Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Rok obrzędowy w Bułgarii

Gergiowden · Baba Marta · Enjowden · Dimitrowden · kukeri

Czerwono-biała nitka, maski w lutym i taniec po żarze

Rok obrzędowy jest tu gęstszy niż gdziekolwiek indziej w Słowiańszczyźnie i w dużej części wciąż odprawiany, a nie tylko pamiętany. Dzieli się przy tym nie na cztery pory, lecz na dwie połowy zawiasowane na dniach świętego Jerzego i świętego Dymitra — i dopiero z tego podziału widać, dlaczego zioła, woda i ogień należą wyłącznie do jednej połowy, a maski, ziarno i dni nieczyste do drugiej. Nitkę na rękę wiąże pierwszego marca cały kraj, po żarze tańczą dwie wsie, a tydzień w listopadzie należy do wilków.

Dwie połowy

Rok nie ma tu czterech pór, tylko dwoje drzwi

całe ziemie bułgarskie

Święty Jerzy przywozi lato, święty Dymitr przywozi zimę

Opowieść w obiegu

Rok gospodarski dzieli się nie na cztery pory, lecz na dwie nierówne połowy zawiasowane na dwóch dniach.

Czytaj dalej

Na czym to stoiPrzysłowia i terminy umów służebnych zapisane w materiale etnograficznym; pokrywanie się terminów najmu z dwiema datami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak dawny jest ten podział — poświadczony jest dla wieku dziewiętnastego, dalej wstecz można go tylko domniemywać.

Przysłowie mówi wprost, że jeden święty przywozi lato, a drugi zimę — i nie jest to ozdobnik, tylko opis rzeczywistego podziału roku. Między szóstym maja a dwudziestym szóstym października trwa połowa ciepła, wypasu i pracy w polu; od października do maja druga, w której stada stoją, ziemia leży odłogiem, a obrzęd przenosi się do domu.

Podział ten był policzalny i miał skutki prawne. Na tę właśnie parę dni umawiano służbę i pasterzy, na nią liczono najem, a jesienny termin nazywano w niektórych stronach dniem rozliczenia, w którym zamykano wszystkie długi. Kto nie rozliczył się do tego dnia, wchodził w zimę jako dłużnik.

Cztery pory roku, w których zwykle układamy takie strony, są tu więc podziałem obcym — przyniesionym ze szkoły i z kalendarza drukowanego. Sekcje poniżej trzymają porządek szkolny, bo tak się dziś czyta, ale warto pamiętać, że wieś liczyła inaczej: na pół i na pół.

Widać to nawet po samych obrzędach. Nic z tego, co robi się w połowie ciepłej — obchody dziewczęce, zioła, ogień, woda — nie wraca w połowie zimnej; a maski, ziarno i dni nieczyste należą wyłącznie do drugiej strony. To dwa osobne repertuary, nie cztery.

całe ziemie bułgarskie

Jagnię, którego nie zabić znaczyło wypaść ze wsi

Opowieść w obiegu

Najpowszechniejsze święto wiosenne: patron owiec i pasterzy, a w każdym domu jagnię na ofiarę.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy etnograficzne obrzędów wiosennych; żywa praktyka, poświadczona także współcześnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Związek z przedchrześcijańskim świętem otwarcia wypasu — prawdopodobny, lecz nie wykazany żadnym zapisem.

Dzień świętego Jerzego otwiera ciepłą połowę roku i jest zarazem świętem pasterza. Patronuje owcom, bydłu i tym, którzy je pasą — w kraju, który przez stulecia żył z wełny i mięsa, znaczyło to mniej więcej tyle, co patronat nad całą gospodarką.

Obrzędem głównym jest zabicie jagnięcia. Nie była to uczta dowolna: dom, który tego dnia jagnięcia nie zabił, uchodził za stojący poza wiarą i poza wspólnotą, a więc kara była towarzyska, nie kościelna. Przy tym samym dniu skupiają się obrzędy o zdrowie i urodzaj dla ludzi, zwierząt i pól.

Zwróć uwagę na układ, który wraca w całym tym dziale: dzień nosi imię świętego z kalendarza kościelnego, a czynność — ofiara ze zwierzęcia na otwarcie sezonu pasterskiego — nie ma z tym kalendarzem nic wspólnego. Jedno nie wyklucza drugiego i nikt we wsi nie widział w tym sprzeczności.

Dziś jest to zarazem święto państwowe i dzień wojska, a imię nosi tego dnia więcej ludzi niż jakiegokolwiek innego w roku. Z obrzędu pasterskiego został więc kalendarz narodowy — i to jest osobna, całkiem nowa warstwa.

całe ziemie bułgarskie

Dzień, w którym zamyka się długi i wpuszcza zimę

Opowieść w obiegu

Koniec jesieni i początek zimy; w niektórych stronach dzień rozliczenia wszystkich rachunków.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy zwyczajów jesiennych; terminologia rozliczeń gospodarskich; żywa praktyka imieninowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zasięg nazwy oznaczającej rozliczenie — poświadczona w części okolic, nie w całym kraju.

Dwudziestego szóstego października kończy się jesień i zaczyna zima — tak mówi zarówno przysłowie, jak i praktyka gospodarska. Zamyka się wtedy drugą połowę roku pasterskiego, a w części okolic dzień ten nosi nazwę oznaczającą rozliczenie: wszystkie długi mają być tego dnia spłacone.

Ze świętem wiąże się zwyczaj, który brzmi jak żart, a jest wróżbą. Na imieniny idzie się tego dnia bez zaproszenia i niesie białe kwiaty — po to, żeby zima była łagodna. Biel kwiatu ma tu odpowiadać bieli śniegu, a gość nieproszony jest darem, którego się nie odmawia.

Uczta jest obfita i późna, bo to ostatnia przed postem: jagnięcina duszona, kura z warzywami, pieczone jabłka, chleb z jabłkami albo z dynią. Wszystko to są rzeczy, które właśnie zeszły z pola i z sadu, i których dłużej nie da się przechować.

Od tego dnia obrzęd przenosi się pod dach. Wszystko, co dalej na tej stronie — maski, ziarno rzucane w komin, dni, w których nie wolno tknąć igły — dzieje się już po tej dacie i w zamkniętym domu.

Wiosna

Nitka na ręku i obchód, który zmienia stan

cały kraj

Martenica: nitka noszona, dopóki nie zobaczysz bociana

Rzecz z ziemi albo z epoki

Sznureczek skręcony z bieli i czerwieni, wiązany na ręku i zdejmowany dopiero na widok pierwszego znaku wiosny.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy etnograficzne; żywa praktyka w całym kraju; wspólny wpis czterech państw na listę dziedzictwa niematerialnego z 2017 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiek zwyczaju — opisy pochodzą z XIX wieku, wcześniejszych brak.

Pierwszego marca każdy dostaje i każdy daje: sznureczek skręcony z białej i czerwonej wełny, wiązany na nadgarstku albo przypinany do ubrania. Nosi się go nie do określonej daty, tylko do zdarzenia — do zobaczenia bociana, jaskółki albo kwitnącego drzewa.

Zdjęcie też ma regułę. Nitkę zawiązuje się na gałęzi kwitnącego drzewa albo kładzie pod kamieniem; kto po kilku dniach zajrzy pod ten kamień, wróży sobie z tego, jakie zwierzę pod nim siedzi. Zwyczaj jest więc domknięty: ma początek, warunek zakończenia i sposób odesłania.

Postać, która go patronuje, nazywa się Babą Martą i jest opisywana jako kapryśna staruszka: raz się uśmiechnie i świeci słońce, raz się rozgniewa i sypie śnieg. Marzec jest jej miesiącem, a nazwa miesiąca jest w tym języku rodzaju żeńskiego — co przy tego rodzaju postaciach bywa całym ich rodowodem.

Bliźniaczą postać ma Rumunia: tam nazywa się Baba Dochia i zrzuca kolejno dziewięć kożuchów, a nitka nosi tamtejszą nazwę. Osobny dział tego serwisu zajmuje się wersją rumuńską i nie powtarzam jej tutaj. Zwyczaj wpisano w dwa tysiące siedemnastym roku na listę dziedzictwa niematerialnego — wspólnie przez cztery kraje, bo żaden nie mógł uzasadnić wyłączności.

wsie całego kraju

Łazarki: obchód, po którym dziewczyna może wyjść za mąż

Opowieść w obiegu

Niezamężne dziewczęta chodzą od domu do domu ze śpiewem — i to przejście zmienia ich stan we wsi.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy etnograficzne z XIX i XX wieku ze wskazaniem funkcji obrzędu przejścia; współczesne odtworzenia.

W sobotę przed Niedzielą Palmową dziewczęta w wieku od kilkunastu lat, ubrane odrębnie i uwieńczone, obchodzą wszystkie domy we wsi. Przed każdym śpiewają pieśń dobraną do tego, kto w nim mieszka: inną dla gospodarza, inną dla panny, inną dla dziecka, inną dla starych.

Ważne jest nie śpiewanie, tylko skutek. Udział w tym obchodzie był warunkiem uznania dziewczyny za dorosłą i zdatną do małżeństwa. Kto nie chodził — nie był brany pod uwagę. To jest obrzęd przejścia z wyraźnym progiem, a nie świąteczna atrakcja.

Zwróć uwagę na datę: obchód przypada w sobotę przed świętem kościelnym i nosi imię wzięte z Ewangelii, a robi rzecz zupełnie świecką — porządkuje wiek i stan ludzi we wsi. Takie nałożenie jest tu regułą, nie wyjątkiem.

W wielu wsiach obchód przerwano w drugiej połowie dwudziestego wieku i odtworzono po tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym — często jako występ zespołu. Różnica między obrzędem a jego odtworzeniem wraca na tej stronie kilka razy i warto jej pilnować.

Ogień

Dwie wsie, które wchodzą w żar

Strandża · wieś Bułgari

Taniec po żarze z ikoną na rękach

Rzecz z ziemi albo z epoki

Boso po rozgarniętych węglach, z ikoną uniesioną nad głową, przy bębnie i dudach.

Czytaj dalej

Na czym to stoiOpisy od XIX wieku; żywa praktyka w jednej wsi; wpis na listę dziedzictwa niematerialnego z 2009 roku; osobno pokazy komercyjne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pochodzenie obrzędu — trzy propozycje, żadna wykazana.
  • Czy dzisiejsza praktyka we wsi jest ciągła, czy odtworzona po przerwie.

W dzień świętych Konstantyna i Heleny, w kilku wsiach gór Strandża przy samej granicy tureckiej, rozpala się po południu wielkie ognisko, a wieczorem rozgarnia je w krąg żaru. Po tym żarze tanczą boso wybrani ludzie, trzymając nad głową ikonę. Gra przy tym bęben i dudy.

Sami tańczący nie nazywają tego wyczynem. Według ich własnych słów to święty ich „bierze” i to on prowadzi; wejście w ogień bez tego stanu uważają za niebezpieczne. Przed tańcem zbierają się w osobnej izbie, przy źródle uznanym za święte, gdzie stoją ikony i gdzie przechowuje się bęben.

Cerkiew zwalczała to przez cały dziewiętnasty wiek, uznając za pogaństwo; państwo w dwudziestym zabroniło, a potem włączyło do programu festiwali. Skutkiem jest dziś wyraźne rozdwojenie: obrzęd odprawiany dalej w jednej wsi, przy świętym źródle i bez widowni — i pokazy organizowane przy hotelach nad morzem dla turystów.

Skąd się wziął, nie wiadomo. Wskazywano na obrzędy starożytne związane z ogniem, na wpływy z Anatolii i na miejscowe bractwa. Pewne jest tylko to, że najstarsze opisy pochodzą z dziewiętnastego wieku, a rejon jego występowania jest bardzo mały — kilka wsi po obu stronach dzisiejszej granicy.

Lato

Siedemdziesiąt siedem ziół i pół

cały kraj

Zioła zrywane przed wschodem, gdy słońce tańczy

Opowieść w obiegu

Jedyny dzień w roku, w którym rośliny mają pełną moc — a słońce o wschodzie ma się zatrzymać.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy etnograficzne z całego kraju; teksty pieśni wróżebnych; żywa praktyka zbierania ziół.

W noc przed dwudziestym czwartym czerwca i nad ranem tego dnia zbiera się zioła. Reguła jest wyraźna: przed wschodem słońca, na czczo, w milczeniu, siedemdziesiąt siedem gatunków i jeszcze pół. Ta połówka to zioło bezimienne — na chorobę, której nikt nie zna. Liczba nie jest dosłownym rachunkiem, tylko formułą oznaczającą komplet.

O świcie patrzy się na słońce. Według tego, co spisano, w tym jednym dniu „igra” ono przy wschodzie — drga, przystaje, zmienia barwę. Kto to zobaczy, będzie zdrów przez rok. Jest to najkrótsza możliwa forma święta przesilenia: pilnowanie punktu, w którym słońce zawraca.

Dziewczęta odprawiają tego dnia osobny obrzęd wróżebny: do naczynia z wodą nabraną w milczeniu wrzuca się znaki należące do każdej z nich, naczynie zostawia się pod gwiazdami, a nazajutrz wyjmuje się je po kolei przy śpiewanych wróżbach. Kto wyciąga, ma zawiązane oczy.

Święto nosi imię Jana Chrzciciela i wypada w dzień kościelny, a robi rzecz związaną ze słońcem i z roślinami. To samo nałożenie co przy łazarkach i przy tańcu po żarze — kalendarz jest chrześcijański, czynność bywa starsza albo po prostu inna.

Jesień

Ostatni dzień w polu, wilki i ziarno rzucone w komin

wsie rolnicze i pasterskie

Ostatni dzień pracy w polu

Opowieść w obiegu

Po tym dniu pola zostawia się w spokoju, a kobiety nie tykają wełny aż do końca miesiąca.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy kalendarza gospodarskiego i wróżb pogodowych; poświadczenia daty od średniowiecza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ciągłość między najstarszym poświadczeniem daty a dziewiętnastowiecznym obrzędem — nie do wykazania.

Czternasty października uchodzi za początek zimy i jest ostatnim dniem pracy w polu dla rodzin żyjących z roli. Po nim ziemi się już nie rusza — nie dlatego, że nie ma co robić, lecz dlatego, że nie wolno. Pasterzom zostaje jeszcze jedno zajęcie: tego dnia dopuszcza się zwierzęta do rozpłodu, żeby młode przyszły na wiosnę.

Z pogody tego dnia wróży się całą zimę. Jeżeli świeci słońce, a owce zbijają się w ciasne stado, zima ma być ostra — i jest to wróżba tego rodzaju, jakie w gospodarstwie mają sens, bo zbijanie się stada rzeczywiście zapowiada zmianę pogody.

Osobny zakaz dotyczy kobiet: do końca miesiąca nie wolno pracować przy wełnie. Zakaz roboty w określone dni wraca w tym kalendarzu wielokrotnie i zawsze działa tak samo — wyznacza granicę, po której czas zmienia charakter, i czyni ją odczuwalną przez ręce, a nie przez datę.

Zwyczaj ten należy do najstarszych poświadczonych w tej okolicy; jego ślady sięgają jedenastego wieku. Nie znaczy to, że wtedy wyglądał tak samo — znaczy, że data była już wtedy wyróżniona.

wsie pasterskie, głównie zachód i południe

Tydzień, w którym nie wolno tknąć nożyc

Opowieść w obiegu

Siedem dni wilczych: zakaz cięcia, szycia i przędzenia, żeby wilk nie dopadł stada.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy zakazów i terminów tygodnia wilczego z kilku regionów; różne datowanie w zależności od okolicy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zasięg i dokładne daty — różnią się między regionami na tyle, że nie da się podać jednej.

W połowie listopada zaczyna się tydzień zwany wilczym — świętem nie w znaczeniu radości, lecz w znaczeniu zakazu pracy. Obowiązuje wtedy zakaz brania do ręki nożyc, żeby wilk nie chwycił owcy na pastwisku; zakaz dotykania igły i nici; a tam, gdzie w domu stoją krosna albo kołowrotek — zakaz tkania i przędzenia.

Logika tych zakazów jest konsekwentna i warto ją zobaczyć w całości. Wszystkie zakazane czynności są czynnościami rozdzielania albo łączenia: cięcie, przekłuwanie, splatanie. W dniach, gdy granica między tym, co swoje, a tym, co dzikie, uważana jest za cienką, nie wykonuje się niczego, co tę granicę naśladuje.

Z tych samych dni pochodzi przekonanie, że przez siedem nocy można nabawić się każdej choroby. Wilk i choroba stoją tu obok siebie jako dwa imiona tego samego zagrożenia — czegoś, co przychodzi z zewnątrz, gdy zamyka się rok gospodarski.

Daty różnią się o kilka dni zależnie od okolicy i nigdzie nie są sztywne. To zresztą reguła dla całego tego kalendarza: nie ma jednego bułgarskiego roku obrzędowego, jest kilkadziesiąt lokalnych, które zgadzają się co do sensu, a nie co do dnia.

całe ziemie bułgarskie

Dzień, w którym dzień rośnie o ziarno prosa

Opowieść w obiegu

Gotuje się wszystkie ziarna, które pęcznieją — i wyrzuca garść przez komin, żeby niedźwiedź nie brał surowego.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy obrzędu gotowania i wyrzucania ziarna wraz z formułami wypowiadanymi przy kominie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy adresatem obrzędu był pierwotnie niedźwiedź, czy dopiero on wszedł na miejsce wcześniejszego odbiorcy.

Trzydziestego listopada noc zaczyna się skracać, a dzień rosnąć — według tego, co mówiono, dokładnie o jedno ziarno prosa. Stąd druga nazwa tego dnia, wzięta od słowa oznaczającego coś dużego: dzień, w którym wszystko zaczyna się powiększać.

Obrzęd naśladuje tę zasadę dosłownie. W wigilię gotuje się po garści wszystkiego, co przy gotowaniu pęcznieje: fasoli, soczewicy, grochu, prosa, pszenicy, jęczmienia, owsa, orkiszu i kukurydzy. Rzecz nie w potrawie, tylko w tym, że ziarno w garnku robi się większe — tak jak ma zrobić się dzień i jak ma zrobić się plon.

Rano każdy z domowników bierze trochę ugotowanego ziarna i wyrzuca je przez komin, wypowiadając życzenie urodzaju. Część idzie do paszy dla bydła, resztę się zjada. Wyrzucane przez komin bywa adresowane wprost do niedźwiedzia: masz gotowane, więc nie bierz surowego, nie bierz naszego chleba i nie bierz ludzi.

Zwróć uwagę, że to nie jest przebłaganie strasznego zwierzęcia, tylko układ. Niedźwiedziowi daje się porcję z tego samego garnka, z którego je rodzina, i w zamian oczekuje się, że zostawi resztę w spokoju. Ta sama konstrukcja — podzielenie się zamiast obrony — wraca w tej części Europy wszędzie tam, gdzie las zaczyna się za ostatnim domem.

Zima

Maski, dzwony i gałąź, którą się uderza

zachód i południe kraju

Maski, skóry i dzwony cięższe od człowieka

Opowieść w obiegu

Mężczyźni w skórach i maskach z dzwonami u pasa odgrywają orkę, ślub, śmierć i powrót do życia.

Czytaj dalej

Na czym to stoiUchwała soborowa z 692 roku zakazująca masek; opisy etnograficzne po 1850 roku; żywa praktyka i doroczny przegląd w Perniku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ciągłość z obrzędem starożytnym — nie wykazana; przerwa w świadectwach sięga tysiąca lat.

Grupa mężczyzn przebiera się w skóry koźle albo owcze i zakłada maski — często wysokie na metr, z rogami, piórami, lustrami i wełną. U pasa wiesza się dzwony; zestaw waży nierzadko dwadzieścia kilogramów i więcej. Grupa obchodzi wieś, hałasuje i wchodzi na podwórza.

Odgrywana scena powtarza się w wielu wsiach: orka i siew udawane na ulicy, ślub z mężczyzną przebranym za pannę młodą, kłótnia, zabicie przewodnika grupy i jego wstanie z martwych. Gospodarze dają jedzenie i pieniądze, a grupa życzy urodzaju.

Najstarsza kotwica tego obyczaju to nie opis, tylko zakaz: uchwała soborowa z sześćset dziewięćdziesiątego drugiego roku zabraniająca noszenia masek męskich, kobiecych i zwierzęcych oraz tańców z nimi związanych. Dowodzi ona, że coś takiego robiono na terenie cesarstwa — nie dowodzi ciągłości z tym, co robi się dziś.

Związek z greckim obrzędem ku czci Dionizosa nasuwa się i jest powtarzany od dziewiętnastego wieku. Między jednym a drugim leży jednak około tysiąca lat bez świadectw, a maski zimowe występują od Alp po Kaukaz. Ostrożniej mówić o wspólnej rodzinie obrzędów niż o prostym ciągu.

cały kraj

Gałąź derenia, którą uderza się w plecy

Rzecz z ziemi albo z epoki

Dzieci obchodzą domy i biją domowników ozdobioną gałązką, życząc zdrowia — uderzenie jest tu darem.

Czytaj dalej

Na czym to stoiZapisy etnograficzne i żywa praktyka; teksty życzeń zapisane w wielu wariantach.

Pierwszego stycznia dzieci chodzą po domach z gałęzią derenia wygiętą w pętlę i owiniętą wełną, suszonymi owocami, popcornem i monetami. Każdego domownika uderzają nią lekko w plecy, wypowiadając długie życzenie zdrowia i urodzaju, i dostają za to drobne albo łakocie.

Dereń wybrano nieprzypadkowo: kwitnie najwcześniej ze wszystkich drzew tej okolicy i ma wyjątkowo twarde drewno. Obie te cechy są w życzeniu wymieniane wprost — zdrowie ma być twarde jak to drewno.

Uderzenie jest tu czynnością dobrą, nie karą. To samo robi się witką w kilku innych krajach słowiańskich w okolicach Wielkanocy i w dniu Młodzianek. Przenoszenie siły rośliny na człowieka przez dotknięcie jest jedną z najbardziej rozpowszechnionych reguł obrzędowych w tej części Europy.

Zwyczaj jest żywy i powszechny — przypuszczalnie najpowszechniejszy z całego tego rozdziału obok martenicy. Gałązki sprzedaje się dziś gotowe na targach, co nie zmienia przebiegu.

Dokąd stąd

Inne warstwy tego samego terenu

Dziewięć warstw tego działu ma swój spis na górze i na dole strony. Tu stoi to, co leży obok: przegląd słowiański, sąsiad grecki, zwierzchność osmańska i drugi brzeg Dunaju.