptuje, a nie ma jak zakazać.

Ten sam układ widać osiem wieków wcześniej przy bogomiłach, pięć przy świętych źródłach odwiedzanych przez obie wiary i sto lat temu przy ruchu z Riły. Ta ziemia rzadko wybiera między instytucją a praktyką — zwykle ma obie naraz.

Opowieści

Bohater, który był kim innym, i ci, którzy to spisali

całe południe słowiańskie

Krali Marko: wasal sułtana jako bohater walki z sułtanem

Opowieść w obiegu

Największy bohater tutejszej pieśni był w rzeczywistości lennikiem Osmanów i zginął po ich stronie.

Czytaj dalej

Na czym to stoiDokumenty o panowaniu i śmierci Marka; setki zapisanych pieśni z całego południa słowiańskiego, zbieranych od XIX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dlaczego akurat on stał się bohaterem pieśni — propozycji kilka, rozstrzygnięcia brak.

Marko był władcą niewielkiego państewka nad Wardarem, wasalem sułtana, i zginął w tysiąc trzysta dziewięćdziesiątym piątym roku w bitwie, w której walczył w wojsku osmańskim przeciwko chrześcijańskiemu księciu. To jest wszystko, co o nim wiadomo z dokumentów.

W pieśni jest kimś zupełnie innym: olbrzymem na bułanym koniu Szarcu, który pije wino z naczynia mieszczącego kilka litrów, dzieli się nim z koniem, orze cesarską drogę, ratuje dziewczęta, bije się z lamią przy źródle i stawia się sułtanowi w twarz. Śpiewa się o nim od Adriatyku po Morze Czarne, w setkach pieśni.

Ta odległość między człowiekiem a pieśnią jest tu rzeczą najciekawszą i najlepiej udokumentowaną w całym dziale. Widać na niej dokładnie, jak działa pamięć śpiewana: bierze postać historyczną, zachowuje imię i miejsce, a wszystko inne przerabia pod potrzebę tych, którzy śpiewają.

Według pieśni Marko nie umarł, tylko śpi w jaskini z mieczem, który co roku wysuwa się o włos; gdy wyjdzie cały, bohater wstanie. Ten sam wątek śpiącego rycerza chodzi po całej Europie i jest przykładem wątku wędrownego, a nie miejscowego wynalazku.

góry i lasy

Ajduci: rozbój, opór i pieśń, która nie rozróżnia

Rzecz z ziemi albo z epoki

Grupy zbrojne w górach, które w aktach są bandami, a w pieśni obrońcami.

Czytaj dalej

Na czym to stoiOsmańskie akta sądowe i listy gończe; pieśni ajduckie zbierane od XIX wieku; daty wyjścia i powrotu powtarzane w tekstach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Proporcja między oporem a rozbojem — obie strony źródeł są stronnicze.

Przez cały okres osmański działały w górach niewielkie grupy zbrojne, po kilkunastu ludzi, wychodzące wiosną i rozchodzące się na zimę. Napadały na poborców, na kupców i na własne wsie. W aktach osmańskich są przestępcami; w pieśni — mścicielami krzywdy.

Pieśń ajducka ma stały układ: wyjście do lasu po doznanej krzywdzie, zebranie drużyny, zdrada przez swojego, śmierć w zasadzce i pogrzeb pod drzewem. Powtarza się w niej motyw wojewody i jego chorążego, i często pojawia się dziewczyna przebrana za mężczyznę, która idzie z nimi.

Dla dziejów wiary ważne jest to, że ajduci wychodzili do lasu w ściśle określonym dniu — na wiosnę, w dzień świętego Jerzego — a wracali na święto Dymitra jesienią. Kalendarz obrzędowy wyznaczał więc porę działania nawet temu, kto stawiał się poza prawem.

W dziewiętnastym wieku ruch odrodzenia narodowego wziął tę postać na sztandary i oczyścił ją z rozboju. Obraz, który stąd znamy, jest więc w dużej mierze konstrukcją tamtego stulecia — co nie znaczy, że ajduców nie było.

zbieractwo XIX wieku

Kto to wszystko spisał — i dlaczego to ma znaczenie

Rzecz z ziemi albo z epoki

Prawie cały materiał tego działu pochodzi z jednego pokolenia zbieraczy — i oni mieli w tym cel.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZbiory pieśni i opisów wydane po 1850 roku; współczesna im polemika wokół ogłoszonych podróbek.

Pieśni, baśnie, opisy obrzędów i wykazy istot, na których stoi większość tego działu, spisano między tysiąc osiemset pięćdziesiątym a tysiąc dziewięćsetnym rokiem. Wcześniejszych zapisów prawie nie ma — poza zakazami kościelnymi, które mówią, czego zabraniano, a nie jak to wyglądało.

Zbieracze nie byli bezstronni i nie ukrywali tego. Zbierali po to, żeby wykazać osobność i starożytność własnego ludu wobec sąsiadów i wobec władzy. To jest cel szlachetny, ale ma skutek metodyczny: chętniej zapisywano to, co wyglądało na dawne i własne, niż to, co wyglądało na przejęte albo na kościelne.

Stąd biorą się dwa zjawiska. Pierwsze to milczenie na temat rzeczy oczywistych — codziennej pobożności cerkiewnej, która była tłem wszystkiego, a w zapisach prawie nie występuje. Drugie to podróbki: dwa tomy pieśni ogłoszone w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych dziewiętnastego wieku, w których do słowiańskiej pieśni wchodzi bóstwo indyjskie.

Nie znaczy to, że materiał jest bezwartościowy — jest ogromny i w znacznej części rzetelny. Znaczy tyle, że przy każdej karcie tego działu warto pamiętać o dacie zapisu, a nie tylko o dacie rzeczy. Dlatego przy każdej stoi nacięcie mówiące, jak blisko źródła jest to, co czytasz.

Dokąd stąd

Inne warstwy tego samego terenu

Dziewięć warstw tego działu ma swój spis na górze i na dole strony. Tu stoi to, co leży obok: przegląd słowiański, sąsiad grecki, zwierzchność osmańska i drugi brzeg Dunaju.