Neolit · Cyklady · podłoże przedgreckie
Kto tu był, zanim ktokolwiek mówił po grecku
Nazwy najważniejszych miejsc Grecji — Korynt, Knossos, Parnas — nie dają się objaśnić po grecku. Wcześniej mieszkali tu ludzie, których mowy nie znamy i których imienia nikt nie zapisał. Zostawili po sobie wieś z ulicami starszą od piramid, marmurowe figury, które nie potrafią stać, i jaskinię zamieszkiwaną bez przerwy przez trzydzieści tysięcy lat.
Dokąd stąd
Inne warstwy tego samego terenu
Dziewięć stron tej warstwy ma swój spis na górze i na dole tej strony. Tu stoi to, co mieli obok: kalendarz obrzędu, oś czasu, sąsiad na zachodzie i strona mezopotamska.
Grecja: od Minojczyków po 1453
Czterdzieści trzy karty ułożone w czas — epoka brązu, polis, bóstwa, hellenizm, Bizancjum i koniec.
Otwórz dział◆Obrzęd i kalendarzGrecja i Rzym
Sto pięćdziesiąt kart: czterdzieści siedem świąt, siedemnaście wyroczni, misteria, magia i kult państwowy.
Otwórz dział◆Sąsiad na zachodzieEtruskowie
Ci, którzy przejęli greckich bogów najwcześniej i przekazali ich dalej Rzymowi.
Otwórz działZanim przyszli
Jaskinia nad zatoką, wsie z ulicami i figury, które nie stoją
Trzy stanowiska, z których widać, jak wyglądało życie na tej ziemi przed epoką brązu — i jak mało z tego wynika dla wierzeń.
Jaskinia, w której mieszkano bez przerwy przez trzydzieści tysięcy lat
Rzecz z ziemi albo z epokiJedno stanowisko obejmuje drogę od łowców epoki lodowej po rolników z glinianymi garnkami.
Czytaj dalejNa czym to stoiCiągłość osadnicza w jednej jaskini od paleolitu po neolit; narzędzia krzemienne i kości zwierząt z warstw najstarszych; muszle, kości ryb głębinowych i obsydian z Melos, oddalonej o sto pięćdziesiąt kilometrów przez otwarte morze; ziarna zbóż uprawnych, kości owiec i kóz oraz pierwsze naczynia w warstwach wyższych; warstwa przejściowa, w której zbieractwo i uprawa występują obok siebie; pochówki w obrębie zamieszkanej jaskini.
- Daty pochodzą z oznaczeń węglowych o różnej dokładności, a część warstw została naruszona. Wyobrażenia religijne mieszkańców nie są znane i nie da się ich odtworzyć z samego wyposażenia.
Nad zatoką w Argolidzie leży jaskinia, w której warstwy osadnicze układają się jedna na drugiej przez kilkadziesiąt tysięcy lat — od czasów, gdy poziom morza był o sto metrów niższy i brzeg biegł kilka kilometrów dalej, po epokę, w której na tym samym miejscu wypalano już garnki. Jest to w Europie przypadek rzadki: zwykle stanowiska urywają się i zaczynają gdzie indziej, a tu jedno miejsce przechowało całą drogę.
Z najstarszych warstw nie pochodzą ani narzędzia wykonane z krzemienia, ani kości zwierząt polowanych w krajobrazie, którego już nie ma. Wyżej znajdują się muszle, kości ryb głębinowych i dziko rosnące ziarna roślin, a także obsydian sprowadzony z oddalonej o sto pięćdziesiąt kilometrów przez otwarte morze wyspy Melos. Jest to jeden z najstarszych dowodów na dalekomorską żeglugę: ktoś podejmował wyprawy, aby pozyskać ten kamień i powracał.
Jeszcze wyżej leżą ziarna zbóż uprawnych, kości owiec i kóz oraz pierwsze naczynia. Przejście od zbierania do uprawy widać tu nie jako skok, lecz jako warstwę przejściową o grubości kilkudziesięciu centymetrów, w której jedno i drugie występuje obok siebie przez pokolenia.
O tym, w co ci ludzie wierzyli, nie wiemy prawie nic — nie zostawili ani wizerunku, ani budowli obrzędowej, ani czytelnego pochówku w każdej warstwie. Wiemy natomiast, że grzebali swoich zmarłych w tej samej jaskini, w której mieszkali, i że przynosili tu rzeczy z bardzo daleka. To dwa fakty, od których zaczyna się każda rozmowa o religii tego obszaru, i dłużej niż one nie wolno się posunąć.
Sesklo i Dimini: wsie starsze od piramid, otoczone murem lub nie
Rzecz z ziemi albo z epokiKilka tysięcy lat przed Kretą stały tu wsie z ulicami, placem i domami o piętrze, a spór idzie o to, po co im kamienne obwody.
Czytaj dalejNa czym to stoiOsady narosłe z własnych gruzów w kopce; kilka tysięcy mieszkańców Sesklo w szczycie; domy z suszonej cegły na kamiennej podmurówce, część dwukondygnacyjna, ustawione wzdłuż ulic; sześć koncentrycznych obwodów kamiennych w Dimini i większy dom z przedsionkiem i paleniskiem pośrodku; naczynia malowane czerwienią na jasnym tle; gliniane figurki kobiece i stemple o nieznanym przeznaczeniu.
- Przeznaczenie obwodów kamiennych w Dimini — obrona, taras czy granica wewnętrzna — nie zostało rozstrzygnięte. Znaczenie figurek nie jest znane; znajdowane są w domach, śmietniskach i grobach, bez jednego kontekstu rozstrzygającego.
W Tesalii, na płaskich wzgórzach nad żyzną równiną, leżą osady zamieszkiwane przez tysiąclecia tak długo, że narosły z własnych gruzów w kopce widoczne z daleka. Sesklo liczyło w szczycie kilka tysięcy mieszkańców i miało regularne domy z suszonej cegły na kamiennej podmurówce, część o dwóch kondygnacjach, ustawione wzdłuż czegoś, co bez naciągania można nazwać ulicami.
W pobliskim Dimini zachowało się sześć koncentrycznych obwodów kamiennych, a pośrodku dom większy od pozostałych, z przedsionkiem i paleniskiem — układ, który powtórzy się dwa tysiące lat później w pałacach mykeńskich. Spór o te obwody trwa i nie został rozstrzygnięty: jedni widzą w nich obronę, drudzy tarasy podtrzymujące stok, jeszcze inni granice oddzielające grupy mieszkańców od siebie.
Wyroby są nieoczekiwanie wyrafinowane. Naczynia malowane w geometryczne wzory czerwienią na jasnym tle, figurki kobiece z gliny — siedzące, stojące, niekiedy z dzieckiem — oraz stemple gliniane o wzorach, których przeznaczenie nie jest znane: mogły znaczyć ciało, tkaninę albo chleb.
Nad wszystkim wisi pytanie, na które nie ma odpowiedzi: czy figurki są wizerunkami bóstwa, zabawkami, znakami płodności, czy portretami. Znajdowane są w domach, w śmietniskach i w grobach, a więc bez jednego miejsca, które rozstrzygałoby o ich randze. Kto nazywa je „boginią matką", dopowiada rzecz, której w ziemi nie ma.
Marmurowe figury z Cyklad: leżą, nie stoją, i nie mają twarzy
Rzecz z ziemi albo z epokiNajbardziej rozpoznawalna rzeźba przedgrecka jest biała i gładka wyłącznie dlatego, że zeszła z niej farba.
Czytaj dalejNa czym to stoiFigury z miejscowego marmuru o skrajnie uproszczonej formie, z ramionami złożonymi na brzuchu i nosem jako jedynym wypukłym szczegółem twarzy; rozmiary od kilkunastu centymetrów do naturalnej wielkości; stopy uniemożliwiające stanie i układanie figur na plecach w grobach; ślady farby na oczach, ustach, włosach i policzkach widoczne w świetle ukośnym; znaczna część znanych egzemplarzy bez udokumentowanego pochodzenia.
- Przeznaczenie figur nie jest znane, a przypisywanie im ról kultowych opiera się na domysłach. Autentyczność części egzemplarzy w zbiorach prywatnych bywa kwestionowana i nie zawsze da się ją sprawdzić.
Na wyspach Morza Egejskiego, w trzecim tysiącleciu przed naszą erą, wykonywano figury ludzkie z miejscowego marmuru, charakteryzujące się skrajnie uproszczoną formą: płaską i wydłużoną, z ramionami złożonymi na brzuchu oraz nosem stanowiącym jedyny wypukły szczegół twarzy. Rozmiary tych figur wahały się od kilkunastu centymetrów do naturalnej wielkości.
Dwie rzeczy w nich zaskakują. Po pierwsze, stopy są ustawione tak, że figura nie może stać — była przeznaczona do leżenia albo do podtrzymywania, i znajdowana jest najczęściej w grobach, ułożona na plecach. Po drugie, ich sławna biel jest przypadkiem: pod światłem ukośnym widać na powierzchni ślady farby, którą malowano oczy, usta, włosy i wzory na policzkach. Oryginały były kolorowe, a my podziwiamy je odarte.
Wpływ, jaki wywarły na rzeźbę dwudziestego wieku, jest przy tym nieproporcjonalny do tego, co o nich wiadomo. Nie znamy ani nazwy ludu, który je robił, ani jego mowy, ani przeznaczenia figur poza tym, że towarzyszyły zmarłym — a i to nie zawsze, bo część pochodzi z osad.
Rynek dołożył tu osobny kłopot. Popyt na „cykladzkie idole" w dwudziestym wieku był tak duży, że znaczna część znanych egzemplarzy pochodzi z niekontrolowanych wykopów albo jest podrobiona; przy wielu nie wiadomo, skąd konkretnie pochodzą. Zbiór, na którym opiera się nasza wiedza, jest więc w części zbiorem przedmiotów bez metryki.
Co po nich zostało
Nazwy nie do objaśnienia, spór o przybycie i znaki, które wróciły
Język przyszedł tu z zewnątrz, ale nazwy zastał gotowe. Ile z dawnych wierzeń przeszło do greckich — i czego nie da się z tego wywnioskować.
Korynt, Knossos, Parnas: nazwy, które nie są greckie
Ułożone po fakcieCała warstwa nazw kończy się na -nthos i -ssos. Żadna nie daje się objaśnić po grecku — a są to nazwy najważniejszych miejsc.
Czytaj dalejNa czym to stoiNazwy miejscowe o powtarzalnych końcówkach -nthos i -ssos, nieobjaśnialne z greckich rdzeni: Korinthos, Knossos, Parnassos, Halikarnassos, Tirynthos; wyrazy pospolite tej samej warstwy, w tym nazwy cyprysu i hiacyntu; rozrzut takich nazw po Grecji lądowej, Krecie i wybrzeżu Anatolii; imiona Ateny i Dionizosa bez pewnej etymologii greckiej.
- Przynależność tego podłoża do jednego języka nie została wykazana, a jego pokrewieństwa pozostają sporne. Dawna nazwa „pelazgijski" pochodzi z luźnego użycia greckiego i nie oznacza jednego ludu.
Greka należy do rodziny indoeuropejskiej i przyszła na ten obszar z zewnątrz. Ludzie, którzy mieszkali tu wcześniej, zostawili po sobie warstwę nazw, których greka nie umie objaśnić z własnych rdzeni — a są wśród nich nazwy pierwszorzędne: Korinthos, Knossos, Parnassos, Halikarnassos, Tirynthos, a także wyrazy pospolite jak kyparissos, czyli cyprys, i hyakinthos, czyli hiacynt.
Uderza w nich powtarzalna końcówka: -nthos i -ssos. Skoro powtarza się w dziesiątkach nazw rozsianych po Grecji lądowej, Krecie i wybrzeżu Anatolii, to znaczy, że mówiono tu wcześniej jednym językiem albo kilkoma spokrewnionymi — i że przybysze przejęli nazwy zastane, zamiast nadawać własne.
Nazwa tego języka nie jest znana. Dawniej mówiono o nim „pelazgijski", od ludu wspominanego przez samych Greków jako dawniejsi mieszkańcy kraju, ale Grecy używali tej nazwy luźno i na oznaczenie rozmaitych grup, więc dziś mówi się raczej o podłożu przedgreckim, bez przypisywania go konkretnemu ludowi.
Dla starożytnych wierzeń odkrycie to miało konkretne implikacje. Niektóre imiona bóstw, jak Atena i Dionizos, oraz postaci mitologicznych nie mają greckiego pochodzenia. Pewne obrzędy były związane z miejscami o nazwach sięgających czasów przedgreckich. Choć nie dowodzi to, że bóstwa te są zastane, sugeruje ostrożność wobec twierdzenia, iż cały grecki panteon przybył z północy wraz z językiem.
Kiedy przyszli Grecy: pytanie, które przez sto lat zmieniało odpowiedź
Ułożone po fakcieNie ma warstwy zniszczenia, którą dałoby się nazwać najazdem. Jest powolna zmiana, której początek trudno wskazać.
Czytaj dalejNa czym to stoiWarstwy zniszczenia nieukładające się w jedną linię czasu ani kierunek; stanowiska trwające bez przerwy obok zmieniających się powoli; nowe formy naczyń i pochówków pojawiające się w różnych miejscach w odstępie stuleci; wykazany napływ ludności ze stepu, rozłożony w czasie i mieszający się z zastaną; poświadczenie greki na piśmie od XV wieku p.n.e.
- Data i przebieg pojawienia się greki na tym obszarze nie zostały ustalone i mieszczą się w przedziale kilkuset lat. Wnioski z materiału dziedzicznego, ceramiki i pochówków nie pokrywają się ze sobą w pełni.
Przez większość dwudziestego wieku odpowiadano na to pytanie obrazem najazdu: fala ludzi z północy wchodziła, paliła osady i zajmowała kraj. Obraz ten opierał się na warstwach spalenizny w kilku stanowiskach oraz przekonaniu, że zmiana języka wymaga zmiany ludności.
Dzisiejszy stan jest mniej efektowny. Warstwy zniszczenia są, ale nie układają się w jedną linię czasu ani w jeden kierunek; część stanowisk trwa bez przerwy, część zmienia się powoli, a nowe formy naczyń i pochówków pojawiają się w różnych miejscach w odstępie stuleci. Badania nad materiałem dziedzicznym wykazały napływ ludności ze stepu na ten obszar, ale rozłożony w czasie i mieszający się z zastanymi.
Pewne jest tylko to, że w piętnastym wieku przed naszą erą mówiono tu już po grecku, bo od tego czasu mamy zapis. Wszystko wcześniejsze opiera się na wnioskowaniu z garnków, grobów i genów, a każda z tych trzech rzeczy opowiada nieco inną historię.
Rzecz jest dla tego działu ważna, bo od niej zależy czyje są wierzenia, o których mówimy. Jeśli przybysze zastali ludność z własnymi bóstwami i świętymi miejscami — a nazwy miejscowe na to wskazują — to religia grecka jest od początku wynikiem złożenia, a nie dziedzictwem przywiezionym w całości.
Co z tego zostało: byk, podwójny topór i święta góra
Ułożone po fakcieKilka znaków powtarza się przez trzy tysiąclecia. To zbyt mało na ciągłość i zbyt dużo na przypadek.
Czytaj dalejNa czym to stoiPowtarzające się przez tysiąclecia rogi bydlęce na budowlach, podwójny topór jako przedmiot wotywny, szczyty gór jako miejsca ognia i darów oraz jaskinie jako miejsca składania przedmiotów; obecność tych znaków w neolicie, u Minojczyków, u Mykeńczyków i ślady w epoce klasycznej; ciągłość MIEJSC obrzędu przy zmieniających się imionach adresatów darów.
- Ciągłość znaczenia tych znaków nie została wykazana — zbieżność formy nie dowodzi zbieżności treści. Ciągłość miejsc kultu jest lepiej udokumentowana niż ciągłość wyobrażeń.
Moja odpowiedź: Przez kilka tysięcy lat na tym obszarze pojawiają się powtarzalne znaki: rogi bydlęce umieszczane na budowlach, podwójny topór jako przedmiot wotywny, szczyt góry służący za miejsce ognia i ofiar oraz jaskinia będąca lokalizacją składania przedmiotów. Te elementy obecne są w neolicie, następnie u Minojczyków, potem u Mykeńczyków, a ich ślady przetrwały również w epoce klasycznej.
Kusi, żeby zrobić z tego linię prostą i powiedzieć, że religia grecka wyrasta wprost z neolitu. Trudność polega na tym, że ten sam znak może znaczyć w odstępie tysiąclecia zupełnie co innego, a zbieżność formy nie dowodzi zbieżności treści. Rogi na dachu w Knossos i rogi na ołtarzu w epoce klasycznej łączy kształt, nie wiadomo zaś, czy łączy je myśl.
Ostrożniej jest powiedzieć, co się rzeczywiście utrzymało: miejsca. Ta sama góra, ta sama jaskinia, to samo źródło bywają miejscem obrzędu przez kilka epok z rzędu, przy zmieniających się imionach tego, komu się w nich składa dary. Grecy stawiali świątynie tam, gdzie wcześniej stały ołtarze, a chrześcijanie kaplice tam, gdzie stały świątynie.
Ta zasada przenika sięga dalej niż greckie tradycje religijne i wielokrotnie przewija się przez ten atlas: to miejsce ma charakter trwały, a nie wyobrażenia. Nazwy bóstw zmieniają się szybciej niż ścieżki prowadzące do ich sanktuariów.