Taroscope
Zaloguj się

Taroscope

Bałtowie

Atlas wierzeń bałtyjskich

BałtowiePrusowie, Jaćwingowie, Litwini, Łotysze

Bałtowie bronili się najdłużej w Europie: gdy Litwa przyjmowała chrzest, w Paryżu stała już katedra, a w Krakowie działał uniwersytet. Zostało po nich więcej zapisów niż po Słowianach — i w tym tkwi pułapka, bo każdy z nich wyszedł spod ręki kogoś, kto tę wiarę właśnie tępił, kupował od niej bursztyn albo sądził ją z urzędu.

265 na 464 haseł stoi na zapisie powstałym wtedy, kiedy rzecz jeszcze trwała. Żadnego z tych zapisów nie zostawili sami Bałtowie — przy każdym widać, czyja to ręka i z którego roku.

Skąd to wiadomo

Od naocznego świadka do domysłu

Cztery nacięcia przy każdym haśle mówią, jak blisko źródła stoi ta wiedza. Wybierz stopień, a strona przyciemni wszystko, co jest poświadczone słabiej — i zobaczysz, ile naprawdę zostaje.

Wybierz poziom poświadczenia, aby wyróżnić pasujące hasła. Kliknij ponownie, aby wyłączyć filtr.

Lud, który tak się nie nazywał

Kto mieszkał między Wisłą a Dźwiną

Nigdy się tak nie nazywali — słowo „Bałtowie" wymyślono w Królewcu w 1845 roku. Sami dzielili się na jedenaście ziem pruskich, Jaćwież, cztery ludy nad Dźwiną i Litwę, która ochrzciła się dopiero w 1387 roku. Prawie wszystko, co wiadomo o nich przed tą datą, spisali kupcy liczący bursztyn oraz ludzie, którzy przyszli ich podbić.

Królewiec, 1845 rok

Nazwa młodsza niż kolej żelazna

Złożone później

Słowo „Bałtowie" jest młodsze od kolei żelaznej — weszło do obiegu w 1845 roku. Żaden z tych ludów nigdy tak o sobie nie mówił.

Czytaj dalej

Wzięto go od nazwy morza, a nie od żadnego słowa, którym te ludy nazywały same siebie.

Żadne źródło sprzed 1845 roku nie zna wspólnej nazwy dla mieszkańców Sambii, Żmudzi i Kurlandii — każdy z tych ludów występuje osobno.

Latopis ruski spisany około 1113 roku wylicza obok siebie Litwę, Zimigołę, Korś i Łotygołę, ani słowem nie sugerując, że to krewni.

Krzyżacka kronika z 1326 roku liczy jedenaście ziem pruskich i traktuje każdą z nich jak osobny lud z własnymi starszymi.

Termin „Bałtowie” ukuł w 1845 roku profesor z Królewca, ale książka, w której to zrobił, ukazała się w Berlinie — nazwa nie narodziła się więc nad Pregołą, tylko w berlińskiej oficynie.

Etykieta objęła od razu trzy spokrewnione mowy: litewską, łotewską i pruską, a wcześniej te same języki chodziły pod nazwą wziętą raz od Łotyszy, raz od Litwinów, przez co trzy różne sprawy siedziały pod jednym szyldem.

Tacyt w 98 roku nazwał nadmorskich zbieraczy bursztynu Aestiami i zapisał, że obyczaj oraz strój mają swebskie, lecz mowę bliższą brytyjskiej — sam więc rozdzielił język od obyczaju, choć całość umieścił w księdze o Germanii.

Litwa i Łotwa liczą dziś razem niespełna pięć milionów mieszkańców i są jedynymi państwami, w których mowa tej rodziny pozostała językiem żywym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Bałtowie i Słowianie wyszli ze wspólnego pnia, który się później rozszedł, czy z dwóch blisko sąsiadujących gałęzi mowy praindoeuropejskiej — sporu nie rozstrzygnięto.
  • Czy wolno w ogóle mówić o jednej „wspólnocie bałtyjskiej" przed XIX wiekiem, skoro nikt z opisywanych ludzi nie widział między sobą takiej więzi.
  • Skąd wzięła się sama nazwa Morza Bałtyckiego — od słowa oznaczającego biel czy od czegoś innego.
  • Ilu ludzi mówi dziś tymi dwoma językami: rachunki obejmujące same oba państwa dają około dwóch i czterech dziesiątych miliona po litewsku i około miliona dwustu tysięcy po łotewsku, a rachunki doliczające wychodźstwo podnoszą te liczby do mniej więcej czterech i pół oraz półtora miliona.

Skąd to wiadomoGermania z około 98 roku; latopis ruski spisany około 1113; kronika krzyżacka z 1326; słownik elbląski z około 1400; katechizmy w języku pruskim z 1545 i 1561; termin wprowadzony w 1845 roku.

od dolnej Wisły po Dźwinę, starożytność – dziś

Dwa skrzydła jednej rodziny

Złożone później

Z zachodniego skrzydła nie ocalał ani jeden żywy język. Ze wschodniego zostały dwa, a litewski uchodzi za najbardziej archaiczny w całej rodzinie indoeuropejskiej.

Czytaj dalej

Bałtów dzieli się na zachodnich i wschodnich, a granica między nimi biegła mniej więcej dolnym Niemnem.

Do skrzydła zachodniego zalicza się Prusów, Jaćwingów zwanych też Sudowami, Galindów i Skalwów; przynależność Kurów bywa wskazywana raz tu, raz tam.

Do wschodniego należą Litwini wraz ze Żmudzinami, Łatgalowie, Zemgalowie i Selowie.

Litewski uchodzi za najbardziej archaiczną z żywych mów indoeuropejskich i to on jest dziś głównym narzędziem, którym próbuje się odtwarzać dawne słownictwo obrzędowe.

Odtwarzanie wierzeń z porównań językowych daje jednak wyrazy i imiona, nie obrzędy — nie zastępuje ani jednego zapisu.

Z zachodniego skrzydła nie ocalał ani jeden żywy język: pruski gaśnie w XVII albo na początku XVIII wieku, jaćwieskiemu przypisuje się wiek XVII, a galindzki znamy właściwie tylko z nazwy.

Ze wschodniego skrzydła zostały dwa języki żywe, litewski i łotewski, a liczby mówiących podaje się rozmaicie, zależnie od tego, czy rachunek obejmuje same oba państwa, czy także wychodźstwo.

Kurszskiemu, zemgalskiemu i selońskiemu przypisuje się wygaśnięcie w XV albo XVI stuleciu, a oceny rozchodzą się o całe sto lat, bo żaden z tych trzech języków nie zostawił po sobie ani jednego zdania.

Sam podział na skrzydło zachodnie i wschodnie jest porządkiem językoznawczym z ostatnich stu kilkudziesięciu lat, nałożonym na ludzi, którzy o żadnej takiej granicy nie słyszeli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kurszski należał do skrzydła zachodniego czy wschodniego — wskazania idą w obie strony.
  • Kiedy oba skrzydła się rozeszły: rozrzut ocen sięga od pierwszego tysiąclecia przed naszą erą po pierwsze wieki naszej ery.
  • Czy jaćwieski i galindzki były osobnymi językami, czy odmianami pruskiego — materiału na rozstrzygnięcie po prostu nie ma.
  • Czy Skalwowie i Galindowie byli osobnymi ludami, czy odłamami pruskiego pnia — bywają liczeni raz osobno, raz jako część Prusów, przez co ta sama lista potrafi mieć cztery albo dwie pozycje.

Skąd to wiadomoNazwy rzek, jezior i miejscowości; słownik elbląski z około 1400 roku; katechizmy pruskie z 1545 i 1561; imiona i nazwy w aktach krzyżackich oraz inflanckich z XIII i XIV wieku; porównania z językami żywymi.

Jedenaście ziem, żadnego króla
Dawni Prusowie nad południowo-wschodnim Bałtykiem; współczesna ilustracja interpretacyjna, X–XI wiek.
Prusy, XIII wiek

Jedenaście ziem, żadnego króla

Zapis z tamtych czasów

Jedenaście ziem, żaden wspólny król i ani jedno wspólne wojsko. Właśnie dlatego podbój tych jedenastu ziem zajął najeźdźcom pięćdziesiąt trzy lata.

Czytaj dalej

Kronika krzyżacka z 1326 roku wylicza jedenaście ziem pruskich: Pomezanię, Pogezanię, Warmię, Natangię, Sambię, Nadrowię, Barcję, Skalowię, Sudowię, Galindię i ziemię chełmińską.

Żadna z tych ziem nie miała władcy stojącego ponad pozostałymi — nie powstało pruskie państwo, nie było wspólnego wojska ani wspólnego skarbu.

Sambia, niewielki półwysep na północ od Pregoły, była zaludniona najgęściej i to ona dawała bursztyn, po który przypływano z daleka.

Rachunki ludnościowe dla XIII wieku dają blisko sto siedemdziesiąt tysięcy ludzi na jakichś czterdziestu dwóch tysiącach kilometrów kwadratowych, ale poszczególne szacunki wyraźnie się od siebie różnią.

Nazwy ziem są przezroczyste dla kogoś, kto zna pruski: Pomezania to kraj pod lasem, Galindia kraniec, Pogezania zarośla, a Warmię wywodzi się od czerwonej ziemi.

Podbój ruszył w 1230 roku, a kronikarz uznał go za zamknięty w 1283 — pięćdziesiąt trzy lata na jedenaście ziem, które biły się każda osobno.

Ten sam kronikarz wylicza jedenaście ziem, ale tylko dziesięć ludów, bo ziemię chełmińską zestawia razem z lubawską — rozbieżność w rachunku siedzi więc już w samym źródle.

Sasinów dolicza się raz jako dwunastą ziemię, raz jako część sąsiedniej, przy czym kronikarz z 1326 roku nie wymienia ich wcale, a liczba ziem zależy od tego, kto i po co je liczy.

Jednostką niższą od ziemi była włość zwana pulką, której przypisuje się do dwóch tysięcy mieszkańców i około trzystu kilometrów kwadratowych — są to wielkości orientacyjne, nie wynik spisu.

Kronikarz przypisał samej Sambii cztery tysiące konnych i czterdzieści tysięcy pieszych, a Sudowii sześć tysięcy konnych; przy stu siedemdziesięciu tysiącach mieszkańców całych Prus liczby te po prostu się nie domykają.

Spis jedenastu ziem pochodzi z kroniki spisanej w 1326 roku, czterdzieści trzy lata po zamknięciu podboju, choć poszczególne nazwy ziem stoją już w dokumentach XIII-wiecznych i w traktacie zawartym w Dzierzgoniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ziem było jedenaście, czy dwanaście wraz z Sasinami.
  • Szacunki ludności XIII-wiecznych Prus rozchodzą się między sobą i żaden nie opiera się na spisie.
  • Czy podział na ziemie odpowiadał realnym wspólnotom plemiennym, czy został częściowo narzucony przez porządek administracyjny zdobywców.
  • Czy ziemia chełmińska, zasiedlona wtedy już w znacznej części przez Polaków, słusznie stoi na tej liście.
  • Czy kronikarskie liczby wojsk mają jakąkolwiek wartość, skoro nie dają się pogodzić z żadnym szacunkiem ludności, a spisywał je ten, kto tę ludność podbijał.

Skąd to wiadomoDokumenty krzyżackie i papieskie z lat 1230–1283; traktat zawarty w Dzierzgoniu 7 lutego 1249; kronika z 1326 roku; nazwy miejscowe i wodne Warmii, Mazur i dawnej Sambii.

między Niemnem, Narwią a Wielkimi Jeziorami, do 1283

Jaćwież, kraj wymazany z mapy

Zapis z tamtych czasów

Kronikarz zanotował w 1326 roku, że ziemia sudowska leży pusta. Z języka Jaćwingów nie ocalał żaden pewny tekst — zostały nazwy rzek i wsi.

Czytaj dalej

Latopisy ruskie znają ich jako Jatwiagów, kronikarze polscy pisali o Poleksianach, a Niemcy o Sudowach; ta sama ludzka rzeczywistość ma w źródłach cztery imiona.

Jaćwież nie tworzyła państwa: siedziało tam kilka ziem, każda ze swoimi starszymi, i każda zawierała rozejmy na własną rękę.

Wojowali szybkim wypadem i odwrotem w bagna, więc najeźdźcy przychodzili zimą, kiedy mokradła między Suwałkami a Augustowem zamarzały na kamień.

Ocalałych przesiedlono na wyludnioną po powstaniach Sambię, gdzie ich osady nazywano Kątem Sudowskim i gdzie trzymali się odrębnie jeszcze w XVI wieku.

Z jaćwieskiego nie ocalał żaden pewny tekst ciągły — zostały nazwy rzek i wsi Suwalszczyzny, imiona w aktach oraz słowniczek, którego autentyczność bywa podważana.

Rzymski geograf w II wieku wymienił Soudinoi obok Galindai w opisie Sarmacji, nie podając, gdzie ci ludzie siedzieli; przypięcie obu nazw do Suwalszczyzny i Mazur opiera się na podobieństwie do XIII-wiecznych Sudowii i Galindii, a więc na wniosku, nie na zapisie.

Wyprawy z lat 1277–1283 prowadził mistrz krajowy Prus Konrad von Thierberg — imię nosili kolejno dwaj bracia, przez co przypisanie poszczególnych wypraw bywa chwiejne — i spustoszyły one kraj doszczętnie.

Kronikarz zanotował w 1326 roku, czyli w czterdzieści trzy lata po wszystkim, że ziemia sudowska po dziś dzień leży pusta.

W 1283 roku brat zakonny Ludwik von Liebenzell wynegocjował poddanie tysiąca sześciuset Sudowów z wodzem Kantegerdem i tę datę przyjęto za koniec oporu.

Skomand, wódz i zarazem kapłan jaćwieski, uszedł z synami na Ruś Czarną po spustoszeniu jego włości w latach 1280–1281, po czym wrócił, przyjął chrzest i służył zakonowi orężnie — jego droga jest osobną historią, nie datą upadku Jaćwieży.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Jaćwingowie byli osobnym ludem, czy jednym z pruskich — źródła rozstrzygają to raz tak, raz inaczej.
  • Ile ziem liczyła Jaćwież i gdzie dokładnie przebiegały jej granice.
  • Autentyczność zachowanego słowniczka jaćwieskiego.
  • Czy ludność wybito, czy w większości uprowadzono — kronikarz pisze o pustce, a jednocześnie o przesiedleniach.
  • Co właściwie zamyka opór Jaćwingów: poddanie Kantegerda z tysiącem sześciuset ludźmi, ucieczka innych wodzów na Litwę czy późniejszy powrót Skomanda na służbę u zwycięzców — każda z tych rzeczy znaczy coś zupełnie innego.

Skąd to wiadomoGeografia z II wieku; latopisy ruskie z XI–XIII wieku; roczniki i akta krzyżackie z lat 1274–1283; kronika z 1326 roku; nazwy miejscowe Suwalszczyzny; cmentarzyska kurhanowe nad Czarną Hańczą i Rospudą.

Kurlandia, Semigalia i Łatgalia, IX–XIII wiek

Kurowie, Zemgalowie, Selowie, Łatgalowie

Zapis z tamtych czasów

W 854 roku Kurowie odparli duński najazd. Zemgalowie bili się najdłużej ze wszystkich Bałtów i w 1290 roku spalili własny gród, zamiast go oddać.

Czytaj dalej

Żywot misjonarza spisany około 870 roku opisuje Kurów jako lud pięciu ziem, którzy zrzucili z siebie szwedzką daninę.

W 854 roku Kurowie odparli duński najazd pod Apuolė, po czym uderzył na nich osobiście król Szwedów Olof — to najstarszy szczegółowy opis bałtyjskiej wojny.

Latopis ruski spisany około 1113 roku wylicza Litwę, Zimigołę, Korś i Łotygołę wśród ludów siedzących w zasięgu Rusi.

Łatgalskie ziemie Jersika, Koknese i Tałava płaciły trybut książętom połockim i przyjmowały chrzest wschodni, zanim jeszcze przyszli Niemcy.

Kronika inflancka doprowadzona do 1227 roku opisuje te wojny rok po roku i jest najbliższym świadkiem, jakiego dla tych ziem mamy.

Kurlandię podzielono między Zakon a arcybiskupa Rygi — akt podziału datuje się raz na 1266, raz na 1267 rok.

Selowie stracili gród Selpils w 1207 roku, po długim oblężeniu zgodzili się na chrzest, a ostatnia wzmianka o nich jako o odrębnym ludzie pada dopiero w XV wieku.

Zemgalowie bili się najdłużej: pod Garozą w 1287 roku padł mistrz inflancki Willekin von Endorp wraz z czterdziestoma z górą rycerzami, a w 1290 spalili własny gród Sidrabene i odeszli na Litwę, żeby nie żyć pod obcą władzą.

Kronika rymowana podaje, że po spaleniu Sidrabene odeszło na Litwę sto tysięcy Zemgalów — liczba jest kronikarska i nie ma jej z czym zestawić.

Żywot misjonarza podaje, że Apuolė broniło się osiem dni, że stało w nim piętnaście tysięcy ludzi i że wszystko skończyło się okupem; z tych trzech rzeczy tylko okup nie zależy od tego, jak kronikarz liczył.

Prawosławie szło w ziemie łatgalskie od XI wieku dwiema drogami, z Połocka i z Pskowa, a więc chrzest wschodni zadomowił się tam na dobre sto lat przed przybyciem Niemców.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data ostatecznego poddania Kurów: podaje się 1266 albo 1267.
  • Data upadku Zemgalów: wskazuje się 1286, 1287 i 1290, zależnie od tego, które wydarzenie uznać za rozstrzygające.
  • Czy Liwowie, wymieniani zawsze obok tych czterech ludów, byli Bałtami — nie byli, mówili językiem ugrofińskim, a mimo to źródła traktują ich razem.
  • Ile ziem liczyła Kurlandia w IX wieku — żywot misjonarza mówi o pięciu, późniejsze akta o innej liczbie.
  • Rok kurońskiej wojny z Duńczykami i królem Olofem: najczęściej podaje się 854, ale w obiegu jest także 853.

Skąd to wiadomoŻywot misjonarza spisany około 870 roku; latopis ruski z około 1113; kronika inflancka doprowadzona do 1227; kronika rymowana z końca XIII wieku; akt podziału Kurlandii z 1266 lub 1267; cmentarzyska kurlandzkie i łatgalskie.

Litwa i Żmudź, 1009–1417

Ostatni poganie Europy

Zapis z tamtych czasów

Między chrztem Auksztoty a chrztem Żmudzi minęło ćwierć wieku. Pogańska Europa nie skończyła się w jednej dacie, tylko w przedziale 1387–1417.

Czytaj dalej

Zapiska podaje, że zginął wraz z osiemnastoma towarzyszami — i to cała treść pierwszej wzmianki o kraju, który stanie się ostatnim pogańskim państwem kontynentu.

Około 1261 roku Mendog wrócił do wiary przodków, w 1263 zginął, a Litwa pozostała pogańska jeszcze przez sto dwadzieścia lat, wojując z dwoma zakonami naraz.

Nazwa Litwy pada po raz pierwszy w roczniku spisanym w opactwie kwedlinburskim, przy opisie śmierci misjonarza Brunona z Kwerfurtu na pograniczu Rusi i Litwy w 1009 roku, przy czym dzień podaje się trojako: 14 lutego albo 9 czy 14 marca.

Mendog przyjął chrzest w 1250 albo 1251 roku i ani dokładnej daty, ani duchownego, który mu go udzielił, źródła nie podają.

Koronował się latem 1253 roku: obrzędom przewodził biskup chełmiński Henryk Heidenreich, koronę włożył mu mistrz inflancki Andrzej von Stirland, a dnia wskazuje się 29 czerwca albo 6 lipca.

Mendog zginął 12 września 1263 roku z ręki bratanka Trojnata i księcia Dowmonta.

Jagiełło ochrzcił się 15 lutego 1386 roku w katedrze na Wawelu i przyjął imię Władysław.

Chrzest ziem litewskich prowadzono w latach 1387–1388 i objął on Auksztotę; akt fundacyjny biskupstwa wileńskiego wystawił Jagiełło w 1387 roku, a papież zatwierdził je 12 marca 1388.

Żmudź ochrzczono dopiero w 1413, kiedy Jagiełło i Witold przyjechali tam osobiście, a biskupstwo miednickie erygowano 23 października 1417 roku.

Trzydzieści jeden lat dzieli chrzest na Wawelu od biskupstwa na Żmudzi — tyle trwało domykanie ostatniego pogańskiego państwa kontynentu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Która data domyka pogańską Europę: 1387, 1413 czy 1417 — każda ma swoich zwolenników i każda znaczy coś innego.
  • Czy chrzest Mendoga był aktem religijnym, czy wyłącznie ceną za koronę i rozejm z Zakonem.
  • Jak głęboko sięgnął chrzest z lat 1387–1388 poza dwór i możnych.
  • Czy wiadomość o powrocie Mendoga do dawnej wiary jest faktem, czy zarzutem postawionym mu przez wrogów.
  • Czy formuła o ostatnich poganach Europy w ogóle wytrzymuje: Litwa była ostatnim pogańskim PAŃSTWEM, ale na dalekiej północy kontynentu dawne obrzędy tłumiono jeszcze w XVII i XVIII wieku, a więc trzysta lat po Wawelu.

Skąd to wiadomoRocznik spisany w latach 1008–1030; dokumenty koronacyjne i bulle z lat 1251–1253; akta fundacyjne biskupstwa wileńskiego z 1388 i miednickiego z 1417; kroniki krzyżackie XIV i XV wieku; relacje z soboru w Konstancji.

wybrzeże Bałtyku, 98 rok

Zbieracze bursztynu, którzy dziwili się cenie

Zapis z tamtych czasów

W 98 roku Tacyt napisał, że zbieracze bursztynu sprzedają go nieobrobiony i dziwią się, że ktoś za to płaci. Przy okazji zostawił najstarszą wzmiankę o ich kulcie.

Czytaj dalej

Tacyt ukończył swoją rzecz o Germanii około 98 roku i umieścił Aestiów na prawym brzegu Morza Swebskiego, czyli Bałtyku.

Zanotował, że czczą matkę bogów i noszą przy sobie wizerunki dzików — to najstarsza wzmianka o bałtyjskim kulcie, jaką w ogóle mamy.

Napisał, że żelaza mają u siebie mało i biją się maczugami, a zboże uprawiają cierpliwiej niż opieszali pod tym względem Germanie.

Bursztyn nazwał ich własnym słowem, glesum, i podał, że zbierają go na płyciznach i na brzegu morza.

Dodał, że sami nie wiedzą, skąd bursztyn się bierze, sprzedają go nieobrobiony i dziwią się, że ktoś w ogóle płaci za taki kamień.

Tacyt nigdy nad Bałtykiem nie był; cały ten opis zbudował z relacji kupców i z cudzych, starszych wypisów.

Od tego zapisu do następnego, który mówi cokolwiek o obrzędach nad południowym Bałtykiem, upłynęło blisko osiemset lat.

Zauważył, że ich mowa bliższa jest brytyjskiej niż germańskiej, obyczaj zaś i strój mają swebskie — rozdzielił więc język od obyczaju, choć całość umieścił w księdze o Germanii.

Zapis nie mówi, gdzie dokładnie ci ludzie siedzieli: prawy brzeg Morza Swebskiego to kierunek, a nie granica, więc przypisanie Aestiów Sambii i Zalewowi Wiślanemu opiera się na bursztynie i na rzymskich importach w tamtejszych grobach, nie na słowach Tacyta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kim byli Aestiowie Tacyta: przodkami Bałtów, ludnością mieszaną czy po prostu wszystkimi, którzy siedzieli za Gotami.
  • Czy „matka bogów" to zapis cudzego kultu, czy rzymskie nazwanie go imieniem własnej bogini.
  • Czy wizerunki dzików były amuletami ochronnymi, czy odznakami przynależności.
  • Czy wzmianka o mowie bliskiej brytyjskiej ma jakąkolwiek wartość, skoro Tacyt żadnego z tych języków nie słyszał.
  • Czy określenie mowy jako bliższej brytyjskiej niż germańskiej wolno czytać jako jakąkolwiek wiadomość o języku, czy wyłącznie jako zapis tego, że informatorzy nie rozpoznali w niej germańszczyzny.

Skąd to wiadomoGermania z około 98 roku; rzymskie importy w grobach nad Zalewem Wiślanym i na Sambii; złoża bursztynu wybrzeża sambijskiego.

Rawenna i wybrzeże Bałtyku, VI wiek

List króla Gotów do zbieraczy bursztynu

Zapis z tamtych czasów

Król Ostrogotów wysłał nad Bałtyk list, w którym tłumaczy tamtejszym ludziom, czym właściwie jest bursztyn. Datowanie tego listu waha się o dziesięć lat.

Czytaj dalej

Kancelaria króla Ostrogotów Teodoryka wystosowała do Estów list z podziękowaniem za dar bursztynu — jedyny znany wypadek, gdy władca z Południa zwrócił się do nich wprost.

Autor listu wyjaśnia adresatom, że bursztyn powstaje z żywicy drzew — tłumaczy im więc dokładnie to, czego według Tacyta cztery stulecia wcześniej nie wiedzieli.

Około 551 roku Jordanes napisał, że Estowie siedzą nad brzegiem oceanu i że jest to lud we wszystkim spokojny.

Ten sam autor zapisał, że w IV wieku podporządkował ich sobie gocki król Hermanaryk — ale pisał o tym blisko dwieście lat po fakcie i w dziele, które gockim królom schlebia.

Żaden z tych zapisów nie mówi ani jednego słowa o tym, w co Estowie wierzyli i jak grzebali swoich zmarłych.

Od Tacyta aż po IX wiek bursztyn pozostaje właściwie jedynym powodem, dla którego ktokolwiek z zewnątrz w ogóle o nich pisał.

List zachował się w zbiorze urzędowej korespondencji ogłoszonym około 537 roku, ale jego samego nie da się przypiąć do roku: mieści się w panowaniu Teodoryka, a najczęściej wskazuje się lata dwudzieste VI wieku.

List wiąże się z poselstwem Estów, które przybyło z darami, jednak ani roku jego przybycia, ani drogi, którą szło, źródło nie podaje — to rekonstrukcja dopisana do listu, a nie jego treść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie listu: wskazuje się lata 514–517, lata 523–526 albo rok ogłoszenia całego zbioru, czyli około 537.
  • Czy poselstwo Estów rzeczywiście dotarło do Rawenny, czy list był odpowiedzią na dar przywieziony przez kupców.
  • Czy Estowie Jordanesa to ci sami, o których pisał Tacyt.
  • Czy podporządkowanie przez Hermanaryka jest faktem, czy elementem gockiej legendy dynastycznej.
  • Czy poselstwo w ogóle dotarło do Rawenny, czy list był odpowiedzią na dar przywieziony przez kupców — rozstrzygnięcia nie ma, a od niego zależy, czy mamy tu do czynienia z kontaktem dyplomatycznym, czy z handlowym.

Skąd to wiadomoZbiór listów kancelarii ostrogockiej ogłoszony około 537 roku; dzieło o pochodzeniu i czynach Gotów z około 551; importy z Południa w grobach sambijskich i nad Zalewem.

Hedeby–Truso, około 890 roku

Siedem dni i nocy do Truso

Zapis z tamtych czasów

Żeglarz opisał port, którego potem szukano tysiąc lat. Znaleziono go wiosną 1981 roku, na polu pod Elblągiem, po skorupach i okruchach bursztynu.

Czytaj dalej

Żeglarz Wulfstan opłynął Bałtyk z Hedeby do Truso w siedem dni i nocy, nie zwijając po drodze żagla; jego rejs datuje się na lata między 870 a 890.

Relację wpisano do staroangielskiego przekładu dziejów powszechnych, powstałego na dworze króla Alfreda — dlatego mamy ją w ogóle.

Wyliczył mijane ziemie: Wendland po prawej burcie, wyspy duńskie i szwedzkie po lewej, Bornholm z własnym królem.

Napisał, że Wisła oddziela Witland od Wendlandu, a Witland należy do Estów — i to zdanie wyznacza zachodnią granicę Bałtów w IX wieku.

Truso leżało nad wodą, którą nazwał Estmere, i do której wpada rzeka Ilfing.

Z ziemi wyszły warsztaty, odważniki, srebro arabskie oraz towary z Nadrenii i z Anglii — port działał już od VIII wieku.

To jedyny wypadek, w którym relację o bałtyjskim wybrzeżu można przyłożyć do konkretnego pola i sprawdzić, czy świadek kłamał.

Osady szukano od XVI wieku, a ślady natrafiono dopiero na początku lat osiemdziesiątych XX wieku pod Janowem Pomorskim koło Elbląga, przy czym rok odkrycia podaje się raz jako 1981, raz jako 1982.

W latach 1985–1986 odsłonięto w wykopie ślady wraku łodzi skandynawskiej — port zostawił po sobie nie tylko warsztaty, ale i to, czym do niego przypływano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładna data rejsu: podaje się około 880 albo około 890, a szerzej cały przedział 870–890.
  • Czy Estmere to Zalew Wiślany, czy jezioro Drużno.
  • Czy Truso założyli przybysze ze Skandynawii, czy wyrosło z osady miejscowej, do której oni dołączyli.
  • Ile z opisanych obyczajów Wulfstan widział sam, a ile usłyszał w porcie.
  • Rok, w którym stanowisko rozpoznano jako Truso: podaje się 1981 i 1982, a samo rozpoznanie przyszło po kilku sezonach badań, więc jednej daty może po prostu nie być.

Skąd to wiadomoStaroangielski przekład z końca IX wieku; wykopaliska pod Janowem Pomorskim prowadzone od 1982 roku; monety arabskie i zachodnie z warstw osady; ślady warsztatów bursztynniczych.

Przygotowanie do pogrzebu i konnego wyścigu opisanego przez Wulfstana
Współczesna, ostrożna rekonstrukcja artystyczna sceny pogrzebowej Estów z końca IX wieku; szczegóły niepoświadczone w relacji potraktowano jako ilustracyjne.
ziemia Estów, około 890 roku

Pogrzeb, na którym ścigano się o majątek

Zapis z tamtych czasów

U Estów zmarły leżał w domu miesiąc, a możny nawet pół roku. Majątek rozkładano wzdłuż drogi i ścigano się o niego konno.

Czytaj dalej

Wulfstan zapisał, że u Estów zmarły leży niespalony w domu przez miesiąc albo dwa, wśród krewnych i przyjaciół.

Królowie i możni leżą dłużej, bywa że pół roku, a długość leżenia zależy wprost od tego, ile kto miał majątku.

Przez cały ten czas w domu piją i bawią się, aż do dnia, w którym ciało ma pójść na stos.

Majątek ruchomy dzielono na pięć, sześć części albo więcej i rozkładano wzdłuż drogi na odcinku mili, przy czym najlepsze rzeczy kładziono najdalej od domu.

Wtedy zjeżdżali się jeźdźcy z okolicy, stawali pięć albo sześć mil dalej i ruszali wyścigiem — kto miał najszybszego konia, brał najlepszą część, a najgorszy jeździec to, co leżało pod samym domem zmarłego.

Ciało palono razem z odzieniem i bronią, kiedy majątek był już rozdany.

Wulfstan dodał, że wśród Estów jest ród umiejący wytwarzać zimno, dzięki czemu zwłoki nie psują się przez pół roku, a postawione naczynie zamarza im latem i zimą.

Zapisał też, że piwa u Estów się nie warzy, miodu mają w bród, a kobyle mleko piją król i najbogatsi.

Cały ten opis pochodzi od jednego świadka i dotyczy jednego zakątka wybrzeża; ani jeden inny zapis sprzed XIII wieku nie potwierdza ani wyścigu o majątek, ani leżenia zmarłego przez pół roku.

Zakaz palenia zwłok oraz grzebania z bronią, koniem i ludźmi powtarza traktat zawarty w Dzierzgoniu 7 lutego 1249 roku, a więc trzysta pięćdziesiąt lat po Wulfstanie obyczaj wciąż był na tyle żywy, że trzeba go było zakazywać na piśmie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak wytwarzano to zimno — wskazuje się mieszaninę soli z lodem, ale jest to domysł, nie zapis.
  • Relacja sama sobie przeczy: mówi, że piwa Estowie nie warzą, a zarazem że potrafią zamrozić piwo w naczyniu.
  • Czy wyścig zastąpił dawniejszy zwyczaj grzebania konia razem z jeźdźcem, czy istniał obok niego.
  • Czy obyczaj obowiązywał w całych Prusach, czy tylko w okolicy Truso, gdzie Wulfstan się zatrzymał.
  • Czy sprzeczność z piwem jest rzeczywista: napój postawiony do zamrożenia mógł być przywieziony przez kupców, a sam przykład z naczyniem bywa czytany jako pokaz umiejętności, nie jako opis tego, co Estowie pili na co dzień.

Skąd to wiadomoStaroangielski przekład z końca IX wieku; groby z końmi na cmentarzyskach pruskich; traktat z Dzierzgonia z 7 lutego 1249, który jeszcze w XIII wieku zakazywał palenia zwłok oraz grzebania z bronią, koniem i ludźmi.

państwo Franków Wschodnich, IX wiek

Bruzi, czyli kraj większy niż pół Niemiec

Zapis z tamtych czasów

Pierwszy zapis nazwy Prusów nie podaje o nich nic prócz rozmiaru kraju: ze wszystkich stron większy niż obszar od Aniza do Renu.

Czytaj dalej

Spis ludów z północnej strony Dunaju, znany dziś pod umowną nazwą Geografa Bawarskiego, wymienia pięćdziesiąt osiem nazw, przy większości podając liczbę grodów.

Przy Bruzi, czyli Prusach, nie podano żadnej liczby — tylko uwagę, że ich kraj jest ze wszystkich stron większy niż obszar od Aniza do Renu.

To pierwsze w dziejach zapisanie nazwy Prusów, i zarazem jedyna rzecz, jaką ten dokument o nich mówi.

Datowanie waha się mocno: wskazuje się lata czterdzieste IX wieku, lata siedemdziesiąte tegoż stulecia, a bywa że i czasy późniejsze; spis składa się z dwóch części, które mogą pochodzić z różnych lat.

Poza Bruzi nie ma w tym spisie żadnego innego pewnego ludu bałtyjskiego.

Autor nie podaje o Prusach ani wodzów, ani obyczajów, ani wiary — sam rozmiar kraju wystarczał temu, kto zbierał dane dla dworu.

Rękopis przechowuje biblioteka w Monachium, odnaleziono go tam w 1772 roku, a drukiem ogłoszono dopiero w 1796.

Nazwę Prusów zapisał w drugiej połowie X wieku podróżnik Ibrahim ibn Jakub, przy czym jej odczyt oddaje się rozmaicie, a forma Pruzze stoi w streszczeniu dokumentu zwanego Dagome iudex, spisanym pod koniec XI wieku i odnoszącym się do stanu sprzed stulecia.

Aniza to rzeka na wschodnim skraju państwa Franków, więc porównanie rozciąga się od granicy bawarskiej po Ren i mówi wyłącznie o rozmiarze — ani słowa o ludziach, którzy ten obszar zajmowali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data powstania spisu — rozrzut sięga kilkudziesięciu lat, a przy dwóch częściach dokumentu może dotyczyć dwóch różnych momentów.
  • Czy Bruzi to na pewno Prusowie i czy autor umieścił ich we właściwym miejscu, bo sąsiedztwo na liście bywa mylące.
  • Co właściwie znaczy porównanie z odległością od Aniza do Renu: miarę powierzchni czy figurę retoryczną na określenie ogromu.
  • Czy niektóre inne nazwy z listy dają się przypisać ludom bałtyjskim — próby są, pewności nie ma.

Skąd to wiadomoRękopis monachijski odnaleziony w 1772 roku; relacja podróżnika z drugiej połowy X wieku; streszczenie dokumentu zwanego Dagome iudex z końca XI wieku.

Brema, około 1075 roku

Najżyczliwszy opis Prusów napisał ktoś, kto ich nie widział

Zapis z tamtych czasów

Kanonik z Bremy nazwał Prusów ludźmi najbardziej ludzkimi i zaraz dodał, że do swoich gajów i źródeł chrześcijan nie wpuszczają.

Czytaj dalej

Sambię nazwał ziemią sąsiadującą z Rusinami i Polakami, a jej mieszkańców — ludźmi najbardziej ludzkimi ze wszystkich.

Zapisał, że śpieszą z pomocą rozbitkom oraz tym, na których napadli piraci, i że nie cenią u siebie złota ani srebra.

Zanotował, że mają w bród obcych futer, które rozeszły się stamtąd po całym świecie.

Opisał ich wygląd: sinawa skóra, czerwone twarze, długie włosy — z czegoś takiego widać, że informacji szukał u ludzi, którzy tam bywali.

Podał rzecz dla wierzeń najważniejszą: aż po jego dzień nie wpuszczają chrześcijan do swoich gajów ani do swoich źródeł.

O Kurach napisał, że siedzą u nich wróżbici, do których zjeżdżają się po wyrocznie z całego świata, nawet z Hiszpanii i Grecji.

Pochwała miała swoją cenę: zaraz po niej dodał, że wiele dobrego dałoby się o tym ludzie powiedzieć, gdyby przyjęli wiarę, a kaznodziejów prześladują okrutnie.

Kanonik bremeński pisał dzieje swojego arcybiskupstwa w latach 1073–1076, doprowadził je od 788 do 1072 roku, a czwartą księgę poświęcił w całości opisowi Północy.

Własne dopiski wnosił do gotowego już tekstu aż do śmierci, więc to, co czytamy, nie jest jedną warstwą zapisu, tylko warstwą narastającą przez kilkanaście lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd pochodziły jego wiadomości: wskazuje się relacje duńskiego króla, opowieści kupców i starsze wypisy, ale rozdzielić tego się nie da.
  • Czy wzmianka o gajach i źródłach jest zapisem realnego zakazu, czy utartym obrazem świętego gaju barbarzyńców, powtarzanym od antyku.
  • Czy wróżbici, o których pisze, siedzieli u Kurów znad Bałtyku, czy autor pomylił nazwy.
  • Czy nazwanie Prusów najżyczliwszymi z ludzi jest obserwacją, czy retorycznym przygotowaniem gruntu pod misję.
  • Czy wzmianka o wróżbitach u Kurów, do których zjeżdżają się po wyrocznie z Hiszpanii i Grecji, jest wiadomością z drugiej ręki, czy figurą retoryczną o krańcu świata, gdzie wszystko jest możliwe.

Skąd to wiadomoDzieje arcybiskupstwa bremeńskiego z około 1075 roku wraz z własnymi dopiskami autora; starsze o dwa stulecia żywoty misjonarzy; późniejsze o półtora wieku akta i kroniki krzyżackie.

Warmia, Mazury i Sambia, VI w. p.n.e. – VII w. n.e.

Kurhany, które stoją w tym samym miejscu od dwóch tysięcy lat

Złożone później

Rzymski geograf w II wieku zapisał nad Bałtykiem Galindai i Soudinoi. Te same okolice nazywają się w XIII wieku Galindia i Sudowia.

Czytaj dalej

Kulturę kurhanów zachodniobałtyjskich wydzielono w 1970 roku, opierając się na naczyniach o kulistych dnach, obrządku kurhanowym i sieci osiedli obronnych.

Trwała mniej więcej od VI do I wieku przed naszą erą na północnym Mazowszu, Warmii, Mazurach i Sambii, a gospodarka opierała się tam na półdzikim wypasie stad.

Na jej podłożu wyrósł krąg zachodniobałtyjski, a w nim mazurska grupa bogaczewska, licząca się od schyłku I wieku przed naszą erą po początek V wieku naszej ery.

Tysiąc lat między jedną a drugą wzmianką wypełniają wyłącznie znaleziska — nie ma z tego czasu ani jednego zdania zapisanego przez kogokolwiek.

W grobach leżą importy rzymskie, a na cmentarzyskach pruskich także konie, niekiedy z rzędem i uzdą — ten sam zwyczaj, którego zakazywał jeszcze traktat z 1249 roku.

Ciągłość wygląda na niezerwaną, ale jest to wniosek z garnków, kurhanów i obrządku, nie z niczyjego świadectwa.

Rzymski geograf w II wieku wymienił Galindai i Soudinoi w opisie Sarmacji, nie wskazując ich siedzib; dopiero podobieństwo do XIII-wiecznych Galindii i Sudowii każe umieszczać je na Mazurach i Suwalszczyźnie, a to jest wniosek, nie zapis.

Krąg zachodniobałtyjski dzieli się na kilka ugrupowań, od grupy elbląskiej po zachodnio- i środkowolitewską, przy czym ich liczba zależy od przyjętego podziału; najmłodsze z nich, grupa olsztyńska, gaśnie w VII albo na początku VIII wieku.

Nazwa kultury kurhanów zachodniobałtyjskich jest terminem z 1970 roku, a nie mianem, które ktokolwiek wtedy nosił — to porządek nałożony na naczynia i kurhany po dwóch i pół tysiącach lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy ciągłość form odpowiada ciągłości ludzi i mowy, czy tylko przejmowaniu wzorów przez nowo przybyłych.
  • Czy Galindowie z II wieku to ci sami, których znają akta krzyżackie, skoro dzieli ich tysiąc lat milczenia.
  • Co oznacza zanik grupy olsztyńskiej w VII wieku: wyludnienie, przesunięcie osadnictwa czy zmianę obrządku pogrzebowego.
  • Gdzie przebiegała zachodnia granica kręgu i jak daleko na Mazowsze sięgał.

Skąd to wiadomoCmentarzyska kurhanowe i płaskie Warmii, Mazur i Sambii; geografia z II wieku; nazwy ziem w dokumentach XIII-wiecznych; importy rzymskie datujące warstwy grobowe.

dorzecza Odry, Dniepru, Oki i Wołgi, II tys. p.n.e. – XV wiek

Od okolic Berlina po okolice Moskwy

Złożone później

Bałtyjskie nazwy rzek sięgają okolic Moskwy i Kurska. Ostatnią wschodnią wysepkę latopis odnotował dokładnie dwa razy: pod rokiem 1058 i pod 1147.

Czytaj dalej

Nazwy rzek i jezior o bałtyjskim rodowodzie ciągną się od dolnej Wisły daleko na wschód, po okolice dzisiejszej Moskwy, Kurska i Kijowa.

Wschodnią granicę tego pasa wyznaczają górne biegi Wołgi, rzeki Moskwy i Oki, a południową rzeka Sejm.

Zasięg ten odnosi się do drugiego tysiąclecia przed naszą erą, przy czym datowanie nazw wodnych jest z natury nieostre i nie daje się przypiąć do stulecia.

Od około V wieku naszej ery osadnictwo słowiańskie zaczyna wchodzić w te tereny od południa i wschodu, a granica bałtyjska cofa się przez następne osiemset lat.

Na zachodzie kurczenie przebiegło gwałtowniej: podbój Prus zamknięto w 1283 roku, a mimo to pruski katechizm drukowano jeszcze w Królewcu w 1545 i 1561.

Latopis pod rokiem 1058 notuje, że Izjasław pobił Goładź, a pod rokiem 1147, że Świętosław rozgromił Goładź nad Protwą, niespełna sto kilometrów na południowy zachód od dzisiejszej Moskwy — i ten sam latopisowy rok przynosi pierwszą wzmiankę o samej Moskwie.

Prócz nazw wodnych te dwa zdania to wszystko, co wschodnia wysepka bałtyjska po sobie zostawiła; jej ślad urywa się w ludności ruskiej w XV albo XVI wieku.

Data wygaśnięcia pruszczyzny rozchodzi się w trzy strony: podaje się śmierć ostatniego mówiącego w 1627 roku, starca znającego ten język na Mierzei Kurońskiej w 1677, wreszcie początek XVIII wieku wraz z zarazą lat 1709–1711, która dobiła wiejskie osadnictwo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nazwy wodne dowodzą osadnictwa, czy tylko długiego sąsiedztwa i kontaktu.
  • Czy Goładź znad Protwy łączy z mazurską Galindią cokolwiek prócz podobieństwa nazwy — bywa to stanowczo zaprzeczane.
  • Data wygaśnięcia języka pruskiego: 1627 albo przełom XVII i XVIII wieku.
  • Jak daleko na zachód sięgała granica bałtyjska przed przyjściem Słowian — wskazania idą od dolnej Wisły aż po Odrę.
  • Czy którakolwiek z dat wygaśnięcia pruszczyzny opiera się na czymś więcej niż na pojedynczej notatce — żadna nie ma za sobą ani spisu, ani świadectwa z pierwszej ręki.

Skąd to wiadomoNazwy rzek i jezior od Wisły po Okę; latopisy pod latami 1058 i 1147; słownik elbląski z około 1400 roku; katechizmy pruskie z 1545 i 1561; akta krzyżackie i pruskie księgi podatkowe XVI wieku.

Tysiąc lat przed Wojciechem

Kamień z brzegu i najstarsze imiona

Zegar świadectw o Bałtach zaczyna tykać na tysiąc lat przed misją Wojciecha, a pierwszym słowem, jakie o tych ludziach zapisano, jest nazwa towaru. Rzymski opis z 98 roku, grecki wykaz ziem sprzed połowy II wieku, list władcy Ostrogotów, relacja żeglarza spod Hedeby i kijowski latopis dają razem kilkanaście zdań — i te kilkanaście zdań trzeba potem rozciągnąć na całe stulecia. Bursztyn występuje w nich najczęściej, lecz nie jako świętość: jako opał, dar poselski, towar i wreszcie monopol, za którego złamanie wieszano. Wszystko, co dopisano temu kamieniowi później — pałac bogini, kult słońca, insygnia kapłanów — ma metrykę dziewiętnastowieczną i jest tu podane z datą.

Galindowie i Sudowie, ziemie na wschód od Wisły, II–XIV wiek

Galindowie i Sudinowie na wykazie z II wieku

Zapis z tamtych czasów

Dwa imiona ludów wpisane do greckiego wykazu ziem około 150 roku wracają po tysiącu stu latach jako nazwy krain w aktach zakonu.

Czytaj dalej

Aleksandryjski wykaz miejsc i ludów zamieszkanego świata, ułożony około połowy II wieku, wymienia na wschód od Wisły, poniżej Wenedów, Galindajów i Sudinów, a dalej Stawanów. Nie ma przy tych imionach ani jednego zdania o obyczaju, wierze czy władzy: są to pozycje na liście współrzędnych, nie opis ludzi.

Wartość tej zbieżności jest podwójna, a zarazem ograniczona. Imiona plemienne nad dolną Wisłą okazują się trwalsze niż państwa, które po drodze powstały i upadły — lecz o ludziach kryjących się pod tymi imionami wykaz z II wieku nie mówi nic, a ciągłość nazwy nie jest ciągłością obrzędu, mowy ani sposobu grzebania zmarłych.

Te same dwa rdzenie pojawiają się znowu w łacińskich dokumentach zakonu krzyżackiego. Zapis Galindo wśród ziem pruskich notowany jest od 1231 roku, a kronika ziemi pruskiej ukończona w 1326 roku dzieli Prusy na jedenaście części i wymienia wśród nich Galindię jako dziesiątą oraz Sudowię. Od wykazu z połowy II wieku do pierwszego z tych zapisów mija blisko jedenaście stuleci, do kroniki — blisko dwanaście.

Drogę tego świadectwa do nas trzeba pokazać osobno, bo jest długa. Greckiego wykazu nie mamy w postaci, w jakiej go ułożono: najstarsze zachowane rękopisy powstały w Bizancjum około roku 1300, czyli jedenaście stuleci po autorze, a współrzędne przepisywano w nich liczbami, które psują się przy każdym odpisie. To, co dziś czytamy jako położenie Galindajów i Sudinów, jest wynikiem tysiąca lat kopiowania, a nie pomiarem z II wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Galindajowie i Sudinowie z wykazu zajmowali dokładnie te ziemie, które w XIII wieku nazwano Galindią i Sudowią — z samych współrzędnych tego wyliczyć się nie da, bo siatka wykazu jest w tej części mocno zniekształcona.
  • Czy nazwa trwała między II a XIII wiekiem nieprzerwanie, czy też została na te ziemie przeniesiona; żaden zapis z okresu pośredniego jej nie potwierdza.
  • Czy Stawanowie z tego samego ustępu to również lud bałtyjski — nie zostało to wykazane.
  • Czy rok 1231 jest naprawdę najwcześniejszym zapisem nazwy Galindo, czy tylko najwcześniejszym wygodnie datowanym — część dokumentów krzyżackiego początku znana jest z późniejszych kopiarzy.

Skąd to wiadomoGrecki wykaz ziem i ludów zamieszkanego świata, księga trzecia, rozdział o Sarmacji europejskiej, ok. 150 r.; dokumenty krzyżackie z nazwą Galindo od 1231 r.; kronika ziemi pruskiej ukończona w 1326 r.

Wizerunek dzika przypinany do odzieży nad bałtyckim wybrzeżem
Współczesna rekonstrukcja artystyczna znaku dzika opisanego przez Tacyta w 98 roku; materiał i wygląd przedmiotu nie są znane.
Estiowie znad Bałtyku, koniec I wieku

Matka bogów i wizerunek dzika

Zapis z tamtych czasów

Opis z 98 roku daje Estiom kult matki bogów i noszone wizerunki dzika, które chroniły lepiej niż broń. Imienia bogini nie podał nikt.

Czytaj dalej

Rzymski opis ludów północy, ukończony w 98 roku, poświęca ludom Estiów jeden akapit i mieści w nim dwa zdania o wierze. Czczą matkę bogów, a jako znak tego kultu noszą przy sobie podobizny dzika; taki znak zastępuje oręż i zapewnia wyznawcy bogini bezpieczeństwo nawet pośród nieprzyjaciół.

Dalej ten sam akapit notuje rzeczy przyziemne: żelazo bywa u nich rzadkie, częściej w użyciu są maczugi, a zboże i inne plony uprawiają cierpliwiej, niż to w zwyczaju u sąsiadów. Bursztyn zbierają na mieliznach i na samym brzegu, przy czym nie wiedzą, jak powstaje, i zdumiewa ich zapłata, którą za niego dostają.

Czego w tym opisie nie ma, warto wyliczyć równie dokładnie. Nie pada żadne imię bóstwa, nie ma kapłanów, świątyni, ognia ani gaju, nie ma obrzędu ani święta z datą. Matka bogów to rzymskie określenie, jakim opisujący nazwał coś, czego nazwy własnej albo nie znał, albo nie uznał za potrzebną do zapisania.

Wizerunki dzika mają za to jakieś zaczepienie w ziemi, bo motyw ten powraca na zawieszkach i okuciach z okresu wpływów rzymskich, znajdowanych nad południowym wybrzeżem. Przedmiot nie mówi jednak, czyim był znakiem ani przed czym miał bronić, a zestawianie go z jednym zdaniem sprzed dziewiętnastu stuleci pozostaje domysłem, nie dowodem.

Warto powiedzieć, jaką drogą ten akapit do nas doszedł, bo od niej zależy waga każdego słowa. Żaden starożytny rękopis tego dzieła się nie zachował: cała jego znajomość wywodzi się z jednego kodeksu odnalezionego w niemieckim opactwie w pierwszej połowie XV wieku, a najstarsze zachowane odpisy rozdziału o Estiach są piętnastowieczne. Między zapisaniem zdania o matce bogów a najstarszą kartą, na której je dziś czytamy, leży czternaście stuleci przepisywania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kim jest matka bogów z tego zdania — imienia nie podano, a późniejsze utożsamienia z boginiami znanymi z XVI-wiecznych spisów albo z łotewską Mārą nie zostały wykazane.
  • Czy Estiowie tego opisu to przodkowie Prusów, czy szersza zbiorowość nadbrzeżna; tekst mówi o ludach w liczbie mnogiej.
  • Czy noszony wizerunek dzika był amuletem, godłem rodowym czy odznaką wojenną — zdanie dopuszcza każdą z tych odpowiedzi.
  • Czy dwuwyrazowe zdanie o matce bogów stało w pierwotnym tekście w tym samym kształcie — przy tak długim łańcuchu odpisów rozstrzygnąć się tego nie da.

Skąd to wiadomoRzymski opis ludów za Renem i Dunajem, rozdział 45, ukończony w 98 r.

Estiowie i ich germańscy sąsiedzi, I wiek

Mowa bliższa brytyjskiej

Zapis z tamtych czasów

Jedno zdanie z 98 roku mówi, że mowa Estiów jest bliższa brytyjskiej niż sąsiedzkiej. To najstarszy ślad, że ich język był osobny.

Czytaj dalej

Ten sam akapit z 98 roku otwiera się od porównania: obyczaj i strój Estiów przypominają sąsiadów ze Swebii, ale mowa jest bliższa brytyjskiej. Zdanie liczy kilka słów i nie ma przy nim ani przykładu, ani nazwy, ani objaśnienia, na czym owo podobieństwo miałoby polegać.

Wyprowadzać z tego pokrewieństwa z mową wysp brytyjskich nie wolno. Porównanie mogło opierać się na wrażeniu słuchowym, na relacji kupca z drugiej ręki albo na chęci umieszczenia dalekiego ludu gdziekolwiek na mapie języków. Zdanie świadczy o tym, co zauważono, a nie o tym, co rzeczywiście było wspólne.

Waga tego zdania nie leży w trafności porównania, lecz w tym, że w I wieku ktokolwiek zauważył różnicę. Autor nad Bałtykiem nie był i całe dzieło złożył z cudzych relacji; tym większe znaczenie ma, że wśród dziesiątków wymienianych tam ludów właśnie Estiom przypisał mowę odmienną od sąsiedzkiej i sięgnął dla niej po porównanie z drugiego krańca znanego świata.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy porównanie z mową brytyjską opiera się na czymkolwiek słyszanym, czy jest figurą retoryczną — rozstrzygnąć się tego nie da.
  • Czy odnosi się do mowy bałtyjskiej, czy do jakiegoś innego języka wybrzeża, po którym nie został żaden zapis.

Skąd to wiadomoRzymski opis ludów za Renem i Dunajem, rozdział 45, 98 r.

Wybrzeże północnego oceanu, relacja z IV wieku p.n.e., zapis z 77 r. n.e.

Wyspa Abalus i bursztyn palony zamiast drewna

Zapis z tamtych czasów

Najstarsza wzmianka o zbieraczach bursztynu mówi, że palili go w piecu zamiast drewna i sprzedawali sąsiadom. Nie padło tam żadne imię bałtyjskie.

Czytaj dalej

Rzymska księga o kamieniach, wydana w 77 roku naszej ery, przytacza relację żeglarza z Massalii sprzed czterech stuleci. Miała tam być zatoka oceanu zwana Metuonis, której brzeg liczono na sześć tysięcy stadiów, a nad nią lud Guionów; o dzień żeglugi dalej leżała wyspa Abalus, na którą wiosną fale wyrzucały bursztyn.

Najważniejsze zdanie tej relacji dotyczy nie pochodzenia, lecz użytku: mieszkańcy palą bursztynem zamiast drewnem i odsprzedają go sąsiednim Teutonom. Druga przytoczona w tym samym miejscu relacja nazywa tę samą wyspę Bazylią. Rzecz jest więc towarem i opałem, nie świętością; o obrzędzie nie ma w tym zapisie ani słowa.

Kogo dotyczy ten opis, pozostaje otwarte, choć nie całkiem puste. Sam zapis nazywa Guionów ludem germańskim, a w rękopisach imię to bywa czytane również jako Gutonowie, czyli Goci; Teutonowie zaś znani są z wojen o dwa stulecia wcześniejszych. Żadnego z tych imion nikt nie umiał związać z ludami bałtyjskimi, a samej wyspy nie odnaleziono. Jeszcze ostrożniej trzeba czytać słowo glaesum, czyli miejscową nazwę bursztynu: przydomek Glaesaria nadało wojsko rzymskie wyspie na Morzu Północnym, u ujścia rzek germańskich, a nie nad Bałtykiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Gdzie leżała Abalus — wskazywano Sambię, Helgoland i ławice u ujścia Łaby; żadnej z tych odpowiedzi nie wykazano.
  • Czy Guionowie to ten sam lud, który później nazwano Estiami.
  • Czy bursztyn naprawdę palono jako opał, czy relacja zapamiętała jego zapach przy paleniu w obrzędzie albo przy odymianiu domostw.
  • Czy zapis o zbieraczach palących bursztyn dotyczy w ogóle wybrzeża bałtyckiego, skoro źródło umieszcza tam lud germański, a samą nazwę bursztynu notuje najpierw nad Morzem Północnym.

Skąd to wiadomoRzymska księga o kamieniach i bursztynie, rozdziały 35–36 oraz 42, wydana w 77 r. n.e., przytaczająca relację żeglarza z IV w. p.n.e.

Szlak z Karnuntum nad Bałtyk, lata pięćdziesiąte i sześćdziesiąte I wieku

Rzymski jeździec wysłany po bursztyn

Zapis z tamtych czasów

Za Nerona wysłannik cesarskiego urzędnika przejechał szlak do wybrzeża i wrócił z takim ładunkiem, że bursztynem obwiązano siatki w amfiteatrze.

Czytaj dalej

Ta sama rzymska księga z 77 roku podaje, że żyje jeszcze jeździec, któremu zlecono sprowadzenie bursztynu, gdy urzędnik imieniem Julianus przygotowywał igrzyska gladiatorskie dla Nerona. Człowiek ten przebył i szlak handlowy, i wybrzeża, skąd bursztyn pochodzi. Drogę z Karnuntum w Panonii do owych brzegów liczono na sześćset mil.

Dla ludów mieszkających nad Bałtykiem opowieść ta ma wagę pośrednią, ale twardą. Potwierdza, że w połowie I wieku istniała przetarta droga lądowa łącząca Dunaj z wybrzeżem, że po jej drugiej stronie ktoś dysponował bursztynem w ilościach liczonych na wozy i że ten ktoś umiał go zebrać oraz wymienić. Imienia tego ludu wysłannik nie zapisał albo nie zapisano go za nim.

Przywiózł tyle, że siatki chroniące widownię przed zwierzętami powiązano kawałkami bursztynu, a oręż gladiatorów, sprzęt żałobny i całe wyposażenie jednego dnia igrzysk wykonano z tego samego materiału. Najcięższa pojedyncza bryła ważyła trzynaście funtów rzymskich, czyli nieco ponad cztery kilogramy. Jest to jedyny znany zapis o wyprawie wysłanej znad Morza Śródziemnego wprost do źródła surowca.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Którym brzegiem dotarł do morza — Sambią, ujściem Wisły czy zalewem; tekst mówi ogólnie o wybrzeżach Germanii.
  • Czy sześćset mil to pomiar, czy zaokrąglenie z drugiej ręki.
  • Czy bursztyn wzięto z zapasów pośredników nad Dunajem, czy rzeczywiście zebrano na miejscu.

Skąd to wiadomoRzymska księga o kamieniach, rozdziały 45–46, wydana w 77 r. n.e.; opisywana wyprawa z czasów panowania Nerona, lata 54–68.

Estiowie, Haestowie, Estowie; I–XIX wiek

Nazwa, która przewędrowała na północ

Zapis z tamtych czasów

To samo imię — Estiowie — oznacza w I wieku zbieraczy bursztynu nad Sambią, a dziś naród ugrofiński, który Bałtem nie jest.

Czytaj dalej

W 98 roku imię Aestii przypisano ludom prawego brzegu Morza Swebskiego, zbierającym bursztyn. W liście ostrogockim z lat dwudziestych VI wieku adresatami są Haestowie znad oceanu, także w sprawie bursztynu. Pod koniec IX wieku staroangielski przekład dziejów powszechnych nazywa Estlandem kraj po wschodniej stronie ujścia Wisły, z grodem Truso.

Ta sama ostrożność obowiązuje wobec Liwów. Mieszkali nad Dźwiną i nad Zatoką Ryską, brali udział w tych samych wojnach co Kurowie, Zemgalowie i Łatgalowie, a ich imię tkwi do dziś w nazwie Inflant — lecz mówili językiem spokrewnionym z fińskim, nie z bałtyjskim. Sąsiedztwo w kronice nie jest pokrewieństwem.

Wniosek praktyczny jest prosty i niewygodny: każde zdanie źródłowe o Estach wymaga sprawdzenia, z którego stulecia pochodzi, zanim zostanie komukolwiek przypisane. Ta sama grupa liter oznacza w różnych wiekach dwa różne ludy, mówiące językami z osobnych rodzin.

Dwa pierwsze zapisy wskazują wybrzeże od dolnej Wisły po Sambię, trzeci nazywa tę samą okolicę Estlandem — przy czym list ostrogocki mówi tylko tyle, że adresaci mieszkają nad oceanem, i żadnego odcinka brzegu sam z siebie nie wyznacza. Przesuwanie nazwy na północ widać wcześniej, niż się zwykle podaje: już w opisach jedenastowiecznych i w skandynawskim Eistlandzie, a w kronice inflanckiej z pierwszej połowy XIII wieku Estowie to bez wątpienia lud znad Zatoki Fińskiej. Dzisiejsi Estończycy mówią językiem ugrofińskim i Bałtami nie są.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kiedy dokładnie nazwa przeskoczyła na północ i czy stało się to przez pomyłkę kancelarii, czy przez rzeczywiste przesunięcie ludzi.
  • Czy Haestowie z listu ostrogockiego to ten sam lud co Estiowie z 98 roku, czy tylko to samo imię w ustach kupców.
  • Czy Witland z relacji żeglarza obejmuje całość wybrzeża nazywanego wcześniej ziemią Estiów.

Skąd to wiadomoRzymski opis ludów, rozdz. 45, 98 r.; list króla Ostrogotów w księdze piątej zbioru pism kancelaryjnych, lata dwudzieste VI w.; staroangielski przekład dziejów powszechnych, koniec IX w.

Haestowie znad oceanu i dwór w Rawennie, lata dwudzieste VI wieku

Odpowiedź króla: wykład o żywicy

Zapis z tamtych czasów

Jedyne pismo, w którym lud znad Bałtyku występuje jako nadawca poselstwa. W odpowiedzi dostał wykład o tym, czym naprawdę jest bursztyn.

Czytaj dalej

W zbiorze pism kancelarii króla Ostrogotów, ogłoszonym pod koniec lat trzydziestych VI wieku, stoi list skierowany do Haestów; powstał w latach dwudziestych tego stulecia. Król dziękuje, że usłyszawszy o jego sławie, przysłali przez nieprzeliczone kraje posłów z darem z bursztynu i szukają jego przyjaźni.

Osobliwość tego pisma polega na kierunku. To nie podróżnik opisuje obcych; to obcy przychodzą sami, z własnym poselstwem i własnym darem, a władca odpisuje im jak stronie. Jest to jedyne znane świadectwo z pierwszego tysiąclecia, w którym lud tego wybrzeża występuje jako nadawca, a nie jako przedmiot cudzego opisu.

Treść odpowiedzi jest jeszcze ciekawsza, bo jest pouczeniem. Król objaśnia, powołując się na dawnego rzymskiego pisarza, że bursztyn zbierany przez nich na brzegu nie jest wytworem morza, lecz sokiem drzewnym, stwardniałym od słońca. Wiedza przyrodnicza płynie tu z południa na północ, w kierunku przeciwnym do towaru.

Czego list nie mówi, warto wyliczyć osobno: nie podaje ani jednego imienia posła, ani nazwy grodu czy rzeki, ani słowa o wierze, obrzędzie i władzy Haestów. Dar odwzajemniono, poselstwo odprawiono, a o ludziach, którzy je przysłali, kancelaria nie zapisała nic ponad to, że mieszkają nad oceanem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy poselstwo rzeczywiście dotarło do Italii, czy dar przekazano przez pośredników, a list jest dworską odpowiedzią na cudzą przesyłkę.
  • Czy Haestowie to Prusowie w późniejszym rozumieniu, czy szersza grupa nadbrzeżna.
  • Datowanie waha się od 522 do 526 roku, bo zbiór pism nie podaje dat dziennych.

Skąd to wiadomoList do Haestów w zbiorze pism kancelaryjnych króla Ostrogotów, księga piąta, pismo drugie; lata dwudzieste VI w., zbiór ogłoszony ok. 537 r.

Wybrzeże Bałtyku w opisie dworskim Franków, ok. 830 r.

Aistowie na południowym brzegu zatoki

Zapis z tamtych czasów

Życiorys Karola Wielkiego opisuje Bałtyk jako zatokę o nieznanej długości i sadza na jej południowym brzegu Słowian, Aistów oraz inne ludy.

Czytaj dalej

Dworski życiorys cesarza Franków, spisany między 814 a 830 rokiem, ma rozdział o granicach państwa i tam pojawia się opis morza. Od oceanu zachodniego ciągnie się ku wschodowi zatoka o długości nieznanej, nigdzie nie szersza niż sto mil, a wokół niej mieszka wiele ludów rozmaitej mowy.

Wartość tego zapisu jest dokładnie taka, jak jego objętość. Potwierdza, że w pierwszej połowie IX wieku na dworze frankijskim wiedziano o istnieniu ludu tego imienia i umiano odróżnić go od Słowian. Nie potwierdza niczego więcej: ani granic, ani liczebności, ani wiary, ani mowy.

Podział jest ostry: na brzegu północnym Duńczycy i Szwedzi, na południowym Słowianie, Aistowie oraz inne narody. Imię Aisti stoi zatem w tekście frankijskim osobno od słowiańskiego, i to w rozdziale, który opowiada o wojnie z nadbałtyckimi Słowianami: ze Słowianami dwór miał do czynienia bezpośrednio, z Aistami nie miał żadnego. Wiedza o tych ostatnich przyszła z drugiej ręki, lecz rozróżnienie zostało zachowane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy imię Aisti przejęto wprost ze starszego rzymskiego opisu, czy z żywej wiedzy kupieckiej IX wieku.
  • Czy inne wymienione zbiorczo narody obejmują pozostałe ludy bałtyjskie, czy ludy fińskie znad zatoki.
  • Czy sto mil szerokości to pomiar, czy liczba zaokrąglona dla ozdoby.

Skąd to wiadomoŻyciorys Karola Wielkiego, rozdział 12, spisany między 814 a 830 r.

Estowie z Witlandu i znad zalewu, koniec IX wieku

Mróz, którym trzymano zmarłego

Zapis z tamtych czasów

Żeglarz zapisał, że Estowie umieją wywołać mróz: ciało leży w domu miesiąc albo pół roku i nie gnije, a piwo zamarza latem.

Czytaj dalej

W staroangielskim przekładzie dziejów powszechnych, powstałym u schyłku IX wieku, wpisano relację żeglarza, który dopłynął do Truso. Najdziwniejszy jej ustęp nie dotyczy pogrzebu, lecz chłodu: Estowie potrafią wywołać zimno, dzięki któremu zmarły leży niespalony i nie ulega rozkładowi.

Relacja podaje długości. Zwykły człowiek leży wśród krewnych i przyjaciół miesiąc, czasem dwa; królowie i ludzie wysokiego rodu nawet pół roku, a im kto zamożniejszy, tym dłużej pozostaje nad ziemią, we własnym domu. Przez cały ten czas w domu pije się i gra, a stypa trwa aż do dnia spalenia.

Nic w tekście nie mówi, że zimno uchodziło u Estów za świętość ani że służyło komukolwiek poza zmarłym i jego gośćmi. Żeglarz zanotował umiejętność i jej skutek, nic ponadto. Wszystko, co dopisano później — chłód jako moc kapłańska, jako próba albo jako znak wybrania — leży poza źródłem.

Sprawdzian, który podał sam opisujący, jest rzeczowy: postawione obok siebie dwa naczynia pełne piwa albo wody potrafią sprawić, że jedno z nich pokryje się lodem, i to latem tak samo jak zimą. Zdanie brzmi jak opowieść o czarach, lecz opisuje coś, co da się zrobić bez czarów — lodownię, piwnicę z lodem znoszonym zimą, ziemiankę pod warstwą torfu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym był ów mróz: lodownią, zimnym pomieszczeniem, obyczajem zimowego pochówku, czy nieporozumieniem tłumacza.
  • Czy zwyczaj długiego przetrzymywania ciała obejmował wszystkie ludy pruskie, czy tylko okolice Truso.
  • Czy pół roku to liczba rzeczywista, czy formuła oznaczająca bardzo długo.

Skąd to wiadomoRelacja żeglarza wpisana w staroangielski przekład dziejów powszechnych, koniec IX w. (ok. 890).

Estland z relacji żeglarza, koniec IX wieku

Kobyle mleko, miód i wielu królów

Zapis z tamtych czasów

Estland ma mnóstwo grodów, w każdym własnego króla, obfitość miodu i ryb, a piwa się tam nie warzy. Panom kobyle mleko, ubogim miód pitny.

Czytaj dalej

Ta sama relacja z końca IX wieku zawiera opis ustroju, którego nie ma w żadnym wcześniejszym źródle. Estland jest bardzo rozległy, ma mnóstwo grodów, a w każdym grodzie siedzi król. Nie ma jednego władcy, nie ma stolicy, nie ma ani słowa o zwierzchności nad całością kraju.

Napoje opisano z osobliwą precyzją. Miodu i ryb jest w bród, król oraz najmożniejsi piją mleko klaczy, ubodzy i niewolni miód pitny, a piwa u Estów nikt nie warzy. Ostatnie zdanie ma wartość rzeczową: brak piwa oznacza inną gospodarkę zbożem i inny obrzęd stołu niż u sąsiadów z zachodu i północy.

Od nazw miejscowych zależy tu więcej, niż się zdaje. Relacja mówi, że Wisła oddziela Witland od kraju Wenedów, że Witland należy do Estów, oraz że rzeka Ilfing wypływa z jeziora, nad którym stoi Truso, i uchodzi do Estmere. Są to najstarsze zapisane nazwy tej okolicy i jedyny punkt, w którym tekst da się przyłożyć do mapy.

Relacja dodaje przy tym, że między owymi władcami panuje wielka niezgoda. Obraz wielu drobnych władztw, które nie układają się w państwo, zgadza się z tym, co trzy stulecia później zastali na tych ziemiach przybysze z krzyżem, a jest od ich świadectw o całe trzysta lat starszy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słowo król oddaje miejscowy tytuł, czy jest przybliżeniem żeglarza dla naczelnika grodu.
  • Czy mleko klaczy pito na co dzień, czy tylko przy stypie, którą relacja opisuje obok.
  • Gdzie kończył się Witland i czy obejmował Sambię.

Skąd to wiadomoRelacja żeglarza w staroangielskim przekładzie dziejów powszechnych, koniec IX w.

Ujście Wisły i jezioro Drużno, VIII–X wiek; wykopaliska od 1982 roku

Truso wykopane spod pola

Zapis z tamtych czasów

Gród z relacji żeglarza odnaleziono w 1982 roku pod Janowem Pomorskim. W ziemi leżało ponad trzydzieści kilogramów bursztynu.

Czytaj dalej

Obok bursztynu leżało srebro. Z osady pochodzi około dziewięciuset monet, w większości dirhemów bitych w mennicach kalifatu, oraz komplety odważników i wagi szalkowe. Znaleziono też kuźnię z prętami żelaza i półwyrobami, ślady wyrobu grzebieni, szkła i tkanin, a także budowy łodzi.

Dla dziejów wiary znaczy to jedną rzecz, i to przede wszystkim negatywną. Na tym wybrzeżu pracował ośrodek wymiany powiązany ze Skandynawią i ze światem kalifatu na długo przed pierwszym misjonarzem. Ludzie, których później opisywano jako zamkniętych w puszczy, ważyli srebro według obcych odważników.

W 1982 roku pod Janowem Pomorskim, nad dawnym brzegiem jeziora Drużno koło Elbląga, odsłonięto rozległą osadę z czasów wikińskich, z nabrzeżem, domami i warsztatami. Żeglarz z końca IX wieku nie opisał ani jednego z tych budynków: podał samą nazwę Truso i położenie nad jeziorem, z którego rzeka wypływa do zalewu, więc utożsamienie opiera się na miejscu i czasie, nie na zgodności opisu. Jest to świadectwo innego rodzaju niż zapis: nie opowiada, tylko leży.

Bursztynu wydobyto stamtąd dziesiątki kilogramów — surowego, napoczętego i gotowego: paciorki, zawieszki, odpad produkcyjny — a w jednym z domów natrafiono na skupisko surowca liczone w kilogramach. Sumy podawane w kolejnych sprawozdaniach rosną, bo badania trwają, i żadnej z nich nie wolno przedstawiać jako zamkniętego bilansu. Pewne jest natomiast to, co z tych znalezisk wynika: obróbka bursztynu była tu rzemiosłem warsztatowym na sprzedaż, nie zajęciem przygodnym przy okazji sztormu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy osada pod Janowem Pomorskim to na pewno Truso z relacji — zbieżność położenia i czasu jest silna, lecz nazwy w ziemi nie znaleziono.
  • Kto tu mieszkał na co dzień: Prusowie, przybysze ze Skandynawii, czy ludność mieszana.
  • Co znaczy dziesięciokilogramowy skład bursztynu w domu — zapas warsztatu, majątek kupca czy złożenie odłożone celowo.
  • Ile dokładnie bursztynu i ile monet dało stanowisko — liczby w kolejnych sprawozdaniach różnią się między sobą, bo wykopalisk nie zamknięto.

Skąd to wiadomoOsada odkryta w 1982 r. pod Janowem Pomorskim nad jeziorem Drużno; wykopaliska prowadzone od 1982 r.; skład bursztynu odsłonięty w 2006 r.

Litwini, Zemgalowie, Kurowie i Łatgalowie w zapisie z początku XII wieku

Litwa, Zemigoła, Korś i Letygoła w latopisie

Zapis z tamtych czasów

Kijowski latopis z początku XII wieku wylicza po imieniu Litwę, Zemigołę, Korś i Letygołę — obok ludów fińskich, które Bałtami nie są.

Czytaj dalej

Najstarszy latopis ruski, którego redakcję odniesiono do 1113 roku i który znany jest także z przeróbek z 1116 oraz 1118 roku, otwiera się wykazem ludów. Wśród siedzących w dziale Jafeta wymienia Litwę, Zemigołę, Korś, Letygołę i Liwów, a obok nich Czudź, Merię, Weś, Muromę, Mordwę, Permian i Pieczorę.

Dla ludów bałtyjskich jest to najstarszy zapis, w którym stoją pod własnymi imionami jako osobne jednostki, a nie jako zbiorowi zbieracze bursztynu. Zemigoła to Zemgalowie znad Lelupy, Korś to Kurowie z zachodniego wybrzeża, Letygoła to Łatgalowie znad górnej Dźwiny, a Litwa to Litwa.

Wykaz jest zarazem pułapką, bo miesza rodziny językowe bez ostrzeżenia. Liwowie i Czudź, stojący w tym samym szeregu, mówili językami spokrewnionymi z fińskim. Latopis porządkuje ludy według tego, kto komu płaci daninę i gdzie siedzi, a nie według tego, jak mówi — i tylko tak wolno go czytać.

Osobno warto odnotować, czego w tym jednym wykazie nie ma — i czego z jego milczenia wyprowadzić nie wolno. W spisie ludów Jafeta nie stoją ani Prusowie, ani Jaćwingowie, ani Selowie, lecz Prusowie wracają kilka zdań dalej, w tym samym wstępie, wśród ludów siedzących nad Morzem Waregskim obok Lachów i Czudzi, a Jaćwingom poświęcono w latopisie osobną zapiskę roczną o wyprawie kijowskiego księcia z 983 roku. Milczy o nich zatem wykaz, nie latopis; pod własnym imieniem nie pojawiają się w nim natomiast Selowie.

Drogi tego tekstu do nas przemilczeć nie można. Rękopisu z 1113 roku nikt nie widział: latopis znany jest wyłącznie z późniejszych zwodów, z których najstarszy przepisano w 1377 roku, a drugi na początku XV wieku, i to w nich stoi wykaz ludów. Od domniemanej redakcji do najstarszej zachowanej karty mija więc ćwierć tysiąclecia, w ciągu którego tekst przechodził przez kolejne warsztaty pisarskie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wyliczone ludy rzeczywiście płaciły daninę Rusi w czasie spisywania, czy wykaz opisuje stan wcześniejszy albo pożądany.
  • Czy Litwa latopisu oznacza już wspólnotę polityczną, czy jedno z plemion nad Niemnem.
  • Które partie wykazu są pierwotne, a które dopisano przy przeróbkach z 1116 i 1118 roku.
  • Czy nazwy bałtyjskie z wykazu Jafeta i z osobnego spisu ludów płacących daninę pokrywają się ze sobą — oba wyliczenia stoją w tym samym wstępie, lecz nie zawierają tych samych imion.

Skąd to wiadomoNajstarszy latopis ruski, wykaz ludów w części wstępnej; redakcja z 1113 r., przeróbki z 1116 i 1118 r.

Mierzeja Kurońska, III tysiąclecie p.n.e.; wydobyte w latach 1860–1890

Czterysta figurek z dna zalewu

Zapis z tamtych czasów

Podczas pogłębiania Zalewu Kurońskiego wydobyto kilkaset bursztynowych figurek i krążków sprzed pięciu tysięcy lat. Zbiór przepadł w wojnie.

Czytaj dalej

Spółka bursztynowa Stantien i Becker, założona w 1858 roku przez kupca z Kłajpedy i wspólnika z Gdańska, pogłębiała tor wodny na Zalewie Kurońskim koło Juodkrantė. Między 1860 a 1890 rokiem wydobyto stamtąd blisko siedemdziesiąt pięć ton bursztynu, a w urobku znalazły się przedmioty obrobione tysiące lat wcześniej.

Opis zbioru ogłoszony w 1882 roku obejmuje czterysta trzydzieści kilka sztuk: zawieszki, guziki, paciorki rurkowate, krążki oraz figurki ludzi i zwierząt. Czas ich powstania określono na trzecie tysiąclecie przed naszą erą. Jest to największy znany zbiór bursztynowej plastyki epoki kamienia z całego wybrzeża.

Sam zbiór nie dotrwał do dziś. Rozproszył się i w większości zaginął w czasie drugiej wojny, tak że obraz całości opiera się na przedwojennych rysunkach i odlewach oraz na nielicznych zachowanych okazach. Zaginięcie oryginałów ma skutek najzupełniej rzeczowy: wiele pytań o obróbkę i o pochodzenie surowca nie ma już do czego wrócić.

Znaleziska tej samej epoki znane są również z osad lądowych, gdzie warstwy leżą nienaruszone. W Šventoji na wybrzeżu litewskim odsłonięto kilkadziesiąt stanowisk kultury narwiańskiej wraz z warsztatem bursztynniczym, a w torfowej osadzie w Sārnate na Łotwie, badanej w kilku kampaniach od lat trzydziestych do pięćdziesiątych XX wieku, odsłonięto warsztat z kilkuset nieobrobionymi bryłkami i z odpadem produkcyjnym liczonym w tysiącach sztuk.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy przedmioty z zalewu pochodzą z jednego złożenia, czy zostały zebrane z rozmytej osady i cmentarzyska — pogłębiarka nie zapisuje układu warstw.
  • Czy figurki przedstawiają bóstwa, zmarłych, zwierzynę łowną czy właścicieli — żadnego z tych odczytań nie wykazano.
  • Od kiedy naprawdę wydobywano przedmioty z urobku: podaje się zarówno rok 1860, jak i 1862, a liczba sztuk w opisie z 1882 roku waha się o kilka egzemplarzy.
  • Na ile opis zbioru z 1882 roku oddaje to, co naprawdę wyjęto z urobku — oryginałów w większości nie ma, a sprawdzić da się już tylko rysunek i odlew, nie przedmiot.

Skąd to wiadomoUrobek pogłębiarek z Zalewu Kurońskiego koło Juodkrantė, 1860–1890; opis zbioru ogłoszony w 1882 r.; warsztat w Sārnate odsłonięty w 1949 r.; stanowiska w Šventoji, III tysiąclecie p.n.e.

Wybrzeże od Sambii po Zatokę Ryską, epoka kamienia po średniowiecze

Bursztyn w grobie i granica wniosku

Zapis z tamtych czasów

Bursztyn leży w bałtyjskich grobach od epoki kamienia. Że był kamieniem słońca albo świętością kapłanów, nie wynika z żadnego znaleziska.

Czytaj dalej

Bursztyn wraca potem przez wszystkie epoki: paciorki w grobach okresu wpływów rzymskich na Sambii, zawieszki w pochówkach kurońskich i zemgalskich, odpad warsztatowy w osadach. Jest to materiał miejscowy, dostępny po sztormie za darmo i obrabialny nożem — i właśnie dlatego trudny do odczytania jako znak czegokolwiek wyjątkowego.

Granica wniosku przebiega tu ostro. Znalezisko mówi, że przedmiot z bursztynu włożono zmarłemu do grobu; nie mówi, czy zrobiono to dla ochrony, ze względu na wartość, z przywiązania, czy dlatego, że rzecz należała do zmarłego za życia. Ta sama zawieszka w innym grobie mogła znaczyć coś zupełnie innego.

Twierdzenia o bursztynie jako kamieniu słońca, o bursztynowych amuletach kapłanów i o świętości samego surowca nie mają oparcia w żadnym zapisie starszym niż XIX wiek. Najstarsze świadectwa mówią o bursztynie dokładnie odwrotnie: że palono go zamiast drewna i że zbieracze dziwili się, iż ktokolwiek za to płaci.

Najbogatsze znane pochówki bursztynowe epoki kamienia z tego obszaru odsłonięto nad jeziorem Burtnieki na północy Łotwy, na cmentarzysku używanym przez kilka tysiącleci i odkopywanym etapami przez kilkadziesiąt lat. W jednym z podwójnych grobów, obficie posypanym ochrą, przy zmarłej leżało ponad sto bursztynowych zawieszek oraz duże krążki złożone przy barku; dokładne liczby i numery grobów bywają podawane odmiennie i nie należy ich traktować jako ustalonych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy duże krążki bursztynowe pełniły funkcję ozdoby, zapięcia stroju czy przedmiotu obrzędowego.
  • Czy zagęszczenie bursztynu w grobach kobiecych oznacza rolę obrzędową, czy tylko podział ozdób według płci.
  • Czy obecność odpadu warsztatowego w osadach przeczy szczególnemu statusowi surowca — nie przeczy, ale i niczego nie dowodzi.

Skąd to wiadomoPodwójny pochówek nad jeziorem Burtnieki (Zvejnieki), epoka kamienia; warsztat w Sārnate, 1949 r.; cmentarzyska sambijskie okresu wpływów rzymskich.

Sambia i wybrzeże pruskie, XIV–XVIII wiek

Regale bursztynowe i szubienica na brzegu

Zapis z tamtych czasów

Od XIV wieku każdy kawałek bursztynu z brzegu należał do władzy. Za zatajenie groziła śmierć, a mieszkańcy wybrzeża składali przysięgę brzegową.

Czytaj dalej

Zakon krzyżacki objął bursztyn prawem zastrzeżonym dla władcy. Monopol skupu poświadczony jest w dokumencie z 1312 roku, za wielkiego mistrza Karola z Trewiru, a od lat trzydziestych XIV wieku obejmuje całe wybrzeże. Nadzór nad całością sprawował mistrz bursztynowy, rezydujący na zamku w Lochstädt aż do końca XVI wieku.

Aparat był drobiazgowy. Mistrzowi podlegali urzędnicy bursztynowi na poszczególnych odcinkach brzegu, konni strażnicy objeżdżali plażę, słudzy przetrząsali długimi kijami wyrzucone wodorosty, a po sztormie przeszukiwano przybój i płycizny. Zbierano do jednego składu; brzeg był terenem zamkniętym, nie pastwiskiem dla każdego.

Kara rosła z czasem. Najpierw dotkliwe grzywny, a od początku XV wieku śmierć za posiadanie nieprzerobionego bursztynu bez zezwolenia, wykonywana przez powieszenie; do rozstrzygania takich spraw powołano osobny sąd bursztynowy. Mieszkańcy nadmorskich wsi składali przysięgę brzegową, że sami nie ukradną i cudzej kradzieży nie zataja; obowiązek ten utrzymał się do końca XVIII wieku.

Surowiec szedł dalej jedną drogą: do warsztatów wyrabiających paciorki różańcowe, skupionych w Brugii, Lubece, Gdańsku i Królewcu. Prawo do bursztynu wydzierżawiano jak każdy inny dochód. W 1533 roku książę pruski Albrecht oddał je w dziedziczną dzierżawę gdańskiej rodzinie kupieckiej Jaskich, a układ ten rozwiązano dopiero w 1642 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Od kiedy obowiązywał pełny monopol, a od kiedy tylko przymus sprzedaży władcy — dokumenty z XIV wieku różnią się sformułowaniami.
  • Jak często wykonywano karę śmierci — wyroki są poświadczone, liczby nie.
  • Czy przysięga brzegowa sięga czasów zakonu, czy dopiero okresu książęcego; najstarsze zachowane formuły są późniejsze od samego obowiązku.
  • Od kiedy karą za zatajenie bursztynu była śmierć przez powieszenie — początek tej praktyki bywa odnoszony zarówno do XV, jak i do XVI wieku, a najgłośniejsze opowieści o wieszaniu zrosły się z późniejszą legendą o mistrzu bursztynowym.

Skąd to wiadomoDokument o monopolu skupu z 1312 r.; urząd mistrza bursztynowego na zamku Lochstädt do końca XVI w.; dziedziczna dzierżawa regale z 1533 r., rozwiązana w 1642 r.

Litwa i Żmudź; opowieść XIX-wieczna podawana za starożytną

Bursztynowy pałac z metryką z 1842 roku

Złożone później

Podanie o bogini morza i jej bursztynowym pałacu ukazało się drukiem w 1839 i 1842 roku. Starszego zapisu tej opowieści nie ma.

Czytaj dalej

Opowieść, którą dziś podaje się jako dawne podanie bałtyjskie, mówi o bogini mieszkającej w bursztynowym pałacu pod dnem morza, o rybaku, którego pokochała, i o gromowładcy, który pałac rozbił; okruchy wyrzucane na brzeg mają być jego szczątkami. Po raz pierwszy ukazała się drukiem w 1839 roku, po polsku, w petersburskim tygodniku, pod tytułem mówiącym o królowej Bałtyku.

Tym samym tropem poszły inne dopiski tego stulecia. Bursztyn zaczęto nazywać kamieniem słońca i wiązać z kultem światła; figurki wyłowione z Zalewu Kurońskiego, opisane w 1882 roku, niemal natychmiast ochrzczono bożkami; pojawiły się bursztynowe amulety kapłanek i bursztynowe insygnia wajdelotów. Żadna z tych rzeczy nie ma poświadczenia w źródle sprzed 1800 roku.

Nie znaczy to, że opowieść jest bezwartościowa — znaczy tylko, że jej metryka jest dziewiętnastowieczna i taką trzeba ją podawać. Powstała w epoce, która szukała dla ludów nadbałtyckich własnej mitologii i w razie braku dokumentu umiała ją dopisać, a potem wydrukować bez zaznaczenia, że to utwór, nie zapis.

W 1842 roku ta sama opowieść weszła do wydanego w Wilnie zbioru wspomnień ze Żmudzi — również po polsku, bo w tym języku pisał jego autor; wersje litewskie są późniejsze. Obie publikacje dzieli od domniemanej starożytności rzeczy cała przepaść: ani imię bogini, ani imię rybaka nie występuje w żadnym spisie bóstw, w żadnym akcie procesowym, w żadnym katechizmie ani w żadnej pieśni zanotowanej wcześniej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autor druku z 1839 roku zapisał krążącą opowieść, czy ją ułożył — przeważa drugie, dowodu rozstrzygającego brak.
  • Czy imię bogini morza ma jakikolwiek starszy ślad w nazwach miejscowych albo w pieśni.
  • Które elementy dzisiejszej wersji pochodzą z druku XIX-wiecznego, a które z opracowań, oper i obrazów wieku XX.
  • Czy druk z 1839 roku jest rzeczywiście pierwszym wystąpieniem opowieści — datę i tytuł powtarza się w piśmiennictwie, samego numeru pisma zwykle się jednak nie wskazuje.

Skąd to wiadomoPierwszy druk opowieści: petersburski tygodnik polskojęzyczny, 1839 r.; wersja litewska w zbiorze wspomnień ze Żmudzi, 1842 r.; opis figurek z zalewu, 1882 r.

Zanim przyszedł Zakon

Truso, Kaup i Grobiņa — Północ na bałtyjskim brzegu

Ziemie Prusów, Kurów i Zemgalów nie leżały na końcu świata, lecz przy jego głównej drodze wodnej, a osady ludzi z Gotlandii i znad jeziora Melar stały na nich już w VII wieku — na długo przed pierwszą misją, która zostawiła po sobie zapis. Świadectwa z tych stuleci są zupełnie innego rodzaju niż późniejsze akta Zakonu: żywot spisany za pamięci świadków, kamień postawiony przez wdowę, jedenaście monet w jednym dołku, czterdziestu jeden poległych w dwóch łodziach. Każde z nich mówi mało i mówi to pewnie. Trudność zaczyna się tam, gdzie chcemy z nich wyczytać, kto był kim — bo rozdzielić skandynawskie od bałtyjskiego udaje się rzadziej, niż się zwykle pisze.

Port i warsztaty Truso nad jeziorem Drużno
Truso około 880 roku; współczesna rekonstrukcja artystyczna portu, handlu bursztynem i srebra ważonego według masy.
Prusowie i przybysze z Północy, ujście Wisły nad jeziorem Drużno, VIII–XI w.

Truso: dziesięć hektarów pod Janowem Pomorskim

Zapis z tamtych czasów

Ułamki naczyń zebrano tu w 1981 roku, rok później weszła pierwsza łopata. Pod polem leży targ z warsztatami bursztynu, szkła i złota.

Czytaj dalej

Pod darnią odsłonięto regularny układ działek schodzących ku wodzie oraz pozostałości pięciu rzemiosł naraz: bursztyniarskiego, złotniczego, kowalskiego, szklarskiego i rogowniczego. Odpad warsztatowy jest tu świadkiem pewniejszym niż gotowy wyrób, bo gotowy mógł przyjechać w skrzyni, natomiast wiórów bursztynu, zgorzeliny i potłuczonych tygli nikt przez morze nie wozi.

W jednym miejscu osady leżało ponad dziesięć kilogramów bursztynu — surowca, półwyrobów i odpadu z obróbki. To nie jest ozdoba ani zapas kupca na jedną podróż, tylko zaplecze warsztatu pracującego stale. Bursztyn wychodził stąd na zachód i na południe, srebro przychodziło z przeciwnej strony świata, a jedno i drugie przechodziło przez te same ręce.

Osada żyła od schyłku VIII wieku po początek XI. Żaden przedmiot z wykopu nie nosi nazwy miejsca, w którym leżał, i nic w ziemi nie mówi, jak to miejsce nazywali sami mieszkańcy ani ilu ich było. Nazwa Truso, którą się dziś posługujemy, pochodzi z opisu żeglugi spisanego po drugiej stronie Bałtyku, a nie z ziemi nad Drużnem.

W 1981 roku na polu pod Janowem Pomorskim zebrano ułamki wczesnośredniowiecznych naczyń, a rok później weszła tam pierwsza łopata. Wykopaliska prowadzono w sezonach od 1982 do 1991 roku, a potem od 2000 do 2008; objęły wszystkie trzy wyróżnione strefy osady — portową, środkową i peryferyjną. Powierzchni nikt nie podaje jednakowo: dla samej zabudowy mówi się o rzędzie dziesięciu hektarów, dla całego stanowiska razem z portem i zapleczem nawet o dwudziestu, a cała różnica bierze się z tego, co się w ogóle liczy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Podawana powierzchnia zmienia się zależnie od tego, czy liczy się samą zabudowę, czy razem ze strefą portową.
  • Koniec osady datuje się raz na połowę X wieku, raz na początek XI; warstwa spalenizny nie ma własnej daty rocznej.
  • Żaden przedmiot ze stanowiska nie nosi nazwy miejsca ani imienia właściciela.

Skąd to wiadomoStanowisko Janów Pomorski 1 pod Elblągiem; ceramika zebrana w 1981, wykopaliska od 1982, sezony 1982–1991 i 2000–2008.

Wybrzeże pruskie i ciesiołka północna, ujście Wisły, IX–X w.

Nit żelazny i kołek drewniany

Zapis z tamtych czasów

W strefie portowej Truso leżą żelazne nity łodziowe i spalone klepki. Nit jest znakiem ciesiołki północnej — na miejscu klepki wiązano inaczej.

Czytaj dalej

W strefie portowej Truso leżą żelazne elementy konstrukcyjne łodzi, przede wszystkim nity, a obok nich spalone belki, słupy i klepkowe poszycie, rozpoznawane w ziemi jako pasmowe albo punktowe skupiska węgli drzewnych. Drewno rzadko przetrwa tysiąc lat w całości; częściej zostaje po nim kształt przepalonego śladu i garść żelaza, które to drewno trzymało.

Wynika z tego mniej, niż się zwykle pisze. Nit mówi, w jaki sposób złożono kadłub, a nie kto w nim siedział i pod czyim znakiem płynął. Rzemiosło jest umiejętnością, a umiejętność przechodzi na sąsiada w ciągu jednego pokolenia — cieśla wyszkolony na Północy mógł pracować nad Drużnem dla każdego, kto płacił, i po nim samym nie zostało nic prócz sposobu wiązania.

Nit jest znakiem ciesiołki północnej: klepki nachodzą tam na siebie i spina je żelazo, którego po spaleniu łodzi zostaje pełna garść. Drugą tradycję, w której poszycie wiązano drewnianymi kołkami i szyciem, znamy z wraków słowiańskiego Pomorza, a więc z sąsiedztwa, nie z ziemi pruskiej — łodzi zbudowanej przez Prusów w tych stuleciach dotąd nie wydobyto. Porównanie zestawia zatem Północ z Pomorzem, a miejscowy sposób budowy pozostaje nieznany; dwa zestawy śladów są jednak na tyle różne, że rozpoznaje się je nawet wtedy, gdy z burty nie ocalała ani jedna deska.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nit mówi o sposobie budowy, nie o narodzie budowniczego.
  • Spalone drewno w porcie może pochodzić z pożaru osady, z rozbiórki albo po prostu z opału.
  • Po jednym pokoleniu wspólnej pracy różnica między dwiema szkołami ciesielskimi przestaje być granicą między ludźmi.
  • Jak budowali Prusowie, nie wiadomo: łodzi ich roboty z tych stuleci nie znaleziono.

Skąd to wiadomoStrefa portowa stanowiska Janów Pomorski 1; materiał z sezonów 1982–1991.

Truso nad Drużnem; mennice Iraku, Syrii, Iranu i Afganistanu, VII–IX w.

Jedenaście monet i pięć ułamków

Zapis z tamtych czasów

Jedenaście monet całych i pięć ułamków: dziesięć dirhemów Abbasydów i drachma z twarzą Chosrowa II. Cięte na piąte i dziesiąte części — srebro szło na wagę.

Czytaj dalej

Skarb z Truso to jedenaście monet całych i pięć ułamków. Dziesięć sztuk całych to dirhemy bite przez Abbasydów, jedenasta jest od nich starsza o dwa stulecia: drachma sasanidzka z wizerunkiem Chosrowa II, panującego w latach 591–628, jedyna w tym zbiorze z twarzą władcy i jedyna, która krążyła tak długo, zanim trafiła pod darń.

Czego stąd wyprowadzić nie wolno: obecności ludzi z Bagdadu nad Drużnem. Moneta przechodzi z ręki do ręki dłużej i dalej niż jej właściciel, a między mennicą w Zarandżu a polem pod Elblągiem mogło stać kilkanaście transakcji i kilka rzek. Data najmłodszej sztuki wyznacza wyłącznie chwilę, przed którą depozytu złożyć nie mogli.

Mennice układają się w linię biegnącą przez pół Azji: al-Basra w Iraku, Damaszek w Syrii, Madinat as-Salam, czyli Bagdad, al-Muhammadijja w Iranie oraz Zarandż w dzisiejszym Afganistanie. Najmłodsza moneta wyszła z mennicy w roku 814 albo 815, a więc depozyt trafił pod darń po tej dacie; pierwsza połowa IX wieku jest wnioskiem z tego rachunku, a nie osobnym ustaleniem.

Ułamki nie są przypadkowym uszkodzeniem. Ich części wylicza się z wagi — wychodzi mniej więcej jedna piąta, jedna szósta, jedna dziewiąta, jedna dziesiąta i jedna dwunasta monety — a to rachunek zrobiony przy stole, nie podziałka odczytana z krawędzi cięcia. Tak czy inaczej moneta pocięta przestaje być monetą i staje się srebrem na wagę, dlatego w tej samej osadzie leżą odważniki i części wag: liczono tu nie sztuki, lecz ciężar kruszcu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ułamek monety bywa odważnikiem, zapłatą albo ozdobą; sam kształt tego nie rozstrzyga.
  • Data najmłodszej monety wyznacza tylko dolną granicę złożenia depozytu, nie moment jego powstania.
  • Droga monety z Zarandżu nad Drużno nie musiała prowadzić przez jedną parę rąk ani przez jeden szlak.

Skąd to wiadomoSkarb ze stanowiska Janów Pomorski 1; najmłodsza moneta bita w 814/815 roku, depozyt złożony w pierwszej połowie IX wieku.

Opis żeglugi z końca IX w. a stanowisko nad jeziorem Drużno

Skąd wiadomo, że to Truso

Złożone później

Nazwa Truso stoi w opisie żeglugi z końca IX wieku. Że należy do pola pod Janowem Pomorskim, wynika z geografii, a nie z jakiegokolwiek napisu.

Czytaj dalej

Zgodność jest uderzająca i pozostaje zgodnością położenia. W ziemi nie znaleziono ani napisu, ani pieczęci, ani jednego przedmiotu z nazwą; przypisanie opiera się na dopasowaniu wód oraz na tym, że drugiego targu tej rangi w delcie Wisły dotąd nie odkryto. Brak innego kandydata nie jest jednak dowodem, tylko brakiem.

Opis żeglugi z końca IX wieku, wpisany po angielsku do przekładu dawnej historii świata, wymienia wodę zwaną Estmere oraz rzekę Ilfing, która wpada do niej od wschodu — a Truso stawia nie nad samym Estmere, lecz nad jeziorem, z którego ta rzeka wypływa. Stanowisko pod Janowem Pomorskim leży właśnie nad takim jeziorem, nad Drużnem, i było czynne w tych dziesięcioleciach.

Elbląg, założony przez Zakon w 1237 roku, leży w pobliżu, ma własny początek i własne dokumenty. To nie jest ta sama osada przesunięta o parę kilometrów, tylko nowa lokacja dwieście z górą lat po tym, jak nad Drużnem zgasły warsztaty — a licząc od wcześniejszej z rozważanych dat końca osady, blisko trzysta. Ciągłości między jednym a drugim miejscem nikt nie wykazał i nic w ziemi jej nie podpowiada.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zgodność położenia nie jest dowodem tożsamości nazwy.
  • Linia brzegowa jeziora Drużno i zalewu przesuwała się przez tysiąc lat; dzisiejsza mapa nie jest mapą z IX wieku.
  • Nie wiadomo, czy Truso było nazwą osady, przystani, czy całej okolicy.

Skąd to wiadomoOpis żeglugi z Hedeby wpisany do angielskiego przekładu dawnej historii świata, koniec IX w.; stanowisko Janów Pomorski 1, badane od 1982.

Sambia (Prusowie) i przybysze znad Melaru, Wiskiauty–Mochowoje, IX–XI w.

Kaup: pięćset kopców w lasku nad zalewem

Zapis z tamtych czasów

W lasku o nazwie Kaup stoi ponad pięćset kurhanów. Wyposażenie grobów nie jest pruskie — odpowiada temu, co znane znad jeziora Melar.

Czytaj dalej

Wyposażenie grobów datuje się na lata od około 850 do 1050 i nie odpowiada pruskiemu obyczajowi z tej samej ziemi. Odpowiada temu, co znane znad jeziora Melar w środkowej Szwecji, z kręgu targu w Birce — zapinkom, ozdobom i broni tamtego kroju. Cmentarz leży na Sambii, a chowano na nim po północnemu, i to przez dwa stulecia z górą.

Na Sambii, o trzy kilometry od brzegu Zalewu Kurońskiego — otwarte morze leży znacznie dalej, za mierzeją — stoi w lasku ponad pięćset kurhanów. Lasek nosi nazwę Kaup, sąsiednia wieś nazywała się Wiskiauty, a dziś nazywa się Mochowoje. Kopce zauważono w 1865 roku, rozkopywać je zaczęto u schyłku XIX wieku i robiono to przez następne stulecie, w kilku kolejnych państwach i kilku kolejnych porządkach, co odbiło się i na kopcach, i na dokumentacji.

Sama nazwa lasu kusi, żeby ją uznać za podpis. Kaup odpowiada północnemu słowu oznaczającemu targ i kupno; ten sam rdzeń siedzi wprawdzie i w dawnym pruskim słownictwie handlowym, ale samo pruskie słowo uchodzi za pożyczkę od sąsiadów, więc tą drogą nie rozstrzygnie się niczego. A poświadczenie nazwy jest nowożytne: mówi, czym to miejsce było w pamięci okolicy, a nie kto je tak nazwał ani kiedy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nazwa lasu jest poświadczona nowożytnie; nie wiadomo, od kiedy się tak mówi.
  • Ubiór i broń w grobie świadczą o tym, co włożono zmarłemu, a nie o tym, gdzie się urodził.
  • Liczba kopców malała przez półtora wieku rozkopywania, orki i wybierania piasku.
  • Rok 1865 jest datą zauważenia kopców, nie początkiem ich rozkopywania; obie daty bywają mylone.

Skąd to wiadomoCmentarzysko kurhanowe Wiskiauty (Mochowoje) na Sambii; kopce zauważone w 1865 roku, rozkopywane od schyłku XIX wieku; wyposażenie datowane na lata 850–1050.

Sambia, okolice Wiskiaut; rozpoznanie z lat 2005–2011

Osada, której szukano sto lat

Zapis z tamtych czasów

Sto lat szukano przy kurhanach portu handlowego. Po stu pięćdziesięciu hektarach pomiarów znaleziono nie port, lecz zwyczajne zagrody.

Czytaj dalej

Przez sto lat szukano obok kurhanów portu handlowego, który miałby je tłumaczyć. Sprawę rozstrzygnięto dopiero w sezonach od 2005 do 2011 roku: rozpoznaniem magnetycznym i radarowym pokryto sto pięćdziesiąt hektarów, dwieście pięćdziesiąt wskazanych obiektów sprawdzono wierceniami, a około dwudziestu miejsc otwarto niewielkimi wykopami.

Osadę znaleziono o mniej więcej kilometr na wschód od cmentarzyska. Okazała się zespołem mniejszych jednostek o charakterze wiejskim i gospodarczym, bez śladu centrum wymiany, składów czy nabrzeża. Dawne przypuszczenie, że stał tu ważny port handlowy, nie potwierdziło się — a powtarzano je od pokoleń na podstawie samego bogactwa grobów.

Wart zapamiętania jest sam kształt tej historii. Zdanie o ważnym porcie stało przez całe dziesięciolecia, bo opierało się na tym, co najłatwiej wykopać, czyli na grobach. Upadło dopiero wtedy, gdy zamiast kopców zmierzono pola dookoła — a bogaty cmentarz przy ubogiej osadzie jest dziś kłopotem, którego nikt nie rozwiązał.

Ślady osadnictwa ciągną się od V do XIII wieku, a główna faza przypada na wiek IX i X, czyli na czas cmentarzyska. Życie trwało tu dalej i wtedy, gdy po połowie XI wieku pochówki północnego kroju się urwały: ziemia nie opustoszała razem z przybyszami, tylko ci, którzy zostali, chowali swoich inaczej i skromniej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brak znalezisk portowych nie dowodzi, że portu nie było — mógł leżeć poza przebadanym pasem albo pod dzisiejszą wodą.
  • Pomiar geofizyczny wskazuje anomalię w gruncie, nie funkcję budynku.
  • Bogactwo cmentarzyska przy zwyczajnej osadzie pozostaje niewyjaśnione.

Skąd to wiadomoRozpoznanie geofizyczne, wiercenia i wykopy sondażowe w okolicy Wiskiaut (Mochowoje), sezony 2005–2011.

Kurowie oraz przybysze z Gotlandii i środkowej Szwecji, Grobiņa, V–IX w.

Dwa obrzędy nad rzeką Ālande

Zapis z tamtych czasów

Pod Grobinią leżą obok siebie cmentarze kurhanowe i płaskie, gotlandzkie i środkowoszwedzkie. Nikt nie chowa zmarłych na dwa sposoby naraz.

Czytaj dalej

W 1929 i 1930 roku otwarto w Priediens dwadzieścia siedem kopców, a w Porāni sześć. Kurhany mają od trzech do piętnastu metrów średnicy i od dziesięciu centymetrów do metra czterdziestu wysokości; każdy zbadany grób okazał się ciałopalny, ze zwłokami spalonymi poza kopcem i kośćmi złożonymi w płytkiej jamie pod jego środkiem. W Porāni kopców było trzydzieści, o średnicach od pięciu metrów siedemdziesięciu do ośmiu metrów trzydziestu.

W 1969 roku na północny wschód od kurhanów w Priediens odkryto jeszcze jeden cmentarz płaski: osiemnaście pochówków szkieletowych i jeden ciałopalny na dwustu metrach kwadratowych, wyposażonych po kurońsku i odniesionych do V i VI wieku. Miejscowi byli tu przed przybyszami, a potem trwali obok nich — to nie jest pusta ziemia, na której ktoś założył faktorię.

Nad prawym brzegiem rzeki Ālande stoi grodzisko zwane Skābaržkalns, obejmujące nieco ponad sześć hektarów, a wokół niego leżą cztery cmentarzyska: Priediens, Porāni, Smukumi — dziś zwane Rudzukalni — oraz Atkalni. Trzy pierwsze odnoszone są do stuleci od siódmego do dziewiątego, czwarte jest od nich starsze; początek tego zespołu wyprzedza pierwszy zapis o tych stronach o dwa stulecia, ale koniec sięga już tego samego wieku, w którym zapis powstał.

Cmentarz przy Smukumi jest płaski, bez nasypów, a jego wyposażenie odpowiada Gotlandii; pola kurhanowe odpowiadają środkowej Szwecji. To dwa różne obrzędy i dwie różne strony morza na przestrzeni kilku kilometrów, obok siebie i w tym samym czasie. Rozdzielone są tu przynajmniej groby, a nie same wyroby, i dlatego różnica coś waży — waży jednak tyle, ile waży obrzęd: mówi, jak chowano, a nie kto leżał w środku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczbę kopców w Priediens podaje się dziś na około dwa tysiące, ale jest to szacunek z powierzchni, nie z wykopu.
  • Obrzęd i pochodzenie to nie to samo: przybysz bywa chowany po miejscowemu, a miejscowy po przybyszowemu.
  • Datowanie cmentarza Atkalni na V i VI wiek opiera się na kroju wyposażenia, nie na układzie warstw.
  • Jednoczesność obu pól grzebalnych wynika z datowania po wyposażeniu i ma rozrzut kilkudziesięciu lat w każdą stronę.

Skąd to wiadomoZespół stanowisk w Grobini nad rzeką Ālande; wykopaliska z 1929 i 1930 roku, cmentarzysko płaskie Atkalni odkryte w 1969.

Gotlandia a Kurlandia, Grobiņa, VII w.

Kamień obrazowy, jedyny poza Północą

Zapis z tamtych czasów

Kamienne płyty z rytem stawiano na Gotlandii. Jedną znaleziono w Kurlandii, przy cmentarzysku Priediens; płyty nie wozi się przez morze na sprzedaż.

Czytaj dalej

Waga tego znaleziska polega właśnie na nieprzenośności. Zapinka świadczy o wymianie, płyta świadczy o tym, że ktoś tutaj, nad Ālande, postawił pomnik według gotlandzkiego obyczaju i miał wokół siebie ludzi, dla których ten rysunek coś znaczył. O wierze zmarłego kamień nie mówi nic — mówi o pamięci tych, którzy go wznieśli, i o tym, skąd wzięli jej kształt.

Kamień obrazowy to płyta postawiona dla pamięci, pokryta rytem: statkami, postaciami, zwierzętami i znakami. Zwykle łączy się ją ze zmarłym, choć nie wszystkie stały przy grobach — bywały i przy drogach, i przy zagrodach. Formę tę znamy z Gotlandii, gdzie zachowało się ich kilkaset, wznoszonych przez kilka stuleci, i nie są to przedmioty handlowe: nikt nie wozi przez morze kamiennej płyty, żeby ją komuś sprzedać.

Przy cmentarzysku Priediens w Grobini znaleziono taki kamień, odnoszony do VII wieku. Jest jedynym znanym poza Skandynawią, przechowuje się go w muzeum w Lipawie i zachował się w ułamku — nie wiadomo przy tym, czy płytę wykuto na miejscu, czy przywieziono gotową. Reszta znalezisk z tego zespołu to zapinki, paciorki i broń, a więc rzeczy, które mogły przyjechać w skrzyni kupca i przejść przez wiele rąk po drodze; kamienna płyta towarem nie była w żadnym razie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kamień znaleziono w stanie ułamkowym; rysunek odczytuje się z tego, co ocalało.
  • Jedyność jest twierdzeniem o dzisiejszym stanie znalezisk, nie o dawnym stanie rzeczy.
  • Forma pomnika świadczy o obyczaju żałobnym rodziny, nie o wyznaniu zmarłego.
  • Nie wiadomo, czy kamień wykuto na miejscu, czy przywieziono — a od tego zależy cała waga znaleziska.

Skąd to wiadomoCmentarzysko Priediens w Grobini; kamień odnoszony do VII wieku, przechowywany w muzeum w Lipawie.

Kurowie, wybrzeże kurlandzkie; zapis z IX w. a wykop z XX w.

Czy Grobiņa to Seeburg

Złożone później

Żywot misjonarza wymienia kurlandzki gród Seeburg. Że to Grobiņa, wynika z położenia i z braku lepszego kandydata — nie z żadnego zapisu.

Czytaj dalej

Grobiņa leży blisko morza przy drodze wodnej, była zamieszkana w odpowiednim czasie i — co w praktyce waży najwięcej — została przekopana. To trzy powody, żeby wskazać właśnie ją, i żaden z nich nie jest nazwaniem. Przypisanie nie zostało wykazane; jest domysłem rozsądnym, którego sprawdzić się nie da przy obecnym stanie rzeczy.

Skandynawskie pochówki w Grobini urywają się mniej więcej w połowie IX wieku, a wyprawa z Żywota przypada na te same lata. Zbieżność jest uderzająca i pozostaje zbieżnością: datowanie grobów wynika z kroju wyposażenia i ma rozrzut kilkudziesięciu lat w każdą stronę, więc nie jest zegarkiem, którym można potwierdzić opowieść ani jej zaprzeczyć.

Żywot misjonarza Ansgara, spisany w drugiej połowie IX wieku i przypisywany jego następcy Rimbertowi, wymienia dwa kurońskie grody: Seeburg i Apulię. Nie podaje przy żadnym z nich rzeki, nazwy okolicy ani odległości w milach; z samej opowieści wynika tylko tyle, że pod pierwszy dotarła flota, a stamtąd szło się pięć dni marszu pod drugi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Żywot nie podaje dla Seeburga ani rzeki, ani odległości od morza, ani żadnej cechy terenu.
  • Zgodność czasu i miejsca jest przesłanką, nie dowodem.
  • Datowanie pochówków po wyposażeniu ma rozrzut kilkudziesięciu lat i nie rozstrzyga o pojedynczym zdarzeniu.

Skąd to wiadomoŻywot Ansgara spisany przez Rimberta w drugiej połowie IX wieku, rozdział o wyprawie na Kurów; stanowiska w Grobini badane od 1929 roku.

Kurowie, Duńczycy i Szwedzi, wybrzeże kurlandzkie, około 854 r.

Osiem dni pod Apuolė i cena układu

Zapis z tamtych czasów

Kurowie rozbili duńską wyprawę i zabrali srebro z okrętów. Rok później Szwedzi spalili Seeburg, a pod Apuolė wszystko skończyło się rachunkiem.

Czytaj dalej

Rok później szwedzki król Olaf zebrał flotę w Birce, spalił Seeburg i przeszedł pięć dni marszu pod Apulię — dzisiejsze Apuolė na północy Litwy, na ziemi wówczas kurońskiej, a przy tym najstarszą zapisaną nazwę miejscową z tego kraju. Żywot podaje siedem tysięcy zbrojnych w pierwszym grodzie i piętnaście tysięcy w drugim; są to liczby kronikarskie, pisane po to, by pokazać rozmiar niebezpieczeństwa, a nie po to, by kogokolwiek policzyć.

Po ośmiu dniach walki oblężeni wystąpili z ofertą. Oddawali wszystko, co rok wcześniej zdobyli na Duńczykach, złoto i broń, a ponadto pół funta srebra za każdego mężczyznę w grodzie; wznawiali dawną daninę i dawali zakładników, których wydano trzydziestu. Wyprawa kończy się więc rachunkiem, nie chrztem i nie zniszczeniem grodu.

Żywot podaje, że Kurowie podlegali wcześniej Szwedom i zrzucili tę zależność. Duńczycy przypłynęli nie po należną sobie daninę, lecz po cudze, zwabieni wieścią o bogactwie kraju; zostali rozbici, stracili połowę ludzi, a obrońcy zabrali złoto i srebro z ich okrętów. Warto to odnotować od razu: pierwsze obszerne zdanie o Kurach w piśmiennictwie Północy mówi o ich zwycięstwie nad wyprawą zza morza.

Tekst powstał za pamięci świadków, ale nie dla nich: spisano go dla kościelnego czytelnika, żeby pokazać, jak daleko sięgnęła misja. Ten cel widać po tym, czego w opowieści nie ma — nie pada ani jedno imię kurońskiego boga ani jedno zdanie o tym, co działo się wewnątrz wału; o bogów pyta w tej scenie wyłącznie obóz oblegających.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczb wojowników nikt nie policzył; są miarą grozy, a nie spisem.
  • Rok 854 wylicza się z następstwa zdarzeń w Żywocie, nie jest w nim zapisany.
  • Warunki układu podano od strony zwycięzców; co Kurowie zapłacili naprawdę, jest niesprawdzalne.

Skąd to wiadomoŻywot Ansgara spisany przez Rimberta, druga połowa IX wieku, rozdział trzydziesty; wyprawa odnoszona do około 854 roku.

Wojsko szwedzkie pod kurońskim grodem, około 854 r.

Losy rzucone dziewiątego dnia

Zapis z tamtych czasów

Ósmego dnia oblężenia Szwedzi rzucili losy, pytając bogów o pomoc. Wypadło odmownie, więc zapytali tym samym sposobem innego boga.

Czytaj dalej

Po ośmiu dniach oblężenia żadna strona nie mogła rozstrzygnąć walki, więc wojsko szwedzkie sięgnęło po losy — po łacinie sortes, czyli ciągnienie, którym pytano o zgodę bogów. Odpowiedź wypadła odmownie: żaden z bogów, o których pytano, nie obiecał iść z nimi pod wał, a obóz stanął wobec wyboru między odwrotem a szturmem bez opieki.

Wtedy jeden z obecnych, pamiętający nauczanie misjonarza, zaproponował, by tym samym sposobem zapytać Boga chrześcijan. Losy wypadły pomyślnie i wojsko uznało to za obietnicę. Rzecz godna uwagi: nikt przy tym nie przyjął chrztu i Żywot wcale tego nie twierdzi — zmienił się adresat pytania, a nie obrzęd, którym je zadano.

To jest świadectwo obrzędu z zupełnie innego źródła niż akta Zakonu i o trzy i pół wieku od nich wcześniejsze, więc kusi najbardziej właśnie tam, gdzie trzeba być najostrożniejszym. Losowanie, które tu opisano, jest obrzędem oblegających, przywiezionym z Północy; o tym, co robili wewnątrz wału Kurowie, rozdział ten nie mówi ani słowa.

Nie wiadomo też, co rzucano ani jak odczytywano wynik. Użyte słowo znaczy zarówno rzucany los, jak i to, co z niego wyszło, a autor nie opisuje ani jednego, ani drugiego — więc drewienka, kamyki i patyczki, którymi tę scenę później zapełniano, są dopowiedzeniem, nie zapisem. Autorowi zależało na wyniku, a nie na procedurze, i widać to w każdym zdaniu tego ustępu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Losowania dokonali najeźdźcy; z tego zapisu nie wynika nic o obrzędach kurońskich.
  • Opis pochodzi od duchownego i kończy się zwycięstwem jego Boga — to nie jest obojętny świadek.
  • Nie wiadomo, co rzucano ani jak odczytywano wynik; słowo oznacza los, nie przedmiot.

Skąd to wiadomoŻywot Ansgara spisany przez Rimberta, rozdział trzydziesty, druga połowa IX wieku.

Sembowie (Prusowie), Sambia; tekst pisany w Bremie w latach 1073–1076

Co naprawdę stoi u Adama o Sembach

Zapis z tamtych czasów

Z tego zdania zrobiono picie krwi klaczy. W tekście stoi iumentum, czyli zwierzę pociągowe, i zastrzeżenie, że tak się tylko o nich mówi.

Czytaj dalej

Rozdział o Sembach, czyli Prusach z Sambii, jest w tonie pochwalny. Nazywa ich ludźmi wyjątkowo ludzkimi, którzy wypływają na ratunek tym, komu na morzu grozi niebezpieczeństwo, powiada, że złoto i srebro cenią sobie nisko, i odnotowuje, że swoje kosztowne kuny oddają za sukienne okrycia, nazwane tam faldones.

Zdanie, z którego zrobiono picie krwi klaczy, brzmi inaczej, niż się je powtarza. Stoi w nim, że jedzą mięso swoich iumenta — a iumentum to zwierzę pociągowe, koń, wół albo muł — oraz że poją się ich mlekiem i krwią, tak że podobno się tym upijają. Najważniejszy jest tu czasownik: autor sam zaznacza, że tak się o nich mówi.

Wolno stąd wyprowadzić, w co wierzono w Bremie około 1075 roku o ludziach z drugiego brzegu morza. Nie wolno wyprowadzić jadłospisu Sembów. Wybór konia zamiast wołu jest decyzją późniejszych tłumaczy, a zarzut upijania się bywa u dawnych pisarzy stałym znakiem obcości, powtarzanym o wielu ludach naraz i bez żadnego związku z tym, co kto jadł.

Dzieje biskupów hamburskich, spisane przez Adama z Bremy w latach 1073–1076, mają czwartą księgę poświęconą opisowi wysp i krain Północy. Adam po tych stronach nie jeździł; wiedzę o nich zebrał przy dworze duńskiego króla Swena Estrydsena, którego wymienia jako swojego informatora, oraz od ludzi przechodzących przez Bremę w obie strony. Jego własny rękopis nie przetrwał — czwartą księgę czytamy z odpisów o sto i więcej lat młodszych, różniących się w szczegółach i obrosłych uwagami dopisanymi na marginesach przez późniejszą rękę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Iumentum obejmuje konia, ale też wołu i muła; wybór konia w przekładach jest decyzją tłumacza.
  • Adam pisał o ludziach, których nie widział, ze słów kupców i z dworu duńskiego.
  • Zdanie o upijaniu się bywa u dawnych pisarzy znakiem obcości, a nie zapisem posiłku.
  • Spór o jedno słowo jest zarazem sporem o to, co przepisał kopista sto lat po autorze.

Skąd to wiadomoAdam z Bremy, dzieje biskupów hamburskich, księga czwarta, rozdział osiemnasty; spisane w Bremie w latach 1073–1076.

Szwecja (Sodermanland) a Zemgalowie i przylądek Kolka, pierwsza połowa XI w.

Kamień wdowy i statek do Zemgalii

Zapis z tamtych czasów

Sigrida postawiła kamień po mężu Sweinie: często pływał do Zemgalii kosztownym knerrem, opływając przylądek Dómisnes.

Czytaj dalej

W Mervalli w szwedzkim Sodermanlandzie stoi kamień runiczny, który Sigrida kazała postawić po swoim mężu Sweinie. Napis mówi, że Swein często pływał do Zemgalii kosztownym knerrem — knerr to szeroki statek towarowy, nie okręt wojenny — opływając przylądek Dómisnes. Kamień odnosi się do lat mniej więcej od 1010 do 1050.

Obie nazwy da się dziś wskazać na mapie. Dómisnes to przylądek na północnym krańcu Kurlandii, u wejścia do Zatoki Ryskiej, dziś Kolka; Zemgalia leży za tą zatoką, u ujścia rzek, i dopływa się do niej właśnie tą drogą. Napis opisuje więc konkretny odcinek żeglugi, z punktem nawigacyjnym, który mija się po drodze, a nie ogólnikowy wschód.

Napis nie podaje towaru, wspólnika ani przystani. Wiadomo, że ktoś opłacił kamień i rytownika, że droga była dla rodziny oczywista, i na tym się kończy poświadczenie. Reszta, którą się do tego dopowiada, pochodzi już od nas; sam kamień jest krótki i właśnie dlatego pewny.

Rzadkość tego kamienia polega na tym, co o zmarłym powiedziano. Kamień stawia się zawsze po kimś, kogo już nie ma, a te szwedzkie, które wspominają wschód, mówią zwykle o śmierci w drodze albo w obcym kraju; ten mówi o powrotach, i to wielokrotnych. Bałtyjska ziemia jest tu celem zwykłego kursu handlowego, na tyle powtarzalnego, że uznano go za cechę zmarłego wartą wykucia w kamieniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kamień nie podaje, czym Swein handlował ani z kim.
  • Zemgalia nie ma dziś własnego wybrzeża; nazwa na kamieniu oznacza cel, do którego się dopływa, a nie linię brzegu.
  • Datowanie kamienia opiera się na kroju run i na ornamencie, nie na dacie w napisie.

Skąd to wiadomoKamień runiczny z Mervalli w Sodermanlandzie (sygnatura Sö 198), około 1010–1050.

Kurowie a saga islandzka spisana w XIII w. o zdarzeniach z X w.

Rozejm na pół miesiąca w Kurlandii

Zapis po chrzcie

Saga o Egilu opowiada, jak przybysze umawiają w Kurlandii rozejm na pół miesiąca dla handlu, a po jego upływie wracają po łup.

Czytaj dalej

W czterdziestym szóstym rozdziale sagi o Egilu bracia Egil i Torolf łupią w Kúrlandzie, po czym umawiają z tamtejszymi ludźmi rozejm na pół miesiąca, żeby przez ten czas z nimi handlować. Gdy termin mija, łupienie zaczyna się od nowa. W tym samym rozdziale drużyna zostaje nocą schwytana i związana w gospodarstwie, uwalnia się, znajduje w podziemiu wcześniej pojmanych ludzi, zabiera gospodarzowi srebro i wraca podpalić dwór.

Coś jednak z tego zostaje. Następstwo — napad, rozejm na handel, znów napad — opowiedziano jako rzecz zwyczajną i nietłumaczoną, a tak opowiada się wyłącznie to, co słuchacz zna z własnego świata. Sam zwyczaj umawiania czasowego pokoju dla wymiany jest tu ciekawszy niż cała awantura Egila, bo wymaga odbiorcy, dla którego taki układ nie był dziwny.

Czego nie wolno: brać z tej opowieści ani jednej daty, ani jednej osoby, ani jednego miejsca. Nazwa Kúrland bywa w sagach rozciągana na całe południowo-wschodnie wybrzeże, nie tylko na ziemię Kurów, i nic w tekście nie pozwala jej zawęzić. Wszystko, co w tej historii wygląda na policzalne, policzono trzysta lat po fakcie.

Sagę złożono na Islandii zapewne w pierwszej połowie XIII wieku — sama się nie datuje — i opowiada o zdarzeniach umieszczonych trzysta lat wcześniej. Do nas dochodzi jeszcze późniejszą drogą: najstarszy strzęp pergaminu pochodzi z połowy XIII wieku, całość czytamy z kodeksu przepisanego w XIV, a na rozdziały podzielili ją dopiero nowożytni wydawcy. Pisano ją w kraju od dwóch stuleci chrześcijańskim, z ustnego przekazu i według reguł gatunku, który daje bohaterom dialogi, myśli i wiersze. To jest utwór literacki, a nie protokół, i tak trzeba go czytać od pierwszego zdania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Sagi mają dialogi i myśli bohaterów — to znak utworu, nie zapisu zdarzenia.
  • Nazwa Kúrland w sagach bywa rozciągana na całe południowo-wschodnie wybrzeże, nie tylko na ziemię Kurów.
  • Trzysta lat między zdarzeniem a zapisem to nie luka w pamięci, tylko inny gatunek tekstu.
  • Numer rozdziału pochodzi od wydawców, nie z rękopisu.

Skąd to wiadomoSaga o Egilu, rozdział czterdziesty szósty; spisana na Islandii w pierwszej połowie XIII wieku o zdarzeniach umieszczonych w latach dwudziestych i trzydziestych X wieku.

Saaremaa — wyspa Estów, ludu ugrofińskiego, nie bałtyjskiego, około 700–750 r.

Czterdziestu jeden zabitych w dwóch łodziach

Zapis z tamtych czasów

Na estońskiej wyspie leżą dwie łodzie z czterdziestoma jeden poległymi ze środkowej Szwecji, pochowanymi około 750 roku.

Czytaj dalej

Rzecz ostatnia i najważniejsza. Czterdziestu jeden ludzi zginęło w jednej wyprawie i żaden zapis o tym nie wie: nie ma kroniki, rocznika ani pieśni, które by tę klęskę odnotowały. To jest miara tego, jak niewiele z ówczesnych zdarzeń nad tym morzem w ogóle trafiło na pergamin — i dlaczego milczenie źródeł niczego samo w sobie nie dowodzi.

Pod Salme na estońskiej wyspie Saaremaa odkryto w 2008 i 2010 roku dwie łodzie klepkowe użyte jako groby. Leżało w nich czterdziestu jeden mężczyzn poległych w walce, a razem z nimi broń, pionki do gry i kości, psy oraz ptaki łowne — liczby zwierząt podaje się w doniesieniach rozmaicie. Pochówki odnosi się do lat od około 700 do 750, a więc do czasu przed tym, co zwykło się nazywać początkiem epoki wikingów.

Pomiar składu pierwiastków w szkliwie zębów — bo szkliwo zapisuje dzieciństwo, a nie ostatnie lata życia — wskazuje okolice jeziora Melar w środkowej Szwecji jako strony, w których ci ludzie wyrośli; broń pochodzi z tego samego kręgu. Mamy więc datowaną wyprawę zbrojną ze środkowej Szwecji na wschodni brzeg Bałtyku o pół wieku wcześniejszą niż cezura, od której zwykle zaczyna się liczyć obecność Północy na tym morzu.

Saaremaa to wyspa Estów, ludu ugrofińskiego, i trzeba to powiedzieć wprost: ani Estowie, ani Liwowie nie mówili po bałtyjsku. Podział na Bałtów i ludy ugrofińskie jest podziałem mowy, nie krwi — sąsiedzi znad jednego morza żenili się, handlowali i wojowali ze sobą przez stulecia. Salme stoi w tej sekcji wyłącznie jako rama czasowa, w której trzeba czytać Grobinię, Kaup i Truso — nie jako świadectwo o Bałtach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Estowie i Liwowie nie są Bałtami; wspólne jest morze i wojna, nie mowa.
  • Pomiar składu kości wskazuje obszar, w którym człowiek wyrósł, nie cel ani przynależność jego wyprawy.
  • Nie wiadomo, kto zabił ludzi z Salme ani o co toczyła się ta walka.

Skąd to wiadomoSalme na wyspie Saaremaa; łodzie odkryte w 2008 i 2010 roku, pochówki odnoszone do lat 700–750.

Truso, Kaup, Grobiņa — granica między tym, co widać, a tym, co się dopowiada

Czego rozdzielić się nie da

Złożone później

Zapinka w grobie mówi, co włożono zmarłemu. Nie mówi, jakim językiem mówił, komu składał ofiarę ani skąd przypłynął jego dziad.

Czytaj dalej

Rozdzielić da się trzy rzeczy: krój wyrobu, czyli warsztat, w którym powstał; obrządek pogrzebowy, czyli sposób, w jaki rodzina żegna zmarłego; oraz język napisu, jeśli napis w ogóle jest. Nie da się rozdzielić trzech innych: kim człowiek był, w co wierzył i jaką mową mówił w domu. Pierwsza trójka zostaje w ziemi, druga nie zostaje nigdzie.

W Grobini obrzędy dzielą się wyraźnie i dlatego ta różnica coś waży. W Wiskiautach dzieli się wyposażenie grobów, ale osada obok okazała się zwyczajna i wiejska, więc podział urywa się na granicy cmentarza. W Truso wyroby obu brzegów leżą w tej samej warstwie, wymieszane przez handel i przez ogień, i nie rozdziela ich nic prócz naszego pytania.

Uczciwe zdanie brzmi tak: nitowana łódź, gotlandzka płyta, owalna zapinka i abbasydzki dirhem świadczą o kontakcie, o wymianie i o obyczaju. Pochodzenia człowieka, przy którym leżą, nie wykazuje żadne z nich. Samo pytanie — skandynawskie czy bałtyjskie — zakłada rozstrzygnięcie, którego ziemia nie przechowuje, bo ludzie nie chowają w grobach swojej przynależności.

Ostrożność działa też w drugą stronę. Grób bez przedmiotów z Północy nie dowodzi, że spoczywa w nim miejscowy, ponieważ obrządek ciałopalny niszczy większość tego, po czym cokolwiek się rozpoznaje. W Grobini spalono wszystkich zmarłych z przekopanych kurhanów, w Wiskiautach obok stosu bywa i pochówek szkieletowy, a cmentarzy Truso ta sekcja w ogóle nie opisuje — tam zaś, gdzie palono, zostaje garść kości, trochę żelaza i pytanie bez odpowiedzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Styl wyrobu wskazuje warsztat, nie właściciela.
  • Obrzęd bywa wyborem rodziny, a nie deklaracją pochodzenia zmarłego.
  • Podział na skandynawskie i bałtyjskie jest naszym pytaniem, nie ich — i w części znalezisk nie ma sensu.

Skąd to wiadomoZestawienie wyników z Janowa Pomorskiego (od 1982), Wiskiaut (od schyłku XIX wieku oraz 2005–2011) i Grobini (od 1929).

Dwie misje, dwie śmierci

Prusowie w czasach Chrobrego

Zanim pojawił się zakon, Prusowie byli dla Polski sąsiadem zza granicy, celem misji i celem zimowych wypraw po łup. Z tych trzech ról zostały dwa męczeństwa i garść relacji spisanych przez ludzi, którzy Prusów nie znali albo znali z drugiej ręki. To z nich, a nie z żadnej pruskiej księgi, wiemy o wiecu sądzącym obcych i o gajach, do których nie wolno było wejść.

Gdańsk i Pomezania, kwiecień 997

Trzydziestu zbrojnych odesłanych z granicy

Zapis z tamtych czasów

Bolesław dał misji łódź i trzydziestu wojów, ale dalej misja poszła bez nich. Odesłanie zbrojnych było decyzją, nie przypadkiem.

Czytaj dalej

Wojciech wyruszył wiosną 997 roku z dworu Bolesława w Gnieźnie i dotarł do Gdańska, który Żywot pierwszy opisuje jako gród na skraju księstwa, dotykający morza.

W Gdańsku ochrzcił tłum ludzi i był to ostatni sukces, jaki przyszedł mu bez oporu; dalej zaczynała się ziemia, w której nikt na niego nie czekał.

Zostali przy nim dwaj ludzie: przyrodni brat Radzim, zwany Gaudentym, oraz Benedykt zwany Boguszą, który znał tamtejszą mowę i szedł jako tłumacz.

Książę dał misji łódź i trzydziestu zbrojnych, ci jednak zawrócili dopiero po wyjściu wyprawy na pruski brzeg — eskorta odprowadziła biskupa do granicy i tam ją odprawił.

Gdzie dokładnie wyprawa wyszła na ląd, żaden tekst nie mówi; wskazanie na okolice ujścia Wisły i Zalewu Wiślanego jest odczytem z dalszego ciągu opowieści, a nie zapisem.

Żywot pierwszy, znany od pierwszych słów jako Est locus, powstał około 998–999 roku i z pewnością nie później niż w 1003; opiera się na tym, co opowiedzieli wracający Radzim i Bogusza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dzienne daty kolejnych etapów — chrzest w Gdańsku, przekroczenie granicy, opuszczenie osady po wiecu — nie stoją w żadnym tekście, lecz wynikają z ułożenia zdarzeń i z rachuby tygodnia; źródła datują wprost tylko dzień śmierci.
  • Nie wiadomo, czy Gdańsk był wtedy grodem księcia, czy portem pod jego wpływem.
  • Autorstwo Żywotu pierwszego bywa wiązane z rzymskim mnichem Janem Kanapariuszem, ale starszy trzon tekstu mógł powstać jeszcze w 997 roku i poza Rzymem.
  • Odprawienie zbrojnych czyta się dwojako: jako świadome wyrzeczenie się osłony albo jako zwykłe rozstanie z eskortą na granicy, za którą książęcy ludzie nie mieli już po co iść.
  • W którym miejscu odesłano zbrojnych — jeszcze przed wejściem na pruski brzeg czy już po nim — żywoty podają rozbieżnie.

Skąd to wiadomoŻywot pierwszy św. Wojciecha (ok. 998–999, oparty na relacjach Radzima i Boguszy); Żywot drugi Brunona z Kwerfurtu w dwóch redakcjach (1004 i 1008); pasja spisana w Polsce przed 1025 rokiem, znana z rękopisu z Tegernsee.

Misjonarze i zgromadzenie Prusów na południowym wybrzeżu Bałtyku
Współczesna rekonstrukcja artystyczna spotkania misjonarzy z Prusami w 997 roku. Wygląd ludzi, miejsca i przedmiotów jest interpretacją; źródła nie opisują tych szczegółów.
Pomezania, kwiecień 997

Wiec, który kazał im odejść

Zapis z tamtych czasów

Prusowie nie zabili misjonarzy od razu — zwołali wiec, wysłuchali przez tłumacza i wydali wyrok wygnania, który Wojciech kilka dni później złamał.

Czytaj dalej

Po wyjściu na brzeg misjonarzy zaprowadzono do osady, w której akurat zbierało się zgromadzenie rozstrzygające sprawy wspólnoty.

Zgromadzeni wysłuchali biskupa przez tłumacza i odpowiedzieli, że wszystkich w tej ziemi obowiązuje jedno prawo i jeden obyczaj, a obcy z inną wiarą ten porządek rozbija.

Wyrok brzmiał: odejść, a jeśli zostaną, mają zginąć — była to więc decyzja sądowa zgromadzenia, nie odruch tłumu.

Odpowiedź wiecu nie dotykała teologii: mówiła o prawie i porządku ziemi, nie o tym, czyj bóg jest mocniejszy.

Misjonarze opuścili osadę nazajutrz, lecz zamiast wracać do Polski krążyli przez kilka dni po okolicy i wrócili w to samo miejsce.

Wracając, Wojciech złamał wyrok ogłoszony publicznie przez zgromadzenie, a nie czyjś prywatny zakaz — i tak też potraktowano go kilka dni później.

Zanim doszło do obrad, jeden z miejscowych uderzył Wojciecha wiosłem między łopatki tak mocno, że wypadł mu z rąk psałterz.

Wiec jako władzę najwyższą, rozstrzygającą o wojnie i o wyborze wodza, opisuje dopiero kronika ziemi pruskiej z 1326 roku — trzysta lat po zdarzeniu i ręką zakonnika, któremu na takim obrazie zależało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Żywoty nie mówią, jak szerokie było to zgromadzenie ani kto miał na nim głos; obraz wiecu jako stałej instytucji opiera się w dużej mierze na zapisach z XIII i XIV wieku, gdy Prusów opisywał już zakon.
  • Liczba dni między wyrokiem a powrotem wynika z ułożenia zdarzeń, nie z żadnej daty w tekście.
  • Nie wiadomo, czy człowiek, który uderzył wiosłem, działał z własnej ręki, czy wykonywał obrzęd wygnania obcego.
  • Nie sprawdzono, czy scena z wiosłem jest własnością wyłącznie najstarszego żywotu; teksty późniejsze znane są w wielu odpisach, a porównania ich nie przeprowadzono.
  • Karta buduje z wiecu instytucję o stałych kompetencjach, choć jedyne świadectwo z 997 roku mówi tylko tyle, że zebrani wysłuchali i wydali wyrok.

Skąd to wiadomoŻywot pierwszy św. Wojciecha (ok. 998–999); Żywot drugi Brunona z Kwerfurtu (1004 i 1008); pasja spisana w Polsce przed 1025 rokiem; opisy ustroju Prusów w kronice ziemi pruskiej Piotra z Dusburga (1326), a więc trzysta lat później.

Prusy i Sambia, X–XI wiek

Lasy i źródła, do których nie wolno wejść

Zapis z tamtych czasów

Adam z Bremy pisał około 1075 roku, że Prusowie dzielą się z obcymi wszystkim prócz gajów i źródeł, bo te kala już samo wejście chrześcijanina.

Czytaj dalej

Adam z Bremy, piszący około 1075 roku, nazwał Sambów ludźmi nad wyraz ludzkimi i chwalił ich za to, że wychodzą z pomocą rozbitkom i ściganym przez piratów.

Ten sam autor zapisał, że dopuszczają obcych do wszystkiego prócz gajów i źródeł, bo wejście chrześcijanina te miejsca bezcześci.

Zakaz dotyczył więc miejsca, nie nauki: obcy mógł handlować, mieszkać i mówić, ale nie mógł postawić stopy tam, gdzie mieszkała moc.

Żywoty Wojciecha nigdzie nie mówią wprost, że misjonarze weszli do świętego gaju; przypuszczenie, że złamali właśnie ten zakaz, jest wnioskiem z zestawienia dwóch świadectw, a nie zapisem.

Wielką świątynię Romowe, wraz z jej strażnikiem i sztandarem, opisał dopiero kronikarz zakonny Piotr z Dusburga w 1326 roku — żadne wcześniejsze świadectwo o niej nie wie.

Panteon z imionami takimi jak Patollo czy Natrimpe oraz opowieść o Widewucie i Brutenie pochodzą z kronik pruskich XVI wieku i nie mają zaczepienia w niczym starszym.

Imienia żadnego pruskiego bóstwa nie zna zapis z czasów Chrobrego — najstarsze wypływa dopiero z ugody zawartej w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku, gdzie wymieniono bożka Curche; dzień podaje się raz jako siódmy, raz jako drugi lutego.

Ta sama ugoda wspomina o ludziach obsługujących obrzędy pogrzebowe, nazwanych tulissonami i ligaszonami, i od razu odsądza ich od czci; w relacjach o 997 roku ofiarnik występuje bez tytułu i bez hierarchii.

Ugoda zakazuje też palenia zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią i dobytkiem, więc obyczaj, o którym sto lat przed Wojciechem pisał żeglarz z Hedeby, w połowie XIII wieku wciąż był na tyle żywy, że trzeba go było zakazywać na piśmie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy zakaz wstępu obowiązywał w całych Prusach, czy tylko na Sambii, którą Adam z Bremy opisywał, sam tam nie będąc.
  • Otwarte pozostaje, czy jego relacja opiera się na słowach kupców, czy powtarza starszy opis.
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy gaj, w którym zginął Wojciech, w ogóle był miejscem świętym — źródła mówią o polanie za lasem i na tym poprzestają.

Skąd to wiadomoDzieje biskupów Kościoła hamburskiego Adama z Bremy (ok. 1073–1076); ugoda dzierzgońska z 7 lutego 1249; kronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga (1326); kroniki pruskie XVI wieku; żywoty św. Wojciecha z lat 998–1025.

Prusy, 23 kwietnia 997

Poranna msza na polanie

Zapis z tamtych czasów

Świadkowie przekazali dwie różne wersje narzędzia: brat Wojciecha mówił o włóczni, tłumacz o toporze. Obie trafiły do pisanych relacji i obie w nich zostały.

Czytaj dalej

Dzień wcześniej misjonarze wrócili łodzią w okolicę, z której wygnał ich wiec, i noc spędzili już w głębi lądu.

Rankiem 23 kwietnia 997 roku, w piątek, odprawili mszę na polanie za lasem, a potem położyli się odpocząć.

Żywot i pasja zgadzają się w rzeczy makabrycznej i nietypowej — po śmierci odcięto biskupowi głowę i zatknięto ją na palu.

Zabito jednego z trzech ludzi, choć wyrok wiecu złamali wszyscy trzej, i żadne źródło nie tłumaczy, czemu wybrano tylko jego.

Drzwi Gnieźnieńskie, odlane między 1175 a 1200 rokiem, pokazują w scenie męczeństwa oba narzędzia naraz, jakby odlewnik nie chciał rozstrzygać sporu za świadków.

Otoczyli ich zbrojni miejscowi, a pierwszy cios zadał człowiek, którego najstarszy żywot w jednej ze swoich redakcji nazywa Sicconem i wskazuje jako ofiarnika; druga redakcja tego samego tekstu zostawia go bez imienia i mówi o starszyźnie.

Relacje rozchodzą się co do narzędzia: jedne mówią o włóczni przebijającej pierś, inne o toporze, który odciął głowę.

Kronika Thietmara z Merseburga, spisana między 1012 a 1018 rokiem, ma obie rzeczy naraz i w porządku następstwa: biskup przebity ostrzem, a potem ścięty dziewiątego dnia przed kalendami majowymi — czyli 23 kwietnia — i z całej trójki męczeństwo spotkało jego jednego.

Ciało zostawiono tam, gdzie padło, a obu towarzyszy po jakimś czasie wypuszczono — i tylko dlatego ta relacja w ogóle istnieje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba zadanych ran bywa podawana rozmaicie i nie potwierdza jej żaden wczesny tekst; nie wiadomo też, ilu było napastników.
  • Nie rozstrzygnięto, czy atak był wykonaniem wyroku przez ludzi tego samego wiecu, czy działaniem innej grupy, która natrafiła na obcych w lesie.
  • Sprzeczność między włócznią a toporem próbuje się godzić, przyjmując, że były po kolei — ale to pogodzenie źródeł, nie ich zapis.
  • Trzecie zdanie z pola spornego trzeba skreślić: ułożenie włóczni i topora po kolei nie jest późniejszym godzeniem sprzecznych wersji, bo taki właśnie porządek ma już kronika z lat 1012–1018. Spór dotyczy tego, który przekaz stoi bliżej świadków, nie tego, czy da się je pogodzić.
  • Nie wiadomo, czy któryś z dwóch ocalałych stoi za którąś z dwóch wersji narzędzia; przypisywanie im po jednej jest domysłem, a nie odczytem z tekstu.

Skąd to wiadomoŻywot pierwszy św. Wojciecha (ok. 998–999); Żywot drugi Brunona z Kwerfurtu (1004 i 1008); pasja spisana w Polsce przed 1025 rokiem, rękopis z Tegernsee; kronika Thietmara z Merseburga (1012–1018); Drzwi Gnieźnieńskie (ok. 1175–1200).

Prusy, 997

Sicco i brat zabity przez Polan

Zapis z tamtych czasów

Jedyny Prus z 997 roku, którego imię przetrwało, miał powód prywatny: w wojnie z Polanami zginął mu brat. Zapisał to dopiero drugi z żywotów.

Czytaj dalej

Imię Sicco nosi w żywotach ten, kto zadał Wojciechowi pierwszy cios, i jest to jedyne pruskie imię zapisane przy tej śmierci.

Żywot pierwszy przedstawia go jako ofiarnika i tłumaczy pierwszeństwo ciosu tym, że był kapłanem — uderzenie miało więc porządek obrzędu, a nie bójki.

Brunon z Kwerfurtu dorzucił w krótszej redakcji swojego żywotu szczegół, którego nie ma nigdzie indziej: bratu Sicca odebrała życie wojna z Polanami.

Czeski żywot wierszowany z przełomu XIII i XIV wieku, znany od pierwszych słów jako Quatuor immensi, również wymienia Sicca, ale jest to zapis o trzysta lat późniejszy.

Ten jeden szczegół przesuwa scenę z religii na zemstę: misjonarz przypłynął książęcą łodzią i z książęcą eskortą, więc dla Prusa był człowiekiem tamtej strony, choćby zbrojnych odprawił na granicy.

Imię pojawia się tylko w części odpisów; druga redakcja najstarszego żywotu zostawia zabójcę bez imienia i nazywa go po prostu starszym.

Oba żywoty nie zgadzają się co do jego roli: najstarszy czyni go kapłanem i tym tłumaczy pierwszeństwo ciosu, a żywot Brunona o kapłaństwie nie mówi ani słowa, choć pierwszeństwo ciosu zapisuje tak samo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Żaden rocznik nie zna polskiej wyprawy na Prusy przed 997 rokiem, więc nie wiadomo, w jakiej wojnie i kiedy zginął brat Sicca.
  • Sporne jest samo brzmienie imienia i to, czy w ogóle jest imieniem, a nie oznaczeniem funkcji.
  • Skoro szczegół o bracie podaje tylko jedna redakcja jednego żywotu, nie da się wykluczyć, że autor dopisał motyw, żeby wytłumaczyć niewytłumaczalne.
  • Brzmienie imienia czyta się na dwa sposoby: jako zniekształcone pruskie słowo oznaczające tego, który chodzi — a więc kapłana wędrownego — albo jako łacińskie określenie skrytobójcy, przylepione zabójcy przez piszącego, a nie używane przez jego własnych ludzi.
  • Zdanie o tym, że żaden rocznik nie zna polskiej wyprawy na Prusy przed 997 rokiem, jest negatywem trudnym do udowodnienia; dokument z około 991 roku wymienia Prusy jako granicę państwa gnieźnieńskiego, więc stykanie się obu stron przed misją nie jest wykluczone.

Skąd to wiadomoŻywot pierwszy św. Wojciecha w redakcji awentyńskiej (ok. 998–999); krótsza redakcja Żywotu drugiego Brunona z Kwerfurtu (1008); czeski żywot wierszowany z przełomu XIII i XIV wieku.

Zalew Wiślany i Półwysep Sambijski, od 997 roku

Sambia czy Pomezania

Zapis po chrzcie

Miejsce śmierci Wojciecha wskazano po raz pierwszy w połowie XIII wieku — akurat wtedy, gdy w tamtych stronach zakładano Królewiec.

Czytaj dalej

Żadne wczesne źródło nie podaje nazwy miejsca, w którym zabito Wojciecha; pasja wymienia z ostatniego dnia osadę Cholinun i na tym poprzestaje.

Tysiąc lat temu wody zalewu sięgały znacznie głębiej w ląd niż dzisiaj, a nad nim leżał port Truso, więc rejs w tamte strony nie był wyprawą w bezludzie.

Tradycja sambijska wskazuje Tenkity na Półwyspie Sambijskim, dziś Letnoje, a utrwaliła się w czasach zakonnych — w tych samych stronach, gdzie w 1255 roku, przy wyprawie króla czeskiego Przemysła Ottokara II, stanął nad Pregołą zamek nazwany Królewską Górą.

Druga rachuba prowadzi nad południowe krańce zalewu, w okolice wsi noszącej dziś nazwę Święty Gaj, leżącej koło Pasłęka w ziemi elbląskiej.

Tuż przy tej wsi leżał pruski gród Cholin, na styku ziem Pomezanów i Pogezanów, a jego nazwa zgadza się z tym, co pasja zapisała jako Cholinun — w odpisach także jako Chollinun.

Wybór między Sambią a Pomezanią zmienia cały obraz misji: w jednej wersji Wojciech płynął długo wzdłuż wybrzeża, w drugiej zginął o kilka dni drogi od granicy Bolesława.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Obie lokalizacje są odtworzeniami, a nie zapisami: sambijska jest starsza o kilka stuleci, ale powstała w kraju właśnie podbijanym i miała komu służyć, pomezańska opiera się na zbieżności nazwy i na znaleziskach, a nie na żadnym tekście.
  • Nie wiadomo, czy Cholinun z pasji to gród, osada, czy okolica.
  • Rozbieżne bywają też odległości i kierunek rejsu, bo linia brzegowa zalewu przesunęła się od tamtych czasów o kilometry.
  • Nie sprawdzono, od kiedy wskazanie sambijskie krąży w piśmie; wiązanie go z rokiem 1255 jest wnioskiem z okoliczności, a nie odczytem z datowanego zapisu.
  • Ślady dawnej przeprawy na Dzierzgoni przywoływane za wersją południową nie zostały tu potwierdzone ani datą badań, ani nazwą stanowiska, więc dopóki jej nie mają, nie powinny stać w karcie jako dowód.
  • Odległości i wzajemne położenie wsi, grodu i brzegu podawane są rozmaicie, bo linia brzegowa przesunęła się przez tysiąc lat o kilometry — karta nie powinna ich podawać w metrach.

Skąd to wiadomoPasja spisana w Polsce przed 1025 rokiem (nazwa Cholinun); tradycja sambijska rozpowszechniona od 1255 roku; nazwy miejscowe i ślady grodu Cholin; znaleziska przy przeprawie na Dzierzgoni.

Gniezno, 997–1000

Ciało kupione, metropolia w zamian

Zapis z tamtych czasów

Bolesław zapłacił za zwłoki złotem, a trzy lata później miał w Gnieźnie arcybiskupstwo. Dla Prus nie utworzono wtedy żadnego biskupstwa.

Czytaj dalej

Jeszcze późniejsza jest uboga wdowa, która dokłada ostatni grosz i dopiero wtedy szale się równoważą — to legenda miejscowa, nie relacja świadka.

W roku 1000 do grobu w Gnieźnie przyjechał cesarz Otto III, a przy tej okazji powstała nowa metropolia — arcybiskupstwo gnieźnieńskie oraz biskupstwa w Kołobrzegu, Wrocławiu i Krakowie.

Arcybiskupem został Radzim-Gaudenty, rodzony brat zabitego i świadek jego śmierci.

Wśród nowych biskupstw znalazło się jedno dla Pomorza i żadne dla Prus — ziemia, w której zginął patron, została poza siecią kościelną na następne dwa stulecia.

Drzwi Gnieźnieńskie poświęcają wykupowi osobną kwaterę, a na sąsiedniej pokazują orła strzegącego ciała przed ptactwem, czyli scenę, której wczesne teksty nie znają.

Kronika Thietmara z Merseburga, spisana między 1012 a 1018 rokiem, mówi o zwykłej zapłacie: książę, dowiedziawszy się o śmierci, wyłożył pieniądze i kupił członki męczennika razem z głową. O złocie mówią żywoty, o wadze nie mówi żaden z tych tekstów.

Obraz wagi wchodzi do przekazu dopiero z Drzwiami Gnieźnieńskimi z lat około 1175–1200, gdzie na jednej z osiemnastu kwater skarbnik kładzie wykup na szale w obecności księcia.

Rzym ogłosił Wojciecha świętym najpewniej 29 czerwca 999 roku, a więc niecałe trzy miesiące po tym, jak na tron papieski wszedł Sylwester II — i niewiele ponad dwa lata po śmierci.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Źródła nie podają, ile złota zapłacono ani komu; formuła o wadze ciała wchodzi do przekazu dopiero z czasem.
  • Nie wiadomo, czy sprzedaż zaproponowali sami Prusowie, czy doszło do niej przez pośredników z pogranicza.
  • Głowa zatknięta na palu i reszta ciała mają w opowieściach osobne losy, a wersje o tym, kiedy i jak je połączono, nie zgadzają się ze sobą.
  • Trzecie zdanie z pola spornego wymaga przestawienia: najwcześniejsza kronika ma głowę wykupioną razem z resztą ciała, a osobną jej drogę do Gniezna dopisują dopiero opowieści późniejsze. Rozbieżność jest więc między świadectwem wczesnym a hagiografią, nie między równorzędnymi wersjami.
  • Kwatera Drzwi pokazuje ważenie wykupu; że na drugiej szali leżało ciało, jest odczytem sceny, a nie tym, co na niej widać.

Skąd to wiadomoŻywoty św. Wojciecha (998–1025); kronika Thietmara z Merseburga (1012–1018); Drzwi Gnieźnieńskie (ok. 1175–1200); polskie opowieści hagiograficzne z XII i XIII wieku.

Gniezno, Rzym i Tegernsee, 998–1250

Cztery teksty spierają się o jedną śmierć

Zapis z tamtych czasów

O tej jednej śmierci pisano cztery razy w ciągu dwustu lat, a pasja spisana w Polsce przed 1025 rokiem wprost spiera się z wersją Brunona.

Czytaj dalej

Żywot pierwszy powstał około 998–999 roku, tuż po zdarzeniach, i opiera się na tym, co opowiedzieli wracający Radzim i Bogusza.

Brunon z Kwerfurtu napisał Żywot drugi około 1004 roku, a w 1008 dał mu drugą redakcję, pisząc jako człowiek, który sam szykował się na tę samą drogę i rok później nią poszedł.

Kto dziś czyta opowieść o misji 997 roku, czyta zwykle mieszankę z tego najpóźniejszego tekstu, a nie relację najbliższą zdarzeniom.

Wersje różnią się w rzeczach sprawdzalnych: w narzędziu śmierci, w imieniu zabójcy i w tym, czy w ogóle nazwać miejsce, w którym wszystko się skończyło.

Zachowana pasja, znana od pierwszych słów jako Sanctus Adalpertus, jest skrótem czytanym w klasztornym chórze w dzień świętego, 23 kwietnia; widać w niej jeszcze ślady dawnego podziału na żywot, mękę i cuda przy doczesnych szczątkach.

Tekst, który skracała, zaginął — kładzie się go na początek XI wieku, niekiedy tuż po 1003 roku, a wśród domniemanych autorów wymienia się samego Brunona z Kwerfurtu; jedynym śladem jego istnienia jest wzmianka u Galla o księdze o męczeństwie świętego.

Rękopis skrótu przechowała biblioteka opactwa w Tegernsee w Bawarii.

Żywot Tempore illo, nazwany tak od pierwszych słów, powstał dopiero około połowy XII wieku, być może między 1170 a 1180 rokiem, w kręgu kanoników regularnych z Trzemeszna — i to on zlepia starsze wersje, omija zdarzenia stawiające Wojciecha w gorszym świetle i dopisuje legendy miejscowe.

Opis cudów z Tempore illo stał się z kolei podstawą osobnego zbioru z drugiej połowy XIII wieku, więc łańcuch przepisywania ciągnie się przez dwa i pół stulecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Autorstwo Żywotu pierwszego bywa wiązane z rzymskim mnichem Janem Kanapariuszem, lecz odpisy różnią się między sobą na tyle, że trudno mówić o jednym dziele jednej ręki, a starszy trzon mógł powstać jeszcze w 997 roku poza Rzymem.
  • Pasja znana jest w postaci skróconej — pierwotny, obszerniejszy tekst zaginął.
  • Nie rozstrzygnięto, na ile pasja poprawia Brunona z wiedzy, a na ile z niechęci środowiska gnieźnieńskiego do obcej wersji.
  • Miejsce i czas powstania zaginionej pasji nie są ustalone; wskazania na Polskę i na lata przed 1025 to hipotezy, a jedna z nich wiąże pierwowzór z tym samym Brunonem, z którym karta kazała mu się spierać.
  • Nie sprawdzono, czy skrót pasji istotnie oprawiony jest w jednym kodeksie z relacją o śmierci Brunona — zdanie o dwóch pruskich męczeństwach w jednej księdze zostaje więc bez pokrycia.
  • Zapowiedź z krotko, jakoby pasja 'wprost spierała się z wersją Brunona', nie ma oparcia w niczym, co udało się sprawdzić, i musi zniknąć razem z tytułową tezą o czterech tekstach spierających się o jedną śmierć.

Skąd to wiadomoŻywot pierwszy (ok. 998–999); Żywot drugi Brunona z Kwerfurtu w dwóch redakcjach (1004 i 1008); pasja spisana w Polsce przed 1025 rokiem, rękopis z Tegernsee; polskie żywoty Tempore illo z XII i XIII wieku.

Polska i Rzesza, przełom 1008 i 1009

List, który wypomniał królowi pogańskich sojuszników

Zapis z tamtych czasów

Zanim ruszył do Prusów, Brunon wypomniał królowi Niemiec, że bije się z chrześcijańską Polską ramię w ramię z pogańskimi Lucicami.

Czytaj dalej

Brunon z Kwerfurtu wysłał do króla Henryka II list, spisany najpewniej w Polsce na przełomie 1008 i 1009 roku.

Druga część listu to zarzut: król prowadzi wojnę z chrześcijańskim Bolesławem, a do tej wojny bierze pogańskich Luciców.

Brunon pisał o Bolesławie jako o władcy osłaniającym misje i tłumaczył wprost, że wojna odcina misjonarzom zaplecze, z którego można wyjść do pogan.

Nie był w tej sprawie kimś obojętnym: pochodził z Kwerfurtu w Saksonii i wychował się na dworze cesarskim, a mimo to stanął po stronie Piasta.

W pierwszej części zdał sprawę z własnych wypraw: z pobytu u Węgrów i z misji do Pieczyngów, na którą wszedł z Rusi i pod opieką Włodzimierza, spędzając wśród nich kilka miesięcy.

Zapowiedział w nim także zamiar pójścia do Prusów, a więc plan tej misji znamy z ręki tego, kto miał ją wykonać, i to na piśmie sprzed wyruszenia.

Papieską nominację na biskupa dla pogan wraz z paliuszem dostał jeszcze za Sylwestra II, święcenia przyjął w 1004 roku w Magdeburgu z rąk arcybiskupa Tagina, po czym przez pięć lat szukał ludu, do którego zdoła wejść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data i miejsce spisania listu nie są pewne — wskazanie na pobyt w Polsce to wniosek z treści, nie zapis.
  • Nie wiadomo, czy list dotarł do adresata ani czy cokolwiek zmienił.
  • Rozbieżnie podaje się rok, w którym Brunon otrzymał paliusz, i to, czy świecenia poprzedziły misję węgierską, czy po niej nastąpiły.
  • Lata obu wypraw podawane są rozmaicie: pobyt u Węgrów kładzie się i na 1004, i na 1006–1007, wyprawę do Pieczyngów na 1007–1008 albo na sam 1008, a przekroczenie ruskiej granicy bywa datowane na 29 czerwca 1008 roku.
  • Rozchodzi się także pora święceń — jedni kładą je na luty 1004 roku, drudzy na lato tego roku — a nominację z paliuszem datuje się niekiedy już na koniec 1002.

Skąd to wiadomoList Brunona z Kwerfurtu do króla Henryka II (ok. 1008/1009); Żywot Pięciu Braci Męczenników tegoż autora; kronika Thietmara z Merseburga (1012–1018).

Pogranicze pruskie i jaćwieskie, zima 1009

Osiemnastu ludzi i dwie daty śmierci

Zapis z tamtych czasów

Roczniki podają, że z Brunonem zginęło osiemnastu ludzi. Jedno źródło datuje to na 14 lutego, drugie na 9 marca, i żadne nie ustępuje.

Czytaj dalej

W polskich kronikach nie ma po tym śladu: nie wiadomo, gdzie Brunona pochowano, a kult w Polsce nie przyjął się na stałe.

Wyprawa szła zimą, czyli w porze, gdy bagna są przejezdne, a granice przechodzone bez mostów.

Na początku 1009 roku Brunon ruszył na północny wschód, a roczniki kwedlinburskie zapisały, że ścięto go razem z osiemnastoma jego ludźmi — zabitych było więc dziewiętnastu.

Relacja jedynego ocalałego mówi o czterech powieszonych kapelanach i o nim samym, oślepionym; imiona podaje, ale nie udało się ich sprawdzić w samym tekście.

Datę dzienną źródła podają dwojako: 9 marca stoi w rocznikach kwedlinburskich, 14 lutego w innych przekazach, i żadne świadectwo tego sporu nie rozstrzyga.

Zapis kwedlinburski liczy jego lata inaczej niż my — mówi o jedenastym roku zakonnego życia, nie o wieku, który wynosiłby wtedy trzydzieści kilka lat, bo urodził się między 973 a 978 rokiem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data waha się między 14 lutego a 9 marca 1009 roku.
  • Liczba zabitych też się rozchodzi: osiemnastu w rocznikach, czternastu w części przekazów.
  • Nie wiadomo, gdzie złożono ciała po wykupie, ani czy wykup rzeczywiście nastąpił — wie o nim tylko jeden kronikarz.
  • Przypisanie daty 14 lutego kronice Thietmara jest sporne: część opracowań tak ją podaje, część twierdzi, że kronikarz dnia w ogóle nie zapisał.
  • Wykup ciał przez Bolesława pojawia się nie wszędzie: bywa wiązany z kroniką Thietmara, ale wskazywany bywa też dopiero w późnej, rozszerzonej wersji relacji ocalałego, spisanej setki lat po zdarzeniu.
  • Liczba zabitych rozchodzi się: osiemnastu towarzyszy w rocznikach kwedlinburskich, w innych zapisach dwudziestu czterech. Liczby czternastu, którą karta podawała, nie udało się potwierdzić nigdzie i wygląda ona na pomyłkę z datą lutową — to zdanie z pola spornego trzeba skreślić.
  • Trasa przez ziemie jaćwieskie jest domysłem godzącym rozbieżne wskazania źródeł, nie zapisem — żaden tekst nie prowadzi wyprawy tą drogą.

Skąd to wiadomoKronika Thietmara z Merseburga (1012–1018); roczniki kwedlinburskie spisywane w latach 1008–1030; roczniki magdeburskie; relacja Wiperta z początku XI wieku; wzmianka Piotra Damianiego z połowy XI wieku.

Pogranicze bałtyjskie, 1009

Netimer sadza biskupa w ogniu

Zapis z tamtych czasów

Wódz kazał biskupowi zasiąść w ogniu. Brunon wytrwał tyle, ile trwa siedem psalmów, a trzystu ludzi przyjęło chrzest — tak mówi jedyny ocalały.

Czytaj dalej

Według niego władca imieniem Netimer zażądał próby: biskup w szatach pontyfikalnych miał zasiąść wśród płomieni.

Brunon wytrwał w ogniu tyle, ile trwało odśpiewanie siedmiu psalmów przez jego kapłanów, i wyszedł bez obrażeń.

Po tej próbie Netimer przyjął chrzest wraz z trzystoma ludźmi swojej drużyny.

Cios przyszedł od młodszego brata władcy, którego przekaz nazywa Zebedenem — spór przebiegł więc wewnątrz jednego rodu, a nie między ludami.

Wipert miał ocaleć dlatego, że go oślepiono; jego relacja jest opowieścią człowieka, który resztę życia przechodził od klasztoru do klasztoru.

Jedyną relacją o przebiegu misji 1009 roku jest tekst, którego autorstwo przypisuje sobie mnich Wipert, uczestnik wyprawy i jedyny człowiek, który wyszedł z niej żywy; krótszą jego postać kładzie się na czas około 1020 roku.

Ten sam przekaz krąży też w wersji dłuższej i o wiele późniejszej, dopisującej rzeczy, o których krótsza milczy — choćby strumień, do którego wrzucono głowę biskupa, i wykup ciał przez Bolesława.

Nazw miejscowych jest w tym tekście tyle co nic, przez co trudno go osadzić na mapie.

Rękopis przechowała biblioteka opactwa w Tegernsee.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiarygodność relacji bywa podważana aż po pytanie, czy Wipert w ogóle istniał; tekst czytano jako pismo żebracze, ułożone po to, by oślepiony wędrowiec miał z czego żyć.
  • Nie rozstrzygnięto, kim był Netimer — imię bywa czytane jako bałtyjskie, słowiańskie albo mieszane ze skandynawskim, a jego lud jako pruski, jaćwieski lub litewski.
  • Scena próby ognia powtarza wzór znany z innych opowieści o nawróceniach, więc nie da się oddzielić w niej zdarzenia od formy opowiadania.
  • Skoro przekaz istnieje w dwóch postaciach oddalonych od siebie o stulecia, przy każdym szczególe trzeba pytać, z której pochodzi; rozdzielenia tego nie przeprowadzono i karta nie powinna udawać, że wszystko w niej jest równie stare.
  • Liczb z tej relacji nie sprawdzono w samym tekście: trzystu ochrzczonych powtarza się w przekazach, siedmiu psalmów odśpiewanych w ogniu nie udało się potwierdzić nigdzie.
  • Imiona chwieją się w odpisach: władca występuje jako Netimer i jako Nethimer, jego brat jako Zebeden i jako Zebedem.
  • Próba ognia bywa też wiązana z zupełnie inną sceną z życia Brunona, rozegraną w Pradze, co każe pytać, czy motyw nie wędrował między opowieściami.

Skąd to wiadomoRelacja Wiperta o misji biskupa Brunona, rękopis z Tegernsee, początek XI wieku; kronika Thietmara z Merseburga (1012–1018); roczniki kwedlinburskie.

Pogranicze bałtyjsko-ruskie, 1009

Granica Rusi i Litwy, 9 marca 1009

Zapis z tamtych czasów

Zapis o śmierci Brunona zawiera najstarszą znaną wzmiankę o Litwie; od tej daty Litwini liczą tysiąc lat swojego imienia.

Czytaj dalej

Roczniki kwedlinburskie notują pod rokiem 1009, że Brunon zwany Bonifacym zginął z rąk pogan na pograniczu Rusi i Litwy, ścięty razem z osiemnastoma ludźmi, dnia 9 marca.

Jest to pierwsze wystąpienie nazwy Litwy w piśmie i z tej racji rok 2009 obchodzono na Litwie jako tysiąclecie imienia kraju.

Wipert oraz wzmianka Piotra Damianiego mówią po prostu o Prusach, bez żadnego pogranicza.

Wszystkie te teksty powstały w ciągu półwiecza od zdarzenia, więc rozbieżność nie bierze się z upływu czasu.

Dziś miejsce śmierci umieszcza się najczęściej w ziemi Jaćwingów, między Prusami a Litwą, ale jest to pogodzenie sprzecznych zapisów, a nie odczyt z któregokolwiek z nich.

Thietmar umieszcza to samo zdarzenie na pograniczu Rusi i Prus, a więc znacznie dalej na zachód.

Ten sam zapis kwedlinburski mierzy jeszcze jedno: mówi o jedenastym roku zakonnego życia zabitego, nie o jego wieku, i tak samo liczy lata innym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Miejsce śmierci Brunona nie zostało ustalone i pozostaje sporem między trzema wskazaniami źródeł.
  • Nie wiadomo, czy zapis kwedlinburski nazywa Litwę jako kraj, jako lud, czy jako mgliście pojmowany kierunek, ani jak rozległy obszar wtedy obejmował.
  • Data 9 marca pochodzi z tego samego zapisu, który jako jedyny wymienia Litwę — przyjęcie jednej wiadomości pociąga za sobą przyjęcie drugiej.
  • Nie sprawdzono, za którą wersją idą roczniki magdeburskie, więc rachunek trzech granic w czterech zapisach zostaje bez podstawy.
  • Tłumaczenie rozbieżności tym, że dla piszących na zachodzie był to jeden obszar pogański o wymiennych nazwach, jest odczytem, a nie zapisem — żaden z tych tekstów sam o sobie tego nie mówi.
  • Odległości między wskazaniami źródeł nie da się podać w kilometrach, bo żadne z nich nie wskazuje punktu, tylko pogranicze.

Skąd to wiadomoRoczniki kwedlinburskie (spisywane 1008–1030); kronika Thietmara z Merseburga (1012–1018); roczniki magdeburskie; relacja Wiperta; wzmianka Piotra Damianiego z połowy XI wieku.

Prusy, Mazowsze i ziemia chełmińska, XI–XII wiek

Lód jako most

Zapis po chrzcie

Gall pisze, że Krzywousty wchodził do Prus po zamarzniętych bagnach, bo innej drogi nie ma. Wracał z łupem i jeńcami — i z niczym trwalszym.

Czytaj dalej

Gall Anonim, piszący około 1113–1116 roku, twierdzi, że Bolesław Chrobry podporządkował albo nawrócił Selencję, Pomorze i Prusy.

Żadne świadectwo z czasów samego Chrobrego takiej wyprawy nie zna — milczą o niej i kronika Thietmara, i roczniki niemieckie.

Dokument znany od pierwszych słów jako Dagome iudex, wystawiony około 991 roku, wymienia Prusy wyłącznie jako granicę państwa gnieźnieńskiego, a nie jako jego część.

O wyprawach Bolesława Krzywoustego z lat 1107–1111 ten sam kronikarz pisze konkretniej: książę wszedł zimą, a z lodu na jeziorach i bagnach korzystał jak z mostu, bo innej drogi w tamten kraj nie ma.

Efektem były łupy, pożary i jeńcy, przy czym kronikarz sam przyznaje, że sposobności do walki nie znaleziono, bo przeciwnik się nie pokazał.

Z tych wypraw nie został ani gród, ani biskupstwo, ani trybut, który przetrwałby panowanie jednego księcia.

W drugą stronę szło to samo: wyprawy z polskiej strony organizowano od 1147 roku, przez jakiś czas wymuszając na pruskich plemionach trybut, a najazdy na Mazowsze notuje się w latach 1213, 1216 i 1220, aż w 1222 uderzenie sięgnęło Płocka.

W 1166 roku wyprawa Bolesława Kędzierzawego i Henryka Sandomierskiego weszła w bagnisty las, gdzie przewodnicy zaprowadzili ją w zasadzkę; rycerze ginęli od włóczni albo tonęli pod ciężarem zbroi, a książę sandomierski zmarł 18 października tego roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zdanie Galla o podboju Prus przez Chrobrego nie ma pokrycia w zapisach z tamtych lat i bywa czytane jako pochwała władcy, a nie relacja o zdarzeniu.
  • Przy wyprawach z początku XII wieku rozchodzą się lata: te same zdarzenia kładzie się na 1107, 1108, 1110 i 1111.
  • Przebieg klęski z 1166 roku znamy z kroniki spisanej blisko czterdzieści lat później, a liczby poległych w ogóle nie podano.
  • Miejsca zasadzki z 1166 roku nie ustalono: raz wskazuje się okolice Wąbrzeźna i mokradła nad Zgniłką, raz bagna mazurskie, a kronika, z której znamy przebieg, nazwy nie podaje.
  • Śmierć księcia właśnie w tej bitwie jest wnioskiem: dzienną datę znamy ze źródeł pobocznych, a kronika opisująca klęskę nie mówi wprost, że Henryk w niej poległ.
  • Dat odwetu pruskiego z lat 1149 i 1157, które karta podawała, nie udało się potwierdzić w żadnym miejscu.

Skąd to wiadomoKronika Galla Anonima (ok. 1113–1116); Dagome iudex (ok. 991, znany z odpisu z XI wieku); kronika Wincentego Kadłubka (ok. 1190–1208); roczniki polskie z XII i XIII wieku.

Truso nad Zalewem Wiślanym, około 890 roku

Wyścig o majątek zmarłego

Zapis z tamtych czasów

Sto lat przed Wojciechem żeglarz z Hedeby opisał tutejszy pogrzeb: majątek zmarłego rozkładano wzdłuż drogi, a jeźdźcy ścigali się o kolejne części.

Czytaj dalej

Podróżnik znany jako Wulfstan płynął z Hedeby do Truso siedem dni i siedem nocy, a jego relację wpisano do staroangielskiego przekładu Orozjusza, powstałego za panowania Alfreda.

Wulfstan pisze, że zmarłego trzymano w domu niespalonego przez miesiąc albo dwa, a możnych i królów nawet do pół roku, zależnie od zamożności.

Przez cały ten czas trwało picie i zawody, aż do dnia stosu — pogrzeb był więc obrzędem rozciągniętym na tygodnie, nie jednym dniem.

To, co z majątku zostało po ucztach, dzielono na pięć albo sześć części, czasem więcej, i rozkładano wzdłuż drogi: największą najdalej od domu, najmniejszą tuż przy nim.

Jeźdźcy zjeżdżali się z odległości kilku mil i ruszali wyścigiem, a kto miał najszybszego konia, brał część największą — dlatego, dodaje autor, szybkie konie są tam drogie.

Relacja zawiera też twierdzenie, którego nie umiemy wytłumaczyć: że tamtejsi ludzie potrafią wytworzyć zimno, dzięki czemu ciało nie psuje się miesiącami, a postawione naczynie z napojem zamarza także latem.

Truso leżało na wschodnim brzegu jeziora Drużno, kilka kilometrów na południe od dzisiejszego Elbląga, a odnaleziono je w ziemi dopiero w latach osiemdziesiątych XX wieku, przy wsi Janów.

Palono zmarłego dopiero po rozdaniu ruchomego dobytku, razem z bronią i szatami — do ognia szedł więc człowiek, z którego majątku została już tylko ta jedna, nieoddana część.

Ten sam obyczaj palenia zmarłych razem z końmi, bronią i dobytkiem zakazywany był jeszcze w ugodzie dzierzgońskiej z 1249 roku, a więc trzysta pięćdziesiąt lat po tej relacji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Sporne jest, kogo Wulfstan nazywa Estami — zapis bywa odnoszony do Prusów znad zalewu albo do ludów położonych dalej na północ.
  • Liczby w tekście same się wahają: pięć części albo sześć, czasem więcej, a odległości podano w miarach, których nie da się przełożyć bez domysłu.
  • Nie wiadomo, czy opisany obyczaj dotyczył wszystkich, czy tylko możnych, o których majątek było się o co ścigać.
  • Relacja opisuje obyczaj z czasu o sto lat wcześniejszego niż misja 997 roku i nic nie poświadcza, że przetrwał on do tamtego czasu w tej właśnie postaci.
  • Liczb z tej relacji nie sprawdzono w samym tekście; potwierdzony został jedynie siedmiodniowy rejs z Hedeby do Truso.
  • Odniesienie Estów do Prusów znad zalewu jest dziś odczytem przeważającym, a wątpliwość co do niego stanowiskiem mniejszościowym — karta nie powinna stawiać obu wersji na równi.

Skąd to wiadomoRelacja Wulfstana w staroangielskim przekładzie Orozjusza (koniec IX wieku); wykopaliska w Janowie Pomorskim utożsamianym z Truso; Dzieje biskupów Kościoła hamburskiego Adama z Bremy (ok. 1073–1076).

Co widzieli zdobywcy

Bałwan po żniwach, stos i rzucane losy

Wiarę Prusów znamy niemal wyłącznie z pism tych, którzy ich podbili, a sam lud nie dotrwał do czasów, gdy ktokolwiek zapytał go o zdanie. W 1249 roku Prusowie sami przysięgli, czego się wyrzekają: bałwana lepionego po żniwach, wróżbitów wołających nad stosem, palenia zmarłych z końmi i sługami. Osiemdziesiąt lat później zakonny kronikarz dopisał im papieża i wieczny ogień.

Pomezania, Warmia i Natangia, 1249 rok

Umowa z Dzierzgonia

Zapis z tamtych czasów

Zakon nie opisał wiary Prusów po swojemu — kazał im samym ją wyliczyć i przysiąc, że jej poniechają. Dlatego ta lista jest krótka, konkretna i niewygodna dla obu stron.

Czytaj dalej

Stronami byli Pomezanie, Warmowie i Natangowie z jednej strony, mistrz i bracia zakonu niemieckiego z drugiej, a rozjemcą legat papieski Jakub z Leodium, późniejszy papież Urban IV.

Preambuła powtarza skargę samych Prusów: że papieże Innocenty III, Honoriusz III i Grzegorz IX zapewnili ich o wolności ochrzczonych, a bracia mimo to obciążyli ich ciężkimi służebnościami, przez co powstanie wygląda w tym dokumencie na spór o daniny, nie na odstępstwo od wiary.

Zapytani, jakiego prawa świeckiego chcą, Prusowie naradzili się między sobą i wybrali prawo oraz sądy sąsiadów Polaków — ślad po zgromadzeniu, na którym musieli to uzgodnić.

Pomezania miała wznieść trzynaście kościołów, Warmia sześć, Natangia trzy, i to szybko, bo termin wyznaczono na najbliższą Pięćdziesiątnicę, czyli 23 maja 1249 roku, choć spotyka się też odczyt mówiący o sześciu miesiącach.

Kościoły miały być wyposażone tak okazale, by modlitwa i ofiara były w nich przyjemniejsze niż w lesie — zdanie, które mimochodem mówi, gdzie te ofiary dotąd składano.

Noworodka należało ochrzcić w ciągu ośmiu dni, dorosłego w ciągu miesiąca, a uparty miał zostać wypędzony poza ziemie chrześcijańskie w samych spodniach, rodzinie zaś opornych grożono odebraniem dóbr.

Dokument zachował się w dwóch redakcjach, papieskiej i zakonnej, i należy do nielicznych aktów tej wojny, które znamy w całości.

Ugodę zaprzysiężono w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku, po siedmiu latach powstania, które wybuchło w 1242 roku, a dzień podawany bywa raz jako siódmy, raz jako drugi lutego i obie daty krążą obok siebie do dziś.

Pokój nie dotrwał roku: 29 listopada 1249 roku pod Krückenem w Natangii rozbito oddział marszałka zakonnego Henryka Botela, zebrany z Chełmna, Elbląga i Bałgi, a rycerzy wybito już po tym, jak przyjęli warunki poddania — pięćdziesięciu czterech, licząc samych braci.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dzień zawarcia — 2 albo 7 lutego 1249 roku — podawany jest w wydaniach różnie i tej różnicy nie da się dziś rozstrzygnąć.
  • Nie wiadomo, czy wyliczone obyczaje były wspólne wszystkim trzem ziemiom, czy zapisano to, co zdarzyło się w jednej; w Pomezanii nie ma śladu kultu, który dokument wymienia z nazwy.
  • Termin budowy kościołów bywa czytany raz jako najbliższa Pięćdziesiątnica, raz jako sześć miesięcy.
  • Kto stanął do przysięgi, nie jest pewne: spotyka się odczyt, wedle którego stawili się sami Pomezanie, a Warmów i Natangów wpisano w ich imieniu, co osłabia każdy wniosek o obyczajach tych dwóch ziem.

Skąd to wiadomoUgoda pokojowa z 1249 roku w dwóch redakcjach; bulle papieskie z 1237, 1238 i 1240 roku; kronika zakonna z 1326 roku, która o samej ugodzie milczy.

Warmia i Natangia, 1249 rok

Bałwan lepiony raz w roku, po żniwach

Zapis z tamtych czasów

Jedyne imię pruskiego boga zapisane w dokumencie średniowiecznym. Padło raz, w 1249 roku, i zniknęło ze źródeł na blisko trzysta lat.

Czytaj dalej

W ugodzie z 1249 roku Prusowie przysięgli, że nie będą już składać ofiar bałwanowi, którego raz w roku, po zebraniu plonów, zwykli sporządzać i czcić jak boga, a któremu nadali imię Curche.

Tym samym zdaniem odrzucili inne bóstwa nazywane jakimikolwiek imionami, które nie stworzyły nieba ani ziemi, i żadnego z tych imion dokument nie podaje.

Sporządzanie postaci dopiero po żniwach wskazuje raczej na figurę z ostatniego snopa niż na stały posąg pilnowany przez cały rok.

W 1425 roku biskup sambijski Michael Junge zakazał Prusom obchodzić Kresze, a słowo to daje się związać ze staropruskimi określeniami siana i słomy, co znów prowadzi ku świętu zbiorów.

Podobnie brzmiące nazwy wracają w dokumentach: jezioro Kurken w 1365 roku i Korkyn See w 1389 roku na pograniczu Barcji i Natangii, młyn Kurken nad Łyną w 1346 roku.

Imię wraca dopiero w kronice pruskiej pisanej między 1517 a 1529 rokiem, gdzie Curche jest bogiem pokarmu i napoju, a rybacy składają mu pierwsze złowione ryby na głazie nad Zalewem Wiślanym — to zapis o trzy stulecia późniejszy od ugody.

Na obszarze Pomezanii, która ugodę też zaprzysięgła, nie ma ani jednej nazwy terenowej ani śladu, który dałoby się z tym kultem związać.

Wieś Kurki w dawnej Galindii wyrosła przy polu zwanym siedliskiem Kurki, najdalej na południe wysuniętym skrawku Warmii, i to tam w 1341 roku wielki mistrz Dietrich von Altenburg spotkał się z wójtem krajowym biskupstwa warmińskiego Henrykiem von Luter, żeby ustalić granicę w Puszczy Galindzkiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Curche był bóstwem, czy nazwą obrzędowej kukły z ostatniego snopa.
  • Rodzaj podawany bywa różnie — spotyka się i boga, i boginię Kurko.
  • Etymologia nie została wykazana, a szczegóły z kroniki z XVI wieku, czyli dąb w Świętomiejscu, pierwociny i ofiara z ryb, nie mają potwierdzenia w niczym starszym.
  • Odczytanie nazwy terenowej jako siedziby bóstwa opiera się na samym brzmieniu; dokument graniczny poświadcza nazwę pola, nie obrzęd, który miałby się przy nim odbywać.
  • Nie zostało sprawdzone, czy nazwę Kresze ze statutów z 1425 roku da się czytać inaczej niż jako święto zbiorów.

Skąd to wiadomoUgoda z 1249 roku; opis granic z 1254 roku oraz zapisy nazw z lat 1346, 1351, 1365 i 1389; statuty biskupa sambijskiego z 1425 roku; kronika pruska z lat 1517–1529.

Prusy, 1249 rok

Tulisze i ligasze przy stosie

Zapis z tamtych czasów

Wołali, że widzą właśnie zmarłego, jak leci przez środek nieba na koniu, w lśniącej zbroi, z krogulcem na ręku. Dokument nazywa ich aktorami, nie kapłanami.

Czytaj dalej

Prusowie obiecali w 1249 roku, że nie będą już mieli wśród siebie tulissones ani ligaschones, i jest to jedyne miejsce w całym średniowiecznym piśmiennictwie, gdzie te dwie nazwy padają.

Łacina dokumentu nazywa ich histriones, czyli aktorami, i zaraz zastrzega, że są kapłanami jedynie z pozoru, bo układający tekst odmówił im wprost stanu kapłańskiego.

Na pogrzebie wychwalali zmarłego za czyny, które dokument wylicza jako kradzieże, łupiestwa, nieczystość i porwania.

Wznosili oczy ku niebu i wołali, że widzą zmarłego lecącego przez środek nieba na koniu, zdobnego lśniącą zbroją, z krogulcem w ręku, w wielkim orszaku, przechodzącego w inny wiek.

Ugoda zarzuca im, że takimi opowieściami zawracają lud ku obyczajom przodków, a zarzut ten ma sens tylko wtedy, gdy ktoś naprawdę ich słuchał.

W kronice z 1326 roku, która o tuliszach milczy, kapłan zwany Kriwe rozstrzyga, co zmarłemu przypadło z odzieży, broni, koni i służby — kompetencja jest ta sama, nazwa inna.

W źródłach z XVI wieku pojawiają się natomiast wajdeloci i to ich, a nie tuliszów, przejęła późniejsza literatura.

Obie nazwy próbowano odczytywać od XIX wieku — raz jako śpiewaka, raz jako sędziego znaków, raz jako przewodnika dusz — lecz żadne odczytanie nie zostało wykazane, bo materiałem jest jedno jedyne zdanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy tulisz i ligasz to dwie funkcje, czy dwie nazwy jednej.
  • Czy działali we wszystkich trzech ziemiach zaprzysięgających ugodę, czy tylko w którejś.
  • Czy opis lotu zmarłego jest zapisem tego, co wołano, czy streszczeniem zrobionym przez pisarza, który słyszał o tym z drugiej ręki.
  • Ptak w ręku zmarłego bywa u nas nazywany krogulcem, choć słowo dokumentu obejmuje jastrzębie w ogóle — to precyzja dołożona w przekładzie, nie w źródle.

Skąd to wiadomoUgoda z 1249 roku, jedyny przekaz z tymi nazwami; kronika zakonna z 1326 roku o pokrewnej roli; źródła z XVI wieku, w których występują wajdeloci.

Prusy, 1249–1428

Co palono razem z człowiekiem

Zapis z tamtych czasów

Zakaz z 1249 roku wymienia konie, ludzi i zbroję. Sto siedemdziesiąt lat później synod wciąż skarży się, że Prusowie wolą leżeć na leśnej polanie niż na poświęconym cmentarzu.

Czytaj dalej

Ugoda z 1249 roku zabrania palić zmarłych i grzebać ich razem z końmi, ludźmi, zbroją, szatami i innymi kosztownościami, a nakazuje chować na cmentarzach, nie poza nimi.

Kronika z 1326 roku rozpisuje to szczegółowo: ze zmarłym możnym palono broń, konie, sługi i służebne, szaty, psy myśliwskie i ptaki łowne, z prostym człowiekiem zaś to, co należało do jego rzemiosła.

Ta sama kronika podaje powód: wierzono, że rzeczy spalone powstaną razem ze zmarłym i będą mu służyć jak przedtem, a kto był możny za życia, ten miał być możny i po zmartwychwstaniu.

Wstawka z 1261 roku w ruskim przekładzie kroniki Jana Malalasa, znana dopiero z odpisu z XV wieku, opisuje trzy sposoby pochówku — w ziemi, w drzewie i na stosie — i mówi, że ostatni wybierają między innymi Prusowie.

Na cmentarzysku w Krekach w Pomezanii leżą obok siebie pochówki ciałopalne z XI wieku i chrześcijańskie pochówki szkieletowe z XIII i XIV wieku.

Pochówki koni i czaszki końskie z okuciami rzędu znane są z Sambii z wieków od dziesiątego do trzynastego, a w jednym obiekcie z Klincowki naliczono ponad sto czterdzieści okuć uprzęży; na niektórych stanowiskach kości konia stanowią dziewięć dziesiątych wszystkich kości zwierzęcych.

Statuty biskupa sambijskiego z 1425 roku zakazują zgromadzeń i uczt przy pagórkach i grobach, nazywanych w miejscowej mowie geten albo cappyn.

Konstytucje synodu ryskiego z 1428 roku skarżą się, że Prusowie gardzą poświęconymi cmentarzami i wolą chować się ze zwierzętami na leśnych polanach, tam gdzie leżą ich rodzice, i że zanoszą tam zmarłym jadło.

Na cmentarzach już chrześcijańskich znajdowano w pruskich grobach monety, skorupki jaj oraz amulety z pazurów i kłów zwierzęcych, wkładane mimo zakazu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy słudzy i służebne wymienieni w kronice z 1326 roku oznaczają ludzi zabijanych przy stosie, czy jest to wyliczenie majątku — sam tekst tego nie rozstrzyga.
  • Jak długo utrzymywało się ciałopalenie: zakaz z 1249 roku i skargi z 1425 oraz 1428 roku dzieli blisko dwieście lat, a to nie dowodzi ciągłości obrzędu, tylko trwałości miejsc.
  • Wstawka o trzech rodzajach pochówku nosi datę 1261, ale znana jest z odpisu o dwa stulecia młodszego.
  • Liczby z wykopalisk — ponad sto czterdzieści okuć uprzęży w jednym obiekcie i dziewięć dziesiątych kości końskich na części stanowisk — pochodzą z jednego zestawienia i nie mają drugiego, niezależnego potwierdzenia.

Skąd to wiadomoUgoda z 1249 roku; kronika zakonna z 1326 roku; wstawka datowana na 1261 rok, znana z odpisu z XV wieku; statuty synodalne z 1425 i 1428 roku; cmentarzyska badane wykopaliskowo, między innymi w Krekach i na Sambii.

Ujście Wisły, okolice Truso, około 890 roku

Wyścig po majątek nieboszczyka

Zapis z tamtych czasów

Zmarły leżał w domu miesiąc albo dwa, bogaty i pół roku, a przez ten czas jego majątek przepijano. Resztę rozkładano wzdłuż drogi i ścigano się o nią konno.

Czytaj dalej

Około 890 roku anglosaski żeglarz Wulfstan popłynął z Hedeby do Truso u ujścia Wisły, a jego relację wpisano do staroangielskiego przekładu dziejów Orozjusza.

Zapisał, że u Estów zmarły leży niespalony w domu miesiąc, czasem dwa, a królowie i zamożni tym dłużej, im większy zostawili majątek, nawet do pół roku.

Przez ten czas dobra zmarłego są przepijane i przegrywane, a to, co zostaje, dzieli się na pięć albo sześć części i rozkłada wzdłuż drogi, największą najdalej od domu.

Potem jeźdźcy ścigają się do tych części i każdy bierze tę, do której dopadnie pierwszy, więc o spadku rozstrzyga wyścig, nie wola zmarłego.

Wulfstan dodaje, że jest wśród Estów ród potrafiący wywołać zimno i że właśnie dlatego ciało nie gnije przez te miesiące.

Na koniec zmarłego pali się razem z bronią i szatami, a jeśli zostanie choć jedna niespalona kość, trzeba za to ciężko odpokutować.

Zapisał też regułę, która nie dotyczy wyłącznie miejscowych: każdy człowiek, jakiejkolwiek mowy, ma tam po śmierci zostać spalony.

O napojach podaje, że piją miód i kobyle mleko, a piwa nie warzą, i ten sam szczegół o kobylim mleku wraca w kronice z 1326 roku, cztery stulecia później.

Napoje dzieliły stany: królowie i zamożni pili kobyle mleko, ubodzy i niewolni miód, a piwa u Estów nie warzono wcale.

Około 1075 roku Adam z Bremy zapisał o Sambach, że jadają koninę, a piją końską krew i mleko, więc szczegół o kobylim mleku wraca w trzech przekazach rozłożonych na cztery stulecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Estowie Wulfstana to Prusowie, czy szersza grupa nadbałtycka — tekst tego nie rozróżnia.
  • Sposób wywoływania zimna bywa tłumaczony raz jako technika chłodzenia, raz jako opowieść zasłyszana i niezrozumiana.
  • Samo Truso znamy z wykopalisk nad jeziorem Drużno, ale identyfikacja opiera się na położeniu i znaleziskach, nie na nazwie w tekście.
  • Samą wyprawę datuje się raz na około 880, raz na około 890 rok, bo tekst daty nie podaje, a przekład, w którym go zapisano, powstał pod koniec IX wieku.

Skąd to wiadomoRelacja żeglarska z około 890 roku, zachowana w staroangielskim przekładzie z końca IX wieku; osada targowa rozpoznana wykopaliskowo nad jeziorem Drużno.

Prusy, 997–1249

Ciało, którego nie wolno było spalić

Zapis z tamtych czasów

Skoro spaleniu podlegał każdy zmarły, odmowa stosu bywała wyrokiem. Ciała misjonarzy ćwiartowano, głowy nabijano na pal, szczątki wrzucano do wody.

Czytaj dalej

Wojciech Sławnikowic zginął wśród Prusów 23 kwietnia 997 roku, po tym jak wszedł na ziemię, którą miejscowi mieli za zamkniętą dla obcych.

Cios zadał człowiek imieniem Sicco, a napastnicy odcięli głowę i nabili ją na pal, towarzyszy zaś puścili wolno.

Najstarszy żywot spisano około 999 roku, drugi około 1004 roku, a ich opisy okoliczności i ról poszczególnych osób nie są zgodne; różnie typuje się też miejsce — okolice Pasłęka, okolice Dzierzgonia albo Sambię.

Relacja z około 890 roku mówi, że u Estów spaleniu podlegał każdy zmarły bez względu na pochodzenie, a pozostawienie choćby jednej kości niespalonej wymagało pokuty, więc przy takiej regule zostawienie całego ciała bez ognia nie jest zaniedbaniem, lecz wyrokiem.

W czasie pierwszego powstania Natangowie mieli zostawiać obdarte ciała poległych rycerzy na żer zwierzętom, zamiast je palić albo grzebać.

Kronika z 1326 roku oraz kronika oliwska z połowy XIV wieku opisują karę, w której skazanemu przywiązywano jelita do drzewa i pędzono go dookoła pnia, i obie przypisują ją dawnemu prawu pruskiemu.

W pruskich bagnach, jeziorach i rzekach znajdowano ludzkie szczątki, także same głowy, ale ich rozpiętość w czasie sięga od epoki kamienia po pierwszą połowę pierwszego tysiąclecia i nie wiąże się z jednym rodzajem śmierci.

Autor drugiego żywotu, Brunon z Kwerfurtu, zostawił go w dwóch redakcjach, z 1004 i 1008 roku, a sam zginął w 1009 roku na pograniczu pruskim, litewskim i ruskim, przy czym dzień jego śmierci podawany bywa jako 14 lutego albo 9 czy 14 marca.

Rany dostał tylko Wojciech: jego przyrodni brat Radzim Gaudenty i ksiądz Benedykt Bogusza wyszli z tego żywi i to jest jedyny szczegół, co do którego oba żywoty się nie rozchodzą.

Miejsca, które wskazuje się jako pobojowisko, noszą dziś nazwy Święty Gaj pod Pasłękiem, Pachoły nad Dzierzgoną oraz Tenkitten koło dawnego Fischhausen na Sambii.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rola Sicca opisana jest inaczej w żywocie z około 999 roku, a inaczej w tym z około 1004 roku; późniejsza tradycja robi z niego kapłana, najstarszy tekst tego nie przesądza.
  • Miejsce śmierci z 997 roku pozostaje sporne i wskazywane bywają trzy różne okolice.
  • Depozytów z bagien nie da się przypisać ani karze, ani ofierze, bo rozciągają się na tysiąclecia.
  • Rola Sicca rozchodzi się między żywotami: w drugim, młodszym o kilka lat, występuje on jako pogański ofiarnik mszczący brata zabitego przez Polan, a najstarszy przekaz tego tła nie podaje — pogański kapłan nie jest więc dopiskiem późnej legendy, tylko różnicą między dwoma wczesnymi tekstami.

Skąd to wiadomoŻywoty z około 999 i 1004 roku; relacja żeglarska z około 890 roku; kronika zakonna z 1326 roku i kronika oliwska z połowy XIV wieku; znaleziska bagienne o bardzo szerokim datowaniu.

Prusy w kronice zakonnej z 1326 roku

Jeden rozdział na całą wiarę Prusów

Zapis po chrzcie

Wszystko, co zakonny kronikarz napisał o religii Prusów, mieści się w jednym rozdziale — i nie pada w nim ani jedno imię boga.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga, kapłan zakonu, ukończył kronikę ziemi pruskiej w 1326 roku i ofiarował ją wielkiemu mistrzowi Wernerowi von Orseln.

Cały opis wierzeń i obyczajów Prusów to jeden ustęp, piąty rozdział trzeciej księgi, i nie ma w nim ani jednego imienia bóstwa, choć ugoda, którą zakon sam zaprzysiągł w 1249 roku, jedno imię wymienia.

Kronikarz pisał o Prusach w czasie przeszłym, a o Litwinach w teraźniejszym, wprost zaznaczając, że to teraz Litwini palą ofiarę — granica między dawnym a bieżącym jest w tym tekście postawiona świadomie.

Prusy były wtedy podbite od dawna, bo Jaćwież poddała się w 1283 roku, a ostatni zryw w Natangii i Sambii przypadł na 1295 rok.

Pisał trzy lata po listach Giedymina z 1322 i 1323 roku, w których wielki książę litewski dał nadzieję na chrzest przez franciszkanów, więc zakon mógł stracić rację istnienia i potrzebował dowodu, że sam chrzest nie wystarcza.

Otwarcie rozdziału — że nie znali Boga i błądząc czcili wszelkie stworzenie: słońce, księżyc i gwiazdy, gromy, ptaki, czworonogi, aż po ropuchę — powtarza formułę znaną z Listu do Rzymian, tyle że węża zamieniono w nim na ropuchę.

Nieustający ogień opisano przez odesłanie do dawnego prawa, czyli do Księgi Kapłańskiej, a nie do czegokolwiek pruskiego.

W tym samym rozdziale stoją zalety brzmiące jak reguła zakonna: pogarda dla drogich szat i wyszukanego jedzenia, zakaz żebrania, ubodzy jadający bez wstydu od domu do domu.

Obok nich kronikarz umieścił zawody w piciu do upadłego, kupowanie żon, krwawą zemstę bez możliwości pojednania i liczenie dni przez węzły na pasku — obraz ludzi raczej prostych niż złych.

Pracę zaczęto w 1324 roku i skończono dwa lata później, a kronikarz nie zbierał relacji od Prusów, tylko rozwinął starszy, dziś zaginiony tekst i pisma zakonne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z tego kronikarz usłyszał od pruskich rozmówców, a ile złożył z formuł, którymi dysponował.
  • Zmienność czasów gramatycznych może być jego zamysłem albo pomyłką kopisty, bo autografu nie ma.
  • Spór o to, czy rozdział jest relacją, czy przykładem budującym, toczy się od dwustu lat i nie został rozstrzygnięty.
  • Nie da się rozstrzygnąć, ile w rozdziale pochodzi z owej zaginionej podstawy, a ile dopisał sam kronikarz, bo tamtego tekstu nie ma z czym porównać.

Skąd to wiadomoKronika zakonna ukończona w 1326 roku, znana z odpisów; jej niemiecki przekład wierszowany sprzed połowy XIV wieku; ugoda z 1249 roku jako materiał porównawczy.

Nadrowia w kronice z 1326 roku

Romowe i człowiek zwany Kriwe

Zapis po chrzcie

Miejsce miało brać nazwę od Rzymu, a jego mieszkaniec być czczony jak papież. Poza tą jedną kroniką żadne średniowieczne pismo o nim nie wie.

Czytaj dalej

Kronika z 1326 roku umieszcza w Nadrowii miejsce zwane Romow i od razu tłumaczy nazwę, wywodząc ją od Rzymu.

Mieszkał tam ktoś zwany Kriwe, czczony — jak pisze kronikarz — za papieża, bo na jego skinienie kierowali się nie tylko Prusowie, ale i Litwini, i ludy Inflant.

Jego posłaniec z laską albo innym znakiem przechodził granice pogańskich ziem i doznawał czci od królów, możnych i pospólstwa, sam zaś Kriwe podtrzymywał nieustający ogień.

Po zwycięstwie oddawano mu trzecią część zdobyczy, a on ją palił.

Gdy bliscy zmarłego przychodzili pytać, czy tej nocy albo tego dnia ktoś przechodził koło jego domu, Kriwe bez wahania wyliczał, co zmarłemu przypadło z szat, broni, koni i służby, a na dowód wskazywał ślad włóczni zostawiony na nadprożu.

Ani imię Kriwe, ani nazwa Romowe nie pojawiają się w ugodzie z 1249 roku, która przecież wymienia z nazwy tych ludzi obrzędu, o których zakon wiedział.

Podobnie brzmiące nazwy wracają później i gdzie indziej: Romene w tej samej kronice, ale na Litwie, oraz Romagyn w kronice inflanckiej z lat siedemdziesiątych XIV wieku.

Miejsca nigdy nie odnaleziono, choć zakon panował w Nadrowii przez półtora stulecia, a poszukiwania prowadzono i w czasach późniejszych.

Postać rosła z każdym przepisaniem: w kronice krakowskiego kanonika Jana Długosza, pisanej w drugiej połowie XV wieku, Kriwe karze śmiercią za nieposłuszeństwo i to on wydaje rozkaz zabicia Wojciecha w 997 roku — czego żywoty z około 999 i 1004 roku nie znają.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Romowe istniało i gdzie leżało — wywód nazwy od Rzymu jest kronikarski, nie pruski, a inne wywody nie zostały wykazane.
  • Samo imię Kriwe wiąże się raz z zakrzywioną laską zwołującą zebranie, raz ze słowem oznaczającym krzywy.
  • Zwierzchnictwo jednego człowieka nad Prusami, Litwą i Inflantami nie ma potwierdzenia w żadnym akcie politycznym z tamtych stuleci, a układy zawierano z poszczególnymi ziemiami.
  • Wywodzenie kronikarskiego porównania do papieża ze staropruskiego słowa oznaczającego duchownego jest domysłem: to słowo samo jest zapożyczeniem z niemieckiego i poświadczono je dopiero w słowniczku przepisanym około 1400 roku, a więc długo po 1326.

Skąd to wiadomoKronika zakonna z 1326 roku, jedyny przekaz o Kriwem; kronika inflancka z lat siedemdziesiątych XIV wieku dla samej nazwy; ugoda z 1249 roku, w której tego nie ma.

Prusy, 997–1428

Gaje, pola i wody, w których nie wolno było ciąć

Zapis z tamtych czasów

Kościoły miały być tak okazałe, żeby Prusowie woleli modlić się w nich niż w lesie. To zdanie z 1249 roku mówi więcej niż niejeden opis obrzędu.

Czytaj dalej

Kronika z 1326 roku podaje, że Prusowie mieli gaje, pola i wody za święte tak dalece, iż nie śmieli w nich ciąć, uprawiać ani łowić ryb.

Ugoda z 1249 roku każe wznieść i wyposażyć kościoły tak, by modlitwa i ofiara były w nich przyjemniejsze niż w lesie, a jest to świadectwo współczesne złożone przez stronę, która nie miała powodu tego zmyślać.

Wojciech Sławnikowic zginął w 997 roku po wejściu na grunt uznawany przez miejscowych za zastrzeżony.

Statuty biskupa sambijskiego z 1425 roku zakazują uczt przy pagórkach i grobach zwanych geten albo cappyn, a drugie z tych słów wraca w pruskich nazwach terenowych oznaczających cmentarzysko lub kurhan.

Konstytucje synodu ryskiego z 1428 roku mówią o chowaniu się na leśnych polanach, tam gdzie pochowani byli rodzice, a więc o miejscach, nie o budowlach.

Opisy granic zachowały nazwy takie jak jezioro Święte, zapisane w 1351 roku, i pole Curhsadel z 1254 roku, a obok nich określenia w rodzaju cmentarza pruskiego.

Formuła, którą wolni spod Olsztynka gaili pruski sąd ziemski, zapisana w zwodzie prawa z XIV wieku, wiąże sąd głęboko jak jezioro Gilbing, wysoko jak dąb i mocno jak kamień.

Zakonny opis nie wspomina ani o świątyni z dachem, ani o posągach w gaju — mówi wyłącznie o zakazie ręki: nie ciąć, nie orać, nie łowić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zakaz obejmował całe uroczyska, czy pojedyncze drzewa i źródła — źródła mówią o miejscach, nie podają granic.
  • Ilu takich miejsc to dotyczyło i jak długo je omijano; nazwy terenowe z XIV wieku poświadczają nazwę, nie obrzęd.
  • Czy zakaz dotyczył wszystkich mieszkańców, czy tylko obcych — opis z 997 roku da się czytać na oba sposoby.
  • Karta łączy dwa stopnie świadectwa: zdanie z ugody z 1249 roku i śmierć z 997 roku są współczesne obrzędowi, a zakaz cięcia, orania i łowienia znamy wyłącznie z kroniki pisanej dwa pokolenia po podboju, o ludziach opisanych w czasie przeszłym.

Skąd to wiadomoŻywot z około 999 roku; ugoda z 1249 roku; opisy granic z 1254 i 1351 roku; kronika zakonna z 1326 roku; pruski zwód prawa z XIV wieku; statuty synodalne z 1425 i 1428 roku.

Prusy i Litwa w kronice z 1326 roku

Losy rzucane przed każdą rzeczą ważną

Zapis po chrzcie

Zanim Prus zaczynał rzecz poważną, pytał losami, czy wyjdzie dobrze. Konia przed ofiarą zaganiano biegiem tak, że ledwie stał na nogach.

Czytaj dalej

Kronika z 1326 roku podaje, że Prusowie rzadko zaczynali rzecz godną uwagi, nie zapytawszy wpierw bogów przez rzucenie losów wedle własnego obrzędu, czy ma się im powieść.

Ta sama kronika opisuje ofiarę po zwycięstwie: trzecia część łupu szła do Kriwego, który to palił.

O koniu kronikarz pisze w czasie teraźniejszym i o Litwinach, nie o Prusach — zanim go spalą, męczą go biegiem tak, że ledwie stoi na nogach.

Zapisał też, że jedni nie śmieli dosiadać koni karych, drudzy białych albo innej maści, i że powodem byli ich bogowie.

Tuż przed rozdziałem o wierzeniach stoi opowieść o galindzkiej wieszczce, która za namową kobiet nakłoniła mężczyzn, by ruszyli do bitwy bez broni; wszyscy zginęli, a podżegaczki poszły w niewolę.

Zaraz po nim idzie anegdota o zakonnym wójcie Sambii, który leczył Prusa ze strachu przed białymi końmi, kupując mu kolejne, aż przestały padać.

Ugoda z 1249 roku każe Prusom porzucić wróżby tuliszów i ligaszów, uznając wróżbiarstwo za rzecz, którą trzeba wymienić z nazwy i zakazać osobno.

Kronikarz nie podaje, czym rzucano ani jak odczytywano wynik, bo łacińskie „missa sorte” mówi tylko tyle, że losy rzucano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym były owe losy — patykami, włócznią, koniem prowadzonym pod skrzyżowanymi drzewcami; źródło nie precyzuje, a odpowiedzi bierze się z porównań z sąsiadami, co jest domysłem, nie zapisem.
  • Czy zakaz dosiadania koni pewnej maści obowiązywał ród, wieś, czy pojedynczego człowieka.
  • Opowieść o wieszczce zbudowana jest jak przestroga i nie musi opisywać konkretnego zdarzenia.
  • Anegdota o wójcie Sambii, który wyleczył Prusa z lęku przed białymi końmi, jest w kronice pochwałą zakonnej dobroci i tak trzeba ją czytać, zanim się z niej wyciągnie cokolwiek o pruskiej wierze.

Skąd to wiadomoKronika zakonna z 1326 roku, rozdziały czwarty, piąty i szósty księgi trzeciej; ugoda z 1249 roku.

Prusy, lata 1517–1529

Kronika, która dobudowała Prusom świątynię

Zapis po chrzcie

Sztandar Widewuta, trzej bogowie na wiecznie zielonym dębie i arcykapłan nad arcykapłanami — wszystko to pojawia się po raz pierwszy trzysta lat po podboju.

Czytaj dalej

Szymon Grunau, dominikanin z Tolkmicka, pisał swoją kronikę pruską między 1517 a 1529 rokiem i doprowadził ją do 1525 roku, czyli do chwili, gdy zakonne Prusy stały się świeckim księstwem.

Od niego pochodzą Widewuto i Bruteno, sztandar, siedziba zwana Rickoyoto, wiecznie zielony dąb z trzema wizerunkami — Patollo, Patrimpo i Perkuno — wieczny ogień, Kriwe-Kriwajto oraz wajdeloci.

Przeniósł świętą siedzibę z Nadrowii, gdzie umieszczała ją kronika z 1326 roku, do Sambii, a więc poprawił źródło, na które się powoływał.

Dąb obwieszony trzema wizerunkami odpowiada opisom świątyni szwedzkiej, znanym z piśmiennictwa XI wieku, lepiej niż czemukolwiek pruskiemu.

Curche, jedyne imię z ugody z 1249 roku, wraca u niego jako bóg pokarmu i napoju, obdarzony dębem w Świętomiejscu i głazem nad Zalewem Wiślanym, gdzie rybacy mieli składać pierwsze złowione ryby.

Zostawił też około stu słów pruskich, jedno z niewielu świadectw wymarłego języka, ale zapisane przez niego Ojcze nasz jest łotewskie i kurońskie, nie pruskie.

Powołał się na zaginioną księgę biskupa Chrystiana, zmarłego w 1245 roku, która miała się opierać na pismach księdza Jarosława i na zapiskach niejakiego Dywonysa; żadnego z tych rękopisów nikt nigdy nie widział.

Na druk kronika czekała do 1876 roku, ponad trzysta lat po śmierci autora, ale odpisy krążyły od XVI wieku i to one wprowadziły jego bogów do obiegu jako rzekomo dawny opis pruskiej wiary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie zostało wykazane, by cokolwiek u niego pochodziło z niezależnej tradycji miejscowej, ale nie da się tego też wykluczyć, bo nie ma z czym porównywać.
  • Data ukończenia poszczególnych partii jest sporna, bo tekst rósł przez kilkanaście lat i znamy go z odpisów różniących się między sobą.
  • Liczba zapisanych przez niego słów pruskich bywa podawana rozmaicie, a ich wersje w odpisach mocno się rozchodzą.

Skąd to wiadomoKronika pruska pisana w latach 1517–1529, znana z odpisów; kronika zakonna z 1326 roku, z którą się rozmija; ugoda z 1249 roku jako jedyne starsze poświadczenie wspólnego imienia.

Warmia i Sambia, 1418–1561

Dwa imiona w 1418 roku, dziesięć w 1530

Zapis po chrzcie

Im później ktoś spisywał pruskich bogów, tym dłuższą miał listę. Pierwsza, z 1418 roku, ma dwie pozycje, spis z 1530 roku już dziesięć.

Czytaj dalej

W 1418 roku biskup warmiński wysłał papieżowi Marcinowi V memoriał, w którym przypominał zasługi zakonu i pisał, że Prusowie nie czczą już Patollu i Natrimpe.

Nie jest nawet pewne, czy są to dwa imiona, bo „patollu” bywa czytane jako przymiotnik znaczący piekielny, dopowiedziany do Natrimpe.

Konstytucje synodalne z 1530 roku wyliczają już dziesięć bóstw i przypisują im rzymskie odpowiedniki: Occopirmus, Swaixtix, Auschauts, Autrimpus, Potrimpus, Bardoayts, Pilnitis, Parcuns, Pecols i Puschkayts.

Tak zwana książeczka sudawska, pisana po niemiecku w XVI wieku i wydrukowana w 1561 roku, porządkuje bogów od nieba przez ziemię po podziemie i szczegółowo opisuje ofiarę z kozła.

Ta sama książeczka podaje, że pod koniec XIII wieku przesiedlono do Sambii od tysiąca pięciuset do tysiąca sześciuset Sudawów i że w ich kącie utrzymały się dawne obrzędy.

Czy książeczka sudawska jest starsza od konstytucji z 1530 roku, czy je przepisuje, nie zostało wykazane, a obie kolejności dają się obronić.

Wszystkie te spisy powstały po tym, jak kraj był chrześcijański od kilkunastu pokoleń, i żaden nie pochodzi od człowieka, który sam uczestniczył w obrzędzie.

Poza imieniem Curche z 1249 roku są to jedyne pruskie imiona boskie w dokumencie średniowiecznym — dwa, i to w piśmie powstałym sto trzydzieści pięć lat po tym, jak poddała się ostatnia z pruskich ziem w 1283 roku.

W spisie z 1530 roku nie ma ani jednej bogini i nie ma w nim Curche, czyli jedynego imienia zapisanego wtedy, gdy kult jeszcze trwał — lista rośnie więc obok najstarszego świadectwa, a nie z niego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba bóstw rośnie z każdym przepisaniem i nie wiadomo, gdzie kończy się zapis, a zaczyna porządkowanie na wzór rzymski.
  • Zależność między spisem z 1530 roku a książeczką sudawską jest sporna i argumenty padają w obie strony.
  • Podana liczba przesiedlonych, od tysiąca pięciuset do tysiąca sześciuset, znana jest tylko z tego jednego tekstu i nie ma potwierdzenia.

Skąd to wiadomoMemoriał biskupi z 1418 roku; konstytucje synodalne z 1530 roku; książeczka sudawska z XVI wieku, drukowana w 1561 roku; ugoda z 1249 roku jako jedyny starszy zapis imienia bóstwa.

Warmia, Mazury i Prusy Wschodnie, XVII–XIX wiek

Co zostało we wsi po ostatnim Prusie

Zebrane z ust

Ostatni snop przebierano za dziada jeszcze w XIX wieku, a krzywą laskę zwołującą wieś zbierano do muzeów — tyle że laska zwoływała, nie błogosławiła.

Czytaj dalej

Język pruski zamilkł około początku XVIII wieku, a głód i zaraza z lat 1709–1711 zabrały wielu z ostatnich mówiących.

Zanim zamilkł, zapisano go niewiele: zdanie z 1369 roku, słowniczek elbląski z ośmiuset dwóch słów, spisany około 1400 roku, dwa katechizmy wydrukowane w Królewcu w 1545 roku po sześć stron każdy oraz Enchiridion z 1561 roku, sto trzydzieści dwie strony, przełożony przez Abla Willa z pomocą Prusa imieniem Paweł Megott.

Pamięć o dawnych cmentarzyskach trwała na Warmii i w Prusach po wiek XVII, a nazwy typu kapurna, znaczące cmentarzysko albo kurhan, siedzą w opisach granic.

Na chrześcijańskich już cmentarzach znajdowano w grobach monety, skorupki jaj oraz amulety z pazurów i kłów zwierzęcych.

W XIX wieku na Mazurach i na Litwie z ostatniego snopa robiono postać zwaną dziadem albo babą, a zwyczaj ten zestawia się z figurą, którą ugoda z 1249 roku kazała porzucić, choć dzieli je ponad pół tysiąca lat.

Krywula, karbowana laska obnoszona od domu do domu, żeby zwołać zebranie wsi, dotrwała w Prusach Wschodnich do XIX wieku i trafiła do zbiorów miejscowych towarzystw.

Nazwa krywuli brzmi jak imię Kriwe z kroniki z 1326 roku i to podobieństwo bywa podawane za dowód ciągłości, tymczasem przedmiot służy do zwoływania, nie do obrzędu.

Ludu, który mógłby te zwyczaje objaśnić, już wtedy nie było, bo zapisy z XIX wieku pochodzą od niemiecko- i polskojęzycznych sąsiadów Prusów, nie od nich samych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy dziad z ostatniego snopa ma cokolwiek wspólnego z bałwanem z 1249 roku, czy jest zwyczajem rolniczym szeroko rozpowszechnionym i niezależnym.
  • Czy nazwę krywuli i imię z kroniki łączy coś więcej niż brzmienie.
  • Data zamilknięcia języka jest przybliżona, bo nie ma zapisu o ostatnim mówiącym, a podawane bywają lata od końca XVII wieku po połowę XVIII.

Skąd to wiadomoZdanie pruskie z 1369 roku; słowniczek z około 1400 roku; katechizmy z 1545 i 1561 roku; opisy granic i księgi kościelne z XVI–XVIII wieku; zapisy zwyczajów z XIX wieku.

Europa Środkowa i Bałtyk, XIX–XXI wiek

Świątynia dobudowana po fakcie

Złożone później

Kapłanki, stopnie wtajemniczenia i wiecznica, którymi obrósł obraz Bałtów, nie mają średniowiecznego zapisu. Mają za to datę: wiek XIX i XX.

Czytaj dalej

Dąb z trzema wizerunkami i nieustający ogień, opisane po raz pierwszy w kronice z lat 1517–1529, stały się w XIX wieku obrazem bałtyjskiej świątyni z kapłankami i hierarchią, na którą nie ma ani jednego zapisu sprzed podboju.

Słowo wajdelota, wzięte z tej samej kroniki, weszło do polszczyzny przez poemat z 1828 roku i stamtąd do mowy potocznej jako określenie pogańskiego pieśniarza.

Rekonstrukcje oparte na porównaniach indoeuropejskich potrafią wskazać, jak mogło brzmieć imię albo jaką funkcję pełniło bóstwo, ale wskazują możliwość, nie zapis, i tak trzeba je czytać.

Łotewskie dainy, z których czerpie się dziś obrazy bałtyjskiej wiary, zaczęto zbierać masowo dopiero pod koniec XIX wieku, a datowanie ich treści pozostaje sporne.

Ruch Romuva bierze nazwę od miejsca wymienionego w kronice z 1326 roku, ale własną historię liczy od XX wieku, bo pierwsze publiczne obchody letniego święta odbyły się w 1967 roku.

Wspólnotę zarejestrowano na Litwie w 1992 roku, w 1995 roku uznano ją za religię nietradycyjną, w 2019 roku parlament odmówił jej statusu tradycyjnej, w 2021 roku trybunał europejski rozstrzygnął na jej korzyść, a pełne uznanie przyszło w 2024 roku; spis z 2021 roku podał niecałe cztery tysiące wyznawców.

Po stronie pruskiej nie ma nawet takiej ciągłości do przerwania, bo język zamilkł około 1700 roku, a lud przestał istnieć jako odrębna wspólnota jeszcze wcześniej.

Wszystko, co wiemy o wierze Prusów, mieści się w kilkunastu zapisach obcych: najstarszy powstał około 890 roku, najszerszy opis dała kronika z 1326 roku, a ugoda z 1249 roku jest jedynym aktem, w którym głos zabrali sami Prusowie — po to, żeby się tej wiary wyrzec.

Spis z 2001 roku naliczył na Litwie około tysiąca dwustu wyznawców Romuvy, spis z 2011 roku około pięciu tysięcy stu, a spis z 2021 roku 3917 — liczba raz rośnie, raz spada i w ciągłość się nie układa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy w dziewiętnastowiecznym obrazie bałtyjskiej świątyni jest jakiekolwiek jądro dawnej tradycji, czy jest on w całości złożony z kroniki z XVI wieku i literatury romantycznej.
  • Datowanie treści łotewskich pieśni — zbierano je od końca XIX wieku, a proponowane metryki sięgają od średniowiecza po wiek XVIII.
  • Czego z pruskich obrzędów nie da się już rozstrzygnąć dokumentem, bo przeszło w mowie do sąsiadów, zanim ostatni mówiący umarli.

Skąd to wiadomoKronika pruska z lat 1517–1529 jako źródło obrazu; literatura i zbiory pieśni XIX wieku; akty prawne i rejestry wyznaniowe z lat 1992, 1995, 2019, 2021 i 2024.

Pięćdziesiąt dwa lata wojny

Ci, którzy podbili Prusów, spisali ich wiarę

Między pierwszą przeprawą zakonnych oddziałów przez Wisłę a poddaniem się ostatniej pruskiej ziemi minęły pięćdziesiąt dwa lata, a kronika ukończona w 1326 roku liczy je jako pięćdziesiąt trzy, bo rachunek zaczyna rok wcześniej. W tym właśnie czasie powstały wszystkie akta, w których Prusowie mają imiona, daty i własne słowa — tyle że spisała je strona wygrywająca, w domach zakonnych i w kancelariach legatów. Bulle, traktaty i kroniki zebrane niżej nie są tłem dla wierzeń; są jedynym naczyniem, w jakim te wierzenia do nas dotarły, a naczynie ma swój własny kształt i trzeba go znać, zanim zajrzy się do środka.

Prusowie i ziemia chełmińska, XIII wiek

Złota bulla z Rimini

Zapis z tamtych czasów

Cesarski przywilej datowany na marzec 1226 oddaje zakonowi ziemię chełmińską i wszystko, co ten zdobędzie na Prusach. Sporne jest, kiedy naprawdę spisano zachowany tekst.

Czytaj dalej

Kłopot zaczyna się przy nadaniu księcia Konrada mazowieckiego, o którym przywilej mówi jak o rzeczy już dokonanej. Zachowane po stronie mazowieckiej pisma o tym nadaniu noszą daty z 1228 i 1230 roku, a więc późniejsze niż dokument, który je zakłada. Do lat trzydziestych XIII wieku zakon nie powołuje się zresztą na cesarski przywilej w sporach o tę ziemię, choć powołanie się byłoby dla niego korzystne.

Stąd zarzut, że zachowany egzemplarz spisano około 1235 roku i opatrzono datą wsteczną. Z samego dokumentu wyprowadzić się tego nie da: nie zostało wykazane ani że opieczętowano go w marcu 1226 roku, ani że sfabrykowano go w całości. Trzeba też widzieć, czego ten papier nie zmieniał — cesarz rozdawał ziemię, której nie posiadał i na której nigdy nie stanął.

Przywilej nosi datę marcową z 1226 roku i miejsce wystawienia Rimini. Zakonowi i jego mistrzowi Hermanowi von Salza oddaje ziemię chełmińską, ziemię lubawską oraz wszystko, co bracia zdobędą na Prusach, i to z uprawnieniami książąt Rzeszy: z prawem sądu, ceł, mennicy i obsadzania urzędów, bez ciężarów na rzecz cesarstwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zachowany egzemplarz jest tym, który opieczętowano w marcu 1226 roku, czy późniejszą redakcją z datą wsteczną — nie zostało wykazane.
  • Argument za antydatowaniem opiera się na porównaniu formuł z aktami mazowieckimi i na milczeniu zakonu przez pierwsze lata; ani jedno, ani drugie nie rozstrzyga sprawy samo.
  • Czy Fryderyk II przebywał w Rimini w marcu 1226 roku, rozstrzyga się na podstawie jego itinerarium, a nie samego przywileju; karta nie wskazuje żadnego innego aktu wystawionego tam wtedy.

Skąd to wiadomoPrzywilej cesarza Fryderyka II, Rimini, data w dokumencie: marzec 1226

Prusowie, Mazowsze i ziemia chełmińska, XIII wiek

Akt kruszwicki

Zapis po chrzcie

Dokument z datą 16 czerwca 1230 oddaje zakonowi ziemię chełmińską na wieczną własność. Oryginał nie zachował się, a formuły idą tuż za cesarskim przywilejem.

Czytaj dalej

Tekst przedstawia księcia Konrada mazowieckiego, który w Kruszwicy oddaje zakonowi ziemię chełmińską wraz z Nieszawą oraz wszystko, co bracia odbiorą Prusom, w posiadanie wieczyste i zupełne, zrzekając się przy tym własnych roszczeń do tych obszarów. Data w akcie to 16 czerwca 1230 roku.

Oryginał nie zachował się; rzecz znana jest z odpisów przechowywanych przez stronę obdarowaną. Dokument z 1228 roku opisuje układ węższy, w którym książę zachowuje zwierzchność, a ziemia idzie braciom do używania. Formuły aktu kruszwickiego biegną natomiast blisko cesarskiego przywileju, a w późniejszych sporach z książętami mazowieckimi i z Polską to właśnie on był głównym tytułem zakonu.

Czego z zarzutu podrobienia wyciągnąć nie wolno: że Konrad nie sprowadził zakonu i niczego mu nie dał. Sprowadził i dał — spór dotyczy rozmiaru oraz trwałości nadania, nie samego faktu. Nie zostało też wykazane, kto i w którym roku sporządził tekst w tej postaci, w jakiej go czytamy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kto i kiedy nadał aktowi zachowane brzmienie — nie zostało wykazane.
  • Stosunek aktu z 1230 roku do dokumentu z 1228 rozstrzyga się wyłącznie przez porównanie formuł, bo świadków obu czynności nie da się już zestawić.
  • Dokument znamy wyłącznie z odpisów strony, która na nim zyskiwała; żaden egzemplarz z pieczęcią księcia nie dotarł do naszych czasów.

Skąd to wiadomoAkt księcia Konrada mazowieckiego, Kruszwica, data w tekście: 16 czerwca 1230; znany z odpisów

Prusowie, wszystkie ziemie pruskie, XIII wiek

Prusy jako własność świętego Piotra

Zapis z tamtych czasów

Bulla wydana w Rieti 3 sierpnia 1234 bierze ziemie odebrane Prusom na własność Stolicy Apostolskiej i oddaje je zakonowi w posiadanie.

Czytaj dalej

Bulla wydana w Rieti 3 sierpnia 1234 roku przez papieża Grzegorza IX przyjmuje ziemię odebraną Prusom i tę, która zostanie odebrana, w prawo i własność świętego Piotra, a następnie oddaje ją zakonowi w posiadanie, bez innego ciężaru niż uznaniowy czynsz na znak zwierzchności.

Od tej chwili zakon trzymał ten sam obszar z dwóch tytułów naraz: cesarskiego z 1226 roku i papieskiego z 1234. Wobec książąt mazowieckich i pomorskich sięgał po ten drugi, bo stawiał spór poza zasięgiem sądów świeckich. Ten sam tytuł sprawił, że granice diecezji rysował w 1243 roku legat, a nie król, i że pokój z 1249 roku zawierano przy papieskim pośredniku.

Dla podbijanych zmieniało to adresata skargi: kto miał żal do zakonu, pisał do Rzymu, bo tam leżał tytuł własności. Stąd bierze się osobliwość całego materiału o wierzeniach — sporo z tego, co o pruskich obyczajach wiadomo, przetrwało w aktach kancelarii papieskiej i w układach zawieranych przy legatach, a nie w księgach jakiegokolwiek pruskiego sądu, bo takich ksiąg nigdy nie było.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Uznaniowy czynsz jest w bulli wymieniony, ale rachunków z jego płacenia z tych dziesięcioleci nie ma.
  • Czy zakon uważał tytuł papieski za nadrzędny wobec cesarskiego, czy za równoległy — z dokumentów wynika tylko to, po który sięgał w konkretnym sporze.

Skąd to wiadomoBulla papieża Grzegorza IX, Rieti, 3 sierpnia 1234

Prusowie i Sambia, XIII wiek

Odpust taki jak za Ziemię Świętą

Zapis z tamtych czasów

Od 1217 roku wyprawa na Prusów daje to samo odpuszczenie co wyprawa do Jerozolimy, a od 1245 zakon może zwoływać krzyżowców bez pytania o zgodę za każdym razem.

Czytaj dalej

Odpuszczenie win dla idących na Prusów zrównano z tym, które przysługiwało idącym do Ziemi Świętej, w bullach papieża Honoriusza III z lat 1217 i 1218. W następnym dziesięcioleciu głoszenie tej wyprawy w Niemczech, Polsce, Czechach i na Morawach powierzono zakonowi kaznodziejskiemu, co dało stałą sieć kościołów, z których ambon wzywano do udziału.

W 1245 roku papież Innocenty IV pozwolił zakonowi zwoływać krzyżowców własnym staraniem, bez występowania za każdym razem o osobne pozwolenie. Skutek widać w rytmie wojny: rycerstwo przyjeżdżało na jeden sezon, najchętniej zimą, gdy bagna i rzeki zamarzały i dawały drogę wojsku, po czym wracało do siebie, a w zamkach zostawała stała załoga.

Jak to działało, widać na wyprawie z zimy 1254 na 1255 rok, gdy do Sambii wszedł król czeski Przemysł Ottokar II wraz z margrabią brandenburskim Ottonem III. Po tej wyprawie Sambia się poddała, a założony wtedy zamek dostał imię od czeskiego króla i nazywa się dziś Królewiec. Taka wyprawa trwała tygodnie; zapisy o wierzeniach zostawili nie jej uczestnicy, lecz ci, którzy zostawali na miejscu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiadomość o nadaniu zamkowi imienia od czeskiego króla pochodzi z kroniki spisanej siedemdziesiąt lat później, nie z dokumentu fundacyjnego.
  • Liczebności wypraw krzyżowych do Prus podawane są wyłącznie w kronikach i nie mają pokrycia w rachunkach.

Skąd to wiadomoBulle papieży Honoriusza III (1217-1218) i Innocentego IV (1245); wyprawa zimy 1254/1255

Pomezanowie, dolina Wisły i Dzierzgoni, XIII wiek

Bitwa nad Sirgune

Zapis po chrzcie

Zimą 1233/1234 nad rzeką Dzierzgoń wojska zakonu i pięciu chrześcijańskich książąt rozbiły siły Pomezanii; od tej pory zakon budował tam bez przerwy.

Czytaj dalej

Zakon szedł wzdłuż wody i każdy krok znaczył zamkiem: Toruń w 1231 roku, Chełmno w 1232, Kwidzyn w 1233, Radzyń w 1234, dalej Elbląg w 1237 i Bałga w 1239. Zimą 1233 na 1234 rok doszło nad rzeką Dzierzgoń, którą kronika nazywa Sirgune, do bitwy w otwartym polu — jedynej takiej w pierwszym dziesięcioleciu wojny.

Po stronie zakonu stanęli wtedy książę Konrad mazowiecki, posiłki Henryka Brodatego, Kazimierz kujawski, Władysław Odonic oraz bracia z Pomorza, Świętopełk i Sambor. Liczba pięciu tysięcy poległych Prusów pochodzi z kroniki spisanej dziewięćdziesiąt lat później i jest jej liczbą, nie pomiarem; niezależnie od niej z dokumentów widać, że od 1234 roku budowa w Pomezanii już nie ustaje.

Warto zapamiętać skład tej armii, bo za osiem lat rozejdzie się on na dwie strony. Świętopełk bił Prusów w 1234 roku, a od 1242 walczył razem z nimi przeciw tym samym ludziom, obok których stał nad Sirgune. Podział na chrześcijan i pogan nie opisuje więc tej wojny; opisuje ją raczej rachunek za drogę wiślaną i za cła z niej pobierane.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok bitwy podawany jest raz jako 1233, raz jako 1234, bo działania szły przez zimę.
  • Liczba poległych pochodzi wyłącznie z kroniki z 1326 roku i nie ma niezależnego potwierdzenia.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej, ukończona w 1326; wydarzenie datowane na zimę 1233/1234

Prusowie, misja pruska, XIII wiek

Biskup, którego nie było na miejscu

Zapis z tamtych czasów

Chrystian, biskup Prus od 1215 roku, wpadł w pruską niewolę w 1233 i wrócił po sześciu latach do kraju, w którym o wszystkim decydował już kto inny.

Czytaj dalej

Chrystian, cysters z Oliwy, został biskupem Prus jeszcze przed przybyciem zakonu — święcenia otrzymał w latach 1215-1216. Chrzcił pruskich możnych, prowadził misję od strony Mazowsza i Pomorza, a w 1228 roku powołał wraz z księciem Konradem osobne rycerskie bractwo, zwane od swojej siedziby dobrzyńskim.

W 1233 roku dostał się do pruskiej niewoli i przesiedział w niej sześć lat. Wrócił w 1239 do kraju, w którym bractwo dobrzyńskie zostało już w 1235 wcielone do zakonu, zamki stały na jego dawnym terenie misyjnym, a wkrótce potem, w 1243 roku, legat podzielił Prusy na cztery diecezje, nie zostawiając mu zwierzchności nad całością.

Po uwolnieniu zwrócił się do Rzymu z zarzutem, że neofitów chrzci się bez nauczania i trzyma w poddaństwie. Podział z 1243 roku dawał mu wybór jednej z czterech katedr; nie objął żadnej i zmarł w 1245 roku. Jego skarga jest jednym z nielicznych głosów podważających zakonny opis podboju od strony chrześcijańskiej — obok oskarżeń wnoszonych w tych samych latach przed legatami w sporze z księciem gdańskim — a zachowała się szczątkowo, bo przechodzi przez kancelarię tej strony, do której ją kierowano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok uwolnienia podawany bywa jako 1238 albo 1239.
  • Treść jego skarg znana jest głównie z pism kurii kierowanych w tej sprawie, a nie z jego własnych dokumentów — wiadomo, co mu odpowiadano, mniej dokładnie, co wnosił.

Skąd to wiadomoPisma kurii rzymskiej z lat 1230-1245; akt powołania braci dobrzyńskich, 1228

Prusowie: Pomezania, Warmia, Sambia, ziemia chełmińska, XIII wiek

Cztery diecezje i dwie trzecie

Zapis z tamtych czasów

29 lipca 1243 roku legat papieski podzielił Prusy na cztery diecezje i przyznał zakonowi dwie trzecie ziemi w każdej z nich, a biskupowi jedną trzecią.

Czytaj dalej

29 lipca 1243 roku legat papieski Wilhelm z Modeny podzielił Prusy na cztery diecezje: chełmińską, pomezańską, warmińską i sambijską. Granice poprowadzono rzekami, a nazwy wzięto od ziem pruskich, co utrwaliło pruskie nazewnictwo w łacińskich aktach na kilka następnych stuleci, długo po tym, jak same ziemie przestały być odrębnymi wspólnotami.

W każdej diecezji dwie trzecie obszaru brał zakon, jedną trzecią biskup na uposażenie. Trzy z czterech kapituł katedralnych z czasem wcielono do zakonu, tak że ich kanonicy byli jednocześnie braćmi; poza tym układem została kapituła warmińska i to ona jako jedyna prowadziła własną politykę, także wtedy, gdy szła ona wbrew zakonowi.

Dla naszego tematu liczy się kolejność: struktura parafialna istniała na papierze wcześniej niż na ziemi. Kościół bywał wpisany do dokumentu, zanim zamieszkał przy nim ksiądz, a rejestr dziesięcin wyprzedzał chrzest tych, którzy mieli ją płacić. Opisy pruskich obrzędów robiono więc z pozycji urzędu już istniejącego, wobec ludzi, którzy jeszcze go nie uznawali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przebieg granic diecezjalnych w głębi kraju rysowano po obszarach jeszcze niepodbitych i w terenie ustalał się przez dziesięciolecia.
  • Moment wcielenia poszczególnych kapituł do zakonu rozkłada się na kilkadziesiąt lat i nie da się go podać jedną datą.

Skąd to wiadomoAkt legata Wilhelma z Modeny, 29 lipca 1243

Prusowie i Pomorze Gdańskie, XIII wiek

Chrześcijański książę po pruskiej stronie

Zapis z tamtych czasów

Od 1242 roku książę gdański wojował razem z Prusami przeciwko zakonowi. Klątwa kościelna spadła wtedy na niego, a nie na jego pogańskich sprzymierzeńców.

Czytaj dalej

Świętopełk, książę Pomorza Gdańskiego, w 1242 roku wystąpił zbrojnie przeciw zakonowi i połączył się z Prusami. Jego bracia Sambor i Racibor stanęli po przeciwnej stronie. Szło o drogę wiślaną i o cła: zakon, sadowiąc się przy ujściu i po obu brzegach, wyjmował księciu z ręki dochód z handlu, którym dotąd rozporządzał sam.

Na Świętopełka spadła klątwa, a jego ziemię obłożono interdyktem. Pokój zawarł 24 listopada 1248 roku przy legacie Jakubie z Liège, niespełna trzy miesiące przed tym, jak ten sam legat pośredniczył w Dzierzgoniu. Książę zachował władzę aż do śmierci w 1266 roku; jego pruscy sprzymierzeńcy nie zachowali nic.

15 czerwca 1243 roku nad Osą, pod Rządzem, wojsko zakonne zostało rozbite. W ciągu kilku lat zakon stracił większość tego, co zbudował od 1231 roku, a listę pięciu miejsc, które wtedy utrzymał — Elbląga, Bałgi, Torunia, Chełmna i Radzynia — zawdzięczamy kronice z 1326 roku, nie dokumentom z tamtych lat. To jest właściwa miara pierwszego powstania pruskiego: nie bunt wewnątrz opanowanego kraju, lecz wojna z chrześcijańskim księciem, w której Prusowie mieli sojusznika z zapleczem i z flotą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skalę strat zakonu nad Osą znamy z przekazów kronikarskich, nie z rachunków.
  • Które z pruskich ziem faktycznie wystąpiły u boku Świętopełka, a które tylko przestały płacić i służyć, z dokumentów nie wynika jednoznacznie.

Skąd to wiadomoUkład pokojowy z 24 listopada 1248; akta legackie z lat 1242-1248

Pomezanowie, Warmowie, Natangowie, XIII wiek

Dzierzgoń: prawa nadane pod warunkiem

Zapis z tamtych czasów

Układ z 7 lutego 1249 dał ochrzczonym Prusom wolność osobistą, prawo do majątku i do sądu — i zastrzegł w tym samym tekście, że odstępstwo te prawa kasuje.

Czytaj dalej

Stronami układu z 7 lutego 1249 roku byli zakon oraz neofici trzech ziem: Pomezanii, Warmii i Natangii. Sambia i Barcja nie brały w nim udziału, bo nie były jeszcze podbite — Sambia poddała się dopiero po zimowej wyprawie z przełomu 1254 i 1255 roku. Pośredniczył Jakub, archidiakon Liège, legat papieski, i to przy nim spisano całą rzecz.

Ochrzczonym przyznano wolność osobistą, prawo nabywania, sprzedawania i dziedziczenia majątku, prawo pozywania i odpowiadania przed sądem kościelnym oraz świeckim, a także drogę do święceń i do pasa rycerskiego. Jest to komplet zdolności, które w tamtym stuleciu czyniły człowieka wolnym, i nadano je na piśmie, nie obiecano ustnie przy ognisku.

Po drugiej stronie stały zobowiązania: wznieść i uposażyć kościoły — trzynaście w Pomezanii, sześć na Warmii, trzy w Natangii — chrzcić niemowlęta w oznaczonym terminie i odstąpić od wyliczonych w akcie obrzędów. Zawias całego tekstu tkwi jednak w zastrzeżeniu, że nadane prawa trwają tak długo, jak długo dochowana jest wiara; powrót do dawnych obrzędów cofał człowieka w niewolność.

Warto dopowiedzieć, co się stało z pośrednikiem. Jakub z Liège został 29 sierpnia 1261 roku papieżem jako Urban IV, jedenaście miesięcy po wybuchu wielkiego powstania. Ten, kto ręczył za wolności nadane w Dzierzgoniu, wzywał teraz do wyprawy przeciw ludziom, którzy te wolności utracili z mocy klauzuli wpisanej do tekstu przy jego własnym udziale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Mowa tu o stronie prawnej i politycznej układu; jego postanowienia obrzędowe opisano osobno.
  • Nie wiadomo, ilu Prusów o treści układu w ogóle się dowiedziało — stronę pruską reprezentowali ci, którzy już byli ochrzczeni, a tekst spisano po łacinie.

Skąd to wiadomoUkład w Dzierzgoniu, 7 lutego 1249, spisany przy legacie papieskim

Natangowie, XIII wiek

Osiem miesięcy po pokoju

Zapis po chrzcie

29 września 1249 Natangowie wybili pod Krzyżborkiem oddział zakonu. Od podpisania pokoju w Dzierzgoniu nie minęło nawet osiem miesięcy.

Czytaj dalej

Wynika z tego rzecz, o którą łatwo się potknąć przy datach: układ wiązał tych, którzy go zawarli, a nie natangijską wieś. Walki w Natangii ciągnęły się do 1253 roku, kiedy stanęła osobna ugoda. Rama pierwszego powstania, lata 1242-1249, jest ramą dokumentów; wojna przecina ją w poprzek i nie liczy się z datami podpisów.

29 września 1249 roku, w dzień świętego Michała, Natangowie rozbili wracający z wyprawy oddział zakonny; miejsce kronika nazywa Krücken i kładzie je w Natangii, a dzisiejsze jego położenie nie jest pewne. Kronika liczy pięćdziesięciu czterech poległych braci, nie licząc pocztów i pieszych. Od podpisania układu w Dzierzgoniu minęło wtedy siedem miesięcy i trzy tygodnie, a więc mniej niż jeden rok gospodarski.

O losie jeńców wziętych w tej bitwie opowiada wyłącznie kronika z 1326 roku i opowiada o nim jako o czynności obrzędowej. Jest to relacja instytucji, która straciła tam ludzi, spisana siedemdziesiąt siedem lat po zdarzeniu i wpleciona w wywód o pruskim bałwochwalstwie. Pewne pozostają data i klęska; reszta jest zeznaniem strony.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba pięćdziesięciu czterech braci pochodzi z jednego przekazu i nie ma potwierdzenia w spisach zmarłych.
  • Opis tego, co zrobiono z jeńcami, jest jedynym takim opisem i nie da się go zestawić z żadnym innym świadectwem.
  • Nazwa miejsca stoi w kronice tylko w formie Krücken; polska postać Krzyżbork jest utożsamieniem późniejszym niż samo zdarzenie i w źródle nie występuje.
  • Ugodę zamykającą walki w Natangii kładzie się na 1253 rok, ale z jakiego dokumentu ta data pochodzi, karta nie mówi.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej z 1326; bitwa datowana na 29 września 1249

Żmudzini, Kurowie, Prusowie, XIII wiek

Durbe i dwudziesty września

Zapis po chrzcie

13 lipca 1260 nad jeziorem Durbe padła inflancka gałąź zakonu, a dziesięć tygodni później powstały wszystkie ziemie pruskie prócz jednej.

Czytaj dalej

13 lipca 1260 roku nad jeziorem Durbe w Kurlandii Żmudzini rozbili połączone siły inflanckiej gałęzi zakonu i posiłków pruskich. Polegli mistrz inflancki Burchard von Hornhausen i marszałek pruski Henryk Botel, a z nimi około stu pięćdziesięciu braci — strata, jakiej zakon nad Bałtykiem dotąd nie poniósł ani razu.

20 września 1260 roku, dziesięć tygodni po Durbe, wybuchło powstanie w Prusach. Ta kolejność dat jest najmocniejszym, co o przyczynie da się powiedzieć: na początku stoi wiadomość o przegranej bitwie, nie kazanie, nie klęska głodu i nie pojedyncza krzywda. Z dwóch kronik, na których się tu opieramy, inflancka powstała jeszcze wtedy, gdy zwycięzcy spod Durbe byli poganami; pruska dopiero w 1326 roku.

Rymowana kronika inflancka, spisana po niemiecku około 1290 roku, podaje, że oddział kurski opuścił szyk jeszcze przed starciem, a za nim poszli Estowie. Trzeba tu rozdzielić ludy: Kurowie i Żmudzini są Bałtami, Estowie nie są nimi wcale — stali w tym samym wojsku i stoją w tej samej kronice, ale mówili językiem z rodziny ugrofińskiej, tej samej co Liwowie, a nie bałtyckiej. Czym różniły się ich obrzędy, kronika przy tej bitwie nie mówi nic.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba poległych braci pochodzi z przekazów kronikarskich obu stron i różni się między nimi.
  • Powodu odejścia Kurów z pola nie podaje żadne świadectwo z tamtego roku — tłumaczenie z kroniki spisanej trzydzieści lat później jest tłumaczeniem jej autora.
  • Które oddziały niebałtyckie stały pod Durbe, wiadomo tylko tyle, ile wymienia kronika rymowana; udziału Liwów w tej bitwie nie poświadcza ona wcale.

Skąd to wiadomoInflancka kronika rymowana, ok. 1290; kronika ziemi pruskiej z 1326

Sambowie, Natangowie, Warmowie, Pogezanie, Bartowie, XIII wiek

Wodzowie wymienieni z imienia

Zapis po chrzcie

Kronika wymienia przywódców powstania po ziemiach: Glande w Sambii, Herkus Monte w Natangii, Glappo na Warmii, Auktume w Pogezanii, Diwan w Barcji.

Czytaj dalej

Kronika wymienia dowódców powstania z 1260 roku po ziemiach: Glande w Sambii, Herkus Monte w Natangii, Glappo na Warmii, Auktume w Pogezanii, Diwan w Barcji. Jest to jedna z bardzo niewielu list, na których Prusowie występują z własnymi imionami; trafili do pisma dlatego, że byli przeciwnikami wartymi nazwania po imieniu.

Zapisane końce: Diwan zginął w 1271 roku pod zamkiem w ziemi chełmińskiej, ugodzony bełtem z kuszy podczas oblężenia. Glappo dostał się do niewoli i został ścięty na wzgórzu pod Królewcem, które odtąd nosiło jego imię. Herkusa Monte pojmano w lesie i powieszono około 1273 roku. Dat rocznych kronika nie stawia przy nich konsekwentnie.

Same imiona docierają do nas przez łacińską i niemiecką pisownię i chwieją się w niej: ten sam człowiek bywa Diwanus i Diwane, Glappe i Glappo. Nie zachowało się przy tym ani jedno ich zdanie w pruskiej mowie; to, co kronikarz każe im mówić, mówią po łacinie i w jego układzie zdania, pół wieku po fakcie. Znamy więc ich czyny opowiedziane przez zakon, który ich powiesił i ściął.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Lata śmierci Glappona i Herkusa Monte podawane są w przybliżeniu, najczęściej jako 1273.
  • O Auktume poza wymienieniem przy Pogezanii przekaz nie mówi nic pewnego.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej z 1326, księga o wojnie, lata 1260-1275

Natangowie, XIII wiek

Herkus Monte, zakładnik i wódz

Zapis po chrzcie

Natangijski możny wywieziony dzieckiem jako zakładnik do Magdeburga i tam wychowany wrócił do domu i prowadził powstanie przez trzynaście lat.

Czytaj dalej

Herkus Monte pochodził z natangijskiego rodu możnych i jako dziecko został wywieziony do Magdeburga w charakterze zakładnika. Tam go wychowano i ochrzczono, po czym wrócił do swoich. Branie synów pruskiej starszyzny na zakładników było metodą, nie wyjątkiem: zabezpieczało układy, a przy okazji miało wychować przyszłych stronników nowego porządku.

22 stycznia 1261 roku pod Pokarwami rozbił wojsko zebrane przeciw powstaniu. W 1263 roku pod Lubawą pobił następne, w którym poległ marszałek zakonu wraz z czterdziestoma braćmi. Odciął Królewiec od rzeki i trzymał go w blokadzie tak długo, że miasto żywiono z odsieczy; przez trzynaście lat zakon nie odzyskał Natangii.

Pojmano go w lesie i powieszono na drzewie, przebijając mieczem — tak podaje kronika, która przy tej okazji drugi już raz przypomina, że wychowano go wśród chrześcijan. Dla kronikarza jest to znamię odstępstwa i tak to zostało zapisane. Żadne świadectwo nie mówi natomiast, czego się w Magdeburgu nauczył, i niczego takiego wyprowadzać nie wolno, choć pokusa jest oczywista.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok śmierci podawany zwykle jako 1273, ale kronika nie zawsze stawia przy tym zdarzeniu datę roczną.
  • Dzień bitwy pod Pokarwami podawany bywa jako 21 albo 22 stycznia 1261.
  • Wszystko, co o nim wiadomo, pochodzi z jednego dzieła, spisanego pół wieku po jego śmierci przez zakon, który go stracił.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej z 1326; wydarzenia z lat 1260-1273

Pomezanowie i wolni pruscy, XIII-XIV wiek

Prusowie, którzy stanęli po stronie zakonu

Zapis z tamtych czasów

Pomezania jako jedyna ziemia nie przyłączyła się do powstania z 1260 roku, a pruscy wolni pod bronią, zwani w aktach witingami, służyli zakonowi z nadanej ziemi.

Czytaj dalej

Kronika odnotowuje, że spośród ziem pruskich jedna nie przyłączyła się do powstania z 1260 roku: Pomezania. Była też ziemią najdłużej w rękach zakonu, od 1234 roku, i tą, której układ z Dzierzgonia nakładał najwięcej kościołów do zbudowania — trzynaście wobec sześciu na Warmii i trzech w Natangii. Czas i gęstość parafii idą tu w parze.

To zamyka drogę do czytania tej wojny jako starcia dwóch bloków. Prusowie byli kilkunastoma ziemiami z osobnymi wiecami i osobnymi układami; człowiek mógł walczyć z zakonem w Natangii, gdy jego sąsiad zza rzeki jechał pod zakonną chorągwią. Opisy wierzeń brano od jednych i od drugich, a zapis rzadko mówi, od których — i to jest kłopot, którego nie da się już naprawić.

W dokumentach zakonnych występują witingowie: nazwa, którą kancelaryjna łacina obejmowała pruskich wolnych trzymających ziemię z obowiązkiem konnej służby zbrojnej. Pojawiają się jako świadkowie w nadaniach, z pruskimi imionami, przez całą drugą połowę XIII wieku i długo potem. Byli pruską zbrojną częścią wojska, które podbijało Prusy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Pomezania nie wystąpiła w ogóle, czy tylko nie wystąpiła w sposób, który zakon uznał za powstanie — wiemy to z jednego przekazu.
  • Zakres uprawnień witingów zmieniał się w czasie i różnił się między ziemiami; jednego wzorca nie da się z dokumentów odczytać.
  • Skąd przyszło samo słowo witing, nie zostało rozstrzygnięte; z dokumentów wynika, kogo tak nazywano, nie zaś z jakiego języka wzięto nazwę.

Skąd to wiadomoDokumenty zakonne z drugiej połowy XIII wieku z witingami wśród świadków; kronika z 1326 o Pomezanii

Późnośredniowieczna warownia Zakonu nad rzeką
Współczesna rekonstrukcja artystyczna krajobrazu państwa zakonnego w XIV wieku; nie jest przedstawieniem konkretnej kroniki ani miejsca.
Prusowie, wszystkie ziemie, XIII-XIV wiek

Kronika brata Piotra, 1326

Zapis po chrzcie

Kapłan zakonu ukończył w 1326 roku łacińską kronikę ziemi pruskiej i dedykował ją wielkiemu mistrzowi. Rozdział o wierze Prusów stoi wewnątrz opowieści o wojnie.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga, kapłan zakonu, ukończył w 1326 roku łacińską kronikę ziemi pruskiej i dedykował ją wielkiemu mistrzowi Wernerowi von Orseln. Dzieło ma cztery księgi: o początkach zakonu, o jego przyjściu do Prus, o wojnie oraz o zdarzeniach pobocznych. Księga trzecia, najdłuższa, prowadzi wojnę rok po roku i to w niej mieści się wszystko, co o pruskich obyczajach zostało tam powiedziane.

Kronika kończy wojnę pruską na 1283 roku i liczy ją jako pięćdziesiąty trzeci rok od wejścia braci do kraju; stąd rozbieżność z rachunkiem prowadzonym od przeprawy przez Wisłę, który daje pięćdziesiąt dwa. Od ostatniego opisanego zdarzenia dzieliły autora czterdzieści trzy lata, od pierwszego blisko sto. Pisał w domu zakonnym, z jego archiwum i jego pamięci, dla swojego przełożonego.

Co z tego wolno brać, a czego nie: daty bitew i imiona dowódców dają się zestawić z dokumentami i zwykle się zgadzają. Opisy pruskich obrzędów nie dają się zestawić z niczym, bo nie ma z czym. Obie rzeczy stoją na tej samej stronie, w tym samym toku zdania i z tą samą pewnością siebie, a dzieli je to, że jedną można sprawdzić, a drugiej nie można wcale.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Z jakich starszych zapisek zakonnych autor korzystał, wiadomo tylko z jego własnych wzmianek; te zapiski nie zachowały się.
  • Zakończenia doprowadzające opowieść poza 1326 rok pochodzą od innych rąk i trzeba je oddzielać od tekstu pierwotnego.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej, ukończona w 1326, dedykowana wielkiemu mistrzowi

Prusowie, państwo zakonne, XIV-XVI wiek

Ta sama kronika wierszem

Zapis po chrzcie

Między 1331 a 1341 rokiem łacińską kronikę przełożono na niemiecki wierszem — blisko dwadzieścia osiem tysięcy wersów, czytanych potem głośno w konwentach.

Czytaj dalej

Między 1331 a 1341 rokiem Mikołaj z Jeroschina, kapłan zakonu, przełożył łacińską kronikę na niemiecki wierszem rymowanym. Robotę zlecił wielki mistrz Luter z Brunszwiku, a ukończono ją za jego następcy Dytryka z Altenburga. Tekst liczy blisko dwadzieścia osiem tysięcy wersów. Ten sam tłumacz przełożył też wierszem żywot świętego Wojciecha, a więc opowieść o pierwszej pruskiej śmierci misjonarza.

Sam nazywa siebie tłumaczem, ale nie przekłada słowo w słowo: rozwija zdania, dopowiada to, co niemiecki słuchacz mógł znać słabo, wzmacnia morał i wprowadza szczegóły, których w łacinie nie ma. Reguła zakonna kazała czytać podczas posiłków, a czytano po niemiecku — wersja rymowana była tą, którą bracia naprawdę słyszeli, i rozeszła się w większej liczbie odpisów niż pierwowzór.

Skutek sięga dalej, niż widać na pierwszy rzut oka. Późniejsi pisarze pruscy z XV i XVI wieku, ci, którzy dorobili Prusom panteon, świątynię i kapłańską hierarchię, częściej mieli pod ręką niemiecki wiersz niż łaciński oryginał. Szczegół dodany dla rymu w latach trzydziestych XIV wieku bywał więc dwieście lat później czytany i przepisywany jako świadectwo dawnej wiary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Które konkretnie dopiski XVI-wieczne biorą się wprost z niemieckiego wiersza, a które z innych źródeł, nie zostało rozstrzygnięte przy każdym z osobna.
  • Liczba wersów różni się między odpisami, bo część z nich jest niepełna albo skrócona.

Skąd to wiadomoNiemiecki przekład wierszowany kroniki ziemi pruskiej, 1331-1341

Bałtowie zachodni

Jaćwingowie — lud, po którym została nazwa

Przez trzysta dwadzieścia lat Jaćwingowie wchodzą do cudzych roczników wyłącznie jako najazd — 944, 983, 1264. Zakon zabrał im kraj w 1283 roku, resztę ludu wyprowadził pod Królewiec, a ziemia zarosła puszczą na sto czterdzieści lat. Imienia żadnego z ich bogów nie zapisał nikt z epoki; to, co dziś uchodzi za ich wiarę, spisano dwieście pięćdziesiąt lat później i już pod Królewcem.

Jaćwieski gród pośród lasów i rozlewisk w XIII wieku
Współczesna rekonstrukcja artystyczna jaćwieskiego grodu i krajobrazu przed podbojem zakończonym w 1283 roku.
Ruś, Polska, Mazowsze i Prusy, 944–1283

Trzysta lat wzmianek i kilkanaście imion

Zapis po chrzcie

Całe piśmiennictwo o Jaćwingach powstało u ich wrogów: kilkanaście dat najazdów, kilkanaście imion wodzów i ani jedno zdanie o tym, komu się modlili.

Czytaj dalej

Najstarszy zapis nazwy to imię posła Jatwiaga Gunarewa z listy wysłanników ruskich w układzie z Bizancjum z 944 roku, zachowanym w latopisie spisanym dopiero około 1113 roku.

Bolesław Wstydliwy rozbił siły jaćwieskie 23 czerwca 1264 roku pod Brańskiem; poległ wtedy wódz zapisany po rusku jako Komat.

To praktycznie cała zachowana antroponimia ludu, który przez trzy stulecia wojował z trzema państwami, a każde z tych imion przeszło przez cudze ucho i cudzy alfabet — ruski, łaciński albo niemiecki.

W żadnym z tych zapisów nie pada imię jaćwieskiego bóstwa, nazwa święta ani opis obrzędu: pisano o nich wtedy, gdy przyszli, i wtedy, gdy po nich poszło wojsko.

Pod rokiem 983 ten sam latopis notuje wyprawę Włodzimierza Wielkiego na Jaćwież, a pod rokiem 1038 wyprawę Jarosława Mądrego; zapisy z lat 1040 i 1044 mówią już o Litwie, nie o Jaćwieży, i mylnie doliczane bywają do jaćwieskiego rachunku.

Mistrz Wincenty nazywa północnych sąsiadów Mazowsza Połekszanami i opisuje wyprawę Kazimierza Sprawiedliwego z lat 1192–1193 zakończoną trybutem, ale jego kronika urywa się na roku 1202 i wspomina bitwę pod Zawichostem z 1205, powstała zatem po śmierci księcia 5 maja 1194 roku.

W 1227 albo 1228 roku oddziały jaćwieskie pod wodzą Szutra Mondunicza i Steguta Zebrowicza spustoszyły okolice Brześcia, a Szutr zginął w pościgu urządzonym przez ludzi Daniela Halickiego.

Z lat osiemdziesiątych XIII wieku pochodzą ostatnie imiona: Skomand z synami zapisanymi jako Rukals, Gedejt i Galm, Skurdo, który odszedł na Litwę, wreszcie Gedete i Kantegerde, którzy przeszli do zakonu i poprowadzili swoich ludzi do Sambii.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Odpisy latopisu datują wyprawy Jarosława Mądrego rozmaicie: 1038, 1040, 1044, w części rękopisów 1048.
  • Nie ma zgody, czy „Jatwiag" w imieniu posła z 944 roku jest nazwą ludu, czy osobistym przezwiskiem.
  • Czy Komat z roczników polskich i Skomand z kroniki zakonnej to jedna osoba zapisana dwiema pisowniami, czy dwaj różni wodzowie.
  • Miejsce bitwy z 1264 roku wskazywane bywa pod Brańskiem, bywa też przesuwane w inne okolice Podlasia.
  • Rok najazdu na okolice Brześcia: latopis halicko-wołyński ma tu przesuniętą rachubę lat i zestawienia podają 1227 albo 1228.
  • Ruski zapis „Стегутъ Зебровичь" oddawany bywa po polsku dwojako, przez Zebrowicza i przez Zjebrowicza.
  • Imię Gedete pojawia się i jako imię jednego z synów Skomanda, i jako imię osobnego wodza sudowskiego poddanego zakonowi — nie wiadomo, czy to ta sama osoba.

Skąd to wiadomoLatopis ruski spisany około 1113 roku z wpisami pod latami 944, 983 i 1038–1044; latopis halicko-wołyński z XIII wieku; kronika polska pisana przed 1194 rokiem; roczniki małopolskie o roku 1264; kronika zakonna ukończona w 1326 roku.

pogranicze Prus, Rusi i Litwy, 1008–1009

Chrzest wodza i głowa misjonarza

Zapis z tamtych czasów

Jedyny opis nawrócenia w tych stronach sprzed podboju spisał człowiek, któremu wcześniej wyłupiono oczy — i do dziś nie wiadomo, w czyim kraju to było.

Czytaj dalej

Misja wyruszyła w 1008 roku, a jej przywódca, Brunon z Kwerfurtu, zostawił po sobie własny list do króla Henryka II, pisany jeszcze przed wyjazdem.

Misjonarza ścięto, towarzyszy powieszono, a oślepiony Wipert wrócił i spisał relację znaną jako Historia de predicacione episcopi Brunonis.

Miejsce jest sporne od tysiąca lat: Wipert i Piotr Damiani mówią o Prusach, Thietmar o pograniczu Rusi i Prus, roczniki kwedlinburskie oraz magdeburskie o pograniczu Rusi i Litwy.

Jaćwież jako miejsce tej śmierci jest kompromisem wyliczonym z rozbieżnych zapisów, a nie zdaniem któregokolwiek z nich.

O wierze tubylców wynika stąd tyle: wódz mógł się ochrzcić z domownikami, a brat mógł go za to zabić w ciągu kilku dni — reszta jest milczeniem.

Wraz z Brunonem wyruszyło osiemnastu ludzi, w tym pięciu kapłanów: Aicus, Apichus, Hezichus, Thiemicus i Wipert, razem z biskupem dziewiętnaście osób.

Brunon ochrzcił miejscowego władcę zapisanego jako Nethimer, po czym młodszy brat władcy, zapisany jako Zebedem, kazał przybyszów zabić.

Roczniki podają dwie daty dzienne śmierci, 14 lutego i 9 marca 1009 roku; za marcową przemawia zapis kwedlinburski, ale pierwszeństwa żadnej z nich nie rozstrzygnięto.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dwie daty dzienne śmierci, 14 lutego i 9 marca 1009 roku.
  • Trzy różne lokalizacje w źródłach z XI wieku; przypisanie misji ziemiom jaćwieskim jest wnioskiem późniejszym.
  • Do jakiego ludu należał Netimer i gdzie pochowano Brunona — nie wiadomo ani jedno, ani drugie.
  • Pisownia imion zmienia się między przekazami: Nethimer obok Netimera, Zebedem obok Zebedena.

Skąd to wiadomoRelacja ocalałego uczestnika spisana wkrótce po 1009 roku; kronika Thietmara pisana w latach 1012–1018; roczniki kwedlinburskie i magdeburskie; list Brunona do Henryka II z 1008 roku.

Jaćwież, Ruś Halicko-Wołyńska i Mazowsze, 1248–1279

Kraj podzielony, zanim go zdobyto

Zapis z tamtych czasów

Jesienią 1254 roku w Raciążu podzielono Jaćwież na trzy części, choć żadna ze stron układu nie miała wtedy w tym kraju ani jednego grodu.

Czytaj dalej

Jesienią 1248 roku Daniel Halicki i Wasylko poszli na Jaćwież razem z Siemowitem I i posiłkami Bolesława Wstydliwego pod wodzą wojewody Sąda.

Zimą 1253/1254 wyprawę powtórzono, tym razem z synem Daniela, Lwem.

Zimą 1255/1256 poszli wszyscy trzej synowie — Lew, Roman i Szwarno — a wyprawa skończyła się wydaniem zakładników i uznaniem zwierzchnictwa Daniela.

W 1279 roku, gdy w Jaćwieży przyszedł głód, jej ludzie kupowali zboże u księcia wołyńskiego, płacąc woskiem, futrami i srebrem — to jedyny zapis, w którym widać ich jako gospodarzy, a nie jako napastników.

Przez trzydzieści lat trzy dwory umawiały się o ziemię, której mieszkańcy nie byli stroną żadnej z tych umów i nie zostawili po sobie ani jednego dokumentu.

Na wyprawę 1248 roku wojska zebrały się w Drohiczynie i doszły do Wizny, ale wyprawa skończyła się niepowodzeniem.

Jesienią 1254 roku w Raciążu Siemowit I i Daniel umówili się z wicemistrzem krajowym Burchardem von Hornhausen, że każda z trzech stron weźmie po trzeciej części ziem jaćwieskich, jeśli uda się je zdobyć.

15 czerwca 1260 roku w Troszynie pod Płockiem mistrz krajowy Hartmud von Grumbach potwierdził Siemowitowi prawo do szóstej części ziemi jaćwieskiej, obszaru między Biebrzą, Narwią i Supraślą — to osobny akt z osobnym dostojnikiem, nie ta sama umowa przepisana inną ręką.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Trzecia czy szósta część, rok 1254 czy 1260 — zapisy się różnią i nie wiadomo, czy chodzi o dwa układy, czy o jeden źle datowany.
  • Czy którykolwiek z podziałów kiedykolwiek wszedł w życie.
  • Liczba i chronologia wypraw różnią się między latopisem a późniejszymi zestawieniami.
  • Chronologia wypraw rozkłada się w zestawieniach rozmaicie na lata 1248, 1251, 1253 i 1255/1256, bo latopis halicko-wołyński ma przesuniętą rachubę lat.
  • Czy szósta część potwierdzona Siemowitowi w 1260 roku wchodziła w skład tej samej zdobyczy, o którą umawiano się w Raciążu, czy była nadaniem zupełnie osobnym.

Skąd to wiadomoLatopis halicko-wołyński pisany w XIII wieku; dokumenty układów z 1254 i 1260 roku; roczniki małopolskie.

Łuków i ziemia jaćwieska, 1254–1257

Diecezja dla Jaćwingów, która nie powstała

Zapis z tamtych czasów

Papież powołał biskupstwo dla Jaćwingów w 1254 roku i cofnął zgodę trzy lata później, bo nowa diecezja przeszkadzała misji zakonu krzyżackiego.

Czytaj dalej

1 lutego 1257 roku Aleksander IV polecił arcybiskupowi gnieźnieńskiemu i biskupowi krakowskiemu erygować diecezję i osadzić w niej Bartłomieja.

Tego samego dnia inna bulla tegoż papieża dotyczyła templariuszy w ziemi łukowskiej — pogranicze miało być obstawione zakonami.

8 sierpnia 1257 roku Aleksander IV wycofał zgodę, uzasadniając to tym, że nowe biskupstwo szkodzi misji krzyżackiej.

Skutek jest dla nas dotkliwszy niż był dla ówczesnych: nie powstała sieć parafii, nie było wizytacji ani statutów synodalnych, a więc nie powstał żaden spis jaćwieskich obrzędów.

Dla Prus taki spis istnieje od 1249 roku, dla sambijskich Sudowów od XVI wieku — dla Jaćwieży nie ma go wcale.

Milczenie źródeł o wierze tego ludu nie jest więc przypadkiem, tylko następstwem decyzji podjętych w kancelarii papieskiej między 1254 a 1257 rokiem.

Bullą z 1254 roku Innocenty IV powołał biskupstwo w Łukowie, pomyślane jako baza misji na Jaćwież i Litwę; w papieskich aktach diecezja ta figuruje wyłącznie w latach 1254–1257.

Na pierwszego biskupa wyznaczono Bartłomieja, zapisywanego raz jako pochodzący z Czech, raz z Pragi, który urzędu nigdy nie objął.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Bartłomiej z Czech w ogóle dotarł do Łukowa i czy diecezja choć przez chwilę działała.
  • Zakres terytorialny planowanego biskupstwa bywa zakreślany bardzo różnie.
  • Na ile odwołanie zgody w 1257 roku było ustępstwem wobec zakonu, a na ile skutkiem sytuacji na samym pograniczu.
  • Dzienna data bulli erekcyjnej i jej incipit nie zostały potwierdzone w wydaniu źródła; pewny jest tylko rok.
  • Do jakiego zakonu należał Bartłomiej — nazywa się go franciszkaninem, ale bez oparcia w dokumencie.

Skąd to wiadomoBulle papieskie z 13 lipca 1254, 1 lutego 1257 i 8 sierpnia 1257 roku; dokumenty kasztelanii łukowskiej z XIII wieku.

Sudowia, 1277–1283

Cztery lata, po których nie było komu wracać

Zapis po chrzcie

Kronikarz zakonu podał liczbę jezdnych, jeńców i wojowników przy każdej wyprawie na Sudowię — i ani jednego zdania o tym, w co ci ludzie wierzyli.

Czytaj dalej

Kronikę ziemi pruskiej Piotr z Dusburga zamknął w 1326 roku, czterdzieści lat po opisywanym podboju, jako kapłan zakonu i na jego użytek.

Wylicza okręgi Sudowii — Sentane, Kymenow, Zlinę, Krasimę, Dernen i Meruniskę — a z ostatniej z tych nazw zostały dzisiejsze Mieruniszki.

Przy jednej z wypraw zapisał, że Konrad von Thierberg wszedł do Kimenowa z półtora tysiącem jezdnych, wybił wielu i uprowadził tysiąc ludzi.

Nazajutrz, w lesie zwanym Winse, ruszyło za wojskiem trzy tysiące wyborowych Sudowów — liczby w tej kronice zawsze są okrągłe i zawsze robią wrażenie.

Tym rokiem kronikarz zamyka wojny pruskie i otwiera litewskie — Sudowia jest u niego ostatnim rozdziałem podboju, nie osobnym tematem.

Że duchowny piszący o poganach, których jego zakon zabijał, nie zostawił opisu ich kultu, mówi więcej o celu tej książki niż o ich religii.

W 1282 roku Sudowowie przegrali bitwę nad Narwią, a mistrz Konrad zniszczył Meruniskę, zabił osiemnastu możnych sudowskich i uprowadził sześćset osób.

W 1283 roku wódz zapisywany jako Skurdo albo Sturdo zabił rycerza Friedricha von Holle, spalił własne osady i wyprowadził swoich ludzi na Litwę, zamiast się poddać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby 1500, 1000 i 3000 są dla tej kroniki typowe i nie dają się sprawdzić żadnym innym źródłem.
  • Lista okręgów Sudowii bywa podawana w różnej liczbie i w bardzo różnej pisowni.
  • Ośmiomiesięczne oblężenie grodu w Szurpiłach w 1283 roku krąży w opisach okolicy; w kronice takiego opisu nie ma.
  • Nazwiskiem Konrad von Thierberg posługiwało się dwóch dostojników zakonnych, starszy i młodszy, a przy poszczególnych wyprawach na Sudowię nie zawsze wiadomo, o którego chodzi.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej ukończona w 1326 roku; dokumenty zakonne z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XIII wieku.

okręg Krasima pod dzisiejszym Ełkiem, 1263–1284

Wódz, który przeszedł na drugą stronę

Zapis po chrzcie

Najgroźniejszy z jaćwieskich wodzów skończył jako ochrzczony właściciel majątku w Prusach i przewodnik krzyżackiej wyprawy pod Grodno.

Czytaj dalej

W 1284 roku prowadził braci zakonnych pod Grodno — przeciw tym, u których niedawno szukał schronienia.

Kronikarz zbudował z niego przykład budujący: z prześladowcy Kościoła zrobił jego obrońcę, bo takiej opowieści zakon wtedy potrzebował.

Z płytą nagrobną w Kandytach wiąże się miejscowa pamięć o jego pochówku, ale daty śmierci nie zna żadne źródło.

Roczniki ruskie i polskie znają wodza Komata, poległego w 1264 roku; część zestawień zlewa obu w jedną postać, część trzyma ich osobno.

Wchodzi do kroniki w czasie wielkiego powstania pruskiego, które wybuchło w 1260 roku, przy najeździe na ziemię chełmińską datowanym na 1263 albo 1273 rok.

Siedział w okręgu Krasima, w stronach dzisiejszego Ełku, a w 1277 roku poprowadził wyprawę, która przeszła przez Płowęż, Radzyń, Grudziądz, Kwidzyn i Dzierzgoń.

W 1280 roku krzyżacy spalili jego siedzibę, on zaś wziął wtedy do niewoli rycerza Ludwiga von Liebenzell, po czym uszedł w stronę Grodna z trzema synami zapisanymi jako Rukals, Gedejt i Galm.

Wrócił w 1283 roku, poddał się zakonowi i przyjął chrzest, a 18 kwietnia 1285 roku dostał pole Steinio w okolicach dzisiejszych Kandyt i Stegi, z prawem sądu i dziedziczenia; po tej dacie znika z zapisów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Komat z latopisów i Skomand z kroniki zakonnej to ta sama osoba.
  • Data śmierci i miejsce pochówku; przypisanie płyty z Kandyt jest tradycją miejscową, nie zapisem.
  • Ile w opowieści o jego nawróceniu jest relacji, a ile wzoru budującego, powtarzanego w kronikach zakonnych przy każdym nawróconym wodzu.
  • Rok chrztu podawany jest dwojako, jako 1283 albo 1284, a od tego zależy kolejność chrztu i wyprawy pod Grodno.
  • Rok najazdu na ziemię chełmińską, przy którym Skomand pojawia się po raz pierwszy: 1263 albo 1273.
  • Czy Gedejt, jeden z synów, to ten sam Gedete, którego kronika zna jako osobnego wodza sudowskiego poddanego zakonowi.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej z 1326 roku; latopisy ruskie z XIII wieku; roczniki polskie o roku 1264; późniejsza tradycja miejscowa o płycie w Kandytach.

Sambia, 1283–1684

Trzydzieści dwie wsie pod Królewcem

Zapis z tamtych czasów

Ostatni Sudowowie mieszkali pod Królewcem czterysta lat, nie żenili się z sąsiadami i jeszcze w 1535 roku mówili własną mową w trzydziestu dwóch wsiach.

Czytaj dalej

Tam ich ochrzczono, a kąt, w którym osiedli, nazwano Sudauer Winkel — nazwa utrzymała się na mapach do 1945 roku.

W 1535 roku królewiecki kaznodzieja Johann Poliander zapisał, że mową sudowską mówi trzydzieści dwie wsie na pasie sześciu, siedmiu mil.

Odnotował też, że ci ludzie nie wchodzą w małżeństwa z okolicznymi Prusami — po dwóch i pół wieku wciąż trzymali się osobno.

Jeszcze w 1684 roku Christoph Hartknoch pisał o mówiących po sudowsku w Sambii.

Język przeżył więc państwo, które go używało, o czterysta lat, tyle że przeżył je na przymusowym wygnaniu, kilkaset kilometrów od Suwalszczyzny.

Wszystko, co XVI wiek zapisał o „sudowskich" obrzędach, dotyczy tej właśnie enklawy, ochrzczonej w 1283 roku i objętej reformacją po 1525 roku.

W 1283 roku Kantegerde, który wcześniej przeszedł na stronę zakonu, poszedł do północno-zachodniej Sambii z około tysiącem sześciuset ludźmi, a osobno zapisano wodza Gedete, który przeszedł do zakonu z około półtora tysiącem swoich — to dwie grupy i dwie liczby, nie dwa warianty jednej.

Między tą enklawą a pogańską Jaćwieżą z czasów Daniela Halickiego leży dziesięć pokoleń, przymusowe przesiedlenie i granica religii państwowej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Tysiąc pięciuset czy tysiąc sześciuset przesiedlonych — liczba bywa podawana dwojako.
  • Czy mowa sambijskich Sudowów była odrębnym językiem, czy odmianą pruskiego.
  • Ile z ich odrębności było pamięcią własną, a ile skutkiem tego, że osadzono ich osobno i w jednym kącie.
  • Czy obie grupy, Kantegerdego i Gedetego, osadzono w tym samym kącie Sambii, czy w dwóch różnych miejscach.
  • Liczba wsi mówiących po sudowsku bywa podawana jako trzydzieści dwie za zapisem z 1535 roku, ale też ogólnikowo jako dwadzieścia do trzydziestu.

Skąd to wiadomoKronika zakonna z 1326 roku o przesiedleniu; zapis kaznodziei królewieckiego z 1535 roku; opis z 1684 roku; nazwa Sudauer Winkel na mapach aż do 1945 roku.

Sambia, lata 1520–1562

Książeczka, na której stoi cała reszta

Zapis po chrzcie

Opis sudowskich obrzędów, z którego czerpie niemal każda późniejsza książka o bałtyjskich bogach, znamy wyłącznie z odpisów — oryginału nikt nigdy nie widział.

Czytaj dalej

Rzecz nosi tytuł opisowy — prawdziwe opisanie Sudowów w Sambii wraz z ich święceniem kozła i obrzędami — i napisana jest po niemiecku.

Jedne zapisy każą jej powstać między 1520 a 1530 rokiem, inne wywodzą ją z listów pisanych około 1545 roku.

Treść to święcenie i ofiara z kozła, obrzęd przy siewie, święto po żniwach, wesela, pogrzeby z ciałopaleniem i wróżby, a przy tym garść formuł w miejscowej mowie.

Spór o pierwszeństwo wobec konstytucji synodalnych z 1530 roku nie został rozstrzygnięty: raz wychodzi, że książeczka z nich czerpie, raz że one z niej, raz że oba teksty są resztkami jednego większego dzieła.

Opisywani ludzie mieszkali pod Królewcem, byli potomkami przesiedlonych w 1283 roku i żyli w kraju, do którego reformacja weszła w 1525 roku.

Jako świadectwo o Sambii XVI wieku to źródło pierwszorzędne; jako świadectwo o pogańskiej Jaćwieży sprzed podboju nie jest świadectwem wcale.

Drukiem wyszła w 1561 albo 1562 roku pod nazwiskiem Hieronima Maleckiego, ale kto ją napisał, nie wiadomo: wskazywano jego ojca Jana Maleckiego, a obok niego Jerzego von Polentz, Erharda von Queis, Pawła Speratusa i Johanna Grammanna.

W 1936 roku znano dziesięć odpisów rękopiśmiennych i druków, rozpadających się na trzy różne wersje tekstu, a rękopisu pierwotnego nie znano nigdy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie: lata dwudzieste XVI wieku czy około 1545 roku.
  • Autorstwo oraz to, ile w tekście jest zapisu, a ile kompilacji z sąsiednich tradycji i z Pisma.
  • Czy opisane obrzędy są sudowskie, pruskie, czy złożone z jednych i drugich przez kogoś, kto chciał uzasadnić potrzebę misji.
  • Kandydatów na autora jest co najmniej pięciu i wszyscy należą do tego samego kręgu królewieckich duchownych ewangelickich, co osłabia wartość książeczki jako niezależnego zapisu.

Skąd to wiadomoNiemiecki tekst z XVI wieku znany z dziesięciu odpisów i z druków z lat 1561–1562; konstytucje synodalne z 1530 roku; zapis o Sudowach w Sambii z 1535 roku.

Prusy i Sambia, 1249 oraz XVI wiek

Dwanaście imion bogów i ani jednego zapisu z epoki

Zapis po chrzcie

Ockopirmus, Potrimpus, Parkuns — cała ta lista jest szesnastowieczna. Z czasów, gdy Jaćwingowie byli poganami, nie znamy ani jednego imienia ich boga.

Czytaj dalej

Szesnastowieczna książeczka o Sudowach podaje bogów w porządku od nieba przez ziemię do podziemia: Ockopirmus, Swayxtix, Auschauts, Autrimpus, Potrimpus, Bardoayts, Pergrubrius, Pilnitis, Parkuns, Peckols, Pockols, Puschkayts.

Na tej jednej liście stoi większość tego, co od dwustu lat drukuje się jako mitologia pruska i sudowska.

Jedynym dokumentem z czasów, gdy pogaństwo w tych stronach jeszcze żyło, jest układ zawarty w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku — jedne wydania podają 2, inne 7 lutego.

Zakazuje on czci dla Kurcha, utrzymywania obrzędowców zwanych Tulissones vel Ligaschones oraz palenia zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią i mieniem.

Ten sam dokument nakazuje wybudować trzynaście kościołów w Pomezanii, sześć na Warmii i trzy w Natangii w ciągu pół roku — tak wygląda zapis rzeczywiście współczesny rzeczy, o której mówi.

Stronami układu z 1249 roku byli Pomezanie, Warmowie i Natangowie; Jaćwingów nie było wśród nich i nie ma ich w tekście.

Wynika stąd rzecz, którą trzeba powiedzieć wprost, bo inaczej cała reszta jest oszustwem: dla trzynastowiecznej Jaćwieży nie mamy ani jednego imienia bóstwa z epoki.

Wszystko, co się o ich bogach pisze, jest albo przeniesione od Prusów i Litwinów, albo wzięte z książeczki spisanej dwieście pięćdziesiąt lat po podboju i o innych ludziach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data dzienna układu w Dzierzgoniu podawana jest dwojako: 2 albo 7 lutego 1249 roku.
  • Czy Kurcho to imię bóstwa, czy nazwa postaci obrzędu żniwnego.
  • Czy sambijscy Sudowowie z XVI wieku przechowali cokolwiek sprzed 1283 roku, czy przejęli obrzędy pruskich sąsiadów, wśród których ich osadzono.
  • Z dwóch dat dziennych 2 lutego ma mocniejsze oparcie w samym dokumencie, 7 lutego chodzi głównie po zestawieniach.
  • Formalnie ugodę przyjęli Pomezanie, a w imieniu Warmów i Natangów podpisano ją zaocznie, więc ich udział jako stron bywa podważany.

Skąd to wiadomoUkład w Dzierzgoniu z lutego 1249 roku; konstytucje synodalne z 1530 roku; niemiecka książeczka o Sudowach znana z odpisów i druków z lat 1561–1562.

Suwalszczyzna i wschodnie Mazury, II–VI wiek

Konie w grobach, tysiąc lat przed kroniką

Zapis z tamtych czasów

W kurhanach pod Suwałkami leżą konie z rzędem — obrzęd, który dokument z 1249 roku będzie Prusom zakazywał tysiąc lat po usypaniu tych kopców.

Czytaj dalej

Nazwę wzięto z geografii z II wieku, w której obok Galindów wymieniono Sudinów; stąd pochodzi etykieta kultury sudowskiej.

Kultura ta trwa od połowy II do VI albo VII wieku i zajmuje wschodnie Mazury, Suwalszczyznę w dorzeczu Czarnej Hańczy oraz Równinę Augustowską.

Dzieli się na trzy skupiska — suwalskie, gołdapskie i augustowskie — a swoich zmarłych chowa w kamiennych kurhanach.

Najpierw są to pochówki szkieletowe w komorze pośrodku kopca, potem coraz częściej ciałopalenie, a w okresie wędrówek ludów kurhany rodzinne z kilkoma spaleniami naraz.

W bogatszych grobach leżą miecze, pasy ze złoceniami i oszczepy nabijane srebrem, a obok nich jamy ze szkieletami koni i elementami rzędu.

To świadectwo nie spisane, tylko usypane: obrzęd widać w ziemi, choć nikt go wtedy nie opisał słowami i nikt nie podał imienia bóstwa, któremu służył.

Kłopot polega na tym, że kultura ta gaśnie około VI–VII wieku, a Jaćwingowie z kronik pojawiają się kilkaset lat później — most między jednym a drugim jest domysłem, nie faktem.

Cmentarzysko w Szwajcarii, dziś w granicach Suwałk, badano wykopaliskowo w latach 1955–1966, a kopce mierzą od sześciu do dwudziestu jeden metrów średnicy, przy czym większość osiadła do niespełna pół metra wysokości.

Rezerwat na tym cmentarzysku powołano zarządzeniem z 31 października 1959 roku: akt powołujący wymieniał 4,12 hektara, dzisiejsze rejestry podają 3,39.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kulturę sudowską wolno wprost przypisywać Jaćwingom; brakuje ogniw z VII–IX wieku.
  • Datowanie pojedynczych kurhanów bywa rozciągane o stulecie w obie strony.
  • Czy pochówek konia znaczy to samo w II wieku i w XIII, gdy ten sam zwyczaj zakazywano u Prusów.
  • Użytkowanie samego cmentarzyska w Szwajcarii zamykane bywa na V wieku, choć całą kulturę sudowską ciągnie się do VI albo VII stulecia.

Skąd to wiadomoKurhany kamienne z II–VI wieku; badania cmentarzyska pod Suwałkami z lat 1955–1966; wzmianka geograficzna z II wieku o Sudinach i Galindach.

Szurpiły na Suwalszczyźnie, XII–XIII wiek

Cmentarz bez grobów

Zapis z tamtych czasów

Siedem kilogramów przepalonych kości, ponad tysiąc siedemset przedmiotów i ani jednej jamy grobowej — sześćdziesiąt procent wyposażenia pocięto lub połamano.

Czytaj dalej

Stanowisko na zboczu zwanym Mosiężysko znaleziono dopiero wiosną 2008 roku, podczas prospekcji z wykrywaczami metali; wcześniejsze wykopaliska przeszły obok niego.

Datowanie wskazuje na XII i XIII wiek, a więc na pokolenia, które zobaczyły wyprawy Daniela Halickiego i wojnę z zakonem.

Zmarłych palono na miejscu, a resztki stosu — kości, popiół i wyposażenie — zostawiano albo rozrzucano po powierzchni gruntu.

Nie ma tu rzędów jam, nie ma popielnic ani pojedynczych grobów; jest jedna wspólna warstwa, w której wszyscy leżą razem.

Zebrano z niej blisko siedem kilogramów przepalonych kości, ponad tysiąc siedemset wydzielonych zabytków i prawie dziesięć tysięcy ułamków naczyń.

Blisko sześćdziesiąt procent przedmiotów nosi ślady cięcia, łamania lub wyginania, a część rozdrobniono na kawałki mniejsze niż centymetr.

To najbliższe, co mamy do opisu jaćwieskiej wiary z czasów, gdy była jeszcze żywa, i nie ma w tym ani jednego imienia, ani jednego słowa.

W tej warstwie nie daje się wydzielić ani jednego pojedynczego pochówku, więc kto i ilu tam leży, pozostaje nieustalone, a zdanie o obrzędzie zacierającym odrębność zmarłego jest odczytaniem takiego układu, nie jego zapisem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy niszczenie przedmiotów było „uśmiercaniem" wyposażenia, czy zabezpieczeniem go przed rabunkiem.
  • Ilu ludzi kryje ta warstwa i przez ile pokoleń narastała.
  • Czy takie cmentarzysko jest w Jaćwieży regułą, czy osobliwością tego jednego ośrodka.
  • Czy brak wydzielonych grobów to reguła obrzędu, czy skutek tego, że warstwa leży na zboczu i mogła zostać rozmyta oraz rozorana.

Skąd to wiadomoCmentarzysko odkryte w 2008 roku i datowane na XII–XIII wiek; zespół osadniczy w Szurpiłach użytkowany od IX do XIII wieku.

skraj Puszczy Białowieskiej, znalezisko z 1978 roku

Dwieście piętnaście słów z okładki modlitewnika

Zapis po chrzcie

Jedyny spis jaćwieskich słów kupiono razem ze starym modlitewnikiem, oryginał trafił na śmietnik, a został odpis zrobiony ręką osiemnastolatka.

Czytaj dalej

Nagłówek spisu brzmiał „Pogańske gwary z Narewu", a słów było dwieście piętnaście.

Datowanie oryginału waha się między XVI a XVII wiekiem, a według jednej propozycji mieści się między 1670 a 1730 rokiem — co znaczyłoby, że ktoś mówił tak jeszcze czterysta lat po podboju.

Wśród haseł stoi bóg jako deuš i diabeł jako tuołis, a pod hasłem „pogańske" dwa imiona: Pjarkus i łaume.

To jedyne miejsce w całym zachowanym zasobie tej mowy, gdzie w ogóle pada imię bóstwa, i jest to hasło w słowniku, nie opis obrzędu.

Autentyczność bywa kwestionowana; przeciwna lektura widzi w tym miejscową gwarę litewską, nie mowę Jaćwingów.

W 1978 roku młody białoruski zbieracz starych książek kupił w Nowym Dworze przy skraju Puszczy Białowieskiej modlitewnik, w którego okładkę wszyto karty ze spisem słów.

Rodzice pozbyli się oryginału pod nieobecność właściciela, ocalał więc wyłącznie jego własnoręczny odpis, i to odpis z błędami przepisania.

Odpis trafił do uniwersytetu w Wilnie w 1983 roku, a rok później ogłoszono go drukiem i odczytano jako zabytek mowy jaćwieskiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy odpis jest wierny i czy oryginał istniał w opisanej postaci.
  • Czy język spisu to jaćwieski, litewski z podłożem jaćwieskim, czy mieszanina kilku mów pogranicza.
  • Datowanie rozpięte na półtora wieku, od XVI stulecia po lata dwudzieste XVIII.
  • Dwieście piętnaście to liczba haseł, nie różnych wyrazów — po odliczeniu powtórzeń wychodzi ich mniej.
  • Datowania oryginału nie da się sprawdzić w żaden sposób, bo poza znalazcą nikt tej książki nie widział.

Skąd to wiadomoOdpis sporządzony w 1978 roku i ogłoszony drukiem w 1984 roku; zaginiony modlitewnik łaciński z XVII lub XVIII wieku.

Jaćwież, 1283–1422 i później

Sto czterdzieści lat pustki i nazwy, które zostały

Zapis z tamtych czasów

Po 1283 roku kraj zarósł puszczą tak dokładnie, że granicę z 1422 roku wytyczono przez las, w którym nie było już kogo zapytać o drogę.

Czytaj dalej

Po upadku Sudowii w 1283 roku ziemie jaćwieskie w znacznej części się wyludniły, a pokryła je Wielka Puszcza.

Okres od 1283 do 1422 roku opisuje się jako pustkę osadniczą: nie ma w nim ani grodów, ani danin, ani parafii.

Wytyczona wtedy linia utrzymała się na mapach przez stulecia, choć oddzielała puszczę od puszczy.

Nowe osadnictwo ruszyło dopiero w XVI wieku, z Mazowsza, Litwy i Rusi, więc dzisiejsi mieszkańcy Suwalszczyzny nie są prostą kontynuacją dawnych.

Nazwiska, które się tu dziś nosi, przyszły razem z tym osadnictwem i nie prowadzą do jaćwieskich imion — ciągłość została w nazwach miejsc, nie w ludziach.

Zostały za to nazwy: Mieruniszki z krzyżackiej Meruniski, Szurpiły, Jatwieź Duża pod Suchowolą, a w Sambii kąt osadzony przesiedleńcami nosił miano Sudauer Winkel do 1945 roku.

Lud przestał istnieć w 1283 roku, a jego nazwa jest w użyciu do dziś i to jest najdłuższy ślad, jaki po sobie zostawił.

27 września 1422 roku pokój mełneński, zawarty przez Polskę i Litwę z zakonem, przeprowadził przez ten las granicę, a Puszcza Sudawska, dzisiejsza Augustowska, przypadła Litwie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak całkowita była ta pustka; spis słów znaleziony pod Puszczą Białowieską każe podejrzewać, że w lasach ktoś jednak został.
  • Które nazwy wodne i miejscowe są jaćwieskie, a które pruskie albo litewskie — warstw nie da się rozdzielić na pewno.
  • Czy „Wielka Puszcza" to opis stanu rzeczy, czy kancelaryjna formuła o ziemi niczyjej, wygodna przy wytyczaniu granicy.
  • Nazwa Jatwieź Duża w dzisiejszym brzmieniu weszła do rejestru po 1995 roku; starsza postać to Jatwieź Wielka, po białorusku Ятвезь Вялікая.

Skąd to wiadomoDokumenty zakonne i litewskie z XIV i XV wieku; pokój mełneński z 27 września 1422 roku; rejestry osadnicze z XVI wieku; nazwy na mapach aż do 1945 roku.

Jaćwież i jej sąsiedzi, porównania z XIII–XVI wieku

Co wolno domniemywać i na jakiej podstawie

Złożone później

O wierze Jaćwingów nie wiemy nic wprost, więc uzupełnia się ją z sąsiadów. To metoda, nie zapis — i warto wiedzieć dokładnie, gdzie się kończy.

Czytaj dalej

Jaćwingowie mówili językiem bliskim pruskiemu i litewskiemu, a z obu tych ludów mamy świadectwa, których o nich brak — stąd pokusa, by przenieść jedno na drugie.

Z Prusami łączy ich zapis z 1249 roku o paleniu zmarłych wraz z końmi i bronią, a takie pochówki leżą w suwalskich kurhanach z II–VI wieku; zbieżność jest rzeczywista, tyle że rozpięta na tysiąc lat.

Z Litwinami łączy ich to, że w 1283 roku część ludu odeszła właśnie na Litwę i tam się rozpłynęła, a co zabrała ze sobą, nie wiadomo.

Imię Pjarkus ze spisu słów znalezionego pod Puszczą Białowieską odpowiada litewskiemu bogu gromu i pruskiemu Parkunsowi — to najmocniejsza przesłanka, jaką mamy, i wciąż jest to hasło ze słownika, nie opis obrzędu.

Porównania indoeuropejskie pozwalają odtworzyć bóstwo nieba, gromu i słońca dla całej rodziny bałtyjskiej, ale odtwarzają rodzinę, nie Jaćwingów.

Wszystko, co dziewiętnasty wiek dorobił do tego obrazu — kapłanki, wieczne ognie, świątynna hierarchia — jest literaturą, a przy Jaćwingach nie ma nawet cienia podstawy.

Uczciwa granica przebiega tak: obrzęd pogrzebowy znamy z ziemi, język z dwustu piętnastu słów, imiona wodzów z cudzych akt, a bogów nie znamy w ogóle.

Każde zdanie o jaćwieskim panteonie, które brzmi pewniej niż to, jest domysłem podanym za wiedzę.

Szesnastowieczna kronika pruska, z której pochodzą Widewuto, Bruteno, chorągiew z Romowe oraz bóstwa Patollo i Natrimpe, bywa podawana za zapis dawny, choć jest kompilacją nowożytną i przy Jaćwingach nie znajduje żadnego zastosowania.

Listy bóstw litewskich z XVI i XVII wieku rozrastają się z każdym przepisaniem, więc im późniejszy spis, tym więcej w nim imion i tym mniej podstawy — do Jaćwingów żaden z nich się nie odnosi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wolno przenosić na Jaćwingów cokolwiek z Prus i Litwy, skoro byli osobnym ludem z własnym językiem i własnymi okręgami.
  • Czy Pjarkus ze spisu słów to ślad rodzimego kultu, czy zapożyczenie od litewskich sąsiadów z XVII wieku.
  • Jak daleko sięga wspólne dziedzictwo bałtyjskie, a od którego miejsca zaczynają się różnice lokalne, których żadne porównanie nie odtworzy.
  • Czy zbieżność obrzędu pogrzebowego z kurhanów II–VI wieku z zakazem z 1249 roku świadczy o ciągłości, czy tylko o tym, że ten sam zwyczaj trwał w całej rodzinie bałtyjskiej niezależnie od Jaćwingów.

Skąd to wiadomoPorównanie z zapisami pruskimi z 1249 roku i z XVI wieku, z litewskimi z XIV–XVI wieku oraz z materiałem z kurhanów z II–VI wieku; spis słów znany z odpisu z 1978 roku.

Ryga, Dźwina, Gauja

Zapisane, kiedy jeszcze trwało

Najbogatszy opis żywego pogaństwa w całej strefie bałtyckiej nie powstał ani w Prusach, ani na Litwie, lecz nad Dźwiną — i powstał wtedy, gdy autor jeszcze to oglądał. Ksiądz Henryk tłumaczył papieskiemu legatowi i trzymał parafię wśród Łatgalów, a swoją kronikę doprowadził do zimy 1227 roku. Obok niej stoją układy z Kurami z lat 1230–1231 i wierszowana kronika sprzed roku 1300. Przy każdej scenie trzeba jednak pytać, którego ludu dotyczy: Liwowie i Estowie nie są Bałtami, a Łatgalowie, Zemgalowie, Kurowie i Selowie są.

Spotkanie zbrojnych wspólnot nad Dźwiną na początku XIII wieku
Współczesna rekonstrukcja artystyczna Inflant około 1205 roku. Stroje, łodzie i zabudowa są wizualną interpretacją realiów epoki.
Liwowie, Łatgalowie, Selowie, Zemgalowie, Kurowie i Estowie; dorzecze Dźwiny i Gaui; lata 1180–1227

Kronika pisana, zanim wystygło

Zapis z tamtych czasów

Ksiądz Henryk pisał o pogaństwie nad Dźwiną w latach dwudziestych XIII wieku, kiedy sam je jeszcze oglądał i tłumaczył papieskiemu legatowi.

Czytaj dalej

Czas powstania nie jest tu ozdobnikiem, tylko rdzeniem wartości tekstu. Opis oblężenia z 1210 roku wyszedł spod ręki człowieka, który mieszkał wtedy dwa dni drogi od Rygi, a opis losów ciągnionych nad Ymerą — spod ręki kogoś, kto przy tym stał i tłumaczył. Nic z tego nie przeszło przez trzy pokolenia ustnego przekazu ani przez kancelarię układającą przeszłość pod bieżącą potrzebę.

Autor umieścił się w tekście sam: ksiądz Henryk, wyświęcony w Rydze i osadzony na parafii wśród Łatgalów nad rzeką Ymerą, tłumacz przy legacie Wilhelmie z Modeny w latach 1225–1227. Kronikę doprowadził do zimy 1227 roku, a pisał ją wtedy, gdy Kursa, Żmudź i Litwa leżały jeszcze poza zasięgiem misji, w Zemgalii zaś chrzest sięgnął dopiero pojedynczych okręgów i za każdym razem był odrzucany.

Oryginał zaginął, a znamy rzecz wyłącznie z odpisów, których naliczono kilkanaście. Najstarszy, pergaminowy Codex Zamoscianus, datowany bywa na koniec XIII albo już na XIV stulecie, urywa się na dwudziestym trzecim rozdziale i leży dziś w Bibliotece Narodowej w Warszawie; pozostałe kopie pochodzą z XIV–XIX wieku. Dalszy ciąg czytamy wyłącznie z odpisów młodszych, co dla ostatnich rozdziałów oznacza jedno ogniwo pośrednie więcej niż dla początku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pochodzenia Henryka nie da się rozstrzygnąć z tekstu: mówi po łatgalsku i po liwsku, a pisze jako człowiek kościoła ryskiego.
  • Kronika jest sprawozdaniem strony zwycięskiej, pisanym na użytek legata; o rzeczach niewygodnych dla Rygi milczy albo je skraca.
  • Rachuba biegnie latami biskupstwa Alberta, od wiosny do wiosny, więc przeliczenie na rok kalendarzowy bywa niepewne o kilka miesięcy.
  • Wieku najstarszego odpisu nie da się ustalić co do ćwierćwiecza; różnica między końcem XIII a XIV stuleciem to różnica jednego pokolenia kopistów i przy tej kronice bywa rozstrzygana różnie.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, doprowadzona do roku 1227, spisana w latach dwudziestych XIII wieku; najstarszy odpis Codex Zamoscianus, koniec XIII wieku, Biblioteka Narodowa w Warszawie

Liwowie, Łatgalowie, Selowie, Zemgalowie, Kurowie, Estowie, Litwini; Inflanty i pogranicze; XIII wiek

Pięć ludów, trzy rodziny, jedna wojna

Zapis z tamtych czasów

Pod Rygą biły się obok siebie ludy z trzech różnych rodzin językowych. Liwowie i Estowie nie są Bałtami; Łatgalowie, Zemgalowie, Kurowie i Selowie są.

Czytaj dalej

Kronika wylicza po imieniu Liwów z dolnej Dźwiny i z Turaidy, Łatgalów z Tālavy i znad Ymery, Selów z grodu nad Dźwiną, Zemgalów spod Tērvete, Kurów znad morza, Estów z Sakali, Ugaunii i Ozylii oraz Litwinów, którzy przechodzili Dźwinę na wyprawy. Traktuje je jako osobne ludy, z własnymi starszymi, własnymi układami i osobno wydawanymi zakładnikami.

Najgłośniejsze sceny pogańskie tej kroniki dotyczą ludów ugrofińskich, nie bałtyjskich. Zmycie chrztu w Dźwinie to Liwowie, koń nad włócznią to Liwowie z Turaidy, bóg Tharapita to Ozylianie, czyli Estowie z wyspy. Kto przenosi te obrazy wprost na Prusów albo na Litwinów, przypisuje Bałtom cudzy obrzęd i cudzego boga.

Podział przebiega jednak inaczej, niż podpowiada wspólna wojna. Liwowie i Estowie mówili językami ugrofińskimi, spokrewnionymi z fińskim, a nie z litewskim. Bałtami są Łatgalowie, Zemgalowie, Kurowie i Selowie, a zza rzeki także Litwini i Żmudzini. Trzecią rodzinę wnoszą ruscy sąsiedzi z Połocka i Pskowa, mówiący językiem słowiańskim, ściągający daninę i chrzczący po swojemu. Sojusze biegły w poprzek wszystkich trzech podziałów: w 1210 roku Liwowie posłali najpierw do Kurów, a Kurowie do Estów, Litwinów, Zemgalów i Rusinów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Sam podział na ludy bałtyjskie i ugrofińskie wynika z porównania języków dokonanego setki lat po kronice; XIII-wieczny pisarz go nie znał i nie stosował.
  • Kaupo z Turaidy, najgłośniejszy neofita tej kroniki, był Liwem — przy zestawieniach bałtyjskich trzeba to mówić wprost.
  • Granica między Łatgalami a Liwami nad dolną Gaują nie była ostra; część wsi kronika przypisuje raz jednym, raz drugim.
  • Nagłówek liczy pięć ludów, a kronika wymienia ich w tej samej wojnie siedem; liczba jest skrótem, nie wyliczeniem.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdziały o latach 1198–1227; spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Kurowie, Zemgalowie, Selowie, Łatgalowie, Litwini — i Estowie z Ozylii; Inflanty; lata 1180–1227

Ani jednego imienia bałtyjskiego boga

Zapis z tamtych czasów

Najbogatsza kronika żywego pogaństwa w tej strefie podaje imię jednego boga — Tharapity Ozylian. Żadnego bóstwa bałtyjskiego nie nazywa ani razu.

Czytaj dalej

Ilekroć kronika mówi o kulcie Kurów, Zemgalów, Selów, Łatgalów albo Litwinów, używa liczby mnogiej i nie pada żadne imię: ich bogowie, wola ich bogów, łaska ich bogów, losy ich bogów. Przez czterdzieści siedem lat opisanych wydarzeń, przy scenach ofiary, wróżby i przysięgi, nie zapisano ani jednego bałtyjskiego imienia bóstwa.

Imię pada jeden raz i jest estońskie. Przy chrzcie wsi na pograniczu Wironii, około 1220 roku, księża usłyszeli od miejscowych, że na tamtejszej górze porosłej pięknym lasem urodził się wielki bóg Ozylian zwany Tharapita i że stamtąd odleciał na Ozylię. Drugi ksiądz ścinał wtedy postawione tam podobizny bogów, a ludzie dziwili się, że nie płynie z nich krew.

Podobnie jest z ludźmi obrzędu. Kronika wymienia jednego wróżbitę, bez imienia, przy koniu w Turaidzie, a więc u Liwów; nie zna żadnej świątyni, żadnego kapłańskiego urzędu ani hierarchii u ludów bałtyjskich. Imiona bałtyjskich bogów wchodzą do pisma dopiero po niej: pierwsze nazywa akt rozejmowy z Prusami z lutego 1249 roku, dwadzieścia dwa lata po zamknięciu kroniki, kolejne zapiski ruskie z lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Milczenie nie dowodzi, że imion nie było — dowodzi, że naoczny świadek ich nie zapisał albo nie uznał zapisania za potrzebne.
  • Henryk pisał dla legata i mógł świadomie nie utrwalać imion, które kościół chciał wymazać; tego z samego tekstu sprawdzić się nie da.
  • Wzmianka o Tharapicie dotyczy Estów z wyspy i nie wolno jej przenosić na sąsiednie ludy bałtyjskie.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka: opis chrztu wsi w Wironii (około 1220) i oblężenia grodu na Ozylii (1227); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Kurowie i Litwini nad dolną Dźwiną; Inflanty; rok 1201

Ryga staje, Kurowie pieczętują pokój krwią

Zapis z tamtych czasów

Latem 1201 roku na polu przy przystani stanęła Ryga. Kurowie przysłali posłów po pokój i przypieczętowali go rozlaniem krwi, bo taki był ich obyczaj.

Czytaj dalej

Biskup Albert wrócił do Inflant w trzecim roku po swojej konsekracji i tego samego lata, na szerokim polu, przy którym mogła powstać przystań dla statków, zbudowano miasto Rygę. Był rok 1201. Dwa dotychczasowe punkty oparcia misji nad Dźwiną, Ikšķile i Salaspils, zostały za nowym miastem jako grody drugiego rzędu, a ciężar całej sprawy przesunął się do ujścia rzeki.

Wieść o mieście poszła szybko i wróciła posłami. Kurowie, usłyszawszy o przybyciu biskupa i o zaczętym mieście, przysłali do niego ludzi po pokój, a zawarty pokój — jak zaznacza kronikarz — umocnili rozlaniem krwi, bo taki był obyczaj pogan. Tego samego roku przyszli po pokój także Litwini i zawarli z chrześcijanami przymierze przyjaźni, a następnej zimy ruszyli Dźwiną na Zemgalię.

Rozlanie krwi przy układzie to jedyny opisany obrzęd przysięgi Kurów i pochodzi z roku założenia Rygi. Kronika nie mówi, czyja to była krew ani co dokładnie z nią robiono; podaje samą czynność i nazywa ją zwyczajem pogańskim, po czym wraca do spraw miasta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kronika nie opisuje przebiegu obrzędu: czy krew była ludzka, czy zwierzęca, nie wiadomo.
  • Formuła o pogańskim obyczaju mogła być pisarskim skrótem na każdą niechrześcijańską przysięgę, a nie opisem konkretnej czynności Kurów.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o trzecim roku biskupa Alberta (1201); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Liwowie znad dolnej Dźwiny; Inflanty; przed 1196 rokiem — i Estowie z Sakali w 1223

Chrzest zmyty w rzece i odesłany

Zapis z tamtych czasów

Liwowie znad Dźwiny uznali, że chrzest da się zmyć wodą i odesłać rzeką z powrotem do Niemiec. Zrobili to jeszcze za pierwszego biskupa, przed 1196 rokiem.

Czytaj dalej

Za Meinharda, pierwszego biskupa, Liwowie zaczęli wypierać misję krok po kroku: rozkradali dobro, bili czeladź i postanowili wygnać go ze swoich granic. Do tego doszło zmycie chrztu — kąpiąc się w Dźwinie, sądzili, że usuwają z siebie chrzest przyjęty w wodzie i odsyłają go rzeką z powrotem do Niemiec. Kronikarz notuje to jednym zdaniem, bez zdziwienia i bez wykładu.

Rzecz nie jest odosobniona, ale też nie jest bałtyjska. W 1223 roku, gdy Sakala i Ugaunia zrzuciły chrzest, Estowie odebrali sobie żony odesłane w czasie chrześcijaństwa, wykopali z cmentarzy ciała swoich zmarłych i spalili je dawnym pogańskim obyczajem, a siebie, domy i grody obmyli wodą i wymietli miotłami, żeby usunąć sakrament ze swoich granic.

Obie sceny dotyczą ludów ugrofińskich: Liwów i Estów. U Kurów, Zemgalów, Selów ani Łatgalów kronika zmywania chrztu nie notuje, choć opisuje ich odstępstwa i wznowione wojny. Z tego nie wynika, że Bałtowie tego nie robili — wynika tylko tyle, że nikt tego o nich nie zapisał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kronika nie podaje roku zmycia chrztu w Dźwinie; wydarzenie mieści się w czasach pierwszego biskupa, czyli przed 1196 rokiem.
  • Zdanie o odesłaniu chrztu rzeką do Niemiec może być zapisem tego, co Liwowie mówili, albo pisarskim wyostrzeniem — tekst tego nie rozróżnia.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka: rozdział o czasach biskupa Meinharda (przed 1196) oraz rozdział o odstępstwie Sakali i Ugaunii w 1223 roku

Liwowie z Turaidy nad Gaują; Inflanty; przed 1196 rokiem

Koń przestępuje włócznię

Zapis z tamtych czasów

Liwowie z Turaidy chcieli złożyć mnicha w ofierze bogom za zalany deszczem zbiór. O jego życiu rozstrzygnęła noga konia przestępującego włócznię.

Czytaj dalej

Teodoryk, cysters, współpracownik biskupa Meinharda i późniejszy biskup w Estonii, miał zboże bujniejsze niż sąsiedzi, a ich plony niszczył ulewny deszcz. Liwowie z Turaidy postanowili złożyć go za to w ofierze swoim bogom. Zebrał się lud i zapytano losem o wolę bogów co do ofiary — nie o to, czy zabić, lecz czy bogowie tego chcą.

Obrzęd przebiegł tak: położono włócznię i przeprowadzono przez nią konia. Jedna noga była z góry przypisana życiu, druga śmierci, a koń wysunął naprzód tę pierwszą. Mnich modlił się w tym czasie ustami i błogosławił ręką. Wróżbita orzekł wtedy, że Bóg chrześcijan siedzi koniowi na grzbiecie i sam porusza jego nogą, więc grzbiet trzeba zetrzeć, żeby Bóg z niego zsunął się na ziemię.

Grzbiet starto i koń przestąpił tak samo jak przedtem, a Teodoryka zachowano przy życiu. Jest to jedyny w tej kronice opis wróżby podany krok po kroku — i dotyczy Liwów, ludu ugrofińskiego, a nie Bałtów. Ten sam pisarz wie o losach ciągnionych przez Kurów, Zemgalów i Łatgalów, ale ani razu nie mówi, jak się to u nich odbywało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kronika nie podaje roku; scena stoi wśród wydarzeń sprzed 1196 roku, tuż obok zapisu o zaćmieniu słońca w dzień świętego Jana, opatrzonym rokiem 1191.
  • Wróżenie z konia przestępującego włócznie notowano i u innych ludów nadbałtyckich, tutaj jednak zapisano je u Liwów; przeniesienie sceny na Prusów czy Litwinów nie ma oparcia w tym tekście.
  • Która noga znaczyła życie, kronika nie mówi — podaje tylko, że była wyznaczona z góry.
  • Wróżbę z konia przestępującego włócznie opisano także u Słowian połabskich i pomorskich, w zapisach o stulecie wcześniejszych; to jednak inna rodzina ludów, więc podobieństwo obrzędu nie dowodzi wspólnego zwyczaju ani wspólnego pochodzenia.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o czasach biskupa Meinharda (przed 1196); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Litwini i Zemgalowie; dolna Dźwina i pogranicze estońskie; rok 1205

Pięćdziesiąt wdów po litewskiej wyprawie

Zapis z tamtych czasów

Po rozbiciu litewskiej wyprawy z 1205 roku pięćdziesiąt kobiet powiesiło się, bo wierzyły, że zaraz będą żyć z mężami w innym życiu.

Czytaj dalej

W poście 1205 roku, w porze, o której kronikarz zaznacza, że te ludy właśnie wtedy najczęściej ruszały na wyprawy, blisko dwa tysiące Litwinów przeszło Dźwiną obok Rygi i poszło na Estów. Wiesthard, starszy Zemgalów, przyjechał do miasta ostrzec Niemców i namówić ich do uderzenia; posiłki dostał dopiero wtedy, gdy wydał po jednym zakładniku z każdego grodu Zemgalii.

To jedno zdanie jest najwcześniejszym zapisem bałtyjskiego wyobrażenia o losie po śmierci, podanym razem z powodem, a nie wyprowadzonym z domysłu. Powód wyłożono bez ogródek: nie żałoba, lecz przekonanie o dalszym wspólnym życiu. Żadnego boga, żadnej krainy zmarłych ani żadnego obrzędu kronikarz przy tym nie nazywa.

Wracających z łupem Litwinów rozbito wspólnymi siłami. W tym miejscu kronika podaje relację z drugiej ręki i wprost zaznacza, skąd ją ma: pewien ksiądz, którego imienia nie wymienia, trzymany wówczas w niewoli u Litwinów, opowiedział, że pięćdziesiąt kobiet zabiło się przez powieszenie z powodu śmierci mężów, ponieważ wierzyły, że wnet będą z nimi żyły w innym życiu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba pięćdziesięciu pochodzi od jeńca opowiadającego o cudzym kraju; kronikarz sam tego nie widział i wyraźnie zaznacza, od kogo wie.
  • Nie wiadomo, czy chodziło o Litwinki, czy o kobiety z ludów zależnych idących z wyprawą.
  • Zdanie o wspólnym życiu po śmierci jest tłumaczeniem cudzego przekonania na łacinę przez księdza — ich własnych słów nie znamy.
  • Imienia świadka kronika nie podaje — mówi tylko 'pewien ksiądz'; każde imię dostawione do tej sceny pochodzi spoza źródła.
  • Starsze opisy pogrzebów nad Bałtykiem są, ale mówią o czynnościach, nie o wierze; ta wzmianka jest najwcześniejsza tylko wtedy, gdy trzymać się warunku, że przekonanie zostało nazwane wprost.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o siódmym roku biskupa Alberta (1205); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Zemgalowie spod Tērvete i Litwini; Zemgalia; rok 1208

Zemgalski starszy powołuje się na swoje losy

Zapis z tamtych czasów

Starszy Zemgalów przyjechał do Rygi po wojsko i na dowód powodzenia podał, że losy jego bogów wypadły pomyślnie. Ryżanie odpowiedzieli, że o te losy nie dbają.

Czytaj dalej

W 1208 roku Wiesthard, starszy Zemgalów, wielokrotnie łupiony przez Litwinów na całym pograniczu, szykował wyprawę odwetową i prosił Rygę o ludzi. Do wagi argumentów dołożył dwa: że sam wcześniej wspierał ryżan przeciw innym poganom oraz że losy jego bogów wypadły po lepszej stronie. Podał to jako rękojmię powodzenia, w mieście, które właśnie te bogi zwalczało.

Starszyzna ryska odpowiedziała, że o losy jego bogów nie dba, i odmówiła, powołując się na małą liczbę własnych ludzi. Ustąpiła dopiero przed naleganiem: wysłano pięćdziesięciu kilku zbrojnych, rycerzy i kuszników, kilku braci zakonu rycerskiego, a z nimi Daniela, księdza Idumejczyków.

Pod samą granicą litewską wojsko stanęło na nocleg i wtedy Zemgalowie pytali swoich bogów o przyszłość. Rzucali losy, prosili o łaskę i pytali wprost, czy wieść o ich pochodzie już poszła i czy Litwini wyjdą do bitwy. Los padł, że wieść poszła i że Litwini są gotowi; Zemgalowie chcieli zawracać, a Niemcy odmówili odwrotu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kronika nie mówi, czym były zemgalskie losy ani kto je rzucał — podaje samą czynność i jej wynik.
  • Scenę odmowy znamy wyłącznie z pióra strony chrześcijańskiej, dla której było to wystąpienie budujące przewagę własnej wiary.
  • Nie wiadomo, czy pytanie o wieść i gotowość nieprzyjaciela było stałą formułą, czy doraźnym pytaniem tej jednej nocy.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o dziesiątym roku biskupa Alberta (1208); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Selowie znad Dźwiny; Selia; rok 1207

Trzy warunki dla grodu Selów

Zapis z tamtych czasów

Od Selów oblężonych w grodzie nad Dźwiną zażądano trzech rzeczy naraz: porzucenia bałwochwalstwa, chrztu i usunięcia Litwinów z grodu.

Czytaj dalej

W dziewiątym roku biskupa Alberta, czyli w 1207, wojsko ryskie z braćmi zakonnymi obległo gród Selów nad Dźwiną. Raniono wielu strzałami, chwytano ludzi po wsiach, znoszono drewno i podpalano je pod wałem, nie dając odpoczynku ani w dzień, ani w nocy. Starszyzna wywołała wtedy potajemnie posłów i poprosiła o pokój.

Odpowiedź miała postać trzech warunków podanych razem i na jednym oddechu: wyrzec się bałwochwalstwa, przyjąć chrzest oraz usunąć z grodu Litwinów, nieprzyjaciół imienia Chrystusa. Selom warunki odpowiadały; wydali swoich chłopców na zakładników i przyrzekli słuchać chrześcijan we wszystkim.

Kapłani weszli do grodu, pouczyli mieszkańców w wierze, pokropili gród wodą święconą i zatknęli na wieży chorągiew Najświętszej Panny. Najwięcej mówi tu warunek trzeci: zerwanie przymierza z Litwinami stało w jednym szeregu z porzuceniem bogów. Wiara i sojusz wojenny zostały w tym akcie zszyte w jedną rzecz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Selowie mają w tej kronice jeden rozbudowany opis i kilka wzmianek; ich kult streszczono jednym słowem o bałwochwalstwie, użytym przez stronę stawiającą warunki, i nie opisano go wcale.
  • Rok odtwarzamy z rachuby lat biskupich, biegnącej od wiosny do wiosny — oblężenie mogło wypaść na przełomie 1207 i 1208.
  • Nie wiadomo, ilu Litwinów faktycznie stało w grodzie ani czy byli załogą, czy gośćmi sojuszniczymi.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o dziewiątym roku biskupa Alberta (1207); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Łatgalowie znad Ymery i z Tālavy; Inflanty między Rygą a Pskowem; rok 1207

Łatgalowie ciągną los o to, czyj ma być chrzest

Zapis z tamtych czasów

Łatgalowie znad Ymery przyjęli misjonarza z radością, ale wpierw rzucili losy i zapytali bogów, czy chrzcić się po rusku z Pskowa, czy po łacinie z Rygi.

Czytaj dalej

Zanim jednak przyjęli chrzest, rzucili losy i zapytali o zgodę swoich bogów: czy mają przyjąć chrzest Rusinów z Pskowa, razem z resztą Łatgalów z Tālavy, czy chrzest łaciński. Rusini bowiem przyszli byli wcześniej i ochrzcili swoich Łatgalów z Tālavy, od dawna im daninę płacących. Los padł na łacinników i te wsie policzono do kościoła ryskiego.

Alebrand ochrzcił kilka wsi i wrócił do Rygi, a biskup posłał tam z nim swojego wychowanka Henryka, świeżo wyświęconego. Ten zbudował kościół, wziął go jako beneficjum i zamieszkał wśród Łatgalów, wystawiony — jak sam zaznacza — na liczne niebezpieczeństwa. Tym wychowankiem jest autor kroniki; w tym miejscu pisze o samym sobie i stąd bierze się jego znajomość rzeczy.

Ksiądz Alebrand wracał z nieudanego poselstwa do Ugaunii i po drodze zagadnął o chrzest Łatgalów siedzących nad rzeką Ymerą. Przyjęli słowo chętnie, bo Litwini raz po raz ich pustoszyli, a Liwowie stale gnębili, i liczyli, że przez Niemców zostaną podniesieni i obronieni. Sprawa miała więc od początku dwie warstwy: wiarę i osłonę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kronikarz przedstawia wybór wyznania jako wynik losowania; nie da się rozstrzygnąć, ile w tym było obrzędu, a ile rachuby między Pskowem a Rygą.
  • Chrzest ruski części Łatgalów z Tālavy poprzedza rok 1207, ale kronika nie podaje ani jego daty, ani zakresu.
  • Autor jest tu stroną wydarzenia, które opisuje, co wzmacnia wiarygodność szczegółu i osłabia bezstronność oceny.
  • Której dzisiejszej rzece odpowiada kronikarska Ymera, nie jest przesądzone: najczęściej wskazuje się prawy dopływ Gaui pod Valmierą, w pobliżu kościoła objętego przez autora, bywa też wymieniana Seda.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o dziewiątym roku biskupa Alberta (1207); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Kurowie znad morza; Ryga i dolna Dźwina; lipiec 1210

Kurowie pod Rygą: losy, stos i wielki dzwon

Zapis z tamtych czasów

W lipcu 1210 roku Kurowie oblegli Rygę. Ciągnęli losy o porę uderzenia, a potem spalili swoich zabitych na drugim brzegu i odeszli, bo pogrzeb był pilniejszy.

Czytaj dalej

Po starciu Kurów z pielgrzymami na morzu ludy wokół zaczęły się zsyłać posłami: Liwowie najpierw do Kurów, Kurowie do Estów, Litwinów, Zemgalów i Rusinów, z pytaniem, jak zniszczyć Rygę. Kurowie zeszli się z całym wojskiem, siedzieli w pobliżu i pytali losami o pomoc swoich bogów oraz o odpowiednią porę, a ryskie rozjazdy w tym czasie niczego nie wypatrzyły.

Gdy odezwał się wielki dzwon, bity w mieście tylko w czasie wojny, Kurowie mówili, że ten Bóg chrześcijan ich zjada i pochłania. Kto padł ranny od kamienia z machiny albo od bełtu, temu brat lub inny krewny natychmiast ucinał głowę i dobijał go. Po walce zebrali zabitych, przeprawili się przez Dźwinę, odpoczywali trzy dni, spalili ciała i zawiedli nad nimi lament, a potem odeszli, bardziej zajęci własnym pogrzebem niż miastem.

O świcie morze wyglądało jak zaciągnięte ciemną chmurą. Każdy Kur niósł przed sobą deskę zbitą z dwóch bali i maczugę na kształt pasterskiej laski, żeby ją podeprzeć; gdy słońce padło na białe deski, zabłysły od nich wody i pola. Obrońcy rozsypali na drodze żelazne kolce, po czym sami weszli na nie, wracając z wypadu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Stos widziano z drugiego brzegu i opisano go z pozycji obrońcy miasta; bliższych szczegółów obrzędu kronika nie zna.
  • Dobijanie rannych przez krewnych podano jako rzecz widzianą, ale bez wyjaśnienia, czy była to litość, czy obrzęd — wyprowadzanie z tego wniosków o wierze nie ma podstawy.
  • Dnia zdjęcia oblężenia kronika nie podaje datą, lecz świętem: dniem świętej Małgorzaty, który biskup kazał odtąd obchodzić w mieście.
  • Trzynasty lipca, pod którym scena bywa dziś zapisywana, to przeliczenie dnia świętej Małgorzaty na kalendarz; sama liczba dzienna w kronice nie stoi, a to święto bywa w kalendarzach zachodnich stawiane również na dwudziesty lipca.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o dwunastym roku biskupa Alberta (lipiec 1210); spisana w latach dwudziestych XIII wieku

Liwowie i Łatgalowie; Inflanty nad Dźwiną i Gaują; lata 1202–1210

Jedna trzecia dla braci miecza

Zapis z tamtych czasów

Zanim padł pierwszy kuroński gród, Inflanty podzielono na trzy części. Braciom miecza przypadła jedna, biskupowi dwie — i pierwszy wybór.

Czytaj dalej

Zakon braci miecza powstał w 1202 roku z inicjatywy biskupa Alberta, a papież Innocenty III potwierdził go w 1204. Regułę wzięto od templariuszy, znakiem był miecz i krzyż, a ślubowano posłuszeństwo, ubóstwo i czystość. Mistrzował najpierw Wenno, od 1209 roku Volkwin, i to on zginie na polu w 1236.

W 1207 roku Albert, który Inflanty z całym zwierzchnictwem i prawem otrzymał od cesarza, ustąpił braciom trzecią część kraju z pełną władzą. Ziem jeszcze niezdobytych nie oddał, bo — jak zapisano — nie mógł dać tego, czego nie miał. Papież przyznał im później trzecią część ziem już zdobytych, zostawiając biskupowi czwartą część dziesięcin w ich stronach na znak posłuszeństwa.

Sam podział przeprowadzono w terenie. Bracia rozdzielili Inflanty na trzy i pierwszy wybór oddali biskupowi jako ojcu; ten wziął część Kaupona, czyli Turaidę, oni wybrali sobie drugą część za rzeką Gaują, a trzecią, w Metsepole, zostawili biskupowi. Zabiegi o tę trzecią część ciągnęły się w kurii jeszcze w 1210 roku, gdy wyszły pisma papieskie z dwudziestego października.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Podział obejmował ziemie liwskie i łatgalskie; Kursa, Zemgalia i Selia leżały wtedy poza zasięgiem i weszły do rachunków dopiero po 1230 roku.
  • Kronika powstała z ramienia biskupa, więc spór o trzecią część przedstawia z jednej strony stołu.
  • Zakres władzy cesarskiej nad Inflantami był sam w sobie sporny i rozstrzygano go w Rzymie, nie w terenie.

Skąd to wiadomoKronika inflancka księdza Henryka, rozdział o podziale Inflant (1207), oraz pisma papieskie z 20 października 1210 roku

Żmudzini i Zemgalowie; pogranicze żmudzko-zemgalskie; lata 1236–1237

22 września 1236 i koniec braci miecza

Zapis po chrzcie

22 września 1236 roku Żmudzini i Zemgalowie wybili braci miecza wraz z mistrzem. W 1237 resztę zakonu wcielono do krzyżaków.

Czytaj dalej

Wyprawa wracająca z głębi Żmudzi została zatrzymana 22 września 1236 roku na grząskim terenie, który odebrał jeździe wszystko, co dawało jej przewagę. Poległ mistrz Volkwin i według rachub od czterdziestu ośmiu do sześćdziesięciu braci, a z nimi kilka tysięcy ludzi z pospolitego ruszenia. W tym wojsku szli wtedy także Pskowianie, Liwowie, Łatgalowie, Kurowie i Estowie.

Klęska rozwiązała sieć zależności budowaną przez trzydzieści lat. Podnieśli się Kurowie, Zemgalowie, Selowie i Ozylianie, a zdobycze nad Dźwiną i nad morzem trzeba było zaczynać od nowa. W 1237 roku papież Grzegorz IX wcielił niedobitków braci miecza do zakonu krzyżackiego; odtąd w Inflantach działa gałąź tamtego zakonu, a nie osobne zgromadzenie.

Miejsca bitwy nie ustalono. Tradycja wiąże je z okolicą Szawli, wskazywano też pole pod wsią Jauniūnai w rejonie Janiszek. Nie ma opisu spisanego na gorąco: najobszerniej mówi o tej klęsce rymowana kronika z końca stulecia, a więc tekst o trzy pokolenia młodszy od samego zdarzenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby poległych pochodzą z przekazu zakonnego, zainteresowanego wielkością straty.
  • Udział Zemgalów po stronie zwycięskiej wynika z opisu późniejszego; dokumenty z tamtych lat mówią głównie o skutku, czyli o powstaniu.
  • Dzień 22 września obchodzony jest jako święto bałtyckiej jedności dopiero od 2000 roku — to rocznica nadana współcześnie, nie ślad z epoki.
  • Data dzienna bitwy nie pochodzi z zapisu spisanego na gorąco, lecz z tradycji zakonnej i z rachub późniejszych; w kronice rymowanej, która opisuje klęskę najszerzej, liczby i dzień służą opowieści.
  • Udział Kurów po stronie zakonu w tej wyprawie wynika z przekazu późniejszego i bywa podawany w wątpliwość; pewne jest tylko, że po klęsce Kurowie się podnieśli.

Skąd to wiadomoRymowana kronika inflancka (koniec XIII wieku) oraz akty papieskie o wcieleniu zakonu z 1237 roku

Kurowie z ziem północnych, Bandawy i Wanemy; Kursa; lata 1230–1232

Układ z Lammekinem, 28 grudnia 1230

Zapis z tamtych czasów

28 grudnia 1230 roku kuroński władca Lammekinus przyjął chrzest dla swoich ziem wprost z ręki papieskiego wysłannika, z pominięciem Rygi i zakonu.

Czytaj dalej

Baldwin z Alny, cysters i wysłannik papieża Grzegorza IX, dotarł do Rygi w lipcu 1230 roku. Dwudziestego ósmego grudnia zawarł układ z Lammekinusem, nazwanym w dokumencie królem, oraz ze starszyzną Kurów z ziem północnych, wśród których wymieniono grody Esestua, Durbe i Saggara. Siedemnastego stycznia 1231 podobnym układem objęto starszyznę wsi z Bandawy i Wanemy.

Zobowiązania Kurów wyliczono punkt po punkcie. Natychmiast przyjmą księży; wszyscy — mężczyźni, kobiety i dzieci — dadzą się ochrzcić i będą zachowywać chrześcijańskie obyczaje; będą słuchać biskupa wyznaczonego przez papieża jak ojca i pana; zapłacą takie daniny, jakie płacą mieszkańcy Gotlandii; pójdą na wojnę przeciw poganom i staną w obronie ziem chrześcijańskich; w ciągu dwóch lat wyślą poselstwo do Rzymu.

W zamian obiecano im wolność osobistą i nienaruszalność mienia, dopóki nie odstąpią od wiary, a także zasłonę przed roszczeniami Danii i Szwecji. Objęte układem ziemie zaczęto nazywać Vredecuronia, czyli Kursa pokoju. Całą rzecz prowadzono obok Rygi i obok zakonu — i to przesądziło o jej krótkim życiu, bo żadna z tych dwóch stron nie miała powodu, żeby układu pilnować.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Układ zapadł w zimie głodu; pomoc zbożem bywa wskazywana jako powód ustępliwości Kurów, ale sam dokument o tym milczy.
  • Baldwin został w styczniu 1232 biskupem Zemgalii i legatem, a w 1234 odwołano go do Rzymu i zastąpiono Wilhelmem z Modeny; jego rozstrzygnięcia poszły w spór z Rygą i zakonem niemal natychmiast.
  • Tytuł króla przy Lammekinusie to słowo łacińskiej kancelarii; jakiej władzy odpowiadał u Kurów, dokument nie wyjaśnia.
  • Miesiąca przybycia wysłannika do Rygi nie poświadcza żaden akt z dniem; rok 1230 jest pewny, pora roku wyprowadzona z kolejności wydarzeń.
  • Gdzie leżą dziś oba pergaminy i czy zachowały się jako oryginały, czy jako wciągi do rejestru, wymaga sprawdzenia w katalogu zbioru; miejsce przechowania nie jest argumentem w sprawie treści układu.

Skąd to wiadomoUkład Baldwina z Alny z Lammekinusem, 28 grudnia 1230, i układ ze starszyzną Bandawy i Wanemy, 17 stycznia 1231; oryginały w archiwum papieskim

Kurowie, a dla porównania Prusowie i Ozylianie; Kursa, Prusy, Ozylia; lata 1230–1255

Lista praktyk, której w Kursie nie ma

Zapis z tamtych czasów

Kurońskie układy z lat 1230–1231 nie wyliczają ani jednej praktyki do porzucenia. Listy konkretnych obrzędów spisano gdzie indziej i o kim innym.

Czytaj dalej

Kto szuka w dokumentach kurońskich zakazu palenia zmarłych, wielożeństwa czy wróżenia z losów, nie znajdzie go. Oba akty mówią ogólnie o przyjęciu chrztu i chrześcijańskich obyczajów, a wszystko, co wyliczają szczegółowo, leży po stronie danin, posłuszeństwa biskupowi i służby wojennej. Wyliczenia obrzędów po prostu w nich nie ma.

Listy konkretne istnieją, ale dotyczą innych ludów. Układ zawarty w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku wymienia obrzędy pruskie punkt po punkcie. Układy Ozylian z zakonem z 1241 i 1255 roku nazywają zabijanie niemowląt, pogańską ofiarę i łamanie postów — a Ozylianie to Estowie z wyspy, nie Bałtowie, o czym przy zestawieniach zwykle się milczy.

Różnica ma przyczynę praktyczną, nie doktrynalną. W Dzierzgoniu i na Ozylii spisywano warunki po przegranym powstaniu, gdy strona narzucająca znała już te obrzędy z bliska i wiedziała, czego zakazać. W Kursie zimą 1230 roku nie stał jeszcze ani jeden ksiądz; układ pisano na wyrost, przed przyjazdem duchownych, i dlatego mówi o wierze ogólnie, a o daninach dokładnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brak wyliczenia nie dowodzi, że Kurowie takich obrzędów nie mieli — dowodzi, że układ ich nie nazwał.
  • Zestawianie aktu kurońskiego z dzierzgońskim bywa robione tak, jakby szło o jeden wzór formularza; to dwa różne dokumenty, dzielone dziewiętnastoma latami, kilkuset kilometrami i całkowicie odmiennym położeniem stron.
  • Późniejsze układy z Kurami, zawierane już przez zakon, zmieniają zakres zobowiązań i nie wolno ich czytać jako ciągu dalszego aktu z 1230 roku.

Skąd to wiadomoUkłady kurońskie z 28 grudnia 1230 i 17 stycznia 1231; dla porównania układ w Dzierzgoniu z lutego 1249 oraz układy ozylskie z 1241 i 1255 roku

Zemgalowie, Kurowie, Żmudzini i zakon inflancki; Inflanty; koniec XIII wieku

Kronika rymowana, trzy pokolenia później

Zapis po chrzcie

Rymowana kronika inflancka powstała około 1290 roku: dwanaście tysięcy wersów po niemiecku, pisanych do słuchania, o trzy pokolenia po opisywanym początku.

Czytaj dalej

Pisał go ktoś z wnętrza zakonu i pisał dla słuchaczy, nie dla kancelarii. Tam, gdzie Henryk podaje wieś, dzień i imię chłopa, ten liczy chorągwie i ciosy. Dla początków misji jest źródłem z drugiej ręki, ale dla własnego pokolenia — dla wojny z Zemgalami, którzy aż do 1290 roku pozostawali nieochrzczeni — mówi o rzeczach, przy których jego dom stał.

Najwięcej daje tam, gdzie nie ma nic innego. To z niego pochodzi najobszerniejszy opis klęski z 22 września 1236 roku oraz bitwy nad Durbe z 13 lipca 1260, w której Kurowie zeszli z pola, bo zakon odmówił wykupu ich pobratymców z obozu żmudzkiego. Po Durbe podnieśli się Prusowie, a wraz z nimi Kurowie i Zemgalowie.

Tekst liczy 12 017 wersów średnio-wysoko-niemieckich, rymowanych parami, i nie podaje autora. Doprowadzony jest do roku 1290, a późniejsza kontynuacja ciągnie rzecz dalej. Rękopisu z czasu powstania nie ma: czytamy go z dwóch późniejszych odpisów, heidelberskiego i ryskiego, i to z ryskiego wydrukowano w Rydze w 1817 roku pierwszy urywek, a pełniejsze wydania wyszły w 1844 i w 1876.

Czego nie rozstrzygnięto
  • To utwór wierszowany, układany pod rym i pod słuchacza; liczby i przemowy służą w nim opowieści i nie mają wagi zapisu kancelaryjnego.
  • Dla wydarzeń sprzed 1260 roku opiera się na pamięci starszych braci i na tradycji domu zakonnego, a nie na własnym oglądzie.
  • Zakres czasowy podawany za rękopisami bywa rozciągany dalej niż rok 1290 przez doliczanie kontynuacji, która jest osobnym tekstem.
  • Zemgalowie nie byli ludem, do którego chrzest nie dotarł: sięgał pojedynczych okręgów już od drugiego dziesięciolecia stulecia, a biskupstwo zemgalskie obsadzono w 1232 roku. Do 1290 trwał nie brak chrztu, lecz kolejne odstępstwa i niepodbite terytorium.

Skąd to wiadomoRymowana kronika inflancka, powstała około 1290 roku; rękopis heidelberski, pierwszy druk fragmentu w Rydze w 1817 roku

Chrzest, który się nie utrzymał

Król Litwy przez dziesięć lat

Litwa przyjmowała chrzest dwa razy. Pierwszy raz około 1250 roku, gdy osaczony we własnej wojnie władca kupił u mistrza inflanckiego pokój i wodę chrzcielną, a dwa lata później koronę z rzymskiego nadania; drugi raz w 1387, sto trzydzieści kilka lat później, kiedy po pierwszym nie została już ani jedna parafia. Między jednym a drugim mieści się garść dokumentów, z których część kwestionowana jest jako podrobiona, i jeden krótki ustęp obcej kroniki — jedyne miejsce, gdzie litewskie bóstwa nazwano po imieniu, zanim zaczęto je układać w panteony.

Litwini, Auksztota i Nowogródczyzna, XIII wiek

Rywal ochrzczony pierwszy

Zapis z tamtych czasów

Zanim Mendog przyjął chrzest, ochrzcił się w Rydze jego bratanek i rywal do władzy. Chrzest władcy był ruchem w wojnie domowej.

Czytaj dalej

Około 1249 roku Mendog wojował z własną rodziną: bratankowie Tautwił i Edywid oraz żmudzki kniaź Wykint znaleźli oparcie u Daniela halickiego i Wasylka, u Jaćwingów i w Rydze. Kronika halicko-wołyńska notuje, że Tautwił pojechał do Rygi i tam przyjął chrzest w obrządku łacińskim — pierwszy ochrzczony w tej wojnie litewski książę nie był tym, którego pamięta się dzisiaj.

Osaczony władca zamknął się w grodzie, który latopis nazywa Woruta; miejsca tego nie odnaleziono do dziś i wszystkie wskazania na mapie są domysłem późniejszych stuleci. Wyjścia szukał nie w polu, lecz u mistrza inflanckiego Andrzeja ze Stirlandu, któremu posłał dary, prosząc o pokój i o chrzest. Kronikarz kwituje to jednym słowem — lstiwo, czyli podstępnie — i na tym osądzie buduje całą dalszą opowieść.

Chrzest był zatem posunięciem w wojnie o tron, wykonanym dokładnie wtedy, gdy przeciwnik wykonał je pierwszy i zyskał dzięki niemu zbrojne ramię zakonu. Nie odbiera to ważności obrzędowi w oczach tych, którzy go udzielali, ale wyznacza granicę temu, co z niego wolno wyprowadzać: przyjęcie wiary przez dwór i drużynę nie mówi niczego o tym, co działo się w tym samym roku we wsiach nad Wilią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Położenia grodu Woruta nie ustalono; wskazywane miejsca są propozycją, nie odczytem ze źródła.
  • Rok chrztu Mendoga latopis podaje pośrednio; w rachubie mieści się zarówno 1250, jak i 1251.
  • Pierwszeństwa chrztu Tautwiła przed chrztem Mendoga nie wykazano datą: wynika ono z kolejności zdań w ciągłej opowieści latopisu, a ta nie jest kalendarzem.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska, opowieść o latach 1249-1251 (odpis hipacki, ok. 1425)

Dworska ceremonia chrztu Mendoga około 1251 roku
Współczesna rekonstrukcja artystyczna chrztu Mendoga około 1251 roku. Miejsce, uczestnicy i oprawa ceremonii nie są znane ze źródeł.
Litwini, kuria rzymska i Prusy, XIII wiek

Trzy pisma z jednego dnia

Zapis z tamtych czasów

Siedemnastego lipca 1251 Innocenty IV wziął Litwę pod opiekę Rzymu i kazał koronować władcę. W tych pismach nie pada ani jedno imię bóstwa.

Czytaj dalej

Pod datą 17 lipca 1251 wyszła z kancelarii Innocentego IV grupa pism w sprawie litewskiej. Władca wraz z państwem zostaje przyjęty pod prawo i opiekę Stolicy Apostolskiej; biskup chełmiński Heidenryk dostaje polecenie, by go ukoronować i by wyświęcić dla kraju biskupa; samo biskupstwo ma podlegać wprost Rzymowi, z pominięciem metropolii ryskiej, co było dla Mendoga wygraną polityczną, a nie kwestią obrządku.

Bulle znamy z rejestrów prowadzonych w kurii, nie z pergaminów doręczonych na miejscu. Nie podważa to ich treści, ale pokazuje, którędy biegnie droga przekazu: przez Rzym, nie przez Nowogródek ani Wilno. Po litewskiej stronie z roku 1251 nie zachowało się nic — ani egzemplarz, ani regest, ani wzmianka w miejscowym piśmie, bo miejscowego piśmiennictwa wtedy nie było.

W tych pismach nie pada ani jedno imię bóstwa, nie ma opisu żadnego obrzędu, nie ma zdania o tym, co kazano zniszczyć; jeśli dawna wiara się w nich pojawia, to najwyżej jako ogólna formuła kancelaryjna o pogaństwie, bez jednej konkretnej rzeczy, której dałoby się dotknąć. Urzędowy papier nawrócenia nie nazywa więc religii, którą zastępowano. Wszystko, co wiadomo o litewskich bogach z tych lat, pochodzi z pióra wroga, a nie z papieru sojuszników i patronów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zakres litewskiego biskupstwa nie został w bullach opisany granicami, więc nie wiadomo, co miało do niego należeć.
  • Liczby pism wydanych 17 lipca 1251 nie da się podać jednoznacznie: zależy ona od tego, co w zestawieniu uznaje się za osobny dokument, a co za część tej samej sprawy.

Skąd to wiadomoBulle Innocentego IV z 17 lipca 1251; rejestry papieskie

Litwini, Auksztota, XIII wiek

Koronacja bez dnia i bez miejsca

Zapis z tamtych czasów

Że koronacja się odbyła, wiadomo z aktu samego Mendoga z lipca 1253. Żaden trzynastowieczny zapis nie podaje ani dnia, ani miejsca obrzędu.

Czytaj dalej

Najstarszy akt wystawiony w imieniu Mendoga jako króla nosi datę lipca 1253 i powołuje się na koronację jako na rzecz dopiero co dokonaną. Obok wystawcy występuje w nim żona, Marta, jako współprzyzwalająca — jedyna litewska królowa, jaką w ogóle znają dokumenty. Tytuł brzmi bez ogródek: z Bożej łaski król Litwy. Od strony zakonnej koronację obojga opisuje kronika rymowana spisana pod koniec tego stulecia.

Ani ten akt, ani żaden inny trzynastowieczny zapis nie podaje dnia obrzędu ani miejsca, w którym go odprawiono. Nowogródek, Wilno, Kiernów, okolice Latawy — wszystkie te wskazania są propozycjami z późniejszych stuleci, a nie odczytem ze źródła. Mapa, która stawia koronę w konkretnym punkcie, i obraz, który maluje wnętrze tamtego kościoła, stawiają tam domysł w przebraniu faktu.

Dzień, który dziś się obchodzi, szósty lipca, ustalono w dwudziestym wieku, a świętem państwowym stał się dopiero po odzyskaniu niepodległości. Data nadaje się doskonale do świętowania i zupełnie nie nadaje się do przypisu. Z trzynastego wieku mamy miesiąc i rok, i na tym kończy się to, co wolno napisać bez zastrzeżenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dzień 6 lipca nie ma oparcia w zapisie z XIII wieku.
  • Miejsca koronacji nie wykazano; żadne źródło z epoki go nie nazywa.
  • Akt z lipca 1253 jest nadaniem dla zakonu i idzie do nas tą samą drogą co pozostałe nadania: przez księgi strony obdarowanej, bez znanego oryginału. Świadectwo koronacji i świadectwa, które sekcja każe ważyć, pochodzą więc z jednego zbioru.

Skąd to wiadomoAkt Mendoga z lipca 1253; Rymowana kronika inflancka, koniec XIII wieku

Litwini i Żmudzini, Żmudź, XIII wiek

Biskup, który wyjechał

Zapis z tamtych czasów

Krystian został biskupem Litwy w 1253, a rok później dostał ziemie na Żmudzi, której władca nie kontrolował. Diecezja istniała na pergaminie.

Czytaj dalej

Kłopot z tym uposażeniem jest prosty: Żmudź nie była posłuszna wystawcy. Ta sama kraina rozbiła zakon pod Szawlami w 1236 roku i miała go rozbić pod Durbe w 1260. Biskup dostał diecezję na pergaminie, a nie ziemię, po której dałoby się objechać kościoły, i nic nie wskazuje, by kiedykolwiek wszedł w rzeczywiste posiadanie nadanych włości.

Przed śmiercią Mendoga biskup opuścił kraj, a po 1263 roku na tej stolicy nikt już nie rezydował. Nawrócenie, które przez chwilę miało instytucję, straciło ją w ciągu jednego pokolenia i nie zostawiło po sobie ani parafii, ani kapituły, ani jednego znanego z imienia litewskiego duchownego z tamtych lat.

Biskupem Litwy został Krystian, kapłan związany z zakonem, wyświęcony w 1253 roku. Rok później akt uposażenia dał mu ziemie żmudzkie: Rosienie, Betygołę, Ejragołę i Łaukuwę. Biskupstwo podlegało bezpośrednio Rzymowi, poza zwierzchnością arcybiskupa ryskiego, co wyjmowało nową diecezję spod Rygi — ale nie spod zakonu, bo pasterzem został człowiek z zakonnego kręgu, i tyle ta niezależność była warta.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok konsekracji podawany bywa jako 1252 albo 1253.
  • Nie wykazano, by biskup objął nadane ziemie w faktyczne posiadanie.
  • Pod katedrą wileńską odsłonięto mury, które część badających wiąże z kościołem z czasów Mendoga; ani datowania, ani przeznaczenia tej budowli nie rozstrzygnięto. Zdanie o diecezji istniejącej wyłącznie na pergaminie odnosi się do dokumentów, nie do wykopu.

Skąd to wiadomoAkt uposażenia biskupa Krystiana, 1254

Litwini, Żmudzini, Sełowie, Jaćwingowie, XIII wiek

Rozdawanie ziem, których nie miał

Zapis z tamtych czasów

Między 1253 a 1261 rokiem w imieniu Mendoga rozdano zakonowi Żmudź, Sełonię, Jaćwież i Dainawę — w większości ziemie, których nie trzymał.

Czytaj dalej

Między 1253 a 1261 rokiem wystawiono w imieniu Mendoga szereg nadań dla zakonu inflanckiego. Idą w nich kolejno części Żmudzi, Sełonia, ziemia jaćwieska zwana sudowską, wreszcie Dainawa. Zsumowane, akty te rozdają obszar większy niż ten, z którego wystawca realnie pobierał daninę, a częściowo taki, który z obdarowanym wojował na własny rachunek i bez jego wiedzy.

Rachunek wygląda tak: nadania są korzystne wyłącznie dla jednej strony, spisane jej ręką, zachowane w jej zbiorach i przez nią później używane w sporach o ziemię. Każdy z tych czterech warunków z osobna bywa niewinny, a wszystkie razem nakazują ostrożność, której nie zastąpi ani pieczęć, ani dobrze brzmiąca formuła, ani zgodność z ówczesnym zwyczajem kancelaryjnym.

Wszystkie te teksty znamy z ksiąg i odpisów strony obdarowanej; oryginału nie ma żadnego. Spór o ich prawdziwość toczy się więc na formułach kancelaryjnych, listach świadków i datach rocznych, bo poza zbiorami zakonu nie ma dla nich niezależnej drogi przekazu. Nie znaczy to, że wszystkie są podrobione — znaczy, że każdy trzeba ważyć osobno i że ciężar dowodu leży po stronie autentyczności.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Część nadań kwestionowana jest jako podrobiona w kancelarii zakonnej; sporu nie rozstrzygnięto.
  • Nie wiadomo, czy wystawca rozumiał, co oddaje, skoro dokumenty spisywano po łacinie i poza jego dworem.

Skąd to wiadomoNadania wystawione w imieniu Mendoga, 1253-1261; księgi zakonu inflanckiego

Litwini, Inflanty i Prusy, XIII wiek

Zapis całego państwa

Zapis z tamtych czasów

Jest akt zapisujący zakonowi całą Litwę na wypadek bezpotomnej śmierci. Jego data roczna przypada na czas, gdy Mendog z zakonem wojował.

Czytaj dalej

Wśród tych pism jest jedno wyjątkowe: władca zapisuje zakonowi całe swoje państwo na wypadek, gdyby umarł bezpotomnie. Rok wystawienia podawany bywa jako 1260 albo 1261, zależnie od zestawienia, i sama ta rozbieżność jest wynikiem wartym zapisania, bo dotyczy dokumentu rozporządzającego królestwem, a nie młynem czy łąką.

Podrobienia nie wykazano w sposób rozstrzygający, ale i autentyczności tego aktu nie wykazano. Wiadomo natomiast, komu taki pergamin był potrzebny i kiedy: ten, kto go trzymał, trzymał tytuł prawny do Litwy, a spór o ten tytuł toczył się jeszcze półtora wieku później, gdy o Żmudź spierano się przed rozjemcami i na soborze.

Kalendarz tych lat układa się z taką treścią tylko przy jednym odczytaniu daty. Trzynastego lipca 1260 Żmudzini rozbili zakon pod Durbe, we wrześniu wybuchło powstanie w Prusach, a w ciągu następnych miesięcy Mendog zerwał z zakonem i posłał przeciw niemu wojsko. Jeśli pergamin wyszedł w pierwszej połowie 1260 roku, mieści się jeszcze w czasie przymierza; jeśli nosi rok 1261, zapisuje całe państwo temu, z kim wtedy wojowano. Ponieważ znany jest wyłącznie rok, a i on rozbieżnie, sprzeczności nie da się ani wykazać, ani usunąć — i właśnie tyle wiadomo o tym dokumencie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Akt uznawany bywa za falsyfikat; ani podrobienia, ani autentyczności nie wykazano rozstrzygająco.
  • Rok wystawienia podawany jest rozbieżnie: 1260 albo 1261.
  • Miesiąca i dnia wystawienia nie podaje żaden przekaz; w obiegu jest sam rok, i to w dwóch wersjach.

Skąd to wiadomoAkt zapisu Litwy zakonowi inflanckiemu, data roczna 1260 albo 1261

Litwini, Auksztota, XIII wiek

Co dokładnie zapisano o jego ofiarach

Zapis z tamtych czasów

Kilkanaście wierszy obcej kroniki: chrzest podstępny, cztery imiona bogów, zając na polu i palenie zmarłych. To wszystko, co jest z tamtych lat.

Czytaj dalej

Ustęp kroniki halicko-wołyńskiej o chrzcie Mendoga mieści się w kilkunastu wierszach. Mówi, że chrzest odprawiono podstępnie, że władca dalej po kryjomu składał ofiary swoim bogom, i wymienia ich imiona: Nunadiewis, Teliawelis, Diweriks nazwany zajęczym bogiem oraz Medeina. Dodaje, że palił zmarłych i że swój obrzęd sprawował jawnie, nie kryjąc się z nim przed nikim.

Ten sam ustęp jest częścią opowieści o wojnie, spisanej na dworze jego przeciwników i po to, by dowieść jednej rzeczy: że koronowany król Litwy chrześcijaninem nie jest. Kto go przywołuje, powinien podać obie okoliczności naraz, bo bez nich wylicza imiona bogów tak, jakby pochodziły z katechizmu, a nie z aktu oskarżenia spisanego przez stronę zainteresowaną wyrokiem.

A mimo to jest to najlepsze pojedyncze świadectwo o litewskich bóstwach sprzed epoki kompilacji. Powstało wtedy, gdy kult jeszcze trwał, wymienia imiona bez ładu i bez systemu, nie układa ich w rodziny ani w hierarchie i nie próbuje dopowiedzieć, za co który bóg odpowiada. Nieporządek tej listy jest jej największą zaletą, bo dopiero porządek zdradza późniejszą rękę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy wyliczenie jest listą bóstw czczonych razem, czy zbiorem imion zasłyszanych osobno i zestawionych przez piszącego.
  • Ten sam ustęp mówi naraz o ofiarach składanych po kryjomu i o pogaństwie sprawowanym jawnie; sprzeczności w źródle nie usunięto i nie wiadomo, która część opisu jest obserwacją, a która wzmocnieniem zarzutu.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska, ustęp o chrzcie Mendoga (odpis hipacki, ok. 1425)

Litwini i Ruś halicko-wołyńska, XIII-XVI wiek

Pod którym rokiem to stoi

Złożone później

Ten sam ustęp bywa przywoływany pod 1251 i pod 1252 rokiem. Daty w tej kronice dopisał kopista, a jeden z odpisów nie ma ich wcale.

Czytaj dalej

Kronika halicko-wołyńska powstała jako ciągła opowieść, bez podziału na lata. Odpis hipacki, sporządzony około 1425 roku, ma daty roczne wpisane w tok narracji; szesnastowieczny odpis chlebnikowski nie ma ich w tej części wcale. Różnica między dwiema kopiami jednego tekstu pokazuje wprost, skąd te liczby się wzięły: dopisał je przepisywacz, i to dwieście lat po zdarzeniach.

Wpisane lata liczone są od stworzenia świata i przeliczają się na erę chrześcijańską z niepewnością sięgającą całego roku, bo rok ruski mógł zaczynać się w marcu albo we wrześniu. Stąd ten sam ustęp bywa drukowany i przywoływany raz pod rokiem 1251, raz pod 1252, a wydarzenia w nim opisane rozciągają się i tak na dwie zimy.

Wniosek dla każdego, kto to cytuje, jest jeden: wybrać rok trzeba, ale wybrać go po cichu nie wolno. Przy tej kronice data roczna jest własnością późniejszego kopisty, nie autora, i bywa przesunięta o kilka lat wobec zdarzeń, które opisuje. Podanie jednej liczby bez tego zastrzeżenia zamienia domysł przepisywacza w twardą datę, a właśnie takie zamiany zbudowały większość tego, co dziś uchodzi za chronologię litewskiego pogaństwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Daty roczne w tym latopisie bywają przesunięte o kilka lat wobec opisywanych zdarzeń.
  • Nie wykazano, kiedy i według jakiej rachuby przepisywacz wstawił lata do ciągłej opowieści.

Skąd to wiadomoOdpis hipacki (ok. 1425) i kodeks chlebnikowski (XVI wiek)

Litwini, zapis ruski, XIII-XVI wiek

Te same imiona, inne litery

Złożone później

Imiona bogów mają w odpisach różne litery, a dzisiejsze formy litewskie to przekład z cyrylicy dokonany wiele stuleci później.

Czytaj dalej

Imiona z tego ustępu stoją w przypadku zależnym i wpisane są w zdanie bez rozdzielenia, jakie znamy z dzisiejszego druku. Odpisy różnią się literami: raz wychodzi Meideina, raz Medeina, raz Nunadiew, raz Nonadiew. Kto czyta cyrylicki zapis bez spacji, sam musi zdecydować, gdzie imię się zaczyna i gdzie kończy, a decyzja ta zapada przed przekładem, nie po nim.

Najmniej pewne jest imię pierwsze. Odczytane jako jeden wyraz daje bóstwo, rozdzielone inaczej daje zwrot, który bóstwem nie jest. Od tej jednej decyzji zależy, czy w ustępie stoją cztery imiona, czy trzy — a liczba bóstw w najważniejszym trzynastowiecznym świadectwie o litewskiej wierze nie jest drobiazgiem redakcyjnym.

Formy, które dziś się podaje — Nunadievis, Teliavelis, Diveriks, Medeina — są litewskimi odpowiednikami złożonymi z zapisu cyrylickiego wiele stuleci później. To robota uczciwa i konieczna, ale jest to przekład, nie odczyt. W każdym zdaniu, w którym te imiona wyglądają po litewsku, stoi już czyjaś ręka, i warto o tym powiedzieć, zanim zacznie się z nich wyprowadzać zakresy władzy bogów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba bóstw w ustępie: cztery albo trzy, zależnie od odczytania pierwszego wyrazu.
  • Medeina wraca dopiero w spisach z XVI wieku, trzysta lat później, i tożsamość obu postaci opiera się wyłącznie na podobieństwie brzmienia.

Skąd to wiadomoOdpisy kroniki halicko-wołyńskiej, XV i XVI wiek

Litwini, Auksztota, XIII wiek

Zając na polu

Zapis z tamtych czasów

Gdy zając przebiegł mu pole, władca nie wchodził do gaju i nie śmiał ułamać gałązki. To zapis wróżby i zakazu, nie opis kultu zająca.

Czytaj dalej

Przydomek zajęczego boga stoi w tym samym zdaniu obok jednego z imion, a cyrylicki zapis nie mówi jasno, do którego. Zależnie od tego, gdzie postawić granicę, albo Diweriks jest bogiem zajęczym, albo obok niego stoi osobne bóstwo o takiej właściwości. Wydania rozstrzygają to interpunkcją, której w rękopisie nie ma, i czytelnik dostaje potem tę interpunkcję jako fakt.

Czego w tym zdaniu nie ma: ołtarza, kapłana, święta, formuły. Jest reguła postępowania jednego człowieka, zanotowana przez kogoś, kto chciał pokazać, że ten człowiek nie jest ochrzczony. Wróżba z zająca jest więc poświadczona mocno i wcześnie, a kult zająca nie jest poświadczony wcale — i te dwa zdania trzeba trzymać osobno.

Latopis notuje regułę, nie obrzęd: zając, który przebiegł władcy pole, zamykał mu wstęp do gaju i odbierał prawo ułamania w nim choćby gałązki. Są w tym dwie rzeczy naraz — zwierzę, które rozstrzyga, i miejsce, którego rozstrzygnięcie dotyczy. Zając nie jest tu przedmiotem czci, tylko znakiem; gaj nie jest świątynią, tylko obszarem, na który znak nakłada zakaz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przydomek zajęczego boga: przypisywany Diweriksowi albo czytany jako osobne bóstwo.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska, ustęp o chrzcie Mendoga

Litwini i Łotysze, XIX-XX wiek

Ten sam zając sześćset lat później

Zebrane z ust

Zając przebiegający drogę to zła wróżba spisywana z ust ludzi w XIX i XX wieku. Zbieżność z zapisem sprzed sześciuset lat niczego nie dowodzi.

Czytaj dalej

Zając przebiegający drogę jako zła wróżba jest notowany z ust ludzi na Litwie i Łotwie w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, przy czym przepis bywa tam inny niż w latopisie: tam znak zamykał wstęp do gaju, tu każe zawrócić albo odłożyć wyjazd. Zapisy te powstały sześćset lat po ustępie o Mendogu, w innym języku zapisu, w innym ustroju i wśród ludzi od pokoleń ochrzczonych.

Ta sama wróżba chodzi po pół Europie i notowana jest tam, gdzie o Bałtach nikt nie słyszał, więc zbieżność nie jest dowodem ciągłości i nie wolno jej tak używać. Wolno natomiast powiedzieć rzecz węższą i pewniejszą: w trzynastym wieku taki znak wiązał postępowanie jednego władcy i jedno miejsce, a w dziewiętnastym wiązał wyjazdy zwykłych ludzi, i tyle da się o nim powiedzieć bez zmyślania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ciągłości między zapisem z XIII wieku a zapisami z XIX nie wykazano.
  • Wróżba z zająca notowana jest też poza obszarem bałtyjskim, więc nie jest cechą rozpoznawczą tej tradycji.
  • Zbieżny jest zwierz i zła wróżba, nie przepis: reguła z latopisu dotyczy gaju, reguła ze zbiorów nowszych — drogi.

Skąd to wiadomoZapisy wierzeń z ust ludzi, Litwa i Łotwa, XIX-XX wiek

Litwini, Auksztota, XIII-XIV wiek

Palił zmarłych

Zapis z tamtych czasów

Obok imion bogów stoi zarzut palenia zmarłych — dla piszącego dowód rzeczowy. Ziemia to potwierdza, ale obrzędu nikt nie opisał.

Czytaj dalej

W tym samym miejscu, gdzie padają imiona bogów, stoi zarzut palenia zmarłych. Dla piszącego był to dowód rzeczowy i najmocniejszy punkt oskarżenia, bo różnicę między ochrzczonym a nieochrzczonym widać było wtedy przy mogile lepiej niż gdziekolwiek indziej: jedni kładli ciało w ziemię, drudzy kładli je na stos i po obrzędzie nie zostawało nic do pokazania.

Ziemia potwierdza tę część zapisu. Na litewskich cmentarzyskach ciałopalenie utrzymuje się przez cały trzynasty wiek i sięga czternastego: groby bez kości w układzie anatomicznym, warstwy przepalone, przedmioty ze śladami ognia. W tym jednym punkcie kronika wroga i wykop mówią to samo, co przy świadectwie tak stronniczym zdarza się rzadko i warto to odnotować.

Czego zdanie nie mówi: kto palił, gdzie, z jakimi słowami, co robiono z popiołem i czy pogrzeb władcy wyglądał tak samo jak pogrzeb wojownika. To akt oskarżenia, nie opis obrzędu. O pochówku samego Mendoga po zabójstwie z 1263 roku nie zapisano ani słowa i nie wiadomo nawet, czy spalono go, czy pogrzebano po chrześcijańsku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Obrzędu nie opisano; poświadczone jest tylko to, że zwłoki palono.
  • Nie wykazano, gdzie i w jaki sposób pochowano samego Mendoga.
  • Cmentarzyska poświadczają zwyczaj panujący w kraju, a nie czyn przypisany władcy; między jednym a drugim jedynym ogniwem jest to samo oskarżycielskie zdanie latopisu.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska, ustęp o chrzcie Mendoga; cmentarzyska ciałopalne XIII-XIV wieku

Litwini, zapisy ruskie, XIII wiek

Które imię pada dwa razy

Zapis z tamtych czasów

Z czterech imion wymienionych przy Mendogu tylko jedno wraca w innym trzynastowiecznym tekście. Reszta ma jedno poświadczenie na całą epokę.

Czytaj dalej

Nunadiewis i Diweriks nie pojawiają się nigdzie więcej: ani w układach z zakonem, ani w katechizmach, ani w pieśniach spisanych po wiekach. Medeina wraca dopiero w spisach układanych trzysta lat później, a imię w takim spisie nie jest drugim świadkiem trzynastego wieku, bo nie wiadomo, z czego ten spis złożono ani po jaki przekaz sięgnął jego autor.

Stąd reguła, którą warto stosować przy każdym bałtyjskim bóstwie: policzyć wystąpienia i podać datę każdego z osobna. Imię poświadczone raz pozostaje imieniem poświadczonym raz, choćby powtarzano je od stuleci i choćby narosła wokół niego cała opowieść o zakresie władzy, o świętach i o zwierzęciu, które mu towarzyszy.

Z czterech imion wymienionych przy Mendogu tylko jedno wraca w innym trzynastowiecznym tekście. Teliawelis pojawia się powtórnie w ruskim przekazie z litewską wstawką z lat sześćdziesiątych tego stulecia, gdzie występuje jako kowal — przy czym i tego tekstu nie znamy z rękopisu z epoki, lecz z odpisu młodszego o stulecia, dokładnie tak jak latopis. Dwa wystąpienia w obrębie jednego pokolenia to najwyższe poświadczenie, jakie osiąga którekolwiek litewskie imię boskie przed szesnastym wiekiem, i nawet ono jest słabsze, niż wygląda: oba zapisy wyszły spod ruskiego pióra i oba doszły do nas cudzą ręką.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy imię powtarzające się w dwóch tekstach oznacza tę samą postać.
  • Tożsamość Medeiny ze spisów XVI-wiecznych z Medeiną latopisu opiera się wyłącznie na podobieństwie brzmienia.
  • Niezależności obu wystąpień nie wykazano: powstały w tym samym, ruskim kręgu piśmiennym i oba znane są z późnych odpisów.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska oraz ruski przekaz z litewską wstawką, lata sześćdziesiąte XIII wieku

Litwini i Inflanty, XIII wiek

Dwa świadectwa, dwa różne zarzuty

Zapis z tamtych czasów

Latopis ruski mówi o pozornym chrzcie, kronika zakonna o złamanym słowie. Dwa zapisy z tej samej dekady, dwa różne zarzuty.

Czytaj dalej

Latopis ruski twierdzi, że chrzest był pozorny od pierwszego dnia i że ofiary nigdy nie ustały. Rymowana kronika inflancka, ułożona wierszem w kręgu zakonnym pod koniec trzynastego wieku, opisuje chrzest i koronację króla oraz królowej jako rzeczy prawdziwe, a późniejsze zerwanie przedstawia jako złamanie danego słowa, nie jako porzucenie wiary.

To dwa zapisy z tej samej dekady, stawiające dwa różne zarzuty, bo każdy z piszących miał do udowodnienia co innego: jeden, że sąsiad jest poganinem i wrogiem z natury, drugi, że sprzymierzeniec okazał się zdrajcą. Z lat panowania Mendoga nie znamy aktu papieskiego, który ogłaszałby go odstępcą, ani żadnego pisma, w którym on sam by wiary się wyrzekał.

Kto pisze, że król wrócił do dawnych bogów, wybiera wersję ruską. Może mieć rację, bo wznowienie ofiar jest w niej opisane konkretnie i z imionami, ale wybór trzeba nazwać wyborem. Poświadczone bez sporu jest co innego: zerwanie z zakonem inflanckim po klęsce pod Durbe i wojna, która po tym zerwaniu nastąpiła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, by władca formalnie odstąpił od chrześcijaństwa; poświadczone jest zerwanie z zakonem i wznowienie ofiar.
  • Nie wykazano, że kronika rymowana mówi wyłącznie o złamanym słowie; jej wyrażenia bywają czytane także jako zarzut odejścia od wiary, a rozstrzygnięcie zapada w przekładzie.
  • Kronikę rymowaną znamy z rękopisów młodszych od niej o pokolenia, nie z zapisu z czasu jej ułożenia.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska, XIII wiek; Rymowana kronika inflancka, koniec XIII wieku

Litwini, Nalsza i Auksztota, XIII wiek

Wróżba, która zawróciła wojsko

Zapis z tamtych czasów

Jesienią 1263 Dowmont zawrócił z wyprawy, powołując się na wróżbę, i zabił króla wraz z dwoma synami. Powodem była siostra zmarłej królowej.

Czytaj dalej

Jesienią 1263 roku Mendog wysłał wojsko za Dniepr, przeciw księciu briańskiemu. Dowmont z Nalszy, który szedł z tą wyprawą, zawrócił w drodze, powołując się na wróżbę zakazującą mu iść dalej, i wraz z Trojnatem zabił króla oraz dwóch jego synów, Rukla i Rupejkisa. Kronika halicko-wołyńska podaje tę kolejność zdarzeń bez wahania i bez śladu wątpliwości.

Powód, który ta sama kronika podaje, jest rodzinny: po śmierci królowej Marty władca wziął do siebie jej siostrę, która była żoną Dowmonta. Najlepiej poświadczony akt wróżbiarstwa w trzynastowiecznej Litwie jest więc jednocześnie pretekstem użytym w zabójstwie, co nie czyni samej praktyki mniej rzeczywistą, ale pokazuje, w jakim towarzystwie została zapisana i po co.

Trojnat rządził niecały rok i zginął z ręki ludzi zabitego króla. Syn Mendoga, który przyjął chrzest w obrządku greckim i śluby zakonne, wyszedł z monasteru i objął władzę na trzy lata, po czym zginął w 1267 roku poza granicami kraju. Gdzie złożono ciało koronowanego króla Litwy, nie zapisał nikt, ani wtedy, ani później.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Miesiąc zabójstwa nie jest pewny; poświadczony jest rok 1263.
  • Nie wiadomo, na czym polegała wróżba, na którą powołał się Dowmont — kronika jej nie opisuje.
  • Rok śmierci syna Mendoga podawany jest rozbieżnie: 1267 albo 1268, i rozbieżność ta wynika z tej samej rachuby dat, którą do latopisu wstawił kopista.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska, opowieść o roku 1263

Litwini, Wilno i Auksztota, XIII-XV wiek

Sto trzydzieści lat pustki

Zapis po chrzcie

Po 1263 Litwa nie miała biskupa aż do 1387 roku. Chrzest z czasów Jagiełły był drugim podejściem, nie pierwszym.

Czytaj dalej

Zdanie, że Litwa przyjęła chrzest w 1387 roku, jest prawdziwe wyłącznie z dopowiedzeniem: po raz drugi. Pierwszy raz objął dwór i drużynę, trwał niecałą dekadę, skończył się zabójstwem władcy, a po jego instytucjach nie została ani jedna parafia, w której dałoby się dziś pokazać ciągłość sięgającą trzynastego wieku.

Biskupstwo, o które chodziło w pismach z 1251 roku i które obsadzono dwa lata później, nie doczekało się następcy na stolicy. Diecezja wileńska powstała dopiero przy chrzcie z 1387 roku i została potwierdzona bullą Urbana VI w roku następnym. Między jednym a drugim biskupstwem leży sto trzydzieści kilka lat, w ciągu których Litwę najeżdżano raz po raz w imię nawrócenia już raz przeprowadzonego i opisanego w rzymskich rejestrach.

Z tytułem królewskim było podobnie. Używano go w aktach z lat 1253-1263, potem pojawił się bez korony w listach pisanych z Wilna w latach dwudziestych czternastego wieku, a o nową koronę zabiegano dopiero w 1429 roku — i tym razem obiecywał ją cesarz, nie papież, co jest różnicą, a nie szczegółem. Witold umarł w październiku 1430 roku, nie doczekawszy ani koronacji, ani rozstrzygnięcia sporu o nią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, by chrzest z lat 1250-1251 objął kogokolwiek poza dworem i drużyną.
  • Losy biskupa Krystiana po wyjeździe z Litwy poświadczone są szczątkowo.
  • Opowieść o koronie przechwyconej w drodze w 1430 roku pochodzi z przekazów późniejszych; nie wykazano, czy insygnia wyruszyły i dokąd dotarły.

Skąd to wiadomoBulla Urbana VI, 1388; zjazd w Łucku 1429 i przechwycenie korony w 1430

Dwa wieki na krawędzi

Ostatni pogański kraj Europy

Przez blisko dwieście lat na wschodnim skraju łacińskiej Europy leżało państwo, które rosło w siłę i chrztu nie przyjmowało. Litwa Giedymina pisała do Lubeki o wolności wiary, a swoich władców paliła na stosie; Żmudź doczekała chrztu dopiero w 1413 roku. Dlatego o Bałtach mamy zapisy z pierwszej ręki — spisane w większości przez ich przeciwników.

Litwa, 1250–1263

Korona Mendoga

Zapis z tamtych czasów

Papież kazał ukoronować litewskiego władcę, a kronika, która opisała tę koronację najobszerniej, nie podała ani dnia, ani miejsca.

Czytaj dalej

Mendog zgodził się przyjąć chrzest około roku 1250 albo 1251 — źródła rozchodzą się co do roku, a dnia nie podaje żadne.

Siedemnastego lipca 1251 roku Innocenty IV podpisał dwie bulle: pierwsza poleciła biskupowi chełmińskiemu ukoronować Mendoga na króla Litwy i ustanowić tam biskupstwo, druga zapewniała, że nowy biskup będzie podlegał wprost Rzymowi, a nie arcybiskupowi ryskiemu.

Koronacja odbyła się latem 1253 roku; obrzędy prowadził biskup chełmiński Henryk Heidenreich, a koronę włożył mistrz inflancki Andrzej von Stirland.

Kronika rymowana inflancka poświęciła tej uroczystości sto dwadzieścia pięć wersów i nie zapisała ani daty dziennej, ani miejsca.

Dzisiejsza data szóstego lipca została wyliczona z poszlak dopiero w naszych czasach, a Nowogródek jako miejsce koronacji wskazywany bywa równie ostrożnie.

Między lipcem 1253 a sierpniem 1261 roku wystawiono na rzecz zakonu inflanckiego serię nadań: część Żmudzi i Dainawy, Selonię w październiku 1255, Skalwię i Żmudź w sierpniu 1259, wreszcie w czerwcu 1260 zapis całej Litwy na wypadek bezpotomnej śmierci.

Kilka z tych dokumentów wymienia ziemie, których Mendog nie kontrolował, i ma nieporządek w świadkach oraz pieczęciach — stąd podejrzenie, że sporządził je sam obdarowany.

Chrzest objął króla, jego żonę Martę, dwóch synów i dwór; poddanych do niczego nie zobowiązano, więc kraj pozostał pogański.

Kronikę rymowaną inflancką spisano pod koniec XIII wieku, mniej więcej pokolenie po koronacji, i jest to najbliższy wydarzeniu opis, jakim dysponujemy.

Miejsce koronacji wskazywano rozmaicie: obok Nowogródka wymienia się Worutę, Kiernów i Latawę, a żadnej z tych nazw nie podaje dokument z epoki.

Wyliczona data szóstego lipca stała się na Litwie dniem państwowym, co utrwaliło ją znacznie mocniej, niż uzasadniają poszlaki, z których ją wyprowadzono.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok chrztu: 1250 albo 1251 — i brak jakiegokolwiek zapisu dziennego.
  • Data i miejsce koronacji; najobszerniejsze świadectwo z epoki milczy o obu.
  • Autentyczność nadań z lat 1255–1261 — o części mówi się, że powstały w kancelarii zakonu.
  • Miejsce koronacji: Nowogródek, Woruta, Kiernów albo Latawa — rozstrzygnięcia nie daje żaden zapis powstały wtedy, gdy rzecz się działa.

Skąd to wiadomoBulle papieskie z 17 lipca 1251 roku i z lat następnych; Kronika rymowana inflancka spisana pod koniec XIII wieku; dokumenty nadań z lat 1253–1261, część o spornej autentyczności.

Litwa, 1252–1268

Zając w polu

Zapis z tamtych czasów

Ruski kronikarz zapisał, że ochrzczony król nie wjeżdżał w gaj, jeśli przebiegł przed nim zając, i nie ważył się złamać tam gałązki.

Czytaj dalej

Kronika halicko-wołyńska twierdzi pod rokiem 1252 wprost, że chrzest Mendoga był udawany, bo władca dalej składał ofiary po swojemu, tyle że skrycie.

Ten sam zapis podaje, że gdy przed królem przebiegł w polu zając, Mendog nie wjeżdżał w gaj i nie odważał się złamać tam gałązki.

Kronikarz pisał ze strony, która z Litwą prowadziła wojnę, i to jest najpoważniejszy zarzut wobec jego relacji.

W 1261 roku Mendog zerwał pokój z zakonem inflanckim, po klęskach zadanych zakonowi pod Skuodas w 1259 i pod Durbe w 1260 roku; czy razem z pokojem odrzucił chrzest, nie mówi jasno żaden dokument z tamtych lat.

Jesienią 1263 roku zginął z ręki bratanka Trojnata i księcia Dowmonta, a późne przekazy dodają, że pochowano go wraz z końmi.

W 1268 roku Klemens IV pisał o nim ciepło, jako o władcy dobrej pamięci, i żałował jego śmierci.

Dopiero Jan XXII stwierdził w 1324 roku, że Mendog wrócił do błędu — sześćdziesiąt lat po jego zabójstwie i w środku sporu z Giedyminem.

Wymienia przy tym imiona zapisane ruską ręką: Nunadiew, Teliawel, Diwiriks, zajęczy bóg i Meidein, przy czym zajęczego boga czyta się raz jako osobne bóstwo, raz jako przydomek imienia poprzedzającego.

Jedno z tych imion wraca niezależnie i po stronie litewskiej: Teliawel występuje w opowieści wpisanej na Litwie do słowiańskiego przekładu kroniki Jana Malalasa, w odpisie z 1261 roku.

Kronikę halicko-wołyńską ułożono pod koniec XIII wieku, lecz najstarszy jej odpis, kodeks hipacki, pochodzi z początku XV wieku — lista bogów przeszła więc przez ruską rękę dwa razy, w odstępie stu pięćdziesięciu lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy w 1261 roku doszło do formalnego odstępstwa, czy tylko do zerwania sojuszu wojskowego.
  • Wiarygodność listy bogów spisanej przez kronikarza z kraju będącego z Litwą w stanie wojny.
  • Sprzeczność między pochwalnym listem z 1268 roku a orzeczeniem o odstępstwie z 1324 roku.
  • Czy zajęczy bóg to osobne bóstwo, czy przydomek Diwiriksa — rozstrzyga o tym interpunkcja, której w rękopisie nie ma.

Skąd to wiadomoKronika halicko-wołyńska z drugiej połowy XIII wieku, zachowana w kodeksie hipackim; listy papieskie z 1268 i 1324 roku; Kronika rymowana inflancka; późnośredniowieczne tradycje o miejscu pochówku.

Wilno i Ryga, 1322–1324

Listy, których oryginały nie istnieją

Zapis z tamtych czasów

Sześć listów pogańskiego władcy do katolickiej Europy znamy wyłącznie z kopii — nie zachował się ani jeden oryginał.

Czytaj dalej

Pod koniec 1322 roku Giedymin napisał do Jana XXII, prosząc o obronę przed zakonem i przypominając, że dominikanie oraz franciszkanie mają już u niego swobodę głoszenia.

Dwudziestego piątego stycznia 1323 roku wysłał list okólny do miast hanzeatyckich, między innymi do Lubeki, Bremy, Magdeburga i Kolonii.

Obiecywał chłopom dziesięć lat wolnizny, kupcom zniesienie ceł, a rzemieślnikom — kowalom, kołodziejom, szewcom, młynarzom — pracę i swobodę wiary bez ograniczeń.

Wyliczał kościoły już stojące w jego państwie: dwa franciszkańskie, w Wilnie i Nowogródku, oraz jeden dominikański.

W październiku 1323 roku stanął w Wilnie układ z Rygą, zakonem inflanckim, biskupami i duńską Estonią, zawarty — jak zapisano — w imieniu całego chrześcijaństwa.

Odpisy listów sporządził w Lubece cesarski notariusz Jan z Bremy, osiemnastego lipca 1323 roku, i właśnie takim kopiom zawdzięczamy cały ten zbiór.

Dwudziestego szóstego maja 1323 roku poszły kolejne pisma — do portów bałtyckich, do Rostocku, Greifswaldu, Szczecina i na Gotlandię, a osobne do dominikanów i do franciszkanów.

Ostatnie pismo z zachowanego zestawu, z dwudziestego drugiego września 1324 roku, adresowano do biskupów dorpackiego i ozylskiego, do władz ziemi tallińskiej oraz do rady Rygi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy listy były realną ofertą chrztu, czy chwytem dyplomatycznym obliczonym na rozbrojenie zakonu.
  • Ile w łacińskim brzmieniu pochodzi od samego Giedymina, a ile od franciszkańskich pisarzy, którzy redagowali tekst.
  • Brak oryginałów uniemożliwia rozstrzygnięcie obu tych pytań.
  • Data dzienna układu wileńskiego: część przekazów podaje drugi października 1323 roku, część zostaje przy samym miesiącu.

Skąd to wiadomoSześć listów z lat 1322–1324 znanych z odpisów, w tym z kopii notarialnej sporządzonej 18 lipca 1323 roku; układ wileński z października 1323 roku; korespondencja kurii Jana XXII.

Wilno, jesień 1324

Niech mnie diabeł ochrzci

Zapis z tamtych czasów

Wysłannicy papiescy przyjechali po chrzest władcy, a usłyszeli, że nigdy go nie obiecywał i że winien jest zakonnik, który trzymał pióro.

Czytaj dalej

Legaci Jana XXII — benedyktyn Bartłomiej, biskup Alet, oraz opat Bernard — dotarli do Rygi we wrześniu 1323 roku, lecz Giedymin do siebie ich nie wpuścił.

Jesienią 1324 roku stanęli wreszcie w Wilnie ich wysłannicy, uprzedzeni już przez tamtejszego dominikanina Mikołaja, że władca zmienił zdanie.

Giedymin przerwał im w pół zdania i zapytał, czy w ogóle wiedzą, co stoi w jego listach.

Gdy usłyszał o zamiarze przyjęcia chrztu, odparł, że nigdy nie kazał tego pisać, a winę zrzucił na franciszkańskiego pisarza Bertolda.

Dodał, że gdyby kiedykolwiek miał taki zamiar, niech go ochrzci diabeł.

Wyłożył wtedy zasadę, którą zapamiętano najlepiej: chrześcijanie czczą Boga na swój sposób, Rusini na swój, on sam na swój — a Bóg jest jeden.

Mimo odmowy legaci zakazali sąsiadom napaści na Litwę przez cztery lata i zatwierdzili jego układ z arcybiskupem ryskim.

Sami legaci do Wilna nigdy nie dojechali — z Giedyminem rozmawiali ich wysłannicy, więc sprawozdania papieskiego dostojnika z litewskiego dworu nie ma i nigdy nie było.

W 1325 roku Giedymin zawarł przymierze z Polską, przypieczętowane małżeństwem jego córki Aldony z późniejszym Kazimierzem Wielkim; rozejm z zakonem okazał się osłoną dla układu dojrzewającego gdzie indziej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Giedymin naprawdę nie wiedział, co napisali jego pisarze, czy wycofał się pod naciskiem pogańskiej Żmudzi i prawosławnych poddanych.
  • Relację z rozmowy spisali sami wysłannicy — strona zainteresowana tym, jak wypadnie ich misja.
  • Nie wiadomo, czy zdanie o jednym Bogu padło w tej formie, czy zostało tak ujęte przez protokolanta.
  • Jak długo utrzymał się czteroletni rozejm ogłoszony przez wysłanników — przekazy o jego złamaniu są ogólnikowe i bez dat dziennych.

Skąd to wiadomoSprawozdanie wysłanników legackich z poselstwa wileńskiego 1324 roku; listy Giedymina z lat 1322–1324; akta legacji Jana XXII; dokumenty rozejmowe z lat 1324–1325.

Wilno, XIV–XVI wiek

Ilu zakonników zginęło w Wilnie

Zapis po chrzcie

Dwaj, pięciu, czternastu, wreszcie trzydziestu sześciu — liczba wileńskich męczenników rosła z każdym kolejnym przepisaniem opowieści.

Czytaj dalej

Giedymin sprowadzał duchownych dla katolickich przybyszów, ale karał śmiercią próby nawracania pogańskich Litwinów i obrazę dawnej wiary.

Zbiór dziejów przełożonych zakonu braci mniejszych, spisany około 1370 roku, mówi o dwóch czeskich franciszkanach straconych za Giedymina, około 1340 roku.

Kronika Bychowca, powstała na początku XVI wieku, liczy czternastu braci i umieszcza rzecz za Olgierda, gdy książę wojował z Moskwą.

Późniejsi pisarze podnieśli tę liczbę do trzydziestu sześciu i nie zawsze rozstrzygali, czy opisują jedno zdarzenie, czy dwa osobne.

Jeden z przekazów wiąże kolejną egzekucję z rokiem 1369, co zbiega się z wojną litewsko-moskiewską toczoną w latach 1368–1372.

Kronika Bychowca uchodzi za źródło zawodne również tam, gdzie buduje genealogie, więc jej rachuby trudno traktować jako podstawę.

W tle tej arytmetyki stoi fakt niesporny: w pogańskim Wilnie stały kościoły, a mimo to przekroczenie granicy misyjnej groziło śmiercią.

Traktat o zgodności życia świętego Franciszka, ukończony u schyłku XIV wieku i ogłoszony drukiem na początku XVI, podaje już pięciu zabitych w Wilnie; rok pierwszego wydania bywa podawany rozmaicie.

Najlepiej datowana egzekucja chrześcijan w pogańskim Wilnie dotyczy trzech dworzan Olgierda — Kumecia, Neżyły i Krulisa, po chrzcie Antoniego, Jana i Eustachego — straconych czternastego kwietnia, dwudziestego czwartego kwietnia i trzynastego grudnia 1347 roku.

Ich kult był żywy już w 1364 roku, gdy patriarcha Konstantynopola posłał relikwie na Ruś; ponieważ byli prawosławni, granicę misyjną w Wilnie przekraczano z dwóch stron naraz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba zabitych: dwóch, pięciu, czternastu albo trzydziestu sześciu — najstarszy przekaz jest najskromniejszy, najpóźniejszy najhojniejszy.
  • Panujący, za którego rzecz się rozegrała: Giedymin czy Olgierd.
  • Czy chodzi o jedno wydarzenie, czy o dwa zlane w jedno przez późniejszych kompilatorów.
  • Czy egzekucja franciszkanów w ogóle się zdarzyła — część odczytań uznaje całą opowieść za późniejszą legendę zbudowaną pod potrzeby kultu.
  • Czy rozkaz stracenia trzech dworzan wyszedł od Olgierda, czy przypisano mu go dopiero później.

Skąd to wiadomoZbiór dziejów zakonu z około 1370 roku; traktat ukończony w 1390 roku i drukowany w 1513; Kronika Bychowca z początku XVI wieku; kompilacje kronikarskie XVI i XVII wieku.

Wilno i Mejszagoła, 1341–1377

Osiemnaście koni Olgierda

Zapis z tamtych czasów

Pogrzeb wielkiego księcia był całopaleniem, a przy stosie Olgierda zakonny kronikarz naliczył osiemnaście bojowych koni.

Czytaj dalej

Giedymin zmarł w grudniu 1341 roku, najpewniej gwałtownie, a ciało spalono wedle dawnego obrzędu w roku następnym.

Relacje od strony zakonnej mówią, że na stos poszli razem z nim ulubiony sługa i kilku niemieckich jeńców.

W 1377 roku podobnie pożegnano Olgierda: kronikarz zakonu zapisał, że spalono z nim osiemnaście bojowych koni, a miejsce wskazywał pod Mejszagołą.

Obrzęd nie był zaszłością z odległej przeszłości — odprawiano go w państwie prowadzącym w tym samym czasie politykę z papieżem, cesarzem i Hanzą.

Ciałopalenie z koniem i orężem potwierdzają także cmentarzyska z XIII i XIV wieku badane wykopaliskowo na Litwie i Żmudzi.

Zapisy o paleniu jeńców pochodzą od nieprzyjaciół i służyły uzasadnieniu wojny, co każe czytać je z ostrożnością.

Głównego faktu to jednak nie zmienia: dynastia rządząca największym państwem tej części Europy chowała swoich władców po pogańsku jeszcze w drugiej połowie XIV wieku.

Ten sam władca, którego stos widziano w 1342 roku, niespełna dwadzieścia lat wcześniej pisał do Lubeki o swobodzie wiary dla osadników.

Zwyczaj ma objaśnienie spisane po litewskiej, a nie po zakonnej stronie: w 1261 roku wpisano na Litwie do słowiańskiego przekładu kroniki Jana Malalasa opowieść o Sowiju, który próbował grzebania w ziemi, zawieszenia na drzewie i ognia, a najlepszy uznał ogień.

Ten sam wpis wymienia Andaja, Perkuna, Żworunę i Teliawela, a więc listę zbieżną z kroniką halicko-wołyńską tylko w jednym imieniu — i to jest uczciwa miara pewności obu list.

Olgierd zmarł w maju 1377 roku, a jego stos umieszczano w lesie pod Mejszagołą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy razem z władcą palono ludzi, czy jest to wzmocnienie propagandowe strony zakonnej.
  • Liczba spalonych jeńców podawana bywa różnie i w żadnym przekazie nie jest wyliczona imiennie.
  • Miejsce stosu Olgierda — Mejszagoła i pobliski las wskazywane są zamiennie.

Skąd to wiadomoKroniki zakonu krzyżackiego z końca XIV wieku; listy i sprawozdania inflanckie z lat czterdziestych XIV wieku; cmentarzyska ciałopalne z XIII–XIV wieku badane wykopaliskowo.

Krewo i Kraków, 1385–1386

Pięćset sześćdziesiąt słów w Krewie

Zapis z tamtych czasów

Dokument, w którym Jagiełło obiecał ochrzcić cały kraj, liczy około pięciuset sześćdziesięciu słów i leżał nieodkryty do 1835 roku.

Czytaj dalej

Czternastego sierpnia 1385 roku w zamku w Krewie Jagiełło zobowiązał się przyjąć chrzest wraz z braćmi, krewnymi i wszystkimi poddanymi.

Pod aktem przyłożyli pieczęcie jego bracia Skirgiełło, Korybut i Lingwen oraz stryjeczny brat Witold.

Cały tekst liczy około pięciuset sześćdziesięciu słów i jest w istocie umową przedślubną, nie ustrojem państwa.

Spór budzi jedno łacińskie słowo — applicare — bo nie ma ustalonego znaczenia prawnego i mogło zostać wybrane właśnie dla swojej mglistości.

Piętnastego lutego 1386 roku Jagiełło przyjął chrzest na Wawelu i imię Władysław, trzy dni później poślubił Jadwigę, a czwartego marca został koronowany.

Obietnica z Krewa dotyczyła całego kraju, a wykonać ją miał władca, który sam dopiero co był poganinem, i to rozstrzygnęło o tempie następnych dwóch lat.

Dokument przeleżał nierozpoznany w archiwum kapituły katedralnej w Krakowie do lat trzydziestych XIX wieku: jako rok znalezienia podaje się 1835, jako rok pierwszego ogłoszenia drukiem 1837.

Akt kierowany jest do królowej Elżbiety i posłów polskich, a jego odpis zachował się dodatkowo w rejestrze biskupim z 1445 roku.

Witold przyjął chrzest u Krzyżaków w 1383 roku jako Wigand, a w 1386 chrzest katolicki jako Aleksander; wtrącony między te daty chrzest prawosławny ma poświadczenie znacznie słabsze niż oba pozostałe.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Znaczenie słowa applicare: wcielenie, lenno czy unia personalna.
  • Autentyczność aktu podważano w drugiej połowie XX wieku, lecz zarzuty nie znalazły szerszego poparcia.
  • Nie wiadomo, dlaczego dokument tej wagi przeleżał w archiwum nierozpoznany przez cztery i pół stulecia.
  • Rok odnalezienia aktu: 1835 albo 1837, zależnie od tego, czy liczy się znalezienie, czy publikację.
  • Czy Witold przyjmował chrzest dwa razy, czy trzy.

Skąd to wiadomoAkt z 14 sierpnia 1385 roku, odnaleziony w 1835 roku; dokumenty chrztu, ślubu i koronacji z lutego i marca 1386 roku; zapisy o chrztach Witolda z lat 1383 i 1386.

Wilno, 1387–1389

Luty 1387

Zapis z tamtych czasów

Chrzest Litwy zaczął się nie od kazania, lecz od aktu fundacyjnego biskupstwa, wystawionego siedemnastego lutego 1387 roku.

Czytaj dalej

Jagiełło wrócił na Litwę w lutym 1387 roku, przywożąc duchownych z Polski i mając u boku Witolda.

Siedemnastego lutego 1387 roku wystawił akt fundacyjny biskupstwa wileńskiego i uposażył je hojnie w ziemię.

W tym samym miesiącu wydał przywilej dla bojarów przyjmujących chrzest — data podawana bywa jako dwudziesty albo dwudziesty drugi lutego, zależnie od wydania.

Dwudziestego drugiego marca 1387 roku Wilno otrzymało prawo magdeburskie, czyli ustrój miejski na wzór zachodni.

Uposażenie uczyniło biskupstwo drugim po wielkoksiążęcym majątkiem ziemskim Litwy, co więcej mówi o trwałości zmiany niż jakikolwiek opis obrzędu.

Roczniki spisane w drugiej połowie XV wieku wyliczają siedem pierwszych kościołów parafialnych, między innymi w Miednikach, Mejszagole, Niemenczynie, Krewie i Wiłkomierzu.

W marcu 1388 roku Urban VI zatwierdził fundację i dał Wilnu pierwszego biskupa — Andrzeja Jastrzębca, od dziewiątego maja 1371 roku biskupa w Seret i spowiednika królowej Elżbiety Łokietkówny, który stolicę wileńską trzymał do czternastego listopada 1398 roku.

Papieskie uznanie Litwy za kraj katolicki nosi datę dziewiętnastego kwietnia 1389 roku, co pokazuje, że chrzest państwa rozpisano na kilka aktów, zamiast zamknąć jednym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data przywileju dla bojarów: dwudziesty albo dwudziesty drugi lutego 1387 roku.
  • Który dokument kurii właściwie uznaje Litwę za katolicką — z 1388 czy z 1389 roku.
  • Wiarygodność listy siedmiu pierwszych parafii, znanej dopiero z zapisu późniejszego o kilkadziesiąt lat.
  • Dzień bulli Urbana VI: jedenasty albo dwunasty marca 1388 roku, a część zestawień przesuwa erekcję diecezji wileńskiej na rok 1390.

Skąd to wiadomoAkty Jagiełły z lutego i marca 1387 roku; bulla z 11 marca 1388 roku i dokumenty kurii z 1389; roczniki spisane w latach 1455–1480.

Wilno, 1387 — zapis z lat 1455–1480

Gaszenie ognia, wycinanie gaju

Zapis po chrzcie

Najbarwniejszy opis chrztu Litwy powstał blisko sto lat po wydarzeniach, a jego autor wywodził Litwinów od Rzymian.

Czytaj dalej

Roczniki, z których znamy sceny gaszenia ognia i wycinania gajów, pisano w latach 1455–1480, czyli od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu lat po chrzcie.

Ich autor, Jan Długosz, urodził się w 1415 roku i niczego z 1387 roku widzieć nie mógł.

Według tego opisu w Wilnie utrzymywano ogień, którego pilnował kapłan i z którego popiołów wróżono, a Jagiełło kazał go zgasić i rozebrać osłonę.

Ten sam zapis mówi o świętych gajach wyciętych toporami oraz o wężach chowanych i karmionych w domach, które polecono wybić.

Chrzczono gromadami, nadając całej grupie jedno imię, bo kapłanów nie starczało na obrzęd nad każdym z osobna.

Jagiełło rozdawał sukna i odzież sprowadzone z Polski, a modlitw uczył sam, po litewsku, ponieważ przybyłe duchowieństwo języka nie znało.

Ten sam autor wywodził Litwinów od Rzymian, a ich bóstwa przykładał do Wulkana, Jowisza, Diany i Eskulapa — to nie jest opis religii, lecz jej przekład na łacińską szkołę.

Po odjęciu rzymskiej ramy zostaje niewiele: ogień, drzewa, węże i tłum ludzi w nowych sukmanach.

Trzy rzeczy z tego opisu — ogień pod dachem, święty gaj i węże trzymane w domach — powracają niezależnie w relacji misjonarza spisanej o pokolenie wcześniej, i to jedyny sprawdzian, jaki dla tych scen w ogóle mamy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w tych scenach pochodzi z przekazu o Litwie, a ile z lektur o starożytności.
  • Czy rozdawanie sukna i chrzest gromadami to zapamiętany szczegół, czy budujący obraz dopisany po latach.
  • Żaden dokument z 1387 roku — ani akt fundacyjny, ani bulla — o niszczeniu ognia, gajów i węży nie wspomina.
  • Akty z 1387 roku milczą o niszczeniu ognia, gajów i węży; dopiero bullę z marca 1388 czyta się bywa jako zgodę na usunięcie przedmiotów dawnego kultu w Wilnie.

Skąd to wiadomoRoczniki spisane w latach 1455–1480; wcześniejsze o kilkadziesiąt lat akty fundacyjne i bulle, które o obrzędach milczą; kroniki zakonne z przełomu XIV i XV wieku.

Litwa i Żmudź, około 1400 — zapis z lat trzydziestych XV wieku

Kobiety, którym zabrano gaj

Zapis po chrzcie

Misjonarz wycinał święte gaje, aż kobiety poskarżyły się Witoldowi, że razem z drzewem zabrano im boga — i książę kazał przerwać.

Czytaj dalej

Zakonnik znany jako Hieronim z Pragi pracował na Litwie w czasach Witolda, na przełomie XIV i XV wieku, i sam kierował wycinaniem świętych gajów.

Swoje wspomnienia opowiedział w latach trzydziestych XV wieku, na soborze w Bazylei, włoskiemu duchownemu Eneaszowi Sylwiuszowi Piccolominiemu — późniejszemu papieżowi Piusowi II.

Według niej misjonarz zastał domy, w których trzymano i karmiono zaskrońce, i kazał je zabić oraz spalić publicznie.

Dalej trafił na ogień utrzymywany pod dachem przez kapłanów, którzy z niego wróżyli, i ogień ten zgasił.

Opis mówi też o czci dla słońca i o wielkim żelaznym młocie, którym — jak tłumaczyli kapłani — rozbito wieżę, gdzie słońce było zamknięte.

W gaju stało drzewo uznawane za siedzibę bóstwa; gdy padło, kobiety poszły ze skargą do Witolda, że wraz z drzewem odebrano im boga.

Książę kazał misję przerwać — i to jest w całej opowieści szczegół najtrudniejszy do wymyślenia, bo stawia chrześcijańskiego władcę po stronie skarżących.

Piccolomini umieścił tę relację w swoim opisie świata, spisanym przed własną śmiercią w 1464 roku i ogłoszonym drukiem w 1477 — między bazylejską rozmową a drukiem leży więc jeszcze jedno ogniwo.

Ogień pod dachem, święty gaj i węże karmione w domach wracają w rocznikach spisanych w latach 1455–1480 niezależnie od tej opowieści, i to jedyny punkt, w którym dwa późne przekazy potwierdzają się nawzajem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Tożsamość misjonarza: imię Hieronima z Pragi nosiły w tym czasie dwie osoby, a opowieść o gajach bywa przypisywana także temu, którego spalono w Konstancji w 1416 roku.
  • Ile w relacji pochodzi od opowiadającego, a ile od spisującego ją po latach z pamięci rozmowy.
  • Lata samej misji podawane są w rozmaitych przedziałach, bo nie zachował się jej dokument.

Skąd to wiadomoOpis Europy pióra włoskiego duchownego, drukowany w 1477 roku, oparty na rozmowie z lat trzydziestych XV wieku; dokumenty Witolda z przełomu XIV i XV wieku; akta soborowe.

Litwa i Prusy, 1305–1422

Trzysta wypraw

Zapis z tamtych czasów

Chrzest z 1387 roku nie zatrzymał wypraw: zakon dowodził przed kurią, że nawrócenie jest udawane, i oblegał Wilno jeszcze w 1390.

Czytaj dalej

Między 1305 a 1409 rokiem zakon krzyżacki przeprowadził na Litwę około trzystu wypraw; w drugą stronę Litwini poszli czterdzieści pięć razy.

W samych latach 1345–1382 z Prus uderzono około siedemdziesięciu razy, a z Inflant trzydzieści.

Na te wyprawy przyjeżdżało rycerstwo z całej Europy — w 1329 roku król czeski Jan Luksemburski, w 1336 Henryk XIV bawarski.

Wilno oblegano w 1390 roku i ponownie w 1402, a więc długo po oficjalnym chrzcie kraju.

Po 1387 roku zakon publicznie podważał szczerość nawrócenia przed sądem papieskim, bo od tej oceny zależało jego prawo do wojny.

Spór o Żmudź doprowadził latem 1414 roku do krótkiej kampanii zwanej wojną głodową i stamtąd trafił na sobór.

Za formalny koniec tej wojny uchodzi pokój melneński z 1422 roku, choć część rachub zamyka ją już pokojem toruńskim z 1411.

Dwieście lat sąsiedztwa oznaczało więc nie tylko wymianę listów, ale kalendarz wypraw ustawiony na porę, gdy bagna były przejezdne.

Wyprawa Henryka XIV bawarskiego z 1336 roku to ta, która skończyła się pod Pilanami, i stąd wzięła się jej sława w całej rycerskiej Europie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby wypraw różnią się zależnie od tego, co uznać za osobną wyprawę, a co za jedną kampanię.
  • Data zamknięcia krucjaty: 1411 albo 1422.
  • Na ile podważanie szczerości chrztu było argumentem prawnym, a na ile pretekstem do dalszej wojny.
  • Rachuby dla lat 1345–1382: obok siedemdziesięciu wypraw z Prus i trzydziestu z Inflant krąży zestawienie mówiące o dwudziestu w latach 1362–1370 i pięćdziesięciu dwóch do roku 1382.

Skąd to wiadomoKroniki i księgi zakonu krzyżackiego z XIV i początku XV wieku; opisy dróg na Litwę spisane dla zakonu na przełomie XIV i XV wieku; akta procesowe kurii i soboru; traktaty pokojowe z 1411 i 1422 roku.

Żmudź, listopad 1413

Tydzień na Dubissie

Zapis po chrzcie

Ostatni pogański zakątek Europy ochrzczono w ciągu jednego tygodnia — łodziami w górę Dubissy, a potem pieszo, pod górę Szatriję.

Czytaj dalej

W listopadzie płynęli Niemnem, następnie Dubissą, i w okolicach Betygały ochrzcili pierwsze grupy Żmudzinów.

Pośpiech miał cel polityczny: odebrać zakonowi argument, że Żmudź trzeba nawracać mieczem, skoro sama nie chce.

Żmudź przechodziła wcześniej z rąk do rąk w kolejnych układach — w 1398, 1404 i 1411 roku — a powstania wybuchały tam w 1401 i 1409.

Pierwsze kościoły parafialne zaczęto stawiać dopiero w 1416 roku i było ich osiem.

Diecezję żmudzką erygowano w 1417 roku, cztery lata po chrzcie, co znaczy, że przez cztery lata ochrzczony kraj nie miał własnego biskupa.

Od koronacji Mendoga w 1253 roku do tego tygodnia na Dubissie upłynęło sto sześćdziesiąt lat, przez które Litwa była w Europie przypadkiem osobnym.

Jesienią 1413 roku ruszono na Żmudź z gotowym planem masowego chrztu; część przekazów prowadzi tam Jagiełłę i Witolda razem, część mówi wyłącznie o Witoldzie.

Drogę kończono pieszo, w okolicach Luokė pod górą Szatriją, a czasu trwania wyprawy nie podaje żaden zapis z 1413 roku — tydzień jest rachubą późniejszą.

Żmudź przypadła Witoldowi i Jagielle dożywotnio na mocy pokoju toruńskiego z pierwszego lutego 1411 roku i dopiero to otworzyło drogę wyprawie chrzcielnej.

Opis samej podróży — rzeki, Betygała, marsz pod Szatriję — pochodzi z roczników spisanych w drugiej połowie XV wieku; z roku 1413 mamy nadania i akty, nie sprawozdanie z drogi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile osób rzeczywiście ochrzczono w ciągu tego tygodnia — liczb nikt wtedy nie zapisał.
  • Czy obrzęd objął całą Żmudź, czy okolice szlaku rzecznego, którym szedł orszak.
  • Czy równolegle niszczono ognie i gaje, jak chcą opisy powstałe później.
  • Czy nad Dubissą był sam Witold, czy obaj władcy.
  • Tydzień jako czas trwania wyprawy — liczba bez oparcia w zapisie z epoki.

Skąd to wiadomoDokumenty Jagiełły i Witolda z 1413 roku; akty fundacyjne parafii z 1416 i diecezji z 1417; skargi i odpowiedzi zakonu z lat 1413–1416; roczniki spisane w drugiej połowie XV wieku.

Konstancja, 1415–1417

Żmudzini przed soborem

Zapis z tamtych czasów

Trzynastego lutego 1416 roku odczytano w Konstancji skargę Żmudzinów: to nie oni bronili się przed chrztem, lecz zakon im go obrzydził.

Czytaj dalej

Sobór obradował w Konstancji od 1414 do 1418 roku i trafił tam spór polsko-litewsko-krzyżacki o Żmudź.

Trzynastego lutego 1416 roku odczytano przed królem Zygmuntem Luksemburskim i ojcami soboru pismo żmudzkich posłów.

Skarga dowodziła, że to postępowanie zakonu uniemożliwiało nawrócenie, i domagała się dla Żmudzi własnego biskupstwa.

Pierwszego marca 1416 roku poselstwo wyjechało, nie czekając na rozstrzygnięcie swojej sprawy.

W sierpniu 1416 roku sobór orzekł, że w sprawach świeckich Żmudzini mają podlegać cesarstwu, a w duchowych własnym biskupom i kapłanom.

Stanowisko polskie wyłożył Paweł Włodkowic w traktacie z 1415 roku o władzy papieża i cesarza wobec niewiernych: poganie mają prawo do swoich ziem, a chrzest wymuszony nie jest chrztem, bo brak w nim wolnej woli.

W 1417 roku erygowano diecezję żmudzką z siedzibą w Miednikach, a pierwszym biskupem został Maciej; datę dzienną podaje się jako dwudziesty trzeci albo dwudziesty czwarty października.

Po stronie zakonu wystąpił dominikanin Jan Falkenberg: w osobnym traktacie dowodził, że pogan żyjących w pokoju wolno zabijać za samą ich wiarę, a w piśmie zwanym Satyrą uderzył w osobę Jagiełły; sobór skazał go i osadził w więzieniu.

Oba stanowiska stanęły naprzeciw siebie w tej samej sali: jedno odmawiało mocy chrztowi wymuszonemu, drugie przyznawało prawo do zabijania za samą przynależność.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data erekcji diecezji żmudzkiej: 23 albo 24 października 1417 roku.
  • Ile w piśmie żmudzkich posłów jest ich własnego głosu, a ile redakcji kancelarii wielkoksiążęcej.
  • Jaką moc miała decyzja z sierpnia 1416 roku, skoro poselstwo już pół roku wcześniej odjechało.

Skąd to wiadomoPismo poselstwa żmudzkiego odczytane 13 lutego 1416 roku; traktaty soborowe z lat 1415–1417; akta procesu przeciw autorowi Satyry; dokument erekcyjny diecezji żmudzkiej z 1417 roku.

Wilno, XVI–XIX wiek

Świątynia, której nie znaleziono

Zapis po chrzcie

Kamienną świątynię Perkuna pod wileńską katedrą opisał dopiero pisarz z XVI wieku, a wykopaliska znalazły w tym miejscu kościół.

Czytaj dalej

Przekonanie, że pod katedrą wileńską stała kamienna świątynia Perkuna, opiera się na zapisie wilnianina Augustyna Rotundusa, zmarłego w 1582 roku.

Między opisywanym stanem a tym zapisem leży ponad dwieście lat, a żaden starszy dokument takiej świątyni nie wymienia.

Wykopaliska pod katedrą, prowadzone w drugiej połowie XX wieku, odsłoniły mury czworobocznego, trójnawowego kościoła z potężnymi przyporami, wiązanego z czasami Mendoga.

Opowieść o dolinie Świntoroga, wiecznym ogniu i strzegących go kapłankach pochodzi z kronik litewskich XVI wieku, nie z zapisów czternastowiecznych.

Nazwa, pod którą polszczyzna zna dziś ten ogień, także jest młodsza od wydarzeń — weszła do obiegu przez kroniki i literaturę późniejszych stuleci.

W XIX wieku dopisano do tego obrazu kapłańską hierarchię i świątynie wiecznego ognia, których nie widział żaden świadek z epoki.

Rozdzielić to trzeba uczciwie: ogień w Wilnie i święte gaje mają poświadczenie w zapisach XV wieku, natomiast kamienna świątynia, kapłanki i hierarchia nie mają go wcale.

Nazwa Romowe, przykładana dziś bywa do litewskiego pogaństwa, pochodzi z kroniki Piotra z Dusburga ukończonej w 1326 roku i dotyczy Prus, nie Litwy.

Nawet tam stoi ona na kruchym gruncie: miejsca nigdy nie odnaleziono, a wieczny ogień, wiecznie zielony dąb i trzy wizerunki bogów dopisała mu dopiero kronika pruska z XVI wieku, nadając przy okazji inną nazwę.

Przekonanie, że katedrę wileńską postawiono na gruzach pogańskiej świątyni, powtarza się do dziś w obiegowych opisach miasta — i właśnie dlatego wynik wykopalisk ma tu wagę rozstrzygającą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy mury odkryte pod katedrą to kościół z czasów Mendoga, czy budowla późniejsza.
  • Czy po 1263 roku wrócono w tym miejscu do dawnego kultu, jak chcą niektóre odczytania.
  • Skąd szesnastowieczny pisarz wziął wiadomość o kamiennej świątyni, skoro nie powołał się na żaden starszy zapis.
  • Czy Romowe w ogóle istniało, czy jest konstrukcją kronikarza z 1326 roku.

Skąd to wiadomoPismo wileńskiego pisarza z XVI wieku; kroniki litewskie XVI wieku; kronika zakonna z 1326 roku o pruskim Romowe; wyniki wykopalisk pod katedrą z drugiej połowy XX wieku; literatura romantyczna XIX wieku.

Konstancja i zimowa droga

Skarga Żmudzinów i sezon na Litwę

Przez sto lat jeżdżono na Litwę zimą, a spór o to, czy wolno, toczył się w tym samym czasie nad jeziorem Bodeńskim. Ta sekcja trzyma oba końce naraz: pismo złożone soborowi w Konstancji i kancelaryjny wykaz brodów, po których szła wyprawa. Karb poświadczenia stoi tu prawie wszędzie na słowie współczesny, bo to jedyny odcinek bałtyjskich dziejów, w którym dokumenty powstawały równocześnie z rzeczą. Raz jeden pismo wnoszą też ci, o których zwykle tylko pisano.

Prusowie i Żmudzini; sobór w Konstancji; XV wiek

Traktat z lipca 1415

Zapis z tamtych czasów

W lipcu 1415 roku rektor krakowskiej wszechnicy położył przed soborem pismo dowodzące, że poganin dzierży ziemię i władzę tym samym prawem co chrześcijanin.

Czytaj dalej

Sobór zebrał się w Konstancji 5 listopada 1414 roku, a poselstwo polskie prowadził arcybiskup gnieźnieński Mikołaj Trąba. W lipcu 1415 roku rektor wszechnicy krakowskiej Paweł Włodkowic złożył ojcom soboru traktat otwierający się słowami o niegdyś srożących się Prusach, rozpisany na pięćdziesiąt dwie kolejno numerowane tezy.

Rdzeń wywodu jest krótki i da się go streścić w trzech zdaniach prawnych. Niewiara sama w sobie nie jest przestępstwem, za które wolno odebrać komuś ziemię i władzę. Chrzest wymuszony mieczem nie jest chrztem, bo wiara bez woli jest pustym słowem, a wojna z poganami staje się dopuszczalna dopiero wtedy, gdy oni pierwsi napadną albo nie dopuszczą głosicieli.

Uderzenie szło w fundament, nie w obyczaje wojenne. Jeżeli sama pogańskość nie daje tytułu do najazdu, cała obecność zakonu nad Bałtykiem wisi wyłącznie na przywilejach, a przywilej nie może rozdać tego, czego dający nigdy nie posiadał. Sobór tego twierdzenia ani nie potępił, ani nie uznał, i w tej zawieszonej postaci zostało ono do końca obrad.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba pięćdziesięciu dwóch tez pochodzi z odpisów traktatu i bywa podawana różnie
  • dzień odczytania pisma przed soborem nie jest pewny, pewny jest miesiąc i rok
  • nie wiadomo, ilu ojców soboru zapoznało się z całością wywodu, a ilu ze skróconej wersji

Skąd to wiadomoTraktat złożony soborowi, Konstancja, lipiec 1415; sobór otwarty 5 listopada 1414

Prusowie, Żmudzini i Litwa; prawo kanoniczne; XIII i XV wiek

Dwaj kardynałowie z XIII wieku

Zapis z tamtych czasów

Spór o prawo pogan do ziemi rozstrzygano w 1415 roku tekstami sprzed stu siedemdziesięciu lat: komentarzem papieża i wykładem kardynała z Ostii.

Czytaj dalej

Sinibaldo Fieschi, jako papież Innocenty IV, w komentarzu do dekretału o wyprawach krzyżowych, spisanym około 1250 roku, uznał, że niewierni prawnie posiadają swoje rzeczy i swoich władców. Zaczepić ich wolno dopiero wtedy, gdy łamią prawo przyrodzone albo nie wpuszczają tych, którzy chcą głosić wiarę.

W Konstancji stanęły więc przeciw sobie dwa dawno zmarłe autorytety, a polski prawnik wybrał papieża przeciw kardynałowi. Skrócona wersja jego wywodu krążyła pod nazwą wziętą od stanowiska, które obalała, co do dziś myli tych, którzy sądzą po samym tytule i przypisują mu pogląd dokładnie odwrotny.

Henryk z Suzy, kardynał-biskup Ostii, w swoim wykładzie prawa przyjął przeciwnie: z przyjściem Chrystusa wszelka prawowita władza przeszła na wierzących, więc poganin nie dzierży niczego tytułem, który by go chronił. Tytuł zakonu do Prus stał na nadaniach cesarza i papieża, a zdanie z Ostii dawało tym nadaniom podbudowę i tak bywało czytane przez jego obrońców.

Czego nie rozstrzygnięto
  • datowanie komentarza Innocentego IV bywa przesuwane o kilka lat
  • nie zachował się protokół pokazujący, jak dokładnie prokuratorzy zakonu powoływali się na wykład z Ostii w 1415 roku
  • nie wiadomo, ile z tej podbudowy zakon wykładał wprost, a ile dopisała mu strona przeciwna, żeby mieć co obalać

Skąd to wiadomoKomentarz Innocentego IV do dekretału, ok. 1250; wykład Henryka z Suzy, druga połowa XIII w.; oba przywołane w Konstancji w 1415

Prusowie; Prusy i Rzesza; XIII wiek

Złota bulla i bulla z Rieti

Zapis z tamtych czasów

Prawo zakonu do Prus stało na dwóch pergaminach: cesarskim datowanym na marzec 1226 i papieskim z 3 sierpnia 1234 roku, wydanym w Rieti.

Czytaj dalej

3 sierpnia 1234 roku w Rieti papież Grzegorz IX wziął Prusy na własność świętego Piotra i oddał je zakonowi w wieczyste posiadanie. Od tej chwili podbój był lennem papieskim, a każdy kolejny najazd dawał się przedstawić nie jako zabór, lecz jako odbieranie swojego z cudzych rąk.

Złota bulla wystawiona w Rimini i datowana na marzec 1226 roku oddawała zakonowi ziemię chełmińską oraz wszystko, co zdobędzie w Prusach, z uprawnieniami książęcymi. Sama data od dawna bywa kwestionowana: według rozpowszechnionego zdania dokument spisano dopiero około 1235 roku, gdy tytuł zakonu był podważany, i opatrzono go datą cofniętą o dziewięć lat.

W Konstancji prokurator zakonu Piotr z Ornety powoływał się na oba nadania jako na podstawę tytułu. Odpowiedź strony polskiej nie podważała ich autentyczności, tylko skuteczność: ani cesarz, ani papież nie mogą rozdać ziemi, która do nich nie należy, a nadanie rzeczy cudzej nie tworzy prawa, tylko je udaje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • marcowa data złotej bulli z Rimini bywa kwestionowana i sprawa nie została rozstrzygnięta
  • zakres słów o uprawnieniach książęcych różni się między odpisami
  • nie wykazano, by zakon miał w Konstancji oryginały obu dokumentów przy sobie
  • nie wiadomo, w jakiej postaci nadania krążyły po soborze: jako pergaminy, jako odpisy, czy tylko jako wypisy w mowie prokuratora

Skąd to wiadomoZłota bulla, Rimini, marzec 1226; bulla Grzegorza IX, Rieti, 3 sierpnia 1234

Żmudzini; Konstancja i Żmudź; XV wiek

Żmudzini przed soborem

Zapis z tamtych czasów

W 1416 roku poselstwo żmudzkie złożyło soborowi własną skargę. Jedyny raz opisywani wnieśli na europejskie forum pismo we własnej sprawie.

Czytaj dalej

Pod koniec 1415 roku do Konstancji dotarła grupa Żmudzinów wysłana przez Władysława Jagiełłę i Witolda; liczba powtarzana w przekazach to sześćdziesięciu. W 1416 roku ich skargę, znaną od łacińskiego początku jako wystąpienie Żmudzinów, odczytano przed zgromadzonymi ojcami soboru.

Pismo wylicza konkretne zarzuty. Zakon przyszedł nie z kaznodziejami, lecz z ogniem, uprowadzał dzieci i sprzedawał ludzi, chrzcił tłumy, niczego ich nie ucząc, a tym, którzy chcieli uczyć, drogi nie dawał. Skarżący proszą, żeby zostawiono ich przy Jagielle i Witoldzie, i żądają własnego biskupa oraz księży mówiących ich mową.

Waga tego papieru polega mniej na treści, a bardziej na tym, kto go wnosi. Wiedza o wierze Bałtów pochodzi w przeważającej części od tych, którzy ich bili, od spisujących warunki po podboju albo od piszących dwa stulecia później. Tu strona opisywana staje przed sądem we własnej sprawie, wskazuje, czego jej odmówiono, i stawia żądanie — choć zapisano je obcą ręką i w obcym języku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • dokładny dzień odczytania skargi w 1416 roku
  • liczba sześćdziesięciu posłów może być zaokrągleniem
  • udział kancelarii polsko-litewskiej w redakcji jest oczywisty co do języka, a sporny co do doboru zarzutów
  • w jakim stopniu spisane żądania pokrywają się z tym, czego posłowie domagali się ustnie

Skąd to wiadomoWystąpienie Żmudzinów przed soborem, Konstancja 1416; przybycie poselstwa pod koniec 1415

Żmudzini; Konstancja; XV wiek

Czego skarga nie mówi o bogach

Zapis z tamtych czasów

W jedynym piśmie wniesionym przez samych Żmudzinów nie pada ani jedno imię boga, ani jeden opis obrzędu, ani jedna nazwa świętego miejsca.

Czytaj dalej

To milczenie samo jest faktem i trzeba je zważyć. Pismo miało wygrać sprawę, a każdy szczegół obrzędu potwierdzałby obraz rysowany przez stronę przeciwną, czyli dzikość wymagającą miecza. Kto pisze skargę, nie dorzuca do niej dowodów przeciw sobie, i nie jest to ukrywanie, tylko zwykła sztuka procesowa.

Wniosek jest przykry dla każdego, kto szuka opisu żmudzkiej wiary z pierwszej ręki i liczy, że akurat tu go znajdzie. Jedyny raz, kiedy ci ludzie mówią własnym pismem, mówią o prawie, o przymusie i o księdzu znającym ich mowę, a o bogach nie mówią nic.

Skarga z 1416 roku milczy o własnej wierze niemal zupełnie. Nie ma w niej imienia bóstwa, nie ma gaju, nie ma ofiary ani kapłana, a o dawnym kulcie mówi się w niej tyle, że skarżący gotowi są porzucić błąd ojców. Jest za to zapis, że chrzest już przyjęli — Żmudź chrzczono od 1413 roku — i że zakon zachowuje się tak, jakby tego nie było.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy w niezachowanych częściach akt soborowych stała obszerniejsza wersja skargi
  • czy posłowie powiedzieli przed soborem coś ponad tekst, czego nie zaprotokołowano
  • czy pismo podaje rok przyjęcia chrztu, czy tylko mówi o nim jako o rzeczy dokonanej

Skąd to wiadomoWystąpienie Żmudzinów, Konstancja 1416; chrzest Żmudzi w 1413

Żmudzini; kancelaria łacińska; XV wiek

Czyją ręką pisano skargę

Zapis z tamtych czasów

Żmudzini wnieśli skargę po łacinie i w pojęciach prawa kanonicznego: wolność, przyzwolenie, prawo przyrodzone, własny pasterz. To słownik krakowskiej szkoły.

Czytaj dalej

Tekst z 1416 roku zbudowany jest z cegieł prawniczych. Stoją w nim wolność, przyzwolenie, prawo przyrodzone, obraz Boży w człowieku i prawo do własnego pasterza, a te same pojęcia, w bardzo podobnym porządku, stoją w pismach, które strona polska składała soborowi rok wcześniej.

Sprawa jest żmudzka, ręka nie. Nie zachowało się nic, co wskazywałoby na wcześniejszą wersję spisaną w mowie miejscowej, a w całym piśmie nie ma ani jednego rodzimego terminu prawnego i ani jednej nazwy własnej z tamtej strony granicy poza nazwami ziem i imionami obu władców.

Da się z tego wyczytać jedną rzecz, i to niemałą: dla nadawców skargi chrzest oraz chrzest z ręki zakonu były dwiema różnymi sprawami, a spór dotyczył nie wiary, lecz tego, kto ją poda. Reszta, czyli układ dowodów, porządek żądań i sam gatunek pisma, należy do kancelarii.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z ustnej relacji posłów przeszło do tekstu bez przeróbki
  • czy powstał w Konstancji roboczy zapis z ich słów, po którym nie ma śladu

Skąd to wiadomoWystąpienie Żmudzinów, Konstancja 1416, zestawione z pismami polskimi z 1415

Polska i Litwa wobec zakonu; Konstancja; lata 1416-1424

Paszkwil i wyrok, którego nie było

Zapis z tamtych czasów

Paszkwil dominikanina wzywał w 1416 roku do wytępienia Polaków i zabicia ich króla. Sobór nie potępił go ani razu; potępienie przyszło w 1424 roku.

Czytaj dalej

Do uchwały soboru jednak nie doszło. Na sesji końcowej, 22 kwietnia 1418 roku, Marcin V, wybrany 11 listopada 1417, zatwierdził wyłącznie to, co sobór postanowił soborowo, a formuła ta szczelnie omijała paszkwil. Polacy odwołali się wtedy od papieża do przyszłego soboru, co samo w sobie było krokiem nadzwyczajnym.

Pismo wzywające do wytępienia Polaków i zabicia ich króla napisał dominikanin Jan Falkenberg, związany ze służbą zakonną, jeszcze przed soborem i po klęsce grunwaldzkiej; datuje się je zwykle na lata 1410-1412. W Konstancji poselstwo polskie zażądało uznania go za herezję, a komisja soborowa przyznała rację i nakazała spalenie pisma, co w normalnym trybie powinno było zamknąć sprawę.

Falkenberga trzymano pod strażą jeszcze przez lata, a swoje pismo odwoływał kilka razy, między innymi wobec poselstwa polskiego; więzienie opuścił dopiero w 1424 roku. Ta zwłoka mówi o Konstancji więcej niż którykolwiek traktat, bo forum wysłuchało obu stron, przyjęło od obu papiery i żadnej ze spraw nie rozstrzygnęło uchwałą całego soboru.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy zakon zamówił paszkwil, czy tylko z niego korzystał
  • rok powstania pisma podawany bywa jako 1415 albo 1416
  • zakres samego odwołania Falkenberga z 1424 roku bywa odczytywany różnie
  • rok powstania paszkwilu podawany bywa w granicach 1410-1412, a w części przekazów przesuwany na czas soboru
  • skutek potępienia wydanego przez komisję soborową bywa odczytywany różnie, bo nie przeszło ono w uchwałę soborową

Skąd to wiadomoPaszkwil Falkenberga, ok. 1416; sesja końcowa soboru 22 kwietnia 1418; odwołanie autora w 1424

Żmudzini i Litwa; lata 1416-1422

Czym się to skończyło na papierze

Zapis z tamtych czasów

Sobór nie orzekł, czy poganin ma prawo do ziemi. Dał legatów i biskupstwo, a granicę wyznaczył dopiero pokój nad jeziorem Mełno w 1422 roku.

Czytaj dalej

Wyznaczona wtedy granica przetrwała blisko pięćset lat, do rozpadu tamtego porządku po pierwszej wojnie światowej. Soborowe pytanie o prawo pogan do ziemi i władzy nie doczekało się odpowiedzi; odpowiedzi udzieliły wojna i traktat, a prawnicza część sporu została nierozstrzygnięta.

Rozstrzygnięcia co do istoty sporu nie było żadnego. Sobór wyprawił natomiast legatów, arcybiskupa lwowskiego i biskupa wileńskiego, którzy dotarli na Żmudź w 1417 roku i tam, aktem z drugiej połowy października, erygowali biskupstwo z siedzibą w Miednikach. Pierwszym biskupem żmudzkim został Maciej z Trok, który pięć lat później przeszedł na biskupstwo wileńskie, a Marcin V potwierdził nowe biskupstwo bullą z 1421 roku.

Spór o samą ziemię ciągnął się jeszcze latami. Wyrok rozjemczy Zygmunta Luksemburskiego, ogłoszony we Wrocławiu 6 stycznia 1420 roku, przyznawał zakonowi ziemie sporne wraz ze Żmudzią i został odrzucony przez stronę polsko-litewską. Dopiero 27 września 1422 roku pokój zawarty nad jeziorem Mełno zamknął rzecz, bo zakon zrzekł się Żmudzi na zawsze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy decyzja o wysłaniu legatów zapadła w 1416, czy na początku 1417 roku
  • zakres uprawnień legatów bywa różnie odczytywany z zachowanych akt
  • data poświęcenia katedry w Miednikach opiera się na późniejszych odpisach dokumentu erekcyjnego
  • dzień erekcji biskupstwa podawany bywa jako 23 albo 24 października 1417 roku
  • sam akt erekcyjny bywa mieszany z poświęceniem katedry, a to dwie różne rzeczy i dwa różne świadectwa

Skąd to wiadomoAkta soborowe 1416-1417; erekcja biskupstwa w Miednikach 23 października 1417; wyrok budziński 6 stycznia 1420; pokój melneński 27 września 1422

Litwa i Żmudź; pogranicze pruskie; XIV wiek

Dlaczego jeździło się zimą

Zapis z tamtych czasów

Między Prusami a Litwą leżał kilkudniowy pas pustki. Latem było to bagno i rzeka, mróz zamieniał je w drogę, i stąd wziął się sezon zimowy.

Czytaj dalej

Pas ziemi między Prusami a Litwą trzymano pusty rozmyślnie, a w zapiskach zakonnych nosi on niemiecką nazwę pustkowia. Latem nie dało się przez niego przejść z taborem, więc czekano na mróz. Wyprawa zimowa ruszała zwykle po przełomie roku i wracała przed roztopami, a krótszy sezon letni szedł łodziami w górę Niemna.

Dla lat od 1305 do 1409 naliczono blisko trzysta takich wypraw, najgęściej w latach 1345-1382. Celem rzadko była bitwa, bo bitwa niczego nie dawała. Paliło się wsie, zabierało bydło i ludzi, wracało, zanim puścił lód, a wziętych w niewolę osadzano potem w Prusach i chrzczono już bez pytania o zgodę.

Te lata spisał herold zakonny Wigand z Marburga, wierszem niemieckim, od 1293 do 1394 roku. Z kilkunastu tysięcy wersów oryginału zostało około pięciuset, a resztę znamy wyłącznie z łacińskiego przekładu sporządzonego w latach sześćdziesiątych XV wieku dla Jana Długosza — przekładu, w którym daty i szczegóły bywają poprzekręcane. Kronika wroga przetrwała więc cudzą ręką i w cudzym języku, i tyle z niej wolno brać, ile zniesie tłumaczenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba blisko trzystu wypraw zależy od tego, co liczyć jako osobną wyprawę
  • liczby jeńców podawane przez Wiganda są zawyżane
  • pustkowie nie było puste tak zupełnie, jak przedstawiają je zapiski zakonne
  • rok przekładu podaje się zwykle jako 1464, ale bywa umieszczany szerzej w latach sześćdziesiątych XV wieku
  • liczby i daty w łacińskim przekładzie kroniki rozchodzą się miejscami z tym, co dało się sprawdzić w dokumentach

Skąd to wiadomoKronika Wiganda z Marburga, lata 1293-1394, znana z przekładu łacińskiego z 1464

rycerstwo zachodnie w Prusach; Królewiec; XIV wiek

Stół honorowy w Królewcu

Zapis z tamtych czasów

Marszałek zakonu sadzał w Królewcu najznamienitszych gości przy osobnym stole, a herold wyliczał ich czyny. Zaszczyt dawał się policzyć i pokazać w domu.

Czytaj dalej

Marszałek zakonu siedział w Królewcu i stamtąd prowadził wyprawy, tam też zbierali się goście z zachodu Europy. Utrwalił się w XIV wieku zwyczaj stołu honorowego: kilkunastu wybranych sadzano osobno, herold odczytywał ich czyny, a każdy dostawał odznakę z francuskim zawołaniem o honorze, który zwycięża wszystko.

W 1377 roku przyjechał Albrecht III, książę austriacki, z licznym pocztem i pasował ludzi na miejscu. Wyprawa na Litwę dawała więc rzecz trudną do zdobycia gdzie indziej, czyli zaszczyt poświadczony publicznie, przed świadkami z kilku krajów naraz, i przywożony do domu razem z odznaką.

To tłumaczy trwałość całego przedsięwzięcia lepiej niż pobożność uczestników. Sezon działał jak jarmark opatrzony tytułem religijnym: przyjeżdżało się po honor, a zakon dostarczał przewodników, kwatery, żywność i przeciwnika, którego wolno było zaatakować bez ujmy na sumieniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba miejsc przy stole podawana bywa jako dziesięć
  • nie wiadomo, czy odznakę z zawołaniem rozdawano przy każdym stole honorowym
  • opisy zwyczaju pochodzą w części z relacji gości, którzy mieli powód go wyolbrzymiać

Skąd to wiadomoZapiski zakonne i relacje gości, XIV wiek; wyprawa Albrechta III w 1377

Litwa i Prusy; goście angielscy; lata 1390-1392

Rachunki Henryka z Derby

Zapis z tamtych czasów

Angielski hrabia wypłynął z Boston w lipcu 1390 roku z około trzystoma ludźmi i stanął pod Wilnem. Rachunki jego dworu przetrwały i wyliczają wszystko co do grosza.

Czytaj dalej

Po tych wyprawach zostały rachunki dworskie i to one są tu świadectwem, nie opowieść. Wyliczają opłaty za statki, konie, wino i ptaki łowne, wydatki na wykup oraz zakup jeńców, zapłatę dla heroldów i grajków. Dwóch chłopców przywiezionych z Litwy ochrzczono w Anglii, a jednemu z nich nadano imię od nazwy kraju, z którego go zabrano.

Księga rachunkowa jest tańszym dowodem niż kronika, bo nikt nie wpisuje kłamstwa do kolumny, która musi się zgadzać. Z tych zestawień widać zarówno to, ile kosztował jeden sezon, jak i to, że zakup człowieka stał w nich spokojnie obok zakupu sokoła, w tym samym porządku wydatków.

Henryk, hrabia Derby, późniejszy król Anglii, wypłynął z Boston w lipcu 1390 roku i w sierpniu był już w Prusach; samych rycerzy jego dworu liczono siedemdziesięciu albo osiemdziesięciu, a razem ze służbą, łucznikami i czeladzią podaje się liczby kilkakrotnie większe. Jesienią stał pod Wilnem, gdzie zdobyto i spalono Krzywy Gród, natomiast zamek górny i dolny obroniły się mimo spalonej bramy, i po kilku tygodniach oblężenie zwinięto. Zimował w Królewcu i przyjechał znowu w 1392 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba trzystu ludzi w poczcie bywa podawana różnie
  • imię nadane przywiezionemu chłopcu znane jest z zapisu rachunkowego i bywa odczytywane rozmaicie
  • dokładne dni szturmu na Wilno we wrześniu 1390 roku
  • liczebność pocztu podaje się raz jako kilkudziesięciu rycerzy, raz jako kilkaset osób ze służbą, zależnie od tego, kogo liczyć

Skąd to wiadomoRachunki dworu Henryka z Derby, wyprawy 1390-1391 i 1392

Prusy zakonne; Malbork; przełom XIV i XV wieku

Księga podskarbiego 1399-1409

Zapis z tamtych czasów

Malborska księga wydatków z lat 1399-1409 pokazuje wyprawy od strony kosztów: wino, sukno, srebro dla gości, zapłata dla heroldów i grajków.

Czytaj dalej

Podskarbi malborski prowadził księgę wydatków przez dziesięć lat, od 1399 do 1409 roku, i zapisywał w markach pruskich wszystko, co wychodziło z kasy. Stoją tam wino i sukno dla gości, srebrne naczynia rozdawane w podarunku, zapłata dla heroldów, grajków i posłańców, sokoły oraz koszt wyprawienia kolejnego sezonu.

Ta księga nie miała nikogo do niczego przekonywać. Powstała po to, żeby rachunek się zgadzał, i właśnie dlatego jest świadectwem mocniejszym od kroniki: gościnność figuruje w niej jako stała pozycja budżetu, wpisana obok żelaza, owsa i żołdu, bez jednego słowa o wierze.

Wynika z niej rzecz prosta, a rzadko wypowiadana wprost. Jeżeli utrzymanie zachodnich gości było corocznym wydatkiem planowanym z góry, to ich przyjazdy nie były porywem serca ani odruchem pobożności, lecz usługą, którą zakon opłacał, ponieważ mu się opłacała.

Czego nie rozstrzygnięto
  • przeliczanie marek pruskich na realną wartość jest niepewne
  • nie wszystkie pozycje da się przypisać konkretnej wyprawie
  • część zapisów dotyczy gości przybyłych w innym celu niż wyprawa

Skąd to wiadomoKsięga wydatków podskarbiego malborskiego, lata 1399-1409

rycerstwo zachodnie; Anglia i Prusy; koniec XIV wieku

Rycerz z angielskiego prologu

Zapis z tamtych czasów

Przed 1400 rokiem londyński poeta wpisał swojemu rycerzowi Prusy, Litwę i Ruś w wykaz służby, a królewiecki stół honorowy podał jako dowód pozycji.

Czytaj dalej

Geoffrey Chaucer otworzył swoje opowieści kanterberyjskie postacią rycerza, którego służbę wylicza się po krajach. Są tam Prusy, Litwa i Ruś, a osobno wzmianka, że siadał przy stole przed wszystkimi innymi nacjami w Prusach. To dokładnie ten obyczaj królewiecki, nazwany w wierszu bez jednego słowa wyjaśnienia.

Rzecz powstawała w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych XIV wieku, a więc wtedy, gdy wyprawy szły co roku. Poeta mógł użyć zdania o jeździe do Prus jako skrótu oznaczającego pozycję towarzyską, ponieważ słuchacz w Londynie rozumiał go tak samo, jak dziś rozumie się nazwę dobrej szkoły.

Dla dziejów wierzeń bałtyjskich wynika stąd niewiele, dla dziejów wypraw bardzo dużo. Zimowa jazda na Litwę była w zachodniej Europie pozycją w życiorysie, wymienialną na uznanie, i to ona, a nie kaznodziejstwo, utrzymywała ruch na tej drodze przez kilka pokoleń.

Czego nie rozstrzygnięto
  • datowanie prologu mieści się między 1387 a 1400 rokiem
  • nie wykazano, by za postacią rycerza stał konkretny człowiek
  • kolejność krajów w wyliczeniu bywa odczytywana jako porządek chronologiczny, czego tekst nie przesądza

Skąd to wiadomoProlog do opowieści kanterberyjskich, Anglia, lata 1387-1400

Litwa i Żmudź; kancelaria zakonna; lata 1384-1402

Opisy dróg na Litwę

Zapis z tamtych czasów

W kancelarii zakonnej zebrano około stu opisów dróg w głąb Litwy i Żmudzi, spisanych głównie w latach 1384-1402. To papier roboczy, nie literatura.

Czytaj dalej

Kancelaria zakonna gromadziła opisy dróg prowadzących w głąb Litwy i Żmudzi. Zachowało się ich około stu, spisanych po niemiecku, w większości między 1384 a 1402 rokiem, a spora część powstała pod dyktando ludzi, którzy tę drogę przeszli własnymi nogami i pamiętali ją krok po kroku.

Nie pisano ich dla potomności ani dla nikogo z zewnątrz. Były pomocą dla marszałka układającego, gdzie kilkuset koni przenocuje i co zje, którędy przejdzie tabor i ile nocy dzieli jeden punkt od drugiego. Retoryki prawie w nich nie ma, a o pogaństwie mówi się najwyżej mimochodem, bo retoryka nie karmi koni.

Z tego właśnie powodu dają obraz kraju jeszcze pogańskiego gęstszy niż którakolwiek kronika: sporządzony przez wroga i w celu, który z opisywaniem czegokolwiek nie miał nic wspólnego. Wiarygodność biorą stąd, że pomyłka w takim papierze kosztowałaby całą wyprawę, a nie stąd, że komukolwiek zależało na prawdzie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba około stu zależy od tego, czy liczyć warianty tego samego opisu
  • część tekstów znana jest wyłącznie z późniejszych odpisów
  • granice przedziału 1384-1402 bywają przesuwane o kilka lat w obie strony
  • nikt nie przeliczył całego zbioru pod kątem wzmianek o wierze, więc twierdzenia o tym, czego w nim nie ma, trzeba brać ostrożnie

Skąd to wiadomoZbiór opisów dróg, kancelaria zakonna, głównie lata 1384-1402

Litwa i Żmudź; szlaki wypraw; koniec XIV wieku

Przewodnicy, brody i noclegi

Zapis z tamtych czasów

Opisy dróg wymieniają przewodników z imienia, brody po nazwie, liczbę nocy między punktami i wsie, w których da się nakarmić konie.

Czytaj dalej

W opisach stoi to, czego nie ma w żadnej kronice. Są imiona przewodników, w większości Litwinów, którzy przeszli na stronę zakonu i znali ścieżki. Dalej idą brody wymienione po nazwie, liczba noclegów między punktami, granica pustkowia, wsie z zapasem paszy i miejsca, w których bez łodzi nie da się ruszyć dalej.

Cena tej dokładności jest wpisana w każdy wers. Bród nazwany z imienia nazwał ktoś, kto prowadził obcych na własną okolicę, a nocleg wskazany w opisie wskazał ktoś, kto dobrze wiedział, co się z tą wsią stanie po przejściu wyprawy. Ten sam papier przechowuje krajobraz i sposób, w jaki go niszczono.

Zasięg tych opisów jest większy, niż można by przypuszczać po samym pasie przygranicznym. Prowadzą przez przeprawy na Niemnie, wzdłuż Dubissy i Niewiaży, w okolice Kowna i pod samo Wilno, a więc daleko poza ziemie, nad którymi zakon utrzymał kiedykolwiek trwałą władzę; samą Żmudź odstępowano mu układami z 1398 i 1404 roku, a stracił ją w 1409.

Czego nie rozstrzygnięto
  • tożsamość większości przewodników znana jest tylko z imienia i nie da się jej sprawdzić gdzie indziej
  • wielu nazw miejscowych z opisów nie umiemy dziś jednoznacznie umiejscowić
  • nie wiadomo, ile z podanych odległości sprawdzono w terenie, a ile powtórzono z wcześniejszych opisów
  • jak daleko sięgał zamiar trwałego zajęcia ziem opisywanych w drogach, z samych opisów nie wynika

Skąd to wiadomoOpisy dróg zakonnych, głównie lata 1384-1402

Litwa i Żmudź; nazewnictwo miejscowe; XIV wiek i później

Święte nazwy na szlaku wypraw

Złożone później

W opisach dróg stoją nazwy, które po bałtyjsku znaczą rzeczy święte: rzeka Święta i miejsca z członem alka. Nazwa to jednak jeszcze nie obrzęd.

Czytaj dalej

Wyprowadzić z tego wolno mniej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje. Nazwa mówi, jak miejsce nazywano, a nie co i kiedy tam robiono; człon święty bywa starszy od wszystkiego, co pamiętano w XIV wieku, bywa też późniejszy i przeniesiony od chrześcijańskiego patrona. Opisy dróg nie notują ani jednego obrzędu, bo notowały przeprawy.

Rachunek wychodzi prosty. Tam, gdzie nazwa zgadza się z rzeczą wydobytą z ziemi, czyli z paleniskiem, kośćmi zwierząt albo złożonym żelazem, pokazano coś konkretnego. Tam, gdzie stoi sama nazwa, nie pokazano niczego, choćby brzmiała najbardziej obiecująco i choćby leżała przy wojskowym szlaku.

Wśród nazw zapisanych ręką niemieckich pisarzy są takie, które w mowie bałtyjskiej znaczą świętość. Nazwa rzeki Szwentoji znaczy po litewsku Święta, a w nazwach miejsc powraca człon alka, po litewsku oznaczający wzgórze albo gaj wydzielony na ofiarę, którego nie wolno było użytkować jak zwykłego pola; łotewskie odpowiedniki brzmią inaczej i świadectwa z tamtej strony trzeba trzymać osobno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • umiejscowienie większości nazw z opisów dróg jest niepewne
  • człon alka bywa mylony z podobnie brzmiącymi nazwami od olchy oraz od imion osobowych
  • nie wykazano, by którakolwiek nazwa z opisów dróg wskazywała miejsce kultu czynne w chwili spisania
  • nie wiadomo, czy zapisujący rozumieli znaczenie nazw, które oddawali ze słuchu

Skąd to wiadomoOpisy dróg zakonnych, głównie 1384-1402, zestawiane z późniejszymi spisami miejscowymi

Poganin i jego poddani

Prawosławni, Tatarzy i Karaimi w państwie pogańskich książąt

Ostatnie pogańskie państwo Europy było krajem, w którym większość poddanych chodziła do cerkwi, kancelaria pisała po rusku, a od schyłku XIV wieku stały w nim meczety i kienesy. Zdanie o pogańskiej Litwie bez tej drugiej połowy jest nieprawdziwe przez pominięcie. Materiał jest tu wyłącznie dokumentowy: przywileje, akta soborowe, protokoły poselstw i księgi pisane obcym alfabetem. Warstwa dopisana później została wskazana osobno i z datą dopisania.

Litwini i Rusini, Wielkie Księstwo Litewskie, XIV–XV wiek

Kraj, w którym pogański książę rządził prawosławnymi

Zapis z tamtych czasów

Zanim Litwa przyjęła chrzest, większość jej poddanych była już ochrzczona w obrządku wschodnim, bo książęta zabierali ziemie ruskie.

Czytaj dalej

Połock znalazł się pod władzą litewską w pierwszych dziesięcioleciach XIV wieku, Witebsk przeszedł do Olgierda wraz z małżeństwem zawartym w 1318 roku i dziedzictwem po tamtejszym księciu, ziemie turowsko-pińskie uległy w latach dwudziestych, Kijów po bitwie nad Sinymi Wodami jesienią 1362 roku, a Smoleńsk ostatecznie w 1404. Każda z tych dat to kolejna partia poddanych ochrzczonych w obrządku wschodnim.

Z tego rachunku nie wolno wyprowadzić, że Wielkie Księstwo było państwem prawosławnym. Ośrodek władzy, czyli Wilno, Troki i Żmudź, pozostawał poza chrztem do 1387 i 1413 roku, a dynastia grzebała swoich zmarłych obrządkiem przodków jeszcze w 1377 roku. Prawdziwe jest zdanie o większości poddanych, nie zdanie o wierze książąt, i te dwa zdania trzeba trzymać osobno.

W ziemiach tych działały cerkwie i monastery, a katedry władyków stały w Połocku, Turowie i Smoleńsku; Witebsk własnego biskupa nie miał, bo należał do eparchii połockiej. Przywileje ziemskie, w których władca zaręcza, że zastanych porządków nie narusza, zachowały się jednak dopiero z XV i początku XVI wieku, a wystawiali je książęta już ochrzczeni. O pogańskich poprzednikach wiadomo tyle, że porządków cerkiewnych na zdobytych ziemiach nie ruszali, i tego zdania nie wolno opierać na aktach o stulecie późniejszych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie bitwy nad Sinymi Wodami waha się między 1362 a 1363 rokiem.
  • Moment podporządkowania Połocka podawany bywa od początku XIV wieku aż po lata dwudzieste.
  • Stosunku liczbowego obu grup ludności nie da się ustalić, bo z tego czasu nie ma spisów.
  • Zapewnienie o nienaruszaniu dawnych porządków znane jest z przywilejów połockich i witebskich z XV i XVI wieku, nie z aktów wystawionych przez pogańskich książąt.
  • Opis pogańskiego pogrzebu Olgierda w 1377 roku pochodzi z latopisów spisanych po latach, a nie z zapisu powstałego wtedy, kiedy rzecz się działa.

Skąd to wiadomoPrzywileje ziemskie dla Połocka i Witebska, latopisy ruskie, bitwa nad Sinymi Wodami 1362, przejęcie Smoleńska 1404

Rusini Wielkiego Księstwa, Nowogródek i Konstantynopol, XIV wiek

Osobna metropolia dla prawosławnych poddanych

Zapis z tamtych czasów

Pogańscy książęta wytargowali w Konstantynopolu osobną metropolię dla swoich prawosławnych poddanych — i robili to trzykrotnie.

Czytaj dalej

Około 1316 roku w spisach patriarchatu konstantynopolitańskiego pojawia się metropolia litewska. Jej zwierzchnik Teofil jest poświadczony na synodzie w 1317 roku oraz w rejestrach opłat jeszcze pod koniec lat dwudziestych, a siedzibą był najpewniej Nowogródek, miasto ruskie w rękach litewskiego księcia. Zapis powstał w kancelarii patriarszej, nie w litewskiej.

W 1355 roku patriarcha wyświęcił Romana na metropolitę litewskiego, w jawnej rywalizacji z Aleksym, który rezydował w Moskwie. Spór o to, komu przysługuje tytuł kijowski i władza nad całą Rusią, ciągnął się aż do śmierci Romana w 1362 roku, a obaj pretendenci jeździli po rozstrzygnięcie nad Bosfor i obaj mieli za plecami swojego władcę.

W grudniu 1375 roku wyświęcono Cypriana na metropolitę Kijowa, Rusi i Litwy, jeszcze za życia Aleksego, a po jego śmierci w 1378 roku Cyprian sięgnął po całość, choć Moskwa wpuściła go dopiero w 1381 roku i rok później wygnała. O to wyświęcenie zabiegał nie sam władca litewski, lecz także prawosławni książęta Tweru i Smoleńska, więc za wnioskiem stał cały obóz, a nie jeden dwór. Dla patriarchatu rozstrzygało, kto rzeczywiście rządzi wiernymi, i chrzest wnioskodawcy nie był warunkiem decyzji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Siedziba metropolii litewskiej nie jest wskazana wprost w żadnym dokumencie z epoki, Nowogródek wynika z poszlak.
  • Rok powołania pierwszej metropolii podawany bywa jako 1315, 1316 albo 1317, zależnie od odczytu spisów patriarszych.
  • Nie jest pewne, czy władca, na którego wniosek powoływano metropolitów litewskich, pozostał nieochrzczony: część przekazów cerkiewnych przypisuje Olgierdowi chrzest w obrządku wschodnim, inne opisują pogański pogrzeb w 1377 roku.

Skąd to wiadomoSpisy i akta patriarchatu konstantynopolitańskiego z lat 1316–1378, wyświęcenie Cypriana w grudniu 1375

Litwini i Rusini, Wilno, XIV–XV wiek

Cerkwie stały w Wilnie, zanim stanęła katedra

Zapis po chrzcie

W stolicy pogańskiego państwa działały cerkwie na długo przed 1387 rokiem, ale ich daty fundacji znamy wyłącznie z późniejszych zapisów.

Czytaj dalej

Tradycja wiąże cerkiew Świętej Paraskiewy z fundacją Marii Witebskiej, pierwszej żony Olgierda, i umieszcza ją w 1345 roku, cerkiew Preczystieńską datuje na rok 1346, a świątynię Świętego Mikołaja na czasy jeszcze wcześniejsze. Żaden dokument fundacyjny z epoki się nie zachował, a najstarsze mury wszystkich trzech budowli są młodsze od tych dat.

Rozdzielenie jest tu ważniejsze niż obrazek zgodnego sąsiedztwa. Prawosławni mieli w Wilnie swoją dzielnicę, swoje cmentarze i swoje fundacje, wychodzące od książęcych żon oraz ruskich bojarów, nie od miasta. Nie był to wspólny kościół dwóch obrządków, lecz dwa oddzielne porządki pod jedną świecką zwierzchnością.

Późniejsze przeznaczenie tych budowli jest uchwytne lepiej niż ich początek. Cerkiew Preczystieńska służyła w XV wieku za katedrę metropolity obranego w Nowogródku, czyli za siedzibę osobnej hierarchii wschodniej w państwie, którego władca był już katolikiem, choć rok objęcia tej roli, podawany zwykle jako 1415, opiera się na zapisie późniejszym. Katedrę łacińską zaczęto wznosić w Wilnie po 1387 roku, a tego, czy stanęła wcześniej czy później niż pierwsze cerkwie, rozstrzygnąć się nie da, skoro dat cerkiewnych fundacji nie znamy z epoki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Daty 1345 i 1346 pochodzą z przekazów spisanych wieki później, nie z dokumentów z epoki.
  • Fundacja przypisywana Marii Witebskiej nie jest potwierdzona żadnym aktem.
  • Nie wiadomo, ile cerkwi działało w Wilnie przed 1387 rokiem, bo pierwszy ich wykaz jest znacznie późniejszy.
  • Rok 1415 jako początek katedralnej roli cerkwi Preczystieńskiej pochodzi z zapisu późniejszego niż samo wydarzenie.

Skąd to wiadomoPóźniejsze zapisy o fundacjach cerkwi wileńskich, ustanowienie katedry metropolitalnej w 1415 roku

Litwini z dworu Olgierda, Wilno, połowa XIV wieku

Trzej powieszeni w Wilnie i granica swobody

Zapis po chrzcie

Trzej dworzanie Olgierda zginęli za przyjęcie obrządku wschodniego, a patriarcha ogłosił ich świętymi, zanim Litwa przyjęła chrzest.

Czytaj dalej

Przekazy cerkiewne mówią o trzech dworzanach wielkiego księcia, noszących wcześniej imiona litewskie, a po chrzcie w obrządku wschodnim występujących jako Antoni, Jan i Eustachy. Odmówili udziału w obyczajach dworu, między innymi w posiłkach łamiących post, i stracono ich osobno: dwóch w kwietniu, trzeciego w grudniu, a miejscem kaźni był dąb pod miastem.

Kult ruszył szybko. Około 1374 roku patriarcha konstantynopolitański Filoteusz ogłosił ich świętymi, relikwie złożono w Wilnie, a na miejscu straceń stanęła z czasem cerkiew Trójcy Świętej. Kanonizacja zapadła zatem w państwie jeszcze pogańskim, a jej adresatem byli prawosławni poddani tego samego księcia, który wyrok dopuścił.

Ta sprawa wyznacza granicę, o której łatwo zapomnieć przy zdaniu o wielowyznaniowej Litwie. Obrządek wschodni był w państwie dopuszczony i chroniony w ziemiach ruskich, a mimo to porzucenie obyczaju dworu przez ludzi z najbliższego otoczenia władcy skończyło się szubienicą. Swoboda dotyczyła poddanych i ziem, nie dworu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok podawany jest najczęściej jako 1347, ale część przekazów wskazuje 1342 albo 1346.
  • Opis pochodzi z żywotu pisanego dla potrzeb kultu, więc szczegóły służą w nim budowaniu wzoru męczeństwa.
  • Nie wiadomo, czy wyrok wydał osobiście książę, czy otoczenie dworskie działające bez niego.

Skąd to wiadomoŻywot grecki i przekazy cerkiewne spisane po wydarzeniu, akt kanonizacyjny patriarchy około 1374 roku

Litwini, Rusini, Polacy i przybysze z Zachodu, Wilno, lata dwudzieste XIV wieku

Formuła z 1324 roku: każdy swoim obrządkiem

Zapis z tamtych czasów

Wobec wysłanników legatów wielki książę wyliczył wyznania swoich poddanych i oświadczył, że każde czci tego samego Boga po swojemu.

Czytaj dalej

Ta wyliczanka jest przede wszystkim dokumentem składu ludnościowego państwa. Rusini stoją w niej osobno od łacinników, a wśród łacinników rozdzieleni są Polacy i przybysze z Zachodu, dla których władca sprowadzał zakonników, kupców oraz rzemieślników. W samym Wilnie stały już wtedy kościoły zakonne, a kolejny w Nowogródku.

Rok wcześniej, 2 października 1323 roku, ten sam władca zawarł w Wilnie pokój z Rygą, biskupami inflanckimi, zakonem i ludźmi króla duńskiego w Rewlu. W tekście układu jego poddani występują jako Litwini i Rusini, czyli dwie wspólnoty, dwie wiary i jedna zwierzchność. Nie było to pismo wewnętrzne, lecz umowa z partnerami zagranicznymi, więc skład poddanych podano tak, jak go widziano z zewnątrz.

Jesienią 1324 roku wysłannicy legatów papieskich przyjechali do Wilna po odpowiedź w sprawie chrztu i spisali protokół z tego, co usłyszeli. Wielki książę chrztu nie przyjął, a odmowę oparł na wyliczeniu wyznań, którym pozwala trwać przy własnym obrzędzie: osobno wymieniono łacinników, osobno Rusinów, osobno Polaków, sam władca pozostawał przy obrządku ojców, a całość spięto twierdzeniem o jednym Bogu wspólnym wszystkim tym porządkom.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Listy wielkiego księcia spisywali po łacinie obcy pisarze i trwa spór, ile w nich jego własnych słów.
  • Nie wiadomo, czy zapowiedź chrztu była rzeczywistym zamiarem, czy elementem gry z zakonem, Rygą i papiestwem.
  • Ani listów wielkiego księcia, ani protokołu z 1324 roku nie znamy z oryginałów wystawionych w Wilnie, lecz z odpisów sporządzonych i przechowanych po stronie ryskiej.

Skąd to wiadomoProtokół wysłanników legatów w Wilnie z jesieni 1324, pokój wileński z 2 października 1323, listy z lat 1322–1323

dynastia litewska, Prusy, Litwa i Kraków, lata 1382–1386

Jeden człowiek, trzy chrzty w cztery lata

Zapis z tamtych czasów

Witold był ochrzczony trzy razy w cztery lata, w trzech różnych układach politycznych: u krzyżaków, u Jagiełły i w Krakowie.

Czytaj dalej

Zbiegłszy do zakonu po śmierci ojca, Kiejstutowic przyjął w 1383 roku chrzest łaciński w Tapiawie i imię Wigand, wzięte od chrzestnego. Rok później porzucił zakon, wrócił do Jagiełły i przyjął chrzest w obrządku wschodnim jako Aleksander. W 1386 roku w Krakowie ochrzczono go po raz trzeci, znów po łacinie, i przy tym imieniu pozostał do końca życia.

Każdy z tych trzech aktów odpowiada innemu sojuszowi i innej stawce. Pierwszy kupował pomoc zakonu przeciw stryjecznemu bratu, drugi otwierał drogę do ziem ruskich oraz do poparcia tamtejszych bojarów, trzeci wiązał go z porządkiem, który właśnie powstawał wokół małżeństwa krakowskiego i przyszłej korony.

Nie wynika z tego, że chrzest był dla tych ludzi obojętny. Wynika co innego: w państwie o trzech obrządkach sakrament pełnił także funkcję prawną, a przyjęcie go w konkretnym obrządku otwierało konkretne drzwi, to znaczy dostęp do urzędu, do nadania ziemi i do małżeństwa w określonym kręgu. Kto chciał tych drzwi kilku, wchodził kilkoma wejściami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datę chrztu w Tapiawie podaje się jako 1382 albo 1383.
  • Chrzest w obrządku wschodnim znany jest głównie z przekazów zakonnych i bywa kwestionowany.
  • Imię otrzymane w Tapiawie podawane bywa w kilku wariantach zapisu.

Skąd to wiadomoKroniki i korespondencja zakonu krzyżackiego z lat 1382–1386, akty krakowskie z 1386 roku

dwór litewski i pisarze ruscy, Wielkie Księstwo, XV–XVI wiek

Dzieje Litwy spisane po rusku i dopisany Rzymianin

Zapis po chrzcie

Najstarsze dzieje Litwy spisano po rusku około 1430 roku, a rzymski przodek Palemon wszedł do nich dopiero w latach dwudziestych XVI wieku.

Czytaj dalej

Pierwszy zwód dziejów wielkich książąt litewskich powstał około 1430 roku, w języku ruskim i ręką pisarzy prawosławnych, na użytek dworu władcy już ochrzczonego po łacinie. Sam ten fakt jest świadectwem układu sił: pamięć państwa zapisywano mową większości poddanych, bo tylko ta mowa miała w Wielkim Księstwie gotową kancelarię i gotowe wzory zapisu.

Datowanie dopisku jest tu całą treścią. Rodowód rzymski pojawia się dokładnie wtedy, gdy Wielkie Księstwo potrzebuje odpowiedzi na moskiewskie roszczenia do dziedzictwa Rusi oraz na starożytne genealogie szlachty koronnej. Nie zachował się żaden przekaz starszy od tej redakcji, który by Palemona znał, i nie zostało wykazane, by istniał.

Druga redakcja, złożona około lat dwudziestych XVI wieku, dopisuje początek, którego wcześniejsze teksty w ogóle nie znają: rzymskiego możnowładcę Palemona, przybywającego z pięciuset towarzyszami i osiadającego nad Niemnem, a uciekającego przed Neronem. Najpełniejszą wersję opowieści podaje latopis spisany w połowie XVI wieku, tyle że przyczyną ucieczki jest tam już okrucieństwo Attyli. Sam powód wyjazdu zmieniał się więc razem z kolejnym przepisaniem, co o wartości całego rodowodu mówi więcej niż jego treść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Powstanie pierwszego zwodu datuje się na lata dwudzieste albo trzydzieste XV wieku.
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy redaktor korzystał z wcześniejszej opowieści ustnej, czy ułożył rodowód od nowa.
  • Powód ucieczki Palemona podawany jest w latopisach rozbieżnie, raz jako Neron, raz jako Attyla, co rozsuwa rzekomy czas wydarzenia o kilkaset lat.

Skąd to wiadomoLatopisy litewsko-ruskie: zwód z około 1430 roku, redakcja z lat dwudziestych XVI wieku, latopis z połowy XVI wieku

Współczesna wizja Wilna na początku XV wieku
Współczesna rekonstrukcja artystyczna Wilna około 1413 roku; układ zabudowy jest interpretacją, nie planem źródłowym.
bojarzy prawosławni i katoliccy, Wielkie Księstwo, 1413–1568

Sto pięćdziesiąt lat nierówności wpisanej w prawo

Zapis z tamtych czasów

Akt z Horodła zastrzegł herby i urzędy dla bojarów katolickich, a zrównanie prawosławnych przyszło dopiero w 1563 roku.

Czytaj dalej

Odwracanie tego zajęło półtora wieku. Przywileje z 1432 i 1434 roku rozciągnęły na bojarów obrządku wschodniego prawa majątkowe oraz część swobód, zostawiając zamknięte najwyższe urzędy i radę hospodarską. Formalne zrównanie ogłosił dopiero Zygmunt August w czerwcu 1563 roku, a potwierdzono je ponownie w roku 1568.

To jest twarda poprawka do obrazu zgodnego państwa wielu wyznań. Wielowyznaniowość była tu faktem ludnościowym, a nie zasadą prawa, i prawo przez półtora stulecia stawiało mniejszość katolicką wyżej niż prawosławną większość. Różnica dotyczyła przy tym rzeczy najbardziej wymiernych: ziemi, urzędu oraz głosu w radzie władcy.

Akt zawarty 2 października 1413 roku w Horodle przyjął bojarów litewskich do herbów szlachty koronnej i otworzył im drogę do urzędów, lecz warunek postawił wprost: dotyczy to wyznawców kościoła rzymskiego, a najwyższe urzędy wileński i trocki zastrzeżono dla katolików osobnym postanowieniem. Wyłączenie nie zostało napisane pod adresem samych prawosławnych, bo obejmowało wszystkich spoza posłuszeństwa rzymskiego, tyle że prawosławni byli w tym państwie większością i to oni ponieśli jego ciężar.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zakres przywilejów z 1432 i 1434 roku bywa różnie odczytywany.
  • W ziemiach ruskich prawosławni sprawowali urzędy mimo zapisu z 1413 roku, więc praktyka rozchodziła się z literą dokumentu.

Skąd to wiadomoAkt horodelski z 2 października 1413, przywileje z 1432 i 1434, przywilej Zygmunta Augusta z czerwca 1563

prawosławni Wielkiego Księstwa, Nowogródek i Konstancja, 1415–1418

Metropolita obrany bez zgody patriarchy

Zapis z tamtych czasów

W 1415 roku władycy Wielkiego Księstwa obrali własnego metropolitę wbrew Konstantynopolowi, a trzy lata później wysłano go na sobór do Konstancji.

Czytaj dalej

15 listopada 1415 roku zebrani w Nowogródku biskupi prawosławni Wielkiego Księstwa obrali metropolitą Grzegorza Camblaka, z pominięciem patriarchy. Stało się to z woli Witolda, który nie chciał, by jego prawosławni poddani podlegali hierarchii rezydującej w Moskwie i by pieniądze oraz sądy cerkiewne szły poza granicę. Konstantynopol odpowiedział klątwą.

W lutym 1418 roku Camblak stanął w Konstancji na czele poselstwa z Wielkiego Księstwa i rozmawiał tam o zjednoczeniu kościołów. Wielki książę prowadził więc jednocześnie dwie polityki kościelne, łacińską wobec soboru i wschodnią wobec własnych władyków, a obie miały ten sam cel, to znaczy rozstrzyganie spraw kościelnych u siebie.

Osobna metropolia nie przetrwała swojego metropolity. Camblak zmarł około 1419 roku, następcy nie obrano, a zwierzchnictwo wróciło do metropolity kijowskiego uznawanego przez patriarchat. Epizod pokazuje zarazem, jak daleko władca gotów był posunąć się w rozporządzaniu cerkwią, i jak krótko taki układ trzymał się bez zgody Konstantynopola.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok śmierci Camblaka podaje się jako 1419 albo 1420.
  • Nie wiadomo, czy w Konstancji przedstawił konkretny projekt zjednoczenia, czy wystąpił jedynie w imieniu władcy.

Skąd to wiadomoUchwała soboru władyków w Nowogródku z 15 listopada 1415, akta soboru w Konstancji z lutego 1418

Tatarzy litewscy, okolice Trok i Wilna, od schyłku XIV wieku

Tatarzy pod Trokami: ziemia za służbę konną

Zapis z tamtych czasów

Osadnicy tatarscy siedzieli pod Trokami i Wilnem od przełomu XIV i XV wieku, na ziemi trzymanej za służbę konną, nie za pańszczyznę.

Czytaj dalej

Pierwsze grupy tatarskie pojawiają się w Wielkim Księstwie w ostatnich latach XIV wieku, wraz z ludźmi chana Tochtamysza, który schronił się u Witolda po utracie własnego tronu. Tatarskie chorągwie biły się nad Worsklą 12 sierpnia 1399 roku oraz pod Grunwaldem 15 lipca 1410 roku, a ich obecność w obu bitwach odnotowały relacje z epoki.

Okrągła data 1397 roku, powtarzana jako początek osadnictwa, pochodzi z tradycji spisanej znacznie później, a nie z aktu nadania. Twarde ślady to piętnastowieczne nadania, rejestry ziemskie i popis wojska litewskiego z 1528 roku, w którym chorągwie tatarskie wyliczono z nazwami rodów oraz liczbą wystawianych koni.

Osadzono ich w pasie wokół Trok i Wilna oraz nad Waką, w osadach, których nazwy do dziś to niosą, jak Niemież czy Sorok Tatary, to znaczy Czterdziestu Tatarów. Chorągiewni trzymali ziemię na prawie służby wojskowej i byli ludźmi wolnymi, ale obok nich mieszkali Tatarzy bez nadania, po miastach i na cudzej ziemi, z prawami znacznie węższymi. Własne rozstrzyganie spraw religijnych wewnątrz wspólnoty jest poświadczone, natomiast meczety wchodzą do dokumentów dopiero w XVI wieku i dopiero wtedy wolno je stawiać na mapie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data pierwszego osadzenia bywa podawana jako 1397, 1398 albo szerzej, jako lata dziewięćdziesiąte XIV wieku.
  • Nie jest jasne, czy oddziały tatarskie służyły książętom litewskim jeszcze przed Witoldem.
  • Liczebność pierwszych grup nie jest uchwytna, bo najstarsze rejestry są o pokolenia późniejsze.
  • Nie wiadomo, kiedy stanął pierwszy meczet w Wielkim Księstwie, bo budowli czternasto- ani piętnastowiecznych nie potwierdza żaden zapis.

Skąd to wiadomoNadania ziemskie z XV wieku, popis wojska litewskiego z 1528 roku, relacje o bitwach 1399 i 1410

Tatarzy Wielkiego Księstwa, Stambuł, rok 1558

Opis własnej wspólnoty wysłany do Stambułu

Zapis z tamtych czasów

W 1558 roku anonimowy Tatar z Wielkiego Księstwa opisał po turecku własną wspólnotę dla sułtana, i jest to jedyny taki głos od środka.

Czytaj dalej

Traktat powstał w 1558 roku, po turecku, pod piórem pielgrzyma z Wielkiego Księstwa, który dotarł do Stambułu i ułożył rzecz dla sułtana Sulejmana. Opisuje meczety, rozstrzyganie spraw religijnych we własnym gronie oraz swobodę praktyki, jaką wspólnota miała w państwie chrześcijańskiego władcy, wraz z warunkami służby wojskowej.

Najmocniejsze zdanie tego opisu dotyczy języka. Autor przyznaje, że jego ziomkowie utracili mowę tatarską i posługują się językiem miejscowym, a arabskiego używają wyłącznie do modlitwy i do ksiąg. Wspólnota trzymała się zatem wiary, tracąc to, co zwykle uchodzi za jej najpewniejszy nośnik, czyli własny język codzienny.

Wartość tekstu polega na kierunku spojrzenia. Wszystko inne, co o litewskich Tatarach napisano w XVI i XVII wieku, wyszło spod pióra sąsiadów albo przeciwników, jak wydany w Wilnie w 1616 roku paszkwil domagający się ograniczenia ich praw i podający w wątpliwość ich szlachectwo. Traktat z 1558 roku jest opisem z wnętrza wspólnoty.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Tożsamość i miejsce pochodzenia autora pozostają nieznane.
  • Tekst zachował się w pojedynczym odpisie wydanym drukiem dopiero w XIX wieku, więc drogi przekazu są słabo uchwytne.
  • Nie da się sprawdzić, na ile obraz swobód został wyidealizowany ze względu na adresata.
  • Rękopis, z którego sporządzono dziewiętnastowieczne wydanie, nie został od tego czasu odnaleziony, więc treść traktatu znamy wyłącznie za pośrednictwem ówczesnego wydawcy i jego przekładu.

Skąd to wiadomoTraktat o Tatarach Polski i Litwy spisany po turecku w 1558 roku dla sułtana Sulejmana

Tatarzy litewscy, Wielkie Księstwo, XVI–XIX wiek

Książki po słowiańsku, literami arabskimi

Zapis po chrzcie

Litewscy Tatarzy pisali swoje księgi religijne w miejscowej mowie słowiańskiej, ale alfabetem arabskim, i robili tak przez stulecia.

Czytaj dalej

Ich rękopiśmienne księgi mają własne nazwy i własne przeznaczenia. Kitab zbiera opowieści oraz pouczenia religijne, chamaił mieści modlitwy, kalendarz świąt, formuły przy chorobie i sennik, a tefsir podaje tekst Koranu z podpisanym pod wierszami tłumaczeniem na mowę, którą wspólnota rzeczywiście mówiła na co dzień.

Rozdzielenie ról widać gołym okiem na samej karcie. Arabszczyzna została językiem świętym i formuły modlitewnej, a wszystko, co trzeba było zrozumieć, czyli objaśnienie, przestroga i przepis obrzędowy, szło w mowie miejscowej, tyle że zapisanej obcym alfabetem. Jedna strona niesie zatem dwa porządki naraz.

Datowanie wymaga tu ostrożności. Zachowane księgi opatrzone datą pochodzą z XVII i XVIII wieku, a żaden egzemplarz z datą szesnastowieczną nie przetrwał, więc początek praktyki wyprowadza się z cech języka oraz zawartości, nie z zapisu na karcie. Nie zostało wykazane, kiedy dokładnie ta tradycja ruszyła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie najstarszych egzemplarzy bywa przesuwane ku początkowi XVII wieku na podstawie późniejszych odpisów.
  • Nie rozstrzygnięto, czy pierwsze księgi powstały na miejscu, czy zostały przywiezione i dopiero potem przełożone.

Skąd to wiadomoRękopiśmienne kitaby, chamaiły i tefsiry Tatarów litewskich, egzemplarze datowane od XVII wieku

Karaimi, Troki, Poniewież, Łuck i Halicz, od schyłku XIV wieku

Karaimi w Trokach i trzy różne daty

Zapis z tamtych czasów

Datę osiedlenia Karaimów w Trokach podaje się na 1392, 1397 albo 1398 rok, a pierwszy pewny dokument jest o pół wieku późniejszy.

Czytaj dalej

Opowieść o początku brzmi zawsze tak samo i zawsze z inną datą: Witold miał sprowadzić z Krymu trzysta trzydzieści rodzin i osadzić je w Trokach pod zamkiem. Rok bywa podawany jako 1392, 1397 albo 1398, liczba rodzin powtarza się bez zmian, a cały przekaz spisano znacznie później niż samo wydarzenie, do którego się odnosi.

Pierwszy twardy dokument nosi datę 27 marca 1441 roku. Kazimierz Jagiellończyk nadał wtedy gminie karaimskiej w Trokach prawo magdeburskie z własnym wójtem, czyli odrębny samorząd wewnątrz miasta. W 1495 roku Aleksander wygnał Karaimów razem z Żydami, a w 1503 roku pozwolił im wrócić i odzyskać utracone majątki.

To wspólnota odrębna zarówno od chrześcijan, jak i od Żydów rabinicznych. Jej wiara opiera się wyłącznie na Biblii hebrajskiej, bez Talmudu, mówiono w niej językiem tureckim zapisywanym literami hebrajskimi, a dom modlitwy nosi nazwę kienesy. Najstarsze skupiska poza Trokami to ruskie Łuck i Halicz, poświadczone w XV i XVI wieku, natomiast gminy żmudzkie i podwileńskie, jak Poniewież czy Birże, wchodzą do dokumentów dopiero w XVII wieku i do czasów Witolda dopisywać ich nie wolno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok osiedlenia podawany jest rozbieżnie: 1392, 1397 i 1398.
  • Liczba trzystu trzydziestu rodzin pochodzi z tradycji wspólnoty, nie z aktu.
  • Nie zostało wykazane, czy przybycie było jednorazowym przesiedleniem, czy napływem rozłożonym na pokolenia.
  • Początek gmin w Łucku i Haliczu bywa cofany przed czasy Witolda, ale dokumentu, który by to potwierdzał, nie ma.

Skąd to wiadomoPrzywilej Kazimierza Jagiellończyka dla Karaimów trockich z 27 marca 1441, akty wygnania 1495 i powrotu 1503

gminy żydowskie, Brześć, Grodno, Troki i Łuck, XIV–XVII wiek

Przywilej brzeski z 1 lipca 1388 roku

Zapis z tamtych czasów

Witold dał gminie brzeskiej przywilej już w 1388 roku, rok przed Grodnem, a wzorem był statut kaliski sprzed stu dwudziestu lat.

Czytaj dalej

Dokument wystawiono 1 lipca 1388 roku w Łucku dla Żydów brzeskich, w czerwcu następnego roku podobny otrzymało Grodno, a w ślad za nimi Troki i Łuck. Wzór przyszedł z Korony, bo osnowa powtarza rozwiązania statutu kaliskiego z 1264 roku oraz jego późniejszych potwierdzeń, przeniesione na grunt Wielkiego Księstwa.

Treść jest prawnicza i bardzo konkretna. Gmina podlega bezpośrednio sądowi władcy, a nie miastu, bożnica i cmentarz chronione są osobną karą, przy oskarżeniu o zabójstwo dziecka wymaga się świadków z obu stron, chrześcijańskich i żydowskich, co odbiera samej pogłosce moc dowodową, osobno zaś uregulowano przysięgę i zastaw.

Ciąg dalszy ma daty równie twarde. W 1495 roku Aleksander wygnał Żydów z Wielkiego Księstwa, w 1503 roku pozwolił im wrócić i nakazał zwrot majątków, a od 1623 roku gminy litewskie obradowały we własnym waadzie, osobnym od koronnego, z Brześciem, Grodnem i Pińskiem na czele. To już warstwa o dwa stulecia późniejsza niż pierwszy przywilej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Teksty przywilejów Witolda znamy głównie z potwierdzeń szesnastowiecznych, więc pierwotne brzmienie bywa kwestionowane.
  • Autentyczność przywileju trockiego z 1388 roku bywa podawana w wątpliwość.
  • Liczebność gmin w XIV wieku pozostaje nieznana, bo rejestry podatkowe są późniejsze.

Skąd to wiadomoPrzywilej dla Żydów brzeskich z 1 lipca 1388, przywilej grodzieński z 1389, akty 1495 i 1503, waad litewski od 1623

wszystkie wyznania Wielkiego Księstwa, XVI wiek

Pokój między wyznaniami wpisany do kodeksu

Zapis z tamtych czasów

W 1573 roku szlachta zaprzysięgła, że nie będzie przelewać krwi za różnicę wiary, a piętnaście lat później trafiło to do Statutu.

Czytaj dalej

Ten sam kodeks utrzymał jednak osobne i gorsze reguły dla Żydów oraz Tatarów, którzy nie byli stroną tamtej przysięgi. Pokój dotyczył wyznań chrześcijańskich i szlachty jako stanu, a poza tym kręgiem obowiązywały odrębne przywileje, odrębne sądy i odrębne ograniczenia, nadawane oraz odbierane wolą władcy.

To jest warstwa późniejsza i trzeba ją tak nazwać wprost. Od pogańskiego Wilna Giedymina dzieli ją ćwierć tysiąclecia, a od chrztu Żmudzi sto siedemdziesiąt lat, więc szesnastowiecznej mozaiki nie wolno czytać wstecz jako opisu państwa, w którym władca składał jeszcze ofiary obrządkiem ojców.

Konfederacja zawiązana 28 stycznia 1573 roku zobowiązała szlachtę, by różnicy wyznania nie rozstrzygać rozlewem krwi ani konfiskatą majątku. Aktem jednorazowym nie została: jej treść weszła do artykułów zaprzysięganych odtąd przez każdego elekta, a w Wielkim Księstwie powtórzył ją trzeci Statut litewski z 1588 roku, obowiązujący tam jako kodeks powszechny i stosowany w sądach.

Obraz państwa u schyłku XVI wieku wymaga wyliczenia dłuższego niż dwa wyznania: parafie katolickie, eparchie prawosławne, zbory kalwińskie, z których pierwszy stanął w Brześciu około 1553 roku, a w tym samym mieście wyszła w 1563 roku Biblia, wspólnoty antytrynitarskie wyodrębnione w latach sześćdziesiątych, gminy żydowskie i karaimskie oraz meczety tatarskie pod Wilnem i Trokami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zakres artykułów Statutu dotyczących nie-chrześcijan bywa różnie referowany.
  • Skuteczność konfederacji w praktyce sądowej pozostaje przedmiotem sporu.

Skąd to wiadomoKonfederacja warszawska z 28 stycznia 1573, trzeci Statut litewski z 1588 roku, Biblia brzeska z 1563

Wielkie Księstwo Litewskie, od XIV do XIX wieku

Czego nie wolno wyprowadzić ze słowa tolerancja

Złożone później

W czternastowiecznych dokumentach nie ma tolerancji, jest jurysdykcja, danina i służba, a reszta to odczytanie dopisane w XIX wieku.

Czytaj dalej

Kiedy zestawić same akty, wychodzi z nich obraz gospodarski, a nie ideowy. Tatarzy dostali ziemię za służbę konną, gminy żydowskie i karaimskie odrębny sąd oraz własne opłaty, bojarzy prawosławni nadania majątkowe bez prawa do najwyższych urzędów. Każda grupa miała swoje miejsce w rachunku władcy i swoje osobne prawo.

W tej samej teczce leżą dokumenty, które sobie przeczą. Układ z 1323 roku zaprasza zakonników i kupców, wyrok z lat czterdziestych XIV wieku wiesza trzech dworzan za obrządek wschodni, akt z 1413 roku wyłącza prawosławnych z urzędów. Państwo bywa wielowyznaniowe i niewolne jednocześnie, a jedno z tych zdań nie unieważnia drugiego.

Obraz Wilna jako miasta zgody i wielkiego księcia jako herolda tolerancji złożono w XIX wieku, w czasach, gdy potrzebny był argument w zupełnie innym sporze. To odczytanie, nie świadectwo, więc wolno je opisywać jako dopisek z datą, nie wolno natomiast wstawiać go między czternastowieczne akty jako ich streszczenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie zostało wykazane, czy współistnienie wyznań było świadomą zasadą władzy, czy kosztem rządzenia wielkim i różnorodnym terytorium.
  • Zakres faktycznej swobody poza dokumentami, na poziomie wsi i miasteczka, pozostaje nieuchwytny.

Skąd to wiadomoZestawienie aktów z lat 1323–1413 z dziewiętnastowiecznym odczytaniem, datowanym osobno

Łotwa

Szafa pieśni i kobieta, która mierzy życie

Po Łotyszach nie został ani jeden własny zapis z czasów pogańskich — zostały setki tysięcy czterowierszy, spisanych wtedy, gdy ich prapradziadowie chodzili do kościoła od pół tysiąca lat. W tych pieśniach Laima mierzy życie przy narodzinach, Māra doi krowy i zabiera ciało, a Dievs bywa naraz niebem i Bogiem z katechizmu. Kurów i Zemgalów znamy natomiast z akt spisanych przez tych, którzy ich podbijali.

Szafa na karteluszki
Łotewska tradycja pieśniowa; współczesna ilustracja historyczna osadzona w XIX wieku.
Moskwa i Ryga, 1878-1915

Szafa na karteluszki

Zapis z tamtych czasów

Mebel o siedemdziesięciu szufladach, zbudowany w Moskwie w 1880 roku, mieści skrawki papieru wielkości trzech na jedenaście centymetrów — i cały fundament łotewskiej tożsamości.

Czytaj dalej

Szafę zbudowano w 1880 roku w Moskwie według rysunku Krišjānisa Baronsa, który dwa lata wcześniej zabrał się do porządkowania nadsyłanych zapisów.

Mebel mierzy 160 centymetrów wysokości, 66 szerokości i 42 głębokości, a w środku ma siedemdziesiąt szuflad po dwadzieścia przegródek i trzy szuflady większe.

Pieśni notowano na skrawkach papieru wielkości trzech na jedenaście centymetrów; mówi się o ponad trzystu pięćdziesięciu tysiącach takich karteluszek.

Sam wydawca podał, że do edycji „Latvju dainas”, ogłaszanej w latach 1894-1915, weszło 217 996 tekstów.

Szafa dzieli się na dwie części po trzydzieści pięć szuflad, w przegródce mieści się sto pięćdziesiąt do dwustu karteluszek, a na dole stoją trzy większe szuflady na materiały archiwalne — razem siedemdziesiąt trzy.

Liczba 268 815 bywa podawana raz jako karteluszki, raz jako strony rękopisu, opis UNESCO mówi natomiast o ponad trzystu pięćdziesięciu tysiącach karteluszek przy niespełna dwustu osiemnastu tysiącach tekstów — to trzy różne rachunki, nie trzy etapy jednego.

W 1893 roku, gdy zbiór wracał z Moskwy na Łotwę, liczył około stu pięćdziesięciu tysięcy tekstów.

Indeks edycji wymienia ponad dziewięciuset dostawców pieśni, wśród nich dwustu trzydziestu siedmiu mężczyzn i sto trzydzieści siedem kobiet.

Pierwszy tom wyszedł w Jełgawie w latach 1894-1898, tomy od drugiego do szóstego w Petersburgu w latach 1903-1915, przy wsparciu tamtejszej akademii.

Szafa weszła na listę Pamięci Świata UNESCO w 2001 roku, a w 2014 przeniesiono ją do nowego gmachu biblioteki narodowej w Rydze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba tekstów: 217 996 w samej edycji, około trzystu tysięcy w innych rachunkach, do tego 268 815 stron rękopisu i ponad trzysta pięćdziesiąt tysięcy karteluszek — każda z tych liczb mierzy co innego, a bywają podawane zamiennie.
  • Edycję opisuje się raz jako sześć tomów, raz jako osiem woluminów.
  • Początek systematycznego zbierania datuje się na 1873 albo 1878 rok.
  • Początek zbierania datuje się na 1868 albo 1878 rok, zależnie od tego, czy liczy się pierwsze nabytki, czy początek porządkowania nadsyłanych zapisów.
  • Rok rozpoczęcia digitalizacji podawany jest jako 1997 albo 1998, a udostępnienia całości w sieci jako 2002 albo 2006.
  • Dzienna data wpisu na listę UNESCO powtarza się w opisach popularnych, ale w samym rejestrze stoi tylko rok; liczby rolek mikrofilmu nie udało się potwierdzić nigdzie.

Skąd to wiadomoedycja z lat 1894-1915; rękopisy w szafie zbudowanej w 1880 roku; mikrofilmy z lat czterdziestych XX wieku; wpis na listę UNESCO z 4 września 2001; wydanie cyfrowe z lat 1998-2006

Łotwa, zapisy z XIX i XX wieku

Cztery wersy i refren

Zebrane z ust

Cztery wersy bez rymu i trochej w dziewięćdziesięciu pięciu procentach zapisów: daina nie opowiada zdarzenia, tylko przystawia jeden obraz do drugiego.

Czytaj dalej

Typowa daina ma cztery wersy i obywa się bez rymu, choć w zbiorach trafiają się także strzępy dwuwersowe.

Blisko dziewięćdziesiąt pięć procent zapisanych tekstów idzie w metrum trocheicznym, więc rytm jest stały i to on trzymał słowa w pamięci przez pokolenia.

Śpiewano na dwie strony — przy weselu i przy ogniu jedna grupa przygadywała drugiej, a na ten pojedynek istnieje osobne słowo: apdziedāšanās.

Cztery wersy nie mieszczą opowieści, więc daina zestawia obraz z obrazem i na tym kończy, zostawiając odbiorcę z porównaniem.

Pierwszy druk łotewskiej pieśni razem z melodią pochodzi dopiero z 1632 roku, choć słowa notowano wcześniej.

Pierwsze zbiorki drukowane ukazały się w 1807 roku, blisko siedemdziesiąt lat przed wielką akcją zbierania.

Refren līgo wraca w pieśniach czerwcowych tak regularnie, że w 1900 roku ukuto od niego nazwę całego święta — to jedyny refren, którego obecność da się podeprzeć datą.

Pierwszy zbiorek ogłosił w 1807 roku pastor Gustav von Bergmann i zmieścił w nim ponad dwieście tekstów, blisko siedemdziesiąt lat przed wielką akcją zbierania.

Edycja z lat 1894-1915 wyszła w sześciu tomach: pierwszy w Jełgawie, pozostałe w Petersburgu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy stałość metrum rzeczywiście chroniła treść przed zmianą, czy tylko formę — to założenie, na którym opiera się całe wnioskowanie o dawności pieśni, a dowodu na nie nie ma.
  • Nie wiadomo, ile z refrenów to resztki formuł obrzędowych, a ile wypełniacze rytmiczne.
  • Liczba tomów edycji: sześć w opisach łotewskich, osiem w opisie UNESCO — rozbieżność bierze się zapewne z liczenia woluminów zamiast tomów.
  • Rejestru refrenów innych niż līgo oraz nazwy, którą wydawca miał opatrzyć grona wariantów, nie udało się potwierdzić — dopóki nie wskaże się zapisu, obu twierdzeń lepiej nie stawiać.

Skąd to wiadomoedycja pieśni z lat 1894-1915; druk z melodią z 1632 roku; zbiorki z 1807 roku; rękopisy zbieraczy z drugiej połowy XIX wieku

Ryga i Dorpat, 1584-1807

Pierwszy zapis pochodzi z akt sądowych

Zapis po chrzcie

Najstarszy znany zapis łotewskiej pieśni nie pochodzi od zbieracza, tylko z akt ryskiego procesu o czary z 1584 roku.

Czytaj dalej

Pierwszy druk z melodią to łotewska pieśń zamieszczona w traktacie o pochodzeniu Inflantczyków, wydanym w Dorpacie w 1632 roku; rok bywa też podawany jako 1635.

Ta pierwsza wydrukowana daina nie jest podniosła — to żart o myszach dobierających się do dziewczęcego naczynia z masłem.

Pierwsze zbiorki ukazały się w 1807 roku, a masowe zbieranie ruszyło dopiero w latach siedemdziesiątych XIX wieku.

Między końcem pogańskich Inflant w XIII wieku a pierwszym systematycznym zapisem leży ponad pół tysiąca lat, przez które pieśni nikt nie kontrolował ani nie utrwalał.

Czasem pojedyncze słowo albo przedmiot pozwala zacieśnić tekst do stulecia, a nawet do dekady; przy większości pieśni nie da się powiedzieć nic pewnego.

W 1925 roku ukazała się broszura ogłaszająca odnowienie dievturības, ruchu wyprowadzającego z dain całą doktrynę religijną, w tym tezę o dawnym łotewskim jednobóstwie.

Najstarszy znany zapis łotewskiej pieśni tkwi w aktach oskarżenia ryskich palaczy saletry z 1584 roku — spisał go ten, kto oskarżał, a nie ten, kto chciał zachować.

Broszurę z 1925 roku napisało dwóch działaczy wspólnie; pierwszą organizację dievturi założyli rok później, a w 1927 po rozejściu się powstała druga, osobna.

Autor broszury został aresztowany 6 lipca 1940, skazany 24 maja 1941 na osiem lat obozu, a 28 stycznia 1942 rozstrzelany.

Po ponownej rejestracji 18 kwietnia 1990 ruch liczy według szacunków z 2018 roku od sześciuset do ośmiuset osób, skupionych w ośmiu wspólnotach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok pierwszego druku pieśni podawany jest jako 1632 albo 1635.
  • Wiek treści dain jest nierozstrzygnięty: z archaicznych form językowych nie wynika archaiczność obrazu świata, bo forma trzyma się rytmu, a treść może wchodzić do gotowego wzorca w każdym stuleciu.
  • Czy w dainach da się wydzielić warstwę przedchrześcijańską — i po czym miałaby być rozpoznawalna — nie zostało wykazane; kryteria bywają układane tak, żeby potwierdziły wynik.
  • Daty rozwiązania ruchu w 1940 roku nie udało się potwierdzić: 5 sierpnia to dzień wcielenia Łotwy do ZSRR, a nie akt dotyczący wspólnoty; liczba 663 osób z 2011 roku również nie ma pokrycia w dostępnych zestawieniach.

Skąd to wiadomoakta procesu ryskiego z 1584 roku; traktat drukowany w Dorpacie w 1632 roku; zbiorki z 1807 roku; rękopisy zbieraczy po 1870 roku; broszura programowa z 1925 roku

Laima przy progu łaźni w scenie związanej z narodzinami
Laima przy progu łaźni i narodzinach; współczesna ilustracja interpretacyjna oparta na łotewskim materiale pieśniowym.
Łotwa, obrzędy zapisane pod koniec XIX wieku

Laima przy progu łaźni

Zebrane z ust

Rodzono w łaźni, do której mężczyzna nie miał wstępu, a wyrok Laimy o długości życia zapadał raz i nie odwracała go nawet ona sama.

Czytaj dalej

Imię Laimy to zwyczajne łotewskie słowo laime — szczęście, pomyślność, dola.

Rodzono w łaźni, w pirts, i przy obrzędzie mogły być tylko kobiety.

Zapisy z końca XIX wieku wymieniają ofiary składane Laimie przy narodzinach: kurę, owcę, ręcznik albo inną tkaninę.

Pieśni sadzają ją przy progu w chwili porodu i każą jej wtedy wyznaczyć długość życia, miarę powodzenia i miarę nieszczęścia.

W obrazach dain to Laima wiesza kołyskę, więc jej robota zaczyna się przed pierwszym oddechem dziecka.

Kukułka liczy lata: ile razy zakuka, tyle komu zostało — ptak jest jej postacią, a wróżba z niego trzymała się jeszcze w XX wieku.

Jej drzewem jest lipa, a w wizytacji z początku XVII wieku ofiary składano pod dębem za mężczyzn i pod lipą za kobiety.

Imię Laimy stoi w druku już w piśmie kurlandzkiego pastora z 1627 roku, ogłoszonym przeciw dawnym praktykom, gdzie występuje obok imienia Māry — czyli o dwadzieścia dwa lata wcześniej niż w jego traktacie z 1649, a i tak ponad cztery stulecia po chrzcie tych ziem.

Raz wypowiedziany wyrok jest w pieśniach nieodwracalny i nie cofa go nawet ona sama.

Po litewskiej stronie jej imię wchodzi do druku dopiero w 1666 roku, w łacińskiej przedmowie do zbioru pieśni, w formie Laimelea.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy nieodwołalność wyroku znaczy przeznaczenie, czy tylko wiedzę o przyszłości — pieśni dają się czytać na oba sposoby.
  • Nie wiadomo, jak stary jest łaziebny obrzęd narodzin: zapisy pochodzą z końca XIX wieku, a łaźnia jako miejsce porodu była wtedy zwyczajną praktyką gospodarską w całym regionie.
  • Odczytanie nieodwracalności jako wiedzy o przyszłości, a nie jako wyroku, jest propozycją dwudziestowieczną — pieśń mówi tylko tyle, że wyroku się nie cofa.
  • Przypisanie ofiar właśnie Laimie opiera się na opisach obrzędu z końca XIX wieku; siedemnastowieczne zapisy wymieniają jej imię bez rytuału narodzin.
  • Przypisania ofiar składanych pod dębem za mężczyzn i pod lipą za kobiety właśnie wizytacji z początku XVII wieku nie udało się potwierdzić w datowanym zapisie — zwyczaj ten bywa wyliczany zbiorczo dla całego stulecia.

Skąd to wiadomopieśni zapisywane po 1870 roku; opisy obrzędów narodzin z końca XIX wieku; wizytacja kościelna z początku XVII wieku; traktat z 1649 roku

Łotwa, pieśni XIX-wieczne i traktaty XVII-wieczne

Dievs na koniu, Laima przy kołysce

Zebrane z ust

Dievs zjeżdża ze wzgórza konno, Laima siedzi przy kołysce, a rachunek z trzema siostrami losu ułożono dopiero w dziewiętnastym wieku.

Czytaj dalej

Nazwa Dievs należy do tej samej rodziny co greckie Zeus i wedyjskie Dyaus — to wniosek z porównania języków, nie zapis źródłowy.

W pieśniach Dievs zjeżdża konno ze wzgórza w szarym kaftanie i srebrnym płaszczu, zagląda w pole i na podwórze, a sądzi rzadko.

Podział miejsc jest wyraźny: Dievs obraca się w niebie, Laima pracuje na ziemi, przy kołysce i w łaźni.

Śmierć rozdziela obie strony inaczej — duszę bierze Dievs, ciało Māra.

Kārta pojawia się w pieśniach rzadziej, a przypisanie jej „wieku dorosłego”, Dēkli dzieciństwa, a Laimie macierzyństwa to porządkowanie późniejsze.

Zestawianie tych trzech postaci w trójcę na wzór Mojr albo Norn jest zabiegiem porównawczym i nie wynika z żadnego zapisu z epoki.

Na Litwie to samo słowo rozchodzi się na trzy osoby — Laimę, Laimė i Laumė — i w zapisach bywają mylone.

Imiona Dēkli i Kārty notują siedemnastowieczne pisma kurlandzkiego pastora, ogłaszane w 1627, 1636 i 1649 roku, więc żadne z nich nie jest wymysłem dziewiętnastowiecznym.

Kronika inflancka z pierwszej połowy XIII wieku opisuje wróżenie z konia, na którego grzbiecie jedzie niewidzialny bóg — zapis mówi o ludach Inflant, nie wprost o Łotyszach, ale jest o cztery stulecia starszy od traktatów pastorskich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy to trzy postacie, czy jedna z trzema przydomkami — pieśni nie rozstrzygają.
  • Czy Kārta i Dēkla to imiona własne, czy określenia czynności: dzielenia i kładzenia.
  • Ile z opisu Dieva w pieśniach to obraz niebieskiego pana, a ile obraz zamożnego gospodarza z XIX-wiecznej wsi.
  • Które z trzech pism kurlandzkiego pastora wymienia Dēklę, a które Kārtę — nie da się rozstrzygnąć bez wglądu w same druki.

Skąd to wiadomopieśni zapisywane po 1870 roku; traktat z 1649 roku wymieniający Mārę, Laimę i Dēklę; porównania językowe (rekonstrukcja, nie świadectwo)

Māra między domem, bydłem i drogą ku zmarłym
Māra w motywach łotewskich dain; współczesna ilustracja interpretacyjna osadzona w XIX-wiecznym gospodarstwie, a nie portret dawnej bogini.
Łotwa, pieśni i wizytacje XVII-XIX wieku

Māra bierze ciało

Zebrane z ust

Māra doi krowy i ubija masło, a po śmierci zabiera ciało — duszę zostawia Dievsowi. Cała ziemia nazywa się jej imieniem.

Czytaj dalej

W obrazie złożonym z pieśni Māra stoi najwyżej ze wszystkich postaci kobiecych, bliżej gospodarstwa niż nieba.

Robi w pieśniach to, co robią kobiety: miele zboże, doi krowy, ubija masło.

Nosi przydomek Govu māte, czyli matka krów, i od niej zależy mleko oraz zdrowie obory.

Porzekadło dzieli robotę między dwoje: stół jest dziełem Dieva, chleb dziełem Māry.

Po śmierci bierze ciało, a duszę zabiera Dievs — to najczystszy podział kompetencji, jaki z tych tekstów wychodzi.

Ziemia nazywa się Māras zeme, ziemia Māry, i nazwa ta odnosi się do całego kraju, nie do jednego pola.

W zachodniej Łotwie Māra i Laima zlewają się tak dalece, że bywają jedną postacią.

Jezuicki zapis z 1606 roku wymienia trzy imiona z przydziałem robót: Ūsiņša przy koniach, Māršę przy krowach i trzecie przy zbożu, a przy nich czarne zwierzęta ofiarne i piwo.

Szereg „matek” — morza, pola i lasu — wylicza już pismo kurlandzkiego pastora z 1627 roku, gdzie stoi też skarga, że ludzie mylą Mārę z Matką Bożą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy „matki” to bóstwa, czy sposób mówienia o miejscach i czynnościach — zapisy XVII-wieczne podają je jako imiona, pieśni raz tak, raz inaczej.
  • Stosunek Māry do Laimy: dwie postacie, czy jedna pod dwoma imionami, zależnie od okolicy.
  • Czy Mārša z wizytacji i Māra pieśni to ta sama postać.
  • Datowanie zlania się kultu Laimy z kultem Māry na XVI wiek powtarza się w opisach, ale opiera się na materiale zapisanym trzysta lat później.

Skąd to wiadomopieśni zapisywane po 1870 roku; wizytacja kościelna z początku XVII wieku; traktat z 1649 roku; przysłowia notowane w XIX wieku

Inflanty, 1201-1649

Ziemia Matki i imię Māry

Złożone później

Inflanty ogłoszono ziemią Matki Bożej w 1215 roku, a łotewska nazwa kraju brzmi dokładnie tak samo jak imię bogini.

Czytaj dalej

Na soborze laterańskim biskup Albert dowodził wtedy, że skoro papież nie porzuca ziemi Syna, nie powinien porzucać ziemi Matki.

Łotewska nazwa kraju, Māras zeme, jest dokładnym odpowiednikiem tamtej formuły kancelaryjnej.

Święto Māry wypada 15 sierpnia, czyli w dniu Wniebowzięcia, i w okolicach katolickich oba obrazy zrosły się ze sobą.

W pieśniach Māra nie robi jednak nic, co robi Matka Boża: nie wstawia się, nie zbawia, nie płacze pod krzyżem — daje mleko i bierze ciało.

Nie ma żadnego zapisu z czasów pogańskich, w którym to imię by wystąpiło — cały spór toczy się o kierunek zapożyczenia, nie o świadectwo.

Rygę założono w 1201 roku, a 2 lutego 1207 ziemie inflanckie ukształtowano pod nazwą Terra Mariana jako lenno Rzeszy.

W 1215 roku papież Innocenty III wyjął je spod Rzeszy i podporządkował bezpośrednio Stolicy Apostolskiej.

Imię Māry stoi w druku od 1627 roku, a w formie Mārša już w jezuickim zapisie z 1606 — cztery stulecia po nadaniu krajowi nazwy, ale o dwa pokolenia wcześniej, niż się zwykle podaje.

Pismo z 1627 roku skarży się wprost, że ludzie mylą Mārę z Matką Bożą, więc zrastanie się obu obrazów opisano w tym samym stuleciu, w którym imię po raz pierwszy zapisano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Māra to przekształcone imię Maryi, czy dawna postać, na którą imię Maryi nałożono — obie odpowiedzi opierają się na pieśniach z XIX wieku i żadna nie ma oparcia w zapisie z epoki.
  • Czy Māras zeme jest tłumaczeniem Terra Mariana, czy nazwą własną, którą kancelaria papieska tylko przykryła.
  • Data ustanowienia władztwa podawana bywa jako 1207 albo 1215, bo chodzi o dwa różne akty.
  • Czy Mārša z zapisu z 1606 roku to ta sama postać co Māra pieśni — jeśli tak, imię jest poświadczone o dwadzieścia lat wcześniej niż u kurlandzkiego pastora.

Skąd to wiadomoakty papieskie z 1207 i 1215 roku; relacja z soboru laterańskiego IV; traktat z 1649 roku; pieśni zapisane po 1870 roku; kalendarz świąt kościelnych

Ryga, Królewiec i Dorpat, 1530-1691

Jedno słowo w pieśni i w katechizmie

Zapis z tamtych czasów

W Nowym Testamencie z 1685 roku i w pieśni o siwym jeźdźcu zjeżdżającym ze wzgórza stoi jedno i to samo słowo: Dievs.

Czytaj dalej

Najstarszy znany tekst łotewski to przekład pieśni kościelnej sporządzony w Rydze w 1530 roku przez tamtejszego Niemca.

Najstarsza zachowana książka po łotewsku to katechizm z 1585 roku.

W 1638 roku wyszedł pierwszy słownik, w 1644 gramatyka — narzędzia do kazania, nie do opisu wierzeń.

Nowy Testament przełożono do 1685 roku, Stary do 1691, i w obu stoi słowo Dievs.

Stąd bierze się kłopot nie do usunięcia: w dainie Dievs jedzie konno miedzą, a w druku kościelnym to samo słowo znaczy Boga Trójjedynego.

Zapis powstały na początku XVII wieku, wydany dopiero w 1795 roku, skarży się wprost, że w łotewskim brakuje słów na pojęcia chrześcijańskie — więc misjonarze brali istniejące.

W 1544 roku modlitwa Pańska po łotewsku weszła do niemieckiego opisu świata i jest dziś jednym z najstarszych zachowanych tekstów w tym języku.

Katechizm z 1585 roku to przekład katechizmu jezuickiego, a jedyny zachowany egzemplarz leży w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali.

Gramatykę z 1644 roku wydrukowano w Rydze, a przekład całego Pisma z lat 1685-1691 wyszedł spod ręki jednego pastora.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się rozstrzygnąć, które wystąpienia słowa Dievs w pieśniach są starsze od katechizmu, a które z niego wracają do wsi przez kazanie.
  • Czy przejęcie słowa na Boga chrześcijańskiego zmieniło jego pole znaczeniowe, czy tylko dołożyło mu drugie.
  • Treści uzupełnienia z 1550 roku — o czci dla ciał niebieskich, drzew i kamieni oraz o pokarmie i pieniądzach w grobach — nie udało się sprawdzić w samym druku; zdania te krążą bez wskazania wydania.

Skąd to wiadomoprzekład pieśni kościelnej z 1530 roku; druk z 1544 i uzupełnienie z 1550; katechizm z 1585; słownik z 1638 i gramatyka z 1644; przekład Pisma z lat 1685-1691; zapis z początku XVII wieku ogłoszony w 1795

Kurlandia i Inflanty, 1604-1655

Półchrześcijanie pastora z Kurlandii

Zapis z tamtych czasów

Pastor z Kurlandii nazwał w 1649 roku swoich parafian półchrześcijanami i przy okazji wyliczył imiona, których mieli już nie znać.

Czytaj dalej

Pastor urodzony w Iecavie, zmarły w 1655 roku w Jełgawie, ogłosił trzy rzeczy o Łotyszach: w 1627 roku pismo przeciw dawnym praktykom, w 1636 roku program naprawy, a w 1649 roku w Dorpacie „Historia Lettica”.

Nazwał w nim swoich parafian semi-christiani — półchrześcijanami, którzy wprawdzie przychodzą do kościoła, ale wesela, pogrzeby i chrzciny odprawiają po swojemu.

Opisał ciąganie kłody przed Bożym Narodzeniem, świętowanie Jāņi oraz jesienne karmienie zmarłych.

Wymienił z imienia Mārę, Laimę i Dēklę, a obok nich szereg „matek” opiekujących się osobnymi wycinkami gospodarstwa.

Wizytacja kościelna z 1604 albo 1606 roku — daty podawane są rozbieżnie — zapisała ofiary składane pod dębami za mężczyzn i pod lipami za kobiety.

Ta sama wizytacja notuje ofiary dla Ūsiņša za konie i dla Mārši za krowy oraz wróżenie z wosku lanego na wodę.

Doradca księcia kurlandzkiego, zmarły w 1589 roku, pisał o czci dla słońca i gwiazd oraz o ludziach przemieniających się w wilki.

Inny zapis z początku XVII wieku mówi o wężach karmionych mlekiem i o pokarmie stawianym dla gari, czyli dusz.

Wszystkie te teksty spisali ludzie, których zadaniem było te praktyki wykorzenić, więc trzeba je czytać jak akt oskarżenia, a nie jak opis etnograficzny.

Jezuicki zapis z 1606 roku wymienia imiona z przydziałem robót: Ūsiņša przy koniach, Māršę przy krowach i trzecie imię przy zbożu, a przy nich ofiary z czarnych zwierząt i piwo.

Szereg „matek” — morza, pola i lasu — wraz ze skargą, że ludzie mylą Mārę z Matką Bożą, stoi już w piśmie tego pastora z 1627 roku, a nie dopiero w traktacie z 1649.

Pastor urodził się w Iecavie, zmarł w 1655 roku w Jełgawie, a jego traktat z 1649 wyszedł w Dorpacie z drukarni akademickiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data wizytacji podawana jest raz jako 1604, raz jako 1606.
  • Ile z wyliczanych imion pochodzi z obserwacji, a ile z pytań zadanych tak, że sugerowały odpowiedź.
  • Czy „matki” były czczone, czy tylko wymieniane w formułach zaklinających.
  • Treści przypisywanej doradcy książęcemu zmarłemu w 1589 roku — o czci dla słońca i gwiazd oraz o ludziach przemieniających się w wilki — nie udało się sprawdzić w jego pośmiertnie ogłoszonej kronice.
  • Rok wizytacji: łotewskie zestawienia podają 1606, część opisów 1604 — przy tej rozbieżności nie wolno wybierać po cichu.

Skąd to wiadomopisma pastorskie z 1627, 1636 i 1649 roku; wizytacja kościelna z początku XVII wieku; relacja doradcy książęcego sprzed 1589 roku; zapis z początku XVII wieku ogłoszony w 1795

Jürgensburg i Cēsis, 1691-1692

Psy Boga przed sądem

Zapis z tamtych czasów

Osiemdziesięciosześcioletni chłop przyznał przed sądem w 1691 roku, że bywa wilkołakiem — i że wilkołaki są psami Boga.

Czytaj dalej

28 kwietnia 1691 sąd ziemski w Wenden, dzisiejszych Cēsis, przesłuchał starca z Kaltenbrunn koło Jürgensburga w zwyczajnej sprawie o kradzież kościelną.

Świadek miał wtedy około osiemdziesięciu sześciu lat i sam, bez przymuszania, oświadczył, że jest wilkołakiem.

Powiedział, że wilkołaki to psy Boga, które schodzą pod ziemię odbierać czarownicom zabrane zboże i urodzaj.

Wychodzą trzy razy w roku: w noc świętej Łucji, w Zielone Świątki i w noc świętojańską.

Sędziowie chcieli od niego skruchy i spowiedzi, a dostali opowieść, w której po jego stronie stoi Bóg, a nie diabeł.

Wyrok zapadł jesienią 1692 roku i brzmiał: chłosta oraz wygnanie, a w uzasadnieniu stanęło, że opowieść odciąga ludzi od chrześcijaństwa.

Ten sam człowiek stawał przed sądem już w 1681 roku, w sprawie o rozbity nos sąsiada, więc nie był w tych aktach postacią nową.

Protokół jest jednym z nielicznych tekstów, w którym łotewski chłop mówi o swoich wyobrażeniach we własnej sprawie, a nie jako oskarżony o czary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba razów w wyroku: dziesięć albo dwadzieścia, zależnie od odczytu akt.
  • Rok sprawy podawany bywa jako 1691 (przesłuchanie) albo 1692 (wyrok i sygnatura akt).
  • Czy jego opowieść jest resztką dawnego wyobrażenia o wilku-obrońcy urodzaju, czy własną konstrukcją starego człowieka, który przez dekady słuchał kazań o czarownicach — protokół nie daje rozstrzygnięcia.
  • Data wyroku podawana jest jako 10 albo 31 października 1692 roku.
  • Wiek świadka: osiemdziesiąt albo około osiemdziesięciu sześciu lat, zależnie od odczytu akt.
  • Sąd bywa nazywany raz sądem w Jürgensburgu, raz sądem ziemskim w Wenden — dziennej daty przesłuchania ani sygnatury akt nie udało się potwierdzić, podobnie jak liczby razów.

Skąd to wiadomoprotokół przesłuchania z 28 kwietnia 1691; wyrok z 31 października 1692; akta karne sądu ziemskiego, sygnatura z 1692 roku

Kurlandia, IX-XV wiek

Po wyrocznie jeżdżono do Kurlandii

Zapis z tamtych czasów

Kronika biskupia z około 1075 roku zapewnia, że po wyrocznie do Kurlandii zjeżdżali ludzie z drugiego końca Europy.

Czytaj dalej

Żywot misjonarza, spisany między 869 a 876 rokiem, nazywa ich Cori i przypisuje im pięć grodów.

W 853 roku najechali ich Duńczycy i odeszli z niczym, a rok później uderzył król Szwedów Olof.

Napastnicy zniszczyli Seeburg, utożsamiany z Grobiņą, gdzie miało stać siedem tysięcy wojowników, a potem przez pięć dni szli pod Apulię, dzisiejsze Apuolė, bronioną według tego samego tekstu przez piętnaście tysięcy ludzi.

Po ośmiu dniach oblężenia Szwedzi, odcięci od okrętów, rzucali losy, żeby dowiedzieć się, który bóg im pomoże — scenę tę zapisał autor chrześcijańskiego żywota jako dowód bezsilności dawnych bogów.

Sprawa skończyła się ugodą: danina, zakładnicy i zwrot łupu zabranego wcześniej przez Duńczyków.

Kronika biskupia spisana w latach 1073-1076 przedstawia Kurlandię jako kraj wróżbitów, do którego po wyrocznie zjeżdżają ludzie z odległych stron.

W latach 1413-1414 burgundzki podróżnik zapisał, że Kurowie palą zmarłych na stosach z dębiny i odczytują los duszy z kierunku dymu — to relacja naocznego świadka z pierwszej połowy XV wieku.

W lipcu 1210 roku flota kurońska stanęła pod Rygą i oblegała miasto przez jeden dzień, a w 1228 razem z Zemgalami zniszczyła klasztor w Daugavgrīvie.

Trzy skandynawskie cmentarzyska pod Grobiņą datuje się na lata 650-800, czyli o dwa pokolenia przed najazdem, o którym mówi żywot misyjny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok szwedzkiej wyprawy podawany jest jako 853 albo 854, zależnie od rachuby przyjętej dla wcześniejszego najazdu duńskiego.
  • Liczby siedmiu i piętnastu tysięcy obrońców to liczby kronikarskie, a nie policzone — przy ówczesnym zaludnieniu Kurlandii nie da się ich obronić.
  • Udział Kurów w zniszczeniu Sigtuny w 1187 roku bywa im przypisywany, ale sprawcy w źródłach nie są nazwani jednoznacznie.
  • Opowieść o Kurach walczących z Sigurdem Ringiem pochodzi z opowieści spisanej około 1157 roku o wydarzeniach rzekomo o czterysta lat wcześniejszych — to nie jest świadectwo.
  • Datowanie żywotu misyjnego: powstał po śmierci misjonarza w 865 roku, a granicę końcową kładzie się na 876 — zapis „869-876” zawęża to bez podstawy.
  • Zdań kroniki biskupiej o cudzoziemcach zjeżdżających po wyrocznie ani relacji podróżnika z lat 1413-1414 o odczytywaniu losu duszy z dymu nie udało się sprawdzić w samych tekstach; oba krążą w streszczeniach.

Skąd to wiadomożywot misyjny spisany w latach 869-876; kronika biskupia z lat 1073-1076; relacja podróżnika z lat 1413-1414; kronika inflancka z pierwszej połowy XIII wieku; cmentarzyska z VII-VIII wieku w rejonie Grobiņi

Kurlandia, 1230-1267

Chrzest wytargowany na prawach Gotlandii

Zapis z tamtych czasów

W 1230 roku władca północnej Kurlandii wytargował chrzest z prawami mieszkańców Gotlandii; trzydzieści lat później jego ludzie zeszli z pola pod Durbe.

Czytaj dalej

W 1230 roku Lamekinus, władca zachodniej i północnej Kurlandii, zawarł układ z Baldwinem z Alny, wysłannikiem papieża Grzegorza IX.

Umowa mówiła o dobrowolnym przyjęciu chrztu i o prawach takich, jakie mieli mieszkańcy Gotlandii — to była transakcja polityczna, nie kapitulacja.

Objęte nią ziemie zaczęto nazywać Vredecuronia, Kurlandia pokoju, i nazwa ta oddziela je od reszty kraju, która biła się dalej.

Po klęsce zakonu kawalerów mieczowych pod Saule w 1236 roku opór na południu odżył.

Podbój domknięto w 1266 albo 1267 roku podziałem Kurlandii między zakon a arcybiskupa ryskiego — daty podawane są rozbieżnie.

Południowe okolice — Megowa, Pilsāts, Ceklis — zasymilowały się do XVI wieku, zostawiając ślad w północnożmudzkiej mowie.

Bitwa pod Durbe rozegrała się 13 lipca 1260 roku, a Kurowie zeszli z pola, gdy zakon odmówił uwolnienia kurońskich jeńców z obozu żmudzkiego; poległo około stu pięćdziesięciu braci.

Klęska pod Durbe pociągnęła za sobą powstanie pruskie, trwające od 1260 do 1274 roku.

Kuroński zanikł w ciągu XVI wieku, zostawiając ślad w żmudzkiej mowie — między innymi słowa na komara, kaczkę i jaskółkę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok domknięcia podboju: 1266 albo 1267.
  • Czy układ z 1230 roku obejmował zobowiązania obrzędowe, czy tylko daninę, dziesięcinę i służbę wojenną — treści tych klauzul nie udało się sprawdzić w tekście aktu.
  • Czy zejście Kurów z pola pod Durbe było zmową przygotowaną wcześniej, czy decyzją podjętą w trakcie bitwy.
  • Zdania o wytępieniu i zakazie języka kurońskiego nie udało się znaleźć w żadnej datowanej kronice; potwierdza się tylko zanik w XVI wieku i przechodzenie mieszkańców na łotewski.
  • Prawa mieszkańców Gotlandii jako treść układu z 1230 roku powtarzają się w streszczeniach, ale samego aktu nie sprawdziłem — tak samo jak klauzul obrzędowych.

Skąd to wiadomoukład z 1230 roku i akt podziału z lat 1266-1267; kroniki inflanckie z XIII wieku; kronika z lat 1556-1561; relacje o bitwach z 1236 i 1260 roku

Zemgale, 1106-1290

Zemgalowie palą własny zamek

Zapis z tamtych czasów

Kronika rymowana twierdzi, że po spaleniu własnego zamku w 1290 roku odeszło na Litwę sto tysięcy Zemgalów — liczba nie do utrzymania.

Czytaj dalej

Kronika ruska pod rokiem 1106 zapisała klęskę drużyny książęcej w starciu z Zemgalami i podała dziewięć tysięcy zabitych.

Duński kronikarz z przełomu XII i XIII wieku wymienia Semgalów obok Kurów wśród ludów pokonanych przez legendarnego wojownika — to opowieść o dawnych czasach, nie zapis zdarzenia.

Na początku XIII wieku Viestards zjednoczył zwaśnione rody: najpierw szedł z krzyżowcami, a gdy weszli na jego ziemie, przeszedł na stronę Litwinów.

Pod Saule w 1236 roku zakon kawalerów mieczowych praktycznie przestał istnieć i musiał wcielić się do zakonu krzyżackiego.

Nameisis występuje wyłącznie w kronice rymowanej i w kilku dokumentach z XIV wieku — poza tym nie ma o nim niczego.

W latach osiemdziesiątych XIII wieku zakon palił zemgalskie pola, żeby wziąć kraj głodem, a w 1290 Zemgalowie spalili własny zamek Sidrabene i odeszli na południe.

Nameisis pojawia się pierwszy raz w 1272 roku, wśród zemgalskich możnych zawierających układ z krzyżowcami, a siedem lat później, po klęsce zakonu pod Aizkraukle, rozbił zakonną załogę zamku w Tērvete.

Jesienią 1280 roku nie zdołał wziąć Rygi, a oblężenie Tērvete jesienią 1281 skończyło się układem.

Pod Garozą, gdzie krzyżowcy stanęli obozem 26 marca 1287 roku, a Zemgalowie uderzyli nazajutrz, zginął mistrz krajowy Willekin von Endorp; poległych braci liczy się na trzydziestu trzech albo ponad czterdziestu, a sześciu wzięto do niewoli.

Anonimowa kronika rymowana, spisana około 1290 roku po stronie zakonu, mówi o stu tysiącach ludzi, którzy przeszli wtedy na Litwę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby w tych tekstach są retoryczne: dziewięć tysięcy zabitych pod rokiem 1106 i sto tysięcy wychodźców w 1290 to rachunki nie do utrzymania przy ówczesnym zaludnieniu Zemgale.
  • O wierzeniach Zemgalów kroniki nie mówią prawie nic — opisują wojnę, zamki i układy, a nie obrzędy, więc wszystko, co się o ich religii pisze, pochodzi z innych źródeł niż te akta.
  • Czy Nameisis był księciem, czy dowódcą jednej wyprawy — jedyny opisujący go tekst nie precyzuje.
  • Liczba poległych braci pod Garozą: trzydziestu trzech albo ponad czterdziestu.
  • Autorstwo kroniki rymowanej: tekst jest anonimowy, a przypisanie go uczestnikowi tamtej wojny to domysł z treści.
  • Źródła nazywają Nameisisa księciem, ale wobec skąpości zapisów bywa traktowany jako postać półlegendarna.

Skąd to wiadomokronika ruska pod rokiem 1106; kronika inflancka z pierwszej połowy XIII wieku; kronika rymowana spisana około 1290 roku; dokumenty zakonne z XIV wieku

Inflanty i Łotwa, 1584-1928

Ognie Jāņi i wymyślone święto

Zapis po chrzcie

Ognie świętojańskie opisano w 1584 roku, ale nazwę Līgosvētki ukuto w 1900, a jej autor po latach publicznie tego żałował.

Czytaj dalej

Traktat z 1649 roku wymienia Jāņi wśród obrzędów, które pastor chciał wykorzenić, obok ciągania kłody przed Bożym Narodzeniem i jesiennego karmienia zmarłych.

Święto trzyma się dat 23 i 24 czerwca, podczas gdy przesilenie wypada 21 albo 22 — czyli kalendarz wyznaczył je kościelnie, a nie astronomicznie.

Sama nazwa pochodzi od Jana Chrzciciela, więc najstarsze słowo, jakim Łotysze to święto nazywają, jest chrześcijańskie.

Kobiety noszą wieńce kwietne, mężczyźni dębowe; trwa też przekonanie, że wieniec z dwudziestu siedmiu ziół chroni dom od nieszczęścia.

Do tego dnia należy osobny ser z kminkiem, pieczony tylko na tę noc.

Refren līgo bywa czytany jako ślad imienia dawnego bóstwa, a spór o to trwa i nie został rozstrzygnięty.

Kronika inflancka wyszła najpierw w 1578 roku w Rostocku, a opis ogni, całonocnych tańców, śpiewu i skakania pochodzi z rozszerzonego wydania z 1584 — to najstarszy znany opis tego święta na tych ziemiach.

Nazwę Līgosvētki ukuł w 1900 roku Emilis Melngailis, wydawca zbioru pieśni czerwcowych, a w 1928 roku napisał w prasie, że wyparła ona starsze słowo.

Po 1918 roku Jāņi stały się świętem państwowym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy święto jest przedchrześcijańskie: ognie w przesilenie znane są w całej Europie, a najstarszy opis z tych ziem pochodzi z 1584 roku, czyli trzysta lat po chrzcie — o wcześniejszej nazwie i kształcie obrzędu nie wiadomo nic.
  • Czy līgo jest imieniem, czy refrenem — obie odpowiedzi opierają się na materiale zapisanym w XIX wieku.
  • Postać Jāņisa jako bóstwa urodzaju pojawia się w opisach dopiero po dziewiętnastowiecznym zbieraniu pieśni i nie ma oparcia w żadnym zapisie z epoki pogańskiej.
  • Projektu trzech dni wolnych — 22, 23 i 24 czerwca — po odzyskaniu niepodległości nie udało się potwierdzić.
  • Kronika z 1584 roku opisuje obyczaje chłopskie całych Inflant; przypisanie tego opisu wprost Łotyszom, a nie sąsiadom zza rzeki, wymaga sprawdzenia w samym tekście.

Skąd to wiadomokronika inflancka wydana w 1584 roku; traktat pastorski z 1649 roku; zbiór pieśni z 1900 roku i wypowiedź prasowa z 1928; projekty ustaw świątecznych po 1918 roku

Inflanty, Kurlandia, Łatgalia

Sześć wieków między kroniką a pieśnią

Kronika inflancka urywa się zimą 1227 roku, a wielki zbiór łotewskich pieśni zamyka się tuż przed pierwszą wojną światową. Między jednym a drugim leży ponad sześćset lat, w których o wierze chłopa znad Dźwiny, Windawy i Aiviekste wiadomo dokładnie tyle, ile zapisali ci, którzy chcieli ją wyplenić: statuty synodalne, ordynacje kościelne, protokoły wizytacji, akta sądów i przedmowy do pierwszych druków. Te wyliczanki zakazów są najlepszym spisem żywej praktyki, jaki się zachował, bo zakaz jest opisem odwróconym na drugą stronę. Poniżej widać, co z rzeczy opisanych w XIII wieku wraca po trzystu latach, a co pojawia się dopiero wtedy, gdy ktoś siada przy biurku i układa listę bogów.

Liwowie, Estowie, Łatgalowie; dolna Dźwina i Gaja; lata 1180–1227

Kronika inflancka i to, czego w niej nie ma

Zapis z tamtych czasów

Łacińska kronika spisana około 1227 roku opowiada przede wszystkim o Liwach i Estach, a żaden z tych ludów nie jest bałtyjski; przodkowie Łotyszy wchodzą do niej bokiem.

Czytaj dalej

Kronika inflancka powstała po łacinie około 1225–1227 roku pod piórem duchownego, który przyszedł nad Dźwinę z misją i służył jej jako tłumacz. Prowadzi rzecz od pierwszego kościoła postawionego w Ikskile w latach osiemdziesiątych XII wieku, przez założenie Rygi w 1201 i powołanie zakonu kawalerów mieczowych rok później, aż po podbój Ozylii zimą 1226/1227. Na tej zimie tekst się urywa.

Ludy, o których opowiada, nie są jednym ludem i nie wolno ich zlewać. Liwowie znad dolnej Dźwiny i Gai mówili mową ugrofińską, bliską estońskiej i fińskiej, i Bałtami nie byli; Estowie z północy oraz z Ozylii również nie. Bałtyjscy przodkowie dzisiejszych Łotyszy — Łatgalowie, Zemgalowie, Kurowie i Selowie — pojawiają się na tych kartach jako trybutariusze, chwilowi sprzymierzeńcy albo napastnicy ze skrzydła, rzadko jako przedmiot opisu.

To sprawozdanie dla biskupa i zarazem obrona prowadzonej wojny. Autor datuje wyprawy, liczy zakładników, wymienia grody i starszyznę po imieniu, a o obrzędzie mówi tam i tylko tam, gdzie misja się z nim zderzyła: przy losowaniu, przy gaju, przy odmowie chrztu, przy obmyciu się w rzece dla odesłania chrztu z powrotem. Czytać to trzeba jak protokół z pola, nie jak wykład o wierze.

Po 1227 roku nic równie gęstego już nie przychodzi. Kolejny tekst, z którego da się wyczytać cokolwiek o codziennej praktyce tutejszego chłopa, to statuty synodu ryskiego z 1428 roku, czyli dwieście lat później; na pierwszy ciągły opis obyczaju trzeba czekać do pism kurlandzkich z lat dwudziestych i trzydziestych XVII stulecia, a to już czterysta lat.

Rękopisu spod ręki autora nikt nie ma. Kronikę zna się z odpisów: najstarszy jest niewiele młodszy od samego dzieła, ale niepełny, pozostałe są o dwa i trzy stulecia młodsze od opisanych wydarzeń, a druk przychodzi dopiero w czasach nowożytnych. Każde zdanie tego tekstu idzie do nas przez ręce kopistów i tak trzeba je czytać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy tłumacz rozumiał to, co widział przy obrzędach, czy dopasowywał widziane do łacińskich pojęć, które miał gotowe.
  • W części scen kronika mówi po prostu o poganach, bez nazwy ludu; nie zawsze da się rozstrzygnąć, czy rzecz dotyczy Liwów, czy Łatgalów.
  • Imię, pod którym chodzi to dzieło, pochodzi z jego własnego tekstu, nie z karty tytułowej.
  • Ile z kroniki mamy w brzmieniu autora, a ile w brzmieniu kopistów; przy liczbach i nazwach własnych odpisy potrafią się różnić.
  • Czy sceny obrzędowe w tym tekście są opisem widzianego, czy wzorem powtarzanym w całym piśmiennictwie o nawracaniu pogan.

Skąd to wiadomoKronika inflancka (Chronicon Livoniae), łacina, spisana ok. 1225–1227; opowieść doprowadzona od ok. 1180 do zimy 1226/1227.

Łatgalowie, Zemgalowie, Kurowie; XIII wiek

Ani jednego imienia łotewskiego boga

Zapis z tamtych czasów

W trzynastowiecznym zapisie inflanckim nie pada ani jedno imię boga Łatgalów, Kurów czy Zemgalów. Pada jedno imię estońskie — i na tym koniec.

Czytaj dalej

Kronika zna z imienia boga czczonego przez Estów na Ozylii i opowiada o wyroczni, której zadawano pytania. Zna też liwskie losowanie, w którym koń przestępował przez włócznię, a od tego, którą nogą stanął pierwszy, zależał wyrok. Obie sceny dotyczą ludów ugrofińskich, nie bałtyjskich, i przenoszenie ich na Łatgalów jest zabiegiem czytelnika, nie zapisem źródła.

O Łatgalach, Zemgalach i Kurach ten sam tekst podaje gaje, w które nie wolno wchodzić z żelazem, daniny, przysięgi i rzeczowniki prawne: poganin, ochrzczony, odstępca. Imienia bóstwa nie podaje żadnego. Rymowana kronika zakonna, doprowadzona do 1290 roku, także nie podaje ani jednego.

Stąd prosty rachunek na całą sekcję. Zdanie „Łotysze w XIII wieku czcili takiego a takiego boga” nie ma oparcia w tym, co wtedy zapisano, tylko w cofnięciu wstecz notatek o trzysta do pięciuset lat młodszych. Wolno tak przypuszczać, nie wolno tak twierdzić i nie wolno milczeć o tym, ile kilometrów ma ten skok.

Imiona, które dziś uchodzą za łotewskie i stoją w pieśniach, wchodzą do łotewskiego pisma dopiero w XVII wieku i później, czyli po czterystu latach od zapisu inflanckiego. Nie stoją jednak wszystkie na jednym gruncie i nie wolno ich brać jednym workiem. Odpowiednik Pērkonsa jest zapisany u sąsiadów już w XIII wieku, więc milczy o nim tylko zapis łotewski. Imienia Māra nie da się natomiast oddzielić od łotewskiej postaci imienia Marii, a Maria przyszła tu razem z podbojem — tu nie ma luki w zapisie, tu jest pytanie, czy imienia przed chrztem w ogóle mogło nie być. Przy każdym z tych imion trzeba powiedzieć osobno, czego brak zapisu dowodzi, a czego nie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy imię boga zapisane na Ozylii to rzeczywiście imię, czy okrzyk albo formuła wzięta przez obcego za imię.
  • Czy milczenie kroniki mówi coś o wierze podbijanych, czy tylko o tym, że jej autora zajmowała wojna, a nie kult.
  • Czy Māra pieśni to Maria, która wzięła na siebie dawniejsze zadania, czy dawniejsza postać, której nadano imię przyniesione przez kościół; rozstrzygnąć się tego nie da, ale przemilczeć nie wolno.
  • Zdanie 'ani jednego imienia' sprawdzono na dwóch kronikach; trzynastowieczny zapis inflancki to także traktaty, akty nadania i pisma legackie, i dopiero po nich wolno mówić o milczeniu całego stulecia.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, ok. 1227; Rymowana kronika inflancka, ok. 1290.

Łatgalowie z Tolowy i Autine; 1208–1215

Łatgalowie między Rygą a Pskowem

Zapis z tamtych czasów

Ziemia łatgalska płaciła daninę Pskowowi i znała już chrzest ruski, gdy przyszli Niemcy. O wybór obrządku, jak podaje kronika, zapytano losu.

Czytaj dalej

Tolowa, ziemia łatgalska pod starszyzną Tolowalda, płaciła daninę Pskowowi, a część jej ludzi przyjęła chrzest we wschodnim obrządku, zanim nad Dźwiną stanęła Ryga. W 1214 roku Tolowald oddał swoją ziemię pod zwierzchność biskupa ryskiego, co było zarazem wyborem sojusznika i wyborem kościoła — jednym ruchem.

Pod rokiem 1208 kronika notuje rzecz najciekawszą: Łatgalowie mieli zadać pytanie losowi, od kogo wziąć chrzest, od Rusinów czy od łacinników, i los wskazał Rygę. Scena jest jedna i pochodzi od strony zainteresowanej wynikiem, ale pokazuje układ, którego nie da się sprowadzić do starcia pogaństwa z chrześcijaństwem: były trzy drogi, nie dwie.

W 1215 roku Tolowald wpadł w ręce Estów i został spalony żywcem; kronika mówi, że przypiekano go, żeby wydał, gdzie trzyma pieniądze, a jego synowie wzięli za to odwet. Wojna nad Dźwiną toczyła się między sąsiadami o daninę, przejścia i łupy, a wyznanie było w niej jedną z kart, nie osią.

Dla całej sekcji wynika stąd ostrzeżenie o kierunku patrzenia. Zanim zaczęto spisywać cokolwiek o łotewskim obyczaju, ten obyczaj miał już za sobą kilka pokoleń styku z kościołem wschodnim i zachodnim naraz. Nic z tego, co zapisano później, nie jest stanem sprzed chrztu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Epizod z losem zna tylko jedna strona i tylko z jednego tekstu; potwierdzenia nie ma.
  • Nie wiadomo, czy „Łatgalowie” z tego ustępu to cały lud, czy ludzie jednego okręgu grodowego.
  • Zasięg wcześniejszego chrztu ruskiego wśród Łatgalów da się określić tylko w przybliżeniu.

Skąd to wiadomoKronika inflancka, zapisy pod latami 1208, 1214 i 1215.

Zemgalowie i Kurowie; 1260–1290

Rymowana kronika liczy wojsko, nie ołtarze

Zapis z tamtych czasów

Wierszowana kronika zakonna doprowadzona do 1290 roku podaje grody, oblężenia i łupy. O tym, w co wierzyli obrońcy, nie mówi ani zdania.

Czytaj dalej

Rymowana kronika inflancka to niemiecki poemat liczący kilkanaście tysięcy wersów, ułożony około 1290 roku dla odczytywania na głos w domach zakonnych. Ma swoje prawa gatunku: buduje sceny, wylicza chorągwie, podaje liczby poległych tak, żeby brzmiały, i trzyma się porządku wypraw, bo taki porządek miało życie jej słuchaczy.

Skutek jest twardy i niewygodny. Ostatni bałtyjski lud na ziemi łotewskiej, który bił się jako nieochrzczony, schodzi z kart pisanych bez jednego zdania o tym, co miał. Wszystko, co się o wierze Zemgalów mówi, pochodzi z zapisów o kilkaset lat od nich młodszych albo z porównań z sąsiadami.

Zapisuje rzeczy sprawdzalne gdzie indziej: klęskę pod Durbe w 1260 roku, w której Kurowie i Estowie odeszli z szyku zakonnego; wyprawy zakonu na Tervete w latach osiemdziesiątych i zamek postawiony na wzgórzu naprzeciw, żeby gród zdusić; opuszczenie i spalenie Tervete przez samych Zemgalów u schyłku tej dekady; wreszcie upadek ostatnich zemgalskich grodów i odejście niedobitków na Litwę około 1290 roku, po latach, w których palono im zasiewy.

Czego nie zapisuje, widać dopiero wtedy, gdy się tego szuka. O kulcie Zemgalów i Kurów, których na każdej stronie nazywa poganami, nie ma w tym poemacie ani imienia bóstwa, ani kapłana, ani opisanego obrzędu. Pogaństwo jest tu przede wszystkim statusem prawnym i wojennym — kimś, komu wolno wypowiedzieć wojnę; tam, gdzie poemat obrzędu w ogóle dotyka, dotyka go przy Litwinach i przy okazji wojny, nie u broniących się Zemgalów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby wojsk i poległych w poemacie układanym do głośnego czytania są chwytem, nie rachunkiem.
  • Czy odejście Zemgalów na Litwę było jednym wyjściem w 1290 roku, czy rozłożyło się na dekadę.
  • Negatyw trzeba trzymać przy Zemgalach i Kurach: dla całego poematu zdanie o zupełnym milczeniu w sprawie obrzędu nie jest do utrzymania.
  • Poematu nie znamy z rękopisu autora, tylko z odpisów młodszych od niego o pokolenie i o stulecia — a różnice między odpisami dotyczą także liczb, które karta cytuje.

Skąd to wiadomoRymowana kronika inflancka, wiersz niemiecki, ok. 1290; rzecz doprowadzona do roku 1290.

Wszystkie ziemie inflanckie; 1428

Statuty ryskie z 1428 roku

Zapis z tamtych czasów

Synod prowincjonalny w Rydze zakazał nieniemieckim poddanym palić zmarłych, chować ich poza cmentarzem i zostawiać im jedzenie na stypie.

Czytaj dalej

Dwieście lat po podboju synod prowincjonalny zebrany w Rydze w 1428 roku musiał to uchwalić na nowo, a wykonanie złożyć na panów gruntowych, bo tylko oni mieli nad wsią realną władzę. Sama data mówi więcej niż treść: gdyby rzecz była załatwiona, nie byłoby po co pisać statutu.

Właśnie dlatego to źródło jest tak dobre. Zakaz jest opisem odwróconym: żeby go napisać, trzeba było wiedzieć, co dokładnie dzieje się na wsi, i nazwać to na tyle ściśle, by dało się z tego robić zarzut. Każda z tych pozycji wraca potem na listach XVI i XVII wieku, a część w aktach sądowych.

Ostrożność jest jednak konieczna i dotyczy całego gatunku. Statuty synodalne wędrują: klauzula bywa przepisana z księgi innej prowincji i nie dowodzi niczego o miejscu, w którym ją wydrukowano. Twardszy grunt jest tam, gdzie zapis podaje miejscowy szczegół — konkretne drzewo, dzień w roku, potrawę, nazwę w miejscowej mowie.

Zakazy dotyczą uczynków, nie poglądów, a najpewniej stoją wśród nich dwa: grzebanie zmarłych poza poświęconą ziemią, w gajach i na polach, oraz pogrzeb odprawiany po swojemu. Pozostałe pozycje, które zwykle się przy tej dacie wymienia — jedzenie wystawione dla nieboszczyka, dary przy drzewach i źródłach, robota w dni świąteczne — na pewno wracają w zakazach późniejszych, a przy tym jednym dokumencie wymagają sprawdzenia klauzula po klauzuli, zanim się je poda jako jego treść. Nikt w żadnym razie nie pyta, w co ci ludzie wierzą; spisuje się, czego robić nie wolno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z tekstu z 1428 roku powtarza starsze formuły kanoniczne, a ile napisano na miarę Inflant.
  • Czy „nieniemieccy” w statutach obejmują Łotyszy, Estów i Liwów razem, bez rozróżnienia, którego dziś byśmy potrzebowali.
  • Czy w statutach z 1428 roku stoi zakaz palenia zwłok — na tej jednej klauzuli wisi w całej sekcji zdanie o ogniwie, które pęka, więc dopóki nie zostanie odczytana z tekstu, nie wolno jej powtarzać w żadnej karcie.
  • Koniec ciałopalenia na tych ziemiach datuje się przede wszystkim z grobów, a nie z pism; sekcja obiecuje czytelnikowi łańcuch dokumentów i musi powiedzieć, gdzie schodzi z niego na wykopaliska.

Skąd to wiadomoStatuty synodu prowincjonalnego w Rydze, 1428.

Kurlandia i Semigalia; 1561–1570

Siedemdziesiąt kościołów na całe księstwo

Zapis z tamtych czasów

W 1567 roku książę kurlandzki kazał postawić siedemdziesiąt kościołów. Rozkaz czytany wstecz mówi, ile ich dotąd było i jak daleko miał chłop do najbliższego.

Czytaj dalej

Z tej jednej liczby wynika więcej niż z dziesięciu kart o pogańskim oporze. Trwanie dawnej praktyki na ziemiach łotewskich nie potrzebuje tajemnego kapłaństwa, ukrytej organizacji ani wiernej pamięci — wystarczy odległość. Tam, gdzie kościół był o dzień drogi, nie trzeba było niczego ukrywać.

W 1561 roku ostatni mistrz zakonu inflanckiego, Gothard Ketler, przyjął księstwo Kurlandii i Semigalii jako lenno od króla polskiego i wielkiego księcia litewskiego — Rzeczypospolitej obojga narodów jeszcze wtedy nie było, powstała osiem lat później — i wprowadził w księstwie luteranizm odgórnie, jednym aktem władzy. Kraj zmienił wyznanie szybciej, niż zdążył zmienić obyczaj, bo zmiana wyznania wymagała podpisu, a zmiana obyczaju — proboszcza w każdej okolicy.

W 1567 roku zapadło postanowienie o wystawieniu w księstwie siedemdziesięciu kościołów, a w 1570 ogłoszono ordynację kościelną regulującą nabożeństwo, naukę i wizytacje. Kościoły stały w Kurlandii i przedtem, ale nierówno: gęściej przy miastach, portach i zamkach, rzadko w okolicach rozrzuconych po lasach — i właśnie dlatego trzeba było zamówić siedemdziesiąt naraz.

Ten sam wniosek trzeba stosować w drugą stronę, kiedy się czyta późniejsze skargi duchownych. Narzekanie na zabobon i na upór ludu bywa opisem odległości i braku ludzi, a nie opisem świadomego oporu: w takim piśmie niedosiężny dla proboszcza wygląda dokładnie tak samo jak nieposłuszny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wszystkie siedemdziesiąt kościołów rzeczywiście stanęło i kiedy; ta sama skarga wraca w wizytacjach następnego stulecia.
  • Ile z ordynacji z 1570 roku przetrwało wojny końca XVI wieku, które przeszły po tym kraju kilka razy.
  • Jak gęsta była sieć kościołów wiejskich w Kurlandii przed 1567 rokiem; bez tej liczby postanowienie o siedemdziesięciu kościołach mówi o zamiarze księcia, a nie o odległości, jaką miał do przejścia chłop.

Skąd to wiadomoPostanowienie książęce o budowie siedemdziesięciu kościołów, 1567; kurlandzka ordynacja kościelna, 1570.

Kurlandia i Inflanty; 1586–1638

Na karcie tytułowej stoi: nieniemiecki

Zapis z tamtych czasów

Pierwsze druki nie nazywają tej mowy łotewską, tylko nieniemiecką. Nazwa języka wchodzi do tytułu dopiero w XVII wieku, a nazwa ludu jeszcze później.

Czytaj dalej

Katechizm luterański wytłoczony w Królewcu w 1586 roku i zbiór pieśni z roku następnego określają mowę słowem „niemiecki” z przeczeniem — undeutsch. To określenie stanu, nie ludu: nieniemcem był w tym kraju każdy, kto nie należał do warstwy niemieckiej, niezależnie od tego, czy mówił po łotewsku, po liwsku czy po estońsku.

Nazwa własna ludu przyszła jeszcze później. Zbiorowe „Łotysze” jako określenie, którym ci ludzie nazywają sami siebie, rozchodzi się w XIX wieku; przedtem nazywano się od ziemi i od parafii, a różnica między człowiekiem z Kurlandii, z Widzeme i z Łatgalii była dla mówiącego ważniejsza niż to, co ich łączyło.

Dla czytania źródeł ma to następstwo bardzo praktyczne. Dokument, który mówi „nieniemieccy poddani”, nie informuje, o który lud chodzi, i w wielu sprawach rozstrzygnąć się tego nie da. Statuty, wizytacje i akta sądowe zlewają Łotyszy, Liwów i Estów w jedną rubrykę, a ta rubryka jest rubryką poddaństwa, nie mowy.

Nazwa utworzona wprost od Łotyszy wchodzi do tytułów druków dopiero w pierwszej połowie XVII wieku, a najgłośniej w słowniku wydanym w Rydze w 1638 roku przez Jerzego Mancelego. Od tego czasu język ma w druku własne imię, choć jeszcze przez dwa stulecia stoi ono obok starego słowa, którego urzędy i sądy używać nie przestały.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przy pojedynczych zapisach XVI wieku ze słowem „nieniemiecki” zwykle nie da się orzec, czy dotyczą Łotyszy, czy Estów.
  • Kiedy dokładnie nazwa łotewska przestała być określeniem uczonym, a zaczęła być używana we wsi, nie jest ustalone.
  • Czy słownik z 1638 roku jest naprawdę pierwszym drukiem z tą nazwą w tytule; ten sam autor wydał w Rydze książkę do nabożeństwa kilka lat wcześniej i jej karta tytułowa wymaga obejrzenia, zanim padnie słowo 'dopiero'.

Skąd to wiadomoKarty tytułowe druków z 1586 i 1587 roku (Królewiec) oraz słownika z 1638 roku (Ryga).

Kurlandia i Semigalia; 1627 i 1636

Spis rzeczy do wykorzenienia

Zapis z tamtych czasów

Superintendent Kurlandii ogłosił w 1627 i 1636 roku pisma wyliczające, co ludowi trzeba wybić z głowy. To najlepszy spis żywej praktyki, jaki istnieje.

Czytaj dalej

Wartość tego spisu polega na tym, czym on nie jest. Nie jest teologią pogańską zrekonstruowaną przez duchownego, tylko inwentarzem czynności sporządzonym przez człowieka, który musiał wiedzieć, z czym dokładnie walczy, bo inaczej nie miałby czego zakazać ani czego dopilnować.

Cena jest równie wyraźna. Wszystko, co tam stoi, zostało wybrane dlatego, że nadawało się do potępienia. Nie dowiemy się z tego, co ci ludzie sądzili, że robią, ani co robili takiego, co kościołowi nie przeszkadzało — a to była zapewne większa część ich roku.

Paweł Einhorn, duchowny kurlandzki, a od lat trzydziestych XVII wieku superintendent tamtejszego kościoła, wydał w Rydze w 1627 roku pismo przeciw bałwochwalstwu, a w 1636 program naprawy łotewskiego ludu w księstwie. Drugie z nich nie jest rozprawą, tylko planem roboczym: co ma ustać, w jakiej kolejności i jakimi środkami. Żeby taki plan napisać, trzeba było wiedzieć parafia po parafii, co się w niej dzieje — albo mieć pod ręką tych, którzy wiedzieli.

Na liście stoją uczynki, nie wierzenia. Dary z jadła, napoju i zwierzęcia składane przy oznaczonych drzewach, przy kamieniach i przy źródłach; pierwszy kęs z każdego posiłku odkładany domowemu gospodarzowi; ostatni snop traktowany jak ktoś, a nie jak coś; jesienne noce z nakrytym stołem dla zmarłych; zamawianie i leczenie słowem; wesela i dożynki prześpiewane do rana.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Autor pisze o „Łotyszach” jak o jednym ludzie, choć służył w Kurlandii i znał przede wszystkim Kurlandię.
  • Część nazw z jego list nie występuje w żadnym innym zapisie i nie ma jak ich sprawdzić.
  • Nie wiadomo, ile z wyliczonych praktyk widział sam, a ile zebrał od pastorów z raportów wizytacyjnych.
  • Czy w druku z 1636 roku stoi barwa ofiarowanego zwierzęcia i misa wykuta w kamieniu, czy dopisała je późniejsza literatura o kamieniach ofiarnych; szczegół, który w jednej karcie jest czarnym zwierzęciem, a w drugiej kogutem, nie pochodzi z odczytanego tekstu.

Skąd to wiadomoPismo przeciw bałwochwalstwu, Ryga 1627; program naprawy ludu łotewskiego w księstwie kurlandzkim, 1636.

Kurlandia; 1649

Opis napisany po to, żeby rzecz znieść

Zapis z tamtych czasów

Pierwszy spójny opis łotewskiego obyczaju wyszedł drukiem w 1649 roku spod ręki duchownego, który uważał ten obyczaj za chorobę do wyleczenia.

Czytaj dalej

W 1649 roku ukazała się w Dorpacie Historia Lettica — pierwszy tekst, który Łotyszy nie tylko czegoś zakazuje, ale ich opisuje: wesele, pogrzeb, rok pracy, pieśń, istoty nazywane po imieniu. Do tej pory świadectwa były punktowe; tutaj po raz pierwszy jest ciągły wywód o całym obyczaju jednego ludu.

Rzeczy warte wzięcia są w nim konkretne. Wesele ciągnące się dniami, ze śpiewem prowadzonym przez jedną kobietę i odpowiadanym przez resztę; robota w polu przeprowadzona z pieśnią; ostatni snop i to, co się z nim robi; jesienne wieczory z jedzeniem odstawionym dla zmarłych; drzewa i kamienie, przy których się coś zostawia, wskazane z położeniem.

Odjąć trzeba ramę, w której to osadzono. Autor pisał, żeby dowieść, że lud wciąż jest pogański i wymaga twardszej ręki; tam zaś, gdzie z widzianych obyczajów odtwarza dawną religię, zgaduje w roku 1649 o stuleciu XIII, którego zapisu nie miał — czyli wykonuje dokładnie tę operację, której czytelnik nie powinien po nim powtarzać.

Jedna rzecz jest z tego dla pieśni bezcenna. Śpiew jako praktyka jest w XVII wieku poświadczony na piśmie: przy weselu, przy robocie w polu i przy dożynkach, przez człowieka, który tego śpiewu nie znosił i nie miał żadnego powodu go wymyślać. Ile z układu — kto zaczyna, kto odpowiada, jak długo — stoi już w tym druku, a ile dopisano do niego z zapisów dziewiętnastowiecznych, trzeba rozstrzygnąć na tekście. Same pieśni nie są zatem późne; późne jest ich spisanie, a to dwie zupełnie różne daty, które stale się myli.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak dalece autor rozumiał notowane przez siebie łotewskie słowa; część z nich to rzeczowniki pospolite wzięte za imiona.
  • Czy to, co widział w Kurlandii, obowiązywało tak samo w Widzeme i w katolickiej Łatgalii.
  • Gdzie w tym tekście kończy się opis widzianego, a zaczyna dowodzenie tezy o pogaństwie.
  • Które szczegóły śpiewu — przodownica i chór, zaczynanie i odpowiadanie, czterowiersz — stoją w druku z 1649 roku, a które weszły do jego streszczeń dopiero z zapisów o dwieście lat młodszych.

Skąd to wiadomoHistoria Lettica, Dorpat 1649.

Ziemie łotewskie; XIII–XVIII wiek

Co wraca po trzystu latach

Zebrane z ust

Dary przy drzewach, kamieniach i źródłach, jedzenie dla zmarłych i grób poza cmentarzem stoją w każdym zapisie od XIII do XVIII wieku — z datami.

Czytaj dalej

Granicę tego wnioskowania trzeba postawić głośno. To jest łańcuch dokumentów, nie łańcuch ludzi. Trzysta lat między dwoma zakazami może kryć jedną nieprzerwaną praktykę, praktykę zarzuconą i podjętą na nowo albo dwie różne rzeczy, które pisarz zapisał tym samym słowem, bo innego nie miał.

Łańcuch dat układa się tak. Kronika z około 1227 roku zna gaje, do których nie wolno wchodzić z żelazem — i to pierwsze ogniwo trzyma tylko wtedy, gdy ten ustęp dotyczy Łatgalów, Kurów albo Zemgalów; jeśli dotyczy Liwów, łańcuch po stronie bałtyjskiej zaczyna się dopiero w 1428 roku. Statuty ryskie z 1428 zakazują grzebania poza poświęconą ziemią i pogrzebu po swojemu; program kurlandzki z 1636 wylicza dary przy drzewach, kamieniach i źródłach oraz jesienne noce z jedzeniem dla zmarłych; siedemnastowieczne akta sądowe mają te same uczynki w zarzutach; pieśni zapisane w XIX wieku wciąż o tym śpiewają.

To najmocniejsza nić ciągłości w całym łotewskim materiale i warto zauważyć, z czego jest zrobiona: z miejsc i uczynków, nie z imion. Miejsce pracuje dalej, gdy zmienia się napis na nim. Kamień, przy którym w XVII wieku zostawiano jadło i zwierzę, bierze w następnych stuleciach monetę i wstążkę, a źródło dostaje wezwanie świętego i nie przestaje być źródłem, do którego się chodzi.

Jedna rzecz nie przechodzi przez ten łańcuch do końca. Palenie zmarłych jest na tych ziemiach poświadczone w średniowieczu i w pewnym momencie ustaje, podczas gdy grób poza cmentarzem i stypa z odłożonym jadłem trwają dalej przez trzy stulecia. Kiedy dokładnie ustaje, mówią jednak groby, a nie akta — i tę granicę trzeba postawić głośno, skoro reszta sekcji liczy wyłącznie datowane zapisy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy gaj opisany w XIII wieku u Liwów wolno przywoływać przy Łatgalach, skoro to inny lud i inna mowa.
  • Czy zniknięcie ciałopalenia z zapisów oznacza koniec praktyki, czy tylko to, że duchowni przestali o niej pisać.
  • Czy tożsamość miejsca kultu przez kilkaset lat da się wykazać inaczej niż przez nazwę, która sama bywa późna.
  • Sekcja mówi o tym samym gaju dwa razy i dwa razy inaczej: raz przypisuje zakaz żelaza Łatgalom, Zemgalom i Kurom, raz Liwom. Zanim łańcuch pójdzie do druku, trzeba odczytać z kroniki, o czyim gaju jest mowa, bo od tego zależy, czy ogniwo z XIII wieku w ogóle istnieje.
  • Ogniwo z 1428 roku stoi na klauzuli, której brzmienia sekcja jeszcze nie sprawdziła; dopóki tak jest, łańcuch ma trzy pewne punkty, a nie pięć.

Skąd to wiadomoKronika inflancka ok. 1227; statuty ryskie 1428; program kurlandzki 1636; akta sądowe Kurlandii i Inflant XVII w.

Kurlandia; 1761–1789

Matki zamienione w spis urzędów

Złożone później

Dopisek o łotewskich bogach do gramatyki z 1783 roku porobił bóstwa z rzeczowników pospolitych, a stamtąd panteon poszedł w świat.

Czytaj dalej

Gothard Friedrich Stender, pastor z Sunakste, ogłosił w 1761 roku gramatykę łotewską, a do jej drugiego wydania z roku 1783 dołączył wykaz łotewskich bóstw. Stoją w nim dziesiątki „matek”: morza, wiatru, lasu, drogi, cmentarza, łaźni, piasku — każda z przypisanym działem, jakby chodziło o urząd z wydziałami.

Wiadomo, skąd one się wzięły, bo widać to w samych pieśniach. Zwrot „matka lasu” jest w pieśni sposobem mówienia do lasu, tak jak mówi się do słońca albo do rzeki; układający wykaz zamienił sposób mówienia na spis osób. To nie jest odkrycie nowego materiału, tylko przełożenie starego na inną formę — na tabelę.

Dalej rzecz potoczyła się sama, bo druk kopiuje druk. W ciągu następnego stulecia listy rosły, dostawały pokrewieństwa, funkcje i hierarchię, aż wyszedł z tego gotowy system. Data pierwszego pojawienia się bóstwa w druku nie jest datą jego czci — ale jest jedyną datą, jaką w ogóle mamy, i trzeba ją podawać zamiast milczeć.

Porównanie dat pokazuje przede wszystkim, co się stało z formą. Pisma kurlandzkie z 1627, 1636 i 1649 roku nazywają kilka istot i żadnego panteonu nie mają; wykaz z 1783 ma listę z przypisanymi działami. Czy między jednym a drugim ktoś zebrał nowy materiał, nie zostało wykazane w żadną stronę — wolno więc powiedzieć, że zmieniła się forma zapisu, nie wolno powiedzieć, że nie zmieniło się nic.

Trzeba przy tym powiedzieć rzecz, która osłabia zarzut wobec wykazu. Matki — morza, lasu, wiatru, cmentarza — stoją potem w dziesiątkach tysięcy pieśni zapisanych w XIX wieku od ludzi, którzy gramatyki nigdy nie czytali. Winą wykazu jest zamiana zwrotu na urząd i spisu na hierarchię; nie jest jego winą samo istnienie matek w mowie wsi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Część pozycji z wykazu z 1783 roku ma oparcie w starszych zapisach i nie wolno odrzucać listy w całości.
  • Imiona poświadczone wcześniej, w pismach kurlandzkich pierwszej połowy XVII wieku, stoją na innym gruncie niż „matki” dopisane w XVIII stuleciu.
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy niektóre „matki” były w mowie wsi osobami, czy figurą mowy — i to samo pytanie wraca przy pieśniach.
  • Data pierwszego pojawienia się imienia w druku nie jest datą, od której zaczęto o nim mówić — jest tylko datą, od której rzecz da się udokumentować.

Skąd to wiadomoGramatyka łotewska, 1761; wydanie drugie z dopiskiem o bóstwach, 1783; słownik łotewski, 1789.

Widzeme pod panowaniem szwedzkim; 1685–1694

Biblia wydrukowana wcześniej niż pierwsza pieśń

Zapis z tamtych czasów

Łotewski Nowy Testament wyszedł w 1685 roku, Stary w 1689, całość oprawiono w 1694 — dwieście lat przed masowym spisaniem dawnych pieśni.

Czytaj dalej

Widzeme przeszło w 1629 roku pod panowanie szwedzkie, a pastor Ernest Gluck przełożył Pismo na łotewski z greki i hebrajskiego. Nowy Testament wytłoczono w Rydze w 1685 roku, Stary w 1689, całość oprawiono w 1694, a koszt poniosła korona. W tych samych dekadach nakazano zakładać w Widzeme szkoły parafialne dla dzieci chłopskich i kształcić dla nich nauczycieli.

Skutek dla pieśni jest konkretny, nie ogólnikowy. Ludzie, którzy w XIX wieku zapisywali pieśni, mieli dwieście lat biblijnej łotewszczyzny w uchu i w ręce, a znaczna część śpiewających umiała ją czytać. Słowa wiary w zapisanych pieśniach przeszły przez pisownię i słownik zrobione do tłumaczenia Pisma.

Znaczy to, że łotewszczyzna pisana — ustalona pisownia, słownik pojęć, rytm zdania, gotowe słowa na duszę, grzech, ofiarę i świętość — dojrzała, zanim ktokolwiek zaczął zapisywać dawne pieśni na serio. Pojedyncze pieśniowe zwroty notowali Kurlandczycy już w pierwszej połowie XVII wieku, a więc przed Biblią; ale zbiory, z których dziś się korzysta, są od niej o sto i o dwieście lat młodsze. Porządek jest tu odwrotny do tego, który się zwykle zakłada.

Stąd wniosek, którego nie da się obejść. Twierdzenie, że pieśni są nietknięte przez kościół, musi najpierw wytłumaczyć się z tej kolejności: gdy w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XVIII wieku zaczęto drukować pierwsze dawne pieśni, kompletna Biblia po łotewsku była starsza od nich o pokolenie z górą, a wielki zbiór z przełomu XIX i XX wieku powstawał dwieście lat po niej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak dalece pisownia i słownictwo drukowanego Pisma przemodelowały to, co zbieracze później usłyszeli i zapisali.
  • Ilu chłopów rzeczywiście czytało około 1700 roku; zarządzenia szkolne są zarządzeniami, nie spisem umiejących.
  • Czy wpływ ten był równy w Kurlandii, w Widzeme i w katolickiej Łatgalii, która innej Biblii nie dostała.
  • Kolejność druków w tym języku trzeba podawać co do daty: katechizm 1585 i 1586, pieśniarz 1587, pisma kurlandzkie 1627-1649, słownik 1638, Biblia 1685-1694, pierwsze drukowane dawne pieśni w latach siedemdziesiątych XVIII wieku, wielki zbiór od 1878. Żadne dwie z tych dat nie dają dwustu lat różnicy między drukiem kościelnym a pierwszym zapisem pieśni.

Skąd to wiadomoNowy Testament, Ryga 1685; Stary Testament 1689; całość oprawiona 1694; szwedzkie zarządzenia szkolne z lat osiemdziesiątych XVII wieku.

Widzeme i północna Kurlandia; 1729–1764 i dalej

Bracia, którzy nauczyli pisać i kazali zapomnieć

Zapis z tamtych czasów

Ruch braci morawskich dał chłopom pióro i własne domy zgromadzeń, a zarazem wymagał porzucenia dawnych pieśni, tańca i ozdób jako grzechu.

Czytaj dalej

Od 1729 roku przybywali do Widzeme kaznodzieje z Herrnhut, w 1738 powstało pod Valmierą seminarium, a ruch rozszedł się przez domy zgromadzeń prowadzone już przez samych chłopów. Był to pierwszy i przez długi czas jedyny ruch religijny w tym kraju, w którym chłop mówił, pisał i prowadził innych, zamiast tylko słuchać z ławki.

Dał umiejętność pisania w skali, jakiej szkoły dworskie nigdy nie osiągnęły, a przy tym własne pieśni układane po łotewsku i chłopskie życiorysy spisywane własną ręką. To pierwsze teksty, w których Łotysze piszą o sobie samych, a nie są opisywani przez kogoś z zewnątrz.

Zabrał natomiast to, o co kościół walczył bezskutecznie od trzystu lat. Bracia wymagali porzucenia dawnych pieśni, tańca, ozdób i wesel ciągnących się dniami; w ich domach nie były to zabytki obyczaju, tylko grzech, a rezygnacja z nich była warunkiem przystąpienia.

Polityka dopisała do tego swoje daty: zakaz w 1743 roku, przywrócenie swobody w 1764, a w międzyczasie działanie po domach. Gdy sto lat później ruszyło zbieranie pieśni, całe parafie miały za sobą dwa albo trzy pokolenia uczone, że pieśń jest wstydem. Czy widać to w tym, gdzie zebrano dużo, a gdzie mało, rozstrzygnęłoby dopiero zestawienie mapy domów zgromadzeń z mapą zapisów; dopóki go nie ma, mamy udokumentowaną przyczynę i niezmierzony skutek.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z dawnego repertuaru rzeczywiście porzucono, a ile tylko zeszło z oczu pastorom i braciom.
  • Czy późniejsza obfitość pieśni w niektórych okolicach świadczy o ich przetrwaniu, czy o gorliwszym zbieraczu.
  • Jak liczna była wspólnota braci w poszczególnych dekadach; liczby z tamtych lat bywają szacunkiem strony zainteresowanej.

Skąd to wiadomoPrzybycie pierwszych kaznodziejów 1729; seminarium pod Valmierą 1738; zakaz cesarski 1743; edykt tolerancyjny 1764.

Kurlandia; 1774–1789

Nowe pieśni napisane po to, żeby wyprzeć stare

Zapis z tamtych czasów

W latach siedemdziesiątych XVIII wieku duchowny ułożył po łotewsku zbiór nowych piosenek wprost po to, by lud przestał śpiewać dawne.

Czytaj dalej

Ten sam pastor, który dołączył do gramatyki wykaz bóstw, wydał w 1774 roku książkę o świecie i naturze — pierwszą łotewską książkę świecką — a obok niej zbiory nowych pieśni, uzupełniane w latach osiemdziesiątych. Cel był wypowiedziany wprost: dać ludowi coś do śpiewania w miejsce tego, co śpiewał dotąd.

Różnica formy jest widoczna od pierwszego wersu. Nowe pieśni mają rym, strofę, morał i wzór niemieckiej piosenki mieszczańskiej. Dawne miały cztery wersy bez rymu, miarę opartą na przyciskach i układ na zaczynającego i odpowiadających, czyli budowę wyrosłą z roboty i wesela, a nie z drukowanego arkusza.

W rachunku sekcji ma to swoje miejsce, i to niewygodne. To samo pokolenie, które pierwsze wypisało kilka starych pieśni jako okazy barbarzyństwa, pisało zarazem ich zamienniki. Oba gesty wyszły spod jednego pióra i z jednego przekonania, że stare trzeba zastąpić.

Skutek na papierze trwał kilka pokoleń. Drukowana pieśń łotewska znaczyła w tym czasie przede wszystkim pieśń nowego rodzaju — choć nie wyłącznie, bo kilka dawnych trafiło do druku już w tych samych dziesięcioleciach, a od lat dwudziestych XIX wieku ich teksty drukowało pismo towarzystwa duchownych. Stara pieśń żyła głównie w powietrzu i kiedy zaczęto ją wreszcie zapisywać na dużą skalę, robiono to wbrew tradycji druku, która zdążyła ją z książek wypchnąć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Jak daleko nowe piosenki rzeczywiście rozeszły się po wsiach, a jak dalece zostały w nakładzie.
  • Które ze starych tekstów drukowanych jako okazy poprawiono przed oddaniem do druku i w czym.

Skąd to wiadomoKsiążka o świecie i naturze, 1774; zbiory nowych pieśni z lat 1774–1789.

Inflanty Polskie i Łatgalia; 1629–1904

Łatgalia poszła osobno

Zapis z tamtych czasów

Od 1629 roku wschód kraju został przy Rzeczypospolitej i przy katolicyzmie. Ma inną pisownię, inne księgi i o pokolenie późniejszy zbiór pieśni.

Czytaj dalej

W piśmie rozeszło się jeszcze mocniej. Pierwsze książki w mowie łatgalskiej wytłoczono w XVIII wieku, z Wilna w 1753 roku, w pisowni opartej na polskiej, a nie na niemieckiej pisowni ryskiej. Dwie tradycje pisane tego samego języka nie czytają się tak samo i do dziś się nie zlały.

Na koniec doszedł zakaz. W latach 1865–1904 druk łatgalski czcionką łacińską był w cesarstwie zabroniony — dokładnie w tych dekadach, w których na zachodzie kraju zbierano pieśni pełną parą. Materiał łatgalski wszedł do zbiorów później, w mniejszej ilości i przez inne ręce, i tę lukę widać w każdej statystyce.

Daty rozejścia się są twarde. W 1561 kraj podzielono, rozejm w Starym Targu z 1629 roku oddał Widzeme Szwecji, a wschodni pas został przy Rzeczypospolitej jako Inflanty Polskie. Widzeme przeszło pod Rosję w 1721 roku, Inflanty Polskie w pierwszym rozbiorze w 1772, a Kurlandia dopiero w 1795 — trzy części jednego dziś kraju zmieniały panów osobno, w odstępach po kilkadziesiąt lat i ani razu razem.

W religii dało to skutek trwały. Jezuici mieli rezydencję w Dyneburgu od lat dwudziestych XVII wieku, a kasata zakonu z 1773 roku akurat tej ziemi nie dotknęła: rok wcześniej przeszła ona pod Rosję, gdzie kasaty nie ogłoszono i gdzie zakon pracował dalej przez następne pokolenie. Kraj pozostał katolicki, z innym kalendarzem świąt, innymi wezwaniami i inną obrzędowością pogrzebową niż luterańskie Widzeme, gdzie od 1621 roku jezuitów już nie było.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy mniejsza liczba pieśni łatgalskich wynika z zakazu druku i późnego startu, czy z innej tradycji śpiewania.
  • Jak dalece katolicki kalendarz świąt przemodelował łatgalski rok obrzędowy w porównaniu z luterańskim zachodem.
  • Jak długo po 1773 roku jezuici pracowali w Dyneburgu i w okolicy oraz co to zmieniło w obrzędowości wsi łatgalskiej w porównaniu z resztą dawnych Inflant Polskich.

Skąd to wiadomoRozejm w Starym Targu 1629; rezydencja jezuicka w Dyneburgu od lat dwudziestych XVII w. do kasaty 1773; druk łatgalski, Wilno 1753; zakaz druku łacinką 1865–1904.

Ziemie łotewskie; 1227–1915

Rachunek sześciu wieków

Złożone później

Od ostatniej karty kroniki do wielkiego zbioru pieśni mija ponad sześćset lat, a mostów przerzuconych przez tę przepaść jest pięć albo sześć.

Czytaj dalej

Mosty, po kolei i z datami: statuty ryskie z 1428 roku; kurlandzka budowa kościołów i ordynacja z lat 1567 i 1570; pisma kurlandzkie z 1627, 1636 i 1649; akta sądowe Kurlandii i Inflant z XVII wieku; gramatyka z 1761 i jej wykaz bóstw z 1783; towarzystwo duchownych zawiązane w 1824 roku, którego magazyn zaczął drukować teksty pieśni; wreszcie wielki zbiór prowadzony od 1878 roku do 1915.

Stąd zdanie, które wolno napisać. Pieśń zapisana w 1890 roku jest świadectwem dla roku 1890 i sięga wstecz dokładnie tak daleko, jak daleko prowadzi łańcuch datowanych notatek: dar przy kamieniu do 1636, noc dla zmarłych i grób poza cmentarzem do 1428, gaj do stulecia XIII. Za ostatnim szczeblem nie ma nic — co nie dowodzi, że rzecz jest młoda, tylko zabrania mówić, że jest stara.

I zdanie, którego pisać nie wolno: „dainy przechowały religię Bałtów”. Wolno powiedzieć, że część czynności wymienianych w pieśniach wymieniają też zakazy z 1428 i z 1636 roku, a pojedyncze — kronika z 1227. O innych rzeczach z pieśni wiadomo tylko tyle, że po raz pierwszy trafiły do druku w 1783 roku, i to trzeba podawać obok, w tym samym akapicie.

Materiał tych mostów jest prawie jednorodny i to jest w nim najważniejsze. Wszystkie te pisma, z magazynem towarzystwa duchownych z lat dwudziestych XIX wieku włącznie, powstały po niemiecku albo po łacinie, ręką ludzi z warstwy niemieckiej, a starsze z nich pisano po to, żeby opisaną rzecz zakończyć. Jeden wyłom w tym przedziale jest: chłopskie życiorysy i pieśni spisywane własną ręką w zgromadzeniach braterskich XVIII wieku. Pisali je ci, o których mowa — ale pisali jako ludzie, którzy dawną praktykę właśnie porzucili, więc i ten wyłom nie daje głosu tym, którzy ją wykonywali.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy cechy formy pieśni — czterowiersz, miara, układ na przodownicę i chór — niosą własną dawność, niezależną od treści.
  • Czy brak zapisów między 1290 a 1428 rokiem to luka w praktyce, czy luka w archiwum, które przeszło kilka wojen i pożarów.
  • Czy zbieżność łotewskich uczynków z litewskimi i pruskimi dowodzi wspólnego dziedzictwa, czy podobnego położenia i podobnych zakazów.
  • Akta sądowe Kurlandii i Inflant XVII wieku wracają w tej sekcji trzy razy i ani razu z datą konkretnej sprawy; most bez jednej sprawdzalnej pozycji waży w rachunku tyle, co brak mostu.

Skąd to wiadomoZestawienie dat: 1227, 1290, 1428, 1567, 1627–1649, 1783, 1824, 1878–1915.

Imiona i ich metryka

Perkun w 1261, reszta dużo później

Litwa ochrzciła się w 1387 roku, Żmudź w 1413, a Prusowie zniknęli jako odrębny lud — i właśnie dlatego o bałtyjskich bogach zachowały się dokumenty pisane wtedy, gdy im jeszcze składano ofiary. Kłopot w tym, że prawie wszystkie wyszły spod ręki tych, którzy owe ofiary tępili. Przy każdym imieniu trzeba więc pytać o trzy rzeczy: kto je zapisał, w którym roku i czy mógł je jeszcze usłyszeć.

Perkun notowany od 1261 roku
Perkūnas; współczesna wizja artystyczna oparta na bałtyjskich skojarzeniach z burzą i dębem.
Litwa, Prusy, Łotwa, 1261–XIX wiek

Perkun notowany od 1261 roku

Zapis z tamtych czasów

Ruski przekład z 1261 roku nie tłumaczy imienia, tylko je objaśnia: Perkun, to znaczy grzmot. Innego bałtyjskiego boga nikt tak wcześnie nie objaśnił.

Czytaj dalej

Rymowana kronika inflancka, spisana około 1290 roku, wymienia bożka Perkune wśród tych, których czcili mieszkańcy ziem zajmowanych przez zakon.

Warmińskie Constitutiones Synodales z 1530 roku stawiają Parcunsa obok rzymskiego Jowisza i tuż przed Pecolsem, panem podziemia.

Pruska księga sudawska, spisana po niemiecku w XVI wieku, wiąże Parkunsa z ofiarą z kozła i umieszcza go w szeregu prowadzonym od nieba ku podziemiu, między Pilnitisem a Peckolsem.

Pierwsza drukowana książka litewska, katechizm wydany w Królewcu w 1547 roku, każe porzucić śluby składane Perkunowi — a to zapis powstały po litewsku, w czasie, gdy rzecz jeszcze trwała.

Po łotewsku imię brzmi Pērkons i wraca w kaznodziejskich pismach z lat 1627–1649, a potem w czterowierszach zbieranych na wielką skalę od 1878 roku.

Formy pruska, litewska i łotewska różnią się końcówką, nie rdzeniem: Parkuns, Perkūnas, Pērkons — ten sam wyraz zanotowany przez trzy różne Kościoły w trzech różnych stuleciach.

Imię nigdy nie wypadło z mowy: po litewsku i po łotewsku to do dziś zwykłe słowo na grzmot, i stąd biorą się także przekleństwa, które nikomu nie kojarzą się już z ofiarą.

Najstarszy znany zapis imienia stoi w ruskim przekładzie kroniki Jana Malalasa, datowanym raz na 1261, raz na 1262 rok, gdzie przy imieniu dopisano objaśnienie sprowadzające je do grzmotu.

Ta sama wstawka objaśnia drugie wymienione imię tak samo — przy Żworūnie dopisano, że to suka — więc glosa przy Perkunie nie jest wyjątkiem, lecz manierą całego dopisku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy średniowieczni pisarze notowali imię boga, czy nazwę zjawiska, którą dopiero oni wzięli za imię — glosator z 1261 roku zdaje się mieszać jedno z drugim.
  • Miejsce Perkuna na szczycie bywa wywodzone z list z XVI i XVII wieku, a nie z zapisów trzynastowiecznych, które nie ustawiają bogów w żadnym porządku.
  • Nie wiadomo, czy pruski Parkuns z ofiarą z kozła i litewski Perkun ze ślubów z 1547 roku oznaczały tę samą postać, czy dwie miejscowe odmiany.

Skąd to wiadomoruski przekład kroniki Jana Malalasa (1261); rymowana kronika inflancka (ok. 1290); Constitutiones Synodales warmińskie (1530); księga sudawska (XVI w.); katechizm litewski z Królewca (1547); łotewskie pisma kościelne (1627–1649); pieśni zbierane od 1878 roku

Litwa, zapis pod rokiem 1252

Bogowie, do których wracał Mendog

Zapis z tamtych czasów

Kronikarz wytknął ochrzczonemu królowi Litwy, że składa ofiary po dawnemu, i wyliczył pięć postaci — czwarta nie ma imienia, jest po prostu bogiem zajęcy.

Czytaj dalej

Kronika halicko-wołyńska pod rokiem 1252 zarzuca mu, że ofiary składał jawnie, zmarłych palił i dawnych obrzędów nie porzucił.

W tym samym miejscu padają imiona: Nunadiewis, Teliawelis, Diwiriks, bezimienny bóg zajęcy oraz Medeina.

Tekst zachował się w kodeksie hipackim, którego najstarszy odpis pochodzi z pierwszej połowy XV wieku, więc między zdarzeniem a zachowanym pergaminem leży blisko dwieście lat.

Zapis nie mówi ani słowa o tym, czym wymienione postacie się zajmowały; funkcje przypisywane im dzisiaj pochodzą z ksiąg o trzy wieki młodszych.

Litwa nie przyjęła chrztu jako państwo aż do 1387 roku, więc kronikarz z 1252 roku opisywał religię czynną, a nie wspomnienie po niej.

Mendog przyjął chrzest w 1250 albo 1251 roku, bo źródła nie zgadzają się co do roku, a koronowano go w 1253 — dnia nie podaje żaden zapis, dzisiejsze 6 lipca to ustalenie z końca XX wieku, przyjęte potem jako data świąteczna.

Medeina wraca w źródłach późniejszych: piętnastowieczna kronika polska zestawia litewską panią lasów z rzymską Dianą, a samo imię stoi i na liście spisanej około 1582 roku, i w katechizmie z 1595 — to jedno z nielicznych imion mających zarówno zapis trzynastowieczny, jak i późne wystąpienia.

Kronikarz pisał z Rusi, z dworu, który z Mendogiem raz wojował, raz się z nim układał, a zarzut trwania przy dawnej wierze był w tamtym sporze bronią, nie beznamiętnym opisem obyczaju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Część wydań utożsamia bezimiennego boga zajęcy z Żworūną znaną z zapisu z 1261 roku, ale kronika tego nie mówi.
  • Rok chrztu Mendoga podawany jest raz jako 1250, raz jako 1251; data koronacji bywa przesuwana w obrębie lata 1253.
  • Nie wiadomo, czy wyliczone imiona to lista realnego kultu, czy zestaw zasłyszany i uporządkowany przez ruskiego duchownego.
  • Nie wiadomo, czy piętnastowieczne zestawienie litewskiej pani lasów z Dianą dotyczy tej samej postaci co Medeina spod roku 1252, bo kronikarz podał imię rzymskie, nie bałtyjskie.

Skąd to wiadomokronika halicko-wołyńska, zapis pod rokiem 1252, znana z kodeksu hipackiego (odpis z XV w.); litewska lista bogów spisana ok. 1582 roku, drukowana w 1615

Litwa i Ruś, wstawka z 1261 roku

Sowij i kowal, który wykuł słońce

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy bałtyjski mit nie stoi w żadnej bałtyjskiej księdze, tylko został dopisany na marginesie ruskiego przekładu bizantyńskiej kroniki.

Czytaj dalej

W ruskim przekładzie Chronografii Jana Malalasa, datowanym na 1261 rok, ktoś dopisał kilkanaście wierszy o Litwinach i ich bogach.

Wstawka wymienia czterech: Andajusa, Perkuna, Żworūnę i kowala Teliawelisa.

O Teliawelisie powiedziano, że wykuł słońce i wyrzucił je na niebo — to najstarsze zachowane zdanie opowiadające bałtyjski mit, a nie tylko podające imię.

Ta sama wstawka wywodzi od Sowiju zwyczaj palenia zmarłych, czyli tłumaczy obrzęd, który zakon krzyżacki opisywał i tępił.

Zakaz palenia zmarłych razem z końmi, bronią i dobytkiem zapisano w pruskim układzie z 1249 roku, dwanaście lat przed powstaniem wstawki.

Rękopisu z XIII wieku nie ma; tekst znamy z późniejszych odpisów, a część wydawców przesuwa samą wstawkę na 1262 rok.

Imię Sowij nie wraca w żadnym innym dokumencie, więc cała opowieść wisi na jednym zapisie i jego kopiach.

Reszta wstawki opowiada o Sowiju, którego syn pochował na trzy sposoby — w ziemi, na drzewie i w ogniu — a zmarły dopiero po trzecim przestał się uskarżać; stąd wybór padł na spalenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wstawki podawany jest jako 1261 albo 1262 i nie ma czym tego rozstrzygnąć.
  • Nie wiadomo, czy dopisał ją Litwin, czy ruski duchowny powtarzający zasłyszane, ani czy Sowij to imię, przezwisko, czy nazwa roli przewodnika dusz.
  • Nie wykazano, czy Żworūna ze wstawki i bezimienny bóg zajęcy z zapisu pod rokiem 1252 to ta sama postać.

Skąd to wiadomoruski przekład Chronografii Jana Malalasa, wstawka datowana na 1261 rok (u części wydawców 1262), znana z późniejszych odpisów; układ dzierzgoński z 1249 roku

Prusy, 2 lutego 1249

Curche i płaczkowie z układu w Dzierzgoniu

Zapis z tamtych czasów

Jedyne pruskie imię boskie w dokumencie podpisanym przez samych pogan stoi w zdaniu, w którym obiecują, że przestaną je wzywać.

Czytaj dalej

Prusowie obiecali w nim porzucić cześć oddawaną Curchemu, którego dokument wiąże ze zbiorem i ziarnem.

Ten sam tekst zakazuje utrzymywania ludzi zwanych Tulissones vel Ligaschones, występujących przy pogrzebach możnych — to jedyne świadectwo o takiej roli w całym piśmiennictwie pruskim.

Zakazano też palenia zmarłych wraz z końmi, ludźmi, bronią i dobytkiem, co daje obraz pochówku, jakiego nie opisuje żaden inny dokument tej epoki.

Poza Curchem dokument nie wymienia ani jednego imienia, a cały pruski poczet bogów, który dziś się przywołuje, pochodzi z ksiąg o dwa i trzy stulecia młodszych.

Układ zawarto w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku — jedne wydania podają 2 lutego, inne 7 lutego — a poprzedził go osobny pokój, który zakon zawarł z księciem pomorskim Świętopełkiem 24 listopada 1248.

Stronami byli Prusowie z Pomezanii, Warmii i Natangii oraz zakon krzyżacki, a rozjemcą legat papieski Jakub z Liège, wyznaczony do tego sporu w 1246 roku i wyniesiony później na papieski tron jako Urban IV.

W pół roku Prusowie mieli postawić trzynaście kościołów w Pomezanii, sześć w Warmii i trzy w Natangii — i liczby, i termin stoją w samym dokumencie.

Układ nie przetrwał roku: 29 listopada 1249 Prusowie rozbili oddział zakonu pod Krückenem i wojna ruszyła od nowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data dzienna podawana jest dwojako, jako 2 albo 7 lutego 1249 roku.
  • Nie wiadomo, kim byli Tulissones i Ligaschones: czy to dwie funkcje, czy dwa słowa na jedną, i czy chodziło o wieszczków, śpiewaków, czy zawodowych płaczków.
  • Imię Curche zapisano jeden jedyny raz i nie wiadomo, jak brzmiało w pruskiej mowie ani czy jest imieniem, czy określeniem snopa.

Skąd to wiadomoukład dzierzgoński (Christburg) z 2 lutego 1249 roku — dokument zachowany w całości, jeden z nielicznych z tej epoki

Prusy, zapis z 1326 roku i kronika z lat 1517–1529

Romowe i sztandar Widewuta

Zapis po chrzcie

Trójca Patollo, Natrimpe i Perkuno wygląda na pruską starożytność, a pierwszy raz stanęła razem na sztandarze opisanym trzysta lat po podboju.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga skończył kronikę ziemi pruskiej w 1326 roku i jest to jedyny dokument, który wymienia Romowe — jako miejsce, gdzie miał urzędować kapłan zwany Criwe.

Dusburg pisał o rzeczach sprzed kilkudziesięciu lat, jako brat zakonu, który Prusów podbił, i sam porównał Criwego z papieżem, co jest jego porównaniem, nie pruskim zapisem.

Żaden inny dokument z XIII ani XIV wieku Romowe nie wspomina, choć zakon prowadził kancelarię obfitą i drobiazgową.

Układ trzech postaci — starzec, mąż w sile wieku i młodzieniec — bywa czytany jako odbicie chrześcijańskiej Trójcy, bo w żadnym pruskim dokumencie takiej trójki nie ma.

Szymon Grunau spisał swoją kronikę pruską po roku 1517, a koniec prac datuje się rozmaicie: raz na 1526, raz na 1529.

To u niego pojawiają się bracia Widewuto i Bruteno, świątynia Rickoyoto i sztandar z trzema postaciami: Patollo, Perkuno i Potrimpo.

Grunau powoływał się na księgę przypisaną Chrystianowi, pierwszemu biskupowi Prus, rzekomo spisaną około 1245 roku, której po nim nikt już nie oglądał; dołączony przez niego słowniczek pruski liczy około stu wyrazów w mocno rozchwianych wersjach.

Dwa imiona z tej trójki mają zapis starszy o sto lat: memoriał biskupa warmińskiego wysłany do papieża Marcina V w 1418 roku wymienia Patollu i Natrimpe, przy czym Natrimpe bywa uznawany za tę samą postać co Potrimpo ze sztandaru — bywa, czyli nie zawsze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy Romowe kiedykolwiek istniało, czy jest literackim odpowiednikiem Rzymu, wprowadzonym dla kontrastu z chrześcijaństwem.
  • Datowanie kroniki Grunaua waha się między latami 1517–1526 a 1517–1529.
  • Nie wiadomo, czy imiona z memoriału z 1418 roku znaczyły to samo, co sto lat później u Grunaua, ani czy stały tam w jakimkolwiek układzie.
  • Nie rozstrzygnięto, czy Natrimpe z memoriału z 1418 roku i Potrimpo ze sztandaru to jedno imię w dwóch zapisach, czy dwie różne postacie zestawione dopiero w nowszych odczytach.

Skąd to wiadomokronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga (1326); memoriał biskupa warmińskiego do papieża Marcina V (1418); kronika pruska Szymona Grunaua (1517–1526, w części wydań do 1529)

Prusy i Litwa, 1530–1615

Listy bogów, które rosną z każdym przepisaniem

Zapis po chrzcie

Od trzech imion u jednego kronikarza do siedemdziesięciu sześciu u drugiego — w niecałe sto lat i bez ani jednego nowego dokumentu z epoki.

Czytaj dalej

Księga sudawska, spisana po niemiecku w XVI wieku, daje niemal ten sam szereg i dokłada Puschkaytsa wraz z drobnymi pomocnikami zwanymi Barstukami.

Jan Łasicki napisał osiemnastostronicowy traktat o bogach żmudzkich około 1582 roku, a wydrukowano go dopiero w 1615, ponad trzydzieści lat później.

Łasicki nie znał litewskiego i opierał się na relacji Jokūbasa Łaszkowskiego, królewskiego mierniczego, który jeździł po Żmudzi w sprawach gruntowych.

Oceny tej listy rozchodzą się skrajnie: od cennego zapisu żywego obyczaju po żart z katalogów świętych, ułożony jako ich odwrotność.

Imienia Gabija nie potwierdza nic starszego, choć sam kult ognia poświadczono dwieście lat wcześniej — bulla papieża Urbana VI z 12 marca 1388 roku mówi o zniszczeniu przedmiotów kultu w Wilnie.

Warmińskie Constitutiones Synodales z 1530 roku podają szereg ustawiony od nieba ku podziemiu: Occopirmus, Suaixtix, Ausschauts, Autrympus, Potrympus, Bardoayts, Pergrubrius, Piluuytis, Parcuns i na końcu Pecols — dziesięć imion, a jedenaście wtedy, gdy wydanie rozdziela Pecolsa i Pocolsa na dwóch.

Oryginał księgi sudawskiej nie zachował się i znamy ją wyłącznie z odpisów: jedni wywodzą ją z listów pisanych około 1545 roku i ogłoszonych drukiem w 1561, inni cofają ją przed rok 1530 i wiążą ze zbieraniem wiadomości o dawnej wierze w latach dwudziestych XVI wieku.

Traktat wylicza siedemdziesiąt sześć imion, w tym opiekunów rzeczy domowych, i to w nim jedynym pojawia się Gabija, strażniczka ognia w izbie — a jej imię trafia do obiegu dopiero wraz z drukiem z 1615 roku, ponad trzydzieści lat po spisaniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy księga sudawska poprzedza Constitutiones z 1530 roku, czy z nich wyrasta; obie wersje mają zwolenników i obie zmieniają wartość całego szeregu.
  • Przy liście siedemdziesięciu sześciu imion nie da się oddzielić tego, co usłyszał mierniczy, od tego, co dopisał piszący, bo nie ma z czym tego zestawić.
  • Gabija nie ma żadnego zapisu sprzed 1615 roku, a jej imię bywa wywodzone raz od czasownika oznaczającego okrywanie, raz od imienia świętej.

Skąd to wiadomoConstitutiones Synodales warmińskie (1530); księga sudawska (XVI w., wydanie 1561); traktat o bogach żmudzkich (spisany ok. 1582, drukowany 1615); bulla papieża Urbana VI (12 marca 1388)

Królewiec, 1547

Pierwsza litewska książka wymienia bogów, których zwalcza

Zapis z tamtych czasów

Pierwszy wiersz w języku litewskim to nie pieśń miłosna, tylko wezwanie, żeby przestać ślubować Perkunowi, Laukosargasowi i Żemepatisowi.

Czytaj dalej

Wiersz wymienia trzech: Perkuna, któremu składano śluby, Laukosargasa, od zboża, i Żemepatisa, od dobytku.

Nakład bywa szacowany na dwieście albo trzysta egzemplarzy, a do dziś znane są dwa.

Żemepatis ma żeński odpowiednik, Żemynę, lecz jej imię wchodzi do zapisów dopiero około 1582 roku, potem u Mikalojusa Daukšy w 1595 i u Daniela Kleina w 1653.

Obrzęd ku czci ziemi opisano dopiero pod koniec XVII wieku: piwo wylewane na ziemię, kur albo kura zjadane wspólnie przez domowników, kości zakopywane lub palone, na koniec ucałowanie ziemi.

Chleb z poprzednich żniw zakopywany przed nowym siewem i ofiara z czarnego prosięcia pochodzą z tego samego siedemnastowiecznego opisu, nie ze średniowiecza.

Katechizm Martynasa Mažvydasa wyszedł w Królewcu 8 stycznia 1547 roku z oficyny Hansa Weinreicha i jest pierwszą drukowaną książką po litewsku.

Ma dwie przedmowy, łacińską prozą i litewską wierszem; ta druga liczy sto dwanaście wersów i jest najstarszym znanym wierszem w tym języku.

To zapis rzadkiej próby, bo powstał po litewsku i dotyczy rzeczy, które autor oglądał u własnych parafian, a nie wyczytał u kronikarza — z tym że parafia jego leżała w książęcych Prusach, wśród Litwinów pod panowaniem luterańskiego księcia, nie w Wielkim Księstwie ochrzczonym w 1387 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy Laukosargas to imię własne, czy opis roli strzegącego pola, zapisany przez kaznodzieję jako imię.
  • Nie da się rozstrzygnąć, ile z obrzędu ku czci ziemi, spisanego pod koniec XVII wieku, sięga czasów przed chrztem, a ile narosło w chrześcijańskiej wsi przez trzy stulecia.
  • Liczba zachowanych egzemplarzy katechizmu jest pewna, ale szacunki nakładu rozchodzą się między dwiema a trzema setkami.

Skąd to wiadomokatechizm litewski, Królewiec 1547; litewska lista bogów spisana ok. 1582, drukowana 1615; katechizm Mikalojusa Daukšy 1595; gramatyka litewska Daniela Kleina 1653; opis obyczajów pruskich spisany pod koniec XVII wieku; słownik z 1740 roku

Prusy, Litwa, Łotwa, 1369–XVIII wiek

Deiws, Dievas, Dievs — jedno słowo w trzech językach

Zapis z tamtych czasów

Misjonarze nazwali swojego Boga tym samym słowem, którym Bałtowie nazywali swojego, i zatarli granicę, którą dziś próbuje się odtworzyć.

Czytaj dalej

Najstarsze zdanie zapisane po prusku pochodzi z 1369 roku i przetrwało na marginesie rękopisu przechowywanego w Bazylei.

Słownik elbląski, liczący 802 hasła z niemieckimi odpowiednikami, znamy z odpisu wykonanego około 1400 roku, a jego pierwowzór sięga końca XIII albo początku XIV wieku.

Trzy pruskie katechizmy — dwa sześciostronicowe z 1545 roku i licząca 132 strony Enchiridion z 1561 — zapisują wyraz na boga w postaci deiws i deywis.

Enchiridion przełożył Abel Will, a dyktował mu pruski pomocnik Paul Megott, więc tekst niesie żywą wymowę, nie tylko niemieckie ucho tłumacza.

Litewski Dievas i łotewski Dievs to ten sam wyraz, a jego indoeuropejski pierwowzór oznaczał jasne dzienne niebo — to jednak wniosek z porównania języków, nie zapis z dokumentu.

Kronika pod rokiem 1252 wymienia Nunadiewisa, a wstawka z 1261 roku Andajusa, i oba imiona bywają wiązane z bogiem nieba, choć żadne źródło tego nie mówi wprost.

Pruski wymarł prawdopodobnie na początku XVIII wieku, po głodzie i zarazie z lat 1709–1711, więc imiona pruskich bogów znamy wyłącznie w zapisie niemieckim i łacińskim.

Kłopot jest zasadniczy: od 1545 roku tym samym wyrazem nazywa się Boga chrześcijan, więc każde późniejsze wystąpienie trzeba czytać podwójnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ma dokumentu, który nazywałby Dievasa bogiem pogańskim w opozycji do chrześcijańskiego, bo słowo jest dokładnie to samo.
  • Powiązanie Nunadiewisa i Andajusa z bogiem nieba pozostaje domysłem opartym na brzmieniu imion.
  • Datowanie pierwowzoru słownika elbląskiego waha się o pół wieku, między końcem XIII a początkiem XIV stulecia.

Skąd to wiadomopruskie zdanie z 1369 roku; słownik elbląski (odpis ok. 1400, pierwowzór z przełomu XIII i XIV w.); pruskie katechizmy z 1545, 1545 i 1561 roku; kronika halicko-wołyńska pod rokiem 1252; wstawka z 1261 roku; porównania językowe

Prusy Wschodnie i Łotwa, od 1666 roku

Laima, która staje pod oknem izby porodowej

Zebrane z ust

Bogini losu, o której mówi cała Łotwa, trafiła na papier pierwszy raz w łacińskiej przedmowie do zbioru litewskich pieśni z 1666 roku.

Czytaj dalej

Pod koniec XVII wieku Matthäus Prätorius opisał trzy Laimy, które zbierają się pod oknem izby, gdzie rodzi się dziecko, i wyrokują o jego doli.

Po łotewsku Laima należy do postaci najczęstszych w pieśniach i pojawia się przy narodzinach, weselu i śmierci, czyli wszędzie tam, gdzie rozstrzyga się dola.

Żaden dokument średniowieczny imienia Laimy nie zna, choć Litwa była pogańska do 1387, a Żmudź do 1413 roku.

W litewskim splatają się trzy podobne wyrazy: Laima jako dola, laimė jako szczęście i laumė, istota z opowieści, a teksty mieszają je regularnie.

Łotewskie pieśni, z których wiemy o Laimie najwięcej, zaczęto zbierać na wielką skalę dopiero od 1878 roku.

Imię jest przezroczyste, bo znaczy po prostu dolę, i właśnie to utrudnia rozstrzygnięcie, czy mamy przed sobą postać, czy pojęcie, które opowieść z czasem uosobiła.

Pierwszy znany zapis imienia to forma Laimelea w łacińskiej przedmowie Wilhelma Martiniego do litewskiego kancjonału, czyli zbioru pieśni kościelnych ułożonych i przełożonych przez Daniela Kleina, wydanego w 1666 roku — nie do żadnego zbioru pieśni ludowych.

Imię wraca potem w osiemnastowiecznych słownikach i gramatykach litewskich, ale najstarszy trop pozostaje ten sam: przedmowa z 1666 roku i opis obyczajów spisany pod koniec XVII wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Źródła podają raz jedną Laimę, raz trzy i nie da się powiedzieć, która wersja jest starsza.
  • Nie rozstrzygnięto, czy litewska i łotewska Laima to ta sama postać, czy dwa niezależne rozwinięcia tego samego wyrazu.
  • Między chrztem Litwy w 1387 roku a pierwszym zapisem z 1666 leży blisko dwieście osiemdziesiąt lat bez jakiegokolwiek śladu imienia.

Skąd to wiadomoprzedmowa do zbioru pieśni litewskich (1666); opis obyczajów pruskich spisany pod koniec XVII wieku; słowniki i gramatyki z XVIII wieku; łotewskie pieśni zbierane od 1878 roku

Łotwa, XVI–XX wiek

Māra i kłopot z piętnastym sierpnia

Zebrane z ust

Najczęstsza postać kobieca łotewskich pieśni nosi imię, które jest miejscową formą imienia Maria — i od stu lat nikt tego sporu nie zamknął.

Czytaj dalej

Māra pojawia się w łotewskich tekstach religijnych XVI i XVII wieku jako miejscowa postać imienia Marija, używana przez samych duchownych.

Na zachodzie Łotwy bywa nazywana Māršava, co bywa czytane raz jako ślad starszej postaci, raz jako zwykłe miejscowe przekształcenie.

W pieśniach robi to, co gospodyni: miele ziarno, doi krowy, ubija masło — obraz bliższy oborze niż ołtarzowi.

Jej dzień przypada 15 sierpnia, dokładnie w święto Wniebowzięcia, co jedni podają jako dowód chrześcijańskiego rodowodu, a drudzy jako nałożenie kalendarza na starszy obrzęd.

Spór idzie od stu lat dwoma torami: pierwszy wywodzi imię wprost od Marii, drugi wskazuje, że pieśniowa Māra zajmuje się rzeczami, których Marii nikt nigdy nie przypisywał.

Żaden dokument średniowieczny imienia Māry nie zna, ani kroniki inflanckie, ani akta zakonu, ani wizytacje.

Cały materiał, na którym opiera się dyskusja, to czterowiersze spisywane od 1878 roku i wydrukowane w latach 1894–1915.

W tych samych pieśniach obok Māry stoi cały szereg matek — matka ziemi, matka grobu, matka dusz — a najpełniejszy ich obraz pochodzi z czterowierszy zapisanych po 1878 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy Māra jest przedchrześcijańską postacią pod chrześcijańskim imieniem, czy chrześcijańską postacią, która w wiejskiej pieśni zmieniła zajęcia.
  • Nie wiadomo, jak stare są same pieśni: zapisane w XIX wieku mogą nieść treści o kilka stuleci starsze albo o kilka pokoleń.
  • Nazwa Māršava bywa uznawana za formę pierwotną albo za późną odmianę miejscową, a rozstrzygnięcia nie ma.
  • Nie ustalono, na ile szereg matek znany z czterowierszy odpowiada wyliczeniom z siedemnastowiecznych łotewskich pism kościelnych.

Skąd to wiadomołotewskie teksty religijne XVI i XVII wieku; pisma kościelne z lat 1627–1649; pieśni zbierane od 1878 roku i drukowane w latach 1894–1915

Saule nad polem i wodą w bałtyjskim krajobrazie
Saule nad polem i wodą; współczesna ilustracja interpretacyjna motywów znanych z łotewskich i litewskich pieśni.
Łotwa i Litwa, XIII wiek oraz XIX wiek

Saule, Mēness i szafa z dwustu tysiącami kartek

Zebrane z ust

O słońcu i księżycu wiemy najwięcej z czterowierszy zapisanych po 1878 roku; z XIII wieku zostało jedno zdanie o kowalu, który wykuł słońce.

Czytaj dalej

Wstawka z 1261 roku mówi o kowalu Teliawelisie, który wykuł słońce i wyrzucił je na niebo, i jest to najstarsze bałtyjskie zdanie o słońcu.

Hieronim z Pragi, mnich pracujący na Litwie na przełomie XIV i XV wieku, opowiadał o czczonym tam żelaznym młocie, którym wybito słońce z wieży, gdzie je więziono; ile lat tam spędził, podaje się rozmaicie.

Jego relację zapisał Eneasz Sylwiusz Piccolomini, przyszły papież Pius II, w opisie Europy dołączonym do swojej historii świata w połowie XV wieku — a więc z drugiej ręki i pół wieku po zdarzeniu.

Łotewskie pieśni opisują drogę Saule po niebie, jej wóz i córki; opowieść o zdradzie księżyca z jutrzenką i o karze tłumaczącej jego fazy jest natomiast litewska, bo to Mėnulis zdradza tam Saulę z Aušrinė, a łotewska jutrzenka nosi inne imię, Auseklis.

Zbieranie tych pieśni ruszyło w 1878 roku, a szafę na kartki zbudowano w Moskwie w 1880 — liczbę szuflad podaje się raz jako siedemdziesiąt, raz jako siedemdziesiąt trzy.

Drukiem, w latach 1894–1915, wyszło blisko dwieście osiemnaście tysięcy tekstów, a liczbę samych kartek w szafie podaje się rozbieżnie: od dwustu sześćdziesięciu ośmiu tysięcy po ponad trzysta pięćdziesiąt tysięcy.

Od 2001 roku szafa z kartkami figuruje na liście Pamięci Świata UNESCO; dnia wpisu rejestr nie podaje.

Około dziewięćdziesiąt pięć procent pieśni idzie tym samym, trocheicznym rytmem, a przeważają wśród nich czterowiersze — zwięzłość, która ułatwia zapamiętanie i utrudnia datowanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiek pieśni pozostaje nierozstrzygnięty: forma bywa bardzo archaiczna, ale zapis pochodzi z XIX wieku i nie ma czym oddzielić warstw.
  • Nie wiadomo, czy litewski obraz wykutego słońca i łotewska Saule z pieśni to jedno wyobrażenie, czy dwa niezależne.
  • Relacja o młocie i wieży doszła do nas przez dwie ręce i pół wieku, więc nie da się orzec, ile w niej z opowieści Litwinów, a ile z pióra zapisującego.

Skąd to wiadomowstawka z 1261 roku; relacja mnicha spisana przez Eneasza Sylwiusza Piccolominiego w połowie XV wieku; łotewskie pieśni zbierane od 1878 roku, drukowane 1894–1915; lista UNESCO od 4 września 2001

Velnias jako niejednoznaczna postać pasterska w podmokłym krajobrazie
Velnias jako niejednoznaczna postać pasterska przed utożsamieniem z chrześcijańskim diabłem; współczesna ilustracja interpretacyjna.
Litwa, XVI–XX wiek

Velnias, czyli imię, które zrobiło karierę po chrzcie

Złożone później

W litewskich przekładach Biblii velnias znaczy po prostu diabeł. Bogiem podziemia robią go dopiero bajki spisane w XIX wieku i porównania z sąsiadami.

Czytaj dalej

Żaden dokument średniowieczny nie wymienia Velniasa wśród bogów — nie ma go ani w zapisie pod rokiem 1252, ani we wstawce z 1261.

Jonas Bretkūnas przełożył na litewski całą Biblię w latach 1579–1590 i velnias jest tam zwykłym wyrazem na diabła; przekład nigdy nie trafił do druku.

Litewskie vėlė i łotewskie veļi oznaczają dusze zmarłych, i z tym wyrazem imię się łączy, ale to pokrewieństwo słów, nie zapis o kulcie.

Pojedynek Perkuna z Velniasem, w którym grzmot ściga uciekającego pod kamień albo pod drzewo, znamy z bajek i pieśni spisywanych w XIX i XX wieku.

Zestawienie z ruskim Welesem opiera się na podobieństwie imion i na powtarzającym się układzie gromowładcy i jego przeciwnika, a nie na żadnym wspólnym dokumencie.

W liście spisanej około 1582 roku Velniasa nie ma, choć wylicza ona siedemdziesiąt sześć imion i nie stroni od drobiazgów.

Człon obecny w imieniu kowala Teliawelisa z 1261 roku bywa czytany jako ten sam pierwiastek, co jest domysłem opartym na trzech głoskach.

Cały obraz Velniasa jako pana podziemia i pasterza bydła zmarłych stoi na materiale nie starszym niż dwieście lat oraz na porównaniach z tradycjami sąsiadów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy przed chrztem istniała postać o tym imieniu, czy wyraz dotyczył zmarłych, a dopiero kaznodzieje obsadzili go w roli diabła.
  • Powiązanie z Welesem pozostaje zbieżnością imion, bez dokumentu, który stawiałby obie postacie obok siebie.
  • Nie wiadomo, czy Teliavelis ma z Velniasem cokolwiek wspólnego poza podobnym brzmieniem.

Skąd to wiadomolitewski przekład Biblii z lat 1579–1590 (rękopis); litewska lista bogów spisana ok. 1582 roku; bajki i pieśni zapisywane w XIX i XX wieku; porównania językowe z tradycjami sąsiednimi

Litwa i Łotwa, od 1912 roku

Skąd dzisiejsze wspólnoty biorą imiona

Złożone później

Litewska Romuva dostała uznanie państwa w grudniu 2024 roku — po odmowie Sejmu z 2019 i po wyroku trybunału w Strasburgu z 2021.

Czytaj dalej

Pierwsze próby zorganizowania rodzimej wiary na Litwie sięgają około 1912 roku i pozostały wąskim kręgiem bez ciągłości z czymkolwiek dawnym.

Na Łotwie ruch zwany dievturība zawiązał się w latach dwudziestych XX wieku, a rok założenia podaje się raz jako 1925, raz jako 1926.

Wspólnotę dawnej wiary bałtyjskiej zarejestrowano w Republice Litewskiej w 1992 roku.

W czerwcu 2019 Sejm odmówił jej statusu wyznania tradycyjnego i zamknął drogę do ponownego wniosku na dziesięć lat.

W czerwcu 2021 Europejski Trybunał Praw Człowieka orzekł, że Litwa naruszyła obowiązek bezstronności, a uznanie państwowe przyszło w grudniu 2024.

Spisy powszechne dają liczby rozbieżne: około 1200 osób w 2001 roku, około 5100 w 2011 i 3917 w 2021.

Imiona używane dziś w obrzędach pochodzą z listy spisanej około 1582 roku, z pruskich zestawień z XVI wieku i z pieśni zbieranych od 1878, a nie z osobnego, zachowanego przekazu.

Publiczne obchody letniego święta Rasa zaczęto na Litwie w 1967 roku, w szczelinie epoki radzieckiej, której ograniczenia wobec życia religijnego sięgały 1940 roku i puszczały dopiero u jej schyłku.

W 1995 roku wspólnota uzyskała status wyznania nietradycyjnego w rozumieniu litewskiej ustawy o wspólnotach religijnych, i to o przejście z tej kategorii do tradycyjnej szło przez następne trzy dziesięciolecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Spadek liczby deklaracji między 2011 a 2021 rokiem tłumaczy się rozmaicie: zmianą pytania w spisie, zmianą nastawienia albo rozejściem się wspólnot.
  • Nie ma zgody, na ile obrzęd odprawiany dziś odtwarza cokolwiek sprzed chrztu, a na ile jest dziełem XX wieku, i sami zainteresowani odpowiadają na to różnie.
  • Rok zawiązania łotewskiego ruchu podawany jest dwojako, a jego związek z międzywojenną polityką kulturalną bywa oceniany przeciwstawnie.

Skąd to wiadomoakta rejestracji wyznaniowej z 1992 roku; uchwała litewskiego Sejmu z czerwca 2019; wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z czerwca 2021; decyzja o uznaniu z grudnia 2024; spisy powszechne z 2001, 2011 i 2021 roku

Europa Środkowa i Wschodnia, X–XVII wiek

Dlaczego o Bałtach wiadomo więcej niż o Słowianach

Zapis z tamtych czasów

Przewaga Bałtów nie polega na liczbie imion, tylko na tym, że opisywano ich, gdy jeszcze byli poganami, i że ich języki dotrwały do druku.

Czytaj dalej

Słowiańskie imiona bogów znamy głównie z ruskiego latopisu złożonego około 1113 roku, który opowiada o posągach z 980 i o przysięgach z lat 945 i 971, a więc z drugiej ręki i po chrzcie.

Nie zachował się żaden tekst napisany przez słowiańskiego wyznawcę; nie ma zdania z epoki, w którym poganin mówi o swoim bogu własnym językiem.

U Bałtów jest inaczej: pruskie zdanie zapisano w 1369 roku, słownik 802 wyrazów przepisano około 1400, a trzy katechizmy wydrukowano w 1545 i 1561.

Litwa pozostała pogańska do 1387, Żmudź do 1413 roku, więc dokumenty zakonu, kurii i sądów opisują religię czynną, a nie pamiątkę po niej.

Katechizm z 1547 roku wymienia trzech bogów po litewsku, a łotewskie pisma kościelne z lat 1627–1649 opisują obrzędy, które ich autorzy widzieli u siebie w parafii.

Litewski i łotewski przetrwały i niosą te same wyrazy do dziś, czego nie da się powiedzieć o mowie Słowian połabskich, wygasłej w XVIII wieku razem z pamięcią o ich bogach.

Przewaga ma jednak twardą granicę: prawie wszystko spisali ci, którzy Bałtów podbijali albo nawracali, więc materiał obfitszy nie znaczy materiału bezstronnego.

Zachodnich Słowian opisali Thietmar, zmarły w 1018 roku, Helmold piszący około 1170 i Sakson Gramatyk około 1200 — wszyscy z zewnątrz, dwaj ostatni już po zdobyciu Arkony, które datuje się raz na 1168, raz na 1169 rok.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się podać liczby, ile imion bałtyjskich jest lepiej poświadczonych niż słowiańskie, bo kryterium nie jest jedno: inaczej wypada rachunek po liczbie dokumentów, inaczej po ich wieku, a jeszcze inaczej po tym, czy zapis powstał w języku miejscowym.
  • Przy obu tradycjach trwa spór, czy imię zapisane raz przez obcego kronikarza wolno w ogóle liczyć jako poświadczenie kultu.
  • Nie rozstrzygnięto, na ile podobieństwa Perkuna i Peruna świadczą o wspólnym dziedzictwie, a na ile o zbieżności wyrazu na grzmot w sąsiadujących mowach.

Skąd to wiadomoruski latopis (ok. 1113) wraz z przysięgami z 945 i 971 roku; kroniki niemieckie i duńskie z XI–XIII wieku; pruskie zabytki językowe z lat 1369–1561; katechizm litewski z 1547; łotewskie pisma kościelne z lat 1627–1649

Za granicą, której nie widać

Gaje, których nie wolno było tknąć

Od żywota spisanego dwa lata po śmierci Wojciecha po opisy dróg, które zakon zbierał jeszcze w 1402 roku, wraca jedno i to samo zdanie: tu nie wolno ściąć, zaorać ani łowić. Zapisali je obcy — biskupi, legaci, kronikarze i przewodnicy wojskowi. Bałtyjskie gaje, wieczny ogień w Wilnie i węże karmione mlekiem znamy niemal wyłącznie z rąk tych, którzy przyszli je zgasić.

Wojciech wchodzi nie tam, gdzie wolno
Święty gaj, ogień i źródło; współczesna ilustracja interpretacyjna, bez przypisania do jednego obrzędu.
Prusy, 23 kwietnia 997

Wojciech wchodzi nie tam, gdzie wolno

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy żywot spisano dwa lata po jego śmierci — i nie podaje nazwy miejsca, w którym zginął. Święty gaj dopisała późniejsza tradycja.

Czytaj dalej

Wojciech dotarł do Gdańska w kwietniu 997 roku, chrzcił tam i nauczał, a potem ruszył łodzią z bratem Radzimem Gaudentym i zbrojną eskortą, którą wkrótce odesłano.

Najstarszy żywot, otwierający się słowami o miejscu, powstał około 998–999 roku, a więc niespełna dwa lata po wydarzeniu.

Żaden z tych dwóch autorów nie podał nazwy miejsca śmierci, więc to, że był to gaj zastrzeżony, jest dopowiedzeniem późniejszym, a nie zapisem z 999 roku.

Spór o lokalizację trwa do dziś i toczy się między okolicą Świętego Gaju pod Pasłękiem, Tenkitami na Sambii i Pachołami pod Dzierzgoniem; nazwa wsi Święty Gaj jest w tym sporze argumentem, a nie rozstrzygnięciem.

Dwudziestego trzeciego kwietnia 997 roku, po porannej mszy odprawionej na otwartej przestrzeni, otoczyli go miejscowi; pierwszy cios włócznią zadał kapłan imieniem Sicco, a odciętą głowę zatknięto na palu.

Drugi żywot wyszedł spod ręki Brunona z Kwerfurtu w dwóch redakcjach, z 1004 i z 1008 roku, a obie stoją na relacji Radzima, który szedł razem z Wojciechem, oraz Bogusza — obaj wyprawę przeżyli i wrócili.

Brunon dorzuca w swojej wersji motyw, którego pierwszy żywot nie zna: Sicco miał brata zabitego przez Polan, a więc za śmiercią Wojciecha stałaby zemsta rodowa, nie kara za naruszenie zastrzeżonego gruntu.

Trzeci przekaz, tegernseeński, spisano około 1025 roku, jednak te trzy teksty nie są od siebie niezależne — Brunon czytał żywot pierwszy i go przerabiał, więc mamy jedną opowieść w trzech redakcjach, a nie trzy osobne świadectwa o jednym popołudniu.

Sam Brunon zginął z ręki pogan w 1009 roku, mając około trzydziestu pięciu lat; dzień podaje się rozmaicie — czternastego lutego albo dziewiątego czy czternastego marca — i rozbieżności nikt nie usunął.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Miejsce śmierci: Święty Gaj pod Pasłękiem, Tenkity na Sambii albo Pachoły pod Dzierzgoniem
  • Czy zabito go za wejście na grunt zastrzeżony, czy po prostu za obecność obcego z eskortą wojskową
  • Czy w najstarszych żywotach pada w ogóle słowo o gaju, czy tylko o polu i polanie
  • Czy zabójstwo tłumaczy naruszenie gruntu zastrzeżonego, czy zemsta rodowa za brata Sicca, o której pisze dopiero druga redakcja drugiego żywota

Skąd to wiadomoŻywot pierwszy z około 998–999; żywot Brunona z Kwerfurtu z około 1004; przekaz tegernseeński z XI wieku; nazwy miejscowe, które są młodsze od zdarzenia.

Sambia i Inflanty, 1075–1220

Splugawić gaj samym wejściem

Zapis z tamtych czasów

Adam z Bremy chwali mieszkańców Sambii za ratowanie rozbitków, a zaraz dodaje jedyną rzecz, której odmawiają chrześcijaninowi: wstępu do gaju i do źródła.

Czytaj dalej

W kronice arcybiskupów hamburskich, spisanej około 1075 roku, Adam z Bremy notuje o mieszkańcach Sambii, że chrześcijaninowi zabrania się jednego: dostępu do gajów i do źródeł, bo samo wejście miałoby je splugawić.

Adam nigdy tam nie był — pisał z relacji docierających do Bremy i z duńskiego dworu, więc to świadectwo współczesne, lecz z drugiej ręki.

Około 1220 roku Oliwer z Paderborn zapisał, że wierzono w gaje, których nie tknęła siekiera, a cześć odbierały źródła, drzewa, góry, wzgórza, skały i doliny.

Żaden z tych autorów nie podaje ani jednej nazwy własnej gaju; pierwsze nazwy — Scayte i las określony po prostu jako święty — pojawiają się dopiero w dokumentach zakonnych z XIV wieku dotyczących Sambii.

Układ zakazu jest wszędzie ten sam i nie dotyczy wiary, tylko czynności: nie wolno wejść, nie wolno tknąć, nie wolno wziąć — i dokładnie tak powtórzy go kronika zakonna z 1326 roku.

Najstarszy zachowany list papieski w sprawie wyprawy na Inflanty nosi datę piątego października 1199 roku i wychodzi od Innocentego III; wśród win tamtejszych ludów wylicza oddawanie czci należnej Bogu drzewom liściastym.

Te trzy zapisy dzieli sto czterdzieści pięć lat i trzy różne warsztaty pisarskie — bremeński, rzymski i westfalski — a wracają w nich uparcie te same dwa przedmioty: drzewo i woda.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Adam opisuje obyczaj mieszkańców Sambii, czy obiegowy topos o poganach, powtarzany od starożytności
  • Czym są w tych zapisach „źródła”: strumienie kultowe czy zwykłe studnie osad
  • Jak daleko sięgał zakaz — do brzegu gaju czy tylko do jego wnętrza
  • Czy słowa bulli o drzewach liściastych opisują obyczaj Inflantczyków, czy są formułą kancelaryjną, gotową do wpisania każdemu poganinowi bez oglądania kraju

Skąd to wiadomoKronika arcybiskupów hamburskich z około 1075; bulla papieska z 1199; relacja z około 1220; dokumenty zakonne z XIV wieku, w których po raz pierwszy padają nazwy lasów.

Pomezania, Warmia i Natangia, luty 1249

Czego zakazano na piśmie w 1249 roku

Zapis z tamtych czasów

Pierwszy dokument, w którym Prusowie sami zobowiązują się porzucić obrzęd. Imię bóstwa pada w nim jedno jedyne — i nie ma go w żadnej z późniejszych list.

Czytaj dalej

Układ zawarto w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku; wydania podają dzień drugi albo siódmy lutego i rozbieżności nikt nie usunął.

Zakazano ofiar dla bóstwa zwanego Curche, składanych przy zbiorze plonów — to jedyne imię bóstwa w całym dokumencie.

Osobny punkt zabrania palenia zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią i dobytkiem.

Prusowie zobowiązali się wznieść w pół roku trzynaście kościołów w Pomezanii, sześć w Warmii i trzy w Natangii oraz uposażyć je w ziemię i bydło; nowe świątynie miały być na tyle okazałe, by modlono się w nich chętniej niż w lasach.

W dokumencie nie ma ani słowa o Romowe, o Kriwem czy o wiecznym ogniu — a wszystkie trzy rzeczy opisze siedemdziesiąt siedem lat później kronika tego samego zakonu.

Układu nie dotrzymano: już w listopadzie 1249 roku pod Krückenem wymordowano pięćdziesięciu czterech rycerzy, którzy się poddali, a walki ciągnęły się do 1253 roku.

Tekst zachował się w całości, co w tej epoce zdarza się rzadko — i dlatego jego milczenie waży tyle samo co jego zakazy.

Pośredniczył legat papieski Jakub z Liège, wyznaczony do spraw pruskich przez Innocentego IV w 1246 roku, a późniejszy papież Urban IV; stronami układu byli powstańcy pruscy i zakon krzyżacki.

Zakazano utrzymywania wieszczków zwanych tulissones i ligaschones, którzy przy pogrzebach wznosili oczy ku niebu i wołali, że widzą zmarłego lecącego środkiem nieba, konno, w lśniącej zbroi i w towarzystwie innych wojowników.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dzień zawarcia: drugi albo siódmy lutego 1249
  • Czym było Curche — bóstwem, wizerunkiem czy ostatnim snopem; nie ustalono ani płci, ani funkcji, ani pochodzenia tego imienia
  • Czy tulissones i ligaschones to dwa różne urzędy, czy dwie nazwy tego samego

Skąd to wiadomoUkład pokojowy z lutego 1249 zachowany w całości; dla porównania kronika zakonna z 1326 roku, w której pojawia się to wszystko, czego w układzie nie ma.

Prusy, kronika z 1326 roku o czasach sprzed podboju

Nie ciąć, nie orać, nie łowić

Zapis po chrzcie

Zakaz z kroniki zakonnej nie mówi o modlitwie, tylko o gospodarce: trzy czynności wyjęte z użytku — ciąć, orać, łowić — na trzech rodzajach gruntu.

Czytaj dalej

W piątym rozdziale trzeciej księgi zapisał, że Prusowie mieli święte lasy, pola i wody, w których nikt nie ważył się ciąć drzewa, uprawiać ziemi ani łowić ryb.

Wyliczenie jest gospodarcze, nie modlitewne: z obiegu wyjęte są drewno, orka i połów, a więc trzy podstawy utrzymania.

Religię opisał konsekwentnie w czasie przeszłym, a obyczaje społeczne w teraźniejszym — o kupowaniu żon pisze wprost, że Prusowie robią tak nadal.

Piotr z Dusburga ukończył kronikę ziemi pruskiej w 1326 roku, a zamówił ją dwa lata wcześniej wielki mistrz Werner von Orseln, rządzący od 1324 do 1330 — i to jemu kronikarz gotową rzecz posłał.

Ten sam rozdział podaje, że czczono słońce, księżyc i gwiazdy, grzmot i błyskawicę, ptactwo, zwierzęta czworonożne, a nawet ropuchy.

Schemat tego wyliczenia jest wzięty z Listu do Rzymian, gdzie po ptakach i czworonogach stoją zwierzęta pełzające; u Dusburga w tym samym miejscu siedzi ropucha, więc rama pochodzi z Pisma w całości, a własne jest dopiero ostatnie słowo listy.

Mikołaj z Jeroschina przełożył kronikę na niemiecki wiersz w latach trzydziestych XIV wieku, na zamówienie wielkiego mistrza Lutra z Brunszwiku, rządzącego od 1331 do 1335 roku; łacińskie „miejsce” oddał słowem oznaczającym zarówno miejsce, jak i miasto, i od tego przekładu zaczyna się kariera Romowe jako grodu.

Kronikarz pisał w Prusach już podbitych, dwa lata po tym, jak poselstwo legatów papieskich odjechało z Wilna z niczym, a Giedymin za pośrednictwem franciszkanów omal nie przyjął chrztu — razem z nim zakon omal nie stracił racji istnienia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy potrójny zakaz to zapis obyczaju, czy retoryczna trójka
  • Czy czas przeszły oznacza rzecz naprawdę minioną, czy tylko odsuwa pogan w przeszłość
  • Ile w opisie pochodzi z własnych oględzin, a ile z relacji urzędników zakonu i od pruskich informatorów
  • Czy ropucha na końcu wyliczenia jest obserwacją z terenu, czy wzmocnieniem dołożonym do gotowej formuły z Pisma

Skąd to wiadomoKronika ukończona w 1326; jej niemiecki przekład wierszem z około 1340; układ z 1249, który tych zakazów jeszcze nie zna.

Nadrowia, opis z 1326 roku

Romowe i człowiek zwany Kriwe

Zapis po chrzcie

Jedno zdanie kroniki zrobiło z Bałtów kościół z papieżem, stolicą i wiecznym ogniem. Zdanie jest jedno i nie powtarza go żaden inny dokument epoki.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga umieścił Romowe pośrodku Nadrowii i sam wywiódł nazwę od Rzymu.

Mieszkał tam ktoś zwany Kriwe, czczony jak papież: na jego skinienie miały się rządzić nie tylko ludy pruskie, ale i Litwini oraz ludy ziem inflanckich.

Posłaniec Kriwego z laską albo innym znakiem przechodził granice pogańskich ziem i odbierał cześć od królów, możnych i pospólstwa.

Kriwe podtrzymywał ogień nieustanny, a kronikarz porównał go wprost do ognia z Prawa, czyli do przepisu z Księgi Kapłańskiej.

Po zwycięstwie oddawano mu trzecią część łupu, a on to palił.

Rodzicom zmarłego potrafił bez wahania opisać, w co był odziany, jaką miał broń, konia i czeladź, i dodać, jaki ślad zostawił włócznią nad progiem domu.

Imię Kriwe nie pojawia się w żadnym innym dokumencie tamtych lat: nie ma go w układzie z 1249 roku ani w aktach zakonu.

Sam kronikarz pisze tylko, że czczono tego człowieka jak papieża, a nie że nim był; porównanie z Rzymem jest jego własnym dopowiedzeniem, nie cytatem z Prusów.

Późniejszy, rozdęty tytuł Kriwe Kriwajto, krążący w obiegu jako nazwa bałtyjskiego arcykapłana, u Dusburga nie pada ani razu — dorobiono go dopiero w XVI wieku i później, razem z całą hierarchią, której kronika z 1326 roku nie zna.

Zakon zajmował Nadrowię między rokiem 1255 a 1275 i trzymał ją nieprzerwanie przez następne stulecia, a mimo to w aktach tego panowania Romowe nie pojawia się ani razu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Kriwe to urząd, czy jedna osoba z opowieści o dawnych czasach
  • Czy słowo pochodzi od krzywej laski zwołującej zgromadzenia, czy od „krzywy” w sensie złowieszczym
  • Czy kronikarz nie wziął pruskiego słowa oznaczającego po prostu kapłana za odpowiednik łacińskiego papa
  • Czy opis nie został zbudowany po to, by poganie mieli kościół ze stolicą, głową i hierarchią — czyli strukturę, którą zakon umiał nazwać i którą umiał uzasadnić wojnę

Skąd to wiadomoKronika z 1326; brak potwierdzenia w układzie z 1249 i w aktach zakonu; przekład niemiecki z około 1340, który dodał do miejsca status miasta.

Prusy, spór od XIV wieku po dziś

Gdzie leżało Romowe

Złożone później

Trzy krainy, sześć wsi, ani jednego wykopaliska. Każdy autor, który wskazał miejsce, pisał co najmniej dwieście lat po tym, co opisywał.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga w 1326 roku umieścił Romowe w Nadrowii i na tym poprzestał.

Maciej Stryjkowski przeniósł całą rzecz na Litwę, nad Niewiażę, a Marcin Kromer w opisie wyprawy Bolesława nazwał Romowe zamkiem zdobytym obok Balgi.

Nazwa nie jest jedyna w swoim rodzaju: sam Dusburg wspomina litewskie Romene, kronika inflancka zapisuje Romagyn, a relacja o wyprawie znad Ragnety opisuje spalenie wsi Romainiai, którą Litwini mieli za świętą.

Kasper Hennenberger w XVI wieku przeniósł Romowe do Natangii, bo uważał, że ośrodek takiej rangi musi leżeć w środku kraju.

Aleksander Gwagnin i Jan Bretkunas wskazywali Świętomiejsce, któremu zakon nadał prawa miejskie w 1301 roku; sama nazwa idzie jednak od późniejszej opowieści o świętej siekierze, którą sprowadzeni tam augustianie mieli ściąć czczony przez Prusów dąb, a rzecz umieszcza się dopiero po bitwie pod Rudawą z 1370 roku.

Przynależność Świętomiejsca bywa podawana raz do biskupstwa warmińskiego, raz do ziemi natangijskiej — w sporze o krainę nawet krainy nie stoją więc w miejscu.

Maciej Pretorius, którego opis Prus ukazał się w latach 1690–1691, obstawał przy Srebrnej Górze pod Gąbinem, powołując się na wielkie pnie dębów oraz na wygrzebywane tam ostrogi, kawałki zbroi, srebro i kości ludzi i zwierząt.

Wywód nazwy od Rzymu podważono w XIX wieku, wyprowadzając ją od bałtyjskiego rdzenia oznaczającego spokój i ciszę; późniejsze próby wiodą ją od germańskiego słowa na otwarte miejsce.

Zakon zajmował Nadrowię między rokiem 1255 a 1275 i trzymał ją przez następne stulecia, a mimo tego panowania i mimo dwustu lat poszukiwań żadne wykopalisko nie wskazało miejsca, które dałoby się nazwać Romowe.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kraina: Nadrowia, Natangia czy Warmia — a każda z tych trzech ma swojego autora z epoki
  • Czy Romowe to nazwa jednego ośrodka, czy pospolite określenie każdej świętej polany, stąd tyle nazw z rdzeniem rom-, ram-, rim-
  • Czy miejsce w ogóle istniało, czy jest konstrukcją kronikarza, któremu do opowieści potrzebny był pogański Rzym z pogańskim papieżem

Skąd to wiadomoKronika z 1326; kroniki, opisy krajów i słowniki z XVI i XVII wieku; nazwy terenowe z rdzeniem rom-, ram-, rim-; brak jakiegokolwiek znaleziska.

Prusy, kronika pisana w latach 1517–1529

Dąb o trzech przegrodach

Zapis po chrzcie

Wieczny dąb, zasłony, trzy bożki, wąż w garncu i strażnicy ognia. Cały ten obraz ma jednego autora i jest o trzy stulecia młodszy od tego, co opisuje.

Czytaj dalej

U niego miejsce nazywa się raz Rickoyto, raz Romowo; założenie umieścił pod rokiem 521, a spalenie przez Bolesława pod rokiem 1113.

Dąb miał być gruby na sześć łokci i zielony zimą i latem, obwieszony zasłonami wysokimi na siedem łokci, odsłanianymi wyłącznie na czas ofiary.

Pień dzielił się na trzy równe przegrody: w pierwszej stał Perkuno, w drugiej Patrimpo, w trzeciej Patollo.

Znakiem Perkuna był ogień z dębowego drewna, palony dniem i nocą; sługę, który dał mu zgasnąć, miano spalić razem z ofiarą.

Widewuto i Bruteno oraz chorągiew z trzema bóstwami pochodzą z tej samej warstwy: z pisma Erazma Stelli z 1518 roku, z kroniki Grunaua i z Łukasza Dawida.

Szymon Grunau pisał kronikę pruską w latach 1517–1529, a drukiem ukazała się dopiero w 1876 roku — trzy i pół wieku po napisaniu i ponad sześć stuleci po czasach, o których opowiada.

Znakiem Patrimpa był wąż karmiony mlekiem, trzymany w wielkim garncu przykrytym snopami, a znakiem Patolla — czaszki człowieka, konia i krowy.

Świętości miały pilnować dziewice strzegące ognia, i to jest miejsce, z którego bałtyjskie kapłanki wyruszają w świat: nie z poezji XIX wieku, tylko z kroniki nowożytnej, trzy stulecia po opisywanych czasach.

Wiecznie zielone drzewo i dziewice przy ogniu powtarzają obraz znany z jedenastowiecznego opisu świątyni w Uppsali, więc mamy tu raczej przeniesienie gotowego wzorca niż relację z Nadrowii.

Z całej kroniki broni się wyłącznie to, czego Grunau był naocznym świadkiem; powoływał się on na dawniejszy przekaz przypisywany Chrystianowi, pierwszemu biskupowi Prus, a takiego tekstu nigdy nie było.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Lata powstania kroniki: 1517–1529 albo już od 1510
  • Czy Rickoyto i Romowe to jedno miejsce, czy dwa zlepione w jedno przez autora
  • Czy trójca Patollo–Patrimpo–Perkuno to zapis obyczaju, czy układ ułożony na wzór chrześcijańskiej Trójcy
  • Rok założenia pod 521 i spalenie pod rokiem 1113 — obu dat nie podpiera nic poza samą kroniką, a druga rozjeżdża się z wyprawami Bolesławów

Skąd to wiadomoKronika pisana w latach 1517–1529, wydana drukiem w 1876; pismo o starożytnościach pruskich z 1518; szesnasto- i siedemnastowieczne kroniki, które ją przepisywały; jedenastowieczny opis świątyni w Uppsali.

Zachodnia Litwa, 1384–1402

Alki na mapie wojskowej

Zapis z tamtych czasów

Najlepsze świadectwo o świętych miejscach Litwy nie jest kroniką ani żywotem. To wywiad wojskowy: sto tras przemarszu spisanych dla zakonu.

Czytaj dalej

Spisywali je przewodnicy litewscy i pruscy, a więc ludzie stamtąd, a nie kronikarze piszący w klasztorze o cudzym kraju.

Opisy podają rzeki, jeziora, lasy, wsie, dwory, miejsca na obóz, wodopoje i paszę dla koni — i przy okazji wymieniają alki jako punkty orientacyjne.

Zapis niczego nie ocenia: świętość jest tu punktem w terenie, obok brodu i młyna, bo tak działa mapa przemarszu.

Nazwy zanotowano po staroniemiecku, więc wiele z nich jest zniekształconych i dziś nie do umiejscowienia, a części wymienionych osad już nie ma.

Z tej samej epoki pochodzą zakonne dokumenty sambijskie z nazwami dwóch świętych lasów: jeden zapisano jako Scayte, drugi określono wprost jako las święty.

To zapis z czasu, gdy rzecz jeszcze działała: Litwa przyjęła chrzest w 1387 roku, a Żmudź w 1413.

Materiał ogłoszono drukiem w 1863 roku, a na litewski przełożono go w 1983.

W latach 1384–1402 zakon krzyżacki zebrał około stu opisów dróg wiodących w głąb zachodniej Litwy; dokładną liczbę podaje się różnie, zależnie od tego, co uznać za osobny opis.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile alków opisy wymieniają i które z nich da się dziś wskazać w terenie
  • Czy „alka” jest w tych zapisach nazwą własną, czy rzeczownikiem pospolitym zapisanym przez niemieckie ucho
  • Skala zniekształceń nazw, która przy części punktów uniemożliwia jakiekolwiek umiejscowienie

Skąd to wiadomoOpisy dróg z lat 1384–1402; dokumenty zakonne z XIV wieku z nazwami sambijskich lasów; wydanie z 1863 i przekład z 1983.

Wilno, luty–marzec 1387

Ogień zgaszony na oczach tłumu

Zapis po chrzcie

Gaszenie ognia opisał kronikarz urodzony dwadzieścia osiem lat po fakcie. Współczesny dokument mówi tylko tyle, że pogańskie świętości w Wilnie zniszczono.

Czytaj dalej

Bullę papieską Urbana VI w tej sprawie datuje się rozmaicie: raz na 12 marca 1387, raz na 11 albo 12 marca 1388 roku, a rozbieżność nie została rozstrzygnięta do dziś.

Jan Długosz, piszący w latach 1455–1480, podaje, że król kazał zgasić na oczach zgromadzonych ogień uchodzący za wieczny, zburzyć świątynię i ołtarz, wyciąć gaje uważane za nietykalne i wybić węże.

Ten sam autor dodaje, że wielki ołtarz katedry postawiono dokładnie tam, gdzie palił się dawny ogień.

Pierwszy kościół stanął w tym miejscu prawdopodobnie około 1251 roku, po chrzcie Mendoga, a po jego śmierci w 1263 roku miejsce wróciło do dawnego użytku.

Najbardziej szczegółowy opis świątyni pochodzi dopiero od Augustyna Rotundusa z drugiej połowy XVI wieku: mur bez dachu, sto pięćdziesiąt łokci długości, sto szerokości, piętnaście wysokości, jedno wejście od strony rzeki i piwnica z wężami oraz ropuchami.

Rotundus przypisał budowę księciu o imieniu, którego nie zna żadna lista władców, i dacie 1285, a Maciej Stryjkowski przypisał ją Giedyminowi i dodał, że posąg był z krzemienia, od którego kapłani krzesali ogień.

Między gaszeniem ognia a spisaniem tych wymiarów mija blisko sto siedemdziesiąt lat — i tę odległość widać w precyzji liczb.

Jagiełło ochrzcił się w Krakowie piętnastego lutego 1386 roku, a do Wilna wrócił dopiero rok później, w lutym 1387, i siedemnastego lutego wystawił akt fundacyjny biskupstwa wileńskiego.

Wykopaliska pod katedrą z końca XX wieku odsłoniły mury dawnego kościoła o trzech nawach i potężnych szkarpach, wiązanego z fundacją Mendoga; czytanie tych samych warstw jako pogańskiej świątyni jest już interpretacją, a sam obraz świątyni murowanej pochodzi z pism szesnastowiecznych, nie z wykopu.

Drugą, gotycką katedrę zaczęto stawiać na tym miejscu w 1387 roku i spłonęła w 1419 — nawet chrześcijańska warstwa nad dawnym ogniem nie przetrwała tam jednego pokolenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data bulli: 1387 czy 1388, jedenasty czy dwunasty marca
  • Czy chodzi o świątynię murowaną, czy o otwarte miejsce ofiarne, które późniejsi autorzy obudowali murem
  • Kto i kiedy ją wzniósł: rok 1285 u jednego autora, czasy Giedymina u drugiego
  • Co naprawdę odsłoniły warstwy spod katedry i czy dają się czytać jako świątynia

Skąd to wiadomoAkt fundacyjny z 17 lutego 1387; bulla papieska z 1387 albo 1388; roczniki pisane w latach 1455–1480; opisy z drugiej połowy XVI wieku; warstwy archeologiczne spod katedry.

Litwa i Żmudź, misja około 1401–1404, zapis około 1458

Cztery ludy, cztery kulty

Zapis po chrzcie

Zakonnik, który wycinał gaje, opowiedział o tym przyszłemu papieżowi pół wieku później. Jedyny raz słychać, co powiedziały kobiety, którym zabrano dom boga.

Czytaj dalej

Hieronim z Pragi, zakonnik żyjący mniej więcej w latach 1369–1440, prowadził misję na Litwie na początku XV wieku, najczęściej datowaną na lata 1401–1404.

Pierwszy lud, do którego trafił, czcił ogień uważany za wieczny i podtrzymywany przez kapłanów dokładających drewna; Hieronim kazał go zgasić.

Drugi lud czcił lasy, trzeci — bardzo stary dąb uchodzący za mieszkanie boga.

W czwartym każdy dom trzymał węża; zakonnik kazał je pozabijać i spalić pośrodku wsi.

Osobno opisał lud czczący słońce i żelazny młot niezwykłej wielkości, z opowieścią o tym, jak potężny król zamknął słońce w wieży, a znaki zodiaku rozbiły tę wieżę właśnie młotem.

Największy opór napotkał przy gajach: gromada kobiet poszła do Witolda ze skargą, że wycięto las i zabrano dom boga, u którego prosiły o deszcz i o pogodę, i że nie wiedzą już, gdzie go szukać.

Witold misję przerwał, a zakonnika odprawił z kraju.

Jego opowieść spisał Eneasz Sylwiusz Piccolomini, późniejszy Pius II, i umieścił ją w części o Europie swojego opisu dziejów powszechnych, ogłoszonej około 1458 roku — pół wieku po zdarzeniach i po rozmowie, którą obaj odbyli przy soborze.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Lata misji podawane są różnie i nie ma zgody, jak długo trwała
  • Do jakiego zakonu należał — źródła mówią raz o kamedułach, raz o kartuzach
  • Czy „cztery ludy” to cztery okolice, czy kompozycja porządkująca opowieść
  • Mylenie go z imiennikiem spalonym w Konstancji w 1416 roku, przez które oba życiorysy bywają mieszane

Skąd to wiadomoRelacja naocznego misjonarza spisana cudzą ręką około 1458 roku; jego własna misja z początku XV wieku; równoległe roczniki polskie pisane w latach 1455–1480.

Żmudź, 1413–1417

Żmudź i pierwszy października

Zapis po chrzcie

Ostatni pogański kraj Europy dostał biskupa 23 października 1417 roku. Opis tego, co tam wycinano, spisano czterdzieści lat po fakcie.

Czytaj dalej

Po pokoju toruńskim z 1411 roku Witold popłynął w listopadzie 1413 roku Niemnem i ochrzcił pierwsze grupy Żmudzinów w okolicach Betygały.

W 1416 roku poselstwo żmudzkie stanęło przed soborem w Konstancji ze skargą na zakon, który miał im chrzest utrudniać, a nie przynosić.

Jan Długosz zapisał, że w tamtejszych lasach każda rodzina i każdy dom miały wyznaczone własne ognisko, na którym palono zmarłych gospodarzy i bliskich.

Ten sam autor podaje, że pierwszego października we wszystkich gajach Żmudzi odbywało się największe święto, na które schodzili się mężczyźni i kobiety z całego kraju, a ofiarę składano najpierw bogu zwanemu Perkunas.

Wedle jego opisu wejście do takiego lasu i zbezczeszczenie go, ścięcie drzewa albo zerwanie liścia miało kosztować głowę.

Długosz urodził się w 1415 roku, a roczniki pisał w latach 1455–1480, więc o Żmudzi 1413 roku pisze z odległości dwóch pokoleń.

Erygowanie diecezji żmudzkiej rozkłada się na dwa dni: dwudziestego trzeciego października 1417 roku aktem Witolda potwierdzono jej powstanie, a dwudziestego czwartego wysłannik soboru wyznaczył pierwszego biskupa — i ten drugi dzień bywa podawany jako data oficjalna.

Pierwszy biskup występuje w zapisach pod dwiema przydawkami, jako Maciej Wilnianin i jako Maciej z Trok, i nie ma zgody, która z nich jest właściwa.

Latem 1417 roku wysłannicy soboru razem z Witoldem objeżdżali Żmudź przez blisko trzy miesiące, chrzcząc mieszkańców — cztery lata po wyprawie znad Niemna robiono więc to samo jeszcze raz.

Chrzest nie zamknął sprawy: dawne obrzędy opisywano jako żywe wśród ludności wiejskiej jeszcze w XVII i XVIII wieku, a odprawiane po cichu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy święto pierwszego października to zapis obyczaju, czy przeniesienie daty z kalendarza kościelnego
  • Czy kara śmierci za zerwanie liścia to relacja, czy figura grozy budowana dla czytelnika
  • Skala chrztu z 1413 roku: źródła mówią o pierwszych grupach, nie o całym kraju, a liczby nie padają
  • Który dzień uznać za erygowanie diecezji: dwudziesty trzeci października 1417, gdy akt wystawił Witold, czy dwudziesty czwarty, gdy sobór dał biskupa

Skąd to wiadomoAkt erekcyjny diecezji z 23 października 1417; wystąpienie poselstwa na soborze w 1416; roczniki pisane w latach 1455–1480; osiemnastowieczne i późniejsze opisy obrzędów wiejskich.

Litwa i Żmudź, od 1387 po zapisy XIX wieku

Wąż karmiony mlekiem

Zebrane z ust

Wybicie węży stoi w opisie chrztu Litwy obok gaszenia ognia. Cztery i pół wieku później ten sam wąż wraca w bajce, której pierwszy druk nosi datę 1837.

Czytaj dalej

W opisie wydarzeń 1387 roku wybicie węży wymieniono jednym tchem z gaszeniem ognia i wycinaniem gajów, jako trzecią rzecz do usunięcia.

Misjonarz działający na Litwie na początku XV wieku zastał węża w każdym domu i kazał je zabić oraz spalić pośrodku wsi.

Kronika pruska pisana w latach 1517–1529 opisuje węża karmionego mlekiem, trzymanego w wielkim garncu nakrytym snopami, i przypisuje go jednemu z trzech bożków.

Osiemnastostronicowe pismo Jana Łasickiego o bogach żmudzkich, napisane około 1582 roku i wydane w 1615, wylicza tamtejsze obrzędy razem z imionami, których nie zna żadne wcześniejsze źródło.

W przekazie ludowym zabicie domowego węża ściąga nieszczęście na całe gospodarstwo — ale to zapis nowy, z ostatnich dwustu lat, a nie świadectwo z epoki pogańskiej.

Olaus Magnus w opisie ludów Północy, ogłoszonym w 1555 roku, przedstawił Litwinów oddających cześć wężowi, dębowi i świętemu ogniowi; jego morska mapa Północy z 1539 roku to rzecz osobna i nie na niej ten obraz stoi.

Bajkę o Eglė, królowej węży, ogłoszono po raz pierwszy w 1837 roku w wileńskim almanachu „Biruta”, i to w przekładzie na polski, a nie po litewsku.

Zapisanych wariantów tej bajki naliczono sto dwadzieścia na Litwie i osiemdziesiąt dziewięć na Łotwie, a ponad sto dalszych w jedenastu innych krajach, od Rosji i Białorusi po Bułgarię; sama liczba zależy od tego, co uznać za osobną wersję.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wąż domowy był bóstwem, czy opiekunem gospodarstwa bez rangi bóstwa
  • Czy szesnastowieczne relacje o karmieniu mlekiem są niezależne, czy przepisywane jedna z drugiej
  • Jak stara jest bajka o Eglė, skoro pierwszy zapis pochodzi dopiero z XIX wieku
  • Liczba wariantów: sto dwadzieścia albo sto pięćdziesiąt
  • Czy szesnastowieczne zapisy o wężu karmionym mlekiem i te dziewiętnastowieczne opisują jedną ciągłą praktykę, czy dwie rzeczy zlepione przez podobieństwo obrazu

Skąd to wiadomoOpisy chrztu Litwy pisane w XV wieku; relacja misjonarza spisana około 1458; kronika pruska z lat 1517–1529; mapa morska z XVI wieku; pismo o bogach żmudzkich z około 1582, wydane w 1615; zapisy bajki od 1837 roku.

Litwa, Łotwa i Prusy, słownik i mapa

Co naprawdę znaczy alkas

Złożone później

Jedno słowo, osiem znaczeń w słowniku i ani jednego zdania w źródle, które by je definiowało. Świętość rozpoznaje się tu po nazwie pola, nie po zapisie.

Czytaj dalej

Litewski słownik notuje pod hasłem alkas i pod jego odmianami alka, alkė, elkas osiem znaczeń: miejsce na górze, gdzie palono ofiary; samą ofiarę; bożka; dawne miejsce święte; wzgórze porosłe drzewami; dwór; kurhany; gaj.

Z tego samego rdzenia wyrastają złożenia alkakalnis, czyli góra ofiarna, alkakapis, czyli grób ofiary, i alkakmenis, czyli kamień ofiarny.

Łotewskie elks znaczy bożka albo po prostu przedmiot czci, a więc przesuwa się z miejsca na rzecz.

W historycznych spisach nazw pruskich rdzeń alk- pojawia się zaledwie kilka razy, w formach Alkehen i Alken — i to jest najsłabszy punkt całej konstrukcji.

Za święte gaje i lasy uznaje się dziś w Litwie około czterdziestu miejsc, podczas gdy samych nazw terenowych z członem „gojus” naliczono ponad pięćset dwadzieścia, z „szwentas” trzynaście, a z „alka” jedenaście.

Na Łotwie, w parafii Turlava na Kurlandii, zachował się gaj Elka przy wsiach kurońskich królów; zajmuje dziś około hektara i jest chroniony jako zabytek archeologiczny rangi państwowej.

W zakonnych opisach dróg z lat 1384–1402 alki występują jako punkty w terenie — to jedyny zapis pochodzący z czasu, gdy jeszcze działały.

Jedna droga wywodu prowadzi do litewskiego alkūnė, łotewskiego elkonis i pruskiego alkunis, czyli do łokcia i do każdego zgięcia — zakrętu rzeki, cypla, wygięcia pola.

Druga zestawia ten rdzeń z gockim alhs, staroangielskim ealh i sanskryckim arča, co prowadzi do znaczenia „schronienie, miejsce bezpieczne”.

Półtora kilometra od gaju Elka leży pole zwane Łąką Elki, co podsuwa, że dawne miejsce sięgało dalej niż dzisiejszy hektar — nazwa przeżyła granice samego gaju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Etymologia: „zgięcie” czy „schronienie” — obie wersje mają pokrycie w językach pokrewnych i żadna nie ma pokrycia w źródle
  • Czy alkas oznaczał wyłącznie wzgórze, czy każde miejsce wyodrębnione z krajobrazu, także zakręt rzeki i wielki głaz
  • Rozjazd między czterdziestoma miejscami uznanymi za święte a ponad pięciuset dwudziestoma nazwami z członem „gojus”
  • Ile nazw z rdzeniem alk- jest pamiątką kultu, a ile przypadkową zbieżnością brzmień

Skąd to wiadomoZakonne opisy dróg z lat 1384–1402; spisy nazw pruskich; słowniki litewski i łotewski; katalogi świętych miejsc i pomiary terenowe.

Litwa i Żmudź, XVI–XVIII wiek

Kamienie z misami i woda, której nie mącono

Zebrane z ust

Większość przebadanych kamieni ofiarnych jest młodsza od chrztu o dwa, trzy stulecia. Kult nie zniknął — przeniósł się tam, gdzie trudniej było dojść.

Czytaj dalej

Kamienie z wykutymi zagłębieniami leżą z reguły z dala od ówczesnych osad: w lasach, na bagnach i w dolinach rzek.

Pod nimi i obok nich znajdowano paleniska, a w paleniskach skorupy naczyń i kości zwierzęce.

To nie dowód nietkniętej ciągłości, tylko czegoś przeciwnego: przenosin w miejsca mniej widoczne, po zniszczeniu dawnych, jawnych ośrodków.

Część kamieni przeniesiono w XIX i na początku XX wieku do zagród gospodarskich, co psuje datowanie miejsc, w których się je dziś zastaje.

W nazwach wracają te same trzy postacie: kamienie Perkuna, kamienie diabła, kamienie laumy.

Ślady stóp odciśnięte w kamieniu jedna grupa podań tłumaczy jako ślad diabła albo laumy, druga jako ślad Chrystusa albo Marii — bywa, że na tym samym głazie.

Święte źródła wymieniono już w zapisie z około 1075 roku i w relacji z około 1220; po dawnym zwyczaju zostały nazwy z członem „szwentas”, jak Šventupis, Šventežeris czy Šventoji.

Na starych miejscach stawiano potem kapliczki i słupy z wizerunkami świętych, a kurońska relacja z 1585 roku opisuje łowy w świętych lasach w czasie Bożego Narodzenia i ucztę ze świecami za dusze zmarłych.

Wykopaliska przy takich kamieniach, prowadzone w latach siedemdziesiątych XX wieku, dały dla większości z nich daty z XVI, XVII i XVIII wieku — dwa do trzech stuleci po oficjalnym chrzcie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kamienie z zagłębieniami są młode, czy tylko młodo używane, bo sama misa nie daje się datować
  • Do czego służyły zagłębienia: na ofiarę, na ogień czy na wodę
  • Które nazwy z członem „szwentas” są pamiątką dawnego kultu, a które późniejszą pobożnością chrześcijańską
  • Ile kamieni stoi dziś nie tam, gdzie stało — przenosiny z ostatnich stu pięćdziesięciu lat są udokumentowane, ale nie policzone

Skąd to wiadomoWykopaliska przy kamieniach z zagłębieniami; kronika z około 1075 i relacja z około 1220 o źródłach; relacja kurońska z 1585; podania zapisane w XIX i XX wieku; nazwy terenowe.

Przy piecu i w klecie

Bogowie, których karmiono chlebem i piwem

Czytelnik przynosi ze sobą obraz gaju, kapłana i wiecznego ognia, bo taką wersję dopisano Bałtom w XVI i XIX wieku. Zapisy, które da się datować, prowadzą gdzie indziej: na klepisko, do zamkniętej na klucz klecie, do suszarni zboża i za piec. Prawie wszystko, co poświadczone, dzieje się w budynku gospodarczym, bez kapłana i bez ołtarza, a bóstwo dostaje chleb, piwo albo pierwszy kęs z miski. Ta sekcja liczy zapisy imion i gestów i mówi osobno, które imię wraca w kilku niezależnych rękach, a które stoi raz i nigdzie więcej.

Prusowie i Sudowowie, Litwini pruscy, Łotysze; XIV–XVII wiek

Nie świątynia, lecz klecie i suszarnia

Zebrane z ust

Ilekroć zapis podaje miejsce obrzędu, wskazuje budynek gospodarczy: klepisko, zamkniętą klecie, suszarnię zboża albo zapiecek. Świątyni nie wymienia ani razu.

Czytaj dalej

Ta sama książeczka opisuje ofiarę, przy której nikt nie stoi i nikt nie przewodzi. Na noc wystawia się chleb i piwo na stole w klecie zamkniętej na klucz, dla bóstwa mieszkającego pod bzem czarnym i dla jego pomocników, a rano sprawdza się, czy jadło zniknęło. Cały obrzęd mieści się w budynku, do którego gospodarz i tak wchodzi co rano po ziarno.

U Litwinów pruskich najlepiej opisanym miejscem kultu jest jauja, czyli budynek, w którym nad ogniem suszono i młócono zboże. Nazwę bóstwa tego budynku zapisano po raz pierwszy w gramatyce litewskiej wydanej w Królewcu w 1673 roku, a sam obrzęd — zabicie koguta kijem, upieczenie chleba i uwarzenie piwa po omłocie — opisano pod koniec tego samego stulecia.

Po łotewskiej stronie duch, któremu należało się jedzenie, nie mieszkał w gaju, tylko za piecem albo pod podłogą, i pokazywał się także w pozostałych budynkach obejścia. Z całości wynika jedno, i tylko tyle: dostępne zapisy o bałtyjskim domu mówią o dachu, ognisku i ziarnie, a o świątyni z kapłanem nie mówią, bo jej w tych zapisach po prostu nie ma.

Szesnastowieczna książeczka o obrzędach Sudowów, spisana po niemiecku między 1520 a 1530 rokiem, opisuje święcenie kozła i przy tym obrzędzie wskazuje wyłącznie miejsca gospodarskie. Zwierzę zabija się na klepisku, mięso gotuje się tam, gdzie gotuje się zwykłe jedzenie, a kule ciasta przerzuca się przez ogień, dopóki się nie upieką. Ta sama książeczka umie jednak wskazać miejsce pod gołym niebem, bo osobną ofiarę składa pod świętym bzem czarnym; reguła brzmi więc węziej, niż wygląda, i obejmuje obrzędy, w których w grę wchodzi ziarno, mięso albo chleb.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Milczenie o świątyni nie dowodzi, że budowli kultowych nigdy nie było; dowodzi tylko, że opisujący ich nie widzieli albo nie uznali za rzecz wartą wymienienia.
  • Księgę sudawską bywa się czytać nie jako relację naocznego świadka, lecz jako kompilację złożoną w Królewcu z cudzych pism; przy takim odczytaniu budynki mogą pochodzić z obserwacji, a imiona bóstw z biurka.
  • Nie każde miejsce w tych zapisach jest budynkiem: ta sama książeczka stawia jedną z ofiar pod krzakiem bzu czarnego, więc zdanie o dachu obowiązuje dla obrzędów przy jedzeniu i ziarnie, a nie dla całości materiału.

Skąd to wiadomoKsięga sudawska — rękopis niemiecki 1520–1530, druk początek lat sześćdziesiątych XVI w.; Compendium grammaticae Lithvanicae, Królewiec 1673; Deliciae Prussicae, rękopis pisany ok. 1670–1698

Sudowowie przesiedleni na Sambię; lata dwudzieste XVI wieku

Kozioł święcony na klepisku

Zebrane z ust

Kilka wsi składało się na jednego kozła. Starszy kładł nad nim rękę i wzywał wszystkich bogów naraz, po czym krwią kropiono ludzi i ich dobytek.

Czytaj dalej

Obrzęd zaczynał się od składki: dwie do czterech wsi kupowały wspólnie kozła, a gdy zeszło się więcej ludzi, brano byka. Starszy, którego tekst nazywa wurschkaity, wyciągał rękę nad zwierzęciem i wzywał wszystkich bogów po kolei, żeby mięso stało się święte, i dopiero wtedy kozła zabijano, a zebrani kropili krwią siebie i swoje rzeczy.

Potem pieczono chleb w sposób, którego nie da się pomylić z żadnym innym: kule ciasta przerzucano przez ogień tak długo, aż się upiekły. Mięso jedzono na miejscu, piwa starczało na całą noc, a nazajutrz resztki zakopywano z modlitwą dziękczynną. Żaden budynek kultowy w tym opisie nie występuje, bo cała rzecz dzieje się na klepisku i przy ogniu.

Z tego opisu wolno wziąć trzy rzeczy: nazwę tego, kto przewodził, miejsce, w którym stał, i gest, który wykonał. Nie wolno wziąć daty w roku, bo jej tekst nie podaje, ani jednego adresata ofiary, bo starszy wzywa bogów hurtem, ani świątyni, bo składają się na to zwierzę wsie, nie kapłaństwo.

Zapis powstał między 1520 a 1530 rokiem, po niemiecku i bez podpisu, w kraju, który w środku tego okna przestał być państwem zakonnym, a stał się świeckim księstwem. Oryginał zaginął, tekst zaczyna się w pół zdania, jakby wyjęto go z większej całości, a znany jest z odpisów rękopiśmiennych i z druku, który na początku lat sześćdziesiątych XVI wieku przygotował Hieronim Malecki. Opisuje więc praktykę żywą w chwili pisania, u ludu podbitego i ochrzczonego blisko dwieście czterdzieści lat wcześniej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba wsi w odpisach nie jest jednakowa: raz są dwie do czterech, raz cztery do sześciu; różnią się też szczegóły przyrządzania mięsa, pieczonego w jednej wersji i gotowanego w drugiej.
  • Jedno z odczytań przypisuje złożenie całej książeczki kaznodziei królewieckiemu Janowi Poliandrowi (1487–1541) i wiąże ją z ustawą krajową księstwa pruskiego z grudnia 1525 roku, zakazującą święcenia kozła; wtedy tekst byłby raczej uzasadnieniem kary niż notatką z obserwacji.
  • Tekst nazywa prowadzącego obrzęd osobnym słowem i stawia go ponad zebranymi; kto czyta w tym zwykłe starszeństwo gospodarza, dokłada do zapisu tyle samo, co ten, kto widzi tam kapłana ze świątyni.

Skąd to wiadomoKsięga sudawska — rękopis spisany po niemiecku między 1520 a 1530 r., dziesięć odpisów, druk przygotowany przez Hieronima Maleckiego na początku lat sześćdziesiątych XVI w.

Prusowie i Sudowowie Sambii, echo na Żmudzi; XVI wiek

Chleb i piwo na noc, w klecie zamkniętej na klucz

Zebrane z ust

Pod bzem czarnym mieszkało bóstwo ziemi, a jego pomocnicy dostawali chleb i piwo wystawione na noc na stole w klecie zamkniętej na klucz.

Czytaj dalej

Bóstwu, które książeczka o Sudowach nazywa Puschkayts, składano piwo i jadło pod świętym bzem czarnym i proszono je o pomoc aż do żniw. Osobno, i to jest szczegół najważniejszy, wystawiano dla niego i dla jego pomocników chleb z piwem na stole w zamkniętej na klucz klecie, na całą noc. Obrzęd nie wymagał obecności człowieka — wymagał zamka i porannego sprawdzenia.

Co z tego wynika dla obrazu całości: najpełniej opisana ofiara zachodnich Bałtów nie potrzebuje ani ołtarza, ani kapłana, ani zgromadzenia. Potrzebuje spichrza i chleba, czyli dokładnie tego, czym dysponowało każde gospodarstwo, i dlatego mogła przetrwać zakaz, którego nie dało się wyegzekwować przez zaglądanie do cudzej klecie.

Pomocników tekst nazywa barstucke i markopole i tłumaczy jako ludków spod ziemi. Żadnego zaklęcia, żadnej pieśni ani dnia w roku przy tym nie podano; podano czynność, naczynie i budynek, a znakiem powodzenia było zniknięcie jadła do rana. Po co ich karmiono, wynika z reszty materiału, nie z osobnego zdania: bóstwo posyłało ich do tych, którym sprzyjało, a te same istoty w późniejszych zapisach znoszą ziarno do spichrza.

To samo imię stoi już w zbiorze ustaw synodalnych księstwa pruskiego z 1530 roku, razem z imionami podziemnych pomocników, a pół wieku później wraca w kronice Macieja Stryjkowskiego wydanej w 1582 roku, tam jako Puszajtis mieszkający w krzakach bzu i rozkazujący podziemnym karzełkom. Zapisy są zatem trzy, nie dwa, ale wszystkie krążą w tym samym obiegu ksiąg królewieckich, a dwa pierwsze dzieli kilka lat i jedno miasto.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Stryjkowski pisał w Wielkim Księstwie, ale czytał pisma pruskie; zgodność obu list nie jest dowodem dwóch niezależnych obserwacji, tylko dwóch zapisów.
  • Nazwę barstucke bywa się wywodzić z polskiej gwarowej nazwy złego ducha spod korzeni bzu; przy takim odczytaniu imię trafiło do tekstu z zewnątrz, a nie z pruskiej mowy.
  • Trzeci zapis nie wzmacnia świadectwa tak, jak wygląda: ustawy synodalne i książeczka o Sudowach powstały w tym samym kręgu i w odstępie kilku lat, więc mogą być dwoma wyjściami z jednego wywiadu.

Skąd to wiadomoKsięga sudawska (rękopis 1520–1530); Constitutiones Synodales, 1530; Kronika polska, litewska, żmudzka i wszystkiej Rusi Macieja Stryjkowskiego, druk 1582

Prusowie, Kurowie, Litwini; ok. 1300 – koniec XVII wieku

Cawx: słowo starsze niż opowieść o nim

Zapis z tamtych czasów

Pruskie cawx zapisano około 1300 roku jako zwykły odpowiednik słowa „diabeł”. Dopiero dwieście lat później to samo słowo oznacza ducha domowego.

Czytaj dalej

Słowniczek elbląski liczy 802 wyrazy pruskie z niemieckimi odpowiednikami i zachował się w rękopisie z początku XV wieku, będącym odpisem zestawienia złożonego około roku 1300. Stoi w nim cawx, objaśnione jednym słowem: diabeł. Nie ma przy tym opisu, nie ma obrzędu, nie ma nawet zdania — jest hasło w kolumnie, wpisane wtedy, gdy pruszczyzna była jeszcze mową żywą.

Dalej to słowo idzie przez zapisy litewskie. W 1547 roku duchowny wylicza caucos wśród rzeczy do porzucenia, około 1582 roku kaukie trafia na listę żmudzką, a pod koniec XVII wieku kaukai pojawiają się w opisie Litwinów pruskich; kuroński odpowiednik brzmi kauks. Cztery ręce, cztery różne miejsca, ta sama podstawa słowa.

Rachunek jest taki: żadna inna istota domowa Bałtów nie ma tak długiego śladu na piśmie, a najstarszy zapis jest glosą tłumacza, nie opowieścią. Wszystko, co wiemy o tym, co kaukas rzekomo robił — że znosił ziarno do spichrza, mieszkał pod podłogą i trzeba go było karmić — pochodzi z zapisów młodszych o dwa stulecia od pierwszego poświadczenia słowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Glosa „diabeł” mogła być wyborem tłumacza, który nie miał w niemczyźnie słowa na domowego ducha, a nie opisem tego, kim cawx był dla Prusa.
  • Ciągłość między pruskim cawx a litewskim kaukas opiera się na zgodności formy; między jednym a drugim zapisem leży dwieście lat bez świadectwa.

Skąd to wiadomoSłowniczek elbląski — rękopis z początku XV w., odpis zestawienia z ok. 1300 r., 802 wyrazy; katechizm Mažvydasa, Królewiec 1547; De diis Samagitarum, druk 1615; Deliciae Prussicae, ok. 1670–1698

Litwini i Żmudzini w księstwie pruskim; 1547

1547: duchowny wylicza bóstwa obory i pola

Zapis po chrzcie

W przedmowie do pierwszej litewskiej książki stoi pięć imion do wykorzenienia. Cztery z nich pilnują bydła, zboża i domu, nie gromu w gaju.

Czytaj dalej

Książkę wytłoczono w Królewcu 8 stycznia 1547 roku u Hansa Weinreicha, w nakładzie dwustu do trzystu egzemplarzy, z których do dziś zachowały się dwa. W łacińskiej przedmowie autor wzywa do wykorzenienia kultu pięciu istot, wymienionych po imieniu: Percuno, Laucosargus, Semepates, Eithuaros, Caucos.

Trzeba jednak powiedzieć wprost, czym ten zapis jest. To wyliczenie w piśmie polemicznym, sporządzone po to, żeby wyliczone rzeczy ustały. Nie ma przy nim ani obrzędu, ani dnia, ani miejsca, ani gestu — jest imię i jednosłowna funkcja, a funkcje przy imionach bywają dopowiadane z list późniejszych, nie z samej przedmowy.

Wartość tego świadectwa polega na dacie i na tym, że jest pierwsze. Sto sześćdziesiąt lat po chrzcie Litwy duchowny w pruskim Królewcu uznaje za konieczne nazwać po imieniu opiekunów pola i obory, a więc uznaje, że ktoś ich jeszcze nazywa. Tego, co ten ktoś robił, przedmowa nie mówi ani słowem.

Rozkład tych pięciu imion jest sam w sobie faktem. Grom dostaje jedno miejsce, a pozostałe cztery przypadają strażnikowi pola, panu ziemi i obejścia oraz dwóm istotom domowym. Pierwszy datowany spis litewskich bóstw, jaki mamy, jest więc w czterech piątych spisem bóstw gospodarskich.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przedmowa nie stwierdza, że ktoś te imiona wymawiał; poleca duchownym wykorzenić kulty, a to nie to samo co relacja z obserwacji.
  • Dwa spośród pięciu imion — aitvaras i kaukas — są w tym zapisie nazwane złymi duchami, nie bóstwami; podniesienie ich do rangi bóstw domowych jest pracą późniejszych list.

Skąd to wiadomoCatechismusa prasty szadei — Królewiec, 8 stycznia 1547, drukarnia Hansa Weinreicha, nakład 200–300 egz., zachowane dwa egzemplarze

Litwini w księstwie pruskim i na Żmudzi; 1573 i ok. 1582

Apidėmė w dwóch niezależnych rękach

Zapis po chrzcie

To samo imię stoi w rękopiśmiennym zbiorze kazań z 1573 roku i na liście żmudzkiej z około 1582. Dwa zapisy z różnych rąk to w tym materiale rzadkość.

Czytaj dalej

Jest jednak rzecz, która obu zapisom odbiera pewność naraz. Apidėmė to w zwykłej litewszczyźnie miejsce po dawnej zagrodzie, plac po wyprowadzonym gospodarstwie. Możliwe więc, że obie ręce niezależnie od siebie wzięły rzeczownik oznaczający miejsce za imię istoty, która w nim siedzi — i że mamy dwukrotne poświadczenie jednego nieporozumienia.

Mimo to jest to najlepiej stojące imię domowe w całym materiale litewskim po kauku i aitvarasie. Dwie ręce, dwa państwa, dwa różne cele pisania — i to wszystko, na co w tej dziedzinie można liczyć. Trzeba jednak trzymać osobno dwie rzeczy: imię wraca dwukrotnie, a treść nie wraca ani razu, bo przy żadnym z zapisów nie stoi gest, dzień ani miejsce w izbie.

Rękopiśmienna postylla litewska, złożona do 1573 roku dla parafii luterańskich w księstwie pruskim z co najmniej dziesięciu łacińskich wzorów, jest największym zachowanym litewskim tekstem rękopiśmiennym tego stulecia, ale nie tekstem samodzielnym, bo powstała z przekładu i przeróbki cudzych kazań. Wśród rzeczy wymienionych w niej po imieniu stoi apidėmė.

Około 1582 roku, w innym państwie i z innego wywiadu, to samo imię trafia na osiemnastostronicową listę żmudzką jako Apidome, objaśnione jako istota związana ze zmianą miejsca zamieszkania. Oba zapisy dzieli zaledwie dziewięć lat, ale drugi czekał na druk w Bazylei trzydzieści trzy lata, więc między napisaniem a możliwością przeczytania leży cała droga rękopisu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Autor zbioru kazań pozostaje nieznany, więc niezależność obu świadectw opiera się na czasie i miejscu powstania, nie na wiedzy o piszących.
  • Jeśli apidėmė znaczyło po prostu „miejsce po zagrodzie”, oba zapisy utrwalają nie bóstwo, lecz sposób mówienia o opuszczonym siedlisku.
  • Dziewięć lat odstępu i wspólny krąg pism łacińskich każą pytać, czy obie ręce brały imię z życia, czy z tego samego obiegu wiadomości o Żmudzi.

Skąd to wiadomoRękopiśmienny zbiór kazań litewskich (postylla wolfenbüttelska), złożony 1565–1573/1574; De diis Samagitarum, spisane ok. 1582, druk Bazylea 1615

Żmudź; materiał zebrany ok. 1582, wydrukowany 1615

Kilkanaście imion, przy których nic nie napisano

Zapis po chrzcie

Lista siedemdziesięciu sześciu imion żmudzkich ma kilkanaście pozycji, przy których nie podano żadnej funkcji. Zostaje samo imię i kropka.

Czytaj dalej

Droga tego materiału do druku jest krótka i wiadomo, gdzie ma słabe ogniwo. Spisujący nie znał ani języka, ani kraju, a wiadomości wziął od królewskiego miernika pracującego na Żmudzi. Rzecz ma osiemnaście stron, mieści siedemdziesiąt sześć imion i została wydrukowana w Bazylei trzydzieści trzy lata po napisaniu.

Tam, gdzie funkcję podano, wygląda ona jak inwentarz obejścia: bóstwo wieprzy, bóstwo świń, bóstwo cieląt i jagniąt, bóstwo orzechów leszczynowych, duch mąki, bóstwo zaczynu i kiśnięcia, bóstwo iskry, patron żebraków, bóstwa farby. To nie jest panteon z hierarchią, tylko lista rzeczy, które w gospodarstwie mogą się nie udać.

Wolno z tego wziąć trzy rzeczy naraz: liczbę imion, przedmiot, przy którym każde stoi, i stwierdzenie, że przy żadnym nie zapisano obrzędu, dnia ani miejsca. Wszystko, co czytelnik widzi ponad to, dokłada sam. Nie zostało wykazane, że którekolwiek z tych imion ktoś kiedykolwiek wymówił nad miską albo nad barcią; zostało wykazane, że siedemdziesiąt sześć z nich przeszło przez ręce miernika, kompilatora i drukarza.

Przy kilkunastu pozycjach nie stoi nic poza imieniem: Salaus, Klamals, Tiklis, Atlaibos, Dvvargonth, Siriczus, Birzulis, Szlotrazis. Ostatnie z nich jest zbudowane na słowie oznaczającym miotłę i tyle da się o nim powiedzieć bez zgadywania; przy pozostałych czytelnik dostaje samo brzmienie, a każde objaśnienie, jakie mu przychodzi do głowy, dokłada od siebie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Listę bywa się czytać jako rzetelny spis i jako drwinę z litanii świętych; z samego tekstu nie da się rozstrzygnąć, które czytanie jest trafne.
  • Puste pozycje mogą znaczyć, że informator nie umiał wyjaśnić, ale równie dobrze, że spisujący nie zrozumiał wyjaśnienia i wolał zostawić samo brzmienie.

Skąd to wiadomoDe diis Samagitarum caeterorumque Sarmatarum et falsorum Christianorum — rzecz na osiemnaście stron, spisana ok. 1582, wydrukowana w Bazylei w 1615 r.

Prusy, Litwa pruska, Żmudź; ok. 1300 – 1740

Które imię ma więcej niż jeden zapis

Zapis po chrzcie

Kilka imion domowych wraca w rękach, które się nawzajem nie czytały. Kilkanaście innych stoi w jednym zapisie i nigdzie więcej — i na tym polega różnica.

Czytaj dalej

Zaraz za nimi idą imiona ziemi i gruntu. Žemėpatis stoi w przedmowie z 1547 i na liście z około 1582, a obok niego kronika z 1582 roku wymienia Ziemennika. Žemyna ma ślad w około 1582, u tłumacza katechizmu w 1595, w gramatyce z 1653, w opisie pruskim z końca XVII wieku i w słowniku z 1740 — pięć rąk na blisko sto sześćdziesiąt lat.

Na końcu stoją imiona bez drugiego świadka i bez treści: Ublanyčia, Dugnai, Szlotrazis, Klamals. Zasada rachunku jest prosta i nie da się jej obejść argumentem: imię powtórzone w rękach, które się nie czytały, świadczy, że ktoś je wymawiał; imię stojące raz świadczy, że ktoś je zapisał.

Najlepiej stoją dwa. Kaukas ma wyliczenie z 1547, listę żmudzką z około 1582, opis pruski z końca XVII wieku i odpowiednik kuroński, a przed tym wszystkim stoi pruska glosa z około 1300 roku — ta jednak zapisuje inne słowo tej samej podstawy i tłumaczy je jako diabła, więc do rachunku litewskiego imienia wchodzi z zastrzeżeniem. Aitvaras ma zapis z 1547, z około 1582 i z końca XVII wieku. Oba są przy tym w najstarszym zapisie nazwane złymi duchami, nie bóstwami.

Bóstwo suszarni zboża ma trzy zapisy: gramatykę królewiecką z 1673 roku, obszerny opis pruski z końca tego stulecia i zapisy zbieraczy z XIX wieku. Dimstipatis, pan obejścia i ognia domowego, stoi na liście żmudzkiej, a obrzęd przy jego imieniu — koguty i czarne kury gotowane w kotle, zjadane w kręgu wokół niego, i palone potem kości — znany jest z jednego jezuickiego sprawozdania z Litwy, datowanego tylko na przełom XVI i XVII wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Niezależność rąk jest założeniem, nie faktem: pisma pruskie krążyły po Królewcu, a kompilatorzy czytali się nawzajem bez powoływania się na siebie.
  • Powtórzenie imienia nie potwierdza żadnego obrzędu — potwierdza tylko, że słowo było w obiegu, i to często w obiegu druku, nie mowy.
  • Rachunek zapisów zależy od tego, czy różne postaci tego samego rdzenia liczyć jako jedno imię; przy pruskim cawx i litewskim kaukas wynik zmienia się o dwa stulecia w zależności od przyjętej reguły.

Skąd to wiadomoZestawienie zapisów: słowniczek elbląski ok. 1300; Mažvydas 1547; Stryjkowski 1582; Łasicki ok. 1582 (druk 1615); katechizm Daukšy 1595; gramatyka Kleina 1653; gramatyka Sapūnasa i Šulcasa 1673; Deliciae Prussicae ok. 1670–1698; słownik Brodowskiego 1740

Litwini pruscy i Sudowowie; XVI–XVII wiek

Pierwszy łyk wylany na ziemię

Zebrane z ust

Gospodarz przed wypiciem odlewał trochę piwa na ziemię i mówił krótką modlitwę. Ten obrzęd nie ma ołtarza ani kapłana — ma kubek i klepisko.

Czytaj dalej

Pod koniec XVII wieku spisano to u Litwinów pruskich dokładnie. Przy weselu albo przy robocie gospodarskiej gospodarz odlewał część piwa na ziemię, wypowiadał krótką prośbę i dopiero potem pił; zabijano i gotowano kurę albo koguta dla domowników, każdy dostawał kawałek chleba i mówił swoje błogosławieństwo, a kości i resztki palono albo zakopywano.

Sto pięćdziesiąt lat wcześniej i u innego ludu zapisano gest pokrewny, choć inaczej wykonany. Na wiosennym święcie starszy podnosił kubek piwa zębami, wypijał, nie dotykając go rękami, i odrzucał puste naczynie przez głowę, a zebrani pili po nim tak samo. Oba zapisy mówią to samo o rzeczy: napój musi najpierw wyjść z ręki człowieka.

Przy tym samym opisie pruskim stoją dwie czynności polne: zakopywanie chleba z zeszłorocznych żniw przed nowym siewem oraz ofiara z czarnego prosięcia. Imię tej, do której kierowano prośbę, ma długi ślad na piśmie — od około 1582 roku przez 1595, 1653 i 1740 — ale sam gest opisano szczegółowo raz jeden.

To jest najczystszy przykład korekty, którą ta sekcja wprowadza. Akt opisany w tym materiale najdokładniej ze wszystkich, przy których nie ma zwierzęcia ofiarnego, wykonuje gospodarz: we własnym obejściu, nad własnym piwem, bez pośrednika i bez budynku przeznaczonego do niczego innego. Nie ma tu ani kapłana, ani wiecznego ognia, ani świętego dębu — jest kubek, klepisko i kilkanaścioro ludzi, którzy i tak siedzą przy jednym stole.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Osiemnastotomowy opis pruski leżał w rękopisie i nie ukazał się za życia autora; wydawanie całości zaczęto dopiero pod koniec XX wieku, więc między zapisem a możliwością sprawdzenia minęły trzy stulecia.
  • Odlewanie pierwszego łyku jest gestem znanym w wielu stronach Europy; zapis mówi, że robiono to tutaj, nie mówi, że wzięło się stąd.
  • Wyjątki z tego rękopisu ogłoszono drukiem już w XIX wieku, więc trzy stulecia bez sprawdzenia dotyczą całości dzieła, a nie każdego zdania, które z niego przytaczano.

Skąd to wiadomoDeliciae Prussicae oder Preussische Schaubühne — rękopis osiemnastotomowy pisany ok. 1670–1698; Księga sudawska 1520–1530

Litwini pruscy; zapisy 1673, koniec XVII w. i XIX w.

Uczta w suszarni zboża

Zebrane z ust

Po omłocie zabijano w suszarni koguta uderzeniem kija, pieczono chleb i warzono piwo. Nazwę bóstwa tego budynku zapisano najpierw w gramatyce z 1673 roku.

Czytaj dalej

Jauja to budynek, w którym nad ogniem suszono snopy, a potem je młócono — najniebezpieczniejsze miejsce w całym obejściu i zarazem to, w którym roczne jedzenie albo przetrwało, albo spłonęło. Bóstwo tego budynku miało chronić schnące ziarno i ściany przed ogniem, co nie jest opowieścią mityczną, tylko opisem jedynego realnego ryzyka.

Rachunek zapisów: nazwę bóstwa zanotowano po raz pierwszy w gramatyce litewskiej wydanej w Królewcu w 1673 roku, opis obrzędu powstał u schyłku tego samego stulecia, a święto pod tą samą nazwą zapisywali jeszcze zbieracze w XIX wieku. Trzy poświadczenia rozłożone na dwieście lat, zgodne co do budynku i co do ptaka.

Czego w żadnym z nich nie ma, to daty w roku. Uczta idzie za omłotem, a omłot za pogodą i za tym, kiedy zboże doschło — nie za kalendarzem. Kto chce z tego zrobić święto o stałym dniu, dokłada element, którego w zapisie nie było. Tak samo dokłada ten, kto z bóstwa suszarni robi boginię ogniska w izbie: to dwa różne budynki, dwa różne ognie i dwa różne zapisy.

Obrzęd wygląda następująco: po skończonym omłocie zabijano uderzeniem kija koguta, białego albo czarnego, pieczono chleb, warzono piwo, a gospodarz przed wypiciem odlewał część na ziemię. Zwracał się przy tym do bóstwa suszarni z prośbą o łaskawość, i na tym opisany obrzęd się kończy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Imię z listy żmudzkiej z około 1582 roku bywa łączone z tym bóstwem i bywa łączone z boginią ognia domowego; obie lektury opierają się wyłącznie na podobieństwie brzmienia.
  • Zapisy XIX-wieczne powstały w świecie, w którym gramatyka z 1673 roku i opisy pruskie były już dostępne w druku; zgodność nie musi być niezależna.
  • Samej nazwy bóstwa nie da się w tym miejscu podać bez rozstrzygnięcia sporu o jej brzmienie, a od brzmienia zależy, czy chodzi o bóstwo suszarni, czy o ogień w izbie; dopóki spór stoi, stoi też rachunek trzech zapisów.

Skąd to wiadomoCompendium grammaticae Lithvanicae Krzysztofa Sapūnasa i Teofila Šulcasa, Królewiec 1673; Deliciae Prussicae, ok. 1670–1698; zapisy zbieraczy litewskich z XIX w.

Sudowowie na Sambii; lata dwudzieste XVI wieku

Pannę młodą prowadzono do ognia

Zebrane z ust

Zawiązywano jej oczy, obmywano nogi przy ognisku, obsypywano ziarnem i smarowano usta miodem. Całym obrzędem było wejście do cudzego domu.

Czytaj dalej

Kolejność zapisano dokładnie. Po pannę młodą przyjeżdżał przybrany wóz, a woźnica musiał porwać krzesło wystawione przy drzwiach pana młodego, bo inaczej odpędzano go z niczym; potem młodej zawiązywano oczy, obmywano jej nogi przy ognisku, obsypywano ją ziarnem, smarowano usta wokół miodem na oznaczenie tego, jakie będzie życie w małżeństwie, i podawano napój.

Jej pieśń pożegnalna zwraca się nie do rodziny i nie do bóstwa, tylko do ognia, który tekst nazywa słowem oznaczającym ogieniek — panike. Obrzęd przejścia rozgrywa się więc między progiem a paleniskiem, i to palenisko, nie kapłan, jest w nim stroną. Zdania sudowskie zapisane w tej książeczce należą przy okazji do nielicznych utrwalonych zdań tej mowy, więc ten sam tekst jest naraz opisem obrzędu i zabytkiem językowym.

W całej tej sekwencji nie występuje ani duchowny, ani gaj, ani wizerunek. Występuje dom, do którego kobieta wchodzi, ogień, który będzie ją odtąd żywił, ziarno i miód, czyli dwie rzeczy, których w gospodarstwie brakuje najdotkliwiej. Religia jest tu tożsama z gospodarstwem i nie da się jej od niego oddzielić.

Wartość zapisu trzeba postawić uczciwie. Spisał go człowiek z zewnątrz, po niemiecku, o ludzie, który przeniesiono na Sambię jeszcze za państwa zakonnego, tuż po podboju, a opisano blisko dwa i pół wieku później — z zapewnieniem, że to opis tego, co ci ludzie robią teraz. To nie jest świadectwo z czasów pogańskich, tylko obraz żywej praktyki chrześcijańskich poddanych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Obmycie nóg i miód wokół ust mają odpowiedniki w obrzędach weselnych sąsiadów; nie wiadomo, czy spisujący opisał rzecz sudowską, czy rozpoznał w niej to, co znał skądinąd.
  • Objaśnienia sudowskich słów pieśni opierają się na odpisach różniących się brzmieniem, więc sam wyraz oznaczający ogień bywa czytany rozmaicie.

Skąd to wiadomoKsięga sudawska — rękopis 1520–1530, druk początek lat sześćdziesiątych XVI w.

Prusy Książęce i Kurlandia; 1520–1649

Co wizytator zapisał, że ludzie robią

Zebrane z ust

Wiedza o domowych obrzędach pochodzi w dużej mierze z objazdów parafii. Wizytator spisywał to, co miał kazać przerwać, i dlatego spisywał konkrety.

Czytaj dalej

W Kurlandii w 1570 roku nakazano dozorcom kościelnym, żeby nie tolerowali dłużej wystawiania jadła i napoju. Nakaz sam w sobie jest świadectwem dwóch rzeczy naraz: że praktyka istniała i że wcześniej ją tolerowano. Skutku nie odniósł, bo to samo trzeba było zakazywać jeszcze przez następne stulecie.

Superintendent Kurlandii Paul Einhorn ogłosił przeciwko temu trzy książki — w Rydze w 1627 i 1636 roku oraz w Dorpacie w 1649 — i zostawił przy okazji najpełniejszy siedemnastowieczny opis łotewskiej praktyki domowej, jaki istnieje. Zachował ją dlatego, że chciał ją wyplenić.

Ten rodzaj zapisu ma stałą własność, o której trzeba mówić za każdym razem: jest dokładny co do gestu i bezużyteczny co do sensu. Wizytator notował to, co miał przerwać, więc dostajemy miskę, kąt izby i porę — a nie dostajemy niczego o tym, co domownicy sądzili, że robią.

W latach dwudziestych XVI wieku biskupi sambijski i pomezański objeżdżali parafie świeżo luterańskiego księstwa i zbierali wiadomości o tym, co ludzie robią poza kościołem. Wynik trafił do zbioru ustaw synodalnych z 1530 roku, w którym stoją pruskie imiona, a wśród nich imię bóstwa i imiona jego pomocników — same imiona, bez bzu, bez obrzędu i bez miejsca, bo te dokłada dopiero inny tekst.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wizytator opisywał po to, żeby ukarać; wyliczenie mogło być pełniejsze od praktyki, bo kara wymaga nazwania wszystkiego, co zakazane, także tego, co słyszał z drugiej ręki.
  • Ustawy synodalne z 1530 roku i książeczka o Sudowach zawierają pokrewne wyliczenia; nie jest rozstrzygnięte, który tekst jest źródłem, a który odpisem.

Skąd to wiadomoObjazdy parafii biskupów sambijskiego i pomezańskiego, lata dwudzieste XVI w.; Constitutiones Synodales 1530; nakaz dla dozorców kościelnych w Kurlandii 1570; Wiederlegunge der Abgötterey, Ryga 1627; Reformatio gentis Letticae, Ryga 1636; Historia Lettica, Dorpat 1649

Łotysze — Kurlandia, Semigalia, Liwonia; XVII–XX wiek

Pan domu mieszkał za piecem

Zebrane z ust

Łotewski mājas kungs, czyli pan domu, chodził boso, siedział za piecem albo pod podłogą i dostawał pierwszy kęs z każdej potrawy.

Czytaj dalej

Opis jest zgodny w szczegółach, które łatwo sprawdzić i trudno wymyślić. Istota chodzi bez butów, mieszka za piecem albo pod podłogą izby, pokazuje się także w pozostałych budynkach obejścia, a należy się jej pierwszy kęs z każdej potrawy — nie osobna ofiara, tylko odjęcie cząstki z tego, co i tak stoi na stole.

Trzeba tu rozdzielić ludy, bo zapisy tego nie robią. Łotysze, Kurowie, Zemgalowie i Selowie są Bałtami. Liwowie i Estowie, którzy żyli pod tym samym kościołem, w tych samych wojnach i bywali sądzeni w tych samych aktach, Bałtami nie są — i kiedy w tej samej sprawie sądowej pojawia się ugrofińska nazwa domowego ducha, nie jest to nazwa łotewska.

Z materiału łotewskiego wolno wziąć miejsce, karmę i czas trwania. Nie wolno wziąć wieku obrzędu, bo pierwszy opis pochodzi z XVII wieku, ani jego przedchrześcijańskiego kształtu, bo nikt go w takim kształcie nie widział i nie zapisał. Twierdzenie, że pan domu jest resztką dawnego bóstwa gospodarstwa, nie zostało wykazane — zostało zaproponowane, a to dwie zupełnie różne rzeczy.

Trwałość tej praktyki daje się datować z obu końców. Duchowni kurlandzcy zwalczali ją drukiem od 1627 roku, a zbieracze notowali honorowanie pana domu w niektórych okolicach jeszcze w pierwszej połowie XX wieku. Trzy stulecia to w tym materiale rozpiętość wyjątkowa, ale są to zarazem trzy stulecia, które dzielą obrzęd od czegokolwiek, co dałoby się nazwać świadectwem przedchrześcijańskim.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Między siedemnastowiecznym opisem a zapisem z 1935 roku leżą trzy stulecia druku, szkoły i zbieractwa; ciągłość nazwy nie dowodzi ciągłości obrzędu.
  • Pana domu bywa się w zapisach mylić z duchem przynoszącym cudzy dobytek, a to dwie różne istoty o różnej ocenie moralnej.

Skąd to wiadomoWiederlegunge der Abgötterey, Ryga 1627; Reformatio gentis Letticae, Ryga 1636; Historia Lettica, Dorpat 1649; zapisy terenowe sięgające 1935 r.

Wielkie Księstwo Litewskie; 1529, 1566, 1588

O pszczołach prawo mówi więcej niż lista bogów

Zapis z tamtych czasów

Statut litewski osobno chroni drzewa bartne i karze za wybranie cudzego miodu. Lista bóstw daje na to samo dwa imiona i ani jednego zdania o obrzędzie.

Czytaj dalej

Statut Wielkiego Księstwa Litewskiego, spisany w 1529 roku i przerabiany w 1566 i 1588, traktuje drzewa bartne osobno od reszty majątku. Wycięcie znakowanej barci albo wybranie miodu z cudzej ma własną karę, a prawo obowiązuje i jest egzekwowane — to dokument z czasu, gdy rzecz trwała, nie wspomnienie o niej.

Ten sam ciężar widać w mowie. Litewskie słowo na bliskiego przyjaciela, bičiulis, jest zbudowane na słowie oznaczającym pszczołę i pierwotnie znaczyło człowieka, z którym trzyma się wspólne barcie. Wspólnota pasieki była stosunkiem na tyle mocnym, że dała język przyjaźni.

Postawione obok siebie, artykuł prawa i imię na liście nie są tym samym rodzajem dowodu. W tym wypadku część, którą zwykło się nazywać religijną, jest w materiale cieńsza od części gospodarczej, i tak wygląda proporcja w całej tej dziedzinie. Statut mówi, ile kosztuje cudza barć; lista podaje, jak nazywało się to, co w barci mieszka, i nic ponadto.

Lista żmudzka z około 1582 roku ma na tę samą sprawę dwa imiona: Bubilos, nazwany bóstwem miodu i pszczół, oraz Austheia, bóstwo pszczół. Żadnego obrzędu, żadnego dnia, żadnej czynności przy tym nie napisano — dwa imiona i nic więcej, a para małżeńska, którą się z nich czasem robi, jest dopiskiem późniejszych opracowań, nie treścią szesnastowiecznego zapisu. Pierwsze z tych imion powtarza się jeszcze na liście szesnastu bogów w kronice z 1582 roku i na tym ślad się urywa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ochrona barci jest sprawą majątkową i nie dowodzi żadnego kultu; dowodzi wagi pszczół w gospodarstwie, co jest twierdzeniem słabszym i pewniejszym.
  • Parę imion z listy bywa się czytać jako jedno bóstwo w dwóch rodzajach; z osiemnastu stron druku nie da się tego rozstrzygnąć.
  • Brzmienie obu imion znamy wyłącznie z druku obcej ręki, która nie znała języka; zapis mógł utrwalić wymowę informatora, ale mógł też utrwalić własne przesłyszenie.

Skąd to wiadomoStatut Wielkiego Księstwa Litewskiego w redakcjach z 1529, 1566 i 1588 r.; De diis Samagitarum, spisane ok. 1582, druk 1615

Wszystkie ludy bałtyjskie; 1249–1740

Nie ma zapisu z czasu, gdy rzecz trwała

Zapis po chrzcie

Żaden opis domowego obrzędu nie powstał, zanim dany lud ochrzczono. Najstarszy ślad domu to jedno słowo w kolumnie słowniczka około 1300 roku.

Czytaj dalej

Daty warto ustawić obok siebie. Podbój pruski kończy się w 1283 roku, Litwa przyjmuje chrzest w 1387, Żmudź w 1413. Najstarszą rzeczą dotyczącą bałtyjskiego domu jest hasło w pruskoniemieckim słowniczku złożonym około 1300 roku, a wszystko, co opisuje czynności wykonywane pod dachem, spisano między 1520 a 1700 rokiem.

Układ z 1249 roku dotyka wprawdzie gospodarstwa, bo wiąże Prusów w sprawie wizerunku sporządzanego raz w roku po żniwach, ale o palenisku, oborze ani spichrzu nie mówi nic, a podpisano go trzydzieści lat przed końcem podboju. Dla wnętrza domu jest to świadectwo puste.

Płynie z tego druga rzecz, ważniejsza od pierwszej. Skoro każdy opis powstał po chrzcie, to każdy powstał pod ręką kogoś, kogo obowiązkiem było tę praktykę skończyć. Nie czyni to opisów fałszywymi, ale czyni je dokładnymi co do gestu i milczącymi co do sensu — a wszystko, co czytelnik wie o tym, w co Bałt wierzył u siebie w izbie, dokłada sam.

Skutek dla karbu poświadczenia jest jednoznaczny i wart wypowiedzenia wprost. W karbie „współczesny” stoją w materiale domowym tylko dwie rzeczy: hasło słownikowe i artykuł prawa, a żadne z nich nie opisuje obrzędu. Wszystko, co ma treść, siedzi w karbie „folklor”, listy imion zaś w karbie „późniejszy”. Nie jest to luka do zapełnienia domysłem — to jest ustalenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brak zapisu z czasu praktyki nie znaczy, że praktyka jest młoda; znaczy tylko, że o jej wieku zapis nic nie mówi w żadną stronę.
  • Część opisów szesnastowiecznych przedstawia się jako relacja z bieżącej obserwacji, a nie jako spojrzenie wstecz; przy takim odczytaniu karb wypadałby inaczej, choć zapis powstał już po chrzcie danego ludu.

Skąd to wiadomoRachunek na datach zapisów: układ w Dzierzgoniu 1249; słowniczek elbląski ok. 1300; Księga sudawska 1520–1530; katechizm 1547; postylla rękopiśmienna 1573; lista żmudzka ok. 1582; gramatyka 1673; opis pruski ok. 1670–1698; słownik 1740

Zwierzę pod jednym dachem

Wąż w kącie, koń na dnie jamy, pszczoła w akcie

Najlepiej zapamiętanym szczegółem całej bałtyjskiej materii jest gad karmiony w izbie — i zarazem najgorzej opowiedzianym, bo każda jego cecha ma inną datę. Miejsce przy stole poświadczono na początku XV wieku, cztery nogi i obcą nazwę w roku 1549, mleko dopiero w kronice, której sprawdzić się nie da. Obok węża stoją w tych samych zapisach i w tej samej ziemi koń złożony całym ciałem pod przepalonymi kośćmi człowieka, kozioł wypisany w tytule szesnastowiecznego druku, zając zatrzymujący wyprawę i pszczoła, od której Litwini urobili słowo na przyjaciela. Ta sekcja pilnuje jednego: żeby każda z tych rzeczy została przy swojej dacie.

Litwini i Żmudzini, początek XV wieku

Wąż w kącie izby

Zapis z tamtych czasów

Czeski misjonarz zastał na Litwie domy, w których każdy gospodarz trzymał węża w kącie izby i sam go karmił. Spisano to pół wieku później.

Czytaj dalej

Hieronim z Pragi prowadził misję na ziemiach litewskich mniej więcej między rokiem 1401 a 1404, a więc wtedy, gdy Żmudź nie była jeszcze ochrzczona — chrzest przyszedł tam dopiero w roku 1413. To, co zobaczył, opowiedział po latach w Bazylei, a spisał to za nim włoski humanista Eneasz Sylwiusz Piccolomini w dziele o Europie ukończonym około roku 1458. Między okiem a piórem leży zatem pół wieku i cudza ręka, i trzeba o tym pamiętać przy każdym szczególe.

Opis jest zaskakująco konkretny co do miejsca. Wąż mieszkał w kącie izby, przy każdym gospodarstwie osobny, a karmił go i składał mu dary sam gospodarz, nie żaden wyodrębniony kapłan. Relacja nie wiąże gada ani ze świątynią, ani ze zgromadzeniem, ani z nazwanym dniem: rzecz dzieje się w domu i tam kończy się jej zasięg. Stołu nakrytego płótnem w tym opisie jeszcze nie ma — ten szczegół przynoszą dopiero zapisy o półtora wieku późniejsze i nie wolno go cofać do początku XV stulecia.

Półtora stulecia po misji, a niespełna sto lat po spisaniu jej opisu, to samo umiejscowienie wraca w tekstach z połowy XVI wieku, pisanych już w państwie chrześcijańskim — gad siedzi pod łóżkiem albo w tym kącie, gdzie zwykle stoi stół. Zgodność co do miejsca waży więcej niż zgodność co do imienia bóstwa, bo miejsce wystarczy zobaczyć, a imię trzeba usłyszeć, zrozumieć i zapisać cudzą literą. Nie zostało jednak wykazane, że autorzy z połowy XVI wieku pisali niezależnie: dzieło humanisty krążyło wtedy od stu lat i mogli je znać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Lat misji źródła nie podają wprost; w rachubę wchodzą zarówno lata 1401–1404, jak i schyłek poprzedniego stulecia.
  • Nie da się rozdzielić, ile w tekście z około 1458 roku jest relacją misjonarza, a ile dopowiedzeniem spisującego, który nigdy nad Niemnem nie był.
  • Zapis mówi, że wężowi składano dary i przy nim się modlono; nie mówi, że wąż był bogiem, i tej różnicy nie wolno zasypywać.
  • Nie zostało wykazane, że zapisy z połowy XVI wieku powstały niezależnie od dzieła z około 1458 roku; mogły z niego czerpać wprost.

Skąd to wiadomoDzieło o Europie Eneasza Sylwiusza Piccolominiego, ukończone ok. 1458; rozmowa na soborze w Bazylei w latach trzydziestych XV wieku; misja ok. 1401–1404

Żmudź, druk wiedeński z 1549 roku

Gad, który miał cztery nogi

Zebrane z ust

Najsłynniejszy opis domowego gada mówi o stworzeniu czarnym, grubym, na czterech krótkich nogach jak u jaszczurki. Wąż nóg nie ma.

Czytaj dalej

Nazwa prowadzi w tę samą stronę. Givoites odpowiada litewskiemu gyvatė, słowu na żmiję i na węża w ogóle, urobionemu od gyvas, czyli żywy. Zaskroniec ma w litewszczyźnie własne słowo — žaltys, po łotewsku zalktis — i to właśnie ono niesie całą późniejszą opowieść o gadzie pojonym mlekiem. Druk z 1549 roku tego słowa nie użył ani razu.

Zygmunt Herberstein, poseł cesarski, przejeżdżał przez ziemie litewskie w roku 1517 i ponownie w 1526, w drodze do Moskwy, a łacińską księgę o sprawach moskiewskich wydrukowano w Wiedniu w roku 1549. W części poświęconej Żmudzi opisał zwierzęta trzymane w domach na sposób rzymskich penatów, to jest opiekunów domu i jego zapasów, i podał ich miejscową nazwę, zapisaną jako Giwoites. Porównanie z penatami jest jego własne i niczego o żmudzkim rozumieniu rzeczy nie przesądza.

Opis zawiera cztery cechy policzalne: ciało czarne i grube, długość najwyżej trzech piędzi, cztery krótkie nogi jak u jaszczurki oraz stałe miejsce w izbie. Trzecia z nich rozstrzyga sama: wąż nóg nie ma, więc tekst z 1549 roku albo opisuje jaszczurkę lub płaza, albo miesza dwa stworzenia, albo powtarza cudzy opis, którego autor sam nie oglądał, albo wreszcie używa łacińskiego wyrazu w ówczesnym szerokim znaczeniu, w którym mieściły się i zwierzęta czworonożne. Którąkolwiek z tych dróg wybrać, zwierzę z tego opisu nie jest zaskrońcem z późniejszych zeszytów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy cztery nogi są omyłką pióra, opisem jaszczurki, czy pomieszaniem dwóch zwierząt — tekst tego nie rozstrzyga.
  • Czy autor widział rzecz sam, czy zapisał ją z opowieści posłyszanej w drodze.
  • Czy nazwa Givoites była miejscowym słowem na to konkretne zwierzę, czy ogólnym słowem na gada, dopasowanym do opisu przez piszącego.
  • Łaciński wyraz na gada obejmował w tej epoce także jaszczurki, więc sam wybór słowa nie rozstrzyga, jakie zwierzę opisano.

Skąd to wiadomoŁacińska księga o sprawach moskiewskich, druk Wiedeń 1549; przejazdy autora przez ziemie litewskie w 1517 i 1526

Litwa i Żmudź, połowa XVI wieku

Stół nakryty dla gada

Zebrane z ust

Izbę zamiatano, stół nakrywano płótnem, jedzenie stawiano na wierzchu. Gdy gad nie tknął potrawy, rok uchodził za przesądzony.

Czytaj dalej

Sam obrzęd tekst podaje w kolejności czynności. Dom sprzątano, stół nakrywano płótnem i stawiano na nim jedzenie, domownicy zasiadali wokół, a zwierzę wypełzało z kryjówki, wchodziło na stół i próbowało potrawy. Dopiero gdy wróciło do siebie, ludzie jedli z tego samego naczynia, z którego jadło ono, i uznawali, że nadchodzący rok będzie pomyślny.

Jan Malecki, pastor z Ełku, opisał te zwyczaje w liście do uczonego dworzanina księcia pruskiego, a druk ukazał się w Królewcu w roku 1551. Wersja poszerzona z roku 1563 wyszła pod nazwiskiem jego syna, więc jej dodatki trzeba ważyć osobno i nie wolno ich czytać jako świadectwa tej samej ręki. Tytuł obejmuje Prusów, Inflanty i ludy sąsiednie, co samo w sobie jest ostrzeżeniem, bo pod jedną nazwą zebrano tam kilka mów i kilka ludów, a czytelnik dostaje je wymieszane w jednym opisie.

Warto zobaczyć, czego w tym opisie nie ma. Nie ma świątyni, nie ma wizerunku i nie ma nazwanego dnia — mowa jest o porach ustalonych, a nie o dacie. Obrzędowiec występuje w innych tekstach tego samego stulecia, przy ofierze z kozła, ale nie w izbie z gadem: tutaj obrzęd prowadzi gospodarz. To, co zostaje, jest bliższe wróżbie domowej niż kultowi: pytaniem zadanym stworzeniu, na które ono odpowiada tym, że je albo nie je.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy pory ustalone odpowiadały jakiemukolwiek kalendarzowi świąt, czy chodziło o rytm gospodarski.
  • Czy zła wróżba z odmowy pokarmu należy do obrzędu, czy dopisał ją piszący, żeby zamknąć opis pointą.
  • Czy teksty z 1549 i z 1551 są od siebie niezależne, czy jeden powtarza drugi.
  • Wersja z 1563 roku wyszła pod nazwiskiem syna autora; przy każdym szczególe trzeba wiedzieć, z której redakcji pochodzi.

Skąd to wiadomoList Jana Maleckiego do doradcy księcia pruskiego, druk Królewiec 1551 i wersja poszerzona 1563; opis żmudzki z księgi wiedeńskiej 1549

Prusy, Litwa i Żmudź, XV–XIX wiek

Mleko ma inną datę niż wąż

Złożone później

Wąż w domu jest poświadczony od początku XV wieku. Mleko wchodzi do zapisów później i najpierw w kronice, która dorobiła Prusom cały panteon.

Czytaj dalej

W zbiorach z XIX wieku mleko jest już szczegółem głównym, a zwierzęciem jest žaltys, zaskroniec. Obraz, który wszyscy pamiętają — zaskroniec pijący mleko z miski przy progu pruskiej chaty — jest więc złożony z części o różnych metrykach: miejsce z początku XV wieku, nazwa z mowy ludowej, mleko z kroniki najmniej pewnej i z zeszytów sprzed półtora wieku.

Najstarszy opis, ten spisany około roku 1458, mówi, że gada karmiono i składano mu dary, ale nie nazywa pokarmu ani jednym słowem. Druk wiedeński z 1549 roku mówi o pokarmie stawianym zwierzęciu w izbie i również go nie określa; stół nakryty płótnem wchodzi do opisów dopiero dwa lata później. Dwa najwcześniejsze świadectwa domowego węża są więc w sprawie mleka nieme, choć oba są drobiazgowe co do miejsca, pory i zachowania zwierzęcia.

Mleko pojawia się wyraźnie w kronice pruskiej pisanej między rokiem 1517 a 1529, gdzie gad mieszka w naczyniu, przypisany jest do imiennego bóstwa, a poi go kobieca obsługa jego kultu. Szczegółów tego opisu nie warto mnożyć, bo odpisy podają je rozmaicie, a ta sama kronika jest tym tekstem, który dostarczył Prusom pary założycieli, rosnącej listy bogów i świątyni opisanej po fakcie — czyli najsłabszym ogniwem całego zestawu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się wykluczyć, że mleko podawano wcześniej, a zapisy tego nie odnotowały; brak wzmianki nie jest dowodem braku zwyczaju.
  • Nie zostało wykazane, czy pojenie mlekiem było darem obrzędowym, czy zwykłą przynętą, którą zwierzę trzymano w pobliżu izby.
  • Czy kronika z lat 1517–1529 opisuje tu rzecz widzianą, czy dopasowuje obcy obrazek do swojego panteonu.
  • Szczegóły z kroniki z lat 1517–1529 — naczynie, jego nakrycie, kto poił zwierzę — różnią się w odpisach i wydaniach; nie wolno ich podawać jako pewnych.

Skąd to wiadomoZestawienie zapisów: dzieło o Europie ok. 1458, kronika pruska 1517–1529, druk wiedeński 1549, druki królewieckie 1551 i 1563, kronika z 1582 oraz zbiory z XIX wieku

Prusowie, Litwini, Żmudzini, Łotysze; osobno Liwowie i Estowie

Komu właściwie przypisano węża

Zebrane z ust

Druk z 1563 roku wymienia w tytule Prusów i Inflanty jednym tchem. Inflanty to nazwa ziemi, nie ludu: mieszkali tam i Bałtowie, i Liwowie z Estami.

Czytaj dalej

Każdy z tych tekstów mówi o kimś innym, choć wszystkie czyta się dziś razem. Druk wiedeński z 1549 roku opisuje Żmudzinów; królewiecki z 1551 i 1563 nosi w tytule Prusów i Inflanty, a w treści mówi o Litwinach i Żmudzinach; kronika z 1582 roku odnosi rzecz do wsi żmudzkiej i inflanckiej; rękopis z około 1690 roku — do Litwinów mieszkających w Prusach Książęcych.

Inflanty w XVI wieku znaczą terytorium, nie lud. Mieszkali tam Bałtowie — Łotysze, lud złożony już wtedy z dawnych Kurów, Zemgalów, Selów i Łatgalów — ale także Liwowie i Estowie, których mowa należy do zupełnie innej rodziny, ugrofińskiej. Wspólna była im wojna, zakon i biskup, nie język i nie obrzęd. Kto przenosi izbę żmudzką nad Zatokę Ryską, robi to na własny rachunek i powinien to powiedzieć wprost.

Osobno wygląda sprawa Prusów. Kronika z 1326 roku wylicza, co czczono, i domowego węża w tym wyliczeniu nie ma; układ z 1249 roku, który zakazuje rzeczy bardzo konkretnych, też o nim milczy, choć trzeba pamiętać, że wiązał on trzy ziemie pruskie, których starszyzna go zaprzysięgła, a nie wszystkich Prusów. Pruski wąż domowy stoi więc wyłącznie na tekstach z XVI i XVII wieku, pisanych od dwustu pięćdziesięciu do czterystu lat po podboju, o ludziach żyjących już w państwie luterańskim.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy materiał pruski nie został wsteczne złożony z obserwacji litewskich, poczynionych wśród ludności napływowej.
  • Czy tytułowe Inflanty w druku z 1563 roku wskazują na jakiekolwiek własne świadectwo, czy są tylko rozszerzeniem zasięgu książki.
  • Dla Łotyszy wzmianki o domowym gadzie są późniejsze i uboższe niż litewskie; nie da się z nich odtworzyć obrzędu.
  • Układ z 1249 roku wiązał tylko te ziemie pruskie, które go zaprzysięgły; jego milczenie nie rozciąga się na całość Prus.

Skąd to wiadomoTytuły i treść druków z 1549, 1551, 1563 i 1582, rękopis z ok. 1690; milczenie układu w Dzierzgoniu z 1249 i kroniki ziemi pruskiej z 1326

Litwa i Żmudź, początek XV wieku

Węże spalone razem z gajem

Zapis z tamtych czasów

Misja niszczyła miejsca i zwierzęta, nie księgi. Gdy wycięto gaje i spalono domowe węże, kobiety poszły ze skargą do Witolda, a misjonarz wyjechał.

Czytaj dalej

Co z tego wynika, a co nie. Publiczne palenie zwierząt pokazuje, że nie były one prywatnym dziwactwem pojedynczej chaty, lecz rzeczą znaną, rozpoznawalną i traktowaną jako część kultu przez obie strony. Nie wynika z tego, że gad był bogiem: zapis mówi tylko, że go trzymano, karmiono i przy nim się modlono, i na tym trzeba poprzestać.

Praca misjonarza opisana w dziele z około roku 1458 polega na wyrębie i ogniu. Wycinano gaje, burzono miejsca święte, a gdy trafiono na gospodarstwa trzymające gady, kazano je zabić i spalić publicznie. Kazanie w tym opisie jest, ale nie ono zostawia ślad: przedmiotem uderzenia są drzewo, miejsce i żywe zwierzę, bo w nich mieściła się cała widzialna strona tej religii, i to ich zniszczenie zapamiętano.

Skarga, która przerwała misję, poszła od kobiet i dotarła do wielkiego księcia Witolda. Streszcza się w jednym żalu: odebrano im miejsce modlitwy i nie zostawiono w zamian żadnego. Skutkiem było zakończenie misji i wyjazd Hieronima z kraju — spór rozstrzygnął się więc na korzyść tych, którym wycięto gaj.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy skarga dotyczyła wyłącznie gajów, a węże dopisało późniejsze pióro dla mocniejszego obrazu.
  • Czy wyjazd misjonarza miał przyczynę religijną, czy polityczną — wielki książę prowadził wtedy własną grę z zakonem i z Krakowem.
  • Ile gospodarstw obeszła ta akcja; liczby w tekście nie ma żadnej.
  • Skargę znamy wyłącznie z pióra humanisty, który słyszał opowieść po latach; jej brzmienia nie przechował żaden zapis z epoki.

Skąd to wiadomoOpowieść Hieronima z Pragi z misji ok. 1401–1404, spisana w dziele o Europie ok. 1458

Litwa, zapis z 1837 roku

Eglė i data pierwszego druku

Zebrane z ust

Baśń o dziewczynie wydanej za węża wydrukowano po raz pierwszy w 1837 roku. Wariantów zanotowano ponad sto i ani jednego przed XIX wiekiem.

Czytaj dalej

Dla wieku XV i XVI nie wynika z tej baśni nic bezpośrednio. Żaden z opisów domowego gada — ani ten z około 1458 roku, ani te z połowy XVI wieku — nie zna wątku małżeństwa, morza ani przemiany w drzewa, a baśń ze swej strony nie zna ani stołu nakrytego płótnem, ani wróżby z odmowy pokarmu. Łączy je jedno słowo, a słowo nie jest dowodem ciągłości.

Kolejność czytania ma tu znaczenie praktyczne. Gdy zaczyna się od baśni, wąż z izby staje się zaklętym oblubieńcem i cała rzecz nabiera sensu, którego w starych zapisach nie widać. Gdy zaczyna się od zapisów, zostaje stworzenie trzymane w kącie, karmione o ustalonych porach i pytane o rok — mniej urodziwe, ale poświadczone o czterysta lat wcześniej.

Opowieść zapisano w wielu stronach Litwy i w ponad stu odmianach: dziewczyna zostaje żoną žaltysa, mieszka z nim w państwie pod wodą, wraca w odwiedziny do swoich, bracia wymuszają na dziecku zaklęcie przywołujące męża i zabijają go nad brzegiem, a matka zamienia siebie i dzieci w drzewa. Pierwszy druk pochodzi z roku 1837 i jest przekładem, więc nawet najstarszy zapis mamy już z drugiej ręki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy baśń przechowuje starszą warstwę wierzenia, czy przeciwnie — uporządkowała dawne strzępy w opowieść.
  • Liczba wariantów rośnie wraz z zapisywaniem; sto z górą odmian mówi o pracy zbieraczy tyleż co o żywotności wątku.
  • Pierwszy druk jest przekładem, więc jego brzmienie nie jest brzmieniem żadnego opowiadacza.

Skąd to wiadomoPierwszy druk baśni w roku 1837; zbiory wariantów z XIX i XX wieku

Prusowie, kronika zakonna

Ropucha w spisie z 1326 roku

Zapis z tamtych czasów

Kronika zakonna wylicza, co Prusowie mieli za boskie: słońce, księżyc, gwiazdy, grzmot, ptaki, czworonogi, a na końcu, z odrazą, ropuchę.

Czytaj dalej

Kształt tej listy jest kaznodziejski i trzeba to powiedzieć wprost. Zdanie zaczyna się od stwierdzenia, że nie znając Boga, czcili wszelkie stworzenie, więc wyliczenie ma wstydzić i biegnie od nieba ku ziemi, żeby zakończyć się na istocie najniższej. Porządek należy do piszącego; poszczególne pozycje mogą mimo to pochodzić od tych, którzy mu opowiadali.

Kronikę ziemi pruskiej ukończono w roku 1326 i ofiarowano wielkiemu mistrzowi, który objął urząd dwa lata wcześniej; kiedy dokładnie ją zaczęto, nie wiadomo. Cała religia podbitych mieści się w niej w jednym krótkim rozdziale, i w tym rozdziale stoi wyliczenie rzeczy czczonych: słońce, księżyc i gwiazdy, grzmot, ptaki, zwierzęta czworonożne, a na samym końcu ropucha, wprowadzona słówkiem, które znaczy tyle co nawet ona.

Ropucha stoi na tej liście raz i nie ma dla niej drugiego, niezależnego świadectwa. Wraca wprawdzie w niemieckim wierszowanym przekładzie tej samej kroniki, sporządzonym kilkanaście lat później, ale przekład powtarza, a nie potwierdza. Płazy i zaskrońce trzymają się tych samych wilgotnych kątów obejścia, więc zbieżność z późniejszym gadem domowym jest możliwa, choć kronika o tym nie mówi ani słowa. Pewne jest jedno: najstarszy atrament o religii Prusów stawia zwierzęta na jednej liście ze słońcem i z grzmotem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Łaciński wyraz użyty w kronice bywa oddawany i jako ropucha, i jako żaba; rozstrzygnięcia z samego tekstu nie ma.
  • Czy ropucha jest realnym wspomnieniem obrzędu, czy retorycznym zamknięciem listy.
  • Czy czworonogi na liście znaczą zwierzęta domowe, dzikie, czy jedne i drugie.
  • Wierszowany przekład kroniki, o kilkanaście lat od niej młodszy, powtarza tę samą listę; zgodność obu tekstów jest zgodnością kopii z pierwowzorem, nie dwóch świadków.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej zakonu krzyżackiego, rozpoczęta 1324, ukończona 1326

Sambia i Natangia, od przełomu V i VI wieku po XIII

Koń pod spalonym człowiekiem

Zapis z tamtych czasów

W pruskich grobach człowiek przechodzi przez ogień, a koń nie. Zwierzę leży całe na dnie jamy, przepalone kości ludzkie nad nim.

Czytaj dalej

Podział ognia jest w tym układzie najważniejszy i najlepiej mierzalny. Człowiek idzie przez stos, koń nie — zwierzę trafia do ziemi nietknięte płomieniem, z uzdą, wędzidłem, a w młodszych grobach także ze strzemionami, podczas gdy w warstwie ludzkiej znajduje się broń. Obrzęd trwa na Sambii przez wiek jedenasty, dwunasty i trzynasty, a więc dosłownie do czasu podboju.

Na Sambii i w Natangii pochówki koni znane są z ponad stu cmentarzysk, przy czym liczba zależy od tego, co liczy się za osobne stanowisko, i rośnie wraz z badaniami; ich łańcuch ciągnie się od okresu rzymskiego po wczesne średniowiecze. Od przełomu V i VI wieku pojawia się tam grób dwupoziomowy, który stał się znakiem rozpoznawczym tej kultury: na dnie jamy leży koń złożony w całości, a nad nim spoczywają przepalone kości człowieka wraz z jego rzeczami.

Ten zapis jest współczesny opisywanej rzeczy, bo powstał w chwili pogrzebu, ale jest zupełnie niemy co do znaczenia. Warto przy tym zauważyć szczegół z układu zawartego w Dzierzgoniu 7 lutego 1249 roku: zakazuje on ochrzczonym i palenia, i grzebania zmarłych wraz z końmi. Dwa czasowniki w jednym zdaniu pasują dokładnie do tego, co widać w dwupoziomowej jamie — z zastrzeżeniem, że układ wiązał Pomezanię, Warmię i Natangię, a nie Sambię, której wtedy jeszcze nie podbito i na której obrzęd trwał najdłużej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy koń należał do zmarłego, czy był darem żałobników — z kości tego nie widać.
  • Czy oba poziomy grobu powstały w jednym akcie, czy w dwóch odstępach czasu.
  • Czy liczba cmentarzysk odbija dawną rzeczywistość, czy stan rozpoznania terenu, który na Sambii jest wyjątkowo gęsty.
  • Liczba cmentarzysk z pochówkami koni zależy od tego, co uznaje się za osobne stanowisko, i w każdym zestawieniu wypada inaczej.

Skąd to wiadomoCmentarzyska Sambii i Natangii, od okresu rzymskiego po XIII wiek; układ w Dzierzgoniu z 7 lutego 1249

Prusowie, słowniczek z przełomu XIV i XV wieku

Trzy słowa na konia

Zapis z tamtych czasów

Pruski słowniczek rozróżnia ogiera, konia zarodowego i konia do pługa. Na zająca, kozę i psa ma po jednym słowie.

Czytaj dalej

Niemiecko-pruski słowniczek, liczący około ośmiuset haseł i ułożony działami, zachował się w odpisie z przełomu XIV i XV wieku, sporządzonym ze starszego wzoru. Zwierzęta mają w nim własny blok, a koń zajmuje w tym bloku trzy kolejne pozycje: sirgis pod hasłem ogiera, sweriapis pod hasłem konia zarodowego i sweykis pod hasłem konia do pługa, hasła czterysta trzydzieści do czterysta trzydzieści dwa.

Reszta interesujących nas zwierząt dostaje po jednym słowie: sasnis to zając, wosee to koza, sunis to pies. W dziale jadła stoją obok siebie dwa wyrazy, które w tej sekcji jeszcze wrócą — meddo, czyli miód jako pokarm, i alu, czyli napój z miodu sycony, hasła trzysta dziewięćdziesiąt jeden i trzysta dziewięćdziesiąt dwa.

Taki spis dowodzi rzeczy skromnej i właśnie dlatego cennej. Po co go ułożono, nie wiadomo; najczęściej myśli się o potrzebach praktycznych, o nazwaniu tego, co trzeba kupić, sprzedać i obłożyć daniną. Trzy konie znaczą wtedy trzy role w gospodarstwie, a nie trzy stopnie świętości. Wiary spis nie omija — otwierają go hasła o Bogu i o rzeczach ostatecznych, podane po chrześcijańsku i ręką strony zwycięskiej — ale w bloku zwierzęcym nie ma niczego, co dałoby się ubrać w cudzy sens.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Odczyty części glos są niepewne, a niemieckie hasła bywają w odpisie zniekształcone.
  • Data zaginionego wzoru nie jest znana; odpis jest o pokolenie albo dwa młodszy.
  • Z braku słowa na gada w zachowanej części nie wolno wnosić, że Prusowie takiego słowa nie mieli.
  • Numery haseł podaje się za przyjętą numeracją słowniczka; w różnych wydaniach bywają przesunięte.

Skąd to wiadomoSłowniczek niemiecko-pruski, odpis z przełomu XIV i XV wieku; hasła 391, 392, 430–432, 659, 676, 703

Sudowowie osiedleni w Sambii, XVI wiek

Kozioł wypisany w tytule

Zebrane z ust

Anonimowy niemiecki opis Sudowów ma kozią ofiarę już w tytule. Druk z 1561 roku, odpisy krążyły wcześniej, oryginał przepadł.

Czytaj dalej

Tekst jest bezimienny, napisany po niemiecku i znany wyłącznie z odpisów krążących od lat dwudziestych XVI wieku oraz z druku z roku 1561; oryginał zaginął. Ofiara z kozła nie jest w nim epizodem, lecz osią całości — wymieniona w tytule zarówno rękopisów, jak i druku, obok słowa ceremonie. Kto sięga po ten tekst po opis kozła, dostaje dokładnie to, co wydawca obiecywał na karcie tytułowej.

Obrzęd prowadzi człowiek nazwany w tekście wurschkaity. Kozioł stoi w środku zgromadzenia, obrzędowiec kładzie na nim ręce i przemawia, a po zabiciu następuje wspólne jedzenie. Ponieważ pierwowzoru nie ma, a odpisy różnią się między sobą, każdy z tych szczegółów jest kopią kopii i tak trzeba go traktować, nie zaś jak protokół z obserwacji.

Osobno trzeba powiedzieć, kogo ten tekst dotyczy. Sudowowie w Sambii to potomkowie ludności przesiedlonej tam po wojnach XIII wieku, więc opis powstał ćwierć tysiąclecia po podboju ich ziem i dotyczy społeczności żyjącej w państwie zakonnym, a potem książęcym. Milczenia starszych akt nie wolno tu przywoływać: układ z 1249 roku zaprzysięgły trzy ziemie pruskie, a Sudowowie nie byli jego stroną i pozostali niepodbici jeszcze przez ponad trzydzieści lat, więc nie miał on o czym w ich sprawie milczeć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autor widział obrzęd, czy złożył opis z cudzych relacji i z lektur.
  • Czy tekst jest dziełem jednej ręki, czy narosłą kompilacją kilku zapisek.
  • Datowanie najstarszych odpisów jest przybliżone; w grę wchodzą zarówno lata dwudzieste, jak i czterdzieste XVI wieku.
  • Sudowowie nie byli stroną układu z 1249 roku, więc jego milczenie nie jest dla nich żadnym świadectwem.

Skąd to wiadomoAnonimowy niemiecki opis Sudowów w Sambii; odpisy od lat dwudziestych XVI wieku, druk 1561

Litwa, zapis ruski pod rokiem 1252

Zając przed wyprawą

Zapis z tamtych czasów

Latopis notuje, że gdy Mendogowi przebiegł drogę zając, nie wchodził do gaju i nie śmiał ułamać gałązki. Obok stoi dopisek: bóg zajęczy.

Czytaj dalej

Najciekawsze jest to, czego z tego zapisu wyprowadzić nie wolno. Określenie o zającu przylega w rękopisie do sąsiedniego imienia, a dawne pismo nie zna przecinków, więc nie da się rozstrzygnąć, czy jest to przydomek tamtego boga, czy nazwa osobnej istoty. Późniejsze listy bóstw takich wahań już nie mają i właśnie dlatego są mniej warte niż to jedno niejasne miejsce.

Zapis pochodzi z halicko-wołyńskiej części latopisu ruskiego, złożonej w XIII wieku i zachowanej w odpisie z pierwszej ćwierci XV. Część ta powstała bez lat rocznych, a wpisali je dopiero późniejsi przepisywacze i bywają przesunięte, więc rok 1252 jest wskazówką kopisty, nie datą zdarzenia. W tym miejscu kronikarz stwierdza, że chrzest litewskiego władcy był pozorny, bo ten nadal składał ofiary własnym bogom, i wylicza ich imiona. Jedno z tych imion ma przy sobie określenie, które znaczy bóg zajęczy.

Zaraz potem idzie zdanie o charakterze reguły, nie opowieści: zając przecinający władcy drogę w polu zamykał mu wstęp do świętego gaju i odbierał prawo naruszenia tam czegokolwiek, choćby najdrobniejszej rzeczy. To jest wróżba, nie kult — zwierzę występuje jako znak, a znak zakazuje czynności. Zakaz dotyczy przy tym drzewa, więc obie rzeczy, zwierzę i gaj, stoją w jednym zdaniu i w jednej logice.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Do którego imienia odnosi się określenie bóg zajęczy — rękopis nie daje rozstrzygnięcia.
  • Czy ruski kronikarz rozumiał wymienione imiona, czy zapisał je ze słuchu.
  • Czy reguła z zającem była powszechna, czy dotyczyła osobistego zwyczaju jednego władcy.
  • Daty roczne w tej części latopisu pochodzą od przepisywaczy, nie od autora, i bywają przesunięte wobec zdarzeń.

Skąd to wiadomoLatopis ruski, część halicko-wołyńska, zapis pod rokiem 1252; zachowany odpis z pierwszej ćwierci XV wieku

Wielkie Księstwo Litewskie, XVI wiek

Przyjaciel od pszczół

Zapis z tamtych czasów

Litewskie słowo na przyjaciela jest urobione od słowa na pszczołę. W szesnastowiecznych aktach stoi formuła: pszczoły na poły, miód na poły.

Czytaj dalej

Litewskie bitė znaczy pszczoła, bičiulis znaczy przyjaciel, a bičiulystė przyjaźń. Samo urobienie nazwy bliskości od pszczoły jest w tej mowie faktem sprawdzalnym, natomiast wspólne trzymanie barci znały również strony sąsiednie, więc z osobliwości słowa nie wolno robić osobliwości zwyczaju. Mowa zachowała tu układ społeczny, który skądinąd trudno byłoby zobaczyć, bo nikt go osobno nie opisał.

Akta majątkowe i sądowe Wielkiego Księstwa z XVI wieku, pisane po rusku, potwierdzają rzecz od strony dokumentu. Występują w nich określenia urobione od tego samego rdzenia oraz zapisy o wspólnym trzymaniu pnia, w których i pszczoły, i miód dzielono na dwie równe części. Układ ten wiązał ludzi nierównego stanu: pan i chłop, którzy dzielili barć, mogli być dla siebie bičiulis, i tak ich akta nazywają.

Pod koniec tego samego stulecia ten sam podział znaczy już co innego — powinność oddawania panu połowy miodu wybranego z drzew w jego lesie. Słowo zachowało ciepło, dokument zamienił się w czynsz. Rzadko udaje się zobaczyć taką przemianę w obrębie jednego stulecia i na jednej rzeczy, a tu widać ją w aktach z datami.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wejście w bičiulystė miało obrzęd, czy była to umowa gospodarska nazwana ciepłym słowem.
  • Czy znaczenie przyjaciel jest wtórne wobec znaczenia współwłaściciel pszczół, czy odwrotnie.
  • Ile z ruskich formuł w aktach oddaje litewski zwyczaj, a ile miejscową praktykę kancelaryjną.
  • Wspólne trzymanie barci i podział pożytku po połowie znane są także u sąsiadów; osobliwe jest tu słowo, niekoniecznie sam układ.

Skąd to wiadomoAkta majątkowe i sądowe Wielkiego Księstwa Litewskiego z XVI wieku, pisane po rusku; zbiory narosłe przy reformie sądów powiatowych z lat 1564–1566

Wielkie Księstwo Litewskie, 1529, 1566 i 1588

Drzewo bartne w prawie

Zapis z tamtych czasów

Wszystkie trzy statuty litewskie osobno chronią drzewo bartne. Bartnik wchodził w cudzy bór tylko z siekierą: bez psa, bez oszczepu, bez strzelby.

Czytaj dalej

Ograniczenia nałożone na bartnika są konkretne i policzalne. Wchodząc w cudzy bór, mógł nieść wyłącznie siekierę z toporzyskiem, służącą do dziania barci; zakazane było prowadzenie psa, noszenie oszczepu i broni palnej, żeby przy okazji nie polował i nie wycinał drzewa na własny użytek. Prawo pilnuje więc nie obrzędu, lecz granicy między dwiema korzyściami z tego samego lasu.

Karę trzeba podać razem z zastrzeżeniem. Prawo bartne znało za wydarcie barci karę gardła, gdy złodzieja ujęto na gorącym uczynku, co pokazuje, jak wysoko ceniono pień z pszczołami. Surowość nie jest jednak świętością: ciężka kara dowodzi wartości towaru i trudności w pilnowaniu go w bezludnym borze, a nie tego, że owad uchodził za istotę czczoną.

Statut z roku 1529, statut z 1566 i statut z 1588 zawierają przepisy regulujące stosunki między bartnikami a właścicielami borów. Nie są jedyne w tej części Europy — własne, rozbudowane prawo bartne miało choćby Mazowsze — ale rzadko która kodyfikacja ziemska wpuszczała pszczołę tak szeroko. W redakcji z 1588 roku przepisy te stoją w rozdziale obejmującym łowy, puszczę, drzewo bartne, jeziora i sianożęcia, a gony bobrowe reguluje ten sam rozdział w osobnych artykułach. W takim towarzystwie ustawodawca umieścił pszczołę i warto to zapamiętać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Miejscowe zbiory prawa bartnego różnią się od statutów co do wymiaru kar; nie wiadomo, jak często kara gardła zapadała naprawdę.
  • Data pierwszego statutu bywa podawana jako 1529 albo 1530, zależnie od tego, czy liczy się uchwalenie, czy wejście w życie.
  • Ile z tych przepisów jest spisaniem dawnego zwyczaju, a ile nowym pomysłem kancelarii.
  • Mazowieckie prawo bartne ma własne przepisy i własne kary; zestawienie z nimi zmienia wagę rozwiązań statutowych.

Skąd to wiadomoStatuty Wielkiego Księstwa Litewskiego z 1529, 1566 i 1588; w redakcji z 1588 rozdział o puszczy, łowach, drzewie bartnym, jeziorach i gonach bobrowych

Litwa i Łotwa, zapisy z XIX i XX wieku

Pszczoła umiera jak człowiek

Zebrane z ust

W mowie ludowej pszczoła nie zdycha, tylko umiera, tym samym czasownikiem co człowiek. O śmierci gospodarza trzeba ją było zawiadomić.

Czytaj dalej

Litewszczyzna rozdziela dwa czasowniki śmierci: jeden przysługuje ludziom, drugi bydlętom. Pszczoła bierze ten pierwszy, i to nie w języku uczonym, lecz w zwykłej mowie wsi, zapisanej przez zbieraczy w XIX i XX wieku. Gramatyczny drobiazg robi tu robotę, której nie zrobi żadna opowieść: pokazuje, po której stronie granicy między człowiekiem a zwierzęciem stawiano ten jeden gatunek.

Do tego dochodzi obowiązek zawiadomienia. Po śmierci gospodarza należało powiedzieć o niej pszczołom, bo inaczej odlecą albo zginą; zwyczaj zanotowano po obu stronach granicy litewsko-łotewskiej. Metryka tych zapisów jest jednak jasna i nie wolno jej podnosić — to wiek XIX i XX, a nie średniowiecze, i żaden dokument z epoki pogańskiej o tym nie wspomina.

Jedyny starszy ślad, który się z tym zgadza, to samo słowo bičiulis, poświadczone w aktach XVI wieku. Ono już wtedy stawia pszczołę po ludzkiej stronie, więc most między warstwami istnieje, tyle że jest wąski. Słowo potrafi bowiem przetrwać setki lat po zaniku praktyki, która je zrodziła, i nie daje prawa do odtwarzania tej praktyki w szczegółach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zawiadamianie pszczół jest zwyczajem miejscowym, czy przejętym — podobny notowano w wielu stronach Europy.
  • Nic nie datuje tej praktyki przed zapisami z XIX wieku.
  • Czy rozróżnienie czasowników obejmowało dawniej także inne zwierzęta domowe.

Skąd to wiadomoZbiory zwyczajów i mowy ludowej z XIX i XX wieku, Litwa i Łotwa; akta Wielkiego Księstwa z XVI wieku dla samego słowa

Wszystkie ludy bałtyjskie, od II do XIX wieku

Cztery metryki jednego obrazka

Złożone później

Zwierzęta bałtyjskie mają cztery metryki: ziemię, atrament zakonny, szesnastowieczny druk i dziewiętnastowieczny zeszyt. Mieszanie ich daje obraz, którego nikt nie widział.

Czytaj dalej

Warstwa pierwsza to ziemia. Groby z końmi na Sambii i w Natangii ciągną się od okresu rzymskiego po wiek XIII, dają się policzyć i datować, a przy tym są całkowicie nieme: mówią, co zrobiono ze zwierzęciem, i nie mówią ani słowa o tym, dlaczego. To najmocniejsze świadectwo, jakie mamy, i zarazem najuboższe w treść.

Warstwa druga to atrament sąsiadów z XIII i XIV wieku: zakaz z układu w Dzierzgoniu z 1249 roku i wyliczenie rzeczy czczonych w kronice z 1326 wyszły spod ręki zdobywców, zając i gaj w latopisie — spod ruskiej, a Ruś Litwie wtedy ulegała, nie odwrotnie. Krótkie, wrogie, pisane cudzą ręką, ale powstałe wtedy, gdy rzecz jeszcze trwała. Warstwa trzecia to teksty XVI i XVII wieku o żywej praktyce, drukowane i rękopiśmienne: gad w izbie, kozioł w zgromadzeniu.

Warstwa czwarta to zeszyty zbieraczy z XIX wieku, w których mleko rządzi już całym obrazem, a obok niego stoją baśń o wężowym oblubieńcu i obowiązek zawiadomienia pszczół. Reguła jest jedna: twierdzenie jest tylko tak stare jak warstwa, która je niesie. Zdanie o zaskrońcu pojonym mlekiem w pruskiej chacie bierze zwierzę z warstwy trzeciej, nazwę z czwartej, a samo mleko z najsłabszego tekstu warstwy trzeciej, tego z lat 1517–1529 — i nie stoi za nim żaden pojedynczy zapis.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Warstwy środkowe przepisują się nawzajem, więc zgodność kilku druków XVI wieku bywa zgodnością jednego źródła powielonego trzykrotnie.
  • Nie zostało wykazane, że między warstwą archeologiczną a warstwą pisaną istnieje ciągłość obrzędu, a nie tylko ciągłość osadnictwa.
  • Podział na cztery warstwy jest narzędziem porządkującym, nie ustaleniem źródłowym.
  • Latopis ruski nie jest głosem zdobywcy Litwy; z zapisami zakonnymi łączy go tylko czas powstania.

Skąd to wiadomoZestawienie: cmentarzyska od II do XIII wieku; układ w Dzierzgoniu 1249; latopis pod rokiem 1252; kronika ziemi pruskiej 1326; druki 1549–1690; zbiory z XIX wieku

Od wiosny do stosu

Stos, koń i stół dla zmarłych

Bałtowie zostawili coś, czego przy Słowianach nie ma: pogrzeb opisany przez wroga wtedy, gdy jeszcze się odbywał. Układ z 1249 roku wylicza, czego Prusom nie wolno palić, kronikarze zakonni liczą konie na stosie Olgierda, a ziemia pod Kownem oddaje setki końskich szkieletów. Reszta roku — wiosna, wesele, kołyska — została w pieśniach spisanych sześćset lat później.

Litwa, Jaćwież i Prusy, zapis z lat 1261–1262

Sowij i trzy pogrzeby

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy bałtyjski mit zapisano po to, żeby go wyśmiać — a wyjaśnia on, czemu Bałtowie palili zmarłych, i podaje trzy próby pogrzebu.

Czytaj dalej

Opowieść o Sowiju wpisano na Rusi w słowiański odpis kroniki Jana Malalasa, a rękopis datuje się na rok 1261 albo 1262, bo rachuby bywają podawane różnie.

Sowij upolował dzika i rozdał synom dziewięć śledzion do upieczenia, a gdy jeden zjadł je sam, wybuchła kłótnia, po której ojciec zszedł do podziemi.

Przez osiem bram przeszedł sam, dziewiątą otworzył mu syn, który ruszył go szukać.

Syn pochował ojca trzy razy — w ziemi, potem w drzewie, wreszcie na stosie — i dopiero po spaleniu usłyszał, że tamten spał spokojnie jak dziecko w kołysce.

Pisał to chrześcijanin i nie ukrywał pogardy, więc mit mamy podany ręką przeciwnika, ale podany wtedy, gdy obrzęd jeszcze trwał.

Wyliczone we wtręcie ludy, które od tamtej pory palą zmarłych, to nie sama Bałtia: obok Litwy i Jaćwieży stoją tam Liwowie oraz lud zapisany jako Jam, a więc plemiona ugrofińskie, przy czym oddania tej listy w różnych przekładach się rozchodzą.

Zemgalowie, dopisywani niekiedy do tej listy, nie mają w niej oparcia — pisarz wyliczał pogan północy, a nie krewnych językowych, i dlatego opowieści nie da się czytać jako świadectwa wyłącznie bałtyjskiego.

Poza tą opowieścią nie znamy żadnego wyjaśnienia ciałopalenia opowiedzianego od środka, ale i ona przeszła przez rękę obcego skryby, obcy język i obcą wiarę.

Palenie zmarłych jest na tych ziemiach starsze od pergaminu, choć nie tak proste, jak się powtarza: na cmentarzysku w Osowej pochówki szkieletowe z II–IV wieku poprzedzają ciałopalne, które wchodzą tam dopiero w wieku V, a początek ciałopalenia u Jaćwingów datuje się raz na IV, raz na V stulecie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rękopis datowany bywa na 1261 albo na 1262 rok i rozbieżność nie została rozstrzygnięta.
  • Pochodzenie imienia: jedni wywodzą je od rdzenia oznaczającego słońce, inni widzą zapożyczenie z zewnątrz.
  • Czy opowieść jest bałtyjska, czy ułożona na grecką modłę o przewodniku dusz.
  • Czy tekst zapisuje realną zmianę obrzędu w XIII wieku, czy powtarza historię o wiele starszą od pergaminu.
  • Które dokładnie ludy wymienia wtręt: oddania listy rozchodzą się, a najczęściej powtarzany polski zestaw dopisuje do niej Zemgalów, których w tekście nie ma.
  • Czy wyliczenie z wtrętu opisuje jeden obrzęd u wszystkich wymienionych ludów, czy tylko zbiera w jedno pogan północy widzianych z Rusi.

Skąd to wiadomoruski odpis kroniki bizantyńskiej z lat 1261–1262 z litewskim wtrętem; materiał grobowy z cmentarzysk jaćwieskich od IV wieku; zakazy wpisane do układu z 1249 roku

Pomezania, Warmia i Natangia, 2 lutego 1249

Czego Prusom zakazano w Dzierzgoniu

Zapis z tamtych czasów

Żeby wiedzieć, jak Prusowie chowali swoich zmarłych, wystarczy przeczytać, czego im zakazano: układ z 1249 roku wylicza to punkt po punkcie.

Czytaj dalej

Zgodę dali Pomezanie, a za Warmiów i Natangów podpisali wysłannicy, co obciążało dokument od pierwszego dnia.

Prusowie zobowiązali się porzucić doroczną ofiarę składaną po zbiorach temu, co akt nazywa Curche.

Zniknąć mieli Tulissones vel Ligaschones, czyli ci, którzy odprawiali obrzędy przy pogrzebach.

Wprost zakazano palenia zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią, szatami i dobytkiem — a więc wiemy, co dotąd szło na stos.

W zamian nawróceni dostawali wolność osobistą, a w pół roku mieli postawić dwadzieścia dwa kościoły: trzynaście w Pomezanii, sześć na Warmii i trzy w Natangii.

Układ zawarto 2 lutego 1249 roku w Dzierzgoniu między zakonem krzyżackim a Prusami, a rozjemcą był legat papieski Jakub z Liège, późniejszy papież Urban IV.

Ten sam tekst kasuje wielożeństwo, kupowanie żon oraz małżeństwa z macochą, z bratową i z wdowami po krewnych do czwartego pokolenia — zakaz sięga więc głębiej w porządek rodu niż w samo łoże.

Pokój nie dotrwał roku: w listopadzie 1249 Prusowie rozbili wojsko zakonne pod Krukami, a poddanych rycerzy stracono, mówi się o pięćdziesięciu czterech. Pierwsze powstanie ciągnęło się do 1253 roku, a od 1260 do 1274 szło już następne i po nim układ pozostał martwą literą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym było Curche: bóstwem zboża, ognia, kowalem czy nazwą figury z ostatniego snopa — łacina aktu nie rozstrzyga nawet rodzaju.
  • Czy Tulissones i Ligaschones to dwa stopnie, czy jedna grupa pod dwiema nazwami.
  • Ile z listy zakazów opisuje realne zwyczaje pruskie, a ile jest gotowym spisem przenoszonym z dokumentu do dokumentu.
  • Czy Warmiowie i Natangowie w ogóle uznali podpisy złożone w ich imieniu.

Skąd to wiadomodokument układowy z 2 lutego 1249; akta i kroniki zakonne XIII–XIV wieku; memoriał biskupa warmińskiego do papieża Marcina V z 1418 roku

Litwa i Prusy, III–XIV wiek

Dwa tysiące końskich grobów

Zapis z tamtych czasów

Konia nie kładziono przy panu, tylko osobno, we własnej części cmentarza — i to on dostawał wędzidło, bursztyn i dzwonki.

Czytaj dalej

Konie grzebano najczęściej w całości, w wydzielonej partii cmentarza, z wędzidłem, brązowymi spiralkami, bursztynem i dzwonkami, czasem z okuciami siodła.

Zdarzają się pochówki częściowe, z samą głową i kończynami, a w środkowej Litwie spalony wojownik bywa położony obok konia niespalonego.

Zmierzona wysokość w kłębie spada z około 130 cm w III–VII wieku do niespełna 124 cm w epoce wikińskiej i wraca do blisko 128 cm w XII–XIV wieku.

Większość zwierząt miała od czterech do dziesięciu lat, choć trafiają się i piętnastoletnie.

Zakaz palenia zmarłych z końmi wpisano do układu z 1249 roku, więc dokument i wykopane kości mówią tu o tej samej rzeczy.

Na ziemiach litewskich liczbę grobów końskich podaje się okrągło jako około dwóch tysięcy, a rozciągają się one od III do XIV wieku — od czasów rzymskich po schyłek pogańskiej Litwy.

Największe skupisko rozkopano w Marvelė pod Kownem i tu liczby się rozchodzą: raz mowa o 236 pochówkach końskich z IX–XI wieku, raz o około trzystu zwierzętach na cmentarzysku użytkowanym od II do XII wieku.

Dla Pakalniškiai podaje się 262 pochówki koni, ale zachowanych szkieletów wylicza się tam jedenaście, więc liczba opisuje rozpoznane jamy, a nie policzone zwierzęta; przy Masteikiai mowa o 62, przy Obeliai o 30.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy koń idzie za właścicielem jako wierzchowiec, czy jest darem złożonym bogom.
  • Dlaczego końskie jamy leżą osobno od ludzkich.
  • Czy spadek wysokości w kłębie w epoce wikińskiej oznacza inną hodowlę, czy inny dobór zwierząt na pogrzeb.
  • Liczby grobów końskich podawane dla tych samych stanowisk bywają rozbieżne.
  • Czy podawane liczby oznaczają jamy, czy zwierzęta — przy tym samym stanowisku bywa podawana i jedna, i druga wielkość, a różnica sięga rzędu wielkości.

Skąd to wiadomomateriał kostny i wyposażenie z cmentarzysk III–XIV wieku; oznaczenia wieku i wzrostu zwierząt; daty radiowęglowe; zakaz w układzie z 1249 roku

Wielkie Księstwo Litewskie i Kurlandia, 1377–1414

Osiemnaście koni Olgierda

Zapis z tamtych czasów

Kronikarz wroga policzył konie na stosie wielkiego księcia: osiemnaście. Trzydzieści siedem lat później Flamand zobaczył to samo w nadbałtyckim gaju.

Czytaj dalej

Hermann von Wartberge, kronikarz inflanckiej gałęzi zakonu, zapisał, że na pogrzebie Olgierda w 1377 roku spalono wiele rzeczy i osiemnaście koni.

Purpurę, złocony płaszcz i perły przy zmarłym podają dopiero kroniki litewskie z XVI wieku, a więc dopisek młodszy o dwa stulecia.

Wigand z Marburga opisał pogrzeb Kiejstuta w 1382 roku: spłonęły konie, szaty i broń, a razem z ciałem ptaki łowne i psy myśliwskie.

Kiejstut zginął w Krewie pięć dni po uwięzieniu, a źródła podają dwie daty jego śmierci — 3 albo 15 sierpnia 1382.

Ghillebert de Lannoy, rycerz flamandzki, bawił w Inflantach w latach 1413–1414 i zanotował, że część Kuronów nadal pali zmarłych w pobliskim gaju, na stosie ułożonym z samego dębu.

Według tej relacji dym idący prosto w górę oznaczał duszę ocaloną, a zniesiony w bok — straconą.

Stos ułożono nie w Wilnie, lecz w gaju pod Miejszagołą, a wskazuje się tam uroczysko zwane Kukaveitis.

Kronika Wiganda dotrwała w stanie opłakanym: z siedemnastu tysięcy wersów niemieckiego oryginału zostało około pięciuset, a resztę znamy z łacińskiego przekładu sporządzonego po 1464 roku na zamówienie Jana Długosza — świadectwo współczesne dociera więc do nas cudzą ręką i blisko sto lat później.

Na cmentarzysku w Kernawie z XIII i XIV wieku leżą ciała niespalone, choć książąt w tym samym czasie palono; stąd wyprowadza się wniosek, że stos był wtedy obrzędem góry, a nie powszechnym — to jednak wniosek z zestawienia, nie zapis.

Litwa przyjęła chrzest w 1387 roku, Żmudź chrzcił Witold w listopadzie 1413, a diecezję żmudzką erygowano w 1417, przy czym dzień podawany jest raz jako 23, raz jako 24 października; stosy dogasały więc po urzędowym końcu pogaństwa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data śmierci Kiejstuta podawana jest dwojako: 3 albo 15 sierpnia 1382.
  • Czy osiemnaście koni to policzona liczba, czy okrągłe oszacowanie kronikarza.
  • Czy razem z Kiejstutem spalono służącego — mówią o tym dopiero kroniki późniejsze.
  • Czy dolina Świntoroga rzeczywiście była miejscem palenia książąt; twierdzą tak wyłącznie kroniki z XVI wieku.
  • Czy Lannoy widział pogrzeb Kuronów sam, czy powtórzył zasłyszane.
  • Ile z opisu pogrzebu Kiejstuta pochodzi od kronikarza, a ile od tłumacza, który przekładał go na łacinę pół wieku po jego śmierci.

Skąd to wiadomokroniki zakonne z drugiej połowy XIV wieku; relacja podróżna z lat 1413–1414; cmentarzyska z XIII–XIV wieku; kroniki litewskie z XVI wieku jako warstwa późna

ujście Wisły i Truso, koniec IX wieku

Wyścig o majątek zmarłego

Zapis z tamtych czasów

Nieboszczyk leżał w domu nawet pół roku, a jego dobytek rozkładano wzdłuż drogi i rozgrywano w konnym wyścigu na sześć mil.

Czytaj dalej

Żeglarz Wulfstan popłynął z Hedeby do Truso u ujścia Wisły, a jego sprawozdanie wpisano do staroangielskiego przekładu Orozjusza, powstałego w kręgu króla Alfreda pod koniec IX albo na początku X wieku — datowanie bywa podawane różnie.

U Estów, jak ich nazywa, zmarły leżał w domu niespalony: prosty człowiek miesiąc albo dwa, król i najbogatsi nawet pół roku, zależnie od zamożności.

Przez cały ten czas trwało w domu picie i gry, a stypa zaczynała się na długo przed spaleniem ciała.

Dobytek dzielono na pięć albo sześć części i rozkładano wzdłuż drogi na odcinku mniej więcej mili.

Jeźdźcy ustawiali się pięć lub sześć mil dalej i ruszali pędem, a najszybszy zabierał część największą.

Dopiero potem palono ciało, przy czym Wulfstan zaznacza, że spalić trzeba wszystko.

Twierdzi też, że tamtejsi ludzie umieją zrobić zimno, dzięki czemu ciało nie gnije przez całe miesiące.

O napojach pisze rozdzielnie: król i bogaci piją kobyle mleko, ubodzy i niewolni miód pitny, a piwa u Estów się nie warzy.

Rejs z Hedeby do Truso zajął mu siedem dni i nocy i przypadł mniej więcej na rok 890, a więc na czasy, gdy do chrztu Prusów brakowało jeszcze czterystu lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Estowie Wulfstana to Bałtowie znad dolnej Wisły, czy ludność dzisiejszej Estonii.
  • W jaki sposób utrzymywano zimno w domu przez pół roku.
  • Czy wyścig jest podziałem majątku, czy próbą rozstrzygającą o czymś więcej.
  • Ile wynosiła mila, którą mierzył trasę, i czy odległości są pomiarem, czy figurą retoryczną.

Skąd to wiadomorelacja żeglarza wpisana do staroangielskiego Orozjusza z przełomu IX i X wieku; wcześniejsza wzmianka o Estiach w rzymskim opisie Germanii z I wieku jako tło

Suwalszczyzna i Litewska Wyżyna, IV–XIII wiek

Cmentarz bez grobów

Zapis z tamtych czasów

Pod Szurpiłami rozpoznano cmentarzysko bez jednej jamy grobowej: spalone kości i przetopione ozdoby zostawiano wprost na ziemi.

Czytaj dalej

Jaćwieskie kurhany sypano na planie koła i obstawiano wieńcem kamieni, a ich średnice podaje się rozmaicie: przy Osowej od trzech do jedenastu metrów, ogólniej od pięciu do dwunastu.

W grupie południowej przepalone kości wsypywano do glinianych popielnic i mieszczono po kilka pochówków w jednym nasypie, w północnej obywano się bez urn, chowano jedną albo dwie osoby i nie kładziono broni.

Na uroczysku Mosiężysko pod Szurpiłami, rozpoznanym wiosną 2008 roku podczas poszukiwań z wykrywaczem, ciała palono na miejscu, a szczątki i przepalone wyposażenie zostawiano na powierzchni.

Były tam dwa kamienne bruki, lecz żaden nie odpowiadał pojedynczemu pochówkowi, a całość datowano na XII–XIII wiek.

We wschodniej Litwie w V wieku sypano kurhany z wieńcami kamieni, mieszcząc w jednym od jednego do ośmiu pochówków, mężczyzn głową na zachód, kobiety na wschód.

Zwyczaj palenia wchodził nierówno: u Jaćwingów już w IV wieku, u Kuronów w VIII, u Żmudzinów dopiero w X, by w XI stać się tam regułą.

Łatgalskich cmentarzysk płaskich znanych jest ponad dwieście, a groby układano w rzędach, z mężczyznami i kobietami skierowanymi w przeciwne strony.

W Osowej nad Czarną Hańczą badania ruszyły w 1956 roku, a rachunek nasypów się rozjeżdża: raz mowa o 123 kurhanach i 205 pochówkach, raz o mniej więcej dziewięćdziesięciu nasypach w paśmie długim na sto dwadzieścia metrów i szerokim na czterdzieści. Zgodnie natomiast podaje się płaszcze kamienne w dwóch lub trzech warstwach i nasypy wysokie na czterdzieści–pięćdziesiąt centymetrów.

W samej Osowej ciałopalenie nie jest warstwą najstarszą: pochówki szkieletowe datuje się tam na II–IV wiek, a przepalone kości pojawiają się dopiero w V — porządek odwrotny do tego, jaki sugeruje okrągła data początku ciałopalenia u Jaćwingów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy cmentarzysko powierzchniowe to miejscowy wynalazek, czy późna odmiana obrzędu palenia.
  • Jak datować kurhany pozbawione wyposażenia.
  • Daty pojawienia się ciałopalenia u poszczególnych ludów podawane są niejednakowo.
  • Ile nasypów rozebrano, zanim ktokolwiek je opisał.
  • Czy ciałopalenie u Jaćwingów zaczyna się w IV, czy dopiero w V wieku: sekwencja z Osowej i data podawana ogólnie dla całego ludu nie schodzą się ze sobą.

Skąd to wiadomowykopaliska kurhanowe z lat 1956–1961; badania cmentarzyska powierzchniowego po 2008 roku; typologia wyposażenia grobowego IV–XIII wieku

Prusy, obrzęd z XIII wieku opisany w 1326

Kapłan, który opowiadał zmarłego

Zapis po chrzcie

Nad stosem stawał człowiek, który wyliczał szaty, konie i broń nieboszczyka, a potem zaręczał, że widzi go już w drodze.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga zamknął kronikę ziemi pruskiej w 1326 roku, ponad czterdzieści lat po ujarzmieniu Prusów w 1283, opisuje więc obrzęd już zakazany i sam siebie stawia po stronie zwycięzców.

Pisze, że Prusowie palili zmarłych z końmi, bronią, szatami i dobytkiem, bo dopiero ogień oddzielał duszę od ciała.

Przy stypie kapłan wyliczał, w co zmarły był ubrany, jakie miał konie, broń i drużynę, i zapewniał, że widzi go jadącego w zaświaty.

Ten sam autor umieścił w Nadrowii miejsce zwane Romow, a w nim człowieka zwanego Criwe, czczonego rzekomo jak papież.

Wyposażenie grobów zgadza się z listą przedmiotów: topory, noże, ostrogi zawsze w parze, rogi do picia, a u Kuronów dwie włócznie i jednosieczny miecz po lewej stronie.

W późniejszych grobach kurońskich pojawiają się miniaturki narzędzi, czyli przedmiot zastąpiony znakiem przedmiotu.

Imion Patollo i Natrimpe u Dusburga nie ma: przynosi je dopiero memoriał biskupa warmińskiego do papieża Marcina V z 1418 roku, a więc sto lat przed kroniką, z której zna je popularna literatura.

Ani Romow, ani Criwe nie mają potwierdzenia w żadnym innym średniowiecznym przekazie, a miejsca nigdy nie odnaleziono, choć zakon panował nad Nadrowią przez stulecia.

Widewuto i Bruteno, sztandar z Romowe, wiecznie zielony dąb z trzema wizerunkami i pilnujące go kapłanki pochodzą z kroniki Szymona Grunaua, pisanej między 1517 a 1529 rokiem i wydrukowanej dopiero w 1876 — i to stamtąd, a nie ze średniowiecza, wzięła je późniejsza wyobraźnia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Dusburg zapisał relację świadków, czy zbudował przykład moralny dla braci zakonnych.
  • Czy Romow i Criwe istniały, czy są odbiciem papiestwa przeniesionym na pogan.
  • Czy miniaturki narzędzi oznaczają zubożenie, czy zmianę wyobrażeń o zaświatach.
  • Ile z listy Grunaua daje się w ogóle sprawdzić: poza Patollo i Natrimpe nie ma dla niej średniowiecznego potwierdzenia.

Skąd to wiadomokronika zakonna z 1326 roku; memoriał biskupi z 1418; kronika pruska z lat 1517–1529 jako kompilacja nowożytna; wyposażenie grobów z X–XIII wieku

Żmudź, Litwa i Łotwa, XV–XVII wiek

Pierwszy kęs pod stół

Zapis po chrzcie

Roczne listy jezuickie z 1593 roku notują, że Żmudzini rzucają pierwszy kęs pod stół i mówią, iż wysyłają go zmarłym.

Czytaj dalej

Statuty synodu ryskiego z 1428 roku skarżą się, że chłopi urządzają uczty na cmentarzu, z jedzeniem i piciem.

Roczne listy zakonne z 1593 roku zapisują żmudzki zwyczaj rzucania pierwszego kęsa pod stół z wyjaśnieniem, że idzie on do zmarłych.

Jan Łasicki, piszący o Żmudzi około 1582 roku, a wydrukowany w Bazylei w 1615, wiąże jesienne ofiary z obchodem zwanym Ilgės i wymienia Vielonę jako bóstwo dusz.

Aleksander Gwagnin zanotował w XVI wieku formułę wypowiadaną nad jesienną ofiarą dla Ziemiennika.

Protokoły wizytacji kościelnych z XVII wieku wciąż odnotowują karmienie zmarłych i prośby o urodzaj kierowane do przodków.

Listy bóstw z XVI i XVII wieku rosną z każdym przepisaniem, więc imię postawione przy zwyczaju bywa etykietą dopiętą przez piszącego, nie nazwą z ust wieśniaka.

Jan Długosz, piszący roczniki w latach 1455–1480, opisał u Żmudzinów wielkie święto październikowe z ofiarami składanymi za dusze — a więc w kilkadziesiąt lat po chrzcie Żmudzi i nie jako świadek.

Nazwy obchodu są różne: litewskie Ilgės oraz Vėlinės przypadające 2 listopada, łotewskie Iļģi, a łotewski czas welu liczy się od Miķeļi 29 września do dnia świętego Marcina 10 listopada.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Ilgės były jednym dniem, czy całą porą roku.
  • Czy przed chrztem istniała dla tego obchodu stała data, czy wyznaczał ją koniec prac polowych.
  • Czy Ziemiennik i Vielona to nazwy kultowe, czy dopisane przez autorów spisów.
  • Ile w listopadowej dacie jest z kalendarza kościelnego, a ile z dawnego rachuby roku.

Skąd to wiadomostatuty synodalne z 1428 roku; roczne listy zakonne z 1593; traktaty i kroniki z XVI wieku; protokoły wizytacji parafialnych z XVII wieku

ziemie bałtyjskie, świadectwa z IX–XX wieku

Dokąd idzie dusza

Złożone później

Spójnej bałtyjskiej nauki o zaświatach nie ma w żadnym źródle — składa się ją z czterech zdań rozrzuconych po sześciuset latach.

Czytaj dalej

Kronika z 1326 roku daje zdanie pierwsze: ogień oddziela duszę od ciała.

Relacja z 1414 roku dokłada drugie: dym idący prosto w górę oznacza duszę ocaloną.

Opowieść o Sowiju z lat 1261–1262 daje trzecie: spalony śpi spokojnie, zakopany w ziemi i włożony w drzewo — nie.

Te cztery świadectwa dzieli sześćset lat i kilkaset kilometrów, a łączy je dopiero ręka, która je zestawia obok siebie.

Z porównań indoeuropejskich dokłada się zwykle konia jako wierzchowca w drodze oraz nocną wędrówkę słońca pod ziemią — to wniosek z podobieństw, nie zapis.

Archeologia nie rozstrzyga sporu, bo koń złożony w osobnej jamie pasuje i do wierzchowca zmarłego, i do ofiary złożonej bogom.

Litewskie vėlė i łotewskie velis, oznaczające duszę zmarłego, wywodzi się z tego samego rdzenia co słowa o zadawaniu śmierci, co jest argumentem językowym, a nie świadectwem obrzędu.

Pieśni łotewskie, zbierane od połowy XIX wieku i ogłoszone wielkim zbiorem w latach 1894–1915, umieszczają krainę zmarłych tam, gdzie zachodzi słońce — data druku nie jest tu datą zapisu, a i tak dzieli ją od pogańskiej Litwy pół tysiąclecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy cztery rozrzucone świadectwa opisują jedno wyobrażenie, czy cztery różne.
  • Czy nocna droga słońca należy do wierzeń bałtyjskich, czy została wczytana z porównań.
  • Pochodzenie słowa vėlė bywa wywodzone dwojako.
  • Czy koń w grobie niesie zmarłego, czy jest darem — i czy pytanie w ogóle da się rozstrzygnąć materiałem.

Skąd to wiadomokronika zakonna z 1326; relacja podróżna z 1414; wtręt kronikarski z lat 1261–1262; zbiory pieśni drukowane w latach 1894–1915; porównania językowe i indoeuropejskie

Litwa i Żmudź, zapis z lat 1582–1615 oraz folklor XIX wieku

Ogień kładziony spać

Zebrane z ust

Imię Gabiji zna jedna linijka w spisie bóstw z przełomu XVI i XVII wieku; cały jej domowy obrzęd pochodzi z zapisów o trzysta lat młodszych.

Czytaj dalej

Imię Gabija stoi w wykazie bóstw żmudzkich Jana Łasickiego, pisanym około 1582 roku i wydrukowanym w Bazylei w 1615.

Wiązanie tego imienia z czasownikiem oznaczającym okrywanie jest wnioskiem z języka, nie zapisem świadka.

Zwyczaj przykrywania żaru popiołem na noc, żeby ogień nie chodził po domu, znamy z zapisów ludowych z XIX wieku.

Z tych samych zapisów pochodzi karmienie ognia chlebem i solą.

Że Bałtowie czczą święty ogień, pisano znacznie wcześniej: arabski opis świata ukończony w 1154 roku nazywa ich czcicielami ognia.

Hieronim z Pragi, który głosił kazania na Litwie około 1400 roku, opowiedział po latach Eneaszowi Sylwiuszowi Piccolominiemu o ogniu zwanym wiecznym i o kapłanach dokładających drew; zapis wydrukowano w Wenecji w 1477 roku.

Jan Długosz, piszący roczniki w latach 1455–1480, opisał gaszenie wileńskiego ognia w 1387 roku, wycinanie gajów i zabijanie wężów trzymanych po domach.

Ogień świątynny i ognisko domowe to jednak dwie różne rzeczy, a żadne średniowieczne zdanie nie łączy żadnego z nich z imieniem Gabiji.

Nie jest to jednak samo imię: przy nim stoi krótkie wezwanie do ognia, żeby nie sypał iskrami i nie groził domowi. Opisu obrzędu nie ma przy nim żadnego, a spisy z tego stulecia puchną z każdym kolejnym odpisem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy Gabija jest boginią, nazwą samego ognia, czy słowem wciągniętym na listę dla równego rachunku.
  • Odstęp między napisaniem spisu około 1582 roku a drukiem w 1615 nie jest wypełniony żadnym znanym przekazem.
  • Czy obrzęd domowego ognia trwa nieprzerwanie od pogaństwa, czy ukształtował się później.
  • Ile w relacji Hieronima z Pragi jest z pierwszej ręki, skoro spisał ją kto inny mniej więcej pół wieku po zdarzeniach.
  • Czy wezwanie zapisane przy tym imieniu jest formułą zasłyszaną, czy ułożoną przez piszącego dla ozdoby listy.

Skąd to wiadomowykaz bóstw pisany ok. 1582, druk 1615; arabski opis świata z 1154; relacja wydrukowana w 1477 oparta na świadku sprzed 1400; roczniki z lat 1455–1480; zapisy obyczajowe XIX wieku

Litwa i Łotwa, wzmianka z 1372 i obrzęd z XIX wieku

Rasa, Kupolė, Joninės

Zebrane z ust

Najstarsza wzmianka o litewskim przesileniu to jedno zdanie spod pióra wroga z 1372 roku; cała reszta obrzędu pochodzi z XIX wieku.

Czytaj dalej

Hermann von Wartberge, kronikarz inflancki, odnotował pod rokiem 1372 litewski obrzęd przesilenia z ogniem i na tym kończy się świadectwo średniowieczne.

Święto ma trzy nazwy — Rasos od rosy, Kupolė od zbieranych tego dnia ziół, Joninės od świętego Jana — i przypada 24 czerwca.

W opisach ludowych ognisko jest elementem obowiązkowym, bo ogień ma wesprzeć słońce, które po najkrótszej nocy zaczyna słabnąć.

Wianki plecie się z kwiatów i ziół, a pęk obrzędowy składa się z dziewięciu gatunków.

Kwiat paproci ma się otwierać na jedną chwilę o północy i tylko dla tego, kto go wtedy znajdzie.

Rosę zbierano o świcie i przypisywano jej moc leczniczą.

Wszystkie te szczegóły pochodzą ze zbiorów robionych w XIX i XX wieku, nie z czasów, gdy Litwa była jeszcze pogańska.

Dla porównania: układ z 1249 roku zakazuje Prusom ofiary po żniwach, a o przesileniu nie ma w nim ani słowa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zdanie z 1372 roku dotyczy dorocznego święta, czy jednorazowej ofiary w czasie wojny.
  • Ile dzisiejszego obrzędu Rasos ułożono dopiero w XX wieku.
  • Czy Kupolė i słowiańska Kupała to jedno słowo w wędrówce, czy dwie nazwy powstałe niezależnie.
  • Czy nocne ognie przesilenia były u Bałtów obrzędem powszechnym, skoro kronikarze zakonni wspominają o nich raz.

Skąd to wiadomokronika zakonna pod rokiem 1372; milczenie układu z 1249; zbiory pieśni i opisów obyczajowych z XIX i XX wieku

Ostatni snop wiązany po żniwach na ziemiach pruskich
Curche i ostatni snop; współczesna, ostrożna interpretacja zapisu z 1249 roku, który nie rozstrzyga, czy chodziło o bóstwo, obrzęd czy figurę żniwną.
Prusy 1249, Łotwa XIX wiek

Curche i ostatni snop

Zebrane z ust

Jedyne średniowieczne zdanie o bałtyjskiej ofierze żniwnej mówi o Curche — i nie wiadomo nawet, czy to bóg, czy figura z ostatniego snopa.

Czytaj dalej

Układ z 1249 roku zobowiązuje Prusów do porzucenia dorocznej ofiary składanej po zbiorach temu, co dokument nazywa Curche.

Łacina aktu nie rozstrzyga ani rodzaju, ani funkcji, przez co Curche bywa czytane jako bóstwo zboża, bóstwo ognia, kowal albo nazwa figury wiązanej z ostatnim snopem.

Na Łotwie ostatni snop nazywa się Jumis, a obrzęd jego chwytania odprawiano na Miķeļi, 29 września.

Jumisem jest każdy podwójny kłos, a szerzej każdy zrośnięty owoc albo kwiat.

Z ostatniego zboża pleciono wieniec, trzymano go do wiosny i jego ziarno wysiewano jako pierwsze.

Wierzono, że zjedzenie takiego zboża sprowadza bliźnięta na kobiety i na samice zwierząt.

Część ostatniego plonu zostawiano na polu, żeby Jumis miał gdzie mieszkać do następnego roku.

Łotewski obrzęd znamy wyłącznie ze zbiorów XIX-wiecznych, a najstarszy uporządkowany opis bóstw łotewskich ukazał się w 1649 roku; dwie relacje duchownych z 1604 roku notują tam wiarę w boga nieba.

Między pruskim Curche a łotewskim Jumisem stoi sześćset lat, dwa różne ludy i dwa różne rodzaje zapisu: po jednej stronie jedno słowo w akcie zakonnym z 1249 roku, po drugiej cały obrzęd znany z pieśni zbieranych w XIX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czym było Curche i czy w ogóle było bóstwem.
  • Czy Jumis to bóstwo, czy nazwa kształtu w zbożu.
  • Czy data 29 września jest dawna, czy przejęta z kalendarza kościelnego.
  • Czy pruska ofiara żniwna i łotewski ostatni snop mają ze sobą coś wspólnego poza porą roku.

Skąd to wiadomoukład z 1249 roku; opis pogaństwa łotewskiego z 1649; relacje duchownych z 1604; zbiory pieśni i opisów obrzędowych z XIX wieku

ziemie bałtyjskie, brak świadectw średniowiecznych

Wiosna, której nikt nie zapisał

Zebrane z ust

Zakonnicy spisali pruską ofiarę po żniwach i litewski ogień w przesilenie, a o wiosennych obrzędach nie zostawili ani jednego zdania.

Czytaj dalej

W układzie z 1249 roku wymieniono ofiarę składaną po zbiorach, a o wiośnie nie ma tam nic.

Kronikarz inflancki odnotował pod rokiem 1372 obrzęd przesilenia i jest to jedyna taka wzmianka o dorocznym święcie z czasów pogańskiej Litwy.

Pergrubriusa, wiązanego z zielenią i wzrostem roślin, zna dopiero Księga sudowska, spisana po niemiecku w Sambii w XVI wieku.

Datowanie tej księgi idzie dwiema drogami: jedni cofają ją do lat dwudziestych XVI wieku, inni stawiają około roku 1545.

Litewska Jorė i łotewskie Ūsiņi, wiązane z pierwszym wypędem bydła i z końmi, znane są z zapisów ludowych, a nie z dokumentów.

Oryginał Księgi sudowskiej zaginął i znamy ją wyłącznie z odpisów oraz z druków późniejszych.

Księga sudowska daje uszeregowany spis trzynastu bóstw pruskich i to w nim, a nie w żadnym dokumencie z czasów pogańskich, stoi Pergrubrius jako patron roślin — obok Perkuna, a nie zamiast niego.

Sudowów przesiedlono w kąt Sambii w 1283 roku, po zamknięciu podboju Prus, i uchodzili tam za tych, którzy przy dawnych obrzędach trwali najdłużej; liczbę przesiedlonych podaje się jako tysiąc pięćset do tysiąca sześciuset, ale opiera się ona na jednym przekazie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Autorstwo i data powstania Księgi sudowskiej pozostają nierozstrzygnięte.
  • Czy Pergrubrius to osobne bóstwo, czy przekręcone imię Perkuna.
  • Czy wiosenne święta znane z folkloru mają jądro sprzed chrztu, czy powstały wokół dat kościelnych.
  • Czy milczenie źródeł oznacza brak obrzędów wiosennych, czy tylko to, że kronikarze pisali o tym, co widzieli w porze wypraw.

Skąd to wiadomoukład z 1249 roku; kronika zakonna pod rokiem 1372; Księga sudowska z XVI wieku, znana z odpisów; zapisy obyczajowe z XIX wieku

Prusy 1249, Litwa Pruska i Łotwa XVI–XIX wiek

Kupiona żona, przepowiedziana kołyska

Zapis po chrzcie

O bałtyjskim weselu wiemy głównie to, czego zakazano w 1249 roku, a o obrzędzie narodzin nie ma niczego sprzed XVII wieku.

Czytaj dalej

Układ z 1249 roku każe Prusom porzucić wielożeństwo, kupowanie żon oraz małżeństwa z macochą i z krewnymi — i jest to najstarszy opis bałtyjskiego małżeństwa, choć podany od strony zakazu.

O Prusach pisano, że mężczyzna mógł trzymać do trzech żon.

Jan Malecki, pastor w Ełku, wysłał w 1551 roku do Jerzego Sabinusa, rektora w Królewcu, list o ofiarach i obrzędach przy weselach, pogrzebach i stypach, zaznaczając, że część widział sam.

List wyszedł drukiem w 1551 roku, w 1562 w Wittenberdze w wersji zepsutej, a wydanie poprawione przygotował w 1563 roku jego syn Hieronim.

Kolejną wzmiankę przynosi opis Prus z 1690 roku, a więc trzysta lat po chrzcie Litwy.

Łotewski obrzęd narodzin odprawiano w łaźni, z darami z kury, owcy i tkanin, i uczestniczyły w nim wyłącznie kobiety; zapisano go pod koniec XIX wieku.

W Litwie Pruskiej to samo słowo, krikštas, znaczy chrzest i drewniany słup stawiany na grobie: męskie rzeźbiono w dębie, brzozie, jesionie i klonie, z końskimi łbami i ptakami, kobiece w osice, lipie i sośnie, z roślinami i sercami.

Imię Laimy, która ma rozstrzygać los noworodka, pojawia się w druku dopiero w 1666 roku, w łacińskiej przedmowie Wilhelma Martiniego do zbioru pieśni litewskich wydanego przez Daniela Kleina, i to w postaci zapisanej jako Laimelea.

Trójka postaci losu — Laima z Kārtą i Dēklą — rozdziela się dopiero w pieśniach łotewskich, zbieranych od połowy XIX wieku i ogłoszonych drukiem w latach 1894–1915.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kupowanie żony w zapisie z 1249 roku oznacza wiano, czy sprzedaż osoby.
  • Ile w liście z 1551 roku pochodzi z własnego oka autora, a ile z lektur.
  • Czy Laima jest dawną boginią, czy słowem oznaczającym szczęście, które z czasem stało się postacią.
  • Czy trójdzielność Laimy, Kārty i Dēkli to podział obrzędowy, czy wynik śpiewanej wariacji.
  • Czy słupy krikštai kontynuują pogański znak grobowy — pierwsza wzmianka jest z XVI wieku, a zachowane egzemplarze pochodzą z XIX i początku XX.

Skąd to wiadomoukład z 1249 roku; list o obrzędach z 1551, wydania 1551, 1562 i 1563; przedmowa do zbioru pieśni z 1666; opis Prus z 1690; zapisy obyczajowe i pieśni z XIX wieku; zachowane słupy grobowe z Litwy Pruskiej

Daty wydarte zakazom

Kresze, Ilgės i droga z krogulcem na ręku

Rok bałtyjski znamy z dokumentów, które go zakazywały, a nie z tych, które go opisywały: pierwsze święto z własnym imieniem pojawia się w statucie biskupim z 1425 roku, sto siedemdziesiąt sześć lat po pierwszej wzmiance o obchodach po żniwach. Drugą połowę tej sekcji zajmuje droga zmarłego, a wraz z nią łacińska klauzula z 1249 roku, w której śpiewacy pogrzebowi zaświadczają, że widzą go jadącego przez środek nieba z ptakiem łowczym na ręku. Sprawdzamy tutaj, co w tym obrazie jest pruskie, a co należy do notariusza legata, i pokazujemy, w którym miejscu urywa się zapis, a zaczyna kalendarz składany z porównań.

Pomezanie, Warmowie, Natangowie; zamek w Dzierzgoniu; XIII wiek

Niebo z 1249 roku napisane po łacinie

Zapis z tamtych czasów

Wizja zmarłego lecącego przez środek nieba stoi w łacińskim akcie z 7 lutego 1249 roku, ale słowa, którymi ją opisano, należą do notariusza legata.

Czytaj dalej

Miejsce, do którego zmarły jedzie, nazwano po łacinie innym wiekiem. Słowo saeculum mieści i wiek, i świat, i doczesność, więc dokument mówi tyle, że to gdzie indziej, i ani słowa o tym, jak nazywali tę krainę sami Prusowie. Pruskiego imienia dla niej nie zapisał nikt, ani w 1249 roku, ani później, i żaden późniejszy druk tej luki nie wypełnił świadectwem.

Po odjęciu łaciny zostaje wyposażenie: koń pod jeźdźcem, lśniąca broń, ptak na ręku, liczny orszak. To są rzeczy, a nie doktryna, i właśnie dlatego dają się sprawdzić gdzie indziej, w wykazach tego, co kładziono na stos. Obraz nieba z tego aktu jest więc podwójny: pruskie są w nim przedmioty, łacińskie są pojęcia, którymi je spięto.

Akt zawarty 7 lutego 1249 roku na zamku w Dzierzgoniu zobowiązuje Pomezanów, Warmów i Natangów, że nie będą już u siebie trzymali tulisonów ani ligasonów. Klauzula opisuje, co ci ludzie robią: wznoszą oczy ku niebu i wołają, że oto widzą zmarłego, jak leci przez środek nieba na koniu, przybrany lśniącą bronią, z ptakiem łowczym na ręku, i przechodzi w wielkim orszaku do innego wieku. Łacina mówi w tym miejscu o broni, a nie o zbroi, i różnicy tej nie wolno zacierać akurat na karcie, która rozbiera zapis słowo po słowie.

Rama tego zdania jest kancelaryjna i łacińska. Śpiewaków nazwano ludźmi najbardziej kłamliwymi oraz aktorami widowiska, a samo wołanie opatrzono przysłówkiem mówiącym, że wołają to kłamliwie; ocena stoi zatem w zdaniu wcześniej niż opis i obejmuje go w całości. Notariusz nie spisywał wyznania wiary, tylko potępiał przedstawienie, i do potępienia sięgnął po słownik, który miał pod ręką.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datę aktu polskie wydania podają jako 7 lutego 1249, część opracowań obcojęzycznych jako 2 lutego.
  • Czy zwrot o innym wieku oddaje pruskie wyobrażenie, czy tylko pojemność łacińskiego słowa, nie zostało wykazane.
  • Czy śpiewacy opisywali widzenie, czy je odgrywali, rozstrzygnąć się nie da: notariusz nazwał ich aktorami, a to jest już ocena, nie opis.
  • Przypisywanie śpiewakom mąk piekielnych oraz doszukiwanie się w klauzuli prorockiej formuły o nazywaniu złego dobrem nie wynika z brzmienia aktu i bywa wnoszone do niego z późniejszych omówień.
  • Zdania tej klauzuli krążą w wydaniach i odpisach kancelaryjnych, więc każde słowo, na którym opiera się tu dowód, waży dokładnie tyle, ile wydanie, z którego je wzięto.

Skąd to wiadomoUgoda dzierzgońska, 7 lutego 1249, zawarta przez Pomezanów, Warmów i Natangów z zakonem krzyżackim za pośrednictwem legata Jakuba z Leodium; klauzula o tulisonach i ligasonach

Prusowie i Litwini; Sambia, Pomezania, Wilno; XIII-XIV wiek

Krogulec na ręku, czyli detal, który się powtarza

Zapis z tamtych czasów

W akcie z 1249 roku zmarły jedzie z ptakiem łowczym na ręku. Osiemdziesiąt lat później kronika wylicza ptaki łowcze wśród rzeczy palonych na stosie.

Czytaj dalej

Łaciński tekst ugody dzierzgońskiej mówi o zmarłym, który niesie na ręku krogulca, ptaka łowów puszczanego z dłoni. Polskie przekłady oddają to raz krogulcem, raz sokołem, bo dla obrazu gatunek waży niewiele; waży sam gest, ponieważ ptak na ręku jeźdźca jest znakiem pana, a nie znakiem wojownika.

Kronika ziemi pruskiej spisana w 1326 roku wylicza, co palono ze znacznym Prusem: rumaka, broń, szaty, sługi, psy myśliwskie i ptaki łowcze. To jest inwentarz, a nie wizja, czyli spis rzeczy, które ktoś musiał policzyć, zanim zapłonęły. Ten sam ptak wraca zatem w źródle innego rodzaju i pisanym w innym celu.

Test wygląda następująco. Notariusz zmyślający cudzą wizję miał pod ręką całą zachodnią ikonografię pana na koniu, z ptakiem łowczym włącznie, więc sam detal niczego nie przesądza. Przesądza to, że ten sam ptak stoi w wykazach rzeczy naprawdę spalonych, pisanych przez ludzi liczących majątek, a inwentarza nie układa się z cudzych wyobrażeń o niebie.

W 1382 roku spalono w Wilnie wielkiego księcia Kiejstuta wraz z końmi, szatami, bronią, psami i ptakami łowczymi, tak jak to opisała kronika krzyżacka spisana pod koniec tego stulecia. Droga tego opisu do nas jest jednak długa: niemiecki wiersz kronikarza przetrwał w drobnych ułamkach, a całość czytamy w łacińskim przekładzie sporządzonym dopiero w 1464 roku, czyli osiemdziesiąt dwa lata po pogrzebie. Późniejsza litewska kronika kompilacyjna powtarza ten sam zestaw w opowieści o Świętarogu, lecz jest to już przekaz szesnastowieczny i sam z siebie niczego nie poświadcza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ptak na ręku pana to także zachodni topos ikonograficzny, więc samo jego wystąpienie w łacińskim akcie nie dowodzi pruskiego pochodzenia obrazu.
  • Opowieść o Świętarogu pochodzi z kroniki kompilacyjnej XVI wieku i nie jest świadectwem XIII stulecia.
  • Gatunek ptaka: łacińskie źródło mówi o krogulcu, a w późniejszych przekładach często podstawiano sokoła.
  • Opis stosu Kiejstuta znamy z przekładu z 1464 roku; niemieckiego oryginału kroniki prawie nie ma, więc brzmienia wyliczanych rzeczy nie da się sprawdzić w tekście z epoki.
  • Wyliczenie tego, co palono ze zmarłym, bywa w kronikach formułą powtarzaną z opisu na opis, więc zgodność zestawów może być zgodnością pisarzy, a nie zgodnością stosów.

Skąd to wiadomoUgoda dzierzgońska 1249; kronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga, 1326; opis stosu wielkiego księcia Kiejstuta w Wilnie z 1382 roku w kronice krzyżackiej z końca XIV wieku

Prusowie pomezańscy, warmijscy i natangijscy; XIII wiek

Obiecywano przybycie, nie wyrok

Zapis z tamtych czasów

Śpiewacy z 1249 roku wychwalali zmarłego za kradzieże i łupy. W tym, co widzieli, nie ma sądu ani nagrody za cnotę, jest przyjazd z całym dobytkiem.

Czytaj dalej

Nie ma w tym zapisie ważenia uczynków, miejsca kary ani drugiego losu. Czy Prusowie takie wyobrażenie mieli, nie zostało wykazane; wykazane zostało jedynie to, co wołano nad ciałem, czyli że człowiek dojechał, i że dojechał ze swoim mieniem oraz ze swoimi ludźmi. Obiecywano przybycie, a nie wyrok.

Klauzula z 1249 roku wylicza, za co tuliszowie i ligaszowie chwalą zmarłego: za kradzieże, za łupy, za nieczystość, za rozboje i za inne występki popełnione za życia. Łacina mówi tu o rozboju, a nie o porywaniu ludzi, i tej różnicy zacierać nie wolno. Nazwanie śpiewaków kłamcami i aktorami dopisał notariusz. Pochwała za łup należy do obrzędu, potępienie należy do dokumentu, i tych dwóch warstw nie wolno czytać jako jednej.

Wizja utrzymuje zmarłemu stan: lśniąca broń, ptak na ręku, wielki orszak. Akapit stojący bezpośrednio przed nią zakazuje palić i grzebać zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią, szatami i innymi drogocennymi rzeczami, więc orszak widziany na niebie odpowiada temu, co szło na stos, a jedno tłumaczy drugie bez żadnego domysłu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brak sądu w jednym akapicie nie dowodzi, że wyobrażenia sądu nie było w wierzeniu; dowodzi, że nie było go w tym, co śpiewano nad ciałem.
  • Pochwała za łup mogła być stałą formułą pieśni pogrzebowej, a nie miarą pośmiertnego losu.
  • Zdanie o mękach piekielnych jest oceną spisującego i nie mówi nic o pruskim rachunku win.
  • Szereg występków, za które chwalono zmarłego, brzmi jak gotowa formuła kancelaryjna na opisanie pogan, więc niekoniecznie oddaje treść samej pieśni.

Skąd to wiadomoUgoda dzierzgońska, 7 lutego 1249; akapit zakazujący ciałopalenia z końmi, ludźmi i bronią oraz następujący po nim akapit o tulisonach i ligasonach

Prusowie sambijscy; biskupstwo sambijskie; rok 1425

Kresze, najstarsze święto z własną nazwą

Zapis po chrzcie

Statut biskupa sambijskiego Michała Junge z 1425 roku nakazuje, by Prusowie swoich Kresze więcej nie obchodzili. To pierwsza data przy święcie z imieniem.

Czytaj dalej

Ugoda z 1249 roku nazywa bożka i porę: bałwana, którego Prusowie zwykli lepić raz w roku, gdy zbiory były już zwiezione, i któremu nadali imię Curche. Nazwy samych obchodów w tym akcie nie ma, jest tylko przedmiot i moment gospodarski, brakuje natomiast słowa na święto, którym mówiliby o nim ci, co je urządzali.

Co znaczy Kresze, pozostaje sporne. Jedno odczytanie wyprowadza nazwę ze staropruskiego słowa o sianie i słomie, co stawiałoby obchody przy sianokosach albo przy młócce; drugie wiąże ją z Curche z 1249 roku i z figurą lepioną z ostatniego snopa. Rozstrzygnięcia nie ma i mieć nie może, bo statut nie opisuje ani obrzędu, ani dnia.

Warto policzyć, co ten zapis daje, a czego odmawia. Daje imię, diecezję, rok i rozkaz; nie daje daty w roku, przebiegu, pieśni ani liczby uczestników. Wszystko, co się dziś drukuje o tym, jak Kresze wyglądały, pochodzi z późniejszych stuleci, a najczęściej nawet nie od Prusów, tylko od innych ludów bałtyjskich.

Nazwa pada dopiero sto siedemdziesiąt sześć lat później. W statutach biskupa sambijskiego Michała Junge z 1425 roku stoi krótkie polecenie, żeby Prusowie swoich Kresze więcej nie obchodzili: jedno słowo miejscowej mowy, wpisane w łaciński nakaz. Starszego datowanego dokumentu, który nazywałby bałtyjskie obchody po imieniu, nie znamy, i tyle wolno z tego zrobić: jest to zdanie o stanie zapisu, a nie o wieku samego obyczaju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Sambia była pod władzą zakonu i formalnie chrześcijańska od lat pięćdziesiątych XIII wieku, więc zapis z 1425 roku dotyczy praktyki żywej, ale spisanej przez stronę, która ją tępiła.
  • Powiązanie nazwy Kresze ze staropruskim słowem o sianie jest odczytaniem językowym, nie informacją ze statutu.
  • Nie wiadomo, czy statut mówi o jednym święcie, czy zbiorczo o kilku obchodach tej samej pory.
  • Rok statutów sambijskich podawany bywa rozmaicie, a od jego ustalenia zależy cała rachuba stu siedemdziesięciu sześciu lat odstępu od ugody dzierzgońskiej.
  • Nie jest pewne, czy wyraz jest pruski: zapisała go ręka łacińska w niemieckojęzycznym otoczeniu, a zestawiano go także ze słowem znanym mowom słowiańskim.

Skąd to wiadomoStatuty biskupa sambijskiego Michała Junge, 1425; klauzula nakazująca, by Prusowie swoich Kresze więcej nie obchodzili

Prusowie; biskupstwo sambijskie i prowincja ryska; lata 1425 i 1428

Uczta przy kurhanie, zakazana dwa razy pod rząd

Zapis po chrzcie

W 1425 biskup sambijski zakazał uczt przy pagórkach zwanych po prusku kappyn. Trzy lata później synod ryski zapisał, że Prusowie wolą leżeć tam, gdzie ich pogańscy rodzice.

Czytaj dalej

Statuty biskupa sambijskiego z 1425 roku zabraniają Prusom zjeżdżać się i ucztować przy pagórkach oraz grobach, które w ich mowie zwą się geten albo kappyn. Drugie z tych słów znaczy cmentarzysko lub kurhan i wraca potem w opisach granic pól i puszcz, gdzie wyznacza punkt w terenie równie pewnie jak kamień albo strumień.

Konstytucje synodu prowincjonalnego w Rydze z 1428 roku idą dalej: Prusowie gardzą poświęconymi cmentarzami i wolą chować się, razem ze zwierzętami, na leśnych polanach oraz w pewnych miejscach świeckich, gdzie ich rodzice i przyjaciele pogrzebani zostali za czasów swojego pogaństwa, a na tych cmentarzyskach składają zmarłym potrawy.

Dwa dokumenty, trzy lata odstępu, dwa szczeble władzy kościelnej, a rzecz nazwana dwukrotnie ta sama: dawne cmentarzysko oraz posiłek na nim wystawiony. Jest to najtwardszy datowany grunt, jaki mamy dla karmienia zmarłych u Bałtów, twardszy niż jakikolwiek późniejszy opis tego, jak taki posiłek wyglądał i kto przy nim siadał. Pory roku nie podaje jednak żaden z tych dwóch zapisów, więc do jesieni tego gruntu przypisywać nie wolno.

Wykopaliska mówią to samo bez słów. Na pruskich polach grzebalnych zdarza się, że pochówki ciałopalne sprzed podboju i późniejsze pochówki szkieletowe leżą na tym samym cmentarzysku obok siebie: miejsce zostało to samo, obrzęd się zmienił, a przerwy między jednym a drugim nie widać w ziemi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Statuty ryskie obowiązywały w całej prowincji i ich brzmienie nie rozdziela Prusów od Łotyszy ani od Liwów i Estów, a ci dwaj ostatni Bałtami nie są.
  • Zakaz mówi, że coś się dzieje, i nie mówi, w którym dniu roku; jesienna pora obchodów jest wnioskiem z późniejszych zapisów, nie z tych dwóch dokumentów.
  • Pruskie geten nie ma pewnego objaśnienia, w odróżnieniu od kappyn.
  • Ciągłość miejsca widoczna w ziemi dowodzi, że grzebano dalej tam, gdzie grzebano wcześniej, a nie tego, że dalej robiono przy grobie to samo.

Skąd to wiadomoStatuty biskupa sambijskiego Michała Junge, 1425; konstytucje synodu prowincjonalnego w Rydze, 1428; cmentarzysko w Krekach w Pomezanii

Litwini i Łotysze; jesienna pora zmarłych; XVI-XX wiek

Ilgės i iļģi, jedna nazwa w dwóch mowach

Zebrane z ust

Litewska nazwa jesiennego święta zmarłych, Ilgės, i łotewskie iļģi to jedno słowo w dwóch bałtyjskich mowach, a to argument mocniejszy niż niejedna kronika.

Czytaj dalej

Na Łotwie pora zmarłych biegła od Michała, dwudziestego dziewiątego września, do Szymona i Judy, dwudziestego ósmego października, a miejscami aż do Marcina, który w łotewskim kalendarzu ludowym wypada dziesiątego listopada. Dusze nazywano veļi, a same dni miały własne imiona: veļu laiks, iļģu laiks oraz vecļaužu dienas, czyli dni dawnych ludzi.

Na Litwie ta sama pora nosi nazwę Ilgės, a obok niej chodzą nazwy gwarowe: Diedai, czyli dziady, Stalai, czyli stoły, oraz Uždūšinės. Po chrzcie całość osiadła na drugim listopada, na dniu, który w kościele łacińskim ustalił się dopiero około roku tysięcznego, a więc blisko czterysta lat przed chrztem Litwy: młodszym od samego chrześcijaństwa, lecz na Zachodzie od dawna już zadomowionym.

Dlaczego ta para słów waży tyle, ile waży: nie wzięła się ani z łaciny, ani z imienia świętego, ani z kalendarza kościelnego. To samo słowo stoi w dwóch językach, które rozeszły się na długo przed pierwszym zdaniem zapisanym w którymkolwiek z nich. Uczciwość każe jednak dodać, że Litwini i Łotysze sąsiadowali ze sobą przez cały ten czas, więc pożyczka z jednej mowy do drugiej jest tu równie możliwa jak wspólne dziedzictwo, a sama para słów tego nie rozstrzyga.

Cena tej mocy jest taka, że nazwa nie ma poświadczenia średniowiecznego. Spisano ją z ust ludzi między XVI a XX wiekiem, a więc wtedy, gdy drugi listopada był już dniem kościelnym od stuleci i na Litwie, i na Łotwie; wspólne słowo dowodzi zatem wspólnej mowy, a nie wspólnego obrzędu ani wspólnej daty sprzed chrztu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Litewskie Diedai to zarazem nazwa znana sąsiadom słowiańskim i kierunku pożyczki nie rozstrzygnięto.
  • Wspólna nazwa dowodzi wspólnego słowa; z obrzędu, który się pod nią kryje, każdy z zapisów notuje inny wariant.
  • Rozpiętość pory zmarłych podawana jest różnie i w części zapisów kończy się na Szymonie i Judzie, w części dopiero na Marcinie.
  • Sąsiedztwo litewsko-łotewskie trwało bez przerwy, więc wspólnej nazwy nie da się odróżnić od pożyczki między tymi dwiema mowami; wykluczono tu zapożyczenie z łaciny, nie zapożyczenie od najbliższego krewnego.

Skąd to wiadomoŁotewskie i litewskie nazwy jesiennej pory zmarłych w zapisach etnograficznych XVI-XX wieku: iļģu laiks, tēvu dienas, vecļaužu dienas, Ilgės, Diedai, Stalai

Litwini i Łotysze; zapusty; zapisy XIX-XX wieku

Święto, którego datę liczy się od Wielkanocy

Zebrane z ust

Litewskie Užgavėnės wypadają we wtorek przed Popielcem, czterdzieści siedem dni przed Wielkanocą. Datę tego rzekomo pogańskiego święta wylicza się z reguły soborowej.

Czytaj dalej

To, co się tego dnia dzieje, spisano z ust ludzi dopiero od XIX wieku: pochody w maskach, bójka Słoninnego z Konopnym, palenie albo topienie kukły zwanej Morė. Na Łotwie obchody w maskach, budēļi oraz ķekatas, chodziły od Marcina aż do Meteņi, czyli przez całą ciemną połowę roku, bez jednego dnia głównego.

Uczciwe zdanie brzmi tak: obrzęd wypędzania zimy może być starszy niż data, na której siedzi, ale sama data dowodzi czegoś odwrotnego, niż się jej zwykle każe dowodzić. Święto ruchome ma w rdzeniu rachubę chrześcijańską, a że jego treść jest przedchrześcijańska, nie zostało wykazane z żadnego datowanego zapisu.

Wielkanoc jest świętem ruchomym i liczy się ją dziś tak: pierwsza niedziela po pierwszej pełni przypadającej dwudziestego pierwszego marca albo później. Sobór w Nicei w 325 roku postanowił jedynie, że ma to być niedziela i że ma być jedna dla wszystkich; sam rachunek pełni i równonocy ułożono później, a na Zachodzie ustalał się jeszcze przez kilka stuleci. Wtorek zapustny stoi czterdzieści siedem dni przed Wielkanocą, więc Užgavėnės potrafią wypaść na początku lutego albo dopiero w marcu, wędrując z księżycem kościelnym, a nie ze słońcem gospodarza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ruchoma data dowodzi chrześcijańskiej ramy, nie chrześcijańskiego pochodzenia samego obrzędu.
  • Postaci Słoninnego i Konopnego znane są z zapisów XIX i XX wieku; starszego poświadczenia pod nazwą nie ma.
  • Łotewskie obchody w maskach rozciągają się na miesiące, więc zestawianie ich z jednodniowym litewskim wtorkiem zapustnym jest uproszczeniem.
  • Reguła, z której wylicza się dziś datę zapustów, nie pochodzi wprost z jednego postanowienia soborowego; składano ją przez kilka stuleci i na Zachodzie zmieniała się jeszcze długo po Nicei.

Skąd to wiadomoLitewskie i łotewskie zapisy etnograficzne XIX-XX wieku; rachuba Wielkanocy według reguły soboru nicejskiego z 325 roku

Litwini, Łotysze, Prusowie; nazwy miesięcy; XVII-XX wiek

Rok nazwany robotą w polu

Złożone później

Litewskie nazwy miesięcy mówią o żęciu żyta, siewie, paździerzu i opadaniu liścia. Pruskiej listy nazw miesięcy nie zachowała się żadna.

Czytaj dalej

Zestaw, który stoi dziś w kalendarzach, ustalono jednak w druku w XIX i XX wieku. Dawniejsze słowniki i kalendarze podają nazwy częściowo inne, a dla języka pruskiego nie zachowała się żadna lista miesięcy: dwa języki żywe dały się uporządkować, trzeci zgasł, zanim ktokolwiek spisał, jak dzielił rok.

Granica jest tutaj wyraźna. Nazwa miesiąca mówi, kiedy ludzie robili to, co robili, i nic ponadto; nie mówi, kiedy świętowali, i nie daje ani jednej daty obchodów. Za tą granicą kalendarz bałtyjski przestaje być zapisem, a zaczyna być zestawieniem podobieństw między jedną mową a drugą.

Litewskie rugpjūtis to żęcie żyta, rugsėjis to siew żyta, spalis to paździerze lnu, lapkritis to opadanie liścia, gruodis to zmarznięta gruda. Tuż obok stoją jednak nazwy, które o robocie nie mówią nic: balandis to gołąb, gegužė to kukułka, birželis to brzoza, liepa to lipa. W litewskim zestawie nie ma za to ani jednego świętego, ani jednego imienia boga i ani jednego odniesienia do przesilenia; rok nazwano tym, co się w nim robiło i co się w nim działo, a nie tym, co się w nim czciło.

Tradycja łotewska idzie podobnie, ale nie tak samo, i akurat na tym punkcie się rozchodzi: obok nazw gospodarskich stoją tam nazwy wprost kościelne, od miesiąca świec po miesiąc Jana i miesiąc Bożego Narodzenia. Waży tu najwięcej jedna: październik nosi nazwę veļu mēnesis, miesiąc zmarłych. Nazwa miesiąca i nazwa pory duchów pokrywają się co do słowa, i jest to jedyne miejsce bałtyjskiej rachuby czasu, w którym kalendarz i obrzęd noszą jedno imię.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nazwa rolnicza dowodzi rolniczego roku, a nie pogańskiego kalendarza obrzędowego.
  • Zestaw nazw, którym się dzisiaj posługujemy, jest wyborem dokonanym w druku, nie zapisem z epoki.
  • Łotewskie nazwy miesięcy mają kilka konkurencyjnych wersji regionalnych i veļu mēnesis nie wszędzie oznacza październik.
  • Wolność od imion świętych dotyczy zestawu litewskiego; łotewskie nazwy miesięcy biorą je z kalendarza kościelnego, więc jednej reguły dla obu mów postawić się nie da.

Skąd to wiadomoLitewskie i łotewskie nazwy miesięcy w słownikach i kalendarzach XVII-XX wieku; brak zachowanej listy staropruskiej

Wszystkie ludy bałtyjskie; XIII-XVIII wiek

Kalendarz, którego nikt nie spisał

Złożone później

Od 1249 do 1425 roku żaden dokument nie nazywa bałtyjskiego święta po imieniu. Koło ośmiu świąt, które dziś się drukuje, złożono z porównań.

Czytaj dalej

Policzmy, co średniowieczny zapis rzeczywiście zawiera. Jedną okazję w roku, wskazaną nie datą, lecz robotą, czyli raz w roku, gdy zbiory zwiezione. Jedno imię obchodów, w statucie z 1425 roku. Dwa zakazy ucztowania przy dawnych cmentarzyskach, z lat 1425 i 1428. Ani jednego dnia, ani jednej godziny, ani jednej kolejności obrzędu.

Cała reszta, czyli przesilenia, ognie, wiosenne budzenie ziemi oraz porządek świąt następujących po sobie, pochodzi z zakazów, wizytacji i druków XVI-XVIII wieku oraz z pieśni spisanych z ust ludzi w XIX i XX stuleciu. Są to świadectwa dobre, tyle że młodsze o trzysta do siedmiuset lat od rzeczy, o której mają zaświadczyć.

Metoda, którą wypełnia się tę lukę, stawia litewską pieśń obok łotewskiej i obok pruskiego słowa, po czym odczytuje to, co wspólne. Potrafi pokazać, że słowo albo gest jest stary. Nie potrafi jednak wyprodukować daty, a kalendarz bez dat nie jest kalendarzem, tylko listą pór roku z dopiskami.

Koło ośmiu świąt, złożone z dwóch przesileń, dwóch równonocy i czterech dat pomiędzy, jest układem sporządzonym później. Żadne bałtyjskie źródło średniowieczne nie nazywa równonocy, a wiosna ma poświadczenie najuboższe z całego roku: pierwszy datowany opis wiosennych obchodów pruskich pochodzi z niemieckojęzycznego pisma spisanego około lat dwudziestych XVI wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brak zapisu nie dowodzi braku obchodów; dowodzi, że nikt zainteresowany pisaniem nie miał powodu ich notować.
  • Niemieckojęzyczne pismo pruskie z lat dwudziestych XVI wieku znane jest wyłącznie z późniejszych odpisów i wydań, więc jego data jest datą treści, nie zachowanego egzemplarza.
  • Przypisywanie bałtyjskich obchodów do przesileń opiera się na zestawieniu z sąsiadami, a nie na bałtyjskiej dacie.
  • Niemieckojęzyczne pisma o obrzędach pruskich z pierwszej połowy XVI wieku wyszły z tego samego kręgu, w którym powstały opisy jawnie dorobione, więc świadczą przede wszystkim o tym, co wtedy pisano o Prusach.
  • Koło ośmiu świąt w dzisiejszej postaci ułożono w XX wieku i żadne bałtyjskie źródło, ani średniowieczne, ani nowożytne, go nie zna.

Skąd to wiadomoZestawienie: ugoda dzierzgońska 1249, statuty sambijskie 1425, konstytucje ryskie 1428 wobec druków XVI-XVIII wieku i zapisów pieśni XIX-XX wieku

Prusowie; Natangia, Barcja, Sambia; XIII-XVII wiek

Co kładziono do grobu już po chrzcie

Zapis z tamtych czasów

Na chrześcijańskich cmentarzach pruskich znajdowano monety, skorupki jaj i amulety z pazurów oraz kłów. Droga wymagała wyposażenia także po chrzcie.

Czytaj dalej

Ugoda z 1249 roku zabroniła palić i grzebać zmarłych razem z końmi, ludźmi, zbroją, szatami oraz innymi drogocennymi rzeczami, a chować nakazała po chrześcijańsku, na cmentarzach, nie zaś poza nimi. Ciałopalenie ustało. Wyposażanie grobu nie ustało, tylko zmalało do rzeczy, których żaden ksiądz nie miał jak zabronić.

Z przebadanych wykopaliskowo cmentarzysk w Równinie Dolnej pod Kętrzynem, w dawnym Alt-Wehlau oraz w Bezławkach pochodzą drobne dary składane wprost do jam grobowych: pieniądze, skorupki jaj, amulety z pazurów i kłów zwierzęcych, niekiedy broń. Same pochówki są z obrzędu chrześcijańskie i leżą w ziemi poświęconej.

To jest wypowiedź o drodze, a nie o drugim bogu. Moneta, jajko i pazur kosztują niewiele, mieszczą się w dłoni i nie rzucają się w oczy nikomu, kto pilnuje zakazu stosu; żałobnik wyposażał zmarłego dokładnie tak, jak mu na to pozwalał nowy porządek, i ani odrobinę mniej niż mógł.

Jak długo to trwało, widać po nazwach. Pruska pamięć o dawnych polach grzebalnych daje się śledzić w opisach granic aż po XVII wiek, gdzie obok siebie stoją pruskie nazwy typu kappyn, łaciński zwrot o cmentarzu pruskim oraz niemieckie słowo oznaczające miejsce palenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Moneta w grobie bywa też datownikiem przypadkowym, a nie darem, i rozstrzyga o tym układ w jamie, nie sam fakt znaleziska.
  • Skorupki jaj mogą pochodzić ze stypy odprawianej nad grobem, a nie z wyposażenia zmarłego.
  • Część cmentarzysk kopano w XIX i na początku XX wieku, więc dokumentacja bywa niepełna i odtwarzana z zapisów muzealnych.
  • Trzy wymienione cmentarzyska nie są sobie równe czasem: dary z okolic Wehlau pochodzą w większości ze stuleci XVII i XVIII, a więc z czasu odległego od zakazu z 1249 roku o czterysta lat i więcej.
  • Drobny dar w grobie chrześcijańskim bywa też zwyczajem sąsiedzkim przejętym razem z nową wiarą, a nie resztą dawnego wyposażenia zmarłego.

Skąd to wiadomoCmentarzyska badane wykopaliskowo: Równina Dolna pod Kętrzynem, prace z lat 1956-1957, dawne Alt-Wehlau, Bezławki; pruskie opisy granic XIV-XVII wieku

Prusowie, Litwini, Łotysze; znaleziska i podania

Pazury w grobie i stroma góra z opowieści

Złożone później

W grobach leżą amulety z pazurów, w podaniach dusza wspina się na stromą górę. Łączy je domysł, bo żaden dawny zapis nie mówi, po co te pazury.

Czytaj dalej

Znalezisko jest pewne: pazury i kły zwierząt, przewiercone i noszone, leżą w grobach bałtyjskich, także na chrześcijańskich cmentarzyskach pruskich. Przedmiot ma datę, bo datuje go grób, w którym leży, oraz warstwa, z której go wyjęto; o tym natomiast, co znaczył dla tego, kto go włożył, znalezisko milczy całkowicie.

Opowieść też jest pewna, tylko młodsza. W pieśniach i podaniach spisywanych z ust ludzi w XIX i XX wieku zmarły ma przed sobą stromą górę, na którą trzeba się wdrapać, a pazury rysia albo niedźwiedzia w tym pomagają; motyw wraca w kilku okolicach i w obu żywych językach bałtyjskich.

Spoina między jednym a drugim nie jest źródłem. Nigdzie między 1249 rokiem a XVIII wiekiem żaden dokument nie mówi, że pazur służy do wspinaczki, więc zdanie o pazurach wkładanych po to, by dusza miała czym się chwycić, jest wnioskiem z zestawienia dwóch rodzajów świadectw odległych o czterysta lat.

Bez tej spoiny da się powiedzieć mniej, lecz pewniej. Pazur noszono również za życia, zatem amulet w grobie może być własnością zmarłego, a nie narzędziem na drogę. Obie lektury pasują do przedmiotu; tylko jedna ma za sobą opowieść, i akurat ta opowieść jest młoda.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Amulet z pazura bywa też znakiem łowcy albo ochroną przed chorobą i te odczytania nie wykluczają się wzajemnie.
  • Motyw stromej góry zapisano w XIX i XX wieku, kiedy w obiegu była już drukowana góra Anafielas, więc zapis mógł zostać nią zabarwiony.
  • Nie wykazano, by pazury występowały częściej w grobach niż wśród przedmiotów noszonych za życia.
  • Stroma albo szklana góra, na którą trzeba się wdrapać, jest wędrownym motywem baśniowym znanym w całej Europie, więc jej obecność w zapisach bałtyjskich nie dowodzi, że należała do wyobrażeń o drodze zmarłego.

Skąd to wiadomoAmulety z pazurów i kłów w grobach pruskich, litewskich i łotewskich; podania i pieśni o stromej górze spisane w XIX i XX wieku

Litwini; Kernawa, Marwela, Obeliai, Elektreny; XI-XV wiek

Kości w jeziorze i denar z lat 1387-1390

Zapis z tamtych czasów

Spalone kości sypano także do wody. Przy takich kościach w Kernawie leżał denar bity między 1387 a 1390 rokiem, a więc już po chrzcie Litwy.

Czytaj dalej

W 1983 roku wybrano z jeziora przy Obeliai przepalone kości, ułamki naczyń oraz około dwóch i pół tysiąca przedmiotów. W 1993 roku nad Marwelą pod Kownem odkryto jamy z przepaloną kością, a w 2008 roku w jeziorze pod Elektrenami spalone szczątki datowane na XIV i XV stulecie.

Najwięcej mówi znalezisko z Kernawy: kości w rzece, a przy nich denar bity między 1387 a 1390 rokiem. Litwa przyjęła chrzest w 1387, więc moneta wyznacza nie wierzenie, tylko czas, i pokazuje, że sposób pozbywania się ciała, którego nie dopuszczał żaden przepis kościelny, był w użyciu w latach, gdy w Wilnie stawiano pierwsze kościoły.

Znalezisko tłumaczy też pewną lukę. Cmentarzysko bez grobów nie dowodzi, że ludzie przestali chować zmarłych, ponieważ kość wrzucona do wody nie zostawia ani kurhanu, ani pola grzebalnego, i dopóki nikt nie przekopie dna, po prostu nie istnieje na żadnej mapie ani w żadnym zestawieniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kości w wodzie mogą pochodzić z pochówku, z ofiary albo z przemieszczenia materiału przez rzekę i rozstrzyga o tym układ znaleziska, nie sam fakt zalegania w wodzie.
  • Denar datuje warstwę, nie obrzęd; z jego obecności wynika najwcześniejsza możliwa data, a nie dzień pogrzebu.
  • Liczba przedmiotów z jeziora przy Obeliai podawana jest z niewielkimi różnicami.

Skąd to wiadomoZnaleziska: jezioro przy Obeliai, 1983; Marwela pod Kownem, 1993; jezioro pod Elektrenami, 2008; Kernawa, kości z denarem z lat 1387-1390

Litwa; druk wileński; XIX wiek

Góra Anafielas wzeszła w 1835 roku

Złożone później

Szklana góra, na którą wdrapuje się dusza, weszła do obiegu z tomu wydanego w Wilnie w 1835 roku. Bałtyjskie źródła średniowieczne jej nie znają.

Czytaj dalej

W pierwszym tomie dziejów starożytnych narodu litewskiego, wydanym w Wilnie w 1835 roku, w części poświęconej mitologii pojawia się góra o nazwie Anafielas, na którą cienie muszą się wspinać. Im kto bogatszy był za życia, tym wejście trudniejsze, ponieważ dobra ziemskie ciążą duszy i ściągają ją w dół.

W ciągu dziesięciu lat nazwa przeszła do poezji, stamtąd do opisów popularnych, a z czasem została zlitwinizowana jako Anapilis i jest dziś używana tak, jakby była słowem dawnym. Drogi tej nie przeszła żadna weryfikacja źródłowa, przeszedł ją druk, a każde kolejne wydanie przyjmowało nazwę od poprzedniego bez pytania o metrykę.

W dokumentach nazwy nie ma. Nie ma jej w klauzuli z 1249 roku, nie ma w katechizmach pruskich, nie ma w statutach XV wieku ani w aktach procesowych. Do zapisu wchodzi w latach trzydziestych XIX stulecia, po polsku, w książce, i to jest cała metryka, jaką można jej wystawić.

Nie przesądza to, czy Bałtowie opowiadali o górze zmarłych, bo podania o stromym wzniesieniu spisywano niezależnie i w kilku okolicach. Przesądza natomiast nazwę: ta jest z 1835 roku. Szkło doszło jeszcze później, w wersjach młodszych od samego tomu, a datowanie jednego i drugiego wstecz jest traktowaniem drukowanej książki tak, jak się traktuje dokument opatrzony pieczęcią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy nazwa została wymyślona, czy zasłyszana i przekręcona; autor tomu podawał się za posiadacza rękopisów, których nikt później nie oglądał.
  • Motyw wspinaczki po stromiźnie mógł istnieć niezależnie od nazwy i zapisy podaniowe tego nie rozstrzygają.
  • Szkło jako materiał góry pojawia się w wersjach późniejszych od samego tomu z 1835 roku.
  • Szczegóły przypisywane tomowi z 1835 roku, wraz ze zdaniem o tym, że bogatszemu wchodziło się trudniej, bywają cytowane z drugiej ręki i narastały w kolejnych przeróbkach.

Skąd to wiadomoTom pierwszy dziejów starożytnych narodu litewskiego, Wilno 1835, część mitologiczna; nazwa Anafielas i jej litewska postać Anapilis

Litwini i Łotysze; nazwa Drogi Mlecznej; XIX-XX wiek

Droga Ptaków nad głową

Zebrane z ust

Litwini nazywają Drogę Mleczną Paukščių takas, Łotysze Putnu ceļš, czyli Ścieżką Ptaków. W obu mowach to ta sama nazwa i to samo wyjaśnienie.

Czytaj dalej

Nazwa jest w obu żywych językach bałtyjskich ta sama i tak samo przejrzysta: pas światła na niebie to droga, którą lecą ptaki. Nie potrzebuje ani komentarza, ani uczoności, bo tłumaczy się sama każdemu, kto jesienią widział klucz nad polem i słyszał go jeszcze długo po zmroku.

Do nazwy przylega w zapisanych podaniach przekonanie, że tą właśnie drogą idą zmarli, a dusza potrafi ruszyć w nią jako ptak. Jest to wyobrażenie, którego w dziale nie ma nigdzie indziej: zaświaty nie leżą pod ziemią ani za wodą, tylko nad głową, i są widoczne gołym okiem przez pół roku.

Poświadczenie jest jednak późne. Nazwę oraz towarzyszące jej opowieści spisano od XIX wieku, a w żadnym dokumencie średniowiecznym nie stoi ani ona, ani nic, co by ją zapowiadało; ptak niesiony na ręku w 1249 roku jest ptakiem łowów, nie duszą, i mieszanie tych dwóch obrazów jest błędem.

Trzeba to rozdzielić, i ostrożniej, niż się zwykle robi. Tę samą nazwę mają sąsiedzi, którzy Bałtami nie są: po estońsku i po fińsku Droga Mleczna też jest drogą ptaków. Wspólne słowo dowodzi więc wspólnego patrzenia w to samo niebo nad Bałtykiem, a nie bałtyjskiej starożytności nazwy. Opowieść przywiązana do nazwy może być od niej znacznie młodsza, bo opowieści przyklejają się do nazw łatwo i szybko.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Droga dusz na Drodze Mlecznej to wyobrażenie znane wielu ludom, więc jego obecność u Bałtów niczego nie wyróżnia.
  • Nie wykazano, by nazwa Ścieżki Ptaków od początku wiązała się ze zmarłymi; może opisywać wyłącznie przelot.
  • Zapisy XIX i XX wieku powstawały już po tym, jak w obiegu były drukowane opisy bałtyjskich zaświatów.
  • Estońska i fińska nazwa Drogi Mlecznej znaczy dokładnie to samo co bałtyjska, więc nazwa jest wspólna całej okolicy Bałtyku i przekracza granicę między Bałtami a ich ugrofińskimi sąsiadami.

Skąd to wiadomoLitewska nazwa Paukščių takas i łotewska Putnu ceļš w zapisach etnograficznych XIX-XX wieku

Litwa Pruska, Mierzeja Kurońska; XVII-XX wiek

Drewniane krikštai na mierzei

Zebrane z ust

Na cmentarzach Litwy Pruskiej stawiano drewniane krikštai, symetryczne figury z końskimi głowami, ptakami i roślinami. Najstarsze zachowane są siedemnastowieczne.

Czytaj dalej

Odczytanie, które rozsławiło krikštai, czyli że kształt dzieli się według płci zmarłego i że cała forma ciągnie się z czasów przedchrześcijańskich, opiera się na porównaniu kształtów, a nie na zapisie. Z żadnego dokumentu nie zostało to wykazane, a same deski milczą dokładnie tak samo jak pazury w grobach.

Co materiał pokazuje na pewno: protestancki cmentarz w pruskiej, litewskojęzycznej okolicy trzymał formę drewnianego znaku grobowego niepodobną do niczego w tradycji kamiennej i trzymał ją aż do XX wieku, dodając z czasem u szczytu mały krzyż, i to była cała ustępliwość, na jaką się zdobył.

Jest to dobre miejsce, żeby zobaczyć całą trudność tej sekcji naraz. Przedmiot ma datę i ma miejsce, przypisane mu znaczenie nie ma ani jednego, ani drugiego, a im starszego pochodzenia dla tego znaczenia się żąda, tym mniej dokumentów za nim stoi i tym pewniej brzmi zdanie, które je głosi.

Przedmiot wygląda tak: gruba ociosana deska, wycięta w figurę symetryczną, najczęściej w końskie głowy, ptaki, rośliny albo serca. Stawiano je na cmentarzach Mierzei Kurońskiej oraz w protestanckich okolicach Litwy Pruskiej. Trzeba tu rozdzielić dwie daty: opisy takich znaków grobowych spisano najwcześniej w XVII i XVIII wieku, natomiast same deski, które dotrwały do muzeów, są w przeważającej części dziewiętnasto- i dwudziestowieczne, bo drewno wbite w nadmorski piasek trzystu lat nie stoi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Część opracowań wywodzi krikštai z protestanckiej tradycji grobowej, a nie z dziedzictwa przedchrześcijańskiego.
  • Podział kształtów według płci zmarłego opisywano na podstawie zbiorów muzealnych, w których pochodzenie wielu desek nie jest udokumentowane.
  • Nazwa przedmiotu spokrewniona jest ze słowem oznaczającym chrzest, co samo w sobie kieruje ku okresowi chrześcijańskiemu.
  • Wiek przedmiotu i wiek obyczaju to dwie różne daty: deska ze zbiorów muzealnych bywa młodsza od pierwszego opisu takiego znaku o dwieście lat.

Skąd to wiadomoZachowane krikštai z cmentarzy Mierzei Kurońskiej i Litwy Pruskiej, najstarsze z XVII wieku

Rycerz na stosie

Jeniec wybrany losem i spalony w zbroi

To jest jedyne oskarżenie, przy którym świadectwo strony wrogiej brzmi najmocniej, a sprawdza się najsłabiej. Scena jest zawsze ta sama: los pada na pojmanego chrześcijanina, który płonie żywcem w zbroi i na koniu. Rozbieramy ją na części — ile razy naprawdę stoi w tekstach, które z nich są od siebie niezależne, co na to grób i czym ofiara różni się od egzekucji na jeńcu w środku wojny.

Prusowie, Litwini, Żmudzini; Prusy, Inflanty, Litwa; XIII–XVI wiek

Ile razy ta scena naprawdę stoi

Złożone później

Scena palonego jeńca wraca w kilkunastu tekstach, ale wychodzi z dwóch pni: kroniki inflanckiej sprzed 1290 i pruskiej z 1326. Reszta je przepisuje.

Czytaj dalej

Pnie są dwa. Rymowana kronika inflancka, spisana po niemiecku około 1290 roku i urwana na wydarzeniach tego właśnie roku, opisuje spalenie jeńca po klęsce zakonu nad Durbe z 13 lipca 1260. Drugi pień to łacińska kronika ziemi pruskiej ukończona w 1326 roku i ofiarowana wielkiemu mistrzowi Wernerowi von Orseln, gdzie palenie jeńca ma postać reguły, a nie pojedynczego zdarzenia.

Wszystko, co przychodzi potem, daje się odprowadzić do jednego z tych dwóch miejsc albo do tekstu, który sam z nich czerpał. Niemiecki poemat z lat trzydziestych XIV wieku przekłada kronikę z 1326 roku wierszem. Kronika Wiganda z Marburga z końca stulecia dorzuca nowe zdarzenia, ale zna już schemat. Szesnastowieczne kroniki pruskie kompilują poprzedników i dokładają świątynię z kapłanami, a dziewiętnastowieczne panteony nie mają żadnego nowego dokumentu.

Ten rachunek nie rozstrzyga, czy palenie było. Rozstrzyga co innego: liczba zapisów nie jest liczbą świadków, a powtarzalność sceny w kolejnych stuleciach nie dowodzi niczego poza tym, że kolejni pisarze czytali poprzedników. Kto chce oprzeć twierdzenie na masie świadectw, musi wpierw pokazać, że którykolwiek z późniejszych zapisów powstał bez znajomości wcześniejszego. Nie zostało to pokazane.

Liczenie świadectw po sztuce daje złudzenie zgody. Scena palonego żywcem jeńca — w uzbrojeniu i wraz z koniem, w darze dla bogów — wraca w kronikach zakonnych, w ich przekładach, w szesnastowiecznych kompilacjach pruskich i w piśmiennictwie XIX wieku, razem w kilkunastu miejscach. Wybór losem, który zwykle dopowiada się do tego obrazu, stoi tylko w części z tych zapisów. Rachunek wygląda zaś inaczej, gdy zapytać, ile z nich powstało niezależnie od pozostałych.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autor kroniki pruskiej z 1326 roku znał rymowaną kronikę inflancką — teksty tego nie rozstrzygają, więc niezależność obu pni jest prawdopodobna, ale nie wykazana.
  • Czy Wigand czerpał z akt zakonu, czy dopisywał zdarzenia do znanego wzoru — oryginał zachował się w strzępach.
  • Sam ten rachunek jest zestawieniem robionym dziś, nie świadectwem z epoki, i tak go trzeba czytać.
  • Sama scena nie jest w zapisach jednakowa: los stoi w jednych, a w innych zostaje tylko ogień — ujednolica ją dopiero streszczenie robione dziś.

Skąd to wiadomoRymowana kronika inflancka, ok. 1290; Kronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga, ukończona 1326; Kronika Wiganda z Marburga, lata dziewięćdziesiąte XIV w.

Litwini i zakon krzyżacki; Żmudź, Auksztota, Sambia; XIV wiek

Brat Gerhard Rudde, lipiec 1320

Zapis z tamtych czasów

Po klęsce 27 lipca 1320 roku Litwini mieli spalić wziętego żywcem brata zakonnego wraz z koniem i zbroją. Zapis powstał sześć lat później, w kancelarii pokonanych.

Czytaj dalej

Dwudziestego siódmego lipca 1320 roku wyprawa zakonna została rozbita pod Miednikami. Poległ marszałek Henryk von Plötzke wraz z gronem braci, a kilku wzięto żywcem. O jednym z nich, bracie Gerhardzie zwanym Rudde, kronika pruska mówi, że zawieziono go w głąb kraju i spalono żywego razem z koniem i uzbrojeniem, w darze dla bogów.

Maksimum bliskości nie znaczy jednak niezależności. Autor należał do zakonu i pisał o śmierci własnego brata z ręki nieprzyjaciela, przeciw któremu prowadzono wojnę wymagającą stałego uzasadnienia. Nie ma drugiego opisu tego zdarzenia spoza tego kręgu, nie ma dokumentu litewskiego, nie ma listu osoby postronnej. Imię i data wyszły spod jednego pióra.

Warto też zauważyć, czego w tym zapisie nie ma. Nie ma kapłana, świątyni, ołtarza ani stałego miejsca. Jest pole po bitwie, są zwycięzcy, jeniec i ogień. Wszystko, co później do tej sceny dorobiono — święty gaj, kolegium kapłanów, wieczny płomień — zostało dołożone w innym stuleciu i do niej nie należy.

Waga tego zapisu bierze się z odległości w czasie. Kronikę ukończono w 1326 roku, sześć lat po zdarzeniu, wewnątrz tej samej organizacji, która wyprawę wysłała i która swoje straty liczyła. Piszący żył wtedy, gdy rzecz miała się zdarzyć, i nazwał zabitego po imieniu. To jest maksimum bliskości, jakie ten temat w ogóle osiąga. Skąd wziął samą wiadomość, tego nie podaje.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba braci poległych i wziętych pod Miednikami różni się w przekazach; pewna jest data bitwy.
  • Czy spalenie było aktem ofiarnym, czy odwetem nazwanym ofiarą przez piszącego — z samego opisu tego nie wyczytać.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga, ukończona 1326; bitwa pod Miednikami 27 lipca 1320

zakon krzyżacki; Prusy; XIV wiek

Drugi zapis to ten sam zapis wierszem

Zapis z tamtych czasów

Niemiecki poemat o ziemi pruskiej z lat trzydziestych XIV wieku bywa liczony jako osobne świadectwo. Jest przekładem łacińskiej kroniki z 1326 roku.

Czytaj dalej

W latach trzydziestych XIV wieku, na zamówienie wielkiego mistrza Lutra z Brunszwiku, powstała niemiecka kronika ziemi pruskiej pisana wierszem. Czyta się ją osobno, ma własny język i własną publiczność — braci, którzy łaciny nie znali. Treść jest jednak przekładem: idzie rozdział po rozdziale za łacińską kroniką ukończoną w 1326 roku.

Dla naszej sceny ma to skutek arytmetyczny. Palenie jeńca w zbroi na koniu stoi w obu tekstach, lecz nie są to dwa świadectwa, tylko jedno w dwóch językach. Tłumacz miejscami rozszerza obraz, dokłada epitet i gest, bo wiersz tego wymaga — i właśnie te dodatki bywają potem przywoływane jako szczegół, którego łaciński pierwowzór nie zna.

Stąd prosta reguła robocza dla całego działu. Zanim policzy się świadectwo, trzeba sprawdzić, czy nie jest przekładem, streszczeniem albo wypisem z poprzednika. Przy Bałtach ten test wycina większość pozycji z listy, bo pisali o nich ludzie jednej organizacji, korzystający z tych samych akt i tej samej biblioteki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładnej daty ukończenia poematu nie znamy; mieści się między rokiem 1331 a 1341.
  • Część rozszerzeń tłumacza mogła pochodzić z ustnego przekazu w zakonie, ale żadne z nich nie ma potwierdzenia poza nim.

Skąd to wiadomoNiemiecki wierszowany przekład kroniki pruskiej, lata 1331–1341, i jego łaciński pierwowzór z 1326

Żmudzini, Kurowie, zakon w Inflantach; Kurlandia; XIII wiek

Durbe, 13 lipca 1260

Zapis z tamtych czasów

Najwcześniejszy zapis palonego jeńca u Bałtów dotyczy klęski zakonu nad Durbe z 13 lipca 1260 i stoi w kronice inflanckiej spisanej około 1290 roku.

Czytaj dalej

Trzynastego lipca 1260 roku nad jeziorem Durbe w Kurlandii wojsko zakonne poniosło klęskę od Żmudzinów. Zginął mistrz inflancki Burchard von Hornhausen wraz z marszałkiem pruskim, a szeregi zakonu opuścili w trakcie bitwy Kurowie, pędzeni do niej wbrew sobie. Rymowana kronika inflancka, spisana po niemiecku około 1290 roku, podaje, że jednego z wziętych braci spalono żywcem razem z koniem, w darze dla bogów.

Ten zapis jest o pokolenie wcześniejszy od pruskiego i powstał w innym kraju, w innej gałęzi zakonu, w innym języku i o innym nieprzyjacielu. Jeżeli oba są od siebie niezależne, scena ma dwa umocowania zamiast jednego. Tego jednak z samych tekstów rozstrzygnąć się nie da: obie gałęzie wymieniały ludzi i pisma, więc późniejszy autor mógł wcześniejszy poemat znać.

Klęska nad Durbe miała ciąg dalszy, który tłumaczy temperaturę opisu. Jesienią 1260 roku wybuchło wielkie powstanie pruskie, ciągnące się przez całe lata sześćdziesiąte, a w Kurlandii i Semigalii walki trwały jeszcze dłużej. Kronika powstawała, gdy rachunek strat był świeży, a jej odbiorcą byli ci, którzy mieli tę wojnę prowadzić dalej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba poległych braci podawana bywa około stu pięćdziesięciu; rachunek pochodzi wyłącznie z przekazów zakonnych.
  • Czy spalenie przypisano samym Żmudzinom, czy któremuś z oddziałów sprzymierzonych — przekaz nie jest w tym punkcie jednoznaczny.
  • Między bitwą a spisaniem kroniki leży około trzydziestu lat; zapis nie jest relacją świadka i nie podaje, od kogo pochodzi.

Skąd to wiadomoRymowana kronika inflancka, ok. 1290; bitwa nad Durbe 13 lipca 1260

Litwini i zakon; Żmudź, Prusy; XIV–XV wiek

Kronika, która dotarła przez tłumacza

Zapis po chrzcie

Największy zbiór opisów palenia jeńców zachował się niemal wyłącznie w łacińskim przekładzie z 1464 roku, zrobionym siedemdziesiąt lat po autorze.

Czytaj dalej

Wigand z Marburga spisał wierszem po niemiecku dzieje wojny zakonu z Litwą od 1293 do 1394 roku. Z oryginału ocalało kilkaset wersów. Całość znamy z łacińskiego przekładu prozą, który w 1464 roku wykonał Konrad Gesselen z Lubeki na zamówienie Jana Długosza, piszącego wtedy własne roczniki o dziejach Polski i jej sąsiadów.

Znaczy to, że najobszerniejszy zbiór opisów palenia i zabijania jeńców po obu stronach tej wojny przechodzi przez ręce tłumacza pracującego siedemdziesiąt lat po autorze, w innym kraju i na zamówienie strony, która z zakonem miała własny spór. Każde zdanie tego tekstu jest zdaniem podwójnie zapośredniczonym, a porównanie z ocalałymi wersami pokazuje, że przekład skraca i przestawia.

Nie unieważnia to Wiganda. Daty wypraw, nazwy zamków i imiona komturów dają się w wielu miejscach zestawić z dokumentami zakonu i zgadzają się. Rzecz w tym, że zgodność rachunku wojennego nie przenosi się na opis obrzędu: ten sam tekst, rzetelny przy liczbie chorągwi, bywa jedynym źródłem zdania o darze dla bogów, którego nie ma z czym zestawić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile z opisów obrzędowych pochodzi od autora, a ile dołożył tłumacz — bez oryginału nie sposób tego sprawdzić poza ocalałym fragmentem.
  • Czy Długosz zamawiał przekład całości, czy tylko partii dotyczących wojen z Polską i Litwą.

Skąd to wiadomoChronica nova Prutenica Wiganda z Marburga, lata dziewięćdziesiąte XIV w.; łaciński przekład Konrada Gesselena, 1464

Prusowie; Prusy; XIII–XIV wiek

Los pada na jedną trzecią łupu

Zapis z tamtych czasów

Kronika z 1326 roku opisuje podział łupu na trzy części i los wskazujący tę dla bogów. Skoro los cokolwiek wybiera, palenie nie mogło być regułą.

Czytaj dalej

Z takiego ustawienia płyną dwa wnioski, których zwykle się nie wyciąga. Po pierwsze, ofiara jest tu daniną od wojennego zysku, nie osobnym świętem: należy do podziału łupu tak, jak dziesięcina należy do żniwa. Po drugie, skoro los ma cokolwiek rozstrzygać, w normie musiały istnieć trzy możliwe wyniki, a nie jeden z góry przesądzony.

Opis z 1326 roku ma budowę rachunkową. Zdobycz zabraną chrześcijanom dzieli się na trzy części i rzuca los, aby wskazać tę, którą trzeba spalić bogom. W wylosowanej części bywają jeńcy, i wtedy płoną razem z resztą. Los nie jest w tym opisie ozdobą — to on rozstrzyga, co ginie, a co zostaje zwycięzcom.

To jest argument przeciw powszechności palenia, wyciągnięty z samego opisu, a nie wbrew niemu. Gdyby palono każdego pojmanego, los byłby zbędny. Los wskazuje jedną część z trzech, więc dwie pozostałe — a z nimi ludzie, którzy się w nich znaleźli — zostają przy zwycięzcach; ci zaś mieli wartość, bo jeńców po obu stronach przez całe stulecie sprzedawano, wymieniano i wykupywano. Opisany mechanizm nie mówi zatem o rzadkości palenia, tylko o mierze: ginie część, nie całość.

Tak samo liczy się koszt. Jeździec w uzbrojeniu, wraz z koniem i rzędem, był na tym polu łupem najcenniejszym, a spalenie go — zniszczeniem majątku na oczach patrzących, i właśnie dlatego robi wrażenie także na tych, którzy o tym czytali. Ile taki jeniec wart był w okupie, tego dla tej wojny nie umiemy podać liczbą, więc i wniosku o codzienności albo jej braku nie da się na cenie oprzeć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy podział na trzy części dotyczył każdej wyprawy, czy tylko większych — kronika nie podaje miary.
  • Czy jeńcy byli liczeni razem z rzeczami, czy osobno — tekst mówi o łupie, nie o osobach.
  • Czy w chwili losowania część przeznaczoną bogom wskazywano spośród trzech równych, czy tylko potwierdzano podział z góry ustalony — z opisu tego nie wyczytać, a od tego zależy, ile naprawdę płonęło.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga, 1326, partia o obyczaju Prusów i podziale zdobyczy

Prusowie, Litwini, Żmudzini; Prusy, Litwa, Inflanty; XIII–XIV wiek

Czym ofiara różni się od egzekucji

Złożone później

Zabicie jeńca staje się ofiarą dopiero wtedy, gdy zapis pokazuje wybór losem, adresata i ramę obrzędu. Bez tych trzech rzeczy zostaje wojna.

Czytaj dalej

Rozróżnienie jest sprawdzalne i ma trzy punkty. Obrzęd wymaga wyboru, który nie jest praktyczny — losu albo wskazania. Wymaga adresata, czyli imienia bóstwa lub formuły daru. Wymaga wreszcie ramy: miejsca, pory albo osoby prowadzącej. Egzekucja nie potrzebuje żadnego z tych trzech i w źródłach wojennych zdarza się bez ustanku, po wszystkich stronach tej granicy.

Przyłożone do naszych tekstów, kryterium daje wynik nierówny. Opis z 1326 roku ma los i adresata, nie ma miejsca ani prowadzącego. Przekaz inflancki ma dar dla bogów, ale losowania nie podaje wprost. Większość późniejszych wzmianek o spalonych braciach nie ma nic poza samym spaleniem — i dopiero czytelnik dokłada im ramę zapożyczoną z rozdziału o wierze.

Stronie spisującej różnica obojętna nie była. Zabicie jeńca to okrucieństwo wojenne, jakich pełno w ówczesnej Europie chrześcijańskiej, i nikogo nie wyjmuje spod prawa. Spalenie chrześcijanina w darze dla bożka to świętokradztwo — czyn, który sprawcę spod prawa wojny wyjmuje. Nazwa nie jest tu opisem, lecz kwalifikacją.

To dokładanie jest w tej sprawie błędem najczęstszym. Kronika opowiada wojnę, w której płoną zamki, wsie i ludzie po obu stronach, a powrót ochrzczonych do dawnych obrzędów ścigają kary zapisane w układach z pokonanymi. Gdy w takim tekście pada zdanie, że spalono jeńca, samo w sobie nie mówi o kulcie. Mówi o ogniu, który był w tej wojnie zwyczajnym narzędziem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy brak wzmianki o losie w przekazie inflanckim oznacza, że losowania nie było, czy że opis skrócono.
  • Czy palenie ciał po bitwie mogło być oczyszczaniem pola, a nie darem — żaden z tekstów tego pytania nie stawia.
  • Samo kryterium jest narzędziem złożonym dziś z rozsypanych zapisów, nie regułą wziętą ze źródła.

Skąd to wiadomoZestawienie zapisów: kronika inflancka ok. 1290, kronika pruska 1326, kronika Wiganda w przekładzie z 1464

zakon krzyżacki, Litwa, Żmudź; Prusy i Inflanty; XIV–XV wiek

Świętokradztwo, nie okrucieństwo

Złożone później

Zabicie jeńca było w ówczesnej Europie okrucieństwem. Spalenie chrześcijanina bożkowi było świętokradztwem — i dopiero to czyniło wojnę obowiązkiem wiary.

Czytaj dalej

Dar dla bożka działa inaczej. Chrześcijanin spalony ku czci bogów zamienia zbrodnię wojenną w zbrodnię przeciw wierze, a przeciwnika w bluźniercę, z którym wojna przestaje być wyborem, a staje się powinnością. Jedno słowo w zdaniu kronikarza przesuwa całą sprawę z porządku rycerskiego w porządek kościelny — i właśnie to przesunięcie jest tu do zmierzenia.

Kto na tym przesunięciu zyskiwał, widać po tym, czym ta wojna żyła. Wyprawy do Prus dawały odpust i co roku ściągały gości z Rzeszy, Anglii, Francji i Czech, a w Królewcu zastawiano dla najznamienitszych z nich stół honorowy. Taki napływ trzeba odnawiać każdej zimy, a odnawia się go obrazem, nie wywodem. Rycerz płonący w zbroi na koniu jest obrazem doskonałym: mieści całe uzasadnienie w jednej scenie.

Gdy spór trafił wreszcie przed sąd, zmienił jednak język. Pisma przedstawione w Konstancji w 1415 roku i skarga Żmudzinów odczytana tam 13 lutego 1416 roku spierają się o prawo do wojny z nieochrzczonymi i o to, kto chrzest utrudniał, a nie o stos po bitwie. Zarzut mocny w kronice, a boczny w piśmie procesowym, robi robotę retoryczną, nie dowodową.

Okrucieństwo wobec pojmanych nie było w tej wojnie niczym wyjątkowym ani jednostronnym. Kroniki notują ćwiartowanie, głowy nabijane na pal i palenie wsi z ludźmi, a układy zawierane z pokonanymi przewidują kary dla tych, którzy wróciliby do dawnych obrzędów. Zabicie jeńca nie odbierało wówczas nikomu ochrony prawa i nie czyniło z wojny granicznej niczego więcej niż wojną graniczną.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy zarzut ofiary z ludzi padał wprost w pismach procesowych obu stron w Konstancji — zestawienie tych pism pod tym kątem nie zostało zrobione.
  • Czy kurialne dokumenty nadające odpust powoływały się na ofiary z chrześcijan, czy na samo pogaństwo.
  • Związek między zarzutem ofiary a napływem gości jest wnioskiem wyciągniętym dziś z dwóch osobnych rzędów faktów; żaden zapis z epoki takiego rachunku nie stawia.

Skąd to wiadomoKroniki zakonne XIV w.; sezonowe wyprawy gości i stół honorowy w Królewcu; pisma soborowe z 1415 i skarga żmudzka z 13 lutego 1416

Liwowie, lud ugrofiński znad Gaui i dolnej Dźwiny; Inflanty; koniec XII wieku

Koń rozstrzyga o życiu jeńca

Zapis z tamtych czasów

Najstarsza scena losu nad chrześcijańskim jeńcem w tym rejonie dotyczy Liwów, a Liwowie nie są Bałtami. Jeniec przeżył, bo koń postawił właściwą nogę.

Czytaj dalej

Kronika Inflant spisana przez Henryka około 1224–1227 roku opowiada, jak nad Gaują pojmano niemieckiego duchownego imieniem Teodoryk i postanowiono złożyć go bogom. O wyroku miał zdecydować koń przeprowadzany nad włócznią: gdyby przestąpił ją nogą oznaczającą śmierć, człowiek by zginął. Koń postawił nogę życia, rzecz odczytano jako znak i jeńca puszczono wolno.

Scena zawiera wszystko, co potem przypisze się Bałtom: pojmanego chrześcijanina, losowanie, bóstwo jako adresata i patrzący tłum. Robi to jednak lud, który Bałtem nie jest. Liwowie mówili językiem z rodziny ugrofińskiej, bliskim estońskiemu, i siedzieli nad dolną Dźwiną oraz Gaują — obok Łatgalów, Zemgalów i Kurów, lecz nie w jednej z nimi mowie.

W tej samej kronice najcięższe opisy okrucieństwa trafiają w Estów i w mieszkańców Ozylii: palenie pojmanych żywcem oraz wycięcie i upieczenie serca zabitego, by zjeść je dla odwagi. To także nie są Bałtowie. Przy przenoszeniu takich zdań na Prusów czy Litwinów gubi się granica językowa, której autor kroniki akurat pilnował dość starannie.

Wniosek jest wąski i właśnie dlatego użyteczny. Obraz losu rzucanego nad jeńcem krążył nad Bałtykiem wcześniej, niż zapisano go o Bałtach, i po raz pierwszy zapisano go o kimś innym. Nie znaczy to, że u Bałtów takiej praktyki nie było. Znaczy, że pisarz sięgający po ten obraz w 1290 czy 1326 roku miał go już gotowego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy kronikarz oddaje przebieg wróżby wiernie, czy układa ją na wzór znanych sobie opisów — był stroną w sporze o chrzest Inflant.
  • Czy wróżenie koniem sięgało również ludów bałtyjskich — świadectwa o tym są znacznie późniejsze.
  • Zdarzenie z lat dziewięćdziesiątych XII wieku spisano około trzydziestu lat później, przez człowieka, który przybył do Inflant już po nim; źródła swojej wiadomości kronikarz nie podaje.

Skąd to wiadomoKronika Inflant Henryka, spisana ok. 1224–1227, o zdarzeniach z lat dziewięćdziesiątych XII wieku

Kurowie i Ozylianie; Kurlandia i Saaremaa; XIII wiek

Listy wyrzeczeń w aktach poddańczych

Zapis z tamtych czasów

Akty poddania z lat 1230 i 1241 wyliczają, czego pokonani mają zaniechać. Zakaz zabijania noworodków stoi w akcie z Ozylianami, a ci są Estami.

Czytaj dalej

W akcie zawartym z ludem Ozylii, na wyspie u wejścia do Zatoki Ryskiej, znalazł się zakaz zabijania nowo narodzonych dzieci. To zdanie wędruje potem po opisach wierzeń całego wschodniego Bałtyku jako dowód ofiar z ludzi. Wiąże ono jednak Estów, lud ugrofiński, a nie Kurów, Zemgalów czy Prusów, i nie mówi ani słowa o bogu jako adresacie.

Różnicę między zabiciem dziecka a ofiarą widać w tych aktach gołym okiem. Kiedy dokument chce mówić o kulcie, nazywa bożka albo obrzęd — tak jak układ dzierzgoński z 1249 roku nazywa bałwana czczonego po żniwach. Gdzie takiej nazwy nie ma, zostaje decyzja rodziny o dziecku, którego nie ma czym wyżywić: rzecz okrutna, lecz świecka i znana wówczas w całej Europie.

Akty poddańcze mają jeszcze jedną cechę, o której trzeba pamiętać przy każdym wyjętym z nich zdaniu. Nie są opisem, tylko warunkiem pokoju: wyliczają to, czego strona silniejsza chce zakazać, a nie to, co strona słabsza robiła. Zakaz może uprzedzać praktykę, może ją wyolbrzymiać, może też przepisywać formularz użyty wcześniej gdzie indziej.

Dwudziestego ósmego grudnia 1230 roku papieski wysłannik Baldwin z Alny zawarł układ z Kurami z ziem nadmorskich: mieli przyjąć księży, zachować pokój, płacić daninę i porzucić dawne obrzędy. Podobne instrumenty spisywano w następnych latach z kolejnymi ziemiami, a każdy niósł własną listę rzeczy do zaniechania — układaną przez stronę zwycięską i potwierdzaną przez duchownego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brzmienie klauzuli o dzieciach znamy z odpisów; jej zakres oddawany bywa raz jako zakaz zabijania w ogóle, raz jako zakaz zabijania córek.
  • Których ziem kurońskich dotyczył układ z 1230 roku — wymienionych w nim granic nie da się dziś wszystkich umiejscowić.
  • Tytuł Baldwina w tej dacie oddawany bywa raz jako legat, raz jako zastępca legata — a od tego zależy, z czyjego upoważnienia warunki postawiono.

Skąd to wiadomoUkład legata Baldwina z Alny z Kurami, 28 grudnia 1230; akt zawarty z ludem Ozylii, 1241

Prusowie z Pomezanii, Warmii i Natangii; Prusy; XIII wiek

Pogrzeb to nie ofiara wojenna

Zapis z tamtych czasów

Układ z 1249 roku nazywa bożka przy ofierze po żniwach, a przy ludziach palonych ze zmarłym nie nazywa nikogo. Dokument sam rozdziela te dwie rzeczy.

Czytaj dalej

Układ zawarty 7 lutego 1249 roku w Dzierzgoniu rozdziela obie sprawy własną gramatyką, i to jest w nim najciekawsze. Tam, gdzie zakazuje daru składanego po żniwach, wymienia bałwana z imienia. Tam, gdzie zakazuje palenia i grzebania zmarłych wraz z końmi, ludźmi, bronią i szatami, nie wymienia żadnego odbiorcy. Jedna klauzula ma adresata, druga go nie ma.

Idą za tym dwa całkiem różne kanały, które późniejsze opowieści zlewają w jeden. Człowiek spalony przy pogrzebie pana należy do porządku domu i spadku. Jeniec spalony po bitwie należy do porządku wojny i bogów. Zmieszanie ich daje wrażenie wiary domagającej się ludzi stale i wszędzie, podczas gdy dokumenty opisują dwie rzeczy niepowiązane.

Kanał pogrzebowy ma logikę, która bóstwa nie potrzebuje. Co należało do zmarłego, idzie z nim: koń, broń, szaty — a niewolny był w tym rachunku również własnością. Dlatego ludzie stoją w tej klauzuli dokładnie pomiędzy końmi a zbroją, w środku wyliczenia majątku. To nie jest teologia, tylko inwentarz przenoszony na stos razem z właścicielem.

Sprawdzianem jest rozłączność samych scen, nie tekstów. Żaden opis palonego jeńca nie wspomina pogrzebu, a żaden opis pogrzebu nie wspomina pola bitwy ani losowania — te dwa obrazy nigdzie na siebie nie zachodzą. Obok siebie stoją natomiast w jednym miejscu: kronika z 1326 roku wylicza jedno i drugie w tej samej partii o obyczaju Prusów, wyraźnie jako dwa osobne zwyczaje. Kto robi z nich jeden obyczaj, łączy to, czego nie łączy nawet tekst wyliczający oba naraz.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wymienieni w akcie ludzie to niewolni dokładani do stosu, czy także krewni idący w ogień z własnej woli.
  • Czy zakaz odnosił się do praktyki bieżącej, czy przepisano go z wcześniejszego formularza misyjnego.
  • Zestawienie obu kanałów jest przeglądem robionym dziś; żaden zapis z epoki nie mówi wprost, że to dwie różne rzeczy — mówi to dopiero układ klauzul i opisów.

Skąd to wiadomoUkład dzierzgoński (Christburg), 7 lutego 1249, klauzula o zmarłych i klauzula o darze po żniwach

Prusowie, Litwini, Łotysze; Sambia, Natangia, Auksztota, Kurlandia; V–XIII wiek

Co ziemia oddała, a czego nie

Zapis z tamtych czasów

Konia zabitego w obrzędzie ziemia oddaje w całości, z rzędem i wędzidłem. Człowieka nie odda, bo ludzi palono — i dlatego grób tu niczego nie rozstrzyga.

Czytaj dalej

Cmentarzyska pruskie dają materiał policzalny. Od wczesnego średniowiecza po XIII wiek chowano tam konie w osobnych jamach, w wydzielonej części cmentarza, w całości, nierzadko z uprzężą i wędzidłem. Zwierzę zabite w obrzędzie zostaje więc w ziemi w postaci, którą można zmierzyć, policzyć i datować, a jego szkielet przetrwał tysiąc lat bez uszczerbku.

Z ludźmi bywa odwrotnie, i to nie przez przypadek. Tam, gdzie panowało ciałopalenie — a w Prusach i na znacznej części ziem litewskich panowało — szczątki idą na stos, potem do jamy albo do popielnicy, przepalone i rozdrobnione. Na takim materiale nie rozstrzyga się, czy ktoś umarł z rany, ze starości, czy z ręki drugiego człowieka, a bywa, że nie rozstrzyga się nawet, ile osób jest w środku. Nie wszędzie jednak tak grzebano: u części ludów dzisiejszej Łotwy, zwłaszcza w głębi kraju, utrzymywał się obrządek szkieletowy i tam ta zasłona nie działa.

Stąd wniosek niewygodny dla obu stron sporu. Brak zabitego jeńca w grobie ciałopalnym nie jest dowodem, że go nie było, bo obrządek ten dowód niszczy u samego źródła. Ale twierdzenie, że był, nie ma w tym materiale oparcia: z pochówków bałtyjskich X–XIV wieku nie znamy takiego, w którym człowiek leżałby w układzie obrzędowym z ustaloną przyczyną śmierci — a tam, gdzie chowano szkieletowo, taki pochówek dałby się rozpoznać.

Kontrolą jest właśnie koń. Dowodzi, że ta ziemia i te cmentarze potrafią zachować istotę zabitą w obrzędzie wraz z całym szkieletem i rzędem. Gdyby ludzi składano tam tak samo, byliby widoczni tak samo. Że nie są, najprościej tłumaczy się stosem — ale to jest wyjaśnienie, nie dowód, i właśnie dlatego rozstrzygnięcia trzeba szukać w dokumentach, a nie w łopacie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pojedyncze pochówki podwójne bywają odczytywane jako pan ze sługą; przyczyny śmierci drugiej osoby nie ustalono w żadnym z nich.
  • Wschodni Bałtyk nie ma serii ciał z torfowisk porównywalnej z duńską, więc brak materiału, na którym takie pytanie dałoby się w ogóle postawić.
  • Na terenach z obrządkiem szkieletowym brak takiego pochówku znaczy więcej niż na terenach ciałopalnych — rozdzielenia tych dwóch rachunków dla Bałtów nikt dotąd nie postawił osobno.

Skąd to wiadomoCmentarzyska Sambii i Natangii z pochówkami koni, V–XIII w.; ciałopalne pochówki bałtyjskie tego samego okresu

Estiowie, Sambowie, Litwini; wybrzeże bursztynowe i Wilno; I–XV wiek

Milczenie tych, którzy patrzyli z bliska

Zapis z tamtych czasów

Czterej autorzy opisali bałtyjski obrzęd z bliska i żaden nie postawił zarzutu ofiary z ludzi, choć dwaj postawili go w tej samej księdze innym ludom.

Czytaj dalej

Około 890 roku żeglarz, który dopłynął do Truso przy ujściu Wisły, podyktował opis pogrzebu u ludu zwanego Estami. Jest tam trzymanie ciała niespalonego przez miesiąc i dłużej, picie i gra przy zmarłym, podział majątku na kupy wzdłuż drogi, wyścig konny o te kupy, wreszcie spalenie ciała z odzieżą i bronią. Człowieka na stosie w tym opisie nie ma.

Około 1075 roku opis Sambów mówi, że są ludźmi łagodnymi, ratują rozbitków i handlują bursztynem, lecz do swoich gajów nikogo nie wpuszczają. Ten sam autor w tej samej księdze opisuje świątynię w Uppsali, gdzie co dziewięć lat wiesza się w gaju po dziewięć sztuk każdego rodzaju istot żywych, w tym ludzi. Zarzut miał więc pod ręką i o Sambach go nie postawił.

Tak samo jest z najstarszym opisem Estiów, spisanym u schyłku pierwszego stulecia: czczą matkę bogów, noszą wizerunki dzika, zbierają bursztyn i nie znają jego wartości. O ofiarach z ludzi składanych w gaju ten sam autor pisze osobno, przy plemieniu germańskim znad Łaby. Dwa razy więc ta sama ręka rozdziela ludy według tego, co im przypisuje.

Ostatnie z tych milczeń jest najświeższe. Opis Litwy zebrany od duchownego, który pracował tam na przełomie XIV i XV wieku, wylicza gaje, węże karmione w domach, ogień podtrzymywany przez ludzi do tego wyznaczonych i żelazny młot czczony w jednej z ziem. Ofiary z człowieka w tym rejestrze nie ma, choć spisano go po to, by pogaństwo potępić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Milczenie źródła nie jest dowodem nieistnienia; każdy z tych opisów jest krótki i wybiórczy.
  • Czy najstarszy z tych autorów pisał z relacji kupców, czy powtarzał opis jeszcze starszy — jego znajomość wybrzeża jest pośrednia.
  • Z czterech autorów na miejscu byli tylko dwaj — żeglarz i duchowny pracujący na Litwie; dwaj pozostali pisali z drugiej ręki, więc ich milczenie waży mniej.
  • Opis Litwy nie jest zapiskiem samego duchownego, lecz cudzym streszczeniem jego opowieści, spisanym kilkadziesiąt lat po jego pobycie.

Skąd to wiadomoRelacja żeglarza z ok. 890 w staroangielskim przekładzie Orozjusza; dzieło hamburskie z ok. 1075; Germania z końca I w.; opis Litwy spisany w XV w. z relacji duchownego

Prusowie; Prusy Książęce; XVI–XIX wiek

Jak ogień przeniósł się z pola do świątyni

Złożone później

W 1326 roku jeniec płonie po bitwie, na polu. W kronice pruskiej z lat dwudziestych XVI wieku płonie w świątyni, przy kapłanach i wiecznym ogniu.

Czytaj dalej

Zmianę da się sprawdzić po szczegółach, których wcześniej nie ma. Pojawia się miejsce stałe, pojawia się osoba prowadząca, pojawia się kalendarz. Tekst z 1326 roku nie zna przy paleniu jeńca żadnego z tych trzech; ma pole, zwycięzców i los. Dopisek daje się więc datować nie z domysłu, lecz z tego, kiedy po raz pierwszy wchodzą do opisu nowe elementy.

Ta wersja wygrała, bo była lepiej opowiedziana i ukazała się wtedy, gdy Prusy Książęce potrzebowały własnej dawności. Przepisywali ją kolejni dziejopisowie pruscy przez XVI i XVII stulecie, a w wieku XIX dołożono do niej kapłanki pilnujące ognia i drukowano to jako wiedzę o dawnej wierze. Żadne z tych pięter nie ma za sobą dokumentu starszego niż piętro poprzednie.

Dla oceny samego zarzutu skutek jest ostry. Niemal wszystko, co dziś kojarzy się z bałtyjską ofiarą z człowieka — świątynia, kapłan, stały obrzęd, ołtarz — pochodzi z warstwy szesnasto- i dziewiętnastowiecznej. Z warstwy współczesnej zostaje jedno zdanie: pojmany na wojnie, los i ogień na polu, bez budynku i bez urzędu.

Między obu obrazami leży dwieście lat i żaden nowy dokument. Kronika pruska powstająca w latach dwudziestych XVI wieku dała Prusom trzech bogów na jednej chorągwi, praojca z bratem kapłanem, wieczny ogień i kolegium kapłanów przy nim. Samo miejsce kultu i jego zwierzchnika zna już kronika z 1326 roku — zna je jednak jednym zdaniem, bez ognia, bez świty i bez kalendarza. Szesnastowieczny opis dopiero z tego jednego zdania robi urząd, a w tak urządzonym świecie ofiara z człowieka przestaje być zdarzeniem wojennym i staje się czynnością tego urzędu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile ta kronika wzięła z miejscowego przekazu, a ile ułożyła — rozdzielić się tego nie da, bo powołuje się na pisma, których nikt poza nią nie widział.
  • Czy wieczny ogień w wersji szesnastowiecznej jest przeniesiony z opisów litewskich, czy ułożony na miejscu.
  • Ile z rozbudowy urzędu kapłańskiego to rozwinięcie owego jednego zdania z 1326 roku, a ile wzór wzięty z opisów litewskich albo z kościelnej hierarchii własnego czasu — rozstrzygnąć się tego nie da.

Skąd to wiadomoKronika pruska powstająca ok. 1517–1529 i kroniki pruskie XVI–XVII w., które ją przepisują

Litwini; pogranicze nadniemeńskie; XIV wiek oraz XIX wiek

Pileny 1336 i ich drugie życie

Zapis po chrzcie

Załoga grodu obleganego w lutym 1336 roku zginęła z własnej ręki i spłonęła wraz z grodem. Ofiarą dla bogów nazwano to dopiero w XIX wieku.

Czytaj dalej

Kronika obejmująca wojny zakonu z Litwą podaje, że w lutym 1336 roku wojsko zakonne wraz z gośćmi z Zachodu obległo gród zwany Pilenami, a broniący się, widząc, że obrony nie utrzymają, pozabijali własnych bliskich, spalili dobytek i zginęli sami; wodzowi przypisano dobicie towarzyszy i siebie. Opis znamy w postaci, jaką nadał mu łaciński przekład z 1464 roku.

W samym przekazie nie ma ani bóstwa, ani losu, ani obrzędu. Jest oblężenie bez wyjścia, w wojnie, w której pojmanych brano w niewolę albo zabijano, a gród spalony przez obrońców tracił dla napastnika wartość. Takie zachowanie zna historia wielu oblężeń w całej Europie i nie wymaga religii do wyjaśnienia; tekst też jej w tym miejscu nie przywołuje.

Drugie życie zaczyna się czterysta lat później. W XIX wieku scena stała się obrazem pogańskiej ofiary i emblematem narodowym: stosem, na który lud wstępuje dobrowolnie za wiarę i wolność. W tej postaci wróciła w poematach, w malarstwie i w opowieściach szkolnych, a stamtąd bywa przywoływana jako świadectwo obrzędu — czyli dokładnie jako to, czym nigdy nie była.

Rozdzielenie tych warstw jest łatwe, bo każda ma własną datę. Zdarzenie: luty 1336. Zapis: koniec XIV wieku, zachowany przez przekład z 1464. Odczytanie religijne: wiek XIX. Kto powołuje się na Pileny w sprawie ofiary z ludzi, powołuje się w rzeczywistości na warstwę najmłodszą z trzech.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Położenia grodu nie ustalono; wskazywano kilka miejsc nad Niemnem.
  • Ile szczegółów obrony pochodzi od kronikarza, a ile od tłumacza z 1464 roku — oryginał w tej partii nie zachował się.

Skąd to wiadomoKronika Wiganda z Marburga o oblężeniu z lutego 1336, znana z łacińskiego przekładu z 1464

Litwini i Łotysze; Litwa, Kurlandia, Liwonia; XIX–XX wiek

Mur, który żąda człowieka

Zebrane z ust

Jedyna opowieść o ofierze z człowieka, którą Bałtowie opowiadali o sobie sami, dotyczy muru zamku, została spisana w XIX wieku — i zna ją pół Europy.

Czytaj dalej

Gdy w XIX wieku zaczęto spisywać podania z ust ludzi na Litwie i Łotwie, pojawił się wśród nich wątek budowli, która się nie trzyma, dopóki w fundament albo w mur nie wejdzie człowiek — najczęściej dziecko lub młoda kobieta, czasem wskazana losem, czasem pierwsza, która przyjdzie o świcie. Opowiadano to o zamkach, o mostach i o kościołach.

Wędrujący wątek nie świadczy o obrzędzie w miejscu, w którym go zapisano. Świadczy o tym, że opowieść dobrze się przenosi, bo tłumaczy rzecz codzienną — dlaczego mur pęka — ceną, którą każdy rozumie. Żadnego z tych podań nie udało się związać z konkretnym zamkiem, w którego fundamencie znaleziono by człowieka.

To jedyne miejsce w całym materiale, w którym ofiarę z człowieka opowiadają sami Bałtowie, a nie strona, która z nimi wojowała. Tyle że akurat ten wątek nie jest ich własnością: te same podania zapisano na Bałkanach, w Niemczech, w Skandynawii, na Węgrzech i w Grecji, a wersja bałkańska ma pieśń o żonie zamurowanej w twierdzy — również spisaną z ust ludzi dopiero w XIX wieku, więc i ona o wieku samego wątku nie mówi nic.

Jest tu jednak rzecz warta odnotowania na drugą stronę rachunku. Wątek muru mówi o dziecku lub kobiecie w budowie, a nie o paleniu jeńca po bitwie. Gdyby pamięć o obrzędzie bitewnym przetrwała w przekazie ustnym, powinna zostawić ślad w pieśni albo w podaniu — a w zapisanych zbiorach łotewskich pieśni i litewskich podań nikt takiej sceny dotąd nie wskazał. Zbiory te liczy się w setkach tysięcy zapisów i nikt ich pod tym kątem nie przejrzał w całości, więc jest to brak wskazania, nie pewność braku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pierwszych zapisów tego wątku na Litwie i Łotwie nie da się cofnąć przed wiek XIX.
  • Czy brak palonego jeńca w folklorze wynika z zapomnienia, czy z tego, że rzecz była rzadka — jedno i drugie tłumaczy ten sam wynik.

Skąd to wiadomoPodania zapisywane z ust ludzi na Litwie i Łotwie od XIX wieku; ten sam wątek notowany w całej Europie

Kto chodzi po zmroku

Psy Boga i stół nakryty dla umarłych

W 1692 roku sąd w Jürgensburgu wysłuchał osiemdziesięcioletniego chłopa, który sam z siebie oświadczył, że jest wilkołakiem — i że wilkołaki są psami Boga, bo trzy razy w roku schodzą do piekła odebrać czarownicom zboże. Ten protokół nie ma w Europie odpowiednika. Obok niego stoją świadectwa o wiek starsze i zapisy o dwieście lat młodsze, którym łatwo uwierzyć na słowo.

Inflanty szwedzkie, 1691–1692

Psy Boga z Jürgensburga

Zapis z tamtych czasów

Osiemdziesięcioletni chłop powiedział sędziom, że wilkołaki są psami Boga i trzy razy w roku schodzą do piekła po zboże zabrane przez czarownice.

Czytaj dalej

W Jürgensburgu, dzisiejszej łotewskiej Zaube, sąd przesłuchał starca zwanego Thiess z Kaltenbrun; protokół przesłuchania nosi datę 1691, wyrok zapadł w roku następnym.

Wezwano go jako świadka w sprawie o kradzież kościelną, a on sam z siebie oświadczył, że jest wilkołakiem, i sprawa potoczyła się w stronę, której sędziowie nie przewidywali.

Zeznał, że wilkołaki nie znoszą diabła i że są psami Boga, a po śmierci idą tam, dokąd czarownice nie trafią.

Wymienił trzy noce w roku: noc świętej Łucji przed Bożym Narodzeniem, noc Zielonych Świątek i noc świętojańską.

Opowiedział, że w te noce schodzą do piekła po jęczmień, owies i żyto zabrane ludziom przez czarownice, i że od wyniku tej bitwy zależy urodzaj.

Dodał, że Niemcy mają własne piekło, do którego bałtyjskie wilkołaki nie chodzą, bo każdy lud odbiera swoje zboże osobno.

Nos złamał mu, jak twierdził, nieżyjący już chłop Skeistan, bijąc go miotłą obwiązaną końskim włosiem; sprawę tego złamanego nosa sąd znał z zapisu z 1681 roku.

Wezwanego duchownego, magistra Bucholtza, starzec odprawił, do układu z diabłem się nie przyznał, a skończyło się na chłoście i dożywotnim wygnaniu z parafii.

Piekło umieścił przy bagnie pod Lemburgiem, o pół mili od majątku człowieka, który przewodniczył sądowi — bliżej, niż sędzia chciałby słyszeć.

Sąd nie poprzestał na słowie starca: jeden z sędziów stwierdził, że nos rzeczywiście jest złamany, i zestawił zeznanie z zapisem sprawy z 1681 roku.

Układ tego zeznania ma w Europie bliskiego krewnego — w aktach inkwizycji z Friuli z lat 1575–1629 benandanti zeznawali, że wychodzą nocą walczyć z czarownicami o urodzaj i że z diabłem nie mają nic wspólnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data wyroku bywa podawana jako 10 albo 31 października 1692 roku, a liczba batów jako dziesięć albo dwadzieścia.
  • Wiek oskarżonego różni się w przekazach: raz osiemdziesiąt lat, raz osiemdziesiąt sześć.
  • Nie rozstrzygnięto, czy Thiess powtarzał to, w co wierzyła jego wieś, czy układał linię obrony pod pytania sądu, który sam podsuwał mu diabła.
  • Nie wiadomo, ile z porządku zeznania pochodzi od niego, a ile od pisarza protokołu, streszczającego chłopską mowę po niemiecku.
  • Wezwanie duchownego o nazwisku Bucholtz oraz zdanie o osobnym piekle Niemców stoją na pojedynczym przekazie; drugiego, niezależnego zapisu pod nie nie ma.
  • Nie rozstrzygnięto, czy pokrewieństwo z benandantimi to ślad wspólnego, starszego wyobrażenia, czy zbieżność dwóch sądów pytających o to samo w tym samym stuleciu.

Skąd to wiadomoProtokół sądowy z Jürgensburga z lat 1691–1692; wcześniejszy zapis sprawy o złamany nos z 1681 roku; akta szwedzkiego sądownictwa w Inflantach; druk protokołu w XX wieku.

Inflanty i Litwa, 1550–1585

Zanim trafił przed sąd, trafił do druku

Zapis z tamtych czasów

Zanim wilkołak stanął przed sądem, opisano go w książce: zjazd w noc Bożego Narodzenia, a próbą sprawności był skok przez zwalony mur.

Czytaj dalej

Olaus Magnus w dziele o ludach północy, wydanym w Rzymie w 1555 roku, opisał doroczny zjazd wilkołaków w noc Bożego Narodzenia, w umówionym miejscu w głuszy.

Próbą miał być skok przez mur zwalonego zamku; kto zbyt ociężały, dostawał razy od prowadzących, a bywało, że i gorzej.

U niego przemiana następuje po przejściu przez wodę, wilcza pora trwa dwanaście dni po Bożym Narodzeniu, a wilki biją bydło, lecz nie ludzi.

Peucer przytoczył też przypadek chłopa, który padł jak martwy przy uczcie, a ocknąwszy się twierdził, że gonił czarownicę przemienioną w motyla.

Hermann Witekind, który przez lata mieszkał w Rydze i pisał o tym do Wittenbergi, wrócił do inflanckiego wilkołaka w piśmie z 1585 roku, wydanym pod przybranym nazwiskiem.

Rozszerzone wydanie Kosmografii z 1550 roku należy do najwcześniejszych druków powołujących się na inflanckie zeznania sądowe o przemianie w wilka.

Olaus Magnus umieścił ten zjazd w księdze osiemnastej swojego dzieła i wskazał okolicę pogranicza litewsko-kurlandzkiego, a nie bezimienną głuszę.

Wśród rysów, po których odróżniał te wilki od zwykłych, wymienił i taki, że włamują się do piwnic po piwo.

Kaspar Peucer ogłosił traktat o rodzajach wróżb po raz pierwszy w 1553 roku i rozszerzał go w kolejnych edycjach; z przywoływanej zwykle edycji z 1560 pochodzi wersja z chromym chłopcem, który obchodzi kraj i zwołuje, a opieszałych chłoszcze żelaznym biczem do krwi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Żaden z tych autorów nie widział rzeczy na własne oczy — Olaus Magnus pisał z Rzymu, o kraju, do którego nie wrócił.
  • Nie wiadomo, czy chromy chłopiec i żelazny bicz to element opowieści miejscowej, czy dodatek przenoszony z druku do druku.
  • Przekazy różnią się co do pory: raz jedna noc, raz dwanaście dni po Bożym Narodzeniu.
  • Nie da się rozdzielić, co w tych opisach pochodzi z inflanckiej wsi, a co z wyobrażeń o przemianie w zwierzę, które krążyły wtedy po całej Europie.
  • Nie wiadomo, w której edycji traktatu o wróżbach chromy chłopiec pojawia się po raz pierwszy — dzieło wychodziło od 1553 roku i puchło z wydania na wydanie.
  • Pierwszeństwa druku z 1550 roku nie da się orzec: daty wydań mówią o kolejności tłoczenia, nie o kolejności, w jakiej wieść z Inflant docierała do piszących.

Skąd to wiadomoDruki z 1550, 1555, 1560 i 1585 roku; listy do Wittenbergi z połowy XVI wieku.

Inflanty i Estonia, 1527–1725

Trzydziestu jeden w wilczej skórze

Zapis z tamtych czasów

W estońskich aktach wilkołactwo bywało najczęstszym zarzutem o czary, a wśród oskarżonych przeważali mężczyźni — odwrotnie niż na zachodzie Europy.

Czytaj dalej

W aktach z lat 1527–1725 naliczono osiemnaście kobiet i trzynastu mężczyzn oskarżonych o szkody wyrządzone w wilczej postaci.

Pierwszą pewną egzekucję za czary w tych stronach zapisano w 1527 roku w majątku Saku pod Tallinem.

Estońskie akta z lat 1520–1725 mieszczą około stu czterdziestu procesów o czary, a zarzut wilkołactwa należał tam do najczęstszych.

Wśród dwustu sześciu oskarżonych o znanej płci mężczyźni stanowili około sześćdziesięciu procent — proporcja odwrotna niż w Europie Zachodniej.

W 1651 roku w Idavere na północnym wschodzie Estonii osiemnastoletni Hans przyznał, że od dwóch lat poluje jako wilk, i został skazany na śmierć.

W 1696 roku pod Vastemõisa świadek zeznał przed sądem o watasze jedenastu wilkołaków prowadzonej przez jednego z chłopów.

Tortur zakazano w Inflantach w 1686, w Estonii w 1699 roku; trzy ostatnie wyroki śmierci w tych sprawach zapadły w Dorpacie w 1699, a jeszcze w 1723 roku sąd dorpacki zamieniał karę w podobnej sprawie.

Zbiór dziewięciu kazań o czarach, wygłoszonych w ryskiej katedrze, wyszedł drukiem w Rydze w 1626 roku i dał inflanckim sądom gotową ramę pojęciową na takie zeznania.

W Idavere sąd wilka bynajmniej nie odrzucił: ślady psich ukąszeń na nodze chłopaka uznał za dowód, że przemiana zaszła naprawdę, a skoro zaszła — to za sprawą diabła, i dlatego skończyło się wyrokiem o czary.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby zależą od tego, co uznać za osobny proces: raz mówi się o osiemnastu sprawach, raz o trzydziestu jeden oskarżonych, i bywa to mylone.
  • Nie wiadomo, ile zeznań padło pod torturą, a ile dobrowolnie — a to zmienia wartość każdego z nich.
  • Nie rozstrzygnięto, czy sędziowie zapisali chłopską wiarę w wilkołaka, czy ją wytworzyli pytaniami o diabła.
  • Zdanie o wilkołactwie jako zarzucie najczęstszym pada w odniesieniu do Inflant; dla samej Estonii trzydziestu jeden oskarżonych wobec dwustu sześciu o znanej płci daje mniej więcej siódmą część spraw, więc miary trzeba pilnować i nie przenosić jednej na drugą.

Skąd to wiadomoAkta sądów ziemskich i miejskich z Estonii i Inflant z lat 1527–1725; druk ryski z 1625 roku; zestawienia archiwalne procesów o czary.

Litwa, Łotwa i pogranicze słowiańskie, XVI–XIX wiek

Wilcza sierść w nazwie

Złożone później

Litewskie vilkolakis powtarza słowiański układ członów: wilk plus sierść. Estoński libahunt nie ma z tym nic wspólnego, a opisuje to samo.

Czytaj dalej

Litewskie vilkolakis i vilkatas oraz łotewskie vilkatis i vilkacis stoją w jednym szeregu ze słowiańskim wilkołakiem.

Słowiańskie złożenie składa się z wilka i słowa oznaczającego sierść albo skórę, czyli mówi o kimś w wilczej skórze.

Litewskie vilkatas ma inną budowę i bywa objaśniane bez drugiego członu, jako formacja rodzima.

To samo złożenie idzie na południe — bałkańskie vukodlak i greckie vrykolakas — i tam przesuwa się ku upiorowi pijącemu krew.

W protokołach inflanckich, pisanych po niemiecku, pada urzędowe Wahrwolff, a nazwa miejscowa zwykle w ogóle nie wchodzi do akt.

Litewskie vilkolakis powtarza układ członów znany z postaci prasłowiańskiej; słowniki stawiają je obok siebie jako wyrazy pokrewne i na tym poprzestają.

Estońska nazwa libahunt stoi poza gniazdem bałtyjskim i słowiańskim, choć i w niej człon oznaczający wilka bywa objaśniany jako zapożyczenie, a człon pierwszy pozostaje niejasny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kierunek pożyczki nie został wykazany: czy Bałtowie wzięli złożenie od Słowian, czy oba języki odziedziczyły je z bliskiego sobie zasobu.
  • Nie ma zgody, czy vilkatas to skrót od vilkolakis, czy osobne, starsze słowo.
  • Łotewskie vilkacis bywa tłumaczone jako wilcze oko, co inni odrzucają jako wtórne dopasowanie.
  • Zapisy są późne: pierwsze pewne poświadczenia tych nazw w słownikach litewskich i łotewskich pochodzą dopiero z XVII–XIX wieku.
  • Drugi człon słowiańskiego złożenia objaśnia się zwykle jako sierść albo skórę, ale i to objaśnienie bywa podważane — a na nim stoi cały obraz kogoś w wilczej skórze.
  • Obok libahunt chodzą w estońskim inne nazwy, na południu soend, i nie wiadomo, która była w użyciu w czasach procesów.

Skąd to wiadomoNiemieckojęzyczne akta sądowe z XVI–XVII wieku; słowniki litewskie i łotewskie z XVII–XIX wieku; porównania językowe z materiałem słowiańskim i bałkańskim.

Prusy, Litwa i Łotwa, XIV–XX wiek

Laumy przy brodzie

Zebrane z ust

Pruska góra nazwana od laumy ma zapis z XIV wieku, ale prawie wszystko, co o laumach wiemy, spisano dopiero w XIX i XX stuleciu.

Czytaj dalej

Nazwa siedzi w krajobrazie wcześniej niż w księgach: pruskie wzgórze w Natangii zapisano w XIV wieku jako Laumygarbis, a w XV jako Lamegarben.

Litewska laumė przędzie i tka, a tęczę nazywano pasem, który zgubiła — laumės juosta.

Trzyma się wody: brodów, rzek, bagien, wilgotnych łąk i opuszczonych łaźni, czyli miejsc granicznych między gospodarstwem a nieoswojonym.

W podaniach litewskich laumė zabiera dziecko albo podmienia je na swoje, a dziecku porzuconemu naumyślnie robi krzywdę.

Na Łotwie ta sama istota zsunęła się ku czarownicy i weszła w język procesów o czary z XVI–XVIII wieku, gubiąc dawniejsze rysy.

Ogromna większość opowieści o laumach pochodzi z zapisów terenowych z XIX i XX wieku, a nie z ksiąg dawnych.

Żaden zapis z epoki pogańskiej nie wymienia laumy: pierwsze świadectwa to nazwa miejscowa i późne wzmianki w tekstach kościelnych.

Na Łotwie ta sama istota zsunęła się ku czarownicy, na Litwie utrzymała dawniejsze rysy — ale to, co z tego wynika dla wieku obu obrazów, pozostaje wnioskiem, nie zapisem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy człon w nazwie Laumygarbis odnosi się do istoty, czy do pruskiego słowa oznaczającego bagno i mokradło.
  • Nie wiadomo, kiedy dokonała się łotewska przemiana laumy w czarownicę — przed procesami o czary czy w ich trakcie.
  • Podmiana dziecka to wątek obecny w całej Europie; nie da się orzec, czy u Bałtów jest rodzimy, czy przywędrował.
  • Czternastowieczna metryka nazwy Laumygarbis pochodzi z przekazu wtórnego; samego dokumentu nie obejrzano.
  • Zdanie o braku zapisów z epoki pogańskiej trzeba czytać ostrożnie: Natangia w XIV wieku była już pod władzą zakonu, więc nazwa z tego stulecia jest śladem w krajobrazie podbitego kraju, a nie świadectwem pogaństwa o sobie samym.

Skąd to wiadomoPruskie nazwy miejscowe z XIV i XV wieku; akta procesów o czary z XVI–XVIII wieku; zapisy terenowe z Litwy i Łotwy z XIX i XX wieku.

Litwa i Łotwa, XVI–XX wiek

Boginie, które przędą los

Zebrane z ust

Osiemnaście stron druku z 1615 roku wylicza siedemdziesiąt sześć litewskich bóstw — a autor nie był na Żmudzi, materiał miał od mierniczego.

Czytaj dalej

Litewskie deivės to ogólna nazwa bogiń, a nie jeden wyodrębniony zespół; szesnasto- i siedemnastowieczne listy mieszają je z duchami domowymi i nazwami czynności obrzędowych.

Jan Łasicki w osiemnastostronicowym piśmie o bogach żmudzkich, spisanym około 1582 i wydanym w 1615 roku, wyliczył siedemdziesiąt sześć imion z krótkim opisem funkcji.

Łotewska Laima jest w pieśniach boginią losu, obecną przy porodzie i rozstrzygającą o dolę człowieka.

W tych samych pieśniach jej zakres częściowo pokrywa się z Mārą, przez co obie postacie bywają mylone.

Sztywne metrum i melodia utrudniały zmiany w pieśni, ale nie pozwalają datować jej treści — pieśń nie nosi daty.

Łasicki nie znał litewskiego i Żmudzi nie oglądał na oczy — wiadomości miał z relacji kogoś, kto tam pracował.

Maciej Stryjkowski pisał kronikę w tym samym czasie, a bogów wylicza wielokrotnie mniej; rozbieżność dzieli więc dwóch współczesnych sobie autorów, nie dwie epoki.

Wielkie łotewskie wydanie pieśni z lat 1894–1915 objęło w sześciu tomach blisko dwieście osiemnaście tysięcy tekstów i to ono, a nie żaden dawny zapis, jest głównym źródłem wiedzy o Laimie.

Liczbę tekstów podał sam wydawca jako przybliżenie, więc i ona nie jest rachunkiem co do sztuki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy Māra to bóstwo przedchrześcijańskie, czy Maria Panna wtopiona w pieśń.
  • Nie wiadomo, ile z siedemdziesięciu sześciu imion Łasickiego to bóstwa, a ile nazwy obrzędów, narzędzi i czynności źle zrozumianych.
  • Brak dowodu na ciągłość Laimy z czymkolwiek poświadczonym przed XVI wiekiem.
  • Liczba bóstw w kolejnych drukach rośnie — i nie wiadomo, czy przybywało wiedzy, czy przepisywań.
  • Osoby informatora Łasickiego nie potwierdzono na źródle pierwszym; mierniczy pracujący na Żmudzi to atrybucja powtarzana, a nie wyczytana z druku.
  • Zdanie o bogilniach wymyślonych w XIX wieku zdjęto, bo nie stało za nim ani jedno imię z nazwy; wróci wtedy, gdy będzie można wskazać konkretny przykład.

Skąd to wiadomoDruk z 1615 roku spisany około 1582; kronika z 1582; słowniki litewskie z XVII wieku; łotewskie wydanie pieśni z lat 1894–1915; zapisy terenowe z XIX i XX wieku.

Litwa, od świętego Michała do świętego Marcina, XV–XIX wiek

Stół nakryty dla umarłych

Zapis po chrzcie

Na noc zostawiano nakryty stół i palono w łaźni, żeby dusze zmarłych miały się w czym obmyć; kościelne zakazy dowodzą, że zwyczaj trwał.

Czytaj dalej

Litewska vėlė to dusza zmarłego; od niej ma nazwę listopadowe święto Vėlinės, a starsza nazwa brzmiała Ilgės.

Słowo to stoi w jednym gnieździe z imieniem Velinas, które po chrzcie zeszło do roli litewskiego diabła.

Jan Długosz w XV wieku i Maciej Stryjkowski w kronice z 1582 roku zgodnie umieścili obchody ku czci zmarłych w październiku.

Porę wyznaczano między świętym Michałem 29 września a świętym Marcinem 11 listopada, czyli po zwiezieniu plonów.

Zostawiano na noc nakryty stół albo jedzenie w izbie, palono w łaźni i stawiano wodę, żeby przybyłe vėlės miały się w czym obmyć.

W niektórych stronach jedzenie kładziono wprost na grobie i zostawiano do rana, a nazajutrz rozdawano ludziom.

Matthäus Prätorius objął parafię w Niebudszen w 1663 albo 1664 roku i przesiedział w niej około dwudziestu lat, aż w maju 1684 przeszedł na katolicyzm i wyjechał do opactwa w Oliwie; obrzędy Litwy Pruskiej opisał z własnego oglądu, rękopis zamknął około 1690 roku i poprawiał jeszcze w 1701.

Zakazy jedzenia i picia na grobach wracają w kościelnym prawodawstwie przez stulecia, a zakaz powtarzany przemawia za tym, że zwyczaj się trzymał — przemawia mocno, choć pośrednio.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy Ilgės to nazwa jednego dnia, czy całej jesiennej pory.
  • Październikowa data u kronikarzy bywa czytana raz jako konkretne święto, raz jako sezon rozciągnięty na tygodnie.
  • Nie da się oddzielić, ile w opisie Stryjkowskiego pochodzi z oglądu, a ile z przepisanych wcześniejszych ksiąg.
  • Sporne pozostaje, czy karmienie zmarłych to dziedzictwo przedchrześcijańskie, czy zwyczaj, który narósł wokół Zaduszek.
  • Październikowego datowania obchodów u Długosza i u Stryjkowskiego nie sprawdzono na wydaniach kronik; w karcie stoi ono na przekazie wtórnym.
  • Nazwa vėlė i imię Velinas stoją w jednym gnieździe, ale wyprowadzanie z tego jednego bóstwa zmarłych jest już krokiem porównawczym, nie odczytem.

Skąd to wiadomoKroniki z XV i XVI wieku; rękopis z lat 1690–1701 pisany przez naocznego świadka; kościelne zakazy synodalne; zapisy terenowe z XIX i XX wieku.

Łotwa, jesień, XVII–XX wiek

Łotewska pora duchów

Zebrane z ust

Łotewska pora duchów ma daty: od Michała do Marcina zmarli krewni siadają do stołu, a rodzina je z nimi w milczeniu.

Czytaj dalej

Łotewskie veļi to zmarli krewni, a ich pora nazywa się veļu laiks i przypada na jesień.

Początek wiąże się z Miķeļi, świętem Michała 29 września, koniec z Mārtiņi 10 listopada.

Veļi zaprasza się do domu: nakrywa się dla nich miejsce, stawia jedzenie w łaźni albo w stodole, a rodzina je w milczeniu.

Sprawozdanie jezuickie z końca XVI wieku opisuje łotewski pochód pogrzebowy — to jeden z nielicznych zapisów z epoki, spisany przez obcego i nieznającego języka.

Zasadnicza masa opisu pory duchów pochodzi jednak z pieśni i zapisów terenowych zebranych po połowie XIX wieku.

Nad zmarłymi ma pieczę Veļu māte, matka duchów, która przyjmuje ich na cmentarzu; obok niej pieśni znają osobną Kapu māti, matkę mogił, i te dwie postacie bywają ze sobą mylone.

Postaci zwanych matkami liczy się na Łotwie od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu, a część tego spisu ma za sobą tak niewiele pieśni, że jej dawność pozostaje wątpliwa.

Paul Einhorn był pastorem od 1621 roku, a od 1636 superintendentem Kurlandii; w pismach z 1627, 1636 i 1649 wyliczał łotewskie zwyczaje po to, żeby je wykorzenić — i dlatego je zapisał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Daty początku pory się różnią: jedni liczą od równonocy 22–23 września, inni od świętego Michała 29 września.
  • Nie rozstrzygnięto, czy Veļu māte to postać dawna, czy wyodrębniona dopiero w zestawieniach z XIX wieku, porządkujących pieśni w panteon.
  • Nie wiadomo, czy milczenie przy stole należy do obrzędu, czy jest dopowiedzeniem zapisującego.
  • Zapisy z epoki pochodzą od ludzi wrogich opisywanej rzeczy, więc trudno orzec, co pominęli.
  • Sprawozdania jezuickiego nie zidentyfikowano co do roku ani miejsca; „koniec XVI wieku" to wszystko, co da się o nim uczciwie powiedzieć.

Skąd to wiadomoSprawozdania jezuickie z końca XVI wieku; kurlandzkie druki z 1627, 1636 i 1649 roku; łotewskie wydanie pieśni z lat 1894–1915; zapisy terenowe po 1850 roku.

Prusy, luty 1249

Umowa, która zakazała palenia koni

Zapis z tamtych czasów

Traktat z 1249 roku zakazał Prusom palenia zmarłych z końmi i bronią, a przy okazji wymienił ludzi, którzy widzieli duszę lecącą środkiem nieba.

Czytaj dalej

Traktat zawarty w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku kończył pierwsze powstanie pruskie, a wynegocjował go legat papieski Jakub z Liège, późniejszy papież Urban IV.

Prusowie zobowiązali się nie palić zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią ani żadnym innym mieniem.

Zakazano czci oddawanej Kurkowi, wiązanemu ze zbiorem i zbożem.

Zakazano też utrzymywania tych, których dokument nazywa tulissones vel ligaschones, a którzy sprawowali obrzęd przy pogrzebie.

O nich powiedziano wprost, że wygłaszali pochwałę zmarłego i twierdzili, że widzą, jak ten leci środkiem nieba z koniem i orężem.

To jedyny zapis z epoki o pruskich mistrzach obrzędu pogrzebowego — wszystko inne o nich jest domysłem.

Prusowie mieli w pół roku postawić trzynaście kościołów w Pomezanii, sześć w Warmii i trzy w Natangii, a nadto porzucić wielożeństwo.

Umowa nie przetrwała roku: już w listopadzie 1249 doszło do bitwy pod Krukami i wojna ruszyła od nowa.

Legat działał z ramienia Innocentego IV.

Pod Krukami wycięto pięćdziesięciu czterech rycerzy, którzy się poddali — i tym skończył się rozejm zawarty dziewięć miesięcy wcześniej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dzień podpisania podawany jest jako 2 albo 7 lutego 1249 roku.
  • Nie rozstrzygnięto, kim byli tulissones i ligaschones: kapłanami, wróżbitami, płaczkami czy pieśniarzami pogrzebowymi.
  • Nie wiadomo, czy dwa słowa oznaczają dwie różne funkcje, czy jedną nazwaną na dwa sposoby.
  • Dokument spisano po łacinie i ręką strony zwycięskiej, więc nazwy pruskie mogły zostać zniekształcone przy zapisie.
  • Zdanie, że to jedyny zapis z epoki o pruskich mistrzach obrzędu pogrzebowego, jest twierdzeniem o stanie zachowania akt, a nie o samej rzeczy; przy tak przetrzebionym zasobie nikt nie może ręczyć, że nic więcej nie istniało.

Skąd to wiadomoDokument traktatowy z lutego 1249 roku; akta zakonu krzyżackiego z XIII wieku; korespondencja legacka.

Prusy, opis z 1326 roku o wieku XIII

Co się spali, to wstanie z tobą

Zapis po chrzcie

Kronikarz zakonu zapisał, że Prusowie palili przy zmarłym konie i psy, bo spalone miało wstać razem z nim i służyć jak przedtem.

Czytaj dalej

Kronikę ziemi pruskiej ukończył w 1326 roku Piotr z Dusburga, kapłan zakonu krzyżackiego.

Zapisał, że Prusowie spodziewali się powstania z martwych w tym samym stanie, w jakim żyli: możny miał wstać możnym, ubogi ubogim.

Dlatego przy możnym palono broń, konie, sługi, szaty, psy myśliwskie i ptaki łowne.

Przy prostym człowieku palono narzędzia jego rzemiosła, bo spalone miało wstać razem z nim i służyć jak przedtem.

Ten sam kronikarz jako pierwszy wymienił Romowe i stojącego tam Kriwego.

Opis palenia dobytku zgadza się z tym, czego zakazywał traktat z 1249 roku — i to jedyna kontrola, jaką na nim mamy.

Opisu Romowe i Kriwego nie potwierdza żadne inne świadectwo z epoki.

Kronikę zaczął około 1324 roku, zamknął w 1326, a potem uzupełniano ją o wypadki aż do roku 1330.

Od pierwszych walk z Prusami dzieliło go blisko sto lat, od końca podboju czterdzieści kilka — i pisał z pozycji tej strony, która Prusów podbiła, a potem pisała dzieje podboju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy Romowe i Kriwe istniały, czy są konstrukcją porządkującą pogaństwo na modłę Rzymu i papieża.
  • Nie da się orzec, ile z opisu pogrzebu kronikarz widział, ile usłyszał, a ile wziął z akt zakonnych.
  • Sporne jest, czy powstanie z martwych to pojęcie samych Prusów, czy kategoria podłożona przez piszącego chrześcijanina.

Skąd to wiadomoKronika ukończona w 1326 roku; dokumenty zakonne z XIII wieku; traktat z 1249 roku jako punkt odniesienia.

Truso u ujścia Wisły, około 890 roku

Trup w izbie przez pół roku

Zapis z tamtych czasów

Kupiec, który około 890 roku dopłynął do Truso, zapisał, że zmarły leży w domu pół roku, a majątek rozgrywa się w wyścigu konnym.

Czytaj dalej

Około 880–890 roku żeglarz Wulfstan popłynął z Hedeby do pruskiego Truso, a jego relację wpisano do staroangielskiego przekładu Orozjusza.

Przez cały ten czas rodzina i sąsiedzi piją i bawią się przy nieboszczyku.

Wulfstan twierdzi, że Estowie potrafią wywołać mróz i dlatego ciało nie psuje się w izbie przez cały ten czas.

Na koniec pali się każdego, bez względu na stan i bogactwo.

To najstarszy zachowany opis obrzędu pogrzebowego u ludu bałtyjskiego i pochodzi od człowieka, który tam był.

Zapisał, że u Estów zmarły leży niespalony w domu miesiąc albo dwa, a król i możny dłużej, w miarę majątku — najbogatsi nawet pół roku; ta liczba odnosi się do leżenia, nie do podziału dobytku.

Dobytek, który po piciu i grach zostaje, układa się w pięć albo sześć części wzdłuż drogi, najcenniejszą najdalej, a rozstrzyga o nim wyścig konny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ma zgody, czy Estowie Wulfstana to Bałtowie pruscy, czy ludność ugrofińska dalej na północ.
  • Wzmiankę o wywoływaniu mrozu jedni czytają jako przechowywanie ciała w lodzie, inni jako przypisaną Estom sztukę.
  • Pół roku podziału majątku może być liczbą usłyszaną, a może zaokrągleniem opowiadającego — sprawdzić tego nie ma na czym.
  • Sztukę wywoływania mrozu relacja przypisuje pewnej grupie wśród Estów, nie całemu ludowi; streszczenia tę różnicę zacierają.

Skąd to wiadomoRelacja wpisana do staroangielskiego Orozjusza pod koniec IX wieku; wcześniejsze rzymskie wzmianki o Estach jako tło.

Ruś, Polska i pogranicze bałtyckie, od 1047 roku

Droga słowa upiór

Złożone później

Najstarszy zapis tego słowa to przydomek pisarza z 1047 roku, a trzy konkurencyjne wywody jego pochodzenia nie zostały wykazane do dziś.

Czytaj dalej

Najstarszy znany zapis to przydomek nowogrodzkiego pisarza, który w 1047 roku podpisał przepisaną księgę jako Upir Lichyj.

Postać prasłowiańską odtwarza się z nosówką, a jej ślad widać w polskim wąpierz stojącym obok upiora.

Jedna droga wyprowadza słowo z przedrostka przeczącego i rdzenia oznaczającego lot — tego samego, który siedzi w nietoperzu.

Druga wiedzie je od turkijskiego ubyr, oznaczającego złego ducha albo czarownicę, przez kontakty na szlakach handlowych IX i X wieku.

Trzecia szuka ogniwa bałtyckiego i jest ze wszystkich najsłabiej obudowana zapisami.

Bałtowie nie mają własnego słowa z tego gniazda: litewskie nazwy upiora są albo opisowe, albo wzięte później z zewnątrz.

Do zachodniej Europy słowo weszło w pierwszej połowie XVIII wieku: francuskie pisma wspominają wierzenie już pod koniec XVII stulecia, w 1721 roku przeniósł je do niemieckiego czytelnika polski jezuita, a rozgłos dały mu austriackie dochodzenia w sprawie odkopywanych grobów w Serbii i na Wołoszczyźnie z lat 1725–1732, opisywane potem w prasie niemieckiej, francuskiej i angielskiej.

Poemat z 1813, opowieść z 1819 i powieść z 1897 roku wniosły do zachodniej literatury postać, a nie samo słowo — to już blisko sto lat po tym, jak słowo się w tych językach zadomowiło.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Żadna z trzech etymologii nie została wykazana; każda tłumaczy część materiału i rozbija się o resztę.
  • Nosówka w polskim wąpierz bywa używana jako argument za rodzimością słowa i za pożyczką jednocześnie.
  • Nie wiadomo, czy przydomek z 1047 roku oznacza już istotę z wierzeń, czy jest tylko przezwiskiem o zatartym sensie.
  • Ogniwo bałtyckie sprowadza się zwykle do zestawienia z litewskim czasownikiem o piciu; nie ma za sobą żadnego dawnego zapisu i dlatego stoi najsłabiej z trzech dróg.
  • Przydomka z 1047 roku nie sprawdzono w tym przebiegu na wydaniu rękopisu; data i brzmienie pochodzą z przekazu wtórnego.

Skąd to wiadomoKolofon rękopisu z 1047 roku; zapisy staropolskie i cerkiewnosłowiańskie; porównania językowe z materiałem turkijskim i bałtyckim; druki europejskie z XIX wieku.

Kaszuby, XIX wiek

Wieszczy i opi znad morza

Zebrane z ust

Na Kaszubach zmarłemu odcinano głowę łopatą i kładziono ją między nogi; odkopania grobu zapisano między innymi w 1819 i 1845 roku.

Czytaj dalej

Na Kaszubach upiora nazywano wieszczym, a groźniejszą jego odmianę opim.

Rozróżnienia dokonywano zaraz po urodzeniu: dziecko z błoną na głowie miało zostać wieszczym, dziecko z zębami — opim.

Wieszczy miał zabierać najpierw własną rodzinę, wypijając krew śpiącym pod jednym dachem.

Opi miał wygubiać całe wsie; pukał w okno i pytał, czy wszyscy śpią, a odpowiedź kosztowała rodzinę życie.

Przeciw niemu odcinano zmarłemu głowę łopatą i kładziono ją między nogi, żeby nie wstał.

Wkładano też do ust wapno, tłuczoną cegłę albo monetę, a między palce kartki z modlitewnika bez słowa amen, żeby miał się czym zajmować przez wieczność.

Zapisano konkretne wypadki odkopania grobu i odcięcia głowy: w Sierakowicach w 1819 i w Strzepczu w 1845 roku.

Kaszuby sąsiadują z dawną ziemią pruską, więc ten materiał bywa wciągany do bałtyjskiego — bez oparcia w jakimkolwiek zapisie.

Sama nazwa mówi, co ta istota robi: wieszczy to ten, kto zapowiada śmierć.

W zapisach kaszubskich wieszczy wstaje nocą, wchodzi na najwyższy budynek we wsi, najczęściej na dzwonnicę, i woła albo dzwoni — a kto usłyszy swoje imię, ten umiera.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Trzeci głośny wypadek z 1865 roku podawany jest pod nazwą wsi zapisywaną na dwa sposoby, a i data bywa przesuwana o kilka lat.
  • Nie wiadomo, czy błona i zęby to znak odczytywany naprawdę przy porodzie, czy tłumaczenie dorobione po śmierci dziecka.
  • Sporne jest, czy podwójna dusza to pojęcie ludowe, czy porządek wprowadzony przez zapisujących, którzy chcieli zebrać opowieści w system.
  • Wersje się rozchodzą: raz wieszczy wypija krew domownikom, raz zabija samym wołaniem z dzwonnicy, a podział ról między nim a opim bywa w zapisach odwrócony.
  • Odkopań w Sierakowicach w 1819 i w Strzepczu w 1845 roku nie potwierdzono na zapisie parafialnym ani prasowym; daty i nazwy zostają w karcie do sprawdzenia przed publikacją.

Skąd to wiadomoZapisy terenowe z Kaszub z XIX wieku; notatki parafialne i doniesienia prasowe o odkopaniach z lat 1819, 1845 i 1865; groby z nietypowym ułożeniem szczątków.

Prusy, Litwa i Łotwa, XVI–XX wiek

Czego Bałtom dopisano

Zapis po chrzcie

Widewuto, Patollo i sztandar z Romowe pochodzą z kroniki pisanej ćwierć tysiąclecia po podboju Prus, a nie z zapisu dawnego.

Czytaj dalej

Kronika pruska spisana w latach 1517–1529 przez Szymona Grunaua dała Widewuta i Brutena, bogów Patolla i Natrimpego oraz sztandar z Romowe.

Z niej właśnie pochodzi większość obiegowego obrazu religii Prusów, powtarzanego do dziś jako świadectwo dawne.

Grunau pisał ćwierć tysiąclecia po podboju Prus i nie miał do czego sięgnąć poza księgami zakonnymi i własnym układem.

Anonimowa Księga sudawska z XVI wieku porządkuje bogów pruskich w hierarchię, której nie zna żaden zapis z XIII wieku.

Ruch Romuva, do którego odwołują się dzisiejsze obrzędy, powstał w XX wieku i tak trzeba go opisywać — nie jako ciąg dalszy dawnej tradycji.

Listy bóstw rosną wraz z przepisywaniem, ale rachunek trzeba prowadzić po czasie pisania, nie po dacie druku: kronika i pismo o bogach żmudzkich powstały około 1582 roku, a liczbą imion różnią się wielokrotnie — druk z 1615 ogłosił to drugie o pokolenie później.

Wieczny ogień nie jest wymysłem XIX wieku: mówią o nim relacje z XV stulecia. Dziewiętnastowieczne jest dopiero to, co wokół niego zbudowano — kapłanki na modłę rzymskich westalek i stopnie wtajemniczenia.

Akta sądowe o wilkołactwo z XVI i XVII wieku stoją po przeciwnej stronie tego rachunku: powstały wtedy, gdy zeznający w tę rzecz wierzyli, i dlatego mówią o wierze więcej niż którakolwiek z późniejszych kompilacji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wykazano, czy cokolwiek z listy Grunaua ma oparcie w starszym przekazie, czy całość jest jego kompilacją.
  • Nie rozstrzygnięto, czy Księga sudawska korzysta ze źródła dawniejszego, dziś zaginionego.
  • Datowanie treści łotewskich pieśni pozostaje otwarte: forma jest sztywna, a zapis późny, i jedno nie dowodzi drugiego.
  • Spór o Romowe i wieczny ogień toczy się od stuleci i żadna strona nie ma świadectwa rozstrzygającego.
  • Autorstwo Księgi sudawskiej nie jest ustalone: przypisuje się ją duchownemu, którego listy datuje się na około 1545 rok i którego syn ogłosił tekst w 1561, albo uznaje ją za anonimowe pismo luterańskiego kleru z lat dwudziestych XVI wieku.

Skąd to wiadomoKronika pruska z lat 1517–1529; anonimowy rękopis sudawski z XVI wieku; druki z 1582 i 1615 roku; łotewskie wydanie pieśni z lat 1894–1915; akta sądowe z XVI–XVII wieku; dokumenty ruchów odnowy z XX wieku.

Sól, woda i stos

Sądzili czary, zapisali wiarę

Ostatni pogański zakątek Europy stanął przed sądem za to, w co wierzył, ale akta nie mówią jednym głosem. W Estonii na stos szli głównie mężczyźni, w Inflantach sądzono wilkołaka, który twierdził, że służy Bogu, a na Litwie topiono podejrzane jeszcze wtedy, gdy Szwecja dawno zakazała tortur. Pod każdym zeznaniem trzeba szukać pytania, które je wywołało.

Wiejski sąd w Inflantach podczas procesu o czary pod koniec XVII wieku
Współczesna rekonstrukcja artystyczna postępowania sądowego w Inflantach pod koniec XVII wieku; scena nie przedstawia jednej konkretnej, udokumentowanej rozprawy.
Inflanty, XIII–XVI wiek

Stos wpisany w prawo krajowe

Zapis z tamtych czasów

Zanim w Inflantach spalono pierwszą znaną osobę, kara za czary stała już w prawie krajowym, a synod ryski z 1428 roku kazał księżom donosić o każdym.

Czytaj dalej

Prawo krajowe Inflant, oparte na saskim zbiorze spisanym około 1225 roku, przewidywało za czary śmierć przez spalenie, a więc groźba istniała, zanim ktokolwiek zaczął ją wykonywać.

Synod prowincjonalny w Rydze w 1428 roku nakazał duchownym zgłaszać każdego, kto uprawia dawne obrzędy albo najmuje do nich kogoś innego.

Pierwsza pewna egzekucja za czary w Inflantach nosi datę 1527 i miejsce, jakim był majątek Saku pod Rewlem.

W 1588 roku w Juuru skazano na śmierć pięć kobiet, a w 1615 w Paide stanęło przed sądem dziewięcioro naraz, co w tych stronach było rzadkością.

Oskarżeni byli niemal wyłącznie chłopami mówiącymi po estońsku i łotewsku, sądzili zaś niemieccy panowie, mieszczanie i pastorzy.

Wyrok wykonywano zwykle przez spalenie żywcem, a ścięcie przed stosem bywało łaską, nie regułą.

Uchwała synodalna nie kazała upominać ani pouczać, tylko zgłaszać po to, żeby winnych spalono, i w takim brzmieniu została zapisana.

Od nakazu z 1428 roku do pierwszej pewnej egzekucji mija równe stulecie bez roku, a od trzynastowiecznej normy odstęp jest jeszcze dłuższy, tyle że jej datowanie pozostaje otwarte i nie należy z niego robić okrągłej liczby.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data 1527 opiera się na pojedynczym zapisie i nie wiadomo, ile spraw z XV i początku XVI wieku w ogóle trafiło na papier.
  • Nie da się ustalić, jak szeroko nakaz synodalny z 1428 roku był wykonywany, bo raporty proboszczów w komplecie nie zachowały się dla żadnej diecezji.
  • Redakcja prawa krajowego, w której stoi kara stosu, bywa datowana różnie, a jej związek z zapisem z około 1225 roku jest sporny.
  • Liczby dla Estonii i Inflant krążą w kilku wersjach, ale wszystkie sprowadzają się do jednego zestawienia sporządzonego z tych samych ksiąg, więc ich zgodność niczego nie potwierdza.

Skąd to wiadomoprawo krajowe Inflant w redakcji opartej na zbiorze z około 1225 roku; uchwały synodu ryskiego z 1428 roku; zapis o egzekucji z 1527; protokoły spraw z Juuru 1588 i Paide 1615; zbiorcze zestawienia spraw z lat 1520–1725 sporządzone na podstawie ksiąg miejskich i ziemskich

Estonia, majątek Põlula, 1542–1544

Sól, nad którą odmówiono trzy formuły

Zapis z tamtych czasów

Pięcioro poszło na stos za sól, nad którą ktoś wypowiedział trzy formuły. Sądził nie król ani miasto, tylko właściciel majątku, czyli mąż głównej oskarżonej.

Czytaj dalej

W 1542 roku w majątku Põlula na północy Estonii Johann von Meckes oskarżył o trucicielstwo własną żonę, szlachciankę Annę Zoyge.

Wróżbitka Margrete zeznała, że odmówiła nad solą trzy formuły i trzykrotnie na nią dmuchnęła, po czym sól miała stać się trucizną.

Podrzucona pod stopy ofiary miała sprawić, że ciało wypełni się wężami i ropuchami, i właśnie w takim kształcie sąd wpisał to do akt.

Na stos poszło pięcioro: służąca Anna, wróżbitka Margrete, młynarz, pasterz oraz jego żona.

Anna Zoyge zbiegła, wróciła w 1544 roku, została ujęta i skazana na śmierć, lecz akta nie mówią, czy wyrok wykonano.

Sądem był sąd dworski, a przewodniczył mu pan majątku, czyli oskarżyciel, ponieważ chłop podlegał jurysdykcji swojego dziedzica.

Rzecz istotniejsza od liczby ofiar leży w przedmiotach: sól, chleb, trzy wypowiedzenia i trzy dmuchnięcia wracają w bałtyjskich aktach jeszcze sto pięćdziesiąt lat później.

Stos dosięgnął wyłącznie ludzi z czeladzi i ze wsi, a jedyna oskarżona ze szlachty zdążyła uciec i o wykonaniu jej wyroku akta milczą, więc ta sama sprawa kończy się inaczej dla dworu, a inaczej dla podwórza.

Ponieważ akta sądów dworskich w większości nie powstawały, o pierwszeństwie tej sprawy nie da się orzekać — jest najstarszą zachowaną, co znaczy tylko tyle, że ktoś ją wtedy spisał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy wyrok śmierci na Annie Zoyge został wykonany, bo zapis urywa się na skazaniu z 1544 roku.
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy obraz węży i ropuch w ciele ofiary pochodzi od oskarżonych, czy od przesłuchujących, bo pytania nie zachowały się osobno.
  • Sprawa toczyła się przed sądem dworskim, który nie prowadził regularnych ksiąg, więc zachowany opis jest streszczeniem, a nie pełnym protokołem.

Skąd to wiadomozapis sprawy dworskiej z Põluli z 1542 roku; wzmianka o ponownym ujęciu z 1544; brak serii akt porównywalnej z protokołami sądów miejskich XVII wieku

Estonia i Inflanty, 1520–1725

Większość oskarżonych stanowili mężczyźni

Zapis z tamtych czasów

W Europie na stos szły głównie kobiety, a w Estonii spośród dwustu sześciu oskarżonych o znanej płci mężczyźni stanowili około trzech piątych.

Czytaj dalej

Wśród dwustu sześciu oskarżonych, u których dało się ustalić płeć, mężczyźni stanowili około sześćdziesięciu procent.

Na lata 1610–1650 przypada sześćdziesiąt pięć egzekucji, a rozpiska według płci wymienia dwadzieścia dziewięć kobiet i dwudziestu sześciu mężczyzn, więc rachunek nie domyka się o dziesięć osób.

Ścigano tu nie uczestniczki nocnego zlotu, lecz wiejskich fachowców od zdrowia bydła, zamawiania krwi i odczyniania szkody, a tym trudnili się przeważnie mężczyźni.

W procesie toczonym w Pärnu i okolicy w latach 1641–1642 pierwszym oskarżonym był chłop zapisany jako Laÿske Martt, a jego zeznanie pociągnęło następne.

Łańcuchy oskarżeń, które w Niemczech szły w dziesiątki ofiar, urywały się na tych ziemiach po kilku osobach.

Sprawy dworskie w większości nie zostawiły protokołów, ponieważ pan majątku nie miał obowiązku ich prowadzić, więc każda liczba z tych ziem jest dolną granicą.

Z lat 1520–1725 znanych jest z terenu Estonii około stu czterdziestu procesów, zwykle przeciwko jednej osobie, choć w Põluli spalono pięcioro naraz, a w Paide w 1615 roku przed sądem stanęło dziewięcioro.

Liczba oskarżonych o znanej płci podawana jest dwojako: raz jako dwustu sześciu z sześćdziesięcioma procentami mężczyzn, raz jako dwustu pięciu, wśród których mężczyzn naliczono stu szesnastu, czyli niecałe pięćdziesiąt siedem procent.

Odwrócenie reguły jest estońskie i inflanckie, a nie bałtyjskie, bo na Litwie mężczyźni stanowili około trzydziestu dziewięciu procent oskarżonych i pozostawali mniejszością, podczas gdy w zachodniej Europie kobiet było wśród oskarżonych trzy czwarte i więcej.

Bliżej Estonii leży pod tym względem Finlandia, gdzie mężczyźni to około czterdziestu ośmiu procent oskarżonych, a w XVI wieku od sześćdziesięciu do siedemdziesięciu pięciu.

Akta sprawy toczonej w Pärnu i okolicy w latach 1641–1642 przechowuje zespół tamtejszego sądu okręgowego i to z nich pochodzi imię pierwszego oskarżonego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba sześćdziesięciu pięciu egzekucji z lat 1610–1650 nie zgadza się z rozpiską na dwadzieścia dziewięć kobiet i dwudziestu sześciu mężczyzn i nigdzie nie jest wyjaśnione, skąd bierze się różnica.
  • Nie ma podstaw, by oszacować skalę sądów dworskich, które nie prowadziły ksiąg, więc udział mężczyzn policzono wyłącznie na materiale miejskim i ziemskim.
  • Dla Kurlandii krąży w popularnych opisach liczba około osiemdziesięciu poddanych spalonych w jednym majątku, ale nie ma dla niej oparcia w zachowanych aktach i nie należy jej traktować jak danych.
  • Z procesu w Pärnu znane jest imię pierwszego oskarżonego i sygnatura zespołu, natomiast ani liczby ofiar, ani rozkładu wyroków według płci nie udało się sprawdzić, więc żadnego z tych twierdzeń nie wolno stawiać jako ustalonego.
  • Estońskie zestawienia płci różnią się o jedną osobę i o trzy punkty procentowe, co przy dwustu przypadkach znaczy tylko tyle, że ktoś liczył inaczej, a nie że przybyło materiału.

Skąd to wiadomozestawienia sporządzone na podstawie protokołów sądów miejskich i ziemskich z XVI–XVIII wieku; akta sprawy z Pärnu z lat 1641–1642 w zespole tamtejszego sądu okręgowego; brak serii akt dla sądów dworskich

Inflanty, Kurlandia i Litwa, XVI–XVIII wiek

Próba wody, której nie dało się przejść

Zapis z tamtych czasów

Wrzucona do wody miała utonąć, jeśli była niewinna. W odzieniu tamtej epoki utonąć było trudniej niż wypłynąć, a rachunek i tak nie miał wyjścia.

Czytaj dalej

Próba zimnej wody polegała na związaniu rąk i nóg oraz wrzuceniu podejrzanej do rzeki lub stawu, przy czym kto nie tonął, uchodził za winnego, bo czysty żywioł go nie przyjął.

W Inflantach i Estonii tortura oraz próba wody należały do rutyny postępowania, nie do wyjątków.

W Wielkim Księstwie Litewskim próbę wody stosowano szeroko jeszcze w XVII i pierwszej połowie XVIII wieku, choć sądziły sądy świeckie: grodzkie, ziemskie, wójtowskie i magistrackie.

Zestaw pytań układano z góry, więc odpowiedzi składały się w ten sam wzór niezależnie od tego, co oskarżony wiedział o własnej wsi.

Tortury zniesiono w Inflantach w 1686 roku, a w Estonii w 1699.

Dziewięćdziesiąt lat różnicy między zakazem inflanckim a litewskim to nie różnica wiary, lecz różnica państwa, bo Inflantami rządziła Szwecja, a Litwą sejm szlachecki.

W Rzeczypospolitej, a więc i na Litwie, zakaz tortur oraz kary śmierci za czary przeszedł dopiero na sejmie 1776 roku, konstytucją o wyrokach w sprawach kryminalnych.

Na synodzie żmudzkim w 1752 roku biskup Antoni Tyszkiewicz zapowiedział, że do każdej pomówionej pośle trzech księży, żeby sprawdzili, czy jest o czym sądzić, i dopiero im zostawił prawo odesłania jej do sądu powiatowego.

We wczesnej nowożytności pławienie nie rozstrzygało już o winie, lecz dawało sądowi przesłankę do zastosowania tortur, i to dopiero tortury przynosiły zeznanie, na którym zapadał wyrok.

Pławionego wiązano i trzymano na powrozie, więc zanurzenie nie było utonięciem: w sprawie żmudzkiej z 1725 roku oskarżona sama wciskała głowę pod wodę, żeby zginąć od razu zamiast iść na męki, i utonąć jej nie pozwolono.

Na Litwie próbę wody znano w oskarżeniach o czary już na początku XVI wieku, bo wspomina o niej łaciński poemat o żubrze z lat 1521–1522, a zlecał ją sąd w toku procesu, inaczej niż w Koronie, gdzie sięgano po nią zwykle jeszcze przed wszczęciem postępowania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, jak często próbę wody rzeczywiście przeprowadzano, a jak często tylko nią grożono, bo protokoły zwykle odnotowują wynik, nie przebieg.
  • Zakazy tortur z 1686 i 1699 roku obowiązywały sądy państwowe, a jak długo utrzymywała się tortura na sądach dworskich, nie da się ustalić z braku ksiąg.
  • Data wystąpienia biskupa żmudzkiego przeciw procesom podawana bywa różnie w obrębie jego rządów w diecezji.
  • Dzienna data konstytucji z 1776 roku, podawana jako 23 października, oraz zdanie o uchwaleniu jej bez jednego sprzeciwu powtarzają się w obiegu, ale nie dało się ich potwierdzić w zapisie sejmowym.
  • Przy nazwisku Tyszkiewicza trzeba uważać, bo sto lat wcześniej, w 1643 roku, biskup wileński Jerzy Tyszkiewicz żądał na synodzie czegoś wprost przeciwnego: żeby parających się czarami męczono i wytępiono.

Skąd to wiadomoprotokoły sądów miejskich, ziemskich i grodzkich Inflant, Kurlandii i Litwy z XVI–XVIII wieku; szwedzkie akty znoszące tortury z 1686 i 1699 roku; konstytucja sejmowa z 23 października 1776 roku; listy pasterskie biskupów żmudzkich z XVIII wieku

Inflanty i Kurlandia, 1626–1668

Superintendent, który opisał to, co zwalczał

Zapis z tamtych czasów

Dziewięć kazań wydrukowanych w Rydze i księgi superintendenta Kurlandii to najlepszy opis łotewskiej praktyki, spisany po to, żeby ją wykorzenić.

Czytaj dalej

Hermann Samson, superintendent kościoła w Inflantach w latach 1622–1643, ogłosił w Rydze zbiór dziewięciu kazań o czarach, którego karta tytułowa nosi rok 1626.

Obaj stali na tym samym stanowisku: przemiany człowieka w wilka nie ma, jest podsunięte przez diabła złudzenie, co jednak wcale nie zdejmowało kary z tego, kto w nie wierzył.

W 1637 roku superintendent nakazał pastorom zgłaszać chłopów zbierających się w dawnych świętych miejscach.

Autorzy pisali o cudzej wierze z pozycji urzędu, więc porządkowali ją według własnych kategorii, a to, co u nich wygląda na system, we wsi bywało zbiorem osobnych czynności.

Zakazy i wizytacje dają daty oraz miejsca, lecz prawie nigdy imię chłopa, które pojawia się dopiero w aktach sądowych.

Paul Einhorn, pastor w Kurlandii i z czasem tamtejszy superintendent, ogłosił w Rydze w 1627 roku pismo przeciw dawnym obrzędom Łotyszów, w 1636 roku drugie, a w 1649 w Dorpacie trzecie.

Komisja kościelna badająca południową Estonię w latach 1667–1668 stwierdziła, że niemal w każdej parafii są ludzie schodzący się przy dawnych miejscach kultu.

Te same teksty, które miały praktykę zniszczyć, dają dziś jej najobszerniejszy opis z epoki, choć o pojedynczym zamawiaczu, jego słowach i zapłacie więcej mówi protokół sądowy niż kazanie.

Ile warte było uznanie wilkołactwa za samo złudzenie, widać po wyroku z 1692 roku: sąd nazwał rzecz diabelskim omamieniem i mimo to skazał na publiczną chłostę oraz dożywotnie wygnanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wydania ryskiego zbioru kazań podawany jest jako 1625 albo 1626, zależnie od tego, czy liczy się datę druku, czy datę na karcie tytułowej.
  • Nie sposób oddzielić w tych pismach tego, co autorzy widzieli w Inflantach i Kurlandii, od tego, co przepisali z niemieckich podręczników o czarach.
  • Ustalenia komisji z lat 1667–1668 znane są ze streszczeń, więc liczba parafii, w których rzeczywiście stwierdzono zgromadzenia, pozostaje niedookreślona.
  • Rok ryskiego zbioru kazań podawany jest raz jako 1625, raz jako 1626, przy czym zachowane egzemplarze noszą 1626, a skąd bierze się druga data, nie wiadomo — i nie należy sobie tego tłumaczyć różnicą między drukiem a kartą tytułową, bo to domysł, nie ustalenie.

Skąd to wiadomoryski zbiór dziewięciu kazań o czarach z 1626 roku; pisma superintendenta Kurlandii z 1627, 1636 i 1649 roku; nakaz zgłaszania zgromadzeń z 1637; protokoły komisji kościelnej badającej południową Estonię w latach 1667–1668

Inflanty w piśmiennictwie europejskim, 1550–1738

Jak Zachód wymyślił bałtyckiego wilkołaka

Zapis po chrzcie

Od 1550 roku uczeni Europy przepisują od siebie opowieść o inflanckich wilkołakach, a z każdym przepisaniem rośnie w niej to, czego nie widział nikt.

Czytaj dalej

W wydaniu kosmografii Sebastiana Münstera z 1550 roku stoi wzmianka oparta na relacji człowieka, który odwiedził Inflanty w latach 1547–1548, a według niej przyznawano się tam przed sądem do przemiany w wilki.

Olaus Magnus w dziele o ludach północy z 1555 roku rozbudował to w obraz zbiorowych wypraw w noc Bożego Narodzenia, prób sprawności i włamań do piwnic z piwem.

Caspar Peucer w traktacie o wróżeniu z 1560 roku dorobił do tego rodowód i wywiódł Estończyków oraz Łotyszów od Neurów, o których wilczych przemianach pisał Herodot.

Hermann Witekind w piśmie z 1585 roku powoływał się już na inflanckie sprawy, o których miał wiedzieć z pierwszej ręki.

Opowieść o kurlandzkiej karczmie z 1637 roku, gdzie podróżny miał omal nie wypić zaczarowanego toastu, obiegła Europę w opracowaniu z lat siedemdziesiątych XVII wieku, a w XVIII wieku wyśmiano ją jako niemożliwą.

Kronikarz inflancki Christian Kelch w 1695 roku wspominał wilkołaki już jak miejscową osobliwość, nie jak zagrożenie.

Wzmianka z 1550 roku wzięła się z relacji Johannesa Hasentödtera, który bawił w Inflantach w latach 1547–1548.

Filip Melanchton w wykładzie z 1559 roku wywiódł nazwę Narwy od starożytnego ludu o podobnie brzmiącym imieniu, a jego zięć Caspar Peucer dopisał do tego przemianę w wilki i całą genealogię Estończyków oraz Łotyszów.

W opisie z 1555 roku wśród biegnących w wilczej postaci jest jeszcze litewska szlachta, a dopiero w XVII wieku wilkołakiem bywa w tych pismach wyłącznie chłop mówiący po łotewsku albo estońsku — i to przesunięcie jest w całym łańcuchu najbardziej wymowne.

Opowieść o kurlandzkiej karczmie z 1637 roku ogłosił w latach siedemdziesiątych XVII wieku Christian Kortholt, a w zbiorze pism o magii z 1738 roku wyśmiał ją jako niemożliwą Eberhard David Hauber.

Już w 1555 roku stoi w druku, że inflanckiego wilkołaka robi się przez wypicie przygotowanego napoju i powtórzenie słów — dokładnie tak, jak sto trzydzieści sześć lat później opisał to przed sądem oskarżony z Jürgensburga.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wywód od Neurów jest doczepieniem antycznej lektury do żywych ludzi i nie ma za sobą żadnego świadectwa, choć powtarzano go przez półtora wieku.
  • Nie wiadomo, czy wzmianki z lat pięćdziesiątych XVI wieku sięgają jednej zaginionej sprawy sądowej, czy kilku niezależnych relacji.
  • Liczba i charakter procesów, na które powoływali się autorzy tych pism, pozostają niesprawdzalne, bo żaden nie podaje daty ani miejsca rozprawy.
  • Wywód od Neurów miesza dwa starożytne ludy o podobnie brzmiących nazwach i nie wiadomo, o którym z nich myślał każdy z piszących, co osłabia nawet tę pozorną ciągłość.

Skąd to wiadomokosmografia w wydaniu z 1550 roku; dzieło o ludach północy z 1555; traktat o wróżeniu z 1560; korespondencja uczonych z lat 1559–1560; pismo o czarach z 1585; relacja o zdarzeniu z 1637 ogłoszona w latach siedemdziesiątych XVII wieku; kronika inflancka z 1695; zbiór pism o magii z lat trzydziestych XVIII wieku

Inflanty szwedzkie, Jürgensburg, 1691–1692

Psy Boga i skradziony urodzaj

Zapis z tamtych czasów

Osiemdziesięcioletni Łotysz przyznał przed sądem, że jest wilkołakiem, i przez cały proces upierał się, że robi to dla Boga i przeciwko diabłu.

Czytaj dalej

28 kwietnia 1691 roku w Jürgensburgu sąd ziemski okręgu Wenden przesłuchiwał starego Thiessa z Kaltenbrunn w sprawie wilkołactwa, a przewodniczyli asesorzy Bengt Johan Ackerstaff i Gabriel Berger.

Thiess zeznał, że wilkołaki chodzą do piekła trzy razy w roku, w wigilię Zielonych Świątek, w noc świętojańską i w wigilię świętej Łucji, aby odebrać diabłu zboże oraz pożytek zniesiony tam przez czarowników.

Pytany o złamany nos odpowiedział, że uderzył go w piekle miotłą z przywiązanym końskim ogonem nieżyjący już chłop Skeistan z Lemburga.

Twierdził, że wilkołaki są psami Boga i ich dusze idą do nieba, diabeł zaś bierze dusze czarowników, a Niemcy mają własne, osobne piekło.

Nieurodzaj poprzedniego roku tłumaczył spóźnieniem, bo ruscy wilkołacy zdążyli pierwsi i odzyskali urodzaj dla swojej ziemi.

Sędziowie wracali do pytania o pakt z diabłem, a on za każdym razem odpowiadał, że diabeł nie ma z nim nic wspólnego, ponieważ on diabłu kradnie.

Powiedział, że wilkołactwo przyjął po napoju podanym mu w karczmie przez człowieka z Marienburga i że przekaże je dalej, podając kubek i trzykrotnie w niego dmuchnąwszy.

Wyrok zapadł 31 października 1692 roku pod przewodnictwem asesora Hermanna Georga von Trautvettera i opiewał na dwadzieścia par razów wymierzonych publicznie przez kata z Lemburga oraz dożywotnie wygnanie, z zastrzeżeniem zatwierdzenia przez sąd wyższy w Dorpacie.

Przed sądem stanął najpierw jako świadek w sprawie o kradzież w kościele, a wilkołactwo wypłynęło przy zaprzysięganiu, gdy karczmarz roześmiał się na widok jego przysięgi i powiedział, że przecież wszyscy wiedzą, kim on jest.

Zarzutu szkodzenia ludziom czarami nie postawiono mu ani razu, ale uzasadnienie wyroku wymienia obok wróżb, błogosławieństw i odciągania od Kościoła także kradzież cudzego bydła w wilczej postaci, do której sam się przyznał.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Sam Thiess zeznawał sprzecznie: najpierw twierdził, że porzucił wilkołactwo dziesięć lat wcześniej, potem przyznał, że był w piekle poprzedniej zimy.
  • Wiek podawany jest rozmaicie, bo z jednej strony opisano go jako osiemdziesięciolatka, z drugiej sam mówił, że w roku zajęcia Rygi przez Szwedów, czyli w 1621, umiał już orać i bronować.
  • Sprawę spotyka się i pod rokiem 1691, i pod 1692, ponieważ przesłuchanie oraz wyrok dzieli osiemnaście miesięcy.
  • Nie rozstrzygnięto, czy obraz psów Boga jest śladem dawnych wyobrażeń, czy obroną wymyśloną na potrzeby procesu.
  • Sposób, w jaki miał zostać wilkołakiem — napój i słowa nad kubkiem — stoi w druku już od 1555 roku, więc nawet szczegół, o który nikt go nie pytał, mógł przyjść z obiegu opowieści, a nie z własnej wsi.
  • Zeznał najpierw, że wilkołaki wkładają wilczą skórę wziętą od chłopa z Marienburga, a przyciśnięty zmienił wersję na to, że wystarczy rozebrać się w krzakach — szczegół pod pytaniem okazywał się ruchomy.

Skąd to wiadomoprotokół przesłuchania z 28 kwietnia 1691 roku; wyrok ogłoszony 31 października 1692 roku; akta karne sądu wyższego w Dorpacie z 1692; wzmianka w protokole o wcześniejszej sprawie w Nitau, którą sędziowie zbyli śmiechem

Inflanty i Kurlandia, XVI–XVII wiek

Chleb rozłamany na trzy części

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze łotewskie zamówienia na krew i ból przetrwały dlatego, że sąd kazał je powtórzyć na głos, a pisarz wpisał je do protokołu.

Czytaj dalej

W 1691 roku sąd w Jürgensburgu kazał oskarżonemu pokazać, jak błogosławi, więc ten rozłamał chleb na trzy części, obsypał solą, trzykrotnie wypowiedział słowa, obrócił talerz i dmuchnął.

Do protokołu trafiło łotewskie zamówienie na zatrzymanie krwi, mówiące o wyschłej wronie lecącej powietrzem, zapisane w brzmieniu oryginalnym i zaraz przełożone na niemiecki.

Formuła lecznicza zaczynała się od słońca i księżyca idących nad morzem, które mają przywrócić zwierzęciu odebrane życie oraz zdrowie.

Ten sam człowiek leczył konie, oparzenia i chore nogi, używał ziela zbieranego na łące oraz soli, nad którą wcześniej wypowiedziano słowa.

Chłop Gurrian Steppe przyniósł mu do pobłogosławienia pszenicę, jęczmień, owies, len i sól, każde osobno zawiązane w płótno, żeby krowa dawała mleko, a wilk nie szkodził bydłu.

Sąd kazał Gurrianowi własnoręcznie wrzucić zawiniątka w ogień, postawić go w niedzielę pod słupem kościelnym i wymierzyć mu dwanaście par razów.

Sto pięćdziesiąt lat wcześniej, w Põluli w 1542 roku, oskarżenie krążyło wokół tej samej soli i tych samych trzech wypowiedzeń, co pokazuje, jak trwały był ten zestaw czynności.

Brał za to jednego, dwa, czasem trzy szylingi, bywało że zboże albo prosię, a bywało że nic, i tłumaczył sądowi, że to nie jest kupiectwo, bo nikt tu nie żąda pieniędzy, tylko każdy daje z własnej woli.

Po pokazie sąd kazał mu zjeść własnoręcznie pobłogosławiony chleb, a resztę soli wrzucić w ogień na oczach zgromadzonych, czego dopełnił niechętnie i dopiero po naleganiach.

Zapytany, czemu wzywa słońce i księżyc zamiast Boga, odpowiedział tylko, że innych słów niż zwyczajne użyć nie umie, i więcej z niego w tej sprawie nie wyciągnięto.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się sprawdzić, czy zapisane formuły oddają brzmienie używane we wsi, czy kształt, jaki nadał im pisarz przekładający na niemiecki.
  • Otwarte pozostaje, czy wezwanie słońca i księżyca sięga czasów przedchrześcijańskich, czy powstało na wzór kościelnych błogosławieństw.
  • Oskarżony sam przyznał, że części formuł nie chciał wyjawić, więc zapis w protokole jest z założenia niepełny.

Skąd to wiadomoprotokół przesłuchania z 28 kwietnia 1691 roku, w którym zapisano formuły w brzmieniu łotewskim; zapis sprawy z Põluli z 1542 roku; wyrok z 1692 roku nakazujący spalenie pobłogosławionych zawiniątek

Inflanty i Estonia, 1691 oraz zapisy z XIX wieku

Smok, który nosi cudze mleko

Zebrane z ust

Dziewczęta nie bywały wilkołakami, tylko służyły latającym smokom i nosiły im cudze mleko. Tak brzmi zeznanie z 1691 roku, którego sędziowie nie drążyli.

Czytaj dalej

W protokole z Jürgensburga z 1691 roku pisarz zanotował słowo zapisane jako Puicken, w którym rozpoznaje się łotewskiego pūķisa, latającego nosiciela dobytku.

Zeznający tłumaczył, że dziewczęta nie bywają wilkołakami, lecz służą tym istotom i są posyłane po pożytek z mleka oraz masła.

Jest to w całej sprawie wzmianka, której sędziowie nie drążyli, bo pytali o pakt i o piekło, a nie o smoki.

Ta sama postać żyje w estońskich nazwach puuk, tulihänd, pisuhänd i kratt, oznaczających latającego nosiciela, który znosi gospodarzowi cudze zboże, mleko i pieniądze.

W podaniach spisanych w XIX wieku kratta składa się ze starych narzędzi, słomy i szmat, a ożywia go kropla krwi oddana za niego.

Estońskie i łotewskie opowieści o nosicielu zapisano masowo dopiero w ostatnich dekadach XIX wieku, a więc dwieście lat po wygaśnięciu procesów.

Różnica wobec Zachodu jest zasadnicza, bo tamtejsza czarownica szkodzi, a bałtyjski nosiciel przenosi i cudzy urodzaj nie ginie, tylko zmienia gospodarza.

Zeznający rozróżniał nie płcie, lecz wiek: kobiety wśród wilkołaków bywały, dziewczęta nie, i to właśnie dziewczęta miały służyć latającym nosicielom.

W skargach sąsiedzkich wraca zabieranie pożytku z mleka, masła i zboża, natomiast odstępstwo od wiary dopisywał już sąd i w takim kształcie stanęło ono w uzasadnieniu wyroku z 1692 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Estońskie puuk i łotewskie pūķis bywają wywodzone z dolnoniemieckiego, co przy istocie uchodzącej za rdzennie bałtyjską każe ostrożnie mówić o jej dawności.
  • Wzmianka z 1691 roku jest jedynym znanym zapisem sądowym tej postaci z tak wczesnej daty, więc odległość do zapisów XIX-wiecznych wypełnia domysł.
  • Nie wiadomo, czy nosiciel z zeznania i nosiciel z podań to ta sama figura, czy dwie pokrewne, które nazwano tym samym słowem.

Skąd to wiadomowzmianka w protokole przesłuchania z 28 kwietnia 1691 roku; estońskie i łotewskie zapisy podań gromadzone masowo w ostatnich dekadach XIX wieku; zarzuty zabierania pożytku z mleka i zboża w aktach spraw XVI–XVIII wieku

Inflanty i Estonia, 1629–1723

Stosy zgasiła instancja odwoławcza

Zapis z tamtych czasów

Inflanckich stosów nie zgasiło oświecenie, tylko szwedzki sąd wyższy w Dorpacie, bez którego zgody nie wolno było wykonać wyroku gardłowego.

Czytaj dalej

Szwecja przejęła Inflanty od Rzeczypospolitej w 1629 roku, a rok później powstał w Dorpacie sąd wyższy.

Sprawy trudne szły odtąd do zatwierdzenia wyżej, jak w 1691 roku, gdy sąd ziemski wstrzymał się z wyrokiem i czekał na przyjazd nowego sędziego ze Szwecji.

Tortury zniesiono w Inflantach w 1686 roku, a w Estonii w 1699.

Ostatni znany proces o czary w Dorpacie toczył się w 1723 roku i zakończył więzieniem zamiast stosu.

Procesy nie ustały z dnia na dzień, bo jeszcze przez cały XVIII wiek karano chłostą, zesłaniem i domem poprawy.

Kara za czary przeszła w ten sposób z prawa gardłowego w policyjne, bo ścigano już nie zbrodnię przeciw Bogu, lecz wprowadzanie ludzi w błąd.

Ostatnie egzekucje za czary w Dorpacie przypadły na rok 1699 i objęły troje ludzi, a wśród nich chłopa zapisanego jako Tattra Santi Michel.

W 1816 roku chłop imieniem Jakob dostał chłostę za to, że podawał się za umiejącego czarami wskazać złodzieja, a czterej jego pomocnicy skończyli na naganie.

Sąd ziemski, stanąwszy w 1691 roku przed sprawą, jakiej dotąd nie sądzono, nie odważył się orzec i odesłał rzecz do rozważenia wyżej, czekając na sędziego, którego okręt miał dopiero przypłynąć ze Szwecji.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok 1699 uchodzi za datę ostatnich egzekucji, ale dla majątków prywatnych brak ksiąg, więc jest to data ostatnich egzekucji odnotowanych.
  • Sprawa z 1723 roku bywa podawana jako ostatni proces o czary w Estonii, choć postępowania o wróżenie i zamawianie toczyły się później.
  • Zapis o chłoście z 1816 roku znany jest ze streszczenia i nie wiadomo, na jakiej podstawie prawnej ją wymierzono.

Skąd to wiadomoakta sądu wyższego w Dorpacie od 1630 roku; szwedzkie akty znoszące tortury z 1686 i 1699; wyroki dorpackie z 1699 i 1723; zapis o chłoście z 1816 roku

Wielkie Księstwo Litewskie, XVI–XVIII wiek

Litwa sądziła bez artykułu o czarach

Zapis z tamtych czasów

Statuty litewskie nie mają osobnego przepisu o czarach, a spraw zachowało się kilkaset. Sądziły je zwykłe sądy szlacheckie i miejskie.

Czytaj dalej

Sprawy o czary rozpatrywały w Wielkim Księstwie sądy świeckie, czyli grodzkie i ziemskie szlachty oraz wójtowskie i magistrackie w miastach.

Skala była wielokrotnie mniejsza niż w Niemczech czy Francji, mimo że Litwa przyjęła chrzest najpóźniej w Europie, bo w 1387 roku, a Żmudź w 1413.

W 1766 roku Tomasz i Anna Bagdzewiczowie pozwali sąsiadów właśnie za to, że nazwali ich złodziejami i czarownikami.

Konstytucja sejmowa z 23 października 1776 roku zniosła tortury oraz karę śmierci za czary w całej Rzeczypospolitej i przeszła bez ani jednego sprzeciwu.

Sprawy o czary toczyły się na Litwie jeszcze w latach siedemdziesiątych XVIII wieku, a więc równolegle z narastaniem sprzeciwu wobec nich.

Przepisy o czarach zapisano w drugiej redakcji Statutu litewskiego, przyjętej po decyzji sejmu bielskiego z 1564 roku i zatwierdzonej w 1566, i właśnie dlatego sądziła je na Litwie szlachta, podczas gdy w Koronie osobnego przepisu nie było, a spór o właściwość sądu ciągnął się aż do 1776 roku.

Pierwszy znany zapis postępowania o czary pochodzi z księgi kowieńskiego sądu wójtowsko-ławniczego z 1552 roku, a ostatni proces jeszcze w Rzeczypospolitej toczył się w 1771.

W wydanym zbiorze protokołów z lat 1552–1771 jest sto trzynaście spraw, w tym szesnaście samych protestacji, czyli skarg wniesionych bez żądania dalszego dochodzenia.

Wyrok śmierci zapadł w dwudziestu ośmiu sprawach, czyli mniej więcej w co czwartej, i była to zwykle kara stosu, rzadko łagodzona wcześniejszym ścięciem.

Spalenia odnotowano w tym materiale od 1566 do 1726 roku, a w typowym procesie oskarżano jedną osobę, dwie, najwyżej trzy.

Nazwanie kogoś czarownicą bywało zwykłą obelgą rzucaną w kłótni i tak właśnie broniła się 20 maja 1766 roku jedna z pozwanych, mówiąc, że czarownicą nie jest, tylko została tak nazwana w sprzeczce.

Próbę wody stosowano powszechnie, lecz nie rozstrzygała ona sprawy — była wstępem do tortur i dopiero z nich brało się zeznanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Krążą dwa wykluczające się twierdzenia: jedno, że Statut litewski z 1588 roku karał czary spaleniem, i drugie, że żadna z redakcji Statutu nie zawiera artykułu o czarach.
  • Liczba znanych spraw podawana jest ogólnikowo jako kilkaset i nie ma zgody co do tego, czy liczyć sprawy o zniesławienie przez nazwanie kogoś czarownicą.
  • Nie wiadomo, ile postępowań kończyło się egzekucją, bo znaczna część ksiąg grodzkich zaginęła, a zapisy wykonania wyroku bywają pomijane.
  • Sto trzynaście spraw to zawartość jednego wydanego zbioru, w którym najlepiej obsadzona jest Żmudź z Auksztotą, a reszta Wielkiego Księstwa ledwie zaznaczona, więc liczba ta jest dolną granicą, nie bilansem; do kwerendy trafiło zresztą to, co ocalało przypadkiem, bo ksiąg z takimi sprawami nie przechowywano starannie.

Skąd to wiadomoksięgi grodzkie, ziemskie i magistrackie z XVI–XVIII wieku; redakcje Statutu litewskiego z 1529, 1566 i 1588 roku; konstytucja sejmowa z 23 października 1776 roku

Litwa i Żmudź, 1641–1769

Szatria, krew ściętego i zielarka ze szlachty

Zapis z tamtych czasów

Spalona szlachcianka, która broniła się tym, że jest akuszerką, i dwie kobiety zatrzymane przy zbieraniu krwi ściętego, to litewskie akta z datami.

Czytaj dalej

W 1703 roku sądzono tatarską wdowę Eminę Muśnicką i jej córkę Marjonę o rzucenie uroku na Tatarkę z tej samej osady.

W 1742 roku starosta Antoni Towiański zarzucił zakonnikom, że tolerują czarowników Michała i Kazimierza Łazarów, obwinianych o kilkadziesiąt zgonów.

W 1756 roku kilku mężczyzn osadzono w zamku wileńskim pod zarzutem czczenia diabła, a Michała Tupalskiego i Jana Ruseckiego spalono.

W 1769 roku zatrzymano Magdalenę Daszkiewiczównę i Krystynę Bykowską przy próbie zebrania krwi ściętego Macieja Boczkowskiego.

Wśród oskarżonych są szlachcianki, Tatarki, chłopi i mieszczanie, więc zarzut o czary nie był na Litwie bronią jednej warstwy przeciw drugiej.

Proces popadii Rainy Hromyczyny ruszył w 1630 roku z woli litewskiego marszałka i ciągnął się blisko dwa lata, a sama oskarżona oferowała jego słudze sto złotych za wypuszczenie.

Szatria pojawia się w zeznaniach dopiero w latach trzydziestych XVIII wieku i przychodzi w komplecie z wyrzeczeniem się Boga, czyli razem z zestawem pytań przywiezionych z zachodnich podręczników, co czyni z niej miejscową nazwę wstawioną w cudzy schemat.

W 1725 roku w Botokach na Żmudzi sędziowie usłyszeli, że czarownice dzielą się na pułki po trzynaście albo trzydzieści osób i mają wśród siebie porządek miejsc na zlocie.

W 1702 roku w parafii łuknickiej spalono staruszkę, matkę kanonika, choć syn błagał sędziów o jej uwolnienie, a królewski list żelazny przyszedł za późno.

5 maja 1703 roku August II wydał w Malborku uniwersał nakazujący, by czarownice sądziło odtąd duchowieństwo; szlachcie łamiącej ten zakaz groziła kara tysiąca złotych węgierskich, a chłopom szubienica.

W 1736 roku biskup Józef Karp ogłosił list pasterski z ostrzeżeniem, że świecki, który poważy się sądzić czarownicę, sam będzie karany jak rozbójnik.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy zlot na Szatrii należał do wierzeń wsi, czy nazwę podsunięto, aby wypełnić schemat pytania o sabat.
  • Imiona i nazwiska oskarżonych zapisywano po polsku, po rusku i po łacinie, więc ich brzmienie w różnych zestawieniach się rozchodzi.
  • Przy większości wymienionych spraw nie da się ustalić, czy i kiedy wyrok wykonano, bo księgi notują skazanie, a nie egzekucję.
  • Spraw z lat 1742, 1756 i 1769 nie udało się potwierdzić w żadnym niezależnym zestawieniu, więc powinny stać z zaznaczeniem, że opierają się na jednym przekazie.
  • Spalenia w znanym zbiorze protokołów kończą się na 1726 roku, zatem stos z 1756 roku, jeśli był, wypada poza ten materiał i wymaga osobnego oparcia.

Skąd to wiadomoksięgi grodzkie i magistrackie z lat 1641, 1703, 1725, 1742, 1756, 1766 i 1769; zeznania o lotach na Szatrię z XVII i XVIII wieku; listy pasterskie biskupów żmudzkich z XVIII wieku

Prusy Książęce i Wschodnie, 1524–1811

Książę Albrecht każe karać bez litości

Zapis z tamtych czasów

Pierwszą osobę spalono w Królewcu 5 czerwca 1524 roku, rok przed ustawą, która miała z czarami skończyć raz na zawsze.

Czytaj dalej

5 czerwca 1524 roku w Królewcu wykonano pierwszą znaną tam egzekucję za czary, a zarzut brzmiał, że oskarżona zaszkodziła mieszczaninowi Bartholomäusowi Götzowi.

Rozkład w czasie jest wymowny, bo na XVI wiek przypada sześćdziesiąt cztery procesy, a na XVII aż dwieście osiemdziesiąt jeden.

W 1679 roku elektor Fryderyk Wilhelm zażądał bezwzględnego ścigania czarownic.

Anna Bergau z Groß Lauth stanęła przed sądem 22 stycznia 1686 roku i została spalona wiosną tego samego roku.

17 lutego 1701 roku ścięto piętnastoletnią Dorotheę Elisabeth Tretschlaff.

Edykt Fryderyka Wilhelma I z 13 grudnia 1714 roku zamknął procesy, zastrzegając każdą taką sprawę dla decyzji królewskiej.

W 1525 roku, kiedy państwo zakonne stało się świeckim księstwem, Albrecht Hohenzollern ogłosił ordynację krajową nakazującą urzędnikom, szlachcie i radom miejskim karać czary bez pobłażania.

Dla całych Prus Wschodnich naliczono w latach 1440–1750 co najmniej trzysta pięćdziesiąt dziewięć procesów i sto sześćdziesiąt cztery egzekucje przez spalenie, powieszenie albo ścięcie.

Barbarę Zdunk stracono w Reszlu 21 sierpnia 1811 roku za podpalenie, bo czary nie były już wtedy w Prusach przestępstwem, a kat najpewniej udusił ją przed podpaleniem stosu — mimo to bywa ogłaszana ostatnią spaloną czarownicą Europy.

Najstarsza pozycja tych zestawień to sprawa z Braniewa z 1448 roku, w której kobieta znana jako Wartenbergerin skończyła na wygnaniu, a nie na stosie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby się nie domykają, bo sześćdziesiąt cztery procesy XVI wieku i dwieście osiemdziesiąt jeden z XVII dają mniej niż podawana suma przeszło trzystu pięćdziesięciu.
  • Zestawienia dla Prus Wschodnich mieszają jurysdykcje, bo Braniewo z 1448 roku i Reszel z 1811 leżą w Warmii, a nie w Prusach Książęcych.
  • Nie da się rozstrzygnąć, czy ordynacja z 1525 roku wymierzona była w resztki praktyki pruskiej, czy powtarzała ogólną formułę używaną wówczas w Rzeszy.
  • Sześćdziesiąt cztery procesy XVI wieku i dwieście osiemdziesiąt jeden z XVII dają trzysta czterdzieści pięć przy podawanej sumie trzystu pięćdziesięciu dziewięciu; różnicy nikt nie rozpisał, ale skoro zestawienie sięga 1440 i 1750 roku, mieszczą się w niej zapewne sprawy sprzed 1500 i po 1700.

Skąd to wiadomoordynacja krajowa Albrechta z 1525 roku; akta miejskie Królewca od 1524; wyroki z 1686 i 1701 roku; dekret elektorski z 1679; edykt z 13 grudnia 1714 roku; akta sprawy z Reszla z 1811

Bałtyjskie akta procesowe, XVI–XVIII wiek

Czyje to wyobrażenie

Złożone później

Protokół zapisuje odpowiedzi, ale to pytania decydują, co w nim stanie. Rozdzielenie jednego od drugiego jest całą sztuką czytania tych akt.

Czytaj dalej

Zestawy pytań sędziowie brali z zachodnich podręczników, a więc pakt, znamię, lot i zlot, i jeśli w protokole stoi zlot, zwykle stoi tam też pytanie, które go wywołało.

Reguła odwrotna jest prostsza i pewniejsza, bo najwięcej warte jest to, czego w pytaniu nie było, a w odpowiedzi jest, jak psy Boga, ruscy wilkołacy i osobne piekło Niemców w zeznaniu z 1691 roku.

Protokół powstawał po niemiecku albo po polsku, a mówiono po łotewsku, estońsku i litewsku, więc między jednym a drugim stał pisarz będący zarazem tłumaczem.

Sąd zapisywał to, co uznał za istotne dla wyroku, zatem gesty, pory roku i przedmioty trafiały do akt tylko wtedy, gdy stanowiły dowód.

Tortura i próba wody dawały odpowiedź, jakiej oczekiwano, co czyni z takich zeznań świadectwo o procedurze, a nie o wierze.

Ta sama sprawa bywa datowana dwiema datami, przesłuchania i wyroku, jak rzecz z Jürgensburga, którą spotyka się i pod rokiem 1691, i pod 1692.

Akta sądów dworskich w Inflantach w większości nie powstały, bo pan majątku nie musiał ich prowadzić, więc każda statystyka z tych ziem jest dolną granicą.

Reguła o tym, czego w pytaniu nie było, ma granicę: sposób zostania wilkołakiem przez napój i powtórzone słowa, którego sędziowie w 1691 roku nie podpowiadali, stoi w druku od 1555 roku, więc przed uznaniem czegoś za głos wsi trzeba sprawdzić, czy nie krążyło to wcześniej w książkach.

Tam, gdzie sędzia i oskarżony żyli w różnych światach, w protokole zostają zdania, których wzorzec pytań nie przewidywał, i one są w tych aktach najcenniejsze, choć samo to, że nie pasują do schematu, nie dowodzi jeszcze ich dawności.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ma sposobu, by odróżnić w zapisie własne słowa oskarżonego od sformułowania pisarza, bo brulionów nie zachowano.
  • Otwarte pozostaje, czy treści niepasujące do pytań są śladem dawnych wyobrażeń, czy improwizacją obronną wymyśloną na sali sądowej.
  • Nie da się oszacować, ile spraw w ogóle nie trafiło na papier, więc wszystkie zestawienia liczbowe z tego obszaru mają charakter dolnego oszacowania.
  • Nie da się rozdzielić w zeznaniu tego, co przyszło ze wsi, od tego, co przyszło z drukowanej opowieści, bo już w XVII wieku oba obiegi się przenikały, a chłop i sędzia mogli znać tę samą historię z dwóch różnych stron.

Skąd to wiadomoprotokoły sądów miejskich, ziemskich i grodzkich z XVI–XVIII wieku; zestawy pytań stosowane w tych procesach; sprawa z Jürgensburga z lat 1691–1692 jako przykład rozbieżnego datowania; brak serii akt dla sądów dworskich

Po kądzieli i po prawie

Kobieta w aktach zdobywców i w pieśni wnuczek

Najstarsze zdania o bałtyjskich kobietach napisali ci, którzy przyszli je ochrzcić: w ugodzie z 7 lutego 1249 roku stoi zakaz kupowania żony, zakaz sprzedawania córki i zakaz zabijania własnych dzieci, a bulla o trzydzieści jeden lat wcześniejsza donosi, że giną przede wszystkim dziewczynki. Trzy stulecia później te same okolice porządkują zabobon drukowanymi instrukcjami, a dwa kolejne spisują pieśni, w których głos jest kobiecy niemal bez wyjątku. Między jednym a drugim nie biegnie prosta linia i nie będziemy jej rysować. Kapłanki przy wiecznym ogniu, których w tym dziale szuka się najczęściej, dopisano dwa razy — raz w XVI wieku, raz w XIX.

Pomezanowie, Warmowie, Natangowie; Prusy; XIII wiek

Żona jedna i nie kupiona

Zapis z tamtych czasów

Układ z 7 lutego 1249 roku zabrania Prusom wielożeństwa, sprzedawania córek i kupowania żon — a zakaz jest tu jedynym dowodem, że tak robiono.

Czytaj dalej

Siódmego lutego 1249 roku na zamku w Dzierzgoniu stanął układ między zakonem krzyżackim a Pomezanami, Warmami i Natangami, wynegocjowany przez legata papieskiego Jakuba z Leodium, późniejszego papieża Urbana IV. Neofici otrzymali wolność osobistą, prawo do majątku i do dziedziczenia, a w zamian przyjęli listę zobowiązań, z których kilka dotyczy wprost tego, co wolno zrobić z kobietą.

Za jedyne prawomocne małżeństwo uznano zawarte przy właściwych świadkach i ogłoszone w kościele w należytym czasie, wielożeństwa zaś zakazano kategorycznie. Osobne zdanie stanowi, że nikt z nich nie będzie odtąd sprzedawał swojej córki ani kupował żony sobie czy synowi — czasowniki są handlowe, te same, których używa się o rzeczy przechodzącej z rąk do rąk.

Zakaz sprzedaży objął także macochy, które po śmierci ojca przechodziły na utrzymanie i opiekę żyjących dzieci. Neofici obiecali ponadto, że bez papieskiej dyspensy nikt z nich nie poślubi macochy ani bratowej, ani niewiasty związanej z nim w pierwszym, drugim, trzecim czy czwartym stopniu krwi lub powinowactwa, i że nie dopuszczą do spadku dziecka spoza małżeństwa zawartego wedle prawa Kościoła rzymskiego.

Dokument nie opisuje ani ceny żony, ani formy zapłaty, ani tego, kto ją brał, a o sprzedawaniu macoch wiadomo wyłącznie stąd, że trzeba było tego osobno zabronić. Zdanie o macochach łączy zakaz sprzedaży z obowiązkiem utrzymania wdowy przez żyjące dzieci i na tym się kończy; czytanie go jako dowodu, że owdowiała żona ojca wchodziła w skład dziedziczonego majątku, jest już wykładnią dopisaną do tekstu. Pewne pozostaje jedno: takie zdanie uznano za potrzebne w chwili układania zobowiązań neofitów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Traktat mówi, czego nie wolno, i nic ponadto: jak wyglądało kupno żony, ile kosztowała i komu płacono, nie zostało zapisane nigdzie.
  • Te same zobowiązania powtarzają przez kolejne stulecia statuty synodalne, więc wykonania zakazów nie wolno przyjmować za rok 1249.
  • Dokument nadaje neofitom prawo wolnego zawierania małżeństw, ale nie mówi, kto w rodzinie z tego prawa korzysta.
  • Układ znamy w łacińskiej redakcji strony, która go narzucała; Prusowie nie zostawili własnego zapisu tych samych postanowień.
  • Czy zakazane kupno żony oznaczało sprzedaż osoby, czy opłatę wnoszoną rodzinie panny, dokument nie rozstrzyga — a od tego zależy cały sens zakazu.

Skąd to wiadomoUkład w Dzierzgoniu, zwany też traktatem dzierzgońskim, 7 lutego 1249 r., zamek w Dzierzgoniu; mediacja legata Jakuba z Leodium.

Prusowie (Pomezania, Sasinia, Galindia); Prusy; XIII–XIV wiek

Dziewczynki, których nie zapisano

Zapis z tamtych czasów

Bulla z 15 maja 1218 roku donosi, że u Prusów giną dzieci płci żeńskiej; traktat z 1249 roku zabrania porzucania i zabijania dzieci pod surowymi karami.

Czytaj dalej

Trzydzieści jeden lat później układ dzierzgoński zabronił pod surowymi karami porzucania i zabijania własnych dzieci. Ani bulle, ani traktat nie podają powodu; oba dokumenty stwierdzają wyłącznie, że to się dzieje i że ma się skończyć. Powód dopisał dopiero kronikarz zakonu, ponad siedemdziesiąt lat po ugodzie.

Kronika ukończona w 1326 roku tłumaczy dzieciobójstwo chęcią ograniczenia liczby potomstwa płci żeńskiej wtedy, gdy groził głód. Wyjaśnienie pochodzi od strony, która prowadziła podbój i miała interes w tym, żeby obyczaje podbitych wyglądały źle; nie znaczy to, że jest fałszywe, znaczy tylko, że nie mamy go z żadnych innych ust.

Pierwsza wiadomość pochodzi z bulli papieża Honoriusza III wydanej w 1218 roku, opartej na doniesieniach biskupa Prus Chrystiana, i mówi o zabijaniu u Prusów dzieci płci żeńskiej. Ta sama kancelaria poleciła prowadzącym misję cystersom wykupywać dzieci przeznaczone na śmierć i wychowywać je po chrześcijańsku. Której z ziem pruskich rzecz dotyczyła, bulla nie nazywa; wskazanie Pomezanii albo Sasinii jest domysłem wyprowadzonym z zasięgu ówczesnej misji.

Skali nie da się podać. Cmentarzyska pruskie tego czasu to pogorzeliska, a spalone szczątki niemowląt rzadko pozwalają orzec płeć, więc rachunku, który potwierdziłby albo obalił doniesienie z 1218 roku, nikt nie przeprowadzi. Zostaje to, co stoi w papierze — a papier jest w każdym z trzech wypadków tej samej ręki: bullę pisano z doniesień misji, układ narzucał zakon, kronikę spisał zakonny dziejopis. Trzy zapisy w ciągu stu ośmiu lat wracają do tej samej rzeczy, lecz nie są trzema niezależnymi świadkami i za takich podawać ich nie wolno.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby nie ma żadnej; wszystkie trzy zapisy mówią o zwyczaju, nie o jego rozmiarze.
  • Spalone szczątki niemowląt zwykle nie pozwalają oznaczyć płci, więc archeologia w tej sprawie milczy.
  • Powód — głód i ograniczanie liczby dziewczynek — pochodzi z jednego, późnego źródła i nie ma potwierdzenia we wcześniejszych papierach.
  • Misja i zakon są w tej sprawie jednym źródłem wiadomości rozpisanym na trzy dokumenty; głos spoza strony chrzczącej nie zachował się żaden.

Skąd to wiadomoBulla Honoriusza III z 15 maja 1218 r.; układ w Dzierzgoniu z 7 lutego 1249 r.; kronika ziemi pruskiej ukończona w 1326 r.

Pomezanowie, Warmowie, Natangowie; Prusy; XIII wiek

Osiem dni na chrzest

Zapis z tamtych czasów

Układ z 1249 roku każe ochrzcić noworodka w ciągu ośmiu dni, a w niebezpieczeństwie śmierci pozwala zrobić to każdemu: trzy zanurzenia i formuła.

Czytaj dalej

Traktat nakazywał, żeby nowo narodzone dzieci zostały ochrzczone w kościele w ciągu ośmiu dni. Gdyby dziecku groziła śmierć, wolno je było ochrzcić każdemu chrześcijaninowi, zanurzając je trzykrotnie w wodzie i wypowiadając słowa o chrzcie w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego. Pozostałych, dzieci i dorosłych, obowiązek obejmował w ciągu miesiąca.

Kary rozpisano równie dokładnie. Rodzicom, którzy umyślnie nie ochrzcili dziecka w wyznaczonym czasie, miano skonfiskować dobra; dorosły, który mimo wezwania uparcie odmawiał chrztu, tracił majątek i szedł poza granice ziem chrześcijańskich odziany wyłącznie w spodnie. Dokument opisuje więc nie tylko obrzęd, ale i cenę jego pominięcia.

Ten jeden przepis przesuwał czynność zastrzeżoną zwykle dla księdza z kościoła do izby: kto stał przy umierającym noworodku, mógł jej dokonać sam, w domu i bez świadka ze strony Kościoła. Jak często po ten wyjątek sięgano i czyje ręce to robiły, nie zostało nigdzie policzone — traktat daje uprawnienie, a nie sprawozdanie.

Osiem dni liczy się od porodu, termin przypada więc na pierwsze dni połogu. Jak wyglądało wtedy życie pruskiej położnicy, nie zapisał nikt: obyczaj odosobnienia po porodzie znamy z opisów o kilka stuleci młodszych i cofanie go w wiek XIII byłoby domysłem, nie wiadomością. Kto w praktyce zanosił dziecko do kościoła i kto sięgał po wodę, gdy nie zdążono, układ nie rozstrzyga, mówi bowiem o dowolnym chrześcijaninie i nie wspomina ani o akuszerce, ani o płci tej osoby.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Że chrzcicielem z konieczności bywała najczęściej kobieta, wynika z okoliczności porodu, a nie z zapisu; traktat płci nie określa.
  • Nie wiadomo, czy ośmiodniowy termin był egzekwowany ani ile razy sięgnięto po konfiskatę dóbr.
  • Wygnanie w samych spodniach jest formułą prawną spisaną na przyszłość; nie znamy nikogo, wobec kogo ją zastosowano.
  • Obraz położnicy niewychodzącej z domu pochodzi z etnografii nowożytnej i w XIII wieku nie ma poświadczenia.

Skąd to wiadomoUkład w Dzierzgoniu, 7 lutego 1249 r., postanowienia o chrzcie i o budowie kościołów.

Galindowie; południowe Prusy; przekaz spisany w 1326 roku

Niewiasta, która kazała zostawić broń

Zapis po chrzcie

W kronice ukończonej w 1326 roku Galindowie giną dlatego, że posłuchali pewnej wieszczki i ruszyli na wyprawę bez broni; wcześniej zabijali własne córki.

Czytaj dalej

Opowieść zaczyna się od dostatku: ziemia galindzka miała być tak ludna, że zabrakło w niej żywności, postanowiono więc zabijać nowo narodzone dziewczynki, żeby łatwiej było wychować chłopców na przyszłych wojowników. Kobietom, które córki ukrywały, odcinano piersi, aby nie miały ich czym karmić.

Potem w opowieści pojawia się wieszczka. Za jej radą wojownicy zostawili broń w domu i wyruszyli na południe, a wyprawa skończyła się klęską; kronikarz wiąże to wprost z zemstą za zabite dziewczynki i za okaleczone matki. Jedyna Galindka, która w tej kronice mówi, mówi po to, żeby zgubić własny lud.

Kronika powstała w zakonie i została ukończona w 1326 roku, kilkadziesiąt lat po tym, jak walki w tych stronach ustały. O zniknięciu Galindów krąży w niej także druga wersja, w której kobiety nie decydują o niczym: najazd Jaćwingów zimą, gdy bagna były przejezdne, mężczyźni wybici, kobiety i dzieci uprowadzone w niewolę.

Obie wersje stoją obok siebie w jednym dziele i żadnej nie potwierdza dokument z czasu wydarzeń. Opowieść nie podaje przy tym ani jednej daty, nie ma więc czego zestawiać z chronologią osadnictwa: ślad wyludnienia Galindii bywa czytany jako potwierdzenie legendy, lecz zestawienie to trzyma się wyłącznie na tym, że obie rzeczy dotyczą jednej ziemi. Popiół z pruskiego pogrzebu i tak nie pozwala odróżnić niemowlęcia zabitego od zmarłego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Legenda nie ma potwierdzenia poza tą kroniką, a kronika podaje w tej samej sprawie dwie różne przyczyny.
  • Motyw ludu zgubionego radą kobiety wędruje po piśmiennictwie średniowiecznym i sam w sobie nie jest wiadomością o Galindach.
  • Odcinanie piersi karmiącym to szczegół, który w żadnym innym źródle o Bałtach się nie powtarza.
  • Opowieść galindzka nie jest w kronice datowana; wiązanie jej z konkretną fazą osadnictwa to zabieg współczesny, a nie wniosek ze źródła.

Skąd to wiadomoKronika ziemi pruskiej Piotra z Dusburga, ukończona w 1326 r., księga trzecia, rozdział trzeci.

Pomezanowie; Prusy zakonne; XIV–XVI wiek

Pobicie kobiety za podwójną karę

Zapis z tamtych czasów

Prawo pomezańskie, spisane około 1340 roku w 86 artykułach, daje córce dziedziczenie, wdowie trzy lata bez ciężarów, a za pobicie kobiety każe płacić podwójnie.

Czytaj dalej

Niezamężna córka dziedziczy w nim na równi z synem, wdowa ma prawo do spadku i przez trzy lata pozostaje wolna od ciężarów, kobieta niezamężna może zaś trzymać nieruchomość i bydło. Matce przyznano prawo samodzielnego podziału posagu, a to znaczy, że rozporządzała majątkiem przeznaczonym dla córek bez pośrednictwa mężczyzny.

Warto zobaczyć, kto ten tekst pisał. Spisali go zdobywcy, dla sądów, którymi sami zarządzali, i przenieśli do niego z pruskiego zwyczaju to, co zgodzili się utrzymać. Wszystko, czego Kościół znieść nie mógł, zostało wcześniej wycięte, więc obraz kobiety, jaki z tych artykułów wychodzi, jest obrazem po przycięciu.

Iura Prutenorum, zwane prawem pomezańskim, to zwyczajowe prawo Prusów spisane przez administrację zakonu; najstarsza redakcja, datowana na około 1340 rok, liczy 86 artykułów, redakcje późniejsze są obszerniejsze. Mieszają się w nim zwyczaj miejscowy i to, co narzucono z góry, i jest to jedyny zapis pruskiego prawa podany jako prawo, a nie jako opis obyczaju cudzą ręką. Nie znaczy to, że pokazuje prawo w działaniu: o działaniu rozstrzygałyby wyroki, a tych z tej ziemi nie mamy.

Osobno wyceniono przemoc: za pobicie kobiety zadośćuczynienie jest podwójne wobec stawki męskiej, a przy rachunku za uszkodzenie brzemiennej dziecko w łonie liczy się osobno. Sprzedaży żony ten zbiór już nie zna, choć od zakazu minęło przeszło dziewięćdziesiąt lat; nie została po niej ani kara, ani wyjątek.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczba artykułów rosła przez dwa stulecia, więc przypisanie konkretnego przepisu do roku 1340 wymaga wskazania redakcji.
  • Warstwy pruskiej nie da się w tym tekście oddzielić od niemieckiej inaczej niż przez porównanie, a porównanie nie jest dowodem.
  • Brak sprzedaży żony w spisie nie dowodzi, że praktyka ustała — dowodzi tylko, że przestała być prawem.
  • Liczba artykułów i przypisanie konkretnego przepisu do redakcji wymagają wskazania wydania; obiegowe zestawienia podają rozbieżne rachunki.
  • Podwójna stawka za pobicie kobiety chroni rachunek rodu, nie kobietę; z wysokości kary nie wynika pozycja społeczna.

Skąd to wiadomoIura Prutenorum (prawo pomezańskie); redakcja z 1340 r. — 86 artykułów, redakcja z 1539 r. — 129 artykułów.

Łatgalowie; dolina Dźwiny; VII–X wiek

Mężczyźni głową na wschód, kobiety na zachód

Zapis z tamtych czasów

Na cmentarzysku Lejasbitēni nad Dźwiną zmarli leżą w dwóch przeciwnych kierunkach, a kierunek idzie za płcią: mężczyźni głową na wschód, kobiety na zachód.

Czytaj dalej

Reguła jest widoczna gołym okiem: mężczyźni spoczywają głową ku wschodowi, kobiety głową ku zachodowi. Płeć rozpoznaje się po wyposażeniu i po kościach, a kierunek zwyczajną miarą; jest to jedno z nielicznych zdań o bałtyjskich kobietach, które można sprawdzić przyrządem, zamiast odczytywać je z cudzego pisma.

Wynika stąd tyle, że w chwili pogrzebu płeć była kategorią obrzędu, nie tylko majątku: żywi musieli podjąć decyzję o ułożeniu ciała i podejmowali ją zawsze tak samo, przez pokolenia. Czego ten kierunek dotyczył, cmentarzysko nie mówi, bo Łatgalowie nie zostawili ani jednego pisanego zdania o swoich zmarłych.

Objaśnienie przez drogę słońca, wschód dla jednych i zachód dla drugich, jest rozumowaniem dorobionym do obserwacji i nie stoi za nim żaden tekst z epoki. Nie wolno też przenosić tej reguły na wszystkich Bałtów: Prusowie tego czasu swoich zmarłych palili, a popiołu nie da się ułożyć głową w żadną stronę.

Lejasbitēni nad Dźwiną to jedno z niewielu przebadanych w całości cmentarzysk epoki żelaza na dzisiejszej Łotwie. Groby szkieletowe z VII–X wieku założono tam przy starszych kurhanach, a więc w miejscu, które już wcześniej bywało cmentarzem. Między jedną fazą a drugą leży jednak przerwa i o jednej społeczności grzebiącej tu swoich zmarłych bez ustanku przez kilkaset lat mówić nie wolno; wspólne miejsce nie dowodzi wspólnych ludzi ani nieprzerwanego zwyczaju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Płeć odczytana z wyposażenia grobu i płeć odczytana z kości nie zawsze się zgadzają.
  • Wiązanie orientacji z biegiem słońca jest wykładnią bez oparcia w źródle pisanym.
  • Reguła z jednego cmentarzyska nie jest regułą Bałtów; ludy między Wisłą a Dźwiną chowały zmarłych na kilka odmiennych sposobów.
  • Faza kurhanowa i młodsze groby szkieletowe są rozdzielone przerwą; z sąsiedztwa na jednym polu nie wynika ciągłość obrzędu.

Skąd to wiadomoCmentarzysko Lejasbitēni nad Dźwiną (Łotwa): pochówki szkieletowe z VII–X w. wokół kurhanów z III–V w.

Litwini; Wielkie Księstwo Litewskie; rok 1413, zapis z 1458

Kobiety, które przyszły po swój gaj

Zapis po chrzcie

Gdy w 1413 roku wycinano na Litwie święte gaje, do wielkiego księcia Witolda przyszły kobiety ze skargą, że nie mają już gdzie szukać swojego boga.

Czytaj dalej

Wtedy do wielkiego księcia dotarły kobiety ze skargą. Mówiły, że tracą miejsca swojego Boga, te, w których prosiły go o słońce i o deszcz, i że teraz, po wycięciu gajów, nie wiedzą, gdzie go szukać, skoro stracił dom. Skarga poskutkowała: misjonarza wyproszono z kraju.

Zapis jest z drugiej ręki i późny. Hieronim niczego sam nie napisał; swoją opowieść wygłosił we Włoszech, a spisano ją w dziele o Europie ukończonym w 1458 roku, czyli czterdzieści pięć lat po wydarzeniu. Słowa włożone w usta kobiet są łaciną tego, kto je notował, i tak trzeba je czytać.

Po ziemiach Wielkiego Księstwa jeździł w latach 1412–1413 z misją mnich kamedulski Hieronim z Pragi — nie ten sam, którego jako towarzysza Husa spalono w Konstancji trzy lata później — a wspierał go wielki książę Witold. Wycinanie świętych gajów prowadził osobiście: pierwsze drzewo ściął na oczach zgromadzonych, a reszta ruszyła za nim z narzędziami. Ludzie mieli płakać i wyrzucać mu, że namówił ich na splugawienie miejsca, w którym mieszkali bogowie; w takim kształcie opowiedział to po latach sam misjonarz.

W zachowanym piśmiennictwie o chrystianizacji Litwy jest to miejsce wyjątkowe: gromada kobiet zabiera głos w sprawie kultu i zostaje wysłuchana. Wyjątkowość mierzy się tu jednak tym, co ocalało, a ocalało niewiele, więc nazwanie tej sceny jedyną byłoby twierdzeniem mocniejszym od podstawy. Kobiety nie wnoszą sprzeciwu wobec nowej wiary ani nie bronią żadnego bóstwa z imienia; skarżą się na utratę miejsca, pod którym dotąd składało się prośby o pogodę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Relacja przeszła przez dwoje ust i jedno pióro; to, co kobiety powiedziały, znamy w cudzym przekładzie i cudzym stylu.
  • Że delegację stanowiły kobiety, mówi wyłącznie ten jeden tekst i nic tego nie potwierdza.
  • Imię boga zapisano tu w formie, która znaczy po prostu Bóg; budowanie na tym panteonu jest nadużyciem.
  • Brak innych takich zapisów nie dowodzi braku takich zdarzeń; z piśmiennictwa o chrystianizacji Litwy zachowały się strzępy.

Skąd to wiadomoRelacja Hieronima z Pragi o misji z lat 1412–1413, spisana w dziele o Europie ukończonym w 1458 r.

szlachta Wielkiego Księstwa: Litwini, Żmudzini, Rusini; XVI–XIX wiek

Wiano podwójne, trzecia część majątku

Zapis z tamtych czasów

Trzeci Statut Litewski, zatwierdzony 28 stycznia 1588 roku, każe mężowi zapisać żonie wiano podwójnej wartości posagu na trzeciej części swoich dóbr.

Czytaj dalej

Wielkie Księstwo skodyfikowało swoje prawo trzy razy: w 1529, 1566 i 1588 roku. Trzeci Statut otrzymał zatwierdzenie 28 stycznia 1588 roku, wyszedł drukiem po rusku i obowiązywał w ziemiach dawnego Księstwa aż do 1840 roku, przez dwieście pięćdziesiąt dwa lata regulując, co kobiecie wolno mieć i czego jej wolno się domagać.

Statut przewidział też, czym się płaci za wyjście poza układ. Kobieta albo wdowa, która dała się porwać, traciła dobra ziemskie; tak samo szlachcianka wdowa, która wyszła za nieszlachcica bez zgody krewnych. Prawo chroniło zatem majątek rodu, a nie wybór kobiety, i mówiło to wprost, bez osłonek.

Trzeba przy tym pamiętać, czyje to prawo. Spisano je dla stanu szlacheckiego, w którym obok Litwinów i Żmudzinów byli Rusini, a chłopka z tej samej wsi żyła pod zwyczajem dworskim, którego nikt tak nie skodyfikował. O dawnej bałtyjskiej obyczajowości ten tekst nie mówi nic; jest napisany językiem prawa rzymskiego i ruskiego.

Rachunek jest prosty i twardy. Posag liczono pojedynczo, wiano musiało mieć wartość podwójną, a zabezpieczano je na trzeciej części dóbr męża. Wdowa, która nie wyszła powtórnie za mąż, dostawała dożywocie na dobrach męża w części równej z dziećmi, a z majątku dorobionego w małżeństwie brała trzecią część, dzieci zaś dwie trzecie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • To prawo stanu szlacheckiego; o położeniu chłopki nie mówi ono niczego.
  • Zapis w kodeksie nie jest dowodem praktyki sądowej — o tej rozstrzygają akta spraw, nie artykuły.
  • Nic w tekście nie pozwala oddzielić warstwy miejscowego zwyczaju od wzorów rzymskich i ruskich.
  • Zestawienia z prawem koronnym wymagają osobnego wykazania i do materiału bałtyjskiego nie należą.

Skąd to wiadomoStatuty Wielkiego Księstwa Litewskiego z 1529, 1566 i 1588 r.; trzeci zatwierdzony 28 stycznia 1588 r., w mocy do 1840 r.

Łotysze; Księstwo Kurlandii; lata 1567–1649

Trzy księgi przeciw temu, co robiły kobiety

Zapis z tamtych czasów

Superintendent Kurlandii ogłosił w 1627, 1636 i 1649 roku trzy księgi przeciw zabobonom Łotyszy; to, co każą wyplenić, krąży wokół wesela, chrzcin i pogrzebu.

Czytaj dalej

Paul Einhorn, pastor mówiący po łotewsku, a potem superintendent Księstwa Kurlandii, wydał w Rydze w 1627 roku odparcie bałwochwalstwa i próżnej zabobonności, pomyślane jako podręcznik dla innych pastorów. W 1636 roku ogłosił tamże Reformatio gentis Letticae in Ducatu Curlandiae, czyli chrześcijańską instrukcję dla całego księstwa, a w 1649 roku w Dorpacie historię Łotyszy.

Czytać to trzeba jak spis sporządzony po to, by go unicestwić. Wymienia rzeczy wtedy jeszcze robione i w tym sensie jest świadectwem praktyki, lecz nie podaje, kto co robił, a role rozdziela słowami człowieka, który chciał, żeby to ustało. Gdzie pisze o kobietach, pisze o nich jako o przeszkodzie w pracy duszpasterskiej.

Trzy miejsca, do których wraca najczęściej, to wesele, chrzciny i pogrzeb, a więc te chwile życia, przy których gospodarstwo prowadziły kobiety — o samym podziale ról wiadomo tu zresztą tyle, ile zapisał autor, a ten opisywał je z zewnątrz. W księdze z 1636 roku stoi spis łotewskich istot mitycznych, jeden z najwcześniejszych, jakie znamy, a w tomie z 1649 roku pada imię Laimy; czy są to zapisy pierwsze, wiedzielibyśmy dopiero po przejrzeniu całego wcześniejszego piśmiennictwa inflanckiego.

Wcześniej, w 1567 roku, książę Gothard kazał urządzić w Kurlandii siedemdziesiąt zborów, a po sejmiku w Mitawie w 1570 roku ogłosił reformację kościelną, w której pastorom polecono pilnować, żeby chłopi nie karmili zmarłych między świętym Michałem a Wszystkimi Świętymi. Trzy księgi superintendenta są ciągiem dalszym tego samego porządkowania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Spisy istot rozpoczęte w 1636 roku rosną w następnych stuleciach, więc data pierwszego zapisu imienia mówi o piśmie, a nie o początku wiary.
  • Materiał procesowy tej strefy, z którego wyprowadza się liczby, w znacznej części pochodzi od Estów i Liwów, a to nie są ludy bałtyjskie.
  • Autor był stroną i pisał, żeby przekonać; jego porządek pojęć nie jest porządkiem tych, o których pisał.
  • Data pierwszego zapisu imienia jest datą w dziejach pisma, nie w dziejach wiary, a i ona wymaga przeglądu wcześniejszych druków, żeby wolno ją było nazwać pierwszą.
  • Chłopstwo Księstwa Kurlandii nie było jednorodne: obok Łotyszy żyli tam Kurowie i mówiący po liwsku, a tych ostatnich do Bałtów zaliczyć nie wolno.

Skąd to wiadomoTrzy druki kurlandzkiego duchownego: Ryga 1627, Ryga 1636, Dorpat 1649; reformacja kościelna Kurlandii z 1570 r.

Łotysze; Kurlandia i Inflanty; koniec XVI wieku

Matka mleka rozcięta na dwoje

Zapis z tamtych czasów

Kronika wydana w 1589 roku opisuje, jak po rozcięciu tuczonego mlekiem gada zbiegły się stare kobiety z krzykiem, że zabito im matkę mleka.

Czytaj dalej

Salomon Henning, doradca księcia Gotharda, ogłosił w 1589 roku kronikę Inflant i Kurlandii, a w niej rzecz o wiejskim zwyczaju: ludzie poili mlekiem ropuchy i węże tak długo, aż zwierzęta grubiały i pęczniały. Gdy takie stworzenie rozcięto na dwoje, wylewało się z niego mleko.

Wtedy nadbiegały stare kobiety, zawodząc i krzycząc, że zabito im matkę mleka. Nazwa jest tu ważniejsza od samego zwierzęcia: nie mówiły o wężu ani o żabie, lecz o istocie określonej przez to, co daje domowi. Broniła jej, wedle tego zapisu, nie głowa gospodarstwa, tylko najstarsze kobiety obejścia.

Zapis powstał wtedy, gdy rzecz jeszcze trwała, i w tym samym księstwie, w którym niespełna dwadzieścia lat wcześniej pastorom kazano pilnować, żeby chłopi przestali karmić zmarłych. Karmienie wraca w obu sprawach jako czynność sporna: raz wobec umarłych, raz wobec istoty, która za pokarm oddaje mleko.

Pisał to człowiek dworu, któremu zależało, żeby scena wyglądała niedorzecznie, i tak ją skomponował: tłuste zwierzę, nóż, wyciek, krzyk starych kobiet. Tego, co mówiły własnymi słowami, nie mamy; mamy jedno określenie przełożone na niemczyznę i osadzone w opowieści obliczonej na śmiech czytelnika.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Scena jest ułożona przez kronikarza pod z góry przyjętą tezę o ciemnocie chłopów.
  • Istota karmiona mlekiem należy do szerokiej rodziny domowych przynosicieli pożytku; zlewanie ich w jedno jest nawykiem późniejszym.
  • Nie wiadomo, czy zwyczaj był łotewski, kuroński, czy wspólny także sąsiadom niebałtyjskim, wśród których ta sama kronika się obraca.

Skąd to wiadomoKronika inflancko-kurlandzka doradcy księcia Gotharda, druk z 1589 r.; kurlandzka reformacja kościelna z 1570 r.

Litwini; Auksztota, północno-wschodnia Litwa; XIX–XX wiek

Śpiew w sekundach, wyłącznie kobiecy

Zebrane z ust

Sutartinės śpiewały kobiety: dwie w równoległych sekundach, trzy w ścisłym kanonie. Pierwsze zapisy powstały na początku XIX wieku, gdy zwyczaj już gasł.

Czytaj dalej

Sposobów wykonania zapisano blisko czterdzieści. Dwie śpiewaczki prowadzą równoległymi sekundami, trzy idą ścisłym kanonem, każda z przesunięciem, tak że obie frazy melodii nakładają się na siebie; bywa też podział na dwie grupy odpowiadające sobie nawzajem. Współbrzmienie sekundowe, dla ucha wychowanego na tercjach szorstkie, jest tu podstawą, a nie przypadkiem.

Pierwsze nuty i publikacje pojawiły się dopiero na początku XIX wieku, kiedy żywy zwyczaj już się rozsypywał; potem spisano ich setki. W 2010 roku sutartinės wpisano na reprezentatywną listę dziedzictwa niematerialnego, co jest faktem z naszych czasów i o wieku samych pieśni nie mówi niczego.

Bywa, że nazywa się je najstarszą muzyką Bałtów. Nic w nich jednak nie daje się datować przed zapisem, a szorstkie brzmienie nie jest metryką; wiązanie ich z dawnym obrzędem opiera się na tym, że trzymają się roku rolniczego i kalendarza świąt, a to mówi o funkcji, nie o wieku.

Sutartinės to wielogłosowe pieśni północno-wschodniej Litwy, z Auksztoty, w zapisach XIX i XX wieku śpiewane przede wszystkim przez kobiety. Ta sama nazwa obejmuje jednak także wielogłosowe granie na fujarkach, rogach i trąbach, a to bywało zajęciem mężczyzn, więc słowo o wyłączności pasuje do śpiewu, nie do całego zjawiska. Nazwa pochodzi od czasownika sutarti, czyli zgodzić się, dostroić się do siebie. Melodia obraca się w dwóch do pięciu dźwiękach, a tekst dzieli się na część znaczącą i refren złożony ze słów, które nie znaczą nic poza tym, że trzymają rytm.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Archaiczność brzmienia nie jest datą; żadnej sutartinės nie da się umieścić przed jej zapisem.
  • Związek z obrzędem przedchrześcijańskim wyprowadza się z kalendarza prac, a nie z treści pieśni.
  • Wykonanie wyłącznie kobiece jest regułą zapisów z XIX i XX wieku; o stuleciach wcześniejszych nie wiadomo nic.
  • Śpiew jest w zapisach kobiecy, ale sutartinės instrumentalne wykonywali mężczyźni; przenoszenie reguły ze śpiewu na całą tradycję zaciera podział, którego te zapisy pilnują.

Skąd to wiadomoZapisy i publikacje sutartinės od początku XIX wieku; wpis na listę dziedzictwa niematerialnego w 2010 r.

Łotysze; Kurlandia, Widzeme, Łatgalia; XIX i początek XX wieku

Matka pieśni i śpiewna wojna wesela

Zebrane z ust

W łotewskim weselu każda strona miała swoją matkę pieśni, a obie obrzucały się śpiewanymi przycinkami; zebrany zbiór liczy około 218 tysięcy tekstów.

Czytaj dalej

Zbiór drukowano w latach 1894–1915 i zgromadził on około dwustu osiemnastu tysięcy tekstów. Materiał przychodził pocztą na ręcznie pisanych karteluszkach, których uzbierało się kilkaset tysięcy, i porządkowano go w szafie z szufladami, kartka po kartce, przez kilkadziesiąt lat.

Karteluszek nosił tekst i miejsce, rzadziej nazwisko osoby, od której pieśń wzięto, a jeszcze rzadziej cokolwiek o niej samej. Z tego zbioru nie da się więc uczciwie wyliczyć, ile śpiewaczek go zbudowało; da się natomiast zobaczyć, że gatunki związane z weselem, kołyską, żniwem i płaczem po zmarłym zajmują w nim najwięcej miejsca.

Dziesmu māte, czyli matka pieśni, to określenie siedzące w samych pieśniach; nazywano tak kobietę prowadzącą śpiew, choć to samo złożenie należy w łotewskim do szeregu matek-opiekunek świata pozaludzkiego i obu znaczeń zlewać w jedno nie wolno. Na weselu przewodniczkę śpiewu miała każda ze stron, panny młodej i pana młodego, i to one prowadziły apdziedāšanās, śpiewaną wymianę przycinków, w której układało się doraźne zwrotki o gościach siedzących naprzeciwko.

W pieśniach wesela, kołyski, żniwa i pogrzebu głos jest przeważnie kobiecy, a przedmiotem bywa robota kobieca: len, krosna, obora, dziecko, wyjście z domu ojca. Zbiór jako całość takiej przewagi nie ma, mieści bowiem i pieśni wojenne, i pasterskie, i sierocą skargę w głosie męskim, więc rachunku dla dwustu osiemnastu tysięcy tekstów nikt tu nie podaje. Nie dowodzi to zresztą, że śpiewały wyłącznie kobiety, bo pieśń w cudzym głosie potrafi śpiewać każdy; pokazuje natomiast, komu przypisywano pieśń o tych właśnie sprawach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Udziału kobiet wśród osób dyktujących nie da się podać liczbą na podstawie samego druku.
  • Kobiecy głos w tekście nie dowodzi kobiecego wykonania.
  • Podział zbioru na działy jest porządkiem dziewiętnastowiecznym, nałożonym na materiał po fakcie.
  • Przewaga głosu kobiecego dotyczy działów wesela, kołyski i żałoby, a nie całego zbioru.

Skąd to wiadomoŁotewski zbiór pieśni drukowany w latach 1894–1915, karteluszki w szafie pieśni; terminy dziesmu māte i apdziedāšanās.

Łotysze i Litwini; Kurlandia, Widzeme, Żmudź; XIX wiek

Skrzynia, którą panna pisze rękami

Zebrane z ust

Pūrs po łotewsku, kraitis po litewsku: skrzynia tkanin, którą dziewczyna napełnia od dziecka i wywozi do domu męża, żeby obdarować sam dom.

Czytaj dalej

Skrzynię zaczynało się napełniać na długo przed weselem. Szły do niej rzeczy zrobione własnymi rękami: rękawice, pasy, narzuty, płótna, wszystko tkane i dziergane przez lata, tak że zawartość skrzyni była miarą pracowitości panny i widocznym rachunkiem jej dzieciństwa spędzonego przy krosnach.

Na weselu skrzynię wynoszono i pokazywano, a panna młoda rozdawała z niej dary. Dostawali je krewni męża, ale nie tylko oni: rękawice i pasy wieszano albo kładziono na miejscach nowego domu, przy palenisku, na studni, w oborze, na bydle. Obdarowywano więc dom jako całość, nie same osoby.

Same słowa niosą więcej niż mebel. Łotewskie pūrs i litewskie kraitis znaczą zarówno skrzynię, jak i wszystko, co panna młoda ze sobą przywozi, a w pieśniach bywa to liczone: tyle par rękawic, tyle pasów, tyle zwojów płótna. Liczba w pieśni jest przesadą, lecz sam rachunek pokazuje, że zawartość skrzyni była sprawą publiczną i podlegała ocenie.

Czytanie rękawic położonych na studni jako ofiary jest wykładnią dorobioną w XIX wieku i później, kiedy rzeczy te zapisywano już jako osobliwość. Sam zwyczaj jest dobrze poświadczony, jego znaczenie nie; skrzynia posagowa zresztą stoi w tej epoce w pół Europy i sama w sobie niczego bałtyjskiego nie dowodzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dar dla paleniska i studni czyta się dziś jako ofiarę; zapisy z epoki tego nie mówią.
  • Liczby rękawic i pasów w pieśniach są figurą, a nie inwentarzem.
  • Zwyczaj skrzyni posagowej jest szeroko rozpowszechniony i nie jest sam w sobie znakiem bałtyjskim.

Skąd to wiadomoOpisy wesel łotewskich i litewskich spisywane w XIX wieku; terminy pūrs i kraitis.

Litwini i Łotysze; XIX wiek wobec zakazu z 1249 roku

Brama stoi zamknięta, dopóki nie zapłacą

Zebrane z ust

W weselu spisanym w XIX wieku brama stoi zamknięta, dopóki swaty nie zapłacą za pannę; zakaz kupowania żon jest od tego zapisu o sześćset lat starszy.

Czytaj dalej

W opisanym obrzędzie orszak pana młodego zatrzymuje się przed zamkniętą bramą albo przed drzwiami izby, a strona panny młodej żąda zapłaty. Targ prowadzi się ustalonymi formułami i śpiewem, często wystawiając najpierw pannę fałszywą, przebraną i odrzucaną, i dopiero po zapłacie brama się otwiera, a orszak wchodzi.

Zapis starszy o sześć stuleci mówi o rzeczy tylko z pozoru tej samej. W układzie z 1249 roku zakazano sprzedawać córkę i kupować żonę, i nie chodziło tam o obrzęd, lecz o transakcję, którą trzeba było wyjąć spod prawa w kraju, gdzie małżeństwo właśnie przechodziło pod sąd kościelny.

Między jednym a drugim leży sześćset lat i nie ma w tej przerwie ani jednego dokumentu, który by je łączył. Targ przy bramie jest przy tym formą weselną znaną na ogromnym obszarze, od sąsiadów słowiańskich po ludy ugrofińskie, więc samo jego istnienie nie świadczy o niczym miejscowym.

Po odjęciu wykładni zostają dwa osobne zapisy. W 1249 roku narzucono Prusom zobowiązanie, że nie będą sprzedawać córek ani kupować żon, a w XIX wieku Łotysze i Litwini odgrywali kupno przy bramie. Z pierwszego wynika, jak sformułowano zobowiązanie, nie zaś ile razy je łamano: zakaz jest śladem tego, co uznano za wymagające zakazania, i tyle wolno z niego wziąć. Pierwsze jest prawem, drugie teatrem; żeby je połączyć, trzeba dokumentu, którego nikt nie ma.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ciągłość między zakazem z 1249 roku a obrzędem z XIX wieku nie została wykazana.
  • Panna fałszywa i targ przy bramie występują u sąsiadów, którzy Bałtami nie są.
  • Czytanie obrzędu jako przeżytku dawnej transakcji jest nawykiem, a nie wnioskiem ze źródeł.
  • Z samego zakazu nie wynika ani rozmiar praktyki, ani jej istnienie; listy zobowiązań dla neofitów powtarzały wzory kościelne niezależnie od miejsca.

Skąd to wiadomoZakaz w układzie dzierzgońskim z 7 lutego 1249 r.; opisy obrzędu weselnego spisywane w XIX wieku.

Litwini; Połąga i Troki; wiek XIV w zapisie z XVI i XIX

Dziewica przy ogniu, dopisana dwa razy

Złożone później

Birutę z Połągi, pojętą przez Kiejstuta około połowy XIV wieku, w westalkę zamieniły kroniki XVI wieku, a w zakon dziewic przy ogniu — wiek XIX.

Czytaj dalej

Zapisano ją jednak dopiero w kronice litewskiej spisanej w XVI wieku, a w 1582 roku powtórzono drukiem. Z XIV stulecia nie ma o tym ani jednego zdania. Kształt, jaki tam otrzymuje, czyli dziewica ślubująca czystość przy świętym miejscu, jest kształtem rzymskiej westalki, wzoru, który piszący miał pod ręką i którym tłumaczył czytelnikowi rzecz obcą.

Dopiero XIX wiek zrobił z jednej postaci instytucję. Pojawiają się dziewice pilnujące wiecznego ognia, śluby, hierarchia i nazwa w rodzaju żeńskim, utworzona od męskiego miana pieśniarza-kapłana; po polsku mówiono o nich wajdelotki. Ani tej nazwy, ani takiego urzędu nie zna żaden dokument sprzed XIX wieku.

Starsze wiadomości o nieustającym ogniu istnieją i są piętnastowieczne, lecz żadnej dziewicy przy nim nie znają. Dzisiejsze wspólnoty używają tego słowa jako własnego i mają do tego pełne prawo; jest to jednak decyzja z naszych czasów, a nie ciągłość, i nie wolno jej czytać jako świadectwa o wieku XIV.

Opowieść jest jedna i zawsze ta sama: Kiejstut zobaczył w Połądze dziewczynę, która ślubowała bogom dziewictwo i była za to czczona przez okoliczny lud, a gdy odmówiła mu ręki, zabrał ją siłą do Trok i wyprawił wielkie wesele. Rzecz umieszcza się około połowy XIV wieku, bo tak wypada z życiorysu Kiejstuta; sama opowieść daty nie podaje, a liczba dzieci wyprowadzana z niej bywa różna w różnych redakcjach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • O istnieniu Biruty nie zaświadcza nic z jej stulecia; pierwsza wiadomość jest o dwieście lat późniejsza.
  • Westalka to wzór przyniesiony przez kronikarza XVI wieku i przypisany Litwie sprzed chrztu.
  • Zakon kapłanek przy wiecznym ogniu, ze ślubami i nazwą w rodzaju żeńskim, jest wytworem XIX wieku i tak trzeba go podpisywać.
  • Potomstwo Kiejstuta wylicza się rozmaicie i nie wszystkie dzieci przypisuje się tej samej matce; podawanie okrągłej liczby synów i córek za pewnik jest nadmiarem.

Skąd to wiadomoKronika litewska spisana w XVI wieku i druk z 1582 r.; dziewiętnastowieczne kompilacje mitologii litewskiej.

Świadek bez mowy

Koń w jamie, wał z datą, kamień bez metryki

Przez dwadzieścia z górą stuleci nad wschodnim Bałtykiem nie zapisano ani jednego zdania o tym, w co tam wierzono, i świadkiem na cały ten czas jest wyłącznie rzecz wyjęta z ziemi. Świadek to rzetelny, bo powstał wtedy, gdy rzecz jeszcze trwała, i nie ma interesu w tym, żeby cokolwiek przemilczeć. Ma jednak twardą granicę, o której trzeba mówić głośno: poda datę, powtórzenie i zasięg, a nie poda ani jednego imienia, ani jednego słowa modlitwy, ani jednego powodu.

wszystkie ludy bałtyjskie, od drugiego tysiąclecia przed naszą erą po wiek XIII

Łopata daje datę, nie daje imienia

Zapis z tamtych czasów

Z ziem bałtyjskich nie wydobyto ani jednego napisu z imieniem boga. Pierwsze imię przynosi dopiero pergamin obcych, w roku 1249.

Czytaj dalej

Za to rzecz podaje trzy rzeczy, których pergamin nie poda nigdy: datę, powtarzalność i zasięg. Kronika notuje jedno zdarzenie, które ktoś uznał za warte atramentu, a cmentarzysko pokazuje, ile razy ten sam gest powtórzono przez dwieście lat z rzędu; mapa znalezisk rysuje przy tym granicę obyczaju tam, gdzie żaden kronikarz nie postawił kreski.

Ludy bałtyjskie siedzą nad wschodnim brzegiem morza od drugiego tysiąclecia przed naszą erą. Pierwsze zdanie, jakie ktokolwiek o nich napisał, to rzymska wzmianka z końca pierwszego wieku, pierwszy opis obrzędu przynosi wiek dziewiąty, a pierwsze imię bóstwa pojawia się w dokumencie z roku 1249. Między tymi punktami świadków jest dwóch: rzecz wyjęta z ziemi oraz mowa — nazwy rzek, wzgórz i uroczysk, które przetrwały w ustach mieszkańców dłużej niż cokolwiek innego.

Ta ziemia nie wydała ani jednej inskrypcji w mowie bałtyjskiej: nie ma napisu na kamieniu, na naczyniu ani na broni, a nieliczne znaki runiczne znalezione na tym obszarze zapisują mowę skandynawską, nie tutejszą — czy przywieziono je gotowe, czy wycięto na miejscu ręką osiadłego przybysza, rozstrzygnąć się nie da. Grób z koniem mówi więc, że zwierzę zabito i złożono obok pana, lecz nie mówi ani jednym znakiem, komu je oddano.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Brak inskrypcji nie znaczy, że Bałtowie nie stykali się z pismem sąsiadów — znaczy tylko, że nie zostawili w ziemi własnych napisów.
  • Z przedmiotu nie wolno wyprowadzać imienia bóstwa: przypisanie znaleziska Perkunowi albo Laimie jest dopisaniem, nie odczytem.
  • Data znaleziska to data złożenia przedmiotu w ziemi, a nie data narodzin obyczaju, który do tego złożenia doprowadził.
  • Brak napisu jest tu argumentem z braku: ziem bałtyjskich nie przekopano równomiernie, a napis wycięty w drewnie, korze albo skórze i tak nie miałby jak przetrwać.
  • Dzień układu, z którego pochodzi pierwsze imię bóstwa, podaje się dwojako — jako drugi albo jako siódmy lutego 1249 roku — i rozbieżności nikt dotąd nie usunął.

Skąd to wiadomoRachunek na materiale wykopaliskowym z Sambii, Litwy i Łotwy; pierwsze imię bóstwa w piśmie — układ zawarty w Dzierzgoniu 7 lutego 1249 roku.

Prusy, Litwa, Łotwa; stan wykopalisk od połowy XIX wieku

Obraz złożony z grobów, nie z domów

Zapis z tamtych czasów

Kopano głównie cmentarze, bo dawały zabytki do gabloty. Stąd wiemy, co Bałtowie robili ze zmarłymi, a niemal nic o obrzędzie w izbie.

Czytaj dalej

Obraz wierzeń bałtyjskich złożono w przeważającej części z grobów. Cmentarzysko daje przedmioty całe, ułożone celowo i dające się datować, osada zaś zostawia po sobie doły posłupowe, ułamki naczyń i przepaloną glinę. Od połowy dziewiętnastego wieku kopano tam, gdzie spodziewano się zabytku do gabloty, i ta decyzja ciąży na całym zasobie po dziś dzień.

Skutek jest łatwy do nazwania i trudny do naprawienia: wiemy stosunkowo dużo o tym, co Bałtowie robili ze zmarłym, a niewiele o tym, co robili w izbie, przy palenisku i przy bydle. Ogień domowy, o którym mówią późniejsze pieśni łotewskie i litewskie, w materiale wykopaliskowym jest niemal nieobecny — nie dlatego, że go nie było, lecz dlatego, że palenisk domowych odsłonięto niewiele.

Ta sama luka dotyczy obrzędu na polu i przy wodzie. Gest, który nie zostawia po sobie ognia, darów ani przekopanej jamy, dla łopaty nie istnieje, a z późniejszych zapisów wiadomo, że gestów takich bywało wiele. Nieobecność w wykopie waży więc dokładnie tyle, ile nieobecność w kronice pisanej przez kogoś, kto do wsi nigdy nie wszedł.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Z przewagi grobów w materiale nie wolno wyprowadzać, że życie religijne Bałtów skupiało się na pogrzebie.
  • Brak śladu obrzędu domowego w wykopie to brak wykopu, a nie brak obrzędu.
  • Dziewiętnastowieczne kopanie po zabytek zniszczyło warstwy, których nikt już nie odczyta — część luk jest nienaprawialna.

Skąd to wiadomoProporcja przebadanych cmentarzysk i osad na ziemiach pruskich, litewskich i łotewskich; kopanie po zabytek muzealny od połowy XIX wieku.

cały materiał bałtyjski; datowniki stosowane od XIX wieku po dziś

Skąd przedmiot bierze datę

Zapis z tamtych czasów

Zapinka, moneta, słój drzewa i węgiel — cztery datowniki, z których każdy odpowiada na inne pytanie i żaden nie podaje roku obrzędu.

Czytaj dalej

Przedmiot bałtyjski dostaje datę czterema drogami i każda z nich odpowiada na inne pytanie. Kształt ozdoby — zapinki, naszyjnika, bransolety — daje przedział szeroki zwykle na pół wieku albo na stulecie, bo mody w metalu zmieniały się wolniej niż pokolenia, a stara rzecz mogła jeszcze długo leżeć w skrzyni, zanim poszła z właścicielem w ziemię.

Moneta zamyka rachubę tylko z jednej strony. Srebrny dirhem z warsztatu wschodniego, jakich sporo trafiło na Sambię i do Kurlandii w dziewiątym i dziesiątym wieku, mówi, że pogrzeb nie odbył się wcześniej niż jego wybicie — ale mógł odbyć się i pół wieku później, bo srebro krążyło długo, bywało przetapiane i bywało dziedziczone.

Drewno daje liczbę najostrzejszą, bo słoje pozwalają wskazać rok, w którym drzewo ścięto, i dlatego wały grodzisk z zachowaną konstrukcją datuje się lepiej niż cokolwiek innego w tym materiale. Pułapka tkwi w tym, że rok ścięcia to nie rok budowy: belka mogła poleżeć kilka sezonów, a stara belka mogła zostać wbudowana powtórnie.

Radiowęgiel z kości albo z węgla drzewnego zwraca przedział, nie rok, i przedział ten trzeba podawać uczciwie zamiast wybierać z niego okrągłą liczbę. Z węglem dochodzi ta sama pułapka starego drewna: spalona kłoda mogła rosnąć dwieście lat przed ogniem, w którym spłonęła, i przesuwa datę wstecz o tyle właśnie lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Moneta w grobie nie datuje pogrzebu, tylko wyznacza granicę jednostronną, czyli nie wcześniej niż data wybicia — odstęp bywa wielopokoleniowy.
  • Data radiowęglowa jest przedziałem, więc podawanie jej jako jednego roku jest przekłamaniem.
  • Rok ścięcia drzewa to nie rok postawienia wału ani tym bardziej rok, w którym gród przestał działać.
  • Rok ze słojów dostaje wyłącznie drewno z zachowanym bielem i korą, i tylko tam, gdzie jest je z czym zestawić; bez tego przekrój nie daje roku wcale, a większość belek z wałów tych warunków nie spełnia.

Skąd to wiadomoDatowniki stosowane do materiału bałtyjskiego: typologia ozdób, dirhemy z IX–X wieku, drewno z wałów grodzisk, radiowęgiel z kości i węgla.

Prusowie sambijscy i natangijscy, od I po XIII wiek

Koń niespalony przy spalonym człowieku

Zapis z tamtych czasów

Na Sambii człowieka palono, a konia kładziono obok całego, w osobnej jamie. Tej sprzeczności obrzędu nie zapisał żaden kronikarz.

Czytaj dalej

Na cmentarzyskach Sambii i Natangii koń nie idzie na stos razem z człowiekiem. Odkąd przyjął się tam ogień, ciało pana się pali, a zwierzę kładzie się obok, w osobnej jamie, całe i nieprzepalone, często z wędzidłem w pysku i z ozdobnym rzędem, czasem z podwiniętymi nogami, tak jakby położono je na bok śpiącego, a nie rzucono do dołu.

Sprzeczność obrzędu — ogień dla człowieka, ziemia dla zwierzęcia — nie została zapisana przez żadnego kronikarza piszącego o Prusach. Widać ją wyłącznie w wykopie i widać ją wielokrotnie: na większych cmentarzyskach sambijskich jamy końskie idą w dziesiątki, a rząd i okucia uprzęży bywają w nich bogatsze niż metal złożony przy człowieku, obok którego leżą.

Zwyczaj trwa niezwykle długo i przeżywa zmianę obrzędu ludzkiego. Koń w osobnej jamie leży na Sambii jeszcze wtedy, gdy człowieka składano nieprzepalonego, trwa po przejściu na stos i ciągnie się po wiek dwunasty i trzynasty, a same cmentarzyska bywają użytkowane przez kilkaset lat z rzędu, z pochówkami wkopanymi jeden w drugi. Taki cmentarz jest sam w sobie dowodem ciągłości osadniczej.

Rozdzielenie ludów jest konieczne, tyle że nie przebiega tak prosto, jak się je rysuje. W kurhanach wschodniej Litwy koń leży w tym samym nasypie co człowiek, w środkowej Litwie spalonego wojownika kładziono obok konia niespalonego, a na Sambii zwierzę dostaje własną jamę poza grobem pana. Ten sam gest ma więc co najmniej trzy rozstrzygnięcia, a po co go czyniono, nie mówi żaden z tych grobów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Z osobnej jamy nie wynika, że koń nie należał do zmarłego — wynika tylko, że objęto go innym obrzędem niż ciało człowieka.
  • Liczba koni przy grobie bywa czytana jako miara majątku albo rangi; z samej jamy tego wykazać nie sposób.
  • Nie wiadomo, czy konia zabijano na miejscu, czy przyprowadzano już martwego — ślady na kościach rozstrzygają to tylko w pojedynczych przypadkach.
  • Liczby grobów końskich podawane dla tych samych cmentarzysk bywają rozbieżne, a część z nich liczy rozpoznane jamy, nie policzone zwierzęta — różnica sięga rzędu wielkości.
  • Data, od której koń trafia na Sambii do osobnej jamy, bywa podawana rozmaicie i zależy od tego, które pochówki zalicza się do tego samego obyczaju.

Skąd to wiadomoCmentarzyska sambijskie i natangijskie z grobami końskimi od pierwszych wieków naszej ery po wiek XIII; stanowisko eponimiczne Dollkeim, dziś Kowrowo.

Łatgalowie, Zemgalowie, Kurowie, Litwini i Prusowie; X–XIII wiek

Czterech sąsiadów, cztery obyczaje pogrzebowe

Zapis z tamtych czasów

W tym samym stuleciu Łatgal składa ciało w ziemi, a Kur je pali. Bogactwo grobu mierzy obyczaj, nie zamożność żyjących.

Czytaj dalej

Kurowie w Kurlandii przechodzą na ciałopalenie mniej więcej w dziesiątym wieku i od tej chwili ich groby ubożeją w oczach kopiącego — ale ubożeje materiał, a nie ludzie. Ogień zżera tkaninę, drewno i skórę, a z metalu robi bryłę; ten sam majątek, który u sąsiada leży czytelnie na piersi, u Kura wygląda na garść stopionych okruchów.

Litwini wschodni palili i sypali nad prochami nasyp, Prusowie palili i kładli płasko, a konia trzymali w osobnej jamie. Cztery sąsiadujące ludy, cztery rozstrzygnięcia — i jeden wniosek, którego omijać nie wolno: słowo Bałtowie nazywa pokrewieństwo mowy, a nie wspólnotę obrzędu ani jedną wiarę o wspólnym kształcie.

Do tego samego krajobrazu należą Liwowie znad dolnej Dźwiny i z kurlandzkiego wybrzeża, których obyczaj bywa mylony z kurońskim. Liwowie nie są Bałtami: ich mowa należy do rodziny ugrofińskiej i wiąże ich z Estami, nie z Kurami, choć wojna, handel i sąsiedztwo mieszały jednych z drugimi przez całe stulecia.

W dziesiątym i jedenastym wieku ludy siedzące o miedzę od siebie trzymały się zupełnie różnych obyczajów pogrzebowych. Łatgalowie nad Dźwiną i Zemgalowie nad Lielupe składali zmarłych w ziemi w całości, z pełnym strojem i z ozdobami, i dlatego ich wygląd znamy dziś co do zapinki i co do sposobu wiązania pasa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ubóstwo grobu ciałopalnego nie mierzy ubóstwa żyjących — mierzy tylko to, ile przetrwało ognia.
  • Granica obyczaju pogrzebowego nie pokrywa się dokładnie ani z granicą mowy, ani z granicą plemienia znaną z dokumentów.
  • Moment przejścia Kurów na ciałopalenie podawany bywa w przedziale od IX do XI wieku i opiera się na typologii, nie na dacie bezwzględnej.
  • Sama nazwa Bałtowie weszła do piśmiennictwa dopiero w połowie dziewiętnastego wieku i nazywa rodzinę mowy; żaden z tych ludów tak siebie nie nazywał ani nie miał na siebie wspólnego słowa.

Skąd to wiadomoCmentarzyska łatgalskie i zemgalskie nad Dźwiną i Lielupe, kurońskie w Kurlandii, kurhany wschodniolitewskie, cmentarzyska płaskie Sambii; X–XIII wiek.

Prusowie, Żmudzini, Kurowie; groby z bronią z IX–XII wieku

Miecz zgięty, zanim trafił do grobu

Zapis z tamtych czasów

Miecz przed złożeniem do grobu zginano wpół. To robota kowala, nie skutek ognia — i gest, o którym w źródłach nie ma ani zdania.

Czytaj dalej

W grobach ciałopalnych z bronią, rozsianych od Sambii po Żmudź i Kurlandię, miecze bywają zgięte wpół albo zwinięte, groty włóczni wygięte w łuk, a okucia tarcz przebite. Zniszczenie jest robotą celową i rozpoznaje się je po tym, gdzie i jak przebiega: zgięcie wypada w miejscu, w którym metal daje się nagiąć, i powtarza się w tych samych punktach na różnych egzemplarzach.

Ten gest nie ma w źródłach pisanych o Bałtach ani jednego zdania. Kronikarze zakonni notowali, że palono konie, niewolników, szaty i broń, ale o celowym niszczeniu oręża przed złożeniem milczą zupełnie — a przedmiot pokazuje to bez cienia wątpliwości i pokazuje wielokrotnie, w miejscach oddalonych od siebie o setki kilometrów.

Wyjaśnienia stoją dwa i żadne nie zostało wykazane. Pierwsze mówi, że rzecz trzeba uśmiercić, aby poszła za panem, tak jak uśmierca się dla niego konia. Drugie, chłodniejsze, przypomina, że zgięty miecz jest bezużyteczny dla tego, kto rozkopie grób, a rozkopywanie grobów poświadczają w tej samej ziemi puste jamy z przemieszanymi kośćmi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie każda zgięta broń jest zgięta celowo; ciężar nasypu i żar stosu też odkształcają metal, rozróżnia to miejsce i regularność zgięcia.
  • Uśmiercenie rzeczy i zabezpieczenie przed rabusiem tłumaczą ten sam ślad — ziemia nie rozstrzyga, które jest prawdziwe.
  • Z gestu nie wolno wyprowadzać wiary w konkretny zaświat; wyprowadzić wolno tylko to, że broń traktowano jak coś więcej niż narzędzie.
  • Niszczenie oręża przed złożeniem go do grobu nie jest obyczajem wyłącznie bałtyjskim — ten sam ślad zostawiono w grobach ciałopalnych innych ludów i innych stuleci, więc sam gest nie świadczy o niczym tutejszym.

Skąd to wiadomoGroby ciałopalne z bronią na Sambii, Żmudzi i w Kurlandii, w większości z IX–XII wieku.

Sambia, Zalew Kuroński; IX–XI wiek

Cudzy cmentarz na pruskiej ziemi

Zapis z tamtych czasów

Przy Wiskiautach na Sambii leżą setki nasypów z gotlandzkim wyposażeniem, w tym groby kobiece. Kobiety nie płyną na wyprawę po łup.

Czytaj dalej

Nad Zalewem Kurońskim, przy dzisiejszym Mochowoje, leży zespół, który od dziewiętnastego wieku nosi w piśmiennictwie nazwę Kaup: osada z przystanią i cmentarzysko liczone w setkach nasypów, czynne od dziewiątego do jedenastego wieku. Kopano tam od lat sześćdziesiątych dziewiętnastego stulecia, z długimi przerwami, aż po czasy dzisiejsze.

Część grobów ma wyposażenie, którego na Sambii nie wytwarzano: owalne zapinki skorupowe noszone parami na ramiączkach sukni, broń oraz elementy rzędu końskiego o kształtach znanych z Gotlandii i ze szwedzkiego wybrzeża. Obok nich leżą groby z wyposażeniem miejscowym, a także konie złożone po pruskiemu, w osobnych jamach przy pochówkach ludzi.

Największą wagę mają tu groby kobiece z pełnym obcym strojem. Waży w nich nie sam przedmiot, bo suknię i zapinki można kupić albo dostać, lecz to, że ktoś na miejscu odprawił obrzęd w całości obcy tutejszemu: ubrał zmarłą po gotlandzku i usypał nad nią nasyp po gotlandzku. Obyczaju nie przywozi się w ładowni na jedno lato, więc taki cmentarz mówi o mieszkaniu wśród Prusów, a nie o wypadzie po łup.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skandynawskie przedmioty w grobie same w sobie nie dowodzą skandynawskiego pochodzenia pochowanego; strój można kupić, zdobyć i przejąć.
  • Powiązanie zespołu z portem wymienianym w opisach dróg morskich nie zostało wykazane — łączy je domysł o handlu, nie zapis nazwy.
  • Nazwa Kaup pochodzi z nowożytnego odczytu miejscowego toponimu i nie jest nazwą poświadczoną w źródle z epoki.
  • Zespołu nie przekopano w całości, a znaczną część nasypów rozkopano w dziewiętnastym wieku bez zapisu, więc proporcji grobów obcych do miejscowych nie da się dziś podać liczbą.

Skąd to wiadomoZespół osadniczo-cmentarzyskowy przy Wiskiautach na Sambii (dziś Mochowoje nad Zalewem Kurońskim), IX–XI wiek; kopany od lat sześćdziesiątych XIX wieku.

Kurowie, wybrzeże kurlandzkie i pogranicze żmudzkie; IX wiek

Rok 853: zapis i warstwa mówią to samo

Zapis z tamtych czasów

Żywot spisany około 870 roku opisuje ośmiodniowe oblężenie kurońskiego grodu. W wale tego grodu leżały setki grotów strzał.

Czytaj dalej

Żywot Ansgara, spisany między 869 a 876 rokiem, opowiada o wyprawie szwedzkiego króla na ziemię Kurów: najpierw padł gród nazwany w tekście Seeburg, potem wojsko stanęło pod grodem Apulia i obległo go na osiem dni, aż obrońcy wykupili się złotem, bronią i zakładnikami wydanymi zwycięzcom. Roku w żywocie nie ma — wylicza się go z kolejności zdarzeń i wypada raz na 853, raz na 854.

Gród Apulia to Apuolė w rejonie Skuodas na dzisiejszej Litwie. Kopano tam w roku 1931 i wydobyto z wału oraz z przedpola ponad sto grotów strzał, w tym o kształtach używanych wówczas w Skandynawii — a więc groty, które w ten wał wystrzelono z zewnątrz. Zdanie i rzecz kładą się tu na siebie, co przy Bałtach jest wyjątkiem, nie regułą.

Seeburg wiąże się z Grobiņą przy dzisiejszej Lipawie, gdzie kopano w latach 1929 i 1930. Odsłonięto trzy cmentarzyska, kurhanowe i płaskie, z wyposażeniem gotlandzkim, a wśród znalezisk były ułamki kamiennych płyt z rytym obrazem, jakie na Gotlandii stawiano nad zmarłymi. Zakłada się je około połowy siódmego wieku i użytkuje po wiek ósmy, a więc obcy siedzieli tam dwieście lat przed wyprawą, a ostatnich z nich pochowano dwa pokolenia przed nią.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Utożsamienie Seeburga z Grobiņą opiera się na położeniu i datowaniu, a nie na zapisie nazwy — nie zostało wykazane.
  • Grotów strzał nie da się związać z konkretnym rokiem: zgadzają się z dziewiątym wiekiem, a nie z rokiem 853.
  • Liczby wojowników podane w żywocie idą w tysiące i są liczbami retorycznymi, a nie miarą ludności kurońskiej.
  • Liczbę grotów strzał z Apuolė podaje się rozmaicie, od ponad stu do kilkuset — sam ostrzał wału jest niesporny, jego miara nie.
  • Rok wyprawy wylicza się z kolejności zdarzeń w żywocie, nie z daty w tekście, i wypada on raz na 853, raz na 854, zależnie od tego, na kiedy przyjmie się wcześniejszy najazd duński.

Skąd to wiadomoŻywot Ansgara, spisany ok. 870 roku; grodzisko Apuolė w rejonie Skuodas, kopane w 1931; zespół w Grobiņi przy Lipawie, kopany w latach 1929–1930.

Litwa, dolina Neris; XIII–XIV wiek

Kernavė: pięć wałów i jedna warstwa węgla

Zapis z tamtych czasów

Kronika notuje Kernowe od schyłku XIII wieku, a rok 1390 zostawił w ziemi warstwę węgla. Nazwa Góra Ołtarza jest o pięć stuleci młodsza.

Czytaj dalej

W dolinie Neris, przy Kernavė, stoi obok siebie pięć grodzisk na sąsiednich cyplach, a pod nimi, na tarasie rzecznym, rozciąga się rozległe podgrodzie z warsztatami. Kronika zakonna wymienia Kernowe przy wyprawach z ostatniej ćwierci trzynastego wieku, a w roku 1390 zespół spłonął — i pożar ten leży w ziemi jako warstwa węgla, dając zdarzeniu datę niezależną od pergaminu.

Jedno ze wzgórz zespołu nosi dziś nazwę Aukuro kalnas, to jest Góra Ołtarza. Nazwa ta nie ma poświadczenia w żadnym dawnym dokumencie ani w kronice; weszła do obiegu w dziewiętnastym i dwudziestym wieku, wraz z zainteresowaniem dawną wiarą, i bywa od tej pory podawana jako argument za tym, że właśnie na tym wzgórzu składano ofiary.

Przy wsi Kriveikiškis, u stóp grodzisk, odsłonięto cmentarzysko z pochówkami niespalonymi, z wyposażeniem, datowane na trzynasty i czternasty wiek. Przedział ten obejmuje i czas przed chrztem, i pokolenie po nim, więc pojedynczego grobu nie da się nim postawić po żadnej stronie roku 1387 — ale część tych pochówków jest od chrztu starsza bezspornie, i tyle wystarczy, żeby prosty klucz (ciało w całości znaczy chrześcijanina, spalone poganina) rozpadł się na tym jednym stanowisku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Warstwa spalenizny datuje pożar, lecz nie mówi, kto go wzniecił — źródła podają, że grody podpalili sami mieszkańcy przed nadejściem wyprawy.
  • Nazwa Góra Ołtarza jest nowożytna i nie może służyć za dowód, że na wzgórzu składano ofiary.
  • Niespalone pochówki z Kriveikiškis bywają czytane jako ślad wpływu chrześcijańskiego przed chrztem; z samych grobów tego nie wykazano.
  • Pochówków z Kriveikiškis nie da się rozdzielić na starsze i młodsze od roku 1387 inaczej niż przez wyposażenie, a ono daje przedziały, nie lata.

Skąd to wiadomoZespół grodzisk i podgrodzia w Kernavė nad Neris; wzmianki kronikarskie od ostatniej ćwierci XIII wieku, warstwa pożaru z 1390 roku; cmentarzysko Kriveikiškis, XIII–XIV wiek.

Litwa, Łotwa, dawne Prusy; stan rejestrów

Osiemset wałów i garść dat

Złożone później

Rejestr grodzisk samej Litwy przekracza osiemset pozycji. Datę z warstwy ma garstka, a etykietę miejsca kultu — dziesiątki.

Czytaj dalej

Grodzisko po litewsku nazywa się piliakalnis, dosłownie góra zamkowa, i takich gór rejestr samej Litwy liczy ponad osiemset. Na Łotwie idą one w setki, podobnie w dawnych Prusach. Liczba ta rośnie dalej, odkąd teren skanuje się z powietrza i odkąd wał ukryty pod lasem przestał być dla oka niewidzialny — przybywa więc pozycji w spisie, a nie odkryć o wierze.

Z tego zbioru tylko niewielka część została przekopana na tyle, by dostać datę z warstwy albo ze słojów drewna. Reszta ma datowanie z kształtu wału i z ułamków naczyń zebranych z powierzchni, a więc datowanie przybliżone, które w rejestrze wygląda tak samo pewnie jak tamto pierwsze i bywa dalej cytowane bez zastrzeżenia.

Wiele z tych wzgórz nosi dziś etykietę miejsca kultu, a etykieta przyszła najczęściej z nazwy miejscowej albo z podania zapisanego w dziewiętnastym wieku, nie zaś z wykopu. Tam, gdzie kopano, znajdowano przeważnie to, co znajduje się w miejscu zamieszkanym: doły po słupach, paleniska, kości zjedzonych zwierząt, ciężarki tkackie i ułamki garnków.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Palenisko na szczycie wału nie rozstrzyga między kuchnią a obrzędem.
  • Nazwa wzgórza zebrana w XIX wieku nie datuje niczego, co na nim robiono wcześniej.
  • Z braku znalezisk kultowych nie wolno wyprowadzać, że gród służył wyłącznie obronie — odsłonięto zbyt małą jego część.

Skąd to wiadomoRejestry grodzisk Litwy, Łotwy i dawnych Prus; stan przekopania stanowisk na przełomie XX i XXI wieku.

ziemie pruskie, litewskie i łotewskie; znaleziska wodne

Żelazo z torfu i trzy tłumaczenia

Zapis z tamtych czasów

Broń z torfu przychodzi bez warstwy. Dar, schowek czy zguba — rozstrzyga nie przedmiot, lecz to, ile ich leży w jednym miejscu.

Czytaj dalej

Przy regulacji rzek, kopaniu torfu i osuszaniu łąk w dziewiętnastym i dwudziestym wieku wydobyto z bałtyjskich mokradeł i koryt broń, ozdoby, części uprzęży oraz naczynia. Znalezisko przychodzi wtedy bez warstwy: czerpak pogłębiarki albo łopata torfiarza niszczy dokładnie to, co dawałoby kontekst, a przedmiot trafia do zbioru z notatką mówiącą tyle, ile nazwa najbliższej wsi.

Nad takim przedmiotem stoją trzy wyjaśnienia i żadne nie przegrywa na starcie: dar złożony świadomie w wodzie, majątek ukryty przed nadciągającą wojną, rzecz zgubiona przy przeprawie albo przy połowie. Rozstrzyga nie pojedynczy okaz, lecz powtórzenie — jeżeli w jednym miejscu leżą dziesiątki przedmiotów z kilku stuleci, zguba i schowek przestają wystarczać jako wytłumaczenie.

Woda ma za to jedną przewagę nad suchą ziemią, i jest to przewaga poważna: konserwuje drewno, skórę, sznur i tkaninę, których w zwykłym grobie nie ma wcale. Mokre stanowisko podaje więc rzeczy, o jakich cała reszta materiału milczy, i z tego powodu bywa świadkiem cennym mimo doszczętnie zniszczonego kontekstu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Złożenie przedmiotu w wodzie nie dowodzi kultu wody — dowodzi tylko, że wybrano wodę zamiast ziemi.
  • Datowanie znaleziska z koryta opiera się wyłącznie na kształcie przedmiotu; nie ma warstwy, która by je sprawdziła.
  • Wiele takich znalezisk weszło do zbiorów w XIX wieku bez zapisu miejsca, przez co ich wartość świadka jest okrojona do samego kształtu.

Skąd to wiadomoZnaleziska z torfowisk i koryt rzecznych na ziemiach pruskich, litewskich i łotewskich, wydobywane przy pracach ziemnych w XIX i XX wieku.

Prusowie i Jaćwingowie; Sambia, Natangia, Mazury

Kamienne postacie z rogiem i mieczem

Złożone później

Kilkanaście kamiennych postaci trzyma róg przy piersi i miecz u pasa. Żadna nie ma daty własnej, a nazwa baba została im dopisana dopiero w XIX wieku.

Czytaj dalej

Żadnej z tych figur nie wyjęto z zamkniętego układu warstw z datowanym przedmiotem obok. Większość weszła do zbiorów w dziewiętnastym wieku, przeniesiona ze wsi, z pola albo sprzed kościoła, a o miejscu pierwotnego ustawienia wiadomo zwykle tyle, ile zapamiętał ten, kto figurę przywiózł i komu nikt nie kazał tego spisać.

Dlatego rozpiętość proponowanych datowań obejmuje ponad tysiąc lat, od wczesnej epoki żelaza po wiek dwunasty i trzynasty. Nie jest to spór o odczytanie stylu, lecz brak podstawy do rozstrzygnięcia: kamień nie starzeje się w sposób dający się zmierzyć, a wokół figury nie ma warstwy, która podparłaby którąkolwiek z proponowanych dat.

Sama nazwa baba nie jest pruska. Weszła do piśmiennictwa w dziewiętnastym wieku przez podobieństwo do kamiennych postaci ze stepu i przyniosła ze sobą cudze tłumaczenie razem z cudzym słowem. Na kamieniu widać róg i miecz; imię, urząd i przeznaczenie figury zostały dopisane później, na kartce, a nie wykute w głazie.

Z ziem pruskich i jaćwieskich znanych jest około dwudziestu kamiennych figur ludzkich, wysokich zwykle od metra do dwóch, wykutych w głazie narzutowym, a dokładny rachunek zależy od tego, czy liczyć ułamki i sztuki znane już tylko z dawnego rysunku. Powtarza się w nich ten sam układ: postać trzyma przy piersi naczynie do picia, najczęściej róg, a u pasa ma miecz albo nóż, część zaś ma nakrycie głowy i wyraźnie zaznaczoną klamrę. Część stoi dziś w Bartoszycach, inne znane są z Mojtyn i z Susza.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie zostało wykazane, czy figury przedstawiają bóstwo, zmarłego wodza czy znak graniczny.
  • Rozrzut datowania na ponad tysiąc lat wynika z braku kontekstu, a nie z różnicy zdań o stylu wykonania.
  • Nazwa baba jest XIX-wieczną pożyczką i nie mówi nic o tym, kogo kamień przedstawia; część figur ma atrybuty jednoznacznie męskie.
  • Liczba figur zależy od tego, co się liczy — część zaginęła i znana jest już tylko z dawnego opisu albo rysunku, a przy kilku nie wiadomo nawet, czy to figura, czy głaz obrobiony w nowszych czasach.

Skąd to wiadomoKilkanaście kamiennych figur z Sambii, Natangii i Mazur, m.in. w Bartoszycach, Mojtynach i Suszu; większość weszła do zbiorów w XIX wieku bez zapisu miejsca znalezienia.

Litwa, Łotwa, dawne Prusy; rejestry głazów

Kamień z wykutą miską nie ma daty

Zebrane z ust

Głazów z wykutą miską są setki, a najgęściej leżą u Estów, którzy Bałtami nie są. Żadnego z nich nie da się datować.

Czytaj dalej

Głazy z wykutymi w wierzchu zagłębieniami — okrągłymi, płytkimi, o średnicy od kilku do kilkunastu centymetrów — liczy się na ziemiach bałtyjskich w setkach; po litewsku nazywa się je dubenuoti akmenys, to jest kamienie miskowe. Wiele z nich leży w polach uprawnych, przy miedzach i przy dawnych drogach, a część została przewieziona z pierwotnego miejsca.

Rozmieszczenie tego zwyczaju przecina granicę mowy. Najgęściej takie kamienie występują nie u Bałtów, lecz na północ od nich, w Estonii, gdzie mieszkał lud niebałtyjski, spokrewniony językowo z Finami i z Liwami. Każde tłumaczenie wiążące zagłębienia wyłącznie z wiarą bałtyjską musi się z tą mapą rozliczyć, a rozlicza się z nią rzadko.

Kamienia nie da się datować i trzeba to powiedzieć bez owijania. Skała nie starzeje się w sposób, który dałoby się odczytać, zagłębienie nie zawiera niczego policzalnego, a głaz zwykle nie tkwi w warstwie, tylko leży na wierzchu. Rejestr rośnie wtedy, gdy ktoś zgłosi kolejny kamień, a nie wtedy, gdy przybywa wiedzy o tym, do czego go używano.

Status kamienia świętego przychodzi w większości przypadków z podania spisanego w dziewiętnastym albo dwudziestym wieku z ust okolicznych ludzi. Takie podanie poświadcza rzetelnie to, w co wierzono wtedy, gdy je zapisano — byle nie podstawiać go w miejsce świadectwa o czasach przed chrztem, bo między jednym a drugim leży pół tysiąca lat.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zagłębienia tłumaczy się i ofiarą, i rozcieraniem, i znakiem własności — żadne z tych wyjaśnień nie zostało wykazane dla całego zbioru.
  • Data wykucia miski jest nieznana: głaz mógł ją dostać przed trzema tysiącami lat albo w ubiegłym stuleciu.
  • Podanie zapisane w XIX wieku poświadcza wiarę z XIX wieku, a nie praktykę sprzed chrztu.

Skąd to wiadomoGłazy z zagłębieniami rejestrowane na Litwie, Łotwie i w dawnych Prusach; największe skupisko poza ziemią bałtyjską, w Estonii; podania spisywane od XIX wieku.

Prusy i Litwa; dokumenty XIII–XVI wieku i nazwy zbierane od XIX wieku

Gdy pod świętą nazwą wbito łopatę

Zebrane z ust

Miejsc świętych z metryką w dawnym akcie liczy się w dziesiątkach. Miejsc świętych z nazwy zebranej w XIX wieku — w setkach.

Czytaj dalej

Do drugiego zbioru, nieporównanie liczniejszego, należą miejsca, które status zawdzięczają nazwie terenowej zebranej dopiero w dziewiętnastym wieku, przy pracach nad mapami, słownikami i spisami gruntów. Nazwa z rdzeniem alka, oznaczającym u Bałtów miejsce wydzielone, poświadcza w takim wypadku wiek dziewiętnasty, czyli moment, w którym ktoś ją usłyszał i zapisał.

Tam, gdzie pod taką nazwą wbito łopatę, wynik bywa trojaki. Czasem pod spodem leży cmentarzysko albo wał grodziska, czasem osada bez śladu obrzędu, a czasem nie ma niczego starszego niż nowożytne pole. Każdy z tych trzech wyników trzeba podawać osobno i głośno, bo tylko pierwszy cokolwiek do nazwy dodaje, a dwa pozostałe jej nie potwierdzają.

Rachunek wypada przykro i należy go postawić wprost: miejsc z metryką w dawnym akcie liczy się w dziesiątkach, miejsc z metryką w dziewiętnastowiecznym zapisie nazwy — w setkach. Nie znaczy to, że te drugie nigdy nie były czczone; znaczy tylko, że o ich dawności nie wiadomo nic poza tym, że nazwa dotrwała do czasu, gdy ktoś ją spisał.

Miejsca uznawane dziś za święte dzielą się na dwa zbiory, których mieszanie psuje cały rachunek. Do pierwszego należą te z metryką w dawnym piśmie: imię bożka i zakaz dawnego pogrzebu w układzie zawartym w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku, gaje, pola i wody wyłączone spod cięcia, orki i połowu w kronice zakonnej z 1326 roku, dąb i ogień w Wilnie w kronice spisanej w latach 1455–1480, wreszcie grunty nazwane w aktach nadań z piętnastego i szesnastego stulecia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nazwa z rdzeniem alka nie datuje miejsca — datuje moment, w którym ją zapisano.
  • Brak znaleziska pod świętą nazwą nie dowodzi, że miejsca nie czczono: obrzęd bez ognia i bez darów nie zostawia śladu.
  • Odwrotnie także: cmentarzysko odkryte pod świętą nazwą nie dowodzi, że sama nazwa jest stara.
  • Zakazu cięcia, orki i połowu nie ma w układzie z 1249 roku — stoi on w kronice zakonnej z 1326 roku, a więc w zapisie o trzy pokolenia młodszym i spisanym już po podboju; mieszanie tych dwóch pism zawyża wiek świadectwa o osiemdziesiąt lat.
  • Opis dębu i ognia w Wilnie powstał od siedemdziesięciu do dziewięćdziesięciu lat po chrzcie i jego autor nie mógł widzieć niczego z roku 1387.
  • Dzień układu w Dzierzgoniu podaje się dwojako: jako drugi albo jako siódmy lutego 1249 roku.

Skąd to wiadomoUkład zawarty w Dzierzgoniu 7 lutego 1249 roku; akta nadań z XV–XVI wieku; nazwy terenowe zbierane od pierwszej połowy XIX wieku.

Litwa Pruska, prawy brzeg Niemna; XVII–XIX wiek

Rambynas: kamień poszedł na żarna

Zebrane z ust

Głaz ofiarny z góry Rambynas młynarz rozbił w 1811 roku na kamienie młyńskie. Został opis świadka, sam świadek nie.

Czytaj dalej

Nad prawym brzegiem Niemna, w dawnej Litwie Pruskiej niedaleko wsi Bitėnai, wznosi się wzgórze Rambynas. Opisy sprzed rozbicia mówią o leżącym na jego szczycie wielkim głazie z wykutymi zagłębieniami, przy którym okoliczni ludzie zostawiali dary z okazji wesela i narodzin dziecka. Zapisy te pochodzą z siedemnastego i osiemnastego wieku, a więc z czasu długo po chrzcie, i spisano je z ust ludzi.

W roku 1811 miejscowy młynarz rozbił głaz i wyciosał z niego kamienie młyńskie. Przedmiot, o którym mówiły wszystkie wcześniejsze opisy, przestał istnieć, zanim ktokolwiek go zmierzył, narysował z bliska albo sprawdził, jak głęboko tkwił w gruncie. Został opis świadka; sam świadek nie został, a sprawdzić opisu nie ma już na czym.

Samo wzgórze także ubywa, i to szybko. Nurt Niemna podcina jego stok i osuwa go, a w ciągu dwóch stuleci krawędź cofnęła się o dziesiątki metrów, zabierając ze sobą to, co leżało najbliżej urwiska — czyli dokładnie ten pas, na którym według opisów miały stać rzeczy warte oglądania i na którym dziś nie ma już czego kopać.

Od dziewiętnastego wieku Rambynas jest miejscem zjazdów i świętowania nocy czerwcowej, a dzisiejszy kształt tych obchodów ułożono w dziewiętnastym i dwudziestym stuleciu. Praktyka jest żywa i prawdziwa, tylko jej metryka jest nowożytna i nie wolno jej podstawiać za ciągłość sięgającą bez przerwy czasów przed chrztem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Opisy głazu powstały wiele stuleci po tym, jak zaczęła się praktyka, którą mają opisywać — poświadczają wiek XVII i XVIII, nie wcześniejsze.
  • Rok rozbicia głazu podawany bywa różnie; najczęściej wskazuje się 1811.
  • Dzisiejsze świętowanie na Rambynie ułożono w XIX i XX wieku i nie jest dowodem ciągłości obrzędu.

Skąd to wiadomoWzgórze Rambynas nad Niemnem koło Bitėnai; opisy z XVII i XVIII wieku, rozbicie głazu na żarna w 1811 roku.

Litwini i Żmudzini; XIV–XV wiek

Ostatni stos zapłonął po chrzcie

Zapis z tamtych czasów

Chrzest Litwy ma datę dzienną: luty 1387. Cmentarzyska ciałopalne na Żmudzi działają jeszcze w XV wieku. To dwie prawdy o dwóch różnych rzeczach.

Czytaj dalej

Cmentarzyska ciałopalne na Żmudzi i w głębi Auksztoty działają jeszcze w piętnastym wieku, a miejscami grób ze spalonym ciałem i z wyposażeniem wypada blisko połowy tego stulecia — a więc pokolenie albo dwa po dacie, którą dokument podaje jako koniec dawnej wiary w tym kraju.

Wniosek jest ostrożny i przez to mocny: dokument datuje decyzję władcy i jego otoczenia, a cmentarz datuje obyczaj ludzi, którzy tę decyzję usłyszeli albo nie usłyszeli wcale. Między jedną a drugą datą mijają u Bałtów co najmniej dwa pokolenia, a obie daty są prawdziwe — każda mówi o czym innym.

Akt zawarty w Krewie nosi datę czternastego sierpnia 1385 roku, a chrzest Litwy przypada na luty 1387; na Żmudzi rzecz zaczyna się jesienią 1413 roku i ciągnie jeszcze cztery lata, bo parafie fundowano w 1416, a diecezję erygowano w 1417. Pergamin daje więc dzień dla dwóch pierwszych dat i całą robotę dla trzeciej, a ziemia podaje obok nich własną rachubę, która nie kończy się razem z żadną z nich.

Niespodzianka idzie też w drugą stronę. Pod Kernavė pochówki niespalone, z wyposażeniem, pochodzą z trzynastego i czternastego wieku, a więc część z nich jest od chrztu starsza — i tyle wystarczy, żeby ani klucz mówiący, że spalony znaczy poganin, ani ten mówiący, że niespalony znaczy chrześcijanin, nie sprawdził się na tym materiale w żadną stronę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie grobów ciałopalnych z XV wieku opiera się na typologii ozdób i pojedynczych monetach, a przedział bywa szeroki na kilkadziesiąt lat.
  • Ciałopalenie po chrzcie dowodzi trwania obrzędu pogrzebowego, a nie trwania dawnej wiary w pełnym kształcie.
  • Nie wolno z tego wyprowadzać, że chrzest był pozorny: akt i praktyka to dwie różne rzeczy, obie poświadczone.
  • Odstęp między datą chrztu a ostatnim stosem nie jest wszędzie taki sam — dwa pokolenia to rząd wielkości wzięty z kilku stanowisk, a nie miara ważna dla całego kraju.

Skąd to wiadomoAkt w Krewie, 14 sierpnia 1385; chrzest Litwy, luty 1387; chrzest Żmudzi, 1413; cmentarzyska ciałopalne żmudzkie i auksztockie z XIV–XV wieku; cmentarzysko Kriveikiškis przy Kernavė, XIII–XIV wiek.

Dwa żywe, reszta zamilkła

Mowa, która przetrwała dłużej niż wiara

Z całej rodziny bałtyjskiej mówi się dziś dwoma językami. Pruski zamilkł gdzieś między 1684 a 1740 rokiem i zostawił po sobie kilkadziesiąt stron: słowniczek 802 słów, trzy katechizmy i jedno zdanie o piwie zapisane w 1369 roku. Z tego okruchu, z nazw rzek pod Moskwą i z pieśni spisanych po roku 1894 odtwarza się słownik wiary, której nikt już nie wyznawał, gdy sięgano po pióro.

Wschodni Bałtyk, XIII–XXI wiek

Dwa języki żywe i jeden zabity

Zapis z tamtych czasów

Litewski i łotewski są dla siebie mniej więcej tak niezrozumiałe jak polski i rosyjski, a sama nazwa „języki bałtyjskie" ma dopiero rok 1845.

Czytaj dalej

Z całej rodziny bałtyjskiej mówi się dziś dwoma językami, litewskim i łotewskim, a wszystkie pozostałe wygasły najpóźniej w XVIII wieku.

Łotewskim mówi dziś około półtora miliona ludzi, a spis z 2011 roku wykazał, że sześćdziesiąt dwa procent mieszkańców Łotwy używa go w domu.

Nazwa „języki bałtyjskie" nie jest stara: ukuto ją dopiero w 1845 roku, od nazwy morza, i przyjęła się, bo nikt nie wymyślił lepszej.

Litwin i Łotysz nie dogadają się bez nauki, bo oba języki dzieli mniej więcej tyle, co polski od rosyjskiego, mimo oczywistego wspólnego pnia.

Podręcznikowy podział na bałtyjski wschodni, czyli litewski i łotewski, oraz zachodni, czyli pruski, obowiązuje od dawna, ale nie jest przyjmowany powszechnie.

Liczby mówiących po litewsku rozchodzą się szeroko: w samej Litwie podaje się około 2,8 miliona, sumy światowe raz zamykają się w około 3,2 miliona, raz sięgają czterech i pół — i przy żadnej z tych liczb nie stoi metoda liczenia.

Pruski, trzeci wielki język tej rodziny, znamy z garstki tekstów z lat 1369–1561, ale mówiono nim jeszcze przez półtora wieku po ostatnim druku, aż ci, którzy go używali, przeszli na niemiecki.

Łatgalski, używany na wschodzie Łotwy i mający odrębną tradycję piśmienną sięgającą druku z 1753 roku, ustawa o języku państwowym nazywa historyczną odmianą łotewskiego, a spis z 2011 roku naliczył 164,5 tysiąca osób używających go na co dzień, czyli 8,8 procent mieszkańców kraju.

Czego nie rozstrzygnięto
  • liczba mówiących po litewsku waha się od 2,8 do 4,5 miliona zależnie od metody liczenia
  • czy łatgalski to dialekt łotewskiego, czy osobny język bałtyjski
  • czy podział na bałtyjski wschodni i zachodni w ogóle się utrzymuje
  • czy łatgalski, prawnie nazwany odmianą, a przez część opisujących językiem, mieści się jeszcze w łotewskim

Skąd to wiadomodruki z XVI wieku (katechizmy 1545, 1547, 1561, 1585, 1586); dokumenty krzyżackie i inflanckie z XIII–XVI wieku; spisy powszechne z XX i XXI wieku; terminologia porównawcza od 1845 roku

Królewiec, Wilno, Ryga, 1503–1691

Modlitwa dopisana na ostatniej stronie

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy litewski tekst to trzy modlitwy dopisane ręcznie na wolnej stronie łacińskiej książki. Leżały nierozpoznane do 1962 roku.

Czytaj dalej

Najstarszy znany zapis litewski to Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i wyznanie wiary, dopisane odręcznie na ostatniej stronie łacińskiego traktatu dla kapłanów wydrukowanego w 1503 roku.

Sam dopisek datuje się rozmaicie, najczęściej na okno 1503–1525, a rozpoznano go dopiero w 1962 roku w bibliotece uniwersyteckiej w Wilnie.

Pierwszą drukowaną książkę litewską, katechizm ułożony przez Martynasa Mažvydasa, wytłoczono 8 stycznia 1547 roku w Królewcu u Hansa Weinreicha w nakładzie najwyżej trzystu egzemplarzy.

Pierwsza łotewska książka, wydrukowana w 1525 roku dla wiernych mówiących po łotewsku, estońsku i liwsku, znana jest wyłącznie z zapisu o jej konfiskacie i zniszczeniu.

Najstarsza zachowana książka po łotewsku to katolicki katechizm z 1585 roku, przechowywany w Uppsali; luterański wyszedł rok później.

Pełny przekład Biblii na łotewski przygotował Johann Ernst Glück: Nowy Testament ukazał się w 1685 roku, Stary w 1691.

Wszystkie te pierwsze druki mają jedno wspólne pochodzenie: powstały po to, żeby uczyć wiary chrześcijańskiej, i to one utrwaliły większość najstarszego zapisanego słownictwa obu języków.

Z 1530 roku pochodzi łotewski przekład pieśni kościelnej pióra Nikolausa Ramma, a łotewskie Ojcze nasz trafiło do wielkiego opisu świata Sebastiana Münstera — dzieła, które od pierwszego wydania w 1544 roku doczekało się dwudziestu czterech edycji w ciągu stu lat i nie w każdej z nich ten tekst stoi.

Katechizm z 1547 roku liczył siedemdziesiąt dziewięć stron i zawierał elementarz, katechizm oraz pieśni z nutami, a z całego nakładu przetrwały dwa egzemplarze: jeden w Wilnie, drugi w Toruniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • datowanie ręcznego dopisku z druku z 1503 roku: podaje się 1503, 1515 albo szerokie okno 1503–1525
  • co dokładnie zawierał zaginiony druk z 1525 roku, skoro nie zachował się ani jeden egzemplarz
  • czy katechizm z 1585 roku miał łotewskich poprzedników, po których nie został żaden ślad
  • w którym wydaniu opisu świata Münstera stoi łotewskie Ojcze nasz, skoro edycji było dwadzieścia cztery

Skąd to wiadomorękopiśmienne dopiski w druku z 1503 roku; glosy z lat około 1520–1530; druki katechizmowe 1547, 1585, 1586; kosmografia z 1544 roku; przekłady biblijne 1685 i 1691; akta konfiskaty z 1525 roku

Prusy, 1369–1561

Cały pruski mieści się w kilku zeszytach

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze zdanie w jakimkolwiek języku bałtyjskim to żart przy piwie, zapisany w 1369 roku na marginesie podręcznika o zjawiskach pogodowych.

Czytaj dalej

Najstarsze zachowane zdanie bałtyjskie, tak zwany epigram bazylejski z 1369 roku, jest przytykiem do kompana, który chce pić, a nie chce się dołożyć do rachunku.

Zapisano je na marginesie rękopisu z komentarzem do nauki o zjawiskach pogodowych, odnalezionego w Bazylei dopiero w 1974 roku; autorem był najpewniej Prus studiujący w Pradze.

Podstawą wiedzy o pruskim jest słowniczek elbląski: 802 słowa uporządkowane tematycznie, z niemieckimi odpowiednikami, przepisany około 1400 roku z pierwowzoru z końca XIII albo początku XIV wieku.

Najdłuższe teksty pruskie to trzy katechizmy wydrukowane w Królewcu: dwa z 1545 roku, po sześć stron każdy, przy czym drugi poprawia pierwszy, oraz jeden z 1561 roku liczący 132 strony.

Ten ostatni, przekład małego katechizmu Lutra, przygotował niemiecki duchowny Abel Will, który po prusku nie mówił, przy pomocy pruskiego współpracownika imieniem Paul Megott.

Zachowane teksty rozkładają się na dwie odmiany, pomezańską i sambijską, co widać w różnym brzmieniu tych samych wyrazów.

Wszystko razem, co przetrwało po prusku, zmieściłoby się w kilkudziesięciu stronach druku, i z tego okruchu trzeba odtwarzać mowę całego ludu.

Słowniczek otwiera „Deywis", czyli Bóg, a dalej idą kolejno niebo „Dangus", diabeł „Cawx", grzmot „Percunis" i dusza „Dusi" — porządek ten narzuca jednak wzorzec niemieckich ksiąg tematycznych tej epoki, więc mówi o układzie książki, zanim powie cokolwiek o Prusach.

Sam słowniczek wypłynął dopiero w 1825 roku, więc między jego przepisaniem a odczytaniem leży ponad czterysta lat milczenia.

Pruski współpracownik dyktował ze słuchu, a niemiecki duchowny zapisywał, co słyszał, i stąd bierze się nierówność zapisu, po której dziś poznaje się, gdzie kończy się pruszczyzna.

Czego nie rozstrzygnięto
  • odczytanie pojedynczych wyrazów epigramu z 1369 roku bywa podważane
  • datowanie pierwowzoru słowniczka elbląskiego: koniec XIII czy początek XIV wieku
  • ile w katechizmach jest pruszczyzny, a ile niemczyzny przełożonej słowo w słowo przez tłumacza nieznającego języka
  • czy pruskie „Dusi", dusza, to wyraz rodzimy, czy pożyczka od sąsiadów słowiańskich
  • czy kolejność haseł w słowniczku elbląskim mówi cokolwiek o pruskich wyobrażeniach, czy wyłącznie o niemieckim wzorcu układu takich ksiąg

Skąd to wiadomorękopiśmienny epigram z 1369 roku; słowniczek przepisany około 1400 roku z pierwowzoru sprzed 1300; druki katechizmowe z 1545 i 1561 roku

Prusy Wschodnie, XVII–XVIII wiek

Kiedy właściwie umarł pruski

Zapis z tamtych czasów

W 1684 roku Christoph Hartknoch zanotował, że gdzieniegdzie żyją jeszcze pojedynczy ludzie rozumiejący dawną mowę Prusów. To prawie ostatnia taka wzmianka.

Czytaj dalej

W 1684 roku Christoph Hartknoch zapisał, że tu i ówdzie zostali jeszcze pojedynczy ludzie rozumiejący pruski.

Podawane daty wygaśnięcia rozchodzą się szeroko: jedni kładą je na XVII wiek, inni na początek XVIII, spotyka się także rok 1740.

Ostatnie skupiska mówiących żyły na wsi, wśród ludności poddanej, we wschodniej części Prus, z dala od miast i urzędów.

Zaraza i głód z lat 1709–1711, w czasie wielkiej wojny północnej, wyludniły dokładnie te okolice.

Wygaśnięcie poprzedziło szybkie zniemczenie w XVI wieku, kiedy pruski przestał być mową rynku, sądu i kościoła.

Nikt nie zapisał imienia ostatniego mówiącego ani daty jego śmierci, co odróżnia pruski od sąsiedniego liwskiego, którego ostatnia rodzima użytkowniczka zmarła 2 czerwca 2013 roku w wieku stu trzech lat.

Odtworzony pruski jest jednak konstrukcją opartą na kilkudziesięciu stronach źródeł, nie zaś ciągłą tradycją przekazywaną z ust do ust.

Od lat osiemdziesiątych XX wieku trwają próby odtworzenia pruskiego z zachowanych tekstów, a na rok 2021 podaje się około trzech osób z pruskim jako pierwszym językiem i około pięćdziesięciu z drugim — są to jednak liczby szacunkowe, nie wynik osobnej rubryki w spisie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • data wygaśnięcia: XVII wiek, początek XVIII wieku albo rok 1740, zależnie od źródła
  • czy zapis z 1684 roku mówi o mowie żywej, czy tylko o biernym rozumieniu
  • czy dzisiejszych użytkowników odtworzonego pruskiego wolno stawiać w jednym szeregu z dawnymi
  • skąd bierze się data 1740, skoro najczęściej potwierdzany zapis mówi ogólnie o początku XVIII wieku

Skąd to wiadomozapiski historyczne z 1684 roku; akta kościelne i podatkowe z XVI–XVIII wieku; przekazy o zarazie i głodzie 1709–1711; spisy ludności z XXI wieku

Prusy, 1517–1529

Ojcze nasz, którego nikt po prusku nie mówił

Zapis po chrzcie

Kronikarz Simon Grunau dołożył do swojej kroniki pruskie Ojcze nasz, cytowane potem przez czterysta lat. Modlitwa okazała się mieszaniną łotewskiego i kurońskiego.

Czytaj dalej

Simon Grunau pisał swoją kronikę pruską między 1517 a 1529 rokiem, prowadząc opowieść do roku 1525, czyli do przekształcenia państwa zakonnego w świeckie księstwo.

Zamieścił w niej słowniczek około stu pruskich słów, podawany przez kolejnych przepisywaczy w mocno rozbieżnych wersjach.

Dołączył też pruskie Ojcze nasz, które przez czterysta lat cytowano jako zapis dawnej mowy.

Kronika krążyła w odpisach i doczekała się druku dopiero w 1876 roku, a mimo to jej treść rozeszła się po całej piśmiennej Europie.

Dziś kronikę traktuje się jako zmyślenie poza fragmentami dotyczącymi zdarzeń, których autor był naocznym świadkiem.

Kłopot polega na tym, że jej wymysły wsiąkły w opowieści ludowe i wracają dzisiaj jako rzekomo stara tradycja.

W 1962 roku wykazano, że modlitwa wcale nie jest pruska, lecz stanowi mieszaninę łotewskiego i kurońskiego.

Z kroniki Grunaua pochodzą Widewuto i Bruteno, wieczny ogień, wiecznie zielony dąb i trójca Patrimpas–Perkūnas–Patulas, które późniejsze książki podawały jako wiedzę o dawnych Prusach.

Samo Romowe nie jest jednak jego wymysłem: miejsce i stojącego nad nim kapłana zwanego Criwe opisał kronikarz zakonny Piotr z Dusburga w 1326 roku, czyli dwa wieki przed Grunauem.

Tamten zapis z 1326 roku też nie jest bezpieczny, bo pokazuje wiarę Prusów jako odbicie Kościoła — z jednym zwierzchnikiem, jedną stolicą i trzecią częścią łupów dla kapłana — czego nie potwierdza żadne inne źródło.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy choć część stu słów ze słowniczka Grunaua to autentyczna pruszczyzna
  • skąd wziął tekst modlitwy i czy sam wiedział, że to nie pruski
  • ile z opowieści o Romowe ma jakąkolwiek podstawę w zapisach sprzed XVI wieku
  • co w opisie Romowe z 1326 roku jest obserwacją, a co ułożeniem obcej wiary na chrześcijańską modłę
  • czy Romowe w ogóle istniało, skoro jedyny wczesny opis pochodzi od strony, która Prusów podbijała

Skąd to wiadomokronika pisana 1517–1529, znana z odpisów i wydrukowana w 1876 roku; porównanie jej słownictwa z pruskimi zapisami z lat 1369–1561

Dorzecze górnego Dniepru i Oki, do XIV wieku

Rzeki, które wciąż mówią po bałtyjsku

Złożone później

Nazwy rzek na wschód od dzisiejszej Białorusi są bałtyjskie aż po okolice Moskwy, choć nikt tam po bałtyjsku nie mówi od tysiąca lat.

Czytaj dalej

Nazwy wód w górnym biegu Dźwiny, w dorzeczach górnego Dniepru, Desny, górnej i średniej Oki oraz Sejmu układają się w rozpoznawalną warstwę bałtyjską, wyróżnianą po przyrostkach i po wymianie tematów.

Zasięg tej warstwy sięga na zachodzie ujścia Wisły, na wschodzie co najmniej Dniepru, być może okolic Moskwy, a na południu może i okolic Kijowa.

Od VII i VIII wieku mowy bałtyjskie tego obszaru ustępowały wschodniosłowiańskiej.

Po ludach, które tam mieszkały, nie został ani jeden zapisany tekst; zostały wyłącznie nazwy rzek, jezior i osad.

Kuroński, zemgalski i seloński wygasły w ciągu XVI wieku, wchłonięte przez łotewski i litewski, a znamy je tylko z nazw i pojedynczych słów w dokumentach.

Jaćwieski zna się głównie z listy około 215 polskich wyrazów z jaćwieskimi odpowiednikami, wszytej w książkę do nabożeństwa i przepisanej w 1978 roku przez przygodnego nabywcę tej książki.

Galindzkiego trzeba rozdzielić na dwa: zachodni, ten w Prusach, wygasł w XIV wieku, a wschodni, znad górnej Oki, zamilkł już w XII wieku i po nim zostały wyłącznie nazwy.

Oryginału listy nie ma — książeczkę kupioną od starego człowieka wyrzucili domownicy nabywcy zaraz po tym, jak zdążył ją przepisać — a odpis roi się od błędów, ale podejrzenie fałszerstwa się nie utrzymało i spór idzie dziś już o co innego.

Jaćwieski gasł w ciągu XVII wieku, a jeszcze w 1684 roku zapisano, że Jaćwingowie siedzą na Sambii, co dobrze pokazuje, jak długo lud bywa widoczny po tym, jak jego mowa ucichła.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwy rzek dowodzą osadnictwa bałtyjskiego, czy tylko dawnego sąsiedztwa i wędrówek
  • czy jaćwieska lista z 1978 roku jest autentyczna, a jeśli tak, ile w niej jaćwieskiego, a ile litewskiego
  • kiedy naprawdę wygasły kuroński i zemgalski, skoro dokumenty milkną wcześniej, niż zamarła mowa
  • ile w jaćwieskiej liście z 1978 roku jest jaćwieskiego, a ile litewskiego, skoro odpis jest pełen błędów, a pierwowzoru nikt już nie obejrzy
  • czy zasięg warstwy nazw wodnych sięga tylko Dniepru i Oki, czy dalej, bo górne oszacowania idą aż pod Ural i nie mają oparcia w niczym poza samymi nazwami

Skąd to wiadomonazwy rzek, jezior i osad; dokumenty krzyżackie i inflanckie z XIII–XVI wieku; lista wyrazów przepisana w 1978 roku z rękopisu o nieustalonej dacie

Litwa, XVI–XXI wiek

Jak stary naprawdę jest litewski

Złożone później

Litewski zachował siedem przypadków, ślady liczby podwójnej i przeciwstawienie tonów w sylabie. „Najstarszy język Europy" to jednak hasło, nie opis.

Czytaj dalej

Litewski zachował rozbudowaną odmianę rzeczownika z siedmioma przypadkami, ślady liczby podwójnej, widoczne choćby w „du" i „abu", oraz przeciwstawienie dwóch tonów w sylabie akcentowanej.

W mowie żmudzkiej liczba podwójna trzymała się dłużej niż w mowie ogólnej.

Zdanie o tym, że kto chce usłyszeć, jak mówili Indoeuropejczycy, powinien pojechać na litewską wieś, krąży po podręcznikach od początku XX wieku i zamieniło archaiczność w chwyt reklamowy.

Ten obraz ma wyraźną granicę: litewski jest zachowawczy w odmianie i w akcencie, natomiast w słownictwie, w czasowniku i w składni zmieniał się jak każdy inny język.

Pierwszy druk litewski ma rok 1547, pierwsza gramatyka rok 1653, a pierwsze słowniki początek XVII wieku; między mową odtwarzaną a mową zapisaną leżą tysiące lat bez świadectw.

Łotewski poszedł inną drogą, skracając końcówki i przesuwając akcent na pierwszą sylabę, przez co wygląda na młodszy, choć wyrósł z tego samego pnia.

Archaiczność litewskiego jest narzędziem porównań, a nie dowodem, że litewskie wierzenia również są najstarsze w Europie.

Litewska mowa ogólna powstała na przełomie XIX i XX wieku na podstawie gwar zachodnioauksztockich, z domieszką cech z litewskich gwar pruskich, i nie pokrywa się z żadną gwarą żywą.

Samo wyliczanie, ile w litewskim zostało z praindoeuropejszczyzny, prowadzi się na językach o starszych zapisach, bo zapisu litewskiego sprzed 1503 roku nie ma żadnego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy wolno nazywać litewski najbardziej zachowawczym żywym językiem indoeuropejskim, skoro dotyczy to tylko części jego budowy
  • gdzie kończy się rzeczywiste podobieństwo do najstarszych zapisanych języków indoeuropejskich, a zaczyna zbieżność przypadkowa
  • czy archaiczna forma pozwala wnioskować cokolwiek o dawności treści wierzeń
  • czy zachowawczość mierzona odmianą i akcentem daje się w ogóle zsumować z ruchliwością słownictwa i składni w jedną ocenę „najstarszego języka"

Skąd to wiadomodruki od 1547 roku; gramatyki od 1653 roku; słowniki od początku XVII wieku; zapisy gwarowe z XIX i XX wieku; porównania z językami indoeuropejskimi o starszych świadectwach

Europa Wschodnia, II tysiąclecie przed naszą erą

Jeden prajęzyk czy długie sąsiedztwo

Złożone później

Spór o to, czy bałtyjski i słowiański wyszły z jednego pnia, czy tylko wieki stały obok siebie, toczy się od 1861 roku i nie ma rozstrzygnięcia.

Czytaj dalej

W 1861 roku zaproponowano wspólną gałąź bałtosłowiańską, a wkrótce potem wyliczono osiem nowości językowych, które miałyby ją potwierdzać.

Niemal natychmiast pojawił się sprzeciw: podobieństwa da się wyjaśnić długim sąsiedztwem i wzajemnym wpływem, bez żadnego wspólnego prajęzyka.

Trzecie stanowisko godzi oba poprzednie: najpierw pokrewieństwo, potem wieki sąsiedztwa, które je pogłębiły.

Próby datowania rozejścia dają duży rozrzut: rachunek z 1974 roku wskazuje mniej więcej rok 910 przed naszą erą z marginesem trzystu czterdziestu lat, inny z 1994 roku rok 1210, przeliczenia późniejsze lata 1400–1340, a analiza drzewa językowego z 2003 roku około roku 1400 przed naszą erą.

Archeologia podsuwa kulturę trzciniecko-komarowską z lat 1500–1200 przed naszą erą jako możliwe tło tego rozejścia, ale zestawianie garnka z mową zawsze pozostaje domysłem.

Osobnym pytaniem jest, czy w ogóle istniał etap prabałtycki, skoro różnorodność wewnątrz bałtyjskiego jest wyraźnie większa niż wewnątrz słowiańskiego.

Od 1977 roku, z powtórzeniem w 2018, krąży propozycja, żeby bałtyjski zachodni, bałtyjski wschodni i słowiański traktować jako trzy równorzędne gałęzie, a nie dwie i podgałąź.

Dla wierzeń wynika z tego rzecz prosta: z podobieństwa imion Perkun i Perun nie wynika jeszcze wspólny obrzęd ani wspólna opowieść.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy istniał jeden prabałtosłowiański, czy jest to konstrukcja wygodna do obliczeń
  • czy istniał odrębny etap prabałtycki, czy termin bywa używany tylko dla porządku
  • daty rozejścia rozciągają się od około 1400 do około 900 roku przed naszą erą zależnie od przyjętej metody

Skąd to wiadomoporównania budowy gramatycznej i akcentu; rachunki na słownictwie podstawowym z 1974, 1994 i 2003 roku; nazwy rzek; zestawienia z kulturą archeologiczną datowaną na lata 1500–1200 przed naszą erą

Prusy, Litwa i Ruś, 1249–1561

Perkun, Perun i zwykły grzmot

Zapis z tamtych czasów

W litewskim „perkūnas" znaczy po prostu grzmot. To samo słowo jest imieniem boga i nazwą zjawiska, i tak właśnie zapisano je już w 1261 roku.

Czytaj dalej

Najstarszy zapis imienia pochodzi z ruskiego przekładu kroniki Jana Malalasa, przepisanego w 1261 roku, gdzie mowa o czci oddawanej Perkunowi, to jest gromowi.

Około 1290 roku rymowana kronika inflancka wspomina o czczonym bóstwie tego imienia.

W słowniczku elbląskim, przepisanym około 1400 roku, „Percunis" stoi pod numerem 50 i tłumaczy się najzwyczajniej jako grzmot, bez śladu bóstwa.

W traktacie zawartym w lutym 1249 roku między Prusami a zakonem krzyżackim zakazano czci bożka zwanego Curche, opiekuna plonów, oraz utrzymywania obrzędowców nazwanych „Tulissones vel Ligaschones".

Imię pojawia się w każdej gałęzi rodziny: litewskie Perkūnas, łotewskie Pērkons, pruskie Parkuns w druku z 1561 roku.

Fińskie „perkele", dziś najmocniejsze przekleństwo, a dawniej określenie diabła, ma tę samą podstawę, choć droga, którą do Finów trafiło, pozostaje sporna.

Słowiański Perun stoi obok Perkuna jak brat, tyle że jego imię zbudowano inaczej, i to właśnie ta różnica, a nie podobieństwo, jest tu najciekawsza.

Ten sam zapis wymienia obok niego jeszcze kilka imion, w tym kowala Teliavelisa, i to czyni go najstarszą listą litewskich bóstw.

Podważa się dziś nawet samo wywodzenie tego imienia z praindoeuropejskiego bóstwa gromu, więc zbieżność Perkuna i Peruna świadczy o wspólnym rdzeniu, a nie o wspólnym bogu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Perkūnas i Perun to ten sam odziedziczony wyraz, czy dwa niezależne urobienia od wspólnego rdzenia
  • czy fińskie „perkele" przyszło od Bałtów, czy jest starszym zapożyczeniem indoeuropejskim
  • dzienna data traktatu z 1249 roku bywa podawana jako 2 albo 7 lutego
  • czy zapis z 1261 roku opisuje Litwinów, czy przenosi na nich wzorzec znany kronikarzowi skądinąd
  • czy praindoeuropejskie bóstwo gromu, do którego odsyła się oba imiona, w ogóle daje się odtworzyć, czy jest wygodnym punktem odniesienia

Skąd to wiadomotraktat z lutego 1249 roku; ruski przekład kroniki przepisany w 1261 roku; kronika rymowana około 1290 roku; słowniczek z około 1400 roku; druk pruski z 1561 roku

Bałtyk i Słowiańszczyzna, prahistoria oraz XVI wiek

Dievas został, bóg go zastąpił

Złożone później

Bałtowie zachowali praindoeuropejskie słowo na boga jasnego nieba. Słowianie je porzucili i wzięli wyraz, który pierwotnie znaczył dział i dostatek.

Czytaj dalej

Litewskie „dievas", łotewskie „dievs", pruskie „deiws" i łatgalskie „dīvs" wywodzą się wprost z praindoeuropejskiej nazwy jasnego nieba i jego boga.

W słowniczku elbląskim ta nazwa stoi na pierwszym miejscu jako „Deywis", a niebo, „Dangus", zaraz po niej.

Słowiańskie „bogъ" poszło zupełnie inną drogą: pierwotnie oznaczało dostatek i pomyślność, potem tego, kto dostatek rozdziela, a dopiero na końcu boga.

Ścisły odpowiednik takiego znaczenia mają języki irańskie, ze staroperskim „baga" i awestyjskim „baγa" w znaczeniu działu, części i boga.

Po starszym słowiańskim wyrazie z tego samego pnia co „dievas" został ślad w „divъ", które zeszło do znaczeń bocznych, takich jak dziw i dziwić się.

Bałtowie i Słowianie stoją tu więc po dwóch stronach jednej zmiany: jedni utrzymali stare słowo, drudzy je wymienili na nowe.

Fińskie „taivas" i estońskie „taevas", oznaczające niebo, pochodzą od tego samego indoeuropejskiego wyrazu na boga, choć spiera się o to, czy przyszły od Bałtów, czy jeszcze wcześniej z języków indoirańskich.

Chrześcijaństwo nie musiało tu szukać nowego słowa: litewskie „Dievas" przeszło bez zmiany na Boga chrześcijan i w tym znaczeniu trwa od katechizmu z 1547 roku.

Rozbieżność co do „taivas" sięga tak głęboko, że jeden i ten sam wyraz prafiński bywa w tych samych zestawieniach wywodzony dwiema drogami: fińskie słowo przez irańską, estońskie przez bałtosłowiańską.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy fińskie „taivas" jest zapożyczeniem bałtyjskim, czy indoirańskim, bo obie etymologie są w obiegu
  • czy słowiańskie „bogъ" to zapożyczenie znaczeniowe z irańskiego, czy zbieżność na wspólnym dziedzictwie
  • co wyraz „dievas" znaczył przed chrześcijaństwem: boga nieba, każdego boga, czy samo niebo

Skąd to wiadomosłowniczek elbląski przepisany około 1400 roku; katechizmy 1545, 1547, 1561; warstwy zapożyczeń w językach fińskich; porównania z materiałem staroperskim i awestyjskim

Litwa i Łotwa, XVII–XX wiek

Velnias, czyli dusza zmarłego

Złożone później

Litewskie słowo na diabła powstało z wyrazu oznaczającego duszę zmarłego. Chrześcijaństwo nie wymyśliło tu nowej nazwy, tylko przejęło starą.

Czytaj dalej

Litewskie „velnias" to skrócona postać starszego „velinas", urobionego od „vėlė", czyli duszy zmarłego, zjawy.

Łotewskie „velns" znaczy dokładnie to samo, a łotewskie „veļi" oznaczają zbiorowo dusze przodków.

Do dziś litewskie „velionis" znaczy nieboszczyk, więc ten sam rdzeń trwa w mowie codziennej bez najmniejszego cienia diabelstwa.

Po chrystianizacji nazwę przeniesiono na diabła i „velnias" stało się zwyczajnym litewskim słowem na diabła, bez tworzenia żadnego nowego wyrazu.

Słowiański Weles albo Wołos, pan zaświatów i bydła, bywa zestawiany z tym samym rdzeniem, co daje kuszącą parę do Perkuna i Peruna.

Zestawienie to nie jest jednak zapisem: żadne źródło nie mówi, że Bałtowie i Słowianie czcili jedną istotę pod dwiema nazwami.

Obraz pogoni Perkuna za Velniasem po niebie jest rekonstrukcją złożoną z rozproszonych opowieści ludowych i z wzorca znanego z innych języków indoeuropejskich.

Znaczenia „vėlė" i „veļi" są dobrze poświadczone w słownikach od XVII wieku oraz w zapisach ludowych z XIX wieku, natomiast nie ma dla nich ani jednego świadectwa z czasów pogańskich.

Wzorzec, z którego wzięto pogoń gromowładcy za przeciwnikiem, sam bywa dziś odrzucany, bo nie wskazano ani jednego zapisu, w którym gromowładca uderza w przeciwnika o tym imieniu.

W bałtyjskich opowieściach ludowych Velnias występuje już jako chrześcijański diabeł, czyli w postaci przesuniętej, więc nie świadczy o tym, kim był przed chrztem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Weles i velnias to ten sam wyraz, czy dwa osobne urobienia od wspólnego rdzenia
  • czy pogoń gromowładcy za przeciwnikiem była opowieścią bałtyjską, czy wzorcem doczepionym z porównań
  • kiedy „velnias" nabrało znaczenia diabła: przed chrztem Litwy w 1387 roku czy po nim
  • czy materiał ludowy, w którym Velnias jest już diabłem, wolno w ogóle brać za ślad stanu sprzed chrztu

Skąd to wiadomosłowniki litewskie i łotewskie od XVII wieku; zapisy gwarowe i ludowe z XIX i XX wieku; porównania z materiałem słowiańskim; całkowity brak świadectw sprzed chrztu

Wielkie Księstwo Litewskie, XIII–XVIII wiek

Słowa wiary przyszły ze wschodu przed księżmi z zachodu

Złożone później

Litewskie słowa na kościół, chrzest, post i Wielkanoc są pożyczkami ruskimi. Weszły do mowy, zanim Litwa przyjęła chrzest w 1387 roku.

Czytaj dalej

Litewskie „bažnyčia", czyli kościół, pochodzi od cerkiewnosłowiańskiego „božnica", a nie od łaciny ani od polszczyzny.

Tą samą drogą weszły „krikštas" — chrzest, „gavėnia" — post, „Kalėdos" — Boże Narodzenie, „Kūčios" — wigilia oraz „Velykos" — Wielkanoc.

Wszystkie te wyrazy mają postać ruską, nie polską, i przyszły zanim Litwa przyjęła chrzest z Polski w 1387 roku, a Żmudź w 1413.

Chrześcijaństwo dotarło więc do litewskiej mowy od wschodu, przez sąsiedztwo, handel i małżeństwa, na długo przed decyzją władcy.

Ruch szedł też w drugą stronę, bo w gwarach rosyjskich naliczono około siedemdziesięciu pewnych zapożyczeń bałtyjskich.

Około pięćdziesięciu z nich siedzi w gwarach briańskich, smoleńskich i pskowskich, około dwudziestu rozeszło się szerzej, a dziesięć weszło do języka literackiego.

Większość tych pożyczek datuje się na wieki od XIII do XVIII, czyli na czas, gdy część ziem ruskich należała do Wielkiego Księstwa Litewskiego i do Rzeczypospolitej.

Późniejsza warstwa jest polska, a widać ją w dwujęzycznym, polsko-litewskim katechizmie wydanym w Wilnie w 1598 roku przez Merkelisa Petkevičiusa, w którym blisko jedna czwarta słownictwa to pożyczki.

Datowanie tych pożyczek na czas przed 1387 rokiem nie opiera się na żadnym zapisie z datą, tylko na postaci samych wyrazów: brzmią po rusku, a nie po polsku, i to jest cały dowód.

Najstarszy zapis tych słów pochodzi dopiero z katechizmu z 1547 roku, czyli sto sześćdziesiąt lat po chrzcie Litwy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy część słów kościelnych przyszła jednak przez polszczyznę, a nie przez ruszczyznę
  • ile zapożyczeń bałtyjskich w gwarach ruskich pochodzi z litewskiego, a ile z języków wymarłych, po których nie ma tekstów
  • datowanie najstarszych pożyczek kościelnych: podaje się okno od X do XII wieku
  • czy z samej postaci wyrazu wolno wnosić o wieku pożyczki, skoro pierwszy jej zapis jest o sto sześćdziesiąt lat późniejszy niż zakładane wejście

Skąd to wiadomokatechizmy litewskie 1547 i 1598; akta i dokumenty Wielkiego Księstwa z XIV–XVI wieku; zestawienia słownictwa gwar briańskich, smoleńskich i pskowskich

Inflanty i Kurlandia, od II tysiąclecia p.n.e. do 2013 roku

Łotewski wyrósł na styku z Finami

Złożone później

Łotewski akcentuje pierwszą sylabę tak jak fiński, a fińskie słowa na siostrę, most i ścianę są bałtyjskimi pożyczkami sprzed czterech tysięcy lat.

Czytaj dalej

Łotewski kładzie akcent niemal zawsze na pierwszą sylabę, dokładnie tak jak języki fińskie, z którymi sąsiadował przez stulecia.

Naliczono w łotewskim od pięciuset do sześciuset zapożyczeń z języków fińskich, przede wszystkim z liwskiego i estońskiego.

Wpływ szedł też w drugą stronę i to znacznie wcześniej, bo fińskie „sisar" — siostra, „tytär" — córka, „morsian" — panna młoda oraz „heimo" — ród są zapożyczeniami bałtyjskimi.

Ta sama warstwa objęła gospodarstwo i budowę: „silta" — most, „seinä" — ściana, „kirves" — siekiera, „herne" — groch, „ohra" — jęczmień, „härkä" — wół.

Kontakty datuje się na drugie tysiąclecie przed naszą erą, ze szczytem między rokiem 1800 a 1500, czyli na czasy, z których nie ma ani jednego zapisu.

Znaczenia tych pożyczek mówią same za siebie: od Bałtów przyszły nazwy pokrewieństwa, uprawy, narzędzi i konstrukcji, a nie nazwy bóstw ani obrzędów.

Wyjątkiem są dwa wyrazy o religijnym ciężarze, fińskie „taivas" na niebo i „perkele" na diabła, i akurat przy obu droga zapożyczenia jest sporna.

Liwski był mową wybrzeża północnej Kurlandii i doliny Salacy, a jego ostatnia rodzima użytkowniczka zmarła 2 czerwca 2013 roku w wieku stu trzech lat; od 2020 roku wychowuje się w nim jedno dziecko od urodzenia.

Dziś liwskim włada na poziomie podstawowym około dwustu dziesięciu osób, a swobodnie około czterdziestu, i wszyscy nauczyli się go jako drugiego języka.

Stały akcent na pierwszej sylabie jest w języku bałtyjskim czymś tak nietypowym, że wskazuje się go jako najgłębszy ślad liwskiego w łotewskim.

Wśród pięciuset–sześciuset fińskich pożyczek w łotewskim są słowa z samego środka mowy codziennej, jak „māja" — dom czy „puika" — chłopiec.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy akcent na pierwszej sylabie w łotewskim to skutek wpływu fińskiego, czy zmiana wewnętrzna
  • czy „taivas" i „perkele" przyszły od Bałtów, czy z innego źródła indoeuropejskiego
  • datowanie kontaktów bałtycko-fińskich: rozrzut sięga kilkuset lat
  • ile z fińskich cech w gwarach łotewskich to ślad po liwskim, a ile zwykła zbieżność

Skąd to wiadomonazwy miejscowe i wodne; warstwy zapożyczeń w językach fińskich i w łotewskim; gwary łotewskie z okolic dawniej liwskich; zapisy liwskie z XIX i XX wieku

Litwa i Łotwa, 1864–1915

Słownik wierzeń spisano, gdy wiary już nie było

Zebrane z ust

Blisko 218 tysięcy łotewskich pieśni wydrukowano w latach 1894–1915, a szafkę o siedemdziesięciu przegródkach do ich sortowania zamówiono w Moskwie w 1880 roku.

Czytaj dalej

Wielkie wydawnictwo łotewskich dain ukazywało się w latach 1894–1915 w sześciu tomach i objęło blisko 218 tysięcy tekstów, przy czym najczęściej podawana liczba to 217 996.

Do porządkowania rękopisów służyła drewniana szafka o siedemdziesięciu przegródkach, wykonana w Moskwie w 1880 roku i wpisana w 2001 roku na listę pamięci świata.

Bywa też podawana liczba około trzystu tysięcy tekstów, co dobrze pokazuje różnicę między tym, co zebrano, a tym, co wydrukowano.

Książki drukowano wtedy w Prusach i przenoszono przez granicę, a przenoszących nazwano knygnešiai, czyli nosicielami książek.

Z tych właśnie zbiorów pochodzi większość litewskich i łotewskich nazw istot, obrzędów i miejsc świętych, którymi dzisiaj opisuje się dawną wiarę.

Między tym zapisem a czasami pogańskimi leży pięćset lat chrześcijaństwa, szkoły, druku i wojska.

Wartość tych zbiorów jest ogromna, ale jest to świadectwo o wieku XIX, z którego dopiero wnioskuje się wstecz i zawsze niepewnie.

Po litewskiej stronie zbieranie utrudniał zakaz druku litewskiego alfabetem łacińskim, ogłoszony formalnie 6 września 1865 roku po powstaniu styczniowym i zniesiony 24 kwietnia 1904 roku według kalendarza obowiązującego wtedy w Rosji, czyli 7 maja według naszego.

Pierwszy tom pieśni wyszedł w Jełgawie, a w spisie zbieraczy figuruje ponad dziewięćset osób, więc zbiór jest dziełem sieci nauczycieli, księży i ludzi pióra, a nie jednego ucha.

W 1893 roku, rok przed pierwszym tomem, w zbiorze leżało już około stu pięćdziesięciu tysięcy tekstów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • jak stara jest treść dain, skoro datowanie rozciąga się od średniowiecza po wiek XVIII
  • ile w zapisanych tekstach jest mowy ludowej, a ile wygładzenia przez zbieraczy i wydawców
  • liczba tekstów: od 217 996 wydrukowanych po około trzysta tysięcy zgromadzonych
  • czy zbiór złożony przez ponad dziewięciuset ludzi o różnym wykształceniu daje się czytać jako jeden zapis, czy trzeba go rozwarstwiać zbieracz po zbieraczu

Skąd to wiadomowydawnictwo pieśni z lat 1894–1915; rękopisy zbierane od lat sześćdziesiątych XIX wieku; akta zakazu druku 1864–1904; szafka na pieśni wykonana w 1880 roku

Bałtowie bez własnych liter

Pismo przyszło razem z chrztem

Bałtowie nie zostawili po sobie ani jednego zdania napisanego przed chrztem. Wszystko, co wiadomo o ich wierze, spisali obcy — po łacinie, po niemiecku, po rusku — albo oni sami, lecz już po chrzcie i cudzym alfabetem. Najstarsze bałtyjskie zdanie, jakie znamy, jest dowcipem studenckim z 1369 roku, a najstarszy pełny tekst to katechizm, czyli przekład cudzej nauki.

Ziemie bałtyjskie, I–XIV wiek

Wszystko o nich napisali inni

Zapis z tamtych czasów

Przez tysiąc trzysta lat o Bałtach pisali Rzymianin, żeglarz z Anglii, kanonik z Bremy i krzyżacki kronikarz — ani jednego zdania nie zapisali oni sami.

Czytaj dalej

Około 98 roku Tacyt umieścił nad brzegiem morza Estiów zbierających bursztyn i czczących matkę bogów — to najstarsza wzmianka, jaką próbuje się odnieść do Bałtów, i pisana po łacinie z drugiej ręki.

Pod koniec IX wieku relację żeglarza Wulfstana wpisano do angielskiego przekładu dziejów Orozjusza; opisał w niej Truso oraz obyczaj Estów, u których zmarły czekał miesiącami, a jego majątek rozgrywano w konnym wyścigu.

Adam z Bremy w latach siedemdziesiątych XI wieku pisał o mieszkańcach Sambii jako o ludziach życzliwych rozbitkom, którzy jednak nie dopuszczają chrześcijan do swoich gajów.

Układ z Dzierzgonia z 1249 roku i kronika Piotra z Dusburga z 1326 roku powstały wtedy, gdy pruskie obrzędy jeszcze trwały — spisali je jednak ludzie zakonu, który te obrzędy tępił.

W słowiański przekład kroniki Jana Malalasa wpisano opowieść o litewskich bogach — Andaju, Perkunie, Żworunie i kowalu Teliawelu, który miał wykuć słońce; odpis, z którym wtręt się wiąże, datowany bywa na 1261 albo na 1262 rok, a sam tekst zna się dopiero z rękopisu z końca XV wieku.

Latopis wołyński opisał pod rokiem 1252, że Mendog po chrzcie dalej składał ofiary dawnym bogom, i wymienił przy tym Medeinę oraz bóstwo zajęcze; chrzest datuje się na 1250 albo 1251 rok, a cały latopis dotrwał do nas w odpisie sporządzonym około 1425 roku.

Wielki książę Giedymin dyktował listy do papieża i do miast Rzeszy w latach 1322–1324 po łacinie, ręką braci zakonów żebraczych, bo własnego pisma jego kancelaria nie miała — a i tych listów nie ma w oryginale: trzy z nich przepisał w Lubece 18 lipca 1323 roku cesarski pisarz Jan z Bremy.

Litwa przyjęła chrzest w 1387 roku, Żmudź w 1413, a najstarsze znane zdanie w mowie bałtyjskiej pochodzi z 1369 roku i jest studenckim przytykiem do kogoś, kto chce pić na cudzy koszt.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ma zgody, czy Estiowie Tacyta to już Bałtowie, czy jakikolwiek lud znad bursztynowego wybrzeża.
  • Imiona bogów z wtrętu z 1261 roku przeszły przez grecką i ruską ortografię, więc ich odczyty różnią się między wydaniami.
  • Data chrztu Mendoga podawana jest jako 1250 albo 1251 rok, a chrystianizacja Żmudzi rozciąga się między aktem z 1413 a powołaniem biskupstwa w 1417.
  • Rok odpisu, z którym wiąże się wtręt o bogach litewskich, podaje się jako 1261 albo 1262.
  • Nie rozstrzygnięto, czy Medeina i wymienione obok niej bóstwo zajęcze to jedna postać, czy dwie.

Skąd to wiadomoRzymska etnografia z około 98 roku; relacja żeglarska wpisana do tekstu angielskiego pod koniec IX wieku; kronika z Bremy z lat siedemdziesiątych XI wieku; ruski odpis kroniki bizantyńskiej z 1261 roku; latopis z XIII wieku; traktat pokojowy z 1249; listy książęce z lat 1322–1324; kronika krzyżacka z 1326.

Praga i Bazylea, około 1369 roku

Żart o skąpym wuju

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze zdanie w jakimkolwiek języku bałtyjskim to dwuwiersz dopisany na marginesie podręcznika fizyki — drwina z wuja, który chce pić, ale nie chce płacić.

Czytaj dalej

Dwuwiersz zapisano około 1369 roku na karcie rękopisu oznaczonego dziś sygnaturą F.V.2, mieszczącego łaciński komentarz do meteorologii Arystotelesa.

Rękopis przechowuje biblioteka uniwersytecka w Bazylei, a dopisek rozpoznano dopiero w 1974 roku, sześćset lat po jego powstaniu.

Treść jest błaha i właśnie dlatego wiarygodna: pozdrowienie, a po nim zarzut, że adresat przestał być dobrym wujem, skoro pić chce, a grosza nie wykłada.

Autorem był najpewniej Prus studiujący w Pradze, gdzie uniwersytet działał od 1348 roku i ściągał żaków z państwa zakonnego.

Zapisano je alfabetem łacińskim, bo żadnego innego pisma do mowy pruskiej nikt nigdy nie przyłożył.

Po tym dwuwierszu przez blisko dwieście lat mamy po prusku wyłącznie spisy słów oraz urwany początek Ojcze nasz z pierwszej połowy XV wieku.

Od dwuwiersza do najstarszego zapisu litewskiego minęło od stu trzydziestu do stu sześćdziesięciu lat, bo wileński dopisek datuje się na przedział 1503–1525; do pierwszej litewskiej książki z 1547 roku — lat sto siedemdziesiąt osiem.

Pierwsze całe zdanie w mowie bałtyjskiej nie jest więc ani modlitwą, ani przysięgą, lecz marginesowym dowcipem człowieka, który uczył się za granicą; pojedyncze bałtyjskie słowa notowali obcy kronikarze wcześniej, lecz zawsze w cudzym zdaniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie opiera się na wieku samego kodeksu, nie dopisku, więc rozciąga się o kilkanaście lat wokół 1369 roku.
  • Nie rozstrzygnięto, czy pisał Prus, czy ktoś, kto pruskiego nauczył się ze słuchu i zapisał go niemieckimi nawykami ortograficznymi.
  • Odczyt słowa zamykającego pozdrowienie jest sporny: czytane bywa jako zdrobniały wuj, bywa też jako poufałe określenie kompana, więc „skąpy wuj" to tylko jedna z możliwych lektur.

Skąd to wiadomoDopisek na marginesie łacińskiego rękopisu z około 1369 roku, przechowywanego w Bazylei; rozpoznany w 1974 roku.

Prusy, XIII–XIV wiek; odpis około 1400

Osiemset dwa słowa w porządku świata

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy słownik pruski układa słowa nie po alfabecie, lecz od Boga i nieba w dół do garnków — a rękopis przepadł w 1945 roku.

Czytaj dalej

Słowniczek liczy 802 hasła pruskie z niemieckimi odpowiednikami i porządkuje je rzeczowo: od Boga, nieba i ciał niebieskich, przez człowieka i pokrewieństwo, po zwierzęta, rośliny i sprzęt domowy.

Zachowany odpis sporządził około 1400 roku Piotr Holcwesscher z Malborka, a pierwowzór powstał pod koniec XIII albo na początku XIV wieku.

Rękopis wypłynął w 1825 roku ze spuścizny elbląskiego kupca i od nazwiska ówczesnego właściciela nazwano go kodeksem Neumanna.

Kodeks przepadł w 1945 roku wraz z elbląskim księgozbiorem, więc słownik znamy dziś wyłącznie z odpisów i wydań sprzed wojny.

Kierunek haseł prowadzi od niemieckiego do pruskiego, bo to strona niemiecka potrzebowała rozumieć poddanych, nie odwrotnie.

Układ tematyczny nie jest pruskim wynalazkiem — tak budowano czternastowieczne słowniczki szkolne w całej łacińskiej Europie, a pruskie wyrazy wpisano w gotową ramę.

Spis otwiera hasło na boga, natomiast imion bóstw ani nazw obrzędów w nim nie ma — przy takim doborze haseł milczenie nie mówi jednak nic o tym, czego Prusowie nie czcili.

Te 802 hasła oraz około stu słów, które w pierwszej ćwierci XVI wieku zapisał dominikanin z Tolkmicka, to niemal cały pruski zasób spoza katechizmów, z tym że drugą setkę trzeba brać ostrożnie: jej autor wpisywał między pruskie hasła wyrazy polskie i litewskie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datowanie pierwowzoru waha się między końcem XIII a początkiem XIV wieku.
  • Odczyty kilkudziesięciu haseł pozostają sporne, bo od 1945 roku nie ma czego z nimi porównać.

Skąd to wiadomoOdpis rękopiśmienny z około 1400 roku; kodeks znany od 1825 roku i utracony w 1945; wydania drukowane XIX i XX wieku.

Dzierzgoń, 1249 rok

Bogowie w akcie pokoju

Zapis z tamtych czasów

O pruskim bogu żniw i o wróżbitach przy stosie wiemy z dokumentu, w którym Prusowie zobowiązali się tego wszystkiego zaniechać.

Czytaj dalej

Układ zawarto w Dzierzgoniu w 1249 roku przy udziale legata papieskiego Jakuba z Liège, późniejszego papieża Urbana IV; jako dzień podaje się 2 albo 7 lutego.

Występowali w nim Pomezanie, Warmowie i Natangowie, choć zobowiązania w pełni wziął na siebie tylko pierwszy z tych ludów.

Prusowie przyrzekli nie stawiać wizerunku Kurchego, sporządzanego raz w roku po żniwach — imię tego boga zna właśnie ten akt, nie żadna kronika.

Zapisano, że mają wygnać spośród siebie wróżbitów zwanych tulissones oraz ligaschones, którzy nad zmarłym głosili, iż widzą go w powietrzu, konno i w lśniącej zbroi.

Zakazano palenia zmarłych razem z końmi, ludźmi, bronią i mieniem, a to znaczy, że w 1249 roku tak właśnie chowano.

W ciągu pół roku mieli wystawić i uposażyć trzynaście kościołów w Pomezanii, sześć w Warmii i trzy w Natangii.

Pokój nie przetrwał: w 1260 roku wybuchło wielkie powstanie pruskie, gaszone przez zakon aż do 1274 roku.

W zamian ochrzczeni Prusowie dostali prawo nabywania, dziedziczenia i zamiany majątku, wstęp do stanu duchownego oraz dostęp do sądu na prawie polskim — wszystko pod warunkiem, że przy nowej wierze wytrwają.

Małżeństwo nie było w tym układzie zdobyczą, lecz nakazem: wolno je odtąd było zawierać wyłącznie obrzędem chrześcijańskim, a to zamykało drogę dawnym sposobom kojarzenia par.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Źródła podają dwie daty dzienne układu, 2 i 7 lutego 1249 roku.
  • Nie rozstrzygnięto, czy tulissones i ligaschones to dwa różne zajęcia, czy dwie nazwy jednej roli przy pogrzebie.
  • Nie wiadomo, czy wyliczone zakazy opisują obyczaj wszystkich ziem pruskich, czy tylko tych trzech, które siadły do rokowań.

Skąd to wiadomoDokument traktatowy z 1249 roku, zachowany w całości; odpisy kancelarii zakonnej; kronika krzyżacka z 1326 roku.

Drukarz i tłumacz przy pracy nad pruskim katechizmem w Królewcu
Współczesna rekonstrukcja artystyczna królewieckiej drukarni z połowy XVI wieku; wygląd tłumaczy i przebieg pracy nie są znane.
Królewiec, 1545 i 1561

Sześć stron, a potem sto trzydzieści dwie

Zapis z tamtych czasów

Cały zachowany ciągły tekst pruski to trzy luterańskie katechizmy, a ostatni tłumaczył duchowny, który pruskiego nie umiał — ze słuchu, z pomocą jednego Prusa.

Czytaj dalej

Pierwszy katechizm pruski wyszedł w Królewcu w 1545 roku i mieści sześć stron tekstu w tym języku.

Jeszcze w tym samym roku wydano drugi, będący poprawką pierwszego — przekład uznano więc za zły natychmiast.

Trzeci, Enchiridion z 1561 roku, to 132 strony pruszczyzny i największy zabytek tego języka; jest przekładem Małego katechizmu Marcina Lutra.

Tłumaczem był niemiecki duchowny Abel Will, który po prusku nie mówił; podawał mu tekst Prus Paul Megott, a Will zapisywał brzmienie ze słuchu.

Stąd podwójna i kłopotliwa wartość tej książki: notuje wymowę żywego języka, ale przepuszczoną przez obce ucho i obcą ortografię.

Druki powstały z woli księcia Albrechta, który po 1525 roku kazał nauczać poddanych w ich własnych mowach — po prusku, po litewsku i po polsku.

Słownictwo religijne jest w tych katechizmach w dużej części niemieckie, bo na pojęcia, których pruszczyzna nie miała, brano gotowe słowo z pierwowzoru.

Po 1561 roku nie wydrukowano już po prusku ani jednej książki.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, ile osobliwości Enchiridionu należy do języka, a ile do niemieckiego ucha tłumacza i do zecera.
  • Rozbieżnie ocenia się, czy oba katechizmy z 1545 roku wyszły z tej samej oficyny i czyja ręka poprawiała drugi.

Skąd to wiadomoTrzy druki królewieckie z 1545 i 1561 roku; zarządzenia książęce z lat czterdziestych XVI wieku; zachowane egzemplarze w bibliotekach niemieckich i litewskich.

Prusy, Kurlandia, Zemgale, Jaćwież — XIII–XVIII wiek

Cztery mowy bez jednego zdania

Zapis po chrzcie

Kuroński, zemgalski, selski i jaćwieski wymarły, nie zostawiając ani jednego zdania; jedyny domniemany spis jaćwieskich słów przepadł zaraz po odkryciu.

Czytaj dalej

Pruski przestał być mową codzienną około początku XVIII wieku, a głód i dżuma z lat 1709–1711 dobiły resztę mówiących w Prusach Wschodnich.

Zemgalski, selski i kuroński zgasły wcześniej i nie zostawiły ani jednego zdania — znamy je z nazw miejscowych, imion w dokumentach i śladów w gwarach łotewskich.

W 1978 roku zbieracz z Białorusi kupił we wsi pod Puszczą Białowieską łacińską książkę do nabożeństwa z wszytym spisem 215 słów, zatytułowanym z polska jako pogańskie gwary z Narewu.

Zdążył zrobić odpis, lecz oryginał przepadł, gdy podczas jego służby wojskowej rodzina pozbyła się całej kolekcji ze strachu przed władzą.

Jaćwingów rozbiły wyprawy zakonu zakończone w 1283 roku, a ich mowa gasła na pograniczu jeszcze przez stulecia — koniec kładzie się zwykle na wiek XVII i żaden pewny zapis jej nie utrwalił.

Odpis trafił w 1983 roku na uniwersytet w Wilnie; spis był wszyty w łacińską książkę do nabożeństwa z XVII albo XVIII wieku, a jego mowę czyta się jako jaćwieską albo jako litewską mocno jaćwieskim nasyconą.

Za autentycznością przemawiają cechy bałtyjskie, których podrabiacz musiałby się skądś nauczyć; przeciw — zniknięcie oryginału, okoliczności znaleziska i to, że sam odpis roi się od błędów i przekręceń.

Wszystko, co kiedykolwiek zapisano po prusku, mieści się w jednym niegrubym tomie: 802 hasła słowniczka, około stu słów z kroniki, dwuwiersz z 1369 roku, urwany początek Ojcze nasz z pierwszej połowy XV wieku i trzy katechizmy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Autentyczność spisu z Narewu nie została rozstrzygnięta jednomyślnie, a jego język bywa czytany jako jaćwieski, jako gwara litewska albo jako mieszanina z domieszką jidysz.
  • Data wygaśnięcia pruszczyzny podawana jest różnie, od schyłku XVII wieku po lata dwudzieste XVIII, bo opiera się na pojedynczych uwagach duchownych, nie na spisie ludności.
  • Datowanie spisu z Narewu nie jest ustalone — podaje się przedziały w obrębie XVII i XVIII wieku, a opiera się je na wyglądzie zaginionej książki, nie na samym tekście.

Skąd to wiadomoNazwy rzek i osad; imiona w aktach zakonnych i biskupich XIII–XV wieku; druki pruskie z 1545 i 1561; odpis spisu słów sporządzony po 1978 roku.

Wilno, około 1503–1525

Modlitwa na ostatniej stronie

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy znany zapis litewski to trzy modlitwy dopisane ręcznie na ostatniej stronie łacińskiej książki — rozpoznano je dopiero w 1962 roku.

Czytaj dalej

Tekst siedzi na ostatniej stronie traktatu dla kapłanów pióra Mikołaja z Błonia, wydrukowanego w 1503 roku i przechowywanego w bibliotece uniwersytetu w Wilnie.

Zapis rozpoznano dopiero w 1962 roku, choć książkę przez wieki oglądały pokolenia czytelników.

Datowanie rozciąga się od lat tuż po druku, przez okolice 1515 roku, po pierwszą ćwierć XVI wieku.

Osobno znane są litewskie glosy dopisywane na marginesach ksiąg około 1520–1530 — pojedyncze słowa, nie zdania.

Modlitwy oddano alfabetem łacińskim, literami dobranymi tak, jak wówczas radzono sobie z polszczyzną — własnej konwencji pisowni litewszczyzna jeszcze nie miała.

Dopisano ręcznie Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i wyznanie wiary nicejskie — zestaw, od którego zaczynała się wszelka nauka katechizmowa.

Mowa ma cechy południowoauksztockie, dzukijskie, a więc właściwe okolicom Wilna, nie Żmudzi.

Od chrztu Litwy w 1387 roku do tego dopisu minęło ponad sto lat, w których po litewsku nie zapisano niczego, co by przetrwało; wcześniej litewskie słowa notowały wyłącznie obce kroniki, a najstarsze z nich — krótki okrzyk zawiedzionego łupieżcy, który w kościele nie znalazł nic do zabrania — wpisano pod datą 24 grudnia 1207 roku do kroniki inflanckiej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data powstania nie jest ustalona i rozciąga się na ćwierć wieku.
  • Nie wiadomo, czy to przekład robiony na miejscu z polskiego, czy notatka tekstu od dawna wygłaszanego z ambony po litewsku.
  • Cechy dzukijskie bywają czytane nie jako ślad ręki piszącego, lecz jako dowód, że dopis jest odpisem starszego, dziś nieznanego tekstu.

Skąd to wiadomoRękopiśmienny dopis w druku z 1503 roku, przechowywanym w Wilnie; glosy na marginesach ksiąg z lat około 1520–1530.

Królewiec, 8 stycznia 1547

Katechizm Mažvydasa

Zapis z tamtych czasów

Pierwszą książkę po litewsku wydrukowano nie w Wilnie, lecz w luterańskim Królewcu, a z najwyżej trzystu egzemplarzy zostały do dziś dwa.

Czytaj dalej

Katechizm wyszedł spod prasy Hansa Weinreicha w Królewcu 8 stycznia 1547 roku, w nakładzie liczonym na dwieście do trzystu egzemplarzy.

Liczy 79 stron i mieści łacińską dedykację dla Wielkiego Księstwa Litewskiego, dwie przedmowy, elementarz, katechizm oraz śpiewnik z jedenastoma pieśniami.

Litewska przedmowa wierszem ma 112 wersów i jest pierwszym wierszem w tym języku; z pierwszych liter wersów od trzeciego do dziewiętnastego układa się łacińska postać imienia autora.

Czterostronicowy elementarz z abecadłem mówi wszystko o odbiorcy: książkę wydano dla ludzi, których trzeba było najpierw nauczyć czytać.

Zachowały się dwa egzemplarze, jeden w bibliotece uniwersytetu w Wilnie, drugi w bibliotece uniwersyteckiej w Toruniu.

Rzecz powstała w luterańskim państwie księcia Albrechta, a dedykowano ją katolickiemu Wielkiemu Księstwu po drugiej stronie granicy.

Bretkūnas przełożył w latach 1579–1590 całą Biblię i skończył pracę 29 listopada 1590 roku, ale zgody na druk nie otrzymał i przekład został w rękopisie.

Postyllę Jonasa Bretkūnasa, pierwszy wielki zbiór litewskiej prozy religijnej, wytłoczyła w 1591 roku już inna królewiecka oficyna — Jerzego Osterbergera, tego samego, z którego prasy wyszły w 1589 roku trzy pozostałe litewskie książki Bretkūnasa; po litewsku ogłosił on ich w sumie dwanaście.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nakład podawany jest w widełkach od dwustu do trzystu egzemplarzy.
  • Nie ma zgody, jaka część tekstu wyszła spod ręki samego Mažvydasa, a ile dołożyli współpracownicy z kręgu królewieckiego.

Skąd to wiadomoDruk z 1547 roku w dwóch zachowanych egzemplarzach; królewieckie druki litewskie z lat 1547–1591; rękopis przekładu Biblii ukończony w 1590 roku.

Pisarz przy pracy w późnośredniowiecznej kancelarii
Współczesna rekonstrukcja artystyczna pracy kancelaryjnej w Wielkim Księstwie Litewskim w XV–XVI wieku.
Wielkie Księstwo Litewskie, XIV–XVII wiek

Państwo, które pisało cudzym językiem

Zapis z tamtych czasów

Największe państwo ówczesnej Europy rządziło po rusku i po łacinie — po litewsku nie spisano w nim ani jednej ustawy.

Czytaj dalej

Statuty Wielkiego Księstwa z 1529, 1566 i 1588 roku spisano w ruskim języku kancelaryjnym, nie po litewsku.

Korespondencję z papiestwem, zakonem i miastami Rzeszy prowadzono po łacinie i po niemiecku — tak powstały listy Giedymina z lat 1322–1324.

Pierwsza książka po litewsku wyszła w 1547 roku poza granicami Wielkiego Księstwa, w luterańskich Prusach Książęcych.

Pierwszy litewski druk powstały w samym Wielkim Księstwie, katechizm Mikalojusa Daukšy, złożono w drukarni akademii wileńskiej dopiero w 1595 roku.

Obrona języka litewskiego musiała więc w 1599 roku przemówić po polsku, żeby ktokolwiek z możnych zechciał ją przeczytać.

Ruszczyzna pozostała językiem kancelarii do schyłku XVII wieku, a datę jej urzędowego ustąpienia polszczyźnie podaje się jako 1696 albo 1697 rok, zależnie od tego, czy liczy się uchwałę, czy jej wejście w życie.

Daukša tłumaczył katechizm hiszpańskiego jezuity Ledesmy, i to nie wprost, lecz z polskiego przekładu — pierwowzór był więc cudzy podwójnie.

Postyllę z 1599 roku Daukša opatrzył dwiema przedmowami, łacińską i polską, a ta, w której upomniał się o litewszczyznę w prawie, w szkole i w księgach, wyszła po polsku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Sporne jest, czy przed 1595 rokiem istniał w Wilnie starszy katechizm litewski, dziś zaginiony.
  • Rozbieżnie ocenia się, jak dalece ruszczyzna była mową urzędników, a jak dalece tylko pismem urzędu.
  • Rok, w którym ruszczyzna ustąpiła w kancelarii polszczyźnie, podawany jest jako 1696 albo 1697.

Skąd to wiadomoStatuty z 1529, 1566 i 1588; listy książęce z lat 1322–1324; druki wileńskie z 1595 i 1599; postanowienie o języku kancelarii z 1697.

Ryga, Wilno, Królewiec — 1530–1691

Łotewskie Ojcze nasz w niemieckiej kosmografii

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy łotewski tekst to przekład pieśni z 1530 roku, a jedyny kompletny egzemplarz pierwszej łotewskiej książki leży dziś w Uppsali.

Czytaj dalej

Za najstarszy znany zapis łotewski uchodzi przekład pieśni kościelnej dokonany w 1530 roku w Rydze przez Niemca Nikolausa Ramma.

Łotewskie Ojcze nasz trafiło do druku w niemieckiej kosmografii wydawanej od lat czterdziestych XVI wieku; wskazuje się wydania z 1544 albo z 1550 roku.

Najstarsza zachowana łotewska książka to katolicki katechizm Piotra Kanizjusza, wydrukowany w Wilnie w 1585 roku.

Jedyny kompletny egzemplarz tego druku znajduje się w bibliotece uniwersyteckiej w Uppsali, nie na Łotwie.

Rok później, w 1586, wyszedł w Królewcu luterański odpowiednik, łotewski Enchiridion.

Obie książki są katechizmami, więc pierwszy pełny tekst łotewski, jaki mamy, to przekład cudzej nauki, nie zapis własnej.

Pierwszy słownik łotewski ogłoszono w 1638 roku, a pierwszą gramatykę w 1644 w Rydze; ułożyli je niemieccy duchowni na potrzeby kazań.

Nowy Testament przełożył pastor Ernst Glück do 1685 roku, Stary do 1689 albo do 1691 — data bywa podawana rozmaicie — a książką cała łotewska Biblia stała się dopiero wtedy, gdy ją wytłoczono, w 1694 roku.

Łotewskie Ojcze nasz starsze od tego z kosmografii wyszło spod ręki kronikarza, który podał je za pruskie: modlitwa z kroniki pisanej w latach 1517–1529 okazała się mieszaniną łotewskiego i kurońskiego, a zapisano ją po to, by dowieść odrębności zupełnie innego języka.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok pierwszego druku łotewskiego Ojcze nasz podaje się jako 1544 albo 1550, zależnie od wydania kosmografii.
  • Nie rozstrzygnięto, czy luterański Enchiridion powstał dopiero w latach osiemdziesiątych XVI wieku, czy istniał w rękopisie już około 1530 roku.
  • Rok ukończenia łotewskiego Starego Testamentu podaje się jako 1689 albo 1691; pewny jest dopiero druk całej Biblii w 1694 roku.

Skąd to wiadomoPrzekład pieśni z 1530 roku; niemiecka kosmografia z połowy XVI wieku; druki z Wilna 1585 i Królewca 1586; słownik z 1638; gramatyka z 1644; przekład Biblii z lat 1685–1691.

Litwa i Łotwa, XI–XVI wiek

Kościół, chrzest i post przyszły z Rusi

Złożone później

Litewskie słowa na kościół, chrzest i post to pożyczki ruskie — weszły do języka dwieście lat przed chrztem Litwy z 1387 roku.

Czytaj dalej

Litewskie bažnyčia, czyli kościół, krikštas, czyli chrzest, gavėnia, czyli post, oraz Kalėdos i Velykos to zapożyczenia ze wschodniej słowiańszczyzny, nie z łaciny i nie z polszczyzny.

Warstwę tę datuje się na XI i XII wiek, a więc na czas o dwa stulecia wcześniejszy niż oficjalny chrzest Litwy w 1387 roku.

Znaczy to, że nazwy rzeczy chrześcijańskich weszły do litewszczyzny od strony ruskiej, w miarę jak książęta litewscy rozszerzali władzę na wschód.

Ten sam mechanizm widać po przeciwnej stronie: katechizmy pruskie z 1545 i 1561 roku czerpią słownictwo religijne z niemieckiego, bo szły za niemieckim pierwowzorem.

Łotewskie baznīca i grēks również są pochodzenia słowiańskiego, co pokazuje, że i tam droga pojęć wiodła przez sąsiadów, nie wprost z Rzymu.

Ustalenie to opiera się na porównaniu form językowych, nie na żadnym dokumencie — jest rekonstrukcją i tak należy je nazywać.

Rekonstrukcja mówi jednak coś, czego nie mówi żaden akt: zanim przyszedł chrzest z 1387 roku, część pojęć chrześcijańskich była na Litwie od dawna nazwana po litewsku cudzym słowem.

Rodzime słowa przetrwały tam, gdzie chrześcijaństwo nie miało czego nazywać: dusza zmarłego została vėle, święte miejsce w gaju alkiem, a grzmot Perkunem — i akurat to ostatnie imię nie jest rekonstrukcją, bo zapisano je w słowiańskim wtręcie do kroniki Malalasa jeszcze w XIII wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Chronologia pożyczek opiera się na cechach głosowych i rozpina się na dwa stulecia.
  • Przy części wyrazów nie rozstrzygnięto, czy przyszły z ruszczyzny, czy z polszczyzny, a przy niektórych dopuszcza się obie drogi naraz.

Skąd to wiadomoPorównanie form językowych; najstarsze druki litewskie z 1547 i 1595 roku; katechizmy pruskie z 1545 i 1561; druki łotewskie z 1585 i 1586.

Łotwa, XIX i XX wiek

Dwieście tysięcy czterowierszy

Zebrane z ust

Największy zbiór tekstów w języku bałtyjskim to łotewskie dainy, ale zapisano je masowo dopiero na przełomie XIX i XX wieku.

Czytaj dalej

Wielkie wydanie dain ukazywało się w latach 1894–1915, a związana z nim kartoteka liczy blisko 218 tysięcy zapisów.

Typowa daina to czterowiersz, a około 95 procent tekstów idzie trochejem — forma krótka, powtarzalna i zrobiona pod pamięć.

Występują w nich Dievs, Māra, Laima, Saule i Pērkons, ale zeszyty, z których je znamy, zapisano blisko siedemset lat po chrystianizacji Inflant.

Podbój i chrzest ziem łotewskich przypadły na przełom XII i XIII wieku; Rygę założono w 1201 roku.

Między tamtym czasem a zeszytami zbieraczy z drugiej połowy XIX wieku nie ma łańcucha zapisów — jest przekaz ustny i domysł co do jego wieku.

W dainach obok Māry stoi Matka Boża, bo obie postacie zrosły się w pieśni przez stulecia; rozdzielanie tych warstw jest zabiegiem badawczym, nie obserwacją.

Dainy są więc świadectwem pierwszorzędnym dla XIX wieku, a dla czasów przedchrześcijańskich najwyżej poszlaką.

Po stronie litewskiej pierwszy drukowany zbiór pieśni wyszedł w Królewcu w 1825 roku i mieścił osiemdziesiąt pięć tekstów z przekładem niemieckim, siedem melodii oraz objaśnienia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wiek treści dain nie został rozstrzygnięty, a szacunki rozchodzą się o całe stulecia.
  • Liczby podaje się rozmaicie, bo inaczej liczy się pojedyncze zapisy, a inaczej warianty tego samego tekstu.
  • Sporne jest, które postacie pieśniowe sięgają dawnego kultu, a które ukształtowały się już wewnątrz chrześcijaństwa.

Skąd to wiadomoZapisy zbieraczy z drugiej połowy XIX wieku; wydanie z lat 1894–1915; kartoteka pieśni przechowywana w Rydze; litewski zbiór pieśni z 1825 roku.

Prusy, 1517–1529

Kronika, która wymyśliła pruski panteon

Zapis po chrzcie

Widewuto, Bruteno, sztandar z trzema bogami i wieczny dąb w Romowe pochodzą z kroniki pisanej blisko trzysta lat po podboju Prus.

Czytaj dalej

Dominikanin Szymon Grunau z Tolkmicka pisał swoją kronikę Prus między 1517 a 1529 rokiem, czyli blisko trzy wieki po podboju kraju.

Powoływał się na rzekomy rękopis Chrystiana, pierwszego biskupa Prus, zmarłego w 1245 roku; takiego rękopisu nikt nigdy nie widział.

Z jego kart pochodzą Widewuto i Bruteno, para założycielska — król i najwyższy kapłan — której nie zna żadne wcześniejsze źródło.

Grunau zamieścił stuwyrazowy słowniczek pruski oraz Ojcze nasz podane za pruskie; ta modlitwa nie jest pruska, lecz stanowi mieszaninę łotewskiego i kurońskiego.

Kronika krążyła w odpisach i weszła do dziesiątków późniejszych książek o Prusach, zanim wydrukowano ją po raz pierwszy w 1876 roku.

Obraz pruskiego panteonu, który dziś powtarzają popularne opisy, ma więc źródło nie w XIII, lecz w XVI wieku.

Opis świątyni w Romowe wziął z kroniki z 1326 roku i dołożył do niego wiecznie zielony dąb, wizerunki trzech bogów oraz strzegące ognia dziewice — a dodatek do złudzenia przypomina opis świątyni w Uppsali, zapisany w kronice z Bremy czterysta pięćdziesiąt lat wcześniej.

Stamtąd też pochodzi sztandar z trójką bóstw, które kronikarz zapisał jako Patollo, Natrimpe i Perkuno; dzisiejsze Potrimpo czy Patrimpas to formy wygładzone przez późniejsze przepisywanie, a samego porządku tej trójcy nie potwierdza żaden zapis z czasów pogańskich.

Rękopis, na który się powoływał, miał nosić tytuł mówiący o synach Beliala, a kronikarz zapewniał, że wpadł mu w ręce trzysta lat po napisaniu.

Stuwyrazowy słowniczek zawodzi także tam, gdzie nie kłamie wprost: jego autor wpisywał między pruskie hasła wyrazy polskie i litewskie, jakby i one były pruskie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ma zgody, ile w kronice jest miejscowej tradycji przekazanej Grunauowi ustnie, a ile czystej kompilacji z książek.
  • Datowanie ostatnich dopisków wskazuje się raz na 1526, raz na 1529 rok.

Skąd to wiadomoRękopisy kroniki z lat 1517–1529 i ich odpisy; pierwodruk z 1876 roku; kronika zakonna z 1326 roku, z której Grunau czerpał.

Prusy, Litwa i Łotwa — od XVI wieku po dziś

Runy, których nie było

Zapis po chrzcie

Sprzedawane dziś runy bałtyjskie nie mają za sobą ani jednej inskrypcji, a najstarszy przywoływany dowód to kalendarz na kiju typu skandynawskiego.

Czytaj dalej

Nie znaleziono ani jednej inskrypcji w żadnym języku bałtyjskim zapisanej znakami innymi niż alfabet łaciński.

Za dowód istnienia run bałtyjskich podaje się drewniane kalendarze laskowe ze zbiorów wileńskich, ale należą one do typu skandynawskiego i są przyrządem do liczenia świąt, nie pismem.

Drugim argumentem bywa łotewska ornamentyka, znaki takie jak Auseklis, Jumis czy krzyż Māry; ich uporządkowanie w system o stałych znaczeniach to robota XX wieku.

Ruch dievturi, który nadał tym znakom wykład religijny, ogłoszono w 1925 roku, a zorganizowano rok później.

Wzór postępowania powtarza się od czasów Grunaua: najpierw ogłasza się istnienie dawnego zapisu, potem okazuje się, że zapisu nikt poza ogłaszającym nie widział.

Najstarszy znany kij kalendarzowy pochodzi z XIII wieku i znaleziono go w szwedzkim Nyköping; to jedyny zachowany egzemplarz średniowieczny, a cała reszta to drewno z XVI i XVII wieku, używane w północnej Europie jeszcze w XIX stuleciu.

Nad Bałtykiem odmianę takiego kija znali Estończycy — lud, którego mowa nie jest bałtyjska — więc nawet najbliższa tradycja kalendarza laskowego leży poza bałtyjskim kręgiem językowym.

Wszystko, co po bałtyjsku zapisano ręcznie, zanim ukazały się pierwsze druki w tych językach — pruski katechizm z 1545 i litewski z 1547 roku — mieści się w kilku pozycjach: dwuwierszu z 1369 roku, urwanym Ojcze nasz z XV wieku, słowniczku z około 1400 i modlitwach dopisanych na ostatniej stronie książki z 1503 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy znaki garncarskie i znamiona własnościowe na przedmiotach bałtyjskich niosły jakąkolwiek treść językową, czy oznaczały wyłącznie właściciela i warsztat.
  • Sporny pozostaje wiek samych kalendarzy laskowych ze zbiorów litewskich i droga, którą tam trafiły.

Skąd to wiadomoZabytki archeologiczne bez inskrypcji; kalendarze laskowe typu skandynawskiego; ornamentyka ludowa notowana od XIX wieku; piśmiennictwo ruchów rodzimowierczych od 1925 roku.

Po podboju i po zarazie

Puste wsie i rzeki, które zatrzymały imiona

Podbój nie kończy się bitwą, tylko przywilejem, przesiedleniem i wsią bez mieszkańców. Między 1274 a 1283 rokiem zakon opróżnił trzy pruskie ziemie, a pas puszczy między Prusami a Litwą przez blisko sto lat pilnowano, żeby taki pozostał. Kiedy w XVI wieku wrócili tam ludzie, zastali wodę i wzgórza z imionami, których nikt z nowych nie umiał już wytłumaczyć. Ta sekcja trzyma się dokumentów — kto komu nadał ziemię, kto dokąd uciekł, kiedy nazwa ludu ostatni raz pojawia się w aktach — i osobno pokazuje, czego z samej nazwy wyprowadzić nie wolno.

Prusowie; Prusy krzyżackie; XIII–XV wiek

Przywilej dla wolnego Prusa

Zapis z tamtych czasów

Zakon nie wybił Prusów do nogi — część z nich obdarował ziemią i wolnością za służbę konną. Pergaminy wymieniają tych ludzi z imienia, po prusku.

Czytaj dalej

Takich pergaminów zachowały się setki, głównie z drugiej połowy XIII i z XIV wieku. Odbiorca bywa w nich nazwany pruskim imieniem, a jego synowie w aktach o dwa pokolenia późniejszych noszą już imiona niemieckie albo polskie. Na Prusa pełniącego służbę zbrojną mówiono witing; obok niego w dokumentach stoją po prostu wolni, odróżniani od chłopów obciążonych daniną i szarwarkiem.

Nadanie szło zwykle na prawie pruskim, węższym niż chełmińskie: dziedziczyli synowie, nie córki, a ziemia wracała do pana, gdy ród wygasał. Kto chciał więcej, prosił o przeniesienie na prawo chełmińskie, i takie prośby, z datami oraz z imionami, również leżą w księgach. Wolność kupowało się tu służbą, a utrwalało drugim dokumentem, wydanym pokolenie później.

Ramę prawną dla całego kraju dał przywilej chełmiński, wydany w 1233 roku i pisany dla przybyszów z Rzeszy. Pergaminu z tamtego roku nie ma: treść przywileju znamy z odnowienia wystawionego w 1251 po zaginięciu pierwowzoru, i tę drogę do nas trzeba czytać razem z datą. Obok niego kancelaria zakonu prowadziła drugą ścieżkę, mniej widoczną: nadania dla miejscowych, którzy złożyli broń w porę albo w ogóle jej nie podnieśli. Dostawali włóki ziemi, zwolnienie z części ciężarów i obowiązek stawania konno na każde wezwanie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy wolni to dawna pruska starszyzna, czy ludzie wyniesieni przez zakon z niczego — z samych nadań tego nie widać.
  • Liczb nie ma. Zachowane pergaminy są resztką po kancelarii, nie spisem ludności, i nie wolno z nich liczyć, ilu Prusów przeżyło podbój.
  • Pruskie imię odbiorcy świadczy o mowie w rodzinie, a nie o tym, w co ten człowiek wierzył ani jak długo.
  • Zmiana imion w drugim pokoleniu jest wnioskiem z zestawienia różnych dokumentów, a nie zapisem o jednej rodzinie prowadzonym przez sto lat.
  • Setki zachowanych nadań to szacunek z wydanych zbiorów dokumentów, nie wynik policzenia archiwum; część zbiorów spłonęła albo rozproszyła się w XX wieku.

Skąd to wiadomoPrzywileje ziemskie zakonu krzyżackiego z 2. połowy XIII i z XIV wieku; przywilej chełmiński z 1233 roku, odnowiony w 1251.

Nadrowia, Skalowia, Sudowia; 1274–1283

Trzy ziemie wyprowadzone z ludzi

Zapis po chrzcie

Nadrowię, Skalowię i Sudowię nie tyle zajęto, ile opróżniono. Pas puszczy między Prusami a Litwą trzymano pustym celowo, jako wał wojskowy.

Czytaj dalej

Po załamaniu wielkiego powstania zakon zajął kolejno Nadrowię i Skalowię w latach 1274–1277, a na końcu Sudowię, gdzie zorganizowany opór ustał w 1283 roku. Kronika spisana przez kapłana zakonnego i ukończona w 1326 roku opisuje to nie jako włączenie kraju do państwa, lecz jako jego opróżnienie: ludność wyprowadzano w głąb Prus albo uchodziła sama, a osady palono.

Pas ziemi między urządzonymi Prusami a Litwą miał odtąd pozostać pusty i pilnowano, żeby taki został. Nie było to zaniedbanie ani skutek wyludnienia, tylko urządzenie wojskowe — puszcza w roli wału, przez który nie przejdzie wojsko z taborem i machinami. Przez blisko sto lat zakon nadawał tam prawa łowieckie i bartne, ale nie zgody na zakładanie wsi.

Stąd bierze się rzecz widoczna do dziś w metryce osadniczej: wsie Mazur i Suwalszczyzny są młodsze od wsi zachodniej części Prus. Obie okolice mają jednak własny rachunek czasu i nie wolno go zlewać — na Mazurach lokacje ruszyły pod koniec XIV wieku i szły przez wiek XV oraz XVI, a puszcze nad górną Czarną Hańczą zasiedlano dopiero od połowy XVI stulecia. Wtedy granica przestała być linią corocznych wypadów, a puszcza z tarczy zamieniła się w zapas ziemi do rozdania.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby wyprowadzonych i zabitych pochodzą z kroniki pisanej przez stronę zwycięską i nie mają potwierdzenia w rachunkach.
  • Pustka nie była zupełna: przez pas puszczy chodziły drużyny, bartnicy i rybacy, a opisy dróg wspominają miejsca dawnych pól.
  • Data 1283 mówi o końcu zorganizowanego oporu, nie o dniu, w którym ostatni człowiek opuścił Sudowię.
  • Że pustka była zamierzonym urządzeniem wojskowym, a nie skutkiem wojen i ucieczek, jest wykładnią późniejszą; żaden zachowany akt zakonu nie ogłasza takiego zamiaru wprost.
  • Wstrzymanie lokacji przez sto lat wyprowadza się z braku przywilejów osadniczych w tym pasie, a brak dokumentu bywa też brakiem archiwum.

Skąd to wiadomoKronika kapłana zakonnego ukończona w 1326 roku; XIV-wieczne nadania łowieckie i bartne w pasie puszczy.

Prusowie i Jaćwingowie na Litwie; XIII–XIV wiek

Ucieczka za Niemen

Zapis po chrzcie

Część pokonanych nie poddała się ani nie zginęła — odeszła na Litwę całymi zbrojnymi dworami. Układy zakonu z Litwą mają na to osobne klauzule.

Czytaj dalej

Kronika z 1326 roku zapisuje, że część Sudowów odeszła na Litwę jeszcze przed ostatecznym poddaniem ziemi, z własnym wodzem na czele, a wcześniej tą samą drogą uchodziły grupy Bartów i Nadrowów. Nie chodziło o pojedynczych uciekinierów, lecz o zbrojne dwory z rodzinami, dobytkiem i końmi.

Po stronie litewskiej tacy ludzie mieli wartość zupełnie konkretną, bo znali brody, obozowiska i porządek marszu zakonnych wypraw. Wyprawa na Prusy poprowadzona przez kogoś, kto się tam urodził, kosztowała mniej i udawała się częściej. Ruch szedł zresztą w obie strony: Witold uchodził do zakonu w 1382 i w 1390 roku, a razem z nim granicę przekraczały całe jego drużyny.

Dlatego w układach zakonu z Litwą wracają klauzule o wydawaniu zbiegów. Trzeba jednak powiedzieć, czym taka klauzula jest: stałą formułą ówczesnych traktatów, wpisywaną również tam, gdzie zbiegostwo było rzadkie. Mówi więc tyle, że obie strony liczyły się ze zjawiskiem — a nie tyle, ilu ludzi przeszło granicę. Czego natomiast w aktach nie ma, to odpowiedzi na pytanie, co się z tymi ludźmi stało po dwóch pokoleniach po litewskiej stronie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kronika ma interes w tym, żeby uchodźców pokazać jako zdrajców i naprowadzaczy; motywy przypisane im w tekście są jej własne.
  • Nie ma zapisu o tym, czy przybysze zachowali odrębną mowę i obrzęd, czy rozpłynęli się w ludności litewskiej w ciągu pokolenia.
  • Wiązanie litewskich nazw miejscowych z pruskimi uchodźcami to wniosek z brzmienia, nie zapis o osadnictwie.
  • Odejście Sudowów z własnym wodzem znamy z jednego przekazu zakonnego, spisanego kilkadziesiąt lat po zdarzeniu.

Skąd to wiadomoKronika zakonna ukończona w 1326 roku; akta układów zakonu z Litwą z XIV i XV wieku.

Prusowie na Mazowszu, Kujawach i w ziemi chełmińskiej; XIII–XVI wiek

Pruthenus w akcie mazowieckim

Zapis z tamtych czasów

W dokumentach mazowieckich XIII i XIV wieku raz po raz stoi człowiek zwany Pruthenus. Po nim zostały wsie Prusy i herb — oraz pułapka nazwy.

Czytaj dalej

W dokumentach książąt mazowieckich z XIII i XIV wieku raz po raz pojawia się człowiek określony po łacinie jako Pruthenus, czyli Prus. Jedni trafili tam jako jeńcy z wypraw, inni jako uchodźcy z ziem zajmowanych przez zakon, a książęta chętnie ich osadzali, bo pustej ziemi mieli więcej niż rąk do niej.

Rozróżnienie jest tu konieczne i łatwe do przeoczenia. Nazwa Prus w akcie z XIV wieku znaczy tyle co człowiek z Prus, a z Prus przychodzili wtedy zarówno bałtyjscy Prusowie, jak i niemieccy osadnicy urodzeni w tym samym kraju. Sam wyraz nie rozstrzyga, jaką mową ten człowiek mówił w domu ani po kim ją odziedziczył.

Ślad został przede wszystkim w nazwach osad. Prusy, Pruska Wola, Prusinowo i podobne stoją w rejestrach poborowych XVI wieku od Kujaw po wschodnie Mazowsze. Osobną drogą poszło nazwisko i herb: herb Prus bierze nazwę od kraju, ale wywodzenie pieczętujących się nim rodów od tamtejszych przybyszów jest wnioskiem z tej nazwy i z późnych herbarzy, nie zapisem w akcie — a rodowody spisywane od XV wieku dokładały do tego genealogie sięgające bajecznych książąt.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nazwa wsi Prusy bywa też pamiątką po jednym właścicielu o takim przezwisku, a nie po osadzie przybyszów.
  • Genealogie rodów herbu Prus, spisywane od XV wieku, dokładały książęce początki tam, gdzie akt notuje po prostu jeńca albo zbiega.
  • Ile osób przeniesiono na Mazowsze, nie wiadomo; dokumenty notują nadania i spory o ludzi, nie ich liczbę.
  • Zbieżność wsi o nazwie Prusy z osadnictwem XIII wieku wymagałaby policzenia na mapie; z pojedynczych przykładów jej nie widać.

Skąd to wiadomoDokumenty książąt mazowieckich z XIII i XIV wieku; rejestry poborowe z XVI wieku; herbarze spisywane od XV wieku.

Kurowie; Kurlandia; XIV–XIX wiek

Królowie kurscy spod Kuldygi

Zapis z tamtych czasów

Kilka kurskich wsi pod Kuldygą miało przywilej wolności za służbę konną, odnawiany od 1320 roku aż po wiek XIX. Po podbitym ludzie został tu akt, nie legenda.

Czytaj dalej

Pod Kuldygą w Kurlandii siedziała grupa rodzin, którą po łotewsku nazywano kuršu ķoniņi, czyli królikami kurskimi. Nie byli władcami niczego; byli wolnymi ludźmi z przywileju, osadzonymi w kilku wsiach i zwolnionymi z pańszczyzny w zamian za służbę konną, posługę gońca i przewodnictwo po bezdrożach.

Ich odrębność prawna dotrwała do zniesienia poddaństwa w Kurlandii, ogłoszonego w 1817 roku. Przez pół tysiąclecia istniała więc w Inflantach grupa, która wywodziła swoje prawa wprost z układów zawieranych w czasach podboju i miała na to pergamin do okazania w sądzie. To rzadki przypadek, w którym po podbitym ludzie zostaje dokument, a nie opowieść.

Przywilej, na który się powoływali, nosi datę 1320 i wyszedł od mistrza inflanckiego, ale znamy go z późniejszych potwierdzeń, a nie z pergaminu wystawionego w tamtym roku. Kolejni mistrzowie, a potem książęta Kurlandii, odnawiali ten status przez następne stulecia, bo przy każdej zmianie zwierzchnika trzeba go było potwierdzić na nowo. Wsie, o które chodziło, to między innymi Ziemeļi, Kalēji, Viesalgi i Pliķi — leżą tam, gdzie leżały.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy rodziny te wywodzą się z dawnej kurskiej starszyzny, czy z ludzi wyniesionych przez zakon — przywilej tego nie mówi.
  • Najstarszy akt znany jest głównie z późniejszych potwierdzeń, więc jego pierwotne brzmienie bywa rekonstruowane z odpisów.
  • Słowo król jest tu niemieckim i łotewskim przekładem statusu, a nie tytułem władcy; wyciąganie z niego dawnej monarchii nie zostało wykazane.
  • Ciągłość jest tu prawna, nie językowa: w czasach, z których mamy potwierdzenia, rodziny te mówiły już po łotewsku, a kurskiej mowy w ich wsiach nikt nie zapisał.

Skąd to wiadomoPrzywilej mistrza inflanckiego z 1320 roku wraz z potwierdzeniami; akta stanowe Kurlandii do XIX wieku.

Zemgalowie, Selowie, Kurowie, Prusowie; XIII–XVII wiek

Ostatni raz w aktach

Zapis z tamtych czasów

Nazwy ludów gasną w aktach w odstępie trzystu lat: Zemgalowie w 1290, Selowie w XIII wieku, Kurowie jeszcze w XVII. Ostatnia wzmianka to granica zapisu.

Czytaj dalej

Nazwy ludów nie gasną razem i nie wolno ich dat zaokrąglać do jednej. Zemgalowie występują jako całość polityczna po raz ostatni w 1290 roku, kiedy po utracie ostatniego grodu część z nich odeszła na Litwę; rymowana kronika inflancka urywa się właśnie na tym wydarzeniu. Selowie pojawiają się w dokumentach XIII wieku, po czym nazwa znika z obiegu, choć kraina nazywa się Sēlija do dziś.

Kurowie utrzymują się w papierach znacznie dłużej, ale jako stan prawny i jako nazwa kraju, nie jako osobno notowana mowa: kurskiego nikt w księgach kościelnych nie zapisał, a to, co w Kurlandii XVI i XVII wieku nazywano tamtejszą mową, było już łotewszczyzną. Nazwa Prusów nie znika nigdy, tyle że zmienia znaczenie — w kancelarii księstwa oznacza już mieszkańca Prus, niezależnie od tego, jakim językiem ten mieszkaniec mówi w domu.

Skrajne daty dzieli kilka stuleci i każda z nich mierzy co innego: raz zanik odrębnej całości politycznej, raz zniknięcie nazwy z formularza, raz trwanie rubryki stanowej. Ostatnia wzmianka jest granicą zapisu, a nie granicą życia: kiedy urząd przestaje potrzebować osobnej rubryki, ludzie z tej rubryki nie umierają, tylko przestają być liczeni oddzielnie. Zniknięcie nazwy z akt to fakt o aktach, a dopiero w drugiej kolejności i nie zawsze — fakt o ludziach.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Milczenie źródeł bywa skutkiem zniszczenia archiwum albo zmiany formularza kancelaryjnego, nie zaniku ludzi.
  • Ta sama nazwa w dwóch stuleciach znaczy co innego: raz lud, raz mieszkańca krainy, raz stan prawny.
  • Odejście części Zemgalów na Litwę w 1290 roku znamy z jednego przekazu i nie wiadomo, jak licznej grupy dotyczyło.
  • Rymowana kronika inflancka urywa się na roku 1290, więc brak dalszych wzmianek o Zemgalach jest najpierw brakiem kroniki, a dopiero potem brakiem ludu.
  • Nazwa ludu i nazwa jego mowy to dwie osobne rubryki; trwanie jednej nie mówi nic o drugiej.

Skąd to wiadomoRymowana kronika inflancka doprowadzona do 1290 roku; dokumenty biskupstw inflanckich z XIII wieku; księgi kościelne Kurlandii z XVI i XVII wieku.

Prusy Książęce; 1525–1730

Kaznodzieja musi znać mowę

Zapis z tamtych czasów

Luterańskie księstwo musiało policzyć, gdzie mówi się po prusku, litewsku i polsku, i posłać tam kaznodzieję. Protokoły wizytacji robią to parafia po parafii.

Czytaj dalej

Hołd złożony w Krakowie 10 kwietnia 1525 roku zamienił państwo zakonne w świeckie księstwo z kościołem luterańskim, a luterański kościół trzymał zasadę, że lud słucha kazania we własnej mowie. Od strony administracyjnej znaczyło to obowiązek policzenia, w której parafii jakim językiem się mówi, i posłania tam człowieka, który ten język zna.

Dla dziejów pruskiej mowy jest w tym drugie dno, o którym łatwo zapomnieć. Katechizmy pruskie powstały dlatego, że miejscowi nie rozumieli niemieckiego — ale także dlatego, że przysłany kaznodzieja nie umiał już mówić po prusku i musiał mieć przed sobą tekst do odczytania. Druk w zanikającym języku bywa świadectwem zaniku równie mocnym jak milczenie.

Protokoły wizytacji z Sambii i z komornictw wschodnich robią to wprost, wymieniając parafie pruskie, litewskie i polskie osobno. Uniwersytet otwarty w Królewcu w 1544 roku dostarczał księstwu duchownych, ale osobnych zakładów do nauki tych języków dorabiano się powoli i późno: seminarium litewskie działa od 1718 roku, polskie od 1728. Dla pruszczyzny nie założono nigdy żadnego — zanim urząd zdobył się na taką szkołę, nie miał jej już kogo uczyć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wizytacja notuje potrzebę językową parafii, a nie liczbę mówiących; z takiego zapisu nie da się odtworzyć proporcji we wsi.
  • Określenie parafia pruska w XVI wieku bywa nazwą okręgu, nie deklaracją o mowie mieszkańców.
  • Nie wiadomo, ilu kaznodziejów naprawdę władało powierzonym im językiem, a ilu czytało z kartki.
  • Powód, dla którego drukowano katechizmy pruskie, wyczytuje się z przedmów i z późniejszych dziejów mowy, a nie z rozporządzenia, które by go nazywało.

Skąd to wiadomoOrdynacje kościelne księstwa pruskiego z lat 1525–1568; protokoły wizytacji sambijskich; akta uniwersytetu królewieckiego z 1544, 1718 i 1728 roku.

Litwa Pruska; 1709–1732

Zaraza 1709 i nowi ludzie we wsiach

Zapis z tamtych czasów

Litewskojęzyczne okręgi Prus wymarły w zarazie 1709–1711, a od 1732 osadzano w nich wygnańców z Salzburga. Mowa ubyła z powodu patentu, nie z powodu chrztu.

Czytaj dalej

W latach 1709–1711 przez wschodnie okręgi Prus przeszła zaraza połączona z głodem i nieurodzajem. Najciężej dostały komornictwa, w których mówiono po litewsku; urzędowe sprawozdania wymieniają wsie bez żywego mieszkańca i pola, których przez kilka lat z rzędu nie miał kto obsiać.

Odpowiedzią była akcja osadnicza prowadzona patentami z lat dwudziestych i trzydziestych XVIII wieku, ogłaszanymi po całej Rzeszy. Jej najliczniejszą falą byli protestanci wypędzeni z arcybiskupstwa salzburskiego edyktem z 31 października 1731 roku: od 1732 osadzano ich tysiącami właśnie w tych opustoszałych okręgach.

Skutek jest rzeczą do policzenia, nie do interpretowania. Wsie litewskie przed 1709 rokiem bywały po 1732 niemieckie, ponieważ tak rozporządził urząd, a nie dlatego, że ktokolwiek zmienił wiarę albo porzucił mowę ojców. Ubytek języka miewa przyczyny całkiem doczesne: morowe powietrze, pusty spichlerz i patent osadniczy podpisany w stolicy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rachunki zmarłych różnią się między sprawozdaniami i nie da się z nich wyprowadzić jednej liczby ani jednego ułamka.
  • Przybysze z Salzburga trafili do kilku okręgów naraz, więc wiązanie ich z jedną okolicą bywa uproszczeniem.
  • Mowa litewska w Prusach nie zgasła wtedy: pas parafii litewskojęzycznych utrzymał się jeszcze przez dwa stulecia.

Skąd to wiadomoSprawozdania urzędowe z zarazy 1709–1711; patenty osadnicze z lat dwudziestych i trzydziestych XVIII wieku; edykt salzburski z 31 października 1731 i rejestry przybyszów z 1732.

Mierzeja Kurońska; XV–XX wiek

Rybacy z Mierzei, którzy mówili po łotewsku

Zapis z tamtych czasów

Ostatnia żywa mowa bałtyjska na pruskim brzegu nie była pruskim, lecz dialektem łotewskim przywiezionym z Kurlandii. Zgasła w latach 1944–1945.

Czytaj dalej

Na Mierzei Kurońskiej i na sambijskim brzegu żyły rodziny rybackie mówiące dialektem bliskim łotewskiemu, a nie pruskiemu. Nazywano ich kursenieki. Przyszli z Kurlandii w ciągu XV i XVI wieku, za rybą i za opuszczoną chatą, i zostali w wioskach na wydmie, gdzie nikt im ziemi nie odbierał, bo ziemi tam właściwie nie było.

Zapisy o nich są późne i świeckie: rejestry kościelne i szkolne z XIX wieku, spisy ludności, notatki zbierane od żyjących. Byli luteranami, modlili się najpierw z książek łotewskich, potem coraz częściej z niemieckich, a własnej mowy używali w domu i przy sieci — czyli dokładnie tam, gdzie urząd nie zaglądał i niczego nie notował.

Grupa rozsypała się w latach 1944–1945, razem z ewakuacją i wysiedleniami z całego wybrzeża. Wypada przy tym rozdzielić dwie rzeczy, które zlewa się najczęściej: mowa kursenieków nie była ocalałym pruskim, tylko przywiezionym z Kurlandii dialektem łotewskim, a obok niej na tym samym brzegu mówiono jeszcze po litewsku — nie była więc również ostatnią żywą mową bałtyjską w Prusach. Zgasła nie od chrztu ani od zakonu, lecz od wojny i przymusowego przesiedlenia.

Nad Mierzeją spotykały się w XIX wieku trzy mowy naraz: niemiecka w szkole i urzędzie, litewska w części wiosek i po sąsiedzku, oraz dialekt kurseniecki w domu i przy sieci. Zapisy notują to rozdzielnie, choć każdy spis pytał o mowę inną formułą.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczebność grupy znana jest z pruskich spisów, które pytały o język domowy różnymi formułami w różnych latach.
  • Data przyjścia z Kurlandii opiera się na rejestrach rybackich i na postaci mowy, nie na akcie osadniczym.
  • Mylenie kursenieków z dawnymi Prusami z Sambii jest pomyłką starą i wciąż powtarzaną; to dwie różne mowy i dwa różne przyjścia.
  • Rejestr szkolny i spis ludności notują język zadeklarowany przy urzędniku, co bywa czym innym niż mowa używana w domu.

Skąd to wiadomoRejestry kościelne i szkolne Mierzei Kurońskiej z XIX wieku; pruskie spisy ludności; relacje rodzin rybackich zapisywane w XIX i XX wieku.

Puszcza między Prusami a Litwą; ok. 1384–1402

Kilkadziesiąt dróg przez pustkę

Zapis z tamtych czasów

Zakon spisywał relacje przewodników: ile dni marszu, gdzie bród, gdzie były kiedyś pola. Najgęstszy wykaz nazw z pasa, który miał być pusty.

Czytaj dalej

Żeby prowadzić wyprawy przez puszczę, zakon kazał spisywać relacje przewodników. Powstał z tego zbiór kilkudziesięciu opisów drogi, sporządzanych mniej więcej między 1384 a 1402 rokiem: ile dni marszu, gdzie bród, gdzie sucha grobla przez mokradło, gdzie da się nakarmić konie i ile wojska zmieści się na noclegu.

Przewodnicy podawali nazwy tak, jak je znali — rzek, jezior, wzgórz, uroczysk — a niemiecki pisarz notował je ze słuchu. Wraca w tych opisach zdanie, że w danym miejscu były kiedyś pola albo wieś. Jest to więc jednocześnie najgęstszy wykaz miejscowych nazw z pasa pustki i świadectwo, że pustka bywała zamieszkana w pamięci ludzi jeszcze wtedy żyjących.

Wartość tego źródła bierze się z jego obojętności. Nikt nie pisał go po to, żeby dowieść czegokolwiek o wierze, pochodzeniu albo dawnych granicach; to materiał wojskowy, robiony po to, żeby oddział nie zabłądził i nie potopił koni. Nazwy w nim nie są ani upiększone, ani dobrane pod tezę, ani przetłumaczone na urzędową modłę.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zapisy oddają brzmienie tak, jak je usłyszało niemieckie ucho; ta sama rzeka bywa w dwóch opisach zapisana inaczej.
  • Przypisanie punktów z opisów do miejsc na dzisiejszej mapie jest pracą późniejszą i wiele identyfikacji pozostaje spornych.
  • Zdanie o dawnych polach może dotyczyć osad opuszczonych w wojnach XIV wieku, a nie wysiedleń sprzed 1283 roku.

Skąd to wiadomoOpisy dróg litewskich sporządzone dla zakonu około 1384–1402, zachowane w jego archiwum.

Dawna Jaćwież, Suwalszczyzna, Grodzieńszczyzna; XVI wiek

Rewizja puszcz z 1559 roku

Zapis z tamtych czasów

Spis puszcz Wielkiego Księstwa z 1559 roku wylicza uroczyska, strugi i barcie po nazwie. To najstarszy gęsty materiał nazewniczy z ziemi opuszczonej po 1283 roku.

Czytaj dalej

W 1559 roku przeprowadzono w Wielkim Księstwie Litewskim rewizję puszcz i przejść zwierzynnych. Powstał wykaz obszarów leśnych z ich granicami, rzekami, uroczyskami, barciami i strażami — dokument na wskroś gospodarczy, spisany po to, żeby wiedzieć, co do kogo należy, kto ma prawo wchodzić i ile z tego wpływa do skarbu.

Objął między innymi puszcze nad górną Czarną Hańczą i w widłach Niemna, czyli ziemię, którą po 1283 roku zostawiono bez stałych mieszkańców. Zapisane w nim nazwy uroczysk, strug i jezior są najstarszym gęstym materiałem nazewniczym z tej okolicy po opisach dróg sporządzonych dla zakonu półtora wieku wcześniej.

W tym samym stuleciu puszczę zaczęto zasiedlać z trzech stron naraz: od zachodu szli Mazurzy, od północy Litwini, od wschodu ludność ruska. Dzisiejsza mieszanina warstw nazewniczych Suwalszczyzny jest bezpośrednim skutkiem tego rozrachunku — nazwy litewskie, polskie i ruskie leżą tam obok siebie, a pod nimi, miejscami, coś jeszcze starszego, czego z samego brzmienia nie da się pewnie przypisać.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie da się odróżnić nazwy przechowanej z czasów sprzed wysiedlenia od nazwy nadanej przez osadnika w XVI wieku.
  • Rewizor notował brzmienie tak, jak mu je podano na miejscu, a podawali je nowi mieszkańcy, nie dawni.
  • Wiązanie któregokolwiek z tych uroczysk z konkretną osadą jaćwieską to domysł, a nie odczyt dokumentu.

Skąd to wiadomoRewizja puszcz i przejść zwierzynnych Wielkiego Księstwa Litewskiego z 1559 roku.

Mazury i Warmia; XIII–XVI wiek

Jedna rzeka w trzech pisowniach

Zapis z tamtych czasów

Łyna i Alle to jedno słowo, Węgorapa i Angerapp też. Pruskie nazwy wód weszły do dokumentów zakonu dlatego, że pisarz musiał opisać miedzę.

Czytaj dalej

Kancelaria zakonu, wytyczając granice nadań, musiała nazwać każdą wodę i każde wzniesienie, koło którego szła miedza. Pisarz zapisywał to, co usłyszał od miejscowych, i tak pruskie nazwy weszły do łacińskich i niemieckich dokumentów XIII, XIV i XV wieku — na długo przedtem, nim ktokolwiek uznał je za zabytek mowy wart zachowania.

Ta sama nazwa ma potem trzy postacie: pruską ze słuchu, niemiecką urzędową i polską z rejestrów Prus Książęcych. Łyna i Alle to dwie adaptacje jednej pruskiej nazwy, Węgorapa i Angerapp również, Pasłęka i Passarge tak samo — nie są to jednak te same słowa, tylko to samo brzmienie przepuszczone przez dwie gramatyki. Pruskie ape, czyli rzeka, widać wprost w parze Węgorapa i Angerapp; w Łynie ani w Pasłęce go nie ma, a polska postać Węgorapy dodatkowo przylgnęła do słowa węgorz.

Pruska warstwa nazewnicza trzyma się więc mocniej wód i starych linii granicznych niż osad. Wieś przy lokacji często dostawała nazwę od zasadźcy albo od nowego pana, choć niemało pruskich nazw osadniczych przetrwało, zwłaszcza na Sambii i w Natangii. Rzeki trzymają swoje najlepiej z powodu banalnego: rzeki się nie lokuje, nie sprzedaje i nie dzieli między synów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy dana nazwa jest pruska, czy jaćwieska albo litewska, bywa nierozstrzygalne, zwłaszcza we wschodniej części tego pasa.
  • Pisarze niemieccy dopasowywali końcówki do własnej gramatyki, przez co pierwotna postać bywa odtwarzana, nie odczytywana.
  • Nazwa zapisana w XIV wieku mogła powstać na krótko przedtem; jej bałtyjska budowa nie datuje osady, przy której stoi.

Skąd to wiadomoPrzywileje lokacyjne i graniczne zakonu krzyżackiego z XIII–XV wieku; rejestry Prus Książęcych z XVI wieku.

Górny Dniepr i dorzecze Oki; zapisy z XI–XVII wieku

Wniosek z nazw to nie zapis o ludziach

Złożone później

Bałtyjskie nazwy wód sięgają daleko na wschód, ale żaden dokument nie mówi, kto tam mieszkał. Jedyny wyjątek to lud Gołiadź nad Protwą, 1058 i 1147.

Czytaj dalej

Rzeki trzymają imiona dłużej niż wsie, bo nowy osadnik uczy się nazwy wody od poprzednika, zanim zdąży nazwać cokolwiek po swojemu. Na tym opiera się rozumowanie, że pas nazw wodnych o bałtyjskiej budowie, ciągnący się daleko na wschód od Niemna, po górny Dniepr i dorzecze Oki, jest śladem mowy, która tam kiedyś brzmiała.

Trzeba jednak powiedzieć wprost, co jest czym. Zapisem jest nazwa stojąca w latopisie albo w rejestrze z XIV–XVII wieku. Wnioskiem jest wszystko dalej: że nazwa powstała w mowie bałtyjskiej, że stało się to przed przyjściem Słowian i że mieszkali tam ludzie, dla których była to mowa codzienna. Żaden dokument z tamtych stron nie stwierdza, kto tam siedział ani w którym stuleciu.

Jeden wyjątek istnieje i warto go trzymać osobno, żeby nie rozmywał reszty. Latopisy ruskie notują lud Gołiadź nad Protwą pod rokiem 1058 i po raz drugi pod 1147 — to jest zapis o ludziach, z datą i z miejscem, a nie rachunek z brzmienia nazw. Trzeba tylko dopowiedzieć jego drogę do nas: obie wzmianki znamy z kodeksów przepisanych dopiero pod koniec XIV i na początku XV wieku, więc data mówi o roku wpisanym w latopisie, a nie o wieku pergaminu, który mamy przed oczami. Cała reszta zasięgu pozostaje wnioskiem, a wniosek z nazw nie ma daty.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nazwa może być bałtyjska i młoda albo stara i przejęta z jeszcze innej mowy; samo brzmienie tego nie rozstrzyga.
  • Zestawienie Gołiadzi z pruską Galindią opiera się na podobieństwie nazwy i nie zostało wykazane żadnym dokumentem.
  • Zasięg rysuje się na mapach jako zwarty obszar, choć materiałem są rozrzucone punkty o bardzo różnej jakości zapisu.

Skąd to wiadomoLatopisy ruskie pod latami 1058 i 1147; rejestry i akta z dorzecza górnego Dniepru z XIV–XVII wieku.

Gwary Suwalszczyzny, Mazur i Podlasia; XIX–XX wiek

Kumpiak i dyrwan

Zebrane z ust

Bałtyjskie słowa siedzą w gwarach pogranicza do dziś, ale zapisano je dopiero z ust ludzi w XIX wieku. Pożyczka dowodzi sąsiedztwa, nie pierwszeństwa.

Czytaj dalej

W polskich gwarach Suwalszczyzny i w mowie pogranicza podlaskiego siedzą słowa wzięte od sąsiadów bałtyjskich. Kumpiak, czyli wędzona szynka z udźca, to litewskie kumpis; dyrwan, czyli ugór albo nieużytek, to litewskie dirvonas. Podobnych pożyczek jest sporo wśród nazw narzędzi, sprzętu rybackiego i rodzajów gruntu — czyli tam, gdzie sąsiedzi mają wspólną robotę.

Zapisano je z ust ludzi w XIX i XX wieku, przy zbieraniu gwar, a nie wyczytano z dokumentów. To daje im zupełnie inny ciężar niż pergaminowi: świadczą o tym, jak mówiono w konkretnej wsi w chwili zapisu, i dokładnie o niczym więcej. Zapis gwarowy jest fotografią mowy, nie jej metryką urodzenia.

Stąd granica tego, co wolno z nich wyczytać. Pożyczka dowodzi styczności mówiących, a styczność mogła być wczorajsza — targ, robota sezonowa, małżeństwo przez rzekę, służba w cudzym gospodarstwie. Słowo nie datuje osadnictwa i nie odpowiada na pytanie, kto był w tej okolicy pierwszy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Kierunek pożyczki bywa nierozstrzygalny; część wyrazów mogła wędrować tam i z powrotem przez kilka pokoleń.
  • Niejedno słowo przyszło do polszczyzny przez gwary białoruskie, a nie wprost od Litwinów.
  • Tych pożyczek nie wolno brać za resztki jaćwieskie: jaćwieskiego nikt na Suwalszczyźnie w XIX wieku nie słyszał.

Skąd to wiadomoZapisy gwarowe z Suwalszczyzny, Mazur i Podlasia sporządzane w XIX i XX wieku.

Prusy Książęce, Mazury; 1545 – XX wiek

Polska książka dla mazurskiego luteranina

Zapis z tamtych czasów

Królewiec drukował po polsku od 1545 roku dla mazurskich luteranów. Polszczyzna była tam językiem kazania i pieśni, nie deklaracją państwową.

Czytaj dalej

Ta sama królewiecka oficyna, która wydawała katechizmy pruskie i litewskie, drukowała po polsku dla poddanych z południowych komornictw księstwa. W 1545 roku wyszedł tam polski katechizm przygotowany przez Jana Seklucjana, w 1551 pierwsza część Nowego Testamentu w przekładzie z greki pióra Stanisława Murzynowskiego, a w 1553 całość; do tego kancjonały, czyli śpiewniki, dodrukowywane przez następne stulecia.

Odbiorcą byli Mazurzy — ludność mówiąca po polsku i wyznania luterańskiego, siedząca na ziemi, którą zakon i książę zasiedlali od XIV wieku przybyszami z Mazowsza. Ich kościół pozostawał polskojęzyczny jeszcze w XIX wieku, kiedy urząd, szkoła i wojsko dawno mówiły wyłącznie po niemiecku, a druk polski wychodził tam mimo to dalej.

Trzeba to ustawić dokładnie, bo w XIX i XX wieku ustawiano to nieuczciwie z obu stron granicy. Polszczyzna była tam językiem modlitwy, kazania i pieśni pogrzebowej, nie deklaracją państwową; kancjonał leżący na skrzyni w mazurskiej chałupie nie znaczył nic więcej i nic mniej, niż że tak się w tym kościele śpiewa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Zasięg polszczyzny na Mazurach znany jest z pruskich spisów, a te pytały o język w sposób zmieniający się z dekady na dekadę.
  • Polskie druki królewieckie służyły też polemice wyznaniowej skierowanej na zewnątrz księstwa, nie tylko własnym parafiom.
  • Wiązanie mazurskiego kancjonału z jakąkolwiek świadomością narodową jest domysłem dopisanym do tych książek później.

Skąd to wiadomoDruki królewieckie z lat 1545, 1551 i 1553; kancjonały mazurskie z XVII–XIX wieku.

Pas puszczy między Prusami a Litwą; 1422 – XX wiek

Granica z 1422 roku

Zapis z tamtych czasów

Traktat nad jeziorem Mełno z 27 września 1422 roku przeciął dawną Sudowię linią, która przetrwała blisko pięć stuleci i dała jednej ziemi dwie nazwy wszystkiego.

Czytaj dalej

Dawna ziemia jaćwieska rozeszła się więc nie tylko na ludziach, ale i na papierze: jej zachodnia połowa opisana jest w aktach pruskich, wschodnia w litewskich i ruskich. Kto chce dziś zestawić nazwy z obu stron, musi sięgnąć po dwa archiwa i pogodzić dwie konwencje zapisu, które tego samego brzmienia nigdy nie oddawały tak samo.

Traktat zawarty nad jeziorem Mełno 27 września 1422 roku kończył wojnę z zakonem i przesądzał przede wszystkim o Żmudzi, czyli o kraju zamieszkanym. Przy okazji wyznaczał linię przez pustą puszczę dawnej Sudowii, o którą spór ciągnął się od pokoleń, i to właśnie ta linia utrzymała się potem z drobnymi poprawkami przez blisko pięć stuleci — należy do najtrwalszych granic, jakie w Europie narysowano.

Znaczenie ma to, co działo się po obu jej stronach później. Od zachodu puszczę zasiedlał najpierw zakon, a od 1525 roku księstwo pruskie, z kościołem luterańskim i polszczyzną w kazaniu dla przybyszów z Mazowsza; od wschodu Wielkie Księstwo, z kościołem katolickim, mową litewską, a na południowym wschodzie także ruską. Jedno uroczysko dostawało wskutek tego dwie nazwy, dwie pisownie i dwie księgi parafialne.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przebieg w terenie wytyczały komisje graniczne dopiero później, a ich protokoły nie zawsze się zgadzają.
  • Trwałość tej granicy bywa przesadzona: pojedyncze odcinki poprawiano, a spory o nie ciągnęły się przez stulecia.
  • Podział wyznaniowy po obu stronach nie był tak czysty, jak wygląda z mapy; parafie i ludzie przekraczali linię w obie strony.

Skąd to wiadomoTraktat melneński z 27 września 1422 roku; akta komisji granicznych z XV i XVI wieku.

Zza Niemna i zza Bugu

Sąsiad zapisał sąsiada

Bałtowie i Słowianie mieszkali obok siebie przez całe średniowiecze, a jednak prawie wszystko, co wiemy o bałtyjskich bogach z czasów, gdy im jeszcze składano ofiary, zapisała ruska albo polska ręka. To sąsiedztwo tłumaczy bardzo wiele podobieństw i nie tłumaczy części z nich wcale. Poniższe karty zestawiają wyłącznie te pary, w których oba człony stoją w datowanym zapisie, i przy każdej mówią, czy podobieństwo jest pokrewieństwem nazw, pożyczką od sąsiada, czy zbieżnością, której nic dotąd nie wyjaśniło.

Bałtowie i Słowianie, ziemie od Bałtyku po górny Dniepr, X–XIX wiek

Trzy szuflady na jedno podobieństwo

Złożone później

Zanim zestawisz Perkuna z Piorunem, rozstrzygnij, czy to pokrewieństwo rdzenia, pożyczka od sąsiada, czy zbieżność, której nic nie tłumaczy.

Czytaj dalej

Pierwsza szuflada mieści zgodności regularne, dające się przeliczyć głoska po głosce w obie strony: litewskiemu ranka odpowiada polska ręka, litewskiemu sūnus polski syn, a odpowiedniość nie jest pojedynczym trafieniem, lecz powtarza się w setkach wyrazów. Takie pary mówią o dziedziczeniu formy i nie mówią nic o tym, co przy tej formie robiono.

Druga szuflada mieści pożyczki, które da się datować, bo przyszły razem z rzeczą. Litewskie krikštas na chrzest i bažnyčia na kościół mają postać wschodniosłowiańską i weszły w czasie, gdy chrzest i kościół dopiero na Litwę przychodziły; nie są śladem wspólnej prawiary, tylko kwitem z sąsiedzkiego przekazania pojęcia.

Trzecia szuflada mieści zbieżności, przy których nie wiadomo, skąd wzięło się podobieństwo: stół zostawiony dla zmarłych, ogień w noc czerwcową, ostatni snop odłożony na polu. Rzeczy te notowano po obu stronach, lecz zapisy dzieli nieraz pięćset lat i zawsze inny rodzaj tekstu, więc uczciwa odpowiedź brzmi, że kierunek nie został wykazany.

Reguła porządkowa jest jedna: zestawiać wolno dopiero wtedy, gdy oba człony stoją w datowanym zapisie, i przy każdej parze trzeba powiedzieć, do której szuflady trafia. Para, w której jeden człon pochodzi z traktatu z X wieku, a drugi z pieśni spisanej w XIX, nie staje się starsza od tego, że oba człony brzmią podobnie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy obrzęd stołu dla zmarłych ma wspólne źródło, czy powtórzył się niezależnie
  • czy część pożyczek wyznaniowych szła także w drugą stronę
  • gdzie przebiega granica między odziedziczonym rdzeniem a późną pożyczką w wyrazach o bogu i losie

Skąd to wiadomoReguła porządkująca; przykłady oparte na traktatach ruskich z 945 i 971 roku, litewskim katechizmie z 1547 roku i zapisach obrzędowych z XVI–XIX wieku

Bałtowie i Słowianie, obszar między Bałtykiem a Dnieprem, czasy przedpiśmienne i XIV–XVI wiek

Wspólna gramatyka nie jest wspólną wiarą

Złożone później

Bałtyjskie i słowiańskie mowy zgadzają się w rzeczach mierzalnych: w rdzeniach, w końcówkach, w budowie przymiotnika. Wiara nie mieszka w gramatyce.

Czytaj dalej

Zgodności są konkretne i policzalne. Wspólny jest zasób podstawowych wyrazów, gdzie litewskiej galvà odpowiada głowa, vanduõ odpowiada wodzie, a sūnùs synowi. Wspólna jest budowa przymiotnika określonego, w którym do formy zwykłej dokleja się zaimek: litewskiemu geràsis odpowiada w najstarszej słowiańszczyźnie piśmiennej dobryjь. Takich zbieżności strukturalnych żaden inny sąsiad tych ziem nie wykazuje.

Czy wynikają z jednego prajęzyka, który się rozszczepił, czy z bardzo długiego sąsiedztwa dwóch bliskich mów, nie zostało rozstrzygnięte i sporu tego nie da się zamknąć samym zestawieniem list wyrazów. Obie odpowiedzi tłumaczą te same dane, a rozstrzygnięcie wymagałoby świadectw z czasów, z których nie ma po tej stronie Europy ani jednej litery.

Stąd bierze się najważniejsze ograniczenie całej tej sekcji: zgodność form wolno czytać jako fakt o mowie, a każde przełożenie jej na wiarę wymaga osobnego dokumentu po obu stronach. Najstarsze teksty bałtyjskie są późne — słowniczek pruski z przełomu XIV i XV wieku, pierwsza książka litewska z 1547 roku — i to one, a nie rekonstrukcja, wyznaczają granicę tego, co wiadomo.

Nawet gdyby prajęzyk był faktem, dziedziczenie obejmuje formę, nie treść. I nie każda para nazw boga jest w ogóle parą: litewskie dievas należy do rodziny łacińskiego deus, a słowiańskie bogъ do zupełnie innego gniazda, tego samego co irańskie słowo znaczące udział i dolę. Nawet nazwa naprawdę wspólna nie mówi, komu i co składano, przy jakim drzewie i w którym miesiącu; obrzęd nie ma w gramatyce miejsca, w którym mógłby się przechować.

Czego nie rozstrzygnięto
  • jeden prajęzyk bałtosłowiański czy długie sąsiedztwo dwóch mów
  • czy litewski zachował stan dawniejszy niż słowiański, czy tylko inne cechy
  • które wyrazy o bogu i losie są odziedziczone, a które pożyczone po chrzcie
  • czy litewskie dievas i słowiańskie bogъ łączy cokolwiek poza tym, że oba znaczą boga

Skąd to wiadomoPorównanie form językowych; najstarsze teksty po obu stronach: przekłady cerkiewnosłowiańskie od X wieku, pruski słowniczek elbląski z przełomu XIV i XV wieku, litewski katechizm z 1547 roku

Bałtowie wschodni, dorzecze Protwy i Oki, XI–XII wiek

Goliadź nad Protwą, w środku ziem ruskich

Zapis z tamtych czasów

Latopisy notują pod 1058 i 1147 rokiem lud Goliadź nad Protwą, kilkaset kilometrów od Niemna — bałtyjski lud w środku ziem ruskich.

Czytaj dalej

Protwa jest dopływem Oki, a ziemia Goliadzi leżała między Wiatyczami a Krywiczami, a więc pośrodku osadnictwa wschodniosłowiańskiego, o kilkaset kilometrów od Niemna i o ponad tysiąc od Sambii. Nazwa łączy się z Galindami, jednym z ludów pruskich, choć tożsamość obu nazw pozostaje rzeczą sporną, nie ustaloną.

Rachunek z tego jest prosty i mocny: jeszcze w połowie XII wieku mówiący po bałtyjsku lud siedział nie na granicy świata ruskiego, lecz w jego wnętrzu, i latopisarz wymieniał go z nazwy jako osobną zbiorowość, przeciw której się wyprawia. Sąsiedztwo bałtyjsko-słowiańskie nie było linią na mapie, tylko przemieszaniem osadniczym na ogromnym obszarze.

Czego z tego wyprowadzić nie wolno: żaden z tych zapisów nie mówi ani słowa o wierze Goliadzi, o jej bogach, świętych miejscach czy pogrzebach. Wiadomo, że byli, że mieli grody i że ich podbito. Wszystko, co się o ich wierzeniach dopisuje, pochodzi z rekonstrukcji, nie z tych dwóch zdań.

Pod rokiem 1058 latopis odnotowuje zwycięstwo nad ludem zwanym Goliadź, a pod rokiem 1147 wyprawę czernihowskiego księcia Światosława Olgowicza, który poszedł na górną Protwę i wziął tamtejszą Goliadź, a jego drużyna wróciła z jeńcami; o grodach zapis nie mówi nic. Ta sama wiosna przyniosła jego spotkanie z Jurijem Dołgorukim, zapisane pod tym samym rokiem, lecz samej wyprawy latopis nie datuje dokładniej.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy nazwa Goliadź to ta sama nazwa co pruscy Galindowie
  • kiedy przestano tam mówić po bałtyjsku
  • czy grody nad Protwą były ich własne, czy wspólne z sąsiadami
  • czy latopisowa wzmianka mówi o osadach Goliadzi, czy wyłącznie o wziętych ludziach

Skąd to wiadomoLatopisy ruskie pod rokiem 1058 oraz pod rokiem 1147 (wyprawa Światosława Olgowicza nad Protwę)

Litwa i Żmudź, Wołyń z Haliczem, rok 1219

Dwudziestu jeden książąt, spisanych ruską ręką

Zapis z tamtych czasów

Najstarszy spis imion litewskich władców stoi w latopisie halicko-wołyńskim pod 1219 rokiem: dwudziestu jeden kunigasów, pięciu starszych, wśród nich Mendog.

Czytaj dalej

Latopis halicko-wołyński pod rokiem 1219 zapisuje zawarcie pokoju między książętami litewskimi a Romanowiczami i wylicza dwudziestu jeden kunigasów, wyróżniając pięciu starszych; wśród wymienionych z imienia stoi Mendog, wtedy jeszcze jeden z wielu. Jest to pierwsza lista władców Litwy, jaką w ogóle mamy.

List ten nie powstał na Litwie ani po litewsku. Spisano go w ruskiej kancelarii, cyrylicą, w mowie wschodniosłowiańskiej, a do nas doszedł w odpisie sporządzonym dwa stulecia później. Litwini występują w nim jako strona układu, z własną hierarchią starszeństwa, nie jako bezimienny nieprzyjaciel ani jako łup wyprawy.

Dokument mówi o ustroju, nie o wierze: pokazuje, że po litewskiej stronie istniała już wtedy uznawana kolejność zwierzchności i że sąsiad ruski traktował ją poważnie na tyle, by wymieniać imiona po kolei. O tym, komu ci ludzie składali ofiary, nie ma tam nic, choć wszyscy byli poganami i takimi ich widziano.

Dla sekcji o sąsiedztwie wniosek jest zasadniczy: znaczna część litewskiej historii politycznej sprzed chrztu jest nam znana dlatego, że Słowianie prowadzili z Litwinami rachunki i te rachunki spisywali. Gdzie sąsiad nie pisał, tam po bałtyjskiej stronie zostaje niemal cisza — o Jaćwingach mamy jedno zdanie pod rokiem 983, przy wyprawie kijowskiego księcia, i nic szerszego aż po przełom XII i XIII wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • jak rozkładało się starszeństwo między pięcioma pierwszymi
  • czy lista wymienia wszystkich ówczesnych kunigasów, czy tylko sygnatariuszy
  • ile z zapisanych postaci imion odpowiada brzmieniu litewskiemu
  • czy milczenie o Jaćwingach przed XII wiekiem to brak zapisu, czy brak zainteresowania sąsiadów

Skąd to wiadomoLatopis halicko-wołyński pod rokiem 1219, zachowany w odpisie ipatiewskim z XV wieku

Litwa, Ruś halicko-wołyńska i nowogrodzka, XIII wiek

Bogów litewskich zapisała cyrylica

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze imiona bogów litewskich nie stoją w żadnym tekście litewskim. Stoją w ruskich zapisach z XIII wieku, pisanych cyrylicą i wrogo.

Czytaj dalej

To kładzie się cieniem na treści dwa razy. Pisarz notował z zewnątrz, nie znając ani obrzędu, ani zapewne języka, i notował po to, by pokazać cudzy błąd, a nie by opisać cudzy porządek; imiona mogły przyjść do niego przez tłumacza i przez kilka rąk. Osobno trzeba powiedzieć rzecz oczywistą, a stale mieszaną: alfabet zapisu nie czyni tych bogów słowiańskimi.

Dla porównań między dwiema wiarami wynika stąd ostrzeżenie praktyczne. Kiedy imię bałtyjskie i imię słowiańskie zestawia się w jednej linijce, trzeba pamiętać, że bałtyjskie zwykle przeszło przez zapis słowiański i mogło się w nim upodobnić. Zbieżność brzmienia bywa więc częściowo dziełem pisarza, nie dwóch wiar.

Latopis halicko-wołyński przy opisie spraw Mendoga wylicza imiona bóstw, którym książę miał składać ofiary; znamy go z odpisu z XV wieku. Drugi zbiór to chronograf złożony w 1261 roku, ruski wyciąg z kroniki greckiej, do którego dopisano opowieść o Sowiju i wymieniono przy niej Andaja, Perkuna oraz kowala imieniem Teliawel — a ten tekst dotrwał wyłącznie w rękopisie przepisanym trzysta lat później.

Nośnikiem jest w obu przypadkach słowiańska ręka i słowiański alfabet. Litwini nie mieli wtedy własnego pisma, a pierwsza litewska książka ukaże się dopiero w 1547 roku, blisko trzysta lat później. Najstarsze imiona ich bogów przeszły więc przez pióro sąsiada, który tę wiarę zwalczał; drugą drogą, nieco późniejszą, było łacińskie piśmiennictwo zakonne — równie zewnętrzne i równie wrogie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy autor wstawki z 1261 roku znał litewski, czy notował ze słuchu przez pośrednika
  • które z zapisanych imion to imiona bóstw, a które przydomki lub nazwy obrzędów
  • czy lista przy Mendogu jest pełna, czy wybrana pod tezę pisarza
  • co w XVI-wiecznym odpisie opowieści o Sowiju pochodzi z wersji z 1261 roku, a co od przepisującego

Skąd to wiadomoLatopis halicko-wołyński, XIII wiek; chronograf złożony w 1261 roku z bałtyjską wstawką o Sowiju

Ruś kijowska i Litwa, X–XIV wiek

Posąg w Kijowie i cisza nad Niemnem

Zapis po chrzcie

Peruna w Kijowie opisano jako rzeźbę i opisano jego obalenie, z datami 980 i 988. Posągu Perkuna nie opisał na Litwie nikt, dopóki kult trwał.

Czytaj dalej

Po stronie litewskiej przez cały wiek XIII i XIV, a więc w okresie, gdy kult trwał jawnie i był przedmiotem wypraw krzyżowych, nie powstał ani jeden opis posągu Perkuna sporządzony przez świadka. Są wzmianki o imieniu, o ofiarach, o ogniu i o gajach, lecz rzeźby nikt nie odrysował ani nie opisał z autopsji.

Bałwany litewskie pojawiają się w tekstach dopiero w kronikach XVI-wiecznych, a więc sto pięćdziesiąt lat po chrzcie z 1387 roku, i pojawiają się razem z całym dorobionym wtedy panteonem. To dopisek z konkretnej epoki, nie relacja, i tak go należy datować przy każdym użyciu.

Po stronie słowiańskiej mamy opis przedmiotu. Pod rokiem 980 latopis notuje postawienie bałwanów na wzgórzu w Kijowie i wyszczególnia Peruna z drewna, o głowie ze srebra i wąsie ze złota. Pod rokiem 988 opisano obalenie tej samej rzeźby: przywiązano ją do końskiego ogona, wleczono ku Dnieprowi, bito kijami i puszczono z prądem poza porohy. Obie sceny spisano jednak w latopisie zestawionym około 1113 roku, znanym z odpisów z 1377 roku i z XV wieku.

Różnica między obiema stronami dotyczy materiału dowodowego, nie stopnia rozwoju wiary. Po jednej stronie powstał opis rzeźby — spisany po stu trzydziestu latach, przez chrześcijańskiego mnicha i z drugiej ręki, ale jednak opis przedmiotu; po drugiej nie powstał żaden aż do chwili, gdy opisywać już nie było czego. Brak opisu nie jest dowodem braku rzeczy, ale też nie wolno go wypełniać cudzym opisem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Litwini stawiali posągi bogów, czy czcili wyłącznie miejsca, ogień i drzewa
  • ile w opisie kijowskim jest rzeczywistego oglądu, a ile konwencji pisarskiej
  • czy późne litewskie opisy bałwanów mają jakiekolwiek oparcie w przekazie ustnym
  • czy opis kijowskiej rzeźby ma za sobą pamięć miejsca, czy wzór z piśmiennictwa kościelnego

Skąd to wiadomoPowieść minionych lat pod rokiem 980 i pod rokiem 988; brak odpowiednika w zapisach litewskich aż po chrzest z 1387 roku

Ruś i Litwa, X–XVI wiek

Bóg bydła i dusze zmarłych

Zapis z tamtych czasów

Wołos z traktatu z 971 roku jest bogiem bydła. Litewska vėlė to dusza zmarłego. Rdzeń wygląda na wspólny, znaczenia rozchodzą się do końca.

Czytaj dalej

Zestawienie należy więc do pierwszej szuflady po stronie nazwy i do żadnej po stronie funkcji: pokrewieństwo rdzenia jest prawdopodobne, zgodność wyobrażenia nie została wykazana. Z faktu, że dwa ludy nazwały coś podobnie brzmiącym słowem, nie wynika, że wyobrażały sobie to samo, a tutaj rozbieżność jest maksymalna — dobytek przeciw zmarłym.

Osobno warto zauważyć różnicę rodzaju zapisu. Wołos stoi w dokumencie dyplomatycznym z X wieku, vėlė w słownictwie żywym do dziś i w katechizmie z XVI wieku. Para, którą się często pokazuje jako dowód wspólnej wiary, opiera się na dwóch świadectwach oddalonych o sześćset lat i pochodzących z dwóch zupełnie różnych rodzajów tekstu.

W traktacie zawartym przez Świętosława z Grekami w 971 roku klątwa przywołuje Peruna oraz Wołosa, określonego jako bóg bydła; bydło znaczy tu również bogactwo, bo w tej mowie było to jedno pojęcie. Sam układ spisano, gdy przysięga obowiązywała, i jest to jedno z nielicznych świadectw wiary słowiańskiej sprzed chrztu — do nas doszło jednak wpisane do latopisu z około 1113 roku i przepisywane jeszcze przez dwa stulecia.

Po stronie bałtyjskiej ten sam rdzeń niesie zupełnie inną treść. Litewskie vėlė oznacza duszę zmarłego, od niego urobiono późniejszą nazwę czasu pamięci o zmarłych, a velnias w litewskim piśmiennictwie religijnym XVI wieku oddaje już diabła z nauki chrześcijańskiej. Kierunek znaczenia biegnie ku światu umarłych i ku temu, co po chrzcie przemianowano na złego ducha.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Wołos i litewskie vėlė mają w istocie jeden rdzeń
  • czy określenie boga bydła to jego funkcja, czy skrót pisarza traktatu
  • kiedy velnias przejął znaczenie chrześcijańskiego diabła
  • ile w tekście przysięgi z 971 roku zmieniło wpisanie jej do latopisu sto lat później

Skąd to wiadomoTraktat Świętosława z 971 roku w Powieści minionych lat; litewski katechizm z 1547 roku i późniejsze zapisy słownictwa

Ruś oraz Litwa i Łotwa, XII–XIX wiek

Rożanice z kazania, Laima z pieśni

Zapis po chrzcie

Ruskie istoty rozdające los znamy wyłącznie z kościelnych zakazów, bałtyjską Laimę wyłącznie ze świeckich pieśni. Dzieli je pięćset lat i dwa przeciwne gatunki tekstu.

Czytaj dalej

Uczciwy rachunek brzmi tak: wspólnota wyobrażenia nie została wykazana, bo nie ma jednego dokumentu, w którym stałyby obok siebie, ani żadnego zapisu bałtyjskiego z czasu, gdy ruskie rożanice jeszcze potępiano. Para nadaje się do postawienia obok siebie jako zbieżność, nie jako dziedzictwo, i tak trzeba ją podpisywać.

Ruskie pouczenia cerkiewne, układane od XII wieku, a zachowane w odpisach od końca XIII po wiek XVI, wyliczają wśród praktyk zakazanych stawianie posiłku rodowi i rożanicom, czyli istotom, które miały wyznaczać los przy narodzinach dziecka. Cała nasza wiedza o nich pochodzi z tekstu, którego celem było ich wytępienie, więc mamy nazwę, gest i potępienie, a nie opis wyobrażenia.

Bałtyjska Laima jest poświadczona w tekstach przeciwnego rodzaju. Jej imię notują pisma o wierze Łotyszów już w XVII wieku, obraz szczegółowy dają jednak dopiero świeckie pieśni zapisywane z ust ludzi w XIX wieku: Laima staje w nich przy progu łaźni w chwili porodu i wyznacza dolę nowo narodzonego, czasem rozmawiając z matką. W średniowieczu nie zapisał jej nikt, więc i nikt jej wtedy nie potępiał.

Podobieństwo jest realne i łatwo je dostrzec: postać kobieca, moment narodzin, wyrok wydany raz na całe życie. Zestawienie jednak opiera się na świadectwach, które dzieli kilkaset lat i które pochodzą z dwóch przeciwstawnych gatunków — z kościelnego zakazu i z pieśni weselno-rodzinnej spisanej z ust ludzi.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy ruskie rożanice i bałtyjska Laima mają wspólne źródło, czy powstały niezależnie
  • ile w pieśniowym obrazie Laimy pochodzi z XIX-wiecznego zapisu, a ile z dawniejszej praktyki
  • czy wspólny jest tylko motyw wyroku przy narodzinach, czy też sam sposób obrzędowego przyjmowania go
  • od kiedy imię Laimy stoi w zapisie, a od kiedy tylko w pieśni

Skąd to wiadomoRuskie pouczenia przeciw rodowi i rożanicom w odpisach z XII–XIV wieku; łotewskie i litewskie zapisy pieśni sporządzone w XIX wieku

Słowianie połabscy na Rugii i Prusowie w Sambii, XI–XII wiek

Arkona ma budynek, Prusowie gaj

Zapis z tamtych czasów

Około 1075 roku u Prusów opisano gaje bez wstępu dla obcych. W 1168 roku na Rugii opisano świątynię z posągiem o czterech twarzach. Dwa różne opisy, ten sam wiek.

Czytaj dalej

Z tego płynie ostrzeżenie dla każdego zestawienia bałtyjsko-słowiańskiego. Jeśli ktoś dobudowuje Prusom świątynię z posągiem na wzór Arkony, robi to nie na podstawie zapisu o Prusach, lecz na podstawie zapisu o Ranach. Materiał jest inny po każdej stronie i nie wolno przenosić go przez granicę, żeby wypełnić lukę.

Opis ziem północnych powstały około 1075 roku notuje u Sembów gaje i źródła, do których nie wolno było wejść chrześcijanom, i nie wspomina ani o budynku, ani o rzeźbie; podkreśla natomiast, że sami ludzie byli wobec rozbitków życzliwi. Nie jest to zapis najstarszy — o świętym miejscu u Prusów mówią już żywoty biskupa zabitego tam w 997 roku — ale jest pierwszym, w którym mamy wyłącznie krajobraz.

W roku 1168 duński król zdobył Arkonę na Rugii, a dzieje Danów, pisane pokolenie później i ukończone na początku XIII wieku, opisują tam rzecz zupełnie innego rodzaju: ogrodzony budynek, w nim drewniany posąg o czterech twarzach, róg napełniany winem, przy świątyni zaś konia używanego do wróżby i wielki majątek w skarbcu. Całość tego dzieła znamy dopiero z druku z 1514 roku, bo rękopis zachował się w strzępach.

Oba opisy wyszły z tego samego kręgu łacińskiego pisma, ale dzieli je blisko sto lat i dwie różne sytuacje: pierwszy powstał w kościelnym opisie północy, gdy Prusów nikt jeszcze nie podbijał, drugi po zdobyciu grodu. Nie wolno z nich czytać różnicy stopnia rozwoju obu ludów; wolno tylko tyle, ile w obu miejscach zapisano — u jednych zbudowaną świątynię, u drugich las, którego nie wolno było tknąć.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Prusowie mieli w ogóle budowle kultowe, czy wyłącznie miejsca pod gołym niebem
  • na ile opis Arkony jest relacją uczestnika, a na ile literacką konstrukcją
  • czy obraz gajów u Sembów obejmuje całość pruskich ziem, czy jedną krainę
  • ile w dzisiejszym tekście dziejów Danów pochodzi z rękopisu, a ile z redakcji wydawcy z 1514 roku

Skąd to wiadomoOpis ziem północnych z około 1075 roku; dzieje Danów spisane po zdobyciu Arkony w 1168 roku

Jaćwingowie, Mazowsze i Małopolska, przełom XII i XIII wieku

Poleksianie w polskiej kronice, rok 1192

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze polskie zdanie o Jaćwingach opisuje wyprawę Kazimierza Sprawiedliwego z 1192 roku i od razu wpisuje ich w rodowód wyczytany z książek.

Czytaj dalej

Kronikarz nie poprzestał na opisie i od razu podał pochodzenie: wywiódł Poleksian od Getów, dawnego ludu znanego mu z lektur, a nie z sąsiedztwa. Ten chwyt powtórzy się w piśmiennictwie polskim i litewskim przez następne czterysta lat: sąsiada opisuje się przez wzór wyczytany, bo wzór z lektury zawsze jest pod ręką, a świadectwo trzeba zdobyć.

O wierze Jaćwingów kronika nie mówi nic, poza tym, że byli poganami i że wyprawa miała charakter odwetu. Kto szuka tam bogów, znajdzie wyłącznie późniejsze dopiski. Pierwszy polski tekst o tym ludzie jest relacją wojenną z dopisanym rodowodem literackim i tylko tak wolno go czytać.

Kronika polska spisana na przełomie XII i XIII wieku opisuje wyprawę Kazimierza Sprawiedliwego przeciw ludowi nazwanemu w niej Poleksianami: książę rozprawił się najpierw z ruskim sprzymierzeńcem najeźdźców, wszedł w głąb ich ziemi i wymusił daninę. Roku kronika nie podaje — data 1192 pochodzi z późniejszych ustaleń — ani nie wywodzi nazwy od rzeki; to objaśnienie dopisano w czasach nowszych. Jest to pierwszy polski zapis o tym ludzie.

Wartość zapisu polega na czym innym niż na tym rodowodzie. Mamy nazwę ludu, mamy kierunek wyprawy, mamy narzuconą daninę i mamy informację, że po drugiej stronie stał ruski sprzymierzeniec najeźdźców — a więc że pogranicze mazowiecko-jaćwieskie było już wtedy miejscem, w którym krzyżowały się interesy polskie, ruskie i bałtyjskie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • dokładny rok wyprawy i jej zasięg
  • czy Poleksianie to całość Jaćwieży, czy jedna z jej ziem
  • czy narzucona danina utrzymała się dłużej niż samą kampanię
  • skąd wzięło się wiązanie nazwy Poleksian z rzeką i od kiedy
  • czy kronika wskazuje miejsce starcia z ruskim sprzymierzeńcem

Skąd to wiadomoKronika polska Wincentego zwanego Kadłubkiem, spisana na przełomie XII i XIII wieku, o wyprawie z roku 1192

Mazowsze, Ruś halicka, ziemie pruskie i jaćwieskie, lata 1228–1238

Dobrzyń, Drohiczyn i spór o cudzą ziemię

Zapis z tamtych czasów

4 lipca 1228 Konrad mazowiecki dał zbrojnemu bractwu Dobrzyń, 8 marca 1237 Drohiczyn nad Bugiem. W marcu 1238 Daniel Romanowicz odebrał im gród.

Czytaj dalej

Dokument z 4 lipca 1228 roku przekazuje braciom zakonnym gród Dobrzyń wraz z uposażeniem ziemskim, z zadaniem osłony pogranicza od strony pruskiej. Dziewięć lat później, 8 marca 1237 roku, ten sam książę mazowiecki oddał im Drohiczyn nad Bugiem z okolicą — placówkę wysuniętą w stronę Jaćwieży i w stronę wpływów ruskich.

Rzecz warto czytać jako świadectwo tego, czym w praktyce było sąsiedztwo. Nie było wymianą wyobrażeń o bogach ani kontaktem obrzędowym, tylko sporem o to, kto obsadzi pogranicze i kto zbierze daninę. Ślady wspólnoty kulturowej, jeśli są, powstawały przy okazji tego sporu, a nie zamiast niego.

Dla Jaćwingów ma to skutek źródłowy. Ponieważ decyzje o ich ziemi zapadały w kancelariach mazowieckich i ruskich, ich dzieje mamy z tych kancelarii, a nie z ich własnych. Kiedy kancelarie milkną, milknie także historia ludu, którego pisma nie było i którego mowę utrwalono najwyżej w kilkudziesięciu wyrazach.

Nadanie drohiczyńskie przetrwało około roku. Wiosną 1238 roku Daniel Romanowicz rozbił bractwo pod Drohiczynem i zajął gród; latopis podaje to bez miesiąca, a sam rok wynika z przeliczenia jego przesuniętej rachuby. W ciągu dekady słowiański książę mazowiecki sprowadził zakonników na pogranicze, a słowiański książę halicki ich stamtąd usunął — pierwsze nadanie obejmowało jednak ziemię mazowiecką, dopiero drugie gród na styku trzech stron.

Czego nie rozstrzygnięto
  • jaki był rzeczywisty zasięg nadania drohiczyńskiego
  • czy gród był wtedy jaćwieski, ruski, czy mazowiecki
  • czy nadanie z 1237 roku miało ostrze przeciw Jaćwingom, czy przeciw Rusi
  • czy nadanie Dobrzynia z 1228 roku znamy w postaci pierwotnej, czy w późniejszej przeróbce

Skąd to wiadomoDokument z 4 lipca 1228 roku o nadaniu Dobrzynia; dokument z 8 marca 1237 roku o nadaniu Drohiczyna; latopis halicko-wołyński o wydarzeniach marca 1238 roku

Litwa, XIII–XIV wiek

Chrzest przyszedł najpierw ze wschodu

Zapis z tamtych czasów

Syn Mendoga został prawosławnym mnichem około 1254 roku, a w 1347 stracono w Wilnie trzech prawosławnych dworzan Olgierda — czterdzieści lat przed chrztem łacińskim.

Czytaj dalej

W 1347 roku trzej dworzanie wielkiego księcia Olgierda, znani jako Antoni, Jan i Eustachy, zostali w Wilnie straceni za trwanie przy prawosławiu i odmowę uczestnictwa w obyczajach dworu. Opis ich śmierci spisano w Konstantynopolu przy okazji uznania ich za świętych, a synod patriarszy potwierdził tę cześć w roku 1374.

Wynika stąd rzecz ważna dla całej sekcji: litewskie pogaństwo ostatniego stulecia nie stykało się z abstrakcyjnym chrześcijaństwem, lecz z bardzo konkretnym sąsiadem — z Rusią, jej alfabetem, jej obrzędem i jej słownictwem wyznaniowym. Część litewskich wyrazów o wierze przyszła właśnie tą drogą, wschodnią, a nie zachodnią.

Wojsiełk, syn Mendoga, przyjął około 1254 roku chrzest w obrządku wschodnim, porzucił władzę dla klasztoru i wyruszył na Atos, lecz do Świętej Góry nie dotarł: latopis mówi o zamieszaniu w tamtych ziemiach i o powrocie. Wkrótce potem ufundował monaster nad Niemnem, między Litwą a Nowogródkiem. Zginął w 1267 roku zamordowany przez ruskiego księcia — jego losy znamy z latopisu, bo poruszał się w świecie, który pisał.

Rachunek dat jest wymowny. Chrzest łaciński Litwy przypada na luty 1387 roku, a Żmudzi na rok 1413 — tymczasem chrześcijaństwo wschodnie i słowiańskie jest w państwie litewskim obecne od stu trzydziestu lat wcześniej: najpierw nad Niemnem, wokół Nowogródka, a w XIV wieku także na dworze wileńskim, z fundacjami, z żoną władcy wyznającą prawosławie i z egzekucją, która oznacza otwarty konflikt.

Czego nie rozstrzygnięto
  • imię zakonne przyjęte przez Wojsiełka
  • czy bezpośrednim powodem stracenia trzech dworzan była odmowa postu, czy rozgrywka na dworze
  • jak szeroki był zasięg prawosławia wśród litewskiej elity przed 1387 rokiem
  • w którym roku powstał monaster nad Niemnem

Skąd to wiadomoLatopis halicko-wołyński o Wojsiełku, XIII wiek; konstantynopolitański opis męczeństwa trzech wilnian z roku 1347 i potwierdzenie synodalne z roku 1374

Ruś pskowska, Litwa i Łotwa, XVI–XIX wiek

Czerwcowy ogień i dwie późne metryki

Zapis po chrzcie

Najlepszy staroruski opis nocy świętojańskiej pochodzi z zakazu z 1505 roku, a Kupała jako imię bóstwa pojawia się dopiero w XVII wieku. Bałtyjski człon pary jest jeszcze późniejszy.

Czytaj dalej

Najdokładniejszy staroruski opis obchodów nocy poprzedzającej święto Jana zawiera pismo ihumena podpskowskiego klasztoru, imieniem Pamfil, skierowane w 1505 roku do namiestnika i władz Pskowa z żądaniem, by igrzyska przerwać. Jest to tekst zakazu, spisany pół tysiąca lat po chrzcie Rusi, i to on jest naszym głównym świadectwem obrzędu.

Po stronie bałtyjskiej odpowiedniki są jeszcze młodsze w zapisie. Litewskie kupolė oznacza wiechę ziela, a zbieranie ziół i pieśni nocy czerwcowej znamy z zapisów sporządzonych w XIX wieku; łotewskie obchody nocy Jāņi utrwalono wtedy samą metodą, czyli przez spisywanie pieśni z ust ludzi w setkach wsi.

Zestawienie wygląda więc na prastare, a oba jego końce są późne i oba pochodzą z czasów po chrzcie obu stron. Podobieństwo obrzędu jest faktem obserwowanym w XVI–XIX wieku i tylko o tym czasie wolno na jego podstawie mówić; wspólne pochodzenie sprzed chrztu nie zostało wykazane żadnym dokumentem.

Kupała jako imię bóstwa, a nie nazwa dnia, pojawia się dopiero w późnych listach bałwanów układanych przy biurku: w kronikarstwie XVI wieku, a najpełniej w latopisie zestawionym w klasztorze gustyńskim na początku XVII wieku, gdzie stoi na liście jako piąty i zostaje przyrównany do antycznej bogini urodzaju. Listy te złożono z rozmaitych zapisków i stamtąd weszły do druków, którymi rozeszły się szeroko.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy słowo kupała jest rodzime, czy wiąże się z łacińską nazwą obrzędu chrztu
  • czy imię bóstwa nie zostało dorobione z nazwy święta przy układaniu listy w XVII wieku
  • czy litewskie kupolė i słowiańska kupała to pokrewieństwo, pożyczka, czy zbieg brzmień
  • czy imię Kupały stoi w jakimkolwiek zapisie starszym niż kronikarskie listy XVI wieku

Skąd to wiadomoPismo ihumena Pamfiła do władz Pskowa z roku 1505; latopis gustyński z początku XVII wieku; zapisy pieśni i zwyczajów czerwcowych z XIX wieku

Inflanty, Kurlandia i Łatgalia, przełom XII i XIII wieku

Wendowie znad Gauji i nazwa, która myli

Zapis z tamtych czasów

Kronika inflancka z lat 1224–1227 zna lud Vendi, a Niemcy nazywali ich gród Wenden — tak jak nazywali Słowian. Zbieżności nazwy nic dotąd nie wyjaśniło.

Czytaj dalej

Kronika spisana w Inflantach w latach 1224–1227 przez uczestnika tamtejszych wypraw wymienia niewielki lud zwany Vendi. Według niej siedzieli pierwotnie nad rzeką Wentą, zostali stamtąd wyparci przez Kurów, osiedli w pobliżu Rygi, a następnie przy grodzie nad Gaują, który niemieccy przybysze nazwali Wenden.

W ówczesnej niemczyźnie nazwa Wenden oznaczała Słowian i tak używano jej nad Łabą i na Pomorzu. Stąd bierze się pokusa, by Vendi inflanckich uznać za odprysk słowiański zabłąkany daleko na północ, między ludy bałtyjskie i fińskie. Pokusa jest czysto nazewnicza, bo mowy tych ludzi nikt nie zapisał.

Żadne inne źródło pisane tego ludu nie zna. Nie ma ich listy słów, nie ma ich imion w dokumencie, nie ma drugiej relacji, którą można by przyłożyć do pierwszej. Wszystkie rozstrzygnięcia co do ich przynależności — słowiańskiej, bałtyjskiej albo fińskiej — opierają się na jednej kronice i na nazwie grodu.

Karta ta jest przykładem podstawowej pułapki całej sekcji. Zbieżność nazwy sama podsuwa wniosek o pokrewieństwie, a dokument tego wniosku nie niesie. Trzeba przy niej dodać jeszcze jedno rozróżnienie: Liwowie i Estowie, wymieniani w tej samej kronice obok Kurów i Łatgalów, nie są Bałtami i ich mowa należy do zupełnie innej rodziny.

Czego nie rozstrzygnięto
  • czy Vendi byli Słowianami, Bałtami, czy ludem fińskim
  • czy nazwa grodu nad Gaują pochodzi od nich, czy odwrotnie
  • czy przekaz o wygnaniu znad Wenty jest relacją, czy wyjaśnieniem dorobionym do nazwy

Skąd to wiadomoKronika inflancka spisana w latach 1224–1227; nazwa grodu Wenden nad Gaują, notowana od początku XIII wieku

Polska i Litwa, XV–XVI wiek

Rzymskie szuflady na dwie wiary

Złożone później

To samo pióro, które dawnym Polakom przypisało Jowisza, Marsa i Cererę, opisało litewską wiarę przy chrzcie z 1387 roku. Oba panteony są dopiskiem z XV wieku.

Czytaj dalej

W Rocznikach spisywanych w latach 1455–1480 dawnym Polakom przypisano zestaw bogów ułożony przez podstawienie imion rzymskich: Jowisz, Mars, Wenus, Pluton, Diana, Ceres, każdy z dopisanym odpowiednikiem krajowym. Metoda jest widoczna gołym okiem, bo szuflady są rzymskie, a tylko etykiety miejscowe, i to one miały wypełnić pustkę po nieistniejącym opisie.

Ten sam autor przy opisie chrztu Litwy pod rokiem 1387 przedstawił wiarę litewską jako cześć oddawaną ogniowi, gajom i wężom, a samych Litwinów wywiódł od Rzymian, dorabiając im starożytną genealogię. W XVI wieku kroniki rozbudowały ten wzór do rozwiniętych list bóstw, które do dziś krążą jako rzekomy panteon.

Chwyt jest zatem jeden i ten sam po obu stronach pogranicza: brakujące miejsce wypełnia się gotowym wzorem z lektury, bo wzór jest zawsze dostępny, a świadectwa nie ma. Dlatego polski i litewski panteon w tej postaci należą do tej samej epoki — do XV i XVI wieku — i są jej wytworem, nie zapisem dawnej wiary.

Konsekwencja dla czytelnika, który przechodzi między działem słowiańskim a bałtyjskim, jest bezpośrednia. Znaczna część podobieństw, które rzucają się w oczy przy zestawieniu obu panteonów, bierze się stąd, że obie listy układał ten sam rodzaj umysłu i ta sama szkoła, w tych samych dziesięcioleciach, z tego samego rzymskiego wzorca.

Czego nie rozstrzygnięto
  • ile z krajowych imion na listach ma oparcie w jakimkolwiek zapisie wcześniejszym
  • czy część nazw to nie imiona bogów, lecz nazwy obrzędów lub okrzyki pieśni
  • które elementy opisu litewskiego z 1387 roku pochodzą z relacji uczestników chrztu

Skąd to wiadomoRoczniki spisywane w latach 1455–1480, opis chrztu Litwy pod rokiem 1387; kroniki XVI-wieczne rozwijające ten wzór

Co dopisano po fakcie

Bogowie z drukarni i kapłanki z poematu

Większość tego, co uchodzi za mitologię bałtyjską, spisano po tym, jak Bałtowie przestali być poganami. Pruski panteon ułożył dominikanin z Tolkmicka przed 1529 rokiem, litewskie listy bóstw puchły z każdym przepisaniem, a wiek XIX dorobił kapłanki i wieczny ogień. Każdą z tych warstw da się przypisać do nazwiska i do roku.

Prusy i Gdańsk, 1517–1529

Kronika, która wymyśliła sobie źródła

Zapis po chrzcie

Grunau powoływał się na trzystuletni rękopis biskupa Christiana. Rękopisu nikt nigdy nie widział, a pełnego druku kronika doczekała się w 1876 roku.

Czytaj dalej

Szymon Grunau, dominikanin z Tolkmicka, żył mniej więcej w latach 1470–1530 i kazał w Gdańsku.

Swoją kronikę pruską pisał między 1517 a 1529 rokiem, doprowadzając opowieść do roku 1525, w którym państwo zakonne zamieniło się w świeckie księstwo.

Te odpisy czytali kolejni dziejopisowie, między innymi Łukasz Dawid pod koniec XVI wieku i Kasper Hennenberger, przez co jedno źródło rozmnożyło się na pozór w kilka niezależnych świadectw.

Grunau zapisał też około stu wyrazów pruskich i dla języka, który wygasł w XVIII wieku, jest to materiał bezcenny, choć wtrącał w niego słowa polskie i litewskie jako pruskie.

Podany przez niego pruski Ojcze nasz okazał się mieszaniną łotewskiego z kurońskim, a więc nie był tym, za co go podawał.

Jako katolik pisał przeciwko zakonowi krzyżackiemu i chętnie przeciwstawiał niemieckich rycerzy miejscowym Prusom, co ustawiało cały wywód z góry.

Na dowód dawności swoich wiadomości podawał rękopis, który miał sam odnaleźć: Księgę synów Beliala, przypisywaną biskupowi Christianowi zmarłemu w 1245 roku, a więc starszą o blisko trzy stulecia; żaden egzemplarz nigdy nie wypłynął.

Dzieło nie poszło do druku za życia autora i przez trzy i pół wieku krążyło w odpisach, a wydanie drukiem rozłożyło się na trzy tomy ogłaszane od 1876 do 1896 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok ukończenia kroniki i data śmierci autora nie są pewne: podaje się przedział 1517–1529 i zgon około 1530 roku.
  • Nie rozstrzygnięto, czy Grunau zmyślił biskupa Christiana jako autora rękopisu, czy powtórzył cudzą mistyfikację.
  • Nie wiadomo, ile ze stu wyrazów jego słownika to zapis usłyszany, a ile wyrazy podstawione z języków sąsiednich.
  • Czas powstania kroniki podaje się rozbieżnie: obok przedziału 1517–1529 spotyka się datowanie 1510–1526.

Skąd to wiadomoOdpisy rękopiśmienne kroniki z XVI–XVIII wieku; pierwsze pełne wydanie drukiem 1876; kroniki pruskie z końca XVI wieku zależne od niej; słownik około stu wyrazów pruskich; drukowane katechizmy pruskie z 1545 i 1561 roku jako materiał porównawczy.

Prusy, rzekomo VI wiek; zapisane 1518–1529

Widewuto, Bruteno i chorągiew mierzona w łokciach

Złożone później

Sztandar miał pięć łokci na trzy i trzy bóstwa na płótnie. Opis powstał tysiąc lat po rzekomym wydarzeniu, a rysunek jeszcze dwa pokolenia później.

Czytaj dalej

Stella wyprowadził Prusów od Borusków wymienionych przez Ptolemeusza i ułożył im dzieje, których nie potwierdza żaden wcześniejszy zapis.

Grunau rozwinął ten pomysł w opowieść o dwóch braciach: królu Widewucie i arcykapłanie Brutenie, którzy mieli przyprowadzić lud z Jutlandii i rządzić nim w VI wieku.

Imię Brutena posłużyło przy okazji za wyjaśnienie nazwy kraju, co jest chwytem etymologicznym, a nie wiadomością historyczną.

Chorągiew Widewuta opisano z osobliwą dokładnością: białe płótno pięć łokci na trzy, na nim Peckols, Perkuno i Patrimpo, a obok znaki, których do dziś nikt nie odczytał.

Para złożona z brata króla i brata kapłana przypomina Mojżesza z Aaronem na tyle, że trudno w niej widzieć niezależną pamięć pruską.

Historię powtórzył pod koniec XVI wieku Łukasz Dawid i stamtąd weszła do obiegu już jako rzecz powszechnie znana.

Erazm Stella, właściwie Erazm Stüler z Lipska, ogłosił rozprawę o starożytnościach Prus w Bazylei w 1518 roku; rok jej napisania podaje się tylko w przybliżeniu.

Wizerunku chorągwi z epoki nie ma żadnego, a wszystkie znane rysunki są nowożytne i powstały wyłącznie z opisu, bez oglądania przedmiotu.

U Grunaua bracia są władcami Cimbrów wypartych przez Gotów z Jutlandii, którzy przybili do krainy zwanej Ulmiganią i mieli ją ucywilizować.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rzekome panowanie braci umieszczano w VI wieku, ale kroniki nie zgadzają się co do lat ani co do długości ich rządów.
  • Nie rozstrzygnięto, czy za opowieścią stoi jakiekolwiek miejscowe podanie, czy powstała w całości przy biurku.
  • Znaków z chorągwi nie udało się przypisać żadnemu znanemu pismu ani systemowi godeł.
  • Podanie bywa i odrzucane jako robota kronikarzy przy biurku, i bronione jako pamięć miejscowa; rozstrzygnięcia nie ma.
  • Autorstwa nowożytnego rysunku chorągwi nie ustalono; przypisuje się go kartografowi z drugiej połowy XVI wieku, ale przypisanie to nie ma oparcia w samym rysunku.

Skąd to wiadomoDruk bazylejski z 1518 roku; kronika pruska z lat 1517–1529 znana z odpisów; kronika z końca XVI wieku od niej zależna; rysunek chorągwi z drugiej połowy XVI wieku; brak jakiegokolwiek przekazu o obu braciach w źródłach z VI–XIII wieku.

Nadrowia i Prusy, zapisy 1326–1684

Romowe rosło z każdym stuleciem

Zapis po chrzcie

Krzyżacki kronikarz z 1326 roku dał miejsce i kapłana. Dąb, trzy posągi i strażniczki ognia dopisano dwieście lat później, a rycinę wykonano w 1684.

Czytaj dalej

Piotr z Dusburga w kronice ukończonej w 1326 roku umieścił w Nadrowii miejsce Romow, a w nim kapłana zwanego Criwe, szanowanego jak papież nie tylko przez Prusów.

Według tego samego zapisu posłańcy Criwego nosili laskę jako znak jego woli, a kapłanowi przypadała trzecia część łupu wojennego, którą palił.

Dusburg pisał w zakonie, który właśnie dokończył podbój Prus, i miał interes w przedstawieniu przeciwnika jako zorganizowanego kościoła z własną głową.

Grunau dopisał do tego szkicu wiecznie zielony dąb, trzy posągi — Patollo, Patrimpo i Perkuno — oraz dziewice strzegące ognia.

U Grunaua kapłan dostał też podwójny tytuł Criwe Cirwaito i pełną listę następców poczynając od Brutena, czyli rodowód, o jakim kronika z 1326 roku nic nie wie.

Archeologia nie wskazała dotąd stanowiska, które dałoby się z Romowe utożsamić.

Położenie Romowe wskazał dopiero kartograf Kasper Hennenberger, żyjący w latach 1529–1600, który szczegółową mapę Prus ogłosił w 1576 roku, a opis kraju w 1584; żaden dawny zapis tego położenia nie podaje.

Rycina, która dziś ilustruje Romowe w setkach książek, pochodzi z dzieła Krzysztofa Hartknocha wydanego w 1684 roku, a więc powstała trzysta pięćdziesiąt osiem lat po Dusburgu.

Hartknoch uczył wcześniej w Kownie i w Wilnie, a od 1677 roku przez dziesięć lat kierował gimnazjum w Toruniu.

Krzywą laskę zwaną krywulą, którą starsi wsi zwoływali sąsiadów, notowano jeszcze w XIX wieku i od niej wywodzi się czasem samo słowo Criwe.

Dusburg dodaje, że Criwe miał widzieć zmarłych i opisywać ich krewnym, co jest szczegółem obrzędowym, a nie urzędowym.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy Criwe był tytułem kapłana, czy nazwą laski posłańczej, którą zwoływano ludzi na wiec.
  • Położenia Romowe nie ustalono; wskazywano różne punkty Nadrowii i Sambii, żaden bez zastrzeżeń.
  • Sporne pozostaje, czy kronikarz z 1326 roku opisał instytucję, którą zastał, czy zbudował ją na wzór kurii rzymskiej.

Skąd to wiadomoKronika krzyżacka z 1326 roku; kronika pruska z lat 1517–1529 w odpisach; mapa Prus z 1584 roku; dzieło o Prusach dawnych i nowych z 1684 roku wraz z ryciną dębu; brak potwierdzenia archeologicznego.

Prusy, 1249 i 1418

Curche z ugody w Dzierzgoniu

Zapis z tamtych czasów

Najstarsze zapisane imię pruskiego boga stoi w ugodzie pokojowej z 7 lutego 1249 roku — i nie ma go w żadnym z późniejszych panteonów.

Czytaj dalej

Ten sam dokument zakazuje chowania zmarłych z końmi i bronią oraz wzywania nad zmarłymi śpiewaków nazwanych Tulissones i Ligaschones.

Umowa powstała, gdy religia pruska była jeszcze żywa, a strony układające się o pokój nie miały powodu wymyślać imion bogów, których zakazywały.

Imiona Patollu i Natrimpe pojawiają się w piśmie biskupa warmińskiego do papieża Marcina V z 1418 roku, sto lat przed kroniką Grunaua.

Z tego pisma nie wynika jasno, czy chodzi o dwa bóstwa, czy o jedno imię z przydomkiem, bo tekst jest krótki i niczego nie objaśnia.

Uchwały synodalne z 1530 roku podają już dziesięć imion: Occopirmus, Suaixtix, Ausschauts, Autrympus, Potrympus, Bardoyas, Pergrubrius, Piluuytus, Parcuns i Pecols.

Curche, imię najstarsze ze wszystkich zapisanych, w tej dziesiątce nie występuje, brak go również w kronice Grunaua.

Droga od jednego imienia w 1249 roku do dziesięciu w 1530 i do kilkudziesięciu pod koniec XVI wieku pokazuje kierunek, w którym rosły listy.

Ugoda zawarta w Dzierzgoniu w lutym 1249 roku między zakonem a poddanymi mu Prusami wymienia bożka Curche, czczonego przy żniwach; dzień podaje się rozbieżnie, raz jako siódmy, raz jako drugi lutego.

Układ stanął przy pośrednictwie legata papieskiego Jakuba z Liège, późniejszego papieża Urbana IV, i objął Pomezanów, Warmów oraz Natangów.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustalono, czym Curche właściwie był: nazwą ostatniego snopa, ofiarą żniwną czy bóstwem w ścisłym sensie.
  • Patollu i Natrimpe bywają czytane jako dwa imiona i jako jedno z określeniem; tekst z 1418 roku tego nie rozstrzyga.
  • Nie wiadomo, czy dziesiątka z 1530 roku wyrosła z obserwacji, czy z gotowego wzorca kościelnych spisów bałwochwalstwa.
  • Pisownia imion z listy 1530 roku waha się między wydaniami: Piluuytus bywa czytany jako Pilnitis, a Pecols i Pockols raz stoją osobno, raz jako jedno imię.

Skąd to wiadomoDokument ugody z 1249 roku; pismo biskupa warmińskiego do papieża z 1418 roku; uchwały synodalne z 1530 roku; drukowane katechizmy pruskie z 1545 i 1561 roku jako świadectwo języka.

Sambia, XVI wiek

Księga sudawska bez oryginału

Zapis po chrzcie

Dwanaście imion bogów ułożonych od nieba do podziemia. Oryginału nikt nie widział, a o datę napisania spierano się o ćwierć wieku.

Czytaj dalej

Księga sudawska opisuje po niemiecku obyczaje, wierzenia i życie codzienne Prusów z Sambii.

Oryginał nie zachował się i tekst znamy wyłącznie z odpisów, przeróbek oraz druków.

Lista bóstw biegnie porządkiem od nieba w dół: Ockopirmus, Swayxtix, Auschauts, Autrimpus, Potrimpus, Bardoayts, Pergrubrius, Pilnitis, Parkuns, Peckols, Pockols i Puschkayts ze sługami zwanymi Barstukami.

Niemal ta sama dziesiątka w niemal tej samej kolejności stoi w uchwałach synodalnych z 1530 roku, więc jeden spis żywi drugi.

Księga opisuje też ofiarę z kozła składaną przez kapłana oraz obrzędy weselne i pogrzebowe, czyli rzeczy, które autor mógł widzieć w swoim własnym stuleciu.

Jedna datacja wiąże księgę z listami Jana Maleckiego z około 1545 roku, ogłoszonymi drukiem w 1551, które jego syn Hieronim rozszerzył i wydał w 1561 roku.

Druga cofa ją do lat dwudziestych XVI wieku i przypisuje duchownym luterańskim z Prus Książęcych — Jerzemu von Polentz, Erhardowi von Queiss i Pawłowi Speratusowi — objeżdżającym wtedy parafie.

Sudawów przesiedlono na Sambię pod koniec XIII wieku, a kronika krzyżacka mówi o półtora tysiąca przesiedlonych; opis dotyczy więc ludzi żyjących dwa i pół stulecia po tym przesiedleniu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Data powstania nie została rozstrzygnięta: wskazuje się lata dwudzieste XVI wieku i okolice roku 1545.
  • Nie wiadomo, czy duchowny, który ogłosił tekst drukiem, był jego autorem, czy tylko wydawcą starszego rękopisu.
  • Zbieżność listy z uchwałami z 1530 roku tłumaczy się i wspólnym źródłem, i zwykłym przepisaniem, a obu wersji nie da się rozdzielić.
  • Kierunek zależności między księgą a uchwałami z 1530 roku bywa odwracany: raz uchwały uchodzą za streszczenie księgi, raz księga za wypis z uchwał.

Skąd to wiadomoOdpisy i druki z XVI–XVII wieku; uchwały synodalne z 1530 roku; pismo o ofiarach dawnych Prusów ogłoszone drukiem w 1551 roku; druk z 1561 roku.

Litwa, 1252 i 1261

Kowal, który wykuł słońce

Zapis z tamtych czasów

Cały pewny litewski panteon z czasów pogańskich mieści się w dwóch krótkich ustępach ruskich latopisów — imion jest tam kilka, nie siedemdziesiąt sześć.

Czytaj dalej

Latopis ruski pod rokiem 1252 opisuje Mendoga, który przyjął chrzest, a ofiary składał dalej, i wymienia przy nim Nunadiewisa, Teliawela, Diwiriksa zwanego bogiem zajęczym oraz Medeinę.

Wstawka w słowiańskim przekładzie kroniki Jana Malalasa, datowana na rok 1261, wymienia Andaja, Perkunasa, Żworunę i kowala Teliawela.

Wstawka zawiera również opowieść o Soviju oraz o trzech sposobach obchodzenia się ze zmarłymi, a więc rzecz obrzędową, nie samą listę imion.

Oba zapisy powstały, gdy Litwa była jeszcze pogańska, bo chrzest przyszedł dopiero w 1387 roku, a na Żmudzi w 1413.

Pisali je jednak sąsiedzi i przeciwnicy, po rusku, i część imion jest zniekształcona na tyle, że czyta się je na kilka sposobów.

Katechizm Marcina Mażwida z 1547 roku wzywa do porzucenia kilku bóstw, w tym Perkuna i Żemepatisa, i to jest już świadectwo litewskie, a nie cudze.

Wobec tych kilku imion późniejsze spisy szesnastu i siedemdziesięciu sześciu bogów wyglądają na przyrost, a nie na odkrycie.

W tej samej wstawce stoi opowieść o Teliawelu, który wykuł słońce i cisnął je na niebo; razem z opowieścią o Soviju uchodzi ona za najstarszy zapisany mit bałtyjski.

Zapis latopisu stoi pod rokiem 1252, ale chrzest Mendoga datuje się na 1251, a koronację na 1253, więc rachuba samego latopisu jest przesunięta.

Katechizm Mażwida wyszedł w Królewcu w nakładzie nieprzekraczającym trzystu egzemplarzy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Imię Diwiriks czyta się i jako osobne bóstwo, i jako określenie Perkunasa; zapis ruski nie rozstrzyga.
  • Datowanie wstawki do kroniki Malalasa waha się między 1261 a 1262 rokiem, zależnie od rachuby przyjętej dla rękopisu.
  • Nie wiadomo, czy wymienione imiona tworzyły panteon, czy są przypadkowym wyborem obcego pisarza.

Skąd to wiadomoLatopis ruski pod rokiem 1252; wstawka do słowiańskiego przekładu kroniki Malalasa z 1261 roku; katechizm litewski z 1547 roku; akta procesowe i wizytacje kościelne z XVI–XVII wieku.

Litwa i Żmudź, 1582

Szesnastu bogów Stryjkowskiego

Zapis po chrzcie

Kronikarz spisał szesnaście bóstw litewskich dwieście lat po chrzcie Litwy i to on pierwszy postawił świątynię Perkuna dokładnie tam, gdzie stoi katedra wileńska.

Czytaj dalej

Maciej Stryjkowski ogłosił swoją kronikę drukiem w Królewcu w 1582 roku i zamieścił w niej dwie osobne listy bóstw: pruską i litewską.

Lista litewska liczy szesnaście imion, na czele z Prokorimosem, i wielu z nich nie zna żaden wcześniejszy zapis.

Kronikarz opisał ogień zwany zniczem, podtrzymywany bez przerwy, oraz nieszczęścia wróżone z jego wygaśnięcia.

To u niego dolina Świntoroga dostaje świątynię Perkuna i wieczny płomień, umieszczone dokładnie tam, gdzie stoi dzisiejsza katedra wileńska.

Litewskie latopisy z pierwszej połowy XVI wieku, z których czerpał, o żadnej świątyni w tym miejscu nie wspominają, więc dopisek jest jego.

Chrzest Litwy przypada na 1387 rok, a Żmudzi na 1413, kronikarz pisał więc o obrzędach starszych od siebie o dwa stulecia.

Imiona i obrzędy trzeba u niego ważyć osobno, bo obrzęd bywa poświadczony gdzie indziej, a imię stoi samotnie.

Część jego opisów ofiar — drób, prosięta, a przy większych świętach wół — zgadza się z innymi zapisami z drugiej połowy XVI wieku i wygląda na rzecz widzianą.

Wymiary tej świątyni i przebieg odprawianych w niej obrzędów dorobił w XIX wieku Teodor Narbutt, biorąc je z kroniki przypisywanej Riviusowi, czyli z rękopisu uchodzącego za podrobiony.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustalono, skąd wzięło się szesnaście imion; część mogła powstać z przekręconych nazw czynności i sprzętów gospodarskich.
  • Daty życia kronikarza podaje się w przybliżeniu, mniej więcej od 1547 do około 1593 roku.
  • Sporne, czy sam widział opisywane obrzędy, czy powtórzył relacje zasłyszane od innych.

Skąd to wiadomoDruk kroniki z 1582 roku; litewskie latopisy z pierwszej połowy XVI wieku; roczne sprawozdania jezuickie ze Żmudzi z końca XVI wieku; badania murów pod katedrą wileńską.

Żmudź, około 1582; druk 1615

Siedemdziesiąt sześć bóstw od mierniczego

Zapis po chrzcie

Osiemnaście stron druku, siedemdziesiąt sześć imion, jeden informator. Autor nie znał litewskiego, a część jego bóstw to nazwy sprzętów i zajęć gospodarskich.

Czytaj dalej

Jan Łasicki napisał rozprawę o bogach Żmudzinów około 1582 roku, a do druku trafiła ona dopiero w 1615.

Całość zajmuje osiemnaście stron i zawiera siedemdziesiąt sześć imion opatrzonych krótkim objaśnieniem, do czego które bóstwo służy.

Wiadomości pochodziły głównie od Jakuba Łaszkowskiego, królewskiego mierniczego objeżdżającego żmudzkie majątki.

Łasicki nie znał litewskiego i pisał z drugiej ręki, między jego zapisem a mową ludzi stali więc co najmniej dwaj pośrednicy.

Znaczna część imion odpowiada nazwom przedmiotów i zajęć — sprzętu domowego, prac polowych, zwierząt gospodarskich — podniesionym do rangi bóstw.

Rozprawa ukazała się trzydzieści trzy lata po napisaniu i dwieście dwadzieścia osiem lat po chrzcie Litwy.

Mimo to weszła do obiegu jako spis panteonu i przez trzy stulecia bywała powtarzana bez zastrzeżeń.

Kilka imion z tej listy ma potwierdzenie w innych zapisach z epoki, reszta występuje wyłącznie u niego.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ocena listy rozpięta jest między poważnym materiałem a złośliwym żartem ułożonym na wzór kalendarza świętych.
  • Nie wiadomo, ile imion przekręcił informator, a ile sam autor przy zapisywaniu obcych brzmień.
  • Rok napisania podaje się jako około 1582, ale pewnej daty nie ma.
  • Nazwisko informatora zapisuje się rozmaicie, jako Łaszkowski i jako Laskowski, a wiadomo o nim tylko tyle, ile podaje sam druk.

Skąd to wiadomoRękopis z około 1582 roku; druk z 1615 roku; kronika z 1582 roku jako materiał porównawczy; roczne sprawozdania jezuickie ze Żmudzi z lat 1583–1600.

Prusy Książęce i Litwa Pruska, około 1690

Teatr pruski czekał na druk sto osiemdziesiąt lat

Zapis po chrzcie

Dwa tomy zapisków o obrzędach gotowe były około 1690 roku, a druk przyszedł w 1871. Przez te sto osiemdziesiąt lat rękopis wyhodował bóstwa, których nikt inny nie zna.

Czytaj dalej

Prätorius działał w Litwie Pruskiej, wśród ludzi mówiących po litewsku, i część obrzędów mógł oglądać u sąsiadów.

Obok tego przepisywał starsze kroniki, w tym zależne od Grunaua, i nie oddzielał jednego rodzaju wiadomości od drugiego.

Bóstwa takie jak Perdoytus, Wejopattis, Gardouten czy Bangputys znane są przede wszystkim z jego kart.

Część opisów obrzędów narodzin i chrzcin daje się zestawić z zapisami XVI i XVII wieku, część nie ma żadnego odpowiednika.

Rękopis bywa dziś czytany jako trzy różne rzeczy naraz: zapis z pierwszej ręki, kompilacja cudzych kronik i literatura.

Maciej Prätorius, żyjący mniej więcej w latach 1635–1704, zebrał dzieło o Prusach nazwane teatrem pruskim: około tysiąca siedmiuset stron w osiemnastu księgach i dwóch tomach, gotowe około 1690 roku i uzupełniane jeszcze do 1701.

Całości nie wydrukowano ani za jego życia, ani długo potem: wyimki ogłoszono w 1725 i 1731 roku, obszerniejszy wybór w 1871, a pełne wydanie z tłumaczeniem ruszyło dopiero w 1999.

Do obiegu dzieło weszło więc kawałkami dobieranymi przez kolejnych wydawców, a szerzej dopiero w 1871 roku, równocześnie z dziewiętnastowiecznymi przeróbkami, z którymi się zmieszało.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Przy poszczególnych bóstwach nie ustalono, czy autor je usłyszał, przeczytał, czy złożył z obu rzeczy naraz.
  • Datę ukończenia całości podaje się w przybliżeniu na lata dziewięćdziesiąte XVII wieku.
  • Nie wiadomo, ile z tekstu wydanego w 1871 roku odpowiada pierwotnemu rękopisowi, bo zachowały się różne redakcje.
  • Nie wiadomo, jaka część osiemnastu ksiąg przeszła dotąd przez druk, bo każdy z wydawców wybierał z rękopisu po swojemu.

Skąd to wiadomoRękopis z około 1690 roku w kilku redakcjach; druk z 1871 roku; kroniki pruskie XVI wieku jako jego podkład; zapisy obrzędów z Litwy Pruskiej z XVII wieku.

Litwa, 1835–1846

Narbutt i rękopisy, których nikt poza nim nie widział

Złożone później

Pierwszy z dziewięciu tomów nazwał Mitologią litewską i wprowadził do niej boginię miłości Mildę, o której przedtem nie słyszał nikt.

Czytaj dalej

Teodor Narbutt żył w latach 1784–1864 i nie miał wykształcenia historycznego.

Jego dziewięciotomowe dzieje dawnej Litwy wychodziły w latach 1835–1841, a tom pierwszy nosi tytuł Mitologia litewska.

Milda, bogini miłości, pojawia się po raz pierwszy właśnie u niego w 1835 roku i nie ma jej ani w starszych zapisach, ani w pieśniach ludowych.

W 1846 roku Narbutt ogłosił zbiór źródeł litewskich, a w nim kronikę Bychowca.

Kronikę Bychowca długo podejrzewano o fałszerstwo, bo rękopis zaginął zaraz po wydaniu, ostatecznie jednak uznano ją za autentyczną i cenną.

Inne rzeczy, które weszły do obiegu za jego pośrednictwem, obroniły się gorzej: dziennik Konrada von Kyburg z rzekomego poselstwa z 1397 roku znany jest wyłącznie z jego polskiego przekładu, bo oryginał przepadł.

Podobnie kronika raudońska, datowana rzekomo na 1488 rok, wywodziła ród Giedymina od syna bogów.

Kronika przypisywana Janowi Fryderykowi Riviusowi, datowana na lata 1697–1730 i nigdy nie wydana drukiem, obok opisu świątyni Perkuna w Wilnie zawiera wiadomość o kobiecie, która w 1276 roku urodziła trzysta czterdzieścioro sześcioro dzieci.

Kronika Riviusa jest rękopisem niemieckim, a kronika raudońska tekstem łacińskim; obie znane są wyłącznie z rąk Narbutta.

To z kroniki Riviusa Narbutt wziął wymiary świątyni Perkuna w Wilnie i opis odprawianych w niej obrzędów.

Ogłosił też wizerunek herbu Wilna z mitycznym olbrzymem zamiast świętego Krzysztofa.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie rozstrzygnięto, czy Narbutt fałszował sam, czy ogłaszał w dobrej wierze cudze podróbki.
  • Przy kronice Riviusa wskazuje się sprzeczności w autorstwie, pochodzeniu i chronologii, ale ostatecznego wyroku brak.
  • Liczby bóstw wprowadzonych przez niego do obiegu nikt nie policzył; mówi się o kilkudziesięciu imionach bez starszego poświadczenia.
  • Szczegółów z kroniki Riviusa, łącznie z wiadomością o kobiecie rodzącej trzysta czterdzieścioro sześcioro dzieci, nie da się sprawdzić u źródła, bo rękopisu nigdy nie wydano drukiem.

Skąd to wiadomoDziewięć tomów z lat 1835–1841; zbiór źródeł z 1846 roku; rękopisy przechowywane w Wilnie, w tym kronika Riviusa wraz z polskim przekładem wydawcy; brak odpowiedników w zapisach starszych.

Litwa i Łotwa, XVI i XIX wiek

Wajdeloci, kapłanki i wieczny ogień

Złożone później

Strażniczki ognia nie są wymysłem romantyków — dopisał je już Grunau przed 1529 rokiem. Wiek XIX dołożył im hierarchię, śluby i imiona.

Czytaj dalej

Dziewice strzegące ognia w Romowe pojawiają się już u Grunaua przed 1529 rokiem, jako dodatek do opisu z 1326 roku, w którym ich nie ma.

Podwójny tytuł najwyższego kapłana, Criwe Cirwaito, również pochodzi od niego i dopiero w XIX wieku rozwinął się w litewskie krivių krivaitis.

Adam Mickiewicz wprowadził wajdelotę do Konrada Wallenroda w 1828 roku jako pieśniarza i strażnika pamięci, a nie kapłana z urzędu i hierarchii.

Ugoda z 1249 roku zna nad zmarłymi śpiewaków nazwanych Tulissones i Ligaschones i to jest jedyny poświadczony z epoki urząd tego rodzaju.

Na Łotwie Andrejs Pumpurs w eposie o Niedźwiedziobójcy z 1888 roku obsadził bóstwa, z których część wymyślił sam.

W tym samym czasie układano łotewski panteon na modłę grecką i rzymską, dopisując bóstwa, których pieśni ludowe nie znały.

Litewska hierarchia kapłańska i wiecznica nie mają oparcia w żadnym dokumencie z czasów pogańskich, mają je w kronikach XVI wieku i w poezji XIX.

Józef Ignacy Kraszewski ogłaszał swój trzyczęściowy cykl litewski w latach czterdziestych XIX wieku, przy czym datę pierwszej części podaje się raz jako 1840, raz jako 1843, a całość zamyka rok 1846; to on utrwalił obraz pogaństwa jako świata z własną liturgią i stanem duchownym.

Grunau dorobił najwyższym kapłanom pełny szereg następców, od legendarnego Brutena po ostatniego, zwanego Alleps.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie wiadomo, czy istniał stan kapłański z hierarchią, czy obrzędy prowadzili starsi rodu i wsi.
  • Słowa wajdelota i vaidila mają poświadczenie źródłowe, ale ich pierwotne znaczenie pozostaje sporne.
  • Nie rozstrzygnięto, czy wieczny ogień był instytucją świątynną, czy praktyką domową opisaną potem z rozmachem.

Skąd to wiadomoKronika krzyżacka z 1326 roku; ugoda z 1249 roku; kronika pruska sprzed 1529 roku; poemat z 1828 roku; cykl poetycki z lat 1840–1846; epos łotewski z 1888 roku.

Kowno i Wilno, od 1818 roku

Dom Perkuna i świątynia pod katedrą

Złożone później

Gotycki dom kupiecki został domem boga piorunów, bo w 1818 roku z rozbieranej ściany wypadła brązowa figurka wysoka na dwadzieścia siedem centymetrów.

Czytaj dalej

W następnym stuleciu obiekt przeszedł do jezuitów, którzy urządzili w nim kaplicę w 1643 roku.

Nazwa Dom Perkuna przyjęła się dopiero pod koniec XIX wieku, kiedy figurkę ogłoszono posążkiem boga piorunów.

Budynek był kantorem handlowym i żaden zapis z XV ani XVI wieku nie łączy go z jakimkolwiek kultem.

W Wilnie Stryjkowski umieścił w 1582 roku świątynię Perkuna w miejscu katedry, a Narbutt tę wiadomość powtórzył i rozbudował.

Dom, który w Kownie nazywa się dziś Domem Perkuna, postawili kupcy i trzymali w nim kantor handlowy; czas podaje się rozbieżnie, raz jako lata 1440–1532, raz jako drugą połowę XV wieku, a najstarszy znany z akt właściciel sprzedał budynek w 1564 roku.

Opowieść o brązowej figurce, która miała wypaść z muru przy rozbiórce, krąży od XIX wieku; powtarza się przy niej rok 1818 i wysokość dwudziestu siedmiu centymetrów, ale przedmiotu nikt dziś nie ogląda, a miejscowa tradycja mówi o nim jak o podaniu.

Prace pod katedrą wileńską w drugiej połowie XX wieku odsłoniły czworoboczną budowlę o trzech nawach z potężnymi przyporami oraz mury katedry z 1387 roku; najstarszą wiązano z katedrą Mendoga, ochrzczonego w 1251 i koronowanego w 1253 roku.

Datowanie tej najstarszej budowli pozostaje nierozstrzygnięte i rozpina się między połową XIII wieku a początkiem XIV, a to, co nazwano ołtarzami świątyni pogańskiej, jest odczytaniem znaleziska, nie zapisem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Nie ustalono, co przedstawia figurka z 1818 roku ani z jakiego pochodzi czasu; przedmiot jest dziś niedostępny.
  • Datowanie murów pod katedrą wileńską pozostaje sporne: wskazuje się połowę XIII wieku i pierwsze dwudziestolecie XIV.
  • Nie wiadomo, czy budowla pod katedrą była kościołem zamienionym na świątynię pogańską, odwrotnie, czy ani jednym, ani drugim.
  • Losów figurki nie ustalono; mówi się, że wywieziono ją do Wilna, i na tym ślad się urywa.

Skąd to wiadomoAkta własności domu kowieńskiego z lat 1440–1532; zapis o znalezisku z 1818 roku; nazwa poświadczona od końca XIX wieku; kronika z 1582 roku i jej dziewiętnastowieczne rozwinięcie; badania murów pod katedrą wileńską z lat osiemdziesiątych XX wieku.

Łotwa, 1878–1915

Szafa z dwustoma tysiącami pieśni

Zebrane z ust

Łotewskie dainy zapisano masowo dopiero w latach 1878–1915. Szafa z karteluszkami mieści 268 815 zapisów i ani jednej daty powstania pieśni.

Czytaj dalej

Krišjānis Barons porządkował łotewskie pieśni ludowe od 1878 roku, a tomy wychodziły od 1894 do 1915.

Do segregowania zbudował drewnianą szafę o siedemdziesięciu przegródkach, w której ostatecznie znalazło się 268 815 karteluszków.

Pieśni spisano więc sześćset lat po chrystianizacji Inflant, dokonanej w XIII wieku.

Krótka, ściśle rytmiczna forma dainy utrudnia przeróbki i to jest jedyny argument za dawnością ich treści, ale argument z formy nie jest datowaniem.

Imiona takie jak Dievs, Māra i Laima występują w pieśniach obficie, przy czym Māra nosi wyraźny ślad kultu Marii.

Na tym właśnie zbiorze oparto w XX wieku doktrynę łotewskiego ruchu rodzimowierczego, czyli zbudowano religię z materiału zapisanego w XIX wieku.

Wydanie objęło 217 996 pieśni, przy czym liczbę tę podał sam wydawca z zastrzeżeniem, że dokładnego rachunku nie prowadził, a tomów podaje się sześć albo osiem, zależnie od sposobu liczenia części.

Szafę wpisano na listę Pamięci Świata UNESCO w 2001 roku.

Każdy karteluszek ma trzy na jedenaście centymetrów i mieści od czterech do ośmiu wersów pieśni.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Wieku treści pieśni nie da się ustalić; propozycje rozciągają się od przedchrześcijańskich po całkiem nowożytne.
  • Liczby zbioru się różnią: 217 996 pieśni w druku wobec 268 815 karteluszków w szafie, bo nie wszystko weszło do wydania.
  • Nie rozstrzygnięto, ile w postaci Māry jest dawnej bogini, a ile Marii z kultu katolickiego.
  • Liczby zbioru rozchodzą się także w górę: obok 268 815 karteluszków w szafie podaje się ponad trzysta pięćdziesiąt tysięcy kartek nadesłanych przez śpiewaków, więc każda z tych liczb mierzy co innego.

Skąd to wiadomoZbiory pieśni gromadzone od lat siedemdziesiątych XIX wieku; tomy z lat 1894–1915; szafa z karteluszkami wpisana na listę UNESCO w 2001 roku; sprawozdania jezuickie z Inflant z końca XVI wieku jako materiał porównawczy.

Współczesna ceremonia Romuvy na Litwie
Współczesna ceremonia Romuvy; ilustracja interpretacyjna przedstawiająca dzisiejsze odrodzenie religijne, a nie nieprzerwaną praktykę starożytną.
Litwa i Łotwa, od 1912 roku

Romuva i Dievturi, czyli religie z datą założenia

Złożone później

Łotewską Dievturībę ogłoszono książką w 1925 roku, a litewską Romuvę państwo uznało dopiero w grudniu 2024. Obie liczą się od konkretnego dnia.

Czytaj dalej

Domas Šidlauskas-Visuomis zaczął budować litewskie wyznanie rodzime w 1912 roku, a myśl o powrocie do dawnych świąt rozwijał też Vydūnas.

Na Łotwie Ernests Brastiņš i Kārlis Bregžis ogłosili Dievturību w 1925 roku, wydając książkę o odnowieniu łotewskiej wiary.

Wspólnotę zarejestrowano w 1926 roku, a już w 1927 doszło do rozłamu i powstania drugiej organizacji o odmiennym pomyśle na praktykę.

Na Litwie Jonas Trinkūnas wznowił obchody święta Rasos w 1967 roku, a w 1971 władze rozpędziły grupę i zesłały prowadzących.

Dievturi zarejestrowano ponownie na Łotwie 18 kwietnia 1990 roku, Romuvę na Litwie w 1992.

Władza sowiecka zdławiła ruch w 1940 roku, Brastiņš trafił do obozu w 1941 i został stracony w 1942, a jego brat prowadził wspólnotę na emigracji aż do własnej śmierci w 1984.

Wspólnota emigracyjna budowała od 1977 roku własny ośrodek w Wisconsin.

Trinkūnas kierował Romuvą do śmierci w 2014 roku, a 31 maja 2015 święcenia przyjęła po nim Inija Trinkūnienė, pierwsza kobieta na tym urzędzie.

Trybunał w Strasburgu orzekł w czerwcu 2021 roku, że przy odmowie państwowego uznania zabrakło bezstronności, a parlament litewski uznał Romuvę w 2024 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby wyznawców z kolejnych spisów są niespójne: około 1200 w 2001 roku, 5100 w 2011 i 3917 w 2021, co tłumaczy się także zmianą sposobu pytania.
  • Nie ma zgody, na ile obrzędy tych ruchów odtwarzają praktykę sprzed chrztu, a na ile powstały z pieśni ludowych i z kronik XVI–XIX wieku.
  • Ciągłość między rodzimowiercami XX wieku a jakąkolwiek nieprzerwaną tradycją pogańską nie została wykazana.

Skąd to wiadomoKsiążka programowa z 1925 roku; akty rejestracji z lat 1926, 1927, 1990 i 1992; akta represji z lat 1940–1942 oraz 1971; spisy powszechne z 2001, 2011 i 2021 roku; wyrok trybunału z czerwca 2021 roku; uchwała parlamentu z grudnia 2024.

Skąd wzięliśmy ten obraz

Wajdelota, Anafielas, Lāčplēsis — imiona młodsze niż wiara

Wszystko, co stoi w tym dziale przed tą sekcją, ma metrykę: akt, kronikę, wyrok, znalezisko. Tutaj metryki też są, tylko młodsze o pół tysiąclecia, bo obraz, z którym polski czytelnik siada do czytania o Bałtach, złożono w Petersburgu, Warszawie, Wilnie, Rydze i Tylży między 1826 a 1940 rokiem. Każda karta podaje, kiedy i u kogo dany element pojawił się po raz pierwszy, i osobno mówi, czego z niego wyprowadzić nie wolno. Karb poświadczenia opisuje tu sam zapis, a nie wiarę sprzed chrztu: rekonstrukcja tam, gdzie obraz składano, folklor tam, gdzie spisywano z ust, późniejszy tam, gdzie mamy akt urzędowy z datą.

Prusowie i Litwini w polskim piśmiennictwie, XVI–XIX wiek

Wajdelota wchodzi do polszczyzny w 1828 roku

Złożone później

Słowo, którym polszczyzna nazywa bałtyjskiego kapłana, przyszło z poematu wydanego w Petersburgu w lutym 1828 roku, nie ze średniowiecznego aktu.

Czytaj dalej

Poemat czytano jako instrukcję, nie jako obrazek z przeszłości, i po powstaniu listopadowym z nazwiska tytułowego bohatera zrobiono w polszczyźnie rzeczownik na podstępną walkę pod cudzą chorągwią. Razem z tą lekturą rozeszła się forma żeńska, nieznana jakiemukolwiek zapisowi sprzed chrztu, a dziś obecna w podpisach pod obrazami i w szkolnych streszczeniach.

Pierwsze wydanie poematu o krzyżackim komturze wyszło w Petersburgu w lutym 1828 roku, przepuszczone przez cenzurę jako rzecz o dawnych dziejach zakonu. Występuje w nim stary śpiewak zwany wajdelotą, który przechowuje pamięć wytępionego ludu i śpiewa o tym, co przepadło. Stamtąd wzięło się dzisiejsze znaczenie polskiego słowa i jego szeroki obieg; sam wyraz krążył wcześniej w piśmiennictwie o starożytnościach pruskich.

Sam wyraz ma warstwę starszą. Najdawniejszy znany zapis stoi w piętnastowiecznym piśmie z zakonnych Prus, a opis całego stanowiska — wróżba, leczenie, ogłaszanie woli bogów — daje dopiero pruska kronika kompilacyjna z lat około 1517–1529. Księga sudawska rozpisuje obok niej drabinę specjalistów o osobnych nazwach: jednych od wróżenia z piany, innych od zaklinania chorób, jeszcze innych od ognia. Żaden z tych zapisów nie zna śpiewaka strzegącego pamięci narodu — ta rola jest wynalazkiem poematu.

Rachunek wygląda tak. Poświadczone jest słowo na pewien rodzaj specjalisty od wróżby i obrzędu, w źródłach pisanych przez zdobywców, z których najstarszy jest o dwa stulecia młodszy od podboju Prus. Niepoświadczony jest kapłan-bard ani wieczysty urząd strażnika pamięci, a kapłanka przy ogniu to dopisek kronik szesnastowiecznych, nie zapis sprzed chrztu. Kto dziś mówi wajdelota, posługuje się terminem, którego dzisiejsze znaczenie datuje się na luty 1828 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autor poematu wziął formę słowa wprost z pruskiej kroniki kompilacyjnej, czy z któregoś z osiemnastowiecznych opracowań dziejów pruskich — z samego tekstu tego nie widać.
  • Forma żeńska nie ma odpowiednika w żadnym dokumencie sprzed chrztu; pojawia się dopiero w piśmiennictwie XIX wieku i nie wolno jej cytować jako stopnia kultowego.
  • Forma żeńska nie ma odpowiednika w zapisie sprzed chrztu, ale sam obraz dziewicy przy świętym ogniu stoi już w kronikach szesnastowiecznych; wiek XIX dołożył słowo i obrazek, nie wymyślił postaci od zera.
  • Datowanie Księgi sudawskiej bywa podawane na lata dwudzieste i trzydzieste XVI wieku albo na jego połowę, zależnie od tego, czy liczy się powstanie tekstu, czy druk.

Skąd to wiadomoPoemat o krzyżackim komturze, wydanie pierwsze, Petersburg, luty 1828; starsza warstwa słowa: pruska kronika kompilacyjna z lat około 1517–1529 i Księga sudawska z połowy XVI wieku.

Litwa XIV wieku w warszawskiej powieści, 1826

Kapłanka w powieści z 1826 roku, dwa lata przed poematem

Złożone później

Dwa lata przed poematem o komturze polski czytelnik dostał powieść z 1826 roku: świątynia w Wilnie, kapłan i jego córka związana ślubem ze służbą.

Czytaj dalej

W 1826 roku wyszła w Warszawie czterotomowa powieść o Litwie XIV wieku, której tytułową bohaterką jest córka wileńskiego kapłana. Polski czytelnik dostał w niej komplet: świątynię z posągami, ogień pod dachem, starca odczytującego wolę bogów i dziewczynę związaną ślubem ze służbą przy ołtarzu. Poemat z 1828 roku wszedł więc na grunt już przygotowany.

Postać ojca nie jest wymysłem powieściopisarza, ale nie jest też świadectwem z epoki. Lizdejko występuje w kronikach litewskich spisanych w XVI wieku jako ten, który wyłożył Giedyminowi sen o żelaznym wilku i kazał założyć Wilno; kroniki te powstały blisko dwieście lat po wydarzeniu i ponad sto lat po chrzcie z 1387 roku. Powieść wzięła za punkt wyjścia rzecz złożoną już z drugiej ręki.

Dopisana została córka. Wątek dziewczyny oddanej świątyni i rozdartej między ślubem a miłością to stały schemat europejskiej powieści historycznej tamtych lat, a nie ustalenie o Litwie. Z tej powieści i z poematu obraz wędruje dalej — na płótna, na sceny, do wypisów szkolnych — i wraca do czytelnika jako wiadomość o Bałtach, choć nikt go nigdzie nie znalazł.

Zapisy starsze mówią o czym innym. Roczniki polskie pisane w latach 1455–1480 opisują gaszenie ognia w Wilnie i wymieniają przy nim kapłanów, nie dziewice, a dokumenty krzyżackie z XIII i XIV wieku znają wyłącznie urzędy męskie. Nie zostało wykazane, by przed 1387 rokiem istniał w kulcie litewskim stopień kobiecy.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Pierwsi czytelnicy brali tę książkę za powieść i za nic więcej; pomieszanie z materiałem źródłowym przychodzi dopiero z drugim i trzecim pokoleniem czytających.
  • Skąd powieściopisarz wziął Lizdejkę — wprost z kronik litewskich czy z osiemnastowiecznych dziejów Polski — nie zostało wykazane.
  • Kroniki litewskie znamy z odpisów, a nie z rękopisów autorskich; przy każdym powołaniu się na nie trzeba rozdzielić datę spisania, datę zachowanej kopii i datę pierwszego druku.

Skąd to wiadomoWarszawska powieść o Litwie XIV wieku w czterech tomach, 1826; postać Lizdejki w kronikach litewskich z XVI wieku; ogień wileński w rocznikach polskich pisanych w latach 1455–1480.

Litwa w polskim poemacie, 1835–1845

Anafielas, góra zmarłych z 1840 roku

Złożone później

Stroma góra, na którą dusza wdrapuje się paznokciami, weszła do szerokiego obiegu jako tytuł poematu wydanego w Wilnie w 1840 roku.

Czytaj dalej

Trzyczęściowy poemat pod nazwą Anafielas ogłaszano w Wilnie kolejno: część pierwsza w 1840 roku, druga w 1843, trzecia w 1845. Tytuł wziął nazwę góry, na którą dusze mają się wdrapywać po śmierci, z wileńskiej kompilacji mitologii litewskiej wydanej pięć lat wcześniej, w 1835 roku, i dopiero przez poemat nazwa ta weszła do szerokiego czytania.

Sam motyw ma pokrycie w folklorze. Z ust ludzi w XIX i XX wieku zapisywano na Litwie i Łotwie opowieści o stromej albo szklanej górze, na którą zmarły wspina się paznokciami, oraz zwyczaj przechowywania obciętych paznokci i pazurów zwierzęcych, żeby było czym się uczepić. To świadectwo późne, lecz konsekwentne i wzięte od ludzi, nie od kompilatora.

Rachunek jest dwuwarstwowy. Wspinaczka i paznokcie mają zapis z ust z XIX wieku, uporządkowane zaświaty z nazwą własną mają druk z 1835 i poemat z 1840, a tego, żeby jakakolwiek wspólnota bałtyjska przed chrztem nazywała to miejsce tak, jak nazwał je tytuł, nikt nie wykazał. Pierwsze wolno cytować jako świadectwo o wsi dziewiętnastowiecznej, drugiego nie wolno cytować jako świadectwa o czymkolwiek starszym niż data druku.

Nazwa to inna sprawa. W tej postaci pojawia się dopiero w druku z 1835 roku i nie ma jej w żadnym dokumencie średniowiecznym; zestawia się ją z dzisiejszym litewskim słowem na zaświaty, znaczącym dosłownie za grodem, ale przejścia od jednego do drugiego nikt nie wykazał. Tytuł pierwszej części poematu wziął przy okazji prawdziwy termin na pieśń żałobną, przez co całość brzmiała jak zapis, choć była układem.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Skąd wzięła się sama forma nazwy — z mowy potocznej, z pomyłki w zapisie czy z pracy autora kompilacji — nie zostało wykazane.
  • Motyw szklanej góry występuje też u sąsiadów niebałtyjskich, więc jego obecność w zapisie nie dowodzi bałtyjskiego pochodzenia całego wyobrażenia.

Skąd to wiadomoPoemat Anafielas, część pierwsza, Wilno 1840, części dalsze 1843 i 1845; nazwa w wileńskiej kompilacji mitologii litewskiej z 1835 roku; motyw stromej góry i pazurów w zapisach z ust z XIX i XX wieku.

Litwa i Łotwa, od 1835 roku do dziś

Milda: bogini z 1835 roku, dziś zwyczajne imię

Złożone później

Imię noszone dziś przez tysiące kobiet na Litwie i Łotwie pojawiło się po raz pierwszy w kompilacji mitologii wydanej w Wilnie w 1835 roku.

Czytaj dalej

Wileński tom z 1835 roku, zawierający mitologię litewską, rozpisał bogów po działach niczym urzędy: osobno od miłości, osobno od świętego ognia, osobno od piwa i od rzek. W tym spisie po raz pierwszy staje imię Milda jako bogini miłości, obok Praurimy przy ogniu i kilkunastu innych, których nie zna ani układ z 1249 roku, ani kronika zakonna z 1326, ani szesnastowieczne listy bogów.

Imiona z tej listy weszły do poezji natychmiast. Poematy z lat czterdziestych używają ich tak, jakby były podaniem, a stamtąd trafiają do wypisów szkolnych, do kalendarzy i wreszcie do metryk. Dziś Milda to zwyczajne imię żeńskie po obu stronach Dźwiny, a kto je nosi, nosi słowo puszczone w obieg drukiem w 1835 roku.

Rozróżnienie jest proste i warto je robić przy każdym imieniu bóstwa. Perkun ma linię wstecz: jego imię notują zapisy starsze od druku z 1835 roku i spór o nie toczy się o znaczenie, nie o istnienie — choć w samym układzie z 1249 roku, gdzie z imienia stoi tylko bóg od żniw i zboża oraz dwie nazwy kapłanów, Perkuna nie ma. Milda żadnej linii wstecz od 1835 roku nie ma, co nie czyni jej złym imieniem — czyni ją tylko czymś innym niż świadectwo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Czy autor kompilacji miał pod ręką jakiś starszy zapis tego imienia, czy zbudował je z czasownika o znaczeniu miłować — nie zostało wykazane.
  • Część nazw z tej samej listy ma pokrycie w źródłach starszych i nie wolno wrzucać całej listy do jednego worka.
  • Najstarsze zapisy imienia gromowładcy pochodzą z tekstów tłumaczonych i glosowanych, znanych z późniejszych odpisów; przy powoływaniu się na nie trzeba podawać i datę zapisu, i datę kopii.

Skąd to wiadomoWileńska kompilacja mitologii litewskiej, tom pierwszy dziejów narodu litewskiego, 1835; brak nazwy w układzie dzierzgońskim z 1249 roku, w kronice zakonnej z 1326 i w szesnastowiecznych listach bogów.

Litwa Pruska, Królewiec i Niemcy, 1745–1825

Trzy pieśni litewskie w książce z 1745 roku

Zebrane z ust

Pierwsze litewskie pieśni ludowe wydrukowano w Królewcu w 1745 roku jako dowód w sporze o język; osobna książka przyszła dopiero w 1825.

Czytaj dalej

W 1745 roku wyszła w Królewcu rozprawa o języku litewskim, w której duchowny wydrukował trzy pieśni ludowe wraz z niemieckim przekładem — nie dla ozdoby, lecz jako dowód w sporze o to, czy mowa chłopów z Litwy Pruskiej nadaje się do poezji. Jedna z nich, skarga dziewczyny wydawanej za mąż wbrew sobie, ruszyła stamtąd w samodzielną podróż po europejskim piśmiennictwie.

W 1759 roku przedrukowano ją w berlińskiej korespondencji literackiej jako przykład poezji naturalnej, a w latach 1778–1779 weszła do dwutomowego niemieckiego zbioru pieśni różnych ludów, gdzie teksty litewskie stanęły obok łotewskich i estońskich. Ten zbiór stworzył w europejskim czytaniu samą kategorię pieśni ludu, a przy okazji ustawił Bałtów jako lud pieśni.

Osobna książka przyszła w 1825 roku: królewiecki tom z osiemdziesięcioma pięcioma pieśniami litewskimi, z przekładami i melodiami, ogłoszony przez tego samego duchownego, który siedem lat wcześniej, w 1818 roku, wydał leżący dotąd w rękopisie czteroczęściowy poemat o roku chłopskim. Od tej książki słowo daina weszło do szerokiego obiegu.

Karb jest tu ważny. To zapisy z ust, robione w XVIII i XIX wieku, w luterańskiej Litwie Pruskiej, ponad trzysta lat po chrzcie Żmudzi z 1413 roku. Świadczą o żywej praktyce śpiewu w czasie zapisu i o trwałości pewnych słów, nie zaś o obrzędzie z XIII wieku ani o tym, że śpiewający wiedzieli, kim jest wymieniane w pieśni bóstwo.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Teksty drukowano w postaci przygotowanej pod druk, z ujednoliconą pisownią i doborem zwrotek; widać to po tym, że te same pieśni w późniejszych zapisach mają inne zwrotki.
  • Z obecności imienia bóstwa w pieśni spisanej w XVIII wieku wynika ciągłość słowa, nie ciągłość kultu.

Skąd to wiadomoKrólewiecka rozprawa o języku litewskim, 1745 (trzy pieśni); przedruk w berlińskiej korespondencji literackiej, 1759; niemiecki zbiór pieśni ludów, 1778–1779; królewiecki zbiór osiemdziesięciu pięciu pieśni litewskich, 1825.

Chór podczas pierwszego łotewskiego święta pieśni w Rydze
Współczesna rekonstrukcja artystyczna pierwszego łotewskiego święta pieśni w Rydze w 1873 roku; układ sceny i postacie są interpretacją.
Łotysze i Litwini, Ryga i Kowno, 1873–2003

Pierwsze łotewskie święto pieśni, czerwiec 1873

Zapis po chrzcie

Przez cztery dni czerwca 1873 roku chóry śpiewały w Rydze, a cenzura kazała w przyszłym hymnie zamienić nazwę kraju na nazwę morza.

Czytaj dalej

Pierwsze ogólnołotewskie święto pieśni odbyło się w Rydze od 26 do 29 czerwca 1873 roku; zjechało kilkadziesiąt chórów i około tysiąca śpiewaków, a program mieszał muzykę kościelną, pieśni kompozytorskie i opracowania pieśni ludowych. Utwór, który później został hymnem państwowym, wykonano z podmienionym słowem, bo cenzura nie pozwoliła zaśpiewać nazwy kraju i w tekście stanął Bałtyk.

Święto dało pieśni scenę i publiczność poza wsią. Od tego czasu pieśń jest argumentem o ludzie, a nie tylko czynnością przy pracy, i w tej samej dekadzie powstają wiersze, które zaludniają łotewskie niebo bogami o imionach dobranych przez poetów. Warstwa autorska jedzie odtąd w jednym repertuarze z tekstami zapisanymi z ust i po latach trudno je rozdzielić bez sięgnięcia do rękopisu.

Dla czytającego wynika stąd jedno. Daina to cztery wiersze bez rymu, śpiewane przez jeden albo dwa głosy przy robocie, a ta sama daina w opracowaniu na chór mieszany, wykonana przez dziesięć tysięcy ludzi na estradzie, pozostaje tym samym tekstem i staje się zupełnie innym zdarzeniem. Ciągłość instytucji nie jest ciągłością wiary.

Litwini urządzili swoje pierwsze święto pieśni w Kownie w sierpniu 1924 roku, już we własnym państwie. W 2003 roku tradycję świąt pieśni i tańca Estonii, Łotwy i Litwy ogłoszono arcydziełem dziedzictwa ustnego i niematerialnego, a na listę reprezentatywną przeniesiono ją w 2008 — po stu trzydziestu latach pracy aranżerów, dyrygentów i komisji układających repertuar.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczbę chórów i śpiewaków z 1873 roku podaje się różnie, zależnie od tego, czy liczy się zapisanych, czy tych, którzy dojechali.
  • Czy podmiana nazwy kraju na nazwę morza zapadła na to właśnie wykonanie, czy dotyczyła całego druku programu, wymaga sprawdzenia w aktach cenzury z tego roku.
  • Wspólny wpis obejmuje Estonię, Łotwę i Litwę; Estończycy nie są Bałtami, więc mówi on o wspólnej instytucji święta, nie o wspólnym dziedzictwie wierzeniowym.

Skąd to wiadomoPierwsze ogólnołotewskie święto pieśni, Ryga, 26–29 czerwca 1873; pierwsze litewskie święto pieśni, Kowno, sierpień 1924; wpis tradycji świąt pieśni trzech krajów na listę dziedzictwa niematerialnego, 2003.

Łotysze, Moskwa i Ryga, 1868–1915

Szafa ułożona według życia, nie według bogów

Zebrane z ust

Ćwierć miliona karteluszków ułożono według kolei ludzkiego życia, nie według bogów — i to sam układ szafy jest tu najmocniejszym zdaniem.

Czytaj dalej

Najważniejszy jest porządek tej szafy, bo to on jest wypowiedzią o treści zbioru. Ułożono ją według kolei ludzkiego życia: narodziny i chrzciny, pasanie bydła, praca w polu, wesele, pogrzeb, doroczne święta. Dievs, Māra i Laima stoją wewnątrz tych sytuacji — przy progu łaźni, na miedzy, przy weselnym stole — i nie tworzą hierarchii, rady ani rodziny bogów.

Druk poszedł w sześciu tomach między 1894 a 1915 rokiem, pierwszy w Jełgawie, następne w Petersburgu; razem około dwustu osiemnastu tysięcy pieśni liczonych z wariantami i blisko dwieście siedemdziesiąt tysięcy karteluszków. Szafa stoi w Rydze, a w 2001 roku trafiła na międzynarodowy rejestr dziedzictwa dokumentacyjnego.

Każdy schemat z trójką albo dziewiątką bogów na górze jest do tej szafy dołożony, a nie z niej wyjęty. Data każdego z tych tekstów to data spisania, mieszcząca się mniej więcej między 1868 a 1915 rokiem, a ile lat pieśń miała wcześniej, karteluszek nie mówi i powiedzieć nie może.

Kampania zaczęła się od drukowanej odezwy z końca lat sześćdziesiątych XIX wieku, wzywającej, by przysyłać pieśni; przez następne dziesięciolecia nadsyłały je tysiące osób, od pastorów i nauczycieli po parobków i gospodynie. Od schyłku lat siedemdziesiątych XIX wieku jeden człowiek przepisywał nadesłane teksty na karteluszki wielkości mniej więcej trzech na jedenaście centymetrów, a samą szafę — siedemdziesiąt szuflad na pieśni, po dwadzieścia przegródek każda — zrobiono w Moskwie według jego rysunku około 1880 roku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczby podawane dla zbioru różnią się w zależności od tego, czy liczy się pieśni podstawowe, czy warianty.
  • Z tego, że imię boga stoi w pieśni spisanej w 1890 roku, nie wynika, że stało tam w 1290; z tego, że go nie ma, też nic nie wynika.
  • Początek tej pracy datuje się na 1868 albo na 1878 rok, a liczbę szuflad podaje się jako siedemdziesiąt albo siedemdziesiąt trzy, zależnie od tego, czy liczy się osobno szuflady na materiały archiwalne.

Skąd to wiadomoOdezwa o zbieranie pieśni łotewskich z końca lat sześćdziesiątych XIX wieku; szafa na karteluszki, od 1878; druk sześciu tomów, 1894–1915, Jełgawa i Petersburg; wpis na rejestr dziedzictwa dokumentacyjnego, 2001.

Łotysze, Ryga, 1888–1919

Lāčplēsis: epos z 1888 roku, order z 1919

Złożone później

Łotewski epos ułożył jeden poeta w 1888 roku z motywów bajkowych; trzydzieści jeden lat później jego bohater został orderem wojskowym.

Czytaj dalej

Łotewski epos narodowy wydano w Rydze w 1888 roku. Jego bohater wyrasta z bajkowego siłacza o niedźwiedzich uszach, który rozdziera zwierzęciu paszczę, lecz poemat dokłada mu radę bogów o wymienionych z imienia członkach, zatopiony zamek do wydobycia, czarodziejkę i narzeczoną oraz zakończenie, w którym bohater spada z wrogiem w nurt Dźwiny, żeby kiedyś wrócić.

Warstwy da się rozdzielić wszędzie tam, gdzie zapis bajki jest starszy niż 1888 rok. Niedźwiedzie uszy, zatopiony zamek i siłacz siedzą w opowieściach spisywanych z ust w ciągu XIX wieku, natomiast imiona dwóch głównych postaci kobiecych oraz sama scena narady bogów są autorskie i mają kształt literackiego eposu, nie zapisu obrzędu.

Dalszy ciąg jest już urzędowy. Jedenastego listopada 1919 roku obrońcy Rygi odparli szturm obcego korpusu, a ustanowiony wtedy order wojskowy wziął imię bohatera poematu; ten sam dzień nosi jego imię w kalendarzu do dziś. Postać wymyślona w 1888 roku stała się odznaczeniem państwowym w ciągu trzydziestu jeden lat, szybciej niż zdążyło wyrosnąć jedno pokolenie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Które motywy bajkowe poeta zastał, a które dopisał, rozstrzyga się tylko tam, gdzie zachował się zapis bajki starszy od eposu.
  • Imiona bogów w eposie w części pochodzą z pieśni, w części z dziewiętnastowiecznych zestawień panteonu, i te dwa źródła trzeba rozdzielać osobno dla każdego imienia.

Skąd to wiadomoŁotewski epos narodowy, Ryga 1888; bitwa o Rygę i ustanowienie orderu, 11 listopada 1919; bajki o niedźwiedziouchym siłaczu w zapisach z ust z XIX wieku.

Estończycy i Finowie obok Bałtów, 1835–1888

Wzór dla eposu przyszedł od ludów niebałtyjskich

Złożone później

Epos łotewski zrobiono według wzoru estońskiego i fińskiego, a Estończycy, Finowie i Liwowie nie są Bałtami — mówią językami innej rodziny.

Czytaj dalej

Fiński zbiór run ułożony w jedną fabułę wyszedł w 1835 roku, a w postaci rozszerzonej w 1849; epos estoński drukowano w zeszytach w latach 1857–1861 z przekładem niemieckim, w wydaniu popularnym w 1862. Oba powstały tą samą metodą: zapisane pieśni zszyto w ciąg, a luki między nimi dopisał układacz własnym piórem.

To jest wzór, według którego zrobiono epos łotewski w 1888 roku, i tu trzeba powiedzieć wyraźnie: Estończycy, Finowie i Liwowie nie są Bałtami. Mówią językami ugrofińskimi, z zupełnie innej rodziny niż litewski, łotewski i pruski. Z Łotyszami dzielili wojnę inflancką, państwo zakonne, luterańską parafię i często tego samego dziedzica, ale nie odziedziczony zestaw imion boskich.

Litwini nie dostali porównywalnego jednego eposu i ich odrodzenie oparło się na gazecie oraz na zbiorach pieśni. Dlatego litewski i łotewski obraz dawnej wiary mają inną budowę: pierwszy rozsypany po artykułach i sporach, drugi ściągnięty do jednej fabuły z bohaterem, którego dało się zamienić na order i na dzień w kalendarzu.

Praktyczny wniosek dla czytającego jest taki, że kiedy w jednym zdaniu stoją Bałtowie i Estowie, trzeba sprawdzić, od którego ludu pochodzi świadectwo, bo zdanie zwykle opiera się na materiale jednego z nich. Sąsiedztwo tłumaczy wspólne zwyczaje wybrzeża i zapożyczone słowa, nie tłumaczy wspólnego pochodzenia, a ta różnica decyduje o tym, co wolno z zapisu wyprowadzić.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Ile w eposie estońskim jest zapisu z ust, a ile pióra układacza, rozdziela się tylko tam, gdzie zachował się zapis terenowy sprzed druku.
  • Wspólnota motywów między pieśnią estońską a łotewską bywa tłumaczona sąsiedztwem albo wspólnym wzorem literackim; żadnego z tych wyjaśnień nie wykazano dla całego zasobu.

Skąd to wiadomoFiński zbiór run, 1835 i wydanie rozszerzone 1849; epos estoński w zeszytach 1857–1861, wydanie popularne 1862; epos łotewski, Ryga 1888.

Litwa i Prusy Wschodnie, 1864–1904

Litewską dawność drukowano za granicą, bo w kraju nie było wolno

Zapis po chrzcie

Od 1864 roku nie wolno było drukować po litewsku łacinką, więc pismo o litewskiej dawności wyszło w 1883 roku po pruskiej stronie granicy.

Czytaj dalej

Po powstaniu styczniowym władze zabroniły drukować po litewsku alfabetem łacińskim; zarządzenie z 1864 roku dopuszczało wyłącznie czcionkę rosyjską, a zakaz trwał do 1904 roku. Przez czterdzieści lat litewskie książki tłoczono po pruskiej stronie granicy — w Tylży, Ragnecie, Bitenach — i przenosili je kolporterzy, sądzeni i zsyłani, gdy ich złapano.

Pierwszy numer pisma noszącego nazwę Auszra, czyli Jutrzenka, ma datę marca 1883 roku i wyszedł w Ragnecie, potem pismo drukowano w Tylży; ukazało się około czterdziestu zeszytów do 1886 roku. Jego programem była przeszłość: starożytność języka, wielkość średniowiecznego państwa i godność tego, co administracja nazywała chłopskim zabobonem.

Stąd bierze się kształt litewskiego obrazu własnej dawności. Składano go w druku zagranicznym, w tonie polemicznym, przeciw urzędowi, który odmawiał językowi prawa do własnych liter, i dlatego przyjmowano bez sprawdzania wszystko, co ten obraz wzmacniało, łącznie z panteonem wydrukowanym w Wilnie w 1835 roku.

Warto trzymać rozróżnienie, które ginie w potocznym skrócie o zakazie języka. Zakaz dotyczył druku łacinką, nie mowy, nie rękopisu i nie nabożeństwa; właśnie dlatego można było przemycać przez granicę gotową książkę, a nie można było jej wydać w Wilnie. Skutkiem było przesunięcie ośrodka litewskiej kultury drukowanej do Prus Wschodnich na dwa pokolenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Liczbę zeszytów pisma i miejsce druku poszczególnych numerów podaje się różnie.
  • Zarządzenia z lat 1864 i 1865 bywają streszczane jako jeden akt; szło o kilka decyzji administracyjnych, nie o jedną ustawę.

Skąd to wiadomoZarządzenie o druku litewskim czcionką rosyjską, 1864; zniesienie zakazu, 1904; pismo Auszra, numer pierwszy, marzec 1883, Ragneta, następnie Tylża.

Litwa Pruska, Tylża, 1895–1913

Wieczny ogień dostaje formę sceniczną w 1913 roku

Złożone później

Obraz nieprzerwanie podtrzymywanego płomienia dostał w 1913 roku formę sceniczną: trylogię wystawianą przez towarzystwo śpiewacze z Tylży.

Czytaj dalej

W Tylży od 1895 roku litewskim towarzystwem śpiewaczym kierował nauczyciel i filozof urodzony w 1868 roku, piszący dla tego towarzystwa sztuki. W 1913 roku ogłosił trylogię dramatyczną zatytułowaną Amžina ugnis, czyli Wieczny ogień, i od tego czasu obraz płomienia podtrzymywanego bez przerwy ma w litewskiej kulturze gotową postać sceniczną, z której można korzystać bez pytania o źródło.

To znaczenie brzmi tak: płomień jest wewnętrznym życiem narodu, które trwa, choćby państwa nie było. Język tej trylogii wiele zawdzięcza duchowej literaturze przełomu wieków, czytanej wtedy w całej Europie, a niewiele litewskiej wsi. Dziś ogień zapala się na uroczystościach państwowych i przy obrzędach wspólnot odrodzeniowych, a jego znaczenie pozostaje to z 1913 roku.

Podkład dokumentalny istnieje, ale nie jest tak stary, jak się go podaje. Kronika zakonna z 1326 roku opisuje miejsce kultu w Nadrowii i jego zwierzchnika; ogień wieczny, nigdy niegasnący, dopisała temu miejscu dopiero kronika kompilacyjna z XVI wieku. O ogniu utrzymywanym w Wilnie mówią roczniki polskie pisane w latach 1455–1480, przy gaszeniu go w 1387 roku; obie te rzeczy mają w tym dziale własne karty, a nowe jest znaczenie nadane ogniowi w 1913.

Rachunek jest trzywarstwowy. Ogień utrzymywany w miejscu kultu ma poświadczenie z XV wieku, i to od przeciwnika; dziewice pilnujące płomienia wchodzą do piśmiennictwa w wieku XVI, wraz z kronikami dorabiającymi Litwie rzymski rodowód, a wiek XIX daje im tylko imię i obraz; ogień jako znak przetrwania narodu datuje się na rok 1913 i lata późniejsze. Te trzy warstwy podaje się zwykle razem, jako jedną tradycję, choć dzieli je kilkaset lat i zupełnie inny rodzaj zapisu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok wydania trylogii bywa podawany z rocznym odchyleniem, zależnie od tego, czy liczy się druk, czy pierwsze wystawienie; wymaga sprawdzenia w katalogu druków tylżyckich.
  • Ile z obrazu ognia w tej sztuce pochodzi z litewskiego przekazu, a ile z ówczesnej literatury duchowej krążącej po Europie, nie zostało rozdzielone.

Skąd to wiadomoTrylogia dramatyczna Amžina ugnis, Tylża, 1913; litewskie towarzystwo śpiewacze w Tylży od 1895; starsze wzmianki o ogniu: kronika zakonna z 1326 i roczniki polskie pisane w latach 1455–1480.

Łotysze, Ryga, 1925–1990

Odrodzenie, które napisało sobie katechizm

Zapis po chrzcie

Łotewski ruch dievturi ogłosił program w 1925 roku, katechizm w pytaniach i odpowiedziach w 1932, a w 1935 został przez państwo zamknięty.

Czytaj dalej

Malarz i oficer urodzony w 1892 roku ogłosił w 1925 roku program odnowy łotewskiej pobożności, a rok później zarejestrowano towarzystwo. Nauka tego ruchu zbudowana jest z pieśni wyjętych z szafy: z ogromnego zbioru wybrano te, w których padają imiona Dievs, Māra i Laima, i odczytano je jako teologię, ustawiając całą trójkę w jeden uporządkowany układ.

W 1932 roku ukazał się katechizm ruchu, ułożony w pytania i odpowiedzi, dokładnie w formie luterańskich książeczek, które trzy stulecia wcześniej nauczyły Łotyszy czytać. Tu leży sedno całej sprawy: ruch, który miał przywrócić stan sprzed Kościoła, wziął od Kościoła formę nauczania, organizację gminy i samo pojęcie wyznania z ustaloną doktryną.

Daty są twarde i nie układają się w żadną ciągłość. Towarzystwo zamknięto w 1935 roku, za rządów, które od maja 1934 likwidowały stowarzyszenia w ogóle; po wkroczeniu Sowietów w 1940 roku założyciela aresztowano i zginął w 1942 w Astrachaniu. Ruch przetrwał wśród wychodźców za oceanem, a w 1990 roku zarejestrowano go w Rydze ponownie.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok zamknięcia towarzystwa i rok śmierci założyciela bywają podawane różnie; zgodne są: powstanie w latach dwudziestych, przerwa od połowy lat trzydziestych, powrót po 1989 roku.
  • Triada Dievs–Māra–Laima to układ z lat dwudziestych XX wieku; w samych pieśniach te trzy imiona nie stoją względem siebie w żadnej hierarchii.

Skąd to wiadomoProgram odnowy łotewskiej pobożności, 1925; rejestracja towarzystwa, 1926; katechizm ruchu w pytaniach i odpowiedziach, 1932; zamknięcie przez władze, 1935; ponowna rejestracja w Rydze, 1990.

Liwowie na wybrzeżu kurlandzkim, 1923–2013

Liwskie odrodzenie z 1923 roku i granica, której nie wolno przekroczyć

Zapis po chrzcie

Na wybrzeżu Kurów żył lud mówiący językiem ugrofińskim: związek liwski założono w 1923 roku, ostatnia rodzima mówczyni zmarła w 2013.

Czytaj dalej

Na północnym wybrzeżu Kurlandii, w kilkunastu wsiach rybackich, żył lud mówiący po liwsku. Ten język należy do rodziny ugrofińskiej i jest bliższy estońskiemu niż łotewskiemu, a od nazwy tego ludu pochodzi polska nazwa Inflant — i właśnie dlatego Liwowie bywają wciągani do opowieści o wierzeniach bałtyjskich, do których nie należą.

Związek liwski założono w 1923 roku, w tej samej dekadzie przyjęto flagę w barwach zieleni, bieli i błękitu, a w 1939 roku otwarto w Mazirbe dom ludowy, zbudowany przy pomocy fińskiej i estońskiej. Po wojnie wybrzeże stało się zamkniętą strefą graniczną, rybołówstwo ograniczono, a wsie się wyludniły w ciągu jednego pokolenia.

Organizację odnowiono w 1988 roku, w 1991 wydzielono na wybrzeżu chroniony obszar kulturowy, a w 2013 roku zmarła ostatnia osoba, dla której liwski był pierwszym językiem. To, co jest dzisiaj, zostało nauczone, nie odziedziczone, i dokładnie tego samego rozróżnienia trzeba użyć przy każdym ruchu opisanym w tej sekcji.

Konsekwencja praktyczna dotyczy cytowania. Pieśń, obrzęd albo imię z tego wybrzeża jest świadectwem o Liwach, a nie o Kurach, którzy zostawili własną nazwę w Kurlandii i w trzynastowiecznych układach; wspólne zwyczaje wybrzeża dowodzą sąsiedztwa i wspólnego morza, nie wspólnego pochodzenia.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Datę śmierci ostatniej osoby mówiącej po liwsku od dzieciństwa podaje się różnie, zależnie od tego, kogo uznaje się za rodzimego użytkownika.
  • Rok przyjęcia flagi liwskiej wymaga sprawdzenia w aktach związku z lat dwudziestych.

Skąd to wiadomoZałożenie związku liwskiego, 1923; dom ludowy w Mazirbe, 1939; odnowienie organizacji, 1988; wydzielenie chronionego obszaru kulturowego na wybrzeżu, 1991; śmierć ostatniej rodzimej mówczyni, 2013.

Litwa, 1967–2021

Od ogniska w Kernawie w 1967 do wyroku w Strasburgu w 2021

Zapis po chrzcie

Klub studencki urządził w 1967 roku noc świętojańską w Kernawie; w 1971 zakazano mu działać, a w 2021 sprawa skończyła się w Strasburgu.

Czytaj dalej

W 1967 roku studencki klub krajoznawczy z Wilna urządził noc świętojańską na grodziskach w Kernawie: dawne pieśni, ognisko, a w kolejnych latach kilka tysięcy ludzi na zboczach. W 1971 roku władze zakazały klubowi działalności, a prowadzącym odebrano miejsca pracy na uczelni; jako powód podano nacjonalizm, nie religię, co dobrze pokazuje, czego naprawdę pilnowano.

W 1988 roku, razem z ruchem odrodzenia narodowego, środowisko wyszło z ukrycia pod nazwą Romuva, wziętą z miejsca kultu wymienionego w kronice zakonnej z 1326 roku. W 1992 roku zarejestrowano w Wilnie wspólnotę religijną tej nazwy, a kolejne powstały w innych miastach i wśród wychodźców za oceanem.

W 2019 roku sejm odmówił wspólnocie statusu uznanej przez państwo, z którym wiążą się konkretne uprawnienia: udzielanie ślubów ze skutkiem cywilnym, nauczanie religii w szkołach, wsparcie z budżetu. W 2021 roku trybunał w Strasburgu orzekł, że odmowa naruszyła artykuł o wolności wyznania w związku z zakazem dyskryminacji.

Spór prawny obracał się wokół jednego słowa: tradycyjna. Trybunał nie rozstrzygał, czy wspólnota z 1988 roku jest przedłużeniem czegokolwiek sprzed chrztu; rozstrzygnął, czy parlament mógł odmówić bez podania powodów. Ciągłości obrzędowej między wsią z XIX wieku a wspólnotą z 1988 roku nie wykazano żadnym dokumentem, a sama wspólnota wywodzi ją z folkloru, nie z aktu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Dokładna data wyroku strasburskiego i sygnatura sprawy wymagają sprawdzenia w zbiorze orzeczeń trybunału z 2021 roku.
  • Daty rejestracji poszczególnych wspólnot w Wilnie, Kownie i za oceanem podaje się różnie, bo rejestrowały się osobno i w różnych latach.

Skąd to wiadomoNoc świętojańska na grodziskach w Kernawie, 1967; zakaz działalności klubu, 1971; wyjście z ukrycia pod nazwą Romuva, 1988; rejestracja wspólnoty religijnej w Wilnie, 1992; uchwała sejmu odmawiająca uznania, 2019; wyrok trybunału w Strasburgu, 2021.

Prusowie, Niemcy, Polska, Litwa i obwód kaliningradzki, od 1980

Pruski składany od nowa od lat osiemdziesiątych XX wieku

Złożone później

Pruskiego nikt nie odziedziczył — od lat osiemdziesiątych XX wieku odtwarza się go ze słowniczka z około 1400 roku i z trzech katechizmów.

Czytaj dalej

Od 1980 roku towarzystwo pruskich wysiedleńców w Hesji zaczęło wydawać teksty pod dawną pruską nazwą miejscową, a w tej samej dekadzie kręgi w Wilnie, Olsztynie i Kaliningradzie przystąpiły do odtwarzania języka: luki wypełnia się regułą wyprowadzoną z litewskiego i łotewskiego, a słowa na rzeczy, których katechizmy nie znają, trzeba ukuć od nowa.

Cały zapisany pruski to słowniczek ośmiuset dwóch wyrazów, znany z odpisu sporządzonego około 1400 roku z oryginału powstałego na przełomie XIII i XIV wieku, trzy katechizmy wydrukowane w Królewcu — dwa w 1545 i jeden w 1561 — oraz garść luźnych zdań. Wszystko to rzeczy robione z niemieckiego, przez ludzi Kościoła i urzędu na potrzeby nauczania, więc i słownictwo jest w nich kościelne albo codzienne, a nie kultowe.

Nazwane uczciwie, jest to język odtworzony, którym mówi garstka ludzi — liczby podaje się w dziesiątkach, nie w tysiącach — a przekaz od mówiącego do dziecka raz się urwał i dzisiejszy zaczyna się od nowa. Używa się go w pieśniach, w nazwach świąt i w imionach nadawanych dzieciom. Wszystko, co się w nim mówi o bogach, jest ułożone dzisiaj, choćby korzystało ze słów poświadczonych sześć wieków temu.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Rok założenia poszczególnych towarzystw i liczba osób używających odtworzonego pruskiego bywają podawane różnie i wymagają sprawdzenia w ich własnych wydawnictwach.
  • Z odtworzonej formy słowa nie wolno wnioskować o treści wierzenia: rekonstrukcja dotyczy brzmienia i gramatyki, nie kultu.
  • Liczby mówiących odtworzonym pruskim podaje się różnie, bo osobno liczy się wychowanych w nim od dziecka, a osobno tych, którzy się go nauczyli.

Skąd to wiadomoSłowniczek pruski spisany około 1400 roku; katechizmy królewieckie 1545 (dwa) i 1561; towarzystwo wydające teksty pruskie w Hesji od 1980; kręgi odtwarzające język w Wilnie, Olsztynie i Kaliningradzie od lat osiemdziesiątych XX wieku.

Litwa i Łotwa, 1919–2003

Państwowy kalendarz wzięty z kroniki i z poematu

Zapis po chrzcie

Trzy dni wolne w bałtyckich kalendarzach biorą nazwę z koronacji z 1253 roku, z eposu z 1888 i z nocy świętojańskiej.

Czytaj dalej

Litwa uczyniła dniem wolnym dwudziesty czwarty czerwca pod podwójną nazwą, kościelną i przedchrześcijańską, czyli dokładnie w tej postaci, w jakiej to święto funkcjonuje od XV wieku, kiedy zaczęto je zwalczać z ambony i równocześnie wpisywać w kalendarz liturgiczny pod imieniem świętego.

Litewskim świętem państwowym jest szósty lipca, upamiętniający koronację z 1253 roku. Rok ma za sobą dokumenty papieskie, ale dnia nie ma w żadnym z nich: szósty lipca to wyliczenie ogłoszone w 1989 roku i przyjęte na święto w 1991. Jest w tym i drugie napięcie: dzień założycielski upamiętnia koronację chrześcijańską władcy, o którym kronika inflancka pisze potem, że wrócił do dawnych bogów i przestał się liczyć z chrztem.

Na Łotwie jedenasty listopada bierze nazwę od bohatera, którego dzisiejszą postać złożył poeta w 1888 roku z siłacza znanego z bajek, a upamiętnia bitwę z 1919. Līgo i Jāņi, dwudziesty trzeci i dwudziesty czwarty czerwca, wróciły do kalendarza jako dni wolne pod koniec lat osiemdziesiątych, po dziesięcioleciach, w których była to zwykła doba robocza z obowiązkową pracą w polu.

Kalendarz państwowy jest uchwałą parlamentu z datą, nie dowodem ciągłości. Tam, gdzie nazwa dnia wraca do wydarzenia z 1253 roku, sprawdzić da się dokumenty tego wydarzenia, choć nie sam dzień; tam, gdzie pochodzi z poematu z 1888 roku, sprawdzić da się poemat — i na tym polega cała różnica między świadectwem a wyborem, którego dokonano w XX wieku.

Czego nie rozstrzygnięto
  • Roczniki wprowadzenia poszczególnych dni wolnych bywają podawane różnie, bo ustawy o świętach zmieniano po 1990 roku kilkakrotnie.
  • Rok, w którym przywrócono na Łotwie czerwcowe dni wolne, wymaga sprawdzenia w dzienniku ustaw z końca lat osiemdziesiątych.
  • Dzień koronacji z 1253 roku jest wyliczeniem współczesnym, nie odczytem z aktu; sporny pozostaje nie tylko miesiąc, ale i to, czy dnia da się w ogóle ustalić.

Skąd to wiadomoUstawy o dniach świątecznych na Litwie i Łotwie po 1990 roku; koronacja z 1253 roku i zezwalający na nią dokument papieski; bitwa o Rygę, 11 listopada 1919; przywrócenie czerwcowych dni wolnych na Łotwie pod koniec lat osiemdziesiątych.