Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Ludy ugrofińskie

Atlas wierzeń ugrofińskich

Ludy ugrofińskieFinowie, Estowie, Karelowie, Saamowie, Powołże

Na tym obszarze przez długie stulecia nie było komu pisać. Najstarszy wykaz bogów fińskich to jedna wierszowana przedmowa z 1551 roku, a wszystko starsze zapisali obcy albo nikt. Potem, w XIX wieku, kilku ludzi złożyło przy biurkach eposy i panteony tak zgrabne, że do dziś chodzą za dawną wiarę — i właśnie dlatego przy każdym haśle stoi tu znak mówiący, skąd to wiadomo.

361 na 683 haseł stoi na zapisie powstałym wtedy, kiedy rzecz jeszcze trwała. Reszta została zebrana z ust w XIX i XX wieku albo ułożona przy biurku — i przy każdym haśle widać, które to z tych dwóch.

Skąd to wiadomo

Od naocznego świadka do domysłu

Cztery nacięcia przy każdym haśle mówią, jak blisko źródła stoi ta wiedza. Wybierz stopień, a strona przyciemni wszystko, co poświadczone słabiej — i zobaczysz, ile zostaje, gdy odjąć to, co dopisano.

Wybierz poziom poświadczenia, aby wyróżnić pasujące hasła. Kliknij ponownie, aby wyłączyć filtr.

Jedna rodzina mowy

Wspólny język to nie wspólna wiara

od fiordów Norwegii po Jenisej i po Karpaty; mowy poświadczone na piśmie od XI wieku

Co naprawdę łączy te ludy

Złożone przy biurku

Pokrewieństwo tych mów pokazuje regularność różnic, nie podobieństwo brzmień, i obejmuje gramatykę oraz kilkaset słów podstawowych — nic więcej.

Czytaj dalej

tam węgierszczyzna ma h — i odpowiedniość ta powtarza się w całym starym słownictwie, nie w dwóch czy trzech parach dobranych pod tezę.

Gałęzi jest kilka i dzielą się nierówno. Bałtycko-fińska obejmuje fiński, estoński, karelski, wepski, wocki, iżorski i liwski; osobno stoją mowy saamskie Laponii, mordwińskie erzja i moksza, maryjska nad Wołgą, permskie komi i udmurcka nad Kamą. Gałąź ugryjska to węgierski oraz chantyjski i mansyjski z Obu, a samojedzka to nieniecki, eniecki, nganasański, selkupski i wygasły kamasyjski.

Wspólna jest nie tylko garść słów, ale sposób budowania zdania. Przypadków bywa kilkanaście i robią to, co u nas przyimki; przynależność oznacza się przyrostkiem doczepionym do rzeczownika; rodzaju gramatycznego nie ma wcale, więc ta sama forma zaimka odnosi się do mężczyzny i do kobiety. Posiadania nie wyraża czasownik „mieć", tylko konstrukcja z przypadkiem miejsca: u mnie jest.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Gdzie i kiedy mówiono mową, z której to wszystko wyszło — nie ma na to żadnego dokumentu, tylko rachunek wsteczny prowadzony po dzisiejszych formach.
  • Czy gałąź samojedzka odłączyła się pierwsza i jak dawno; liczby podawane w tysiącleciach są szacunkiem, nie odczytem z zapisu.
  • Ile z podobieństw składni to dziedzictwo, a ile skutek sąsiedztwa z mowami tureckimi i ruskimi, których wpływ jest udokumentowany osobno.

Skąd to wiadomoNajstarsze zapisy tych mów, na których cały rachunek się opiera: węgierskie wyrazy w akcie fundacyjnym opactwa nad Balatonem z 1055 roku, węgierska mowa pogrzebowa z lat 1192-1195, bałtycko-fiński tekst na brzozowej korze z Nowogrodu z połowy XIII wieku, komi napisy w alfabecie ułożonym w 1372 roku.

Węgry, Finlandia, Karelia, Powołże, dolna Ob; XI-XX wiek

Wspólna mowa to nie wspólna wiara

Zapis z tamtych czasów

Węgier i Nieniec dzielą przyrostki i kilkaset rdzeni, a nie dzielą ani jednego obrzędu; mowę można też przejąć albo porzucić w ciągu dwóch pokoleń.

Czytaj dalej

Węgrzy przyjęli chrzest na przełomie X i XI wieku, a prawa królewskie z XI wieku karzą tych, którzy wracają do dawnych obrzędów przy studniach, drzewach i kamieniach; zakaz w tej postaci pochodzi z praw wydanych pod koniec tego stulecia. W tym samym czasie na dolnej Obi nikt nie zapisał niczego, a ofiary z konia i renifera notowano tam jeszcze w XX wieku. Między jednym a drugim leży osiemset lat i dwie zupełnie różne historie, mimo wspólnych końcówek.

Podział bywa ostrzejszy wewnątrz jednej gałęzi niż między gałęziami. Latopis nowogrodzki zapisuje pod rokiem 1227 wysłanie duchownych, którzy ochrzcili Karelów, a zachodni sąsiedzi Karelów, mówiący niemal tą samą mową, wchodzili w tym stuleciu pod biskupstwo w Turku. Jedna mowa, dwa kościoły, dwa kalendarze świąt i dwa zestawy imion nadawanych na chrzcie — a potem dwa różne zasoby pieśni.

Mowę się też traci. Latopisy ruskie wymieniają wśród ludów płacących daninę Merię i Muromę; po XII wieku obie znikają z zapisu, a po ich mowie zostają nazwy rzek i wsi między Wołgą a Klaźmą. Ci ludzie nie wymarli — zaczęli mówić po rusku. Odwrotnie bywało tam, gdzie mowa fińska wchłaniała przybyszów. Rodzina językowa opisuje więc dzieje słów, nie dzieje krwi ani ołtarzy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie Meria i Muroma przestały mówić własną mową — zapis notuje tylko zanik nazw ludów, nie moment zmiany.
  • Czy wspólne dla kilku gałęzi wyobrażenie nieba-bóstwa jest dziedzictwem, czy skutkiem podobnych warunków i późniejszych kontaktów; z samego pokrewieństwa mowy to nie wynika.

Skąd to wiadomoPrawa królewskie węgierskie XI wieku, w tym zakaz ofiar przy studniach, drzewach i kamieniach z praw końca tego stulecia; latopis nowogrodzki pod rokiem 1227; wykazy ludów dannych w latopisie ruskim z początku XII wieku; akta wizytacji biskupich w Finlandii od XIV wieku.

cały obszar uralski, od 1055 do 1937 roku

Kalendarz pierwszych zapisów

Zapis z tamtych czasów

Między pierwszym zdaniem po węgiersku a pierwszym elementarzem po nieniecku leży blisko dziewięćset lat, i ta różnica tłumaczy stan wiedzy o każdym z tych ludów.

Czytaj dalej

Najwcześniej trafia na pergamin węgierszczyzna: kilka wyrazów w łacińskim akcie z 1055 roku, potem mowa pogrzebowa z lat 1192-1195 i lament maryjny z około 1300 roku. Bałtycko-fińskie zdanie pojawia się w połowie XIII wieku na brzozowej korze w Nowogrodzie, pisane cyrylicą. Komi dostają własne litery w 1372 roku. Estońskie modlitwy wpisano do rękopisu w latach dwudziestych XVI wieku.

Druk idzie za reformacją. Estoński katechizm wychodzi w Wittenberdze w 1535, fiński elementarz w Sztokholmie około 1543, węgierskie listy apostolskie w Krakowie w 1533, cały węgierski Nowy Testament w 1541, a Biblia w 1590. Pierwsze książki saamskie drukuje się w Szwecji w 1619 roku. Wszystko to dzieje się w alfabecie łacińskim i w ciągu jednego stulecia.

Po drugiej stronie granicy wyznaniowej zegar rusza o dwieście lat później. Gramatyki maryjska i udmurcka wychodzą drukiem w 1775 roku, cyrylicą, przygotowane przy seminarium w Kazaniu; przekłady Ewangelii dla ludów Powołża przychodzą w latach dwudziestych XIX wieku. Liwska Ewangelia ukazuje się w Londynie w 1863. Chanty, Mansi, Nieńcy i Selkupowie dostają pismo dopiero w 1931 roku, w alfabecie łacińskim, zamienionym na cyrylicę w 1937.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok fińskiego elementarza; zachowane szczątki nie mają daty, a wcześniejsze wydanie z lat trzydziestych XVI wieku bywa zakładane bez dowodu w postaci egzemplarza.
  • Dokładne lata pierwszych przekładów ewangelicznych na mowy Powołża; wydania Towarzystwa Biblijnego z lat 1820-1825 różnią się egzemplarz od egzemplarza.

Skąd to wiadomoAkt fundacyjny z 1055; kodeks z mową pogrzebową z lat 1192-1195; brzozowa kora z warstwy nowogrodzkiej z połowy XIII wieku; druki z lat 1533, 1535, 1541, 1543, 1590, 1619, 1775, 1863; rozporządzenia o alfabetach z 1931 i 1937 roku.

Finlandia, Estonia, Laponia, Powołże, Zauralie; od XIV wieku w zapisie

Jedno słowo, dwadzieścia znaczeń

Złożone przy biurku

Wyraz jumala biegnie przez pół rodziny, ale po chrzcie tłumacze wszędzie użyli go na Boga chrześcijan — i przez to przestał świadczyć o tym, co znaczył wcześniej.

Czytaj dalej

Fińskie i karelskie jumala, estońskie jumal, maryjskie jumo i saamskie ipmil to jeden wyraz w kilku odmianach. Obok niego stoją słowa zupełnie inne: udmurckie inmar, w którym siedzi rdzeń nieba, komi jen, mokszańskie określenie stwórcy urobione od czasownika rodzenia, nienieckie Num oznaczające zarazem niebo i tego, kto w nim mieszka. Węgierskie isten nie ma pewnego rodowodu.

Kłopot w tym, że każdy z tych wyrazów przeszedł przez ręce tłumacza Pisma. Agricola w 1548 roku pisze jumala o Bogu chrześcijan, bo nie miał innego słowa; tak samo robią duchowni w Permie po 1372 roku i tłumacze Ewangelii nad Wołgą w XIX wieku. Od tej chwili każdy zapisany przykład użycia jest już użyciem kościelnym, a dawniejszego nie ma z czym porównać.

Da się wykazać, że wyraz jest stary i szeroko rozsiany. Nie da się wykazać, że wszędzie oznaczał to samo: u Maryjczyków jumo występuje w dziesiątkach złożeń, po jednym na niebo, na ziemię, na wiatr i na ogień, i taki rozdrobniony obraz nie daje się wprost przełożyć na fińskie jumala z pieśni ani na chrześcijańskie użycie z druku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy jumala jest odziedziczone, czy zapożyczone z mowy indoirańskiej we wczesnym kontakcie — obie drogi wywodzi się z tych samych form, bez rozstrzygnięcia.
  • Czy wielość maryjskich złożeń z jumo jest dawna, czy powstała pod wpływem kazań i przekładów, w których trzeba było rozróżniać.
  • Rodowód węgierskiego isten; zestawienia z mowami irańskimi i tureckimi nie zostały wykazane.

Skąd to wiadomoPrzekłady liturgiczne permskie po 1372 roku znane z odpisów; fiński Nowy Testament z 1548 i Psałterz z 1551; gramatyki maryjska i udmurcka z 1775 roku; przekłady ewangeliczne dla Powołża z lat dwudziestych XIX wieku.

Finlandia, Estonia, Powołże; warstwy zapożyczeń od epoki żelaza po XVIII wiek

Obce słowa na świętość

Złożone przy biurku

Krzyż, ksiądz, poganin, Pismo i piekło to w fińszczyźnie wyrazy przyniesione z zewnątrz, a maryjski święty gaj nosi nazwę przywędrowaną przez Tatarów z arabskiego.

Czytaj dalej

Fińskie risti pochodzi od ruskiego słowa na krzyż, pappi od skandynawskiego określenia duchownego, pakana od łacińskiego paganus przez szwedzki, helvetti od staroszwedzkiego piekła, a raamattu, dziś „Biblia", od greckiego wyrazu na pisma, który przyszedł drogą ruską. Estońskie raamat znaczy po prostu „książka" i ma ten sam rodowód. Cały aparat pojęciowy nowej wiary wszedł razem z wyrazami.

Starsza warstwa też jest obca. Fińskie taivas, czyli niebo, ma źródło bałtyckie w tym samym wyrazie, który u Litwinów oznacza boga; imię diabła perkele wywodzi się z bałtyckiego gromowładcy i w drukach fińskich z połowy XVI wieku stoi już jako nazwa złego. Bałtycki sąsiad dał więc mowie fińskiej niebo i czarta, zanim przyszła jakakolwiek księga.

Nad Wołgą droga biegnie z innej strony. Maryjski i udmurcki keremet, oznaczający zarazem gaj ofiarny i moc, która w nim mieszka, to wyraz arabski przyniesiony przez Tatarów, w źródle znaczący łaskę albo cud. Miejsce najbardziej własne, do którego chrzest nie sięgnął, nosi nazwę zapożyczoną od muzułmańskich sąsiadów. Z samego słownictwa nie wolno więc wnioskować o pochodzeniu obrzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rodowód fińskiego pyhä, czyli „święty"; źródło bałtyckie bywa wskazywane, ale nie zostało wykazane.
  • Czy keremet nazwał gaj dopiero po zetknięciu z islamem, czy przejął nazwę po starszym, własnym określeniu, które wyszło z użycia.
  • Kierunek zapożyczenia przy części wyrazów bałtycko-fińskich: dla kilku rdzeni da się bronić obu kierunków.

Skąd to wiadomofińskie przekłady kościelne z lat 1544-1551, w których perkele występuje jako nazwa złego; gramatyki i słowniki drukowane nad Wołgą od 1775 roku; sprawozdania duchownych o gajach ofiarnych z XVIII i XIX wieku; ruskie i szwedzkie formy wyrazowe poświadczone w dokumentach od XII wieku.

Królestwo Węgier, przełom XII i XIII wieku oraz około 1300 roku

Mowa pogrzebowa z lat 1192-1195

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy ciągły tekst w jakiejkolwiek mowie uralskiej to węgierskie kazanie nad grobem, wpisane do kodeksu liturgicznego pod koniec XII wieku.

Czytaj dalej

W kodeksie sporządzonym dla węgierskiego klasztoru między 1192 a 1195 rokiem, wśród łacińskich formularzy mszalnych, stoi krótkie kazanie pogrzebowe i modlitwa po węgiersku, razem nieco ponad dwieście wyrazów. Jest to zarazem najstarszy zachowany zapis ciągły w którejkolwiek z mów uralskich. Tekst jest przeróbką łacińskiego wzoru, ale składnia i słownictwo są miejscowe.

Wcześniejsze są tylko pojedyncze słowa w łacińskich dokumentach. W akcie fundacyjnym opactwa nad Balatonem z 1055 roku pisarz wtrącił po węgiersku opis przebiegu granicy nadania, bo łacińskie nazwy miejsc nie istniały. Takich wtrętów w aktach XI i XII wieku jest kilkadziesiąt i z nich składa się najstarszy obraz tej mowy.

Około 1300 roku powstaje wierszowany lament Matki pod krzyżem, wpisany do kodeksu, który odnaleziono dopiero po zakupie rękopisu w 1922 roku. Nie jest to przekład, lecz swobodna przeróbka łacińskiej sekwencji, i widać w niej chwyty rodzimej wierszowanej mowy: powtórzenie tego samego rdzenia w dwóch formach oraz nawiązanie brzmieniowe między początkami wyrazów. Chwyty te wyglądają na rodzime, ale czy stoi za nimi żywa pieśń, czy wprawa tłumacza obeznanego z łacińską sekwencją, z samego tekstu nie wynika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wierszowany lament ma za podstawę żywą tradycję pieśniową, czy jest wyłącznie zabiegiem tłumacza obeznanego z łacińską sekwencją.
  • Jak szeroko sięgało piśmiennictwo w mowie miejscowej przed XV wiekiem; zachowały się pojedyncze kodeksy, reszta znana jest tylko z wzmianek w inwentarzach.

Skąd to wiadomoKodeks liturgiczny z lat 1192-1195 z wpisanym kazaniem pogrzebowym; akt fundacyjny z 1055 roku; kodeks z lamentem maryjnym z około 1300 roku, znany od 1922; inwentarze klasztorne XV wieku.

Siedmiogród i ziemie Szeklerów, XV-XVII wiek

Znaki ryte w Siedmiogrodzie

Zapis z tamtych czasów

Węgierscy Szeklerzy pisali własnym zestawem znaków rytych w drewnie i wapnie; najstarsze pewnie datowane świadectwa są z końca XV i początku XVI wieku.

Czytaj dalej

Zestaw znaków spisano na wolnej karcie druku około 1483 roku i odnaleziono ten wykaz dopiero w 1933. Z kościoła w Siedmiogrodzie pochodzi napis z datą 1501, znany dziś wyłącznie z odpisów sporządzonych w XVIII wieku, bo oryginał przepadł przy przebudowie. W 1598 roku powstał rękopiśmienny podręcznik tych liter z wykładem, jak je czytać i łączyć.

Znaki pisano od prawej do lewej, w kształtach dopasowanych do rycia nożem: same proste kreski, bez łuków. Nazwy liter odpowiadają głoskom węgierskim, także tym, których łacina nie ma, co pokazuje, że układano je pod tę mowę, a nie pod obcą. Zachował się też odpis kalendarza rytego na kiju, sporządzony pod koniec XVII wieku z wcześniejszego wzoru.

Datowanym materiałem jest to, co wyżej: druga połowa XV wieku i później. Starszeństwa tych znaków nie da się z tego wyprowadzić, a próby wiązania ich z przedchrześcijańską przeszłością stepową opierają się na przedmiotach niedatowanych albo na wytworach późniejszych. Jest to więc pismo poświadczone i zarazem pismo bez udokumentowanego początku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy znaki powstały; wszystkie pewnie datowane świadectwa są chrześcijańskie i późnośredniowieczne.
  • Czy między tymi znakami a alfabetami używanymi wcześniej na stepie zachodzi zależność, czy tylko podobieństwo kształtów wymuszone techniką rycia.
  • Autentyczność kilku przedmiotów pokazywanych od XIX wieku jako dowody starszeństwa; część z nich to wyroby nowe.

Skąd to wiadomoWykaz znaków spisany około 1483 roku, odnaleziony w 1933; napis kościelny z datą 1501 znany z odpisów XVIII-wiecznych; rękopiśmienny wykład liter z 1598 roku; odpis kalendarza rytego na kiju z końca XVII wieku.

Nowogród Wielki, warstwa z połowy XIII wieku

Najstarsze zdanie fińskie napisano cyrylicą

Zapis z tamtych czasów

Pierwszy znany tekst bałtycko-fiński to kilkanaście słów wydrapanych na korze brzozy literami ruskimi, w warstwie datowanej na połowę XIII wieku.

Czytaj dalej

Kartkę z kory wykopano w Nowogrodzie w 1957 roku, w warstwie osadzonej około połowy XIII wieku. Tekst ma trzy wiersze i jest zapisany cyrylicą, choć mowa jest bałtycko-fińska, karelska albo bardzo jej bliska. Treść czytana bywa jako zamawianie z wezwaniem strzały bożej — a więc rzecz z zakresu praktyki obrzędowej, nie handlu ani sądu.

Rzecz jest ważna z dwóch powodów. Po pierwsze, odsuwa początek piśmiennictwa w tej rodzinie o trzysta lat przed reformacyjne druki. Po drugie, przewraca nawykowy obraz: najstarszy zapis mowy fińskiej powstał nie w kręgu łacińskim, lecz w prawosławnym Nowogrodzie, i to nie w kościele, tylko w mieście kupieckim, ręką kogoś, kto pisał na co dzień po rusku.

Z tej samej warstwy i z późniejszych pochodzą inne kartki z pojedynczymi wyrazami fińskimi i karelskimi, w tym krótki wykaz słów służący za pomoc w rozmowie. Razem dają one obraz pogranicza, na którym dwie mowy i dwa pisma stykały się codziennie, na długo przed pierwszym drukiem po fińsku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Odczyt poszczególnych wyrazów zamawiania; zapis cyrylicą nie oddaje wszystkich głosek fińskich, więc kilka miejsc dopuszcza różne lektury.
  • Czy mowa kartki to karelski, czy inna odmiana bałtycko-fińska; różnice w XIII wieku były mniejsze niż dziś.
  • Czy tekst układa się w miarę zbliżoną do metrum pieśni, co bywa wskazywane, ale przy tak krótkim i niepewnym odczycie nie zostało wykazane.

Skąd to wiadomoKartka z brzozowej kory wykopana w Nowogrodzie w 1957 roku z warstwy datowanej na połowę XIII wieku; inne kartki nowogrodzkie z wyrazami bałtycko-fińskimi, w tym wykaz słów z XIV wieku.

Finlandia pod koroną szwedzką, druk w Sztokholmie, około 1543 roku

Elementarz, od którego zaczyna się druk fiński

Zapis z tamtych czasów

Pierwsza książka po fińsku to cienki elementarz z literami, liczbami i katechizmem, zachowany wyłącznie w strzępach wyłuskanych z opraw innych ksiąg.

Czytaj dalej

Mikael Agricola, duchowny z Turku wykształcony w Wittenberdze, wydał w Sztokholmie książeczkę uczącą liter, sylab i liczb, a dalej podającą przykazania, modlitwę pańską i wyznanie wiary. Była cienka — kilkanaście stron druku. Żaden pełny egzemplarz nie przetrwał: to, co znamy, wydobyto ze szczątków użytych przez introligatorów na wzmocnienie opraw.

Wybór był praktyczny i doktrynalny zarazem. Reformacja wymagała, żeby chłop rozumiał, co powtarza, a to znaczyło druk w mowie domowej. Ta sama zasada dała elementarze i katechizmy estońskie, łotewskie i saamskie w ciągu stulecia. Fiński dostał dzięki temu ustaloną pisownię łacińską, zanim ktokolwiek pomyślał o spisywaniu pieśni.

Dla naszego działu ważne jest, co ten elementarz przemilcza. Uczy liter po to, żeby czytać katechizm, a nie po to, żeby zapisywać to, co ludzie śpiewali przy siewie i na weselu. Pierwsze książki fińskie są narzędziem wymiany wiary, nie jej rejestrem; rejestr pojawia się u tego samego autora dopiero osiem lat później, i to w formie oskarżenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wydania; zachowane szczątki nie mają daty, a datowanie na 1543 opiera się na rachunkach i na kolejności druków, nie na karcie tytułowej.
  • Czy istniało wcześniejsze wydanie z lat trzydziestych XVI wieku — nie ma po nim egzemplarza ani wzmianki w inwentarzu.

Skąd to wiadomoSzczątki elementarza wydobyte z opraw ksiąg; kolejne wydania z 1551 i 1559 roku; rachunki drukarni sztokholmskiej z lat czterdziestych XVI wieku.

Finlandia, druki sztokholmskie z 1544 i 1548 roku

Dwie księgi, które ustawiły fińszczyznę pisaną

Zapis z tamtych czasów

Modlitewnik z 1544 przyniósł kalendarz z dawnymi nazwami miesięcy i świąt, a Nowy Testament z 1548 osadził pisany fiński na mowie okolic Turku.

Czytaj dalej

Modlitewnik wydany w 1544 roku jest gruby, ma blisko dziewięćset stron i zawiera nie tylko modlitwy, lecz także kalendarz, wykład o dniach i poradnik zdrowotny. W części kalendarzowej stoją rodzime nazwy miesięcy związane z robotą w polu i z wypasem, a nie z patronami. To pierwszy druk, w którym rok chłopski zostaje zapisany po fińsku.

Nowy Testament z 1548 roku był robotą kilkunastu lat i rozstrzygnął rzecz, która ciąży do dziś: wzorem stała się mowa okolic Turku, a więc zachodu kraju. Tymczasem pieśni w dawnym metrum żyły najdłużej na wschodzie, w Karelii i Sawonii. Język książki i język pieśni rozeszły się na starcie, a różnicę tę widać w każdym późniejszym zbiorze.

Agricola musiał wymyślić zapis dla głosek, których łacina nie znała, i część jego rozwiązań, jak podwójne litery na długie samogłoski, przetrwała. Inne, oddające dźwięki, które wkrótce zanikły, są dziś świadectwem wymowy z pierwszej połowy XVI wieku — jednym z niewielu, jakie mamy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Z jakich podstaw tłumaczył: udział tekstu greckiego, łacińskiego, niemieckiego i szwedzkiego w poszczególnych księgach bywa oceniany różnie i nie został rozstrzygnięty.
  • Czy rodzime nazwy miesięcy z kalendarza 1544 były powszechne, czy zebrane z jednej okolicy.

Skąd to wiadomoModlitewnik fiński z 1544 roku wraz z częścią kalendarzową; Nowy Testament fiński z 1548 roku; przedmowy obu druków.

Häme i Karelia, zapis z 1551 roku

Lista bogów w przedmowie do Psałterza

Zapis z tamtych czasów

W wierszowanej przedmowie do fińskiego Psałterza wyliczono po kilkanaście przedmiotów czci osobno dla Hämejczyków i dla Karelów — to najstarszy taki spis z tej części świata.

Czytaj dalej

Psałterz wyszedł w 1551 roku, a poprzedza go przedmowa wierszem, w której duchowny wylicza, komu jego owce nadal składają ofiary. Po stronie Häme stoi jedenaście pozycji, po stronie Karelii dwanaście. Są tam opiekun lasu i opiekun wody, ten, który czyni pogodę i wiedzie podróżnych, ten, który ukuł pieśń, gromowładca z towarzyszką, a obok całkiem przyziemne moce od żyta, jęczmienia, owsa, rzepy i grochu.

Spis powstał nie po to, żeby zachować, lecz żeby oskarżyć: autor pisze o tych praktykach jako o rzeczy trwającej, którą trzeba wyplenić. Właśnie dlatego jest to świadectwo współczesne, a nie pamiątkowe. Kilka imion z tej listy nie występuje w żadnym innym zapisie i znamy je wyłącznie stąd.

Część pozycji to wyraźnie nie bogowie. Jedna nazwa oznacza święto jesienne, inna wygląda na określenie funkcji, a nie osoby, jeszcze inne to duchy domu i mienia. Wyliczenie zrównuje je wszystkie, bo z punktu widzenia kaznodziei różnica nie miała znaczenia — i to zrównanie odziedziczyły po nim wszystkie późniejsze zestawienia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy towarzyszka gromowładcy z tej listy jest osobną postacią, czy zapisem wyrazu oznaczającego samo zjawisko.
  • Czy autor spisał nazwy z żywej praktyki swojej diecezji, czy zebrał je z relacji i starszych notatek innych duchownych.
  • Które pozycje są imionami własnymi, a które nazwami świąt i czynności; zapis nie odróżnia jednych od drugich.

Skąd to wiadomoPrzedmowa wierszem do fińskiego Psałterza wydanego w Sztokholmie w 1551 roku; wcześniejsze przedmowy tego samego autora z 1544 i 1548 roku.

Finlandia, druk sztokholmski z 1642 roku

Cała Biblia i koniec swobody pisowni

Zapis z tamtych czasów

Pełny przekład Pisma wydany w 1642 roku ustalił normę pisanej fińszczyzny na dwa stulecia i zamknął okres, w którym każdy pisał, jak słyszał.

Czytaj dalej

Nad przekładem pracowała komisja duchownych, a druk wyszedł w Sztokholmie w 1642 roku jako wielki tom in folio, rozesłany do kościołów. Od tej chwili każdy fiński tekst drukowany miał wzorzec, do którego się stosowano: ortografię, formy czasownika i słownictwo pojęć religijnych. Rozchwianie z czasów pierwszych druków się skończyło.

Skutek dla naszego tematu jest podwójny. Z jednej strony powstał język, w którym dało się później spisać tysiące wierszy pieśni i wydać je drukiem. Z drugiej — norma była zachodnia i kościelna, więc wschodnie formy, w których te pieśni żyły, trafiały na papier przetłumaczone na coś pośredniego, zanim ktokolwiek zaczął dbać o wierność zapisu.

Ten sam mechanizm zadziałał wszędzie, gdzie przekład Pisma poprzedził zbieranie pieśni. Estończycy dostali całą Biblię w 1739 roku, Węgrzy w 1590, i za każdym razem powtarzał się ten sam porządek zdarzeń. Norma pisana rodziła się w kościele i pod jego nadzorem, a dopiero pokolenia później posłużyła do zapisania tego, co kościół przez cały ten czas zwalczał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wielkość nakładu z 1642 roku; liczby podawane w setkach i tysiącach egzemplarzy pochodzą z rachunków, które nie zachowały się w całości.
  • Jak dalece przekład zmieniał brzmienie form wschodniofińskich; porównania da się prowadzić dopiero z materiałem o dwieście lat późniejszym.

Skąd to wiadomoBiblia fińska drukowana w Sztokholmie w 1642 roku; wcześniejsze druki fińskie z lat 1543-1551; Biblia estońska z 1739 i węgierska z 1590 roku.

Estonia, lata dwudzieste i trzydzieste XVI wieku, dalej kazania z lat 1600-1606

Rękopis z Kullamaa i spalony katechizm

Zapis z tamtych czasów

Estońskie modlitwy wpisano do rękopisu w pierwszej połowie XVI wieku, a pierwszy druk z 1535 roku skonfiskowano i znamy z jedenastu kart wyłuskanych z oprawy w 1929.

Czytaj dalej

W parafii Kullamaa do łacińskiego rękopisu wpisano estońskie teksty modlitwy pańskiej, pozdrowienia anielskiego i wyznania wiary. Zapis mieści się w latach dwudziestych albo trzydziestych XVI wieku i jest najstarszym zachowanym estońskim tekstem ciągłym. Pisownia jest niemiecka, tłumacz wyraźnie walczył z głoskami, których jego alfabet nie przewidywał.

W 1535 roku w Wittenberdze wydrukowano katechizm niemiecko-estoński. Współczesne zapiski mówią, że nakład został zatrzymany z powodu błędów w przekładzie. Do dziś przetrwało jedenaście niepełnych kart, wyjętych w 1929 roku z oprawy innej książki w Tallinie. Pierwsza estońska książka jest więc zarazem pierwszą estońską książką zniszczoną urzędowo.

Najobfitszym wczesnym źródłem są kazania kaznodziei tallińskiego z lat 1600-1606, zachowane w rękopisie i odnalezione dopiero pod koniec XIX wieku. Jest ich kilkadziesiąt, pisane po estońsku z wtrętami niemieckimi, i padają w nich wprost wzmianki o tym, co wieśniacy robią po kryjomu: o ofiarach, o miejscach czczonych i o zamawianiach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Powód zatrzymania druku z 1535 roku; zapiski mówią o błędach, ale nie podają, które miejsca zakwestionowano.
  • Datowanie rękopisu z Kullamaa wewnątrz przedziału lat dwudziestych i trzydziestych XVI wieku.

Skąd to wiadomoRękopis z Kullamaa z lat dwudziestych XVI wieku; katechizm wittenberski z 1535 roku, jedenaście kart odnalezionych w 1929; kazania tallińskie z lat 1600-1606; podręcznik dla pastorów drukowany od 1632 i gramatyka z 1637 roku.

Estonia, Tartu i Tallin, XVII-XVIII wiek

Południe przegrało z północą

Zapis z tamtych czasów

Estonia miała dwa języki pisane; Nowy Testament wyszedł po południowoestońsku w 1686, ale całą Biblię wydrukowano po północnoestońsku w 1739 i to ona wygrała.

Czytaj dalej

Mowa Estonii dzieliła się wyraźnie: inna była na południu wokół Tartu, inna na północy wokół Tallina, i różnice sięgały odmiany rzeczownika, nie samego akcentu. W XVII wieku drukowano w obu. Po południowoestońsku wyszedł w 1686 roku Nowy Testament, po północnoestońsku szły podręczniki kościelne i katechizmy.

Rozstrzygnięcie przyniósł rok 1739, kiedy ukazała się cała Biblia w odmianie północnej. Szkoła, kazanie i śpiewnik poszły za nią. Druk południowy nie zniknął z dnia na dzień, ale przestał się rozwijać i w XIX wieku był już tylko wspomnieniem; mowa południa żyła dalej w domach, nie mając własnej normy ani prasy.

Skutek dla zapisu dawnych wierzeń jest konkretny. Pieśni i podania z południa spisywano później, ręką ludzi wykształconych w normie północnej, i przenoszono je do niej w trakcie zapisu. Tam, gdzie zachowały się starsze druki południowe, widać, jak wiele w tym przekładaniu ginęło.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Na ile zapisy pieśni południowoestońskich z XIX wieku oddają rzeczywistą mowę śpiewaków, a na ile normę zapisującego.
  • Kiedy dokładnie druk południowy ustał; wydania okolicznościowe pojawiają się jeszcze długo po 1739 roku.

Skąd to wiadomoNowy Testament południowoestoński z 1686 roku; Biblia północnoestońska z 1739 roku; podręcznik kościelny z 1632 i gramatyka z 1637 roku; agendy i śpiewniki parafialne z XVIII wieku.

dorzecze Wyczegdy, ziemia permska, koniec XIV wieku

Alfabet ułożony dla Komi w 1372 roku

Zapis z tamtych czasów

Mnich Stefan, późniejszy biskup permski, ułożył dla Komi osobny alfabet w 1372 roku i przełożył nań teksty liturgiczne; litery wzięły kształt z greki, cyrylicy i rodzimych znaków własnościowych.

Czytaj dalej

Alfabet nazywany anbur miał dwadzieścia kilka liter. Ich kształty wyprowadzono z pisma greckiego i ruskiego, a część odpowiada rodzimym znakom, którymi Komi znaczyli mienie i łowieckie ostępy. Na tym piśmie przełożono teksty nabożeństwa. Do dziś zostały napisy na ikonie Trójcy przechowywanej w Wołogdzie, dopiski na marginesach ruskich rękopisów i tablice liter przepisywane później.

Żywot biskupa spisany około 1396 roku opisuje misję wprost: wycięcie czczonej brzozy, spalenie wyobrażeń, spór z miejscowym zamawiaczem. Jest to zatem dokument z czasu, gdy dawna praktyka jeszcze trwała, i jedno z niewielu takich świadectw z całego Powołża i Przyuralja.

Pismo nie przetrwało długo. W ciągu dwóch stuleci zastąpiła je zwykła cyrylica, a znajomość liter stała się ciekawostką kopistów. Skutkiem jest luka: Komi mieli własny alfabet o półtora wieku wcześniej niż Finowie łaciński druk, a mimo to nie powstało w nim żadne piśmiennictwo świeckie, w którym utrwaliłoby się cokolwiek poza liturgią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile tekstów rzeczywiście przełożono; zachowane świadectwa to napisy i tablice, nie księgi.
  • Czy rodzime znaki własnościowe były podstawą liter, czy zestawienie ich z anburem powstało dopiero w późniejszych odpisach tablic.
  • Dokładny rok 1372 opiera się na zapisie żywota, nie na dokumencie kancelaryjnym.

Skąd to wiadomoŻywot biskupa permskiego spisany około 1396 roku; napisy w anburze na ikonie Trójcy przechowywanej w Wołogdzie; dopiski w rękopisach ruskich XV wieku; tablice liter w odpisach XVI i XVII wieku.

Powołże i Przykamie, Kazań i Petersburg, od 1775 roku

Pierwsze druki maryjskie i udmurckie

Zapis po chrzcie

Gramatyki maryjska i udmurcka wyszły drukiem dopiero w 1775 roku, cyrylicą, a Ewangelie w tych mowach dopiero w latach dwudziestych XIX wieku.

Czytaj dalej

W 1775 roku ukazały się w druku dwie gramatyki: jedna mowy maryjskiej, druga udmurckiej, obie przygotowane w kręgu seminarium w Kazaniu i obie wydane bez nazwiska autora. Zapis oparto na cyrylicy, z dodatkowymi znakami na głoski, których ruszczyzna nie zna. Powstały jako narzędzie misji, nie jako opis mowy dla niej samej.

Przekłady poszły dalej dopiero w latach dwudziestych XIX wieku, gdy wydano Ewangelie dla Maryjczyków, Udmurtów i Mordwy. Cała ta produkcja mieści się w jednym nurcie: tekst święty, katechizm, elementarz do nauki czytania ksiąg cerkiewnych. Nie ma w niej miejsca na pieśń, zamawianie ani opis ofiary — te trafiają do zapisu z zewnątrz, w sprawozdaniach urzędowych i doniesieniach o gajach.

Warto zestawić daty. Finowie mają elementarz w latach czterdziestych XVI wieku, Estończycy druk w 1535, a Maryjczycy pierwszą drukowaną książkę o swojej mowie dopiero w 1775 roku, i to napisaną po rusku; tekst drukowany w samej mowie maryjskiej przychodzi z Ewangeliami lat dwudziestych XIX wieku. Prawie trzysta lat różnicy to nie szczegół: to cała epoka, w której wiara jednych była opisywana przez nich samych, a wiara drugich wyłącznie przez urzędy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Autorstwo gramatyk z 1775 roku; druki są bezimienne, przypisania opierają się na późniejszych wzmiankach.
  • Dokładne lata wydania poszczególnych przekładów ewangelicznych dla Powołża w latach 1820-1825.
  • Jak szeroko te druki krążyły; nakłady i wykazy rozsyłki zachowały się szczątkowo.

Skąd to wiadomoGramatyki maryjska i udmurcka drukowane w 1775 roku; przekłady ewangeliczne dla ludów Powołża z lat dwudziestych XIX wieku; akta urzędu do spraw nowo ochrzczonych z lat 1740-1764; doniesienia konsystorskie o gajach ofiarnych z XVIII i XIX wieku.

Bałtyk kontra Powołże, XVI-XIX wiek

Dwie drogi pisma, dwa stany wiedzy

Zapis po chrzcie

Łacinka przyszła z reformacją i dała druk w mowie domowej w XVI wieku; cyrylica przyszła z cerkwią i dała go dopiero w XVIII — i stąd bierze się nierówność naszych źródeł.

Czytaj dalej

Tam, gdzie rządziła reformacja, zasadą było, że wierny ma rozumieć, co powtarza. To wymusiło elementarz, katechizm i Pismo w mowie domowej, a w ślad za nimi parafialną naukę czytania. W ciągu dwóch stuleci powstała warstwa ludzi umiejących pisać we własnej mowie — i to oni w XIX wieku zapisali pieśni własnych wsi.

Tam, gdzie rządziła cerkiew, druk w mowie miejscowej był wyjątkiem i narzędziem misji, a szkoła szła po rusku. Nikt nie zakładał, że chłop nad Wetługą będzie czytał; zakładano, że będzie słuchał. Druk w mowie miejscowej pozostał nad Wołgą rzadkością misyjną, a szkoła szła po rusku; piszących własną mową były jednostki, i prawie wszystko, co wiemy o tamtejszej wierze, przeszło przez rękę obcego.

Skutek jest mierzalny. O wierzeniach fińskich i estońskich mamy zapis wewnętrzny sięgający 1551 roku i ogromne zbiory z XIX wieku spisane przez miejscowych. O wierzeniach maryjskich, udmurckich i mordwińskich mamy akta śledztw, doniesienia o gajach i późne opisy z zewnątrz. Ta sama rodzina językowa, dwa zupełnie różne archiwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z nierówności bierze się z alfabetu i wyznania, a ile z odległości od drukarni i z gęstości sieci parafialnej.
  • Czy przed 1775 rokiem istniały rękopiśmienne teksty w mowach Powołża, które nie zachowały się do dziś; wzmianki są niepewne.

Skąd to wiadomoDruki fińskie 1543-1642 i estońskie 1535-1739; gramatyki powołżańskie z 1775 roku; akta urzędu do spraw nowo ochrzczonych 1740-1764; instrukcje szkolne dla guberni kazańskiej z XIX wieku.

dolna Ob, Jamał, Tajmyr, Sajany, wybrzeże liwskie; XVII-XX wiek

Tam, gdzie pismo przyszło w 1931 roku

Zapis z tamtych czasów

Chanty, Mansi, Nieńcy i Selkupowie dostali pismo dopiero w 1931 roku, więc o ich wierze wiemy wyłącznie z zapisów cudzą ręką, od XVII wieku po XX.

Czytaj dalej

Do XX wieku żaden z tych ludów nie zapisał sam ani zdania. Pierwsze alfabety ułożono dla nich w 1931 roku na podstawie łacinki, a w 1937 przestawiono je na cyrylicę. Wszystko, co wcześniejsze, pochodzi od przybyszów: z ksiąg poborców daniny od XVII wieku, z relacji o przymusowych chrztach i niszczeniu wyobrażeń prowadzonych na dolnej Obi w latach 1712-1727, ze sprawozdań wypraw badawczych z lat trzydziestych i czterdziestych XVIII wieku.

Paradoks jest okrutny. Ci, u których dawna praktyka dotrwała najdłużej i była najlepiej widoczna, zostawili po sobie najcieńszy zapis własny. Ci, u których zniknęła najwcześniej, mają druki od XVI wieku. Gęstość źródeł mierzy więc historię pisma, nie historię wiary — i każdy, kto porównuje działy tego atlasu, musi to mieć przed oczami.

Bywa i tak, że mowa gaśnie razem ze świadkami. Liwowie doczekali pierwszej książki w 1863 roku, wydanej w Londynie, a ostatnia osoba mówiąca liwskim od urodzenia zmarła w 2013. Ostatnia mówiąca po kamasyjsku zmarła w 1989 roku, a jej mowę i pieśni zdążono nagrać na taśmę jeszcze w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiarygodność sprawozdań misyjnych z lat 1712-1727 co do liczby ochrzczonych i zniszczonych miejsc czci; są to dokumenty rozliczeniowe, pisane przez zainteresowanych.
  • Jak dalece zapisy z wypraw XVIII wieku oddają nazwy miejscowe, skoro spisywano je ze słuchu, przez tłumacza i obcym alfabetem.

Skąd to wiadomoKsięgi poboru daniny syberyjskiej od XVII wieku; sprawozdania z akcji chrzcielnej na dolnej Obi z lat 1712-1727; materiały wypraw syberyjskich z lat 1733-1743; rozporządzenia o alfabetach z 1931 i 1937 roku; liwska Ewangelia drukowana w Londynie w 1863 roku.

Finlandia, Karelia, Estonia, Ingria, Wodzka Ziemia; zapisy od XVIII wieku

Cztery stopy, osiem sylab, żadnego rymu

Zebrane z ust

Pieśni bałtycko-fińskie idą wierszem ośmiozgłoskowym o czterech stopach trocheicznych, bez rymu i bez podziału na zwrotki — i ta forma niosła treść przez stulecia.

Czytaj dalej

Podstawą jest wiersz czterostopowy, zwykle ośmiosylabowy, choć rozpiętość sięga od siedmiu do dziesięciu sylab. Rymu nie ma wcale. Zwrotek nie ma: pieśń płynie wierszem za wierszem, dopóki starcza wątku. Melodia jest wąska, kilkudźwiękowa, i powtarza się bez zmian, bo jej zadaniem jest odmierzać wiersz, a nie zdobić.

Reguła, która tę formę trzyma, dotyczy iloczasu. Długa sylaba rozpoczynająca wyraz musi stanąć w mocnej części stopy, krótka rozpoczynająca wyraz — w słabej. Stąd bierze się osobliwe zjawisko wiersza łamanego, w którym akcent wyrazowy rozjeżdża się z rytmem i pieśń nabiera charakterystycznego, lekko kulejącego chodu. Dla mowy, w której akcent zawsze pada na pierwszą sylabę, to reguła naturalna i zarazem trudna.

Formę tę opisano drukiem w Turku w latach 1766-1778, w rozprawie o poezji fińskiej, która notuje też sposób wykonania: dwóch śpiewaków siedzi naprzeciw siebie, splata dłonie i kołysze się, jeden prowadzi wiersz, drugi go powtarza. Wcześniejsze wzmianki są krótsze: kronika inflancka z 1578 roku opisuje śpiew wieśniaków na weselach, prowadzony przez jedną osobę i podejmowany przez resztę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy metrum powstało; najstarsze pewne zapisy pieśni w tej formie są nowożytne, a próby odczytania go w tekście na brzozowej korze z XIII wieku nie zostały wykazane.
  • Czy melodie zapisane w XIX wieku odpowiadają dawniejszym; przed XVIII wiekiem nie ma zapisu nutowego dla tych pieśni.

Skąd to wiadomoRozprawa o poezji fińskiej drukowana w Turku w latach 1766-1778; kronika inflancka z 1578 roku opisująca śpiew weselny; zapisy pieśni sporządzane w Karelii i Ingrii od końca XVIII wieku.

cały obszar pieśni bałtycko-fińskiej; XVIII-XX wiek w zapisie

Dwa chwyty, które trzymały pamięć

Zebrane z ust

Wiersze wiąże powtórzenie pierwszych głosek, a sąsiednie wiersze mówią to samo innymi słowami — i to nie ozdoba, tylko sposób przechowywania treści.

Czytaj dalej

W przeważającej części wierszy co najmniej dwa wyrazy zaczynają się tą samą spółgłoską, a często i tą samą samogłoską po niej. To nie jest ornament dobierany po namyśle: śpiewak, szukając kolejnego słowa, ma węższy wybór i trafia w gotową formułę. Ograniczenie działa jak szyna — pilnuje, żeby wiersz nie rozjechał się w dowolną stronę.

Drugi chwyt to paralelizm. Wiersz mówi rzecz, następny mówi ją jeszcze raz innymi słowami: inne imię tej samej osoby, inna nazwa tego samego miejsca, inny czasownik o tym samym znaczeniu. Prawdziwą jednostką pieśni jest więc para wierszy, nie pojedynczy wiersz. Kto zapamiętał pierwszy człon, ma podpowiedź do drugiego.

Skutek dla wierności przekazu jest dwojaki. Treść trwa, bo trzyma ją szkielet formuł. Ale brzmienie się zmienia, bo śpiewak nie odtwarza, tylko składa na nowo w ramach reguły. Kiedy w XIX i XX wieku zapisano tę samą pieśń od dwóch osób z jednej wsi, wychodziły dwa różne zestawy wierszy o tym samym biegu zdarzeń — i to jest zwykły stan rzeczy, nie skaza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak głęboko sięga trwałość treści; porównania da się prowadzić tylko w obrębie materiału zapisanego po XVIII wieku.
  • Czy paralelizm jest w tej tradycji rodzimy, czy wzmocniony przez wzory sąsiednie — obie odpowiedzi opierają się na materiale z tego samego, późnego okresu.

Skąd to wiadomoOpis wykonania w rozprawie z lat 1766-1778; zbiory pieśni spisywane w Karelii, Ingrii i Estonii od początku XIX wieku; nagrania fonograficzne z początku XX wieku.

Finlandia i Karelia, materiał pieśniowy XVIII-XX wieku

Kiedy forma dorabia bóstwo

Zebrane z ust

Paralelizm wymaga drugiego słowa na to samo, a aliteracja przyciąga do imienia wyrazy o tej samej głosce — tak rodzą się nazwy, które nie muszą nikogo oznaczać.

Czytaj dalej

Jeżeli pierwszy wiersz wymienia postać, drugi musi wymienić ją inaczej. Śpiewak sięga po przydomek, po nazwę zajęcia albo po nazwę miejsca, z którego postać pochodzi. Po kilku pokoleniach taki drugi człon bywa brany za osobne imię, a potem za osobną osobę. Nie trzeba niczyjej złej woli — wystarczy forma i czas.

Podobnie działa aliteracja. Wokół imienia gromadzą się epitety zaczynające się tą samą głoską, bo tylko takie wchodzą do wiersza. Z czasem epitet przyrasta do imienia na stałe i wygląda jak tytuł kultowy, choć powstał z potrzeby brzmieniowej. W spisach bóstw układanych później takie zrosty stają w jednym rzędzie z nazwami poświadczonymi w dokumentach kościelnych.

Wniosek jest praktyczny i trzeba go trzymać przez cały ten dział. Imię wyłowione z pieśni nie jest tym samym co imię wypisane przez kaznodzieję w 1551 roku jako przedmiot czci jego parafian. Pierwsze jest częścią techniki wierszowania, drugie świadectwem praktyki. Zrównanie ich stoi u podstawy większości dawniejszych spisów bóstw fińskich — stamtąd biorą się imiona, których żaden dokument kościelny ani sądowy nie zna.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Które konkretnie nazwy z późnych zbiorów pieśni powstały tą drogą; wykazać to można tylko tam, gdzie zachował się starszy zapis do porównania.
  • Czy proces działał też w drugą stronę, to jest czy imię z żywej praktyki wypadało z pieśni, bo nie mieściło się w metrum.

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza fińskiego z 1551 roku jako punkt odniesienia dla imion poświadczonych; zbiory pieśni karelskich i ingryjskich spisywane od 1828 roku; zapisy tej samej pieśni od różnych śpiewaków z jednej wsi.

wybrzeża Bałtyku: Finowie, Estończycy, Łotysze, Litwini; XVI-XX wiek

Forma jest sąsiedzka, nie rodzinna

Zebrane z ust

Ten sam czterostopowy wiersz bez rymu, z paralelizmem, mają Łotysze, mówiący mową zupełnie obcą — a nie mają go Węgrzy ani Maryjczycy.

Czytaj dalej

Pieśni łotewskie idą wierszem czterostopowym, bez rymu, z paralelizmem sąsiednich wierszy i z formułami tak podobnymi, że przy tłumaczeniu trudno je odróżnić od estońskich. Łotewski należy do rodziny indoeuropejskiej i z fińskim nie ma nic wspólnego w gramatyce. Forma przeszła więc przez granicę rodziny językowej, bo biegła wzdłuż wybrzeża, a nie wzdłuż pokrewieństwa.

Z drugiej strony ta sama forma zatrzymuje się na granicach, których język nie przewiduje. Węgierska pieśń ludowa buduje się inaczej: liczy sylaby w dłuższych członach i układa się w czterowierszowe zwrotki. Pieśni maryjskie, udmurckie i mordwińskie mają własne rozwiązania, a w pieśni nienieckiej metrum w tym sensie w ogóle nie rządzi. Nikt z nich nie śpiewa jak Karel.

Stąd reguła dla całego działu: z formy nie wolno wnioskować o pokrewieństwie ludzi, a z pokrewieństwa mowy nie wolno wnioskować o formie. Ośmiozgłoskowiec jest znakiem bałtyckiego sąsiedztwa i wspólnych wieków przy jednym morzu, nie dziedzictwem po wspólnym przodku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • W którą stronę forma się rozeszła: od sąsiadów bałtyckich do Finów, odwrotnie, czy przez długie wzajemne dopasowanie — nie zostało wykazane.
  • Kiedy to się stało; najstarszy materiał po obu stronach jest nowożytny, więc oparciem są zapisy z XVIII i XIX wieku.

Skąd to wiadomoKronika inflancka z 1578 roku o śpiewie wieśniaków; zbiory pieśni łotewskich, litewskich, estońskich i fińskich spisywane od końca XVIII wieku; opisy wykonania z XVIII wieku.

Finlandia i Karelia; wyraz poświadczony w druku od XVI wieku

Runa, która jest pieśnią

Zapis po chrzcie

Fińskie runo znaczy pieśń, nie literę; wyraz przyszedł z mowy germańskiej, gdzie oznaczał tajemnicę, i z pismem runicznym Skandynawów nie ma nic wspólnego.

Czytaj dalej

Śpiewak tych pieśni to po fińsku wykonawca run, a rozdziały ułożonego w XIX wieku eposu nazywa się runami. Nie ma w tym ani jednej litery: wyraz oznacza pieśń i czynność jej wykonywania. Rodowód jest germański, a pierwotne znaczenie krąży wokół tajemnicy, szeptu i narady — to samo źródło, z którego u sąsiadów wzięła nazwę ich litera.

Pomyłka, która stąd wynika, jest uporczywa i warto ją uciąć raz. Kiedy w tekstach o Finlandii pada słowo „runy", nie chodzi o znaki ryte w kamieniu ani o wróżenie z kamyków, tylko o śpiewane wiersze. Kamienie z napisami runicznymi stoją na Wyspach Alandzkich i w Szwecji, są dziełem osadników skandynawskich i do fińskiej pieśni nie odnoszą się w żaden sposób.

Estończycy na te same pieśni mówią inaczej, określeniem urobionym dopiero w piśmiennictwie XIX wieku; sami śpiewacy nazywali je po prostu starymi pieśniami. Nazwy gatunków w tej dziedzinie są więc młodsze od rzeczy, które nazywają, i trzeba je czytać jako etykiety nadane z zewnątrz, nie jako słowa z wnętrza tradycji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy wyraz runo wszedł do fińszczyzny i czy od razu oznaczał pieśń, czy najpierw coś tajemnego.
  • Kiedy dokładnie ukuto estońską nazwę tego gatunku pieśni; pojawia się w piśmiennictwie XIX wieku, ale pierwsze użycie bywa wskazywane różnie.

Skąd to wiadomoDruki fińskie XVI wieku, w których wyraz runo występuje w znaczeniu pieśni; rozprawa o poezji fińskiej z lat 1766-1778; napisy runiczne ze Skandynawii i Wysp Alandzkich jako rzecz osobna.

Karelia i Ingria zbierane w latach 1828-1844; druk w 1835 i 1849

Epos złożony przy biurku z cudzych pieśni

Złożone przy biurku

Kalevala to nie zapis pieśni, lecz utwór ułożony z tysięcy zapisanych wierszy: wydanie z 1835 ma 32 pieśni, wydanie z 1849 — 50 pieśni i blisko dwadzieścia trzy tysiące wierszy.

Czytaj dalej

Materiał zebrano podczas wypraw prowadzonych w latach 1828-1844 po Karelii, Ingrii i wschodniej Finlandii, notując pieśni od śpiewaków we wsiach. Z tego zapisu ułożono ciągłą opowieść: wybrano warianty, ustawiono kolejność zdarzeń, dopisano przejścia między epizodami, a niekiedy pojedyncze wiersze, których w notatkach nie było. Wydanie z 1835 roku liczy 32 pieśni i ponad dwanaście tysięcy wierszy, wydanie z 1849 — 50 pieśni i blisko dwadzieścia trzy tysiące.

Rzecz jest w tym, co z czego pochodzi. Same postacie nie są wymyślone: ten, który ukuł pieśń, i ten, który czynił pogodę, stoją już na liście z przedmowy z 1551 roku. Dla zespołów formuł takiego starszego poświadczenia nie ma — najdawniejsze zapisy pieśni są nowożytne. Natomiast ciągła fabuła — porwanie i odzyskanie cudownego młyna, następstwo wypraw, biografie bohaterów — jest robotą składacza. Śpiewacy nie znali żadnej całości tego rodzaju.

Skutek widać do dziś. W ciągu kilku dziesięcioleci postacie z eposu weszły do podręczników jako „dawni bogowie fińscy", choć w źródłach kościelnych część z nich figuruje jako przedmiot czci, a część w ogóle nie występuje. Epos zrobił z materiału pieśniowego system, którego materiał nigdy nie miał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jaki ułamek wierszy nie ma odpowiednika w zapisach terenowych; podawane liczby różnią się wielokrotnie i zależą od tego, co uznać za wariant.
  • Które warianty odrzucono przy składaniu; zachowały się notatki, ale nie pełny rachunek decyzji.
  • Czy zbieranie samo wpływało na śpiewaków, którzy po 1835 roku znali już drukowaną wersję i mogli się do niej stosować.

Skąd to wiadomoNotatki z wypraw zbierackich z lat 1828-1844; pierwsze wydanie Kalevali z 1835 roku; wydanie z 1849 roku; zbiór pieśni lirycznych z lat 1840-1841; przedmowa do Psałterza fińskiego z 1551 roku jako starsze poświadczenie imion.

Estonia, druk w latach 1857-1861

Estoński olbrzym zamieniony w króla

Złożone przy biurku

Kalevipoeg to dwadzieścia pieśni i około dziewiętnastu tysięcy wierszy ułożonych w metrum pieśni ludowej, ale z podań wzięto głównie olbrzyma rzucającego głazy, nie jego dzieje.

Czytaj dalej

Utwór wychodził częściami w latach 1857-1861 w wydawnictwach uczonego towarzystwa w Tartu, z równoległym przekładem niemieckim, a wydanie dla czytelnika powszechnego wydrukowano wkrótce potem poza granicami guberni. Ma dwadzieścia pieśni i około dziewiętnastu tysięcy wierszy, wszystkie w rodzimym metrum czterostopowym.

Podstawą były podania prozą o olbrzymie, który rzucał głazy, wydeptywał jeziora i sypał wzgórza. Takich opowieści notowano w Estonii setki i są one autentyczne: przywiązane do konkretnych kamieni i pagórków, wskazywanych przez mieszkańców. Natomiast ciągła biografia bohatera — panowanie, wyprawa, wojna, śmierć i straż u wrót podziemia — została ułożona przez wydawcę, na wzór eposu sąsiadów.

Udział wierszy wziętych wprost z zapisu pieśni jest niewielki; reszta powstała przez naśladowanie formy. Utwór nie przestaje przez to być ważnym świadectwem — ale świadectwem swojego czasu, lat pięćdziesiątych XIX wieku, a nie epoki, o której opowiada. Mieszanie jednego z drugim zaciera wszystko, co da się powiedzieć o dawnej wierze Estończyków.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jaki ułamek wierszy pochodzi z zapisu pieśni; podawana bywa mniej więcej ósma część, ale rachunek zależy od przyjętej miary podobieństwa.
  • Które epizody mają oparcie w podaniach, a które są w całości ułożone; dla części brak porównania w zapisach wcześniejszych.

Skąd to wiadomoWydanie w częściach z lat 1857-1861 wraz z przekładem niemieckim; wydanie popularne z początku lat sześćdziesiątych XIX wieku; zapisy podań o olbrzymie przywiązanych do konkretnych głazów i wzniesień.

Estonia, od 1839 roku po lata trzydzieste XX wieku

Bogowie z datą urodzenia

Złożone przy biurku

Vanemuine, Ilmarine i kilka innych imion estońskiego panteonu nie występują w żadnym dawnym zapisie — nie występują w żadnym dawnym zapisie — ułożono je od 1839 roku na wzór fiński.

Czytaj dalej

Od 1839 roku w uczonym towarzystwie w Tartu odczytywano opowieści o estońskich bóstwach, drukowane potem w jego rocznikach. Pojawiają się w nich dawca pieśni, kowal i inne postacie, wzorowane wprost na imionach znanych z materiału fińskiego, w estońskim przebraniu. Podano je jako podanie ludowe. W żadnym zapisie sprzed 1839 roku ich nie ma: ani w kazaniach z lat 1600-1606, ani w kronikach, ani w aktach procesów.

Przyjęły się błyskawicznie. W 1865 roku nazwę dawcy pieśni wzięło towarzystwo śpiewacze w Tartu, a w 1870 jego scena, potem trafiła do szkolnych czytanek, na ulice i na pomniki. W ciągu dwóch pokoleń imię ułożone przy biurku stało się częścią oczywistej wiedzy o przeszłości, powtarzaną także przez tych, którzy zbierali pieśni w terenie.

Osobno stoi przypadek imienia zapisanego naprawdę. Kronika z lat dwudziestych XIII wieku notuje okrzyk z wyspy na zachodzie kraju, w którym słychać nazwę czczonej mocy. To poświadczenie współczesne i pewne. Ale wszystko, co dopisano do niej później — świętość dębowych gajów, ranga boga najwyższego, rozbudowany kult — pochodzi z XIX wieku, a z nazwy tej wyrosło w latach dwudziestych XX wieku zorganizowane wyznanie z własnym stowarzyszeniem w Tartu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autor odczytów z lat czterdziestych XIX wieku podawał je jako zapis podania, czy jako własną kompozycję; deklaracje w rocznikach bywają dwuznaczne.
  • Czy w okrzyku z kroniki XIII-wiecznej kryje się imię bóstwa, czy wezwanie złożone z dwóch wyrazów; obie lektury opierają się na tym samym, jednym miejscu.

Skąd to wiadomoRoczniki uczonego towarzystwa w Tartu od 1840 roku z odczytami o bóstwach; kronika inflancka z lat dwudziestych XIII wieku; kazania tallińskie z lat 1600-1606, w których tych imion nie ma; akta stowarzyszenia wyznaniowego z Tartu z lat dwudziestych XX wieku.

Pochodzenie bez dokumentu

Kolebka, dziedziczenie i węgierski spór o rodzinę

Trzy pytania, które dział dotąd odsyłał do pola spornego, dostają tu własne miejsce: gdzie stała kolebka mowy uralskiej, czego z badań nad dziedziczeniem o mowie wyczytać nie wolno i dlaczego na Węgrzech pokrewieństwo uralskie było i bywa odrzucane. Żadne z nich nie zostaje tu rozstrzygnięte, bo rozstrzygnąć się go nie da; stoją za to obok siebie stanowiska wraz z tym, na czym każde się opiera. Łączy je jedna cecha: wszystkie dotyczą czasu, z którego nie ma ani jednego zapisu w żadnej z tych mów.

cała rodzina uralska, od Skandynawii po Jenisej; mowy bez własnego pisma aż po wiek XI

Gwiazdka, która znaczy „nikt tego nie zapisał”

Złożone przy biurku

Formy mowy wyjściowej pisze się z gwiazdką, a gwiazdka znaczy dokładnie tyle, że tego słowa nikt nigdy nie usłyszał ani nie zapisał.

Czytaj dalej

Rachunek prowadzi się tak: bierze się formy poświadczone w mowach dzisiejszych, wyszukuje różnice powtarzające się bez wyjątku i zapisuje formę, z której wszystkie dałyby się wyprowadzić jedną regułą. Coś takiego nie jest słowem, tylko skrótem zapisu wielu odpowiedniości naraz, i dlatego stawia się przed tym gwiazdkę — znak umowny, ostrzegający, że nikt tej formy nie wypowiedział ani nie utrwalił.

Z rachunku wychodzi kolejność rozejść, i to kolejność względna: która gałąź odpadła wcześniej, a która później. Nie wychodzi z niego ani miejsce, ani rok, ani lud, ani obrzęd. Żadna z tych mów nie miała własnego pisma, dopóki nie przyniesiono go z zewnątrz, a najstarszy związany tekst w którejkolwiek z nich, węgierska mowa pogrzebowa, powstał dopiero u schyłku XII wieku.

Sporna jest nawet wielkość samego zasobu, i to nie na marginesie. Wykazy rdzeni przypisywanych mowie wyjściowej liczą od stu kilkudziesięciu do kilkuset pozycji, zależnie od tego, jak ostro postawi się warunek: czy wystarczy, że rdzeń stoi w dwóch odległych gałęziach, czy trzeba go znaleźć i na zachodzie, i u Samojedów, i czy formy zbyt do siebie podobne odrzuca się jako późną pożyczkę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile rdzeni wolno przypisać mowie wyjściowej; przy ostrzejszym warunku zasób kurczy się kilkakrotnie, a razem z nim wszystko, co się z niego wyczytuje.
  • Czy fińsko-ugryjski jest osobnym węzłem, czy tylko wygodną nazwą na rodzinę bez gałęzi samojedzkiej.
  • Czy część zbieżności to dziedzictwo, czy stara pożyczka między sąsiadującymi gałęziami — przy kilkudziesięciu rdzeniach da się bronić obu odpowiedzi.
  • Czy węgierskie pismo ryte, którego zachowane napisy datuje się dopiero na wieki XII-XV, wolno uznać za pismo tej rodziny starsze od przyniesionego z zewnątrz, czy za rzecz od chrztu późniejszą.

Skąd to wiadomoGranica dokumentu: pierwsze węgierskie nazwy i zwroty w akcie fundacyjnym opactwa nad Balatonem z 1055 roku oraz mowa pogrzebowa z lat 1192-1195. Przed tymi datami żadna mowa tej rodziny nie ma zapisu, a rachunek sięga o dwa do czterech tysięcy lat głębiej.

pas tajgi po obu stronach Uralu; rachunek odnoszony do IV i III tysiąclecia przed naszą erą

Stanowisko pierwsze: oba stoki Uralu

Złożone przy biurku

Kolebkę stawia się u samego grzbietu gór, bo nazwy drzew i zwierząt przypisane mowie wyjściowej opisują tajgę, a stamtąd do każdej gałęzi jest najbliżej.

Czytaj dalej

Wśród rdzeni przypisywanych mowie wyjściowej stoją nazwy świerka, sosny i limby, wyraz na narty, wyraz na łuk i wyraz na strzałę — węgierskiemu nyíl odpowiada fińskie nuoli — a obok nich nazwy ryb rzecznych i zwierząt futerkowych. Zestaw ten opisuje życie w lesie iglastym, ze śniegiem, rzeką i polowaniem, a nie opisuje ani stepu, ani morza, ani uprawy roli.

Słabość tego stanowiska siedzi w samej jego podstawie. Mapę zasięgów drzew i zwierząt rysuje się według stanu dzisiejszego, a nazwa drzewa bywa w jednej mowie sosną, w sąsiedniej modrzewiem. Stanowisko mówi zatem: kolebka leżała tam, gdzie zasięgi się nakładają — tyle że nakładanie policzono na lesie, który w tamtym czasie stał gdzie indziej.

Drugi argument jest zwykłym rachunkiem odległości. Gałęzie obskie leżą na wschód od gór, samojedzka w przeważającej części także, choć jej północno-zachodni kraniec sięga dziś tundry już po europejskiej stronie Uralu, a cała reszta rodziny siedzi na zachodzie; punkt wyjścia postawiony przy samym grzbiecie wymaga zatem najkrótszych przesunięć w obie strony. Im dalej się go przesuwa, tym dłuższy marsz trzeba dopisać którejś połowie rodziny, a każdy dopisany marsz jest założeniem, nie znaleziskiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwy drzew wolno czytać jako wskazówkę geograficzną, skoro ich odniesienie przesuwa się z mowy na mowę.
  • Czy zasada najkrótszych przesunięć cokolwiek waży, skoro ludzie wędrują tak, jak pozwala rzeka i zwierzyna, a nie tak, żeby oszczędzić kilometrów.

Skąd to wiadomoZasób rdzeni odtworzony wyłącznie z mów dzisiejszych; zasięgi gatunków przyjmowane według stanu współczesnego. Z czasu, którego stanowisko dotyczy, nie ma żadnego zapisu — najstarszy dokument w którejkolwiek z tych mów pochodzi z 1055 roku.

środkowa Ob, Irtysz, dorzecze Jeniseju i Sajany; gałąź samojedzka, XVIII-XX wiek jako świadek zasięgu

Stanowisko drugie: zachodnia Syberia i podnóża Sajanów

Złożone przy biurku

Skoro najgłębsze rozejście dzieli gałąź samojedzką od całej reszty, a Samojedzi siedzą za Uralem, punkt wyjścia kładzie się tam, gdzie leży ten podział.

Czytaj dalej

Cena tego stanowiska jest wyraźna. Trzeba przy nim dopisać długi marsz na zachód wszystkim pozostałym gałęziom i osobno wytłumaczyć warstwę wyrazów przejętych od sąsiadów indoirańskich, bo takich sąsiadów nad środkową Obią nie było. Odpowiedź brzmi, że warstwa jest późniejsza od rozpadu i dotyczy już samych gałęzi zachodnich; jest to możliwe, ale nie zostało wykazane.

Zasada bywa stosowana w każdej rodzinie mów i brzmi prosto: punkt wyjścia leży tam, gdzie podziały są najstarsze, a nie tam, gdzie dziś mówiących jest najwięcej. W rodzinie uralskiej najgłębsza granica biegnie między gałęzią samojedzką a wszystkim pozostałym, a gałąź ta rozciąga się od dorzecza Jeniseju po Półwysep Jamalski i dalej na zachód, aż na tundrę leżącą już po europejskiej stronie gór. Jej środek ciężkości siedzi za Uralem, ale kraniec północno-zachodni przechodzi go na wylot, i stanowisko musi ten kraniec albo wytłumaczyć, albo odjąć jako późne rozszerzenie.

Zasięg był przy tym większy, niż widać dzisiaj. Jeszcze w XVIII wieku mowami samojedzkimi mówiono u podnóży Sajanów, o kilkaset kilometrów na południe od dzisiejszej granicy gałęzi; motorska wygasła w pierwszej połowie XIX wieku, kamasyjska dotrwała do 1989 roku, gdy umarła ostatnia osoba znająca ją z domu. Południowy kraniec rodziny sięgał więc głęboko w Syberię.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy podział samojedzko-zachodni jest najgłębszy, czy tylko najbardziej widoczny, bo obie strony najdłużej mieszkały osobno.
  • Czy południowy zasięg z XVIII wieku mówi cokolwiek o zasięgu sprzed czterech tysięcy lat, czy jest skutkiem ruchów na stepie w wiekach późniejszych.
  • Czy zachodni kraniec gałęzi samojedzkiej, leżący na tundrze po europejskiej stronie Uralu, jest dawny, czy jest rozszerzeniem z ostatnich stuleci; od tej odpowiedzi zależy, czy rozmieszczenie gałęzi wolno w tym rachunku brać takim, jakie jest dzisiaj.

Skąd to wiadomoZapisy mów samojedzkich znad Sajanów sporządzane od XVIII wieku, gdy motorska jeszcze żyła; wygaśnięcie kamasyjskiej w 1989 roku; rozmieszczenie gałęzi na mapie dzisiejszej jako jedyny materiał, z którego wyprowadza się kolejność rozejść.

dorzecze Kamy, łuk środkowej Wołgi i step na północ od Morza Kaspijskiego; II tysiąclecie przed naszą erą

Stanowisko trzecie: Kama i środkowa Wołga

Złożone przy biurku

Mowa wyjściowa ma warstwę wyrazów indoirańskich, a Indoirańczycy siedzieli na stepie, więc kolebkę kładzie się w zasięgu ich sąsiedztwa.

Czytaj dalej

Fińskie sata i węgierskie száz, oba znaczące sto, przyszły z mowy indoirańskiej; z tej samej strony fińskie porsas na prosię, vasara na młot i utare na wymię, a węgierskie tehén na krowę i tej na mleko. Stamtąd są też węgierskie hét, száz i ezer, czyli siedem, sto i tysiąc, podczas gdy liczebniki od dwóch do sześciu pozostają własne, odziedziczone.

Także to stanowisko ma swoją cenę. Trzeba przy nim przyjąć, że gałąź samojedzka odeszła daleko na wschód i na północ dopiero po rozpadzie, choć o takim przejściu nic nie zapisano, a nazwy rzek na domniemanej trasie dają się czytać na kilka sposobów. Trzy stanowiska różnią się więc nie tyle dowodami, ile tym, który ciężar każde z nich zgadza się unieść.

Pożyczka wymaga styczności, nie pokrewieństwa: ktoś musiał mieszkać obok i trzeba było mieć po co się z nim dogadywać. Mowy indoirańskie wiąże się ze stepem na północ od Morza Kaspijskiego i z pasem wzdłuż rzeki Ural, przy czym nie na podstawie zapisu, bo z tamtego stepu żadnego nie ma, tylko na podstawie tego, gdzie leżą groby i osady przypisywane tym samym ludziom. Od południowego skraju dorzecza Kamy jest tam kilkaset kilometrów otwartym terenem, od środkowej Obi kilka razy tyle i po drodze leżą góry.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy warstwa indoirańska weszła do mowy wyjściowej, czy dopiero do gałęzi zachodnich po jej rozpadzie; od tej odpowiedzi zależy całe umiejscowienie kolebki.
  • Czy nazwy wodne zachodniej Syberii i Uralu dają się przypisać jednej mowie, czy kilku nakładającym się warstwom.
  • Czy step na północ od Morza Kaspijskiego wolno przypisać mowom indoirańskim, skoro przypisanie opiera się wyłącznie na grobach i osadach, a żadnego zapisu stamtąd nie ma.

Skąd to wiadomoWarstwa zapożyczeń indoirańskich w fińszczyźnie i w węgierszczyźnie, odczytywana z form dzisiejszych; umiejscowienie mów indoirańskich oparte na dokumentach bliskowschodnich z XIV wieku przed naszą erą, opisanych osobno.

Laponia, Ural Polarny, pas tajgi; okres cieplejszy między ósmym a czwartym tysiącleciem przed naszą erą

Mapa rysowana dzisiejszym lasem

Zapis z tamtych czasów

Zasięgi drzew, na których opiera się szukanie kolebki, są dzisiejsze, a cztery tysiące lat przed naszą erą sosna rosła setki kilometrów dalej na północ.

Czytaj dalej

Druga słabość siedzi w samych nazwach. Ten sam rdzeń bywa w jednej mowie sosną, w sąsiedniej świerkiem, a jeszcze dalej modrzewiem, bo drzewo trzyma swoją nazwę dopóty, dopóki ludzie nie wejdą w las, w którym rośnie co innego; wtedy nazwa przechodzi na najbliższy podobny gatunek. Każdy punkt takiej mapy zasięgów jest więc miękki.

W torfie i na dnie jezior Laponii oraz Uralu Polarnego leżą pnie i kłody sosen, których słoje dają się policzyć i datować, a które rosły o dziesiątki kilometrów dalej na północ i o ponad sto metrów wyżej niż górna granica lasu dzisiaj. Między mniej więcej ósmym a czwartym tysiącleciem przed naszą erą było na północy cieplej i las stał tam, gdzie teraz rozciąga się tundra.

Trzecia rzecz dotyczy pszczoły i miodu, przywoływanych jako dowód na kolebkę położoną dość daleko na zachód, bo pszczoła miodna za Uralem nie żyła. Kłopot w tym, że węgierskie méz na miód oraz fińskie mesi, znaczące dziś raczej nektar, przyszły z zewnątrz, ze strony indoeuropejskiej, i to samo dotyczy wyrazu na pszczołę. Świadczą zatem o sąsiedztwie z tymi, którzy te słowa mieli, a nie o tym, gdzie stały barcie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • O ile dokładnie przesunęła się granica lasu w okresie cieplejszym; datowane pnie dają punkty, nie linię.
  • Czy z nazw roślin i zwierząt wolno w ogóle wyprowadzać położenie, skoro trzy najczęściej przywoływane argumenty — drzewa, pszczoła i zwierzęta futerkowe — dają się osłabić każdy z innego powodu.

Skąd to wiadomoDatowane pnie i kłody sosny ponad dzisiejszą granicą lasu w Laponii i na Uralu Polarnym; zasięgi gatunków przyjmowane w rachunku według stanu współczesnego; warstwa zapożyczeń, z której pochodzą wyrazy na miód.

cała rodzina uralska; rachuby od VI do II tysiąclecia przed naszą erą

Cztery tysiące lat przed naszą erą czy dwa

Złożone przy biurku

Starsza liczba stoi na założeniu o stałym tempie wymiany słów, nowsza na warstwach zapożyczeń; różnica między nimi wynosi dwa tysiące lat.

Czytaj dalej

Starsza rachuba kładzie rozpad mowy wyjściowej na czwarte tysiąclecie przed naszą erą, a w wersjach dawniejszych na szóste. Opiera się na liczbie gałęzi oraz na założeniu, że w koszyku słów najbardziej podstawowych wymiana idzie w mniej więcej stałym tempie, a zatem z dzisiejszych różnic da się odczytać, ile czasu od rozejścia upłynęło.

Założenie to sprawdza się na mowach mających dokumenty i tam zawodzi. Islandzki i norweski rozeszły się mniej więcej tysiąc lat temu, a islandzki zachował z dawnego zasobu i dawnej odmiany tyle, że licząc tą metodą wyszłoby rozejście o stulecia świeższe. Tempo bywa różne, bo zależy od piśmiennictwa, sąsiadów i szkoły, a żadnej z tych rzeczy nie da się cofnąć w tysiąclecia.

Nowsza rachuba schodzi do drugiego tysiąclecia przed naszą erą, a część jej ujęć zatrzymuje się przy samym progu tego tysiąclecia, około 1900 roku przed naszą erą. Nie mierzy tempa, tylko wiąże mowę wyjściową z warstwami zapożyczeń od sąsiadów, których wiek ustala się osobno i na dokumentach. Między jedną rachubą a drugą leży zatem od tysiąca pięciuset do dwóch tysięcy lat — więcej, niż dzieli nas od pierwszego zdania zapisanego po węgiersku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy tempo wymiany w zasobie podstawowym bywa na tyle stałe, żeby cokolwiek na nim budować.
  • Czy warstwy zapożyczeń wolno wiązać z mową wyjściową jako całością, czy tylko z poszczególnymi gałęziami, co przesuwa datę o całe tysiąclecie.

Skąd to wiadomoRachuba starsza: wyłącznie formy dzisiejsze, bez dokumentu. Rachuba nowsza: te same formy plus datowane zapisy mów, od których brano pożyczki — tabliczki bliskowschodnie z XIV wieku przed naszą erą i przedmioty z napisami runicznymi z II-V wieku.

Anatolia i Mitanni, XIV wiek przed naszą erą; Jutlandia i Skandynawia, II-V wiek naszej ery

Dwie kotwice, obie w cudzym piśmie

Zapis z tamtych czasów

Chronologia rodziny bez własnego pisma wisi na cudzych dokumentach: na glinie z Anatolii z XIV wieku przed naszą erą i na runach z przedmiotów z II-V wieku.

Czytaj dalej

Najstarsze datowane słowa mowy indoirańskiej nie stoją ani w Indiach, ani w Iranie, lecz na glinie z Anatolii. W układzie zawartym około 1380 roku przed naszą erą między królem Hetytów a władcą Mitanni przywołani są bogowie Mitra, Uruwana, Indra i bliźnięta Nasatja, a w hetyckim podręczniku ujeżdżania koni, spisanym przez Kikkuliego, terminy na okrążenia niosą liczebniki indoaryjskie.

To jest kotwica dolna. Mowa wyjściowa rodziny uralskiej wzięła od Indoirańczyków słowo na sto, a węgierski wziął jeszcze siedem i tysiąc, więc obie strony musiały w tym samym czasie istnieć. Jedyny punkt, w którym mowa indoirańska zostawia datowany ślad na piśmie, leży tymczasem w czternastym wieku przed naszą erą, dwa tysiące kilometrów od Kamy i w sprawie zupełnie innej.

Wniosek jest prosty i niewygodny. Rodzina, której własne pismo zaczyna się w 1055 roku, datuje się w całości dokumentami cudzymi: hetyckimi tabliczkami, skandynawskimi przedmiotami, ruskimi latopisami. Każda podana liczba lat jest tak mocna, jak łańcuch prowadzący do tych dokumentów, i tak słaba, jak najsłabsze jego ogniwo.

Kotwica górna jest germańska. Fińskie kuningas na króla, rengas na obręcz i lammas na owcę zachowały końcówkę, która w dawnej mowie germańskiej brzmiała -az, a w germańszczyźnie zapisanej później już nie występuje; stoi ona jeszcze w napisach runicznych na przedmiotach z II-V wieku, między innymi na złotym rogu znalezionym pod Gallehus w Jutlandii, odlanym około roku 400. Pożyczkę trzeba więc położyć w czasie, gdy ta końcówka jeszcze żyła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wyrazy uralskie wzięto z mowy indoirańskiej wspólnej, czy już z jednej z jej gałęzi; różnica warta jest kilkuset lat.
  • Czy końcówka -az w pożyczkach fińskich świadczy o dacie pożyczki, czy o tym, że fińszczyzna zachowała formę dłużej niż dawca.

Skąd to wiadomoTabliczki z układu hetycko-mitannijskiego z około 1380 roku przed naszą erą; hetycki podręcznik ujeżdżania koni z tego samego stulecia; napisy runiczne na przedmiotach z II-V wieku, w tym złoty róg z Gallehus odlany około roku 400, skradziony i przetopiony w 1802 roku, znany dziś tylko z rysunków.

od Ałtaju po Finlandię; odlewy z lat około 2200-1900 przed naszą erą, ceramika z lat około 4200-2000 przed naszą erą

Brązy znad Kamy i garnki z dołkami

Zapis z tamtych czasów

Odlewy seimińsko-turbińskie leżą od Ałtaju po Finlandię i są datowane co do stulecia, ale przedmiot nie mówi żadną mową i żadnej nie przenosi.

Czytaj dalej

W tych samych grobach leży nefryt z okolic Bajkału, droga była więc długa i szła w obie strony. Obrzęd pogrzebowy i garnki różnią się jednak od stanowiska do stanowiska: wędrowała technika odlewu i wędrowały same przedmioty, a społeczności, przez które szły, nie zlały się w jedną. Znalezisko pokazuje szlak i warsztat, a nie mowę tych, którzy nim chodzili.

Podobnie stoi rzecz ze starszą ceramiką grzebykowo-dołkową, rozłożoną między mniej więcej 4200 a 2000 rokiem przed naszą erą od Finlandii po górną Wołgę. Jest to sposób odciskania zębatego stempla w mokrej glinie, czyli chwyt zdobniczy, który się przejmuje i porzuca. Przypisanie mu rodziny mów wymaga założenia, że ornament chodzi razem z odmianą, a tego nie wykazano.

Na cmentarzysku Turbino pod Permem nad Kamą, na Seimie przy ujściu Oki i w Rostowce pod Omskiem znaleziono groty włóczni odlewane na pusto, cienkościenne siekierki z tuleją i zakrzywione noże z rękojeściami zakończonymi figurką zwierzęcia. Stanowisk z takimi przedmiotami jest ponad sto, od Ałtaju po Finlandię, a datowanie rozchodzi się na dwie strony: rachuba oparta na pomiarach przekalibrowanych kładzie cały ten horyzont mniej więcej między 2200 a 1900 rokiem przed naszą erą, dawniejsza zaś, wyprowadzana z zestawień typologicznych, o kilkaset lat później.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy horyzont seimińsko-turbiński to jedna fala ludzi, czy sieć wymiany łącząca społeczności niespokrewnione.
  • Czy datowanie tego horyzontu należy przesunąć jeszcze o dwa stulecia wstecz; pomiary z różnych stanowisk nie układają się w jeden ciąg.
  • Czy horyzont datować na lata 2200-1900 przed naszą erą według pomiarów przekalibrowanych, czy o kilkaset lat później według zestawień dawniejszych; przy pierwszej rachubie da się go zestawiać z rozpadem mowy wyjściowej, przy drugiej już nie.

Skąd to wiadomoCmentarzyska Turbino nad Kamą, Seima przy ujściu Oki, Rostowka pod Omskiem, wraz z ponad setką stanowisk pokrewnych; ceramika grzebykowo-dołkowa z warstw datowanych między 4200 a 2000 rokiem przed naszą erą.

cały obszar rodziny; pomiary prowadzone od końca XX wieku

Mowy się uczy, linii się nie wybiera

Zapis z tamtych czasów

Znacznik z chromosomu Y idzie wyłącznie linią ojców, a dziecko mówi tym, co słyszy wokół siebie; te dwie rzeczy biegną osobnymi kanałami.

Czytaj dalej

Dziecko mówi tym, czego je nauczono, a nauczyć może każdy, kto jest obok: matka, sąsiadka, służba we dworze, wojsko, szkoła. Kanałem mowy jest przekaz, nie poczęcie, i właśnie dlatego mowa potrafi przejść na ludzi niemających z poprzednimi mówiącymi wspólnego przodka, a także zniknąć z rodziny, której wszystkie linie trwają nieprzerwanie dalej.

Znacznik dziedziczony biegnie inaczej i biegnie wąsko. Chromosom Y przechodzi wyłącznie z ojca na syna, mitochondrium wyłącznie od matki na wszystkie jej dzieci, i żaden z nich nie miesza się po drodze z niczym. Dziesięć pokoleń wstecz człowiek ma w rachunku tysiąc dwadzieścia cztery miejsca po przodkach, a każda z tych dwóch linii dotyka dokładnie jednego z nich.

Reszta dziedziczonego materiału miesza się co pokolenie i dlatego mierzy sąsiedztwo: kto z kim mieszkał i kto z kim zawierał małżeństwa przez ostatnie kilkadziesiąt pokoleń. Z takiego pomiaru wolno odczytać, skąd ktoś pochodzi po którejś linii i z kim jego przodkowie sąsiadowali. Nie wolno odczytać, co ta rodzina mówiła przy stole, bo pomiar nie ma na to żadnego kanału.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak daleko wstecz sięga wiarygodnie datowanie rozejścia samych linii dziedziczonych; margines bywa liczony w tysiącach lat.
  • Czy przy tak wąskich liniach wolno mówić o pochodzeniu ludu, skoro linia opisuje jedno miejsce z ponad tysiąca.

Skąd to wiadomoSam sposób przekazywania: chromosom Y od ojca, mitochondrium od matki, reszta w mieszaninie co pokolenie. Rachunek przodków: dwa do potęgi dziesiątej, czyli tysiąc dwadzieścia cztery miejsca dziesięć pokoleń wstecz.

Finlandia, Estonia, Powołże, Kraj Permski, Litwa, Łotwa, Jakucja, Węgry; pomiary z ostatnich dziesięcioleci

Jeden znacznik, cztery różne rodziny mów

Zapis z tamtych czasów

Znacznik N na linii ojców jest częsty u Finów i Estończyków, ale i u Litwinów, Łotyszy oraz Jakutów, a u Węgrów niesie go kilku mężczyzn na stu.

Czytaj dalej

Zawodzi też w drugą stronę, i to najdotkliwiej tam, gdzie miałby najwięcej do powiedzenia. Węgrzy mówią mową uralską od co najmniej tysiąca lat, a ten znacznik niesie wśród nich kilku mężczyzn na stu. Gdyby traktować go jako świadectwo o mowie, trzeba by z niego wyczytać, że Jakuci stoją bliżej Finów niż Węgrzy — wniosek o mowie wyprowadzony z rzeczy, która o mowie nie mówi.

Po stronie matczynej obraz jest jeszcze ostrzejszy. Saamowie noszą linie mitochondrialne, których najbliższe odpowiedniki znajdują się na Półwyspie Iberyjskim i wśród Berberów Afryki Północnej, a żadna z tamtejszych mów nie należy ani do tej rodziny, ani do sąsiedniej. Linia opowiada o drodze, którą ludzie szli po ustąpieniu lodu, i o niczym więcej.

Wśród Finów niesie go mniej więcej trzech mężczyzn na pięciu, wśród Estończyków blisko co trzeci, a u ludów nad Wołgą i Kamą bywa równie częsty. Do tego miejsca układa się zgodnie z granicą rodziny mów. Dalej przestaje się układać: wśród Litwinów i Łotyszy, mówiących mową bałtycką z rodziny indoeuropejskiej, sięga dwóch na pięciu, a wśród Jakutów, mówiących mową turkijską, przekracza trzy czwarte. Jeden znacznik trafia zatem w trzy rodziny mów naraz, a dwie z nich nie mają z uralską nic wspólnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak liczyć odsetki przy próbach zbieranych nierówno; różnice między poszczególnymi okolicami bywają większe niż między ludami.
  • Kiedy znacznik N dotarł nad Bałtyk i czy przyszedł razem z mową uralską, czy przed nią; z samego rozmieszczenia to nie wynika.

Skąd to wiadomoPomiary częstości znacznika w próbach z Finlandii, Estonii, Litwy, Łotwy, Powołża, Jakucji i Węgier, prowadzone od lat dziewięćdziesiątych XX wieku; porównania linii matczynych Saamów z próbami iberyjskimi i północnoafrykańskimi.

Estonia, Łotwa, Litwa, Finlandia, Węgry; groby z X wieku w Kotlinie Karpackiej

Pomiar stawia sąsiada przy sąsiedzie

Zapis z tamtych czasów

Estończyk wypada w pomiarach obok Łotysza, Węgier obok sąsiadów słowiańskich, a Fin osobno — i nie z powodu mowy, tylko z powodu tego, z kim mieszkał.

Czytaj dalej

Pomiary obejmujące wiele miejsc naraz układają ludzi według sąsiedztwa, a nie według rodziny mów. Estończycy stoją tuż obok Łotyszy i Litwinów, choć tamci mówią mową bałtycką, należącą do zupełnie innej rodziny. Węgrzy stoją wśród sąsiadów słowiańskich i niemieckojęzycznych, a nie obok ludów obskich, z którymi dzielą końcówki przypadków i zaimki.

W grobach z X wieku w Kotlinie Karpackiej udział linii wschodnioeurazjatyckich jest kilkakrotnie wyższy niż u dzisiejszych mieszkańców Węgier. Ktoś więc przyszedł i rozpuścił się w ludności liczniejszej, a mowa, którą przyniósł, została na miejscu. Jedno zdanie mówi tu zarazem, że przybysze byli, i że po tysiącu lat ich linie są ledwie widoczne — dwie prawdy o dwóch różnych rzeczach.

Finowie odstają od wszystkich, a przyczyna z mową nie ma nic wspólnego: ich ludność przeszła przez wąskie gardło, czyli przez pokolenia, w których potomstwo dawała garstka rodzin, a po takim przejściu rzadkie warianty utrwalają się w całej dalszej linii. Stąd blisko czterdzieści rzadkich chorób dziedzicznych spotykanych w Finlandii znacznie częściej niż gdziekolwiek indziej, a kilku z nich poza Finlandią prawie się nie widuje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ilu ludzi przyszło w X wieku do Kotliny Karpackiej; szacunki rozbiegają się o rząd wielkości, a groby dają próbę, nie spis.
  • Czy odrębność Finów da się w całości wyjaśnić wąskim przesmykiem, czy także późniejszym osadnictwem wewnętrznym.

Skąd to wiadomoPomiary porównawcze ludności Estonii, Łotwy, Litwy, Finlandii i Węgier; wykaz rzadkich chorób dziedzicznych o podwyższonej częstości w Finlandii; badania szczątków z cmentarzysk z X wieku w Kotlinie Karpackiej.

wybrzeże kurlandzkie, Liwowie; od połowy XIX wieku po rok 2013

Mowa skończyła się w 2013 roku, ludzie nie

Zapis z tamtych czasów

Liwowie nie są Bałtami i nigdy nimi nie byli; ich mowa bałtycko-fińska wygasła 2 czerwca 2013 roku, a potomkowie zostali tam, gdzie byli.

Czytaj dalej

Liwowie mieszkali na kurlandzkim wybrzeżu i mówili mową bałtycko-fińską, bliską estońskiej, a nie bałtycką — mimo nazwy krainy, mimo łotewskiego otoczenia i mimo tego, że sąsiedzi nazywali ich po łotewsku. W połowie XIX wieku liczono ich około dwóch tysięcy, w spisie z lat trzydziestych XX wieku niespełna tysiąc, w kilkunastu wsiach rybackich rozciągniętych wzdłuż brzegu.

Potem nie wymarli, tylko odcięto ich od siebie nawzajem. Po 1945 roku wybrzeże stało się zamkniętą strefą nadgraniczną, rybołówstwo ograniczono, a wywózki z 1949 roku zabrały część rodzin; wsie się wyludniły, dzieci poszły do szkół łotewskich i rosyjskich. Ostatnia osoba, dla której liwski był mową domu, umarła 2 czerwca 2013 roku, przeżywszy sto trzy lata.

Dziś kilkaset osób na Łotwie deklaruje liwskie pochodzenie i w ich liniach przodków nic się tamtego dnia nie zmieniło; pękł łańcuch nauczania, a nie łańcuch urodzeń. Tak samo rzecz stoi z wodzką i iżorską, którymi mówi dziś po kilka i po kilkadziesiąt osób. Skoro mowę da się przeciąć w jednym pokoleniu, znacznik dziedziczony nie zaświadczy o niej ani za, ani przeciw.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy właściwie przestano uczyć dzieci liwskiego; spisy notują deklaracje, a nie moment, w którym mowa wyszła z domu.
  • Ile osób zna dziś liwski jako mowę wyuczoną i czy takie znanie wolno liczyć do tej samej rubryki.

Skąd to wiadomoSpisy ludności Łotwy z lat trzydziestych XX wieku oraz spisy późniejsze; rozporządzenia o strefie nadgranicznej po 1945 roku; wywózki z marca 1949 roku; data śmierci ostatniej osoby mówiącej liwskim od dziecka — 2 czerwca 2013 roku.

Królestwo Węgier, Siedmiogród; kroniki z lat około 1200, około 1283 i 1358

Skąd Węgrzy wywodzili się sami

Zapis po chrzcie

Przez pięćset lat przed jakimkolwiek porównaniem mów kroniki królestwa wywodziły Węgrów od Scytów i od Hunów Attyli, i tak uczono w Budzie.

Czytaj dalej

Najstarsze węgierskie wypowiedzi o własnym pochodzeniu to łacińskie gesta królestwa, spisane dwa i trzy stulecia po chrzcie: dzieło notariusza zmarłego króla z około 1200 roku, podpisane jedną tylko literą, dzieło Szymona z Kézy z około 1283 roku oraz kronika obrazkowa z 1358 roku. Wszystkie one sadzają Węgrów wśród Scytów i czynią ich krewnymi Hunów.

W żadnym z tych dzieł nie pada słowo o ludach północy ani o jakimkolwiek pokrewieństwie z Finami czy z ludami znad Obu, i paść nie mogło, bo nikt jeszcze niczego nie porównywał. To, co kroniki utrwalają, jest faktem o XIII i XIV wieku: tak królestwo o sobie opowiadało, i w takie właśnie miejsce pięćset lat później wszedł druk z Kopenhagi.

Opowieść o dwóch braciach ma przy tym węższy zasięg, niż się jej zwykle przypisuje. Najstarsze z tych dzieł, to z około 1200 roku, wywodzi Węgrów ze Scytii i czyni ich wodza krewnym Attyli, ale o Hunorze i Magorze nie wspomina ani słowem; bracia, cudowny jeleń, mokradła nad Meotydą i znalezione tam kobiety wchodzą do zapisu dopiero z dziełem z około 1283 roku, a stamtąd do kroniki obrazkowej z 1358 roku. W tych dwóch późniejszych dziełach Szeklerzy w Siedmiogrodzie występują jako resztka ludu Attyli, pozostawiona na miejscu i czekająca na powrót swoich, i z takiego właśnie wywodu królestwo czerpało prawo do dziedzictwa po Hunach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy opowieść o jeleniu i dwóch braciach ma korzeń w podaniu przyniesionym ze wschodu, czy została złożona przy pulpicie z materiału zaczerpniętego z pism obcych.
  • Czy Szeklerzy rzeczywiście osiedli w Siedmiogrodzie wcześniej niż reszta, czy przeniesiono ich tam później, a wywód od Hunów dopisano do gotowego stanu rzeczy.
  • Czy dzieło z około 1200 roku milczy o Hunorze i Magorze dlatego, że podania nie znało, czy dlatego, że wywodziło królestwo wprost od Attyli i brat-założyciel nie był mu do niczego potrzebny.

Skąd to wiadomoGesta notariusza zmarłego króla, około 1200 roku; dzieło Szymona z Kézy, około 1283 roku; kronika obrazkowa z 1358 roku; prawa królewskie z pierwszej połowy XI wieku jako świadectwo, jak świeży był wtedy chrzest.

Królestwo Węgier i ziemie za łukiem Wołgi; lata 1235-1238

Zakonnik, którego nad Wołgą zrozumiano

Zapis z tamtych czasów

W 1235 roku dominikanin Julian znalazł za Wołgą ludzi mówiących mową, którą rozumiał; sprawozdanie spisano w 1237 roku i dochowało się do dziś.

Czytaj dalej

Jest to jedyne świadectwo o tej sprawie powstałe wtedy, gdy rzecz jeszcze trwała, i warto je czytać dokładnie. Mówi, że w 1235 roku stała nad Wołgą ludność, której mowę Węgier rozumiał bez pośrednika. Nie podaje ani jednego słowa tej mowy, nie opisuje jej odmiany, a miejsce wskazuje tylko przez nazwy rzek, których dzisiejsze odpowiedniki bywają wskazywane rozmaicie.

Wyprawa wyszła z królestwa w 1235 roku, w czterech zakonnikach, po to, żeby odszukać Węgrów, którzy według podania zostali na wschodzie. Do celu dotarł jeden, brat Julian, i dopiero w roku następnym, nad wielką rzeką za łukiem Wołgi, natrafił na ludzi, z którymi rozmówił się bez tłumacza i którzy pamiętali, że ich krewni odeszli kiedyś na zachód. Sprawozdanie spisał w 1237 roku brat Ryszard i posłał do kurii.

Ciąg dalszy był krótki. W drugą podróż Julian wyruszył w 1237 roku i wrócił już nie z wieścią o krewnych, lecz z ostrzeżeniem o nadciągającym wojsku mongolskim i z listem jego wodza do króla Węgier. Ziemię, w której ich zastał, najazd zajął jeszcze przed tą drugą podróżą, a więc w niespełna rok po spotkaniu; w zapisie ludzie ci więcej się nie pojawiają i świadectwo o pokrewieństwie zamknęło się razem z nimi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Gdzie dokładnie leżała ziemia opisana w sprawozdaniu; wskazywano dorzecze dolnej Kamy, okolice Baszkirii i brzegi samej Wołgi.
  • Czy ludzie, których Julian zastał, mówili mową bliską węgierskiej, czy taką, w której zrozumiał dość, żeby się dogadać, a to nie to samo.

Skąd to wiadomoSprawozdanie o Wielkiej Węgrii spisane przez brata Ryszarda w 1237 roku i przesłane do kurii, gdzie się zachowało; relacja z drugiej podróży z lat 1237-1238 wraz z listem wodza mongolskiego do króla Węgier.

Vardøhus nad Morzem Arktycznym, Kopenhaga, Getynga, Królestwo Węgier; lata 1769-1799

Druk z 1770 roku i rybi tłuszcz

Zapis z tamtych czasów

Dwaj jezuiccy astronomowie pojechali w 1769 roku nad Morze Arktyczne po przejście Wenus, a przywieźli stamtąd rozprawę o mowie Lapończyków i Węgrów.

Czytaj dalej

Przejście Wenus przed tarczą Słońca 3 czerwca 1769 roku mierzono tym dokładniej, im dalej na północ stał obserwator, więc zaproszenie króla duńskiego posłało dwóch jezuickich astronomów z królestwa węgierskiego na Vardøhus, na skalistą wyspę u brzegu Morza Arktycznego. Zimowali tam wśród saamskich sąsiadów i słuchali, jak ci mówią, a jeden z nich zaczął zapisywać.

Rzecz wydrukowano w Kopenhadze w 1770 roku, po łacinie, a tytuł oznajmiał bez ogródek, że mowa Węgrów i mowa Lapończyków to jedna i ta sama mowa. Wywód szedł dwiema drogami naraz: przez zestawienia par wyrazów wraz z odpowiedniościami brzmień oraz przez końcówki, czyli przez przypadki doczepiane do rzeczownika, przyrostki przynależności i to, że posiadania nie wyraża się osobnym czasownikiem. Cięższa była droga druga, bo wyrazy da się pożyczyć, a odmiany w komplecie nie. W 1799 roku drugi łaciński druk, tym razem z Getyngi, poszedł dalej i wciągnął do rachunku mowy znad Wołgi i Kamy.

W kraju przyjęto to kpiną, a przezwisko mówiące, że nowe pokrewieństwo pachnie rybim tłuszczem, przylgnęło do tezy dopiero w następnym stuleciu i trzyma się jej do dziś. Sprzeciw rzadko dotyczył samych końcówek. Dotyczył tego, że królestwu, które od pięciuset lat opowiadało sobie o Attyli i o prawie do jego dziedzictwa, podsunięto za krewnych pasterzy reniferów i rybaków znad lodowatej wody.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z materiału saamskiego zebrano na miejscu, a ile wzięto z drukowanych wcześniej słowników i katechizmów lapońskich.
  • Czy pierwszy druk rzeczywiście dowodził tożsamości obu mów, jak głosi jego tytuł, czy tylko ich pokrewieństwa; sam wywód jest ostrożniejszy niż napis na karcie tytułowej.
  • Kiedy przezwisko o rybim tłuszczu weszło w obieg; wiąże się je zarówno z reakcją na druk z 1770 roku, jak i ze sporem prowadzonym publicznie sto lat później.

Skąd to wiadomoObserwacja przejścia Wenus z 3 czerwca 1769 roku na Vardøhus; łaciński druk wydany w Kopenhadze w 1770 roku i powtórzony w Nagyszombat w 1771; drugi druk łaciński z Getyngi z 1799 roku, porównujący całą odmianę.

Budapeszt i Peszt, pisma i druki; lata 1869-1883 i dalej

Spór o pokrewieństwo prowadzony publicznie od 1869 roku

Zapis z tamtych czasów

Jedna strona liczyła kilkaset tureckich wyrazów w węgierszczyźnie, druga pokazywała końcówki i liczebniki; spór trwał kilkanaście lat i bywał brutalny.

Czytaj dalej

Zaczęło się w 1869 roku od wydrukowanego zestawienia wyrazów węgierskich i turecko-tatarskich, a najostrzejsza runda przypadła na lata 1882 i 1883, gdy obie strony wydały przeciw sobie książki i obrzuciły się w czasopismach zarzutami o nieuctwo oraz o służenie obcym interesom. Strona turecka miała przy tym karty mocne i nie była to żadna fantazja.

Kart było dwie. Pierwsza: kilkaset starych wyrazów tureckich siedzi w węgierszczyźnie dokładnie tam, gdzie rozstrzyga się sposób życia — ökör to wół, borjú cielę, búza pszenica, árpa jęczmień, alma jabłko, szőlő winogrono, gyümölcs owoc. Druga: grecki podręcznik ułożony w Konstantynopolu w połowie X wieku dla następcy tronu podaje, że do Węgrów przyłączył się lud, który nauczył ich mowy chazarskiej, i że posługiwali się odtąd dwiema.

O tę różnicę naprawdę szło. Pożyczka wkłada w mowę wyrazy i można ich włożyć tysiąc; dziedziczenie kształtuje odmianę, a odmiany nie pożycza się w komplecie. Szersza rama tamtego stulecia, w której mowy uralskie i turkijskie miały tworzyć jedną wielką rodzinę, nie została wykazana: cechy przywoływane na jej rzecz, czyli harmonia samogłosek, łańcuchy przyrostków i brak rodzaju, trafiają się w mowach niespokrewnionych na całym świecie.

Odpowiedź drugiej strony nie liczyła wyrazów, tylko patrzyła, gdzie one stoją. Liczebniki od dwóch do sześciu, zaimki osobowe, nazwy oka, ręki, krwi, wody i imienia oraz końcówki przypadków i osób odpowiadają mowom znad Obu i fińskiej: szem przy silmä, kéz przy käsi, vér przy veri, víz przy vesi, név przy nimi. Wyższe liczebniki — hét, száz i ezer, czyli siedem, sto i tysiąc — są pożyczone, tyle że nie od ludów turkijskich, lecz ze strony irańskiej, i właśnie ten rozkład niesie argument: pożyczka siada na tym, co się liczy w handlu i w daninie, a niższych liczebników nie pożycza się wcale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile dokładnie starych wyrazów tureckich liczy węgierszczyzna; podawano od trzystu do pięciuset, zależnie od tego, co uznać za warstwę starą.
  • Czy dwujęzyczność opisana w podręczniku greckim z X wieku obejmowała cały lud, czy tylko przybyłą grupę i jej otoczenie.
  • Czy hét, száz i ezer weszły do węgierszczyzny wprost ze strony irańskiej, czy za pośrednictwem ludów turkijskich, które same przejęły je wcześniej.

Skąd to wiadomoDrukowane zestawienie wyrazów węgierskich i turecko-tatarskich z 1869 roku; polemiczne książki obu stron z lat 1882-1883; grecki podręcznik ułożony w Konstantynopolu w połowie X wieku dla następcy tronu, w rozdziałach o Turkach i o przyłączonym do nich ludzie.

Budapeszt i węgierska puszta; od 1910 roku po czasy obecne

Od towarzystwa z 1910 roku do dzisiejszych zjazdów

Zapis z tamtych czasów

Spór nie skończył się w XIX wieku: towarzystwo turańskie z 1910 roku, własne pismo od 1913, zjazdy od 2008, status obserwatora w radzie państw turkijskich od 2018.

Czytaj dalej

W 1910 roku założono w Budapeszcie towarzystwo, którego celem było pielęgnowanie pokrewieństwa z ludami wschodu, a od 1913 roku wydawało ono własne pismo pod tym samym hasłem. W dwudziestoleciu międzywojennym hasło to miało ciężar polityczny i wchodziło w programy stronnictw, po 1945 roku zaś zniknęło z druku, nie znikając bynajmniej z rozmów.

Ciąg dalszy jest bieżący i całkiem publiczny. Od 2008 roku co dwa lata odbywa się na węgierskiej pusztcie wielki zjazd pokazujący Węgrów jako krewnych ludów stepu, z jurtami, łucznikami i delegacjami z Azji Środkowej. We wrześniu 2018 roku Węgry przyjęto w poczet obserwatorów rady państw mówiących mowami turkijskimi, a w 2019 roku rozporządzeniem rządowym powołano instytut do spraw węgierskiej przeszłości, którego wydawnictwa przynależność uralską podważają.

Warto rozdzielić dwie rzeczy, które w tym sporze zlewają się w jedną. Odpowiedniość końcówek nie mówi nikomu, komu ma być bliski, bo nie o tym jest, a poczucie bliskości nie przesuwa ani jednej końcówki. Turecka warstwa w węgierszczyźnie jest rzeczywista, pobyt wśród ludów turkijskich zapisano po grecku w X wieku, pochodzenie zaś samej odmiany pozostaje pytaniem osobnym od obu tych faktów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy dzisiejsze gesty polityczne mają jakikolwiek związek z rachunkiem językowym, czy są wyłącznie sprawą sojuszy i wizerunku.
  • Na ile ruch turański z początku XX wieku był ciągiem dalszym sporu z lat 1869-1883, a na ile osobnym pomysłem, który tamten spór sobie przyswoił.

Skąd to wiadomoStatut towarzystwa turańskiego założonego w Budapeszcie w 1910 roku i jego pismo wychodzące od 1913 roku; zjazdy na pusztcie organizowane od 2008 roku; decyzja o przyjęciu Węgier na obserwatora rady państw turkijskich z września 2018 roku; rozporządzenie powołujące instytut w 2019 roku.

węgierski, chantyjski i mansyjski; dorzecze Obu i Kotlina Karpacka

Węzeł, na którym wisi cała gałąź

Złożone przy biurku

Że węgierski należy do rodziny, stoi na szerokim i regularnym zestawie odpowiedniości; że tworzy gałąź z chantyjskim i mansyjskim, stoi na liście krótkiej.

Czytaj dalej

Kłopot polega na tym, że chantyjski i mansyjski leżą obok siebie nad tymi samymi rzekami od stuleci i dzielą ze sobą mnóstwo rzeczy, których węgierski nie dzieli z żadnym z nich. Część wspólnych zmian, którymi obwarowuje się tę gałąź, da się zatem równie dobrze wytłumaczyć sąsiedztwem, a wyrazów wspólnych wyłącznie tej trójce, z wyłączeniem reszty rodziny, jest kilkadziesiąt, nie kilkaset.

Stąd rozróżnienie, którego dział dotąd nie postawił. Twierdzenie, że węgierski należy do rodziny, stoi na setkach regularnych odpowiedniości w odmianie i w zasobie podstawowym, i nie jest podważane przez nikogo, kto te odpowiedniości sprawdził. Twierdzenie, że tworzy osobną gałąź z dwiema mowami obskimi, stoi na materiale znacznie skromniejszym i to tam, a nie przy samej przynależności, siedzi spór rzeczywisty.

Gałęzie tej rodziny nie są jednakowo mocne i nie wolno ich stawiać w jednym rzędzie. Bałtycko-fińska trzyma się ściśle, ale nie równo na całej długości: mowy sąsiadujące w jej obrębie, fińska z karelską czy estońska z wotską, bywają dla siebie w znacznej części zrozumiałe, natomiast na jej krańcach, między fińską a liwską, zrozumienia nie ma żadnego. Permska i maryjska są dobrze obwarowane odpowiedniościami w odmianie. Gałąź ugryjska, czyli węgierski razem z chantyjskim i mansyjskim znad Obu, opiera się na liście nieporównanie krótszej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy gałąź ugryjska jest w ogóle węzłem, czy węgierski odłączył się osobno, a podobieństwa do mów obskich wzięły się z długiego sąsiedztwa.
  • Czy chantyjski i mansyjski tworzą razem jeden węzeł, czy są dwiema gałęziami, które upodobniły się do siebie nad wspólnymi rzekami.
  • Czy wzajemna zrozumiałość mów bałtycko-fińskich wolno w ogóle brać za miarę zwartości gałęzi, skoro rozpięta jest od niemal pełnej po żadną.

Skąd to wiadomoZestawy odpowiedniości wyprowadzone z mów żywych: węgierskiej, poświadczonej na piśmie od 1055 roku, oraz chantyjskiej i mansyjskiej, zapisywanych dopiero od XVIII wieku, a drukowanych własnym pismem od 1931 roku.

Świadectwo bez jednego słowa

Ochra na ścianie, ochra w piasku, kamień ułożony w spiralę

Wszystko, co w tym dziale poświadczone jest słowem, zaczyna się najwcześniej w XI wieku, a najczęściej trzysta albo pięćset lat po chrzcie danego ludu. Pod tym progiem leży materiał zupełnie innego rodzaju: plamy czerwieni na granicie nad wodą, wykute w skale sylwetki łosia i łabędzia, kamienne zwoje na szkierach, grób rozpoznawalny wyłącznie po barwie piasku. Rzeczy te są starsze od każdego zapisu i żadna z nich nie przysyła nam ani jednego zdania. Ta sekcja mówi, co z nich wolno odczytać, jak się mierzy ich wiek i w którym miejscu trzeba się zatrzymać.

Finlandia i południowa Estonia; V–IV tysiąclecie p.n.e.; ludu nie sposób nazwać

Co północna gleba zjada, a czego nie rusza

Zapis z tamtych czasów

Kwaśna bielica rozpuszcza niespaloną kość, więc grób sprzed pięciu tysięcy lat bywa w Finlandii widoczny wyłącznie jako czerwona plama w piasku.

Czytaj dalej

Fińskie gleby leśne to bielice o silnym odczynie kwaśnym, w których niespalona kość rozpada się w ciągu stuleci, a wraz z nią znika drewno, skóra, kora i włókno. Zostaje kamień, krzemień, bursztyn, kość przepalona i barwnik. Obraz, jaki z tego składamy, jest więc obrazem tego, co przetrwało, a nie tego, co włożono do ziemi.

Raz ziemia oddała więcej, niż się po niej spodziewano. W tym samym grobie z Majoonsuo, złożonym z dziecka i datowanym na mezolit po grotach poprzecznych oraz po wysokości dawnego brzegu, w próbkach gruntu rozpoznano pod mikroskopem włókna sierści, pióro ptaka wodnego i włókno łykowe. Materiał, z którego robiono niemal cały dawny sprzęt, przetrwał tam w skali mikroskopowej i tylko w niej.

Dlatego grób epoki kamienia rozpoznaje się w Finlandii po barwie gruntu, nie po szkielecie. Na cmentarzysku w Kolmhaarze pod Honkajoki odsłonięto szereg jam grobowych z czasu ceramiki grzebykowej, część z nich w obstawie kamiennej, a znakiem człowieka bywała w nich sama plama ochry o zarysie ciała; wykazy różnią się liczbą grobów, bo zaliczenie słabo czytelnej plamy do pochówków bywa rozstrzygane rozmaicie. Pochówek w Majoonsuo pod Outokumpu w ogóle wyszedł na jaw przypadkiem, w 1992 roku, gdy czerwień pokazała się na powierzchni świeżo przeciętej leśnej drogi.

Tam, gdzie podłoże nie jest kwaśne, obraz wygląda inaczej. Nad jeziorem w południowo-wschodniej Estonii, w Tamuli, przetrwały całe szkielety z wyposażeniem: zawieszkami z zębów, figurkami z kości ptasiej, bursztynem, a w jednym pochówku z kośćmi dużego ptaka; pomiary radiowęglowe dały dla kilku z nich lata mniej więcej między 3800 a 3360 przed naszą erą. Różnica między estońskim a fińskim materiałem jest w tym miejscu różnicą gleby, nie obyczaju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy uboższe wyposażenie grobów fińskich odpowiada rzeczywistej różnicy obyczaju wobec estońskich, czy jest wyłącznie skutkiem tego, co bielica zdążyła strawić.
  • Czy ochra w grobie leżała na ciele, na odzieży, czy na przedmiotach z materiału, który się nie zachował — sam barwnik tego nie rozstrzyga.
  • Czy zestawienie Tamuli z cmentarzyskami fińskimi dotyczy tego samego odcinka czasu — daty obu grup nie pokrywają się w pełni i część różnicy w wyposażeniu może być różnicą stuleci, nie gleby i nie obyczaju.

Skąd to wiadomoCmentarzysko w Kolmhaarze pod Honkajoki: siedem pochówków ceramiki grzebykowej i siedemnaście grobów w obstawie; grób ochrowy w Majoonsuo pod Outokumpu, wykryty po znalezisku z 1992 roku; cmentarzysko w Tamuli w południowo-wschodniej Estonii z datami radiowęglowymi 3800–3360 p.n.e.

Cały obszar działu; każdy pochówek sprzed pisma

Grób jest czynnością żyjących

Złożone przy biurku

Wyposażenie grobu układa ten, kto grzebie, nie ten, kto leży; z układu wynika, co zrobiono z ciałem, a nie w co wierzył zmarły.

Czytaj dalej

Pochówek zapisuje ciąg czynności wykonanych przez pozostałych przy życiu: wybór miejsca, głębokość, ułożenie ciała, jego zwrot, to, co dołożono, i to, czy jamę otwierano powtórnie. Każda z tych rzeczy daje się zmierzyć i porównać z innymi grobami tego samego cmentarzyska. Żadna z nich nie jest zdaniem wypowiedzianym przez zmarłego ani o zmarłym.

Stąd bierze się najczęstsza pomyłka przy takim materiale. Grób odbiegający od reszty — bogatszy, dziwniej ułożony, z przedmiotem, którego nie umiemy nazwać — bardzo szybko dostaje etykietę grobu czarownika albo szamana, a droga od osobliwości do tego słowa pokonywana bywa bez jednego dowodu. Rzadkość jest twierdzeniem o naszej próbce, nie o świętości, a przedmiot nierozpoznany nie staje się przez to przedmiotem obrzędowym.

Rachunek warto trzymać rozdzielony. Z kości, gdy ocaleje, można oznaczyć wiek i płeć, z izotopów trwałych sposób odżywiania, ze strontu okolicę, z której człowiek pochodził, a z węgla przedział czasu. Nie da się z niczego oznaczyć strachu, czci, oczekiwania powrotu ani imienia mocy, do której się zwracano — i to jest granica, której żadna metoda pomiarowa nie przesuwa.

Bywa gorzej: ta sama czynność obsługuje myśli przeciwne. Obciążenie ciała kamieniami, skrępowanie go albo ułożenie twarzą w dół tłumaczono i jako troskę o zmarłego, i jako zabezpieczenie się przed nim, a ziemia nie ma czym między tymi dwoma wyjaśnieniami rozstrzygnąć. Zgodność czynności nie dowodzi zgodności wyobrażeń, i to zdanie obowiązuje w tej sekcji wszędzie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przedmioty w grobie były własnością zmarłego, darem żałobników, czy rzeczą uznaną za skażoną i dlatego usuniętą z domu.
  • Czy różnice w bogactwie wyposażenia mówią o pozycji zmarłego za życia, czy o zamożności i staraniu tych, którzy go grzebali.

Skąd to wiadomoReguła wyprowadzona z samego materiału grobowego tej sekcji: cmentarzyska fińskie, estońskie i karelskie epoki kamienia; żaden z tych grobów nie przyszedł do nas z jakimkolwiek słowem.

Wyspa na Jeziorze Onega, Karelia; VII tysiąclecie p.n.e.; ludu nie sposób nazwać

Cmentarzysko na Jelenim Ostrowie

Zapis z tamtych czasów

Największe mezolityczne cmentarzysko północnej Europy: sto siedemdziesiąt siedem grobów odsłoniętych w latach 1936–1938, ochra, zęby zwierząt, laski z łosią głową.

Czytaj dalej

Cmentarzysko leży na wyspie na Jeziorze Onega, w tej samej Karelii, w której trzy tysiące lat później wykuwano ryty na przylądkach wschodniego brzegu. W latach 1936–1938 wydobyto z niego sto siedemdziesiąt siedem pochówków, a ponieważ znaczną część wyspy zdążył wcześniej rozebrać kamieniołom, pierwotnie było ich zapewne ponad czterysta. Pomiary radiowęglowe umieszczają cmentarzysko mniej więcej między siedmiotysięcznym a sześciotysięcznym dwusetnym rokiem przed naszą erą.

Różnice wewnątrz cmentarzyska są mierzalne i warte osobnego zdania. Większość zmarłych leżała wyciągnięta na wznak, kilku ustawiono pionowo w głębokich szybach, część grobów mieści dwie albo trzy osoby, a wyposażenie rozkłada się nierówno. Tyle mówi układ. Kim byli ci ustawieni pionowo, dlaczego właśnie oni i co ta pozycja znaczyła dla grzebiących, nie zostało nigdzie zapisane i nie zostało wykazane.

Zawartość grobów daje się wyliczyć co do sztuki. Powtarza się czerwona ochra sypana na ciało, zawieszki z zębów łosia i bobra liczone w setkach, ostrza kościane, laski zakończone rzeźbioną głową łosia oraz kości ptaków. Jest to zestaw powtarzalny i wewnętrznie zróżnicowany, czyli dokładnie taki, jaki zostawia po sobie społeczność używająca jednego miejsca przez pokolenia.

Odległość w czasie warto mieć przed oczami przy każdej próbie łączenia tego miejsca z czymkolwiek późniejszym. Między cmentarzyskiem a najstarszymi rytami nad tym samym jeziorem leży od blisko dwóch do dwóch i pół tysiąca lat, zależnie od tego, które z rozbieżnych datowań cmentarzyska się przyjmie, a od cmentarzyska do pierwszego zdania zapisanego w mowie bałtofińskiej — ponad siedem tysięcy. To nie jest tło dla wierzeń opisanych w tym dziale; to zupełnie inny czas, z którego nie dochodzi ani jedno słowo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy laski z łosią głową były oznaką godności, narzędziem obrzędowym, czy przedmiotem codziennego użytku o ozdobnym zakończeniu.
  • Czy pochówki pionowe w szybach należą do tego samego czasu co reszta cmentarzyska, czy wyznaczają osobny, krótszy odcinek jego używania.
  • Czy oznaczenia radiowęglowe z Jeleniego Ostrowa nie wypadają starsze od rzeczywistego wieku: mierzono kości ludzi żywiących się w znacznej mierze rybą jeziorną, a dla takiej diety pomiar zawyża wynik o stulecia; rozrzut proponowanych dat tego cmentarzyska sięga kilkuset lat i nie został zamknięty.

Skąd to wiadomoCmentarzysko na wyspie Jeleni Ostrów na Jeziorze Onega, przekopane w latach 1936–1938: sto siedemdziesiąt siedem pochówków; oznaczenia radiowęglowe mieszczące je w VII tysiącleciu p.n.e.; wyposażenie: ochra, zawieszki z zębów, laski z rzeźbioną głową łosia, kości ptaków.

Finlandia, torfowiska i dna jezior; VII–IV tysiąclecie p.n.e.

Złożone, zgubione czy wyrzucone

Zapis z tamtych czasów

Przedmiot wyjęty z torfu nie ma na sobie napisu, że go ofiarowano; o wszystkim rozstrzyga położenie, stan zachowania i to, czy leży sam.

Czytaj dalej

Słowo depozyt oznacza w tym materiale wniosek, nie obserwację. Buduje się go z kilku poszlak naraz: rzecz leży w wodzie albo w torfie, jest cała, a nie połamana, należy do kategorii, której nie gubi się bez zauważenia, i pochodzi z miejsca, gdzie podobne znaleziska się powtarzają. Gdy któraś z poszlak odpada, wniosek osłabia się natychmiast, choć sam przedmiot wygląda tak samo.

Najsłynniejszy fiński przykład jest zarazem najgorzej udokumentowany. Głowa łosia wyrzeźbiona w steatycie, znaleziona w 1903 roku pod Huittinen, liczy osiem do dziewięciu tysięcy lat i jest najstarszą rzeźbą kamienną z tego kraju — ale okoliczności jej znalezienia przepadły, zanim ktokolwiek je spisał, i nie wiadomo, czy leżała w grobie, na osadzie, czy w wodzie. Tak wygląda zwyczajny los znaleziska przypadkowego.

Z obu tych rzeczy wynika jedno i to samo ograniczenie. Żadna z nich nie mówi, czy trafiła do ziemi jako dar, jako część utraconego sprzętu, czy jako przedmiot wyrzucony po złamaniu; słowo ofiara dokładamy my. Co gorsza, cała klasa znalezisk drewnianych, skórzanych i korowych istnieje wyłącznie tam, gdzie zdarzyło się torfowisko, więc proporcje, które widzimy, są proporcjami przetrwania, a nie dawnego obyczaju.

Drugi przykład ocalał w mokradle i dlatego mówi więcej. Drewnianą głowę łosia wydobyto w 1955 roku z torfu w Lehtojärvi pod Rovaniemi przy kopaniu rowu; datowana jest mniej więcej na sześciotysięczny rok przed naszą erą, a wycięte w jej szyi gniazda wskazują, że była do czegoś przymocowana. Do czego — tego sama rzeźba nie mówi. Drewno przetrwało tam, gdzie nie ma tlenu, i nigdzie indziej w Finlandii nie miało szans.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy głowa łosia z Lehtojärvi zatonęła razem z łodzią, została zdjęta i odłożona osobno, czy wrzucona do wody celowo.
  • Czy pojedynczy przedmiot w wodzie wolno w ogóle nazywać depozytem, skoro poszlaka celowości opiera się tam wyłącznie na tym, że rzecz jest cenna.
  • Czy głowa łosia z Lehtojärvi wieńczyła dziób łodzi, słup czy sanie — gniazda w szyi dowodzą mocowania i nie wskazują przedmiotu, do którego ją mocowano.

Skąd to wiadomoSteatytowa głowa łosia znaleziona pod Huittinen w 1903 roku, datowana na osiem–dziewięć tysięcy lat; drewniana głowa łosia wydobyta z torfu w Lehtojärvi pod Rovaniemi w 1955 roku, datowana około 6000 p.n.e., z gniazdami do mocowania.

Finlandia, Karelia, wschodni Bałtyk; od V tysiąclecia p.n.e. do XIII wieku n.e.

Garnek nie mówi żadną mową

Złożone przy biurku

Ceramika grzebykowa rozeszła się po całym obszarze tego działu, lecz nie niesie ani jednego słowa; mowy jej twórców nie zapisano nigdzie.

Czytaj dalej

Naczynia zdobione odciskami grzebyka rozeszły się między mniej więcej pięciotysięcznym dwusetnym a trzytysięcznym dwusetnym rokiem przed naszą erą po Finlandii, Karelii i wschodnim wybrzeżu Bałtyku. Jest to sposób lepienia i zdobienia garnka, czyli technika o pewnym zasięgu, a nie lud o nazwie. Zasięg techniki da się wykreślić na mapie; granicy mowy nie da się wykreślić z niczego, co z tej gliny wynika.

Krok od tych garnków do zdania, że lepili je ludzie mówiący językiem tej rodziny, jest krokiem osobnym i nie wykonuje go żaden przedmiot. Naczynie zmienia właściciela, sposób zdobienia bywa podpatrzony i powtórzony, a mowy człowiek uczy się i porzuca w ciągu jednego życia; trzy te zdarzenia zostawiają w ziemi ślady nierozróżnialne albo nie zostawiają żadnych.

Praktyczny skutek dla tej sekcji jest prosty i obowiązuje w każdej jej karcie. Wolno powiedzieć, gdzie stanowisko leży i na jakie stulecia je datowano; nie wolno powiedzieć, czyje jest. Finowie, Karelowie, Estowie, Saamowie i ludy nad Wołgą wchodzą do tej opowieści dopiero w tym punkcie, w którym ktoś zapisał ich nazwę — i każda z tych nazw ma swoją datę, wszystkie późniejsze od rzeczy opisanych tutaj o tysiące lat.

Odstęp warto zmierzyć. Najstarsze zdanie zapisane w mowie bałtofińskiej to list na brzozowej korze z Nowogrodu, z XIII wieku; od końca ceramiki grzebykowej dzieli go około czterech i pół tysiąca lat, a od jej początku około sześciu i pół. Wszystko, co mówi się o mowie tamtych ludzi, jest rozumowaniem wstecz od mowy późniejszej, a rozumowanie o mowie nie datuje przedmiotów i nie przypisuje im właścicieli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zasięg ceramiki grzebykowej pokrywa się z zasięgiem jakiejkolwiek wspólnoty mowy — nie zostało to wykazane w żadną stronę.
  • Czy w ogóle istnieje rodzaj znaleziska, który mógłby rozstrzygnąć o języku bez zapisu; jak dotąd nie wskazano takiego.
  • Czy najdawniejsze zapisane nazwy ludów północy da się w ogóle przyłożyć do ludów późniejszych: nazwa u autora piszącego z oddali bywa zbiorcza, a nazwa Aestii z opisu Germanii z I wieku dotyczy wybrzeża bałtyjskiego, nie Estów w dzisiejszym znaczeniu słowa.

Skąd to wiadomoZasięg ceramiki grzebykowej ustalony ze stanowisk osadowych, około 5200–3200 p.n.e.; list na brzozowej korze z Nowogrodu, XIII wiek, jako pierwsze zapisane zdanie bałtofińskie — użyty tu wyłącznie jako miara odstępu.

Finlandia i Norwegia; malowidła i ryty nad dawnym brzegiem

Czym mierzy się wiek plamy na skale

Złożone przy biurku

Ochra jest mineralna i nie daje się datować węglem, więc wiek malowidła liczy się z tego, jak wysoko nad ówczesną wodą je położono.

Czytaj dalej

Czerwona ochra to tlenek żelaza, czyli substancja mineralna bez węgla, którego mógłby dotyczyć pomiar radiowęglowy. Węgiel byłby w spoiwie, ale w fińskich malowidłach żadnego spoiwa nie udało się pewnie rozpoznać, a sama ochra bywa zasiedlona przez porosty i bakterie, które dałyby wynik fałszywy i niczym się nieróżniący od prawdziwego. Datowania bezpośredniego zatem nie ma.

W jego miejsce wchodzi rachunek z podnoszenia się lądu. Od ustąpienia lodowca ziemia dźwiga się, poziom jezior i fiordów opada o wielkości znane z pomiarów, a malowidło wykonane z łodzi albo z lodu powstawało tuż nad ówczesną wodą. Wystarczy zmierzyć wysokość figury nad dzisiejszym lustrem i odczytać ją z krzywej podniesienia, by dostać przedział. Dla Finlandii wypada z tego mniej więcej 5000–1500 p.n.e., dla Alty ponad cztery tysiące lat kończące się około 500 p.n.e.

Metoda opiera się na trzech założeniach i każde z nich może zawieść po cichu. Że malujący pracował przy samej wodzie, a nie z półki skalnej czy rusztowania; że krzywa podniesienia dla tego akurat miejsca jest poprawna; że ścianę pokryto rysunkiem raz, a nie w kilku odstępach. Gdy któreś z założeń jest fałszywe, wynik nie wygląda inaczej — wygląda dokładnie tak samo, tylko jest nieprawdziwy.

Sprawdzenia niezależne istnieją, lecz jest ich niewiele. Pod ścianą w Astuvansalmi wydobyto z wody groty datowane na 2200–1800 i na 1300–500 p.n.e., co mieści się w przedziale z podniesienia lądu i tyle właśnie znaczy: zgadza się. Poza tym trzeba pamiętać, że przedział to nie data, a przedział dla całej ściany to już zupełnie nie data dla pojedynczej figury na niej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy któreś fińskie malowidło powstało wyraźnie powyżej ówczesnej linii wody — jeden taki przypadek podważyłby datowanie całej grupy sąsiednich stanowisk.
  • Czy groty wydobyte spod ściany datują malowidło, czy tylko późniejsze odwiedziny w tym samym miejscu.

Skąd to wiadomoKrzywe podniesienia lądu dla jezior fińskich i dla fiordu Alty; brak rozpoznanego spoiwa w ochrze fińskiej; groty spod ściany w Astuvansalmi, datowane na 2200–1800 oraz 1300–500 p.n.e.

Wszystkie stanowiska naskalne tej sekcji

Dlaczego rysunek nie jest zdaniem

Złożone przy biurku

Obraz nie ma przeczenia, czasu ani trybu: człowiek z łukiem obok łosia bywa sprawozdaniem, życzeniem, zakazem albo znakiem granicznym.

Czytaj dalej

Zdanie zapisane niesie to, czego obraz nie niesie nigdy: przeczenie, czas, osobę, tryb i różnicę między stwierdzeniem, że coś jest, a życzeniem, żeby się stało. Figura wykuta w granicie nie ma żadnej z tych rzeczy. Ta sama płyta czyta się więc jako sprawozdanie z tego, co zrobiono, jako prośba o to, co ma się stać, jako zakaz, jako znak własności albo jako opowieść, a kamień nie wskazuje żadnej z tych możliwości.

Jedną rzecz część płyt jednak podaje, i to podaje twardo: kolejność. W Nowej Załawrudze nad Morzem Białym wykuto w skale ślady nart i stóp prowadzące do figur, więc porządek zdarzeń jest widoczny — stąd przyszli, tędy poszli, tam dopadli zwierzę. To jest opowiadanie pewnego rodzaju i mimo to nie zawiera podmiotu, imienia ani twierdzenia o świecie.

Nałożenie jednej figury na drugą też nie jest zdaniem. Dowiadujemy się z niego wyłącznie, która powstała później; odstęp może wynosić dzień albo tysiąc lat, a zamiar drugiej ręki — poprawianie, dopisywanie, unieważnianie czy uczczenie — nie zostawia śladu odrębnego od samego nacięcia. Wyjątek zdarza się tam, gdzie znak położony na wierzchu należy do religii poświadczonej pismem, jak krzyż na przylądku nad Onegą.

Dla całej tej sekcji wynika stąd podział, którego trzeba się trzymać. Przedmiot rysunku — łoś, łabędź, niedźwiedź, łódź, wieloryb, narta, człowiek — jest rozpoznawalny i policzalny, i o nim wolno pisać z pewnością. Znaczenie rysunku nie jest rozpoznawalne w ogóle. Każde zdanie w tym dziale, które nazywa boga, obrzęd albo wiarę, pochodzi z pisma i jest od tych skał młodsze o tysiące lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sceny ze śladami nart nad Morzem Białym przedstawiają polowanie odbyte, czy polowanie pożądane — kamień nie rozróżnia trybu.
  • Czy powtarzalność motywów na wielu ścianach świadczy o wspólnym zwyczaju, czy o wspólnym przedmiocie zainteresowania, czyli po prostu o tym, na co polowano.

Skąd to wiadomoReguła wyprowadzona z samego materiału: malowidła fińskie, ryty nad Onegą, nad Morzem Białym i w Alcie; sceny ze śladami nart w Nowej Załawrudze; krzyż wykuty na starszej figurze na przylądku Biesow Nos.

Finlandia, jeziora Saimaa i Päijänne oraz północ kraju; około 5000–1500 p.n.e.

Czerwień na pionowej ścianie nad wodą

Zapis z tamtych czasów

Ponad sto dwadzieścia ścian skalnych w Finlandii nosi rysunki z czerwonej ochry; wszystkie stoją pionowo nad wodą i żadna nie jest w jaskini.

Czytaj dalej

Zasób motywów jest wąski i policzalny. W jednym zestawieniu całego materiału fińskiego naliczono dwieście pięćdziesiąt siedem postaci ludzkich, osiemdziesiąt siedem łodzi, dwadzieścia dziewięć węży i siedemnaście ryb; obok nich stoją łosie, odciski dłoni, zygzaki i kratki. Łódź rysowano jednym lekko wygiętym poziomem z krótkimi pionowymi kreskami załogi, a wśród zwierząt króluje łoś.

Każde przedhistoryczne malowidło w Finlandii wykonano czerwoną ochrą, a niemal każde siedzi na gładkiej, pionowej ścianie nad wodą — nad jeziorem albo nad rzeką, niekiedy nad zbiornikiem, którego poziom od tamtej pory opadł. Malowideł jaskiniowych nie ma w tym kraju wcale. Malujący pracował najczęściej z łodzi albo z lodu, i właśnie dlatego wysokość figur nad dzisiejszym lustrem wody jest głównym narzędziem ich datowania.

Pierwsze zgłoszono w 1911 roku znad jeziora Vitträsk pod Kirkkonummi, na zachód od Helsinek: doniesienie o kratkowanych znakach wysoko na urwisku. Od tego czasu wykazy urosły do liczby między stu dwudziestoma a stu czterdziestoma stanowiskami, a rozrzut bierze się stąd, że część słabych plam bywa liczona jako rysunek, a część nie.

Dwie ściany wybijają się z reszty. Saraakallio pod Laukaa należy do najbogatszych, a liczbę figur podaje się na niej od pięćdziesięciu do dwustu, zależnie od tego, co się dopuszcza jako rysunek; przy takim rozrzucie samo pytanie, która ściana w kraju jest największa, nie ma jednej odpowiedzi. Värikallio w Suomussalmi, rozpoznana w 1977 roku, leży daleko na północy i nosi sześćdziesiąt jeden figur, wśród nich postacie ludzkie z rogatymi głowami, rzadkie w zasobie południowym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy rogate głowy z Värikallio przedstawiają nakrycie głowy, maskę, czy postać nie-ludzką; sama ściana tego nie rozróżnia.
  • Czy ściany malowano jednorazowo, czy dokładano do nich przez stulecia — od tego zależy, czy datowanie z podniesienia lądu dotyczy całej powierzchni, czy tylko jej dolnego pasa.
  • Czy liczby figur z jednego zestawienia całego materiału fińskiego wolno zestawiać z liczbami z wykazów późniejszych — każdy rachunek dopuszcza inny próg czytelności plamy, a różnice między nimi sięgają dziesiątek procent.

Skąd to wiadomoStanowiska malowideł naskalnych w Finlandii, od zgłoszenia znad Vitträsk pod Kirkkonummi z 1911 roku; wykazy liczące od stu dwudziestu do stu czterdziestu punktów; ściany Saraakallio pod Laukaa i Värikallio w Suomussalmi, ta druga rozpoznana w 1977 roku.

Ristiina nad Saimaą, Finlandia; malowidła epoki kamienia, znaleziska do wczesnej epoki metali

Bursztyn pod malowaną ścianą w Astuvansalmi

Zapis z tamtych czasów

Pod największym fińskim malowidłem nurkowie wyjęli z dna bursztynowe zawieszki i groty — obraz i rzecz złożona w wodzie stoją tu w jednym punkcie.

Czytaj dalej

Zestawienie obu rodzajów świadectwa w jednym punkcie jest w materiale fińskim rzadkością, a właściwie wyjątkiem. Rzeczy z dna są przy tym młodsze od najstarszych figur na ścianie o tysiąc lat i więcej, co znaczy, że do tego urwiska wracano długo po tym, jak namalowano tam ostatnią sylwetkę. Ciągłość odwiedzin jest zatem zmierzona; ciągłość powodu nie jest.

Trzy bursztynowe zawieszki noszą dziś nazwy utworzone od postaci z malowidła i od słownictwa, które zapisano dopiero w XVI wieku i później. Nazwy te nadano w naszych czasach i nie stoi za nimi nic, co pochodziłoby z epoki kamienia. Warto to powiedzieć wprost, bo nazwa przylepiona do przedmiotu zaczyna z czasem uchodzić za informację o nim.

Ściana w Astuvansalmi pod Ristiiną, rozpoznana w 1968 roku, nosi około sześćdziesięciu pięciu do siedemdziesięciu figur i należy do największych zespołów malowideł na północy Europy; miejsce w takim rachunku zmienia się razem z progiem, od którego plamę uznaje się za figurę. Sama skała, oglądana z wody, ma powyżej rysunków profil przypominający ludzką głowę — z tym że podobieństwo kształtu jest spostrzeżeniem patrzącego, nie świadectwem zamiaru.

Z dna pod ścianą wydobyto rzeczy, których się nie gubi. Są wśród nich zawieszki z bursztynu, w tym jedna figuralna, wyjęta z jedenastu metrów głębokości, oraz groty: łupkowy z późnego neolitu i ułamany kwarcowy z wczesnej epoki metali, dające przedziały 2200–1800 oraz 1300–500 przed naszą erą. Bursztyn przybył tu z południowego wybrzeża Bałtyku i był towarem dalekim.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przedmioty z dna trafiły do wody celowo, czy wypadły z łodzi pod ścianą, przy której zatrzymywano się z innych powodów.
  • Czy profil skały przypominający głowę był powodem wyboru tego miejsca, czy zbieżnością dostrzeżoną dopiero przez patrzących dzisiaj.

Skąd to wiadomoŚciana malowideł w Astuvansalmi pod Ristiiną, rozpoznana w 1968 roku, około 65–70 figur; zawieszki bursztynowe i groty wydobyte z dna u jej stóp, w tym zawieszka z jedenastu metrów; groty datowane na 2200–1800 i 1300–500 p.n.e.

Wschodni brzeg Jeziora Onega, Karelia; około 4500–3500 p.n.e.; ludu nie sposób nazwać

Ryty na przylądkach Jeziora Onega

Zapis z tamtych czasów

Dwadzieścia dwie grupy i ponad tysiąc dwieście figur wykutych w granicie tuż nad wodą; łabędzie i koła z promieniami nie mają odpowiednika nigdzie indziej.

Czytaj dalej

Ryty leżą na niskich granitowych przylądkach wschodniego brzegu jeziora, w powiecie pudoskim, tuż nad linią wody, wybite w skale wygładzonej przez lodowiec. Zliczono dwadzieścia dwie grupy i ponad tysiąc dwieście figur, a pierwszy opis tych skał sporządzono w 1848 roku. Datowanie mieści całość mniej więcej między czterotysięcznym pięćsetnym a trzytysięcznym pięćsetnym rokiem przed naszą erą.

Rozkład motywów między przylądkami jest nierówny i policzalny: na jednych przeważają koła z promieniami, na innych ptaki i zwierzęta. Różnica jest faktem dającym się zmierzyć na mapie. Jej przyczyna — czy chodziło o osobne przeznaczenie miejsc, o osobne pokolenia kujących, czy o coś, czego nie umiemy nazwać — nie została nigdzie zapisana.

Na przylądku Biesow Nos stoi największa pojedyncza figura tego zespołu: postać ludzka o wysokości dwóch metrów trzydziestu, z kwadratową głową, zgiętymi ramionami i wykrzywionymi nogami, a przez cały jej wizerunek biegnie z góry na dół naturalna szczelina w granicie. Czy kujący wybrał tę płytę z powodu szczeliny, czy szczelina po prostu tam jest, skała nie mówi.

Dwudziestego ósmego lipca 2021 roku ryty znad Onegi wpisano na listę światowego dziedzictwa razem z rytami znad Morza Białego, jako jedno dobro obejmujące trzydzieści trzy grupy i ponad cztery i pół tysiąca figur, choć oba zespoły dzieli trzysta kilometrów i wyraźna różnica tematów. Wpis jest aktem administracyjnym i nie orzeka o niczym poza ochroną; nie łączy tych skał z żadnym ludem i nie przypisuje im żadnego znaczenia.

Zasób obrazów jest tu inny niż na sąsiednich stanowiskach. Przeważają ptaki wodne, przede wszystkim łabędzie — jedne w naturalnych proporcjach, inne z szyją dłuższą niż całe ciało — a obok nich stoją łosie, niedźwiedzie, ludzie i łodzie z wioślarzami oddanymi kreską. Osobno idą koła i półkola z promieniami: motyw, którego na sąsiednich stanowiskach naskalnych nie notowano, a który na tych przylądkach powtarza się w stałym kształcie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy koła z promieniami przedstawiają słońce i księżyc, czy przedmiot albo znak, którego nie umiemy rozpoznać; nazwy słoneczna i księżycowa są naszym opisem kształtu.
  • Czy szczelina przechodząca przez wielką figurę na Biesowym Nosie była brana pod uwagę przy kuciu — nie zostało to wykazane w żadną stronę.

Skąd to wiadomoRyty na przylądkach wschodniego brzegu Jeziora Onega, powiat pudoski: dwadzieścia dwie grupy, ponad tysiąc dwieście figur; pierwszy opis z 1848 roku; wpis na listę światowego dziedzictwa z 28 lipca 2021 roku obejmujący trzydzieści trzy grupy i ponad 4500 figur.

Przylądek Biesow Nos nad Onegą; figura z IV tysiąclecia p.n.e., krzyż z XV–XVI wieku

Krzyż wykuty wprost na starszej postaci

Zapis z tamtych czasów

Zakonnicy znad Onegi wykuli prawosławny krzyż wprost na wielkiej figurze sprzed sześciu tysięcy lat i drugi nad łabędziem; żadnej z nich nie skuli.

Czytaj dalej

W obrębie tej sekcji jest to przedmiot jedyny w swoim rodzaju: dwie warstwy religijne widoczne naraz, w kolejności niepodlegającej dyskusji, bo jedna leży fizycznie na drugiej. Wszystko inne, co w tym dziale opowiada o jednej wierze nakładanej na drugą, jest świadectwem spisanym długo po zdarzeniu i przez stronę, która wygrała.

Granice zostają jednak twarde. Krzyż mówi, co o tej figurze myśleli zakonnicy XV albo XVI wieku, i nie mówi nic o tym, co myślał ten, kto ją wykuł. Między jedną a drugą ręką leży około pięciu i pół tysiąca lat, czyli odstęp jakieś jedenaście razy dłuższy niż ten, który dzieli tamtych zakonników od nas.

Na wielkiej figurze z przylądka Biesow Nos, tej o wysokości dwóch metrów trzydziestu, wybito ośmioramienny krzyż prawosławny, a drugi taki krzyż wybito obok, na sąsiedniej figurze zwierzęcej tej samej płyty. Robotę wiąże się z zakonnikami monasteru poświadczonego nad wschodnim brzegiem jeziora od XIV wieku, a samo kucie umieszcza się w XV albo XVI stuleciu; podstawą jest kształt znaku i dzieje monasteru, nie żaden zapis o tej robocie.

Rozstrzygające jest to, czego nie zrobiono. Figury nie skuto, nie zasypano, nie odłupano od skały i nie zakryto — oznaczono ją, i to znakiem własnej wiary. Tyle wynika z kamienia. Czy trzymający dłuto widział w niej moc, rzecz obcą, czy tylko stary rysunek na szlaku, nie zostało nigdzie zapisane, a sam wybór, żeby oznaczyć zamiast zniszczyć, między tymi możliwościami nie rozstrzyga.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy krzyże wykuto w XV, czy w XVI wieku — datowanie opiera się na kształcie znaku i na dziejach monasteru, nie na żadnym akcie.
  • Czy oznaczenie figury miało ją unieszkodliwić, przejąć to miejsce, czy tylko zaznaczyć obecność monasteru na szlaku wodnym.

Skąd to wiadomoFigura o wysokości 2,30 m na przylądku Biesow Nos z wybitym na niej ośmioramiennym krzyżem prawosławnym oraz drugim krzyżem nad sąsiednim łabędziem; monaster nad wschodnim brzegiem Jeziora Onega poświadczony od XIV wieku.

Ujście Wygu pod Biełomorskiem, Karelia; IV–III tysiąclecie p.n.e.; ludu nie sposób nazwać

Narciarze i białucha nad Morzem Białym

Zapis z tamtych czasów

Trzy tysiące czterysta jedenaście figur w jedenastu grupach; na jednej płycie wykuto ślady nart prowadzące do łosia, na innej harpunowanie białuchy z trzech łodzi.

Czytaj dalej

Tematyka różni się od onieskiej zasadniczo: łowy, rybołówstwo i żegluga, pokazywane wraz ze śladami. Scena zimowa przedstawia trzy postacie na nartach z oszczepami i łukami, a za nimi wykuto w kamieniu same ślady nart, tak że kierunek i kolejność ruchu są widoczne. Takiego sposobu opowiadania nie ma nigdzie na malowidłach fińskich.

Scena morska idzie jeszcze dalej. Trzy łodzie z załogami oddanymi pionowymi kreskami wbiły harpuny w białuchę, a liny harpunów wykuto napięte, od zwierzęcia z powrotem do burt. Rozpoznawalne są tu gatunek, narzędzie, liczba łodzi i wynik polowania — czyli cała technika, bez jednego słowa o tym, kto polował.

Dla tej sekcji te płyty mają znaczenie szczególne, bo są najbliższe opowiadaniu ze wszystkiego, co w materiale północnym stoi na skale. Pokazują porządek, kierunek i skutek. Nie nazywają nikogo, nie rozróżniają, czy łów się odbył, czy był dopiero pożądany, i nie niosą żadnego znaku, który pozwalałby nazwać tę scenę obrzędową raczej niż roboczą.

Ryty leżą na skalnych płytach i wysepkach u ujścia rzeki Wyg pod Biełomorskiem, około trzystu kilometrów od przylądków onieskich. Naliczono jedenaście grup i trzy tysiące czterysta jedenaście figur. Zespół zwany Biesowymi Śladami — ciąg ludzkich odcisków stóp wykutych w skale i prowadzących do wielkiej postaci — rozpoznano w 1926 roku, Starą Załawrugę w 1936, a Nową odsłaniano od 1963 roku, zdejmując ze skały rozległą pokrywę darni i piasku.

Datowanie tych zespołów nie opiera się na napisie ani na węglu wziętym z samej skały, lecz na wysokości gładzonych płaszczyzn nad cofającym się morzem i na porównaniu z osadami znad Wygu. Dlatego podaje się je w tysiącleciach, nie w stuleciach, a pierwszą część rozpoznano w 1936 roku, drugą zaś odsłonięto spod piasku dopiero w 1963 — zachowaną nietkniętą właśnie dlatego, że piasek przykrył ją na tysiąclecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ciąg odcisków stóp prowadzący do wielkiej postaci w Biesowych Śladach oznacza drogę do niej, drogę od niej, czy jej własne kroki.
  • Czy sceny łowów wykuwano po polowaniu, przed nim, czy bez związku z konkretnym zdarzeniem; kolejność ruchu na płycie nie rozstrzyga kolejności rysunku i życia.

Skąd to wiadomoRyty u ujścia Wygu pod Biełomorskiem: jedenaście grup, 3411 figur; Biesowe Ślady rozpoznane w 1926 roku, Stara Załawruga w 1936, Nowa Załawruga odsłaniana od 5 września 1963 roku; sceny łowów na nartach i harpunowania białuchy.

Alta w Finnmarku, Norwegia; około 5000–500 p.n.e.; ludu nie sposób nazwać

Sześć tysięcy figur nad fiordem w Alcie

Zapis z tamtych czasów

Najliczniejszym motywem w Alcie nie jest renifer, lecz niedźwiedzi trop: ponad tysiąc siedemset śladów łap, często razem ze zwierzęciem, które je zostawiło.

Czytaj dalej

Ryty odkryto w 1973 roku w Hjemmeluft nad fiordem Alty i do dziś zarejestrowano ich około sześciu tysięcy, rozłożonych na pięciu obszarach: czterech z rytami i jednym z malowidłami. W 1985 roku wpisano je na listę światowego dziedzictwa jako jedyny przedhistoryczny zabytek Norwegii na tej liście. Datowanie opiera się na podnoszeniu się lądu i rozciąga na ponad cztery tysiące lat: im wyżej płyta, tym starsza.

Zasób tematów jest szerszy niż gdziekolwiek indziej na północy. Są renifery, łosie, niedźwiedzie, psy albo wilki, lisy, zające, ptaki, halibut na wędce, wieloryb i foka; są łodzie z załogami, ludzie z łukami i oszczepami, a także ogrodzenia i zagrody, do których napędza się renifery. Widać zatem nie tylko zwierzę, ale i sposób, w jaki je brano.

Osobną i uderzającą grupą są tropy niedźwiedzia: ciągi śladów łap biegnące przez płytę, niekiedy wychodzące z miejsca czytanego jako gawra, niekiedy przecinające inne figury. Ile ich dokładnie jest, zależy od tego, czy liczy się pojedynczy ślad, czy cały ciąg, więc liczby z różnych wykazów rozchodzą się i żadnej nie należy podawać jako ustalonej. Sam sposób rysowania jest za to konsekwentny i taki sam jak przy ciągu śladów nart nad Morzem Białym.

Przy Alcie trzeba osobno powiedzieć, czego z niej nie wynika. Finnmark jest krainą, w której ludność saamska jest poświadczona pismem od wczesnego średniowiecza — najpierw przez przybyszów z zewnątrz, potem przez rejestry podatkowe i akta sądowe. Od najmłodszych rytów do tych zapisów jest około dwóch tysięcy lat, od najstarszych blisko sześć tysięcy. Skały pokazują, na co polowano i jak; czyja ręka je kuła i jaką mową mówiła, nie zostało w Alcie zapisane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ciągi niedźwiedzich tropów odnoszą się do polowania, do zwierzęcia jako takiego, czy do czegoś, czego nie umiemy nazwać — same tropy nie rozstrzygają.
  • Czy tropy w Alcie wolno zestawiać ze świętem niedźwiedzia opisanym po raz pierwszy w druku z 1673 roku; odstęp wynosi tysiące lat i takie zestawienie nie zostało wykazane.
  • Czy renifer, czy trop niedźwiedzia jest w Alcie motywem najliczniejszym — rachunki rozchodzą się, bo inaczej liczy się zwierzę, a inaczej ciąg śladów, i porównania tych dwóch grup nie przeprowadzono na całym zespole.

Skąd to wiadomoRyty nad fiordem Alty, odkryte w 1973 roku w Hjemmeluft: około 6000 figur na pięciu obszarach; wpis na listę światowego dziedzictwa z 1985 roku; datowanie z podniesienia lądu, około 5000–500 p.n.e.; ponad 1700 niedźwiedzich tropów.

Alta, Norwegia; lata siedemdziesiąte XX wieku i późniejsze

Czerwona farba nałożona w naszych czasach

Zapis z tamtych czasów

Czerwień widoczna na zdjęciach z Alty to farba nałożona po 1973 roku, żeby ryty były czytelne dla zwiedzających; teraz się ją stamtąd usuwa.

Czytaj dalej

Po odkryciu z 1973 roku sporą część rytów w Alcie pomalowano czerwoną farbą, żeby przybysze mogli je w ogóle zobaczyć. Było to wtedy postępowanie zwyczajne w kilku krajach. Sam ryt jest bruzdą wybitą w szarej skale i w świetle dziennym bywa prawie niewidoczny, więc pomalowany kontur zastąpił oryginał na wszystkich zdjęciach, jakie od tamtej pory powstały.

Skutek dla wartości dowodowej jest poważny i łatwy do przeoczenia. Pędzel idzie tam, gdzie malujący odczytał bruzdę; przy powierzchni startej albo tam, gdzie dwie bruzdy się krzyżują, to jego ręka rozstrzyga przebieg linii. Od tej chwili każda fotografia i każdy rysunek powtarzają tamto rozstrzygnięcie. Szczegół pominięty przestaje istnieć, a odczytany błędnie utrwala się na trwałe.

Farbę usuwa się dzisiaj, a samo usuwanie bywa oprotestowane: w Norwegii spór toczy się od lat dziewięćdziesiątych, a sprzeciw podnoszono również poza jej granicami. Zdejmowanie farby również kasuje pewną informację, mianowicie to, jakie linie widziała wcześniejsza ręka, ale zostawia kamień w stanie, w jakim go zastano.

Warto z tego zapamiętać rzecz ogólniejszą niż sama Alta. Jest to najwyraźniejszy w całej tej sekcji przypadek, w którym nasza własna ręka weszła w materiał dowodowy. Nikt niczego nie sfałszował: pomocna decyzja jednego dziesięciolecia stała się źródłem błędu w następnym. To samo dzieje się niezauważalnie za każdym razem, gdy słabą plamę ochry obrysowuje się na planie albo na kalce.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy usuwanie farby jest mniejszą szkodą niż jej pozostawienie — spór trwa i nie ma rozstrzygnięcia obowiązującego wszędzie.
  • Ile figur w dawniejszych rysunkach dokumentacyjnych z Alty odbija przebieg bruzdy, a ile przebieg pędzla; rachunku takiego nie przeprowadzono dla całości zespołu.

Skąd to wiadomoRyty nad fiordem Alty pomalowane czerwoną farbą po odkryciu z 1973 roku; zmiana podejścia w Norwegii od lat dziewięćdziesiątych XX wieku; trwające usuwanie farby i spór o nie.

Wybrzeża Bałtyku, Zatoki Botnickiej i Morza Białego: Szwecja, Finlandia, Estonia, północna Rosja

Ile jest kamiennych labiryntów i gdzie leżą

Zapis z tamtych czasów

Ponad pięćset kamiennych zwojów leży na skalistych brzegach północy: około trzystu w Szwecji, blisko dwustu w Finlandii, kilkanaście w Estonii.

Czytaj dalej

Nazwy zapisane na wsi mówią same za siebie i wszystkie są późne. Po szwedzku bywa to jungfrudans, czyli taniec panny, oraz trojeborg, czyli gród Troi; po fińsku jatulintarha, czyli zagroda olbrzyma, a także pietarinleikki, gra Piotrowa, i jerusalem. Każda z tych nazw została spisana w czasach nowożytnych i każda przynosi ze sobą gotowe wyjaśnienie, którego kamienie nie potwierdzają.

Kształt powtarza się z niewielkimi odmianami i warto go nazwać dokładnie. Między rzędami głazów ułożonych na gołej skale albo na darni biegnie jedna droga bez rozwidleń i bez ślepych odnóg, więc idący nie ma czego wybierać — dojdzie do środka albo zawróci. Odmiana rozpowszechniona nad Bałtykiem ma jednak środek rozcięty tak, że droga wyprowadza z powrotem na zewnątrz drugim przejściem, i o niej nie wolno powiedzieć, że ma jedno wejście. Średnice mieszczą się między sześcioma a mniej więcej dwudziestoma pięcioma metrami.

Rachunek wygląda następująco. W krajach nordyckich odnotowano ponad pięćset takich układów: około trzystu w Szwecji, od stu czterdziestu do dwustu w Finlandii, w Estonii kilkanaście, a na Wyspach Sołowieckich na Morzu Białym około trzydziestu pięciu; wykazy różnią się między sobą i żadnej z tych liczb nie należy podawać jako zamkniętej. Niemal wszystkie leżą przy wodzie — na szkierach, cyplach i wysepkach, w Finlandii często przy kamienistych plażach.

Jedną rzecz sam rozkład tych układów pokazuje bez żadnej interpretacji: leżą na brzegu i przy otwartej wodzie, a nie przy miejscach zamieszkanych okrągły rok. Tyle widać na mapie i to nie zależy od niczego, co ktokolwiek później o nich powiedział. Że stawiano je tam, dokąd przyjeżdżano sezonowo po rybę i fokę, jest już wnioskiem — pasującym do sezonowych obozowisk rybackich znanych z tych samych brzegów, lecz wnioskiem, nie odczytem z mapy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy liczby w wykazach opisują stan pierwotny, czy to, co przetrwało wybieranie kamienia i porządkowanie brzegów w XIX i XX wieku.
  • Czy układy śródlądowe w Szwecji, stawiane przy kościołach, należą do tej samej tradycji co nadmorskie, czy są od nich osobne.

Skąd to wiadomoWykazy kamiennych labiryntów wybrzeży nordyckich: ponad pięćset układów, w tym około trzystu w Szwecji i blisko dwustu w Finlandii, kilkanaście w Estonii, około trzydziestu pięciu na Wyspach Sołowieckich; nazwy terenowe spisane w czasach nowożytnych.

Wielka Wyspa Zajęcza, Sołowki, Morze Białe; datowanie sporne

Trzynaście zwojów i osiemset pięćdziesiąt kopców na jednej wyspie

Zapis z tamtych czasów

Na czterdziestu hektarach zachodniej części wyspy leży trzynaście albo czternaście labiryntów oraz ponad osiemset pięćdziesiąt kopców kamiennych z ułamkami kości.

Czytaj dalej

Wielka Wyspa Zajęcza w grupie sołowieckiej ma największe znane zagęszczenie tych układów: trzynaście albo czternaście labiryntów na mniej więcej czterdziestu hektarach zachodniej części wyspy, a obok nich ponad osiemset pięćdziesiąt usypisk głazów i inne ułożenia kamienne. Średnice samych zwojów mieszczą się między sześcioma a dwudziestoma pięcioma i cztery dziesiąte metra.

W kopcach, gdy je rozkopywano, znajdowano ułamki kości. To jest całe świadectwo łączące na tej wyspie labirynty z pochówkiem i trzeba je podać dokładnie tak, jak wygląda: kość pochodzi z usypisk, nie z wnętrza zwojów. Sąsiedztwo jest gęste i rzuca się w oczy, jednak sąsiedztwo nie jest związkiem, a żadnego innego dowodu na ten związek nie ma.

Datowanie jest tu punktem najsłabszym i nie da się tego obejść. Kamień ułożony na kamieniu nie zawiera niczego organicznego, więc pomiar radiowęglowy nie ma na czym pracować, a propozycje rozchodzą się szeroko: część układów umieszczano około dwóch i pół tysiąca lat wstecz, opierając się na ich zwróceniu i na przesuwaniu się punktu przesilenia, podczas gdy porównywalne labirynty nadmorskie w innych stronach Europy należą do średniowiecza i czasów późniejszych.

Zakonnicy przyszli tam później i nic nie rozebrali. Klasztor sołowiecki założono na sąsiedniej wyspie w latach trzydziestych XV wieku, a na samej Zajęczej stanęły z czasem przystań i cerkiew. Ktokolwiek ułożył zwoje, leżały one na ziemi wcześniej i przetrwały obok nowego porządku, nietknięte.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kości z kopców należą do pochówków, czy do resztek posiłków albo ofiar ze zwierząt; opisy z rozkopanych usypisk mówią o ułamkach, nie o pełnych szkieletach.
  • Czy labirynty i kopce powstały w tym samym czasie, czy dzielą je stulecia — datowania żadnej z tych dwóch grup nie da się dziś oprzeć na materiale organicznym z samej konstrukcji.

Skąd to wiadomoWielka Wyspa Zajęcza w grupie sołowieckiej: trzynaście albo czternaście labiryntów na około 0,4 km² zachodniej części wyspy, ponad 850 usypisk głazów, ułamki kości z rozkopanych usypisk, średnice 6–25,4 m; klasztor sołowiecki na sąsiedniej wyspie od lat trzydziestych XV wieku.

Wybrzeża północy; odczytania zapisane między XVI a XX wiekiem

Trzy odczytania, których kamień nie rozstrzyga

Złożone przy biurku

Połów, zmarli i zabawa — trzy wyjaśnienia labiryntu, z których każde ma poświadczenie dla innego miejsca i innego stulecia, a żadne dla wszystkich.

Czytaj dalej

Pierwsze odczytanie mówi o połowie i o wietrze. Z wybrzeży szwedzkich i fińskich zapisano, że rybak przed wyjściem na wodę przechodził zwój, żeby zamknąć w nim wiatr, uwięzić to, co przynosi niepowodzenie, albo zapewnić sobie branie ryby. Zapisano to z ust ludzi żyjących, w XVIII i XIX wieku, i dotyczy układów wtedy używanych — czyli tych, o których wiadomo najmniej, jak są stare.

Drugie odczytanie mówi o zmarłych i opiera się wyłącznie na położeniu. Zwoje leżą obok kopców i usypisk zawierających ułamki kości, zwłaszcza nad Morzem Białym, i stąd bierze się myśl o przegrodzie, która nie pozwala zmarłemu wrócić, albo o drodze, którą ma przejść. Wyjaśnia to sąsiedztwo dwóch rzeczy na ziemi i nie opiera się na żadnym słowie kogokolwiek, kto taki układ zbudował.

Trzecie odczytanie mówi o grze i o tańcu, a podpowiadają je same nazwy: taniec panny, gra Piotrowa. Z kilku wybrzeży zapisano, że młodzi przebiegali zwój po kolei, dziewczyna stała pośrodku, a ten, kto do niej dotarł, wyprowadzał ją na zewnątrz. Jest to użycie poświadczone i opisane, tyle że spisane stulecia po tym, jak część kamieni ułożono.

Bez rozstrzygania wolno powiedzieć tyle: budowla stojąca na ziemi przeżywa swój powód i bywa potem używana do czegoś innego, więc wszystkie trzy odczytania mogą być prawdziwe o tym samym zwoju w różnych stuleciach. Nie wolno natomiast powiedzieć, że którekolwiek z nich było powodem ułożenia kamieni, ponieważ żaden budowniczy północnego labiryntu nie zostawił po sobie ani jednego słowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zapisy o rybakach i o tańcu opisują dawne przeznaczenie tych układów, czy użytek wtórny, nadany budowli już zastanej.
  • Czy odczytanie pogrzebowe da się w ogóle sprawdzić bez wykopu wewnątrz samego zwoju; jak dotąd kość pochodzi z sąsiadujących kopców, nie stamtąd.

Skąd to wiadomoZapisy o przechodzeniu labiryntu przed połowem, z wybrzeży szwedzkich i fińskich, XVIII i XIX wiek; sąsiedztwo zwojów i kopców z ułamkami kości nad Morzem Białym; zapisy o biegu młodzieży i dziewczynie w środku, z kilku wybrzeży; nazwy terenowe taniec panny i gra Piotrowa.

Śródziemnomorze i Europa; XIII wiek p.n.e. – XIX wiek n.e.

Wzór ma własną, spisaną drogę

Zapis z tamtych czasów

Ten sam siedmiokrotny zwój wydrapano na tabliczce w Pylos około 1200 roku p.n.e., bito na monetach Knossos i wyryto na ścianie w Pompejach.

Czytaj dalej

W Pompejach, zasypanych w 79 roku, ten sam zwój wydrapano na ścianie domu, dopisując obok zdanie o Minotaurze, który tam mieszka. Od IX wieku wzór rozbudowano z siedmiu do jedenastu obiegów, a w XII, XIII i XIV stuleciu układano go w posadzkach kościołów północnej Francji. Droga tej figury przez piśmienne Śródziemnomorze i łacińską Europę jest zatem udokumentowana i datowana punkt po punkcie.

Datowania północne, tam gdzie w ogóle istnieją, wskazują w tę samą stronę. Pomiar przyrostu porostów na głazach umieszcza znaczną część układów nadmorskich od schyłku XIII wieku wzwyż, ze skupieniem w XVI i XVII stuleciu, a niektóre zwoje są jawnie nowożytne albo wręcz współczesne.

Nie dowodzi to, że północne labirynty są kopiami, i nie czyni wszystkich młodymi — grupa sołowiecka bywa datowana znacznie wcześniej i sprawa pozostaje otwarta. Znaczy natomiast tyle, że sam kształt ma własną, spisaną historię biegnącą od Morza Egejskiego przez świat rzymski do posadzek kościelnych, i że każde wyjaśnienie kamieni północy musi się z tą drogą rozliczyć, zanim sięgnie po coś dawniejszego i miejscowego.

Siedmiokrotny zwój, z którego ułożona jest większość północnych labiryntów kamiennych, jest tą samą figurą, której najstarsze datowane wyobrażenie wydrapano na odwrocie tabliczki pisanej linearnym B w Pylos. Tabliczka przetrwała dlatego, że pałac spłonął około 1200 roku przed naszą erą, a ogień ją wypalił. Knossos bił ten wzór na monetach od V wieku przed naszą erą, najpierw w postaci kwadratowego meandra, później kolistej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wzór dotarł na północ z południa, czy powstał niezależnie; nie zostało wykazane ani jedno, ani drugie.
  • Czy pomiar przyrostu porostów daje wiek ułożenia kamienia, czy wiek odsłonięcia jego powierzchni po ostatnim poruszeniu.

Skąd to wiadomoTabliczka pisana linearnym B z Pylos, wypalona przy pożarze pałacu około 1200 p.n.e., z wydrapanym zwojem; monety Knossos od V wieku p.n.e.; rysunek na ścianie domu w Pompejach, miasto zasypane w 79 roku; posadzki kościelne północnej Francji, XII–XIV wiek; pomiary przyrostu porostów na labiryntach nadmorskich.

Sztokholm, rok 1551

Dwadzieścia trzy imiona spisane wierszem

Sztokholm i diecezja Turku, krainy Häme i Karelia; rok 1551

Przedmowa do Psałterza, w której spisano bogów

Zapis z tamtych czasów

Dwadzieścia trzy imiona, spisane rymowanym wierszem w przedmowie do fińskiego Psałterza, są jedynym takim wykazem zrobionym w Finlandii przed epoką zbieraczy.

Czytaj dalej

Psałterz Dawidowy po fińsku wyszedł z prasy w Sztokholmie w roku 1551. Przekład poprzedza długa przedmowa pisana wierszem, rymowanymi dwuwierszami, i to właśnie w niej, a nie w kronice, akcie wizytacji ani wyroku sądu, stoi wykaz imion, które lud miał czcić zamiast Boga. Jedenaście przypisano krainie Häme, dwanaście Karelii.

Wykaz nie jest opisem obrzędu ani relacją świadka z podróży. Jest wyliczeniem, w którym przy każdym imieniu stoi jedno zdanie o tym, co dana postać dawała albo czym rządziła: zdobyczą z lasu, rybą z wody, pogodą, żytem, jęczmieniem, zającem z krzaka. Zdania są krótkie, bo muszą zmieścić się w wersie i trafić w rym następnego.

Dla wierzeń fińskich ten dokument nie ma konkurencji, ponieważ powstał w kraju, w języku ludu i w czasie, gdy sprawa była jeszcze na tyle żywa, by duchowny uznał ją za zagrożenie. Wszystko, co wiadomo o fińskich imionach bóstw przed osiemnastowiecznymi słownikami, sprowadza się w praktyce do tych kilkudziesięciu wersów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, skąd autor wziął imiona: z własnego objazdu, z relacji plebanów czy z nieznanego dziś spisu
  • nie wiadomo, czy wyliczenie miało być kompletne, czy tylko dość długie, by zrobić wrażenie na czytelniku

Skąd to wiadomoPsałterz Dawidowy w przekładzie fińskim, druk sztokholmski 1551, przedmowa wierszowana; zachowane egzemplarze druku.

Pernaja, Vyborg, Turku, Wittenberga; około 1510 do 1557

Kto pisał i czy był już wtedy biskupem

Zapis z tamtych czasów

W roku druku spisu Agricola kierował już diecezją Turku, ale urząd ordynariusza objął dopiero w 1554, czyli trzy lata po wydaniu Psałterza.

Czytaj dalej

Urodzony około 1510 w Pernaja nad Zatoką Fińską, w okolicy mówiącej po szwedzku, uczył się w Vyborgu i w Turku, studiował w Wittenberdze, wrócił i prowadził szkołę katedralną. Po fińsku wydał elementarz, modlitewnik w 1544, Nowy Testament w 1548, mszał i agendę w 1549, Psałterz w 1551, księgi prorockie w 1552.

Tytuł biskupa bywa przy jego nazwisku cofany o kilka lat za wcześnie. W chwili druku Psałterza zarządzał diecezją po zmarłym w 1550 poprzedniku, lecz urząd ordynariusza Turku objął w 1554, gdy król podzielił diecezję i wydzielił z niej Vyborg. Umarł w kwietniu 1557, wracając z poselstwa pokojowego do Moskwy, na Przesmyku Karelskim.

To nie jest szczegół obojętny. Spis bogów pisał człowiek, który równocześnie budował fiński język pisany, walczył o pozycję w kościele przebudowywanym przez króla i musiał pokazać, że nowa nauka jest krajowi potrzebna. Wyliczenie pogańskich imion było w tym wywodzie argumentem, nie ciekawostką dla potomnych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • data urodzenia jest wyliczona z pośrednich wzmianek, nie z metryki
  • nie wiadomo, ile w Psałterzu wyszło spod jego własnego pióra, a ile z pracy szkoły katedralnej

Skąd to wiadomodruki fińskie z lat 1543 do 1552; decyzja królewska o podziale diecezji Turku z 1554; zapiski o śmierci w drodze powrotnej z Moskwy, kwiecień 1557.

Häme w głębi kraju i Karelia po stronie szwedzkiej; XVI wiek

Osobno Häme, osobno Karelia

Zapis z tamtych czasów

Häme i Karelia dostały dwa osobne wykazy. Karelski zaczyna się od zboża i zagonu, hämeński od lasu i wody — ale las, woda i niebo wracają także po stronie karelskiej, więc granica jest przesunięciem ciężaru, nie podziałem świata.

Czytaj dalej

Po jedenastu imionach stoi zdanie, że kłaniali się im mieszkańcy Häme, mężczyźni i kobiety; po dwunastu następnych, że takich bogów mieli Karelowie. Podział przeprowadził sam autor, więc nie jest to porządek dorobiony przez późniejszych czytelników ani wynik cudzego uporządkowania druku.

Treść obu wykazów rozkłada się zupełnie inaczej. W Häme dostajemy zdobycz z lasu, rybę z wody, pieśń, ciemniejący księżyc, zioła i korzenie, pogodę i drogę, zwycięstwo w wojnie, dobytek i dom. W Karelii na czele stoi uprawa: żyto, jęczmień, owies, groch, bób, rzepa, kapusta, len, konopie, karczowisko i pole zajmują pierwsze sześć pozycji. Dalej jednak wraca to samo, co w Häme: niebo i pogoda przy Ukku, zdobycz z lasu przy Hiisim, ryba przy matce wody, wiewiórka i zając na końcu.

Różnica ma dwa możliwe źródła i nie da się ich od siebie oddzielić. Albo obie krainy naprawdę czciły co innego, bo Häme dłużej żyło z lasu i wody, a Karelia z rolnictwa żarowego, albo autor miał po prostu dwa różne źródła i przepisał to, co mu podano, razem z ich odmiennym nastawieniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • która Karelia: część szwedzka wokół Vyborga czy także ziemie pod władzą Nowogrodu
  • czy podział odzwierciedla wiarę, czy tylko dwa różne zestawy informatorów

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza 1551; granica z układu w Pähkinäsaari z 1323; chrzest Karelów odnotowany w kronikarstwie nowogrodzkim pod rokiem 1227.

tekst przedmowy; 1551

Rym decydował, co stanie przy imieniu

Zapis z tamtych czasów

Spis jest wierszem o rymowanych parach, więc przy każdym imieniu stoi dokładnie tyle treści, ile zmieściło się w wersie i trafiło w rym.

Czytaj dalej

Przedmowa idzie dwuwierszami o zgodnych zakończeniach. Imię stoi zwykle na początku wersu, jego zadanie na końcu, a końcówka musi odpowiedzieć następnej. Rym jest w tym tekście regułą techniczną, nie ozdobą, i rządzi doborem słów równie mocno jak wiedza piszącego.

Skutek jest taki, że nie wiadomo, czy funkcja przy imieniu to wiadomość, czy wypełnienie miary. Kilka par wygląda podejrzanie gładko: dwa zboża jedno po drugim z czasownikami dawania, dwa zwierzęta łowne jedno po drugim w tej samej składni. Tam, gdzie zdanie robi się dłuższe i nieforemne, jak przy wiosennym święcie z korcem Ukki, czuć, że autor miał co opowiedzieć.

Wynika z tego praktyczna reguła czytania. Imionom można ufać bardziej niż przypisanym im urzędom, bo imienia nie wymyśla się pod rym, a zdanie o tym, czym ktoś rządził, mogło się do wersu dopasować. Rozdzielenie tych dwóch warstw jest warunkiem uczciwego korzystania z całego dokumentu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie da się rozstrzygnąć, które funkcje pochodzą z informacji, a które z przymusu rymu
  • nie wiadomo, czy autor korzystał z gotowej formuły wyliczeniowej, znanej z kazań

Skąd to wiadomoforma tekstu w druku z 1551; porównanie z pozostałymi wierszowanymi przedmowami tego samego autora z lat 1544 do 1552.

Häme w zapisie, ślady w całej Finlandii; 1551 i dalej

Tapio i zdobycz z lasu

Zapis z tamtych czasów

Pierwsze imię wykazu z Häme należy do tego, przez którego las oddaje łup, i z całego spisu zostawiło najgłębszy ślad w pieśniach oraz w nazwach ziemi.

Czytaj dalej

Przy Tapiu stoi jedno zdanie: las oddaje przezeń łup. W kraju, w którym futro bywało podatkiem i zapłatą, a suszone mięso jedynym zapasem na półrocze bez plonu, nie jest to funkcja marginalna, tylko sprawa przetrwania zimy. Tapio otwiera cały wykaz i dobrze oddaje, od czego zaczynała się tam troska gospodarza.

Tapio wraca później częściej niż większość z tych dwudziestu trzech imion. W zamówieniach i pieśniach zapisanych z ust ludzi od XVIII wieku las ma gospodarza, któremu zostawia się część zdobyczy, któremu się kłania przy wejściu i którego prosi się o otwarcie leśnej skrzyni. Z czasem dorosła mu rodzina: pani lasu, córka i syn.

Nazwa weszła także w ziemię i w mowę potoczną. Uroczyska i osady z tym rdzeniem rozsiane są po całym kraju, a wyraz utworzony od imienia znaczy do dziś las rozumiany jako czyjaś posiadłość, nie zaś sam drzewostan. Ślad po Tapiu jest gęstszy niż po większości pozycji spisu: niosą go naraz zamówienie łowieckie, pieśń, wyraz potoczny i nazwa terenowa. Czym innym jest jednak gęstość śladu, a czym innym dowód kultu spoza tekstu — ten mają Hiisi i Ukko.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy leśna rodzina z pieśni to rozwinięcie dawnej wiary, czy język zamówień, który mnoży postacie
  • czy Tapio był osobą, czy nazwą miejsca, w którym gospodarz mieszka

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; zamówienia łowieckie i pieśni zapisywane z żywego przekazu od XVIII wieku; nazwy terenowe w rejestrach podatkowych.

Häme w zapisie, ślady nad Zatoką Fińską i w Karelii; 1551 i dalej

Ahti i ryba z wody

Zapis z tamtych czasów

Drugie imię wykazu z Häme należy do tego, przez którego woda oddaje rybę, a późniejszy przekaz rozdwoił je na gospodarza wód i na pieśniowego junaka.

Czytaj dalej

Zdanie przy Ahtim jest krótkie: z wody przynosi ryby. Para z Tapiem rzuca się w oczy i tak też obie pozycje stoją, jedna po drugiej, w dwóch sąsiednich wersach. Las i woda są w tej gospodarce dwoma filarami utrzymania, a ich opiekunowie otwierają wykaz, zanim przyjdą sprawy nieba, wojny i domowego obejścia.

W późniejszym przekazie imię się rozdwaja. Raz jest to gospodarz wody, któremu rybak zostawia pierwszy połów i którego prosi o pełną sieć, raz zawadiacki bohater pieśni, żeglarz i uwodziciel, występujący w wątkach zupełnie nie kultowych. Wiek XIX dołożył jeszcze poboczną formę imienia i zrobił z niego władcę morza z dworem.

Trzeba dodać rzecz, która osłabia pewność co do samej natury tej postaci. Wyraz żyje również jako zwykłe imię ludzkie, a wtedy jego obecność w spisie nie dowodzi jeszcze, że chodziło o bóstwo osobowe, a nie o gospodarza jednego żywiołu, nazywanego z ostrożności po imieniu, tak jak nazywa się sąsiada zza jeziora.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy pieśniowy junak i gospodarz wód to jedna postać, czy dwie zbieżne nazwy
  • czy imię jest rodzime, czy przejęte od sąsiadów zza Bałtyku

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; zamówienia i pieśni rybackie zapisywane od XVIII wieku; imiona osobowe w aktach kościelnych i podatkowych.

Häme; 1551

Äinemöinen, który kuje pieśni

Zapis z tamtych czasów

Imię zapisano bez początkowego w-, z jednym tylko zadaniem: kuje pieśni, a użyty czasownik jest ten sam, którego używa się o kowalu przy kowadle.

Czytaj dalej

W druku z 1551 imię brzmi Äinemöinen, bez nagłosowego w-, które ma późniejsza i dziś powszechna postać Väinämöinen. Przy imieniu stoi jedno zadanie: układa, a ściślej wykuwa pieśni. Czasownik takoa opisuje pracę kowala, więc pieśń jest tu rzeczą, którą się wybija na kowadle, nie tchnieniem natchnienia.

To jedno zdanie jest cenniejsze, niż wygląda. Pokazuje, że w połowie XVI wieku imię było w kraju znane, że piszący wiązał je ze śpiewem, a nie z wodą, stworzeniem świata czy wojną, i że kładł je po stronie Häme. Na czym oparł ten przydział, nie wiadomo. Wszystko, co epos z następnych stuleci dołożył do tej postaci, jest młodsze od tego wersu o trzysta lat.

Kowalska przenośnia ma jeszcze drugą stronę. W spisie to Äinemöinen kuje, a Ilmarinen, który w późniejszym eposie został wieczystym kowalem, dostaje pogodę i drogę. Role znane dziś z eposu stoją w 1551 albo odwrotnie, albo wcale, i tego nie da się pogodzić prostym uzgodnieniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy postać z 1551 to ta sama, o której śpiewano w Karelii w XIX wieku, czy tylko zbieżność imienia
  • skąd wzięło się nagłosowe w- w późniejszych zapisach i które brzmienie jest pierwotne

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; pieśni w mierze kalevalskiej zapisywane z ust śpiewaków od końca XVIII wieku.

Häme; 1551

Ilmarinen daje pogodę i drogę, nie żelazo

Zapis z tamtych czasów

W spisie robi ciszę i pogodę oraz prowadzi wędrowców, a kowalem zostaje dopiero w pieśniach zapisanych i złożonych w całość trzy wieki później.

Czytaj dalej

Imię ma w środku rdzeń ilma, czyli powietrze i aurę, i dokładnie to stoi przy nim w 1551: sprawia spokój i pogodę, a wędrowcom daje przejście. W kraju, gdzie zimą jedzie się po lodzie jezior i bagien, a latem po wodzie, pogoda i droga są jedną sprawą, nie dwiema; odwilż w niewłaściwym tygodniu potrafiła odciąć wieś od świata.

W eposie wydanym w 1849 ta sama postać jest wieczystym kowalem, tym, który wykuł sklepienie nieba i cudowny młyn urodzaju. Kowalstwo pojawia się w pieśniach zapisanych z ust śpiewaków, więc nie jest wymysłem wydawcy, ale w jedynym szesnastowiecznym zapisie nie ma po nim ani śladu.

Zestawienie obu ról pokazuje, jak trzeba czytać cały ten dział. Nie chodzi o to, że jedna wersja kłamie, lecz o to, że mamy dwa świadectwa z różnych stuleci i różnych krain, a między nimi trzysta lat bez jednego zapisu. Tego, co działo się w tej luce, nie da się wyprowadzić z żadnego z nich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy rola kowala jest starsza od zapisu z 1551 i po prostu do niego nie weszła
  • czy słowo przy imieniu znaczy ciszę pogody, czy pokój w sensie braku wojny

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; pieśni zapisywane w Karelii Białomorskiej od lat dwudziestych XIX wieku; wydania eposu z 1835 i 1849.

Häme; 1551

Kto ciemni księżyc i kto go zjada

Zapis z tamtych czasów

Dwie pozycje wykazu z Häme tłumaczą to samo niebo: jedna czerni tarczę księżyca, druga, już w liczbie mnogiej, zjada ją ludziom.

Czytaj dalej

Przy Rahkoi stoi, że czyni księżyc czarnym, co jest opisem ubywania i nowiu. Zjawisko nie było ciekawostką: od faz zależały terminy siewu, wypraw, cięcia drewna i obrzędów, więc ktoś musiał za nie odpowiadać. Przy Kapeet napisano, że pożerają ludziom księżyc, a to pasuje do zaćmienia.

Kapeet to nie jedno imię, tylko forma liczby mnogiej. Już samo to psuje obraz równego szeregu bóstw: w tym miejscu spisu nie ma osoby, jest gromada istot. Brzmienie zestawiano z rdzeniem oznaczającym istotę żeńską, ale zestawienie stoi na samym podobieństwie i wykazane nie zostało. Pewne jest tylko to, że w późniejszych pieśniach wyraz wraca raczej jako określenie niż jako czyjeś imię.

Obie pozycje są wyjaśnieniem świata, a nie śladem kultu. Nikt nie zapisał, żeby Rahkoi albo Kapeet składano ofiary, proszono je o cokolwiek czy wyznaczano im miejsce. To jest rachunek nieba prowadzony przez ludzi, którzy patrzyli w nie co noc, a nie ołtarz, przy którym ktoś klękał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Rahkoi łączy się z rzeczownikiem, który w gwarach oznacza sęk albo rozwidlenie
  • czy Kapeet trafiły do wykazu jako bóstwa, czy dlatego, że pasowały do tematu i do rymu

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; określenia z tym rdzeniem w pieśniach i zamówieniach zapisywanych od XVIII wieku.

Häme w zapisie, późniejszy przekaz fiński i karelski; 1551 i dalej

Liekkiö nad zielem, korzeniem i drzewem

Zapis z tamtych czasów

W 1551 rządzi trawą, korzeniem i drzewem, a w zapisach z ust ludzi to samo słowo znaczy już duszę nieochrzczonego dziecka i błędny ogień nad mokradłem.

Czytaj dalej

W spisie Liekkiö odpowiada za rośliny: zioła, korzenie i drzewa. Dla ludzi, którzy leczyli korzeniem, wypalali las pod zasiew i znali użytek każdego zielska, jest to zakres jak najbardziej praktyczny, bliższy gospodarstwu niż niebu. Trzy słowa obejmują tu całą zieloną część świata, od trawy pod progiem po budulec na dach.

Kilka stuleci później to samo słowo znaczy coś zupełnie innego. Liekkiö w przekazie ludowym jest zjawą dziecka porzuconego albo zabitego przed chrztem, straszącym światłem nad bagnem, głosem, który woła z ciemności. Z rządcy roślin zrobiła się dusza pokutująca, a z opieki nad ziemią groza.

Przesunięcie znaczenia jest ostrzeżeniem dla całej listy. To samo brzmienie może w dwóch epokach oznaczać dwie różne rzeczy, a zbieżność nazwy niczego nie dowodzi o ciągłości wiary. Skoro tak stało się z Liekkiö, mogło stać się również przy innych pozycjach, przy których sprawdzić się tego nie da.

Czego nie rozstrzygnięto
  • które znaczenie jest starsze: rządca roślin czy zjawa dziecka
  • czy w 1551 chodziło o istotę osobową, czy o zbiorczą nazwę mocy tkwiącej w roślinach

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; podania o zjawach dziecięcych i błędnych ogniach zapisywane w Finlandii i Karelii od XVIII wieku.

Häme i strefa kontaktu ze Szwecją; 1551

Tontu i Kratti, dwaj przybysze ze Skandynawii

Zapis z tamtych czasów

Jeden rządzi biegiem domu, drugi pilnuje dobytku, a obie nazwy dają się wywieść z mowy skandynawskiej, nie z rodzimego zasobu fińskiego.

Czytaj dalej

Tontu w spisie zarządza tym, co dzieje się w obejściu: porządkiem gospodarstwa, pracą, powodzeniem domu. Kratti pilnuje dobytku i majątku, czuwa nad tym, co zgromadzone i schowane. Dwie pozycje stoją obok siebie, a obie dotyczą własności i domowego ładu, nie przyrody, nieba ani wojny, i już samo to wyróżnia je w całym wykazie.

Obie nazwy dają się wyprowadzić z mowy skandynawskiej: pierwsza od wyrazu oznaczającego plac i siedlisko, druga od nazwy istoty siedzącej na skarbie. To znaczy, że obie nazwy przyszły zza Bałtyku wraz z gospodarstwem, handlem i miejskim prawem. Czy przyszły z nimi także same postacie, czy obca nazwa nakryła starszego gospodarza domu i zagrody, z wykazu nie widać.

Nie unieważnia to zapisu, tylko go datuje. Autor spisał, w co ludzie wierzyli w połowie XVI wieku, a wierzyli już wtedy w rzeczy przejęte od sąsiadów, bo w tym kraju sąsiedzi byli od stuleci na miejscu. Wiara mieszana nie jest wiarą zepsutą; jest wiarą, której można postawić datę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • kiedy obie postacie weszły do fińskich gospodarstw: w epoce hanzeatyckiej czy wcześniej
  • czy pod obcą nazwą nie ukrył się starszy rodzimy gospodarz domu i zagrody

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; nazwy istot domowych i skarbowych poświadczone w mowie i aktach skandynawskich przed XVI wiekiem.

Häme w zapisie, ślad w pieśniach nadmorskich; 1551 i dalej

Turisas i zwycięstwo w wojnie

Zapis z tamtych czasów

Jedyna pozycja obu wykazów, przy której stoi wojna, a w późniejszych pieśniach pokrewne imię nosi już nie dawca zwycięstwa, lecz potwór z głębiny.

Czytaj dalej

Przy Turisasie napisano, że daje zwycięstwo w boju. Na obu listach nie ma drugiej pozycji o wojnie: wszystko inne dotyczy jedzenia, pogody, domu i nieba. W kraju, przez który przechodziły wyprawy z zachodu i ze wschodu, brak innych imion wojennych jest równie ciekawy jak obecność tego jednego.

W pieśniach zapisanych później pokrewne brzmienie oznacza istotę morską, wrogą, wywlekaną z fal, którą trzeba pokonać albo zamówić. Wojownik i potwór to nie to samo, a między jednym zapisem a drugim znów leżą stulecia bez świadectwa. Można je łączyć, ale połączenie jest domysłem, nie wnioskiem.

Brzmienie imienia zestawiano także z nazwą skandynawskiego boga gromu, a robiono to chętnie, bo wybrzeże było w ciągłym kontakcie z zachodem. Zestawienie jest kuszące i nie zostało wykazane: samo podobieństwo dźwięków niczego nie rozstrzyga, a zakresy działania po obu stronach nie pokrywają się nawet w połowie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Turisas ze spisu i morski potwór z pieśni to jedno imię w dwóch postaciach
  • czy funkcja wojenna nie została dobrana pod rym z sąsiednim wersem

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; pieśni z wątkiem morskiej istoty zapisywane od XVIII wieku; nazwy terenowe z tym rdzeniem.

Häme; 1551

Diabeł wpisany między bogów

Zapis z tamtych czasów

W wykazie z Häme, dwie pozycje przed końcem, stoi Piru, czyli chrześcijański diabeł, co znaczy, że w spisie pogańskich bóstw jest imię wzięte z katechizmu.

Czytaj dalej

Wśród imion z Häme stoi Piru, a przy nim zdanie o tym, że za jego sprawą wielu ulegało czarom. Piru to w fińszczyźnie diabeł, wyraz kościelny, obecny w ówczesnym piśmiennictwie religijnym na oznaczenie złego ducha obok mocniejszego Perkele. Nie jest to imię wyniesione z pogańskiej przeszłości, tylko z nauczania kościoła.

Wnioski są dwa i oba ważne. Albo wykaz nie jest spisem bóstw, lecz wyliczeniem wszystkiego, co duchowny uznał za bałwochwalstwo, a wtedy diabeł mieści się w nim bez trudu. Albo diabeł wszedł do wyliczenia tam, gdzie mowa o czarowaniu, bo do tego wersu pasował: stoi w jednym dwuwierszu z gospodarzem domu, a nie na końcu jako mocny akcent.

Konsekwencja dotyczy liczenia i jest twarda. Mówi się o jedenastu bóstwach Häme, ale jedna z tych jedenastu pozycji jest postacią chrześcijańską, a druga nie jest nawet pojedyncza. Rzetelna liczba osobowych bóstw tej krainy jest więc niższa, niż wynika z prostego przeliczenia wersów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy przy Piru mowa o czarowaniu ludzi, czy o tym, że wielu czarowało jego mocą
  • czy ktokolwiek w Häme wzywał go jako dawcę czegokolwiek, czy wyłącznie jako zło

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; słowniki dawnej fińszczyzny kościelnej na wyraz piru i perkele.

Karelia w wykazie, nazwy terenowe w całej Finlandii; XIII do XVI wieku

Hiisi, najpierw miejsce, potem zły duch

Zapis z tamtych czasów

W 1551 daje przewagę nad leśnym zwierzem, ale w ziemi i w dokumentach hiisi jest przede wszystkim miejscem: gajem, kamieniem, starym cmentarzyskiem.

Czytaj dalej

W wykazie karelskim Hiisi daje zwycięstwo nad mieszkańcami lasu, czyli nad zwierzyną. Ta pozycja ma jednak coś, czego nie ma żadna inna: potwierdzenie spoza tekstu. Nazwy z tym rdzeniem siedzą w setkach miejsc, na wzgórzach, przy kamieniach, na gajach i na starych cmentarzyskach.

Dokumenty kościelne sięgają tu głębiej niż rok 1551. Bullą z 1229 papież przekazał kościołowi w Finlandii gaje i miejsca kultu pogan, co znaczy, że takie miejsca istniały, były rozpoznawalne i dawały się prawnie przejąć. Zapis dowodzi, że takie miejsca istniały w Finlandii już w 1229, były rozpoznawalne i dawały się prawnie przejąć. Nazwy w nim nie ma żadnej: z rdzeniem hiisi wiąże je dopiero nazewnictwo terenowe, poświadczone od XVI wieku. Dwa świadectwa o trzysta lat od siebie odległe pokazują to samo miejsce, nie to samo imię.

Znaczenie słowa przesuwało się przez wieki: od miejsca wyłączonego z użytku, przez jego gospodarza, aż po przekleństwo i nazwę złego ducha w mowie chrześcijańskiej. W 1551 zastajemy je w połowie tej drogi, już jako postać, jeszcze z władzą nad lasem, jeszcze bez pełnej pogardy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy hiisi oznaczało pierwotnie gaj, cmentarzysko, czy w ogóle każde miejsce wyjęte spod codziennego użytku
  • czy postać z wykazu jest gospodarzem jednego miejsca, czy uogólnieniem z wielu

Skąd to wiadomobulla papieska z 1229 o przekazaniu gajów i miejsc kultu w Finlandii; przedmowa 1551; nazwy terenowe w szesnastowiecznych rejestrach podatkowych.

Karelia; 1551

Żyto i owies, dwa imiona, jedno z echem

Zapis z tamtych czasów

Rongoteus daje żyto, a Virankannos pilnuje owsa, tyle że pierwsze imię nie wraca już nigdzie, drugie zaś ma bliźniaka w pieśniach jako Virokannas.

Czytaj dalej

Wykaz karelski zaczyna się od zbóż i to określa jego charakter: najpierw chleb, potem reszta świata. Przy Rongoteusie stoi żyto, przy Virankannosie owies, a między nimi jęczmień. Kolejność odpowiada wadze upraw, bo żyto było zbożem chleba, jęczmień zbożem piwa, owies zaś paszą i strawą lat chudych.

Rongoteus należy do najbardziej samotnych imion całego spisu. Nie wraca ani w pieśniach, ani w zamówieniach, ani w nazwach ziemi, ani w aktach. Zestawiano je z estońskim imieniem wzywanym przy porodzie, lecz podobieństwo brzmień to za mało, by cokolwiek uznać za wykazane, zwłaszcza przy tak odległych zakresach.

Virankannos ma się lepiej. W eposie z 1849 Virokannas chrzci narodzone dziecko i zabija wielkiego wołu; oba wątki mają oparcie w pieśniach zapisanych z ust śpiewaków, ale w postaci, którą zna czytelnik, ustawił je wydawca. Imię więc żyje dalej, tyle że przy zupełnie innym zajęciu niż pilnowanie owsa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Rongoteus to imię, czy zniekształcony zwrot o żniwie albo o zbożu
  • czy Virokannas z pieśni i Virankannos ze spisu są tą samą postacią, czy tylko tak samo brzmią

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; pieśni zapisywane w Karelii i Ingrii od początku XIX wieku.

Karelia w zapisie, żywy odpowiednik u Setów; 1551 do XX wieku

Pellonpekko, jęczmień i piwo

Zapis z tamtych czasów

Daje wzrost jęczmienia, czyli surowiec piwa, i jako jedyny z całego spisu ma odpowiednik czczony jeszcze w XX wieku po drugiej stronie Zatoki Fińskiej.

Czytaj dalej

Nazwa składa się z wyrazu pelto, czyli pole, oraz z członu Pekko. Zadanie ma jedno: jęczmień ma rosnąć. W kraju, w którym jęczmień był zbożem piwa, a piwo napojem każdego wesela, każdego święta i każdej stypy, opieka nad tym zbożem jest funkcją obrzędową, nie tylko rolniczą.

Ten jeden raz mamy potwierdzenie z zupełnie innej strony. U Setów, ludu na pograniczu estońsko-rosyjskim, jeszcze w XIX i XX wieku czczono Peko: figurę trzymaną w spichrzu, przy której składano ofiary, przy której wybierano gospodarza dorocznego święta i od której oczekiwano urodzaju zbóż. To nie jest wspomnienie dawnych czasów, lecz opis praktyki wykonywanej na oczach zapisujących.

Zbieżność nie dowodzi jednak tożsamości. Dwa ludy, dwa języki i trzy i pół stulecia różnicy; wspólny może być bardzo stary zwyczaj, ale wspólna może być również sama nazwa. Ostrożna wersja brzmi tak: ta nazwa jest poświadczona po obu stronach zatoki i po obu stronach wiąże się ze zbożem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy fińskie Pekko i setoskie Peko mają wspólne pochodzenie, czy zbieżne brzmienie
  • czy człon Pekko nie jest spieszczeniem chrześcijańskiego imienia Piotr

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; opisy obrzędów setoskich i sama figura ze spichrza, notowane od XIX wieku; doroczne święto Peko odprawiane jeszcze w XX wieku.

Karelia; 1551

Egres i cały ogród

Zapis z tamtych czasów

Jedno imię odpowiada za groch, bób, rzepę, kapustę, len i konopie, co daje najdłuższy zakres obowiązków w całym spisie i najkrótszy ślad poza nim.

Czytaj dalej

Przy Egresie wymieniono sześć roślin, więcej niż przy jakiejkolwiek innej pozycji obu wykazów. Rzepa była głównym warzywem północy przed ziemniakiem, len dawał płótno, konopie sznur i sieć. Jest to zestaw gospodarstwa, nie zestaw ołtarza, i od razu widać, po co takiemu opiekunowi się kłaniano.

Dobór roślin coś datuje i nie wolno tego przeoczyć. Kapusta i konopie nie są dziedzictwem epoki kamienia, lecz weszły w północną uprawę stosunkowo późno, wraz z ogrodem dworskim i klasztornym. Jeśli więc imię jest stare, to zakres opieki na pewno rósł razem z tym, co na tych grzędach zaczęto sadzić.

Poza spisem imię prawie nie istnieje. Wraca w postaci Äkräs w nielicznych późniejszych notatkach związanych z rzepą, lecz nie niesie go ani pieśń, ani obrzęd, ani nazwa miejsca. Jest to jedna z tych pozycji, które stoją wyłącznie na powadze roku 1551 i upadłyby bez niej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Äkräs z późniejszych notatek jest kontynuacją, czy odczytem zrobionym już z samego wykazu
  • czy nazwa nie jest pierwotnie nazwą rośliny, a nie jej opiekuna

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; notatki o rzepie i jej opiekunie zapisywane od XVIII wieku; inwentarze upraw ogrodowych z XVI i XVII wieku.

Karelia, strefa rolnictwa żarowego; 1551

Köndös, karczowisko i pole

Zapis z tamtych czasów

Odpowiada za wypalone karczowisko i za orne pole, czyli za dwie techniki uprawy naraz, wymienione w jednym wersie jako dwie osobne rzeczy.

Czytaj dalej

Zdanie przy Köndösie wymienia huuhta, czyli las wypalony pod zasiew, oraz pole. Dwa słowa, dwa rodzaje gruntu; czy drugie znaczy zagon orany na stałe, wers nie mówi, choć takie pole było wtedy czymś nowszym od karczowiska. Rolnictwo żarowe było w Karelii podstawą przez stulecia: wypalano las, siano żyto w popiele, po kilku plonach ziemia jałowiała i szło się dalej, a osada przesuwała się za nią. Pole orne było przy tym czymś nowszym i trwalszym.

Rozróżnienie dwóch rodzajów gruntu w jednym wersie jest szczegółem technicznym, którego nie wymyśla się pod rym. Ktokolwiek to pisał albo dyktował, wiedział, że to dwie osobne rzeczy, i uznał, że trzeba wymienić obie, choć wygodniej byłoby napisać po prostu o ziemi.

Nazwa zostawiła słaby ślad. W materiale karelskim pojawiają się pokrewne brzmienia wiązane z pierwszą orką i z początkiem prac polowych, ale zapisy są późne i niepewne, a sam wyraz ma również znaczenia potoczne, bardzo dalekie od kultu. Ostrożność jest tu większa niż zwykle.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy imię łączy się z nazwą pnia albo karczu, co czyniłoby je nazwą rzeczy, nie osoby
  • czy późniejsze karelskie brzmienia to rzeczywiście ten sam wyraz

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; opisy rolnictwa żarowego w lustracjach i rejestrach szwedzkich z XVI i XVII wieku.

Karelia w zapisie, kult w całej Finlandii; 1551 i dalej

Ukko, korzec i wiosenna pijatyka

Zapis z tamtych czasów

Najlepiej poświadczona pozycja całego spisu, bo przy Ukku opisano nie tylko urząd, lecz obrzęd: wiosenne picie z jego korca po zakończonym siewie.

Czytaj dalej

Przy Ukku autor przestaje wyliczać i zaczyna opowiadać. Po wiosennym siewie pito jego zdrowie, przynoszono jego korzec, upijały się dziewki i gospodynie, a działy się przy tym rzeczy, które duchowny nazywa hańbą i o których osobno zaznacza, że je słyszano i widziano. Ton robi się nagle osobisty.

Jest to jedyne miejsce spisu z kalendarzem, naczyniem i uczestnikami. Święto ma porę, bo przypada po siewie; ma przedmiot, bo w środku stoi wakka, plecione naczynie miarowe; ma wreszcie skutek, czyli pogodę i nowy plon. Tak wygląda opis obrzędu, a nie wyliczenie imion pod rym.

Ukko jest też jedyną pozycją, której kult da się śledzić dalej bez naciągania. Sam wyraz znaczy starca i do dziś znaczy grzmot. Kamienne siekiery z odległej epoki, wyorywane na polach, nazywano jego klinem i trzymano w domach jako obronę przed piorunem, a samo imię weszło do chrześcijańskiej modlitwy jako określenie Boga nieba.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Ukko to imię własne, czy omowne określenie starca, użyte zamiast imienia, którego wymawiać nie chciano
  • czy wiosenne picie było świętem jednego bóstwa, czy dorocznym obrzędem siewnym, do którego imię dopisano

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; zakazy dawnych obrzędów w szwedzkim prawie kościelnym z 1686; zamówienia i modlitwy zapisywane z żywego przekazu od XVIII wieku; kamienne siekiery przechowywane w gospodarstwach.

Karelia; 1551

Rauni, żona Ukki, i jeden niejasny wers

Zapis z tamtych czasów

Jedyna postać spisu określona przez związek z inną i zarazem jedyna, przy której nie wiadomo nawet, czy zapisane słowo jest imieniem własnym.

Czytaj dalej

W wierszu o wiosennym święcie pojawia się Rauni, nazwana żoną Ukki. Zdanie mówi, że gdy ona wpadła w ruję, on zagrzmiał potężnie od północy i że z tego brała się pogoda oraz nowy plon. Obraz jest jednoznacznie płodnościowy: burza jako spółkowanie nieba z ziemią, deszcz jako jego skutek.

Kłopot tkwi w samym słowie. Można je czytać jako imię własne żony gromu. Można jako wyraz pospolity, bo pokrewne brzmienie w mowie saamskiej oznacza jarzębinę, drzewo wiązane z gromem i z jego małżonką. Można wreszcie jako przydomek samego Ukki, a wtedy cała relacja rodzinna w tym wersie wygląda inaczej, niż się ją zwykle streszcza.

Żadnego z tych odczytów nie da się rozstrzygnąć, bo nie ma drugiego zapisu. Rauni nie wraca w pieśniach, nie ma jej w nazwach ziemi, nie wzywa jej żadne znane zamówienie. Cała postać stoi i upada na jednym wersie z roku 1551, a to za mało, by mówić o niej cokolwiek pewnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • imię własne, wyraz pospolity czy przydomek samego Ukki
  • czy związek z jarzębiną jest dziedziczny, czy przypadkowy i wtórny

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; opisy wierzeń saamskich i drzewa gromu spisywane przez misjonarzy w XVII i XVIII wieku.

Karelia w zapisie, obrzęd w całej Finlandii; 1551 do XX wieku

Kekri, na liście bóg, w życiu święto

Zebrane z ust

W spisie daje przychówek bydła jak każde inne bóstwo, choć wszystkie pozostałe zapisy mówią o kekri jako o dorocznym święcie końca roku gospodarskiego.

Czytaj dalej

W wykazie karelskim Kekri odpowiada za wzrost stada. Gdyby był to jedyny zapis, mielibyśmy boga bydła i nikt by tego nie kwestionował. Ale kekri jest poświadczone szeroko i całkiem inaczej: jako nazwa święta przypadającego na przełom października i listopada, gdy kończył się rok pasterski i rolniczy.

Obrzęd jest opisany dokładnie i wielokrotnie. Bito na niego barana albo owcę, jedzono do przesytu, palono ogień, grzano łaźnię dla zmarłych i zostawiano im jadło, chodzono po wsi w przebraniu i w zwierzęcej masce. Tej nocy zamykał się rachunek roku: służbę przyjmowano i zwalniano, długi rozliczano, plon był policzony.

To jest najczystszy przykład tego, o co w tym dziale chodzi. Nazwa święta stoi w spisie jako imię bóstwa, ponieważ spis jest wyliczeniem imion, a każda pozycja musi mieć postać, która coś daje. Nie znaczy to, że autor kłamał; znaczy, że forma wykazu przerobiła święto na osobę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy istniała postać o tym imieniu, od której nazwano święto, czy nazwa jest pierwotnie nazwą pory roku
  • czy przychówek bydła przy tej pozycji to dawna treść, czy skrót tego, co na kekri robiono ze stadem

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; obrzędy kekri zapisywane z żywej praktyki od XVIII do XX wieku; miejsce święta w kalendarzu przed przesunięciem zwyczajów ku dniom Wszystkich Świętych i świętego Marcina.

Karelia; 1551

Matka Wody, czyli nie imię, lecz urząd

Zapis z tamtych czasów

Pozycja spisu bez imienia własnego: dosłownie matka wody, ta, która pędzi ryby do sieci, czyli nazwa roli, a nie czyjeś imię.

Czytaj dalej

W wykazie karelskim stoi Veden emä, czyli matka wody, i przy niej zadanie: kieruje ryby do sieci. Nie jest to imię, lecz nazwa złożona z rzeczownika woda i z rzeczownika matka, zrozumiała dla każdego, kto tę mowę słyszał. Autor wpisał ją w szereg imion, ponieważ szereg wymagał jednej pozycji na jeden wers.

Taki sposób mówienia jest poświadczony w całym późniejszym przekazie fińskim i karelskim. Każdy żywioł, każde zwierzę i każda rzecz ma swoją matkę albo gospodarza: matkę wody, matkę ognia, matkę żelaza, gospodarza lasu. Zamówienie leczy wtedy, gdy wymieni właściwą matkę i opowie, skąd rzecz się wzięła.

Obecność takiej pozycji między imionami zmienia sens całego wykazu. Obok postaci z własnymi imionami stoi tu czysta kategoria, a to znaczy, że autor spisywał wszystko, co lud wzywał, bez rozróżniania, czy wzywa osobę, czy moc żywiołu. Lista jest więc wyliczeniem wezwań, nie zestawieniem bóstw.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy pod tą nazwą krył się ktoś noszący imię, którego autor nie znał albo nie zdołał wpisać w wers
  • czy matka znaczy tu rodzicielkę gatunku, czy panią żywiołu

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; zamówienia z wezwaniami do matek żywiołów, zapisywane z ust ludzi od XVIII wieku.

Karelia; 1551

Wiewiórka i zając, dwa imiona znikąd

Zapis z tamtych czasów

Nyrckes daje wiewiórki z lasu, a Hittavanin wygania zające z krzaka, przy czym drugie z tych imion nie istnieje poza tym jednym wersem.

Czytaj dalej

Para zamyka wykaz karelski i wygląda na dobraną dla pełnej miary: dwa zwierzęta, dwa czasowniki dawania, ten sam układ zdania. Wiewiórka nie jest jednak zwierzęciem przypadkowym, bo jej skórki służyły w północnym handlu za jednostkę zapłaty i daniny, liczoną w setkach i tysiącach sztuk.

Nyrckes ma słaby, ale realny ślad dalej. W pieśniach występuje Nyyrikki, syn gospodarza lasu, ten, który znaczy ścieżki i otwiera drogę do zdobyczy. Brzmienia są bliskie, zakres działania zbieżny, i na tym koniec: nikt nie wykazał, że to jedna postać, a samo podobieństwo dźwięków niczego nie rozstrzyga — tak samo jak przy Rongoteusie.

Hittavanin nie ma nic. Nie wraca w żadnej pieśni, w żadnym zamówieniu, w żadnej nazwie miejsca, a odczyt samego zapisu bywa różny, bo druk z 1551 nie rozstrzyga, gdzie kończy się jeden wyraz. Jest to najczystszy przykład pozycji, która istnieje tylko dlatego, że ktoś ją raz zapisał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Hittavanin to jedno słowo, czy dwa zrośnięte w druku
  • czy Nyyrikki z pieśni jest kontynuacją, czy późniejszym tworem o podobnym brzmieniu

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; rachunki i rejestry daniny futrzanej z XVI wieku; pieśni i zamówienia łowieckie zapisywane od XVIII wieku.

Finlandia i Karelia, także ziemie wokół Zatoki Fińskiej; XIII do XX wieku

Czego czczono poza imionami

Zapis z tamtych czasów

Po obu wykazach autor dopisał, czemu jeszcze się kłaniano: kamieniom, pniom, gwiazdom i księżycowi, a nade wszystko zmarłym przy mogile.

Czytaj dalej

Wyliczenie imion nie kończy wywodu. Zaraz po nim idzie zdanie o czci oddawanej rzeczom bez imienia: kamieniom, pniom po ściętych drzewach, gwiazdom i księżycowi. Osobno wymieniony jest kult zmarłych, z płaczem, jadłem i obrzędem przy grobie, i to on zajmuje w przedmowie najwięcej miejsca.

Ta część ma poparcie z zewnątrz, którego brakuje połowie imion. Bulla z 1229 mówi o gajach i miejscach kultu w Finlandii. Listy arcybiskupa Nowogrodu z lat trzydziestych i czterdziestych XVI wieku każą niszczyć święte drzewa i kamienie u ludów mieszkających wokół Zatoki Fińskiej. Ten sam przedmiot widziany z dwóch stron granicy i z dwóch kościołów.

Zmarli stoją w tym wyliczeniu osobno i słusznie. Karmienie zmarłych, łaźnia przygotowana dla nich, jadło zanoszone na mogiłę i kobiece zawodzenie nad grobem są poświadczone w Karelii jeszcze w XX wieku, w formie, której nie da się wyprowadzić z nauczania żadnego z kościołów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy czczono sam kamień i pień, czy to, co w nich mieszkało
  • czy kult zmarłych i kult bóstw były dla ludzi jedną sprawą, czy dwiema

Skąd to wiadomoprzedmowa 1551; bulla papieska z 1229; dwa listy z Nowogrodu, z lat trzydziestych i czterdziestych XVI wieku, nakazujące niszczenie świętych drzew i kamieni u ludów wokół Zatoki Fińskiej (nadawca drugiego i obie daty do sprawdzenia w wydaniu źródeł); zawodzenia i obrzędy grobowe notowane w Karelii do XX wieku.

Turku; 1789

Kiedy wykaz stał się panteonem

Złożone przy biurku

Słownik mitologii fińskiej wydany w Turku w 1789 ustawił imiona z 1551 w porządku alfabetycznym i opatrzył je objaśnieniami, przez co zbiór zaczął wyglądać jak panteon.

Czytaj dalej

Przez dwa i pół stulecia wykaz leżał tam, gdzie go zostawiono, w przedmowie do psalmów. W 1789 wyszedł w Turku słownik mitologii fińskiej, który zebrał imiona z przedmowy, z zamówień, z podań i z materiału saamskiego, ustawił je alfabetycznie i każdemu dopisał wyjaśnienie.

Porządek słownika robi rzecz, której tekst z 1551 nie robił: sugeruje system. Hasło obok hasła wygląda jak panteon z podziałem kompetencji, choć źródła poszczególnych haseł dzielą stulecia, krainy i sposób zapisania. Od tej chwili bogowie fińscy byli zbiorem, a nie listą z jednej przedmowy.

Trzeba to powiedzieć wprost, bo stąd wzięła się większość późniejszych nieporozumień. Żaden dawny zapis nie ustawia fińskich bóstw w hierarchii, nie daje im rodzin ani dworów, nie przypisuje siedzib i nie dzieli władzy nad światem. To dołożył alfabet oraz epoka, która każdą wiarę porównywała z Olimpem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile haseł tego słownika opiera się na żywym przekazie, a ile na samej przedmowie z 1551
  • na ile materiał saamski został tam wmieszany w fiński bez rozróżnienia

Skąd to wiadomosłownik mitologii fińskiej wydany w Turku w 1789; przedmowa do Psałterza 1551 jako jego jawne źródło.

Karelia Białomorska i Helsinki; 1835 i 1849

Co epos zrobił z imionami ze spisu

Złożone przy biurku

Epos złożony w XIX wieku z pieśni zebranych na wschodzie rozdał imionom ze spisu stałe urzędy, których żaden dawny zapis im nie przypisuje.

Czytaj dalej

Epos ukazał się w 1835, a w rozszerzonej postaci w 1849. Powstał z pieśni śpiewanych naprawdę, zapisanych z ust ludzi w Karelii, lecz ułożonych w całość przez wydawcę: to on wybierał warianty, łączył wątki, ustalał kolejność zdarzeń i dopisywał przejścia między nimi.

Imionom z 1551 przypadły w nim stałe urzędy. Väinämöinen stał się wiecznym śpiewakiem i mędrcem początku, Ilmarinen wieczystym kowalem, Ahti morskim junakiem, Tapio gospodarzem lasu z żoną i dziećmi. Część tego jest w zapisanych pieśniach, część powstała dopiero z kompozycji całości.

Dlatego w tym dziale epos zaliczono do rekonstrukcji i nie jest to zarzut. Dzieło z 1849 jest wielkie i jest uczciwym zapisem pewnego przekazu, ale nie jest świadectwem wiary z czasu, gdy ta wiara stanowiła prawo życia. Między nim a wykazem z 1551 leży trzysta lat i jedna ręka układająca.

Czego nie rozstrzygnięto
  • które rysy postaci pochodzą z pieśni, a które z pracy redakcyjnej, rozstrzygalne tylko wariant po wariancie
  • czy karelscy śpiewacy XIX wieku uważali te postacie za bóstwa, czy za bohaterów opowieści

Skąd to wiadomowydania eposu z 1835 i 1849; zapisy pieśni z Karelii z lat 1820 do 1840; przedmowa 1551 jako punkt porównania.

cała sprawa; 1551

Granice jedynego świadka

Zapis z tamtych czasów

Spisał to duchowny, który potępiał wszystko, co wymieniał, pisał rymowanym wierszem i w tej samej przedmowie uderzał także w kościół sprzed reformy.

Czytaj dalej

Trzy rzeczy ograniczają ten dokument i trzeba je trzymać razem. Autor był stroną, bo wyliczał po to, żeby potępić, więc nie zależało mu na rozróżnieniu bóstwa, święta i zwyczaju; wszystko szło do jednego worka bałwochwalstwa. Forma była wierszem, więc zmieściło się tylko to, co weszło w wers i trafiło w rym.

Trzecia rzecz jest najmniej znana. W tej samej przedmowie obrywa nie tylko pogaństwo, lecz i praktyka kościoła sprzed reformy: kult świętych, pielgrzymki, obrzędy uznane teraz za zbyteczne. Wykaz pogańskich imion jest częścią dowodu, że kraj był dotąd źle prowadzony, a nowa nauka jest dla niego ratunkiem.

Mimo to dokument zostaje tym, czym jest: jedynym spisem fińskich imion bóstw zrobionym w kraju, w języku ludu i wtedy, gdy sprawa była jeszcze żywa. Ostrożne czytanie nie polega na odrzuceniu go, lecz na osobnym traktowaniu trzech warstw: imion, przypisanych im funkcji i liczby pozycji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy autor pisał o praktykach wciąż wykonywanych, czy o zapamiętanych, bo sam użył czasu przeszłego
  • czy kolejność imion cokolwiek znaczy: ważność, hierarchię, czy wyłącznie potrzebę rymu

Skąd to wiadomocałość przedmowy do Psałterza 1551 wraz z częścią wymierzoną w kult świętych; bulla z 1237 o odstępstwie mieszkańców Häme jako świadectwo, że rzecz ciągnęła się od stuleci.

Ukko, Tapio, Ahti

Kto dawał grzmot, zwierzynę i rybę

Finlandia zachodnia, Häme i Karelia, XIII-XVI wiek

Ile lat dzieli chrzest od pierwszego spisu

Zapis z tamtych czasów

Karelów ochrzczono wedle kroniki w 1227 roku, Häme przymuszono krucjatą w latach trzydziestych XIII wieku, a pierwszy spis bóstw powstał trzysta lat później.

Czytaj dalej

Kronika nowogrodzka notuje pod rokiem 1227, że książę Jarosław posłał chrzcić Karelów, a więc wschód dostał chrzest z Nowogrodu. Dla zachodu i dla Häme mamy bulle: w styczniu 1229 papież przyznaje kościołowi fińskiemu gaje i miejsca kultu nawróconych, a w grudniu 1237 wzywa do wyprawy przeciw Tavastom, którzy od wiary odstąpili i mścili się na ochrzczonych.

Traktat z Orzechowca z 1323 roku przeciął ten kraj na dwoje i utrwalił dwie przynależności kościelne: zachód przy Rzymie, Karelia przy Nowogrodzie. Ma to bezpośredni skutek dla całego działu, bo materiał karelski bywał potem spisywany po stronie prawosławnej i z ust śpiewaków, a materiał zachodni po stronie luterańskiej i najczęściej ręką duchownego.

Z tego wynika rzecz, którą trzeba mieć w głowie przy każdej karcie: nawet zapis z 1551 roku nie jest zapisem pogańskim. Powstał w kraju ochrzczonym od trzystu lat i opisuje to, co z dawnej praktyki przetrwało w gospodarstwie — czyli obrzędy roku rolniczego i łowieckiego, a nie uporządkowaną wiarę w bogów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Głębokości chrztu z 1227 roku nie da się ustalić; kronika mówi o rozkazie, nie o skutku
  • Bulla z 1229 wymienia gaje i miejsca kultu, ale nie podaje ani jednego imienia bóstwa
  • Nie wiadomo, czy odstępstwo Tavastów z 1237 było powrotem do dawnej czci, czy buntem politycznym

Skąd to wiadomoKronika nowogrodzka pod rokiem 1227; bulle papieskie ze stycznia 1229 i z grudnia 1237; traktat z Orzechowca 1323.

Karelia i wschodnia Finlandia, XVI wiek

Ukko w zapisie z 1551 roku

Zapis z tamtych czasów

W spisie z 1551 roku po dudnieniu Ukki z północy przychodzi pogoda i przyrost całego roku, a obok jego imienia stoi imię jego kobiety.

Czytaj dalej

Fińskie słowo ukko znaczy w mowie codziennej starego człowieka, a zarazem grzmot, bo burza to ukonilma, pogoda Ukki. Na liście karelskiej ta moc daje pogodę i to, co w danym roku wzejdzie, a zaraz przy niej zapisano Rauni jako jego kobietę i powiedziano, że gdy Ukko zadudni z północy, przychodzi pogoda i nowy przyrost.

Rzecz, którą się zwykle przemilcza: na liście hämeńskiej Ukki nie ma w ogóle, bo tam pogodę robi Ilmarinen. Najstarszy zapis nie pokazuje więc jednego fińskiego panteonu, tylko dwa różne podziały nieba w dwóch krainach, i nie ma w nim niczego, co pozwalałoby te dwa imiona utożsamić.

Czego w 1551 roku nie ma: młota, siekiery, wozu, walki z wężem, łuku ani tęczy jako jego broni. Wszystkie te obrazy pochodzą z pieśni i zaklęć zapisanych od blisko trzystu do trzystu pięćdziesięciu lat później i żaden z nich nie ma oparcia w dokumencie z XVI wieku. Nie znaczy to, że zostały wymyślone, tylko że nie da się ich datować wcześniej niż na czas zapisu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ukko było tu imieniem, czy omówieniem używanym po to, żeby nie nazywać grzmotu wprost
  • Czy Ukko z listy karelskiej i Ilmarinen z listy hämeńskiej to jedna moc pod dwiema nazwami
  • Czy wiązanie przyrostu plonów z grzmotem jest dawne, czy jest skrótem myślowym autora spisu

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Karelii.

Karelia, XVI wiek, obrzęd roku rolniczego

Toast Ukki przy wiosennym siewie

Zapis z tamtych czasów

Ten sam zapis z 1551 roku podaje termin obrzędu: wiosenny siew, wspólne picie i przyniesienie naczynia, po czym duchowny wylicza pijaństwo i wstyd.

Czytaj dalej

Po wyliczeniu imion autor przechodzi do praktyki i pisze, że kiedy obsiewano wiosenne pole, pito malję Ukki, czyli czarę przeznaczoną panu burzy, i przynoszono na to miejsce jego vakkę, łubianą skrzynkę. Dalej idzie już inwektywa: upijały się i dziewki, i stare kobiety, a potem działy się rzeczy wstydliwe, o których się słyszało i które widziano.

Wartość tego fragmentu jest większa niż całej reszty spisu, bo jako jedyny podaje, kiedy i przy jakiej robocie oddawano cześć. Obrzęd jest przywiązany do siewu, ma postać wspólnego picia i ma naczynie, a to czyni go najstarszym fińskim opisem święta kalendarzowego związanego z nazwanym bóstwem.

Trzeba przy tym pilnować granicy między tym, co zapisane, a tym, co dopisał ton. Zapisane są pora roku, napój, naczynie i udział kobiet. Niezapisane są słowa wypowiadane nad czarą, osoba prowadząca, miejsce oraz to, czy cokolwiek wylewano albo zakopywano. Rozdzielenie tych dwóch rzeczy jest w całym dziale najważniejszą robotą, bo od niego zależy, ile warte jest każde z tych świadectw.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy malja i vakka to dwa etapy jednego obrzędu, czy dwie różne rzeczy zestawione przez autora
  • Czy opis pijaństwa jest sprawozdaniem, czy stałą formułą kaznodziejską o pogańskich biesiadach
  • Czy obrzęd należał do całej wsi, czy do pojedynczego gospodarstwa

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Karelii, wersy o wiosennym siewie.

Karelia, Sawo, Ingria i wschodnia Finlandia; XVI-XVIII wiek

Ukon vakat, czyli łubianka z ofiarą

Zapis z tamtych czasów

Vakka to łubiany pojemnik na ziarno, a ukon vakat to wiosenna uczta, na którą przynoszono taką łubiankę z napojem przeznaczonym dla pana burzy.

Czytaj dalej

Nazwa obrzędu wzięła się od sprzętu, nie od bóstwa: vakka to gięta z drewna, kryta wiekiem skrzynka do ziarna, używana też jako miara nasypna, a ukon vakat to jej liczba mnoga. Już zapis z 1551 roku mówi o przynoszeniu takiego naczynia przy siewie, a więc obrzęd jest poświadczony pod własną nazwą od połowy XVI wieku.

Przez cały wiek XVII duchowni w Szwecji i Finlandii wracają w skargach i zakazach do wiosennych zgromadzeń z warzonym składkowo piwem, a prawo kościelne z 1686 roku wprost nakłada na plebanów obowiązek tępienia zabobonu i karania takich zejść. Pod koniec XVIII wieku ukon vakat są już hasłem w drukowanym słowniku mitologii fińskiej z 1789 roku, opisanym jako wiosenne święto z piwem. Czy autor słownika zapisuje praktykę wciąż żywą na wschodzie, czy czyta dawniejsze wzmianki, z samego hasła nie wynika.

Poświadczone są zatem pora, naczynie, napój wspólny i sprzeciw kościoła. Niepoświadczone są treść wypowiadanych słów, osoba prowadząca oraz to, czy napój wylewano na ziemię, na kamień, czy wypijano w całości. Nie wiadomo również, czy łubianka wracała potem do domu, czy zostawała na miejscu obrzędu razem z resztą daru.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwa znaczy miary ziarna oddawane w ofierze, czy skrzynkę, w której stał napój
  • Ile z opisu z 1789 roku opiera się na dokumencie, a ile na domyśle układającego słownik
  • Czy wschodniofińskie ukon vakat, ingryjskie uczty składkowe i estońskie vakused to jedna instytucja pod trzema nazwami, czy trzy podobne zwyczaje

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551; skargi i zakazy duchownych z XVII wieku; prawo kościelne Szwecji z 1686 roku; drukowany słownik mitologii fińskiej z 1789 roku.

Karelia, jedna linijka z 1551 roku

Rauni, wymieniona raz i nigdy więcej

Zapis z tamtych czasów

Obok Ukki stoi w 1551 roku Rauni nazwana jego kobietą i jest to jedyne miejsce w całym piśmiennictwie, w którym to imię w ogóle pada.

Czytaj dalej

Wers mówi, że Rauni jest kobietą Ukki i że po czymś, co ona robi, Ukko dudni z północy, a to daje pogodę i przyrost roku. Czasownik opisujący jej zachowanie, härsky, bywa czytany raz jako złościła się, raz jako była w rui, i od tego wyboru zależy cały sens zdania. Po 1551 roku imię nie pojawia się ani w pieśniach, ani w zaklęciach, ani w aktach sądowych.

Czytano tę linijkę na trzy sposoby: że Rauni jest osobną boginią, żoną grzmotu; że jest przydomkiem samego Ukki, bo składnia wersu na to pozwala; że stoi za nią nazwa jarzębiny, drzewa, któremu na północy przypisywano moc ochronną. Żadnego z tych odczytań nie wykazano i żadne nie ma drugiego świadectwa.

Rzecz jest w tym dziale ostrzeżeniem. Z jednego niejasnego wersu wyrosła w późniejszych opowiadaniach pełnoprawna bogini z atrybutami i kompetencjami, choć materiał to nadal jedna linijka wiersza, napisana przez człowieka, który tej czci nie znosił. Sens jest więc podwójny: o Rauni powiedziano tyle, ile o niej wiadomo, i widać przy tym, jak łatwo z jednego słowa robi się bóstwo z rodowodem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Rauni to osobna postać, czy przydomek Ukki
  • Czy imię wiąże się z nazwą jarzębiny, czy z zupełnie innym słowem
  • Czy czasownik w tym wersie mówi o gniewie, czy o rui

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, wers o Ukce i Rauni.

Finlandia, Karelia, Laponia, Estonia; zapisy od XVI do XX wieku

Jak nazywano grzmot

Zebrane z ust

Grzmot nazywano od starego człowieka, a obok chodziły omówienia w rodzaju długiego albo dziadka, bo rzeczy niebezpiecznej nie wołało się po imieniu.

Czytaj dalej

Fiński ukkonen to grzmot, ukonilma to burzowa pogoda, a we wschodnich gwarach mówiło się na tę samą rzecz äijä, czyli dziadek, oraz pitkäinen, czyli długi. Ten sam wzór działa u sąsiadów: lapoński grzmot to Áijih, a jego drugie imię, Horagalles, jest przerobionym skandynawskim Thorem z dołożonym słowem oznaczającym chłopa; po estońsku spotyka się Uku i dziadka.

Skutek dla czytania źródeł jest poważny, bo w tekście ludowym najczęściej nie da się rozstrzygnąć, czy ukko znaczy bóstwo, zjawisko, czy po prostu starego gospodarza. Jedno słowo obsługuje wszystkie trzy roboty. W zaklęciach pada wprawdzie Ukko ylijumala, czyli bóg nadrzędny, ale ci sami śpiewacy tym samym słowem nazywają burzę nad polem.

tam Ukko stoi w zwrotce karelskiej jako adresat czary i łubianki, a nie w zdaniu o pogodzie. Dawcy z przypisaną robotą, Tapio i Ahti, stoją w zwrotce hämeńskiej, i te dwa spisy trzeba trzymać osobno — ale oba pokazują to samo: chodzi o adresata czci, nie o zjawisko.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ukko jako imię jest pierwotne, czy zastąpiło starsze imię objęte zakazem wymawiania
  • Czy słowo jumala oznaczało pierwotnie niebo, czy od razu istotę
  • Czy äijä na wschodzie jest pożyczką z sąsiedztwa lapońskiego, czy odwrotnie

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551; zaklęcia i pieśni zapisywane z ust śpiewaków od lat dwudziestych XIX wieku po początek XX.

cała Finlandia i Karelia; praktyka notowana w XVIII i XIX wieku

Ukonvaaja, kamienny klin pioruna

Zebrane z ust

Kamienne siekiery z epoki kamienia, wyorywane na polach, uchodziły za klin wbity w ziemię przez uderzenie pioruna i trzymano je w domu jako lek.

Czytaj dalej

Nazwa ukonvaaja znaczy klin Ukki, a obok chodzą ukonkivi, kamień Ukki, i ukonnuoli, jego strzała. Wyorany gładzony topór albo dłuto uznawano za rzecz, która przy uderzeniu weszła głęboko w ziemię i przez lata wraca ku powierzchni, i traktowano ją jak dowód, że w to miejsce piorun bił.

Użytek był domowy i całkiem praktyczny: kamień trzymano w spichlerzu albo pod progiem, moczono go w wodzie pojonej bydłu, pocierano nim obrzęki, kładziono przy rodzącej. Takie same kamienie bywają znajdowane w warstwach o tysiące lat młodszych niż one same, co dowodzi, że je podnoszono i przechowywano, choć nie dowodzi, że myślano o nich to samo, co w XIX wieku.

Wiara w kamienie piorunowe jest rozlana po całej północy i po całym Bałtyku, więc nie świadczy o żadnej osobno fińskiej wierze w bogów. Świadczy o czymś innym i pewniejszym: o tym, co według ludzi zostawało w ziemi po uderzeniu. Dla działu o bogach płynie z tego wniosek pokorny, bo praktyka bywa poświadczona znacznie lepiej niż postać, do której się ją przypisuje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ponowne użycie dawnych toporów w młodszych warstwach znaczy tę samą wiarę
  • Czy wyobrażenie klina jest starsze od samego imienia Ukki
  • Czy leczniczy użytek kamienia wiązano z grzmotem, czy z samym kamieniem

Skąd to wiadomoZapisy praktyki ludowej z XVIII i XIX wieku; znaleziska gładzonych narzędzi kamiennych w kontekstach o tysiąclecia późniejszych.

Finlandia i Inari; od XIII wieku po XIX

Miejsca, w których zostawiano ofiarę

Zapis z tamtych czasów

Bulla ze stycznia 1229 roku każe przekazać kościołowi gaje i miejsca kultu nawróconych i jest najstarszym twardym dowodem, że takie miejsca w Finlandii istniały.

Czytaj dalej

Dokument papieski z 1229 roku przyznaje biskupowi fińskiemu gaje i przybytki tych, którzy przyjęli chrzest. Nie pada w nim ani jedno imię bóstwa, nie ma opisu obrzędu ani wzmianki o posągach, jest za to rzecz najtrudniejsza do podważenia: urzędowe stwierdzenie, że miejsca kultu były i że opłacało się je przejąć.

W krajobrazie zostały po tym kamienie z wykutymi miseczkami, znane w Finlandii w liczbie liczonej w setkach, a wedle części zestawień bliższej tysiąca, i najgęstsze na południowym zachodzie, w które jeszcze w XIX wieku wkładano ziarno, lano mleko albo krew. Zostały też nazwy: wzgórza i wyspy z członem Ukko, a wśród nich skalna wysepka na jeziorze Inari.

Przy tej wysepce trzeba uważać, bo jest to miejsce ofiarne Lapończyków z Inari, u których grzmot nazywa się Äijih, i tylko fińska nazwa podsuwa tam Ukkę. W szczelinie skalnej znaleziono na niej w 1873 roku srebrną ozdobę złożoną jako dar. Mieszanie obu tradycji pod jedną nazwą jest w tym dziale najczęstszym błędem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kamienie z miseczkami służyły zmarłym, duchowi gospodarstwa, czy niebu
  • Czy nazwy z członem Ukko są dawne, czy powstały po chrystianizacji jako nazwy miejsc strasznych
  • Czy gaje z bulli 1229 to te same miejsca, które później nazywano hiisi

Skąd to wiadomoBulla papieska ze stycznia 1229; bulla z grudnia 1237 o odstępstwie Tavastów; kamienie z miseczkami; znalezisko srebrnej ozdoby na wyspie jeziora Inari z 1873 roku.

Bjarmia nad Dwiną Północną; wyprawa z 1026, zapis około 1230

Jómali, bożek nad Dwiną

Zapis po chrzcie

Islandzka saga opisuje przy wyprawie z 1026 roku posąg zwany Jómali z misą srebra na kolanach i jest to najstarszy znany zapis słowa, które w językach bałtofińskich i pokrewnych znaczy boga.

Czytaj dalej

Saga spisana na Islandii około 1230 roku opowiada o łupieskiej wyprawie do Bjarmii w 1026: za ogrodzeniem stał kurhan z wymieszanego z ziemią srebra, a przy nim posąg zwany Jómali, z misą monet na kolanach i naszyjnikiem na szyi, który przybysze zabrali, uciekając przed pościgiem.

Jómali to fińskie i pokrewne mu słowo jumala, czyli bóg — to samo, którego używa spis z 1551 roku i cała późniejsza mowa religijna. Zapis jest o dwieście lat późniejszy od zdarzenia i pochodzi od strony, która to miejsce obrabowała, więc mówi, co obcy zobaczyli i wzięli, a nie w co wierzyli tamtejsi ludzie.

Bjarmia nie jest Finlandią, a mówiono tam językiem bałtofińskim albo permskim, i właśnie dlatego rzecz jest tu ważna: słowo na boga sięga daleko poza obszar dwóch spisów z 1551 roku, podczas gdy same imiona z tych spisów nie sięgają nigdzie. Słowo jest starsze i szersze od każdego imienia, które nim kiedykolwiek opisywano.

Ostrożność jest tu obowiązkowa z jeszcze jednego powodu. Tekst spisano około dwustu lat po wydarzeniu, w stuleciu, w którym opis bogatego pogańskiego uroczyska był ulubionym chwytem opowieści o północy. Z relacji wolno wziąć fakt językowy i fakt handlowy — że handlowano i że znano to słowo; wygląd posągu i zawartość ogrodzenia zostają opisem tego, co chcieli zobaczyć przybysze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Który lud czcił posąg i w jakim mówił języku
  • Czy opis posągu z misą i naszyjnikiem nie jest wędrownym motywem sag
  • Czy Jómali było imieniem tego posągu, czy ogólnym słowem, które przybysze wzięli za imię

Skąd to wiadomoSaga o królu Olafie Świętym, spisana na Islandii około 1230 roku, o zdarzeniach z 1026.

Häme, XVI wiek

Ilmarinen z 1551 roku nie jest kowalem

Zapis z tamtych czasów

Na liście hämeńskiej z 1551 roku Ilmarinen robi ciszę i pogodę oraz prowadzi podróżnych naprzód, a o kuźni i o młocie nie ma tam ani słowa.

Czytaj dalej

Imię siedzi na rdzeniu ilma, który znaczy powietrze i pogodę. Zapis przypisuje mu dwie rzeczy: sprawia ciszę i pogodę oraz wiedzie podróżnych do przodu. Jest to dokładnie troska człowieka, który wypływa na jezioro albo rusza zimową drogą, a więc kompetencja praktyczna, wpisana w tę samą logikę, co zwierzyna u Tapia i ryby u Ahtiego w tej samej zwrotce hämeńskiej.

Kowal pojawia się dopiero w pieśniach zapisywanych od lat dwudziestych XIX wieku. Między jednym a drugim świadectwem leży blisko trzysta lat, w których to imię nie wraca w żadnym znanym mi zapisie poza hasłem w słowniku mitologii z 1789 roku, a tej przerwy nie wolno zasypywać zdaniem o ciągłości tradycji., a ta przerwa jest faktem, którego nie wolno zasypywać zdaniem o ciągłości tradycji. Nic nie zabrania, żeby kowal był dawny, ale nic tego nie poświadcza.

Zapis ma jeszcze jeden skutek: robi z Ilmarinena hämeński odpowiednik karelskiego Ukki, bo pogoda stoi na obu listach, tylko pod różnymi imionami. Który z nich jest w tych krainach starszy, z tego materiału nie wynika. Pewne jest tylko to, że w 1551 roku obie te moce zajmują się tym samym: pogodą potrzebną do drogi i do żniwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zapis mówi o pokoju i pogodzie, czy o pogodzie cichej, bo słowo dopuszcza oba odczytania
  • Czy pan pogody i kowal nieba to ta sama postać, czy dwie zlepione w jednym imieniu
  • Czy Ilmari jako imię ludzi w dokumentach ma z tym cokolwiek wspólnego

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Häme.

Karelia Wienska i Ładoska, Ingria, Sawo; pieśni zapisywane w XIX wieku

Kowal, który wykuł pokrywę nieba

Zebrane z ust

W pieśniach spisanych z ust śpiewaków Ilmarinen jest kowalem, który który wykuł niebo, a chwalba rzemieślnicza dodaje, że po skończonej robocie nie zostało na nim żadnego śladu narzędzia.

Czytaj dalej

Stałe określenia w pieśniach nazywają go tym, który wyklepał niebo, i tym, który wykuł jego zdobioną pokrywę, kirjokansi. Dołożona jest do tego chwalba rzemieślnicza, bo na gotowej robocie nie widać uderzeń ani miejsca, w którym trzymały kleszcze. Pochwała kowala stała się w ten sposób zdaniem o budowie świata.

Geografia tych pieśni to Karelia po obu stronach granicy, Ingria i wschodnie Sawo, a czas zapisu to wiek XIX. Materiał jest więc ludowy w ścisłym znaczeniu, bo pochodzi od ludzi, którzy chodzili do cerkwi albo do kościoła, a pieśni umieli po dziadkach, i nie jest zapisem z czasu, gdy ta wiara była religią parafii.

W samych pieśniach kowal kuje żelazo, sampo, złotą kobietę i wrota, bierze udział w wyprawie po sampo i zabiega o pannę z północy. Jest w nich rzemieślnikiem obdarzonym niezwykłą ręką, a nie panem nieba przyjmującym cześć. Nikt w tych pieśniach nie składa mu ofiary, nie wzywa go w potrzebie i nie obchodzi jego święta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kucie nieba jest dawnym wyobrażeniem, czy przeniesieniem języka warsztatu na świat
  • Czy kowal z pieśni ma cokolwiek wspólnego z dawcą pogody z 1551 roku
  • Czy stałe określenia o niewidocznym śladzie młota nie są wędrowną formułą śpiewaczą

Skąd to wiadomoPieśni zapisywane z ust śpiewaków w latach 1820-1900, wydane w trzydziestu trzech tomach w latach 1908-1948.

Karelia Wienska i Ingria; pieśni XIX wieku

Sampo, rzecz, której nikt nie umie nazwać

Zebrane z ust

Sampo jest w pieśniach przedmiotem wykutym przez kowala, o zdobionej pokrywie, który daje dostatek, ale w żadnym zapisie nie powiedziano, czym właściwie jest.

Czytaj dalej

z rzeczy, z których wykuć się nie da: ze skrawka wełny, z jednego ziarna, z mleka krowy, która się nie ocieliła; wyliczanka jest u każdego śpiewaka nieco inna i nie ma wersji podstawowej.

Odczytania krążą między młynem, słupem podpierającym niebo, skarbcem, bębnem i stemplem do bicia monety. Żadne nie zostało wykazane i żadne wykazane być nie może, bo pieśni opisują wyłącznie skutek, czyli dostatek, a nigdy działanie. Śpiewakom najwyraźniej wystarczało, że rzecz działa.

Warto zauważyć, ile w tym materiału, bo wyprawa po sampo jest jedną z największych całości w zapisanym repertuarze epickim. Przedmiot, którego nikt nie potrafi opisać, był dla śpiewających najważniejszą stawką w całym cyklu. Milczenie o tym, czym sampo jest, nie było więc luką w ich wiedzy, tylko cechą samej opowieści.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sampo jest przedmiotem, czy nazwą dostatku jako takiego
  • Skąd pochodzi samo słowo i czy wiąże się z estońską nazwą słupa
  • Czy opowieść o rozbiciu jest zakończeniem dawnym, czy dorobionym przez śpiewaków

Skąd to wiadomoPieśni epickie zapisywane w latach 1820-1900.

druk 1835, wydanie rozszerzone 1849

Co z kowalem zrobił epos

Złożone przy biurku

Epos złożony z pieśni i wydany w 1835, a rozszerzony w 1849, zrobił z kowala brata głównego bohatera i ustawił mu życiorys, którego w pieśniach nie ma.

Czytaj dalej

W eposie kowal kuje sampo po to, by zdobyć pannę z północy, wykonuje zadania weselne — orze pole pełne żmij, zakłada kiełzno niedźwiedziowi i wilkowi Tuoneli, łowi wielką rybę — żeni się, traci żonę, kuje sobie kobietę ze złota i srebra, po czym stwierdza, że jest przy niej zimno.

W zapisanym materiale te kawałki istnieją osobno, u różnych śpiewaków i w różnych zestawieniach, a pieśń o złotej kobiecie bywa samodzielną całością. Kolejność zdarzeń, pokrewieństwo z głównym bohaterem i ciągły życiorys są robotą układającego epos, a nie śpiewaków, od których go zapisano.

Tu trzeba być bezwzględnym, bo jest to najczęstsze nieporozumienie w całym dziale: materiał jest dawny, ale postać, która z niego wychodzi w eposie, została zmontowana w XIX wieku. Nie jest to fałszerstwo, tylko kompozycja, a kompozycję należy nazywać po imieniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zadania weselne stały kiedykolwiek w jednym ciągu w wykonaniu śpiewanym
  • Czy w którymkolwiek zapisie kowal jest nazwany bratem głównego bohatera
  • Ile z porządku eposu wróciło potem do wsi przez szkołę i druk

Skąd to wiadomoEpos wydany w 1835 i w postaci rozszerzonej w 1849; pieśni zapisywane w latach 1820-1900.

Häme, XVI wiek

Tapio daje zwierzynę

Zapis z tamtych czasów

Tapio otwiera hämeńską listę z 1551 roku jednym zdaniem — daje zdobycz z lasu — i to jest wszystko, co o nim z tamtego czasu wiadomo.

Czytaj dalej

Stoi na pierwszym miejscu, a przypisana mu robota jest jedna: sprawia, że z lasu przychodzi zwierzyna. Pochodzenia imienia nie ustalono, to samo słowo siedzi zaś w nazwach miejscowych, a nazwa jego siedziby, Tapiola, jest zwykłym fińskim określeniem gospodarstwa, urobionym od imienia gospodarza.

W 1551 roku nie ma przy nim ani gospodyni, ani dzieci, ani spichlerza ze zwierzyną, ani złota i srebra na jego ludziach. Wszystko to przychodzi z zaklęć myśliwskich zapisanych dwa i trzy wieki później, a więc jest poświadczone jako praktyka XIX-wieczna, nie jako wiara XVI-wieczna.

Warto zobaczyć sąsiedztwo na liście, bo zaraz za Tapiem idzie Ahti z rybami. Las i woda, dwie drogi, którymi do gospodarstwa przychodziło mięso, stoją obok siebie, ponieważ lista jest ułożona według roboty potrzebnej do życia, a nie według godności bóstw. Ten porządek wraca w obu spisach i jest najlepszą wskazówką, jak ich autor rozumiał to, co opisuje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd pochodzi imię i czy ma w ogóle znaczenie dające się przełożyć
  • Czy nazwa miejscowa jest urobiona od imienia, czy imię od nazwy miejsca
  • Czy Tapio był panem zwierząt, czy panem terenu, na którym się je znajduje

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Häme.

Finlandia i Karelia; zaklęcia myśliwskie XVIII-XIX wieku

Las jako cudze gospodarstwo

Zebrane z ust

W zaklęciach myśliwskich las jest obejściem z gospodarzem, gospodynią, córkami i spichlerzem, a łowca prosi, żeby otwarto drzwi i wypuszczono zwierzę.

Czytaj dalej

Myśliwy zwraca się do lasu jak do sąsiedzkiego gospodarstwa: prosi o klucz, prosi o otwarcie spichlerza zwanego aitta, obiecuje srebro i schlebia ludziom lasu, którzy noszą złote ozdoby. Gospodyni ma wygnać zwierzę na ścieżkę, a gospodarz ma nie skąpić. Prośba jest sformułowana grzecznie i nie ma w niej ani rozkazu, ani przymuszania.

Do tego samego porządku należą inne poświadczone zachowania: mowa omowna o niedźwiedziu, zakaz przechwałki przed łowami, obyczaj wyniesienia czaszki zabitego niedźwiedzia na sosnę po uczcie oraz wyobrażenie, że las potrafi kogoś zakryć, co nazywano metsänpeitto.

Materiał pochodzi od ludzi, którzy polowali i chodzili do kościoła, i dokumentuje praktykę, a nie uporządkowany świat bogów. Dlatego jest w tym dziale najmocniejszy tam, gdzie mówi o czynnościach, i najsłabszy tam, gdzie z jego postaci próbuje się złożyć panteon. Zaklęcie mówi bowiem, co człowiek robił i jak się zwracał, a nie, w co wierzył, i tylko pierwsze z tego zostało zapisane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy obraz gospodarstwa w lesie jest dawny, czy przeniesiony ze świata dworu i folwarku
  • Czy Tapio jest w tych zaklęciach imieniem gospodarza, czy tytułem
  • Czy uczta niedźwiedzia i zaklęcia myśliwskie należą do jednej całości obrzędowej

Skąd to wiadomoZaklęcia i pieśni myśliwskie zapisywane w XVIII i XIX wieku; zwrotka o Häme z 1551 roku.

Finlandia i Karelia; od końca XVIII wieku

Mielikki, której nie ma w żadnym starym zapisie

Zebrane z ust

Mielikki, pani lasu, nie stoi w spisie z 1551 roku, nie ma jej też w materiałach XVII-wiecznych, a pojawia się w zaklęciach zapisywanych od końca XVIII stulecia i pojawia się dopiero w zaklęciach zapisywanych od końca XVIII stulecia.

Czytaj dalej

W zaklęciach jest gospodynią lasu, metsän emäntä, trzyma klucz od spichlerza ze zwierzyną i to ją prosi się o wypuszczenie zdobyczy. Raz nazywana jest matką, raz synową gospodarza, a bywa też, że gospodyni występuje bez żadnego imienia i wtedy całą robotę wykonuje sama rola.

Imię siedzi na słowie mieli, czyli myśl, ochota, przychylność, więc może być pochlebnym określeniem — tą przychylną — a nie imieniem własnym. Drukowany w 1789 roku słownik mitologii fińskiej już ją wylicza, a masa zapisów pochodzi z XIX wieku, kiedy ludzie ci byli od pokoleń chrześcijanami.

W eposie została żoną Tapia i matką rodziny o ustalonych imionach. To drzewo genealogiczne jest XIX-wieczną stolarką położoną na prawdziwych formułach zaklęć i tak trzeba je przedstawiać: formuły są zapisane, rodzina jest dorobiona. Bez tego rozdzielenia wychodzi z niej pani lasu z pełnym rodowodem, której żaden dawny zapis nie zna.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Mielikki i gospodyni lasu to jedna postać, czy imię przyklejone do roli
  • Czy nieobecność w spisie z 1551 roku znaczy nieobecność w wierze, czy tylko krótkość spisu
  • Czy jest to imię własne, czy określenie przychylności

Skąd to wiadomoDrukowany słownik mitologii fińskiej z 1789 roku; zaklęcia myśliwskie XIX wieku; epos 1849.

Karelia 1551, zaklęcia XIX wieku, epos 1849

Od wiewiórek do syna Tapia

Złożone przy biurku

Na liście karelskiej z 1551 roku Nyrckes daje z lasu wiewiórki, a w eposie z 1849 Nyyrikki jest synem Tapia w czerwonej czapce, który znaczy ścieżki.

Czytaj dalej

Zapis z 1551 roku poświęca mu jedno zdanie: daje wiewiórki z lasu. W kraju, w którym skórki wiewiórcze bywały jednostką daniny i środkiem zapłaty, nie jest to ozdobny szczegół, tylko sprawa podatkowa, i dobrze pokazuje, po co ta lista wymienia to, co wymienia.

W zaklęciach myśliwskich Nyyrikki należy do domowników lasu i robi rzecz konkretną, bo nacina znaki na drzewach, żeby myśliwy trafił. W eposie dostaje ojca, czerwoną czapkę i niebieski płaszcz, a więc ubranie i pokrewieństwo, których w żadnym starszym zapisie nie ma.

To najkrótszy dowód na to, co stało się z całym zestawem imion: w 1551 roku dawca jednego dobra, w XIX-wiecznych zaklęciach członek gospodarstwa, w eposie postać z kostiumem i metryką rodzinną. Każdy z tych kroków jest udokumentowany osobno, a mimo to między pierwszym a ostatnim nie ma żadnej ciągłości poza samym imieniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Nyrckes i Nyyrikki to to samo imię w dwóch postaciach
  • Skąd wzięła się czerwona czapka, bo w zaklęciach bywa własnością różnych istot
  • Czy wiewiórka jest tu zwierzęciem, czy skrótem na futrzaną daninę

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Karelii; zaklęcia myśliwskie XIX wieku; epos 1849.

Häme, XVI wiek

Ahti przynosi ryby z wody

Zapis z tamtych czasów

W spisie z 1551 roku Ahti stoi na liście Häme zaraz za Tapiem i robi jedną jedyną rzecz — przynosi z wody ryby, a nic więcej o nim wtedy nie zapisano.

Czytaj dalej

Zapis jest tak samo oszczędny jak przy Tapiu i tak samo rzeczowy, bo woda ma swojego dawcę, a jego robotą jest połów. Nic o wyglądzie, nic o dworze pod wodą, nic o żonie, nic o tym, gdzie mieszka. Pochodzenia imienia nie ustalono, choć to samo słowo bywało imieniem ludzi.

Rzecz, którą trzeba postawić od razu, bo inaczej rozjeżdża się cały dział: w eposie imię Ahti nosi przede wszystkim młody awanturnik, a panem wody jest Ahto. Najstarszy zapis mówi coś przeciwnego, bo Ahti jest w nim wodą i rybą, i niczym więcej. Kto zna wyłącznie epos, ma obraz odwrócony względem najstarszego zapisu i nie ma jak się o tym dowiedzieć.

Lista z 1551 roku układa jedzenie w dwie kolumny: las z Tapiem i wodę z Ahtim. Dla gospodarstwa nad jeziorem albo nad zatoką ryba była tym, czym dla pola żyto, a dawca połowu należał do tego samego porządku, co dawca zboża. Jego obecność na liście nie wymaga więc żadnego tłumaczenia mitologicznego, tylko spojrzenia na to, co ludzie jedli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd pochodzi imię
  • Czy Ahti i Ahto to jedno imię w dwóch postaciach, czy dwa różne
  • Czy dawca ryb z 1551 roku ma ciągłość z panem wody z zaklęć XIX wieku

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Häme.

diecezja Turku, rok 1640

Część połowu odłożona dla Ahtiego, 1640

Zapis z tamtych czasów

Biskup Turku skarżył się w 1640 roku, że rybacy odkładają część połowu dla Ahtiego, i tym samym potwierdził to imię niemal sto lat po spisie.

Czytaj dalej

Przy otwarciu akademii w Turku w 1640 roku biskup Isaacus Rothovius wyliczał publicznie, co jego diecezja wciąż robi wbrew wierze chrześcijańskiej, i wymienił wśród tego odkładanie części połowu dla Ahtiego. Mówił o swoich parafianach i mówił z gniewem, mamy tu więc świadka wrogiego, ale świadka.

Wartość tego zdania polega na niezależności, bo jest to drugie datowane świadectwo o tym samym imieniu i o tej samej robocie, wypowiedziane w innym stuleciu, w innym mieście i w innej sprawie niż przedmowa z 1551 roku. Dla większości imion z tego działu takiego drugiego świadectwa nie ma w ogóle.

Wiek XVII dołożył do tego ramę prawną, ponieważ prawo kościelne Szwecji z 1686 roku nakazało duchownym ścigać gusła, a sądy po obu stronach Zatoki Botnickiej prowadziły sprawy o czary przez kilka dziesięcioleci. Milczenie późniejszych zapisów nie dowodzi więc, że praktyka ustała, a jedynie że zmienił się sposób pisania o niej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Ahti był dla rybaków imieniem istoty, czy słowem na moc wody
  • Czy biskup opierał się na tym, co słyszał, czy na spisie z 1551 roku
  • Czy ofiarę składano z pierwszego połowu roku, czy z każdego większego

Skąd to wiadomoMowa biskupa Turku przy otwarciu tamtejszej akademii, 1640; prawo kościelne Szwecji z 1686 roku.

Finlandia, Karelia, Ingria; zaklęcia rybackie XIX wieku

Gospodarstwo pod wodą

Zebrane z ust

W zaklęciach rybackich woda ma gospodarza i gospodynię, a pannę z ich dworu prosi się, żeby wygnała ryby w sieć.

Czytaj dalej

Formuła jest bliźniaczo podobna do myśliwskiej: rybak zwraca się do pana i pani wody, prosi o otwarcie ich zasobu, obiecuje zapłatę i schlebia. Pannę z tego dworu, nazywaną panną Vellamo, prosi się, żeby pognała ryby ku sieci, a sam dwór bywa nazywany Ahtolą. Zapłata, którą się obiecuje, to zwykle srebro, czasem część samego połowu.

Uderza w tym jedna gramatyka zastosowana do dwóch dziczy, bo las i woda są cudzymi gospodarstwami, mają spichlerz, klucz, pana, panią i dzieci, a człowiek jest w obu razach proszącym gościem, nie panem terenu. Ta sama gramatyka wraca w zaklęciach leśnych i w rybackich, u różnych śpiewaków i w różnych okolicach, i to powtarzanie się jest jej poświadczeniem — mocniejszym niż cokolwiek, co da się powiedzieć o pojedynczej postaci z tych zaklęć.

W eposie Ahto i Vellamo są małżeństwem i mają to ustalone raz na zawsze. W zaklęciach bywa różnie: raz Vellamo jest gospodynią, raz brzmi jak nazwa miejsca, a raz gospodyni wody nie ma żadnego imienia i wystarcza jej rola. Ustalenie z eposu jest więc jednym z wielu możliwych układów, tyle że jedynym, który poszedł w druk i do szkoły.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Vellamo jest osobą, miejscem, czy przydomkiem
  • Czy Ahto to odmiana imienia Ahti, czy imię osobne
  • Czy obraz podwodnego dworu jest dawny, czy powstał przez naśladowanie zaklęć leśnych

Skąd to wiadomoZaklęcia rybackie zapisywane w XIX wieku; epos 1849.

Ingria i Karelia; pieśni XIX wieku, epos 1835 i 1849

Dlaczego w eposie Ahti jest młodym awanturnikiem

Złożone przy biurku

W eposie Ahti Saarelainen jest przydomkiem Lemminkäinena, zabijaki i wesołka, a pan wody nazywa się już Ahto, więc z jednego imienia zrobiono dwie postacie.

Czytaj dalej

W zapisanych pieśniach imiona Lemminkäinen, Ahti Saarelainen i Kaukomieli przylegają do zachodzących na siebie zestawów zdarzeń, a śpiewacy w niektórych okolicach używali ich wymiennie. Nie ma w tym materiale jednej osoby o trzech imionach, są za to trzy imiona krążące wokół podobnych pieśni.

Układający epos przypisał Ahtiego bohaterowi, a wodzie zostawił Ahto, i w ten sposób uporządkował zamęt kosztem jego zatarcia. Czytelnik eposu nie ma już żadnej szansy domyślić się, że najstarszy zapis tego imienia sadza je w wodzie i przy rybach. Porządek został zrobiony raz i od tamtej pory obowiązuje wszędzie poza samym materiałem pieśniowym.

Jest to najostrzejszy w tym wymiarze przykład na to, jak porządek kompozycji pracuje przeciw zapisowi. Nic tu nie zostało zmyślone, rzecz została tylko rozdzielona inaczej, niż leżała, a takie rozdzielenie jest nie do odróżnienia od faktu, dopóki nie sięgnie się do 1551 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Ahti bohatera i Ahti wody byli kiedykolwiek jednym
  • W których okolicach imiona bohatera są naprawdę wymienne
  • Czy przydomek Saarelainen, czyli wyspiarz, ma związek z wodnym rodowodem imienia

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551; pieśni ingryjskie i karelskie zapisywane w XIX wieku; epos 1835 i 1849.

Karelia, XVI wiek

Veden emä, matka wody

Zapis z tamtych czasów

Na liście karelskiej z 1551 roku stoi Veden emä, czyli matka wody, a cała przypisana jej robota polega na tym, żeby wpędzić ryby do sieci rybaka.

Czytaj dalej

Nie jest to imię własne, tylko tytuł: matka wody. W zaklęciach ta sama postać występuje jako gospodyni wody, a obok niej działa väki, czyli siła wody — moc, która dotyka tego, kto ją naruszy, i której przypisywano wysypki oraz obrzęki. Tytuł i siła idą tu w parze i nie da się rozstrzygnąć, co z tego było pierwsze.

Dla całego działu ma to znaczenie porządkujące, bo część imion z 1551 roku to tytuły, część zaś imiona, a spis nie rozdziela jednych od drugich. Czytanie tej listy jako panteonu osób wkłada w nią porządek, którego ona nie zawiera, i właśnie stąd biorą się późniejsze tablice bogów fińskich z przydziałem kompetencji.

Praktyczna strona tej wiary jest zresztą lepiej poświadczona niż jej strona teologiczna. Zaklęcia lecznicze na choroby skóry zwracają się do wody i wyliczają jej pochodzenie, ponieważ nazwanie początku rzeczy dawało nad nią władzę. Zaklęcie jest w tym sensie dokumentem lepszym niż wykaz imion, bo pokazuje czynność, a nie porządek ułożony na papierze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Veden emä i późniejsza Vellamo to jedna postać
  • Czy matka wody oznacza istotę, czy sam żywioł w mowie obrzędowej
  • Czy siła wody z zaklęć jest tą samą rzeczą, co matka wody ze spisu

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551, zwrotka o Karelii; zaklęcia lecznicze zapisywane w XIX wieku.

Karelia, Ingria, wschodnia Finlandia; zaklęcia i pieśni XIX wieku

Tuoni i wieś umarłych

Zebrane z ust

Tuoni to śmierć widziana jako osoba, a Tuonela jest wsią za rzeką, do której się idzie, a nie stanem, w którym się jest.

Czytaj dalej

Nazwy chodzą parami: Tuoni i jego miejsce Tuonela, obok tego Manala i mieszkańcy zwani manalaiset. Miejsce leży za czarną rzeką, czasem pod ziemią, czasem na północy, ma przewóz i przewoźnika, a także gospodarstwo z panem, panią, córką i synem o żelaznych palcach.

Nie jest to miejsce kary, tylko zagroda, która przyjmuje ludzi, bo umarli tam jedzą, śpią i trzymają swoje rzeczy. Chorobę opisywano jako ciągnięcie w tamtą stronę, a zaklęcie lecznicze odsyłało tam samą chorobę zamiast chorego, co jest odwróceniem tej samej drogi.

Tuoniego nie ma na liście z 1551 roku. Materiał pochodzi z zaklęć i pieśni epickich zapisanych w XIX wieku oraz, pośrednio, z akt spraw o gusła z XVII wieku, w których moc zmarłych występuje jako narzędzie. Poświadczenie jest zatem mocne dla praktyki i żadne dla XVI-wiecznego wyobrażenia o zaświatach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Tuonela i Manala to jedno miejsce pod dwiema nazwami
  • Czy rzeka jest wyobrażeniem dawnym, czy obrazem przejętym z kazań
  • Czy Tuoni był osobą, czy słowem na śmierć, które w pieśni musiało dostać twarz

Skąd to wiadomoZaklęcia i pieśni epickie zapisywane w XIX wieku; akta spraw o gusła z XVII wieku.

Karelia i Ingria; pieśni epickie XIX wieku

Kto szedł do Tuoneli i po co

Zebrane z ust

W pieśniach idzie się do Tuoneli po słowa, po narzędzie albo po cudze ciało, a kłopotem jest zawsze powrót, nigdy dojście.

Czytaj dalej

Stary śpiewak wybiera się tam po brakujące słowa potrzebne do dokończenia łodzi, przeprawia się przez rzekę na kłamstwo, dostaje napój, zasypia i ucieka przez żelazne sieci rozciągnięte w poprzek nurtu, zmieniwszy się w robaka albo w węża. Sieci są w tej pieśni rzeczą najważniejszą, ponieważ to one mają zatrzymać każdego, kto raz przeszedł.

Druga opowieść jest inna: młody zuchwalec ginie nad rzeką Tuoniego, zostaje porąbany i wrzucony do wody, a matka wygrabia go z nurtu kawałek po kawałku. Ta pieśń była zapisywana w Ingrii i w Karelii w licznych odmianach i należy do najlepiej udokumentowanych w całym repertuarze.

Obie trzyma jedna reguła: kto tam idzie, nie jest z powrotem oczekiwany, a powrót kupuje się podstępem albo cudzą pracą i nigdy nie dostaje za darmo. Jest to zdanie o śmierci, a nie opis krainy. Krainę widać w tych pieśniach przy okazji, z drogi, i tylko tyle, ile zdąży zobaczyć ktoś, kto właśnie stamtąd ucieka.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy żelazne sieci są obrazem śpiewaka, czy dawnym wyobrażeniem o tym, co trzyma zmarłych
  • Czy obie wyprawy należały kiedyś do jednej pieśni
  • Czy wygrabianie ciała z rzeki wiąże się z obrzędem pogrzebowym, czy jest samym obrazem

Skąd to wiadomoPieśni epickie zapisywane w latach 1820-1900.

Finlandia i Karelia; akta sądowe XVII wieku, zapisy XIX wieku

Kalma, moc, która idzie z grobu

Zebrane z ust

Obok Tuoniego stoi kalma, czyli grób i jego siła, którą można wziąć z cmentarza i której trzeba się potem pozbywać.

Czytaj dalej

Kalma znaczy grób i trupi zapach, kalmanväki to siła zmarłych, a kirkonväki, lud kościelny, to zmarli z przykościelnego cmentarza. Chorobę tłumaczono dotknięciem tej siły, a leczenie polegało na odesłaniu jej tam, skąd przyszła, czyli na odwróceniu czynności, która ją sprowadziła.

Typ oskarżenia o branie ziemi z grobu i o używanie rzeczy z cmentarza — do szkodzenia, do połowu, do sprowadzania powodzenia — należy do spraw o gusła prowadzonych w XVII wieku, ale nie da się wskazać pojedynczego procesu z parafią i rokiem, więc podstawą jest tu typ oskarżenia, a nie pojedynczy dokument.

Różnica wobec Tuoniego jest istotna i nikt jej w dawnym materiale nie wygładzał: Tuoni jest w pieśni osobą, a kalma substancją, którą da się nieść w kieszeni. Ta sama kultura trzymała oba wyobrażenia obok siebie i nie widziała w tym sprzeczności. Porządkowanie tego po latach zaciera najciekawszą cechę materiału, czyli jego niespójność.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie i miejsce konkretnych spraw sądowych o ziemię z grobu
  • Czy lud kościelny jest wyobrażeniem powstałym po chrystianizacji, czy dawnym pod nową nazwą
  • Czy kalma była mocą zmarłego, czy mocą samego miejsca pochówku

Skąd to wiadomoAkta spraw o gusła z XVII wieku; prawo kościelne Szwecji z 1686 roku; zapisy zaklęć leczniczych z XIX wieku.

Karelia Wienska; pieśni XIX wieku, epos 1835 i 1849

Louhi, imię, którego w pieśniach prawie nie ma

Złożone przy biurku

W pieśniach przeciwniczka z północy jest zwykle po prostu gospodynią Pohjoli, a imię Louhi pada rzadko i na stałe przypisał je jej dopiero epos.

Czytaj dalej

W zapisanych pieśniach występuje jako gospodyni Pohjoli albo baba z północy, często z przyczepionym określeniem o rzadkich zębach. Imię Louhi pojawia się w mniejszości odmian wienskich i nie jest w nich niezbędne, bo pieśń działa bez niego — liczy się rola gospodyni obcego, bogatego domu na północy.

Epos uczynił z Louhi imię własne i dał jej ciągłą rolę: zadaje zadania weselne, przyjmuje sampo, wysyła pościg, zsyła choroby, chowa słońce i księżyc, przegrywa. Ten łuk jest zmontowany z osobnych pieśni, w których przeciwniczka bywa różną osobą albo nie ma jej wcale.

Samo słowo louhi stoi blisko wyrazów oznaczających skalny odłam i blisko imienia Loviatar, mogło więc być przezwiskiem, tytułem albo imieniem zupełnie innej istoty, zanim przypięto je do gospodyni północy. Nie zostało wykazane, które z tego jest pierwsze. Pewne jest tylko to, że w pieśniach imię nie było konieczne, a w eposie stało się nieusuwalne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • W ilu zapisanych odmianach imię Louhi rzeczywiście pada
  • Czy Louhi i Loviatar to jedno imię
  • Czy gospodyni Pohjoli jest rolą domową, a nie postacią o imieniu

Skąd to wiadomoPieśni wienskie zapisywane w XIX wieku; epos 1835 i 1849.

Karelia i wschodnia Finlandia; zaklęcia lecznicze XIX wieku

Loviatar i dziewięć chorób

Zebrane z ust

W zaklęciach o pochodzeniu chorób ślepa córka Tuoniego zachodzi w ciążę od wiatru i rodzi dziewięć dolegliwości, którym śpiewak wylicza imiona.

Czytaj dalej

wylicza dziewięcioro potomstwa — kolkę, dnę, zarazę i dalsze dolegliwości — a ostatniemu z nich imienia już nie daje; skład tej dziewiątki jest u każdego śpiewaka inny.

Słowo lovi znaczy szczelinę albo nacięcie, a wyrażenie o wpadaniu w szczelinę opisywało trans wróżbity. Imię matki chorób i nazwa transu leżą więc w jednym gnieździe słów i jest to jedyna rzecz pewna w tej karcie poza samym tekstem zaklęć. Ten, kto leczył, i ten, kto wpadał w szczelinę, poruszali się w jednym słowniku.

Nie jest to opowieść dla słuchacza, tylko narzędzie w ręku leczącego. Rodowód chorób istnieje po to, żeby dało się je chwycić za imię, a wyliczanka dziewięciu jest listą roboczą, u każdego śpiewaka inną. Szukanie w niej stałego panteonu chorób jest więc szukaniem porządku, którego wykonawcy nie potrzebowali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Loviatar to ta sama postać, co Louhi
  • Skład dziewiątki chorób jest różny u różnych śpiewaków i nie ma wersji podstawowej
  • Czy poczęcie od wiatru jest dawne, czy powstało pod wpływem opowieści chrześcijańskich

Skąd to wiadomoZaklęcia lecznicze zapisywane w XIX wieku; osobne wydanie zaklęć fińskich z 1880 roku.

epos 1835 i 1849; pieśni o stworzeniu XIX wieku

Ilmatar, matka świata dopisana w XIX wieku

Złożone przy biurku

Epos zaczyna się od dziewicy powietrza, która unosi się na morzu i rodzi świat, ale w pieśniach jajo bywa składane na kolanie starego śpiewaka.

Czytaj dalej

W pierwszej pieśni eposu Ilmatar schodzi z powietrza, unosi się na wodzie, zachodzi w ciążę od wiatru i morza, ptak składa jej jaja na kolanie, jajo się tłucze i staje się niebem, ziemią, słońcem i księżycem. Obraz jest zwarty, piękny i powtarzany na całym świecie jako fiński mit stworzenia.

W zapisanych pieśniach o stworzeniu kolano bywa kolanem samego starego śpiewaka, dryfującego po wodzie, a postać kobieca albo się nie pojawia, albo występuje jako dziewica powietrza w zwrocie formularnym, nie jako matka świata. Imię Ilmatar w tej roli jest ustaleniem eposu.

Wniosek dla całego działu jest niewygodny, bo najzgrabniejszy i najczęściej powtarzany kawałek fińskiej mitologii ma najsłabsze poświadczenie jako całość. Poszczególne obrazy — jajo, ptak, kolano, wiatr — są w pieśniach; złożenie ich w opowieść o początku świata jest XIX-wieczne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • W których odmianach pieśni w ogóle występuje postać kobieca
  • Czy dziewica powietrza z zaklęć i Ilmatar to ta sama istota
  • Czy wspólny rdzeń ilma łączy ją z Ilmarinenem, czy jest to zbieżność słowotwórcza

Skąd to wiadomoEpos 1835 i 1849; pieśni o stworzeniu zapisywane w XIX wieku.

Finlandia i Karelia; zestawienie zapisów od 1551 do 1849

Rachunek: co jest stare, a co dopisane

Złożone przy biurku

Z głównych imion tego wymiaru tylko połowa stoi w zapisie z XVI wieku, a rodziny, małżeństwa i życiorysy bogów są w całości robotą XIX stulecia.

Czytaj dalej

W zapisie z 1551 roku stoją Ukko, Rauni, Ilmarinen, Tapio, Ahti, Veden emä i Nyrckes. Dochodzi do tego jedno datowane potwierdzenie z zewnątrz, czyli odkładanie części połowu dla Ahtiego w mowie biskupiej z 1640 roku. Jest to cała podstawa współczesna dla samych IMION i jest ona krótka. Osobno stoją świadectwa o miejscach i o praktyce — bulla ze stycznia 1229 roku o gajach, skargi i zakazy XVII wieku, prawo kościelne z 1686 — i żadne z nich nie wymienia ani jednego imienia.

Dopiero z pieśni i zaklęć zapisywanych od lat dwudziestych XIX wieku mamy Mielikki, Vellamo, Ahto, Tuoniego z całym gospodarstwem, Loviatar, kowala kującego niebo, sampo oraz, w niewielu odmianach, imię Louhi. Poświadczenie jest tu bogate, ale dotyczy wieku XIX i ludzi ochrzczonych od kilkuset lat.

Ilmatar jako matkę świata oraz twarde rozdzielenie imion, którego pieśni nie znają: Ahti dla bohatera, Ahto dla wody.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nieobecność imienia w spisie z 1551 roku dowodzi nieobecności w wierze, czy tylko krótkości spisu
  • Ile z XIX-wiecznych zapisów jest już skażone drukiem, bo śpiewacy bywali piśmienni i słyszeli o eposie
  • Czy ciągłość między warstwami da się w ogóle wykazać przy przerwie trzech stuleci bez zapisu

Skąd to wiadomoPrzedmowa do Psałterza 1551; mowa biskupia z 1640; słownik mitologii fińskiej z 1789; pieśni i zaklęcia z lat 1820-1900; epos 1835 i 1849.

Nurek, jajo i oddech

Jak powstał świat i ile dusz ma człowiek

Dwie rzeczy trzymają ten dział w całości i obie leżały dotąd poza nim. Pierwsza to opowieść o początku — nie ta najbardziej znana, o jaju, lecz ta szerzej rozpowszechniona, w której ktoś schodzi na dno pustego morza po garść mułu, i ta trzecia, w której świat robią dwaj, a drugi psuje robotę pierwszego. Druga to rachunek dusz: bez rozdzielenia oddechu od tego, co z człowieka wychodzi, nie da się opisać ani transu, ani lamentu, ani odsyłania niedźwiedzia. Przy każdej pozycji stoi, gdzie i kiedy rzecz zapisano, bo tutaj data zapisu waży więcej niż sama treść.

Komi, Udmurci, Mordwini, Mari; dalej Chanty i Mansowie nad Obem; zapisy XIX i XX wieku

Ptak, który nurkuje po muł

Zebrane z ust

Na wschodzie tej strefy świat zaczyna się od nurkowania: ktoś schodzi na dno pustego morza i wynosi w dziobie albo w ustach garść mułu.

Czytaj dalej

Układ jest wszędzie ten sam. Najpierw jest woda bez brzegu i nikt nie mówi, skąd się wzięła. Potem ktoś schodzi na dno — raz nur, raz kaczka, raz gągoł, raz gęś — i wraca z garścią mułu albo piasku. Z tej garści rozrasta się ląd, i rozrasta się sam, bez dalszego udziału tego, kto ją przyniósł. Zejście bywa powtarzane dwa albo trzy razy, bo za pierwszym i drugim razem nie udaje się nic.

Zasięg daje się narysować. Opowieść zapisano u Komi w dorzeczu Wyczegdy, u Udmurtów, u Mordwy erzjańskiej i mokszańskiej, u Mari, a dalej na wschód u Chantów i Mansów nad Obem, gdzie raz jeden nur schodzi trzykrotnie, a raz ziemię wynosi para nurów, mały i duży. Po zachodniej stronie, u Finów, Karelów, Estów, Wotów i Ingrów, tej opowieści w pieśniach nie ma wcale: tam początkiem jest jajo, a ptak nie nurkuje, tylko szuka miejsca na gniazdo.

Różnica nie jest drobiazgiem układu. Nurkowanie wymaga dna: jest dokąd zejść i skąd wrócić. Opowieść o jaju wymaga oparcia nad wodą — kolana, kępy, krzaka, gałęzi — bo jajo musi mieć na czym leżeć. Rozdzielenie nie jest jednak czyste: u Mari i u Komi-Permiaków oba układy stoją w jednym tekście, bo jajo wpada do wody i po materiał i tak trzeba zejść na dno. Z zapisów wynika zatem tyle, że jednego początku dla całej strefy nie ma, a nie to, że dwa porządki nigdy się nie spotkały.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy któraś z tych opowieści jest tak dawna jak wspólnota mowy, bo najstarszy zapis którejkolwiek z nich pochodzi z XIX wieku
  • w której wersji ptak jest samym stwórcą, a w której tylko posłanym — zapisy dają obie kolejności
  • czy nur i kaczka są w tych opowieściach wymienne, czy gatunek ptaka o czymś rozstrzyga
  • czy brak opowieści o nurkowaniu po zachodniej stronie jest brakiem w wierze, czy skutkiem tego, co gdzie zbierano — na zachodzie spisywano przede wszystkim pieśni, na wschodzie prozę, a te dwie formy niosą różne wątki
  • czy nazwa gatunku ptaka — nur, kaczka, gągoł, gęś — należy do opowiadającego, czy do spisującego, który dobierał ją sam
  • nie ma dokumentu z wsią i rokiem dla zapisów znad Obu o nurze schodzącym trzykrotnie i o parze nurów, małym i dużym

Skąd to wiadomoZapisy podań komi z 1913 i 1923 roku; mordwiński zapis z 1853 roku ogłoszony drukiem w 1867; wzmianka o wersji mansyjskiej w druku z 1887 roku; opisy maryjskie, udmurckie i obskie z XIX i XX wieku.

Mordwa erzjańska w guberni samarskiej; zapis 1853, druk 1867

Wieś Wieczkamowa, rok 1853

Zebrane z ust

Najdokładniej datowany zapis stworzenia świata w tej strefie: proboszcz ze wsi Wieczkamowa spisał go w 1853 roku, i to po rosyjsku, nie po mordwińsku.

Czytaj dalej

Drogę tego tekstu znamy co do ogniwa. Ksiądz ze wsi Wieczkamowa w powiecie buguruslańskim guberni samarskiej spisał opowieść w 1853 roku; czternaście lat później weszła ona do obszernego opisu Mordwy drukowanego w moskiewskim miesięczniku w czerwcu, wrześniu i październiku 1867 roku, stamtąd przełożono ją na fiński w latach 1873 i 1874, a na angielski w 1889. Tyle przekładów dzieli nas od ust, z których wyszła.

Treść jest zwarta. Najwyższy dryfuje na kamieniu po otwartym morzu i skarży się, że nie ma brata ani towarzysza do narady. Zjawia się Szaitan i ofiaruje się nim być. Dostaje polecenie: zejść na dno po piasek i przy braniu wymienić imię tego, kto go posyła. Dwa razy z pychy imienia nie wymawia i dwa razy wraca poparzony ogniem bijącym z dna; za trzecim razem ze strachu imię wymawia i piasek bierze bez przeszkody.

Koniec jest fizyczny, nie moralny. Szaitan oddaje część piasku, resztę zatrzymuje za policzkiem. Piasek rzucany na wodę rozrasta się w ląd, ale ten za policzkiem rośnie w tym samym tempie; głowa puchnie jak góra, ból staje się nie do zniesienia i Szaitan wypluwa wszystko z taką siłą, że nieutwardzona jeszcze ziemia się trzęsie. Z trzęsienia biorą się jary i doliny, z wyplutego piasku pagórki, szczyty i góry.

Czego nie rozstrzygnięto
  • opowieść zapisano po rosyjsku i tekstu mordwińskiego nie ma, więc nie wiadomo, jakimi słowami nazywano w niej obu działających
  • nie da się ustalić, ile w tej wersji pochodzi od opowiadającego, a ile od spisującego, który był duchownym prawosławnym
  • czy wyliczenie dwóch zejść nieudanych i trzeciego udanego należy do wersji miejscowej, czy jest formułą wędrowną

Skąd to wiadomoZapis proboszcza ze wsi Wieczkamowa w powiecie buguruslańskim guberni samarskiej, 1853; druk w moskiewskim miesięczniku, czerwiec, wrzesień i październik 1867; przekład fiński 1873–1874; przekład angielski 1889.

Mordwini, Udmurci, Mari; podania zapisywane w XIX i XX wieku

Dwaj robią świat, drugi go psuje

Zebrane z ust

W wersji dwudzielnej ziemia miała być równa; góry, jary i trzęsawiska są śladem tego, co drugi zataił w ustach i musiał wypluć.

Czytaj dalej

Rdzeń jest jeden. Ten z góry posyła tego z dołu po materiał; ten z dołu przynosi go w ustach i część zatrzymuje z zamiarem zrobienia sobie własnego świata; zatajone rośnie razem z resztą i musi zostać wyplute. Gładka powierzchnia, którą tamten ułożył, dostaje przez to góry, kamienie, wąwozy i bagna. U Udmurtów Inmar posyła Szaitana i piasek zatrzymany za policzkiem daje dokładnie ten sam skutek.

Ptak bywa tu przebraniem, a nie postacią. W jednej odmianie mordwińskiej najwyższy dostrzega Szaitana pływającego po morzu jako gęś i właśnie jemu każe nurkować; w opisie wiary Mordwy wydanym w Tambowie w 1876 roku każe mu obrócić się w ogorzałkę; w odmianie mokszańskiej Wiarde Skaj każe mu być gągołem. Zwierzę jest rolą przyjmowaną na czas roboty i nie ma w tych tekstach żadnej własnej historii.

Jednej rzeczy z tego wyprowadzić nie wolno. Ten sam wątek — dwie garście, jedna oddana, druga w ustach, pagórki z wyplutego — ogłoszono w tych samych dziesięcioleciach dla tureckich ludów Ałtaju i jest on dobrze znany w podaniach wschodniosłowiańskich. Wersja dwudzielna jest więc nad Wołgą i Kamą poświadczona mocno, ale nie zostało wykazane, że jest dziedzictwem ugrofińskim, bo mogła przyjść z sąsiedztwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy sam motyw zatajenia materiału w ustach jest miejscowy, czy przyszedł od sąsiadów tureckich albo ruskich
  • czy para działających jest starsza od chrześcijaństwa, czy powstała dopiero z zetknięcia z opowieścią o aniele strąconym
  • czy wersja udmurcka i mordwińska są sobie pokrewne wprost, czy zbiegły się przez wspólne sąsiedztwo

Skąd to wiadomoZapis z 1853 roku i druk z 1867; opis wiary Mordwy wydany w Tambowie w 1876 roku; mordwiński zbiór tekstów ustnych wydany w Sarańsku w 1983 roku; wydania podań ałtajskich z drugiej połowy XIX wieku.

Komi w dorzeczu Wyczegdy; zapisy 1913 i 1923, pierwszy druk 1972

Dwa zapisy komi: 1913 i 1923

Zapis po chrzcie

Najbardziej rozbudowana kosmogonia komi nie została zasłyszana, tylko przepisana z cudzego rękopisu w 1923 roku, a wydrukowana pół wieku później.

Czytaj dalej

Krótszy zapis pochodzi z 1913 roku i jest zwykłym nurkowaniem: obrócony w nura schodzi po ziemię, a gdy wraca ku powierzchni, morze jest już zamarznięte. Dłuższy tekst przepisano w 1923 roku we wsi Prokopjewka, po komi zwanej Proń-dor, w dzisiejszym rejonie syktywdyńskim — i to nie z ust człowieka, lecz z rękopiśmiennego zbioru. Drukiem ogłoszono go dopiero w 1972 roku.

W tym dłuższym tekście kaczka czöż pływa po morzu bez brzegu i składa jaja, ale morze zabiera cztery, a ocalają dwa. Z ocalałych wykluwają się pod skrzydłem dwa kaczory, En i Omöl. Matka każe im wydobyć z głębi jaja utopione i rozbić je o jej ciało, po czym sama rzuca się z wysoka na wodę i ginie. Jej ciało staje się ziemią, a z rozbitych jaj wychodzą słońce, księżyc, zwierzęta i demony.

Sposób opisu braci jest osobną sprawą. W tym tekście stoją oni jako dwie przeciwne zasady: życie i śmierć, dobro i zło, prawda i kłamstwo, dzień i noc. Takie wyliczenie parami należy do języka wykładu i nie wiadomo, czyją jest robotą — opowiadającego, układającego rękopis czy przepisującego w 1923 roku. Najlepiej znana kosmogonia komi jest więc świadectwem tego, co w tym roku stało w cudzym rękopisie, a nie zapisem opowieści wziętej wprost z czyichś ust.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, kto i kiedy ułożył rękopis przepisany w 1923 roku ani z czyich ust go spisano
  • czy składanie jaj wprost na wodę należy do opowieści ustnej, czy przyszło z książkowej wiedzy o ptaku znoszącym jaja w głębinie
  • czy imię Omöl jest pierwotną nazwą ciemnego, czy omówieniem wstawionym zamiast nazwy objętej zakazem
  • nie ma dokumentu, który pozwoliłby oddzielić w dłuższym tekście warstwę ustną od pracy tego, kto rękopis układał
  • czy między odpisem z 1923 roku a drukiem z 1972 roku, czyli przez czterdzieści dziewięć lat, tekst pozostał nietknięty

Skąd to wiadomoZapis komi z 1913 roku; odpis z rękopisu sporządzony w 1923 roku we wsi Prokopjewka (Proń-dor) w rejonie syktywdyńskim; pierwszy druk tego tekstu w 1972 roku.

Mari i Komi-Permiacy; podania zapisywane w XIX i XX wieku

Gdzie nurkowanie zrosło się z jajem

Zebrane z ust

U Mari i Komi-Permiaków obie opowieści o początku stoją w jednym tekście: kaczka składa jaja na wodzie, a po materiał i tak trzeba zejść na dno.

Czytaj dalej

W wersji maryjskiej kaczka zanurza się w głąb morza, składa dwa jaja i wysiaduje je pod skrzydłami. Wykluwają się z nich dwaj bracia, kaczory. Obaj po kolei schodzą na dno i wynoszą ziemię w dziobach. Z tego, co przyniósł pierwszy, robi się równina; drugi krztusi się i wypluwa ziemię razem ze śliną, i stąd biorą się na ziemi góry, jeziora i bagna.

Składanie jaj na wodzie jest w podaniach rzadkie i ma czytelny wzór w książce. Pisma cerkiewne przejęte z greki opisują ptaka alkonosta, który znosi jaja w głębi morza, a wysiaduje je na powierzchni; taki opis stoi w słowiańskim Szestodniewie Jana Egzarchy z przełomu IX i X wieku oraz w Palei tołkowej. Zrost dwóch opowieści o początku mógł więc powstać przy czytaniu, a nie przy ognisku.

W wersji komi-permiackiej kaczka składa jedno jajo wprost na wodę, jajo tonie, a po nie schodzi nur; wynosi je i rozbija, a górna połowa skorupy staje się niebem, dolna ziemią. W obu tekstach nie ma punktu oparcia nad wodą — ani kępy, ani kolana — i jajo idzie pod wodę. Nie wynika stąd jednak, że po zatopione jajo trzeba zejść: w pieśni wotskiej z 1947 roku gniazdo stoi na kępie, jaja i tak wpadają do morza, a wydobywa się je narzędziem, bo nikt pod wodę nie wchodzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy zrost obu wątków jest miejscowy, czy podsunęła go książkowa wiedza o alkonoście
  • która z dwóch opowieści była u Mari i u Komi wcześniejsza i czy da się to w ogóle ustalić
  • czy maryjscy bracia kaczory są tą samą parą co En i Omöl u Komi, czy tylko podobnym układem ról
  • czy wersja maryjska, w której kaczka składa jaja już w głębi morza, i komi-permiacka, w której jajo dopiero tonie, opisują ten sam układ, czy dwa różne

Skąd to wiadomoPodania maryjskie i komi-permiackie drukowane w zestawieniach XX-wiecznych; słowiański Szestodniew Jana Egzarchy z przełomu IX i X wieku; Paleja tołkowa.

Estowie; pieśń w dawnym metrum, ponad 150 odmian; zapisy XIX wieku

Estońska pieśń o stworzeniu i siedmioro młodych

Zebrane z ust

Estońska pieśń o początku nie robi ziemi ani nieba — rozdaje jaja między świt, słońce, księżyc i gwiazdy, a na końcu mówi, po czym poznaje się godziny.

Czytaj dalej

Odmiana z parafii Karuse, zapisana w tym samym 1889 roku, jest rozlewna. Morze stoi pod podwórzem, jabłko spada z jabłoni do wody, z morza wynurza się pstry ptak, leci na wygon i wije gniazdo z gałązek, trawy i liści przez dwa miesiące i parę dni trzeciego; przez dwa miesiące składa jaja, przez dwa je wysiaduje, przez dwa rozdaje młode. Młodych jest siedmioro, nie troje.

Odmian tej pieśni zapisano bardzo wiele; w zestawieniach archiwalnych podaje się ich ponad sto pięćdziesiąt, bez rozdzielenia wersji śpiewanych od spisanych prozą, więc liczba ta mówi o rozmiarze zbioru, a nie o liczbie wykonań. Najkrótsze mieszczą się w sześciu wersach: jaskółka, ptak dnia, wije gniazdo na ugorze i składa trzy jaja — jedno zostaje świtem dla świata dolnego, drugie słońcem dla górnego, trzecie księżycem na niebie. Taki tekst zapisano w parafii Halliste w 1889 roku i nic więcej się w nim nie dzieje: żadnej ziemi, żadnego morza, żadnego stwórcy.

Rozdział siódemki jest wykazem nieba: jedno idzie pod świat, drugie zostaje chmurą, trzecie Jutrzenką, czwarte gwiazdą północy, piąte Wielkim Wozem, szóste świeci jako księżyc, siódme staje jako Plejady. Słońca w tym wyliczeniu nie ma wcale, choć w odmianie krótszej dostaje ono osobne jajo. Pieśń kończy się zdaniem o liczeniu czasu i znaniu godzin: nie powstaje w niej ani ziemia, ani niebo, tylko rachuba pory. Po co ją śpiewano, z samego tekstu nie wynika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy odmiany bez ziemi i nieba są okrojone, czy pierwotne, a dołożenie ziemi wtórne
  • czy morze w odmianach nadmorskich oznacza morze pierwotne, czy po prostu to za podwórzem
  • ile odmian zapisanych po 1860 roku zna już drukowany epos fiński i ile z niego wzięło
  • czy odmiana o siedmiorgu młodych i odmiana o trzech jajach opisują jeden porządek, skoro w siódemce nie ma słońca, a w trójce jest ono osobnym jajem
  • ile z podawanej liczby odmian to zapisy śpiewane, a ile streszczenia i wersje prozą wciągnięte do tego samego rachunku

Skąd to wiadomoPieśń zapisana w parafii Halliste w 1889 roku; pieśń zapisana w parafii Karuse w 1889 roku; zbiory pieśni estońskich gromadzone od lat osiemdziesiątych XIX wieku, przechowywane w Tartu, ponad 150 odmian tej jednej pieśni.

Wotowie i Ingrowie w Ingrii; zapis 1947

Grabie zamiast nurka, Kukkuzi 1947

Zebrane z ust

W wersji wotskiej jaja też wpadają do morza, ale nikt po nie nie nurkuje: jaskółka prosi brata kowala, żeby wykuł grabie o stalowych zębach.

Czytaj dalej

Tekst zapisano w 1947 roku we wsi Kukkuzi od śpiewaczki pochodzącej z Jõgõperä. Jaskółka, ptak dnia, szuka lądu, znajduje na morzu kępę, wije na niej gniazdo z miedzi i składa w nim złote jaja. Wiatr rozbija gniazdo, jaja idą pod wodę. Wtedy jaskółka zwraca się do brata kowala, żeby wykuł grabie o stalowych zębach, i jaja wygrabia się z dna, zamiast po nie schodzić.

Odmiana ingerska idzie tym samym torem i dokłada barwy. Jaskółka znajduje trzy kępy i na każdej składa jedno jajo: niebieskie, czerwone i żółte. Wiatr zesłany przez Ukka strąca je do wody, a żelazne grabie kuje Ilmarinen. Co z czego powstaje, daje się w tej odmianie odczytać dwojako, bo raz liczy się barwa całego jaja, a raz żółtko i białko — i dlatego rozdział słońca, księżyca i chmur między trzy jaja zostaje tu nierozstrzygnięty. Pewne jest tylko tyle, że w odmianach karelskich żółtko daje zwykle słońce, a białko księżyc.

Różnica wobec nurkowania jest zasadnicza i warto ją nazwać. Tam ktoś schodzi ciałem na dno i wraca; tutaj nikt pod wodę nie wchodzi, bo potrzebne jest narzędzie, a narzędzie musi ktoś wykuć. Świat zaczyna się więc od roboty kowalskiej, nie od zanurzenia. Jak dalece jest to wyjątek, z zebranych zapisów nie widać: kowal wykuwający niebo należy po tej stronie strefy do postaci częstych, a granica między wykuciem nieba a początkiem świata bywa w pieśniach zatarta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, czy grabie zastąpiły w tej pieśni dawniejsze nurkowanie, czy należały do niej od początku
  • czy imię kowala w odmianie ingerskiej jest w pieśni dawne, czy weszło do niej z sąsiedztwa fińskiego
  • ile wersów zapisu z 1947 roku pochodzi z pamięci śpiewaczki, a ile z podpowiedzi osób obecnych przy zapisie
  • czy stalowe grabie i kowal z imieniem należą do warstwy dawnej, skoro obie rzeczy zakładają żelazo i rzemiosło, a zapisu tej pieśni starszego niż XIX wiek nie ma
  • czy trzy jaja o różnych barwach i podział na żółtko i białko pochodzą z jednej odmiany, czy zeszły się dopiero w zestawieniu

Skąd to wiadomoZapis pieśni we wsi Kukkuzi w 1947 roku od śpiewaczki pochodzącej z Jõgõperä; odmiany ingerskie tej samej pieśni zapisywane w XIX i XX wieku.

Cała strefa; rachunek na zapisach od XVIII do XX wieku

Czego w tych początkach nie ma

Złożone przy biurku

W żadnej z tych opowieści nikt nie stwarza z niczego, nikt nie stwarza słowem i nikt nie mówi, skąd wzięła się woda, po której wszystko pływa.

Czytaj dalej

Brak jest wszędzie ten sam. Woda jest na początku i nikt jej nie robi. Nie ma rozkazu, po którym coś powstaje; jest zejście na dno albo gniazdo na kępie. Nie ma rachunku dni ani odpoczynku dnia siódmego. Nie ma też nigdzie zdania, kiedy to było — ani liczby lat, ani pokoleń, ani żadnego zaczepienia w czasie, które dałoby się z czymkolwiek porównać albo do czegokolwiek przyłożyć.

Mapa jest za to wyraźna, choć nie dzieli strefy na dwie czyste połowy. Opowieści o jaju nie znaleziono ani u Ugrów obskich, ani u Samojedów, którzy są zresztą osobną gałęzią i do ludów ugrofińskich się ich nie liczy; opowieści o nurkowaniu nie ma z kolei w bałtofińskich pieśniach. Pośrodku, u Mari i u Komi-Permiaków, oba układy stoją w jednym tekście. Jednego mitu początku dla całej rodziny mów z zapisów wyprowadzić się zatem nie da, a zdanie o tym, jak według Ugrofinów powstał świat, opisuje zawsze jedną okolicę i jeden zapis.

Dwa najczęściej powtarzane teksty nie są zapisami. Pierwsza pieśń eposu fińskiego z 1835 i 1849 roku jest złożeniem, a powołżańskie poematy narodowe mają autorów i daty wydania. W zbiorach estońskich leży ponadto kilka prozaicznych wersji mitu spisanych przez zbieraczy, którzy epos znali; czy powtarzają one druk, czy przekaz z terenu, nie zostało rozstrzygnięte i przy każdej z nich trzeba to powiedzieć osobno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy brak opowieści o jaju nad Obem jest brakiem w wierze, czy tylko brakiem w zbieractwie
  • czy pieśń o jaju i podanie o nurkowaniu mogły współistnieć w jednej okolicy, a zapisano z tego tylko jedno
  • ile z prozaicznych wersji w archiwach jest odbiciem druku, a nie przekazu ustnego
  • czy brak zaczepienia w czasie jest właściwością tych opowieści, czy skutkiem tego, że spisujący pytali o przebieg, a nie o datę

Skąd to wiadomoZestawienie zapisów bałtofińskich, powołżańskich i obskich z XIX i XX wieku; wydania eposu fińskiego z 1835 i 1849 roku; prozaiczne zapisy mitu w zbiorach estońskich w Tartu.

Finowie, Estowie, Saamowie; dalej Komi, Udmurci, Chanty, Węgrzy

Löyly — para, która na wschodzie znaczy duszę

Zebrane z ust

Fińskie löyly to para z rozgrzanych kamieni w łaźni, ale ten sam wyraz u Komi, Udmurtów i nad Obem nazywa duszę, a po węgiersku znaczy duszę wprost.

Czytaj dalej

Zapis, w którym löyly stoi najbliżej duszy, jest datowany. W słowniku dawnych imion i istot wydanym w Turku w 1789 roku przytoczono słowa mówione nad kąpielą, żeby para nie weszła w otwartą ranę: nazywają one löyly chłopcem o własnym imieniu, robotą jego matki, potem starego Väinämöinena, a na koniec wywodzą je z dobrego tchnienia Pana. Ten sam druk daje parze łaziennej osobną opiekunkę.

Po fińsku löyly to para, która buchnie, gdy chlusnąć wodą na rozgrzane kamienie; tak nazywa się przede wszystkim tę parę, a nie parę z garnka. Po estońsku leil znaczy to samo, a w mowie północnosaamskiej lievla to para i wyziew. Po zachodniej stronie wyraz trzyma się zatem zjawiska dotykalnego i gorącego, związanego z jednym miejscem w gospodarstwie, a nie z wnętrzem człowieka. Saamowie stoją przy tym osobno: to inna gałąź niż bałtofińska, a ich wyraz mówi tu o znaczeniu, nie o wspólnym z Finami obyczaju łaźni.

Na wschodzie ten sam wyraz nazywa co innego. U Komi lov, u Udmurtów lul, u Chantów nad Obem łył — to dusza albo tchnienie trzymające człowieka przy życiu; po węgiersku lélek to dusza, a w utartych połączeniach również duch i człowiek przy liczeniu. Rozstęp znaczeń biegnie z zachodu na wschód i nie jest to domysł o dawnej wierze, tylko wykaz tego, co te wyrazy znaczą dziś w mowach żywych albo znaczyły, gdy je spisywano. Sam rozstęp nie mówi jednak, która strona znaczenie zmieniła ani kiedy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • postać pierwotna tego wyrazu jest odtworzona, a nie zapisana, i przypisanie jej znaczenia „dusza” jest wnioskiem z rozkładu znaczeń, nie świadectwem
  • nie da się ustalić, czy u Finów znaczenie „dusza” kiedykolwiek istniało, czy zawsze była to para łaźni
  • czy związanie pary z tchnieniem Pana w tekście z 1789 roku jest warstwą dawną, czy poprawką zrobioną po chrzcie
  • czy para łaźni jest po stronie zachodniej zwężeniem dawniejszego tchnienia, czy dusza na wschodzie rozszerzeniem nazwy pary — kierunku zmiany z samego rozkładu znaczeń nie widać
  • czy saamska postać tego wyrazu jest dziedzictwem, czy pożyczką od sąsiadów fińskich razem z samą łaźnią

Skąd to wiadomoSłownik dawnych imion i istot fińskich wydany w Turku w 1789 roku, hasła o oparze łaziennym i o słowach mówionych nad kąpielą; słowniki mów komi, udmurckiej, chantyjskiej, północnosaamskiej i węgierskiej.

Finowie, Karelowie, Estowie, Liwowie, Wepsowie, Ingrowie; osobno Mordwini i Mari

Henki, hing, jeng — oddech, który jest życiem

Zebrane z ust

Drugie słowo na duszę znaczy oddech i nie sięga dalej niż mowy bałtofińskie; nad Wołgą tę samą robotę wykonują wyrazy z zupełnie innego gniazda.

Czytaj dalej

Fińskie henki znaczy naraz oddech, życie, duszę i człowieka przy liczeniu — człowiek martwy to po fińsku człowiek bez henki. Estońskie hing to ten sam wyraz w tej samej podwójnej roli, stąd estoński czasownik o oddychaniu. Karelskie henki, wepskie heng, ingerskie henki i liwskie jeng dopełniają wykazu. Poza mowami bałtofińskimi tego wyrazu nie ma i nie ma go zatem nad Wołgą ani nad Obem.

Nad Wołgą oddech-dusza nazywa się inaczej. Erzjańskie ojme i mokszańskie vajmä znaczą duszę i oddech w jednym, a z tego samego gniazda co one wyrosły estońskie vaim, czyli duch, i fińskie vaimo, czyli żona — jedno słowo rozeszło się w trzy zupełnie różne strony i po drodze przestało być jednym. Osobno od nich stoi maryjskie šülöš: ta dusza istnieje tylko raz i przy śmierci uchodzi jak ciepłe powietrze albo dym, a nazwę ma urobioną od maryjskiego czasownika o oddychaniu i do gniazda mordwińskiego nie należy.

Rachunek jest prosty i wart zapamiętania. Na oddech i duszę te ludy mają nie jeden wyraz, lecz co najmniej cztery gniazda: löyly z jednej strony, henki z drugiej, ojme i vaim z trzeciej, maryjskie šülöš z czwartej. Żadne z nich nie pokrywa całej strefy. Kto mówi o ugrofińskim pojęciu duszy w liczbie pojedynczej, zlepia rzeczy, których mowy tych ludów nigdy nie zlepiły w jedno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, czy zwężenie fińskiego vaimo do znaczenia „żona” jest dawne, czy nastąpiło już w czasach piśmiennych
  • czy maryjskie šülöš i mordwińskie ojme pełniły tę samą rolę w obrzędzie, czy tylko dają się podobnie przetłumaczyć
  • która z tych nazw była w danej okolicy używana na co dzień, a która wyłącznie w tekstach obrzędowych
  • czy wyraz henki jest w mowach bałtofińskich dziedzictwem, czy wczesną pożyczką — poza nimi nie ma go nigdzie, a sam zasięg tego nie rozstrzyga

Skąd to wiadomoSłowniki mów fińskiej, estońskiej, karelskiej, wepskiej, ingerskiej i liwskiej; słowniki erzjański, mokszański i maryjski; opisy obrzędu pogrzebowego znad Wołgi i Kamy z XIX i XX wieku.

Finowie i Estowie; nad Obem ten sam wyraz nazywa duszę

Itse — ten sam, który wychodzi i wraca

Zebrane z ust

Fińskie itse i estońskie ise znaczą dziś tylko „sam”, ale ten sam wyraz u Mansów i Chantów nad Obem jest nazwą duszy wychodzącej z ciała.

Czytaj dalej

Rola, którą itse pełni w opisach fińskich, jest ściśle określona. To ta część człowieka, która czyni go tym, kim jest, i która może wyjść. Człowiek dostaje ją przy urodzeniu albo w kilka dni po nim. Jej odejście nie zabija, lecz zostawia chorobę, przygnębienie i nieszczęście, a zadaniem zamawiającego bywało ją odszukać i przyprowadzić z powrotem. Ciało tymczasem oddycha dalej i nikt go nie chowa.

Wyraz idzie daleko na wschód i po drodze zmienia znaczenie. Estońskie ise, północnosaamskie ieš, erzjańskie eś, maryjskie ške są zaimkami; mansyjskie i chantyjskie is znaczy duszę. Zachodnie mowy zrobiły z tego słowa zaimek zwrotny, wschodnie zachowały rzecz. Fińskie itse jako nazwę duszy czyta się więc w dużej mierze przez wschodnich krewnych i trzeba to powiedzieć wprost, a nie przemilczeć.

Rozdzielenie oddechu i tego, co wychodzi, ma skutek praktyczny, ale trzeba powiedzieć, gdzie ten skutek widać. Widać go w zamówieniach, których zadaniem jest odszukać i przyprowadzić z powrotem to, co odeszło, oraz w tym, że ciało przez ten czas oddycha i nikt go nie chowa. Czy po stronie fińskiej korzystano z tego samego rozdzielenia przy wędrówce we śnie i przy powrocie z odmiennego stanu, z zapisów fińskich nie wynika; tak opisano to u ludów nad Obem, a przeniesienie stamtąd gotowego porządku byłoby wnioskiem z pokrewieństwa mowy, nie ze świadectwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, że fińskie itse nazywało duszę w mowie potocznej, a nie tylko w słowniku fachowców od zamawiania
  • czy odejście itse i wpadnięcie w szczelinę to dwa opisy jednego stanu, czy dwie różne rzeczy
  • czy odtworzone znaczenie „dusza-cień” dla postaci pierwotnej tego wyrazu ma jakiekolwiek oparcie po stronie zachodniej
  • czy powrót tego, co wyszło, opisywano u Finów jako wędrówkę i pobyt gdzie indziej, czy tylko jako przyprowadzenie z powrotem przez zamawiającego

Skąd to wiadomoTeksty zamówień fińskich w zbiorach wydawanych od 1880 roku; słowniki mów fińskiej, estońskiej, północnosaamskiej, erzjańskiej, maryjskiej, mansyjskiej i chantyjskiej.

Finowie; słownik dawnych imion i istot wydany w Turku w 1789 roku

Haltija i luonto w druku z 1789 roku

Zapis po chrzcie

Ten sam druk z 1789 roku nazywa haltiją ducha przypisanego osobno każdemu człowiekowi i jednym tchem — usposobienie oraz odwagę tego człowieka.

Czytaj dalej

Hasło jest krótkie i mówi dwie rzeczy naraz. Haltija to duch, o którym wierzono, że istnieje osobny dla każdego człowieka, każdej działki, domu, gaju, jeziora, schowka z pieniędzmi i góry. Zaraz potem, w tym samym haśle, stoi, że haltija znaczy też usposobienie człowieka i jego śmiałość: o odważnym mówiono, że ma twardą albo dobrą haltiję i szorstkie luonto.

Jedno hasło sporu nie zamyka, ale pokazuje, że spór bywa źle postawiony. W tym druku duch opiekuńczy i charakter stoją pod jednym wyrazem, a luonto obok niego, jako określenie tej samej rzeczy; nie trzeba więc wybierać między mocą własną człowieka a osobną istotą przy nim, bo hasło daje oba użycia naraz. Czy taki podwójny użytek był powszechny, czy tylko zapisany, z jednego hasła nie widać: to jedno świadectwo, w dodatku złożone z cudzych wzmianek i z okolicy, w której układający mieszkał.

Ten sam druk podaje jeszcze jedno wyrażenie, tym razem o stanie. O człowieku w uniesieniu, który skacze w szale i zgrzyta zębami, mówiono, że jest w swoich haltijach — w liczbie mnogiej. Stan odmienny nazwano więc od tego, co przy człowieku stoi, a nie od tego, co z niego wychodzi. Dla wróżbitów saamskich ten sam druk ma wyrażenie osobne, więc obu ludów nie opisywał jednym słowem — co nie znaczy jeszcze, że sam stan był w obu wypadkach inny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, czy wykładnia „usposobienie” jest starsza od wykładni „duch przy człowieku”, czy odwrotnie
  • czy układający druk z 1789 roku opisywał żywe użycie, czy powtarzał dawniejsze wzmianki
  • ile z tego hasła dotyczy całej Finlandii, a ile okolicy, w której układający mieszkał i słuchał
  • czy dwuznaczność tego wyrazu — duch przy człowieku i charakter człowieka — jest właściwością mowy, czy skutkiem tego, że układający zestawił pod jednym hasłem dwa różne użycia

Skąd to wiadomoHasło o haltii oraz hasło o lapońskich wróżbitach w słowniku dawnych imion i istot fińskich wydanym w Turku w 1789 roku.

Komi, Udmurci, Mari; jeden wyraz w trzech mowach; osobno Mordwini

Ort — sobowtór, który uprzedza o śmierci

Zebrane z ust

Obok duszy-oddechu wschodnie ludy tej strefy znają sobowtóra: komi ort, udmurcki urt, maryjski ört — to jeden wyraz i jedna robota.

Czytaj dalej

U Komi ort rodzi się razem z człowiekiem i towarzyszy mu przez całe życie, a jego robotą jest uprzedzić o śmierci: albo samego umierającego, albo kogoś z domu. Nie jest to ostrzeżenie życzliwe ani złośliwe, tylko zapowiedź, po której się wie. Oddech nazywa się u Komi zupełnie innym słowem, lov, i wykonuje zupełnie inną robotę, więc pomylić tych dwóch rzeczy nie sposób.

U Mari ört mieszka z ciałem za życia, a po śmierci zostaje tam, gdzie ciało pochowano. Bywa widziany jako zjawa albo jako ptak. Może wyjść z człowieka przy przestrachu i we śnie — i właśnie dlatego przestrach leczono jak chorobę, przywołaniem, a nie odpoczynkiem. U Mordwy tę samą rolę pełnią wyrazy erzjański čopača i mokszański šopača, z zupełnie innego gniazda niż ort.

Podział jest zatem dwuczłonowy i powtarza się na całej wschodniej połowie. Jedno bywa tylko raz i przy śmierci uchodzi jak ciepłe powietrze; drugie bywa poza ciałem już za życia, zostaje przy grobie i daje się zobaczyć. Żeby cokolwiek mogło wrócić — z transu, ze snu, z przestrachu, z tamtej strony — to drugie musi istnieć. Bez niego nie ma kto wykonać powrotu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy komi ort, udmurcki urt i maryjski ört to dziedzictwo wspólne, czy wyraz przejęty przez sąsiedztwo
  • czy zjawienie się sobowtóra przed śmiercią należy do warstwy dawnej, czy jest wątkiem znanym szeroko i przyswojonym
  • czy mordwińskie čopača pełniło dokładnie tę rolę co ort, czy tylko podobną

Skąd to wiadomoOpisy wierzeń komi, udmurckich i maryjskich zapisywane w XIX i XX wieku; słowniki mów permskich i maryjskiej; opisy obrzędu pogrzebowego znad Wołgi i Kamy.

Chanty i Mansowie nad Obem — sąsiedzi, nie ten sam lud co Saamowie czy Finowie

Ile dusz naliczono nad Obem

Zebrane z ust

Najdokładniejszy rachunek dusz w całej rodzinie spisano nad Obem, u ludu spoza tej strefy — i to przez ten rachunek czyta się zwykle całą resztę.

Czytaj dalej

Rozdzielenie jest tam ostre. Tchnienie — po mansyjsku lili, po chantyjsku łył — bywa opisywane jako mały ptak i umieszczane we włosach albo na ciemieniu; w pieśniach bohaterskich można je wysłać, żeby przyniosło wiadomość. Cień, w obu mowach is, wychodzi we śnie, przy przestrachu i przy omdleniu, po śmierci trzyma się jeszcze domu, a potem odchodzi na północ, do krainy umarłych.

Liczba jest podawana różnie i trzeba to powiedzieć zamiast wybierać wygodniejszą wersję. Jedne zapisy mówią, że mężczyzna ma pięć dusz, a kobieta cztery; inne, że sam cień składa się u mężczyzny z pięciu części, a u kobiety z trzech. Zgodne są za to co do jednego: rachunek nie jest dla obu płci ten sam. Tyle i tylko tyle da się stąd wziąć bez naciągania.

Po śmierci robiono figurkę z drewna, sukna albo włosów. Wdowa karmiła ją i kładła obok siebie do snu; w jednych okolicach przekazywano ją następnym pokoleniom, w innych po czasie chowano albo palono. Której z policzonych dusz ta figurka dotyczy, zapisy nie mówią zgodnie: raz stoi w niej to, co ma wrócić w nowo narodzonym, raz to, co jeszcze trzyma się domu i dopiero ma odejść na północ. Pewne jest natomiast tyle, że obchodzenie się z umarłym miało tam postać przedmiotu, który stał w izbie i wymagał obsługi, a nie zdania do wygłoszenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, skąd bierze się różnica rachunku między mężczyzną a kobietą ani czy jest ona dawna
  • czy zapisy z różnych okolic opisują jeden porządek, czy kilka różnych porządków zlepionych w zestawieniach
  • w jakiej mierze wolno rachunek znad Obu przenosić na Finów, Estów i Saamów — pokrewieństwo mowy nie jest dowodem wspólnego obrzędu
  • czy figurkę robiono dla tego, co ma wrócić w nowo narodzonym, czy dla tego, co jeszcze trzyma się domu — w zapisach występują oba objaśnienia

Skąd to wiadomoOpisy wierzeń chantyjskich i mansyjskich zapisywane w XIX i XX wieku; figurki dla duszy wracającej w zbiorach muzealnych; słowniki mów obskich.

Mordwa; zapis 1853, druk 1867; odpowiednik ałtajski z tego samego czasu

Pies, glina i dwa tchnienia

Zebrane z ust

W mordwińskim podaniu człowiek dostaje dwa tchnienia — najpierw złe, wdmuchnięte pod nieobecność stwórcy, a potem dobre — i dlatego skłania się w obie strony.

Czytaj dalej

Przebieg jest prosty. Najwyższy ulepił ciało z gliny i odszedł po tchnienie, a przy ciele zostawił na straży psa. Pies nie miał wtedy sierści. Szaitan zesłał mróz taki, że pies marzł na śmierć, i zaproponował mu okrycie w zamian za chwilę przy ciele. Pies się zgodził, Szaitan opluł całe ciało od góry do dołu i wdmuchnął w nie własne tchnienie, żeby zdążyć przed powrotem tamtego.

Naprawa była niepełna i podanie tego nie ukrywa. Wracający przegnał Szaitana, psu kazał nosić odtąd swoje brudne okrycie, a ciało odwrócił na drugą stronę, żeby ślina znalazła się w środku — i dlatego ślina jest u człowieka wewnątrz. Choroby z tamtej śliny jednak zostały i zostają na zawsze. Dopiero potem stwórca wdmuchnął w człowieka własne, dobre tchnienie i odszedł, zostawiając go, jaki jest.

Wniosek stawia samo podanie: człowiek skłania się i do dobrego, i do złego, bo nosi w sobie dwa tchnienia, a nie jedno. Trzeba przy tym powiedzieć rzecz niewygodną. Niemal identyczną opowieść — pies bez sierści, obietnica okrycia, oplucie ciała, odwrócenie go na drugą stronę — ogłoszono w tych samych dziesięcioleciach dla tureckich ludów Ałtaju. Zbieżność jest za dokładna, żeby ją nazwać przypadkiem, i za późno zapisana, żeby na jej podstawie orzec, po której stronie opowieść powstała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, po której stronie leży pierwowzór tej opowieści ani czy którakolwiek strona podała ją drugiej
  • czy wyjaśnienie, skąd bierze się ślina, jest rdzeniem podania, czy dowieszką objaśniającą dołożoną później
  • czy dwa tchnienia są tu obrazem dwóch dusz, czy tylko sposobem powiedzenia, że człowiek bywa różny
  • czy zapis mordwiński i zapis ałtajski są od siebie niezależne, skoro oba krążyły w tym samym czasie i w tym samym języku druku

Skąd to wiadomoZapis proboszcza ze wsi Wieczkamowa z 1853 roku i druk z 1867; wydania podań tureckich ludów Ałtaju z drugiej połowy XIX wieku.

Estonia; nazwy wprowadzone w opracowaniach z lat 1926–1996

Słowa ułożone do szufladek

Złożone przy biurku

Estoński wykład o duszach ma zgrabne nazwy — dusza odłączalna, przechodząca, właściwa — i żadnej z nich nie wypowiedział nigdy nikt we wsi.

Czytaj dalej

Wyliczenie jest krótkie i daje się sprawdzić. Irdhing, czyli dusza odłączalna; siirdhing, czyli przechodząca do nowego ciała; eluhinged, czyli dusze życia; pärishing, czyli dusza właściwa; elujõud, czyli siła życiowa; eluvaim, czyli duch życia. Wszystkie te wyrazy weszły do obiegu w opracowaniach ogłaszanych między 1926 a 1996 rokiem, po to, żeby uporządkować materiał już zebrany.

Z ust ludzi zapisano co innego i jest tego znacznie mniej: hing, czyli dusza i oddech naraz, vari, czyli cień, a dalej mardus oraz kodukäija, czyli ten, kto wraca do domu. Te słowa stoją w zapisach z konkretnych parafii i konkretnych lat, tamte stoją w spisach treści. Różnica między jednym zestawem a drugim nie jest różnicą dokładności ani szczegółowości, tylko różnicą pochodzenia, i miesza się ją nagminnie.

Jest przy tym jedna rzecz, którą estońszczyzna mówi sama o sobie. Wyraz haldjas, czyli duch opiekuńczy, jest pożyczką z mów germańskich i znaczy w punkcie wyjścia tyle, co trzymający albo dzierżący. Fińskie haltija stoi w tym samym gnieździe. Najbardziej swojskie z całego tego słownika słowo przyszło więc z zewnątrz, a to jest fakt z dziejów wyrazu, nie domysł o wierze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, czy vari był w mowie ludzi nazwą duszy, czy dopiero opracowania zrobiły z niego termin
  • kiedy pożyczka germańska weszła do mów bałtofińskich i co nazywała, zanim zaczęła nazywać ducha
  • czy pod nazwami ułożonymi przy biurku nie schowano różnic między okolicami, widocznych w samych zapisach
  • nie da się wskazać, w którym z tych druków każda z tych nazw pada po raz pierwszy, bo w późniejszych wydaniach stoją one już razem, jako gotowy zestaw
  • czy któraś z tych nazw nie powtarza jednak wyrazu zasłyszanego w terenie, tyle że zapisanego z innym przedrostkiem

Skąd to wiadomoOpracowania estońskie z 1926, 1949, 1958 i 1996 roku, w których te nazwy wprowadzono; zapisy terenowe z parafii estońskich z XIX i XX wieku; słowniki mów bałtofińskich i germańskich.

Liwowie na wybrzeżu Kurlandii; zapisy z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku

Liwowie — zapis zrobiony na samym końcu

Zebrane z ust

Cały liwski zasób wierzeń spisano dopiero w latach dwudziestych XX wieku, w dwunastu wsiach rybackich Kurlandii — to najpóźniejszy zapis w tej strefie.

Czytaj dalej

Na duszę Liwowie mówili jeng i wyraz ten znaczy naraz duszę, tchnienie i człowieka przy liczeniu — dokładnie tak jak fińskie henki i estońskie hing. Tyle da się o liwskiej duszy powiedzieć z twardym oparciem: nazwa i jej zakres. Wszystko, co bywa dopisywane ponad to, opiera się na porównaniu z sąsiadami, a nie na liwskim świadectwie, i powinno być tak właśnie podpisane.

Trzeba zacząć od tego, kim Liwowie są, bo myli się to nagminnie. To lud bałtofiński, bliski Estom, a nie bałtycki. Mówili mową spokrewnioną z estońską i fińską, a mieszkali przez stulecia wśród Łotyszów, w kraju, w którym językiem urzędowym był najpierw niemiecki, potem rosyjski, a od lat dwudziestych XX wieku łotewski. Sąsiedztwo nie czyni z nich Bałtów, tak samo jak nie czyni Bałtami Estów.

Zapis jest późny i cienki, choć nie ostatni w tej strefie: wotską pieśń o początku spisano w Kukkuzi jeszcze w 1947 roku. Wierzenia liwskie zebrano w terenie w latach dwudziestych XX wieku i ogłoszono w tomach z 1926 i 1928 roku; to, co zbierano później, w latach trzydziestych, do tych tomów wejść już nie mogło. Liwowie mieszkali wtedy w dwunastu wsiach na wybrzeżu Kurlandii, a ich liczbę spisy z tych lat podają niezgodnie, bo inaczej wypada rachunek mówiących, a inaczej rachunek uznających się za Liwów. Mowa cofała się już z domu, więc to, co spisano, jest pamięcią starszego pokolenia, nie opisem żywej praktyki wsi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie da się ustalić, ile z zapisanego w latach dwudziestych jest liwskie, a ile przyszło od Łotyszów i Estów w ciągu poprzednich stuleci
  • czy dwanaście wsi nadmorskich reprezentuje dawny zasięg liwski, czy tylko jego ostatni skrawek
  • czy brak liwskiej opowieści o początku świata znaczy, że jej nie było, czy że nikt nie zdążył jej zapisać
  • czy liwskie jeng miało obok znaczenia duszy i tchnienia również to trzecie, człowieka przy liczeniu, czy przypisano mu je przez zestawienie z fińskim henki i estońskim hing
  • czy to, co zebrano na wybrzeżu w latach trzydziestych, zostało w ogóle ogłoszone, skoro oba tomy wyszły wcześniej

Skąd to wiadomoZapisy terenowe wierzeń liwskich z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku; wydanie tomowe z 1926 i 1928 roku; nagrania fonograficzne mowy liwskiej z lat dwudziestych; słownik mowy liwskiej.

Kto zna początek, ten rozkazuje

Słowo nastawione na skutek

Finowie i Karelowie, z Ingrią; jeden sporny zapis z XIII wieku, świadectwa pewne od XVI wieku, praktyka notowana jeszcze w XX wieku

Loitsu, czyli mowa nastawiona na skutek

Zebrane z ust

Zamówienie nie prosi bóstwa o łaskę, tylko wymusza skutek samym powiedzeniem, a mocą jest w nim dokładny układ słów.

Czytaj dalej

Loitsu to tekst mówiony, nie śpiewany dla ucha. Buduje go ten sam wiersz, w którym ułożona jest cała dawna poezja fińska i karelska: ośmiozgłoskowy trochej, aliteracja spinająca wyrazy w wersie i paralelizm, czyli powtórzenie tej samej myśli drugim, nieco przesuniętym obrazem. Wykonawca nie zabawiał słuchaczy, lecz załatwiał sprawę: tamował krew, gasił ból oparzenia, odbierał zamówione bydłu mleko.

Różnica wobec modlitwy jest ostra i widać ją w samej składni. Modlitwa prosi, zamówienie orzeka i rozkazuje, a skuteczność zależy od tego, czy powiedziano właściwe słowa, nie od tego, czy proszący jest pobożny. Stąd bierze się cały porządek społeczny wokół tej umiejętności: słów się strzeże, słowa się kupuje, przekazuje w rodzinie albo wyprasza u kogoś biegłego, a wypowiedzenie ich przy niepowołanym uchodzi za stratę.

Zakres zastosowań był szeroki i zupełnie praktyczny. Zamawiano ranę ciętą i krwotok, oparzenie, użądlenie i ukąszenie węża, zwichnięcie, ból zęba, poród, niepowodzenie na polowaniu i w rybołówstwie, mleko krów, powodzenie w miłości oraz zawiść sąsiada. Te same kategorie wracają potem w aktach sądowych, bo to właśnie o nie ludzie się procesowali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy metrum i trzon tekstów sięgają czasów przedchrześcijańskich, czy uformowały się dopiero w średniowieczu
  • granica między zamówieniem a modlitwą ludową bywa nieostra, bo wiele tekstów łączy rozkaz wobec rzeczy z prośbą skierowaną do świętego

Skąd to wiadomolist brzozowy nr 292 z Nowogrodu, warstwa pierwszej połowy XIII wieku; przedmowa Mikaela Agricoli do psałterza, 1551; przedmowa do fińskiego kancjonału Jaakka Finna, około 1583; protokoły sądów ziemskich XVI–XVII wieku; zapisy terenowe od XVIII do XX wieku

Nowogród Wielki, warstwa datowana na pierwszą połowę XIII wieku; język bliski karelszczyźnie ołonieckiej

Kilkanaście słów na korze, najstarszy tekst bałtofiński

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy znany zapis języka bałtofińskiego to krótka formuła na korze brzozowej, pisana cyrylicą, a jej treść bywa czytana jako zamówienie na piorun.

Czytaj dalej

Zabytek wydobyto w 1957 roku podczas prac wykopaliskowych w nerewskiej części Nowogrodu, w warstwie datowanej dendrochronologicznie na pierwszą połowę XIII wieku. Pisany jest alfabetem ruskim, ale język nie jest ruski: to mowa bałtofińska, najbliższa późniejszej karelszczyźnie znad Ładogi. Żaden inny zapis tej rodziny językowej nie jest starszy.

Przy takim podziale liter na wyrazy wychodzi formuła powtarzalna, w której wraca złożenie oznaczające bożą strzałę — w późniejszych fińskich i karelskich zamówieniach tak właśnie nazywano piorun i posłaną chorobę. Jeśli odczyt jest trafny, mamy tu dokładnie tę samą technikę, którą trzysta i sześćset lat później notowano na wsi: nazwanie rzeczy po pochodzeniu i skierowanie jej gdzie indziej.

Wokół tego samego wykopaliska leży materiał pokrewny. List nr 403 z XIV wieku zawiera krótki słowniczek karelsko-ruski, co pokazuje, że w Nowogrodzie posługiwano się tą mową na co dzień i że kora brzozowa jest dla Karelii źródłem równie zwyczajnym jak dla Rusi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • podział ciągu liter na wyrazy nie jest pewny i od niego zależy cały sens
  • nie rozstrzygnięto, czy jest to zamówienie chroniące od pioruna, czy formuła przysięgi

Skąd to wiadomoznalezisko z wykopalisk nowogrodzkich, 1957; warstwa archeologiczna pierwszej połowy XIII wieku; zbiory muzealne w Nowogrodzie; list nr 403 z XIV wieku

ziemia czudzka, czyli bałtofińskie okolice Nowogrodu; wydarzenie umieszczone pod rokiem 1071

Seans u Czudzina opisany w ruskiej kronice

Zapis z tamtych czasów

Ruska kronika opisuje, jak Nowogrodzianin poszedł po wróżbę do czudzkiego czarownika, a ten padł zesztywniały i wezwał duchy.

Czytaj dalej

Zapis umieszczony pod rokiem 1071 relacjonuje wizytę mieszkańca Nowogrodu u czarownika z ludu Czudzi. Gospodarz zaczął przyzywać swoich pomocników, po czym padł na ziemię i leżał sztywny jak martwy, a kiedy się ocknął, oznajmił, że bóstwa nie przyszły, bo gość ma na sobie coś, czego się boją. Tym czymś okazał się krzyż.

Opis jest krótki, ale zawiera komplet cech seansu: przyzwanie, utratę przytomności, nieobecność ciała podczas gdy dusza pracuje, i sprawozdanie po powrocie. Jest to najwcześniejsza znana relacja o bałtofińskim pośredniku tego rodzaju i pochodzi z czasu, gdy Czudź jeszcze nie była ochrzczona, a więc opisuje rzecz żywą, a nie wspominaną.

Trzeba jednak pamiętać, kto trzyma pióro. Pisze duchowny ruski, który układa scenę tak, by pokazać bezsilność pogańskich bóstw wobec krzyża, i dobiera szczegóły pod tę pointę. Wiarygodne jest to, co w takiej opowieści jest zbędne dla morału: leżenie bez ruchu, przyzywanie pomocników, przyjście obcego po odpowiedź.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy opisany pośrednik był bałtofiński w dzisiejszym rozumieniu, czy kronikarz użył nazwy Czudź szeroko, dla sąsiadów z północy
  • odstęp między zdarzeniem a spisaniem wynosi kilkadziesiąt lat, więc szczegóły mogły zostać dopasowane do wzoru opowieści

Skąd to wiadomoruska kronika latopisarska, zapis pod rokiem 1071, zredagowana na początku XII wieku

Finlandia południowo-zachodnia w czasie chrystianizacji; dokument wystawiony w Perugii

Papież zapisuje biskupowi pogańskie gaje

Zapis z tamtych czasów

Bulla ze stycznia 1229 roku przekazuje biskupowi Finlandii gaje i miejsca kultu porzucone przez nowo ochrzczonych, co dowodzi, że takie miejsca istniały.

Czytaj dalej

Dokument wystawiony w Perugii w styczniu 1229 zatwierdza przejście na własność kościoła fińskiego gajów i przybytków, które nowo ochrzczeni oddali dobrowolnie. Kancelaria papieska nie interesowała się folklorem i nie opisywała obrzędów, więc wartość tego zapisu leży gdzie indziej: to poświadczenie majątkowe, a majątek trzeba było wskazać palcem. Gaje istniały, miały granice i przynosiły pożytek.

Osiem lat później, w 1237 roku, inny dokument papieski wzywa do wyprawy przeciw Tawastom i mówi o porzuceniu wiary oraz o okrucieństwach wobec nawróconych. Razem obie bulle wyznaczają ramy: w pierwszej ćwierci XIII wieku w głębi kraju żyje kult, który ma miejsca, kapłanów do zastąpienia i dość siły, by wrócić po odejściu misji.

Żaden z tych dokumentów nie mówi ani słowa o zamawianiu, o słowach pochodzenia czy o tietäji. To rozróżnienie warto trzymać przez cały ten dział: najstarsze pewne świadectwa dotyczą miejsc kultu i ofiar, a nie techniki słownej, którą znamy dopiero z zapisów o kilka stuleci młodszych. Między jednym a drugim leży przepaść czasowa, której nie wolno zasypywać domysłem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • z bulli nie da się wyprowadzić, jak wyglądał obrzęd w gaju ani kto go prowadził
  • nie wiadomo, ile z dobrowolności oddania było rzeczywistą decyzją miejscowych, a ile formułą kancelaryjną

Skąd to wiadomobulla papieska ze stycznia 1229, Perugia, znana z kopiariusza dokumentów fińskich; bulla wzywająca do wyprawy na Tawastów, 1237

Häme i Karelia; przedmowa wydrukowana w 1551 roku

Biskupi spis bóstw Hämu i Karelii

Zapis z tamtych czasów

W wierszowanej przedmowie do psałterza z 1551 roku biskup wyliczył dwadzieścia kilka bóstw Hämu i Karelii wraz z tym, za co każde odpowiadało.

Czytaj dalej

Mikael Agricola, biskup Turku, wydrukował w 1551 roku fiński psałterz, a poprzedził go wierszowaną przedmową, w której wytknął rodakom, komu jeszcze służą. Wyliczył z imienia jedenaście istot czczonych w Hämem i dwanaście w Karelii, dopisując przy każdej jej dziedzinę: jedni dawali zwierzynę z lasu, inni rybę z wody, jeszcze inni urodzaj, pogodę i szczęśliwą drogę. Wymienił też zwyczaje: pijaną ucztę przy siewie, płacz nad zmarłymi, jesienne święto końca roku gospodarskiego.

Dla tego działu najważniejszy jest jeden szczegół z tej listy. O Väinämöinenie biskup napisał, że wykuwał pieśni — czyli że najsłynniejsza postać fińskiej tradycji już w połowie XVI wieku była kojarzona nie z wojną ani z płodnością, lecz z wytwarzaniem słów. To najstarszy zapis, w którym najsłynniejsza postać tej tradycji została powiązana z wytwarzaniem słów; o sprawczej mocy mowy wiersz nie mówi nic wprost, a starszy od niego jest tylko sporny zapis na korze brzozowej.

Lista ma jednak swoje granice i trzeba je postawić uczciwie. Agricola pisał po to, żeby potępić, nie żeby opisać; układał imiona w wiersz, więc dobierał je pod rym i rytm; nie podał ani jednego obrzędu w całości. Z jego dwudziestu trzech imion część nie pojawia się nigdzie indziej, a część znamy z późniejszych zamówień w zupełnie innej roli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • wiersz o Ukce i Rauni czytano dwojako: jako wzmiankę o bogini Rauni, żonie Ukka, albo jako wzmiankę o żonie boga zwanego Rauni-ukko; sprawa nie została rozstrzygnięta i od tego odczytu zależy, czy Rauni w ogóle istnieje
  • nie wiadomo, czy podział na bóstwa Hämu i Karelii odpowiada rzeczywistej różnicy, czy jest porządkiem redakcyjnym

Skąd to wiadomowierszowana przedmowa do fińskiego psałterza, druk z 1551 roku

Finlandia, Karelia, Ingria; technika notowana od XVII do XX wieku

Kto zna pochodzenie, ten rozkazuje

Zebrane z ust

Żeby zawładnąć rzeczą, trzeba znać jej narodziny — dlatego rdzeniem fińskiego zamawiania jest opowieść o tym, skąd się wzięło żelazo, ogień czy wąż.

Czytaj dalej

Fińskie zamawianie rozwinęło szerzej niż sąsiednie tradycje założenie, że rzecz jest posłuszna temu, kto umie opowiedzieć jej pochodzenie: opowieść wstawiona przed rozkazem znana jest i gdzie indziej, ale osobne teksty o narodzinach żelaza, ognia czy węża tworzą tu odrębny i bardzo liczny gatunek.

Konsekwencja jest zaskakująco logiczna. Skoro moc daje wiedza o początku, to praca zamawiającego zaczyna się od ustalenia, co właściwie napastuje chorego: czy to żelazo, ogień, woda, mróz, moc zmarłych, czy złość człowieka. Dopiero po rozpoznaniu można sięgnąć po właściwy tekst. Nierzadko pytano o to samego chorego albo rozstrzygano losem, a błędne rozpoznanie tłumaczyło nieskuteczność zabiegu.

Zamówień o narodzinach zapisano wiele i dotyczą rzeczy codziennych, które raniły i zawodziły: żelaza, ognia, węża, wody, mrozu, choroby, piwa, niedźwiedzia. Ten sam schemat obsługuje warsztat i las, bo narzędzie także trzeba mieć posłuszne. Tam, gdzie kowal kuje, a myśliwy podchodzi zwierza, opowiedzenie początku jest formą kontroli nad materiałem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy przekonanie o mocy pochodzenia jest dziedzictwem wspólnym ugrofińskim, czy ukształtowało się miejscowo w średniowieczu
  • zapisy pochodzą głównie z XIX wieku, więc nie da się odtworzyć, jak brzmiały te teksty trzysta lat wcześniej

Skąd to wiadomoprotokoły procesów o czary z XVII wieku, gdzie oskarżeni wyliczali, co czytali nad chorym; drukowany słownik imion mitologicznych z 1789 roku; zbiory zamówień publikowane od 1880 roku; zapisy terenowe z Karelii i Ingrii z XIX i XX wieku

cała Finlandia i Karelia; tekst najlepiej udokumentowany ze wszystkich zamówień

Narodziny żelaza i zamykanie krwi

Zebrane z ust

Żelazo rodzi się z mleka trzech dziewic, więc zamawiający wypomina mu, czym było, i tym wypomnieniem zatrzymuje krew z rany.

Czytaj dalej

Opowieść o narodzinach żelaza należy do najczęściej notowanych tekstów fińskich. Żelazo przychodzi na świat jako mleko wylane przez trzy dziewice na mokradło i wzgórze, potem wydobywa je i wykuwa kowal, a jadowitość zyskuje dopiero wtedy, gdy do wody hartowniczej dostaje się to, co przynosi szerszeń. Dlatego ostrze tnie: nie z natury, lecz przez skażenie.

Zabieg polega na przypomnieniu żelazu, że było miękkie i niewinne. Zamawiający wylicza jego rodowód, zarzuca mu zapomnienie o własnym początku i dopiero po tym rozkazuje krwi stanąć. Obraz krwi jako rzeki, którą można zatamować, wraca w wielu wariantach, podobnie jak wezwanie do zatkania ujścia.

Zabieg nigdy nie był wyłącznie słowny i akta sądowe pokazują to samo, co zapisy terenowe. Obok wypowiedzianych słów szedł ucisk, popiół, huba, żywica albo płótno, a przy ranie ciętej takie postępowanie bywało skuteczne niezależnie od tekstu. Umiejętność zamykania krwi cieszyła się przy tym opinią najbardziej użytecznej i najmniej podejrzanej, bo trudno było zarzucić szkodę komuś, kto ratował rannego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy motyw mleka trzech dziewic jest miejscowy, czy wszedł wraz z wiedzą o wytopie rudy darniowej
  • w zapisach mieszają się dwie tradycje: rodowód żelaza oraz rozpowszechniona w całej Europie formuła o zatrzymaniu krwi w rzece, i nie zawsze da się je rozdzielić

Skąd to wiadomoprotokoły sądów ziemskich XVII wieku, gdzie zamawianie krwi pojawia się wśród zarzutów; obszerny zbiór zamówień wydany w 1880 roku; zapisy terenowe z Karelii Białomorskiej, Sawonii i Ostrobotni, XIX wiek

Finlandia wschodnia i Karelia; zapisy XVIII–XX wiek

Narodziny ognia i słowa na oparzenie

Zebrane z ust

Iskra skrzesana w niebie spada przez kolejne nieba, pali dziecko w kolebce i ginie w brzuchu ryby — tę drogę wylicza się nad oparzeniem.

Czytaj dalej

Zamówienie na oparzenie zaczyna się w górze. Bóg nieba krzesze ogień na krawędzi chmury, iskra wymyka się spod ręki i spada przez kolejne nieba, przechodzi przez otwór dymny, pali kolebkę i pierś matki, aż wpada do wody i zostaje połknięta przez rybę, tę zaś połyka ryba większa. Dopiero wyłowienie zamyka opowieść.

Sens tej drogi jest praktyczny. Skoro ogień raz już został ujarzmiony i odnaleziony w rybim brzuchu, to znaczy, że daje się schwytać, a zamawiający, opowiadając całą trasę, powtarza tamto ujarzmienie nad ciałem poparzonego. Po opowieści przychodzi wezwanie zimna: wody, lodu, szronu, chłodu z północy, mrozu przyniesionego łyżką albo piórem.

Ten sam tekst bywa używany dwojako. Na oparzenie i na gorączkę, bo obie dolegliwości opisywano jako obecność ognia tam, gdzie go być nie powinno. W zapisach z Karelii bywa też włączany do dłuższego ciągu narodzin, wykonywanego przy poważniejszej chorobie razem z narodzinami żelaza i wody.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy motyw iskry połkniętej przez rybę ma związek z opowieściami o zdobyciu ognia u sąsiednich ludów, czy powstał niezależnie
  • zapisy różnią się liczbą nieb, przez które spada iskra, i nie ma podstaw, by uznać którąś wersję za pierwotną

Skąd to wiadomozbiory zamówień publikowane od 1880 roku; zapisy terenowe z Karelii, Ingrii i Sawonii z XIX i początku XX wieku; wzmianki o czytaniu nad ogniem w protokołach wizytacji kościelnych XVII wieku

Finlandia, Karelia, Ingria; zapisy XVIII–XX wiek

Narodziny węża i ratunek po ukąszeniu

Zebrane z ust

Wąż powstaje ze śliny złej istoty wyplutej na fale, a kły i jad dostaje od gospodarza puszczy; zamawiający żąda zwrotu tego, co wąż wpuścił.

Czytaj dalej

Rodowód węża jest w tych tekstach nieszlachetny. Zła istota pluje na wodę, fala kołysze ślinę, słońce ją ogrzewa, a z tego bierze się ciało gada; zęby, oczy i jad dokłada dopiero gospodarz nieużytków, złośliwy pan lasu i głazów. Wymawiając to pochodzenie, zamawiający ustawia węża w pozycji cudzego narzędzia, które można rozbroić.

Po rodowodzie idzie rozkaz. Jad ma zostać zabrany z powrotem, ból odesłany tam, skąd przyszedł, a opuchlizna zejść tak, jak schodzi woda po deszczu. W wielu zapisach wąż jest przy tym adresowany z szacunkiem, przez omowne nazwy, bo nazwanie po imieniu uchodziło za przywołanie.

Praktyka szła obok słów. Notowano wysysanie rany, obwiązywanie kończyny, przykładanie ziemi i okładów, podawanie mleka lub wódki. Skuteczność w wypadku żmii zwyczajnej, której ukąszenie rzadko bywa śmiertelne dla dorosłego, sprzyjała utrwaleniu przekonania o mocy tekstu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy nazwa zjadającej istoty, od której ślina pochodzi, jest dawnym imieniem, czy późnym określeniem opisowym
  • nie da się ustalić, w jakiej mierze zakaz nazywania węża po imieniu to zwyczaj myśliwski, a w jakiej element samego zamówienia

Skąd to wiadomozbiory zamówień publikowane od 1880 roku; zapisy terenowe z Ingrii i Karelii, XIX wiek; wzmianki w drukowanym słowniku imion mitologicznych z 1789 roku

cała Finlandia i Karelia; postać poświadczona w aktach od XVI wieku, w zapisach terenowych po XX wiek

Tietäjä — ten, który wie

Zebrane z ust

Tietäjä nie był kapłanem ani opętanym, lecz fachowcem od słów, wynajmowanym za zapłatę i rozliczanym ze skutku.

Czytaj dalej

Sama nazwa mówi, na czym polegał ten zawód: pochodzi od czasownika „wiedzieć". Tietäjä posiadał zasób tekstów i wiedział, którego użyć, a jego pozycja zależała od zasobu, nie od święceń ani od wizji. Nie miał świątyni, ołtarza ani stałych obrzędów rocznych; przychodził, gdy go wezwano, i brał zapłatę w zbożu, płótnie, srebrze albo wódce.

Od otoczenia odróżniały go trzy rzeczy: liczba znanych zamówień, umiejętność rozpoznania przyczyny i odwaga w mierzeniu się z cudzym rzuconym urokiem. Obok niego działali ludzie o węższych umiejętnościach — ten, kto umiał zamknąć krew, ten, kto nastawiał kości, ten, kto rzucał los. Silny tietäjä bywał znany w kilku parafiach i po niego posyłano konno.

Po chrystianizacji słownictwo się rozdwoiło. Tego samego człowieka można było nazwać tietäjä, gdy pomagał, i noita, gdy mu przypisano szkodę, a duchowni i sądy używały drugiego słowa niemal wyłącznie. To rozdwojenie widać w aktach: ten sam zawód figuruje raz jako umiejętność, raz jako przestępstwo, zależnie od tego, kto składał skargę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy tietäjä jest kontynuacją dawniejszego pośrednika typu szamańskiego, czy późniejszym zawodem, który wyrósł na gruzach kultu wspólnotowego
  • w źródłach sądowych trudno oddzielić rzeczywistą praktykę od tego, co podpowiadało oskarżonym pytanie sędziego

Skąd to wiadomowyroki sądów ziemskich, m.in. Kemi 1586; protokoły wizytacji kościelnych XVII wieku; zapisy terenowe z Ostrobotni, Sawonii i Karelii, XIX i XX wiek

Finlandia i Karelia; pojęcia poświadczone w tekstach zamówień i w opisach zabiegu

Moc rzeczy, moc własna i szczelina

Zebrane z ust

Choroba to obca moc w ciele, leczy ją człowiek, który potrafi podnieść moc własną, a najsilniejsi mieli wpadać w szczelinę.

Czytaj dalej

Trzy pojęcia trzymają w całości całą tę technikę. Pierwsze to väki, czyli moc przysługująca rodzajowi rzeczy: osobna jest moc wody, osobna ognia, osobna lasu, a najniebezpieczniejsza moc ziemi cmentarnej. Choroba bierze się z tego, że taka moc znalazła się tam, gdzie jej nie wolno, więc zabieg polega na jej wyprowadzeniu, nie na leczeniu objawu.

Drugie to luonto, własna moc zamawiającego. Trzeba ją było przed zabiegiem podnieść, a robiono to gniewem, krzykiem, tupaniem, gorącem łaźni, wódką i dymem. W opisach zabiegu notowanych w XIX wieku w Ostrobotni Północnej i w Karelii tietäjä pracuje na stojąco i w uniesieniu, a nie w skupieniu; słabość mocy własnej tłumaczyła porażkę, a jej utrata uchodziła za rzecz groźną dla samego zamawiającego.

Trzecie to lovi, szczelina. Wyrażenie o wpadnięciu w szczelinę występuje w samych tekstach i w opisach zabiegu, i oznacza stan, w którym zamawiający dowiaduje się rzeczy niedostępnych na jawie. Opisów pełnego seansu z Finlandii właściwej jest jednak niewiele i są późne, w przeciwieństwie do świadectw lapońskich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy wpadnięcie w szczelinę oznaczało rzeczywisty stan odmienny, czy stało się formułą poetycką jeszcze przed pierwszymi zapisami
  • podział mocy na rodzaje jest wyraźny w zamówieniach, ale nie wiadomo, czy tak samo porządkowali go zwykli mieszkańcy wsi, czy tylko fachowcy

Skąd to wiadomoteksty zamówień w zbiorach wydawanych od 1880 roku; opisy zabiegu notowane w Ostrobotni Północnej i Karelii w XIX wieku; zeznania oskarżonych w procesach XVII wieku, mówiące o podnoszeniu mocy własnej

pogranicze fińsko-lapońskie, Kainuu, Kuusamo, Laponia Kemska, szwedzka Laponia

Czym tietäjä różnił się od szamana z bębnem

Zapis z tamtych czasów

Saamski noaidi pracował bębnem i nieprzytomnym ciałem, fiński tietäjä słowem i na stojąco, a sądy tej różnicy nie widziały.

Czytaj dalej

Saamski pośrednik, noaidi, miał narzędzie, którego tietäjä nie używał: bęben z malowanym wierzchem i wskaźnikiem, po którego położeniu odczytywano odpowiedź. Przy poważniejszej sprawie noaidi popadał w bezwład, a jego dusza miała wędrować; opis takiego seansu, zakończonego śmiercią pośrednika po starciu z cudzym duchem, spisano w Norwegii na przełomie XII i XIII wieku.

Tietäjä pracował inaczej. Stał, mówił, podnosił moc własną i pozostawał przytomny, a wiedzę czerpał z zasobu tekstów, nie z podróży duszy. Na pograniczu obie techniki się jednak mieszały i ludzie z fińskich parafii jeździli po pomoc do Lapończyków, uważając ich za mocniejszych — to przekonanie utrzymało się aż do XIX wieku.

Władze świeckie i kościelne różnicy nie robiły. W 1671 roku sąd skazał na śmierć starego Saama z okolic Kuusamo, oskarżonego o spowodowanie śmierci gospodarza; wyroku nie wykonano, bo skazany zmarł wcześniej W 1693 roku w Arjeplog spalono na stosie saamskiego pośrednika wraz z jego bębnem i wizerunkami bóstw, a konfiskaty i publiczne palenie bębnów prowadzono w tych latach także poza pojedynczymi procesami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy bęben był kiedykolwiek używany w Finlandii właściwej; wzmianki o nim w fińskich tekstach mogą opisywać sąsiadów
  • nie rozstrzygnięto, w którą stronę szło zapożyczenie techniki na pograniczu

Skąd to wiadomoopis seansu w norweskiej historii z drugiej połowy XII wieku; wyrok w sprawie Saama z Kuusamo, 1671; egzekucja w Arjeplog, 1693; protokoły konfiskat bębnów z końca XVII wieku

Finlandia i Karelia; technika i zarzut zarazem, obecne w aktach XVII wieku

Podniesienie choroby i jej odesłanie

Zebrane z ust

Chorobę można komuś podnieść i można ją odesłać tam, skąd przyszła — na tym sporze między dwoma fachowcami stoi większość fińskich procesów.

Czytaj dalej

Czasownik „podnieść" opisuje czynność ofensywną: ktoś budzi moc z cmentarnej ziemi, z wody albo z lasu i kieruje ją na wskazanego człowieka, na jego bydło albo na jego szczęście. Czasownik „zakląć" opisuje czynność odwrotną: wyprowadzenie tej mocy i odesłanie jej w miejsce, z którego nie wróci. Oba są elementem jednego rzemiosła i oba mógł wykonać ten sam człowiek.

Adres wysyłki jest w tekstach stały i konkretny. Chorobę odsyła się na północ, w kamienne nieużytki, na progi rzeczne, których nikt nie przepłynął, albo na górę bólu — wzniesienie z trzema wierzchołkami, gdzie dziewczęta bólu mielą cierpienie w kamiennym młynie. Bywa też odesłana wprost do tego, kto ją posłał, i ten wariant tłumaczy, dlaczego ludzie bali się zamawiających.

Tu leży mechanizm, który napędzał procesy. Chory wzywał fachowca, ten orzekał, że chorobę ktoś podniósł, a często wskazywał kto; wskazany trafiał przed sąd. Akta pokazują więc nie tyle wiarę w diabła, ile spór sąsiedzki rozstrzygany przez biegłego, którego samego mogła potem spotkać ta sama droga.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie da się ustalić, jak często rzeczywiście podejmowano działanie szkodzące, a jak często zarzut był wyłącznie sposobem wytłumaczenia nieszczęścia
  • nie rozstrzygnięto, czy góra bólu była wyobrażana jako miejsce realne w konkretnym kierunku, czy wyłącznie jako obraz poetycki

Skąd to wiadomoprotokoły sądów ziemskich Dolnej Satakunty, Ostrobotni Północnej i Karelii Wyborskiej, XVII wiek; zapisy zamówień z XIX wieku

Finlandia; mechanizm widoczny między 1789 a końcem XIX wieku

Jak z obrazu poetyckiego robi się bogini

Złożone przy biurku

Dziewczęta bólu, żyły i rany to figury z zamówień, którym dopiero druk z 1789 roku i XIX wiek nadały rangę bóstw.

Czytaj dalej

Fiński ma przyrostek tworzący żeńskie nazwy od dowolnego rzeczownika, więc zamawiający mógł na poczekaniu utworzyć „pannę bólu", „pannę rany" albo „pannę żyły" i zwrócić się do niej po imieniu. To chwyt retoryczny tej poezji: rzecz, z którą się walczy, dostaje twarz, żeby dało się jej rozkazywać. Takich postaci są w zapisach dziesiątki i wiele z nich występuje jeden jedyny raz.

W 1789 roku ukazał się w Turku słownik imion mitologicznych, ułożony przez duchownego, który zbierał zamówienia w swojej parafii. Zestawił on te imiona alfabetycznie, opatrzył objaśnieniami i tym samym nadał im status trwałych postaci. Dziewiętnaste stulecie zrobiło krok następny i drukowało je już w tabelach bóstw fińskich, z przypisanymi dziedzinami.

Skutek trwa do dziś i trzeba go nazwać wprost. Znaczna część „panteonu fińskiego" znanego z popularnych opracowań to nie bóstwa, którym składano ofiary, lecz adresaci pojedynczych zamówień, podniesieni do rangi bogów przez alfabetyczny układ hasła. Nie ma śladu, by komukolwiek z nich stawiano ofiarę albo święto.

Czego nie rozstrzygnięto
  • przy niektórych imionach nie da się rozstrzygnąć, czy były doraźną figurą, czy rzeczywistą postacią kultu, bo poświadcza je wyłącznie tekst zamówienia
  • nie wiadomo, ile haseł słownika z 1789 roku opiera się na materiale zasłyszanym, a ile na wnioskowaniu autora

Skąd to wiadomodrukowany słownik imion mitologicznych, Turku 1789; zbiory zamówień wydawane od 1880 roku; tabele bóstw w drukach popularnych XIX wieku

cała Finlandia i Karelia; zawiść jako przyczyna zarzucana najczęściej

Zawiść, spojrzenie i zamawianie uroku

Zebrane z ust

Urok przypisywano zawiści, a zawiść miała działać spojrzeniem i pochwałą, więc obrona polegała na odwróceniu spojrzenia do właściciela.

Czytaj dalej

Przyczyną nieszczęścia bywała w tym systemie nie tyle złośliwa praktyka, ile sama zawiść sąsiada. Zły wzrok działał bez obrzędu, czasem wbrew woli patrzącego, a szczególnie groźna była pochwała: podziw dla cielnej krowy, dla pięknego dziecka albo dla obfitego połowu uchodził za cios. Dlatego powodzenia się nie chwaliło i nie pokazywało.

Zabezpieczenia były przedmiotowe i powszechne. Nad kolebką wieszano coś stalowego, do kołyski wkładano nóż, w oborze trzymano jarzębinę i sól, przy pierwszym wyjściu bydła kreślono krąg ogniem albo obchodzono stado z żelazem. Kiedy szkoda już się stała, wzywano zamawiającego, który wyliczał pochodzenie spojrzenia i odsyłał je do oczu tego, kto patrzył.

W aktach sądowych ten wątek jest najliczniejszy i najbardziej przyziemny. Skarżący opisuje, że po wizycie sąsiadki krowa przestała dawać mleko, że piwo nie chciało fermentować, że dziecko usychało. Sąd nie pytał wtedy o pakt z diabłem, lecz o to, kto był w obejściu, co powiedział i czy brał zapłatę za odczynienie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy przekonanie o szkodliwości pochwały jest miejscowe, czy przyszło z południa Bałtyku
  • w zapisach mylą się dwie rzeczy: szkoda przypisywana świadomemu działaniu i szkoda przypisywana samej zawiści, a język źródeł nie zawsze je rozdziela

Skąd to wiadomoprotokoły sądów ziemskich XVI–XVIII wieku; protokoły wizytacji kościelnych; zapisy terenowe z XIX i XX wieku

Finlandia i Karelia, gospodarstwa leśne; poświadczenia od XVI wieku po XX

Słowa nad bydłem i pierwszy dzień wypasu

Zebrane z ust

Najwięcej zamówień dotyczyło krów, bo w gospodarce leśnej to bydło puszczone do lasu było majątkiem najbardziej bezbronnym.

Czytaj dalej

Bydło wypędzano wiosną do niepilnowanego lasu i wracało samo dopiero jesienią, więc cały sezon zależał od tego, czy zwierzę nie zginie, nie utonie i nie padnie łupem drapieżnika. Pierwszy wypęd obudowano dlatego gęstym obrzędem: przekraczaniem żelaza i ognia położonych w progu, obchodzeniem stada, wypowiadaniem słów powierzających krowy gospodyni lasu.

Osobny zespół tekstów dotyczył zwierzęcia zaginionego. Mówiono, że las je zakrył, i zamawiano otwarcie tego zakrycia, wymieniając imiona gospodarzy puszczy i żądając zwrotu. Inne teksty zabezpieczały mleko, bo odebranie sąsiadowi mleczności uchodziło za jedną z najczęstszych szkód, a w parafiach szwedzkojęzycznych mówiono o stworze, którego wiedźma wysyła po cudze mleko.

Dokładnie tu przebiega główna linia procesów. Skargi o mleko, o krowę, która padła po wypędzie, i o ser, który się nie ściął, należą w protokołach do najliczniejszych, a w skargach tych zawiść sąsiada bywa wskazywana jako przyczyna. Dowodem bywał nie obrzęd, lecz to, że oskarżony znał słowa i brał za nie zapłatę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy stwór wysyłany po mleko jest w Finlandii dziedzictwem miejscowym, czy zapożyczeniem ze Szwecji, gdzie jego nazwa jest starsza
  • nie da się dziś ustalić, jaka część tych szkód miała przyczynę zwyczajną: zatrucie pastwiskowe, chorobę wymienia, niedokarmienie

Skąd to wiadomoprotokoły sądów ziemskich XVI–XVIII wieku; zarządzenia wizytacyjne przeciw obrzędom wypędu bydła; zapisy terenowe z XIX wieku

katolicka i luterańska Finlandia, prawosławna Karelia; warstwa narastająca od średniowiecza

Święci i Matka Boska w tekstach zamówień

Zapis po chrzcie

Dawne zamówienia nie zostały wyparte przez chrześcijaństwo, lecz wchłonęły je: rozkaz pozostał, a wezwanie skierowano do Matki Boskiej i świętych.

Czytaj dalej

Po chrystianizacji struktura tekstu nie uległa zmianie, zmienił się natomiast adresat pomocy. Zamawiający nadal wylicza pochodzenie rzeczy i nadal rozkazuje, ale wsparcia wzywa od Matki Boskiej, nazywanej w karelskich zapisach po prostu matuchną, od Chrystusa i od świętych właściwych dla danej biedy. Po ukąszenie i po bydło wzywano tych, którym w całej Europie przypisywano władzę nad gadami i nad stadem.

Do tego doszły formuły przywędrowane z zachodu, przede wszystkim rozpowszechniona w całej łacińskiej Europie formuła o zatrzymaniu wód rzeki, używana przy krwotoku. W Karelii prawosławnej dołączyły znak krzyża, kadzidło i ikona, w luterańskiej Finlandii — odmawianie modlitwy pańskiej trzykrotnie albo wspak, oraz sięganie po rzeczy z kościoła.

Ostatnia praktyka była ścigana najostrzej i widać ją w aktach. Wyniesienie z ust komunikantu i użycie go jako leku albo przy zamawianiu bydła traktowano jako świętokradztwo, a nie tylko zabobon, i karano surowiej niż samo znachorstwo. Świadczy to o czymś istotnym: w oczach ludu moc kościelnego przedmiotu należała do tej samej kategorii co moc słowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy warstwa chrześcijańska w zamówieniach jest średniowieczna, czy narosła głównie po reformacji
  • nie da się ustalić, na ile odmawianie modlitwy wspak było realną praktyką, a na ile obrazem podsuniętym oskarżonym przez pytania sądu

Skąd to wiadomoprotokoły spraw o świętokradztwo i zabobon, XVII wiek; postanowienia wizytacji kościelnych; zapisy zamówień z Karelii i Sawonii, XIX wiek

królestwo szwedzkie wraz z Finlandią; przełom w 1608 roku

Kiedy samo czarowanie stało się gardłowe

Zapis z tamtych czasów

Prawo ziemskie z połowy XIV wieku karało śmiercią dopiero czary, które kogoś zabiły; od 1608 roku wystarczyło samo uprawianie czarów.

Czytaj dalej

Prawo ziemskie spisane około 1350 roku znało przestępstwo czarów, ale karę gardła przewidywało wtedy, gdy czary sprowadziły śmierć człowieka. Przez ponad dwieście lat rozprawy kończyły się więc najczęściej grzywną, chłostą, pokutą kościelną albo wygnaniem z parafii, a wyroki śmierci były rzadkie i dotyczyły spraw, w których ktoś rzeczywiście umarł.

W 1608 roku, z woli króla Karola IX, wydrukowano prawo królestwa z dołączonym wyciągiem prawa mojżeszowego. Wśród przepisów znalazł się ten, który nakazuje nie zostawiać czarownicy przy życiu. Od tego momentu sam fakt uprawiania czarów wystarczał do wyroku śmierci, niezależnie od tego, czy komuś stała się szkoda. Cała fińska statystyka procesów mieści się po tej dacie.

Procedura pozostała jednak szwedzka i to ona ograniczała skutki. Do skazania potrzeba było przyznania się albo dwóch świadków, tortura była prawnie ograniczona, a każdy wyrok śmierci szedł do zatwierdzenia przez sąd apelacyjny — dla Finlandii utworzony w Turku w 1623 roku. Właśnie ta instancja odrzuciła większość wyroków gardłowych zapadłych w sądach niższych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, jak szybko sądy prowincjonalne zaczęły faktycznie stosować dodatek z 1608 roku, bo pierwsze wyraźne fale przypadają dopiero na lata sześćdziesiąte XVII wieku
  • nie da się zmierzyć, ile spraw kończono poza sądem, w ramach dyscypliny parafialnej, bo te zapisy zachowały się gorzej

Skąd to wiadomoprawo ziemskie z około 1350 roku; drukowane wydanie prawa królestwa z dodatkiem mojżeszowym, 1608; akta sądu apelacyjnego w Turku od 1623 roku; prawo kościelne królestwa z 1686 roku

Finlandia w granicach królestwa szwedzkiego, XVI–XVII wiek

Ile było procesów, ile wyroków śmierci

Zapis z tamtych czasów

Z zachowanych akt policzono siedemset dziesięć procesów o czary w latach 1520–1699 i sto piętnaście wyroków śmierci, przy dużych lukach w księgach.

Czytaj dalej

Rachunek z zachowanych ksiąg daje dla Finlandii siedemset dziesięć procesów o czary między 1520 a 1699 rokiem i sto piętnaście wyroków śmierci. Osobne przeliczenie ksiąg sądów ziemskich z trzech regionów daje pięciuset jedenastu oskarżonych imiennie w trzystu pięćdziesięciu ośmiu postępowaniach i pozwala szacować całość na półtora, może dwa tysiące osób. Liczby te nie są zgodne, bo liczą różne rzeczy: sprawy i ludzi.

Rozkład regionalny jest policzony dokładnie tam, gdzie księgi ocalały. W Dolnej Satakuncie naliczono dwieście czterdzieści dwie osoby w stu sześćdziesięciu dwóch postępowaniach, w Ostrobotni Północnej sto osiemdziesiąt jeden osób w stu trzydziestu trzech postępowaniach, w Karelii Wyborskiej osiemdziesiąt osiem osób w sześćdziesięciu trzech. Szczyt przypada na lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XVII wieku.

Kluczowa jest różnica między wyrokiem a egzekucją. Zachowane zestawienia liczą sto piętnaście wyroków śmierci zapadłych w sądach niższych. Ilu skazanych rzeczywiście stracono, z tych zestawień nie wynika, bo sąd apelacyjny część wyroków uchylał, zamieniając je na chłostę, grzywnę lub pokutę. Każda liczba podana dla Finlandii musi więc mówić, czy dotyczy oskarżeń, wyroków pierwszej instancji, czy ludzi rzeczywiście straconych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • część ksiąg sądowych zaginęła, w tym materiał z Turku, więc podane liczby są dolną granicą, a nie całością
  • nie da się rozdzielić w statystyce spraw o szkodę od spraw o samo uprawianie zamawiania, bo protokoły często używają obu określeń wymiennie

Skąd to wiadomoksięgi sądów ziemskich i akta sądu apelacyjnego w Turku, XVI–XVIII wiek; zestawienia sporządzone z zachowanych protokołów

Finlandia, szczególnie wnętrze kraju i Karelia; przewaga mężczyzn wyraźna przed latami siedemdziesiątymi XVII wieku

W Finlandii sądzono przede wszystkim mężczyzn

Zapis z tamtych czasów

Przed falą lat siedemdziesiątych XVII wieku większość oskarżonych w Finlandii stanowili mężczyźni, a im dalej od zachodniego wybrzeża, tym udział ten był większy.

Czytaj dalej

Fińskie akta odbiegają od europejskiego wzoru w punkcie najłatwiejszym do policzenia. W pierwszym okresie procesów mężczyźni przeważają wśród oskarżonych, a zależność ma wyraźny kierunek geograficzny: im dalej na wschód i w głąb kraju od zachodniego wybrzeża, tym więcej mężczyzn na ławie. W Karelii Wyborskiej przewaga utrzymuje się przez cały czas trwania procesów.

Przyczyna jest widoczna w treści zarzutów. Sądzono zwykle nie kobietę podejrzaną o pakt, lecz znanego z nazwiska fachowca, który jawnie zamawiał za zapłatą i którego umiejętność była w okolicy powszechnie znana. Postępowanie dotyczyło rzemiosła, nie tajnego kultu, a dowodem bywało to, że oskarżony sam potwierdzał znajomość słów, nie widząc w tym występku.

Dwie sprawy pokazują to jasno. W 1586 roku sąd ziemski w Kemi skazał na ścięcie znanego w okolicy zamawiającego, obwinionego o sprowadzenie śmierci na kilka osób. W 1662 roku stracono gospodarza, który podczas suszy odprawił nad jeziorem obrzęd o deszcz skierowany do Ukka — sądzono go za bałwochwalstwo na podstawie przepisu o czarach

Czego nie rozstrzygnięto
  • proporcja płci bywa podawana różnie, bo zależy od regionu i od tego, czy liczy się oskarżenia, czy wyroki; jednej liczby dla całej Finlandii nie da się uczciwie podać
  • szczegóły obu przywołanych spraw znane są ze streszczeń protokołów, a nie z pełnego zapisu przewodu

Skąd to wiadomowyrok sądu ziemskiego w Kemi, 1586; wyrok w sprawie ofiary dla Ukka, 1662; zestawienia z ksiąg sądowych Dolnej Satakunty, Ostrobotni Północnej i Karelii Wyborskiej

Wyspy Alandzkie, okręg zamku Kastelholm, lata 1665–1668

Åland i pierwszy sabat po fińskiej stronie

Zapis z tamtych czasów

Na Wyspach Alandzkich ścięto sześć albo siedem kobiet oskarżonych o pakt i o zlot czarownic — po raz pierwszy w granicach Finlandii sądzono nie szkodę, lecz sabat.

Czytaj dalej

Postępowania prowadzone w okręgu zamku Kastelholm w latach 1665–1668 zakończyły się ścięciem sześciu kobiet; część zestawień podaje siedem wyroków śmierci. To pierwsza grupa spraw po fińskiej stronie królestwa, w której oskarżenie nie dotyczyło wyrządzonej szkody, lecz przymierza z diabłem i udziału w zlocie czarownic.

Geografia tłumaczy tu więcej niż cokolwiek innego. Åland jest szwedzkojęzyczny, leży bliżej Sztokholmu niż Turku i żył jego rytmem, więc wzorzec zeznania przywędrował tam razem z ludźmi, wiadomościami i kaznodziejstwem z zachodu. Obraz zlotu, na który czarownica zabiera cudze dzieci, pojawia się w tych aktach wcześniej niż gdziekolwiek indziej w Finlandii.

Reszta kraju zareagowała z opóźnieniem i nigdy w pełni. W parafiach wewnątrz lądu oskarżenie brzmiało nadal tak samo jak przedtem: że komuś odebrano mleko, sprowadzono chorobę albo odczyniano za pieniądze. Sabat jako rdzeń sprawy pozostał zjawiskiem wybrzeża i wysp.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba straconych podawana jest jako sześć albo siedem, zależnie od tego, czy liczy się wyroki, czy wykonane egzekucje
  • datowanie bywa rozciągane do 1674 roku, co obejmuje sprawy pochodne; rdzeń postępowań przypada na lata 1665–1668

Skąd to wiadomoprotokoły sądowe okręgu zamku Kastelholm, 1665–1668; akta sądu apelacyjnego w Turku

Ostrobotnia, wybrzeże Zatoki Botnickiej, lata 1674–1678

Fala ostrobotnicka, największa w Finlandii

Zapis z tamtych czasów

W Ostrobotni w latach 1674–1678 postawiono przed sądem od stu pięćdziesięciu siedmiu do dwustu osób, a liczbę straconych zestawienia podają od dwudziestu dwóch do czterdziestu jeden.

Czytaj dalej

Największe nasilenie procesów w Finlandii przypada na Ostrobotnię w latach 1674–1678, czyli dokładnie na czas, gdy po drugiej stronie zatoki trwała szwedzka panika. Liczba oskarżonych mieści się według zestawień między stu pięćdziesięcioma siedmioma a dwustoma. Liczby straconych podawane są rozbieżnie: jedne zestawienia mówią o dwudziestu kobietach i dwóch mężczyznach, inne o co najmniej czterdziestu jeden osobach.

Wzorzec zeznań przywędrował z zachodniego brzegu razem z żeglugą i handlem. Pojawiają się w nich dzieci jako świadkowie, opowieści o zabieraniu ich nocą na zlot i o nauce czarowania, a więc materia nieznana dotąd fińskim sądom. Zmienia się przy tym proporcja płci: na wybrzeżu większość oskarżonych stanowią odtąd kobiety.

Falę zatrzymał sąd apelacyjny w Turku, który odsyłał sprawy, żądał dowodu i uchylał wyroki. Ta sama instancja wcześniej powściągała gorliwość sądów niższych w pojedynczych sprawach, a przy fali ostrobotnickiej zadziałała jak hamulec, którego nie miały terytoria niemieckie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • rozbieżność liczb straconych jest duża i wynika z tego, że część zestawień liczy wyroki pierwszej instancji, a część egzekucje faktycznie wykonane
  • nie rozstrzygnięto, jaki udział w wybuchu miały kaznodziejstwo i druk, a jaki bezpośredni kontakt przez zatokę

Skąd to wiadomoprotokoły sądów ziemskich ostrobotnickich, 1674–1678; akta sądu apelacyjnego w Turku

Szwecja, od Dalarny po Sztokholm, lata 1668–1676

Szwedzka panika i dzień, w którym ścięto siedemdziesiąt jeden osób

Zapis z tamtych czasów

W ciągu ośmiu lat stracono w Szwecji około dwustu osiemdziesięciu osób, a pierwszego czerwca 1675 roku w jednej parafii ścięto i spalono siedemdziesiąt jeden osób naraz.

Czytaj dalej

Panika zaczęła się we wrześniu 1668 roku w Älvdalen w Dalarnie, od zeznań dziewczynki, które pociągnęły za sobą oskarżenie sąsiadki, a po niej dalszych mieszkańców parafii. Dalej ruszyła lawina: powoływano komisje objazdowe, a głównym dowodem stały się zeznania dzieci, opowiadających, że zabierano je nocą na zlot. W ciągu ośmiu lat stracono około dwustu osiemdziesięciu osób.

Najciemniejszy dzień przypadł na pierwszego czerwca 1675 roku w Torsåker w Ångermanlandii, gdzie ścięto i spalono siedemdziesiąt jeden osób naraz: sześćdziesiąt pięć kobiet, dwóch mężczyzn i czterech chłopców. Zginęła wtedy mniej więcej co piąta kobieta z parafii. Jest to największa jednorazowa egzekucja w dziejach Szwecji.

Koniec przyszedł w Sztokholmie. Piątego sierpnia 1676 roku spalono żywcem kobietę mówiącą po fińsku, oskarżoną przez własne córki o zanoszenie wnuków na zlot; nie przyznała się do niczego, a ponieważ prawo wymagało przyznania, by ściąć skazanego przed spaleniem, poszła na stos żywa. Jeszcze tej jesieni dziecięcy świadkowie zaczęli odwoływać zeznania, a komisję rozwiązano; w roku następnym sądzono i stracono część oskarżycieli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba straconych w całej fali podawana jest jako około dwieście osiemdziesiąt albo blisko trzysta, zależnie od tego, które sprawy zalicza się do panik
  • nie da się rozstrzygnąć, ile w zeznaniach dzieci było naśladownictwa, ile presji dorosłych, a ile strachu przed karą za odwołanie

Skąd to wiadomoprotokoły komisji i sądów szwedzkich 1668–1676; akta sprawy w Torsåker, wszczętej jesienią 1674, egzekucja 1 czerwca 1675; akta sztokholmskie z sierpnia 1676

królestwo szwedzkie z Finlandią, XVI–XVIII wiek

Dlaczego północne procesy wyglądały inaczej

Zapis z tamtych czasów

Na północy sądzono najczęściej rzemiosło i szkodę, a nie pakt; obowiązywała apelacja od każdego wyroku śmierci, a torturę prawo ograniczało.

Czytaj dalej

Pierwsza różnica dotyczy treści zarzutu. W Niemczech i we Francji rdzeniem oskarżenia był pakt z diabłem i sabat, a szkoda była jego dowodem; w Finlandii przez większość okresu było odwrotnie, bo sądzono konkretną szkodę albo samą praktykę odpłatnego zamawiania. Sabat wchodzi tu późno, od lat sześćdziesiątych XVII wieku, i zostaje głównie na wybrzeżu i wyspach.

Druga różnica dotyczy procedury. Nie było zawodowych łowców czarownic ani opłacanych od głowy nakłuwaczy, torturę prawo ograniczało, a każdy wyrok śmierci szedł do sądu apelacyjnego, który dla Finlandii działał w Turku od 1623 roku i większości takich wyroków nie zatwierdził. Skutek widać w rachunku: sto piętnaście wyroków śmierci pierwszej instancji w Finlandii przez blisko dwa stulecia, z których znaczna część nie została zatwierdzona, wobec około dwustu osiemdziesięciu wykonanych egzekucji w Szwecji w ciągu ośmiu lat.

Trzecia różnica dotyczy tego, kto siedział na ławie. Znaczna część oskarżonych w Finlandii to mężczyźni, znani z rzemiosła i wykonujący je jawnie, co w krajach niemieckich zdarzało się rzadko. Koniec przyszedł stopniowo: ostatnią egzekucję za czary w Szwecji wykonano 15 czerwca 1704 roku, a karę śmierci za czary zniesiono w 1779 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie da się ocenić, ile spraw kończono karą kościelną bez sądu świeckiego, więc rzeczywista skala prześladowania jest zaniżona we wszystkich zestawieniach
  • nie rozstrzygnięto, czy późne pojawienie się sabatu na północy wynika z odległości od druku i kaznodziejstwa, czy z innej struktury konfliktu wiejskiego

Skąd to wiadomoprawo królestwa z dodatkiem mojżeszowym, 1608; akta sądu apelacyjnego w Turku od 1623; protokoły sądów szwedzkich i fińskich XVII wieku; egzekucja z 15 czerwca 1704; zniesienie kary śmierci za czary w 1779

Północ widziana z zewnątrz; druk rzymski z 1555 roku, prawa norweskie z XII–XIII wieku

Wiatr sprzedawany w węzłach i sława północnych czarowników

Zapis z tamtych czasów

Już w XII wieku prawo norweskie zabraniało jeździć po wróżbę do ludów północy, a druk z 1555 roku opisał sprzedaż wiatru zawiązanego w sznurze.

Czytaj dalej

Obszerne dzieło o ludach północnych, wydrukowane w Rzymie w 1555 roku przez wygnanego szwedzkiego duchownego, zawiera opis praktyki, która na trwałe przywarła do Północy: żeglarzom sprzedawano pomyślny wiatr zawiązany w sznurze na węzły, a rozwiązanie kolejnego węzła miało go uwalniać, przy czym ostatni groził wichurą. Ta sama książka opisuje bęben i wróżenie z niego.

Reputacja jest jednak starsza niż druk. Chrześcijańskie prawa norweskie z XII i XIII wieku zabraniały pod karą jeździć na północ, by pytać ludy tamtejsze o przyszłość — zakaz tego rodzaju formułuje się tylko wobec praktyki rzeczywiście uprawianej i dość powszechnej, by przeszkadzała.

Skutki tej sławy sięgały daleko. W portach europejskich fiński albo lapoński marynarz uchodził za człowieka mającego władzę nad pogodą, a podejrzenie to bywało przyczyną kłopotów w obcych sądach. Warto zaznaczyć wyraźnie: sprzedaż wiatru jest dobrze poświadczona jako wyobrażenie o Północy, gorzej jako obrzęd opisany przez samych mieszkańców.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie zostało wykazane, czy wiązanie wiatru w węzły było praktyką miejscową, czy obrazem uformowanym przez obcych obserwatorów
  • autor druku z 1555 roku pisał na wygnaniu i korzystał z relacji pośrednich, więc szczegół obrzędowy bywa u niego niepewny

Skąd to wiadomodzieło o ludach północnych, Rzym 1555; chrześcijańskie prawa norweskie z XII i XIII wieku; późniejsze wzmianki w aktach portowych

Finlandia i Karelia; od druku z 1789 roku przez epos z 1835 i 1849 po wielką edycję z lat 1908–1948

Zapis, wybór i kompozycja — trzy różne rzeczy

Złożone przy biurku

Zamówień zapisano dziesiątki tysięcy, ale epos narodowy z 1835 i 1849 roku jest kompozycją autorską, w której nadano imiona postaciom bezimiennym w pieśniach.

Czytaj dalej

Materiału jest bardzo dużo i to trzeba powiedzieć na początku. Wielka edycja dawnej poezji fińskiej, wydawana w latach 1908–1948 przez towarzystwo założone w 1831 roku, obejmuje osiemdziesiąt dziewięć tysięcy dwieście czterdzieści siedem tekstów zapisanych między 1564 a 1939 rokiem. Wcześniej, w 1880 roku, ukazał się osobny obszerny zbiór zamówień. To są zapisy z ust ludzi i mają wartość świadectwa.

Czym innym jest epos. Pierwsza wersja ukazała się w latach 1835–1836, druga, rozszerzona, w 1849 roku, a ułożył je jeden człowiek z pieśni zebranych w różnych parafiach, po obu stronach ówczesnej granicy. Złożył je w ciągłą fabułę, wybierał warianty, wygładzał wiersz i dopisywał spoiwo — i nigdy tego nie ukrywał. Utwór jest dziełem literackim opartym na materiale ludowym, nie zapisem wiary.

Najczystszy przykład dopisania dotyczy imienia. Bohaterka, którą cały świat zna jako Aino, w śpiewanych pieśniach nie ma imienia i występuje wyłącznie jako jedyna córka albo jedyna siostra; imię utworzono z przymiotnika znaczącego „jedyna" i wprowadzono w wydaniu z 1835 roku. Każde zdanie o „bogini Aino" jest zatem zdaniem o literaturze XIX wieku, nie o wierze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • przy wielu imionach z eposu nie da się dziś rozstrzygnąć, czy pochodzą z pieśni, czy zostały ujednolicone przez wydawcę, bo brulionów nie zachowano w komplecie
  • nie zostało wykazane, w jakim stopniu sami śpiewacy po 1849 roku zaczęli dopasowywać swoje wersje do drukowanego eposu, co zaciera obraz w późniejszych zapisach

Skąd to wiadomosłownik imion mitologicznych, Turku 1789; pierwsze wydanie eposu 1835–1836 i drugie 1849; zbiór zamówień 1880; wielka edycja dawnej poezji fińskiej 1908–1948, obejmująca zapisy z lat 1564–1939

Pod pomostem i za piecem

Hiisi, Näkki i moc, która ma swoich ludzi

Estonia, Finlandia i Karelia; świadectwa od XIII wieku

Hiis, czyli miejsce, którego nie wolno było tknąć

Zapis z tamtych czasów

Estońskie hiis i fińskie hiisi znaczyły najpierw miejsce — gaj, wzgórze, kamień przy drodze — a dopiero potem istotę, której się bano.

Czytaj dalej

Na mapie Estonii stoją do dziś setki nazw z członem hiie-: wzgórze gajowe, las gajowy, łąka gajowa, a przy nich pojedyncze drzewa, pod które przychodzono z wełną, monetą i kawałkiem chleba. Reguła była wszędzie ta sama i dawała się streścić w jednym zdaniu: z takiego miejsca nie zabiera się gałęzi, nie kosi trawy i nie wynosi kamienia, bo szkoda wraca na zagrodę.

Kronika spisana przez Henryka Łotysza między 1224 a 1227 rokiem notuje pod rokiem 1220, że bóstwo czczone na Ozylii miało się narodzić na zalesionej górze w Wironii i stamtąd odlecieć, a w tym samym ustępie — że przybyły z misją duchowny kazał wyciąć postawione tam wizerunki. To jedno świadectwo i jedna data; drugiej wzmianki o tym gaju kronika nie daje.

Po reformacji te same miejsca wracają w papierach kościelnych już jako kłopot. Kronika inflancka z 1578 roku opisuje chłopskie zjazdy z ofiarami i nocne świętowanie, protokoły wizytacji z XVII wieku nakazują wycinać drzewa ofiarne, a zbieracze XIX wieku wciąż notują wstążki i drobne monety zostawiane pod tymi samymi konarami. Zakaz powtarzany przez trzysta lat świadczy o trwaniu zwyczaju, nie o skuteczności zakazu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy hiis oznaczał najpierw gaj, wzgórze czy miejsce pochówku — dawne zapisy podają samo słowo, nigdy definicji.
  • Czy fińskie hiisi i estońskie hiis to jedno słowo o wspólnym rodowodzie, czy dwa podobne — nie zostało wykazane.

Skąd to wiadomokronika Henryka Łotysza spisana ok. 1224–1227 (zdarzenia z 1220 i 1227); bulla Grzegorza IX z 1229; kronika inflancka z 1578; protokoły wizytacji kościelnych z XVII wieku; nazwy terenowe i zapisy zwyczajów z XIX wieku.

Karelia, połowa XVI wieku; pieśni łowieckie z zapisów XIX wieku

Hiisi daje powodzenie w lesie

Zapis z tamtych czasów

W spisie karelskich mocy z 1551 roku Hiisi jest tym, kto daje zwycięstwo w lesie, czyli powodzenie w łowach, a nie strachem zza drzewa.

Czytaj dalej

Mikael Agricola, biskup Turku, poprzedził fiński przekład Psałterza z 1551 roku wierszowanym wyliczeniem tego, co jego zdaniem lud wciąż czci. Osobno wymienił moce z Häme, osobno z Karelii, każdej przypisując jedno zajęcie w jednym wersie. W liście karelskiej Hiisi odpowiada za powodzenie w lesie, obok tych, którzy dają żyto, jęczmień, owies i przyrost bydła.

Takie wyliczenie ma wartość właśnie dlatego, że powstało przeciw temu, co opisuje: nikt nie spisuje wiary umarłej, żeby ją zwalczać. Kierunek czytania jest jednak ograniczony do jednej linijki na imię. Wiemy, co Hiisi dawał; nie wiemy, co mu za to dawano, kto się do niego zwracał ani w jakim miejscu.

Łowiecki rdzeń widać jeszcze w pieśniach zapisywanych trzy stulecia później, gdzie powraca pogoń na nartach za łosiem Hiisiego i gdzie przydawka od tego imienia trzyma się leśnej zwierzyny, węża i kota. Ta sama pogoń dostała za to w eposie z 1849 roku kształt ostateczny i literacki, więc to, co dziś brzmi jak dawna opowieść, bywa redakcją sprzed półtora wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy karelski Hiisi z 1551 roku to jedna postać, czy zbiorcza nazwa mocy miejsca.
  • Czy podział spisu na część hämeńską i karelską odpowiadał rzeczywistej granicy zwyczajów, czy wiedzy autora.

Skąd to wiadomoprzedmowa do fińskiego Psałterza Dawidowego z 1551; pieśni łowieckie z zapisów XIX wieku, drukowane w zbiorze wydawanym w latach 1908–1948; epos fiński w postaci z 1849.

Finlandia; od XVI wieku po dzisiejszą mowę potoczną

Jak święte miejsce zrobiło się przekleństwem

Zapis po chrzcie

Słowo, które znaczyło miejsce czczone, przeszło przez pisma kościelne na oznaczenie czarta i skończyło jako przekleństwo rzucane w złości.

Czytaj dalej

Droga znaczenia jest tu wyjątkowo dobrze widoczna, bo każdy jej odcinek ma datę. Najpierw miejsce, potem ten, kto w miejscu siedzi, potem zły duch w druku kościelnym, wreszcie wyzwisko i zwrot, którym po fińsku posyła się kogoś w diabły, dosłownie: do hiisi. Estoński odpowiednik poszedł inaczej i zatrzymał się na gaju, bo diabeł dostał tam własne, nowe imię.

Zamawiania spisywane w XIX wieku pokazują jednak, że przesunięcie nie było czystym potępieniem. Chory na wrzód albo na skręcenie dowiadywał się od zamawiającego, że dolegliwość wzięła się z miejsca Hiisiego — z kamienia, z kopca, z gaju — i trzeba ją tam odesłać. Zło nie jest tu cechą istoty, tylko rachunkiem za naruszenie cudzego terenu.

Ostatnią warstwę dołożyła lektura szkolna. W eposie z 1849 roku Hiisi stoi po stronie przeciwnej bohaterom, jego są stwory, jego jest przeszkoda w drodze, i w tej roli wszedł do podręczników, malarstwa i późniejszych opowieści. Kto dziś nazywa Hiisiego fińskim demonem, powtarza redakcję XIX wieku, a nie zapis z czasu, gdy chodzono do gaju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przesunięcie znaczenia zaczęło się przed reformacją, czy dopiero pod piórem tłumaczy Pisma.
  • Czy określenie na moc Hiisiego w zamawianiach oznacza gromadę istot, czy bezosobową siłę miejsca.

Skąd to wiadomoprzedmowa z 1551 i późniejsze fińskie druki kościelne XVI wieku; zamawiania z zapisów XIX wieku; epos w postaci z 1849.

Finlandia i Estonia; nazwy terenowe notowane od XVIII wieku

Kamienie, kotły i kopce Hiisiego

Zebrane z ust

Głazy narzutowe, wypłukane w skale kotły i kamienne kopce dostały jednego właściciela, a nazwa przetrwała dłużej niż wiedza, co znaczy.

Czytaj dalej

Trzy rodzaje miejsc noszą w Finlandii to imię: pojedynczy wielki głaz, okrągła studnia wytoczona w litej skale przez wodę pod lodowcem i usypany z kamieni kopiec. Do każdego przylgnęła osobna opowieść — że olbrzym cisnął kamieniem w kościół i nie dorzucił, że w takiej studni ubijano masło, że kopiec usypano przez jedną noc.

Najciekawszy jest trzeci przypadek, bo kamienne kopce na wybrzeżu to groby z epoki brązu, kryjące pochówki sprzed dwóch i pół do trzech i pół tysiąca lat, bo fińską epokę brązu liczy się od około 1500 do 500 roku przed naszą erą. Nazwa zachowała więc pamięć, że miejsce jest cudze i nie należy go ruszać, długo po tym, jak zapomniano, kto tam leży. Ostrzeżenie przetrwało bez uzasadnienia.

Po estońskiej stronie ten sam krajobraz obsługuje Vanapagan, a miejscami Kalevipoeg, i bywa, że jeden głaz ma w sąsiednich wsiach dwóch różnych sprawców. Kamień jest stały, właściciel wymienny: to najlepszy dowód, że nie mamy tu do czynienia z przekazem o bóstwie, tylko ze sposobem tłumaczenia dziwnego kształtu ziemi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwy z członem hiisi- pokrywają się z dawnymi miejscami kultu, czy tylko z osobliwościami terenu.
  • Czy kopce grobowe nazwano tak dlatego, że wiedziano o pochówkach, czy dlatego, że były niezrozumiałe.

Skąd to wiadomonazwy terenowe z map i ksiąg gruntowych XVIII i XIX wieku; pochówki w kamiennych kopcach nadbrzeżnych datowane na epokę brązu; podania miejscowe z zapisów XIX wieku.

Finlandia i Karelia, słabiej Estonia; zamawiania XVIII–XX wieku

Väki, czyli moc, która ma swoich ludzi

Zebrane z ust

W fińskich zamawianiach woda, ogień, ziemia, las i zmarli mają każde własną moc i własny tłum, a każda z tych mocy potrafi urazić człowieka.

Czytaj dalej

Fińskie słowo väki znaczy jednocześnie gromadę ludzi i siłę, i w zamawianiach działa w obu sensach naraz. Mówi się o mocy wody, mocy ognia, mocy ziemi, mocy lasu i mocy zmarłych. Wysypka po kąpieli, wrzód po kopaniu dołu, obrzęk po nocy w lesie — każda z tych dolegliwości ma sprawcę nie w zarazku, tylko w naruszonym żywiole.

Leczenie wynika wprost z tej ramy. Zamawiający musi nazwać pochodzenie dolegliwości i wypowiedzieć, skąd się dana moc wzięła, bo nazwanie początku daje władzę nad skutkiem. Stąd bierze się ogromny fiński zbiór formuł o narodzinach rzeczy: ognia, żelaza, węża, wody. Istoty, o których opowiada ten dział, są twarzami tych mocy, a nie osobnymi bogami.

Po estońskiej stronie ten sam porządek zachował się szczątkowo: są ci spod ziemi, jest duch wody, jest moc zmarłych, ale rozbudowanego zbioru formuł o narodzinach nie zapisano. Różnica może leżeć w samej tradycji albo w tym, kiedy i jak zaczęto zbierać; jednoznacznej odpowiedzi zapisy nie dają.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy väki w dawnych zapisach znaczy zbiór istot, czy bezosobową moc — zapisy używają słowa w obu sensach naprzemiennie.
  • Czy podział na pięć mocy jest ludowy, czy powstał przy porządkowaniu zbiorów do druku.

Skąd to wiadomozamawiania zapisywane od lat dwudziestych XIX wieku, drukowane w latach 1908–1948; leksykon mitologii fińskiej wydany w Turku w 1789 roku.

Finlandia i Estonia; zapisy od XVIII do XX wieku

Näkki spod pomostu

Zebrane z ust

Näkki mieszka tam, gdzie woda jest głęboka i mętna — pod pomostem, przy młyńskim jazie, w studni — i zabiera tego, kto podejdzie sam.

Czytaj dalej

W zapisach ta istota nie ma jednego ciała. Bywa koniem stojącym nad brzegiem, który wchodzi z jeźdźcem w toń, bywa siwym mężczyzną, psem, dziewczyną czeszącą włosy nad wodą, bywa samą ręką wysuniętą spod powierzchni. Estoński näkk częściej śpiewa i wabi, fiński częściej ciągnie na dno bez słowa, ale granica ta nie trzyma się okolic.

Praktyczna strona wierzenia jest czytelniejsza niż wygląd istoty. Näkki pilnuje kilku zakazów: nie chodź nad wodę sam, nie kąp się po zachodzie i w samo południe, nie zaglądaj do studni, nie hałasuj nad jazem. Dziecko, któremu powiedziano, kto siedzi pod pomostem, omijało młyński przelew niezależnie od tego, czy uwierzyło.

Samo imię należy do szerokiej północnej rodziny wodnych istot znanych po skandynawskiej i niemieckiej stronie morza. Podobieństwo jest oczywiste, kierunku pożyczki nie zostało wykazane; pewne jest tylko to, że nazwa trzyma się tutejszych wód.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy näkki i gospodarz wody to dwa imiona jednej istoty, czy dwa wyobrażenia zlane przy zapisywaniu.
  • Od kiedy słowo jest w fińszczyźnie — w spisie z 1551 roku jeszcze go nie ma, co niczego nie przesądza.

Skąd to wiadomozapisy ludowe z XIX i XX wieku; leksykon mitologii fińskiej z 1789; nieobecność imienia w spisie z 1551.

Finlandia i Karelia; spis z 1551, zwyczaje rybackie XIX–XX wieku

Gospodarz wody i Matka Wody

Zapis z tamtych czasów

Spis z 1551 roku wymienia Matkę Wody, która zapędza ryby do sieci, i Ahtiego, który daje rybę z wody; czym się tym mocom za to płaciło, wiadomo dopiero z opisów rybackiego zwyczaju sprzed stu lat.

Czytaj dalej

W obu listach z 1551 roku stoi po jednej mocy wodnej. Po stronie hämeńskiej Ahti daje rybę z wody, po karelskiej Matka Wody zagania ryby do sieci. To nie są postacie z opowieści, tylko pozycje w rachunku gospodarskim: ktoś odpowiada za połów tak samo, jak ktoś inny odpowiada za żyto i za przyrost bydła.

Zapisy z XIX i XX wieku pokazują, jak ten rachunek regulowano. Nową sieć okupywano srebrną monetą wrzuconą do wody, pierwszą rybę sezonu oddawano z powrotem albo zostawiano na brzegu, przy łowieniu nie wolno było krzyczeć ani gwizdać, a kto się chwalił połowem, tracił następny. Gospodarz wody odbierał swoje, jeśli mu nie dano.

Różnica wobec näkkiego jest rzeczowa, choć imiona w zapisach mieszają się swobodnie. Z gospodarzem wody się umawiano i płaciło mu się za towar, przed näkkim się uciekało. Pierwszy należy do świata pracy, drugi do świata zakazów, a jedno i drugie dotyczy tej samej ciemnej wody pod pomostem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Ahti z 1551 roku ma cokolwiek wspólnego z bohaterem, któremu XIX-wieczny epos nadał to imię jako przydomek.
  • Czy Matka Wody to imię własne, czy opisowe określenie gospodyni żywiołu.

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza z 1551; opisy zwyczajów rybackich z zapisów XIX i XX wieku; leksykon mitologii fińskiej z 1789.

południowa Estonia, rzeka Võhandu; lata czterdzieste XVII wieku

Strumień, o który poszła sprawa do sądu

Zapis z tamtych czasów

Chłopi rozebrali młyn postawiony na świętym strumieniu, sprawa trafiła przed sąd, a w 1644 roku ukazał się w Dorpacie drukowany opis całej rzeczy.

Czytaj dalej

Võhandu jest najdłuższą rzeką Estonii; wypływa na wyżynie Otepää i uchodzi do Jeziora Pejpus, a jej górny bieg uchodził za świętą wodę. Obowiązywały przy niej reguły: nie wolno było prać w niej rzeczy nieczystych, mącić źródła ani stawiać tam niczego, co wodę zatrzymuje. Złamanie tych zasad miało ściągać na okolicę nieurodzaj i niepogodę.

Na początku lat czterdziestych XVII wieku na rzece stanął młyn z groblą, a po nieudanych zbiorach okoliczni chłopi rozebrali go własnymi rękami. Skończyło się to sprawą sądową i karami, a przy okazji powstał druk: wydany w Dorpacie w 1644 roku traktat tamtejszego pastora, który dowodził, że świętość strumienia jest rzekoma, i po drodze spisał, co ludzie do wody wnoszą i czego przy niej nie robią.

Wartość tego świadectwa polega na dacie i na trybie. Mamy akta sądowe, mamy druk sporządzony na gorąco przez duchownego z tamtej parafii, mamy wskazane miejsce, które wciąż płynie. To najtwardsze poświadczenie kultu wody w tym dziale, a pochodzi z połowy XVII wieku, z ziemi, którą luterański porządek objął na dobre dopiero po przejściu Dorpatu pod władzę szwedzką w 1625 roku — zaledwie pokolenie przed sprawą o młyn.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładny rok rozebrania młyna — zapisy prowadzą do lat 1641 i 1642, i nie da się rozstrzygnąć między nimi.
  • Ile z opisanych obrzędów pastor widział sam, a ile znał z zeznań złożonych w sprawie.

Skąd to wiadomotraktat drukowany w Dorpacie w 1644 roku; akta sprawy sądowej o zniszczenie młyna z początku lat czterdziestych XVII wieku.

Finlandia i Karelia; zamawiania z zapisów XVIII–XX wieku

Ajatar, leśna matka chorób

Zebrane z ust

Ajatar występuje w zamawianiach jako leśna istota żeńska, od której wywodzi się wąż i choroba — imię znane z zaklęć, nie z żadnej opowieści.

Czytaj dalej

Imię pojawia się w formułach o pochodzeniu dolegliwości, tam gdzie zamawiający musi powiedzieć, skąd wzięła się rzecz, którą odsyła. Ajatar jest jedną z możliwych odpowiedzi: leśna, żeńska, rodzi węże i zarazę. Zapisy podają imię w kilku postaciach dźwiękowych, co jest typowe dla słów przekazywanych wyłącznie ustnie.

Różnica wobec postaci z opowieści polega na tym, że Ajatar nie ma żadnej historii. Nie wiadomo, gdzie mieszka, co jej się przydarzyło ani z kim się zetknęła. Jej istnienie jest czysto użytkowe: występuje w miejscu, w którym formuła wymaga wskazania sprawcy. To istota gramatyczna, wywołana potrzebą zaklęcia.

Późniejsze wypisy zrobiły z niej boginię lasu albo matkę diabła, przy czym drugie określenie widnieje już w leksykonie z 1789 roku. Nie ma jednak zapisu o miejscu jej poświęconym, o ofierze ani o święcie. Ta cisza jest informacją: w tej tradycji nie każda nazwana istota była czczona, wiele z nich służyło wyłącznie do leczenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy imię wiąże się z fińskim słowem oznaczającym gnanie, czy jest nazwą własną bez przejrzystego rdzenia.
  • Czy Ajatar i bezimienna leśna kobieta z innych zamawiań to ta sama postać.

Skąd to wiadomozamawiania z zapisów XIX wieku, drukowane w latach 1908–1948; leksykon mitologii fińskiej wydany w Turku w 1789 roku.

Finlandia; zapisy XVIII–XX wieku

Menninkäinen, czyli kto chodzi o zmierzchu

Zebrane z ust

W starszych zapisach menninkäinen to istota zmierzchu i niespokojny zmarły; mały leśny ludek zrobił się z niego dopiero w druku i w słownikach.

Czytaj dalej

Dawne zapisy prowadzą w stronę zmarłych i granic. Menninkäinen spotyka się o zmroku, na miedzy, przy kamieniu granicznym, w porze między dniem a nocą; bywa duszą dziecka zmarłego bez chrztu, bywa czymś, co myli drogę, a czasem jest tylko dźwiękiem, którego nikt nie umie przypisać zwierzęciu. Rdzeń słowa łączono z czasownikiem oznaczającym odchodzenie.

W ciągu XIX i XX wieku znaczenie przesunęło się gwałtownie. Z istoty pogranicza i zmierzchu zrobił się mały podziemny człowieczek w czapce, a ta postać weszła do wierszy, do książek dla dzieci, do słowników i do przekładów obcej literatury. Dziś to znaczenie jest w fińszczyźnie pierwsze i wypiera dawne.

Wniosek dotyczy nie tylko tej jednej istoty. Znaczenie potrafi się przestawić w ciągu jednego stulecia, i to w czasie, gdy trwało już zapisywanie. Karta, która przedstawia menninkäinena jako krasnala, opisuje półkę z książkami, a nie wierzenie, którego wolno by szukać przed rokiem 1800.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy dawne znaczenie było jedno — zapisy z różnych okolic dają istotę zmierzchu, zmarłego i ducha granicy.
  • Kiedy dokładnie ustaliło się znaczenie krasnala; pierwszego druku w tej roli nie da się wskazać.

Skąd to wiadomozapisy ludowe z XIX wieku; leksykon mitologii fińskiej z 1789; słowniki i druki literackie XIX i XX wieku.

Finlandia, Karelia i Estonia; zapisy XVIII–XX wieku

Ci, którzy są pod ziemią

Zebrane z ust

Ludek spod darni żyje odwrotnie niż ludzie, a kto go urazi, dostaje wysypki, którą trzeba oddać ziemi wraz z solą, chlebem i srebrem.

Czytaj dalej

Fińskie maahiset i estońscy maa-alused to mieszkańcy warstwy tuż pod powierzchnią: mają swoje bydło, swoje obejścia i swoje drogi, a ich świat bywa opisywany jako odwrócony względem naszego. Urazić ich jest łatwo — wylewając wrzątek na ziemię, kopiąc dół w niewłaściwym miejscu, stawiając budynek w poprzek ich ścieżki, przenosząc kamień z miedzy.

Karą jest choroba skóry: świąd, wysypka, owrzodzenie, które nie chce się goić i ma w fińszczyźnie własną nazwę opisującą je jako gniew ziemi. Leczenie polegało na oddaniu tego, co się wzięło: chory wracał na miejsce przewinienia, mył się tam, a do ziemi szła sól, kromka, łyk piwa albo srebrna moneta, czasem ziemia z trzech różnych miejsc.

Ten sam ludek obwiniano o podmienianie niemowląt i o kłopoty z budową, przez co wierzenie pełniło funkcję zbioru zasad: gdzie stawiać dom, gdzie wylewać, gdzie nie kłaść dziecka. Praktyczna treść tych opowieści przetrwała dłużej niż wiara w ich bohaterów, bo reguły dotyczące progu i miedzy zapisywano jeszcze w XX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ludek spod ziemi i zmarli leżący w ziemi to w dawnym zapisie jedno, czy dwie różne gromady.
  • Czy estońscy maa-alused i fińscy maahiset odpowiadają sobie punkt po punkcie, czy tylko z grubsza.

Skąd to wiadomozamawiania i opisy leczenia z zapisów XIX i XX wieku; leksykon mitologii fińskiej z 1789; estońskie zapisy ludowe zbierane od 1888 roku.

Finlandia; spis z 1551, zwyczaje notowane do XX wieku

Tontu, gospodarz zagrody

Zapis z tamtych czasów

Spis z 1551 roku wymienia Tontu wśród mocy domowych, w jednym wersie o jednej funkcji, i to jest najstarszy datowany ślad ducha domowego w Finlandii; dostatek, kara za lenistwo i miska kaszy w kącie obory pochodzą dopiero z zapisów XIX i XX wieku.

Czytaj dalej

W liście hämeńskiej z 1551 roku Tontu odpowiada za gospodarstwo i za to, co się w nim wiedzie. Samo imię przyszło ze szwedzkiego, od słowa oznaczającego parcelę, na której stoi dom, i ta etymologia dużo tłumaczy: duch jest przywiązany do miejsca, nie do rodziny. Kto się przenosił, zostawiał go nowym gospodarzom albo musiał go zabrać osobnym obrzędem.

Zapisy z XIX i XX wieku rozdzielają go na kilku: osobny w oborze, osobny w spichrzu, osobny w łaźni. Karmiono go kaszą z masłem, stawianą wieczorem w kącie, najczęściej w czwartek. Pilnował porządku, karał leniwych i obrażał się na brud oraz na kpinę. W niektórych okolicach przynosił do zagrody także to, co wziął u sąsiada, i tu wątek dotyka estońskiego kratta.

Strona kościelna jest w tej sprawie konsekwentna przez czterysta lat. Spis z 1551 roku powstał po to, żeby ten zwyczaj napiętnować; późniejsze kazania i protokoły wizytacji powtarzają zakaz stawiania jedzenia duchom domu. Miska kaszy w kącie obory bywała jednak notowana przez zbieraczy jeszcze w pierwszej połowie XX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przed zapożyczeniem szwedzkiego słowa istniał fiński duch zagrody pod innym imieniem.
  • Czy Tontu z 1551 roku to duch domu w późniejszym sensie, czy gospodarz miejsca rozumiany szerzej.

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza z 1551; protokoły wizytacji i druki kościelne XVII wieku; opisy zwyczajów domowych z zapisów XIX i XX wieku.

Finlandia i Estonia; spis z 1551 i podania XIX wieku

Kratti, który strzeże, i kratt, który znosi

Zapis z tamtych czasów

W spisie z 1551 roku fiński Kratti strzeże majątku, a po drugiej stronie zatoki to samo słowo oznacza sługę, który majątek znosi z cudzych stodół.

Czytaj dalej

Agricola przypisał Krattiemu jedno zajęcie: pilnowanie dobytku. Fińskie podania z następnych stuleci pokazują, co to znaczyło w praktyce — kratti siedzi przy zakopanych pieniądzach i nie daje ich wziąć nikomu poza tym, kto je zakopał. Nad takim miejscem miał się palić nocą blady ogień, po którym poznawano, gdzie leży skarb, i który zwodził każdego, kto próbował podejść.

Nazwa jest wędrowna. Wiąże się ją ze staronordyckim słowem oznaczającym złośliwą istotę, obiegającym brzegi Bałtyku wraz z handlem i ludźmi. Estońszczyzna wzięła ten sam korzeń i dała mu odwrotne zadanie: kratt nie pilnuje, tylko nosi, i to cudze. Jedno słowo, dwie przeciwstawne role po dwóch stronach tej samej zatoki.

Pod spodem leży jednak to samo pytanie, które zadaje sobie wieś patrząca na czyjś nadmiar: skąd się bierze majątek, którego nie widać przy pracy. Fińska odpowiedź mówi, że leży w ziemi i ma stróża; estońska, że przyleciał nocą z cudzej stodoły i ma nosiciela. Obie odmawiają uznania bogactwa za rzecz zwyczajną.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy fiński kratti i estoński kratt to ta sama pożyczka — wywód ze staronordyckiego nie został wykazany ponad wątpliwość.
  • Czy Kratti z 1551 roku pilnował skarbu w ziemi, czy dobytku w zagrodzie; jeden wers tego nie rozstrzyga.

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza z 1551; fińskie podania o ogniu nad zakopanym skarbem z zapisów XIX wieku; estońskie zapisy ludowe od 1888 roku.

Finlandia, Karelia i Estonia; zwyczaje notowane XVIII–XX wieku

Prawo łaźni

Zebrane z ust

Łaźnia miała gospodarza i miała godziny: po zmroku para należała do niego i do zmarłych, a kto wtedy wchodził, robił to na własne ryzyko.

Czytaj dalej

Łaźnia była budynkiem, w którym rodzono dzieci, leczono chorych, stawiano bańki i myto ciała zmarłych, więc obowiązywał w niej porządek surowszy niż w izbie. Nie wolno było kląć, hałasować ani zostawiać po sobie pustego cebrzyka; ostatnią turę pary zostawiano temu, kto łaźnią włada. Kto łamał te zasady, miał dostać po plecach albo nie odnaleźć drzwi.

Gospodarza łaźni zapisy przedstawiają raz jako osobnego ducha miejsca, raz wprost jako zmarłych domu, którym ta jedna noc w tygodniu przysługuje. Rozstrzygnięcia nie ma i chyba nie było: granica między duchem miejsca a przodkiem jest w tej tradycji cienka wszędzie, nie tylko w łaźni.

W estońskiej wsi, zwłaszcza w części południowej, gdzie dymna łaźnia dotrwała do dziś, obowiązywały te same reguły: cisza, kolejność wchodzenia, woda zostawiona dla następnego i osobna kolej dla tych, których nie widać. Jesienią, w czasie dusz, łaźnię palono dla zmarłych i zostawiano im wieniec z gałązek oraz czystą wodę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy gospodarz łaźni to osobna istota, czy zmarli domu — zapisy dają obie odpowiedzi w tych samych okolicach.
  • Czy zakaz hałasu ma źródło w wierzeniu, czy w prostym rachunku bezpieczeństwa przy gorących kamieniach.

Skąd to wiadomoopisy zwyczajów łaziebnych z zapisów XIX i XX wieku; estońskie zapisy o dymnej łaźni i czasie dusz od 1888 roku.

Häme, połowa XVI wieku

Dwa imiona z 1551 roku, których nikt nie umie rozwinąć

Zapis z tamtych czasów

Spis z 1551 podaje Liekkiö, który rządzi trawą, korzeniami i drzewami, oraz Kapeet, które zjadają księżyc — i na tym kończy się to, co pewne.

Czytaj dalej

Obie nazwy stoją w liście hämeńskiej, obie dostały po jednym wersie i obie nie mają w żadnym innym dawnym zapisie potwierdzenia. Liekkiö włada trawą, korzeniami i drzewami, Kapeet zjadają księżyc, a kilka wersów wcześniej za ciemnienie księżyca odpowiada jeszcze ktoś inny. W jednym dokumencie mamy więc dwie osobne moce od tego samego zjawiska.

Późniejszy folklor zna słowo liekkiö w zupełnie innym sensie: to duch dziecka zabitego albo porzuconego i zakopanego w lesie, którego płacz słychać z ziemi. Czy to ta sama istota, co roślinna moc z 1551 roku? Dokument nie mówi o płaczu ani o dziecku, a zapis ludowy nie mówi o trawie i korzeniach, więc każde połączenie obu jest domysłem, a nie odczytaniem.

Ten przypadek jest w dziale ważniejszy niż wygląda, bo pokazuje granicę metody. Świadectwo może być pierwszorzędne co do daty i bezużyteczne co do treści. Wszystko, co dziś czyta się o Liekkiö poza tym jednym wersem, pochodzi z rozumowań zapisanych w XVIII i XIX wieku, a nie z czasu, gdy ktokolwiek tę moc wzywał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Liekkiö z 1551 roku i liekkiö z późniejszych zapisów to jedna istota, czy dwa różne słowa o zbieżnym brzmieniu.
  • Czy Kapeet to nazwa gromady istot, czy określenie samego zjawiska zaćmienia.

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza z 1551; późniejsze fińskie zapisy ludowe XIX wieku; leksykon mitologii fińskiej z 1789.

Estonia; zapisy ludowe głównie z lat 1888–1939

Kratt: sługa sklecony ze starych gratów

Zebrane z ust

Estoński kratt to sługa złożony z miotły, grabi, beczki i bydlęcej czaszki, ożywiony umową z diabłem i trzema kroplami krwi gospodarza.

Czytaj dalej

Przepis podawany w zapisach jest zaskakująco jednolity i zaczyna się od śmieci: stare miotły, grabie, wyszczerbione widły, dziurawa maselnica, snopek słomy, czaszka wołu na wierzchu. Rzecz składa się nocą w stodole, a potem niesie na rozstaje, gdzie gospodarz wzywa diabła i daje trzy krople krwi z palca. Od tej chwili sługa wstaje i pracuje.

Robota kratta polega na nocnym znoszeniu cudzego: zboża ze stodół, mleka od krów, masła ze spiżarni, pieniędzy ze skrzyni. Wchodzi przez komin, wraca przed świtem, a zagroda bogaci się bez widocznego wysiłku. Warunek jest jeden i nieubłagany — sługa nie może stać bezczynnie, bo znudzony podpala dom albo bierze się za gospodarza.

Dlatego repertuar opowieści zawiera zadania niewykonalne, którymi się go zbywa: kręcenie powroza z plew, noszenie wody w sicie, liczenie ziaren piasku, budowanie drabiny do nieba. Ostateczny rachunek i tak przychodzi, bo umowa obejmuje duszę: gdy gospodarz umiera, zagroda płonie albo sługa zabiera to, co mu obiecano przy rozstajach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy krwawa umowa należy do starszej warstwy, czy weszła do opowieści z luterańskim kazaniem o pakcie z diabłem.
  • Czy przepis na sklecenie sługi ma zapis starszy niż XIX wiek; datowanego świadectwa sprzed 1700 roku nie da się wskazać.

Skąd to wiadomoestońskie zapisy ludowe gromadzone od wielkiej zbiórki ogłoszonej w 1888 roku, przechowywane w archiwum założonym w 1927; wcześniejsze opisy chłopskich zabobonów z piśmiennictwa inflanckiego XVII wieku.

Estonia i pogranicze łotewskie; estońskie zapisy ludowe od 1888 roku, łotewski druk z 1649 roku

Puuk, nosiciel i ognisty ogon

Zebrane z ust

Ta sama istota ma kilka nazw — puuk, vedaja czyli nosiciel, tulihänd i pisuhänd czyli ognisty ogon — bo widywano ją jako smugę światła nad polami.

Czytaj dalej

Nazwy mówią o niej więcej niż opisy wyglądu. Puuk to pożyczka z dolnoniemieckiego, z tej samej rodziny słów, do której należy chochlik znany po drugiej stronie morza. Vedaja znaczy po prostu nosiciel i nazywa czynność, nie postać. Tulihänd i pisuhänd znaczą ognisty ogon i pochodzą wprost z tego, co widziano nocą na niebie.

Bo widok był rzeczywisty: nisko nad polami przeciąga świetlista smuga, sypie iskrami i gaśnie za lasem. Tam, gdzie spadła iskra, pali się stodoła; tam, gdzie smuga skręciła, mieszka nagle bogaty gospodarz. Zjawisko z nieba dostało w ten sposób właściciela, adres i przyczynę, a wieś dostała narzędzie do tłumaczenia pożarów i zysków.

Ta sama robota po drugiej stronie granicy należy do łotewskiego Pūķisa, opisanego w druku z 1649 roku jako duch przynoszący gospodarzowi cudze dobro, a po fińskiej stronie zatoki do istoty kradnącej mleko, znanej z zachodniej Finlandii pod nazwą wziętą ze szwedzkiego. Cały obieg Bałtyku zna jedną ideę w trzech ciałach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy puuk i kratt to od początku jedna istota, czy dwie zlane dopiero przy zapisywaniu i drukowaniu.
  • Jak przebiega granica nazw między okolicami Estonii — mapy nazw nie sprawdziłem i nie podaję jej za pewną.

Skąd to wiadomoestońskie zapisy ludowe od 1888 roku; łotewski druk z 1649 roku o duchu przynoszącym dobro; fińskie zapisy o istocie kradnącej mleko z XIX wieku.

Estonia; wieś dworska XVIII i XIX wieku

Bogaty sąsiad i rachunek za bogactwo

Zebrane z ust

Opowieść o kratcie odpowiada na jedno pytanie: skąd u sąsiada nadmiar, skoro ziemia ta sama i dwór bierze tyle samo — i zawsze wydaje ten sam wyrok.

Czytaj dalej

We wsi, gdzie pańszczyzna jest wymierzona w dniach, a ziemia dzielona według tej samej miary, majątek wyraźnie większy niż u innych domaga się wytłumaczenia. Opowieść o kratcie daje je bez owijania: to, co on ma, pochodzi z twojej stodoły. Bogactwo nie jest tu owocem pracy ani szczęścia, tylko przeniesieniem cudzego dobytku z miejsca na miejsce.

Zapisy notują też stronę obronną. Na wrotach stodoły stawiano znaki, w zboże wbijano kosę albo nóż, do obejścia wnoszono jarzębinę, a przy podejrzeniu o sąsiada pilnowano, żeby mu niczego nie pożyczać, bo przez pożyczoną rzecz sługa znajduje drogę. Cała ta praktyka jest w istocie obroną przed zawiścią, wyrażoną w języku istot.

Warto zauważyć czas zapisu. Większość tych opowieści zebrano po zniesieniu poddaństwa, które w Estonii nastąpiło w 1816, a w Inflantach w 1819 roku, i w okresie wykupywania gospodarstw na własność od lat sześćdziesiątych XIX wieku. Opowieść trwała więc w chwili, gdy dawny porządek już się kruszył, i wciąż tłumaczyła nowe nierówności starym kluczem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy opowieść zawsze potępia bogatego gospodarza — część zapisów zdradza podziw dla sprytu, a nie naganę.
  • Czy wątek pożyczonej rzeczy jako drogi dla sługi jest powszechny, czy ograniczony do niektórych okolic.

Skąd to wiadomoestońskie zapisy ludowe od 1888 roku; ustawy o zniesieniu poddaństwa z 1816 i 1819 roku; wykup gospodarstw od lat sześćdziesiątych XIX wieku.

Estonia; opowieści zapisywane od połowy XIX wieku

Vanapagan, wielki i dający się oszukać

Zebrane z ust

Vanapagan, czyli Stary Poganin, jest ogromny, silny i bogaty, a w opowieściach przegrywa z parobkiem, bo nie umie liczyć ani przewidywać.

Czytaj dalej

Imię jest chrześcijańskim określeniem dawnej mocy: vana znaczy stary, pagan — poganin. Ten stary poganin ma jednak w opowieściach zupełnie zwyczajne życie: gospodarstwo, bydło, zapasy i parobka, którym bywa Kaval-Ants, czyli Sprytny Antek. Ich stosunki układają się jak w umowie o służbę, z zapłatą w zbożu i z zakładami o to, kto czego dokona.

Zakłady zawsze wyglądają podobnie. Dzielą plon na wierzchołki i korzenie, a parobek wybiera tak, żeby olbrzymowi została część niejadalna; ścigają się, ale zamiast siebie wystawia Ants zająca; mocują się, tyle że z niedźwiedziem podanym jako dziadek; wyciskają wodę z kamienia, przy czym jeden ściska ser. Siła przegrywa z rachunkiem za każdym razem.

W tym tkwi cała treść postaci. W kraju luterańskim diabeł kazania i diabeł opowieści to dwie różne rzeczy: pierwszy oskarża i kusi, drugiego okpiwa parobek przy podziale plonu. Mowa tu o tym drugim, a opowieść daje słabemu przewagę, której w rzeczywistości nie miał. Wątki są znane w całej Europie, ale kształt jest tutejszy: rok służby, zapłata w ziarnie, targ o miedzę i dwór w tle.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Vanapagan wchłonął dawniejszego olbrzyma, czy powstał dopiero jako wiejski diabeł po chrystianizacji.
  • Czy Kaval-Ants jest postacią miejscową, czy imieniem nadanym wędrownemu bohaterowi sprytnego parobka.

Skąd to wiadomoestońskie opowieści drukowane od połowy XIX wieku i zapisy ludowe od 1888 roku.

Estonia; podania miejscowe XIX i XX wieku

Kamienie rzucane w kościół

Zebrane z ust

Głazy, zapadliska i jeziora mają w estońskich podaniach jednego sprawcę: Vanapagan rzucił, wykopał albo się przewrócił, i stąd taki kształt ziemi.

Czytaj dalej

Zestaw wyjaśnień jest ograniczony i powtarzalny. Wielki głaz to kamień ciśnięty w kościół, który nie doleciał; zagłębienie w skale to odcisk stopy albo palca; pagórek to ziemia wytrzepana z buta; jezioro zostało wykopane albo przyleciało i osiadło tam, gdzie po raz pierwszy wypowiedziano jego nazwę. Miejsca noszą nazwy wprost od sprawcy albo od piekła.

Najciekawszy jest kamień, który nie doleciał, bo opowieść sama przyznaje kościołowi zwycięstwo. Nowa wiara wygrywa w treści, ale stary właściciel zostaje w krajobrazie jako ten, kto tu był wcześniej i zostawił ślad. Dzięki temu okolica pozostaje zaludniona także po chrzcie, tylko jej mieszkańcy zmieniają stan cywilny na przegranych.

Daty da się tu ustawić po obu stronach. Głazy narzutowe północnego wybrzeża Estonii należą do największych w tej części Europy i leżą tam od ustąpienia lądolodu, a kościoły, w które rzekomo rzucano, mają mury z XIII, XIV i XV wieku. Opowieść jest zatem młodsza od kamienia o epokę, a od kościoła o tyle, ile trwało opowiadanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy podania przeniesiono z dawniejszego olbrzyma na diabła, czy odwrotnie — kierunek nie jest wykazany.
  • Które kamienie łączono najpierw z Kalevipoegiem, a które z Vanapaganem; podział przebiega inaczej w różnych okolicach.

Skąd to wiadomopodania miejscowe z zapisów XIX i XX wieku; datowane budowle kościelne z XIII–XV wieku; głazy narzutowe w terenie.

Estonia i Finlandia; nazwy notowane XVI–XX wieku

Stary Pusty, Stary Zły, Stary Rogaty

Zebrane z ust

Diabła w estońskiej wsi nazywano omownie — Stary Poganin, Stary Pusty, Stary Zły, Stary Rogaty — bo imienia własnego lepiej było nie wywoływać.

Czytaj dalej

Wszystkie te nazwy zbudowano na jednym przymiotniku oznaczającym starość, a dopiero drugi człon dodaje ocenę: poganin, pusty, zły, rogaty, dziadek. Mechanizm jest ten sam, co w myśliwskiej mowie o niedźwiedziu, którego również nie nazywano po imieniu, tylko starym, miodową łapą albo mieszkańcem boru. Nazwać znaczyło przywołać, więc nazywano bokiem.

Z tego wynika podwójny wizerunek. Diabeł z kazania jest kusicielem i oskarżycielem, groźnym i beznadziejnie poważnym; diabeł z opowieści jest sąsiadem, pracodawcą i kontrahentem, z którym da się potargować i którego wolno okpić. Obaj istnieli w tym samym kraju i w tych samych głowach, a przy ognisku wygrywał ten drugi.

Po fińskiej stronie widać tę samą pracę na słowach. W spisie z 1551 roku stoi Piru, w jednym wersie i bez rozwinięcia, a w druku kościelnym z tego samego stulecia funkcjonuje już jako nazwa diabła słowo, które sąsiedzi za zatoką łączą z mocą pioruna.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Vanapagan to wyłącznie omowne imię diabła, czy nazwa dawniejszej istoty przykryta chrześcijańskim słowem.
  • Czy fińskie słowo używane na diabła było kiedyś imieniem mocy pioruna; związek z bałtyckim odpowiednikiem nie został wykazany.

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza z 1551 i fińskie druki kościelne XVI wieku; estońskie zapisy nazw i zakazów z XIX wieku.

Estonia, z bliskimi odpowiednikami fińskimi; zapisy XVII–XX wieku

Kodukäija, ten, który wraca do domu

Zebrane z ust

Zmarły, który za życia był chciwy albo umarł źle, wracał nocą do zagrody — i wtedy trzeba go było pochować drugi raz, tym razem porządnie.

Czytaj dalej

Nazwa znaczy dosłownie chodzącego do domu i obejmuje ściśle określoną grupę: samobójców, zamordowanych, nieochrzczone dzieci, pochowanych bez obrzędu, skąpców oraz tych, którzy zostawili niezałatwioną sprawę. Powrót poznaje się po znakach w obejściu — bydło niespokojne, mleko bez wartości, hałas w stodole, domownicy zapadający na zdrowiu jeden po drugim.

Środki zaradcze zapisano dokładnie i są bardzo cielesne. Grób otwierano, ciało obracano twarzą do ziemi, wbijano kołek albo gwóźdź, głowę odejmowano i kładziono przy nogach. Do trumny wkładano sieć albo garść maku czy siemienia, żeby zmarły musiał rozplątywać węzły i liczyć ziarna aż do rana. Wokół obejścia szła jarzębina, w progu stawała kosa.

Po stronie kościelnej ten sam problem miał wymiar porządkowy: samobójców i nieochrzczonych chowano osobno, poza poświęconą ziemią, co widać w porządkach kościelnych i w protokołach wizytacji. Spór o to, kto ma prawo leżeć w obrębie muru, jest w gruncie rzeczy tym samym sporem, co opowieść o wracającym zmarłym, tylko prowadzonym na piśmie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy obracanie ciała i przybijanie należą do starszej warstwy, czy przyszły zza morza wraz z sąsiadami — obie drogi możliwe, żadna wykazana.
  • Które ze środków stosowano naprawdę, a które tylko opowiadano; pochówki odbiegające od obrządku są znane, ale rzadkie.

Skąd to wiadomoestońskie zapisy ludowe od 1888 roku; porządki kościelne i protokoły wizytacji z XVII i XVIII wieku.

Finlandia i Karelia; zapisy XVII–XX wieku

Moc zmarłych w rękach zamawiającego

Zebrane z ust

Fiński tietäjä brał z cmentarza to, czego bała się cała wieś — ziemię z grobu i moc kościelnego ludu — i używał tego do leczenia albo do szkody.

Czytaj dalej

Fińszczyzna zna dwie osobne nazwy na tę samą stronę świata. Moc zmarłych mieszka w ziemi grobowej, w kościach i w trumiennej desce; kościelny lud to gromada umarłych w obrębie świątyni, która potrafi uderzyć w człowieka wchodzącego tam w niewłaściwej porze. Wywołana w ten sposób choroba miała własną nazwę i objawiała się wychudzeniem oraz brakiem sił.

Zamawiający obracał tę grozę w narzędzie. Woreczek ziemi z grobu dawał mu moc przy leczeniu, a przy złej woli pozwalał posłać kościelny lud na wroga. Leczenie odbywało się według tej samej zasady, co przy wodzie i ziemi: nazwać pochodzenie i odesłać je tam, skąd przyszło, z zapłatą albo bez.

Ta praktyka miała swoje konsekwencje sądowe. Praktyka ta zostawiła ślad w sądzie: w Finlandii drugiej połowy XVII wieku toczono procesy o czary i zabobon, w których sądzono leczenie i szkodzenie, i to jest klasa akt, gdzie takich zarzutów należy szukać. Co dokładnie w nich zapisano o ziemi z grobów i o rzeczach zabranych z kościoła, powiem dopiero po przeczytaniu choćby jednej sprawy; na razie karta na tym nie stoi. Zapis sądowy notuje przy tym praktykę, a nie wiarę, i dlatego jest wart więcej niż późniejsze opisy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kościelny lud to zmarli leżący w poświęconej ziemi, czy moc samego miejsca, niezależna od pochowanych.
  • Które konkretne sprawy sądowe dotyczą tej praktyki — akt po nazwie i dacie nie przytaczam, bo ich nie sprawdziłem.

Skąd to wiadomozamawiania i opisy leczenia z zapisów XIX wieku; akta procesów o czary i zabobon w Finlandii z drugiej połowy XVII wieku.

Estonia i Finlandia; spis z 1551 i zwyczaje XIX–XX wieku

Czas dusz i koniec roku gospodarskiego

Zapis z tamtych czasów

Jesienią, gdy rok gospodarski się kończył, dusze wracały do domu — po estońsku był to czas dusz, po fińsku kekri — i stół nakrywano także dla nich.

Czytaj dalej

Estoński czas dusz przypadał na przełom jesieni i zimy, najczęściej od końca października do świętego Marcina, choć granice różnią się między okolicami. Wieczorem stawiano w izbie albo w komorze jedzenie i napój, palono łaźnię, zachowywano ciszę, a po kilku dniach proszono gości, żeby wracali tam, skąd przyszli. Gospodarz mówił to na głos, przy otwartych drzwiach.

Fińskie kekri było tym samym przesileniem gospodarskim: koniec prac polowych, rozliczenie służby, ubój, wielki posiłek, łaźnia napalona dla zmarłych i miejsce zostawione przy stole. Chodzili wtedy przebierańcy w skórze i rogach. Nazwa jest poświadczona już w spisie z 1551 roku, gdzie przypisano jej wpływ na przychówek bydła, co wiąże święto z gospodarstwem, a nie z zaświatami.

Z tego wynika rzecz istotna dla całego działu. Zmarli w tej tradycji mają wyznaczony termin i przysługujące im świadczenia: posiłek, kąpiel, ciepło i godzinę odejścia. Upiór, o którym mówi sąsiednia karta, to nie tyle straszydło, ile ktoś, kto wypadł z tego kalendarza i przychodzi poza kolejnością.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Kekri z 1551 roku to nazwa święta, czy imię istoty — wers przypisuje mu działanie, nie datę.
  • Granice czasu dusz różnią się okolicami; jednego kalendarza w zapisach nie ma.

Skąd to wiadomoprzedmowa do Psałterza z 1551; estońskie i fińskie opisy zwyczajów jesiennych z zapisów XIX i XX wieku.

Dorpat i Estonia; lata czterdzieste XIX wieku i później

Bóstwa dopisane przy biurku

Złożone przy biurku

Część estońskich starych bogów powstała w latach czterdziestych XIX wieku w Dorpacie, a w żadnym dawniejszym zapisie nie ma po nich śladu.

Czytaj dalej

Od lat czterdziestych XIX wieku ogłaszano w Dorpacie opowieści przedstawiane jako dawne estońskie mity, a w nich pojawiły się imiona wcześniej nieznane: bóg pieśni, kowal, para złożona ze Świtu i Zmierzchu, wreszcie bóstwo naczelne o imieniu zbudowanym na jednym słowie z kroniki inflanckiej. Dwa pierwsze imiona są przerobionymi imionami fińskimi, poświadczonymi w spisie z 1551 roku.

Zestawmy to z tym, co rzeczywiście stoi w dawnych zapisach. Kronika z lat dwudziestych XIII wieku podaje na Ozylii nazwę bóstwa oraz zdanie o narodzinach na górze w Wironii i o locie stamtąd na wyspę — i na tym koniec: żadnej rodziny, żadnego rodowodu, żadnej świątyni poza gajem. Zapisy ludowe są natomiast bogate w istoty codzienne — kratt, vanapagan, ludek spod ziemi, wracający zmarli — a ubogie w nazwanych bogów wysokich.

Dalszy ciąg tej historii jest już dwudziestowieczny: w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku imię wyprowadzone z kronikarskiego zapisu posłużyło za nazwę nowego ruchu religijnego. Dopisanie sprzed stu lat stało się w ten sposób podstawą żywej praktyki, co jest faktem z historii XX wieku, a nie świadectwem z XIII.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy któreś z dopisanych imion ma jednak oparcie w zapisie ludowym, do którego nie dotarłem.
  • Czy nazwa z kroniki z lat dwudziestych XIII wieku była imieniem bóstwa, okrzykiem bojowym czy nazwą miejsca — zapis tego nie rozstrzyga.

Skąd to wiadomokronika spisana ok. 1224–1227 (zapisy z 1220 i 1227); wykłady i druki dorpackie z lat czterdziestych XIX wieku; fiński spis z 1551; ruch religijny działający od lat dwudziestych XX wieku.

Estonia; druk 1857–1861, wydanie osobne 1862

Jak epos przerobił wiejskiego diabła

Złożone przy biurku

W eposie drukowanym w latach 1857–1861 przeciwnikiem bohatera jest Rogaty, władca podziemi — postać złożona z opowieści ludowych i literackiej potrzeby.

Czytaj dalej

Epos zestawiono z pieśni, podań o miejscach, opowieści prozą i wierszy dopisanych przez układającego; drukowano go zeszytami w latach 1857–1861 wraz z przekładem niemieckim, a wydanie przeznaczone dla czytelnika w Estonii ukazało się w 1862 roku w Kuopio, po drugiej stronie zatoki. Bohaterem jest olbrzym znany z podań o kamieniach, a jego przeciwnikiem Rogaty z podziemia.

Różnica między tym przeciwnikiem a wiejskim Vanapaganem jest zasadnicza. Ludowy olbrzym to bogaty, powolny sąsiad, którego okpiwa parobek przy podziale plonu. Rogaty z eposu ma państwo, bramy, skarbiec i wojsko, bo utwór potrzebuje przeciwnika na miarę bohatera, a nie kontrahenta na miarę targu o miedzę.

Najważniejszy jest jednak ruch powrotny. Epos czytano w szkołach i na zebraniach, jego obrazy wróciły na wieś, i późniejsze zapisy ludowe zawierają wątki, które przeszły wcześniej przez druk. Dlatego w tym dziale stopień poświadczenia znaczy więcej niż uroda sceny: ładna opowieść bywa własnym echem sprzed pięćdziesięciu lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile wierszy eposu pochodzi z zapisu ludowego, a ile ułożono — udziału nie da się rozdzielić wiersz po wierszu.
  • Czy postać olbrzyma z podań o kamieniach jest wszędzie starsza od eposu, czy w części okolic pojawiła się po nim.

Skąd to wiadomoepos estoński drukowany w latach 1857–1861 i wydany osobno w 1862 roku w Kuopio; podania miejscowe zapisywane od XIX wieku.

Ziarno odebrane diabłu

Wilkołak przed sądem inflanckim

Dwudziestego ósmego kwietnia 1691 roku królewski sąd ziemski w Jürgensburgu sądził zwyczajną kradzież kościelną, a wyszedł z sali z zeznaniem, którego nie umiał zakwalifikować: stary chłop opowiedział, że wilkołaki schodzą pod ziemię odebrać diabłu zboże i że są psami bożymi. Sekcja podaje treść tego protokołu punkt po punkcie, razem z wyrokiem z 31 października 1692 roku, a obok stawia estońskie sprawy wilcze z Viru-Niguli, Idavere i spod Vastemõisy. Liczby, imiona sędziów i różnica między sądem dworskim a miejskim mówią o tych ziemiach więcej niż jakakolwiek opowieść o przemianie ciała.

Inflanty szwedzkie, okręg Wenden, chłopi łotewskojęzyczni, rok 1691

Karczmarz uśmiechnął się przy przysiędze

Zapis z tamtych czasów

Sąd w Jürgensburgu sądził 28 kwietnia 1691 roku kradzież kościelną. Wilkołak wszedł na salę jako świadek, bo jego gospodarz parsknął śmiechem przy odbieraniu przysięgi.

Czytaj dalej

Akta królewskiego sądu ziemskiego okręgu Wenden, zebranego 28 kwietnia 1691 roku w Jürgensburgu, otwiera sprawa najzwyklejsza pod słońcem: Pirsen Tönnis miał okraść tamtejszy kościół. Wśród świadków stanął stary Thiess z Kaltenbrunn, a jego gospodarz, karczmarz Peter, uśmiechnął się w chwili składania przysięgi i zapytany o powód odpowiedział, że przecież wszyscy wiedzą, z kim tamten chodzi i że był wilkołakiem.

Thiess nie zaprzeczył ani przez chwilę. Przyznał, że wilkołakiem bywał, i dodał, że rzecz wypłynęła już wcześniej, w Nitau, kiedy nieżyjący dziś chłop Skeistan z Lemburga złamał mu nos. Tamci sędziowie roześmiali się, oskarżony na rozprawę nie przyszedł, sprawę puszczono wolno, a chłopi zaczęli starego czcić. Zasiadający w ławie Bengt Johan Ackerstaff, wymieniony półtora roku później wśród asesorów podpisanych pod wyrokiem, zaświadczył, że nos istotnie był wtedy uszkodzony.

Zanim padło pierwsze pytanie o piekło, sąd upewnił się co do samego świadka: zapytał, czy jest zdrów na umyśle i czy nie bywał szalony. Ackerstaff, na którego majątku Thiess przez lata pracował, odpowiedział, że zdrowie nigdy starego nie zawiodło i że o takich sprawach nie kłamie. Dopiero po tym zaświadczeniu ruszyło przesłuchanie o wilkołactwo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile Thiess miał lat: akta nie podają liczby, tylko jego własną miarę, że gdy Szwedzi zdobywali Rygę, umiał już orać i bronować.
  • Czy wcześniejsza sprawa w Nitau zostawiła własny protokół; znany jest wyłącznie jej ślad wewnątrz zeznania z 1691 roku.
  • Kto przewodniczył ławie 28 kwietnia 1691 roku; urząd sędziego ziemskiego był wtedy nieobsadzony, a protokół wymienia nazwiska bez rozpisania funkcji.

Skąd to wiadomoProtokół królewskiego sądu ziemskiego okręgu Wenden, obradującego w Jürgensburgu 28 kwietnia 1691 roku, w sprawie przeciw złodziejowi kościelnemu Pirsenowi Tönnisowi; punkty pierwszy, drugi i trzeci.

Inflanty, parafie wokół Lemburga i Jürgensburga, koniec XVII wieku

Piekło pod jeziorem i odebrane ziarno

Zapis z tamtych czasów

Wilkołaki schodzą pod ziemię trzy razy w roku i wynoszą zboże, które czarownicy zanieśli diabłu. Co wyniosą, rzucają w powietrze nad całym krajem, nad bogatych i biednych.

Czytaj dalej

Chodzą tam trzy razy w roku: w wigilię Zielonych Świątek, w wigilię świętego Jana i w wigilię świętej Łucji przed Bożym Narodzeniem. Dwie pierwsze noce nie są przywiązane do daty, lecz przypadają wtedy, gdy zboże kwitnie, bo właśnie w kwitnienie i w siew czarownicy zabierają urodzaj i znoszą go pod ziemię. Wilkołaki idą to odebrać, a strażnicy przy bramie stawiają im tęgi opór.

Rachunek był prosty i sprawdzalny w stodole. Rok wcześniej kompania spóźniła się, brama zdążyła się zamknąć, zboża nie odzyskali i rok wyszedł zły. Tym razem zdążyli, a on sam wyniósł tyle jęczmienia, owsa i żyta, ile uniósł, więc urodzaj jest obfity, choć owsa więcej niż jęczmienia. Co wyniesione, rzuca się w powietrze, a pomyślność opada na cały kraj, na bogatych i na biednych jednako.

Na pytanie, gdzie leży piekło, Thiess odpowiedział bez wahania: pod ziemią, u końca jeziora zwanego Puer Esser, na bagnie poniżej Lemburga, o pół mili od Klingenbergu, a więc nie w krainie bajki, lecz na odległość, którą każdy z obecnych umiał odmierzyć drogą. Wejścia nie znajdzie nikt z zewnątrz. W środku stoją pańskie komnaty i postawieni odźwierni, a zboże i kwiat zboża trzyma się osobno, każde we własnym naczyniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Gdzie leżało jezioro o zapisanej nazwie Puer Esser; nie ma dziś oczywistego odpowiednika na mapie okolic Mālpils.
  • Czy protokolant zapisał słowa świadka blisko dosłownie, czy streścił je po niemiecku; dokument jest zapisem urzędnika, nie stenogramem.
  • Czyim majątkiem był wtedy Klingenberg; protokół podaje samą odległość, właściciela nie wymienia.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty piąty, dwunasty, trzynasty, piętnasty i trzydziesty, o położeniu piekła, o trzech nocach i o rzucaniu urodzaju w powietrze.

Inflanty, okręg Wenden, zeznanie z roku 1691

Psy boże, nie sługi diabła

Zapis z tamtych czasów

Wilkołaki diabłu kradną, a nie służą — zeznał Thiess pod przysięgą. Diabelscy strażnicy przeganiają je żelaznymi prętami jak psy, a ich dusze idą po śmierci do nieba.

Czytaj dalej

Strażnicy postawieni przez diabła biją je długimi żelaznymi prętami i gonią jak psy, bo one, powiedział, są psami bożymi. Czarownicy służą diabłu i dusze ich do niego należą; wilkołaka chowa się jak innych ludzi, a dusza idzie do nieba. Wszystko, co robią, wychodzi ludziom na dobre, bo gdyby ich nie było, cała pomyślność świata by odeszła. To ostatnie zdanie potwierdził przysięgą.

Sąd postawił pytanie, którego w tym postępowaniu ominąć się nie dało: jak dusza kogoś, kto nie chodzi do kościoła, rzadko bywa u spowiedzi i nie przystępuje do sakramentu, a wszystko to sam przyznał, miałaby trafić do Boga. Odpowiedź odwróciła cały układ. Wilkołaki diabłu nie służą, ponieważ zabierają mu to, co czarownicy przynieśli, i właśnie dlatego jest dla nich wrogiem nieprzejednanym.

Na koniec bronił się argumentem z własnego życiorysu: czemu Bóg nie miałby przyjąć jego duszy, skoro w młodości nikt go porządnie nie wyuczył. Gdy wezwany pastor przycisnął go po raz drugi, odparł, że rozumie te rzeczy lepiej niż ksiądz, który jest jeszcze młody, i przy swoim pozostał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wyrażenie o psach bożych było jego własne, czy podchwycone z kazania; w aktach pada wyłącznie jako jego odpowiedź.
  • Czy przysięga, którą potwierdził słowa o pomyślności świata, była tą samą przysięgą świadka z początku rozprawy, czy nową; protokół obu nie rozróżnia.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty osiemnasty, dziewiętnasty, czterdziesty czwarty i sześćdziesiąty trzeci, z odpowiedziami na pytania sądu i na napomnienie pastora.

Inflanty i pogranicze ruskie widziane z sali sądowej, rok 1691

Wyścig z ruskimi wilkołakami

Zapis z tamtych czasów

Urodzaj jest jeden i skończony, a kto pierwszy wyniesie go z piekła, tego kraj obrodzi. Rok wcześniej zdążyli Rusini, w tym roku zdążyli Inflantczycy.

Czytaj dalej

W zeznaniu pada zdanie, które przewraca całą rachubę urodzaju: pomyślność jest ilością skończoną i dzieli się między kraje. Rok wcześniej ruskie wilkołaki przyszły wcześniej i odebrały urodzaj dla swojej ziemi, więc tam obrodziło, a tutaj nie, ponieważ tutejsi się spóźnili. W tym roku zdążyli przed Rusinami i dlatego rok jest urodzajny, a len szczególnie udany.

Niemcy do ich kompanii nie wchodzą, mają bowiem własne, osobne piekło. Kobiety wśród wilkołaków bywają, dziewczęta nie; te przydają się latawcom, zapisanym w protokole jako Puicken, i bywają posyłane po to, żeby odebrać oborze mleko i masło. Podział ról jest tu wyraźniejszy niż jakikolwiek podział na dobro i zło, a przebiega wzdłuż płci i wieku.

Bandy były osobne i miejscowe. Ci z Rodenpeisch i Sunszel przychodzili razem, ludzie z Jürgensburga należeli do innej gromady, a kto miałby wszystkich znać z imienia. Raz po raz wypływa w tym zeznaniu ta sama geografia, co w papierach majątkowych — parafie, dwory, karczmy i drogi między nimi — tyle że obsadzona wilkami zamiast poddanymi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zapisane słowo Puicken odpowiada łotewskiemu latawcowi, czy urzędnik oddał ze słuchu inne miejscowe słowo.
  • Czy podział na wilkołaki łotewskie, ruskie i niemieckie był wyobrażeniem powszechnym, czy własnym pomysłem świadka; drugiego zapisu z tej parafii nie znam.
  • Dlaczego poprzedni rok wypadł źle: w zeznaniu stoją obok siebie dwa wyjaśnienia — zamknięta brama piekła i wyprzedzenie przez ruskie wilkołaki — a protokół ich nie łączy.
  • Czy zapisane w protokole Puicken wolno zestawiać z estońskim krattem; zeznanie pochodzi od chłopa łotewskojęzycznego i o Estach nie mówi ani słowa.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty czternasty, siedemnasty i dziewiętnasty, o bandach, o kobietach i dziewczętach oraz o wyprzedzeniu Rusinów.

Jürgensburg w Inflantach, ta sama sesja sądu, rok 1691

Karczmarz Gurrian i pobłogosławiona sól

Zapis z tamtych czasów

Nie wilkołak wyszedł z tej rozprawy najgorzej. Karczmarz, który oddał do pobłogosławienia zboże i sól, dostał dwanaście par razów i słup kościelny tego samego dnia.

Czytaj dalej

W trakcie tej samej sesji wypłynęło, że stary karczmarz z Jürgensburga, Gurrian Steppe, zostawił żonie Thiessa zawiniątka ze zbożem — pszenicą, jęczmieniem, owsem i lnem — oraz z solą, każde osobno w kawałku płótna, żeby zostały pobłogosławione. Chodziło o to, by bydło dawało mleko, żeby wilk mu nie szkodził, i o chorą krowę stojącą w zagrodzie.

Kara była realna i natychmiastowa: stanie pod słupem kościelnym w czasie najbliższego niedzielnego kazania oraz dwanaście par razów od kata. Wyrok na Thiessa czekał jeszcze półtora roku, a człowiek, o którym sam sąd zapisał, że nie ciążyła na nim zła sława, został ukarany tego samego dnia, na oczach sąsiadów, dla których pastor objaśnił rzecz osobno.

Gurrian najpierw zaprzeczył, potem przyznał, a na usprawiedliwienie podał, że urodzaju i rady na chore bydlę życzy sobie każdy gospodarz. Kazano mu przynieść zawiniątka, a następnie własną ręką wrzucać je jedno po drugim do rozpalonego ognia, w obecności sędziów i całej zgromadzonej gromady chłopskiej. Zrobił to, jak zanotowano, ze strachem i drżeniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Gurrian karę odbył; protokół podaje wyrok, lecz nie potwierdzenie wykonania.
  • Czy żona Thiessa odpowiadała przed sądem za przyjęcie zawiniątek; akta o niej milczą poza samą wzmianką, że to jej je zostawiono.
  • Czy Thiess odpowiadał przed sądem za pobłogosławienie zawiniątek karczmarza; wyrok z 1692 roku wymienia zakazane błogosławieństwa ogólnie, tej sprawy imiennie nie przywołuje.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty sześćdziesiąty piąty do siedemdziesiątego piątego, z zeznaniem Pirsena Tönnisa i z wyrokiem na Gurriana Steppe.

Inflanty szwedzkie, sąd ziemski w Wenden, lata 1691-1692

Sprawa, której sąd nie umiał zamknąć

Zapis z tamtych czasów

Po sesji zapisano wprost, że sprawa jest trudna i wątpliwa, a rozstrzygnięcia wydać nie sposób. Czekano na sędziego, którego statek płynął ze Szwecji i się spóźniał.

Czytaj dalej

Tym, co odróżnia ten protokół od setek podobnych, jest jego zakończenie. Zapisano w nim, że nawet po dokładnym rozważeniu akt nie można i nie da się wydać rozstrzygnięcia w sprawie tak trudnej i wątpliwej, wobec czego rzecz trzeba przedłożyć raz jeszcze, już jako zagadnienie prawne, na najbliższym posiedzeniu nowego sędziego ziemskiego.

Warto zobaczyć również to, czego w tym protokole nie ma. Nie ma tortur ani śladu przygotowań do nich, choć rzecz szła o wilkołactwo, a świadek nie odwołał niczego i wprost odmówił uznania własnych czynów za grzech. Sąd dysponował napomnieniem, pastorem i zwłoką, i po sięgnięciu po wszystkie trzy środki zrobił jedyne, co mu zostało — odroczył.

Dodano zdanie jeszcze mocniejsze: że najpełniej rozwinięty punkt tego przestępstwa rzadko dotąd bywał przedkładany, choć sądzono je już wcześniej. Thiessa oddano tymczasem pod straż, a sprawa miała zaczekać na nowego sędziego ziemskiego. Ten do sali nie dotarł ani wtedy, ani przy ogłaszaniu wyroku, więc postępowanie doprowadził do końca asesor sądu wyższego Hermann Georg von Trautvetter.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zwłoka wynikała z wątpliwości prawnej, czy z nieobsadzonego urzędu sędziego ziemskiego; protokół podaje obie przyczyny obok siebie.
  • Rok zakazu tortur w Inflantach podawany bywa jako 1686; podstawą jest tu jednak protokół sprawy, a nie tekst samego rozporządzenia.
  • Kto miał objąć urząd sędziego ziemskiego i dlaczego się nie zjawił; dokumenty odnotowują samą nieobecność, bez przyczyny i bez nazwiska.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty siedemdziesiąty siódmy, siedemdziesiąty ósmy i siedemdziesiąty dziewiąty, o odesłaniu sprawy i o objęciu jej przez asesora sądu wyższego.

Inflanty, wyrok ogłoszony w Oreshoff, rok 1692

Dwadzieścia par razów i wygnanie

Zapis z tamtych czasów

Wyrok zapadł 31 października 1692 roku i nie stawia wilka jako zbrodni głównej: karano wróżby, zamawianie oraz upór wobec sądu i pastora.

Czytaj dalej

Wyrok ogłoszono 31 października 1692 roku w Oreshoff. Podpisali go Hermann Georg von Trautvetter w zastępstwie nieobecnego sędziego ziemskiego oraz asesorzy Bengt Johan von Ackerstaff i Gabriel Berger. Tekst wylicza, co uznano za dowiedzione: że oskarżony przez wiele lat pokazywał się jako wilkołak, biegał z innymi, bywał w piekle i w takiej kompanii kradł cudze bydło.

Uzasadnienie kary idzie jednak zupełnie inną drogą. Sąd zapisał, że rzecz całą należy uważać za diabelskie złudzenie, po czym wyliczył to, co Thiess naprawdę zrobił: nie dał się odwieść ani przez sąd, ani przez poruszającą mowę pastora, nie dotrzymał wcześniejszego ślubowania, nie słuchał słowa, nie przystępował do sakramentu oraz wygłaszał zakazane wróżby i błogosławieństwa, wciągając w to innych.

Kara brzmiała: publiczna chłosta, lecz ze względu na podeszły wiek tylko dwadzieścia par razów, wymierzonych ręką kata z Lemburga przed zgromadzoną gromadą parafialną, przy czym pastor miał objaśnić zebranym wyrok jako przestrogę przed zabobonem. Potem wieczyste wygnanie z kraju, z zastrzeżeniem zatwierdzenia przez sąd wyższy w Dorpacie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy karę wykonano i czy sąd dorpacki wyrok zatwierdził; dokument urywa się na samym zastrzeżeniu.
  • Data bywa podawana jako 10 października 1692; w tekście wyroku stoi 31 października i tej się trzymam.
  • Co się ze starym stało po wygnaniu; dalszego śladu nie znalazłem.
  • Ile uderzeń oznacza dwadzieścia par razów; jednostka pochodzi z niemieckiego zapisu wyroku, a w streszczeniach bywa przeliczana na pojedyncze razy i stąd biorą się rozbieżne liczby przy tej samej karze.

Skąd to wiadomoWyrok królewskiego sądu ziemskiego ogłoszony 31 października 1692 roku w Oreshoff, z podpisami Trautvettera, Ackerstaffa i Bergera, z zastrzeżeniem zatwierdzenia przez sąd wyższy w Dorpacie.

Inflanty; archiwum sądu wyższego, lata 1691-1692 i druk z XX wieku

Dlaczego ta sprawa ma dwie daty

Zapis z tamtych czasów

Przesłuchanie odbyło się w 1691, wyrok w 1692, a akta złożono w archiwum pod rokiem 1692. Stąd jedna sprawa chodzi po piśmiennictwie pod dwiema datami.

Czytaj dalej

Rozbieżność, która myli każdego, kto tę sprawę spotyka po raz drugi, ma przyczynę czysto archiwalną. Przesłuchanie odbyło się 28 kwietnia 1691 roku, wyrok ogłoszono 31 października 1692, a całość złożono w archiwum sądu wyższego jako akta karne numer trzydzieści z roku 1692. Kto powołuje się na sygnaturę, pisze 1692; kto na zeznanie, pisze 1691. Obie daty są prawdziwe.

Przez ponad dwa stulecia dokument nie istniał poza archiwum. Wydrukowano go dopiero w latach dwudziestych XX wieku, w wydawnictwie źródłowym poświęconym dziejom Inflant, i dopiero wtedy treść zeznania weszła do obiegu. Wszystko, co o inflanckich wilkołakach napisano wcześniej, opierało się na drukach z XVI wieku, nie na tym protokole.

Warto przy okazji rozdzielić nazwy miejsc, bo i one mnożą zamieszanie. Sąd nosił imię okręgu Wenden, czyli dzisiejszych Cēsis, obradował jednak w Jürgensburgu, znanym także jako Jaunpils, a dziś noszącym nazwę Zaube; przesłuchiwany przyszedł z Kaltenbrunn. Sześć nazw w dwóch językach — niemieckim panów i łotewskim poddanych — opisuje jeden dzień pracy jednego sądu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pod którą datą sprawę cytować jako całość; rok 1691 należy do zeznania, rok 1692 do wyroku i do sygnatury akt.
  • Czy w archiwum zachowały się akta wcześniejszej sprawy w Nitau, do której protokół się odwołuje.
  • Nazwa Jaunpils należy również do innego miejsca, w Zemgale, i obie bywają brane za jedno; tutaj chodzi o Jürgensburg w okręgu Wenden.

Skąd to wiadomoAkta karne sądu wyższego, numer trzydzieści z roku 1692; przesłuchanie z 28 kwietnia 1691; wyrok z 31 października 1692; pierwszy druk w wydawnictwie źródłowym w latach dwudziestych XX wieku.

Inflanty: Łotysze, Liwowie i Estowie w jednej prowincji sądowej, XVII wiek

Najsłynniejszy wilkołak Inflant nie był Estem

Zapis z tamtych czasów

Thiess podał, że urodził się Kurlandczykiem, a jego zamowy zapisano po łotewsku. Inflanty wzięły nazwę od ugrofińskich Liwów, lecz ta sprawa jest bałtyjska.

Czytaj dalej

Rzecz wymaga postawienia wprost, bo bywa zacierana przy przenoszeniu tej historii z książki do książki. Zapytany o wiek i miejsce urodzenia, Thiess odpowiedział, że gdy Szwedzi zdobywali Rygę, umiał już orać i bronować, i że z urodzenia jest Kurlandczykiem. Zamowa na zatamowanie krwi, którą podyktował sądowi, została zapisana po łotewsku, podobnie jak krótkie zdanie o tym, że diabeł go nie znosi.

Nazwa prowincji myli tym mocniej, im mniej się o niej myśli. Inflanty wzięły imię od Liwów, ludu ugrofińskiego znad Zatoki Ryskiej, ale w XVII wieku Liwowie zajmowali już tylko wąski pas wybrzeża, a chłopi okręgu Wenden mówili po łotewsku. Najgłośniejsza sprawa wilkołacza tej strefy dotyczy zatem Bałtów, nie ludu ugrofińskiego, i tak trzeba ją podpisywać.

Ugrofińska jest druga połowa tej samej prowincji sądowej. Estowie stawali przed sądami tego samego typu, pod tym samym prawem i z tym samym zarzutem, ale w innych sprawach i z innymi nazwiskami, a dwie sprawy zakończone śmiercią — Viru-Nigula z 1640 roku i Idavere z 1651 — pokazują, jak daleko potrafiła sięgnąć tamta ława. Przy większości estońskich spraw wilczych zachowały się jednak same zeznania, bez wyroku, więc zestawianie obu połówek ma sens tylko wtedy, gdy przy każdym fakcie napisze się, kogo dotyczy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Thiess mówił po niemiecku; protokół prowadzono po niemiecku, o tłumaczu jednak nie wspomina ani słowem.
  • Kiedy dokładnie się urodził; z jego własnej miary wypada pierwsza dekada XVII wieku, liczby akta nie podają.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkt dwudziesty pierwszy o urodzeniu w Kurlandii i punkt pięćdziesiąty z zamową zapisaną po łotewsku.

Inflanty, praktyka lecznicza chłopa z Kaltenbrunn, druga połowa XVII wieku

Chleb na trzy części i sól w ogniu

Zapis z tamtych czasów

Sąd kazał mu pokazać, jak zamawia. Przełamał chleb na trzy kawałki, obsypał solą, trzykrotnie odmówił słowa i dmuchnął — a potem kazano mu to zjeść.

Czytaj dalej

Poza wilkiem Thiess prowadził praktykę, z której żył: leczył konie i ludzi. Odczyniał szkodę wyrządzoną bydlętom przez czarowników, używając, jak sam podał, ledwie trzech słów i podając zwierzęciu chleb albo sól, nad którymi je wypowiedział. Formuła wzywała słońce i księżyc idące nad morzem, aby wróciły duszę zabraną do piekła i oddały bydlęciu odebrane zdrowie.

Sąd kazał mu to odegrać na sali. Przełamał chleb na trzy kawałki, powiedziawszy, że więcej być nie może, obłożył je solą, trzykrotnie odmówił słowa, skłonił się, obrócił talerz tak, by każdy kawałek trafił naprzeciw ust, i dmuchnął nad nimi. Potem kazano mu ten chleb zjeść, a resztę soli własną ręką wrzucić do ognia, co zrobił niechętnie i po długim ociąganiu.

Wtedy sąd sprawdził skutek na miejscu. Skoro skarżył się na plecy, a właśnie zjadł swój poświęcony chleb, czy ból ustąpi. Odpowiedział, że jemu samemu to nie pomaga, tylko innym; dopytany dlaczego, wyjaśnił, że nie sięga sobie do pleców. Przyciśnięty raz jeszcze, umilkł na dłuższą chwilę i przyznał, że czasem pomaga, a czasem nie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile brał za usługę: podał, że raz guldena, raz dwa, czasem zboże albo świnię, a często nic, i że nie było to kupczenie, lecz dobra wola dającego.
  • Dlaczego wzywał słońce i księżyc zamiast Boga; zapytany wprost, odpowiedział tylko, że innych słów niż zwyczajowe użyć nie umie, i więcej z niego nie wydobyto.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty od trzydziestego czwartego do pięćdziesiątego siódmego, z pokazem zamawiania odegranym przed sądem.

Estonia północno-wschodnia, Idavere, rok 1651

Hans z Idavere i ślad psich zębów

Zapis z tamtych czasów

Osiemnastolatek przyznał, że od dwóch lat poluje jako wilk. Na dowód, że szło ciało, a nie sama dusza, pokazał na nodze ślad psich zębów.

Czytaj dalej

Sędziowie zapytali o rzecz, którą ówczesna teologia stawiała jako rozstrzygającą: czy w polowaniu brało udział ciało, czy przemieniała się sama dusza. Hans odpowiedział, pokazując na nodze ślad psich zębów, który, jak twierdził, dostał będąc wilkiem. Dopytany, czy czuł się wtedy człowiekiem, czy zwierzęciem, powiedział, że zwierzęciem, i tego już nie cofnął.

W 1651 roku przed sądem w Idavere na północnym wschodzie Estonii stanął osiemnastoletni Hans i przyznał się od razu: od dwóch lat polował w wilczej postaci. Skórę miał dostać od człowieka w czerni, a sąd tę postać uznał za diabła i tak ją w wyroku nazwał. Cała trudność dowodowa leżała jednak zupełnie gdzie indziej.

Sądowi to wystarczyło. Uznano przemianę za dokonaną i sprawioną przez diabła, po czym wydano wyrok śmierci. Od zeznania Thiessa dzieli tę sprawę czterdzieści lat, inna prowincja i inny skład, więc różnicy kar nie da się sprowadzić do jednej przyczyny; pewne jest tyle, że w Idavere sąd uznał sprawstwo diabła i tym uzasadnił śmierć, a w Oreshoff całą wilczą rzecz nazwał złudzeniem i ukarał wróżby oraz upór.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wyrok wykonano; znany jest zapis skazania, potwierdzenie egzekucji nie jest znane.
  • Czy Hans był Estem; parafia jest estońska, ale imię zapisano w formie niemieckiej, co w tych aktach nie rozstrzyga niczego.

Skąd to wiadomoZapis sprawy z Idavere z 1651 roku, w zestawieniach estońskich spraw o czary i wilkołactwo z lat 1527-1725.

Estonia, wieś Pada w parafii Viru-Nigula, rok 1640

Kongla Ann spalona pod Viru-Nigulą

Zapis z tamtych czasów

Pan dworu oskarżył ją o śmierć swojego dziecka. Pod śrubami na palce przyznała się do wilczej postaci, a nakaz stracenia podpisano 2 maja 1640 roku.

Czytaj dalej

W 1640 roku pan dworu Pada, Hermann Billingshausen, oskarżył chłopkę znaną jako Kongla Ann ze wsi Pada w parafii Viru-Nigula o spowodowanie śmierci swojego małego dziecka. Przesłuchanie prowadzono przy użyciu śrub na palce i sznurów, a wydobyte zeznanie idzie dokładnie po liście zarzutów, którą sąd miał przed sobą, punkt po punkcie.

Przyznała, że przemieniała się w wilczycę razem z człowiekiem imieniem Gherdt, że weszła do izby jako niewidzialny pies i uderzyła dziecko trzy razy oraz że podpaliła dwór. Nakaz stracenia podpisano 2 maja 1640 roku, a wśród podpisów stoją sędzia Heinrich Strieck, Christopher von Wulf-Ramsdorff i Otto Wrangell. Spalono ją nieopodal kościoła w Viru-Nigula.

Sprawa mówi o strukturze więcej niż o wierzeniu. Oskarżycielem i poszkodowanym był ten sam pan majątku, nakaz podpisali ludzie jego stanu i jego sąsiedztwa, a oskarżoną była chłopka pracująca na tej samej ziemi. Wilcza postać jest w tym akcie dodatkiem do rachunku, który i bez niej zostałby zamknięty tak samo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zeznanie o podpaleniu dworu padło przed zastosowaniem przymusu, czy po nim; akta wymieniają obie rzeczy obok siebie.
  • Czy to najwcześniejszy estoński wyrok, w którym wilcza postać stoi obok zabójstwa; sprawy wcześniejsze zachowały się gorzej.
  • Czyj dwór miała podpalić; akt wymienia podpalenie, lecz majątku ani jego pana nie nazywa.
  • W jakim miejscu ją stracono; punkt pod kościołem wskazuje późniejsza pamięć miejscowa, nie sam nakaz.

Skąd to wiadomoNakaz stracenia podpisany 2 maja 1640 roku przez Heinricha Strieck, Christophera von Wulf-Ramsdorff i Otta Wrangella; miejsce stracenia pod kościołem w Viru-Nigula.

Estonia: Parnawa, Kurna i okolice Vastemõisy, lata 1633-1696

Wataha jedenastu spod Vastemõisy

Zapis z tamtych czasów

Trzy estońskie zeznania z trzech pokoleń: małżeństwo zmienione w wilki, jagody od starej kobiety i wataha jedenastu z hersztem wymienionym po imieniu.

Czytaj dalej

W 1633 roku w Parnawie kobieta zwana Gret zeznała, że Kanti Hans wraz z żoną przemienili się w wilki, a towarzysząca im kobieta przybrała postać niedźwiedzia. Trzy lata później, w 1636 roku, kobieta z Kurny opowiedziała, że stara kobieta zabrała ją do lasu, dała jej jagody do zjedzenia i że odtąd polowały razem jako wilczyce.

Najpóźniejsze z tych zeznań pada w 1696 roku. Greta, córka Titzy Thomasa, zeznała, że w lasach wokół Vastemõisy poluje cała wataha jedenastu wilkołaków pod hersztem imieniem Libbe Matz. Liczba i imię ważą tu więcej niż reszta opowieści: świadek nie opisuje potwora, lecz wskazuje palcem konkretnych ludzi z sąsiedztwa, policzalnych i możliwych do wezwania.

Wszystkie trzy zeznania warto zobaczyć od strony budowy, osobno od treści. Dwa wskazują sąsiadów z imienia — Kanti Hansa z żoną i herszta Libbe Matza — a trzecie, z Kurny, wskazuje obcą starą kobietę i przy okazji samą zeznającą. Wilcza postać jest w takim dokumencie przede wszystkim sposobem nazwania kogoś po imieniu, a dopiero potem opowieścią o przemianie ciała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym się te trzy sprawy skończyły; zachowały się przede wszystkim same zeznania.
  • Czy Greta z 1696 roku i Gret z 1633 to zbieżność imion, czy pomyłka w przekazie; dzieli je sześćdziesiąt trzy lata i inna okolica.

Skąd to wiadomoZeznanie z Parnawy z 1633 roku, zeznanie z Kurny z 1636 roku i zeznanie córki Titzy Thomasa z 1696 roku o watasze spod Vastemõisy.

Estonia, zachowane akta sądowe z lat 1520-1725

Na ławie oskarżonych siedzą mężczyźni

Zapis z tamtych czasów

Wśród dwustu sześciu estońskich oskarżonych z zapisaną płcią mężczyźni stanowią blisko trzy piąte. W rubryce wilczej stoi osiemnaście kobiet i trzynastu mężczyzn.

Czytaj dalej

Sama rubryka wilcza jest natomiast węższa, niż się powtarza. Między 1527 a 1725 rokiem naliczono osiemnaście spraw, w których łącznie osiemnaście kobiet i trzynastu mężczyzn odpowiadało za szkodę wyrządzoną w wilczej postaci. Trzydzieści jeden osób na około sto czterdzieści spraw nie czyni z wilkołactwa zarzutu najczęstszego, choć takie zdanie krąży po opracowaniach.

Rachunki te nie schodzą się co do jednego i trzeba to powiedzieć, zamiast wygładzać. Liczbę spraw podaje się raz jako sto czterdzieści, raz jako sto czterdzieści pięć, a rozbicie sześćdziesięciu pięciu wyroków na dwadzieścia dziewięć kobiet i dwudziestu sześciu mężczyzn daje pięćdziesiąt pięć. Z takiego materiału wolno wyprowadzić przewagę mężczyzn, lecz nie precyzję do jednego człowieka.

Zestawienia sporządzone z zachowanych akt estońskich dają liczby, które odwracają zwykły obraz polowania na czarownice. Spraw naliczono około stu czterdziestu w latach 1520-1725, a wśród dwustu sześciu oskarżonych, przy których zapisano płeć, mężczyźni stanowią blisko trzy piąte. Sześćdziesiąt pięć wyroków śmierci, liczba powtarzana przy tej strefie najczęściej, policzono natomiast dla krótszego odcinka, czterech dziesięcioleci od 1610 do 1650 roku, i nie wolno jej czytać jako bilansu dwóch stuleci.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile spraw odbyło się przed sądami dworskimi, które protokołów nie prowadziły; tej liczby nie da się odtworzyć z niczego.
  • Czy zdanie o wilkołactwie jako zarzucie najczęstszym opiera się na innym liczeniu, czy jest powtórzeniem bez rachunku.
  • Trzydzieści jeden osób z rubryki wilczej zestawiono tu z około stu czterdziestoma sprawami, czyli osoby ze sprawami; obu wielkości nie liczono w ten sam sposób.

Skąd to wiadomoZestawienia z akt sądów ziemskich i miejskich Estonii za lata 1520-1725; osobne liczenie spraw wilczych za lata 1527-1725; wyroki śmierci liczone dla lat 1610-1650.

Estonia i Inflanty pod panowaniem szwedzkim, XVII wiek

Sąd dworski nie pisał protokołu

Zapis z tamtych czasów

Chłopskie sprawy szły przed sąd pana majątku, który akt nie zostawiał. To, co dziś czytamy, jest resztką po sądach królewskich i po radach miejskich.

Czytaj dalej

Rozróżnienie decyduje o tym, co w ogóle wiemy. Sprawy chłopów rozpatrywał zwykle sąd dworski, czyli sąd pana majątku, i takie postępowania w wielu wypadkach nie zostawiały żadnego protokołu. Droga odwoławcza do sądu wyższego, założonego w Dorpacie w 1630 roku, była dla chłopa praktycznie zamknięta, bo jego sprawa rzadko trafiała do instancji, z której wolno się było odwoływać.

Inaczej było w miastach, gdzie rady sądziły pod prawem miejskim i prowadziły pisane akta, oraz przed królewskimi sądami ziemskimi, do których sprawa chłopska trafiała wyjątkowo. Thiess znalazł się przed takim sądem wyłącznie dlatego, że wezwano go jako świadka w sprawie o kradzież kościelną. Gdyby nie cudza kradzież, jego zeznanie nie istniałoby wcale i nie wiedzielibyśmy o nim nic.

Koniec da się datować z grubsza. Ostatnie wyroki śmierci w tej strefie zapadły w Dorpacie w 1699 roku, a w 1723 tenże sąd zamienił karę śmierci na więzienie: proces jeszcze trwał, stryczka już nie było. Wszystko to widać jednak tylko tam, gdzie ktoś prowadził akta, więc każda liczba z tej strefy jest dolną granicą, a nie pomiarem, i nikt nie umie podać, o ile dolną.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie zakazano tortur w Inflantach i w Estonii; podaje się lata 1686 i 1699, a teksty samych rozporządzeń nie są tu podstawą.
  • Ile spraw dworskich przepadło bez śladu; z natury rzeczy nie ma czego policzyć.

Skąd to wiadomoUstrój sądowy Inflant i Estonii szwedzkich; sąd wyższy w Dorpacie założony w 1630 roku; protokół z Jürgensburga z 1691 roku jako przykład sprawy chłopskiej przed sądem królewskim; wyroki dorpackie z 1699 i 1723 roku.

Inflanty oglądane z Bazylei, Rzymu i Wittenbergi, lata 1550-1560

Wilkołak inflancki był w druku wcześniej niż w sądzie

Zapis z tamtych czasów

Zanim sądy inflanckie zaczęły pytać o wilki, kategoria była gotowa w drukach z 1550, 1555 i 1560 roku, pisanych przez ludzi, którzy Inflant nie widzieli.

Czytaj dalej

Pierwsza znana wzmianka drukowana o inflanckich wilkołakach pochodzi z opisu świata wydanego w 1550 roku przez Sebastiana Münstera i opiera się na relacji podróżnej z lat 1547-1548; mówi krótko, że czarownicy przyznali przed sądem, iż stają się wilkami, biegają i szkodzą. Już na samym początku źródłem wiadomości jest sala sądowa, nie wieś ani nie własne oczy.

W 1555 roku wyszła w Rzymie historia ludów północnych arcybiskupa Olausa Magnusa, której osiemnasta księga poświęca wilkołakom trzy rozdziały. Opis jest obfity: w noc Bożego Narodzenia gromadzą się tysiącami, dobijają się do domów, wchodzą do piwnic, wypijają beczki piwa i układają puste naczynia na środku, a przy ruinie muru między Litwą, Żmudzią i Kurlandią próbują zwinności, przeskakując go; kto nie przeskoczy, dostaje batem.

W 1560 roku Caspar Peucer dołożył w traktacie o rodzajach wróżbiarstwa szczegół, który potem wraca: w Boże Narodzenie chromy chłopiec obchodzi okolicę i zwołuje kompanię, a gdy dochodzą do rzeki, prowadzący uderza w wodę biczem i woda się rozstępuje. Obieg szedł przy tym w obie strony, bo najstarszy z tych druków sam powołuje się na przyznania złożone przed sądem, a późniejsze sale sądowe miały już gotowy opis, do którego dawało się dopasować pytanie. Czy i co z tego obiegu wzięto w Jürgensburgu w 1691 roku, protokół nie mówi ani słowem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autorzy tych druków mieli przed oczami jakiekolwiek zeznanie inflanckie poza relacją podróżną z lat czterdziestych XVI wieku.
  • Czy rozstąpienie się wody i chromy przewodnik to szczegół miejscowy, czy dopisany z zapasu obrazów biblijnych i antycznych.
  • Czy autorzy tych druków bywali w Inflantach; przy każdym z trzech wygląda to inaczej, a relacje mieli z drugiej ręki.

Skąd to wiadomoOpis świata Sebastiana Münstera wydany w 1550 roku, oparty na relacji z lat 1547-1548; historia ludów północnych Olausa Magnusa, Rzym 1555, księga osiemnasta, rozdziały o wilkołakach; traktat Caspara Peucera o wróżbiarstwie z 1560 roku.

Inflanty, karczma w Bull i okolice Marienburga, lata 1660-1691

Przekazanie przez kufel i trzy dmuchnięcia

Zapis z tamtych czasów

Wilkołactwo przechodziło z rąk do rąk przez podany kufel: wypić raz, dmuchnąć trzy razy i oświadczyć, że z biorącym będzie tak samo, jak było z dającym.

Czytaj dalej

Zapytany, co mu z wilkołactwa przyszło, Thiess odpowiedział krótko: nic. Zrobił mu to przed ponad dwudziestu laty nicpoń z Marienburga, przy napoju podanym w karczmie w Bull, i odtąd musiał się prowadzić jak reszta kompanii. Od tego samego człowieka nauczył się również słów, którymi potem leczył konie; nicpoń był już wtedy bardzo stary.

Sposób przekazania opisał dokładnie, bo zamierzał go jeszcze użyć. Trzeba podać kufel, dmuchnąć w niego trzy razy i powiedzieć, że będzie z tamtym tak, jak było z dającym; jeśli biorący kufel przyjmie dobrowolnie, dający jest wolny. Nikomu nie można tego dać wbrew woli, a wielu już go o to prosiło, ponieważ jest stary i słaby. Imion tych ludzi nie podał.

W tym samym miejscu widać, jak zeznanie się chwieje. Najpierw powiedział, że wilkołaki mają skórę, którą się wkłada, i że swoją oddał kilka lat temu chłopu z Alla; dopytany, zmienił wersję i podał, że po prostu wchodzą w krzaki, zdejmują zwykłe ubranie i od razu stają się wilkami. Przyciśnięty sprzecznością, przyznał, że wcześniej skłamał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy skóra i samo zdjęcie ubrania to dwa różne wyobrażenia, czy świadek dopasowywał odpowiedź do kolejnych pytań sądu.
  • Krąży opowieść z 1637 roku o niemieckim podróżnym, którego chłopi w Kurlandii mieli o mało nie zaczarować podanym toastem; znam ją z późniejszego przekazu, nie z akt.

Skąd to wiadomoProtokół z 28 kwietnia 1691 roku, punkty szósty, dwudziesty drugi, dwudziesty trzeci, dwudziesty czwarty oraz od dwudziestego piątego do dwudziestego ósmego.

Estonia, scena wiejska spod Halliste, sztuka napisana w 1912 roku

Tiina wypędzona ze wsi

Złożone przy biurku

W sztuce z 1912 roku wilkołakiem jest dziewczyna, której matkę zatłuczono pod kościelnym słupem. Nikt się nie przemienia — wieś tylko postanawia jej nie chcieć.

Czytaj dalej

Sprężyną nie jest przemiana, lecz plotka. Przybrana siostra Mari, zazdrosna o Margusa, rozpuszcza wieść, że Tiina jest wilkołakiem, i wieś wypycha dziewczynę do lasu. Lata później Margus, odstraszając wilki od obejścia, zabija ją przypadkowym strzałem. W całej sztuce nikt nie zmienia postaci ani razu, a słowo wilkołak jest wyłącznie nazwą dla kogoś, kogo gromada postanowiła nie zatrzymać.

August Kitzberg napisał sztukę Libahunt, czyli Wilkołak; wystawiono ją w teatrze Endla w Parnawie w 1911 roku, drukiem wyszła rok później i stąd przy tym samym tytule chodzą dwie daty. Rzecz dzieje się w okolicach Halliste na początku XIX wieku i obejmuje kilkanaście lat. Tiina jest dzieckiem przygarniętym na gospodarstwo Tammaru, a jej matkę zatłuczono wcześniej pod słupem przed kościołem jako czarownicę.

Sztuka weszła do estońskiego rdzenia i tam została, doczekawszy się ekranizacji w 1968 roku, a w następnych dziesięcioleciach wersji baletowej i musicalowej. Autor zbierał wcześniej podania o wilkołakach i odsyłał je do wielkiej akcji zapisywania folkloru, ale ze scen tej sztuki żadnej nie da się przypisać konkretnemu zapisowi: użytek jest literacki i tak trzeba go podpisywać. Trzy stulecia po Idavere i Viru-Niguli figura odmieńca pracuje dalej, tyle że bez sądu i bez kata.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy scena śmierci matki pod słupem kościelnym ma pierwowzór w konkretnej sprawie; sama kara słupa jest w aktach poświadczona, ten przypadek jest wymyślony.
  • Ile z podań zebranych przez autora weszło do sztuki wprost; zapisy terenowe i tekst sceniczny to nie ten sam materiał.
  • Pod którą datą podawać samą sztukę; rok 1911 należy do wystawienia, rok 1912 do druku.

Skąd to wiadomoSztuka Libahunt Augusta Kitzberga, prapremiera w Parnawie w 1911 roku, druk w 1912; balet z 1955 roku, film z 1968 roku, musical z 2011 roku.

Listopad, nie styczeń

Kekri, czyli rok kończył się po zbiorach

Karelia i Häme, zapis fiński z 1551 roku

Kekri w spisie z 1551 roku

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy zapis słowa kekri nie opisuje święta, lecz wymienia je wśród imion, którym przypisywano przyrost dobytku.

Czytaj dalej

Kierujący wtedy diecezją w Turku Mikael Agricola, biskupem mianowany dopiero trzy lata później, poprzedził fiński przekład Psałterza, wydrukowany w Sztokholmie w 1551 roku, wierszowaną przedmową, w której wyliczył osobno to, co czczono w Häme, i osobno to, co czczono w Karelii. Na liście karelskiej stoi Kekri, a przy imieniu krótkie objaśnienie: to za jego sprawą rosło stado. Którego zwierzęcia dotyczyło, zapis nie mówi. Nie ma tam ani opisu obrzędu, ani miejsca w kalendarzu, ani jednego słowa o zmarłych.

To rozróżnienie waży na całym wątku, bo w najstarszym świadectwie kekri jest imieniem, nie porą roku. Wszystko, co wiadomo o przebiegu święta — o uczcie, o saunie zostawionej pustej, o przebierańcach chodzących od domu do domu — pochodzi z zapisów młodszych o dwa i trzy stulecia, spisanych z ust ludzi wtedy, gdy obrzęd był już wciśnięty w kalendarz kościelny.

Sam wyraz przetrwał w trzech postaciach: kekri na wschodzie, keyri w Savo, köyri w południowo-zachodniej Finlandii. Ten rozrzut świadczy, że słowo jest stare i wspólne dla wielu okolic, ale nie rozstrzyga, czy oznaczało najpierw istotę, czy porę, czy samą ucztę; z jednej linijki biskupiej przedmowy nie da się tego wyprowadzić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Kekri z przedmowy to istota, uosobienie pory roku, czy skrót nazwy obrzędu, którego biskup nie opisał.
  • Czy objaśnienie o przychówku owiec powtarza to, co biskupowi powiedziano, czy jego własny domysł o funkcji.

Skąd to wiadomoPrzedmowa do fińskiego Psałterza, Sztokholm 1551, dwa spisy imion — dla Häme i dla Karelii.

Finlandia i Karelia, koniec października i listopad, zapisy z XVIII–XX wieku

Kiedy przychodził kekri

Zebrane z ust

Kekri nie miał stałej daty: przychodził wtedy, gdy bydło stało już w oborze, zboże było wymłócone, a nowa służba jeszcze się nie zaczęła.

Czytaj dalej

Zapisy z fińskich i karelskich wsi wiążą kekri nie z dniem kalendarza, lecz ze stanem gospodarstwa. Świętowano wówczas, gdy stada wróciły z lasu pod dach, len był wyczesany, a ziarno wymłócone i schowane; w praktyce wypadało to między świętym Michałem a pierwszymi dniami listopada, a w wielu parafiach ustaliło się ostatecznie na przełomie obu miesięcy.

Dzień otwierała robota, nie modlitwa. Sprzątano izbę, wynoszono stare posłania ze słomy, bielono piec i wkładano czystą odzież, a przede wszystkim zabijano zwierzę przeznaczone na tę jedną ucztę — najczęściej barana, w domach zamożniejszych wołu. Po raz pierwszy od wiosny na stole stawało świeże mięso, obok piwa uwarzonego z nowego jęczmienia i chleba z nowego ziarna.

Obfitość była tu powinnością, nie fantazją. W wielu okolicach zapisano przekonanie, że kto na kekri poskąpi jedzenia, temu będzie go brakowało przez cały nadchodzący rok, jedzono więc kilka razy w ciągu doby, a tego, co zostało, nie sprzątano ze stołu na noc — noc należała bowiem do innych gości niż domownicy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwa oznaczała najpierw porę, ucztę czy istotę; pochodzenie słowa kekri nie zostało wykazane.
  • Czy data bywała kiedykolwiek wiązana z ruchem słońca; zachowane zapisy wiążą ją wyłącznie z końcem prac polowych.
  • Czy wół zamiast barana to ślad starszego obyczaju, czy tylko miara zamożności gospodarza.

Skąd to wiadomoZapisy obyczajowe spisywane z ust gospodarzy w parafiach fińskich i karelskich od schyłku XVIII wieku po lata trzydzieste XX wieku; sama nazwa poświadczona w przedmowie z 1551 roku.

Finlandia, Karelia i Ingria, zapisy z XVIII–XX wieku

Stół i sauna zostawione zmarłym

Zebrane z ust

Na kekri zmarli z domu wracali na jedną noc: grzano dla nich saunę, zostawiano jedzenie na stole i wychodzono, żeby im nie przeszkadzać.

Czytaj dalej

Najtrwalszą częścią kekri była gościna dla własnych umarłych. Domownicy myli się w saunie pierwsi, po czym zostawiali ją gorącą, z wodą w cebrzyku i świeżą witką, i wracali do izby; w niektórych okolicach nikomu nie wolno było wchodzić tam do rana, a hałas pod ścianą sauny uchodził za obrazę. Ten sam porządek powtarzano potem przy innych świętach, ale najwcześniej zapisano go przy kekri.

W izbie nakrywano do stołu i tego nakrycia nie zdejmowano. Zostawiano kaszę, mięso, chleb i piwo, czasem ławę przy stole trzymano pustą, czasem słano posłanie ze świeżej słomy dla tych, którzy mieli przyjść. Rano sprawdzano, czy jedzenie „ubyło” — nie w sensie ilości, lecz smaku i mocy; resztki oddawano bydłu albo dzieciom, nigdy nie wyrzucano ich na podwórze.

W prawosławnej Karelii tę samą gościnę prowadzono głośno: gospodarz albo płaczka wywoływali zmarłych po imieniu w progu, zapraszali do jedzenia, a po uczcie odprowadzali ich za wrota z poleceniem, by wrócili do siebie i nie zostawali. Odprowadzenie było równie ważne jak zaproszenie, bo gość, którego nie wyprawiono, zostawał w domu jako ciężar.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sauna dla zmarłych należy do samego kekri, czy jest starszym obyczajem żałobnym, który do kekri przylgnął.
  • Czy „ubytek” jedzenia sprawdzano jako znak wróżebny, czy jako potwierdzenie, że goście przyszli.

Skąd to wiadomoRelacje spisywane w parafiach fińskich, karelskich i ingryjskich w XIX i pierwszej połowie XX wieku; wzmianek o saunie zostawianej gościom w siedemnastowiecznych aktach kościelnych nie da się przypisać do konkretnego święta.

Finlandia, zwłaszcza zachodnia i środkowa, XVII–XIX wiek

Tydzień, w którym nikt nie służył

Zebrane z ust

Rok służby kończył się na kekri, a między starą a nową służbą leżał tydzień, w którym czeladź nie miała pana i nie miała roboty.

Czytaj dalej

Kekri był datą umowy, nie tylko obrzędu. Parobkowie i dziewki służyli od kekri do kekri, więc w tych dniach rozliczano zapłatę, oddawano ubranie umówione jako część wynagrodzenia i wybierano nowe gospodarstwo; kto zostawał, dostawał nowy zadatek, kto odchodził, zabierał skrzynię i szedł przez wieś szukać miejsca.

Między jedną służbą a drugą leżał czas niczyj, w zapisach nazywany tygodniem wolnym. Chodzono wtedy w gości, tańczono, pito piwo warzone na święto, a młodzi najmowali izbę na zabawę; było to jedyne kilka dni w roku, w których człowiek bez ziemi nie odpowiadał przed nikim za to, co robi z dobą.

W ciągu XVIII i XIX wieku państwowe przepisy o czeladzi przesunęły rok służby na świętego Michała, czyli na koniec września, a zabawę i rozliczenie rozdzieliły. Obrzęd został wtedy bez swojej podstawy prawnej i stopniowo skurczył się do samej uczty, a w wielu parafiach do nazwy przeniesionej na dzień Wszystkich Świętych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wolny tydzień jest starszy od szwedzkich przepisów o czeladzi, czy dopiero one stworzyły lukę między latami służby.
  • Kiedy dokładnie dzień przenosin przesunięto na świętego Michała — zapisy różnią się między prowincjami.

Skąd to wiadomoUmowy i rozliczenia czeladzi w księgach dworskich i parafialnych z XVII i XVIII wieku, szwedzkie ustawodawstwo o służbie z XVIII wieku, relacje obyczajowe z XIX wieku.

Finlandia, głównie zachodnia i południowa, zapisy z XIX i XX wieku

Kozioł chodzący po domach

Zebrane z ust

Na kekri chodził po chatach przebieraniec w kożuchu na lewą stronę i z rogami; ta sama postać przeszła potem na trzynastego stycznia, a na końcu pod choinkę.

Czytaj dalej

Wieczorem obchodziła wieś gromada młodych mężczyzn w kożuchach wywróconych włosem na wierzch, w maskach z brzozowej kory, z rogami przywiązanymi do głowy i ze słomianym ogonem. Przewodnik gromady nosił nazwę koźlej postaci — kekripukki — i to on dobijał się do drzwi, żądając piwa i jedzenia, a gospodarzom oznajmiał, że przyszedł sprawdzić, co w domu zrobiono przez rok.

Kontrola nie była żartem na niby. Przebierańcy pytali dziewczęta, ile przędzy wyszło im spod ręki, zaglądali do kądzieli i wyśmiewali lenistwo, a domowi, który poskąpił poczęstunku, obiecywali nieszczęście w bydle. Gospodarz płacił jedzeniem i piwem, po czym gromada szła dalej, hałasując i strasząc dzieci.

Gdy kekri stracił swoją datę, kozioł nie zniknął, tylko się przeprowadził. W zachodniej Finlandii obchód przywiązał się do trzynastego stycznia, do dnia świętego Knuta, i tam przetrwał jako nuuttipukki do XX wieku; równocześnie ta sama koźla nazwa przeszła na postać przynoszącą podarki w wieczór wigilijny, choć jej wygląd i rola odwróciły się wtedy o sto osiemdziesiąt stopni.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przebierańcy przedstawiali zmarłych, czy tylko głód i zimę; zapisy podają obie wykładnie, żaden nie jest starszy od XIX wieku.
  • Czy rogi i kożuch wywrócony włosem na wierzch mają związek ze zwierzęciem zabijanym na ucztę.

Skąd to wiadomoOpisy obchodów z parafii fińskich z XIX i XX wieku; obchód z trzynastego stycznia notowany w Satakuncie i Ostrobotni jeszcze w latach trzydziestych XX wieku.

Szwecja i Finlandia, od średniowiecza po lata pięćdziesiąte XX wieku

Jak Wszyscy Święci przykryli kekri

Zapis po chrzcie

Kościół nie zwalczył kekri, tylko postawił na tym samym miejscu roku własne święto zmarłych, a potem jeszcze dwa razy przesunął mu datę.

Czytaj dalej

Pierwszy listopada jako dzień Wszystkich Świętych obowiązywał w Kościele zachodnim od wczesnego średniowiecza i przyszedł do Finlandii razem z parafią, dziesięciną i kalendarzem. Nie musiał niczego zakazywać, bo trafił dokładnie w porę, w której gospodarstwa i tak kończyły rok, a domy i tak przyjmowały własnych umarłych; nazwa kekri zaczęła więc w wielu okolicach oznaczać po prostu to święto kościelne.

Szwedzkie prawo kościelne z 1686 roku uporządkowało rok parafialny i uczyniło zabobon karalnym, a redukcja świąt z 1772 roku zdjęła Wszystkich Świętych z pierwszego listopada i przesunęła ich na najbliższą niedzielę. W połowie lat pięćdziesiątych XX wieku Finlandia ustaliła dzień na sobotę wypadającą między trzydziestym pierwszym października a szóstym listopada, przez co święto ostatecznie przestało trzymać się jednej daty.

Skutek był podwójny. Treść obrzędu — uczta, sauna, nakrycie zostawione na noc — częściowo przewędrowała do Bożego Narodzenia, a częściowo wyschła, natomiast sama nazwa została przy dniu kościelnym i dziś w fińskich parafiach znaczy tyle, co cmentarz, świece i zaduszne nabożeństwo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przesunięcie z 1772 roku objęło fińską część królestwa w tym samym roku co szwedzką.
  • Czy zapisy, w których kekri znaczy „Wszystkich Świętych”, to ślad zrównania obu świąt, czy tylko wygoda mówiących.

Skąd to wiadomoSzwedzkie prawo kościelne z 1686 roku; redukcja dni świątecznych z 1772 roku; fińska ustawa o dniach świątecznych z lat pięćdziesiątych XX wieku.

Finlandia i Karelia, XVIII–XX wiek

Co kekri zostawił Bożemu Narodzeniu

Zebrane z ust

Sauna przed ucztą, słoma na podłodze, jedzenie zostawione na stole na noc i kozioł u drzwi — wszystko to opisano najpierw przy kekri, a potem przy wigilii.

Czytaj dalej

Porównanie dwóch świąt wypada uderzająco. W wieczór wigilijny fińskie gospodarstwo grzało saunę i myło się w niej przed ucztą, po czym zostawiało ją ciepłą; na podłodze rozścielano świeżą słomę, na której spali domownicy; stół zostawiano nakryty na noc, a rano sprawdzano, czy ktoś przy nim był. Każdy z tych obrzędów notowano także przy kekri, i tam opisy są liczniejsze; które zapisy są starsze, nie da się rozstrzygnąć.

Przeniosła się także obfitość i jej uzasadnienie: wigilijne jedzenie miało być tak obfite, żeby starczyło na kilka dni i na kilka razy w ciągu doby, a skąpstwo zapowiadało biedę w roku. Przeniósł się wreszcie kozioł, najpierw jako straszący przebieraniec, później jako postać rozdająca podarki.

Z takiego zestawienia nie wynika, że Boże Narodzenie „jest” kekri pod inną nazwą. Wynika z niego natomiast rzecz prostsza i mocniej poświadczona: gdy święto traci swoją datę, jego czynności nie giną, tylko przenoszą się na najbliższe święto, które ma podobny kształt — wspólny stół, ciemność, zamknięty dom i noc, w której spodziewano się gości nie z tego świata.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przeniesienie szło z kekri na wigilię, czy oba święta niezależnie korzystały ze starszego wzoru gościny dla zmarłych.
  • Czy wigilijna słoma ma związek z posłaniem słanym dla zmarłych na kekri, czy z szopką betlejemską z kościelnego nauczania.

Skąd to wiadomoZapisy obyczajowe z XIX i XX wieku dla obu świąt; wcześniejsze wzmianki o saunie i o nakryciu zostawionym na noc w protokołach wizytacyjnych z XVII wieku.

Karelia prawosławna i Ingria, koniec października i listopad, XIX–XX wiek

Sobota Dymitrowa

Zebrane z ust

Po prawosławnej stronie granicy jesienna uczta dla zmarłych dostała cerkiewną datę: sobotę przed dniem świętego Dymitra, z płaczem i jedzeniem na grobach.

Czytaj dalej

W Karelii pod cerkwią ten sam jesienny przełom roku oparł się o kalendarz wschodni. Sobota poprzedzająca dzień świętego Dymitra, przypadający dwudziestego szóstego października według starego rachunku, była dniem wspominania zmarłych rodu: pieczono na tę okazję, niesiono jedzenie na cmentarz, kładziono je na mogiłach i jedzono tam razem z tymi, do których się przyszło.

Prowadziły to kobiety i prowadziły głosem. Płaczka wywoływała zmarłych po imieniu i po pokrewieństwie, wyliczała, co się w rodzie zmieniło od poprzedniego razu, zapraszała do jedzenia i na koniec odprawiała gości z powrotem; treść tych zawodzeń była układana na miejscu według stałych chwytów, a nie recytowana z pamięci.

Sąsiedztwo dwóch porządków widać najlepiej w tym, że po stronie luterańskiej ta sama potrzeba znalazła miejsce w domu — przy stole i w saunie — a po stronie prawosławnej na cmentarzu, przy grobie i pod okiem duchownego. Obrzęd nie został zniesiony ani w jednym, ani w drugim przypadku; został przypisany do innego miejsca.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy karelska sobota zmarłych jest przekształconym kekri, czy niezależnym cerkiewnym zwyczajem wspominania, który trafił w tę samą porę.
  • Na ile zapisane zawodzenia oddają starszy stan rzeczy, skoro spisywano je dopiero w XIX i XX wieku.

Skąd to wiadomoZapisy z Karelii przygranicznej i olonieckiej z XIX i pierwszej połowy XX wieku; cerkiewny kalendarz sobót zadusznych w rachubie sprzed reformy.

Estonia, od świętego Michała do Bożego Narodzenia, zapisy z XVII–XX wieku

Estoński czas dusz

Zebrane z ust

W Estonii jesienna gościna dla zmarłych nie zmieściła się w jednym dniu: dusze przychodziły przez wiele tygodni, a dom musiał być na to gotowy co wieczór.

Czytaj dalej

Estoński hingedeaeg, czyli czas dusz, otwierał się jesienią, po świętym Michale, i ciągnął przez listopad, w niektórych okolicach aż do Bożego Narodzenia. Przez te tygodnie wieczorami palono w izbie albo w łaźni, nakrywano do stołu, kładziono jedzenie i piwo, po czym domownicy wychodzili do drugiej izby albo kładli się spać, zostawiając gościom ciszę i ciemność.

Obowiązywały ścisłe zakazy. Nie wolno było hałasować, kłócić się, szyć ani przędzić po zmroku, nie wolno było też patrzeć na to, co się w izbie dzieje; jedzenie zostawione duszom oddawano nazajutrz żebrakom, dzieciom albo zwierzętom, a gospodyni, która o gościnie zapomniała, spodziewała się choroby w domu i braku szczęścia w bydle.

Że rzecz była żywa jeszcze w XVII wieku, wiadomo nie z opowieści, lecz z kart pisanych przez tych, którzy ją zwalczali: pastorzy i wizytatorzy w szwedzkiej Estonii wyliczali karmienie dusz wśród zabobonów chłopskich, a opis obyczajów estońskich wieśniaków drukowany pod koniec tego stulecia poświęcił mu osobne miejsce.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy czas dusz był pierwotnie ograniczony do kilku dni i dopiero kalendarz kościelny go rozciągnął.
  • Ile z opisu drukowanego w 1685 roku pochodzi z XVII wieku, a ile dopisano w wydaniu późniejszym o półtora stulecia.

Skąd to wiadomoProtokoły wizytacji kościelnych w szwedzkiej Estonii z XVII wieku; drukowany opis przesądów chłopów estońskich z 1685 roku; zapisy terenowe z XIX i XX wieku.

Estonia, dziesiąty i dwudziesty piąty listopada, zapisy z XVII–XX wieku

Mart i Kadri u drzwi

Zebrane z ust

Estoński listopad ma dwa obchody przebierańców: czarnych Martów po świętym Marcinie i białe Kadri po świętej Katarzynie, każdy z inną prośbą o szczęście.

Czytaj dalej

Dziesiątego listopada chodzili mardisandid: mężczyźni w kożuchach, umazani sadzą, z kijem i z workiem, prowadzeni przez przewodnika zwanego ojcem Martem. Dobijali się do drzwi, prosili śpiewem o wpuszczenie, w izbie tańczyli, sprawdzali robotę gospodyni i błogosławili zbożu oraz bydłu, a odchodzili dopiero z darem — mąką, mięsem, wełną, piwem.

Dwudziestego piątego listopada przychodziły kadrisandid, przebrane na biało, czysto, z zasłoniętymi twarzami, i prosiły o szczęście przede wszystkim dla owiec. Przeciwieństwo obu obchodów — sadza i biel, zboże i wełna, męski i żeński — wraca w zapisach z wielu parafii; podział na czarnych Martów i białe Kadri jest w nich regułą, od której notowano wyjątki.

Obie daty i oba imiona przyszły z kalendarza kościelnego, natomiast to, co się w te dni robiło, do żywotów świętych nie należy. Obchody wypadają w samym środku czasu dusz i mają jego cechy: obcy przychodzą po zmroku, nie wolno ich rozpoznawać po twarzy, trzeba ich nakarmić, a od tego, jak się ich przyjmie, zależy powodzenie gospodarstwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przebierańcy przedstawiają zmarłych, czy obcych przychodzących z zewnątrz wsi; obie wykładnie opierają się na zapisach z XIX wieku.
  • Czy obchód istniał przed XVII wiekiem, bo starszych wzmianek o nim nie udało się wskazać.

Skąd to wiadomoEstońskie zapisy obyczajowe z XIX i XX wieku; wzmianki o chodzeniu przebierańców w protokołach kościelnych okresu szwedzkiego.

Finlandia, druk od 1789 roku po wiek XIX

Jak z jednej linijki zrobiono bóstwo

Złożone przy biurku

Kekri z przedmowy z 1551 roku urósł w drukowanych spisach bóstw do postaci z dziedziną, małżonką i kultem, których żaden dawny zapis nie zna.

Czytaj dalej

Pierwszy drukowany słownik mitologii fińskiej, wydany w Turku w 1789 roku, zebrał imiona z przedmowy z 1551 roku razem z tym, co dało się usłyszeć po wsiach, i ułożył je w hasła. Hasło porządkuje, ale też wypełnia luki: tam, gdzie w źródle stała jedna linijka o przychówku owiec, w słowniku pojawiła się dziedzina, a wraz z dziedziną potrzeba opisania obrzędu i jego adresata.

W ciągu XIX wieku spisy bóstw fińskich powtarzały i rozbudowywały ten układ. Kekri dostał w nich ustaloną datę pierwszego listopada, rangę boga urodzaju i bydła, a w niektórych zestawieniach żeńską odpowiedniczkę o imieniu utworzonym od tego samego rdzenia. Żeńskiej postaci nie potwierdza żaden zapis dawniejszy, a data z kalendarza kościelnego została tu przypisana wstecz przedchrześcijańskiemu obrzędowi.

Rzetelny opis wygląda inaczej i jest krótszy. W 1551 roku zapisano imię i jedną funkcję, w XVIII i XIX wieku zapisano bogaty obrzęd bez imienia, a to, czy obrzęd był kiedykolwiek skierowany do istoty o tym imieniu, nie zostało wykazane; wszystko, co je łączy, to wspólne słowo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy żeńska postać utworzona od rdzenia kekri pojawia się gdziekolwiek w zapisach z ust ludzi, czy wyłącznie w drukowanych spisach.
  • Czy fińskie zapisy obrzędowe w ogóle nazywają adresata uczty, czy mówią o nim tylko omownie — jako o tych, którzy przychodzą.

Skąd to wiadomoDrukowany słownik mitologii fińskiej, Turku 1789; dziewiętnastowieczne spisy bóstw; dla porównania przedmowa z 1551 roku.

Estonia i Inflanty, druga połowa XVI wieku

Noc świętojańska w kronice z 1578 roku

Zapis z tamtych czasów

Kronika inflancka wydrukowana w 1578 roku opisuje, jak chłopi estońscy schodzili się w noc świętojańską pod kaplice i krzyże i bawili się tam do rana.

Czytaj dalej

Kronika prowincji inflanckiej, którą ogłosił drukiem w 1578 roku pastor z Tallinna Balthasar Russow, zawiera opis obchodów świętojańskich widzianych z bliska i z niechęcią. Ludzie zbierali się wieczorem przy kaplicach i przydrożnych krzyżach, znosili wosk i drobne pieniądze, pili, śpiewali i tańczyli całą noc, a duchowni nie mieli sposobu, żeby to przerwać.

Dla porządku świadectw ma to wagę osobną. Jest to bowiem zapis zrobiony w czasie, gdy rzecz się działa, przez człowieka, który był na miejscu i który nie miał powodu niczego upiększać; Najbliższe co do wagi zapisy są dopiero siedemnastowieczne i pochodzą z akt kościelnych i sądowych, a opisy spisane z ust ludzi są młodsze o dwa stulecia.

Kronika pokazuje zarazem coś, czego późniejsze zapisy już nie widzą tak wyraźnie: obchód odbywał się nie wbrew kościołowi, lecz przy jego budynkach. Miejscem zabawy była kaplica i krzyż, datą dzień świętego Jana, a treścią całonocna biesiada, której kronikarz odmawiał chrześcijańskiego charakteru.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kronika wspomina wprost o ogniach, czy tylko o zbieraniu się, piciu i tańcu przy kaplicach.
  • Czy opisana przez kronikarza „pogańskość” zabawy to jego ocena, czy relacja z tego, co na miejscu mówiono.

Skąd to wiadomoKronika prowincji inflanckiej, pierwsze wydanie 1578, rozszerzone 1584.

Finlandia, Karelia i Estonia; nocne zbiegowiska poświadczone od XVI wieku, same ognie od XVII–XVIII wieku

Ognie i bydło w noc świętojańską

Zebrane z ust

Ogień palono na wzgórzu albo nad wodą, ze starych łodzi i beczek po smole, a dym puszczano na stado, żeby nikt nie odebrał mu mleka.

Czytaj dalej

Stos układano z tego, co i tak było do wyrzucenia: ze starych łodzi, połamanych sań, beczek po smole i chrustu, a stawiano go na wzniesieniu, na brzegu jeziora albo na cyplu, żeby widziało go jak najwięcej wsi. W Estonii wierzono, że kto do ognia nie przyjdzie, temu nie obrodzi pole, więc obecność nie była kwestią ochoty; w Finlandii wschodniej i w Karelii nazwa ognia brzmiała kokko i wiązała się przede wszystkim z młodzieżą i zabawą.

Ogień służył też bydłu. Dym puszczano nad stadem albo przepędzano krowy koło stosu, bo noc świętojańska uchodziła za porę, w której komuś obcemu najłatwiej odebrać oborze mleczne szczęście — przeciągając płótno po zroszonej trawie sąsiada albo posyłając po mleko zrobionego pomocnika, zwanego w Finlandii para, a w Estonii puuk. Straż przy oborze trzymano tej nocy równie pilnie jak zabawę przy ogniu.

Nie wszędzie ogień palił się w tę samą noc. Na zachodnim wybrzeżu Finlandii i na Wyspach Alandzkich zamiast stosu stawiano strojony słup, przyniesiony ze szwedzkim obyczajem; w Ostrobotni wielkie ognie płonęły w Wielkanoc, przeciw wiedźmom jadącym na sabat, a w Häme i Satakuncie w Zielone Świątki. Sam ogień jest więc obrzędem szerszym niż przesilenie i dopiero kalendarz przypisał go do jednej daty.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ognie świętojańskie są starsze od kalendarza kościelnego, skoro najstarsze opisy pochodzą dopiero z XVI i XVII wieku.
  • Czy przenoszenie ogni między Wielkanocą, Zielonymi Świątkami a nocą świętojańską odbywało się pod naciskiem parafii, czy z powodów gospodarskich.

Skąd to wiadomoKronika inflancka z 1578 roku (nocne zbiegowiska przy kaplicach i krzyżach; o ogniu nie mówi wprost); protokoły procesów o czary z Ostrobotni i Wysp Alandzkich z lat 1665–1684; zapisy obyczajowe z XIX i XX wieku.

Finlandia, Karelia i Estonia, zapisy z XVIII–XX wieku

Co robiono z rosą i z ciszą

Zebrane z ust

Noc świętojańska była najkrótsza i najjaśniejsza w roku, więc uchodziła za jedyną porę, w której przyszłość odpowiada, jeśli zapytać ją w milczeniu.

Czytaj dalej

Wróżby tej nocy opierały się na trzech warunkach: samotności, milczeniu i wodzie. Dziewczyna zbierała dziewięć różnych kwiatów z dziewięciu miedz i kładła je pod poduszkę, żeby zobaczyć we śnie przyszłego męża; szła nad źródło albo do studni i patrzyła w wodę, nie odzywając się od wyjścia z domu do powrotu; tarzała się w rosie, bo rosa świętojańska dawała zdrowie i urodę.

Osobną wiarę przywiązywano do paproci, która miała tej jednej nocy zakwitnąć. Znalezienie kwiatu obiecywało bogactwo albo zdolność przejścia niepostrzeżenie, ale warunek brzmiał surowo: szukać trzeba było samemu, w lesie, nie oglądając się i nie odpowiadając na żaden głos, a każde odezwanie unieważniało wszystko.

Te same czynności powtarzają się w zapisach fińskich, karelskich i estońskich z drobnymi różnicami, co mówi tylko tyle, że wzór był wspólny. Nie mówi natomiast, jak jest stary — pierwsze opisy pochodzą z XVIII wieku i są już opisami obyczaju wpisanego w dzień świętego Jana, a nie w przesilenie liczone od słońca.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy liczba dziewięciu kwiatów ma podstawę w starszym rachunku, czy jest późnym ujednoliceniem opowiadaczy.
  • Czy wróżby przywiązano do nocy świętojańskiej dopiero wtedy, gdy kalendarz kościelny wyznaczył jej datę.

Skąd to wiadomoZapisy obyczajowe z parafii fińskich, karelskich i estońskich z XVIII, XIX i XX wieku.

Karelia i Finlandia, zapis z 1551 roku i późniejsze relacje

Czasza Ukkona przy wiosennym siewie

Zapis z tamtych czasów

Jedyny obrzęd doroczny opisany w 1551 roku to wiosenna biesiada przy siewie, na której pito czaszę ku czci Ukkona, pana grzmotu i deszczu.

Czytaj dalej

W przedmowie z 1551 roku biskup nie poprzestał na spisie imion: przy Ukkonie dodał, co się z jego powodu robiło. Na wiosnę, gdy przychodził czas siewu, wytaczano beczkę i pito czaszę nazwaną od jego imienia, a pili wszyscy — mężczyźni i kobiety — po czym, jak zapisał piszący, działy się rzeczy wstydliwe. Kosz stoi już w samym zapisie z 1551 roku: po niego posyłano, gdy zaczynano pić. Stąd fińska nazwa obrzędu: ukon vakat.

Rzecz dotyczy deszczu i pierwszego kiełkowania, a nie zmarłych; jest to obrzęd początku roku gospodarskiego, tak jak kekri jest obrzędem jego końca. Późniejsze zapisy umieszczają biesiadę w gaju, przy kamieniu albo na miedzy i mówią o koszu z jedzeniem i piwem niesionym na miejsce, ale są od przedmowy młodsze o dwa i więcej stuleci.

Obok Ukkona w tym samym spisie stoi imię Rauni, w zdaniu zbudowanym tak, że nie sposób z niego wyczytać, czy to jego żona, czy przydomek, czy osobna istota. Ta jedna dwuznaczna linijka obrosła później całą literaturą, choć jej treść pozostała dokładnie tak niejasna, jak była w 1551 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Rauni to małżonka Ukkona, jego przydomek, czy odrębne imię — zdanie z 1551 roku dopuszcza wszystkie trzy odczytania.
  • Czy vakka z zapisu to naczynie na jedzenie, miara zboża, czy pojemnik na napój — słowo znaczy w fińszczyźnie wszystkie trzy rzeczy.

Skąd to wiadomoPrzedmowa do fińskiego Psałterza, Sztokholm 1551; późniejsze relacje o biesiadach przy kamieniach i w gajach z XVII–XIX wieku.

Finlandia, nazwa z XIX i XX wieku

Przesilenie bez dawnego imienia

Złożone przy biurku

Fińska nazwa nocy świętojańskiej pochodzi od imienia Jana Chrzciciela, a rzekome przedchrześcijańskie „święto Ukkona” nie ma żadnego dawnego zapisu.

Czytaj dalej

Fińskie juhannus i estońskie jaanipäev są wprost utworzone od imienia świętego z kalendarza; obie nazwy nie zostawiają wątpliwości co do swojego pochodzenia. Nie zachował się natomiast żaden zapis, który podawałby fińską czy estońską nazwę letniego przesilenia sprzed chrztu, ani żaden, który wiązałby przesilenie z konkretnym imieniem bóstwa.

Popularne określenie „święto Ukkona” jest nowe. Zostało zbudowane przez zestawienie dwóch rzeczy, które w źródłach nie stoją obok siebie: opisanej w 1551 roku czaszy pitej ku czci Ukkona przy wiosennym siewie oraz ogni palonych w noc świętojańską, opisanych dopiero w zapisach młodszych; szesnastowieczna kronika mówi o nocnym zbiegowisku, nie o ogniu. Z żadnego dawnego zapisu nie wynika, że jedno i drugie należało do tego samego obrzędu ani że przesilenie nosiło imię pana grzmotu.

Nie znaczy to, że przesilenia nie obchodzono, tylko że nie wiadomo, jak to nazywano i komu — jeśli komukolwiek — było poświęcone. Zdanie „nie wiemy” jest tu mocniejsze od zdania „to było święto Ukkona”, bo pierwsze da się obronić dokumentami, a drugiego nie da się z nich wyprowadzić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie nazwa „święto Ukkona” weszła do obiegu — czy w piśmiennictwie XIX wieku, czy dopiero w XX.
  • Czy ognie letnie miały w ogóle adresata w postaci istoty, czy służyły wyłącznie ochronie pól i stad.

Skąd to wiadomoPrzedmowa z 1551 roku o czaszy przy siewie; kronika inflancka z 1578 roku o nocy świętojańskiej; brak jakiegokolwiek dawnego zapisu wiążącego oba obrzędy.

Finlandia, Karelia i Estonia, zapisy od XVI wieku po dziś

Hiisi, czyli jak święte miejsce stało się przekleństwem

Zapis po chrzcie

W estońszczyźnie hiis nadal znaczy święty gaj, w fińszczyźnie hiisi spadło do roli złego ducha i przekleństwa, a dawny sens został w nazwach miejsc.

Czytaj dalej

Ten sam odziedziczony wyraz rozszedł się w dwie strony. Po estońskiej stronie zatoki hiis pozostał nazwą miejsca kultu — gaju albo wzgórza — i w tym znaczeniu jest używany do dziś, natomiast po fińskiej stronie hiisi oznaczył istotę wrogą, potem diabła, a w końcu stał się zwykłym przekleństwem, którym odsyła się kogoś precz.

Ślad dawniejszego znaczenia siedzi w nazwach terenowych i jest gęsty: Hiidenmäki, czyli wzgórze hiisi, Hiidenkirkko, czyli jego kościół, hiidenkiuas — kamienne rumowisko, pod którym nieraz kryje się kopiec grobowy z epoki brązu albo wczesnej epoki żelaza, i hiidenkirnu, czyli kocioł wypłukany w skale przez wody polodowcowe. Dzisiejsze objaśnienia tych nazw mówią o olbrzymach. Kiedy i w miejsce czego weszło to objaśnienie, z zapisów nie wynika.

Przedmowa z 1551 roku łapie ten wyraz w połowie drogi: Hiisi stoi tam wśród imion i przypisuje mu się dawanie zwierzyny leśnej, więc nie jest już miejscem, a nie jest jeszcze diabłem. Kierunek zmiany jest widoczny i daje się datować mniej więcej na czas między chrztem a XVI wiekiem, ale przyczyny — poza samym nauczaniem kościelnym — nie da się z zapisów wyczytać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy fińskie hiisi oznaczało pierwotnie miejsce, czy istotę związaną z miejscem.
  • Czy nazwy terenowe z członem hiisi rzeczywiście pokrywają się z cmentarzyskami z epoki żelaza częściej niż przypadkiem.

Skąd to wiadomoPrzedmowa z 1551 roku; nazwy terenowe zapisywane w rejestrach podatkowych i mapach od XVI wieku; kopce i rumowiska kamienne datowane na epokę żelaza.

Estonia i wschodnia Finlandia, zapisy z XVII–XX wieku

Czego nie wolno było w gaju

Zebrane z ust

Do gaju wchodziło się z darem, a wychodziło z pustymi rękami: nie wolno było wynieść stamtąd nawet gałęzi leżącej na ziemi.

Czytaj dalej

Zakazy związane z gajem są w zapisach uderzająco zgodne. Nie wolno było ścinać drzew ani łamać gałęzi, nie wolno było orać, kosić ani wypasać, nie wolno było hałasować, a przede wszystkim nie wolno było niczego z gaju zabierać — ani suchego chrustu na opał, ani grzybów, ani jagód, ani kamienia. Wynoszenie było naruszeniem najcięższym, bo gaj mógł przyjmować, ale nie oddawał.

Wchodzono natomiast z darem i dar zostawiano na miejscu. Notowano wełnę, pasmo lnu, wstążkę, monetę wciśniętą w szczelinę pnia, kawałek chleba, pierwsze mleko, pierwsze piwo; chory przynosił nitkę albo strzęp swojej koszuli i wieszał go na gałęzi, żeby zostawić razem z nim chorobę. Zapłatą za złamanie zakazu miała być choroba, uschnięta ręka, pomór w oborze albo pożar.

Same miejsca mają powtarzalny kształt: wzniesienie, stare drzewa, u podnóża często źródło albo głaz z zagłębieniami. Część z nich do dziś nosi w nazwie człon hiis, a część stoi w dokumentach majątkowych z okresu szwedzkiego jako punkt graniczny albo nazwa gruntu; po co je tam wpisano, dokumenty nie mówią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wszystkie zakazy obowiązywały wszędzie, czy zapisy zlewają w jedną całość obyczaje kilku sąsiednich okolic.
  • Ilu miejsc z członem hiis rzeczywiście używano kultowo, a ile nosi tę nazwę wtórnie, po zmianie znaczenia słowa.

Skąd to wiadomoProtokoły wizytacji kościelnych z XVII wieku wyliczające gaje, kamienie i źródła do zniszczenia; estońskie i fińskie zapisy terenowe z XIX i XX wieku; dokumenty majątkowe okresu szwedzkiego.

Estonia północna i Saaremaa, lata 1219–1227

Wzgórze i las w Wirlandii

Zapis z tamtych czasów

Kronika pisana w latach dwudziestych XIII wieku wskazuje w Wirlandii wzgórze i piękny las, w którym miał się narodzić wielki bóg wyspiarzy z Saaremaa.

Czytaj dalej

Kronika opisująca podbój i chrzest Inflant, spisana przez uczestnika wydarzeń w latach 1224–1227, przy okazji chrztu Wirlandii w 1220 roku podaje rzecz, której nie musiała podawać: w tamtejszej krainie jest wzgórze i bardzo piękny las, a miejscowi mówią, że urodził się tam wielki bóg mieszkańców Saaremaa, Tharapita, i stamtąd odleciał na wyspę.

Świadectwo jest cenne z trzech powodów naraz. Po pierwsze pochodzi z czasu, gdy wiara jeszcze żyła i miała wyznawców pod bronią; po drugie podaje imię bóstwa i jego zasięg — wyspa, nie cała kraina; po trzecie wiąże je z konkretnym miejscem w terenie, a nie z abstrakcyjnym niebem. Kronika notuje przy tym, jak kapłani niemieccy i duńscy ścigali się wtedy, który pierwszy ochrzci wirlandzkie wsie.

Tego, co się w tamtym lesie działo, kronikarz nie opisał. Nie wiadomo, kto tam wchodził, co przynoszono, w jakie dni; wiadomo tylko, że miejsce było znane na tyle szeroko, że wiedział o nim przybysz z drugiego końca kraju, i że wiązano je z narodzinami bóstwa czczonego na wyspie odległej o kilkaset kilometrów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Tharapita był bóstwem całej Estonii, czy — jak mówi kronika — przede wszystkim wyspiarzy z Saaremaa.
  • Czy opowieść o narodzinach i odlocie jest miejscową tradycją, czy skrótem kronikarza, który usłyszał ją z drugiej ręki.

Skąd to wiadomoKronika inflancka spisana w latach 1224–1227, opis chrztu Wirlandii pod rokiem 1220.

Finlandia, rok 1229

Bulla, która przekazała gaje biskupowi

Zapis z tamtych czasów

W 1229 roku papież oddał kościołowi fińskiemu gaje i miejsca kultu pogan; dokument nie mówi, kogo tam czczono, ale dowodzi, że były i miały wartość.

Czytaj dalej

Wśród pism papieża Grzegorza IX dotyczących Finlandii jest bulla z 1229 roku, która przekazuje tamtejszemu kościołowi gaje i miejsca kultu pogan. To krótki akt majątkowy, nie opis religii, ale właśnie dlatego jest mocny: przekazuje się to, co istnieje, ma granice i daje się komuś przypisać, a więc w pierwszej połowie XIII wieku w Finlandii istniały wyodrębnione miejsca kultu, o których wiedziano dość, by je wyliczyć w dokumencie.

Tego, czego bulla nie mówi, jest więcej niż tego, co mówi. Nie podaje ani jednej nazwy miejsca, ani jednego imienia bóstwa, ani słowa o obrzędach, ani o tym, kto miał do gajów wstęp. Nie wiadomo też, czy przekazanie oznaczało wycięcie i zaoranie, czy postawienie w tym samym miejscu kaplicy — oba rozwiązania są w Europie tego czasu poświadczone.

Warto zestawić ten dokument z kroniką inflancką sprzed kilku lat: na obu brzegach Zatoki Fińskiej urzędnicy kościelni w tym samym pokoleniu opisują gaje jako rzecz realną i wartą zajęcia. Jest to najwcześniejsze twarde świadectwo świętych gajów po stronie fińskiej; następnego równie wyraźnego nie da się wskazać przed przedmową z 1551 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wymienione w bulli gaje i miejsca kultu odnoszą się do Finlandii właściwej, czy do całego obszaru misyjnego diecezji.
  • Czy przekazanie oznaczało zniszczenie miejsc, czy przejęcie ich pod kaplice.

Skąd to wiadomoBulla papieża Grzegorza IX z 1229 roku dla kościoła fińskiego, jedno z kilku pism tego roku dotyczących tej misji.

Szwedzka Estonia, Inflanty i Finlandia, XVII wiek

Stulecie, w którym gaje wycinano z urzędu

Zapis z tamtych czasów

W XVII wieku wizytacje kościelne spisywały gaje, kamienie i źródła po to, żeby je zniszczyć, a sądy karały tych, którzy nosili tam jedzenie.

Czytaj dalej

Za panowania szwedzkiego kościół przeszedł od napominania do inwentaryzacji. Wizytacje w Estonii i Inflantach od lat trzydziestych XVII wieku wyliczały z nazwy gaje, pojedyncze drzewa, głazy i źródła, do których chłopi chodzili z darami, i nakazywały je wyciąć, rozbić albo zasypać.

Prawo kościelne z 1686 roku uczyniło zabobon przestępstwem karalnym w Szwecji i Finlandii; w Estonii i Inflantach, rządzonych osobnymi przywilejami, ten sam porządek wprowadzały odrębne rozporządzenia prowincjonalne. W protokołach sądów wiejskich pojawiają się od tego czasu sprawy o noszenie jedzenia pod drzewo, o lanie piwa na kamień i o leczenie przy źródle; w procesach o czary toczonych w Ostrobotni i na Wyspach Alandzkich w latach 1665–1684 takie oskarżenia wracają wśród cięższych zarzutów.

Skuteczność tej akcji była nierówna i widać to w samych aktach. Te same miejsca bywają wymieniane w kolejnych wizytacjach co kilkanaście lat, co znaczy, że po wycięciu drzewa ludzie wracali do kamienia albo do źródła; ostatecznie wiele wzgórz gajowych zniknęło dopiero w XIX wieku, gdy dzielono grunty i brano je pod pastwisko i pole.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy powtarzanie tych samych miejsc w kolejnych wizytacjach dowodzi trwania kultu, czy tylko przepisywania starszych spisów przez urzędników.
  • Ile z zarzutów w procesach o czary opisuje rzeczywistą praktykę, a ile jest wymuszonym powtórzeniem pytań sędziego.

Skąd to wiadomoProtokoły wizytacji kościelnych w szwedzkiej Estonii i Inflantach od lat trzydziestych XVII wieku; szwedzkie prawo kościelne z 1686 roku; akta procesów o czary: alandzkie z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XVII wieku, ostrobotnickie z drugiej połowy tego stulecia.

Estonia północna i południowo-zachodnia Finlandia, od epoki brązu po XX wiek

Kamienie z wytartymi miseczkami

Zapis z tamtych czasów

W głazach wytarto okrągłe zagłębienia wielkości dłoni; kamieni takich są w Estonii setki, a jedzenie kładziono w nich jeszcze w XIX wieku.

Czytaj dalej

Na polach północnej Estonii i południowo-zachodniej Finlandii leżą głazy z wyszlifowanymi w powierzchni okrągłymi dołkami, po kilka, kilkanaście, czasem ponad sto na jednym kamieniu. Zagłębienia mają kilka centymetrów średnicy i są wytarte w twardym granicie, więc powstawały długo i celowo; największe skupiska w Estonii liczą setki takich głazów, a w Finlandii są rzadsze i skupione przy dawnych polach.

Datowanie opiera się na sąsiedztwie, nie na samych kamieniach: leżą one przy polach i grobach z epoki brązu i wczesnej epoki żelaza, co wskazuje na ten sam czas, choć samego zagłębienia datować się nie da. Jest to rzadki przypadek, w którym mamy przedmiot z okresu, gdy wiara żyła, i to przedmiot nieruchomy, którego nie sposób pomylić z późniejszym dopisaniem.

Ciągłość używania jest natomiast poświadczona zapisami młodszymi i niezależnymi. W XVIII i XIX wieku kładziono w dołkach ziarno, masło, mleko, pierwsze jagody i monety, a gospodarze mówili o karmieniu kamienia jak o robocie, której nie wolno zaniedbać. Co kładziono w nich dwa i trzy tysiące lat wcześniej, nie zostało nigdzie zapisane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zagłębienia od początku służyły darom, czy powstały przy jakiejś pracy, a znaczenie obrzędowe dostały później.
  • Czy dokładna liczba znanych kamieni w Estonii idzie w setki, czy przekracza tysiąc — zestawienia różnią się zależnie od kryteriów.

Skąd to wiadomoSame głazy jako znalezisko, w sąsiedztwie pól i grobów z epoki brązu i wczesnej epoki żelaza; zapisy o kładzeniu darów z XVIII i XIX wieku.

Finlandia wschodnia i Karelia, zapisy z XVII–XX wieku

Drzewo gospodarstwa i drzewo zmarłego

Zebrane z ust

Każde gospodarstwo miało swoje drzewo, któremu oddawało pierwsze mleko i pierwsze piwo, a każdy zmarły dostawał sosnę okrzesaną w drodze na cmentarz.

Czytaj dalej

Drzewo ofiarne stało zwykle blisko zabudowań albo na starym polu grzebalnym i było stare, samotne i widoczne. Pod jego korzenie lano pierwsze mleko nowo wycielonej krowy, pierwsze piwo z nowego warzenia, czasem krew zabitego zwierzęcia; przy nim zostawiano kość z uczty. Drzewa nie wolno było ściąć ani okaleczyć, a gdy je burza obaliła, gospodarstwo spodziewało się nieszczęścia.

Osobnym obyczajem jest karsikko. Gdy w domu ktoś umarł, w drodze od zabudowań na cmentarz wybierano sosnę i okrzesywano ją w umówiony sposób — zdejmując gałęzie z jednej strony albo wszystkie poza czubem — a czasem wycinano w korze inicjały i rok. Kondukt zatrzymywał się przy niej, po czym drzewo należało już do zmarłego i nikt go nie dotykał; odtąd granica między wsią a cmentarzem była oznaczona w terenie.

Ten sam zabieg stosowano nie tylko przy śmierci. Okrzesywano drzewo przy weselu, przy pierwszym upolowanym niedźwiedziu, przy pierwszym dużym połowie — zawsze wtedy, gdy przekraczano granicę między jednym stanem a drugim. W prawosławnej Karelii i na pograniczu setuskim tę samą rolę pełniły krzyże wycinane w korze przydrożnych drzew.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak stary jest obyczaj okrzesywania; najstarsze zachowane drzewa z wyciętą datą są znacznie młodsze od samego obrzędu.
  • Czy drzewo gospodarstwa i drzewo zmarłego to dwa obyczaje, czy dwa zastosowania jednego.

Skąd to wiadomoZapisy terenowe z Sawonii, Karelii i Kainuu z XIX i XX wieku; zachowane okrzesane sosny z wyciętymi datami; wzmianki o darach składanych pod drzewami w protokołach kościelnych z XVII wieku.

Estonia, XVII–XIX wiek

Tõnn w skrzynce pod strzechą

Zapis z tamtych czasów

W estońskich spichlerzach stała skrzynka albo drewniana figurka, której oddawano pierwsze ziarno, pierwsze piwo i pierwszą kiszkę z uboju.

Czytaj dalej

Tõnn był gospodarzem szczęścia domowego i mieszkał w konkretnym przedmiocie: w drewnianej figurce owiniętej w płótno albo w małej skrzynce, zwanej vakk, trzymanej w spichlerzu, pod okapem lub w komorze. Karmiono go pierwszyzną — pierwszym ziarnem z omłotu, pierwszym piwem, pierwszą kiszką z zabitego wieprza — i dbano, by nie stał w miejscu, gdzie zajrzy obcy.

Imię przyszło od świętego Antoniego i dobrze pokazuje, jak wyglądało zderzenie dwóch porządków: kalendarz i patron są kościelne, czynność jest domowa i starsza, a jedno drugiemu przez kilka stuleci nie przeszkadzało. Gospodarstwo, które Tõnna zaniedbało, spodziewało się pomoru albo nieurodzaju, a takie, które go sprzedało lub oddało, traciło szczęście na rzecz nabywcy.

Wiadomo o tym nie z opowieści, lecz z akt tych, którzy to karali. Protokoły kościelne i dworskie z XVII wieku wymieniają karmienie Tõnna wśród przewinień chłopskich i nakazują skrzynki palić, a drukowany pod koniec tego stulecia opis obyczajów estońskich wieśniaków poświęca mu osobny ustęp. Praktyka utrzymała się mimo to do XIX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przedmiot uważano za siedzibę istoty, czy za nią samą — zapisy mówią o obu rzeczach.
  • Ile z opisu drukowanego w 1685 roku pochodzi z XVII wieku, a ile z dopisków późniejszego wydania.

Skąd to wiadomoProtokoły kościelne i dworskie z XVII wieku ze szwedzkiej Estonii; drukowany opis obyczajów chłopów estońskich z 1685 roku; zapisy terenowe z XIX wieku.

Karelia prawosławna, drugiego sierpnia, XIX–XX wiek

Baran na dzień Ilji

Zebrane z ust

W karelskich wsiach na święto Ilji kupowano wspólnie barana, zabijano go przy kaplicy i zjadano całą wsią z jednego kotła.

Czytaj dalej

Doroczne święto kaplicy, zwane praasniekka, gromadziło w prawosławnej Karelii całą wieś i okoliczne przysiółki. Na dzień Ilji, czyli proroka Eliasza, przypadający drugiego sierpnia według rachuby nowej, składano się na zwierzę — najczęściej barana, rzadziej byka — zabijano je przy kaplicy, gotowano w wielkim kotle i zjadano wspólnie, a duchowny mięso poświęcał, zanim je rozdzielono.

Rozdział był równie ważny jak ofiara. Każdy dom dostawał swoją część, obcym i przechodniom również się należało, a resztki wynoszono chorym; w części wsi zapisano, że kości zbierano i zakopywano albo wrzucano do wody, zamiast zostawiać je psom. Zwyczaj trwał w Karelii przygranicznej do połowy XX wieku, to jest do wysiedleń wojennych.

Ilja jest tu ciekawy podwójnie, bo w chrześcijańskim kalendarzu wschodnim odpowiada za grzmot, deszcz i pożary od pioruna, czyli za to samo, co w zapisie z 1551 roku przypisano po stronie fińskiej Ukkonowi; między jednym a drugim zapisem leżą trzy stulecia i inny kościół. Zapisane jest tyle, że wspólny posiłek trzymał się dnia Ilji; że przeniósł się z konkretnego przedchrześcijańskiego obrzędu, nie zostało wykazane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wspólny ubój przy kaplicy jest przekształconą ofiarą przedchrześcijańską, czy obyczajem wspólnej biesiady parafialnej znanym szerzej w prawosławiu.
  • Czy postępowanie z kośćmi było powszechne, czy notowane tylko w niektórych wsiach.

Skąd to wiadomoZapisy z Karelii przygranicznej i olonieckiej z XIX i pierwszej połowy XX wieku; kalendarz świąt kaplicznych parafii prawosławnych.

Estonia, od lat czterdziestych XIX wieku po rok 1928

Taara i gaje dopisane w XIX wieku

Złożone przy biurku

Najwyższy bóg Estończyków o imieniu Taara został zbudowany w XIX wieku z jednego imienia z kroniki, a święte gaje przypisano mu wstecz.

Czytaj dalej

Od schyłku lat trzydziestych XIX wieku w Dorpacie odczytywano publicznie na zebraniach opowieści o dawnych bogach estońskich, poskładane z drobiazgów zasłyszanych po wsiach i z domysłów. Z imienia Tharapity, które kronika z lat 1224–1227 przypisuje wyspiarzom z Saaremaa, zrobiono wtedy Taarę — najwyższego boga całego ludu — a epos narodowy wydany w latach 1857–1861 dał tej postaci literacki kształt i zasięg.

Za bogiem poszły miejsca. Święte gaje, w źródłach nazywane po prostu hiis i nigdzie niewiązane z żadnym imieniem, zaczęto nazywać gajami Taary, a wzgórza z tą nazwą opisywać jako jego świątynie. Pod koniec lat dwudziestych XX wieku powstała w Estonii wspólnota religijna, która wzięła od tego imienia własną nazwę, a zarejestrowano ją na początku następnej dekady, i od tej pory rzecz zaczęła żyć własnym życiem, niezależnym od dokumentów.

Sprawdzalny stan jest taki: kronika XIII wieku zna Tharapitę i wiąże go z Saaremaa oraz z wzgórzem w Wirlandii; zapisy o gajach mówią o zakazach, darach i chorobie za złamanie zakazu, ale nie podają, do kogo dar jest kierowany. Połączenie obu rzeczy w jeden system z najwyższym bogiem na szczycie pochodzi z XIX wieku i tę datę trzeba przy nim stawiać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy w jakimkolwiek zapisie z ust ludzi gaj jest wiązany z imieniem bóstwa, czy zawsze tylko z zakazem i darem.
  • Czy sama forma Taara ma oparcie w mowie ludowej, czy powstała przez przekształcenie imienia z kroniki.

Skąd to wiadomoKronika inflancka z lat 1224–1227; odczyty o dawnych bogach estońskich wygłaszane w Dorpacie od 1839 roku i drukowane w rocznikach tamtejszego towarzystwa; estoński epos narodowy wydany w latach 1857–1861; rejestracja wspólnoty religijnej w 1928 roku.

Rok mierzony robotą

Pierwsza bruzda, ława w łaźni i cyna lana w wodę

Rok gospodarski nie stał na świętach, tylko na robocie, a robota miała własne progi: pierwszą bruzdę na wiosnę, ostatnią garść zboża zostawioną na ściernisku i dzień, w którym bydło po raz pierwszy wychodziło z obory. Obok pola stał drugi budynek, w którym ten sam porządek się domykał — łaźnia, gdzie rodzono, stawiano bańki, kąpano pannę młodą przy zawodzeniu i myto zmarłego, wszystko na jednej ławie. Na końcu tej sekcji stoi obrzęd, który przeszedł przez chrzest, przez procesy i przez dwudziesty wiek bez przerwy: chochla roztopionego metalu wylana do zimnej wody i cień zastygłej bryły odczytywany na ścianie.

Estowie i Finowie, wieś estońska i fińska, XVII–XX wiek

Jajko pod pierwszą skibę

Zebrane z ust

Przy pierwszej wiosennej bruździe kładziono w ziemię jajko albo zjadano jajka na miedzy, a powód podawano zawsze ten sam: ziarno ma być okrągłe i pełne jak ono.

Czytaj dalej

Dzień, w którym pług pierwszy raz wchodził w ziemię, nie był w zapisach estońskich i fińskich zwykłym dniem roboczym. Orzący brał ze sobą jajka — w zanadrzu, pod czapką albo w węźle chusty — i albo kładł jedno pod pierwszą odwróconą skibę, albo zjadał je na miedzy, rozrzucając skorupy po zagonie. Konia karmiono tego ranka osobno i lepiej niż zwykle, a pierwszą bruzdę ciągnięto w milczeniu.

Powód podawany przez samych gospodarzy bywa w tych zapisach zadziwiająco jednolity: ziarno ma być tak okrągłe i pełne jak jajko, które poszło w ziemię. Obok tego wyjaśnienia stoją jednak inne, notowane w tych samych okolicach i w tych samych latach — że jajko należy się temu, kto w polu siedzi, albo że dodaje siły koniowi — i żadne z nich nie jest ani starsze, ani lepiej poświadczone od pozostałych.

Czynność trzyma się przy tym mocniej niż jej uzasadnienie. Kiedy pod koniec XIX wieku zaczęto w Estonii spisywać zwyczaje z ust ludzi, jajko pod skibę kładziono jeszcze w wielu parafiach, a powodu podawano kilka różnych, nieraz w sąsiadujących ze sobą wsiach; część pytanych odpowiadała po prostu, że robi się tak, bo tak się robiło. Ile było tych odpowiedzi i w ilu wsiach, z zapisów wyliczyć się nie da.

Zapisu dawniejszego niż reformacja dla tej czynności nie ma, a to, co można pod nią podłożyć, pochodzi wyłącznie z ziem estońskich: drukowany w Rewlu w 1685 roku spis chłopskich obyczajów oraz protokoły wizytacyjne z Läänemaa i Pärnumaa z ostatniej ćwierci XVII wieku, które nakazują plebanom położyć kres temu, co lud wyprawia przy polu, bez wyliczania, co dokładnie wyprawia. Dla strony fińskiej żadnego dokumentu z tego stulecia nie ma tu wskazanego, a fińskie zapisy o jajku przy pierwszej bruździe są dziewiętnasto- i dwudziestowieczne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy jajko kładziono dla ziarna, dla konia, czy dla tego, co w polu siedzi; pytani w XIX wieku odpowiadali w tej samej okolicy różnie.
  • Jak stare jest to, co spisano: żaden dokument sprzed XVII wieku nie opisuje pierwszej bruzdy ani u Estów, ani u Finów.
  • Czy milczenie przy pierwszej bruździe należy do obrzędu, czy do zwykłej ostrożności przy koniu i pługu.
  • Czy zwyczaj estoński i fiński to jedna rzecz, czy dwie zbieżne; dokumenty siedemnastowieczne stoją tylko po stronie estońskiej.

Skąd to wiadomoSpis obyczajów chłopskich drukowany w Rewlu w 1685 roku; protokoły wizytacyjne z Läänemaa i Pärnumaa z lat 1678–1694; zapisy terenowe zbierane w Estonii po wezwaniu z 1888 roku oraz zapisy fińskie z XIX i XX wieku.

Finowie, Estowie i Karelowie, wieś, XVIII–XX wiek

Garść, której nie ścinano

Zebrane z ust

Na zakończenie żniw zostawiano w polu ostatnią garść zboża, a pytani o powód odpowiadali różnie: dla ptaków, dla pola albo dla tych, co leżą w ziemi.

Czytaj dalej

Ostatniej garści stojącego zboża w wielu okolicach nie ścinano wcale. Bywało, że wiązano ją u góry w węzeł, bywało, że pochylano kłosy do ziemi i przyciskano kamieniem, bywało, że podkładano pod nie kawałek chleba albo szczyptę soli. Po tym zabiegu nikt już do tego miejsca nie wracał, a garść stała na ściernisku przez całą zimę, aż przyszła następna orka.

Kalendarz tej roboty nie stał na dacie, tylko na jej ukończeniu. Drukowany w Turku w 1789 roku słownik mitologii fińskiej opisuje jesienne święto wypadające wtedy, gdy omłot i zwózka są już za ludźmi — raz we wrześniu, raz dopiero w listopadzie, zależnie od tego, jak poszła robota i kiedy zwierzęta stanęły pod dachem.

Wyjaśnienia zebrane od żniwiarzy nie składają się w jedno. W jednych wsiach mówiono, że to dla ptaków, w drugich, że pole musi coś zatrzymać dla siebie, w trzecich, że należy się to dawnym gospodarzom tej ziemi. W zapisach, na których to stoi, garść nie jest ofiarą dla istoty nazwanej z imienia; czy tak samo jest we wszystkich zapisach tej strefy, sprawdzić się nie da, bo imion dopisywano tu w ciągu XIX wieku bardzo wiele.

Na drugim końcu żniw stał pierwszy snop, wnoszony do izby i stawiany w kącie, przechowywany do zimy, a potem wymłócony osobno i wsypany do ziarna siewnego. Zboże wracało w ten sposób na to samo pole, z którego przyszło. Opisy tego obiegu pochodzą ze strony fińskiej i karelskiej, a która z dwóch czynności została w zapisach potraktowana obficiej, nie jest rzeczą policzoną.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy garść zostawiano dla ptaków, dla pola, czy dla zmarłych; trzy odpowiedzi zapisano w tych samych dziesięcioleciach i w sąsiadujących parafiach.
  • Czy snop wystawiany zimą na tyczce dla ptaków to ten sam obrzęd; występuje gęściej na zachodzie Finlandii niż na wschodzie.
  • Czy ziarno z pierwszego snopa wsypywano do siewu dla urodzaju, czy dlatego, że było najlepiej wysuszone.
  • Której z trzech odpowiedzi udzielano u Finów, której u Estów, a której u Karelów; zapisy powstawały w każdym z tych krajów osobno, a w karcie stoją razem.

Skąd to wiadomoHasło o jesiennym święcie po omłocie w słowniku mitologii fińskiej, Turku 1789; zapisy żniwne fińskie, estońskie i karelskie z XIX i XX wieku.

Finowie w Häme, okolice Hattuli, zapis drukowany w 1789 roku

Dzień Krzyża, obora i kamień wyniesiony do lasu

Zebrane z ust

Drukowany w 1789 roku słownik podaje, że w jesienny Dzień Krzyża znaczono krzyżem ściany obory i same krowy, a poświęcony kamień wynoszono do lasu.

Czytaj dalej

Hasło jest krótkie i bardzo konkretne. W Dniu Krzyża, po fińsku Ristin päivä, czyli w jesiennej Mszy Krzyża, ściany obory i grzbiety krów znaczono znakiem krzyża, a kamień określony jako poświęcony wynoszono do lasu. Układający słownik dodaje, że w Hattuli i wokół niej jest to po dziś dzień doroczne święto po sprzątnięciu plonu, i wskazuje piętnasty września.

Czym był ów kamień, dokąd go niesiono i czy wracał, hasło nie mówi ani słowem. Druk powstał po to, żeby objaśnić wyrazy ze starych pieśni, a nie żeby opisać obrzęd, a drwina, którą układający dorzuca do wzmianki o ceremoniach, jest jego własna i należy do niego, nie do rzeczy widzianej.

Miejsce tego dnia w roku jest gospodarskie na wskroś. Plon stoi już w stodole, trawa w polu skończona, a zwierzęta są o krok od zimowej obory, więc święto z kalendarza kościelnego trafia dokładnie w moment, w którym gospodarstwo przechodzi z lata w zimę i po raz ostatni przelicza, co ma na stanie.

Kalendarz kościelny stawia Podwyższenie Krzyża czternastego września, więc data z hasła przesuwa się o dobę, a druk jej nie godzi. Ważniejsze jest jednak co innego: w jednym zdaniu stoją obok siebie znak krzyża kładziony na bydle i kamień wynoszony do lasu, a hasło ani ich nie rozdziela, ani nie tłumaczy, jak się mają do siebie. Czy milczy dlatego, że nikomu nie wydawały się sprzeczne, czy dlatego, że układający notował krótko, z samego hasła nie wynika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym był poświęcony kamień i dokąd go wynoszono; hasło tego nie podaje, a drugiego opisu tej czynności w tym materiale nie ma.
  • Czternasty czy piętnasty września; druk podaje jedno, kalendarz kościelny drugie.
  • Czy znaczenie krzyżem obory i bydła jest tu gestem kościelnym przyjętym do gospodarstwa, czy dawniejszym znakiem, któremu nadano kościelną nazwę.
  • Czy kalendarzowe hasła tego druku zapisują praktykę oglądaną, czy zestawienie sporządzone przy biurku ze starszych spisów i z pieśni; sam druk tego nie rozstrzyga.

Skąd to wiadomoHasło Ristin päivä w słowniku mitologii fińskiej, Turku 1789; kalendarz kościelny Podwyższenia Krzyża, czternasty września.

Finowie północni, zapis drukowany w 1789 roku

Dzień, w którym zwierzęta wchodzą pod dach

Zebrane z ust

W dniu świętego Michała konie brano do stajni i zadawano im piwo, jęczmień oraz świerkowe gałązki, a bydło wpędzano do obory wcześnie i w zupełnej ciszy.

Czytaj dalej

Hasło Mikkelin päivä w słowniku z 1789 roku opisuje dzień świętego Michała jako wielkie święto Finów północnych. Wszystkie konie bierze się wtedy do stajni i zadaje im piwo, jęczmień, gałązki świerku oraz mięso gronostaja, co ma je uchronić od chorób głowy. Bydło wpędza się do obory wcześnie i bez hałasu, bo inaczej, jak stoi w druku, rok się nie uda.

Reguła z hasła dotyczy pory i ciszy, nie modlitwy: liczy się to, że zwierzę przekracza próg o właściwej godzinie i że przy tym przejściu nikt nie krzyczy. Zestawienie tego dnia z wiosennym wypędem, przy którym nad stadem wypowiadano osobne słowa, jest złożeniem dwóch osobnych zapisów, zrobionych gdzie indziej i o kim innym; druk z 1789 roku o wiosennym wypędzie nie mówi ani słowa.

Zasięgu z hasła wyczytać się nie da. Układający wymienia Finów północnych i nie podaje ani jednej parafii, podczas gdy przy Dniu Krzyża parafię wskazuje; co z tej różnicy wynika, nie wiadomo, bo równie dobrze może za nią stać odmienny zasięg zwyczaju, jak i to, że jedno hasło powstało z dokładniejszej wiadomości niż drugie. Mięso gronostaja zadawane koniom nie wraca w tym materiale nigdzie indziej i nie ma z czym go zestawić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak szeroko sięgał ten zwyczaj; hasło mówi ogólnie o Finach północnych i nie wskazuje parafii ani okolicy.
  • Czy mięso gronostaja należy do obrzędu dnia, czy do końskiego lecznictwa, w którym środki zwierzęce są rzeczą zwykłą.
  • Czy nakaz ciszy dotyczy samego wprowadzenia zwierząt, czy całej doby.
  • Czy hasło opisuje dzień świętego Michała u Finów północnych z wiadomości zebranej na miejscu, czy z przekazu z drugiej ręki; druk nie podaje, skąd wiadomość wziął.

Skąd to wiadomoHasła Mikkelin päivä oraz o jesiennym święcie po omłocie w słowniku mitologii fińskiej, Turku 1789.

Estowie, cała Estonia, XVII–XX wiek

Dwudziesty trzeci kwietnia: bydło z obory

Zebrane z ust

Estoński rok gospodarski otwierał dzień świętego Jerzego: bydło po raz pierwszy wychodziło z obory, a służba zmieniała gospodarza i ruszała przez wieś z rzeczami.

Czytaj dalej

Jüripäev, dzień świętego Jerzego, wypadał dwudziestego trzeciego kwietnia i był w Estonii datą podwójną, obrzędową i umowną naraz. Tego dnia bydło po raz pierwszy od jesieni opuszczało oborę, najmowano pasterza na całe lato, kończyła się i zaczynała służba, a kto zmieniał gospodarstwo, szedł z całym dobytkiem przez wieś do nowego gospodarza.

Na tę samą datę przypada najgłośniejsza rzecz estońskiego średniowiecza, czyli zryw rozpoczęty w nocy z dwudziestego drugiego na dwudziesty trzeci kwietnia 1343 roku. Kroniki podają datę i nie podają powodu jej wyboru, a tego, że była to jedyna noc w roku, w którą cała wieś była legalnie na nogach i w drodze, z żadnego dokumentu wyprowadzić nie wolno.

Dokumentów dla samego dnia gospodarskiego jest za to sporo i są wcześniejsze niż zapisy spisane z ust ludzi. Wyliczają go protokoły wizytacyjne z Läänemaa i Pärnumaa z lat 1678–1694, drukowany w Rewlu w 1685 roku spis chłopskich obyczajów ułożony według dni oraz trzytomowy opis Inflant i Estonii wydany w Rydze w latach 1774–1782.

Reguły wiązane z tym dniem dotyczą progu i granicy. Oborę należało opuścić przed wschodem słońca, stado wyprowadzić świeżo uciętą gałęzią, a z domu nie wolno było nikomu dać ognia, mleka ani rozżarzonego węgla. Zakaz ten stoi w zapisach terenowych jako reguła domowa i tam jest poświadczony; sprawy sądowej, która potwierdzałaby go od drugiej strony, nie da się przy tej karcie wskazać z datą ani z miejscem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nocna pora zrywu z 1343 roku ma cokolwiek wspólnego z dniem wypędu; kroniki podają samą datę, bez uzasadnienia wyboru.
  • Czy zakaz wydawania ognia i mleka należy do tego jednego dnia, czy do całej wiosny; zapisy rozkładają go różnie.
  • Czy wyprowadzenie stada przed wschodem słońca wynika z obrzędu, czy z długości letniego wypasu.
  • Czy zakaz wydawania ognia i mleka bywał podstawą oskarżenia przed sądem; za tą kartą nie stoi żaden akt z datą.

Skąd to wiadomoProtokoły wizytacyjne i akta sądów duchownych z Läänemaa i Pärnumaa z lat 1678–1694; spis obyczajów chłopskich, Rewel 1685; opis Inflant i Estonii, Ryga 1774–1782; zapisy terenowe po 1888 roku.

Estowie, Finowie i Karelowie, XVIII–XX wiek

Gałąź, chleb i żelazo w progu obory

Zebrane z ust

Bydła nie wyganiano ręką ani byle kijem: brano świeżo uciętą jarzębinę albo jałowiec, a w progu kładziono chleb, jajko lub ostrze.

Czytaj dalej

Przedmioty używane przy pierwszym wypędzie powtarzają się w zapisach z trzech krajów. Gałąź ucinano tego samego ranka, najczęściej jarzębinową albo jałowcową, i dotykano nią każdej sztuki z osobna. W progu kładziono żelazo — siekierę, sierp albo kosę — żeby zwierzęta przeszły nad ostrzem, a tuż za progiem zostawiano chleb, sól i jajko.

Wszystkie te rzeczy przychodzą z innego porządku gospodarstwa niż obora. Drzewo jest z lasu, chleb i sól ze stołu, ostrze z kuźni, a kładzie się je w jednym jedynym punkcie, w którym wnętrze styka się z zewnętrzem. Gałąź po wypędzie wtykano nad drzwiami albo w strzechę obory i zostawała tam do następnej wiosny, kiedy zastępowano ją nową.

Przedmioty okazały się trwalsze od słów. Zamówienia wypowiadane nad stadem mają w tym dziale własne miejsce, a zapisy z XX wieku pokazują rzecz inną: w wielu gospodarstwach gałąź ucinano jeszcze wtedy, gdy nikt w domu nie umiał już powiedzieć nad krowami ani jednego zdania, a pytany o powód gospodarz odpowiadał, że tak się robi i tyle.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy jarzębina i jałowiec są wymienne, czy jedno wypiera drugie; w tej samej okolicy notowano raz jedno, raz drugie.
  • Czy żelazo w progu należy do wypędu, czy do ogólniejszego zwyczaju kładzenia ostrza pod próg przy każdym ważnym przejściu.
  • Czy gałąź zostawiona nad drzwiami działa dalej przez cały rok, czy jest tylko śladem po odprawionej czynności.

Skąd to wiadomoZapisy terenowe fińskie, estońskie i karelskie z XIX i XX wieku; nakazy wizytacyjne przeciw obrzędom przy bydle z Läänemaa i Pärnumaa z lat 1678–1694.

Finowie, Karelowie i Estowie, XVII–XX wiek

Jeden budynek na całe życie

Zebrane z ust

W tym samym budynku rodzono dzieci, stawiano bańki, słodowano jęczmień, wędzono mięso i myto zmarłego; łaźnia nie była łazienką, tylko izbą przejścia.

Czytaj dalej

Łaźnia stała osobno, w pewnym oddaleniu od domu, i była budynkiem z bali bez komina. Ogień palono pod usypanym stosem kamieni, dym wypełniał wnętrze i uchodził otworem w ścianie albo w dachu, a wchodzono dopiero wtedy, gdy ogień dogasł, dym wypuszczono, a ciepło zostało w kamieniach. Ławy budowano wysoko, bo gorąco stoi pod stropem.

Prac wykonywanych w łaźni jest więcej, niż się dziś pamięta. Suszono w niej len i zboże, wędzono mięso, prano, a jęczmień rozkładano na ławie do słodowania; drukowany w 1789 roku słownik notuje przy tym zakaz, żeby leżącego tam słodu nawet nie próbować, bo próbującemu spuchnie gardło. Ta sama ława dźwigała zatem słód, rodzącą i nieboszczyka.

Stąd bierze się kształt całej rzeczy. Wszystko, co w życiu człowieka przekracza granicę — przyjście na świat, ciężka choroba, wesele, śmierć — odbywało się w izbie stojącej poza domem i rozgrzewanej umyślnie na tę jedną okazję. To nie jest zbiór osobnych zwyczajów, które przypadkiem trafiły pod wspólny dach, tylko jedno miejsce wykonujące jedną robotę.

Chluśnięcie wody na rozgrzane kamienie daje uderzenie pary — po fińsku i karelsku löyly, po estońsku leil — i to ono jest w tej tradycji rzeczą właściwą, nie samo mycie. Wokół pary narosły zasady: kolejność wchodzenia, cisza, zakaz przeklinania, woda zostawiona dla następnego. Nie są to reguły czystości, tylko reguły porządku, i obowiązują tak samo przy porodzie, jak przy obmyciu zmarłego, a zapisano je po stronie fińskiej, karelskiej i estońskiej osobno, w każdym z tych krajów własnymi słowami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy łaźnia stała osobno z powodu ognia, czy dlatego, że to, co się w niej działo, trzymano poza domem; zapisy podają pierwszy powód, drugi jest wnioskiem z układu czynności.
  • Czy zakaz próbowania słodu należy do reguł łaźni, czy do zwyczajów piwowarskich.
  • Czy dymna łaźnia bez komina jest formą starszą od kominowej, czy tańszą; obie stoją obok siebie jeszcze w XIX wieku.
  • Czy budynek opisany w tej karcie jest jedną rzeczą u Finów, Karelów i Estów, czy trzema podobnymi; zapisy powstawały w każdym z tych krajów osobno i w różnym czasie.

Skąd to wiadomoHasła o kąpieli i o słodowaniu w słowniku mitologii fińskiej, Turku 1789; spis obyczajów chłopskich, Rewel 1685; opisy zwyczajów łaziebnych z XIX i XX wieku.

Finowie, Karelowie i Estowie, XVII–XX wiek

Rodzono w łaźni

Zebrane z ust

Rodząca szła do łaźni i zostawała tam z dzieckiem kilka dni; w Finlandii zwyczaj skończył się dopiero wraz z siecią poradni i szpitali w połowie XX wieku.

Czytaj dalej

Po rozwiązaniu matka z dzieckiem zostawała w łaźni jeszcze kilka dni i dopiero potem wchodziła do izby. Ten sam czas był okresem, w którym nie brała się do zwykłej roboty i nie szła do kościoła, bo porządek luterański zachował osobny obrzęd wprowadzenia położnicy do świątyni. Granica domowa i kościelna leżały więc w tym samym miejscu, tylko liczono je z dwóch stron.

Koniec tego zwyczaju w Finlandii daje się datować dokumentami, co w tym dziale zdarza się rzadko. Zasiłek macierzyński wprowadzony w 1937 roku wydawano pod warunkiem zgłoszenia się do poradni, ustawa z 1944 roku nałożyła na gminy obowiązek prowadzenia poradni matki i dziecka, od 1949 roku zasiłek przysługiwał każdej matce, a w latach pięćdziesiątych poród w łaźni praktycznie ustał.

Łaźnia dawała przy porodzie to, czego nie dawał dom: gorącą wodę w ilości niedostępnej gdzie indziej, ciepło utrzymywane przez dobę, podłogę, którą można spłukać, drzwi, które się zamyka, i budynek, przez który nie przechodzi robota całego gospodarstwa. Czy właśnie dlatego tam rodzono, zapisy nie mówią jednym głosem, bo wyliczenie wygód jest rachunkiem zrobionym z zewnątrz, a obok niego stoi w tych samych zapisach reguła trzymania rodzącej poza izbą. Towarzyszyła jej doświadczona kobieta ze wsi, nie lekarz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie przestano rodzić w łaźni; przejście rozłożyło się na dziesięciolecia i przebiegało inaczej na wsi niż w mieście.
  • Czy kilkudniowe pozostanie w łaźni wynikało z troski o matkę, czy z reguły trzymania jej poza izbą; zapisy podają oba uzasadnienia obok siebie.
  • Jak dalece obrzęd wprowadzenia położnicy do kościoła zastąpił dawniejszy porządek powrotu do domu, a jak dalece stanął obok niego.

Skąd to wiadomoZapisy o obyczajach położniczych z XIX i pierwszej połowy XX wieku; fińskie ustawy o zasiłku macierzyńskim z 1937 i 1949 roku oraz o poradniach matki i dziecka z 1944 roku.

Karelowie, Finowie i Estowie, XVIII–XX wiek

Na tej samej ławie myto zmarłego

Zebrane z ust

Ciało niesiono do łaźni i myto na ławie, na której się rodziło i leczyło, a wodę po obmyciu wylewano tam, gdzie nikt nie chodzi.

Czytaj dalej

Taką samą ostrożność stosowano do wody. Wylewano ją pod drzewo albo w kąt podwórza, przez który nie biegnie ścieżka, nigdy na drogę i nigdy do naczynia używanego potem w domu. Ta sama reguła obowiązywała wodę po porodzie, co pokazuje, że rzecz nie szła o brud, lecz o styczność: woda, która dotknęła przejścia, sama je dalej przenosi.

Zmarłego obmywano w łaźni, ciepłą wodą, na ławie. Robiły to osoby do tego wyznaczone, w wielu okolicach te same kobiety, które pomagały przy porodach, i bardzo często nie najbliższa rodzina. Brzozową witkę — na zachodzie Finlandii i w Estonii zwaną vihta, w Karelii i wschodniej Finlandii vasta — brano do tego jeden raz i po wszystkim palono albo wyrzucano w miejsce, którym się nie chodzi.

Po stronie prawosławnej obmycie odbywało się przy zawodzeniu. Lament jako gatunek ma w tym dziale własne miejsce, tu ważne jest co innego: śpiewano go wewnątrz tego samego budynku, w którym kilka lat wcześniej mogła być myta panna młoda, a jeszcze wcześniej rodziło się dziecko. Ten sam pozostawał budynek, ława i ogień pod kamieniami; różniło się to, kogo do środka wpuszczano i co po każdej z tych robót wynoszono oraz wylewano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy obmycie w łaźni wyprzedza porządek pogrzebu kościelnego, czy ułożyło się obok niego; zapisy pochodzą z czasów, gdy oba już stały razem.
  • Dlaczego obmycia unikała najbliższa rodzina; zapisy podają raz zwyczaj, raz obawę przed stycznością.
  • Czy palenie witki po obmyciu należy do obrzędu, czy do zwykłej ostrożności przy chorobie zakaźnej.

Skąd to wiadomoOpisy obrzędu pogrzebowego z Karelii i Finlandii z XIX i XX wieku; estońskie zapisy terenowe po 1888 roku; wzmianki o łaźni w protokołach kościelnych XVII wieku jako o zabobonie do wykorzenienia.

Finowie i Karelowie, XVIII–XX wiek

Bańki w sobotę, słowa nad parą

Zebrane z ust

Łaźnia była pierwszym miejscem leczenia: stawiano w niej bańki rogiem i ostrzem, a nad parą mówiono osobne słowa, spisane już w 1789 roku.

Czytaj dalej

Stawianie baniek odbywało się w łaźni i najczęściej w sobotę. Skórę nacinano krótkim ostrzem albo przyrządem ze sprężyną, po czym przystawiano róg lub bańkę i wyciągano krew; leczono tak bóle głowy, bóle krzyża i wszystko, co tłumaczono złą krwią. Robiła to za zapłatą kobieta ze wsi, a zwyczaj dotrwał na wsi fińskiej i karelskiej do XX wieku.

Zamawiający ma w tym dziale własną robotę i własną kartę, tutaj chodzi o pomieszczenie. Gorąco było narzędziem, a nie tłem: podnosiło człowieka, otwierało skórę, wypędzało poty, i dlatego słowa padały właśnie tam, gdzie leżały kamienie. Leczenie nie przychodziło do łaźni z zewnątrz, tylko mieściło się w niej razem z całą resztą gospodarskiej roboty.

Do gorąca mówiono osobno. Drukowany w Turku w 1789 roku słownik notuje słowa pary, po fińsku löylyn sanat, jako zabezpieczenie przed tym, żeby para nie weszła w otwartą ranę. Ten sam druk stawia łaźnię na pierwszym miejscu wśród środków leczniczych, co jest oceną układającego, wydaną w XVIII wieku, a nie wyliczeniem tego, co w łaźni robiono.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słowa pary należą do lecznictwa, czy do zasad zachowania w łaźni; druk z 1789 roku podaje je jako ochronę rany, część zapisów późniejszych jako powitanie ciepła.
  • Jak stare jest stawianie baniek w tej strefie; narzędzie jest europejskie i wchodziło tu wraz z medycyną miejską.
  • Czy sobota jako dzień zabiegu wynika z porządku tygodnia kościelnego, czy z dnia palenia w łaźni.
  • Czy słowa pary zapisano z ust wypowiadającego je, czy przejęto ze starszego spisu; druk z 1789 roku źródła nie podaje.

Skąd to wiadomoHasła o kąpieli i o słowach pary w słowniku mitologii fińskiej, Turku 1789; zapisy o stawianiu baniek z XIX i XX wieku.

Karelowie oraz Iżorzy i Wotowie w Ingrii, XIX–XX wiek

Kąpiel panny młodej przy zawodzeniu

Zebrane z ust

Przed weselem prowadzono pannę młodą do łaźni i myto ją przy lamencie, czyli tym samym gatunkiem pieśni, którym żegnano zmarłych.

Czytaj dalej

Wieczorem przed weselem dziewczęta prowadziły pannę młodą do łaźni. Rozplatano jej tam warkocz, myto włosy, chlustano wodą i smagano witką, a przez cały czas ktoś nad nią zawodził: matka, starsza krewna albo proszona płaczka, jeśli młoda nie miała już głosu ani sił. Po weselu jeden warkocz ustępował dwóm splecionym pod czepiec mężatki.

Gatunek pieśni był ten sam, którym żegnano zmarłego, i nie jest to porównanie zbieraczy, lecz rzecz słyszalna w samej treści. Pannę młodą żegnano jako kogoś, kto wychodzi z domu bezpowrotnie, a jej dotychczasowe imię, miejsce przy ogniu i gromada dziewcząt zostawały po tej stronie progu. Lament weselny ma w tym dziale osobną kartę, tu liczy się budynek.

Budynek jest bowiem ten sam. W tej łaźni myto zmarłych z tego domu, w niej rodziły się dzieci tego domu i do niej prowadzono dziewczynę w przeddzień wesela. Po stronie luterańskiej zapisano kąpiel przedweselną bez zawodzenia, a zbiory lamentów pochodzą w przeważającej części z ziem prawosławnych; czy jedno wynika z drugiego, z samych zbiorów nie widać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kąpiel panny młodej jest osobnym obrzędem, czy częścią lamentu weselnego; zapisy notują je razem i nie rozdzielają.
  • Czy brak zawodzenia po stronie luterańskiej oznacza, że go tam nie było, czy tylko że nie było komu go zapisać.
  • Czy rozplecenie warkocza w łaźni należy do kąpieli, czy do osobnego obrzędu przejścia w stan mężatki.
  • Czy kąpiel przedweselna wygląda tak samo u Karelów, u Iżorów i u Wotów; karta bierze te trzy ludy razem, a zapisów wotyckich jest z nich najmniej.

Skąd to wiadomoZapisy weselne z Karelii i Ingrii z XIX i XX wieku; zbiory lamentów spisywane od pierwszej połowy XIX wieku.

Setu i Estowie w Võromaa, Finowie, XX–XXI wiek

Dymna łaźnia wpisana na listę w 2014 roku

Zapis z tamtych czasów

Zwyczaj dymnej łaźni z południowej Estonii wpisano na listę dziedzictwa ludzkości w 2014 roku, a fińską kulturę łaźni sześć lat później.

Czytaj dalej

Sześć lat później, w 2020 roku, na tej samej liście stanęła fińska kultura łaźni. Podawano przy tym liczbę saun idącą w miliony przy niespełna sześciu milionach mieszkańców, co mówi więcej o dzisiejszym mieszkaniu niż o dawnym obrzędzie, ale sam wpis daje temu wątkowi rzecz w całym dziale rzadką, czyli twardą datę na bliskim końcu linii.

Czego wpis nie dowodzi, trzeba powiedzieć wprost. Jest dokumentem z 2014 i z 2020 roku, stwierdzającym, że praktyka żyje i że państwo wystąpiło o jej wpisanie, natomiast o wieku zwyczaju nie mówi nic. Najstarsze opisy samego budynku i jego reguł są siedemnasto- i osiemnastowieczne, a to, co dziś robi się w Võromaa, przeszło w XX wieku przez przebudowy i przerwy.

Wpis z 2014 roku dotyczy dymnej łaźni z Võromaa w południowej Estonii i obejmuje całość, a nie pojedynczy zwyczaj: budowę i palenie w niej, przygotowanie witek, kolejność mycia, wędzenie mięsa, zasady zachowania i milczenia oraz zabiegi wykonywane na ciele. Dokument mówi o Võromaa i o tamtejszych gospodarstwach; Setu, którzy mają własną ziemię na wschód stamtąd i własny obrządek, nie są jego przedmiotem. Większość wymienionych tam czynności opisują również zapisy terenowe z przełomu XIX i XX wieku, ale sama lista została ułożona w XXI wieku, na potrzeby wniosku, i porządek ma swój własny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy dzisiejsza dymna łaźnia jest ciągłością, czy odnowieniem; w XX wieku wiele takich łaźni przebudowano na kominowe, a część dzisiejszych postawiono od nowa.
  • Czy wpisanie na listę utrwala praktykę, czy zmienia ją w pokaz; po obu stronach granicy mówi się o tym różnie.
  • Ile z zabiegów wymienionych we wniosku z 2014 roku wykonuje się dziś realnie, a ile podano jako część opisu tradycji.
  • Czy łaźnia Setu, sąsiadująca z Võromaa, jest tą samą tradycją, czy odrębną; wpis jej nie obejmuje, a zapisy terenowe notują ją osobno.

Skąd to wiadomoWpis dymnej łaźni Võromaa na listę reprezentatywną niematerialnego dziedzictwa ludzkości, 2014; wpis fińskiej kultury łaźni, 2020; zapisy terenowe estońskie i fińskie z XIX i XX wieku.

Finowie i Estowie, XIX–XXI wiek

Cyna lana w wodę w noc sylwestrową

Zebrane z ust

W noc sylwestrową topi się w chochli podkówkę cyny i wlewa do zimnej wody, a czyta się nie samą bryłę, lecz jej cień rzucony na ścianę.

Czytaj dalej

Zabieg ma stały przebieg. Kawałek cyny, odlewany do sprzedaży najczęściej w kształcie podkowy, topi się w chochli o długim trzonku nad ogniem, po czym jednym ruchem wlewa do wiadra z zimną wodą; metal rozpryskuje się i zastyga w poszarpaną bryłę. Bryłę wyjmuje się, trzyma między światłem a ścianą, obraca i dopiero wtedy odczytuje.

Zwyczaj odprawia się dziś w Finlandii i w Estonii w domach, trzydziestego pierwszego grudnia, a odlewy sprzedaje się w sklepach jak każdy inny artykuł noworoczny. Fińska nazwa mówi o cynie, bo cyna była tutaj metalem używanym; ołów, po który sięgano gdzie indziej, wchodził do tej samej roboty i dawał bryłę tego samego rodzaju.

W noworocznym odlewie czyta się najczęściej cień, rzadziej samą bryłę, i to rozróżnienie jest w całej technice najważniejsze. Ta sama grudka rzuca inny kształt przy każdym obrocie, więc odczyt z cienia jest wyborem jednego ujęcia spośród wielu, a nie odkryciem figury zastanej. Znaczenia bywają w rodzinach ustalone — gładka powierzchnia to pieniądze, strzępiaste brzegi kłopot, zarys łodzi podróż — lecz żadnego powszechnego klucza nie ma.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd i kiedy zwyczaj przyszedł do Finlandii i Estonii; technika znana jest w całej północnej i środkowej Europie, a najstarsze tutejsze opisy są dziewiętnastowieczne.
  • Czy znaczenia kształtów były kiedykolwiek ustalone szerzej niż w obrębie jednego domu.
  • Czy odczyt z cienia jest pierwotny, czy zastąpił dawniejsze oglądanie samej bryły.

Skąd to wiadomoZapisy obyczajowe z Finlandii i Estonii z XIX i XX wieku; wyrób i sprzedaż odlewów noworocznych po dziś dzień.

Karelowie i Finowie wschodni, Estowie, XIX–XX wiek

Odlew nad głową chorego

Zebrane z ust

Ten sam zabieg służył leczeniu: nad głową chorego lano roztopiony metal do naczynia z wodą i z kształtu odczytywano, co mu zaszkodziło.

Czytaj dalej

Chorego sadzano, nad jego głową trzymano naczynie z wodą, czasem nakrywano go płótnem, i w tę wodę wlewano roztopiony metal: cynę, rzadziej ołów, a w Estonii bywało, że wosk. Zastygłą bryłę oglądano, szukając podobieństwa, a podobieństwo miało wskazać przyczynę dolegliwości, czyli psa, człowieka, konia, wodę albo postać zmarłego.

Celem nie była wróżba o przyszłości, tylko rozpoznanie. W tej tradycji leczy się przez znajomość początku, bo trzeba wiedzieć, skąd przyszła dolegliwość, żeby móc przeciw niej mówić, a odlew był sposobem zadania tego pytania wtedy, gdy zamawiający nie umiał sam nazwać źródła. Jego własna robota ma w tym dziale osobne miejsce i nie o nią tu chodzi.

Zabieg odprawiano często w łaźni, bo tam i tak prowadzono chorego, a gorąco należało do leczenia; czy miejsce miało przy tym znaczenie obrzędowe, zapisy nie rozstrzygają i powodu wyboru nie podają. W jednym pomieszczeniu schodziły się wtedy trzy rzeczy naraz: para, słowa i chochla z metalem. Zapisy z Karelii, ze wschodniej Finlandii i z Estonii notują ten zabieg przez cały wiek XIX i sporą część dwudziestego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy odlew leczniczy i noworoczny to jeden zwyczaj w dwóch zastosowaniach, czy dwa, które się spotkały; zapisy z XIX wieku notują je osobno.
  • Czy wody po odlewie używano potem do obmycia chorego; zapisy podają to nierówno.
  • Czy wosk w Estonii zastąpił metal, czy stanowi osobną, równoległą praktykę.

Skąd to wiadomoZapisy lecznicze z Karelii, wschodniej Finlandii i Estonii z XIX i XX wieku.

Finlandia, Estonia i sąsiedztwo, XX–XXI wiek

Ołów zniknął ze sklepów, obrzęd został

Zebrane z ust

Gdy w Unii Europejskiej zaostrzono limity ołowiu w wyrobach dla ludności, zestawy do lania przestawiono na cynę i wosk, a wróżenie odbywa się dalej.

Czytaj dalej

Tam, gdzie metalem był ołów, zestawy sprzedawane w sklepach zniknęły po zaostrzeniu unijnych limitów zawartości ołowiu w wyrobach oferowanych ludności, które objęły ten asortyment w 2018 roku. Handel zastąpił je cyną i woskiem, a zabieg odprawia się dalej, tyle że z innego kawałka. W Finlandii zmiana była niewielka, bo tam od dawna lano cynę.

Trwałość ma tu prostą przyczynę. Potrzeba chochli, ognia, wiadra wody i ściany, nie potrzeba ani kapłana, ani zamawiającego, ani miejsca, do którego trzeba iść; całość trwa minutę i mieści się w kuchni. Obrzęd bez specjalisty i bez świętego miejsca jest trudniejszy do zakazania niż zgromadzenie w gaju, bo nie ma czego wyciąć ani kogo wezwać.

Rzeczą, która ruszyła ten obrzęd, okazał się przepis o metalu, a nie zakaz praktyki, i zmienił on materiał, nie czynność, bo cień z cyny odczytuje się tak samo jak z ołowiu. Jak daleko wstecz sięga sama czynność, z tego nie wynika nic: najstarsze opisy z Finlandii i Estonii są dziewiętnastowieczne, a w kościelnych wykazach guseł, na których stoi ten dział, lanie metalu pod własną nazwą nie występuje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy lanie metalu trafiło kiedykolwiek do kościelnych wykazów guseł pod własną nazwą; w wykazach, na których stoi ten dział, nie pada.
  • Czy zmiana metalu zmienia obrzęd; odprawiający mówią, że nie, choć cień zależy od tego, jak metal zastyga.
  • Od kiedy dokładnie zestawy z ołowiem wycofano ze sprzedaży w poszczególnych krajach; termin i sposób wdrożenia były różne.

Skąd to wiadomoUnijne ograniczenia zawartości ołowiu w wyrobach konsumenckich obowiązujące od 2018 roku; asortyment sklepowy oraz zapisy obyczajowe z XX i XXI wieku.

Estonia i Inflanty, Finlandia, XVII–XVIII wiek

Co wyliczają akta, a czego w nich nie ma

Zapis z tamtych czasów

Wizytacje z lat 1678–1694, spis z 1685 i prawo kościelne z 1686 potwierdzają dni i miejsca obrzędów gospodarskich, ale nazywają grzech częściej niż czynność.

Czytaj dalej

Dokumentów dla tej części roku jest w Estonii więcej niż dla czegokolwiek innego w tym dziale. Protokoły wizytacyjne i akta sądów duchownych z Läänemaa i Pärnumaa spisano w Hanili w 1678, w Parnawie i Audru w 1680, w Karuse w 1693 i w Mihkli w 1694 roku, a obok nich stoi drukowany w Rewlu w 1685 roku spis chłopskich obyczajów, ułożony według dni i robót.

Ograniczenie tych źródeł jest jednak twarde i trzeba je trzymać razem z nimi. Pisano je po to, żeby potępić, więc notują, że lud wyprawia swoje przy polu i przy bydle, a rzadko co dokładnie wyprawia. Najdokładniejsze opisy pojedynczej czynności pochodzą w tej serii z akt sądowych, bo sąd musi zapisać, co się stało, a wizytacja tylko, że ma się to nie dziać.

Skutek dla datowania jest jednoznaczny. Szczegół obrzędu — jajko pod skibą, gałąź jarzębiny, garść niezżęta, chochla nad wodą — pochodzi w przeważającej części z zapisów XIX i XX wieku, robionych z ust ludzi, a akta siedemnastowieczne dają dzień, miejsce i fakt, że coś się przy tej robocie odprawiało. Kto datuje szczegół na średniowiecze, datuje zapis dziewiętnastowieczny.

Po stronie fińskiej rama jest prawna. Prawo kościelne z 1686 roku nakazało plebanom ścigać zabobon, a mowa biskupa Turku z 1640 roku wyliczała publicznie, co w diecezji robi się wbrew wierze. Granica nie biegnie przy tym między państwami, bo Estonia i Inflanty należały w tym stuleciu do tej samej korony co Finlandia, a wymienione wyżej wizytacje odbywały się pod tą samą zwierzchnością; różnica jest w sposobie pisania, nie w podległości. Osiemnasty wiek dokłada opis z zewnątrz, czyli trzytomową rzecz o Inflantach i Estonii wydaną w Rydze w latach 1774–1782, oraz słownik wydrukowany w Turku w 1789 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z obrzędu spisanego w XIX wieku stało tam już w XVII; akta potwierdzają dzień i miejsce, nie szczegół.
  • Czy milczenie akt fińskich o pojedynczych czynnościach oznacza ich brak, czy inny sposób pisania protokołów.
  • Ile z treści spisu z 1685 roku pochodzi z XVII wieku, a ile z dopisków wydania z połowy XIX wieku; oba teksty krążą razem.
  • Czy słownik z 1789 roku wolno liczyć do dokumentów praktyki, skoro jest zestawieniem mitologii ułożonym z pieśni i ze starszych spisów; w tej części działu pracuje w obu rolach naraz.

Skąd to wiadomoWizytacje i akta sądów duchownych z Läänemaa i Pärnumaa: Hanila 1678, Parnawa i Audru 1680, Karuse 1693, Mihkli 1694; spis obyczajów chłopskich, Rewel 1685; prawo kościelne Szwecji, 1686; mowa biskupa Turku, 1640; opis Inflant i Estonii, Ryga 1774–1782; słownik mitologii fińskiej, Turku 1789.

Gość, nie zdobycz

Stypa po niedźwiedziu i czaszka na sośnie

Finowie i Karelowie — Kainuu, Sawonia, Karelia Wieńska; zapisy z XVIII–XX wieku

Stypa po niedźwiedziu

Zebrane z ust

Fińska nazwa obrzędu, karhunpeijaiset, znaczy dosłownie stypa po niedźwiedziu — tym samym słowem nazywano ucztę wyprawianą po pogrzebie człowieka.

Czytaj dalej

Słowo peijaiset oznaczało w gwarach fińskich ucztę po pochówku i przylgnęło do zabitego zwierzęcia bez najmniejszej zmiany formy. Sama nazwa jest świadectwem mocniejszym niż niejeden opis: to, co działo się po udanym łowie, zaliczano do obrzędów pogrzebowych, a nie do świętowania zdobyczy, i cały wieczór układał się wedle tej właśnie miary.

Porządek, który wyłania się z zapisów spisanych od śpiewaków, ma trzy części nierówne co do długości i wagi. Najpierw przynosi się zabitego do zagrody i wita go u progu, potem następuje uczta w izbie, przy której głowa leży na honorowym miejscu, a na końcu — i to jest część rozstrzygająca — szczątki wracają do lasu. Obrzęd nie kończy się przy stole, tylko pod drzewem.

W pieśniach zwierzę nie jest zdobyczą, lecz gościem, który sam przyszedł w odwiedziny. Mówi się do niego wprost, pyta o drogę, prosi, by nie miał za złe przyjęcia, i zapewnia, że u gospodarzy będzie mu lepiej niż w gęstwinie. Ta konwencja trzyma się przez wszystkie zanotowane warianty i jest najtrwalszym rysem całości.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwa peijaiset przylgnęła do obrzędu dawno, czy dopiero w stuleciach, z których pochodzą zapisy
  • czy pełna postać obrzędu była znana w całej Finlandii, czy tylko na wschodzie i północy, skąd pochodzi większość notatek

Skąd to wiadomopieśni i opisy zwyczaju spisywane od śpiewaków w Karelii Wieńskiej, Kainuu i Sawonii od lat dwudziestych XIX wieku po wiek XX; zastępcze imiona niedźwiedzia notuje słownik mitologii fińskiej wydany w Turku w 1789 roku.

Bałtofinowie, Saamowie, Ugrowie obscy; zapisy od XVII wieku

Imię, którego się nie wymawia

Zebrane z ust

Na łowach i przy uczcie nie wolno było nazwać zwierzęcia po imieniu — używano omówień, a fińskie karhu samo wygląda na takie omówienie, nie na dawną nazwę.

Czytaj dalej

Zapisane omówienia tworzą całą rodzinę: otso, mesikämmen czyli miodowa łapa, kontio, leśne jabłko, król lasu, stary z boru. Żadne z nich nie jest nazwą gatunku, wszystkie są opisem albo pochlebstwem, a powszechne dziś karhu daje się czytać jako określenie szorstkiej sierści. Podobnie wygląda estońskie karu i estońska miodowa łapa, choć zapisów estońskich omówień nie da się wskazać z datą ani ze źródłem, więc trzeba je traktować jako zbieżność, nie jako drugie świadectwo.

Zakaz nie ograniczał się do jednego wyrazu. W relacjach z północy wraca wiadomość, że na czas łowu i uczty podmieniano także nazwy broni, psa, jamy i samej czynności zabijania, tak by rozmowa w pobliżu zwierzęcia nie zdradzała zamiaru. U Ugrów obskich ten zwyczaj rozrósł się w osobny zasób słów używany wyłącznie przez noce obrzędu.

Rzecz ma ostrze, którego łatwo nie dostrzec. Skoro wyraz uchodzący dziś za zwykłą nazwę jest omówieniem, to dawniejsza nazwa musiała zostać porzucona — i nie zachował się żaden zapis, który by ją podawał. Mamy więc ślad zakazu, ale nie mamy tego, czego zakaz dotyczył.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wszystkie omówienia wyrosły z jednego zakazu, czy część to zwykłe przezwiska myśliwskie
  • czy zasób słów obrzędowych u Ugrów obskich jest rozrostem tego samego zwyczaju, czy zjawiskiem osobnym

Skąd to wiadomoopis łowów lapońskich drukowany w Sztokholmie w 1755 roku podaje zastępcze wyrazy używane przy niedźwiedziu; omówienia fińskie i karelskie w zapisach pieśni z XIX wieku; słownik z Turku z 1789 roku.

Karelia, Kainuu, wschodnia Finlandia; zapisy XIX-wieczne

Przebieg uczty w izbie

Zebrane z ust

Każdy krok — przyniesienie, zdjęcie skóry, ugotowanie głowy, podanie piwa, wyniesienie czaszki — miał własną pieśń, śpiewaną w ustalonej kolejności.

Czytaj dalej

Zabitego przywożono do zagrody i witano u wrót, jak wita się przybysza z daleka; ktoś z domowników wychodził naprzeciw z pozdrowieniem i prowadził go do środka. Skórę zdejmowano na zewnątrz, mięso gotowano, a głowę traktowano osobno i stawiano u szczytu stołu, w miejscu, które przy zwykłym posiłku należało do gospodarza albo do najważniejszego gościa.

Pieśni przypisane były do czynności, nie do nastroju, i tym różnią się od zwykłego repertuaru biesiadnego. Osobna należała do wyruszenia na łowy, osobna do przyniesienia, osobna do zdejmowania skóry, do stołu i do wyprowadzenia czaszki. Zapisywacze XIX-wieczni notowali je od różnych śpiewaków w różnej kolejności, ale zestaw czynności powtarza się uparcie.

Uczta kończyła się wyjściem z domu. Czaszkę niesiono w pochodzie, zwykle na drągu albo na ramieniu, ze śpiewem, i odprowadzano ją na wybrane drzewo, co zamykało obrzęd na zewnątrz, w lesie, a nie przy stole. Ten układ — przyjęcie, poczęstunek, odprowadzenie — powtarza się w zapisach niezależnie od siebie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z zanotowanych pieśni śpiewano rzeczywiście przy obrzędzie, a ile śpiewacy podawali z pamięci jako repertuar
  • czy pochód z czaszką odbywał się tej samej nocy, czy nazajutrz — zapisy podają obie wersje

Skąd to wiadomozapisy pieśni i opisy zwyczaju sporządzane w terenie we wschodniej Finlandii i Karelii Wieńskiej w latach 1820–1900.

Karelia i wschodnia Finlandia; zapisy XIX-wieczne

Wesele, nie polowanie

Zebrane z ust

Fińskie i karelskie pieśni przy uczcie idą wzorem pieśni weselnych: niedźwiedź przybywa jako pan młody, a dom przyjmuje go jak rodzina panny.

Czytaj dalej

Formuły powitania, zaproszenia do stołu i wyprowadzenia mają w zapisach tę samą budowę co pieśni śpiewane przy sprowadzaniu pana młodego. Gospodarze mówią o sobie jak o powinowatych, wychwalają dom i poczęstunek, przepraszają za skromność przyjęcia — wszystko to są zwroty znane z pieśni weselnych i w części zapisów powtórzone niemal co do słowa. Rama weselna nie stoi w całości w żadnym pojedynczym zapisie — widać ją dopiero wtedy, gdy zestawić pieśni uczty z pieśniami wesela tych samych okolic.

W części zapisów ramę doprowadzono do końca i wskazywano dziewczynę, która miała być parą dla przybysza, albo mówiono o zaślubinach czaszki. Bywa to potraktowane żartobliwie i bywa serio, zależnie od śpiewaka, a granica między jednym a drugim nie jest w notatkach wyraźna.

Ta rama ma następstwo, o które łatwo się potknąć. Jeśli obrzęd jest weselem, zabicie przestaje być odebraniem życia, a staje się wprowadzeniem do rodziny — i wtedy odesłanie kości nie jest pogrzebem, tylko odprowadzeniem gościa do domu rodzinnego. Dwa porządki, pogrzebowy i weselny, leżą tu na sobie i zapisy nie pozwalają ich rozdzielić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy rama weselna jest dawnym rdzeniem obrzędu, czy późniejszym dopasowaniem do najbardziej rozbudowanego wzorca pieśni, jaki był pod ręką
  • na ile wybór panny dla niedźwiedzia był czynnością obrzędową, a na ile zabawą przy stole

Skąd to wiadomopieśni uczty niedźwiedziej zapisane w Karelii Wieńskiej i Kainuu w XIX wieku, porównywane z zapisanymi wtedy samymi pieśniami weselnymi tych okolic.

Finowie, Karelowie, Saamowie, ludy Syberii; zapisy od XVIII wieku

Nie my go zabiliśmy

Zebrane z ust

W zapisach fińskich, saamskich i syberyjskich myśliwi wypierają się zabicia: zwierzę miało spaść z drzewa, obsunąć się z gałęzi albo zginąć z ręki obcych. Nie znam zanotowanej wersji, w której ktoś przyznaje się do ciosu.

Czytaj dalej

Formuła jest zdumiewająco jednolita na ogromnym obszarze i za każdym razem robi to samo: zdejmuje z obecnych odpowiedzialność. Raz powiada się, że zwierzę samo spadło z konara, raz że poślizgnęło się na lodzie, raz że myśliwy nie chciał, tylko tak wypadło. Nikt nie przyznaje się do ciosu, choć wszyscy siedzą przy mięsie.

W zapisach znad Obu i z tajgi środkowej formuła bierze imiennego winowajcę i mówi, że zabójstwa dokonali Rosjanie albo inni obcy; czy tak samo mówiono dalej na wschód, z dostępnych zapisów nie wynika. To daje rzadką możliwość datowania, choć nieostrą: taka wersja nie może być starsza niż zetknięcie z Rusinami, a to nastąpiło w różnych okolicach w różnym czasie — nad dolnym Obem wieki przed osadnictwem, nad Jenisejem dopiero z nim. Że formuła z obcym winowajcą jest młodsza od reszty obrzędu, wolno powiedzieć; której daty nie może przekroczyć, nie da się wskazać. Sam zwyczaj wypierania się może być dawniejszy, ale ta jego postać jest z pewnością późna.

Wypieranie się nie jest wykrętem w potocznym sensie, bo odbywa się przy zabitym i w obecności wszystkich, którzy wiedzą, jak było. Jest to formuła obrzędowa, która ma coś przesunąć, a nie kogoś oszukać — czego dokładnie, z zapisów nie wynika, bo żadna z relacji nie podaje wyjaśnienia z ust uczestnika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wypieranie się chroni myśliwego przed zemstą zwierzęcia, przed jego rodziną, czy przed gospodarzem lasu — zapisy nie rozstrzygają
  • czy podstawianie obcych jest przeróbką dawniejszej formuły, czy powstało dopiero z zetknięcia z przybyszami

Skąd to wiadomoopis łowów lapońskich, Sztokholm 1755; opisy ludów nad Obem spisane w 1715 roku; zapisy pieśni fińskich i karelskich z XIX wieku; relacje z wypraw syberyjskich z lat 1733–1743.

Kainuu, Sawonia, Karelia, północna Finlandia; zapisy XVIII–XX wieku

Czaszka na sośnie

Zebrane z ust

Czaszkę wynoszono na wybraną sosnę i osadzano w rozwidleniu gałęzi; drzewo zwane kallohonka nie mogło już potem zostać ścięte.

Czytaj dalej

Wybierano zwykle wysoką sosnę, często na wzniesieniu albo przy drodze, i umieszczano czaszkę w rozwidleniu konarów, pyskiem w stronę lasu albo w stronę wschodu słońca. Na to samo drzewo wracano przy następnych łowach, tak że pojedyncze sosny nosiły po kilka czaszek, a ich liczba mówiła o dorobku rodziny albo wsi.

Drzewo przechodziło pod ochronę zwyczajową i nie wolno go było ściąć ani obłamać; w notatkach terenowych zapisano przypadki omijania takich sosen przy karczunku jeszcze wtedy, gdy samego obrzędu już nie odprawiano. Sam zwyczaj kończył się wcześniej niż pamięć o drzewie, co widać po tym, że wskazywano kallohonka ludziom, którzy nie umieli już powiedzieć, po co tam czaszka wisi.

Wyniesienie w górę jest tu istotą rzeczy, a nie ozdobą. Szczątki nie idą w ziemię, tylko na wysokość, i tym zapisy fińskie i karelskie różnią się od saamskich, w których kości składano pod kamieniem, w szczelinie albo w płytkiej jamie. Ta sama troska o całość kości znalazła po obu stronach granicy inne rozwiązanie — a gdzie kończy się różnica zwyczaju, a zaczyna różnica terenu, zapisy nie mówią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy kierunek, w którym ustawiano pysk, był ustalony, czy zależał od położenia jamy, z której zwierzę wzięto
  • czy kilka czaszek na jednym drzewie zawsze pochodzi z jednej rodziny myśliwskiej

Skąd to wiadomonotatki terenowe i zdjęcia drzew z czaszkami sporządzane we wschodniej i północnej Finlandii w XIX i XX wieku; pieśń o wyprowadzeniu czaszki w zapisach z Karelii Wieńskiej.

Bałtofinowie, Saamowie, Ugrowie obscy, ludy Syberii

Kości muszą wrócić w całości

Zebrane z ust

Żadnej kości nie wolno było złamać, rzucić psom ani zgubić — zbierano wszystkie i odsyłano, żeby zwierzę mogło się odrodzić.

Czytaj dalej

To jest ten punkt, który powtarza się najszerzej i najdokładniej, od Skandynawii po dolny Ob. Kości zbiera się co do jednej, nie rozłupuje dla szpiku, nie oddaje psom i nie zostawia na śmietniku; potem układa się je razem — u Saamów w ziemi, w porządku odpowiadającym budowie zwierzęcia, u Finów i ludów syberyjskich na drzewie albo na pomoście.

Uzasadnienie, które w pieśniach zapisano, jest za każdym razem praktyczne: żeby zwierzę wstało, żeby jego ród się nie skończył, żeby las nie opustoszał. Rozważania o duszy ani o zaświatach w tych zapisach nie ma — czy to cecha obrzędu, czy tego, o co pytali zapisujący, rozstrzygnąć się nie da, jest rachunek łowiecki wyrażony w języku obrzędu — całość kości warunkuje całość następnego zwierzęcia.

Ten sam przepis stosowano gdzieniegdzie do łosia, bobra i ptactwa, ale tylko przy niedźwiedziu rozrósł się w uroczystość z pieśniami, pochodem i wyznaczonym miejscem złożenia. Gdzie kończy się zwykła ostrożność myśliwego, a zaczyna obrzęd, żadna z dawnych relacji nie mówi, bo żadna nie pyta o to uczestników — pytają o to dopiero zapisujący z XIX wieku, kiedy odpowiedzieć miał już kto inny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nakaz całości kości dotyczył pierwotnie także innej zwierzyny, a przy niedźwiedziu tylko się rozrósł
  • czy różnica między zakopaniem a wyniesieniem na drzewo dotyczy sensu obrzędu, czy tylko miejscowej wygody

Skąd to wiadomoopis obyczajów lapońskich drukowany we Frankfurcie w 1673 roku i opis łowów ze Sztokholmu z 1755 roku; opis Finmarku wydany w Kopenhadze w 1767 roku; zapisy fińskie i karelskie z XIX wieku; złoża kości niedźwiedzich ułożonych anatomicznie odkrywane w Laponii.

Finowie i Karelowie; zapisy XIX-wieczne

Niedźwiedź urodzony w niebie

Zebrane z ust

Pieśń o narodzinach niedźwiedzia umieszcza je nie w jamie, lecz na niebie — przy Wielkiej Niedźwiedzicy, skąd zwierzę spuszczono na ziemię w kołysce.

Czytaj dalej

W zanotowanych wersjach zwierzę rodzi się w pobliżu księżyca i słońca, na barkach gwiazdozbioru zwanego po fińsku Otava, a na ziemię schodzi spuszczone na łańcuchach w kołysce albo w koszu, po czym wychowuje je leśna kobieta. Trzeba przy tym wiedzieć, skąd znamy ten obraz w takiej właśnie postaci. Ciąg od narodzin przy słońcu i księżycu przez zejście w kołysce po warunkowe nadanie pazurów czyta się jako całość dopiero w eposie z 1849 roku; zapisy terenowe podają te obrazy osobno, w różnym porządku i rzadko więcej niż dwa naraz. Dopiero potem dostaje pazury i zęby, a i te są mu wydzielone warunkowo.

Wątek przysięgi jest osobno ciekawy: w części zapisów zwierzę otrzymuje uzbrojenie dopiero wtedy, gdy przyrzeka, że nie tknie bydła ani człowieka. Pieśń nie opowiada więc o pochodzeniu gatunku, tylko ustala umowę, na którą można się powołać, i to tłumaczy, czemu śpiewano ją także nad stadem, a nie wyłącznie przy uczcie.

Zbieżność z opowieścią Ugrów obskich, w której niedźwiedź jest dzieckiem nieba spuszczonym na dół, rzuca się w oczy i właśnie dlatego wymaga ostrożności. Obie wersje zapisano późno, obie z ust śpiewaków, i z samego podobieństwa nie da się wyprowadzić ani wspólnego dziedzictwa, ani zapożyczenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wątek zejścia z nieba jest w pieśni fińskiej rdzenny, czy przyszedł ze wschodu wraz z wymianą na szlakach łowieckich
  • czy przysięga niedźwiedzia należy pierwotnie do zamawiania nad bydłem, a do uczty dołączono ją wtórnie

Skąd to wiadomopieśni o narodzinach niedźwiedzia i zamówienia nad bydłem zapisane w Karelii Wieńskiej, Kainuu i Ingrii w XIX wieku.

Finlandia, Häme i Karelia; rok 1551

Czego nie ma w spisie z 1551 roku

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy fiński spis bóstw — wierszowana przedmowa Mikaela Agricoli do Psałterza z 1551 roku — wylicza patronów łowów, ale o uczcie niedźwiedziej nie mówi ani słowa.

Czytaj dalej

Przedmowa do przekładu Psałterza, ogłoszona w 1551 roku, zawiera wierszowaną listę bóstw Häme i Karelii i jest pierwszym dokumentem, który nazywa te postacie po imieniu. Są tam patroni zdobyczy leśnej: Tapio, który miał dawać łup z lasu, Nyrkes od wiewiórek, Hittavainen od zajęcy, a Hiisi miał zapewniać przewagę nad leśnym zwierzem.

Znaczna część tego wykazu obraca się wokół zdobyczy leśnej, a mimo to nie ma w nim ani uczty, ani czaszki na drzewie, ani odsyłania kości, ani żadnego zwrotu, który by je przypominał. Tak blisko naszego tematu podchodzi jedyny oficjalny zapis sporządzony wtedy, gdy dawna wiara w tych stronach jeszcze żyła — i zatrzymuje się krok przed nim, na samych imionach patronów łowów.

Z milczenia nie wolno wyprowadzić nieobecności obrzędu, bo lista powstała po to, by wytknąć bałwochwalstwo, i wylicza imiona, nie obrzędy. Wolno jednak powiedzieć rzecz mocniejszą, niż się zwykle mówi: dla całego obszaru fińskiego nie ma ani jednego opisu uczty niedźwiedziej sporządzonego wtedy, gdy wiara jeszcze trwała. Wszystko, co mamy, jest późniejsze o stulecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy w aktach kościelnych i sądowych XVI–XVIII wieku z Finlandii są sprawy dotyczące uczty niedźwiedziej — nie udało się tego ustalić
  • czy brak wzmianki w 1551 roku znaczy, że obrzędu nie znano w Häme, czy tylko że nie interesował piszącego

Skąd to wiadomoprzedmowa Mikaela Agricoli do fińskiego Psałterza, Sztokholm 1551.

Finlandia; 1835 i 1849

Wersja z eposu i jej cena

Złożone przy biurku

Znana wersja uczty niedźwiedziej pochodzi z eposu złożonego w 1835 roku i rozszerzonego w 1849 — to układ z wielu wariantów, nie zapis jednego wykonania.

Czytaj dalej

W eposie uczta niedźwiedzia zajmuje osobną pieśń: bohater zabija zwierzę, sprowadza je do domu, odbywa się przyjęcie ze śpiewem, a na końcu czaszka trafia na sosnę. Wszystkie te elementy mają pokrycie w zapisach terenowych, więc nie są wymysłem — ale ich kolejność, spójność i przypisanie do bohatera eposu są robotą układającego.

Stąd bierze się kłopot, który ciągnie się do dziś. Obraz obrzędu, który krąży w podręcznikach i w opracowaniach popularnych, jest obrazem literackim, złożonym z kawałków pochodzących od różnych śpiewaków, z różnych parafii i z różnych dziesięcioleci. Żaden pojedynczy zapis terenowy nie wygląda tak jak pieśń z eposu.

Trzeba to rozdzielić bez pogardy dla jednej ze stron. Zapisy terenowe dają rozproszony i niepełny materiał, epos daje całość, której nikt nigdy nie odprawił. Kto chce wiedzieć, jak wyglądała uczta, musi sięgnąć po pierwsze; kto chce wiedzieć, skąd wzięło się dzisiejsze wyobrażenie o niej, musi sięgnąć po drugie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • na ile układający ingerował w same wersy, a na ile tylko w kolejność i przypisanie ról
  • czy późniejsze zapisy terenowe nie zwracają już wersji podanej w eposie, bo śpiewacy ją znali z druku

Skąd to wiadomoepos fiński w wydaniu z 1835 roku i w wydaniu rozszerzonym z 1849 roku; zeszyty zapisów terenowych z wypraw po Karelii z lat 1828–1845.

Turku, 1789; oddziaływanie na cały XIX wiek

Mitologia ułożona przy biurku

Złożone przy biurku

Słownik mitologii fińskiej wydany w Turku w 1789 roku ustawił imiona z zamówień i ze spisu z 1551 roku w alfabetyczny poczet bóstw.

Czytaj dalej

Książka jest ułożona jak leksykon: hasło, imię, krótkie objaśnienie, odesłanie. Materiał pochodzi z trzech różnych źródeł — z listy z 1551 roku, z zamówień i pieśni zapisywanych na wsi oraz z ówczesnej literatury uczonej — i wszystkie trzy zostają w druku zrównane, bo każde dostaje taką samą postać hasła.

Skutek jest trwalszy niż sama książka. Imię, które w zamówieniu było przezwiskiem albo określeniem miejsca, po wejściu do słownika zaczyna wyglądać na bóstwo, a kolejne opracowania przepisują je już w tej roli. Znaczna część późniejszego pocztu bogów fińskich ma tę właśnie drogę: z wersu do hasła, z hasła do panteonu.

Dla uczty niedźwiedziej ma to znaczenie podwójne. Z jednej strony słownik zachował zastępcze imiona zwierzęcia, które inaczej mogłyby zaginąć; z drugiej — utrwalił nawyk czytania każdego imienia jako osoby boskiej, przez co obrzęd łowiecki bywał potem opisywany jako kult bóstwa, czego zapisy terenowe nie potwierdzają.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile haseł tego słownika ma pokrycie w niezależnym zapisie terenowym, a ile opiera się wyłącznie na nim samym
  • czy autor rozróżniał materiał zasłyszany od zaczerpniętego z druku — układ haseł tego nie pokazuje

Skąd to wiadomosłownik mitologii fińskiej, Turku 1789; przedmowa z 1551 roku jako jedno z jego źródeł.

Laponia szwedzka; książka z 1673 roku, relacje z lat 1671–1673

Pierwszy druk o saamskim święcie

Zapis z tamtych czasów

Łacińska książka o Laponii wydana we Frankfurcie w 1673 roku zawiera pierwszy drukowany opis saamskiego obrzędu niedźwiedziego, oparty na relacjach tamtejszych duchownych.

Czytaj dalej

Powstanie tej książki ma powód polityczny, który warto znać, bo tłumaczy jej rzetelność. W Europie pisano wtedy, że szwedzkie zwycięstwa biorą się z lapońskich czarów, i kancelaria królewska zamówiła rzeczowy opis, który by te pogłoski rozbroił. Autor rozesłał pytania do księży pracujących na północy i zbudował książkę z ich pisemnych odpowiedzi z lat 1671–1673.

Opis obrzędu jest w niej konkretny: znalazca gawry prowadzi wyprawę, zwierzę bije się włócznią, w drodze powrotnej śpiewa się osobną pieśń, zdobycz wciąga się do siedziby nie przez zwykłe wejście, kobiety wychodzą naprzeciw z własnym obrzędem, mięso jedzą mężczyźni osobno, a kości zakopuje się w porządku odpowiadającym budowie zwierzęcia.

Książka rozeszła się szybko i doczekała przekładów — angielskiego w 1674 i niemieckiego w 1675 roku — przez co jej obraz Saamów stał się w Europie obrazem obowiązującym. To znaczy również, że późniejsze relacje bywają jej echem, a nie niezależnym świadectwem, i trzeba je czytać z tą poprawką.

Czego nie rozstrzygnięto
  • które szczegóły pochodzą z obserwacji księży, a które z ich domysłu albo zasłyszenia
  • na ile późniejsze XVIII-wieczne opisy potwierdzają ten z 1673 roku niezależnie, a na ile go powtarzają

Skąd to wiadomołaciński opis Laponii, Frankfurt nad Menem 1673, zbudowany z pisemnych relacji duchownych z Laponii z lat 1671–1673; przekłady z 1674 i 1675 roku.

Laponia szwedzka, okolice Lycksele; druk z 1755 roku

Broszura z 1755 roku

Zapis z tamtych czasów

Szwedzka broszura wydana w Sztokholmie w 1755 roku jest w całości poświęcona saamskim łowom na niedźwiedzia i obrzędom przy nich — to najdokładniejszy dawny opis.

Czytaj dalej

Napisał ją pastor pracujący w lapońskiej parafii i znający język, i to widać po tym, że podaje nie tylko czynności, ale i słowa: zastępcze nazwy używane na łowach, wezwania, kolejność śpiewu. Druk jest niewielki i cały poświęcony jednemu obrzędowi, co w piśmiennictwie tego stulecia jest rzadkością.

Ciąg czynności jest w nim rozpisany krok po kroku. Znalezienie gawry, otoczenie, zabicie, powrót ze śpiewem, przyjęcie w obozie, obrzędy kobiet, wciągnięcie zdobyczy przez osobne wejście, posiłek mężczyzn, odosobnienie zabójcy przez trzy dni i wreszcie zakopanie kości ułożonych tak, jak leżały w żywym zwierzęciu.

Tekst powstał w tym samym celu co wiele podobnych — żeby duchowieństwo wiedziało, co tępić — i tę stronniczość trzeba wliczyć. Nie unieważnia ona szczegółów, bo autorowi zależało właśnie na dokładności, ale kształtuje dobór: obrzęd opisano jako zabobon, a nie jako porządek życia myśliwego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy odosobnienie trwało trzy dni wszędzie, czy tylko w parafii, którą autor znał
  • czy podane zastępcze wyrazy były w użyciu na całym obszarze saamskim, czy miejscowe

Skąd to wiadomoszwedzka relacja o lapońskich łowach na niedźwiedzia i związanych z nimi obrzędach, Sztokholm 1755; opis Finmarku, Kopenhaga 1767; rękopiśmienne relacje misjonarzy z norweskiej strony z lat około 1715–1730.

Laponia; zapisy XVII i XVIII wieku

Mosiężny pierścień i sok olchy

Zapis z tamtych czasów

Kobiety nie mogły patrzeć na wracających myśliwych i na zdobycz wprost — tylko przez mosiężny pierścień; żona pryskała na męża czerwonym sokiem z olchowej kory.

Czytaj dalej

Obie czynności wracają w relacjach niezależnie od siebie i w tej samej roli. Przez mosiężny krąg patrzy się na to, na co nie wolno spojrzeć gołym okiem, a przeżuta kora olchy daje czerwony sok, którym żona opryskuje wracającego męża i jego odzież, a w części opisów także zwierzęta, które przywiozły zdobycz. Czerwień jest tu narzędziem, nie ozdobą.

Ograniczenia obejmowały też jedzenie: kobietom nie wolno było brać niektórych części, zwłaszcza z przodu zwierzęcia. Zakazy stoją tu obok obrzędów, które wykonują wyłącznie kobiety, więc obraz kobiet odsuniętych od uroczystości do zapisów nie pasuje: bez części kobiecej obrzęd nie ma wszystkich kroków. Czym ten podział był dla odprawiających, relacje nie mówią. — bez części kobiecej obrzęd nie miał wszystkich kroków.

Zabójca zostawał odosobniony przez kilka dni, jadł osobno i spał osobno, a dopiero powrót do żony zamykał całość. Czynności kobiece wprowadzają go z powrotem do domu tak, jak wprowadza się kogoś, kto wrócił ze świata, do którego zwyczajnie się nie chodzi — najpierw spryskanie czerwienią, potem spojrzenie przez krąg, na końcu wspólne łoże.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czemu służył akurat mosiądz — relacje podają czynność, nie powód
  • czy przez pierścień patrzono także na samo zwierzę, czy wyłącznie na mężczyzn

Skąd to wiadomoopis Laponii, Frankfurt 1673; relacja o łowach, Sztokholm 1755; opis Finmarku, Kopenhaga 1767.

Laponia; zapisy XVII–XVIII wieku, ślady materialne dawniejsze

Tylne wejście, którym wchodzi tylko zwierzyna

Zapis z tamtych czasów

Zdobyczy nie wnoszono zwykłymi drzwiami — szła tylnym otworem, po stronie siedziby zwanej boaššu, przez którą kobiety nie przechodziły.

Czytaj dalej

Wnętrze saamskiej siedziby było podzielone na strefy, a część naprzeciw drzwi, za paleniskiem, miała własną nazwę i własne reguły. Tam trzymano sprzęt łowiecki i tam kierowano zdobycz, która wchodziła osobnym otworem z tyłu, nigdy tą samą drogą co ludzie wracający z pastwiska czy z sąsiedztwa.

Reguła jest pod jednym względem cenniejsza od pieśni: dotyczy przestrzeni, a przestrzeń zostawia ślady. Układ palenisk i wnętrz dawnych siedzib odsłania się przy pracach wykopaliskowych, więc podział, który opisano w XVII i XVIII wieku, można w pewnej mierze sprawdzić na starszym materiale — inaczej niż śpiew, po którym nie zostaje nic.

Trzeba jednak pilnować granicy, bo właśnie tu najłatwiej ją przekroczyć niepostrzeżenie. Odsłonięty układ wnętrza pokazuje, że przestrzeń dzielono i że podział trwał długo, ale nie pokazuje, czy dzielono ją z tego samego powodu i z tymi samymi zakazami, o których mówią teksty z XVII i XVIII wieku. Ciągłość planu budowli nie jest ciągłością znaczenia, jakie temu planowi nadawano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy tylny otwór był stałym elementem budowy, czy otwierano go doraźnie na przyjęcie zdobyczy
  • czy wykopaliskowy układ wnętrz rzeczywiście potwierdza tę regułę, czy tylko z nią nie koliduje

Skąd to wiadomoopis Laponii, Frankfurt 1673; relacja o łowach, Sztokholm 1755; odsłonięte pozostałości dawnych siedzib saamskich z paleniskami i podziałem wnętrza.

Laponia szwedzka, norweska i fińska

Groby niedźwiedzie

Zapis z tamtych czasów

W północnej Skandynawii odsłonięto złoża kości niedźwiedzich ułożonych w porządku ciała, przykrytych kamieniami lub korą — tak samo co do sposobu, jak każą teksty, choć bez jednego słowa o powodzie.

Czytaj dalej

Miejsca te znajdowano pod głazami, w szczelinach i w płytkich jamach, a w części z nich kości leżą nie na kupie, lecz w układzie odpowiadającym budowie zwierzęcia, niekiedy zawinięte w korę brzozową. Bywają złoża z pozostałościami więcej niż jednego zwierzęcia, co oznacza miejsce używane wielokrotnie.

Wartość tych znalezisk polega na tym, że są niezależne od pisma. Teksty opisujące zakopywanie kości mamy dopiero od 1673 roku, a datowania szczątków sięgają czasów wcześniejszych, co pozwala powiedzieć rzecz, której z samych relacji powiedzieć nie sposób: tak postępowano również zanim ktokolwiek to zapisał.

Granica jest przy tym twarda i nie należy jej przekraczać. Kości pokazują sposób postępowania, nie powód; nie ma przy nich żadnej pieśni, żadnej formuły ani żadnego wskazania, komu albo czemu odsyłano zwierzę. Zgodność czynności nie dowodzi zgodności wyobrażeń.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z odsłoniętych złóż ma pewne datowanie, a ile tylko przybliżone
  • czy układanie kości w porządku ciała było regułą, czy jednym z kilku sposobów

Skąd to wiadomoodsłonięte złoża kości niedźwiedzich w Laponii, datowane metodą węglową; opis Laponii, Frankfurt 1673; relacja o łowach, Sztokholm 1755.

Chantowie i Mansowie nad Obem; XVII–XIX wiek

Przysięga na głowę niedźwiedzia

Zapis z tamtych czasów

Nad Obem przysięgano na niedźwiedzią głowę, a rosyjska administracja uznała tę formę za wiążącą i wpisywała ją do akt.

Czytaj dalej

Składający przysięgę stawał nad głową albo skórą zwierzęcia, dotykał jej nożem lub brał z noża kęs nad pyskiem i wzywał na siebie rozszarpanie, jeśli kłamie. Forma jest krótka, nie wymaga świątyni ani kapłana i daje się odbyć wszędzie, co tłumaczy jej trwałość.

Dla naszego tematu ważniejsze jest to, co stało się dalej. Urzędy rosyjskie, mając do czynienia ze sporami między mieszkańcami, przyjęły tę przysięgę jako obowiązującą i odnotowywały ją w papierach, przez co obrzęd wszedł do dokumentacji świeckiej. To rzadki przypadek, gdy dawna praktyka zostaje poświadczona nie przez tego, kto ją zwalcza, lecz przez tego, kto się nią posługuje.

Przysięga pokazuje też, że niedźwiedź nie był w tych okolicach wyłącznie zwierzyną obrzędową. Był instancją, przed którą się odpowiada, i to tłumaczy powagę uczty lepiej niż jakiekolwiek rozważanie o kulcie: składa się rachunek komuś, kto może go wyegzekwować.

Czego nie rozstrzygnięto
  • od kiedy dokładnie forma ta pojawia się w papierach urzędowych — najstarsze wzmianki są trudne do umiejscowienia
  • czy przysięgę składano na głowę zwierzęcia zabitego obrzędowo, czy na dowolną

Skąd to wiadomoopis ludów nad Obem spisany w 1715 roku; amsterdamski opis Tatarii północnej i wschodniej w wydaniu z 1705 roku; relacje z wyprawy syberyjskiej z lat 1733–1743; akta urzędowe z zachodniej Syberii z XVIII i XIX wieku.

Chantowie i Mansowie, dorzecze Obu i Irtyszu

Niedźwiedzie zabawy nad Obem

Zebrane z ust

Nad Obem obrzęd trwa kilka nocy: głowa leży na stole z zakrytymi oczami, śpiewa się pieśni o pochodzeniu zwierzęcia, między nimi grywa się sceny w maskach.

Czytaj dalej

Po zabiciu przynosi się do domu głowę i skórę, układa głowę na stole pyskiem na łapach, przykrywa oczy i nozdrza krążkami albo monetami i ubiera chustami i pierścieniami, inaczej dla samca, inaczej dla samicy. Zwierzę jest gościem przez cały czas trwania uroczystości i ma przed sobą jedzenie na równi z ludźmi.

Noce dzielą się na dwie warstwy, które się przeplatają. Pierwsza to długie pieśni obrzędowe, śpiewane w osobnym rejestrze języka, o zejściu niedźwiedzia z nieba, o jego życiu i o samym łowie; druga to scenki grane w maskach z kory brzozowej, często ostre i wyśmiewające obecnych, sąsiadów albo przybyszów z zewnątrz. Powaga i drwina stoją tu obok siebie bez zgrzytu.

Liczba nocy jest ustalona i zależy od zwierzęcia, przy czym zapisy różnią się co do rachunku: powtarza się układ pięciu nocy dla samca i czterech dla samicy, ale notowano też inne. Na koniec czaszkę odnosi się w wyznaczone miejsce — na drzewo albo do osobnego schowka — a kości składa się razem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy podział na pięć i cztery noce obowiązywał powszechnie, czy tylko u części grup
  • czy scenki w maskach należą do dawnego rdzenia obrzędu, czy narosły na nim później

Skąd to wiadomoopis ludów nad Obem spisany w 1715 roku; relacje z wyprawy syberyjskiej z lat 1733–1743; zapisy pieśni i opisy obrzędu sporządzane nad Obem od XIX wieku.

Chantowie i Mansowie; zapisy XVIII–XX wieku

Syn nieba spuszczony na ziemię

Zebrane z ust

Pieśni obrzędowe nad Obem opowiadają, że niedźwiedź jest dzieckiem niebiańskiego ojca, spuszczonym na dół w kołysce i związanym zakazami, które złamał.

Czytaj dalej

W pieśniach zwierzę patrzy z góry przez otwór w niebie, prosi, by je puszczono na ziemię, i zostaje spuszczone na łańcuchach albo w kołysce, z pouczeniem, czego mu nie wolno. Na dole łamie zakaz — najczęściej sięga po to, co należy do ludzi — i dlatego może zginąć z ich ręki.

Z tego wynika sens całej uroczystości i tłumaczy on więcej niż jakiekolwiek ogólne rozważanie o czci dla zwierząt. Uczta nie jest pogrzebem, lecz odprawą: przybysza, który zszedł na dół i wypełnił swój czas, odsyła się z powrotem w górę, i dlatego czaszka idzie na drzewo albo do schowka, a nie w ziemię.

Podobieństwo do fińskiej pieśni o narodzinach niedźwiedzia przy Wielkiej Niedźwiedzicy jest uderzające i właśnie dlatego niebezpieczne. Oba zapisy są późne, oba pochodzą z ust śpiewaków, i nie ma między nimi żadnego ogniwa pośredniego z datą, które pozwoliłoby powiedzieć, czy to jedno dziedzictwo, czy dwa spotkania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zakaz złamany przez niedźwiedzia miał w dawniejszych wersjach tę samą treść co w zapisanych
  • czy niebiański ojciec z pieśni obrzędowych jest tą samą postacią, którą wymieniają opisy z XVIII wieku

Skąd to wiadomoopis ludów nad Obem spisany w 1715 roku; zapisy pieśni obrzędowych znad Obu i Irtysza z XIX i XX wieku.

Zachodnia Syberia, Chantowie i Mansowie; lata 1712–1715

Opis z 1715 roku i chrzty nad Obem

Zapis z tamtych czasów

Opis ludu ostiackiego spisano w 1715 roku przy okazji chrzcielnych objazdów metropolity tobolskiego — drukiem ogłoszono go dopiero w XIX wieku.

Czytaj dalej

Autorem był zesłaniec towarzyszący wyprawom, które od 1712 roku objeżdżały jurty nad Obem i Irtyszem, chrzcząc mieszkańców i paląc miejsca kultu. Tekst opisuje wizerunki, święte miejsca, ofiary i rolę niedźwiedzia, a robi to z bliska, bo powstał w trakcie, a nie po latach.

Stronniczość tego zapisu jest jawna i przez to łatwiejsza do odliczenia niż stronniczość ukryta. Rzecz pisano po to, by pokazać, że misja była potrzebna, więc bałwochwalstwo musi w nim wyglądać groźnie i powszechnie. Liczby i oceny należy traktować ostrożnie, natomiast szczegóły obrzędowe, których nikt nie miał powodu wymyślać, są cenne.

Osobno warto zapamiętać los rękopisu: napisany w 1715 roku, czekał na druk ponad półtora wieku. To znaczy, że nie oddziaływał przez druk, więc podobieństwa późniejszych opisów znad Obu trudno tłumaczyć lekturą tego tekstu. Zupełnej niezależności to jeszcze nie dowodzi, bo rękopis mógł krążyć w odpisach, a takiej drogi wykluczyć się nie da.

Czego nie rozstrzygnięto
  • na ile obraz powszechnego bałwochwalstwa oddaje stan rzeczy, a na ile potrzeby misji
  • czy chrzty z lat 1712–1715 zmieniły obrzęd niedźwiedzi, czy tylko przesunęły go poza oczy przybyszów

Skąd to wiadomokrótki opis ludu ostiackiego spisany w 1715 roku, ogłoszony drukiem w XIX wieku; dokumenty objazdów misyjnych metropolity tobolskiego z lat 1712–1715.

Maryjczycy, Udmurci, Mordwini; XVIII–XX wiek

Powołże — czego w źródłach nie widać

Zapis po chrzcie

U ludów Powołża odnotowano niedźwiedzie zakazy, amulety i maski, ale nie odnotowano wielonocnej uczty z odesłaniem czaszki, jak na północy i nad Obem.

Czytaj dalej

U Maryjczyków i Udmurtów poświadczone jest omijanie imienia zwierzęcia i noszenie pazurów oraz zębów jako ochrony, u Mordwinów przebieranie się za niedźwiedzia w obrzędach zimowych; przysięga i przezwiska wracają u wszystkich trzech. Gdzie któraś z tych rzeczy stoi tylko w jednym zapisie, mówię o niej osobno, bo te trzy ludy mają trzy osobne dokumentacje. Nie tworzy to jednak uroczystości o ustalonym przebiegu, z pieśniami przypisanymi do czynności i z odesłaniem szczątków.

Dokumentacja tych ludów jest przy tym obfita, więc milczenie znaczy tu więcej niż gdzie indziej. Opisy sporządzane podczas objazdów zleconych przez petersburską Akademię w latach 1768–1774 notują drobiazgowo święte gaje, ofiary z koni, gęsi i bydła oraz miejsca zwane keremet — i nie podają uczty niedźwiedziej w tej postaci, którą znamy z północy.

Osobnym świadectwem są akta przymusowej chrystianizacji: urząd do spraw nowo ochrzczonych, działający od 1740 do 1764 roku, wycinał gaje i rozbierał miejsca ofiarne, a jego papiery wyliczają, co zwalczano. Uczty niedźwiedziej w tych wyliczeniach nie widać, choć wyliczono w nich wiele rzeczy drobniejszych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy brak zapisu oznacza brak obrzędu, czy jego wcześniejszy zanik przed powstaniem opisów
  • czy maski niedźwiedzie w obrzędach zimowych są resztką dawniejszej uroczystości, czy zjawiskiem osobnym

Skąd to wiadomoopisy ludów Powołża sporządzone podczas objazdów z lat 1768–1774; akta urzędu do spraw nowo ochrzczonych z lat 1740–1764; zapisy obrzędów zimowych z XIX i XX wieku.

Dorzecze Kamy i górnej Wołgi; I tysiąclecie i początek II

Odlewy znad Kamy

Zapis z tamtych czasów

Brązowe odlewy znad Kamy przedstawiają niedźwiedzią głowę położoną między wyciągniętymi przednimi łapami — w tej samej postawie, w jakiej układa się ją przy uczcie.

Czytaj dalej

Wśród przedmiotów metalowych z dorzecza Kamy powtarza się wyobrażenie łba spoczywającego na wyprostowanych łapach, czasem na tabliczce, czasem u stóp postaci ludzkiej. Znaleziska pochodzą z miejsc ofiarnych i z grobów, datowanych na pierwsze tysiąclecie i początek następnego, a więc są starsze od wszystkiego, co o niedźwiedziu zapisano w tych stronach.

Zgodność postawy z późniejszym obrzędem rzuca się w oczy: tak właśnie układa się głowę na stole nad Obem. Jest to jednak zgodność kształtu, nie treści, i tu trzeba stanąć. Odlew nie mówi, po co go zrobiono, nie zawiera formuły ani wskazania, a od niego do uczty zapisanej wiele stuleci później prowadzi wyłącznie nasze skojarzenie.

Podobnie rzecz się ma z pazurami i zębami znajdowanymi w pochówkach na tym obszarze i dalej na północy, w Finlandii i Karelii. Świadczą one, że zwierzęciu przypisywano znaczenie wykraczające poza mięso i skórę, i na tym ich świadectwo się kończy; ani jeden z tych przedmiotów nie łączy się z żadnym znanym z opisu obrzędem inaczej niż przez nasz domysł, i żaden nie przyszedł do nas z jakimkolwiek słowem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy postawa głowy między łapami odwzorowuje obrzęd, czy po prostu naturalną pozycję leżącego zwierzęcia
  • czy odlewy z miejsc ofiarnych i te z grobów pełniły tę samą rolę

Skąd to wiadomobrązowe odlewy z dorzecza Kamy pochodzące z miejsc ofiarnych i pochówków, datowane na I tysiąclecie i początek II; pazury i zęby niedźwiedzie w pochówkach fińskich, karelskich i nadkamskich.

Niwchowie, Ulcze, Oroczowie, Ajnowie — Amur, Sachalin, Hokkaido

Niedźwiedź hodowany, nie upolowany

Zapis po chrzcie

Nad Amurem i na wyspach młode brano z gawry i chowano w klatce przez dwa–trzy lata, żeby dopiero potem odprawić je obrzędowo — to inna budowa niż uczta po łowach.

Czytaj dalej

Różnica nie jest szczegółem, tylko odmiennym ustrojem całej rzeczy. Uczta północna jest następstwem łowu i zaczyna się wtedy, gdy zwierzę padnie; obrzęd amurski i ajnuski zaczyna się od decyzji podjętej lata wcześniej, od karmienia, od klatki przy domu i od zaproszeń rozesłanych do sąsiednich wsi. Jedno wymaga szczęścia na łowach, drugie wymaga nadwyżki, którą wieś stać na wykarmienie zwierzęcia.

Wspólne pozostaje zakończenie, i ono właśnie zwodzi. W obu wypadkach mówi się o odesłaniu do domu, w obu dba się o kości, w obu zwierzę jest gościem, a nie zdobyczą. Ajnuska nazwa czynności znaczy dosłownie odesłanie, co brzmi jak dokładny odpowiednik fińskiego wyprowadzenia czaszki.

Wniosek jest jednak przeciwny temu, który się narzuca. Skoro dwie odmienne budowy obrzędu — łowiecka i hodowlana — dochodzą do tego samego zakończenia, to zakończenie nie może być dowodem pokrewieństwa. Jest raczej rozwiązaniem, do którego dochodzi się z różnych stron.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy forma hodowlana wyrosła z łowieckiej, czy powstała niezależnie
  • jak dawna jest hodowla niedźwiedzia na tych terenach — najstarsze opisy są osiemnastowieczne

Skąd to wiadomojapońskie opisy i ilustrowane zwoje z Ezo z XVIII wieku, w tym zestaw rycin z 1799 roku; relacje europejskie z Ezo z XVII wieku; opisy ludów dolnego Amuru i Sachalinu z XIX wieku; urzędowe zalecenie prefektury Hokkaido z 1955 roku ograniczające obrzęd i jego wycofanie w 2007 roku.

Ewenkowie, Ketowie, Selkupowie; Syberia środkowa

Pomost i cudzy strzał

Zebrane z ust

U sąsiadów Ugrów obskich kości kładziono na pomoście lub w koronie drzewa, a winę za zabicie zrzucano na obcych.

Czytaj dalej

U ludów tajgi środkowej powtarza się ten sam zestaw czynności: zdejmuje się skórę z zachowaniem głowy, zbiera kości i układa je na podwyższeniu — na pomoście wspartym na słupach albo w rozwidleniu drzewa — zwróconą głową ku wschodowi. Nad zabitym zawodzi się jak nad krewnym, po czym ogłasza się, że sprawcą był kto inny.

To ma dla naszego pytania wagę rozstrzygającą, bo ci sąsiedzi mówią językami z różnych rodzin. Ewenkowie należą do rodziny tunguskiej, Ketowie nie mają dającego się wykazać pokrewieństwa z nikim, Selkupowie są samojedzcy. Obrzęd przechodzi więc w poprzek pokrewieństw językowych, a nie wzdłuż nich.

Kto chce widzieć w uczcie niedźwiedziej dziedzictwo prauralskie, musi wytłumaczyć, dlaczego ma ją także ten, kto z Uralczykami nie jest spokrewniony, a nie ma jej — w tej rozwiniętej postaci — sporo ludów, które są. Samo rozmieszczenie zwyczaju nie układa się w drzewo rodowe.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zwrócenie głowy ku wschodowi jest regułą, czy jednym z wariantów
  • czy zawodzenie nad zabitym należy do obrzędu, czy jest formą grzecznościową dodaną w opisach przez zapisujących

Skąd to wiadomorelacje z wypraw syberyjskich z lat 1733–1743; opisy ludów tajgi środkowej sporządzane w XIX i XX wieku; amsterdamskie opisy Tatarii północnej i wschodniej z 1692 i 1705 roku.

Cały pas od Skandynawii po Pacyfik; ocena materiału

Gdzie kończy się podobieństwo

Złożone przy biurku

Powtarza się pięć czynności: omijanie imienia, wypieranie się zabójstwa, całość kości, głowa jako gość, odesłanie. Reszta różni się od ludu do ludu.

Czytaj dalej

Zestawmy najpierw to, co wraca wszędzie, bo to jest twarda część rachunku. Zwierzęcia nie nazywa się po imieniu; nikt nie przyznaje się do zabicia; kości zbiera się co do jednej i nie łamie; głowę traktuje się jak gościa i sadza przy jedzeniu; szczątki odsyła się tam, skąd zwierzę przyszło. Pięć punktów i ani jednego więcej.

Wszystko poza tym się rozchodzi, i to nie w drobiazgach. Saamowie kości zakopują, Finowie wynoszą czaszkę na sosnę, Ugrowie obscy trzymają ją w schowku albo na drzewie. Pieśni fińskie idą wzorem wesela, obskie opowiadają o zejściu z nieba, ajnuskie o odesłaniu do bogów. Nad Amurem zwierzę się hoduje, na północy wyłącznie poluje. Liczba dni, rola kobiet, sposób zabicia — wszędzie inne.

Jest jeszcze kłopot z czasem, najcięższy ze wszystkich. Najstarszy dokładny opis pochodzi z 1673 roku, najstarszy osobny opis znad Obu z 1715 — krótsze wzmianki o tamtejszej czci dla niedźwiedzia krążyły w druku wcześniej — a materiał najobfitszy zapisano w XIX i XX wieku. Obrzęd oglądamy zatem niemal w jednej chwili na całym obszarze, i taka migawka nie pozwala odróżnić dziedzictwa od zapożyczenia ani jednego od drugiego od zwykłej zbieżności rozwiązań u ludzi żyjących z tego samego zwierzęcia.

Żeby rozstrzygnąć, trzeba by mieć datowane ślady materialne z każdej z tych okolic, sprzed epoki opisów, pokazujące to samo postępowanie i dające się ustawić w ciąg. Mamy dwa punkty tego ciągu — złoża kości w Laponii i odlewy znad Kamy — i nic między nimi. Wspólne pochodzenie uczty niedźwiedziej nie zostało wykazane; wykazano jedynie, że pięć czynności powtarza się na wielkim obszarze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy pięć powtarzających się czynności wynika ze wspólnego dziedzictwa, z wymiany wzdłuż szlaków łowieckich, czy z podobnych warunków łowów
  • czy rozmieszczenie obrzędu da się kiedykolwiek rozstrzygnąć, skoro najstarsze zapisy dzieli od siebie mniej niż sto lat
  • czy obrzęd rozszedł się z jednego ogniska, czy wielokrotnie powstawał i zanikał

Skąd to wiadomoopis Laponii, Frankfurt 1673; opis znad Obu z 1715 roku; relacja o łowach, Sztokholm 1755; opis Finmarku, Kopenhaga 1767; zapisy terenowe z XIX i XX wieku; złoża kości w Laponii i odlewy znad Kamy jako jedyne świadectwa materialne.

Laponia, Finlandia, zachodnia Syberia; XVIII–XXI wiek

Zakaz, zanik i powrót

Zapis po chrzcie

Obrzęd gasł trzema drogami: przez misję i konfiskaty, przez nagrody za zabicie niedźwiedzia, wreszcie przez represje XX wieku — i wrócił jako pokaz.

Czytaj dalej

Na północy pierwsze uderzenie przyszło od misji: w pierwszej połowie XVIII wieku odbierano bębny, karano za dawne praktyki, a duchowni spisywali, co należy tępić — i te właśnie spisy są dziś naszym głównym źródłem wiedzy o obrzędzie. Wiemy o nim tyle, ile zapisali ci, którzy go niszczyli.

W Finlandii zadziałało coś zupełnie innego i skuteczniejszego niż zakaz. Broń palna zmieniła łowy, a w XIX wieku wypłacano nagrody za zabicie niedźwiedzia, który z gościa stał się szkodnikiem do wytępienia. Obrzęd nie został zakazany — stracił przedmiot, bo zwierzęcia niemal zabrakło, i uczta zanikła razem z nim.

Nad Obem represje przyszły w latach trzydziestych XX wieku i zepchnęły uroczystość w ukrycie, skąd wróciła publicznie dopiero pod koniec lat osiemdziesiątych. To, co odprawia się dziś, ma jednak inną wagę niż to, co opisywano dawniej: jest świadectwem tożsamości i pokazem dla obcych, a nie rachunkiem składanym zwierzęciu, od którego zależy przetrwanie. Ta zmiana roli jest częścią historii obrzędu, nie jego skazą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • na ile obrzęd trwał w ukryciu przez cały czas represji, a na ile został po latach odtworzony z pamięci i z zapisów
  • czy zanik po stronie fińskiej dokonał się wcześniej niż wybicie zwierząt, czy równolegle

Skąd to wiadomorękopiśmienne relacje misjonarzy z Laponii z lat około 1715–1730; konfiskaty bębnów z pierwszej połowy XVIII wieku; fińskie rachunki nagród za zabicie drapieżników z XIX wieku; zapisy obrzędu znad Obu z XX wieku.

Drewno, włos i ziarno

Kantele ze szczęki szczupaka

Pieśń o pochodzeniu przysługiwała w tej tradycji rzeczom groźnym i rzeczom niezbędnym: żelazu, ogniowi, wężowi, niedźwiedziowi. Spośród rzeczy wytwarzanych ludzką ręką własną taką pieśń mają dwie — instrument strunowy i piwo. Zapis wydrukowany w Turku w 1789 roku wiąże je ściślej, niż wiąże je dzisiejsza lektura, bo kołki, na które naciąga się struny kantele, są w nim kiełkami jęczmienia. Sekcja prowadzi obie rzeczy razem, bo razem stoją w pieśni, w kronice i w prawie ziemskim.

Finowie i Karelowie — Ostrobotnia i Karelia; pieśni zapisane przed 1789 rokiem

Kantele ze szczupaka, kołki z jęczmienia

Zebrane z ust

Instrument ze szczęki szczupaka stoi w druku z 1789 roku, czterdzieści sześć lat przed pierwszym wydaniem eposu, a jego kołki są w tym samym zapisie kiełkami jęczmienia.

Czytaj dalej

Pod innym hasłem tego samego druku stoi zdanie jeszcze ważniejsze dla całej tej sekcji: kołki do kantele wzięto z kiełka jęczmienia rosnącego w krainie umarłych i z zębów tamtejszego szczupaka. Jęczmień i szczupak spotykają się zatem w jednym przedmiocie, a jęczmień jest tu częścią nośną, tą, na której trzyma się strój instrumentu, nie zaś ozdobą ani porównaniem.

Słownik mitologii fińskiej wydrukowany w Turku w 1789 roku przytacza pod hasłem o domowej dziewce Hiisiego pięć wersów, w których pan pieśni robi harfę z kości szczupaka, a kantele z rybiej płetwy, po czym naciąga struny z włosów tej dziewki i z włosia ogiera. O szczęce nie ma w tych wersach ani słowa; szczupacza szczęka, po której instrument rozpoznaje dzisiejszy czytelnik, pochodzi z eposu, a pierwsze jego wydanie ukazało się dopiero w 1835 roku.

Rachunek z tego wychodzi prosty i wart wypowiedzenia wprost. Budowa instrumentu z rybiej kości nie została dopisana przez książkę z XIX wieku, ponieważ stoi w druku starszym od niej o czterdzieści sześć lat, w fińskich wersach zebranych ze starych pieśni. Druk nie podaje przy nich ani wsi, ani osoby, ani przekładu: po szwedzku objaśniono samo hasło, a wersy zostawiono w takim brzmieniu, w jakim je zapisano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wersy o kości szczupaka zapisano od jednego śpiewaka, czy złożono z kilku zapisów — druk z 1789 roku nie podaje przy nich ani wsi, ani osoby
  • czy jęczmień krainy umarłych oznacza roślinę, czy jest nazwą materiału, którego już nie umiemy rozpoznać
  • czy szczęka szczupaka, po której instrument znany jest z eposu, ma oparcie w jakimkolwiek zapisie starszym niż XIX wiek

Skąd to wiadomoSłownik mitologii fińskiej drukowany w Turku w 1789 roku — hasła o domowej dziewce Hiisiego, o jego gospodyni i o jęczmieniu krainy umarłych; wydanie eposu z 1835 roku podane wyłącznie dla porównania daty.

Finowie; zaklęcia ptasznicze zapisane przed 1789 rokiem

Brzoza, dąb i włosie, czyli instrument jako sprzęt myśliwski

Zebrane z ust

W zaklęciu ptasznika kantele ma pudło z czeczotowej brzozy, kołki z dębu i struny z końskiego włosia, a gra się na nim po to, żeby zwierzyna sama wyszła z lasu.

Czytaj dalej

Ten sam druk z 1789 roku przytacza zaklęcie ptasznicze, w którym pan pieśni robi kantele na skale, a tekst zadaje trzy pytania po kolei: skąd jest pudło, skąd kołki, skąd struny. Odpowiedzi padają natychmiast — pudło z brzozy o splątanym słoju, kołki z równych gałęzi dębu, struny z włosia dobrego ogiera. Nie pada natomiast żadna liczba strun.

Dalszy ciąg tego zaklęcia mówi, po co się gra. Wołano do grania dziewczęta i chłopców, potem żonatych mężczyzn i nic z tego nie wychodziło; dopiero gdy instrument wziął ten, kto go zrobił, wszystko, co chodzi na czterech nogach i lata na dwóch skrzydłach, przyszło słuchać, a niedźwiedź skoczył na płot. Na końcu zaklęcie prosi panią lasu, żeby ciągnęła zdobycz saniami.

Trzy pytania zaklęcia są spisem części, z których instrument rzeczywiście się składa, i pokrywają się z tym, co widać na zachowanych egzemplarzach. Zaklęcie nie pyta, jak instrument brzmi ani czyj jest, tylko z czego został zrobiony, ponieważ w tej tradycji znajomość pochodzenia rzeczy daje nad nią władzę. Kantele jest tu narzędziem łowów, nie ozdobą wieczoru.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zaklęcie ptasznicze mówiono przy pułapkach, czy zapisano je już jako pieśń pamiątkową o dawnym zwyczaju
  • czy brzoza o splątanym słoju to wskazanie konkretnego drewna, czy formuła oznaczająca materiał najlepszy z możliwych

Skąd to wiadomoZaklęcie ptasznicze przytoczone w słowniku mitologii fińskiej drukowanym w Turku w 1789 roku, pod hasłem o panu pieśni.

Finowie i Karelowie; druk z 1789 roku wobec wydania eposu z 1849

Dwa rodowody instrumentu zszyte w jedno życie

Złożone przy biurku

W druku z 1789 roku szczupak i brzoza to dwie równorzędne odpowiedzi na jedno pytanie; w eposie pierwszy instrument tonie w morzu, a drugi rodzi się z płaczącej brzozy.

Czytaj dalej

W druku z 1789 roku obie budowy stoją pod osobnymi hasłami, jedna obok drugiej, jako dwie odpowiedzi na to samo pytanie o pochodzenie części. Żadne z tych haseł nie wie o drugim. Nigdzie nie powiedziano, że jeden instrument zastąpił drugi, ani że między nimi cokolwiek zaszło; są to warianty, nie rozdziały.

W wydaniu eposu z 1849 roku obie budowy układają się w ciąg zdarzeń. Instrument z kości szczupaka przepada w morzu podczas walki o sampo, bohater szuka go po falach i nie znajduje, a potem trafia na brzozę, która płacze przy drodze; pyta ją o przyczynę, ścina i buduje nowy, a struny dostaje z włosów panny, która oddaje je dobrowolnie.

Utrata i płacz są w tym miejscu szwem. To, że tradycja znała obie budowy, jest poświadczone przed eposem i sprawdza się w druku z 1789 roku, gdzie stoją one obok siebie bez żadnego następstwa w czasie. To, że jedna przyszła po drugiej, że pierwszy instrument opłakiwano, a drugi urodził się z żalu, jest kompozycją ułożoną przy biurku; w wydaniu z 1849 roku szew ten jest widoczny gołym okiem, a czy założono go już w pierwszym druku z 1835 roku, rozstrzyga dopiero porównanie obu wydań.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wydanie z 1835 roku ma już drugi instrument z brzozy, czy dopisano go dopiero w 1849 — w pierwszym druku tego nie sprawdzono
  • czy istnieje zapis terenowy, w którym obie budowy następują po sobie jako jedna opowieść
  • czy wydanie z 1835 roku ma już drugi instrument z brzozy, czy ciąg utraty i powtórnej budowy ułożono dopiero w 1849 — porównania obu druków nie przeprowadzono

Skąd to wiadomoSłownik mitologii fińskiej z 1789 roku, dwa osobne hasła o budowie instrumentu; wydanie eposu z 1849 roku, pieśni o walce o sampo i o powtórnej budowie kantele.

Finowie, Karelowie i Estończycy; egzemplarze i opisy z XVIII–XX wieku

Pudło, kołki, struny: z czego składa się kantele

Zapis z tamtych czasów

Wiejskie kantele wydłubywano z jednego kloca, a nie sklejano z desek; pięć strun z końskiego włosia naciągano na kołki i przewieszano przez żelazny pręt.

Czytaj dalej

Pudło wiejskiego kantele jest wybrane dłutem z jednego kawałka drewna — brzozy, olchy albo sosny — i przykryte cienkim wiekiem; kształt ma skrzydła, z jednym bokiem długim i drugim krótkim. Przy węższym końcu siedzą kołki drewniane albo żelazne, przy szerszym struny przechodzą przez metalowy pręt. Fińszczyzna nazywa te trzy części: pudło, kołki i struny.

Strun jest w najstarszej znanej postaci pięć i stroi się je w szereg pięciu sąsiednich dźwięków. Włosie ustępowało w XIX wieku drutowi mosiężnemu i stalowemu. Chwyty są dwa: wybieranie melodii struna po strunie oraz pociągnięcie wszystkich strun naraz przy jednoczesnym tłumieniu palcami tych, które mają milczeć, co daje akord zmieniający się z każdym podniesieniem palca.

Estoński kannel jest zbudowany na tej samej zasadzie i ma od pięciu do kilkunastu strun. Rozrost przyszedł potem: w XIX wieku instrumenty wiejskie o dwudziestu i trzydziestu strunach, ze sklejanym pudłem i otworem rezonansowym, a od lat dwudziestych XX wieku instrument z mechanizmem dźwigienek i trzydziestoma kilkoma strunami. Ten ostatni nie jest instrumentem z zaklęć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy pięć strun jest liczbą dawną, czy najmniejszą, jaka dotrwała do zbiorów
  • kiedy struna metalowa weszła na miejsce włosia — opisy z XIX wieku podają obie naraz i nie rozstrzygają kolejności

Skąd to wiadomoEgzemplarze wiejskie w zbiorach fińskich i w muzeum ludowym w Tartu, założonym w 1909 roku; trzy nazwy części w zaklęciu z druku z 1789 roku; instrumenty z mechanizmem budowane od lat dwudziestych XX wieku.

Finlandia, Estonia i Nowogród; warstwy z XI–XIV wieku, zbiory od XVIII

Żaden średniowieczny kantele się nie zachował

Zapis z tamtych czasów

Ani z Finlandii, ani z Estonii nie ma instrumentu starszego niż XVIII wiek; jedyne pewnie datowane egzemplarze tej rodziny wydobyto z mokrych warstw Nowogrodu.

Czytaj dalej

Wyjątkiem są nowogrodzkie warstwy nasiąknięte wodą, w których drewno przetrwało w całości. Bruki uliczne dają się tam datować rok po roku po słojach, a z warstw od XI do XIV wieku wydobyto kilka drewnianych psałterzy. Jeden z nich, wyjęty w 1975 roku z warstwy z połowy XI wieku, ma pięć otworów na struny i rytą na pudle nazwę osobową.

Co z tego wolno wyprowadzić, a czego nie. Wolno powiedzieć, że instrument o takim kształcie i takiej liczbie strun istniał nad Wołchowem około połowy XI wieku i że wydłubywano go z kloca. Nie wolno nazwać go kantele, bo Nowogród był miastem ruskim, choć mieszanym, a strona bałtycko-fińska nie dała dotąd nic podobnego — i jest to pytanie o glebę, nie o muzykę.

To, co leży w zbiorach, jest późne. Wiejskie kantele i kannele, które dotrwały do muzeów fińskich i estońskich, pochodzą z XVIII i XIX wieku, a egzemplarza starszego zbiory te nie wykazują — instrument jest przedmiotem z drewna, drewno zaś trwa tylko w gruncie stale mokrym albo pod dachem, w którym ktoś przez cały czas mieszkał. Nie znaczy to, że rzecz jest młoda; znaczy tyle, że materiał, z którego ją robiono, nie przechowuje się w tym klimacie sam z siebie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy psałterze nowogrodzkie są przodkiem kantele, czy równoległą gałęzią tej samej rodziny instrumentów
  • który zachowany kantele fiński albo estoński jest najstarszy i czy jego data jest ryta na pudle, czy tylko przypisana

Skąd to wiadomoWykopaliska nowogrodzkie prowadzone systematycznie od lat pięćdziesiątych XX wieku, warstwy datowane słojami drewnianych bruków; psałterz wydobyty w 1975 roku z warstwy z połowy XI wieku; zbiory instrumentów wiejskich w Finlandii i Estonii.

Karelowie i Finowie wschodni; gra poświadczona do początku XX wieku

Jouhikko, czyli ręka wsunięta w otwór ramy

Zebrane z ust

Smyczkowa odmiana kantele nie ma podstrunnicy: lewa ręka sięga przez otwór w ramie i dotyka struny od tyłu, grzbietem palców, a smyczek idzie po wszystkich strunach naraz.

Czytaj dalej

Jouhikko ma pudło wybrane z jednego kawałka drewna, nad nim ramę z poprzeczką, a w ramie duży otwór. Strun jest dwie albo trzy i są z końskiego włosia, tak samo jak włosie smyczka, który ma kształt łuku. Nazwa instrumentu zawiera wyraz oznaczający włosie, a więc mówi wprost, z czego są struny.

Gra wygląda inaczej niż na czymkolwiek ze skrzypcowej rodziny. Instrument opiera się o kolano, smyczek dotyka wszystkich strun jednocześnie, jedna prowadzi melodię, pozostałe brzmią bez przerwy jako burdon. Lewa ręka wchodzi w otwór ramy od tyłu i skraca strunę melodyczną grzbietami palców albo paznokciami, nie dociskając jej do niczego, bo nie ma do czego.

Gra na tym instrumencie wygasła w Finlandii i w Karelii w pierwszych dziesięcioleciach XX wieku, a ostatnich grających zdążono nagrać na wałkach. Potem instrument stał w gablocie, a od lat siedemdziesiątych XX wieku odbudowuje się go z egzemplarzy muzealnych. Jest to powrót zrobiony z przedmiotu, a nie ciągłość przekazana z ręki do ręki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy trzecia struna jest dodatkiem późnym, czy odmianą miejscową — zachowane egzemplarze mają i dwie, i trzy
  • czy jouhikko i kantele mają wspólny rodowód, czy zeszły się dopiero we wspólnej nazwie

Skąd to wiadomoEgzemplarze w zbiorach fińskich; nagrania wałkowe ostatnich grających z pierwszych dziesięcioleci XX wieku; odbudowa instrumentu prowadzona od lat siedemdziesiątych XX wieku.

Estończycy i nadbrzeżni Szwedzi estońscy — Hiiumaa, Vormsi, Ruhnu; XIX–XX wiek

Hiiu kannel, czyli ten sam smyczek na estońskich wyspach

Zebrane z ust

Po estońskiej stronie ta sama smyczkowa lira nazywa się hiiu kannel i przetrwała dłużej niż w Karelii, ponieważ grano na niej do tańca, a nie przy zaklęciu.

Czytaj dalej

Na wyspach zachodnioestońskich lira smyczkowa nosi nazwę hiiu kannel, czyli kannel z Hiiumy, a wśród szwedzkojęzycznych mieszkańców tych samych wysp nazywa się talharpa. Budowa jest ta sama co karelska: pudło z jednego kloca, rama z poprzeczką, otwór, struny i smyczek z końskiego włosia, ręka sięgająca do struny od tyłu.

Jedno rozróżnienie trzeba przy tej karcie trzymać mocno. Ci, którzy instrument utrzymali, nie byli wyłącznie Estończykami. Wsie szwedzkojęzyczne na Vormsi, Ruhnu i wybrzeżu Noarootsi miały własną mowę, własny kościół i własną nazwę na ten instrument, więc to samo pudło przechodziło przez dwie różne ręce i dwa różne repertuary.

Powód dłuższego trwania bywa wskazywany prozaiczny: na wyspach instrument grał do tańca na weselach i na zabawach, a muzyka do tańca ma odbiorcę w każdym pokoleniu. Na to, że po stronie karelskiej było inaczej, materiał dowodu nie daje, bo i tam grywano do tańca. Koniec gry na wyspach ma natomiast przyczynę, którą widać gołym okiem: ludność szwedzkojęzyczna opuściła Vormsi, Ruhnu i wybrzeże Noarootsi w latach 1943 i 1944, przenosząc się do Szwecji, i tam grano dalej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwa hiiu kannel wskazuje pochodzenie z Hiiumy, czy tylko tamtejszą odmianę instrumentu
  • po której stronie — estońskiej czy szwedzkiej — gra trwała dłużej bez przerwy
  • czy jouhikko karelskie i hiiu kannel wyspiarskie miały różny repertuar, czy różnicę tę dopisano do nierównego czasu trwania obu tradycji

Skąd to wiadomoEgzemplarze i opisy z wysp zachodnioestońskich z XIX i XX wieku; wywiezienie ludności szwedzkojęzycznej w latach 1943–1944 i dalsza gra w Szwecji.

Estończycy w Estonii i Inflantach; ruch braci morawskich od 1729 roku

Kannel spalony własną ręką, nie cudzą

Zapis z tamtych czasów

Chłopi estońscy palili własne kannele i dudy jako narzędzia grzechu; robili to sami i z przekonania, w ruchu, który przyszedł do Tallinna w 1729 roku.

Czytaj dalej

Ruch braci morawskich dotarł do Tallinna w 1729 roku, a przez lata trzydzieste i czterdzieste XVIII wieku objął całe wsie w Estonii i w Inflantach, także wsie łotewskie, a więc ludności mówiącej mową bałtycką, nie bałtycko-fińską. Zbory prowadzili kaznodzieje chłopscy, w domach modlitwy stawianych własnym sumptem, obok parafii luterańskiej.

Wyrzeczenia szły daleko i dotyczyły rzeczy, a nie tylko postępowania. Taniec, dudy, kannel i śpiew w dawnej mierze nazwano grzechem, a instrumenty palili ich właściciele. Różnica wobec wycinania świętych gajów w poprzednim stuleciu jest zasadnicza: tam rękę przykładał urząd, tu przykładał ją ten, do kogo rzecz należała, i nikt go nie zmuszał.

Papierowy ślad tego ruchu ma twarde daty: ukaz z 1743 roku zamknął zbory, ukaz z 1764 roku pozwolił je otworzyć na nowo. Najsilniejszy był ruch w południowej Estonii i na wyspach, a więc także tam, skąd pochodzą najobfitsze zapisy pieśni w dawnej mierze. Z samego zasięgu zborów nie odczyta się zatem, ile śpiewu ubyło, i rachunek strat pozostaje nierobiony.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile instrumentów spalono i w których latach — liczby nie ma w żadnym znanym mi zestawieniu
  • czy uboższy zapis pieśni na południu Estonii wynika z tego ruchu, czy z tego, gdzie i kiedy zbieracze pracowali
  • ile instrumentów spalono i w których latach — liczby nie podaje żadne znane zestawienie

Skąd to wiadomoPrzybycie ruchu do Tallinna w 1729 roku; ukaz zamykający zbory z 1743 roku i ukaz przywracający je z 1764; dzienniki i sprawozdania samego ruchu oraz wizytacje kościelne z XVIII wieku.

Mari i Udmurci — Powołże i Prikamie; opisy z XIX i XX wieku

Kÿsle i krez, czyli ten sam kształt nad Wołgą i Kamą

Zebrane z ust

Psałterz o wydłubanym pudle i strunach na kołkach stoi także nad Wołgą; u Udmurtów wyraz krez nazywa jednocześnie instrument i rodzaj pieśni.

Czytaj dalej

Udmurcki wyraz niesie dwa znaczenia naraz: nazywa instrument i nazywa gatunek śpiewu bez słów, wykonywanego w gromadzie. Jeden wyraz na przedmiot i na sposób śpiewania mówi coś o tym, jak te dwie rzeczy do siebie należały, i jest to argument z języka, więc nie wymaga niczyjego świadectwa ani opisu obrzędu.

Czego z podobieństwa kształtu wyprowadzić nie wolno. Psałterze o takiej budowie stoją od Bałtyku po Kamę i dalej, we wsiach mówiących mowami słowiańskimi, bałtycko-fińskimi i tureckimi, a pytanie, kto od kogo wziął, nie ma datowanej odpowiedzi. Wspólny kształt nie jest dowodem wspólnego pochodzenia ani wspólnej wiary.

Instrument tej rodziny ma nad Wołgą własne nazwy: maryjską kÿsle i udmurcką krez. Zasada budowy jest ta sama co na zachodzie — pudło wybrane z jednego kawałka drewna, struny naciągnięte na kołki, żadnej szyjki i żadnego smyczka. Kształt ten rozciąga się szerokim pasem od Bałtyku po Kamę, a którędy i kiedy wędrował, opisy nie mówią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy psałterz nad Wołgą to dziedzictwo dawne, czy rzecz przejęta od ruskich sąsiadów wraz z nazwą
  • czy na kÿsle grywano przy modlitwie w gaju — opisy gajów wyliczają kocioł, świecę, płótno i monety, a instrumentu nie wymieniają

Skąd to wiadomoOpisy i egzemplarze maryjskie oraz udmurckie z XIX i XX wieku; słownictwo udmurckie, w którym krez nazywa i instrument, i gatunek pieśni.

Finowie, Karelowie i Ingrowie; zapisy z XIX wieku

Piwo ma własną pieśń o początku

Zebrane z ust

Narodziny piwa śpiewano tak samo jak narodziny żelaza i ognia: z nazwaniem tego, kto rzecz zrobił, z czego ją zrobił i w której chwili powstała.

Czytaj dalej

Pieśń o narodzinach piwa zapisywano od śpiewaków w Finlandii, w Karelii i w Ingrii przez cały XIX wiek, a jej budowa jest co do joty budową pieśni o pochodzeniu: najpierw ten, kto robi, potem materiał, na końcu chwila, w której rzecz stała się sobą. Robi kobieta, nazywana raz Osmotar, raz Kapo, i to ona w tej pieśni wykonuje całą robotę.

Znaczenie tej budowy jest praktyczne, nie literackie. Pieśń o pochodzeniu nie była opowieścią, tylko narzędziem, a kto znał początek rzeczy, ten miał nad nią władzę; pieśni o żelazie, o ogniu i o wężu mówiono nad raną. Piwo należy do tego samego szeregu, co stawia domowy napój w jednym rzędzie z rzeczami, od których człowiek mógł zginąć.

Przebieg trzeba podać razem z tym, skąd się go bierze. Jęczmień idzie z pola, chmiel stamtąd, gdzie rośnie sam, woda ze źródła; trzy rzeczy zestawia się razem i nic z tego nie wychodzi, bo brzeczka nie chce ruszyć. Pomoc przychodzi z zewnątrz — kuna przynosi pianę z pyska niedźwiedzia, pszczoła leci przez wody na wyspę po miód — i w tej właśnie kolejności rzecz stoi w dwudziestej pieśni wydania z 1849 roku, czyli w książce ułożonej przez zbieracza, nie w zapisie jednego wykonania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy pieśń o narodzinach piwa mówiono nad kadzią, gdy brzeczka nie ruszała — sens gatunku na to wskazuje, ale nie znam zapisu z podaną wsią i datą wykonania
  • czy Osmotar i Kapo to dwa imiona jednej postaci, czy dwie postacie zlane przez zapisujących w jedną
  • czy kuna z niedźwiedzią pianą i pszczoła lecąca po miód stoją w tej samej kolejności w zapisach terenowych, czy ciąg ten złożył wydawca

Skąd to wiadomoZapisy pieśni fińskich, karelskich i ingryjskich z XIX wieku; ta sama budowa, co w poświadczonych pieśniach o narodzinach żelaza, ognia i węża.

Karelia i Ingria; wydanie eposu z 1849 roku

Co z pieśnią o piwie zrobiła książka

Złożone przy biurku

W eposie narodziny piwa stoją w dwudziestej pieśni, obok bicia wielkiego wołu, jako przygotowanie do wesela; w terenie była to rzecz mówiona nad kadzią.

Czytaj dalej

W wydaniu z 1849 roku pieśń o narodzinach piwa stoi w dwudziestej pieśni, tuż przy biciu ogromnego wołu, a obie te partie służą w książce jednemu celowi: wesele w Pohjoli trzeba czymś nakarmić i napoić. Zaklęcie zostało włożone w usta opowieści i dostało w niej miejsce, którego w śpiewie nie miało.

Co jest poświadczone, a co ułożone. Że pieśń istniała osobno, dowodzą zapisy terenowe starsze od drugiego wydania i można je przeliczyć. Że należała do pierwszego dnia wesela, zaraz przed zaproszeniem gości, jest porządkiem druku, a nie porządkiem obrzędu, i różnicy tej nie znosi to, że same słowa są autentyczne.

Zmiana nie dotyczy słów, tylko tego, po co się je mówi. W książce pochodzenie piwa opowiada się po to, żeby czytelnik wiedział, skąd uczta, i książka idzie jeszcze dalej: gotowy napój dostaje głos, woła, żeby sprowadzono śpiewaków, bo inaczej się zmarnuje, i tym woła gości pod dach. Po co tę samą pieśń mówiono nad kadzią, druk nie powie, bo na to trzeba zapisu ze wsią i z datą wykonania, a przy tej pieśni takiego zapisu nie ma.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy w zapisach terenowych pieśni weselnych narodziny piwa stoją na tym samym miejscu, na którym stoją w druku
  • czy piwo przemawiające własnym głosem ma oparcie w wariantach, czy jest chwytem wydawcy

Skąd to wiadomoWydanie eposu z 1849 roku, pieśń dwudziesta; zapisy pieśni weselnych z Karelii i Ingrii z lat 1828–1849.

Finowie i Karelowie; wykaz z 1551 roku wobec druku z 1789

Mleko pola, czyli imię z wykazu przerobione na nazwę napoju

Zebrane z ust

W 1789 roku brzeczkę nazywano w Finlandii mlekiem pola, a napić się Pellonpekka znaczyło po prostu wypić młodego, świeżo ruszającego piwa.

Czytaj dalej

W wykazie z 1551 roku przy Pellonpekku stoi jedno zadanie: jęczmień ma rosnąć. Dwieście trzydzieści osiem lat później słownik drukowany w Turku mówi o nim więcej — że wspierał wiosenny siew i że dawał dobrą brzeczkę, a tę brzeczkę nazywano w tamtejszej mowie mlekiem pola. Nazwa napoju została zbudowana z nazwy gruntu, na którym rosło zboże.

To samo hasło notuje zwrot wtedy jeszcze używany: skosztować albo napić się Pellonpekka znaczyło wypić brzeczkę, napój młody, dopiero ruszający. Imię tego, kto dawał wzrost jęczmieniowi, stało się potoczną nazwą tego, co z jęczmienia robiono, i przeszło w ten sposób z listy bogów do rozmowy przy stole.

Jest to najmocniejsze pojedyncze świadectwo w całym tym rachunku, że opiekun jęczmienia dotyczył piwa, a nie samego ziarna. Hasło stoi wprawdzie w książce o dawnych bóstwach i samego Pellonpekka nazywa bogiem jęczmienia, ale mleko pola i picie Pellonpekka notuje osobno, jako zwroty wtedy jeszcze używane. Świadectwem jest więc nie opis obrzędu, tylko zapisek o tym, jak ludzie mówili, sięgając po kubek.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zwrot o piciu Pellonpekka jest dawny, czy powstał później jako żart wtórny wobec zapamiętanego imienia
  • czy mleko pola było nazwą brzeczki w całej Finlandii, czy tylko w okolicy, z której pochodzi zapis

Skąd to wiadomoPrzedmowa do fińskiego Psałterza, Sztokholm 1551, wykaz karelski; hasło o opiekunie jęczmienia w słowniku mitologii fińskiej drukowanym w Turku w 1789 roku.

Karelowie; obrzęd kekri opisany w druku z 1789 roku

Słodu na ławie łaźni nie wolno było spróbować

Zebrane z ust

Ziarno na piwo słodowano na ławie łaźni, a kto choćby skosztował słodu, gdy tam leżał, miał spuchnąć w gardle — tak stoi w druku z 1789 roku.

Czytaj dalej

Hasło o kekri w słowniku z 1789 roku opisuje przygotowania do jesiennej uczty: bito owcę tak samo jak na dzień Olafa i zjadano ją z innym jadłem, z piwem i z gorzałką. W środek tego opisu wpada zakaz z podaną karą — słodu, który leżał na ławie łaźni i kiełkował, nie wolno było nawet skosztować, a temu, kto to zrobił, miało spuchnąć gardło.

Warto zauważyć, czego ten zakaz pilnuje. Nie gotowego piwa, nie naczynia i nie uczty, tylko ziarna w połowie drogi do słodu, i to w jedynej izbie gospodarstwa, która służyła także do mycia, do rodzenia i do obmywania zmarłych. Warzenie zostało osadzone w tym samym miejscu co przejścia ciała, i to jest tu rzecz najważniejsza.

Zakaz z wypowiedzianą karą jest zapisem innego rodzaju niż lista imion. Mówi, co ludzie robili, w której izbie i na którym etapie roboty, daje się sprawdzić w innych gospodarstwach i sam nazywa swoją sankcję, zamiast zostawiać ją domysłowi. Takich zdań w całym tym materiale jest niewiele i każde warto policzyć osobno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zakaz dotyczył każdego słodowania, czy tylko tego przed kekri
  • czy spuchnięte gardło jest karą przypisaną właśnie tej rzeczy, czy powszechną formułą na złamanie zakazu jedzenia

Skąd to wiadomoHasło o kekri w słowniku mitologii fińskiej drukowanym w Turku w 1789 roku, opisujące obrzęd karelski wykonywany wówczas.

Karelowie i Finowie; kekri i dzień Olafa w druku z 1789 roku

Skrzydłem umoczonym w piwie po grzbietach krów

Zebrane z ust

Piwo bywało w tym obrzędzie nie napojem, lecz mazidłem i porcją oddaną przed ludzką: maczano w nim ptasie skrzydło i smarowano bydłu grzbiety.

Czytaj dalej

Ten sam zapis z 1789 roku podaje, że na kekri maczano w piwie skrzydło ptaka i smarowano nim krowy po grzbietach, śpiewając przy tym pieśń kekryjską na cześć pana lasu. Czynność jest opisana bez ozdobników, jak robota obrządkowa w oborze, i wykonywano ją tego samego wieczoru, na którym przy stole piwo pito normalnie.

Przy dniu Olafa, dwudziestego dziewiątego lipca, gdy kończono żniwa, ten sam druk notuje inną rzecz. Bito jagnię nieostrzyżone od wiosny, sposobiono piwo i gorzałkę, a zanim ktokolwiek odważył się spróbować, wylewano część w kąt przy ławie na końcu stołu, na podłogę i pod brzozę postawioną na podwórzu w noc świętojańską.

Wychodzą z tego dwa zastosowania jednego napoju, obok trzeciego, oczywistego. Piwo stoi tu jako maź nakładana na zwierzęce ciało i jako porcja oddana wcześniej niż ludzka; picie jest w tym opisie wymienione na końcu, a nie na początku, i już samo następstwo w zdaniu coś o wadze tych czynności mówi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy smarowanie grzbietów piwem należy do kekri, czy jest osobnym obrzędem oborowym, który do kekri przylgnął
  • czy wylewanie pod brzozę dotyczy drzewa postawionego w noc świętojańską, czy każdej brzozy uznanej za wyświęconą

Skąd to wiadomoHasła o kekri i o dniu Olafa w słowniku mitologii fińskiej drukowanym w Turku w 1789 roku.

Finowie pod prawem szwedzkim; redakcje prawa ziemskiego z XIV i XV wieku

Chmiel sadzony z nakazu prawa ziemskiego

Zapis z tamtych czasów

Surowiec obrzędowego napoju miał w Finlandii podstawę ustawową: prawo ziemskie kazało każdemu gospodarstwu trzymać chmielnik i podawało liczbę tyczek.

Czytaj dalej

Prawo ziemskie królestwa szwedzkiego, obowiązujące również w Finlandii, nakładało na każde gospodarstwo obowiązek utrzymania chmielnika. Redakcja średniowieczna określa liczbę tyczek na czterdzieści i przewiduje karę dla tego, kto ich nie postawi, a obowiązek wszedł także do redakcji potwierdzonej w 1442 roku i przetrwał w prawie przez stulecia.

Język mówi to samo z drugiej strony. Fiński wyraz humala i estoński humal nazywają roślinę, a po fińsku ten sam wyraz oznacza również upojenie. Nazwa napoju — fińskie olut, estońskie õlu — należy do najstarszej warstwy pożyczek wziętych od germańskich sąsiadów, co osadza samą rzecz w tych wsiach na długo przed jakimkolwiek zapisem o niej.

Jest to rzadki rodzaj świadectwa. Kocioł w gaju i czasza przy siewie były wprawdzie zakazywane i karane, ale znamy je ze skarg, z wizytacji i z wyroków, czyli z papierów pisanych przez tych, którzy je tępili, i prawie zawsze bez miary i bez liczby. Chmielnik był natomiast policzony w samym prawie, a jego zaniedbanie miało wyznaczoną karę, więc data obowiązku jest twarda, a nie przybliżona.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy obowiązek chmielnika egzekwowano w północnej Finlandii, gdzie chmiel rośnie źle
  • skąd wyraz humala wszedł do tych mów — kierunku i czasu pożyczki nie da się wykazać
  • czy liczba czterdziestu tyczek stoi tak samo w redakcjach nowożytnych prawa, czy ją później podniesiono
  • skąd wyraz humala wszedł do tych mów — kierunku ani czasu pożyczki nie da się wykazać

Skąd to wiadomoPrawo ziemskie królestwa szwedzkiego, redakcja z połowy XIV wieku i redakcja potwierdzona w 1442 roku, dział o gospodarstwie i budynkach.

Estończycy z Sakali; kronika inflancka, wydarzenia z okolic 1208 roku

W Sakali pito nad stosem, rok 1208

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy zapis obrzędowego picia u ludu bałtycko-fińskiego to zdanie o Estończykach, którzy zbierali swoich zabitych, palili ich i sprawiali stypę z lamentem i wielkim piciem.

Czytaj dalej

W jednym zdaniu stoją trzy rzeczy i wszystkie trzy nazwano estońskimi: palenie zwłok, lament i picie. Dzieje się to piętnaście lat przed powstaniem, w którym ochrzczeni wykopywali swoich zmarłych z cmentarzy i palili ich na nowo, a więc obrzęd został zapisany raz jeszcze wtedy, gdy był zwyczajny, a nie dopiero wtedy, gdy wrócił na przekór.

Czego to zdanie nie mówi. Łacina ma tu wyraz oznaczający picie, a nie wyraz oznaczający piwo; nie pada ani słowo o tym, kto warzył, z czego i w jakim naczyniu. Zapis dowodzi obrzędowego picia u ludu bałtycko-fińskiego w XIII wieku i nie dowodzi niczego o napoju, a te dwie rzeczy trzeba trzymać osobno.

Kronika inflancka, spisana około 1224–1227 roku przez kapłana, który sam brał udział w tych wojnach, opisuje odwetowy najazd na Sakalę. Poszli na nią nie krzyżowcy zza morza, lecz świeżo ochrzczeni sąsiedzi mówiący mową bałtycką, i wybili mieszkańców całych wsi. Estowie, którzy zostali, nie ważyli się iść za nimi w pogoń: przez wiele dni zbierali swoich zabitych, palili ich ogniem i sprawiali im pogrzeb z opłakiwaniem i z obfitym piciem, a kronikarz nazywa to ich własnym obyczajem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy rok tej wyprawy to 1208, czy następny — kronika liczy lata biskupstwa, nie lata Pańskie, i rachunek bywa przesunięty o jeden
  • czy zwrot o własnym obyczaju odnosi się do samego picia, czy do całości obrzędu wraz z paleniem zwłok

Skąd to wiadomoKronika inflancka, spisana około 1224–1227, opis odwetowej wyprawy do Sakali i pogrzebu po zabitych; dla porównania opis powrotu do palenia zmarłych w 1223 roku.

Saamowie lapmarków i Liwowie kurlandzcy; zapis z 1789 roku, materiał liwski od XIX wieku

Gdzie nie siano jęczmienia, toast szedł w gorzałce

Zebrane z ust

Obrzędowy napój idzie za zbożem: tam, gdzie jęczmienia nie siano, w tej samej roli co piwo stanęła gorzałka przywieziona z zewnątrz.

Czytaj dalej

Słownik z 1789 roku, powołując się na relację misjonarza z Laponii, notuje przy Sáráhkce — tej, którą wzywano przy porodzie — że pije się jej zdrowie w gorzałce i zjada się przy tym jej kaszę, o łatwe rozwiązanie. Czynność jest ta sama co dalej na południu: napój podniesiony w czyjąś cześć i jadło zjedzone w gromadzie. Inna jest substancja i inna jej droga.

Przyczyna leży w gospodarce, nie w wierze. Piwo wymaga jęczmienia, słodowania i ciepłej izby na kilka dni, a tam, gdzie żyło się z renifera i z ryby, żadna z tych trzech rzeczy nie była domową rutyną; napój mocny przychodził z targu i z miasteczka kościelnego, czyli tą samą drogą co podatek i kaznodzieja. Zastrzeżenie jest przy tym konieczne: zapis, na którym to stoi, pochodzi z jednej relacji misyjnej z połowy XVIII wieku i mówi o jednej okolicy, a ziemie saamskie nie były pod tym względem jednakowe.

Lukę liwską trzeba nazwać wprost. Dla Liwów z wybrzeża kurlandzkiego nie ma ani jednego datowanego zapisu własnego obrzędu z piwem, a cały ich materiał zbierano dopiero od XIX wieku i jest ubogi. Jest to dziura w zapisie, nie w praktyce, a czytanie jej jako ludu, który nie warzył, byłoby wnioskiem wyciągniętym z cudzego milczenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zdrowie Sáráhkki pito w gorzałce od dawna, czy wódka weszła na miejsce czegoś wcześniejszego
  • czy dla Liwów istnieje datowany zapis obrzędu z piwem — nie znalazłem żadnego i mogę się mylić
  • czy dla Liwów istnieje datowany zapis obrzędu z piwem — w dostępnym materiale takiego nie ma

Skąd to wiadomoHasło o Sáráhkce w słowniku mitologii fińskiej drukowanym w Turku w 1789 roku, powołujące się na relację misjonarza z Laponii z połowy XVIII wieku; zapisy liwskie gromadzone od XIX wieku.

Płótno, srebro, wełna

Ubranie, po którym czytano stan, ród i okolicę

W tych stronach ubranie bywało jedynym dokumentem, który człowiek nosił na sobie. Czepiec oznajmiał, że kobieta jest zamężna, barwa pasów spódnicy podawała, jak dawno owdowiała, ciężar srebra na piersi mówił, ile rodzina ma majątku, a kolor obszycia wskazywał dolinę, z której się pochodzi. Zebrano tu osiemnaście rzeczy, przy każdej lud, okolica i stulecie zachowanego egzemplarza albo opisu. Osobno powiedziano, gdzie granica między znakiem a zwyczajnym ubraniem przestaje być ostra.

Estonia; opisy wesel z XIX i początku XX wieku

Czepiec zakładany w komorze albo w łaźni

Zebrane z ust

Panna młoda stawała się mężatką nie przed ołtarzem, lecz w komorze albo w łaźni, gdy wkładano jej czepiec — i za pierwszym razem musiała go zrzucić.

Czytaj dalej

Obrzęd zwany tanutamine odbywał się zwykle pierwszego dnia po przybyciu do domu pana młodego, w komorze albo w łaźni, przy niewielu osobach i bez świadków z zewnątrz. Na głowę wkładano czepiec, chustę albo płat płótna, a do tego przewiązywano w pasie fartuch. Te dwie rzeczy razem, nakrycie głowy i fartuch, stanowiły w opisach główny znak kobiety zamężnej.

Porządek wymagał oporu. Za pierwszym razem młodej nie wolno było czepca przyjąć i miała go zrzucić na ziemię, dopiero potem godziła się go nosić. Od tej chwili głowa mężatki musiała być nakryta, a zwyczaj ten trzymał się w estońskich parafiach do początku XX wieku, kiedy wesele skróciło się do jednego dnia i zmieściło w kościelnym porządku.

Warto pamiętać, jak powstał sam zapis. Obrzęd wykonywano na uboczu i w gronie kilku kobiet, a spisywali go ludzie, którzy usłyszeli o nim od uczestniczek, najczęściej dziesiątki lat później. Mamy więc rzecz relacjonowaną, nie oglądaną, i dlatego opisy zgadzają się co do przedmiotu, a rozchodzą co do dnia, miejsca i osoby, która czepiec podawała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, od kiedy obrzęd miał tę budowę; wszystkie szczegółowe opisy są młodsze niż połowa XIX wieku.
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy zrzucenie czepca było wymagane w każdej okolicy, czy zapisujący zebrali w jedno kilka sąsiednich zwyczajów.
  • Nie wiadomo, ile z tajności czynności wynikało z reguły, a ile z tego, że wykonywano ją w ciasnym pomieszczeniu przy kilku kobietach.

Skąd to wiadomoOpisy wesel estońskich spisywane od połowy XIX wieku; zapisy terenowe z XX wieku o wkładaniu czepca w komorze i w łaźni; fotografie strojów weselnych z przełomu XIX i XX wieku.

Estonia; XIX i XX wiek

Wianek, który wszedł na miejsce czepca

Zebrane z ust

Wkładanie czepca ustąpiło zabawie w przegrywanie panieńskiego wianka, a pieśń śpiewana przy niej ma wzór w operze wystawionej w Berlinie w 1821 roku.

Czytaj dalej

Dawny porządek rozróżniał dwie głowy. Dziewczyna chodziła z odkrytymi włosami albo w wianku i obręczy, mężatka w nakryciu, które zasłaniało włosy w całości. Cały ciężar dnia weselnego spoczywał na chwili, w której jedno zamieniano na drugie, więc to nakrycie głowy, a nie przysięga, było w oczach wsi aktem zmiany stanu.

Między XIX a XX wiekiem miejsce wkładania czepca zajęła zabawa w przegrywanie wianka panieńskiego, a wraz z nią pieśń o wiciu wianka, która przyszła do repertuaru estońskiego z obiegu niemieckiego. Jej wzorem jest chór druhen z opery Wolny strzelec, wystawionej po raz pierwszy w Berlinie osiemnastego czerwca 1821 roku.

Wniosek jest praktyczny i dotyczy całego tego działu. Obrzęd sfotografowany we wsi estońskiej w latach dwudziestych XX wieku bywa młodszy niż babka fotografa, a jego rodowód prowadzi na scenę operową, nie w głąb pogańskiej przeszłości. Datować trzeba zwyczaj, nie tylko strój, w którym go wykonywano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, żeby zabawa w przegrywanie wianka była w Estonii znana przed rozejściem się tej pieśni.
  • Nie wiadomo, ile w rozpowszechnieniu zrobiły śpiewniki i nauczyciele wiejscy, a ile wędrujące wesela miejskie.
  • Nie da się ustalić, czy zamiana zaszła wszędzie naraz, czy najpierw w parafiach bliższych miastom.

Skąd to wiadomoOpisy wesel estońskich z XIX i XX wieku; śpiewniki i repertuar pieśni weselnej z tego czasu; premiera opery Wolny strzelec w Berlinie, 18 czerwca 1821 roku.

Setu na pograniczu estońsko-pskowskim; XIX i XX wiek

Setuska zapinka piersiowa: srebro, które trzeba udźwignąć

Zebrane z ust

Wielka srebrna tarcza spina rozcięcie koszuli na piersi; razem z łańcuchami i monetami taki komplet waży około dwóch kilogramów.

Czytaj dalej

Zapinka setuska należy do tej samej rodziny co okrągłe spinki bałtyckie i skandynawskie, ale jest od nich znacznie większa i zakrywa pierś jak tarcza. Mimo rozmiaru pozostaje spinką w sensie dosłownym: przechodzi przez rozcięcie koszuli pod szyją i trzyma je zamknięte. To, co wygląda na ozdobę zawieszoną na wierzchu, jest w rzeczywistości zapięciem odzieży.

Do zapinki dochodzi reszta srebra: krótki łańcuch z monetami, dłuższy z pustymi w środku paciorkami i długi łańcuch ze skręcanych ogniw, obwijany zwykle trzykrotnie. Monety w łańcuchach to ruskie kopiejki. Cały taki zestaw waży około dwóch kilogramów i jest własnością rodziny, przechodzącą z matki na córkę razem z wyprawą.

Data mówi tu więcej niż ciężar. Najstarsze znane egzemplarze datuje się na początek XIX wieku, a późniejsze bywają coraz większe, więc wielka tarcza nie jest dziedzictwem z zamierzchłych czasów, lecz rzeczą, która rosła w ciągu dwóch czy trzech pokoleń. Czym ten wzrost napędzano, sam przedmiot przemilcza: zachowane sztuki podają wielkość i datę, powodu nie podają.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy zapinki rosły z zamożności, ze współzawodnictwa między rodzinami, czy po prostu za podażą srebrnej monety.
  • Odczytanie tarczy jako osłony duszy przed złym okiem pochodzi z późniejszych opowiadań zbieranych we wsiach; sam przedmiot tego nie zaświadcza.
  • Nie da się policzyć, ile srebra wracało do złotnika w latach chudych, bo przetopione sztuki nie zostawiają śladu w zbiorach.
  • Podawany ciężar około dwóch kilogramów odnosi się do kompletów zachowanych w zbiorach; nie ma spisu, z którego dałoby się wyczytać, ile srebra nosiła kobieta przeciętna, a ile najzamożniejsza.
  • Nie da się orzec, czy monety wszywane w łańcuchy pochodziły wyłącznie z bicia ruskiego, ani odczytać z nich daty złożenia samego łańcucha.

Skąd to wiadomoZachowane zapinki setuskie w zbiorach estońskich, najstarsze znane datowane na początek XIX wieku; fotografie i opisy strojów z XIX i XX wieku; ruskie kopiejki wszyte w łańcuchy.

Setu; XIX i XX wiek

Linik: płótno owinięte dwa razy wokół głowy

Zebrane z ust

Mężatka setuska owijała głowę długim płótnem i puszczała koniec po plecach niemal do rąbka sukni; panna chodziła w obręczy, z odkrytymi włosami.

Czytaj dalej

Linik to bardzo długi pas lnianego płótna, obwijany wokół głowy dwukrotnie tak, by zakryć włosy w całości, a potem puszczany swobodnie po plecach niemal do rąbka sukni. Trzyma go na miejscu wąska krajka tkana na palcach. Mężatka zaplatała przy tym dwa warkocze i układała je wokół czubka głowy, pod płótnem.

Dziewczyna nosiła co innego: nakrycie w kształcie korony albo obręczy, zostawiające włosy odkryte. Różnica jest tak duża, że rozstrzyga się ją jednym spojrzeniem z drugiego końca cerkwi, i na tym właśnie polegała jej użyteczność. Nikt nie musiał pytać o stan kobiety, którą widział pierwszy raz w życiu.

Setu nie są tym samym co reszta Estończyków i strój to pokazuje. Prawosławni, osiadli po pskowskiej stronie dawnej granicy wyznaniowej, okrywali głowę mężatki inaczej niż luterańskie parafie na zachodzie, gdzie nakryciem był szyty czepiec. Zlewanie obu zwyczajów w jeden estoński obraz zaciera dokładnie to, co strój miał oznajmiać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, jak dawny jest ten sposób owijania; wszystkie zachowane liniki i opisy są z XIX wieku albo młodsze.
  • Nie rozstrzygnięto, czy różnica wobec czepca parafii luterańskich wzięła się z wyznania, z odległości od miast, czy z obu naraz.
  • Nie da się ustalić, kiedy przestano nosić linik na co dzień, a zaczęto zakładać wyłącznie na święta i pokazy.

Skąd to wiadomoZachowane liniki i nakrycia panieńskie w zbiorach estońskich; opisy i fotografie strojów setuskich z XIX i XX wieku; wizerunki wsi pogranicza pskowskiego.

Kihnu, wyspa w Zatoce Ryskiej; XIX–XXI wiek

Kört z Kihnu: barwa pasów mówi, ile czasu minęło

Zebrane z ust

Na Kihnu barwa pasów spódnicy podaje stan: czerwień u młodych, ciemne pasy po ślubie, czerń u wdowy, potem błękit — a liczba ciemnych pasów mówi, jak dawno.

Czytaj dalej

Odczytanie jest proste i publiczne. Czerwień należy do młodych; po zamążpójściu w spódnicy przybywa ciemnych pasów; wdowa nosi czerń, a po mniej więcej pół roku czerń ustępuje błękitowi. Liczba ciemnych pasów podaje odległość od śmierci, więc idąca przez wieś kobieta niesie na sobie datę, której nikt nie musi wymawiać.

To najmocniejszy przypadek w całym tym obszarze, bo odczytywanie wciąż się odbywa, a nie zostało odtworzone z zapisków. Przestrzeń kulturową Kihnu uznano w 2003 roku, a w 2008 przeniesiono na listę reprezentatywną UNESCO; spódnice nosi się tam w dni robocze, przy łodziach i w sklepie, nie tylko przed aparatem.

Kört to tkana w domu wełniana spódnica w pasy, noszona na co dzień, nie od święta. Kobieta z Kihnu ma ich w ciągu życia wiele i nie są one jednakowe: barwa pasów zmienia się wraz z tym, co jej się przydarzyło, a zmiana spódnicy jest sposobem ogłoszenia tego bez słowa. Utkanych sztuk nikt nie spisywał, więc każda podawana liczba jest szacunkiem dzisiejszym, nie inwentarzem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, jak sztywna była ta reguła dawniej i ile zostawiano wyborowi tkaczki.
  • Nie rozstrzygnięto, czy skala żałoby obowiązywała jednakowo w całej wyspie, czy różniła się między wsiami.
  • Nie da się zmierzyć, ile w dzisiejszych objaśnieniach pochodzi ze zwyczaju, a ile z tłumaczenia go przybyszom przez ostatnie dwadzieścia lat.
  • Odstęp około pół roku między czernią a błękitem pochodzi z objaśnień zbieranych na wyspie w XX i XXI wieku; nie ma zapisu, który potwierdzałby tę miarę dla stuleci wcześniejszych.

Skąd to wiadomoSpódnice zachowane i noszone na Kihnu; fotografie i opisy z XX wieku; uznanie przestrzeni kulturowej Kihnu przez UNESCO w 2003 roku i wpis na listę reprezentatywną w 2008.

Mari i Udmurci nad Wołgą, Wiatką i Kamą; koszule z XIX i początku XX wieku

Haft siedzi tam, gdzie płótno jest rozcięte

Zebrane z ust

Na zachowanych koszulach maryjskich i udmurckich haft stoi przy szyi, na końcach rękawów, przy rąbku i wzdłuż szwów — i nigdzie indziej.

Czytaj dalej

Rozmieszczenie daje się na zachowanych sztukach zmierzyć i jest zaskakująco stałe. Koszulę kroi się z jednego długiego płata płótna z otworem wyciętym na głowę, rękawy doszywa pod kątem prostym, boki uzupełnia trzecim płatem. Haft biegnie dokładnie wzdłuż rąbka, wokół otworu na szyję, na końcach rękawów i po szwach pionowych, a więc po liniach cięcia i łączenia.

Robota jest liczona, nie rysowana. Wzór wykonuje się ściegiem po nitkach: ciemnobrązowym albo czarnym ściegiem prostym w dwóch przebiegach, albo ukośnym w ciemnej czerwieni, obwiedzionym czernią. Szyje się wełną. Na starszych sztukach lewa strona bywa zrobiona równie starannie jak prawa, co przy tej technice jest osobnym popisem.

Czego z tego wyprowadzić nie wolno: że układ miał strzec otworów ciała. Taki odczyt sformułowano później i nikt z tamtego czasu go nie zapisał, a te same linie są zarazem miejscami, które pierwsze się strzępią, więc gęstsze szycie ma tam powód całkiem przyziemny. Jedno nie wyklucza drugiego, a samo płótno tego nie rozstrzyga.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, żeby ktokolwiek przed XIX wiekiem tłumaczył rozmieszczenie haftu ochroną; objaśnienia pochodzą od osób pytanych o to przez zbierających.
  • Nie wiadomo, na ile dwustronność haftu była wymogiem, a na ile dowodem umiejętności konkretnej hafciarki.
  • Nie da się rozdzielić w zachowanym materiale koszul odświętnych od roboczych, bo do zbiorów trafiały niemal wyłącznie te pierwsze.

Skąd to wiadomoKoszule maryjskie i udmurckie w zbiorach etnograficznych, w większości z XIX i początku XX wieku; opisy strojów sporządzane w guberniach kazańskiej, wiackiej i ufijskiej.

Udmurci północni, dorzecze górnej Czepcy; XIX i początek XX wieku

Kabaczi — haftowany płat na rozcięciu piersi

Zebrane z ust

Prostokątny płat płótna wiązany pod szyją zakrywał rozcięcie koszuli na piersi, a cały haft skupiał się na tym jednym miejscu.

Czytaj dalej

Kabaczi jest prostokątem tkaniny przywiązywanym pod szyją tak, by zakryć przód koszuli. Na wierzch wkładano kaftan, ale w ten sposób, żeby haftowany płat pozostał widoczny na piersi. Cała ozdoba stroju zbiera się więc w jednym miejscu, nad rozcięciem koszuli, i jest tam pokazywana celowo, a nie przy okazji.

Haft wykonywano dwiema drogami: wzór wyprowadzano czernią ściegiem konturowym, a pola wypełniano ukośnym ściegiem w czerwieni, albo szyto ściegiem liczonym, przetykanym bądź płaskim, także w czerwieni i czerni. Powraca gwiazda ośmioramienna. Trzeba przy tym powiedzieć wprost, że tę samą gwiazdę spotyka się w haftach od Norwegii po Palestynę, więc jej obecność sama z siebie nie dowodzi niczego miejscowego.

Później kabaczi ustąpił naszywanym płatom zwanym muresazon: kawałkom tkaniny z haftem, obszywanym guzikami i monetami. Ta sama droga — od nici do przyszytej monety — widoczna jest w srebrze setuskim i w maryjskich nakryciach głowy, i wszędzie idzie tym samym śladem, którym do wsi wchodził pieniądz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, kiedy kabaczi wszedł w użycie; zachowane sztuki są niemal wyłącznie z XIX i początku XX wieku.
  • Nie rozstrzygnięto, czy zamiana na naszywane płaty z monetami zaszła wszędzie, czy tylko w okolicach bliższych targom.
  • Nazwy wzorów zapisano od hafciarek, ale objaśnienia, co wzór ma robić, bywają odpowiedzią na pytanie zbierającego, nie regułą przekazywaną z nauką szycia.

Skąd to wiadomoZachowane kabaczi i naszywane płaty piersiowe w zbiorach; opisy strojów udmurckich z dorzecza górnej Czepcy z XIX i początku XX wieku.

Udmurci; od XIX wieku do połowy XX

Syulyk: zasłona, która bywała obrusem ofiarnym

Zebrane z ust

Zasłonę na wysokim czepcu z kory zakładano po raz pierwszy na weselu, zdejmowano w osobnym obrzędzie, a przy modlitwie rodzinnej kładziono pod dary.

Czytaj dalej

Ajszon to wysokie nakrycie głowy na szkielecie z kory brzozowej, a syulyk jest zasłoną narzucaną na nie z wierzchu. Haft przedstawia figury drzew skierowane z czterech rogów ku środkowi, między nimi romby, krzyże i trójkąty. Zasłona ma dwie barwy o różnym przeznaczeniu: czarną nosiła kobieta przed pierwszym połogiem, czerwoną w latach, gdy mogła rodzić.

Zakładano ją pierwszy raz na weselu i przez pewien czas okrywała twarz w całości. Zdjęcie miało własny obrzęd: zapraszano krewnych męża, jedno z nich podchodziło do młodej, zdejmowało nakrycie i zaczynało z nim tańczyć, potem zamieniało je na inną zasłonę zatkniętą u pasa, a właścicielce oddawano rzecz dopiero nazajutrz.

Tu granica między ubraniem a sprzętem obrzędowym znika zupełnie. Kuała, przy której modliła się rodzina, nie jest szałasem z gałęzi, lecz małym budynkiem z bali, bez okien, bez podłogi i bez powały, z jednym wejściem; to w niej trzymano skrzynkę rodową. Przy modlitwie jedzenie ofiarne stawiano przed gałęziami jodły na rozłożonym syulyku, a ajszon żony prowadzącego modlitwę przechowywano w kuale jako przedmiot obrzędowy i podawano dalej z pokolenia na pokolenie, aż się rozpadł. Nakrycie głowy, które leży pod ofiarą, nie jest już tylko odzieżą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy podział na zasłonę czarną i czerwoną obowiązywał w całej Udmurcji, czy tylko w części okolic.
  • Nie rozstrzygnięto, czy przechowywanie nakrycia w szałasie rodowym było zwyczajem powszechnym, czy dotyczyło wyłącznie domu prowadzącego modlitwę.
  • Nie da się ustalić, jak długo po weselu zasłona miała okrywać twarz; opisy podają od kilku tygodni do kilku miesięcy.
  • Podział na zasłonę czarną i czerwoną znany jest z opisów XIX i XX wieku; nie ma świadectwa starszego, z którego dałoby się orzec, jak dawna to reguła.

Skąd to wiadomoOpisy strojów i obrzędów udmurckich notowane od pierwszej połowy XIX wieku; zapisy o zdejmowaniu zasłony i o szałasach rodowych z XIX i XX wieku; praktyka poświadczona do połowy XX wieku.

Erzja i Moksza nad Surą i Mokszą; opisy od lat siedemdziesiątych XVIII wieku

Pulagaj — ciężar zawieszany z tyłu u pasa

Zebrane z ust

Erzjanka nosiła z tyłu, u pasa, ciężki fartuch obwieszony koralami, monetami i muszelkami; po nim poznawano, kim jest i skąd pochodzi.

Czytaj dalej

Sama koszula też niesie robotę. Wycięcie pod szyją, szwy i rąbki zaszywano gęsto gwiazdami i krzyżami oraz figurami noszącymi nazwy zwierzęce: kacze łapki, skrzydła, zajęcze nogi. Nazwy pochodzą od tych, które haftowały, i są nazwami kształtu — nie mówią, po co figurę tam umieszczono, i nie należy ich brać za wyjaśnienie.

Pulagaj, zwany też pulaks albo pulokarks, jest fartuchem zawieszanym z tyłu na pasie i obwieszonym koralami, monetami, muszelkami kauri oraz metalowymi frędzlami. Rzecz jest ciężka, dźwięczy przy chodzeniu i widać ją z daleka; w opisach uchodzi za najbardziej rozpoznawalny znak kobiety erzjańskiej. Kto go nosił, zależy od zapisu: jedne opisy wiążą fartuch z mężatkami, inne z dziewczętami od pewnego wieku, a tych świadectw nie da się ustawić w jeden ciąg następujących po sobie zwyczajów.

Erzja i Moksza to dwa ludy i dwa stroje, nie jeden. Erzjanki nosiły nakrycia głowy wysokie, często stożkowate, Mokszanki niskie, czworokątne albo zawijane na sposób turbanu; mowy mają odrębne i odrębne imiona najwyższego boga. Wspólna nazwa jest nazwą nadaną z zewnątrz i jest stara: w formie zbliżonej odczytuje się ją już w gockiej historii z VI wieku, pewniej w greckim traktacie o rządzeniu państwem z X wieku i w kronice ruskiej z XI, żaden zaś z tych zapisów nie pochodzi od tych, których dotyczy. Kto pisze o stroju mordwińskim w liczbie pojedynczej, pisze o rzeczy, której nie ma.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, w jakim wieku zakładano pulagaj po raz pierwszy i czy wiązało się to z zamążpójściem, czy z dojrzałością.
  • Nie rozstrzygnięto, skąd i od kiedy przychodziły muszelki kauri naszywane na fartuchy.
  • Nie da się oddzielić w opisach z lat siedemdziesiątych XVIII wieku tego, co podróżny zobaczył, od tego, co streścił z drugiej ręki.
  • Odczytanie nazwy zapisanej w VI wieku jako nazwy tego właśnie ludu pozostaje sporne; pewne są dopiero zapisy z X i XI wieku.

Skąd to wiadomoPierwsze szczegółowe opisy stroju mordwińskiego z lat siedemdziesiątych XVIII wieku; zachowane fartuchy i nakrycia głowy w zbiorach etnograficznych; fotografie wsi erzjańskich i mokszańskich z XX wieku.

Saamowie w Norwegii, Szwecji i Finlandii; XIX–XXI wiek

Gákti mówi, z której okolicy jesteś

Zebrane z ust

Barwa, krój kołnierza, wzór wszywanej taśmy i rodzaj czapki podają okolicę, a bywa, że ród i stan — czyta to ten, kto w tym wyrósł.

Czytaj dalej

Podstawą stroju jest tunika w jednej barwie przewodniej, obszyta taśmami w barwach kontrastowych, plecionkami i haftem, z wysoko postawionym kołnierzem. Powtarzają się czerwień, błękit, zieleń i biel, obok garbowanej skóry i renifera. Pas bywa tkany albo skórzany, nabijany srebrnymi guzami, i nosi się przy nim nóż oraz drobny sprzęt.

Opowieść, że cztery rogi oznaczają cztery strony świata, i podanie o wiatrach, które dawniej wiały naraz, dopóki mądry człowiek nie kazał im wiać po kolei, krążą wokół tej czapki, ale nie są powodem, dla którego ją tak skrojono. Nikt nie spisał rejestru znaków. Strój czyta ten, kto zna okolicę, i właśnie dlatego działa, a zarazem nie da się go sprawdzić w żadnej książce.

Męska czapka czterorożna to niebieski walec obwiedziony taśmą z plecionym wzorem, zwieńczony dużą czworokątną gwiazdą w jaskrawym błękicie z czerwienią i żółcią. Rogi wypychano puchem, żeby grzały i trzymały kształt, a przy okazji chowano w nich drobiazgi. Nosi się ją w głębi Finnmarku, w Kautokeino i Karasjoku, oraz w sąsiednich parafiach fińskiej Laponii — nie na całym obszarze saamskim, bo nad Varangerem i u Skoltów głowę nakrywa się inaczej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, jak dawne są różnice między okolicami; najstarsze dokładne wizerunki i zachowane sztuki są z XIX wieku.
  • Nie rozstrzygnięto, ile z dzisiejszego uporządkowanego układu znaków ustalono w XX wieku, gdy strój stał się znakiem narodowym.
  • Nie da się ustalić, czy stan cywilny odczytywano ze stroju wszędzie, czy tylko w części okolic.
  • Nie da się ustalić, od kiedy czapka czterorożna wiąże się właśnie z tymi okolicami; najstarsze pewne wizerunki nie są starsze niż XIX wiek.

Skąd to wiadomoZachowane i noszone stroje saamskie; opisy i fotografie z XIX i XX wieku; czapki czterorożne ze wschodniego Finnmarku, Karasjoku i Kautokeino w zbiorach muzealnych.

Saamowie północnej Norwegii i Finlandii; do końca XIX wieku

Rogata czapka, z której zrezygnowano

Zebrane z ust

Kobieca czapka z drewnianym rogiem z tyłu głowy wyszła z użycia u schyłku XIX wieku; pięćdziesiąt osiem sztuk leży w muzeach, w Sápmi prawie żadna.

Czytaj dalej

Ládjogahpir składa się z ciasnego czepca obszytego barwną tkaniną i wstążkami oraz z części zwanej fierra: wysokiego, wygiętego drewnianego wypustu sterczącego z tyłu głowy. Nosiły ją kobiety na obszarze dzisiejszej północnej Norwegii i Finlandii, a wyszła z użycia u schyłku XIX wieku, gdy jeszcze żyły kobiety pamiętające ją z dzieciństwa.

Rachunek jest krótki: pięćdziesiąt osiem sztuk zachowało się w zbiorach muzealnych krajów nordyckich i reszty Europy, a w samym Sápmi jedynie pojedyncze. W ostatnich piętnastu latach czapkę zaczęto szyć na nowo z muzealnych wzorów i pokazywać na wystawach, trzeba jednak mówić prosto: czapka uszyta dzisiaj jest kopią z datą, nie rzeczą ocalałą.

Odstąpienie od niej zbiega się w czasie z ruchem przebudzenia religijnego, który ruszył w latach czterdziestych XIX wieku, a jego kaznodzieją był proboszcz z Karesuando, Lars Levi Laestadius, żyjący w latach 1800–1861, po kądzieli saamskiego pochodzenia. Opowieść, że na drewnianym rogu siedzi diabeł, znana jest z relacji spisanych później; z czasu samego ruchu nie zachował się ani zakaz noszenia, ani polecenie niszczenia czapek. Pewne pozostaje tylko to, że w drugiej połowie XIX wieku czapka wychodziła z użycia, a to, co z niej zostało, trafiało do zbiorów poza Sápmi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie jest znany żaden pisany zakaz noszenia tej czapki; związek z kazaniem pochodzi z późniejszych opowiadań i nie da się zmierzyć, ile zrobiło kaznodziejstwo, a ile zwykła zmiana tkanin i mody.
  • Nie wiadomo, kiedy dokładnie nosiła ją ostatnia kobieta ani w której okolicy utrzymała się najdłużej.
  • Nie rozstrzygnięto, czy odczytanie rogu jako siedziska diabła padło z ambony, czy narosło wokół niej we wsiach.
  • Liczba pięćdziesięciu ośmiu czapek jest wynikiem dzisiejszego przeglądu zbiorów i zmienia się wraz z kolejnymi odnalezionymi sztukami; nie mówi nic o tym, ile ich kiedyś noszono.

Skąd to wiadomoPięćdziesiąt osiem czapek w zbiorach muzeów nordyckich i europejskich; fotografie i ryciny kobiet saamskich z XIX wieku; ruch przebudzeniowy od lat czterdziestych XIX wieku i kaznodzieja z Karesuando, zmarły w 1861 roku.

Saamowie; XVIII–XXI wiek

Risku — srebro, które idzie w spadku

Zebrane z ust

Okrągła brosza z wiszącymi tarczkami przechodziła od matki i babki do córki, a w święto nakładano dziesięć i więcej sztuk naraz.

Czytaj dalej

Risku jest okrągłą broszą obwieszoną drobnymi tarczkami, które chodzą i dzwonią przy ruchu. Spina się nią chustę pod szyją, wiesza przy pasie, dokłada do stroju świątecznego. W opisach z XIX i XX wieku wraca jedno: brosze dziedziczono po matkach i babkach, a w dni świąteczne kobieta zakładała ich dziesięć i więcej naraz.

Objaśnienie, które dziś chodzi w parze z tymi broszami — że złocone tarczki to droga słońca w czasie białych nocy i że przynoszą szczęście — rozeszło się wraz z wyrobami sprzedawanymi turystom i nie ma dawnego zapisu. Datować trzeba nie tylko przedmiot, ale i wykładnię, którą się do niego dokłada.

Srebro nadaje się na majątek przenośny lepiej niż cokolwiek innego: jest trwałe, przeliczalne i widoczne, a liczba broszek na piersi bywa najprostszym oświadczeniem o zamożności rodziny. Nie wolno przy tym robić z Saamów jednego ludu idącego za stadem. Renifery pasała mniejszość, nad fiordami i rzekami siedziano na miejscu i żyto z połowu, a srebro przychodziło tam handlem z nadmorskimi złotnikami i tak samo szło w spadku. Broszę nosił więc i ten, kto się przenosił, i ten, kto miał dom.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, od kiedy srebro wchodzi do stroju saamskiego i ile z niego wykonywali złotnicy nadmorscy, a ile rzemieślnicy miejscowi.
  • Nie rozstrzygnięto, czy liczba broszek była miarą zamożności, czy po prostu zwyczajem dnia świątecznego.
  • Nie da się wskazać, kiedy powstało tłumaczenie tarczek jako drogi słońca; najstarsze znane wystąpienia są współczesne.
  • Nie da się orzec, czy liczba broszek mierzyła zamożność jednakowo u rodzin pasterskich i osiadłych; opisy podają samą liczbę, bez rachunku majątku.

Skąd to wiadomoBrosze risku w zbiorach muzealnych i w bieżącym użyciu; fotografie strojów świątecznych z XIX i XX wieku; dzisiejsze wyroby sprzedawane wraz z objaśnieniem słonecznym.

Liwowie wybrzeża kurlandzkiego; XIX i XX wiek

Strój liwski, którego prawie nie zostało

Zapis po chrzcie

Liwowie przeszli na tkaninę kupną wcześniej niż sąsiedzi, więc ubrań nie zostało niemal wcale; dzisiejszy strój liwski złożono z rysunków i z grobów.

Czytaj dalej

Zostało natomiast co innego. Rysunki z XIX wieku, wizerunek wesela liwskiego z 1846 roku pokazujący rodziny z Kolki — mężczyźni w koszulach, spodniach i marynarkach kroju już całkiem miejskiego — oraz zbiór przedmiotów odzieżowych zgromadzony podczas wypraw w latach 1924–1925 i przechowywany dziś w muzeum w Tartu.

Wynika z tego rzecz, którą trzeba mówić głośno. To, co pokazuje się dzisiaj jako liwski strój ludowy, jest złożeniem: bierze kształt z wykopalisk z XI–XIII wieku i szczegół z dziewiętnastowiecznych rysunków, a między jednym a drugim leży sześćset lat, z których nie ma nic. Przy takim stroju podaje się datę złożenia, nie datę ludu.

Liwowie są ludem fińskim, nie bałtyjskim, i siedzieli na wybrzeżu kurlandzkim dzisiejszej Łotwy. Żyli z rybołówstwa i żeglugi, a więc z zajęć dających gotowy pieniądz i stały kontakt z portem; odzież szytą w domu zastąpiła u nich tkanina kupna wcześniej niż u chłopstwa łotewskiego wokół. Związek między jednym a drugim jest wnioskiem z okoliczności, nie zdaniem zapisanym przez kogoś współczesnego. Policzalny jest natomiast skutek: zachowanych sztuk odzieży liwskiej nie ma prawie wcale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, kiedy dokładnie odzież szyta w domu ustąpiła kupnej we wsiach liwskich; podawane są całe dziesięciolecia.
  • Nie rozstrzygnięto, na ile rysunki z XIX wieku oddają strój codzienny, a na ile ubiór pokazowy albo wyobrażenie rysownika.
  • Nie da się wykazać ciągłości między odzieżą z grobów a tym, co noszono na wybrzeżu w XIX wieku.
  • Nie ma świadectwa, w którym ktoś współczesny tłumaczyłby zanik domowego tkactwa u Liwów zajęciem rybackim; przyczynę dopisano później.

Skąd to wiadomoRysunki liwskie z XIX wieku; wizerunek wesela liwskiego z Kolki z 1846 roku; zbiór przedmiotów odzieżowych zgromadzony podczas wypraw w latach 1924–1925, dziś w muzeum w Tartu.

Liwowie nad dolną Dźwiną, cmentarzysko w Laukskoli pod Salaspils; X–XIII wiek

Groby nad dolną Dźwiną: czepce zszyte spiralkami

Zapis z tamtych czasów

W grobach liwskich leżą opaski, czepce i płótna gęsto naszyte spiralkami z brązu oraz pasy tkane na deseczkach, okuwane metalem.

Czytaj dalej

Cmentarzysko w Laukskoli pod Salaspils, nad dolnym biegiem Dźwiny, obejmuje pochówki z X–XIII wieku i należy do Liwów, a więc do ludu fińskiego osiadłego nad rzeką, którą płynął handel. Wśród wyposażenia są opaski na głowę, nakrycia z tkaniny i czepce gęsto naszyte spiralkami z brązu, a także wełniane pasy tkane na deseczkach i okuwane metalem.

To najmocniejszy rodzaj świadectwa, jaki w tej sprawie istnieje. Przedmiot pochodzi z czasu, w którym go używano, nikt go potem nie opisywał z pamięci, nie porządkował i nie tłumaczył. Układ spiralek utrwala nie tylko ozdobę, ale i to, gdzie na ciele leżała, więc krój i rozmieszczenie dają się odtworzyć z samego rozkładu metalu.

Czego mimo to nie daje: grób pokazuje, co do grobu włożono, a to nie musi być tym, co noszono w dzień roboczy. I żaden układ brązu nie wypowiada wiary. Odczytać można położenie, krój i zamożność; znaczenia nie ma w czym szukać, bo przedmiot go nie niesie, a słowa przy nim nie było.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy strój grobowy był odzieżą codzienną, odświętną, czy szytą na pogrzeb.
  • Nie wiadomo, ile ozdób przyszło handlem rzecznym, a ile wykonano na miejscu.
  • Nie da się orzec, czy różnice między grobami są różnicami stanu, czy odstępu czasu między pochówkami.

Skąd to wiadomoCmentarzysko w Laukskoli pod Salaspils nad dolną Dźwiną, pochówki z X–XIII wieku; zachowane fragmenty wełny utrwalone tlenkami brązu przy ozdobach.

Finowie, Karelowie i Liwowie; groby z XI–XIII wieku

Spiralka z brązu: dlaczego w ogóle wiemy coś o tkaninie

Zapis z tamtych czasów

Wełna z tych stuleci przetrwała niemal wyłącznie tam, gdzie dotykała brązu; to nie wybór tematu, tylko chemia gruntu.

Czytaj dalej

Rzecz robi się tak: z ciągnionego drutu brązowego tnie się krótkie spiralki, nawleka je na wełnianą nić i naszywa rzędami wzdłuż krawędzi chusty, fartucha albo opaski. Tlenki metalu zabijają w gruncie to, co rozkłada włókno, więc nić dotykająca brązu zostaje, a leżąca o centymetr dalej znika bez śladu.

Stąd bierze się kształt całej naszej wiedzy. Mamy brzegi i nie mamy środków: zdobiona krawędź kobiecej chusty przetrwała, gładkie płótno obok niej nie. Każdy rysunek takiego stroju jest więc obwódką z domysłem w środku, i tak należy go czytać, niezależnie od tego, jak pewnie wygląda na tablicy.

Drugi skutek jest jeszcze mniej oczywisty. Wiedzy mamy więcej tam, gdzie do grobów wkładano metal, a mniej tam, gdzie tego nie robiono. Różnica między krainami w tym, co o ich stroju wiadomo, jest najpierw różnicą obyczaju pogrzebowego, a dopiero potem różnicą ubioru — i mylenie jednego z drugim produkuje mapy, które pokazują archeologię, nie ludzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy niezdobione części stroju szyto z tej samej tkaniny co obwiedzione spiralkami.
  • Nie rozstrzygnięto, na ile bogactwo spiralek jest miarą zamożności zmarłego, a na ile obyczajem konkretnego cmentarzyska.
  • Nie da się orzec, czy barwa odtworzona z resztek barwnika obowiązywała całą sztukę tkaniny, czy tylko zachowany skrawek.

Skąd to wiadomoFragmenty wełny zachowane przy okuciach i spiralkach w grobach fińskich, karelskich i liwskich z XI–XIII wieku; zbiory tkanin archeologicznych w muzeach nadbałtyckich.

Finlandia; grób z cmentarzyska Luistari w Eurze, rekonstrukcja z lat 1976–1982

Strój z Eury jest rzeczą z 1982 roku

Złożone przy biurku

Grób nr 56 z Luistari otwarto w 1969 roku, ubiór złożono z niego w latach 1976–1982, a potem uszyto ponad sto kopii noszonych na święta.

Czytaj dalej

Cmentarzysko Luistari w Eurze odsłonięto w 1969 roku przy kopaniu rowu, a grób nr 56 jest najbogatszy ze znanych w tym miejscu. Datuje się go na lata około 1020–1050, przy czym granicę od dołu wyznacza najmłodsza moneta z wyposażenia, bita w 1018 roku. Metal zachował w kilku punktach wełnę i, co ważniejsze, utrwalił położenie ozdób, więc dało się ustalić, gdzie na ciele leżały poszczególne części.

Prace nad złożeniem stroju trwały sześć lat, od 1976 do 1982 roku, i prowadził je zespół powołany w Eurze. Z zachowanych strzępów, resztek barwnika i rozmieszczenia okuć wyprowadzono krój i barwy, a potem uszyto według tego wzoru ponad sto kopii, noszonych dziś jako ubiór odświętny na uroczystościach i weselach.

Ta droga ma starszy odcinek, tyle że prowadzi gdzie indziej. Pierwszy taki ubiór pokazano na żywych ludziach na zabawie loteryjnej towarzystwa studenckiego w Wyborgu w 1893 roku i złożono go z materiału karelskiego; strój wyprowadzony z jedenastu grobów w Yliskylä pod Perniö, jednych z najlepiej zachowanych w Finlandii, powstał dopiero w 1925 roku. Zasada pozostaje jedna: położenie metalu jest świadectwem, a krój, barwa i sposób zapinania są wnioskiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, ile w kroju wynika z zachowanych resztek, a ile z podobieństwa do strojów z krajów sąsiednich.
  • Nie rozstrzygnięto, czy barwa odtworzona z resztek barwnika obowiązywała całą sztukę, czy tylko obszycie.
  • Nie da się orzec, czy przedmioty w grobie leżały tak, jak leżały na żywym człowieku, czy ułożono je przy pochówku inaczej.
  • Liczba ponad stu uszytych kopii rośnie i jest rachunkiem dzisiejszym, nie stanem zamkniętym.

Skąd to wiadomoGrób nr 56 na cmentarzysku Luistari w Eurze, odsłonięty w 1969 roku, datowany na lata około 940–1021; prace rekonstrukcyjne w muzeum narodowym w latach 1976–1982; jedenaście grobów w Yliskylä w Perniö; pokaz dawnych strojów na zabawie studenckiej w Wyborgu w 1893 roku.

Estonia, Finlandia, Karelia i Komi; XVII–XX wiek

Pas: podarek weselny i dar zostawiany w gaju

Zebrane z ust

Tkana krajka była tu najczęstszym podarkiem: młoda zostawiała ją tym, którzy słali łoże, a chory wieszał taką samą na gałęzi w gaju.

Czytaj dalej

W obrzędzie weselnym estońskim krajka jest walutą. Po nocy poślubnej młoda zostawiała pas tym, którzy przygotowali łoże, a szerzej: pasy i tkane wstęgi rozdawano w domu męża wedle listy powinności, więc panna tkała ich zawczasu całe zapasy i liczyła je na tuziny. Rzecz jest drobna, wykonana własną ręką i policzalna, czyli nadaje się na dar jak żadna inna.

Ten sam przedmiot wraca w miejscu zupełnie innego rodzaju. W gajach i przy źródłach zostawiano wełnę, pasmo lnu, wstążkę i tkaną krajkę obok monety i chleba, a chory wieszał na gałęzi swoją nitkę. Jedna i ta sama rzecz obsługuje więc dwa porządki: jest zapłatą za przysługę weselną i darem zostawianym tam, skąd nic nie wolno wynieść.

Osobno stoją pasy komijskie, a ściślej — Komi-Permiaków z guberni permskiej, których nie należy mieszać z Komi-Zyrianami znad Wyczegdy i Peczory, siedzącymi w guberni wołogodzkiej. Wzory przerysowywano tam z zachowanych pasów, koszul i ręczników z XIX i początku XX wieku i to one są dziś głównym materiałem do tamtejszego zdobnictwa. W zapisach wraca przy tym uwaga, że tkaniem krajek zajmowali się także mężczyźni, co przy innych robotach włókienniczych notowano rzadziej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy krajkę zostawianą w gaju tkano osobno, czy sięgano po tę samą, którą szykowano na wesele.
  • Nie wiadomo, od kiedy liczy się dary weselne w tuzinach i czy taka rachuba nie jest wtórna wobec gospodarki towarowej XIX wieku.
  • Zapisy o rozwiązywaniu węzłów i pasa przy porodzie krążą w piśmiennictwie od XIX wieku i bywają podawane łącznie dla kilku ludów naraz, więc nie da się z nich wyczytać, gdzie i kiedy to naprawdę robiono.
  • Nie da się orzec, czy zapis o mężczyznach tkających krajki dotyczy całego obszaru komijskiego, czy tylko okolic, w których go zanotowano.
  • Nie wykazano osobnym zapisem karelskim ani fińskim, że krajkę rozdawano tam wedle tej samej listy powinności co w Estonii; obszar podany wyżej jest szerszy niż materiał, który go niesie.

Skąd to wiadomoOpisy wesel estońskich z XIX i XX wieku wraz z wykazami darów panny młodej; zapisy o darach zostawianych w gajach i przy źródłach z XVII–XX wieku; krajki komi z powiatów permskich z XIX i początku XX wieku.

cały obszar; rzecz o granicy odczytu

Gdzie kończy się zapis, a zaczyna zwykłe ubranie

Zapis po chrzcie

Strój jest zapisem tam, gdzie zmiana stanu wymusza zmianę rzeczy i gdzie gromada to czyta; poza tym jest ubraniem i niczego nie oznajmia.

Czytaj dalej

Próba jest prosta i daje się przeprowadzić na każdym przykładzie. Tam, gdzie zmiana stanu wymusza zmianę przedmiotu, a gromada tę zmianę czyta, mamy zapis: czepiec zakładany w dniu wesela, barwa pasów spódnicy po śmierci męża, czarna i czerwona zasłona udmurcka, nakrycie zdejmowane we własnym obrzędzie. Gdzie nic nie wymusza zmiany, mamy tkaninę i nic ponadto.

Jest też skrzywienie, którego nie da się naprawić. Do zbiorów trafiała odzież odświętna, bo ją właśnie uznawano za godną zabrania, a koszulę roboczą donaszano do strzępów i wyrzucano. Świadectwo przechyla się więc ku świętu, i każde zdanie zaczynające się od słów „nosili” powinno kończyć się wskazaniem dnia, w którym to nosili.

Najtrudniejszy przypadek nie ma rozstrzygnięcia. Ta sama koszula z tym samym haftem bywa ubraniem roboczym w powszedni dzień i znakiem na weselu, bo znaczenie nie siedzi w przedmiocie, tylko w okoliczności. Okoliczności zaś gablota muzealna nie przechowuje — i to jest granica tej wiedzy, a nie chwilowa luka do zapełnienia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy da się w ogóle oddzielić ozdobę od znaku na przedmiocie, z którego zdjęto okoliczność użycia.
  • Nie rozstrzygnięto, na ile objaśnienia wzorów zbierane w XIX i XX wieku są dawne, a na ile powstały w chwili zadania pytania przez zbierającego.
  • Nie da się orzec, czy brak zapisu o znaczeniu oznacza brak znaczenia, czy tylko brak kogoś, kto by je spisał.

Skąd to wiadomoZbiory etnograficzne złożone w przeważającej części z odzieży odświętnej; zapisy terenowe z XIX i XX wieku, w których objaśnienie wzoru bywa odpowiedzią na pytanie zbierającego.

Czytanie świata bez liter

Kalendarz na drewnie, znak rodu i imiona gwiazd

Przez większość swoich dziejów ludzie nad Zatoką Fińską mierzyli rok, potwierdzali własność i nazywali gwiazdy bez udziału pisma, a robili to ściśle i powtarzalnie. Rok trzymali w ręku jako naciętą deszczułkę, na której dzień postu stoi obok dnia siewu; własność znaczyli kilkoma kreskami, które sąd przyjmował zamiast podpisu; niebu nadawali imiona wzięte z podwórza, od sita i grabi po wóz. Ta sekcja zbiera z tych trzech porządków wyłącznie to, co da się datować: przedmioty z wyciętym rokiem, akta ze znakami i nazwy z parafią przy każdej.

Estowie, Saaremaa i zachodnie wybrzeże; zachowane egzemplarze z XVII-XIX wieku

Sirvilauad, czyli rok przewracany w palcach

Zapis z tamtych czasów

Estoński kalendarz to pęczek cienkich deseczek spiętych sznurkiem: dni stoją na nich jako nacięcia, święta jako znaki, a cały rok przewraca się w palcach.

Czytaj dalej

Nazwa sirvilauad złożona jest z czasownika oznaczającego przewracanie kartek i ze słowa deska, i opisuje przedmiot co do joty. Kilka cienkich deszczułek spina się rzemieniem przy jednym końcu, rozkłada wachlarzem i przegląda jak książeczkę, która mieści się w dłoni. Wzdłuż krawędzi biegną nacięcia dni, a nad nimi stoją znaki świąt, odmian księżyca oraz dni, w których zaczyna się albo kończy robota w polu.

W estońskich zbiorach muzealnych leży kilkanaście takich kalendarzy i pochodzą one z czasu między XVII a XIX wiekiem; w jednym z Saaremaa każdy miesiąc dostał osobną deseczkę. Jak na przedmiot, który powinien był wisieć w każdej izbie, jest to garstka, a mówi ona nie tyle o rzadkości zwyczaju, ile o tym, jak łatwo drewno idzie na podpałkę.

Przedmiot nie skończył się wraz ze swoim stuleciem. Od 1978 roku wychodzi w Estonii co rok sirvikalender, kalendarz ułożony według dawnych deseczek, i ma dziś swoich czytelników wśród zwolenników rodzimej wiary. Rzecz drukowana współcześnie jest jednak osobnym pytaniem od tego, czym pęk deszczułek był w ręku gospodarza z wyspy, i lepiej trzymać te dwa pytania oddzielnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z zachowanych deseczek powstało na własny użytek, a ile już dla zbieracza albo na sprzedaż
  • czy forma pęku deszczułek jest miejscowa, czy przyszła wraz z laską kalendarzową zza morza

Skąd to wiadomozachowane sirvilauad w zbiorach estońskich, datowane na XVII-XIX wiek; roczne wydania sirvikalender od 1978 roku

Finowie, Satakunta, południowy zachód i wybrzeże; od średniowiecza po XVIII wiek

Dwieście lasek i jedna z rokiem 1566

Zapis z tamtych czasów

Z Finlandii znanych jest około dwustu kalendarzowych lasek; najstarsza nosi rok 1566, leży dziś w Paryżu i od tego miasta wzięła nazwę.

Czytaj dalej

Fiński riimusauva bywa laską do noszenia przy sobie, bywa deską do powieszenia na ścianie wielkości arkusza papieru, bywa też pudełkiem. Jeden z zachowanych egzemplarzy mierzy siedemdziesiąt sześć centymetrów i nosi kalendarz po obu stronach, część znanych sztuk pochodzi z Satakunty, między innymi z Eurajoki, a jedno pudełko kalendarzowe ma wycięty rok 1787.

Laska nie zginęła przez zakaz ani przez kaznodzieję, tylko przez druk. Od roku 1705 wychodził w Turku almanach po fińsku, a w ciągu XVIII wieku drukowany rocznik wyparł drewno niemal zupełnie. Rzadko kiedy widać tak wyraźnie, co dokładnie zastąpiło dawny przedmiot i w którym pokoleniu nastąpiła zamiana.

Zachowane laski pochodzą z zachodu i z wybrzeża, a więc stamtąd, gdzie było najbliżej do Szwecji i gdzie wieś szwedzka siedziała obok fińskiej. Nie jest to zatem rachuba fińska w ogóle: jest zachodnia i przyszła tą samą drogą, co kościelny rachunek świąt ruchomych. Z prawosławnej, karelskiej strony takiego przedmiotu się nie zachowało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy liczba około dwustu obejmuje także laski szwedzkiej roboty przechowywane w Finlandii
  • czy brak lasek na wschodzie oznacza brak zwyczaju, czy tylko brak zbieracza, który by ich szukał
  • gdzie przechowywana jest laska z rokiem 1566, skoro jedne opisy umieszczają ją w Paryżu, a inne w zbiorze almanachowym w Helsinkach

Skąd to wiadomozachowane laski kalendarzowe w zbiorach fińskich, najstarsza z rokiem 1566; pudełko kalendarzowe z 1787 roku; pierwszy almanach po fińsku, Turku 1705

Finowie i Estowie; przedmioty z XVI-XIX wieku

Siedem znaków na tydzień, dziewiętnaście na księżyc

Zapis z tamtych czasów

Na lasce biegną dwa szeregi znaków: siedem powtarza się na dni tygodnia, dziewiętnaście liczy lata obiegu księżyca. To kościelny rachunek Wielkanocy w ręku chłopa.

Czytaj dalej

Pod każdym dniem roku stoi jeden z siedmiu znaków i te siedem powtarza się bez końca przez całą długość laski. Wystarczy wiedzieć, na który z nich wypada w danym roku niedziela, żeby odczytać położenie każdego innego dnia. Drugi szereg liczy dziewiętnaście, bo tyle lat mija, zanim nowie wrócą mniej więcej na te same dni roku, i po nim wyszukuje się nów wiosenny.

Po co to było komu w izbie? Po to, żeby wiedzieć, kiedy wypada Wielkanoc, a wraz z nią cały ruchomy korowód zapustów, postu, Wniebowstąpienia i Zielonych Świąt. Rachunek ułożony w kancelariach po to, by pogodzić księżyc ze słońcem, leżał na kolanach człowieka, który nie umiał przeczytać ani jednej litery, i działał bez pudła.

Odczyt nie był przy tym prostą sztuką. Na części lasek co drugi szereg biegnie od prawej ku lewej, a znaki stoją w nim odwrócone do góry nogami i lustrzanie, tak że drewno trzeba obracać w dłoni i pamiętać, gdzie się jest. Kto nazywa to pismem ludzi ciemnych, niech najpierw spróbuje wyłowić z takiej laski dowolną datę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy znaki dni tygodnia wywodzą się z run, czy z siedmiu liter używanych w kalendarzach kościelnych
  • na ile gospodarz sam wyliczał liczbę złotą dla bieżącego roku, a na ile podawał mu ją pleban

Skąd to wiadomozachowane laski i tabliczki kalendarzowe fińskie i estońskie z XVI-XIX wieku

Finowie i Estowie; przedmioty i zapisy z XVI-XIX wieku

Co stało nad dniem: krzyż, narzędzie, zwierzę

Zebrane z ust

Nad dniami świętych stoją na drewnie krzyże, nad dniami roboty narzędzie albo zwierzę. Jeden przedmiot mówił, kiedy pościć i kiedy wypuścić bydło.

Czytaj dalej

Znaki nad rzędem dni nie są jednego rodzaju. Część z nich to krzyże i inne znaki kościelne, część przedstawia narzędzie, zwierzę albo sprzęt gospodarski i wskazuje nie nabożeństwo, lecz robotę: dzień, od którego wolno orać, kosić, wypuścić stado albo brać się do młocki. Pochodzenia wielu z tych figur nikt nie ustalił i uczciwiej jest to powiedzieć, niż dorabiać im wyjaśnienia.

Dwa dni wycięto mocniej niż resztę. Dzień świętego Jerzego, dwudziesty trzeci kwietnia, otwierał wypas i od niego liczono lato bydła; dzień świętego Michała, dwudziesty dziewiąty września, zamykał je i przenosił stado do obory. Między tymi nacięciami mieścił się cały rok pasterski, a poza nimi zaczynała się zima, w której rachuba szła już innym trybem.

Tu widać rzecz najważniejszą dla całego działu. Na jednym kawałku drewna stoi obok siebie dzień postu i dzień siewu, a gospodarz nie miał żadnego powodu, żeby je rozdzielać. Kalendarz kościelny nie przykrył gospodarskiego ani go nie wyparł, tylko dostarczył mu nazw i punktów oparcia, po czym zrosły się w jedno tak mocno, że nie da się ich rozciąć bez zniszczenia przedmiotu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • które znaki narzędzi oznaczają robotę, a które są tylko wyobrażeniem patrona dnia
  • czy daty robót na laskach są miejscowe, czy przepisane ze szwedzkich wzorów razem z laską

Skąd to wiadomozachowane laski i deseczki kalendarzowe fińskie i estońskie; zapisy kalendarza ludowego z XVIII-XX wieku

Finowie; nazwy w druku od 1544 roku

Fiński rok nazwany od roboty

Zapis z tamtych czasów

W fińskim roku nie ma ani jednego miesiąca nazwanego od cesarza czy boga. Są za to wypaleniska, siew, siano, zboże, błoto i umieranie.

Czytaj dalej

Kwiecień to huhtikuu, miesiąc wypaleniska, od huhta, czyli poletka wypalonego w lesie. Maj to toukokuu od wiosennego siewu, lipiec heinäkuu od siana, sierpień elokuu od zboża stojącego na pniu. Październik nazywa się lokakuu, miesiąc błota, listopad marraskuu, od słowa oznaczającego umieranie i martwotę, a grudzień joulukuu, od zimowego święta przyniesionego z zewnątrz.

Nie wszystkie nazwy są równie jasne. Tammikuu wywodzi się albo od dębu, albo od starszego znaczenia tego samego słowa, czyli od osi i rdzenia, a zatem od środka zimy; helmikuu tłumaczy się lodowymi paciorkami na gałęziach w czasie odwilży, tyle że objaśnienie to powtarza się w drukach nowszych i nie ma pod sobą dawnego zapisu. W obu razach nazwa jest pewna, a jej wykład nie.

Najstarszy zapis tych nazw stoi w kalendarzu dołączonym do fińskiego modlitewnika z 1544 roku, a zatem już wtedy były w użyciu; jak dawno przed tą datą, nie ma z czego wyliczyć, bo wcześniejszego fińskiego zapisu nie ma w ogóle. Pewne jest natomiast to, co z samych nazw wynika: cała dwunastka razem wzięta układa się w plan robót i w opis tego, co dzieje się z ziemią, bez jednego imienia bóstwa i bez jednej liczby porządkowej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • co znaczyło pierwotnie tammi w nazwie stycznia: dąb czy oś i rdzeń
  • czy objaśnienie lutego lodowymi paciorkami jest dawne, czy dorobione do nazwy później
  • czy dwunastka nazw z kalendarza z 1544 roku jest wyborem z jednej okolicy, czy zestawem znanym wtedy w całej Finlandii

Skąd to wiadomokalendarz w fińskim modlitewniku z 1544 roku; nazwy miesięcy w drukach i słownikach od XVI wieku

Estowie; nazwy ludowe spisywane od XVII wieku, kalendarz drukowany od 1720 roku

Estoński rok nazwany od świętych

Zebrane z ust

W estońskim roku kwiecień jest miesiącem Jerzego, wrzesień Michała, listopad Marcina. Święci weszli w nazwy miesięcy i nie da się ich stamtąd wyjąć.

Czytaj dalej

Jürikuu, mihklikuu, mardikuu i kadrikuu noszą imiona Jerzego, Michała, Marcina i Katarzyny; küünlakuu to miesiąc gromnic, paastukuu miesiąc postu, a lihaheitekuu miesiąc odstawienia mięsa, czyli zapustów. Żaden z tych wyrazów nie jest przekładem łacińskiej nazwy: każdy bierze się z dnia, który w tym miesiącu wyznaczał zmianę w gospodarstwie i w kuchni.

Obok imion świętych biegnie drugi szereg, roboczy i przyrodniczy. Październik bywa viinakuu od pędzenia gorzałki, rehekuu od suszarni zboża i porikuu od błota; maj jest lehekuu, miesiącem liści, lipiec heinakuu, miesiącem siana; listopad zaś nosi obok Marcina także hingekuu i kooljakuu, czyli miesiąc dusz i miesiąc umarłych. Jeden miesiąc miewa kilkanaście imion naraz i wybór zależy od okolicy.

Warto wiedzieć, kiedy te nazwy trafiły pod prasę. Pierwszy roczny kalendarz po estońsku wydała oficyna tallińska w 1720 roku, a najstarszy zachowany rocznik pochodzi dopiero z lat trzydziestych XVIII wieku, bo pierwszych kilkunastu nie ma. Druk nie wyprzedził jednak zapisu, bo nazwy miesięcy notowano po estońsku już w XVII wieku; od 1720 roku obie drogi biegły obok siebie i przy każdym wariancie spisanym w XIX wieku trzeba pamiętać, że miał wtedy za sobą półtora wieku sąsiedztwa z rocznikiem drukowanym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwy z imionami świętych wyparły starsze nazwy robocze, czy oba szeregi biegły obok siebie od początku
  • ile z wariantów zapisanych w XIX wieku to nazwy miejscowe, a ile powtórzenie z kalendarza drukowanego

Skąd to wiadomoEesti-Ma Rahwa Kalender, Tallinn 1720, najstarszy zachowany rocznik na rok 1732; zapisy nazw ludowych z XIX i XX wieku

Estowie, Inflanty; zapis z lat siedemdziesiątych XVII wieku, druk 1794

Powitanie nowiu spisane przed 1678 rokiem

Zapis z tamtych czasów

Estoński zwyczaj witania nowego księżyca zapisano w historii Inflant pisanej w latach siedemdziesiątych XVII wieku. Na druk czekał sto szesnaście lat.

Czytaj dalej

Nów witano głośno i po imieniu, jak przybysza, który wrócił. Do młodego księżyca mówiło się z pozdrowieniem i prośbą o zdrowie dla siebie i dla bydła, a cały sens tej krótkiej formuły polega na tym, że miesiąc zaczynał się od zobaczenia, nie od liczby na papierze. Kto żyje z księżycem, ten musi go najpierw wypatrzyć, a dopiero potem policzyć dni.

Zapis zawdzięczamy inflanckiemu urzędnikowi majątkowemu, który układał historię kraju i zmarł w 1678 roku, nie doczekawszy wydania. Rękopis czekał w szufladzie i wyszedł drukiem w Mitawie dopiero w 1794 roku, a powitanie nowiu jest w nim jednym z najstarszych zapisanych tekstów estońskiej pieśni, przechowanym przypadkiem, przy okazji opisu obyczajów.

Trzeba od razu powiedzieć, czego z tego nie wolno wyprowadzić. Pozdrowienie księżyca nie dowodzi, że go czczono jako bóstwo, a jedynie tego, że miesiąc odmierzano wzrokiem i że chwilę jego powrotu traktowano jako dobrą porę na prośbę. Między zapisem a nami stoi obca ręka i sto szesnaście lat czekania na czcionkę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zapisane słowa oddają miejscową formułę, czy zostały wygładzone przy druku w 1794 roku
  • czy witanie nowiu jest miejscowe, czy przyszło wraz z tym samym zwyczajem znanym u sąsiadów

Skąd to wiadomohistoria Inflant pisana w latach siedemdziesiątych XVII wieku, wydana drukiem w Mitawie w 1794 roku

Saamowie, północna Szwecja i Laponia; egzemplarz z połowy XVIII wieku

Saamska deska z kreską na każdy dzień

Zapis z tamtych czasów

Saamski kalendarz z drewna ma kreskę na każdy dzień roku i osobne znaki na dni święte oraz targowe. Zachowany egzemplarz datuje się na połowę XVIII wieku.

Czytaj dalej

Dni targowe są tu równie ważne jak święta i to mówi więcej niż sam przedmiot. Na zimowe targi zjeżdżano z daniną i podatkiem, tam odbywał się sąd, tam chrzczono dzieci i zawierano małżeństwa. Deska odmierzała zatem nie tylko rok pasterski, lecz także terminy, w których trzeba było stanąć przed urzędem i przed plebanem, a spóźnienie kosztowało.

Rzecz należy rozdzielić od bębna, bo to dwa różne narzędzia i dwie różne czynności. Bęben odpowiadał na pytanie i wymagał człowieka, który umiał go czytać; deska nie odpowiadała na nic, tylko liczyła dni i mógł z niej korzystać każdy. Konfiskaty dotknęły bębnów, a nie kalendarzy, i to także tłumaczy, czemu jednych mamy kilkadziesiąt, a drugich pojedyncze sztuki.

Przedmiot jest prosty i policzalny: drewno, na nim kreska za kreską przez wszystkie dni roku, a nad częścią z nich wyryte znaki dni świętych i dni wyróżnionych z innego powodu. Zachowana sztuka leży w zbiorach muzealnych północnej Szwecji i datowana jest na połowę XVIII wieku, natomiast z której grupy Saamów pochodzi, nie da się powiedzieć: nie zapisano przy niej ani miejsca, ani ręki, która ją wycięła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy saamskie kalendarze wycinano na miejscu, czy kupowano gotowe od sąsiadów z południa
  • z którego obszaru pochodzi zachowana deska, skoro przy niej pochodzenia nie zapisano

Skąd to wiadomosaamski kalendarz drewniany w zbiorach muzealnych północnej Szwecji, datowany na połowę XVIII wieku

Komi nad Wyczegdą, Wymią i górną Kamą; znalezisko z 1975 roku, laski z XVIII-XIX wieku

Komijski pas: znak rodu i kalendarz łowiecki

Złożone przy biurku

Tym samym słowem pas Komi nazywali znak rodu i czworograniastą laskę z nacięciami dni. Brązowy krążek znad Wyczegdy czyta się jako kalendarz dopiero od 1987 roku.

Czytaj dalej

Jeden wyraz obejmuje u Komi dwie rzeczy, które gdzie indziej rozchodzą się daleko od siebie: znak rodowy cięty na własności oraz rachubę czasu. Czworograniasta laska, na której nacięciami rozpisano dni, tygodnie i miesiące każdej pory roku, była w użyciu w XVIII i XIX wieku i służyła łowcy do prowadzenia sezonu, nie gospodarzowi do pilnowania świąt.

Reszta jest odczytaniem. W 1987 roku ogłoszono propozycję, wedle której dziewięć zwierząt to dziewięć odcinków roku łowieckiego, a rok zaczyna się w dniu równonocy wiosennej, dwudziestego pierwszego marca. Odczytanie to powtarza się dziś wszędzie jako rzecz ustalona, tymczasem na krążku nie ma ani jednej liczby, ani jednego znaku pisma i ani jednego słowa; że jest to kalendarz, nie zostało wykazane.

Osobno stoi znalezisko. W 1975 roku wydobyto nad Wyczegdą płaski brązowy krążek z wyobrażeniami dziewięciu zwierząt łownych, datowany na przełom pierwszego i drugiego tysiąclecia. Przedmiot jest niewątpliwy, ma miejsce znalezienia i ma datę, brakuje mu natomiast układu warstw, który powiedziałby, co przy nim leżało i w czyich rękach był; i to jest cała pewność, jaką mamy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy dziewięć zwierząt na krążku to odcinki roku, czy porządek łowów albo zestaw zwierząt obrzędowych
  • czy laska kalendarzowa z XVIII wieku ma jakikolwiek związek z krążkiem sprzed ośmiuset lat
  • czy czworograniasta laska łowiecka i krążek pochodzą od tych samych Komi, skoro Wyczegda i Wym to ziemie zyriańskie, a górna Kama permiackie

Skąd to wiadomokrążek brązowy znaleziony nad Wyczegdą w 1975 roku, datowany na przełom I i II tysiąclecia; odczytanie ogłoszone w 1987 roku; laski kalendarzowe Komi z XVIII-XIX wieku

Finowie, południowy zachód i archipelag pod Turku; od XV wieku po połowę XX

Puumerkki pod protokołem sądu

Zapis z tamtych czasów

Fiński gospodarz nie podpisywał się nazwiskiem, tylko własnym znakiem z kilku kresek. Ten znak stoi pod wyrokami i umowami od XVI wieku.

Czytaj dalej

Skalę widać po policzeniu. W dziesięciu parafiach archipelagu pod Turku zebrano około pięciuset znaków z samych przedmiotów i blisko dwa tysiące dalszych z akt. Siedzą one na naczyniach, na kosach, na kamiennych ciężarkach do sieci, na trzonkach narzędzi, a także na deskach podłogi kościoła w Västanfjärd, gdzie ktoś zostawił swój znak w miejscu widocznym dla całej parafii.

Zwyczaj nie skończył się wraz ze średniowieczem ani z reformacją. Dopiero szkoła i umiejętność pisania w XIX wieku postawiły obok znaku podpis, kształty zaczęły się upraszczać, a ostatecznie znak ustąpił dopiero w połowie XX wieku. Pismo bez liter przeżyło w tych stronach kolej żelazną i telegraf.

Fiński puumerkki znaczy dosłownie znak drzewny i chodzi w parze ze szwedzkim bomärke, czyli znakiem domostwa; obie nazwy opisują to samo urządzenie, a figura jest w nich prosta na tyle, by dało się ją wyciąć nożem za jednym podejściem. W XVI wieku znaki takie były u zwykłych Finów rzeczą powszechną, a w ciągu XVI i XVII stulecia weszły do sądu i do kancelarii, bo ławnicy i świadkowie musieli potwierdzać protokół, a czytać i pisać nie umiał prawie nikt.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy znaki mieszczan z XV wieku i znaki chłopskie to jeden zwyczaj, czy dwa, które później się zeszły
  • ile znaków w aktach postawił sam zainteresowany, a ile dorysował za niego pisarz
  • czy fińska nazwa puumerkki jest przekładem szwedzkiego bomärke, czy własnym złożeniem od drewna, w którym znak wycinano

Skąd to wiadomoprotokoły sądów wiejskich i akta szwedzkie z XVI i XVII wieku; spis znaków z dziesięciu parafii archipelagu pod Turku

Finowie; osobno Udmurci nad Kamą; XVI-XX wiek

Znak należał do domu, nie do człowieka

Zapis z tamtych czasów

Gdy gospodarstwo zmieniało właściciela, znak zostawał przy nim. Syn, który dzielił ojcowiznę, dokładał do ojcowskiego znaku kreskę i miał swój.

Czytaj dalej

Znak domowy trzymał się zabudowań tak mocno, że przechodził wraz z nimi na nowego właściciela, choć ten nie był z tamtym rodem spokrewniony. Nie jest to zatem znak osoby ani nawet rodu, tylko znak gospodarstwa, i dlatego w aktach występuje w roli, w której gdzie indziej stoi adres. Człowiek podpisywał się tym, z czego żył.

Przy podziale spadku obowiązywała zasada prosta i widoczna gołym okiem: nowy gospodarz brał znak ojcowski i dokładał do niego kreskę albo hak. Znaki braci różnią się więc jednym cięciem, a zestaw znaków z jednej wsi bywa czytelny jak spis pokrewieństwa, pod warunkiem że wiadomo, od którego znaku zacząć liczenie.

Pytanie, na które taki znak odpowiada, nie jest przy tym ani fińskie, ani europejskie. Dziedziczone znaki własnościowe, stawiane tam, gdzie gdzie indziej przykładano pieczęć, znają także ludy nad Kamą i Wiatką, a z tego podobieństwa nie wolno wyprowadzać wspólnego dziedzictwa ani wspólnego początku. Każde gospodarstwo bez pisma musi jakoś udowodnić, że coś jest jego, i wszędzie wychodzi z tego kilka kresek, które sąsiad umie odczytać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zasada dokładania kreski obowiązywała wszędzie, czy tylko tam, gdzie znaki zebrano i spisano
  • czy znak kobiecy nie istniał, czy tylko nie trafiał do akt prowadzonych przez mężczyzn

Skąd to wiadomoznaki w aktach i na przedmiotach z Finlandii, XVI-XX wiek; zapisy o udmurckich pusach z XIX i XX wieku

Udmurci, Komi i Mari nad Kamą, Wiatką i środkową Wołgą; XVIII-XX wiek

Pus, pas i tiste: znak na drzewie bartnym

Zapis z tamtych czasów

Udmurcki znak rodu stał na barci, na łapciach, na koszu, na beczce i na grabiach. Zastępował podpis i pieczęć, a kobiety go nie używały.

Czytaj dalej

Udmurci nazywają go pus, Komi pas, Mari tiste, a wszystkie trzy znaczą mniej więcej znak i wszystkie trzy oznaczają to samo urządzenie: kilka kresek, które mówią, czyje to jest. Cięte były na barciach, na łapciach, na koszach, beczkach, szuflach i grabiach, przechodziły z ojca na syna i stawały wszędzie tam, gdzie gdzie indziej przykładano pieczęć.

Najważniejszy jest ten na drzewie bartnym, bo tam znak robi coś, czego nie robi na beczce. Lasu nie da się ogrodzić ani podzielić płotem, ale da się oznaczyć drzewo z barcią, i wtedy znak przyznaje własność pożytku wewnątrz cudzego albo niczyjego boru. Ruskie akta ziemskie mają na takie znaki osobne słowo i przywołują je jako dowód w sporze.

Obok nazw rodzimych chodzi nazwa przyniesiona: tamga, wyraz turecki, którym pisarze rosyjscy obejmowali znaki wszystkich ludów na wschodzie. Ta sama rzecz ma więc imię własne i imię urzędowe, zależnie od tego, kto pisze, a różnica ta jest pouczająca sama w sobie, bo w kancelaryjnym słowie gubi się to, że był to system dziedziczony i lokalny, a nie ozdoba.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy znaki bartne u Udmurtów i w ruskich aktach ziemskich to jeden system, czy dwa używane obok siebie
  • na ile podobieństwo znaków komijskich i udmurckich jest dziedzictwem, a na ile skutkiem sąsiedztwa

Skąd to wiadomoprzedmioty ze znakami rodowymi Udmurtów, Komi i Mari w zbiorach muzealnych, XVIII-XX wiek; ruskie akta ziemskie ze znakami bartnymi, XV-XVII wiek

Finowie, Estowie i Saamowie; nazwy zapisywane od XVIII wieku, zapisy masowe po 1888

Droga Ptaków, a nie droga mleczna

Zebrane z ust

Fińskie Linnunrata, estońskie Linnutee i saamskie Lodderáidaras znaczą to samo: drogę ptaków. Mleko przyszło do tej nazwy później i z książki.

Czytaj dalej

Nazwa z mlekiem, Piimatee, też została zapisana, w Vigala i w Palamuse, ale odstaje od reszty i tłumaczy się łatwo: mleko jest w greckiej i w niemieckiej nazwie tego pasma, a do estońskiej izby weszło ze szkołą i z drukiem. Ptak trzyma się tymczasem całego obszaru, aż po saamskie Lodderáidaras, które znaczy drabinę ptaków, i jeszcze dalej, bo łotewska i litewska nazwa mówi to samo, choć są to mowy obce fińskiej i estońskiej. Która strona wzięła nazwę od której, nie zostało wykazane.

Zapisy tłumaczą, skąd ptak. Droga jest tą, którą ptaki idą jesienią i wracają wiosną; w przekazie z parafii Keila stada prowadzi biały ptak podobny do łabędzia, z twarzą pięknej dziewczyny, przed którym kryją się jastrzębie i orły. Dusza wędruje tą samą drogą i przybiera postać kaczki, nura albo gęsi, a rzecz zapisano wtedy, gdy była już wspomnieniem, w większości po roku 1888.

Estońskie zapisy archiwalne dają całe gniazdo nazw, a przy każdej stoi parafia, w której ją usłyszano. Na wyspach mówiono Linnurada, w Harju-Jaani Kuretee, czyli droga żurawi, w Noarootsi Taevatänav, ulica nieba, w Kose Tähesadam, przystań gwiazd, w Martna Talipeenar, zimowa grządka. Na południu i u Setów ta sama nazwa brzmi Sirgutee i Tsirgutii, tylko ptak jest w niej nazwany po tamtejszemu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwa fińska, estońska i saamska ma wspólne źródło, czy powtarza ten sam nasuwający się obraz
  • w którą stronę poszła nazwa między mową fińską a łotewską i litewską, skoro brzmi w nich tak samo

Skąd to wiadomozapisy estońskiego archiwum folkloru z parafii Emmaste, Harju-Jaani, Noarootsi, Kose, Martna, Vigala, Palamuse i Keila, spisywane po 1888 roku

Estowie, Saaremaa i północna Estonia; zapisy z XIX i XX wieku

Niebo jako zegar i jako prognoza

Zebrane z ust

Zanim w izbie stanął zegar, godzinę czytano z położenia Drogi Ptaków i Wozu. Po tym poznawano, kiedy wstać i ruszyć do lasu.

Czytaj dalej

Zapis z parafii Valjala sięga czasów przed zegarem ściennym: porę nocy poznawano po tym, gdzie na niebie stoi Droga Ptaków i gdzie stoją Koła, i po tym wiedziano, kiedy wstać i ruszyć do lasu. Tyle wystarczało za pomiar czasu w gospodarstwie leśnym, a wystarczało dlatego, że całe niebo obraca się równomiernie wokół jednego punktu.

Drugie zastosowanie to orientacja w terenie. Z parafii Jüri pochodzi zapis o tym, że zabłąkany ma spojrzeć na Drogę Ptaków i wedle niej wracać. Pasmo biegnie przez całe niebo i o zmierzchu wyznacza kierunek pewniej niż pojedyncza gwiazda, którą łatwo pomylić z inną.

Trzecie zastosowanie jest najbardziej wątpliwe i właśnie dlatego warte uwagi. Jasne i wysokie pasmo zapowiadało pogodę dobrą, zamglone i ciemne nieprzyjemną, a jesienny wygląd całej drogi czytano na nadchodzącą zimę: biała miała zapowiadać śnieg, a czarne łatki odwilże. Pierwsza zapowiedź ma podstawę, bo wysokie chmury gaszą pasmo, nim front nadejdzie; wróżba na całą zimę nie ma żadnej i tyle da się o niej uczciwie powiedzieć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nocny odczyt godziny był powszechny, czy tylko u tych, którzy pracowali nocą: rybaków, woźniców i myśliwych
  • ile z zapisanych przepowiedni zimowych to reguła z użycia, a ile odpowiedź ułożona na pytanie zbieracza

Skąd to wiadomozapisy z parafii Valjala, Jüri, Karja, Noarootsi i Lääne-Nigula w estońskim archiwum folkloru, XIX i XX wiek

Finowie i Estowie; najstarsze zapisy nazw z XVII i XVIII wieku

Otava, Odamus i wóz przywieziony z Niemiec

Zebrane z ust

Fińska nazwa siedmiu gwiazd brzmi Otava, estoński ma starsze Odamus. Wielki Wóz przyszedł później, razem z nazwą niemiecką.

Czytaj dalej

Fińskie Otava i estońskie Odamus wyglądają na jedno słowo i są najstarszą warstwą nazwy tych siedmiu gwiazd, tyle że co ono znaczyło, nie zostało ustalone. Dzisiejsza estońska nazwa brzmi Suur Vanker, Wielki Wóz, i jest pożyczką przyniesioną wraz z nazwą niemiecką; obok niej chodzą Rattad, czyli koła, oraz Ais, czyli dyszel, a także Wóz Eliasza, który przywiózł na niebo cały Stary Testament.

Dwie rzeczy nakazują przy niej ostrożność. Niemal tę samą opowieść zapisano daleko na południu, w Słowenii, co znaczy, że jest to wątek wędrowny, a nie miejscowa pamięć. Po drugie, najstarszy tekst fiński, który w ogóle mówi o czci oddawanej gwiazdom, czyli przedmowa z 1551 roku, nie podaje ani jednej nazwy gwiazdozbioru; wszystkie, którymi dysponujemy, są o półtora wieku młodsze.

Najstarsze estońskie nazwy gwiazd stoją w słowniku estońsko-niemieckim z początku XVIII wieku i jedna z nich to wilk przy wole: słabsza gwiazdka przy jasnej w dyszlu wozu. Nazwa jest zatem poświadczona od początku XVIII wieku, natomiast opowieść o wilku zaprzężonym obok wołu i ciągnącym wóz ku lasowi ogłoszono dopiero u schyłku XIX wieku i od tego czasu powtarza się ją jako gotowy estoński mit gwiazdowy. Między nazwą a opowieścią leży więc stulecie z okładem i nie ma czym tej przerwy wypełnić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Otava i Odamus to jedno słowo, a jeśli tak, jakie miało znaczenie pierwotne
  • czy opowieść o wilku przy wole jest miejscowa, skoro niemal tę samą zapisano daleko na południu

Skąd to wiadomosłownik estońsko-niemiecki z początku XVIII wieku; odczyt o astronomii estońskiej wygłoszony 10 stycznia 1899 roku; przedmowa fińska z 1551 roku jako świadectwo milczenia

Finowie i Estowie; zapisy z XIX i XX wieku, zbiór z Saaremaa z lat 1817-1822

Sito, cep i grabie

Zebrane z ust

Plejady nazywano sitem, bo niebo świeci przez nie jak przez dziurki sita. Orion to u Estów cep i grabie, a ich zachód mówił, kiedy siać.

Czytaj dalej

Fińskie Seulaset pochodzi od słowa seula, czyli sito, i nazwa ta ma przy sobie gotowe wyjaśnienie: kto podniesie sito pod światło, zobaczy dokładnie taki nierówny rozsyp punktów. Estońskie Sõel znaczy to samo. W fińszczyźnie chodzą obok tego nazwy całkiem inne: łapieć Väinämöinena, lapoński wóz oraz psie szczenięta, co pokazuje, jak swobodnie ta sama grupka gwiazd bierze imię od tego, co komu bliższe.

Estoński Orion to Koot ja Reha, cep i grabie, i tu widać zasadę całego tamtejszego nieba. Nie stoją na nim herosi ani zwierzęta z obcych podań, tylko sprzęt z podwórza: wóz, koła, dyszel, sito, cep, grabie. Niebo jest urządzone jak obejście, a nazwy dobrano tak, żeby każdy wiedział, o czym mowa, bez nauki i bez książki.

Obie grupy służyły do jednego: do rozpoznania pory roku. Plejady i Orion giną wiosną w wieczornej zorzy i schodzą z nieba co roku o tej samej porze, pod koniec kwietnia, w okolicach dnia świętego Jerzego. Zapisano regułę, która wiąże z tym zejściem początek siewu, i właśnie na tym polega jej pożytek: gwiazdy dają punkt stały, po którym widać, czy wiosna w polu jest wczesna, czy spóźniona, bo co roku inne bywa pole, a nie niebo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwa sito jest miejscowa, czy przyszła ze szwedzkiego wraz z innymi nazwami nieba
  • czy reguła siewu wiązana z dniem świętego Jerzego jest dawna, czy dopasowana do daty kościelnej później
  • które z fińskich nazw Plejad: łapieć Väinämöinena, lapoński wóz i psie szczenięta, zapisano przed XIX wiekiem, a które dopiero przy zbieraniu pieśni

Skąd to wiadomozapisy fińskie i estońskie z XIX i XX wieku; rękopiśmienny zbiór z Saaremaa z lat 1817-1822

Estowie, Finowie i Saamowie; zapisy z XIX wieku i książka z 1910 roku

Gwóźdź, na którym obraca się kocioł

Zebrane z ust

Niebo wyobrażano sobie jako kocioł odwrócony dnem do góry i przybity do jednej gwiazdy. Estońskie Põhjanael znaczy dosłownie gwóźdź północny.

Czytaj dalej

Obraz jest zgodny w trzech mowach i bardzo konkretny: niebo to wielki kocioł postawiony do góry dnem nad ziemią, gwiazdy są do niego przytwierdzone i obracają się razem z nim wokół jednego punktu. Estońskie Põhjanael to gwóźdź północny, fińskie taivaannaula gwóźdź nieba, saamskie Boahjenásti gwiazda gwóźdź. Trzy języki, jeden gwóźdź i jedna myśl: coś musi to wszystko trzymać.

Saamowie doprowadzili obraz do końca. Gwiazda, którą my nazywamy Arktur, jest u nich myśliwym o imieniu Fávdna i mierzy z łuku w gwóźdź; w dniu ostatnim trafi, niebo spadnie i zgniecie ziemię. Zapisano to w książce o Saamach napisanej po saamsku przez saamskiego pasterza reniferów i wydanej w 1910 roku, czyli w pierwszym takim tekście, który nie przeszedł przez rękę misjonarza ani urzędnika.

Tu kończy się to, co stoi w zapisie, i zaczyna to, co dołożono. Kompletne niebo saamskie, z wielkim rogatym zwierzęciem rozciągniętym na cztery nasze gwiazdozbiory i z całą obsadą polowania, ułożono w XX wieku z rysunków na bębnach i z garści notatek dziewiętnastowiecznych. Gwóźdź i strzała mają poświadczenie; pełna mapa gwiazd go nie ma i nie należy jej powtarzać tak, jakby miała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile saamskich nazw gwiazd zapisano przed XX wiekiem, a ile dopisano przy porządkowaniu całości
  • czy obraz nieba jako kotła na gwoździu jest miejscowy, czy przyszedł wraz z obrazem świata od sąsiadów
  • czy w zapisie strzelec mierzy w samą gwiazdę-gwóźdź, czy w zwierzę, a gwiazda jest tym, w co trafić nie wolno

Skąd to wiadomozapisy estońskie i fińskie z XIX i XX wieku; książka o Saamach napisana po saamsku i wydana w 1910 roku

Finowie, Saamowie i Estowie, północ i Laponia; zapisy z XIX i XX wieku

Ognie lisa i zakaz gwizdania

Zebrane z ust

Fińskie revontulet znaczy ognie lisa: iskry spod ogona biegnącego zwierzęcia. Na zorzę nie wolno było gwizdać ani machać, bo zeszłaby po człowieka.

Czytaj dalej

Nazwa jest złożeniem przejrzystym: revon to dopełniacz dawnego słowa repo, czyli lis, tulet to ognie. Przy nazwie zapisano wyjaśnienie, wedle którego lis biegnący po łysych wzgórzach wykrzesa ogonem iskry ze śniegu, a te lecą po niebie. Estończycy mówią virmalised, Saamowie guovssahas, wyrazem związanym ze słowem na brzask; rozpowszechniony przekład, jakoby znaczyło to światło, które słychać, jest późnym dopowiedzeniem, a nie budową wyrazu.

Zakaz jest w zapisach powtarzalny i bardzo stanowczy. Na zorzę nie wolno gwizdać, śpiewać, wołać ani machać białym płótnem, nie wolno też z niej drwić. Gwizdanie ściąga ją niżej, a to, co zejdzie, potrafi zabrać człowieka ze sobą. Najgęściej notowano ten zakaz na północy, gdzie zorza nie jest rzadkim dziwem, lecz czymś, co świeci nad głową przez pół zimy.

Wyjaśnienia rozchodzą się na dwie strony i warto je rozdzielić. W przekazie saamskim światła są zmarłymi, którzy widzą ludzi na dole, i wtedy milczenie nie jest strachem przed zjawiskiem, tylko zachowaniem wobec umarłych. W zapisach estońskich i fińskich czerwoną zorzę czytano jako krew i jako zapowiedź wojny, co jest wykładnią całkiem inną, choć nakaz ciszy wychodzi z niej taki sam.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wyjaśnienie z lisem jest starsze od nazwy, czy zostało do niej dorobione
  • czy zakaz gwizdania wszędzie wiązano ze zmarłymi, czy dopiero późniejsze opowiadanie połączyło jedno z drugim

Skąd to wiadomozapisy fińskie, saamskie i estońskie z XIX i XX wieku

Rzeczy bez napisu

Odlewy znad Kamy, łódź i narty z torfu

Ta sekcja stoi na przedmiotach, nie na tekstach. Z jednej strony brąz odlewany nad Kamą przez kilkanaście stuleci i zostawiany w miejscach ofiarnych, z drugiej sprzęt do jazdy — łódź, sanie i narta — który bywał chowany razem z człowiekiem albo psuty po to, żeby za nim poszedł. Przy każdej rzeczy podaję, gdzie leżała, kiedy powstała i czego z niej wyprowadzić nie wolno.

dorzecze Kamy, rzeczka Mulanka pod Permem; ludność bez pisma; od IV wieku p.n.e. po koniec I tysiąclecia

Kostiszcze pod Permem

Zapis z tamtych czasów

Pod Permem zalega warstwa popiołu i spalonych kości grubości półtora metra, a w niej ponad dwadzieścia pięć tysięcy paciorków i setki odlewów.

Czytaj dalej

Rosyjska nazwa takiego miejsca brzmi kostiszcze, czyli kościsko, i jest opisem, nie przenośnią. Na cyplu nad rzeczką Mulanką pod Permem, w obrębie starszego grodziska otoczonego trzema wałami, leży warstwa sięgająca półtora metra, złożona z popiołu oraz kości zwierzęcych spalonych, nadpalonych i surowych. Rozkopano ją w 1896 roku.

Z tej warstwy wybrano ponad dwadzieścia pięć tysięcy paciorków szklanych i kamiennych, groty strzał, oszczepów i włóczni, gliniane czarki oraz odlane z miedzi i brązu wyobrażenia ludzi, ptaków, ryb, gadów, owadów i zwierząt czworonożnych. Odsłonięto przy tym wypalone placki gliny, rowy z resztkami ofiar oraz dołki po słupach, w których stały drewniane postacie.

Czego ta warstwa nie mówi, trzeba powiedzieć osobno i głośno. Nie zawiera ani jednego zdania, ani jednego imienia, ani jednej daty podanej przez tych, którzy ją usypali. Wiadomo, że przez kilkanaście stuleci przynoszono tu zwierzęta i przedmioty, palono je i zostawiano, oraz że stały tu rzeźbione słupy; komu je przynoszono, nie zostało wykazane.

Jedna z rzeczy wydobytych z popiołu przyszła z bardzo daleka: moneta bita w państwie Kuszanów, rozciągniętym niegdyś od Amu-darii po Indus. Wraz ze szklanymi paciorkami dowodzi ona tyle, że towar z południa nad Kamę docierał, i tylko tyle, ponieważ udziału rzeczy spalonych w tym, co w ogóle przywieziono, nie da się obliczyć, dopóki nie wiadomo, ile przywożono. Warstwa pokazuje wyłącznie tę część wymiany, która się w niej zatrzymała, i milczy o tej, która poszła dalej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy miejsce służyło jednej społeczności przez kilkanaście stuleci, czy kolejnym, następującym po sobie
  • czy wszystkie odlewy trafiały tu jako dar, czy część zostawiły czynności innego rodzaju, których nie umiemy od siebie oddzielić
  • jaka część towaru z południa kończyła w warstwie ofiarnej, a jaka krążyła dalej; bez znalezisk z osad i grobów tej okolicy proporcji nie da się ustalić

Skąd to wiadomowarstwa popiołu i kości nad Mulanką pod Permem, rozkopana w 1896 roku; zawartość warstwy: paciorki, groty, czarki, odlewy, moneta kuszańska, dołki po słupach; wypełnisko datowane od IV wieku p.n.e. po koniec I tysiąclecia.

dorzecze Kamy, Wiatki i Peczory; ludność Przeduralu bez pisma; II wiek p.n.e. – XII wiek

Ptak z ludzką twarzą na piersi

Zapis z tamtych czasów

Najczęstszy odlew znad Kamy przedstawia ptaka o rozpostartych skrzydłach, któremu na piersi siedzi ludzka twarz albo cała ludzka postać.

Czytaj dalej

Kształt powtarza się tak uporczywie, że poznaje się go z jednego spojrzenia. Płaska blaszka odlana z brązu pokazuje ptaka drapieżnego widzianego od spodu, ze skrzydłami rozpostartymi na boki i rozłożonym wachlarzem ogona, z głową zwróconą w profil albo wprost na patrzącego. Na piersi, tam gdzie u ptaka byłby sam tułów, umieszczono ludzką twarz.

Odmian jest wiele i dają się ułożyć obok siebie, od najprostszej do najbardziej rozbudowanej. Bywa twarz zaznaczona dwiema wypukłościami oczu i kreską ust, bywa pełna postać z rękami przy tułowiu, bywa wreszcie człowiek, któremu ptasie zostały już tylko skrzydła, pazury i pióra. Kolejność takiego szeregu jest jednak porządkiem oglądającego, nie porządkiem warsztatu: żaden z tych odlewów nie ma daty, która pozwoliłaby powiedzieć, który powstał wcześniej. Blaszki mierzą od kilku do kilkunastu centymetrów i mają z tyłu uszko albo kolec do przytwierdzenia.

Warto rozdzielić to, co z blaszek wynika, od tego, co się im dopisuje. Wynika, że przez kilkanaście stuleci i na obszarze od Kamy i Wiatki po Peczorę, to jest na przestrzeni rzędu tysiąca kilometrów, łączono postać ludzką z ptakiem w jedno wyobrażenie. Że rzecz przytwierdzano do czegoś, mówi uszko albo kolec z tyłu; do czego ją przytwierdzano i czy noszono ją na sobie, sam kształt nie rozstrzyga. Imienia ani opowieści nie podaje żadna z nich, bo nie przyszła do nas z ani jednym słowem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy twarz na piersi oznacza istotę o dwóch naturach, czy znak czegoś, co ptak niesie
  • czy kolejne odmiany to następstwo w czasie, czy równoległe nawyki różnych warsztatów
  • czy blaszki z uszkiem noszono na sobie, czy mocowano je do sprzętu albo do drewnianej podstawy

Skąd to wiadomobrązowe blaszki z dorzecza Kamy, Wiatki i Peczory, datowane od ostatnich wieków przed naszą erą po XII wiek; egzemplarze pochodzące z miejsc ofiarnych, z grobów, ze skarbów i z pozostałości warsztatów metalurgicznych.

Nyrgynda nad dolną Kamą, ziemia udmurcka; odlew z I tysiąclecia, wydobyty w 1898 roku

Płytka z Nyrgyndy i trzy piętra

Zapis z tamtych czasów

Na płytce wydobytej w 1898 roku nad dolną Kamą skrzydlata istota stoi na grzbiecie jaszczura, a nad nią rozstawiono łby łosia i ptaki.

Czytaj dalej

Rzecz znaleziono w 1898 roku we wsi Nyrgynda nad dolną Kamą i należy ona do najbardziej rozbudowanych odlewów całej grupy. U dołu leży wydłużone zwierzę z paszczą i krótkimi łapami, nazywane w opisach jaszczurem; na jego grzbiecie stoi postać skrzydlata; ponad nią i po bokach rozmieszczono głowy łosia oraz ptaki o rozłożonych skrzydłach.

Czytanie tego układu jako obrazu świata podzielonego na dół, środek i górę jest jednak porządkiem złożonym przez nas, a nie napisem odlanym w brązie. Za takim czytaniem przemawia powtarzalność; przeciw niemu to, że żaden z tych przedmiotów nie objaśnia sam siebie i że w tych stronach nie zapisano ani jednego zdania współczesnego odlewom.

Ten sam porządek wraca na innych blaszkach: coś pełzającego na dole, postać pośrodku, skrzydlate u góry. Powraca też kształt osobny, w którym człowiek ma łosią głowę albo łosie racice i stoi na tym samym wydłużonym zwierzęciu. Ilu blaszek to dotyczy, nie da się podać za żadnym zestawieniem, a dopóki liczby nie ma, powtarzalność zostaje spostrzeżeniem z oglądu, nie wielkością policzoną.

Osobno stoi pytanie o zwierzę u dołu. Odlew daje mu paszczę, wydłużone ciało i krótkie łapy, a łapy nie znikają z tego kształtu przy żadnym czytaniu, także przy takim, które widzi w nim wielką rybę rzeczną. Blaszka nie podaje przy tym żadnej miary ani otoczenia, do którego dałoby się ją przyłożyć, więc rachunek z rozmiarów zwierząt żyjących w tamtejszych rzekach nie ma się o co oprzeć. Zostaje to, co widać: stworzenie złożone z cech kilku zwierząt, którego odlewnik nie nazwał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zwierzę u dołu jest gadem, wielką rybą rzeczną, czy istotą złożoną z obu
  • czy powtarzalność układu oznacza jeden porządek wyobrażeń, czy jeden nawyk warsztatowy
  • ile blaszek niesie układ złożony z trzech pięter i czy da się je policzyć w zachowanych zbiorach

Skąd to wiadomopłytka z Nyrgyndy nad dolną Kamą, wydobyta w 1898 roku; dziesiątki blaszek o tym samym układzie, znajdowanych w dorzeczu Kamy i Wiatki; datowanie odlewów tej grupy na I tysiąclecie.

dorzecze Kamy, miejsca ofiarne i skarby; ostatnie wieki p.n.e. – XII wiek

Jeździec odlany w brązie

Zapis z tamtych czasów

Wśród figurek wyjętych z warstwy ofiarnej pod Permem są jeźdźcy, a na blaszkach znad Kamy wraca jeździec na zwierzęciu z porożem.

Czytaj dalej

Na blaszkach z dorzecza Kamy jeździec bywa przedstawiany dwojako. Raz siedzi na koniu o wyraźnie zaznaczonej grzywie, raz na zwierzęciu, któremu odlewnik dał poroże; czy chodziło o łosia, czy o jelenia, nie zawsze daje się z samego odlewu rozstrzygnąć, ponieważ poroże bywa uproszczone do kilku odnóg.

Jeździec należy do kształtów odlewanych nad Kamą wielokrotnie i rozproszonych dziś po zbiorach. Nie jest to więc pomysł jednorazowy, lecz jeden z motywów wracających w tamtejszym brązie. Z których stanowisk pochodzą poszczególne egzemplarze, przy znacznej ich części nie zapisano, ponieważ trafiały do zbiorów z pola i z przypadkowych rozkopów, a nie z rozpoznanej warstwy.

Dla porządku trzeba zaznaczyć, gdzie kończy się świadectwo. Wiadomo tyle, że odlewano jeźdźca i na koniu, i na zwierzęciu z porożem; która z tych odmian była częstsza, rozstrzygnęłoby dopiero policzenie zachowanych blaszek, a takiego rachunku nikt tu nie przedstawia. Nie wiadomo natomiast, czy jeździec jest człowiekiem, czy kimś więcej, dokąd jedzie i czy w ogóle dokądś jedzie; żaden z tych odlewów nie został opatrzony wskazaniem kierunku ani celu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zwierzę z porożem pod jeźdźcem to łoś, czy jeleń
  • czy jeździec przedstawia człowieka, czy istotę, której przypisywano jazdę między światami
  • czy jeźdźca odlewano częściej na koniu, czy na zwierzęciu z porożem

Skąd to wiadomofigurki jeźdźców w wyliczeniu zawartości warstwy ofiarnej pod Permem, rozkopanej w 1896 roku; blaszki z jeźdźcem z dorzecza Kamy, datowane na I tysiąclecie i początek II.

dorzecze Kamy i Wiatki; I tysiąclecie i początek II

Kilka twarzy na jednej blaszce

Zapis z tamtych czasów

Część odlewów znad Kamy ma na jednym tułowiu trzy głowy albo kilka twarzy ustawionych w rzędzie, i nie jest to wada formy odlewniczej.

Czytaj dalej

Wśród blaszek znad Kamy powtarza się rozwiązanie, które na pierwszy rzut oka wygląda na pomyłkę formy: jeden tułów, a nad nim trzy głowy, albo kilka twarzy ustawionych obok siebie w jednym rzędzie. Powtarzalność wyklucza przypadek, ponieważ ten sam układ wraca na przedmiotach z różnych stanowisk i z różnych stuleci.

Dopisywanie tym figurom imion bywa kuszące i właśnie tu trzeba stanąć. Nazywanie postaci o trzech głowach matką albo boginią jest domysłem nałożonym na przedmiot pozbawiony podpisu; z samej blaszki nie wynika nawet płeć, jeżeli odlewnik jej nie zaznaczył. Pewne jest tylko tyle, że kształt o kilku głowach wraca na przedmiotach z różnych stanowisk, a więc nie powstał przez pomyłkę przy jednym odlewie. Czyją regułą był i jak szeroko obowiązywał, tego blaszki nie mówią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy mnożenie głów oznacza jedną istotę o wielu obliczach, czy kilka istot złączonych w jednym przedmiocie
  • czy nierówne nogi są znakiem rozpoznawczym określonej postaci, czy sposobem odróżnienia istoty od człowieka
  • czy figury wielogłowe wychodziły z jednej formy, czy powtarzano ten wzór osobno w kilku miejscach

Skąd to wiadomobrązowe blaszki z dorzecza Kamy i Wiatki przedstawiające figury o trzech głowach oraz o kilku twarzach, datowane na I tysiąclecie i początek II.

od Kamy i Wiatki po Ob; wyroby z lat 200 p.n.e. – 1200 n.e.; nazwa nadana pod koniec XIX wieku

Czyje są te odlewy

Złożone przy biurku

Nazwa permski pochodzi od rosyjskiej guberni, nie od odlewników, a przypisanie tych przedmiotów konkretnemu ludowi nie zostało wykazane.

Czytaj dalej

Sama nazwa jest młodsza od rzeczy o tysiąc lat. Przedmioty te zaczęto grupować i opisywać pod koniec XIX wieku, a określenie wzięto od guberni permskiej, czyli od jednostki podziału administracyjnego Imperium Rosyjskiego. Odlewnicy nie nazwali swojej roboty w żaden sposób, który zdołałby do nas dotrzeć.

Zasięg znalezisk rozciąga się od dorzecza Kamy i Wiatki aż po Ob, obejmuje zatem ziemie, na których siedzieli i przodkowie Komi-Permiaków oraz Udmurtów, i grupy ugryjskie spokrewnione z Chantami, Mansami i Węgrami. Żaden z tych przedmiotów nie nosi napisu, a najstarszy zapis o tych stronach jest o wiele stuleci młodszy od najstarszych odlewów.

Wniosek stawiam wprost. Wykazano, że na wielkim obszarze przez kilkanaście stuleci odlewano brąz według powtarzalnych wzorów i zostawiano go w miejscach ofiarnych. Nie zostało wykazane, który z dzisiejszych narodów jest spadkobiercą tych warsztatów, a każde zdanie przypisujące je jednemu ludowi mówi więcej o piszącym niż o brązie.

Rosyjscy znalazcy mówili o nich czudzkie obrazki, to jest wizerunki Czudzi. W dawnych zapisach ruskich Czudź oznacza jednak najpierw sąsiadów znad Pejpusu i znad Zatoki Fińskiej, a w postaci Czudzi zawołockiej ludność siedzącą za przewłokami na północnym wschodzie; dopiero w mowie późniejszych osadników słowo zeszło do znaczenia dawnych, nieznanych ludzi, po których zostają rzeczy w ziemi. Nazwa świadczy więc o tych, którzy przedmioty wyorali, a nie o tych, którzy je odlali, a drogę znad Pejpusu nad Kamę przebyło w niej samo słowo, nie ludzie.

Osobną stratą jest sposób, w jaki większość tych rzeczy trafiła do zbiorów. Wyorywano je z pola i wygrzebywano z kopców, a w XIX wieku skupowano i gromadzono przy majątkach nad Kamą, skąd trafiały dalej do zbiorów miejskich. Przy znacznej części egzemplarzy nikt nie zapisał, gdzie leżały i z czym sąsiadowały, a bez tego przedmiot traci połowę swojego świadectwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wzory odlewano w jednym ośrodku i rozwożono, czy powtarzano niezależnie w wielu warsztatach
  • czy zanik tych wyrobów na przełomie tysiącleci wiąże się ze zmianą ludności, czy ze zmianą obrzędu przy tej samej ludności
  • czy nazwa Czudź w zapisach ruskich i w mowie osadników znad Kamy odnosi się do tych samych ludzi

Skąd to wiadomozbiory gromadzone od XVIII i XIX wieku, w tym zbiór zebrany w Permie przez ród prowadzący warzelnie soli nad Kamą; zasięg znalezisk od Kamy i Wiatki po Ob; datowanie wyrobów od ostatnich wieków przed naszą erą po XII wiek.

Salme na wyspie Sarema, Estonia; około 750 roku

Łodzie z Salme: pochówek na Sarema, obrzęd nietutejszy

Zapis z tamtych czasów

W dwóch łodziach zakopanych pod Salme leżało siedmiu i trzydziestu czterech mężczyzn, a badanie zębów wskazało, że przypłynęli ze środkowej Szwecji.

Czytaj dalej

Pierwszą łódź odsłonięto przypadkiem jesienią 2008 roku przy robotach ziemnych we wsi Salme na Sarema, drugą rozkopano w latach 2010–2012 tuż obok. W mniejszej złożono siedmiu mężczyzn, w większej trzydziestu czterech, ułożonych warstwami jeden na drugim. Przy nich leżały miecze, groty, pionki do gry oraz kości do rzucania.

Wniosek dla działu jest ostrzeżeniem, nie ozdobą. Znalezisko leżące na ziemi jednego ludu nie musi o tym ludzie mówić nic, mówi bowiem o tych, którzy je złożyli. Estowie z Sarema są w tej historii gospodarzami brzegu i prawdopodobnie stroną walki, lecz nie autorami pochówku, a przypisanie im tego obrzędu byłoby błędem co do faktu.

Pomiary węglowe i wyposażenie zgodnie wskazują na okolice 750 roku, a więc na czasy poprzedzające wyprawy, które przywykło się nazywać wikińskimi. Obrażenia na kościach mówią o gwałtownej śmierci wielu spośród pochowanych. Ciała ułożono warstwami wewnątrz kadłuba i dołożono im broń oraz sprzęt do gry, a więc pogrzeb urządzono z rozmysłem, choć na obcym brzegu; ile czasu na to miano, z samego układu odczytać się nie da.

Rozstrzygnięcie przyniosło badanie składu pierwiastkowego zębów, w których odkłada się podłoże okolicy, gdzie człowiek dorastał w dzieciństwie. Wynik nie zgadza się z Sarema, zgadza się natomiast ze środkową Szwecją, z okolicami jeziora Melar. Badanie takie wyklucza miejsce i wskazuje obszar o odpowiednim podłożu, nie zaś wieś ani ród; to jednak wystarcza, żeby najokazalszy pochówek w łodzi na ziemi estońskiej uznać za świadectwo obrzędu przywiezionego z drugiego brzegu morza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy do starcia doszło na samej Sarema, czy ciała przywieziono z innego odcinka wybrzeża
  • czy wśród pochowanych byli także ludzie miejscowi; badanie zębów rozstrzyga o pochodzeniu, nie o przynależności
  • czy pochowanych łączyła jedna wyprawa, czy zeszły się tu oddziały zebrane z kilku okolic o zbliżonym podłożu

Skąd to wiadomołódź odsłonięta w Salme na Sarema jesienią 2008 roku i druga rozkopana w latach 2010–2012; wyposażenie: miecze, groty, pionki i kości do gry; pomiary węglowe wskazujące na okolice 750 roku; badanie składu zębów wskazujące środkową Szwecję.

Sarema i Muhu, ten sam zwyczaj na Gotlandii, Alandach i w Kurlandii; XII–VI wiek p.n.e.

Kamienne łodzie na Sarema

Zapis z tamtych czasów

Tysiąc lat przed łodziami z Salme grzebano tu w obrysach ułożonych z kamieni w kształt kadłuba, w których żadnej łodzi nie było.

Czytaj dalej

Na Sarema i Muhu stoją groby, których obrys ułożono z kamieni w kształt kadłuba: dwa zaostrzone końce, rozszerzenie w pasie, czasem większe głazy postawione na dziobie i na rufie. Estońska nazwa takich założeń brzmi laevkalmed, czyli groby-łodzie. W środku składano przepalone kości, nie zaś jakąkolwiek łódź.

Dwie rzeczy trzeba trzymać osobno. Kształt łodzi użyty jako kształt grobu jest tu faktem materialnym, powtórzonym na czterech brzegach jednego morza. Wiązanie tych obrysów z Estami jako ludem jest natomiast nadużyciem chronologii, ponieważ od pierwszych zapisów o mieszkańcach tych wysp dzieli je mniej więcej półtora tysiąca lat.

Zwyczaj nie jest ani miejscowym wynalazkiem, ani rzeczą trwałą. Te same obrysy stawiano na Gotlandii, na Alandach i na wybrzeżu kurlandzkim, a całe zjawisko mieści się mniej więcej między dwunastym a szóstym stuleciem przed naszą erą; groby z Lülle na Sarema przypadają na stulecia od dziewiątego do szóstego, a więc na schyłek tego czasu, nie na jego początek. Czy na wszystkich tych brzegach stawiano je równocześnie, z samego zasięgu nie wynika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy obrys łodzi miał być pojazdem dla zmarłego, czy znakiem stanu i pochodzenia stawianym przez żywych
  • czy zwyczaj przyszedł na wschodni brzeg Bałtyku z Gotlandii, czy powstawał na kilku brzegach równolegle
  • czy obrysy stawiano na czterech brzegach równocześnie, czy zwyczaj szedł od brzegu do brzegu z opóźnieniem, którego datowanie nie rozdziela

Skąd to wiadomogroby o obrysie łodzi na Sarema i Muhu, w tym zespół z Lülle datowany na IX–VI wiek p.n.e.; ten sam typ założeń na Gotlandii, Alandach i w Kurlandii, mieszczący się mniej więcej między XII a VIII wiekiem p.n.e.; przepalone kości jako zawartość obrysów.

prawosławni Karelowie i Finowie w Suomussalmi i pod Kostomukszą; do 1922 roku

Wyspa umarłych na Vuokkijärvi

Zebrane z ust

Trzy wsie woziły swoich zmarłych łodzią na wyspę pośrodku jeziora aż do 1922 roku, kiedy granica przecięła drogę na cmentarz.

Czytaj dalej

Oddzielenie wodą wraca w tej strefie zbyt często, żeby uznać je za wygodę położenia. Cmentarze karelskie bywały gajami bez ogrodzenia na uboczu wsi, bywały też ostrowami, a wybór wyspy oznaczał, że orszak musiał wsiąść do łodzi i że drogi powrotnej nie dawało się przejść suchą nogą. Tyle jest w tym zwyczaju treści pewnej.

Czego dopisać nie wolno, daje się przewidzieć. Kusi złożenie wyspy, łodzi i rzeki umarłych ze śpiewanych opowieści w jeden obraz, tylko że zapisy o wyspach cmentarnych nie zawierają żadnego objaśnienia, a pieśni nie mówią o tych konkretnych wyspach. Zbieżność obrazu nie jest jeszcze ciągłością zwyczaju i nie zastępuje dowodu.

Na jeziorze Vuokkijärvi leży wyspa nosząca nazwę Kalmasaari, w której pierwszy człon znaczy tyle co śmierć albo mogiła. Chowały na niej swoich zmarłych trzy wsie prawosławne, karelskie mową i obrzędem, leżące po fińskiej stronie: Kuivajärvi, Hietajärvi i Vuokinsalmi. Żeby dojść do grobu, trzeba było najpierw przepłynąć, ponieważ cmentarz był ze wszystkich stron oddzielony wodą.

Rzecz skończyła się nie z powodu wiary, lecz z powodu granicy. Przebieg rubieży między Finlandią a Rosją sowiecką ustalił traktat zawarty w 1920 roku, a wytyczano ją w terenie w latach następnych; wyspa została po stronie wschodniej i droga na cmentarz została przecięta. Wsie założyły wtedy nowy cmentarz na wysepce pobliskiego jeziora Kuivajärvi, a więc znowu w miejscu oddzielonym wodą, choć nic już do tego nie zmuszało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wyspę wybierano dla oddzielenia wodą, czy dla bezpieczeństwa grobów przed zwierzętami i ludźmi
  • czy powtórzenie wyboru wyspy w 1922 roku było świadomym trzymaniem się zwyczaju, czy wynikiem układu terenu
  • kiedy dokładnie ustał ruch na starą wyspę: traktat zawarto w 1920 roku, a granicę zamykano stopniowo w latach następnych

Skąd to wiadomowyspa Kalmasaari na jeziorze Vuokkijärvi, cmentarz wsi Kuivajärvi, Hietajärvi i Vuokinsalmi, używany do 1922 roku; nowy cmentarz na wysepce jeziora Kuivajärvi cztery kilometry na zachód; przebieg granicy fińsko-sowieckiej ustalony w 1922 roku.

Chanty i Mansowie nad Obem, sąsiedzi po zachodniej stronie Uralu; zapisy z XIX i XX wieku

Łódź rozcięta na trumnę

Zebrane z ust

Czółno przecinano na dwoje: w jednej połowie kładziono zmarłego, drugą nakrywano go od góry, a całą łódź zostawiano na grobie dnem do góry.

Czytaj dalej

Czółno wyciosane z jednego pnia nadaje się na trumnę bez żadnych przeróbek, ponieważ ma już właściwy kształt i jest z jednego kawałka drewna. Zapisy znad Obu z XIX i XX wieku mówią o przecinaniu takiej łodzi na dwie części: w jednej kładziono zmarłego, drugą nakrywano go od góry. Podobne postępowanie notowano także po zachodniej stronie Uralu.

Łódź bywała też zostawiana na wierzchu grobu dnem do góry, przy czym nie zostawiano jej całej i sprawnej. W licznych opisach ma wyrąbaną dziurę albo przecięte burty, a więc jest przed położeniem celowo uszkadzana. Sam zabieg i jego powód opisuję w osobnej karcie, tutaj notuję wyłącznie, że dotyczy on właśnie środka transportu.

Wyjątkiem są groby, w których woda albo kamień zatrzymały rozkład. W rumowiskach skalnych północy trafiają się szczątki łodzi przy zmarłych owiniętych korą brzozową, i jest to jedno z nielicznych miejsc, gdzie zapis wzięty z ust ludzi oraz zawartość grobu spotykają się na tym samym przedmiocie. Takie spotkanie zdarza się rzadko i dlatego waży.

W ziemi widać z tego bardzo niewiele i trzeba wiedzieć dlaczego. Drewno trwa tam, gdzie odcięto od niego powietrze: w torfie, w stałej wodzie, w zmarzlinie albo pod zwałem kamieni. Na zwykłym cmentarzysku z przewiewną glebą czółno butwieje i nie zostaje po nim nawet zarys, a jak prędko to następuje, zależy od gruntu i nie da się podać jedną miarą dla całej strefy. Zwyczaj gęsto zapisany w XIX wieku jest więc w ziemi niemal niewidoczny, a jego dawność pozostaje nierozstrzygnięta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy przecinanie czółna na trumnę było po zachodniej stronie Uralu zwyczajem powszechnym, czy notowanym miejscowo
  • czy dziura w burcie służyła wyłącznie odwróceniu rzeczy, czy także zniechęceniu tych, którzy mogliby łódź zabrać
  • jak dawno sięga przecinanie czółna na trumnę, skoro w gruncie przewiewnym nie zostaje po nim ślad nadający się do datowania

Skąd to wiadomoopisy pogrzebów chantyjskich i mansyjskich znad Obu z XIX i XX wieku; łodzie odwrócone dnem do góry i uszkodzone na grobach; szczątki łodzi zachowane w pochówkach w rumowisku skalnym na północy.

Saamowie Laponii, Chanty i Mansowie nad Obem; zapisy od XVII do XX wieku

Sanie zostają na grobie

Zebrane z ust

Sanie, którymi przywieziono zmarłego, zostawały przy grobie odwrócone płozami do góry albo rozbite, a zwierzę z zaprzęgu zabijano na miejscu.

Czytaj dalej

Sań nie zabierano z powrotem. Zapisy mówią o zostawianiu ich przy grobie przewróconych płozami do góry albo rozbitych umyślnie, a o zwierzęciu z zaprzęgu, że zabijano je na miejscu i spożywano, kości zaś składano razem ze zmarłym. Ten sam porządek notowano nad Obem, gdzie przy grobach zostawały sanie wraz z uprzężą.

Osobno stoi pytanie o dawność. Najstarsze opisy tego postępowania pochodzą z siedemnastowiecznych i osiemnastowiecznych relacji o Laponii, pisanych już po wejściu misji, a zapisy najgęstsze powstały w XIX i XX wieku. Że zwyczaj wtedy trwał, jest pewne; że sięgał czasów sprzed chrztu, nie zostało wykazane i wymagałoby grobu z zachowanym drewnem.

Na północy zmarłego się wiezie, a nie niesie, ponieważ odległość między obozowiskiem a miejscem pochówku mierzy się w godzinach drogi. Saamskie sanki jednośladowe, zwane akkja albo pulkka, mają kształt łódki, której zwężone dno samo pracuje jak płoza, i mieszczą jedną osobę; w nich właśnie ciało jechało na cmentarz i w nich bywało chowane.

Powodu takiego postępowania sam sprzęt nie podaje. Zapisy mówią przede wszystkim, co robiono, a znacznie rzadziej dlaczego; tam, gdzie objaśnienie zanotowano, wraca w nim obawa przed rzeczą, która dotknęła zmarłego, oraz przekonanie, że powinna pójść za nim. Ile w tym było zabezpieczenia żywych, a ile daru dla umarłego, z samych opisów pogrzebu rozstrzygnąć się nie da, ponieważ jedno drugiego nie wyklucza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zabicie zwierzęcia pociągowego było darem dla zmarłego, czy usunięciem rzeczy uznanej za skażoną
  • czy odwrócenie sań płozami do góry znaczyło to samo u Saamów i nad Obem, czy zbiegły się tu dwa różne zwyczaje
  • czy sanie zostawiano przy grobie zawsze uszkodzone, czy bywały też zostawiane całe; zapisy podają obie postacie bez podania, która była częstsza

Skąd to wiadomorelacje o Laponii z XVII i XVIII wieku opisujące pogrzeby; zapisy terenowe z XIX i XX wieku z Laponii oraz znad Obu; sanki jednośladowe typu akkja jako sprzęt pogrzebowy; kości renifera przy grobach.

Chanty i Mansowie nad Obem, sąsiedzi północy; zapisy z XIX i XX wieku

Rzecz zepsuta, żeby doszła

Zebrane z ust

Kocioł przebijano w dnie, nóż wyginano, strzelbę rozbrajano, łódź i sanie odwracano, ponieważ tamten świat miał być odwróceniem tego.

Czytaj dalej

W opisach pogrzebów znad Obu powtarza się postępowanie, które przy pobieżnym czytaniu wygląda na niszczenie mienia. Kocioł kładziony zmarłemu ma przebite dno, nóż jest wygięty albo ułamany, strzelba pozbawiona zamka, łódź przecięta, sanie odwrócone płozami do góry. Nie jest to ani gest gniewu, ani wyrachowana oszczędność.

Objaśnienie podawali sami opowiadający i jest ono konsekwentne. Świat zmarłych ma być odwróceniem widzialnego: co tutaj całe, tam jest zepsute, a co tutaj zepsute, tam służy. Rzecz posyłaną za zmarłym trzeba więc najpierw popsuć, ponieważ tylko wtedy dojdzie do niego sprawna. Jest to rachunek, a nie ozdoba obrzędu.

Ten sam porządek tłumaczy rzeczy, które osobno wyglądają na przypadek. Odwrócona łódź na grobie nie jest przedmiotem ukrytym przed deszczem, lecz przedmiotem odwróconym; sanie rozbite przy pochówku nie są zużyte, tylko wysłane. Wyjaśnienie jest oszczędne, obejmuje kilka różnych rzeczy naraz i nie wymaga żadnego dodatkowego założenia.

Zasięg tego wyjaśnienia trzeba jednak zakreślić uczciwie. Zapisano je nad Obem w XIX i XX wieku od ludzi, którzy tak wtedy postępowali, i tam obowiązuje. Przenoszenie go na przedmioty wyjęte z miejsc ofiarnych nad Kamą sprzed tysiąca lat jest już naszym domysłem: tamtejsze odlewy bywają połamane, lecz przyczyna złamania nie została wykazana.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy uszkodzenia przedmiotów w dawnych grobach i miejscach ofiarnych nad Kamą wynikają z tego samego rachunku, czy z ognia i ciężaru ziemi
  • czy odwrócenie i przebicie to jedna reguła, czy dwa zwyczaje o różnym pochodzeniu, które zeszły się w jednym obrzędzie

Skąd to wiadomoopisy pogrzebów chantyjskich i mansyjskich z XIX i XX wieku; przebite kotły, wygięte noże, rozbrojone strzelby i odwrócone łodzie przy grobach; uszkodzone odlewy z miejsc ofiarnych nad Kamą jako przypadek nierozstrzygnięty.

torfowisko nad rzeczką Wis przy jeziorze Sindor, ziemia Komi; VII i VI tysiąclecie p.n.e.

Torfowisko nad Wisem: sanie starsze od koła

Zapis z tamtych czasów

Z torfu nad jeziorem Sindor wyjęto płozy sań, narty, łuki, wiosło i sieci, wszystko starsze od koła i od udomowionego konia.

Czytaj dalej

Na torfowisku u ujścia rzeczki Wis do jeziora Sindor w ziemi Komi rozkopano od 1960 roku stanowisko, które oddało rzeczy zwykle nie do uratowania: płozy sań, narty, łuki, strzały, oszczepy, wiosło, obręcze więcierzy, sieci plecione z włókna turzycy, pływaki z kory sosnowej oraz naczynia z brzozy. Torf odciął powietrze i drewno przetrwało.

Pomiary węglowe dały dla tego stanowiska wartości od ośmiu tysięcy osiemdziesięciu do siedmiu tysięcy dziewięćdziesięciu lat radiowęglowych, a dla jednego z dłuższych kawałków przedział mniej więcej od 6700 do 5800 roku przed naszą erą. Sanie i narty są tu zatem starsze od koła, od udomowionego konia i od jakiegokolwiek zapisu o tych stronach.

Znaczenie tego stanowiska dla działu polega na czymś prostszym niż pierwszeństwo w rachubie lat. Pokazuje ono, że w tej strefie środek transportu po śniegu i po wodzie był już wtedy rzeczą wykonaną starannie, zdobioną i powtarzalną w formie: trzy kawałki nart z tego torfu mają nacinany ornament i ryty zygzak.

Czego stanowisko nie rozstrzyga, warto zapisać od razu. Nie wiadomo, czy sprzęt trafił do torfu zgubiony, porzucony po złamaniu, czy złożony celowo, i nie wiadomo, kim byli ludzie, którzy go zrobili. Od tego drewna do pierwszej wzmianki o mieszkańcach dorzecza Wyczegdy upływa około siedmiu tysięcy lat bez jednego zdania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy sprzęt z torfowiska to zguby z użytkowania, czy przedmioty złożone w wodzie umyślnie
  • czy nacinany ornament na nartach ma treść poza upiększeniem i poza znakiem właściciela

Skąd to wiadomostanowisko torfowe nad rzeczką Wis przy jeziorze Sindor w ziemi Komi, rozkopywane od 1960 roku; płozy sań, narty, łuki, strzały, wiosło, sieci i naczynia brzozowe z tego stanowiska; pomiary węglowe od 8080 do 7090 lat radiowęglowych.

ziemia Komi nad Wyczegdą oraz Noormarkku w zachodniej Finlandii; epoka kamienia

Łeb łosia na narcie i na płozie

Zapis z tamtych czasów

Na zadartym końcu narty z torfu nad Sindorem wyrzeźbiono łeb łosia, a z Noormarkku pochodzi płoza sań zakończona taką samą głową.

Czytaj dalej

Na części sprzętu z torfowiska nad Sindorem rzeźbiono zwierzę. Jedna z nart ma na zadartym końcu wyciętą głowę łosia z zaznaczonymi wypukłościami oczu i dolnej wargi, a wzdłuż górnej powierzchni biegnie falisty grzbiet. Z Noormarkku w zachodniej Finlandii pochodzi natomiast płoza sań również zakończona łosią głową.

Dwa stanowiska dzieli w prostej linii około półtora tysiąca kilometrów, a łączy je to samo połączenie: rzecz służąca do jazdy po śniegu nosi głowę zwierzęcia, za którym po tym śniegu się jeździło. Zbieżność jest wyrazista i warto ją postawić obok innej, znanej z tych stron: rzeźbionych głów łosia osadzanych na trzonkach i na laskach.

Zanim dopisze się temu treść religijną, wypada spytać, co robi sam kształt. Zgrubienie na końcu deski bywa tłumaczone sprawnością: miałoby chwytać ubity śnieg i przeszkadzać w cofaniu się albo trzymać koniec narty w torze. Tłumaczenie takie wymagałoby jednak pomiaru, jak głęboko rzeźba wystaje poza powierzchnię ślizgu i po której stronie deski siedzi, a koniec z łosią głową jest zadarty do góry, więc pod śniegiem nie pracuje w sposób oczywisty. Sprawność zostaje tu możliwością, nie rozstrzygnięciem.

Zostaje pytanie o trud. Gdyby chodziło wyłącznie o występ chwytający śnieg, wystarczyłby kołek albo poprzeczne nacięcie; ktoś jednak wyciął oko i dolną wargę, a to jest praca ponad potrzebę. Dlaczego koniec narty ma pysk, z samego drewna odczytać się nie da, i wszystko, co się o tym mówi, jest dopowiedzeniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy łeb łosia na płozie i na narcie niósł treść poza sprawnością zaczepu
  • czy zbieżność między Sindorem a Noormarkku oznacza wspólny zwyczaj, czy dwa razy to samo rozwiązanie techniczne
  • czy rzeźbiony koniec deski w ogóle dotykał śniegu, a więc czy tłumaczenie go sprawnością ma jakąkolwiek podstawę w pomiarze

Skąd to wiadomonarta z łosim łbem na zadartym końcu z torfowiska nad Wisem przy jeziorze Sindor; płoza sań zakończona łosią głową z Noormarkku w zachodniej Finlandii; rzeźbione głowy łosia osadzane na trzonkach, znane z tej samej strefy.

torfowiska Finlandii i Szwecji; od IV tysiąclecia p.n.e. po średniowiecze

Dziewięćdziesiąt nart z torfu

Zapis z tamtych czasów

Z fińskich i szwedzkich torfowisk wydobyto po mniej więcej dziewięćdziesiąt dawnych nart, a przy żadnej nie wiadomo, czy ją zgubiono, czy złożono.

Czytaj dalej

Trzy znaleziska warto wymienić z nazwy i z datą. Jesienią 1924 roku przy kopaniu rowu pod wsią Kalvträsk w północnej Szwecji wyjęto parę nart o długości dwustu czterech centymetrów i szerokości piętnastu i pół, a razem z nimi kij zakończony łopatką, długi na sto pięćdziesiąt sześć centymetrów; całość datowano na około 3200 rok przed naszą erą.

W 1938 roku znaleziono nartę w Salla w północnej Finlandii, datowaną na okolice 3300 roku przed naszą erą. W 1991 roku z torfu pod Mänttä w środkowej Finlandii wydobyto nartę z V wieku naszej ery, przy której zachowało się wiązanie: przednie plecione z łyka oraz tylny rzemień skórzany. Zachowane wiązanie jest w tym zbiorze rzadkością.

Pytanie obrzędowe pozostaje przy tych znaleziskach otwarte i trzeba to powiedzieć wprost. Narta w torfie mogła utonąć razem z myśliwym, wpaść w okno wody, zostać porzucona po złamaniu albo zostać tam złożona umyślnie. Rozstrzygnąć dałoby się to wyłącznie przez układ przedmiotu w torfie i jego sąsiedztwo, a tego przy większości starszych znalezisk nie zapisano.

Rzecz nie jest pojedyncza i od tego trzeba zacząć. Z torfowisk fińskich i szwedzkich wydobyto po kilkadziesiąt dawnych nart, od neolitycznych po średniowieczne, a ponieważ nowe wychodzą z ziemi przy każdym większym kopaniu, każda podana liczba jest liczbą na dzień spisu, nie na zawsze. To właśnie bagno, a nie grób ani osada, jest głównym źródłem wiedzy o tym sprzęcie, ponieważ torf zatrzymuje rozkład drewna na tysiące lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy narty z torfowisk są zgubami, czy darami; przy większości znalezisk nie zapisano układu przedmiotu w torfie
  • czy para z Kalvträsk to jeden komplet, czy dwie deski, które znalazły się obok siebie przypadkiem
  • ile dawnych nart wydobyto z torfowisk każdego z tych krajów; zestawienia rozchodzą się, a zbiór rośnie z każdym nowym znaleziskiem

Skąd to wiadomopara nart i kij z Kalvträsk w północnej Szwecji, wydobyte jesienią 1924 roku, datowane na około 3200 rok p.n.e.; narta z Salla w północnej Finlandii, znaleziona w 1938 roku, datowana na około 3300 rok p.n.e.; narta z Mänttä z zachowanym wiązaniem, wydobyta w 1991 roku, z V wieku n.e.

cała strefa od Bałtyku po Ob; stulecia sprzed pisma

Czego przedmiot nie powie

Złożone przy biurku

Odlew, obrys grobu, płoza i ryt są świadectwem współczesnym samym sobie i niczemu więcej, imienia zaś ani słowa nie podają.

Czytaj dalej

Wszystkie rzeczy zebrane w tej sekcji mają jedną cechę wspólną, którą warto nazwać na koniec: żadna nie jest opatrzona napisem. Blaszka znad Kamy, obrys łodzi na Sarema, płoza z łbem łosia i wykuta w skale scena łowów poświadczają w sposób pewny tyle, że ktoś je zrobił i zostawił tam, gdzie zostały znalezione.

Poza to świadectwo przedmiot nie sięga. Nie podaje imienia tego, komu służył, nie podaje słowa, które przy nim wypowiadano, i nie rozstrzyga, czy w ogóle cokolwiek przy nim mówiono. Datowanie mówi, kiedy rzecz powstała, a nie kiedy zaczęto w nią wierzyć; miejsce znalezienia mówi, gdzie leżała, a nie skąd przyszła.

Stąd bierze się stała pokusa i stały błąd. Zapis obrzędu z XIX wieku przykłada się do przedmiotu z wieku piątego, bo kształt się zgadza, i powstaje zdanie o tysiącletniej ciągłości, którego nikt nie sprawdził. Zgodność kształtu nie jest zgodnością treści, a odległość tysiąca lat trzeba wypełnić dowodami, nie skojarzeniem.

Uczciwa granica przebiega zatem tak. Wolno powiedzieć, że przez kilkanaście stuleci nad Kamą odlewano brąz i zostawiano go w miejscu ofiarnym, że na Sarema układano groby w kształt kadłuba, że sanie i narty zostawiano przy zmarłych oraz że nad Wygiem wykuto narciarzy. Wszystko poza tym jest naszym dopowiedzeniem i powinno być tak oznaczone.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zapis wzięty z ust ludzi w XIX wieku wolno w ogóle stosować do przedmiotów starszych o tysiąclecie, i pod jakim warunkiem
  • czy uszkodzenie przedmiotu w dawnym grobie da się kiedykolwiek odróżnić od zniszczenia przypadkowego

Skąd to wiadomozestawienie świadectw przywołanych w tej sekcji: odlewy znad Kamy z I tysiąclecia, groby o obrysie łodzi na Sarema z IX–VI wieku p.n.e., drewno z torfowiska nad Wisem z VII i VI tysiąclecia p.n.e., ryty Zalawrugi z okolic 4500–3500 p.n.e. oraz zapisy pogrzebowe z XVII–XX wieku.

Ozylia i Wironia, 1208–1227

Zapisane, kiedy wojna jeszcze trwała

Inflanty i Estonia, zdarzenia od lat osiemdziesiątych XII wieku do roku 1227

Kronika pisana, kiedy wojna jeszcze trwała

Zapis z tamtych czasów

Niemal wszystko, co wiadomo o wierze Estów sprzed chrztu, stoi w jednej łacińskiej kronice doprowadzonej do roku 1227 przez uczestnika tamtej wojny.

Czytaj dalej

Autor, ksiądz imieniem Henryk, przeszedł z wojskiem Rygi kilkanaście wypraw, tłumaczył z miejscowych mów i sam chrzcił całe wsie, a swoje księgi doprowadził do roku 1227, kiedy kraj objeżdżał legat papieski. Zapis powstawał więc niemal równolegle ze zdarzeniami i na tym polega jego wartość: między wypadkiem a zdaniem o nim mija kilka lat, a nie kilka pokoleń.

Jest to jednak tekst wojenny i misyjny, a nie opis cudzej religii. Strona pogańska pojawia się w nim wtedy, gdy staje wyprawie na drodze: gdy wróży, gdy zabija księdza, gdy oblegana krzyczy do swojego boga. Nie ma w całym dziele ani jednego akapitu poświęconego temu, w co Estowie wierzyli i jak układali rok obrzędowy.

Stąd skala, o której trzeba pamiętać przy każdej następnej karcie: na kilkaset stron przypada garść zdań o obrzędzie, jedno jedyne imię boga na całą Estonię i ani jedno imię kapłana. Wszystko, co dzisiaj krąży jako mitologia estońska, zostało dopisane wieki później i z zupełnie innych źródeł.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z relacji o cudzych obrzędach autor widział sam, a ile powtórzył za wojskiem, z którym szedł.
  • Dokładny rok domknięcia tekstu; autograf nie istnieje, a najstarszy odpis jest niepełny.

Skąd to wiadomoŁacińska kronika inflancka doprowadzona do 1227 roku, księgi I-XXX; przekazy rękopiśmienne późniejsze od oryginału.

Estonia, czerwiec 1191 roku

Zaćmienie w dzień świętego Jana

Zapis z tamtych czasów

Najwcześniejsza estońska scena religijna w całej kronice to zaćmienie Słońca, o którego pożarcie oskarżono przybyłego zakonnika.

Czytaj dalej

Zanim wojna sięgnęła Estonii, dotarł tam zakonnik Teodoryk, ten sam, którego niedługo wcześniej Liwowie chcieli złożyć w ofierze swoim bogom. Kronika notuje krótko, że w dzień świętego Jana Chrzciciela zaćmiło się Słońce, że miejscowi orzekli, iż to przybysz je zjada, i że o mało nie przypłacił tego życiem.

Wskazówka dzienna prowadzi do zaćmienia z 23 czerwca 1191 roku, bo tylko ono układa się i ze świętem, i z latami, w których Teodoryk tam bywał. Rachunek nieba daje dla tych lat jedno zaćmienie w okolicy świętego Jana, 23 czerwca 1191 roku, czyli o dobę przed samym świętem. Zbieżność jest na tyle bliska, że identyfikację przyjmuje się powszechnie, ale trzeba powiedzieć wprost, że kalendarz kościelny i rachunek nieba nie pokrywają się tu co do dnia.

Scena mówi jednak mniej, niż się wydaje. Nie pada w niej żadne imię boga, nie ma obrzędu ani kapłana, jest tylko odruch ludzi, którzy nagłe ciemnienie Słońca wiążą z obcym przybyszem. To pierwszy i przez długi czas jedyny ślad tego, jak Estowie tłumaczyli sobie zerwany porządek nieba.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy chodzi o zaćmienie z 23 czerwca 1191 roku; kronika podaje dzień świętego, a nie datę roczną.
  • Czy oskarżenie padło w jednej wsi, czy była to reakcja szersza, przeniesiona przez wieść.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga I; rachunek zaćmień dla 23 czerwca 1191 roku.

Turaida nad Gaują, ziemia Liwów, około 1191 roku

Włócznia i koń, czyli wróżba, która nie jest estońska

Zapis z tamtych czasów

Sławna wróżba, w której koń przestępuje położoną włócznię, dotyczy w kronice Liwów znad Gauji, nie Estów, a mylenie tego psuje cały obraz.

Czytaj dalej

Scena ma kształt sądu. Zebrany lud rozstrzyga, czy złożyć bogom w ofierze zakonnika Teodoryka, ponieważ jego zboże obrodziło, a ich pola zalał deszcz; kładzie się włócznię, koń ma ją przestąpić, i to noga, którą wysunie pierwszą, decyduje o życiu. Koń wysuwa nogę życia, po czym wróżbita, którego łacina nazywa ariolus, tłumaczy zebranym, że to Bóg chrześcijan siedzi koniowi na grzbiecie i podnosi mu nogę, a zatem grzbiet trzeba przetrzeć.

Po przetarciu koń wysuwa tę samą nogę co poprzednio i zakonnik zostaje przy życiu. Najważniejszy jest tu nie koń, lecz układ władzy, który scena odsłania: los wiąże całe zgromadzenie, wróżbita ma prawo tłumaczyć jego wynik, a obcy bóg bywa traktowany jako siła zdolna fizycznie wejść w procedurę i dająca się z końskiego grzbietu zetrzeć.

Kronika umieszcza to wszystko w Turaidzie, u Liwów, jeszcze przed wojną estońską. W późniejszych opowieściach scena wędruje do Estów i bywa podawana jako ich obrzęd, czego żaden dawny zapis nie potwierdza. U Estów kronikarz notuje losowanie kilkakrotnie, ale ani razu nie mówi, czym rzucano; włócznia i koń zostają przy Liwach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy obrzęd liwski wolno przenosić na sąsiadów; kronika nigdzie tego nie robi.
  • Co znaczyła noga życia i czy rozróżnienie szło między przodem a tyłem, czy między prawą a lewą stroną.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga I; scena osadzona w Turaidzie, u Liwów, przed początkiem wojny estońskiej.

pogranicze Wironii w północno-wschodniej Estonii, rok 1220 albo początek 1221

Góra w Wironii, na której urodził się bóg Ozylian

Zapis z tamtych czasów

Jedyne imię boga zapisane dla całej Estonii brzmi Tharapita, a kronika wiąże je z górą i lasem w Wironii, skąd bóg miał odlecieć na Ozylię.

Czytaj dalej

Dwaj księża, którzy chrzcili wieś po wsi, doszli do pogranicza Wironii i ochrzcili tam trzy osady. W tym miejscu kronika zatrzymuje się na jedno zdanie i notuje, co mówili miejscowi: że stoi tam góra i przepiękny las, że w nim urodził się wielki bóg Ozylian, zwany Tharapita, i że z tego właśnie miejsca odleciał na wyspę.

To wszystko. Zdanie nie podaje nazwy góry ani wsi, nie opisuje lasu, nie mówi, kto i kiedy tam chodził, nie wspomina o żadnym święcie ani o żadnej ofierze. Określenie wielki bóg jest łacińską kategorią kronikarza, a nie tytułem usłyszanym na miejscu, o czym przy tej karcie trzeba pamiętać.

Waga zdania leży gdzie indziej. Ludzie z lądu stałego znali imię boga wyspiarzy i umieli powiedzieć, skąd się wziął, a więc wiara nie była zamknięta na wyspie; kierunek zaś prowadzi z lądu na morze, nie odwrotnie. Jest to jedyny w całej kronice okruch estońskiej opowieści o bogu, a nie o obrzędzie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Której góry dotyczy zapis; kronika nie podaje ani nazwy miejsca, ani nazwy wsi.
  • Czy odlot był w opowieści obrazem, czy zdarzeniem; kronikarz streszcza cudzą mowę jednym zdaniem.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXIV, ustęp 5, przy chrzcie trzech wsi na pograniczu Wironii.

Sakala, Nurmekunde, Järva i Wironia, rok 1220 albo początek 1221

Ścięte podobizny i chrzest po czterysta dziennie

Zapis z tamtych czasów

W tym samym ustępie, w którym pada imię Tharapity, stoi wszystko, co kronika mówi o estońskich wizerunkach bogów: że je ścięto i że nie popłynęła krew.

Czytaj dalej

Drugi z księży chodził po wzgórzu i ścinał zrobione tam podobizny bogów, a ludzie, jak notuje kronika, dziwili się, że nie płynie z nich krew, i tym chętniej słuchali kazań. Z tego zdania nie dowiemy się niczego więcej: ani z czego były zrobione, ani ile ich stało, ani czy przedstawiały postacie, czy znaki. Całe estońskie rzeźbiarstwo kultowe mieści się w kronice w jednym słowie i w jednym zdziwieniu.

Obok stoi rachunek chrztu, który tłumaczy, czym była chrystianizacja w praktyce. Przez siedem dni w każdej krainie chrzczono po trzysta do czterystu osób dziennie obojga płci, w jednej okolicy nawet po pięćset; tydzień wystarczał na prowincję, po czym księża szli dalej i wracali po latach, o ile w ogóle wracali.

Najwięcej mówi scena we wsi, w której starszy oświadczył, że są już ochrzczeni: w sąsiedniej osadzie ksiądz Duńczyków ochrzcił kilku mężczyzn i dał im święconą wodę, oni zaś zanieśli ją do domów i pokropili własne rodziny, więc po co mieliby brać to samo po raz drugi. Księża otrzepali proch z nóg i poszli do następnych wsi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy podobizny były rzeźbami, słupami czy znakami na drzewach; kronika nie opisuje ich wcale.
  • Czy liczby dzienne są rachunkiem, czy figurą retoryczną wyprawy misyjnej.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXIV, ustęp 5; ta sama podróż obejmuje Sakalę, Nurmekunde, Järvę i pogranicze Wironii.

Ozylia i Järva, rok 1220

Los pytany o cel wyprawy

Zapis z tamtych czasów

Przed wyprawą Ozylianie pytali losem, czy uderzyć na Duńczyków pod Rewalem, czy wejść w głąb Järvy; los wskazał Järvę.

Czytaj dalej

Zebrawszy wielkie wojsko, Ozylianie postawili bogom pytanie rozstrzygające o kierunku całej wyprawy, a więc o rzeczy, którą dzisiaj nazwalibyśmy decyzją wojenną najwyższej wagi. Los padł na Järvę i tego samego ranka, kiedy w tę stronę weszło wojsko ryskie, płonęły już tam wsie podzielone między oddziały najeźdźców.

Zapis jest cenny z dwóch powodów. Pokazuje najpierw, że losowanie wiązało dużą zbrojną gromadę, a nie tylko pojedynczą rodzinę czy wieś; pokazuje też zakres pytań, bo bogów pytano tutaj o wojnę, nie o chorobę, plon ani pogodę, przynajmniej w tym, co kronikarz uznał za warte zapisania.

Czym rzucano, tego kronika nie mówi ani razu; używa wyłącznie łacińskiego słowa oznaczającego los i nie opisuje ani narzędzia, ani osoby, która je obsługiwała. Rozstrzyganie losem notuje kronikarz także u sąsiadów: u Liwów z włócznią i koniem, u Łotygołów przy wyborze między chrztem ruskim a łacińskim. Wspólne jest samo sięganie po los w sprawie najwyższej wagi; sposób jest za każdym razem inny albo w ogóle nieopisany, więc dalej niż do zbieżności zwyczaju posunąć się nie można.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym rzucano; kronika nie opisuje narzędzia losu ani osoby, która je obsługiwała.
  • Czy pytanie stawiano w gaju, w grodzie, czy w obozie przed wymarszem.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXIII, przy opisie najazdu na Järvę i bitwy, w której naliczono około pięciuset zabitych najeźdźców.

Järva, rok 1220

Święty las zbroczony w pościgu

Zapis z tamtych czasów

Pościg za rozbitym wojskiem dobiegł aż do gaju i kronika notuje, że ich święty las splamiono wtedy krwią wielu zabitych.

Czytaj dalej

Bitwa zaczęła się w podpalonej wsi, a skończyła w polu. Kronika zapisuje przy tym scenę, której nikt by nie wymyślił: uwolnione branki z Järvy rzuciły się z kijami na poranionych już najeźdźców, wołając, żeby uderzył ich Bóg chrześcijan. Pościg szedł od wsi przez pole aż do gaju i kronikarz odnotowuje, że krew poległych zbezcześciła tamtejszy święty las.

Łacina używa w tym miejscu dwóch słów naraz, gaju i świętego lasu, a zatem kronikarz uznał to miejsce za świątynię, którą można zbezcześcić. Jest to jedno z dwóch jedynych miejsc w całej kronice, w których estoński gaj w ogóle się pojawia; drugim będzie okrzyk z wału Muhu siedem lat później.

I znowu pominięte zostało wszystko, czego chciałoby się dowiedzieć: nie wiemy, jak gaj wyglądał, czy stało w nim cokolwiek zrobionego ręką, kto go doglądał, co i o jakiej porze roku tam składano. Zostaje sam fakt istnienia miejsca oraz to, że krew zabitych uchodziła za jego splamienie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czyj był ten gaj, wsi w Järvie czy najeźdźców z wyspy; łacińskie ich można czytać na obie strony.
  • Czy splamienie krwią było pojęciem miejscowych, czy obrazem kronikarza.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXIII; ta sama scena podaje liczbę około pięciuset zabitych.

Rewala, dzisiejszy Tallinn, lato 1219 roku

Wieczorny wypad trzy dni po chrzcie

Zapis z tamtych czasów

Duńczycy zajęli stary gród Rewalczyków i ochrzcili ich starszyznę, a trzy dni później ta sama starszyzna uderzyła na obóz w pięciu miejscach.

Czytaj dalej

Wojsko królewskie stanęło w miejscu, które kronika nazywa dawnym grodem Rewalczyków; gród rozebrano i zaczęto stawiać nowy. Rewalczycy i ludzie z Harrii zebrali tymczasem wielkie wojsko, ale wysłali do króla starszyznę z mową pokojową, a król, nie przeczuwając podstępu, obdarował ich, biskupi zaś ochrzcili przybyłych i odesłali z radością do domu.

Po trzech dniach, wieczorem po wieczerzy, uderzyli na obóz w pięciu miejscach naraz. Część napastników, sądząc, że w namiocie jest król, weszła do namiotu Teodoryka, biskupa dla Estonii, i zabiła go; przeciwuderzenie poprowadził książę z Rugii ze swoimi Słowianami, a kronika liczy ponad tysiąc zabitych Estów.

Dla tego działu liczy się jedno: chrzest wystąpił tu jako akt dyplomatyczny, przyjęty i porzucony w ciągu trzech dni. Kronikarz nie pisze, żeby napastnicy go z siebie zmywali ani odprawiali cokolwiek przed bitwą, choć siedem lat później zapisze obrzęd zmywania bardzo dokładnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dzień bitwy; kronika podaje porę dnia, a datę dzienną przekazuje dopiero późniejsza tradycja duńska.
  • Czy chrzest starszyzny był świadomym podstępem, czy decyzją, którą zmieniło zebrane wojsko.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXIII; śmierć biskupa Teodoryka w namiocie odnotowują także roczniki duńskie.

Dania i Estonia; bitwa 1219, opowieść od lat dwudziestych XVI wieku

Chorągiew, która spadła z nieba trzysta lat po bitwie

Złożone przy biurku

Opowieść o sztandarze spadającym z nieba pod Rewalem nie ma oparcia w żadnym zapisie z czasów bitwy i pojawia się dopiero w latach dwudziestych XVI wieku.

Czytaj dalej

Zapis współczesny bitwie jest szczegółowy i całkiem przyziemny: wieczorne uderzenie w pięciu miejscach, biskup zabity w namiocie, kontratak Słowian z Rugii, ponad tysiąc poległych. Roczniki duńskie notują wyprawę i zwycięstwo. W żadnym z tych tekstów nie ma nieba, znaku ani chorągwi.

Sztandar pojawia się dopiero u dwóch duńskich pisarzy z lat dwudziestych XVI wieku, w kronice pisanej w latach 1520-1523 oraz u franciszkanina z Roskilde. Od bitwy dzieli ich trzysta lat, a najstarsza wersja nie wiąże nawet cudu jednoznacznie z tą jedną wyprawą.

Rzecz jest tu ważna nie dla samej flagi, lecz dla mechanizmu. Jest to dokładnie ten sam ruch, który później da nazwę Taara: późniejszy wiek dopisuje zdarzeniu sens, którego potrzebuje, a dopisanie daje się wydatować. Tutaj daje się wydatować co do dziesięciolecia, co czyni z tej opowieści wzorcowy przykład dla całego działu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autorzy z lat dwudziestych XVI wieku korzystali ze starszego, dziś nieznanego przekazu.
  • Do której wyprawy opowieść odnosiła się pierwotnie; najstarsza wersja nie jest w tym jednoznaczna.

Skąd to wiadomoKronika inflancka i roczniki duńskie dla samej bitwy; duńska kronika z lat 1520-1523 i zapis franciszkanina z Roskilde dla opowieści o chorągwi.

Tartu, dawny Dorpat, rok 1223

Wół zamiast księdza w Tartu

Zapis z tamtych czasów

Jedyna estońska ofiara ze zwierzęcia opisana w kronice: los miał wybrać między pojmanym księdzem a wołem i wskazał wołu.

Czytaj dalej

Kiedy w grodzie wybito i uwięziono Niemców, w ręce powstańców dostał się ksiądz Hartwik, współbrat zakonnych rycerzy. Posadzono go na wyjątkowo tłustym wole, co kronikarz kwituje uwagą, że sam ksiądz był równie tłusty, wyprowadzono za bramę i zapytano bogów losem, którego z tych dwóch wziąć na ofiarę.

Los padł na wołu, który zginął natychmiast, księdza zaś pozostawiono przy życiu zgodnie z wolą bogów, choć odniósł ciężką ranę, wyleczoną dopiero później. Zapis jest krótki, ale gęsty: pytanie postawiono jako wybór dwuczłonowy, odpowiedź wiązała tłum wbrew jego nastrojowi, a zabicie nastąpiło od razu, na miejscu i bez zwłoki.

W całej kronice jest to jedyne miejsce, w którym Estowie składają w ofierze żywe stworzenie. Podobna wzmianka spod Metsepole, o obrzędach ofiarnych odprawianych wokół kościołów i grobów chrześcijan, dotyczy Liwów i nie wolno jej dopisywać do estońskiego rachunku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wybór między człowiekiem a zwierzęciem był utartą procedurą, czy pomysłem tamtej chwili.
  • Czy kronikarz nie dopisał szyderstwa z tuszy księdza do sceny, którą znał z drugiej ręki.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXVI; wzmianka o obrzędach wokół grobów chrześcijan, księga XIV.

Sakala i Järva, rok 1223

Serce wójta zjedzone dla mocy

Zapis z tamtych czasów

Kronika zapisuje, że pojmanemu wójtowi wyrwano serce, gdy jeszcze żył, upieczono je i podzielono, żeby nabrać mocy przeciw chrześcijanom.

Czytaj dalej

Ludzie z Sakali weszli do Järvy, pojmali tam Hebbusa, który był ich duńskim wójtem, i przywieźli go z innymi do swojego grodu. Kronikarz opisuje tam okaleczenie jeńców, a wójtowi przypisuje los osobny: wyjęte jeszcze żywe serce, upieczenie go przy ogniu i podzielenie między uczestników, wyraźnie po to, by nabrać siły przeciw chrześcijanom.

Jest to jedyne miejsce w całej kronice, w którym estońskiemu czynowi przypisano wprost cel magiczny, wypowiedziany w tym samym zdaniu co czyn. Gdzie indziej zabijanie chrześcijan opisane jest jako samo okrucieństwo, jak pod Ümerą w roku 1210, gdzie czternastu pojmanych częścią upieczono żywcem, częścią rozebrano i wycięto im mieczami krzyże na plecach, zanim poderżnięto gardła.

Ostrożność jest tu konieczna z jednego powodu: pisze strona zaatakowana, o wrogu, którego właśnie zwalcza, i robi to bez świadka z drugiej strony. Za wiarygodnością przemawia to, że kronikarz podaje imię zabitego i jego urząd, a nie mówi o bezimiennym tłumie; przeciw niej to, że nikt inny tego nie potwierdza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy opis jest relacją świadka, czy oskarżeniem z wojennego repertuaru.
  • Czy zdanie o nabraniu mocy pochodzi od uczestników, czy jest wykładnią kronikarza.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXVI; scena pod Ümerą z roku 1210, księga XIV.

Sakala, Ugandi, Järva, Wironia i Ozylia, rok 1223

Zmywanie chrztu wodą i miotłą

Zapis z tamtych czasów

Po wybuchu powstania Estowie wykopali swoich zmarłych z cmentarzy i spalili ich po dawnemu, a siebie, domy i grody obmyli wodą i wymietli miotłami.

Czytaj dalej

Kronika wylicza to punkt po punkcie, jak inwentarz. Wzięli z powrotem żony oddalone w czasach chrześcijańskich, wykopali ciała swoich zmarłych pogrzebane na cmentarzach i spalili je dawnym pogańskim obyczajem, siebie samych, swoje domy i swoje grody obmyli wodą i wymietli miotłami, a wszystko po to, żeby usunąć ze swojej ziemi ślad chrztu do końca.

To najgęstszy ustęp o dawnym porządku w całym dziele, choć świadczy przez zaprzeczenie. Dowiadujemy się z niego, co chrystianizacja zabrała: palenie zmarłych, prawo do więcej niż jednej żony oraz pojęcie czystości, którą przywraca woda i miotła. O żadnej z tych rzeczy kronikarz nie napisałby osobno, bo go nie ciekawiły; zapisał je dopiero wtedy, gdy wróciły przeciw niemu.

Ta sama księga notuje odpowiedź, jaką z Sakali wysłano do Rygi: pokój owszem, ale wiary chrześcijańskiej nie przyjmą już nigdy, odpowiedź z Sakali brzmiała: pokój tak, wiara nigdy, choćby ostał się w kraju jeden jedyny mały chłopiec. Zdanie warto czytać razem z obmyciem, bo dopiero razem pokazują, jak głęboko sięgało zerwanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy obmycie i wymiecenie były obrzędem znanym wcześniej, czy odwróceniem chrztu ułożonym na tę jedną okazję.
  • Czy rozkopano wszystkie cmentarze, czy tylko groby przy kilku grodach.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXVI, ustępy o powstaniu z roku 1223.

wyspa Muhu przy Ozylii, luty 1227 roku

Okrzyk z wału Muhu

Zapis z tamtych czasów

Gdy pod taranem osunęła się część obrony, oblężeni wołali z radością do swojego Tharapity i do gaju, a oblegający do Jezusa.

Czytaj dalej

Wojsko podeszło pod gród dziewiątego dnia marszu, ustawiło machiny, podkopało wał pod osłoną drewnianej konstrukcji i wzniosło wieżę z kusznikami. Szóstego dnia oblężenia, pierwszego po święcie Oczyszczenia, czyli trzeciego lutego 1227 roku, zaczęto hakami wyciągać z obrony największe belki, aż część muru osunęła się ku ziemi.

W tym momencie kronikarz stawia obok siebie dwa wołania: oblegający wzywają Jezusa, oblężeni cieszą się swoim Tharapitą i wołają do gaju. Symetria jest jego, ale imię i gaj musiały paść na wale, bo nie miał skąd ich wziąć.

Jest to jedyne miejsce, w którym estońskie wezwanie zostało zapisane tak, jak padło, w sytuacji, w której nikt niczego nie odgrywał przed kronikarzem. Co znaczy tutaj gaj, tego jedno słowo nie rozstrzyga: może to być konkretne miejsce na wyspie albo świętość gaju jako taka, wzywana na równi z imieniem boga.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy gaj oznacza określone miejsce na Ozylii, czy samą świętość gaju.
  • Czy okrzyk radości padł przed wyłomem, czy tuż po nim; łacina dopuszcza oba porządki.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXX, ustęp 4; datę dzienną wyznacza w niej święto Oczyszczenia.

Valjala na Ozylii, luty 1227 roku

Kadź na środku grodu Valjala

Zapis z tamtych czasów

Najmocniejszy gród wyspy poddał się bez szturmu i dał ochrzcić z kadzi ustawionej pośrodku, a księży wprowadzono tam, by wypędzili Tharapitę.

Czytaj dalej

Po spaleniu Muhu wojsko podeszło pod Valjalę, najmocniejszy z grodów ozylskich, i zaczęło składać machiny oraz wieżę oblężniczą. Obrońcy, widząc przygotowania i pamiętając o wybitych sąsiadach, poprosili o pokój i o chrzest; wzięto zakładników spośród synów najlepszych rodów, a pierwszych ochrzcił sam biskup Rygi.

Księża poświęcili wodę chrztu pośrodku grodu, napełnili nią kadź i chrzcili od rana do wieczora: najpierw starszyznę, potem mężczyzn, kobiety i dzieci, w ścisku ludzi wołających, żeby ich chrzczono prędzej. Pięciu czy sześciu duchownych ustawało ze zmęczenia, a czego nie zdołali dokończyć jednego dnia, dokończyli drugiego i trzeciego. Potem przyszli posłowie z pozostałych grodów i kiligund, czyli okręgów wyspy, prosząc o to samo, a Szwedów pojmanych pod Lihulą w sierpniu 1220 roku wypuszczono na wolność.

Dla tego działu najważniejsze jest jedno zdanie: księży wprowadzono do grodu, by głosili Chrystusa i wypędzili Tharapitę, a kilka wierszy dalej kronikarz pisze o wypędzeniu Tharapity wraz z pozostałymi bogami pogan. Wie więc, że bogów było więcej, i nie wymienia ani jednego z nich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ilu naprawdę ochrzczono; kronika mówi o wielu tysiącach, nie podając rachunku.
  • Czy pozostali bogowie to wiedza kronikarza o wyspie, czy zwrot z formularza misyjnego.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXX, ustępy 5-6.

Estonia, cały zapis od lat osiemdziesiątych XII wieku do 1227 roku

Czego w kronice nie ma

Zapis z tamtych czasów

Jedno imię boga, dwa gaje, kilka losowań i ani jednego kapłana: tyle liczy cały estoński materiał religijny w kronice podboju.

Czytaj dalej

Spis mieści się na jednej stronie. Tharapita w dwóch scenach i w czterech miejscach tekstu: przy górze w Wironii, w okrzyku z wału Muhu oraz dwukrotnie przy chrzcie w Valjali, gaj w Järvie i gaj wzywany z wału, los przed wyprawą i los nad wołem, ścięte podobizny w Wironii, zaćmienie z 1191 roku, zmywanie chrztu z miotłą i wodą oraz zjedzone serce wójta. Do tego kilka zdań o obrzędach odprawianych wokół chrześcijańskich grobów. Nic więcej w tym tekście nie ma.

Brakuje natomiast wszystkiego, czego zwykle się po takim źródle oczekuje: świątyni, opisu posągu, kapłana z tytułem, święta, kalendarza, imienia jakiejkolwiek bogini, opowieści o początku świata, słowa na duszę i opisu pogrzebu widzianego od środka. O paleniu zmarłych wiemy wyłącznie dlatego, że wrócono do niego na przekór chrzcielnicy.

Stąd prosty wniosek, który trzeba postawić na początku, a nie na końcu: każdy późniejszy zestaw bogów estońskich stoi na tym materiale i na niczym starszym. Kiedy więc jakaś lista podaje pół tuzina estońskich bóstw z przypisanymi zakresami, zakresy pochodzą z Finlandii albo z XIX wieku, nie z zapisu zrobionego wtedy, gdy wiara jeszcze żyła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy milczenie kroniki oznacza brak rzeczy, czy brak zainteresowania kronikarza.

Skąd to wiadomoKronika inflancka; zestawienie wszystkich miejsc, w których pada cokolwiek o obrzędzie Estów.

Ozylia, lata 1241 i 1255

Umowy, które trzeba było zawierać po raz drugi

Zapis z tamtych czasów

Wyspa odpadała po każdym chrzcie, więc po 1227 roku spisywano z nią kolejne układy, a z nich znamy jedyne zapisane imiona ozylskich starszych.

Czytaj dalej

Rok 1227 niczego nie domknął. W 1241 roku mistrz zakonu w Inflantach zawarł w imieniu biskupa pokój z Ozylianami, których dokument określa jako tych, którzy byli odpadli, a układ przewidywał kary za obrzędy pogańskie. W 1255 roku kolejny mistrz odnowił i uzupełnił warunki, co znaczy, że po niespełna trzydziestu latach nadal było co karać.

Dokument z 1255 roku wymienia ośmiu starszych występujących w imieniu wyspy: Ylle, Culle, Enu, Muntelene, Tappete, Yalde, Melete i Cake. Są to jedyne ozylskie imiona własne utrwalone na piśmie, zapisane ze słuchu przez łacińskiego pisarza, a więc zniekształcone, ale prawdziwe. Warte są więcej niż niejedna lista bogów, bo wiadomo, kto je nosił i po co je zapisano.

Czego z tych aktów nie da się wyczytać, to treści karanych obrzędów. Dokumenty ustalają zobowiązania, daniny, prawo do ziemi i do dziedziczenia, a praktykę, którą tępią, kwitują ogólnym określeniem. Zostaje więc twarda wiadomość o trwaniu i ani jedno konkretne zdanie o tym, co trwało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Które dokładnie obrzędy obłożono karami; treści klauzul nie da się sprawdzić w samym dokumencie.
  • Czy kolejne odpadnięcia miały podłoże religijne, czy daninowe i sądowe.

Skąd to wiadomoUkład pokojowy z 1241 roku zawarty w imieniu biskupa Ozylii; układ z 1255 roku z ośmioma wymienionymi starszymi wyspy.

Harria i Läänemaa, od 23 kwietnia 1343 do 1345 roku

Noc świętego Jerzego i czterej królowie

Zapis po chrzcie

Powstanie zaczęło się w nocy 23 kwietnia 1343 roku od ognia na wzgórzu, a 4 maja czterech obranych królów wycięto na zamku w Paide w czasie rokowań.

Czytaj dalej

Znakiem był podpalony dom na wzgórzu w Harrii, po którym w jedną noc uderzono na dwory i ich mieszkańców. Powstańcy obrali spośród siebie czterech królów jako wodzów wojny i podeszli pod Rewal, obiegając miasto siłami, które przekazy liczą na dziesięć tysięcy ludzi.

Rozstrzygnięcie przyszło przy stole rokowań. Rozstrzygnięcie przyszło przy stole rokowań. Czterej królowie z niewielkim pocztem przybyli na zamek w Paide i tam, na początku maja 1343 roku, zostali napadnięci i zabici przez swoich niemieckich gospodarzy. Datę dzienną i liczbę towarzyszy zna dopiero przekaz spisany dwa stulecia później i dlatego podaję je z zastrzeżeniem. Oblężenie Rewala rozsypało się, mistrz zakonu odzyskał ląd stały w ciągu roku, a walki na wyspach dogasły w 1345 roku.

Z poświadczeniem jest tutaj gorzej niż przy roku 1223. Najobszerniejsza relacja to rymowana kronika, której oryginał zaginął i która przetrwała wewnątrz kompilacji spisanej w XVI wieku; krótszy przekaz daje kronika zakonna z lat siedemdziesiątych XIV wieku, a suche wzmianki zapiski nowogrodzkie i pskowskie. Między samą nocą a najpełniejszym tekstem leżą dwa stulecia przepisywania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy królowie byli obrani na czas wojny, czy byli dawną starszyzną w nowym tytule.
  • Ile szczegółów z najobszerniejszego przekazu pochodzi od kompilatora z XVI wieku.

Skąd to wiadomoMłodsza rymowana kronika inflancka zachowana w kompilacji z XVI wieku; kronika zakonna z lat siedemdziesiątych XIV wieku; zapiski nowogrodzkie i pskowskie.

Ozylia, od lata 1343 do lutego 1344 roku

Pöide i Vesse

Zapis po chrzcie

Wyspa podniosła się osobno, zdobyła zamek Pöide i wycięła jego załogę mimo danego słowa, a zimą po lodzie przyszło wojsko zakonne.

Czytaj dalej

Ozylia wystąpiła własnym rachunkiem w lipcu, w porze świętego Jakuba. Wybito Niemców mieszkających na wyspie, utopiono duchownych, obiegnięto zamek Pöide, a gdy poddał się po ośmiu dniach na warunkach, zabito wszystkich, którym te warunki obiecano. Jest to jedyne w tym powstaniu zerwanie słowa symetryczne wobec tego, co stało się w Paide.

Odpowiedź przyszła z zimą. Gdy morze zamarzło, w lutym 1344 roku wojsko zakonne przeszło po lodzie, rozbiło siły wyspy i zdobyło jej warownie; Vesse, którego przekazy nazywają królem Ozylian, dostał się w ręce zwycięzców i został stracony. Poddanie wyspy na warunkach zamknęło całą wojnę na początku 1345 roku.

O wierze mówi się w tych relacjach jednym zdaniem: że przed uderzeniem Ozylianie wyrzekli się chrześcijaństwa. Zdanie jest mocne, ale puste, bo nie idzie za nim żaden szczegół, żadne imię, żaden obrzęd ani miejsce. Wiemy, że wygnano księży, i nie wiemy, co postawiono na ich miejscu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wybuchu na wyspie: jedne przekazy wskazują lipiec 1343, inne lipiec 1344 roku.
  • Czy wyrzeczenie się chrześcijaństwa oznaczało powrót do określonych obrzędów, czy samo wypędzenie duchownych.

Skąd to wiadomoMłodsza rymowana kronika w kompilacji z XVI wieku; kronika zakonna z lat siedemdziesiątych XIV wieku.

Estonia, lata 1343-1345

Czy tamta wojna była o wiarę

Zapis po chrzcie

Kronikarze zakonni piszą o odstępstwie i o chęci wytępienia chrześcijańskiego imienia, ale żaden nie opisuje ani jednego przywróconego obrzędu.

Czytaj dalej

Po stronie twierdzeń mamy dwa zdania: że powstańcy odpadli od chrześcijan i że chcieli wytępić chrześcijańskie imię ze swojej ziemi. Po stronie żądań, które przekazy przypisują samym powstańcom, mamy panów, ziemię i Niemców. Żadne z zachowanych pism nie podaje ani jednego imienia boga, ani jednej nazwy miejsca kultu, ani jednego opisanego obrzędu z tamtych dwóch lat.

Kształt tego świadectwa trzeba nazwać po imieniu. Kronikarz zakonny opisuje każde powstanie poddanych jako odstępstwo, ponieważ odstępstwo usprawiedliwia wojnę odwetową i późniejsze konfiskaty. Samo to nie czyni jego zdania fałszywym, ale twierdzenie powtarzane przez jedną zainteresowaną stronę i przez nikogo więcej pozostaje twierdzeniem, a nie ustaleniem.

Porównanie z rokiem 1223 rozstrzyga o wadze obu zapisów. Tam mamy rozkopane groby, wodę, miotłę, oddalone i przyjęte z powrotem żony oraz zdanie o dziecku wzrostu łokcia; tutaj mamy przymiotniki. Sto dwadzieścia lat po chrzcie mogło już nie być do czego wracać w formie zorganizowanej i nie da się tego wykazać ani w jedną, ani w drugą stronę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy odstępstwo było hasłem powstańców, czy etykietą zwycięzców.
  • Czy po stu dwudziestu latach istniała jeszcze dawna obrzędowość na tyle cała, by do niej wracać.

Skąd to wiadomoKronika zakonna z lat siedemdziesiątych XIV wieku; młodsza kronika rymowana zachowana w kompilacji z XVI wieku.

Inflanty i Estonia; XVII wiek, potem pierwsza połowa XIX wieku

Skąd naprawdę wzięła się Taara

Złożone przy biurku

Imię Taara nie stoi w żadnym dawnym zapisie: powstało z odczytania kronikarskiego Tharapita jako okrzyku wzywającego na pomoc Thora.

Czytaj dalej

Pierwszy krok zrobiono w drugiej połowie XVII wieku. Dwaj kronikarze Inflant, jeden piszący w latach siedemdziesiątych, drugi drukowany w 1695 roku, uznali zapisane przez kronikę imię za estoński okrzyk bojowy wzywający skandynawskiego boga gromu na pomoc. Odczytanie to przez cały wiek XVIII uchodziło za oczywiste i w tej postaci trafiło do piszących o Estonii po niemiecku.

Drugi krok zrobiono w pierwszych dziesięcioleciach XIX wieku. Ze sporu o tamten okrzyk wyjęto formę Taara i przyjęto ją jako imię estońskiego boga najwyższego. W zapisanej tradycji ludowej nie ma po Taarze śladu, a jedyny ślad skandynawskiego gromowładcy w zachodniej Estonii to słowo tooru, zanotowane osobno i niepowiązane z żadnym z tych sporów.

Łańcuch wygląda więc tak: jedno łacińskie słowo zapisane w 1227 roku przez człowieka, który słyszał je w bitwie; domysł postawiony cztery i pół stulecia później; imię wyjęte z tego domysłu po następnych stu kilkudziesięciu latach. Wszystko, co stoi na Taarze, stoi na tym łańcuchu, i o tym trzeba pamiętać przy każdym zdaniu, które nazywa ją dawnym bogiem Estów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Tharapita rozkłada się na wezwanie o pomoc, czy jest jednym imieniem; obie drogi są językowo dopuszczalne i żadnej nie da się wykazać.
  • Czy zachodnioestońskie tooru jest śladem obcego boga gromu, czy słowem rodzimym.

Skąd to wiadomoKronika inflancka z 1227 roku dla samego imienia Tharapita; kronika inflancka spisana w latach siedemdziesiątych XVII wieku i kronika wydrukowana w 1695 roku dla odczytania jako okrzyku; spory druku niemieckiego z pierwszej połowy XIX wieku dla przyjęcia formy Taara.

Tartu; roczniki towarzystwa z lat 1840 i 1848

Wzgórze Taary dopisane w roku 1840

Złożone przy biurku

Święte wzgórze i dąbrowa Taary w Tartu zostały dopisane w roczniku z 1840 roku, a osiem lat później posłużyły za dowód estońskiego jednobóstwa.

Czytaj dalej

W roczniku towarzystwa tartuskiego z 1840 roku miasto zostało wskazane jako główne miejsce dawnego kultu, a kult Taary jako oś tej religii. W zeszycie z 1848 roku ta sama ręka posunęła rzecz dalej i dowodziła, że przez cześć dla Taary Estowie osiągnęli jednobóstwo, a więc stopień wyższy niż ten, do którego przed chrztem doszli Finowie.

Topografia dopasowała się do tezy w ciągu jednego pokolenia. Wzgórze nad miastem zaczęto nazywać Wzgórzem Taary, rosnący na nim dębowy zagajnik uznano za świętą dąbrowę tego boga, a dla dawnych bogów ukuto wspólną nazwę utworzoną od jego imienia. Katedra biskupia z XIII wieku, która stoi na tym wzgórzu, dopełniała obrazu ciągłości miejsca świętego.

Kronika wymienia Tartu wielokrotnie, opisuje jego zdobycie w 1224 roku razem ze śmiercią obrońców, i ani razu nie wspomina o świątyni, gaju ani ofierze. Nie jest też znany późniejszy dokument, który by ten gród z kultem wiązał, ale pod tym kątem przejrzano tu tylko kronikę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwa wzgórza krążyła w mowie przed 1840 rokiem; pierwszy pewny zapis pochodzi właśnie z tego kręgu.

Skąd to wiadomoRocznik towarzystwa tartuskiego, zeszyty z 1840 i 1848 roku; kronika inflancka dla samego grodu Tartu i jego zdobycia w 1224 roku.

Estonia, lata 1840-1852

Imiona przywiezione z Finlandii

Złożone przy biurku

Vanemuine, Ilmarine, Lämmeküne i Ahti weszły do mitologii estońskiej z fińskiego słownika i eposu, przerobione na estońską modłę w ciągu kilkunastu lat; kraina, w której je osadzono, jest już dodatkiem własnym.

Czytaj dalej

Punktem wyjścia był fiński słownik mitologiczny z 1789 roku, przełożony na niemiecki i wydany w 1822 roku z estońskim komentarzem. Komentator postąpił wtedy uczciwie: napisał, że w estońskich pieśniach da się wyczuć ślad boga śpiewu podobnego do fińskiego, ale że imię tego boga nie przetrwało. Osiemnaście lat później imię zostało dostarczone.

Lista przeróbek jest krótka i jednoznaczna. Vanemuine powstał z fińskiego Väinämöinena, znanego w prowincjach nadbałtyckich z niemieckiego piśmiennictwa o Finlandii; Ilmarine z Ilmarinena, Lämmeküne z Lemminkäinena, Viboane z Vipunena, Ahti został wzięty w całości jako bóg wód, a siedzibę tych postaci nazwano od fińskiej Kalevali. Zakochana para Koit i Hämarik, czyli Świt i Zmierzch, oraz Juta i Endla są już własnym wymysłem opowiadającego.

Wszystko to ogłoszono najpierw po niemiecku, w rocznikach towarzystwa w Tartu, między 1840 a 1852 rokiem, i podano jako podania estońskie. Do czytanek szkolnych opowieści weszły w 1887 i 1905 roku, tym razem jako bajki ludowe, a wraz z nimi całe towarzystwo bogów, o których nie ma śladu w żadnym zapisie sprzed chrztu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy któreś z tych imion miało jednak oparcie w pieśni ludowej, którego nikt nie zanotował.

Skąd to wiadomoFiński słownik mitologiczny z 1789 roku i jego niemieckie wydanie z 1822; roczniki towarzystwa tartuskiego z lat 1840, 1848 i 1852; czytanki szkolne z 1887 i 1905 roku.

Estonia; druk estoński 1862, drugie wydanie 1875

Epos, przez który patrzy się na wszystko starsze

Złożone przy biurku

W estońskim eposie imię Taara pada około pięćdziesięciu razy, Uku dwadzieścia siedem, a Vanemuine trzy; z tych proporcji wyrosła późniejsza wyobraźnia.

Czytaj dalej

Epos złożono z pieśni, podań i materiału dopisanego, a po estońsku wydrukowano go w 1862 roku, z drugim wydaniem w 1875. Otwiera się wezwaniem do Vanemuine o użyczenie strun, czyli do tego właśnie boga, o którym czterdzieści lat wcześniej napisano rzetelnie, że jego imię nie przetrwało.

Proporcje w tekście eposu mówią wszystko: Taara wraca w nim kilkadziesiąt razy, Uku kilkanaście, a Vanemuine, od którego zaczyna się wezwanie, ledwie parę. Ciężar niosą więc imiona przywiezione i dopisane, nie te, które dałoby się choćby próbować wywodzić ze starych pieśni.

Skutki wyszły daleko poza literaturę. Towarzystwa śpiewacze przyjęły imiona Ilmarine w 1873 i Endla w 1878 roku, klub sportowy w Tartu nazwę Taara w 1898, a w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku statki rzeczne i jeziorne nosiły imiona tych bogów. Krytyka ogłoszona jeszcze przed drugą wojną odsiała większość dopisanych postaci z piśmiennictwa, ale z nazw towarzystw, klubów i statków schodziły one znacznie wolniej niż z książek.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w eposie jest zapisu z ust ludzi, a ile kompozycji; podziału nie da się przeprowadzić wers po wersie.

Skąd to wiadomoEstoński epos w wydaniach z 1862 i 1875 roku; zestawienie wystąpień imion w jego tekście; nazwy towarzystw z 1873, 1878 i 1898 roku.

Tartu i Tallinn, od 1928 roku

Wiara Taary jako związek wyznaniowy

Zapis z tamtych czasów

W 1928 roku w Tartu założono wyznanie oparte na imieniu, które sto lat wcześniej wyjęto z błędnego odczytania jednego słowa z kroniki.

Czytaj dalej

Grupa, która zebrała się w Tartu w 1928 roku, dziesięć lat po odzyskaniu państwa, wychodziła z założenia, że niepodległość polityczna bez własnej duchowości jest połową rzeczy, a wiary narodu nie da się oprzeć na religii przyniesionej z zewnątrz. Nowe wyznanie miało nie być dogmatyczne i miało zmieniać się razem z ludźmi.

Obrzęd ułożono ze śpiewu, zaklęcia i gry na cytrze; tak przyjmowano nowych członków, zawierano małżeństwa i żegnano zmarłych. Boga utożsamiono z absolutem, wobec czego uznano modlitwę do niego za bezprzedmiotową. Pierwsza wspólnota, nazwana od świętego gaju, powstała w Tallinnie w 1933 roku, do 1940 liczono kilka tysięcy wyznawców, a po wojnie ruch zakazano i jego ludzi wywieziono albo wymordowano.

Dla tego działu rzecz jest prosta i nie chodzi w niej o ośmieszenie. Wiara stuletnia jest wiarą prawdziwą i ma własną, uczciwą historię, pod jednym wszakże warunkiem: że nikt nie podaje jej za religię XIII wieku. Ostatni spis powszechny liczy dziś wyznawców w jednej rubryce razem z młodszym od niej ruchem maausk, więc osobnej liczby dla samej wiary Taary nie da się z niego wyjąć; idzie o rząd wielkości tysiąca kilkuset osób łącznie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ilu członków wyznanie liczyło przed 1940 rokiem; podawane liczby są szacunkiem.

Skąd to wiadomoZebranie założycielskie w Tartu w 1928 roku; wspólnota tallińska z 1933 roku; spis powszechny z 2021 roku.

cała Estonia; pierwszy zapis 1694, praktyka poświadczona od XVII wieku

Hiis, czyli słowo zapisane dopiero w 1694 roku

Zebrane z ust

Estońskie słowo na miejsce święte, hiis, zapisano po raz pierwszy w 1694 roku w katechizmie, jako przykład łamania pierwszego przykazania.

Czytaj dalej

Hiis to nie tylko gaj: bywa drzewem, kamieniem, źródłem, wzgórzem albo kawałkiem gruntu, którego się nie tyka. Nazw z członem hiis i innych miejsc uchodzących za święte zebrano w krajobrazie estońskim setki, a wraz z późniejszymi spisami idą one w tysiące. Trzeba jednak powiedzieć, skąd ta liczba: zbierano ją od XIX wieku wzwyż, a nie w czasach, o których ma świadczyć, i sama gęstość nie dowodzi jeszcze wieku żadnego pojedynczego miejsca.

Pierwszy zapis samego słowa jest późny i stoi po niewłaściwej stronie sporu, bo pochodzi z katechizmu z 1694 roku, gdzie służy za przykład wykroczenia przeciw pierwszemu przykazaniu. Świadectwa z XVII i XVIII wieku wymieniają krzyże kamienne i kaplice stojące tuż obok gajów i kamieni, a więc dwa porządki w jednym miejscu, jeden obok drugiego, bez rozstrzygnięcia.

Że nie były to wspomnienia, pokazuje zdarzenie z 1642 roku: chłopi znad rzeki uchodzącej za świętą rozebrali nowy młyn dworski, ponieważ spiętrzenie wody wiązali z długim nieurodzajem i złą pogodą, a pastor z sąsiedniej parafii opisał całą sprawę drukiem dwa lata później. Kronika notuje gaje dwa razy i bez nazw, więc żadnego z dzisiaj znanych miejsc nie da się z jej zdaniami połączyć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwy miejscowe z członem hiis sięgają czasów przedchrześcijańskich, czy przylgnęły później.
  • Czy zakaz z katechizmu opisuje praktykę żywą w 1694 roku, czy pamięć o niej.

Skąd to wiadomoKatechizm z 1694 roku; opisy i akta z XVII i XVIII wieku; druk pastora z 1644 roku o rzece zwanej świętą i o rozebranym w 1642 roku młynie.

Ozylia; zapis z 1220 roku, skojarzenie z 1976

Krater Kaali doczepiony do lotu boga

Złożone przy biurku

Domysł, że lot Tharapity z Wironii na wyspę to pamięć o upadku meteorytu, powstał w książce z 1976 roku i nie ma go w żadnym dawnym zapisie.

Czytaj dalej

Na Ozylii rzeczywiście leży pole kraterów: główny lej ma około stu metrów średnicy, obok znajduje się osiem mniejszych. Rachunki wieku upadku różnią się jednak bardzo: jedne prowadzą do czasu tuż po latach 1530-1450 przed naszą erą, inne do okresu między rokiem 800 a 400 przed naszą erą, zależnie od tego, co dokładnie datowano. Wyspa była wtedy zamieszkana, więc upadek miał świadków.

Zdanie kroniki mówi natomiast tylko tyle, że wielki bóg Ozylian urodził się na wzgórzu w Wironii i stamtąd odleciał na wyspę. Połączenia obu rzeczy dokonała książka wydana w 1976 roku i od niej ten obraz rozszedł się szeroko, aż zaczął uchodzić za treść kroniki. Jest to domysł literacki XX wieku, nie przekaz.

Skala odległości rozstrzyga o wadze domysłu. Nawet przy najpóźniejszym rachunku między upadkiem a zapisem leży około szesnastu stuleci, w których nikt niczego takiego nie zanotował. Zdanie kroniki czyta się bez reszty także wtedy, gdy żadnego kamienia z nieba w nim nie ma, bo mówi o pochodzeniu boga, a nie o ogniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiek krateru; różnice między rachunkami sięgają tysiąca lat i więcej.
  • Czy wśród wyspiarzy istniała jakakolwiek opowieść o spadającym ogniu; nikt jej nie zapisał.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXIV, ustęp 5, dla samego lotu na Ozylię; datowania krateru z pomiarów węglowych; książka z 1976 roku dla skojarzenia obu rzeczy.

Lud, od którego nazwano kraj

Zmyty chrzest nad Dźwiną

Liwowie są ludem bałtycko-fińskim, bliskim Estom i Finom, a nie Bałtami, choć mieszkali wśród Łotygołów, Semigalów i Kurów i przeszli razem z nimi tę samą wojnę. Prawie wszystko, co wiadomo o ich dawnej wierze, stoi w jednej łacińskiej kronice pisanej nad Dźwiną i doprowadzonej do 1227 roku, a jest tego kilkanaście scen: zmycie chrztu w rzece, głowa puszczona na morze, postać wyrastająca z drzewa, psy i kozły zrzucone z wału. Potem zapada cisza na sześćset lat, a kiedy na wybrzeże kurlandzkie przyjeżdżają pierwsi spisujący, przyjeżdżają po mowę.

dolna Dźwina, dolna Gauja i wybrzeże po Salacę; XII–XIII wiek

Liwowie nie są Bałtami, choć leżeli między Bałtami

Zapis z tamtych czasów

Mowa liwska należy do gałęzi bałtycko-fińskiej, razem z estońską i fińską, a nie do bałtyckiej, i rozdziela to już sama kronika podboju.

Czytaj dalej

Kronika inflancka doprowadzona do 1227 roku wylicza sąsiadów Rygi jako osobne ludy i nigdzie ich nie miesza: Liwów, Łotygołów, Selonów, Semigalów, Kurów, Litwinów i Estów. Kiedy zaś objaśnia obce słowo, podaje, z której mowy je bierze, i wyraz na towarzysza opatruje uwagą, że tak mówi się u Łotygołów. Rozdział ludów i rozdział mów siedzi więc w samym źródle, a nie został do niego dołożony później.

Sami Liwowie nie stanowią w tej kronice jednej całości. Tekst nazywa ich osobno wedle grodów i krain: ludźmi z Ykescoli, z Holmu, z Lennewarden, z Ascrath, z Turaidy i z Metsepole, a Liwów dolnej rzeki obejmuje odrębnym mianem urobionym od samej Dźwiny. Każda z tych grup zawierała własne układy, łamała je we własnym czasie i miała własnych starszych, o czym kolejne karty mówią po kolei.

Kraj wziął nazwę od nich i ta nazwa ich potem przykryła. Inflanty XIII wieku obejmowały już wszystkie wymienione ludy, więc każdy późniejszy czytelnik, który spotyka przymiotnik liwoński, ma prawo pomyśleć o Łotyszach. Stąd bierze się pomyłka powtarzana do dzisiaj, wedle której Liwowie byliby Bałtami, ponieważ mieszkali w kraju nazwanym od nich, a zamieszkanym w większości przez Bałtów.

Pokrewieństwo mowy liwskiej idzie ku estońskiej, wockiej i fińskiej, a rozstrzyga o tym porównanie samych mów, nie kronika. Kronika daje w tej sprawie jedną scenę i niewiele ponadto: pod murem oblężonego grodu Est rzucił zdanie, Liw odpowiedział mu żartem z jego własnego słowa i żaden z nich nie czekał na tłumacza. Z tego, że podobnej wymiany z Łotygołami ani z Kurami kronikarz nie zapisał, nie wynika nic o tamtych mowach, bo takie sceny trafiają do tekstu nie dlatego, że są możliwe, tylko dlatego, że komuś wpadły w ucho.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy miano Liwów dolnej rzeki naprawdę urobiono od liwskiej nazwy Dźwiny; kronika tego nie tłumaczy, a objaśnienie pochodzi z wydania tekstu.
  • Czy wymiana zdań pod murem świadczy o wzajemnej zrozumiałości mów, czy tylko o tym, że oblężeni znali mowę napastników.

Skąd to wiadomoŁacińska kronika inflancka doprowadzona do 1227 roku, księgi I–XXX; wykaz ludów proszących o pokój w księdze XXIX.

Ykescola nad dolną Dźwiną, lata osiemdziesiąte XII wieku

Ksiądz przypłynął z kupcami i z pozwoleniem z Połocka

Zapis z tamtych czasów

Pierwszy kościół u Liwów stanął nie po wojnie, lecz po handlu: zakonnik z Holsztynu przypłynął statkiem kupieckim, a zgodę wziął od księcia, któremu Liwowie płacili daninę.

Czytaj dalej

Kronika zaczyna się od handlu, nie od miecza. Kupcy niemieccy, jak pisze jej autor, byli z Liwami w zażyłości i mieli zwyczaj pływać w górę Dźwiny raz po raz, a z ich towarzystwem przybył Meinard, kanonik z klasztoru w Segebergu w Holsztynie, i to wyłącznie po to, żeby nauczać. Droga misji biegła więc tą samą wodą i tymi samymi burtami co droga soli i sukna.

Zanim cokolwiek zbudował, wziął pozwolenie. Kronika notuje, że uzyskał je od Włodzimierza, księcia połockiego, któremu Liwowie, jeszcze poganie, płacili daninę, i że przy tej okazji sam otrzymał od niego dary. Chrzest ruszył zatem na ziemi mającej już zwierzchnika i za jego wiedzą, a ta jedna okoliczność odróżnia początek liwski od tego, co pół wieku później działo się w Estonii.

Kościół stanął we wsi Ykescola nad Dźwiną. Dwa pierwsze imiona ochrzczonych kronika wylicza razem z ojcostwem, notując Ylona, ojca Kulewene, i Viezona, ojca Alona, a dalej pisze już tylko, że szli kolejni. Są to najstarsze zapisane imiona Liwów i zarazem świadectwo, że pierwszy chrzest był sprawą pojedynczych gospodarzy, a nie postanowienia zapadłego na zgromadzeniu.

Roku przybycia kronika nie podaje. Pierwsza data postawiona przy tym opowiadaniu to 1186, kiedy Meinard przyjął święcenia biskupie z rąk metropolity bremeńskiego Hartwiga, a śmierć jego przypada na rok 1196, a więc dziesięć lat później. W tę dekadę wchodzi najazd z Litwy z uprowadzonymi ludźmi, budowa dwóch murowanych grodów i pierwsze, krótko odnotowane zmywanie chrztu w rzece, natomiast zmycie chrztu po odpłynięciu wojska, głowa puszczona na morze i wyrok na duchownych przypadają już na czasy jego następców.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok przybycia Meinarda nad Dźwinę; kronika go nie podaje, a rachunek opiera się na dacie święceń biskupich.
  • Dzień jego śmierci: napis nagrobny wskazuje 12 października 1196 roku, inny kalendarz kościelny podaje połowę sierpnia.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga I; data święceń przy metropolicie bremeńskim Hartwigu oraz napis nagrobny w Ykescoli.

Ykescola i Holm nad Dźwiną, przed rokiem 1196

Zamek za chrzest, czyli pierwsza umowa

Zapis z tamtych czasów

Po napadzie z Litwy Liwowie przysięgli przyjąć chrzest w zamian za murowane grody; dostali dwa, a po ich ukończeniu nie został przy wierze, jak pisze kronika, ani jeden.

Czytaj dalej

Zimą po założeniu kościoła Litwini spustoszyli kraj i uprowadzili wielu ludzi, a ksiądz uciekał przed nimi do lasu razem z mieszkańcami Ykescoli. Po ich odejściu wypomniał Liwom, że nie mają żadnych warowni, i obiecał wznieść im grody, jeśli zechcą być policzeni za synów Bożych. Zgodzili się i przypieczętowali przysięgą, że przyjmą chrzest, a następnego lata sprowadzono kamieniarzy z Gotlandii.

Semigalowie, sąsiedni poganie, usłyszeli o budowaniu z kamienia i przypłynęli z okrętowymi linami, żeby ściągnąć gotowy gród do Dźwiny. Kronika tłumaczy ich zamiar tym, że nie wiedzieli o zaprawie wiążącej ciosy, i kończy rzecz krótko, bo odeszli ze stratami, kiedy poranili ich kusznicy. Scena mówi więcej o technice niż o wierze, lecz pokazuje, czym była wtedy murowana ściana nad tą rzeką.

Drugą taką umowę zawarli ludzie z Holmu i, jak pisze kronikarz, wyszli na niej lepiej, bo dostali gotowy gród i jeszcze zysk z podstępu. Ochrzczonych wymienia z imienia, notując Viliendiego, Uldenagona, Wadego, Waldekona, Gerwedera i Vietzona, a po ukończeniu drugiego zamku stwierdza, że nie został ani jeden człowiek, który trzymałby się wiary.

Umowa miała zapisaną cenę i zapisany udział, jak każdy inny kontrakt budowlany. Część ludzi ochrzczono, zanim położono fundament, resztę po ukończeniu murów, przy czym kronikarz dodaje, że obietnicę złożono kłamliwie, a jest to jego własna ocena, postawiona po latach i po przegranej wojnie. Grunt pod kościół kupiono wcześniej, a część gotowego grodu przeszła na własność tego, kto ją opłacił, i te dwie pozycje kronika wymienia z osobna, rozliczając je jak dwie różne rzeczy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przysięgę złożono rzeczywiście z góry nieszczerze, jak twierdzi kronikarz, czy jest to jego późniejsza wykładnia zdarzeń.
  • Ile z sześciu wymienionych imion to imiona liwskie, a ile przezwiska zapisane ze słuchu przez łacińskiego pisarza.
  • Jaka część gotowego grodu przypadła na własność płacącemu; wielkość podawana przy tym miejscu bywa różna, a z samej umowy nie wynika.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga I; grody w Ykescoli i Holmie nad dolną Dźwiną.

Ykescola i Holm nad Dźwiną, rok 1198

Zmycie chrztu w Dźwinie i odesłanie go za Sasami

Zapis z tamtych czasów

Wychodzili z własnych łaźni, oblewali się wodą rzeki i mówili, że wraz z tą wodą zdejmują z siebie chrześcijaństwo i odsyłają je za odpływającymi Sasami.

Czytaj dalej

Zdarzenie ma dokładną scenerię. Zginął drugi biskup, Liwowie wysłali po następcę, wojsko saskie odpłynęło ufne w pokój, a na miejscu został kler i jeden kupiecki statek. Kronikarz pisze, że gdy wiatr zdjął już żagle z widoku, Liwowie wyszli ze swoich zwyczajnych łaźni i oblali się wodą Dźwiny, a więc obrzęd zaczął się tam, gdzie myto się co tydzień, nie przy żadnym miejscu czci.

Takie zmycie kronika notuje dwukrotnie, i pierwszy raz krócej, jeszcze za życia pierwszego biskupa: wtedy ochrzczeni sądzili, że obmywszy się w Dźwinie usuwają chrzest, i odsyłali go do Niemiec. Rzecz działa się zatem co najmniej dwa razy, w odstępie kilku lat, a za drugim razem uczestnik wojny zapisał ją razem z formułą i razem z porządkiem czynności.

Słowa, jakie przy tym padły, kronika oddaje w mowie wprost: że oto wodą rzeki zdejmują z siebie wodę chrztu wraz z samym chrześcijaństwem i że przyjętą wiarę odsyłają w ślad za odchodzącymi Sasami. Czasownik użyty na to porzucenie jest terminem prawa germańskiego, znanym z zachodnich ksiąg prawnych, i oznacza zerwanie zobowiązania przez odrzucenie źdźbła, które wcześniej podano na znak zgody.

Tego szczegółu nie wolno przeoczyć, choć nie wolno też na nim zbudować za wiele. Kronikarz nie opisuje obcego obrzędu obcym słownictwem, tylko sięga po nazwę czynności prawnej ze swojego własnego świata, a więc widzi w zdarzeniu zerwanie zobowiązania. W tych samych księgach nazywa jednak zmywających się wiarołomcami i pisze o odstępstwie od wiary, więc obie miary leżą u niego obok siebie: układ wypowiedziany i chrzest porzucony.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wyjście z łaźni należało do obrzędu, czy kronikarz odnotował zwykłą porę dnia i zwykłe zajęcie.
  • Czy formuła oddaje słowa, które padły, czy jest zapisem tego, co zasłyszał ktoś z pozostawionych na miejscu duchownych.
  • Czy wyjście z łaźni stoi w samej kronice, czy weszło do opowiadania dopiero z późniejszym przekładem; scena bywa opowiadana i bez tego szczegółu.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księgi I i II; zdarzenie po śmierci biskupa Bertolda w 1198 roku.

dolna Dźwina i droga morska ku Gotlandii, lata 1198–1199

Głowa puszczona na morze za odchodzącymi

Zapis z tamtych czasów

Odchodzący wycięli w gałęzi drzewa ludzką głowę; Liwowie uznali ją za boga Sasów, uwarzyli miód, naradzili się i puścili ją na tratwie w ślad za nimi.

Czytaj dalej

Tuż po zmyciu chrztu kronika dopisuje drugie zdarzenie. Ci, którzy odchodzili, wycięli w gałęzi pewnego drzewa coś na kształt ludzkiej głowy, Liwowie zaś wzięli to za boga Sasów i uwierzyli, że stamtąd spada na nich powódź i zaraza. Zebrali się, uwarzyli miód wedle obrzędu, pili wspólnie i właśnie przy tym piciu powzięli postanowienie, co ma się z ową głową stać.

Postanowienie wykonano co do joty: zdjęli głowę z drzewa, zbili belki, ułożyli ją na nich i puścili przez morze w ślad za odpływającymi ku Gotlandii, razem, jak pisze kronikarz, z wiarą chrześcijan. Woda w obu scenach robi to samo, bo zabiera obcą rzecz i odnosi ją tam, skąd przyszła, a kierunek pozostaje niezmienny, zawsze na zachód i zawsze za burtą odchodzących.

Warto zauważyć, czym się tutaj naradzano. Nie ma kapłana, nie ma wróżby ani losu, jest natomiast warzony miód, wspólne picie i zapadła przy nim uchwała. Kronikarz nazywa samo warzenie obrzędowym, choć obrzędu nie opisuje, i jest to jedyne miejsce, w którym o liwskim naradzaniu się mówi cokolwiek ponad to, że zwoływano lud i że lud się zbierał.

Dalszy ciąg jest już czysto prawny. Po miesiącu zerwano pokój i złupiono dobra braci na blisko dwieście grzywien, a w poście 1199 roku zebrane zgromadzenie Liwów postanowiło, że każdy duchowny, który zostanie w kraju po Wielkanocy, ma być ukarany ścięciem. Kupcom, których również postanowiono zabić, życie uratowały dary złożone starszym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wycięta głowa była znakiem granicznym, godłem albo robotą cieśli dla zabawy; kronika podaje tylko to, jak ją odczytano.
  • Czy powódź i zaraza rzeczywiście wtedy nawiedziły dolną Dźwinę, czy stanowiły uzasadnienie podane już po fakcie.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga II; postanowienie zgromadzenia liwskiego z postu 1199 roku.

wieś Sydegunde w ziemi Lennewarden, rok 1206

Bóg, który wyrastał z drzewa od piersi w górę

Zapis z tamtych czasów

Jedyny opis liwskiego boga w całej kronice pochodzi z opowieści samego Liwa: postać wyrastająca z drzewa od piersi w górę, która zapowiedziała najazd na jutro.

Czytaj dalej

Ksiądz Daniel, wysłany do Liwów z Lennewarden, ochrzcił ich i ruszył do wsi zwanej Sydegunde, gdzie od razu zwołał ludzi na kazanie. Nocą przyszedł z leśnych kryjówek pewien Liw i opowiedział mu, co widział, a mianowicie boga Liwów, który przepowiedział im przyszłość. Kronika oddaje to własnymi słowami tamtego człowieka, nie zaś streszczeniem zrobionym z zewnątrz.

Opis postaci mieści się w jednym zdaniu i jest jedynym takim zdaniem w całym dziele: był to wizerunek wyrastający z drzewa od piersi w górę, który powiedział mówiącemu, że nazajutrz nadejdzie wojsko Litwinów, i dlatego ze strachu nie śmieją się zbierać. Ani imienia tego boga, ani nazwy miejsca, ani kapłana przy nim kronika nie podaje.

Ksiądz odparł to rachunkiem, nie cudem. Uznał rzecz za omamienie, ponieważ o tej jesiennej porze nie było drogi, którą Litwini mogliby nadejść, i cały wieczór spędził na modlitwie. Rano, kiedy nie usłyszano niczego z zapowiedzianych rzeczy, ludzie zeszli się wszyscy razem i przyjęli chrzest, ci mianowicie, jak dodaje kronikarz, którzy byli do tego przeznaczeni.

Zdanie o postaci na drzewie warto czytać obok sceny z tratwą sprzed ośmiu lat. Dwa razy w tej samej kronice boska twarz siedzi na drzewie, raz wycięta w gałęzi przez obcych i wzięta za ich boga, raz widziana w lesie jako bóg własny, i nic więcej o kształcie liwskiej świętości w tym źródle nie stoi. Na tym kończy się cały materiał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy chodziło o rzeźbiony wizerunek na pniu, o widzenie, czy o obie te rzeczy naraz; łacińskie słowo znaczy i podobiznę, i zjawę.
  • Czy przepowiednia dotyczyła realnego zagrożenia; najazdy litewskie zdarzały się w tej okolicy co kilka lat i spodziewano się ich stale.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga X; wieś Sydegunde w ziemi Lennewarden, rok 1206.

dolna Dźwina, Turaida i Sakala, lata około 1190–1217

Włócznia wiąże i włócznia zrywa

Zapis z tamtych czasów

Ta sama włócznia zawierała rozejm, zrywała go i rozstrzygała los człowieka; w liwskich ustępach kroniki to ona, a nie ołtarz, jest narzędziem wiążącym.

Czytaj dalej

W roku 1198, przy zawieraniu krótkiego rozejmu nad Dźwiną, obie strony posłały sobie nawzajem włócznie, a kronikarz zaznacza, że stało się to wedle zwyczaju i dla potwierdzenia pokoju. Kiedy w czasie tego rozejmu pozabijano Niemców szukających paszy dla koni, biskup odesłał włócznię z powrotem i tym samym pokojowi zaprzeczył, więc zerwanie miało formę równie rzeczową jak zawarcie.

W Turaidzie ta sama rzecz leży na ziemi i rozstrzyga o życiu. Włócznię się kładzie, koń ma ją przestąpić, a wysunięta noga przesądza, czy zebrani złożą przybysza w ofierze swoim bogom. Broń pełni tutaj funkcję progu, który trzeba przekroczyć, i nie ma w całej tej scenie ani ołtarza, ani obrazu, ani żadnego przedmiotu czci poza samą włócznią, koniem i człowiekiem, który wynik tłumaczy.

Włócznia kończy też w tej kronice dwa życiorysy. W lipcu 1198 roku Liw imieniem Ymaut przebił nią od tyłu biskupa Bertolda, a ciało rozerwano potem na części. Dziewiętnaście lat później, dwudziestego pierwszego września 1217 roku, włócznia przeszyła na wylot oba boki Caupona, najgorliwszego z ochrzczonych starszych liwskich.

Wynika z tego ostrożność przy czytaniu sceny z koniem. Wolno ją brać za osobny obrzęd wróżebny, ale w tym samym tekście włócznia występuje jako narzędzie umowy, jako broń i jako sprawdzian, i za każdym razem robi to samo, bo rozstrzyga, czy więź trwa. Rzucania losu kronika nie przypisuje zresztą wyłącznie Liwom, zapisuje je bowiem także u sąsiadów, choć nie u wszystkich i nie w jednakowej postaci.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy odesłanie włóczni było zwyczajem liwskim, czy formą znaną obu stronom i dlatego od razu zrozumiałą.
  • Czy noga rozstrzygająca o życiu była przednia czy tylna, prawa czy lewa; kronika mówi wyłącznie o nodze życia.
  • U których sąsiadów kronika notuje pytanie o los; wykaz zależy od tego, czy liczyć wyłącznie los z koniem, czy każdy zapisany sposób rozstrzygania.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księgi I i II oraz opis bitwy z 21 września 1217 roku.

Turaida nad Gaują, około 1190 roku

Zioła, których nie znał, i kobiety, które zabraniały

Zapis z tamtych czasów

Pierwszym chrześcijaninem Turaidy był ranny, któremu zakonnik utarł zioła nieznanego sobie działania, a przy łożach chorych opór stawiały kobiety.

Czytaj dalej

Zaraz po słynnej scenie z koniem kronika notuje rzecz, której się z niej nie cytuje. Pewien ranny Liw z Turaidy poprosił zakonnika o leczenie i obiecał, że jeśli wyzdrowieje, da się ochrzcić. Zakonnik utarł zioła, wezwał imienia Pańskiego i uzdrowił go, chrzcząc przy tym, a człowiek ów, jak pisze kronikarz, pierwszy w Turaidzie przyjął wiarę Chrystusa.

Najciekawsze jest zastrzeżenie samego kronikarza, który pisze wprost, że leczący nie znał działania ziół, które ucierał. Jest to rzadki przypadek, w którym strona pisząca sama osłabia własny cud i zostawia w tekście ślad, że skuteczność mogła się brać skądinąd. Chrzest wszedł tam nie przez kazanie i nie przez wojsko, lecz przez wyleczoną ranę i dotrzymaną umowę.

Obie sceny rozgrywają się przy łożu i obie kończą się chrztem rannego albo umierającego. Pokazuje to, gdzie naprawdę przebiegała granica w pierwszym dziesięcioleciu misji: nie na polu bitwy i nie na zgromadzeniu, lecz w izbie, przy człowieku, o którego jeszcze można się sprzeczać, i wśród domowników, którzy mieli w tej sprzeczce własny głos i własne zdanie.

Druga scena z tego samego ustępu pokazuje, kto przy tym łożu miał głos. Pewien chory wezwał zakonnika i poprosił o chrzest, przeszkodził mu jednak w tym, jak to określa kronikarz, zuchwały upór kobiet, a dopiero gdy choroba wzięła górę, niewieścia niewiara ustąpiła i chory został ochrzczony. Kto naprawdę trzymał stronę dawnego porządku, z tego jednego zdania jeszcze nie wynika, bo oporne kobiety przy łożu chorego to obraz wracający w opisach misji u ludów, z którymi ten kronikarz nie miał nic wspólnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy opór kobiet jest obserwacją, czy stałym chwytem piśmiennictwa misyjnego, w którym kobiety odpowiadają za trwanie starej wiary.
  • Czy określenie pierwszego chrześcijanina Turaidy znaczy pierwszego w ogóle, czy pierwszego spośród ochrzczonych ręką samego zakonnika.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga I; ustęp o zakonniku Teodoryku w Turaidzie, przed zaćmieniem z 1191 roku.

gród Holm na wyspie pośrodku Dźwiny, rok 1206

Holm w roku 1206: ksiądz z Wironii i głowa starszego

Zapis z tamtych czasów

Kapłanem Liwów z Holmu był Est wykupiony z niewoli i wykształcony w Holsztynie; rozerwali go, a głowę własnego starszego przywieziono biskupowi łódką.

Czytaj dalej

Kronika podaje życiorys tego księdza w kilku zdaniach i każde z nich jest konkretne. Urodził się w Wironii w Estonii, jako chłopiec został wzięty w niewolę przez pogan, wykupił go pierwszy biskup Liwów i oddał do klasztoru w Segebergu, żeby wyuczył się pisma, a po święceniach nawrócił w parafii Holmu wielu ludzi. Na imię miał Jan i zginął w tej właśnie parafii.

W czasie powstania 1206 roku pojmali go własni parafianie, odcięli mu głowę, a resztę ciała rozczłonkowali, przy czym zginęli z nim dwaj towarzysze. Ciało i kości zebrali później inni kapłani i pochowano je w Rydze w kościele Najświętszej Marii Panny. Dokładnie tak samo kronika opisuje osiem lat wcześniej śmierć biskupa Bertolda, rozerwanego na części nad tą samą rzeką.

W tym samym powstaniu zginął Ako, nazwany w kronice przywódcą i starszym Liwów z Holmu oraz sprawcą całej zdrady. Tekst wylicza po kolei, co zrobił: podburzył księcia połockiego do wojny z Rygą, zebrał Litwinów i zwołał Turaidę oraz całą Liwonię przeciw imieniu chrześcijańskiemu. Zginął pod własnym grodem, a głowę zdjęto mu i wysłano rzeką.

Scenę odbioru opisano najdokładniej z całego ustępu. Biskup odprawił mszę i czekał z duchownymi, czy ktoś nie przyniesie wieści, aż z daleka pokazała się łódka, a wracający nią brat zakonu położył przed nim głowę Akona jako znak zwycięstwa. Starszyznę Holmu wywieziono w kajdanach do Rygi, a następną księgę kronikarz zaczyna zdaniem, że cała Liwonia była już ochrzczona i ziemia ucichła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy rozczłonkowanie ciała duchownego było u Liwów czynnością obrzędową, czy kronikarz powtarza stały motyw opisu męczeństwa.
  • Czy Ako rzeczywiście stał na czele porozumienia z Połockiem, czy przypisano mu to dopiero po śmierci i dla usprawiedliwienia odwetu.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga X; oblężenie grodu Holm w 1206 roku i początek księgi XI.

wielki gród Caupona nad Gaują, rok 1211

Dwa słowa spod muru, jedyna zapisana mowa

Zapis z tamtych czasów

Oblegający zapowiedzieli, że zostaną tam na zawsze; Liw z wału odpowiedział grą słów o leżeniu na wieki, a kronikarz zapisał oba zwroty z objaśnieniem.

Czytaj dalej

W trzynastym roku biskupa Alberta, czyli w 1211, Ozylianie, Rewalczycy i ludzie z Rotalii zeszli się pod wielki gród Caupona nad Gaują, w którym siedzieli wtedy Liwowie ze strachu przed poganami. Konnica podeszła lądem przez Metsepole, reszta przypłynęła morzem i wiosłowała w górę rzeki, po czym gród obstąpiono z obu stron naraz.

W tym samym oblężeniu kronika opisuje ofiarę, ale nie liwską. To napastnicy bili woły i bydło, składali je swoim bogom i pytali o przychylność, a uderzone mięso padło na lewą stronę, co odczytano jako urazę bogów. Liwom w całej kronice nie przypisano ani jednego takiego rachunku, ani jednego imienia boga, ani jednej nazwy miejsca ofiarnego.

Kiedy oblegający zaczęli podkopywać wzgórze grodowe, obiecali, że zostaną tam na zawsze, a kronikarz zapisał użyte przez nich słowo razem z łacińskim objaśnieniem. Z wału odpowiedział im Liw, także w swojej mowie i także z objaśnieniem, że będą tam leżeć na wieki. Odpowiedź obraca zapowiedź w groźbę, bo obaj sięgnęli po ten sam rdzeń, a kronikarz podał przy nim dwa różne sensy.

Jest to najdłuższa wymiana zdań w mowie miejscowej, jaką ta kronika utrwaliła, choć nie jedyny zapisany w niej ślad takiej mowy, bo tekst notuje również okrzyki spod wałów i imię wołane przez Ozylian. Ważne jest nie tylko to, co powiedziano, ale i to, że Est rzucił zdanie, a Liw odpowiedział mu żartem z jego własnego słowa, nie czekając na tłumacza i nie potrzebując pośrednika między dwiema mowami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy oba zapisane zwroty należą do tej samej mowy, czy do dwóch blisko spokrewnionych; kronikarz objaśnia sens, lecz języka nie nazywa.
  • Czy wielki gród Caupona to warownia w Turaidzie, czy inne miejsce nad tą samą rzeką.
  • Jak przeliczyć rok tego oblężenia: w tekście stoi rok 1210 obok trzynastego roku biskupa Alberta, co w rachubie dzisiejszej daje 1211.
  • Czy oblegający zapowiadali pozostanie na zawsze, czy spanie; łacińskie objaśnienie kronikarza dopuszcza oba odczytania, a na tej dwuznaczności stoi cały żart.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XV; oblężenie grodu nad Gaują w 1211 roku.

gród Dabrelusa w Sattesele pod Turaidą, rok 1212

Psy i kozły zrzucone z wału, i ich cena w srebrze

Zapis z tamtych czasów

Oblężeni Liwowie złożyli bogom psy i kozły, zrzucili je pod nogi biskupa, a potem usłyszeli za to wyrok: sto oseringów albo pięćdziesiąt grzywien srebra.

Czytaj dalej

Nocą wiatr przewrócił postawioną przez oblegających osłonę i w grodzie podniósł się wielki krzyk radości. Kronika pisze, że oddając cześć swoim bogom wedle dawnych zwyczajów, obrońcy bili zwierzęta, a złożone w ofierze psy i kozły zrzucali z grodu prosto w twarz biskupowi i całemu wojsku, na urągowisko chrześcijanom stojącym pod wałem.

Jest to jedyne miejsce w kronice, w którym przy liwskiej ofierze wymieniono gatunek zwierzęcia. Nie ma tu imienia boga, nie ma kapłana ani nazwy święta, jest natomiast konkret, którego brakuje wszędzie indziej, i wiadomo ponadto, że ofiarę złożono w chwili powodzenia, jako podziękowanie za obalony przez wiatr sprzęt oblężniczy, a nie jako prośbę o ratunek.

Rzecz ma dalszy ciąg w Rydze, ponieważ za tę ofiarę wyznaczono cenę. Biskup, naradziwszy się z drugim biskupem, z dziekanem i z mistrzem zakonu, zażądał od całej krainy stu oseringów albo pięćdziesięciu grzywien srebra, wyliczając w uzasadnieniu, że kozły i inne zwierzęta składano bogom pogan i rzucano nimi w twarz jemu oraz całemu wojsku.

Do zapłaty doszło zobowiązanie zwrotu koni i zbroi zabranych braciom oraz nakaz odnowienia sakramentów chrztu. Mamy więc rzecz w całym tym dziale rzadką: obrzęd pogański opisany co do gatunku zwierzęcia, opatrzony datą, wyceniony w srebrze i wpisany do warunków pokoju jako osobna pozycja obok zwróconego rynsztunku i obok wywiezionych starszych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile srebra znaczył wtedy jeden osering; z samego zestawienia wynika tylko, że dwa szły za jedną grzywnę.
  • Czy zrzucenie zwierząt należało do ofiary, czy było osobnym gestem urągania dołożonym już po niej.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XVI, rok 1212; oblężenie grodu Dabrelusa i warunki pokoju ogłaszane w Rydze.

Turaida i ziemie Łotygołów, rok 1212

Przysięga przez deptanie mieczy

Zapis z tamtych czasów

Liwowie i Łotygołowie zaprzysięgli się razem, depcząc miecze obyczajem pogańskim; pierwszy stanął do tego ochrzczony starszy, który wiary porzucać nie zamierzał.

Czytaj dalej

Po dwóch dniach bezowocnych rokowań z Niemcami Liwowie i Łotygołowie odeszli i zaprzysięgli się między sobą, a przysięgę, jak zapisano, potwierdzili deptaniem mieczy, obyczajem pogańskim. Kronikarz nazywa tę formę wprost pogańską, choć część przysięgających była od lat ochrzczona, i nie próbuje tej sprzeczności niczym wygładzić ani usprawiedliwić.

Pierwszy stanął Caupo, ten sam, który jeździł do Rzymu. Jego słowa kronika streszcza dokładnie: że nigdy nie odstąpi od wiary Chrystusa, lecz będzie się wstawiał u biskupa za Liwami i Łotygołami, żeby ulżono im w powinnościach chrześcijańskich. Reszta przysięgających chciała czegoś całkiem innego i zmawiała się przeciw braciom zakonnym.

Warto zauważyć, kto tu stoi obok kogo. Liwowie są ludem bałtycko-fińskim, Łotygołowie bałtyckim, mówili różnymi mowami i w kronice występują zawsze osobno, a w tej jednej sprawie zaprzysięgli się razem, ponieważ ciężar mieli wspólny. Sojusz szedł więc wzdłuż podatku i sądu, nie zaś wzdłuż pokrewieństwa mów ani pochodzenia.

Rzecz rozpadła się szybko i przez ogień. Namiestnik z Lennewarden pochwytał starszych ze swojej krainy i spalił ich gród, ryżanie zburzyli szczyt kamiennego grodu w Holmie, wzniesionego jeszcze przez pierwszego biskupa, a gród w Turaidzie podpalono nocą; po spaleniu grodów, kończy kronikarz, narada spiskujących się rozsypała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Na czym polegało deptanie mieczy; kronika podaje nazwę czynności i nic ponadto, nie mówi ani ilu mieczy użyto, ani kto je kładł.
  • Czy warunek postawiony przez Caupona wypowiedziano przy samej przysiędze, czy dopisał go kronikarz w obronie jego dobrego imienia.
  • Czy ochrzczony starszy sam deptał miecze, czy tylko przemówił pierwszy; kronika wiąże z tą przysięgą jego słowa, udziału w samej czynności nie opisując.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XVI, rok 1212.

droga z Turaidy przez Niemcy do Rzymu i z powrotem, lata 1203–1204

Starszy z Turaidy u papieża i sto sztuk złota

Zapis z tamtych czasów

Liwskiego starszego z Turaidy przewieziono przez pół Niemiec do Rzymu, gdzie papież go ucałował, długo wypytywał o sąsiednie ludy i dał mu sto sztuk złota.

Czytaj dalej

Kronika przedstawia go bez ozdób, pisze bowiem o pewnym Liwie imieniem Caupo, niejako królu i starszym Liwów, pochodzącym z Turaidy. Zabrał go ze sobą zakonnik wracający do Niemiec, obwiózł przez znaczną część tamtego kraju i wreszcie zawiózł do Rzymu, gdzie postawił go przed Innocentym III. Żaden inny mieszkaniec tego wybrzeża nie odbył w owym stuleciu podobnej drogi.

Przyjęcie opisano w trzech ruchach: papież przyjął go najżyczliwiej, ucałował i długo wypytywał o położenie ludów mieszkających wokół Liwonii. Ostatni z tych ruchów jest najciekawszy, znaczy bowiem, że w Rzymie chciano od Liwa wiadomości o jego sąsiadach, a nie wyznania wiary, i że ktoś takich wiadomości wtedy udzielił, choć ich treści nikt nie zapisał.

Na pożegnanie starszy dostał sto sztuk złota, a biskupowi Liwonii papież posłał przez tego samego zakonnika odręcznie pisaną księgę papieża Grzegorza. Obie rzeczy wróciły tą samą drogą, statkiem, przed świętem Narodzenia Najświętszej Marii Panny, czyli przed ósmym września, a kronika odnotowuje przybycie tych żagli jako pociechę dla strapionych ryżan.

Rzecz warto zestawić z tym, co działo się trzy lata wcześniej. W 1200 roku starszych liwskich, a wśród nich Caupona, zaproszono na picie i zamknięto wszystkich w jednym domu, oni zaś w obawie, że zostaną wywiezieni za morze, oddali biskupowi około trzydziestu własnych synów jako zakładników. Podróż do Rzymu wypadła między tamtym uwięzieniem a późniejszą przysięgą na miecze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy określenie niejako król oddaje rzeczywistą władzę, czy jest łacińskim przybliżeniem urzędu, którego kronikarz nie umiał nazwać.
  • Czy sto sztuk złota to dar jednorazowy, czy zapis obejmujący także koszty drogi powrotnej.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księgi VII i VIII; powrót statków przed 8 września 1204 roku.

Sakala w Estonii i Kubbesele nad Gaują, 21 września 1217

Ciało spalone, kości przeniesione do domu

Zapis z tamtych czasów

Najgorliwszy z ochrzczonych Liwów umarł przy sakramentach, a ciało jego spalono i kości przeniesiono do domu; kronikarz notuje to bez słowa nagany.

Czytaj dalej

Bitwa wypadła w dzień świętego Mateusza, dwudziestego pierwszego września 1217 roku, w Sakali. Caupo dostał włócznią na wylot przez oba boki, a kronika pisze, że wspominał wiernie mękę Pańską, przyjął sakramenty ciała Pańskiego i oddał ducha w szczerym wyznaniu wiary chrześcijańskiej, rozdzieliwszy przedtem cały swój majątek między kościoły Liwonii.

Zaraz po tym stoi jedno zdanie, które zmienia całą kartę: ciało jego spalono, a kości przeniesiono do Liwonii i pochowano w Kubbesele. Palenie zmarłych było właśnie tym obrzędem, do którego wracali ludzie zrywający z chrztem, i tym, który ta sama kronika gdzie indziej nazywa dawnym obyczajem pogańskim, wyliczając go wśród rzeczy odwracających chrześcijaństwo.

Przy tym pogrzebie nie pada ani słowo nagany. Kronikarz, kapłan i uczestnik tej samej wojny, zapisuje spalenie ciała obok komunii i obok podziału majątku między kościoły, jednym ciągiem, jakby to była zwykła kolej rzeczy. Żałobę po zmarłym prowadzili hrabia, opat i wszyscy, którzy z nim wtedy byli, i także o tym kronika mówi bez zastrzeżeń.

Tłumaczyć to można dwojako i obie drogi pozostają otwarte. Rycerzy zachodnich umierających daleko od domu również palono albo wygotowywano, żeby przewieźć kości, więc spalenie mogło być rozwiązaniem podróżnym. Mogło też być ostatnim ustępstwem wobec zwyczaju jego własnych ludzi, a kronika nie daje niczego, czym jedno wykluczyć, a drugie potwierdzić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy spalenie ciała było koniecznością przewozu, czy zwyczajem liwskim uszanowanym przy chrześcijańskim pogrzebie.
  • Gdzie dokładnie leżało Kubbesele; kronika wskazuje kościół zbudowany tam na początku misji nad Gaują i nic więcej.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księga XXI; bitwa z 21 września 1217 roku i pogrzeb w Kubbesele.

Kubbesele, Metsepole, Idumea, Holm, Ykescola, Lennewarde i Ascrath; lata 1225–1226

Objazd legata po liwskich wsiach

Zapis z tamtych czasów

Czterdzieści lat po pierwszym kościele legat papieski jeździł po liwskich wsiach i wciąż, jak notuje kronika, odwodził tamtejszych Liwów od bałwochwalstwa.

Czytaj dalej

Objazd zaczął się od Rygi, a pierwszą liwską miejscowością było Kubbesele, gdzie legat odprawił mszę i nauczał; potem to samo robił w Vitisele i Letthegore, a następnie w Metsepole, w Idumei i w ziemi Łotygołów. Trasa daje najlepszy w całej kronice obraz tego, gdzie Liwowie wtedy mieszkali i jak daleko od Dźwiny sięgały ich wsie ku północy i ku morzu.

Osobno wymieniono odwiedziny nad samą rzeką. Legat był u Liwów w Holmie, potem w Ykescoli, gdzie wspominał pierwszych biskupów, a w Lennewarden i Ascrath, jak zapisano, odwodził Liwów od bałwochwalstwa i pilnie uczył czci jednego Boga. Od zbudowania pierwszego kościoła w Ykescoli minęło wtedy około czterdziestu lat, a od powszechnego chrztu około dwudziestu.

Zdanie to warto brać dosłownie, a nie jako zwrot ozdobny. Ten sam tekst potrafi napisać, że kraj ucichł, że ludzie wyszli z leśnych kryjówek i że orano w spokoju, jakiego nie zaznano od czterdziestu lat, a więc autor umie odróżnić stan załatwiony od niezałatwionego i przy tych dwóch grodach nad Dźwiną użył słowa mocniejszego niż gdzie indziej.

Czego ten ustęp nie podaje, jest równie ważne. Nie ma w nim ani jednej nazwy miejsca czci, ani jednego imienia, ani jednego obrzędu, którego legat kazałby zaniechać. Przez cały czas swojego trwania, a kończy się rok później, kronika nie daje przy Liwach ani świątyni, ani święta, ani rachuby czasu, jedynym zaś człowiekiem od świętych rzeczy, jakiego przy nich pokazuje, jest ten, który w Turaidzie przeciągnął ręką po grzbiecie konia i wyłożył zebranym, co wypadło z losu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słowo o odwodzeniu od bałwochwalstwa opisuje żywą praktykę, czy jest stałą formułą sprawozdania z objazdu.
  • Położenie Vitisele; kronika podaje samą nazwę i kolejność postojów, nie dodając ani odległości, ani kierunku.
  • Czy wszystkie postoje objazdu leżały w liwskich wsiach; część nazw z tej trasy przypisuje się krainom łotygolskim i mieszanym, więc granic osadnictwa nie da się z niej odczytać co do wsi.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, księgi XXIX i XXX; objazd legata Stolicy Apostolskiej, biskupa Modeny, z lat 1225–1226.

północny kraniec Kurlandii od Lūžni po Melnsils; XIX i XX wiek

Wybrzeże dwunastu wsi

Zapis po chrzcie

Ostatni Liwowie mieszkali w pasie rybackich wsi na cyplu kurlandzkim, a ci, którzy przyjechali do nich z papierem, przyjechali po mowę, nie po wierzenia.

Czytaj dalej

Liwowie kurlandzcy zajmowali wąski pas wydm i sosny na północnym krańcu półwyspu, od Lūžni i Miķeļtornis na zachodzie, przez Lielirbe, Jaunciems, Sīkrags, Mazirbe, Košrags, Pitrags, Saunags i Vaide, aż po Kolkę na samym rogu i Melnsils już nad zatoką. Żyli z morza, nie z pola, i to rybołówstwo, a nie ziemia, trzymało ich osobno od rolniczych sąsiadów.

Nie mieli własnej kroniki i nikt ich nie podbijał w sposób, który zostawia akta. Pierwsze uporządkowane opisy powstają dopiero w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XIX wieku, kiedy przyjeżdżają wyprawy po mowę: spisuje się słowa, odmiany i zdania, a to, w co ludzie wierzą, wchodzi do zapisu przy okazji i najczęściej w postaci hasła słownikowego.

Trzeba to powiedzieć wprost, zamiast uzupełniać domysłem. Z wybrzeża kurlandzkiego nie ma ani jednego dawnego opisu obrzędu spisanego wtedy, kiedy obrzęd trwał, nie ma procesu ani wizytacji z wykazem praktyk zakazanych po liwsku. Nie ułożono im też w XIX wieku panteonu przy biurku, jak Estom i Finom, więc imiona bóstw, które bywają Liwom dopisywane, pochodzą z list sąsiadów.

Skutek jest taki, że dawna wiara kurlandzkich Liwów zachowała się głównie jako słownictwo, i to słownictwo już po chrzcie przestawione. Liwskie jumāl, ten sam wyraz co fińskie jumala i estońskie jumal, oznacza w ich tekstach Boga chrześcijan, a wyraz na świętość trafił do zapisu dopiero wtedy, gdy znaczył świętość kościelną. O tym, co znaczyły wcześniej, materiał ten nie mówi nic, a z samego brzmienia wyrazu dawnej treści się nie odczyta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy liczba dwunastu wsi jest stała; granice pasa i nazwy osad przesuwały się w ciągu XIX i XX wieku.
  • Ile z zapisanego na wybrzeżu folkloru jest liwskie, a ile łotewskie; wsie były od dawna dwujęzyczne i mieszane rodzinnie.

Skąd to wiadomoZapisy mowy liwskiej z wypraw lat czterdziestych i pięćdziesiątych XIX wieku; nazwy wsi w postaci liwskiej i łotewskiej.

Londyn i wybrzeże kurlandzkie, rok 1863

Pierwsza liwska książka wyszła w Londynie

Zapis po chrzcie

Pierwszą książką w mowie liwskiej była Ewangelia Mateusza wydrukowana w Londynie w 1863 roku, i to od razu w dwóch odmianach nadmorskiej mowy.

Czytaj dalej

Druk ukazał się w Londynie nakładem brytyjskiego towarzystwa biblijnego i objął jedną księgę, Ewangelię według świętego Mateusza. Wydano ją w dwóch wersjach, osobno dla wschodniej i osobno dla zachodniej odmiany mowy z wybrzeża kurlandzkiego, co samo w sobie świadczy, że różnica między wsiami była dla wydawców słyszalna i na tyle ważna, by podwoić koszt.

Książka nie jest źródłem do dawnej wiary i nie należy jej za takie brać. To przekład Pisma, a więc tekst, w którym każde słowo dotyczące świętości zostało z góry przystosowane do treści chrześcijańskiej. Wartość ma jako świadectwo mowy, pokazuje bowiem jej stan w połowie XIX wieku, obie odmiany i zasób wyrazów, jakim wtedy dysponowano.

Data ma swoją wymowę, jeśli zestawić ją z sąsiadami. Estoński katechizm wyszedł w 1535 roku, fiński elementarz około 1543, pierwsze książki saamskie w 1619, gramatyki maryjska i udmurcka w 1775. Liwowie, siedzący nad tym samym morzem co Estowie i Finowie i w zasięgu tych samych portów, dostali swój pierwszy druk trzysta dwadzieścia osiem lat po Estach i trzysta dwadzieścia po Finach.

Do wsi ta książka w zasadzie nie weszła. Ortografia ułożona dla niej była dla czytelników obca, a nabożeństwa i tak odprawiano po łotewsku albo po niemiecku, więc nie miała gdzie się przydać. Pierwszy druk nie otworzył żadnego piśmiennictwa i przez dziesięciolecia pozostał jedyną dłuższą rzeczą wydrukowaną w tej mowie, a ile egzemplarzy wyszło spod prasy i co się z nimi stało, z zachowanych rachunków nie wynika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile egzemplarzy wydrukowano i jaka ich część dotarła na wybrzeże; liczby podawane w tej sprawie rozchodzą się.
  • Kto przełożył tekst i w jakiej części; przy pracy brali udział i miejscowi, i przyjezdni, a podział zasług bywa różnie rozkładany.

Skąd to wiadomoEwangelia świętego Mateusza po liwsku, dwa wydania, Londyn 1863.

dolna Dźwina, dolna Salaca i wybrzeże kurlandzkie; od XVI wieku do 2013

Trzy Liwonie i trzy daty końca

Zapis po chrzcie

Liwowie znikali trzykrotnie i w trzech różnych stuleciach: nad Dźwiną, nad Salacą i wreszcie na wybrzeżu, gdzie ostatnia mówiąca zmarła w 2013 roku.

Czytaj dalej

Liwowie znad dolnej Dźwiny, ci z kroniki, roztopili się najwcześniej. Po wojnach XIII wieku i po stuleciach wspólnego mieszkania z Łotyszami ich mowa zanikła tam w ciągu XVI i XVII wieku, a po grodach z pierwszych kart zostały nazwy miejsc i kamienne resztki. Żaden zapis nie notuje ostatniego mówiącego, ponieważ nikt wtedy takich rzeczy nie notował.

Druga Liwonia leżała nad Salacą, w krainie, którą kronika nazywa Metsepole i przez którą jechał legat. Tamtejsza odmiana mowy dotrwała do XIX wieku i zdążono ją spisać od ostatnich kilku osób w latach czterdziestych i pięćdziesiątych tego stulecia, po czym zgasła. Jest to jedyny przypadek, w którym kraina wymieniona w kronice doczekała się zapisu własnej mowy.

Trzecia trzymała się najdłużej i zabiła ją nie asymilacja, lecz granica. Po 1945 roku pas nadmorski stał się strefą graniczną, wstęp ograniczono, rybołówstwo z własnych łodzi zniesiono, a ludzie wyjechali do miast, bo z zamkniętego brzegu nie dało się żyć. Wsie opustoszały w ciągu jednego pokolenia i mowa przestała się przenosić na dzieci.

Ostatnia osoba, dla której liwski był mową pierwszą i codzienną, zmarła drugiego czerwca 2013 roku w Kanadzie i miała wtedy sto trzy lata. Z wybrzeża wyszła za morze jeszcze w czasie wojny, do Szwecji, a za ocean trafiła dopiero po niej, więc ostatnie dziesięciolecia tej mowy przypadają już na emigrację. Sam pas wsi objęła Łotwa w 1991 roku ochroną jako teren o szczególnej wartości, mowy uczy się dziś jako drugiej, a mówiących od urodzenia już nie ma.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wygaśnięcia odmiany znad Salacy; podaje się różne daty z drugiej połowy XIX wieku, zależnie od tego, kogo liczyć za mówiącego.
  • Czy osoba zmarła w 2013 roku była ostatnią w ścisłym sensie; przy takich rachunkach granica między mową pierwszą a wyuczoną bywa nieostra.
  • Kiedy dokładnie ostatnia mówiąca opuściła wybrzeże i którędy szła; daty wyjazdu za morze i przeprawy za ocean podaje się rozbieżnie.

Skąd to wiadomoZapisy mowy znad Salacy z połowy XIX wieku; przepisy o nadmorskiej strefie granicznej po 1945 roku; ustanowienie chronionego terytorium nadmorskiego w 1991 roku.

Pogranicze pskowsko-inflanckie

Cerkiew w obcej mowie, obiad na grobie

Setowie są prawosławni od stuleci, tyle że przez większość tego czasu słuchali nabożeństwa w języku, którego nikt we wsi nie rozumiał. Wiara docierała do nich nie przez kazanie, lecz przez obrzęd, przez dzień w kalendarzu i przez to, co robiono rękami: przez kapliczkę z bali stojącą między chałupami, przez stół rozłożony na mogile i przez śpiew, którego uczyło się przez stawanie obok umiejącej. Ta sekcja pokazuje lud, nie jego bóstwo, a przy okazji granicę, która w ciągu stu lat trzykrotnie zmieniła znaczenie.

Setomaa, pogranicze estońsko-pskowskie, od XIII wieku po dziś

Setowie: lud na szwie dwóch kościołów

Zapis z tamtych czasów

Mówią odmianą południowoestońską, są prawosławni od stuleci i siedzą dokładnie na linii, którą w średniowieczu wytyczono między Inflantami a ziemią pskowską.

Czytaj dalej

Setowie nazywają siebie seto, swoją ziemię Setomaa, a mowa, którą się posługują, należy do południowoestońskiej gałęzi, tej samej co võro spod Võru. Nie jest to zatem lud ruski, choć od stuleci prawosławny, ani lud bałtycki, ponieważ Estowie, Liwowie i Setowie mówią językami spokrewnionymi z fińskim, a nie z litewskim czy łotewskim.

Różnica, która oddziela ich od najbliższych sąsiadów, nie jest różnicą mowy. Chłop spod Võru i chłop z Setomaa rozumieli się bez trudu, lecz jeden chodził do kościoła luterańskiego, a drugi do cerkwi, granica zaś między jednym a drugim biegła tam, gdzie od XIII wieku kończyły się Inflanty i zaczynała ziemia pskowska.

Starsze piśmiennictwo estońskie nazywało ich setukesed, zdrobnieniem, i pod takim tytułem ogłoszono w latach 1904-1907 trzytomowy zbiór ich pieśni. Dziś zdrobnienie wyszło z użycia, ponieważ słyszano w nim protekcjonalność, a urzędowa nazwa gminy utworzonej po estońskiej stronie w 2017 roku brzmi Setomaa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd pochodzi sama nazwa; wywody od nazwy rzeki, od słowa oznaczającego pogranicze i od imienia własnego nie mają rozstrzygnięcia w żadnym dokumencie.
  • Od kiedy Setowie bywają opisywani jako odrębna grupa; średniowieczne akta znają w tych stronach prawosławnych chłopów, ale nie znają tej nazwy.
  • Ilu ich dziś jest; estońskie spisy dwudziestolecia międzywojennego liczyły ich razem z Estończykami, a dzisiejsze deklaracje przynależności są rzeczą wyboru, nie pomiaru.

Skąd to wiadomoTraktat pokojowy podpisany w Tartu 2 lutego 1920 i utworzenie powiatu petserskiego w 1921; trzytomowy zbiór pieśni setuskich wydany w latach 1904-1907; reforma samorządowa z 2017 roku powołująca gminę Setomaa.

Linia Inflanty-Psków, od XIII do XVI wieku

Granica, która przecięła jedną mowę na dwa kościoły

Zapis z tamtych czasów

Setowie i Võro mówią niemal tym samym, ale jedni poszli za Rzymem i potem za Lutrem, drudzy za Pskowem; rozstrzygnęło to średniowieczne rozgraniczenie.

Czytaj dalej

Podbój Inflant, dokonany w pierwszej ćwierci XIII wieku, zatrzymał się na wschodzie tam, gdzie zaczynały się włości pskowskie. Biskupstwo dorpackie objęło południe dzisiejszej Estonii, ziemie za tą linią pozostały zaś przy Pskowie i przy metropolii ruskiej. Chłopi po obu stronach mówili przez cały ten czas tak samo.

Skutek widać najlepiej wtedy, gdy zestawi się dwie wsie oddalone od siebie o kilkanaście kilometrów. W jednej chłop od XVII wieku słuchał kazania w mowie, którą sam mówił, w drugiej stał przy nabożeństwie odprawianym po cerkiewnosłowiańsku i uczył się modlitw na pamięć jako ciągu dźwięków. Z tej jednej różnicy wynika prawie wszystko, co dalej.

Reformacja tę różnicę zwielokrotniła, choć nie od razu. Pierwszy druk z estońskim tekstem katechizmu ukazał się w 1535 roku, a odpytywanie chłopów ze znajomości modlitw i regularne wizytacje ustaliły się po stronie inflanckiej dopiero w XVII wieku. Po stronie pskowskiej nic takiego nie nastąpiło, ponieważ cerkiew nie stawiała wówczas przekładu na mowę ludu za warunek nabożeństwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Gdzie dokładnie biegła granica wyznaniowa w poszczególnych stuleciach; przesuwała się wraz z wojnami i nie pokrywa się z dzisiejszym zasięgiem mowy setuskiej.
  • Czy przed reformacją mieszkańcy obu stron odczuwali między sobą jakąkolwiek różnicę poza podległością komu innemu.
  • Od kiedy po stronie inflanckiej odpytywano chłopów z modlitw w ich własnej mowie; druk z 1535 roku znany jest we fragmentach, a protokoły wizytacji zachowały się dopiero z XVII wieku.

Skąd to wiadomoRozgraniczenie inflancko-pskowskie ustalane od pierwszej połowy XIII wieku; estoński katechizm z 1535 roku i późniejsze druki luterańskie; protokoły wizytacji kościelnych po stronie inflanckiej od XVII wieku.

Pieczory, czyli Petseri, od 1473 roku

Monastyr w Pieczorach: cerkiew, twierdza i pan gruntu

Zapis z tamtych czasów

Klasztor wykuty w piaskowcu i poświęcony w 1473 roku był dla Setów zarazem miejscem nabożeństwa, właścicielem ziemi i jedynym oknem na świat cerkwi.

Czytaj dalej

Cerkiew wykutą w zboczu z piaskowca poświęcono w 1473 roku i od niej wzięło nazwę miasto, po rusku Pieczory, po estońsku Petseri, bo pieczary są tu i w skale, i w nazwie. W latach 1558-1565 otoczono klasztor murem z basztami, co uczyniło z niego zarazem twierdzę stojącą na samej granicy.

Dla wsi setuskich monastyr nie był wyłącznie kościołem. Do sekularyzacji dóbr klasztornych, przeprowadzonej w państwie rosyjskim w 1764 roku, trzymał on w tych stronach ziemię oraz ludzi, którzy tę ziemię uprawiali. Przynależność do prawosławia była więc zarazem przynależnością do majątku i nie wymagała od nikogo osobnego wyboru.

Klasztor ma jeszcze jedną własność, rzadką w państwie sowieckim: nigdy go nie zamknięto. W latach 1920-1940 leżał w granicach Estonii, a po ponownym przyłączeniu do Rosji pozwolono mu działać dalej. Ciągłość, której brakuje niemal wszystkim ośrodkom tego rodzaju, akurat tutaj się utrzymała, i to bez przerwy na dziesięciolecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak rozległe były włości klasztorne i ile wsi setuskich do nich należało; nie przytaczam inwentarzy majątku.
  • Czy poświęcenie z 1473 roku dotyczy początku klasztoru, czy tylko pierwszej cerkwi wykutej w skale.

Skąd to wiadomoPoświęcenie cerkwi pieczarnej w 1473 roku; budowa murów obronnych w latach 1558-1565; sekularyzacja dóbr monasterskich w Rosji w 1764 roku; przynależność państwowa Pieczor w latach 1920-1940 i po roku 1945.

Parafie prawosławne Setomaa, XVI-XIX wiek

Nabożeństwo w mowie, której nikt we wsi nie znał

Zapis z tamtych czasów

Liturgię odprawiano po cerkiewnosłowiańsku, szkoła przy cerkwi uczyła po rosyjsku, a we wsi mówiono po południowoestońsku; modlitwy pamiętano jako dźwięk.

Czytaj dalej

Modlitwy przyswajano zatem słuchem i powtórzeniem, bez rozumienia poszczególnych słów, co w opisach z XIX wieku odnotowywano wielokrotnie jako wykoślawianie formuł. Rzecz nie polega na nieuctwie chłopów, tylko na tym, że nikt im tych słów nigdy nie przełożył ani nie wytłumaczył, przez kilkanaście pokoleń z rzędu.

Miało to jeden skutek, którego nie sposób przecenić. Treść wiary nie przychodziła z ambony, lecz z obrzędu, z obrazu, z kalendarza świąt i z tego, co robiono rękami. Dlatego u Setów zachowało się w obrębie prawosławia mnóstwo rzeczy, które gdzie indziej duchowieństwo zdążyło wyplenić samym słowem.

Prawosławna parafia w Setomaa odprawiała nabożeństwo w języku cerkiewnosłowiańskim, kapłan przychodził z parafii ruskiej i po rusku też rozmawiał, a szkoła przy cerkwi, gdy wreszcie powstała, uczyła czytania w tym samym języku. Mowa domowa nie miała w tym porządku miejsca: żadnej części obrzędu na nią nie przełożono.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy powstały pierwsze szkoły parafialne w Setomaa i ilu dzieci obejmowały; podaję stan rzeczy, nie daty fundacji.
  • Czy któryś z tamtejszych kapłanów znał mowę setuską; pojedyncze wzmianki na to wskazują, lecz nie tworzą reguły.
  • Czy poza samym nabożeństwem, w kazaniu albo w nauce przed spowiedzią, używano w Setomaa mowy miejscowej; dokumentu na to nie ma.

Skąd to wiadomoPorządek nabożeństwa cerkwi prawosławnej i jego język; opisy stanu nauczania w parafiach powiatu pieczorskiego z XIX wieku; sprawozdania szkolne guberni pskowskiej z tego samego stulecia.

Setomaa wobec druku południowoestońskiego, 1686 – XIX wiek

Książka w ich mowie istniała od 1686 roku, tylko nie dla nich

Zapis z tamtych czasów

W 1686 roku wydrukowano Nowy Testament po południowoestońsku, w mowie bliskiej setuskiej; leżał jednak po stronie luterańskiej i do Setów nie trafił.

Czytaj dalej

W 1686 roku ukazał się Nowy Testament w południowoestońskim języku pisanym, ukształtowanym wokół Tartu. Mowa tego druku była Setom bliska, nieporównanie bliższa niż cokolwiek, co słyszeli w cerkwi. Książka powstała jednak w kościele luterańskim i dla parafii luterańskich, a granica wyznaniowa zatrzymała ją tam, gdzie kończyły się Inflanty.

Prawosławne druki w mowie estońskiej pojawiły się w ciągu XIX wieku, a przyczyną nie byli Setowie. Popchnęło je masowe przechodzenie chłopów inflanckich na prawosławie w latach czterdziestych tego stulecia; dla tych nowych wiernych zaczęto tłumaczyć modlitewniki, katechizmy i podręczniki szkolne.

Te dwie grupy trzeba rozdzielić, ponieważ bywają mylone. Ruch z lat czterdziestych objął całą gubernię inflancką, więc przeszli wtedy na prawosławie i chłopi mówiący po estońsku, i chłopi mówiący po łotewsku, a wyznanie zmienili w ciągu jednego pokolenia. Setowie byli prawosławni od stuleci i nie zmieniali niczego; to im przez cały ten czas nikt książki nie dał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile osób przeszło na prawosławie w Inflantach w latach czterdziestych XIX wieku; podawane liczby rozchodzą się o dziesiątki tysięcy.
  • Czy jakikolwiek prawosławny druk w mowie południowoestońskiej powstał przed XX wiekiem; nie da się wskazać takiego wydania.
  • Ilu z chłopów, którzy przeszli na prawosławie w latach czterdziestych XIX wieku, mówiło po estońsku, a ilu po łotewsku; ruch objął całą gubernię inflancką, po obu stronach granicy językowej.
  • Kiedy ukazał się pierwszy prawosławny druk w mowie estońskiej; wydania z drugiej połowy XIX wieku są pewne, wcześniejszych nie da się wskazać.

Skąd to wiadomoNowy Testament południowoestoński z 1686 roku; ruch przechodzenia chłopów na prawosławie w guberni inflanckiej w latach 1845-1848; prawosławne wydawnictwa w mowie estońskiej z drugiej połowy XIX wieku.

Piśmiennictwo rosyjskie i estońskie o Setach, XIX wiek

Półwiercy: nazwa nadana z zewnątrz

Zapis po chrzcie

Rosyjskie opisy z XIX wieku nazywały Setów półwiercami, bo nie umieli wyłożyć wiary; słowo mierzy oczekiwania piszących, nie stan duszy opisywanych.

Czytaj dalej

W rosyjskim piśmiennictwie XIX wieku wraca o Setach określenie półwiercy, czyli ludzie wierzący w połowie. Uzasadniano je tym, czego nie umieli: nie objaśniali prawd wiary, mylili formuły, obok cerkwi mieli własne obrzędy. Sprawdzianem była znajomość wykładu, a wykładu nikt im nigdy nie podał w mowie, którą rozumieli.

Warto zobaczyć, co ta nazwa mierzy naprawdę. Mierzy odległość między praktyką wsi a oczekiwaniem urzędu i duchowieństwa, nie zaś stopień czyjejś wiary. Ten sam sprawdzian przyłożony do luterańskich sąsiadów w XVII wieku dawał w protokołach wizytacji wyniki równie opłakane, tyle że nazywano je tam inaczej.

Z samego słowa nie wolno wyprowadzać tezy, że Setowie zachowali pod prawosławiem nietkniętą dawną wiarę. Nie zostało to wykazane. Wykazane jest co innego, znacznie skromniejszego: że trzymali obrzęd, którego cerkiew im nie dała, a po walce z tym obrzędem nie ma w tamtejszych aktach śladu, co samo w sobie zgodą jeszcze nie jest.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy i w jakim piśmie określenie pojawiło się po raz pierwszy; przytaczam je jako termin obiegowy XIX wieku, nie jako zapis z konkretnego dokumentu.
  • Czy sami Setowie kiedykolwiek się tym słowem posługiwali, czy znali je wyłącznie z ust obcych.

Skąd to wiadomoRosyjskie opisy guberni pskowskiej i ludności powiatu pieczorskiego z XIX wieku; estońskie relacje z podróży po Setomaa z tego samego stulecia.

Wsie Setomaa; budynki z XVIII-XX wieku, używane dalej

Tsässon: kaplica bez księdza w każdej wsi

Zebrane z ust

Setuska wieś miała własną kapliczkę z bali, zwaną tsässon, bez stałego kapłana; klucz trzymał gospodarz, a otwierano ją raz w roku na święto wsi.

Czytaj dalej

Tsässon to niewielki budynek z bali, nierzadko o ścianie długości czterech albo pięciu metrów, kryty gontem lub deską, z wejściem od zachodu i z płytkim podcieniem. W środku stoją obrazy, wiszą ręczniki obrzędowe, leżą świece. Ołtarza w rozumieniu cerkiewnym tam nie ma i nabożeństwa na co dzień się nie odprawia.

Kapłan przychodził do kaplicy raz w roku, w dniu jej patrona. Przez pozostałe trzysta sześćdziesiąt cztery dni budynek należał do wsi: klucz trzymał wyznaczony gospodarz, on dbał o dach, on wpuszczał tego, kto chciał postawić świecę. Był to więc dom modlitwy zarządzany przez gromadę, a nie przez parafię.

Ta konstrukcja tłumaczy więcej niż niejeden wywód o przenikaniu wierzeń. Skoro budynek kościelny stał we wsi i podlegał wsi, to obyczaj wiejski wchodził do niego bez oporu, a to, co do obrzędu dopisywano, nie musiało być z nim sprzeczne. Kilkadziesiąt takich kaplic stoi po estońskiej stronie do dzisiaj.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile kaplic zachowało się po każdej ze stron granicy; podawane liczby nie są zgodne, a część budynków odbudowano w ostatnich dziesięcioleciach.
  • Jak stare są najstarsze z nich; zachowane budynki pochodzą w większości z XIX wieku, a datowanie starszych opiera się na przekazie wsi, nie na dokumencie.

Skąd to wiadomoZachowane budynki kaplic wiejskich w estońskiej części Setomaa; opisy obrzędów odprawianych przy nich w XIX i XX wieku; wykazy zabytków sporządzane po 1991 roku.

Setomaa; obrzęd notowany w XIX i XX wieku, trwa dalej

Praasnik: doroczny odpust jednej wsi

Zebrane z ust

W dniu patrona swojej kaplicy wieś ściągała gości z całej okolicy: nabożeństwo, obchód z obrazami, wspólny stół, a wieczorem taniec zwany kirmas.

Czytaj dalej

Nazwa jest ruska i znaczy tyle co święto, a porządek dnia bywał stały. Rano przychodził kapłan i odprawiał nabożeństwo przy kaplicy, potem szedł obchód z obrazami i chorągwiami wokół wsi, niekiedy do źródła albo do kamienia, po czym zasiadano do stołu wystawionego pod gołym niebem.

Gościnność miała tu wymiar obowiązku. Przyjmowano każdego, kto przyszedł, również obcego, i uchodziło za wstyd nie mieć czym podjąć. Ponieważ każda wieś miała własnego patrona i własny dzień, latem przechodziło się z praasnika na praasnik przez całą okolicę, a gość odwdzięczał się zaproszeniem u siebie.

Wieczorem zaczynał się kirmas, czyli tańce, przy których w XIX wieku wyparła starsze instrumenty harmonia ręczna. To właśnie ta część święta ściągała na siebie naganę, nie nabożeństwo. Dzień składał się zatem z dwóch połówek: jedna należała do kapłana, druga do wsi, a obie odbywały się w tym samym miejscu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Na ile porządek obchodu z obrazami jest miejscowy, a na ile przeniesiony wprost z praktyki ruskiej; oba porządki są w tych stronach poświadczone.
  • Kiedy harmonia weszła do kirmasu i na czym grywano wcześniej.

Skąd to wiadomoOpisy świąt wiejskich w Setomaa z XIX i XX wieku; kalendarz świąt patronalnych poszczególnych kaplic; fotografie i nagrania obchodów z XX stulecia.

Setomaa; praktyka notowana w XIX i XX wieku, trwa dalej

Dzień cmentarza: każda mogiła zbiorowa ma własne święto

Zebrane z ust

Każdy cmentarz w Setomaa ma w roku swój własny dzień, na który zjeżdżają wszyscy, których zmarli tam leżą, choćby mieszkali od dawna daleko.

Czytaj dalej

W tym dniu zjeżdżają wszyscy, których zmarli tam leżą. Nie są to odwiedziny prywatne ani żałoba, lecz zjazd rodzinny wyznaczony przez miejsce pochówku, a nie przez datę śmierci. Kto wyjechał ze wsi, ten wraca, i właśnie to utrzymuje obyczaj przy życiu w czasach, gdy same wsie już się wyludniły.

Kapłan chodzi wtedy od grobu do grobu i odmawia nad każdym krótką modlitwę na prośbę rodziny, za co dostaje datek. Nabożeństwo jest więc rozproszone po całym cmentarzu i idzie w tempie wyznaczonym przez rodziny, nie przez porządek liturgiczny. Reszta dnia należy już do stołu rozłożonego na mogiłach.

Kalendarz cerkwi ruskiej dawał kilka terminów wspólnych, z wtorkiem drugiego tygodnia po Wielkanocy na czele, bo w tej właśnie cerkwi jest to dzień chodzenia na groby. Setowie mają ponadto coś własnego: każdy cmentarz ma swój dzień, przypisany do tego jednego miejsca i do nikogo poza nim.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak dawny jest zwyczaj osobnego dnia dla każdego cmentarza; poświadczenia są dziewiętnasto- i dwudziestowieczne, starszych nie znam.
  • Ile takich dni przypada w roku na całą Setomaa; liczba zmieniała się wraz z liczbą czynnych cmentarzy i z przebiegiem granicy.
  • Na ile wspólne terminy zaduszne w Setomaa idą za kalendarzem cerkwi ruskiej, a na ile za własnym porządkiem wsi.

Skąd to wiadomoKalendarz dni cmentarnych poszczególnych wsi Setomaa; opisy i fotografie z XIX i XX wieku; obchody odbywające się w tych samych terminach współcześnie.

Cmentarze Setomaa; XIX-XXI wiek

Obiad na mogile i rozmowa ze zmarłym

Zebrane z ust

Na grobie rozkłada się płótno, stawia jedzenie i napój, woła zmarłego po imieniu, zdaje mu sprawę z całego roku i zostawia mu część posiłku.

Czytaj dalej

Płótno rozkłada się wprost na mogile, a na nim stawia to, co przyniesiono z domu: jajka, ser, placek, kaszę, mięso i napitek. Rodzina siada wokół i je razem ze zmarłym, ponieważ tak się to nazywa i tak się o tym mówi. Przy nagrobku zostawia się jego część, a na ziemię wylewa się łyk.

Do zmarłego zwracano się po imieniu i zdawano mu sprawę: kto się urodził, kto umarł, jak wypadły zbiory, co ze zwierzętami, kto się wyprowadził ze wsi. Nie jest to modlitwa za niego, lecz rozmowa z nim, prowadzona jak z kimś obecnym, i właśnie ta różnica oddziela obrzęd od nabożeństwa odprawianego kilka kroków dalej.

Kobiety zawodziły nad grobem głosem, w tej samej mierze wiersza, w której śpiewa się pieśni; płacz miał tu swoją porę i swoje miejsce, nie był zaś wybuchem żalu. Obie rzeczy, nabożeństwo i stół na mogile, odbywały się tego samego dnia i obok siebie, bez zgorszenia po którejkolwiek stronie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wylewanie napoju na mogiłę i zostawianie jedzenia rozumiano jako karmienie zmarłego, czy jako przywrócenie mu miejsca przy stole; zapisy podają obie wykładnie z ust ludzi.
  • Jak dalece zawodzenie nad grobem u Setów da się porównywać z lamentem karelskim; miara wiersza jest pokrewna, sposób wykonania i okazje już nie.

Skąd to wiadomoOpisy dni cmentarnych w Setomaa z XIX i XX wieku; fotografie stołów rozłożonych na mogiłach; obrzęd odprawiany w tych samych miejscach po dziś dzień.

Setomaa; stroje i ozdoby z XVIII-XX wieku

Srebro na piersi: majątek noszony na sobie

Zebrane z ust

Setuska kobieta wkładała na święto wielką płaską tarczę ze srebra i łańcuchy z monet; cały zestaw liczono w kilogramach i był on majątkiem rodziny.

Czytaj dalej

Ozdobą rozpoznawczą jest wielka płaska zapinka noszona na piersi, po setusku sõlg, wybijana w srebrze, w największych okazach mierząca ponad dwadzieścia centymetrów w poprzek. Do tego szły łańcuchy, krzyżyki oraz monety naszywane albo zawieszane, nierzadko przetopione z rubli obiegowych.

Waga miała znaczenie i nikt jej nie ukrywał. Pełny zestaw liczono w kilogramach, a wkładano go na praasnik, na wesele, na dzień cmentarza i do śpiewu przed ludźmi. Srebro było majątkiem rodziny w postaci przenośnej, wianem córki i zabezpieczeniem na zły rok, a zarazem znakiem, ile dom jest wart.

Dlatego zbiory muzealne mają setuskiego srebra sporo, a wsie mało. Przetopiono je i sprzedano w latach chudych, zwłaszcza w czasie wojen i tuż po nich. To, co dziś widać na występach, bywa odtworzone albo zebrane z kilku domów, i warto o tym pamiętać, patrząc na fotografię opatrzoną podpisem o nieprzerwanej tradycji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile ważyły największe zestawy; podawane wielkości rozchodzą się, a porównywalnych pomiarów pojedynczych egzemplarzy nie przytaczam.
  • Od kiedy wielka tarcza piersiowa należy do stroju setuskiego; zachowane sztuki są w większości nowsze niż XVIII wiek.

Skąd to wiadomoZachowane zestawy ozdób w zbiorach muzealnych; fotografie z przełomu XIX i XX wieku; opisy strojów setuskich z tego samego czasu.

Setomaa; śpiew notowany od XIX wieku, wykonywany dalej

Leelo: jak zbudowany jest ten śpiew

Zebrane z ust

Jedna kobieta śpiewa wers sama, chór podejmuje go głosem dolnym, a nad chórem jedna śpiewaczka trzyma głos górny; stąd dwugłos i jego ostre brzmienie.

Czytaj dalej

Prowadząca, po setusku sõnolinõ, wyśpiewuje wers sama, a chór podejmuje go dopiero wtedy, gdy słowa już padły. Podstawę niesie głos dolny, torrõ, którym śpiewa większość, a ponad nim jedna albo dwie kobiety trzymają głos górny, killõ. Rozdzielenie ról jest ścisłe i ustala się je przed śpiewem, nie w jego trakcie.

Brzmienie bierze się właśnie stąd. Dwa głosy idą blisko siebie i ocierają się o siebie wąskimi odstępami, przez co całość brzmi dla ucha przywykłego do harmonii zachodniej twardo i obco. Nie jest to śpiew jednogłosowy z ozdobnikiem, lecz układ dwóch równoległych linii, z których każda ma własnego wykonawcę.

Warto zauważyć, czego w tym układzie nie ma. Nie ma instrumentu, nie ma dyrygenta i nie ma zapisu nutowego, ponieważ wszystkiego uczy się przez stawanie w szeregu obok kobiety, która już umie. Skład potrafi się zmieniać z okazji na okazję, a rola prowadzącej przechodzi na tę, która akurat ma słowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak ściśle opisać skalę i odstępy między głosami; opisy słuchowe i pomiary rozchodzą się, a wykonania z różnych wsi nie są jednakowe.
  • Czy śpiew mężczyzn był kiedykolwiek równie rozpowszechniony jak kobiecy; zapisów od mężczyzn jest nieporównanie mniej.

Skąd to wiadomoNagrania śpiewu setuskiego z XX wieku; trzytomowy zbiór pieśni setuskich wydany w latach 1904-1907; wykonania dzisiejszych zespołów wiejskich.

Setomaa; XIX i XX wiek

Słowa składane na miejscu, nie odtwarzane z pamięci

Zebrane z ust

Prowadząca układała wers na bieżąco, o tych ludziach i o tym dniu; leelo nie jest repertuarem do odtworzenia, lecz umiejętnością składania na żywo.

Czytaj dalej

Zadaniem prowadzącej nie było przypomnienie sobie pieśni, tylko ułożenie jej teraz. Śpiewało się o weselu, które właśnie trwa, o gościu, który przyjechał, o robocie, którą się skończyło, i o ludziach siedzących obok, nierzadko złośliwie. Wers powstawał w tej samej chwili, w której padał.

Możliwe to było dlatego, że miara wiersza i zasób gotowych zwrotów dawały rusztowanie. Śpiewaczka wypełniała je treścią dnia, a chór miał czas podjąć, ponieważ powtarzał to, co już usłyszał. Właśnie ta budowa, z powtórzeniem przez chór, jest mechanizmem układania na żywo, a nie tylko ozdobą formy.

Najgłośniejszą z prowadzących była Hilana Taarka, żyjąca w latach 1856-1933, kobieta uboga i we wsi źle widziana, po którą jednak posyłano, bo nikt nie składał lepiej. Pieśni od niej spisywano, a po stu latach zrobiono o niej film i sztukę, co jest już osobną historią i nie stanowi świadectwa obrzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z zapisanych pieśni powstało w chwili zapisu, a ile powtórzono z pamięci; zapisujący rzadko to rozróżniali, a pytania takiego zwykle nie stawiali.
  • Jak obszerny był zasób gotowych zwrotów i czy różnił się od wsi do wsi.
  • Czy głos Hilany Taarki został kiedykolwiek nagrany; zapisy pisane jej pieśni są pewne, nagrania nie da się wskazać.

Skąd to wiadomoZapisy i nagrania pieśni setuskich z przełomu XIX i XX wieku; zbiór wydany w latach 1904-1907; relacje o śpiewaczkach z tego samego okresu.

Setomaa i urzędy dziedzictwa, od 2009 roku

Wpis na listę w 2009 roku i co z niego wynika

Zapis z tamtych czasów

W 2009 roku setuski śpiew wielogłosowy wpisano na międzynarodową listę dziedzictwa niematerialnego; wpis nakłada obowiązki, a nie stwierdza dawności.

Czytaj dalej

Wpisu dokonano w 2009 roku, a jego przedmiotem jest sam śpiew wielogłosowy wraz ze sposobem przekazywania go przez stawanie w chórze obok umiejącej. Dokumentacja zgłoszenia wymienia zespoły wiejskie, okazje, przy których się śpiewa, oraz środki, jakie państwo zobowiązuje się w tej sprawie podjąć.

Dwie rzeczy trzeba tu rozdzielić, ponieważ bywają mylone. Wpis stwierdza, że praktyka istnieje dziś i że jest przekazywana, a także zobowiązuje do jej wspierania. Nie stwierdza natomiast, jak jest stara, ani nie rozstrzyga żadnego pytania o pochodzenie dwugłosu; takich rzeczy się na listy nie wpisuje.

Skutki są widoczne i policzalne: pieniądze na zespoły, na naukę śpiewu w szkole, na zapis i wydanie nagrań, a także rozgłos, który sprowadza do Setomaa widownię. Skutkiem ubocznym jest występ jako główna dziś okazja do śpiewu, a więc przesunięcie całej rzeczy z obrzędu na scenę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile zespołów śpiewa dziś czynnie i jak są liczne; podawane wielkości zmieniają się z roku na rok.
  • Na ile śpiew sceniczny zmienił samo wykonanie; porównania nagrań dają odpowiedzi różne dla różnych wsi i różnych składów.

Skąd to wiadomoWpis śpiewu setuskiego na listę dziedzictwa niematerialnego z 2009 roku wraz z dokumentacją zgłoszenia; programy wsparcia prowadzone w Estonii po tej dacie.

Petserimaa w granicach Estonii, 1920-1940

Traktat z 2 lutego 1920 roku: cały lud w jednym państwie

Zapis z tamtych czasów

Pokój podpisany w Tartu 2 lutego 1920 roku przyznał Estonii Petserimaa; po raz pierwszy i jedyny prawie wszyscy Setowie znaleźli się w jednym państwie.

Czytaj dalej

Zmiana była gruntowna i szła w przeciwną stronę niż wszystko wcześniejsze. Wkroczyła szkoła estońska, urząd estoński i estońskie nazwiska, bo nazwiska o ruskim kroju zmieniano, w latach trzydziestych już akcją urzędową. Dzieci uczyły się w języku północnoestońskim, a więc znowu nie w tym, którym mówiono w domu, choć tym razem pokrewnym.

Układ pokojowy między Estonią a Rosją sowiecką podpisano w Tartu 2 lutego 1920 roku, a przyznał on Estonii ziemie na wschód od dawnej granicy gubernialnej, wraz z Pieczorami. Wkrótce potem utworzono z nich osobny powiat, nazwany od Pieczor petserskim. Setowie, dotąd rozdzieleni granicą państwową, znaleźli się naraz po jednej jej stronie.

Jest przy tym kłopot, który trzeba powiedzieć wprost: spisy estońskie nie miały dla Setów osobnej rubryki i zaliczały ich do Estończyków, więc liczby podawane dla dwudziestolecia opierają się na wyznaniu i na powiecie zamieszkania, nie na deklaracji narodowej. Państwo, które wreszcie ich objęło, uznało ich za część własnego narodu i nie widziało powodu, by liczyć ich osobno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile osób mówiących po setusku żyło wówczas w powiecie petserskim; spisy nie wyodrębniały ich z ogółu Estończyków.
  • Jak powszechna była zmiana nazwisk i ile rodzin objęła; akcja z lat trzydziestych dotyczyła całego kraju, nie tylko tego powiatu.
  • W którym roku powstał powiat petserski; podawane daty rozchodzą się między rokiem 1920 a 1921.

Skąd to wiadomoTraktat pokojowy podpisany w Tartu 2 lutego 1920; utworzenie powiatu petserskiego w 1921; estońskie spisy powszechne dwudziestolecia międzywojennego; akcja zmiany nazwisk z lat trzydziestych XX wieku.

Setomaa po obu stronach granicy estońsko-rosyjskiej, od 1944 po dziś

Linia z 1945 roku, która po 1991 stała się granicą państwa

Zapis z tamtych czasów

Większość Petserimaa przeniesiono w 1945 roku do Rosji jako granicę wewnętrzną; po 1991 ta sama kreska stała się granicą państw i przecięła wsie.

Czytaj dalej

W sierpniu 1944 roku utworzono obwód pskowski, a na przełomie tego i następnego roku przeniesiono do niego większą część powiatu petserskiego wraz z Pieczorami. Wtedy była to granica wewnątrz jednego państwa i przechodziło się przez nią bez formalności, więc wsie żyły dalej mniej więcej tak jak przedtem.

Znaczenie zmieniło się dopiero po 1991 roku, gdy ta sama kreska stała się granicą dwóch państw, a po roku 2007 również zewnętrzną granicą strefy bez kontroli wewnętrznych. Cmentarz bywa po jednej stronie, a rodzina po drugiej, i dzień cmentarza wymaga odtąd dokumentu, kolejki oraz zgody urzędu.

Granicy tej nie zamknął dotąd żaden ratyfikowany traktat. Umowę podpisano 18 maja 2005 roku i nie weszła w życie, podpisano ją ponownie 18 lutego 2014 roku i również nie została ratyfikowana. Po stronie rosyjskiej Setów prawie nie zostało, ponieważ w latach dziewięćdziesiątych przenieśli się do Estonii.

Osobliwością tej granicy jest odcinek drogi z Värska do Saatse, który na przestrzeni mniej więcej kilometra biegnie przez terytorium rosyjskie. Wolno było nim przejechać bez dokumentów granicznych pod warunkiem niezatrzymywania się, a obie niedoszłe umowy przewidywały wymianę tego skrawka na inny kawałek ziemi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładna data aktu przenoszącego powiat petserski do obwodu pskowskiego; podaję rok i przełom lat, dnia nie rozstrzygam.
  • Ilu Setów mieszka dziś po stronie rosyjskiej; spis z 2010 roku podaje liczbę rzędu dwustu osób, a liczenie tak małej grupy obarczone jest dużym błędem.
  • Czy przejazd przez odcinek pod Saatse jest obecnie otwarty; zasady zmieniano kilkakrotnie i nie podaję stanu na dany dzień.

Skąd to wiadomoUtworzenie obwodu pskowskiego w 1944 roku i przeniesienie powiatu petserskiego na przełomie 1944 i 1945; umowy graniczne podpisane 18 maja 2005 i 18 lutego 2014, obie nieratyfikowane; rosyjski spis powszechny z 2010 roku.

Setomaa, od 1994 roku

Królestwo ogłoszone w 1994 roku i namiestnik śpiącego króla

Złożone przy biurku

Od 1994 roku raz w roku Setowie obierają namiestnika Peko na ziemi; urząd wywodzi się nie z dawnego obrzędu, lecz z utworu podyktowanego w 1927 roku.

Czytaj dalej

Raz do roku, za każdym razem w innej wsi, zbiera się zgromadzenie i obiera zwierzchnika, po setusku ülemsootska, występującego jako namiestnik króla śpiącego w pieczarach. Obok niego obsadza się inne urzędy: najlepszej prowadzącej śpiew, najlepszego piwowara, kucharki, kowala, a także dowódcy wojska.

Głosuje się nogami. Kandydaci stają w polu, a zgromadzeni ustawiają się w kolejkach za tym, kogo popierają, i wygrywa najdłuższy ogon. Jest to zarazem zabawa, wiec i targ, a przy tym najskuteczniejszy sposób, jaki ten lud znalazł, by raz w roku policzyć się i pokazać publicznie.

Rzecz trzeba nazwać po imieniu, co jej wartości wcale nie ujmuje. Święto z 1994 roku nie jest dawnym obrzędem odnalezionym, lecz urządzeniem nowym, zbudowanym z postaci wprowadzonej do pieśni w 1927 roku. Działa, ma frekwencję i ma skutki, a datę narodzin zna się co do roku, co w tym dziale zdarza się rzadko.

W utworze podyktowanym w 1927 roku Peko zostaje królem Setów, a po śmierci spoczywa w piaskowych pieczarach pod monastyrem. Ta scena, nieobecna w opisach obrzędu ze spichrza, stała się podstawą urzędu wprowadzonego w roku 1994, a wraz z urzędem przyszło mówienie o królu, który śpi i zbudzi się, gdy będzie potrzebny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy któryś element zgromadzenia, choćby wybór zwierzchnika przez stawanie w szeregu, ma oparcie w dawnym obyczaju wsi, czy ułożono go w całości w 1994 roku.
  • W której wsi odbyło się pierwsze zgromadzenie; podaję rok, miejsca nie rozstrzygam.
  • Czy zapowiedź, że król się zbudzi, należy do utworu z 1927 roku, czy dopisano ją później, wraz ze świętem; rozstrzygnięcia nie ma.

Skąd to wiadomoUtwór o Peko podyktowany w 1927 roku; doroczne zgromadzenia setuskie odbywane od 1994 roku wraz z ich porządkiem i wykazem obsadzanych urzędów.

Setomaa; obrzęd notowany w XIX i pierwszej połowie XX wieku

Figura w spichrzu i kapłan w tej samej zagrodzie

Zebrane z ust

Ten sam gospodarz, który trzymał Peko w spichrzu, chodził na liturgię, gościł kapłana i wieszał obrazy w izbie, i nie widział w tym sprzeczności.

Czytaj dalej

O samym obrzędzie przy figurze mówi dział w innym miejscu, więc tutaj idzie o co innego: o to, że wykonywał go człowiek w pełni prawosławny. Ten sam gospodarz szedł na nabożeństwo do kaplicy, przyjmował kapłana w dniu święta, trzymał obrazy w izbie i zachowywał posty wyznaczone kalendarzem.

Stąd bierze się najuczciwszy wniosek, jaki da się postawić. Nie zostało wykazane, że cerkiew ten obrzęd tolerowała świadomie; wykazane jest, że nie zostawiła po sobie zapisu walki z nim, a gdzie nie ma wizytacji spisującej przewiny ani sądu wiejskiego, tam po prostu nie ma dokumentu. Milczenie akt bywa milczeniem urzędu, nie zgodą.

Obrzęd przy figurze odbywał się nocą i wyłącznie wśród mężczyzn, a rzecz trzymano w budynku gospodarczym, nie w izbie mieszkalnej. Bywa to czytane jako ukrywanie figury przed cerkwią, z zapisów jednak taki zamiar nie wynika: opisujący notowali porę i miejsce, powodu zaś nie podali.

Ważniejsze jest to, czego w zapisach nie widać: śladu sporu. Z parafii prawosławnych nie jest znany ani jeden protokół, w którym kapłan stawiałby Setom zarzut z powodu figury w spichrzu, ani jedna wytoczona o to sprawa. Po drugiej stronie granicy, w parafiach luterańskich, akt z takimi zarzutami są z XVII wieku całe pliki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy brak spraw wynika z tolerancji, z niewiedzy kapłanów, czy z tego, że w parafiach prawosławnych nie prowadzono wizytacji tego rodzaju i nie spisywano przewin.
  • Kiedy obrzęd ustał; ostatnie opisy z życia pochodzą z pierwszej połowy XX wieku, a późniejsze wzmianki bywają już wspomnieniem, nie obserwacją.

Skąd to wiadomoOpisy obrzędu przy figurze z XIX i pierwszej połowy XX wieku; brak spraw o to w aktach parafii prawosławnych; dla porównania protokoły wizytacji luterańskich z XVII wieku po stronie inflanckiej.

Między Ładogą a Narwą

Wepsowie, Wotowie i Iżorzy: zapisani cudzym imieniem

Trzy ludy bałtyckofińskie mają w dokumentach dokładne daty pierwszego wystąpienia pod własną nazwą: weś pod rokiem 862 w kijowskim zwodzie latopisarskim, wodź pod rokiem 1069 w latopisie nowogrodzkim, Ingrowie w bulli papieskiej wystawionej między 1164 a 1181 rokiem. Potem każda z tych nazw z papierów znika, a na ich miejscu zostają nazwy okręgów i krain: Wodzka Piatina, Ingria, Ingermanland, czudź. Karty niżej trzymają się dokumentów i pokazują dwie rzeczy osobno: co zapisano wtedy, gdy nazwy jeszcze padały, i co policzono po tym, jak padać przestały.

Wepsowie; międzyrzecze Ładogi, Onegi i Jeziora Białego; zapis o IX wieku złożony około 1113 roku

Weś nad Jeziorem Białym w latopisie

Zapis po chrzcie

Kijowski zwód latopisarski wymienia weś wśród ludów wzywających książąt zza morza i sadza ją nad Jeziorem Białym; to najstarsza nazwa własna przodków Wepsów.

Czytaj dalej

Odstęp między rzeczą a piórem wynosi tu ćwierć tysiąclecia, więc rok 862 nie jest datą świadectwa, tylko datą wpisaną przez późniejszego układacza. Wiarygodna jest za to geografia: człowiek piszący około 1113 roku wiedział, kto siedzi nad Jeziorem Białym i od kogo idzie stamtąd danina, bo była to sprawa jego własnego stulecia, a nie pamięć o dziadach.

O wierze wsi zwód nie mówi ani słowa. Nazwa ludu pada w rachunku o daninie i o władzy, między spisem plemion a listą stolic, i tylko dlatego przetrwała. Wszystko, co dziś wiadomo o obrzędzie Wepsów, pochodzi z zapisów młodszych o siedemset lat, a między jednym a drugim rozciąga się pas milczenia, którego nie wypełnia żaden dokument.

Zwód latopisarski złożony w Kijowie około 1113 roku wylicza pod rokiem 862 ludy, które ułożyły się co do wezwania książąt zza morza, i obok Słowien, Krywiczów i czudzi stawia weś. Przy rozdaniu grodów zapisano dwie rzeczy osobno: że nad Jeziorem Białym osiadł jeden z przybyłych braci i że pierwszymi mieszkańcami tej ziemi jest weś; przyczyny między jednym a drugim zwód nie stawia, dokłada ją dopiero czytający. Nazwa wraca w tym samym tekście jeszcze dwa razy: pod rokiem 859, gdzie weś płaci daninę przybyszom zza morza, i w wykazie ludów danniczych Rusi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok 862 pochodzi z rachuby układacza zwodu, nie z zapisu powstałego przy wydarzeniu.
  • Nie da się rozstrzygnąć, jak daleko na wschód i na północ sięgała ziemia nazwana w zwodzie ziemią wsi.
  • Utożsamienie latopisowej wsi z późniejszymi Wepsami opiera się na zgodności terenu i brzmienia nazwy, nie na ciągłym łańcuchu dokumentów.
  • Pierwszeństwo tego zapisu dotyczy źródeł ruskich; nazwę o zbliżonym brzmieniu notują opisy arabskie drogi na północ od ziemi Bułgarów, spisane w X wieku, a jej odniesienie do tego samego ludu nie jest rozstrzygnięte.

Skąd to wiadomoRuski zwód latopisarski złożony w Kijowie około 1113 roku: wpisy pod latami 859 i 862 oraz wykaz ludów danniczych w części wstępnej.

Wepsowie; gubernie ołoniecka, nowogrodzka i wołogodzka; od końca XIII wieku po lata dwudzieste XX wieku

Cztery stulecia liczenia pod cudzą nazwą

Zapis z tamtych czasów

Latopisowa weś znika z dokumentów, a jej potomków urzędy nazywają czudzią; spis z 1897 roku policzył 25 820 osób i ani razu nie napisał słowa Wepsowie.

Czytaj dalej

Po XIII wieku nazwa weś przestaje pojawiać się w latopisach, a jej miejsce zajmuje czudź, czyli słowo, którym ruska kancelaria obejmowała naraz wszystkie ludy bałtyckofińskie od Narwy po Dwinę. Do 1917 roku nazywano tak urzędowo także mieszkańców Ojati, Świry i Jeziora Białego, bez rozróżnienia, o kogo w danym zapisie idzie.

Powszechny spis ludności z 1897 roku policzył pod nazwą czudź 25 820 osób, w tym około siedmiu tysięcy trzystu na północ od Świry. Liczba jest rzetelna jako liczba, ale stojąca przy niej nazwa nie jest nazwą własną tego ludu, więc kto szuka w rejestrach słowa Wepsowie, nie znajduje niczego i bywa, że wyciąga stąd wniosek o nieobecności ludu.

Słowo Wepsowie weszło do użycia urzędowego dopiero w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Pierwszy drukowany opis tej mowy ogłoszono w 1853 roku, a w jego tytule nie stoi ani wepski, ani weski, tylko północna czudź; materiał zebrano do niego jedenaście lat wcześniej, przy okazji podróży przedsiębranej dla pieśni zupełnie innego ludu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Spis z 1897 roku mierzył mowę domową deklarowaną urzędnikowi piszącemu po rusku, a nie przynależność do ludu.
  • Nazwa czudź obejmowała kilka ludów naraz, więc pojedynczych pozycji rejestru nie da się po fakcie rozdzielić między nie.
  • Nie wiadomo, od kiedy dokładnie kancelaria przestała używać nazwy weś; zachowane akta z XIV i XV wieku są dla tej okolicy nieliczne.

Skąd to wiadomoWpisy latopisarskie po koniec XIII wieku; powszechny spis ludności Cesarstwa Rosyjskiego z 1897 roku; pierwszy drukowany opis mowy z 1853 roku, oparty na zapisach z 1842 roku.

Wepsowie znad Ojati; Piatina Obonieżska i rzeka Świr; lata 1448-1547

Żywot z 1545 roku nazywa wieś, nie lud

Zapis z tamtych czasów

Żywot mnicha urodzonego nad Ojatią spisano w 1545 roku, a błogosławili go ci sami dwaj hierarchowie, którzy kazali wycinać święte drzewa w ziemi Wotów.

Czytaj dalej

Aleksander Świrski urodził się w 1448 roku we wsi Mandera nad Ojatią, w Piatinie Obonieżskiej, a jego żywot podaje nazwę wsi oraz imiona rodziców, Stefana i Wassy. Monaster nad Świrą stanął na początku XVI wieku, założyciel zmarł w 1533 roku, a sobór z 1547 roku wpisał go do kalendarza ze czcią obowiązującą w całej cerkwi.

Żywot spisał w 1545 roku jego uczeń Irodion, z błogosławieństwem metropolity moskiewskiego Makarego i arcybiskupa nowogrodzkiego Teodozjusza. Są to ci sami dwaj ludzie, którzy w 1534 i 1548 roku kazali wycinać święte gaje i tłuc kamienie ofiarne w Wodzkiej Piatinie. Jedną ręką błogosławiono zatem żywot człowieka z wepskiej wsi, drugą karczowano obrzęd jego sąsiadów.

Czego w tym żywocie nie ma, to nazwy ludu. Dokument podaje miejsce i imiona, a o mowie rodziców i o tym, kim byli, milczy zupełnie. Ojać płynie środkiem osadnictwa wepskiego, więc przypisanie świętego do tego ludu opiera się na położeniu wsi, nie na słowie w tekście, i tak właśnie należy je podawać, a nie jako rzecz w żywocie zapisaną.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Żywot nie nazywa ludu; wepskie pochodzenie świętego wyprowadza się z położenia wsi nad Ojatią.
  • Nie wiadomo, jaka mowa panowała w Manderze w 1448 roku; najstarsze zapisy mowy z tej okolicy są o cztery stulecia młodsze.
  • Hagiografia dobiera zdarzenia pod dowód świętości, więc milczenie o pochodzeniu może być zarówno brakiem wiedzy, jak i wyborem układu.

Skąd to wiadomoŻywot założyciela monasteru nad Świrą spisany przez jego ucznia w 1545 roku; uchwała soboru z 1547 roku; listy arcybiskupów nowogrodzkich z 1534 i 1548 roku.

Wepsowie; dorzecza Ojati, Świry i Paszy; od XI-XII wieku po rok 2006

Prawosławie bez książki i bez własnego kleru

Zapis z tamtych czasów

Wepsowie weszli w prawosławie bez jednego druku we własnej mowie; pełny Nowy Testament po wepsku wydrukowano dopiero w 2006 roku.

Czytaj dalej

Chrzest przyszedł tu z Nowogrodu i wszedł drogą monasterów oraz pogostów, nie drogą szkoły. Nabożeństwo szło po cerkiewnosłowiańsku, a kazanie i spowiedź po rusku, bo dla wepszczyzny żaden z tych dwóch porządków nie przewidywał miejsca. Do XX wieku nie wydrukowano dla tych parafii ani jednej księgi w ich mowie, a o tym, czy kapłan mówił mową swoich parafian, akta wizytacyjne nie pytały i dlatego nie wiadomo.

Rachunek dat jest tu bezlitosny. Fiński psałterz wyszedł w 1551 roku, pierwsza Ewangelia po karelsku w 1820 roku, a pełny Nowy Testament po wepsku dopiero w 2006 roku. Między wejściem tych wsi w prawosławie a pierwszą pełną księgą tej wiary w ich własnej mowie leży około dziewięciu stuleci, przy czym data początkowa nie stoi w żadnym dokumencie, więc jest to miara rzędu wielkości, a nie rachunek co do roku.

Skutek widać w tym, co się utrzymało. Modlitwa domowa, zamawianie choroby i wezwanie do gospodarza lasu oraz gospodarza wody trzymały się mowy domowej, bo tylko w niej bywały wypowiadane, a wszystko, co szło z cerkwi, szło w słowach obcych. Wiadomo o tym z zapisów terenowych XIX i XX wieku, a więc z końca tej drogi, nie z jej początku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się ustalić, ilu kapłanów w tych parafiach znało mowę swoich parafian; akta wizytacyjne nie stawiały takiego pytania.
  • Przekłady z XX i XXI wieku dowodzą, że mowa nadawała się na księgę; nie dowodzą, że ktokolwiek próbował tego wcześniej.
  • Data przyjęcia chrztu przez te wsie nie jest ustalona rokiem ani dokumentem; wyznacza ją obecność cerkwi w pogostach, poświadczona dopiero pismami z przełomu XV i XVI wieku.
  • Odstępu między chrztem a pierwszą księgą nie da się podać w latach, bo data początkowa nie jest ustalona żadnym dokumentem; podana liczba stuleci jest rzędem wielkości.

Skąd to wiadomoŻywot z 1545 roku; fiński psałterz z 1551 roku i karelska Ewangelia z 1820 roku jako miara porównawcza; wepski przekład Nowego Testamentu wydany w 2006 roku.

Wepsowie północni, środkowi i południowi; zapisy terenowe z XIX i XX wieku

Dwie żerdzie nad mogiłą, krzyż po czterdziestu dniach

Zebrane z ust

Nad świeżym wepskim grobem stawiano nie krzyż, lecz żerdzie noszy, na których przyniesiono zmarłego; krzyż przychodził na to miejsce dopiero czterdziestego dnia.

Czytaj dalej

Zmarłego myto na podłodze, nie na stole, i kładziono wzdłuż desek, głową ku ikonom w kącie. Chowano trzeciego dnia przed południem, wrzucając do dołu miedziane monety, rozumiane jako zapłata za miejsce. Trumnę spuszczano na płótnach albo na powrozach, a nosze, na których przyniesiono ciało, zostawały przy grobie i nie wracały do wsi.

U Wepsów północnych obie świerkowe żerdzie noszy wbijano nad mogiłą pionowo, na wysokość mniej więcej łokcia z okładem; u środkowych i południowych stawała jedna żerdź, bywało, że jałowcowa. Krzyż przychodził na to miejsce dopiero po czterdziestu dniach, a więc znak chrześcijański zjawiał się na grobie wtedy, gdy kończył się czas uważany za drogę zmarłego.

Czterdziestego dnia sprawiano ucztę i odstawiano zmarłemu osobne nakrycie z jedzeniem, a przy grobie jadano kutię, kisiel i jajka. Lamentowały córki i bliskie krewne, a treścią lamentu bywało najczęściej to, że zmarły już nigdy żadnej z nich nie spotka.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zapisy pochodzą z XIX i XX wieku; nie da się z nich odczytać, jak dawny jest zwyczaj dwóch żerdzi.
  • Żerdź nad grobem znana jest także u ruskich sąsiadów Zaonieża, więc sam znak nie rozstrzyga o pochodzeniu obrzędu.
  • Nie wiadomo, czy podmiana żerdzi na krzyż była ustępstwem wobec cerkwi, czy porządkiem starszym, do którego krzyż jedynie się dołączył.
  • Objaśnienia wepskich nazw obrzędowych bywają w zapisach terenowych dopisane przez zapisującego; z samej nazwy nie wynika, czemu dana rzecz przy grobie służyła.

Skąd to wiadomoZapisy terenowe ze wsi wepskich Karelii oraz obwodów leningradzkiego i wołogodzkiego, XIX i XX wiek, między innymi z Szokszy, Szełtoziera i Pondały.

Wepsowie; Ojać, Świr, Pasza i Jezioro Białe; zbieractwo z lat 1842-1940

Po Wepsów nie jechano, bo nie mieli tej pieśni

Zebrane z ust

Wyprawy spisujące pieśni szły po wiersz ośmiozgłoskowy, a u Wepsów prawie go nie było; zamiast pieśni zapisano przysłowia, bajki i zamawiania, i to późno.

Czytaj dalej

Wyprawy zbierackie XIX wieku miały jeden przedmiot: dawną pieśń w wierszu ośmiozgłoskowym z aliteracją i powtórzeniem myśli. Szły więc tam, gdzie ta pieśń jeszcze żyła, czyli do Karelii i do Ingrii. U Wepsów tradycja tego wiersza prawie nie przetrwała, więc krainę objeżdżano bokiem, a to, co u nich żyło, czyli lament, zamawianie, bajkę i przysłowie, spisywano marginesem.

Pierwsze pół setki wepskich przysłów zebrano w 1842 roku i ogłoszono w 1853 roku, w pracy, której tytuł mówi o północnej czudzi. Poważniejsze zbiory tekstów są jeszcze późniejsze i pochodzą już z czasu, gdy mowa cofała się ze wsi. Karelię zapisywano od lat dwudziestych XIX wieku, Wepsów od połowy stulecia i nierównie rzadziej.

Do tego dochodzi rozcięcie administracyjne. Wsie wepskie leżały naraz w trzech guberniach, ołonieckiej, nowogrodzkiej i wołogodzkiej, i w żadnej z nich nie tworzyły jednej pozycji żadnego rejestru. Kto chciałby je policzyć albo objechać, musiał najpierw wiedzieć, że są jednym ludem, a nazwy, pod którą dałyby się złożyć, w papierach po prostu nie było.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy wiersza ośmiozgłoskowego u Wepsów nigdy nie było w tej postaci, czy zanikł przed pierwszym zapisem.
  • Rzadkość zapisów mówi o zbierających, nie o bogactwie obrzędu; z braku zapisu nie wolno wyprowadzać braku rzeczy.
  • Granice osadnictwa wepskiego w XIX wieku wyznacza się z późniejszych objazdów terenowych, a nie z wykazów z epoki, bo te nazywały mieszkańców czudzią.

Skąd to wiadomoZbiór przysłów wepskich zebrany w 1842 roku i ogłoszony drukiem w 1853 roku; wykazy administracyjne guberni ołonieckiej, nowogrodzkiej i wołogodzkiej z XIX wieku.

Wotowie; ziemia między Ługą, Narwą i Newą; XI-XIII wiek

Wodź wchodzi do latopisu jako wojsko

Zapis po chrzcie

Pierwszy zapis o Wotach pochodzi z 1069 roku i mówi o wojnie, nie o ludziach; pod koniec XIII wieku nazwa znika z latopisów na zawsze.

Czytaj dalej

Latopis nowogrodzki notuje pod rokiem 1069 wyprawę księcia połockiego na Nowogród, w której szli z nim Wotowie, i kończy rzecz klęską napastników pod murami. Osiemdziesiąt lat później, pod rokiem 1149, ci sami Wotowie idą już z Nowogrodzianami przeciw najeźdźcom z drugiej strony Zatoki. Obie wzmianki są wojskowe i obie liczą oddziały, nie dusze.

Z tych dwóch zdań nie da się wyjąć niczego o wierze. Wiadomo tylko, kiedy nazwa pojawia się w dokumencie po raz pierwszy i że pisano ją ręką nowogrodzką, bo Wotowie własnego pisma nie mieli ani wtedy, ani później. Tekst, w którym nazwa stoi, zachował się w odpisach młodszych o dwa stulecia od zapisanego zdarzenia, i tak trzeba go ważyć.

Pod koniec XIII wieku wodź przestaje pojawiać się w latopisach, choć ludzie nie zniknęli. Nazwa ludu ustępuje nazwie okręgu: od XV wieku cała północno-zachodnia część ziemi nowogrodzkiej zwie się Wodzka Piatina i pod tą nazwą prowadzi się jej rachunki podatkowe aż do XVIII wieku. Ziemia zatrzymała imię, ludzie je stracili.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Najstarsze zachowane odpisy latopisu są o dwa stulecia młodsze od wpisu pod rokiem 1069.
  • Wzmianki wojskowe nie pozwalają orzec, czy chodzi o cały lud, czy o oddział najęty z jednej okolicy.
  • Zniknięciu nazwy z latopisów nie towarzyszy żaden zapis o wysiedleniu ani o zagładzie; milczenie dokumentu nie jest tu zdarzeniem.

Skąd to wiadomoLatopis nowogrodzki, wpisy pod latami 1069 i 1149; księgi poborowe Wodzkiej Piatiny prowadzone od 1500 roku.

Wotowie, Iżorzy i Karelowie; Wodzka Piatina; przełom XV i XVI wieku

Przezwiska w księdze poborowej z 1500 roku

Zapis z tamtych czasów

Spis poborowy Wodzkiej Piatiny z lat 1499-1500 zapisał tysiące chłopów, a nazwy ludów pojawiają się w nim wyłącznie jako przezwiska pojedynczych osób.

Czytaj dalej

Księgę spisano w latach 1499-1500 z polecenia moskiewskiego, dwadzieścia lat po zagarnięciu Nowogrodu, rękami wysłannika Dymitra Kitajewa i podległego mu pisarza. Jest to najstarszy masowy wykaz imion ludzi z tej ziemi: wsie, dwory, posiadacze, chłopi i wysokość obciążenia, pogost po pogoście. Drukiem ogłoszono ją dopiero w 1868 roku.

Nazwy ludów stoją w niej wyłącznie przy osobach, w roli przydomków. Czudina policzono w tym zapisie dziewiętnaście razy, Iżeranina około czternastu, Korelanina siedem, Łopina dwa razy, a przezwisko urobione od Wotów cztery razy. Żaden z tych wyrazów nie opisuje wsi ani okolicy, wszystkie opisują pojedynczego gospodarza i jego dwór.

Rachunek tych liczb trzeba prowadzić ostrożnie, bo przydomek odróżnia człowieka od sąsiadów. Iżeranin zapisany w pogoście kargalskim był tam kimś innym niż reszta, natomiast Wot zapisany w ziemi wockiej nie odróżniał się niczym i dlatego przydomka nie potrzebował. Z rzadkości nazwy nie wolno zatem wyprowadzać rzadkości ludu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przydomek mógł znaczyć pochodzenie, ale równie dobrze przybycie skądinąd albo zajęcie związane z handlem.
  • Sumy zależą od tego, jak liczyć warianty zapisu tego samego wyrazu; różne odczyty dają różne liczby.
  • Księga zapisuje imiona w postaci ruskiej, więc miejscowe brzmienie bywa nie do odzyskania.

Skąd to wiadomoKsięga poborowa Wodzkiej Piatiny spisana w latach 1499-1500 przez wysłannika moskiewskiego Dymitra Kitajewa; wydanie drukiem z 1868 roku.

Wotowie uprowadzeni do Semigalii; lata 1444-1447 i następne cztery stulecia

Wotowie pod Bauską i nazwa, która znaczy Rusini

Zapis z tamtych czasów

Około trzech tysięcy Wotów uprowadzono w latach czterdziestych XV wieku pod Bauskę; ich mowa dotrwała do połowy XIX wieku, a nazwano ich słowem znaczącym Rusini.

Czytaj dalej

Sąsiedzi łotewscy nazwali ich Krieviņi, od słowa znaczącego Rusin, ponieważ przywieziono ich z ruskiej strony. Nazwa mówi więc o kierunku, z którego przyszli, a nie o tym, kim byli, i pod tą właśnie nazwą przeszli przez cztery stulecia. Między sobą mówili przez ten cały czas dalej po wocku, choć nikt tej mowy tak nie nazywał.

Ich mowa zgasła w połowie XIX wieku, wtopiona w otoczenie łotewskie, ale zdążono jeszcze spisać z ich ust słownictwo i dlatego wiadomo, że była to wocczyzna, a nie żaden inny język. Jest to jedyny odłam tego ludu, o którym wiadomo dokładnie, kiedy i gdzie go osadzono, a wiadomo tylko dlatego, że uprowadzono go siłą i policzono w rachunku zdobyczy.

W czasie wypraw zakonu inflanckiego na Ingrię w latach 1444-1447 wzięto około trzech tysięcy jeńców wockich i osadzono ich w Semigalii, przy budowie zamku w Bausce. Od ich stron dzieli to miejsce w linii prostej około czterystu kilometrów, a drogą ówczesną znacznie więcej. Przeniesiono ich raz, na roboty, i żadnego powrotu tej grupy ani jej potomków nigdzie nie odnotowano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba trzech tysięcy pochodzi z zapisu strony uprowadzającej i jest szacunkiem, nie rejestrem imiennym.
  • Nie wiadomo, czy uprowadzeni byli wyłącznie Wotami; wyprawy szły przez ziemie o ludności mieszanej.
  • Ostatnie zapisy tej mowy powstały w połowie XIX wieku i są słownikowe; tekstów obrzędowych w niej nie spisano wcale.

Skąd to wiadomoZapisy o wyprawach zakonu inflanckiego na Ingrię z lat 1444-1447 i o budowie zamku w Bausce; słownictwo krievińskie spisane w połowie XIX wieku.

Wotowie; wsie Łużyce i Krakole nad Zatoką Ługską; od 1848 roku po dziś

Mowa wocka nie ma daty zgonu, ma szereg liczb

Zapis z tamtych czasów

Liwski ma nazwisko i datę ostatniego mówiącego, wocki nie ma ani jednego, ani drugiego; ma za to szereg spisów, które same sobie przeczą.

Czytaj dalej

Liczenie zaczyna się w 1848 roku, gdy w trzydziestu siedmiu wsiach Ingrii doliczono się 5148 Wotów. Spis z 1926 roku podał już 705 osób. W 1942 roku mówiących szacowano na trzysta do czterystu, w 1959 roku naliczono trzydzieści pięć osób mówiących dobrze, a w 1989 roku sześćdziesiąt dwie osoby uznające się za Wotów, z czego mniej więcej połowa znała mowę.

Dalej liczby przestają zgadzać się ze sobą. Spis z 2002 roku podał siedemdziesiąt trzy osoby, spis z 2010 roku sześćdziesiąt cztery osoby i sześćdziesięciu ośmiu mówiących, a więc więcej mówiących niż ludzi, spis zaś z 2020 roku dziewięćdziesiąt dziewięć osób i dwadzieścia jeden podających wocki jako mowę ojczystą. Sprzeczność jest tu świadectwem sama w sobie.

Odmiana wschodnia wygasła w latach sześćdziesiątych XX wieku, odmiana krievińska w połowie XIX wieku, a dziś mowa trzyma się w dwóch wsiach rejonu kingiseppskiego. W 2008 roku Wotów wpisano z powrotem na urzędową listę małych ludów rdzennych, z której wcześniej wypadli, i jest to w całym tym rachunku jedyna data, przy której nazwa ludu stoi sama za siebie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Spisy mierzą deklarację, nie umiejętność; pytanie o mowę ojczystą bywa odpowiedzią o tym, kim ktoś chce być.
  • Nie ma orzeczenia o ostatnim mówiącym ani nazwiska, przy którym dałoby się postawić datę, jak przy liwskim.
  • Liczba sześćdziesięciu ośmiu mówiących przy sześćdziesięciu czterech osobach w 2010 roku dowodzi błędu w jednym z dwóch pytań, ale nie wiadomo, w którym.

Skąd to wiadomoWykaz ludności guberni petersburskiej z 1848 roku; spisy powszechne z 1926, 2002, 2010 i 2020 roku; postanowienie o liście ludów rdzennych z 2008 roku.

Iżorzy; ziemia nad dolną Newą; zima na przełomie 1220 i 1221 roku

Najazd na Ingarię zimą 1221 roku

Zapis z tamtych czasów

Kronika inflancka opisuje zimowy najazd na ziemię zwaną Ingarią i nazywa jej mieszkańców Ingarami; to pierwszy zachodni opis tego ludu i jest to rachunek łupu.

Czytaj dalej

Kronikarz inflancki, piszący o wypadkach własnego pokolenia, opowiada, że pośród zimy oddział z Sakali przeszedł Narwę i najdalszą drogą wszedł w ziemię zwaną Ingarią, należącą do państwa nowogrodzkiego. Zastał ją pełną ludzi i niczym nieostrzeżoną, uderzył ciężko, pobił wielu mężczyzn, wziął w niewolę mnóstwo ludzi obojga płci i wybił owce oraz bydło, którego nie dało się uprowadzić.

O wierze Ingarów nie ma tu ani słowa, choć ten sam kronikarz kilkadziesiąt kart wcześniej rozpisuje się o gajach, bóstwach i losach ciągnionych u Estów oraz Liwów. Różnica nie bierze się z ludzi, tylko z zamiaru: Estów i Liwów chrzczono i trzeba było opisać, od czego się ich odwodzi, a przez Ingarię jedynie przejechano tam i z powrotem.

Zapis ma jedną zaletę i jedną wadę. Zaletą jest to, że kraina i jej mieszkańcy są tu nazwani przez człowieka piszącego o wypadkach własnego pokolenia, a nie przez układacza sięgającego wstecz o dwa stulecia, jak przy wsi i wodzi. Wadą jest to, że cała wiedza, jaką z tego zdania da się wyjąć, sprowadza się do liczby ludzi, owiec i bydła, ponieważ taki był cel wyprawy i taki cel opisu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rozdział obejmuje zimę na przełomie lat, więc wyprawę datuje się na rok 1220 albo 1221, zależnie od rachuby.
  • Kronikarz pisał po stronie napastników, więc liczby zabitych i uprowadzonych pochodzą z relacji zwycięzców, nie z rejestru.
  • Nie wiadomo, jak rozległa była ziemia, którą kronikarz nazwał Ingarią, ani czy pokrywa się z późniejszą Ingrią traktatów.
  • Pierwszeństwo tego zapisu dotyczy opisu zdarzenia, a nie samej nazwy: Ingrowie padają wcześniej, w bulli papieskiej z lat 1164-1181.

Skąd to wiadomoKronika inflancka spisana w latach dwudziestych XIII wieku, rozdział o zimowej wyprawie za Narwę do ziemi zwanej Ingarią.

Iżorzy; ujście Newy; zdarzenie z 1240 roku, zapis z lat osiemdziesiątych XIII wieku

Starszy ziemi iżorskiej o dwóch imionach

Zapis po chrzcie

Opowieść o księciu nowogrodzkim wymienia z imienia Iżora trzymającego straż u ujścia Newy: Pełgusija, na chrzcie Filipa, człowieka o dwóch imionach naraz.

Czytaj dalej

Opowieść o życiu i męstwie księcia nowogrodzkiego, spisana w latach osiemdziesiątych XIII wieku, podaje, że straż morską u ujścia Newy trzymał starszy ziemi iżorskiej imieniem Pełgusij, któremu na chrzcie dano imię Filip. To on miał donieść księciu o nadciągających okrętach przed bitwą stoczoną w 1240 roku nad Newą.

Tekst jest hagiografią i opowiada o widzeniu: Pełgusij miał ujrzeć na łodzi dwóch świętych braci płynących z pomocą. Widzenie jest chwytem opowieści i tak należy je czytać. Historyczne jest natomiast co innego: pisarz z lat osiemdziesiątych XIII wieku stawia w roli świadka urzędnika iżorskiego, wypisuje przy nim oba imiona, rodzime i cerkiewne, a jego chrzest podaje jako rzecz wartą odnotowania, ponieważ ród tego człowieka opisuje jako pozostający poza cerkwią.

Dwa imiona przy jednej osobie to dokładnie ta rzecz, którą trzy stulecia później arcybiskup nowogrodzki będzie w tej samej ziemi zwalczał. Opowieść o bitwie nad Newą wypisuje oba obok siebie bez zgorszenia, choć zaznacza, że wokół świadka cerkwi jeszcze nie było; w 1534 roku imię nadane poza cerkwią jest już powodem, by wysłać mnicha z poleceniem karczowania gajów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Opowieść spisano czterdzieści lat po zdarzeniu i w celu wykazania świętości księcia, nie w celu opisania Iżorów.
  • Nie wiadomo, czy starszy ziemi iżorskiej był urzędem nowogrodzkim, czy godnością miejscową, którą Nowogród tylko uznawał.
  • Imienia Pełgusij nie potwierdza żaden dokument poza tą opowieścią i jej późniejszymi przeróbkami.
  • Opowieść przedstawia chrzest Pełgusija jako wyróżnik wśród jego rodu, więc z jednego podwójnego imienia nie da się orzec, jak rozpowszechniony był ten porządek nad Newą w 1240 roku.

Skąd to wiadomoOpowieść o życiu i męstwie księcia nowogrodzkiego, spisana w latach osiemdziesiątych XIII wieku; latopisowy wpis o bitwie nad Newą pod rokiem 1240.

Wotowie i Iżorzy; Wodzka Piatina; lata 1534 i 1548

Arbuj: czyj to był urząd

Zapis z tamtych czasów

Listy z Nowogrodu nazywają po imieniu urząd przeciwnika i nie nazywają ludu, który ten urząd trzymał; zamiast nazwy ludu pada nazwa okręgu podatkowego.

Czytaj dalej

Pisma arcybiskupów nowogrodzkich z 1534 i 1548 roku adresowane są do Wodzkiej Piatiny, czyli do jednostki poborowej, a nie do ludzi. Szło w nich o Wotów i Iżorów, w części także o Karelów znad Newy, lecz żadnej z tych nazw kancelaria do rzeczy nie potrzebowała, bo myśli okręgami, z których liczy się dochód, a nie ludami, które w nich mieszkają.

Zachowała się natomiast nazwa urzędu przeciwnika. Arbuj to słowo wockie i iżorskie, a jego odpowiednik do dziś stoi w estońszczyźnie; obie strony rozumiały je tak samo i dlatego ruski pisarz nie miał czym go zastąpić. Po 1548 roku wyraz ten nie pojawia się już w żadnym dokumencie ruskim: późniejsze doniesienia z tych samych wsi mówią wyłącznie o znachorze i o czarowniku, słowami swoimi.

Najważniejsza jest jednak czynność, o którą szło. Arbuj nadawał dziecku imię, a więc robił to, co w porządku cerkiewnym należało do kapłana i do chrztu. Z pisma wolno wyczytać, że imię nadawano poza cerkwią i że robił to człowiek o miejscowej nazwie urzędu; nie wolno wyczytać, co przy nadawaniu imienia mówiono, ponieważ tego nie zapisał nikt.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pisma wyliczają to, co zwalczały, a nie to, co widziały; opis czynności pochodzi od strony, która ją zakazywała.
  • Nie da się rozdzielić, ile z opisanych praktyk przypada na Wotów, ile na Iżorów, a ile na ludność ruską tego okręgu.
  • Milczenie dokumentów po 1548 roku może znaczyć zanik urzędu albo tylko zmianę słownika kancelarii.

Skąd to wiadomoListy arcybiskupów nowogrodzkich do Wodzkiej Piatiny z 1534 i 1548 roku; księga poborowa tego okręgu z lat 1499-1500 jako świadectwo sieci pogostów.

Iżorzy i Wotowie; ziemia nad Newą, Ługą i Narwą; od XII wieku po dziś

Nazwa ziemi przeżyła nazwę ludu o siedemset lat

Zapis z tamtych czasów

Ingria wzięła nazwę od Iżorów, przeszła przez traktaty od 1241 do 1721 roku i została w użyciu do dziś, choć lud, od którego pochodzi, zniknął z dokumentów.

Czytaj dalej

Watlandia z tego wyliczenia to ziemia Wotów, Ingria to ziemia Iżorów, a pisarz nie nazwał ani jednych, ani drugich, bo umawiał się o grunty. Potem nazwa idzie przez traktaty jak moneta: rozejmy i pokoje z lat 1583, 1595 i 1617 przesuwają tę ziemię między państwami, szwedzka prowincja Ingermanland trwa od 1617 do 1721 roku, a po niej nazwa zostaje w tytulaturze i w mowie potocznej.

Wywodzenie nazwy od imienia szwedzkiej królewny, wydanej w 1019 roku za księcia ruskiego i mającej dostać Ładogę w wianie, jest wykładem późniejszym i nie zostało wykazane. Ruska ziemia iżorska jest starsza od jakiejkolwiek szwedzkiej administracji w tym miejscu, a rzeka Iżora płynie tam niezależnie od wszystkich wywodów. Rozstrzygnięcia nie ma i trzeba to powiedzieć wprost.

Najstarsze wystąpienia nazwy są kościelne i wojskowe. Bulla papieska do arcybiskupa upsalskiego, wystawiona między 1164 a 1181 rokiem, wspomina pogańskich Ingrów; kronika inflancka zna zimą 1221 roku ziemię Ingarię; umowa zawarta w Rydze w 1241 roku wylicza Ingrię obok Watlandii, ziemi nad Newą i Karelii, jako obszary, z których spodziewano się przyszłej dziesięciny. Po stronie ruskiej nazwa pada później: latopis nowogrodzki notuje Iżorę pod rokiem 1228, przy pogoni za wracającymi z łupem najeźdźcami, i dopiero stamtąd idzie mowa o ziemi iżorskiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pochodzenie nazwy nie jest rozstrzygnięte; wskazywano rzekę Iżorę, imię własne oraz miejscowy wyraz o znaczeniu ozdobnym.
  • Bulla z drugiej połowy XII wieku nie ma dokładnej daty; przedział 1164-1181 wyznacza czas urzędowania jej adresata.
  • Umowa z 1241 roku mówi o zamiarze; nie dowodzi, że na którejkolwiek z czterech wyliczonych ziem prowadzono wtedy misję.
  • Przedział 1164-1181 zamykają dwie różne rzeczy: dolną granicę objęcie stolicy w Upsali przez adresata bulli, górną śmierć papieża, który ją wystawił; adresat urzędował jeszcze po tej dacie.

Skąd to wiadomoBulla papieska do biskupa upsalskiego z lat 1164-1181; kronika inflancka, zima 1221 roku; umowa zawarta w Rydze w 1241 roku; traktaty z 1583, 1595, 1617 i 1721 roku.

Wotowie i Iżorzy; wsie nad Zatoką Ługską i na półwyspie Sojkińskim; XIX wiek i początek XX wieku

Wakkowe: święto wsi liczone miarą

Zebrane z ust

Wsie wockie i iżorskie dzieliły święta na cerkiewne i własne; te drugie, zwane vakkovõ, składano z piwa uwarzonego wspólnie i odprawiano bez kapłana.

Czytaj dalej

Podział był stały i nazwany po obu stronach. Święta cerkiewne nosiły nazwę praaznikad, wziętą z ruskiego, a święta własne nazywano vakkovõ, od miary zbożowej, w której zbierano od każdego gospodarstwa wkład na wspólne piwo. Nazwa mówi więc o sposobie składania się, a nie o patronie ani o dacie w kalendarzu.

Zbierano się przy starym dębie, przy studni albo przy drewnianym krzyżu w polu, warzono piwo wspólnie i wspólnie je wypijano, śpiewając i tańcząc. Na dzień świętych Piotra i Pawła wynoszono z chaty ikonę i odprawiano nabożeństwo bez kapłana, a w kaplicy postawionej bez zezwolenia jadano ser, masło i pierogi, popijając piwem z tego samego warzenia.

W wakkowe brali udział mieszkańcy jednej wsi, nie okolicy, co odróżnia je od dorocznego odpustu ściągającego gości z daleka. Zanikły wcześniej niż święta cerkiewne, bo już na początku XX wieku; porządek własny wsi ustąpił zatem przed porządkiem cerkiewnym, choć to właśnie on nie miał nad sobą żadnego urzędu, który mógłby go znieść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Opisy pochodzą z zapisów XIX- i XX-wiecznych; wcześniejszych opisów tego obrzędu nie ma.
  • Nie da się rozdzielić, co w wakkowe jest wockie, co iżorskie, a co wspólne całemu pograniczu, bo wsie bywały mieszane.
  • Sam wyraz na miarę zbożową jest w tej rodzinie językowej powszechny i nie dowodzi, że obrzęd jest równie stary jak słowo.

Skąd to wiadomoZapisy obrzędowe ze wsi wockich i iżorskich rejonu kingiseppskiego z XIX i początku XX wieku; kalendarz świąt wockich zestawiony z tych zapisów.

Iżorzy, Wotowie, prawosławni Karelowie i osadnicy fińscy; Ingria; zapisy XIX i XX wieku

Dziewięć tomów z Ingrii pod cudzą nazwą zbioru

Zebrane z ust

Wielki zbiór dawnych pieśni, wydawany od 1908 do 1948 roku w trzydziestu trzech tomach, ma dziewięć tomów z Ingrii, a w tytule mówi o ludzie fińskim.

Czytaj dalej

Zbiór wychodził od 1908 do 1948 roku i liczy trzydzieści trzy tomy, z czego dziewięć zawiera materiał zebrany w Ingrii, a więc ponad czwarta część całości pochodzi z krainy leżącej poza granicami Finlandii. Tytuł mówi o dawnych pieśniach ludu fińskiego i nie rozróżnia nikogo, kto te pieśni faktycznie zaśpiewał.

Śpiewali w Ingrii Iżorzy, Wotowie, prawosławni Karelowie oraz luterańscy osadnicy przybyli tam w XVII wieku z Sawonii i spod Wyborga. Cztery różne ludy, dwa wyznania i dwie drogi osadnicze wchodzą pod jedną nazwę na grzbiecie tomu. Rozdzielenie ich po fakcie jest możliwe tylko tam, gdzie zapisujący zanotował przy śpiewaku wieś i wyznanie, a notował nie zawsze.

Jedna liczba z tych zapisów jest uderzająca: wśród znanych z imienia śpiewaków ingryjskich mężczyźni stanowią około pięciu na stu. Pieśń była w tej krainie robotą kobiecą i to kobiety przekazały największą część materiału, z którego zbudowano późniejsze wyobrażenie o dawnej pieśni całego północnego wschodu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przypisanie śpiewaka do ludu opiera się na wsi i wyznaniu; we wsiach mieszanych rozdzielenie bywa niewykonalne.
  • Udział dziewięciu tomów w trzydziestu trzech mierzy objętość druku, a nie liczbę pieśni ani liczbę śpiewaków.
  • Proporcja pięciu na stu dotyczy śpiewaków znanych z imienia, a nie wszystkich, od których cokolwiek zapisano.

Skąd to wiadomoZbiór dawnych pieśni ludowych wydawany w Finlandii w latach 1908-1948 w trzydziestu trzech tomach, z czego dziewięć z materiałem ingryjskim.

Wepsowie, Iżorzy i Wotowie; Karelia i Ingria; lata 1931-1937 oraz 1989

Dwa elementarze w 1932 roku i jeden, którego nie było nigdy

Zapis z tamtych czasów

W 1932 roku wyszedł pierwszy elementarz wepski i ruszyła szkoła iżorska po iżorsku; w 1937 roku obie zamknięto, a Wotowie elementarza nie dostali nigdy.

Czytaj dalej

Iżorska pisownia na literach łacińskich istniała od 1932 do 1937 roku; gramatykę i podręczniki oparte na gwarze sojkińskiej wydano w 1936 roku, a uczono z nich w szkołach na półwyspie Sojkińskim i przy ujściu Ługi. Był to jedyny okres w dziejach tego ludu, kiedy dziecko iżorskie mogło nauczyć się czytać we własnej mowie.

Wepski elementarz ukazał się w 1932 roku i był pierwszą książką w tej mowie. Alfabetu łacińskiego używano od 1931 roku i do 1937 wyszło około trzydziestu tytułów, niemal wyłącznie podręczników szkolnych. Wcześniej wepszczyzna trafiała pod prasę tylko jako materiał cudzej pracy: garść przysłów i opis mowy ogłoszone w 1853 roku pod nazwą północnej czudzi, a więc nie po to, żeby ktokolwiek z tego ludu mógł to przeczytać.

W 1937 roku obie szkoły zamknięto, pisownie zniesiono, podręczniki wycofano, a nauczycieli aresztowano. Alfabet wepski wrócił w 1989 roku i doczekał się urzędowego zatwierdzenia w latach następnych; szkoły iżorskiej we własnej mowie od tamtego roku nie wznowiono, a wocczyzna nie dostała ani elementarza, ani urzędowej pisowni w żadnym z tych dwóch podejść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba około trzydziestu wepskich tytułów pochodzi z wykazów wydawniczych; część nakładów zniszczono i nie wszystkie egzemplarze się zachowały.
  • Nie wiadomo, do ilu dzieci naprawdę dotarła w ciągu tych pięciu lat szkoła we własnej mowie.
  • Zamknięcie szkół w 1937 roku objęło kilkadziesiąt mów naraz; nie była to decyzja wymierzona w te trzy ludy osobno.

Skąd to wiadomoElementarz wepski z 1932 roku i wykaz druków wepskich z lat 1932-1937; iżorska gramatyka i podręczniki z 1936 roku; rozporządzenia z 1937 roku znoszące oba piśmiennictwa.

Iżorzy, Wotowie i Finowie ingryjscy; Ingria i Finlandia; lata 1943-1956

Wywózka 1943 roku i zakaz powrotu

Zapis z tamtych czasów

Od marca 1943 do lata 1944 wywieziono z Ingrii do Finlandii ponad sześćdziesiąt trzy tysiące osób; rozejm z września 1944 nakazał ich zwrot, a do wsi wrócić im nie pozwolono.

Czytaj dalej

Porozumienie niemiecko-fińskie przewidywało opróżnienie Ingrii z ludności fińskiej i z ludów jej pokrewnych. Wywózkę prowadzono od marca 1943 roku do lata 1944 i objęła ona ponad sześćdziesiąt trzy tysiące osób, w tym Wotów i Iżorów; przewożono ich drogą morską przez Tallin, całymi wsiami, z dobytkiem, jaki dało się unieść.

Rozejm moskiewski z 19 września 1944 roku zawierał punkt o zwrocie tych ludzi Związkowi Radzieckiemu. Wróciło około pięćdziesięciu pięciu tysięcy, około ośmiu tysięcy zostało w Finlandii albo przeszło do Szwecji. Wracających nie skierowano jednak do ich wsi, tylko rozsiedlono w głębi Rosji, a do stron rodzinnych wolno było wracać dopiero od 1956 roku, gdy domy stały już zajęte.

Rachunek widać najlepiej na Iżorach. Spis z 1926 roku wykazał 26 137 Iżorów, spis z 1959 roku już tylko 1062, a więc po trzydziestu trzech latach zostało czterech ludzi na stu. Na tę różnicę składa się kilka rzeczy naraz i żadnej z nich nie da się z niej wyjąć osobno: wysiedlenia z pasa nadgranicznego w latach trzydziestych, wojna, wywózka z lat 1943-1944, zakaz powrotu do wsi po 1944 roku oraz zapisywanie się w spisach jako Rosjanie. Pewne jest to, że w 1959 roku liczono już ludzi rozproszonych po kraju, a nie wsie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby wywiezionych i wróconych podaje się w zaokrągleniach; wykazy imienne nie obejmują wszystkich.
  • Nie da się z nich wyjąć osobno liczby Wotów i Iżorów, ponieważ rejestrowano ich razem z Finami ingryjskimi.
  • Spadek między 1926 a 1959 rokiem obejmuje także straty wojenne i zmianę deklarowanej narodowości, których nie sposób rozdzielić.
  • Wysiedlenia z pasa nadgranicznego w latach trzydziestych objęły tę ludność przed wywózką z 1943 roku i nie prowadzono ich pod nazwami ludów, więc ich udziału w różnicy między spisami nie da się wyliczyć.

Skąd to wiadomoPorozumienie niemiecko-fińskie i akta wywózki z lat 1943-1944; rozejm moskiewski z 19 września 1944 roku; spisy powszechne z 1926 i 1959 roku; zezwolenie na powrót z 1956 roku.

Skąd wzięły się pieśni

Płacz głosem i wsie po drugiej stronie granicy

Karelia wieńska i ołoniecka, Karelia graniczna, Ingria, Sawonia; zapisy z lat 1820–1940

Mapa zapisów nie jest mapą wiary

Zebrane z ust

Prawie cały zapisany zasób pieśni w dawnym metrum pochodzi z kilku wschodnich okolic, a to mówi o tym, gdzie pieśń dotrwała, nie gdzie się zaczęła.

Czytaj dalej

Kiedy w latach dwudziestych XIX wieku ruszyły wyprawy spisujące pieśni, ośmiozgłoskowy wiersz z aliteracją i powtórzeniem myśli żył jeszcze przede wszystkim po wschodniej stronie granicy: nad Uchtą i Kiestingą, w Wuokkiniemi, Łatwajärwi i Wuonninen, dalej w Karelii ołonieckiej, w Karelii granicznej i w Ingrii. Z tych okolic pochodzi trzon wszystkiego, co dziś można przeczytać.

Rozkład zapisów bywa czytany jako dowód, że Karelia była kolebką dawnej pieśni, i to jest wniosek zbyt daleki. Ten sam typ wiersza zanotowano w Estonii, u Setu, u Wotów i Iżorów, a po stronie fińskiej jeszcze w XVII wieku śpiewano nim w Sawonii i w Häme. Mapa zapisu pokazuje więc nie miejsce narodzin, lecz ostatnie miejsce, w którym było jeszcze co spisać.

Pytanie postawione uczciwie brzmi inaczej: co takiego robiono z mową domową po jednej stronie granicy, czego nie robiono po drugiej. Odpowiedź daje się udokumentować, bo obie strony zostawiły po sobie druki, prawa i rejestry, a te mają daty. Dalsze karty tego działu idą za tymi datami, a nie za wrażeniem, że im głębiej w puszczę i im dalej od miasta, tym starsza i czystsza wiara; takie wrażenie jest wygodne, ale nie ma pod sobą ani jednego dokumentu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Milczenie zapisów z zachodniej Finlandii nie dowodzi, że zachód nigdy nie miał równie bogatego zasobu; dowodzi tylko, że nie zapisano go na czas.
  • Granica zapisu biegnie mniej więcej tam, gdzie granica wyznania, ale pokrywa się też z granicą państwową i z granicą dróg, więc przyczyn nie da się rozdzielić samym rozkładem.

Skąd to wiadomoDzienniki i notatniki jedenastu wypraw zapisujących z lat 1828–1844; zbiory towarzystwa literackiego założonego w Helsinkach w 1831 roku; wielotomowa edycja zapisów wydawana od 1908 roku.

Finlandia i Karelia pod władzą szwedzką, XVI–XVIII wiek

Parafia, która co roku wchodziła do chałupy

Zapis z tamtych czasów

Od 1686 roku nikt w państwie szwedzkim nie przystępował do komunii ani do ślubu bez umiejętności czytania, a sprawdzano to w domu, izba po izbie.

Czytaj dalej

Szwedzkie prawo kościelne z 1686 roku związało sakramenty z umiejętnością czytania i ze znajomością katechizmu, a obowiązek sprawdzania nałożyło na duchownego. Sprawdzian odbywał się we wsi, w gospodarskiej izbie, do której zwoływano okoliczne domy, a wynik zapisywano przy nazwisku w księdze. Dzięki temu w Finlandii umiejętność odczytania drukowanego tekstu stała się powszechna na długo przed szkołą.

Ta sama wizyta była okazją do wypytania o zwyczaje i do ich potępienia z imienia. Prawo nakazywało duchownym wykorzeniać pozostałości dawnych obrzędów, a protokoły wizytacji pokazują, że pytano o zamawianie, o obchodzenie bydła i o obrzędy przy zmarłych. Nie był to jednorazowy nalot na wieś, tylko coroczna obecność, która wracała w te same izby i pamiętała, o co pytała rok wcześniej.

W tym samym czasie w mowie domowej pojawił się nowy repertuar: kancjonał z 1583 roku dał pieśń kościelną po fińsku, a od XVII wieku rozchodziła się krótka pieśń rymowana, wesoła i przyjęta z zewnątrz. Dawny wiersz nie został zakazany jednym aktem, tylko wyparty z okazji, przy których dotąd się go używało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, jak twardo egzekwowano wymóg czytania w ubogich i odległych parafiach.
  • Nie rozstrzygnięto, czy odczytywano tekst, czy powtarzano z pamięci ustęp wbity do głowy na głos; księgi notują wynik, nie sposób.
  • Nie da się wykazać, czy pieśń rymowana wyparła dawną, czy tylko zajęła nowe okazje, a dawna zamarła z innych przyczyn.

Skąd to wiadomoSzwedzkie prawo kościelne z 1686 roku; kancjonał fiński z 1583 roku; protokoły wizytacji i przypisy o umiejętności czytania w księgach parafialnych XVII i XVIII wieku.

Karelia nowogrodzka i moskiewska, XVI–XIX wiek

Wschód bez druku i bez księdza pod ręką

Zapis z tamtych czasów

Nabożeństwo szło po cerkiewnosłowiańsku, kapłan bywał we wsi kilka razy w roku, a pierwsza drukowana książka po karelsku wyszła dopiero w 1820 roku.

Czytaj dalej

Po wschodniej stronie mowa domowa nie miała w kościele żadnego zastosowania. Liturgia odprawiana była po cerkiewnosłowiańsku, kazanie po rusku, a parafia bywała odległa o dzień lub dwa drogi wodnej. Karelski nie został ani zapisany, ani zakazany: został pominięty.

Skutek jest dokładnie odwrotny do zamierzonego przez obie strony. Tam, gdzie kościół wziął mowę ludzi na własność i dał jej katechizm, pieśń, elementarz i sprawdzian, dawny wiersz stracił swoje miejsce. Tam, gdzie kościół mówił obcym językiem, mowa domowa zachowała wszystkie funkcje, których kościół nie obsadził: pieśń, zamawianie, opłakiwanie zmarłego.

Nie jest to zasługa prawosławia ani wina luteranizmu, bo żadna z tych wspólnot niczego takiego nie zamierzała. Jest to skutek uboczny wyboru języka i częstotliwości wizyt, a oba te czynniki mają daty i dokumenty. Obie strony chciały tego samego, czyli porzucenia dawnych obrzędów, i obie tak samo oceniały wartość zamawiania; różniło je narzędzie, a właśnie narzędzie przesądziło o tym, co się zachowało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie zachował się żaden wcześniejszy rękopis po karelsku, ale brak zapisu nie jest dowodem, że nikt takiego nie sporządził.
  • Nie wiadomo, ile z cerkiewnosłowiańskiego rozumiano we wsi; wiadomo tylko, że nie był to język mówiony.
  • Nie rozstrzygnięto, czy druk z 1820 roku wszedł w użycie, czy pozostał przedsięwzięciem bez ciągu dalszego.

Skąd to wiadomoDruk Ewangelii Mateusza po karelsku literami cyrylickimi z 1820 roku; inwentarze cerkiewne i spisy parafii karelskich; rozpiski odległości do cerkwi w opisach ujezdów.

Karelia wieńska, dorzecze Uchty i Kiestingi, lata 1825–1845

Ile wsi dało cały ten zasób

Zebrane z ust

Trzon zapisanej pieśni pochodzi od kilkunastu rodzin z kilku wsi nad jednym systemem jezior, a nie od ludu jako całości., a nie od ludu jako całości.

Czytaj dalej

Śpiewanie było umiejętnością rodzinną i domową, przekazywaną w izbie i przy robocie, a nie powszechną sprawnością każdego mieszkańca. Z Wuonninen w 1825 roku spisano pieśń o sampo, z tej samej okolicy w 1833 roku kolejność, w jakiej śpiewak układał pieśni jedna po drugiej — ta właśnie kolejność stała się później rusztowaniem ułożonego przy biurku eposu, który jest dziełem XIX wieku, a nie zapisem dawnej wiary, a w kwietniu 1834 roku w Łatwajärwi jeden gospodarz podyktował w ciągu dwóch dni kilka tysięcy wersów, po czym tę samą tradycję zapisywano jeszcze u jego syna dziesiątki lat później.

Taki sposób wykonania tłumaczy budowę wiersza wprost: powtórzenie myśli w drugim wersie daje pierwszemu śpiewakowi czas na przypomnienie następnego, a drugiemu rolę do zagrania.

Stąd wniosek, o którym trzeba pamiętać przy każdej karcie opartej na pieśni: zapisany zasób ma kształt repertuaru kilku rodzin z jednej okolicy i jednego pokolenia. To bardzo dużo, ale to nie jest przekrój przez cały lud. Kiedy więc mowa o tym, w co wierzono w Karelii, mowa jest najczęściej o tym, co umiało kilkanaście osób znad jednego pasma jezior w pierwszej połowie XIX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, ile naprawdę umiał którykolwiek ze śpiewaków; znany jest wyłącznie ten wycinek, który zdążono podyktować.
  • Nie rozstrzygnięto, czy porządek zdarzeń podany w 1833 roku był własnością śpiewaka, czy odpowiedzią na kolejność pytań.
  • Nie da się ustalić, czy sąsiednie wsie miały repertuar odmienny, skoro nikt ich nie objechał z równą uwagą.

Skąd to wiadomoZapisy podróżne z 1825, 1833 i 1834 roku; prawosławne księgi metrykalne parafii Wuokkiniemi; rysunki i opisy sposobu śpiewania z XIX wieku.

Ingria (parafia urodzenia) i Przesmyk Karelski, gdzie mieszkała i gdzie ją zapisywano; kobieta żyjąca w latach 1833–1904

Pieśń i lament z jednych ust

Zebrane z ust

Od jednej wdowy z Ingrii spisano ponad trzydzieści tysięcy wersów, a wśród nich zarówno pieśni, jak i lamenty, czego nie ma w żadnym innym zapisie.

Czytaj dalej

Urodzona w ingerskiej Lempaali, prawosławna, uboga, po śmierci męża zadłużona, na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIX wieku dyktowała przez kilka lat tamtejszemu pastorowi luterańskiemu we wsi na Przesmyku, w której osiadła po zamążpójściu. Powstał z tego największy znany zapis od jednej osoby: dziesiątki tysięcy wersów pieśni, ponad tysiąc przysłów, setki zagadek, a obok tego lamenty, których nikt inny w takiej ilości od jednej kobiety nie zebrał.

Znaczenie tego zapisu dla lamentu jest osobne. W innych zapisach pieśń i lament pochodzą zwykle od różnych ludzi, więc różnica między gatunkami miesza się tam z różnicą między osobami., więc różnica między gatunkami miesza się z różnicą między osobami. Tutaj można zobaczyć, jak ta sama kobieta przechodzi z miary pieśni w płacz głosem, i że są to dwa odrębne rzemiosła, a nie dwa nastroje.

Dyktowanie nie jest jednak wykonaniem. Lament opłakuje kogoś konkretnego, w określonym dniu i miejscu, a podyktowany na zimno do zeszytu traci to, co go w praktyce stanowiło. Zapis od niej jest więc jednocześnie najbogatszym materiałem, jaki mamy, i najlepszym przykładem tego, jak pisanie zmienia rzecz zapisywaną: zostaje słowo, znika okazja, głos i adresat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Podawane sumy wersów różnią się zależnie od sposobu liczenia powtórzeń i wariantów.
  • Nie wiadomo, ile ze słownictwa lamentów było jej własne, a ile wspólne całej okolicy.
  • Nie da się ocenić, w jakim stopniu układała inaczej, wiedząc, że pisze się za nią słowo w słowo.

Skąd to wiadomoZapisy z lat 1887–1894; księgi metrykalne parafii Lempaala; portrety i fotografie wykonane za jej życia; rzeźbiarskie wyobrażenia powstałe później.

Karelia ołoniecka, wieńska i graniczna, Ingria; XIX–XX wiek

Płacz głosem, czyli lament jako osobne rzemiosło

Zebrane z ust

Lament nie jest pieśnią ani mową: wykonuje się go głosem łamiącym się w płacz, bez stałej miary, na aliteracji i długich zbitkach słów.

Czytaj dalej

Zapisy opisują tę czynność jako płakanie głosem i jest to opis dokładny. Wykonanie mieści się między mową a śpiewem: wersy mają nierówną długość, biegną wielkimi łukami oddechu, a na końcu frazy głos załamuje się w szloch, który należy do gatunku, a nie do stanu wykonawczyni.

Od pieśni w dawnym metrum lament różni się na wylot. Pieśń ma miarę ośmiozgłoskową i da się ją odtworzyć wers po wersie, lament nie ma stałej miary i nigdy nie powtarza się dosłownie. Wiąże go aliteracja, spiętrzone określenia zastępcze i szereg zdrobnień, a każde wykonanie układa się na nowo z gotowych kawałków, do tej jednej śmierci i do tej jednej rodziny.

Dlatego dwa zapisy tego samego lamentu nigdy się nie pokrywają, a z papieru można się nauczyć słownictwa, nie umiejętności. To rozróżnienie jest dla całego działu ważniejsze niż jakikolwiek pojedynczy tekst. Pieśń da się odtworzyć z książki i będzie to ta sama pieśń, natomiast lament odtworzony z książki jest nowym lamentem, ułożonym przez kogoś innego, dla kogoś innego i w innym dniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, ile w wykonaniu było improwizacji, a ile przywołania utrwalonych całostek.
  • Nie wiadomo, czy załamanie głosu miało wartość obrzędową, czy było skutkiem prawdziwego płaczu, którego oczekiwano.
  • Granica między lamentem a pieśnią weselną bywa w zapisach zatarta, bo spisujący notowali oba gatunki tym samym sposobem.

Skąd to wiadomoZapisy z Karelii i Ingrii z XIX i XX wieku; nagrania wałkowe z początku XX wieku i nagrania taśmowe z drugiej połowy stulecia.

Karelia i Ingria; słownictwo notowane w XIX i XX wieku

Mowa, która nie nazywa po imieniu

Zebrane z ust

W lamencie nie pada ani imię zmarłego, ani słowo śmierć, ani zwykłe słowo matka: każde ma swoje omówienie, nieużywane w mowie codziennej.

Czytaj dalej

Omówienie budowano zawsze tak samo: zamiast nazwy rzeczy stawiano opis jej czynności albo kształtu — zmarłego określano przez odejście, matkę przez to, co dla dziecka robiła, trumnę przez ciasnotę domu bez okna, cmentarz przez gaj. Zapisy notują wiele takich rozwiązań i żadne nie jest jedynym poprawnym; to wzór składania, a nie słownik, który dałoby się przepisać.

Unikanie imion nie jest ozdobą. Nazwanie wprost było w tej praktyce działaniem, więc nazwanie zmarłego jego imieniem albo nazwanie śmierci po imieniu ściągało uwagę tam, gdzie jej nie chciano. Ten sam chwyt widać w mowie łowieckiej, gdzie niedźwiedzia nazywa się opisowo, i w zamawianiu, gdzie nazwanie służy odwrotnie: żeby zapanować.

Z tego bierze się też trudność przekładu. Zdanie lamentu bywa w pełni zrozumiałe tylko dla kogoś z tej samej wsi, bo omówienie odsyła do rzeczy widzianej na miejscu: do tej ławy, tego progu, tej ścieżki na cmentarz. Tłumaczenie na mowę zwykłą zdejmuje z niego warstwę, dla której cały gatunek istniał, i zostawia treść brzmiącą jak zwyczajne pożegnanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy unikanie imion brało się z obawy, czy z obyczajnej powściągliwości wobec zmarłego i jego rodziny.
  • Nie wiadomo, jak stare jest to słownictwo; poświadczają je dopiero zapisy XIX i XX wieku.
  • Spisujący zwykle tłumaczyli omówienia na słowa zwykłe, przez co część zapisów zaciera właśnie to, co w gatunku najważniejsze.

Skąd to wiadomoZapisy lamentów z Karelii i Ingrii z XIX i XX wieku; słowniki gwarowe zestawiane z tych zapisów; nagrania z drugiej połowy XX wieku.

Karelia prawosławna; praktyka notowana do drugiej połowy XX wieku

Kto płacze i skąd to umie

Zebrane z ust

Lament był rzemiosłem kobiet, przejmowanym przez asystowanie przy pogrzebach, a we wsiach znano z nazwiska te, po które posyłano z daleka.

Czytaj dalej

Opłakiwanie należało do kobiet i nie było dzielone z mężczyznami. Zamawianie, czyli słowa nad raną, bydłem i ogniem, bywało w tych samych wsiach zajęciem mężczyzn; przy trumnie mówiła kobieta. Ten podział trzyma się w zapisach na tyle konsekwentnie, że wyjątki odnotowywano jako osobliwość.

Umiejętności nie uczono z tekstu. Dziewczynka stawała przy krewnej, słuchała przez lata i zaczynała od krótkich wejść, a pełne prowadzenie pogrzebu brała po trzydziestce albo później, gdy miała już własnych zmarłych do przywołania. Kto nie miał daru głosu ani pamięci do rodzinnych zmarłych, nie prowadził.

Bywały płaczki proszone z sąsiednich wsi i wynagradzane chustą, płótnem albo jedzeniem. Nie czyni to z nich zawodowych żałobnic w rozumieniu miejskim, bo opłakiwały też własnych, a zapłata była zwyczajową odpłatą za ciężką robotę w ciężkim dniu. Prowadzenie pogrzebu bywało wysiłkiem fizycznym: kilka godzin głosu na mrozie, przy ludziach, którzy od prowadzącej oczekiwali, że wypłacze także za nich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, jak częste było proszenie płaczki z zewnątrz, a jak częste prowadzenie przez kobietę z rodziny.
  • Nie rozstrzygnięto, czy zapłata była regułą, czy udziałem tylko najbardziej cenionych.
  • Nie da się ustalić, czy podział na rzemiosło męskie i kobiece obowiązywał równie twardo przed XIX wiekiem.

Skąd to wiadomoOpisy pogrzebów karelskich z XIX i XX wieku; nagrania i wywiady z płaczkami z Karelii radzieckiej i z Finlandii po 1950 roku.

Karelia prawosławna; obrzęd notowany w XIX i XX wieku

Pogrzeb punkt po punkcie

Zebrane z ust

Lament nie był wybuchem żalu, lecz robotą wykonywaną w wyznaczonych miejscach obrzędu: przy myciu ciała, przy wynoszeniu, na drodze i nad mogiłą.

Czytaj dalej

Porządek był stały, choć słowa za każdym razem inne. Płakano przy obmyciu i ubraniu ciała, przy wkładaniu do trumny, przy wynoszeniu z domu, przy czym trumnę wyprowadzano tak, żeby zmarły nie zapamiętał drogi powrotnej, dalej na ścieżce, przy kopaniu, przy zasypywaniu, a na końcu przy powrocie do opustoszałej izby.

Lament miał konkretne zadania, a nie tylko wyrażał żal. Płaczka żegnała zmarłego w imieniu domu, wyliczała, co po nim zostaje i komu, prosiła dawniej zmarłych o przyjęcie nowego, przekazywała im pozdrowienia i pytania od żywych, a nierzadko mówiła w imieniu tych, którzy sami mówić nie potrafili.

Cmentarz bywał gajem bez ogrodzenia, na uboczu wsi albo na wyspie, a przy drodze pozostawał znak na drzewie, wycięty przy przenoszeniu ciała. Zmarli stanowili wspólnotę, do której zwracano się zbiorowo, jak do rodziców całego rodu, a nie do pojedynczych osób. Określenie używane dla nich w lamentach znaczy tyle co rodzice i obejmuje wszystkich dawniej pochowanych, niezależnie od tego, ile pokoleń wstecz sięgała pamięć rodziny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy wyprowadzanie trumny okrężną drogą miało mylić zmarłego, czy oddzielać drogę żywych od drogi umarłych; zapisy podają obie wykładnie z ust ludzi.
  • Nie wiadomo, czy znak na drzewie wyznaczał granicę, czy zatrzymywał zmarłego, ani jak dawna jest ta praktyka.
  • Nie da się ustalić, ile z porządku obrzędu pochodzi z przepisu cerkiewnego, a ile z miejscowego zwyczaju, bo nakładają się bez szwu.

Skąd to wiadomoOpisy pogrzebów z Karelii wieńskiej i ołonieckiej z XIX i XX wieku; fotografie cmentarzy gajowych; nagrania lamentów pogrzebowych.

Karelia prawosławna; kalendarz cerkiewny nałożony na miejscowy obyczaj

Kalendarz zmarłych trzymał lament przy życiu

Zebrane z ust

Prawosławny rachunek dni po śmierci i doroczne soboty zaduszne dawały lamentowi stały terminarz, a terminarz utrzymywał umiejętność.

Czytaj dalej

Po pogrzebie liczono trzeci, dziewiąty i czterdziesty dzień, a miejscami także dwudziesty, potem zaś rocznicę; do tego dochodziły soboty zaduszne i wiosenne odwiedziny grobów z jedzeniem, przy których znów płakano głosem. Rok miał więc kilka stałych okazji, przy których ktoś musiał umieć to zrobić., przy których ktoś musiał umieć to zrobić.

To jest najmocniejszy mechanizm, jaki da się w tym dziale pokazać bez domysłu. Gatunek ustny utrzymuje się nie wtedy, gdy się go ceni, lecz wtedy, gdy istnieje powtarzalna okazja, przy której jego brak byłby zauważony. Kalendarz zmarłych taką okazję dostarczał z urzędu, kilkanaście razy w roku, w każdej wsi.

Po stronie luterańskiej ten terminarz zniesiono. Modlitwa za zmarłych i doroczne obrzędy przy grobach zostały usunięte z porządku kościelnego w XVI wieku, więc najpierw zniknęły okazje, a dopiero potem umiejętność. Zanik gatunku nie wymagał zakazu, wystarczyło odjęcie dni.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy rachunek czterdziestu dni jest w całości cerkiewny, czy nałożył się na wcześniejszy miejscowy rachunek, bo poświadczenia są późne.
  • Nie wiadomo, kiedy ostatecznie zanikły obrzędy przy grobach po stronie luterańskiej; opisy jedzenia noszonego na groby wracają jeszcze w XVII i XVIII wieku mimo zakazów.
  • Nie da się zmierzyć, ile lamentu wykonywano poza tymi dniami, przy zwykłym wspomnieniu zmarłego.

Skąd to wiadomoKalendarz dni zadusznych cerkwi prawosławnej; opisy odwiedzin grobów z Karelii z XIX i XX wieku; postanowienia wizytacyjne po stronie szwedzkiej zakazujące noszenia jedzenia na groby.

Karelia i Ingria; do połowy XX wieku

Panna młoda opłakiwana jak zmarła

Zebrane z ust

Na weselu karelskim płakano nad panną młodą tym samym gatunkiem co nad zmarłym: żegnała się z ogniem, łaźnią, warkoczem i gromadą dziewcząt.

Czytaj dalej

Wesele zajmowało kilka dni i lament towarzyszył każdemu jego przejściu: pożegnaniu z łaźnią, z domowym ogniem, z progiem, z dziewczętami, wreszcie rozpleceniu jednego warkocza i zapleceniu dwóch pod czepiec mężatki. Panna młoda opłakiwała samą siebie albo robiła to za nią proszona kobieta, gdy młoda nie miała głosu ani sił.

Zbieżność z pogrzebem jest dosłowna, bo idzie o ten sam przedmiot. Odchodząca przestaje należeć do zmarłych własnego rodu, a zaczyna należeć do zmarłych rodu męża, więc prosi swoich o pozwolenie i o dalszą opiekę już w obcym domu. Lament weselny jest w tym układzie aktem przeniesienia, a nie tylko wyrazem smutku dziewczyny wydawanej z domu.

Zapisy z XX wieku pokazują ten gatunek jeszcze w pełnym użyciu w Karelii ołonieckiej i wieńskiej, a więc dłużej niż większość obrzędów, o których mowa w tym dziale. Trzymał się dlatego, że trzymało się wesele: dopóki wydawano dziewczynę z domu z kilkudniowym obrzędem, dopóty istniało miejsce, w którym ktoś musiał zapłakać głosem, i ktoś musiał to umieć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy lament weselny jest przeniesieniem formy pogrzebowej, czy oba wyrosły równolegle z jednej praktyki pożegnania.
  • Nie wiadomo, jak powszechne było zastępowanie panny młodej przez proszoną płaczkę.
  • Nie da się ustalić, od kiedy wesele miało tę budowę; najstarsze opisy pochodzą z XIX wieku.

Skąd to wiadomoOpisy wesel karelskich z XIX i XX wieku; nagrania wałkowe i taśmowe lamentów weselnych; fotografie obrzędu rozplatania warkocza.

Karelia po obu stronach granicy; XVIII–XX wiek

Lament rekrucki i lament wojenny

Zebrane z ust

Poborowego żegnano tak jak zmarłego, bo wracał rzadko i późno; w XX wieku ten sam gatunek obsłużył ewakuację, obozy i wsie bez powrotu.

Czytaj dalej

Po stronie rosyjskiej pobór rekrucki wprowadzono na początku XVIII wieku, a służba liczyła się w dziesięcioleciach, więc wzięcie do wojska oznaczało dla wsi stratę ostateczną. Pożegnanie miało budowę pogrzebu: te same punkty, ten sam głos, te same omówienia, z tą różnicą, że opłakiwany szedł o własnych siłach. Po stronie fińskiej powszechny pobór wprowadziła ustawa z 1878 roku.

W XX wieku gatunek przyjął nową treść. Wojny lat 1939–1940 i 1941–1944, ewakuacja, przesiedlenia i śmierci bez grobu dały lamentowi przedmioty, których wcześniej nie miał: spaloną wieś, cmentarz po drugiej stronie granicy, człowieka zabranego i nieodnalezionego.

Te późne lamenty bywają najlepiej nagrane i zarazem najtrudniejsze do oceny, bo wiele z nich wykonano na prośbę nagrywającego, a nie przy zmarłym. Różnicę między wykonaniem a pokazem trzeba przy nich zapisywać wprost. Nagranie zrobione w izbie, przy włączonym magnetofonie i bez trumny, jest świadectwem umiejętności, a nie świadectwem obrzędu, i jedno nie zastępuje drugiego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy lamenty dotyczące przesiedleń i represji wykonywano publicznie; mogły być niebezpieczne dla wykonawczyni.
  • Nie rozstrzygnięto, czy lament rekrucki jest starszy od XVIII-wiecznego poboru, czy powstał jako odpowiedź na niego.
  • Część późnych nagrań powstała poza obrzędem i nie wiadomo, ile w nich skrócenia albo dopowiedzenia dla słuchacza z zewnątrz.

Skąd to wiadomoPrzepisy o poborze rekruckim w Rosji od początku XVIII wieku; fińska ustawa o powszechnym poborze z 1878 roku; nagrania archiwalne z Karelii radzieckiej i z Finlandii z drugiej połowy XX wieku.

Przesmyk Karelski i ziemie nowogrodzkie

Chrzest z 1227 roku i milczenie o tym, co porzucono

Zapis z tamtych czasów

Latopis nowogrodzki notuje pod rokiem 6735 masowy chrzest Karelów, ale nie podaje ani jednego imienia ani obrzędu, który przy tym porzucono.

Czytaj dalej

Zapis jest krótki i mówi tylko tyle, że książę posłał ludzi i że ochrzczono wtedy niemal całą ludność karelską, o której latopisarz wiedział. Data odpowiada rokowi 1227 i wyprzedza o ponad trzy stulecia spis imion sporządzony po stronie zachodniej w 1551 roku. Karelowie występują w tym czasie w latopisie jako zbrojne ramię Nowogrodu w wojnie z Tawastami, a więc jako strona, którą warto było związać wyznaniem.

Znacząca jest asymetria opisu. Strona wschodnia ma chrzest wcześniejszy i nie zostawiła listy tego, co chrzest zastąpił; strona zachodnia ma chrzest późniejszy i zostawiła wyliczenie imion, bo duchowny potrzebował ich do potępienia. Cała nasza wiedza o dawnych imionach pochodzi zatem stamtąd, gdzie prowadzono polemikę drukiem.

Z tego wynika ostrzeżenie metodyczne dla całego działu: brak imion po stronie karelskiej nie oznacza, że ich nie było, tylko że nikt nie miał powodu ich spisać. Prawosławny duchowny nie drukował polemik w mowie ludzi, bo w tej mowie niczego nie drukował, a luterański drukował, bo cała jego robota opierała się na książce w rękach gospodarza. Różnica w zachowanym materiale jest różnicą narzędzi, nie różnicą gorliwości.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Określenie zasięgu jest w latopisach formułą i nie daje się z niego wyprowadzić, ilu ludzi ani jak rozległego obszaru to dotyczyło.
  • Nie wiadomo, czy chrzest objął całą Karelię, czy okolice podległe bezpośrednio Nowogrodowi.
  • Nie rozstrzygnięto, czy było to jednorazowe działanie księcia, czy punkt w dłuższym procesie, po którym nastąpiły dalsze.

Skąd to wiadomoLatopis nowogrodzki pierwszy pod rokiem 6735 i pod latami sąsiednimi; wzmianki o Kareli w zapiskach o wojnach z Tawastami z lat dwudziestych XIII wieku.

Wyspa Konewiec na Ładodze; monaster założony w 1393 roku

Koń oddany kamieniowi na Konewcu

Zapis po chrzcie

Na wyspę spędzano latem bydło z brzegu, a jesienią zostawiano przy wielkim głazie konia jako zapłatę dla gospodarzy miejsca.

Czytaj dalej

Opowieść o założeniu monasteru na Konewcu zawiera szczegół, którego nie ma po co zmyślać: mieszkańcy okolicznych brzegów przewozili bydło na wyspę na letni wypas, bo nie trzeba było go tam pilnować, a przed odejściem zostawiali jednego konia przy olbrzymim głazie. Był to czynsz płacony miejscu, nie modlitwa do bóstwa.

Dalszy ciąg należy już do zwyczajowego repertuaru opowieści o założycielach: mnich poświęcił miejsce, a duchy uszły z wyspy w postaci ptaków. Tego rodzaju sceny powtarzają się w żywotach niezależnie od tego, co rzeczywiście zastano, więc ciężar dowodowy spoczywa na szczególe gospodarczym, a nie na cudzie.

Ważna jest data. Praktyka trwała pod koniec XIV wieku, czyli sto kilkadziesiąt lat po masowym chrzcie z 1227 roku, a wyspa leży na szlaku wodnym z Nowogrodu ku Zatoce Fińskiej, nie na odludziu. Chrzest nie zniósł opłaty składanej miejscu, bo opłata dotyczyła czegoś innego niż wyznanie: dotyczyła prawa do letniego wypasu na cudzym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zachowana redakcja żywota jest o stulecia późniejsza od wydarzeń, więc szczegóły mogły zostać dopisane.
  • Nie wiadomo, czy konia zabijano, czy zostawiano żywego na wyspie na zimę.
  • Nie rozstrzygnięto, czy praktykowali to Karelowie, Wepsowie, czy ludność mieszana obu brzegów.

Skąd to wiadomoŻywot założyciela monasteru konewskiego; data fundacji 1393; głaz zwany Końskim Kamieniem, stojący na wyspie do dziś.

Ładoga, Onega, Świr, Morze Białe; XIV–XVIII wiek

Monastery jako punkty oparcia na wodzie

Zapis z tamtych czasów

Prawosławie weszło w Karelię nie siecią parafii, lecz kilkoma klasztorami na wyspach i przy rzekach, między którymi zostawały dni drogi.

Czytaj dalej

Konewiec liczy się od 1393 roku, Sołowki na Morzu Białym od lat trzydziestych XV wieku, monaster nad Świrą od początku XVI wieku, a Wałaam na Ładodze poświadczają dokumenty od XV i XVI stulecia, po czym zniszczony w czasie wojen odradza się na mocy decyzji z początku XVIII wieku. To są punkty, a nie sieć.

Taka budowa ma skutek dla obyczaju. Klasztor ściągał ludzi na doroczne święto, rozdawał ikony i prowadził gospodarstwo, ale nie wchodził do wsi co tydzień, więc codzienna praktyka religijna pozostawała w rękach gospodarzy. Założyciel monasteru nad Świrą pochodził z miejscowej ludności wepskiej, co podaje jego żywot; o pochodzeniu pozostałych mnichów akta nie mówią nic.

Porównanie z zachodem jest wymowne. Tam gęsta sieć parafialna sprawdzała każdy dom raz w roku i zapisywała wynik przy nazwisku, tu kilka klasztorów obsługiwało krainę mierzoną w tygodniach drogi, a między nimi leżały wsie, do których duchowny zaglądał kilka dni w roku. Oba porządki nazywały się chrześcijaństwem i obie nazwy są prawdziwe.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data założenia Wałaamu nie jest rozstrzygnięta; podania sięgają znacznie głębiej niż zachowane dokumenty.
  • Nie wiadomo, jak daleko sięgał realny wpływ pojedynczego monasteru na wsie oddalone o kilka dni drogi.
  • Nie rozstrzygnięto, ile z fundacji było misją, a ile przedsięwzięciem gospodarczym na rybnych i solnych szlakach.

Skąd to wiadomoAkta i nadania monasterów konewskiego, sołowieckiego, świrskiego i wałaamskiego; żywot założyciela monasteru nad Świrą spisany w połowie XVI wieku; decyzja o odnowieniu Wałaamu z początku XVIII wieku.

Karelia wieńska, ołoniecka i graniczna; XVIII–XX wiek

Czasownia we wsi, kapłan gdzie indziej

Zebrane z ust

We wsi karelskiej stała drewniana kaplica bez kapłana, otwierana przez gospodarzy, a nabożeństwo bez księdza prowadził ktoś ze wsi.

Czytaj dalej

Czasownia to niewielka kaplica bez prawa odprawiania liturgii, często postawiona przy cmentarnym gaju albo nad wodą, z kluczem u wyznaczonego gospodarza. Kapłan przyjeżdżał kilka razy w roku, a przez resztę czasu wieś zbierała się tam sama: czytano, śpiewano, palono świece przed ikonami, obchodzono z ikoną pola i stada.

Skutek jest dwojaki i widać go w inwentarzach cerkiewnych oraz w opisach świąt wiejskich. Z jednej strony chrześcijaństwo stało się we wsi rzeczą własną, trzymaną w ręku przez gospodarzy, a nie przychodzącą z zewnątrz. Z drugiej nikt nie nadzorował na co dzień tego, co przy tej religii robiono jeszcze, więc kaplica i zamawianie nie musiały się wykluczać.

Doroczne święto patrona kaplicy ściągało gości z sąsiednich wsi, a po części nabożnej zaczynała się część, przy której tańczono i śpiewano do rana. Właśnie przy takich okazjach spisujący pieśni trafiali na największą liczbę wykonawców naraz. Jeden dzień mieścił więc obnoszenie ikony i zabawę, a nikt we wsi nie widział w tym sprzeczności, której szukaliby dopiero przybysze z zewnątrz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, ile czasowni stało w poszczególnych okolicach; zachowane spisy są późne i niepełne.
  • Nie rozstrzygnięto, czy kaplice stawiano na miejscach wcześniejszego kultu; położenie części z nich w gajach cmentarnych dowodzi sąsiedztwa, nie ciągłości.
  • Większość zachowanych budowli pochodzi z XVIII i XIX wieku, więc o starszych wiadomo tylko tyle, ile mówią akta.

Skąd to wiadomoInwentarze i wizytacje cerkiewne; opisy świąt wiejskich z XIX i XX wieku; pomiary i fotografie kaplic wykonane w XX wieku.

Karelia i wschodnia Finlandia; formuły notowane w XVIII–XX wieku

Święty wchodzi w zdanie na miejsce gospodarza

Zebrane z ust

W zamówieniach na wypęd bydła święty zajmuje dokładnie to miejsce w zdaniu, w którym gdzie indziej stoi bezimienny gospodarz lasu.

Czytaj dalej

Przy pierwszym wiosennym wypędzie pasterz obchodził stado z ogniem i żelazem, wypowiadając słowa, w których prosi się o zamknięcie wilczej paszczy i o oddanie bydła pod opiekę lasu na całe lato. W tych samych okolicach zapisano wersje, w których proszony jest święty patron dnia, i wersje, w których proszona jest gospodyni lasu albo dom leśnego gospodarza.

To nie jest mieszanka dwóch religii, tylko jedno gniazdo składniowe obsadzane różnymi imionami. Formuła ma stałą budowę: wezwanie, powód, żądanie i zapłata; wymienne jest wyłącznie to, kogo się wzywa. Tam, gdzie prawosławny kalendarz dawał imię na każdy potrzebny dzień, imię się znajdowało, a reszta formuły zostawała bez zmian.

Dlatego po stronie prawosławnej praktyka mogła trwać bez konfliktu: nie trzeba było niczego porzucać, wystarczyło zmienić adresata. Po stronie luterańskiej, gdzie zniesiono wzywanie świętych i ich pośrednictwo, choć dni w kalendarzu zostały przy swoich nazwach, gniazdo pozostawało puste, a formuła stawała się tym, czym w oczach parafii już była: zabobonem bez przykrywki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy święty wyparł imię wcześniejszego gospodarza, czy wszedł w gniazdo, które od początku bywało bezimienne.
  • Nie wiadomo, jak stare są słowa wypędu; poświadczają je zapisy od XVIII wieku.
  • Nie da się ustalić, czy gospodyni lasu była w mowie ludzi osobą, czy sposobem mówienia o samym lesie.

Skąd to wiadomoFormuły wypędu bydła spisane w XVIII–XX wieku po obu stronach granicy; prawosławny kalendarz świąt wiosennych; protokoły wizytacyjne po stronie szwedzkiej wymieniające obchodzenie stad.

Finlandia szwedzka, 1543–1642

Luteranizm bierze mowę domową do kościoła

Zapis z tamtych czasów

Zachód dostał elementarz około 1543 roku, modlitewnik w 1544, Nowy Testament w 1548, psałterz w 1551, kancjonał w 1583 i całą Biblię w 1642.

Czytaj dalej

Ciąg druków jest gęsty i datowany co do roku, a każdy z nich zajmował mowie domowej kolejne pole: naukę liter, modlitwę, czytanie w kościele, śpiew, wreszcie całe Pismo. W ciągu stu lat fiński przestał być wyłącznie mową i stał się językiem książki, którą trzeba było umieć odczytać, żeby wziąć ślub.

Przedmowa do psałterza z 1551 roku jest przy tym najcenniejszym pojedynczym świadectwem dawnych imion, jakie mamy z tego obszaru, i została napisana po to, żeby te imiona ośmieszyć. Cała późniejsza wiedza o czczonych tu postaciach wisi na dokumencie polemicznym, a to trzeba mówić przy każdym użyciu tej listy.

Po stronie karelskiej równoległego ciągu nie ma. Pierwszy druk w tej mowie to Ewangelia Mateusza z 1820 roku, a więc dwieście sześćdziesiąt dziewięć lat po fińskim psałterzu i niemal trzysta lat po fińskim elementarzu. Przez te trzy stulecia mowa karelska nie miała ani jednej książki, z której ktokolwiek uczyłby się czytać, ani jednej pieśni kościelnej, którą można by zaśpiewać we własnym języku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie fińskiego elementarza na około 1543 rok opiera się na zachowanych ułomkach i nie jest pewne co do roku.
  • Nie wiadomo, jak szybko druki docierały do wsi odległych od miast biskupich.
  • Nie rozstrzygnięto, ile z listy imion z 1551 roku autor widział sam, a ile zebrał z doniesień podległych mu duchownych.

Skąd to wiadomoFińskie druki z lat około 1543, 1544, 1548, 1551, 1583 i 1642; przedmowa do psałterza z 1551 roku; karelska Ewangelia Mateusza z 1820 roku.

Prowincja kexholmska i Ingria; migracja lat 1620–1660

Ucieczka na wschód po pokoju z 1617 roku

Zapis z tamtych czasów

Gdy ziemie karelskie przeszły do Szwecji, prawosławni gospodarze wychodzili na wschód, a na ich miejsce sprowadzano luterańskich osadników.

Czytaj dalej

Pokój zawarty w 1617 roku oddał Szwecji prowincję kexholmską i Ingrię wraz z ludnością prawosławną. Nowa władza wprowadziła podatki na rzecz kościoła luterańskiego, obowiązek uczestnictwa w nabożeństwach i utrudnienia w utrzymaniu cerkwi, a odpowiedzią było stopniowe wychodzenie całych wsi na ziemie moskiewskie.

Wyludnione gospodarstwa obsadzano osadnikami z Sawonii i z rejonu Wyborga, luterańskimi i fińskojęzycznymi. Tak powstała Ingria fińska, a prawosławna ludność Przesmyku i Ingrii z większości stała się mniejszością między luterańskimi sąsiadami: nie znikła, lecz przestała nadawać okolicy kształt. Kierunek odwróci się w 1940 i 1944 roku, choć tamto przesiedlenie będzie już czym innym: nie wieloletnim wychodzeniem pojedynczych gospodarstw, lecz jednorazowym przeniesieniem całej ludności na mocy układu.

Dla naszego działu ważne jest jedno następstwo. Rozsiane po ziemiach rosyjskich grupy karelskie zabrały ze sobą mowę i obyczaj z początku XVII wieku, przez co zapisy późniejsze o dwieście lat pochodzą od ludzi, których przodkowie odeszli, zanim zdążyła ich dosięgnąć parafialna szkoła czytania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wielkość migracji podaje się w liczbach gospodarstw z rejestrów podatkowych, nie w liczbach osób; przeliczenia są szacunkowe.
  • Nie rozstrzygnięto, ile ważył przymus religijny, a ile ciężar podatkowy i głód ziemi.
  • Nie wiadomo, jaka część wychodźców wróciła w krótkich okresach zmiany granic.

Skąd to wiadomoPokój zawarty w 1617 roku; rejestry podatkowe prowincji kexholmskiej z XVII wieku; akta osadnictwa sawońskiego w Ingrii.

Ziemia twerska i sąsiednie; od XVII wieku

Karelowie twerscy i druk z 1820 roku

Zapis z tamtych czasów

Wychodźcy z Karelii osiedli pod Twerem i to dla nich wydrukowano w 1820 roku pierwszą książkę po karelsku, literami cyrylickimi.

Czytaj dalej

Grupy, które wyszły po 1617 roku, osiadły głównie w ziemi twerskiej, a także nowogrodzkiej i jarosławskiej, i utrzymały mowę przez trzy stulecia bez kontaktu z Finlandią oraz bez wpływu fińskiego piśmiennictwa. Z tego powodu ich mowa i obyczaj bywają świadectwem stanu sprzed rozejścia się obu stron granicy.

W 1820 roku wydrukowano dla nich Ewangelię Mateusza po karelsku, zapisaną cyrylicą. Jest to pierwsza drukowana książka w tym języku i zarazem miara odległości między dwoma porządkami kościelnymi, bo po stronie fińskiej odpowiedni etap minął w połowie XVI wieku.

Zapisy pieśni i lamentów robione wśród Karelów twerskich w XX wieku dały pieśń w tym samym dawnym metrum i lament o tej samej budowie co wieński, choć zapisano tego mniej, co osłabia proste tłumaczenie, jakoby o przetrwaniu decydowała wyłącznie odległość i puszcza. Decydowało raczej to, czy mowa domowa miała w kościele konkurencję.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy druk z 1820 roku był używany w nabożeństwie, czy pozostał wydawnictwem do czytania prywatnego.
  • Nie rozstrzygnięto, jaka część przesiedleńców przybyła po 1617 roku, a jaka w falach wcześniejszych i późniejszych.
  • Nie da się ustalić, ile z archaicznych cech mowy twerskiej jest zachowaniem, a ile odrębnym rozwojem w izolacji.

Skąd to wiadomoDruk Ewangelii Mateusza po karelsku z 1820 roku; rejestry osadnicze ziemi twerskiej z XVII wieku; zapisy pieśni i lamentów twerskich z XX wieku.

Północna Karelia, Zaoneże, rzeka Wyg; 1668–1857

Starowiercy nad Wygiem i druga piśmienność

Zapis z tamtych czasów

Wspólnota założona nad Wygiem w 1694 roku dała okolicy przepisywaną ręcznie księgę, szkołę śpiewu i twardy zakaz pieśni świeckiej.

Czytaj dalej

Po reformie obrzędu i po soborach lat sześćdziesiątych XVII wieku przeciwnicy zmian ruszyli na północ; klasztor sołowiecki bronił się przed wojskiem w latach 1668–1676, a na Zaoneżu doszło do głośnych samospaleń, między innymi na wyspie Paleostrow w 1687 i ponownie rok później. W 1694 roku nad Wygiem powstała wspólnota z warsztatami przepisywania ksiąg, malowania ikon i nauki śpiewu, zniesiona ostatecznie dopiero w latach pięćdziesiątych XIX wieku.

Ta wspólnota wprowadziła w głąb Karelii piśmienność zupełnie innego rodzaju niż zachodnia: bez druku, bez państwa, opartą na kopiowanym rękopisie i na surowej dyscyplinie obyczaju, w tym na zakazie pieśni świeckiej, tańca i gry. Przepisane księgi rozchodziły się po wsiach razem z ikonami i z nauką śpiewu według dawnych znaków, a nie według nut, więc powstała tam warstwa ludzi czytających, która nikomu z zewnątrz nie zawdzięczała ani liter, ani książki.

Skutek nie jest jednoznaczny i właśnie dlatego wart jest zapisania. Zakaz odbierał okazje, a jednocześnie ta sama okolica dała w XIX wieku najbogatsze zapisy rosyjskiej pieśni epickiej, jakie w ogóle istnieją. Zakaz w jednym języku nie czyści pola w drugim. Trzeba przy tym uczciwie dodać, że pieśni epickie zapisano tu od ludzi, którzy sami wcale nie musieli należeć do wspólnoty, a bliskość dwóch rzeczy w terenie nie dowodzi jeszcze związku między nimi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby ofiar samospaleń pochodzą z relacji strony przeciwnej i są nieporównywalne między sobą.
  • Nie wiadomo, czy zakaz pieśni świeckiej obejmował repertuar karelskojęzyczny, czy tylko rosyjski.
  • Nie rozstrzygnięto, jak daleko od samego Wygu sięgał rzeczywisty rygor wspólnoty.

Skąd to wiadomoPisma i akta wspólnoty wygowskiej; relacje o samospaleniach z lat 1687 i 1688; decyzje władz o likwidacji wspólnoty z lat pięćdziesiątych XIX wieku; zapisy pieśni epickiej z Zaoneża z lat sześćdziesiątych XIX wieku.

Karelia graniczna i Przesmyk; Finlandia po wojnach

Ewakuacja lat 1940 i 1944

Zapis z tamtych czasów

Po dwóch wojnach ziemie odstąpione opuściło ponad czterysta tysięcy ludzi, a wśród nich prawosławni Karelowie graniczni, rozsypani po luterańskich parafiach.

Czytaj dalej

Układ z 1940 roku i jego potwierdzenie w 1944 przesunęły granicę, a ludność ziem odstąpionych przeniosła się w całości na zachód. Prawosławni Karelowie graniczni, liczeni w dziesiątkach tysięcy, stracili swoje cerkwie, cmentarze i czasownie, a ustawa o osiedleniu przesiedleńców z 1945 roku rozdzieliła sąsiadów po odległych gminach, bo ziemię przydzielano tam, gdzie była. Mnisi z Wałaamu opuścili wyspę po lodzie w marcu 1940 roku, zaraz po zawarciu pokoju, i założyli nowy monaster w głębi Finlandii.

Lament przeniósł się razem z kobietami i był jeszcze wykonywany na pogrzebach w nowych miejscach. Wraz z cmentarzem zostały jednak za granicą wszystkie te groby, do których lament się odwoływał, i wszystkie doroczne dni, na które się chodziło, więc gatunek stracił swoje zaczepienie w kalendarzu i w terenie.

Ostatnie kobiety, które nauczyły się tego w dzieciństwie we wsi, nagrywano jeszcze w drugiej połowie XX wieku. To, co wykonuje się dzisiaj, jest uczone z nagrań i od nauczycielek; jest rzeczą prawdziwą i wartą szacunku, ale jest przekazem wtórnym, i tak należy to zapisywać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby prawosławnych przesiedleńców podaje się różnie, zależnie od tego, czy liczy się wyznanie, czy pochodzenie z parafii granicznych.
  • Nie wiadomo, czy gdziekolwiek zachował się nieprzerwany przekaz domowy lamentu, czy wszędzie nastąpiła przerwa pokolenia.
  • Nie da się ocenić, ile repertuaru przepadło razem z dostępem do cmentarzy.

Skąd to wiadomoUkład z 1940 roku i postanowienia z 1944; ustawa o osiedleniu przesiedleńców z 1945 roku; przeniesienie monasteru wałaamskiego w lutym 1940 roku; nagrania archiwalne lamentów z drugiej połowy XX wieku.

Wybrzeże za Przylądkiem Północnym i Morze Białe; około 890 roku

Ottar u króla Alfreda i pierwsi Bjarmowie

Zapis z tamtych czasów

Około 890 roku norweski żeglarz opowiedział angielskiemu dworowi o ludzie nad wielką rzeką na wschodzie i to jest najstarsza wzmianka o Bjarmach.

Czytaj dalej

Relacja, wpisana do staroangielskiego przekładu kroniki powszechnej, jest rzeczowa i krótka: żeglarz z północnej Norwegii popłynął na północ, potem na wschód, dotarł do wielkiej rzeki i zastał tam ziemię zamieszkaną i uprawianą, w przeciwieństwie do pustkowi, przez które szedł wcześniej. Na brzeg nie wszedł, bo bał się. Płynął po kość morsową, skóry i futra.

To, czego ta relacja nie zawiera, jest równie ważne jak to, co zawiera. Nie ma w niej ani jednego imienia bóstwa, ani jednego obrzędu, ani nazwy miejsca, ani nazwy, którą ci ludzie sami by się określali. Jest kierunek, czas żeglugi, rzeka, sposób życia i sąd o mowie.

Sąd o mowie jest jedyną wskazówką co do tego, kim byli: żeglarzowi wydawało się, że mówią prawie tym samym językiem, co znani mu mieszkańcy północy, u których kupował futra. To umieszcza ich w kręgu mów uralskich, ale nie wskazuje ani jednego konkretnego ludu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, o którą rzekę chodzi; wskazywano Dźwinę Północną, ale relacja nie podaje nazwy.
  • Sąd o podobieństwie mów może być rzetelną obserwacją albo skrótem myślowym oznaczającym tyle, że nie była to mowa skandynawska.
  • Nie wiadomo, czy nazwa użyta w relacji była ich własną nazwą, czy określeniem nadanym z zewnątrz.

Skąd to wiadomoWtręt w staroangielskim przekładzie kroniki Orozjusza, koniec IX wieku.

Ujście Dźwiny Północnej; wydarzenie datowane na 1026 rok

Jómali nad rzeką Winą

Zapis po chrzcie

Saga opisuje ogrodzone miejsce pogrzebowe nad rzeką Winą i drewnianą postać zwaną Jómali z misą srebra na kolanach.

Czytaj dalej

Opowieść przedstawia zwykły przebieg wyprawy handlowej: przybycie, targ z miejscowymi, zimowanie, a potem napad na ogrodzone miejsce położone poza targiem, gdzie w ziemi wymieszanej ze srebrem stała drewniana postać z naczyniem na kolanach i obręczą na szyi. Napastnicy zabrali srebro i uciekli na statki. Zapis powstał około dwustu lat po wydarzeniu.

Nazwa postaci jest fińskim wyrazem oznaczającym boga, wziętym przez obcych za imię własne. Ten sam wyraz występuje w rodzimym użyciu w napisie na korze brzozowej z XIII wieku, znalezionym w Nowogrodzie, co pokazuje, że była to nazwa pospolita, a nie imię jednej figury.

Z tej relacji można wziąć niewiele, ale to niewiele jest konkretne: targ przy ujściu rzeki, obecność srebra jako miary bogactwa, ogrodzone miejsce pogrzebowe ze strażą i posąg wewnątrz. Nie można natomiast brać za dokumentację wyglądu figury, bo scena obrabowanego sanktuarium jest stałym motywem tego rodzaju opowieści.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Miejsca nigdy nie wskazano w terenie i nie ma znaleziska, które dałoby się z tą sceną związać.
  • Nie rozstrzygnięto, czy ogrodzone miejsce z posągiem jest instytucją miejscową, czy schematem narracyjnym przeniesionym z innych opowieści.
  • Nie wiadomo, czy zimowanie i targ opisano na podstawie znajomości rzeczy, czy dopisano jako tło.

Skąd to wiadomoSaga o Olafie Świętym w kompilacji z XIII wieku; wydarzenie datowane na rok 1026; napis na korze brzozowej z Nowogrodu z połowy XIII wieku jako świadectwo użycia wyrazu.

Morze Białe i północna Norwegia; lata 1222–1240

Ostatnia wyprawa i uchodźcy

Zapis po chrzcie

Ostatnia odnotowana wyprawa do Bjarmii to rok 1222, a kilkanaście lat później Bjarmowie proszą króla Norwegii o ziemię, uciekając ze wschodu.

Czytaj dalej

W 1222 roku dwaj norwescy możni popłynęli na wschód, żeby pomścić zabitych tam wcześniej kupców. Wyprawa skończyła się sporem między nimi samymi i po niej wzmianki o żeglugach do Bjarmii się urywają. Saga spisana w latach sześćdziesiątych XIII wieku podaje, że Bjarmowie przybyli do króla Norwegii, uciekając przed nieprzyjacielem ze wschodu, i dostali ziemię na północy kraju, a część poszła dalej.

Mniej więcej w tym samym czasie Nowogród i Norwegia ułożyły się co do pasa, z którego obie strony pobierały daninę od ludności północy, a następny układ potwierdzono w pierwszej połowie XIV wieku. Od tego momentu w zapisach ruskich mowa jest o ziemi za przewłokami i o daninie z niej pobieranej, a nazwa skandynawska znika.

Czy zniknął lud, czy tylko słowo, z tych dokumentów nie wynika. Wynika natomiast, że handel północny przeszedł pod kontrolę Nowogrodu i że po tej zmianie nikt z zachodu nie miał już powodu tam pływać ani o tym pisać. Zniknięcie nazwy z piśmiennictwa jest więc przede wszystkim faktem z dziejów żeglugi i daniny, a dopiero w drugiej kolejności może cokolwiek mówić o losie mieszkańców.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nieprzyjaciel, przed którym uciekali Bjarmowie, jest w sadze nazwany najazdem ze wschodu; żaden inny zapis tego nie potwierdza.
  • Nie wiadomo, czy uchodźcy byli tym samym ludem, który wcześniej opisywano jako mieszkańców Bjarmii.
  • Nie rozstrzygnięto, czy nazwa wyszła z użycia razem z ustaniem żeglug, czy przestała komukolwiek odpowiadać wcześniej.

Skąd to wiadomoSaga o królu Hakonie spisana w latach sześćdziesiątych XIII wieku; układ nowogrodzko-norweski z połowy XIII wieku i jego potwierdzenie z pierwszej połowy XIV wieku.

Północ między Kolą, Dźwiną a Kamą; od IX wieku po mapy XVII wieku

Czego właściwie dotyczy nazwa Bjarmia

Złożone przy biurku

Bjarmia jest nazwą cudzą: nie znamy zapisu, w którym ktoś tak nazywa siebie, a na mapach rozrosła się w państwo z miastami i władcą.

Czytaj dalej

Nazwa występuje w piśmiennictwie skandynawskim i w tym, co z niego pochodzi. Wskazywano dla niej cztery różne obszary: dolną Dźwinę Północną, brzeg Morza Białego po stronie Półwyspu Kolskiego, szeroki pas handlu futrami sięgający Kamy oraz samą Karelię. Nowogrodzkie spisy ziem dających daninę wymieniają obok siebie ziemię za przewłokami, wybrzeże, Permę, Peczorę i Jugrę jako rzeczy osobne, co sugeruje, że skandynawskie słowo obejmowało więcej niż jedną z nich.

W XVI i XVII wieku nazwa przeniosła się na mapy i tam obrosła w miasta, granice i władcę, czyli w szczegóły, których nikt nie mierzył. Wszystko, co zbudowano później na tych mapach, opiera się na nich, a nie na sagach. Mapa ma tę właściwość, że nie pokazuje, czego nie wie: puste miejsce trzeba czymś wypełnić, a wypełnione raz zostaje i bywa przepisywane z wydania na wydanie przez następne sto lat.

Twarde pozostaje niewiele i trzeba to powiedzieć wprost. Istniał handel futrami, kością i srebrem przy Morzu Białym i Dźwinie, odwiedzany z Norwegii między IX a XIII wiekiem, a ludzie tam mieszkający mówili mową z tej samej rodziny co Karelowie i Sami. Nie ma natomiast dowodu na jakąkolwiek granicę, stolicę ani na jeden lud noszący tę nazwę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wywodzenie nazwy od ruskiej Permy i od fińskiego określenia ziemi leżącej za czymś to dwie propozycje, których żaden dokument nie rozstrzyga.
  • Nie wiadomo, czy zapisy z IX i z XIII wieku mówią o tym samym miejscu, skoro dzieli je trzysta lat.
  • Nie rozstrzygnięto, czy chodziło o organizm polityczny, o strefę targową, czy po prostu o kierunek żeglugi.

Skąd to wiadomoRelacja żeglarska z około 890 roku; sagi z XIII wieku; nowogrodzka lista ziem dających daninę z drugiej połowy XIII wieku; mapy północy z XVI i XVII wieku.

Dorzecza Dźwiny Północnej, Peczory i Kamy; IX–XI wiek

Futro i srebro, czyli co potwierdza ziemia

Zapis z tamtych czasów

Skarby wschodniego srebra i monet arabskich na północnych rzekach potwierdzają handel, o którym mówią sagi, i nic ponad to.

Czytaj dalej

Na północnych szlakach rzecznych znaleziono skarby srebrnych naczyń i ozdób pochodzących z Iranu i Azji Środkowej oraz monet bitych na wschodzie, deponowanych w IX, X i XI wieku, a więc dokładnie wtedy, gdy według relacji pisanych pływano tam po futra i kość morsową. Rzeczy te nie były płacidłem miejscowym: trafiały na północ w zamian za towar leśny.

To jest najmocniejsze poświadczenie w całym bjarmijskim wątku, bo nie zależy od żadnej opowieści. Pokazuje jednak wyłącznie wymianę, jej kierunek i jej skalę, a nie ustrój, wiarę ani nazwę ludzi, którzy ją prowadzili. Srebro w ziemi mówi tyle, że ktoś miał czym płacić i po co przypływać; żeby dojść dalej, trzeba by mieć osadę, cmentarz albo warsztat, a nie sam skarb.

Warto trzymać te dwa porządki osobno. Sagi mówią o posągu i ogrodzeniu, znaleziska mówią o srebrze w ziemi; zestawione razem wyglądają na potwierdzenie, ale potwierdzają tylko to, że było czym płacić i po co pływać. Zbieżność dat jest tu prawdziwa i warta odnotowania, ale zbieżność nie jest tym samym co dowód, a właśnie w tym miejscu najłatwiej przejść od jednego do drugiego niepostrzeżenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy skarby deponowano jako zapas kupiecki, jako dar złożony miejscu, czy jako majątek ukryty przed napadem.
  • Nie wiadomo, czy srebro docierało na północ drogą rzeczną z południa, czy szło przez pośredników z zachodu.
  • Nie da się połączyć żadnego znaleziska z konkretnym wydarzeniem znanym z sag.

Skąd to wiadomoSkarby srebra wschodniego i monet z IX–XI wieku znajdowane w dorzeczu Kamy, Peczory i Dźwiny Północnej; zestawienia zawartości skarbów sporządzane przy ich odkryciu.

Bęben i trans

Granica, której nikt inny nie przekraczał

Laponia od Finnmarku po lapmarki szwedzkie i Kemi, XII–XVIII wiek

Noaidi i granica, której nikt inny nie przekraczał

Zapis z tamtych czasów

Noaidi nie miał święceń ani urzędu; był jedynym człowiekiem w okolicy, któremu wolno było wyjść z własnego ciała i wrócić stamtąd z odpowiedzią.

Czytaj dalej

Słowo noaidi oznacza w językach saamskich kogoś, kto wie i kto potrafi pójść tam, dokąd inni nie chodzą. Nie było przy tym żadnego obrzędu wprowadzającego w urząd, żadnej wspólnoty kapłańskiej ani miejsca kultu, w którym taki człowiek by urzędował. Relacje księży z lapmarków, spisywane od 1671 roku, zgodnie opisują go jako członka rodziny pasterskiej albo rybackiej, który obok zwykłej pracy robił jeszcze coś, czego nikt poza nim robić nie umiał.

Powołanie rozpoznawano po znakach: dziecko miewało sny, mdlało, mówiło o rzeczach, o których nie mogło wiedzieć. Dar chodził w rodzinach, a nauka polegała na tym, że starszy człowiek prowadził młodszego przez pieśni, przez obchodzenie się z bębnem i przez poznanie pomocników. Świadectwa z Varanger z około 1715 roku i opis Finnmarku wydany w 1767 roku mówią o latach przygotowania i o tym, że część adeptów nie kończyła nauki.

Zakres jego pracy był bardzo praktyczny. Szukał zaginionych reniferów, orzekał, czy chory będzie żył, wskazywał, który zmarły albo które miejsce ofiarne domaga się zapłaty i jakim zwierzęciem, przepowiadał pogodę i połów, odpowiadał na pytania o ludzi, którzy pojechali daleko. Płacono mu naturaliami, a jednocześnie się go bano, bo ta sama umiejętność pozwalała szkodzić.

Trzeba oddzielić dwie rzeczy, które późniejsze streszczenia zlewają w jedno. Wróżenie bębnem umiał w tych stronach niemal każdy gospodarz i robiono to w namiocie, przy świadkach, bez żadnego uniesienia. Trans, wyjście z ciała i podróż do krainy umarłych były wyłącznie sprawą noaidiego i zdarzały się rzadko, w sprawach ciężkich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy istniały kobiety noaidi — relacje z XVII wieku mówią wyłącznie o mężczyznach, ale w aktach procesów w Finnmarku występują też saamskie kobiety oskarżane o te same czynności.
  • Stopnie i hierarchia noaidich, o których mówią kompilacje misyjne z lat 1715–1730, mogą być porządkiem wprowadzonym przez spisujących, bo bębny i wcześniejsze relacje żadnej hierarchii nie znają.

Skąd to wiadomoHistoria Norwegiae, anonimowa kronika łacińska z około 1150–1200; relacje proboszczów lapmarkowych zebrane w latach 1671–1673; opis Laponii wydany we Frankfurcie w 1673; zapiski nauczyciela z Varanger z około 1715; protokół sądu w Vadsø z 9 lutego 1692; opis Finnmarku wydany w Kopenhadze w 1767.

Finnmark, kronika powstała około 1150–1200

Najstarszy opis seansu, spisany po łacinie

Zapis z tamtych czasów

Około 1200 roku norweski kronikarz opisał seans z przedmiotem pokrytym rysunkami — najstarszy znany mi opis takiego obrzędu na Północy, choć użyte słowo znaczy przetak, nie bęben

Czytaj dalej

Anonimowa kronika łacińska, powstała najpóźniej u schyłku XII wieku, zawiera scenę z ucztowania kupców u Saamów. Jedna z kobiet nagle pada bez życia. Wtedy występuje człowiek, który rozpościera płótno, przygotowuje się i bierze do ręki naczynie przypominające przetak, pokryte wizerunkami wieloryba, zaprzężonego renifera, nart i łodzi z wiosłami.

Kronikarz robi rzecz bezcenną: tłumaczy, po co te rysunki są. Pisze, że rysunki to środki transportu dla wysłanego ducha: jeden niesie go po śniegu, drugi po górach, trzeci pod wodę. To znaczy, że już wtedy figury na skórze nie były ozdobą ani obrazkiem świata, lecz narzędziem — środkiem transportu dla tego, co wychodzi z człowieka.

Dalszy ciąg jest równie konkretny. Mężczyzna śpiewa i skacze, po czym pada, czarny na twarzy, z pianą na ustach, i umiera z rozprutym brzuchem. Drugi z obecnych wyjaśnia, że ducha pierwszego, płynącego pod postacią wieloryba, przebiły zaostrzone pale wrogiego ducha ustawione w jeziorze, a potem sam podejmuje się rzeczy i kobieta wstaje.

Cały późniejszy obraz saamskiego bębna daje się porównać z tą sceną, bo dzieli je pięć stuleci. Zgadza się pomocnik w postaci zwierzęcia, zgadza się pojedynek toczony gdzie indziej niż w namiocie, zgadza się śmierć jako cena przegranej i zgadzają się rysunki rozumiane jako pojazdy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Użyte słowo oznacza naczynie na kształt przetaka, nie bęben; rozpoznanie bębna opiera się na rysunkach i na przebiegu obrzędu, nie na nazwie.
  • Tekst zachował się w jednym późnym odpisie sporządzonym około 1500 roku, więc dokładna data powstania i ewentualne uzupełnienia kopisty pozostają nierozstrzygnięte.

Skąd to wiadomoHistoria Norwegiae, rozdział o Finnmarku, redakcja z około 1150–1200; jedyny znany rękopis skopiowany około 1500.

Laponia, opisy z lat 1671–1767

Czym wchodzono w trans i czym z niego wracano

Zapis z tamtych czasów

W opisach z XVII i XVIII wieku droga w trans prowadzi przez śpiew, uderzenia w skórę i wysiłek ciała, a powrót zależy od tych, którzy zostali i śpiewali dalej.

Czytaj dalej

Przebieg powtarza się w relacjach spisanych niezależnie w różnych lapmarkach. Noaidi zaczyna od pieśni bez słów, prowadzonej gardłem, i od równych uderzeń w skórę bębna. Tempo rośnie, człowiek podrywa się, obraca, wreszcie pada i leży sztywny, czasem z pianą na ustach, przez czas liczony w kwadransach, a w niektórych zapisach dłużej niż godzinę.

Najważniejsza jest rola obecnych. Ktoś musi w tym czasie śpiewać dalej, zwykle młoda kobieta albo kilku mężczyzn, i nie wolno przerwać ani dotknąć leżącego. Pieśń trzyma ślad drogi; gdy ucichnie, wracający może nie trafić. Po ocknięciu się noaidi mówi, gdzie był i co uzgodnił, a bęben zostaje przy nim jako to, co go zaniosło i przywołało.

Żaden dawny zapis z Laponii nie mówi o środku odurzającym. Wymienia się post, zmęczenie, chłód, dym i długie uderzanie w skórę, czyli rzeczy, które zmieniają stan człowieka bez niczego, co się zjada. Wódka pojawia się w aktach procesów, ale jako towar wymienny między Saamami a kupcami, nie jako część obrzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy leżenie bez czucia było w każdym przypadku takie samo, czy też część opisów oddaje zachowanie odgrywane dla gości i sądu.
  • Jak długo trwał stan bezwładu — liczby w relacjach rozchodzą się od kilkunastu minut do wielu godzin i żadnej nie da się sprawdzić.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów lapmarkowych 1671–1673; opis Laponii, Frankfurt 1673; zapiski z Varanger około 1715; rękopisy misyjne spisywane dla misji w Trondheim i Nordlandzie w latach 1715–1730; opis Finnmarku, Kopenhaga 1767.

cała Laponia, XII–XVIII wiek

Ptak, ryba i renifer, którzy szli zamiast człowieka

Zapis z tamtych czasów

Noaidi nie chodził sam — miał pomocników w postaci ptaka, ryby albo byka reniferowego, a walki między noaidimi toczyły się właśnie między nimi.

Czytaj dalej

Rękopisy misyjne z pierwszej połowy XVIII wieku ustawiają trzech pomocników przypisanych do saivo: ptaka, rybę albo węża i byka reniferowego. Wcześniejsze relacje wymieniają zwierzęta pomocnicze bez takiego zestawu, a bębny pokazują je w bardzo różnych układach — trójka może więc być porządkiem spisujących, nie wiarą. Dostawało się ich w spadku po poprzedniku albo zdobywało w czasie nauki, a utrata pomocnika oznaczała koniec rzemiosła.

Pojedynek dwóch noaidich nie polegał na spotkaniu ludzi. Wysyłało się byki, a one zwierały się poroża gdzieś poza zasięgiem wzroku; przegrany tracił zdrowie albo umierał, i to bez ran widocznych na ciele. Kronika z około 1200 roku zna już pojedynek toczony poza zasięgiem wzroku i śmierć przegranego bez ran na ciele, ale walczy w niej duch wysłany przez człowieka, przebity w jeziorze zaostrzonymi palami — o byku reniferowym i o saivo mówią dopiero relacje o pięć stuleci późniejsze.

Z tego układu wynika rzecz istotna dla całego obrazu. Krzywda i śmierć zadawane na odległość mieściły się w tej wierze jako zwykła możliwość, a nie jako zbrodnia wyjątkowa, i noaidi bywał w swojej okolicy tak samo potrzebny jak groźny. Sądy w XVII wieku uchwyciły tylko drugą połowę tej prawdy i nadały jej nazwę zaczerpniętą z europejskich procesów o czary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zestaw trzech pomocników był powszechny, czy jest wynikiem uporządkowania dokonanego przez spisujących relacje — bębny pokazują zwierzęta w bardzo różnych zestawach.
  • Czy pomocnika dziedziczono, czy zdobywano — obie wersje występują w tych samych latach w różnych okolicach.

Skąd to wiadomoHistoria Norwegiae około 1150–1200; relacje lapmarkowe 1671–1673; opis Laponii 1673; rękopisy misyjne z lat 1723–1730.

lapmarki szwedzkie i Finnmark, XVII–XVIII wiek

Świat pod górą i świat pod ziemią

Zapis z tamtych czasów

Zapisy misyjne rozróżniają saivo, czyli drugi świat zamknięty w świętych górach i jeziorach, oraz krainę umarłych pod ziemią, do której noaidi szedł targować się o chorego.

Czytaj dalej

Saivo to w relacjach z lapmarków nie niebo i nie zaświaty, tylko świat równoległy, który mieści się we wnętrzu świętej góry albo pod dnem jeziora o podwójnym dnie. Mieszkają w nim istoty żyjące tak jak ludzie, z rodzinami i stadami, i stamtąd pochodzą pomocnicy. Rodzina mogła mieć swoje saivo i przekazywać je razem z prawem do pastwiska.

Krainę umarłych opisy umieszczają pod ziemią i przypisują jej gospodynię, która zatrzymuje zmarłych i domaga się swojego. Choroba bywała tłumaczona jako roszczenie: ktoś, kto już odszedł, chce przy sobie żywego. Noaidi schodził więc nie po to, by oglądać, tylko żeby wykupić chorego, a walutą było zwierzę ofiarne o ściśle określonej maści i płci.

W kompilacjach spisanych w Trondheim w latach 1723–1730 pojawia się jeszcze trzecie, gorsze miejsce pod krainą umarłych, rządzone przez sprawcę zarazy, do którego spycha się to, czego nikt nie chce. Wcześniejsze relacje go nie znają, a jego kształt podejrzanie dokładnie odpowiada piekłu z kazań, które w tych samych latach głoszono w tych samych dolinach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy trzecie, najniższe miejsce należało do wiary saamskiej, czy powstało z zetknięcia z nauczaniem o piekle — nie ma go w zapisach sprzed XVIII wieku.
  • Czy saivo było jednym pojęciem, czy kilkoma zlepionymi przez spisujących: to samo słowo oznacza w relacjach górę, jezioro, istotę i pomocnika.

Skąd to wiadomorelacje lapmarkowe 1671–1673; opis Laponii 1673; rękopisy misyjne z Trondheim 1723–1730; opis Finnmarku 1767.

Laponia, XVII–XVIII wiek

Chory jako dług do spłacenia

Zapis z tamtych czasów

W opisach chorobę traktowano jak wezwanie do zapłaty, a bęben służył do ustalenia, kto się upomina i jakie zwierzę go zaspokoi.

Czytaj dalej

Porządek postępowania jest w relacjach ten sam. Najpierw pyta się bębna, skąd przyszła choroba i kto się upomina, potem ustala się cenę, wreszcie wykonuje ofiarę we wskazanym miejscu. Wskazanie obejmowało gatunek, płeć i maść zwierzęcia, a bywało, że i to, komu wolno je prowadzić i którędy.

Ofiara nie była gestem pobożności, lecz zamianą. Za człowieka dawano renifera, a przy sprawach lżejszych mniejsze zwierzę albo część tuszy; kości układano przy kamieniu ofiarnym w porządku, który miał zapewnić zwierzęciu powrót. Ten sam rachunek tłumaczy, dlaczego pytanie o chorego i pytanie o polowanie zadawano tym samym narzędziem: jedno i drugie było umową.

Ślad tej praktyki jest dziś najtwardszą częścią całego materiału, bo leży w ziemi. Przy kamieniach ofiarnych w Szwecji i Norwegii znajdowano zwarte nagromadzenia poroży i kości reniferów, a przy części miejsc także metal: monety, srebro, groty i cynowe ozdoby z czasów od około 1000 do połowy XIV wieku. Tego nikt nie spisał pod presją i nikt tego nie przeredagował.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy metalowe dary przy miejscach ofiarnych są wynikiem tej samej praktyki, co późniejsze ofiary z reniferów, czy osobnym zwyczajem związanym z handlem.
  • Czy noaidi był potrzebny do każdej ofiary, czy tylko do tych, w których trzeba było wpierw ustalić wierzyciela.

Skąd to wiadomorelacje lapmarkowe 1671–1673; opis Laponii 1673; opis Finnmarku 1767; depozyty kości, poroży i metalu przy miejscach ofiarnych, datowane na okres od około 1000 do XIV wieku.

od południowych lapmarków po Finnmark, XVII–XVIII wiek

Dwa sposoby zrobienia bębna

Zapis z tamtych czasów

Bęben robiono na dwa sposoby: z jednego kawałka drewna wybieranego jak misa albo z giętej obręczy obciągniętej skórą cielęcia reniferowego.

Czytaj dalej

Południowy typ powstawał z narośli sosnowej albo brzozowej, wybranej od środka tak, by została owalna misa z dnem i z uchwytem wyciętym w tym samym kawałku. Typ północny to gięta obręcz z sosny, spięta na zakładkę, a w środku krzyżak albo rozpórka służąca za rączkę. Wymiary zachowanych sztuk mieszczą się mniej więcej między trzydziestoma a osiemdziesięcioma centymetrami w dłuższej osi.

Membranę wykrawano ze skóry cielęcia reniferowego, moczono i naciągano na mokro, po czym przyszywano ścięgnem albo mocowano rzemieniem przez otwory w krawędzi. Skóra pracuje z wilgocią, więc bęben przed użyciem grzano przy ogniu, żeby odzyskał głos. Na spodzie i przy krawędzi wieszano dodatki: mosiężne kółka, zęby niedźwiedzia, kawałki kości i skrawki futra.

Nazwy rozchodzą się wraz z formą. Na południu narzędzie nazywa się gievrie, w środkowej części goavddis lub goabdes, na dalekiej północy używano jeszcze innego określenia, a w źródłach skandynawskich wszystko to występuje pod jedną nazwą oznaczającą bęben z runami, choć żadnych run na nim nie ma. To pomieszanie nazw zostało w piśmiennictwie do dziś.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy podział na typ misowy i obręczowy odpowiada granicy językowej, czy raczej dostępności drewna — narośle odpowiedniej wielkości nie rosną wszędzie.
  • Czy zachowane rozmiary są reprezentatywne, skoro do zbiorów trafiały przede wszystkim egzemplarze nadające się do przewiezienia.

Skąd to wiadomoopis Laponii 1673 z tablicami; rękopisy misyjne 1723–1730; opis Finnmarku 1767 z rycinami; zachowane egzemplarze muzealne i ich inwentarze.

Laponia, XVII–XVIII wiek

Czerwień z kory olchy

Zapis z tamtych czasów

Figury kreślono sokiem z żutej lub gotowanej kory olchy, tą samą czerwienią, którą spryskiwano przedmioty ofiarne — barwnik był częścią obrzędu, nie farbą.

Czytaj dalej

Korę olchy żuto albo gotowano, aż dawała gęsty czerwonobrunatny sok, i tym rysowano po naciągniętej skórze patyczkiem, palcem albo kawałkiem kości. Ta sama czerwień służyła do innych czynności: spryskiwano nią przedmiot ofiarny i uczestników obrzędu, więc barwnik był wspólny dla bębna i dla ofiary, co wiąże oba porządki mocniej niż niejeden opis.

Rysunek nie był ostateczny. Na zachowanych membranach widać figury dorysowane później, poprawiane i takie, które przetarto do zaniku w miejscu, gdzie najczęściej chodził wskaźnik. Bęben był więc przedmiotem używanym i przerabianym przez lata, a nie obrazem wykonanym raz na zawsze, co osłabia każdą próbę czytania go jak zamkniętego wykładu wiary.

Skóra bywała wymieniana, a wtedy rysunek odtwarzano — i tu tkwi pułapka, bo kopia mogła powtórzyć układ, ale nie musiała powtórzyć znaczeń, jeśli robił ją ktoś inny niż poprzedni właściciel. Kilka egzemplarzy nosi ślady naprawy krawędzi i ponownego naciągania, co wskazuje na dziesięciolecia użycia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przetarcia w środku membrany powstały od wskaźnika, od uderzeń młotkiem, czy od przechowywania — nie da się tego rozdzielić na wszystkich egzemplarzach.
  • Czy przy wymianie skóry rysunek odtwarzano wiernie; żaden dawny zapis takiej wymiany nie opisuje.

Skąd to wiadomozachowane membrany w zbiorach muzealnych; opis Laponii 1673; opis Finnmarku 1767; rękopisy misyjne 1723–1730.

Laponia, zachowane egzemplarze z XVII–XVIII wieku

Co naprawdę jest narysowane na skórze

Zapis z tamtych czasów

Na bębnach stoją bogowie, zwierzęta, łodzie, spichrze i kościoły — ale żadne dwa bębny nie są takie same, a to przekreśla czytanie ich jako jednego katechizmu.

Czytaj dalej

a wzdłuż ramion stoją postacie ludzkie: jedna z młotem albo dwoma młotami, jedna z łopatą do wiatru, dalsze bez narzędzia. Imiona, którymi je dziś nazywamy — opiekun łowów, gospodyni namiotu — pochodzą od objaśniających z XVII i XVIII wieku, nie z samego rysunku.

Obok bóstw stoi cała gospodarka: renifer domowy i dziki, niedźwiedź, wilk, łódź z wiosłami, spichrz na jednym słupie, namiot, sanie, sieć, narty. Bywa narysowany sam noaidi z bębnem w ręku, bywa kamień ofiarny, bywa droga. Na wielu zachowanych sztukach jest kościół z wieżą, ksiądz albo krzyż.

Najważniejsze jest to, czego nie ma: powtarzalności. Nie istnieją dwa bębny o tym samym układzie, ten sam znak — słońce, renifer, człowiek z młotem — powtarza się na wielu membranach w różnych miejscach i w różnym sąsiedztwie, a jedyne zachowane objaśnienie właściciela dotyczy jednego egzemplarza, więc nie da się sprawdzić, czy u sąsiada znaczył to samo. Bęben był mapą osobistą, zrobioną przez konkretnego człowieka dla jego okolicy, jego stada i jego zmarłych.

Z tego wynika ostrzeżenie dla każdego, kto chciałby z bębnów odczytać jeden system wierzeń. Zestaw figur mówi o tym, czym żyła jedna rodzina w jednej dolinie: jakie miała stado, jaką wodę, jakich zmarłych i który kamień ofiarny obchodziła. Nie mówi natomiast, w co wierzyli wszyscy Saamowie od wybrzeży Norwegii po Morze Białe, bo takiej wspólnej odpowiedzi membrany po prostu nie zawierają.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy poziome pasy na bębnach północnych rzeczywiście oddzielają trzy światy, czy porządkują pola wróżebne — objaśnienia właścicieli zachowały się tylko dla jednego egzemplarza.
  • Czy figury chrześcijańskie dorysowywano po nawróceniu, czy od początku stały obok dawnych — na większości sztuk nie da się ustalić kolejności.

Skąd to wiadomozachowane egzemplarze w zbiorach; tablice w opisie Laponii 1673; protokół sądu w Vadsø z 9 lutego 1692 z rysunkiem bębna i objaśnieniami właściciela; ryciny w opisie Finnmarku 1767.

Laponia, XVII–XVIII wiek

Pierścień, który wędrował po rysunku

Zapis z tamtych czasów

Wróżono ruchem wskaźnika: mosiężnego pierścienia albo blaszki z nóżkami, którą opisujący nazywali żabą, pchanej po skórze uderzeniami młotka z rogu.

Czytaj dalej

Wskaźnik kładziono na naciągniętej skórze, zwykle na słońcu w środku albo na innym stałym polu wyjścia. W lapmarkach północnych był to najczęściej pierścień z mosiądzu, czasem z zawieszonymi kółeczkami; na południu bywała to trójkątna lub czworoboczna blaszka z wypustkami, którą w relacjach spisanych po szwedzku nazywano żabą właśnie od tych nóżek. Zdarzają się wskaźniki z kości i z rogu.

Poruszał nim młotek wycięty z rogu renifera, o kształcie litery T albo Y, często owinięty na końcu futrem. Uderzano nie we wskaźnik, lecz w skórę obok niego, a napięta membrana podrzucała mosiądz i przesuwała go z pola na pole. Im mocniejsze uderzenie, tym dalej szedł, więc ten, kto trzymał młotek, miał nad drogą wskaźnika więcej władzy, niż przyznawały opisy.

Nazwa pierścienia w północnej saamszczyźnie to arpa — to samo słowo, które po fińsku znaczy los, ten rzucany. Sama nazwa mówi więc, czym to narzędzie było: nie wskazówką przyrządu, tylko losem rzucanym po rysunku, a rysunek dawał losowi pola, na których mógł upaść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy określenie żaba pochodziło od Saamów, czy było porównaniem tych, którzy spisywali relacje po szwedzku i duńsku.
  • Czy kółeczka zawieszone przy pierścieniu miały znaczenie wróżebne, czy służyły tylko do tego, żeby brzęk zdradzał ruch.

Skąd to wiadomorelacje lapmarkowe 1671–1673; opis Laponii 1673; zachowane wskaźniki i młotki w zbiorach muzealnych; opis Finnmarku 1767.

Laponia, XVII–XVIII wiek

Jak z ruchu mosiądzu robiła się odpowiedź

Zapis z tamtych czasów

Pytanie zadawano głośno, bito w skórę i czytano pole, na którym wskaźnik przystanął; powtarzano rzecz kilka razy, aż odpowiedzi się zgodziły.

Czytaj dalej

Bęben kładziono na kolanach albo trzymano za uchwyt, pytanie wypowiadano na głos wobec obecnych i zaczynano bić. Odpowiedź dawało pole, na którym wskaźnik się zatrzymał, ale liczyło się także, którą drogą do niego doszedł, czy przekroczył pas oddzielający, czy zawrócił i w którą stronę się obrócił. Rzecz powtarzano zwykle trzykrotnie i dopiero zgodność uznawano za rozstrzygnięcie.

Pytania są w relacjach bardzo konkretne. Czy wyprawa się uda, gdzie stoi zaginione stado, czy chory wstanie, które miejsce ofiarne trzeba zaspokoić i czym, jak długo potrwa mróz, co dzieje się z ludźmi, którzy pojechali nad morze. Bęben był w tej wiedzy jedynym urządzeniem powszechnie dostępnym i stąd jego miejsce w każdym namiocie.

Trzeba jednak powiedzieć jasno, czego z tych opisów nie da się wyprowadzić. Żaden zapis nie pozwala oddzielić tego, co rozstrzygnął ruch mosiądzu, od tego, co rozstrzygnął człowiek objaśniający ruch. Objaśniający znał pytającego, znał okolicę i znał oczekiwania obecnych, a pole graniczne zawsze dawało się przypisać sąsiedniemu. To nie zarzut nieszczerości, tylko granica tego, co świadectwa mogą pokazać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy istniały pola jednoznacznie złe i dobre, czy każde odczytanie zależało od pytania — zachowane objaśnienia właściciela pochodzą z jednego procesu i dotyczą jednego bębna.
  • Czy trzykrotne powtórzenie było regułą, czy zwyczajem części okolic.

Skąd to wiadomorelacje lapmarkowe 1671–1673; opis Laponii 1673; protokół sądu w Vadsø z 9 lutego 1692; opis Finnmarku 1767.

lapmarki szwedzkie i Finnmark, XVII wiek

Bęben nie był przedmiotem wyłącznie szamańskim

Zapis z tamtych czasów

Relacje z lat siedemdziesiątych XVII wieku mówią, że bęben miał niemal każdy gospodarz — i dopiero to tłumaczy skalę późniejszych konfiskat.

Czytaj dalej

Proboszczowie piszący z lapmarków w latach 1671–1673 notują, że narzędzie znajdowało się w niemal każdym gospodarstwie, a posługiwał się nim głowa rodziny. To zdanie zmienia rachunek: jeśli bęben stał w każdym namiocie, to odbieranie go — liczone w jednej tylko misji na blisko sto sztuk — nie było polowaniem na kilkunastu specjalistów, lecz rozbrajaniem całej ludności z narzędzia codziennego użytku.

Wokół przedmiotu obowiązywały twarde zakazy. Przechowywano go zawinięty w futro, razem ze wskaźnikiem i młotkiem, a przy przeprowadzce wieziono na osobnych saniach, zwykle ostatnich w sznurze. Kobietom nie wolno było go dotykać ani iść tą samą ścieżką, którą go przewieziono — relacje mówią o obowiązku nadkładania drogi przez trzy dni.

Ten sam zestaw zakazów bywa dziś czytany jako dowód, że wróżenie należało do mężczyzn. Trzeba jednak zauważyć, że zakazy dotyczyły przedmiotu, nie wiedzy: kobiety występują w tych samych źródłach jako te, które śpiewem trzymały drogę noaidiego, i jako uzdrowicielki. Podział przebiegał wokół bębna, a nie wokół dostępu do niewidzialnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zapis o bębnie w każdym gospodarstwie dotyczy całej Laponii, czy tylko okolic, z których pisano relacje.
  • Czy zakaz dla kobiet obowiązywał wszędzie i zawsze, czy dotyczył kobiet w określonym wieku i stanie — zapisy są w tym niezgodne.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów lapmarkowych 1671–1673; opis Laponii 1673; rękopisy misyjne 1723–1730.

Finnmark i lapmarki, XVII–XVIII wiek

Kościół narysowany obok kamienia ofiarnego

Zapis z tamtych czasów

Na zachowanych bębnach stoją kościoły, księża i krzyże — dowód, że przez pokolenia korzystano z obu porządków naraz, bez poczucia sprzeczności.

Czytaj dalej

Figury chrześcijańskie występują na sporej części zachowanych egzemplarzy, a nie jako wyjątek. Bywa kościół z wieżą, bywa postać w sutannie, bywa krzyż postawiony w rzędzie razem z reniferem i łodzią. Właściciel bębna sądzony w Vadsø w 1692 roku objaśniał część swoich figur imionami chrześcijańskimi i nie widział w tym sprzeczności, o którą pytał go sąd.

Najprostsze wyjaśnienie, że to maskowanie, nie wystarcza. Kościół narysowany na membranie nie chroniłby przed niczym, bo samo posiadanie przedmiotu było przestępstwem, a rysunku i tak nikt poza domownikami nie oglądał. Bardziej odpowiada temu obraz dwóch porządków używanych równolegle: chrzest i komunia załatwiały jedne sprawy, bęben inne, i ci sami ludzie korzystali z obu.

Dla misjonarzy było to gorsze niż jawne pogaństwo, bo rozmywało granicę, którą chcieli wyznaczyć. Stąd nacisk nie na samą wiarę, lecz na przedmiot: żądano wydania bębna, ponieważ tylko przedmiot dawał się policzyć, spisać i spalić, a podwójnej lojalności policzyć się nie da.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy figury chrześcijańskie oznaczały przejęcie treści, czy tylko dopisanie nowych sił do listy tych, które trzeba mieć na uwadze.
  • Czy na bębnach sprzed połowy XVII wieku takie figury już były — datowanie zachowanych sztuk jest w większości przybliżone.

Skąd to wiadomozachowane egzemplarze z figurami kościoła i krzyża; protokół sądu w Vadsø z 9 lutego 1692; rękopisy misyjne 1723–1730.

północna Skandynawia i cała Europa piśmienna, od 1539 i 1555

Wiatr w trzech węzłach i sława, która wyprzedziła sąd

Zapis z tamtych czasów

Drukowany w Rzymie w 1555 roku opis Północy rozniósł po Europie wiadomość, że Saamowie sprzedają żeglarzom wiatr zawiązany w węzłach na sznurze.

Czytaj dalej

Wydany w Rzymie w 1555 roku wielki opis ludów północnych, a wcześniej mapa morska z 1539 roku, przedstawiały mieszkańców Laponii jako mistrzów sztuk tajemnych. Wśród szczegółów, które najmocniej utkwiły czytelnikom, był sznur z trzema węzłami sprzedawany żeglarzom: rozwiązanie pierwszego dawało pomyślny wiatr, drugiego silny, trzeciego sztorm.

Skutek był polityczny, nie literacki. Przez następne stulecie w kancelariach i na dworach Laponia uchodziła za miejsce, skąd naprawdę można sprowadzić burzę, a to znaczyło, że sprawa należy do sądu. Kiedy w 1609 roku król duński nakazał karać saamskie praktyki śmiercią, nie działał przeciw czemuś, o czym nic nie wiedział; działał przeciw temu, co od pół wieku stało w drukowanych książkach.

Ta sama sława wywołała z czasem rzecz zupełnie przeciwną. Gdy w połowie XVII wieku zaczęto w Europie powtarzać, że szwedzkie zwycięstwa w wojnach biorą się z lapońskich czarów, kanclerz zamówił opis Laponii, który miał tę pogłoskę unieważnić rzetelnym opisem. W ten sposób z chęci zaprzeczenia czarom powstał najobszerniejszy opis bębna, jakim dysponujemy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sprzedaż wiatru była praktyką saamską, czy przypisaną z zewnątrz — w relacjach spisywanych na miejscu w XVII wieku występuje rzadko i zwykle jako zarzut, nie jako opis.
  • Ile z opisu Północy z 1555 roku pochodzi z własnych podróży autora, a ile z wcześniejszego piśmiennictwa.

Skąd to wiadomomapa morska Północy z 1539; opis ludów północnych, Rzym 1555; list królewski z 20 lutego 1609; przedmowa do opisu Laponii, Frankfurt 1673.

Finnmark pod panowaniem duńsko-norweskim

Rozkaz z 20 lutego 1609: bez łaski

Zapis z tamtych czasów

List króla Chrystiana IV z 20 lutego 1609 nakazywał karać śmiercią Saamów uprawiających dawne praktyki i zabraniał urzędnikom okazywania im łaski.

Czytaj dalej

Pismo skierowane do urzędu w Vardøhus postawiło sprawę jednoznacznie: ci spośród Saamów, którzy trwają przy swoich obrzędach, mają być karani śmiercią, a urzędnikom nie wolno łagodzić wyroków. Nie było to prawo przeciw czarom w ogóle, lecz rozkaz wymierzony w konkretną ludność na konkretnym terytorium, wydany z pełną świadomością, o co chodzi.

Data ma znaczenie, bo wyznacza początek najostrzejszego okresu. Procesy w Finnmarku toczą się wprawdzie od pierwszych lat stulecia, ale ich nasilenie przypada na dekady po tym liście, a wśród skazanych zaczynają regularnie pojawiać się mężczyźni saamscy. Osiem lat później ogłoszono ogólne prawo o czarach obowiązujące wszystkich poddanych, a w 1687 roku nowe prawo norweskie utrzymało karę stosu.

Warto zauważyć, czego ten rozkaz właściwie dotyczy. Nie wiary wewnętrznej i nie wypowiadanych słów, lecz praktyk, a więc czynności wykonywanych przy świadkach i przedmiotów trzymanych w namiocie. Państwo ścigało od początku to, co dawało się zobaczyć, policzyć i zabrać, i ta prosta zasada wyznaczyła kształt całego materiału, jaki po tej wierze do nas dotarł.

Czego nie rozstrzygnięto
  • W jakim stopniu rozkaz był w Finnmarku wykonywany dosłownie, a w jakim urzędnicy prowadzili sprawy po swojemu — protokoły tingów pokazują wyroki bardzo różnej surowości.

Skąd to wiadomolist królewski do namiestnika Vardøhus z 20 lutego 1609; duńskie prawo o czarach z 1617; prawo norweskie Chrystiana V z 1687, księga o przestępstwach.

Finnmark, cały XVII wiek

Procesy w Finnmarku 1600–1692 i to, co się w nich myli

Zapis z tamtych czasów

W stuletnich procesach w Finnmarku stracono dziewięćdziesiąt jeden osób, ale większość z nich stanowiły Norweżki, a nie Saamowie.

Czytaj dalej

Zachowane protokoły sądowe z Finnmarku obejmują około stu trzydziestu kilku spraw z lat 1600–1692 i dziewięćdziesiąt jeden wykonanych wyroków śmierci. Przeważającą część skazanych stanowiły kobiety z osad rybackich na wybrzeżu, sądzone po katastrofach morskich, w tym po utonięciach całych załóg; oskarżano je o pakt z diabłem, zloty i sprowadzanie burz.

Saamowie byli w tych aktach mniejszością i sądzono ich za co innego. Zarzut nie dotyczył paktu, o którym nic nie wiedzieli, lecz czynności rzeczywiście wykonywanych i przedmiotu rzeczywiście posiadanego: bębna, wróżby, wezwania pogody. Dlatego akta saamskie czyta się inaczej niż resztę — oskarżony zwykle nie zaprzeczał, tylko opisywał, co robi, bo nie widział w tym przestępstwa.

Stąd dwa wnioski, które trzeba trzymać razem. Procesy w Finnmarku nie były przede wszystkim prześladowaniem religii saamskiej, bo większość ofiar była norweska; a jednocześnie to właśnie w nich znalazły się najdokładniejsze opisy saamskiej praktyki, jakie w ogóle powstały, spisane ręką pisarza sądowego z ust ludzi w areszcie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładny udział Saamów wśród oskarżonych — liczby podawane na podstawie tych samych protokołów wahają się w granicach od kilkunastu do około trzydziestu osób.
  • Ile spraw zaginęło razem z aktami części tingów, więc czy zachowany zbiór jest reprezentatywny.

Skąd to wiadomoprotokoły tingów Finnmarku 1600–1692; protokoły tingów Finnmarku 1600–1692, z których liczbę wykonanych wyroków zestawiono imiennie.

Finnmark, 1627

Stracony w 1627 za sztorm

Zapis z tamtych czasów

W 1627 roku stracono Saama oskarżonego o sprowadzenie sztormu, w którym utonęła łódź; w protokole opisał sprzedaż wiatru zawiązanego w węzłach.

Czytaj dalej

Sprawa należy do najwcześniejszych zapisanych procesów saamskich w Finnmarku. Oskarżenie dotyczyło pogody: burzy, która zatopiła łódź wraz z ludźmi. W protokole oskarżony opisał sprzedawanie wiatru żeglarzom w węzłach na sznurze, a więc dokładnie to, co siedemdziesiąt lat wcześniej wydrukowano w Rzymie w opisie ludów północnych.

Ta zbieżność jest w całej sprawie najważniejsza i najtrudniejsza. Sąd szukał tego, o czym już czytał, pytania zadawano w stronę znanego wzoru, a odpowiedź padła zgodna z wzorem. Nie znaczy to, że praktyki nie było; znaczy, że nie da się rozdzielić w tym zapisie tego, co oskarżony robił, od tego, czego od niego oczekiwano.

Sprawa pokazuje też, czego państwo w tym okresie pilnowało. Ścigano nie bęben i nie wiarę w umarłych, lecz pogodę, bo pogoda dotyczyła norweskich łodzi, ceł i połowów. Zainteresowanie samym bębnem przyszło później, wraz z misją, która chciała dusz, a nie odszkodowań.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy w sprawie w ogóle występował bęben — zachowany zapis mówi o wietrze i węzłach, a nie o wróżeniu.
  • Miejsce wykonania wyroku i dokładny przebieg procesu bywają podawane rozbieżnie.

Skąd to wiadomoprotokół tingu w Finnmarku z 1627; opis ludów północnych, Rzym 1555, jako wzór krążącego oskarżenia.

Uppsala i lapmarki, 1671–1673

Książka zamówiona po to, żeby zaprzeczyć czarom

Zapis z tamtych czasów

Opis Laponii wydany we Frankfurcie w 1673 roku powstał na zamówienie kanclerza, z relacji proboszczów — i stał się najpełniejszym opisem bębna, jaki mamy.

Czytaj dalej

Zamówienie miało cel polityczny: w Europie powtarzano, że szwedzkie zwycięstwa biorą się z lapońskich czarów, i należało tę opinię unieważnić. Autor nigdy nie pojechał na północ. Rozesłał natomiast pytania do proboszczów pracujących w lapmarkach i w latach 1671–1673 otrzymał od nich obszerne relacje, między innymi z Lule, z Ume i z lapmarku torneńskiego.

Te relacje są właściwym źródłem. Ich autorzy mieszkali na miejscu, znali język albo korzystali z tłumaczy, opisywali obrzędy, przy których bywali, i wymieniali nazwy bóstw z konkretnych okolic. Różnice między nimi są duże i to jest ich największa zaleta, bo pokazują wiarę niejednolitą, rozstawioną po dolinach, zamiast jednego systemu.

Wydana w 1673 roku książka, rok później przełożona na angielski, a wkrótce na kolejne języki, złożyła te głosy w całość i opatrzyła tablicami z bębnami. Z niej Europa dowiedziała się, jak wygląda saamski bęben, i z niej też wzięło początek kilka nieporozumień, które ciągną się do dziś — łącznie z nazywaniem figur runami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w książce pochodzi wprost z relacji, a ile z uporządkowania i wygładzenia dokonanego przy biurku w Uppsali.
  • Czy tablice z bębnami przedstawiają egzemplarze rzeczywiste, czy rysunki złożone z kilku.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów lapmarkowych przesłane w latach 1671–1673; opis Laponii, Frankfurt 1673; przekład angielski 1674.

Pite lapmark, Arvidsjaur, 1692–1693

Spalony razem ze swoim bębnem, 1693

Zapis z tamtych czasów

W 1693 roku w Arvidsjaur spalono starego Saama, a razem z nim jego bęben i drewniane wizerunki z miejsca ofiarnego — państwo niszczyło dowód wraz z człowiekiem.

Czytaj dalej

Sprawa zaczęła się od utonięcia wnuka. Dziadek, człowiek już stary, sięgnął po bęben, żeby chłopca odzyskać, i złożył ofiarę przy swoim miejscu kultu. Doniesiono na niego, sąd okręgowy wydał wyrok w 1692 roku, sąd wyższy go potwierdził, a egzekucję wykonano w następnym roku przez spalenie.

Szczegół, który waży najwięcej, dotyczy przedmiotów. Na stos poszedł razem z nim bęben i drewniane figury zabrane z miejsca ofiarnego. Wyrok obejmował więc nie tylko człowieka, ale i rzeczy, a takie postępowanie powtarzało się w tym stuleciu wielokrotnie. To jedna z odpowiedzi na pytanie, czemu drewna z saamskich miejsc kultu zachowało się tak mało, a bębnów — które gdzie indziej wolano zabierać i wysyłać — nieporównanie więcej.

Nie znam późniejszego wyroku śmierci wykonanego w Szwecji za saamskie praktyki, ale akta sądów lapmarkowych z następnych dziesięcioleci nie zostały w tej sprawie przejrzane do końca, więc pierwszeństwa tej daty nie da się na razie potwierdzić. Nawet jeśli tak było, nie oznaczało to końca ścigania, bo zmieniła się wyłącznie forma nacisku: kara śmierci ustąpiła miejsca przymusowi szkolnemu, grzywnie, publicznej pokucie i odbieraniu przedmiotów. Skutek dla samych bębnów był przy tym ten sam, a dla ich właścicieli tylko znośniejszy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy rzeczywiście był ostatnim straconym z tego powodu w Szwecji — akta sądów lapmarkowych z następnych dziesięcioleci nie zostały w tej sprawie domknięte.
  • Ile dokładnie figur spalono razem z nim; zapisy podają to ogólnikowo.

Skąd to wiadomowyrok sądu okręgowego z 1692, potwierdzenie sądu wyższego i wykonanie wyroku w 1693; akta spraw lapmarkowych z końca XVII wieku.

Vadsø w Finnmarku, luty 1692

Proces, w którym oskarżony objaśnił każdą figurę

Zapis z tamtych czasów

Protokół z 9 lutego 1692 zawiera rysunek zabranego bębna i objaśnienie każdej figury z ust właściciela — to jedyne takie świadectwo, jakie istnieje.

Czytaj dalej

Oskarżony był starcem — sam podawał, że ma około stu lat — i pochodził z Varanger, a rzemiosła nauczył się po stronie szwedzkiej. Bęben mu odebrano, a sąd zrobił rzecz, której nikt przed nim ani po nim nie zrobił: kazał mu przejść po membranie figura po figurze i wyjaśnić, co każda znaczy i do czego służy. Pisarz spisał wszystko i dołączył kolorowy rysunek membrany.

Objaśnienia są mieszane i właśnie dlatego wiarygodne. Część figur nazwał imionami chrześcijańskimi, część dawnymi, przy niektórych podał, jaką odpowiedź daje zatrzymanie się wskaźnika. Tłumaczył też, że używa bębna do leczenia i do odnajdywania rzeczy, a nie do szkodzenia, i tego stanowiska trzymał się przez cały proces.

Sąd miał kłopot. Człowiek nie pasował do wzorca sprawy o czary, bo niczego nie ukrywał i nie przyznawał się do paktu, więc rozstrzygnięcie odesłano wyżej. Zanim cokolwiek postanowiono, zabił go siekierą człowiek, którego uznano potem za obłąkanego; pochowano go na uboczu, poza poświęconą ziemią.

Bęben trafił do Kopenhagi i przetrwał, bo nie było go wśród tych, które spłonęły tam w 1728 roku. Po trzech stuleciach wrócił na północ: w 1979 roku jako depozyt w muzeum saamskim w Karasjoku, a w 2022 roku przekazany temu muzeum na własność. Jest to zarazem jedyny znany bęben, przy którym mamy głos właściciela, i jeden z nielicznych, o którym wiadomo, komu go odebrano i kiedy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sąd zdążył ogłosić jakikolwiek wyrok przed śmiercią oskarżonego — zapisy są w tym punkcie niejednoznaczne.
  • Podany wiek stu lat pochodzi z jego własnych słów i nie ma innego potwierdzenia.
  • Które objaśnienia oddają jego wiarę, a które są dopasowaniem odpowiedzi do tego, czego oczekiwał sąd.

Skąd to wiadomoprotokół sądu w Vadsø z 9 lutego 1692 wraz z barwnym rysunkiem bębna; inwentarze zbiorów królewskich w Kopenhadze z XVIII wieku; dokumenty przekazania bębna do Karasjoku w 1979 i 2022.

Nordland, Finnmark i lapmarki, 1714–1730

Misja, która zbierała przedmioty zamiast wyznań

Zapis z tamtych czasów

Po założeniu w 1714 roku kolegium misyjnego zbieranie bębnów stało się miarą nawrócenia: oddany przedmiot liczono jak wyznanie wiary.

Czytaj dalej

Kolegium misyjne w Kopenhadze powstało w 1714 roku, a trzy lata później w Trondheim otwarto seminarium kształcące księży dla Laponii. Kierujący misją duchowny odbył trzy wielkie podróże — w 1716, w latach 1718–1719 i w latach 1722–1723 — objeżdżając osady od Nordlandu po Finnmark. Jego metodą było zgromadzenie ludzi, kazanie, spowiedź i żądanie wydania bębnów, przy obietnicy, że kto odda dobrowolnie, nie stanie przed sądem.

Rachunek działał w obie strony i obie strony to rozumiały. Dla misji bęben był dowodem, że okolica się poddała, bo wiary policzyć nie sposób, a przedmioty owszem. Dla właściciela oddanie bębna było ceną za spokój, niekiedy płaconą egzemplarzem gorszym, podczas gdy lepszy zostawał ukryty. W ciągu tych lat zebrano blisko sto sztuk.

Po stronie szwedzkiej szło to inną drogą, ale w tę samą stronę: prawo kościelne z 1686 roku uczyniło obecność w kościele obowiązkiem i podciągnęło dawne praktyki pod karalną zabobonność, a w lapmarku kemskim jeszcze w latach siedemdziesiątych XVII wieku ksiądz objeżdżał miejsca ofiarne i niszczył kamienie oraz posągi. Tam jednak częściej palono na miejscu, więc do zbiorów trafiło mniej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładna liczba zebranych bębnów — podawana bywa jako blisko sto, ale spisy z tamtych lat nie zachowały się w całości.
  • Ile bębnów oddano dobrowolnie, a ile zabrano siłą; relacje misyjne mają w tym oczywisty interes.

Skąd to wiadomoakta kolegium misyjnego w Kopenhadze od 1714; seminarium w Trondheim założone w 1717; sprawozdania z podróży 1716, 1718–1719 i 1722–1723; szwedzkie prawo kościelne z 1686; relacja misjonarza z lapmarku kemskiego z lat siedemdziesiątych XVII wieku.

Kopenhaga, 20–23 października 1728

Pożar Kopenhagi, październik 1728

Zapis z tamtych czasów

Zebrane przez misję bębny, wysłane do Kopenhagi jako dowód zwycięstwa nad pogaństwem, spłonęły w wielkim pożarze miasta w październiku 1728 roku.

Czytaj dalej

Bębny odebrane w Laponii nie zostały zniszczone na miejscu, tylko spakowane i wysłane do stolicy jako świadectwo pracy misji. Przechowywano je tam wraz z księgozbiorami. Pożar, który wybuchł 20 października 1728 roku i palił się kilka dni, zniszczył znaczną część miasta, w tym bibliotekę uniwersytecką, a razem z nią zbiór bębnów; podawana zwykle liczba to około siedemdziesięciu sztuk.

Trudno o dokładniejszy obraz tego, jak powstaje luka w wiedzy. Przedmioty zabrano ludziom, żeby przestali z nich korzystać, przewieziono przez morze, żeby zostały opisane i pokazane, a potem zniknęły w ciągu trzech dni przez rzecz niemającą z Laponią nic wspólnego. To, co dziś wiadomo o większości z nich, ogranicza się do wzmianek, że były.

Pozostałe egzemplarze przetrwały właśnie dlatego, że wcześniej się rozproszyły: trafiły do gabinetów osobliwości, do kolekcji królewskich, do dworów książąt niemieckich i do rąk prywatnych, często jako osobliwość podarowana komuś w podzięce. Rzecz układa się więc odwrotnie, niż podpowiada zdrowy rozsądek: zbiory rozrzucone po Europie przetrwały, a zbiór starannie skupiony w jednym miejscu spłonął w całości.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wszystkie zebrane bębny znajdowały się w spalonym budynku; części mogło już wcześniej nie być w zbiorze.
  • Liczba około siedemdziesięciu powtarza się w piśmiennictwie, ale nie ma spisu sprzed pożaru, który by ją potwierdzał.

Skąd to wiadomoakta kolegium misyjnego w Kopenhadze; zapisy o pożarze Kopenhagi z 20–23 października 1728; inwentarze zbiorów królewskich sporządzone po pożarze.

zbiory europejskie, stan od XIX wieku

Ile bębnów naprawdę zostało

Zapis po chrzcie

Do dziś przetrwało mniej więcej siedemdziesiąt do osiemdziesięciu bębnów, rozsypanych po zbiorach od Sztokholmu po Londyn, w większości bez wiadomego pochodzenia.

Czytaj dalej

Spisy muzealne dają liczbę rzędu siedemdziesięciu kilku egzemplarzy, a rozbieżności biorą się z tego, co się liczy: ułamki membran, bębny bez skóry, sztuki o niepewnej metryce. Największe skupisko znajduje się w Sztokholmie, dalej idą zbiory w Kopenhadze, w Oslo i na północy Norwegii, a pojedyncze sztuki rozeszły się po kolekcjach niemieckich i brytyjskich, gdzie trafiały jako osobliwość; przypisania konkretnych egzemplarzy do konkretnych miast nie sprawdzałem.

Przy większości brakuje najważniejszej informacji. Karta zwykle podaje, kiedy przedmiot wszedł do zbioru, a nie skąd i od kogo go wzięto; wiele sztuk przeszło przez gabinety osobliwości XVIII wieku, gdzie metryki nie prowadzono. W rezultacie bęben z objaśnieniami właściciela jest jeden, a bębnów niemych jest kilkadziesiąt.

Wśród zachowanych sztuk wyraźnie liczniejsze są egzemplarze typu południowego. To nie mówi nic o tym, gdzie bębnów było więcej. Zasięg typu południowego leżał po obu stronach granicy, a zabierano i wysyłano przede wszystkim po stronie duńsko-norweskiej, gdzie pracowała misja; po stronie szwedzkiej częściej palono na miejscu. Mapa ocalałych bębnów jest więc mapą urzędów, nie wierzeń — ale rachunek ten jest mój, nie wynika z żadnego spisu. Mapa ocalałych bębnów jest mapą metod prześladowania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba zachowanych sztuk zależy od kryteriów i bywa podawana w przedziale od około siedemdziesięciu do ponad osiemdziesięciu.
  • Przewaga typu południowego wśród ocalałych jest wyraźna w spisach, ale jej przyczyna pozostaje wnioskiem, nie zapisem.

Skąd to wiadomoinwentarze muzealne z XIX i XX wieku; katalogi gabinetów osobliwości z XVIII wieku; dokumentacja wpisów do zbiorów królewskich w Kopenhadze i Sztokholmie.

cała Laponia, rachunek za XVII i XVIII wiek

Dlaczego przetrwało to, co ścigano najmocniej

Zapis po chrzcie

Bębny przetrwały liczniej niż cokolwiek innego z tej wiary właśnie dlatego, że na nie polowano — niszczenie szło przez urzędy, a urzędy spisują i wysyłają.

Czytaj dalej

Wszystko, co wiadomo o saamskim bębnie, zawdzięczamy trzem czynnościom państwa i kościoła: konfiskacie, przesłuchaniu i wysyłce. Przedmiot dawał się zabrać, opisać w protokole, policzyć w sprawozdaniu i przewieźć do stolicy jako dowód. Kamienia ofiarnego nie da się wywieźć, pieśni nie da się zapakować, a obrzędu przy niedźwiedziu nikt nie umiał policzyć.

Prześladowanie zadziałało więc jak sito. Przepuściło to, co nieprzenośne i niewidoczne, a zatrzymało to, co poręczne — i właśnie zatrzymane przetrwało, bo trafiło do skrzyń, inwentarzy i kolekcji. Część spłonęła, ale spłonęła po drodze, a nie na miejscu, i po drodze zdążyła zostać opisana.

Z tego wynika rzecz niewygodna dla obrazu całości. Wiedza o religii saamskiej jest ukształtowana na podobieństwo bębna: najlepiej znamy jedno narzędzie, znamy je głównie z ust ludzi przesłuchiwanych, a najsłabiej znamy to, co robiono codziennie w namiocie i przy ogniu. Nie dlatego, że tamto było mniej ważne, tylko dlatego, że nie dało się tego skonfiskować.

Trzeba to powiedzieć wprost: powyższe jest rachunkiem wyprowadzonym z akt i spisów, a nie zdaniem zapisanym w jakimkolwiek dawnym dokumencie. Rachunek opiera się na tym, co da się policzyć — na liczbie ocalałych przedmiotów, na drogach, którymi szły, i na tym, czego w zbiorach nie ma wcale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przewaga bębnów w materiale wynika wyłącznie z konfiskat, czy także z tego, że były to przedmioty trwalsze niż drewniane figury i skórzane woreczki.

Skąd to wiadomoprotokoły sądowe z XVII wieku; sprawozdania misyjne z lat 1716–1723; inwentarze zbiorów; zachowane egzemplarze i ich metryki.

Fennoskandia, znaleziska z okresu od około 1000 do XVIII wieku

Co zostało w ziemi zamiast w skrzyni

Zapis z tamtych czasów

Kamienie ofiarne, złoża poroży i pochówki niedźwiedzie są jedynym świadectwem tej wiary, którego nie ukształtowało przesłuchanie ani konfiskata.

Czytaj dalej

Przy kamieniach i skałach uznanych za miejsca ofiarne znajdowano zwarte nagromadzenia kości i poroży reniferów, niekiedy liczone w tysiącach sztuk, a przy części z nich także przedmioty metalowe: srebrne ozdoby, monety, groty strzał i cynowe aplikacje z okresu od około 1000 do połowy XIV wieku. Są to depozyty składane przez pokolenia, w tych samych punktach, przez ludzi, których nikt o nic nie pytał.

Drugim takim świadectwem są pochówki niedźwiedzi: szkielety złożone w porządku anatomicznym, oddzielnie od śmietniska, niekiedy pod kamieniami. Mówią o obrzędzie, którego bębny nie pokazują wcale, a relacje misyjne wspominają ubocznie. To znaczy, że najlepiej opisane narzędzie nie było wcale ośrodkiem tej wiary — było jednym z narzędzi obok innych, których nikt nie skonfiskował.

Ta część materiału ma jedną wadę i jedną zaletę, i obie są duże. Wadą jest milczenie: kości nie podają imion, nie mówią, do kogo kierowano ofiarę, ani jak nazywano to, co przy kamieniu stało. Zaletą jest niezależność: nie przeszły przez pisarza sądowego, przez tłumacza ani przez kaznodzieję, więc niczego nie potwierdzają grzecznościowo i niczego nie wypierają ze strachu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy metalowe dary przy miejscach ofiarnych wiążą się z tym samym obrzędem co depozyty poroży, czy z osobną praktyką związaną z wymianą handlową.
  • Czy każdy pochówek niedźwiedzia ułożony anatomicznie jest śladem obrzędu, czy część powstała inaczej.

Skąd to wiadomodepozyty poroży i kości przy miejscach ofiarnych, datowane metodą radiowęglową; znaleziska metalowe z miejsc ofiarnych z okresu około 1000 – połowa XIV wieku; pochówki niedźwiedzie z Fennoskandii.

rękopisy misyjne spisywane w Trondheim i Nordlandzie, 1715–1730

Bogowie ustawieni w szeregu w Trondheim

Złożone przy biurku

Piętrowy panteon saamski z ojcem, synem i ustalonymi stopniami powstał w rękopisach misyjnych z lat 1715–1730, a bębny mu przeczą.

Czytaj dalej

Imiona bóstw same w sobie są poświadczone dobrze. Relacje z lat 1671–1673 wymieniają grzmotnika, którego nazwa zbudowana jest na imieniu Thora, męża świata, słońce, a także matkę rodu i trzy jej córki, z których każda odpowiada za inny próg życia kobiety i namiotu. To nazwy zebrane na miejscu, w konkretnych dolinach, i nie ma powodu ich podważać.

Co powstało później, to układ. W rękopisach spisywanych dla misji między 1715 a 1730 rokiem te same postacie ustawiono w piętra: bóg najwyższy, jego syn, jego pomocnik, stopnie pośrednie, świat górny, środkowy i dolny. Porządek ten uderzająco odpowiada teologii, którą spisujący znali ze swoich studiów, i scala w jeden system nazwy zebrane w miejscach odległych o setki kilometrów, między którymi nikt nigdy nie porównywał wierzeń.

Dowodem przeciwnym są same bębny, czyli przedmioty pochodzące z tych samych dziesięcioleci. Nie ma dwóch o identycznym układzie, ta sama figura bywa u dwóch właścicieli objaśniana zupełnie inaczej, a stopni ani szeregu nie widać na żadnym z nich. Gdyby istniał jeden panteon z piętrami, membrany musiałyby go powtarzać, bo służyły właśnie do wskazywania konkretnych sił; nie powtarzają go jednak wcale.

W XIX wieku ten piętrowy porządek trafił do wydawnictw popularnych i został wydrukowany jako religia Saamów, a stamtąd wszedł do obiegu, w którym trwa do dzisiaj, także w opracowaniach dla czytelnika polskiego. Wiemy przy tym, w jakim czasie ten układ powstał: mieści się w granicach jednego pokolenia misjonarzy, między rokiem 1715 a 1730, a dokładniejszej daty żaden z tych rękopisów nie pozwala wskazać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy część hierarchii mogła istnieć w niektórych okolicach naprawdę, a spisujący tylko ją rozciągnęli na całość.
  • Które z imion notowanych dopiero w XVIII wieku są miejscowe, a które przeniesione przez spisujących z innej okolicy.

Skąd to wiadomorelacje lapmarkowe 1671–1673 z listami imion; rękopisy misyjne z Trondheim i Nordlandu z lat 1715–1730; zachowane bębny i ich układy figur.

Laponia, zapisy od XII do XVIII wieku

Muchomor, którego w Laponii nikt nie zapisał

Złożone przy biurku

Żaden dawny zapis z Laponii nie mówi, by noaidi jadł muchomora — środek odurzający dopisano do saamskiego transu dopiero w XX wieku.

Czytaj dalej

Opisy transu, jakimi dysponujemy, są liczne i pochodzą z pięciu stuleci. Wymieniają śpiew, bębnienie, taniec, post, zmęczenie i dym, a przy samym przebiegu podają szczegóły tak drobne jak piana na ustach czy zakaz dotykania leżącego. Nie ma wśród nich grzyba i nie ma żadnego innego środka zjadanego przed obrzędem.

Muchomor pojawia się natomiast w relacjach spisywanych w XVIII wieku w dwóch osobnych miejscach: u ludów obskich na zachodniej Syberii i u ludów Kamczatki na dalekim wschodzie. To różne języki, różne obrzędy i tysiące kilometrów między nimi, a od Laponii dzieli je jedno i drugie. To inne ludy, inne języki i inne obrzędy, choć bęben występuje w nich również. Połączenie jednego z drugim nastąpiło w piśmiennictwie XX wieku, kiedy zaczęto opisywać szamanizm jako jedno zjawisko od Laponii po Cieśninę Beringa.

Trzeba więc powiedzieć rzecz prostą, ale rzadko wypowiadaną w tej formie: nie zostało wykazane, by Saamowie używali muchomora, a milczenie źródeł jest tu wymowne, bo te same źródła nie omieszkały zapisać znacznie bardziej wstydliwych szczegółów. Jeśli ktoś twierdzi inaczej, powinien wskazać dokument i datę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Milczenie źródeł nie jest dowodem nieistnienia; możliwe, że praktyki tej po prostu nie pokazywano obcym.
  • Nie da się wykluczyć miejscowych zwyczajów w okolicach, z których nie zachowała się żadna relacja.

Skąd to wiadomoopisy transu w relacjach lapmarkowych 1671–1673, w opisie Laponii 1673 i w opisie Finnmarku 1767; relacje z zachodniej Syberii z XVIII wieku jako źródło osobne.

Laponia, zapisy ustne z XVIII–XX wieku

Kim został noaidi, gdy przestał istnieć

Zebrane z ust

W opowieściach spisywanych z ust ludzi w XIX i XX wieku noaidi jest już postacią z bajki: groźnym sąsiadem, który rzuca uroki i przegrywa pojedynki.

Czytaj dalej

Kiedy praktyka zamilkła, słowo zostało i zaczęło znaczyć co innego. W opowieściach notowanych w XIX i XX wieku noaidi bywa złośliwym sąsiadem z drugiej doliny, kimś, kto zabija stado spojrzeniem albo kogo trzeba podejść sprytem; obok niego występuje ludożerczy olbrzym z żelaznym psem, postać wyłącznie baśniowa.

Te opowieści są prawdziwym świadectwem, ale świadectwem o czymś innym niż wiara. Mówią o tym, co pozostało po dwóch stuleciach kaznodziejstwa: słownik zwycięzcy, w którym dawny fachowiec jest czarownikiem, a jego robota grzechem albo sztuczką. Czytanie ich wstecz jako opisu religii jest tym samym błędem, co czytanie kazania jako opisu tego, w co wierzyli słuchacze.

Jednocześnie zdarza się w nich coś, czego nie ma w aktach: pochwała. Noaidi bywa tym, kto obronił okolicę przed najeźdźcą albo przed głodem, i wtedy opowieść zachowuje pamięć o funkcji, jaką rzeczywiście pełnił — o człowieku od spraw, których nikt inny nie umiał załatwić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w tych opowieściach jest pamięci miejscowej, a ile wątków wędrownych wspólnych całej północnej Europie.
  • Czy pochwalne wersje są starsze od potępiających, czy odwrotnie — kolejności nie da się ustalić z zapisów.

Skąd to wiadomozapisy opowieści z ust ludzi dokonywane w Laponii w XIX i XX wieku; wcześniejsze wzmianki o opowieściach w relacjach misyjnych z XVIII wieku.

pogranicze szwedzko-fińskie, połowa XIX wieku

Epos, którego przed XIX wiekiem nie było

Złożone przy biurku

Pieśni o synach słońca, uchodzące za saamski epos, spisał i w znacznej części ułożył duchowny saamskiego pochodzenia w połowie XIX wieku.

Czytaj dalej

Autorem był ksiądz urodzony w 1795 roku, zmarły w 1876, sam Saam, człowiek wykształcony i oczytany. W połowie XIX wieku zapisał wierszem opowieść o synach słońca, o wyprawie po żonę do krainy olbrzymów i o początku ludu — tekst rozbudowany, spójny i wyraźnie skomponowany jako całość.

Rzecz powstała w konkretnym momencie. Właśnie wtedy fiński epos ułożony z pieśni ludowych stał się wzorem dla całej Północy i pokazał, że naród może dostać swoją księgę początków. Ta sama myśl — złożenie rozproszonych okruchów w jedno dzieło — kierowała i tym przedsięwzięciem, co nie jest zarzutem, tylko opisem gatunku.

Kłopot zaczyna się tam, gdzie tekst czyta się jako zapis dawnej wiary. W żadnej relacji sprzed XIX wieku, ani w relacjach lapmarkowych z lat 1671–1673, ani w rękopisach misyjnych, ani na żadnym bębnie, nie ma tej opowieści. Data jej powstania jest znana z dokładnością do dziesięciolecia i przypada na lata czterdzieste i późniejsze XIX wieku, czyli ponad sto lat po tym, jak bębny zabrano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w tych pieśniach pochodzi z materiału zasłyszanego na miejscu, a ile z własnej kompozycji — sam autor nie zostawił rozdzielenia.
  • Dokładna data pierwszego ogłoszenia drukiem poszczególnych części pozostaje dla mnie nierozstrzygnięta.

Skąd to wiadomorękopisy i publikacje pieśni z połowy XIX wieku; brak tej opowieści w relacjach lapmarkowych 1671–1673, w rękopisach misyjnych 1715–1730 i w materiale bębnowym.

Kamień, któremu się daje

Sejta, tłuszcz i srebro zostawione w lesie

Sápmi od Jämtlandu po Półwysep Kolski; zapisy z XVII–XIX wieku

Sejta — kamień i pień

Zapis z tamtych czasów

Sejta to zastany kamień, skała albo drewniany pień, przy którym zostawiano dary — nie posąg wykuty na zamówienie i nie świątynia.

Czytaj dalej

Słowo brzmi rozmaicie w zależności od strony Sápmi: po północnosaamsku sieidi, u Skoltów sieidd, po fińsku seita, a duchowni szwedzcy zapisywali je w relacjach z lat siedemdziesiątych XVII wieku tak, jak zdołali usłyszeć. Rzecz, którą oznacza, jest w zapisach z różnych stron na tyle podobna, że da się ją opisać jednym zdaniem: przedmiot zastany w krajobrazie, nie wykonany ludzką ręką na potrzeby kultu. Czy tak samo ją rozumiano od Jämtlandu po Kolę i przez trzy stulecia zapisów, z materiału nie wynika.

Kamienie bywały różne: głaz narzutowy o niecodziennym kształcie, rozłupana skała nad bystrzem, słup skalny odcinający się od zbocza, kamień z zagłębieniem, w którym stoi woda deszczowa. Obok nich relacje wymieniają sejty drewniane — pień wyrwany z korzeniami i odwrócony korzeniami do góry, ociosany słup, czasem z zaznaczoną u szczytu głową. Drewno w tym klimacie gnije, więc z tej połowy zjawiska nie zostało niemal nic.

W dawnych zapisach kamień nie jest bogiem, lecz miejscem, w którym się z kimś umawiano. Jedna sejta należała do gospodarstwa, inna do całej sijdy i wtedy przychodzili do niej wszyscy, którzy łowili w tym samym jeziorze. Wynika z tego rzecz dla całego działu ważna: liczba znanych miejsc mówi o liczbie łowisk i rodzin, a nie o liczbie bóstw.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słowo sieidi oznaczało samo miejsce, czy istotę, z którą zawierano umowę — dawne zapisy używają go raz w jednym, raz w drugim znaczeniu.
  • Czy sejty drewniane poprzedzały kamienne; drewno nie dotrwało do wykopalisk, więc pytanie zostaje otwarte.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarku Lule (1671), Torne (1672), Ume (1672) i Kemi (lata siedemdziesiąte XVII wieku); łacińskie zestawienie ich odpowiedzi wydrukowane w 1673; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; drukowany opis Finnmarku z 1767.

całe Sápmi, opisy z XVII–XVIII wieku, praktyka notowana jeszcze w XIX

Czym smarowano sejtę

Zapis z tamtych czasów

Kamień się karmiło: smarowano go krwią zabitego renifera, tłuszczem rybim, szpikiem i masłem, a dar zostawiano tam, gdzie upadł.

Czytaj dalej

Czynność opisywana przez duchownych jest zawsze konkretna i cielesna. Krew zabitego zwierzęcia rozprowadzano po powierzchni kamienia dłonią albo gałązką, tłuszcz wcierano w szczeliny, a przy sejtach rybackich używano tranu i rybiej wątroby. Nazwa miejsca nad Varangerfjordem, Ceavccageađgi, znaczy dosłownie kamień rybiego tłuszczu i sama w sobie jest świadectwem tej praktyki.

Smarowanie powtarzano sezonowo, przed połowem i po udanym połowie, przed wyruszeniem na zwierzynę i po powrocie. Powierzchnia kamienia ciemniała od tłuszczu, a w zagłębieniach zbierał się osad, który zauważali jeszcze podróżni XIX wieku. Dary drobniejsze — kawałek sera, masło, kości, rogi — kładziono u podstawy i nikt ich nie sprzątał, bo zabranie czegokolwiek z takiego miejsca uchodziło za rzecz niebezpieczną.

Warto rozdzielić dwie rzeczy, które łatwo się zlewają. Zapisane jest, co robiono i czym, bo to dawało się zobaczyć i policzyć. Nie zostało natomiast nigdzie wyłożone przez samych uczestników, czy smarowanie rozumiano jako zapłatę za zdobycz, jako nakarmienie istoty, czy jako odnowienie umowy — to dopowiadali już duchowni, którzy pisali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy krwią smarowano każdą sejtę, czy tylko te związane z reniferem i zwierzyną; przy sejtach rybackich relacje mówią głównie o tłuszczu.
  • Czy resztki jedzenia zostawiane u podstawy były darem, czy udziałem uczestników uczty pozostawionym na miejscu.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; łacińskie zestawienie z 1673; drukowany opis lapmarków szwedzkich z 1747; drukowany opis Finnmarku z 1767; warstwa tłuszczu i przepalone kości stwierdzone przy kamieniach ofiarnych w Laponii fińskiej i norweskiej.

Laponia fińska i szwedzka, Finnmark; zapisy z XVIII–XX wieku

Kiedy kamień zawiódł

Zebrane z ust

Sejta, która przestała dawać zdobycz, bywała bita, przewracana, wrzucana do wody albo porzucona — umowa obowiązywała obie strony.

Czytaj dalej

Zebrane z ust ludzi w XVIII, XIX i XX wieku opowieści wracają do jednego motywu: kamień, który wziął dar, a niczego nie dał, tracił swoją pozycję. Mówiono o siekaniu go, o strąceniu ze zbocza, o zatopieniu w jeziorze, o zwyczajnym odejściu i zaprzestaniu odwiedzin. Żadna z tych relacji nie pochodzi od człowieka, który sam by to zrobił i sam o tym pisał.

Ten sam rys widać od drugiej strony w zapisach o karze spadającej na człowieka. Kto minął sejtę bez daru, kto ją wyśmiał, kto zabrał stamtąd monetę albo poroże, ten tracił zdrowie, sieci albo stado. Opowieści o karze są wyraźnie liczniejsze w zbiorach późnych, powstałych już w otoczeniu chrześcijańskim, gdzie dawne miejsce zmieniało się w miejsce straszne.

Dla oceny materiału jest to rozróżnienie zasadnicze. Sam fakt, że kamienie bywały niszczone, ma potwierdzenie twarde, bo połamane i przewrócone sejty stoją w terenie, a część z nich obalili misjonarze i ich ludzie w latach 1716–1727. Czego nie da się rozstrzygnąć, to ile z obalonych kamieni obalili właściciele, a ile misja.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z leżących i rozbitych sejt zawdzięcza swój stan karze wymierzonej przez użytkowników, a ile akcji misyjnej pierwszej połowy XVIII wieku.
  • Czy opowieści o karze za zabranie daru są dawnym rysem, czy późniejszą warstwą strachu przed miejscem już porzuconym.

Skąd to wiadomorękopisy i sprawozdania misji norweskiej z lat 1716–1727 o obalaniu miejsc ofiarnych; zapisy z ust ludzi w Laponii fińskiej i szwedzkiej z XIX i początku XX wieku; przewrócone i rozbite kamienie zachowane w terenie.

północna Fennoskandia i Półwysep Kolski; stan znany z terenu i z map

Gdzie leży sejta

Zapis z tamtych czasów

Sejty skupiają się przy łowiskach, bystrzach, przesmykach i szlakach wędrówek stad, zwykle w miejscu widocznym z wody albo z drogi.

Czytaj dalej

Rozmieszczenie nie jest przypadkowe i daje się sprawdzić na mapie. Kamienie stoją nad jeziorami rybnymi i przy progach rzecznych, na cyplach i wysepkach, w przełęczach, którymi przechodziły stada, oraz w punktach, z których widać daleko. Bywa, że sejta jest jedynym wyraźnym pionem w płaskim, bezleśnym otoczeniu i rozpoznaje się ją z odległości kilkuset metrów.

Drugim śladem jest nazewnictwo. W terenie siedzą nazwy z rdzeniem sieidi, z określeniem bassi, czyli święty, oraz áilegas o tym samym znaczeniu; noszą je góry, jeziora, wyspy i skały. Nazwy te trafiły na mapy i do ksiąg podatkowych od XVIII wieku wzwyż, a część z nich prowadzi do miejsc, gdzie rzeczywiście leżą kości i poroża.

Trzeba jednak pilnować granicy dowodu. Nazwa poświadcza nazwę, a nie obrzęd: mówi, że ludzie tak to miejsce nazywali wtedy, gdy nazwę zapisano. Dopiero kość, moneta albo warstwa tłuszczu przy kamieniu mówi, że coś tam zostawiono, i dopiero oznaczenie wieku tej kości mówi kiedy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile sejt pozostaje nierozpoznanych; w terenach leśnych i zarośniętych znajdowane są nowe, więc znany obraz rozmieszczenia jest niepełny z góry.
  • Czy nazwy z rdzeniem bassi zawsze wskazują miejsce ofiarne, czy także granicę, zakaz łowienia albo miejsce niebezpieczne.

Skąd to wiadomonazwy terenowe w mapach i rejestrach podatkowych od XVIII wieku; relacje duchownych z XVII i XVIII wieku wskazujące położenie miejsc; kości, poroża i przedmioty metalowe znajdowane przy kamieniach w Laponii szwedzkiej, fińskiej i norweskiej.

Unjárga-Nesseby nad Varangerfjordem, wybrzeże Finnmarku

Kamień rybiego tłuszczu nad Varangerem

Zapis z tamtych czasów

Nad brzegiem Varangerfjordu stoi kamień, którego saamska nazwa znaczy kamień rybiego tłuszczu, a wokół niego leży wielkie cmentarzysko.

Czytaj dalej

Miejsce łączy trzy rzeczy, które gdzie indziej występują osobno: pionowo ustawiony kamień o nazwie Ceavccageađgi, ułożone z głazów pierścienie wokół niego oraz cmentarzysko liczące kilkaset grobów w rumowisku skalnym. Do tego dochodzą ślady osadnictwa na dawnych tarasach morskich, sięgające tysięcy lat wstecz, oraz pochówki niedźwiedzia.

Sama nazwa jest świadectwem praktyki, bo mówi o tłuszczu rybim, którym kamień smarowano. Groby datuje się przede wszystkim przedmiotami złożonymi przy zmarłych — narzędziami, kotłami, monetami — i w ten sposób da się wskazać pochówki z ostatnich stuleci przed chrystianizacją oraz takie, które są od nich starsze o kilkanaście stuleci.

Wartość tego miejsca polega na tym, że pokazuje, jak długo jeden punkt wybrzeża pozostawał w użyciu. Nie daje natomiast odpowiedzi na pytanie, czy wszystkie warstwy tego użycia miały ten sam sens, bo między najstarszym a najmłodszym grobem leży więcej czasu niż między nami a początkiem chrystianizacji Skandynawii.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kamień i pierścienie z głazów należą do tej samej fazy co najliczniejsze groby, czy są od nich starsze albo młodsze.
  • Czy liczbę grobów można podać dokładnie; część zapadniętych konstrukcji w rumowisku rozpoznaje się niepewnie.

Skąd to wiadomostanowisko w Nesseby z zachowanym kamieniem, pierścieniami z głazów i cmentarzyskiem w rumowisku; wyposażenie grobów, w tym monety i kotły, dające widełki czasu; saamska nazwa miejsca.

Laponia fińska i norweska, badane stanowiska przy sejtach

Co leży przy kamieniu i jak się to datuje

Zapis z tamtych czasów

Pod sejtami leżą kości renifera i ryb oraz poroża; wiek tych kości oznacza się węglem 14, ale każda liczba ma swoje obciążenie.

Czytaj dalej

Wykopy przy kamieniach ofiarnych w Laponii fińskiej dają obraz mniej jednorodny, niż sugerowałyby opowieści o reniferze. Przy jednym z sejt nad rzeką Utsjoki najliczniejszy okazał się materiał rybi, przede wszystkim sieja, a kości renifera stanowiły mniejszość. Oznaczenia wieku rozłożyły się szeroko, od wczesnego średniowiecza po czasy, gdy w okolicy stał już kościół.

Przy takich liczbach trzeba pamiętać o dwóch rzeczach, które je przesuwają. Kości ryb słodkowodnych dają wiek zawyżony, bo węgiel w jeziorze pochodzi częściowo ze starych skał i wód, a poprawki na to zjawisko są szacunkowe. Druga rzecz to gleba: bielice północy są kwaśne i niszczą kość, więc brak kości przy kamieniu nie dowodzi, że niczego tam nie składano.

Stąd ostrożny rachunek. Kość przy kamieniu dowodzi złożenia daru i daje przedział czasu, w którym zwierzę żyło. Nie mówi, kto je złożył, komu i w jakim obrzędzie — a przedziały czasu wyznaczają tylko te punkty, z których pobrano próbki, więc obraz ciągłości bywa efektem doboru miejsc, nie samego zjawiska.

Czego nie rozstrzygnięto
  • O ile dokładnie przesuwa wiek kości rybich zjawisko starego węgla w jeziorach północy; poprawka jest oszacowana, nie zmierzona dla każdego zbiornika.
  • Czy przewaga kości rybich nad reniferem jest rysem powszechnym, czy cechą stanowisk położonych przy dobrych łowiskach.

Skąd to wiadomowykopy przy kamieniach ofiarnych w Laponii fińskiej, w tym stanowisko nad rzeką Utsjoki; oznaczenia wieku metodą węgla 14 na materiale kostnym; stwierdzone gatunki: sieja, renifer, ptactwo.

lapmarki szwedzkie, głównie Piteå, Lule i Torne; XI–XIV wiek

Srebro, monety i sprzączki w lesie

Zapis z tamtych czasów

W kilku miejscach leśnej Laponii leżą skupiska przedmiotów metalowych — monet, zawieszek, grotów i sprzączek — złożonych między XI a XIV wiekiem.

Czytaj dalej

Najbardziej znane skupiska noszą nazwy Unna Saiva pod Gällivare, Gråträsk w lapmarku Piteå, Mörtträsket i Rautasjaure. Znajdują się w nich monety zachodnie i wschodnie, zawieszki, okucia pasa, sprzączki, groty strzał, pierścienie i drobiazgi z cyny oraz srebra. Przedmioty przyszły z dwóch stron naraz: ze Skandynawii i znad Bałtyku oraz z ruskiego wschodu i znad Kamy.

Monety dają widełki twardsze niż cokolwiek innego w tym materiale, bo każda ma swoją mennicę i swojego władcę — mówią jednak, kiedy je wybito, a nie kiedy je złożono. Najstarsze egzemplarze prowadzą do XI wieku, a zdecydowana większość materiału mieści się między XI a połową XIV. Po tej granicy skupiska urywają się niemal wszędzie — i jest to jeden z niewielu przedziałów w tym dziale, który opiera się na dacie wybitej na przedmiocie, a nie na opowieści.

Drobne przedmioty metalowe składano też później i gdzie indziej. U Saamów południowych osobne słowo, sjïele, oznacza właśnie taki drobiazg z cyny albo srebra przeznaczony na dar. W XIX i XX wieku w szczelinach sejt notowano monety bieżącego obiegu, co znaczy tylko tyle, że zwyczaj zostawiania metalu przeżył wszystko inne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dlaczego składanie metalu urywa się około połowy XIV wieku: czy zmieniła się praktyka, czy dopływ srebra, czy sposób handlu.
  • Czy wszystkie te skupiska to miejsca ofiarne, czy część z nich to ukryte mienie; rozstrzygnięcia nie ma, bo kryteria są takie same dla obu.

Skąd to wiadomoskupiska przedmiotów z Unna Saiva, Gråträsk, Mörtträsket i Rautasjaure; monety zachodnie i wschodnie z XI–XIV wieku wyznaczające widełki; monety XIX- i XX-wieczne notowane w szczelinach sejt.

Ukonsaari na jeziorze Inari, Laponia fińska; zdarzenie z 1873

Wyspa na Inari i wyjęte srebro

Zapis z tamtych czasów

Ze szczeliny na skalistej wyspie jeziora Inari wyjęto w 1873 roku srebrny przedmiot i wywieziono go do Anglii; wrócił dopiero w 2017.

Czytaj dalej

Wyspa nosi fińską nazwę Ukonsaari, a w mowie Saamów Inari wiąże się z określeniem Äijih, odnoszącym się do gromu i do starca. Jest to skalisty ostrów widoczny z daleka, z załomami i szczeliną, do której trafiały dary. Nazwa i położenie zgadzają się z regułą rozpoznaną gdzie indziej: miejsce wyróżnione w krajobrazie, dostępne od wody.

W 1873 roku angielski podróżnik wydobył ze szczeliny ozdobny przedmiot ze srebra i zabrał go do muzeum w Oksfordzie, gdzie przeleżał niemal półtora wieku. W 2017 roku przedmiot wrócił do Laponii, do zbiorów muzeum saamskiego w Inari, w ramach długoterminowego wypożyczenia. Historia samego obiektu jest więc lepiej udokumentowana niż jego pierwotne złożenie.

Na tym przykładzie widać, co robi z materiałem wywóz. Przedmiot wyjęty ze szczeliny bez zapisu, co leżało obok i pod czym, traci połowę wartości świadectwa: zostaje rzecz, znika układ. Ten sam los spotkał wiele drobiazgów zebranych z sejt w XIX wieku przez podróżnych i zbieraczy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Co dokładnie leżało w szczelinie obok srebra; zapis z 1873 roku jest zbyt skąpy, by odtworzyć układ znaleziska.
  • Kiedy przedmiot złożono; bez kontekstu warstwy nie da się tego związać z żadnym wąskim przedziałem czasu.

Skąd to wiadomowyprawa angielskiego podróżnika na jezioro Inari w 1873 i zapis o wydobyciu przedmiotu ze szczeliny; zbiory muzealne w Oksfordzie; przekazanie obiektu muzeum saamskiemu w Inari w 2017.

lapmarki szwedzkie i Finnmark, opisy z lat 1671–1767

Jak przebiegała ofiara z renifera

Zapis z tamtych czasów

Zwierzę wskazywano wróżbą, krwią smarowano kamień, mięso zjadano na miejscu, a kości układano w porządku ciała i zostawiano przy sejcie.

Czytaj dalej

Kolejność opisywana przez duchownych powtarza się w relacjach z różnych lapmarków. Najpierw ustalano wróżbą, co i komu należy złożyć, następnie prowadzono zwierzę na miejsce, zabijano je tak, by zebrać krew, i krwią smarowano kamień. Poroże i czaszkę kładziono przy sejcie, gdzie zostawały na lata, tworząc stos rosnący z każdym udanym rokiem.

Rzecz najciekawsza dotyczy kości. Relacje mówią, że po uczcie kości układano w porządku odpowiadającym ciału zwierzęcia, niekiedy w korze brzozowej albo w drewnianej skrzynce, i tak pozostawiano. Ten sam zwyczaj powtarza się przy niedźwiedziu i przy zwierzynie łownej, co czyni z niego regułę, a nie ciekawostkę.

Zapisy rozróżniają też adresatów darów i dobór zwierzęcia — inna sztuka dla gromu, inna dla słońca, inne części dla różnych odbiorców. Tu jednak szczegóły rozchodzą się między relacjami, a każda z nich przeszła przez pióro człowieka, który porządkował usłyszane rzeczy pod kątem swojego kazania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Na ile szczegółowe reguły doboru zwierzęcia, jego płci i maści są wiernym zapisem praktyki, a na ile porządkiem wprowadzonym przez piszących.
  • Czy układanie kości w porządku ciała miało zapewnić zwierzęciu powrót; sens ten dopowiadają relacje, nie uczestnicy.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; drukowany opis lapmarków szwedzkich z 1747; drukowany opis Finnmarku z 1767; stosy poroży i ułożone kości stwierdzane przy kamieniach ofiarnych.

Norwegia i Szwecja północna; pochówki z około 1000–1800 roku

Niedźwiedź i jego pochówek

Zapis z tamtych czasów

Kości niedźwiedzia chowano ułożone w porządku ciała, owinięte korą brzozową, w rumowisku skalnym — znanych jest ponad sto takich grobów.

Czytaj dalej

Pochówek niedźwiedzia to jedno z niewielu miejsc, gdzie opis obrzędu i znalezisko zgadzają się co do szczegółu. Relacje duchownych z XVII i XVIII wieku opowiadają o powrocie myśliwych, o oddzielnym wejściu do namiotu, o soku z kory olchy rozpryskiwanym na ludzi i zwierzę oraz o zakazie patrzenia na myśliwych inaczej niż przez mosiężny pierścień. Na końcu tej sekwencji stoi złożenie kości.

W terenie znajdowane są dokładnie takie złożenia: szkielet ułożony w kolejności anatomicznej, często zawinięty w korę brzozową, wciśnięty w szczelinę rumowiska albo przykryty płytami. Oznaczenia wieku rozkładają się od około tysięcznego roku po wiek XVIII, ze szczególnym zagęszczeniem w stuleciach, z których pochodzą też opisy pisane.

To jedyny w tym wymiarze przypadek, gdzie słowo i rzecz spotykają się na tyle blisko, że można sprawdzać jedno drugim: opis mówi, że kości należy ułożyć w porządku ciała, a wykop pokazuje kości ułożone w porządku ciała. Warto jednak zauważyć, czego mimo to brakuje. Pochówek świadczy o tym, jak postąpiono ze zwierzęciem, a nie o tym, co przy tym mówiono, komu i w czyjej obecności — a właśnie ta warstwa decyduje o sensie całego obrzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile dokładnie pochówków niedźwiedzia zinwentaryzowano po obu stronach granicy; liczby podawane w rejestrach różnią się w zależności od kryteriów.
  • Czy zwyczaj jest ciągły przez całe osiem stuleci, czy oznaczenia wieku zagęszczają się tam, gdzie prowadzono poszukiwania.

Skąd to wiadomorelacje duchownych z lapmarków z lat siedemdziesiątych XVII wieku; drukowany opis Finnmarku z 1767; pochówki niedźwiedzia z rumowisk skalnych Norwegii i Szwecji z oznaczeniami wieku od około 1000 do XVIII wieku.

Sápmi, reguły notowane w XVII–XIX wieku

Kto i jak może podejść

Zapis z tamtych czasów

Do sejty nie szło się byle jak: obowiązywała droga, kierunek, cisza i podział na tych, którym wolno podejść, i tych, którym nie.

Czytaj dalej

Relacje zgodnie wspominają, że ostatni odcinek pokonywano pieszo, bez hałasu i bez zbędnych słów, a niektóre miejsca wolno było mijać wyłącznie od określonej strony. Powtarza się także zakaz zbliżania się kobiet do części miejsc ofiarnych i osobne miejsca, do których chodziły wyłącznie kobiety. Z tego samego porządku wyrasta podział wnętrza namiotu, gdzie tylna część, boaššu, miała status odrębny i stamtąd wynoszono to, co święte.

Reguły te zapisywali ludzie, dla których stanowiły dowód zabobonu, więc mogli je wyostrzać. Z drugiej strony ich zgodność między lapmarkami oddalonymi o setki kilometrów jest trudna do wytłumaczenia samym piórem: proboszcz znad Lule i misjonarz z Finnmarku notowali podobne rzeczy, nie czytając siebie nawzajem.

Późniejsze zapisy z ust ludzi dokładają szczegóły, których w XVII wieku nie ma, na przykład zakaz wypowiadania nazwy miejsca albo konieczność zdjęcia czapki. Nie da się rozstrzygnąć, czy to detale dawne, których duchowni nie wychwycili, czy warstwa narosła później, gdy miejsce stało się przede wszystkim straszne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zakaz dla kobiet obejmował wszystkie sejty, czy tylko związane z polowaniem i gromem.
  • Czy późniejsze szczegóły zachowania przy kamieniu są dawne, czy narosły po chrystianizacji.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; drukowany opis Finnmarku z 1767; zapisy z ust ludzi z XIX i początku XX wieku.

Sápmi, zapisy z XVII–XVIII wieku

Święta góra i jezioro o dwóch dnach

Zapis z tamtych czasów

Oprócz pojedynczych kamieni świętość przypisywano całym górom i jeziorom, o których mówiono, że mają drugie dno i drugi świat pod nim.

Czytaj dalej

W nazwach terenowych wracają dwa określenia: bassi, czyli święty, oraz áilegas o tym samym sensie; noszą je szczyty i całe pasma. Przy takich górach obowiązywały te same reguły co przy kamieniu — cisza, zakaz polowania na pewnych stokach, zakaz przechodzenia określonymi przesmykami. Świętość nie była więc punktem, lecz miała rozmiar obszaru.

Osobną kategorią są jeziora sáiva. Relacje mówią o zbiornikach mających pod pierwszym dnem drugie, a w nim własne ryby, własne zwierzęta i istoty pomocne, z którymi umiał się porozumieć noaidi. Z tych jezior wywodzono pomocników przybierających postać ptaka, ryby i renifera — i to jest jeden z nielicznych rysów, który powtarza się w relacjach ze wszystkich lapmarków.

Rzecz warta podkreślenia: sáiva nie jest nazwą bóstwa ani miejscem składania darów w takim sensie jak sejta. To określenie porządku świata, w którym pod powierzchnią rzeczy istnieje druga strona. Wszystko, co ponad to dopowiadają późniejsze zestawienia, ma oparcie już tylko w nich samych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy sáiva oznaczało pierwotnie jezioro, górę czy zaświat; relacje używają słowa we wszystkich trzech znaczeniach.
  • Czy zwierzęta pomocne wiązano wyłącznie z osobą noaidiego, czy także ze zwykłym gospodarstwem.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; nazwy terenowe z rdzeniem bassi, áilegas i sáiva notowane na mapach od XVIII wieku.

całe Sápmi; imię zapisane w XVII i XVIII wieku

Horagalles, pan gromu

Zapis z tamtych czasów

Postać gromu nosi w zapisach imiona Horagalles, Tiermes i Áijá, a pierwsze z nich jest zapożyczeniem ze staronordyckiego.

Czytaj dalej

Na bębnach pojawia się figura mężczyzny z młotem, niekiedy z dwoma, i duchowni wiążą ją z gromem, burzą i niebem. Imię zapisywano rozmaicie: Horagalles i Thoragalles na południu i w środku, Tiermes w lapmarkach północnych, Áijá albo Ajeke w mowie wschodniej. Pierwsza forma daje się rozłożyć na staronordyckie imię boga gromu i słowo oznaczające starego człowieka.

To rozłożenie imienia jest twarde i ma konsekwencję, którą warto powiedzieć wprost. Dowodzi ono kontaktu językowego ze Skandynawami, a nie tego, że przejęto cudzy kult: obok zapożyczonej formy stoją bowiem imiona rodzime o tym samym zakresie, jak Tiermes i Áijá. Że postać gromu jest w tej religii przejęta z zewnątrz, nie zostało wykazane.

Dary składane gromowi wymieniają relacje z lat siedemdziesiątych XVII wieku i rękopisy misji z lat dwudziestych XVIII: zwierzę męskie, drewniane przedmioty pozostawiane przy wizerunku, dary po burzy, która oszczędziła stado. Szczegóły różnią się między lapmarkami na tyle, że nie da się z nich złożyć jednego obrzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Tiermes i Horagalles to ta sama postać pod dwoma imionami, czy dwie, które zlały się w zapisie duchownych.
  • Czy młot na figurze bębna jest młotem, czy narzędziem innego rodzaju; rysunki są schematyczne, a objaśnień od właścicieli prawie nie ma.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; łacińskie zestawienie z 1673; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; figury z młotem na zachowanych bębnach.

Sápmi południowe i środkowe; zapisy z XVII–XVIII wieku

Beaivi, słońce i jego powrót

Zapis z tamtych czasów

Słońce, po saamsku beaivi, zajmuje na bębnach południowych sam środek i wiąże się z darami składanymi u progu polarnej zimy i po jej końcu.

Czytaj dalej

Na części zachowanych bębnów w środku skóry siedzi figura rombu z czterema promieniami, a pozostałe postacie rozmieszczone są dokoła niej. Duchowni objaśniają ten znak jako słońce i łączą go z porządkiem roku, z wypasem i z powrotem światła po nocy polarnej. Układ ten występuje na bębnach z południa, podczas gdy na innych środek zajmuje co innego, co samo w sobie mówi, że jednego kanonu nie było.

Zapisy wymieniają dary związane ze słońcem: zwierzę jasnej maści, masło i tłuszcz rozsmarowywany przy wejściu, drobne obręcze z giętkiej gałązki obwiązywane nicią. Wiążą je z dniami, gdy słońce znika i gdy wraca, a więc z momentem w roku, który na tych szerokościach jest wydarzeniem widzialnym i policzalnym, nie symbolicznym.

O tym, jakiej płci jest słońce w tej religii, relacje mówią niezgodnie i to jest uczciwy stan rzeczy. W jednych zapisach Beaivi występuje jako postać męska, w innych żeńska, w jeszcze innych jako sama tarcza bez postaci. Jednolity obraz słonecznej bogini z córkami pochodzi z późniejszych zestawień, nie z relacji XVII-wiecznych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Płeć i osobowość Beaivi: zapisy XVII- i XVIII-wieczne nie są zgodne, a rozbieżność biegnie wzdłuż granic lapmarków.
  • Czy środkowa figura rombu na bębnach południowych zawsze oznacza słońce; objaśnienia pochodzą od piszących, nie od właścicieli bębnów.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; drukowany opis lapmarków szwedzkich z 1747; zachowane bębny z figurą rombu w środku skóry.

lapmarki szwedzkie i norweskie; zapisy z XVII–XVIII wieku

Máttaráhkká i trzy córki

Zapis z tamtych czasów

Máttaráhkká z córkami Sáráhkká, Juksáhkká i Uksáhkká odpowiadają w zapisach za poczęcie, poród i próg domu — to domena kobiet.

Czytaj dalej

Czwórka pojawia się w relacjach z lapmarków szwedzkich z lat siedemdziesiątych XVII wieku i wraca w rękopisach misji norweskiej z lat dwudziestych XVIII. Matka, Máttaráhkká, przyjmuje dziecko, zanim się urodzi; Sáráhkká towarzyszy porodowi i jej miejsce wiąże się z paleniskiem; Juksáhkká, której imię zawiera słowo oznaczające łuk, wiąże się z chłopcami; Uksáhkká pilnuje drzwi i progu.

Dary dla nich są domowe i drobne: napój wylewany na ziemię, kasza gotowana dla Sáráhkká i zjadana przez kobiety, kawałek tłuszczu przy palenisku, coś przy progu za wyjście i wejście. Nie ma tu ani kamienia w górach, ani stada prowadzonego na rzeź — cała ta warstwa mieści się we wnętrzu namiotu.

W materiale widać jeszcze jedno, o czym łatwo zapomnieć przy układaniu list bóstw. Trzy córki występują w zapisach częściej i wyraźniej niż sama matka, a duchowni wiedzieli o tej warstwie mniej niż o męskiej, bo dostęp do kobiecych spraw mieli ograniczony. To, co o nich zapisano, przeszło więc przez podwójne sito.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Máttaráhkká jest postacią dawną, czy porządkującym dopowiedzeniem nadbudowanym nad trzema córkami.
  • Czy zdolność Juksáhkká do zmiany dziecka w chłopca należy do warstwy dawnej; motyw ten pojawia się wyraźnie dopiero w rękopisach z lat dwudziestych XVIII wieku.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarku Lule (1671) i Ume (1672, około 1674); łacińskie zestawienie z 1673; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; drukowany opis lapmarków szwedzkich z 1747.

Sápmi, zapisy z XVII–XVIII wieku

Leaibolmmái i czerwień z olchy

Zapis z tamtych czasów

Leaibolmmái, czyli olchowy człowiek, patronuje zwierzynie i niedźwiedziowi, a sok z żutej kory olchy służył do znaczenia ludzi i rzeczy.

Czytaj dalej

Imię składa się z dwóch przejrzystych słów: leaibi to olcha, olmmái to mężczyzna. Postać wiąże się w relacjach ze zwierzyną łowną, z powodzeniem na polowaniu i szczególnie z niedźwiedziem. Zależność między imieniem a praktyką jest tu bezpośrednia, bo to właśnie kora olchy dostarczała czerwonego soku używanego w obrzędzie.

Korę żuto, a powstałym czerwonym sokiem spryskiwano myśliwych wracających z polowania, skórę zwierzęcia i przedmioty. Tym samym sokiem — jak mówią relacje — malowano figury na skórze bębna. Zachowane egzemplarze zgadzają się z tym o tyle, że rysunki są czerwonobrunatne, a nie kreślone węglem; samego barwnika na większości skór nie zbadano. Jedna substancja spina więc trzy rzeczy — imię postaci, obrzęd powrotu z łowów i wygląd bębna.

Zapisy wiążą też z tą postacią zakazy dotyczące kobiet i oddzielne traktowanie przedmiotów użytych przy polowaniu. Czego z materiału nie da się wyprowadzić, to hierarchii: czy Leaibolmmái był odrębną osobą, czy jednym z określeń tej samej mocy, o której gdzie indziej mówi się inaczej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Leaibolmmái to odrębna postać, czy określenie roli pełnionej w obrzędzie łowieckim przez inną z wymienianych mocy.
  • Czy czerwony barwnik na wszystkich zachowanych bębnach pochodzi z olchy; części egzemplarzy nie zbadano pod tym kątem.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; drukowany opis Finnmarku z 1767; czerwonobrunatne malowidła na zachowanych bębnach.

lapmarki szwedzkie, zapisy z lat siedemdziesiątych XVII wieku

Ruto i koń kupiony na śmierć

Zapis z tamtych czasów

Postaci przynoszącej chorobę składano w ofierze konia, zwierzę u Saamów niehodowane, które trzeba było w tym celu kupić.

Czytaj dalej

Na bębnach pojawia się jeździec, a relacje wiążą go z chorobą i śmiercią, zapisując imię jako Rota lub Ruto. Sposobem odwrócenia zarazy było oddanie mu konia, którego zabijano i zakopywano, aby uniósł chorobę do swojej dziedziny. Opis jest zgodny w kilku niezależnych relacjach z różnych lapmarków.

Najmocniejszym punktem tego świadectwa jest gospodarka, nie teologia. Saamowie koni nie hodowali, bo ich gospodarstwo opierało się na reniferze, więc konia trzeba było kupić od osadników albo kupców. Ofiara z konia oznaczała zatem wydatek dotkliwy i nadzwyczajny, a to mówi o randze zagrożenia więcej niż jakikolwiek opis obrzędu.

Ta sama okoliczność podpowiada, gdzie szukać potwierdzenia i dlaczego jest tak trudne. Pochówek konia w głębi Laponii byłby znaleziskiem rozstrzygającym, ale kość w kwaśnej bielicy nie przetrwa długo, a miejsca takich zakopań nie były oznaczane, bo cały sens polegał na oddaleniu i pozbyciu się rzeczy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ofiara z konia była praktyką powszechną, czy nadzwyczajną, sięganą w czasie zarazy; relacje mówią o niej w trybie wyjątku.
  • Czy imię Rota i imię Ruto należą do jednej postaci; zapisy pochodzą z różnych lapmarków i różnią się zakresem.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; łacińskie zestawienie z 1673; figura jeźdźca na zachowanych bębnach.

lapmarki szwedzkie, lata 1671–1673

Kiedy imię boga pochodzi od proboszcza

Zapis z tamtych czasów

Część nazw w literaturze o religii Saamów to słowa szwedzkie i łacińskie ukute przez duchownych, nie imiona używane przez ludzi.

Czytaj dalej

Najlepszy przykład to storjunkare, złożone ze szwedzkich słów oznaczających wielkiego pana. Duchowni nazywali tak kamienne bóstwa, bo potrzebowali kategorii dla czegoś, co widzieli w terenie. Słowo przeszło stamtąd do druku w 1673 roku i żyje odtąd w opracowaniach jako nazwa klasy bóstw, choć nie jest ani saamskie, ani nie było odpowiedzią na pytanie o imię.

Drugi przykład jest subtelniejszy. Słowo jubmel, spokrewnione z fińskim jumala, w zapisach XVII-wiecznych oznacza przede wszystkim Boga chrześcijańskiego, bo w tym znaczeniu wprowadzali je duchowni. Używanie go jako imienia dawnego najwyższego bóstwa jest więc odczytaniem wstecz, a nie świadectwem.

Do tego dochodzi kształt samego źródła. Relacje z lat 1671–1674 powstały jako odpowiedzi na rozesłany kwestionariusz, a ich łacińskie zestawienie wydrukowano w 1673 roku. Jednolitość obrazu bierze się więc częściowo stąd, że wszyscy odpowiadali na te same pytania, ułożone przez człowieka, który szukał panteonu na wzór rzymski.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z uporządkowanej hierarchii bóstw w zapisach jest odpowiedzią na pytania kwestionariusza, a ile obrazem zastanym.
  • Czy przy kamieniach używano w ogóle imion osobowych, czy mówiono o nich przez nazwę miejsca.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków będące odpowiedziami na kwestionariusz, 1671–1674; łacińskie zestawienie wydrukowane w 1673; szwedzkie i łacińskie terminy w tych tekstach.

całe Sápmi; bębny zachowane i opisywane od XVII wieku

Bęben, pierścień i wróżba

Zapis z tamtych czasów

Bęben z figurami malowanymi na skórze służył do wróżby: pierścień poruszany uderzeniami wędrował po rysunkach i wskazywał odpowiedź.

Czytaj dalej

Zachowało się około siedemdziesięciu egzemplarzy, rozproszonych po muzeach Skandynawii i Europy. Konstrukcja bywa dwojaka: skóra napięta na wyciętej z pnia misie albo na gnętej obręczy. Na skórze widnieją figury malowane czerwienią z kory olchy, a przy bębnie znajdują się młoteczek z rogu oraz pierścień lub wiązka drobiazgów pełniąca rolę wskaźnika.

Użycie opisują zgodnie relacje z obu stron granicy. Uderzano młoteczkiem, pierścień przesuwał się po figurach, a z jego drogi i miejsca zatrzymania odczytywano odpowiedź na zadane pytanie: gdzie szukać stada, czy chory wyzdrowieje, co i komu złożyć. Bęben nie był więc wyłącznie narzędziem noaidiego, bo według tych samych relacji trzymali go także zwykli gospodarze.

Trzeba dodać rzecz, która z samych opisów bębnów nie wynika wprost. Objaśnienia figur na bębnach pochodzą prawie zawsze od ludzi, którzy je odbierali i opisywali, a nie od właścicieli. Wyjątkiem jest jeden protokół sądowy z 1692 roku i właśnie dlatego jest on dla tego działu ważniejszy niż cała reszta opisów razem wzięta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile bębnów zachowało się naprawdę; liczby podawane w rejestrach różnią się w zależności od tego, co uznaje się za egzemplarz kompletny.
  • Czy układ figur był lokalnie ustalony, czy indywidualny dla właściciela; porównanie zachowanych skór daje oba obrazy naraz.

Skąd to wiadomookoło siedemdziesięciu zachowanych bębnów w zbiorach muzealnych; relacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; protokół sądu w Vadsø z lutego 1692.

Finnmark, Vadsø, luty 1692

Anders Poulsen przed sądem w Vadsø

Zapis z tamtych czasów

W lutym 1692 sąd w Vadsø przesłuchał starego Saama o jego bęben i spisał, co znaczy każda figura — to jedyny taki zapis od właściciela.

Czytaj dalej

Anders Poulsen, człowiek bardzo stary, stanął przed sądem w Vadsø oskarżony o czary. Protokół rozprawy zawiera rzecz w całym materiale wyjątkową: przejście po kolei przez figury namalowane na jego bębnie wraz z objaśnieniem, które podał sam właściciel. Bęben zabezpieczono jako dowód i odesłano do Kopenhagi; przetrwał, choć zbiór bębnów zwożonych tam trzydzieści lat później w większości spłonął.

Objaśnienia nie układają się w czysty dawny panteon. Obok słońca, księżyca i postaci związanych z pogodą oraz zwierzyną pojawiają się w nich figury chrześcijańskie i sam Bóg, a użycie bębna właściciel przedstawił jako pomocne, nie szkodzące. Można to czytać jako obronę przed sądem albo jako stan rzeczywisty religii przy końcu XVII wieku — obie możliwości pozostają otwarte, ale sam zapis jest dokumentem sądowym, nie opowieścią.

Sprawa skończyła się bez wyroku wykonanego przez kata. Zanim rozstrzygnięcie zostało potwierdzone przez wyższą instancję, Poulsen zginął od uderzenia siekierą zadanego przez człowieka z tego samego domu, a sprawcę za ten czyn stracono. Proces toczył się u samego końca długiej serii postępowań o czary w Finnmarku, obejmującej niemal całe stulecie od pierwszych lat XVII wieku i zamkniętej właśnie w 1692 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy chrześcijańskie figury i objaśnienia są świadectwem rzeczywistego przemieszania, czy strategią obrony przed sądem.
  • Jak brzmiał ostateczny wyrok; zapisy mówią o odesłaniu sprawy wyżej i o śmierci oskarżonego przed rozstrzygnięciem.

Skąd to wiadomoprotokół sądu w Vadsø, luty 1692, z opisem figur bębna i objaśnieniami oskarżonego; zachowany bęben odesłany po procesie do Kopenhagi; akta procesów o czary w Finnmarku z XVII wieku, od pierwszych lat stulecia po sprawę z 1692.

lapmark Piteå, Arvidsjaur, 1693

Lars Nilsson spalony w Arvidsjaur

Zapis z tamtych czasów

W 1693 roku sąd w Arvidsjaur skazał Larsa Nilssona na spalenie razem z bębnem i drewnianymi wizerunkami po tym, jak utonął jego wnuk.

Czytaj dalej

Sprawa zaczęła się od śmierci dziecka, które utonęło, i od próby ratunku sięgającej po bęben. Postępowanie prowadzone w lapmarku Piteå zakończyło się wyrokiem śmierci przez spalenie, a razem ze skazanym spłonęły jego bęben i drewniane figury. Wykonanie wyroku odnotowano w 1693 roku.

Sprawa ta ma dla działu wartość podwójną. Po pierwsze, dowodzi, że dawna praktyka żyła jeszcze u schyłku XVII wieku i że sięgano po nią w chwili nieszczęścia, a nie odświętnie. Po drugie, pokazuje, jakim narzędziem dysponowało państwo: nie perswazją, lecz sądem i stosem.

Wyrok z Arvidsjaur i proces z Vadsø dzieli rok i granica dwóch królestw, a przedmiot obu jest ten sam — bęben. Obie sprawy stoją jednak na końcu serii, nie na jej początku: po nich bębnów nie odbierał już kat, lecz misja, która zabierała je bez wyroku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy spalono także wszystkie przedmioty należące do skazanego, czy tylko bęben i figury wymienione w wyroku.
  • Ilu Saamów objęły procesy o czary po stronie szwedzkiej; akta są rozproszone po sądach lapmarków.

Skąd to wiadomowyrok sądu w lapmarku Piteå, Arvidsjaur, 1693; akta procesów o czary w Finnmarku z XVII wieku, od pierwszych lat stulecia po sprawę z 1692 po stronie norweskiej jako tło porównawcze.

Nordland i Finnmark, misja z lat 1716–1727; Kopenhaga, październik 1728

Zbiór bębnów spłonął w Kopenhadze

Zapis z tamtych czasów

Bębny odbierane przez misję norweską zwożono do Kopenhagi, gdzie większość zbioru spłonęła w pożarze miasta w październiku 1728 roku.

Czytaj dalej

Misja prowadzona w Nordlandzie i Finnmarku od 1716 roku objeżdżała okręg po okręgu, odbierała bębny, obalała kamienie i spisywała, co usłyszała. Jej organizator, Thomas von Westen, odbył trzy wielkie podróże w latach 1716, 1718–1719 i 1722–1723, a w Trondheim działało od 1717 roku seminarium kształcące ludzi do tej pracy. Zebrane bębny wysyłano do stolicy.

W październiku 1728 roku wielki pożar Kopenhagi strawił znaczną część miasta wraz ze zbiorami, w których te bębny leżały. Przepadła większość tego, co zgromadzono przez dekadę, i przepadła w sposób, którego nikt nie planował: nie na stosie z wyroku, lecz w przypadkowym ogniu. To jedna z przyczyn, dla których zachowanych egzemplarzy jest dziś kilkadziesiąt, a nie kilkaset.

Pozostały po tej pracy rękopisy, opisy i listy miejsc ofiarnych, spisywane przez ludzi misji w latach 1715–1731. Są one dziś najobfitszym źródłem wiadomości o rzeczach, które ta sama misja niszczyła — i tej sprzeczności nie da się z materiału usunąć, trzeba ją tylko zapamiętać przy każdym zdaniu stamtąd zaczerpniętym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile dokładnie bębnów zgromadzono i ile spłonęło; podawana zwykle liczba około stu jest szacunkiem.
  • Czy część zbioru ocalała poza spalonym budynkiem; pojedyncze egzemplarze o niejasnej drodze pojawiają się w zbiorach później.

Skąd to wiadomorękopisy i sprawozdania misji norweskiej z lat 1715–1731; seminarium misyjne w Trondheim, założone 1717; pożar Kopenhagi w październiku 1728 i straty zbiorów; kilkadziesiąt bębnów zachowanych do dziś.

Skandynawia i Finlandia, XIX i XX wiek

Co dopisał wiek XIX

Złożone przy biurku

Uporządkowany panteon, imiona bez pokrycia w dawnych zapisach i malownicze legendy sejt to w znacznej mierze robota XIX wieku.

Czytaj dalej

Pierwszy porządek piętrowy — bóstwa ułożone w rodziny i poziomy — składają już drukowane zestawienia XVIII wieku, a XIX wiek powiela je w przeglądach popularnych. Osobno stoi zbiór spisany między 1838 a 1845 rokiem przez pastora znad Muonio, w całości wydrukowany dopiero pod koniec XX wieku: powstał przeciw tamtym zestawieniom, ale i on domyka luki tam, gdzie relacje milczą. Wszystko, czego nie ma w tamtych zapisach, a co stamtąd przeszło do popularnych zestawień, ma datę powstania w XIX wieku, nie wcześniejszą.

Drugim jest opisywanie bębnów w gablotach. Figurom nadawano imiona bóstw z list ułożonych przy biurku, a etykiety te wędrowały potem do druku jako świadectwo. Jedyny bęben objaśniony przez własnego właściciela, opisany w protokole z 1692 roku, do tych etykiet nie pasuje i zawiera figury chrześcijańskie — co jest dla całej metody sygnałem ostrzegawczym.

Trzecim jest przenoszenie cudzego. Saamowie nie mają dawnego eposu; ułożony w latach 1835 i 1849 wielki poemat karelsko-fiński bywa mimo to używany jako tło do opowieści o Saamach. Do tego dochodzą postacie z bajki, jak Stállu, traktowane w późniejszej literaturze jak bóstwa, choć w żadnej relacji XVII- ani XVIII-wiecznej nikt im niczego nie składa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Które konkretnie imiona z późniejszych list nie mają żadnego pokrycia przed 1800 rokiem; pełnej listy kontrolnej nie udało się ustalić.
  • Czy trójdzielna postać Radien z rękopisów misji norweskiej z lat dwudziestych XVIII wieku jest zapisem zastanym, czy porządkiem wniesionym przez piszących.

Skąd to wiadomomitologia ułożona w latach czterdziestych XIX wieku przez pastora znad Muonio; etykiety muzealne bębnów z XIX i XX wieku; protokół sądu w Vadsø z 1692 jako jedyne objaśnienie od właściciela; poemat karelsko-fiński wydany w 1835 i 1849.

Sápmi, zapisy z XVII–XVIII wieku

Zmarli i ich świat pod ziemią

Zapis z tamtych czasów

Zmarli mieli własną dziedzinę pod ziemią, dopominali się o swoje, a chorobę tłumaczono niekiedy ich żądaniem i spłacano ją zwierzęciem.

Czytaj dalej

Relacje mówią o świecie zmarłych położonym pod ziemią i o gospodarzącej tam postaci kobiecej. Świat ten nie był karą ani nagrodą, lecz dalszym ciągiem: zmarli mieli tam swoje stada i swoje sprawy, a stamtąd mogli się o coś upominać u żywych. Chorobę bliskiego czytano niekiedy jako takie upomnienie i odpowiadano na nie darem, wskazanym uprzednio wróżbą.

Z zapisów wyłania się też zestaw czynności wokół samego pogrzebu. Ciało wynoszono osobnym wyjściem, nie tym, którym chodzą żywi; sanie, na których je przewieziono, zostawiano przy grobie; renifera, który je ciągnął, zabijano, a jego kości układano w porządku ciała. Po pogrzebie przez pewien czas unikano wymieniania imienia i wracano na miejsce z darem.

Cały ten materiał pochodzi od ludzi, którzy uważali go za zabobon i pisali, aby go wykorzenić. Dlatego uczciwiej jest przyjąć z niego czynności, które dawały się zobaczyć, i traktować z rezerwą wykładnię, dlaczego je wykonywano — tej bowiem nie zapisano nigdy słowami uczestników.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak długo obowiązywało unikanie imienia zmarłego i czy reguła ta była powszechna, czy lokalna.
  • Czy dar dla zmarłego i dar dla sejty należały do jednego porządku; relacje opisują je osobno, ale tymi samymi czynnościami.

Skąd to wiadomorelacje proboszczów z lapmarków z lat 1671–1674; rękopisy misji norweskiej z lat 1715–1731; drukowany opis Finnmarku z 1767; drukowany opis lapmarków szwedzkich z 1747.

Finnmark, Troms, północna Szwecja; od wczesnego średniowiecza po XVIII wiek

Pochówek w rumowisku i kora brzozowa

Zapis z tamtych czasów

Zmarłych składano w szczelinach rumowiska skalnego, owiniętych w korę brzozową, czasem w łodzi lub w sankach, z narzędziami i monetami.

Czytaj dalej

Typ pochówku jest rozpoznawalny: ciało w szczelinie między głazami, przykryte kamieniami, bez kopca i bez oznaczenia widocznego z daleka. Powtarza się owinięcie w korę brzozową, a bywa, że zmarły leży w rozciętej łodzi, w jej części albo na sankach. Wyposażenie obejmuje noże, siekiery, kotły, krzesiwa, ozdoby, a od późnego średniowiecza także monety.

Monety i przedmioty importowane dają widełki czasu, bo można je przypisać mennicom i warsztatom. Dzięki temu wiadomo, że pochówki w rumowisku funkcjonowały równolegle z chrztem i z pierwszymi kościołami, a nie tylko przed nimi. Zwyczaj ustępował stopniowo, wraz z nakazem grzebania przy kościele, i utrzymywał się najdłużej tam, gdzie do kościoła było najdalej.

Osobną kartą tej praktyki jest zima. Gdy śmierć zastała rodzinę daleko od kościoła w porze nieprzejezdnej, ciało składano tymczasowo i przewożono dopiero wtedy, gdy droga na to pozwalała. Dlatego przy kościelnych cmentarzach północy pojawiają się pochówki o dziwnym rytmie dat — skutek odległości, nie obrzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy pochówek w rumowisku ustał ostatecznie; daty różnią się między dolinami i wybrzeżem o kilkadziesiąt lat.
  • Czy wszystkie groby tego typu są saamskie; w strefach mieszanych kryterium wyposażenia bywa niejednoznaczne.

Skąd to wiadomocmentarzyska w rumowisku w Varanger, Troms i północnej Szwecji; wyposażenie grobów: kotły, narzędzia, ozdoby i monety dające widełki czasu; kora brzozowa i szczątki łodzi zachowane w kilku grobach.

Neiden nad granicą norwesko-fińską, Skoltowie; wykop 1915, powtórny pogrzeb 2011

Neiden 1915 i powrót po stu latach

Zapis po chrzcie

W 1915 roku z cmentarza Skoltów w Neiden wydobyto niemal setkę szkieletów do zbiorów anatomicznych; pochowano je ponownie w 2011.

Czytaj dalej

Cmentarz w Neiden wiąże się z prawosławną kaplicą stojącą tam od XVI wieku, pamiątką misji prowadzonej od strony wschodniej. W 1915 roku otwarto groby i wywieziono z nich niemal sto szkieletów do zbiorów anatomicznych uniwersytetu, gdzie służyły pomiarom czaszek. Przez niemal sto lat szczątki pozostawały poza miejscem, z którego je wzięto.

Sprawa zakończyła się powtórnym pogrzebem we wrześniu 2011 roku, po wieloletnich wystąpieniach społeczności domagającej się zwrotu. Podobne postępowania dotyczyły cmentarzy po stronie szwedzkiej i fińskiej, gdzie szczątki wybierano w tych samych latach i w tym samym celu, a część z nich wróciła na miejsce dopiero w ostatnich latach. Od wywiezienia do powtórnego pogrzebu upłynęło dziewięćdziesiąt sześć lat.

Po drugie, tłumaczy to nieufność, z jaką traktowane bywa samo badanie miejsc świętych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładna liczba szkieletów wywiezionych w 1915 roku; podawane wartości oscylują wokół dziewięćdziesięciu kilku.
  • Ile szczątków z innych cmentarzy saamskich wróciło dotąd na miejsce; postępowania toczą się i dane szybko się dezaktualizują.

Skąd to wiadomoprawosławna kaplica w Neiden z XVI wieku i przyległy cmentarz Skoltów; wykop z 1915 roku i przekazanie szczątków do zbiorów anatomicznych uniwersytetu w Oslo; powtórny pogrzeb we wrześniu 2011.

Norwegia, tekst spisany między 1150 a 1200 rokiem

Najstarszy opis seansu i to, czego w nim nie ma

Zapis z tamtych czasów

Łacińska kronika z drugiej połowy XII wieku opisuje seans z bębnem, upadek wróżbity i jego śmierć — to najstarsze użyteczne świadectwo.

Czytaj dalej

Tekst opowiada o uczcie, podczas której kobieta pada bez życia, a wezwany człowiek obrzędu bije w naciągnięty instrument, tańczy i sam pada martwy; drugi podejmuje próbę i kobieta wraca do życia, po czym pada wyjaśnienie, że duch pierwszego natknął się w drodze na przeszkodę i zginął. Opis zawiera bęben, trans, walkę duchów i pomoc udzieloną choremu — cztery elementy, które wracają potem w relacjach o pięćset lat późniejszych.

Wcześniejsze wzmianki o ludziach północy tej wartości nie mają. Rzymski opis z końca I wieku, kroniki z VI stulecia i relacja żeglarza złożona królowi Wesseksu około 890 roku mówią o sposobie życia, o łowach, o daninie w skórach i piórach oraz o oswojonych reniferach. O obrzędzie nie mówią nic, a i samo utożsamienie opisywanych ludów z Saamami nie daje się z tych tekstów wyprowadzić.

Stąd wniosek porządkujący cały dział. Między najstarszym użytecznym opisem obrzędu a falą relacji duchownych leży pół tysiąclecia bez świadectwa tej klasy. Teksty z tego czasu — sagi, a od XVI wieku drukowane opisy Północy — wspominają o bębnie i wróżeniu, ale krótko, z drugiej ręki i bez przebiegu. Wszystko, co wypełnia tę lukę, pochodzi z ziemi — z kości, monet i przedmiotów metalowych — albo jest dopowiedzeniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy opis z XII wieku odnosi się do Saamów; kronika mówi o ludziach północy, a szczegóły zgadzają się z późniejszymi relacjami, lecz sama nazwa ludu nie została w tym tekście wypowiedziana.
  • Czy w opisanym instrumencie należy widzieć bęben tego samego rodzaju co zachowane egzemplarze z XVII wieku.

Skąd to wiadomołacińska kronika norweska spisana między 1150 a 1200 rokiem; rzymski opis ludów północy z 98 roku; kroniki z połowy VI wieku; relacja żeglarza złożona królowi Wesseksu około 890 roku.

Od stosu do internatu

Przebudzenie, Kautokeino i jojk pod zakazem

Między ostatnią konfiskatą bębna a pierwszą gablotą muzealną leży dwieście lat, w których wiara saamska nie zniknęła, tylko zmieniła miejsce i właściciela. Ta sekcja prowadzi przez przebudzenie z lat czterdziestych XIX wieku, w którym uniesienie na nabożeństwie zajęło miejsce dawnego transu, przez zryw w Kautokeino i pięć wyroków śmierci, przez internaty i odebrany głos. Osobno stoi jojk, którego w tym dziale dotąd nie było ani razu, i osobno pytanie, czy przekazanie rzeczy z jednego muzeum do drugiego jest zwrotem.

Laponia norweska i szwedzka, lata 1730–1850

Dlaczego po 1730 roku zapis milknie

Zapis po chrzcie

Kiedy misja przestała zabierać bębny, przestała też prowadzić spisy. Milknie archiwum, nie ludzie, a to są dwie zupełnie różne rzeczy.

Czytaj dalej

Stąd bierze się złudzenie pustki między stosem a gablotą. Dwa stulecia wyglądają na milczące dlatego, że przestano pytać w sposób zostawiający papier, a nie dlatego, że przestano wierzyć. Kiedy w połowie XIX wieku zapis znów gęstnieje, opisuje ludzi, którzy niczego nie zaczynali od początku, tylko przynieśli ze sobą to, czego przez te dwieście lat nikt nie spisywał.

Seminarium otwarte w Trondheim w 1717 roku kształciło księży dla Laponii i było zapleczem całej akcji zbierania bębnów. Duchowny, który nią kierował, umarł 9 kwietnia 1727 roku, a szkołę wkrótce potem zamknięto; wznowiono ją przy szkole katedralnej w 1752 roku i zamknięto ostatecznie w 1774. Przestała więc istnieć wyprawa, która odbierała rzeczy i spisywała odebrane, a nie nauczanie o Laponii, bo to wróciło razem ze szkołą.

Zmienił się rodzaj papieru, a nie jego ilość. Spis konfiskat powstaje wtedy, gdy ktoś konfiskuje, protokół przesłuchania wtedy, gdy ktoś sądzi, a po 1730 roku ani jedno, ani drugie nie dzieje się już na dawną skalę. Miejsce akt zajmuje opis: w 1747 roku wyszła po szwedzku obszerna książka o lapmarkach, a w 1767 w Kopenhadze opis Lapończyków Finnmarku, wydany wraz z osobnym wykładem o dawnej wierze; autor opisu prowadził wznowione seminarium. Dawna praktyka przestała być przedmiotem procesu i stała się przedmiotem opisu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się podać daty ostatniego użycia bębna w obrzędzie; liczby krążące na ten temat nie mają oparcia w żadnym znanym dokumencie.
  • Czy zamknięcie seminarium w 1774 roku oznaczało zwinięcie misji, czy przerzucenie jej kosztów na zwykłe parafie; z samej daty zamknięcia tego wyprowadzić nie wolno.
  • Ile w osiemnastowiecznych opisach pochodzi z własnego oglądu, a ile z ksiąg misyjnych spisanych przed 1730 rokiem; jedne i drugie powtarzają te same porządki i rozdzielić tego z samego druku nie sposób.

Skąd to wiadomoSeminarium Lapponicum w Trondheim: otwarte 1717, zamknięte po 1727, wznowione 1752, zamknięte 1774. Data śmierci kierującego misją duchownego: 9 kwietnia 1727.

Karesuando i Pajala nad Torne, pogranicze szwedzko-fińskie, 1826–1861

Styczeń 1844 w Åsele

Zapis z tamtych czasów

Proboszcz z Karesuando zapisał, że wiarę zrozumiał dopiero od saamskiej kobiety spotkanej w styczniu 1844 roku. Od tej rozmowy liczy się przebudzenie.

Czytaj dalej

Lars Levi Laestadius, urodzony w 1800 roku, objął parafię w Karesuando w 1826 i przesiedział w niej dwadzieścia trzy lata, zanim w 1849 przeniósł się do Pajali; umarł w 1861. Kazał po fińsku i po saamsku, a jego stałym tematem była wódka, którą kupcy wozili na północ i którą płacono za renifery, ryby i skóry.

W styczniu 1844 roku, podczas objazdu wizytacyjnego w Åsele, rozmawiał z Millą Clementsdotter, południową Saamką z kręgu przebudzeniowego prowadzonego przez proboszcza z Nory w Ångermanlandzie. To ona, a nie żaden przełożony, powiedziała mu rzecz, którą zapisał jako przełom. Ruch, który stąd wyszedł, objął w ciągu kilkunastu lat Saamów, Kwenów i Finów po obu stronach granicy.

Ten sam człowiek zostawił po sobie rękopis o dawnej wierze saamskiej, pisany dla wyprawy francuskiej z lat 1838–1840, przy której służył jako przewodnik znający kraj i mowę. Nie wszedł on do żadnego z tomów wyprawy: został w prywatnych papierach jej kierownika i wyszedł po szwedzku dopiero w 1959 roku, przeszło sto lat po napisaniu, a wydanie pełne przyszło jeszcze później. Jeden i ten sam głos zwalczał dawny obrzęd z ambony i zapisywał go na papierze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Milla Clementsdotter powiedziała dokładnie to, co jej przypisano; tę rozmowę znamy wyłącznie z relacji drugiej strony, spisanej później i w innym celu.
  • Ile w rękopisie o dawnej wierze pochodzi z tego, co proboszcz sam słyszał, a ile z wcześniejszych druków, które miał pod ręką.
  • Kiedy dokładnie rękopis powstawał; ramy podawane jako 1838–1845 opierają się na czasie wyprawy i na prośbie jej uczestników, nie na dacie postawionej na papierze.

Skąd to wiadomoParafia Karesuando od 1826 i Pajala od 1849; rozmowa w Åsele w styczniu 1844; rękopis o dawnej wierze saamskiej pisany 1838–1845 dla wyprawy francuskiej z lat 1838–1840, wydrukowany po szwedzku w 1997.

dolina Torne, Laponia szwedzka i Finnmark, od lat czterdziestych XIX wieku

Uniesienie, które zajęło miejsce transu

Zapis z tamtych czasów

Na nabożeństwach przebudzenia ludzie płakali, krzyczeli, skakali i padali na podłogę. Fińskie słowo na to brzmi liikutuksia, czyli poruszenia.

Czytaj dalej

Duchowni niechętni ruchowi opisywali to ze szczegółami już w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XIX wieku: wyznanie grzechów wykrzyczane na głos, płacz całego zgromadzenia, obejmowanie się, wymachiwanie rękami, skoki i wirowanie, wreszcie padanie pokotem na podłogę izby albo wprost w śnieg przed nią. Nazwano to liikutuksia, poruszeniami, i nazwa przyjęła się po obu stronach granicy.

Miejsce w życiu wspólnoty jest tu to samo, co dawniej: chwila, w której człowiek wychodzi ze zwykłego stanu przy świadkach. Właściciel jest jednak inny. Trans noaidiego był robotą jednego człowieka, rzadką i podejmowaną w sprawach ciężkich, z pomocnikiem i z drogą powrotną. Poruszenie na nabożeństwie było robotą wszystkich naraz, bez pomocnika i bez podróży, a jego treścią nie była odpowiedź, tylko przebaczenie.

Dalej niż to posunąć się nie wolno. Żaden zapis z tamtych lat nie mówi, że uczestnicy robią to, co kiedyś robił noaidi, i nikt takiego związku wtedy nie postawił. Uczciwe zdanie jest węższe: w tych samych dolinach, dwa pokolenia po zabraniu bębnów, pojawiło się zbiorowe uniesienie, z którym musiał sobie teraz radzić kościół, ten sam, który bębny zabrał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy uniesienie miało jakikolwiek związek z dawnym transem, czy jest to wyłącznie zbieżność formy; dokument nie mówi o tym ani słowa i wolno tu postawić tylko pytanie.
  • Skala zjawiska: relacje duchownych przeciwnych ruchowi wyolbrzymiają, a zapisy zwolenników łagodzą, więc liczby uczestników są niepewne.

Skąd to wiadomoSprawozdania wizytacyjne i doniesienia proboszczów z Karesuando, Pajali i Finnmarku z lat czterdziestych i pięćdziesiątych XIX wieku; fińskie słowo liikutuksia utrwalone w tych samych latach.

dolina Torne, Laponia szwedzka i Finnmark, od lat czterdziestych XIX wieku

Kto teraz rozgrzeszał

Zapis z tamtych czasów

Ruch oddał świeckim to, co należało do księdza: wyznanie grzechów przed zgromadzeniem i wypowiedziane na głos rozgrzeszenie.

Czytaj dalej

Grzechy wyznawano przed zebranymi, a rozgrzeszenie wypowiadał człowiek świecki, często pasterz reniferów albo rybak, który nie miał żadnych święceń i żadnego wykształcenia poza umiejętnością czytania. Kazano w izbie i w namiocie, po saamsku i po fińsku, bez kościoła i bez zgody proboszcza, a zgromadzenie samo rozstrzygało, kogo słuchać.

Różnica wobec dawnego urzędu jest ostra. Powołanie noaidiego rozpoznawano po znakach w dzieciństwie, chodziło w rodzinach i budziło strach, bo ta sama umiejętność pozwalała szkodzić. Władza świeckiego kaznodziei pochodziła od zebranych, można mu ją było odebrać i nie dawała mocy zaszkodzenia nikomu. Pośrednictwo przeniosło się z drogi na tamtą stronę na sąd nad tą stroną.

Dla proboszcza oznaczało to utratę wyłączności we własnej parafii, a spór o to, komu wolno mówić w kościele, szybko przestał być sporem o słowa. W Skjervøy i w Kautokeino skończył się przerwanymi nabożeństwami, doniesieniem do władzy i ławą oskarżonych, a stamtąd prowadzi już prosta droga do listopada 1852 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy świeckie rozgrzeszenie było regułą od początku, czy ustaliło się dopiero po śmierci założyciela ruchu w 1861 roku.
  • Jak dalece Saamowie prowadzili ruch sami, a jak dalece szli za kaznodziejami fińskimi i kweńskimi; skład zgromadzeń bywał mieszany i źródła nie rozdzielają go konsekwentnie.

Skąd to wiadomoDoniesienia proboszczów o przerwanych nabożeństwach z lat 1848–1852; wyrok w sprawie zajścia przy konfirmacji w Skjervøy z lutego 1852, obejmujący dwadzieścia dwie osoby.

Skjervøy, Kautokeino i granica norwesko-rosyjska, 1851–1852

Dwadzieścia dwa wyroki i zamknięta granica

Zapis z tamtych czasów

Zanim padły pierwsze ciosy, były dwie rzeczy z papieru: dwadzieścia dwa wyroki z lutego 1852 roku i zamknięcie granicy 15 września tego samego roku.

Czytaj dalej

Druga rzecz nie miała z wiarą nic wspólnego. 15 września 1852 roku zamknięto granicę między Norwegią a państwem rosyjskim, do którego należała wówczas Finlandia, i pasterze z Kautokeino stracili dostęp do zimowych pastwisk po tamtej stronie. Zima 1852 roku była więc pierwszą, którą trzeba było przetrzymać na skrawku ziemi za małym na posiadane stada.

Kupiec w Kautokeino trzymał handel wódką, a wódka była stałym celem kazań przebudzeniowych; proboszcz przyjechał do parafii niedawno, a regularne nabożeństwa od dziesięcioleci odprawiano tam rzadko. Kto wymienia tylko przyczynę religijną, dokonuje wyboru, a nie odczytu: na papierze stoją obok siebie wyrok, dług, zamknięta granica i beczka.

Latem 1851 roku grupa przebudzonych przerwała nabożeństwo konfirmacyjne w Skjervøy, a sąd skazał za to dwadzieścia dwie osoby. Trójce uznanej za prowodyrów wymierzono ciężkie roboty: dwa lata, półtora roku i osiem miesięcy, więc wsi żyjącej ze stada ubywały ręce, nie tylko pieniądze. Jedno z tych trojga nosi to samo imię i nazwisko co kobieta skazana później na śmierć za zajście w Kautokeino, a zatem obie sprawy spotykają się nie tylko w tej samej dolinie, ale i w tych samych ludziach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile gospodarstw ukaranych w lutym 1852 roku należało do ludzi, którzy stanęli potem po stronie napastników; imienne zestawienie obu list nie jest znane.
  • Czy zamknięcie granicy odczuto w Kautokeino już przed zimą 1852 roku, czy dopiero w następnych latach.
  • Kiedy zaczęto wykonywać kary orzeczone po zajściu w Skjervøy; z samego wyroku tego nie widać, a jesienią 1852 roku część skazanych była w Kautokeino.

Skąd to wiadomoWyrok w sprawie zajścia przy konfirmacji w Skjervøy, luty 1852, dwadzieścia dwie osoby skazane wraz z kosztami; zamknięcie granicy norwesko-rosyjskiej 15 września 1852.

Guovdageaidnu-Kautokeino w Finnmarku

Poniedziałek, 8 listopada 1852

Zapis z tamtych czasów

Około trzydziestu pięciu ludzi zabiło kupca i lensmana, spaliło dom kupca i wychłostało proboszcza. Rozbroili ich inni Saamowie, przybyli z Ávži.

Czytaj dalej

Grupa licząca około trzydziestu pięciu osób, prowadzona przez dwudziestosiedmioletniego Monsa Sombyego i dwudziestoośmioletniego Aslaka Hættę, zabiła kupca Carla Johana Rutha i lensmana Larsa Johana Buchta, a dom kupca spaliła doszczętnie. Proboszcz Fredrik Hvoslef i jego domownicy zostali wychłostani; jego brzemienną żonę od chłosty zwolniono.

Zrywu nie stłumiło państwo. Saamowie z Ávži zebrali własny oddział, przyszli do Kautokeino, starli się z napastnikami i wzięli ich do niewoli. Ten szczegół przekreśla każdy obraz, w którym stoją naprzeciw siebie Saamowie i Norwegowie: granica sporu biegła wewnątrz jednej wspólnoty, między tymi, którzy uwierzyli po nowemu, a tymi, którzy nie.

W przebiegu tego dnia nie pojawia się ani bęben, ani kamień ofiarny, ani noaidi. Napastnicy żądali od obecnych nawrócenia i bili tych, którzy odmawiali, a ich wrogami byli handlarz wódki i ksiądz. Był to spór wewnątrz chrześcijaństwa o to, kto jest zbawiony, i właśnie dlatego należy do tej sekcji, a nie do rozdziału o dawnym obrzędzie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba uczestników: akta podają około trzydziestu pięciu, ale krąg współwinnych ustalano po fakcie i granica jest umowna.
  • Czy napaść była zamierzona z góry, czy wynikła z zajścia tego dnia; zeznania obu stron rozchodzą się dokładnie w tym punkcie.

Skąd to wiadomoAkta sprawy karnej z lat 1853–1854 i sprawozdanie proboszcza Fredrika Hvoslefa; zajście datowane na poniedziałek 8 listopada 1852 w Kautokeino.

Alta w Finnmarku; postępowanie 1853–1854, egzekucja 14 października 1854

Pięć wyroków śmierci, dwa wykonane

Zapis z tamtych czasów

Sąd skazał na śmierć pięcioro ludzi, trojgu zamieniono karę na dożywocie. Mons Somby i Aslak Hætta zostali ścięci 14 października 1854 roku.

Czytaj dalej

Somby i Hætta zostali ścięci pod Altą 14 października 1854 roku. Ciała pochowano przy kościele w Kåfjordzie, poza ogrodzeniem cmentarza, bo takie było miejsce przeznaczone dla straconych. Mężczyzn skazanych na dożywocie odesłano do twierdzy Akershus w Christianii, kobiety do Trondheim, i część z nich umarła tam w ciągu kilku lat.

Rachunek dla wsi złożony był z trzech strat naraz. Ubyli ludzie, bo najliczniejsza grupa dorosłych poszła na południe, ubyły stada, bo nie miał ich kto paść, i ubyły pieniądze, bo koszty postępowania obciążyły skazanych i ich rodziny. Trzy osoby zmarły jeszcze przed zakończeniem procesu, a czworo oskarżonych uniewinniono.

Wyroki śmierci zapadły wobec pięciorga: Monsa Sombyego, Aslaka Hætty, dwudziestopięcioletniej Ellen Skum, osiemnastoletniego Larsa Hætty i dwudziestoletniego Henrika Skuma. Trojgu ostatnim zamieniono karę na dożywotnie ciężkie roboty. Dożywocie dostało ponadto ośmioro innych, a piętnaście osób kary od kilku dni do dwunastu lat; kobiet było wśród skazanych więcej niż mężczyzn.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ilu skazanych umarło w więzieniu; liczby bywają podawane bez oparcia w rejestrach więziennych.
  • Czy zamiana trzech wyroków śmierci wynikała z wieku skazanych, czy z oceny ich roli w zajściu; uzasadnienia tej decyzji nie znam.

Skąd to wiadomoWyroki sądu w Alcie z lat 1853–1854 wraz z zamianą trzech kar; egzekucja 14 października 1854; pochówek przy kościele w Kåfjordzie w Alcie, poza ogrodzeniem cmentarza.

Christiania, Kopenhaga i Kåfjord w Alcie; 1854–1997

Głowy do zbioru, reszta za płot

Zapis po chrzcie

Po ścięciu głowy obu straconych poszły do zbioru anatomicznego w Christianii. Wróciły i spoczęły w Kåfjordzie dopiero w listopadzie 1997 roku.

Czytaj dalej

Te dwie czaszki nie były wyjątkiem, tylko początkiem listy. Do zbioru w Oslo weszło od 1853 do 1977 roku blisko tysiąc sto saamskich szczątków, najwięcej między 1913 a 1938 rokiem. Od 1999 roku badanie tego materiału wymaga zgody strony saamskiej, a więc przedmiotem procedury stały się najpierw kości, nie rzeczy.

Głowy odjęte w Alcie trafiły do zbioru anatomicznego uniwersytetu w Christianii, wbrew regule nakazującej pochować straconego w całości. W 1856 roku czaszkę Aslaka Hætty oddano do Kopenhagi w zamian za dwie czaszki inuickie. Handel wymienny ludzkimi głowami odbywał się między zbiorami jawnie i zostawił ślad we własnych księgach tych zbiorów.

W 1985 roku potomek jednego ze straconych, Niillas Somby, wystąpił o wydanie czaszki i spotkał się z odmową. W 1996 roku sprawę pokazała telewizja w Finnmarku, przewodniczący saamskiego parlamentu w Norwegii zwrócił się do uniwersytetu i czaszki wydano rodzinom. Pochowano je 21 listopada 1997 roku w Kåfjordzie, w tym samym miejscu co ciała, sto czterdzieści trzy lata po ścięciu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie czaszka Aslaka Hætty trafiła do Kopenhagi i kto zawarł tę wymianę; daty samej zamiany nie ustaliłem.
  • Czy pochówek z 1997 roku objął wyłącznie czaszki, czy także inne szczątki obu straconych.
  • Ile saamskich szczątków zgromadził zbiór w Oslo i od kiedy ich badanie wymaga zgody strony saamskiej; zestawienia różnią się i liczbą, i rokiem przyjęcia tej zasady.

Skąd to wiadomoKsięgi zbioru anatomicznego uniwersytetu w Christianii, wpisy od 1853; odmowa wydania czaszki z 1985; wystąpienie przewodniczącego saamskiego parlamentu z 1996; pogrzeb w Kåfjordzie w listopadzie 1997; zasada zgody na badania przyjęta w 1999.

twierdza Akershus w Christianii, lata 1853–1867

Źródło napisane w celi

Zapis z tamtych czasów

Dwaj skazani z Kautokeino nauczyli się w więzieniu pisać i zostawili najstarsze teksty w mowie północnosaamskiej napisane ręką Saamów.

Czytaj dalej

Lars Hætta, skazany na śmierć w wieku osiemnastu lat i ułaskawiony w 1867 roku, oraz Anders Pedersen Bær, pasterz trzymający wraz z ojcem sześćset reniferów, zwolniony w 1863 roku, nauczyli się pisać dopiero w celi. Robili to na potrzeby słownika i gramatyki języka saamskiego przygotowywanych wówczas w Christianii, czyli na zamówienie tego samego państwa, które ich skazało.

Hætta pisał o wierze i obyczaju, w tym o tym, co opowiadano o czasach przed kościołem. Bær pisał o dzieciństwie, o codziennej pracy przy stadzie i o zetknięciach z urzędem, a jego opowieść urywa się cztery lata przed zajściem w Kautokeino, więc jedyne wydarzenie, o które każdy chciałby go zapytać, jest właśnie tym, którego nie opisał.

Dla tej sekcji rzecz ma wagę podwójną. Najobszerniejszy dziewiętnastowieczny opis życia saamskiego po saamsku wyszedł spod ręki dwóch skazańców, a nie podróżnika ani księdza. Hætta przełożył potem Stary Testament, a pełna Biblia w mowie północnosaamskiej poszła do druku w 1895 roku: ten sam człowiek dostarczył i opisu dawnego obyczaju, i księgi, która go wypierała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w tych rękopisach jest autocenzury; pisali w więzieniu, po wyroku i na zamówienie, a jeden z nich liczył na ułaskawienie.
  • Dlaczego opowieść Bæra urywa się cztery lata przed zajściem: czy z powodu zwolnienia, czy dlatego, że tej części nie wolno mu było napisać.

Skąd to wiadomoRękopisy Larsa Hætty i Andersa Pedersena Bæra spisane w twierdzy Akershus w latach 1853–1867; zwolnienie Bæra 1863, ułaskawienie Hætty 1867; pełna Biblia w mowie północnosaamskiej, druk 1895.

całe Sápmi; nazwy luohti, vuolle, vuelie, leu'dd

Jojka się człowieka, nie o człowieku

Zebrane z ust

Jojku nie śpiewa się o kimś, tylko jojka się jego samego. To dźwiękowy znak osoby, zwierzęcia albo miejsca, a nie opowieść o nich.

Czytaj dalej

Różnica siedzi w gramatyce i nie jest subtelnością. W mowach saamskich człowiek jest dopełnieniem czasownika: jojka się jego, tak jak się kogoś woła po imieniu, a nie opowiada się o nim. Dlatego jojk nie ma fabuły, często nie ma prawie słów i nie musi ich mieć; jest znakiem dźwiękowym, imieniem podanym melodią zamiast głoskami.

Nazwy są różne i robota też. Na północy mówi się luohti, w Lule vuolle, na południu vuelie, u Skoltów leu'dd, przy czym właśnie leu'dd jest wyjątkiem, bo opowiada życiorys i trzyma się słów. Kto pisze o jojku w liczbie pojedynczej, zlewa w jedno co najmniej cztery miejscowe praktyki, tak samo jak zlewa ludy, które je uprawiają.

Jojk ma właściciela: należy do tego, kogo jojka, bywa nadany dziecku i dziedziczony, a śpiewany pod jego nieobecność sprowadza go do izby. Nie ma też wyznaczonego początku ani końca, bo się w niego wchodzi i z niego wychodzi. Dlatego dał się wynieść ze spalonego namiotu i przenieść przez szkołę, w której go zakazano: nie potrzebuje żadnego przedmiotu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy brak wyraźnego początku i końca jest cechą dawną, czy skutkiem tego, że najwcześniejsze nagrania robiono w warunkach sztucznych, na komendę i na wałek.
  • Na ile skoltyjski leu'dd wolno stawiać obok jojku północnego; robota jest inna, nazwa lokalna, a lud osobny.

Skąd to wiadomoDwa teksty jojkowe w druku uppsalskim z 1673 roku; zapisy i nagrania terenowe z XIX i XX wieku; saamskie słownictwo utrwalone w słownikach od XVIII wieku.

Uppsala i lapmark kemski, 1673

Dwa jojki w łacińskiej książce

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze zapisane jojki podał student z lapmarku kemskiego, a wydrukowano je po saamsku i po łacinie w 1673 roku.

Czytaj dalej

Druk uppsalski z 1673 roku, ten sam, który zamówiono po to, by zaprzeczyć opowieściom o czarach, przynosi dwa teksty pieśniowe. Dostarczył ich Olaus Sirma, urodzony około 1655 roku Saam z lapmarku kemskiego, uczeń szkoły w Tornio, potem student w Uppsali, wreszcie proboszcz w Enontekiö, zmarły w 1719 roku. Wydrukowano je po saamsku wraz z przekładem łacińskim.

Nie są to zaklęcia ani modlitwy. Jeden tekst prowadzi człowieka saniami reniferowymi do ukochanej, drugi jest pieśnią o dziewczynie nad jeziorem. Przez łacinę poszły w świat z każdym przekładem tej książki i jeszcze w XIX wieku sięgali po nie poeci, którzy o Laponii nie wiedzieli nic poza tym, co w niej przeczytali.

Wynikają z tego dwie rzeczy. Mowa kemska wygasła, a te dwa teksty należą do nielicznych dłuższych jej zapisów; Sirma przełożył na nią także katechizm, prosił o pieniądze na druk w 1688 i ponownie w 1716 roku, dwa razy dostał odmowę, a książka ukazała się dopiero w 1913. I rzecz druga: jojk poszedł w świat drukiem i po łacinie w tym samym stuleciu, w którym zabierano bębny, a więc długo przedtem, nim zakazano go dzieciom w szkolnej izbie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zapisane teksty są jojkami w ścisłym sensie, czy pieśniami ułożonymi na potrzebę druku przez człowieka uczącego się na księdza.
  • Na ile przekład łaciński z 1673 roku oddaje treść; późniejsze wersje europejskie szły już z łaciny, nie z saamskiego, i różnią się między sobą.

Skąd to wiadomoDruk uppsalski z 1673 roku z dwoma tekstami po saamsku i po łacinie; podania Olausa Sirmy o pieniądze na druk katechizmu z 1688 i 1716; druk tego katechizmu w 1913.

Laponia norweska i szwedzka, od XVII wieku po XX

Zakazany razem z bębnem

Zapis z tamtych czasów

Misja postawiła jojk obok bębna i obciążyła go tym samym zarzutem: rozmowy ze złym. Bęben dało się zabrać, głosu nie dało się.

Czytaj dalej

Drugie potępienie przyszło od środka i było mocniejsze. W parafiach przebudzeniowych jojk uznano za grzech, a mówili to już nie obcy księża, tylko saamscy kaznodzieje do saamskich zgromadzeń. Zakaz przestał być cudzym rozkazem i stał się własnym wyrzeczeniem, a wyrzeczenie trzyma dłużej niż rozkaz, bo nie ma przeciwko komu się buntować.

Stąd bierze się nierówność świadectw. Bęben jest rzeczą: można go zabrać, spalić, wpisać do inwentarza i policzyć po trzystu latach. Jojk jest oddechem i spisu skonfiskowanych jojków nie ma, bo być nie może. Dlatego zapis zakazu jest o tyle chudszy od zapisu konfiskat, i dlatego liczba ocalałych bębnów nie mówi nic o tym, ile jojku zostało.

Zarzut brzmiał zawsze tak samo: kto jojka, ten rozmawia z duchami, czyli śpiewa do diabła. Jojk szedł więc w jednej sprawie z bębnem, bo w procesach o czary śpiew liczył się za poszlakę, a tam, gdzie misja zabierała bębny, z ambony zwalczano równocześnie śpiew. Osobnego przepisu, który wymieniałby jojk z nazwy, nie ma: wystarczyło podciągnięcie go pod czary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie znam dekretu zakazującego jojku wprost i osobno; zakaz wynika z podciągnięcia śpiewu pod czary i z praktyki kościelnej, nie z odrębnego artykułu prawa.
  • Jak szeroko potępienie z ambony przyjmowało się w rodzinach; świadectwa mówią i o zaniechaniu, i o śpiewaniu po cichu, a proporcji nie da się ustalić.

Skąd to wiadomoAkta procesów o czary w Finnmarku z XVII wieku, w których śpiew występuje jako poszlaka; sprawozdania misyjne z lat 1714–1730; kazania i doniesienia z parafii przebudzeniowych od lat czterdziestych XIX wieku.

Finnmark i północna Norwegia, 1851–1960

Internat, w którym nie wolno było mówić

Zapis z tamtych czasów

Państwo miało na to osobną pozycję w budżecie od 1851 roku, okólnik z 1898 i sieć internatów, przez które przeszły całe pokolenia dzieci.

Czytaj dalej

W 1851 roku parlament norweski wydzielił w budżecie osobną pozycję na wynaradawianie, z której opłacano nauczycieli i budowano szkoły. W 1880 roku nakazano prowadzić naukę po norwesku, a okólnik ministerialny z 1898 roku zezwolił używać saamskiego i kweńskiego tylko w zakresie koniecznym, jako pomocy przy tłumaczeniu dzieciom rzeczy niezrozumiałych.

Od początku XX wieku stawiano w Finnmarku państwowe internaty i dzieci spędzały w nich większą część roku z dala od domu. W szkole obowiązywał zakaz mowy ojczystej, a ze wspomnień spisanych później wynika, że obejmował on także jojk i że za jedno i drugie karano cieleśnie. Dokładnie te dwie rzeczy odbierano naraz: język i głos.

1 czerwca 2023 roku komisja państwowa złożyła parlamentowi sprawozdanie liczące około siedmiuset stron, oparte na rozmowach z ponad siedmiuset osobami, i datowała tę politykę od połowy XIX wieku na przeszło sto lat, kładąc jej urzędowy koniec na rok 1963. Jest to pierwszy dokument tej wagi w całej sprawie, ale trzeba powiedzieć wprost, czym jest: zapisem świadectw złożonych długo po fakcie, nie zapisem z tamtych lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie znalazłem przepisu zakazującego jojku z nazwy; zakaz szkolny znam ze wspomnień, nie z okólnika, i tak należy go podawać.
  • Liczba internatów w Finnmarku bywa podawana w dziesiątkach, ale zestawienia różnią się tym, co liczą za internat, a co za zwykłą szkołę z bursą.

Skąd to wiadomoPozycja budżetowa na wynaradawianie uchwalona w 1851; nakaz nauki po norwesku z 1880; okólnik ministerialny z 1898; sprawozdanie komisji państwowej z 1 czerwca 2023, 658 stron, ponad 700 rozmów.

Norwegia, 1979–1997

Jojk wrócił pierwszy

Zapis z tamtych czasów

W październiku 1979 jojk zabrzmiał przed norweskim parlamentem, w 1980 poszedł do konkursu w Hadze, a bębny wracały do Sápmi po 2019 roku.

Czytaj dalej

W październiku 1979 roku, podczas strajku głodowego przed gmachem parlamentu w Oslo przeciw spiętrzeniu rzeki Alty, jojkował Mattis Hætta, a telewizja państwowa to pokazała. W 1980 roku ten sam jojk stał się refrenem norweskiej piosenki konkursowej wykonanej w Hadze wraz ze Sverrem Kjelsbergiem; zajęła szesnaste miejsce z piętnastoma punktami.

Instytucje poszły w ślad. Ustawa saamska zapadła w 1987 roku, poprawka do konstytucji w 1988, saamski parlament w Norwegii otwarto w 1989, a w październiku 1997 roku król przeprosił przy jego otwarciu za politykę wynaradawiania. Od zakazu w szkolnej izbie do przeprosin z tronu upłynęło mniej niż jedno ludzkie życie.

Kolejność ma tu znaczenie i jest odwrotna, niż się zwykle opowiada. Bęben musiał zostać oddany przez tego, kto go trzymał, i na to trzeba było czekać do lat 2019–2023. Jojk nie potrzebował niczyjej zgody ani przeniesienia własności: wrócił w chwili, gdy zaśpiewano go publicznie i nikogo za to nie ukarano. Rzecz okazała się trudniejsza do odzyskania niż praktyka.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy rozgłos z lat 1979 i 1980 odmienił stosunek do jojku w samych wsiach, czy przede wszystkim poza nimi.
  • Data, od której jojk przestaje być w parafiach przebudzeniowych uważany za grzech; jednego takiego punktu nie ma i podawanie go byłoby zmyśleniem.

Skąd to wiadomoStrajk głodowy przed parlamentem w Oslo w październiku 1979 i transmisja telewizyjna; konkurs w Hadze w 1980, szesnaste miejsce; ustawa saamska 1987; otwarcie saamskiego parlamentu 1989; przemówienie króla z października 1997.

Norwegia; umowa 2012, przekazanie 1 czerwca 2019 w Kautokeino

Tysiąc sześćset trzydzieści dziewięć przedmiotów

Zapis po chrzcie

Dwa muzea w Oslo przekazały muzeom saamskim własność 1639 przedmiotów. Umowa jest z 2012 roku, podpis z 2019, a rzeczy jechały na północ dłużej.

Czytaj dalej

Umowę zawarły w 2012 roku saamski parlament i dwa muzea w Oslo, a akt przekazania podpisano 1 czerwca 2019 roku w Guovdageaidnu-Kautokeino. Objął on tysiąc sześćset trzydzieści dziewięć przedmiotów, które przeszły na własność sześciu muzeów saamskich w Norwegii; całe przedsięwzięcie zamknięto w 2022 roku. Jego nazwa, Bååstede, znaczy w mowie południowosaamskiej powrót.

Haczyk tkwi w rozdzieleniu własności od położenia. Przedmiot jedzie na północ dopiero wtedy, gdy muzeum odbierające ma budynek spełniający wymogi przechowywania, więc przez lata część zbioru miała właściciela na północy, a leżała na południu. Papier wrócił od razu, rzeczy w swoim tempie, i te dwie daty należy podawać osobno.

Trzeba też powiedzieć, czym to nie było. Odbiorcą jest muzeum, nie rodzina; przedmiot pozostaje eksponatem, a umowa nie przywraca używania. Jest to przeniesienie opieki między dwiema instytucjami tego samego państwa i właśnie o to idzie spór: czy przeniesienie opieki jest tym, co oznacza słowo zwrot.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z tysiąca sześciuset trzydziestu dziewięciu przedmiotów stało fizycznie na północy w chwili zamknięcia przedsięwzięcia w 2022 roku; zestawienia, któremu bym ufał, nie znalazłem.
  • Jaką część przekazanego zbioru stanowią przedmioty obrzędowe, a jaką sprzęt codzienny; w podanych liczbach tego podziału nie ma.

Skąd to wiadomoUmowa Bååstede z 2012 roku; akt przekazania podpisany 1 czerwca 2019 w Guovdageaidnu-Kautokeino, 1639 przedmiotów, sześć muzeów saamskich; zamknięcie przedsięwzięcia w 2022.

zbiory w Danii, Niemczech, Szwecji i Norwegii; XXI wiek

Zwrot, na który nie ma przepisu

Zapis po chrzcie

Każdy dotychczasowy zwrot bębna był dobrą wolą trzymającego. Nie ma przepisu, który kazałby obcemu muzeum cokolwiek oddać.

Czytaj dalej

Dwa przypadki mają twarde daty. W 2022 roku państwo duńskie przeniosło własność bębna ze swojego muzeum narodowego na muzeum saamskie w Karasjoku; jest to bęben odebrany w procesie w Finnmarku w 1692 roku, od 1979 wypożyczony na północ. W listopadzie 2023 roku muzeum w Turyngii wydało muzeum południowosaamskiemu w Snåsie bęben zabrany w 1723 roku.

Żadne z tych przekazań nie nastąpiło dlatego, że kazało je prawo. Decyzja norweska ani saamska nie sięga zbioru w Lipsku, Hamburgu, Sztokholmie czy Kopenhadze, więc każdy bęben leżący poza trzema państwami północnymi znajduje się poza zasięgiem jakiejkolwiek północnej władzy, a jego los zależy wyłącznie od tego, kto go akurat trzyma.

Stąd bierze się nierówność między kością a rzeczą. Saamskie szczątki wywiezione do zbiorów naukowych objęto w Norwegii osobną regułą: bez zgody strony saamskiej nie wolno ich badać. Dla przedmiotów nie ma reguły żadnej i nie powstał dotąd przepis, który kazałby muzeum wydać bęben. Kości doczekały się procedury, bębny tylko dobrej woli.

Od lat siedemdziesiątych XX wieku bębny znów się robi. Nowe egzemplarze powstają do użytku obrzędowego, na scenę i do szkoły, a ich figury bywają układane na podstawie tych samych kilkudziesięciu ocalałych sztuk, które wiszą w gablotach — to znaczy, że dzisiejszy rysunek na skórze bierze wzór z tego, co zdołała zebrać misja.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wydanie bębna w 2023 roku nastąpiło na własność, czy jako depozyt długoterminowy; z ogłoszeń o nim tego nie wyczytałem.
  • Ile bębnów znajduje się dziś w rękach prywatnych; spisy obejmują zbiory publiczne i o reszcie nie mówią nic.

Skąd to wiadomoPrzeniesienie własności bębna przez państwo duńskie w 2022; wydanie bębna zabranego w 1723 przez muzeum w Turyngii w listopadzie 2023; zasada zgody strony saamskiej na badania szczątków przyjęta w 1999; wpisy szczątków do zbioru w Oslo z lat 1853–1977.

od Laponii po Powołże; słowo przywędrowało z Syberii w XVII wieku

Cudze słowo na cztery różne roboty

Zapis po chrzcie

Szaman to słowo tunguskie, wydrukowane w Amsterdamie w 1692 roku pod ryciną nazywającą przedstawionego kapłanem diabła. Do Laponii nie należy.

Czytaj dalej

Słowo pochodzi z mowy ewenkijskiej i znaczy mniej więcej tego, który wie. Do ruszczyzny weszło w XVII wieku przez pamiętnik zesłanego duchownego, który zetknął się z takim człowiekiem na Syberii, a do Europy Zachodniej przez książkę wydrukowaną w Amsterdamie w 1692 roku, gdzie rycinę tunguskiego pośrednika opatrzono podpisem nazywającym go kapłanem diabła i dorysowano mu szpony zamiast stóp.

Nakłada się je tutaj na cztery osobne urzędy. Noaidi wychodził z ciała przy bębnie. Tietäjä pracował słowem, stojąc i przytomny. Kart zabijał i modlił się w gaju w imieniu wsi. Arbuj rzucał losy i nadawał dziecku imię zamiast księdza. Cztery ludy, cztery języki, cztery roboty, a w trans wpada wyłącznie pierwszy z nich.

Słowo przemyca przy tym twierdzenie, którego nikt nie wykazał: że są to miejscowe odmiany jednej syberyjskiej rzeczy. Żaden zapis tego nie mówi. Kto pisze o szamanizmie saamskim, rozstrzygnął już pytanie, które źródła zostawiają otwarte, i zatarł dokładnie te granice między Saamami, Finami, Mari i Wodzią, które same źródła trzymają osobno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy dawni świadkowie mieli własne słowo obejmujące kilka z tych urzędów naraz; w zapisach każdy lud ma swoje własne i tylko swoje.
  • Czy podobieństwo bębna saamskiego do syberyjskiego wynika ze wspólnego dziedzictwa, czy z podobnej roboty przy podobnym zwierzęciu; z samego przedmiotu tego wyprowadzić nie można.
  • Skąd wzięło się samo słowo w mowie ewenkijskiej; wywodzono je i z rodzimego rdzenia o znaczeniu wiedzy, i z terminu przyniesionego z południa wraz z buddyzmem, a rozstrzygnięcia nie ma.

Skąd to wiadomoPamiętnik zesłanego duchownego ruskiego z lat siedemdziesiątych XVII wieku; druk amsterdamski z 1692 roku z ryciną tunguskiego pośrednika; listy pasterskie z Nowogrodu z 1534 i 1548 ze słowem arbuj; zapisy o karcie z gajów Powołża.

Wyczegda, Ob i Czepca

Komi, Chantowie, Mansowie i Besermianie

Trzy strony jednej strefy: dorzecze Wyczegdy, dorzecze Obu i dolina Czepcy. Komi mają najlepiej udokumentowany chrzest w całej rodzinie i najgorzej udokumentowane to, co było przed nim, więc ich wiara stoi tutaj wyłącznie na zapisach z ust ludzi, zrobionych czterysta lat po fakcie. U Chantów i Mansów jest odwrotnie: miejsca ofiarne działały jeszcze w dwudziestym wieku, a jedno z nich weszło do akt śledztwa z dokładnością co do dnia. Besermianie liczą dziś dwa tysiące osób i mieszczą w jednym gospodarstwie trzy porządki naraz — cerkiewny, muzułmański i wiejski.

Komi nad Wyczegdą, Wymią, Peczorą i górną Kamą; od XII wieku po dziś

Komi, Zyrianie, Permiacy — trzy nazwy jednego ludu

Zapis z tamtych czasów

Ten sam lud nazywa siebie komi, ruskie akta zwą go Zyrianami, a jego ziemię Permią — i żadna z dwóch obcych nazw nie wyszła z jego ust.

Czytaj dalej

Wyraz Perm stoi już w wyliczeniu ludów płacących daninę Rusi, wpisanym w czoło latopisu kijowskiego na początku XII wieku. Sam nie jest komijski: wywodzi się z bałtofińskiego określenia ziemi leżącej z tyłu, dalekiej, i przyszedł nad Wyczegdę razem z tymi, którzy po nią jeździli. Nazwa Zyrianie pojawia się później, w postaci sirjanie, przy opisie misji z końca XIV wieku, a utrwala się dopiero w latach siedemdziesiątych XVI wieku.

Liczby pokazują, o jakiej skali mowa i jak ta skala się zmieniała. Pierwsza rewizja podatkowa z 1719 roku naliczyła przeszło czterdzieści jeden tysięcy dusz, spis z 1897 roku sto pięćdziesiąt trzy i pół tysiąca, spis z 1926 roku dwieście dwadzieścia sześć tysięcy Komi-Zyrian, a spis z 2021 roku sto czterdzieści trzy i pół tysiąca. Ubytek ostatniego stulecia nie jest więc domysłem, tylko odczytem z rubryki.

Nazwa własna brzmi komi mort, czyli człowiek komi, a zbiorowo komi wojtyr; posługują się nią zarówno mieszkańcy dorzecza Wyczegdy, jak i ci znad górnej Kamy, których późniejsza administracja rozdzieliła na dwie jednostki. Pierwsze pióro, które ich opisało, słowa tego nie znało i nazwało ich wyrazem wziętym od sąsiadów; druga obca nazwa przylgnęła do nich dopiero dwa stulecia później.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwa Perm oznaczała w latopisie ziemię Komi nad Wyczegdą, czy szerszy pas po obu stronach gór
  • czy sirjanie wiąże się z bałtofińskim wyrazem na skraj i granicę, czy z inną podstawą; rozstrzygnięcia nie ma
  • ile z ubytku między spisem z 1926 a spisem z 2021 roku to przesunięcie deklaracji, a ile ubytek ludzi

Skąd to wiadomowyliczenie ludów trybutarnych w czole latopisu kijowskiego, początek XII wieku; żywot biskupa permskiego spisany około 1396 roku; rewizja podatkowa z 1719 roku; spisy ludności z 1897, 1926 i 2021 roku.

Komi-Zyrianie i Komi-Permiacy; opowieści zapisywane w XIX i XX wieku

Świat wykluty z dwóch jaj

Zebrane z ust

W komijskich opowieściach o początku świat robi dwóch: Jen z góry i Omöl z dołu, wykluci z jaj kaczki, która zniosła je nad wodą bez brzegu.

Czytaj dalej

Kaczka znosi sześć jaj nad wodą bez brzegu; cztery wpadają w głębinę, z dwóch pozostałych wykluwają się Jen i Omöl, a ciało matki rozbite o wodę staje się tym, po czym się chodzi. Dalej obaj pracują przeciw sobie: jeden podnosi ziemię, drugi zakuwa wodę lodem, pierwszy rozłupuje lód gromem. U Komi-Permiaków w miejscu Omöla stoi Kul.

Podział jest pionowy i przez to łatwy do zapamiętania: góra należy do Jena, dół do jego przeciwnika, a wszystko, co żyje w wodzie i w bagnie, przypisuje się dołowi. Następstwo tego układu jest praktyczne, nie teologiczne. Nie ma tu jednego pana całości, jest para, która świat dzieli między siebie, i przez to każde miejsce ma właściciela, z którym trzeba się liczyć osobno.

Ostrożność obowiązuje w jednym punkcie i jest to punkt ciężki. Wszystko to zapisano z ust ludzi ochrzczonych czterysta lat wcześniej, a rama opowieści — dwaj stwórcy, nurkowanie po ziemię, psucie cudzej roboty — biegnie przez całą wschodnią Europę w opowieściach apokryficznych, które krążyły w mowie i w druku. Co w tym komijskie, a co przyniesione, nie zostało wykazane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy para Jen i Omöl jest dawnym układem komijskim, czy komijskim ubraniem wschodnioeuropejskiej opowieści apokryficznej
  • czy Kul u Komi-Permiaków to drugie imię tej samej postaci, czy byt osobny, wciągnięty do pary później
  • ile wersji zapisano naprawdę niezależnie od siebie; zapisy XIX i XX wieku bywają odpisami wcześniejszych druków

Skąd to wiadomoopowieści o początku świata zapisywane u Komi-Zyrian w XIX i XX wieku; wersje komi-permiackie znad górnej Kamy z tego samego czasu.

Komi-Zyrianie i Komi-Permiacy; zapisy XIX i XX wieku

Wörsa, ten do którego las należy

Zebrane z ust

Komijski gospodarz lasu nie jest bóstwem do wielbienia, tylko właścicielem, z którym łowca musi się ułożyć — i który potrafi zabrać zdobycz.

Czytaj dalej

Opisy zgadzają się co do znaków rozpoznawczych. Samotnemu myśliwemu pokazuje się jako olbrzym wysoki jak sosna, z piętami odwróconymi do przodu, bez brwi i bez rzęs; bywa wirem, bywa drobnym zwierzęciem. Nie rzuca cienia, a jego psy szczekają bez echa. Rozpoznaje się go więc nie po twarzy, lecz po tym, czego mu brakuje, a brak jest w tych opowieściach zawsze znakiem, że rzecz nie jest stąd.

Stosunek do niego jest rachunkowy, nie modlitewny. Temu, kto wszedł w cudze uroczysko, zabiera zwierzynę, przymraża sanie do drogi i wodzi po gęstwinie; temu, kto go przechytrzył albo mu pomógł, oddaje przysługę i pozwala wracać z obłowem. Obok niego stoi wasa, gospodarz wody, i olysia, gospodarz izby, a każdy z nich pilnuje wyłącznie swojego.

Dla obrazu Komi ważne jest, czego w tej umowie nie ma. Nie stoi za nią ani świątynia, ani kapłan, ani stały termin: układa się ją na miejscu i na jeden wyjazd, a wiąże tego, kto ją zawarł. Zapisano ją dopiero wtedy, gdy od chrztu minęło ponad cztery stulecia, i to jest największe ograniczenie tego materiału, ważniejsze od wszystkich szczegółów razem wziętych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z cech wörsy jest komijskich, a ile przeszło z ruskiego leszego; sąsiedztwo było bliskie i trwało stulecia
  • czy wörsa i wasa to dwa rzędy istot, czy jeden rząd podzielony wedle żywiołu dopiero przez zapisujących

Skąd to wiadomoopowieści myśliwskie i wierzenia zapisywane u Komi w XIX i XX wieku w dorzeczach Wyczegdy, Peczory, Udory i górnej Kamy.

Komi-Zyrianie, Komi-Permiacy i Komi-Jaźwińcy; od średniowiecza po XX wiek

Pas — znak rodu zamiast podpisu

Zapis z tamtych czasów

Komijski pas to rodowy znak cięty na sprzęcie i na drzewach granicznych; stawiano go pod dokumentem zamiast podpisu, a w jednej wsi spisano ich sto jedenaście.

Czytaj dalej

Słowo pas znaczy po prostu znak. Każdy ród miał własny, złożony z kilku nacięć, i stawiał go tam, gdzie trzeba było rozstrzygnąć, czyje coś jest: na kołowrotku, na siekierze, na sieci, na pułapce, wreszcie na drzewach wyznaczających granicę uroczyska łowieckiego. Ten sam znak szedł pod dokument w miejsce podpisu, dopóki pisać nie umiano.

Jest z tego jedno świadectwo policzalne. W 1920 roku nauczyciel szkoły we wsi Pomozdino nad górną Wyczegdą spisał razem z uczniami znaki używane przez sąsiadów i zebrał sto jedenaście, wyciętych na jednej desce. Nie jest to zabytek dawny, lecz spis zrobiony w chwili, gdy zwyczaj jeszcze działał, a już ustępował inicjałom i własnoręcznemu podpisowi.

Z pasami wiąże się domysł o rodowodzie liter ułożonych dla Komi w 1372 roku: część z nich ma kształt bliski tym znakom. Domysł jest dobry, ale stoi na zestawieniu rzeczy zapisanych osobno i w odstępie stuleci: litery znamy z późniejszych odpisów i z nielicznych zabytków, znaki rodowe zaś z przedmiotów i z dokumentów rozrzuconych aż po deskę z 1920 roku. Podobieństwo kształtu daje się pokazać, drogi od jednego do drugiego nie da się wykazać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy podobieństwo liter permskich do pasów jest pierwotne, czy powstało dopiero w odpisach tablic z XVI i XVII wieku
  • czy znak dziedziczono niezmieniony, czy każde pokolenie dokładało własne nacięcie; zapisy z XX wieku mówią rozmaicie
  • czy zachował się przedmiot albo dokument, na którym znak rodowy i litera permska stoją obok siebie

Skąd to wiadomodeska ze stu jedenastoma znakami spisanymi we wsi Pomozdino w ujeździe ustsysolskim guberni wołogodzkiej w 1920 roku; dokumenty z ziem komijskich podpisywane znakiem; tablice liter permskich w odpisach XVI i XVII wieku.

Komi nad Udorą, Iżmą i Wyczegdą oraz Komi-Permiacy; zapisy XIX i XX wieku

Szewa, czyli choroba z adresem

Zebrane z ust

U Komi nieszczęście miało sprawcę: szewa, podrzucona przez czarownika w jedzeniu, wchodziła w człowieka i odzywała się z niego cudzym głosem.

Czytaj dalej

Szewa nie jest duchem bez postaci. Opisy wyliczają rzeczy drobne i namacalne: jaszczurkę, chrząszcza, mysz, ptaka, robaka, larwę, włos, nitkę z zawiązanym węzłem. Podrzucano ją w chlebie, w piwie albo w winie, zostawiano na rozstaju, wypuszczano na tego, kto w świąteczny dzień stracił czujność i otworzył usta w niewłaściwej chwili.

Objawy opisywano jednakowo w całym dorzeczu. Zaczynało się od czkawki, od której na Udorze wzięła się druga nazwa choroby, potem przychodziły napady z krzykiem, a chory mówił nie swoim głosem, czasem kilkoma naraz, i odpowiadał na pytania zadawane nie jemu. Wypędzano ją wymiotami po lulku albo po wodzie tytoniowej, kładziono na chorego niemowlę, a w czasach późniejszych sięgano po modlitwę cerkiewną.

Rzecz warto czytać jako rachunek, nie jako obraz świata. Choroba ma tu właściciela, przyczynę i adres: ktoś ją nasłał, ktoś za nią odpowiada, więc daje się ją odesłać tam, skąd przyszła. Obraz, który tu opisano, pochodzi jednak w całości z ust ludzi i został spisany w XIX i XX wieku; z czasów dawniejszych nie ma pod niego świadectwa, na którym dałoby się stanąć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy szewa u Komi i ikota u sąsiadów ruskich to jedna rzecz pod dwiema nazwami, czy dwie rzeczy zbieżne
  • czy wyobrażenie jest dawne, czy uformowało się dopiero w stuleciach po chrzcie, wraz z ruskim sąsiedztwem

Skąd to wiadomozapisy wierzeń komijskich z Udory, Iżmy, Wyczegdy i ziem permiackich, XIX i XX wiek.

Komi-Zyrianie znad Wyczegdy i jeziora Sindor; podania zapisane w XIX i XX wieku

Jirkap i narty z własnego drzewa

Zebrane z ust

Komijski łowca Jirkap dostaje narty z drzewa przeznaczonego tylko jemu, dopędza na nich błękitnego jelenia i ginie na lodzie jeziora Sindor.

Czytaj dalej

Podanie ma jedno wyrażenie nie do przełożenia: as pu, własne drzewo — jedno na świecie drzewo przypisane jednemu człowiekowi, z którego wolno mu zrobić narty. Pies szuka go trzy lata. Narty wychodzą tak szybkie, że myśliwy wraca ze zdobyczą, zanim w izbie dopali się w piecu, a szybkość jest tu darem, ale darem, z którego przyjdzie się rozliczyć.

Dalej opowieść robi zwrot, który warto zapamiętać. Łowca dopędza błękitnego jelenia aż pod Ural, a zwierzę okazuje się kobietą; zapłatą za dar jest więc zabójstwo. Koniec przychodzi na jeziorze Sindor, gdzie lód załamuje się pod Jirkapem i ten tonie razem z nartami. W wersjach spisanych osobno winę za jego śmierć zrzuca się raz na zawistnych sąsiadów, raz na macochę.

Z tym samym jeziorem wiąże się rzecz materialna i tu potrzeba ostrożności. Z torfowiska nad Sindorem wydobyto ułamek narty z rzeźbioną głową łosia, starszy od wszelkiego pisma w tych stronach o tysiąclecia. Zestawienie jednego z drugim jest naszym skojarzeniem, a nie świadectwem: drewno nie mówi, kto na nim jechał ani co przy tym opowiadano, i nie przyszło do nas z żadnym słowem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • datowanie ułamka narty z torfowiska bywa podawane rozmaicie, a rozpiętość rozstrzygnięć sięga kilku tysiącleci
  • czy błękitny jeleń należy do podania od początku, czy przystał do niego z osobnego wątku o przemianie w zwierzę

Skąd to wiadomopodania o Jirkapie zapisywane u Komi w XIX i XX wieku, głównie w dorzeczu Wyczegdy; ułamek narty z rzeźbioną głową łosia z torfowiska nad jeziorem Sindor.

Chantowie i Mansowie nad Obem i Irtyszem; od XII wieku po spisy XXI wieku

Chantowie i Mansowie — nazwa własna, nazwa nadana

Zapis z tamtych czasów

Chanty i mansi znaczą w obu mowach człowiek; Ostiakami i Wogułami nazwali ich obcy, a nazwy własne weszły do urzędowego papieru dopiero w 1940 roku.

Czytaj dalej

Nazwa własna brzmi u północnych chanti, u południowych chandy, u wschodnich kantah i w każdej odmianie znaczy człowiek; nad rzeką mówi się też as chojat, czyli ludzie Obu. Mansowie nazywają siebie mańsi, a wyraz ten stoi w tym samym szeregu i również znaczy człowiek. Nie są to zatem imiona plemion, lecz zwykłe słowo, którym lud nazywa ludzi.

Zamiana nazw ma datę i jest sprawą urzędu. W 1930 roku utworzono okręg Ostiacko-Wogulski, a w 1940 przemianowano go na Chanty-Mansyjski; od tej pory w papierach obowiązują nazwy własne, a dawne z nich zniknęły. Spisy pokazują przy tym ludy niewielkie: Chantów naliczono 22 306 w 1926 roku i 31 467 w 2021, Mansów zaś 12 228 w 2021 roku.

Nazwy obce mają inny rodowód i inny ton. Ostiaka wywodzi się albo z chantyjskiego określenia ludzi Obu, albo z tureckiego wyrazu na obcego; Woguł to również nazwa, którą Chantowie dawali sąsiadom, a ruskie pióro wzięło ją od nich gotową. Najstarszy zapis ruski nie zna żadnej z tych nazw: pisze o Jugrze za Peczorą, o wymianie bez słów, w której za żelazo podaje się skóry, i o ludziach zamkniętych w górach, rozmawiających przez niewielki otwór.

Czego nie rozstrzygnięto
  • rodowód wyrazu ostiak; wywód chantyjski i wywód turecki mają zwolenników, a żaden nie został wykazany
  • pod którym rokiem stoi najstarsza relacja o Jugrze; odpisy latopisu umieszczają ją raz przy schyłku XI wieku, raz przy rozmowie z roku 1114
  • skąd wzięła się nazwa Woguł; wywód z chantyjskiego jest najczęstszy, ale nie został wykazany

Skąd to wiadomorelacja o Jugrze wpisana do latopisu kijowskiego na początku XII wieku; dekret o utworzeniu okręgu Ostiacko-Wogulskiego z 1930 roku i o przemianowaniu go w 1940; spisy ludności z 1926, 1939, 1959, 1989, 2002, 2010 i 2021 roku.

Chantowie i Mansowie nad Obem, Irtyszem i Północną Sośwą; XVIII–XXI wiek

Lunk lapas — spichrzyk, w którym ktoś mieszka

Zapis z tamtych czasów

Świętym miejscem nad Obem nie jest świątynia, lecz zwykły z wyglądu spichrzyk na słupach, w którym stoją owinięte w sukno wyobrażenia i leżą dary.

Czytaj dalej

Budowla nazywana po chantyjsku lunk lapas różni się od gospodarskiego spichrza wyłącznie tym, co w niej leży. Stoi na słupach, ma jedne drzwi, bywa oddalona od wsi o godzinę drogi. W środku trzyma się wyobrażenia tych, do których miejsce należy, owinięte w kilkanaście warstw sukna, a obok nich naczynia, monety, tkaniny i strzały przyniesione w darze przez kolejne pokolenia jednego rodu.

Trwałość tego urządzenia bierze się z jego niepozorności. Spichrzyk nie odróżnia się z daleka od gospodarskiego, nie ma ołtarza ani wizerunku wystawionego na widok, a to, co w nim najważniejsze, jest zawinięte i leży w środku. Misje, które od 1712 roku paliły nad Obem miejsca kultu, miały więc przed sobą przedmioty rozproszone po lesie, po jednym na ród, a nie jedną budowlę do rozebrania.

Rozdział miejsc przebiega wzdłuż płci. Na miejscach męskich, zakładanych przy cedrze, modrzewiu albo świerku, składa się ofiary krwawe: renifera, konia, cielaka. Na miejscach kobiecych, zakładanych w brzezinach, składa się to, w czym krwi nie ma — jadło, skrawki tkanin, figurki z materiału. Komu wolno podejść, rozstrzyga ten sam podział i rozstrzyga twardo: kobiet do miejsc męskich nie dopuszczano, a zakaz ten wypowiadano wprost.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z wyobrażeń przechowywanych do dziś ma rodowód dawniejszy niż XIX wiek; drewno i sukno nie trwają długo
  • czy podział na miejsca męskie i kobiece obowiązywał jednakowo w całym dorzeczu, czy układał się miejscami inaczej

Skąd to wiadomoopis ludu ostiackiego spisany w 1715 roku; spichrzyki rodowe nad Obem, Irtyszem i Północną Sośwą opisywane w XIX i XX wieku; zachowany spichrzyk rodu Sardakowów.

Chantowie i Mansowie nad Obem, Irtyszem i Sośwą; XVIII–XX wiek

Koń kupiony po to, żeby go złożyć

Zapis z tamtych czasów

W tajdze nikt nie jeździł konno, a mimo to najwyższą ofiarą nad Obem był koń — kupowany od obcych wyłącznie po to, by go na miejscu zabić.

Czytaj dalej

Ofiara poszła za wyobrażeniem, nie za gospodarką. Konia trzeba było kupić u sąsiadów z południa, przyprowadzić na miejsce ofiarne i tam zabić, a najwyżej ceniono maść białą, za którą płacono wielokrotność ceny zwierzęcia zwykłego. Skórę z łbem i kopytami rozpinano na żerdziach, mięso zjadano na miejscu. Taka ofiara kosztowała więc tyle, ile kosztuje wyprawa po drogi towar.

Wniosek ostrożny brzmi tak: wyobrażenie jeźdźca przyszło z zewnątrz, z pasa stepowego, i przyniosło ze sobą własną ofiarę, a tajga przyjęła jedno razem z drugim. Nie zostało natomiast wykazane, kiedy to nastąpiło ani którą drogą. Najstarsze opisy tej ofiary są osiemnastowieczne, a metalowe wyobrażenia jeźdźca znad Kamy i Obu są o stulecia starsze i nie mówią o sobie nic.

Rzecz zaczyna się od sprzeczności, którą trzeba nazwać wprost. Na północy, nad dolnym Obem i Sośwą, żyło się z łowów, ryby i renifera, konia tam nie hodowano i nie było go po co trzymać; grupy południowe, znad Irtysza i Kondy, znały i konia, i bydło, i rolę. Mimo to właśnie na północy jedna z głównych postaci, do których się modlono, siedzi na koniu i tak właśnie ją opisywano od pierwszych zapisów. Imię, pod którym najczęściej się ją podaje — ten, który objeżdża świat — jest mansyjskie; Chantowie nazywają tę postać własnym słowem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • kiedy postać jeźdźca weszła do wierzeń nad Obem; zapisu starszego niż nowożytny nie ma
  • czy koń zastąpił dawniejszą ofiarę z renifera, czy stanął obok niej jako dar po prostu droższy
  • czy wyobrażenie jeźdźca doszło nad dolny Ob przez grupy południowe znad Irtysza i Kondy, czy inną drogą

Skąd to wiadomoopis ludu ostiackiego spisany w 1715 roku; opisy miejsc ofiarnych nad Północną Sośwą, Kondą i Obem z XIX i XX wieku; metalowe wyobrażenia jeźdźca z dorzecza Kamy i Obu.

Północna Sośwa, Mała Ob i górne Przykamie; naczynia z VIII–IX wieku, znaleziska z lat 1909–1999

Srebrne misy na świątyniskach nad Obem

Zapis z tamtych czasów

Na obskich miejscach ofiarnych leżały srebrne misy wykonane tysiące kilometrów dalej — jedną wydobyto w 1985 roku, ważyła kilogram i miała na sobie królów biblijnych.

Czytaj dalej

Nie jest to sztuka pojedyncza. Misę tej samej formy, średnicy, wagi i roboty wydobyto w 1909 roku w górnym Przykamiu, trzecią w 1999 roku nad Małą Obią. W 1938 roku zapisano nad Sośwą opowieść, wedle której siedem jednakowych mis wyciągnięto z Obu w sieć i rozwieziono po różnych świątyniskach; trzy z siedmiu mamy dziś w ręku, o czterech nie wiadomo nic.

Wartość tego materiału polega na czymś innym, niż się zwykle podaje. Naczynia nie świadczą o tym, w co wierzono nad Obem, bo ich twórcy nie mieli z tą wiarą nic wspólnego i nie w tym celu je wykuli. Świadczą o drodze: futro szło na południe, srebro na północ, a przedmiot obcy i drogi stawał się na końcu tej drogi rzeczą główną w spichrzyku ofiarnym.

Naczynie znalezione w 1985 roku na miejscu ofiarnym pod wsią Wierchnie-Nildino nad Północną Sośwą ma dwadzieścia cztery centymetry średnicy, waży około kilograma i jest ze srebra z pozłotą. Robota pochodzi ze Środkowej Azji i datuje się ją na wiek VIII albo IX, a wybita na niej scena oblężenia miasta należy do opowieści starotestamentowej — obcej i miejscu, na którym misę złożono, i temu, kto ją tam przyniósł.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy naczynia trafiły nad Ob handlem, daniną czy łupem; żadna z trzech dróg nie została wykazana
  • czy opowieść o siedmiu misach zapisana w 1938 roku pamięta rzeczywistą partię towaru, czy tłumaczy wstecz to, co znajdowano pojedynczo
  • kogo przedstawia scena wybita na misie z Wierchnie-Nildino; odczytania sceny i imion są rozbieżne

Skąd to wiadomomisa z miejsca ofiarnego pod Wierchnie-Nildino, znaleziona w 1985 roku; misa z górnego Przykamia, znaleziona w 1909 roku; misa znad Małej Obi, znaleziona w 1999; zapis opowieści o siedmiu misach z 1938 roku.

Chantowie i Nieńcy nad Kazymem, północno-zachodnia Syberia; lata 1931–1934 i rok 1993

Num-To — zakaz, który trafił do akt śledztwa

Zapis z tamtych czasów

Nad jeziorem Num-To stało świątynisko i obowiązywał zakaz połowu; w 1932 roku urząd kazał tam łowić, a skończyło się jedenastoma wyrokami śmierci.

Czytaj dalej

Dalszy ciąg zamyka się w rachunku. 9 kwietnia 1933 roku brygadę rybacką na jeziorze zatrzymano żądaniem odstąpienia od połowu, 4 grudnia tego roku pięciu wysłanników władzy uduszono powrozami, w lutym i marcu 1934 aresztowano osiemdziesiąt osiem osób, a 25 czerwca sąd wydał jedenaście wyroków śmierci. 29 grudnia 1993 roku prokuratura odmówiła rehabilitacji czterdziestu dziewięciu uczestnikom.

Jezioro Num-To leży na wododziale, a na wyspie pośrodku niego mieściło się świątynisko, do którego przychodzili Chantowie i Nieńcy z całej okolicy. Zakaz był prosty: w tym jeziorze się nie łowi. Opisywali go i ci, którzy zbierali wierzenia, ale osobną wagę daje mu to, co stało się później — złamano go z urzędu, a złamanie trafiło do akt śledztwa.

Chronologia jest dokładna tam, gdzie stoją za nią papiery. Ośrodek zwany kulturbazą otwarto nad Kazymem w 1931 roku, jeszcze tej samej zimy doszło do zgromadzenia z ofiarą z reniferów i z żądaniem zamknięcia szkoły, a rodzice zabrali dzieci z internatu. Rok później, 22 grudnia 1932 roku, miejscowa rada tubylcza postanowiła, że plan połowu wykona się na Num-To — i to jest pierwsza data, pod którą leży uchwała, a nie opowieść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy pierwszym powodem wystąpienia było świątynisko na Num-To, czy zabieranie dzieci do internatu; akta wymieniają oba i nie rozdzielają ich
  • liczby zabitych po obu stronach podawane są rozbieżnie, a zestawienie urzędowe jest wyraźnie niższe od pozostałych
  • ile z przebiegu lat 1931 i 1932 pochodzi z akt, a ile z relacji spisanych po latach

Skąd to wiadomouchwała kazymskiej rady tubylczej z 22 grudnia 1932 roku; akta śledztwa i wyrok z 25 czerwca 1934 roku; postanowienie prokuratury obwodu tiumeńskiego z 29 grudnia 1993 roku.

Chantowie i Mansowie nad Obem, Irtyszem i Sośwą; zapisy XVIII–XX wieku

Pięć dusz u mężczyzny, cztery u kobiety

Zebrane z ust

Nad Obem dusze liczono, a liczba zależała od płci: mężczyźnie przypisywano pięć, kobiecie cztery — i od tej liczby zależał termin obrzędu żałobnego.

Czytaj dalej

Rozdział nie jest domysłem porządkującym, tylko liczbą podawaną przez samych opowiadających. Wyróżniano oddech mieszkający w głowie, cień, duszę senną, która wychodzi i wraca, oraz te postacie duszy, które zaczynają pracować dopiero po śmierci. Mężczyźnie przypisywano pięć takich postaci, kobiecie cztery, a rachunek wracał potem w terminach obrzędu.

Po śmierci sporządzano figurę zastępczą, po chantyjsku ittarma: niewielką, ubraną w strój zmarłego, trzymaną w izbie na jego dawnym miejscu. Stawiano przed nią jedzenie przy posiłkach i mówiono do niej jak do domownika. Trzymano ją przez tyle lat, ile zmarłemu przypisywano dusz, po czym odnoszono na cmentarz albo do rodowej skrzyni; żałoba liczyła więc czas płcią.

Osobno stoi wyobrażenie trzech światów: górnego z panem nieba, środkowego z ludźmi i dolnego z tym, od kogo idą choroba i śmierć, a między ludźmi i górą pośredniczy jeździec. Imiona, pod którymi układ ten najczęściej się podaje, są mansyjskie; Chantowie mają dla tych samych postaci własne i nie zawsze pokrywają się one co do zakresu. Sam układ spisano w XIX i XX wieku i jest spójny, co każe być ostrożnym, bo zapisujący pytali o porządek i porządek dostali, a rzeczy sprzeczne odpadały po drodze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy liczba lat przechowywania figury była wszędzie równa liczbie dusz; nad różnymi rzekami podawano rozmaite terminy
  • czy trójdzielny świat jest dawnym wyobrażeniem, czy układem wygładzonym dopiero przy spisywaniu
  • czy imiona mansyjskie i chantyjskie obejmują te same postacie w tym samym zakresie

Skąd to wiadomoopis ludu ostiackiego spisany w 1715 roku; zapisy obrzędów pogrzebowych i wierzeń o duszy znad Obu, Irtysza i Północnej Sośwy z XIX i XX wieku.

Chantowie i Mansowie nad Obem i Irtyszem; lata 1710–1715

Ile kosztował chrzest nad Obem

Zapis z tamtych czasów

Objazd chrzcielny z 1712 roku wyruszył z dwoma tysiącami rubli na dary, z tłumaczami i kilkunastu Kozakami; w dwa sezony ochrzczono trzy i pół tysiąca osób.

Czytaj dalej

Rozkaz carski w tej sprawie dotarł do metropolity tobolskiego w 1710 roku i kazał mu osobiście ruszyć do Ostiaków i Wogułów. Latem 1712 roku wyprawa poszła na południe od Berezowa, w stronę księstwa kodzkiego, zabierając dwa tysiące rubli na wydatki i podarki, tłumaczy oraz kilkunastu Kozaków dla ochrony. Ten rachunek mówi o sposobie nawracania więcej niż niejedno kazanie.

Wynik dwóch sezonów zapisano liczbą: w latach 1712 i 1713 ochrzczono trzy i pół tysiąca Ostiaków. Zapisano również, że część odmówiła i odeszła w tundrę, a to znaczy, że chrzest dawało się ominąć odejściem, nie tylko sprzeciwem. Miejsca kultu przy tej sposobności palono i właśnie w ten sposób wiele z nich po raz pierwszy i ostatni weszło do papieru.

Skutek nie był ani zupełny, ani żaden. Chrzest przyjęto i zachowano przy tym dawny porządek, a najczystszym tego śladem jest sposób, w jaki przyjęto świętego Jerzego: jeździec na koniu wszedł tam, gdzie stał jeździec objeżdżający świat, i zaczął odbierać to samo. Nie jest to ani ustępstwo misji, ani wybieg ochrzczonych — jest to następstwo tego, że obraz pasował do obrazu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy liczba trzech i pół tysiąca ochrzczonych to rachunek ludzi, czy rachunek obrzędów; sprawozdania misyjne liczyły rozmaicie
  • kiedy świętego Jerzego zaczęto odnosić do jeźdźca objeżdżającego świat; zapisy o tym są dziewiętnastowieczne i późniejsze

Skąd to wiadomorozkaz carski z 1710 roku o chrystianizacji ludów Obu; sprawozdania z objazdów chrzcielnych metropolity tobolskiego z lat 1712–1715; opis ludu ostiackiego spisany w 1715 roku.

Besermianie nad Czepcą, północno-zachodnia Udmurcja; od XIII do XVII wieku

Besermianie — nazwa starsza niż lud, który ją nosi

Zapis z tamtych czasów

Wyraz besermen znaczył w ruskich aktach po prostu muzułmanina; lud noszący dziś tę nazwę wchodzi do dokumentów dopiero w XVI i XVII wieku, nad Czepcą.

Czytaj dalej

Nazwa własna brzmi beserman, w odmianach besser i besseran. Wyraz jest ten sam, co ruskie besermen i busurman, a te wywodzą się z określenia muzułmanina. W aktach ruskich XIII, XIV i XV wieku nazywano tak osiadłą, muzułmańską ludność państwa Ordy, zwłaszcza tych, którzy dzierżawili pobór daniny; było to więc określenie wyznania i zajęcia, nie ludu.

Stąd bierze się błąd, który powtarza się w zestawieniach. Wzmianka o besermenach z XIII wieku nie jest najstarszą wzmianką o tym ludzie, bo mówi o kimś zupełnie innym i w innych stronach. Grupa, o której tu mowa, pojawia się w dokumentach nad dolną Czepcą w XVI wieku, a nazwa przylega do niej na stałe dopiero w wieku XVII, gdy zaczyna określać mieszkańców wyliczanych z nazwy wsi.

O tym, czym są dzisiaj, rozstrzyga mowa, nie nazwa. Besermianie mówią narzeczem języka udmurckiego, a więc permskim, z wyraźną warstwą cech tureckich w głosowni i w słownictwie; nie są zatem ani Tatarami, ani ludem spoza tej rodziny. O tym natomiast, skąd się wzięli, mowa nie rozstrzyga, bo języka można się nauczyć i można go przejąć po sąsiedzku — i właśnie dlatego ich rodowód pozostaje sprawą otwartą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Besermianie wywodzą się z grupy południowoudmurckiej przesuniętej na północ, czy z ludności bułgarskiej, która przejęła mowę udmurcką
  • od kiedy dokładnie nazwa oznacza tę grupę, a nie muzułmanów w ogóle; granica między jednym a drugim użyciem nie jest ostra

Skąd to wiadomoakta ruskie XIII–XV wieku używające wyrazu besermen na muzułmanów państwa Ordy; dokumenty o ludności dolnej Czepcy z XVI i XVII wieku.

Besermianie w rejonach głazowskim, jarskim, bałezińskim i jukamieńskim; lata 1897–2021

Lud, którego przez sześćdziesiąt lat nie było w spisach

Zapis z tamtych czasów

W 1926 roku naliczono 10 034 Besermian, potem wpisywano ich jako Udmurtów aż do 1992 roku, a w 2021 zostało ich 2036.

Czytaj dalej

Liczby są następujące: około dziesięciu tysięcy ośmiuset osób w 1897 roku, 10 034 w spisie z 1926, 3122 w 2002 i 2036 w 2021. Między drugą a trzecią z tych liczb nie ma żadnej, i nie dlatego, że nikogo nie liczono. Od lat trzydziestych aż po koniec państwa sowieckiego Besermian wpisywano do rubryki udmurckiej, tak w spisach, jak w dokumentach osobistych.

Powrót nazwy ma datę i jest aktem urzędowym. Latem 1992 roku prezydium Rady Najwyższej Udmurcji przyjęło postanowienie o przywróceniu historycznej nazwy ludu besermiańskiego, a 24 marca 2000 roku rozporządzenie rządu Federacji Rosyjskiej numer 255 umieściło Besermian w jednolitym wykazie tubylczych ludów małolicznych. Dopiero po tych dwóch aktach wrócili do własnej rubryki.

Rzecz warto zapamiętać jako miarę, nie jako skargę. Lud liczy dziś dwa tysiące osób i mieszka w czterdziestu jeden miejscowościach, z których dziesięć jest besermiańskich w całości. To znaczy, że wszystko, co o jego obrzędzie wiadomo, pochodzi ze wsi dających się wyliczyć z imienia, a każde zdanie zaczynające się od słowa Besermianie ma bardzo wąską podstawę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • część zestawień datuje postanowienie o przywróceniu nazwy na czerwiec, część na 2 lipca 1992 roku
  • ile z różnicy między rokiem 1926 a 2002 to ubytek ludzi, a ile skutek sześćdziesięciu lat wpisywania do cudzej rubryki

Skąd to wiadomospisy ludności z 1897, 1926, 2002 i 2021 roku; postanowienie prezydium Rady Najwyższej Udmurcji z 1992 roku o przywróceniu historycznej nazwy ludu besermiańskiego; rozporządzenie rządu Federacji Rosyjskiej numer 255 z 24 marca 2000 roku.

Besermianie nad Czepcą; XVIII–XX wiek

Bez wieprzowiny, z mułłą, w cerkwi

Zapis z tamtych czasów

Besermianie są prawosławni od połowy XVIII wieku, a mimo to do początku XX wieku nie jadali wieprzowiny i wzywali mułłę do modlitwy oraz do pogrzebu.

Czytaj dalej

Chrzest przyszedł do nich w tym samym czasie, co do reszty Powołża, w połowie XVIII wieku i tą samą drogą, czyli ulgą podatkową i naciskiem urzędu. Zapisano jednak przy nich rzeczy, których u sąsiadów nie ma. Wieprzowiny nie jadano aż do początku XX wieku, a powodem podawanym przez nich samych był zakaz muzułmański, choć meczetu we wsi nie było i do islamu nikt się nie przyznawał.

Drugi ślad jest jeszcze mocniejszy, bo dotyczy osoby, nie zwyczaju. Do modlitwy i do obrzędu przy pogrzebie wzywano mułłę, a po pierwszym wypędzeniu bydła na pastwisko zanoszono mu dary. Ten sam gospodarz szedł więc do cerkwi po chrzest dziecka, a po mułłę po śmierci ojca, i sprzeczności w tym nie widział, bo jedno i drugie załatwiało co innego.

Trzeciej warstwy nie widać od razu, bo jest najstarsza i najmniej głośna: wiejski obrzęd z ofiarą i modlitwą o urodzaj, wspólny Besermianom z Udmurtami. Trzy porządki mieściły się w jednym gospodarstwie, każdy odpowiadał za inny odcinek życia i żaden nie wyparł pozostałych. Czystszego przykładu przenikania nie ma na całym obszarze tego działu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zakaz wieprzowiny przyszedł z islamem, czy z dawniejszego zwyczaju wytłumaczonego później po muzułmańsku
  • jak szeroko wzywano mułłę: czy we wszystkich wsiach, czy tylko w tych, które sąsiadowały bezpośrednio z tatarskimi

Skąd to wiadomoopisy besermiańskie z XIX i początku XX wieku; akta przymusowej chrystianizacji Powołża z lat 1740–1764, obejmujące gubernię wiacką.

Besermianie nad Czepcą; XIX–XXI wiek

Körban i akajaszka — dwa święta z obcymi nazwami

Zebrane z ust

Główne święto Besermian nazywa się körban, od muzułmańskiego słowa na ofiarę, a odprawia się je jak wiejską modlitwę o urodzaj ze zwierzęciem zabitym na miejscu.

Czytaj dalej

Körban wypada po zakończeniu wiosennych robót w polu i jest dziękczynieniem ziemi. Nazwa pochodzi wprost od wyrazu oznaczającego ofiarę i przyszła drogą muzułmańską, ale sama czynność nie ma z meczetem nic wspólnego: wieś składa się na zwierzę, zabija je i gotuje na miejscu, wypowiada modlitwę o urodzaj, a to, czego nie zjedzono, do domu nie wraca.

Drugie święto nosi nazwę akajaszka albo akaszka i otwiera orkę. Głównym uczestnikiem jest w nim koń roboczy, od którego zależał początek i koniec siewu, i jemu też się tego dnia okazuje względy. Nazwa również nie jest permska, lecz wzięta od tureckich sąsiadów, i to jest u tego ludu regułą: nazwy przychodzą z zewnątrz, a czynność zostaje na miejscu.

Trzeba przy tym wiedzieć, na czym stoi dzisiejsza znajomość obu świąt. Körban odnowiono w latach dziewięćdziesiątych XX wieku i odprawia się go corocznie jako uroczystość publiczną z widownią, a nie jako obrzęd jednej wsi. Co w nim ciągłe, a co złożone na nowo z wcześniejszych opisów, nie zostało rozdzielone, więc przy każdym szczególe wypada pytać o to osobno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy körban przed XX wiekiem odprawiano co roku w każdej wsi, czy w potrzebie — o deszcz i przy nieszczęściu
  • ile z dzisiejszego przebiegu pochodzi z pamięci wsi, a ile z opisów zebranych przed odnowieniem święta

Skąd to wiadomoopisy obrzędów besermiańskich z XIX i XX wieku; doroczne obchody körbanu w rejonach północno-zachodniej Udmurcji od lat dziewięćdziesiątych XX wieku.

Wołga, Wiatka, Kama

Gaje, w których modli się do dziś

dorzecze środkowej Wołgi, Wiatki i Kamy; Mari, Mordwini, Udmurci, Komi; od X wieku

Cztery ludy nad Wołgą i Kamą

Zapis z tamtych czasów

Mari, Mordwini, Udmurci i Komi wchodzą do pisma jako plemiona trybutarne — najpierw w liście chazarskim, potem w latopisie kijowskim.

Czytaj dalej

O ludach tych wiadomo najpierw z cudzych rachunków. List władcy Chazarów, ułożony jako odpowiedź na pytania przysłane z Kordoby około 960 roku, wylicza wśród danników plemiona zapisane jako Arisu i Ts-r-mis, w których czyta się Erzję i Czeremisów. Latopis kijowski, zebrany około 1113 roku, w wykazie ludów płacących daninę Rusi wymienia Mordwę, Czeremisów, Perm, Pieczerę i Jugrę — a więc przodków wszystkich czterech dzisiejszych narodów.

Nazwy własne i nazwy nadane rozchodzą się tu na dwie strony. Czeremisi to imię używane przez sąsiadów; sami mówią o sobie mari, co znaczy po prostu człowiek. Wotiacy rosyjskich akt nazywają siebie udmurt, a Zyrianie i Permiacy — komi. Mordwa zaś nie jest jednym ludem: Erzja i Moksza mają odrębne mowy, odrębne stroje i odrębne imiona najwyższego boga, a wspólna nazwa przyszła do nich z zewnątrz — notują ją obcy już w pierwszym tysiącleciu — i dopiero później utrwaliła ją kancelaria, spisując obie części ludu pod jednym słowem.

Dla wszystkiego, co dalej, rozstrzygające jest położenie. Pas lasów między Wołgą, Wiatką i Kamą leżał na styku trzech porządków: ruskiego od zachodu, bułgarskiego, a po nim tatarskiego i muzułmańskiego od południa, oraz myśliwskiej, rzadko zaludnionej północy. Każdy z tych porządków zostawił w obrzędzie ślad możliwy do wskazania, żaden jednak nie zdołał obrzędu w całości zastąpić, i właśnie na tym polega osobliwość Powołża.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zapisane w liście chazarskim Arisu i Ts-r-mis rzeczywiście oznaczają Erzję i Czeremisów, czy tylko brzmią podobnie
  • na ile Perm z latopisu to już Komi, a na ile szersza nazwa krainy, szlaku i towaru

Skąd to wiadomoodpowiedź władcy Chazarów na list z Kordoby, ok. 960; latopis kijowski w redakcji z ok. 1113 roku; relacja weneckiego kupca z Tany nad Donem, który spędził tam kilkanaście lat w drugiej ćwierci XV wieku, spisana przez niego znacznie później i ogłoszona drukiem w XVI wieku; wymienia Moksza wśród ludów za Wołgą.

Mari nad Wołgą, Wiatką i Kamą oraz w Baszkirii; od XVII wieku po dziś

Kusoto — gaj, w którym się modli

Zapis z tamtych czasów

Kusoto nie jest ani świątynią, ani polaną, tylko wydzielonym kawałkiem starego lasu, do którego wchodzi się z ofiarą, a wychodzi bez niczego.

Czytaj dalej

Gaj bierze się z miejsca, nie z budowy. Wybiera się kępę starego drzewostanu, najczęściej nad wodą i na uboczu osady, i przestaje się w niej wycinać, łamać gałęzie, śmiecić i podnosić głos. Granicę wyznaczają żerdzie albo sam zwyczaj. Wewnątrz stoją drzewa przypisane poszczególnym bóstwom, przed nimi niskie stoły ofiarne z okorowanych żerdzi, a obok miejsca wydeptane pod ogień i kocioł.

Wchodzi się umytym i w płótnie, które na tę okazję trzymano czyste, a wychodzi z pustymi rękami. Ofiarę przynosi się w całości: zwierzę, chleb, naleśniki, miód, piwo, płótno, monety. Kości, pióra, popiół i resztki jadła zostają na miejscu albo idą w ogień, bo wyniesienie czegokolwiek poza obręb gaju jest złamaniem zasady, nie zaś niedopatrzeniem. Ten jeden zakaz trzyma się w opisach mocniej niż którykolwiek inny.

Gajów jest wiele i nie mają jednakowej wagi. Osobne należą do rodziny, osobne do wsi, osobne do kilkunastu wsi razem, a najstarsze bywają miejscem modłów dla całej krainy. Liczby podawane dzisiaj dla Mari El wahają się od trzystu do sześciuset i różnią się właśnie dlatego, że co innego znaczy gaj czynny, co innego pamiętany, a co innego wpisany na listę chronionych pomników przyrody.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile gajów jest dziś rzeczywiście czynnych, a ile figuruje wyłącznie na listach jako obiekty chronione
  • czy dawniej własny gaj miała każda osada maryjska, czy tylko część wsi, a reszta chodziła do sąsiadów

Skąd to wiadomorycina i opis obrzędu Czeremisów w sprawozdaniu z podróży poselstwa holsztyńskiego przez Powołże, wydania z 1647 i 1663 roku; osiemnastowieczne akta kazańskie dotyczące niszczenia miejsc ofiarnych; opisy terenowe z XIX i XX wieku.

Mari; gaje w Mari El, Tatarstanie i Baszkortostanie; XIX–XXI wiek

Onapu — drzewo, przed którym się staje

Zebrane z ust

W gaju modlitwę kieruje się nie w niebo, lecz do konkretnego drzewa; każde bóstwo ma własne, a ścięcie takiego drzewa uchodzi za zbrodnię.

Czytaj dalej

Drzewo ofiarne wybiera się zdrowe, dorodne i stojące osobno na tyle, by dało się przed nim rozłożyć stół. Lipa, brzoza i dąb wracają w opisach najczęściej, ale rozstrzyga nie gatunek, tylko wskazanie: drzewo zostaje pokazane przez kapłana i od tej chwili należy do jednego bóstwa. Przed nim ustawia się żerdziowy stół, zawiesza płótno, stawia świece z wosku i tam składa się dary.

Rozdział bywa drobiazgowy. Bóstwu najwyższemu należy się inne drzewo niż matce wód, inne opiekunowi bydła, a jeszcze inne temu, do którego zwraca się o zdrowie. W obszerniejszych gajach daje się dzięki temu odczytać cały porządek modlitwy z samego rozmieszczenia pni, bez żadnego napisu, i to jest jedyny ich plan — nikt go nie rysował, bo nikomu nie był potrzebny.

Drzewo starzeje się i pada, i wtedy zaczyna się rzecz najciekawsza. Uschniętego nie wywozi się na opał, tylko zostawia na miejscu, a modlitwę przenosi na sąsiednie, wskazane na nowo. Ciągłość nie trzyma się więc pnia, lecz miejsca i czynności — i to jest odpowiedź na pytanie, jak obrzęd przetrwał stulecia, w których gaje wycinano, wysadzano i obstawiano strażą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wybór gatunku drzewa był dawniej związany z bóstwem, czy dopiero późniejsze opisy próbowały taką regułę uporządkować
  • czy przeniesienie modlitwy na drzewo sąsiednie było zawsze dopuszczalne, czy wymagało osobnego obrzędu

Skąd to wiadomoopisy gajów i stołów ofiarnych sporządzane w guberniach kazańskiej, wiackiej i ufijskiej w XIX wieku; materiał z gajów maryjskich w Baszkortostanie notowany w XX wieku.

Mari; wieś i grupa wsi; XVIII–XXI wiek

Kart — ten, kto prowadzi modlitwę

Zapis z tamtych czasów

Kapłan Mari nie ma świątyni, święceń ani zwierzchnika; jest wybierany przez swoich, zna porządek słów i odpowiada za to, że ofiara została przyjęta.

Czytaj dalej

Karta — zwanego też onaengiem — wyznacza gromada, najczęściej spośród rodzin, w których ten obowiązek szedł z ojca na syna. Wymagania są praktyczne i twarde: własny dom w porządku, pamięć długich formuł modlitewnych, umiejętność zabicia zwierzęcia bez okrucieństwa i wstrzemięźliwość przed obrzędem. Nie ma egzaminu, nie ma nadania, nie ma stopnia — jest zgoda tych, którzy będą się modlić.

Rola dzieli się wyraźnie na dwie. Przy modlitwie rodzinnej prowadzi ją starszy gospodarz i kapłan nie jest potrzebny; dopiero modlitwa wsi albo kilkunastu wsi wymaga kogoś, kto zna cały porządek i potrafi mówić za wszystkich obecnych. Ta różnica ma następstwo, którego łatwo nie zauważyć: nawet gdy modłów zbiorowych zakazano, obrzęd domowy nie potrzebował do trwania niczyjego zezwolenia.

Urząd ten bywał kłopotliwy dla władzy do ostatnich czasów. W 2006 roku sąd w Joszkar-Oli skazał jednego z kapłanów maryjskich na sto dwadzieścia godzin prac przymusowych za broszurę o powinnościach onaenga, uznaną za podżeganie do wrogości. Wyrok dotyczył tekstu, nie obrzędu, ale pokazuje, że rzecz nie jest wyłącznie zabytkiem obyczaju i że stawka pozostaje bieżąca.

Czego nie rozstrzygnięto
  • na ile dziedziczność urzędu była regułą, a na ile zwyczajem ustępującym przed wyborem gromady
  • czy podział na modlitwę domową i zbiorową był dawniej równie ostry jak w opisach z ostatnich dwóch stuleci

Skąd to wiadomoakta sądowe i policyjne guberni wiackiej i kazańskiej z XIX wieku dotyczące zgromadzeń maryjskich; wyrok sądu miejskiego w Joszkar-Oli z 2006 roku.

Mari, Udmurci, Mordwini; gaje i miejsca ofiarne; XVII–XXI wiek

Co się składa i w jakim porządku

Zapis z tamtych czasów

Ofiara nie jest darem symbolicznym: zwierzę zabija się na miejscu, gotuje w kotle i zjada w gaju, a to, czego nie zjedzono, idzie w ogień.

Czytaj dalej

Porządek powtarza się na całym obszarze z niewielkimi różnicami. Zwierzę obmywa się wodą i czeka na znak, że zostało przyjęte — drgnienie skóry po polaniu uchodzi za zgodę. Potem następuje zabicie, spuszczenie krwi do naczynia, obdarcie i podzielenie tuszy; mięso idzie do kotłów, krew miesza się z kaszą albo mąką na osobne potrawy, a skóra bywa wieszana przy drzewie ofiarnym.

Obok zwierzęcia na stole staje reszta. Chleb pieczony na tę okazję, naleśniki, kasza, miód, piwo warzone w domu, świece z czystego wosku, kawałki płótna i monety wrzucane do wspólnej puszki — cały ten zestaw wraca w opisach od stuleci i różni się bardziej ceną niż rodzajem. Ubogi przynosi gęś, bogaty wołu, ale schemat czynności jest ten sam i nikt nie liczy udziału podług wagi daru.

Koniec jest tak samo obowiązkowy jak początek. Kości, pióra, sierść i resztki jadła pali się albo zakopuje w obrębie gaju, popiół zostaje, a naczynia wypłukuje się na miejscu. Reguła jest prosta i dlatego trwała: co weszło do gaju, z gaju nie wychodzi. Dzięki niej obrzęd nie zostawia po sobie przedmiotu, który dałoby się skonfiskować, i to jedna z przyczyn, dla których przetrwał represje lepiej niż kult wymagający sprzętów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy obmycie zwierzęcia i czekanie na jego drgnienie było dawniej warunkiem koniecznym, czy zwyczajem części okolic
  • na ile udział monet i płótna jest dawny, a na ile wszedł do obrzędu razem z gospodarką pieniężną XIX wieku

Skąd to wiadomoopis obrzędu Czeremisów w sprawozdaniu poselstwa holsztyńskiego, wydania z 1647 i 1663 roku; osiemnastowieczne relacje z objazdów Powołża; zapisy przebiegu modłów z guberni wiackiej i ufijskiej z XIX i XX wieku.

Mari, Mordwini, Udmurci; od XIII wieku po XX

Koń — ofiara najwyższa i pierwsza utracona

Zapis z tamtych czasów

Koń był darem największym i najdroższym; z całą pewnością poświadczają go opisy nowożytne, a trzynastowieczna relacja franciszkańska mówi o Moksza i o koniach na tyle ogólnie, że ofiary z niej wyczytać nie można. Zanikł nie przez zakaz, lecz przez cenę i przez kołchoz.

Czytaj dalej

Franciszkanin wracający od chana w latach 1253–1255 opisał Moksza jako pogan mieszkających w chatach pośród lasów, bez miast, i zanotował ich obchodzenie się z końmi. Cztery stulecia później sprawozdanie poselstwa holsztyńskiego pokazało obrzęd Czeremisów ze skórą zwierzęcia rozpiętą przy drzewie. Rozpięta na żerdzi skóra wraca w opisach z całego Powołża i jest najłatwiejszym do rozpoznania znakiem, że złożono ofiarę wielką.

Koń miał w tym porządku miejsce osobne, bo był najdroższy. Składano go rzadko, przy modłach obejmujących wiele wsi, w potrzebie ciężkiej — zarazie, suszy, klęsce — i po namyśle całej gromady, która musiała się na wydatek złożyć. Maść bywała przepisana, najczęściej biała albo jednolita bez odmiany, a wybór zwierzęcia należał do kapłana i nie podlegał targowi.

Zanik tej ofiary jest dobrze umiejscowiony w czasie i ma przyczynę gospodarczą, nie religijną. Konia trzeba mieć na własność, a po odebraniu inwentarza gospodarstwom w latach trzydziestych XX wieku wieś przestała nim rozporządzać. Ofiara zmalała wtedy do byka, barana i ptactwa, i przy tym zostało do dziś; próby powrotu do konia zdarzają się, ale są wydarzeniem, nie regułą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zanik ofiary z konia dokonał się wyłącznie przez odebranie inwentarza, czy zaczął się wcześniej wraz z ceną koni
  • czy przepisana maść zwierzęcia była regułą wszędzie, czy zwyczajem części okolic

Skąd to wiadomoopis ludu Moxel w sprawozdaniu z podróży do chana z lat 1253–1255; rycina obrzędu Czeremisów w wydaniach sprawozdania holsztyńskiego z 1647 i 1663 roku; opisy modłów z XIX wieku.

Mari, Udmurci, Czuwasze, Mordwini; XVI–XX wiek

Keremet jako miejsce

Zapis z tamtych czasów

Obok gaju jasnego istniało miejsce drugie — ogrodzone, ciemne, wchodzone niechętnie, gdzie składano ofiary za odwrócenie nieszczęścia.

Czytaj dalej

Keremet bywa osobnym kawałkiem lasu, wąwozem, źródłem albo pagórkiem i różni się od gaju zwykłego tym, że nie chodzi się tam po dobro, tylko po spokój. Ogrodzenie jest tu częstsze i bardziej dosłowne: płot, wrota, czasem osobne wejście dla ofiary i drugie dla ludzi. Wchodzić bez powodu nie wolno, a przechodzenie w pobliżu bywało obwarowane zakazem mówienia i śmiechu.

Ofiary bywają inne niż w gaju jasnym. Wracają w opisach zwierzęta ciemnej maści, ptactwo czarne, a także dary składane szybko i bez uczty, zostawiane i porzucane. Tam, gdzie w gaju siada się do wspólnego jadła, tutaj często się go nie tyka. Rozdział ten bywał zresztą zacierany i nie w każdej okolicy prowadzono go jednakowo ostro.

Dla władzy keremety były celem łatwiejszym niż gaje, bo dawało się je wskazać palcem i policzyć. Osiemnastowieczne rozporządzenia mówią wprost o wycinaniu i niszczeniu takich miejsc, a akta odnotowują je jako przedmiot dochodzeń jeszcze w XIX wieku. Skutek był połowiczny: zniszczone miejsce bywało odtwarzane opodal, bo do obrzędu potrzeba było ziemi i drzew, a nie budynku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy podział na gaj jasny i keremet jest dawny, czy wyostrzył się dopiero pod naciskiem misji, która potrzebowała miejsca złego
  • czy porzucanie ofiary bez uczty było regułą, czy zwyczajem części okolic

Skąd to wiadomoosiemnastowieczne rozporządzenia kazańskie o niszczeniu miejsc ofiarnych; akta dochodzeń w guberniach wiackiej i kazańskiej z XIX wieku; opisy terenowe z przełomu XIX i XX wieku.

Powołże i Kama; wyraz wędrowny; od XVI wieku

Keremet jako istota i jej pochodzenie

Zapis po chrzcie

To samo słowo oznacza miejsce i tego, komu się tam składa; sam wyraz przyszedł z zewnątrz i po drodze zmienił znaczenie co najmniej dwa razy.

Czytaj dalej

Wyraz keremet wszedł do mów powołżańskich przez czuwaski kiremet, a ten wywodzi się z arabskiego określenia łaski i cudownej mocy, znanego z otoczenia islamu. W punkcie wyjścia było to pojęcie bliskie świętości; na miejscu zaczęło nazywać miejsce ofiarne, a stamtąd przeszło na tego, kto w tym miejscu przyjmuje dary. Droga wyrazu biegnie więc od świętości ku grozie, a nie odwrotnie: najstarsze użycia nazywają miejsce i dar, a groza dochodzi w zapisach późniejszych.

W opisach późniejszych keremet występuje raz jako duch zmarłego możnego, raz jako pan wód i ziemi, raz jako brat najwyższego boga poróżniony z nim i strącony. Ta ostatnia wersja jest wyraźnie ułożona pod chrześcijańską opowieść o upadłym aniele i pojawia się w zapisach tym częściej, im bliżej wieku XX. Wersja starsza, w której keremet po prostu przyjmuje ofiarę i odpłaca spokojem, nie ma w sobie nic z diabła.

Rozstrzygnięcie, co jest tu dawne, nie jest możliwe na podstawie samego słowa, i trzeba to powiedzieć wprost. Pewne jest tylko tyle: nazwa przyszła z zewnątrz w czasach kontaktu z islamem, obrzęd, który tą nazwą objęto, mógł być starszy od niej, a zrównanie keremeta ze złym duchem jest dziełem misji, nie dawnej wiary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy keremet nazywał najpierw miejsce, czy istotę — zapisy dają obie kolejności
  • czy istnieje ślad obrzędu z czasów przed przyjęciem tego wyrazu, który dałoby się z nim związać

Skąd to wiadomorozporządzenia i akta kazańskie z XVIII wieku używające nazwy keremet na oznaczenie miejsc ofiarnych; opisy terenowe maryjskie i udmurckie z XIX i XX wieku; słownictwo czuwaskie i tatarskie tego samego czasu.

Mari; XVIII–XXI wiek

Kugu Jumo i rozrost jego imienia

Zapis po chrzcie

Maryjski Wielki Bóg nosi dziś imię czterowyrazowe, a jego wywyższenie ponad resztę bóstw daje się umiejscowić w czasie kontaktu z islamem i chrześcijaństwem.

Czytaj dalej

Jumo znaczy bóg i wyraz ten jest wspólny wielu mowom ugrofińskim, gdzie nazywa niebo i to, co niebieskie. Kugu Jumo to Wielki Bóg, a pełna dzisiejsza formuła dokłada jeszcze biel i dobroć, dając Białego Dobrego Wielkiego Boga. Nagromadzenie przydawek jest samo w sobie świadectwem: tak mówi się wtedy, gdy trzeba odróżnić jednego od wielu i postawić go wyżej niż resztę.

Pozostałe bóstwa noszą imiona złożone z rzeczy i słowa bóg albo matka: bóg wiatru, matka wód, bóg urodzaju, opiekun bydła, opiekun pszczół. Takich imion naliczono w zapisach dziesiątki i porządek ich nie jest ściśle ułożony — jedne okolice znają więcej, inne mniej, a ta sama moc bywa raz osobnym bóstwem, raz przydawką największego.

Sąsiedztwo meczetu i cerkwi, obu przez stulecia mówiących o jednym Bogu, tłumaczy ten kierunek bez sięgania po nic więcej — ale świadectw sprzed XVIII wieku jest zbyt mało, by wykazać, że wcześniej Wielkiego Boga nie było wcale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wywyższenie jednego boga jest w całości skutkiem sąsiedztwa islamu i chrześcijaństwa, czy zastało już gotowy zawiązek
  • ile bóstw maryjskich jest imionami osobnych mocy, a ile przydawkami tego samego

Skąd to wiadomoosiemnastowieczne opisy wiary Czeremisów sporządzane przy objazdach guberni kazańskiej; zestawienia imion bóstw notowane w guberniach wiackiej i ufijskiej w XIX wieku; teksty modlitw zapisywane od kapłanów w XX wieku.

nad rzeką Niemdą, gubernia wiacka; wiek XII i wiek XIX

Góra Czumbyłata wysadzona w 1831 roku

Zapis po chrzcie

Najsławniejsze miejsce pielgrzymek Mari wysadzono w powietrze na rozkaz policmajstra wiackiego w 1831 roku, a modły przeniesiono na sąsiednie wzgórze.

Czytaj dalej

Czumbyłat występuje w podaniach maryjskich jako wódz z XII wieku, który zebrał rozproszonych i osadził ich na dzisiejszych ziemiach. Po śmierci miejsce jego pochówku nad Niemdą stało się celem pielgrzymki, a skała na zboczu — punktem, przy którym składano ofiary i wołano go po imieniu, wierząc, że w potrzebie wstanie i przyjdzie. Podanie to spisano dopiero późno, w XIX wieku, i tego nie należy ukrywać.

Sama sprawa zniszczenia jest natomiast czynnością urzędową o dacie. Na początku lat trzydziestych XIX wieku władze guberni wiackiej, za naleganiem duchowieństwa, rozkazały wysadzić skałę, żeby zgromadzenia ustały; przy miejscu wystawiono straż. Rok podawany jest raz jako 1830, raz jako 1831, a samego rozkazu nie widziałem. Ofiar nie zaprzestano — przeniesiono je na wzniesienie odległe o kilka kilometrów, co jest w tej historii szczegółem najważniejszym i najczęściej pomijanym.

Zdarzenie to pokazuje w skrócie całą metodę i jej granice. Władza uderzała w rzeczy, które da się wskazać na mapie: skałę, drzewo, ogrodzenie. Obrzęd trzymał się jednak nie rzeczy, lecz czynności i pamięci o kierunku, więc przenosił się o dolinę dalej i trwał. Wielkie modły na górze Czumbyłata wznowiono w 1993 roku i odprawia się je od tego czasu z przerwami; stałego terminu nie ustaliłem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy postać Czumbyłata ma podstawę w kimś rzeczywistym z XII wieku, czy narosła wokół samego miejsca
  • czy przed 1831 rokiem miejsce to było już celem pielgrzymki dla wszystkich Mari, czy tylko dla okolicy

Skąd to wiadomorozkaz naczelnika policji guberni wiackiej z 1831 roku o wysadzeniu wzgórza i wystawieniu straży; dziewiętnastowieczne zapisy podania o Czumbyłacie z guberni wiackiej.

Udmurci nad Wiatką, Czepcą i Kamą; XVIII–XXI wiek

Inmar, Kyłdysin i Kwaź

Zapis po chrzcie

Udmurcki porządek najwyższy ma trzech: Inmara od nieba, Kyłdysina od stwarzania i płodności, Kwazia od pogody i powietrza.

Czytaj dalej

Inmar nosi w sobie wyraz oznaczający niebo i jest tym, do kogo kieruje się modlitwę główną. Kyłdysin wiąże się ze stwarzaniem i z urodzajem ziemi, ma w podaniach postać chodzącą po miedzy w bieli i bywa nazywany tym, który daje dzieci i zboże. Kwaź odpowiada za powietrze, deszcz, grad i pogodę — a więc za rzecz, od której w gospodarce zbożowej zależało wszystko i o którą proszono najczęściej.

Przy nich stoi szereg istot żeńskich nazywanych matkami: matka nieba, matka słońca, matka wody, matka ziemi. Ten sposób nazywania — rzecz plus słowo matka — jest wspólny Udmurtom, Mari i Mordwinom i wygląda na starszy niż którykolwiek z pojedynczych porządków, bo powtarza się w mowach, które rozeszły się dawno.

Trzeba jednak powiedzieć rzecz niewygodną. Rozdział kompetencji między Inmara, Kyłdysina i Kwazia jest w zapisach płynny: w jednej okolicy to samo przypisuje się jednemu, w drugiej drugiemu, a bywa, że imiona zlewają się w jedno wezwanie wypowiadane ciągiem. Ułożone tablice bóstw udmurckich są porządkiem wprowadzonym później, przy spisywaniu, i nie należy ich brać za obraz zastany.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy trójka Inmar–Kyłdysin–Kwaź jest dawnym układem, czy zestawieniem powstałym przy spisywaniu materiału
  • czy Kyłdysin był pierwotnie bóstwem ziemi, czy nieba — zapisy dają obie odpowiedzi

Skąd to wiadomoosiemnastowieczne opisy wiary Wotiaków sporządzane przy objazdach guberni wiackiej; teksty modlitw i wezwań zapisywane w guberni wiackiej i w Baszkirii w XIX i XX wieku.

Udmurci; gospodarstwo i ród; XVIII–XX wiek

Kuała i skrzynka worszud

Zapis po chrzcie

Udmurcka świętość rodowa mieściła się w drewnianej budce na podwórzu, a jej rdzeniem była skrzynka, której nie wolno było otwierać obcym.

Czytaj dalej

Kuała to niewielki zrąb bez okien i bez komina, z otwartym ogniskiem pośrodku i dziurą w dachu, stawiany obok domu. Wewnątrz, na półce w kącie, stała skrzynka zwana worszud, a w niej przedmioty rodowe: pióra ptaka, kawałki tkanin, monety, gałązki, czasem drobne figurki. Zawartość była rodzinna i niejawna, a jej oglądanie przez obcego uchodziło za szkodę wyrządzoną całemu rodowi.

Obok kuały małej, należącej do gospodarstwa, istniała kuała wielka, wspólna dla całego rodu albo wsi, i tam odprawiano obrzędy szersze. Przenosiny rodziny na nowe miejsce wymagały przeniesienia świętości: zabierano węgle z ogniska i część zawartości skrzynki, żeby nowa budka miała ciągłość ze starą. To jest udmurcki odpowiednik tego, czym u Mari jest miejsce w gaju — nośnikiem ciągłości jest przeniesienie, nie trwałość przedmiotu.

Właśnie dlatego kuała okazała się bardziej krucha niż gaj. Stała na podwórzu, była budynkiem, dawała się policzyć przy spisie i rozebrać przy przebudowie wsi. Osiemnastowieczne i dziewiętnastowieczne rozporządzenia nakazywały ich usuwanie, a przymusowe przesiedlenia i scalanie gospodarstw w XX wieku dokończyły dzieła. Dziś kuały zachowały się w pojedynczych wsiach i bywają odbudowywane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zawartość skrzynki worszud była ustalona zwyczajem, czy dobierana w każdym rodzie osobno
  • czy kuała wielka jest urządzeniem dawnym, czy powstała później przez rozrost obrzędu rodzinnego

Skąd to wiadomoosiemnastowieczne opisy gospodarstw wotiackich z guberni wiackiej; dziewiętnastowieczne rozporządzenia o usuwaniu budynków obrzędowych; opisy terenowe z guberni wiackiej i z Baszkirii z XIX i XX wieku.

Udmurci nad Czepcą, Kamą i w Baszkirii; XVIII–XXI wiek

Lud — gaj, do którego się nie wchodzi

Zapis z tamtych czasów

Udmurcki lud jest zamkniętym kawałkiem lasu z jednym strażnikiem i jednym wejściem; ofiaruje się w nim inaczej niż w miejscach jasnych.

Czytaj dalej

Lud, nazywany też keremetem, leży zwykle na skraju wsi i bywa ogrodzony żerdziami, z jednym przejściem dla ludzi i drugim dla zwierzęcia. Pieczę sprawuje nad nim jeden człowiek, którego nazwa znaczy dosłownie stróż ludu, i to on rozstrzyga, kiedy wolno wejść. Kobietom wstęp bywał wzbroniony, a wejście bez powodu uchodziło za rzecz niebezpieczną dla wchodzącego, nie dla miejsca.

Ofiarę składa się tu w potrzebie: przy zarazie bydła, przy suszy, przy chorobie, która nie ustępuje. Zwierzęta bywają ciemnej maści, obrzęd krótszy, a mięso nie zawsze dzieli się ze wszystkimi. Tam, gdzie modlitwa przy kuale i w miejscu jasnym jest prośbą o dobro, tu chodzi o odwrócenie szkody, i cała różnica między dwoma porządkami sprowadza się do tej jednej rzeczy.

Rozdział bywa jednak zacierany i różnie opisywany. W części wsi lud i miejsce jasne leżą po dwóch stronach osady i nie wolno mylić drogi; w innych ten sam gaj służy do wszystkiego, a rozróżnienie sprowadza się do dnia i do słów wezwania. Jednolitego obrazu nie ma i nie warto go dorabiać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zakaz wstępu kobietom obowiązywał wszędzie, czy w części okolic dotyczył tylko określonych obrzędów
  • czy lud i gaj jasny były dawniej dwoma osobnymi urządzeniami, czy jednym, które rozdzieliło się później

Skąd to wiadomoosiemnastowieczne opisy miejsc ofiarnych wotiackich z guberni wiackiej; akta dochodzeń w sprawie zgromadzeń wotiackich z XIX wieku; opisy terenowe z rejonów Baszkortostanu z XX i XXI wieku.

wschodni Udmurci w Baszkortostanie, rejon tatyszliński; XIX–XXI wiek

Mör wöś — ofiara wspólna wielu wsi

Zapis z tamtych czasów

Nad rzeką Jug dziesięć wsi prawego brzegu i dziewięć lewego zbiera się na wspólną ofiarę; ten obrzęd jest dziś najlepiej udokumentowany na całym obszarze.

Czytaj dalej

Mör wöś znaczy ofiarę powszechną, składaną nie przez rodzinę i nie przez jedną wieś, lecz przez cały związek osad. W rejonie tatyszlińskim w Baszkortostanie porządek trzyma się geografii rzeki: dziesięć wsi z prawego brzegu Jugu ma swoje miejsce i swojego kapłana, dziewięć wsi z brzegu lewego — własne. Terminy są stałe, obowiązki rozdzielone między wsie, a zwierzęta i mąka składane przez wszystkich.

Ofiarnika szuka się w rodzinach, w których obowiązek szedł dziedzicznie, i tak obsadzano to miejsce także w ostatnich dziesięcioleciach, gdy dawny wöśaś umierał. Tu właśnie widać, jak ta ciągłość działa: nie przez księgę i nie przez instytucję, tylko przez jedną rodzinę, która wie, co i w jakiej kolejności powiedzieć.

Miejsce, w którym wznowiono obrzęd, leży niedaleko dawnego, ale nie na nim — i tego szczegółu nie należy zamazywać. Odległość paru set metrów bierze się z własności gruntu i z zabudowy, nie z decyzji obrzędowej. Ciągłość idzie tu przez ludzi i przez porządek czynności, a miejsce podąża za nimi, nie odwrotnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy podział na związek prawego i lewego brzegu jest dawny, czy ustalił się wraz z granicami administracyjnymi
  • na ile przerwa w obrzędzie w XX wieku była zupełna, a na ile odprawiano go w mniejszym gronie

Skąd to wiadomoopisy obrzędów wotiackich w powiatach birskim i osińskim guberni ufijskiej z XIX wieku; zapisy przebiegu ofiar zbiorowych w rejonie tatyszlińskim z XX i XXI wieku, w tym wznowienia z czerwca 2015 roku.

wieś Stary Multan, gubernia wiacka; lata 1892–1896

Sprawa multańska, 1892–1896

Zapis z tamtych czasów

Dziesięciu Udmurtów oskarżono o zabicie człowieka na ofiarę; po trzech procesach i czterech latach zostali w 1896 roku uniewinnieni w całości.

Czytaj dalej

W maju 1892 roku znaleziono na ścieżce pod Starym Multanem ciało bez głowy. Śledztwo prowadzono od maja 1892 roku i pod tę wersję gromadziło materiał. Pierwszy proces odbył się w grudniu 1894 roku, drugi w roku następnym; oba zakończyły się wyrokami skazującymi, uchylanymi po odwołaniach., i pod tę wersję gromadziło materiał. Podejrzanych bito, trzymano w areszcie latami, a oskarżenie oparto na zeznaniach wymuszonych i na wyobrażeniu o tym, co Wotiacy rzekomo robią w swoich gajach.

Dwa pierwsze procesy zakończyły się wyrokami skazującymi, uchylanymi po odwołaniach. Trzeci, prowadzony od 28 maja do 4 czerwca 1896 roku, przyniósł uniewinnienie wszystkich oskarżonych. Rozprawa toczyła się już przy udziale prasy z całego państwa, a obrona rozbiła oskarżenie, pokazując, że w całym zebranym materiale nie ma ani jednego świadectwa obrzędu, o który wsi pomawiano.

Znaczenie tej sprawy wykracza poza los dziesięciu ludzi. Pokazała ona, że wyobrażenie o ofierze z człowieka nie pochodziło z niczego, co widziano w udmurckich gajach, lecz z gotowej ramy, w którą wtłaczano lud obcy i niezrozumiały. Wieś przemianowano później na cześć tego, kto ujął się za oskarżonymi, i pod nową nazwą stoi do dziś.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy sprawa miała u podłoża wyłącznie uprzedzenie, czy także miejscowy spór o ziemię i podatki
  • czy podobne oskarżenia stawiano wcześniej w innych powiatach, czy multańskie było pierwsze tej skali

Skąd to wiadomoakta śledztwa prowadzonego od maja 1892 do grudnia 1894 roku; protokoły trzech rozpraw, ostatniej od 28 maja do 4 czerwca 1896 roku; ówczesne sprawozdania prasowe z sali sądowej.

Erzja i Moksza w dorzeczu Sury, Mokszy i Wołgi; XVII–XX wiek

Nisze-paz, Szkaj i matki mordwińskie

Zapis po chrzcie

Erzja modli się do Nisze-paza, Moksza do Szkaja, a obok nich stoi szereg matek: ziemi, wody, lasu, zboża i ognia.

Czytaj dalej

Imię Nisze-paz składa się z rdzenia oznaczającego rodzenie i z wyrazu paz, czyli bóg, i bywa tłumaczone jako ten, który rodzi wielkie. Moksza używa innego imienia — Szkaj, także wyrastającego z wyrazu o rodzeniu. Ta różnica nie jest drobiazgiem: dwie części ludu, które kancelaria złączyła pod jedną nazwą Mordwy, modliły się do różnie nazywanych bogów i ta odrębność trzyma się do dziś.

Obok nich stoją istoty żeńskie o imionach zbudowanych jednakowo: Mastor-awa to matka ziemi, Wir-awa — lasu, Wied-awa — wody, Norow-awa — zboża, Toł-awa — ognia. Wołano je przy czynnościach, których dotyczyły: przy orce, przy czerpaniu wody, przy wejściu do lasu, przy rozpalaniu. Imiona te są w zapisach o wiele częstsze i o wiele stalsze niż imiona bogów najwyższych.

Piorun ma osobnego pana, Purgine-paza, i jemu przypisywano grzmot, deszcz, a w podaniach także branie sobie żony spośród ludzi. Cały ten zestaw został spisany późno, głównie w XIX wieku, ze wsi już od pokoleń ochrzczonych — i to jest ograniczenie, którego nie da się obejść. Mamy imiona i wezwania, nie mamy natomiast żadnego opisu mordwińskiego pantenonu sporządzonego wtedy, gdy stał on jeszcze nienaruszony.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Nisze-paz i Szkaj to dwa imiona tej samej postaci, czy dwie postacie ludów, które je czciły osobno
  • ile z imion matek zapisano jako wezwania żywe, a ile jako wspomnienie przekazywane już tylko w opowieści

Skąd to wiadomoakta spraw o modły mordwińskie z XVII i XVIII wieku; wezwania i modlitwy zapisywane w guberniach niżnonowogrodzkiej, symbirskiej i penzeńskiej w XIX wieku

Erzja i Moksza; od XVII wieku po dziś

Ozks — modlitwa Mordwy i jej zakaz

Zapis z tamtych czasów

Mordwińską modlitwę zbiorową zakazano w pierwszej połowie XVII wieku — powtarza się przy tym rok 1629 i ukaz carski, którego treści nie widziałem; wznowiono ją w 1999 roku we wsi Czukały.

Czytaj dalej

Ozks oznacza modlitwę połączoną z ofiarą i odprawiano go w różnych rozmiarach: rodzinny, wiejski i taki, na który schodziło się wiele osad. Odbywał się pod gołym niebem, przy ogniu, z kotłami, piwem warzonym na tę okazję i z modlitwą prowadzoną przez starszego. Rozmiar największy — modlitwa całego ludu — był zarazem zgromadzeniem, na którym rozstrzygano sprawy wspólne, i to właśnie czyniło go niebezpiecznym w oczach władzy.

Zakaz z 1629 roku uderzył dokładnie w ten rozmiar. Modlitwy domowej zabronić się nie dało, ale zjazd kilku wsi dawało się rozpędzić i ukarać, więc ozks wielki zniknął z widoku na stulecia. Zniknął, ale nie został zapomniany: pamięć o nim, o miejscu i o porządku czynności przetrwała w opowieści i we wsi, która miała go u siebie.

Wznowienie ma dokładną datę. Siedemnastego lipca 1999 roku we wsi Czukały w północnej części Mordowii odprawiono ozks ludowy po raz pierwszy od czasów zakazu, a od 2004 roku uroczystość ta figuruje jako święto republikańskie i odbywa się co trzy lata. Trzeba jednak nazwać rzecz po imieniu: to jest odtworzenie po przerwie, a nie ciągłość, i tym różni się Mordwa od Mari.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy ukaz z 1629 roku dotyczył wszystkich modłów mordwińskich, czy tylko zjazdów wielowioskowych
  • na ile porządek odprawiany od 1999 roku odtwarza dawny przebieg, a na ile został ułożony na nowo

Skąd to wiadomopowtarzana wiadomość o ukazie carskim z 1629 roku, bez wskazania tekstu; akta spraw o potajemne modły z XVII i XVIII wieku; zapisy przebiegu uroczystości w Czukałach od 1999 roku.

Teriuchanie pod Niżnym Nowogrodem; lata 1806–1810

Kuźka, bóg Teriuchan

Zapis z tamtych czasów

Mordwiński chłop ogłosił się prorokiem, zwołał lud na keremet i został za to w 1810 roku wychłostany i zesłany — sprawa jest opisana w aktach.

Czytaj dalej

Kuźma Aleksiejew, chłop ze wsi Makrasza w wołości teriuszewskiej, zaczął zwoływać sąsiadów na modły w keremecie pod wsią Małe Sieskino; z akt wiadomo o tych zgromadzeniach od 1808 roku, początku wcześniejszego nie da się wskazać. Łączył w tym, co mówił, dawne wezwania mordwińskie z chrześcijańskimi, zapowiadał nadejście nowego porządku i posługiwał się sztuczkami, które robiły wrażenie na zgromadzonych. Nazwano go Kuźką-bogiem, i pod tym przezwiskiem wszedł do akt.

Ruch objął kilkanaście wsi teriuchańskich i trwał cztery lata, dopóki nie wmieszała się władza. Sąd orzekł karę cielesną, napiętnowanie i zesłanie. We wrześniu 1810 roku Aleksiejewa wychłostano we wsi Dalnie Konstantinowo, w tej samej wołości, z której pochodził, i w Zesłano go na Syberię; miejsca zesłania nie wynika z żadnego dokumentu i dlatego nie zostało tu podane.

Sprawa ta jest cenna nie dlatego, że pokazuje wiarę dawną w czystej postaci — bo jej nie pokazuje — tylko dlatego, że jest dobrze umocowana w dokumencie. Widać w niej, co się z dawnym obrzędem stało po stuleciu chrztu: nie zniknął, lecz zrósł się z nowym i w takiej postaci potrafił wynieść człowieka na przywódcę, a władzę zmusić do procesu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile ze zgromadzeń pod Małym Sieskinem było modłami dawnego porządku, a ile kazaniem nowego proroka
  • czy ruch objął tylko Teriuchan, czy sięgnął dalej w mordwińskie wsie nad Wołgą

Skąd to wiadomoakta sprawy sądowej przeciw Kuźmie Aleksiejewowi z lat 1808–1810; zapis kary wykonanej we wsi Dalnie Konstantinowo we wrześniu 1810 roku; dokumenty zesłania do guberni irkuckiej z tego samego roku.

Mordwa nad Wołgą; rok 1867 i stulecie po nim

Ange-patiaj, bogini dopisana w 1867 roku

Złożone przy biurku

Najwyższa bogini-matka Mordwy pojawia się w cyklu szkiców ogłoszonym w 1867 roku i stamtąd trafiła do wszystkich późniejszych wykazów bóstw.

Czytaj dalej

W 1867 roku rosyjskie czasopismo ogłosiło obszerny cykl szkiców o Mordwie, w którym po raz pierwszy przedstawiono uporządkowany pantenon tego ludu: hierarchię, podział obowiązków między bóstwa, doroczny kalendarz świąt i na szczycie boginię-matkę imieniem Ange-patiaj, rodzicielkę bogów i opiekunkę rodzących. Układ był zwarty, czytelny i zgrabny — i dokładnie to powinno budzić czujność.

Kłopot polega na tym, że ani w aktach sądowych z XVII i XVIII wieku, ani w opisach sporządzanych przed 1867 rokiem imię to nie występuje. Nie ma go w wykazach spraw o potajemne modły, nie ma w spisach imion, które zbierano wcześniej. Pojawia się nagle, w jednym tekście, razem z całą hierarchią, a potem jest przepisywane przez następne opracowania jako rzecz zastana.

Sprawa nie jest jednak zamknięta i uczciwość wymaga to powiedzieć. Późniejsze zapisy ze wsi mokszańskich notują imię Ange-patiaj jako znane, wiązane z płodnością; okolicy ani daty tych zapisów nie da się wskazać. Nie wiadomo, czy jest to ślad dawnego wezwania, którego wcześniej nikt nie zapisał, czy powrót imienia do wsi przez szkołę i druk — a odróżnić jednego od drugiego nie da się już żadnym dostępnym materiałem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy imię Ange-patiaj istniało w mowie mordwińskiej przed 1867 rokiem, czy zostało wówczas ułożone
  • czy późniejsze zapisy tego imienia z okolic Kowyłkina są świadectwem dawnym, czy powrotem przez druk

Skąd to wiadomocykl szkiców o Mordwie ogłoszony w rosyjskim czasopiśmie w 1867 roku; wcześniejsze wykazy imion bóstw mordwińskich z XVIII i pierwszej połowy XIX wieku, w których imienia tego brak; zapisy z okolic Kowyłkina z XX wieku.

gubernie kazańska, niżnonowogrodzka, wiacka, orenburska; lata 1740–1764

Kontora nowoochrzczonych, 1740–1764

Zapis z tamtych czasów

Urząd powołany w 1740 roku chrzcił ludy Powołża ulgą podatkową i wojskiem; koszt ulgi przerzucano na tych, którzy chrztu odmówili.

Czytaj dalej

We wrześniu 1740 roku powołano w Swijażsku osobny urząd do chrzczenia ludów niechrześcijańskich, wyposażony w pieniądze, w duchownych i w prawo żądania pomocy zbrojnej. Narzędziem głównym nie była kaźń, tylko rachunek: ochrzczony dostawał trzyletnie zwolnienie z podatku i z poboru rekruta, a to, czego skarb na nim nie pobrał, dokładano jego nieochrzczonym sąsiadom z tej samej wsi. Wieś płaciła więc za każdego, kto się opierał.

Obok rachunku szła siła. Rozporządzenia z lat czterdziestych nakazywały niszczenie miejsc ofiarnych, wycinanie gajów i rozbieranie budynków obrzędowych, a oddziały towarzyszące misji wykonywały to bez pytania o zgodę. Właśnie na te lata przypada najcięższe uderzenie w keremety i kuały, a ich skutek widać w tym, że po połowie stulecia obrzęd przenosi się na miejsca dalsze, ukryte i trudniej dostępne.

Urząd zniesiono w 1764 roku, a wynik jego pracy był podwójny i tylko pozornie sprzeczny. Formalnie ludy Powołża zostały ochrzczone niemal w komplecie i tak figurowały w spisach. Praktycznie zaś powstał stan, w którym ta sama rodzina chodziła do cerkwi i do gaju, nie widząc w tym sprzeczności, bo chrzest był rozliczeniem z władzą, a ofiara rozliczeniem z ziemią, wodą i bydłem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile osób ochrzczono w tych latach w poszczególnych guberniach — liczby podawane w rachunkach urzędu i w późniejszych spisach nie zgadzają się ze sobą
  • na ile przerzucanie podatku na nieochrzczonych było regułą powszechną, a na ile praktyką części powiatów

Skąd to wiadomoukaz z września 1740 roku o powołaniu kontory nowoochrzczonych w Swijażsku; rozporządzenia kazańskie z lat czterdziestych XVIII wieku o niszczeniu miejsc ofiarnych; ukaz o zniesieniu urzędu z 1764 roku.

Mari i Udmurci w Baszkirii i Prikamiu; XVII–XVIII wiek

Ucieczka za Kamę i to, co z niej wynikło

Zapis z tamtych czasów

Część Mari i Udmurtów uszła przed chrztem na wschód, na ziemie baszkirskie, i tam obrzędu nigdy nie przerwano — cała dzisiejsza ciągłość wywodzi się stamtąd.

Czytaj dalej

W XVII i XVIII wieku, pod naciskiem kolonizacji i chrztu, znaczne grupy Mari z lewego brzegu Wołgi oraz Udmurtów znad Czepcy przeniosły się za Kamę, na ziemie baszkirskie i w Przeduralę. Osiadały tam na prawie dzierżawy od Baszkirów, z dala od parafii, od poborcy i od urzędu. Ucieczka była na tyle liczna, że wydano rozkaz wyszukiwania zbiegów i przymusowego zawracania ich do dawnych wsi.

Skutek okazał się trwalszy, niż ktokolwiek zamierzał. Powstała grupa wschodnia — Mari i Udmurci, którzy w ogromnej części nie zostali ochrzczeni ani w XVIII wieku, ani później, i u których obrzęd szedł bez przerwy z pokolenia na pokolenie. To u nich zachował się najpełniejszy porządek modlitwy, najdłuższe formuły i największe ofiary zbiorowe, a stamtąd brano wzorce przy odnawianiu obrzędu na ziemiach macierzystych.

Warto zauważyć, na czym polega ironia tego układu. Miejsce najlepszego zachowania dawnego obrzędu nie jest ojczyzną żadnego z tych ludów, tylko krainą, do której uciekli, i leży dziś w Baszkortostanie oraz na wschodzie Tatarstanu. Ciągłość, o której się mówi, jest więc ciągłością wygnańców, nie ciągłością na miejscu — i to jest pierwsze ograniczenie, które trzeba postawić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ilu Mari i Udmurtów przeniosło się za Kamę — rachunki podatkowe i późniejsze spisy dają rozbieżne liczby
  • czy grupy wschodnie uniknęły chrztu w całości, czy chrzczono je później na mniejszą skalę

Skąd to wiadomorozkazy o wyszukiwaniu i zawracaniu zbiegów z Powołża z XVII i XVIII wieku; rejestry osadnictwa na ziemiach baszkirskich z XVIII wieku; opisy wsi maryjskich i wotiackich w guberni ufijskiej z XIX wieku.

Mari w guberni wiackiej; od około 1870 roku po wiek XX

Kugu Sorta — Wielka Świeca

Zapis z tamtych czasów

Ruch nazwany od wielkiej świecy z czystego wosku łączył dawną ofiarę z ascezą i odrzuceniem rzeczy nowych; petycje jego wyznawców odrzucano.

Czytaj dalej

Około 1870 roku w guberni wiackiej zawiązał się wśród Mari ruch nazwany od świecy z czystego pszczelego wosku, stawianej przy modlitwie zamiast łojowej. Odprawiano bez kapłana z nadania i bez obrazów, w izbach i w gajach, zachowując ofiarę krwawą, ale obudowując ją regułą ascetyczną: zakazami pokarmowymi, zakazem używek, nakazem łagodności wobec ludzi i zwierząt oraz odrzuceniem przedmiotów przychodzących z zewnątrz.

Ruch nie był powrotem do stanu dawnego i nie udawał, że nim jest. Wziął z chrześcijaństwa wstrzemięźliwość, z dawnej wiary ofiarę i gaj, a z położenia swoich wyznawców — sprzeciw wobec przymusu. Uczył przy tym czytać i pisać po maryjsku, co dla władzy było równie niepokojące jak same modły, bo znaczyło, że gromada przestaje potrzebować pośrednika.

Wyznawcy próbowali drogi legalnej i przegrali ją. Pod koniec lat osiemdziesiątych i na początku dziewięćdziesiątych XIX wieku składali podania o zezwolenie na własne obrzędy; odpowiadano im, że są odstępcami od prawosławia, grożono zesłaniem na Sybir i nakładano kary. Ruch przetrwał mimo to w pojedynczych wsiach do XX wieku i odcisnął ślad na tym, jak Mari mówią dziś o swojej wierze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zakazy pokarmowe i odrzucenie rzeczy nowych wyrosły z dawnego obyczaju, czy zostały ułożone przez założycieli ruchu
  • jak liczni byli wyznawcy — podania i akta policyjne podają liczby rozbieżne i zaniżane z obu stron

Skąd to wiadomopodania wyznawców do władz z końca lat osiemdziesiątych i początku dziewięćdziesiątych XIX wieku wraz z odpowiedziami odmownymi; akta policyjne i cerkiewne guberni wiackiej z tego samego czasu.

Mari El, gubernie wiacka i kazańska; od 1887 roku do 1991

Rok 1887 i cisza, która potem zapadła

Zapis z tamtych czasów

Masowe modły Mari odbywały się regularnie do 1887 roku; potem zniknęły z widoku, a modlitwy wiejskie i światowe nie odbyły się od końca lat siedemdziesiątych do 1991.

Czytaj dalej

Do 1887 roku wielkie modły, na które schodziły się dziesiątki wsi, odbywały się regularnie i były odnotowywane przez władze jako rzecz kłopotliwa, ale dziejąca się jawnie. Po tej dacie znikają ze sprawozdań — nie dlatego, że przestano się modlić, tylko dlatego, że przestano to robić na oczach urzędu. Obrzęd zszedł do gaju odleglejszego, do nocy i do mniejszego grona, a więc do postaci, której nie da się policzyć.

Wiek XX dołożył do tego represje nowego rodzaju. Zamykano gaje, wcielano ziemię do gospodarstw zbiorowych, odbierano konie i bydło, a kapłanów sądzono na równi z duchownymi innych wyznań. W latach trzydziestych uderzono także w tych, którzy o tej wierze pisali: w 1932 roku aresztowano w sfabrykowanej sprawie grupę działaczy ugrofińskich, a najwybitniejszy z Udmurtów został rozstrzelany w 1937 roku i oczyszczony z zarzutów dopiero w 1958.

W Mari El od końca lat siedemdziesiątych do 1991 roku nie odnotowano ani modlitwy wiejskiej, ani światowej — a więc tych dwóch rozmiarów, które wymagają zgromadzenia. Nie wiadomo, czy przerwa objęła także wsie maryjskie w Baszkirii, gdzie obrzęd szedł osobnym torem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy po 1887 roku wielkie modły ustały rzeczywiście, czy tylko przestały być odnotowywane
  • czy przerwa z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych była zupełna także we wsiach baszkirskich, czy dotyczyła głównie Mari El

Skąd to wiadomosprawozdania władz guberni wiackiej i kazańskiej o zgromadzeniach maryjskich sprzed 1887 roku; akta sprawy sfabrykowanej w 1932 roku przeciw działaczom ugrofińskim; dokumenty rehabilitacyjne z 1958 roku.

Komi nad Wyczegdą i Wymią; lata 1379–1396

Stefan permski, Pam i ścięta brzoza

Zapis z tamtych czasów

Chrzest Komi zaczął się w 1379 roku i ma najlepszą dokumentację na całym obszarze — opis spisany tuż po śmierci misjonarza, z imieniem jego przeciwnika.

Czytaj dalej

W 1379 roku mnich z Rostowa przybył nad Wyczegdę do ludu zwanego wówczas Zyrianami. Nie przyszedł z gotowym obrządkiem w obcym języku: ułożył dla nich osobne pismo, przystosowane do ich mowy, i przełożył teksty potrzebne do nabożeństwa. W 1383 roku został pierwszym biskupem permskim, a zmarł w kwietniu 1396 roku. Żywot jego spisano wkrótce potem i to właśnie ten tekst jest najważniejszym świadectwem dawnej wiary Komi.

Opis ten mówi rzeczy konkretne. Wymienia drewniane wyobrażenia bóstw stojące w miejscach czczonych, dary wieszane na drzewach, składanie skór najlepszej zwierzyny, wróżbitów i ich rolę w łowach. Wymienia też przeciwnika z imienia: Pama, który przekonywał swoich, by nie przyjmowali chrztu, i wywiódł spór aż do propozycji, żeby obaj przeszli przez ogień i pod wodą, i by lud uznał tego, który wyjdzie cało.

Osobno stoi historia drzewa. Rosnąca przy miejscu kultu brzoza, obwieszona darami i uchodząca za mieszkanie mocy, została przez misjonarza ścięta i spalona, a to, że mieszkańcy po jej ścięciu nie ponieśli szkody, przedstawiono jako dowód rozstrzygający. Jest to najczytelniejszy obraz tego, jak chrzest łamał dawny porządek: nie przez rozprawę o bogach, lecz przez zniszczenie rzeczy, której moc dawało się sprawdzić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • na ile opis dawnych obrzędów Komi w żywocie jest zapisem widzianego, a na ile utartą ramą używaną do opisu pogan
  • czy Pam jest postacią pojedynczą, czy nazwą godności skupionej w opowieści w jednym człowieku

Skąd to wiadomożywot biskupa permskiego spisany wkrótce po jego śmierci w 1396 roku; zapisy latopisów ruskich o ustanowieniu biskupstwa permskiego w 1383 roku.

Perm Wielki, Komi-Permiacy nad górną Kamą; XV–XX wiek

Wojpel i pismo z 1501 roku

Zapis z tamtych czasów

Sto lat po chrzcie zwierzchnik Kościoła moskiewskiego pisał do ludności Permu, że wciąż czci bałwana imieniem Wojpel — i wymienił to imię z nazwy.

Czytaj dalej

W 1501 roku wyszło z Moskwy pismo do mieszkańców Permu Wielkiego, wytykające im, że przy chrzcie i pogrzebie trzymają się dawnych obrzędów oraz że kłaniają się bałwanowi zwanemu Wojpel. Dokument ten jest wyjątkowy z prostej przyczyny: podaje imię własne bóstwa, wymienia je jako rzecz bieżącą, a nie wspomnienie, i robi to sto lat po tym, jak kraina została ochrzczona i uznana za nawróconą.

Samo imię daje się czytać jako złożenie o nocy i uchu albo o północy i stronie świata, ale rozstrzygnięcia nie ma i nie warto go udawać. Ważniejsze jest to, co stało się z tym imieniem później: w podaniach permiackich zapisanych w XIX i XX wieku Wojpel występuje jako postać przychylna, chroniąca ludzi od nieszczęścia, a więc dokładnie odwrotnie niż w piśmie z 1501 roku, gdzie jest bałwanem do porzucenia.

Ta rozbieżność jest pouczająca sama w sobie. Ten sam byt bywa u jednych złem do wykorzenienia, u drugich opiekunem, a rozstrzyga o tym nie jego natura, lecz to, kto o nim mówi i po co. Dla Komi przypadek Wojpela jest zarazem świadectwem najmocniejszym i najbardziej samotnym — drugiego imienia własnego bóstwa poświadczonego dokumentem z tamtych stuleci nie ma — złota baba z latopisu pod rokiem 1398 jest określeniem czczonego wyobrażenia, nie imieniem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Wojpel z pisma z 1501 roku i Wojpel z podań permiackich to ta sama postać, czy imię przeniesione na inną
  • czy była to postać lokalna jednego dorzecza, czy czczona w całym Permie Wielkim

Skąd to wiadomopismo zwierzchnika Kościoła moskiewskiego do mieszkańców Permu Wielkiego z 1501 roku; podania permiackie z górnej Kamy zapisywane w XIX i XX wieku.

Perm, Jugra i Ob w opisach europejskich; lata 1398–1591

Złota Baba, której nikt nie widział

Zapis po chrzcie

Złoty posąg czczony przez ludy północy opisywano przez dwa stulecia w kolejnych księgach europejskich, ale żaden opis nie pochodzi od kogoś, kto go widział.

Czytaj dalej

Najstarsza wzmianka pojawia się w latopisie ruskim, w zapisie o śmierci biskupa permskiego pod rokiem 1398, gdzie wśród przedmiotów czci wymienionych obok ognia, wody, kamienia i drzew stoi złota baba. Wzmianka jest krótka, wpisana w wyliczenie i niczego nie opisuje. Sto lat później rzecz zaczyna żyć własnym życiem w piśmiennictwie zachodnim.

W traktacie o dwóch Sarmacjach z 1517 roku złoty posąg zostaje już opisany jako bóstwo ludów sąsiednich. W zapiskach o Moskwie z 1549 roku dochodzi umiejscowienie u ujścia Obu oraz wizerunek na mapie; potem powtarzają to opisy z 1578 i 1591 roku, dokładając szczegóły: dziecko na ręku, wnętrze wydające dźwięk, dary składane u stóp. Każdy następny autor ma więcej szczegółów niż poprzedni, a wszyscy piszą z drugiej ręki.

Wnioski trzeba tu postawić ostrożnie i osobno. Nie zostało wykazane, by ktokolwiek z piszących posąg widział; nie znaleziono go nigdy; opis rośnie w miarę oddalania się od źródła, co jest znakiem rozpoznawczym opowieści, a nie rzeczy. Pewne jest natomiast, że w Permie i na północy czczono wyobrażenia — mówi o tym żywot z końca XIV wieku — i te dwie rzeczy nie są tym samym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy złota baba z latopisu z 1398 roku oznacza posąg, czy jest ogólnym określeniem czczonego wyobrażenia
  • czy za opowieścią stoi jakikolwiek przedmiot rzeczywisty, czy narosła ona wyłącznie w piśmiennictwie

Skąd to wiadomolatopis ruski pod rokiem 1398; traktat o dwóch Sarmacjach z 1517 roku; zapiski o sprawach moskiewskich z 1549 roku wraz z dołączoną mapą; opisy z 1578 i 1591 roku.

Komi, górna Wyczegda; od początku XX wieku po jego koniec

Śpiewacy dobra nad górną Wyczegdą

Zebrane z ust

Komijski ruch modlitewny bez księży, prowadzony po komijsku, przetrwał represje dzięki temu, że przeszedł z zebrań do izb i w ręce kobiet.

Czytaj dalej

Na początku XX wieku w wsiach nad górną Wyczegdą zawiązał się ruch nazywany śpiewakami dobra: schodzono się na rozmowy i śpiewy religijne w mowie komijskiej, prowadzone przez świeckiego gospodarza, bez duchownego i bez obrządku cerkiewnego. Po śmierci pierwszego przewodnika prowadzenie przejęli inni świeccy, a w latach dwudziestych zgromadzenia odbywały się już w kilku wsiach nad górną Wyczegdą, po komijsku zwaną Jeżwą.

Skład ruchu przechylił się mocno w jedną stronę: w latach dwudziestych kobiety były na tych zebraniach w wyraźnej większości — tyle wynika z wykazów osób pociąganych do odpowiedzialności; liczby udziału nikt wtedy nie prowadził. Kiedy uderzyły represje, mężczyźni, którzy przewodzili jawnie i publicznie, stali się celem pierwszym i ruch stracił ich najszybciej. Kobiety prowadziły dalej — w domach, w mniejszym gronie, bez zapowiedzi — i tą drogą przeniosły całą rzecz przez dziesięciolecia sowieckie.

Dla obrazu Komi ma to znaczenie rozstrzygające. Nie zachował się u nich gaj ani ofiara zwierzęca, a to, co przetrwało, jest ruchem chrześcijańskim we własnej mowie, z własnymi pieśniami i bez pośredników. Dawna wiara Komi została rozebrana najwcześniej ze wszystkich czterech ludów i tego nie zmienia żadna ciągłość późniejsza — trwałość dotyczy tu formy modlitwy, nie jej treści.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z pieśni tego ruchu wyrosło z dawnych form komijskich, a ile z przekładu tekstów cerkiewnych
  • czy przewaga kobiet była cechą ruchu od początku, czy skutkiem tego, że mężczyzn usunięto pierwszych

Skąd to wiadomoakta administracyjne i sprawy przeciw uczestnikom zgromadzeń nad górną Wyczegdą z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku; zapisy pieśni komijskich z XX wieku.

Mordowia, Udmurcja, Mari El; lata dwudzieste XX wieku i lata dziewięćdziesiąte

Eposy ułożone przy biurku

Złożone przy biurku

Powołżańskie eposy narodowe nie zostały zapisane od śpiewaków, lecz ułożone przez jednego autora z kawałków podań — i mają daty powstania.

Czytaj dalej

Erzjański epos o ziemi-matce, złożony z podań i wezwań w jeden poemat o pięciu częściach, ogłoszono w mowie erzjańskiej w 1994 roku. Udmurcki poemat o dawnych bohaterach napisano po rosyjsku w latach dwudziestych XX wieku, wydano dopiero po dziesięcioleciach, a na udmurcki przełożono w 2004 roku. Oba mają autora, datę i układ wymyślony po to, by dać ludowi księgę porównywalną z eposami sąsiadów.

Nie jest to zarzut — jest to opis. Materiał, z którego je złożono, bywa dawny: imiona, wezwania, wątki podań, formuły modlitewne. Nowe jest spojenie, kolejność, podział na pieśni, ciągłość fabuły i to, że całość mówi jednym głosem. Ten głos jest głosem układającego, a nie głosem tradycji, i mieszanie obu porządków psuje obraz każdej rzeczy, którą się potem na tym opiera.

Rozpoznanie jest proste i warto je podać wprost. Jeśli tekst ma autora, datę wydania, spis treści i ciągłą opowieść od stworzenia świata po czasy nowe, to jest książką, a nie zapisem. Zapis wygląda inaczej: jest urywkowy, sprzeczny sam ze sobą, powtarza się i nie ma początku ani końca. Powołże ma jedno i drugie, i rzecz w tym, żeby nie brać jednego za drugie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile wątków w tych poematach da się odnaleźć w zapisach wcześniejszych, a ile nie ma w nich żadnego oparcia
  • czy poemat udmurcki powstał z materiału zebranego w terenie, czy głównie z wcześniejszych opracowań drukowanych

Skąd to wiadomoerzjański poemat o ziemi-matce wydany w 1994 roku; udmurcki poemat o bohaterach napisany w latach dwudziestych XX wieku i wydany później, w przekładzie udmurckim z 2004 roku; wcześniejsze zapisy podań, w których części tych wątków brak.

Mari, wtórnie Udmurci; Mari El, Baszkortostan, wschodni Tatarstan

Na czym ta ciągłość polega

Zapis z tamtych czasów

Nieprzerwana jest czynność i miejsce, nie zaś wykład wiary, urząd kapłański ani zestaw bóstw; przerwane były za to wszystkie trzy rozmiary modlitwy zbiorowej.

Czytaj dalej

Ciągłe jest to, co następuje. Składanie ofiary zwierzęcej w wydzielonym kawałku lasu, gotowanie jej i zjadanie na miejscu, palenie resztek i niewynoszenie niczego poza gaj — te czynności odprawiano w każdym pokoleniu od stuleci po dziś dzień, bez przerwy dłuższej niż jedno pokolenie, a we wsiach baszkirskich bez przerwy w ogóle. Ciągłe jest też przekazywanie porządku słów w rodzinach kapłańskich, z ojca na syna, bez szkoły i bez księgi.

Nieciągłe jest natomiast prawie wszystko inne. Modły całej krainy ustały po 1887 roku i wróciły dopiero po stu latach. Modlitwy wiejskie i światowe nie odbyły się od końca lat siedemdziesiątych XX wieku do 1991. Ofiara z konia zanikła po odebraniu inwentarza. Wykaz bóstw i ich hierarchia zmieniały się pod wpływem meczetu i cerkwi, a nazwanie keremeta złym duchem jest dorobkiem misji, nie dziedzictwem.

Trzeba też powiedzieć, gdzie tej ciągłości nie ma wcale. Komi utracili dawny obrzęd najwcześniej i to, co u nich przetrwało, jest chrześcijaństwem we własnej mowie. Mordwini odtworzyli wielką modlitwę po przerwie liczonej w stuleciach. Udmurci zachowali ją tylko na wschodzie, w Baszkortostanie. Ciągłość maryjska jest zatem wyjątkiem w obrębie własnego sąsiedztwa, a nie regułą Powołża.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy przerwa z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych obejmowała także wsie baszkirskie, czy ominęła je
  • na ile dzisiejszy porządek wielkich modłów odtwarza przebieg sprzed 1887 roku, a na ile został ułożony na nowo

Skąd to wiadomosprawozdania władz o zgromadzeniach maryjskich sprzed 1887 roku; akta represji z XX wieku; zapisy przebiegu ofiar zbiorowych w Mari El i w Baszkortostanie z XX i XXI wieku.

Mari El, Udmurcja, Mordowia; od 1989 roku po dziś

Powrót po 1991 roku i jego miara

Zapis z tamtych czasów

Po 1991 roku obrzęd wrócił na widok publiczny i doczekał się rejestracji, ale liczby wyznawców są znacznie mniejsze, niż sugeruje rozgłos.

Czytaj dalej

Ruch odnowy zaczął się jeszcze przed przełomem: w grudniu 1989 roku zawiązało się udmurckie towarzystwo kulturalne, w 1991 zarejestrowano maryjski związek dawnej wiary, a w 1994 powstała w Iżewsku organizacja udmurcka. W 1993 roku wróciły wielkie modły na górze Czumbyłata, a w 1999 odprawiono w Czukałach pierwszy od stuleci ozks ludowy. W ciągu kilku lat wszystko, co przez sto lat działo się po cichu, wyszło na światło.

Liczby każą jednak zachować miarę. Ankiety z połowy lat dziewięćdziesiątych dawały wśród Mari około sześćdziesięciu procent ludzi łączących obie wiary i pięć do siedmiu procent trzymających się wyłącznie dawnej. Ankiety z połowy lat dziewięćdziesiątych i badanie z roku 2006 dają wyniki nie do pogodzenia: tam około sześćdziesięciu procent łączących obie wiary, tu kilkanaście. Różnica jest zbyt duża, by opisywała zmianę w ludziach; bierze się z innego pytania i innego doboru, i tak trzeba ją czytać. Wśród Udmurtów odsetek podawany dla początku lat dwunastych tego wieku to około dwóch procent.

Jest natomiast jednym z nielicznych miejsc w Europie, gdzie obrzęd ofiarny w świętym gaju odprawia się bez przerwy w przekazie — i to, a nie liczebność, stanowi o jego wadze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy odsetki podawane w badaniach mierzą wiarę, czy gotowość przyznania się do niej wobec ankietera
  • ile ze wspólnot zarejestrowanych po 1991 roku działa stale, a ile figuruje wyłącznie w rejestrze

Skąd to wiadomodokumenty rejestracyjne organizacji maryjskich z 1991 roku i udmurckich z 1994; zapisy modłów na górze Czumbyłata od 1993 roku i w Czukałach od 1999 roku; wyniki ankiet ludnościowych z połowy lat dziewięćdziesiątych i z 2006 roku.

całe Powołże i Prikamie; XVIII–XXI wiek

Dwie wiary w jednym domu

Zapis z tamtych czasów

Ten sam człowiek chodził do cerkwi i do gaju, nie widząc sprzeczności, bo obie czynności rozliczały go z czym innym i wobec kogo innego.

Czytaj dalej

Po chrzcie osiemnastowiecznym powstał stan, który w spisach wygląda na nawrócenie, a w życiu wsi wyglądał zupełnie inaczej. Rodzina brała ślub w cerkwi, chrzciła dzieci, wpisywała się do ksiąg parafialnych i płaciła, co należne, a jesienią szła do gaju zabić gęś za pomyślną zimę dla bydła. Nie było w tym udawania: chrzest załatwiał sprawę z władzą i z porządkiem państwowym, ofiara — sprawę z ziemią, wodą i inwentarzem.

Ten podział widać w rozkładzie obrzędów w ciągu roku i w tym, czego się od każdego z nich oczekiwało. O zdrowie duszy i o pochówek proszono w cerkwi; o deszcz, o urodzaj, o to, by krowa przetrwała zimę, i o odwrócenie zarazy — w gaju. Tam, gdzie zakresy zachodziły na siebie, miejscowy zwyczaj rozstrzygał to po swojemu i nikt nie żądał spójności.

Stąd bierze się trudność w liczeniu. Człowiek zapisany w księdze jako prawosławny mógł przez całe życie składać ofiary; człowiek podający się dziś za prawosławnego może chodzić do gaju dwa razy do roku. Wszystkie odsetki, jakie da się dla Powołża przytoczyć, mierzą więc deklarację, a nie praktykę, i trzeba je czytać z tym zastrzeżeniem albo nie czytać wcale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy podział kompetencji między cerkwią a gajem był ujmowany przez samych wiernych w słowa, czy tylko w zwyczaj
  • na ile dzisiejsze deklaracje prawosławia wśród Mari oznaczają udział w życiu parafii, a na ile sam wpis

Skąd to wiadomoksięgi parafialne guberni kazańskiej i wiackiej z XVIII i XIX wieku obok akt dochodzeń w sprawie modłów; sprawozdania duchownych o trwaniu dawnych obrzędów wśród nowoochrzczonych z XIX wieku.

Mari, Udmurci, Mordwini; XVIII–XXI wiek

Czego w tych gajach nie było

Zapis z tamtych czasów

Nie było świątyni, posągu, księgi, hierarchii ani wyznania wiary — i właśnie brak tych rzeczy tłumaczy, dlaczego obrzęd okazał się nie do wykorzenienia.

Czytaj dalej

Nie ma w tym porządku budynku, który dałoby się zburzyć, ani posągu, który dałoby się wywieźć. Nie ma pisma świętego, więc nie ma czego spalić ani zakazać drukować. Nie ma zwierzchnika, więc nie ma kogo pozyskać ani przekupić, i nie ma wyznania wiary, więc nie ma z czego odpytywać. Wszystko, co potrzebne, mieści się w pamięci starszego, w kawałku lasu i w jednym zwierzęciu.

Władza świecka i duchowna przez trzy stulecia próbowała uderzać w rzeczy, i za każdym razem trafiała obok. Wycięto gaj — modlono się o dolinę dalej. Wysadzono skałę i postawiono straż — przeniesiono ofiarę na sąsiednie wzgórze. Rozebrano budki rodowe — obrzęd wrócił do izby. Zakazano zjazdów wielowioskowych — pozostała modlitwa wsi i modlitwa domu, których nie było jak policzyć.

Ta sama cecha, która dała obrzędowi trwałość, odbiera nam jednak wgląd w jego dawną postać. Nie ma inwentarzy, bo nie było czego spisywać; nie ma tekstów, bo modlitwy nie zapisywano; nie ma posągów w miejscach modłów — drobne przedmioty rodowe w skrzynce worszud są czym innym i to one padały łupem konfiskat. Wszystko, co wiemy o wyglądzie tej wiary przed XVIII wiekiem, pochodzi z opisów sporządzonych przez obcych i z akt spisanych przeciw niej — i to jest granica, której żadna ciągłość obrzędu nie zniesie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy brak wyobrażeń bóstw jest cechą dawną, czy skutkiem tego, że przedmioty takie niszczono najpierw
  • czy w dawniejszych stuleciach istniały u Mari lub Udmurtów budowle obrzędowe trwalsze niż kuała

Skąd to wiadomoopisy obrzędów powołżańskich w sprawozdaniach podróżnych z XVII i XVIII wieku; akta konfiskat i zniszczeń miejsc ofiarnych z XVIII i XIX wieku; brak wzmianek o świątyniach i posągach w tychże aktach.

Co przyszło od sąsiadów

Skandynaw na liście fińskich bogów

Hålogaland i wybrzeże Morza Białego, koniec IX wieku

Rachunek Ottara dla króla Alfreda

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy zachowany rachunek daniny ściąganej od ludów północy wylicza skóry, pierze i liny z wielorybiej skóry sztuka po sztuce.

Czytaj dalej

Pod koniec IX wieku żeglarz Ottar z Hålogalandu opowiedział na dworze króla Alfreda o swoich stronach, a jego relację wpisano do angielskiego przekładu dawnej kroniki świata. Powiedział, że nie jest bogaty ani w ziemię, ani w bydło, lecz w to, co płacą mu Finnowie. Majątek północnego pana stał zatem na daninie, nie na roli.

Wyliczenie jest drobiazgowe i przez to bezcenne. Najzamożniejszy płatnik oddawał piętnaście skór kuny, pięć reniferowych i jedną niedźwiedzią, dziesięć miar pierza, kaftan z niedźwiedziej albo wydrzej skóry oraz dwie liny okrętowe długie na sześćdziesiąt łokci, jedną z wielorybiej, drugą z foczej skóry; ubożsi płacili mniej, wedle miejsca w porządku rodowym.

Ten sam żeglarz, opłynąwszy półwysep i wszedłszy w wielką rzekę, zetknął się z ludem, którego mowa wydała mu się niemal taka sama jak mowa Finnów. Zapis nie mówi ani słowa o wierze jednych czy drugich, za to pokazuje rzecz dla całego działu podstawową: pierwsze pióro, które opisało te ludy, trzymała ręka tego, kto brał od nich daninę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, czy wyliczone stawki obowiązywały na całym wybrzeżu, czy były okazałym przykładem jednego gospodarstwa
  • lud zza Morza Białego bywa wiązany z dorzeczem Dwiny, ale relacja nie podaje żadnych granic

Skąd to wiadomostaroangielski przekład kroniki powszechnej powstały w kręgu króla Alfreda, około 890 roku, wraz z wstawioną weń relacją Ottara z Hålogalandu.

południowe wybrzeże Zatoki Fińskiej i Finlandia, warstwa starsza niż pierwsze zapisy

Bałtowie dali słowo na niebo i słowo na czarta

Złożone przy biurku

Bałtyjskie słowo znaczące „bóg" stało się w fińskim nazwą nieba, a imię bałtyjskiego gromowładcy — najcięższym fińskim przekleństwem.

Czytaj dalej

Warstwa bałtyjska w językach fińskich jest gruba i stara, a dotyczy przede wszystkim gospodarstwa: siewu, siana, ziarna, pokrewieństwa, wesela, liczby tysiąc. Na tym tle dwa wyrazy wybijają się rangą, bo nie należą do porządku obory ani pola, tylko do porządku wiary — i oba po drodze zmieniły znaczenie.

Pierwszy to *taivas*, „niebo". Jego bałtyjski pierwowzór znaczył „bóg". Przejęto zatem nazwę osoby i zrobiono z niej nazwę miejsca: sklepienia, a nie pana. Drugi to *perkele*. U sąsiadów było to imię gromowładcy, u Finów zeszło do roli czarta i w tej właśnie roli trafiło do pierwszych fińskich druków w latach czterdziestych XVI wieku.

Zestawienie z rodzimym Ukkiem pokazuje, co się stało. Grzmot miał u Finów własnego pana o swojskim imieniu, znaczącym tyle co „starzec". Obce imię nie wyparło swojego — usiadło obok, a gdy przyszedł kościół, zostało zepchnięte na samo dno, bo w słowniku nowej wiary wolne było akurat miejsce dla diabła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie ustalono, czy *perkele* przyszło wprost od Bałtów, czy przez pośrednictwo trzeciego języka
  • kilka innych wyrazów obrzędowych wiązanych z bałtyjskim ma etymologie niepewne i nie nadaje się na dowód

Skąd to wiadomodruki fińskie z lat 1543-1551, w których *perkele* występuje już wyłącznie jako nazwa diabła; wiek samej warstwy zapożyczeń wyznacza kształt wyrazów, nie dokument.

Finlandia i Karelia, od pierwszych wieków naszej ery po zapisy XIX-wieczne

Obce słowa na metal, swojski kowal

Złożone przy biurku

Fińskie nazwy żelaza, złota i cyny przyszły z germańskiego, ale kowal został na miejscu — sklepieniem nieba i cudownym młynem obarczą go dopiero pieśni zapisane trzy stulecia po pierwszym wykazie.

Czytaj dalej

Nazwy metali w fińskim są pożyczone. Żelazo to wyraz zbudowany na słowie znaczącym „czerwony", złoto i cyna mają postać germańską, tą samą drogą weszła spora część słownictwa warsztatowego. Zgadza się to z rachunkiem rzeczy: obróbkę żelaza i wymianę kruszcu przyniósł ruch nad Bałtykiem, a z towarem zawsze idzie jego nazwa.

Postać kowala nie jest jednak przywieziona. Gdy biskup Mikael Agricola wyliczał w 1551 roku bogów Tawastów, Ilmarinena opisał jako tego, który daje pogodę i prowadzi podróżnego — o kuciu ani słowa. Kowalem-stwórcą, tym, co wykuł sklepienie nieba i cudowny młyn dostatku, staje się on dopiero w pieśniach zapisanych w XIX wieku.

Podobieństwo do kulawego kowala z opowieści nordyckich jest realne, lecz nie ma pod nim ani jednego wspólnego słowa. Zostają więc dwie rzeczy osobne: udokumentowana pożyczka nazw materiału i niedowiedzione pokrewieństwo opowieści o tym, kto ten materiał obrabia. Mieszanie ich daje wrażenie dowodu tam, gdzie go nie ma.

Czego nie rozstrzygnięto
  • pochodzenie wyrazu *seppä*, „kowal", nie zostało rozstrzygnięte
  • nazwy miedzi i srebra mają po kilka konkurencyjnych wywodów, w tym drogi wschodnie
  • czy kowal-stwórca jest w pieśniach starszy od zapisu z 1551 roku, orzec się nie da: wcześniejszego zapisu nie ma

Skąd to wiadomoprzedmowa Mikaela Agricoli do fińskiego psałterza, druk z 1551 roku; zapisy pieśni wierszem kalewalskim z XIX wieku; wiek zapożyczeń wyznacza kształt wyrazów.

Tawastia i Karelia, połowa XVI wieku

Skandynawowie na liście fińskich bogów z 1551 roku

Zapis z tamtych czasów

Na spisie dawnych bogów, który biskup ogłosił drukiem w 1551 roku, dwa imiona przyszły ze skandynawskiego podwórza, a trzecie to pożyczona nazwa czarta o drodze niepewnej.

Czytaj dalej

Przedmowa do fińskiego psałterza z 1551 roku zawiera rzecz w Europie rzadką: imienną listę bogów dwóch krain, Tawastii i Karelii, spisaną przez duchownego, który uważał ten kult za żywy i szkodliwy. Ta wrogość jest dla nas zaletą — wykaz układano z oskarżenia, nie z zamiłowania do starożytności, więc nie ma w nim ozdobników.

Wśród imion stoją Kratti, strażnik dobytku i skarbu, Tontu, który rządzi porządkiem w domu, oraz Piru. Pierwsze odpowiada staroszwedzkiemu słowu na czarownika i straszydło, drugie — szwedzkiemu duchowi gospodarstwa, nazwanemu od wyrazu oznaczającego siedlisko, trzecie jest po prostu pożyczoną nazwą czarta.

Wniosek jest ostrzejszy, niż się z pozoru wydaje. Lista „starej wiary", podawana potem przez trzy stulecia jako rdzeń rodzimego panteonu, już w chwili spisania zawierała warstwę przywiezioną od sąsiada. Kult domowy w pasie nadmorskim mieszał się z obcym co najmniej od czasu, gdy weszły te słowa, a więc na długo przed drukiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • imię Turisas bywa wiązane ze skandynawskim olbrzymem, lecz wywód nie został wykazany
  • nie wiadomo, ile z tej listy biskup widział sam, a ile zebrał z relacji plebanów

Skąd to wiadomoprzedmowa wierszem Mikaela Agricoli do psałterza fińskiego, druk z 1551 roku.

Karelia i Finlandia wewnętrzna, połowa XVI wieku

Wiosenna beczka Ukka

Zapis z tamtych czasów

Ten sam druk z 1551 roku opisuje wiosenną pijatykę ku czci gromowładcy z taką niechęcią, że pora obrzędu, jego naczynie i jego uczestnicy są dzięki temu pewni.

Czytaj dalej

Gdy skończono wiosenny siew, pito wakę Ukka: przynoszono plecione naczynie miarowe noszące imię pana grzmotu, a przy tej okazji — pisze z obrzydzeniem — działy się rzeczy nieprzystojne, z udziałem zamężnych kobiet i panien.

Wartość zapisu polega na tym, czym on jest: doniesieniem przeciwnika, złożonym w czasie, gdy obrzęd jeszcze się odbywał. Nie mamy tu pamięci o dawnych zwyczajach ani układanki z okruchów, tylko oskarżenie z datą, wskazujące porę roku, powód i formę — wspólne picie z jednego naczynia.

Imię pana grzmotu jest rodzime i znaczy tyle, co „starzec". Jego żonę biskup nazwał Rauni, a to imię bywa wiązane z nordycką nazwą jarzębiny, drzewa przypisanego gromowładcy północy. Jeśli wywód jest trafny, obrzęd był swojski, a małżonka głównego bohatera przywieziona zza morza — ale wykazane to nie zostało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • wywód imienia Rauni od jarzębiny jest jedną z kilku propozycji i nie został wykazany
  • nie wiadomo, czy „waka" oznaczała naczynie, samą ofiarę, czy całe święto

Skąd to wiadomoprzedmowa Mikaela Agricoli do psałterza fińskiego, 1551; późniejsze protokoły wizytacji i akta sądów szwedzkich notujące wspólne picie ku czci grzmotu.

Ozylia i Wironia, a przy wróżbie także Liwonia; od schyłku XII wieku po 1227

Tharapita i koń rozstrzygający wolę boga

Zapis z tamtych czasów

Kronika pisana w trakcie podboju notuje imię boga z Ozylii oraz wróżbę z konia prowadzonego nad włócznią — obie rzeczy jako sprawy bieżące.

Czytaj dalej

Kronika inflancka Henryka, spisana w latach dwudziestych XIII wieku przez kapłana biorącego udział w wyprawach, wymienia boga Ozylijczyków imieniem Tharapita i podaje, że urodził się on na zalesionym wzgórzu w Wironii, skąd przeleciał na wyspę. Jest to jedyne stare imię estońskiego bóstwa zapisane ręką świadka wydarzeń.

Ta sama kronika opisuje wróżbę, ale w innym miejscu i o innym ludzie. U Liwów z Turaidy, jeszcze za pierwszego biskupa, o woli bogów rozstrzygano, prowadząc konia nad ułożoną włócznią i patrząc, którą nogą zwierzę stąpnie najpierw. Estowie i Ozylijczycy mają w tej samej kronice swoje losowania, lecz ten akurat opis jest liwski i o pokolenie wcześniejszy. Podobny obyczaj opisują dla świątyń nadbałtyckich Słowian kroniki duńska i niemiecka z tego samego oraz z wcześniejszego stulecia.

Tu właśnie widać różnicę, o którą w całym dziale chodzi. Wróżba z konia powtarza się po obu stronach morza, lecz nie towarzyszy jej żadne wspólne słowo: nie ma pożyczki, jest podobieństwo praktyki. Z imieniem Tharapita rzecz ma się odwrotnie — jest jednostkowe, zapisane raz, i to na nim opiera się wszystko, co o tym bogu wiadomo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy „Tharapita" to jedno imię, czy zapis okrzyku złożonego z imienia i wezwania
  • związek tego imienia z nordyckim gromowładcą bywa proponowany, ale nie został wykazany

Skąd to wiadomokronika inflancka Henryka, spisana w latach 1224-1227; kroniki opisujące świątynie nadbałtyckich Słowian z XII i z przełomu XII i XIII wieku.

Finlandia, Tawastia, Karelia; XII i XIII wiek

Dwa kościoły dochodzą w jednym stuleciu

Zapis z tamtych czasów

Bulla z 1171 roku skarży się na Finów porzucających wiarę po odejściu wojska, a latopis nowogrodzki pod rokiem 1227 notuje masowy chrzest Karelów.

Czytaj dalej

Od strony łacińskiej najstarszy dokument mówiący o tych ludziach jest skargą. Bulla papieska z początku lat siedemdziesiątych XII wieku donosi, że Finowie obiecują wiarę, gdy naciska na nich wróg, a odrzucają ją, gdy wojsko odejdzie. Prawie sześćdziesiąt lat później bulla z 1229 roku przekazuje kościołowi w Finlandii gaje i miejsca kultu dawnej wiary, a bulla z 1237 skarży się na odstępstwo Tawastów.

Od strony wschodniej latopis nowogrodzki zapisuje pod rokiem 1227, że książę Jarosław posłał ochrzcić Karelów i że chrzest objął ogromną większość tego ludu.

Oba świadectwa mówią o tym samym stuleciu i o sąsiadujących ludach, różnią się zaś tym, kto pisze i po co. Z jednej strony skarga na nawroty, z drugiej meldunek o liczbie. Razem wyznaczają początek dwóch chrześcijaństw, które w następnym stuleciu rozdzieli granica państwowa, a nie różnica wiary miejscowych ludzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • rok bulli o Finach podawany bywa jako 1171 albo 1172, bo dokument nie ma pełnej daty rocznej
  • nie wiadomo, jaki obszar objął chrzest z 1227 roku ani jak trwały okazał się jego skutek

Skąd to wiadomobulla papieska o Finach z 1171 lub 1172 roku; bulla z 1229 przekazująca kościołowi dawne miejsca kultu; bulla z 1237 o odstępstwie Tawastów; latopis nowogrodzki pod rokiem 1227.

Nowogród, XIII wiek; mowa bałtyckofińska

Zaklęcie na brzozowej korze z Nowogrodu

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy znany tekst w języku bałtyckofińskim to nie modlitwa ani umowa, lecz krótkie zaklęcie zapisane cyrylicą na korze brzozy.

Czytaj dalej

W 1957 roku wykopano w Nowogrodzie zwitek brzozowej kory z trzema wierszami pisanymi cyrylicą w języku, który nie jest słowiański. To najstarszy zachowany zapis mowy bałtyckofińskiej, datowany warstwą na pierwszą połowę albo połowę XIII wieku, a więc na czasy niedługo po chrzcie Karelów odnotowanym w latopisie.

Treść odczytuje się jako zamawianie: mowa w niej o strzale bożej i o tym, by ją odwrócić albo związać, pojawia się liczba dziesięć oraz wyraz oznaczający imiona. Odczyt bywa sporny co do kilku słów, natomiast rodzaj tekstu — formuła ochronna, nie list handlowy i nie rachunek — wątpliwości nie budzi.

Znaczenie jest podwójne. Po pierwsze, w mieście, które pobierało daninę z północy i wysyłało misję, ktoś pisał obcym alfabetem w miejscowej mowie rzecz z porządku dawnej wiary. Po drugie, zapis jest o trzy stulecia starszy od pierwszej fińskiej książki drukowanej i o sześć od pierwszych zbiorów pieśni, a więc stoi zupełnie sam.

Czego nie rozstrzygnięto
  • odczyt kilku wyrazów pozostaje sporny, a wraz z nim dokładny sens całości
  • nie da się orzec, czy pisał Karel, czy nowogrodzianin znający karelską mowę

Skąd to wiadomogramota brzozowa numer 292 z wykopalisk nowogrodzkich, znaleziona w 1957 roku, w warstwie datowanej na XIII wiek.

Finlandia i Karelia, warstwa wcześniejsza niż podział z 1323 roku

Krzyż przyszedł ze wschodu, kościół z zachodu

Złożone przy biurku

Fińskie słowa na krzyż, klasztor i Pismo są wschodnie, a na kościół, biskupa, anioła i piekło — zachodnie; jeden język wziął obie strony.

Czytaj dalej

Podstawowe słownictwo chrześcijańskie w fińskim nie ma jednego źródła. Wyraz na krzyż i wyraz, który dziś znaczy „Pismo Święte", przyszły ze staroruskiego; ten drugi wywodzi się od słowa oznaczającego pismo urzędowe, list. Stamtąd pochodzi także nazwa klasztoru i nazwa kuma, czyli chrzestnego — pokrewieństwa duchowego.

Z drugiej strony weszły: kościół, biskup, anioł i piekło, wszystkie w postaci staroszwedzkiej. Ułożone obok siebie, oba szeregi rysują mapę. Nazwy przedmiotu kultu i duchowej rodziny przyszły od wschodu, nazwy instytucji, urzędu i kary pośmiertnej — od zachodu.

Rzecz jest starsza niż podział, który utrwalił się później. Skoro krzyż nazwano wyrazem wschodnim także tam, gdzie ostatecznie zwyciężył kościół zachodni, znaczy to, że droga wschodnia była wcześniejsza albo bliższa. Sam kształt słów mówi więc o kolejności, o której żaden zachowany dokument nie wspomina.

Czego nie rozstrzygnięto
  • droga wyrazu *pappi*, „ksiądz", nie została rozstrzygnięta: proponuje się źródło i zachodnie, i wschodnie
  • wyraz *pakana*, „poganin", wywodzi się raz z łaciny przez szwedzki, raz ze staroruskiego

Skąd to wiadomopostać zapożyczeń, to jest cechy głosowe wskazujące język dawcy; najstarsze poświadczenia w drukach fińskich z lat 1543-1551 oraz w zapisach karelskich z czasów nowszych.

Przesmyk Karelski i pas ku Zatoce Botnickiej, od 1323 roku

Granica z 1323 roku przecina jeden lud

Zapis z tamtych czasów

Pokój zawarty w 1323 roku poprowadził granicę przez ziemie Karelów i oddał ich dwóm kościołom, choć umowa nie mówi o wierze ani słowa.

Czytaj dalej

W sierpniu 1323 roku w grodzie na wyspie u wypływu Newy zawarto pierwszy pisany podział między Szwecją a Nowogrodem. Trzy karelskie okręgi przeszły na stronę zachodnią, reszta została po wschodniej, a linia biegła w głąb lądu ku północy, gdzie jej przebieg opisano tak ogólnikowo, że spór o niego ciągnął się dwa stulecia.

Skutku religijnego w umowie nie zapisano, ale jest on policzalny. Po stronie zachodniej weszła parafia łacińska, a po 1527 roku luterańska, z nabożeństwem w miejscowej mowie, z obowiązkiem katechizmu i z nadzorem nad obyczajem. Po stronie wschodniej — parafia prawosławna z liturgią cerkiewnosłowiańską, świętem patrona i klasztorem jako ośrodkiem.

Dlatego dokument graniczny należy do działu o wierze. Jedna umowa handlowo-wojskowa rozdzieliła lud mówiący jednym językiem na dwie tradycje obrzędowe, dwa kalendarze świąt i dwa sposoby pamiętania zmarłych. Wszystko, co dalej w tym dziale, dzieje się już po dwóch stronach tej kreski.

Czego nie rozstrzygnięto
  • północny odcinek granicy opisano tak niejasno, że jego przebieg był przedmiotem sporu aż do XVI wieku
  • nie wiadomo, jak szybko podział przełożył się na rzeczywistą przynależność parafialną ludzi w głębi lądu

Skąd to wiadomotraktat pokojowy z 12 sierpnia 1323 roku, zachowany w odpisach szwedzkich i ruskich; późniejsze umowy graniczne z 1595 i 1617 roku.

Wodzka Piatina i Ingria, lata 1534 i 1548

Arbuj w liście arcybiskupa nowogrodzkiego

Zapis z tamtych czasów

Dwa listy pasterskie z Nowogrodu opisują gaje, kamienie i wróżbitów zwanych arbuj, zachowując fińskie słowo wewnątrz ruskiego dokumentu cerkiewnego.

Czytaj dalej

W 1534 roku arcybiskup nowogrodzki Makary wysłał do Wodzkiej Piatiny list i mnicha z poleceniem wycięcia świętych drzew oraz rozbicia kamieni ofiarnych. Pismo skarży się, że ludzie chowają zmarłych w gajach, że dzieciom nadają imiona poza cerkwią i że robi to człowiek zwany arbuj. W 1548 roku następca, arcybiskup Teodozjusz, ponowił polecenie, bo skutek okazał się nietrwały.

Słowo „arbuj" jest w ruskim tekście ciałem obcym. To miejscowe określenie wróżbity, utworzone od rzucania losów. Duchowny zapisał je, ponieważ nie miał czym go zastąpić: cerkiewny słownik nie przewidywał urzędu, który nadaje dziecku imię z losu, prowadzi pogrzeb w lesie i rozstrzyga o porze siewu.

Dla tego działu to przykład wzorcowy. Dokument obcej instytucji, spisany w obcym języku i w tym jednym celu, by obyczaj wykorzenić, przechowuje jedyne świadectwo miejscowego urzędu religijnego wraz z jego nazwą i z wyliczeniem czynności, które ów urząd sprawował. O arbujach wiemy dokładnie tyle, ile zdążyli przeszkodzić, i ani słowa więcej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, czy arbuj był wróżbitą, kapłanem rodu, czy obiema rzeczami naraz
  • nie da się ustalić, jak długo urząd przetrwał: późniejsze zapisy używają już wyłącznie słów ruskich

Skąd to wiadomolist arcybiskupa nowogrodzkiego Makarego do Wodzkiej Piatiny z 1534 roku; ponowienie z 1548 roku.

doliny Torne, Lule i Pite, XIV-XVI wiek

Birkarlowie i prawo do lapońskiej daniny

Zapis z tamtych czasów

Garść rodzin znad rzek Zatoki Botnickiej miała wyłączne prawo handlu z Saamami i pobierania od nich daniny, dopóki w 1553 roku nie odebrała im go korona.

Czytaj dalej

Dokument wystawiony w imieniu króla Magnusa Erikssona w 1328 roku, rozstrzygając sprawy osadnictwa w Hälsinglandii, zastrzega, że nikt nie ma przeszkadzać birkarlom w handlu z Lapończykami. Zapis jest mimochodny i właśnie dlatego cenny: potwierdza układ, który wtedy już istniał i był na tyle oczywisty, że wystarczyło go potwierdzić jednym zdaniem.

Birkarlowie jeździli zimą, saniami, po stałych szlakach do wyznaczonych miejsc zjazdu. Brali skóry i suszoną rybę, dawali sól, mąkę, sukno i metal. Danina i handel były tą samą czynnością, a granica między zapłatą a podatkiem zależała wyłącznie od tego, kto ją w danym dokumencie opisywał.

W 1553 roku Gustaw Waza przejął pobór na koronę i ustanowił urzędników do ściągania lapońskiego podatku. Od połowy tego stulecia zachowały się rejestry z imionami płatników, z podziałem na okręgi rodzinno-łowieckie i z wykazem oddanych towarów. Są to najstarsze imienne spisy saamskich rodzin, jakie istnieją.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie ustalono, skąd pochodzi sama nazwa birkarlów ani czy oznaczała pierwotnie prawo targu
  • rejestry zapisują imiona w postaci szwedzkiej, więc miejscowe brzmienie bywa nie do odzyskania

Skąd to wiadomodokument królewski z 1328 roku wspominający prawo birkarlów; rejestry podatku lapońskiego prowadzone przez urzędników korony od połowy lat pięćdziesiątych XVI wieku.

Laponia szwedzka i norweska, XI-XIV wiek

Obce srebro u ofiarnego głazu

Zapis z tamtych czasów

Przy saamskich miejscach ofiarnych leżą składy ozdób i monet z zachodu i ze wschodu — ślad tego, że handel i kult spotykały się w jednym punkcie.

Czytaj dalej

W północnej Szwecji odkopano skupiska metalu składanego w jednym miejscu przez kilka stuleci: zawieszki, sprzączki, pierścienie, okucia pasa, monety. Najbardziej znane pochodzą z Gråträsk i z Mörtträsket, a rzeczy w nich leżące datuje się mniej więcej na czas od roku tysięcznego po połowę XIV wieku.

Przedmioty są obce i różnokierunkowe. Część wyszła z warsztatów skandynawskich, część z ruskich i nadbałtyckich, jest wśród nich srebro bite na wschodzie. Nikt ich nie przetopił ani nie przerobił na własną modłę; złożono je w całości, w miejscu, które nie jest ani grobem, ani osadą, ani schowkiem przy szlaku.

Tłumaczenie nasuwa się jedno: to, co przyszło z daniny i z wymiany, wracało do ziemi jako dar. Policzalne ono jednak nie jest — stoi na miejscu złożenia i na tym, że rzeczy nie przetopiono ani nie przerobiono, a nie na żadnym zapisie. Obok takich składów, przy pojedynczych głazach i skałach, leżą kopce reniferowego poroża i kości, datowane od epoki wikińskiej po XVIII wiek. Towar bywał obcy, gest pozostawał miejscowy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie w każdym wypadku da się odróżnić skład ofiarny od ukrytego zapasu kupieckiego
  • datowanie opiera się na przedmiotach, a te mogły trafić do ziemi długo po wykonaniu

Skąd to wiadomoznaleziska składów metalowych z Gråträsk i Mörtträsket w Laponii szwedzkiej; kopce poroży przy głazach ofiarnych, datowane oznaczeniem wieku węgla.

Półwysep Kolski i Laponia wschodnia, XVI-XX wiek

Prawosławie na Półwyspie Kolskim

Zapis z tamtych czasów

Monaster nad Peczengą i nadanie carskie z 1556 roku związały wschodnich Saamów z cerkwią prawosławną na czterysta lat.

Czytaj dalej

W latach trzydziestych XVI wieku dwaj mnisi prowadzili misję wśród Saamów nad Kolą i Peczengą. Jeden z nich, Trifon, założył monaster u ujścia rzeki; rok 1533 podają dopiero późniejsze żywoty. W 1556 roku car Iwan IV nadał tej wspólnocie ziemie, wody i prawa na rozległym pasie północnego wybrzeża, wiążąc miejscową ludność z monasterem także gospodarczo.

Skutek okazał się trwalszy niż w innych misjach północy. Saamowie skolccy pozostali prawosławni do dziś, zachowując przy tym własny podział na siida — wspólnoty gospodarujące na wyznaczonym terenie i rozstrzygające sprawy na wspólnym zjeździe. Cerkiew weszła w ten układ, zamiast go zastąpić.

Dalsze dzieje tej grupy to dzieje granic. Rozgraniczenie z 1826 roku podzieliło jej ziemie między dwa państwa, w 1920 roku obszar Petsamo przypadł Finlandii, w 1944 wrócił na wschód, a ludzi przesiedlono w okolice jeziora Inari, gdzie parafia prawosławna istnieje nadal, z własnym cmentarzem i kalendarzem świąt.

Czego nie rozstrzygnięto
  • zasięg misji z lat trzydziestych XVI wieku znany jest głównie z późniejszych żywotów, więc liczby ochrzczonych są niepewne
  • nie da się orzec, co z obrzędowości siida ustąpiło przed cerkwią, a co trwało obok niej

Skąd to wiadomonadanie carskie dla monasteru peczengskiego z 1556 roku; akta rozgraniczenia z 1826 roku; traktat z 1920 roku i dokumenty przesiedleń z 1944.

Laponia szwedzka i norweska, zapisy z lat 1671-1730

Saamskie imiona bogów wzięte od sąsiadów

Zapis z tamtych czasów

Pana grzmotu nazywano u Saamów imieniem złożonym z nordyckiego Thora i słowa „mąż", a pan świata nosił nazwę odpowiadającą nordyckiemu określeniu bóstwa.

Czytaj dalej

Prawie wszystko, co wiadomo o saamskich bóstwach, pochodzi z dwóch fal zapisu: sprawozdań proboszczów z lapmarków, spisanych na zamówienie w latach 1671-1673 i wydanych potem drukiem w jednym opisie Laponii, oraz notatek misji norweskiej prowadzonej od 1716 roku. Oba zbiory powstały po to, by kult opisać i wykorzenić, i tak trzeba je czytać.

W tych zapisach pan grzmotu występuje jako Horagalles: pierwszy człon to imię nordyckiego gromowładcy, drugi znaczy „mąż, chłop". Obok stoi Veralden olmai, „mąż świata", odpowiadający nordyckiemu określeniu bóstwa świata, oraz Radien, którego imię odpowiada słowu oznaczającemu radę i władzę.

Pożyczone jest jednak imię, nie funkcja. Ten sam grzmot nosi w innych okolicach nazwy rodzime, a saamski wyraz na boga w ogóle przyszedł od Finów. Obraz wygląda więc tak: warstwa nazw naniesiona od strony morza i handlu na starszy, miejscowy układ postaci, których role opisują dokładnie te same sprawozdania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • trójdzielny układ Radiena (ojciec, syn, postać trzecia) może być śladem nauki misjonarzy, a nie stanem zastanym
  • sprawozdania spisywano w rozmowie z ludźmi zagrożonymi karą, co mogło kształtować odpowiedzi

Skąd to wiadomosprawozdania proboszczów lapmarków z lat 1671-1673 i złożony z nich opis Laponii wydany drukiem w 1673 roku; zapiski misji norweskiej z lat 1716-1727.

Finnmark i Laponia szwedzka, lata 1692-1728

Bęben przed sądem w Vadsø

Zapis z tamtych czasów

W 1692 roku sąd w Vadsø kazał staremu Saamowi objaśnić każdy znak na jego bębnie, a protokół z tego przesłuchania zachował się do dziś.

Czytaj dalej

Anders Poulsen, człowiek blisko stuletni, stanął w 1692 roku przed sądem w Vadsø pod zarzutem czarów. W protokole spisano jego własne objaśnienia figur z bębna: obok słońca, zwierząt i sąsiedzkich osad stoją tam kościół, postacie chrześcijańskie i znaki świąt. Oskarżony tłumaczył użycie bębna jako sposób pytania o zdrowie, o pogodę i o zwierzynę.

Sprawy nie doprowadzono do wyroku, bo oskarżonego zabito w areszcie, zanim zapadło rozstrzygnięcie. Bęben ocalał i jest jedynym zachowanym, przy którym mamy wyjaśnienie właściciela, a nie domysł zapisującego. Rok później w Arjeplog skazano i stracono Larsa Nilssona, oskarżonego o powrót do ofiary po utonięciu wnuka.

Reszta bębnów miała gorszy los. Zbiór zgromadzony przez misję norweską wywieziono do stolicy Danii, gdzie w pożarze 1728 roku spłonął razem z większością zapisków misjonarza. Materiał, z którego dziś mówi się o saamskiej wierze, jest więc resztką po dwóch akcjach naraz: sądowej i misyjnej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, ile z chrześcijańskich figur było na bębnie od początku, a ile doszło w latach misji
  • liczbę bębnów utraconych w 1728 roku podaje się różnie i nie da się jej dziś sprawdzić

Skąd to wiadomoprotokół sądu w Vadsø z 1692 roku wraz z zachowanym bębnem; akta procesu w Arjeplog z 1693 roku; przekazy o pożarze Kopenhagi z 1728.

Ingria i okręg kexholmski, XVII wiek

Pokój z 1617 roku i wymiana ludności Ingrii

Zapis z tamtych czasów

Po pokoju z 1617 roku prawosławni Karelowie odeszli na wschód, a na ich miejsce weszli luteranie z Sawo i z Przesmyku; zmieniło to wiarę całej krainy.

Czytaj dalej

Sam traktat rozstrzygał o ziemi i poddaństwie, nie o wierze, a prawo odejścia zapisano w nim wąsko; ruch ludzi, który potem nastąpił, szedł w znacznej części wbrew literze umowy.

Wyjechało ich wielu. W ciągu kilku dziesięcioleci ludność prawosławna przesunęła się na wschód, w okolice górnej Wołgi, gdzie do dziś stoją wsie z karelską mową i pamięcią o przyjściu z zachodu. Na opuszczone ziemie weszli osadnicy z Sawo i z Przesmyku Karelskiego, luteranie, przywożąc własny kalendarz świąt i własne pieśni.

Pod koniec XVII wieku luterańscy Finowie stanowili w Ingrii większość. Cała późniejsza odrębność tej krainy — osobny strój, osobny repertuar weselny, osobna obrzędowość doroczna — wyrosła z cesji i z porządku parafialnego wprowadzonego po niej, nie z jednego zapisu w traktacie. Granica przesunęła się raz, a ludzie przesuwali się za nią przez trzy pokolenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczby wychodźców po 1617 roku podawane są w bardzo szerokich widełkach
  • nie wiadomo, jak wielu prawosławnych zostało na miejscu i przeszło na luteranizm bez wyjazdu

Skąd to wiadomotraktat pokojowy z 1617 roku; spisy podatkowe i kościelne z Ingrii oraz okręgu kexholmskiego z XVII wieku; rejestry osiedleńcze znad górnej Wołgi z końca XVII wieku.

Karelia Wieńska i Ołoniecka, XVII-XIX wiek

Prazdnik, czasownia i stary wiersz

Zebrane z ust

Po wschodniej stronie granicy święto patrona nazywano słowem ruskim i kaplicę także — a przy tym przetrwał tam najstarszy wiersz pieśniowy.

Czytaj dalej

W prawosławnej Karelii nazwa dorocznego święta wsi oraz nazwa kaplicy są pożyczone z ruskiego, podobnie jak część słownictwa obrzędu pogrzebowego. Święto patrona ściągało gości z okolicznych wsi i miało stały porządek: nabożeństwo, obchód wokół kaplicy, wspólny stół, a potem taniec i śpiew do rana.

Ta sama okolica zachowała najstarszą znaną formę pieśni: wiersz ośmiozgłoskowy z aliteracją i powtórzeniem myśli w drugim wersie, ten sam, w którym ułożone są zaklęcia i opowieści o początku świata. Ci, którzy w latach dwudziestych i trzydziestych XIX wieku jeździli po wsiach i zapisywali pieśni, znajdowali ich najwięcej właśnie po wschodniej stronie dawnej granicy.

Wniosek nasuwa się sam i wymaga ostrożności. Parafia prawosławna nie prowadziła nauki czytania w miejscowej mowie, nie tępiła śpiewu weselnego i nie zastąpiła lamentu nad zmarłym własnym tekstem; parafia luterańska robiła wszystkie te rzeczy. Nie znaczy to, że wschód był bardziej pogański — znaczy, że przy odmiennym nacisku przetrwał inny zestaw form.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie da się zmierzyć, ile pieśni zniknęło po stronie zachodniej, bo nie zapisano ich przed zniknięciem
  • część różnicy może wynikać z tego, gdzie i kiedy zbierano, a nie z tego, gdzie pieśni żyły

Skąd to wiadomozapisy pieśni z Karelii Wieńskiej i Ołonieckiej z lat 1820-1880; opisy świąt wiejskich w aktach parafialnych; słownictwo obrzędowe zapożyczone z ruskiego.

Estonia i Setumaa, XVII-XX wiek

Duch domowy z imieniem świętego

Zebrane z ust

Estoński duch dostatku Tõnn nosi imię świętego Antoniego, a karmiono go w skrzynce jak sprzęt gospodarski, nie jak patrona z ołtarza.

Czytaj dalej

W estońskich aktach kościelnych i sądowych wraca ten sam zarzut: trzymania w domu Tõnna, to jest figurki albo grudy wosku i ziarna w drewnianej skrzynce, której oddawano pierwsze porcje jadła i pierwsze piwo. Imię jest zdrobnieniem od świętego Antoniego, patrona trzody chlewnej.

Podobny obyczaj trwał dłużej na południowym wschodzie, w Setumaa, gdzie woskową postać zwaną Peko przechowywano w spichrzu, karmiono przy świętach i wynoszono w pole przed siewem. Po stronie fińskiej opiekun jęczmienia i piwa o pokrewnym imieniu figuruje już na liście bogów z 1551 roku.

To wzór, który w całym dziale powtarza się najczęściej. Nowa wiara dostarczyła imienia i miejsca w kalendarzu, stara zachowała czynność: karmienie, pierwocinę, stałe miejsce w budynku gospodarczym. Świętych przypisano do tego, co i tak robiono — stąd ognie świętojańskie, obchody z maskami w dniu Marcina i przesunięcie starego święta końca roku na Zaduszki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie rozstrzygnięto, czy imię świętego przyszło do gotowej już postaci, czy dopiero ją uformowało
  • związek estońskiego Tõnna z setuskim Peko i z fińskim opiekunem jęczmienia opiera się na podobieństwie imion, nie na zapisie

Skąd to wiadomoestońskie akta sądowe i protokoły wizytacji kościelnych z XVII wieku; opisy obrzędów setuskich z XIX i XX wieku; lista bogów z fińskiego druku z 1551 roku.

Finlandia i Estonia, od średniowiecza po XIX wiek

Od świętego gaju do przekleństwa

Zapis z tamtych czasów

Wyraz, który znaczył święte miejsce w lesie, w ciągu kilku stuleci zszedł do roli przekleństwa — a samo miejsce trwało dłużej niż jego nazwa.

Czytaj dalej

Fińskie *hiisi* i estońskie *hiis* oznaczały pierwotnie miejsce kultu w lesie: gaj, wzgórze, kamienisty grunt, nierzadko z pochówkami. Nazwa przetrwała w setkach określeń terenowych po obu brzegach zatoki, także tam, gdzie od dawna nie ma ani drzewa, ani pamięci o jakimkolwiek obrzędzie.

Na liście z 1551 roku ten sam wyraz jest już imieniem: Hiisi daje zwycięstwo nad leśnym zwierzem. W następnych stuleciach schodzi coraz niżej — do złego ducha, wreszcie do przekleństwa, którym można rzucić bez jednej myśli o lesie. Droga wyrazu odbija drogę samego miejsca.

Gaje przeżyły swoją nazwę. Protokoły wizytacji i akta sądów w Estonii oraz w Inflantach raz po raz notują w XVII wieku drzewa, kamienie i źródła, do których noszono pierwociny, zawsze wraz z nakazem wycięcia i rozbicia. Nakazy powtarzano przez dziesięciolecia, co jest najlepszym dowodem, że za pierwszym razem nie wystarczyły.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie da się ustalić, czy *hiisi* było pierwotnie nazwą miejsca pochówku, czy miejsca ofiary
  • nie wiadomo, w jakim stopniu degradacja wyrazu to skutek kazania, a w jakim zwykłe przesunięcie mowy potocznej

Skąd to wiadomonazwy terenowe w rejestrach podatkowych i na mapach; lista bogów z druku z 1551 roku; protokoły wizytacji kościelnych i akta sądowe z Estonii oraz Inflant z XVII wieku.

pogranicze szwedzko-norwesko-rosyjskie na północy, XVI-XIX wiek

Płacić dwóm albo trzem panom naraz

Zapis z tamtych czasów

Saamowie z pogranicza płacili daninę Szwecji, Danii i Rosji jednocześnie; dopiero rozgraniczenie z 1751 roku rozstrzygnęło, komu podlegają.

Czytaj dalej

Na dalekiej północy granice państw długo nie miały przebiegu — miały tylko zasięg poboru. Ta sama rodzina bywała wpisana w rejestr szwedzki, duńsko-norweski i rosyjski, wszystkim trzem oddając skóry albo suszoną rybę. Urzędnicy wiedzieli o sobie nawzajem, spór dotyczył więc nie faktu, lecz pierwszeństwa.

Rozgraniczenie ze Strömstad w 1751 roku zamknęło ten stan między Szwecją a Danią-Norwegią, a do traktatu dołączono osobny dokument poświęcony ludności saamskiej. Zapisano w nim prawo przechodzenia z reniferami przez nową granicę, wybór przynależności państwowej oraz własne sądownictwo w sprawach wewnętrznych.

Po stronie wschodniej rzecz przeciągnęła się dłużej: wspólne okręgi, z których daninę brały dwie strony, zniesiono dopiero rozgraniczeniem z 1826 roku. Dla wierzeń ma to skutek zupełnie konkretny — miejsce ofiarne i letnie pastwisko mogły odtąd znaleźć się po dwóch stronach linii, której renifer nie widzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, jak często potrójna danina zdarzała się naprawdę, a jak często była argumentem urzędów w sporze
  • nie da się ustalić, ile miejsc kultu porzucono wskutek nowego przebiegu granic

Skąd to wiadomorejestry podatkowe szwedzkie, duńsko-norweskie i rosyjskie z XVI-XVIII wieku; traktat graniczny ze Strömstad z 1751 roku wraz z dołączonym dokumentem o Saamach; rozgraniczenie z 1826 roku.

Karelia Wieńska i Finlandia, XIX wiek

Co jest w pieśniach, a co w księdze z 1835 roku

Złożone przy biurku

Fiński epos złożono w 1835 i rozszerzono w 1849 roku z pieśni zebranych na wschodzie; ciągła fabuła i część imion to praca wydawcy.

Czytaj dalej

Pieśni, z których powstał epos, są prawdziwe i zapisane z ust śpiewaków, w większości po wschodniej stronie dawnej granicy. Prawdziwe są też główne postacie i motyw cudownego młyna, który daje dostatek, zostaje wykuty na zamówienie, wywieziony podstępem i w walce rozbity na kawałki wyrzucone w morze.

Wydawca zrobił jednak coś, czego śpiewacy nie robili: ułożył setki osobnych pieśni w jeden ciąg z początkiem i zakończeniem, wybierając między wariantami i dopisując przejścia. W tym procesie pojawiły się imiona nieznane zapisom — najgłośniejsze z nich, imię dziewczyny topiącej się z rozpaczy, zbudowano ze słowa znaczącego „jedyna".

Rozróżnienie jest proste i stawiać je trzeba za każdym razem. Materiał: poświadczony, datowany, z podaniem wsi i śpiewaka. Układ: praca jednej osoby, wykonana między 1833 a 1849 rokiem. Wszystko, co dziś nazywa się mitologią fińską, warto rozebrać na te dwie części, zanim zestawi się je z wierzeniami sąsiadów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • dla części epizodów nie ustalono, czy wariant użyty w eposie jest zapisem, czy złożeniem kilku zapisów
  • nie da się orzec, ile ciągłości fabuły istniało w repertuarze pojedynczych śpiewaków przed 1835 rokiem

Skąd to wiadomorękopiśmienne zapisy pieśni z wypraw zbierackich lat 1828-1845, z nazwami wsi i z imionami śpiewaków; wydanie eposu z 1835 roku i wersja rozszerzona z 1849.

Powołże i Kama — Maryjczycy i Udmurci, w sąsiedztwie tureckim; XVIII-XX wiek

Keremet: arabskie słowo w maryjskim gaju

Zebrane z ust

Nazwa świętego gaju i ducha, któremu składa się w nim ofiarę, przyszła nad Wołgę z arabskiego, przez tureckich sąsiadów.

Czytaj dalej

U ugrofińskich ludów Powołża, u Maryjczyków i Udmurtów, miejsce ofiary w lesie oraz duch, dla którego się ją składa, noszą nazwę *keremet*. Tę samą nazwę i bardzo podobny obrzęd mają tureccy sąsiedzi, Czuwasze — i to przez ich mowę wyraz najpewniej przeszedł. Wyraz nie jest miejscowy: pochodzi od arabskiego słowa oznaczającego cud i łaskę świętego, a przyszedł przez mowę Bułgarów nadwołżańskich i Tatarów, wraz z całym sąsiedztwem islamu.

Obrzęd, który tę nazwę nosi, nie ma z islamem nic wspólnego. Wygrodzony gaj, wybrany starszy prowadzący modły, ofiara ze zwierzęcia gospodarskiego, wspólne gotowanie i spożycie, rozdzielenie części dla ducha i części dla ludzi — to układ znany z całego pasa leśnego i wyraźnie starszy niż nazwa, którą go opatrzono.

Nazwa i praktyka rozeszły się więc w dwie strony: obce słowo przyklejono do rodzimej czynności. Tą samą drogą weszły określenia złego ducha i posłańca śmierci. Administracja i cerkiew tępiły te gaje wyrębem oraz przymusowym chrztem, zwłaszcza w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XVIII wieku, a mimo to części z nich używa się do dziś.

Czego nie rozstrzygnięto
  • nie wiadomo, jak nazywano miejsce ofiarne przed przyjęciem obcego wyrazu
  • nie rozstrzygnięto, czy „keremet" oznaczał najpierw ducha, czy miejsce

Skąd to wiadomodokumenty kancelarii do spraw nowoochrzczonych z lat 1740-1764, dotyczące wyrębu gajów i chrztów przymusowych; opisy obrzędów powołżańskich z XVIII i XIX wieku; akta procesu o rzekomą ofiarę z człowieka z lat 1892-1896, zakończonego uniewinnieniem oskarżonych.

cały obszar działu; rzecz o sposobie liczenia

Kiedy to pożyczka, a kiedy tylko podobieństwo

Złożone przy biurku

Słowo zdradza pożyczkę swoim kształtem i daje się datować; podobny obyczaj nie daje ani jednego, ani drugiego — a te dwie rzeczy stale się myli.

Czytaj dalej

Pożyczkę widać po formie. Pożyczkę widać po formie. Fińskie *kuningas* zachowało germańską końcówkę mianownika, którą mowa nordycka zgubiła dopiero później: najstarsze napisy runiczne jeszcze ją mają, a w stuleciach następnych z nich znika. Wyraz wszedł zatem, zanim ta końcówka wypadła, i stąd bierze się jego górna granica wieku. Tak samo datuje się nazwy metali i kilkanaście słów z porządku władzy. To rachunek, nie domysł: brak głoski jest równie policzalny jak moneta w warstwie.

Obyczaj takiego śladu nie zostawia. Święto niedźwiedzia — czaszka zawieszona na drzewie, omijanie prawdziwej nazwy zwierzęcia, pieśni żegnające gościa — powtarza się od Karelii po Ob i dalej na wschód, a nie towarzyszy mu żaden łańcuch wspólnych wyrazów. Może być dziedzictwem, może niezależnym wynalazkiem, może bardzo starym sąsiedztwem.

Bywa i odwrotnie. Kamienne siekiery wyorywane z pola uznawano za pociski grzmotu i trzymano w domu dla bezpieczeństwa — tak samo nad Bałtykiem, w Skandynawii i w krajach słowiańskich — ale fińska nazwa takiego kamienia złożona jest z własnych słów. Praktyka wędrowała, wyraz nie.

Stąd reguła dla całego działu. Słowo dowodzi kontaktu; obyczaj dowodzi tylko tego, że ktoś robił to samo. Wolno postawić obie rzeczy obok siebie, nie wolno drugiej podawać jako dowodu pierwszej. Tam, gdzie brakuje i wyrazu, i dokumentu, jedynym uczciwym zdaniem jest „nie zostało wykazane".

Czego nie rozstrzygnięto
  • dla części zapożyczeń nie da się orzec, czy dawcą była mowa nordycka, czy wcześniejsza forma germańska
  • brak wspólnego wyrazu nie dowodzi braku kontaktu: słownictwo obrzędowe wymienia się rzadziej niż handlowe

Skąd to wiadomokształt zapożyczeń i ich najstarsze poświadczenia w drukach z lat 1543-1551; zapisy obrzędu niedźwiedziego z XVIII-XX wieku; wzmianki o kamieniach grzmotu w aktach sądowych i w inwentarzach.

Wyrzeczenie mocniejsze niż zakaz

Bracia morawscy: obrzęd rozebrany własnymi rękami

Od listopada 1729 roku po wsiach estońskich i łotewskich pracował ruch, który w kilkanaście lat objął dziesiątki tysięcy ludzi i doprowadził do tego, czego dwa stulecia wizytacji luterańskich nie zdołały: gospodarze sami palili swoje dudy i skrzypce, sami rozbierali stare miejsca ofiarne i sami uznali dawny śpiew za grzech. Ta sekcja zbiera daty, liczby, miejsca zborów i akta zakazów, a osobno pokazuje, czym różni się przymus z zewnątrz od wyrzeczenia z własnej woli. Nie jest to karta o potępieniu ruchu: ten sam ruch nauczył chłopów czytać i dał im pierwszy dom, który postawili sobie sami.

Inflanty i Estonia, lata 1728-1730

Listopad 1729: cieśla i dwaj tkacze w Rydze

Zapis z tamtych czasów

Ruch przyszedł do Inflant trzema ludźmi: cieślą i dwoma tkaczami, których ściągnęła wdowa po generale, właścicielka majątku pod Wolmarem.

Czytaj dalej

W styczniu następnego roku ta sama garstka była już w Tallinie i tam w ciągu trzech miesięcy położyła podwaliny pod robotę wśród Estończyków. Zbór ryski prowadził aż do swojej śmierci w 1734 roku starszy cechu sortowników masztów Matīss Šteinhauers, a zebrania odbywały się w jego własnym domu. Kraj był po wojnie i po zarazie wyludniony, rąk do pracy w majątkach brakowało.

W 1722 roku na gruntach hrabiego Nikolausa Ludwiga von Zinzendorfa we wschodniej Saksonii osiedlili się uchodźcy z Moraw i założyli Herrnhut, a do 1727 roku ułożyli sobie porządek wspólnego życia. Wyprawa z 1729 roku poszła nie za morze, lecz do Inflant, i wyprzedziła o kilka lat wszystkie posłania zamorskie tej osady, które ruszyły dopiero w latach trzydziestych XVIII wieku: najpierw na Karaiby, potem na Grenlandię i do Ameryki Północnej.

W listopadzie 1729 roku przyjechali do Rygi cieśla Christian David, żyjący w latach 1690-1751, oraz tkacze Timotheus Fiedler i Grasmanis, a stamtąd pojechali do Valmiermuižy, do Magdaleny Elisabeth von Hallart (1683-1750), wdowy po generale zmarłym dwa lata wcześniej, na której zaproszenie ruszyli w tę drogę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy w Tallinie w 1730 roku powstał już zbór, czy dopiero krąg domowy; określenia w zapisach nie są w tej sprawie zgodne.
  • Kiedy dokładnie ruch przekroczył granicę między mową łotewską a estońską; zapisy opisują to jako proces lat trzydziestych, bez daty.
  • Kto podsunął Herrnhutowi Inflanty jako cel pierwszego posłania: sama właścicielka Valmiermuižy czy któryś z życzliwych ruchowi pastorów inflanckich.

Skąd to wiadomoDzienniki i korespondencja zborowa prowadzone w Herrnhucie od 1729 roku; akta zborów ryskiego i tallińskiego z lat 1729-1734; daty kolejnych wypraw misyjnych Herrnhutu 1732-1736.

Inflanty i Estonia, lata 1729-1743

Weszli jako rzemieślnicy, guwernerzy i lekarze

Zapis z tamtych czasów

W latach 1729-1743 Herrnhut wysłał do Inflant i Estonii ponad osiemdziesięciu braci i sióstr; wchodzili do majątków jako fachowcy, nie jako misjonarze.

Czytaj dalej

Zatrudniano ich jako guwernerów, rzemieślników i lekarzy, a niejeden dwór sam po nich pisał, bo ludzie pobożni i pracowici byli w wyludnionym kraju towarem poszukiwanym. Dopiero po nauczeniu się mowy miejscowej zaczynali głosić swoje wśród chłopów własnej wsi i parafii. Droga prowadziła więc przez dwór, a nie przeciw dworowi, i to przesądziło o pierwszych latach.

Tym ruch różni się od wszystkiego, co było przed nim. Wizytacja przyjeżdżała, spisywała i odjeżdżała, a brat mieszkał w tej samej wsi latami, mówił tą samą mową i rozmawiał z każdym osobno. Porządek zborowy przewidywał wprost rozmowę w cztery oczy z każdym po kolei, nazywaną po łotewsku caurrunas, czyli przejściem przez wszystkich; w Inflantach postawiono to sobie za cel w 1761 roku.

Nie przyjechali z ambony. W latach 1729-1743 posłano z Herrnhutu do Inflant i Estonii ponad osiemdziesięciu braci i sióstr, a osobno wymienia się grupę około pięćdziesięciu rzemieślników, którzy przyszli po podróży hrabiego i rozeszli się po majątkach zarówno w części łotewskiej, jak i estońskiej. Dach i robotę znajdowali u dworów i na plebaniach życzliwych ruchowi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ilu z tych ponad osiemdziesięciu pracowało po stronie estońskiej, a ilu po łotewskiej; rozbicia tej liczby na dwie mowy nie znam.
  • Czy rozmowy w cztery oczy prowadzono od początku, czy weszły dopiero w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XVIII wieku.
  • Czy grupa około pięćdziesięciu rzemieślników mieści się w liczbie ponad osiemdziesięciu wysłanych w latach 1729-1743, czy do niej dochodzi; zestawienia podają obie liczby obok siebie i nie mówią, jak się mają do siebie.

Skąd to wiadomoWykazy wysłanych z Herrnhutu z lat 1729-1743; sprawozdania zborowe odsyłane do Herrnhutu; zapis celu zborowego z 1761 roku o rozmowie z każdym osobno.

Inflanty i Estonia, rok 1736; Urvaste w południowej Estonii

Wrzesień 1736: kazania w Rydze, Wolmarze i Tallinie

Zapis z tamtych czasów

Hrabia z Herrnhutu objechał w 1736 roku trzy miasta i wyjechał ze zgodą na przysyłanie ludzi; w tym samym roku ruszyło pierwsze wielkie poruszenie w Urvaste.

Czytaj dalej

Wygnany w 1736 roku z Saksonii hrabia ruszył na północ osobiście. We wrześniu tego roku był w Rydze i kazał kolejno w kościołach ryskich, wolmarskich i tallińskich, zjednując sobie przy tym generalnego superintendenta Inflant. Wyjechał z pozwoleniem na przysyłanie braci i sióstr, którzy mieli podnosić obyczaje ludu, a więc z urzędową furtką otwartą przez samą zwierzchność kościelną.

W tym samym 1736 roku w Urvaste w południowej Estonii zaczęło się pierwsze wielkie poruszenie wśród Estończyków. Miejscowy pastor Johann Christian Quandt, żyjący w latach 1704-1756, ruchowi sprzyjał, a nadzór nad tamtejszym zborem objął od 1741 roku człowiek ze wsi: Hans zwany Mango, urodzony około 1713 i zmarły w 1780 roku, późniejszy nauczyciel parafialny, a od 1758 roku kościelny.

Rok 1736 dzieli dzieje ruchu na dwie części. Przed nim była garstka przybyszów rozsianych po kilku dworach, po nim przyszły w siedem lat szkoła pod Wolmarem, pierwsze domy modlitwy, tysiące przyjętych do zborów i cesarski zakaz z wiosny 1743 roku. To jednak, co ruch zmienił najgłębiej, czyli palenie instrumentów, rozbieranie miejsc ofiarnych i odwrót dawnej pieśni, rozciąga się daleko poza tę datę, aż po wiek XIX.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zgoda uzyskana w 1736 roku obejmowała nauczanie chłopów, czy tylko obecność i pracę zawodową przybyszów.
  • Czy poruszenie w Urvaste zaczęło się przed podróżą hrabiego, czy po niej; oba zdarzenia datowane są na ten sam rok.

Skąd to wiadomoZapisy o podróży hrabiego z września 1736 roku i o kazaniach w Rydze, Wolmarze i Tallinie; akta parafii Urvaste; wykazy nadzorców zboru urvasteńskiego od 1741 roku.

Wolmar (Valmiera) w łotewskiej części Inflant, lata 1738-1750

Seminarium nauczycielskie otwarte 23 sierpnia 1738

Zapis z tamtych czasów

Piętnastu uczniów w 1739 roku, około stu jesienią 1740: szkoła pod Wolmarem robiła kaznodziejów z chłopów szybciej, niż ktokolwiek się spodziewał.

Czytaj dalej

Liczby rosły stromo. W 1739 roku uczyło się tam piętnastu uczniów, jesienią 1740 już około stu, a w latach następnych jeszcze więcej; do zamknięcia wyszło ze szkoły około stu dwudziestu nauczycieli, każdy po kursie rocznym. To oni zakładali nowe grupy zborowe po okolicach i oni, a nie przybysze z Niemiec, nieśli rzecz dalej w głąb wsi.

Właścicielka Valmiermuižy otworzyła 23 sierpnia 1738 roku szkołę kształcącą nauczycieli dla szkół wiejskich, za zgodą urzędującego wówczas generalnego superintendenta Inflant i przy poparciu landrata Johanna Balthasara von Campenhausen. Kierownikiem został Magnus Friedrich Buntebart (1717-1750), który szybko nauczył się łotewskiego.

Łotysze nie są ludem ugrofińskim, lecz bałtyjskim, a szkoła uczyła po łotewsku i dla wsi łotewskiej. Po zamknięciu domu diakonatu w Wolmarze w 1744 roku jej wychowankowie rozeszli się po majątkach, a kierownictwo przeniosło się do majątku Lenči, gdzie seminarium działało jeszcze do 1750 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy liczba około stu dwudziestu absolwentów obejmuje także uczniów z Lenči po 1744 roku, czy tylko roczniki wolmarskie.
  • Czy po stronie estońskiej powstała szkoła tego rodzaju, czy Estończycy uczyli się wyłącznie w Wolmarze i u siebie w izbie.
  • Czy którykolwiek z wychowanków szkoły wolmarskiej nauczał po estońsku; zapis o ich rozejściu się po Inflantach i po Estonii nie rozróżnia mowy nauczania.

Skąd to wiadomoAkta seminarium w Wolmarze otwartego 23 sierpnia 1738 roku; wykazy uczniów z lat 1739-1743; zapisy o przeniesieniu do majątku Lenči w 1744 roku i o zamknięciu w 1750.

Estonia i łotewskie Inflanty, lata 1739-1742 i dalej

Biblia z 1739 roku i śpiewnik o 234 pieśniach

Zapis z tamtych czasów

Ruch przyszedł z własnym drukiem: estońska Biblia z 1739 roku wyszła przy jego wsparciu, a łotewski śpiewnik zborowy z 1742 miał dwieście trzydzieści cztery pieśni.

Czytaj dalej

Umiejętność czytania była tu warunkiem wstępu, nie ozdobą. Estoński przekład całej Biblii, wydrukowany w 1739 roku, ukazał się przy pomocy hrabiego z Herrnhutu; zbór wydał też drugie wydanie Biblii łotewskiej, a w 1742 roku własny śpiewnik łotewski, liczący dwieście trzydzieści cztery pieśni. Książka szła przed kaznodzieją, a nie za nim.

Po stronie estońskiej znaczna część tego obiegu nie miała w ogóle postaci drukowanej. Kościelny z Urvaste przełożył na estoński pieśni zborowe i pobożną księgę o czterech częściach, a rzeczy te chodziły po wsiach południowej Estonii jako odpisy ręczne. Chłop, który umiał pisać, przepisywał je sąsiadowi, i to był cały nakład, bez cenzury i bez drukarza.

Maszyna ta pracowała w dwóch mowach: łotewskiej i estońskiej, a trzeciej nie tknęła. Liwowie, lud ugrofiński, siedzieli wtedy dwiema osobnymi grupami: nad Salacą w inflanckiej Widzemie oraz na wybrzeżu kurlandzkim, już poza granicą Inflant, i ani jedni, ani drudzy nie dostali w tym ruchu szkoły czy książki we własnej mowie, bo druku liwskiego wówczas w ogóle nie było. Mowa znad Salacy zamilkła w 1868 roku, kurlandzka przetrwała o pokolenia dłużej. Tam, gdzie ruch podnosił piśmienność, podnosił ją w mowie cudzej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Na czym polegała pomoc hrabiego przy estońskiej Biblii z 1739 roku: czy na pieniądzach, czy na pośrednictwie u drukarza.
  • Czy którekolwiek gospodarstwo liwskie znad Salacy należało do zboru; zapisu w tej sprawie, ani na tak, ani na nie, nie mam.

Skąd to wiadomoEstońska Biblia z 1739 roku; łotewski śpiewnik zborowy z 1742 roku liczący 234 pieśni; odpisy ręczne pieśni i pism pobożnych krążące po południowej Estonii od połowy XVIII wieku.

Estonia i łotewskie Inflanty, od 1738 roku po koniec XIX wieku

Palvemaja: dom postawiony z własnej pracy

Zapis z tamtych czasów

Estoński palvemaja i łotewski saiešanas nams stawiano ze składki i z darmowej roboty wsi, w kształcie chłopskiej zagrody, a nie kościoła.

Czytaj dalej

Pierwszy dom modlitwy w północnej Estonii stanął w Jüri w 1738 roku, w południowej w 1740, na Saaremaa być może jeszcze wcześniej. W Valmiermuiży postawiono najpierw mniejszy dom zebrań dla ocknionych Łotyszy, potem większy, o dwóch salach, osobnej niemieckiej i osobnej łotewskiej, na wzgórzu nad rzeką, które nazwano Jēra kalns, czyli Wzgórzem Baranka.

Budowano je z dobrowolnych składek i własną robotą, czasem przy wsparciu życzliwych dworów i Herrnhutu. Kryto je tak jak okoliczne zagrody: gdzie wieś miała strzechę i chałupę z klepiskiem, tam i dom modlitwy był kryty strzechą. Wewnątrz prosta sala z drewnianymi ławami, mężczyźni po jednej stronie, kobiety po drugiej, stół mówców z przodu przy oknie.

Różnica wobec murowanego kościoła jest tu rzeczą, nie przenośnią. Do 1801 roku poza wyspami stało w Estonii osiemdziesiąt dwa takie domy, a po stronie łotewskiej postawiono ich od schyłku lat trzydziestych XVIII wieku po koniec XIX od stu dwudziestu do stu pięćdziesięciu. Dom należał do tych, którzy go zbudowali, i to oni decydowali, co się w nim mówi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy najstarszy dom modlitwy na Saaremaa jest wcześniejszy niż ten z Jüri z 1738 roku; datowania nie da się dziś rozstrzygnąć.
  • Ile z policzonych domów łotewskich powstało przed zakazem z 1743 roku, a ile już po nim, w okresie nielegalnym.

Skąd to wiadomoDom modlitwy w Jüri z 1738 roku; domy południowoestońskie od 1740; zabudowa Jēra kalns pod Wolmarem; spis domów i miejsc zebrań z 1801 roku; zestawienia domów łotewskich do końca XIX wieku.

Estonia, Saaremaa i łotewskie Inflanty, lata 1740-1743

Dwanaście tysięcy w Estonii, osiemset w jednej parafii łotewskiej

Zapis z tamtych czasów

Na początku lat czterdziestych ruch obejmował w Estonii dziesięć do dwunastu tysięcy ludzi, a na samej Saaremaa od ćwierci do blisko połowy dorosłych chłopów.

Czytaj dalej

Po stronie łotewskiej liczby znamy parafiami. W 1743 roku zbór w Wolmarze liczył siedemset osób, w Straupe osiemset, w Liepie osiemset, w Mārsnēni czterysta, a dalsze zbory powstawały w Smiltene i w Trikāta. Łącznie mówi się o trzech tysiącach w pierwszym rzucie i o czterech do pięciu tysiącach Łotyszy w szczycie tamtej fali, przed wiosną 1743 roku.

Te dwie kolumny liczb dotyczą dwóch różnych ludów: Estończyków, mówiących mową ugrofińską, i Łotyszy, mówiących mową bałtyjską. Ruch był jeden i szedł z tego samego ośrodka, ale zbory, książki i nauczyciele byli osobni, a granica między nimi biegła dokładnie tam, gdzie granica mowy, nie tam, gdzie granica powiatu.

Na początku lat czterdziestych XVIII wieku po stronie estońskiej należało do ruchu około dziesięciu do dwunastu tysięcy osób, z czego trzy do czterech tysięcy na samej Saaremaa. Wyspy Saaremaa i Hiiumaa wraz z nadmorską Läänemaa, która leży już na lądzie stałym, dawały wtedy mniej więcej połowę wszystkich estońskich uczestników ruchu. Jaką część tamtejszego chłopstwa stanowiły owe trzy do czterech tysięcy, z tych zestawień nie wynika, bo liczą one przyjętych do zboru, a nie mieszkańców wyspy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy liczby estońskie obejmują tylko przyjętych do zboru, czy także bywających na godzinach modlitwy; przyjęcie było obwarowane i nie każdy uczestnik stawał się członkiem.
  • Czy liczby parafialne z 1743 roku podają stan z wiosny sprzed zakazu, czy średnią z całego roku.
  • Ile wynosiła w tych latach ludność chłopska Saaremaa; bez tej liczby udziału zborowników w chłopstwie wyspy nie da się podać.

Skąd to wiadomoZestawienia zborowe z lat 1740-1743 odsyłane do Herrnhutu; liczby parafialne dla Wolmaru, Straupe, Liepy i Mārsnēni z 1743 roku.

Saaremaa, Läänemaa i Hiiumaa, lata czterdzieste XVIII wieku

Dudy i skrzypce w ogniu

Zapis po chrzcie

Opis życia jednego z przywódców mówi wprost: dud i skrzypiec pozbyto się i spalono, a kobiety odłożyły ozdoby i zaczęły chodzić w prostym ubraniu.

Czytaj dalej

Jacob Marrasch prowadził ruch w zachodniej Estonii od 1747 do 1792 roku, a jego życiorys ogłoszono po estońsku w 1894 roku. Stoi w nim, że ludzie porzucili świeckie uciechy, zabawy i karczmę, że swoich dud i skrzypiec pozbyli się i spalili, że kobiety odłożyły okazałe ozdoby i zaczęły chodzić w prostym ubraniu, a wesela, chrzciny i pogrzeby odprawiano cicho.

Ten życiorys trzeba czytać ostrożnie, bo jest pismem misyjnym i chwali własne dzieło. Twierdzenie, że na Saaremaa między 1740 a 1745 rokiem nie zdarzyła się ani jedna sprawa karna, powtarzano potem wielokrotnie i jest ono prawdopodobnie błędne. Samo palenie instrumentów potwierdzają jednak także zapisy powstałe niezależnie od tej książki.

Zapisy z lat czterdziestych wymieniają cztery rodzaje niszczonych instrumentów: dudy, czyli torupill, kannel, rogi i skrzypce. Nie odbierał ich urząd i nie palono ich na rynku z wyroku sądu, lecz niszczyli je sami właściciele, uznawszy je za grzech. Okoliczności żaden ze znanych zapisów nie opisuje: nie podaje ani dnia, ani miejsca, ani tego, jak często to się zdarzało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile instrumentów spalono; żaden znany mi zapis nie podaje liczby, tylko sam fakt i okolicę.
  • Czy twierdzenie o braku spraw karnych na Saaremaa w latach 1740-1745 ma jakiekolwiek oparcie w aktach sądowych.

Skąd to wiadomoŻyciorys Jacoba Marrascha w wydaniu estońskim z 1894 roku; sprawozdania odsyłane z zachodniej Estonii do Herrnhutu w latach 1747-1792; zapisy o niszczeniu instrumentów z lat czterdziestych XVIII wieku.

Saaremaa, od 1741 roku

Saaremaa 1741: rozbite własnymi rękami

Zapis z tamtych czasów

Od 1741 roku wystąpili na Saaremaa prorocy z chłopów, a pod ich wodzą niszczono stare hiisi i miejsca ofiarne – te same, których nie wyciął wiek wizytacji.

Czytaj dalej

Najpóźniej od 1741 roku w ruchu na Saaremaa mnożą się zjawiska krańcowe. Wystąpili prorocy z samego ludu, a pod ich wodzą, czasem przy poparciu przybyszów niemieckich, niszczono dawne hiisi i miejsca ofiarne, a także ozdoby i okazalsze ubrania, zaliczone do rzeczy pychy. Godziny modlitwy ciągnęły się wtedy dniami i nocami bez przerwy.

Zdumiało to nawet zwierzchnika kościelnego wyspy, superintendenta Eberharda Gutsleffa, który wkrótce potem sam stanął na czele ruchu na całej Saaremaa. Pastor parafii Jämaja, Franz Hölterhof, doniósł, że od 1741 roku chłopi jego parafii odnoszą do dworów to, co wcześniej stamtąd ukradli, i proszą o przebaczenie; wieść o tym rozeszła się po wyspie szybko.

Doniesienia z tych lat notują drżenie, padanie na ziemię i leżenie bez ruchu, a w niektórych okolicach wyspy miejscowi przywódcy zakazali pracy nie tylko w niedzielę, lecz także w sobotę i w czwartek, czego żadne rozporządzenie świeckie od nich nie wymagało. Opowieści o wędrówkach po niebie i po piekle, o krwawiącym ciele i o krwawym deszczu pochodzą z relacji spisywanych później i powtarzają obraz znany z ruchu chodzących do nieba z drugiego dziesięciolecia XIX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile miejsc ofiarnych zniszczono i w których parafiach; zapisy mówią o zjawisku, nie zostawiają wykazu.
  • Czy zakaz pracy w czwartek i sobotę miał oparcie w nauczaniu przybyszów, czy był wymysłem miejscowych proroków.
  • Czy widzenia opisywane na Saaremaa w latach czterdziestych XVIII wieku mają zapis z tamtego czasu, czy znane są wyłącznie z relacji o pokolenia późniejszych.

Skąd to wiadomoAkta konsystorskie dotyczące Saaremaa z lat czterdziestych XVIII wieku; doniesienia pastora parafii Jämaja z 1741 roku i lat następnych; opisy ruchu na wyspie spisywane w XVIII i XIX wieku.

Rõuge w południowej Estonii, lata 1742-1768

Tallima Paap i dwory nazwane szatanami

Zapis z tamtych czasów

Chłop z dóbr Haanja głosił, że dwory należą do szatanów i trzeba je odebrać i podzielić po bratersku; we wrześniu 1742 roku jego zbór rozpędzono.

Czytaj dalej

Paap ze wsi Tallima w dobrach Haanja, w parafii Rõuge, urodził się około 1707 roku i był oczytańszy niż przeciętny gospodarz. Między 1730 a 1742 rokiem służył jako kubjas, czyli dworski dozorca robót, w majątkach Wirumaa i Järvamaa, i tam zetknął się z nauką braci. W 1742 roku wrócił w rodzinne strony i zaczął głosić jej odmianę ostrzejszą niż wszystko dokoła.

Żądał całkowitego wyrzeczenia się rzeczy ziemskich, do których zaliczał także pożycie małżeńskie, i urządzał biczowanie sobie oraz uczniom. Głosił, że dwory należą do szatanów, że trzeba je odebrać, a majątek podzielić po bratersku między braci. Jego zbór gardził kościołem luterańskim, szkołą, sakramentami oraz książkami modlitewnymi i śpiewnikami, a więc i tymi, które przyniósł sam ruch.

We wrześniu 1742 roku zbór w Rõuge rozpędzono, a Paap stanął przed sądem ziemskim w Dorpacie, który uznał go za człowieka rozumnego i pozostawił bez kary; zmarł w marcu 1768 roku w rodzinnych dobrach. Około 1750 roku w tej samej parafii byli jeszcze ludzie odmawiający komunii luterańskiej i podatku kościelnego oraz chowający swoich zmarłych poza cmentarzem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Paap był więziony i w którym roku przestał nauczać publicznie; zapisy podają rok 1742 i rok 1745.
  • Czy żądanie podziału majątków padło w jego zborze, czy zostało mu przypisane dopiero w śledztwie.

Skąd to wiadomoAkta sądu ziemskiego w Dorpacie z 1742 roku; zapisy parafialne z Rõuge z lat czterdziestych i pięćdziesiątych XVIII wieku.

Inflanty i Estonia, lata 1743-1749

16 kwietnia 1743: cesarski zakaz

Zapis z tamtych czasów

Na skargi dworów i pastorów cesarzowa Elżbieta kazała 16 kwietnia 1743 roku zamknąć domy modlitwy i zakazała zebrań w całym cesarstwie.

Czytaj dalej

Sejmik inflancki doprowadził w 1743 roku do powołania przez konsystorz komisji śledczej w sprawie zborów. Na skargi szlachty i duchowieństwa cesarzowa Elżbieta rozkazała 16 kwietnia 1743 roku zamknąć domy modlitwy i zakazała zebrań w całym cesarstwie rosyjskim. Zabudowania na Jēra kalns opieczętowano, książki odebrano, opornych zaczęto ścigać.

W 1745 roku wygnano z kraju wszystkich braci niemieckich. Dwaj duchowni, którzy stanęli po stronie ruchu, superintendent Saaremaa Eberhard Gutsleff i pastor parafii Jämaja Franz Hölterhof, poszli w 1747 roku do twierdzy Pietropawłowskiej w Petersburgu, a Gutsleff umarł tam w 1749 roku. Seminarium w Wolmarze zamknięto w 1744, kierownictwo przeniesiono do Lenči.

W skargach stoją obok siebie dwa powody. Dwory pisały o niepokojach chłopskich, które w kilku miejscach zbiegły się z rozszerzaniem ruchu, i o chłopie nabierającym o sobie zbyt wysokiego mniemania, duchowieństwo zaś o zebraniach poza kościołem, o lekceważeniu sakramentów i o mówcach bez święceń. Wiosną 1744 roku hrabina Zinzendorf pojechała osobiście do Petersburga i nie wskórała nic, a w grudniu tego roku sam hrabia przyjechał do Rygi, trafił do więzienia w cytadeli i został wydalony.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy część zapisów słusznie datuje samą decyzję cesarską na 1742 rok, a rok 1743 przyjmuje za datę wykonania.
  • W jakim stopniu niepokoje chłopskie rzeczywiście wyszły ze zborów, a w jakim zostały im przypisane przez skarżących.

Skąd to wiadomoRozkaz cesarzowej Elżbiety z 16 kwietnia 1743 roku; akta komisji śledczej konsystorza inflanckiego z 1743 roku; zapisy o uwięzieniu w cytadeli ryskiej w grudniu 1744 i w twierdzy petersburskiej w 1747 roku.

Estonia i Inflanty, lata 1743-1770

Cichy pochód: zakaz, który niczego nie zatrzymał

Zapis z tamtych czasów

Przez ćwierć wieku ruch był nielegalny, a mimo to w 1801 roku na Saaremaa i Hiiumaa liczył 4422 członków i miał na obu wyspach ponad sto miejsc zebrań.

Czytaj dalej

Lata po 1743 nazwano po łotewsku cichym pochodem. Zbory trwały półjawnie, najmocniej na Saaremaa, w Läänemaa i na Hiiumaa, a także w Wirumaa, w Tallinie i w kilku parafiach Harjumaa; w południowej Estonii żywsze były Võrumaa i Tartumaa. Domy modlitwy stawiano dalej, mimo zakazu, a robota szła dalej po izbach i po lasach.

Na synodzie w Holandii w 1746 roku postanowiono, że Łotysze i Estończycy mają odtąd sami kierować swoimi zborami, bo braci niemieckich już wygnano. To przesunięcie waży więcej niż sam zakaz: od tej pory nauczał sąsiad, nie przybysz, a rozporządzenie uderzało w cudzoziemca, którego w kraju i tak nie było. Zakaz odciął głowę, a nie korzeń.

Rachunek z 1801 roku: na Saaremaa i Hiiumaa 4422 członków, czyli około jedenastu procent tamtejszego chłopstwa, oraz 743 miejscowych pełniących w zborach funkcje. Na Saaremaa dwadzieścia sześć domów zebrań dla przyjętych i pięćdziesiąt cztery miejsca zebrań otwartych, przy czym tylko w parafii Pöide nie odbywały się żadne. Na Hiiumaa sześć domów i dwadzieścia trzy miejsca czytania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ukaz Katarzyny II z 11 kwietnia 1764 roku dotyczył wyłącznie członków cudzoziemskich, a zbory miejscowe odetchnęły dopiero około 1770 roku; zapisy estońskie i łotewskie kładą nacisk na różne daty.
  • Ile domów modlitwy postawiono w samym okresie zakazu, a ile przed nim i po nim.

Skąd to wiadomoUchwała synodu z 1746 roku; ukaz Katarzyny II z 11 kwietnia 1764 roku; spis zborów, domów i miejsc zebrań z 1801 roku z liczbami dla Saaremaa i Hiiumaa.

Estonia i Inflanty, lata 1817-1948

Szczyt w latach pięćdziesiątych XIX wieku i rozejście

Zapis z tamtych czasów

W połowie lat pięćdziesiątych XIX wieku zbory estońskie liczyły 50 531 członków, czyli około 6,7 procent ludności kraju; potem zjechały niemal do zera.

Czytaj dalej

Najwyższy stan po stronie estońskiej przypada na połowę lat pięćdziesiątych XIX wieku: 50 531 członków, czyli około sześciu i siedmiu dziesiątych procenta ludności kraju, nie licząc tych, którzy bywali na godzinach modlitwy bez przyjęcia. Osobne zestawienia mówią o ponad siedemdziesięciu tysiącach w latach czterdziestych i tej różnicy nie da się rozstrzygnąć.

Potem przyszedł spadek. Projekt misyjny zamknięto w 1857 roku, w 1861 większość zborów łotewskich wróciła pod kościół luterański, a na estońskim lądzie stałym na południu ruch do początku XX wieku niemal wygasł. W 1918 roku zostało około trzech tysięcy członków, a w 1948 władza radziecka zakazała działalności. Kilkanaście domów modlitwy stoi do dziś.

W 1817 roku cesarz Aleksander I dał zborom swobodę działania, a w 1827 zatwierdził ustawę dla związków zborowych guberni inflanckiej i estońskiej; zarejestrowano wtedy sto czterdzieści cztery zbory z trzydziestoma jeden tysiącami członków. Osobnym wyznaniem zbory się przez to nie stały, lecz pozostały wewnątrz kościoła luterańskiego, i właśnie dlatego dało się w 1839 roku nałożyć na nie zakaz przyjmowania nowych członków oraz nadzór pastorów nad czytanym tekstem. W Inflantach łotewskich ruch doszedł po 1817 roku do dwudziestu tysięcy ludzi i około stu domów zebrań.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd bierze się różnica między liczbą 50 531 z połowy lat pięćdziesiątych a podawaną liczbą ponad siedemdziesięciu tysięcy dla lat czterdziestych XIX wieku.
  • Czy liczby z 1827 roku obejmują obie gubernie w całości, czy tylko zbory zarejestrowane urzędowo.

Skąd to wiadomoAkt Aleksandra I z 1817 roku i uznanie z 1827 roku ze spisem 144 zborów; spisy członków zborów estońskich z połowy lat pięćdziesiątych XIX wieku; zapisy o zamknięciu projektu misyjnego w 1857 i o zakazie z 1948 roku.

Estonia i Inflanty, XVIII i XIX wiek

Nowa pieśń weszła na miejsce starej

Zapis z tamtych czasów

Dawnego śpiewu w starym metrum nie tyle zakazano, ile podstawiono za niego inny: rymowany, zwrotkowy, śpiewany wspólnie i z książki.

Czytaj dalej

Sedno mechanizmu nie leży w zakazie. Zbór przyniósł ze sobą repertuar własny: śpiewnik łotewski z 1742 roku z dwustu trzydziestoma czterema pieśniami, estońskie przekłady chodzące w odpisach ręcznych, a w pierwszej ćwierci XIX wieku śpiew jednogłosowy rozrósł się w zborach estońskich w chór wielogłosowy, z akompaniamentem i z orkiestrą.

Stara pieśń estońska, regilaul, stoi na wierszu aliterowanym bez rymu, zaczynanym przez przodownicę i podchwytywanym przez resztę. Nowa ma rym na końcu wersu, zwrotkę, melodię z nut i tekst w książce. W ciągu XIX wieku pieśń rymowana wyparła dawną z żywego użycia, nie na mocy wyroku, lecz dlatego, że śpiewano ją częściej, zbiorowo i bez wyrzutu sumienia.

Że sama pieśń bywała przedmiotem urzędowego rachunku, widać po roku 1839. Zborom łotewskim zakazano wtedy przyjmowania nowych członków, mówcom wolno było czytać wyłącznie teksty zatwierdzone przez pastorów, a wykaz pieśni dozwolonych ustalono z góry. Kościół nie zwalczał już wtedy dawnej pieśni ludowej, tylko reglamentował nową, tę zborową.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z odwrotu dawnej pieśni przypada na zbory, ile na szkołę, a ile na nowe mody śpiewacze przychodzące skądinąd; rozdzielić tego nie da się.
  • Czy wykaz pieśni dozwolonych z 1839 roku obejmował także zbory estońskie, czy tylko łotewskie.

Skąd to wiadomoŚpiewnik łotewski z 1742 roku; odpisy pieśni zborowych z południowej Estonii z połowy XVIII wieku; zapisy o śpiewie chóralnym w zborach estońskich z pierwszej ćwierci XIX wieku; ograniczenia nałożone w 1839 roku.

Wirumaa, Läänemaa, Hiiumaa i nadmorskie wsie szwedzkie zachodniej Estonii

Chodzący do nieba, 1813-1822

Zapis z tamtych czasów

W 1815 roku we wsi Nõva palono ozdoby i barwne ubrania na słowo dziewięcioletniej prorokini, a rok później pod Noarootsi ludzie w dwa dni zostali bez odzienia.

Czytaj dalej

Od 1813 i 1814 roku w Wirumaa i Läänemaa wybuchł ruch nazwany od widzeń chodzeniem do nieba, który w ciągu dekady objął całą Estonię. Prorokowały głównie dziewczęta i kobiety, we śnie, w omdleniu albo w drżeniu, opowiadając potem, kogo widziały w niebie, a kogo w piekle. Wyrósł on obok zborów braterskich i po części z nich, ale był ruchem osobnym.

W 1815 roku we wsi Nõva Estończycy i tamtejsi Szwedzi, lud germański, nie ugrofiński, spalili na słowo dziewięcioletniej prorokini swoje ozdoby i lepsze ubrania: pstre fartuchy, czerwone chusty, żółte wstążki do włosów, srebrne łańcuchy i zapinki. Część ozdób sprzedano za bezcen, a potem widywano w tamtych stronach już tylko czerń i biel.

W 1816 roku w okolicy Niibi w parafii Noarootsi prorok nakazał przed zapowiadanym końcem świata spalić srebro i wszystko, co barwne, zwłaszcza czerwone i niebieskie; sprzedać ani darować nie było wolno. W ciągu paru dni większość ludzi została bez odzienia. Bracia niemieccy byli temu przeciwni, ale miejscowi przywódcy zboru w Niibi wzięli w tym udział.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile wsi objęło palenie z lat 1815 i 1816; zapisy podają pojedyncze przypadki, nie zasięg.
  • Czy ruch chodzących do nieba wyrósł ze zborów, czy tylko obok nich; opisy z epoki nie są w tym zgodne.

Skąd to wiadomoOpisy z Nõvy z 1815 roku i z okolicy Niibi z 1816; zapisy z Hiiumaa z około 1817 roku, gdzie prócz czterech znanych prorokiń wróżyło jeszcze trzydzieści kobiet i dwóch chłopców.

Estonia, XVII wiek wobec lat czterdziestych XVIII wieku

Wycięty gaj a gaj oddany

Zapis po chrzcie

Wizytacja XVII wieku wycinała gaje i karała, a sto lat później te same miejsca rozbierali ci, którzy je czcili; różnica nie leży w skali, lecz w rodzaju.

Czytaj dalej

W XVII wieku spisywano gaje, kamienie i źródła po to, żeby je zniszczyć, a sądy karały tych, którzy nosili tam jedzenie. Mimo to jeszcze w XIX wieku kładziono pokarm w miseczkowatych zagłębieniach głazów, a pod konarami zostawiano wstążki i drobne monety. Zakaz powtarzany przez trzysta lat świadczy o trwaniu zwyczaju, a nie o skuteczności zakazu.

Lata czterdzieste XVIII wieku pracują inaczej. Rzecz niszczy ten, kto ją dotąd utrzymywał, i nie zostaje po nim ani wyrok do odwołania, ani uraza do przekazania dzieciom. Zakaz zabrania czynu, a czyn można wykonać w tajemnicy; wyrzeczenie nie usuwa czynu, lecz tego, kto by go przekazał dalej. Pierwsze kosztuje jedno pokolenie, drugie przecina ciąg pokoleń.

Nie wolno jednak robić z tego zwycięstwa całkowitego, bo takim nie było. Nacisk obejmował przede wszystkim samych zborowników, a nie całą wieś, i rzeczy uznane przez nich za grzeszne trwały w rękach tych, którzy do zboru nie weszli. Twierdzenia o zupełnym wyparciu dawnej muzyki, stroju i wierzeń z którejkolwiek okolicy są przesadzone i nie zostały wykazane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy da się wskazać choć jedną parafię, w której zerwanie przekazu daje się zmierzyć, a nie tylko opisać.
  • Czy zapisy o niszczeniu miejsc ofiarnych w latach czterdziestych mówią o miejscach czynnych, czy już tylko pamiętanych.

Skąd to wiadomoProtokoły wizytacji kościelnych z XVII wieku i wyroki w sprawach o noszenie darów; zapisy o niszczeniu miejsc ofiarnych na Saaremaa z lat czterdziestych XVIII wieku; opisy darów składanych w głazach i pod drzewami w XIX wieku.

Läänemaa, Hiiumaa, Saaremaa i Setomaa, koniec XIX i początek XX wieku

Czego zbieracze nie zastali

Zapis po chrzcie

Kierujący zbieraniem dawnizny od 1888 roku zapisał, że największą przeszkodą bywała pobożność skazująca wszystkie dawne pieśni i podania jako dzieło szatana.

Czytaj dalej

Zbieranie dawnizny na skalę krajową ruszyło w Estonii w 1888 roku. Człowiek, który nim kierował, zapisał w 1896 roku, że największą przeszkodą bywała w niektórych stronach ciasna pobożność, uznająca wszystkie dawne pieśni, baśnie, obyczaje i wierzenia za grzech i piętnująca je z góry jako robotę szatana, bez rozróżnień i bez litości.

Jeden ze współpracowników donosił w tym samym roku z Läänemaa, że tam, gdzie siedzi lud czytający, dawnizny się nie znajdzie; inny oceniał w 1894 roku, że na wybrzeżu Läänemaa śpiewniki innowiercze zabiły pieśń ludową. Zbieraczy nazywano po wsiach sługami diabła. Z Läänemaa zebrano w całej Estonii najmniej i tam dawny wiersz zanikł najszybciej.

Zdanie, że nie było tam już nic do znalezienia, jest przesadą i trzeba to powiedzieć wprost. Ludzi znających dawne pieśni nie brakowało także tam, gdzie ruch był silny, ale wielu po prostu nie chciało ich powtórzyć, uważając to za grzech. Brak w zapisie oznacza więc odmowę przekazu, a nie dowód, że pieśń przestała istnieć w pamięci.

Mapa zapisu nie pokrywa się przy tym z mapą ruchu i to jest w tej sprawie najważniejsze zastrzeżenie. Głównym ośrodkiem zborów była Saaremaa, a właśnie stamtąd dawnej pieśni zapisano sporo. W żywym użyciu przetrwała ona najdłużej w Setomaa i na Kihnu, a Setowie należeli do cerkwi prawosławnej i do guberni pskowskiej, więc leżeli poza zasięgiem ruchu działającego wewnątrz kościoła luterańskiego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z ubóstwa zapisów z Läänemaa przypada na odmowę, ile na rzeczywisty zanik, a ile na to, jak rozłożono siły zbierające.
  • Czy podobne odmowy notowano w tym samym stopniu po stronie łotewskiej, gdzie ruch trwał równie długo.

Skąd to wiadomoUwaga kierującego zbieraniem dawnizny, ogłoszona w piśmie w 1896 roku; doniesienie współpracownika z Läänemaa z 1896 roku; ocena zbieracza z 1894 roku; zestawienia ilości materiału zebranego z poszczególnych krain.

Läänemaa, Hiiumaa, Vormsi i Saaremaa; XIX wiek i lata trzydzieste XX

Co po tym wszystkim zostało

Zebrane z ust

Właśnie w krainach najmocniej objętych ruchem kult świętych kamieni, źródeł i drzew dotrwał w Estonii najlepiej, jeszcze w latach trzydziestych XX wieku.

Czytaj dalej

Rachunek zamyka się inaczej, niż zapowiadałyby opisy palenia. Na Läänemaa i Hiiumaa, czyli tam, gdzie ruch był najsilniejszy, kult świętych kamieni, źródeł i drzew zachował się w latach trzydziestych XX wieku najlepiej w całej Estonii; w parafiach nadmorskich żyły wierzenia rybackie, a po wsiach chodzono do zamawiaczy i do wiejskich znachorów.

To, co ruch zmienił trwale, to nie światopogląd, lecz repertuar i przekaz. We wsi powstała przegroda: dwa światy rozdzielone tym, czy ktoś się ocknął, czy nie. Z tej przegrody wyrósł osobny dział opowieści, kpiny z nawróconych, zwanych od skakania na modlitwach skoczkami, obficie zapisywane po wsiach w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIX wieku.

Wracały też rzeczy, choć nie zawsze tą samą drogą. Na Vormsi, wyspie Szwedów nadbałtyckich, a więc ludu germańskiego, barwny strój kobiecy ustąpił po 1873 roku pod naciskiem przebudzenia przyniesionego ze Szwecji, osobnego od zborów braterskich, by w latach dwudziestych i trzydziestych XX wieku wrócić niemal powszechnie w samodziale i w kolorach. W estońskich domach modlitwy na początku XX wieku śpiewowi chóralnemu towarzyszyły gitary, cytry, kannel, skrzypce i mandoliny, a więc te same rodzaje instrumentów, które w XVIII i na początku XIX wieku szły do ognia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy powrót instrumentów do domów modlitwy oznacza zmianę nauczania, czy tylko zmianę pokolenia.
  • Czy przegroda między nawróconymi a resztą wsi utrzymywała się wszędzie, czy tylko w głównych ośrodkach ruchu.
  • Czy odwrót barwnego stroju na Vormsi po 1873 roku wiąże się w jakiejkolwiek części ze zborami braterskimi, czy wyłącznie z przebudzeniem szwedzkim tej wyspy.

Skąd to wiadomoOpisy wierzeń z Läänemaa i Hiiumaa z lat trzydziestych XX wieku; zapisy i zdjęcia z Vormsi z lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku; zbiory opowieści kpiących z nawróconych, zapisywane od lat siedemdziesiątych XIX wieku.

Jedenaście podróży i jedno biurko

Jak z pieśni zrobiono epos

wschodnia Finlandia, Karelia Białomorska, Ingria, Laponia, Estonia; lata 1828-1844

Jedenaście podróży po pieśń, 1828-1844

Zebrane z ust

Przez szesnaście lat Elias Lönnrot chodził, płynął i jeździł saniami za pieśnią, zapisując ją piórem z ust gospodarzy w ich własnych izbach.

Czytaj dalej

Pierwsza wyprawa ruszyła wiosną 1828 roku z Häme przez Sawo do Karelii i przyniosła między innymi obszerny zbiór zaklęć od gospodarza z Kesälahti. Kolejne prowadziły coraz dalej na wschód, aż za granicę cesarstwa, do prawosławnych wsi guberni archangielskiej. Wyprawa z 1831 roku urwała się w pół drogi, ponieważ epidemia cholery odwołała zbieracza do obowiązków lekarskich.

Plon pierwszych lat ukazał się w czterech cienkich poszytach, ogłaszanych od 1829 do 1831 roku pod tytułem Kantele. Nie było w nich żadnej fabuły ani bohatera prowadzącego przez całość — stały tam obok siebie osobne pieśni, w takim kształcie, w jakim je zapisano. Dopiero czwarta podróż, jesienią 1833 roku, i piąta, w kwietniu 1834, dały materiał, z którego dało się ułożyć książkę o jednym ciągu zdarzeń.

Najdłuższa wyprawa zaczęła się w 1836 roku i trwała ponad rok: przez Karelię na północ, ku Laponii i Półwyspowi Kolskiemu. Podróż z lat 1841-1842 sięgnęła Olońca i ziem nad Świrem, ostatnia zaś, w 1844 roku, zawiodła zbieracza do Estonii, gdzie uczył się mowy bliskiej fińskiej. Po 1844 roku Lönnrot nie zbierał już sam, choć najobszerniejsze wydanie eposu miało dopiero powstać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba jedenastu wypraw pochodzi z tradycyjnego rachunku; krótsze wyjazdy bywają liczone osobno albo doliczane do sąsiednich.
  • Nie wszystkie notatniki z najwcześniejszych podróży zachowały się w całości.

Skąd to wiadomoCztery poszyty pieśni Kantele z lat 1829-1831; dzienniki podróży i listy zbieracza z lat 1828-1844; przedmowy do wydań z 28 lutego 1835 i z 1849 roku.

Karelia Białomorska (gubernia archangielska): Latvajärvi, Vuonninen i Akonlahti w parafii Vuokkiniemi oraz sąsiednia Uhtua; lata dwudzieste i trzydzieste XIX wieku

Wsie za granicą, w których pieśń jeszcze żyła

Zebrane z ust

Najdłuższe i najpełniejsze pieśni, z których zbudowano fiński epos, zapisano nie w Finlandii, lecz po rosyjskiej stronie granicy, we wsiach prawosławnych.

Czytaj dalej

O tym, że dawna pieśń trzyma się jeszcze za kordonem, wiedziano w Finlandii przed Lönnrotem. Karelscy wędrowni kupcy z tamtych wsi handlowali po fińskich chałupach i śpiewali po drodze; pewien lekarz obwodowy z zachodniego wybrzeża, przykuty chorobą do łóżka, zapisywał od nich pieśni i w zeszytach ogłaszanych w latach 1822-1831 wskazał, gdzie należy szukać.

Wyprawy z lat 1833 i 1834 potwierdziły ten trop w sposób, którego nikt się nie spodziewał. W kilku wsiach nad jeziorami po wschodniej stronie granicy zbieracz zapisał w ciągu paru tygodni obszerniejszy materiał epicki niż podczas któregokolwiek z wcześniejszych wyjazdów; ile dokładnie wersów przypada na każdą z tych podróży, dałoby się policzyć dopiero z notatników, a ja tego nie policzyłem. Stamtąd pochodzi trzon wątków o sampie, o zalotach do Północy i o Väinämöinenie.

Wynika z tego rzecz, którą tytuł wydania z 1835 roku mówił wprost, a późniejsza sława eposu przykryła: materiał jest karelski, nie ogólnofiński. Granica państwowa biegła wtedy inaczej niż dziś, wsie leżały w cesarstwie, mieszkańcy chodzili do cerkwi, a pieśni, które od nich spisano, uznano potem za fundament fińskiej dawności.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Z czego wynikła trwałość pieśni akurat w tych parafiach, nie da się rozstrzygnąć z samych zapisów.
  • Nie wiadomo, ile z repertuaru tych wsi przyszło tam wcześniej z zachodu, a ile utrzymało się na miejscu.

Skąd to wiadomoNotatniki terenowe z wypraw z września 1833 i kwietnia 1834 roku; zeszyty pieśni ogłaszane w latach 1822-1831; karta tytułowa wydania z 1835 roku, która nazywa rzecz dawnymi pieśniami karelskimi.

Latvajärvi w parafii Vuokkiniemi, Karelia Białomorska; kwiecień 1834

Dwa dni w Latvajärvi, kwiecień 1834

Zebrane z ust

W ciągu dwóch kwietniowych dni 1834 roku stary gospodarz z Latvajärvi wyśpiewał około czterech tysięcy wersów — największy jednorazowy plon całego zbierania.

Czytaj dalej

Arhippa Perttunen miał wtedy około sześćdziesięciu pięciu lat i umarł siedem lat później. Jego repertuar obejmował zaloty, kucie sampa, wyprawę po nie i pieśni o początkach rzeczy; to od niego pochodzą warianty, które w eposie stoją w najdłuższych ciągach niemal bez zmiany. W zapisach samego Lönnrota nie ma drugiego takiego posiedzenia. Czy któryś z późniejszych zbieraczy zanotował naraz więcej, nie sprawdzałem.

Sam opowiedział też, skąd to ma. Ojciec jego śpiewał nocami przy ogniu na brzegu, w czasie połowu, razem z człowiekiem z innej wsi — jeden zaczynał, drugi powtarzał, i tak szło do rana. Narzekał przy tym, że młodsi śpiewają krótko i przekręcają, co znaczy, że już wtedy, w 1834 roku, przekaz w tej samej wsi nie był jednakowy.

Ten jeden zapis pokazuje granicę całego przedsięwzięcia. Pieśń istniała w wykonaniu, a wykonanie trwało nocami i zmieniało się z każdym śpiewakiem; papier zatrzymał dwa dni jednego człowieka. Wszystko, co w eposie wygląda na całość, ma pod spodem takie właśnie pojedyncze posiedzenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Podawana liczba wersów waha się w rachunkach od czterech tysięcy do nieco ponad czterech tysięcy stu.
  • Rok urodzenia śpiewaka jest przybliżony.

Skąd to wiadomoNotatniki terenowe z kwietnia 1834 roku; zapisy tego samego repertuaru od syna śpiewaka, poczynione przez innych zbieraczy w latach siedemdziesiątych XIX wieku.

Vuonninen w parafii Vuokkiniemi, Karelia Białomorska; wrzesień 1833

Pieśń o sampie z Vuonninen

Zebrane z ust

Od gospodarza z Vuonninen zapisano jesienią 1833 roku długą pieśń o sampie, w jednym ciągu — i ten ciąg stał się kośćcem całego wątku kuźni i grabieży.

Czytaj dalej

Zapis z tej sesji jest jednym z najdłuższych wariantów wątku sampa, jakie w ogóle spisano. Wykuwanie, wyprawa po zdobycz, ucieczka łodzią i rozbicie przedmiotu na morzu stoją w nim po kolei, jedno za drugim, tak jak potem stoją w eposie. Kilku wersów z tego zapisu nie odnaleziono potem nigdzie indziej.

Zbieracz prosił jednak śpiewaków, żeby śpiewali dalej i łączyli, co się da, i w notatkach z tej podróży widać, że długie ciągi powstawały pod tę prośbę. Pieśniarz miał w pamięci epizody, które gdzie indziej zapisywano osobno, i zestawił je na miejscu, dla słuchacza z papierem.

Różnica jest zasadnicza dla czytania eposu. Ciągłość, którą widzimy w druku, nie jest tylko wymysłem składacza przy biurku — po części zrodziła się już w izbie, w rozmowie zbieracza ze śpiewakiem, i od razu była czymś innym niż zwykłe śpiewanie przy pracy. Zapisujący był częścią tego, co zapisywał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się dziś rozstrzygnąć, ile z ciągłości tego wariantu było nawykiem śpiewaka, a ile odpowiedzią na prośbę zapisującego.
  • Dokładna długość zapisu bywa podawana rozmaicie.

Skąd to wiadomoNotatniki terenowe z wyprawy z września i października 1833 roku; warianty tego samego wątku zapisane w sąsiednich wsiach w latach 1833-1836.

Vuonninen, Karelia Białomorska; wrzesień 1833

Stary człowiek, który wyliczył zdarzenia po kolei

Zebrane z ust

Jeden ze śpiewaków nie zaśpiewał czynów Väinämöinena, lecz wyliczył je mową, po kolei. Z tego wyliczenia wzięła się myśl, że pieśni układają się w jedno życie.

Czytaj dalej

Był już bardzo stary i pamięć mu nie dopisywała, więc zamiast pieśni podał streszczenie: co bohater zrobił najpierw, co potem, czym się to skończyło. W notatkach z tej podróży to streszczenie zajmuje osobne miejsce i nie jest zapisem wykonania — jest listą. Takich list w całym zbiorze jest niewiele.

Dla składacza eposu ta lista okazała się ważniejsza niż niejedna pieśń. Dawała porządek, którego same pieśni nie dają, bo każda stoi osobno i żadna nie wie o następnej. Kolejność zdarzeń w wydaniu z 1835 roku idzie w dużej mierze za tym wyliczeniem. To samo dotyczy rękopisu złożonego zaraz po tej rozmowie.

Trzeba przy tym powiedzieć wprost, czego z tego nie wynika. Jeden starzec, który porządkuje z pamięci, nie jest świadectwem, że we wsi istniał ustalony ciąg opowieści; równie dobrze mógł ułożyć go na poczekaniu, na prośbę gościa. Fabuła fińskiego eposu opiera się w punkcie wyjścia na jednej takiej rozmowie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy podany porządek był miejscową tradycją, czy doraźnym układem starego człowieka.
  • Część epizodów w jego wyliczeniu stoi w kolejności, której nie potwierdza żaden zapisany wariant śpiewany.

Skąd to wiadomoNotatki z wyprawy z września 1833 roku; porównanie z wariantami śpiewanymi zapisanymi w tej samej parafii w latach 1833-1836.

Kajaani w Kainuu, wschodnia Finlandia; lata 1833-1853

Biurko lekarza obwodowego i rękopis z 1833 roku

Złożone przy biurku

Epos składano wieczorami, w wolnych chwilach lekarza obwodowego z Kajaani. Pierwszy taki układ, z 1833 roku, doczekał się druku dopiero w 1928.

Czytaj dalej

Od 1833 roku Lönnrot był lekarzem obwodowym w Kajaani, mieście na skraju puszczy, i na tym stanowisku wytrwał dwadzieścia lat. Wyprawy odbywał na urlopach, a układanie zapisów w całość szło w domu, między pacjentami. Epos nie powstał w żadnej instytucji ani na zamówienie władzy — powstał na prywatnym stole.

Jeszcze przed Kalevalą, po powrocie z wyprawy z 1833 roku, złożył rękopis o Väinämöinenie: szesnaście pieśni i nieco ponad pięć tysięcy wersów. Jest to pierwsza próba zszycia osobnych zapisów w jeden ciąg, z podziałem na pieśni i z bohaterem wiodącym. Rękopisu wtedy nie wydrukowano; leżał w papierach i ukazał się dopiero w 1928 roku.

To, że ten wcześniejszy układ przetrwał, jest dla całej sprawy bezcenne. Mamy trzy stany tego samego materiału — rękopis z 1833, druk z 1835 i druk z 1849 — a więc możemy zobaczyć, jak ten sam wątek rośnie, zmienia miejsce i dostaje nowe uzasadnienia, choć śpiewacy już od dawna nic nowego nie śpiewali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data ukończenia rękopisu bywa podawana jako jesień 1833 albo początek 1834.
  • Nie wiadomo dokładnie, dlaczego zrezygnowano wtedy z druku.

Skąd to wiadomoRękopis zbioru pieśni o Väinämöinenie, 1833; akta nominacji na lekarza obwodowego w Kajaani z 1833 roku; wydanie tego rękopisu drukiem w 1928 roku.

Kajaani i Helsinki; przedmowa datowana 28 lutego 1835, druk 1835-1836

Wydanie pierwsze: 32 pieśni, 12 078 wersów

Złożone przy biurku

Przedmowę do pierwszego wydania datowano 28 lutego 1835 roku; książka liczyła trzydzieści dwie pieśni i 12 078 wersów, a wyszła w dwóch tomikach.

Czytaj dalej

Wydawcą było towarzystwo literackie założone w Helsinkach w 1831 roku, którego składacz eposu był jednym z pierwszych sekretarzy. Nakład był mały, a druga część ukazała się dopiero w 1836 roku. Rozgłos przyszedł z opóźnieniem i nie po fińsku: najpierw przez przekład szwedzki z 1841 roku, który otworzył książkę wykształconym czytelnikom w samej Finlandii, a dopiero stamtąd poszła sława zagraniczna.

Karta tytułowa mówiła rzecz, której potem nie powtarzano: wskazywała Karelię jako miejsce, z którego pieśni pochodzą, a lud fiński jako ten, o którego dawności mają one świadczyć. Nazwa Kalevala pojawiła się dopiero na tej karcie, bo rękopis z 1833 roku nosił tytuł opisowy, od imienia głównego bohatera. Nazwa krainy weszła więc do obiegu razem z drukiem.

Data 28 lutego, wzięta z podpisu pod przedmową, jest dziś w Finlandii dniem świątecznym. Warto pamiętać, co ta data właściwie oznacza: nie wiek pieśni ani nie moment ich zapisania, lecz dzień, w którym składacz uznał swój układ za skończony. Druk trwał jeszcze rok, a książka szła do czytelników powoli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wielkość nakładu pierwszego wydania podawana jest zwykle jako pięćset egzemplarzy, czego nie potwierdza żaden dokument.
  • Podział materiału między tomik pierwszy i drugi bywa opisywany rozmaicie.

Skąd to wiadomoKarta tytułowa i przedmowa wydania z 28 lutego 1835 roku; akta towarzystwa literackiego założonego w 1831 roku; przekład szwedzki z 1841 roku.

Kajaani; 1849

Wydanie drugie: 50 pieśni, 22 795 wersów

Złożone przy biurku

W 1849 roku ukazało się wydanie drugie: pięćdziesiąt pieśni i 22 795 wersów, prawie dwa razy dłuższe od pierwszego. Przyrost nie wziął się z nowych wypraw autora.

Czytaj dalej

Po 1844 roku składacz już nie zbierał. Materiał, który podwoił książkę, przywieźli inni: w drugiej połowie lat czterdziestych zbierano intensywnie w Ingrii, w Karelii nad Ładogą i po stronie rosyjskiej, i tysiące nowych wersów trafiły na biurko w Kajaani gotowe do wstawienia.

Przyrost rozłożył się nierówno. Najmocniej spuchły partie obrzędowe i liryczne — wesele w Pohjoli, pieśni o początkach rzeczy, zaklęcia — oraz dzieje Kullerva, które dostały sześć pieśni zamiast krótkiego epizodu. Wątek główny, czyli sampo i zaloty, zmienił się znacznie mniej.

Sam składacz dał do zrozumienia, że z posiadanego materiału dało się ułożyć więcej niż jedną taką całość i że żadna nie byłaby od pozostałych poprawniejsza. To zdanie autora, nie zarzut z zewnątrz — ale zanim przypisze się je przedmowie z 1849 roku, trzeba je w niej wskazać palcem; sprawdziłem tylko, że taka myśl mu się przypisuje. To zdanie autora, nie zarzut z zewnątrz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Udziału poszczególnych zbiorów w przyroście z 1849 roku nie da się rozpisać liczbowo.
  • Nie jest jasne, ile z nowych wersów weszło w kształcie zapisanym, a ile przerobiono pod istniejącą fabułę.

Skąd to wiadomoPrzedmowa i tekst wydania z 1849 roku; zbiory pieśni z Ingrii i Karelii Ładoskiej zebrane w latach 1845-1849; porównanie z drukiem z 1835 roku.

tekst wydania z 1849 roku zestawiony z notatnikami z lat 1828-1849

Ile w eposie jest zapisu, a ile szwu

Złożone przy biurku

Około jednej trzeciej wersów eposu stoi tak, jak je zapisano od śpiewaków; około połowy jest lekko przerobionych, reszta zaś została napisana przy biurku.

Czytaj dalej

Rachunek jest możliwy, bo zachowały się notatniki. Można wziąć dowolny wers druku i zapytać, w której wsi, w którym roku i od kogo pochodzi jego pierwowzór — albo stwierdzić, że pierwowzoru nie ma. Niewiele dzieł tej rangi da się tak rozebrać. Same proporcje podane wyżej pochodzą z żmudnego przeliczenia całego druku wers po wersie, ogłoszonego w XX wieku, a nie z mojego liczenia; sprawdzalne i niczyje jest w tym co innego — że każdy wers wolno wziąć osobno i szukać dla niego pierwowzoru w zapisie.

Przeróbki są zwykle drobne i właśnie dlatego niewidoczne: ujednolicona gwara, zamieniony szyk, podstawiony inny wers powtórzeniowy, imię bohatera wstawione tam, gdzie śpiewak mówił tylko o mężczyźnie albo o starcu. Suma tych drobiazgów daje tekst gładszy i bardziej konsekwentny niż cokolwiek, co kiedykolwiek zaśpiewano.

Proporcje trzeba podawać ostrożnie, bo zależą od tego, co się liczy jako zmianę. Sam podział jest jednak twardy: są wersy zapisane, są przerobione i są dopisane, a bez porównania z notatnikiem żaden z nich nie wygląda inaczej niż pozostałe. Czytelnik druku nie ma więc sposobu, by rozróżnić je okiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Podane proporcje są przybliżone i zmieniają się zależnie od przyjętej granicy między wersem przerobionym a dopisanym.
  • Dla części wersów nie sposób wskazać jednego pierwowzoru, bo w zapisach istnieje ich kilka.

Skąd to wiadomoNotatniki terenowe z lat 1828-1849 zestawione wers po wersie z drukiem z 1849 roku; wydania z 1835 i 1849 roku; drukowany zbiór zapisów pieśni, 33 tomy z lat 1908-1948.

wydanie z 1849 roku; pierwowzory pieśniowe z Karelii i Ingrii

Imię Aino, wymyślone w 1849 roku

Złożone przy biurku

Dziewczyna, która topi się w czwartej i piątej pieśni, nosi imię nieistniejące w żadnym zapisie pieśni: zrobiono je z przymiotnika znaczącego jedyna.

Czytaj dalej

W zapisanych wariantach siostra Joukahainena bywa bezimienna albo nosi popularne imię chrzestne. Powtarza się za to formuła, w której jest ona jedyną córką i jedyną siostrą — słowo aino znaczy właśnie jedyny, wyłączny, i stoi w pieśniach jako przydawka, nie jako imię.

Składacz wziął tę przydawkę i uczynił z niej imię własne, wprowadzone w wydaniu z 1849 roku. Postać dostała dzięki temu tożsamość, której w pieśniach nie miała, a cały epizod utonięcia i przemiany w rybę zyskał bohaterkę, do której można wracać. W druku z 1835 roku ta sama postać imienia jeszcze nie nosi.

Skutek wyszedł daleko poza książkę. Imię weszło w następnym stuleciu do najczęstszych fińskich imion żeńskich, a czytelnicy odbierają je jako stare i rodzime. Jest stare o tyle, o ile stare jest słowo, z którego je zrobiono; jako imię ma metrykę z 1849 roku i autora znanego z nazwiska.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustaliłem, czy imię pojawia się w papierach składacza przed drukiem z 1849 roku.
  • W części zapisów siostra Joukahainena występuje pod imieniem chrzestnym; nie wiadomo, jak dawny to zwyczaj.

Skąd to wiadomoTekst pieśni czwartej i piątej wydania z 1849 roku; warianty pieśni o zalotach i utonięciu zapisane w Karelii i Ingrii w latach 1828-1849.

Karelia i Finlandia; człon Kaleva poświadczony od 1551 roku, nazwa Kalevala jako kraina dopiero od 1835

Kraina, której w pieśniach prawie nie ma

Złożone przy biurku

Kalevala jako kraina jest wymysłem wydawniczym. W pieśniach śpiewano o Kalevie i jego synach, a sama nazwa z końcówką miejsca pojawia się w garstce zapisów.

Czytaj dalej

Człon Kaleva jest w tradycji mocno osadzony: synowie Kalevy kosili łąki i wywracali drzewa, miecz Kalevy jest formułą pieśniową, a nazwy terenowe z tym członem znane są w całej Finlandii i w Estonii. Przedmowa do psałterza z 1551 roku wymienia synów Kalevy wprost, prawie trzysta lat przed eposem, a słownik wydany w Turku w 1789 roku ma dla nich osobne hasło i objaśnia ich jako olbrzymów.

Czym innym jest jednak kraj o nazwie Kalevala, stojący naprzeciw Północy jak państwo naprzeciw państwa. Taki podział świata na dwie ziemie, swoją i wrogą, porządkuje całą fabułę druku, a w zapisach pieśni nie ma dla niego oparcia: śpiewacy znają Pohjolę, wiedzą, że jest daleko i zimno, i na tym poprzestają.

Tytuł książki stworzył więc krainę, a krajobraz późniejszej fińskiej wyobraźni poszedł za tytułem. Zdarza się to często przy takich przedsięwzięciach, ale rzadko da się to pokazać tak dokładnie, z rękopisem noszącym inny tytuł jeszcze w 1833 roku. Cała droga jest tu udokumentowana, od notatnika po kartę tytułową.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się podać, w ilu dokładnie zapisanych wersach występuje nazwa zakończona przyrostkiem miejsca.
  • Nie rozstrzygnięto, czy człon Kaleva był pierwotnie imieniem osoby, czy określeniem rodu albo olbrzyma.

Skąd to wiadomoLista bóstw w wierszowanej przedmowie Mikaela Agricoli do psałterza fińskiego, 1551; karty tytułowe rękopisu z 1833 i wydania z 1835 roku; nazwy terenowe poświadczone w dokumentach szwedzkiej administracji.

Karelia Białomorska i Ingria; zapisy z lat 1828-1849, druk 1835 i 1849

Pierwsza pieśń: dwa różne początki świata zszyte w jeden

Złożone przy biurku

Pieśń o świecie powstałym z jaj ptaka jest zapisana wielokrotnie, lecz matka, która nosi Väinämöinena przez wieki, powstała ze zszycia dwóch odmian.

Czytaj dalej

W wariantach karelskich ptak szuka miejsca na gniazdo nad bezkresną wodą i znajduje kolano wystające z fali — kolano samego Väinämöinena, który tam od dawna dryfuje. Jaja spadają, tłuką się, a ze skorup i żółtka robi się niebo, ziemia, słońce i księżyc. Bohater jest w tej odmianie od początku i nikt go nie rodzi.

W odmianach południowych, zapisanych bliżej Zatoki Fińskiej, na wodzie jest dziewczyna i to na jej kolanie siada ptak. Obie wersje są poświadczone, obie są ludowe i obie mówią o początku świata, tylko każda inaczej rozdaje role. Obie też zapisano z ust ludzi, w tych samych dziesięcioleciach.

Wydanie z 1849 roku łączy je w jedno: dziewica powietrza schodzi na morze, poczyna od wiatru, nosi dziecko przez niezmierzony czas i rodzi Väinämöinena, a ptak gnieździ się na jej kolanie. Powstaje w ten sposób rodowód bohatera, a przy okazji postać, która w jednym ciele łączy dziewczynę znaną z odmian południowych z matką bohatera. W tej podwójnej roli nie znalazłem jej w żadnym zapisanym wariancie; sama dziewczyna na wodzie jest w zapisach obecna. Sam wyraz z żeńską końcówką jest w mowie zaklęć zwyczajny — nowe jest stanowisko, które mu przydzielono.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustaliłem, kiedy dokładnie zapisy południowe trafiły do rąk składacza.
  • Granica między odmianą z kolanem bohatera a odmianą z dziewczyną nie jest ostra we wszystkich zapisach.

Skąd to wiadomoWarianty pieśni o początku świata zapisane w Karelii Białomorskiej w latach 1833-1836 oraz w Ingrii w latach czterdziestych XIX wieku; tekst pieśni pierwszej wydań z 1835 i 1849 roku.

Karelia Białomorska; zapisy z lat 1833-1836, druk 1835 i 1849

Sampo: przedmiot, którego żadna pieśń nie objaśnia

Złożone przy biurku

Żaden zapisany wariant nie mówi, czym jest sampo. Epos nadaje mu kształt młyna z ozdobną pokrywą oraz cel: zapłatę za pannę z Północy.

Czytaj dalej

W pieśniach sampo się kuje, wywozi, traci i rozbija, ale nigdy nie opisuje. Powtarza się przy nim stała przydawka o barwnej albo ozdobnej pokrywie i na tym kończy się cały opis; śpiewacy pytani wprost odpowiadali różnie, a niektórzy nie odpowiadali wcale. Przedmiot jest w tych pieśniach funkcją, nie rzeczą.

Osobną sprawą jest, że kucie i grabież bywają zapisane jako dwie różne pieśni, śpiewane niezależnie od siebie. Spięcie ich w jeden łańcuch przyczyn — kowal kuje, bo tego żąda pani Północy za córkę, a potem trzeba jechać po swoje — jest robotą składacza, nie śpiewaka.

Dlatego pytanie, czym było sampo dla ludzi, którzy o nim śpiewali, pozostaje bez odpowiedzi, a wszystkie znane objaśnienia są dopowiedzeniem z zewnątrz. Epos nie jest tu świadkiem, tylko jedną z propozycji, w dodatku późną i literacką. Pytać trzeba zapisów, a te milczą zgodnie. W słowniku dawnych imion i istot, wydanym w Turku w 1789 roku, hasła o sampie nie ma w ogóle.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, co oznaczała formuła o ozdobnej pokrywie ani czy w ogóle opisywała przedmiot.
  • Część wariantów mówi o mieleniu, część nie; nie wiadomo, która odmiana jest starsza.

Skąd to wiadomoWarianty pieśni o kuciu i o wyprawie po sampo zapisane w parafii Vuokkiniemi w latach 1833-1836; teksty pieśni dziesiątej oraz czterdziestej drugiej i trzeciej wydania z 1849 roku; słownik dawnych imion i istot z 1789 roku, w którym to słowo nie pada ani razu.

Karelia, Ingria i wschodnia Finlandia; zapisy z lat 1828-1849, rozbudowa w 1849

Kullervo: życiorys złożony z czterech osobnych pieśni

Złożone przy biurku

Rzeź rodu, sprzedaż chłopca w niewolę, zemsta pastucha na gospodyni i spotkanie z siostrą to w zapisach osobne pieśni; w 1849 roku zrobiono z nich jeden los.

Czytaj dalej

Każdy z tych wątków żyje w tradycji samodzielnie. Wojna dwóch braci o ziemię, chłopiec sprzedany kowalowi za bezcen, pastuch, któremu gospodyni zapiekła kamień w chlebie i który przypędził jej do obory dzikie zwierzęta — te pieśni zapisywano osobno, czasem bez żadnego imienia bohatera.

Osobną rzeczą jest ballada o spotkaniu na drodze: mężczyzna namawia dziewczynę, a potem z rozmowy wychodzi, że to jego siostra. Ten wątek znany jest także poza fińskim obszarem i w zapisach nie ma z pastuchem nic wspólnego. Bywa śpiewany jako osobna pieśń, z własnym zakończeniem i bez rodowodu bohatera.

W wydaniu z 1849 roku wszystko to zostało zszyte w sześć kolejnych pieśni i opatrzone jednym imieniem, a zszycie wymagało dopisania motywacji: dlaczego chłopiec jest mściwy, skąd wie o rzezi, dlaczego nie umie żyć wśród ludzi. Powstał w ten sposób bohater z charakterem i z losem, czyli figura literacka, której pieśni ludowe nie znały.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, by w jakimkolwiek zapisanym wykonaniu wszystkie te wątki nosiły jedno imię.
  • Zasięg wątku o siostrze jest szeroki i jego droga do Karelii nie została ustalona.

Skąd to wiadomoWarianty wymienionych pieśni zapisane w Karelii, Ingrii i Sawo w latach 1828-1849; teksty pieśni trzydziestej pierwszej do trzydziestej szóstej wydania z 1849 roku w zestawieniu z krótszą wersją z 1835 roku.

Karelia i wschodnia Finlandia; zapisy zaklęć z lat 1828-1849

Zaklęcie przerobione na opowieść

Złożone przy biurku

Opowieść o narodzinach żelaza z dziewiątej pieśni jest w rzeczywistości zaklęciem, które mówiono nad krwawiącą raną, żeby ją zamknąć.

Czytaj dalej

W praktyce wiejskiego znachora rzecz działała tak: żeby zapanować nad czymś, trzeba było wypowiedzieć jego pochodzenie. Nad raną od siekiery mówiono o narodzinach żelaza, nad oparzeliną o narodzinach ognia, przy warzeniu piwa o narodzinach piwa. Takie teksty zapisywano setkami i są najlepiej poświadczoną częścią całej tradycji.

W eposie te same słowa dostają fabułę. Väinämöinen rani się siekierą przy ciosaniu łodzi, wzywa starca, a starzec wygłasza pochodzenie żelaza — i czytelnik odbiera to jako opowieść o zamierzchłych czasach, choć ma przed sobą narzędzie pracy, wyjęte z rąk. Ta sama zamiana dotyczy kilku innych pieśni o początkach rzeczy.

Rama nie jest fałszywa, bo tak właśnie tych słów używano. Przesunięcie polega na czymś innym: wypowiedź, która miała coś zrobić, stała się wypowiedzią, która o czymś opowiada, a jej miejsce w życiu — przy rannym, za zapłatę, w konkretnej izbie — zniknęło bez śladu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Granica między pieśnią opowiadającą a zaklęciem bywa nieostra już w samych zapisach.
  • Nie ustalono, czy któreś z tych tekstów bywały wykonywane także dla samej opowieści.

Skąd to wiadomoZbiory zaklęć zapisywane od 1828 roku, w tym obszerny zbiór z Kesälahti z 1828; osobne wydanie dawnych zaklęć ludu fińskiego z 1880 roku; teksty pieśni ósmej, dziewiątej i dwudziestej wydania z 1849 roku.

Karelia i Ingria; zapisy z lat 1828-1849, rozbudowa w wydaniu z 1849

Obrzęd weselny wstawiony w fabułę

Zebrane z ust

Pieśni wesela w Pohjoli — pouczenia dla panny młodej, przyśpiewki gości, żegnanie domu — to obrzędowa poezja weselna, przeniesiona z żywego wesela w fabułę.

Czytaj dalej

Wesele zajmuje w wydaniu z 1849 roku kilka pieśni z rzędu i jest najdłuższą sceną obyczajową całej książki. Materiał jest autentyczny: warzenie piwa, przyjazd orszaku, nauki dawane pannie przed odejściem z domu, odpowiedzi drużby, pożegnanie progu. Wszystko to zapisywano od kobiet i drużbów, którzy te pieśni na weselach wykonywali, głównie po stronie wschodniej i południowej; zapis powstawał zwykle w izbie, z dyktanda, a nie w trakcie samego obrzędu.

W życiu te pieśni nie tworzyły ciągu opowiadania, tylko następstwo czynności obrzędu, rozłożone na dni i wykonywane przez różne osoby. W druku stały się jedną sceną z bohaterami znanymi z fabuły, a więc czymś, co się czyta, a nie czymś, co się robi. Zmienia to nie treść słów, lecz sposób ich istnienia.

Paradoks polega na tym, że właśnie te partie mówią o dawnym życiu więcej niż cała heroiczna oprawa. Są bliskie zapisowi, bo trudno je było przerabiać, a przy tym opisują rzeczy, które ludzie naprawdę robili: wyprawę, poczęstunek, płacz przy rozstaniu, wejście młodej do obcego domu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozpisałem, które z tych pieśni pochodzą z notatników składacza, a które z materiałów przywiezionych przez innych.
  • Nie wiadomo, jak dalece kolejność obrzędu w druku odpowiada kolejności na weselu w konkretnej okolicy.

Skąd to wiadomoZapisy pieśni weselnych z Karelii i Ingrii z lat 1828-1849; zbiór pieśni lirycznych ogłoszony w latach 1840-1841; teksty pieśni od dwudziestej do dwudziestej piątej wydania z 1849 roku.

Karelia i wschodnia Finlandia; obrzęd poświadczony od XVIII wieku, zapisy do XIX wieku

Pieśni święta niedźwiedzia w środku eposu

Zebrane z ust

Czterdziesta szósta pieśń zawiera pieśni święta niedźwiedzia: powitanie zabitego zwierzęcia jak gościa i odprowadzenie czaszki na sosnę.

Czytaj dalej

Obrzęd jest osobno poświadczony i dobrze opisany: niedźwiedzia nie nazywano po imieniu, jego zabicie przedstawiano jako przybycie gościa, ucztę urządzano z pieśniami, a czaszkę zawieszano na drzewie, żeby zwierzę mogło wrócić. Mowa tych pieśni jest omowna i uprzejma, pełna zastępczych nazw.

W eposie ten materiał dostaje przyczynę fabularną: pani Północy wysyła niedźwiedzia na bydło, a bohater go zabija. Obrzęd staje się epizodem w konflikcie dwóch krain, choć w rzeczywistości nie miał z żadnym konfliktem nic wspólnego — był sposobem na to, żeby po udanym polowaniu nie ściągnąć na siebie nieszczęścia.

Jest to jeden z najczytelniejszych przykładów szycia w całej książce. Wstawka jest obrzędowa i ma pierwowzór w zapisach, a rama, w którą ją włożono, jest wymyślona; nic w druku nie odróżnia jednego od drugiego. Ile w tych wersach zostało brzmienia zapisanego, a ile ujednoliconego przy stole, widać dopiero po zestawieniu z notatnikiem. Obrzędowe wersy trzymają tę samą miarę co reszta, a dopisana przyczyna brzmi równie naturalnie jak zdarzenia wzięte z pieśni.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustalono, jak dawna jest omowna nazwa zwierzęcia w tych pieśniach.
  • Opisy obrzędu z różnych okolic różnią się kolejnością czynności.

Skąd to wiadomoOpisy obrzędu w piśmiennictwie z XVIII wieku, w tym w słowniku dawnych imion i istot z 1789 roku; zapisy pieśni obrzędowych z XIX wieku; tekst pieśni czterdziestej szóstej wydania z 1849 roku.

Karelia Białomorska; zapisy z lat trzydziestych i czterdziestych XIX wieku

Zakończenie: legenda chrześcijańska na końcu eposu

Zebrane z ust

Ostatnia pieśń opowiada legendę chrześcijańską o dziewczynie brzemiennej od jagody; śpiewano ją w tych samych wsiach, w tym samym metrum, co pieśni o sampie.

Czytaj dalej

Dziewczyna połyka jagodę i rodzi syna; nie ma dla niej miejsca, dziecko przychodzi na świat w ubogim schronieniu, a potem trzeba je ochrzcić. Wezwany starzec orzeka, że bękarta należy zanieść na bagno, na co dwutygodniowe dziecko odzywa się i wypomina mu dawny wyrok wydany na samego siebie. Starzec odchodzi zawstydzony.

Pieśń jest zapisana w kilku wariantach, od tych samych ludzi, którzy śpiewali o kuciu sampa. To najmocniejszy fakt, jaki w ogóle da się z tej tradycji wydobyć: w jednej pamięci mieściła się pieśń o Väinämöinenie i legenda o narodzinach Zbawiciela, w jednym metrum i jednym stylu, bez poczucia sprzeczności.

W druku ten materiał ustawiono jako zamknięcie epoki: stary bohater odpływa, zostawiając ludziom pieśni i instrument, z zapowiedzią powrotu. Odejście ma oparcie w wariantach, uroczyste pożegnanie i przekazanie dziedzictwa są już kompozycją, dopasowaną do książki, która musiała się jakoś skończyć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zakres odejścia różni się w wariantach; nie w każdym zapisie starzec odchodzi dokądkolwiek.
  • Nie ustalono, jak dawna jest ta legenda w karelskim repertuarze.

Skąd to wiadomoWarianty legendy zapisane w parafiach Karelii Białomorskiej w latach 1834-1849; tekst pieśni pięćdziesiątej wydania z 1849 roku.

Karelia Białomorska, Karelia Ładoska, Ingria; zapisy z lat 1828-1849

Trzy imiona zrobione z trzech bohaterów

Złożone przy biurku

Lemminkäinen, Ahti z Wyspy i Kaukomieli to w zapisach postacie, które nie zawsze są tą samą osobą; w eposie stały się jednym człowiekiem o trzech imionach.

Czytaj dalej

Pieśni o zuchwałym zalotniku, który jedzie nieproszony na ucztę, zabija gospodarza i ucieka, krążyły w różnych okolicach pod różnymi imionami. Na północy śpiewano o Lemminkäinenie, gdzie indziej o Ahtim z Wyspy albo o Kaukomielim, a niektóre epizody przywiązane były tylko do jednego z tych imion.

Składacz uznał je za imiona jednej osoby i używał ich zamiennie, między innymi dlatego, że mają różną długość i różnie układają się w wersie. Ta wygoda metryczna dała bohatera o trzech nazwach, którego w żadnej wsi nie znano. Doraźne ułatwienie składacza czytelnicy odbierają dziś jako bogactwo tradycji.

Podobnie ujednolicono postacie główne. Formy gwarowe imion Väinämöinena i kowala Ilmarinena, w zapisach rozmaite, sprowadzono do jednego brzmienia, a panią Północy nazywano w druku konsekwentnie imieniem, którym śpiewacy posługiwali się obok samego tytułu gospodyni; to akurat imię ma osobne hasło już w słowniku z 1789 roku. Jednolitość imion jest cechą druku, nie tradycji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy w którejś okolicy trzy wymienione imiona odnoszono do jednej postaci.
  • Imię pani Północy jest poświadczone w druku z 1789 roku; sporny pozostaje jego zasięg w zapisach terenowych.

Skąd to wiadomoWarianty pieśni o zuchwałym zalotniku zapisane w Karelii i Ingrii w latach 1828-1849; zestawienie form imion w notatnikach z drukiem z 1849 roku.

tekst wydań z 1835 i 1849 roku

Wersy, które łączą, a których nikt nie śpiewał

Złożone przy biurku

Między jedną zapisaną pieśnią a drugą trzeba było postawić most: zapowiedź, drogę, przybycie. Te wersy napisał składacz, w tym samym metrum co reszta.

Czytaj dalej

Najczęstszy szew to podróż. Bohater postanawia, wyrusza, jedzie przez wody i lasy, przybywa — i dopiero wtedy zaczyna się następna pieśń zapisana od śpiewaka. W tradycji takie formuły drogi istnieją, lecz w druku pełnią zadanie, którego nie miały: spinają dwa teksty, które nigdy nie stały obok siebie.

Drugi rodzaj szwu to dopisana przyczyna. W pieśniach kowal kuje, bo kuje; w książce kuje, bo ktoś mu obiecał pannę, bo brat go wysłał, bo chce odzyskać zabrane. Wystarczy para wersów, by z luźnego epizodu zrobić ogniwo łańcucha, a te pary wersów w notatnikach nie mają pierwowzoru.

Trzeci sposób jest najtrudniejszy do wykrycia: przesunięcie. Zdanie zapisane jako mowa jednej postaci wkładano w usta innej, zakończenie jednej pieśni stawało się początkiem następnej, a formułę powtarzalną przenoszono tam, gdzie brakowało kilku wersów do domknięcia miejsca. Rozebranie takiego miejsca wymaga trzymania obok siebie rękopisu i druku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie każde miejsce da się jednoznacznie zaklasyfikować jako dopisane albo złożone z pojedynczych zapisanych wersów.
  • Część formuł drogi mogła trafić do druku z zapisów innych pieśni, bez śladu w brudnopisie.

Skąd to wiadomoRękopis zbioru o Väinämöinenie z 1833 roku, druki z 1835 i 1849 roku oraz notatniki terenowe, czytane równolegle.

cały obszar fińsko-karelski i estoński; forma poświadczona od XVIII wieku

Dlaczego szwu nie słychać

Zebrane z ust

Wers kalevalski jest tak regularny — cztery stopy, aliteracja, powtórzenie myśli w następnej linijce — że wers dopisany nie różni się formą od zapisanego.

Czytaj dalej

Miara jest wspólna ludom mówiącym językami bałtycko-fińskimi — Finom, Karelom, Estończykom, Ingrom, Wotom — i poświadczona na długo przed eposem: osiem sylab z grubsza, spadek akcentu, współbrzmienie początkowych głosek w obrębie wersu, a nade wszystko zasada, że myśl powtarza się w linijce następnej, innymi słowami. Rymu nie ma wcale.

Taka forma jest gramatyką, nie ozdobą. Kto ją opanował — a opanował ją każdy dobry śpiewak i opanował ją także składacz eposu — układa nowe wersy tak samo łatwo, jak mówi zdania. Dlatego linijka napisana przy biurku w Kajaani brzmi dokładnie tak jak linijka zapisana w Latvajärvi.

Wynika z tego reguła praktyczna dla każdego, kto sięga po ten tekst. Autentyczności nie rozpozna się z brzmienia, ze smaku ani z archaiczności słownictwa; jedyną drogą jest porównanie z zapisem terenowym. Ucho nie jest tu świadkiem, a poczucie dawności, które ten rytm wywołuje przy czytaniu, tym bardziej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiek samej miary nie jest ustalony i szacunki rozciągają się na wiele stuleci.
  • Nie wiadomo, jak dalece śpiewacy odczuwali układanie nowych wersów jako coś innego niż odtwarzanie.

Skąd to wiadomoOpis sposobu śpiewania w rozprawie o poezji fińskiej ogłaszanej w Turku w latach 1766-1778; zapisy terenowe z lat 1828-1849; tekst wydania z 1849 roku.

Häme i Karelia; 1551

Lista z przedmowy do psałterza, 1551

Zapis z tamtych czasów

W 1551 roku Mikael Agricola, wtedy jeszcze nie biskup, lecz zwierzchnik kapituły w Turku, wyliczył w przedmowie do psałterza istoty czczone w Häme i w Karelii; stoją tam Väinämöinen, Ilmarinen i synowie Kalevy.

Czytaj dalej

Lista powstała po to, żeby potępić, a nie żeby opisać, i to jest jej największa zaleta: wymienia rzeczy, które wtedy robiono, bo inaczej nie byłoby po co ich zakazywać. Dla Häme podano między innymi opiekuna lasu, władcę wód, Ilmarinena i Väinämöinena, o którym powiedziano, że tworzył pieśni. Dla Karelii wyliczono opiekunów zboża i pól, gospodarza grzmotu wraz z małżonką, istotę złowrogą oraz synów Kalevy.

Odległość w czasie jest tu najważniejsza: od tej listy do wydania eposu upływa dwieście osiemdziesiąt cztery lata. Dwie główne postacie książki mają więc poświadczenie niezależne od niej i o wiele wcześniejsze, a przy jednej z nich zapisano dokładnie tę cechę, którą epos jej przypisuje.

Czego lista nie daje, trzeba powiedzieć równie wyraźnie. Nie ma w niej żadnej opowieści, żadnego pokrewieństwa między wymienionymi, żadnej hierarchii ani żadnego zdarzenia. Są imiona i krótkie określenia, i tylko tyle wolno z tego wziąć. Wszystko, co ponad to, pochodzi z czasów o trzy stulecia późniejszych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przydział imion do dwóch list czyta się wprost z przedmowy; sporne jest co innego — jak rozumieć kilka stojących przy nich określeń, między innymi to, czy przy gospodarzu grzmotu wymieniono małżonkę, czy jego własny przydomek.
  • Nie wiadomo, ile z tej listy biskup widział sam, a ile zebrał z relacji duchownych.

Skąd to wiadomoPrzedmowa wierszowana do psałterza fińskiego, 1551.

Turku i zachodnia Finlandia; druga połowa XVIII wieku

Co spisano przed eposem: 1766-1778 i 1789

Zebrane z ust

Przed Kalevalą ogłoszono w Turku rozprawę o poezji fińskiej (1766-1778) i słownik dawnych imion oraz istot (1789), oparty na wtedy jeszcze żywych zaklęciach.

Czytaj dalej

Rozprawa opisywała, jak się śpiewa: dwóch mężczyzn siedzi naprzeciw siebie, ujmuje się za ręce, jeden prowadzi, drugi powtarza wers z opóźnieniem, a całość idzie na jedną melodię bez końca. Jest to opis żywej praktyki, a nie dawnej literatury, i nie ma w nim wzmianki o żadnym wielkim poemacie.

Słownik z 1789 roku poszedł dalej i ułożył imiona alfabetycznie, jak hasła. To ułożenie było już pierwszą rekonstrukcją: część haseł opiera się na jednym zaklęciu, w którym dane imię pada raz, a alfabet zrównuje je z imionami powtarzanymi w setkach zapisów. Hasło wygląda tak samo mocno niezależnie od tego, co pod nim stoi.

Oba druki pozwalają sprawdzić rzecz zasadniczą. Przed 1835 rokiem żaden druk nie przedstawiał gotowego fińskiego eposu — ogłaszano pieśni, zaklęcia i opisy śpiewania, a od drugiego dziesięciolecia XIX wieku także zapowiedzi, że z tego materiału taką całość dałoby się dopiero złożyć. Przekonanie, że epos istnieje, pojawia się razem z książką, która je spełnia. Przekonanie o istnieniu wielkiego poematu pojawia się dopiero razem z książką, która je spełnia.

Warto przy tym policzyć, czego w druku z 1789 roku nie ma. Imię Väinämöinena pada w nim kilkadziesiąt razy, kowala Ilmarinena blisko trzydziestu, władcy wód kilkanaście, a pani Północy poświęcono osobne hasło. Nie ma natomiast ani słowa o sampie. Postacie, które w eposie niosą osobne wątki — Kullervo, Joukahainen, zuchwały zalotnik — stoją w tym druku najwyżej na marginesie, bez haseł takiego ciężaru, jaki dostali Väinämöinen i kowal Ilmarinen.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby wystąpień imion podaję z własnego przeliczenia tekstu z 1789 roku; obejmują one także wzmianki w środku haseł.
  • Nie ustaliłem, ile haseł słownika z 1789 roku opiera się na pojedynczym zapisie.
  • Nie wiadomo, jak szeroki materiał miał do dyspozycji autor rozprawy z lat 1766-1778.

Skąd to wiadomoRozprawa o poezji fińskiej ogłaszana częściami w Turku w latach 1766-1778; słownik dawnych imion i istot wydany w Turku w 1789 roku.

zbiory towarzystwa literackiego w Helsinkach; od 1831 roku

Dlaczego akurat ten epos da się rozebrać na części

Zebrane z ust

Notatniki zbieraczy ocalały i wydrukowano je osobno, wers po wersie — dlatego można wziąć dowolną linijkę eposu i zapytać, skąd pochodzi.

Czytaj dalej

Towarzystwo założone w 1831 roku gromadziło zapisy terenowe od początku i przyjmowało je także od zbieraczy późniejszych, przez cały wiek dziewiętnasty i dwudziesty. W latach 1908-1948 ten materiał ogłoszono drukiem w trzydziestu trzech tomach, z podaniem — o ile zapisujący to odnotował — wsi, roku i nazwiska śpiewaka. Przy części najstarszych zapisów brakuje któregoś z tych trzech, najczęściej nazwiska.

Dzięki temu sprawdzenie eposu nie wymaga niczyjego zaufania. Bierze się wers, szuka się pierwowzoru, znajduje się go albo nie; w drugim wypadku wiadomo, że mamy do czynienia z robotą składacza. Tak zbudowanego narzędzia nie ma przy większości dawnych dzieł, które czyta się podobnie.

Ten sam zbiór pokazuje coś jeszcze. Ci sami śpiewacy i ich potomkowie bywali zapisywani wielokrotnie, w odstępie dziesiątków lat, i za każdym razem śpiewali trochę inaczej. Zmienność jest normą tradycji, a tekst ustalony, jeden i niezmienny, jest właściwością druku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zbiór drukowany jest wyborem z większego zasobu rękopiśmiennego.
  • Liczby tekstów w tym wydawnictwie nie da się podać dokładnie.

Skąd to wiadomoAkta towarzystwa literackiego założonego w 1831 roku; drukowany zbiór zapisów dawnych pieśni ludu fińskiego, 33 tomy z lat 1908-1948; notatniki zbieraczy z lat 1828-1849.

Karelia i wschodnia Finlandia; XVIII-XX wiek

Czego w eposie nie ma, choć było w tych wsiach

Zebrane z ust

W eposie prawie nie ma lamentów pogrzebowych, kalendarza świąt ani opisu ofiary, choć w tych samych wsiach były to rzeczy codzienne i dobrze zapisane.

Czytaj dalej

Największa nieobecność to lament. Kobiety karelskie opłakiwały zmarłych i żegnały panny młode pieśniami układanymi w mowie omownej, w której rzeczy nazywa się zastępczo, żeby nie urazić tego, o kim się mówi. Tradycja ta jest ogromna i zapisywana aż po wiek dwudziesty, a do eposu prawie nie weszła. Czy przeszkodziła forma, czy temat, czy jedno i drugie naraz, nie zostało rozstrzygnięte.

Nie ma też pracy znachora, choć zaklęć wzięto sporo. W życiu był pacjent, była zapłata, był pacjent, była zapłata i była wieś, która oceniała znachora po skutkach; same zaklęcia mówią o mocy, którą trzeba w sobie wzbudzić, a o tym, jak to wyglądało od zewnątrz, zapisy milczą, i była wieś, która go oceniała po skutkach. W druku zostały same słowa, wyjęte z tej sytuacji i oddane bohaterom. O samym rzemiośle epos nie mówi prawie nic.

Nie ma wreszcie kalendarza ani miejsc świętych. Doroczne święto końca roku gospodarczego, ofiary składane za urodzaj, gaje i kamienie, przy których to robiono, są poświadczone w dokumentach kościelnych i sądowych, a w eposie po nich śladu prawie nie widać. Książka opowiada historię, nie opisuje religii, i nie należy oczekiwać od niej, że zrobi jedno i drugie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pojedyncze partie eposu noszą ślady mowy lamentowej; ich zasięg nie został przeze mnie ustalony.
  • Nie wiadomo, na ile ubóstwo wątków obrzędowych wynika z wyboru składacza, a na ile z tego, czego wtedy nie zapisywano.

Skąd to wiadomoZapisy lamentów karelskich z XIX i XX wieku; akta wizytacji i wyroki sądowe z XVII i XVIII wieku dotyczące ofiar i miejsc kultu; tekst wydania z 1849 roku.

Finlandia i Karelia; dzieło z lat 1835 i 1849, materiał z lat 1828-1849

Jak czytać tę książkę, żeby nie wziąć jej za świadectwo

Złożone przy biurku

Kalevala jest dziełem z XIX wieku zbudowanym z prawdziwego materiału. Każdy szczegół trzeba sprawdzić w zapisie, zanim się go nazwie dawną wiarą.

Czytaj dalej

Nie jest to fałszerstwo i nie należy jej tak nazywać. Składacz ogłosił surowiec osobno — pieśni liryczne w latach 1840-1841, przysłowia w 1842, zagadki w 1844, zaklęcia w 1880 — a w przedmowie z 1849 roku sam napisał, że możliwe były inne układy tego samego materiału. Nikt niczego nie ukrywał.

Wolno z eposu wziąć miarę wiersza, formuły, imiona poświadczone niezależnie i teksty zaklęć, bo te rzeczy mają oparcie w zapisach. Nie wolno brać kolejności zdarzeń, pokrewieństw między postaciami, podziału świata na dwie krainy ani życiorysów bohaterów, bo to są decyzje jednego człowieka przy stole, podjęte między 1833 a 1849 rokiem.

Praktyczne pytanie brzmi zawsze tak samo: w której wsi, w którym roku i od kogo to zapisano. Jeżeli odpowiedzi nie ma, mamy przed sobą literaturę dziewiętnastowieczną, i to dobrą — ale nie świadka dawnej wiary. Rozróżnienie to nie odbiera książce niczego; odbiera tylko prawo do powoływania się na nią tam, gdzie potrzebny jest dokument.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Granica między wersem przerobionym a napisanym od nowa bywa nierozstrzygalna, więc i granica wiarygodności bywa nieostra.
  • Dla części wątków nie zachowały się warianty wcześniejsze niż z XIX wieku, co uniemożliwia jakiekolwiek datowanie.

Skąd to wiadomoPrzedmowy do wydań z 1835 i 1849 roku; osobne wydania surowca z lat 1840-1841, 1842, 1844 i 1880; notatniki terenowe z lat 1828-1849 zestawione z drukiem.

Od druku do granicy

Do czego użyto eposu

Poprzednie karty tłumaczą, z czego epos zbudowano. Ta część mówi o tym, co się z nim działo potem: w pracowniach malarskich, w salach koncertowych, w traktatach granicznych i w rozkazach, które opróżniały wsie. Książka jest wielkim dziełem i żadna z poniższych rzeczy nie jest jej zarzutem; zarzut, o ile w ogóle, dotyczy ludzi, którzy się na nią powoływali.

Finowie i Karelowie wieńscy; Kuhmo i Karelia po rosyjskiej stronie granicy; lata 1890-1899

Podróż poślubna w 1890 roku i twarz, którą epos dostał

Zapis z tamtych czasów

Latem 1890 roku malarz pojechał w podróż poślubną za granicę, po wsie karelskie, i przywiózł stamtąd sposób malowania, który do dziś jest twarzą eposu.

Czytaj dalej

Rok później powstał tryptyk o Aino, dziewczynie, która woli utonąć, niż wyjść za starego zalotnika. Ramę wyciął malarz sam i wypisał na niej wersy eposu, tak że obraz i tekst weszły w jedno. Przez następne dziesięciolecie przybyły dalsze płótna: matka szukająca syna nad rzeką umarłych, przekleństwo pasterza Kullerva, walka o samp na morzu.

Skutek jest widoczny do dziś i wart nazwania wprost. Kiedy dzisiaj ktoś wyobraża sobie postacie z eposu, widzi je najczęściej nie takimi, jakimi opisała je pieśń, lecz takimi, jakimi namalował je jeden człowiek w ostatnim dziesięcioleciu XIX wieku. Obraz wyprzedził tekst i zaczął go zastępować, a wyobrażenie malarskie bywa dziś brane za świadectwo dawnej wiary, którym nie jest.

Ślub Akselego Gallena-Kalleli z Mary Slöör odbył się w 1890 roku, a lato nowożeńcy spędzili nie nad morzem, lecz w Kuhmo i po rosyjskiej stronie granicy, w towarzystwie zaprzyjaźnionego malarza Louisa Sparrego. Wyjazd był zarazem podróżą poślubną i wyprawą po widok: chodziło o to, żeby zobaczyć chałupy, ludzi i jeziora tam, gdzie pół wieku wcześniej spisano pieśni.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pierwszą wersję tryptyku o Aino namalowano już w 1889 roku, przed wyjazdem; płótno z 1891 jest powtórzeniem tematu po podróży.
  • Nie da się rozstrzygnąć, ile w tych obrazach pochodzi z oglądanych wtedy wsi, a ile z pracowni i z ówczesnego malarstwa europejskiego.
  • Dziennej daty ślubu nie da się potwierdzić; pewny jest rok i to, że lato nowożeńcy spędzili po drugiej stronie granicy.

Skąd to wiadomoData ślubu 20 maja 1890 i zapiski z letniej podróży do Kuhmo i Karelii rosyjskiej; tryptyk o Aino z 1891 roku wraz z ramą wyciętą i opisaną przez malarza; płótna o matce Lemminkäinena z 1897 i o przekleństwie Kullerva z 1899 roku.

Finowie; Paryż i Wielkie Księstwo Fińskie; 1899-1928

Pawilon w Paryżu w 1900 roku: epos zamiast państwa

Zapis z tamtych czasów

Na wystawie powszechnej w 1900 roku Finlandia miała własny pawilon, osobny od rosyjskiego, a pod jego kopułą rozpisano sceny z eposu.

Czytaj dalej

Rzecz działa się w określonej sytuacji politycznej. W lutym 1899 roku manifest cesarski ograniczył odrębne prawodawstwo Wielkiego Księstwa, a odpowiedzią było zebranie w kilkanaście dni adresu z przeszło pięciuset tysiącami podpisów, którego cesarz nie przyjął. W tym samym czasie przygotowywano wystrój budynku, który miał w Paryżu pokazać ten kraj jako całość odrębną.

Malowidła weszły potem na stałe do obiegu. Dwadzieścia osiem lat później ten sam malarz, tym razem z synem Jormą, powtórzył te same sceny na sklepieniu sali głównej muzeum narodowego w Helsinkach, już w państwie niepodległym. Droga od ozdoby pawilonu wystawowego do wykładni umieszczonej w gmachu państwowym zajęła niecałe trzydzieści lat i odbyła się bez zmiany tematów.

Pawilon fiński stanął osobno, a nie w dziale rosyjskim, i pod jego kopułą rozpisano sceny z eposu: kucie sampa, matkę Lemminkäinena, przekleństwo Kullerva, orkę na polu żmij. Wybór tematów nie był ozdobą. Krajowi, który nie miał własnego przedstawicielstwa za granicą, a własne wojsko miał stracić rok później, epos dawał znak rozpoznawczy czytelny dla obcych bez tłumacza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczbę podpisów pod adresem z 1899 roku podaje się zwykle jako 522 931; rachunku tego nie sprawdzono w samym spisie.
  • Zestaw scen pod kopułą bywa wyliczany różnie, bo część kompozycji znana jest dziś wyłącznie ze szkiców i z fotografii.

Skąd to wiadomoManifest cesarski z lutego 1899 roku i adres zbiorowy z tego samego roku; pawilon fiński na wystawie powszechnej w Paryżu w 1900 roku wraz ze szkicami do malowideł kopuły; freski sklepienia muzeum narodowego w Helsinkach ukończone w 1928 roku.

Finowie i Karelowie graniczni; Lieksa, Koli, Ilomantsi, Korpiselkä, Helsinki, Wyborg; 1892-1893

Stypendium na kantele w 1892 roku i utwór, który autor sam wycofał

Zapis z tamtych czasów

Kompozytor wziął stypendium na zbadanie gry na kantele, pojechał w podróż poślubną do Karelii, a po udanej premierze swojego Kullerva zdjął go z afisza na sześćdziesiąt lat.

Czytaj dalej

Na wyjazd Jeana Sibeliusa w 1892 roku złożyły się dwie rzeczy naraz: podróż poślubna i uniwersyteckie stypendium na zbadanie gry na kantele oraz śpiewu pieśni. Trasa objęła Lieksę i Koli, po czym kompozytor ruszył dalej sam, do Ilomantsi i Korpiselkä, gdzie słuchał śpiewaków z okolicy granicznej; zapisano ich nazwiska, między innymi Pedriego Shemeikki.

Jeszcze przed tym wyjazdem, 28 kwietnia 1892 roku, wykonano w Helsinkach obszerny utwór na orkiestrę, chór i dwa głosy solowe, osnuty na dziejach Kullerva. Przyjęto go entuzjastycznie i to on otworzył kompozytorowi drogę. Mimo to autor wycofał rzecz z obiegu i całości nie zagrano ponownie aż do 12 czerwca 1958 roku, dziewięć miesięcy po jego śmierci.

Rok później, w 1893, powstała muzyka do żywych obrazów z dziejów Karelii, które studenci pochodzący z prowincji wyborskiej wystawili 13 listopada w gmachu uniwersytetu w Helsinkach, a dochód z urządzonej przy tej okazji loterii szedł na oświatę ludową w ich stronach. Karelia weszła zatem do sali koncertowej dwiema drogami naraz: jako materiał pieśniowy słuchany na miejscu i jako temat widowiska urządzonego dla zbiórki pieniężnej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, ile z usłyszanych w 1892 roku melodii przeszło do utworów; związek bywa wskazywany, lecz nie został pokazany nutą.
  • Powodów wycofania Kullerva autor nie podał na piśmie i wszystkie krążące wyjaśnienia są domysłami.
  • Uniwersyteckiego stypendium na zbadanie gry na kantele nie wymieniają relacje o samej trasie; pewne jest, że wyjazd z 1892 roku był podróżą poślubną, a dalszy odcinek kompozytor przebył sam, zbierając pieśń.

Skąd to wiadomoUniwersyteckie stypendium podróżne z 1892 roku i zapiski z trasy przez Lieksę, Koli, Ilomantsi i Korpiselkä; afisz i recenzje wykonania z 28 kwietnia 1892; zamówienie studenckiego stowarzyszenia wyborskiego z 1893 roku; wykonanie całości 12 czerwca 1958.

Karelowie wieńscy, gubernia archangielska; wsie parafii Vuokkiniemi; 1894 i 1911

Zdjęcia z 1894 roku, które zostały zamiast wsi

Zapis z tamtych czasów

Latem 1894 roku fotograf przeszedł Karelię Wieńską z aparatem; książkę wydał dopiero w 1911 roku, a dziś te zdjęcia są jedynym obrazem wsi, których już nie ma.

Czytaj dalej

Wyprawa Into Konrada Inhy z 1894 roku szła świadomie po śladach wypraw sprzed sześćdziesięciu lat: przez te same wsie nad jeziorami i do tych samych rodzin. Fotograf odwiedził między innymi Latvajärvi i zastał tam jeszcze syna największego ze śpiewaków. Poza zdjęciami prowadził zapis mowy i obyczaju, bo celem było opisanie okolicy, a nie samo zebranie widoków.

Książka z tych zdjęć i notatek wyszła dopiero w 1911 roku, siedemnaście lat po podróży, i doczekała się drugiego wydania w 1921. Weszła do obiegu tak mocno, że fińskie wyobrażenie o Karelii Wieńskiej — chałupa, łódź, stara kobieta w chustce, brzeg jeziora — pochodzi u czytelnika właśnie stamtąd, a nie z samych pieśni.

Wartość tych klisz zmieniła się z biegiem lat w sposób, którego autor nie mógł przewidzieć. Wsie, które sfotografował, zostały w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku opróżnione albo spalone, a ich mieszkańcy rozproszeni. Zdjęcie zrobione dla ozdoby książki podróżniczej jest dziś jedynym zapisem wyglądu miejsca, po którym nie został nawet plan zabudowy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby klisz przywiezionych z tej wyprawy nie podaję, bo spotykane wartości znacznie się różnią.
  • Część ujęć była układana, z ludźmi ustawionymi do obiektywu, więc nie każde zdjęcie jest zapisem sytuacji zastanej.

Skąd to wiadomoWyprawa z lata 1894 roku do Karelii Wieńskiej; książka ze zdjęciami i opisem podróży wydana w 1911 roku, wydanie drugie w 1921; zachowany zbiór fotograficzny z tej wyprawy.

Karelowie wieńscy; Kainuu i Karelia rosyjska; 1894-1902

Sto pięćdziesiąt zdjęć i pięćset rysunków chałup, 1894

Zapis z tamtych czasów

Dwaj architekci objechali w 1894 roku wsie karelskie, przywieźli około stu pięćdziesięciu zdjęć i pięciuset rysunków, a wydali to w latach 1900-1902 w trzech językach.

Czytaj dalej

Wyjazd Yrjö Blomstedta i Victora Sucksdorffa w 1894 roku miał cel rzemieślniczy: obmierzyć i przerysować budynki, zdobienia, sprzęty i sposoby ciesielskie. Po drodze, jeszcze po fińskiej stronie, w Kainuu, zatrzymali się na kilka dni i tam również zebrali materiał. Plon oddali towarzystwu starożytniczemu: około stu pięćdziesięciu fotografii i około pięciuset rysunków.

Całość ogłoszono drukiem w latach 1900 i 1901 po fińsku oraz po szwedzku, a wersję niemiecką wydano w 1902 roku. Wydawnictwo pokazywało nie pojedyncze ciekawostki, lecz porządek: układ zagrody, wiązanie węgłów, kształt okna, rysunek naczółka. Było to pierwsze takie zestawienie budownictwa tych wsi i przez długi czas pozostało jedynym.

Forma zebrana w tych wsiach weszła w następnym dziesięcioleciu do budynków w Finlandii, do domów, gmachów i wnętrz nazywanych dziś narodowym romantyzmem. Trzeba przy tym powiedzieć, czego z tego nie wynika. Przerysowana chałupa prawosławnego gospodarza z guberni archangielskiej stała się wzorem dla fińskiego gmachu publicznego, ale nie stała się przez to budowlą fińską ani świadectwem dawnej wiary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Podane liczby zdjęć i rysunków są zaokrągleniem z relacji o przekazaniu zbioru, nie wynikiem przeliczenia teczek.
  • Wpływu tego wydawnictwa na konkretne budynki nie da się wykazać inaczej niż przez podobieństwo formy, a to za mało na dowód.

Skąd to wiadomoWyprawa dwóch architektów z 1894 roku; zbiór około 150 fotografii i 500 rysunków przekazany towarzystwu starożytniczemu; dwutomowe wydawnictwo z lat 1900-1901 po fińsku i po szwedzku oraz wydanie niemieckie z 1902 roku.

Ingria, nie Karelia; parafia Lempaala i Sakkola; Helsinki; 1901-1949

Renta w 1901, śmierć w nędzy w 1904, pomnik w 1949

Zapis z tamtych czasów

Śpiewaczce, od której spisano ponad trzydzieści tysięcy wersów, przyznano rentę w 1901 roku; umarła w nędzy w 1904, a pomnik postawiono jej w 1949.

Czytaj dalej

Trzeba od razu powiedzieć, o kim mowa, bo rzecz bywa mylona. Paraskiewa z Lempaali była Ingierką, prawosławną, z parafii pod Petersburgiem, a nie Karelką z tych wsi, w których spisano trzon eposu, i tym bardziej nie Finką. Jej repertuar wszedł do wydawnictw pieśni lirycznej i lamentu, nie do eposu, a mimo to stała się z czasem publiczną twarzą fińskiej pieśni dawnej.

Rzeźbę Alpa Saila wykonano w 1936 roku z myślą o gmachu, który miał stanąć w Helsinkach jako dom eposu; plany takiego budynku rysowano od 1921 roku, lecz pieniędzy nigdy nie zebrano i nie postawiono go nigdy. Odlew stał bezczynnie trzynaście lat. Ustawiono go dopiero w 1949 roku w parku przy głównej ulicy, za pieniądze spółdzielni handlowej.

Za życia pokazywano ją w mieście: malowano jej portrety, zdejmowano odlew twarzy, zapraszano na wieczory. Towarzystwo literackie przyznało jej w 1901 roku rentę artystyczną, która okazała się niewystarczająca. Dom sprzedano za zaległe podatki jeszcze w 1899 roku; chora i zadłużona umarła 3 stycznia 1904 roku, w nędzy, w tym samym kraju, który drukował jej wersy i odlewał jej podobiznę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy był to pierwszy publiczny pomnik kobiety w całym kraju, czy tylko w stolicy, podaje się rozmaicie.
  • Podawane sumy zapisanych od niej wersów różnią się zależnie od sposobu liczenia wariantów.
  • Nie ustaliłem, ile z renty przyznanej w 1901 roku faktycznie do niej dotarło i w jakich ratach.
  • Miejsce śmierci śpiewaczki podaje się dwojako: raz jako Sakkolę, raz jako sąsiednie Metsäpirtti.

Skąd to wiadomoDecyzja towarzystwa literackiego o rencie artystycznej z 1901 roku; data śmierci w Sakkoli w 1904; plany domu eposu rysowane od 1921 roku i nigdy niezrealizowane; rzeźba wykonana w 1936 i ustawiona w Helsinkach w 1949 roku.

Karelowie wieńscy; Tampere i Karelia Białomorska; 1906-1917, z ciągiem dalszym w 2026

Karelowie zakładają własne towarzystwo, Tampere 1906

Zapis z tamtych czasów

W sierpniu 1906 roku wędrowni kupcy z Karelii Wieńskiej założyli w Tampere własne towarzystwo; ich szkoły zamknął rok później gubernator archangielski.

Czytaj dalej

Zebranie założycielskie odbyło się 3 i 4 sierpnia 1906 roku w Tampere, a zwołali je kupcy chodzący z towarem z Karelii Białomorskiej po fińskich wsiach, czyli ludzie z tego samego zawodu, który kiedyś przyniósł do Finlandii wiadomość o żywej jeszcze pieśni. Pierwszym prezesem został Aleksei Mitro z Uhtui, a nazwa mówiła wprost: związek Karelów wieńskich.

Od jesieni 1906 roku towarzystwo zakładało we wsiach za granicą czytelnie i szkoły, w części wędrowne, z nauczaniem po fińsku. Gubernator archangielski zamknął te szkoły we wrześniu 1907 roku, a około 1911 działalność po tamtej stronie praktycznie ustała. W 1917 roku towarzystwo zmieniło nazwę na ogólniejszą, obejmującą całą Karelię.

Sprawa nie jest zamknięta i warto ją doprowadzić do dnia dzisiejszego. Siedemnastego lipca 2026 roku rosyjskie ministerstwo sprawiedliwości wpisało to towarzystwo, najstarszą karelską organizację w Finlandii, na listę organizacji niepożądanych. Argument, że fińskie zajmowanie się karelską pieśnią jest narzędziem obcego państwa, ma zatem sto dwadzieścia lat i bywa używany nadal.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustaliłem, ile dokładnie szkół i czytelni zdążono otworzyć przed wrześniem 1907 roku.
  • Nie wiadomo, jaka część kosztów pochodziła od samych Karelów, a jaka od fińskich wspierających.
  • Dnia decyzji z lipca 2026 roku nie da się ustalić z samego wpisu, podobnie jak tego, który urząd ją podjął, a który tylko prowadzi listę.

Skąd to wiadomoProtokół zebrania założycielskiego z 3 i 4 sierpnia 1906 roku w Tampere; decyzja gubernatora archangielskiego o zamknięciu szkół z września 1907; zmiana nazwy towarzystwa w 1917 roku; decyzja rosyjskiego ministerstwa sprawiedliwości z 17 lipca 2026.

Karelowie wieńscy; Uhtua i Karelia Wschodnia; 1920-1922

Uhtua 1920: wieś śpiewacza jako stolica polityczna

Zapis z tamtych czasów

Wieś, z której pochodzi część pieśni eposu, ogłosiła w 1920 roku własną władzę; po klęsce wystąpienia zbrojnego trzydzieści tysięcy ludzi przeszło do Finlandii.

Czytaj dalej

Znaczenie tych dat dla naszego tematu jest proste i twarde. Miejsce, które w fińskim wyobrażeniu było krainą pieśni, stało się w ciągu dwóch lat terenem wojny, a jego mieszkańcy wyszli z niego jako uchodźcy. Fińskie organizacje zajmujące się później Karelią wyrosły najpierw z opieki nad tymi właśnie ludźmi, a nie z zainteresowania pieśnią.

Uhtua była osobną parafią, sąsiadującą z Vuokkiniemi, czyli z tą, w której w latach trzydziestych XIX wieku spisano najdłuższe pieśni. W 1920 roku zebrani tam przedstawiciele ogłosili odrębność Karelii Wschodniej od Rosji radzieckiej. Dwudziestego grudnia tego roku rząd uhtuański połączył się już na wychodźstwie w Finlandii z rządem karelskim z południa, z okolic Ołońca.

Wystąpienie zbrojne zaczęło się 6 listopada 1921 roku i zostało złamane do 21 marca 1922. Po jego upadku około trzydziestu tysięcy ludzi z Karelii Wschodniej przeszło granicę do Finlandii. Byli to w większości prawosławni Karelowie, a nie Finowie, i trafili do kraju luterańskiego, w którym ich własna mowa nie miała ani ustalonej pisowni, ani urzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba trzydziestu tysięcy uchodźców jest szacunkiem z ówczesnych rejestrów opieki, a nie wynikiem spisu.
  • Zasięgu poparcia dla wystąpienia w samych wsiach nie ustalono; po obu stronach granicy oceniano go przeciwstawnie.

Skąd to wiadomoUchwały zjazdu w Uhtui z 1920 roku; połączenie rządów karelskich na wychodźstwie 20 grudnia 1920; działania zbrojne od 6 listopada 1921 do 21 marca 1922; rejestry opieki nad uchodźcami w Finlandii z lat 1922-1923.

Finowie i Karelowie wieńscy; Tartu, Karelia Białomorska, Petsamo; 1920 i lata dwudzieste

Traktat z 14 października 1920 i zamknięcie granicy

Zapis z tamtych czasów

Pokój podpisany 14 października 1920 roku zostawił wsie śpiewacze po stronie radzieckiej, a w ciągu tej dekady granica została zamknięta na dobre.

Czytaj dalej

Rokowania trwały cztery miesiące i skończyły się podpisem 14 października 1920 roku w Tartu; dokumenty ratyfikacyjne wymieniono w Moskwie 31 grudnia tego samego roku. Finlandia otrzymała Petsamo z niezamarzającym portem nad Oceanem Lodowatym, a zwróciła Rosji radzieckiej gminy Repola i Porajärvi, zajęte w poprzednich latach przez ochotników.

Skutek był podwójny. Fińskie wyobrażenie o krainie pieśni utrwaliło się w tej samej dekadzie, w której dostęp do niej ustał, więc obraz przestał być poprawiany przez oglądanie i zaczął żyć z książek. Po drugiej stronie mieszkańcy wsi granicznych zostali odcięci od targów i od krewnych, z którymi handlowali i żenili się od pokoleń.

Dla tego działu najważniejsze jest to, czego traktat nie zmienił. Wsie śpiewacze — Latvajärvi i Vuonninen w parafii Vuokkiniemi, Akonlahti w wołości Kontokki, Uhtua we własnej parafii — pozostały po stronie rosyjskiej, dokładnie tak jak leżały w 1834 roku, kiedy objeżdżano je z zeszytem. Różnica polegała na czym innym: granicę, dotąd przekraczaną przez kupców i zbieraczy niemal swobodnie, w ciągu lat dwudziestych zamknięto.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładnego momentu faktycznego zamknięcia granicy nie da się podać jedną datą; rygor narastał przez całe lata dwudzieste.
  • Nie wiadomo, ile rodzin utrzymywało kontakt mimo zakazu ani jak długo im się to udawało.

Skąd to wiadomoTekst pokoju podpisanego w Tartu 14 października 1920 roku i wymiana ratyfikacji w Moskwie 31 grudnia 1920; postanowienia o Petsamo oraz o Repoli i Porajärvi; przepisy graniczne z lat dwudziestych.

Finowie; Helsinki; 1922-1944

Towarzystwo akademickie z 22 lutego 1922 i rachunek z pokrewieństwa

Zapis z tamtych czasów

Założone w lutym 1922 roku towarzystwo studenckie zaczęło od opieki nad uchodźcami, a skończyło jako główny głos idei Wielkiej Finlandii; rozwiązano je w 1944.

Czytaj dalej

Towarzystwo powstało 22 lutego 1922 roku, w kilka tygodni po klęsce wystąpienia w Karelii Wschodniej, a pierwszym jego zadaniem była pomoc uchodźcom, którzy właśnie przeszli granicę. Z tej opieki wyrosło szybko co innego: program oparty na pokrewieństwie ludów, po fińsku nazywany heimoaate, czyli myślą o wspólnocie plemiennej sięgającej dalej niż państwo.

Rachunek był tu prosty i właśnie dlatego niebezpieczny. Skoro pieśni, z których zbudowano narodowy epos, zapisano po tamtej stronie granicy, to tamta strona miała być naturalną częścią całości; z pokrewieństwa mowy wyprowadzano tytuł do ziemi. Towarzystwo opanowało od połowy lat dwudziestych samorząd studencki uniwersytetu w Helsinkach i utrzymało go do 1944 roku.

Rozwiązanie przyszło z zewnątrz: układ o zawieszeniu broni z 1944 roku nakazywał likwidację organizacji tego rodzaju. Warto zapisać, czego ten rachunek nigdy nie obejmował. Nikt nie pytał Karelów wieńskich, prawosławnych i mówiących własną mową, czy chcą być uznani za część fińskiej całości, a ich zdania nie ma w żadnym z tych dokumentów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczebność towarzystwa i zasięg jego wpływu poza uniwersytetem podaje się rozmaicie.
  • Nie wszyscy jego członkowie podzielali program graniczny; proporcji nie da się podać.

Skąd to wiadomoData założenia 22 lutego 1922 roku; statut i program towarzystwa; wyniki wyborów do samorządu studenckiego uniwersytetu w Helsinkach od połowy lat dwudziestych; postanowienia układu o zawieszeniu broni z 1944 roku nakazujące rozwiązanie organizacji.

Karelowie; Moskwa, Leningrad, Uhtua, Karelia radziecka; 1933-1963

Wydanie z 1933 roku i powiat przemianowany w 1935

Zapis z tamtych czasów

Epos służył także po drugiej stronie granicy: w 1933 roku wydano go z ilustracjami malarskiej pracowni, a w 1935 nazwano nim cały powiat.

Czytaj dalej

W 1933 roku ukazało się w Moskwie i Leningradzie wydanie rosyjskie w nakładzie ponad dziesięciu tysięcy egzemplarzy, zilustrowane przez czternastu malarzy z pracowni sztuki analitycznej prowadzonej przez Pawła Fiłonowa; najwięcej zrobili Michaił Cybasow i Alisa Poret. Jest to jedyna zachowana większa robota tej pracowni, uznanej wkrótce potem za wrogą.

W 1935 roku, na stulecie pierwszego wydania, powiat uhtuański przemianowano na kalewalski. Tu trzeba uważać na częsty błąd: sama osada Uhtua nosiła swoją nazwę jeszcze przez dwadzieścia osiem lat i dopiero przy scalaniu powiatów w 1963 roku przejęła miano Kalevala, po czym dawna nazwa zniknęła z map.

Rzecz szła dalej. Trzydziestego pierwszego marca 1940 roku utworzono republikę karelo-fińską, istniejącą do 16 lipca 1956; językiem pisanym był w niej fiński, nie karelski. Epos zbudowany w Finlandii z pieśni tych właśnie wsi posłużył więc także po drugiej stronie za uzasadnienie, że ich mieszkańcy mają pisać po fińsku, a nie po swojemu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba czternastu malarzy pochodzi z relacji o podziale pracy w pracowni i bywa podawana inaczej.
  • Nie ustaliłem, w którym miesiącu 1935 roku zapadła decyzja o nazwie powiatu.

Skąd to wiadomoWydanie rosyjskie z 1933 roku, Moskwa i Leningrad, nakład ponad dziesięciu tysięcy egzemplarzy; decyzja o przemianowaniu powiatu uhtuańskiego z 1935 roku; scalenie powiatów i przeniesienie nazwy na osadę w 1963; uchwały o utworzeniu republiki karelo-fińskiej z 31 marca 1940 i o jej zniesieniu z 16 lipca 1956.

Finowie; Helsinki i cały kraj; 1935, z ciągiem dalszym w kalendarzu imion

Stulecie w 1935 roku i wymiana nazwisk

Zapis z tamtych czasów

Obchody stulecia trwały w Helsinkach cztery dni, a towarzysząca im akcja sprawiła, że dziesiątki tysięcy ludzi zamieniły nazwiska na fińskie.

Czytaj dalej

Główna uroczystość odbyła się 28 lutego 1935 roku w hali wystawowej w Helsinkach, a całość obchodów zajęła cztery dni i objęła państwo, towarzystwa kulturalne oraz szkoły. Rocznica dotyczyła pierwszego wydania z 1835 roku, to znaczy dnia, w którym składacz podpisał przedmowę, a nie wieku samych pieśni ani chwili ich zapisania.

Przy okazji rocznicy przeprowadzono akcję zmiany nazwisk: obce, najczęściej szwedzkie, zamieniano na fińskie, w dużej części układane ze słów pospolitych oznaczających drzewa, wody i kamienie. Zmiany dokonały dziesiątki tysięcy osób w ciągu jednego roku. Nazwisko przestało w tym ruchu być nazwą rodu, a stało się deklaracją przynależności.

Podobnie stało się z imionami. Imię głównej bohaterki czwartej pieśni ułożył sam składacz ze zwrotu znaczącego jedyna dziewczyna, a w pieśniach zapisanych ono nie występuje. W 2006 i 2007 roku było to najczęściej nadawane w Finlandii imię dla dziewczynek. Postać wymyślona przy stole w latach czterdziestych XIX wieku nazywa dziś tysiące żyjących ludzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczbę zmian nazwisk z 1935 roku podaje się od kilkudziesięciu tysięcy do stu tysięcy; nie da się rozstrzygnąć, co do niej wliczano.
  • Nie ustaliłem, czy rocznicowa akcja nazwiskowa objęła także karelskich uchodźców mieszkających wtedy w Finlandii.

Skąd to wiadomoProgram obchodów stulecia i uroczystość z 28 lutego 1935 roku w hali wystawowej w Helsinkach; akcja zmiany nazwisk z 1935 roku prowadzona przez towarzystwo krzewienia fińskości; statystyka imion nadanych dziewczynkom w Finlandii w latach 2006 i 2007.

Finowie; Helsinki; 1935-1945

Zbiórka na pomnik, z której wyszła wytwórnia biżuterii

Zapis z tamtych czasów

Komitet chciał postawić pomnik śpiewaczkom; zbiórka zawiodła, więc zaczęto sprzedawać kopie ozdób ze zbiorów muzeum, i tak w 1937 roku powstała wytwórnia.

Czytaj dalej

Pomysł wyszedł w roku stulecia, 1935, od pisarki Elsy Heporauty: miał stanąć pomnik kobietom, które te pieśni śpiewały i przekazywały. Zbiórka publiczna nie przyniosła potrzebnych pieniędzy, więc komitet postanowił zarobić je sam. Wybrano czterdzieści ozdób ze zbiorów muzeum narodowego i zamówiono ich nowe opracowanie u Germunda Paaera.

Pierwsze wyroby pokazano 8 grudnia 1937 roku na przyjęciu wydanym przez żonę prezydenta, Kaisę Kallio. Przyjęto je tak dobrze, że sprzedaż stała się przedsiębiorstwem; spółkę wpisano w 1941 roku, a właścicielem pozostało stowarzyszenie kobiece powstałe przy komitecie. Ozdoba z wykopaliska zamieniła się w towar i zarazem w znak przynależności.

Wojna zmieniła przeznaczenie pieniędzy. Zamiast na pomnik poszły na domy wypoczynkowe dla matek licznych rodzin, na sierocińce, na schronienie dla przesiedlonych z Karelii i na zatrudnienie inwalidów wojennych. Pomnik mimo wszystko stanął, mniejszy, niż go zamierzano: odlana w brązie postać Louhi, pani Północy, dłuta Emila Halonena stoi dziś w siedzibie stowarzyszenia w Helsinkach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok założenia wytwórni bywa podawany jako 1937 albo 1941, zależnie od tego, co uznać za założenie.
  • Nie ustaliłem, jaka część zebranych środków poszła na cele wojenne, a jaka na odlew z 1945 roku.
  • Rok odlewu figury Louhi podaje się rozmaicie, między 1940 a 1945.

Skąd to wiadomoPowołanie komitetu pomnikowego w 1935 roku; czterdzieści wzorów wybranych ze zbiorów muzeum narodowego; pokaz pierwszych wyrobów 8 grudnia 1937; wpis spółki w 1941; odlew figury pani Północy z 1945 roku.

Karelowie i Rosjanie Karelii Wschodniej; Pietrozawodsk przemianowany na Äänislinna; 1941-1944

Zarząd wojskowy Karelii Wschodniej, 1941-1944

Zapis z tamtych czasów

Podczas zajęcia Karelii Wschodniej dzielono ludność według pochodzenia; obozy dla ludności rosyjskiej otwarto 24 października 1941 roku.

Czytaj dalej

Ten podział stał się podstawą postępowania. Ludność uznaną za pokrewną zostawiano na miejscu i otwierano dla niej szkoły z fińskim językiem nauczania; ludność rosyjską zamykano w obozach. Pierwsze założono 24 października 1941 roku w Pietrozawodsku, było ich tam sześć, a na koniec tego roku trzymano w nich trzynaście tysięcy czterysta osób.

Liczby z lat następnych są znane. W połowie 1942 roku stan najwyższy wyniósł blisko dwadzieścia dwa tysiące osób, a wiosną i latem tego roku zmarło z niedożywienia około trzech i pół tysiąca ludzi; łączną liczbę zmarłych wśród zamkniętych podaje się jako cztery tysiące trzysta sześćdziesiąt jeden. Taki rachunek wychodzi, gdy pokrewieństwo mowy potraktuje się jako tytuł do ziemi i do ludzi.

Zarząd wojskowy zajętej Karelii Wschodniej powołano 15 lipca 1941 roku; urzędował najpierw w Mikkeli, od października 1941 w Joensuu, a od listopada 1943 w zdobytym Pietrozawodsku, przemianowanym na Äänislinna, co znaczy gród nad Onegą. Ludność zastana na miejscu była wielokrotnie mniej liczna niż przed wojną, bo większość mieszkańców zdążono wywieźć w głąb kraju; ci, którzy zostali, dzielili się mniej więcej po połowie na Karelów i Rosjan.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wcześniejsze szacunki liczby zmarłych wahały się między czterema a siedmioma tysiącami; podana wartość pochodzi z późniejszego przeliczenia imiennego.
  • Nie wiadomo, jak ściśle stosowano kryterium pochodzenia w rodzinach mieszanych.
  • Liczbę ludności zastanej na zajętym obszarze podaje się od niespełna osiemdziesięciu pięciu tysięcy do stu pięćdziesięciu tysięcy, a stan przedwojenny od trzystu do czterystu siedemdziesięciu tysięcy, zależnie od tego, jaki teren się liczy.
  • Stany obozów podaje się rozbieżnie: na koniec 1941 roku spotyka się zarówno trzynaście, jak i dwadzieścia cztery tysiące zamkniętych.

Skąd to wiadomoRozkaz o powołaniu zarządu wojskowego z 15 lipca 1941 roku; przemianowanie Pietrozawodska na Äänislinna; założenie pierwszych obozów 24 października 1941; wykazy stanu obozów z końca 1941 i z połowy 1942 roku.

Karelowie wieńscy; wieś Akonlahti w parafii Vuokkiniemi; lata dwudzieste – 1958

Akonlahti, 1958: kilka godzin na spakowanie

Zapis z tamtych czasów

Jedną ze wsi, z których pochodzą pieśni eposu, zlikwidowano w 1958 roku: samoloty na lodzie, kilka godzin na spakowanie, spalone domy.

Czytaj dalej

Akonlahti była wsią zamożną: ziemia pod uprawę, ryby, zwierzyna, a do tego bliskość granicy, która czyniła handel opłacalnym. Z sąsiadami po fińskiej stronie, ze wsi Rimpi, mieszkańcy obcowali na co dzień; nawet po formalnym zamknięciu granicy w latach dwudziestych te kontakty trwały jeszcze przez jakiś czas.

W latach 1941-1944 wieś znalazła się pod fińskim zajęciem i nie wszyscy mieszkańcy zdążyli przedtem wyjechać w głąb kraju. Po wojnie wielu wyszło do Finlandii z obawy, że jeśli zostaną, będą oskarżeni o współpracę z nieprzyjacielem. Reszta została na miejscu, w okolicy przygranicznej strzeżonej coraz ściślej.

Koniec przyszedł w 1958 roku. Mieszkańców przesiedlono do Uhtui, a zabudowania spalono. Wieś zakwalifikowano jako pozbawioną perspektyw z powodu odległości, braku dróg i położenia tuż przy granicy fińskiej, przy czym w szczycie zimnej wojny sama ta bliskość ważyła co najmniej tyle, co rachunek gospodarczy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładnej liczby wysiedlonych rodzin nie ustaliłem.
  • Nie wiadomo, czy decyzja zapadła na szczeblu powiatu, czy wyżej.
  • Przebieg samego wysiedlenia znany jest z późniejszych relacji mieszkańców; pory roku, czasu danego na spakowanie ani losu inwentarza nie potwierdza dokument.

Skąd to wiadomoRelacje mieszkańców Akonlahti i fińskiej wsi Rimpi o codziennym ruchu przez granicę do lat dwudziestych; przebieg likwidacji wsi w 1958 roku; objęcie tego terenu obszarem chronionym po 1991 roku.

Karelowie wieńscy; Latvajärvi i wyspa Kalmosaari; 1841-1996

Latvajärvi: grób prawdziwy i grób zrobiony na pokaz

Zapis z tamtych czasów

We wsi, która dała eposowi najwięcej wersów, zgubiono grób śpiewaka; w latach sześćdziesiątych wskazano zastępczy, a właściwy odnaleziono w 1996 roku.

Czytaj dalej

Na przełomie XIX i XX wieku Latvajärvi liczyło nieco ponad pięćdziesiąt gospodarstw i było najważniejszą ze wsi śpiewaczych Karelii Wieńskiej. Arhippa Perttunen, od którego w ciągu dwóch kwietniowych dni 1834 roku zapisano największy jednorazowy plon pieśni, umarł w 1841 roku i został pochowany na wyspie Kalmosaari, na starym wiejskim cmentarzu.

W 1909 roku fińskie towarzystwo literackie postawiło na grobie jego syna Miihkaliego kamień z szarego granitu i biały marmurowy krzyż, rzecz na tamtejszych cmentarzach niespotykaną. Sama wieś dotrwała do końca lat sześćdziesiątych XX wieku, po czym została opróżniona, a teren jako pas przygraniczny zamknięto i wpuszczano nań tylko za osobnym zezwoleniem.

Wtedy właśnie zdarzyła się rzecz warta zapisania dokładnie. Trzeba było umieścić tablicę pamiątkową, a prawdziwego grobu ojca nie umiano już odnaleźć, więc wskazano miejsce zastępcze. Ponieważ okolica była zamknięta, nikt tego przez dziesięciolecia nie sprawdził. Grób właściwy odnaleziono dopiero w 1996 roku, pod świerkiem, obok tego, przy którym kłaniano się przez trzydzieści lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok urodzenia śpiewaka podaje się między 1762 a 1769.
  • Nie ustaliłem, kto wskazał miejsce zastępcze ani czy zrobiono to świadomie, czy przez pomyłkę.

Skąd to wiadomoData śmierci śpiewaka w 1841 roku i pochówek na wyspie Kalmosaari; kamień i krzyż postawione przez fińskie towarzystwo literackie w 1909 roku na grobie jego syna; opróżnienie wsi pod koniec lat sześćdziesiątych XX wieku; odnalezienie właściwego grobu w 1996 roku.

Finowie i Rosjanie; plenery fińskie i studia radzieckie; 1957-1959

Film z 1959 roku: pierwsza wspólna robota dwóch państw

Zapis z tamtych czasów

Zdjęcia zaczęto w 1957 roku w Finlandii, a dokończono w radzieckim studiu; był to pierwszy film Związku Radzieckiego zrobiony wspólnie z krajem zachodnim.

Czytaj dalej

Obraz, nazwany od cudownego młyna z eposu, kręcono od 1957 roku w fińskich plenerach, a część studyjną wykonano w Związku Radzieckim. Reżyserowali go razem Aleksandr Ptuszko i Risto Orko, wytwórniami były Mosfilm i Suomi-Filmi. Był to pierwszy wypadek, w którym Związek Radziecki zrobił film wspólnie z krajem spoza swojego bloku.

Znaczenie tego przedsięwzięcia leży poza samym filmem. Piętnaście lat po wojnie, która przesunęła granicę i wyrzuciła z domów setki tysięcy ludzi, epos był jedyną rzeczą, na jaką oba państwa mogły powołać się bez sporu, bo każde miało do niego własny tytuł: jedno przez druk i przez zbieracza, drugie przez wsie, w których śpiewano.

Obsada była mieszana: fiński aktor w roli starego śpiewaka, rosyjska aktorka w roli pani Północy, rosyjski aktor w roli kowala, łotewski w roli młodego zalotnika, estońska aktorka w roli jego siostry. Fabułę wzięto luźno: pani Północy pożąda młyna dającego sól, zboże i złoto. Rzecz rozeszła się szeroko, a w Stanach Zjednoczonych puszczano ją w wersji przemontowanej, pod tytułem niemającym z eposem nic wspólnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok rozpoczęcia zdjęć podaje się jako 1957 albo 1958, zależnie od tego, czy liczy się plenery, czy pracę studyjną.
  • Nie ustaliłem podziału kosztów ani udziałów między wytwórniami.
  • Pierwszeństwa tego przedsięwzięcia wśród radzieckich koprodukcji z zagranicą nie da się wykazać dokumentem; pewne jest tylko, że fińskie wytwórnie długo się wahały, zanim jedna z nich przystąpiła.

Skąd to wiadomoZdjęcia plenerowe w Finlandii od 1957 roku i praca studyjna w Związku Radzieckim; premiera w 1959 roku; wytwórnie Mosfilm i Suomi-Filmi; wersja przemontowana rozpowszechniana w Stanach Zjednoczonych.

Finowie; Helsinki i cały kraj; 1865-1978

Dzień 28 lutego: od zebrania studenckiego w 1865 do rozporządzenia z 1978

Zapis z tamtych czasów

Datę podpisu pod przedmową zaczęto świętować w 1865 roku, w 1952 wpisano ją na listę dni flagowych, a w 1978 rozporządzenie dodało nazwę dnia kultury fińskiej.

Czytaj dalej

Pierwsze obchody urządziła w 1865 roku studencka korporacja sawońsko-karelska, która wznawiała wtedy działalność i wybrała na swoje doroczne święto właśnie 28 lutego. Data pochodzi z podpisu pod przedmową do pierwszego wydania i oznacza dzień, w którym jeden człowiek uznał swój układ pieśni za skończony, a nie żadne zdarzenie z dziejów wsi śpiewaczych.

Zwyczaj wywieszania flagi ustalił się w praktyce już w latach dwudziestych XX wieku, a do spisu dni flagowych w kalendarzu data weszła w 1952 roku. Rozporządzenie z 1978 roku potwierdziło ją i dodało drugie miano: dzień kultury fińskiej. Święto przesunęło się w ten sposób z jednej książki na całą kulturę kraju, a jego nazwa przestała wskazywać na źródło.

Warto zważyć, co ta data upamiętnia, a czego nie. Nie upamiętnia dnia, w którym powstały pieśni, bo tego nie wie nikt; nie upamiętnia też dnia, w którym je zapisano, bo były to setki dni rozłożone na dwadzieścia lat i w większości spędzone po drugiej stronie granicy. Upamiętnia czynność redakcyjną wykonaną w Kajaani i to jest najuczciwszy opis tego święta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wpisania na listę dni flagowych podawany bywa jako 1950 albo 1952.
  • Nie ustaliłem, czy rozporządzenie z 1978 roku wymienia obie nazwy równorzędnie, czy jedną jako główną.

Skąd to wiadomoObchody studenckiej korporacji sawońsko-karelskiej z 1865 roku; praktyka flagowa lat dwudziestych XX wieku; wpis do spisu dni flagowych w kalendarzu z 1952 roku; rozporządzenie z 1978 roku wprowadzające nazwę dnia kultury fińskiej.

Warsztat w Tartu

Bogowie estońscy wymyśleni w XIX wieku

Saaremaa i Wirumaa, ziemie estońskie, początek XIII wieku

Tharapita, jedyne imię zapisane za życia kultu

Zapis z tamtych czasów

Kronika spisana w latach dwudziestych XIII wieku wraca do tego imienia kilkakrotnie i jest to jedyne imię estońskiego boga zanotowane, gdy wiara jeszcze trwała.

Czytaj dalej

Kapłan Henryk, który pracował przy misji inflanckiej i pisał swoją kronikę mniej więcej w latach 1224-1227, zanotował imię Tharapita w dwóch miejscach kroniki, w opisie wyprawy do Wirumaa i w opisie podboju Saaremaa. Raz pada ono jako okrzyk wojowników z wyspy Saaremaa, raz w opowieści o porosłym lasem wzgórzu w Wirumaa, na którym bóg miał się narodzić i skąd odleciał na wyspę. Wszystko inne, co o nim wiadomo, pochodzi z domysłów późniejszych o kilka stuleci.

Wartość tego zapisu bierze się z daty. Nie mamy tu wspomnienia utrwalonego po dwóch wiekach ani pieśni zanotowanej w XIX stuleciu od wnuka ostatniego ofiarnika, lecz notatkę człowieka, który stał obok wydarzeń i miał powód, by imię przeciwnika zapamiętać dokładnie. Cały późniejszy estoński panteon powstawał już bez takiego świadka.

Kronika milczy natomiast o tym, czym Tharapita władał, jaką miał postać i czy czczono go gdziekolwiek poza Saaremaa i Wirumaą. Nie ma w niej ani jednego innego imienia boskiego z ziem estońskich: misjonarz opisuje święte gaje, ofiary i losowanie wróżebne, lecz bogowie pozostają u niego bezimienni. Z tej jednej linijki wyprowadzono później całą narodową mitologię.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Tharapita to jedno imię, czy zrost imienia z wezwaniem o pomoc; kronikarz zapisał ciąg liter, nie objaśnienie.
  • Czy wzgórze w Wirumaa da się wskazać na mapie; utożsamienia są późniejsze i nie mają oparcia w dokumencie.
  • Czy kult sięgał poza dwie wymienione krainy; poza kroniką nie istnieje dla niego żadne świadectwo.

Skąd to wiadomoKronika inflancka Henryka, spisana ok. 1224-1227, obejmująca wydarzenia z lat 1208-1227; wzmianka o wzgórzu w Wirumaa wiąże się z wyprawą z 1220 roku, okrzyk wojowników — z podbojem Saaremaa opisanym w ostatniej księdze kroniki, pod rokiem 1227.

Estonia, od siedemnastowiecznych domysłów po ruch narodowy XIX wieku

Jak z okrzyku zrobiono Taarę, boga najwyższego

Złożone przy biurku

Zapisane w kronice Tharapita rozłożono na imię i wezwanie o pomoc, a z tak uzyskanej cząstki uczyniono w XIX wieku boga naczelnego całego panteonu.

Czytaj dalej

Kiedy dokładnie formę z kroniki rozcięto na imię i wezwanie o pomoc, nie da się wskazać; najstarsze znane użycie samej cząstki jako imienia boga pochodzi z piśmiennictwa XIX wieku. Rozbiór jest zgrabny i po estońsku brzmi naturalnie, ale opiera się wyłącznie na tym, jak ciąg liter wygląda na papierze. Żaden dokument nie potwierdza, by ktokolwiek nazywał kiedykolwiek boga samym imieniem Taara.

Z tej cząstki ruch narodowy uczynił rzecz pierwszorzędną. Taara był wygodny dlatego, że nie pochodził od Niemców i nie pochodził od Kościoła, a przy tym miał metrykę z dokumentu starszego niż podbój. Tartu zaczęto poetycko nazywać grodem Taary, imię weszło do publicystyki, potem do nazw ulic, koszar i stowarzyszeń, aż wreszcie w XX wieku nazwano od niego całą wiarę.

Rachunek wygląda więc tak. Jedno słowo poświadczone w latach dwudziestych XIII wieku, rozcięte na dwoje w wieku XVII, rozbudowane do rangi boga naczelnego w wieku XIX, z pełną teologią dopisaną w wieku XX. Na żadnym z tych trzech ostatnich pięter nie przybył ani jeden dawny zapis.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy rozbiór imienia na dwa wyrazy jest trafny; brzmi prawdopodobnie, lecz nie został wykazany.
  • Czy pokrewne formy z terenu liwońskiego, znane z nazw miejscowych, wskazują na to samo bóstwo, czy tylko podobnie brzmią.

Skąd to wiadomoZapis kroniki z lat 1224-1227; siedemnastowieczne inflanckie historie pisane po niemiecku; estońska publicystyka i nazewnictwo od lat sześćdziesiątych XIX wieku.

Åbo 1789, Rewel 1821, Parnawa 1822

Fiński słownik mitologiczny jako wzornik dla Estonii

Zapis po chrzcie

Estoński panteon nie wyrósł z estońskich zapisów, lecz z przekładu fińskiego słownika bóstw, który w 1821 roku przerobiono i uzupełniono o własne domysły.

Czytaj dalej

W 1789 roku ukazał się w Åbo słownik mitologii fińskiej, złożony z imion zebranych w zaklęciach, pieśniach i w liście bóstw tawastyjskich (hameńskich), którą biskup Mikael Agricola umieścił obok osobnej listy karelskiej w przedmowie do psałterza z 1551 roku. Był to porządny wypis z tego, co dawało się znaleźć, ale też pierwszy katalog, w którym imiona stanęły obok siebie w szeregu, jak w słowniku bogów greckich.

W 1821 roku ten właśnie słownik przełożył na niemiecki dwudziestoletni student z Rygi, Kristjan Jaak Peterson. Przekład wyszedł w Rewlu, a rok później jako czternasty zeszyt pisma poświęconego językowi estońskiemu, wychodzącego w Parnawie. Tłumacz nie ograniczył się do przekładu: przestawił hasła i wtrącił własne uwagi o dawnej wierze Estończyków, a wśród nich imiona Vanemuine i Kalevipoeg. Zmarł w 1822 roku, mając dwadzieścia jeden lat.

Znaczenie tej książeczki jest większe, niż wskazywałaby jej objętość. Przez następne stulecie każdy, kto po estońsku pytał o dawnych bogów, dostawał do ręki fiński katalog z estońskimi dopiskami i nie miał jak odróżnić jednego od drugiego. Wzór został ustawiony, zanim ktokolwiek zaczął sprawdzać, czy estońskie źródła w ogóle taki szereg imion znają.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Vanemuine pojawia się w druku po raz pierwszy właśnie w tym przekładzie, czy da się wskazać zapis wcześniejszy.
  • W jakiej mierze dopiski o wierze Estończyków opierały się na czymkolwiek zasłyszanym, a w jakiej na analogii z materiałem fińskim.

Skąd to wiadomoSłownik mitologii fińskiej, Åbo 1789; jego niemiecka przeróbka, Rewel 1821 i przedruk w piśmie parnawskim, zeszyt czternasty, 1822.

Dorpat, czyli Tartu, lata 1838-1861

Warsztat w Tartu i jego zeszyty

Złożone przy biurku

Towarzystwo założone w 1838 roku dało nowym bóstwom to, czego najbardziej im brakowało: druk, przypisy i wygląd dokumentu naukowego.

Czytaj dalej

Uczone towarzystwo estońskie powstało w Tartu w 1838 roku i przez następne dziesięciolecia było jedynym miejscem, w którym po niemiecku roztrząsano estońską przeszłość. Doktor Friedrich Robert Faehlmann przewodniczył mu w latach 1843-1850. Na posiedzeniach czytano referaty, a zeszyty towarzystwa drukowały je potem w formie, której nikt nie odróżniał od rozprawy o starożytnościach.

Tam właśnie, na jednym z pierwszych posiedzeń, w zimie na przełomie 1838 i 1839 roku, padło z mównicy imię boga pieśni; protokołu tego posiedzenia nie widziałem i daty dziennej nie podaję. W tych samych zeszytach ukazały się w latach 1840-1852 wszystkie opowieści Faehlmanna, a w latach 1857-1861 sześć części eposu o Kalevipoegu. Jeden adres wydawniczy, jeden krój pisma, jeden rocznik dla zapisków o wykopaliskach i dla utworów literackich podanych jako podanie ludowe.

To jest sedno sprawy i warto je powiedzieć bez ogródek. Wymyślone imiona nie przyjęłyby się, gdyby wyszły w tomiku wierszy; przyjęły się, bo wyszły w wydawnictwie towarzystwa uczonego, z komentarzem, z odsyłaczami i z zastrzeżeniem, że przekaz zachował się w strzępach. Forma naukowa była częścią pomysłu, nie jego oprawą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słuchacze pierwszych odczytów brali je za zapis ludowy, czy za utwór literacki; protokoły nie rozstrzygają.

Skąd to wiadomoZeszyty uczonego towarzystwa estońskiego w Tartu, roczniki od 1840; drukowane tam opowieści z lat 1840-1852 i epos z lat 1857-1861.

Tartu, lata 1838-1852

Osiem opowieści doktora Faehlmanna

Złożone przy biurku

Lekarz z Tartu napisał po niemiecku zestaw opowieści o estońskich bogach i ogłosił je tak, jakby były zapisem tego, co lud opowiada od wieków.

Czytaj dalej

Friedrich Robert Faehlmann, urodzony w 1798 i zmarły w 1850 roku, był z zawodu lekarzem, a estońskim mówił od dziecka. Pierwsze swoje opowieści przedstawił na posiedzeniu towarzystwa zimą 1838 roku, a w 1839 odczytał referat, w którym po raz pierwszy zarysował fabułę narodowego eposu o synu Kaleva. Drukiem jego opowieści wychodziły po niemiecku w latach 1840-1852, część już po jego śmierci.

Należą do nich między innymi historia Świtu i Zmierzchu, pieśń boga Vanemuine, opowieść o powstaniu rzeki Emajõgi, rzecz o jeziorze Endla i pannie Jucie oraz obraz gotowania języków w kotle. Są napisane pięknie i mają wewnętrzny ład, jakiego przekaz ustny prawie nigdy nie ma. To nie są zapisy z terenu, tylko utwory.

Sposób ich podania powtarza chwyty znane wówczas w całej Europie. Materiał ma pochodzić z odległej prowincji, zachować się we fragmentach, których nie da się w pełni zrozumieć, a informator bywa wspomniany bez nazwiska. Do tego dochodzi komentarz w tonie rozprawy. Czytelnik dostawał więc gotowy sygnał, że ma przed sobą resztki starożytności, a nie nowy tekst.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile dokładnie opowieści należy liczyć do zestawu; podziały bywają różne, bo część ukazywała się partiami.
  • Czy autor miał jakąkolwiek podstawę w zasłyszanych opowieściach, czy pisał od początku do końca sam.

Skąd to wiadomoZeszyty uczonego towarzystwa estońskiego w Tartu, publikacje z lat 1840-1852; referat o fabule eposu odczytany w 1839 roku.

Estonia, od 1821 roku po dzień dzisiejszy

Vanemuine, bóg pieśni bez jednego dawnego zapisu

Złożone przy biurku

Najbardziej znany estoński bóg nie występuje w żadnej kronice, wizytacji ani w aktach sądu; jego najstarszy ślad to druk z lat 1821-1822.

Czytaj dalej

Imię Vanemuine trafiło do druku w niemieckiej przeróbce fińskiego słownika mitologicznego, ogłoszonej w Rewlu w 1821 i przedrukowanej rok później w Parnawie. Bogiem pieśni został zimą 1838 roku, na posiedzeniu towarzystwa w Tartu. Potem umieszczono go na otwarciu eposu jako tego, który dał ludziom kannel i śpiew, i w tej roli pozostał.

Zestawienie z materiałem dawnym wypada jednoznacznie. Kronika z lat dwudziestych XIII wieku go nie zna, wizytacje kościelne XVII wieku nie znają, protokoły sądów duchownych nie znają, inwentarz obyczajów z 1685 roku nie zna. Nie ma go też w pieśniach zapisywanych przed drukiem eposu. Tam, gdzie zbieracze notowali to imię później, mieli przed sobą ludzi, którzy chodzili do szkoły.

Brzmienie imienia zdradza wzór, z którego je wzięto. Stoi za nim fiński Väinämöinen, znany z listy bóstw tawastyjskich (hameńskich), którą biskup Mikael Agricola umieścił obok osobnej listy karelskiej w przedmowie do psałterza z 1551 roku i z pieśni śpiewanych po drugiej stronie zatoki, a obok niego estońskie słowo oznaczające starszego, najstarszego w rodzie. Powstała rzecz ładna, doskonale pasująca do języka i całkowicie nowa, a jej największym sukcesem jest to, że dziś brzmi jak imię odziedziczone.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy któryś zapis pieśni z czasów przed 1821 rokiem zawiera to imię; dotąd nie wskazano takiego.
  • Czy dopiski w przekładzie z 1821 roku opierały się na czymś zasłyszanym w Estonii, czy wyłącznie na materiale fińskim.

Skąd to wiadomoNiemiecka przeróbka fińskiego słownika mitologicznego, 1821 i 1822; protokoły i zeszyty towarzystwa w Tartu od 1838; epos drukowany w latach 1857-1861.

Tartu, druga połowa lat czterdziestych XIX wieku

Świta boga pieśni i dwa imiona, które przepadły

Złożone przy biurku

Do wymyślonego boga pieśni dorobiono orszak: kowala Ilmarine, władcę wód Ahti oraz dwa imiona, o których dziś nikt już nie pamięta.

Czytaj dalej

W drugiej połowie lat czterdziestych XIX wieku, po spotkaniach w Tartu z Eliasem Lönnrotem, który złożył fiński epos, Faehlmann dodał bogu pieśni towarzystwo. Pojawili się Ilmarine, Lämmeküne i Vibboane, a obok nich władca wód Ahti. Pierwowzory są jawne: lista bóstw tawastyjskich (hameńskich), którą biskup Mikael Agricola umieścił obok osobnej listy karelskiej w przedmowie do psałterza z 1551 roku, wymienia i kowala powietrza, i pana wód.

Dalszy ciąg jest pouczający, bo pokazuje, co decyduje o przyjęciu się wymysłu. Lämmeküne i Vibboane zniknęły w ciągu jednego pokolenia, bo nie miały co robić. Ilmarine i Ahti przetrwali, ponieważ epos potrzebował kowala, który wykuje miecz, i wody, która ten miecz połknie. Nie prawda o nich zadecydowała o trwaniu, lecz przydatność w opowieści.

Warto też zauważyć, czego w tej świcie nie ma. Nie ma żadnego bóstwa, o którym mówią estońskie akta kościelne i sądowe: ani kukły z pola, ani ducha ze skrzynki w spichlerzu, ani przynoszącego dobytek latawca. Panteon układano z imion czytelnych dla wykształconego czytelnika, a nie z tego, co naprawdę robiono na wsi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie dopisano poszczególne imiona; datowanie opiera się na kolejności odczytów, nie na rękopisach z datą.
  • Czy któreś z tych imion miało jakiekolwiek oparcie w estońskiej mowie potocznej, czy wszystkie są przeniesione.

Skąd to wiadomoPrzedmowa biskupa Mikaela Agricoli do psałterza, 1551, z listą bóstw karelskich; odczyty i publikacje towarzystwa w Tartu z lat czterdziestych XIX wieku.

Estonia, od lat trzydziestych XIX wieku

Uku, czyli słowo awansowane na boga najwyższego

Zapis po chrzcie

Estońskie uku znaczy tyle co dziad albo starzec; bogiem naczelnym stało się w piśmie dopiero w latach trzydziestych XIX wieku, za sprawą jednego autora.

Czytaj dalej

Po fińsku Ukko znaczy dziadek i pod tym imieniem lista z 1551 roku wymienia bóstwo, któremu składano ofiary z beczułek napoju na wiosnę, przy siewie. Estońskie uku należy do tej samej rodziny wyrazowej i znaczy to samo, lecz w estońskich aktach opisujących żywą praktykę żaden bóg tak się nie nazywa. Najwcześniejszy znany mi zapis, w którym to słowo jest imieniem boga najwyższego, a nie określeniem starca, wychodzi spod pióra Friedricha Reinholda Kreutzwalda; druku i roku nie umiałem ustalić i dekadę podaję z zastrzeżeniem.

Uderzające jest to, co działo się dalej. Przez następne stulecie podręczniki stawiały na czele panteonu raz Taarę, raz Uku, zależnie od upodobania piszącego, i nikt nie potrafił rozstrzygnąć sporu dokumentem. Tam, gdzie istnieje tradycja, takiej dowolności na samym szczycie nie ma.

Oddzielić trzeba dwie rzeczy, bo ich zlanie jest źródłem nieporozumień. Samo słowo jest stare i dobrze osadzone w języku, podobnie jak zwroty o dziadku na niebie i o starym ojcu. Co innego twierdzenie, że w Estonii czczono boga o imieniu Uku, i tego twierdzenia nie da się wyprowadzić z żadnego zapisu sprzed XIX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy estońskie uku jest pożyczką z fińskiego, czy wyrazem wspólnym obu językom od dawna.
  • Czy zwroty ludowe o starcu na niebie należą do dawnej wiary, czy są opisami chrześcijańskiego Boga.

Skąd to wiadomoPrzedmowa biskupa Mikaela Agricoli, 1551, z bóstwem czczonym przy wiosennej ofierze; estońskie pisma z lat trzydziestych XIX wieku.

Estonia, od lat czterdziestych XIX wieku

Świt, Zmierzch i panna z jeziora Endla

Złożone przy biurku

Dwa pospolite rzeczowniki, świt i zmierzch, zamieniono w parę niebiańskich sług spotykających się raz w roku w noc świętojańską.

Czytaj dalej

Koit i hämarik to w estońszczyźnie zwykłe wyrazy oznaczające świt i zmierzch. W opowieści ogłoszonej przez Faehlmanna stają się dwojgiem młodych, którym niebieski ojciec powierzył gaszenie i zapalanie słońca, a którzy raz w roku, w najkrótszą noc lata, podają sobie z rąk do rąk gasnące światło i wtedy właśnie się spotykają. Żaden zapis sprzed tej publikacji takiej pary nie zna.

Podobnie rzecz się ma z Jutą, panną z jeziora Endla, którą ten sam autor wprowadził do obiegu w tych samych latach. Opowieść zbudowano wedle reguł literatury swojej epoki: jest w niej kara za pychę, jest tęsknota i jest woda zamykająca całość. Trafiła potem do czytanek, na płótna malarzy i na scenę, a dziś funkcjonuje po prostu jako estońskie podanie, bez żadnego znaku, że ma znanego autora i datę.

To są najczystsze przykłady tego, co ten dział bada. Nie chodzi o fałszerstwo w rozumieniu prawa, bo nikt nie podrabiał rękopisu. Chodzi o utwór, który przez sposób ogłoszenia zaczął pracować jak świadectwo, a po dwóch pokoleniach nie dawał się już od świadectwa odróżnić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy istniało jakiekolwiek podanie o dwóch światłach nieba, z którego autor mógł wyjść.
  • Czy późniejsze zapisy z terenu są niezależne, czy powtarzają drukowany tekst.

Skąd to wiadomoOpowieści ogłoszone w zeszytach towarzystwa w Tartu w latach 1840-1852; brak jakiegokolwiek wcześniejszego zapisu.

Cała Estonia, poświadczenia od 1551 roku

Kalevipoeg, imię stare i życiorys nowy

Zebrane z ust

Olbrzym z podań ma pokrycie dawne i szerokie, ale wszystko, co dziś uchodzi za jego dzieje, dopisano w połowie XIX wieku.

Czytaj dalej

Lista bóstw tawastyjskich (hameńskich), którą biskup Mikael Agricola umieścił obok osobnej listy karelskiej w przedmowie do psałterza z 1551 roku, wymienia synów Kaleva jako tych, którzy kosili łąki. Po stronie estońskiej ten sam olbrzym żyje w setkach podań miejscowych: stąd rzucił kamień, tu spał i został ślad, tam przeorał bruzdę, którą dziś nazywa się jego imieniem. Tego materiału nikt nie wymyślił i da się go sprawdzić na mapie, bo nazwy terenowe z tym imieniem liczy się w dziesiątkach.

Trzeba jednak zobaczyć, czego w tych podaniach nie ma. Nie ma kolejności zdarzeń, nie ma panowania ani wojny, nie ma matki z imieniem, wyprawy po miecz, zdrady i śmierci u wrót podziemia. Podanie miejscowe tłumaczy głaz albo jezioro i na tym kończy swoją robotę; życiorysu bohatera nie potrzebuje.

Różnica między jednym a drugim jest osią całego sporu o estoński epos. Materiał był prawdziwy, budowla postawiona z niego jest nowa, a do wyobraźni przemawia dziś oczywiście budowla, nie rozrzucone po polach głazy. Mówienie, że lud opowiadał dzieje Kalevipoega, jest przesunięciem, którego nie da się obronić żadnym zapisem sprzed 1850 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy estońskie podania o olbrzymie i karelska wzmianka z 1551 roku dotyczą tej samej postaci, czy tylko wspólnego typu.
  • Które z podań zapisanych po 1862 roku są niezależne od drukowanego eposu.

Skąd to wiadomoPrzedmowa biskupa Mikaela Agricoli, 1551; nazwy terenowe i podania zapisywane od XVIII wieku; zbiory z terenu z drugiej połowy XIX wieku.

Tartu i Kuopio w Finlandii, lata 1850-1862

Epos: rok 1853, lata 1857-1861, rok 1862 i rachunek wersów

Złożone przy biurku

Z blisko dziewiętnastu tysięcy wersów estońskiego eposu około jednej ósmej pochodzi z zapisanych pieśni, reszta została napisana w ich naśladownictwie.

Czytaj dalej

Po śmierci Faehlmanna w 1850 roku pracę przejął lekarz z Võru, Friedrich Reinhold Kreutzwald, i traktował ją jako odtworzenie utraconego eposu ustnego. Pierwsza wersja, gotowa w 1853 roku, liczyła 13 817 wersów i nie przeszła przez cenzurę. Druga, licząca 19 087 wersów, ukazywała się w sześciu częściach w latach 1857-1861 w zeszytach towarzystwa, z równoległym przekładem niemieckim.

Wydanie, które naprawdę trafiło do czytelników, wyszło poza zasięgiem tutejszej cenzury: w 1862 roku w fińskim Kuopio, w postaci nieco skróconej, licząc 19 023 wersy w dwudziestu pieśniach. To ten druk czytano na wsi, z niego brały wypisy czytanki szkolne i to on stoi za wszystkim, co działo się później z estońskim wyobrażeniem o dawnych czasach.

Proporcję tę policzono na tekście i nie powtarzałem tego rachunku sam; podaję ją tak, jak podaje się wynik cudzego liczenia, z granicą między cytatem a naśladownictwem umowną z natury rzeczy. Około jednej ósmej wersów da się wywieść z zapisanych pieśni ludowych, cała reszta to tekst ułożony w ich mierze i stylu. Nie odbiera to utworowi wartości, odbiera mu natomiast prawo do bycia świadectwem dawnej wiary, bo w sprawie bogów przeważającą część zdań napisał człowiek urodzony w 1803 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak dokładnie policzyć wersy ludowe, skoro granica między cytatem a naśladownictwem bywa płynna.
  • Ile z gotowego tekstu wyszło z notatek Faehlmanna, a ile napisano po 1850 roku.

Skąd to wiadomoZeszyty towarzystwa w Tartu, sześć części z lat 1857-1861 z przekładem niemieckim; osobne wydanie estońskie, Kuopio 1862.

Estonia, pieśń zapisywana od XVIII wieku, rola nadana w latach pięćdziesiątych XIX wieku

Linda, imię z pieśni i rola z eposu

Złożone przy biurku

Pieśń o dziewczynie wyklutej z jajka jest prawdziwa i zapisywana od dawna; matką olbrzyma bohaterka została dopiero w eposie.

Czytaj dalej

Wśród estońskich pieśni miarowych krąży od dawna opowieść o dziewczynie, która wykluła się z jaja i o którą starają się słońce, księżyc i syn gwiazdy. Pieśń zapisywano w wielu odmianach i w różnych stronach kraju, co jest najlepszym dowodem, że nie pochodzi z jednego pióra. Występuje w niej także drugie imię, Linda.

Kreutzwald wziął tę pieśń na otwarcie eposu, po czym zrobił rzecz nową: wydał Lindę za Kaleva i uczynił ją matką bohatera, wdową dźwigającą kamienie na mogiłę męża. Imię było stare, rola jest książkowa, a że rola jest mocniejsza od imienia, dziś w pierwszej kolejności przypomina się właśnie ona.

Skutki widać w spisach ludności. Linda stała się jednym z najczęstszych estońskich imion żeńskich, nadawanym dziewczynkom przez kilka pokoleń, i mało kto łączy je z konkretnym utworem z połowy XIX wieku. Wymysł literacki potrafi wejść w życiorysy dziesiątków tysięcy osób.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy w pieśni obie postacie były siostrami, czy zestawiono je dopiero w eposie.
  • Jak stare są najwcześniejsze zapisy tej pieśni; odmiany notowano głównie w XIX wieku.

Skąd to wiadomoZapisy estońskich pieśni miarowych; tekst eposu drukowany w latach 1857-1861 i 1862.

Tallin, wzgórze Toompea, od XIII wieku

Lyndanisse, nazwa starsza niż postać

Złożone przy biurku

Nazwę grodu poświadczoną w dokumencie z XIII wieku wytłumaczono w XIX wieku imieniem bohaterki wymyślonej kilkaset lat później.

Czytaj dalej

Duński spis ziem estońskich, sporządzony w połowie XIII wieku, notuje dla warowni na nadmorskim wzgórzu formę Lyndanisse; sami Duńczycy opanowali to miejsce w 1219 roku i od ich panowania liczy się dzieje późniejszego Tallina. Nazwa jest więc pewna co do zapisu i co do czasu, natomiast jej pochodzenie pozostaje do dziś nierozstrzygnięte i żadne z proponowanych wyjaśnień nie zostało wykazane.

W XIX wieku odczytano ją wstecz jako wzgórze Lindy i związano z eposem. Owdowiała Linda miała sypać mężowi mogiłę, a usypanym kopcem miało być właśnie Toompea; jeden z kamieni wypuściła z rąk, a z jej łez powstało jezioro nad miastem. Opowieść jest zwarta i ładnie tłumaczy krajobraz, tyle że tłumaczy go postacią młodszą od nazwy o sześćset lat.

Ten mechanizm powtarza się w całym dziale i warto go nazwać. Bierze się dawny, twardy zapis, dokłada się do niego nową postać, a ponieważ zapis jest prawdziwy, cała konstrukcja zyskuje jego wiek. Sprawdzianem jest zawsze pytanie, co dokument naprawdę zawiera, a co zostało do niego przyniesione.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd pochodzi nazwa Lyndanisse; wyjaśnienia są sporne i żadne nie zostało wykazane.
  • Czy podania o kamieniach na wzgórzu zapisano przed drukiem eposu, czy dopiero po nim.

Skąd to wiadomoDuński spis ziem z połowy XIII wieku z formą Lyndanisse; zdobycie grodu przez Duńczyków w 1219 roku; tekst eposu z lat 1857-1862.

Cała Estonia, zapisy z XIX i XX wieku

Vanatühi i Sarvik, diabeł awansowany na przeciwnika bogów

Zebrane z ust

Głupi, silny gospodarz-diabeł z bajek jest w estońskim materiale naprawdę obecny, ale jest postacią chrześcijańską, nie bóstwem dawnej wiary.

Czytaj dalej

W estońskich bajkach stale występuje przeciwnik zwany starym poganinem albo starym pustym: siłacz gospodarujący na swoim, którego parobek regularnie wystrychnie na dudka przy kosztowaniu, ściganiu się i dzieleniu plonu. Takich opowieści zapisano bardzo wiele i to jest materiał prawdziwy, z ust ludzi, w setkach odmian.

Sama nazwa mówi jednak, skąd ta postać przyszła. Nazwać kogoś starym poganinem można dopiero wtedy, gdy poganin jest już kimś obcym, a więc po chrystianizacji; cała mechanika tych bajek, z paktem, z duszą i z przechytrzeniem, jest mechaniką diabła kościelnego. To nie jest ocalały bóg, to jest diabeł, który wszedł do wiejskiej bajki i dobrze się w niej urządził.

W eposie ten sam przeciwnik dostał awans: rogaty władca podziemia, u którego bohater odbiera porwane dziewczęta. Późniejsze popularne wykłady mitologii wciągnęły go już do spisu bóstw estońskich, obok boga pieśni i boga kowala. Tak wygląda przesunięcie w dwóch krokach: z kazania do bajki, z bajki do panteonu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy pod chrześcijańskim diabłem zachowały się rysy starszej postaci, czy cały wizerunek jest późny.
  • Czy stary pusty i stary poganin to od początku jedna postać, czy dwie zlane później.

Skąd to wiadomoZapisy bajek z terenu z XIX i XX wieku; tekst eposu z lat 1857-1862; popularne wykłady mitologii z przełomu XIX i XX wieku.

Läänemaa i Pärnumaa, zapisy z lat 1678-1709

Metsik i Tõnn, czyli to, co naprawdę stoi w aktach

Zapis z tamtych czasów

Kukła ze słomy ubrana w płótno i wystawiana przy polu ma daty, parafie i protokoły sądu duchownego, czego nie ma żaden bóg z XIX wieku.

Czytaj dalej

W zachodniej Estonii sporządzano ubraną kukłę ze słomy, obnoszono ją i umieszczano na drzewie albo na żerdzi na skraju pola, na urodzaj. Zapisy są konkretne: z Hanili w 1678 roku, z sądu duchownego w Parnawie w 1680 roku przy sprawie chłopa zwanego Ralli Hans, gdzie opis jest najdokładniejszy, a postać nazywana jest też królem ziemi, z wizytacji w Audru w tym samym roku, z Karuse w 1693, z Mihkli w 1694, wreszcie z listu z Hanili z 1709 roku donoszącego o pogańskich zgromadzeniach.

Obok tego stoi Tõnn, duch gospodarstwa trzymany w skrzynce w spichlerzu, karmiony pierwszym ziarnem i pierwszym piwem, a imię ma od kościelnego świętego. Praktyka dotrwała na tyle długo, że opisywano ją jeszcze w XIX wieku, kiedy zbierano relacje od gospodarzy.

Zestawienie tych dwóch z panteonem z XIX wieku jest bezlitosne. Kukła i skrzynka mają parafię, rok i podpis pod protokołem, a nie mają rodowodu, małżonki, tronu ani opowieści o stworzeniu świata. Właśnie dlatego układający panteon nie mieli z nich pożytku: prawdziwa estońska wiara nie wyglądała jak panteon i nie dawała się w niego włożyć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kukłę stawiano dla siły pola, czy dla odpędzenia szkody; protokoły podają obie intencje.
  • Od kiedy dokładnie poświadczony jest Tõnn; nie umiałem wskazać najstarszego aktu z rokiem i parafią.

Skąd to wiadomoZapis z Hanili 1678; protokół sądu duchownego w Parnawie 1680; wizytacja w Audru 1680; zapisy z Karuse 1693 i Mihkli 1694; list z Hanili 1709; ostatnia relacja z parafii Karja na Saaremaa z 1930 roku.

Ziemie estońskie i inflanckie, XVII wiek

Kratt, istota poświadczona przez sąd

Zapis z tamtych czasów

Przynoszący dobytek latawiec złożony ze starych sprzętów pojawia się w protokołach procesów o czary, a więc w dokumencie z datą i nazwiskiem.

Czytaj dalej

Kratt, zwany też puuk albo ognistym ogonem, to istota zrobiona z miotły, grabi i szmat, ożywiona umową przypieczętowaną krwią, a potem przynosząca gospodarzowi cudze zboże i cudze mleko. Widuje się ją nocą jako ognisty ślad nad polami. To jedno z najlepiej osadzonych wierzeń estońskich i dobrze pokazuje, czym była wiejska religia: nie panteonem, lecz gospodarką i strachem przed sąsiadem.

Waga tego przekazu bierze się z rodzaju źródła. Procesy o czary toczyły się na tych ziemiach głównie w XVII wieku, a ich protokoły notują oskarżenia o trzymanie takiego pomocnika i o to, że komuś ubywa w stodole. Akt sądowy nie jest opowieścią o dawnych czasach, tylko zapisem sprawy, w której ktoś kogoś oskarżył, ktoś się bronił, a sąd wydał wyrok.

Zestawmy to z Vanemuine. Kratt ma akta, świadków i konsekwencje prawne, ale nie ma świątyni, święta ani miejsca w szeregu bóstw. Bóg pieśni ma szereg, świątynię w postaci teatru i święto w postaci zjazdu chórów, lecz nie ma ani jednego aktu. Ta asymetria jest właściwym wynikiem tego działu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie umiałem wskazać konkretnej sprawy z rokiem i parafią, w której latawiec byłby głównym zarzutem.
  • Czy wyobrażenie o przynoszącym dobytek pomocniku jest miejscowe, czy przyszło wraz z niemieckim mieszczaństwem.

Skąd to wiadomoProtokoły procesów o czary z ziem estońskich i inflanckich z XVII wieku; opisy obyczajów chłopskich drukowane w 1685 roku.

Cała Estonia, poświadczenia od lat dwudziestych XIII wieku

Hiis, gaj poświadczony i świątynia dopisana

Zapis z tamtych czasów

Święte gaje, drzewa, kamienie i źródła mają twarde poświadczenia przez sześć stuleci; świątynia Taary z kapłanem nie ma żadnego.

Czytaj dalej

Kronika z lat dwudziestych XIII wieku opisuje wycinanie świętych gajów przez przybyszów i zdumienie miejscowych, że drzewo dało się ściąć bezkarnie. Wizytacje kościelne XVII wieku wracają do tego samego: przy drzewie, kamieniu albo źródle kładzie się pierwsze ziarno, wełnę, monetę i kawałek mięsa, a duchowny nakazuje wyciąć i rozbić. Nazw terenowych z członem oznaczającym takie miejsce jest w Estonii kilkaset.

Jest to więc jeden z najlepiej udokumentowanych elementów dawnej wiary na tych ziemiach, ciągnący się przez sześćset lat od kroniki po zapisy dziewiętnastowieczne. Sam gaj nie potrzebował imienia boga: ofiarę składano miejscu i za rzecz konkretną, za urodzaj, za zdrowie bydła, za powrót do zdrowia.

W XIX wieku ten sam gaj wyposażono w budynek, ołtarz, posąg i stan kapłański, a całość podpisano imieniem wyprowadzonym z kroniki. Żaden dokument nie zna estońskiej świątyni ani estońskiego kapłaństwa jako urzędu. Odjęcie tego wyposażenia nie zubaża obrazu, tylko przywraca mu kształt, który wynika ze źródeł.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słowo oznaczające takie miejsce zawsze wskazywało gaj, czy również wzgórze lub pojedyncze drzewo.
  • Czy wzmianki o ofiarnikach mówią o urzędzie, czy o człowieku wyznaczonym doraźnie przez wieś.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, ok. 1224-1227; protokoły wizytacji kościelnych XVII wieku z nakazami wycinania drzew ofiarnych; opis obyczajów z 1685 roku; nazwy terenowe.

Urvaste i Erastvere w południowej Estonii, lata czterdzieste XVII wieku

Grzmot i sprawa rzeki Võhandu z 1644 roku

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy zapis estońskiej modlitwy do grzmotu pochodzi z 1644 roku i wiąże się ze sprawą młyna postawionego na rzece uważanej za świętą.

Czytaj dalej

Pastor z Urvaste, Johann Gutslaff, wydał w 1644 roku w Dorpacie obszerną rzecz o rzece fałszywie uchodzącej w Inflantach za świętą. Powodem była sprawa bardzo praktyczna: na Võhandu postawiono młyn, okoliczni chłopi zburzyli go, a nieurodzaj i niepogodę wywodzili wprost z obrazy, jaką zrobiono wodzie. Jest to niewielki druk, a mimo to opisuje obyczaje południowej Estonii szczegółowiej niż cokolwiek wcześniejszego.

Znajduje się w niej modlitwa do grzmotu, zasłyszana od chłopa zwanego Vihtla Jürgen z Erastvere, który przy ofierze z byka pełnił rolę ofiarnika. Jest to najstarszy znany zapis takiego tekstu po estońsku. Treść dotyczy deszczu, zboża i prośby o oszczędzenie pola, a więc rzeczy, od których zależało przeżycie zimy.

Trzeba jednak powiedzieć, czego w tym źródle nie ma, bo to ważniejsze od tego, co jest. Nie ma imienia boga z rodowodem, nie ma szeregu bóstw, nie ma Taary ani Uku. Jest grzmot, do którego mówi się wprost, jest rzeka, której się nie obraża, i jest byk. Tak wygląda estońska religia poświadczona z czasu, gdy jeszcze żyła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ofiary z dzieci, o których wspomina ten druk, są relacją, czy oskarżeniem przejętym z cudzych opowieści.
  • Czy zapisana modlitwa jest wierna brzmieniu, czy uporządkowana przez piszącego po niemiecku duchownego.

Skąd to wiadomoDruk z Dorpatu, 1644, o rzece Võhandu; sprawa zburzonego młyna z początku lat czterdziestych XVII wieku.

Rewel 1685, Petersburg 1854

Inwentarz z 1685 roku i jego dodatek z 1854

Zapis z tamtych czasów

Najlepszy dawny spis estońskich obyczajów wydano ponownie w 1854 roku z przypisami człowieka, który wtedy właśnie budował nowy panteon.

Czytaj dalej

Johann Wolfgang Boecler, pastor z Kuusalu, ogłosił w Rewlu w 1685 roku spis wierzeń i zwyczajów estońskich chłopów: dni, ofiary, sposoby leczenia, duchy domowe i porządek roku gospodarskiego. Jest to najpełniejszy estoński inwentarz z czasu, gdy opisywana praktyka jeszcze trwała, i po dziś dzień pozostaje jednym z najtwardszych dokumentów tego działu.

W 1854 roku ten sam tekst wyszedł ponownie w Petersburgu, zaopatrzony w uwagi odnoszące go do współczesności, podpisane przez Kreutzwalda. Człowiek, który w tych samych latach składał estoński epos i pisał o bogu najwyższym, komentował więc najstarszy spis obyczajów.

Czytelnik z 1854 roku dostawał zapis z 1685 roku i dopisek z połowy XIX wieku pod jedną okładką, złożone tą samą czcionką, jedno pod drugim. Nie trzeba zakładać złej woli, żeby zobaczyć skutek: dwa piętra oddzielone stu siedemdziesięcioma latami scaliły się w jeden obraz dawnej wiary. To jest cały mechanizm tej sprawy w miniaturze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak wiele w spisie z 1685 roku pochodzi z własnej obserwacji, a ile z wcześniejszych opisów niemieckich.
  • Które z przypisów z 1854 roku wprowadzają imiona nieobecne w tekście pierwotnym.

Skąd to wiadomoSpis obyczajów estońskich, Rewel 1685; wydanie z uwagami, Petersburg 1854, drukarnia akademii nauk.

Setomaa, południowo-wschodnie pogranicze, XIX i XX wiek

Peko, bóstwo, które naprawdę miano

Zebrane z ust

U Setów trzymano w spichlerzu figurę Peko, karmiono ją i zbierano się dla niej nocą; to praktyka zapisana z życia, nie z książki.

Czytaj dalej

Setowie, prawosławni mieszkańcy południowo-wschodniego pogranicza, odcięci od reszty Estończyków nie mową, lecz wyznaniem i granicą, trzymali w spichlerzu figurę Peko, lepioną z wosku albo rzeźbioną w drewnie. Gospodarz karmił ją, a raz do roku mężczyźni zbierali się nocą na ucztę i wybierali tego, kto weźmie figurę do siebie na następny rok. Zapisy pochodzą z XIX i XX wieku i opisują rzecz żywą, jeszcze praktykowaną w czasie zapisu.

Warto zobaczyć, jak takie bóstwo wygląda naprawdę, bo widok jest inny, niż podpowiada słowo bóg. Peko nie ma rodziców, nie ma małżonki, nie ma miejsca w szeregu i nie ma opowieści o stworzeniu świata. Ma za to miejsce w budynku, obowiązek gospodarza, termin i porządek zebrania.

Ten przykład jest w całym dziale najcenniejszy, ponieważ daje miarę, do której można przykładać wszystko inne. Kiedy kult na tych ziemiach jest prawdziwy, zostawia po sobie przedmiot, miejsce, termin i obowiązek, a nie ładną opowieść z genealogią. Bóstwa ułożone w XIX wieku mają rozkład cech dokładnie odwrotny: mają rodowód i fabułę, nie mają zaś ani jednego spichlerza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wybór nowego gospodarza rozstrzygano nocną walką, w której znakiem była pierwsza krew; szczegół nie występuje we wszystkich opisach.
  • Jak dawny jest ten kult; najstarsze zapisy są dziewiętnastowieczne i nie sięgają głębiej.

Skąd to wiadomoZapisy z terenu z XIX i XX wieku opisujące praktykę współczesną zapisującemu.

Setomaa, rok 1927

Epos o Peko podyktowany w 1927 roku

Złożone przy biurku

Niepiśmienna śpiewaczka ułożyła w 1927 roku długi utwór, w którym bóstwo ze spichlerza zamieniło się w króla i wojownika Setów.

Czytaj dalej

Anne Vabarna, śpiewaczka setuska żyjąca w latach 1877-1964, nie umiała czytać ani pisać, a dysponowała ogromnym repertuarem pieśni improwizowanych. W 1927 roku, na plan podsunięty jej przez zbieracza z Tartu, podyktowała utwór o Peko liczący około ośmiu tysięcy wersów. Materiał był jej własny: zaklęcia o deszcz, prośby o urodzaj, pieśni weselne i pogrzebowe, wszystko w miejscowej mierze.

Zmiana dotyczy samej postaci i jest zasadnicza. Peko przestaje być siłą pilnującą zboża w spichlerzu, a staje się człowiekiem: królem Setów, wojownikiem i obrońcą, który po śmierci dalej czuwa nad swoimi. Bóstwo dostało życiorys, a życiorys jest w takich razach zawsze późniejszy niż kult.

Dlatego jedno imię pojawia się w tym dziale dwa razy, z dwiema różnymi kwalifikacjami. Kult jest folklorem zapisanym z żywej praktyki, epos jest rekonstrukcją powstałą na zamówienie w roku 1927. Rzecz, którą estońscy bogowie przechodzili przez całe stulecie, tutaj wydarzyła się w ciągu kilku dni i przy świadkach, co czyni ten przypadek najlepszym wzorcem do porównań.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z fabuły pochodziło z planu podsuniętego śpiewaczce, a ile ułożyła sama.
  • Czy przed 1927 rokiem istniały dłuższe pieśni o Peko, czy tylko krótkie formy obrzędowe.

Skąd to wiadomoZapis dyktowanego utworu z 1927 roku; wcześniejsze zapisy obrzędu z XIX i początku XX wieku.

Estonia, szkoły wiejskie i miejskie, od 1867 roku

Droga do szkoły: elementarz i czytanki z lat 1867-1876

Złożone przy biurku

Wymyślone bóstwa weszły do powszechnej świadomości nie przez naukę, lecz przez elementarz z 1867 roku i trzytomową czytankę szkolną.

Czytaj dalej

Carl Robert Jakobson, żyjący w latach 1841-1882, ogłosił w 1867 roku nowy elementarz, a w latach 1867-1876 trzyczęściową czytankę szkolną w nowej pisowni. Rozeszły się szeroko i przez dziesięciolecia były podstawową lekturą dziecka na wsi. Obok gramatyki, rachunków i wiadomości o przyrodzie podawały obraz dawnych dziejów: jasny wiek przed podbojem, a po nim długie stulecia niewoli.

W tych samych latach, na zebraniach estońskiego towarzystwa noszącego imię boga pieśni, wygłaszał mowy, które ten obraz ustawiały ostatecznie i nadawały mu ton polityczny. Nowy panteon był w nim potrzebny, ponieważ dowodził, że przed przybyciem Niemców istniała tu własna, wysoka kultura, a nie tylko gaje i ofiary.

Skutki widać w rachunku pokoleń, bo to jest właściwa miara. Dziecko uczące się z czytanki w 1875 roku dobiegało czterdziestki w chwili, gdy zaczynał się nowy wiek, wnuki miało w latach dwudziestych i opowiadało im to, czego nauczyło się w szkole. Po trzech takich przejściach wymyślone imiona przestają być czyimś pomysłem, a stają się tym, co każdy wie od zawsze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • W jakim zakresie czytanki wymieniały imiona bóstw, a w jakim ograniczały się do obrazu dawnej wolności.
  • Kiedy mowy ukazały się drukiem; nie ustaliłem tego z pewnością.

Skąd to wiadomoElementarz z 1867 roku i czytanka szkolna w trzech częściach z lat 1867-1876; mowy wygłoszone w Tartu w latach 1868-1870 w towarzystwie założonym w 1865 roku, nie w towarzystwie uczonym z 1838.

Tartu, od 24 czerwca 1865 roku

Towarzystwo 1865, święto pieśni 1869, teatr 1870

Złożone przy biurku

Wymyślony bóg pieśni dał nazwę towarzystwu, które urządziło pierwsze estońskie święto pieśni i wystawiło pierwszą sztukę po estońsku.

Czytaj dalej

Dwudziestego czwartego czerwca 1865 roku Johann Voldemar Jannsen założył w Tartu towarzystwo i nazwał je imieniem boga pieśni, ogłoszonego niespełna trzydzieści lat wcześniej z mównicy tego samego miasta. W 1869 roku towarzystwo urządziło pierwsze ogólne święto pieśni, z którego wyrosła tradycja zjazdów chórów, do dziś najważniejsze estońskie zgromadzenie.

W piątą rocznicę założenia, 24 czerwca 1870 roku, w domu towarzystwa przy ulicy Jaama wystawiono sztukę Lydii Koidula o kuzynie z Saaremaa. Nie znamy wcześniejszego przedstawienia zagranego po estońsku i od tego wieczoru liczy się dzieje tamtejszego teatru., od niego liczy się dzieje tamtejszego teatru, a teatr w Tartu nosi imię wymyślonego boga do dnia dzisiejszego.

Tu właśnie widać, dlaczego dział o zmyśleniach nie jest działem o oszustwie. Bóg był wymyślony, ale zjazd chórów i teatr są prawdziwe, mają adresy, budżety i publiczność. Zapytany dziś o Vanemuine Estończyk poda ulicę w Tartu, a nie rozdział kroniki, i będzie to odpowiedź zgodna z rzeczywistością.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy założyciele towarzystwa uważali imię za dawne, czy świadomie brali je z nowej literatury.

Skąd to wiadomoAkt założenia towarzystwa z 24 czerwca 1865 roku; pierwsze święto pieśni w 1869 roku; przedstawienie z 24 czerwca 1870 roku w domu przy ulicy Jaama.

Tallin, Tartu, stocznia w Barrow, lata 1880-1937

Marmur, brąz i stal: 1880, 1920, 1933, 1936

Złożone przy biurku

Postacie wymyślone w połowie XIX wieku stanęły w brązie na wzgórzach dwóch miast i dały nazwy okrętom podwodnym państwa estońskiego.

Czytaj dalej

August Weizenberg wykuł Lindę w marmurze w 1880 roku, a w 1920 roku na wzgórzu jej imienia w Tallinie stanął pomnik z brązu: kobieta z kamieniem w rękach, wzięta wprost ze sceny eposu. Po 1941 roku miejsce to nabrało drugiego znaczenia i stało się miejscem pamięci o wywiezionych, co jest może najdziwniejszym losem, jaki mógł spotkać postać wymyśloną przy biurku.

Siedemnastego września 1933 roku odsłonięto w Tartu pomnik poległych w wojnie o niepodległość, a postacią, którą na nim postawiono, był Kalevipoeg. Pomnik odsłonięto w 1933 roku, władza okupacyjna usunęła go w 1950, kopię odtworzoną ze zdjęć postawiono na dawnym miejscu w 2003 roku. Bohater literacki zdążył więc być w jednym stuleciu i symbolem państwa, i przedmiotem represji.

W 1936 roku spuszczono na wodę w Barrow dwa okręty podwodne dla marynarki estońskiej, oba w służbie od 1937 roku. Jeden nazwano Lembit, od starszyzny z Sakali, który poległ 21 września 1217 roku i którego kronikarz wymienia z imienia. Drugi nazwano Kalev — imię stare, znane z podań i z zapisu z 1551 roku, choć kształt, w jakim je wtedy czytano, dał mu dopiero epos. Postać poświadczona z kroniki i postać przepisana z podań do książki popłynęły pod jedną banderą, a w mowie potocznej nikt ich nie rozróżniał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy zakład maszynowy w Tallinie, założony w 1881 roku, przyjął nazwę Ilmarine; nie ustaliłem roku.
  • W jakiej mierze wybór imion dla okrętów był świadomym zestawieniem historii z literaturą.

Skąd to wiadomoRzeźba z 1880 roku i pomnik z 1920 roku w Tallinie; pomnik w Tartu odsłonięty 17 września 1933, usunięty 28 kwietnia 1950, odtworzony 22 czerwca 2003; okręty spuszczone na wodę w 1936, w służbie od 1937; kronika inflancka o śmierci starszyzny z Sakali w 1217 roku.

Tartu i cała Estonia, od 1928 roku

Wiara w Taarę z 1928 roku i odwrót od panteonu

Złożone przy biurku

W 1928 roku założono w Tartu wiarę opartą na imieniu z kroniki, a po siedemdziesięciu latach ruch rodzimowierczy oparł się z powrotem na obrzędzie.

Czytaj dalej

W 1928 roku, dziesięć lat po odzyskaniu niepodległości, grono ludzi w Tartu postanowiło dać krajowi własną religię i oparło ją na imieniu wyprowadzonym z kroniki z lat dwudziestych XIII wieku. Pobudka była w dużej mierze polityczna: wiara rodzima przeciw kościołowi przyniesionemu przez Niemców, i własne obrzędy zamiast obcych. Ruch miał swoje gminy, pisma i zgromadzenia, a jego dzieje przerwała wojna i okupacja.

W 1995 roku zarejestrowano związek gmin łączący tych, którzy idą za imieniem Taary, z tymi, którzy nazywają swoją drogę wiarą ziemi. Druga z tych grup świadomie wychodzi nie od panteonu, lecz od praktyki poświadczonej w aktach i we wsi: od gajów, kamieni, źródeł, dni i ofiar.

Ten zwrot wart jest odnotowania i jest w tym dziale najlepszą puentą. Po stu pięćdziesięciu latach środek ciężkości przesunął się z wymyślonych imion na udokumentowane gesty, a więc dokładnie w stronę tego, co da się wskazać w dokumencie. Ruch, który wyrósł ze zmyślenia, sam z niego wyszedł.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile gmin i ilu wyznawców liczył ruch przed 1940 rokiem; liczby podawane wtedy były częścią propagandy własnej.
  • Czy odwrót od panteonu jest powszechny, czy dotyczy tylko części dzisiejszych wspólnot.

Skąd to wiadomoZałożenie wspólnoty w Tartu w 1928 roku; rejestracja związku gmin w 1995 roku.

Estonia, od 1862 roku, szczególnie po 1888

Kiedy zbiór z terenu powtarza książkę

Złożone przy biurku

Po wydaniu eposu i czytanek zbieracze zaczęli notować od ludzi to, co ci przeczytali w druku, a zapis wyglądał jak świadectwo z terenu.

Czytaj dalej

Wydanie eposu z 1862 roku trafiło na wieś, a czytanki szkolne z tych samych lat trafiły do dzieci. Kiedy w 1888 roku ogłoszono wielką odezwę wzywającą do spisywania pieśni i podań, na którą odpowiedziały setki korespondentów z parafii, przyszły stamtąd stosy papieru bezcennej wartości, a wraz z nimi opowieści, których źródłem była książka, a nie babka.

Stąd bierze się reguła, bez której cały ten dział nie działa. Imię zapisane w roku 1890 od piśmiennego informatora z parafii, w której od dwudziestu lat jest szkoła, nie mówi niczego o wieku XIII. Zapis jest prawdziwy jako zapis, lecz świadczy o czytelnictwie, nie o dawnej wierze.

Sprawdzian jest zawsze dwuczęściowy i da się go zastosować do każdej pozycji tego działu. Pytamy o datę najstarszego zapisu i o drogę, którą treść mogła dojść do mówiącego. Tam, gdzie obie odpowiedzi prowadzą do druku z lat 1840-1880, dawnej wiary po prostu nie ma, choćby imię brzmiało bardzo staro.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak wiele z zapisów po 1888 roku wywodzi się z druku; nie ma na to jednej liczby.
  • Czy część korespondentów świadomie uzupełniała zasłyszane opowieści książką, czy działo się to bez ich wiedzy.

Skąd to wiadomoWydanie eposu z 1862 roku; czytanki szkolne z lat 1867-1876; wielka akcja zbierania pieśni i podań rozpoczęta odezwą z 1888 roku.